Baner

Nr 8 (173) Sierpień 2019 r.

CROSS 8/2019

(Opisujemy - Grafika składa się z dwóch części. Po lewej stronie na okładce zdjęcie - Jerzy Brycki - Polanica Zdrój 1970. Po prawej stronie u góry napis WAKACYJNA RYWALIZACJA. Na środku czerty zdjęcia z imprez sportowych, a na dole zdjęcie żaglówki)

(Opisujemy - Grafika składa się z dwóch części. Po lewej stronie na okładce zdjęcie - Jerzy Brycki - Polanica Zdrój 1970. Po prawej stronie u góry napis WAKACYJNA RYWALIZACJA. Na środku czerty zdjęcia z imprez sportowych, a na dole zdjęcie żaglówki)

 

ISSN 1427-728X   ROK XVII   Nr 8 (173)

Sierpień 2019 r.

miesięcznik INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ,

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 412 18 80

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska - Redaktor naczelna

Anna Baranowska - Zastępca redaktor naczelnej

Grażyna Wojtkiewicz - Korekta

Opracowanie graficzne: - Studio Graficzne Novelart

Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Nakład: 1000 egzemplarzy

Miesięcznik dofinansowuje Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych


Spis treści

Udany początek - KAKA

Włocławek po raz drugi - Jadwiga Rogacka

Kijkarze na start! - Mieczysław Kaciotys

Nie grać nie wypada - Alicja Pogorzelska

Rekreacyjnie i na sportowo - Alicja Pogorzelska

Z wiatrem i pod wiatr - Klaudia Żelazowska

Wiadomości

Pożegnanie Pawła Hagnera - Ryszard Bernard

Pamięci wielkiego szachisty - Elżbieta Brycka

Kieszeń zabezpieczona - Mateusz Liszewski

Gramy w szachy - Ryszard Bernard

Gramy w warcaby - Natalia Sadowska

Stowarzyszenie „Cross” w sieci


bowling

 

Udany początek

Na mocy niedawno podpisanego porozumienia z Polskim Związkiem Kręglarskim Stowarzyszenie „Cross” będzie w 2019 roku organizatorem sześciu wspólnych imprez kręglarskich. Pierwszy sprawdzian tej współpracy mieliśmy okazję oglądać w Opolu.

 W tym mieście turniej odbył się po raz szósty. W lipcu br. przy torach spotkało się prawie dziewięćdziesięciu zawodników i zawodniczek z osiemnastu klubów zrzeszonych w Stowarzyszeniu „Cross”. Dzięki środkom finansowym pochodzącym z Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych tegoroczna impreza była bardzo udana nie tylko pod względem sportowym.

Całe spotkanie składało się z dwóch wydarzeń sportowych. Przez pierwsze dwa dni rozgrywany był ogólnopolski turniej bowlingowy organizowany przez Stowarzyszenie, gdzie do wyniku liczona była suma sześciu gier. I to on był podstawą do ustalenia listy startowej Pucharu Polski, którego organizatorem była Sekcja Niepełnosprawnych Polskiego Związku Kręglarskiego. O Puchar Polski rywalizowało ze sobą po czworo najlepszych zawodników i zawodniczek z każdej kategorii wzrokowej. W tym roku w turnieju organizowanym przez Stowarzyszenie „Cross” zastosowano właściwie nową dla nas metodę cross-line, co uczyniło rozgrywkę znacznie ciekawszą. Główną różnicą jest ciągłe przechodzenie w trakcie gry wokół podajnika. Zawodnicy co rzut zmieniają się na torach, a po trzech grach przechodzą na zupełnie nowe dwa tory. Niestety, dla sporej grupy startujących osób początki były ciężkie, bo tym systemem na naszych turniejach grano tylko raz, dwa lata temu w Łodzi, i nie wszyscy pamiętali zasady. Na szczęście sędzia główny zawodów, jak również doświadczeni zawodnicy służyli na każdym kroku radą oraz podpowiadali, gdzie i kto powinien oddać w danym momencie rzut. O tym, czy gra idzie sprawnie, decydują jednak sami zawodnicy i to od ich dyscypliny na torach zależy ogólny czas gry. Miejmy nadzieję, że nowa metoda przyjmie się w naszym środowisku i z turnieju na turniej wszystko będzie szło sprawniej. Ze względów bezpieczeństwa zawodniczki i zawodnicy kategorii B1 (niewidomi) grali na dotychczasowych zasadach, czyli pojedynczo na torach.

W tym roku w opolskim turnieju najlepszą z kobiet w kategorii B1 okazała się Grażyna Krysiak z „Karolinki” Chorzów, która uzyskała wynik 466 p. Pokonała ona dwie reprezentantki „Łuczniczki” Bydgoszcz, kolejną na podium Katarzynę Świątek i Magdalenę Rataj. Warto zaznaczyć, że Katarzyna Świątek w jednej ze swoich gier uzyskała bardzo dobry jak na tę kategorię wynik 117 p. Na czwartym miejscu uplasowała się Barbara Szypuła z „KoMaru” Piekary Śląskie. W kolejnej kategorii kobiet pierwsze miejsce zajęła wieloletnia reprezentantka naszego kraju, a na co dzień zawodniczka klubu „Pionek” Włocławek Jadwiga Rogacka, która uzyskała wynik 929 p. Niżej na podium była Barbara Łuczyszyn z Przemyśla, która jako jedyna w tej kategorii uzyskała w jednej z gier wynik 202 p. Na najniższym stopniu podium tym razem stanęła zawodniczka z Iławy – Ewa Wiśniewska. Czwarte miejsce zajęła Janina Matusiewicz z „Jutrzenki” Częstochowa, która jednak ze względu na brak licencji nie grała w finale Pucharu Polski. Ostatnią zawodniczką, która zakwalifikowała się do Pucharu Polski, była Jadwiga Szamal z Łodzi. Na słowa uznania zasługuje zwyciężczyni w kategorii B3 – Zofia Sarnacka z Olsztyna. Nie dość, że przekroczyła ośmioma punktami barierę 1000 p., to jeszcze w jednej z gier uzyskała 232 p. Daleko za nią w liczbie zdobytych punktów była Dorota Kurek z „Ikara” Lublin, a na ostatnim miejscu podium znalazła się klubowa koleżanka zwyciężczyni – Jolanta Pazurkiewicz. Ostatnią zawodniczką zakwalifikowaną do walki o puchar była Honorata Borawa z Bydgoszczy.

W kategorii B1 mężczyzn zwyciężył Stanisław Chmura z „Podkarpacia” Przemyśl. Wynikiem 596 p. i przewagą 50 p. pokonał Krzysztofa Tarkowskiego z „Hetmana” Lublin. Na trzecim miejscu uplasował się zawodnik „Jutrzenki” Częstochowa – Franciszek Kała, a na czwartym Mariusz Podpora z „Syrenki” Warszawa. W B2 mężczyzn rywalizacja toczyła się do ostatnich rzutów. Turniej wygrał Mieczysław Kontrymowicz z „Warmii i Mazur” Olsztyn. Jego wynik 1039 p. to tylko dwa punkty przewagi nad Piotrem Dyndą z „Podkarpacia” Przemyśl, jak i Stanisławem Stopierzyńskim, klubowym kolegą. Walka o drugie miejsce toczyła się dosłownie do ostatniego rzutu. Piotr i Stanisław zdobyli po 1037 p. i zgodnie z regulaminem wynik ostatniej gry zdecydował o zwycięstwie. Piotr Dynda wyszedł ze starcia z dziewięcioma punktami i ostatecznie zdobył drugie miejsce. Na czwartym miejscu uplasował się Denis Skrobisz z „Karolinki” Chorzów, niestety, z odległym w porównaniu do pierwszej trójki wynikiem 883 p. W kategorii B3 mężczyzn statuetka zwycięzcy pojechała do Olsztyna. Zdobył ją Cezary Dybiński, który wynikiem 1016 p. pokonał dwóch reprezentantów łódzkiego klubu „Omega” – Władysława Szymańskiego i niemogącego się odnaleźć na krótkim smarowaniu torów (35 stóp) Zbigniewa Strzeleckiego. Tuż za podium stanął klubowy kolega zwycięzcy w tej kategorii Dominik Czyż.

Najlepsi otrzymali okolicznościowe szklane statuetki, a także nagrody rzeczowe. W ostatnim dniu na kręgielni w Opolu rozegrany został Puchar Polski w bowlingu zorganizowany przez PZKręgl.

W kategorii B1, zarówno pań, jak i panów, nie nastąpiły przetasowania w kolejności zajętych miejsc, zwyciężyli Grażyna Krysiak z Chorzowa i Stanisław Chmura z Przemyśla. Podobnie było w kategorii B2 kobiet, gdzie mimo walki nie było zmian i na podium stanęła Jadwiga Rogacka z Włocławka. Za to w kategorii B2 mężczyzn walka szła rzut za rzut. Po pierwszym starciu jeszcze dla wszystkich wygrana była kwestią otwartą. Finałowy pojedynek należał już jednak do olsztyńskiej pary Mieczysław Kontrymowicz – Stanisław Stopierzyński. Tym razem górą był Stanisław Stopierzyński, który po wygranej powiedział, że Pucharu Polski jeszcze nigdy nie wygrał i będzie to dla niego ważne trofeum w kolekcji. Na trzecie miejsce spadł, po bardzo wyrównanej walce, Piotr Dynda, który, przypomnijmy, od zawsze gra house ballami. W kategorii B3 kobiet kolejność na podium również się nie zmieniła, choć remisem punktowym zakończyła się rywalizacja drugiej i trzeciej zawodniczki. O finale Doroty Kurek zadecydowała lepsza druga gra i Jolanta Pazurkiewicz musiała walczyć o trzecie miejsce z Honoratą Borawą. Za to u panów w kategorii B3 nastąpiło spore przetasowanie za sprawą „Zająca” – Zbigniew Strzelecki wywalczył puchar, pokonując Cezarego Dybińskiego, a Dominik Czyż pokonał z kolei Władysława Szymańskiego.

Opolska impreza bowlingowa to początek realizacji porozumienia Stowarzyszenia „Cross” z PZKręgl. Z opinii uczestników wynika, że to udany początek, którego kolejnymi odsłonami będą imprezy bowlingowe w Łodzi i Rzeszowie, a także w kręglach klasycznych w Brzesku, Pucku i Gostyniu. Zwycięzcy Pucharu Polski PZKręgl. otrzymali, poza pucharami, medale oraz nagrody finansowe.

VI Ogólnopolski Turniej Bowlingowy Niewidomych i Słabowidzących w Opolu

11-14.07.2019 r., Opole

Kobiety

B1

  1. Grażyna Krysiak („Karolinka” Chorzów) 466 p.
  2. Katarzyna Świątek („Łuczniczka” Bydgoszcz) 446 p.
  3. Magdalena Rataj („Łuczniczka” Bydgoszcz) 424 p.

B2

  1. Jadwiga Rogacka („Pionek” Włocławek) 929 p.
  2. Barbara Łuczyszyn („Podkarpacie” Przemyśl) 898 p.
  3. Ewa Wiśniewska („Morena” Iława) 821 p.

B3

  1. Zofia Sarnacka („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1008 p.
  2. Dorota Kurek („Ikar” Lublin) 869 p.
  3. Jolanta Pazurkiewicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 846 p.

Mężczyźni

B1

  1. Stanisław Chmura („Podkarpacie” Przemyśl) 596 p.
  2. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 546 p.
  3. Mariusz Podpora („Syrenka” Warszawa) 516 p.

B2

  1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1039 p.
  2. Piotr Dynda („Podkarpacie” Przemyśl) 1037 p.
  3. Stanisław Stopierzyński („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1037 p.

B3

  1. Cezary Dybiński („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1016 p.
  2. Władysław Szymański („Omega” Łódź) 949 p.
  3. Zbigniew Strzelecki („Omega” Łódź) 929 p.

 

Zdobywcy Pucharu Polski PZKręgl w bowlingu

11-14.07.2019 r., Opole

Kobiety

B1 Grażyna Krysiak – „Karolinka” Chorzów     

B2 Jadwiga Rogacka – „Pionek” Włocławek               

B3 Zofia Sarnacka – „Warmia i Mazury” Olsztyn

Mężczyźni

B1 Stanisław Chmura – „Podkarpacie” Przemyśl

B2 Stanisław Stopierzyński – „Warmia i Mazury” Olsztyn

B3 Zbigniew Strzelecki – „Omega” Łódź

KAKA

Powrót do spisu treści


bowling

 

Włocławek po raz drugi

 Ziemia kujawska po raz drugi w tym roku okazała się gościnna dla naszych kręglarzy. Pierwsze w historii zawody bowlingowe zorganizowane przez klub „Pionek” odbyły się bowiem w styczniu tego roku, zaś już w dniach 4-7 lipca można było zagrać we Włocławku na drugim turnieju bowlingowym osób niewidomych i słabowidzących.

 Na tej samej co poprzednio kręgielni „Piwnica” wystartowało 75 graczy z 19 klubów. Koordynatorem całego wydarzenia była prezes włocławskiego klubu Grażyna Woźniak, zaś sędzią głównym – Adrian Hibner. Poprzednio padło tu zaskakująco dużo rekordów życiowych. Kręgielnia widać sprzyja naszym graczom, bo i tym razem było podobnie. Spektakularny wynik Honoraty Borawy z „Łuczniczki” Bydgoszcz długo zostanie zapamiętany. Zawodniczka grająca w kategorii B3 trzykrotnie przekroczyła barierę 200 p., uzyskała najlepszy w swoim życiu rezultat 1163 p. oraz najwyższy wynik z jednej gry w tych zawodach – 226 p. Średnią 194 p. nie jest łatwo osiągnąć, zwłaszcza kobiecie, trzymamy więc kciuki, by nasza reprezentantka Polski zagrała następnym razem średnią 200, czyli 1200 p! W kategorii B2 kobiet Jadwiga Rogacka z klubu gospodarzy zagrała 1039 p. i miała najwyższą grę na poziomie 202 p. Wśród niewidomych w kategorii B1, podobnie jak w styczniu, wygrała Barbara Szypuła z „KoMaru” Piekary Śląskie. Barbara uzyskała 691 p., czyli tym razem nie pobiła swojego rekordu. Za to jej koleżanka z drugiego miejsca Regina Szczypiorska („Morena” Iława) grą 631 p. po raz drugi we Włocławku uzyskała życiówkę. Na wyróżnienie zasłużyła też Katarzyna Świątek z Bydgoszczy, która za swoje 148 p., czyli za najwyższy wynik z jednej gry w B1 kobiet, dostała fajansowy puchar w kształcie wazonu.

Taki sam podarunek, za identyczny wynik 148 p. z jednej gry, otrzymał Mariusz Podpora („Syrenka” Warszawa). Mariusz rezultatem 720 p. zdobył pierwszą lokatę w rywalizacji grupy B1 mężczyzn, za co wręczono mu fajansowy puchar w kształcie anioła. Stowarzyszenie „Cross” ufundowało 18 takich statuetek dla wszystkich pierwszych trzech miejsc w kategoriach B1, B2 i B3 kobiet i mężczyzn. Anioł znalazł się także w rękach Mieczysława Kontrymowicza z Olsztyna. Zrobił on rewelacyjny wynik 1168 p., co w kategorii B2 nie zdarza się zbyt często. Mieczysław uprawiał w swojej karierze sportowej wiele dyscyplin, m.in. lekkoatletykę, goalball, strzelectwo, kajakarstwo, ale jak sam przyznał, w pewnym wieku trochę zaczęło brakować mu sił i przerzucił się na kręgle, bo „tutaj potrzeba troszeczkę mniej wydolności”. Wybór był trafny. Nasz „Mistrz” już od kilkunastu lat utrzymuje się w ścisłej czołówce najlepszych kręglarzy, a co najważniejsze – zaraża swoją pasją i szkoli kolejne osoby. Mietek w jednej z sześciu gier miał 223 p. Taki sam najwyższy wynik uzyskał Zbigniew Strzelecki („Omega” Łódź) w B3 mężczyzn. Nie dało mu to jednak pierwszego miejsca, bowiem Dominik Czyż („Warmia i Mazury” Olsztyn) zdobył w sumie 1107, a Zbyszek o 4 piny mniej. W sobotę 6 lipca po rozegraniu dziesięciu bloków startowych zawody zostały zakończone. Na uroczystej kolacji rozdano 44 atrakcyjne nagrody. Ręcznie malowane wazony i anioły z włocławskiej fabryki fajansu nie były jedynymi niespodziankami. Oprócz wózków bowlingowych na dwie i trzy kule czy walizek podróżnych wręczono także inne upominki, które otrzymali: najstarszy bowlingowiec – Franciszek Kała, przedstawiciel klubu „Jutrzenka” Częstochowa oraz najmłodsza uczestniczka – Magdalena Rataj z Bydgoszczy. Nie zapomniano o zawodnikach z miejsc od czwartego do szóstego, którzy dostali akcesoria niezbędne do gry w bowling.

Rozgrywki sfinansowane ze środków MSiT trwały trzy dni, więc w wolnym czasie można było np. odwiedzić pobliski Ciechocinek, z tężniami solankowymi i Parkiem Zdrojowym ze słynną fontanną Jaś i Małgosia. Niektórzy wybrali się na tamę, w pobliżu której znajduje się Muzeum Męczeństwa bł. ks. Jerzego Popiełuszki, inni przeszli się na nadwiślańskie bulwary i do XIII-wiecznej katedry. Wiele atrakcji, cenne nagrody – to już wizytówka włocławskich zawodów. Część uczestników miała nadzieję, że skoro pierwszy turniej odbył się w styczniu, a drugi w lipcu, to kolejny odbędzie się jeszcze w tym roku na jesieni. Niestety, tak się nie może stać, ale bardzo przychylne opinie zachęcają do zorganizowania trzeciego turnieju bowlingowego w lecie 2020 roku.

Jadwiga Rogacka

II Włocławski Ogólnopolski Turniej Niewidomych i Słabowidzących w Bowlingu

 4-7.07.2019 r., Włocławek

Kobiety

B1

  1. Barbara Szypuła („KoMar” Piekary Śląskie) 691 p.
  2. Regina Szczypiorska („Morena” Iława) 631 p.
  3. Katarzyna Świątek („Łuczniczka” Bydgoszcz) 625 p.

B2

  1. Jadwiga Rogacka („Pionek” Włocławek) 1039 p.
  2. Janina Matusiewicz („Jutrzenka” Częstochowa) 952 p.
  3. Ewa Wiśniewska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 905 p.

B3

  1. Honorata Borawa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 1163 p.
  2. Zofia Sarnacka („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1052 p.
  3. Dorota Kurek („Ikar” Lublin) 974 p.

Mężczyźni

B1

  1. Mariusz Podpora („Syrenka” Warszawa) 720 p.
  2. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 684 p.
  3. Stanisław Chmura („Podkarpacie” Przemyśl) 628 p.

B2

  1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1168 p.
  2. Mariusz Kozyra („Hetman” Lublin) 1064 p.
  3. Stanisław Stopierzyński („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1029 p.

B3

  1. Dominik Czyż („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1107 p.
  2. Zbigniew Strzelecki („Omega” Łódź) 1103 p.
  3. Ireneusz Stankiewicz („Jaćwing” Suwałki) 1091 p.

Powrót do spisu treści


nordic walking

 

Kijkarze na start!

Niewidomi kijkarze jak wojska króla Jana w drodze na Wiedeń przetoczyli się przez Piekary Śląskie. W dniach 26-28 lipca spotkali się tu nordicowcy z całej Polski, by wziąć udział w pierwszym etapie Pucharu Polski osób niewidomych i słabowidzących w tej dyscyplinie sportu. Stowarzyszenie „Cross” zorganizowało imprezę w ramach realizacji projektu „Tylko dla Mistrzów 2019” współfinansowanego ze środków PFRON.

 Realizacją zawodów zajął się klub „KoMar” Piekary Śląskie z koordynatorem Marianem Koryciorzem na czele. Pierwszym wyznaczonym terminem był 14-16 czerwca, lecz ze względu na dużą w tym czasie liczbę różnych sportowych projektów zdecydowano się je opóźnić. Była to decyzja słuszna, bo skutkowała większą frekwencją. Zawodnicy zamieszkali w dwóch miejscach oddalonych od siebie o kilkaset metrów, hotelu „Stara Kamienica” i „Domu Pielgrzyma” przy bazylice NMP i św. Bartłomieja. Smaczne domowe posiłki serwował wszystkim „Dom Pielgrzyma”, jedynie śniadania grupa ze „Starej Kamienicy” spożywała w swoim hotelu.

Piekary Śląskie to miasto leżące w centrum Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Liczy około 55 tys. mieszkańców. Ciekawymi miejscami są tutaj: Kopiec Wyzwolenia usypany w latach 1932-1937 dla uczczenia 250 rocznicy przemarszu husarii polskiej króla Jana III Sobieskiego pod Wiedeń – symbol walki o polskość – kalwaria na wzgórzu Cerekwica – dla wierzących cel pielgrzymek z kraju i zagranicy, bazylika NMP i św. Bartłomieja przyciągająca rzesze wiernych i znawców zabytków. Wiem, że duża część naszych sportowców odwiedziła te miejsca.

Trasa wyścigu przebiegała traktem leśnym (dwie pętle po około 2,3 km) na terenie malowniczego parku w Świerklańcu, gdzie wszyscy zostali dowiezieni autokarem. Świerklaniec to wieś gminna w powiecie tarnogórskim, 8 km od Piekar, położona przy zbiorniku wody pitnej Kozłowa Góra. Jak zawsze przed rywalizacją na trudnej trasie zawodnicy zapoznali się z nią, by przygotować się na „niespodzianki”: dziury, gałęzie, sypki piach... Sędzia główna Katarzyna Malinowska przeszła jedną pętlę z kijkarzami, aby przypomnieć o technice i taktyce marszu, co pozwala z sukcesem ukończyć zmagania. Szczególną uwagę poświęciła prawidłowej technice chodu, żeby żaden sędzia stojący na trasie nie musiał pokazywać zawodnikom żółtych lub nawet czerwonych kartek, co oznacza karę czasową lub nawet dyskwalifikację za nieprawidłowy chód lub podbieganie. Warto dodać, że pani Kasia jest instruktorką Polskiej Federacji Nordic Walkingu, jak również czynną zawodniczką z dużymi sukcesami sportowymi.

W sobotę 27 lipca o godzinie 10 oficjalnie rozpoczął się pierwszy etap tegorocznego cyklu Pucharu Polski. Najpierw na trasę wyruszyli sportowcy niewidomi (B1) z przewodnikami, pół godziny później wystartowali teoretycznie najsilniejsi mężczyźni słabowidzący (B2), następnie najszybsze według rankingu słabowidzące panie, a później pozostali zawodnicy. Nordicowcy mieli do pokonania, jak wspomniałem wcześniej, dwie pętle po około 2,3 km, a grupa tzw. rekreacyjna – tylko jedną. Na trasie wyścigu w parku w Świerklańcu stała liczna grupa kibiców, która z zapałem wszystkich dopingowała, co dodawało sił i sprawiało niemałą satysfakcję. Trasa była przyjazna i dobrze przygotowana, nie było upadków, pogoda też dopisała. Sędziowie i wolontariusze stanęli na wysokości zadania, by zapewnić komfort rywalizacji.

Większych niespodzianek podczas konfrontacji kijkarzy nie było. Czołówka utworzyła się już na początku wyścigu i wygrali faworyci w swoich kategoriach. Za niespodziankę można uznać fakt, że najlepszy czas netto w klasyfikacji open uzyskał niewidomy zawodnik Krzysztof Janusik z „Jutrzenki” Częstochowa. Jerzy Skwirut (faworyt zawodów i najbardziej doświadczony i utytułowany zawodnik) mówił potem, z wielkim podziwem dla rywala, że nie mógł go w żaden sposób dojść i pokonać – pomimo wielkich starań. Krzysztof Janusik opowiadał natomiast, że jego forma sportowa bardzo wzrosła, kiedy zaczął trenować z nowym przewodnikiem, który stawia mu wysoko poprzeczkę. Opowiadał, jak wygrywał zawody w nordic walkingu z osobami pełnosprawnymi. Pełne uznanie i podziw, panie Krzysztofie! Zwycięstwa i puchary są ważne, ale najbardziej liczy się sam start i ukończenie zawodów. Można powiedzieć słowami św. Jana Pawła II: „Każdy ma swoje Westerplatte”. Bardzo cieszyła się też ostatnia na mecie Leokadia Ruda z klubu „Sudety” Kłodzko! Była szczęśliwa, że podjęła walkę sama z sobą i zdecydowała się przejść i przeszła całą trasę. W podziw wprawił mnie niewidomy zawodnik Wiesław Trzpil z „Razem na szlaku” Poznań. Ten sportowiec dał z siebie chyba więcej, niż powinien, bo na mecie przez chwilę chwiał się na nogach i ze szczęścia oraz zmęczenia nie wiedział, co się z nim dzieje. Napił się wody i wszystko było okej. Jego wysiłek nie poszedł na marne, bo srebrny medal wygrał przewagą zaledwie czterech sekund.

Nobilitującym był fakt, że honorowy patronat nad zawodami sprawowała prezydent Piekar Śląskich Sława Umińska-Duraj, która każdemu uczestnikowi osobiście gratulowała i zawieszała na szyi pamiątkowy medal, a zwycięzcom wręczała puchary i dyplomy. Była to dla wszystkich uroczysta i wzniosła chwila. Doceniono trud i wysiłek sportowców. W zawodach brało udział 28 zawodniczek  i zawodników z 11 klubów: „Cross Opole”, „Jutrzenka” Częstochowa, „Razem na szlaku” Poznań, „Podkarpacie” Przemyśl, „Sudety” Kłodzko, „SKS” Kielce, „KoMar” Piekary Śląskie, „Jantar” Gdańsk, „Cross Radom”, „Omega” Łódź, „Smrek” Bielsko-Biała. Wszyscy otrzymali od organizatorów pamiątkowe imienne dyplomy i medale.

Mieczysław Kaciotys

Puchar Polski niewidomych i słabowidzących w nordic walkingu – etap I

26-28.07.2019 r., Piekary Śląskie

Kobiety

B2

  1. Małgorzata Strelczuk („KoMar” Piekary Śląskie) 0:32:51 – 100 p.
  2. Małgorzata Adamiak („Omega” Łódź) 0:35:51 – 80 p.
  3. Małgorzata Tazbir („KoMar” Piekary Śląskie) 0:36:49 – 60 p.

Mężczyźni

B1

  1. Krzysztof Janusik („Jutrzenka” Częstochowa) 0:28:38 – 100 p.
  2. Wiesław Trzpil („Razem na szlaku” Poznań) 0:34:53 – 80 p.
  3. Zbigniew Macek („Smrek” Bielsko-Biała) 0:34:57 – 60 p.

B2

  1. Jerzy Skwirut („Podkarpacie” Przemyśl) 0:28:50 – 100 p. (Puchar Polski)
  2. Mieczysław Kaciotys („Jantar” Gdańsk) 0:30:21 – 80 p.
  3. Władysław Szymański („Omega” Łódź) 0:32:32 – 60 p.

Senior 55+ open K+M

  1. Zdzisław Mądry („Jutrzenka” Częstochowa) 0:34:45 – 100 p.
  2. Roman Połomski („Smrek” Bielsko-Biała) 0:39:23 – 80 p.
  3. Lidia Piechowicz („Razem” na szlaku” Poznań) 0:45:51 – 60 p.

Kategoria rekreacja open (jedna pętla)

  1. Herbert Nowak („KoMar” Piekary Śląskie) 0:27:20 – 100 p.
  2. Anna Rozborska („KoMar” Piekary Śląskie) 0:28:25 – 80 p.
  3. Barbara Leśkiewicz („SKS” Kielce) 0:28:30 – 60 p.

Powrót do spisu treści


brydż

 

Nie grać nie wypada

 Z pewnością należy do najbardziej elitarnych gier karcianych, choć my, brydżyści, uważamy, że nie grać w brydża po prostu nie wypada. Przy okazji relacji z rozegranych niedawno brydżowych mistrzostw Polski osób niewidomych i słabowidzących przybliżamy krótko fascynującą historię tej gry, także w kontekście naszego środowiska w Polsce.

Na początku XVI wieku w Anglii powstała gra zwana wistem. Pierwszą książkę na ten temat napisał w 1742 roku Edmondo Hoyle i za jej sprawą gra bardzo się spopularyzowała. W 1857 roku odbył się pierwszy turniej międzynarodowy. W 1881 roku powstała Amerykańska Liga Wista, zaś zasady turniejowe opisał Johan Mitchell. W tym też czasie pojawia się nazwa „brydż”. Pierwsze mistrzostwa Europy miały miejsce w Holandii w 1932 roku, a w 1958 roku założono Światową Federację Brydża.

W Polsce osoby niewidome i słabowidzące grały w brydża już w latach 70.
i 80. ubiegłego wieku. Był to brydż towarzyski, na robry, i grano głównie przy okazji turniejów szachowych. Niektórzy z tamtych prekursorów grają do dziś, a są to Zdzisław Ratajczak, Piotr Łożyński i Roman Walisiak. Na początku lat 90. XX wieku brydż intensywnie rozwijał się w Olsztynie i Białymstoku. W 1995 roku rozegrano pierwszy mecz pomiędzy drużynami „Warmii i Mazur” Olsztyn (Piotr Łożyński, Jerzy Dołowy, Zdzisław Ratajczak, Lech Woronowicz) i klubu sportowego z Białegostoku (Wacław Morgiewicz, Eugeniusz Szymanowski, Jolanta Siwek, Zbigniew Waszkiewicz). Mecz zakończył się zwycięstwem ekipy z Olsztyna. Pod koniec 1995 roku brydż został uznany przez Stowarzyszenie „Cross” za dyscyplinę sportową, która będzie rozwijana w środowisku osób z dysfunkcją wzroku. Już rok później rozegrano w Olsztynie pierwsze mistrzostwa Polski – wzięło w nich udział osiem par. Od roku 1998 rozgrywane są drużynowe mistrzostwa Polski, zaś od 2002 – indywidualne mistrzostwa Polski. W 2003 roku rozpoczęły się rozgrywki na maxy i IMPY. W 2008 usiadły przy stolikach brydżowych pierwsze pary mieszane (miksty).

Mimo że brydż nie jest dyscypliną paraolimpijską, cieszy się dużym zainteresowaniem wśród zawodników Stowarzyszenia „Cross”. Dlatego już trzeci rok z rzędu w Ustce, w pensjonacie „Przystań u Kapitana” zorganizowany został obóz szkoleniowy z zakresu brydża sportowego. Szkolenie odbywające się w dniach
18-30.06.2019 r. prowadzili wybitni znawcy tej gry – arcymistrz międzynarodowy Maciej Roman Kierznowski i Marek Różycki. Na zajęciach omawiano różne systemy licytacyjne, ale szkolenie dotyczyło głównie systemu wspólnego języka. Omówiono licytację po otwarciu 1BA – Stayman, mały i duży teksas, 2 trefl – Precision, 2 karo – Wilkosz i Multi, licytację jednostronną forsującą do dogrania, licytację dwustronną oraz zasady wistu i zrzutki. Wiele czasu poświęcono rozegraniu rozdań z odpowiednio ułożonymi kartami, a następnie rozpatrywano prawidłowość licytacji i rozegrania przez poszczególne pary najlepszego kontraktu. Przeprowadzono trzy sprawdzające miniturnieje, żeby pary wdrażały zdobytą wiedzę. Wygrała zdecydowanie para Jerzy Czeszewski i Jerzy Marszałkowski.

Co roku pojawiają się nowi uczestnicy chcący nauczyć się grać. Tym razem po raz pierwszy tajniki brydża zgłębiali z wielkim zaangażowaniem Leszek Mystkowski i Stanisław Piasek znany wszystkim jako wielbiciel sportów wodnych i organizator słynnych obozów żeglarskich. Nasz „Komandor” na czas szkolenia „zatopił się po szyję” w brydżu sportowym. W wolnych chwilach, po wielogodzinnym siedzeniu przy stolikach uczestnicy obozu chętnie korzystali ze wspaniałej pogody i uroków nadmorskiej okolicy – spacerowali z kijami nordic walking, zwiedzali Ustkę i podziwiali błękitny Bałtyk.

To jednak nie koniec brydżowych przyjemności tego lata. W dniach 1-3 lipca w Ustce rozegrano drużynowe mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w brydżu sportowym. Do walki stanęło siedem drużyn. Poszczególne boje pomiędzy nimi były bardzo zacięte i wzbudzały wiele emocji. Czołówkę stanowiły teamy „Warmii i Mazur” Olsztyn, „Łuczniczki” Bydgoszcz, „Atutu” Nysa i „Victorii” Białystok.

W dniach 4-5 lipca rozegrano z kolei mistrzostwa Polski par osób niewidomych i słabowidzących w brydżu sportowym na maxy. W tym turnieju wzięło udział szesnaście par. Walka była zacięta, a każda sesja kończyła się zwycięstwem innej pary:

  1. sesja: Adam Klemenko i Dominik Sobkowiak – „Łuczniczka” Bydgoszcz
  2. sesja: Marek Benda i Jerzy Marszałkowski – „Atut” Nysa
  3. sesja: Zbigniew Wyziński i Leszek Mystkowski – „Syrenka” Warszawa
  4. sesja: Jerzy Czeszewski i Tomasz Stopierzyński – „Warmia i Mazury” Olsztyn

Oba mistrzowskie turnieje były sędziowane przez profesjonalną, znającą środowisko brydżystów z dysfunkcją wzroku trójkę arbitrów: Janinę Bakułę, Marka Różyckiego i Macieja Romana Kierznowskiego. Ich organizację dofinansował Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w ramach realizacji projektu „Tylko dla Mistrzów 2019”.

Coraz częściej brydżyści kierują prośby do Stowarzyszenia „Cross” o przedłużenie turnieju o co najmniej jeden dzień, ponieważ jest zbyt mało czasu na odpoczynek po trudach wysiłku umysłowego i fizycznego, jakim jest wielogodzinne siedzenie przy stolikach brydżowych. Na razie jednak czekamy na następne spotkania w gronie brydżystów, by cieszyć się tą wspaniałą grą. Bo… nie grać w brydża po prostu nie wypada!

Alicja Pogorzelska

Drużynowe mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w brydżu sportowym

30.06-6.07.2019 r., Ustka

  1. „Atut” Nysa +216 p. – Marek Benda, Romuald Dąbrowski, Jerzy Marszałkowski, Jerzy Zawór
  2. „Warmia i Mazury” Olsztyn + 75 p. – Zdzisław Ratajczak, Ryszard Suder, Tomasz Stopierzyński, Jerzy Czeszewski, Bernard Olejnik, Adam Żukowski
  3. „Łuczniczka” Bydgoszcz + 38 p. – Jerzy Zawalski, Andrzej Sargalski, Adam Klemenko, Dominik Sobkowiak
  4. „Syrenka” Warszawa +31 p. – Roman Walisiak, Lech Mystkowski, Zbigniew Wyziński, Edward Stankiewicz
  5. „Victoria” Białystok -10 p. – Franciszek Delesiewicz, Eugeniusz Szymanowski, Alicja Pogorzelska, Wacław Morgiewicz, Ewa Wieczorek, Janina Markowska
  6. „Podkarpacie” Przemyśl -133 p. – Stanisława Szymańska, Tadeusz Bielski, Halina Budziak, Henryk Krynicki, Stanisław Białas
  7. „Omega” Łódż -157 p. – Eugenia Wewersowicz, Ewa Miszczak, Zbigniew Walczak, Jan Warowny
    Klasyfikacja końcowa mistrzostw Polski par niewidomych i słabowidzących w brydżu sportowym na maxy

30.06-6.07.2019 r., Ustka

  1. Jerzy Czeszewski – Tomasz Stopierzyński („Warmia i Mazury” Olsztyn) 64,54 p.
  2. Marek Benda – Jerzy Marszałkowski („Atut” Nysa) 58,65 p.
  3. Ewa Wieczorek – Romuald Dąbrowski („Victoria” Białystok, „Atut” Nysa) 54,34 p.
  4. Adam Klemenko – Dominik Sobkowiak („Łuczniczka” Bydgoszcz) 53,94 p.
  5. Zdzisław Ratajczak – Ryszard Suder („Warmia i Mazury” Olsztyn) 53,73 p.
  6. Andrzej Sargalski – Jerzy Zawalski („Łuczniczka” Bydgoszcz) 52,97 p.
  7. Zbigniew Wyziński – Lech Mystkowski („Syrenka” Warszawa) 50,70 p.
  8. Helena Korneluk – Mirosław Mirynowski („Zryw” Słupsk) 49,18 p.
  9. Halina Budziak – Janina Markowska („Podkarpacie” Przemyśl, „Victoria” Białystok) 48,81 p.
  10. Stanisława Szymańska – Tadeusz Bielski („Podkarpacie” Przemyśl) 47,47 p.
  11. Franciszek Delesiewicz – Eugeniusz Szymanowski („Victoria” Białystok) 45,95 p.
  12. Alicja Pogorzelska – Wacław Morgiewicz („Victoria” Białystok) 45,41 p.
  13. Eugenia Wewersowicz – Ewa Miszczak („Omega” Łódź) 45,18 p.
  14. Józef. Agopsowicz – Leon Mucha („Atut” Nysa) 45,11 p.
  15. Adam Żukowski – Bernard Olejnik („Warmia i Mazury” Olsztyn) 43,96 p.
  16. Zbigniew Walczak – Jan Warowny („Omega” Łódź) 40,07 p.

Powrót do spisu treści


obozy

 

Rekreacyjnie i na sportowo

Istnieje duża potrzeba organizowania przedsięwzięć sportowo-turystycznych. Walory zdrowotne umiarkowanej i zróżnicowanej aktywności fizycznej doceniają zwłaszcza osoby mniej sprawne i starsze.

Krynica-Zdrój nazywana jest perłą górskich uzdrowisk, leży w województwie małopolskim, w Beskidzie Sądeckim. Tutaj w dniach 5-18.05.2019 r. ZKF „Olimp” zorganizował obóz sportowy. Jego uczestnicy mieszkali w czterogwiazdkowym pensjonacie „Gaborek”. Nad nimi i nad niezakłóconą realizacją planów czuwał koordynator Wacław Morgiewicz.

Sprawność fizyczna i wiek uczestników były bardzo zróżnicowane, więc na czas pobytu zaplanowano mniej i bardziej wymagające aktywności sportowe: naukę chodzenia z kijami (nordic waIking), spacery po łatwiejszych krynickich szlakach, zwiedzanie licznych atrakcji miasteczka, np. muzeum zabawek, muzeum Nikifora, głównej pijalni wód, starego domu zdrojowego, Bulwarów Dietla nad Kryniczanką, kolejki na Górę Parkową. W programie obozu były ćwiczenia poprawiające kondycję fizyczną, rozgrywki warcabowe, nauka gry w brydża sportowego, nauka strzelania z broni laserowej. Wieczorami – tańce, które okraszał nam muzyką niezastąpiony Tadeusz Zgorzałek. Przy zabawach towarzyskich ujawniały się liczne talenty uczestników, a opowiadane dowcipy i wspólne śpiewy przyczyniały się do integracji. Zaawansowanym piechurom, takim jak Edward i Marianna Owczarczukowie (zawodnicy mistrzostw Polski w nordic walkingu), Barbara Wentowska, Jan i Teresa Stachowie, Mieczysław Kaciotys (biega półmaratony, zawodnik nordic waIkingu), Teresa Skrzypek, Włodzimierz Bakalarczyk, udało się zdobyć trudniejsze okoliczne szczyty. Weszli na Huzary – 864 m n.p.m., Górę Krzyżową (Uzda) – 812 m n.p.m., Jaworzynę Krynicką (najwyższy szczyt w paśmie Jaworzyny) – 1114 m n.p.m., Jaworzynkę (w głównym paśmie Radziejowej) – 936 m n.p.m. Za to na Górę Parkową, na wysokość 742 metrów, udało się wejść całej grupie!

Muszę nadmienić, że pogoda nas nie rozpieszczała. Było wiele dni z przelotnym deszczem, więc wykorzystywaliśmy każde okno pogodowe na nasze aktywności sportowe. Był nawet taki jeden wyjątkowy poranek, gdy za oknami pensjonatu zobaczyliśmy śnieg – małe urozmaicenie pięknego, zielonego majowego krajobrazu. Ale 16 maja dzień był wyjątkowo pogodny i ciepły. Wyruszyliśmy wtedy autokarem na wycieczkę objazdową po miejscowościach wokół Krynicy-Zdroju. Byliśmy w Tyliczu, aby zobaczyć „GoIgotę” w otoczeniu kapliczek różańcowych i pomników, między innymi św. Jana Pawła II, kard. Stefana Wyszyńskiego i ks. Jerzego Popiełuszki. W Powroźniku urzekła nas cerkiew z XVI w. pw. św. Jakuba. W Muszynie weszliśmy po niezliczonych schodkach do ogrodów sensorycznych. W pełnym sezonie letnim zgromadzone tutaj rośliny stymulują zapachem, dotykiem, dźwiękiem i smakiem. W Starym Sączu obeszliśmy zabytkowy rynek, klasztor KIarysek oraz na błoniach miasta ołtarz, gdzie Jan Paweł Il w 1999 roku odprawił mszę świętą.

Kiedy obóz się kończył, usiedliśmy w wielkim kręgu i każdy mówił o swoich wrażeniach i przeżyciach, jakich tu doznał, nawiązanych znajomościach, nabytych umiejętnościach, lepszej kondycji fizycznej. To były główne cele tego wspólnego pobytu w Krynicy-Zdroju. Sądzę, że jest duża potrzeba organizowania tego typu przedsięwzięć sportowych, ze względu na walory zdrowotne umiarkowanej i zróżnicowanej aktywności fizycznej bardzo potrzebnej naszym koleżankom i kolegom należącym do ZKF „OIimp” i Stowarzyszenia „Cross”.

Alicja Pogorzelska

Powrót do spisu treści


obozy

 

Z wiatrem i pod wiatr

 Nowo wybudowany pomost w siemiańskiej marinie stał się bazą dla siedmiu naszych jachtów. Pomost jest pływający, ustawiony na głębokiej wodzie, co pozwala dobijać jachtom bez potrzeby podnoszenia miecza i silnika. Ma jeszcze jedną drobną zaletę – w krótkim czasie, przed każdym wypłynięciem można tu zrobić naradę kapitanów i ustalić dokładny kurs rejsu względem kierunku i siły wiatru. A wiatry na Jezioraku są zmienne…  

Akwen jeziora w Siemianach pozwala wyznaczać wiele tras rejsowych i żadna się nie powtórzy. Zaczęliśmy od trzech kilometrów na groblę łączącą wyspę Bukowiec z lądem. Tworzy ona dużą i cichą zatokę z pięknie urządzonym kąpieliskiem. Grobla prowadzi na wyspę ze sklepem spożywczym, do którego spacer leśną ścieżką jest idealną okazją do rozprostowania nóg i omówienia zawiłości sztuki żeglarskiej. Następne rejsy były już kilkunastokilometrowe – do zatoki Kraga, gdzie znajduje się wejście do akweduktu Karnickiego łączącego Jeziorak z Kanałem Elbląskim. Kolejno odwiedziliśmy dom Zbigniewa Nienackiego w Jerzwałdzie nad Jeziorem Płaskim (dużą zatoką Jezioraka) z cudną plażą „Krupówki”. Ponad dwadzieścia kilometrów miała trasa do Dobrzyk, gdzie znajduje się połączenie z Jeziorem Ewingi. Kiedy nasza flotylla różnoklasowych jachtów płynęła razem, sprawiała niezwykłe wrażenie swoimi kolorowymi żaglami, od których niosły się liczne okrzyki, szczególnie nowicjuszy, takich jak Anna Stolarczyk, Iwona Wierzbicka czy Nina Żilajewa. W momencie przechyłu załoga znajdująca się na burcie balastowej (tej, na którą wieje wiatr) była dwa i pół metra nad poziomem wody. Nina przyznała raz nawet: „ Krzyczałam głośniej niż przy porodzie”. Pływanie w przechyłach uwielbia szczególnie Tomasz Marciniak z „Drewniaka”.

Na tegorocznym obozie znalazło się osiem osób, które nic nie widzą. Wioletta i Jan Nowakowie połknęli bakcyla i z miejsca rozpoczęli naukę szant i nomenklatury żeglarskiej. Jacht „Betoniks” z kapitanem Grzegorzem Sikorskim i załogą z klubu „Kormoran” Giżycko najlepiej sprawował się podczas żeglugi na pełnym wietrze. Rozwijając swój spinaker, otwierał stawkę, a na wiatrach ostrych dostojnie zamykał. Najbardziej rozśpiewaną załogą byli żeglarze z jachtu „Bugs” dowodzonego przez kapitana Cezarego Królika, a liderował im sam prezes Mirosław Mirynowski. W przerwach między pełnieniem obowiązków sternika jachtu „Tuk” Zbigniew Raczek siadał na dziobie i robił za „foczkę”. Pieczę nad majtkami z „Tuka” sprawował Bogdan Balewski. Z kolei na największy jacht w naszej flotylli – „Sunka Wakan” – miał baczenie kapitan Janusz Moszczyński. Weteran żeglarskich zmagań Henryk Kulig był zachwycony, że mógł stać za sterem tego jachtu. Dwie najmniejsze Sasanki 620 – „Mango” i „Czekolada” – wcale nie należały do ostatnich. Szczególnie dzielnie radziło sobie „Mango” pod dowództwem Jolanty Kopczyńskiej, na ostrych wiatrach sterowane przez Jerzego Saczyńskiego z dalekiego Sanoka. Słodka jak jej jacht „Czekolada” Katarzyna Kapuścińska nie musiała wcale dotykać rumpla od steru, ponieważ o to zabiegali na wyścigi Anna Barwińska i Leszek Mystowski.

Podczas naszej żeglugi można było obserwować majestatycznie latającego orła bielika, którego skrzydła mają 2,5 metra rozpiętości. Byli też pasażerowie na gapę – do jednego z jachtów dostała się ukradkiem kaczka. Od wielu lat w pensjonacie „U Dzidka” w Siemianach, gdzie mamy kwaterunek, jest pies, istny powsinoga. Każdego dnia odprowadzał nas wzrokiem, a potem przyprowadzał z portu. Czasem asystował osobiście, tak jakby każdego z nas miał pod swoją opieką. A może i ptactwo na niebie chciało nam wskazywać prawidłowy kurs na wiatr? Komary na szczęście w tym roku były dość łaskawe i pozwalały cieszyć się w spokoju urokami wieczorów. Były i upalne dni, kiedy trzeba było chronić się przed palącym słońcem, ale i deszczowe, gdzie nie obyło się bez sztormiaków. Ta zmienność pogody urozmaicała pobyt. Dużą radość z żeglugi przy wietrze o sile 4 i więcej w skali Beauforta zastępowały w czasie flaut walki pirackie, podczas których w najzacieklejszych momentach oblewano się wodą z wiadra. Przy silniejszych wiatrach pływaliśmy na zarefowanych żaglach. Dużą atrakcję stanowiła wyprawa nad balsamiczne Jezioro Urowiec. Zaprzysięgłych zwolenników miały brydż oraz gry „I know” i „Postaw na milion” aranżowane przez Radosława Drzewieckiego. Krótszy w tym roku obóz i brak wiatru w jego dwóch ostatnich dniach uniemożliwiły rozegranie zaplanowanych dziewiątych regat o Memoriał Adama Ćwikły. Nie przeszkodziło to w upamiętnieniu nieobecnych już wśród nas – Adama Ćwikły, Ryszarda Wółczyńskiego i Henryka Szumińskiego. Każdego z osobna uhonorowaliśmy szantą, a ognisko było doskonałą do tego okazją. Wszystkie szanty na pamięć znała Celina Żak i swoim wysokim sopranem wsparła gitarzystów.

Niezapomniane wrażenia dał uczestnikom festiwal „Nad Jeziorakiem”. Koncerty takich wykonawców jak Andrzej Sikorowski, Izabella Trojanowska, Natalia Niemen czy Leszek Możdżer to tylko część atrakcji. Izbella Mirynowska dostała od wójta gminy Iława darmowe wejściówki na obydwa dni festiwalu dla wszystkich uczestników obozu. W siemiańskich tawernach jest już tradycją, że koncerty i zabawy taneczne są niebiletowane. Choć całodzienne trudy żeglugi dawały się wszystkim we znaki, tawerniane wieczory cieszyły się dużą popularnością.

Ciekawym wydarzeniem w życiu obozu było spotkanie z dziećmi z Siemian, zorganizowane przez szefową gminnej biblioteki Zosię Chomkę. O swoim życiu w Uzbekistanie opowiadała Nina Żilajewa. Dla dodania smaku rozmowę z repatriantką z Taszkientu prowadził po rosyjsku komandor obozu Stanisław Piasek. Nina została uhonorowana wspaniałym bukietem kwiatów. Kapitanowie opowiadali o swoich przygodach pod żaglami.

Atmosfera życzliwości przejawiała się w każdym momencie pobytu, choć żegluga wcale nie jest lekka. Koncentrowanie uwagi i trzymanie szotów czy balastowanie przez wiele godzin to niezły wysiłek. Im silniejszy wiatr, tym jest on większy. Codzienne wachty i posiłki na świeżym powietrzu integrowały wszystkich. Najistotniejsze jest jednak to, że obóz przebiegał radośnie, szczęśliwie i bezpiecznie.

Klaudia Żelazowska

Powrót do spisu treści


wiadomości

 

Showdown

Po raz pierwszy w Częstochowie

W siedzibie tutejszego klubu „Jutrzenka” został zorganizowany turniej showdowna. Pomysłodawcami i realizatorami imprezy byli Angelika Szymonik i Wojciech Woźniak, opiekun sekcji showdowna. W zawodach wystartowało dwunastu reprezentantów z pięciu klubów. Rozgrywki trwały od rana do wieczora. Przeprowadzono je systemem kołowym, co znaczy, że każdy musiał rozegrać jedenaście pojedynków. Zawodnicy w trakcie meczów mieli zapewnioną kawę, herbatę i coś słodkiego. Turniej obfitował w mniejsze i większe niespodzianki, ale faworyci i tak zajęli czołowe miejsca.

Zwycięzcą „Jurajskiego showdowna” został Krzysztof Sobiło, podium uzupełnili Ariel Kiresztura i Daniel Kuźniar. Najlepszymi zawodnikami „Jutrzenki” okazali się pomysłodawcy, czyli Angelika Szymonik i Wojciech Woźniak.

Impreza przebiegła dosyć sprawnie, mimo że był tylko jeden stół do gry. Fundatorami pucharu i nagród dla zwycięzców były klub „Jutrzenka” Częstochowa i Radio Jura. Organizatorzy zamierzają zapraszać na turniej do Częstochowy cyklicznie, przynajmniej co roku.

Wojciech Woźniak

Turniej integracyjny „Jurajski showdown” 

12-14.07.2019 r., Częstochowa

Klasyfikacja końcowa

  1. Krzysztof Sobiło
  2. Ariel Kiresztura
  3. Daniel Kuźniar
  4. Angelika Szymonik
  5. Sławomir Cywka
  6. Wojciech Woźniak
  7. Rafał Tarka
  8. Jolanta Woźniak
  9. Przemysław Purgal
  10. Adrian Adamus
  11. Edyta Walaszczyk
  12. Anna Kaczmarek

 

Szachy / warcaby

Turniej „Bałtyk 2019”

W dniach 7-13 lipca br. w pensjonacie „Przystań u Kapitana” w Ustce odbył się XXII Integracyjny Turniej Szachowo-Warcabowy „Bałtyk 2019”. Imprezę zorganizował klub „Zryw” Słupsk przy wsparciu finansowym PFRON-u, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego w Gdańsku oraz Urzędu Miejskiego w Słupsku. W rozgrywkach wzięło udział 12 szachistów i 20 warcabistów z klubów „Zryw” Słupsk i „Jantar” Gdańsk. Turniej przeprowadzono systemem szwajcarskim na dystansie 7 rund, czas gry – 1,5 godziny na zawodnika. Zwycięzcy jak zawsze otrzymali puchary, a większość uczestników nagrody rzeczowe. Oto pierwsza piątka najlepszych zawodników obu turniejów:

Turniej szachowy

  1. Jarosław Borowski („Zryw” Słupsk) 5,5 p.
  2. Jerzy Rutkowski („Zryw” Słupsk) 5,5 p.
  3. Adam Rosołek („Zryw” Słupsk) 5 p.
  4. Marek Uziałko („Jantar” Gdańsk) 4,5 p.
  5. Jerzy Jaroszewicz („Zryw” Słupsk) 4 p.

Turniej warcabowy

  1. Mieczysław Kaciotys („Jantar” Gdańsk) 12 p.
  2. Mirosław Mirynowski („Zryw” Słupsk) 11 p.
  3. Edward Burak („Zryw” Słupsk) 10 p.
  4. Stanisław Poterek („Jantar” Gdańsk) 9 p.
  5. Jan Biskupski („Zryw” Słupsk) 9 p.

Roman Staruch

 

Biegi

Nasi na Grand Prix World

W tym roku po raz pierwszy w Polsce odbyły się zawody Grand Prix World Para Athletics – lekkoatletyczne mistrzostwa świata osób niepełnosprawnych. Wzięło w nich udział około 500 zawodników, w tym ponad 200 spoza Polski. W całej tej grupie znalazło się czterech biegaczy reprezentujących Stowarzyszenie „Cross”. Koordynacją udziału naszych zawodników w tym wydarzeniu zajmował się Wiesław Miech. Równolegle odbywały się 47. lekkoatletyczne mistrzostwa Polski osób niepełnosprawnych. Impreza toczyła się na stadionie Zawiszy Bydgoszcz w dniach od 19 do 21 lipca.

Podczas Grand Prix World panowała przyjacielska atmosfera sprzyjająca wymianie poglądów i zdań na temat treningów i przygotowań do zawodów. W niedzielny poranek 21 lipca odbył się bieg na 5000 m. W tej właśnie konkurencji wystartowali sportowcy z „Crossu”. Naszymi reprezentantami byli: Jacek Ziółkowski, Mariusz Mazur, Zenon Dudka i Paweł Petelski. W konkurencji wzięło udział 15 zawodników i jedna zawodniczka. Rywalizacja była szczególna, ponieważ w czasie jednego startu rywalizowali ze sobą zawodnicy z grup od T11 do T13. Każdy z biegaczy chciał dać z siebie jak najwięcej, aby najszybciej pokonać dwanaście i pół okrążenia i z najlepszym wynikiem zakończyć wyścig. Od samego startu nie było wątpliwości, gdzie upatrywać faworytów. Przez cały bieg prowadzili Ekwadorczycy. Najszybszy okazał się biegnący z przewodnikiem Sixto Román Moreta Criollo, który dystans 5 km pokonał w czasie 15:42:01. Pierwszym z Polaków był Łukasz Wietecki, który dzielnie walczył z Ekwadorczykami, jednak nie udało się ich dogonić i w rezultacie zakończył zawody na 3. pozycji z wynikiem 16:12:71. Poziom zawodów był bardzo zróżnicowany. Obserwując rywalizację, można było zauważyć, że słabsi zawodnicy są dublowani przez mocniejszych.

Spośród zawodników „Crossu” najpierw prowadził Jacek Ziółkowski. Po kilku okrążeniach wyprzedził go Zenon Dudka. Mariusz Mazur starał się nie odstawać od grupy i biegł na równi z Jackiem i Zenkiem. Na ostatnim okrążeniu Jacek wyprzedził Zenka i Mariusza i uzyskał czas 19:19:81, co dało mu 9. pozycję w rywalizacji. Równocześnie na metę wbiegli Mariusz i Zenek. Po analizie ostatecznych czasów okazało się, że Mariusz wyprzedził Zenka o kilka setnych sekundy. Czas Mariusza to 19:26,85, a Zenka 19:26,98. Mniej szczęścia miał Paweł Petelski. Kontuzja kolana dała o sobie znać już na pierwszych metrach i po kilku okrążeniach musiał zejść z bieżni.

Udział w Grand Prix World Para Athletics pozwolił naszym biegaczom na zdobycie cennego doświadczenia. Choć nie udało się wywalczyć miejsca na podium, z pewnością zaprocentuje to w przyszłości.

Jacek Ziółkowski

Klasyfikacja końcowa biegu na 5000 m

  1. Sixto Román Moreta Criollo (T12) – Ekwador 15:42,01
  2. Darwin Gustavo Castro Reyes (T11) – Ekwador 15:57,98
  3. Łukasz Wietecki (T13) – Polska, „Start” Gorzów Wlkp. 16:12,71
  4. Aleksander Kossakowski (T11) – Polska, „Start” Radom 16:21,24
  5. Przemysław Augustyniak (T13) – Polska, „Start” Szczecin 17:08,85
  6. Robert Cwenar (T37) – Polska, „Start” Wrocław 17:54,55
  7. Michał Rogowski (T12) – Polska, „Start” Katowice 18:21,87
  8. Marcin Grabiński (T11) – Polska, „Start” Gorzów Wlkp. 18:44,80
  9. Jacek Ziółkowski (T12) – Polska, Stowarzyszenie „Cross” 19:19,81
  10. Arnoldas Januskevicius (T12) – Litwa 19:24,90
  11. Mariusz Mazur (T12) – Polska, Stowarzyszenie „Cross” 19:26,85
  12. Zenon Dudka (T12) – Polska, Stowarzyszenie „Cross” 19:26,98
  13. Robert Chomont (T13) – Polska, „Start” Szczecin 19:46,37

Powrót do spisu treści


z żałobnej karty

 

Pożegnanie Pawła Hagnera

(1961 – 2019)

Nasze szachowe środowisko poniosło bolesną stratę. Na początku sierpnia po długiej chorobie zmarł Paweł Hagner, wieloletni aktywny zawodnik klubu „Syrenka” Warszawa. Był współautorem największych drużynowych sukcesów stołecznego klubu – czterokrotnego mistrzostwa i siedmiokrotnego wicemistrzostwa kraju. Wielokrotnie też uczestniczył w finałach indywidualnych mistrzostw Polski niewidomych. W 2015 roku zwyciężył w Memoriale Henocha Drata w Dźwirzynie. Był spokojnym, bezkonfliktowym człowiekiem oddanym królewskiej grze. Mimo poważnej choroby aktywnie uczestniczył w zajęciach szkoleniowych i turniejach. Ostatni Jego występ miał miejsce w Zamościu na I Festiwalu Szachowym im. Jerzego Bryckiego, na przełomie maja i czerwca. Był pełen optymizmu, planował dalsze starty. Niestety, śmiertelna choroba pokrzyżowała te plany…

Żegnając Pana Pawła, chciałbym przypomnieć jedną partię z Jego dorobku. Nie zakończyła się ona zwycięsko, ale Pan Paweł często o niej z dumą wspominał.

Paweł Hagner (1960) – Władimir Berlinski

(Rosja – 2328)

Puchar Grunwaldu, Dadaj 2005

1.d4 Sf6 2.Sf3 c5 3.c3 e6 4.Gg5 h6 5.Gh4 Sc6 6.e3 Białe wybrały ustawienie nie gwarantujące przewagi, ale bardzo solidne 6...cd4 7.ed4 Hb6 8.Hc2 Ge7 9.Sbd2 Hc7 10.Gd3 d6 11.0-0 Gd7 12.Wfe1 Wc8 13.Hd1 Groziło nieprzyjemne 13...Sb4 13...0-0 14.Wc1 Kh8 15.He2 Wfe8 16.Gb1 Pozycja jest równa. Próbując wygrać, Rosjanin dąży do komplikacji i przekracza granice ryzyka 16...g5?! 17.Gg3 g4?! 18.Sh4 Gf8 19.Se4 Czarny król wpada pod nieprzyjemny atak 19...S:e4 20.H:e4 f5 21.Hd3 Gg7 22.Sg6+ Po energicznym 22.d5! Sb4 (22...ed5? 23.S:f5) 23.Hd2 S:d5 24.G:f5! pozycja czarnych stawała się krytyczna 22...Kg8 23.Sf4 S:d4?! Niezbyt poprawna operacja taktyczna, ale sytuacja czarnych była już trudna 24.Sh5! e5

Wykonując ostatnie posunięcie, czarne zaproponowały remis. Po dalszym prawdopodobnym 25.Wcd1 Sc6 26.H:d6 sytuacja czarnych byłaby nie do pozazdroszczenia, ale Berlinski był wielokrotnym mistrzem świata, więc propozycja została przyjęta…

Ryszard Bernard

Powrót do spisu treści


z załobnej karty

 

Pamięci wielkiego szachisty

Rok temu odszedł od nas na zawsze nestor polskich szachów osób niewidomych Jerzy Brycki. W pierwszą rocznicę Jego śmierci publikujemy życiorys – wspomnienie spisany ręką oddanej towarzyszki Jego życia – żony Elżbiety.

Urodził się 21 lipca 1932 roku we Lwowie jako syn Marii z domu Szkolna  i Kazimierza – obrońcy Lwowa z 1918  i 1939 roku. W 1944 roku wybuch pocisku przeciwlotniczego okaleczył Jerzemu oczy i lewą rękę. Przeszedł wszystkie fazy niedowidzenia, a przez ostatnie 20 lat życia nie miał nawet poczucia światła. „Żona to moje oczy” – jak sam zwykł mawiać.

Po wypędzeniu ze Lwowa 9 maja 1945 roku zamieszkał z rodzicami w Krakowie, ale ukochany Lwów żył w Jego sercu i wspomnieniach do ostatnich dni życia. Rozpoczętą we Lwowie szkołę podstawową ukończył w szkole dla dzieci niewidomych w Owińskach koło Poznania, zaś szkołę średnią, tzw. Nowodworek, w  I LO im. B. Nowodworskiego.   Studia wyższe i stopień magisterski (1974 r.) uzyskał w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie (obecnie Uniwersytet Pedagogiczny). Zaliczył też kilka kursów zawodowych, m.in. demonstratora gimnastyki, instruktora i sędziego szachowego i inne. Studia podyplomowe ukończył natomiast w 1980 roku w Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie z tytułem trenera II klasy w szachach.

Żadnego życia ludzkiego nie da się zamknąć nawet w obszernym artykule, a cóż dopiero życiorysu Jerzego.  Jerzy Brycki to bardzo ciekawa postać. Mimo całkowitej ślepoty był człowiekiem ogromnej wiedzy, bardzo oczytanym, pogodnym, z dużym poczuciem humoru. Pasjonat szachów, miłośnik Lwowa, człowiek ciekawy świata. Próbował uprawiać lekkoatletykę, jazdę na tandemach (uczestnik słynnego rajdu tandemowego, który w 1955 r. Polski Związek Niewidomych zorganizował na cześć oddania do użytku PKiN w Warszawie). Uprawiał sporty wodne. Na kajaku przepłynął Wisłę, Brdę, Wartę, Nidę i kawałek Sanu. Fascynowała Go muzyka, próbował grać na trąbce i perkusji. Zamiłowany podróżnik, zapalony kolekcjoner, filatelista i szachista. A nade wszystko dobry człowiek i wspaniały mąż.

Szachyto druga natura Jerzego. W tajniki tej królewskiej gry już we Lwowie wprowadził niespełna 7-letniego Jerzyka ojciec. Zaszczepiona w domu rodzinnym miłość do Lwowa i szachów przetrwała do ostatnich dni życia. Jeszcze w lipcu 2018 r. na szpitalnym łóżku próbował z lekarzem grać w szachy.

Czynnym zawodnikiem Jerzy był od 1952 do 2016 r. W 1952 r. grał jako najmłodszy zawodnik w I Mistrzostwach Polski Niewidomych w Szachach w Bydgoszczy. Ostatni turniej, o Puchar Ziemi Przemyskiej, zagrał w sierpniu 2016 r. w Rymanowie-Zdroju. Lecz tak naprawdę zwieńczeniem kariery szachowej Jerzego, jego swoistym benefisem, był zorganizowany przez prezesa klubu „Łuczniczka” Bydgoszcz Andrzeja Sargalskiego i Jego żonę Ewę turniej z okazji 60-lecia szachów w środowisku osób niewidomych (Tleń, 3-10.06.2012 r.). Był to również jubileusz 60-lecia gry w szachy Jerzego Bryckiego. Jerzy zajął 3. miejsce na 20 startujących.

W swoim bogatym dorobku szachowym odnotował wiele sukcesów. Był:

– czterokrotnym mistrzem Polski (1955, 1956, 1957, 1961);

– dwukrotnym wicemistrzem;

– dwukrotnie drużyna Krakowa była mistrzem Polski, a do tych zwycięstw znacząco przyczynił się Jerzy;

– był członkiem polskiej reprezentacji na szachowych olimpiadach FIDE (Anglia 1968 r. i Finlandia 1976 r.) oraz reprezentacji na olimpiadzie szachistów esperantystów w Czechosłowacji (Podebrody 1986 r.);

– 20 razy brał udział w finałach mistrzostw Polski;

– był w kadrze narodowej i jako reprezentant Polski grał w licznych turniejach w kraju i za granicą, m.in. w Bułgarii, Czechosłowacji, Holandii, Jugosławii, NRD, ZSRR (Baku)… Można by tu jeszcze wyliczać (więcej szczegółów na stronie www.szachypolskie.pl/jerzy-brycki/). Jako ewenement należy odnotować wielokrotny udział i wysokie lokaty Jerzego w turniejach tzw. gry na ślepo – czyli w grze pamięciowej, bez szachownicy. Był też ich inicjatorem i współorganizatorem. Sekcja szachowa Krakowskiej Spółdzielni Niewidomych „Sanel” zorganizowała w grudniu 1981 roku w Krakowie pierwszy turniej szachowy gry pamięciowej – memoriał Antoniego Tomasza Starczewskiego, niewidomego szachisty.

Jerzy Brycki to legenda polskich szachów. Sukcesy oczywiście nie przyszły same – były w dużej mierze zasługą trenerów, m.in. Ludwika Krystowskiego – „uczył myślenia szachowego – nie gry w szachy”, jak mówił Jerzy – czy A. Tarnowskiego, K. Platera, Cz. Wesołowskiego. Ale też – a może przede wszystkim – żmudnej pracy własnej „odrabianej” z pomocą żony Elżbiety, która – aczkolwiek sama nie umie grać w szachy – czytała Mu setki artykułów i książek w języku polskim i rosyjskim, a ciekawsze partie do analizy nagrywała na taśmy czy później – kasety magnetofonowe.

Jerzy przez ponad 50 lat łączył pracę zawodową z pasją szachową. Pracował w krakowskim „Sanelu”, w Ośrodku Rehabilitacyjnym im. kpt. Jana Silhana w Muszynie na stanowisku kierownika ds. rehabilitacji. W inwalidzkim klubie sportowym „Start” w Krakowie był kierownikiem sekcji szachowej, a w krakowskim szpitalu okulistycznym w Witkowicach pracował w poradni dla nowo ociemniałych.

Jerzy nie tylko grał w szachy, lecz uczył też dzieci i młodzież z dysfunkcją wzroku królewskiej gry w krakowskich szkołach podstawowych dla dzieci niewidomych (z przerwami do 2009 r.), w studium masażu, w ośrodku szkolno-wychowawczym w Kazimierzy Wielkiej. Ponadto prowadził wykłady na krakowskiej AWF zatytułowane „Szachy jako jedna z form rehabilitacji niewidomych”. Popularyzował tę grę w środowisku niewidomych i widzących poprzez artykuły, udział w konferencjach naukowych, a także w licznych turniejach w kraju i za granicą. Był  też ich współorganizatorem, za co m.in. został odznaczony złotą Honorową Odznaką Polskiego Związku Szachowego oraz medalem 50-lecia tej organizacji. Jerzy nie tylko grał, uczył, lecz także brał aktywny udział w organizowaniu życia szachowego w środowisku niewidomych i pracował społecznie:

– w zarządzie małopolskiego okręgu Polskiego Związku Niewidomych;

– był członkiem założycielem Stowarzyszenia „Cross” i klubu „Lajkonik” Kraków, którego był wiceprezesem przez kilka lat;

– pracował przez długie lata w Radzie Krajowej Stowarzyszenia „Cross”;

– pełnił funkcje przewodniczącego Komisji Szachowej przy Zarządzie Głównym Polskiego Związku Niewidomych, a później Stowarzyszenia „Cross”. Za swoją działalność został uhonorowany wieloma medalami i odznaczeniami. Otrzymał Srebrny Krzyż Zasługi (1982 r.) i Złoty Krzyż Zasługi (1987 r.), Srebrną Odznakę PZN (1980 r.) i Złotą Odznaką PZN (1985 r.)

Oprócz szachów Jerzy lubił podróże. W 2011 r. „zawędrował” do rodzinnego Lwowa. Spełnił swoje marzenie: „aby przed śmiercią jeszcze raz odwiedzić to miasto”. Osobny rozdział w Jego życiu to pasje, a wśród nich – przede wszystkim – kolekcjonerstwo i filatelistyka. Czego Jerzy nie zbierał… Chociaż nie widział, to od dziecka zbierał różne znaczki pocztowe, a od1964 r. – już tematyczne – szachowe, stemplowane (kasowniki), okolicznościowe, koperty, kartki, odznaki, proporczyki, książki, czasopisma i różne gadżety z motywem szachowym. Do 2014 r. zgromadził pokaźną kolekcję stempli i znaczków  niemal z całego świata. Od 1964 r. należał do krakowskiego oddziału Polskiego Związku Filatelistów. W dzieciństwie w zbieraniu znaczków pomagał mu ojciec, a później żona. Bo historia życia Jerzego to  opowieść o życiu we dwoje.

Wiernym przyjacielem, bez reszty oddaną towarzyszką życia (razem przez prawie pół wieku) i współtwórczynią wielu sukcesów Jerzego była żona Elżbieta. „Ukochana Elcia – wierny mój przyjaciel, lektor, druh i towarzyszka doli i niedoli. Gdyby nie Elcia, to nie byłoby wielu moich sukcesów, a przede wszystkim tej bogatej kolekcji z całego świata znaczków szachowych, bowiem to żona pisała setki, a raczej tysiące listów w języku polskim, rosyjskim, niemieckim, prowadziła przez prawie 50 lat korespondencję z filatelistami niemal z całego świata. Pomagała mi w codziennym życiu, w studiach, w filatelistyce (sporządzała notatki, nagrywała na taśmy i kasety)”. To słowa Jerzego z wywiadu z panią redaktor Anną Amanowicz (magazyn ”Cross”, 2009 r.), ale i często słyszałam je od męża – że mnie bardzo kocha i wiele mi zawdzięcza, że jest mu ze mną bardzo dobrze.

Pomagałam Mężowi z wielką miłością – jak mogłam i umiałam – przez całe pół wieku wspólnego życia, bo jak pisał ks. Jan Twardowski: „Jeśli pomagamy innym z miłością – to sam Pan Bóg nam pomaga i wtedy dokonujemy rzeczy ponad własne siły. Wtedy, kiedy się wyczerpujemy z miłości do drugich, dzieje się cud pomnożenia naszych sił i potrafimy dźwigać wielkie ciężary”.

Starałam się, by Mąż, mimo ślepoty, miał ciekawe, godne życie, by nie odczuwał – o ile to było możliwe – swego kalectwa. Było nam z sobą bardzo dobrze, nasze małżeństwo cechowały ogromna miłość i wzajemny szacunek. Całym swym życiem Jerzy potwierdzał słowa Marii Grzegorzewskiej – twórczyni polskiej tyflopedagogiki: „Nie ma kaleki, jest człowiek”.

Jerzy przez ostatnie siedem tygodni życia zmagał się ze straszną chorobą – nowotworem. Czuwałam przy ukochanym Mężu do ostatnich Jego chwil. Zmarł 9 sierpnia 2018 r. w Krakowie. Spoczął w grobie obok swoich Rodziców na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Odeszła legenda polskich szachów…

W moim sercu pozostanie na zawsze.

Elżbieta Brycka, żona

Powrót do spisu treści


technologie

 

Kieszeń zabezpieczona

Jak dobrze wiemy, współczesne telefony komórkowe nie służą już tylko do dzwonienia lub wysyłania wiadomości tekstowych, dlatego wielu użytkowników podręcznego ekranu mówi, że bez smartfona jak bez ręki. Sporo osób korzysta z tego urządzenia również w pracy. No właśnie… Te wszystkie hasła, loginy, liczby, nazwy czy inne ważne i poufne dane są pod ręką, bardzo łatwo dostępne, niestety – nie tylko dla właściciela. Jak sprawić, żeby to wszystko, co poufne i osobiste, nie trafiło do niepowołanych osób? Jest kilka sposobów blokowania dostępu do smartfona czy tabletu.

Unikalna kombinacja cyfr – PIN

Najprostszym z nich jest zablokowanie smartfona numerem PIN. Najczęściej jest to czterocyfrowa kombinacja cyfr, którą powinny znać osoby upoważnione do korzystania z danego urządzenia. Sposób identyczny, jak w dobrze nam znanych kartach płatniczych. Chcąc wybrać pieniądze z bankomatu lub zapłacić kartą za coś droższego w sklepie, musimy podać numer PIN. Tak samo, chcąc odblokować telefon, wpisujemy cztery unikalne numery. Oczywiście odradzam używania tej samej kombinacji cyfr do odblokowania telefonu i do konta bankowego – tak na wszelki wypadek.

Ciekawy przeżytek – odblokowywanie wzorem

Funkcja dostępna jedynie na smartfonach i tabletach z systemem Android, polegająca na rysowaniu wzoru. Na ekranie blokady mogliśmy zauważyć dziewięć kropek, których odpowiednie połączenie palcem odblokowywało telefon. Oczywiście najpierw potrzebny był ustawiony przez użytkownika odpowiedni wzór. Możliwe były różne opcje wyświetlania wzoru czy kropek, zależnie od nakładki systemowej, jednak najczęściej mieliśmy wybór – wyświetlać rysowany wzór albo tylko same kropki.

Knock Code od LG

Patent tej południowokoreańskiej marki był ciekawostką. Aby odblokować telefon, pukało się w ekran. Po wybraniu tej opcji ekran dzielił się na cztery części równej wielkości, a stukanie w nie w odpowiedniej kolejności powodowało odblokowanie urządzenia nawet przy wyłączonym ekranie.

Technologia nas rozpieszcza

Czas poruszyć temat najnowszych i najlepszych możliwości zabezpieczenia naszych smartfonów. Kiedyś można było stwierdzić, że takie technologie dostępne są tylko dla wojska lub istnieją na filmach. Czytnik linii papilarnych? Już jest! Dokładne skanowanie i rozpoznawanie twarzy? Czemu nie! To jest nasza teraźniejszość, a technologie te mamy w naszych kieszeniach. Jak działają?

Czytnik linii papilarnych

Obecnie jest to najpowszechniejszy sposób blokowania smartfona. Jak z niego korzystać? Wystarczy, że nasz smartfon posiada wbudowany skaner biometryczny, co na szczęście jest już praktycznie standardowym wyposażeniem modeli większości producentów. Wybieramy tę opcję i dajemy próbkę naszych linii papilarnych z dowolnego palca, w sposób prosty i nieinwazyjny – kilkakrotnie, w różnych pozycjach przykładamy palec do czytnika. Jest to bez wątpienia najbezpieczniejsza i najskuteczniejsza metoda zabezpieczenia smartfona przed niechcianym odblokowaniem właśnie dlatego, że każdy z nas ma niepowtarzalne linie papilarne i nie da się ich podrobić. Różni producenci umieszczają skanery w różnych miejscach. Marki, takie jak LG, Xiaomi, Huawei, Sony, montują je na tylnej obudowie smartfona w zasięgu palca wskazującego, natomiast Samsung, Apple (iPhone do modelu 8 i 8 Plus) czy HTC montują je w standardowym miejscu – pod ekranem, dla wygody kciuka. Samsung zaczął jednak powoli odchodzić od tego umiejscowienia z powodu pogoni za jak najlepszym stosunkiem proporcji ekranu do obudowy. W ostatniej odsłonie swojego flagowego modelu Samsung postanowił zamontować skaner linii papilarnych w ekranie, w miejscu łatwo dostępnym dla kciuka. Ze względu na skomplikowaną konstrukcję i wczesny etap rozwoju tej technologii skanery ekranowe nie są jeszcze tak szybkie i dokładne jak w przypadku standardowego czytnika linii papilarnych – ale to już kwestia tempa odblokowywania smartfona, a nie jego bezpieczeństwa. Ekranowych skanerów linii papilarnych również nie da się oszukać.

Rewolucja Apple Inc. – nie do końca udana

Chodzi o nie do końca przemyślany ruch Apple. W swoim modelu iPhone X Apple nie zdecydował się na zastosowanie czytnika linii papilarnych. Zamiast tego dokonał „rewolucji” i przedstawił światu Face ID. Jest to nowy sposób na zabezpieczenie swojego smartfona. Jak to działa i co to jest? To dosyć zaawansowany technologicznie element – skaner twarzy, który wirtualnie narzuca na naszą facjatę kilkadziesiąt tysięcy punktów, które mają odwzorować kształt, głębię i inne jej cechy. Obraz ten w ułamku sekundy trafia do procesora i – smartfon odblokowany. Żeby za pomocą Face ID odblokować smartfon, należy po prostu na niego spojrzeć. Nic więcej. Jednak tutaj pojawia się element braku myślenia Apple’a. Skąd niewidomy ma wiedzieć, gdzie spojrzeć, aby odblokować swój telefon? Jest to niewykonalne lub graniczące z cudem. Dodatkowo w najnowszych modelach nie zobaczymy już dobrze znanego i sprawdzonego Touch ID, które było proste w obsłudze i przede wszystkim każdy mógł z niego korzystać. Niestety, w najnowszych smartfonach kalifornijskiego koncernu niewidomi będą musieli posłużyć się PIN-em, bo nic innego nie zostało. Miejmy nadzieję, że Apple rozwiąże jakoś ten problem w niedalekiej przyszłości. Wracając do Face ID: czy da się oszukać skaner zdjęciem posiadacza? Nie. Jest bardzo dokładny, działa sprawnie i szybko.

Miejcie pewność – blokujcie!

Jak widać, opcji jest całkiem sporo. Warto jest zabezpieczyć telefon przed niechcianymi użytkownikami, żeby nie było problemów. Uważam, że obecnie linie papilarne są najlepszą blokadą smartfona, ale ciekawe, co w przyszłości jakiś wizjoner wymyśli.

Mateusz Liszewski

Powrót do spisu treści


szkolenie

 

Gramy w szachy

Tajemnice końcówek (2)

Wiele złożonych końcówek trudno jest ściśle i jednoznacznie ocenić. Przeważnie uznaje się, że jedna ze stron ma przewagę, ale czy wystarcza ona do zwycięstwa, to zupełnie inna sprawa. Aby wygrać „lepszą” końcówkę, trzeba często gromadzić drobne plusy pozycji, dokonywać umiejętnych transformacji sytuacji na szachownicy i liczyć trochę na „pomoc” rywala. Oto jak wygląda to w praktyce aktualnego mistrza świata.

  1. Carlsen (2835) – J.-K. Duda (2738)

Wijk aan Zee 2019

Białe: Kg1, Wa1, Wh4, Gc4, Sc3, a2, g2, h2

Czarne: Kg8, Wb2, Wf8, Gd7, Sf6, c7, e6, f7

Białe stoją nieco lepiej, głównie dzięki możliwości ataku na czarnego monarchę. W tego typu złożonej, ostrej pozycji wciąż jeszcze trzeba dbać bardziej o bezpieczeństwo króla niż o jego aktywność: 1.Wf1 Kg7 Alternatywą było 1...Se8 2.Wg4+ Sg7 3.Wd1 Gc8 (3…Gc6?! 4.Wd3), ale wyglądało to bardzo pasywnie 2.Wf3 (2.Whf4 Gc6) 2…Wg8 Groziło 3.Wg3+ 3.Whf4! Nacisk po linii „f” staje się bardzo nieprzyjemny. Czarne zmuszone są teraz pójść na forsowny wariant oddający dwie lekkie figury za wieżę 3...Gc6! 4.W:f6! Błędem byłoby 4.Wg3+ Kf8 5.W:f6? W:g3 6.hg3 W:g2+ 7.Kf1 Wc2 i po odebraniu figury czarne wyrównują szanse 4...G:f3 5.W:f3 Wd8 Komentujący partię am. Peter-Heine Nielsen (sekundant mistrza świata) ocenia powstałą pozycję jako „50 procent na 50”, czyli prawdopodobieństwo remisu i wygranej białych jest mniej więcej równe 6.Wf2 Wb4 Ciekawy moment. Wymiana jednej pary wież powinna być korzystna dla czarnych. Wieży łatwiej jest bowiem walczyć z lekkimi figurami bez towarzystwa. Czarne uznały jednak, że w tym przypadku więcej szans daje pozostawienie ciężkich figur na szachownicy 7.Gb5?! Niedokładność zmniejszająca szanse białych. Lepiej było odejść gońcem na bronione pole b3 7...Wa8 8.a4 Konsekwencja poprzedniej niedokładności – białe nie doceniły następnego posunięcia przeciwnika. Silniejsze było 8.Wc2, aby po 8...c6?! móc zabić pionka 9.G:c6 Wc8 10.Se2 8...c6! Mała taktyka w wykonaniu polskiego arcymistrza. Teraz pionka zabrać nie wolno z uwagi na 9...Wc8 9.Ge2 Wa5 10.Wf3 f5 11.Kf2 Wc5 12.Gd1 Białe zmieniają role lekkich figur. Goniec zamierza bronić pionka a4, a skoczek będzie szukał lepszego miejsca na drugim skrzydle 12...e5 To posunięcie spotkało się z krytyką, gdyż w przyszłości (po e5-e4) skoczek zajmie silne pole f4. Zasługiwało na uwagę 12...Kf6 13.Ke1 (13.Se2 Wb1) 13…We5+ 14.Kd2 Wa5 i białym trudno jest wzmocnić pozycję 13.Se2 Kf6 14.Wa3 Wb1 Po 14...Wa5 15.Wc3 c5 16.g3 Wb1 17.Gc2 białe figury nabierały aktywności 15.Ke1

Białe: Ke1, Wa3, Gd1, Se2, a4, g2, h2

Czarne: Kf6, Wb1, Wc5, c6, e5, f5

15...e4?! Wątpliwa decyzja. Skoczek tylko czeka, aby wkroczyć na f4. W myśl zasady „coś za coś” czarne liczyły zapewne, że wkroczenie króla do centrum wyrówna tę pozycyjną stratę. Nie wolno oczywiście 15...Wd5? 16.Sc3, ale wyczekujące 15...Wb8 prawdopodobnie zwiększało szanse na ratunek, np. 16.a5?! Wbb5 17.a6 Wa5 czy 16.h4 Wh8 17.g3 Wd8 18.a5? Wdd5 19.a6 Wa5 16.g3! Białe omijają niebezpieczeństwa: 16.a5? Wbb5; 16.Sf4? Wcc1 16...Ke5 17.h4 Marsz tego pionka odciąga jedną wieżę i pozwala białym ustabilizować trochę pozycję 17...Wa5 18.h5 c5 19.Kd2 c4 20.Kc2 Wb8 21.Kc3 Wb1 22.Kc2 Wb8 23.Kc1!? Wb6 24.Gc2 Wd6 25.Sf4 Do takiej mniej więcej pozycji dążyły obie strony. Skoczek stoi idealnie i jest nie do ruszenia, czarne natomiast znacznie uaktywniły króla 25...Wc5 26.We3 Kd4 27.We1

Białe: Kc1, We1, Gc2, Sf4, a4, g3, h5

Czarne: Kd4, Wc5, Wd6, c4, e4, f5

27...Wh6? Zdaniem am. Nielsena – rozstrzygający błąd. Teraz bowiem czarny król zostanie odrzucony na piątą linię, a współpraca białych figur nabierze harmonii. Konieczne było 27...Kc3! i szanse były wciąż „50 na 50” 28.Kd2! We5 Po 28...c3+ 29.Kc1 We5 30.Gb3 Wa5 31.Kc2 wszystkie figury białych stoją bardzo dobrze, chociaż po 31...Wa7 nie jest łatwo znaleźć plan wygranej 29.Se2+ Kc5 30.Wh1! We8 Lub 30...Kb4 31.Ke3 Wa5 32.Wb1+ Kc5 33.Sf4 i wtargnięcie wieży w głąb obozu przeciwnika powinno przełamać opór 31.Kc3 Wg8 32.Wb1! Transformacja przewagi. Grozi 33.Wb5+. Po wymianie pionków na 5. linii uaktywni się goniec 32...W:h5 33.G:e4! We8 (33...fe4? 34.Wb5+) 34.Sf4! Prowadzi do dalszych wymian pionków i będzie się można skupić na wolniaku na linii „a” 34...Wg5 35.Wb5+ Kd6 36.G:f5 W:g3+ 37.Kd4 Można było zabrać pionka c4, ale białe próbują stworzyć groźby królowi 37...Wg1 38.Wb6+ Ke7! Po 38...Kc7? partia nieoczekiwanie kończyła się szybkim matem: 39.Sd5+ Kd8 40.Wb8x 39.Sg6+ Kf7 40.Se5+ Kg8 41.S:c4 Pozycja uprościła się. Białe figury stoją bardzo aktywnie i marsz pionka a4 powoli rozstrzygnie walkę 41...Wa8 42.a5 Wa1 43.Wb5 Wa7 44.Ge4 Wc7 45.Wf5 Kg7 46.Gc2 Wc1 47.Kc3 Wf7 Wieżówka jest oczywiście łatwo wygrana dla białych 47...W:c2+ 48.K:c2 W:c4+ 49.Kb3 Wc8 50.a6 Kg6 51.Wa5 itd. 48.W:f7+ K:f7

Białe: Kc3, Gc2, Sc4, a5

Czarne: Kf7, Wc1

W tablicach Nalimowa większość tego typu pozycji jest remisowa, ale to, co powstało w partii, niestety, do tej większości nie należy... 49.Sa3! Teraz za pionka a5 przyjdzie wkrótce oddać wieżę (np. 49...Wa1 50.Kb4 We1 51.a6 Kf6 52.a7 We8 53.Sb5 Wa8 54.Ge4 W:a7). Czarne poddały się. Kilkakrotnie cytowany am. Nielsen, komentując tę decyzję, zauważył żartobliwie, że zapewne Polak nie chciał sprawdzać, czy mistrz świata potrafi matować gońcem i skoczkiem.

Decyzja czarnych (6. posunięcie) o pozostawieniu wież na szachownicy jest kolejnym przykładem wyjątku od reguły. Tego typu przypadki były wielokrotnie już przedstawiane w artykułach szkoleniowych, ale nie wyczerpują one zagadnienia. Wiadomo, że w grze końcowej wzrasta szansa na wygraną przy materialnej przewadze. Chciałbym przedstawić kilka pozycji, w których wbrew tym zasadom do celu prowadzi oddanie materiału. I nie chodzi tu o stosunkowo częste przypadki poświęceń dla uzyskania pata. Bywają bowiem sytuacje, gdy własne pionki przeszkadzają lub też szkoda czasu na ich obronę.

Wariant z partii

  1. Bogolubow – E. Lasker

Nowy Jork 1924

Białe: Kg1, Gc7, a3, d3, e4, h2

Czarne: Kg7, Gb7, a7, b5, g6, h7

Ówczesny mistrz świata nie zauważył możliwości uratowania partii poprzez oddanie materiału: 1...b4! Poświęcenie w celu wymuszenia odpowiedniej zmiany ustawienia nieprzyjacielskiej piechoty. Można też przestawić posunięcia: 1...Ga6! 2.d4 b4! 3.ab4 Gd3 itd. 2.ab4 Również oddanie pionka nie przynosi sukcesu: 2.Kf2 ba3 3.Ke3 a2 4.Ge5+ Kf7 5.Gb2 Ke6 6.d4 Kd6 7.d5 h6 8.Kd4 Ga8 9.e5+ Kd7 10.e6+ Kd6 11.Ga3+ Kc7 i białe nie zdążą ustawić króla na e5, bo goniec musi natychmiast wrócić na przekątną a1–h8 2...Ga6! 3.d4 Gdyby biały król stał bliżej i mógł obronić pionka d3 poprzez Ke3, czarne byłyby bez szans 3…Gd3! 4.e5 Gc4 Czarne wymusiły ustawienie białej piechoty na czarnych polach, co umożliwia ich blokadę. Teraz remis jest już prosty 5.Kf2 Kf7 6.Ke3 Ke6 7.Kf4 h6 8.g4 a6 9.g5 h5 i obronnej pozycji przełamać nie można.

  1. Rowner – W. Szczipunow

Kijów 1938

Białe: Kd3, Wg8, a2, b3, c2, g6

Czarne: Ka7, Wg2, a6, b4, c5

Białe wybrały błędny plan ze zdobyciem pionka: 51.g7? Kb7 52.Ke4 Wg5 53.Kf4 Wg2 54.Ke5 We2+ (54...Wg5+? 55.Kf6) 55.Kd5 Wd2+ i teraz okazało się, że po 56.K:c5 W:c2+ 57.K:b4 Wg2 58.Kc5 pozycja jest remisowa, bo drugiego wolniaka można wyrobić tylko na linii „a” lub „b”, a to prowadzi do teoretycznie remisowej pozycji. Wygrana jednak była, ale zamiast zabrania trzeba było oddać pionka, aby ustawić wieżę na aktywniejszej pozycji: 51.Ke4! W:c2 (teraz szachy z tyłu nic nie dają, bo biały król się schowa na g7) 52.Wf8 Wg2 53.Wf7+ Kb6 54.g7. Ten pionek kosztuje czarne wieżę, a kontratak na drugim skrzydle jest niewystarczający: 54...c4 55.bc4 Kc5 56.Ke5 K:c4 57.Wc7+ Kd3 58.Kf6 a5 59.Wa7! (ale nie 59.Wc8? a4 60.g8H W:g8 61.W:g8 b3 z remisem) 59...Wf2+ 60.Ke7 Wg2 61.Kf8 Wf2+ 62.Wf7 Wg2 63.g8H W:g8+ 64.K:g8 a4 65.Wa7! a3 (65...b3 66.W:a4) 66.Wc7! itd.

  1. Muchin – S. Makaryczew

ZSRR 1975

Białe: Kd8, Hd4, Wc7, Wd4, e5, f4, g3, h2

Czarne: Kg8, Hb6, Gd5, a7, b3, e6, f5, g7, h6

Grozi marsz pary czarnych pionków. Sytuacja białych jest bardzo trudna. Znalazły jednak oryginalną drogę do remisu, pozwalając czarnym dorobić hetmana: 1.H:b6 ab6 2.Ke7! Jeśli 1.Wc1, to 1…Ge4 i trzeba wrócić do planu z partii 2...b2 3.Wc8+ Kh7 4.Kf7 b1H 5.Wg8!. Okazuje się, że mimo olbrzymiej przewagi materialnej czarne nie mogą zapobiec remisowi przez wieczny szach wieżą po linii „g”.

Stosunkowo częste są poświęcenia w celu wyrobienia szybkiego dochodzącego pionka:

  1. Pillsbury – I. Gunsberg

Hastings 1895

Białe: Ke2, Sd3, a2, c5, d4, e3, f4, h4

Czarne: Ke7, Sb8, a6, b5, d5, e6, f6, g6, h7

27.f5! g5 Po 27...gf5 28.gf5 ef5 29.Sf4 białe zdobywały ważnego pionka d5. Czarne kontrolują więc pole f4 28.Sb4 z groźbą 29.c6. Teraz gra toczy się już forsownie. Obie strony poświęcają pionki, aby jak najszybciej dojść do hetmana 28...a5 29.c6! Kd6 (29...ab4? 30.c7) 30.fe6 S:c6 Jeśli 30...ab4?, to 31.e7 K:e7 32.c7 31.S:c6 K:c6 32.e4 Ofiara pionka, aby uzyskać dwa złączone wolniaki 32...de4 33.d5+ Kd6 34.Ke3 b4 35.K:e4 a4 36.Kd4 W partii nastąpiło teraz słabe 36...h5? i po 37.gh5 a3 38.Kc4 f5 39.h6 f4 40.h7 czarne poddały się. Można było jednak zagrać silniej 36...Ke7! z następującym wariantem podanym przez mm. Marka Dworeckiego: 37.Kc4 b3 38.ab3 a3 39.Kc3 f5!? 40.gf5 h5 41.b4 a2 42.Kb2 g4 43.b5 h4 44.b6 g3 45.hg3 hg3 46.d6+! (Słabsze 46.b7 g2 47.d6+ Kf6 48.b8H a1H+ 49.K:a1 g1H+ 50.Ka2, choć to też wygrywa) 46...K:d6 47.b7 Kc7 48.e7 g2 49.b8H+ K:b8 50.e8H+ i białe pionki meldują się na mecie pierwsze. Gdyby w pozycji wyjściowej biały pionek stał nie na h2, ale na h3, to w tym wyścigu zwyciężyłyby czarne. Proszę sprawdzić! Aż trudno uwierzyć, że takie detale rozstrzygają o wyniku.

Ryszard Bernard

Powrót do spisu treści


szkolenie

 

Gramy w warcaby

W dniach 2-11 czerwca w Sękocinie zostały rozegrane XXIII Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych. W turnieju brało udział dwunastu najlepszych zawodników z kraju, którzy wywalczyli sobie awans w uprzednich kwalifikacjach. W tegorocznym finale zwyciężył ze zdecydowaną przewagą nad rywalami Józef Tołwiński z „Victorii” Białystok, zdobywca 20 punktów. O szczebel niżej uplasował się zawodnik „Hetmana” Lublin Leszek Stefanek, który zgromadził na swoim koncie 16 punktów. Podium zamknął, z wynikiem 13 punktów, reprezentant klubu „Sudety” Kłodzko Edward Twardy. Zwycięzca turnieju zremisował jedynie z medalistami, a więc wydaje się, że podium jak najbardziej sprawiedliwe i zasłużone dla wszystkich panów! W artykule przyjrzymy się bliżej dwóm partiom z tegorocznego finału.

Leszek Stefanek – Andrzej Jagieła

1.32-28 17-21 2.37-32 12-17 3.31-26 7-12 4.41-37 19-23 5.28x19 14x23 6.46-41 21-27
7.32x21 16x27

Białe: 50, 49, 48, 47, 45, 44, 43, 42, 41, 40, 39, 38, 37, 36, 35, 34, 33, 26

Czarne: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 15, 17, 18, 20, 23, 27

Ładnie i aktywnie rozegrany debiut czarnymi. W 7. ruchu wstawiliśmy klina i naszym zadaniem będzie budowanie silnego centrum.

8.34-29 23x34 9.39x30 1-7 10.44-39 20-25? Niepotrzebny ruch, jeżeli naszym planem jest atak w centrum. Po takim ruchu białe decydują, czy wziąć dwa tempa poprzez wymianę, czy zasłonić się i zostawić czarnego kamienia na bandzie. 10...18-23 11.50-44 13-18 12.40-34 8-13 13.33-28 23x32 14.37x28 2-8 15.38-33 17-22 16.28x17 11x22 17.41-37 18-23 Powyższy wariant mógł już przynieść czarnym sporą przewagę pozycyjną w centrum.

11.40-34 Białe nie biorą temp (np. poprzez ruch 50-44), lecz próbują nieco zaostrzyć i zamknąć pozycję.

11…10-14 12.50-44 14-20 13.44-40 9-14 14.30-24 Nie jestem zwolenniczką grania klina z pionem 35/16. Jeżeli przeciwnik wybierze dobry plan, to zostaniemy z tym pionem do końca partii, gdyż bardzo ciężko jest go wprowadzić do gry. Ciekawa pozycja mogła powstać po: 14.37-31 18-23 15.31x22 17x28 16.33x22 12-17 17.41-37 17x28 18.36-31.

14...20x29 15.33x24 14-20 16.39-33 20x29 17.33x24 5-10 18.49-44? Dość odważny ruch, który pozbawia nas najważniejszej kolumny w grze przeciwko klinowi, tj. 38, 43, 49. 18.37-32 11-16 19.32x21 16x27 20.41-37 7-11 21.37-32 11-16 22.32x21 16x27 23.42-37 10-14 24.48-42 6-11 25.24-20 15x24 26.34-30 25x34 27.40x9 3x14 28.37-32 11-16 29.32x21 16x27 30.42-37 W tej pozycji zadaniem białych było osłabienie krótkiego skrzydła czarnych poprzez kilkakrotne atakowanie klina, a następnie jego wymianę z zyskiem czterech temp.

18...10-14 19.44-39 14-20 20.39-33 20x29 21.33x24 17-22 22.37-31

Białe: 48, 47, 45, 43, 42, 41, 40, 38, 36, 35, 34, 31, 26, 24

Czarne: 2, 3, 4, 6, 7, 8, 11, 12, 13, 15, 18, 22, 25, 27

22…13-19 23.24x13 18x9 Do przodu! 23...8x19! Jeżeli nie grozi nam nic, to starajmy się grać aktywnie. Bijąc do przodu, zyskujemy tempa i przejmujemy kontrolę w centrum. W pozycjach klinowych oraz otwartych przewaga temp ma ogromne znaczenie. 24.43-39 4-9 25.38-32 27x38 26.42x33 9-13 27.31-27 22x31 28.26x37 11-17... z przyjemniejszą pozycją dla czarnych.

24.41-37 9-13 25.43-39 13-19 26.38-32 27x38 27.42x33 12-18 28.48-43 7-12 Proszę zwrócić uwagę, iż czarne biciem do tyłu spowolniły jedynie dynamikę swojej pozycji i teraz znowu dążą do tej samej pozycji, którą mogły już mieć dawno! Czy nie jest to niepotrzebna praca?

29.37-32 8-13 30.33-29

Białe: 47, 45, 43, 40, 39, 36, 35, 34, 32, 31, 29, 26

Czarne: 2, 3, 4, 6, 11, 12, 13, 15, 18, 19, 22, 25

Odważne, ale niezbyt trafione zagranie. Dokładniejsze i prostsze budowanie pozycji jest ukazane w wariancie poniżej: 30.34-29 15-20 31.31-27 22x31 32.26x37 4-10 33.43-38 i pozycja byłaby równa.

30...19-24 30...19-23 31.31-27 22x31 32.36x27 11-17 33.39-33 4-10 Można było zgodzić się czarnymi na ten typ pozycji. Mimo że białe kontrolują ważne pola na desce, mają sporo słabości na krótkim skrzydle i mogą im one sprawić problemy w późniejszej części partii.

31.29x20 25x14 32.34-29 32.35-30! W tego typu pozycjach praktycznie zawsze starajmy się wyprowadzać słabe piony 35/16.

32...13-19 33.39-33 14-20 Czarne w dwa ruchy pokazały, jak wykorzystać słabość białych (tj. piona 35), grożąc nieuniknioną półrogatką.

34.31-27 22x31 35.26x37 3-9 36.43-39? 36.43-38 Jeżeli widzimy, że nie uda nam się już wyjść z półrogatki, to nie przenośmy tam jeszcze kolejnych pionów. W takim wypadku należy przerzucać wszystkie siły na drugie skrzydło i walczyć o centrum oraz najważniejsze punkty na planszy.

36...19-24 37.39-34 9-13 38.34-30 2-8 39.30x19 13x24 40.40-34 4-9 41.37-31 W grze przeciwko półrogatce ważna jest jak najmniejsza liczba pionów zaangażowanych w owe związanie. Dlatego też znaczące jest, aby zaatakować półrogatkę wszystkimi swoimi odstającymi pionami (45, 40 itd.), a następnie walczyć o centrum. W tej partii białe zbyt szybko porzuciły atak półrogatki. 41.34-30 9-13 42.30x19 13x24 43.45-40 8-13 44.40-34 13-19 45.32-28

41...9-13 42.47-42 11-17

Białe: 45, 42, 36, 35, 34, 33, 32, 31, 29

Czarne: 6, 8, 12, 13, 15, 17, 18, 20, 24

43.32-28? Niedokładny ruch, który czarne szybko wykorzystały. 43.31-26 6-11 44.32-28

43...17-22 44.28x17 12x21 45.31-26 45.42-37 21-26 46.31-27 …choć i tutaj nie jest kolorowo.

45...21-27 46.42-37 6-11 Czarne się pospieszyły i zagrały mało precyzyjnie. Wygrana była w wariancie: 46...13-19! 47.34-30 8-13 48.30-25 19-23 49.25x14 23x34 50.37-31 6-11 51.31x22 18x27 52.26-21 27x16 53.36-31 16-21 54.33-28 24-29 55.35-30 34x25 56.28-22 21-26 57.22-18 13x22 58.31-27 22x31 59.14-9. Czarne mają zbyt dużą przewagę materialną, aby pozwolić w tej partii na remis.

47.34-30 47.37-31 20-25 48.31x22 18x27 49.29x20 15x24 50.45-40 11-17 51.34-29 17-22 52.29x20 25x14 53.35-30 13-18 54.40-34 8-13 55.34-29 27-32 56.26-21 22-28 57.33x22 18x16 58.29-24 32-38 59.30-25 14-19 60.25-20 19x30 61.20-15 – z szansami na remis.

47...20-25 48.30x19 13x24 49.29x20 15x24 50.33-28 27-32 51.28-22 18x27 52.37x28 11-17 53.45-40 24-29 53...8-13 54.28-23 27-32 55.36-31 32-38 56.31-27 38-43 57.27-21 17-22 58.23-18 24-30 59.35x24 43-49 60.18x27 49x19 Mimo że pozycja białych wyglądała bardzo źle, to okazuje się, że nie było już tutaj wygranej czarnych.

54.40-34 29x40 55.35x44 25-30 56.44-39 8-13 57.28-23 27-32 58.36-31 32-38 59.31-27

Białe: 39, 27, 26, 23

Czarne: 13, 17, 30, 38

59…38-42?? Ogromne przeoczenie czarnych. W warcabach trzeba być uważnym do samego końca. Czarne myślały jak wygrać, aż niespodziewanie wpadają na dwa za dwa, po którym już nawet nie ma cienia szans na remis. 59...30-35 60.27-21 17-22 61.39-33 38x18 62.21-16 Oczywiście należało wybrać powyższy wariant i pogodzić się z remisem.

60.23-18 13x31 61.26x48 17-22 62.48-42 Brawa dla obu panów za walkę do końca. Panu Andrzejowi możemy pogratulować ładnie rozegranej partii, a panu Leszkowi dobrej obrony, a zarazem sprytu i zimnej krwi nawet w ciężkich sytuacjach. 2-0

Andrzej Jagieła – Edward Twardy

1.32-28 19-23 2.28x19 14x23 3.37-32 10-14 4.41-37 5-10 5.33-28 Nie jestem pewna, czyj ruch w debiucie jest gorszy, atak 33-28 pana Andrzeja czy zasłonięcie pana Edwarda 13-19. W każdym razie obaj zawodnicy powinni wybrać inne ścieżki kontynuacji, np. 5.34-29 23x34 6.39x30 14-19 7.44-39 10-14 8.40-34 18-23 9.45-40 12-18 10.46-41 7-12 11.32-28 23x32 12.37x28.

5...13-19 Zamykamy sobie podwieszonego piona 10! Należało zgodzić się na wymianę i wziąć dwa tempa. 5...17-21 6.28x19 14x23

6.39-33 8-13 7.34-30 7.31-27 Ważny ruch, który nie daje przeciwnikowi wyprowadzić słabego piona 16.

7...20-24 8.30-25 8.31-27

8...17-21 8...16-21 Skoro nam pozwalają, to wykorzystujmy szanse. Przy ruchu
16-21 nie tylko pozbywamy się słabego piona, lecz również chronimy swoją ważną kolumnę 6, 11, 17.

9.31-27 15-20 10.40-34 10-15 11.34-30

Białe: 50, 49, 48, 47, 46, 45, 44, 43, 42, 38, 37, 36, 35, 33, 32, 30, 28, 27, 25

Czarne: 1, 2, 3, 4, 6, 7, 9, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 18, 19, 20, 21, 23, 24

Białym udało się zamknąć skrzydło czarnych i pozycja nabrała charakteru.

11…11-17 12.44-39 21-26 13.37-31 26x37 14.42x31 17-21 15.31-26 12-17 16.47-42 17-22 17.28x17 17.26x17 22x11 Nie do końca zrozumiałe jest dla mnie bicie wybrane w partii. Przy biciu 26x17 pozbywamy się bandowego piona i przy okazji zrzucamy czarne do bandy.

17...21x12 18.50-44 2-8 19.46-41 7-11 20.41-37 11-17 21.27-21 Białe zbyt szybko poszły na łatwiznę. Można było wybrać inny ciekawy plan i grać na słabości przeciwnika na długim skrzydle. 21.33-28 6-11 22.37-31 1-6 23.45-40 17-22 24.28x17 11x22 25.32-28 23x21 26.26x28 6-11 27.38-32 11-17 28.43-38 Na razie nie widać, jak czarne wyjdą ze związania na długim skrzydle. Zadaniem białych jest przenoszenie pionów na drugie skrzydło i niezajmowanie pola 33, aby nie dopuścić do wymiany 24-29.

21...16x27 22.32x21 24-29 23.33x24 20x29 24.21-16 17-22 25.37-31 Widać było, że w partii białe nie do końca miały plan na grę i chodziły po bandach, czekając na błąd przeciwnika. Może warto było „przyczepić się” do piona 29 i tam próbować swoich szans. 25.39-33 12-17 26.33x24 14-20 27.25x14 9x29 28.30-25 1-7 29.44-39 4-9 30.37-32 19-24

25...22-28 Czarne nie marnują czasu i napierają na przeciwnika w centrum.

26.44-40 26.39-34 29x40 27.45x34 14-20 28.25x14 9x20 29.44-39 4-9 30.31-27 W warcabach musimy być kreatywni i elastyczni. Możliwa była zmiana planu i tym samym atak piona 28 zamiast 29.

26...1-7 27.40-34 29x40 28.45x34 15-20 29.31-27 20-24

Białe: 49, 48, 43, 42, 39, 38, 36, 35, 34, 30, 27, 26, 25, 16

Czarne: 3, 4, 6, 7, 8, 9, 12, 13, 14, 18, 19, 23, 24, 28

30.38-32 28x37 31.42x31 Białe doprowadziły do mało komfortowej pozycji i być może owa wymiana była najlepszym wyjściem z sytuacji.

31…7-11? 31...12-17! 32.39-33 8-12 Nie wybijajmy bandowych pionów przeciwnika. Pomagamy mu jedynie w ten sposób rozwiązywać jego największe problemy i niszczymy swoje centrum.

32.16x7 12x1 33.27-21 4-10 34.21-16 10-15 35.43-38 8-12 36.26-21 12-17 37.21x12 18x7 38.31-27 7-12 38...6-11 39.27-22 3-8 40.48-42 8-12 41.42-37 1-6 42.37-31 24-29 43.31-27 Z ciekawą grą dla obu stron.

39.36-31 13-18 40.27-21 12-17 41.21x12 18x7 42.48-42 7-12 42...6-11! 43.42-37 11-17
Teraz już bez żadnych wątpliwości wyprowadzamy piona 6 i staramy się jak najbardziej spychać białe na bandę.

43.42-37

Białe: 49, 39, 38, 37, 35, 34, 31, 30, 25, 16

Czarne: 1, 3, 6, 9, 12, 14, 15, 19, 23, 24

43…12-18 44.31-27 14-20? Czarne w dwa ruchy pozbawiły się wszystkich kolumn i zostały ze słabym pionem 15. Należało grać jak w wariancie poniżej: 44...1-7 45.39-33 6-11 46.38-32 3-8 47.34-29 23x34 48.30x39 18-23.

45.25x14 9x20 46.39-33 Czarne zbyt mozolnie grały w środkowej grze i w tym momencie inicjatywę przejmują już białe.

46…20-25 47.37-32 3-8

Białe: 49, 38, 35, 34, 33, 32, 30, 27, 16

Czarne: 1, 6, 8, 15, 18, 19, 23, 24, 25

48.49-43 Dokładniejsze było: 48.33-28! 1-7 49.49-43 15-20 50.28-22 8-13 51.38-33 7-12 52.43-38 23-29 53.34x14 25x34 54.14x25 24-30 55.35x24 34-40 I czarne miałyby duży problem, aby zremisować tę partię.

48...15-20 49.27-22 18x27 50.32x21 8-12 51.33-28? Prawdopodobnie jest to moment, w którym białe wypuszczają swoją ostatnią szansę na wygraną. A dwa punkty były już tak blisko... 51.38-32 1-7 52.21-17 12x21 53.16x27 6-11 54.27-22 7-12 55.22-18 12-17 56.18x29 11-16 57.43-38 16-21 58.32-28 21-26 59.28-23 19x39 60.30x19 39x30 61.35x15 25-30 62.15-10 30-35 63.10-4 35-40 64.19-14 40-44 65.14-10 44-49 66.38-33 49-16 67.10-5 16-43 68.29-24 43-48 69.4-36 48-42 70.33-29 17-21 71.5-46 42-47 Kontynuacja dość trudna, ale przy dokładnej grze byłaby to spokojna wygrana białych. Czarne są już w beznadziejnej sytuacji.

51...23x32 52.38x27 12-18? Kolejna niedokładność czarnych, która mogła się nieciekawie skończyć. Należało grać: 52...1-7 53.27-22 6-11 54.43-38 24-29 55.34x14 25x34 56.14x25 34-39 57.25-20 39-44 58.20-15 44-50.

53.21-17 18-23 54.16-11 54.17-12 23-28 55.27-21 Zastawiliśmy pułapkę dwa za dwa do tyłu. Czarne są zmuszone grać 28-33. 55…28-33 56.21-17 24-29 57.34x14 25x34 58.14x25 33-39 59.43-38 39-44 60.12-8 34-40 61.8-3 44-50 62.35x44 50x47
63.3-9 47-24 64.9-31 6-11 65.17x6 24-2 Jeżeli białym uda się zrobić trzy damki, to mamy prawdopodobnie wygraną końcówkę.

54...23-28 55.27-21 28-32 56.11-7 1x12 57.17x8 32-37 58.8-3 37-41 59.21-16 59.21-17 41-46 60.34-29 25x23 61.3x25 I tak należało białym zgadzać się na remis.

59...41-46

Białe: 43, 35, 34, 30, 16, damka 3

Czarne: 6, 19, 20, 24, 25, damka 46

60.43-38?? Ogromny błąd białych! Sytuacja odwróciła się o sto osiemdziesiąt stopni i z wygranej białe stoją w przegranej pozycji!

60…24-29 61.34x14 20x9 62.3x20 25x14 63.30-24 46-23 64.35-30 23-1 65.16-11 6x17 66.30-25 17-22 67.38-33

Białe: 33, 25, 24

Czarne: 14, 22, damka 1

67…22-27?? Obaj panowie nie wykorzystali prezentów od swojego przeciwnika. 67...1-12! 68.25-20 14x25 69.24-19 12-3 70.19-13 25-30 71.33-29 22-28 I białe musiałyby uznać wyższość czarnych.

68.25-20 14x25 69.24-19 1-18 70.33-29 18x34 71.19-13 Białe odetchnęły z ulgą i podpisały blankiet na znak remisu. 1-1

Natalia Sadowska

Powrót do spisu treści


Stowarzyszenie „Cross” w sieci

Obserwuj nasz funpage na Facebooku – polub profil, śledź wyniki na bieżąco, oglądaj zdjęcia i dodawaj komentarze, a także testuj naszą ulepszoną stronę www.

Zapraszamy na wirtualną wycieczkę po Stowarzyszeniu „Cross”. Teraz dostęp do regulaminów turniejowych, kalendarza imprez oraz wyników jest jeszcze łatwiejszy, bo witryna aktualizowana jest na bieżąco. Prócz ważnych dokumentów i kontaktów na stronie www znajdziesz także cyfrową wersję magazynu „Cross” oraz trochę historii organizacji i poszczególnych dyscyplin. Na facebookowym profilu relacje z wydarzeń organizowanych przez Stowarzyszenie możesz oglądać nawet na żywo!

Bądź na czasie i sprawdzaj naszą dostępność w Internecie

– czekamy na komentarze!

Powrót do spisu treści