Baner

Nr 5 (182) Maj 2020

Miesięcznik informacyjno-szkoleniowy Stowarzyszenia Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących "Cross"

Adres redakcji:

00-216 Warszawa
ul. Konwiktorska 9,
tel.: 22 412 18 80
e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

  • Marta Michnowska - Redaktor naczelna
  • Anna Baranowska - Zastępca redaktor naczelnej
  • Barbara Zarzecka - Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

Skład, druk, oprawa i kolportaż:

EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Skład wersji internetowej

Mirosław Liszewski

Nakład:

1000 egzemplarzy

Miesięcznik dofinansowują Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki

ISSN 1427-728X

ROK XVVIII

Nr 5 (182)

Maj 2020 r.

Okładka miesięcznikia nr. 4. 2020
Na okładce: Kolarki ZK F „Olimp” Angelika Biedrzycka (pierwsza od lewej) i Edyta Jasińska podczas „lotu do domu” ze zgrupowania na Cyprze

Zapraszamy na szkolenia sportowe!

Chciałbyś poprawić sprawność, technikę i poziom sportowy w swojej dyscyplinie? A może nadeszła pora, by zacząć przygodę ze sportem? Sprawdź, co proponujemy, i zapisz się na interesujące Cię szkolenie. Gwarantujemy, że będzie to czas aktywny i przyjemny.

Stowarzyszenie „Cross” zaprasza pełnoletnie osoby z orzeczonym znacznym lub umiarkowanym stopniem niepełnosprawności wzroku na szkolenia z zakresu sportu osób niepełnosprawnych. Celem wspólnych wyjazdów jest aktywizacja społeczna i zwiększenie samodzielności uczestników. Szkolenia są realizowane w ramach projektu „Krok Naprzód 2020”, który współfinansuje Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Chętni mogą wybierać spośród ośmiu dyscyplin sportu, takich jak: kręgle klasyczne, bowling, szachy, warcaby, showdown, nordic walking, biegi i brydż sportowy. Przewidziane jest jedno szkolenie w każdej z wymienionych dyscyplin.

Planowane terminy i miejsce szkoleń:
Brydż sportowy 15-29.06.2020, Ustka Biegi 10-24.08.2020, Szklarska Poręba
Nordic walking 12-26.07.2020, Lidzbark Kręgli klasyczne 30.08-13.09.2020, Puck
Showdown 13-27.07.2020, Krynica-Zdrój Szachy 26.09-10.10.2020, Sarbinowo
Warcaby 31.07-14.08.2020, Suwałki Bowling 4-18.10.2020, Zakopane

W każdym szkoleniu przewidziano udział 40 uczestników, w tym 32 niewidomych i słabowidzących. W uzasadnionych przypadkach istnieje możliwość przyjazdu z przewodnikiem – taką potrzebę należy zgłosić koordynatorowi danego szkolenia. Uwaga! Liczba miejsc dla przewodników jest ograniczona. Termin nadsyłania zgłoszeń upływa na 30 dni kalendarzowych przed planowaną datą rozpoczęcia szkolenia. Prosimy o przemyślany wybór, ponieważ można wziąć udział w tylko jednym szkoleniu. Koszt udziału w projekcie „Krok naprzód 2020” wynosi 600 zł od uczestnika. Uczestników kwalifikuje komisja rekrutacyjna. Pod uwagę brane będą wyłącznie zgłoszenia kompletne i poprawne pod względem formalnym. Szczegółowe informacje i niezbędne formularze zgłoszeniowe można znaleźć na stronie internetowej Stowarzyszenia „Cross” www.cross.org.pl.

Uwaga! W związku z dynamiczną sytuacją epidemiczną w Polsce terminy planowanych szkoleń mogą ulec zmianie. Komunikaty w tej sprawie również będą publikowane na stronie internetowej Stowarzyszenia. Prosimy o regularne czytanie zamieszczanych tam informacji, a w razie wątpliwości – kontakt mailowy lub telefoniczny.

Serdecznie zapraszamy do uczestnictwa!

ParaSki4Europe

Tuż przed planowanym obozem otrzymaliśmy informację o możliwości startu w bardzo znaczącej imprezie. To dla nas, z jednej strony, wielkie wyróżnienie i zaszczyt, z drugiej – trochę obaw: czy nasi młodzi zawodnicy są już gotowi na start w zawodach. Zaproszenie dotyczyło dwóch osób początkujących i rokujących nadzieję na przyszłość sportową. Wiadomość dotarła do nas bardzo późno, bo w styczniu. A impreza w lutym…

ParaSki4Europe – European Winter Para Sports Event, Poland 2020 to pierwsze tego typu wydarzenie narciarskie w Europie. Jego głównym celem było stworzenie niepełnosprawnym zawodnikom na różnym poziomie sportowym i w różnym wieku możliwości konkurowania w dużej imprezie, obejmującej cztery dyscypliny: narciarstwo biegowe, narciarstwo zjazdowe, snowboard oraz biathlon. Ideą przyświecającą organizatorom nie było wyłącznie zorganizowanie zawodów, lecz także promocja włączania społecznego poprzez sport, aktywność fizyczną, wolontariat, a także zdobywanie wiedzy o sporcie i wzmacnianie motywacji.

Logo Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego w raz z medalem

W przygotowaniach do zawodów uczestniczyły dwie wytypowane osoby, które w ubiegłym roku poczyniły największe postępy w narciarstwie alpejskim: Damian Ziółkowski i Patrycja Bożek, wychowankowie ośrodka szkolno-wychowawczego dla uczniów niewidomych i słabowidzących we Wrocławiu. Obóz przygotowawczy odbył się w styczniu w Czechach. Jego uczestnicy podwyższali umiejętności narciarskie, poszerzali wiedzę związaną z poszczególnymi konkurencjami i zdobywali cenne doświadczenia we współpracy z przewodnikiem. Niestety, tuż po obozie Patrycja, z przyczyn zdrowotnych, musiała zrezygnować z udziału w ParaSki4Europe.

Damian przeszedł dodatkowe szkoleniezapoznające z przepisami sportowymii sposobami stawiania tyczek w slalomiei slalomie gigancie. Zawodnik niewidomymusi znać rodzaje bramek, wiedzieć, jakiejest ich ustawienie, jakie są odległościmiędzy nimi, a także jak są ustawiane figury.W trakcie treningu należy wypracowaćtaktykę pokonania slalomu. W przypadkunarciarza niewidomego jest to szczególnie trudne. Metodą, dzięki której łatwiej siętego nauczyć, może być trening w sali gimnastycznejz zastosowaniem prawdziwychtyczek, podczas którego zawodnik oglądarozmieszczone tyczki i może przejść zaprzewodnikiem ustawiony slalom.

Osoby ćwiczące na sali gimnastycznej
Damian Ziółkowski na sali gimnastycznej ćwiczy slalom gigant za przewodnikiem Dariuszem Rutkowskim

Debiutujący w zawodach Damian Ziółkowski był jedynym niewidomym narciarzem w trzyosobowej ekipie alpejczyków z dysfunkcją wzroku, jaka reprezentowała Polskę na ParaSki4Europe. Okazało się, że także inne organizacje mogły zgłaszać uczestników i na imprezie pojawili się nasi utytułowani zawodnicy – Anna Kosińska-Tadej i Stanisław Kosiński. Narciarzy wspierali przewodnicy: Adam Pawłowski, Maria Kraus oraz Dariusz Rutkowski.

Impreza została zorganizowana po raz pierwszy i odbyła się w terminie 20.02- -1.03.2020 r. Gospodarzem była Polska, a miejscem zmagań Czarna Góra i Duszniki. W imprezie wzięli udział niepełnosprawni wzrokowo i ruchowo narciarze zjazdowi, biegowi, biathloniści i snowboardziści z 15 krajów Europy. ParaSki4Europe zyskała honorowy patronat prezydenta Andrzeja Dudy, a głównym jej organizatorem był Polski Komitet Paraolimpijski, który dofinansował wydarzenie ze środków unijnych oraz programu Erasmus+.

Kobieta i mężczyzna w kamizelkach dla niewidomych trzymający baner reklamowy
Damian i Patrycja podczas tegorocznego obozu przygotowawczego w Koutach

Pogoda pozwoliła na doświadczenie wszystkiego: od padającego deszczu oraz mokrego, ciężkiego śniegu na stoku, poprzez padający śnieg, aż po pokryte świeżym puchem zmrożone trasy. Poza zawodami odbywały się także treningi. Zawodnicy podnosili umiejętności na długich i miejscami stromych nartostradach. Taki trening to bardzo cenne doświadczenie dla każdego narciarza i przewodnika. Niestety, okazało się, że zawody zostaną przeprowadzone – zgodnie z przepisami – na stokach z homologacją FIS. Dla początkujących narciarzy nie zapowiadało to łatwego startu, a w narciarstwie zjazdowym wraz z trudnością wzrasta niebezpieczeństwo wypadków i kontuzji. Należy podkreślić, że pomimo trudnych warunków pogodowych stoki zostały przygotowane doskonale. Trasa była wymarzona dla doświadczonych zawodników.

W slalomie gigancie dwie pierwsze lokaty wywalczyły zawodniczki z Austrii. Anna Kosińska-Tadej zajęła trzecie miejsce. Stanisław Kosiński był drugi za Kacprem Ludwikowskim, przed trzecim Piotrem Szymalą (obaj zawodnicy „Startu”).

Debiutujący Damian Ziółkowski w slalomie gigancie zajął miejsce ósme. Może lokata nie była najwyższa, jednak ważny był sam fakt udziału oraz to, że ukończył on dość długi slalom na trasie z homologacją FIS. Należy przypomnieć, że Damian jest jedynym niewidomym polskim narciarzem startującym w zawodach. Jeździ zaledwie od roku. Podczas zjazdu kieruje się na komunikaty płynące z z głośnika umieszczonego na plecach przewodnika i zgodnie z przepisami ma wtedy gogle zalepione taśmą nieprzepuszczającą światła. W ParaSki4Europe startowali jeszcze dwaj doświadczeni niewidomi zawodnicy – z Węgier oraz z Czech.

W slalomie Anna Kosińska-Tadej była czwarta za zawodniczkami z Austrii i Wielkiej Brytanii. Stanisław Kosiński zajął pierwsze miejsce, drugie Kacper Ludwikowski, a trzecie reprezentant Węgier. Bardzo trudna i mocno zmrożona trasa slalomu była dość niebezpieczna i kilku zawodników zrezygnowało ze startu na rzecz treningu. W tej grupie był Damian Ziółkowski.

Osoby w strojach narciarskich
Damian Ziółkowski z przewodnikiem Dariuszem Rutkowskim na starcie slalomu giganta

Impreza ta jest wspaniałą inicjatywą, propaguje sporty zimowe, daje szansę na start w międzynarodowych zawodach nawet początkującym narciarzom. Jednakże zmagania były dość trudne dla mniej doświadczonych, co więcej, nawet zaawansowani mieli duże problemy z ukończeniem przejazdów. Wspomnienia pozostają bardzo pozytywne: międzynarodowe towarzystwo i okazja do podpatrywania rozwiązań stosowanych przez różne kraje, udane treningi, mimo trudnych i zmiennych warunków pogodowych organizatorzy zadbali o bardzo dobre przygotowanie tras. Szczególne uznanie należy się za świetne warunki zakwaterowania i wyśmienite jedzenie.

Wszystkim medalistom serdecznie gratulujemy! Chcieliśmy również bardzo gorąco podziękować za zaproszenie do startu w imprezie i możliwość reprezentowania Polski. Liczymy, że nasi doświadczeni oraz początkujący zawodnicy będą mogli dalej się rozwijać, trenować i przygotowywać się do startu w mistrzostwach Polski oraz w zawodach międzynarodowych. Niestety, obecnie, kiedy nie ma możliwości przejścia badań klasyfikujących w Holandii, co jest warunkiem uzyskania licencji, wszystkie starty międzynarodowe są wykluczone.

Dariusz Paczkowski

Do góry

Stara przyjaźń nie rdzewieje

Początki narciarstwa w środowisku wrocławskiej młodzieży z dysfunkcją wzroku sięgają lat 90. ubiegłego wieku. Wtedy właśnie wraz z Akademią Wychowania Fizycznego we Wrocławiu oraz przy współpracy z Uniwersytetem Palackiego w Ołomuńcu rozpoczęliśmy organizowanie pierwszych obozów zimowych.

Obozy te miały charakter integracyjny. Brali w nich udział studenci specjalności wychowanie fizyczne specjalne oraz podopieczni Dolnośląskiego Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego nr 13 dla Uczniów Niewidomych i Słabowidzących oraz z innymi niepełnosprawnościami im. Marii Grzegorzewskiej we Wrocławiu (obecna nazwa). Początkowo w programie obozów były przede wszystkim zabawy na śniegu. Pierwszy odbył się w Horní Údolí (Republika Czeska) w 1997 roku, uczestniczyli w nim czescy studenci z uniwersytetu w Ołomuńcu. Zbieraliśmy doświadczenia i zaczęliśmy stopniowo upowszechniać sporty zimowe. Zgodnie z zaleceniami wyszukanymi w bardzo skromnej literaturze – najpierw narty biegowe.

Osoby na nartach
Na biegówkach, Kouty 2004

Dość trudno było wtedy zdobyć, a nawet wypożyczyć sprzęt. Nie do każdego elementy oprzyrządowania były idealnie dopasowane, ale wszyscy próbowali. Mogli często po raz pierwszy posmakować narciarstwa, trzeba jeszcze raz powiedzieć – biegowego. W Czechach słowo „narciarstwo” każdy od razu skojarzy z narciarstwem biegowym, w Polsce – ze zjazdowym. Oczywiście, nie było mowy o torach, przygotowanych trasach i optymalnym smarowaniu nart. Nikt nie myślał o ściganiu się, a jedynie o dobrej zabawie i spróbowaniu czegoś, co w warunkach miejskich, mało śnieżnych zim praktycznie nie wchodziło w rachubę. Kolejnym miejscem obozów były czeskie Kouty. Te wyjazdy były już ukierunkowane na sporty zimowe.

Kiedy okazało się, że narciarstwo biegowe nie zyskuje wielkiej popularności, wprowadziliśmy dodatkowe zajęcia: narciarstwo zjazdowe i snowboard. Uczestnicy wraz ze studentami AWF (którzy często byli instruktorami sportów zimowych) poznawali tajniki tych trzech dyscyplin. W tamtych czasach niewidomi i słabowidzący narciarze nie byli oznakowani i – co w tej chwili jest nie do pomyślenia – na stoku nie musieli mieć kasków.

Współpraca z uniwersytetem w Ołomuńcu była dla nas bardzo ważna. Nie tylko mogliśmy podpatrywać ich specjalistów i uczestniczyć w ich szkoleniach, często to oni sami przekazywali nam wiedzę i doświadczenia podczas pracy na stoku z naszymi narciarzami. W tamtych czasach nie było w Polsce specjalistów i instruktorów zajmujących się sportami zimowymi osób niepełnosprawnych. I właśnie ta współpraca i nabywanie doświadczeń pomogły naszym uczniom podnieść umiejętności, a nam dały wiedzę potrzebną do bycia przewodnikiem, a z czasem także instruktorem.

Osoby na deskach snowbordowych
Na stoku – snowboard, Kouty 2003

Z biegiem lat zmieniały się miejsca organizacji zimowisk narciarskich. Podczas pobytu w Zieleńcu zorganizowano nam pierwsze zawody narciarskie. Była to namiastka prawdziwego slalomu giganta. Start, meta, prawdziwe bramki z płachtami, pomiar czasu. Wszystkim bardzo się spodobało. A najlepsi chcieli spróbować sił w rywalizacji z innymi. Tak zakończyła się pierwsza, rekreacyjna część naszej działalności. I wtedy skończyły się też obozy dla początkujących i średniozaawansowanych. Rozpoczął się czas zawodników, obozów narciarskich, treningów, zgrupowań i zawodów.

Historia kołem się toczy. W 2019 roku odświeżyliśmy kontakty i wróciliśmy do Czech, na pięciodniowy obóz narciarski, który odbył się przy okazji obozu organizowanego przez Uniwersytet Palackiego. Piękna pogoda pozwalała, aby część ferii zimowych poświęcić na naukę jazdy na nartach. W ferie łatwiej o pomoc wolontariuszy, którzy pełnią rolę przewodników. W narciarstwie alpejskim osób z dysfunkcją wzroku to warunek konieczny dla zachowania bezpieczeństwa. Zarówno narciarze, jak i przewodnicy są obecnie oznakowani. Pozwala to innym zjazdowcom zachować bezpieczną odległość.

Dla części uczestników był to pierwszy prawdziwy kontakt ze śniegiem. Adepci narciarstwa metodycznie i cierpliwie przechodzili kolejne etapy lekcji: od samego zakładania sprzętu, poprzez podchodzenie, naukę upadków i wstawania, do pierwszych zjazdów w pozycji płużnej, oczywiście na stoku dla osób początkujących. Wyciąg na nim stanowiła lina, której należało się chwycić, by podjechać na szczyt. Nawet ten mały stoczek na początku potrafił sprawiać problemy. Podczas gdy początkujący stawiali pierwsze kroki na śniegu, zaawansowani doświadczali już jazdy z prawdziwej górki Także i tu była możliwość udziału w szkoleniu z narciarstwa biegowego, każdy mógł spróbować przynajmniej raz. Ale co tu dużo mówić, mimo że zmienili się narciarze, jedno się nie zmieniło: na pierwszym miejscu były narty zjazdowe

Grupa osób na nartach
Trening na stoku, Kouty 2006

Jak w każdej grupie, tak i wśród naszej młodzieży można było zaobserwować, że postępy przychodziły w różnym tempie. Na szczególną uwagę zasłużyli Patrycja Bożek i Damian Ziółkowski, dla których był to pierwszy kontakt z narciarstwem zjazdowym. Warto podkreślić, że zwłaszcza na początkowym etapie szkolenia ważną rolę odegrali studenci, a wśród nich przedstawiciele wielu krajów, od Hiszpanii po Japonię, którzy znaleźli się na obozie dzięki programowi Erasmus+. Należy jeszcze dodać, że w obu dyscyplinach narciarskich – narciarstwie biegowym i zjazdowym – inny jest cel pracy przewodnika i inny sposób kontaktu z nim podczas jazdy.

Szczególną satysfakcję mógł odczuwać Damian. Stopniowo nabywał doświadczenia, od pierwszego kontaktu ze sprzętem narciarskim, poprzez opanowanie samodzielnego wyjeżdżania wyciągiem talerzykowym (każdy, kto jeździ na nartach, wie, jak trudne są początki), po przejazd slalomu, za przewodnikiem, między ustawionymi tyczkami. Damian jest niewidomy i to, co udało mu się osiągnąć, jest bardzo dużym sukcesem. Wszyscy uczestnicy obozu podnieśli swoje umiejętności narciarskie. Dla wielu pierwszy w życiu zjazd slalomem był sprawdzianem, czy narty pozostaną tylko przyjemnością, rekreacją, czy też może współzawodnictwo w tym sporcie jest dla nich.

Początek 2020 r. i kolejna bezśnieżna zima we Wrocławiu, znowu więc wyruszyliśmy na narty do Czech. Niestety, obóz organizowany przez uniwersytet w Ołomuńcu nie odbywał się tym razem w terminie naszych ferii. Trudniej było więc o przewodników. Do tego jeszcze pojawiły się problemy z finansowaniem. Ostatecznie do Czech pojechała tylko dwuosobowa reprezentacja naszego ośrodka – Patrycja Bożek i Damian Ziółkowski. Oboje w poprzednim roku poczynili duże postępy i chcieli spróbować swoich sił w zawodach narciarskich. Najważniejsze, że pogoda dopisała i w pełni mogliśmy korzystać z ośnieżonego, dobrze przygotowanego stoku.

Grupa osób stojących na nartach
Uczestnicy obozu, Kouty 2019

Nasi narciarze w różny sposób korzystają z pomocy przewodników. Patrycja jest osobą słabowidzącą i kiedy jedzie za przewodnikiem, widzi jego sylwetkę. Komunikację wspomaga dwustronna łączność radiowa. Przewodnik udziela jej wskazówek, np. na temat trasy, występujących na niej utrudnień, a Patrycja może korygować prędkość jazdy przewodnika i sygnalizować mu ewentualne problemy. Damian jest narciarzem niewidomym. Przepisy sportowe nakazują mu jazdę w goglach z nieprzepuszczającą światła „szybką”. Kiedy jedzie, kieruje się na głośnik umieszczony na plecach przewodnika. Tej zimy testowaliśmy dodatkową łączność radiową, umożliwiającą niewidomemu narciarzowi kontakt słowny z przewodnikiem. Budowanie relacji przewodnik – zawodnik wymaga czasu i wspólnych doświadczeń. Bardzo ważne jest zaufanie.

Obóz był jednym z głównych etapów przygotowań do udziału w ParaSki4Europe – dużej, międzynarodowej imprezie sportowej, na którą nasi uczniowie dostali zaproszenie.

Pragniemy podziękować wszystkim, którzy nas wspierają oraz nam kibicują, przede wszystkim: naszemu wrocławskiemu ośrodkowi szkolno-wychowawczemu, Dolnośląskiej Szkole Wyższej we Wrocławiu, firmom: Elephant Pro Sport, Ski24.pl, Ski4You. Bez Waszej pomocy byłoby znacznie trudniej.

Dariusz Paczkowski

Do góry

Tandemy w dobie koronawirusa

Kolejny wiosenny ranek. Wstaje nowy dzień. Budzę się i rutynowo, bez ociągania się, rozpoczynam poranne czynności. Przyzwyczajenie napędza mnie do szybkiego działania, przez lata praktyki weszło mi to w nawyk. Wkrótce jestem już na dobre rozbudzony, lecz jednocześnie mocno zdezorientowany. Jaki jest właściwie dzień tygodnia i jak wygląda mój dzisiejszy plan zajęć? Ale zaraz… Przecież wcale nie muszę się spieszyć.... Czy na pewno? Może to wszystko mi się śniło? Włączam program informacyjny w TV i wątpliwości znikają, bo właśnie podają najnowsze dane: liczbę zakażonych i zmarłych. Pandemia koronawirusa jest faktem, mam 14-dniową kwarantannę – trzeba zostać w domu!

Kolarze na torze kolarskim
Zima na torze

Sportowy sezon 2020 w parakolarstwie zapowiadał się wyjątkowo – miał obfitować w imprezy najwyższej rangi i zanim się szcze rozpoczął, już budził ogromne emocje. Pierwszy raz w historii w jednym roku zaplanowano zarówno igrzyska impijskie, jak i torowe oraz szosowe mistrzostwa świata, dwie edycje Pucharu Świata, a do tego wiele ędzynarodowych wyścigów mniejszej rangi. Kalendarz UCI (Międzynarodowej Unii Kolarskiej) pękał w szwach fakt ten na etapie anowania startów polskiej kadry przyprawiał sztab szkoleniowy ZK F „Olimp” o ból głowy: z jednej strony bogactwo boru, z drugiej – przewidywane ogromne koszty udziału w wyścigach. Torowe i szosowe mistrzostwa świata miały być tatnią szansą na zdobycie punktów kwalifikacyjnych na paraolimpiadę, a osiągnięte tam wyniki – najważniejszym kryterium przy wyborze polskiej reprezentacji do Tokio. Wszyscy zawodnicy, a szczególnie ci, którzy chcieli lczyć paraolimpijskie nominacje, wkraczali w nowy sezon bardzo podekscytowani i zmotywowani ogromem czekających ich zwań. 2020 rok rozpoczął się dla naszej kadry kolarskiej – zgodnie z planem – bardzo intensywnymi przygotowaniami rowych mistrzostw świata. W styczniu zawodnicy przebywali w domach zaledwie sześć dni, bo większość czasu spędzali na treningach w Pruszkowie, skąd ostatecznie wyruszyli w podróż do Kanady. Torowe mistrzostwa świata w Milton odbyły się na przełomie stycznia oraz lutego i przyniosły polskiej reprezentacji, złożonej z zawodników „Olimpu”, wielkie sukcesy. Warto przypomnieć, że tandem Marcin Polak – Michał Ładosz zdobył złoty medal w wyścigu na 4 km, okraszony nowym rekordem świata na tym dystansie. Ponadto Adam Brzozowski i Kamil Kuczyński wywalczyli brązowy medal w sprincie tandemów męskich, a wraz z Angeliką Biedrzycką i Edytą Jasińską zajęli także drugie miejsce w sprincie drużynowym mikstów. Pomimo pojawiających się coraz częściej doniesień o koronawirusie SARS-CoV-2 ani podczas podróży lotniczych, ani w trakcie zawodów nie spotkaliśmy się z żadnymi obostrzeniami czy nadzwyczajnymi środkami ostrożności. Po powrocie z Kanady kadrowicze mieli trochę zasłużonego odpoczynku, po czym w połowie lutego odbyła się konsultacja na torze w Pruszkowie. Epidemia koronawirusa rozlewała się po świecie, ale my czuliśmy się bezpieczni i realizowaliśmy nasze plany. W tym czasie treningi torowe były elementem przygotowań do sezonu szosowego i „ucieczką pod dach” przed niesprzyjającą, zimową pogodą. Taki sam charakter miało zgrupowanie w Pruszkowie na początku marca, po którym kadra kolarska 9 marca wyjechała na Cypr. Zgrupowanie w Limassol miało trwać dwa tygodnie, lecz niemal od razu po jego rozpoczęciu zaczęły do nas docierać coraz bardziej niepokojące informacje związane z rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła stan pandemii, natomiast w Polsce zaczął obowiązywać stan zagrożenia epidemicznego – tymczasowo zostały zamknięte granice, wstrzymane międzynarodowe loty pasażerskie i połączenia kolejowe, a powroty do kraju stały się możliwe tylko czarterami LOT-u lub transportem kołowym przez Niemcy. Kiedy w „Olimpie” i wśród nas samych toczyła się dyskusja w sprawie ewentualnego skrócenia naszego zgrupowania, z Cypru w ramach akcji „LOT do domu” odleciały dwa samoloty do Polski, a kolejne w najbliższym czasie nie były już planowane. Pomimo zmieniającej się jak w kalejdoskopie sytuacji i nerwowości, która wkradła się w nasze szeregi, plan zgrupowania od początku był realizowany bez przeszkód. Zawodnicy, korzystając ze słonecznej pogody i świetnych tras treningowych, przejeżdżali kolejne kilometry, aby budować podwaliny pod formę na paraigrzyska. Tymczasem poinformowano nas, że hotele na Cyprze czynne będą tylko do 20 marca, a o północy tego dnia tymczasowo zamknięte zostaną lotniska dla międzynarodowych lotów rejsowych i granice państwa. W tym samym czasie w Polsce zaczął obowiązywać stan epidemii i wprowadzono kolejne ograniczenia. W tej sytuacji czworo uczestników naszego zgrupowania, zmuszonych do powrotu ze względów rodzinnych i zdrowotnych, wyruszyło do domu przez Monachium, Berlin, a następnie Szczecin. Pozostała w Limassol ósemka zmieniła miejsce zakwaterowania, zrobiła zakupy spożywcze i nastawiła się na nieco dłuższy pobyt na wyspie Afrodyty. Nikt nie miał wątpliwości, że wszystkie utrudnienia niebawem miną, sytuacja się unormuje i najpóźniej na początku kwietnia będzie można bezpiecznie wrócić do Polski. Życie napisało jednak inny scenariusz, dość nieoczekiwanie przyspieszając bieg wydarzeń. Konsul przekazał nam informację o planowanym przez władze Cypru wprowadzeniu restrykcyjnych przepisów ograniczających m.in. swobodę poruszania się po wyspie, a LOT jednak zorganizował kolejny ratunkowy czarter z Larnaki do Warszawy. Tego samolotu nie mogliśmy już przegapić i 24 marca wylądowaliśmy na Okęciu.

Kobieta na rowerze stacjonarnym
Wirtualna platforma kolarska Zwift

Wszyscy uczestnicy cypryjskiego zgrupowania po powrocie odbyli dwutygodniową kwarantannę, w trakcie której podtrzymywali sprawność fizyczną, jeżdżąc na trenażerach rowerowych i wykonując ćwiczenia ogólnorozwojowe. Przymusowa izolacja dla ludzi aktywnych, przyzwyczajonych do ruchu na świeżym powietrzu i kontaktu z przyrodą, była bardzo trudnym i stresującym doświadczeniem. Jeszcze większym problemem było odnalezienie się w nowej rzeczywistości i zaplanowanie nieprzewidywalnej przyszłości. Sport wyczynowy to dziedzina, w której podstawą działania jest wyznaczanie celów i realizacja planów. Pandemia koronawirusa zburzyła istniejący porządek i wywołała niepewność. W przypadku parakolarstwa sytuacja jest dramatyczna. Najpierw zapadła decyzja o przeniesieniu igrzysk paraolimpijskich w Tokio na rok 2021, potem zostały odwołane tegoroczne szosowe mistrzostwa świata w Ostendzie i Puchar Świata w Baie-Comeau. Sezon wyścigowy ma się rozpocząć w lipcu, lecz trudno prognozować, jak on będzie wyglądał. Jest bardzo prawdopodobne, że w 2020 roku nie odbędzie się żadna znacząca międzynarodowa impreza parakolarska, a najbliższa przyszłość wyścigów krajowych też stoi pod znakiem zapytania. Sytuacja ta jest wielkim wyzwaniem dla zawodników, sprawdzianem ich siły charakteru i woli, zaangażowania oraz sportowej motywacji. W okresie pandemii wzrosła rola samodyscypliny, zarówno w realizacji indywidualnych zadań treningowych, jak i w dbałości o zdrowie oraz wszystkie pozostałe aspekty sportowego trybu życia. Przesunięcie najważniejszego celu, jakim są igrzyska paraolimpijskie, o kolejny rok może spowodować zmianę układu sił w parakolarskim peletonie. Wydaje się, że upływ czasu jest większym problemem dla starszych zawodników, którym coraz trudniej jest utrzymywać formę na najwyższym poziomie, natomiast sprzyja sportowcom z krótszym stażem, którzy są na fali wznoszącej i mają szansę poprawić swoje umiejętności. Na korzyść starszego pokolenia przemawia doświadczenie i umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach, natomiast domeną młodości jest entuzjazm i niezachwiana wiara w sukces. Zagadnienia te będą zapewne istotne także na naszym krajowym podwórku, ponieważ skład polskiej reprezentacji paraolimpijskiej na Tokio 2021 wciąż pozostaje otwartą kwestią.

Grupa kolarzy na tle tamdemu
Kolarze podczas treningów w Pruszkowie

Ostatnie miesiące to czas wyjątkowy w najnowszej historii świata, zmieniający obowiązujące reguły życia społecznego i gospodarczego. W obliczu wielu nieszczęść, problemów i lęku o przyszłość sport schodzi na dalszy plan. Jednak należy pamiętać, że wielu ludzi związanych jest z tym obszarem życia zawodowo i podporządkowuje sportowym celom wszystkie swoje siły i plany, z nimi wiąże nadzieje. Pandemia koronawirusa uziemiła tysiące kolarzy na całym świecie, odkąd w wielu krajach obowiązuje zakaz jazdy na rowerze i ograniczenia w wychodzeniu z domu. Wszyscy zmuszeni zostali do zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń, metod treningowych i planów. Dla wielu ucieczką lub wytchnieniem od realnych problemów stała się wirtualna rzeczywistość. Dużą popularność zyskała wirtualna jazda na rowerze z użyciem aplikacji oraz trenażera, stanowiąca alternatywę dla prawdziwego kolarstwa i umożliwiająca trening oraz udział w wyścigach. Wirtualna platforma daje możliwość skorzystania z planów treningowych, przeniesienia się na prawdziwe trasy rowerowe i współzawodnictwa z innymi użytkownikami z całego świata. Jest to rodzaj gry komputerowej, w której wymagany jest jednak prawdziwy wysiłek fizyczny uczestnika, a jego efekty prezentowane są na ekranie monitora w sposób zbliżony do transmisji telewizyjnej z prawdziwej jazdy. Można śledzić osiągane parametry (prędkość, generowaną moc, tętno), porównywać się z innymi, walczyć o miejsce w peletonie, próbować ucieczek i ścigać się na finiszu. Nie jest to, niestety, tania zabawa. Oprócz płatnej aplikacji potrzebny jest oczywiście rower, który montuje się w trenażer – najlepiej interaktywny, reagujący na profil trasy i zmieniający opór w zależności od prędkości wiatru, nachylenia, jazdy w tunelu aerodynamicznym, a w efekcie zapewniający duży realizm jazdy. W okresie pandemii odbyło się już kilka wirtualnych wyścigów z udziałem czołowych kolarzy świata, lecz wszyscy fani roweru – zawodnicy i kibice – tęsknią za prawdziwą rywalizacją i liczą na szybkie pokonanie koronawirusa.

Bądźmy zdrowi i miejmy nadzieję, że to jeszcze nie czas na e-kolarstwo.

Mirosław Jurek

Do góry

Miesiąc inny od wszystkich

Słabowidząca 30-letnia Angelika Biedrzycka i jej 33-letnia przewodniczka Edyta Jasińska po raz pierwszy spędziły ze sobą tyle czasu: nieco ponad dwa tygodnie na zgrupowaniu na Cyprze i zaraz potem dwa tygodnie na wspólnej kwarantannie. Angelika mieszka w Warszawie, Edyta – na Dolnym Śląsku, na Pogórzu Izerskim. Obie kolarki reprezentują klub „Łuczniczka” Bydgoszcz.

Na początku lutego 2020 sięgnęły po srebro w drużynie mieszanej na welodromie w kanadyjskim Milton. Ścigały się razem ze słabowidzącym Adamem Brzozowskim i jego pilotem Kamilem Kuczyńskim. W finałowym biegu na trzy okrążenia biało-czerwoni przegrali o 2 sekundy z drużyną Holandii.

A potem wybuchła epidemia COVID-19... Koronawirus wszystkim zmienił życie, pokrzyżował plany, sportowcom odebrał szansę trenowania i rywalizacji. Jakie imprezy już przepadły w wiosennych miesiącach, a jakie jeszcze przepadną w tym roku duetowi Biedrzycka – Jasińska? Jak w tej sytuacji dziewczyny widzą swoją sportową przyszłość? O tym poniżej...

Powrót

Edyta Jasińska: – Nasz kontakt z tematem koronawirusa rozpoczął się od wyjazdu na Cypr, na obóz kadry. Polecieliśmy tam w ostatnim momencie, przed zamknięciem granic, 9 marca. Sam obóz był podobny do innych, ale już powrót i różne perturbacje z tym związane zapamiętamy do końca życia. Mieliśmy tam być dwa tygodnie, ostatecznie wyszedł jeden dzień więcej. Ale psychicznie już musieliśmy szykować się na dłużej. Na kilka dni przed planowanym powrotem przegapiliśmy wylot, a wyspa została zamknięta. Myśleliśmy, że utkniemy tam na miesiąc, dwa. Trenowaliśmy normalnie, bo do dnia wylotu na Cyprze było spokojnie. Z danych, do których mieliśmy dostęp, wynikało, że w tym momencie jest to bezpieczniejsze miejsce niż Polska. Ale sam powrót – to był „hit”! Mieliśmy problem z zabraniem ze sobą sprzętu. Tandemy nie są zwyczajnymi rowerami, są dwa razy większe. Mieliśmy z dziesięć kartonów. W formularzu akcji „LOT do domu” nie było takiej możliwości, żeby zapłacić za rowery, więc musieliśmy to zrobić na lotnisku. Było jedno wielkie zamieszanie. O 12:30 miał nastąpić odlot, a my dopiero o tej godzinie kończyliśmy formalności i biegliśmy do samolotu. To był duży stres. Z jednej strony się spieszyliśmy, a z drugiej lotnisko było praktycznie puste, bo był to chyba jedyny lot tego dnia.

Kobiety w samolocie w maseczkach na twarzy
Lot do domu

Angelika Biedrzycka: – Przed wylotem mieliśmy szum komunikacyjny: sprzeczne informacje od konsula, brak możliwości przetransportowania całej grupy naraz i całości sprzętu. Mimo że to był program rządowy, koszty naszego powrotu były gigantyczne. Trener zdecydował, że się rozdzielimy. W pierwszej kolejności poleciały osoby, które musiały albo bardzo chciały być w Polsce jak najszybciej. To był bardzo ryzykowny lot, długa podróż z Cypru przez Monachium, Berlin, Szczecin… A cztery dni później okazało się, że wznowili loty. Siedzieliśmy tam jak na bombie zegarowej. Kosztowało mnie to więcej nerwów niż innych, może jestem bardziej wrażliwa na takie rzeczy? Na długo zapamiętam te wielkie walizki przed zamkniętym hotelem i pytanie: co teraz? Udało nam się wynająć małe domki, w których przenocowaliśmy. Wtedy dopiero złapaliśmy komfort psychiczny. Wylot był następnego dnia. Ogromne wrażenie robił widok z samolotu, bo jednak puste lotnisko nie jest czymś normalnym.

Dwa tygodnie na dokładkę

Edyta: – Kwarantannę przechodziłam razem z Angeliką u mnie w domu, niedaleko Świeradowa-Zdroju. Angelika nie mieszka w Warszawie sama i według procedur musiałaby „wciągnąć” w kwarantannę swoją kuzynkę. Zaproponowałam jej kolejne wspólne dwa tygodnie (śmiech). Ten czas był dla mnie prawie jak wakacje, bo normalnie większość mojego życia to podróże. Zazwyczaj wracam do domu na dzień, półtora, robię pranie, „przepak” i jadę gdzieś dalej. Do jednej kadry czy do drugiej, bo jestem też asystentem trenera. Cały czas na walizkach. Śmieję się sama z siebie, bo wcześniej narzekałam, że w ogóle nie mam czasu na pomieszkanie w domu. Troszkę to wykrakałam, z jednej skrajności w drugą. Te wspólne czternaście dni bardzo szybko zleciało. Pierwsze trzy doby praktycznie spałyśmy, musiałyśmy odpocząć po ciężkim zgrupowaniu. Później zaczęły się treningi. Ale bez szału. Miałyśmy do dyspozycji trenażer. Jednak do siłowni nie mogłyśmy chodzić, bo jest w piwnicy i jest własnością sąsiadów, a nie należało ich narażać. Siedziałyśmy więc na zmianę na trenażerze. W zakupach pomagali nam sąsiedzi i znajomi.

Angelika: – Co ciekawe, wcześniej nigdy nie spędziłam z Edytą tak dużo czasu. Jestem pełnoetatowym pracownikiem, trenuję po pracy. Nigdy nie było szans, żebym mogła sobie pozwolić na dłuższe wyjazdy. Tylko zgrupowania lub starty, a tu nagle miesiąc poza domem. Myślę, że się dobrze poznałyśmy. Ja byłam na obcym terenie, więc z urzędu musiałam się podporządkować. Tu ukłon w stronę Edzi, która na czas kwarantanny przygarnęła mnie pod swój dach. Oszczędziło to kłopotów mojej współlokatorce, poza tym jestem z Makowa Mazowieckiego, w Warszawie nie mam rodziny, nikogo, kto mógłby mi pomóc.

Nic, tylko trenować

Edyta: – Zdecydowanie lepiej, jak ktoś ma własną siłownię. Ja, niestety, nie mam w domu takich możliwości, ale nie narzekam. Sąsiad ma taki nieduży składzik. Jest jakiś mały gryf, kilka ciężarów. Poza tym mieszkam w takim regionie, że wyjeżdżam z domu i mam... zgrupowanie. Na Pogórzu Izerskim są takie tereny, że nic, tylko trenować. Ostatnio nawet dojeżdżałam do granicy i patrzyłam, czy jest zamknięta. I faktycznie – jest. Dziwne uczucie. Dojechałam do Miłoszowa, stał tam jakiś wielki opancerzony wojskowy wóz, i dalej korki. Jakaś abstrakcja. Normalnie przejeżdżało się rowerem na czeską stronę. A teraz nic z tego.

Angelika: – Podczas kwarantanny jeden trenażer nam wystarczał, bo ćwiczyłyśmy na zmianę. Dwie godzinki jechała jedna, potem dwie druga, jeszcze rozgrzeweczka... I tak wypełniałyśmy dużą część dnia, te pięć godzin schodziło. Poza tym wyżywałam się w kuchni. Zawsze lubiłam tam działać, a teraz dogadzałam także podniebieniu Edyty. To jest fajne – gotować dla kogoś, nie tylko dla siebie. I zyskałam bezcenną umiejętność: nie do końca wzrokowej obsługi roweru. Wcześniej musiałam kogoś prosić o zakładanie kół, wpinanie w trenażer. Są tam bardzo ciemne, małe, precyzyjne elementy, które muszą się zazębić, żeby wszystko zadziałało. Myślę, że w tym temacie dużo zyskałam, coraz sprawniej mi to idzie. Do tego wszystkiego jeszcze zdalnie pracowałam, więc nie miałam prawa się nudzić. I zdawanie relacji znajomym, że już się wróciło, jak to jest strasznie na tej kwarantannie, też zajmowało mi ze dwie godziny dziennie. To ważne, bo ludzie muszą się wzajemnie ciągnąć w górę.

O odrabianiu zaległości

Edyta: – Zaczęłam nadrabiać zaległości w lekturach. Lubię czytać, ale nigdy nie miałam na to czasu. Właściwie chodzi o brak sił albo po starcie, albo po intensywnym treningu. W sumie to wolę takie tematy techniczne, czyli literaturę fachową na temat treningu, biochemii. Może w wolnej chwili uderzę też w beletrystykę (śmiech). Poza tym udało mi się poprawić kilka rzeczy w mieszkanku, bo panuje tu klimat niemalże remontowy. Nawet sam fakt, że mogłam coś poukładać, posprzątać, podokręcać pierdoły… Jak byłam na kwarantannie z Angelą, to dużo czasu zajmowała nam interakcja, rozmowy, mogłyśmy się bardziej poznać. To był taki test. Razem na zgrupowaniu dwa tygodnie, a potem ciągiem kolejne dwa na niewielkiej przestrzeni – 32 metry kwadratowe i ani metra więcej. Ale dałyśmy radę, nie pozabijałyśmy się, czułyśmy się razem dobrze. To nieźle świadczy o naszym teamie. Razem gotowałyśmy, trenowałyśmy. Ale maseczek nie szyłyśmy, oparłyśmy się na lokalnych wytwórcach (śmiech).

Angelika: – Pobyt na Cyprze był moim pierwszym zgrupowaniem zagranicznym, w dodatku z nową pilotką na szosie. Wcześniej miałyśmy doświadczenia torowe. Na wyspie było dużo pracy technicznej, która jest bardzo absorbująca, trzeba się non stop koncentrować. Musimy się zgrywać, więc to był dla nas bezcenny czas. Po powrocie starałam się to wszystko przeanalizować, poprawiałyśmy technikę na trenażerze, te dwa tygodnie nie były zmarnowane. Jedynym minusem kwarantanny był brak możliwości wychodzenia z domu. A później – maseczki. Gdyby nie Edzia, nie byłabym zbyt restrykcyjna, bo niestety, jestem zapominalska. Są skrajne opinie na temat noszenia maseczek. Ale dla dobra innych człowiek jest w stanie zacisnąć zęby i odpuścić.

O straconych szansach

Edyta: – Na początku czerwca byłyby już mistrzostwa świata na szosie, w Ostendzie, czyli rzut beretem. W zamian będzie chyba pierwsze krajowe zgrupowanie, choć to na razie bardziej nasze zawodnicze marzenia. Wiem, jak wygląda mniej więcej terminarz u kolarzy pełnosprawnych. Mistrzostwa świata na torze mają zaplanowane dopiero pod koniec 2021 roku, czyli nawet po przełożonych o rok igrzyskach olimpijskich w Tokio. Półtora roku to taka przerwa, że szok. Chociaż u nich w tym roku są jeszcze w planie mistrzostwa Europy, przynajmniej w teorii. U nas jest łatwiej z terminarzem, bo oprócz mistrzostw świata na torze i na szosie nie ma wielkich tourów, tylko małe klasyki. A zawodowcom pełnosprawnym w tym roku przepadną prawdopodobnie i Giro d’Italia, i Tour de France, i Vuelta a España! To jest dopiero tragedia dla nich!

Kobiety z rowerem, na plarzy
Na cypryjskich trasach

Angelika: – Przed mistrzostwami świata w Belgii miało być już wcześniej kilka wyścigów, łącznie z tym lubelskim, kilkuetapowym. Kiedy już wiedzieliśmy, że nic nie ruszy, patrzenie w kalendarz było bez sensu. Żeby się nie denerwować. I teraz nawet nie pamiętam dokładnie naszych planów startowych. Zaczęłam myśleć: okej, mam wydłużony okres przygotowawczy. Ale nie ukrywam – brakuje mi startów. Chciałabym spróbować się na szosie, bo nigdy jeszcze z Edytą na szosie nie jeździłyśmy. Chciałabym zobaczyć, jakie ta praca, którą już wykonałyśmy, i ta, którą planujemy wykonać da efekty. Na torze już wiem, czego mamy się spodziewać, natomiast na szosie jest zupełnie inna perspektywa jazdy, inne bodźce, inaczej to wszystko wygląda. Taka ciekawość mnie zżera, jak to by szło.

O współpracy – okiem przewodniczki

Edyta: – Najbardziej życie sportowe ułatwiają nam zgrupowania kadry, które są organizowane odgórnie. Wtedy Angela, która jest objęta szkoleniem ministerialnym, ma podkładkę i może pracować zdalnie, wykorzystać urlop albo później odrobić swoje obowiązki w pracy. A zazwyczaj to ja staram się przebywać jak najbliżej jej miejsca zamieszkania, abyśmy mogły jak najczęściej trenować. Gdy tor był czynny, to nie było problemu. Angelika ma przecież rzut beretem z Warszawy do Pruszkowa. Wystarczyło, że ja tam siedziałam cały czas, miałyśmy kontakt non stop i możliwość trenowania. A jeśli chodzi o szosę, to kompletnie nie znam tras od Warszawy na północ. Jak tylko będzie taka możliwość, to na pewno podjadę i razem z Angelą zrobimy taki rekonesans.

Wszystko, co jest robione na odległość, szczególnie na tandemie, to wielka improwizacja i szkoła przetrwania. Przy naszym doświadczeniu, jeszcze niewielkim, są to pewne wyzwania. Ale nie ma ciśnienia, mamy otwarte głowy, wspieramy się super w klubie wszyscy razem, łącznie z Karolą Rzepą i jej nową partnerką na szosie Agnieszką Sikorą. To ciekawy transfer do „Łuczniczki” Bydgoszcz. To dziewczyna, która również jest w finansowaniu ministerialnym, przesiadła się z innego tandemu. Decyzją trenera pojeździły troszkę na torze. To też może być ciekawa para. Rośniemy w siłę w bydgoskim klubie dzięki prezesowi Łukaszowi Skąpskiemu i dyrektorowi Krzysztofowi Badowskiemu.

Cztery osoby w strojach kolarskich. W tle widok z góry na morze
Ekipa ZKF „Olimp” na zgrupowaniu

Oprócz tego, że jestem tandemową partnerką Angeliki, mam też w klubie, po odejściu Aleksandry Tecław, obowiązki szkoleniowe. Pomagam Karolinie, z którą wcześniej jeździłam. Zaproponowałam Karoli, że możemy to robić zdalnie i na razie to się sprawdza. Kamerka na Messengerze pewnie nie jest jakiejś superjakości, bo widzę tylko kawałek roweru i jej nogi, od kolan w dół. I po jej tempie, kadencji, po tym, jak technicznie kręci, muszę ocenić sytuację. Mówimy do siebie, coraz lepiej ją poznaję. Mimo że z nią jeździłam, to zupełnie inaczej patrzy się na to z boku, niż wtedy, gdy ma się kogoś na plecach i w ogóle się go nie widzi. Ja u siebie, Karolina w Gdyni. Z Angeliką to inna sytuacja, bo ona jest bardziej samodzielna, troszkę widzi i może więcej elementów ogarnąć.

O sobie – w czasie epidemii

– Wróciły do mnie kwestie metafizyczne, sprzed kolarstwa. Chyba każdy stanął kiedyś przed takimi rozmyśleniami: co jest w życiu najważniejsze? Na plan pierwszy wysuwają się najbliżsi, w ogóle ludzie, miłość w szerokim rozumieniu tego słowa, relacje rodzinne. Fajnie, że jest coś, czym możemy się zajmować, ale to są wypełniacze. Z tego też powodu nie mam w domu telewizora, bronię się przed tym jak mogę. Śmieję się z tego, że obiecałam Angeli, że będzie miała wakacje w górach. Tu u mnie, co prawda, ich nie widać, ale za oknem mamy drzewa i ciszę. Czasami nie słychać nawet sąsiadów. Zawsze, gdy wracam do domu, mówię wszystkim, że wracam na wakacje.

Angelika: – Chociaż nie próżnowałyśmy u Edyty, to ja osobiście ten czas wykorzystałam na coś, czego mi wcześniej brakowało. Można powiedzieć, że jestem osobą zarobioną, więc pospałam sobie za wszystkie czasy (śmiech). Wcześniej sześć godzin snu i finito. To nie jest sportowy tryb życia, pracuję nad tym, żeby to zmienić. Wyniki z mistrzostw świata na torze, na których zdobyliśmy to, co się udało zdobyć [m.in. złoto w drużynie mieszanej – przyp. red.], motywują mnie do tego, żeby się bardziej dyscyplinować. Fakt dostania się do kadry, załapania się na finansowanie ministerstwa przewartościowują moje myślenie. A w trakcie kwarantanny dowiedziałam się o sobie, że samotne życie mi nie leży. Jestem zwierzęciem stadnym i uwielbiam przebywać z ludźmi. I żaden telefon, żaden Messenger, żadne social media nie są w stanie zastąpić mi bezpośredniego kontaktu z człowiekiem, fizycznej obecności drugiej osoby.

O sobie – nie tylko w sporcie

Edyta: – Należę do ochotniczej formacji Wojskowej Obrony Terytorialnej. W tych czasach moja formacja ma pole do popisu. Ja na razie w jednostce byłam bardziej na „białej taktyce”, przy papierkach. Jestem przypisana do batalionu w Lesznie w województwie wielkopolskim. Tu, gdzie mieszkam, w obrębie 20 kilometrów są dwa przejścia graniczne i zielone, nielegalne przejścia. Zastanawiam się, czy nie uderzyć do nich i podziałać coś lokalnie. To jest formacja ochotnicza, nie ma żadnego skoszarowania. Każdy z nas ma obowiązek zadeklarowania się, w jaki dzień tygodnia może być dyspozycyjny. Pierwszy ruch należy do ochotnika, nie ma przymusu.

Angelika: – W pracy zajmuję się projektami i dofinansowaniami do projektów oraz ich rozliczaniem. Ale z zawodu jestem nauczycielką wychowania fizycznego, to było zawsze moim marzeniem i w tym bym się pewnie fantastycznie realizowała. Ale jestem osobą bardzo odpowiedzialną, wiem, że dziś, z racji tego, jak widzę, nie byłabym w stanie dopilnować dzieciaczków. Wzrok zaczął mi się pogarszać, gdy miałam dziewięć, dziesięć lat. Dopiero, kiedy miałam 15 lat, postawiono właściwą diagnozę. Od tamtego czasu minęło już 15 lat, jestem niezłym ściemniaczem, więc nie narzucam się w swoim środowisku z moją chorobą (śmiech). Z roku na rok narasta we mnie pesymizm, ale zawsze staram się to przykryć uśmiechem. Jak większość dziwnych chorób moja też wzięła się nie wiadomo skąd. Robię wszystko, żeby się nie poddawać, ale nie jest to łatwa rzecz.

Grupa osób przy rowerze
Zgrupowania i treningi są okazją do integracji. Angelika Biedrzycka (w samym środku) oraz Edyta Jasińska (pierwsza po prawej)

O przyszłości

Edyta: – Paraigrzyska są przesunięte o rok. Będzie więcej czasu na przygotowania, na walkę o start w Tokio, ale nie wiadomo, na czyją korzyść to będzie działało. Co prawda będziemy o rok starsze, ale w tandemach liczy się wiele innych czynników i jest inny rodzaj pracy. Kiedy patrzę na rankingi światowe, to większość dziewczyn z czołówki mieści się właśnie w przedziale 30–40 lat. To jest dobry wiek dla nas i bardziej bym się obawiała przeciążeń i kontuzji niż innych rewelacji. Angeli i sobie życzę zdrowia, a co teraz będzie oznaczać normalność, dowiemy się za jakiś czas.

Angelika: – A ja życzę sobie wytrwałości. I żeby motywacja cały czas dopisywała. Nawet, jeżeli ta nasza przyszłość nie jest do końca znana. Świat się zatrzymał, sport też. Mimo że są zapowiedzi, że jesienią zakazy mogą powrócić, to musimy podchodzić do wspólnej przyszłości optymistycznie.

∗∗∗

18 maja rząd zniósł kolejne obostrzenia. Do trenowania na obiektach wrócili sportowcy. W tym duet kolarek Angelika Biedrzycka i Edyta Jasińska. Mają co odrabiać. Powrót do formy sprzed wybuchu epidemii koronawirusa może potrwać długo. Ale to zmartwienie wszystkich sportowców, nie tylko niepełnosprawnych.

GM

Do góry

Stasiu, dziękujemy!

Są pożegnania, na które nigdy nie będziemy gotowi,

są słowa, które zawsze wywoływać będą morza łez.

I są takie osoby, na myśl o których zawsze zasypie nas lawina wspomnień.

To był wspaniały, lutowy wyjazd z przyjaciółmi do uroczego pensjonatu Święty Spokój. I okazja zacna – walentynki 2019. Staszek Fortkowski szczęśliwy, uśmiechnięty, ale jakiś zamyślony. Było widać, że coś go niepokoi. Znaliśmy się jak łyse konie i nie pozwoliliśmy, aby się zamartwiał, bo może nie ma powodu. Rozmawialiśmy na tarasie, w pięknym słońcu. Stasiu opowiedział mi o swoich obawach i dolegliwościach. Tłumaczyłam mu, że dopóki nie będzie miał postawionej diagnozy, to nie może się martwić. Jednak przeczuwał już coś złego.

Niestety, w marcu potwierdził się najgorszy scenariusz i rozpoczęła się walka o życie Staszka. Dla nas to był szok, ale postanowiliśmy stanąć z Nim w szyku bojowym i walczyć z podstępną chorobą. Nie zostawiliśmy „Fortka” samego, zagrzewaliśmy Go do walki, dzwoniliśmy, odwiedzaliśmy w szpitalu i w domu. Największą podporą Stasia była Halinka, nie opuszczała Go na krok i była przy Nim w najtrudniejszych chwilach.

Kobieta z mężczyzną - w tle widok na dolinę
Stanisław Fortkowski i Halina Trela

Cały klub „Pogórze” był przy Staszku, każdy we właściwy dla siebie sposób. My z Kazimierzem byliśmy na miejscu i robiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. „Fortek” dzielnie znosił kolejne pobyty w szpitalu, kolejne chemie i powikłania po zabiegach. Nie poddawał się. Kiedy tylko mógł, jeździł na treningi i starał się żyć normalnie. W listopadzie wybrał się na rajd klubowy do Zakopanego. Korzystał ze wszystkich atrakcji imprezy. Walcząc z bólem i deszczem, przemierzył trasę z Wierchu Porońca na Rusinową Polanę. Był zmęczony, ale bardzo szczęśliwy.

W pierwszym dniu lutego tego roku klub zorganizował zabawę karnawałową „Fortuś” bawił się z nami, był taki zadowolony, cieszył się ze spotkania z kolegami i przyjaciółmi, tańczył, chociaż z ogromnym trudem. Wybierał się na zgrupowanie kadry kręglarskiej w Gostyniu. On tak wierzył, że pojedzie, chociaż był już bardzo słaby. Niestety, zamiast do Gostynia pojechał do szpitala.

Grupa osób w strojach klubowych trzymająca flagę
Kręglarska ekipa z Tarnowa ze Stanisławem Fortkowskim na czele (pierwszy od lewej)

Po 407 dniach desperackiej walki z chorobą – przegraliśmy.

Staszek odszedł 10 kwietnia 2020 roku.

Tak trudno myśleć o Staszku „był”, trudno pogodzić się z Jego odejściem, trudno żegnać kolegę, przyjaciela, nie mogąc nawet towarzyszyć mu w ostatniej drodze.

Zapamiętamy Go jako dobrego, wesołego, pomocnego kolegę, wiceprezesa klubu „Pogórze” Tarnów, naszego „logistyka” układającego plany podróży na zawody i zgrupowania, wędrownika po szlakach górskich, podróżnika, miłośnika nowinek technicznych, pożeracza książek, wspaniałego tancerza, konesera dobrej kuchni, pasjonata kręgli klasycznych – wielokrotnego medalistę zawodów ogólnopolskich, mistrzostw Polski, mistrzostw Europy i świata, członka kadry narodowej i reprezentanta Polski osób niewidomych i słabowidzących w kręglach klasycznych, znanego i cenionego zawodnika, który lubił strzelectwo, szachy i warcaby, jednak kręgle ponad wszystko.

Stasiu, dziękujemy Ci za ten czas, który był nam dany. Bardzo nam Ciebie brakuje, nikt nie zapełni nam tej pustki. Na zawsze pozostaniesz w naszej pamięci.

Irena Curyło

Do góry

W wirtualnej siłowni

Jak wynika z analiz Google Trends, w marcu br. popularność hasła „ćwiczenia w domu” w wyszukiwarce internetowej wzrosła o 200 procent (w porównaniu z marcem 2019). Siłownie i sale sportowe zamknięte, więc treningi musimy organizować sobie sami w dużym pokoju lub ogrodzie. Pozbawieni pracy trenerzy, instruktorzy, fizjoterapeuci i wuefiści przenieśli się do sieci i zasypują nas instruktażami ćwiczeń, których i przed czasem pandemii nie brakowało. Warto z tego bogactwa wybrać coś dla siebie i codziennie dbać o swoje ciało.

Czytelników „Crossa” nie trzeba chyba przekonywać, że ruch jest niezbędny do tego, by być zdrowym i szczęśliwym. Wiemy to wszyscy. Mimo to czasem trudno znaleźć w sobie motywację, by ruszyć się z kanapy. Nie mówiąc o tym, że trzeba jeszcze pomyśleć, jakie ćwiczenia wykonać i w jakiej kolejności, by było to skuteczne i bezpieczne. I tu przydaje się ktoś, kto poprowadzi trening, kto zagrzeje do walki z własnymi słabościami, pokaże nowe ćwiczenia i wyjaśni, jak poprawnie je wykonać. W dobie koronawirusa (ale i gdy pandemia minie) możemy za pośrednictwem mediów zaprosić do swojego domu instruktora fitnessu, pilatesu czy jogi, który poprowadzi nas za rączkę. Wystarczy, że włączymy film i wykonamy instrukcje trenera.

Jednak zanim przystąpimy do jakichkolwiek ćwiczeń, pamiętajmy o podstawowych zasadach. Wygodne ubranie, stabilne buty (czasem instruktor mówi, by być boso), nieśliska powierzchnia (najlepiej mata gimnastyczna) i butelka wody pod ręką. Zawsze, ale to absolutnie zawsze musimy najpierw wykonać rozgrzewkę – nawet jeśli na nagraniu jej nie ma. Ćwiczmy z głową! Nie forsujmy się! Jeśli wiemy, że ze względu na naszą wadę wzroku (lub inne problemy zdrowotne) nie powinniśmy wykonywać skłonów z głową w dół, podskoków lub innych sekwencji ruchowych, to pomińmy ten fragment treningu albo w tym czasie zróbmy zastępcze ćwiczenia, które nam nie zaszkodzą. Jeśli mamy wątpliwości, zadzwońmy do lekarza lub po prostu odpuśćmy ten rodzaj wysiłku – lepiej dmuchać na zimne, niż potem pluć sobie w brodę.

Rozruszaj się!

Zacznijmy od podstaw. Jeśli do tej pory o sporcie tylko czytaliśmy, nie rzucajmy się na intensywne treningi jak szaleni. Rozbudźmy w sobie apetyt na więcej. Dopiero raczkujemy, więc musimy zbudować mięśnie, wzmocnić je, uelastycznić kręgosłup. Zacznijmy od spokojnych ćwiczeń, przygotujmy ciało do aktywności, dawkując mu ruch. Takie spokojne, podstawowe lekcje gimnastyki przygotowane z myślą o seniorach proponuje Krajowa Izba Fizjoterapeutów i Ministerstwo Zdrowia w ramach programu profilaktycznego „Aktywny senior w domu”. Zostały one opracowane przez fizjoterapeutów pracujących na co dzień z pacjentami geriatrycznymi, neurologicznymi czy kardiologicznymi. Prezentowane ćwiczenia są bezpieczne, łatwe do wykonania dla każdego, aktywują wyizolowane mięśnie i nie wymagają specjalistycznego sprzętu. Filmiki znajdziemy na stronie https://fizjoterapiaporusza.pl/aktywny -senior oraz na YouTubie.

Podobny charakter mają nagrania przygotowane w ramach projektu „Edukacja zdrowotna w profilaktyce urazów i promocji bezpieczeństwa”, finansowanego ze środków Narodowego Programu Zdrowia 2016-2020. Ćwiczenia te znajdziemy na YouTubie, a prowadzi je Violetta Pryłowska, mistrzyni Polski w fitnessie, trenerka kadry narodowej.

Na obydwu tych kanałach wszystko jest wyraźnie pokazane i precyzyjnie opowiedziane, więc osoba z dysfunkcją wzroku z łatwością wykona wszystko według instrukcji. Dla osób młodych (lub starszych, lecz aktywnych) ćwiczenia te będą zapewne niewystarczające, ale ponieważ są bezpieczne, mogą posłużyć każdemu, np. jako przerywnik w pracy przy komputerze. W tej roli świetnie sprawdzą się też ćwiczenia zaproponowane przez Olę Żelazo „Joga za biurkiem”. Siedmiominutowa przerwa w pracy nie przeszkodzi w obowiązkach, a wręcz pomoże, byśmy byli w stanie się z nich wywiązać. Ten krótki instruktaż dostępny jest na kanale youtube’owym Oli Żelazo i nazywa się „7 minut – Joga za biurkiem”.

Nie tylko w internecie

Najwięcej filmów z ćwiczeniami znajdziemy oczywiście w sieci, ale dla tych, którzy nie serfują po necie, też coś się znajdzie. Kto wstaje skoro świt, może poćwiczyć z Programem 1 Polskiego Radia. W zeszłym roku na antenę wróciła kultowa „Gimnastyka poranna”, która swoją premierę miała w 1928 roku. Jej współczesna wersja nadawana jest w dni powszednie o godz. 5:50, audycję prowadzą propagatorzy zdrowego stylu życia: Ola Żelazo i Piotr Galus. Radiowa gimnastyka ze świetną naturalną audiodeskrypcją, wymuszoną brakiem obrazu, to proste zestawy ćwiczeń do wykonania w domu. Nagrania dostępne są na stronie Polskiego Radia, więc internauci mogą z nich skorzystać w dowolnym czasie.

Kobieta ćwicząca przed telewizorem
Trening domowy przed ekranem

Piotra Galusa możemy także zobaczyć w telewizji. Codziennie po godzinie 11:30 występuje w Polsat News, gdzie zagrzewa do ćwiczeń w programie „Trening w czasach pandemii”. Prowadzi również swój kanał na YouTubie, na którym prezentuje rozciąganie, ćwiczenia na poszczególne partie ciała (brzuch, nogi i ręce oraz plecy i pośladki) czy treningi z gumą i piłką. Piotra świetnie się słucha – ma wspaniały, radiowy głos i daje precyzyjne instrukcje.

Elementy gimnastyki pojawiają się też w programach śniadaniowych – „Pytanie na śniadanie” czy „Dzień dobry TVN”, ale tu nie zawsze jest dobry komentarz słowny – do telewizji zapraszani są różni trenerzy i każdy inaczej opisuje wykonywaną sekwencję ruchu – jedni robią to bardziej precyzyjnie, inni mniej. Poranne ćwiczenia emitowane bywają też przez TVP3, np. krakowski oddział zaprasza o 7:42 na program „Ruszaj się z Asią”. Prowadzi go trenerka personalna Joanna Kucia-Sikora.

Instruktaże znajdziemy też oczywiście na kanałach sportowych, np. w Eurosporcie. Codziennie o godzinie 10:00 stacja zaprasza widzów do wspólnej aktywności fizycznej w programie „Eurosport na zdrowie”. Serie ćwiczeń, które można wykonywać w domu, prowadzą znani sportowcy. Dotychczas gospodarzami programu byli: najpopularniejszy chodziarz, czterokrotny mistrz olimpijski Robert Korzeniowski; trenerka fitnessu Adrianna Pałka; biathlonowy mistrz świata i medalista olimpijski Tomasz Sikora oraz polski kolarz szosowy, trzykrotny zwycięzca Tour de Pologne Dariusz Baranowski. Tu jednak komentarz słowny jest dość ubogi, więc nie polecamy tego osobom, które nie widzą, co dokładnie dzieje się na ekranie.

Tu znajdziesz wszystko

Najwięcej bezpłatnych treningów wyłowimy oczywiście w sieci, a zwłaszcza na YouTubie. Dużym powodzeniem cieszą się tu filmy prowadzącej radiową gimnastykę Oli Żelazo. Autorka książki „Bądź fit”, trenerka fitnessu, pilatesu i dyplomowana nauczycielka jogi swój kanał tworzy od 2011 roku, więc zasób opublikowanych tam materiałów jest ogromny. Wśród 345 filmów znajdziemy zarówno treningi wzmacniające i uelastyczniające całe ciało, jak i jego poszczególne partie, np. „Płaski brzuch”, „Smukłe ramiona”, „Turbo smukłe nogi” itp. Sporo jest też ćwiczeń na zdrowy kręgosłup, dla pracujących przy komputerze. Poziom tych lekcji jest bardzo zróżnicowany, są zestawy ćwiczeń dla zupełnie począt- kujących, osób otyłych, seniorów, ale i dla tych, którzy trenują regularnie i są już bardziej wygimnastykowani. Warto tu wspomnieć takie tytuły, jak „Jogilates”, „Joga dla biegaczy”, „Rozciąganie do szpagatu”, „Ćwiczenia baletowe”, a nawet „Trening z ciupagą”. Filmy są różnej długości – w zależności od tego, czego potrzebujemy. Ola zazwyczaj mówi precyzyjnie, jak wykonać dane ćwiczenie, choć w niektórych materiałach zdarza jej się zbyt wiele czasu poświęcić na motywację.

Odpowiednio opowiedziane ćwiczenia są też na kanale Trening Fitness prowadzonym przez instruktorkę fitnessu i tańca Paulę Piotrzkowską. Tu też znajdziemy sporo materiałów. Prowadząca podzieliła je na playlisty tematyczne, np. „Ramiona”, „Rozciąganie/ stretching”, „Fitmama”. Ćwiczenia prowadzone przez Paulę są zazwyczaj bardziej dynamiczne niż te proponowane przez Olę Żelazo, choć „Trening dla bardzo początkujących” też tu znajdziemy.

Celowo nie polecamy nagrań najbardziej znanych w Polsce trenerek personalnych, czyli Ewy Chodakowskiej i Anny Lewandowskiej. Zapewne wśród Czytelników magazynu „Cross” znajdziemy wielbicieli i jednej, i drugiej trenerki. Nas one jednak nie przekonują, ale przede wszystkim królowe fitnessu nie opisują zbyt szczegółowo ćwiczeń, więc osoba niewidoma lub słabowidząca będzie musiała w wielu miejscach domyślać się, jak ułożyć ciało. A ponieważ obie panie mają dość intensywne ćwiczenia, trzeba je wykonywać dokładnie, by nie zrobić sobie krzywdy.

Joga na YouTubie

Precyzyjne opisy są za to domeną nauczycieli jogi. W dostępnych na YouTubie filmach można przebierać jak w ulęgałkach. Nam szczególnie spodobały się trzy kanały

Zdecydowany numer jeden to „Anatomia jogi w praktyce”, który prowadzi Małgorzata Kobus-Kwiatkowska, nauczycielka jogi i fizjoterapeutka z Lubina. Jak wskazuje nazwa jej kanału, Małgorzata pokazuje ten rodzaj aktywności od strony anatomicznej. Dokładnie tłumaczy, które grupy mięśniowe są angażowane przy wykonywaniu ćwiczeń, daje wiele praktycznych porad, np. jak wzmocnić nadgarstki, jak bezpiecznie rozciągać tyły nóg, kiedy podwijanie kości ogonowej ma sens itp. Na jej kanale znajdziecie także sesje przeciwbólowe dla kręgosłupa, techniki rozciągające oraz recenzje książek i podręczników. Pełen profesjonalizm.

Bardzo popularną nauczycielką jogi na YouTubie jest Małgorzata Mostowska. Jej ciepły, łagodny głos nastraja optymistycznie, łagodzi stres. Proponowane przez nią ćwiczenia to wspaniały stretching i wyciszenie. Znajdziemy tu jogę na zdrowy kręgosłup, medytacje, rozciąganie, ale też jogę dynamiczną, dla zaawansowanych. Małgosia spodziewa się dziecka i prowadzi teraz również jogę dla kobiet w ciąży.

Jeśli nasze ciało potrzebuje rozciągania, ale te ciepłe, uspokajające głosy działają na nas jak płachta na byka, to może bardziej przemówi do nas Basia Tworek. Instruktorka w realu prowadzi zajęcia w warszawskim klubie jogi Stan Skupienia, a w świecie wirtualnym kanał „Ninja jogi”. Jej lekcje w naszym odczuciu są bardziej energetyczne i mniej uduchowione niż te wyżej wymienione. Znajdziemy tu jogę na poprawę humoru, na dzień dobry, dla biegaczy i wiele innych wygibasów. A Basia wydaje się być optymistyczną, wyluzowaną i nieco zwariowaną dziewczyną.

Stopień zaawansowany

Z codziennym treningiem nie mogą się rozstać ci, którzy aktywność mają we krwi. Z myślą o osobach uprawiających sport, zarówno amatorsko, jak i profesjonalnie, powstał portal Centrum sportowca. Znajdziemy tam różnorodne ćwiczenia, przeważają jednak intensywne treningi, dla zaawansowanych, jak: „Trening mięśni głębokich”, „Turbo Spalanie MEN ”, „X-AeroBox”, „Sportowa Wytrzymałość” (przygotowany z myślą o profesjonalnych sportowcach), a nawet „Trening jednostek specjalnych”. Filmy dostępne są na stronie internetowej www.centrumsportowca.pl oraz na kanale youtube’owym o takiej samej nazwie. Nagrania w większości przeznaczone są dla osób, które trenują regularnie i intensywnie, które mają świadomość swojego ciała; wiedzą, jak je ułożyć, jak panować nad oddechem, które mięśnie napiąć itp.

Kobieta ćwicząca przed telewizorem
W sieci znajdziemy mnóstwo różnorodnych materiałów treningowych dedykowanych zarówno amatorom jak i wyczynowcom

Miłośnicy sportu, którzy przed epidemią byli stałymi bywalcami siłowni, mogą zorientować się, czy ich trener nie proponuje teraz zajęć przez internet, być może uda się z tego rozwiązania skorzystać. Wiele obiektów sportowych – siłowni, klubów – udostępnia treningi online, niektóre są dostępne tylko dla klientów danej sieci, inne są darmowe dla wszystkich. Powstają nawet specjalne platformy z nagraniami pracowników siłowni. Na jedną z takich stron (https://www.yes2move.com/) czasami wchodzimy, by podejrzeć nowe ćwiczenia. Prowadzą je instruktorzy z różnych zakątków Polski i świata, wśród nich wspominany Piotr Galus. Warto także poćwiczyć z Patrykiem Tomaszewskim, jednym z głównych szkoleniowców i master trenerów Akademii Zdrofit, który również bardzo dobrze objaśnia wykonywane ćwiczenia. Z części materiałów można korzystać za darmo, do pozostałych trzeba wykupić dostęp. Na razie wszystkie treści na platformie mogą oglądać bez opłat tylko klubowicze posiadający aktywne członkostwo sieci Zdrofit, Fabryka Formy, Fitness Academy, S4, My Fitness Places, Step One i Wesolandia, ale twórcy pracują nad tym, by każdy mógł z niej korzystać. Od poniedziałku do piątku w godzinach 17:00 – 20:00 odbywają się treningi live, które udostępniane są bezpłatnie na stronie oraz na Facebooku tej wirtualnej siłowni.

Warto dodać, że Yes2Move działa na rzecz walki z koronawirusem – z każdego wirtualnego karnetu środki trafiają na konto Fundacji „Jesteśmy Razem. Pomagamy”, a później do potrzebujących, m.in. osób poszkodowanych skutkami pandemii czy do placówek służby zdrowia.

Drogi Czytelniku, mamy nadzieję, że choć jedna z naszych propozycji spełni Twoje oczekiwania. Jeśli nie, poszperaj na youtube’owych kanałach, może dokonasz własnego fitnessowego odkrycia. I jeszcze jedna rada: jeśli Twój wzrok pozwala na oglądanie ćwiczeń, warto wybrać sprzęt, na którym najlepiej widzisz, a jednocześnie możesz się swobodnie poruszać. I tu nasza propozycja: my korzystamy z telewizora z dużym monitorem, na którym mamy zainstalowaną aplikację YouTube, jest to dla nas najwygodniejsza opcja, może u Ciebie też się sprawdzi.

Trenuj z głową

Wielu fizjoterapeutów i trenerów personalnych ostrzega, by uważać przy treningach online. – Ćwicząc z polską lub zagraniczną „królową fitnessu”, wielu z nas nieświadomie popełnia błędy. Nasze ciało automatycznie szuka najwygodniejszej pozycji, niekoniecznie prawidłowej. Efekt? Bóle karku, kolan, bioder i kręgosłupa, urazy. Wielu z nas za wszelką cenę usiłuje wykonać cały trening z płyty i pomija niezbędne elementy – rozgrzewkę i stretching. Wychodzimy z założenia, że nie warto się męczyć przed ćwiczeniami, a tym bardziej nie warto męczyć się już po. A przecież do lodowatej wody w jeziorze też nie wskakujemy od razu, tylko stopniowo się w niej zanurzamy. Rozgrzewka nie tylko przygotowuje organizm do wzmożonego wysiłku, lecz także zmniejsza ryzyko kontuzji. Przyspiesza tętno i krążenie krwi, podnosi temperaturę ciała. Z kolei rozciąganie wpływa na szybszą regenerację, zapobiega kurczeniu się mięśni i zwiększa mobilność stawów – mówi fizjoterapeuta Emilia Kupczak.

Pamiętajmy więc o rozgrzewce, wykonujmy dokładnie ćwiczenia, a jeśli już nie dajemy rady – odpocznijmy. Nie od razu Kraków zbudowano, formy też nie zrobimy w tydzień. Dajmy sobie czas!

Barbara Zarzecka
konsultacja merytoryczna:
Robert Zarzecki – fizjoterapeuta

Do góry

Gdy SMS nie wystarcza

Żyjemy w czasach, kiedy ludzie często wyjeżdżają, pracują z dala od domu, zmieniają kraj pobytu. Utrzymanie kontaktu, czy to ze współpracownikami, czy z rodziną, jest więc bardzo ważne. Każdy z nas ma telefon komórkowy albo smartfon i dzięki nowoczesnym aplikacjom i powszechnemu dostępowi do internetu nie stanowi to większego problemu. Dodatkowo teraz, wobec ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa, wiele osób przeszło na tryb pracy zdalnej. Również uczniowie i studenci. Dzięki rozwojowi technologicznemu jest dzisiaj taka możliwość. Trzeba tylko nauczyć się z niej korzystać.

W połowie lat 90. ubiegłego wieku w naszym kraju pojawiła się cyfrowa telefonia komórkowa, która na zawsze odmieniła sposób komunikowania się. Wiosną 1996 roku oprócz wybierania połączeń głosowych można już było wysyłać krótkie wiadomości tekstowe – SMS. Na początku tylko telefony klasy premium obsługiwały tę funkcję, z czasem możliwość pisania SMS-ów miał już każdy model.

SMS jest międzynarodowym standardem przesyłania wiadomości, który wymaga jedynie, by telefon był zalogowany do sieci operatora. Nie ma znaczenia, z usług jakiego operatora korzystamy, nie trzeba mieć zainstalowanej żadnej dodatkowej aplikacji, ani nawet dostępu do internetu. Wystarczy aktywna karta SIM . Usługa ma jednak pewne ograniczenia: jedna wiadomość może mieć maksymalnie 160 znaków, no i za jej pośrednictwem da się przesyłać tylko tekst. Poza tym jeszcze do niedawna wiadomość taka była płatna u większości operatorów. W dalszym ciągu musimy płacić, gdy chcemy wysłać SMS-a na zagraniczny numer telefonu.

Ponieważ zwykła wiadomość tekstowa miała tak duże ograniczenia, powstał kolejny międzynarodowy standard – MM S. W wiadomościach tego typu można było przesyłać zdjęcia, klipy wideo oraz dźwięk. Do działania usługi był już jednak potrzebny telefon, który obsługiwał pakietową transmisję danych. W dalszym ciągu nie trzeba było instalować żadnych dodatkowych aplikacji ani mieć wykupionego pakietu danych, by usługa działała. Ale ona również miała swoje ograniczenia. Jedna wiadomość mogła mieć maksymalnie 300 kB, co w praktyce przekładało się na kiepskiej jakości zdjęcie lub kilkadziesiąt sekund pliku muzycznego. Dodatkowym problemem był niemały koszt takiej wiadomości. Nawet dziś w niektórych taryfach można spotkać opłaty za wiadomości MM S, nie wspomnę o cenach za wiadomości międzynarodowe, bo te do tej pory są wysokie.

Komunikatory internetowe - początki

Na początku lat 90. do Polski wkroczył internet. Jedną z jego ważnych funkcji jest do dziś funkcja komunikacyjna. Na początku ludzie wysyłali do siebie e-maile. Do tej pory są one bardzo popularne i w wielu wypadkach wręcz niezastąpione, ale mają jedną wadę – nie są tak szybkie jak wiadomości SMS, nie można więc korespondować w czasie rzeczywistym.

Pod koniec ubiegłego wieku pojawiły się czaty online. Można było wejść na jakąś stronę internetową, która udostępniała funkcję czatu, i pisać na żywo z innymi ludźmi. Miało to oczywiście swoje plusy, ale również wiele wad i ograniczeń. Na czacie pojawiały się różne osoby, niekoniecznie akurat te, z którymi chcieliśmy rozmawiać. Wybawieniem okazały się komunikatory internetowe, które również pojawiły się pod koniec lat 90. W Polsce absolutnym liderem w tamtym czasie było Gadu-Gadu, za pomocą którego mogliśmy komunikować się tekstowo z innymi użytkownikami komunikatora. Tutaj mieliśmy już wybór, gdyż można było tworzyć własną listę kontaktów. Prawdziwym przełomem wśród komunikatorów był Skype, który umożliwiał komunikację głosową, a w późniejszych latach również prowadzenie rozmów wideo.

Smartfony wkraczają do gry

W 2007 roku rozpoczął się nowy rozdział w ewolucji smartfonów – Apple zaprezentował pierwszego iPhone’a z ekranem dotykowym, który był obsługiwany bez pomocy rysików czy klawiszy. Mniej więcej w tym samym czasie firma Google zaprezentowała pierwszą wersję systemu operacyjnego Android. Było to oprogramowanie oparte na Linuxie i dostarczane producentom smartfonów wraz z usługami Google. Od tamtej pory, w ciągu kilku lat, ludzie zmienili postrzeganie smartfonów i zaczęli ich używać do wielu rzeczy – przeglądania internetu, słuchania muzyki, robienia zdjęć, do nawigacji, obsługi poczty elektronicznej, a dzwonienie czy esemesowanie odbywają się niejako przy okazji.

Komunikatory internetowe

W Sklepie Play czy App Store są obecnie miliony aplikacji, a wśród nich wiele takich, które służą do komunikowania się za pośrednictwem smartfona. Wszystkie one mają jedną wspólną cechę: by z nich korzystać, osoby, z którymi chcemy porozmawiać, również muszą mieć zainstalowaną tę samą konkretną aplikację. Trzeba założyć odpowiednie konto, mieć dostęp do internetu i można rozmawiać z całym światem, nie ponosząc kosztów.

Wszystkie nowoczesne komunikatory mają szereg funkcji umożliwiających prowadzenie rozmowy w formie czatu, audio czy wideo. Możemy za ich pośrednictwem przesyłać zdjęcia, filmiki, udostępniać linki do utworów, stron internetowych czy lokalizacji. Jeśli chodzi o dostępność dla osób niewidomych, wszystkie popularne komunikatory dobrze współpracują z czytnikami ekranu. Prawda jest jednak taka, że choćby aplikacja do komunikacji była dobrze przemyślana, ładnie zaprojektowana i miała najbardziej zaawansowane funkcje, a nie zgromadzi wokół siebie odpowiednio dużej grupy użytkowników, to niestety – zginie wśród tysięcy podobnych, przez nikogo nieużywanych programów. Dobrym przykładem jest polskie Gadu-Gadu, które w pewnym momencie miało kilkanaście milionów użytkowników, a teraz prawie nikt z niego nie korzysta, bo ludzie przesiedli się na inne komunikatory. Albo portal Nasza Klasa, na którym w szczycie popularności była zarejestrowana jedna trzecia Polaków, a dziś należy do niszowych.

Obecnie mamy kilka popularnych aplikacji do komunikowania się. Niektóre z nich możemy obsługiwać z poziomu komputera lub smartfona. Najczęściej używanymi programami są: Facebook Messenger, do którego mamy dostęp, jeśli mamy konto na Facebooku, oraz WhatsApp, który również należy do Facebooka. Ogólnie z aplikacji firmy Palo Alto korzysta około 3 mld ludzi na całym świecie, w tym z samego WhatsAppa około 1,8 mld. W dalszym ciągu sporą popularnością cieszy się Skype (około 200 mln użytkowników), którego właścicielem jest Microsoft.

Messenger

Jest to komunikator bezpośrednio powiązany z kontem na Facebooku i w związku z tym jest bardzo popularny. Używany jest głównie jako aplikacja na smartfony, ale możemy też korzystać z wersji na komputery, oraz z poziomu przeglądarki. Pozwala prowadzić czaty indywidualne oraz grupowe z użytkownikami Facebooka, możemy za jego pomocą wysyłać zdjęcia, pliki, naklejki, emoji oraz przeprowadzać rozmowy wideo. Niektórym osobom może nie podobać się fakt, że Messenger ma bardzo dużo funkcji, z których w większości praktycznie nie korzystamy.

Zrzuty ekranu z komunikatora Messenger Zrzuty ekranu z komunikatora Messenger

WhatsApp

Ten komunikator zawdzięcza popularność temu, że za jego pośrednictwem można było przesyłać wiadomości tekstowe oraz głosowe do użytkowników na całym świecie, bez żadnych dodatkowych opłat – wystarczył tylko dostęp do internetu. Facebook bardzo szybko odkrył potencjał tego narzędzia i wykupił go kilka lat temu za 19 mld dolarów. WhatsApp jest cały czas rozwijany i obecnie możemy za jego pośrednictwem prowadzić rozmowy audio, jak i wideo. Jest to również jedno z lepszych narzędzi do przesyłania zdjęć – są lepszej jakości niż przesyłane MM S-em czy przez Messengera. Jeśli chodzi o rozmowy, pół godziny audio zużywa około 10 MB danych, co przy dzisiejszych pakietach praktycznie nie stanowi żadnego problemu. Półgodzinna rozmowa wideo to około 450 MB. By korzystać z tego komunikatora, wystarczy pobrać aplikację na smartfona i podczas rejestracji podać swój numer telefonu. Potem należy potwierdzić go za pomocą otrzymanego kodu SMS i gotowe. Dzięki takiemu rozwiązaniu na liście kontaktów aplikacji pojawiają się wszystkie osoby z naszego telefonu, które używają WhatsAppa. Prostota i funkcjonalność spowodowały, że aplikacji używa ponad 1,8 miliarda ludzi. Nawet nie podejrzewacie, ile osób spośród waszych znajomych ma ją na swoim smartfonie.

Zrzuty ekranu z komunikatora WhatsApp Zrzuty ekranu z komunikatora WhatsApp

Skype

Jeśli chodzi o rozmowy głosowe – był pionierem, natomiast w chwili obecnej wykorzystywany jest głównie przez firmy do komunikacji zdalnej z pracownikami. Można za jego pośrednictwem prowadzić telekonferencje audio oraz wideo. Dzięki temu, że działa na komputerze, pozwala szybko udostępniać pliki. Można również udostępniać zdalnie swój ekran i dzięki temu pokazywać w czasie rzeczywistym innym osobom, co mamy u siebie na komputerze. Kolejną przewagą Skype’a nad pozostałymi komunikatorami, dla której część użytkowników będzie chciała z niego korzystać, jest możliwość zwyczajnego dzwonienia. By mieć dostęp do tej opcji, trzeba jednak wykupić abonament lub zasilić konto, tak jak ma to miejsce w przypadku telefonów na kartę.

Zrzut ekranu z komunikatora Skype

Narzędzia do pracy

Od jakiegoś czasu w dużych korporacjach czy zespołach pracowników powszechnie wykorzystywane są aplikacje do komunikacji zdalnej. W ostatnich miesiącach trend ten jeszcze się nasilił w związku z pandemią koronawirusa. Programy, takie jak Zoom, Teams czy Slack, przeżywają teraz prawdziwy boom. Wiele firm, szkół czy uczelni przeszło całkowicie w tryb pracy zdalnej i programy do wideokonferencji czy pracy w zespołach są dla nich niezbędnym narzędziem. Dzięki nim można prowadzić konferencje, lekcje online, udostępniać sobie nawzajem przygotowane treści i materiały w czasie rzeczywistym. W wielu klubach sportowych treningi prowadzone są za pomocą Zooma – trener widzi, jak wykonujemy ćwiczenia, i może na bieżąco nas korygować.

Apple i jego podwórko

Gigant z Cupertino zawsze lubił mieć swoje rozwiązania, które niekoniecznie są kompatybilne z urządzeniami lub systemami operacyjnymi konkurencji. Od lat rozwija aplikację Face Time do internetowej komunikacji wideo i audio. Jest to prosty program do połączeń głosowych, który działa w oparciu o Apple ID. Dzięki takiemu rozwiązaniu wszyscy użytkownicy iPhone’ów, iPadów czy Maców mogą się ze sobą komunikować bez potrzeby dodatkowej rejestracji czy instalowania zewnętrznych programów. Niedawno Apple wprowadził możliwość grupowych połączeń wideo.

W zakresie komunikacji tekstowej firma od lat rozwija aplikację iMessage, która jest zintegrowana z aplikacją Wiadomości. Działa ona podobnie do popularnych komunikatorów. Możemy za jej pośrednictwem wysyłać wiadomości tekstowe, zdjęcia, emoji, naklejki, udostępniać linki itp. Różnica polega na tym, że bez instalowania dodatkowej aplikacji telefon będzie wysyłał wiadomości do użytkowników Apple’a za pomocą iMessage, a do pozostałych osób jako zwykły SMS lub MM S. Tam, gdzie jest tylko taka możliwość, będzie wykorzystywał połączenie internetowe, a nie operatora telefonicznego. Dzięki temu ogranicza opłaty za SMS-y czy MM S-y.

Nadchodzi RCS

Zrzut ekranu z ustawień aplikacji Wiadomości z włączoną funkcją czatu

Firma Google wraz ze stowarzyszeniem GSMA zrzeszającym operatorów telefonii komórkowej opracowała standard RCS, który ma być następcą SMS-a i MM S-a. Będzie działał podobnie do iMessage od Apple’a, tyle że tu nie trzeba mieć specjalnego telefonu czy konta, by korzystać ze standardu Rich Communication Services. Możemy w ten sposób przesyłać tekst, zdjęcia, materiały wideo do 100 MB (w przypadku MM S-a było to 300 kB), prowadzić grupowe czaty oraz wysyłać i odbierać wiadomości z poziomu przeglądarki internetowej, z użyciem infrastruktury operatora komórkowego i transmisji danych. Na razie polscy operatorzy przeprowadzają testy tej usługi. Z nieoficjalnych informacji wynika, że T-Mobile oraz Plus już udostępnili niektórym użytkownikom korzystanie z RCS. Wystarczy mieć kompatybilny telefon z Androidem i do obsługi SMS-ów używać aplikacji Wiadomości od Google. Apple oczywiście dalej będzie promował swoje rozwiązanie w postaci iMessage, jednak nie jest to standard międzynarodowy – w przeciwieństwie do RCS.

Mirosław Liszewski

Do góry

Gramy w szachy

Mężzyzna w dresie reprezentacji polski
Waldemar Świć

Powrót do klasyki (cz. 1)

Większość współczesnej literatury szachowej to wszelkiego rodzaju opracowania debiutowe. Żeby jednak powstał wariant, potrzeba, aby i partner wychodził naprzeciw naszym staraniom. Jeśli zagra „nieteoretycznie”, ale w granicach przyzwoitości, co najczęściej obecnie się dzieje, to pozostaje pojedynek na tzw. siłę gry. A tu umiejętności strategiczno-taktyczne są bezcenne. Dlatego proponuję powrót do klasyki, a konkretnie elementu strategii – słabości pola lub kompleksu pól.

Było to jedno z ważniejszych odkryć pierwszego mistrza świata Wilhelma Steinitza, gdy ogłosił swą teorię gry pozycyjnej. Zgodnie z jego przemyśleniami słabym polem (lub punktem) nazywamy takie pole w naszym obozie, które może być zajęte przez figurę (umocnioną) przeciwnika. Dodajmy, że Steinitz potrafił w praktyce bronić swych koncepcji i dlatego proponuję przyjrzeć się dwóm jego partiom ilustrującym nasz temat.

Wilhelm Steinitz – Michaił Czigorin
Hawana 1892

1.Sf3 d5 2.d4 Sf6 3.e3 e6 4.c4 Ge7 5.Sc3 Sbd7 6.c5 c6 7.b4 0-0 8.Gb2 Hc7 9.Ge2 Se8 Trudno, rzecz jasna, komentować poczynania grających z punktu widzenia współczesnej teorii, ale uwalniające 9...e5 10.d:e5 S:e5 11.Hd4 było wskazane. Białe miałyby tylko symboliczną przewagę, ale pozycja nie byłaby zamknięta i pozbawiona aktywnej gry, jak w dalszym przebiegu partii. Czigorin świetnie rozgrywał otwarte pozycje i tym dziwniejsze zdają się jego poczynania.

10.0-0 f5 I tu jeszcze można byłoby grać 10...e5 11.e4 e:d4 12.S:d4 d:e4 13.S:e4.

11.Hc2 Sef6 Tym razem jest już zbyt późno: 11...e5 12.d:e5 S:e5 13.S:e5 H:e5 14.S:d5 i czarne tracą materiał.

12.a4 Se4 13.b5

Białe: Kg1, Hc2, Wa1, Wf1, Gb2, Ge2, Sc3, Sf3, a4, b5, c5, d4, e3, f2, g2, h2. Czarne: Kg8, Hc7, Wa8, Wf8, Gc8, Ge7, Sd7, Se4, ac, b7, c6, d5, e6, f5, g7, h7

Białe realizują narzucający się plan pionkowego szturmu na skrzydle królewskim, a czarne nie bardzo mogą się zrewanżować na drugim skrzydle.

13...Wf6 Lub 13...g5 14.S:e4 f:e4 15.Sd2 Sf6 16.f3 i centrum czarnych zostaje rozbite.

14.a5 S:c3 Po 14...Wh6 15.b6 Hd8 16.S:e4 f:e4 17.Se5 S:e5 18.d:e5 białe mają oczywistą przewagę.

15.G:c3 a6 16.b:a6 b:a6 W obozie czarnych pojawiło się słabe pole b6. Nie jest jednak łatwo wykorzystać tę słabość. Przy okazji walki o linię „b” czarne planują wymianę obu wież, co znacznie utrudniłoby białym zadanie.

Rysunek figur szachowych

17.Wfb1 Wf8 18.Wb2 Gb7 19.Wab1 Wfb8 20.Se1 Gc8 21.Sd3 W:b2 22.W:b2 Gf6 23.Ha4 Kf7 Lub 23...e5 24.Wb6 S:b6 25.c:b6 Hd7 26.d:e5 Ge7 27.Sf4 z dużą przewagą białych.

24.Ha3 Nieźle wyglądało także 24.Ge1 z dalszym f3.

24...Gd8 24...e5 25.d:e5 S:e5 26.G:e5 G:e5 27.Wb6 Gf6 28.Sb4+–

25.Gd1 Wb8

Białe: Kg1, Ha3, Wb2, Gc3, Gd1, Sd3, a5, c5, d4, e3, f2, g2, h2. Czarne: Kf7, Hc7, Wb8, Gc8, Gd8, Sd7, a6, c6, d5, e6, f5, g7, h7

26.Wb6!! Świetna odpowiedź! Za niewielką inwestycję materialną białe uzyskują dużą przewagę. W obozie czarnych pojawiają się słabości na a6 i c6. Pionek b6 jest wolny i podparty, czarne pola osłabione. Pozycja czarnych jest nie do utrzymania.

26...S:b6 Niewiele lepsze 26...Gb7 27.Ge1 Hc8 28.f3 G:b6 29.c:b6.

27.c:b6 Hb7 28.Se5+ Kg8 29.Ga4 He7 30.Gb4 Hf6 31.Hc3 h6 32.Gd6 W:b6 33.a:b6 G:b6 34.H:c6 Hd8 35.Gc5 Gc7 36.Sg6 Kh7 37.Ge7 Gd7 38.G:d8 G:c6 39.G:c6 G:d8 40.Sf8+ Kg8 41.S:e6

1-0

Rysunek piona szachowego

Wilhelm Steinitz – Georg Marco
Norymberga 1896

1.d4 d5 2.c4 e6 3.Sc3 c6 4.e4 d:e4 5.S:e4 Sf6 Gambit 5...Gb4+ 6.Gd2 H:d4 nie był jeszcze znany.

6.S:f6+ H:f6 7.Sf3 Gb4+ 8.Gd2 G:d2+ 9.H:d2 Sd7 10.0-0–0 0-0

Białe: Kc1, Hd2, Wd1, Wh1, Gf1, Sf3, a2, b2, c4, d4, f2, g2, h2. Czarne: Kg8, Hf6, W18, Wf8, Gc8, Sd7, a7, b7, c6, e6, f7, g7, h7

11.He3! Silne posunięcie przeciwdziałające uwalniającemu e6-e5.

11...c5 Inne próby aktywnej gry też nie skutkowały. 11...We8 12.Gd3 e5 13.Whe1; 11... Wd8 12.Gd3 b5 13.c5

12.d:c5 Hf5 13.Gd3

Białe: Kc1, He3, Wd1, Wh1, Gd3, Sf3, a2, b2, c4, c5, f2, g2, h2. Czarne: Kg8, Hf5, Wa8, Wf8, Gc8, Sd7, a7, b7, e6, f7, g7, h7

13...H:c5 14.Whe1! Hc7 Pozycja po 14...H:e3+ 15.W:e3 a6 16.a4 Wb8 17.b3 Sc5 18.Gc2 a5 19.Sg5 h6 20.Se4 jest lepsza dla białych. Wprawdzie program analizujący nie ocenia jej zbyt źle dla czarnych, ale każdy szachista, któremu zdarzyło się zagrać choć raz taką pozycję czarnymi, wie, co to za męka.

15.Se5

Białe: Kc1, He3, Wd1, We1, Gd3, Se5, a2, b2, c4, f2, g2, h2. Czarne: Kg8, Hc7, Wa8, Wf8, Gc8, Sd7, a7, b7, e6, f7, g7, h7

Niestadt polecał 15.Kb1! Sf6 16.Se5 Gd7 17.g4.

Rysunek piona szachowego

15...We8 Uproszczenia po 15...S:e5 16.H:e5 H:e5 17.W:e5 b6 18.Wee1 Gb7 19.Ge4 G:e4 20.W:e4 Wfc8 21.Wd7 b5 22.b3 znów prowadziły do nieprzyjemnej dla czarnych pozycji, ale z punktu widzenia dalszego przebiegu partii byłaby to najlepsza decyzja.

16.Kb1! Sf8 17.c5!

Białe: Kb1, He3, Wd1, We1, Gd3, Se5, a2, b2, c5, f2, g2, h2. Czarne: Kg8, Hc7, Wa8, We8, Gc8, Sf8, a7, b7, e6, f7, g7, h7

Przygotowany posunięciem Kb1 manewr skoczka przypieczętuje przewagę białych.

17...f6 18.Sc4 e5 19.Sd6 Warto zauważyć, jak skoczek na d6 dezorganizuje grę czarnych. Białe pod osłoną Sd6 przypuszczają atak na pozycję czarnego króla.

19...We7 20.f4! Gd7 21.f5 Gc6 22.Gc4+ Kh8

Białe: Kb2, He3, Wd1, We1, Gc4, Sd6, a2, b2, c5, f5, g2, h2. Czarne: Kh8, Hc7, Wa8, We7, Gc6, Sf8, a7, b7, e6, f6, g7, h7

23.g4 b6 23...h6 24.h4 Sh7 25.g5! f:g5 26.h:g5 S:g5 27.H:g5! h:g5 28.Wh1+ z matem.

24.g5 f:g5 25.H:g5 h6 26.Hh5 b:c5 27.Sf7+ Kh7 28.Sg5+ Kh8 29.f6 g:f6 30.H:h6+ Sh7 31.S:h7 W:h7 32.H:f6+ Wg7 33.W:e5

1-0

Teraz zobaczmy, jak inny, bardziej nam współczesny klasyk – Wasilij Smysłow – przyswoił sobie taką wiedzę i twórczo wzbogacił. Pierwszą partię poznałem, studiując zbiór partii Smysłowa wypatrzony w biblioteczce szachowej mojego trenera Witka Balcerowskiego („Избранные партии”, 1952). Przejrzysty, harmonijny styl gry Smysłowa robił na mnie wrażenie i do dziś z dużą przyjemnością oglądam jego partie

Rysunek pionów szahcowych

Wasilij Smysłow – Josif Rudakowski
Moskwa 1945

1.e4 c5 2.Sf3 e6 3.d4 c:d4 4.S:d4 Sf6 5.Sc3 d6 6.Ge2 Ge7 7.0-0 0-0 8.Ge3 Sc6 9.f4 Hc7 10.He1 Przygotowuje zarówno do Hg3, jak i Wd1.

10...S:d4 11.G:d4 e5 Teraz białym wygodniej jest odstąpić gońcem, gdyż po 12.f:e5 d:e5 13.Hg3 Gc5 następuje wymiana czarnopolowych gońców, co osłabia szanse białych na atak

Rysunek pionów szachowych

12.Ge3 Ge6 Lepsze było Сс8–d7–с6. Posunięcie w partii ma tę wadę, że umożliwia białym atak pionkowy na skrzydle królewskim.

13.f5 Gc4

Białe: KG1, He1, Wa1, Wf1, Ge2, Ge3, Sc3, a2, B2, c2, e4, f5, g2, h2. Czarne: Kg8, Hc7, Wa8, Wf8, Gc4, Ge7, Sf6, a7, b7, d6, e5, f7, g7, h7

Z punktu widzenia pozycyjnego plan czarnych jest nieprawidłowy, е6–е osłabiło centralny punkt d5, dlatego należało zachować białopolowego gońca do obrony tego ważnego punktu. Jednak i tu żywot czarnych nie byłby łatwy. Po 13...Gd7 mogło nastąpić 14.g4 Gc6 15.Gf3 z groźbą g4–g5. Nie pomaga 15...h6 16.g5 h:g5 17.G:g5 i białe otwierają linię „g”. Ciekawe było 13...Gd7 14.g4 Gc6 15.Gf3 d5 (zamiast 15...h6) 16.e:d5 e4 17.S:e4 S:d5 z ostrą grą, choć po 18.Gd4 szanse białych wyglądają lepiej.

14.G:c4 H:c4 15.Gg5!

Białe: KG1, He1, Wa1, Wf1, Gg5, Sc3, a2, B2, c2, e4, f5, g2, h2. Czarne: Kg8, Hc4, Wa8, Wf8, Ge7, Sf6, a7, b7, d6, e5, f7, g7, h7

Pouczający przykład, jak można wykorzystać słabość pola d5. Teraz nieuchronna jest wymiana na f6 i opanowanie pola d5. Daje to białym możliwość bezpośredniego ataku na króla.

Rysunek pionów szachowych

15...Wfe8 16.G:f6 G:f6 17.Sd5 Gd8 Na 17...H:c2 mogło nastąpić 18.Wf2 c5 19.Wc1 z następnym 20. Sс7, pozwalającym wygrać jakość. Najlepszą praktyczną szansą było 19...Hd4!? 20.Sc7 Gh4 21.g3 Gg5 22.Wd1 Hb6 23.S:a8 W:a8 24.Kh1 Ge3 25.Wc2 Gc5.

18.c3 b5 19.b3 Hc5+ 20.Kh1 Wc8 21.Wf3 Kh8

Białe: KH1, He1, Wa1, Wf3, Sd5, ad, b3, c3, e4, f5, g2, h2. Czarne: Kh8, Hc5, Wc8, We8, Gd8, a7, b5, d6, e5, f7, g7, h7

Zarówno teraz, jak i poprzednio czarne mogły zagrać f6, ale wówczas miałyby całkowicie pasywną pozycję. Białe przerzuciłyby swe ciężkie figury na skrzydło królewskie i bez trudu zamatowały czarnego króla.

22.f6! g:f6 Lub Nа 22...g6 23.Hd2 z groźbą 24. Hh6.

23.Hh4 Wg8 24.S:f6 Wg7 25.Wg3 Z groźbą 26. H:h7! i 27. Wg8# lub 26. Wg7 K:g7 27. H:h7+ K:f6 28. Wf1+ i 29. Hf7#

25...G:f6 26.H:f6 Wcg8 27.Wd1 d5 28.W:g7!

1-0

Białe: Kh1, Hf6, Wd1, Wg7, a2, b3, c3, e4, g2, h2. CZarne: Kh8, Hc5, Wg8, a7, b5, d5, e5, f7, h7

István Bilek – Wasilij Smysłow
Polanica-Zdrój 1968

1.g3 e5 2.c4 d6 3.Gg2 Sc6 4.Sc3 g6 5.e3 Gg7 6.Sge2 Sge7 7.d3 0-0 8.Sd5?! Przedwczesne. Należało poczekać na Ge6 i dopiero wówczas zająć pole d5. Czarne nie mogłyby wówczas zabić Sd5 i gdyby chciały się pozbyć centralnie stojącego skoczka, musiałyby oddać gońca.

8...S:d5 9.c:d5 Se7 10.0-0 c6 11.d:c6 b:c6 12.d4 Ga6 13.We1 Hb6 14.d:e5 d:e5 15.Hc2 Wfd8 16.Gd2

Białe: Kg1, Hc2, Wa1, We1, Gd2, Gg2, Se2, a2, b2, e3, f2, g3, h2. Czarne: Kg8, Hc6, Wa8, Wf8, Ga6, Gg7, Se7, a7, c6, e5, f7, g6, h7

Czarne mają słabego pionka na c6, ale nie widać, jak można to wykorzystać. Natomiast w pozycji białych pojawiło sie słabe pole d3, co Smysłow bezbłędnie wykorzystuje.

16...Gd3 17.Hc1 Sd5 18.Sc3 Sb4 19.Sa4 Hb5 20.G:b4 H:b4 21.Sc3

Białe: Kg1, Hc1, Wa1, We1, Gg2, Sc3, a2, b2, e3, f2, g3, h2. Czarne: Kg8, Hb4, Wa8, Wd8, Gd3, Gg7, a7, c6, e5, f7, g6, h7

Nic nie daje 21.G:c6 Wac8 oraz 21.Sc5 e4.

21...e4 Gd3 jest bardzo silną figurą i jej pozycję należy wzmocnić.

22.Wd1 Wab8 23.Wd2 c5 24.He1 G:c3 25.b:c3 Ha5 Ale nie 25...H:c3 26.G:e4. 26.Wc1 26.c4 Wb4 27.Gf1 (27.Wc1 Wa4) 27...G:f1 28.W:d8+ H:d8 29.H:f1 Hd2 30.a3 Wb2 31.Wb1 Wa2 32.Wa1 Wc2 33.Wd1 Hc3

26...c4

Białe: Kg1, He1, Wc1, Wd2, Gg2, a2, c3, e3, f2, g3, h2. Czarne: Kg8, Ha4, Wb8, Wd8, Gd3, a7, c4, e4, f7, g6, h7

Warto poświęcić chwilę na ocenę tej pozycji. Gd3 całkowicie dezorganizuje grę białych. Czarne mają przewagę przestrzeni i w zasadzie pełną swobodę manewrowania. 27.Hd1 Białe podejmują desperacką próbę aktywizowania swego hetmana, który jako jedyna ich figura może jeszcze cokolwiek zdziałać. Ale jedną figurą uratować partii nie można.

27...Wd5 28.Hg4 Wdb5 29.Hf4 Ha3 30.Wdd1 We8 31.Gh3 Wb2 32.Gd7 We7 33.Gg4 Hc5 Do końca czujny. Na 33...H:a2 34.Wa1 Hb3 35.Hd6 i białe jeszcze mogą grać.

34.Hf6 He5 35.Ha6 Kg7 36.a4 Wc7 37.a5 Wb5 38.Wa1 Wbc5

0-1

Rysunek pionów szahcowych

Białe poddały się, bo ich hetman ginie. Max Euwe w jednym ze swych podręczników zwrócił uwagę na tę prawidłowość: samotna figura w obozie przeciwnika jest zawsze narażona na takie niebezpieczeństwo. Bywa też i tak, że osłabiony jest cały kompleks pól jednego koloru. W tym odcinku ograniczę się do pokazania jednego przykładu, ale w przyszłości wrócę jeszcze do tematu.

Carl Schlechter – Walter John
Barmen 1905

1.d4 d5 2.c4 e6 3.Sc3 f5 To tzw. kamienna ściana.

4.Sf3 c6 5.Gf4 Naturalny sposób walki o pole e5.

5...Gd6 Czarne, po ewentualnej wymianie gońców 6.G:d6 H:d6 i ...Sd7, chcą zagrać e6–e5, aby uwolnić drugiego gońca. 6.e3! Zapobiega planowi czarnych.

6...Sf6 7.Gd3 Hc7

Białe: Ke1, Hd1, Wa1, Wh1, Gd3, Gf4, Sc3, Sf3, a2, b2, c4, d4, e3, f2, g2, h2. Czarne: Ke8, Hc7, Wa8, Wh8, GGc8, Gd6, Sb8, Sf6, a7, b7, c6, d5, e6, f5, g7, h7

Z nadzieją na Gd6, ale Schlechter ma dobrą odpowiedź.

8.g3! 0-0 9.0-0 Se4 Z uwagi na możliwe f2-f3 pozycja skoczka na e4 jest niepewna.

10.Hb3 Z groźbą 11.c:d5. c:d5 12.Sb5, a po 11...e:d5 białe mają 12.S:d5!.

10...Kh8 11.Wac1 G:f4 Groziło 12.c:d5 z dalszym 13.Sb5.

12.e:f4 Hf7 13.Se5

Widać różnicę w położeniu skoczków. Pozycja Se5 jest znacznie pewniejsza. Ponadto mają one do dyspozycji półotwartą linię „e”.

13...He7

Białe: Kg2, Hb3, Wc1, Wf1, Gd3, Sc3, Se5, a2, b2, c4, d4, f2, f4, g3, h2. Czarne: Kh8, He7, Wa8, Wf8, Gc8, Sb8, Se4, a7, b7, c6, d5, e6, f5, g7, h7

Teraz Schlechter podejmuje świetną decyzję, a taki sposób rozgrywania podobnych pozycji stał się już typowym zabiegiem technicznym.

14.G:e4! f:e4 15.f3 e:f3 16.Wce1 Hc7 17.Ha3 Trzyma pod kontrolą czarne pola.

17...Kg8 18.W:f3 Sa6 18...Sd7 19.He7 S:e5!? 20.H:c7 S:f3+ 21.Kf2 S:e1 22.K:e1 d:c4 23.Se4 Wf7 24.Hd8+ Wf8 25.Hd6 a5 (25...b5? 26.H:c6 Wb8 27.Sc5 Wb6 28.Hc7+–) 26.Hc5 (26.a4 Wa6 27.Hc7) 26...Wa6 27.H:c4 Wb6 28.Sd6 Gd7 29.b3 Wb4 30.Hc3+–

19.b3 Biały hetman powraca na skrzydło królewskie.

Rysunek pionów szahcowych

19...Hd8 20.c5 Sc7 Jeśli 20...Hc7 z dalszym b7–b6, to 21.b4 b6 22.b5 i przykładowo 22...Sb8 23.f5! e:f5 (23...W:f5 24.W:f5 e:f5 25.b:c6+–) 24.b:c6 Ge6 25.Sb5 Hc8 26.c:b6 S:c6 27.Wc3 a:b6 28.W:c6 W:a3 29.W:c8 W:g3+ 30.h:g3 W:c8 31.Sg6 h:g6 32.W:e6+–.

21.Hb2 Gd7 22.Hc2 He7 23.Wef1 Wae8?! Jedyne było 23...Ge8 24.g4 Wf6 z Gg6 (lub ...b7-b6) i następnym Gg6.

24.g4 Gc8 25.Wh3 Wymusza g7-g6 i jeszcze bardziej osłabia kompleks czarnych pól.

25...g6

Białe: Kg1, Hc2, Wf1, Wh3, Sc3, Se5, a2, b3, c5, d4, f4, g4, h2. Czarne: Kg8, He7, We8, Wf8, Gc8, Sc7, a7, b7 c6, d5, e6, g6, h7

26.b4!

Typowe dla stylu gry Schlechtera! Gra na całej szachownicy. Wydawało się, że decydujący atak będzie wykonany na czarnego króla.

26...Hf6 27.Whf3 We7 28.a4 a6 29.Sd1 Z planem g4–g5 i wzmocnieniem nacisku na pola f6 i h6. 29.g5 wywoływało odpowiedź 29...Hf5.

29...Wg7 30.Se3 He7 31.g5 Gd7 32.S3g4 Ge8 33.Sh6+ Kh8 34.He2 Hd8 35.Seg4 Gd7 36.He5 Se8 37.Wh3 Hc7 37...He7 38.Hb8 e5 39.H:e5 G:g4 40.S:g4 Hd7 41.f5! g:f5 42.Whf3

38.Sf6!

Białe: Kg1, He5, Wf1, Wh3, Sf6, Sh6, a4, b4, c5, d4, f4, g5. Czarne: Kh8, Hc7, Wf8, Wg7, Gd7, Se8, a6, b7, c6, d5, e6, g6, h7

Apogeum strategii białych.

38...H:e5 38...Hd8 39.S:h7! K:h7 (39...He7 40.S:f8 H:f8 41.f5! e:f5 [41...g:f5 42.S:f5+ Kg8 43.Sh6+] 42.S:f5+ Kg8 43.Sh6+) 40.Sf7+

39.f:e5 We7 40.Whf3 S:f6 Wymuszone. Po 40...Gc8 41.S:e8 W:f3 (41...We:e8? 42.W:f8+ W:f8 43.W:f8+ Kg7 44.Wg8#) 42.W:f3 W:e8 43.Wf7 Wd8 44.Wc7 Wf8 45.Sg4 Wd8 46.Sf6+– białe natychmiast wygrywały.

41.W:f6 W:f6 42.e:f6 Pole e5 zostanie przez białe wykorzystane w końcówce.

42...We8 43.Sf7+ Kg8 44.Se5 Wd8 45.Kg2 Przed decydującym przełomem białe ustawiają swe figury na jak najlepszych pozycjach.

45...Kf8 46.h4 Ge8 47.Kf3 Gf7 48.Kf4 Ke8 49.Wb1 Kf8 50.b5

Białe: Kf4, Wb1, Se5, a4, b5, c5, d4, f6, g5, h4. Czarne: Kf8, Wd8, Gf7, a6, b7, c6, d5, e6, g5, h6

I czarne poddały się w obliczu wariantu 50.b5 a:b5 51.a:b5 Ge8 52.b:c6 G:c6 53.S:c6 b:c6 54.Ke5+– itd.

1-0

Wspaniała partia w stylu najlepszych współczesnych graczy!

Waldemar Świć

Do góry

Gramy w warcaby

Kobieta przy warcabnicy
Natalia Sadowska (autorka rubryki)

W dniach 20-23 lutego 2020 r. w Osiecznej w Wielkopolsce najlepsi w kraju zawodnicy walczyli o awans do finału 44 Mistrzostw Polski w Warcabach Stupolowych. Jak to często w sporcie bywa, nie zabrakło niespodzianek. W przypadku dwóch graczy mieliśmy okazję być świadkami wielkiego powrotu, zdarzały im się potknięcia, ale wygrali kilka ostatnich partii i rzutem na taśmę wskoczyli do finału. Debiutantem w tej stawce był 17-letni Sebastian Wieczorek, który już w zeszłym roku kilkakrotnie potwierdził swoje wysokie umiejętności.

Zawodnicy rywalizowali w dwóch grupach. Do finału awansowali warcabiści z czołowych czterech miejsc obydwu turniejów półfinałowych: Mariusz Ślęzak (LKS „Czarna Damka” Lututów), Karol Cichocki (LKS „Olymp” Błonie), Sebastian Wieczorek (OKS „Sokół” Wrocław), Leon Mikulicz (UKS „Lokator” Gniezno), Karol Dudkiewicz (LKS „Olymp” Błonie), Łukasz Kosobudzki (MK S „Mazovia” Mińsk Mazowiecki), Marcin Grzesiak (UKS „Struga” Marki) i Jakub Gazda (LKS „Unia” Horyniec-Zdrój). Do wyżej wymienionych należy doliczyć pierwszą trójkę z zeszłego roku: Natalię Sadowską („Admirał” PC Best Szczecin), Bartosza Gronowskiego (UKS „Lokator” Gniezno) oraz Filipa Kuczewskiego (UKS „Roszada” Lipno). Dzika karta trafiła do Piotra Palucha. Zapowiada się zatem bardzo ciekawie!

Sylwester Flisikowski – Mariusz Ślęzak
Półfinały MP 2020

1.34-30 18-22 2.30-25 12-18 3.40-34 7-12 4.44-40 19-23 To otwarcie zapewne już wszyscy z nas widzieli wiele razy. Bardzo popularne ostatnimi czasy i, co ciekawe, może ono wystąpić dla obu kolorów z różnicą jednego tempa, np. 1.33-29 17-21 2. 39-33 21-26 itd.

5.50-44 5.34-30 13-19 6.40-34 9-13 7. 45-40 1-7 8.50-45 22-28 9.33x22 17x28 10.31-26 11-17 11.36-31 7-11 12.41-36 Jedna z możliwych ostrych kontynuacji.

5...13-19 6.34-30

Białe: 49, 48, 47, 46, 45, 44, 43, 42, 41, 40, 39, 38, 37, 36, 35, 33, 32, 31, 30, 25. Czarne: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 8, 9, 10, 11, 12, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 22, 23

6…9-13 Już tutaj pojawia się pierwsze pytanie: na którym skrzydle będziemy potrzebowali więcej pionów? W partii wybrano ruch na długim skrzydle, ale czy słusznie? 6...8-13 7.31-27 22x31 8.36x27 2-8 9.41-36 20-24 10.33-28 24-29 11.39-33 14-20 12.25x14 9x20 13.33x24 20x29 14.30-25 10-14 15.44-39 4-9 Z równą grą i „bogatszym” długim skrzydłem czarnych.

7.31-27 22x31 8.36x27 4-9 9.41-36 Plan białych jest tutaj jak najbardziej zrozumiały, czarne nie stoją idealnie na skrzydle, więc klasyka będzie dla nich bardziej korzystna. 9…20-24 10.33-28 Uciekamy przed wymianą dwa za dwa do tyłu.

10…2-7 11.46-41 24-29

Białe: 49, 48, 47, 45, 44, 43, 42, 41, 40, 39, 38, 37, 36, 35, 32, 30, 28, 27, 25. Czarne: 1, 3, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 23, 29

To dość odważne wyjście i chyba nie do końca przemyślane. 11...17-21 Należało wybrać cierpliwą kontynuację 12.39-33 11-17 13.44-39 7-11. Teraz, jeśli białe zdecydują się na całkowite rozbicie pozycji, pozostaną z wiszącym pionem na 41. 14.27-22 18x27 15.25-20 14x34 16.40x7 1x12 17.28-23 19x28 18.33x31 21-26 Z lekką przewagą czarnych.

Rysunek pionów warcabowych

12.39-33 14-20 13.25x14 9x20 14.33x24 20x29 15.30-25 10-14 16.44-39 17-21? To duży błąd pozycyjny. Czarne najwyraźniej nie są świadome swoich problemów, a po tym ruchu problemy pojawiają się już na obu skrzydłach. 16...17-22 17.28x17 11x31 18.36x27 14-20 19.25x14 19x10 I białe nie są w stanie zabrać piona z pola 29, gdyż zawsze odbijemy dwa za dwa do tyłu.

17.36-31 17.39-33 29-34 18.40x29 23x34 19.36-31 21-26 20.41-36 5-10 Pion czarnych na 34 nie jest do zabrania, ale to białe decydują, kiedy przystąpić do ewentualnego ataku i którą finalną pozycję wybrać. W każdym z wariantów czarne wychodzą z dużo pasywniejszą pozycją. 21.35-30 34-40 22.45x34 19-23 23.28x19 13x35 24.27-22 18x27 25.31x22 I białe są w posiadaniu czystej, idealnej pozycji.

17...15-20

Białe: 49, 48, 47, 45, 43, 42, 41, 40, 39, 38, 37, 35, 32, 31, 28, 27, 25. Czarne: 1, 3, 5, 6, 7, 8, 11, 12, 13, 14, 16, 18, 19, 20, 21, 23, 29

Gołym okiem widać, że pozycja na diagramie nie prezentuje się dla czarnych zbyt kolorowo. 17...14-20 I znowu tak należało ratować pozycję. 18.25x14 19x10 19.28x19 13x24

18.41-36? Białe miały piękny forcing kończący się kombinacją. Sprawdźmy: 18.39-33! 20-24 19.35-30 24x44 20.33x24 19x30 21.28x10 5x14 22.49x40 30-35 23.32-28! 21x23 24.31-27 35x44 25.27-22 18x27 26.43-39 44x33 27.38x20 Pozycja czarnych bez szans.

18...5-10 19.39-34 20-24 20.34-30 21-26 21.43-39 10-15 21...3-9 Czarne powinny bez straty tempa budować swoją „pozycję do ucieczki”. 22.40-34 29x40 23.45x34 23-29 24.34x23 18x29 25.49-44 29-34 26.27-22 34x43 27.48x39 Białe stoją dużo aktywniej, ale trudno jest mówić na tak wczesnym etapie o wygranej pozycji.

22.39-33 3-9

Białe: 49, 48, 47, 45, 42, 40, 38, 37, 36, 35, 33, 32, 31, 30, 28, 27, 25. Czarne: 1, 6, 7, 8, 9, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 18, 19, 23, 24, 26, 29

23.49-43 To spory błąd, bo wypuszczający czarne z bardzo trudnej pozycji. Poświęćmy chwilę i przestudiujmy szczegółowo taki wariant: 23.40-34! Rozbijamy jedyną kolumnę, na której opiera się cała pozycja czarnych. 23…29x40 24.45x34 23-29 25.34x23 18x29 26.49-43! I najlepszym ruchem czarnych jest wpaść na kombinację 13-18 27.27-21 26x17 28.25-20 14x34 29.43-39 34x43 30.38x49 29x27 31.31x4. Białe mają dwa kamienie mniej i pozycja nie jest prosta, ale proszę zwrócić uwagę, że czarne nie mają jak ustawić pętli na ich krótkim skrzydle. W tym czasie białe zdążą przemieścić damkę w bezpieczne miejsce. 31…16-21 32.42-38 21-27 33.4x31 17-22 34.31x2 11-16 35.2x11 6x17 Być może natychmiastowe złapanie

Rysunek pionów warcabowych

damki z pionem straty to najlepsze wyjście dla czarnych.

23...18-22 24.27x18 13x22 25.28x17 12x21 Czarne z pewnością odetchnęły z ulgą – mimo słabej pozycji mają w końcu czym oddychać.

26.40-34 29x40 27.45x34 8-12 28.31-27 12-18

Białe: 48, 47, 43, 42, 38, 37, 36, 35, 34, 33, 32, 30, 27, 25. Czarne: 1, 6, 7, 9, 11, 14, 15, 16, 18, 19, 21, 23, 24, 26

29.33-28? Białe mogły w dużo lepszy sposób wykorzystać słabości czarnych. 29.33-29! 24x33 30.38x29 Pozycja czarnych jest rozerwana, brakuje w niej najważniejszych kamieni, zatem może warto było przyjąć inną strategię. 30…9-13 31.43-39 23-28 32.32x12 21x41 33.12-8 13x2 34.36-31 26x37 35.47x36 2-8 36.42x31 7-12 Nawet po najlepszych ruchach czarnych ich pozycja jest opłakana.

29...7-12 30.37-31 26x37 31.42x31 I pozycja wyrównała się zupełnie, co zresztą widać gołym okiem. Białe nie wykorzystały wielu danych im szans.

31…23-29 Można było kontynuować spokojniej: 31...21-26 32.47-42 26x37 33.42x31 11-17 34.43-39 6-11 35.39-33.

32.34x23 18x29 33.47-42 12-18

Białe: 48, 43, 42, 38, 36, 35, 32, 31, 30, 28, 27, 25. Czarne: 1, 6, 9, 11, 14, 15, 16, 18, 19, 21, 24, 29

34.27-22 Lepsze było: 34.28-22 9-13 35.31-26 11-17 36.22x11 6x17 37.43-39 29-34 38.48- 43. I czarne muszą się jeszcze sporo nagłówkować, żeby doprowadzić do remisowej pozycji.

34...18x27 35.31x22 1-7 36.22-18 7-12 37.18x7 11x2 38.36-31 9-13 39.42-37 6-11 40.31-27 2-8 41.37-31 21-26 42.43-39 42.27-22 26x37 43.32x41 16-21 44.48-42 Tutaj białe mogły jeszcze szukać swojej ostatniej szansy na wygraną.

42...26x37 43.32x41 13-18 44.41-37 8-12 44...11-17 Lepsza i ciekawsza kontynuacja czarnych: 45.28-23 19x28 46.30x10 15x4 47.35-30 18-23 48.30-24 29x20 49.25x14 23-29 Mimo piona więcej to białe muszą walczyć o remis.

45.37-32 18-23 46.48-42 12-17 47.39-33 17-21

Białe: 42, 38, 35, 33, 32, 30, 28, 27, 25. Czarne: 11, 14, 15, 16, 19, 21, 23, 24, 29

48.27-22?? Niesamowite! I tak oto, po całej partii pełnej szans dla białych, to one tym razem popełniają błąd, który czarne wykorzystują w mistrzowski sposób. Należało grać: 48.28-22 29-34 49.30x39 23-28 50.32x23 21x34 51.33-29 19x17 52.29x9. I z pewnością panowie zgodziliby się na remis bez zbędnych kontynuacji.

48...21-26 49.22-17? To już gwóźdź do trumny. 49.42-37 16-21 50.22-18 23x12 51.28-22 11-17 52.22x11 21-27 53.32x21 26x6 54.33-28 Tutaj jeszcze szanse na remis wydają się dość realne, choć nie będzie to proste zadanie.

Rysunek piona warcabowego

49...11x22 50.28x17 16-21 51.42-37 21x12 52.32-27 12-18 53.37-32 15-20! Ważne, cierpliwe tempo.

54.33-28 29-34 55.30x39 18-22 56.27x29 24x44 57.28-22 44-49 58.22-17 I starszy zawodnik z Rychlika musiał uznać wyższość młodej generacji. 0-2

Mateusz Lewandowski – Damian Jakubik
Półfinały MP 2020

1.32-28 17-21 Już w tym momencie białe decydują, jaki kierunek nadać partii. Jest bardzo dużo wariantów, wybrano jednak ten agresywny.

2.33-29 21-26 3.39-33 11-17 4.44-39 17-21 5.50-44 6-11 6.37-32 Łapiemy cztery tempa. 6…26x37 7.42x31 21-26 8.32-27! 26x37 9.41x32

Białe: 49, 48, 47, 46, 45, 44, 43, 40, 39, 38, 36, 35, 34, 33, 32, 29, 28, 27. Czarne: 1, 2, 3, 4, 5, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 18, 19, 20

Bardzo popularny debiut, sama jestem jego fanką. Na starcie białe mają +8 temp. Może to nieść ze sobą plusy, jak i minusy, co oznacza, że aktywna gra w centrum będzie czymś, co nas interesuje, a klasyka już niekoniecznie. Zadaniem czarnych jest zatem zniwelowanie przewagi temp i próba wciągnięcia przeciwnika w klasykę. Czy to się im uda?

9…19-23 Możliwe jest również: 9...11-17 10.47-42 17-22 11.28x17 12x21. 10.28x19 14x23 10...13x24 To niecodzienne bicie miało swoje miejsce w praktyce już kilkakrotnie. Plusem jest to, że białe prędzej czy później będą zmuszone do ataku 34-30. I pozycja się rozwiąże.

11.47-42 11.35-30 10-14 12.30-25 14-19 13.25x14 19x10 Pozbywamy się piona 35 i również mamy lekką przewagę

11...10-14 12.33-28 14-19 Dokładniejszym zagraniem byłoby: 12...5-10 13.28x19 13x33 14.39x28 14-19 15.46-41 11-17 16.41-37 10-14 I to białe muszą uważać, aby nie dać się zamknąć w klasyce z dodatnim bilansem temp.

13.39-33 20-25 14.44-39

Białe: 49, 48, 46, 45, 43, 42, 40, 39, 38, 36, 35, 34, 33, 32, 29, 28, 27. Czarne: 1, 2, 3, 4, 5, 7, 8, 9, 11, 12, 13, 15, 16, 18, 19, 23, 25

I już po pierwszych kilkunastu ruchach widać, że to białe mają inicjatywę. Czarne nie do końca wiedziały, dokąd iść. Mają -6 temp i póki co nie są w stanie rozbić centrum białych.

14…5-10 15.46-41 15-20 16.41-37 10-15 17.49-44 Bez marnowania tempa można od razu: 17.37-31.

17...1-6 18.37-31 11-17 19.31-26 Warte rozważenia było również wstawienie klina, jak w wariancie: 19.29-24 20x29 20.33x24 19x30 21.35x24 17-21 22.28x19 18-22 23.27x18 12x14. Białe stoją w centrum, czarne na bandach. Ocena pozycji jest zatem bardzo prosta.

19...20-24 20.29x20 25x14 Wymiana do tyłu to jedyne, co czarne mogły zrobić. 21.35-30! Aktywujemy słabość i przy okazji stwarzamy groźby.

Rysunek pionów warcabowych

21…4-10 22.30-25 15-20 23.40-35 Lepsze było: 23.33-29 10-15 24.39-33 7-11 25.26-21 17x26 26.27-22 18x27 27.29x7 8-12 28.7x18 13x22 29.32x21 16x27 30.28x17 11x22 31.43-39. Na pierwszy rzut oka z pewnością nie widać, że pozycja czarnych jest słaba, ale ich centralne piony są tylko pozorne i pod kontrolą białych kolumn.

23...7-11 24.34-29 23x34 25.39x30

Białe: 48, 45, 44, 43, 42, 38, 36, 35, 33, 32, 30, 28, 27, 26, 25. Czarne: 2, 3, 6, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 16, 17, 18, 19, 20

Taktyka białych jest jak najbardziej zrozumiała. Po tej wymianie ich przewaga w tempach wynosi aż +10.

25…10-15 Ten niepozorny ruch to spory błąd czarnych, pozwalający rozwinąć przeciwnikowi skrzydła. Można było próbować doprowadzić do klasyki. 25...20-24 26.27-21 16x27 27.32x21 2-7 28.21-16 18-23 I mimo dużej przewagi temp trudno jest białym utrzymać dobrą pozycję.

26.43-39 17-22 27.28x17 11x31 28.36x27 20-24 28...18-23 29.30-24 20x29 30.33x24 19x30 31.25x34 Białe z pewnością byłyby zadowolone, mając taką pozycję. Kontrolują oba skrzydła, mogą ustawić „podkowę” i czekać na rozwój sytuacji.

29.33-28 29.44-40 18-23 30.39-34 12-18 31.34-29 23x34 32.40x20 15x24 Białe nadal mają +10 temp i decydują o kierunku gry.

29...2-7 30.39-33 18-23 31.44-40 13-18 32.40-34 7-11 Lepsze było: 32...8-13 33.34-29 23x34 34.30x39 18-23 35.48-43 14-20 36.25x14 9x20 37.45-40. Pozycja jest oczywiście remisowa, ale białymi trzeba grać dokładnie, bo mają +3 tempa, a jak już wiemy z poprzednich lekcji – jest to dość znaczące w klasyce.

33.34-29 23x34 34.30x39 18-23 35.48-43 14-20 36.25x14 9x20 37.45-40

Białe: 43, 42, 40, 39, 38, 35, 33, 32, 28, 27, 26. Czarne: 3, 6, 8, 11, 12, 15, 16, 19, 20, 23, 24

37…11-17? Czarne, pozostające przez większą część partii pod presją, popełniają pierwszy błąd i zaraz dowiemy się, dlaczego. Należało zagrać: 37...8-13 38.40-34 20-25 39.27-21 16x27 40.32x21 23x32 41.38x27 11-16 42.34-30 25x34 43.39x30. Obie strony mają słabości, ale pozycja jest zupełnie równa.

38.40-34 17-21 39.26x17 12x21 W tym momencie możemy dobrze zauważyć, że czarne poniekąd rozerwały swoją pozycję. Centralne piony białych, które gromadziły się tam przez całą partię, w końcu okażą się siłą.

Rysunek pionów warcabowych

40.34-30! 20-25? Ten ruch prowadzi już do utraty piona. 40...3-9 41.30-25 9-14 42.39-34 8-13 43.34-30 6-11 44.42-37 11-17 45.43- 39 23-29 46.27-22 21-26 47.22x11 16x7 48.28-22 I być może tutaj czarne mogłyby próbować jeszcze szczęścia.

41.39-34! 3-9

Białe: 43, 42, 38, 35, 34, 33, 32, 30, 28, 27. Czarne: 6, 8, 9, 15, 16, 19, 21, 23, 24, 25

42.28-22! Dokładny ruch. Spójrzmy jeszcze, jak wyglądałaby kontynuacja narzucającego się innego ruchu. 42.27-22 6-11 43.33-29 24x33 44.38x18 8-13 – i pion przewagi to tylko chwilowy efekt.

42...6-11 43.33-29 24x33 44.38x18 8-13 45.18- 12 19-23 46.34-29 25x34 47.29x18 11-17 47...15-20 48.12-8 13x2 49.18-13 9x18 50.22x13 20-24 51.13-9 24-30 52.35x24 34-40 53.24-19 40-45 54.9-3 11-17 Białe będą dążyć do drugiej damki, mają też piona przewagi, więc na wygraną są duże szanse. Natomiast, jak widzimy, czarne też zrobią damkę i jeszcze przez kilka kolejnych ruchów mogłyby przeciwstawiać się białym. 48.22x11 13x31 49.12-7 31-36 49...21-27 50.32x21 16x27 51.7-2 31-36 52.2-19 Tutaj już za późno na wychodzenie z tarapatów.

50.32-27 21x32 51.43-39 34x43 52.7-2 16x7 53.2x49 Na zakończenie warto odnotować, że mimo braku przewagi w całej partii (a jedynie momentami) i tak różne czynniki, np. aktywne centrum, duża przewaga w tempach oraz kontrola skrzydeł, mogą wybić przeciwnika i kosztować go dużo sił, których w najważniejszym momencie zabraknie. Pozycja była remisowa przez czas, ale to czarne ciągle musiały odpychać białą siłę i szukać planów wyrównawczych, aż koniec końców wyłożyły się w kluczowym momencie partii. Po raz kolejny centrum okazało się siłą. 2-0

Natalia Sadowska

Mężczyzna przy warcabnicy
Mariusz Ślęzak – zwycięzca grupy A podczas jednej ze swoich bitew. Fot.: Magda Pawłowska
Do góry