TEST 2018 - Stowarzyszenie CROSS
Baner

TEST 2018

Miesięcznik informacyjno-szkoleniowy Stowarzyszenia Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących "Cross"

Adres redakcji:

00-216 Warszawa
ul. Konwiktorska 9,
tel.: 22 412 18 80
e-mail: redakcja@cross.org.pl

Zapytaj o bezpłatną prenumeratę

Redaguje zespół w składzie:

  • Anna Baranowska - Redaktor naczelna
  • Wojciech Puchacz - Zastępca redaktor naczelnej
  • Małgorzata Soloch - Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

Skład, druk, oprawa i kolportaż:

EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Skład wersji internetowej

Novelart

Nakład:

900 egzemplarzy

Stowaryszenie CROSS w mediach społecznościowych

  

Miesięcznik dofinansowują Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki

ISSN 1427-728X

ROK XXIII

Nr 12 (245)

Grudzień 2025 r.

Okładka miesięcznikia nr.12.2025
Para deblowa Karol Kistowski (z lewej) - Kamil Piaskiewicz w pozycji obronnej. II Ogólnopolski Turniej w Tenisie Stołowym Dźwiękowym, Sękocin Stary 2025 r.

Spis treści

grafika kalendarza na 2026 rok
Kalendarz na 2026 rok

 

Życzenia

Biały bielusieńki
Mały płatek chleba
Drzemie na talerzu
Przyszedł prosto z nieba
By w dzień wigilijny
Serca nam prostować
Wór miłości wkoło
I pokoju dodać
Pojednanie niesie
Wraz z dobrocią w parze
Taki czas świąteczny
Wszystkim idzie w darze
Daj się ponieść magii
Maleńkiego chleba
Który do nas przyszedł
Z wysokiego nieba
I radość zwiastuje
Ukojenie duszy
Czy twe człeku serce
Boża miłość wzruszy?

Elżbieta Rygasiewicz


Wszystkim naszym Czytelnikom życzymy przepięknych Świąt Bożego Narodzenia: spotkań, które niosą radość, słów, które dają ukojenie i prezentów trafionych jak strzał w dziesiątkę! W nowym roku niech marzenia sięgają celu jak kula kręgli, a dobre zdrowie pomaga odpierać życiowe sztormy jak sprawna szachowa armia. I generalnie − żeby zawsze było z górki!


grafika życzeń świątecznych. tekst życzeń powyżej

Mistrzowie idą va banque!

Zmiana formuły turnieju nie namieszała nam w końcowych rezultatach. Dwukrotnie zagrany Mazurek Dąbrowskiego oznaczał tylko jedno – dwa złote medale na szyjach Biało-Czerownych!

Turniej międzynarodowy IBSA Showdown World Masters (29.10-1.11.2025) był najbardziej wymagającym turniejem w obecnym sezonie. Po raz pierwszy rozegrany został pod taką nazwą i w nowej formule. Do udziału zaproszonych zostało po dziesiątce najlepszych zawodniczek i zawodników z rankingu sezonowego, dwoje najlepszych zawodników spoza Europy oraz dwoje zawodników z tzw. dzikimi kartami, przyznanymi przez organizatora, czyli ostatecznie w turnieju wystartowało 12 kobiet oraz 12 mężczyzn. Ranking wskazywał na to, że po raz kolejny pobijemy rekord liczebny reprezentantów – w rozgrywkach uczestniczyło aż ośmioro naszych sportowców!

Turniej odbywał się w leżącej na północy Włoch Bolonii. Reprezentantów wystawiły Finlandia, Łotwa, Włochy, Francja, Belgia, Czechy, Bułgaria, Chiny, Maroko oraz Polska. Zawodnicy rozgrywali mecze na zasadzie „każdy z każdym”, według formuły „najlepszy z pięciu”. Oznacza to, że wszyscy startujący mieli do rozegrania 11 meczów, z których każdy trwał przynajmniej trzy sety. Turniejowe rozgrywki odbywały się na sześciu stołach, pod bacznym nadzorem 12 sędziów międzynarodowych, w tym Lubomira Praska  z Polski.

Grupę polskich zawodników stanowili: Elżbieta Mielczarek, Katarzyna Pietruszyńska, Monika Szwałek, Weronika Szynal, Krystian Kisiel, Adrian Słoninka, Krzysztof Sobiło i Przemysław Knaź. Towarzyszyli im trener polskiej kadry showdownistów Szymon Borkowski oraz instruktorzy – Sebastian Michailidis, Ariel Kiresztura i Wacław Karczewski.

Pierwszy dzień rozpoczął się od polskich pojedynków, o co nie było trudno z racji naszej licznej obsady. Najlepiej zaprezentowali się Elżbieta Mielczarek i Krystian Kisiel, którzy w pokonanym polu pozostawili wszystkich swoich rywali z ekipy.


osoby przy stole do gry w showdownAdrian Słoninka w meczu z Łotyszem Denissem Marcinkevicsem

Kolejne starcia odbyły się po przerwie obiadowej. Tutaj nasi zawodnicy musieli skrzyżować rakietki z przeciwnikami z innych państw. Mecze okazały się bardzo zacięte i niejednokrotnie kończyły się rozegraniem decydującego piątego seta. Do końca dnia niepokonana pozostała Elżbieta Mielczarek, która z kompletem zwycięstw otwierała klasyfikację pań. Piąta była Monika Szwałek, która wygrała swoje trzy spotkania, ósma Weronika Szynal z dwiema wygranymi, a jedenasta debiutująca w turnieju Katarzyna Pietruszyńska z jedną wygraną na koncie. Wśród naszej męskiej części kadry najlepiej pierwszy dzień zmagań zakończył Krystian Kisiel, zapisując na swoim koncie pięć zwycięstw i meldując się na drugiej lokacie. Ósmy w klasyfikacji przejściowej był Krzysztof Sobiło z trzema wygranymi spotkaniami, dziewiąty Adrian Słoninka, który wygrał dwukrotnie, a dwunasty na liście debiutant Przemysław Knaź musiał jeszcze poczekać na pierwsze zwycięstwo.

Następnego dnia rozgrywki ruszyły z samego rana. Zarówno panie, jak i panowie mieli do rozegrania sporo meczów. Większość z nich nie skończyła się na trzech, ale na czterech, a nawet pięciu rozegranych setach. Wiele zgromadzonych osób zacierało ręce na pojedynek dwóch najlepszych w minionych latach zawodniczek – Hanny Vilmi z Finlandii i naszej Elżbiety Mielczarek. Z góry mogliśmy zakładać, że ten mecz przyniesie nam ogrom sportowych emocji. I tak właśnie było! Pierwszy set to walka punkt za punkt, bramka za bramkę i ostatecznie zwycięstwo naszej zawodniczki 12:9. Drugi set to wiele niezwykle długich wymian piłek, obie showdownistki postawiły bowiem na zamurowanie swoich bramek i skupiły się przede wszystkim na defensywie. W pewnym momencie reprezentantka Suomi wrzuciła jednak nie piąty, a szósty bieg, znakomicie wstrzeliwując się w bramkę swojej rywalki i wyszła na prowadzenie 7:0. Trener Szymon Borkowski zdecydował się wziąć czas dla Eli i wspólnie ustalili zmianę taktyki na resztę seta. Przyniosło to znakomity efekt, bo ostatecznie nasza zawodniczka przejęła kontrolę i wygrała 13:10! To ewidentnie podrażniło Hannę, która wiedziała, że jeśli nie wygra kolejnego seta, to przegra całe spotkanie i praktycznie pogrzebie swoje szanse na zwycięstwo w turnieju. Sportowa złość Finki i jej ogromne doświadczenie zadziałały, bowiem trzeci set padł jej łupem w stosunku 11:4. Ale to z kolei rozzłościło naszą zawodniczkę. Elżbieta stwierdziła, że nie ma zamiaru rozgrywać tie-breaka i chce rozstrzygnąć spotkanie w czwartym secie. Jak powiedziała, tak zrobiła: wygrała go 11:7 i cały mecz 3:1! Fantastyczny występ obu zawodniczek, zakończony fenomenalną wygraną Elki!

Bardzo interesująco zapowiadały się także pojedynki Krystiana Kisiela z dwoma największymi sportowymi rywalami – Denissem Marcinkevicsem z Łotwy i Christoffem Eilersem z Belgii. Większość twierdziła, że do ich rozstrzygnięcia potrzebne będzie pięć setów. Jednak Krystian zadał kłam tym poglądom, bo pokazał, że nie ma ani czasu, ani ochoty na rozgrywanie tak długich spotkań.


grupa osób z pucharamiPodium pań. Od lewej: Hanna Vilmi (Finlandia), Elżbieta Mielczarek (Polska), Chiara Di Liddo (Włochy)

Na pierwszy ogień poszedł Marcinkevics, aktualny indywidualny mistrz świata. Nasz zawodnik wykorzystał szansę, by wziąć na nim rewanż właśnie za minione mistrzostwa i od słów przeszedł do czynów. 11:5, 11:3, 13:10 i w całym meczu 3:0 dla Krystiana! Ależ to było fantastycznie rozegrane spotkanie! Nasz reprezentant nie osiadł na laurach po pokonaniu Łotysza. Czekał na niego jego kolejny rywal, a prywatnie dobry kolega – Belg Christoff Eilers. Musiał zatem odłożyć na bok przyjacielskie gesty i skupić się na grze. Przyniosło to kolejne rewelacyjne rezultaty: 11:5, 11:6, 12:7 i kolejne spotkanie wygrane w stosunku 3:0! Ręce same składały się do oklasków!

Również pozostali nasi reprezentanci spisali się znakomicie, bo wygrali sporą część meczów, dzięki czemu nadrobili straty z poprzedniego dnia. Starcia przyniosły wiele sportowych emocji, wylanego potu i radości po fantastycznych zwycięstwach. Na korytarzach hotelu Sidney było widać ogromną mobilizację wśród naszych rywali, żeby w myśl zasady „bij mistrza” pokonać choć jednego z Biało-Czerwonych, co niewątpliwie schlebiało naszym zawodnikom. Nie dostali oni jednak skrzydeł i nie odlecieli myślami z turnieju, tylko pozostali na ziemi i skupili się na wygraniu jak największej liczby meczów.

– Cieszę się z osiągniętych rezultatów i ostatecznie zajętego miejsca. Oczywiście, zawsze mogło być lepiej i kilka spotkań mogło się ułożyć inaczej, gdybym nie popełnił tylu błędów. Teraz czas wyciągnąć wnioski i pracować nad tym, aby te błędy wyeliminować. Podsumowując tegoroczny sezon w moim wykonaniu, śmiało twierdzę, że mam prawo być zadowolony, bo w każdym turnieju, w którym grałem, włączając w to mistrzostwa świata czy IBSA World Masters, zajmowałem miejsca w pierwszej dziesiątce. Można więc mówić o stabilności mojej formy sportowej – podsumował po turnieju swoje dokonania wielokrotny reprezentant Polski Krzysztof Sobiło.

Reasumując, nasi reprezentanci pokazali się z bardzo dobrej strony, bo nie dość, że zajęli wysokie lokaty, to jeszcze w każdym meczu zostawili przy stole kawał serducha, walcząc o każdy najmniejszy punkt. I właśnie ta sportowa złość i nieustępliwość potwierdzają, że śmiało możemy nazywać się Mistrzami!


grupa osóbPolska kadra showdownistów po zakończonym turnieju IBSA Showdown World Masters 2025

IBSA Showdown World Masters 2025
29.10-1.11.2025 r., Bolonia, Włochy
(zwycięzcy i miejsca reprezentantów Polski)

Kobiety
1. Elżbieta Mielczarek Polska
2. Hanna Vilmi Finlandia
3. Chiara Di Liddo Włochy
(…)
5. Monika Szwałek Polska
6. Weronika Szynal Polska
7. Katarzyna Pietruszyńska Polska

Mężczyźni
1. Krystian Kisiel Polska
2. Christoff Eilers Belgia
3. Franck Bouilloux Francja
(…)
7. Krzysztof Sobiło Polska
9. Adrian Słoninka Polska
12. Przemysław Knaź Polska

 

Srebrna Weronika i Filip na piątkę

Drugie miejsce Weroniki Szynal, piąta lokata Filipa Liszewskiego i dobre występy reszty Biało-Czerwonych w listopadowym turnieju Zurich Open 2025 to fantastyczne zakończenie tegorocznego sezonu startów poza granicami Polski. Szwajcaria po raz kolejny okazała się szczęśliwa dla naszych showdownistów.

W turnieju brało udział 60 zawodników, 25 kobiet i 35 mężczyzn. Polacy przyjechali zmierzyć się z reprezentantami Szwajcarii, Niemiec, Francji, Słowacji, Czech, Belgii, Włoch, Finlandii, Bułgarii i Hiszpanii, oddzielnie w grupie kobiet i mężczyzn. Walczyli dla nas: Katarzyna Pietruszyńska, Weronika Szynal, Przemysław Knaź, Filip Liszewski, Krzysztof Sobiło i Michał Wałecki, sportowcom towarzyszyli trener kadry Szymon Borkowski oraz instruktor Sebastian Michailidis. Rozgrywki odbywały się na pięciu stołach i sędziowało je dziewięciu sędziów międzynarodowych.

Pierwsza runda turnieju dla Weroniki Szynal okazała się czystą formalnością. Zawodniczka wygrała wszystkie swoje mecze i zajęła pierwsze miejsce w grupie. Bardzo dobrze zawody rozpoczęła także druga z Biało-Czerwonych Katarzyna Pietruszyńska, która co prawda w pierwszym meczu nieznacznie uległa Annice Hein z Niemiec, ale wygrała kolejne grupowe spotkania i ostatecznie zajęła drugą pozycję. Tak samo po pierwszej rundzie stał Filip Liszewski, który także doznał tylko jednej porażki – z dużo wyżej notowanym Francuzem Pierre’em Bertrandem. Mniej szczęścia mieli Krzysztof Sobiło i Michał Wałecki, którzy mimo bardzo ambitnej postawy i równie zaciętych meczów ostatecznie zajęli trzecie miejsca w swoich grupach. O ogromnym pechu musi mówić Przemysław Knaź. Po zakończonych meczach aż trzech zawodników z jego grupy miało tyle samo dużych punktów za zwycięstwa, a także taką samą liczbę wygranych i przegranych setów. O zajętym miejscu decydował zatem bilans małych punktów, który Przemek miał, niestety, najgorszy, co równało się czwartemu miejscu w grupie.

osoby przy stole do gryMecz o miejsca 5-8 – Luciano Florio (Włochy) kontra Filip Liszewski

W kolejnej rundzie los skojarzył nasze jedyne dwie zawodniczki. W swojej grupie Weronika i Kasia miały dodatkowo za rywalkę doświadczoną Czeszkę Terezę Prikrylovą. Weronika, po bardzo zaciętym trzysetowym pojedynku, pokonała reprezentantkę naszych południowych sąsiadów 2:1 (w tie-breaku 12:9). Z kolei Kasia musiała uznać wyższość rywalki po przegranej 0:2. O ostatecznej kolejności w grupie decydował więc pojedynek naszych pań. Jak zwykle był on bardzo długi i zacięty, a zakończył się zwycięstwem Weroniki 2:1, która zajęła pierwsze miejsce w grupie i trafiła do najlepszej ósemki turnieju. Kasia, znajdująca się na trzeciej lokacie, musiała zadowolić się walką o miejsca 9-12.

Do bardzo ciekawej grupy trafił Filip Liszewski, bowiem zagrało w niej trzech z najbardziej obiecujących zawodników światowego showdowna. Poza naszym reprezentantem byli to Hakan Osman z Bułgarii oraz Vaclav Krychtalek z Czech. Młodych gniewnych pogodzić próbował doświadczony na tle rywali Belg Jelle Steuer. I słowo „próbował” jest trafnym określeniem, skoro showdownowi adepci pokazali, że teraz jest ich czas, bo każdy z nich zostawił Belga w pokonanym polu. Ich pojedynki uznano za jedne z najlepszych rozgrywanych podczas szwajcarskiego turnieju! Walka o każdy punkt, fantastyczne wymiany piłek i ostatecznie każdy mecz kończył się wynikiem 2:1! Najpierw Hakan w ten sposób pokonał Vaclava i Filipa, żeby później nasz reprezentant w decydującym o wyjściu z grupy pojedynku również w takim stosunku wygrał ze swoim czeskim kolegą. Te mecze pokazały, że przyszłość światowego showdowna może być w ich rękach.

Brak awansu do najlepszej turniejowej ósemki Kasia odbiła sobie na kolejnych rywalkach. Najpierw wynikiem 2:0 pokonała Francuzkę Fidan Faure-Mayol, żeby w swoim ostatnim meczu wygrać z Czeszką Ivą Karaskovą 2:1. Fakt, że nie udało jej się rozstrzygnąć tego pojedynku w dwóch setach (drugi przegrany 9:11 po samobójczej bramce) bardzo ją rozeźlił. Decydujący trzeci set wygrała bowiem… 11:0! Po meczu Iva podziękowała Kasi za możliwość rozegrania tie-breaka, jednak wyraziła jednocześnie ubolewanie, że nie miała w nim zupełnie nic do powiedzenia.



grupa osób na podiumPodium pań na turnieju w Zurichu. Od lewej: Weronika Szynal (Polska), Hanna Vilmi (Finlandia), Marketa Trncakova (Czechy)

W ćwierćfinale Weronika Szynal trafiła na doświadczoną rywalkę z Włoch – Pierrę Folino. Mecz nie rozpoczął się po myśli naszej reprezentantki, bo pierwszego seta przegrała wyraźnie 4:11. W drugim walka była zdecydowanie bardziej wyrównana, jednak również zakończona porażką Weroniki, tym razem 8:11. W trzecim secie znów dobry początek zanotowała Folino, która prowadziła już 6:3. I wtedy nastąpiło coś, czego efekt zaskoczył wszystkich. Weronika poprosiła o medical time, czyli pięciominutową przerwę w meczu tłumaczoną urazem. Prawdę mówiąc, naszej zawodniczce nic się nie stało, ale potrzebowała chwili na wyciszenie i ułożenie sobie w głowie dalszej części tego, wydawać by się mogło, przegranego już pojedynku. Ten ruch okazał się taktycznie świetny, skoro Weronika doprowadziła do remisu 6:6 i ostatecznie wygrała seta 11:7. Niesiona na fali powodzenia postanowiła w czwartej części spotkania pokazać rywalce, że to ona zasługuje na awans − i bezapelacyjnie rozgromiła ją 12:0! Wszystkie punkty zdobyła nie na błędach Włoszki, ale strzelając po prostu sześć bramek z rzędu! Piera nie mogła zrozumieć, co właściwie się zadziało. O wszystkim zadecydować miał jednak piąty set. W nim Weronika nie spuściła z tonu. Zagrała wręcz koncertowo, wygrała 11:1 i mogła cieszyć się z awansu do jednej drugiej finału!

Filip w ćwierćfinałowym pojedynku trafił ponownie na Francuza Pierre’a Bertranda. Chciał wziąć na nim rewanż za porażkę w pierwszej fazie turnieju. I początek faktycznie miał bardzo obiecujący, ponieważ pierwszego seta wygrał 15:13. W drugim nieznacznie lepszy był reprezentant trójkolorowych − wygrał z Filipem 12:10. Kolejny set również padł łupem Bertranda, tym razem w stosunku 12:5. Mimo to nasz zawodnik nie zamierzał się kłaść przed rywalem, ale zawalczyć do końca. I był bardzo bliski sukcesu. Prowadził już nawet w czwartym secie 9:8, lecz doświadczenie pozwoliło Francuzowi sprytnym uderzeniem zdobyć bramkę i wyjść na prowadzenie. W ostatniej akcji meczu Filip popełnił błąd i ostatecznie przegrał go 1:3. Pozostała mu zatem walka o miejsca 5-8. Tutaj nie brał jeńców. Najpierw bez mrugnięcia okiem rozprawił się z Włochem Luciano Florio, wygrywając 2:0 (11:5, 12:1), by następnie w równie świetnym stylu pokonać Fina Olliego Kytoviitę, także wynikiem 2:0 (11:8, 12:2). Dzięki tym dwóm pewnym wygranym Filip mógł cieszyć się z zajęcia świetnego piątego miejsca.

W półfinałowym pojedynku kobiet Weronika skrzyżowała rakietkę z kolejną Włoszką, tym razem Sonią Tranchiną. Ta chciała pomścić swoją koleżankę z reprezentacji, ale na chęciach się skończyło. „Szynszyla” nie okazała bowiem litości rywalce, pokonała ją bardzo pewnie 3:0 (11:7, 13:11, 11:6) i mogła przygotowywać się do finału Zurich Open 2025! Bo w decydującym meczu czekała już na nią multimedalistka wszystkich showdownowych turniejów – Hanna Vilmi z Finlandii, która w półfinale rozgromiła 3:0 Czeszkę Marketę Trncakovą. Czekał nas zatem pojedynek zawodniczek, które bardzo pewnie przeszły przez mecze półfinałowe. Tym razem jednak nie spełniły się nasze nadzieje, bo reprezentantka Suomi znów potwierdziła swoją fantastyczną formę. Mimo ambitnej postawy Weronika przegrała ten mecz 0:3 (3:11, 5:11, 3:12) i także ona musiała uznać dominację Hanny Vilmi. Mimo to ogromne brawa, bo na szyi „Szynszyli” zawisł srebrny medal!

Bardzo duży niedosyt czuł zwłaszcza Krzysztof Sobiło, który nie tak wyobrażał sobie szwajcarski turniej.

− Moje dziewiętnaste miejsce to nieporozumienie. Znam swoją wartość i wiem, że powinienem mieć o wiele wyższe miejsce. Nie znaczy to, że uważam, że któryś z moich rywali niezasłużenie był wyżej ode mnie. To ja dałem ciała i jestem z tego powodu bardzo niezadowolony. Ale nie poddaję się, jestem przekonany, że to był tylko wypadek przy pracy, który więcej nie ma prawa się powtórzyć – skomentował.


grupa osóbPolska reprezentacja tuż przed wylotem do Polski

Równie niezadowolony z zajętej przez siebie lokaty był Przemysław Knaź.

− Masakra, po prostu masakra. Jestem o dwadzieścia miejsc niżej, niż planowałem. Zawaliłem swój pierwszy mecz z Niemcem Kevinem Barthem, który powinienem był rozstrzygnąć na swoją korzyść. Nie mam jednak nic na swoje usprawiedliwienie.
Byłem słabszy i tyle. Ale teraz zabieram się do pracy ze zdwojoną siłą, żeby już nigdy taki wynik się nie powtórzył – powiedział nasz reprezentant.

Turniej Zurich Open 2025 możemy niemniej uznać za udany. Fantastyczne drugie miejsce Weroniki Szynal i świetna piąta lokata Filipa Liszewskiego mówią same za siebie. Ambitna postawa pozostałych naszych reprezentantów i ich sportowa złość po zaliczonych porażkach nie pozwalają wątpić w ich siłę.

Zurich Open 2025
(zwycięzcy i miejsca polskiej reprezentacji)
12-16.11.2025 r., Zurich

Kobiety
1. Hanna Vilmi Finlandia
2. Weronika Szynal Polska
3. Marketa Trncakova Czechy
(…)
9. Katarzyna Pietruszyńska Polska

Mężczyźni

1. Pierre Bertrand Francja
2. Christoff Eilers Belgia
3. Hakan Osman Bułgaria
(…)
5. Filip Liszewski Polska
19. Krzysztof Sobiło Polska
22. Michał Wałecki Polska
25. Przemysław Knaź Polska

Goście na zamknięciu sezonu

Wrocław, niewątpliwa mekka polskiego strzelectwa, ponownie był areną zmagań strzelców z dysfunkcją wzroku. Tym razem do stolicy Dolnego Śląska zawitało trzech reprezentantów Chorwacji, dwóch strzelców ze Słowacji i jeden sportowiec z Czech, co dało łącznie, wliczając zawodników i zawodniczki z Polski, aż
33 uczestników II Międzynarodowego Pucharu „Olimpu” w Parastrzelectwie Osób z Dysfunkcją Wzroku. Równolegle odbywał się finał Pucharu Polski zamykający sezon startowy.

W pierwszym dniu strzelcy rozgrywali konkurencję karabin pneumatyczny stojąc, do której zgłoszonych zostało 27 zawodników. Progiem wejścia do rozgrywek finałowych okazał się poziom 520 p., co jest pułapem wyższym niż w październikowych mistrzostwach Europy. Do finału awansowało siedmioro Polaków, w tym medaliści indywidualni i zespołowi tegorocznych mistrzostw naszego kontynentu oraz jeden z reprezentantów Słowacji, młody Viliam Holenda, aktualny rekordzista Europy w kategorii juniorów. Słowak, choć w kwalifikacjach znacząco zdystansował resztę stawki, to w strzelaniu finałowym, liczonym od zera, był zmuszony ponownie wykazać się swoimi umiejętnościami.

Finał rozpoczął się świetną serią w wykonaniu Barbary Matyki, która wysunęła się na prowadzenie z dwupunktową przewagą. W drugiej serii jedna słabsza próba sprawiła, że musiała oddać fotel lidera Viliamowi Holendzie. Pierwszy rywalizację zakończył Wojciech Muszczak, który w rundzie kwalifikacyjnej zaprezentował się najlepiej ze wszystkich Polaków. W jego ślady poszła następnie Katarzyna Orzechowska, a dalej Grzegorz Kłos. Po kilku słabszych próbach na 5. miejscu z finałem pożegnała się Klaudia Żelazowska, zaś powracający do strzelania w postawie stojącej Bogusław Rutkowski, który zakończył rehabilitację kolana, zajął 4. miejsce. W rywalizacji pozostało zatem już tylko troje zawodników, a o medalach ostatecznie zadecydowały kolejne strzały. Na najniższym stopniu podium stanęła Barbara Matyka ze znaczną, bo ponaddziesięciopunktową stratą do wyższej lokaty. Na tym etapie, po 22 strzałach, na prowadzenie po raz pierwszy w finale wysunęła się Barbara Moskal. Tegoroczna mistrzyni Europy i wielokrotna mistrzyni świata w tej konkurencji znów udowodniła swoją wyższość nad rywalami. Zawody zakończyła na najwyższym stopniu podium, z przewagą 3,6 p. Całe podium przedstawiało się następująco:

Barbara Moskal (asyst. Katarzyna Moskal) „Podkarpacie” Przemyśl

Viliam Holenda (asyst. Vladimir Holenda) Słowacja

Barbara Matyka (asyst. Bogdan Konieczny) „Podkarpacie” Przemyśl



osoby na stzelnicy

Rywalizacja w konkurencji VIP – na pierwszym planie Katarzyna Orzechowska z asystentem Filipem Fredem

Równolegle z rywalizacją międzynarodową w ramach Pucharu „Olimpu” rozgrywane były także strzelania finału Pucharu Polski. Podczas gdy pierwsze realizowano w formule open, czyli w klasyfikacji wspólnej mężczyzn i kobiet, to w rywalizacji o Puchar Polski, wzorem mistrzostw Polski, klasyfikacja była rozdzielna. W grupie pań ponownie najlepsza była Barbara Moskal („Podkarpacie” Przemyśl, asyst. Katarzyna Moskal), na drugim stopniu podium stanęła Klaudia Żelazowska („Morena” Iława), a na trzecim miejscu rywalizację zakończyła Katarzyna Orzechowska („Warmia i Mazury” Olsztyn, asyst. Filip Fred).

W grupie mężczyzn w kwalifikacjach najlepiej spisał się Wojciech Muszczak, który ustanowił nowy rekord Polski w tej części konkurencji − 548,2 p. W finale jednak musiał uznać wyższość rywali i zajął ostatecznie 4. miejsce. Spośród trójki najlepszych zawodników pierwszy wyeliminowany został Grzegorz Kłos („Łuczniczka” Bydgoszcz, asyst. Jolanta Szapańska), 2. miejsce zajął najmłodszy w stawce finałowej Filip Fred („Warmia i Mazury” Olsztyn, asyst. Katarzyna Moskal). Najwyższy wynik uzyskał zaś Bogusław Rutkowski („Warmia i Mazury” Olsztyn, asyst. Ksenia Borko), który nie tylko pokonał wszystkich rywali, lecz także ustanowił nowy rekord Polski finału wynoszący teraz 213,6 p.


osoby na strzelnicyRywalizacja w konkurencji VIP. Na pierwszym planie Barbara Matyka ze swoim asystentem Bogdanem Konieczny

Drugi dzień rywalizacji stał pod znakiem konkurencji karabin pneumatyczny leżąc. W ramach otwartej rywalizacji równych nie miał sobie reprezentant Chorwacji Petar Jelaković, który wraz ze swoją asystentką Veroniką Jelaković uzyskał łącznie 623,1 p. Do drugiego etapu zawodów awansował także drugi z Chorwatów Fran Scracić (asyst. Natalija Sudar) oraz Słowak Viliam Holenda (asyst. Vladimir Holenda). Wśród Polaków najwyższy wynik kwalifikacji odnotował Wojciech Muszczak („Jutrzenka” Częstochowa, asyst. Elżbieta Muszczak) – 618,3 p. Finał najmocniej rozpoczął Bogusław Rutkowski, jednak dwa słabsze strzały w drugiej serii sprawiły, że spadł aż na 6. lokatę, na której zresztą zawody zakończył. Od momentu przejścia do drugiego etapu finału (strzałów pojedynczych) na fotel lidera wskoczył wspomniany wcześniej reprezentant „Jutrzenki” Wojciech Muszczak. Pierwszą, która opuściła rywalizację finałową, okazała się Renata Tomaszewska („Cross Opole”), zaraz potem w jej ślady poszedł Chorwat Scracić. Miejsce 6. zajął wspomniany wcześniej brązowy medalista mistrzostw Europy Bogusław Rutkowski, a kolejnym wyeliminowanym z rywalizacji był najmłodszy w stawce Słowak Viliam Holenda, który choć oddawał wysokie strzały w centrum i przeplatał je mocnymi „dziewiątkami”, to jednym fatalnym trafieniem w „ósemkę” sprawił, że nie był w stanie podjąć walki o podium. Dobrą pozycję do miejsca trzeciego miał natomiast Grzegorz Kłos, który ostatnim strzałem o wartości 10,0 p. finalnie zakończył rywalizację na 4. miejscu, ze stratą 0,4 p. do wyżej sklasyfikowanego zawodnika. Kolejny strzał okazał się nie lada sensacją. O ile dwaj zawodnicy trafili w środek tarczy lub jego bliskie okolice, o tyle na tarczy Barbary Moskal w ostatniej sekundzie dostępnego na ten strzał czasu pojawiła się przestrzelina o wartości 4,3 p., co przekreśliło jej szanse na inne miejsce niż 3. Ostatecznie zwycięzcą okazał się tegoroczny debiutant w kadrze narodowej, czym tylko potwierdził swoją wartość i zagwarantował sobie wyjazd na zawody międzynarodowe w Langelsheim w przyszłym sezonie. Podium tego finału było następujące:

Wojciech Muszczak  (asyst. Elżbieta Muszczak) „Jutrzenka” Częstochowa

Petar Jelaković  (asyst. Veronika Jelaković) Chorwacja

Barbara Moskal  (asyst. Katarzyna Moskal) „Podkarpacie” Przemyśl

Podobnie jak w przypadku postawy stojąc tu także rozegrała się równoległa rywalizacja w ramach finału Pucharu Polski. W osobnych zmaganiach finałowych mierzyła się najlepsza ósemka pań i panów. Była to dla nich szansa na oddanie ostatnich strzałów w zawodach zwieńczających tegoroczny sezon strzelecki. Wśród pań tym razem równych sobie nie miała Barbara Moskal („Podkarpacie” Przemyśl), która jednocześnie ustanowiła nowy rekord Polski finału na poziomie 248,7 p. Na drugim miejscu finał zakończyła Klaudia Żelazowska („Morena” Iława, asyst. Arkadiusz Szewczyk), zaś na najniższy stopień podium spektakularnie przedarła się Ksenia Borko („Warmia
i Mazury” Olsztyn, asyst. Bogusław Rutkowski), dla której był to pierwszy tak duży sukces podczas zawodów ogólnopolskich.

W rywalizacji panów tego dnia swoją dyspozycję wykazał Bogusław Rutkowski („Warmia i Mazury” Olsztyn, asyst. Ksenia Borko), który jednak o zaledwie 0,7 p. wyprzedził tryumfatora dnia poprzedniego Wojciecha Muszczaka z „Jutrzenki” Częstochowa (asyst. Elżbieta Muszczak). Na najniższym stopniu podium stanął tym razem Filip Fred („Warmia i Mazury” Olsztyn, asyst. Katarzyna Moskal).

grupa osób z pucharami„Olimp” Cup 2025. Uczestnicy z zagranicy wraz z reprezentantami Polski


Finał Pucharu Polski był ostatnim w tym roku startem w ramach rywalizacji strzelców z dysfunkcją wzorku, co oznacza, że ustalił się już tegoroczny ranking zawodników. Tym samym mogę na łamach miesięcznika „Cross” ogłosić, że w mijającym sezonie zwyciężczynią  rankingu w postawie stojącej została mistrzyni Europy Barbara Moskal, która w tej rywalizacji pokonała Filipa Freda i Katarzynę Orzechowską. Z kolei w postawie leżącej najlepszym zawodnikiem roku jest brązowy medalista mistrzostw Europy Bogusław Rutkowski, przed drugim Grzegorzem Kłosem oraz trzecim w tym zestawieniu Wojciechem Muszczakiem. O pozycji w rankingu decydowała suma trzech najlepszych startów sezonu. TUTAJ udostępniamy go w całości:

O przyszłorocznych startach nie sposób jeszcze wiele powiedzieć. Jedyne dwa pewne punkty programu dla kadry narodowej to majowe zawody międzynarodowe w Langelsheim w Niemczech oraz wieńczące sezon międzynarodowy wrześniowe mistrzostwa świata w Changwon w Korei.

Integracja, cisza i emocje

Trzydziestu siedmiu zawodników z klubów z całej Polski uczestniczyło w grach indywidualnych, deblowych i drużynowych II Ogólnopolskiego Turnieju Osób Niewidomych i Słabowidzących w Tenisie Stołowym Dźwiękowym.

W tym roku turniej odbył się  w Sękocinie Starym koło Warszawy w dniach 14-17 listopada. Za stołami stanęli reprezentanci „Sprintu” Wrocław, „Lajkonika” Kraków, SMP Chorzów, „Łuczniczki” Bydgoszcz, „Zrywu” Słupsk, „Hetmana” Lublin, „Victorii” Białystok, „Smreka” Bielsko-Biała, „Tęczy” Poznań, „FairPlayce” Poznań oraz młodzieżowa reprezentacja SOSW w Owińskach.

Jednym z celów imprezy była szeroko pojęta integracja. W tym przypadku pojęcie „integracja” ma konkretny wymiar. W zawodach po raz pierwszy uczestniczyła grupa seniorów − nowicjuszy, ale pozytywnie nastawionych do nauki, sportowej rywalizacji i towarzyszących temu emocji. Dziewięciu zawodników, którzy jeszcze nigdy nie mieli z tą grą kontaktu, próbowało swoich sił w meczach z najlepszymi zawodnikami w Polsce. Dzielnie się bronili, z całych sił próbując słuchem namierzyć fruwającą piłkę. I widać było, że z rzutu na rzut coraz lepiej kontrolowali sytuację na stole. Zdarzały się momenty, że grali z doświadczonymi zawodnikami jak równy z równym, a czasem nawet wygrywali. Po meczach i na odprawach przedmeczowych wszyscy w świetnej atmosferze, z uśmiechem i zrozumieniem wymieniali swoje opinie i uwagi dotyczące zmagań przy stole. Z perspektywy kogoś stojącego obok zawodnicy, bez względu na wiek, stan zdrowia, umiejętności oraz motywację do gry, sprawiali wrażenie tworzących zintegrowaną całość.


osoba przy stoleMecz singlowy. Próba obrony w wykonaniu Andrzeja Sadlika

 – Bardzo fajna i ciekawa gra.  Znam showdowna i gdy teraz porównuję go z ping pongiem udźwiękowionym, to muszę powiedzieć, że ping pong to gra cichsza, nie ma takiego hałasu… Grając pierwszy raz, można się szybko zorientować, na czym ona polega. Kiedy podchodziłem do stołu trzeci raz, to już wiedziałem, jak łapać piłkę i rzucać, żeby nie za mocno, żeby nie przekraczać tej linii środkowej. Będę  polecał tę dyscyplinę innym osobom − mówił 68-letni Tadeusz.

Podobnego zdania był 71-letni Andrzej: − Pierwszy raz jestem na takim turnieju, wcześniej tej gry nie znałem. Dotąd zagrałem tylko pięć razy, a już wiem, że jest bardzo wciągająca. Należałoby to rozwijać, upowszechniać, bo ludzie, którzy nie widzą, myślą, że nie można w to grać. Powiedzieliby: „Przy stole grać piłeczką? To jest nierealne!”. A okazuje się, że jest realne i bardzo fajne. Będę zachęcał wszystkich, których znam ze środowiska niewidomych, do uczestnictwa w takich wyjazdach i zawodach. Emocje? Jest trochę nerwowo, z napięcia piłka mi wypadła… Gdybym pograł więcej, nie byłbym taki zestresowany.

Przed rywalizacją singlową większość uczestników została podzielona losowo na sześć grup. Do każdej z nich już wcześniej byli przypisani gracze z krajowej czołówki. W pierwszej fazie, grupowej, zawodnicy grali systemem „każdy z każdym” do siedmiu punktów. W końcowej klasyfikacji brane były pod uwagę mecze wygrane, następnie tzw. małe punkty, a jeśli to nie rozstrzygnęło o kolejności miejsc, decydował rezultat bezpośredniego starcia graczy mających taką samą liczbę punktów. Zawodnicy, którzy zajęli pierwsze miejsce w swoich grupach, trafili do tabeli finałowej i grali ze sobą o miejsca 1-6. Uczestnicy zawodów, którzy zajęli w swoich grupach miejsce drugie, rywalizowali o miejsca 7-12 − i według tej zasady aż do grupy szóstej, w której rywalizowano o miejsca 31-37. Mecze finałowe toczyły się w podobnej formule jak wcześniej − jeden set do siedmiu punktów.

Do pierwszej finałowej grupy trafili Patryk Mikołajewski, Paweł Borek, Borys Kozielewicz, Grzegorz Kałębasiak, Oskar Krawczyk i Kamil Piaskiewicz.  Zwycięzcami turnieju singlowego grupy finałowej zostali:

Patryk Mikołajewski – SOSW Owińska

Borys Kozielewicz – SOSW Owińska

Paweł Borek – „FairPlayce” Poznań

Zapytałem, jak z emocjami podczas gry radzi sobie zwycięzca Patryk Mikołajewski − obecnie jeden z najlepszych zawodników w kraju.


grupa osóbZwycięzcy na wspólnym zdjęciu ze wszystkimi uczestnikami zawodów

− Stres jest na pewno, jak u każdego, staram się tego nie pokazywać. Czuję strach przed tym, co się wydarzy, czy wygram, czy przegram... Mam mokre ręce, ciągle je wycieram, nogi mi się trzęsą. Muszę się skoncentrować i zamknąć ten stres w środku. Porażki wiele mnie uczą. Staram się przeanalizować moją grę i poprawić. Przegrane nie demotywują mnie, raczej nakręcają do większej pracy.

Do gier deblowych zgłosiło się dwudziestu czterech zawodników. Z nich, w drodze losowania, powstało dwanaście par. W pierwszej fazie turnieju pary deblowe grały ze sobą systemem pucharowym. Ta, która przegrała mecz, odpadała z dalszych rozgrywek i traciła szansę na udział w finale. Na tym etapie zawodnicy grali jeden set do jedenastu punktów. Później, w rozgrywkach finałowych, duety grały podobnie, ale systemem „każdy z każdym”. W finale gier deblowych medale wywalczyli:

Patryk Mikołajewski, Borys Kozielewicz – SOSW Owińska

Karol Kistowski, Kamil Piaskiewicz – SOSW Owińska

Sławomir Cywka, Kaziemierz Parzych – SMP Chorzów / „Lajkonik” Kraków

Odbyły się również zawody drużynowe. Sześć zgłoszonych drużyn tworzyły po trzy osoby, które rozegrały swoje mecze systemem „każdy zawodnik z drużyny z każdym”. Odbyły się one na zasadzie doboru wylosowanych liter i cyfr. Pary grały w konkretnej, również wylosowanej, konfiguracji, np. nr 3 z B, 1 z C, 2 z A. Przy trzypunktowej progresji mecze odbyły się w wersji skróconej do 27 punktów. Najpierw obowiązywał system pucharowy, a w fazie finałowej „każda drużyna zagrała z każdą”. Medalistami tych zmagań zostali:

Patryk Mikołajewski, Borys  Kozielewicz, Paweł Borek – Owińska 3

Svietlana Kandala, Mykhailo Kandala, Sławomir Cywka – SMP Chorzów

Oskar Krawczyk, Karol Kistowski, Kamil Piaskiewicz – Owińska 2

Podczas zawodów rozegrano 138 meczów – 120 singlowych, 12 deblowych i 6 drużynowych. Sędzią głównym był Maciej Cekiera, pozostali arbitrzy to Leszek Szmaj i Aleksandra Chojecka (młoda i nowa postać w środowisku sędziowskim). Aleksandra podzieliła się swoimi wrażeniami i uwagami na temat sędziowania oraz samej dyscypliny.

− W sędziowaniu tenisa stołowego dźwiękowego podoba mi się to, że zasady są proste i klarowne, nie ma sytuacji budzących wątpliwości, łatwo jest dostrzec wszystkie błędy. Jako osoba stojąca obok stołu mam nawet dużą przyjemność w oglądaniu samej rozgrywki,  jest dynamiczna, dużo się dzieje. Oprócz tego, że sędziuję, jestem zapalonym widzem. Czerpię z tego przyjemność.

Udany drugi turniej w tenisie stołowym dźwiękowym był zwieńczeniem pracy wielu osób powiązanych z tą dyscypliną, sympatyzujących z nią i bezgranicznie zaangażowanych. Ludzi, którzy krok po kroku budują sprzyjającą atmosferę wokół naszego środowiska i pozwalają mu się rozwijać. Wielkie podziękowania należą się organizatorom, trenerom, ludziom z obsługi technicznej, lecz przede rodzicom, opiekunom i wszystkim tym, którzy nas wciąż wspierają. Specjalne podziękowania dla Fundacji Tenisa Stołowego Dźwiękowego z Poznania za użyczenie sprzętu audio-optycznego. Podziękowania również dla personelu i szefostwa hotelu Groman. 

Organizację zawodów dofinansował PFRON w ramach działań Stowarzyszenia „Cross”.


Lubelskie niespodzianki

Na trzydniowe zawody odbywające się na początku listopada w ośmiotorowej kręgielni Masters w Lublinie przyjechała brać bowlingowa z całej Polski, bowiem w 21. edycji turnieju wystartowało 69 zawodniczek
i zawodników z 18 klubów.

Turniej został rozegrany na smarowaniu długości 40 stóp i niestety nie wszystkim zawodnikom to pasowało. Mimo tego, że wielu z nich używało swoich kul, i tak nie mogło odnaleźć się na torach. Wyrzucone kule zaczynały mocno rotować i uciekały w lewą stronę. Niektórzy postanowili więc odłożyć je na bok i kończyli zmagania, grając kulami z kręgielni. Kilku czołowych zawodników zagrało poniżej swoich możliwości, podczas gdy inni gracze wręcz poprawiali swoje rekordy życiowe. Było zatem ciekawie. Zawody przebiegły w sportowej atmosferze, a nad ich prawidłowym przebiegiem czuwał sędzia Krzysztof Trójczak.

W kategorii B1 kobiet, pod nieobecność swojej najgroźniejszej konkurentki Karoliny Rzepy, zwyciężyła Katarzyna Świątek z „Łuczniczki” Bydgoszcz, która rzuciła 649 p., z najwyższą w tej kategorii pojedynczą grą na poziomie 132 p. Drugie miejsce za swoje 523 p. zdobyła Aleksandra Sipiora z „Podkarpacia” Przemyśl, a podium uzupełniła Małgorzata Mazowiecka z „Hetmana” Lublin, zdobywczyni 463 p. Małgosia miała tyle samo punktów co czwarta Barbara Szypuła z „KoMaru” Piekary Śląskie, jednak zaliczyła lepszą ostatnią grę i to przesądziło o zwycięstwie.

Wśród zawodniczek kategorii B2 zwyciężyła Beata Chraścina z lubelskiego „Hetmana”, która zdobyła 855 p. Drugie miejsce zajęła Magdalena Palamar z „Moreny” Iława, posiadaczka 827 p. i najlepszej pojedynczej gry w tej kategorii startowej kobiet (172 p.). Po kilku latach nieobecności wystąpiła w turnieju Renata Wilk, także zawodniczka „Hetmana”, która sprawiła niespodziankę, zdobywając trzecie miejsce (767 p.).

mężczyzna z kulą w ręku na kręgielniZbigniew Strzelecki w trakcie gry

Kategorię B3 pań zdominowała Jolanta Pazurkiewicz z „Warmii i Mazur” Olsztyn, zwyciężczyni z mocno wyróżniającym się wynikiem 894 p., jak i najlepszą grą w tej rywalizacji (175 p.). Drugie miejsce zdobyła Kornelia Żubkowska z Bydgoszczy, która uzyskała 820 p. O zaledwie jeden punkt mniej od Kornelii ugrała Dorota Kurek z „Ikara” Lublin.

Wśród mężczyzn grających w kategorii B1 zwyciężył Andrzej Gawin z „Jutrzenki” Częstochowa, który zagrał aż 636 p. Andrzej gra w bowling od niedawna i osiąga coraz lepsze wyniki na turniejach. Drugie miejsce zdobył Mariusz Podpora z SMP Chorzów za uzyskane 609 p., a podium uzupełnił Krzysztof Tarkowski z „Hetmana” Lublin (594 p.). Najwięcej punktów w jednej grze, bo 141, uzyskał w tej kategorii Zdzisław Koziej z lubelskiego „Hetmana”, który ostatecznie zajął czwartą lokatę z 581 p.

W B2 mężczyzn bezkonkurencyjny był Władysław Szymański z „Omegi” Łódź, który mocno odskoczył rywalom, osiągając 1048 p., do tego z najwyższą w tej kategorii grą − 203 p. Za nim uplasował się Mariusz Kozyra z „Hetmana” Lublin dzięki ugranym 879 p. Trzecie miejsce zdobył Marek Betka z „Pionka” Bielsko-Biała, który zagrał 837 p. Marek, po zaciętej rywalizacji, jednym pinem wyprzedził Piotra Dyndę z „Podkarpacia” Przemyśl.


grupa osób na kręgielniEkipa „Podkarpacia” Przemyśl walczy o punkty

Kategorię B3 mężczyzn zdominował Paweł Płuciennik z „Omegi” Łódź. Ten zdobywca złotego medalu (1078 p.) miał też najwyższy wynik z sześciu gier wśród wszystkich uczestników turnieju. Drugie miejsce zdobył Zbigniew Wiśniewski z „Warmii i Mazur” Olsztyn, który uzyskał 997 p. Trzecie miejsce zajął Cezary Dybiński, uzyskawszy 952 p. i najwyższą punktację za pojedynczą grę w tej kategorii, jak i w całym turnieju − 222 p.! Wszyscy zresztą medaliści w B3 mężczyzn mogą pochwalić się przynajmniej jedną grą, w której przekroczyli 200 p.

Kiedy opadł kurz rywalizacji, uczestnicy odwiedzili urocze zakątki Lublina − starówkę z piękną Bramą Krakowską, deptak i plac Litewski z pomnikami upamiętniającymi unię lubelską, Konstytucję 3 Maja oraz marszałka Józefa Piłsudskiego.

Podczas uroczystej kolacji w hotelu Holiday Inn Express Lublin, który gościł wszystkich zawodników, nastąpiła ceremonia nagradzania zwycięzców. Dokonano podsumowania i oceny turnieju, po czym wręczono puchary, medale i upominki pierwszym trójkom zawodniczek i zawodników. Na wyróżnienie zasłużyły osiągnięcia Pawła Płuciennika, który wygrał w grupie B3 mężczyzn, pozostawiając w tyle bardziej doświadczonych kolegów, Cezarego Dybińskiego z najwyższą pojedynczą grą 222 p. oraz Władysława Szymańskiego z dwoma grami powyżej 200 p. Były również podziękowania dla sędziego głównego Krzysztofa Trójczaka oraz sędziów pomocniczych, jak i dla wszystkich osób pracujących przy tym sportowym przedsięwzięciu, które po raz kolejny koordynowała Elżbieta Malinowska.

Turniej dofinansowały Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz PFRON. Tych, których tym razem z nami nie było, zapraszamy za rok.

grupa osób z pucharamiDekoracja zwycięzców w kategorii B2. Od lewej: koordynatorka imprezy Elżbieta Malinowska, Mariusz Kozyra, Władysław Szymański i Marek Betka


XXI Ogólnopolski Turniej Osób Niewidomych i Słabowidzących w Bowlingu
6-9.11.2025 r., Lublin

Tabela wyników - kobiety
Kobiety
Kategoria B1
1. Katarzyna Świątek „Łuczniczka” Bydgoszcz 649 p.
2. Aleksandra Sipiora „Podkarpacie” Przemyśl 523 p.
3. Małgorzata Mazowiecka „Hetman” Lublin 463 p.
Kategoria B2
1. Beata Chraścina „Hetman” Lublin 855 p.
2. Magdalena Palamar „Morena” Iława 827 p.
3. Renata Wilk „Hetman” Lublin 767 p.
Kategoria B3
1. Jolanta Pazurkiewicz „Warmia i Mazury” Olsztyn 894 p.
2. Kornelia Żubkowska „Łuczniczka” Bydgoszcz 820 p.
3. Dorota Kurek „Ikar” Lublin 819 p.
Tabela wyników - mężczyźni
Mężczyźni
Kategoria B1
1. Andrzej Gawin „Jutrzenka” Częstochowa 636 p.
2. Mariusz Podpora „SMP” Chorzów 609 p.
3. Krzysztof Tarkowski „Hetman” Lublin 594 p.
Kategoria B2
1. Władysław Szymański „Omega” Łódź 1048 p.
2. Mariusz Kozyra „Hetman” Lublin 879 p.
3. Marek Betka „Pionek” Bielsko-Biała 837 p.
Kategoria B3
1. Paweł Płuciennik „Omega” Łódź 1078 p.
2. Zbigniew Wiśniewski „Warmia i Mazury” Olsztyn 997 p.
3. Cezary Dybiński „Warmia i Mazury” Olsztyn 952 p.

 

Tutaj nawet przegrać nie żal

W Giżycku na Mazurach odbył się w połowie listopada turniej warcabowy, którego do października trudno by szukać w kalendarzu imprez Stowarzyszenia „Cross”. Decyzję o jego organizacji podjęto dopiero na jesiennym posiedzeniu prezydium.

Na turniej odbywający się w dniach 7-15 listopada przybyło 25 zawodników z całej Polski, wśród których znalazło się dwóch reprezentantów kadry narodowej osób niewidomych i słabowidzących. Podobnie jak w przypadku innych warcabowych rozgrywek organizowanych w Giżycku koordynator imprezy Andrzej Gasiul zaprosił warcabistów do dobrze im znanego i świetnie ocenianego hotelu Europa, który od lat gości miłośników tej dyscypliny. Organizatorzy poprosili o sędziowanie Sylwestra Flisikowskiego i Wiolettę Flisikowską, którzy zaprezentowali wysoki poziom pracy i zapewnili sprawny przebieg rozgrywek, dzięki czemu udało się uniknąć jakichkolwiek konfliktów. Turniej był okazją nie tylko do rywalizacji sportowej, lecz także do integracji środowiska i wymiany doświadczeń. Rozgrywki od samego początku obfitowały w niespodzianki i emocje, które trzymały kibiców w napięciu. Tak pozostało do ostatniej rundy.


dwóch mężczyzn w trakcie gry w warcabyGrający czerwonymi Stanisław Sroka w pojedynku z Władysławem Hudźcem − zwycięzcą turnieju 

Już w pierwszym starciu uwagę przyciągnął Wacław Morgiewicz, jeden z faworytów, który niespodziewanie zaledwie zremisował z dużo niżej notowaną Haliną Jasińską. Wynik ten wywołał poruszenie wśród obserwatorów, którzy spodziewali się łatwego zwycięstwa Morgiewicza. W drugiej kolejce równie niespodziewanie Wojciech Woźniak podzielił się punktami z Ryszardem Rewolińskim, a Dorota Szela przegrała na czas z Andrzejem Szczakowskim, co było dużym rozczarowaniem dla jej sympatyków. W rundzie trzeciej obyło się bez niespodzianek, za to w czwartej powróciły emocje, bo Mirosława Zielińska zdołała zremisować z Wojciechem Woźniakiem, co nie pierwszy raz pokazało, że nawet najlepsi mogą stracić punkty w najmniej spodziewanym momencie. W piątej rundzie doszło do pojedynku dwojga reprezentantów kadry narodowej. Ku zaskoczeniu rywali Wojciech Woźniak przez szybką i nieuważną grę oddał Dorocie Szeli cenne dwa punkty. W szóstej rundzie Wacław Morgiewicz znów nie zdołał przełamać rywalki − tym razem musiał zadowolić się remisem z niżej notowaną Jolantą Woźniak, co jeszcze bardziej skomplikowało jego sytuację w tabeli. Rundy siódma i ósma przebiegły spokojnie, bez większych niespodzianek. Zawodnicy grali ostrożnie, mając świadomość zbliżającego się finału. W ostatniej kolejce, dziewiątej, większość partii zakończyła się szybko i zgodnie z typowaniami. Oczy wszystkich zwrócone były na pierwsze dwa stoliki, gdzie rozstrzygała się walka o zwycięstwo w zawodach.


grupa osób z medalamiWszyscy uczestnicy turnieju wraz z gośćmi. Od prawej: Wojciech Chodakowski − dyrektor ZAZ w Giżycku, sędziowie  Wioletta i Sylwester Flisikowscy oraz koordynator turnieju Andrzej Gasiul (na dole)


Ku ogromnemu zaskoczeniu triumfatorem turnieju został Władysław Hudziec, który wyprzedził Jana Biskupskiego, jednego z faworytów. Jeszcze po ósmej rundzie niemal wszyscy byli przekonani, że po laur zwycięzcy sięgnie Biskupski, jednak ostatnia partia zmieniła kolejność w tabeli końcowej. Na trzecim miejscu uplasowała się Joanna Malcer, najlepsza zawodniczka turnieju, która swoją solidną grą udowodniła, że potrafi rywalizować na równi z czołówką.

Rozgrywki przebiegały w ciszy, w sportowej i przyjacielskiej atmosferze, na co mieli duży wpływ organizatorzy i obsługa hotelu. Zadbano również o czas wolny po rundach. Ze względu na porę roku i kapryśną pogodę zamiast tradycyjnego ogniska przygotowano dla wszystkich grillowany wieczorny posiłek przy kominku. Ciepło bijące z paleniska oraz aromat potraw stworzyły niezwykle przytulny klimat, sprzyjający integracji i rozmowom.  Po tej uroczystej kolacji Andrzej Gasiul sięgnął po gitarę i rozpoczął się koncert, który szybko przerodził się we wspólne śpiewanie. Piosenki biesiadne i inne popularne utwory porwały do zabawy niemal wszystkich. Uczestnicy tak bardzo się rozochocili, że biesiada trwała do późna. Po takim wieczorze chyba każdy wyjeżdżał z Giżycka zadowolony, nawet jeśli pogoda nie była wymarzona i uzyskany wynik nie do końca spełnił oczekiwania.

Organizację turnieju warcabowego na Mazurach dofinansowały PFRON oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki.


Dziesięcioro najlepszych w turnieju warcabowym w Giżycku
7-15.11.2025 r., Giżycko

  1. Władysław Hudziec ŚKS Kielce 15 p.
  2. Jan Biskupski „Zryw” Słupsk 15 p.
  3. Joanna Malcer „Warmia i Mazury” Olsztyn 12 p.
  4. Dorota Szela „Podkarpacie” Przemyśl 11 p.
  5. Stanisław Sroka „Kormoran” Giżycko 11 p.
  6. Robert Sobczyk „Jutrzenka” Częstochowa 11 p.
  7. Wacław Morgiewicz „Victoria” Białystok 11 p.
  8. Wojciech Woźniak „Jutrzenka” Częstochowa 10 p.
  9. Ryszard Rewoliński „Hetman” Lublin 9 p.
  10. Andrzej Szczakowski „Elcross” Elbląg 9 p.

Tegoroczne Guttmanny rozdane

W same mikołajki, 6 grudnia, odbyła się finałowa gala 7. Plebiscytu na Sportowca Roku − Guttmanny 2025. Plebiscyt Polskiego Komitetu Paralimpijskiego organizowany jest od 2019 roku. Jego celem jest promocja sportu osób z niepełnosprawnościami, przybliżenie społeczeństwu dyscyplin paralimpijskich oraz przełamywanie stereotypów.


Zwycięzca głównej kategorii otrzymuje statuetkę imienia sir Ludwiga Guttmanna, twórcy igrzysk paralimpijskich, wykonaną z brązu i zaprojektowaną przez Andrzeja Renesa.

neon z napisem imprezyNeon imprezy

Rok 2025 obfitował w sukcesy polskich sportowców z niepełnosprawnościami. Reprezentanci Polski przywieźli z samych tylko mistrzostw świata ponad 30 medali. Kapituła Plebiscytu wyłoniła dwadzieścioro sportowców, którzy trafili do finałowego etapu pod głosowanie internautów. Spośród nich w plebiscycie wyróżniono dziesięcioro z największą liczbą głosów.

Sportowcem Roku 2025 została Faustyna Kotłowska, zawodniczka „Startu” Gorzów, która na tegorocznych mistrzostwach świata w New Delhi wywalczyła dwa złote medale: w rzucie dyskiem i pchnięciu kulą. Tytuł Trenera Roku zdobył szkoleniowiec „Startu” Gorzów Zbigniew Lewkowicz. Warto podkreślić, że również w kategorii Organizacja Sportowa Roku 2025 statuetkę odebrał „Start” Gorzów. Tegoroczną galę, tak jak i wcześniejsze, zdominowały kluby i zawodnicy PZSN „Start”. Gdy przyszedł czas na kategorię Największe Osiągnięcie w Sporcie Nieparalimpijskim 2025, miałam jeszcze nadzieję, że nagrodę zdobędzie któryś z zawodników Stowarzyszenia „Cross” uprawiających showdown czy strzelczyni albo strzelec Związku Kultury Fizycznej „Olimp”, gdyż w strzelectwie pneumatycznym osób niewidomych wciąż zdobywamy liczne najwyższe trofea na arenie międzynarodowej, a poza tym sport ten może najszybciej dołączyć do dyscyplin paralimpijskich. Tak się jednak nie stało, a statuetkę odebrała Magdalena Andruszkiewicz, dwukrotna mistrzyni świata we frame runningu. Nie zabrakło jednak akcentu naszego środowiska, bo Drużyną Roku 2025 została męska reprezentacja Polski w goalballu, a wyróżnienie otrzymał jej trener Piotr Szymala z katowickiego „Startu”. Po raz pierwszy przyznano też statuetkę dla Sportowca Olimpijskiego, którą zdobyła kajakarka górska Klaudia Zwolińska − jako wzór siły, determinacji i walki fair play.



grupa osóbZaproszeni na galę Guttmanny 2025 sportowcy oraz działacze ZKF „Olimp” i Stowarzyszenia „Cross”

Impreza zorganizowana w Hotelu DoubleTree by Hilton w Warszawie była przemyślana w najdrobniejszym szczególe i obfitowała w wiele niespodzianek. Do miejsca, w którym odbywała się gala, prowadził piękny czerwony dywan, który ciągnął się aż do samej sceny. Goście mogli więc od wejścia poczuć się wyjątkowo, tym bardziej że na każdego przybywającego czekał prezent i lampka szampana. Uroczystość poprowadził znakomity duet Paulina Chylewska (TVP Sport) oraz Jerzy Milewski (Polsat Sport). Warto tu nadmienić, że po raz pierwszy w historii gala transmitowana była jednocześnie przez TVP Sport i Polsat Sport. Wydarzenie uświetnili występem Natalia Kukulska i zespół jazzowy Skalpel, a swoją obecnością zaproszeni goście: Anna Dymna, Robert Korzeniowski, przedstawiciele sponsorów, Ministerstwa Sportu i Turystyki, jak i PFRON.

Reasumując, gala była piękna, pełna wzruszeń, przyjaźni i ciepła, nie czuło się atmosfery rywalizacji, tylko wzajemne wsparcie, podziw i szacunek. Nasi zawodnicy zaproszeni na tę uroczystość wyglądali przepięknie. Wszyscy bawiliśmy się do rana.

Bieganie jest częścią mnie

Z Joanną Mazur – lekkoatletką, medalistką mistrzostw świata i Europy, zwyciężczynią dziewiątej edycji „Tańca z Gwiazdami” − rozmawia Liliana Laske-Mikuśkiewicz.



− Z niepełnosprawnością wzroku zmaga się Pani od dzieciństwa. Jednak gwałtowne pogorszenie widzenia nastąpiło wraz z wkroczeniem w okres dojrzewania. To musiało być trudne dla dorastającej dziewczyny...

− Emocjonalnie było bardzo ciężko, nie radziłam sobie z tym. Okuliści mówili, że stracę wzrok i muszę się na tę okoliczność przygotować. Nie powiedzieli jednak, jak to zrobić. A ja byłam tak przerażona, że nie chciałam nawet ich odwiedzać, wolałam nie słyszeć ich słów. W latach 90. wizyty u psychologa były źle postrzegane, nikt nie korzystał z terapii. Człowiek zostawał sam ze swoimi wielkimi nieraz problemami.

− Czy miała Pani wsparcie w rodzinie?

− Traktowano mnie normalnie, wszystko musiałam robić na równi z innymi. Mama uczyła mnie gotowania, pieczenia i tym podobnych kobiecych zajęć. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co ona czuła, jeżdżąc ze mną do tych wszystkich okulistów, którzy rozkładali ręce. Po latach się przyznała, że po każdej takiej wizycie rozpadała się na milion kawałków, ale mi tego nigdy nie pokazywała. Przy mnie była silną kobietą, zawsze szukała jakiegoś rozwiązania. Wyrobiła we mnie nawyk, by próbować, niezależnie od efektu. A nuż się uda, znajdę swój sposób na zrobienie czegoś. Z braćmi też miałam bardzo dobre relacje, sporo czasu spędzaliśmy razem. Próbowałam za nimi nadążyć, a oni cierpliwie wszędzie mnie ze sobą ciągnęli. Ale nadszedł moment, w którym wzrok tak się pogorszył, że przestałam sobie radzić – we wspólnych zabawach, w szkole. Pojawił się lęk przestrzenny, bałam się samodzielnie przejść na drugą stronę ulicy.

mężczyzna i kobieta na treninguJoanna Mazur z przewodnikiem Marcinem Kęsym wywalczyła w tym roku w New Delhi brązowy medal MŚ na dystansie 1500 m. Fot. Andrzej Olszanowski


− W pewnym momencie rodzice uświadomili sobie, że szkoła masowa nie jest dla Pani odpowiednim miejscem. Czy przeniesienie do ośrodka dla dzieci niewidomych było dużą traumą?

− Nauka sprawiała mi przyjemność, wiedza łatwo wchodziła mi do głowy, a mnie też zależało na dobrych ocenach. Bardzo chciałam pozostać w dotychczasowej szkole, ale kiedy przestałam korzystać z książek czarnodrukowych, nauczyciele nie mieli na mnie pomysłu i nie byli mili. Szkoła dostarczyła mi wówczas potężnej dawki stresu, niezrozumienia i stygmatyzacji, była źródłem lęków. Miałam już dosyć przezwisk i dyskryminacji. A trzeba podkreślić, że chodziłam do klasy integracyjnej. Była to pionierska klasa w szkole, nauczyciele nie mieli w tym zakresie odpowiedniego przygotowania. Ale tu chodziło przecież o najzwyklejszą empatię, chęć zrozumienia trochę innych potrzeb. Gdy przeniosłam się do Krakowa na Tyniecką, dosłownie odżyłam. Przestałam się czuć jak wybrakowany egzemplarz. Trochę to oczywiście trwało, nim się odnalazłam. Strasznie tęskniłam też za domem. Świadomość, że moi bracia są razem z mamą, podczas gdy ja muszę mieszkać w internacie, była dla mnie trudna. Brakowało mi bliskości i kontaktu z rodziną. Ale jeśli chodzi o poczucie wartości, to wszystko zmieniło się na lepsze. Wtedy jeszcze trochę widziałam i dzięki temu mogłam pomagać innym. To mi dodało skrzydeł. Na Tynieckiej dostałam narzędzia do tego, by się rozwijać, dostałam szansę na niezależne życie.

− Po ukończeniu szkoły nie chciała Pani wrócić do rodzinnego miasteczka?

− Jeździłam do domu na weekendy i święta, ale czułam, że nie jestem tam samodzielna. Potrzebowałam pomocy w poruszaniu się. A gdy szłam z białą laską, to wzbudzałam taką sensację, że auta zwalniały, mijając mnie. Wstydziłam się. W Krakowie byłam bardziej anonimowa. Po technikum kontynuowałam naukę w policealnej szkole masażu. Gdy ją ukończyłam, pozwolono mi nadal mieszkać w internacie. Jestem za to ogromnie wdzięczna.

mężczyzna i kobieta w trakcie bieguZ przewodnikiem podczas treningu na stadionie. Fot. Andrzej Olszanowski

− A w jakich okolicznościach zrodziła się Pani miłość do sportu?

− Jest ona ściśle powiązana z pogarszającym się wzrokiem. Byłam bardzo ruchliwym dzieckiem i w momencie, gdy zaczęłam mieć trudności w samodzielnym poruszaniu się, moja aktywność została ograniczona. Strasznie mi to doskwierało. Zaczęłam więc spacerować. Gdy dobrze poznałam jakąś trasę, to po niej maszerowałam, a wreszcie i truchtałam. Oczywiście, że się potykałam, ale wiedziałam, że usamodzielnienie jest procesem. Miałam świadomość, że są całkowicie niewidomi, którzy są odważni, wszędzie chodzą − i ja też tak chciałam. Drogę do tego odnalazłam poprzez sport. Na pierwszych zawodach, w których wzięłam udział, zajęłam czwarte miejsce.  

− A potem przyszedł czas na prawdziwe sukcesy…

− Nie byłoby ich, gdyby nie trener i wspaniała grupa chłopaków, z którymi miałam przyjemność ćwiczyć na krakowskim AWF-ie.
Nie przeszkadzało im, że nie widzę, że potrzebuję kogoś do pomocy. Dali mi możliwość rozwoju w tym sporcie. Ja sama też im miałam wiele do zaoferowania – masowałam, tapowałam. Gdy wróciłam z moich pierwszych mistrzostw Europy z medalami, czułam, że to jest nasza wspólna praca, bez nich nie dałabym rady. 

− W 2017 r. zdobyła Pani mistrzostwo świata w biegu na 1500 m. Jak ono zmieniło Pani życie?

− Na tych paralekkoatletycznych mistrzostwach zdobyłam w sumie trzy medale: złoto w biegu na 1500 m, srebro w biegu na 800 m i brąz w biegu na 400 m. Mój ówczesny przewodnik na to liczył, jednak ja w ogóle takiego sukcesu się nie spodziewałam. Chciałam po prostu jak najlepiej pobiec i powalczyć o jakieś dobre miejsce w finale. Tymi wygranymi czułam się wręcz zakłopotana, przed oczami stanął mi cały ostatni rok pracy, to, jak nieraz było ciężko, zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Później zaczęła się rozpoznawalność, ale i oczekiwania, że będzie jeszcze lepiej, jeszcze więcej medali. Na dodatek zdobyłam statuetkę Niepełnosprawnego Sportowca Roku w plebiscycie „Przeglądu Sportowego”.

sylwetka kobietyJoanna Mazur była gościem specjalnym tegorocznej 17. edycji „TzG”. Fot. joanna_mazur-archiwum prywatne/TZG

− Nagłośniła Pani fakt gorszego traktowania sportowców z niepełnosprawnościami...

− Kiedy wraz z przewodnikiem zdobyliśmy złoty, srebrny i brązowy medal na mistrzostwach świata, nie dostaliśmy ani nagrody, ani stypendium. Nie ma we mnie zgody na takie postępowanie. Wiem, ile trenowaliśmy, z czego musieliśmy zrezygnować, jak mocno zaangażować się, by osiągnąć sukces. I nie dostaliśmy nagrody tylko dlatego, że jesteśmy mniejszą społecznością? Sportowcy pełnosprawni nawet nie pomyślą, że takie sytuacje mogłyby im się zdarzyć. W ostatnich latach trochę się tutaj pozmieniało, ale nadal jest duży problem.

− A biega Pani głównie w terenie czy na stadionie lekkoatletycznym?

− To zależy. Od jesieni do wiosny trenuję w terenie lub na bieżni mechanicznej. W okresie okołostartowym natomiast wyłącznie na stadionie. Na spokojne rozbieganie chodzę też do wyasfaltowanego parku. Moim obecnym trenerem jest Piotr Rostkowski – wybitne nazwisko w świecie sportu. Pracuję z przewodnikiem Marcinem Kęsym. To jest chłopak z Poznania, ale jak trzeba, to przyjeżdża do mnie na kilkudniowe treningi.

− W wielu wywiadach mówiła Pani, że chorowała na depresję. Czy to było powodem zniknięcia na kilka lat?

− Cały czas trenowałam, ale wiele niekorzystnych czynników złożyło się na to, że przestałam sobie radzić emocjonalnie i musiałam okiełzać to, co się ze mną działo. Najlepiej czułam się wówczas w domu, w środowisku, które było dla mnie bezpieczne. Korzystałam z pomocy psychologa sportowego i psychoterapeuty. Pomogli mi odzyskać psychiczny dobrostan. Uczestniczyłam wtedy w różnych zawodach, choć może nie osiągałam spektakularnych sukcesów.

− Czy brązowy medal, który przywiozła Pani w październiku z mistrzostw świata w New Delhi, pomógł odbudować wiarę w siebie?

− Ten brąz był dla mnie niczym złoto. Sama sobie pokazałam, że daję radę, że bieganie jest częścią mnie. Gdy zachorowałam na depresję, trenowałam z obowiązku. Skoro się tego podjęłam, to uważałam, że nie mogę odpuścić. Ale nie sprawiało mi to przyjemności. Teraz, idąc na trening, wiem, że to jest moja chwila, mój czas. Jestem w pełni zaangażowana w to, co robię. Trenuję codziennie. Mam kilku takich dyżurnych przewodników, którzy obok mnie jadą rowerem.
Stadion WKS „Wawel” Kraków pozwolił mi z rowerem wchodzić na bieżnię. Potrafili zrozumieć, że osoba, która na nim zasiądzie, nie będzie ćwiczyła hamowania na tartanie, tylko jest tu po to, by mnie w ten sposób prowadzić. 

− Dużą popularność przyniosły Pani udział i zwycięstwo w 2019 r. w „Tańcu z Gwiazdami”. Zawsze wydawało mi się, że sport wyczynowy wymagający dużej siły mięśniowej i taniec się wykluczają.

− Zawsze starałam się dbać o swoje ciało, o rozciąganie. Dla mnie najtrudniejsze było wyobrażenie sobie tych wszystkich ruchów, które muszę wykonać, jak ustawić stopy i ręce, jak duży krok zrobić. Było też we mnie jakieś poczucie wstydu. Musiałam ułożyć sobie w głowie cały schemat poruszania się. Ręce i dłonie na co dzień służą mi do tego, by się poruszać i oceniać, z czym mam do czynienia, a nie do tego, by pięknie nimi machać. A tu jeszcze trzeba było sprawić, by wyglądało to estetycznie. Zazwyczaj jestem bardzo skupiona na tym, co robię, a w tańcu trzeba się uśmiechać. Mój partner Janek Kliment był wyjątkowo cierpliwy wobec mnie i wszystkiego mnie uczył. Trzy miesiące intensywnych przygotowań zupełnie zmieniły moją świadomość poczucia kobiecości. Po sześciu latach wróciłam do programu jako gość specjalny. Towarzyszyłam parze Kamil Kuroczko i Wiktoria Gorodecka. Bałam się po takiej przerwie tańczyć, ale w momencie, gdy weszłam na parkiet, okazało się, że bardzo dużo pamiętam, zaczęłam czuć rytm w całym ciele. To było niesamowite uczucie. W sposób bardziej naturalny przychodzi mi teraz pokazywanie emocji.

grupa osóbZ Wiktorią Gorodecką i Kamilem Kuroczko. Fot. joanna_mazur-archiwum prywatne/TZG

− Po wygranej edycji programu wprowadziła się Pani do nowego mieszkania...

− Otrzymałam je od dewelopera Zbigniewa Jakubasa. Jest jasne i słoneczne, takie, jakie zawsze chciałam mieć, ale nie miałam odwagi nawet o tym marzyć. Mam poczucie światła, wciąż widzę jakieś plamy. Uwielbiam uczucie, gdy słońce pada na moją twarz. Zastanawiałam się nieraz, w jaki sposób mogłabym panu Zbigniewowi podziękować. Tak dużo dla mnie zrobił. Długo nie potrafiłam uwierzyć w to szczęście. Mam gdzie odpocząć, wyciszyć się, upiec ciasto. Do końca życia będę za to wdzięczna.

− Pracuje Pani w Zespole Szkół i Placówek pn. „Centrum dla Niewidomych i Słabowidzących” w Krakowie, na Tynieckiej, czyli tam, gdzie po niezbyt dobrych doświadczeniach ze szkołą ogólnodostępną odzyskiwała Pani wiarę w siebie.

− Widzę w tych dzieciach samą siebie z tamtych lat. Znam ich potrzeby. Chcę, by nie bały się próbować nowych rzeczy, podejmować wyzwań. Jestem po studiach na kierunku pedagogika terapeutyczna z rehabilitacją ruchu. W tej pracy się spełniam. Czasem wystarczy dmuchnąć w czyjeś skrzydła, by mógł polecieć. Staram się to robić i pomagać uczniom odnaleźć swą drogę.

− Pani sportowe plany na przyszłość?

− Przygotowuję się do mistrzostw Europy, które odbędą się w czerwcu. Biegać będę niezależnie od wyników. Cieszę się, że mam pasję i że mogę ją rozwijać. Biegam teraz głównie średnie dystanse. Moim ulubionym jest 1500 m.

− Życzę zatem sukcesów, ale przede wszystkim tego, by to, co Pani robi, niezależnie od wyników sprawiało radość.

 

Makrocykl, czyli rowerowy rok w pigułce)

Makrocykl to największa jednostka planowania treningowego, która potocznie oznacza po prostu sportowy rok. Zazwyczaj pokrywa się on z rokiem kalendarzowym, choć z pewnymi wyjątkami, zależnie od celów zawodnika. Ten długi czas dzielimy na krótsze etapy: okres przygotowawczy, startowy oraz przejściowy.

Okres przygotowawczy to czas budowania fundamentów. Na jego początku sport wiodący (rower) schodzi na drugi plan. To idealny moment na marszobiegi, ćwiczenia motoryczne, pływanie, gry zespołowe czy wspinaczkę. Są to nowe, odświeżające bodźce, które przy okazji wzmacniają grupy mięśniowe często zaniedbywane podczas wielogodzinnego siedzenia na siodełku. Z czasem treningi stają się bardziej intensywne i ukierunkowane są już pod biomechanikę typową dla kolarstwa. Zależnie od kalendarza startów specyficzny trening kolarski rozpoczynamy w grudniu lub w styczniu. Początkowo są to jazdy nastawione na sprawność mechanizmów tlenowych (do progu AeT, o którym pisałem w pierwszej części cyklu porad kolarskich). Późną zimą objętość treningów na rowerze rośnie, a ogólnorozwojówka ustępuje miejsca mobilizacji i rozciąganiu. Koniec zimy to czas, gdy dokręcamy śrubę − pojawiają się długie interwały w strefie mieszanej (z przewagą tlenową), budujące wytrzymałość siłową. Jeśli chodzi o szybkość, ja w tym okresie bazuję na dynamice rodem z lekkiej atletyki, a na rowerze wprowadzam krótkie maksymalne pobudzenia (do 12 sekund). To czysty wysiłek beztlenowy niekwasomlekowy – impulsy wplecione w długie, spokojne jazdy.

Okres startowy trwa od wiosny do jesieni. Oczywiste jest, że nikt nie utrzyma szczytowej formy przez pół roku, dlatego kluczowe znaczenie ma zarządzanie energią. Wczesną wiosną wchodzimy na wyższe obroty. Wytrzymałość siłowa przesuwa się do strefy podprogowej (S4), gdzie przy niższej kadencji budujemy odporność na mocne, równe tempo. W kwietniu zazwyczaj pojawiają się pierwsze starty. Traktujemy je szkoleniowo – jak mówi stare przysłowie: pierwsze śliwki robaczywki. Nie oczekujemy tu rekordów, bo sam wyścig jest potężnym bodźcem, który dopiero stymuluje formę. To ułatwia wejście na wyższe obciążenia. Punktem kulminacyjnym jest szczyt formy na najważniejsze zawody (priorytet A), wtedy organizm jest nastawiony na walkę. Ale pamiętajmy – szczytowa forma to balansowanie na krawędzi. Odporność na infekcje drastycznie spada, dlatego dieta, sen i unikanie stresu są wtedy tak samo ważne jak trening.

Okres przejściowy nazywany jest też błędnie roztrenowaniem. Warto tu zacytować pewnego doświadczonego trenera z Torunia, który mawiał, że „Roztrenowanie to stopniowe kończenie kariery sportowej, tyle że rozłożone na lata”. Okres przejściowy to czas planowego, kontrolowanego obniżania formy, by dać głowie i mięśniom odpocząć przed kolejnym cyklem.


Trzy filary:
wytrzymałość, szybkość, siła

Zanim przejdziemy do układania tygodnia, musimy zrozumieć, co tak naprawdę trenujemy. W sporcie wyróżniamy trzy podstawowe cechy motoryczne: wytrzymałość, szybkość i siłę. Cała sztuka trenerska polega na tym, by w odpowiednim momencie sezonu łączyć te cechy ze sobą:

     w okresie budowania bazy pracujemy nad nimi oddzielnie;

     wraz ze zbliżaniem się sezonu intensywność rośnie i zaczynamy je miksować.

Łącząc wytrzymałość z siłą, uzyskujemy wytrzymałość siłową (kluczową na podjazdach i w ucieczkach). Łącząc szybkość z wytrzymałością, budujemy wytrzymałość szybkościową (zdolność do powtarzania skoków i ataków). Z kolei połączenie siły z szybkością daje dynamikę (moc), niezbędną do finiszu czy nagłego zerwania rywala z koła. To właśnie te hybrydowe cechy decydują o skuteczności kolarza w peletonie.

Mezocykl, mikrocykl
i jednostka treningowa

Aby zapanować nad tym procesem, dzielimy rok na mniejsze bloki.

Mezocykl to okres trwający zwykle od trzech do sześciu tygodni, ukierunkowany na konkretny cel (np. blok budowania siły). Kończy się on zazwyczaj tygodniem regeneracyjnym, który pozwala organizmowi zaadaptować się do wykonanej pracy („strawić” trening).

Mikrocykl (tydzień pracy) to układ kilku następujących po sobie dni treningowych. Najczęstszy schemat to trzy dni pracy plus jeden dzień odpoczynku lub system dwa plus jeden. Kluczowa jest tu zasada przeplatania obciążeń. Po bardzo mocnym akcencie (np. beztlenowym) powinien nastąpić trening lżejszy lub o innym charakterze
(np. tlenowym), aby nie przeciążać tych samych szlaków energetycznych dzień po dniu.

Każda jednostka treningowa (trening) ma swoją strukturę, na którą składają się:

     Rozgrzewka − czas na przestawienie organizmu z trybu „kanapa” na tryb „wysiłek”. Po około 30 minutach spokojnej jazdy organizm zaczyna efektywniej korzystać z wolnych kwasów tłuszczowych.

     Część główna − w której realizujemy konkretne zadania (interwały). Trzeba tu przestrzec przed „treningiem mastersa”. To moja nazwa na chaotyczny miks wszystkiego: kolarz jedzie długi trening, robi w jego trakcie przypadkowe sprinty „w trupa”, a potem ucieka kolegom. Efekt? Ogromne zmęczenie i zerowy zysk szkoleniowy. Trening musi być celowy i wyizolowany.

     Schłodzenie − obejmuje 20-30 minut lekkiego kręcenia na koniec. To nie strata czasu, lecz przyspieszenie regeneracji poprzez wypłukanie metabolitów i rozluźnienie mięśni.

Częstym błędem jest myślenie: „Mam mało czasu, więc pojadę długo i mocno”. To droga donikąd. Jeśli objętość jest duża – intensywność musi być niska. Jeśli intensywność jest wysoka – trening musi być krótki. Jest to złota zasada amatora. Łączenie dużej objętości z dużą intensywnością to prosty przepis na przetrenowanie.

gafika makrocykluRoczny cykl treningowy. Niebieskie tło na wykresie pokazuje budowanie bazy i wydolności zawodnika na przestrzeni miesięcy. Linie poszarpane odzwierciedlają reakcję organizmu na treningi – im mocniejszy trening, tym większy skok zmęczenia, co widać również na dolnym wskaźniku regeneracji  

Strefy treningowe. Jak trenować z sensem?

Jestem przeciwnikiem wyznaczania stref wyłącznie w oparciu o drogowy test FTP  (np. 20-minutowy). Setki badań wydolnościowych, które przeprowadziłem, dowodzą, że o ile próg beztlenowy (AnT) z testu drogowego bywa bliski prawdy, o tyle próg tlenowy jest w takich szacunkach niemal zawsze zawyżony. Efekt? Amatorzy trenują za mocno wtedy, kiedy powinni odpoczywać, co kończy się wypaleniem już w połowie sezonu.

Krótka charakterystyka stref treningowych

Strefa 1 i 2 (tlenowa) Fundament. Buduje wytrzymałość i uczy organizm korzystania z tłuszczów.

Strefa 3 (mieszana) Pułapka tzw. czarnej dziury. To jazda „na średnią” – tempo zbyt niskie, by budować formę wyścigową, a zbyt mocne, by budować bazę. Owszem, robimy tu treningi siłowe, ale nie powinna to być nasza strefa komfortu na co dzień.

Strefa 4 (podprogowa) Tu budujemy formę startową i tolerancję na dyskomfort.

Strefy 5-7 (beztlenowe) Praca nad progiem AnT. Sprinty, ataki, poprawianie VO2max. To wisienka na torcie, która wymaga pełnego wypoczęcia przed wykonaniem.

Miernik mocy vs tętno vs odczucia

Współczesne kolarstwo to walka technologii z biologią. Pomiar tętna jest tani i dostępny, ale kapryśny.Serce reaguje z opóźnieniem. Przy 10-sekundowym sprincie wygenerujesz 1000 watów, a tętno ledwo drgnie. Ponadto na puls wpływa stres, kofeina, temperatura czy infekcja. Moc jest brutalnie szczera. To obiektywna wartość pracy, niezależna od wiatru czy twojego samopoczucia. Najważniejsza jest jednak skala odczuwalnego wysiłku, zapomniana przez gadżeciarzy. I w tym kontekście rozwój kolarza dzielę na trzy etapy:

Radość Jazda na czucie, dla przyjemności. Licznik to tylko dodatek.

Gadżeciarstwo Patrzenie tylko w cyferki. Mówisz: „Wyścig był słaby, bo cyfry są niskie” – mimo że wygrałeś. To etap „piłowania” cyfr kosztem zdrowia.

Świadomość Umiejętność połączenia danych z odczuciami. To moment, gdy potrafisz odpuścić trening, bo czujesz, że organizm mówi nie, mimo że plan w komputerze mówi tak. To cecha mistrzów.


grafika makrocykluCykl treningowy. Forma nie rośnie w trakcie jazdy, lecz podczas odpoczynku po niej. Wykres pokazuje, jak regeneracja po bodźcu treningowym wynosi organizm na wyższy poziom wydolności (superkompensacja), zanim nastąpi powrót do stanu wyjściowego

Regeneracja i siłownia – fundamenty w cieniu

Na koniec dwie rzeczy, bez których nie ma formy: regeneracja i siła ogólna.

Regeneracja to nie tylko leżenie. To przede wszystkim sen (kluczowa jest regularność godzin zasypiania!) i żywienie okołotreningowe. Po treningu musimy szybko zatrzymać katabolizm lekkim posiłkiem węglowodanowo-białkowym. Dopiero potem siadamy do obiadu. Warto też stosować aktywną regenerację – lekka przejażdżka działa na zmęczone nogi lepiej niż masaż.

A co z siłownią? Przyjęło się, że kolarz to tylko nogi. Błąd. Od lat stosuję u zawodników trening mięśni głębokich (core). Posłużę się analogią do sportów walki. Bruce Lee mawiał, że nic nie da potężny biceps, jeśli przedramię i nadgarstek są słabe. Tak samo u nas – potężne nogi wygenerują tylko tyle mocy, ile jest w stanie utrzymać twój tułów i ramiona. Jeśli „pływasz” na rowerze, tracisz waty. Dlatego proste ćwiczenia: deska (plank), podciąganie, pompki, martwy ciąg czy animal flow (ćwiczenia z masą własnego ciała) powinny być w menu każdego kolarza, nie tylko zimą.


 

Tomasz Bala

Do góry

Zima, zima, zima… pada, pada się...

Oblodzone i nierówne podłoże to „uroki” zimy niosące zagrożenie utraty równowagi i upadku nawet dla osób zdrowych. Jak dużym wyzwaniem jest zatem poruszanie się w takich warunkach dla osób z dysfunkcją wzroku czy narządu ruchu. Czy można przygotować się do zimowej lokomocji i np. wytrenować bezpieczne upadanie?

Ćwiczenia równowagi nie będą stuprocentowym antidotum, ale z pewnością mogą poprawić zdolność utrzymywania ciała w określonej pozycji, kiedy niespodziewanie zostanie ona zachwiana.  Trening tego rodzaju doskonale poprawia kontrolę nad położeniem ciała w przestrzeni przez fakt, że wzmacnia mięśnie stabilizujące i zwiększa koordynację ruchową. Przekłada się to na zmniejszenie ryzyka upadku, urazu i kontuzji. Jeśli ćwiczenia te będziemy modyfikować w sposób utrudniający utrzymanie równowagi, np. przez zmianę podłoża ze stabilnego na niestabilne (poduszka sensomotoryczna) czy zmniejszenie liczby punktów podparcia albo wyłączymy czynnik wzroku, wówczas zaadaptujemy mięśnie do różnorodnych sytuacji ruchowych. Tymi prostymi zabiegami, wykonanymi w bezpiecznym domowym środowisku, z asekuracją, możemy przygotować ciało do rzeczywistych zagrożeń
występujących nie tylko zimą na drodze, lecz również podczas podróżowania środkami transportu publicznego czy w trakcie spaceru po górach i leśnych ścieżkach. Śnieg, lód, deszcz, wystające korzenie drzew i kamienie to tylko czynniki zwiększające ryzyko upadku. Wykonując proste aktywności ruchowe, jak np. stanie na jednej nodze, chodzenie po narysowanej linii stopa za stopą czy przenoszenie ciężaru ciała z jednej nogi na drugą, poprawiamy stabilność, równowagę i sprawność w codziennym funkcjonowaniu, a lepsza świadomość ułożenia ciała w przestrzeni i pewność siebie przełożą się na mniejsze ryzyko upadków. Ćwiczenia równowagi są więc przeznaczone dla każdego, niezależnie od wieku czy poziomu sprawności. 

kobieta z kijkami w ręku wykonuje ćwiczenia. Ze zgiętym kolanem odchyla nogę do tyłuFot 1: A − stanie na jednej nodze przy kijkach;  B − stanie na jednej nodze na dysku/bosu; C − stanie w pozycji pochylenia w przód

Ćwiczenie 1. Stanie na jednej nodze

To najprostsze ćwiczenie równoważne, które może być odmieniane przez wszystkie przypadki.  Ta elementarna składowa podstawowej aktywności człowieka, czyli chodu, to też  baza nordic walkingu oraz narciarstwa biegowego. Możemy je wykonać, stojąc na podłożu stabilnym (podłodze) lub na niestabilnym.

Pozycja wyjściowa: stań prosto i unieś jedną nogę przez zgięcie w kolanie. Wykonanie: Staraj się utrzymać równowagę przez 10-15 sekund. Możesz unieść ręce w bok, układając ciało w literę T, lub wesprzeć się na kijach NW (Fot. 1 A).

Wariant 1. Wykonaj to samo ćwiczenie, stojąc na chwiejnym podłożu: poduszce sensomotorycznej, bosu (Fot. 1 B), twardym jaśku. Będąc nad morzem, możesz próbować utrzymać tę pozycję, stojąc jedną nogą na piaszczystym dnie i nie dając się zepchnąć niespokojnym falom.

Wariant 2. Ograniczaj punkty podparcia. Najłatwiej, jeśli ćwiczenie to wykonujesz z asekuracją, przytrzymując się dłońmi partnera lub stojąc przy parapecie, krześle, z kijami NW. Rezygnując z podparcia i łącząc dłonie na wysokości klatki piersiowej lub wyciągając ręce przed siebie, zwiększasz stopień trudności.

Wariant 3. Dodaj ruch przez wyciągnięcie dłoni przed siebie, uniesienie nogi w tył i pochylenie tułowia w przód  (Fot. 1 C) – to pozycja „wojownik” z jogi.

Wariant 4. Jeśli jesteś osobą słabowidzącą, zamknij oczy.

Kiedy połączysz wszystkie wymienione warianty, ćwiczenie będzie prezentowało wysoki stopień trudności. Odliczaj czas, w jakim udało się utrzymać równowagę. Za każdym razem staraj się go wydłużyć. Zastosuj tę zasadę również do poniższych ćwiczeń. Jeśli osiągniesz wynik powyżej 30 sekund, możesz być z siebie dumny.  Wskazówki ogólne do ćwiczeń równoważnych:

     Zacznij powoli, od prostych ćwiczeń i stopniowo zwiększaj ich trudność. 

     Kontroluj ruch. Wykonuj ruchy powoli i staraj się kontrolować każdy ruch i pozycję ciała.

     Zwiększaj czas. Zaczynaj od kilku sekund i stopniowo wydłużaj czas utrzymywania równowagi. 

     Korzystaj z asekuracji. W razie potrzeby wykorzystaj wsparcie o ścianę lub stabilny mebel, by łatwiej utrzymać równowagę. 

     Dbaj o bezpieczeństwo. Upewnij się, że wokół ciebie jest wystarczająco dużo wolnej przestrzeni, aby uniknąć upadku na meble lub inne przedmioty. 

     Zachowaj regularność, bo jest kluczowa. Staraj się ćwiczyć codziennie. 

W numerze 8/25 „Crossa” na fotografiach 1 i 2 zaprezentowano dwa inne przykłady dynamicznych ćwiczeń równoważnych, gdzie pozycją wyjściową jest stanie na jednej nodze: marsz w miejscu z wysokim unoszeniem kolan oraz otwieranie bioder.


kobieta z taśmami na udach odchyla nogiFot. 2:  A – ćwiczenie odwodzenia nogi w bok  z taśmą oporową, na stabilnym podłożu; B – ćwiczenie odwodzenia nogi w  bok – z taśmą oporową, w staniu na dysku lub bosu

Ćwiczenie 2. Noga w bok

Pozycja wyjściowa: stań na stabilnym podłożu w lekkim rozkroku, ręce wyciągnięte w bok (w literę T) lub ułożone na biodrach. Wykonanie: Wykonuj ruchy odwodzące nogę na bok, stojąc na jednej nodze.  Powtórz 8-10 razy na każdą stronę.

Wariant 1. Wykonaj to samo ćwiczenie z taśmą oporową (Fot. 2 A).

Wariant 2. Powtórz te ćwiczenia, stojąc jedną nogą na bosu lub dysku (Fot. 2 B).

Ćwiczenie 3. Chodzenie stopa za stopą

Sznurek o długości minimum 2 m i grubości 2-3 mm przyklej do podłogi taśmą malarską. Załóż buty z miękką podeszwą, skarpety antypoślizgowe lub wykonaj ćwiczenie boso. To proste ćwiczenie, w którym stawiasz kolejno stopę tuż przed drugą, krocząc po rozciągniętym sznurku. Ręce wyciągnij w bok. Wykonaj to ćwiczenie, idąc najpierw w przód, a po kilku powtórzeniach spróbuj iść tyłem.

Ćwiczenie 4. Przenoszenie ciężaru ciała
z nogi na nogę (chód w miejscu na boki)

Pozycja wyjściowa: stań ze stopami rozstawionymi na szerokość bioder. Wykonanie: powoli przenoś ciężar ciała z jednej strony na drugą. Powtórz ćwiczenie 8-10 razy na każdą stronę.

Wariant 1. Zmień podłoże na niestabilne, np. stań na bosu, dużej poduszce sensomotorycznej lub każdą stopę postaw na małym dysku, ewentualnie twardej poduszce. Wykonaj ćwiczenie w sposób jak wcześniej.

Wariant 2. Dołącz ruch kończyn górnych, np. podnosząc na przemian ręce w górę (Fot. 3).


Ćwiczenie 5.
Przenoszenie ciężaru ciała palce – pięty

Najpierw wykonuj to ćwiczenie na twardej podłodze i z asekuracją. Z czasem zwiększaj stopień trudności przez niestabilne podłoże i brak podparcia.

Ćwiczenie 6. Siadanie i wstawanie
bez użycia rąk (przysiady)

To ćwiczenie zostało opisane w listopadowym numerze jako ćwiczenie „krzesło” (Fot. 2, nr 11/2025). W obecnej wersji różni się ono tym, że kończymy ruch siadem na krześle. Poniżej warianty ćwiczenia o rosnącym stopniu trudności. Z czasem zrezygnuj z asekuracji (podparcie na kijach NW lub o stabilny mebel). Każdy wariant ćwiczenia powtórz 8-10 razy.

Wariant 1. Stojąc na stabilnym podłożu, powoli usiądź na poduszce sensomotorycznej ułożonej na siedzisku krzesła.

Wariant 2. Stań na niestabilnym podłożu (dysk/bosu) i powoli usiądź na krześle.

Wariant 3. Stań na poduszce/bosu, a następnie powoli usiądź na poduszce sensomotorycznej ułożonej na krześle.

Dzięki powyższym ćwiczeniom możemy nauczyć mięśnie szybkiego reagowania i dostosowywania napięcia do stopnia utraty równowagi. Z czasem warto rozszerzyć ten trening adaptacyjny o aktywność sportową na świeżym powietrzu i zmierzyć się np. ze „śliskimi” nartami. Mowa tu o narciarstwie biegowym, które doskonale wpływa na poprawę stabilności.

kobieta stojąca tyłem na podkładkach wygina ręce raz w jedną raz w drugą stronęFot. 3 Naprzemienne przenoszenie ciężaru ciała – ćwiczenie na poduszkach, z unoszeniem rąk

Jeśli przeniesiesz ciężar ciała na jedną nartę i pochylisz ciało w przód (jak w wariancie 3 ćw. 1 – Fot. 1 C), a następnie wykonasz to samo na drugą stronę, to postawisz pierwsze kroki na biegówkach (Fot. 5). Kolejnych koniecznie ucz się pod okiem instruktora. Niestabilne środowisko wymusza wykonywanie wszelkich ruchów bardzo powoli i z mocno napiętymi mięśniami głębokimi. Jest to już z pewnością aktywność dla zaawansowanych lub przygotowanych choćby przez powyższe ćwiczenia. Przy nadarzającej się okazji warto spróbować swoich sił na nartach, by poczuć moc oddziaływania mięśni głębokich, które na tym poziomie trudności ćwiczeń są gwarantem utrzymania stabilnej pozycji.

Zimowe spacery również stanowią doskonały trening równowagi. Ryzyko upadku zminimalizujesz, korzystając z kijów do nordic walkingu. Na stopy włóż buty z antypoślizgową podeszwą i dodatkowo asekuruj się raczkami. W ten sposób bezpiecznie możesz korzystać z uroków zimy.

osoba na nartach biegowychFot. 4 Aktywność sportowa. Narciarstwo biegowe stylem klasycznym

Ćwiczenia równowagi pomagają utrzymać ciało w balansie w pozycji niestabilnej. Wymagają od mięśni głębokich wytężonej pracy i angażują większą liczbę mięśni niż tradycyjne ćwiczenia siłowe. Bez względu na uprawianą dyscyplinę sportu warto wzbogacić o nie swój plan treningowy. Silne mięśnie głębokie, dobra stabilizacja i równowaga oraz koordynacja ruchowa z pewnością przełożą się na lepsze wyniki sportowe.

Ćwiczenia równowagi − dodaj do treningowego menu!


Anna Karaś − magister fizjoterapii, technik masażysta, terapeutka zajęciowa, nauczycielka masażu i wykładowczyni akademicka. Autorka i współautorka publikacji z zakresu masażu i terapii zajęciowej, aktywna uczestniczka i prelegentka wielu konferencji i sympozjów z zakresu masażu. Mieszka i pracuje w Szczecinie.

 


 

Anna Karaś

Do góry

Gramy w szachy

Na zdjęciu Waldemar Świć
Waldemar Świć (współautor rubryki)

Blokada (cz. 4)

W tej części przykłady z bardziej współczesnej praktyki. Tym samym chciałbym pokazać, że blokada nie jest tylko ciekawostką historyczną.


Obrona francuska
J. Swiesznikow − J. Razuwajew
Belgrad 1988

1.e4 c5 2.c3 e6 3.d4 d5 4.e5 Sc6 Inna ciekawa możliwość to 4...Hb6 5.Sf3 Gd7 z dalszą wymianą białopolowych gońców poprzez Gb5. 5.Sf3 Gd7 6.Gd3!? To tzw. gambit Milnera-Barry’ego. Białe oddają centralnego pionka w zamian za inicjatywę. 6...cd4 7.cd4 Hb6 7...Sb4 8.Ge2± 8.Sc3 Sd4 9.Sd4 Hd4 10.0−0 Inną możliwością jest tu 10.He2!? 10...a6 Bardzo ostra gra następuje także po 10...He5!? 11.We1 Hd6 12.Sb5 Hb6 13.Ge3 Ha5 14.Gd2 Hb6. 11.He2 Se7 Inne możliwości to 11...g6!?; 11...Ha7; 11...Wc8. 12.Kh1! Nie jest dobre 12.Wd1 Sc6 13.Ga6 He5 14.He5 Se5 15.Gb7 Wa7 16.Gd5 ed5 17.We1 f6 18.f4 Gc5+ 19.Kh1–+. 12...Sc6 13.f4 Sb4 Lub 13... Gc5 14.a3 Sa5 14.Wd1! Sd3 15.Wd3 Hc4?!  



Swiesznikow uważa, że najlepsze szanse na wyrównanie dawało ostre 15...Hb6 16.Ge3 Gc5 17.Gc5 Hc5 18.f5 d4!.

16.b3! 16.Ge3 Gb4!-+ 16...Hc7 17.Gb2 Gc6 17...Wc8 18.f5! z atakiem. 18.Wc1 Wd8 18...Ge7 19.f5! 19.Hf2! Ge7 19...d4 20.Se2! Idealnym polem dla blokady jest d4 i tam też zmierza biały skoczek. 20.Se2 0–0 21.Sd4 Hd7 22.f5 ef5 22...Gg5 23.f6± 23.Wg3!  23.Sf5 d4! 24.Wd4 He6 23...g6 23...Gh4? 24.Wg7+! Kg7 25.Hh4+– 24.Hf4! Z groźbą Hh6 i Wh3+–. 24...Wfe8 25.Sf5 Grozi Sh6. 25...Gf8


26.Gd4! Należy utrzymać blokadę, aby nie dać się uaktywnić Gc6. 26...We6 Przegrywa 26...f6 27.ef6 We4 (27...Hf7 28.Sh6+ Gh6 29.Hh6 We4±) 28.Se7+ Kf7 29.Hg5!? (29.Hf2±) 29...Wd4 30.Sg6 Gd6 31.Se5+ Ge5 32.He5+– > 27.Sh6+ Gh6 27...Kg7 28.Wf1+– 28.Hh6 Wde8 29.Wf1+– Hc7?! 29...We5? 30.We3 f6 31.Ge5 fe5 32.We5+–  30.Wh3 f5 31.ef6 Hf7 Nie pomaga 31...We1 32.Hh7+! Hh7 33.f7+ Kf8 (33...Hf7 34.Wh8#) 34.fe8H+ Ke8 35.We1++–. 32.Hh7+ 1-0

Obrona Nimzowitscha
W. Addison − R. Huebner
Palma de Mallorca 1970

1.d4 Sf6 2.c4 e6 3.Sc3 Gb4 4.e3 c5 5.Gd3 Sc6 6.Sf3 Gc3+ 7.bc3 d6 8.Sd2 e5 9.d5 Se7 To tzw. wariant Huebnera. Zamiast stosowanego przez Nimzowitscha Sa5 z dalszym atakiem pionka c4 skoczek wzmacnia skrzydło królewskie. 10.0–0 0–0 11.Hc2 g6 12.f4 ef4 13.ef4? 13.Wf4 Sg4 14.Sf3 Se5 13...Gf5 14.Gb2?! 14.Sf3 Hd7 15.Ge3=  14...Hd7 15.Wae1 Wae8 15...Wfe8? 16.We2 Gd3 17.Hd3 Hf5 18.Hf3 16.Wf2 Gd3 17.Hd3 Hf5 18.Hf5 18.Hf3 Sc8 18...Sf5 19.Wfe2 We2 20.We2 h5 21.g3 Kg7 22.Kg2


22...h4! 23.Sf1 23.Sf3? hg3 24.hg3 Sh5–+ 23...Wh8 24.Gc1 Kf8 25.Wb2 b6 26.We2  26.a4 Ke7 27.a5 Wb8 26...hg3 27.hg3 Sg4 28.Gd2?! 28.a4!? 28...Sg7! 29.We1 f5 30.a4 Kf7 31.a5 ba5 32.Wa1 32.Wb1 We8 32...Wa8 33.Wa5 a6 34.Kf3 Se8 35.Wa1 Sc7 36.Wb1 Ke7 37.Se3 Se3 38.Ge3 Wh8 39.Gg1 Kd7 40.Gf2 a5 41.Wa1 Wa8 42.g4 a4 43.gf5 gf5 44.Wa3 Wa6 i białe się poddały. 0-1

Obrona Nimzowitscha
B. Spasski − R. Fischer
Rejkiawik 1972

1.d4 Sf6 2.c4 e6 3.Sc3 Gb4 4.Sf3 c5 5.e3 Sc6 6.Gd3 Gc3+ 7.bc3 d6 8.e4 e5 9.d5 Se7

Fischer grał w turnieju Palma de Mallorca 1970 (wygrał zresztą ten turniej) i, rzecz jasna, idea Huebnera nie uszła jego uwadze. 10.Sh4 h6! 10...Sg6 11.Sf5! 11.f4!? 11.f3  11...Sg6! 11...ef4!? 12.Gf4 g5 13.e5! Sg4 14.e6! Tu widać, jak przydał się skoczek na skrzydle królewskim. 12.Sg6 fg6 13.fe5 13.0–0 13...de5 14.Ge3 14.Wb1 14...b6 15.0–0 0–0 16.a4? a5!-+ 17.Wb1 Gd7 18.Wb2 Wb8 19.Wbf2? He7 20.Gc2


Teraz następuje zwycięskie przegrupowanie.

20...g5! 21.Gd2 He8! 22.Ge1 Hg6 23.Hd3 Sh5! 24.Wf8+ Wf8 25.Wf8+ Kf8 26.Gd1 Sf4!  26...Sf6 27.Gg3 27.Hc2??

27.Hb1-+ 27...Ga4! 27...Ga4 28.Ha4 He4–+ 0-1

Obrona dwóch skoczków
J. Swiesznikow − S. Gligoric
Herceg Novi 1999

1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gc4 Sf6 4.d4 ed4 5.e5 d5 6.Gb5 Se4 7.Sd4 Gc5 8.Ge3 Gd4  8...0–0!? 9.Hd4 0–0 10.Gc6 bc6 11.Sc3 Gf5 11...Sg5 12.Se4 Ge4 12...de4 13.0–0–0 z przewagą białych. 13.0–0–0 He7 13...Gg2 14.Whg1 Ge4 15.e6 Gg6 16.h4 z atakiem.  14.f3 Gg6


Poprzednia gra Swiesznikowa była związana z blokadą masy pionkowej czarnych.

15.Whe1 Ukoronowaniem tej blokady było 15.Hc3± Wfe8 16.Gd4 a5 17.g4. 15...Wfe8 16.a3 a5 16...He5?! 17.He5 We5 18.Ga7 Wae8 19.Gf2 We2 20.We2 We2 21.Wd2 W rezultacie niedokładności w 15. posunięciu czarne obroniły się w gorszej końcówce. 17.Hc3 He5 18.He5 We5 19.Gf4 We1 20.We1 c5 21.Gc7 f6 22.We7 a4 23.Wd7 Wc8 24.Gb6 d4 25.Wd5 d3 26.cd3 c4 27.d4 c3 28.Wc5 cb2+ 29.Kb2 Wc5 30.Gc5 Gf7! 31.Kc3 Gb3 32.Kb4 Kf7 33.d5 Gd5 34.Ka4 Ke6 35.Kb5 Kd7 36.Gd4 Gc6+ 37.Kc5 h5 38.h4 Kc7 39.Ge3 Ga4 40.Kb4 Gc6 41.a4 Gb7 42.Kc5 Ga6 43.Kd5 Gf1 44.g3 Ge2 45.f4 f5 46.Ke6 Gg4 47.Kf7 Kb7 48.Kg7 Ka6 49.Gd2 Kb7 0,5-0,5





 

Waldemar Świć

Do góry

Gramy w warcaby

Na zdjęciu Damian Reszka
Damian Reszka (autor rubryki)

W tym numerze zabieram czytelników za ocean! Zapraszam do przejrzenia najciekawszych fragmentów partii rozegranych przez reprezentantów Stowarzyszenia „Cross” podczas Pucharu Świata US Open 2025. Zachęcam także do przeczytania mojej relacji z tej dalekiej warcabowej eskapady, która ukaże się za miesiąc.


Mark Sokolovsky (USA) – Mieczysław Kaciotys (Polska)
US Open 2025, 1. runda

Pierwsza runda była chłodnym prysznicem dla naszych zawodników, zanotowali bowiem komplet porażek z wyżej notowanymi rywalami. Mieczysław Kaciotys, jak to ma w zwyczaju, stracił kontrolę nad centrum, próbując wdrożyć plan okrążenia przeciwnika. A to daje drugiej stronie możliwości kombinacyjne. W ostatnim posunięciu popełnił decydujący błąd, grając 8-12??


Białe: 49, 48, 42, 41, 37, 35, 34, 33, 32, 27, 23
Czarne: 3, 4, 6, 11, 12, 13, 16, 21, 24, 25, 26

1.32-28! 21x32 2.33-29 24x22 3.37x19 Nietrudna, choć ukryta kombinacja rozstrzygnęła partię na korzyść zawodnika grającego pod amerykańską flagą.


Ricardo Edouarzin (USA) – Leszek Stefanek (Polska)
US Open 2025, 1. runda

Bliski dobrego wyniku, po solidnej partii, był Leszek Stefanek. Grał nie z byle kim, bo jego przeciwnik, Ricardo Edouarzin, to późniejszy trzykrotny medalista turniejów US Open 2025. W tej partii punktem zaczepienia dla czarnych jest osłabione pole 27 białych i to jego obrona jest głównym zadaniem Leszka.

Białe: 48, 45, 42, 40, 35, 34, 33, 32, 27
Czarne: 3, 4, 6, 8, 9, 14, 16, 18, 21

1.33-28 14-19? Ten ruch to strata ważnego tempa. Należało od razu zagrać 1...6-11, by zmusić białe do agresywnej wymiany 2.28-23 18x29 3.34x23 − i czarne mają dużą przewagę. 2.34-30 6-11 3.30-24! Leszek dobrze się broni. 3...19x30 4.35x24 11-17 5.42-38? Niewłaściwy plan obrony przed nadchodzącą groźbą 18-22. Znacznie lepsze było: 5.40-34! 8-13 6.34-29 21-26 7.28-23 18-22 8.27x18 13x22 9.42-37 16-21 10.32-28 22x33 11.29x38 i próżno szukać wygrywającego planu dla czarnych. 5...8-13! 6.38-33 18-22! 7.27x18 13x22 8.33-29 22x33 9.29x38 17-22 10.48-42 22-27 i przerywu czarnych, nadchodzącego po wymianie 21-26, 16x27, 27-31, już nie dało się zatrzymać.


Lomegard Kersainvil (USA) – Barbara Wójcik (Polska)
US Open 2025, 2. runda

Białe: 48, 40, 39, 37, 36, 35, 33, 31, 29, 22, 17
Czarne: 3, 6, 7, 8, 11, 15, 16, 19, 20, 24, 25

Bardzo dobrze w drugiej rundzie zaprezentowała się mistrzyni Polski Barbara Wójcik, która pozycyjnie, w tym niejasnym i niełatwym ustawieniu, wmanewrowała przeciwnika w przegraną pozycję. 1...8-13! Grozi zabraniem piona po wymianie 13-19! 2.22-18? Na pozór jedyna obrona okazuje się gwoździem do trumny dla Amerykanina. 2...13x22! 3.17x28 19-23! 4.28x30 25x45 i z pionem koło damki Polka nie miała już problemów ze zdobyciem pierwszych dwóch punktów w turnieju.


Galina Petukhova (USA) – Dorota Szela (Polska)
US Open 2025, 2. runda

Białe: 50, 49, 45, 44, 42, 41, 39, 38, 37, 34, 27, 26
Czarne: 3, 6, 8, 9, 11, 13, 14, 15, 16, 18, 19, 24

Wcale nie gorszą pozycję zdobyła Dorota Szela po 25 ruchach partii z wielokrotną mistrzynią USA, również późniejszą zwyciężczynią wśród kobiet w tym roku, Galiną Petukhovą. 1...15-20? Za wcześnie. Owszem, piona 15 należy w pewnym momencie wprowadzić do gry, ale jeszcze nie teraz. W pozycji 12 na 12 pionów siła potencjalnej kolumny 15, 20, 24 może być nieoceniona. Piona 15 warto przesuwać na bardziej aktywne pola, kiedy na planszy zostaje, powiedzmy, 10 lub mniej pionów na stronę. (Przykładowy alternatywny plan gry mógł wyglądać tak: 1...8-12 2.39-33 24-29 3.34x23 19x39 4.44x33 14-19 5.45-40 15-20! 6.40-34 9-14 7.50-44 20-24 z równą grą). 2.45-40 18-23 3.40-35 8-12?? Taktycznie przegrywa partię. Po 3...24-29 4.44-40 8-12 5.41-36 12-18 6.37-31 20-24 utrzymuje się remisowa pozycja. 4.35-30! 24x35 5.27-21 16x27 6.44-40 35x33 7.38x16 27-31 8.41-36 3-8 9.36x27 i tak uderzeniem Filipa białe zdobyły piona, a później wygrały.


Saint Juste Makendy (USA) – Ricardo Edouarzin (USA)
US Open 2025, 3. runda

Białe: 46, 43, 38, 35, 34, 33, 32, 31, 26, 20
Czarne: 2, 4, 9, 12, 13, 16, 17, 18, 22, 23

Pozwoliłem sobie na jeden mały przykład spoza kadry „Crossu”. Saint Juste Makendy, któremu w listopadzie tego roku przyznano tytuł międzynarodowego arcymistrza, został niekwestionowanym mistrzem USA, zwyciężając w klasyku, rapidzie i blitzu. Sam dwukrotnie musiałem uznać jego wyższość. W rapidzie i blitzu Makendy jest potworem, który liczy niesłychanie szybko i dokładnie. Jednak w grze klasycznej zdarzają mu się błędy przez złe zarządzanie większą pulą czasu. Jednego z takich błędów nie wykorzystał Edouarzin, trzykrotny medalista z Miami, bo nie zauważył ciekawej taktycznej idei: 1...9-14! 2.20x9 23-28 3.32x23 18x40 4.9x27 4.9x7?? 2x11 5.35x44 22-27 6.31x22 17x50 4...40-44 I potem na przykład: 5.33-28 12-18 6.46-41 17-21 7.26x17 44-50 8.28-22 18-23 9.41-36 23-28 10.22x33 50x6 Mimo dwóch pionów przewagi białym mogłoby być naprawdę trudno tę partię uratować. Konkluzja: każdemu zdarzają się błędy, dlatego nawet w starciach z najlepszymi należy szukać swoich szans.

Andrzej Jagieła (Polska) – Leszek Stefanek (Polska)
US Open 2025, 4. runda

Białe: 48, 45, 44, 43, 42, 40, 39, 38, 36, 29, 26, 24
Czarne: 3, 4, 7, 8, 11, 12, 13, 14, 15, 17, 25, 27

Nie sposób nie zamieścić też wzmianki o partii na polskim szczycie, w której mistrz Polski Stefanek mierzył się z wicemistrzem Jagiełą. I choć Andrzej skończył turniej wyżej w tabeli, to w tej rywalizacji górą był krajowy czempion. 1.42-37? Ten ruch prawdopodobnie jeszcze nie przegrywa, choć pozwala przeciwnikowi przejąć inicjatywę przez przeprowadzenie kombinacji. 1...27-31! 2.36x27 17-21 3.26x6 7-11? Należało wtrącić jeszcze 3...15-20! 4.24x15, by uniknąć szybkiej remisowej odpowiedzi. 4.6x17 12x41 5.38-32?? A przecież można było: 5.24-19! 13x42 6.48x46 z równowagą na planszy. 5...41-46 6.32-27? Pozycja nie zostawiła już nadziei. (Białe mogły jeszcze złapać czarną damkę, wykorzystując ideę uderzenia tureckiego: 6.43-38 46x19x30x43 7.38x49 i z pionem mniej walczyć o remis).


Leszek Stefanek (Polska) – Andy Charles (Trynidad i Tobago)
US Open 2025, 5. runda

Białe: 48, 47, 36, 35, 34, 33, 26, 25
Czarne: 3, 9, 11, 12, 14, 15, 23, 27

Ładną linię obrony zaprezentował w tej rundzie Leszek grający przeciwko mistrzowi międzynarodowemu z Trynidadu i Tobago. Zwykło się mówić, że to strona grająca przeciwko centrum ma trudniej z wyborem właściwych ruchów, ale w tej partii było całkowicie odwrotnie. 1.47-42 12-18 2.35-30 14-20? Kosztowna niedokładność. (Do zwycięstwa prowadziła trudna do wyliczenia kontynuacja: 2...14-19! 3.34-29 23x34 4.30x39 19-23! 5.42-37 18-22 6.48-43 3-8 7.37-31 8-12 8.39-34 23-28! 9.33-29 12-18 10.34-30 9-13 11.29-24 11-17 12.25-20 18-23!). 3.25x14 9x20 4.48-43 11-17 5.43-38 17-22 6.42-37 23-28 7.37-31 28x39 8.34x43 18-23 9.43-39 3-9 10.39-34 9-14 11.38-33 23-28 12.33-29 28-32 13.30-24 32-38 14.24-19 14x23 15.29x18 22x13 16.31x22 38-43 17.22-17 43-49 18.17-11 49-16 19.11-6 20-24 20.34-30 24x35 21.6-1 15-20 22.1-29 20-25 23.29-45 13-19 24.45-18 25-30 25.18-1 16-38 26.1-18 38-15 27.26-21 19-24 28.18-27 35-40 29.27-43 30-35 30.43-30 40-44 31.30x2 15-24 32.2x30 35x24 33.21-17 i po długiej pozbawionej błędów końcówce partia zakończyła się sprawiedliwym podziałem punktów.

Francisco Almonte Ledesma (Dominikana) – Andrzej Jagieła (Polska)
US Open 2025, 7. runda



Białe: 45, 44, 39, 37, 33, 29, 28, 27
Czarne: 7, 13, 15, 18, 20, 25, 26, 30

W 7. rundzie Andrzej Jagieła, późniejszy lider wśród Polaków, nieoczekiwanie pokonał bardzo solidnego przeciwnika z Dominikany, który... postanowił strzelić do własnej bramki. I to więcej niż raz.

1.28-23?? Białe, chyba na siłę szukając wygranej w remisowej pozycji, przeoczyły proste groźby w swoim kierunku. (Po 1.28-22 7-11 2.33-28 20-24 3.29x20 15x24 4.39-33 30-34 5.44-40 26-31 6.40x20 31x42 7.20-15 partia skończyłaby się remisem). 1...7-12 i co po tym planowały grać białe? 2.23-19 13x24 Inaczej groziło 20-24. 3.37-32 12-17 4.27-21 (Być może Dominikanin planował zagrać: 4.32-28? 30-34! 5.39x19 20-24 6.19x30 25x21). 4...18-22? Wypuszcza przewagę. Duże szanse na zwycięstwo dawała kontynuacja: 4...26-31 5.21x23 31-36 6.32-28 (6.23-18? 30-34! 7.39x19 20-24 8.19x30 25x12) 6...36-41 7.28-22 41-46 8.22-17 46x19 9.17-11 19-2 10.11-6 2-7. 5.21x12 22-27 6.32x21 26x8 7.29-23 24-29 8.33x35 25-30 9.35x24 20x18 10.39-33 18-22 11.44-39?? Proszę państwa, samobój numer dwa! Ten ruch okaże się za chwilę przegrywającą stratą tempa. (Do remisu prowadziło jedynie: 11.45-40! 22-27 12.33-28! 27-31 13.28-22 8-12 14.40-34 31-37 15.34-29 37-42 16.29-23 42-48 17.22-17! 12x21 18.23-18 i piona białych nie dałoby się już złapać). 11...22-27 12.33-28 27-31 13.28-22 8-12 14.39-33 31-37 15.33-28 37-42 16.45-40 42-48 17.28-23 48-31 18.22-17 18.23-18 12x23 19.22-17 31-18! 18...12x21 19.23-19 i białe się poddały. Gratulacje dla Andrzeja.

Ewa Wieczorek (Polska) – Barbara Wójcik (Polska)
US Open 2025, 8. runda

Znamy sposób rozstrzygnięcia pojedynku na szczycie panów, spójrzmy więc także na analogiczne starcie pań. Barbara nie zawiesiła w tej partii Ewie poprzeczki wysoko, wpadając na kombinację już w 8. ruchu. 1.32-28 18-23 2.34-29 23x34 3.39x30 12-18 4.44-39 7-12 5.50-44 1-7 6.30-25 20-24 7.37-32 18-23 8.41-37 12-18??

Białe: 49, 48, 47, 46, 45, 44, 43, 42, 40, 39, 38, 37, 36, 35, 33, 32, 31, 28, 26
Czarne: 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 23, 24

9.35-30! 24x35 10.33-29 23x34 11.39x30 35x24 12.28-22 17x28 13.32x1 19-23 14.1x20 15x24 i z pionem więcej zwyciężyła zawodniczka z Białegostoku.

Ewa Wieczorek (Polska) – Rudi Azimullah (USA)
US Open 2025, 9. runda

Białe: 48, 40, 39, 37, 35, 34, 33, 28, 22
Czarne: 2, 3, 6, 8, 9, 19, 21, 24, 25, 26

Zwycięstwo w przedostatniej rundzie tylko rozpaliło apetyt Ewy. Mimo piona straty zdołała wygrać również ostatnią potyczkę dzięki pięknej kombinacji: 1.37-31! 26x37 2.48-42 37x48 3.33-29 24x44 4.40x49 48x30 5.35x4 6-11? Najwyraźniej pogubił się zszokowany uderzeniem przeciwnik. (5...25-30! 6.28-23 21-26 7.22-17 3-9 8.4x35 8-13 9.35x8 2x13 z remisem). 6.28-23 11-16
7.23-19 21-26 8.19-14 26-31 9.14-10 8-13
9...31-37 10.10-5! 37-42 11.4-9! 3x14 12.5x48 10.4x18 3-9 11.18x4 31-37 12.10-5 37-42 i tu zapis się kończy, ale pozycja jest całkowicie wygrana dla białych. Brawo, Ewa, za walkę do końca! .

kobieta przy warcabownicy
Ewa Wieczorek na turnieju warcabowym US Open 2025

 

Damian Reszka

Do góry