Miesięcznik informacyjno-szkoleniowy Stowarzyszenia Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących "Cross"
Adres redakcji:
00-216 Warszawa ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 412 18 80 e-mail: redakcja@cross.org.pl
Zapytaj o bezpłatną prenumeratę
Redaguje zespół w składzie:
Anna Baranowska - Redaktor naczelna
Wojciech Puchacz - Zastępca redaktor naczelnej
Małgorzata Soloch - Korekta
Opracowanie graficzne:
Studio Graficzne Novelart
Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o. ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa
Skład wersji internetowej
Novelart
Nakład:
900 egzemplarzy
Stowarzyszenie CROSS w mediach społecznościowych
Miesięcznik dofinansowują Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki
ISSN 1427-728X
ROK XXIII
Nr 5 (250)
Maj 2026 r.
Zdobywcy tytułu mistrza Polski 2026 w bowlingu. Od lewej: Stanisław Poświatowski, Zofia Sarnacka, Karolina Rzepa, Mariusz Podpora, Danuta Odulińska i Krzysztof Paszyna
Pierwszym poważnym sprawdzianem bowlingowym obecnego roku okazały się mistrzostwa Polski, rozegrane w kręgielni Champions Bowling w Poznaniu.
Ubiegłoroczną edycję mistrzostw osób niewidomych i słabowidzących, która odbyła się w tym samym miejscu, cechował wysoki poziom przygotowania obiektu i sprawna obsługa. Można było zatem spodziewać się, że i w tym roku tak będzie, a to przełoży się na znakomite wyniki.
Na liście startowej widniało 112 nazwisk zawodników reprezentujących 25 klubów działających przy Stowarzyszeniu „Cross”, co stanowi rekord na zawodach tej rangi. Organizatorów cieszy z pewnością rosnące zainteresowanie bowlingiem, tym bardziej że idzie ono w parze z coraz wyższym poziomem sportowym. To efekt treningów klubowych i częstego udziału w turniejach. Rzetelne przygotowanie obiektów, dobrze dobrany sprzęt oraz umiejętności graczy – to gwarancja dużych emocji podczas rywalizacji.
Turniej rozpoczęły rzuty eliminacyjne mające wyłonić uczestników ścisłego finału. Przez pierwsze dwa dni startowe bowlingowcy rozgrywali po sześć gier w systemie zmiennych torów (trzy gry po jednej stronie podajnika i trzy po jego drugiej stronie). Dla zawodników kategorii B1 zarezerwowano cztery tory i grali oni pojedynczo na torze, startujący w B2 i B3 dobierali się w pary i rywalizowali po dwie osoby na torze. Rezultaty trafiały do tabeli rankingowej i na podstawie tego zapisu awans uzyskiwało 50 procent plus jeden zawodnik z każdej kategorii startowej. W sobotnim finale wystartowało 62 sportowców, z których każdy stawał do kolejnych sześciu gier, tym razem systemem cross-line (krzyżowym). Wyniki wszystkich zsumowanych dwunastu gier określały układ klasyfikacji końcowej. Taki system charakteryzują duże przetasowania w tabeli, więc było o co walczyć do ostatniego rzutu. Już w pierwszym etapie mistrzostw motywacją do solidnej gry stała się chęć wypracowania sobie odpowiedniej przewagi, co i tak nie zawsze dawało gwarancję sukcesu. Wyniki kończące eliminacje zapowiadały ciekawy finał, w kilku przypadkach były wysokie. Na czołowych lokatach plasowali się wprawdzie obstawiani faworyci do medali, ale przeplatali się z mniej oczywistymi zawodnikami. Cieszył widok wyświetlających się kilku dwusetek z jednej gry oraz wyników ponad tysiącpunktowych z sześciu gier. Finały również nie zawiodły i przyniosły kilka dobrych pojedynków, szczególnie o medalowe pozycje.
Cezary Dybiński (B3) walczy o awans do gier finałowych
Wśród zawodniczek z kategorii B1 nie zawiodła, tak jak przewidywano, multimedalistka z bydgoskiej „Łuczniczki” Karolina Rzepa, która uzyskując w eliminacjach 823 p., dała wyraźny sygnał konkurentkom, że planuje dołożyć kolejny mistrzowski tytuł do swej kolekcji. Równa, wysoka gra w obu turniejowych startach pozwoliła jej cieszyć się w sobotę − już jedenasty raz w karierze − z tytułu mistrzyni Polski. Tym samym zawodniczka zdobyła w tym roku podwójną koronę – zwyciężyła w bowlingu i kręglach klasycznych. Na pozostałych stopniach podium nastąpiła zmiana w stosunku do ubiegłego roku − wicemistrzynią została Katarzyna Świątek z „Łuczniczki” Bydgoszcz, która wyprzedziła o 22 oczka drugą wicemistrzynię Aleksandrę Sipiorę z „Podkarpacia” Przemyśl.
W tej samej kategorii u mężczyzn zacięty bój stoczył broniący tytułu klubowy kolega mistrzyni Sylwester Dołasiński. Jego bezpośrednim rywalem był reprezentujący SMP Chorzów Mariusz Podpora. W grach eliminacyjnych górą był zawodnik Bydgoszczy, jednakże lepsza dyspozycja w finale pozwoliła świętować zdobycie tytułu mistrza Mariuszowi Podporze. Rywalizacja o pozostałe stopnie podium była równie emocjonująca. Po grach eliminacyjnych aż czterech zawodników przystąpiło w finale do walki o tytuł drugiego wicemistrza: Dariusz Popławski („Syrenka” Warszawa), Andrzej Gawin („Jutrzenka” Częstochowa), Mirosław Jemielniak („Ikar” Lublin) oraz Piotr Dudek („Kormoran” Giżycko). Ostatecznie mistrzowskie podium dopełnił zawodnik lubelskiego „Ikara”.
Regina Szczypiorska (B1) przygotowuje się do oddania rzutu
Analizując grę zawodniczek i zawodników kategorii B1, warto pamiętać o ważnym wkładzie asystentów w ich osiągnięcia. Są oni niejako oczami grających i rzetelnie przekazując informacje, znacząco wpływają na wynik.
W eliminacjach zawodniczek startujących w kategorii B2 nie zdziwiły nazwiska pań walczących o tytuł: dwie reprezentantki iławskiej „Moreny” − Danuta Odulińska i Magdalena Palamar, a także Jadwiga Rogacka z „Pionka” Włocławek. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem, nie tylko dla kibiców, lecz także dla samej grającej, była czwarta lokata, na której zameldowała się Krystyna Krajewska z „Warmii i Mazur” Olsztyn. Eliminacje wygrała wprawdzie Danuta Odulińska, ale jednak dobra gra jej przeciwniczek w finale (wygrała w nim Jadwiga Rogacka) gwarantowała duże emocje do ostatniego zbitego kręgla. Ostatecznie z rywalizacji z tytułem mistrzyni Polski 2026 wyszła Danuta Odulińska, a jej koleżanka klubowa została wicemistrzynią. Tym razem na trzecim stopniu podium uplasowała się Jadwiga Rogacka.
Wszyscy pamiętający ubiegłoroczny finał MP w kategorii B2 mężczyzn czekali teraz w napięciu na pojedynek dwóch Stanisławów – Stopierzyńskiego z „Warmii i Mazur” Olsztyn i Poświatowskiego z „Jaćwinga” Suwałki. Obaj panowie oczywiście nie zawiedli pokładanych w nich oczekiwań i w obu swych startach uzyskali wyniki ponadtysiącpunktowe. W finałowej walce o brązowy medal obserwowaliśmy zaciętą rywalizację Mieczysława Kontrymowicza („Warmia i Mazury” Olsztyn) i Piotra Dyndy („Podkarpacie” Przemyśl). Po oddaniu ostatnich rzutów uzyskanie tytułu mistrza Polski znów świętował Stanisław Poświatowski, wicemistrzem został Stanisław Stopierzyński, a brązowym medalistą Mieczysław Kontrymowicz. Zatem − powtórka z roku ubiegłego!
Podium zwyciężczyń w kategorii B2
W kategorii B3 kobiet cieszyła z pewnością ponowna obecność jednej z czołowych kilka lat temu zawodniczek w Polsce – Honoraty Kaznowskiej („Hondy”) z „Łuczniczki” Bydgoszcz, która swój ostatni start w mistrzostwach Polski (2023 rok) zwieńczyła brązowym medalem. Popularna „Hondzia” pokazała, że nie zapomniała, jak się zbija kręgle. Po grach eliminacyjnych aż pięć zawodniczek miało w zasięgu walkę o medale tegorocznej edycji mistrzostw. Ostatecznie tytuł obroniła Zofia Sarnacka z „Warmii i Mazur” Olsztyn, srebrny medal ponownie zdobyła Dorota Kurek z „Ikara” Lublin, a z brązowego medalu znów mogła cieszyć się Honorata Kaznowska.
W B3 mężczyzn jak zwykle nie brakowało emocji, a walka o medale trwała do samego końca. Kibice obserwowali pojedyncze gry zakończone dwusetkami, a kilka wyników w serii sześciu zakończyło się ponad tysiącem punktów. W tym roku tytuł mistrza Polski − po raz pierwszy − trafił do Krzysztofa Paszyny z „Podkarpacia” Przemyśl. Zadowolony ze swojego osiągnięcia był też wicemistrz Rafał Chaberski z „Moreny” Iława. Na trzecim stopniu podium rywalizację zakończył Daniel Jarząb z „Tęczy” Poznań.
Duże brawa i podziękowania należą się koordynatorowi Danielowi Jarząbowi za przygotowanie rekordowego pod względem frekwencji turnieju, jak i obsłudze kręgielni za doskonałe tory i oprawę zawodów. Zawodnikom gratulujemy osiągniętych wyników – często najlepszych w karierze – i dziękujemy za sportową rywalizację.
Mistrzostwa Polski, zorganizowane przez Stowarzyszenie „Cross”, wsparły finansowo Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki.
Dekorcja zwycięzców w kategorii B1. Trofea i nagrody wręczają koordynator zawodów Daniel Jarząb i wiceprezes Stowarzyszenia „Cross” Joanna Staliś
XXI Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Bowlingu 22-26.04.2026 r., Poznań
Tabela wyników - kobiety (w nawiasie wynik półfinałów)
Kobiety
Kategoria B1
1.
Karolina Rzepa „Łuczniczka” Bydgoszcz
(823 p.) 1618 p.
2.
Katarzyna Świątek „Łuczniczka” Bydgoszcz
(729 p.) 1433 p.
3.
Aleksandra Sipiora „Podkarpacie” Przemyśl
(727 p.) 1411 p.
Kategoria B2
1.
Danuta Odulińska „Morena” Iława
(990 p.) 1871 p.
2.
Magdalena Palamar „Morena” Iława
(932 p.) 1833 p.
3.
Jadwiga Rogacka „Pionek” Włocławek
(892 p.) 1828 p.
Kategoria B3
1.
Zofia Sarnacka „Warmia i Mazury” Olsztyn
(1146 p.) 2238 p.
2.
Dorota Kurek „Ikar” Lublin
(960 p.) 1909 p.
3.
Honorata Kaznowska „Łuczniczka” Bydgoszcz
(886 p.) 1845 p.
Tabela wyników - mężczyźni (w nawiasie wynik półfinałów)
W środku maja w nadmorskich Rowach odbyły się finały kobiet i mężczyzn jubileuszowych XXX Mistrzostw Polski Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych. Dwanaście warcabistek i dwunastu warcabistów walczyło więc twardo o tegoroczne tytuły.
Jeszcze przed rozpoczęciem mistrzostw doszło do zmian w składzie finalistów. Andrzej Sargalski i Edward Podczasik, którzy wywalczyli prawo startu, nie mogli przyjechać do Rowów z przyczyn losowych. Do tego okazało się, że kolejni gracze, którzy zakończyli półfinał na miejscach niższych niż dziewiąte, z różnych powodów rezygnowali z udziału. W efekcie zaproszenie do finału dostali zawodnicy, którzy zajęli 15. i 17. miejsce − Janusz Biskupski i Stanisław Sroka. Sytuacja ta pokazuje, że w półfinale zawsze warto walczyć o każdy punkt, bo może on otworzyć drzwi do gry w najważniejszej imprezie sezonu. Wśród finalistów i finalistek znaleźli się warcabiści całkowicie niewidomi.
Rywalizacja toczyła się w dużej, dobrze oświetlonej sali, co przy wielogodzinnych partiach miało ogromne znaczenie dla osób słabowidzących. Zawodnicy i zawodniczki rozgrywali swoje partie w tym samym czasie, jednak pod odrębnym nadzorem sędziowskim. Turnieje rozegrano systemem kołowym na dystansie 11 rund, tempem 80 minut na zawodnika, z dodatkowym bonusem 30 sekund po wykonanym ruchu. Odbywała się jedna partia dziennie. W finale kobiet grały po trzy zawodniczki z Przemyśla i Nysy. Sędzia musiała więc tak skojarzyć pary w początkowych rundach, aby reprezentantki tych samych klubów spotkały się ze sobą już na początku mistrzostw. Rozwiązanie to od lat jest stosowane w najważniejszych imprezach warcabowych, aby w końcowej fazie turnieju uniknąć podejrzeń o ustawianie wyników. Nieco prościej było w finale mężczyzn, gdzie jedynie kluby z Olsztyna i Białegostoku posiadały po dwóch przedstawicieli. Ciekawostką finałów może być obecność kilku małżeństw i par, które rywalizowały równocześnie w turniejach kobiet i mężczyzn. Pokazuje to, jak silnie warcaby potrafią łączyć ludzi i jak często wspólna pasja prowadzi oboje graczy do osiągnięcia wysokiego poziomu sportowego.
Uroczyste otwarcie jubileuszowych mistrzostw Polski odbyło się bezpośrednio przed pierwszą rundą. W ceremonii uczestniczyli m.in.: prezes Polskiego Związku Warcabowego Sylwester Flisikowski, koordynujący oba turnieje Wacław Morgiewicz, odpowiedzialny za rozwijanie dyscypliny w Stowarzyszeniu „Cross” Andrzej Gasiul, trener kadry narodowej warcabistów niewidomych i słabowidzących Damian Reszka, a także sędziowie − Magdalena Pawłowska (mistrzostwa kobiet) i Arkadiusz Biadasiewicz (mistrzostwa mężczyzn). Jak przystało na jubileusz, pojawił się także historyczny akcent. Arcymistrz Leszek Stefanek, najbardziej utytułowany zawodnik Stowarzyszenia „Cross”, a jednocześnie nasz statystyk i znawca historii warcabów osób niewidomych i słabowidzących, wspomniał, że przed laty kobiety mogły również występować w finałach mężczyzn. Było to możliwe, gdy zawodniczka wywalczyła awans w półfinale open, a mistrzostwa kobiet i mężczyzn rozgrywane były w różnych terminach. Z panami z powodzeniem rywalizowała wówczas m.in. arcymistrzyni Ewa Wieczorek, jedna z najwybitniejszych zawodniczek w historii polskich warcabów. Największy sukces odniosła w 2012 roku, zdobywając brązowy medal mistrzostw Polski mężczyzn, co do dziś pozostaje jednym z najbardziej interesujących wydarzeń w historii dyscypliny w naszym środowisku. Uczestnicy uczcili także minutą ciszy pamięć śp. Henryka Kulika, bardzo znanej i lubianej postaci w crossowskim środowisku.
Runda 3., remisowy pojedynek między Barbarą Gołębiowską-Frygą (białe) a Ewą Wieczorek
Sportowa rywalizacja rozpoczęła się bardzo spokojnie, choć już pierwsze rundy pokazały, że zarówno w turnieju kobiet, jak i mężczyzn nie zabraknie emocji, niespodzianek i pojedynków na wysokim poziomie.
W pierwszej rundzie kobiet bez sensacji, choć za małą niespodziankę można uznać remis ubiegłorocznej medalistki MP Grażyny Skoniecznej z całkowicie niewidomą Elżbietą Jagiełą. Remisem zakończył się również pojedynek Barbary Wentowskiej z mistrzynią Polski 2025 Barbarą Wójcik. W trzech pierwszych rundach pań odbywała się wspomniana już rywalizacja wewnątrzklubowa. Większość tych rozgrywek kończyła się remisami, jedynie w trzeciej rundzie Dorota Szela pokonała Elżbietę Jagiełę. W przypadku mężczyzn pierwsza runda również rozpoczęła się od remisów w pojedynkach klubowych. Największe emocje wzbudziło jednak starcie dwóch faworytów − Leszka Stefanka i Tomasza Kuziela. Partia była niezwykle wyrównana, a obaj zawodnicy znaleźli się w poważnym niedoczasie. Więcej zimnej krwi zachował Stefanek, który dzięki efektownej kombinacji zakończył rozgrywkę zwycięstwem.
Runda 1., partia Leszek Stefanek (po lewej) − Tomasz Kuziel, efektownie wygrana przez arcymistrza
W drugiej rundzie Barbara Wentowska zmierzyła się z Grażyną Skonieczną i po blisko czterogodzinnym pojedynku odniosła cenne zwycięstwo. Wśród mężczyzn zwróciła uwagę porażka wielokrotnego medalisty MP Jerzego Tołwińskiego z Ryszardem Suderem. Dużym zainteresowaniem cieszyło się także starcie broniącego tytułu Leszka Stefanka z pierwszym w historii mistrzem Polski z 1997 roku Ryszardem Biegasikiem. Zwycięsko z tej batalii wyszedł obecny mistrz. Co ciekawe, w żadnym męskim pojedynku drugiej rundy nie padł remis.
Trzecia runda przebiegała raczej w zgodzie z przewidywaniami. Remisem zakończyły się partie Ewy Wieczorek z Barbarą Gołębiowską-Frygą oraz Barbary Wentowskiej z Heleną Poliniewicz, natomiast pozostałe spotkania wygrały typowane zawodniczki. Pewną niespodzianką były remisy Stefanka z Tołwińskim oraz Andrzeja Jagieły z Janem Biskupskim. Dla mnie osobiście był to wyjątkowo trudny dzień. Trzecia porażka z rzędu bolała tym bardziej, że w jednej z partii pojawiła się wygrywająca kombinacja, która nie została wykorzystana.
Tego samego dnia wieczorem uczestnicy finałów i odbywającego się w tym samym czasie szkolenia spotkali się na wspólnym grillowaniu. Dobra atmosfera, rozmowy oraz posiłek na świeżym powietrzu pozwoliły na chwilę rozładować ogromne napięcie towarzyszące mistrzostwom.
Czwarta runda nie przyniosła większych sensacji w pojedynkach kobiet. Uwagę zwrócił jedynie kolejny remis Ewy, tym razem z Haliną Kasperczyk. Po tej rundzie na prowadzeniu znajdowała się Wójcik, przed Wentowską i Wieczorek. Przy stolikach mężczyzn sporą niespodzianką był kolejny remis Leszka, pretendenta do złotego medalu, z niżej notowanym Ryszardem Suderem. Ciekawostką tej rundy była również przegrana przez czas. Takiej porażki doznał Biegasik w rozgrywce z Wojciechem Woźniakiem. Niespodziewanie zakończyło się także spotkanie aktualnego wicemistrza Polski Andrzeja Jagieły z Benkiem Olejnikiem, które wygrał ten drugi. Po czterech rundach samodzielnym liderem, z kompletem punktów, był zwycięzca półfinału Edward Twardy.
Runda piąta przyniosła jeden z najbardziej zaskakujących wyników kobiecego finału. Arcymistrzyni Wieczorek błyskawicznie pokonała Irenę Ostrowską. Sensację stanowiło nie samo zwycięstwo, lecz styl i tempo, w jakim zostało odniesione. Partia trwała zaledwie około pięciu minut. Podobno Ostrowska, doświadczona zawodniczka i wielokrotna medalistka MP, została zaskoczona „nowicjuszem”. W tej rundzie pierwsze punkty zdobyły Bożena Dalecka (w partii z Heleną Poliniewicz) oraz Danuta Bakalarz, która zremisowała z Jagiełą. W turnieju mężczyzn obyło się bez sensacji, choć warto podkreślić, że pierwszy punkt stracił Twardy, który zremisował z Suderem.
Zwycięzcy jubileuszowych XXX MP Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych z organizatorami i sędziami
Wieczorem odbyło się spotkanie kadry Polski osób niewidomych i słabowidzących z trenerem Damianem Reszką, Wacławem Morgiewiczem i Andrzejem Gasiulem. Zawodnikom przedstawiono wstępne plany szkoleń i wyjazdów międzynarodowych. Szczególne zainteresowanie wzbudziła informacja o możliwym udziale reprezentacji w turnieju w Chinach.
Szósta runda kobiet była niezwykle bojowa − padł tylko jeden remis. Wójcik i Skonieczna przegrały swoje partie odpowiednio z Ireną Ostrowską i Haliną Kasperczyk. Ewa, po zwycięstwie nad Dorotą, objęła samodzielne prowadzenie w turnieju. Wśród mężczyzn do bardzo interesującego pojedynku doszło w partii Jagieła − Twardy. Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy podział punktów (przy identycznym materiale − damka i cztery piony), Twardy popełnił kosztowny, przegrywający błąd. Był to klasyczny przykład sytuacji, w której gra o zwycięstwo za wszelką cenę przynosi odwrotny skutek. Leszek, po kolejnej wygranej, wysunął się na prowadzenie z dorobkiem 10 p., a tuż za nim podążali Twardy, Jagieła i Kuziel.
Siódma runda przyniosła jeden z najbardziej emocjonujących pojedynków mistrzostw kobiet. Naprzeciw siebie zasiadły ubiegłoroczna mistrzyni Polski i wicemistrzyni. Bezpośrednie starcie Wójcik i Wieczorek w ostatniej rundzie mistrzostw 2025 decydowało o złotym medalu i wtedy wygrała Wójcik. I tym razem los napisał niezwykle dramatyczny scenariusz. Partia była dynamiczna i pełna zwrotów akcji. W końcówce Wieczorek znalazła się w ogromnym niedoczasie − na jej zegarze pozostawała około jedna minuta, podczas gdy przeciwniczka dysponowała jeszcze blisko trzydziestoma minutami. Na planszy powstała jednak bardzo skomplikowana pozycja. Wydawało się, że w takiej sytuacji nawet remis będzie dla Wieczorek trudny do uratowania. Doświadczenie i ogromna klasa sportowa Ewy okazały się jednak decydujące. Dzięki szybkim ruchom i dodatkowym sekundom doliczanym przez zegar zdołała odbudować niewielki zapas czasu, a Barbara popełniła błąd i przegrała partię. Była to jej druga porażka z rzędu. Wśród mężczyzn, poza wygraną Stefanka z Biskupskim, wszystkie pozostałe partie zakończyły się remisami. Lider powiększył przewagę nad grupą pościgową.
Ósma runda potwierdziła dominację arcymistrzyni, która odniosła kolejne zwycięstwo. Bardzo pechowej porażki doznała natomiast Wentowska w partii z Gołębiowską-Frygą. O wyniku zdecydował błąd techniczny przypominający piłkarską bramkę samobójczą. W tym momencie Wieczorek posiadała już wyraźną przewagę nad rywalkami. W turnieju mężczyzn doczekałem się pierwszego zwycięstwa − pokonałem niepokonanego wcześniej Sudera. Remis Stefanka z Olejnikiem sprawił, że przewaga lidera stopniała do jednego punktu. Bardzo ważne zwycięstwo odniósł także Jagieła w partii z Kuzielem.
Wieczorem odbyło się spotkanie zawodników z sędziami, koordynatorem, Andrzejem Gasiulem oraz przedstawicielami PZWarc. Najwięcej emocji wzbudziła dyskusja dotycząca ewentualnego zniesienia możliwości gry na dwóch warcabnicach przez zawodników choć trochę widzących. Sędziowie argumentowali, że dwie plansze często powodują pomyłki i błędne ustawienia pozycji. Zdecydowana większość warcabistów stanowczo sprzeciwiła się tej propozycji. Podkreślano, że przez wiele lat zawodnicy przyzwyczaili się do własnych warcabnic dostosowanych do ich potrzeb wielkością pól, kolorami czy rodzajem pionów. Zmiana mogłaby być dla wielu graczy ogromnym utrudnieniem zamiast ułatwieniem.
Dziewiąta runda przybliżyła Ewę do kolejnego tytułu. Ona oraz Ostrowska wygrały swoje partie, a pozostałe finalistki zakończyły grę remisami. Walka o srebro i brąz pozostawała otwarta. Wśród mężczyzn ogromne emocje przyniosła partia Jagieły z Biegasikiem. Andrzej przez większość spotkania utrzymywał wyraźną przewagę, jednak popełnił błąd, po którym przeciwnik efektowną kombinacją odwrócił losy partii i zwyciężył. Był to wynik niezwykle ważny również dla dolnej części tabeli, gdzie trwała walka o wyższe miejsca. Tego dnia zamiast wieczornego posiłku odbyła się tradycyjna na mistrzostwach uroczysta kolacja z muzyką na żywo i tańcami.
Dziesiątą rundę turnieju pań cechowała ofensywna gra − padł tylko jeden remis. Wieczorek już wtedy zapewniła sobie kolejny tytuł mistrzyni Polski, gwarantowany ogromną przewagą punktową nad rywalkami. O srebro i brąz walczyły Basie Wentowska i Wójcik oraz Ostrowska i Szela. Uczestnicy finału mężczyzn sporo mówili o nietypowej pomyłce technicznej w partii Jagieła − Tołwiński. Andrzej podczas bicia omyłkowo zdjął z planszy własnego pionka zamiast pionka przeciwnika. Błąd zauważono dopiero po wielu kolejnych ruchach, gdy korekta pozycji nie była już możliwa. Porażka praktycznie odebrała Jagiele szanse medalowe.
Przed ostatnią rundą liderem pozostawał Stefanek przed Twardym i Tołwińskim. W niej Leszek, po remisie z Andrzejem, zapewnił sobie kolejny tytuł mistrza Polski, Edward pokonał Wojciecha i zdobył srebrny medal, a Józef, po wygranej z Tomaszem, wywalczył brąz.
Znacznie bardziej dramatyczny przebieg miała ostatnia runda w wykonaniu pań. Wójcik wygrała pojedynek i zapewniła sobie medal. Wentowska do podium potrzebowała co najmniej remisu w starciu z Wieczorek. Choć mistrzyni Polski miała już tytuł w kieszeni, partię zakończyła swoją wygraną. Po porażce Wentowskiej z Wieczorek wydawało się, że największą szansę na podium będzie miała Ostrowska. Doświadczona zawodniczka znajdowała się bowiem w bardzo korzystnej sytuacji w partii z Bakalarz i większość obserwatorów już dopisywała jej dwa punkty. W końcówce Ostrowska miała ogromną przewagę materiału − damkę i siedem pionów przeciwko damce i trzem pionom rywalki − więc tym większe było zaskoczenie, gdy partia zakończyła się remisem. Wynik ten całkowicie odmienił sytuację, ponieważ otworzył drogę do medalu Dorocie, która ostatecznie wykorzystała szansę − po długiej, dramatycznej partii pokonała Gołębiowską-Frygę. Końcowe rozstrzygnięcia kobiecego finału pokazują, jak cienka granica dzieli sukces od porażki. Wiele partii rozstrzygało się w ostatnich minutach, po pojedynczych błędach i decyzjach podejmowanych pod ogromną presją.
Podczas trwania mistrzostw sporo komentarzy wywołała sytuacja związana z zawodniczką, która opuściła rundy siódmą i ósmą (zaplanowany wyjazd). Za zgodą sędzi partie te zostały rozegrane wcześniej, przed terminem przewidzianym w harmonogramie turnieju. Część zawodniczek przyznawała później, że nie wiedziała, iż te partie zostały już rozegrane. Wszystko odbyło się zgodnie z obowiązującym regulaminem, jednak pojawiały się pytania, czy podobne rozwiązania są do końca zgodne z duchem rywalizacji w turnieju kołowym. W warcabach ogromne znaczenie ma przecież aktualna sytuacja w tabeli, presja wyniku oraz zmęczenie narastające z każdą rundą. Jedenaście rund rozgrywanych tempem klasycznym oznaczało dla każdego uczestnika około trzydziestu godzin spędzonych przy warcabnicy. Nic więc dziwnego, że w końcowej fazie turnieju coraz większą rolę odgrywały nie tylko umiejętności sportowe, ale również odporność psychiczna, doświadczenie oraz zwykła ludzka wytrzymałość.
Zwyciężczynie i pozostałe uczestniczki XXX MP Kobiet Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych wraz z koordynatorem i sędziami
Na szczególne wyróżnienie zasłużyła Danuta Bakalarz, która mimo niższego rankingu rozgrywała bardzo ambitny turniej, czego dowodzą cenne remisy uzyskane z tak utytułowanymi zawodniczkami jak Ostrowska, Szela czy Kasperczyk, jak też wygrana z Dalecką, rewelacją półfinałów, która teraz nie potrafiła odnaleźć swojej najlepszej formy. Na uznanie zasłużyła również Barbara Wentowska. Przez niemal całe mistrzostwa utrzymywała się na miejscach medalowych i rozgrywała bardzo dojrzale swój najlepszy w ostatnich latach finał. Szkoda tylko nieudanej końcówki turnieju, gdyż jeszcze przed ostatnią rundą była bardzo blisko medalu oraz miejsca w kadrze Polski kobiet.
Wśród mężczyzn kolejny raz imponował Leszek Stefanek. Arcymistrz znów udowodnił ogromną klasę sportową i pokazał niezwykłą stabilność formy. Przez cały turniej grał pewnie i praktycznie nie miał słabszych momentów, jako jedyny nie zaznał goryczy porażki. Nieco słabiej niż przed rokiem zaprezentował się Andrzej Jagieła, ubiegłoroczny wicemistrz. Jego turniej był bardzo nierówny, bo przeplatał znakomite partie, jak choćby efektowne zwycięstwo nad Twardym, z pechowymi i bolesnymi porażkami, m.in. z Biegasikiem czy Tołwińskim. Ogromne słowa uznania należą się Twardemu, który jeszcze rok wcześniej walczył przede wszystkim o miejsce w szerokiej kadrze Polski i zakończył mistrzostwa na 8. pozycji. Obecnie zarówno w półfinale, jak i finale zaprezentował znakomitą formę, przez długi czas prowadził w tabeli, by ostatecznie wywalczyć tytuł wicemistrza Polski. Dla mnie, autora tej relacji, mistrzostwa nie były do końca udane, choć końcówka turnieju pozwoliła nieco poprawić dorobek punktowy i po wygranej w ostatniej rundzie uplasować się na 9. miejscu.
Choć dla osób postronnych gra wydawać się może spokojna i statyczna, przy planszy każdego dnia toczyły się wielkie sportowe boje. Były dramaty i radości, popisy ogromnej koncentracji, wyobraźni i odporności psychicznej. Uczestnicy mogli jednak połączyć sportową rywalizację z wypoczynkiem w wyjątkowo pięknym okresie roku. Majowa aura, nadmorskie krajobrazy, szum morza i otaczająca przyroda tworzyły atmosferę sprzyjającą zarówno skupieniu podczas partii, jak i regeneracji po długich pojedynkach. Duże uznanie uczestników zyskały warunki pobytu w Hotelu „Kormoran” − życzliwa obsługa, bardzo dobre przygotowanie sali, smaczne i urozmaicone posiłki oraz dostęp do strefy SPA.
XXX Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych 10-22.05.2026 r., Rowy
Finał mężczyzn
1. Leszek Stefanek „Hetman” Lublin 17 p. 2. Edward Twardy „Syrenka” Warszawa 16 p. 3. Józef Tołwiński „Victoria” Białystok 16 p. 4. Bernard Olejnik „Warmia i Mazury” Olsztyn 14 p. 5. Andrzej Jagieła „Podkarpacie” Przemyśl 13 p. 6. Tomasz Kuziel „Łuczniczka” Bydgoszcz 12 p. 7. Ryszard Suder „Warmia i Mazury” Olsztyn 11 p. 8. Ryszard Biegasik „Victoria” Białystok 10 p. 9. Mieczysław Kaciotys „Jantar” Gdańsk 7 p. 10. Wojciech Woźniak „Jutrzenka” Częstochowa 6 p. 11. Jan Biskupski „Zryw” Słupsk 6 p. 12. Stanisław Sroka „Kormoran” Giżycko 4 p.
Finał kobiet
1.Ewa Wieczorek „Viktoria” Białystok 20 p. 2. Barbara Wójcik „Hetman” Lublin 15 p. 3. Dorota Szela „Podkarpacie” Przemyśl 14 p. 4. Barbara Wentowska „Jantar” Gdańsk 13 p. 5. Irena Ostrowska „Atut” Nysa 13 p. 6. Halina Kasperczyk „Atut” Nysa 12 p. 7. Barbara Gołębiowska-Fryga „Atut” Nysa 11p. 8. Grażyna Skonieczna „Syrenka” Warszawa 9 p. 9. Helena Poliniewicz „Podkarpacie” Przemyśl 7 p. 10. Danuta Krupecka-Bakalarz ŚKKFSiTNiS Kielce 7 p. 11. Elżbieta Jagieło „Syrenka” Warszawa 7 p. 12. Bożena Dalecka „Zryw” Słupsk 4 p
Jak co roku od lat w nadmorskim Darłówku odbył się Puchar Polski niewidomych i słabowidzących w warcabach stupolowych. Tegoroczny turniej został zorganizowany w dniach 30 kwietnia – 8 maja 2026 r. i znów przyciągnął graczy z wielu zakątków Polski.
Do rywalizacji stanęło 40 zawodników i zawodniczek reprezentujących siedemnaście klubów sportowych należących do Stowarzyszenia „Cross”. Rywalizacja była zacięta, a poziom gry − jak podkreślali obserwatorzy − wyjątkowo wysoki. To również zasługa tego, że wśród uczestników znalazło się sześcioro warcabistów, którzy zaledwie dwa dni po zakończeniu PP mieli rozpocząć walkę w finałach mistrzostw Polski kobiet i mężczyzn. Byli to: Dorota Szela, Helena Poliniewicz, Andrzej Jagieła, Bernard Olejnik, Wojciech Woźniak i Jan Biskupski. Andrzej Jagieła i Wojciech Woźniak należą do kadry narodowej, podobnie jak także grający w Darłówku Zygmunt Myszka. Obecność silnych graczy podniosła poprzeczkę i mniej doświadczeni warcabiści mieli okazję rywalizować z najlepszymi. Koordynatorka Jolanta Maźniak ponownie zaprosiła do sędziowania Roberta Sobczyka, który z kolei zdecydował się na współpracę z Sylwestrem Flisikowskim – obecnym prezesem PZWarc. Dzięki temu turniej zyskał doświadczoną obsadę sędziowską i prestiż wynikający z obecności osób od lat związanych z krajową czołówką. Puchar Polski rozegrano na dystansie dziewięciu rund, z tempem gry 80 minut plus 30 sekund na posunięcie, co wymagało od zawodników zarówno precyzji, jak i wytrzymałości.
Rozgrywki rozpoczęły się dopiero w godzinach popołudniowych następnego dnia po przyjeździe. Przyczyną było późne dotarcie na miejsce kilku uczestników. Tym bardziej rósł apetyt na pierwsze sportowe niespodzianki.
Już w inauguracyjnej rundzie doszło do zaskakującego remisu. Andrzej Jagieła, jeden z faworytów, musiał po własnym błędzie podzielić się punktami z niżej notowanym Wojciechem Okraszewskim. Był to pierwszy sygnał, że turniej może przynieść wiele nieoczekiwanych rozstrzygnięć. W innych pojedynkach również nie brakowało emocji. Ewa Wójcik w starciu z Zygmuntem Myszką, jak i Paweł Wojciechowski w partii z Beatą Bazylewicz ambitnie walczyli ze stojącymi wyżej w rankingu przeciwnikami. Oboje w końcówkach mieli realne szanse na urwanie punktu, jednak ostatecznie zabrakło im odrobiny precyzji i szczęścia.
Druga runda przyniosła kolejne zaskoczenia. Na pierwszym stole 91‑letni Tadeusz Gryglewicz – najstarszy uczestnik turnieju – postawił twarde warunki Bernardowi Olejnikowi, aktualnemu finaliście mistrzostw Polski. Doświadczony weteran wykorzystał niedokładności rywala i wywalczył cenny remis, wzbudzając podziw zawodników i obserwatorów. Niespodziewany wynik zakończył również pojedynek Mateusza Gembskiego z Zygmuntem Myszką. Padł remis, chociaż zdecydowanym faworytem był Myszka. Z kolei Joanna Malcer podzieliła się punktami z dużo niżej notowanym Sylwestrem Barnowskim, co również można uznać za wynik nieoczekiwany.
Trzecia runda tylko potwierdziła, że Tadeusz Gryglewicz jest w znakomitej formie, bo ponownie zaskoczył, tym razem remisując z kolejnym finalistą mistrzostw – Andrzejem Jagiełą. Gra wiekowego zawodnika pełna była spokoju, doświadczenia i konsekwencji. Na czwartym stole Bernard Olejnik, mimo że był zdecydowanym faworytem, miał ogromne problemy w starciu z Sylwestrem Barnowskim. Ostatecznie zdołał wygrać, lecz zwycięstwo przyszło mu z dużym trudem.
Czwarta runda przyniosła kibicom interesujące wydarzenie na pierwszym stole, gdzie spotkało się dwoje finalistów, Dorota Szela i Bernard Olejnik. Ich pojedynek, zgodnie z oczekiwaniami, okazał się bardzo wyrównany i zakończył się remisem. W pozostałych partiach tej rundy nie odnotowano żadnych niespodziewanych rozstrzygnięć – faworyci pewnie zdobywali kolejne punkty.
Runda piąta również przebiegła spokojnie i bez większych sensacji. Jedynym wartym odnotowania był pojedynek dwóch medalistów mistrzostw Polski osób całkowicie niewidomych − Wojciecha Woźniaka i Zygmunta Myszki. Doświadczenie obu zawodników przełożyło się na bardzo wyrównaną partię, która ostatecznie zakończyła się podziałem punktów.
Na sali rozgrywek
W szóstej rundzie ponownie oczy wszystkich skierowane były na pierwszy stół, gdzie zmierzyli się kolejni finaliści – Andrzej Jagieła oraz Bernard Olejnik. Ich starcie, podobnie jak wcześniejsze pojedynki czołówki, zakończyło się pokojowo, co tylko potwierdza, jak wyrównany poziom prezentują najlepsi zawodnicy.
Siódma runda przyniosła kilka emocjonujących starć na najwyższych stołach, gdzie spotkali się główni faworyci do zdobycia pucharu. Mimo chęci wygrania i zaciętej walki wszystkie te partie zakończyli remisowo. Jedyną prawdziwą niespodzianką była porażka Heleny Poliniewicz, która musiała uznać wyższość niżej notowanego Stanisława Rokickiego.
Triumfatorzy Pucharu Polski z koordynatorką turnieju i sędziami. Od lewej: sędzia Sylwester Flisikowski, sędzia Robert Sobczyk, Tadeusz Gryglewicz - najstarszy uczestnik, Zygmunt Myszka, Jolanta Maźniak, Andrzej Jagieła, Wojciech Woźniak i najlepsza wśród startujących zawodniczek Dorota Szela
W ósmej rundzie na pierwszym stole ponownie doszło do starcia finalistów — Wojciecha Woźniaka i Bernarda Olejnika. I tym razem zawodnicy podzielili się punktami. Warto również wspomnieć o kolejnym świetnym występie Tadeusza Gryglewicza, który sprawił sporą niespodziankę, kiedy urwał punkt finalistce mistrzostw Polski Dorocie Szeli.
Dziewiąta, ostatnia runda turnieju, przyniosła jedno nieoczekiwane rozstrzygnięcie. Na drugim stole Zygmunt Myszka zmierzył się z finalistą MP Bernardem Olejnikiem i, ku zaskoczeniu ogółu, to Myszka wyszedł z tej partii zwycięsko, zadając Olejnikowi bolesny cios na samym finiszu rywalizacji.
Po przeliczeniu punktów na podium tegorocznego PP stanęli:
Andrzej Jagieła 14 p. „Podkarpacie” Przemyśl
Zygmunt Myszka 13 p. „Zryw” Słupsk
Wojciech Woźniak 12 p. „Jutrzenka” Częstochowa
Tytuł najlepszej zawodniczki przypadł Dorocie Szeli z „Podkarpacia” Przemyśl, która przez cały turniej prezentowała bardzo stabilną formę i równą grę. Za największą niespodziankę zawodów może uchodzić znakomity występ Sylwestra Barnowskiego z „Jutrzenki” Częstochowa. Chociaż startował z numerem 18, zakończył rywalizację na szóstym miejscu i zdobył tyle samo dużych punktów co trzeci w klasyfikacji Wojciech Woźniak. Jego rezultat wywołał spore poruszenie wśród komentatorów i pokazał, że uważna i konsekwentna gra potrafi przynieść imponujące efekty.
W przerwach między rundami uczestnicy chętnie korzystali z uroków nadmorskiej okolicy. Relaksujące spacery po plaży pozwalały złapać oddech przed kolejnymi partiami, a wieczorne ognisko zorganizowane przez koordynatorkę imprezy stało się jednym z najprzyjemniejszych momentów pobytu w Darłówku. Podczas spotkania przygrywało na akordeonie dwóch zawodników, tworząc wyjątkowy nastrój.
Ekipa sędziowska dołożyła wszelkich starań, aby zawody przebiegły w warunkach sprzyjających koncentracji − w ciszy i pełnej dyscyplinie. Dzięki temu rywalizacja była nie tylko sprawiedliwa, lecz także komfortowa. Turniej odbył się przy wsparciu finansowym z PFRON, co pomogło zorganizować go na wysokim poziomie i zapewnić uczestnikom odpowiednie warunki do rywalizacji.
Początek sezonu parakolarskiego 2026 rzucił polską reprezentację od razu na głęboką wodę wyścigów międzynarodowych. Biało-Czerwoni mają już za sobą dwie prestiżowe edycje Pucharu Świata. Rywalizacja rozpoczęła się w Belgii, by zaledwie kilka dni później przenieść się do malowniczych, choć wymagających Włoch. W obu startach nasi zawodnicy musieli walczyć nie tylko z rywalami, lecz także z kaprysami pogody i potężnym pechem.
Inauguracja tegorocznego Pucharu Świata odbyła się w belgijskiej miejscowości Gistel, choć całe logistyczne zaplecze zawodów tradycyjnie już rozlokowane było w okolicach Ostendy – regionie doskonale znanym i niezwykle przyjaznym parakolarstwu. Polscy reprezentanci dotarli na miejsce klubowymi busami, a ich bazą noclegową stał się legendarny Thermae Palace. Ten monumentalny, wybudowany w 1928 roku hotel nad samą plażą, wzniesiony pierwotnie z myślą o belgijskiej szlachcie i europejskich elitach (goszczący w swoich progach m.in. członków rodziny królewskiej oraz gwiazdy światowego formatu), zapewnił zawodnikom wyjątkowy klimat do regeneracji.
PŚ Ostenda 2026, Michał Podlaski (pilot) i Maciej Wójcik
Pogoda w Belgii dopisała – zawodnikom towarzyszyło piękne słońce, które szybko zostawiło ślady pierwszej kolarskiej opalenizny. Prawdziwym wyzwaniem okazał się jednak otwarty teren i potężny boczny wiatr, z którego słynie Flandria.
Zmagania zaczęły się nietypowo, bo już w środę, od jazdy indywidualnej na czas na dystansie 30 kilometrów. Wśród kobiet duet Dominika Putyra i Karolina Karasiewicz wywalczył 7. lokatę, a Katarzyna Orzechowska z Dorotą Przęzak zajęły 12. miejsce. W rywalizacji mężczyzn Maciej Wójcik z Michałem Podlaskim zameldowali się na 18. pozycji, a Karol Kopicz i Wojtek Sykała ukończyli zawody jako 21. duet.
Nasza ekipa na plaży przed hotelem Thermae Palace w Ostendzie. Od lewej: Grzegorz Drejgier, Karolina Karasiewicz, Dominika Putyra, Maciej Wójcik, Michał Podlaski, Wojciech Sykała, Karol Kopicz, Sylwester Matusiak
Prawdziwy festiwal emocji przyniósł jednak start wspólny. Para Putyra − Karasiewicz od samego początku podyktowała własne warunki gry. Polki natychmiast ruszyły do zdecydowanego ataku, mocno naciągając peleton i inicjując ucieczkę trzech tandemów. Ich współpraca układała się wzorowo, a wypracowana przewaga długo wydawała się nie do odrobienia. W końcówce kapitalnym, wręcz atomowym przeskokiem popisały się jednak reprezentantki Wielkiej Brytanii. Ostatnie rundy czołówka pokonywała już w czteroosobowym składzie. Na finiszu minimalnie silniejsze okazały się Brytyjki, ale drugie miejsce Polek to ogromny sukces i pokaz genialnej dyspozycji. W tym samym wyścigu Orzechowska i Przęzak były 11., natomiast wśród panów duet Kopicz − Sykała zajął 13. lokatę (Wójcik i Podlaski wycofali się z powodu kontuzji).
Z Belgii reprezentacja udała się prosto do Włoch. Druga z rzędu, a trzecia w kalendarzu UCI edycja Pucharu Świata odbyła się w przepięknym regionie Abruzja. Z okien hotelu zawodnicy mogli podziwiać majestatyczny Blockhaus – jeden z najbardziej legendarnych i morderczych podjazdów w historii kultowego wyścigu Giro d’Italia. Włoska atmosfera, świetne nastroje w kadrze oraz doskonała, partnerska współpraca z sędziami (co w Belgii bywało momentami problematyczne) zwiastowały udany weekend.
Na szosach Abruzji. Na pierwszym planie od lewej Barbara Cywińska z Katarzyną Orzechowską, za nimi Karolina Karasiewicz i Dominika Putyra. Na rowerach pojedynczych z lewej Sylwester Matusiak, z prawej Grzegorz Drejgier
W piątkowej jeździe na czas (23 km) na suchej jeszcze trasie nasi zawodnicy wykręcili solidne rezultaty, choć Piotr Kołodziejczuk i Marcin Białobłocki musieli finiszować z przebitą oponą (17. miejsce). Duet Putyra − Karasiewicz był 10., a Orzechowska jadąca z debiutującą w roli pilotki Barbarą Cywińską – 15.
Niedzielny start wspólny zamienił się jednak w prawdziwy deszczowy rollercoaster. Wczesna pora oraz ulewny deszcz sprawiły, że asfalt stał się śliski niczym lód. W wyścigu mężczyzn pech dopadł Kołodziejczuka i Białobłockiego, którzy po defekcie koła stracili zbyt wiele czasu i musieli się wycofać. Z kolei jadący ambitnie Marcin Polak i Kamil Zawistowski po twardej walce zameldowali się na mecie w drugiej dziesiątce.
W rywalizacji kobiet Polki znów pokazały mistrzowską technikę. Na mokrej nawierzchni jako pierwsze wchodziły w zdradliwe zakręty, natychmiast rozrywając stawkę. Niestety, na drugim okrążeniu jadący tuż przed nimi tandem z Irlandii runął na asfalt. Dominika Putyra i Karolina Karasiewicz nie miały szans na reakcję i z impetem uderzyły w leżące rywalki. Kraksa przekreśliła szanse na podium, ale Polki wykazały niesamowity hart ducha. Błyskawicznie wstały, otrzepały się i ruszyły w pogoń.
Chwilę po upadku minął je drugi polski tandem – Orzechowska i Cywińska. Po kilku kilometrach obie nasze załogi połączyły siły. Dzięki genialnej zespołowej współpracy i jeździe do ostatnich metrów Polki zminimalizowały straty. Ostatecznie Putyra i Karasiewicz wywalczyły 8. miejsce, a tuż za nimi, na świetnej 9. pozycji, finiszowały Orzechowska z Cywińską. Dla Basi Cywińskiej, wracającej do kolarstwa szosowego po długiej przerwie, był to fantastyczny i niezwykle dojrzały debiut w parakolarskich tandemach.
Sezon 2026 dopiero się rozkręca, ale siła ducha, jaką nasi reprezentanci pokazali w Belgii i we Włoszech, wróży wielkie emocje w kolejnych startach.
Już niedługo mistrzostwa Europy w Maniago. Walka trwa!
Trzy klubowe reprezentacje zakończyły drużynowe mistrzostwa Polski w showdownie z taką samą liczbą punktów. To, że o końcowej klasyfikacji decydować musiały małe punkty, świadczy, jak zacięty bój toczyły ekipy o najwyższy stopień podium.
W dniach 23-26 kwietnia 2026 roku w Hotelu Groman w Sękocinie Starym odbyły się Drużynowe Mistrzostwa Polski w Showdownie 2026. Reprezentacje wystawiło dziewięć klubów, a dodatkowo wystąpiła drużyna tzw. reszty świata (nie była ona wliczana do końcowej klasyfikacji).
Początek turnieju nie przyniósł wielkich niespodzianek. Wyżej notowane zespoły w pokonanym polu pozostawiały te z niższych rankingowych lokat. Dość powiedzieć, że po pierwszym dniu rozgrywek cztery najlepsze ekipy ubiegłorocznych DMP nie zaznały goryczy porażki i pewnym krokiem zmierzały do powtórzenia sukcesu. Jedyne pozytywne niespodzianki sprawiała drużyna reszty świata, złożona z dwójki zawodników ze Słupska (Bernadeta Kowalska i Cezary Słoboda) i dwóch Warszawian (Michał Wałecki i Krzysztof Krawczyk). Tych czworo w każdym meczu pokazywało, że tanio skóry nie sprzeda i potrafi wygrywać z potencjalnie silniejszymi ekipami. Niestety, nie mogli być klasyfikowani i zajęli ostatnie miejsce, ale gdyby przepisy były inne, byliby na piątym miejscu.
Ostatni dzień rozgrywek przyniósł najważniejsze mecze. Świetne widowisko zafundowały nam drużyny „Sprintu” Wrocław i „Zrywu” Słupsk, których pojedynek mógłby kandydować do miana reklamy tej dyscypliny. Fantastyczne wymiany piłek, zwroty akcji, dramaturgia… po prostu kwintesencja show- downa! Po jednej stronie Krystian Kisiel, Filip Liszewski i Monika Szwałek (Wrocław), a po drugiej Ariel Kiresztura, Daniel Kuźniar i Elżbieta Mielczarek (Słupsk). Pikanterii temu starciu dodawał fakt, że Ela przed tym sezonem dołączyła do ekipy „Zrywu” po odejściu właśnie ze „Sprintu”! Ale żadnych sentymentów z jej strony nie było, bo zaprezentowała się po prostu po mistrzowsku. Warto prześledzić cały ten mecz.
Pojedynek ekip „Podkarpacia” Przemyśl i „DoSAN-u” Wałbrzych
Najpierw dobry start Słupszczan, którzy odskoczyli rywalom na sześć punktów, później festiwal błędów sędziowskich, który kosztował ich stratę wielu punktów, a Wrocławianom pozwolił na dogonienie rywali. Jednak pomimo przeciwności będących efektem decyzji nie do końca bezstronnej sędzi drużyna ze Słupska wyszła na prowadzenie 16:12. Zmiana stron przyniosła też zmianę taktyki ekipy z Dolnego Śląska, która postawiła wszystko na jedną kartę. Bardzo dobra gra Krystiana Kisiela pozwoliła doskoczyć do rywali i na tablicy wyników pojawił się rezultat 28:27 dla Słupska! Wtedy to naprzeciw siebie stanęło dwóch bardzo silnych fizycznie zawodników – Ariel Kiresztura i Filip Liszewski. Najpierw punkt dla Wrocławia i remis 28:28, następnie bramka dla Słupska i 30:28. Już tylko punkt dzielił ich od wygrania meczu. I wtedy bardzo mądrze zachował się Ariel, który zaczął grać bardzo delikatnie. To zaskoczyło Filipa, który spodziewał się silnych uderzeń rywala, mających na celu jego wyautowanie. Ta celowa strategia miała wybić z rytmu reprezentanta Sprintu i uśpić jego czujność. Po kilku lekkich strzałach Ariel uderzył bardzo mocno w sam środek rakietki Filipa, co doprowadziło do błędu obrony w polu i… zakończyło mecz 31:28. To historyczna wygrana „Zrywu” nad „Sprintem”! Dość powiedzieć, że był to pierwszy przegrany mecz Wrocławian od momentu rozgrywania drużynowych mistrzostw Polski, czyli od dziesięciu lat!
Trzy najlepsze drużyny roku 2026. Od lewej: „Zryw” Słupsk, „Sprint” Wrocław i „Ikar” Lublin
Kolejne spotkania może nie dostarczyły aż takiej dramaturgii, ale również stały na wysokim poziomie. Najpierw drużyna „Ikara” Lublin pokonała „Podkarpacie” Przemyśl 31:24, a następnie Przemyślanie ulegli Wrocławianom 16:32. Z kolei dość niespodziewanie na ostatniej prostej do złotego medalu potknęła się ekipa „Zrywu” Słupsk, która uległa Lublinianom 24:31. Tym sposobem po raz kolejny ze złota mogli cieszyć się zawodnicy „Sprintu” Wrocław.
Bardziej zacięte były mecze w dolnej części tabeli, gdzie najpierw drużyna „Lajkonika” Kraków pokonała „Warmię i Mazury” Olsztyn 31:29, z kolei „DoSAN” Wałbrzych w pokonanym polu pozostawił SMP Chorzów po wygranej 31:28.
Pierwszy turniej showdowna rangi mistrzowskiej za nami. Drużynowym mistrzem Polski 2026 została ekipa „Sprintu” Wrocław. Srebrny medal po raz pierwszy w historii trafił do drużyny „Zrywu” Słupsk, a brązowy krążek powiozła do macierzystego klubu ekipa „Ikara” Lublin. Teraz czeka nas króciutka przerwa, a już na początku czerwca odbędą się półfinały indywidualnych mistrzostw Polski.
Drużynowe Mistrzostwa Polski w Showdownie 2026
1. „Sprint” Wrocław (Aleksandra Szwałek, Julia Szwałek, Weronika Szynal, Krystian Kisiel, Filip Liszewski, Monika Szwałek 2. „Zryw” Słupsk (Paulina Krupa, Elżbieta Mielczarek, Dariusz Duda,Ariel Kiresztura, Dariusz Konopa, Daniel Kuźniar; trener: Szymon Borkowski) 3. „Ikar” Lublin (Dominika Czuj, Klaudia Sasin, Katarzyna Stenka, Szymon Budzyński; trener: Sebastian Michailidis) 4. „Podkarpacie” Przemyśl 5. „DoSAN” Wałbrzych 6. „Lajkonik” Kraków 7. „Warmia i Mazury” Olsztyn 8. SMP Chorzów 9. „Jutrzenka” Częstochowa 10. Reszta świata (nieklasyfikowani)
W dniach 8-11.05.2026 odbyła się we Wrocławiu pierwsza runda Pucharu Polski osób z dysfunkcją wzroku w strzelectwie pneumatycznym. To już kolejny raz, gdy impreza strzelecka pod patronatem ZKF „Olimp” rozgrywana jest w stolicy Dolnego Śląska. Pierwszy etap tegorocznego PP można potraktować jako rozgrzewkę połączoną z testami zmodyfikowanych strojów przed nieodległymi występami na arenie międzynarodowej.
Pieczę nad przygotowaniem wrocławskiego etapu PP sprawował klub „Sudety” Kłodzko w osobach Józefa Plichty, kierownika zawodów z ramienia ZKF „Olimp”, oraz Marii Ciupińskiej-Narwojsz – koordynatorki imprezy. Wśród uczestników nie zabrakło stałych bywalców, czyli reprezentantów „Warmii i Mazur” Olsztyn, „Podkarpacia” Przemyśl, „Łuczniczki” Bydgoszcz, „Moreny” Iława czy „Jutrzenki” Częstochowa. Pojawili się także strzelcy z długo niewidzianego słupskiego „Zrywu” oraz BKS LOK Bytom. Zawody miały klasyczny przebieg i obejmowały dwie konkurencje – karabin pneumatyczny stojąc oraz karabin pneumatyczny leżąc.
Pierwszego dnia rywalizacji – w postawie stojącej – wśród panów zwycięzcą został, choć z nieznaczną przewagą, Bogusław Rutkowski („Warmia i Mazury” Olsztyn), wspierany przez Ksenię Borko. Wyprzedził Grzegorza Kłosa („Łuczniczka” Bydgoszcz), strzelającego w duecie z Jolantą Szapańską. Na najniższym stopniu podium stanął reprezentant „Jutrzenki” Częstochowa Wojciech Muszczak, który rywalizował przy wsparciu małżonki Elżbiety Muszczak. Wśród pań rywalizacja czołówki w stawce przebiegła bez większych niespodzianek. Zdecydowaną zwyciężczynią została Barbara Moskal („Podkarpacie” Przemyśl), której asystuje Katarzyna Moskal, na drugim miejscu strzelanie zakończyła także zawodniczka klubu z Przemyśla – Barbara Matyka, wspierana asystą Bogdana Koniecznego. Na najniższym stopniu podium stanęła reprezentantka klubu BKS LOK Bytom Wioleta Zarzecka, która strzelała wraz z asystentem Jackiem Lipką.
Drugi dzień rywalizacji objął precyzyjniejszą z postaw – leżącą. Wyniki poszybowały w górę, zwycięzcy tej konkurencji osiągali poziom gwarantujący wysokie miejsca w kwalifikacjach zawodów międzynarodowych, co cieszy na tak wczesnym etapie sezonu i daje pozytywny obraz przepracowanego okresu przygotowawczego.
Od prawej: Grzegorz Kłos („Łuczniczka” Bydgoszcz) i Wojciech Muszczak („Jutrzenka” Częstochowa) podczas strzelania w postawie stojącej
Wśród panów na dystans jednego punktu do rekordu Polski zbliżył się Grzegorz Kłos (asystentka: Jolanta Szapańska), który uzyskał łącznie 622,1 p. Drugi rywalizację zakończył Bogusław Rutkowski (asystentka: Ksenia Borko), a na najniższym stopniu podium stanął ponownie Wojciech Muszczak (asystentka: Elżbieta Muszczak). Wśród pań najlepiej spisała się obecna rekordzistka Polski w tej konkurencji Barbara Matyka (asystent: Bogdan Konieczny), która zebrała w sumie równo 618 p. Dalej na podium stanęła jej koleżanka klubowa Barbara Moskal (asystentka: Katarzyna Moskal), a na trzecim miejscu strzelanie ukończył bydgoski duet Jolanta Szapańska − Grzegorza Kłos (asystent).
Pierwszy tegoroczny start stał się jednocześnie sprawdzianem dla reprezentacji Polski przed zawodami międzynarodowymi IDECUP w Langelsheim w Niemczech, na które zawodnicy wyjeżdżali po zakończeniu rywalizacji we Wrocławiu. Przy tej okazji warto wspomnieć o pewnych nowościach, jakie pojawiły się w naszych strzeleckich regulaminach z nastaniem nowego roku i wraz z początkiem nowego cyklu kwalifikacyjnego do igrzysk paralimpijskich Los Angeles 2028. Modyfikacjom uległy zasady dotyczące strojów strzeleckich. Dotychczasowe „sztywne” kurtki i spodnie strzeleckie muszą obecnie spełniać bardziej rygorystyczne kryteria dotyczące elastyczności materiału, zmierzające w kierunku zapewnienia większej swobody ruchu. Autorzy przepisów wyznaczyli dwie granice sztywności, w zakresie których strój może pozostać nieco sztywniejszy: linię łopatek w przypadku kurtki i linię kroku w przypadku spodni – powyżej obu tych linii test sztywności stroju musi przebiec w maksymalnym czasie 30 sekund (czas testu na ugięcie na maszynie). Fragmenty stroju poniżej wskazanych linii muszą osiągnąć pożądane ugięcie już w czasie 15 sekund. To kolosalna zmiana, biorąc pod uwagę fakt, że dotychczasowe przepisy zakładały 60-sekundowy czas testu dla całego obszaru. Ponadto zmianie uległ pomiar zakładu guzików w kurtce strzeleckiej. Dotychczas wymiarem granicznym zachodzenia na siebie pół stroju było 7 cm (przy użyciu maszyny pomiarowej). Obecnie wartość tę zwiększono do 8 cm, co sprawia, że kurtka słabiej opina ciało zawodnika podczas strzelania. Wszystko to, przez zmniejszenie stabilizacji, jaką zapewnia strój, ma na celu utrudnienie rywalizacji na najwyższym poziomie w sporcie olimpijskim i pewne zróżnicowanie poziomu sportowego w oparciu o umiejętności zawodników, a nie tylko wyposażenie. Niejako rykoszetem dostali również parastrzelcy, w tym z dysfunkcją wzroku, dla których zasady dotyczące strojów są takie same. Z uwagi na powyższe zmiany ostatni wieczór na zawodach był dla reprezentantów czasem testów i intensywnej pracy nad przygotowaniem strojów – z wykorzystaniem tłuczków do mięsa, młotków i wybijaków mających poprawić elastyczność strojów i zrobić nowe dziury na guziki. Efekty tej rękodzielniczej pracy zostały sprawdzone podczas zawodów IDECUP, o czym napiszemy niebawem.
W kraju kolejna szansa na rywalizację nadarzy się już w czerwcu: najpierw zostaną rozegrane zawody ogólnopolskie we Władysławowie (10-13 czerwca), a po kilku dniach rozpocznie się druga runda Pucharu Polski (16-19 czerwca), na którą strzelcy pojadą do Starachowic.
Dekoracja zwycięzców PP w konkurencji karabin pneumatyczny leżąc osób z dysfunkcją wzroku. Na 1. miejscu Grzegorz Kłos, na 2. miejscu Bogusław Rutkowski, na 3. miejscu Wojciech Muszczak, wszyscy z asystentkami
Ośrodek TVP w Sarnówku po raz kolejny był miejscem rozpoczęcia sezonu startowego w strzelectwie laserowym osób niewidomych i słabowidzących. W dniach 12-15 maja 2026 r. niejako na rozgrzewkę odbyły się pierwsze zawody ogólnopolskie,a bezpośrednio po nich, w dniach 15-18 maja, rozegrano mistrzostwa Polski.
W obu wydarzeniach wystartowali zawodnicy z całej Polski, reprezentujący dziesięć klubów sportowych. W Sarnówku spotkali się uczestnicy rywalizacji, trenerzy, sędziowie, opiekunowie oraz organizatorzy, którzy stworzyli liczący ponad 60 osób zgrany team. Zawody odbyły się przy wsparciu samorządów lokalnych oraz instytucji centralnych, a ich znaczenie podkreślili patroni wydarzeń: Starosta Powiatu Iławskiego Bartosz Bielawski, Wójt Gminy Iława Krzysztof Harmaciński oraz Burmistrz Miasta Iława Dawid Kopaczewski. Obie imprezy zostały dofinansowane ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz PFRON, co umożliwiło ich przeprowadzenie oraz pozwoliło zapewnić zaplecze techniczne.
W każdej z konkurencji obu turniejów zawodnicy oddawali 30 strzałów podzielonych na trzy 10-strzałowe serie. Wynik tych strzelań był zliczany w konkurencji dwuboju.
Paweł Płóciennik z „Omegi” Łódź w trakcie strzelań z karabinu, na swoją kolej czekają pozostali reprezentanci klubu
Sarnówek – początek sezonu i pierwszy sprawdzian
Zawody ogólnopolskie były pierwszym punktem tegorocznego kalendarza startów. Dla wielu stanowiły one ważny moment powrotu do rytmu startowego po przerwie zimowej oraz okazję do sprawdzenia dyspozycji w warunkach startowych. Ich charakter był zarówno sportowy, jak i szkoleniowy. Zawodnicy przeanalizowali swoje przygotowanie, skontrolowali stabilność wyników oraz przetarli się przed kolejnymi ważnymi startami sezonu.
W rywalizacji kobiet w konkurencjach karabinu i pistoletu bardzo dobrze zaprezentowała się Ewa Bosek („Łuczniczka” Bydgoszcz), która zwyciężyła w karabinie kobiet (252,3 p.) i pistolecie (157,3 p.) oraz sięgnęła po wysokie miejsce w dwuboju. Wśród mężczyzn wyróżnił się Jarosław Czapski („Morena” Iława), triumfując w karabinie (288,1 p.), pistolecie (251,2 p.), jak i w klasyfikacji dwuboju.
Ceremonia medalowa MP, kategoria dwubój pań. Od lewej Andrzej Brach, Jarosław Piechotka, Bożena Siwulska, Agnieszka Król-Jaśkiewicz, Ewa Bosek, Marlena Szewczyk, Anna Rogozińska, Izabela Duda
Mistrzostwa Polski na finał tygodnia
Bezpośrednio po zawodach rozegrano mistrzostwa Polski w karabinie, pistolecie i dwuboju, które zgromadziły jeszcze większą liczbę startujących i podniosły rangę całego tygodnia sportowego w Sarnówku. Reprezentowanych było dziesięć klubów, a do rywalizacji przystąpiło 17 kobiet i 28 mężczyzn. Podczas oficjalnej odprawy sędzia główny zawodów i sędzia karabinu PZSS Arkadiusz Szewczyk przypomniał zawodnikom o zasadach obowiązujących podczas startów, warunkach zachowania bezpieczeństwa, właściwej postawie oraz przestrzeganiu zasad fair play. Funkcję sędziego pistoletu pełnił Janusz Licznerski, który dodatkowo poprowadził trening otwarty dla zawodników.
Względem poprzedzającego turnieju pojawiło się kilka nowych nazwisk w ścisłej czołówce, co poskutkowało istotnymi zmianami w układzie podium. Przyczynił się do tego m.in. spektakularny powrót Agnieszki Król-Jaśkiewicz („Zryw” Słupsk) po wielu latach przerwy w startach indywidualnych na mistrzostwach Polski. Był to powrót w wielkim stylu, bo zawodniczka zdobyła aż trzy złote medale, czyli w każdej z trzech konkurencji kobiet, a jej występ był jednym z najbardziej przyciągających uwagę akcentów na tegorocznych mistrzostwach. Obok niej na podium pojawiały się również Ewa Bosek, Izabela Duda, Marlena Szewczyk oraz Bożena Siwulska, co świadczy o dość szerokiej czołówce w rywalizacji pań. Wśród mężczyzn bardzo dobrze zaprezentowali się Piotr Staszewski („Zryw” Słupsk) oraz Jarosław Czapski („Morena” Iława), którzy wymieniali się zwycięstwami w trzech konkurencjach. Na trzecim miejscu meldował się Robert Nawrocki („Zryw” Słupsk).
Uroczyste zakończenie mistrzostw uświetnili goście: Jarosław Piechotka – członek Zarządu Powiatu Iławskiego, Andrzej Brach – zastępca wójta Gminy Iława oraz Aneta Rychlik – przewodnicząca Rady Miasta Iława. Ich obecność podkreśliła rangę wydarzenia. Na wzmiankę zasługują wyjątkowe trofea sportowe przygotowane przez Polskie Stowarzyszenie na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną Koło w Iławie, które nadały rywalizacji dodatkowego, symbolicznego wymiaru.
Stanisław Szczęsny na stanowisku strzeleckim
Sprzęt, rozwój i nowe możliwości
Coraz wyraźniej widać, że o wynikach, obok talentu, decyduje przede wszystkim możliwość regularnych treningów i kontaktu ze sprzętem. Zawodnicy reprezentujący kluby, które prowadzą aktywne sekcje sportowe oraz mają dostęp do strzeleckiego sprzętu treningowego, wykazują większą stabilność startową. Istotnym wsparciem dla środowiska jest szansa wypożyczenia sprzętu z ZKF „Olimp” na określony czas, co znacząco ułatwia klubom rozpoczęcie treningów i rozwinięcie sekcji strzelectwa laserowego.
To rozwiązanie staje się trwałym i ważnym impulsem pomagającym popularyzować dyscyplinę w kolejnych regionach Polski. Dowodzi tego fakt, że mistrzostwa były okazją do zaprezentowania nowego sprzętu zakupionego przez Związek – nowoczesnych symulatorów treningowych oraz unowocześnionej broni laserowej. To istotny krok w kierunku dalszej profesjonalizacji dyscypliny i zwiększenia dostępności treningów. Udoskonalenia technologiczne pozwalają zawodnikom na bardziej precyzyjną analizę wyników i lepsze przygotowanie do startów.
Zawody ogólnopolskie, medale w konkurencji pistolet kobiet wręcza Grażyna Woźniak. Od lewej zawodniczki: Marlena Szewczyk, Ewa Bosek, Ilona Tokarska
Przed zawodnikami kolejne wyzwania
Aura nie zawsze sprzyjała, jednak – jak podkreślali uczestnicy – nie wpłynęło to na atmosferę wydarzenia. W przerwie między startami toczyły się ożywione rozmowy w gronie przyjaciół. Ogniska z tradycyjną karkówką i śpiewami przy gitarze też nie zabrakło. Koordynatorką zawodów w Sarnówku była Klaudia Żelazowska.
Był to pierwszy etap tegorocznego cyklu strzeleckiego w laserze. Przed zawodnikami kolejne wyzwania: Puchar Polski w Klimkówce, drugie ogólnopolskie zawody oraz miksty w Sarnówku, a także drużynowe mistrzostwa Polski w Ustce. Sezon zakończy się w październiku tradycyjnym szkoleniem dla początkujących, które od lat pomaga wprowadzać nowych zawodników do dyscypliny i budować zaplecze kadrowe na kolejne sezony.
Podium mistrzostw Polski niewidomych i słabowidzących w strzelectwie laserowym 15-18.05.2026 r., Sarnówek
W Boguszowie-Gorcach u stóp Dzikowca odbyły się górskie mistrzostwa Polski osób niewidomych i słabowidzących w nordic walkingu. Wyścig, zorganizowany pod egidą Stowarzyszenia „Cross”, wystartował w dniu Święta Pracy.
O tytuły mistrzów górskich ścieżek walczyło 35 uczestników. W środę 29 kwietnia w trakcie spotkania organizacyjnego sędziowie Beata Rajewska (sędzia główna), Urszula Szymczak oraz Sebastian Rajewski, Georgina Myler (obsługa techniczna) i koordynator Michał Madaliński przedstawili program zawodów, omówili zasady rywalizacji i marszu. Ostrzegli przed podbieganiem, za które miały grozić upomnienia, a nawet kary w postaci doliczonego czasu. Rekonesans trasy połączony ze wspólnym treningiem pozwolił nam stwierdzić, że jest ona ciekawsza od ubiegłorocznej, bo prowadzi przez las i omija zatłoczony parking. Korzenie, kamienie czy nierówności to nic w porównaniu z parkingowym betonem i stojącymi samochodami, tym bardziej że wszystkie leśne przeszkody zostały wyraźnie oznaczone.
W dniu wyścigu pojechaliśmy busem na polanę pod Dzikowcem, gdzie czekał już rozstawiony namiot ze stołami i ławkami. Trwał piknik nordicowy „Majówka pod Dzikowcem”, więc nie byliśmy sami. Żeby się wyróżnić, zawiązaliśmy na szyjach zielone chusty − znak rozpoznawczy. Pogoda dopisywała, atmosfera radosnego świętowania roztaczała się wokół. Nasz start miał się odbyć w samo południe, a trwała już rywalizacja w otwartym wyścigu Nor-Dzik Walking. Każdy z naszej grupy miał przewodnika, niektórzy z nimi przyjechali, innym pomagali wolontariusze − nieocenieni harcerze ze 111 Boguszowskich Drużyn Żółto-Niebieskich. Pozostali druhowie stali w newralgicznych punktach trasy, pilnując, by nikt nie pomylił drogi lub nie wpadł na przeszkodę. Startujących do rywalizacji zagrzewali burmistrz Boguszowa-Gorc Daniel Lubiński i przewodniczący rady miasta Bernard Zonenberg, a także Michał Madaliński. Zaznaczali, by walczyć fair play, ale z zapałem, na miarę swoich możliwości, oraz że już sam udział w górskim marszu i dojście do mety są zwycięstwem, bo przecież trzeba pokonać swoje słabości i trudności, by stanąć do takiej rywalizacji. Przewodniczący rady zadeklarował się także, że następnym razem weźmie udział w marszu jako przewodnik Michała Madalińskiego, co wywołało ogólny aplauz.
Tuż przed dwunastą Georgina ustawiła zawodników czwórkami, według kategorii startowych − B1 i B2 mężczyzn i kobiet oraz seniorskiej. Wybiła dwunasta. Kolejne czwórki ruszały co 10 sekund. Przed zawodnikami było około 4,5 km trasy.
Od pierwszego kroku jasne było, że walka o podium będzie zacięta i do ostatnich metrów nikt nie odpuści rywalom. Jeśli ktoś myślał, że na początku będzie szedł wolno, a potem dogoni i wyprzedzi tych, którzy się zmęczą i zwolnią, mocno się rozczarował. Tempo wyścigu było imponujące. Na trasie co chwilę było słychać okrzyk „prawa wolna!”, co oznaczało „zejdźcie na bok, chcemy was wyprzedzić”. Spotykaliśmy spacerowiczów. Dziwili się, że niektórzy nordicowcy idą w opaskach na oczach, a do tego na specjalnej uprzęży. Ich zdumienie rosło, gdy orientowali się, że są świadkami wyścigu osób niewidomych i słabowidzących, ale wtedy bez oporu schodzili z drogi i jeszcze dopingowali. A my robiliśmy, co w naszej mocy, by dotrzeć do mety jak najszybciej. Mimo dobrze oznakowanej drogi zdarzały się chwile wahania, w którą stronę pójść, bo zakrętów i rozwidleń nie brakowało. Łatwo było skręcić gdzieś za turystami, biorąc ich za uczestników zawodów. Trafiły się też niegroźne upadki − cena walki o medal. Wszyscy jednak dotarliśmy do mety.
Najlepsi osiągnęli znakomite wyniki. W kategorii B1 tytuł mistrza Polski zdobył Piotr Ossowski z „Łuczniczki” Bydgoszcz z czasem 34:41, wicemistrzem został Marcin Pleśniak z „Giude’a” Wrocław (36:59), a trzeci był Zbigniew Macek z bielskiego klubu „Smrek” (37:25). Wśród pań w kategorii B1 tytuł mistrzyni zdobyła, tak jak w poprzednim roku, Teresa Stach z „Warmii i Mazur” Olsztyn, jej czas to 37:25, wicemistrzynią została Ewa Bosek z „Łuczniczki” Bydgoszcz (38:59), jako trzecia na metę weszła Grażyna Polak (45:45), zawodniczka „Crossu Opole”.
W kategorii B2 rywalizacja była bardzo zacięta, a widać to po czasach, jakie osiągali zawodnicy. Różniły się one nieraz o sekundy, więc kolejni na mecie niemal dosłownie deptali rywalom po piętach. Wśród mężczyzn jako pierwszy dystans pokonał i obronił mistrzowski tytuł Leszek Mystkowski z „Syrenki” Warszawa, a wynik uzyskany przez zwycięzcę to 31:23. Wicemistrzostwo wywalczył Stanisław Piskorski z „Kormorana” Giżycko (32:12), a tuż za nim, o jedną sekundę później, metę minął Michał Choma z przemyskiego „Podkarpacia”. Czwarty był jego klubowy kolega Dariusz Mądro z zapisanym czasem 32:29. Wymieniamy go, ponieważ na spotkaniu podsumowującym zawody zgłosił on zastrzeżenia do rzetelności pomiaru. Według przedstawionej relacji wszedł on na metę równo z kolegą, zatem wynik powinien się różnić minimalnie. Sędziowie obiecali to wyjaśnić z firmą Datasport odpowiedzialną za pomiar czasu, a także przeanalizować nagrania z zawodów. Mistrzostwo w kategorii B2 kobiet wywalczyła, osiągnąwszy czas 33:49, Ewa Pochwat z „Jutrzenki” Częstochowa, druga była Małgorzata Strelczuk ze „Zrywu” Słupsk (34:50), a trzecia Mariola Macek z klubu „Smrek” Bielsko-Biała (36:33).
Zawodnicy z przewodnikami na ostatnim odcinku trasy
Wśród seniorów najszybszy był Leszek Dorobek reprezentujący „Cross Opole”, który wszedł na metę po 34 minutach i 18 sekundach. Dodatkowo wyróżniona została najmłodsza zawodniczka Małgorzata Puchacz, wielu znana jako „Groszek”, która pod czujnym okiem przewodniczki (prywatnie mamy) w swoim niepowtarzalnym stylu przeszła wyznaczoną trasę specjalną w 34 minuty i 49 sekund.
Zwycięzcy zostali udekorowani medalami wykonanymi przez miejscową artystkę, otrzymali także nagrody w formie bonów do jednej z sieci handlowych. Po marszu mogliśmy wzmocnić się żurkiem i pieczoną kiełbaską, które przygotowali pracownicy hotelu Piotr. Należy dodać, że na trasie znajdował się punkt z wodą, a na mecie dla strudzonych były, poza wodą, banany i ciasteczka. Wszyscy busem wróciliśmy do hotelu, aby jeszcze w trakcie kolacji dzielić się wrażeniami z zawodów. Sędziowie podali szczegółowe wyniki i dodatkowo nagrodzili każdego startującego upominkiem. Podziękowali też przewodnikom, bez których marsz osób niewidomych byłby niemożliwy. W rozmowach korytarzowych słyszeliśmy głosy, by w przyszłości medale otrzymywali wszyscy zawodnicy, a na pewno najlepsza trójka w kategorii senior, choćby kosztem nagród dla zwycięzców. Pojawiły się też opinie, że powinny być wyższe kary za podbieganie, czego tym razem było sporo i co naruszało zasadę fair play.
Pamiątkowe zdjęcie uczestników górskich MP na mecie
Mimo tych drobnych zastrzeżeń nie ulega wątpliwości, że zawody były udane. Wielu startujących mogło być naprawdę dumnych ze swoich wyników. Cieszy ogromna rozpiętość wieku uczestników, a nawet różny poziom kondycji, bo to dowodzi, że nordic walking to dyscyplina dla każdego. I potwierdziło się, że chcieć to móc. Koordynator Michał Madaliński wykonał kawał dobrej roboty. Baza noclegowa, wyżywienie, personel hotelu Piotr w Boguszowie-Gorcach − wszystko było na wysokim poziomie. Zanim zawodnicy ruszyli do domów, już zapowiedzieli swój udział w kolejnych mistrzostwach.
Górskie MP niewidomych i słabowidzących zostały dofinansowane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz PFRON.
„Zapomniałeś nart?”. Ile razy maszerujący z kijami do nordic walkingu słyszeli takie i podobne zaczepki? Trzeba przyznać, że zdarzają się one coraz rzadziej, ponieważ aktywność ta stała się bardzo popularna, a na przestrzeni dekad świadomość społeczeństwa na jej temat znacznie wzrosła.
Nordic walking, czyli marsz ze specjalnie zaprojektowanymi do tego celu kijami, wywodzi się z Finlandii, gdzie już w latach 30. XX wieku narciarze biegowi wykorzystywali je do letnich treningów. Jako oficjalna, odrębna dyscyplina sportu i rekreacji narodził się jednak dopiero w 1997 r. To właśnie wtedy fińska firma Exel stworzyła pierwsze specjalistyczne kije i wprowadziła nazwę, którą znamy dzisiaj.
Fot. 1. Narciarstwo biegowe dało początek aktywności NW
Do Polski nordic walking trafił bardzo szybko, bo już na przełomie 2003 i 2004 r. W tym czasie odbywały się pierwsze profesjonalne kursy dla instruktorów, opierające się na wiedzy pochodzącej z kolebki tego sportu, zorganizowane pod patronatem Międzynarodowej Federacji Nordic Walkingu (INWA). Rok 2004 uznaje się za moment zaistnienia tej aktywności w świadomości Polaków. To właśnie wtedy pojawiły się pierwsze stowarzyszenia nordicowe, a media zaczęły promować marsze z kijami jako bezpieczną i sprzyjającą zdrowiu formę ruchu. W kolejnych latach nastąpił gwałtowny rozwój dyscypliny. Powstało Polskie Stowarzyszenie Nordic Walking, które zadbało o standardy techniki i szkolenia. Sport ten błyskawicznie przyjął się w polskich uzdrowiskach, sanatoriach i klubach fitness, głównie ze względu na swoje walory zdrowotne: odciążanie stawów, angażowanie niemal wszystkich mięśni ciała.
Dziś Polska jest europejską potęgą w nordic walkingu. Posiadamy rozbudowaną sieć profesjonalnych tras, organizujemy masowe zawody o randze międzynarodowej, a miejscowość Barlinek zyskała miano europejskiej stolicy nordic walkingu. Dyscyplina stała się w naszym kraju jednym z najpopularniejszych sposobów na aktywne i zdrowe spędzanie czasu na świeżym powietrzu. Dzięki prostocie i temu, że jest bezpieczna, umożliwia uczestnictwo osobom w każdym wieku, niezależnie od kondycji. Można ją uprawiać w każdym klimacie, w dowolnym terenie, na każdej nawierzchni i, co ważne, przez cały rok.
Nordic walking to marsz ze specjalnie zaprojektowanymi, wytrzymałymi kijami. Bazuje na naturalnym kroku człowieka, wzbogaconym o aktywną pracę obręczy barkowej. Technika NW stanowi połączenie tradycyjnego chodu z elementami techniki jazdy na nartach biegowych w zakresie odpychania się od podłoża.
Kije do nordic walkingu − charakterystyka
Kije składają się z trzech głównych elementów: rękojeści z charakterystyczną rękawiczką, która umożliwia prawidłową technikę wypuszczania kija z dłoni, trzonu (rurki) wykonanego najczęściej z aluminium lub włókna węglowego oraz grotu, czyli ostrej końcówki zapewniającej przyczepność do podłoża w terenie. Dodatkowo zestaw zazwyczaj uzupełniają gumowe stopki zwane bucikami, które nakłada się na groty podczas marszu po twardym podłożu, takim jak asfalt czy beton.
Fot. 2. Rękawiczka do NW pozwala na swobodne wypuszczenie kija z dłoni podczas zamachu do tyłu, bez ryzyka jego zgubienia
Fundamentem odróżniającym kije do nordic walkingu od trekkingowych jest zastosowanie specjalistycznej rękawiczki zamiast zwykłej pętli nadgarstkowej (Fot. 2). Rozwiązanie to jest niezbędne dla prawidłowej techniki marszu, ponieważ pozwala na swobodne wypuszczenie kija z dłoni podczas zamachu do tyłu, bez ryzyka jego zgubienia. Wybierając model dla siebie, należy zwrócić uwagę, aby rękawiczka była idealnie dopasowana do dłoni i nie powodowała otarć. Bardzo praktycznym udogodnieniem jest system wypinania (click and go), który umożliwia błyskawiczne odłączenie kija (np. w celu zawiązania buta lub odebrania telefonu) bez konieczności zdejmowania samej rękawiczki.
Trzon kija może być stały lub ruchomy. Decyzja o wyborze konstrukcji kijów zależy od indywidualnych potrzeb oraz miejsca ich użytkowania. Kije stałe charakteryzują się większą stabilnością i znacznie lepiej tłumią drgania. Są optymalnym rozwiązaniem dla osób, które znają już swoją idealną wysokość i maszerują głównie po płaskim, równym terenie. Kije regulowane (teleskopowe) są z kolei łatwe w transporcie oraz dają możliwość dopasowania ich wysokości do użytkownika. W przypadku modeli regulowanych warto postawić na blokadę zewnętrzną (na klamrę), która wykazuje się większą niezawodnością i trwałością niż tradycyjne systemy skręcane. Materiał, z którego są wykonane kije, ma bezpośredni wpływ na ich wagę oraz właściwości amortyzujące: aluminium jest rozwiązaniem przystępnym cenowo i bardzo wytrzymałym, jednak cechuje się gorszym tłumieniem drgań powstających przy kontakcie z podłożem. Włókno węglowe (karbon) sprawia, że kije są lekkie i doskonale absorbują wstrząsy. Jest to szczególnie istotne dla ochrony stawów łokciowych i barkowych, zwłaszcza podczas regularnych i intensywnych treningów.
Kij zakończony grotem stosujemy do marszu po ziemi, piasku czy trawie. Najlepiej sprawdzają się groty widiowe (z węglika spiekanego), bo wolniej się ścierają. Gumowe nakładki (buciki) niezbędne będą na asfalt i twarde nawierzchnie. Warto sprawdzić, czy do wybranego modelu łatwo dokupić zamienniki, bo to element, który zużywa się najszybciej.
Fot.3. Kąt 90 stopni w stawie łokciowym świadczy o dobrze dobranym kiju
Najistotniejszy jednak dla prawidłowej techniki jest dobór odpowiedniej wysokości kijów. Zanim zaczniesz maszerować, sprawdź dopasowanie: chwyć kij za rękojeść i postaw go pionowo przed sobą. Twoja ręka zgięta w łokciu powinna tworzyć kąt prosty (90 stopni) lub lekko rozwarty. Wykonaj ten pomiar w obuwiu, w którym będziesz trenować (Fot. 3).
Istnieją również proste przeliczniki matematyczne:
osoby początkujące: wzrost (cm) x 0,66
osoby zaawansowane: wzrost (cm) x 0,68
Przykład: dla kobiety o wzroście 160 cm odpowiednia długość kijów to 105-110 cm (krótsze dla mniej zaawansowanych).
Aspekty zdrowotne NW
Nordic walking to jedna z najwszechstronniejszych form aktywności fizycznej. Dzięki zastosowaniu poprawnej techniki angażuje on aż 90 procent mięśni całego ciała i pozwala spalić do 40 procent więcej kalorii niż tradycyjny marsz. Kluczową zaletą zdrowotną tej dyscypliny jest istotne odciążenie stawów skokowych, kolanowych oraz biodrowych, co czyni ją bezpiecznym rozwiązaniem dla osób z nadwagą lub problemami ortopedycznymi. Regularne treningi utrwalają nawyk prostowania sylwetki, korygują wady postawy, wzmacniają mięśnie głębokie, a stymulując utrzymanie właściwej gęstości kości, zapobiegają osteoporozie.
Dla osób niewidomych dyscyplina ta stanowi nieocenione narzędzie terapeutyczne oraz bezpieczną formę rekreacji, a nawet sportu. Kije zapewniają dodatkowe punkty podparcia, co zwiększa poczucie stabilności i pomaga przełamać lęk przed otwartą przestrzenią. Aktywność ta skutecznie redukuje permanentne napięcie mięśniowe, niweluje negatywne skutki niedoboru ruchu oraz przeciwdziała wadom postawy wynikającym bezpośrednio z deficytu wzroku, takim jak opuszczanie głowy czy zapadanie się klatki piersiowej. Co więcej, nordic walking pozwala korygować niewłaściwe nawyki ruchowe, często spotykane u osób z dysfunkcją wzroku: nadmiernie wysunięte i nieruchome ramiona podczas chodu, tułów odchylony do tyłu czy nieprawidłowe stawianie stóp „z góry”. Podobne błędy biomechaniczne obserwuje się często podczas biegu, gdzie górna część ciała bywa cofnięta, stopy stawiane są zbyt szeroko, a odbicie następuje nieefektywnie z „pięty na piętę”. Systematyczny marsz z kijami wydłuża krok, wyrównuje go i nadaje mu pożądany rytm.
W ujęciu całościowym nordic walking czyni chód bardziej ekonomicznym, usprawnia przemianę materii i stymuluje układ krążenia. Poprzez zwiększenie samodzielności w przemieszczaniu się dyscyplina ta skutecznie poprawia kondycję psychiczną oraz ogólną jakość życia. Można zatem śmiało stwierdzić, że marsz z kijkami to tani, bezpieczny i powszechnie dostępny lek bez recepty.
Stabilizacja centralna – fundament bezpiecznego ruchu (cz.2)
Skoro już wiemy, jak w prosty sposób włączać mięśnie głębokie w spoczynku, kolejnym krokiem jest nauczenie się utrzymywania tej stabilizacji podczas ruchu. To właśnie wtedy tzw. stabilizacja centralna zaczyna działać w praktyce – pomaga poruszać się skutecznie i bezpiecznie. Celem treningu nie jest to, by „robić mocny brzuch”, ale to, by stworzyć stabilny punkt odniesienia dla ruchu kończyn – coś, co później bezpośrednio przełoży się na chodzenie, bieganie, zmianę kierunku czy generowanie siły.
Stabilny brzuch, skuteczny ruch!
Elementy, na które należy zwracać szczególną uwagę podczas wykonywania ćwiczeń stabilizacyjnych, to:oddychanie – nie wstrzymuj powietrza,
kontrola ruchu ważniejsza niż tempo,
brak kompensacji – np. nie wyginaj pleców,
jakość ćwiczeń ważniejsza niż ilość.
Od deski po ...ubijanie masła!
Pamiętaj, że mniej znaczy więcej. Wolniejsze tempo i mniejszy zakres ruchu z idealnie płaskimi plecami są warte więcej niż szybkie machanie kończynami. Dla osób początkujących najważniejsze jest stopniowe przechodzenie od prostych ćwiczeń do trudniejszych. Powinny być one łatwe do wykonania oraz bazować na koncentracji i kontroli ciała. Podejmij wyzwanie i sprawdź, jak sobie poradzisz, wykonując poniższy przykładowy zestaw ćwiczeń.
Ćwiczenie "aktywny matrwy robak"
Przytoczone w poprzednim artykule ćwiczenie „martwy robak” (Fot. 3, „Cross” nr 4/2026) choć wygląda na proste, potrafi dać w kość, jeśli wykonuje się je z pełnym skupieniem. Oto jego rozwinięta wersja, pozycja wyjściowa jak w ćwiczeniu „martwy robak”.
Fot. 1. Ćwiczenie „aktywny martwy robak”
Ruch: opuszczaj wyprostowaną rękę za głowę i jednocześnie kieruj przeciwną nogę do podłogi. Kończyny nie muszą dotknąć maty. Jeśli poczujesz, że tracisz kontrolę nad centrum, wróć do pozycji wyjściowej i zmień strony. Zrób wydech w momencie, gdy opuszczasz rękę i nogę. Wyobraź sobie, że wydech „przykleja” twoje plecydo maty. Wracając do pozycji wyjściowej, weź wdech. Wykonaj 2-3 serie po 6-8 powtórzeń na stronę.
Przestrzegaj zasady „szklanka wody”. Wyobraź sobie, że na twoim brzuchu stoi szklanka pełna wody. Podczas ruchu kończyn miednica nie może się kołysać – woda nie ma prawa się wylać! Jeśli czujesz, że plecy zaczynają się wyginać (powstaje „mostek” pod lędźwiami), nie opuszczaj nogi tak nisko. Zatrzymaj ją w punkcie, w którym jeszcze kontrolujesz napięcie brzucha. Możesz zastosować test dłoni − wsuń ją pod lędźwie i podczas ćwiczenia cały czas mocno dociskaj dłoń plecami do ziemi. Jeśli poczujesz, że nacisk słabnie, oznacza to, że brzuch przestał pracować, a ciężar przejął kręgosłup.
Ćwiczenie deska (plank)
Pozycja wyjściowa: wykonaj podpór przodem na przedramionach lub na dłoniach, z kończynami górnymi wyprostowanymi w łokciach. Upewnij się, że łokcie znajdują się bezpośrednio pod barkami (Fot. 1, „Cross” nr 11/2025).
We wszystkich odmianach planka ciało musi tworzyć idealnie prostą linię od czubka głowy aż po pięty. Należy zwrócić uwagę, by biodra nie opadały, nie należy też ich unosić zbyt wysoko. Głowa powinna być przedłużeniem kręgosłupa – patrz w dół, na matę, aby utrzymać szyję w neutralnej pozycji.
Ruch: ...a właściwie jego brak polega na utrzymaniu tej pozycji w bezruchu przez określony czas, np.15 sekund. Progresja polega na stopniowym wydłużaniu tego czasu. Pamiętaj o oddechu.
Warianty
Plank można odmieniać przez wiele przypadków. Oto przykłady:
Marsz w desce do boku
Ruch: utrzymując stabilny tułów, naprzemiennie odstawiaj stopy do boku (Fot. 2 A).
Fot. 2 A-D. Plank i jego warianty
Marsz w podporze (plank march)
Pozycja wyjściowa: jak w podstawowym planku, z tą różnicą, że stopy mogą być ustawione odrobinę szerzej (na szerokość bioder), aby zapewnić lepszą stabilność.
Ruch: utrzymując stabilny tułów, unoś na przemian stopy kilka centymetrów nad ziemię (Fot. 2 B). Wykonuj ruch powoli i w pełnej kontroli. Zmieniaj nogę, nie zaburzając płynności ruchu. Staraj się unikać kołysania z boku na bok. Wyobraź sobie, że na twoich plecach stoi szklanka wody, której nie chcesz rozlać. Pracuj nad stabilizacją, a nie nad szybkością czy wysokością uniesienia nogi. Wykonaj trzy serie po 15-25 sekund.
Plank na piłce gimnastycznej
To wariant klasycznej deski wykonywany w podporze na niestabilnym podłożu, co mocno zwiększa zaangażowanie mięśni głębokich.
Pozycja wyjściowa: oprzyj przedramiona na piłce – łokcie na szerokość barków. Wyprostuj nogi do tyłu, ustawiając ciało w jednej linii, jak w klasycznym planku (Fot. 2 D).
Aktywność: napnij brzuch i pośladki, nie zapadaj się w odcinku lędźwiowym. Utrzymaj pozycję 20-60 sekund, w zależności od poziomu wytrenowania.
Ćwiczenie bird dog
Pozycja wyjściowa: wykonaj klęk podparty (dłonie pod barkami, kolana pod biodrami). Ruch: unieś jednocześnie wyprostowaną prawą rękę przed siebie i lewą nogę za siebie, aż będą równoległe do podłogi. Wykonuj ruch powoli i pod kontrolą. Wróć do pozycji wyjściowej i zmień strony (Fot. 3). Na początek utrzymuj pozycję przez 10 sekund, a z czasem nieco dłużej. Zachowaj neutralny kręgosłup − nie zapadaj się w lędźwiach ani nie zaokrąglaj pleców. Mocno napnij brzuch, aby ustabilizować tułów i zapobiec kołysaniu biodrami. Przywołaj wyobrażenie szklanki wody na plecach.
Fot. 3. Ćwiczenie bird dog
V-sit − stabilizacja w siadzie
To doskonałe ćwiczenie angażujące mięśnie core.
Wykonanie: usiądź na macie. Oderwij stopy od podłogi i odchyl lekko tułów do tyłu, tworząc ciałem literę „V” (Fot. 4). Na początek utrzymuj pozycję przez 10 sekund, a z czasem nieco dłużej.
Fot. 4. V-sit – stabilizacja w siadzie
Powyższe ćwiczenia uczą przenoszenia napięcia z pozycji statycznych do ruchu. To właśnie decyduje o tym, czy stabilizacja centralna naprawdę pomaga w ruchu, czy pozostaje tylko „teorią z maty”.
Odczucie aktywacji mięśni głębokich jest wyraźne podczas ćwiczeń z prostym i niezwykle skutecznym przyrządem flexi-bar, przypominającym giętki kij zakończony obciążnikami. Flexi-bar wykorzystuje zjawisko wibracji do aktywacji mięśni głębokich (core), o których często zapominamy podczas treningu. Kluczem do sukcesu jest utrzymanie stabilnej postawy i wprawienie drążka w rytmiczny ruch oscylacyjny.
Fot. 5. Aktywacja core pod wpływem wibracji przyrządu flexi-bar
Oto proste ćwiczenie na start, które pozwoli wyczuć sprzęt:
Ćwiczenie stabilizacji przed klatką piersiową
Jest to podstawowe ćwiczenie angażujące mięśnie brzucha i ramion.
Pozycja wyjściowa: stań w lekkim rozkroku, kolana lekko ugięte. Chwyć flexi-bar oburącz na wysokości klatki piersiowej (Fot. 5 A lub 5 C).
Celem jest utrzymanie nieruchomego tułowia pomimo drgań drążka. Wytrzymaj 30-60 sekund.
Kiedy wprawiamy drążek w drgania za pomocą rytmicznych ruchów rąk, automatycznie napinamy mięśnie głębokie (core), aby utrzymać równowagę i opanować wibracje przechodzące przez ciało. Już kilka minut ćwiczeń wystarczy, aby poczuć wyraźne zmęczenie mięśni głębokich. Podobny efekt można uzyskać w domowych warunkach bez flexi-bara. Przykładem jest ubijanie masła (Fot. 5 D). Weź słoik ze śmietaną kremówką, zakręć go i potrząsaj mocno słoikiem oburącz jak przy ubijaniu masła. Na pewno poczujesz, jak angażują się mięśnie środka.
Stabilizacja centralna to fundament każdego ruchu – od prostych codziennych czynności po zaawansowane treningi sportowe. Kluczem jest nie siła mięśni, ale umiejętność świadomego ich włączania i utrzymywania ich aktywności podczas ruchu. Regularne, kontrolowane ćwiczenia, zarówno w pozycji statycznej, jak i dynamicznej, pozwalają przenieść napięcie mięśni głębokich do praktycznych działań, co poprawi równowagę, koordynację i bezpieczeństwo ruchu. Pamiętajmy, że stabilny punkt odniesienia w ciele to inwestycja w swobodę i pewność ruchu na co dzień – niezależnie od tego, czy biegamy, trenujemy siłowo czy po prostu chcemy czuć się dobrze w swoim ciele.
Teoria debiutów szachowych nieustannie się rozwija. Światowa czołówka odgrzewa warianty niecieszące się dobrą reputacją, próbuje je wzmocnić, a przede wszystkim zaskoczyć nimi partnera. Ryzyko nie jest duże. Zaskoczony ostrym wariantem przeciwnik czuje się z reguły niepewnie i traci przy tym dużo czasu do namysłu. Zaskakujący uzyskuje ważną przewagę psychologiczną, nawet jeśli dostaje gorszą pozycję. Partia trafia do bazy, inspiruje innych i wariant staje się modny. Oto przykład takiego procesu:
Obrona dwóch skoczków D. Gukesh (2764) – M. Carlsen (2830) Superbet Rapid, Warszawa 2024
1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gc4 Sf6 4.Sg5 Wariant niecieszący się dobrą reputacją w teorii debiutów. Białe zyskują pionka, ale za cenę straty kilku temp rozwojowych. 4...d5 5.exd5 b5!? Bardzo rzadko grywane wówczas posunięcie. Być może Norweg bał się wejść w główny wariant po 5...Sa5 6.Gb5+ c6 7.dxc6 bxc6 8.Ge2 h6 9.Sf3 e4 10.Se5 Gd6 11.d4 exd3 12.Sxd3 Hc7 i zdecydował się odpowiedzieć zaskoczeniem na zaskoczenie. Wiadomo, że niedobre jest 5...Sxd5? 6.d4 exd4 7.0–0 Ge6 (7...Ge7 8.Sxf7! Kxf7 9.Hh5+) 8.We1 Hd7 9.Sxe6 fxe6 10.Hh5+ Kd8 11.Hh3 i białe mają wyraźną przewagę. 6.Gf1! Słabsze jest 6.Gxb5?! Hxd5 7.Gxc6+ Hxc6 8.0–0 Gb7 z silną inicjatywą czarnych. 6...Sxd5!? Druga odnoga wariantu: 6...Sd4 7.c3 Sxd5 8.cxd4 Hxg5 9.Gxb5+ Kd8 omówiona jest w następnym przykładzie. 7.Gxb5 Gb7 8.d4 exd4 9.0–0 Ge7 Słabsze jest 9...Hf6 10.We1+ Ge7 11.c4 Sb6 12.Se4. 10.Sf3 Grywano tu też 10.Hh5, np. 10...g6 11.Hh6 Hd7 12.We1 a6 13.Ga4 Hf5 14.Sf3 0–0–0 15.Gxc6 Gxc6 16.Sxd4 Hf6 17.Sxc6 Hxc6 i odnoszę wrażenie, że w tym wariancie łatwiej jest białym odpierać naciski partnera. 10...0–0 11.Gxc6 Białe decydują się na zabranie pionka. Wątpliwe było natychmiastowe 11.Sxd4?! Sxd4 12.Hxd4 Gf6. 11...Gxc6 12.Sxd4 Gb7
Można ocenić sytuację po debiucie. Z parą gońców i przewagą rozwojową czarne mają pełną rekompensatę za pionka i szanse stron są wyrównane. 13.Sd2?! Komputer zaleca jako najlepsze 13.Sf5 Gf6 14.c4 Sb6 15.Hg4 Hd3 16.Se3 (16.Gh6? He4) 16...Wad8 17.Wd1 Hg6 z bardzo dobrą grą czarnych w ewentualnej końcówce − mimo braku pionka. Wybrane przez Gukesha posunięcie mogło doprowadzić do dużych kłopotów. 13...We8?! Czarne nie wykorzystały okazji. W komentarzach zalecano ostry wariant z ofiarą figury: 13...Sf4!? 14.S2f3 Sxg2!, np.: 15.Kxg2 Hd7 16.Se2 Gxf3+ 17.Kxf3 Hc6+ 18.Kg3 Wad8 lub 15.Sf5!? Ge4! 16.Sxe7+ Hxe7 17.Kxg2 Hf6 18.Wg1 Wad8 19.He2 Wfe8 z szansami na wygraną w obu przypadkach. 14.c3 c5 15.Sf5 Lub 15.S4f3 Gf6 16.Sc4 We4. 15...Gf8!? W przypadku 15...Gf6 16.Sc4 We6 17.We1 pojawiały się problemy z obroną pola d6. 16.Sf3 Hf6 17.Sg3 h6?! Niepotrzebna asekuracja przed Gg5. Po natychmiastowym 17...Sb6! czarne zyskiwały ważne tempo (18.Gg5? Gxf3). 18.Hc2 Wad8 19.Wd1 Sb6 20.Wxd8 Wxd8 21.Se1! To jest znacznie silniejsze od 21.Sd2 Hc6 22.f3 He6 23.Sdf1 He1 24.He2 Hxe2 25.Sxe2 Wd1. 21...We8 22.Ge3 Sc4 23.Sf1!? Sxe3 24.Sxe3 c4!? Poświęcenie drugiego pionka, aby wprowadzić do ataku czarnopolowego gońca. 25.Ha4 Ryzykowne było 25.Sxc4 Hg5 26.Se3 Gc5 27.He2 Gxe3 28.Wd1! Gc6 29.fxe3 Wxe3 30.Hf2 He7 31.Hd2 We2 32.Hd8+ Hxd8 33.Wxd8+ Kh7 34.Sf3 Wxb2 i czarne przeważają już na równym materiale.
25...Wxe3! Tylko ta ofiara daje możliwość dalszego ataku. 26.fxe3 Gc5 27.Sf3? Błąd, po którym białe powinny przegrać. Należało zagrać 27.He8+ Kh7 i dopiero teraz 28.Sf3 Gxf3 29.gxf3 Hxf3 30.We1, by zmusić czarne do remisu przez wieczny szach: 30...Hg4+ 31.Kf2 Hf5+. 27...Gxe3+ 28.Kf1 Gc6! Ale nie 28...Gxf3? 29.He8+ Kh7 30.Hxe3. 29.Hd1 Ge4 Grozi Gd3+. 30.Hd7 Kh7? Czarne nie znalazły wygrywającego manewru 30...Gd3+ 31.Ke1 Hb6! (z groźbą Gf2+ i He3), np. 32.He8+ Kh7 33.b3 Gd2+!? (dobre jest także 33...Gg1 34.Kd1 cxb3) 34.Kxd2 Hf2+ 35.Kd1 Hc2+ 36.Ke1 Hxc3+ 37.Kf2 Hxa1 38.Hxf7 Hf1+! 39.Kg3 c3 itd. 31.Ke2! Ważne ratujące tempo. Po 31.He8? Gd3+ 32.Ke1 Hb6! czarne mogły wrócić na wygrywającą ścieżkę. 31...Gb6 32.We1! Hg6 33.Kd1! (33.Kf1? Gd3+) 33...Hxg2 34.Wxe4 Hxf3+ 35.We2 Ge3 36.b3 Hf1+ 37.We1 Hf3+ 38.We2 Hf1+ 39.We1 Hf3+ Remis.
Pomyślny dla czarnych przebieg pojedynku na szczycie wzbudził duże zainteresowanie wariantem z 5…b5!?. W bazie znalazłem kilkadziesiąt partii na ten temat, rozegranych w ostatnim czasie. Sam wariant wymaga od obu grających dokładnej znajomości wielu skomplikowanych alternatyw. Oto przykład:
J. Siddharth (2496) – M. Concio (2376) MŚ juniorów U20, Petrovac 2025
1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gc4 Sf6 4.Sg5 d5 5.exd5 b5 6.Gf1 Sd4 Ten ruch daje czarnym mniej szans na wyrównanie niż 6...Sxd5. 7.c3 Sxd5 8.cxd4 Hxg5 9.Gxb5+ Kd8 10.Hf3?! Niedokładność − przestawienie posunięć. Należało grać 10.0–0 Gb7 i dopiero teraz 11.Hf3. 10...Gb7?! Niedokładność białych można było wykorzystać, grając 10...exd4! 11.Gc6 Sb4 12.Gxa8 Sc2+ 13.Kd1 (13.Kf1 Sxa1) 13...Gg4! (słabsze 13...Sxa1 14.d3 Hc5 15.Sa3) 14.Kxc2 Gxf3 15.Gxf3 Hc5+ 16.Kd1 d3! 17.Sc3 Hxf2 z niejasną, nietypową pozycją. 11.0–0 Wb8 12.dxe5
12…Sf4? Prowadzi do przegranej. Zgodnie z analizą mm. Harry’ego Grieve’a jedyną szansą była gorsza końcówka po 12...Se3 13.Hh3 Hxg2+ 14.Hxg2 Sxg2 15.d4 f6! 16.f4 Sh4 17.Ge2 Sf5 18.Sc3 Sxd4 19.Wd1 c5 20.Ge3 Ke8. 13.Hg3 Okazuje się, że groźby czarnych są pozorne. Gra szybko przechodzi do wygranej dla białych końcówki. 13...Hf5 Nie zmieniało oceny 13…Hxg3 14.hxg3 Se6 (14…Sxg2? 15.f3) 15.Sc3 lub 13...Hxe5 14.d4 Sh3+ 15.Hxh3 Hxb5 16.Sc3. 14.d4 Sh5 15.Hg5+ Hxg5 16.Gxg5+ f6 17.Ge3 Gxg2 18.Kxg2 Wxb5 19.Sc3 Wxb2 20.Wab1 Wxb1 21.Wxb1 fxe5 22.dxe5 Kd7 Lub 22...g6 23.Kf3 Gg7 24.Ke4 Kc8 25.Gxa7. Czarne nieuchronnie tracą pionka przy złej pozycji figur. 23.Wd1+ Ke6 24.Sb5 Kxe5 25.Sxc7 Sf6 Równie beznadziejne było 25...Sf4+ 26.Kf3 Se6 27.Sxe6 Kxe6 28.Wd8 g6 29.Gd4. 26.Wd8 Słabsze 26.Gxa7 Ga3. 26...g6 27.Gxa7 Gg7 28.Gd4+ Kf5 29.Wxh8 Gxh8 30.Sb5 Ke4 31.a4 Kd5 32.a5 Kc4 33.a6 Sd7 34.a7 Gxd4 35.a8H
1–0
Nowe pomysły debiutowe pojawiły się również w jednym z głównych wariantów obrony francuskiej:
Obrona francuska G. Kantor (2578) – J. Willow (2471) Fagernes 2025, open
1.e4 e6 2.d4 d5 3.Sc3 Sf6 4.e5 Sfd7 5.Sce2!? Nowy modny plan. 5...c5 6.c3 Sc6 7.Sf3!? Posunięcie 5.Sce2 grywano już dawniej, ale wówczas następowało 7.f4 i dopiero potem Sf3, aby zachować centralne pionki. Kosztowało to jednak opóźnienia w rozwoju figur, co czarne wykorzystywały, otwierając pozycję poprzez f7-f6. Współczesny pomysł to ustawienie skoczka na f4 (xe6), gońca na d3 z atakiem na króla. Czarne w tym czasie nieprzyjemnie naciskają na pionki b2 i d4. Aby uwolnić się od tych gróźb, białe gotowe są poświęcić materiał. 7...Ge7 8.a4 Częściej grywa się tu 8.a3, z dalszym b2-b4 (patrz: następna partia). Niedobre jest natychmiastowe 8.Sf4 Ha5! (grozi cxd4) 9.Gd2 Hb6! z naciskiem na b2 i d4. 8...0–0 9.Sf4 Ha5 10.Gd2 Hb6 11.a5! To był cel ruchu 8.a4. Białe oddają materiał, aby ograniczyć atakujące możliwości partnera. 11...Sxa5 (11...Hxb2? 12.Sd3) 12.b4! cxb4 13.Gd3 Teraz białe mają chwilę spokoju i mogą zająć się przygotowaniami do ataku na króla. 13...Sc4 14.h4! Grozi typowa kombinacja: 15.Gxh7+ Kxh7 16.Sg5+. Król zostaje w centrum, wieża h1 może włączyć się do natarcia przez h3-g3 lub, po Wg1, g2-g4. 14...h6 15.Wb1 a5 16.Kf1 Opóźnia atak, ale białym nie podobało się 16.Sh5 f5! oraz 16.g4 g6! i trudno jest otworzyć linie. Alternatywą do ruchu królem było 16.Wh3. 16...a4 17.Sh5 Pojawia się groźba: 18.Gxh6! gxh6 19.Hc1!. 17...f5! Jedyne. 18.Wh3 Wf7 19.Wg3 Sxd2+ 20.Hxd2 Grozi 20.Hxh6.
20...Kh7? Przegrywało 20...Kf8? 21.Wxg7! Wxg7 22.Hxh6, więc należało wybrać 20...Kh8!, np. 21.Sg5 hxg5 22.hxg5 g6 23.Sf6 Wh7!. Właśnie dla takiego obronnego posunięcia konieczny był król na h8: 24.Sxh7 Kxh7 25.Wh3+ Kg7 i atak białych nie dochodzi do celu. 21.Ke2? W komentarzach do partii mm. Walerij Bronznik zalecał tu 21.Sg5+! i podawał taki długi wariant: 21…hxg5 22.hxg5 g6 23.Sf6+ Sxf6 24.gxf6 Gxf6 25.exf6 Hd8 26.Ke2 Hxf6 27.Wh1+ Kg8 28.Hh6 Wg7 29.Hh8+ Kf7 30.cxb4 He7 31.Wc1 Wg8 32.Hh7+ Wg7 33.Hh8 Wg8 34.Hh7+ z remisem. 21...g6 22.Sg5+! Ostatnia szansa. Słabe było 22.Sf4? Sf8. 22...hxg5 23.hxg5 Kg8? Znów ten sam błąd. Wygrywało 23...Kh8! 24.Sf6 Wh7 25.Sxh7 Kxh7 26.Hf4 Sf8 27.Wh3+ Kg8 28.Hh4 Kf7 i król uciekał na drugie skrzydło. 24.Sf6+ Kf8 25.Wh3 Gxf6? Bronznik doradzał 25...Wg7! z szansami na remis. 26.gxf6 Ke8 27.Wxb4 Ha5 28.Wh8+ Sf8 29.Hh6! Hc7 Lub 29...Gd7 30.Hxg6 a3 31.Hh5 z rozstrzygającą groźbą 32.Wxf8+!. 30.Hxg6 a3 31.Wb1 Kd8 32.Hg7! (32…Wxg7 33.Wxf8+ Kd7 34.Gb5+) 1–0
A. Firouzja (2766) – L. Aronian (2737) Puchar Sinquefielda, Saint Louis 2025
1.e4 e6 2.d4 d5 3.Sc3 Sf6 4.e5 Sfd7 5.Sce2 c5 6.c3 Sc6 7.Sf3 Ge7 8.a3!? 0–0 9.Sf4 Na natychmiastowe 9.b4 mogło nastąpić 9...f6! 10.exf6 Gxf6 11.bxc5 (11.dxc5 a5) 11...e5 z kontratakiem w centrum. 9...Ha5 10.b4!? Ten ruch wprowadził do praktyki hinduski arcymistrz Pentala Harikrishna w partii z Carlsenem w 2022 roku. 10...cxb4 11.Gd3! bxc3 12.Hc2 Za cenę dwóch pionków białe mogą rozpocząć atak na króla. 12...b6! Ideą posunięcia jest ustawienie gońca na a6 dla kontroli białych pól w obozie przeciwnika. Po partii Firouzja zdradził, że w przygotowaniach przed grą analizował 12..b6 z komputerem. Efektem tej analizy było ustalenie, że białe mają bardzo silny atak, ale po jedynych obronnych posunięciach czarnych ratują remis. Aronian w partii znalazł (znał?) te posunięcia... We wspomnianym pojedynku z Harikrishną Carlsen zagrał teraz 12...h6 i po 13.Wb1 (13.0-0!?) poświęcił figurę 13…Sxd4!? 14.Sxd4 Sxe5, co doprowadziło do niejasnej, trudnej do oceny pozycji. Dodać należy, że błędne jest 12...Sb4? 13.Gxh7+ Kh8 14.axb4! Hxa1 15.h4! z dalszym Sg5 i rozstrzygającym atakiem. 13.Gxh7+ Kh8 14.0–0 W komentarzu do tej partii mm. Frank Zeller podaje taki wariant remisowy po ewentualnym: 14.h4 Ga6 15.Ge3 g6! 16.Gxg6 fxg6 17.Hxg6 Wxf4! 18.Gxf4 c2+ 19.Gd2 Hb5 20.Hh6+ Kg8 21.Hg6+ Kh8 z wiecznym szachem. 14...Ga6 15.We1
Kwietniowe półfinały wyłoniły osoby, które od 10 do 22 maja rywalizowały w nadmorskich Rowach w jubileuszowych 30. finałach MP. Do walki o tytuły najlepszych warcabistów i warcabistek niewidomych i słabowidzących w kraju przystąpiło dwanaście zawodniczek oraz dwunastu zawodników. Co ciekawe, w tym samym Hotelu Kormoran równolegle z finałami odbywało się szkolenie realizowane w ramach projektu „Krok naprzód 2026”, w którym miałem przyjemność uczestniczyć jako jeden z instruktorów. Mogłem zatem wykorzystać swoją obecność i jako trener kadry warcabistów Stowarzyszenia „Cross” z bliska obserwować poczynania naszych reprezentantów. Turnieje w chwili pisania tych słów wciąż trwały, więc dzielę się z czytelnikami kilkoma pierwszymi analizami z już zakończonych partii. Przygotowałem również krótkie migawki wideo z turniejowej sali, zapraszam do ich obejrzenia zarówno na moich kanałach, jak i na kanale Stowarzyszenia „Cross”.
Materiału do omówienia jest naprawdę dużo, dlatego na ciąg dalszy, a także krótkie podsumowanie wyników, zaproszę czytelników w kolejnym odcinku.
Czas gry zawodników i zawodniczek: 80 minut plus 30 sekund na posunięcie.
Barbara Wójcik – Irena Ostrowska Finał MP kobiet 2026
1.33-28 Debiut holenderski. Choć jest to ruch w kierunku centrum i jednocześnie otwarcie linii dwójnika, nie polecam tego rozwiązania naszym zawodnikom. Wyprowadzenie piona 28 w taki sposób bardzo często utrudnia późniejsze uruchomienie kamienia 46. W omawianej partii dobrze widać, z jakimi problemami praktycznymi może się to wiązać i dlaczego już na wczesnym etapie partii warto zwracać uwagę nie tylko na zajęcie centrum, ale także na swobodę rozwoju własnych skrzydeł. 1...17-22 2.28x17 12x21 3.39-33 7-12 4.44-39 1-7 5.33-28 Białe ponownie zastawiają sobie drogę rozwoju długiego skrzydła. 5...21-26! Zajęcie narożnika 26 to dobry pomysł. Utrudnia to wyprowadzenie pionów na tej flance. 6.39-33 11-17 7.50-44 17-21 8.44-39 7-11 (W takich pozycjach należy unikać wymiany: 8...19-23? 9.28x19 14x23, bo to otwiera z kolei białym drogę do rozwijających wymian: 10.32-28! 23x32 11.37x28 26x37 12.41x32). 9.31-27 Odpowiedzialny ruch, który sprawia, że wspomniana przed chwilą wymiana czarnych 19-23 jest bardzo silna. Przez obecność kamienia 27 nie ma już jak rozwiązać skrzydła. 9...11-17? Czarne dają białym możliwość otwarcia pozycji (9...19-23! 10.28x19 14x23). 10.49-44 Rozwiązywało problemy: 10.27-22 18x27 11.28-23 (lub: 11.37-31 26x37 12.42x11 6x17=) 11...19x28 12.33x31 14-19 13.32-27 21x32 14.37x28 26x37 15.41x32= 10...19-23! 11.28x19 14x23 12.34-29 23x34 13.40x29 Znów odpowiedzialnie. Współpraca pionów 27 i 29 w tej fazie partii to spore ryzyko. 13...10-14 14.44-40? Należało to wymienić: 14.29-23 18x29 15.33x24 20x29 16.27-22 17x28 17.32x34. 14...14-19 15.39-34? 19-24!
Białe prosiły się od początku partii o problemy − i w końcu się doprosiły. To przegrana dla nich pozycja. Czarne mają jedno zadanie − nie dać przeciwnikowi wyjść ze związania. 16.34-30 5-10 17.30x19 13x24 18.43-39 9-13? Pozwala białym się wybić.(Trzeba było zagrać cierpliwie: 18...17-22! 19.39-34 22x31 20.36x27 9-13 i białe straciłyby ostatecznie piona. Podobnie jak po ciekawej kombinacji: 21.37-31 26x30 22.29-23 21x43 23.48x39 18x29 24.40-34 29x40 25.45x5 12-17 26.5-37 4-10 27.37x5 13-19 28.5x11 6x17 z pionem więcej dla czarnych). 19.29-23! 18x29 20.27-22 17x28 21.32x34 Związanie jest już przeszłością, ale w tej otwartej pozycji czarne mają aż siedem temp więcej. 21...12-18 22.37-32 Lepiej redukować różnicę temp: 22.37-31! 26x37 23.41x32. 22...21-27 23.32x21 26x17 24.41-37 4-9 25.37-32 17-21 26.32-28 6-11! 27.46-41 11-17!
Jedną z najbardziej znanych teoretycznych końcówek jest pozycja scoop. W układzie tym białe dysponują dwiema damkami i dwoma pionami. Jeden z białych pionów stoi na polu 47 i ogranicza czarnemu pionowi znajdującemu się na polu 36 drogę do przemiany w damkę. Czarna damka kontroluje natomiast linię główną. Aby pozycja była wygrana dla białych, drugi biały pion nie może znajdować się dalej niż na polu 29.Na diagramie przedstawiłem pozycję kluczową. Aby wygrać, białe muszą zrzucić czarne z głównej linii.
1...46-14! Najlepszy sposób obrony. 2.50-6! W odpowiednim momencie białe muszą wprowadzić do gry piona 47, ale nie kiedy czarna damka stoi na polu 14. 2.47-42? 14-20! 3.50-33 20-3! 4.42-37 3-26 5.37-32 (5.33-17? 26x15=) 5...26-37 6.32x41 36x47= 2...14-10 3.47-42! 10-15 3...36-41 4.42-37 41x32 5.6-28 32x34 6.45x5; 3...10-14 4.42-37 14x41 5.6-28 41x34 6.45x23; 3...10-4 4.42-37! 4-15 5.6-33 15-4 6.29-23 z wygraną. 4.6-33 15-4 4...36-41 5.42-37 41x32 6.33-47 15x33 7.47x29 32-37 8.29-47 5.42-37! 4-27 6.29-23 i białe, dzięki kontroli nad główną przekątną, mogą przemienić piony w damki i wygrać tę końcówkę.
Po cierpliwym 40...10-14 41.31-27 14-19 42.48-43 18-23 43.42-37 21-26 44.43-39 17-21 klasyka bez kontroli narożników byłaby dla białych tragiczna. 41.31-27? Białe nie znajdują jednoruchowej kombinacji na większość 41.28-22!! 26x30 42.22x2 i mimo dwóch pionów straty ta pozycja jest dla białych wygrana. 41...17-21 I tu wydarzyło się coś, co może być ważną przestrogą i lekcją dla wszystkich zawodników. W zapisie Basi widnieje: 42. 28-22, 18x40. Wynikałoby z niego, że pion z pola 18 zbił dwa kamienie − tak jakby białe zagrały 28-23, a nie na zapisane pole 22. Nie jestem w stanie jednoznacznie rozstrzygnąć, po której stronie pojawił się błąd: czy białe błędnie zapisały wykonany ruch, czy czarne nieprawidłowo wykonały bicie, zbijając piona, którego na danym polu nie było. Najważniejsza lekcja płynie jednak z tego, co wydarzyło się później. Basia, zanim wezwała sędziego do partii, wykonała bicie 45x34. A zgodnie z przepisami wykonanie kolejnego ruchu oznacza zaakceptowanie powstałej sytuacji na planszy i zamyka drogę do skutecznej reklamacji. Basia była roztrzęsiona, grała pod wpływem emocji i w tym momencie zabrakło chłodnej oceny sytuacji. Niestety, chwilę później partia zakończyła się porażką po prostym błędzie. Niech to zdarzenie będzie przestrogą dla wszystkich: gdy pojawia się jakakolwiek wątpliwość co do przebiegu partii, zapisu lub wykonania ruchu, najpierw należy zatrzymać grę i wezwać sędziego. Dopiero potem można podejmować kolejne decyzje na planszy. 42.28-23?? 18x40 43.45x34 8-13 44.27-22?? 21-27! 45.22x31 26x30 0-2
Edward Twardy – Andrzej Jagieła Finał MP mężczyzn 2026
1.31-27 Debiut polski. Kolejny z tych, których nie polecam grać zawodnikom „Crossu”. Generuje on podobne problemy jak opisane w poprzedniej partii 33-28. 1...17-21 2.33-28 21-26 (Tu czarne najczęściej decydują się od razu wymieniać 2...19-23 3.28x19 14x23). 3.39-33 11-17 Daje białym rozwinąć długie skrzydło. 4.44-39 Ale te nie decydują się na uproszczenia: 4.27-22 18x27 5.32x21 16x27 6.37-31 26x37 7.42x11 6x17= 4...17-22 5.28x17 12x21 6.34-30 7-12 Czarne skutecznie związały długie skrzydło białych. Na miejscu czarnych atakowałbym 6...20-25, żeby otworzyć drogę pionowi 5 i nie równoważyć słabości względem przeciwnika. 7.30-25 1-7 8.40-34 7-11 9.34-30 Niedokładność, która pozwala czarnym na rozwinięcie lewej flanki. (W takich momentach warto chwilę przeczekać i zaprosić rywala do pokazania pomysłu na grę. 9.45-40). 9...19-24! 10.30x19 14x23 11.25x14 10x19 12.35-30 15-20 13.30-25 20-24 14.50-44 5-10 15.44-40 10-14 16.49-44 4-10?
Na pierwszy rzut oka dobry, wyczekujący ruch, który odpowiedzialność za decyzję przerzuca na białe. Te jednak mogły wykorzystać niewidoczny wariant kombinacyjny. (Dokładniejsze dla czarnych było: 16...12-17 17.33-29 24x33 18.38x29 23x34 19.39x30 4-10 z utrzymaniem związania długiego skrzydła białych). 17.33-29? Białe nie znalazły ukrytego: 17.27-22! 18x27 18.33-29! a) 18...23x34 19.40x20 10-15 20.32-28 15x24 21.28-23 19x28 22.37-31 26x37 23.42x33, z możliwością ataku osłabionego długiego skrzydła czarnych, lub b) 18...24x33? 19.38x7 27x49 20.7-1 10-15 (20...49-27 21.37-31 26x37 22.42x22) 21.40-35 49x40 22.35x44 − z wygraną białych. 17...24x33 18.38x29 23x34 19.39x30
Bardzo ważny moment partii, w którym czarne muszą wybrać plan gry. Od tej decyzji zależeć będą dalsze losy partii. 19...12-17? Sam ruch 12-17 błędem oczywiście nie jest, ale wyjawia to, co czarne planują − chcą atakować punkt 27. Może i wygląda na to, że czarne mają sześć ataków, a białe tylko cztery obrony, ale to niepełny obraz sytuacji. Kamień 27 białe mogą bronić na inne sposoby − przede wszystkim przez zajęcie pola 28. Złym wyborem planu gry czarne pomagają białym w wyprowadzeniu tak długo ograniczonego długiego skrzydła. (W tej pozycji aż prosiło się o 19...19-24! 20.30x19 13x24 z planem przerzucania sił „od związania”, a nie „do związania”. W kolejnych posunięciach piony 2 i 8 powinny stanąć na polach 13 i 19 i przez brak kontroli istotnych punktów planszy pozycja białych byłaby bardzo trudna). 20.30-24 19x30 21.25x34 8-12 Konsekwentnie, choć bez szans na skuteczność. 22.43-38 17-22 23.44-39 22x31 24.36x27 12-17 25.39-33 17-22 26.41-36 22x31 27.36x27 2-8 28.33-28 8-12 29.46-41 3-8 30.41-36 Z takimi ruchami nie trzeba się spieszyć, pion 41 stoi aktywniej niż 36. Można było zagrać 38-33. 30...18-23 31.28x19 14x23 32.34-29 23x34 33.40x29 10-14 34.45-40 Jeszcze aktywniej wyglądałoby 34.29-24!. 34...12-17 35.40-34 17-22 36.27x18 13x22 37.38-33 21-27 38.32x21 26x17
Czarnym zupełnie nie wyszedł pomysł na grę krótkim skrzydłem. Efekt? Fatalnie ustawione piony, osłabione długie skrzydło. Teraz to po stronie białych jest inicjatywa! Aż się prosi o atak na lewą flankę przeciwnika. 39.37-32 Dokładniejsze 39.42-38 8-13 (nie dając 39...16-21? 40.33-28! 22x31 41.36x7) 40.29-24 13-18 41.34-30 9-13 42.33-29 13-19 43.24x13 18x9 44.29-24 17-21 45.30-25 z przerywem i wygraną pozycją. 39...8-13 40.32-28? 22-27! 41.42-38 16-21? Nie należy zwlekać z 41...17-22! 42.28x17 11x22. 42.38-32? Zdawać by się mogło, że tu nikomu nie zależy na wygrywaniu (42.28-23! 13-19 43.33-28+/-). 42...27x38 43.33x42 13-19 44.34-30 21-27 45.29-24 9-13 46.42-38 17-22 47.28x17 11x22 Pozycja całkowicie się wyrównała. 48.38-33 6-11 49.47-42 11-16 49...19-23 50.30-25 23-29 51.33-28 22x33 52.24-20 27-32 53.20x18 32-38= 50.33-29 16-21 51.42-37 21-26 52.48-42 22-28 53.30-25 53.29-23 27-32 54.24-20 14x34 55.23x14 32x41 56.36x47= 53...19x30 54.25x34 13-18 55.34-30 14-19
Ta końcówka (od wielu już posunięć) jest remisowa. Właściwie to była aż do tego momentu, bo Edwardowi umknęła najprostsza metoda złapania damki − pętla! 64.37-31?? 26x37 65.5x46 22-28! 66.46x34 45x15
Tomasz Kuziel – Leszek Stefanek Finał MP mężczyzn 2026
Kiedy powstawał ten artykuł, męskiej tabeli przewodził Leszek Stefanek − zawodnik z największymi szansami na zdobycie kolejnego w karierze tytułu mistrza Polski. W bardzo ładny sposób Leszek pokonał reprezentanta bydgoskiej „Łuczniczki” Tomka Kuziela.
44.48-42? 24-29! I przed różnymi groźbami nie ma jak się obronić! 45.39-34?? Szybko kończy sprawę. (Szanse na uratowanie wyniku dawało bardzo trudne do znalezienia: 45.40-35 8-13 46.42-37 29-33 47.28-22 17x28 48.39-34 19-24 49.34-29 23x34 50.32x12 13-18 51.12x23 34-39 52.44-40 39-43 53.40-34! (53.23-18?? 43-48! 54.37-32 33-38 55.32x43 48x12) 53...24-29 54.34-30! 29x18 55.30-24. 45...18-22! Działało również efektowne uderzenie obcasem: 45...17-22 46.28x17 8-12 47.17x8 18-22 48.27x18 23x3 49.34x23 19x48. 46.27x18 23x12 47.34x23 17-22 48.28x17 19x48 I na koncie Leszka pojawiły się kolejne 2 punkty.