Hej, ty, która tak bardzo boisz się choroby nowotworowej, że usilnie unikasz wszelkich badań. Coś ci powiem...
Wiem, że jesteś wykształconą, inteligentną kobietą, w pełni świadomą konsekwencji, jakie mogą wyniknąć z zaniedbań. Ale nie idziesz się przebadać, bo... a nuż coś wykryją. A może wyczułaś jakiś guzek i podejrzewasz, że w twoim ciele rozwija się coś strasznego? Masz poczucie, że nosisz w sobie bombę, która w każdej chwili może wybuchnąć. Ale i tak nie idziesz do lekarza, choć jesteś przerażona. Dlaczego?
Być może martwisz się o rodzinę. Wiesz, że ewentualne leczenie nie będzie przyjemne i na długi czas wyłączy cię z aktywnego życia. Jak bliscy sobie poradzą? Jak im to w ogóle powiesz? Do tej pory starałaś się chronić ich przed wszelkim złem tego świata i teraz też chcesz im oszczędzić zmartwień. A może jesteś samotną matką i nikt ci nie pomaga? Albo opiekujesz się rodzicami w podeszłym wieku? Być może masz dobrą pracę lub robisz sportową karierę i uważasz, że to nie czas, aby zajmować się swoim zdrowiem. Albo ledwo wiążesz koniec z końcem, a choroba to możliwość utraty dochodu i spore koszty. Do tego wszystkiego na dodatek masz niepełnosprawność wzroku... Jeśli diagnoza będzie niepomyślna, to czeka cię trudne leczenie. I co będzie, jeśli staniesz się teraz zupełnie niesamodzielna, skazana na pomoc innych? Przecież nie masz samochodu. Jak będziesz dojeżdżać do kliniki?
Tak więc widzisz, ja cię rozumiem. Masz mnóstwo powodów, by nie iść na badania. Zresztą, sama myśl o nich cię przeraża.
Ale wiesz co? Jeśli nie pójdziesz, to będziesz żyła w ciągłym strachu. Ciągle będziesz się zastanawiała, czy ten guzek, który u siebie znalazłaś, nie jest przypadkiem złośliwy i kiedyś cię nie zabije. Stres i niepewność, które będą ci stale towarzyszyć, wpłyną na wszystkie sfery twojego życia, w tym także negatywnie odbiją się na twojej rodzinie. W pracy nie będziesz już taka wydajna, wyniki sportowe też się pogorszą. Bo jeśli nie jesteś zdrowa, to prędzej czy później objawy choroby dadzą o sobie znać. Jeśli dalej będziesz unikać kontaktu z lekarzem, zamienisz się w kłębek nerwów. Czy na pewno chcesz, by twoje życie tak wyglądało? Zasługujesz przecież na więcej.
Idź więc i się zbadaj, póki nie jest za późno. Być może jesteś zupełnie zdrowa i po badaniu odetchniesz z ulgą. Ale jeśli nie, to pamiętaj, że im szybciej rozpoczniesz leczenie, tym mniej inwazyjne ono będzie. A reszta spraw jakoś się ułoży.
Nikt nie obiecuje, że będzie łatwo. W szpitalu przekonasz się jednak, jak wiele kobiet jest w równie trudnej sytuacji co ty. Możesz zwrócić się o pomoc do właściwych organizacji i instytucji, złożyć wniosek o przyznanie asystenta osoby niepełnosprawnej. Zobaczysz też, jak wiele dobra kryje się w ludziach. Bądź tylko gotowa przyjąć czyjąś pomoc.
Nie ma nic ważniejszego niż twoje zdrowie i życie. Jeśli dawno nie byłaś na badaniach albo podejrzewasz, że lekarz nie będzie miał ci nic wesołego do powiedzenia, to nie odwlekaj już dłużej wizyty. Większość wykrywanych zmian to zmiany łagodne. Jest więc duże prawdopodobieństwo, że badając się, zafundujesz sobie spokój. A jeśli nie, to pamiętaj, że z raka można się wyleczyć. Im prędzej, tym lepiej.
Jeśli w twoim otoczeniu znajduje się osoba, która uporczywie nie chce się badać, zareaguj. Spróbuj porozmawiać bez nacisku, bez wywierania presji. Może uda ci się ją namówić na wizytę? Przede wszystkim daj jej odczuć, że jakakolwiek będzie ta diagnoza, to może na ciebie liczyć. I pamiętaj: niech to będą konkrety. Mów o sprawach, w których rzeczywiście będziesz mógł/mogła w razie czego pomóc.
***
Październik jest Miesiącem Świadomości Raka Piersi i globalnej kampanii Różowy Październik. Poszukiwanie informacji o profilaktyce i leczeniu raka piersi czy chorobach nowotworowych w ogóle możesz rozpocząć od internetu, np. od zakładki Pomoc portalu onkologicznego zwrotnikraka.pl
Zajrzyj również na nowy tematyczny portal Ministerstwa Zdrowia onkologia.gov.pl
W dniach 28 września − 6 października 2025 roku w Wągrowcu odbyły się mistrzostwa Stowarzyszenia „Cross” kobiet w szachach. Przez dziewięć dni 19 zawodniczek z całej Polski rywalizowało w turnieju zgłoszonym do oceny rankingowej FIDE.
Wyrównany finisz
Szachistki gościł znany chyba wszystkim Ośrodek Rehabilitacyjno-Wypoczynkowy „Wielspin. Panie podkreślały, że to miejsce stworzone do szachów: ciche, zapewniające relaks i kontakt z naturą. Partie rozgrywano w tempie 90 minut plus 30 sekund za każde posunięcie, co równało się długim, wymagającym pojedynkom, pełnym napięcia i skupienia. Od strony sędziowskiej nad przebiegiem turnieju pieczę trzymali Witalis Sapis oraz Krzysztof Derecki.
Rywalizacja była niezwykle wyrównana i emocjonująca. Przez większość mistrzostw zawodniczki czuły na plecach oddech rywalek – żadna nie odpuszczała, a wyniki w grupie liderek różniło nie więcej niż pół punktu.
W pierwszej fazie turnieju prowadzenie objęła Józefa Spychała, która grała pewnie i konsekwentnie, próbując odskoczyć konkurentkom. Tuż za nią podążała jednak Alicja Jakimczuk, która cierpliwie czekała na moment przełomu. A nastąpił on po szóstej rundzie, gdy Józefa zremisowała z Joanną Malcer. Ten remis otworzył Alicji drogę do objęcia prowadzenia. W siódmej rundzie ponownie emocje sięgnęły zenitu – tym razem to Alicja straciła pół punktu, co znamienne − w pojedynku z Malcer. Od tego momentu obie zawodniczki – Jakimczuk i Spychała – bacznie obserwowały swoje poczynania. Wygrały trzy ostatnie partie, kończąc turniej z identycznym dorobkiem 7,5 p. O ostatecznym zwycięstwie przesądziły punkty pomocnicze, które nieznacznie przechyliły szalę zwycięstwa na stronę Alicji Jakimczuk.
Na pierwszym planie rozgrywka Krystyna Perszewska kontra Halina Omańska
Osobowości na czele stawki
Alicja Jakimczuk („Syrenka” Warszawa) na mistrzowski turniej powróciła po kilku latach przerwy − i od razu w wielkim stylu. Choć startowała z czwartym rankingiem, sięgnęła po tytuł mistrzyni, sprawiając sobie miły prezent. Przyznała, że nie oczekiwała aż tak udanego występu, więc tym bardziej do domu wracała z szerokim uśmiechem na twarzy i ogromną satysfakcją.
Alicja każdą partię rozgrywała bardzo ambitnie. Nie odpuszczała nawet wtedy, gdy pozycja wydawała się remisowa – walczyła do końca, z pasją i determinacją, jak przystało na prawdziwą mistrzynię. Jej styl gry imponował spokojem, ale też konsekwencją i odwagą w podejmowaniu decyzji. Po każdej rundzie spełniała swój rytuał − pływała w basenie, by rozluźnić się i nabrać energii.
Drugie miejsce zajęła Józefa Spychała („Tęcza” Poznań) – wielokrotna medalistka mistrzostw i zarazem koordynatorka tego wydarzenia. Dzięki jej ogromnemu zaangażowaniu turniej był przygotowany perfekcyjnie, a zawodniczki mogły czuć się naprawdę wyjątkowo. To osoba, która nie tylko świetnie gra w szachy, lecz także z sercem dba o innych – by wszystko działało, by każdy czuł się częścią wspólnoty.
Trzecia na podium Krystyna Perszewska („Jantar” Gdańsk) również zakończyła turniej bez porażki – z pięcioma zwycięstwami i czterema remisami. To jedna z najbardziej doświadczonych szachistek, znana z ogromnej kultury, spokoju i ciepła.
Krystyna od dziecka kocha książki. Kiedyś na wakacjach cała jej rodzina zatopiona była w lekturze. Nie chciała być gorsza. Ponieważ w szkole dla niewidomych w Bydgoszczy uczyła się brajla, postanowiła zamówić sobie „Trylogię” Henryka Sienkiewicza wydaną pismem punktowym, by również spędzać czas z literaturą. Dopiero przy odbiorze przesyłki rodzina zorientowała się, jak ogromne są książki brajlowskie – przyszło 48 grubych tomów, spakowanych w 16 ciężkich paczkach! Dziś Krystyna śmieje się, wspominając tę historię. Teraz korzysta z Czytaka – cyfrowego odtwarzacza audiobooków dla osób niewidomych. Najchętniej słucha biografii, książek historycznych i opowieści z przeszłości o relacjach międzyludzkich. Ostatnio szczególnie poruszyła ją biografia Haliny Kunickiej opisująca trudne dzieciństwo artystki w realiach powojennej Polski i czasy jej młodości w PRL-u. Mówi, że książki to dla niej świat – uczą, wzruszają i pozwalają marzyć.
Mistrzostwa to także spotkanie ludzi pełnych pasji i empatii. Zawodniczki, które widzą lepiej, z troską pomagały niewidomym koleżankom. W takiej atmosferze nie sposób czuć się obco – tu naprawdę każdy jest częścią wspierającej się wspólnoty. Po rundach nie brakowało też chwil na wspólny relaks i odpoczynek. Wieczorami szachistki spotykały się przy kawie i cieście, aby porozmawiać i pożartować. Zorganizowano także spotkanie przy grillu, które z powodu silnego wiatru trzeba było przenieść do budynku, ale nie popsuło to znakomitych nastrojów.
Sędzia Witalis Sapis oraz Alica Jakimczuk, Józefa Spychała i Krystyna Perszewska – triumfatorki tegorocznych mistrzostw Stowarzyszenia „Cross” kobiet w szachach
Jak podkreślają trenerzy, aktywność fizyczna coraz częściej staje się nieodłącznym elementem przygotowań szachistów. Dobre krążenie, dotlenienie mózgu i należyta kondycja pomagają utrzymać koncentrację nawet przez długi czas. W szachach, gdzie po kilku godzinach gry o wyniku często decyduje jedna błędna decyzja, ta właśnie fizyczna wytrzymałość potrafi przesądzić o zwycięstwie. W Wągrowcu widać to było szczególnie wyraźnie na wspomnianym przykładzie Alicji Jakimczuk czy np. Ewy Bosek („Łuczniczka” Bydgoszcz), która każdego dnia wybierała się na długie spacery po okolicznych lasach. – Pogoda nie zawsze dopisuje, ale nawet deszcz nie jest straszny. Wracam zmęczona, ale szczęśliwa. To sposób na reset – mówiła z uśmiechem.
Ogromne uznanie zdobyła kuchnia ośrodka Wielspin, serwująca pyszne, domowe posiłki. Zawodniczki chwaliły różnorodność i smak potraw, a osoby z dietami otrzymywały dania przygotowane specjalnie dla nich. Takie detale pokazują, jak bardzo organizatorzy dbali o każdy aspekt pobytu.
Na zakończenie odbyła się uroczysta ceremonia medalowa. Najlepsze i wyróżnione szachistki otrzymały puchary, statuetki, nagrody i upominki – było ich naprawdę wiele! Po dniach pełnych emocji był to moment wzruszeń, radości i wzajemnych gratulacji. Mistrzostwa w Wągrowcu pokazują, że są czymś znacznie więcej niż turniejem − są świętem szachów, przyjaźni i ludzkiego ciepła, które pozostaje w pamięci na długo.
Organizację mistrzostw dofinansowały PFRON oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki.
W dniach 6-16 października 2025 r. w Ustce rozegrano XXVI Drużynowe Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych. Na sali rozgrywek spotkało się dziesięć klubowych drużyn.
Po raz trzeci z rzędu najlepsze w kraju warcabowe ekipy gościły ośrodki wypoczynkowe Dagmor i Alicja. W walce o medale, rozgrywanej systemem kołowym, zmierzyły się klubowe teamy z Białegostoku, Lublina, Gdańska, Nysy, Bydgoszczy, Przemyśla, Słupska, Warszawy, Giżycka i Częstochowy. Dwa ostatnie z wymienionych to beniaminkowie, którzy zastąpili ubiegłorocznych spadkowiczów (z Suwałk i Olsztyna). Na odprawie technicznej sędziowie postanowili nadać drużynom numery startowe według średniego rankingu, co nie byłoby złym pomysłem, gdyby nie fakt, że do kojarzenia zastosowano standardową tabelę, z której wynikało, że trzy teoretycznie najlepsze zespoły spotkają się ze sobą już we wstępnej fazie turnieju.
W dziełach Hitchcocka akcja zaczyna się zwykle od trzęsienia ziemi, a potem napięcie stopniowo narasta. Tu akurat odwrotnie − wszystko wskazywało na to, że będzie spadać. I tak też było w istocie, co zwłaszcza dla kibiców nie było atrakcyjne. Emocje – głównie jeśli chodzi o najważniejsze rozstrzygnięcie – skończyły się po czwartej rundzie. Praktycznie już wówczas poznaliśmy zwycięską drużynę. Na szczęście walka o pozostałe miejsca na podium oraz o utrzymanie w lidze trwała do końca.
Mecz „Atutu” Nysa z „Victorią” Białystok
W pierwszej rundzie nie zanotowano niespodzianek. Trzy najwyżej rozstawione drużyny (Białystok, Lublin i Nysa) pewnie wygrały swoje pojedynki, ale już w kolejnej odsłonie doszło do spotkania faworytów, czyli warcabowego el clasico – „Victoria” Białystok kontra „Hetman” Lublin. Zwycięsko z tego pojedynku wyszedł team z Podlasia (5:3). Dwa punkty dla lublinian zdobył Leszek Stefanek, który pokonał Józefa Tołwińskiego. Jak się potem okazało, były to jedyne stracone przez Józka punkty w całym turnieju, a żadna drużyna nie przegrała z „Victorią” tak nisko jak „Hetman”.
W następnej rundzie Białystok bez problemu sforsował Nysę (6:2). Dzień później Nysa zagrała z Lublinem, ponosząc drugą z rzędu porażkę (tym razem 3:5). Cenne zwycięstwo z Przemyślem odniósł Słupsk po niespodziewanym remisie rezerwowego Jerzego Rutkowskiego z Andrzejem Jagiełą.
W kolejnym meczu Białystok rozjechał 7:1 rankingową czwórkę (Gdańsk) i teoretycznie najgroźniejszych rywali miał już za sobą. W tym momencie bukmacherzy przestali przyjmować zakłady na wytypowanie złotego medalisty.
Bardzo ciekawie zapowiadała się natomiast walka o pozostałe lokaty. Po pięciu rundach (czyli po przekroczeniu półmetka zawodów) ósmy w tabeli zespół tracił do drugiego tylko dwa punkty meczowe. O końcowej kolejności mogły decydować detale – np. szczęśliwe ustawienie drużyny (skład przed każdym meczem można było dowolnie zmieniać na poszczególnych deskach, jedynie na czwartej warcabnicy musiały grać kobiety). Spore kłopoty przeżywał rozstawiony z dwójką „Hetman” Lublin, który niespodziewanie stracił cenne punkty po remisach z broniącym się przed spadkiem Giżyckiem (m.in. za sprawą porażki Krzysztofa Furtaka w wygranej pozycji ze Stanisławem Sroką) oraz mocno osłabionym Gdańskiem (w tym meczu nie mógł zagrać Jerzy Dzióbek, ale zastępujący go Krzysztof Kusowski poradził sobie z... Furtakiem). Lublinianie mogą zresztą mówić o sporym szczęściu, gdyż Barbara Wójcik wygrała z Barbarą Wentowską, mimo że ta mogła przeprowadzić dwie wygrywające kombinacje!
Na trzy rundy przed końcem turnieju prowadził Białystok (12 p.). W grze o srebro i brąz liczyły się: Nysa (8), Lublin, Słupsk i Bydgoszcz (po 7). O utrzymanie walczyły Gdańsk, Warszawa (po 4), Częstochowa i Giżycko (po 3).W najciekawszym meczu siódmej rundy idąca po dwóch porażkach jak burza Nysa pokonała Bydgoszcz 6:2, Słupsk rozbił Częstochowę 7:1, a Lublin w tym samym wymiarze wygrał z Przemyślem. Gdańsk uporał się z Giżyckiem (5:3), oddalając od siebie groźbę spadku.
Na sali rozgrywek
W przedostatniej rundzie poznaliśmy mistrza Polski. „Victoria” Białystok postawiła kropkę nad i, wygrywając ze Słupskiem 7:1, i mogła już świętować. W tym roku triumf przyszedł „Victorii” nadspodziewanie łatwo. Podlasianie wygrali wyraźnie wszystkie mecze. Wykorzystali bezwzględnie słabości rywali (gorszą formę lub braki w składach) i bezapelacyjnie sięgnęli po trzecie z rzędu, a trzynaste w ogóle mistrzostwo.
W tej samej rundzie Nysa wygrała z Przemyślem 5:3 i przybliżyła się do srebra. Walczący o medal Lublin zagrał z broniącą się przed spadkiem Warszawą. Dla obu drużyn liczył się każdy mały punkt. Sporo wyjaśniło się jeszcze przed rozpoczęciem gry. Po wymianie karteczek ze składami zawodnikom ze stolicy zrzedły miny. Okazało się, że w ostatniej chwili zmienili skład, podobnie jak… lublinianie. Po raz pierwszy na trzeciej desce zagrał Stefanek, a tam czekał na niego Edek Twardy (mina Edka – bezcenna!). Niefartowne kojarzenie to jeszcze nie wyrok (jak rzut karny w piłce nożnej), ale tym razem niespodzianki nie było. Warszawa poległa 1:7 i widmo spadku zajrzało jej głęboko w oczy. Honorowy punkt wywalczyła Grażyna Skonieczna po remisie z Barbarą Wójcik. W bezpośrednim starciu drużyn walczących o ligowy byt Giżycko zremisowało z Częstochową, mimo że grało w tym meczu w trójkę (bez Andrzeja Gasiula).
Medaliści XXVI Drużynowych Mistrzostw Polski Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych
Przed ostatnimi pojedynkami sprawa medali była praktycznie rozstrzygnięta. Nysie tylko kataklizm mógłby odebrać srebro, podobnie jak Lublinowi brąz. I niespodzianek w tej kwestii nie zanotowano, bo Nysa pogrążyła grającą bez Twardego Warszawę, a Lublin zremisował ze Słupskiem (gospodarzy urządzała tylko wygrana do zera). Białystok nie pozostawił złudzeń Częstochowie (7:1), a w najciekawszym meczu Giżycko urwało punkt Bydgoszczy (4:4) i uratowało się przed degradacją. Tym samym z ligi spadły Częstochowa i, trochę niespodziewanie, Warszawa.
„Victoria” Białystok zdobyła swój 19. medal w DMP niewidomych i słabowidzących (13-5-1). „Atut” Nysa dopiero po raz drugi stanął na podium. W 2001 roku też zdobył srebro, na drugie czekał 24 llata. „Hetman” Lublin ma w dorobku 18 medali (5-5-8).
Indywidualnie najlepsze wyniki uzyskali: Tomasz Kuziel − 17 p., Józef Tołwiński, Leszek Stefanek, Edward Podczasik, Ewa Wieczorek − po 16 p., Andrzej Jagieła − 15 p., Halina Kasperczyk, Barbara Wójcik − po 14 p.
Mistrzostwa przebiegły w sportowej atmosferze. Nie zanotowano żadnych incydentów. Turniej sędziowali Jan Chrząszcz (sędzia główny) i Sylwia Dęga-Zamrzycka. Koordynatorem mistrzostw był Mirosław Mirynowski, a dofinansowanie na ich organizację przekazały PFRON oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki.
XXVI Drużynowe MP Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych 6-16.10.2025 r., Ustka
1. „Victoria” Białystok – 18 p. (59 małych punktów): Ewa Wieczorek, Józef Tołwiński, Mikołaj Fiedoruk, Ryszard Biegasik, Wacław Morgiewicz 2. „Atut” Nysa – 14 p. (50): Halina Kasperczyk, Edward Podczasik. Dominik Kasperczyk, Irena Ostrowska, Lesław Kozik 3. „Hetman” Lublin – 12 p. (44): Barbara Wójcik, Leszek Stefanek, Krzysztof Furtak, Bogdan Marszałek 4. „Zryw” Słupsk 10 p. (37) 5. „Łuczniczka” Bydgoszcz 9 p. (34) 6. „Jantar” Gdańsk 8 p. (32) 7. „Podkarpacie” Przemyśl 6 p. (31) 8. „Kormoran” Giżycko 5 p. (25) 9. „Syrenka” Warszawa 4 p. (24) 10. „Jutrzenka” Częstochowa 4 p. (24)
O tym, że w Sierakowie można uzyskać wysokie wyniki, wielu graczy wie dobrze od ubiegłego roku, kiedy Stowarzyszenie „Cross” postanowiło wrócić tu i organizować imprezy kręglarskie w nowo wybudowanym obiekcie. Znów mogli się o tym przekonać na początku października podczas ogólnopolskich zawodów Grand Prix Polski osób niewidomych i słabowidzących w kręglach klasycznych.
Do rywalizacji stanęło 85 zawodników i zawodniczek z 21 klubów, którzy oczywiście liczyli na pobicie własnych i krajowych rekordów. W pierwszym etapie gry oddawali oni po 120 rzutów (cztery gry po 30). Szóstka najlepszych w każdej z sześciu kategorii uzyskiwała prawo gry w finale, więc dla wielu liczyło się tylko to, czy znajdą się w tym gronie. Walka toczyła się do ostatnich rzutów, a do tego jeszcze po grach sędziowie musieli zliczać zdobyte dziewiątki, by określić miejsca zawodników w tabeli końcowej.
W kategorii B1 kobiet w eliminacjach pierwsze miejsce zajęła Karolina Rzepa, która pokonała Barbarę Szypułę i Monikę Neubert. W grach finałowych Karolina nie ustąpiła miejsca koleżankom i z ponad 50 p. przewagi zwyciężyła przed swoją koleżanką klubową Renatą Domin, która do finału dostała się z szóstej lokaty w eliminacjach. Na trzecie miejsce ostatecznie spadła Barbara Szypuła.
Zawodnicy i zawodniczki z kategorii B1 w trakcie rzutów eliminacyjnychW kategorii B2 kobiet w grach eliminacyjnych klasą sama dla siebie była Jadwiga Rogacka, która zaledwie w jednym starcie pobiła dwa rekordy Polski. Najpierw w trakcie trzeciej serii rzutów o 6 p. poprawiła rekord z jednej gry, uzyskując 203 p., a następnie ustanowiła nowy rekord z całej gry (cztery razy 30 rzutów), który teraz wynosi 748 p. Tym samym zaktualizowała rekord Polski z 2023 roku należący do śp. Jolanty Lewandowskiej, który wynosił 721 p. Brawo Jadwiga!
Druga w eliminacjach B2 kobiet była spodziewanie (lub nie?) Beata Chraścina, której zabrakło czterech punktów do 700, a na trzecim miejscu uplasowała się Jolanta Krok-Sabaj. W szóstce najlepszych pań znalazły się jeszcze Irena Zięba, Katarzyna Majewska i Jadwiga Szamal. Ta ostatnia w grach finałowych pokonała Beatę Chraścinę i zajęła drugie miejsce. Podwójna nowa rekordzistka Polski Jadwiga Rogacka wyprzedziła jednak rywalki o prawie 100 oczek, uzyskując 740 p. Była szansa na kolejną poprawę rekordu, jednak jej ostatnie rzuty nie obfitowały w zdobycze punktowe.
Dekoracja finalistów kategorii B1 mężczyzn i ich asystentów
W trzeciej żeńskiej kategorii eliminacje z wynikiem 674 p. wygrała Anna Barwińska, przed Emilią Sawiniec i Eweliną Woszuk. Do finału dostały się jeszcze Anna Adamowicz, Elżbieta Ćwikła i Kornelia Żubkowska. A w nim nadspodziewanie dużo punktów, bo aż 723, zdobyła Emilia Sawiniec, która w pierwszych trzydziestu rzutach zrównała wynik z rekordem Polski z jednej gry należącym do nieobecnej na zawodach Ireny Curyło i wynoszącym 197 p. Drugie miejsce w Grand Prix zajęła Ewelina Woszuk (658 p.), a Anna Barwińska spadła na trzecie miejsce.
W kategorii B1 mężczyzn eliminacje wygrał − i tu nie ma zaskoczenia − Jan Zięba. Uzyskał 667 p., dzięki czemu odskoczył rywalom na ponad 100 p. Prawo gry w finale uzyskali kolejno: Szczepan Polkowski, Marek Zwolenkiewicz, Grzegorz Modrzyński, Tadeusz Kolbusz i Sylwester Dołasiński. Ale miejsce w tej pierwszej szóstce to tylko prawo startu w finale, o podium trzeba ponownie powalczyć. Toteż Jan Zięba poprawił jeszcze swój wynik na 670 p., natomiast pozostali zawodnicy nie mogli być już tak pewni utrzymania pozycji. Po zaciętej rywalizacji na drugim miejscu, z bardzo dobrym wynikiem 584 p., uplasował się Tadeusz Kolbusz, a na trzecim, z 12 p. straty, zakończył Grand Prix Szczepan Polkowski.
W kategorii B2 mieliśmy bardzo dużą niespodziankę, bo pierwszą lokatę w eliminacjach i 713 p. wykulał Piotr Dynda. Na drugim miejscu znalazł się Mieczysław Kontrymowicz, któremu zabrakło dwóch punktów do 700, a na trzecim Wojciech Puchacz, mający o trzy kolejne punkty mniej. W tej kategorii należało uzyskać minimum 683 p., aby awansować do drugiego etapu gry − i taki wynik pojawił się na tablicy przy nazwisku Grzegorza Nowaka z Łodzi. W finale kolejność znacząco się zmieniła. Zwycięzca eliminacji niestety nie udźwignął ciężaru walki, zagrał o prawie 100 p. gorzej i zajął ostatnie, szóste miejsce. Pierwszą lokatę wywalczył i nowy rekord Polski ustanowił Mieczysław Kontrymowicz (gdyby była to impreza międzynarodowa − byłby to nowy rekord Europy), który zdobył aż 784 p.! Rekordowy wynik był możliwy, ponieważ dwie z czterech gier Mietek zakończył z wynikiem odpowiednio 200 i 203 p. Na drugie miejsce, z wynikiem 718 p., wspiął się Grzegorz Nowak, a trzecie zajął Wojciech Puchacz, który uzyskał 713 p. W przypadku Grzegorza, Wojtka i Mietka Sabaja do ostatnich rzutów finalne miejsca były kwestią otwartą.
W grupie startowej B3 też działo się ciekawie, bo siedmiu najlepszych zawodników uzyskało 700 p. i więcej. Żeby móc rzucać w grach finałowych, należało zagrać przynajmniej tak, jak zrobił to Władysław Wakuliński − 714 p. O miejscu czwartym i piątym zadecydowały dziewiątki: 18 takich pełnych rzutów wykonał Krzysztof Paszyna, a 13 Albert Sordyl. Zwycięzcą eliminacji był Grzegorz Kanikuła (773 p.), który jedną z gier zakończył wynikiem 208 p. Drugi rezultat to 738 p. Daniela Jarząba, w tym jedna gra na poziomie 201 p., a trzeci wynik − 722 p. − był dziełem Rafała Chaberskiego.
Zdobywcy i zdobywczynie Grand Prix Polski 2025. Od lewej: Emilia Sawiniec, Mieczysław Kontrymowicz, Jadwiga Rogacka, Krzysztof Paszyna, Karolina Rzepa i Jan Zięba
Finałowe potyczki pokazały nam, jak wiele znaczy koncentracja, mocna psychika, a także nieanalizowanie gry i wyników rywali. Walka toczyła się rzut za rzut i warto wspomnieć, że między pierwszym i trzecim zawodnikiem na podium było tylko 7 p. różnicy. Zdobywcą Grand Prix Polski w kategorii B3 mężczyzn został Krzysztof Paszyna z wynikiem 741 p., który pokonał trzema punktami Grzegorza Kanikułę oraz siedmioma Daniela Jarząba (ostatnia z gier Daniela to zaledwie 173 p.). Czwartemu w stawce Rafałowi Chaberskiemu do trzeciego miejsca zabrakło tylko 5 p.
Uroczyste zakończenie Grand Prix Polski z wręczaniem pucharów i nagród finansowych odbywało się w iście jesiennej, wrzosowej oprawie kolorystycznej, a w roli maskotki, jak zawsze, wystąpił pluszowy kręgiel Wrzosek. Organizatorem zawodów było Stowarzyszenie „Cross”, przy współpracy z Sekcją Niepełnosprawnych, Niewidomych i Słabowidzących PZKręgl. Koordynatorką zawodów była Joanna Staliś. Zadanie dofinansowano ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz PFRON.
Grand Prix Polski Niewidomych i Słabowidzących w Kręglach Klasycznych 2025 1-5.10.2025 r., Sieraków
Tabela wyników - kobiety, R - 748p. w eliminacjach − rekord Polski
Kobiety
Kategoria B1
1.
Karolina Rzepa „Łuczniczka” Bydgoszcz
573 p.
2.
Renata Domin „Łuczniczka” Bydgoszcz
516 p.
3.
Barbara Szypuła „KoMar” Piekary Śląskie
497 p.
4.
Monika Neubert „Morena” Iława
448 p.
5.
Regina Szczypiorska „Morena” Iława
447 p.
6.
Katarzyna Świątek „Łuczniczka” Bydgoszcz
442 p.
Kategoria B2
1.
Jadwiga Rogacka „Pionek” Włocławek
740 p.(R)
2.
Jadwiga Szamal „Omega” Łódź
646 p.
3.
Beata Chraścina „Hetman” Lublin
643 p.
4.
Jolanta Krok-Sabaj „Podkarpacie” Przemyśl
642 p.
5.
Irena Zięba „Debiut” Kielce
624 p.
6.
Katarzyna Majewska „Pionek” Włocławek
580 p.
Kategoria B3
1.
Emilia Sawiniec „Hetman” Lublin
723 p.
2.
Ewelina Woszuk „Pionek” Włocławek
658 p.
3.
Anna Barwińska „Omega” Łódź
631 p.
4.
Elżbieta Ćwikła „Warmia i Mazury” Olsztyn
615 p.
5.
Anna Adamowicz „Elcross” Elbląg
589 p.
6.
Kornelia Żubkowska „Łuczniczka” Bydgoszcz
483 p.
Tabela wyników - mężczyźni, R - rekord Polski
Mężczyźni
Kategoria B1
1.
Jan Zięba „Debiut” Kielce
670 p.
2.
Tadeusz Kolbusz „Atut” Nysa
584 p.
3.
Szczepan Polkowski „Morena” Iława
572 p.
4.
Grzegorz Modrzyński „Sudety” Kłodzko
509 p.
5.
Marek Zwolenkiewicz „Karolinka” Chorzów
500 p.
6.
Sylwester Dołasiński „Łuczniczka” Bydgoszcz
463 p.
Kategoria B2
1.
Mieczysław Kontrymowicz 784 p.„Warmia i Mazury” Olsztyn
Końcówka tegorocznych krajowych startów parakolarzy z dysfunkcją wzroku stała pod znakiem dwóch kluczowych wyścigów, które miały wyłonić mistrzów Polski w skrajnie różnych kolarskich światach. Rywalizacja najpierw przeniosła się z szosy na lśniący parkiet welodromu, by zaledwie tydzień później znaleźć swój pasjonujący finał na stromych i wymagających podjazdach Dolnego Śląska. Dla wielu kolarzy były to zawody pełne wyzwań, naznaczone niedawnymi kontuzjami i walką z czasem przed najważniejszymi startami międzynarodowymi.
Torowe mistrzostwa Polski (19-21.09.2025 r., Pruszków)
Na pruszkowskim torze BGŻ BNP Paribas Arena, sercu polskiego kolarstwa torowego, rozegrano pierwszą odsłonę walki o medale. Przez trzy dni zawodnicy i zawodniczki mierzyli się w trzech zunifikowanych dla obu płci konkurencjach, z których każda testowała inny aspekt kolarskiego rzemiosła: wybuchową moc w sprincie, czystą prędkość w wyścigu na 1000 m ze startu zatrzymanego oraz wytrzymałość i taktykę w wyścigu na 4000 m na dochodzenie.
Zmaganiom pań na torze nie brakowało dramaturgii. Załoga Ewa Podlińska („Omega” Łódź) i Roksana Sochaczewska zaliczyła groźnie wyglądający upadek, który mógł zakończyć ich udział w mistrzostwach. Mimo to zawodniczki pokazały niezwykły hart ducha. Walka o sprinterskie złoto była niezwykle zacięta, a ostatecznie tytuł mistrzyń zdobyły Katarzyna Orzechowska („Warmia i Mazury” Olsztyn) i Katarzyna Makowska. Srebro w tej konkurencji, po ambitnej walce mimo wcześniejszego upadku, przypadło właśnie Ewie Podlińskiej i Roksanie Sochaczewskiej.
Ceremonia medalowa zwycięzców górskich mistrzostw Polski 2025. Na podium od lewej: Jan Baran, Marek Torla, Marcin Polak, Tomasz Bala, Tomasz Nejman, Karol Kopicz
W wyścigach dystansowych inicjatywę przejęła inna, nowo powstała załoga. Dominika Putyra („Syrenka” Warszawa) i Karolina Karasiewicz rozpoczęły wspólne przygotowania z myślą o nadchodzących torowych mistrzostwach świata w Rio de Janeiro. Mistrzostwa Polski były dla nich pierwszym i ostatnim sprawdzianem, a presja zbudowania formy w ekspresowym tempie była ogromna. Jak się okazało, współpraca układa się znakomicie, bo bez problemów sięgnęły po dwa złote medale, zarówno na 1 km, jak i na 4 km. Dwa srebrne krążki w tych konkurencjach wywalczyły Katarzyna Orzechowska z Katarzyną Makowską, a na trzecim stopniu podium w obu wyścigach, po raz kolejny pokazując swoją nieugiętość, stanęły Ewa Podlińska i Roksana Sochaczewska.
Wśród panów pasjonującym widowiskiem była walka o miejsca za plecami faworytów. Bo najwyższy stopień podium należał do jednego duetu, którego start stał jednak pod znakiem zapytania. Zaledwie kilka tygodni wcześniej, podczas szosowych mistrzostw świata w belgijskim Ronse, Karol Kopicz (UKS Laski) i Wojciech Sykała uczestniczyli w poważnej kraksie. Mimo niezagojonych jeszcze bolesnych ran udowodnili swoją klasę i zdominowali rywalizację, triumfując we wszystkich trzech konkurencjach, a tym samym zdobyli prestiżową potrójną koronę mistrzowską.
W sprincie srebrny medal wywalczyli Nikodem Urban („Braille” Bydgoszcz) i Maciej Kwiatkowski, a brąz Jakub Jóźwiak („Omega” Łódź) i Jakub Baranowski. W wyścigu na 1 km tytuł wicemistrzowski ponownie przypadł załodze z Bydgoszczy, a brązowy krążek zdobyli Łukasz Śmiech („Braille” Bydgoszcz) z Grzegorzem Lemieszkiem. Podium w wyścigu na 4 km ułożyło się następująco: złoto zdobył tandem Karol Kopicz − Wojtek Sykała, srebrny medal odebrali Nikodem Urban z Maciejem Kwiatkowskim, a brąz przypadł załodze Jakub Jóźwiak i Jakub Baranowski.
Dla dwóch czołowych załóg – Dominiki Putyry i Karoliny Karasiewicz oraz Karola Kopicza i Wojciecha Sykały – zawody te stanowiły ostatni test formy przed zbliżającymi się torowymi mistrzostwami świata w Rio.
Górskie mistrzostwa Polski (Złotoryja)
Tydzień później zmagania przeniosły się na szosę, a kontrast z poprzedzającą imprezą nie mógł być większy. W Złotoryi, przy słonecznej, choć rześkiej pogodzie, rozegrano mordercze górskie mistrzostwa Polski. Trasa, znana większości zawodników z poprzedniego roku, jest tam niezwykle wymagająca. Kolarze musieli trzykrotnie pokonać blisko 70-kilometrową pętlę z długim, stromym podjazdem, który nie dawał chwili na wytchnienie.
W stawce kobiet, osłabionej przez problemy zdrowotne Katarzyny Orzechowskiej, na starcie stanęły dwa tandemy. Po złoty medal pewnie sięgnęła Dominika Putyra („Syrenka” Warszawa), tym razem z pilotką Dorotą Przęzak. Przewaga zwyciężczyń była tak duża, że na mecie wyprzedziły nie tylko rywalki, lecz także część męskich załóg, co jest świadectwem ich ogromnej mocy. Na drugim miejscu, po tym, jak po raz kolejny pokazały niezwykłą wolę walki, zameldowały się Ewa Podlińska („Omega” Łódź) i Kasia Makowska. Dla Ewy był to udany start po trudnych przeżyciach na torze.
Medalistki i medaliści górskich MP 2025. Od lewej stoją Ewa Podlińska, Marek Torla i Jan Baran, niżej Katarzyna Makowska, Dominika Putyra i Dorota Przęzak, po prawej stoją Marcin Polak i Tomasz Bala
Wyścig mężczyzn obfitował w emocje i niespodziewane zwroty akcji. Rywalizacja rozstrzygnęła się już na najtrudniejszym fragmencie pierwszego podjazdu. To właśnie tam od peletonu oderwały się dwie załogi: Marek Torla (KKT „Hetman” Lublin) z Janem Baranem oraz powracający do rywalizacji Marcin Polak (KKT „Hetman” Lublin), którego mogłem wesprzeć w roli pilota.
Oba tandemy przez większość dystansu prowadziły taktyczną rozgrywkę, jadąc razem i badając swoje siły. W ostatniej rundzie, po mocniejszym tempie na kluczowym podjeździe, szala zwycięstwa przechyliła się nа stronę Marcina Polaka i tak pozostało już do mety. Złoty medal w górskich mistrzostwach Polski jest jego fantastycznym i niezwykle udanym powrotem do ścigania. Srebro, po świetnej i ambitnej walce, przypadło rywalom z klubu − Markowi Torli i Jankowi Baranowi. Na trzecim stopniu podium stanął faworyt, Karol Kopicz (UKS Laski), który z powodu choroby Wojtka Sykały wystartował z zastępującym go pilotem Tomkiem Nejmanem.
Imprezy biegowe w stolicy Małopolski z roku na rok zyskują na renomie, także tej międzynarodowej. Krakowski wiosenny maraton czy jesienna „połówka” są obecnie najważniejszymi imprezami biegowymi w Polsce, na które ściągają coraz liczniejsze rzesze biegaczy. W wydarzeniach tych uczestniczą także regularnie długodystansowcy z dysfunkcją wzroku.
W jedenastej edycji PKO Cracovia Półmaratonu Królewskiego, która odbyła się 12 października, linię mety przekroczyła imponująca liczba 14 129 zawodniczek i zawodników z ponad 40 krajów świata. Jest to nowy rekord frekwencji tej imprezy, organizowanej od 2014 roku. Nie mogło w niej zabraknąć również naszych sportowców, którzy w jej trakcie rozegrali mistrzostwa Polski osób niewidomych i słabowidzących w półmaratonie. Organizatorem tych zawodów było Stowarzyszenie „Cross”, a ich koordynatorem Wiesław Miech. W mistrzostwach sklasyfikowanych zostało 13 biegaczy.
Radość zwycięzcy – ta twarz mówi sama za siebie. Andrzej Gawin (w czapeczce) z przewodnikiem
Niewidomi zawodnicy przyjechali do Krakowa w dzień poprzedzający biegi, zaś kwaterunek i wyżywienie, jak w roku poprzednim, zaplanowano w hotelu Feliks w Nowej Hucie, w spokojnej dzielnicy Krakowa. Po odebraniu pakietów startowych spotkaliśmy się na obiadokolacji, tam oficjalnie przywitał nas koordynator. Rano następnego dnia udaliśmy się do Tauron Areny, gdzie w dobrze znanych lokalizacjach znajdowały się depozyty oraz start, co upraszcza przedbiegową logistykę. Rozpoczęcie biegu czołówki zaplanowane było na godzinę 10:00 z ulicy Stanisława Lema. Po przebraniu się, krótkiej rozgrzewce i przebieżce ustawiliśmy się w wyznaczonych przy zapisie strefach startowych. Jesienny poranek w Krakowie przywitał nas chłodnym i wilgotnym powietrzem. Taka pogoda jest wymarzona do biegania i robienia życiówek (12 stopni Celsjusza), choć niektórzy mówili po imprezie, że na kilku odcinkach było dość ślisko. Trasa w obrębie Krakowa to nie tylko sportowe wyzwanie, lecz także możliwość obejrzenia urokliwych zakątków pięknego Starego Miasta z biegowej perspektywy. Ale nic za nic – jest wymagająca, dość kręta, pełna przewężeń i niewygodnej do biegania kostki brukowej. Ciągnie się za to wokół bulwarów i mostów nad Wisłą, a przed biegaczami roztaczają się malownicze widoki. Praktycznie cały czas biegło się w tłumie, dlatego bezwzględnie ważne było ustawienie się w odpowiedniej dla siebie strefie. Wyczerpani, ale szczęśliwi mijaliśmy metę znajdującą się w Tauron Arenie. Ta meta w wielkiej hali stworzyła finiszowi wyjątkowy klimat i oprawę dla triumfu zawodników.
W edycji 11. PKO Cracovia Półmaratonu Królewskiego niedoścignionym zwycięzcą w kategorii mężczyzn został Hillary Kiptum Maiyo Kimaiyo (Kenia) z czasem 01:03:13, zaś w kategorii kobiet triumfowała Valentine Jebet Benedek (Kenia) z czasem 01:09:47, która ustanowiła nowy kobiecy rekord trasy.
Drugie miejsce wśród pań zajęła Katarzyna Tomczak (na zdjęciu z przewodnikiem)
W kategorii słabowidzących mężczyzn (T12) wszystkie miejsca na podium należały do zawodników „Łuczniczki” Bydgoszcz. Absolutnym mistrzem dystansu 21,0975 km okazał się nasz paratriathlonista Łukasz Wietecki, który utrzymywał przez całą trasę wysokie tempo (3:30 min/km) i zdeklasował swoich bezpośrednich rywali, przekraczając metę z czasem 1:13:45. Na drugim miejscu uplasował się Tomasz Chmurzyński, srebrny medalista z paraigrzysk Atlanta 1996, który uzyskał bardzo dobry czas 1:26:49. Trzecią lokatę wywalczył Kacper Jażdżewski – młody i zdolny biegacz, który ukończył bieg z czasem 1:33:02.
W kategorii niewidomych mężczyzn (T11) najszybszy był Andrzej Gawin z klubu „Jutrzenka” Częstochowa, który biegł z przewodnikiem Krystianem. Okazał się za mocny dla swoich rywali. Pokonał trasę w 1:37:52 i po biegu był bardzo usatysfakcjonowany, mimo że nie udało mu się pobić życiówki. Na drugim miejscu, z czasem 1:46:12, uplasował się Mariusz Zacheja z klubu „Syrenka” Warszawa, prowadzony przez przewodnika Jurka. Dużą niespodziankę sprawił natomiast Michał Majchrzak, reprezentujący „Syrenkę” Warszawa i Achilles International, który wraz ze swoim przewodnikiem Jarkiem zajął trzecie miejsce. Po biegu Michał nie krył radości, bo w dobrym stylu, w czasie 1:59:16, przebiegł krakowski półmaraton i złamał dwie godziny.
Organizator i uczestnicy MP niewidomych i słabowidzących w półmaratonie: Wiesław Miech, Krzysztof Badowski, Mariusz Zacheja, przewodnik Andrzeja Gawina, Andrzej Gawin i Katarzyna Tomczak
W kategorii kobiet słabowidzących (T12) zawodniczki były dwie i obie reprezentowały „Łuczniczkę” Bydgoszcz: Marta Stramek, która uzyskała bardzo dobry czas 1:31:57 i stanęła na najwyższym stopniu podium, oraz Katarzyna Tomczak z przewodnikiem Jarkiem, która po raz pierwszy pobiegła „połówkę” i uplasowała się na drugiej pozycji z czasem 1:39:47. Druga lokata nie odebrała Kasi uśmiechu i radości, a to mówiło samo za siebie. Pokazała, że liczy się nie tylko miejsce na podium, ale i pasja, z jaką pokonuje się kilometry.
Tegoroczny Cracovia Półmaraton przejdzie do historii nie tylko dzięki nowym rekordom, ale też dzięki wspaniałej atmosferze, która połączyła biegaczy i wiernych kibiców. Serdecznie dziękujemy wszystkim naszym kolegom i koleżankom za udział, za sportowego ducha i dużo pozytywnej energii. Gratulujemy każdemu, kto stanął na starcie – niezależnie od wyniku, wszyscy jesteśmy zwycięzcami! Do zobaczenia za rok!
Już po raz ósmy turniej upamiętniający nieodżałowanego sędziego, trenera, nauczyciela, wychowawcę młodzieży i wspaniałego kolegę przyciągnął pasjonatów showdowna z całej Polski. Swoich reprezentantów wystawiły kluby z Bydgoszczy, Chorzowa, Częstochowy, Krakowa, Olsztyna, Przemyśla, Słupska, Wałbrzycha, Warszawy, Wrocławia oraz gospodarzy z Lublina.
W ostatni czwartek września do hotelu Kaprys w Świdniku przybyli showdowniści z różnych stron Polski. Jeszcze przed kolacją rozpoczęły się sesje treningowe przy stołach, a wieczorem sędziowie przeprowadzili obowiązkowe sprawdzanie zgodności technicznej rakietek, gogli i rękawic z wytycznymi IBSA. Niewiele później na WhatsApp’ie pojawiły się informacje dotyczące meczów pierwszej rundy i wszyscy w gotowości mogli czekać pierwszego dnia rozgrywek.
Nazajutrz rano nastąpiło oficjalne rozpoczęcie turnieju, po którym uczestnicy uczcili minutą ciszy pamięć Michała Wrzesińskiego, dokładnie w dzień po ósmej rocznicy Jego śmierci. Odbyła się jeszcze krótka odprawa techniczna i 16 zawodniczek oraz 16 zawodników przystąpiło do turniejowych zmagań. Nad ich prawidłowym przebiegiem czuwało dziewięcioro sędziów, z doświadczonym sędzią międzynarodowym, a od pięciu lat trenerem reprezentacji Polski Szymonem Borkowskim na czele.
Na turnieju nie zabrakło nowych młodych zawodników wywodzących się z ośrodka szkolno-wychowawczego we Wrocławiu, gdzie co roku wyławia się nowe talenty. Tylko dzięki pracy z młodzieżą możemy myśleć o przyszłości każdej dyscypliny sportu. Za jedną z największych sensacji można uznać brak awansu do pierwszej ósemki Szymona Budzyńskiego („Ikar” Lublin), który na początku września zajął drugie miejsce podczas pierwszej edycji IBSA Under-25 Showdown World Cup w czeskim Nymburku.
Finał kobiet. Dominika Czuj („Ikar” Lublin) kontra Julia Szwałek („Sprint” Wrocław)
Po niezwykle emocjonujących rozgrywkach poznaliśmy zdobywców Pucharu Polski w showdownie za 2025 rok. W kategorii kobiet zwyciężyła, powracająca do grania po prawie rocznej przerwie Dominika Czuj („Ikar” Lublin), która jako pierwsza w historii turnieju triumfowała dwa razy z rzędu. Nie była to łatwa wygrana, ponieważ młodsze koleżanki z Wrocławia zrobiły olbrzymie postępy i postawiły trudne warunki. Mimo to tylko Dianie Afnahel i Julii Szwałek udało się urwać seta Dominice.
Wśród mężczyzn bezkonkurencyjny okazał się Filip Liszewski („Sprint” Wrocław), który w tym roku zadebiutował w reprezentacji Polski showdownistów i stale udowadnia, że trener kadry nie postawił na niego przypadkiem. Obserwując grę Filipa, można dostrzec coraz większą dojrzałość i duże opanowanie.
Zwycięzcy Pucharu Polski i memoriału Michała Wrzesińskiego 2025 – Dominika Czuj i Filip Liszewski
Dla większości zawodników biorących udział w PP był to ostatni sprawdzian przed indywidualnymi mistrzostwami Polski mężczyzn, które odbędą się w Świdniku w terminie 9-13.10.2025 r., a także mistrzostwami Polski kobiet zaplanowanymi dwa tygodnie później, również w Świdniku.
Na zakończenie, tradycyjnie już, Przemek Knaź wraz z sędziami i organizatorem przygotowali krótki pokaz pirotechniczny, by w ten symboliczny sposób uczcić pamięć Michała Wrzesińskiego. Podczas ceremonii zakończenia zawodów trofea, jak zawsze − bo stało się to już pięknym zwyczajem – wręczała Aleksandra Wrzesińska, która co roku zaszczyca nas swoją obecnością na Pucharze Polski.
Puchar Polski w Showdownie 2025 – VIII Memoriał Michała Wrzesińskiego 25-29.09.2025 r., Świdnik (pierwszych 10 miejsc w kategoriach)
Strzelecka ekipa ZKF „Olimp” nie zwalnia ani na krok. W dniach 18-21 września 2025 r. na gościnnym obiekcie Wojskowego Klubu Strzeleckiego „Śląsk” we Wrocławiu odbyły się mistrzostwa Polski osób niewidomych i słabowidzących w strzelectwie pneumatycznym w trzech postawach, poprzedzone dziewięciodniowym zgrupowaniem kadry narodowej.
Tegoroczna rywalizacja przebiegała w innej niż dotąd formule. Zgodnie z najnowszym, obowiązującym teraz regulaminem konkurencja obejmowała po 20 strzałów ocenianych w każdej z postaw − klęcząc, leżąc i stojąc. W związku ze zmniejszeniem objętości strzelań skrócony został czas na jej rozegranie.
Te zmiany regulaminowe były na tyle drobne, że ostateczne wyniki w kategorii kobiet nie stanowiły większej niespodzianki. Na najwyższym stopniu podium, ze złotym medalem i łączną sumą punktów 581,3, znalazła się Katarzyna Orzechowska z klubu „Warmia i Mazury” Olsztyn. Medal srebrny zdobyła, z wynikiem gorszym o zaledwie 1,3 p., Barbara Moskal z klubu „Podkarpacie” Przemyśl. Po brązowy krążek sięgnęła Klaudia Żelazowska z „Moreny” Iława, która łącznie ustrzelała 556,4 p.
Na pierwszym planie Katarzyna Orzechowska („Warmia i Mazury” Olsztyn) wraz z asystentem Dariuszem Mendrzejewskim
W rywalizacji mężczyzn medale również rozdano w gronie faworytów. Tytuł mistrza trzech postaw 2025, za łączny wynik 577,8 p., zdobył Wojciech Muszczak z „Jutrzenki” Częstochowa. Za nim ze srebrem na szyi zawody zakończył Bogusław Rutkowski z klubu „Warmia i Mazury” Olsztyn, który wystrzelał łącznie 575,7 p. Brąz trafił w ręce Grzegorza Kłosa z klubu „Łuczniczka” Bydgoszcz, który zdobył 551,6 p.
Dekoracja konkurencji par mieszanych w postawie leżąc: 1. Klaudia Żelazowska i Bogusław Rutkowski, 2. Renata Tomaszewska i Grzegorz Modrzyński, 3. Barbara Moskal i Eugeniusz Barszczewski
Reprezentacje klubowe grały systemem „każda z każdą” na dystansie pięciu rund, w każdej z nich rozgrywano dwadzieścia rozdań.
Aby uatrakcyjnić współzawodnictwo, dodatkowo strzelcy wystartowali w konkurencji mikstów w postawie leżąc. Pary losowano w formule międzyklubowej już pierwszego dnia zawodów, na wieczornej odprawie technicznej, spośród zawodników ze wszystkich zgłoszonych klubów. Po kwalifikacjach, które obejmowały trzy oceniane serie dziesięciostrzałowe w postawie leżąc, do meczu o brąz zakwalifikowały się duety: Barbara Moskal („Podkarpacie” Przemyśl) i Eugeniusz Barszczewski („Warmia i Mazury” Olsztyn), z sumą punktów 599,7, oraz Ksenia Borko („Warmia i Mazury” Olsztyn) i Grzegorz Kłos („Łuczniczka” Bydgoszcz), z sumą punktów 598,5. O złoto miały natomiast zawalczyć duety: Klaudia Żelazowska („Morena” Iława) i Bogusław Rutkowski („Warmia i Mazury” Olsztyn) − liderzy punktacji, którzy zgromadzili 604,9 p., oraz Renata Tomaszewska („Cross Opole”) i Grzegorz Modrzyński („Sudety” Kłodzko) mający na koncie 602,6 p. W rozgrywkach finałowych kolejność z kwalifikacji, mimo usilnych prób zawodników, pozostała niezmieniona. Już po pierwszych strzałach silniejsze duety każdego z meczów objęły prowadzenie i aż do końca konkurencji nie pozwoliły go sobie odebrać. Złoty medal zdobyli Klaudia Żelazowska i Bogusław Rutkowski, srebro wystrzelali Renata Tomaszewska z Grzegorzem Modrzyńskim, a z brązowego krążka mogli cieszyć się Barbara Moskal z Eugeniuszem Barszczewskim. Strzelcy, którzy zajęli miejsca na podium, otrzymali medale, a wszyscy uczestnicy zawodów − słodkie upominki.
Filip Fred z klubu olsztyńskiego w postawie klęcząc podczas rywalizacji MP 2025
Start we Wrocławiu był ostatnim sprawdzianem dla reprezentacji Polski wybierającej się na początku października na strzeleckie mistrzostwa Europy osób niewidomych i słabowidzących do chorwackiego Osijeka.
Organizację zawodów dofinansowały PFRON oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki.
Słabowidzący i niewidomi nordicowcy spotkali się w Janikowie na drużynowych mistrzostwach Polski, które odbyły się w dniach 12-15 września. Przy tej okazji rywalizowano także w zawodach indywidualnych, których wyniki zaliczone zostały do tegorocznego cyklu Pucharu Polski.
Zawodnicy i organizatorzy dzień przed startem zakwaterowali się w Oławie i z niepokojem śledzili bardzo kiepskie prognozy pogody. Na weekend zapowiadane były obfite opady deszczu, a w przypadku zawodów w nordic walkingu stanowi to uciążliwość podczas samego marszu, jak i z powodu rozmiękania nawierzchni oraz tworzenia się kałuż. Koordynator poprowadził odprawę techniczną, na której zebrał zgłoszenia składów drużyn i przekazał najważniejsze informacje. W rywalizacji drużynowej zawodnicy startowali na tej samej trasie liczącej około 5 km. Na całej jej długości stali wolontariusze i sędziowie oceniający poprawność techniki marszu oraz pilnujący, by walka była fair play. W zawodach indywidualnych uczestników klasyfikowano w grupach startowych B1 (startujący w goglach, z przewodnikiem, ewentualnie z użyciem uprzęży) i B2 (z możliwością startu z przewodnikiem), z podziałem na kobiety i mężczyzn. Kryterium w końcowej klasyfikacji uczestników był także wiek − osoby, które ukończyły 65. rok życia startowały w grupie „senior”, ale trzeba przyznać, że czasy przemarszu tutaj uzyskiwane bardzo często okazywały się lepsze od tych w B2. Utworzona została też kategoria „rekreacja”, w której dystans jest krótszy (chociaż na prośbę jedynego jej uczestnika tym razem było inaczej), bo tu startują osoby dla przyjemności samego marszu, bez presji walki z czasem, rozpoczynające np. przygodę z nordic walkingiem lub powracające po kontuzjach. Zawody drużyn odbywają się w formule sztafety. Startują one razem, a kolejność na mecie odpowiada zajętym miejscom. Inaczej jest najczęściej podczas wyścigu indywidualnego, w którym start poszczególnych grup następuje z interwałem czasowym.
Łukasz Jankowski (B2) z przewodnikiem Sebastianem Kozerą
Nasze zawody nie są łączone z innymi, co wiąże się z koniecznością samodzielnego zadbania o wszystkie ich aspekty, w tym o przygotowanie techniczne imprezy. Istotną rolę w dopracowaniu trasy pełni lokalne stowarzyszenie „Janików nad Smortawą”. Już wielokrotnie jego członkowie nas wspierali. Na miejscu znajdowali się ratownicy medyczni gotowi nieść pomoc. Wspomnieć należy także o Nadleśnictwie Oława − gospodarzach lasu, który przemierzają zawodnicy. Ta instytucja co roku jest fundatorem dodatkowych nagród i także dba o przygotowanie trasy marszu, a podczas zawodów wystawia namiot z informacjami o lesie. W tym roku namiot Nadleśnictwa stanowił także zadaszenie dla nordicowców czekających przy strefie zmian. Pomoc w uprzyjemnieniu oczekiwania na start oraz w dotarciu do mety ostatniego zawodnika zaoferowało nam Koło Gospodyń i Gospodarzy Janików wraz z sołtys Agnieszką Łukiewicz. Ich poczęstunek i ciepłe napoje wspaniale podgrzewały atmosferę zawodów. Pod namiotem było wesoło i smacznie, a rozpalony ogień pozwalał się ogrzać, a także osuszyć po starcie przemoczone ubrania. Za szatnię służył chroniący przed deszczem autobus.
Bo pogoda się jednak nie poprawiła i dobrze lało. Kiedy pierwsza zmiana sztafet wyruszyła na trasę, następni zawodnicy udawali się do strefy zmian i oczekiwali na swój start. Po przybyciu na metę ostatnich reprezentantów drużyn od razu znane było podium. Mistrzostwa drużynowe ukończyło pięć sztafet. Po zaciętej walce w strugach deszczu zwyciężył zespół „Jutrzenki” Częstochowa, która po raz kolejny obroniła tytuł. Były to trudne zawody zarówno dla startujących, jak i organizatorów. Mokra, śliska trasa stała się przyczyną kilku, ale na szczęście niegroźnych urazów.
Zwycięskie drużyny 2025 z trofeami
Wręczenie laurów i wyróżnień odbyło się w hotelu Marta w Oławie. Imprezę uświetnili swoją obecnością przedstawiciele Nadleśnictwa Oława pod wodzą pani Katarzyny Kopackiej. W trakcie jej trwania nastąpiło, jak zawsze, losowanie nagród wśród wszystkich uczestników zawodów.
Pragniemy serdecznie podziękować zawodnikom, przewodnikom, wolontariuszom oraz organizacjom, służbom i darczyńcom, a specjalnie pani Elwirze Piórkowskiej z Janikowa, która w znacznej części koordynowała zadania wolontariuszy. Mimo bardzo niesprzyjających warunków atmosferycznych udało się sprawnie i bezpiecznie przeprowadzić tegoroczne drużynowe mistrzostwa Polski.
Zawody zorganizowało Stowarzyszenie „Cross” dzięki wsparciu finansowemu przekazanemu przez PFRON.
Drużynowe mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w nordic walkingu − III etap Pucharu Polski (5 km) 12-15.09.2025 r., Janików
Tabela wyników, * - oznacza wynik skorygowany
Klasyfikacja drużynowa sztafet
1.
„Jutrzenka” Częstochowa: Michał Ciborski, Ewa Pochwat, Krzysztof Janusik
1:46:12,3
2.
„Guide” Wrocław: Grażyna Walczyk, Stanisław Kosiński, Łukasz Jankowski
1:54:11,1
3.
„KoMar” Piekary Śląskie: Małgorzata Tazbir, Robert Okręglicki, Stanisław Jędrzejczyk
1:57:29,6
Klasyfikacja indywidualna
Kobiety
Kategoria B1
1.
Bożena Grusza „Sudety” Kłodzko
42:06,8
2.
Grażyna Polak „Cross Opole”
47:59,9
Kategoria B2
1.
Ewa Pochwat „Jutrzenka” Częstochowa
37:22,0
2.
Małgorzata Tazbir „KoMar” Piekary Śląskie
39:11,4
3.
Mariola Macek „Smrek” Bielsko-Biała
39:32,6
Mężczyźni
Kategoria B1
1.
Krzysztof Janusik „Jutrzenka” Częstochowa
32:57,2
2.
Piotr Ossowski „Łuczniczka” Bydgoszcz
33:55,0*
3.
Marcin Pleśniak 42:41,2„Guide” Wrocław
42:41,2
Kategoria B2
4.
Michał Fabjańczuk „Zryw” Słupsk
2046 m
5.
Sylwester Dołasiński „Łuczniczka” Bydgoszcz
1991 m
6.
Dariusz Duda „Zryw” Słupsk
1947 m
Mężczyźni
1.
Tadeusz Sypień „Sprint” Wrocław
35:48,0
2.
Michał Ciborski „Jutrzenka” Częstochowa
35:53,2*
3.
Łukasz Jankowski „Guide” Wrocław
35:58,6
Mężczyźni − senior
1.
Stanisław Jędrzejczyk „KoMar” Piekary Śląskie
38:18,8
2.
Leszek Dorobek „Cross Opole”
39:04,3
3.
Zbigniew Macek „Smrek” Bielsko-Biała
41:48,4
Rekreacja
1.
Józef Wyderski ŚKS Kielce
1:09:00
Nagrody specjalne za najlepszą technikę
Grażyna Walczyk − „Guide” Wrocław Stanisław Kosiński − „Guide” Wrocław Zespół: Grażyna Polak z przewodnikiem Czesławem Grabarzem − „Cross Opole”
Trzy dni pełne adrenaliny, dziesiątki rozdań i emocje sięgające zenitu – tak wyglądał tegoroczny Puchar Polski w brydżu sportowym osób niewidomych i słabowidzących, rozgrywany w malowniczym hotelu Renusz na Wyspie Sobieszewskiej. Do stołów zasiedli zawodnicy z całej Polski, a także goście specjalni z Finlandii, którzy podkręcili atmosferę rywalizacji i wspólnej zabawy.
Od samego początku było gorąco! Już pierwsza sesja (22 rozdania) pozwoliła wyłonić parę, która podniosła poprzeczkę bardzo wysoko. Ewa Miszczak i Jerzy Czeszewski uzyskali fantastyczny wynik 67,55 proc. Ale to był dopiero początek brydżowych fajerwerków! Drugi dzień przyniósł prawdziwą sensację – Bożena i Andrzej Sadlikowie zdeklasowali rywali, bo przy 55,60 IMP praktycznie odjechali reszcie stawki. To było coś wyjątkowego, tym bardziej że Bożena jest osobą całkowicie niewidomą, a razem z mężem grają w brydża dopiero od pięciu lat. Jednak trzeciego dnia uwagę znów przyciągnęli triumfujący Ewa i Jerzy, którzy udowodnili, że nie mieli zamiaru oddawać pola. Po trzech dniach pełnych niesamowitych rozdań i szalonych zwrotów akcji na podium stanęli:
Ewa Miszczak [Warszawa) i Jerzy Czeszewski („Zryw” Słupsk) 43 p.
Zbigniew Wyziński i Edward Stankiewicz („Syrenka” Warszawa) 33 p.
Bożena Sadlik i Andrzej Sadlik („Zryw” Słupsk) 31 p.
Podział miejsc pokazał, że kluby „Syrenka” Warszawa i „Zryw” Słupsk walczyły łeb w łeb – ale i tak nad sportową zaciętością górę brały przyjaźń, śmiech i radość ze wspólnej gry.
Turniej miał również międzynarodowy akcent. Do Sobieszewa przyjechali Ville Lamminen i Teemu Ruohonen z Finlandii. Angielska licytacja była dla naszych zawodników sporym wyzwaniem, ale dzięki pomocy sędziego międzynarodowego wszystko przebiegało gładko i z uśmiechem. A najciekawsze było odkrycie, że brajlowskie karty używane w Polsce są w pełni czytelne także dla fińskich graczy. Brydż naprawdę nie zna granic!
Wielkim wsparciem dla turnieju była obecność Wiesława Jezierewskiego z Polskiego Związku Brydża Sportowego i Fundacji Bridge to the People. Atmosferę rywalizacji i integracji uwieczniła także Telewizja Gdańsk, która z bliska pokazała, jak wygląda ten niezwykły turniej.
Brydż to nie tylko gra – to emocjonująca przygoda, okazja do spotkań i świetnej zabawy. Były nerwy, były niespodziewane rozdania, były też salwy śmiechu i wielkie wzruszenia. Dziękujemy wszystkim zawodnikom, gościom, sędziom i organizatorom – bo to wy sprawiliście, że te trzy dni były prawdziwym świętem. A jeśli ktoś jeszcze myśli, że brydż jest nudny, niech żałuje, że nie był z nami w Sobieszewie!
Co ważne, turniej pokazał, jaki ogromny potencjał do wykorzystania drzemie w brydżu, jeśli chodzi o rozgrywki międzynarodowe osób z dysfunkcją wzroku. Już teraz myślimy o tym, by w kolejnych edycjach zaprosić jeszcze więcej zagranicznych drużyn i stworzyć prawdziwie międzynarodowe wydarzenie. Kto wie – może w przyszłym roku Sobieszewo będzie gościć zawodników z kilku krajów?
Brydż to emocjonująca przygoda, okazja do spotkań i świetnej zabawy
Ewa Miszczak
Migawki z rozgrywek
Turniej w Sobieszewie obfitował w wiele rozdań obrotowych. Oto kilka z nich. W 17. rozdaniu turnieju na maksy zmierzyły się dwie pary pretendujące do końcowego zwycięstwa. Rozdanie wyglądało następująco:
E (Miszczak): pik – 2; kier – A, 10; karo – A, D, J, 10, 6; trefl – K, 9, 4, 3, 2
S (Majcher): pik – 4; kier – D, 8, 7, 5, 4; karo – 9, 5; trefl – A, J, 10, 6, 5
W (Czeszewski): pik – A, J, 10, 8, 7, 3; kier – 3; karo – K, 8, 7, 4, 3; trefl – 7
Licytacja przebiegała następująco:
N
E
S
W
1p 2 BA
2 BA
3 trefl
3 karo
3 kier
4 karo
4 kier
5 karo
pas
pas
5 kier
6 karo
pas
pas
pas
Pierwszy wist: D trefl, a następnie 8 trefl przebita w ręku W atutem (karo). Następnie rozgrywający zagrał A pik, do którego kolejno dołożono 5, 2 i 4 pik. W kolejnej lewie rozgrywający zagrał J pik, a z rozpędu N pobił K pik i w ten sposób kontrakt został wypuszczony. Należało przepuścić J pik, albowiem rozgrywający odatutował, a następnie wyrobił sobie piki.
Jak zagra partner? To jest pytanie!
W rozdaniu 8. drugiego turnieju (IMP) Piatnik przydzielił zawodnikom N i S następujące karty:
Jak widać na linii N − S, mimo posiadania tylko 13 punktów na obydwu rękach, wychodzi 5 trefl. Wydaje się, że obrona pięcioma kierami jest bez jednej, jednakże uważna rozgrywka pozwala na wygranie kontraktu 5 kier. Niech czytelnicy sami spróbują rozwiązać to rozdanie.
* Zdaje się, że partnerzy licytowali to rozdanie różnymi systemami
W dniach 29.09-6.10.2025 r. w Ustce odbyły się mistrzostwa Polski par niewidomych i słabowidzących w brydżu sportowym. W pierwszej części imprezy rywalizowano o mistrzostwo w mikstach (pary mieszane), a następnie w grze na impy w duetach w dowolnej konfiguracji. Niektórzy z zawodników wcześniej szlifowali swoje brydżowe talenty w ramach szkolenia Krok naprzód.
W mikstach wzięło udział aż 12 par. Zawody przeprowadzono na zapis maksymalny. Tytuł mistrzów Polski na rok 2025 zdobyła para Maria Ewertowska („Jantar” Gdańsk) – Tomasz Stopierzyński („Warmia i Mazury” Olsztyn), która odnotowała awans z miejsca drugiego w ubiegłym roku. Srebrny medal wywalczyła para Janina Maksymowicz („Elcross” Elbląg) – Ryszard Suder („Warmia i Mazury” Olsztyn). Brąz w konkurencji mikstów trafił do pary Ewa Miszczak („Syrenka” Warszawa) – Jerzy Czeszowski („Zryw” Słupsk). Mistrzostwa rozegrano w trzech sesjach po 26 rozdań, tak aby w każdej sesji wszyscy rozegrali ze sobą po dwa rozdania.
Triumfatorzy roku 2025 w MP niewidomych i słabowidzących w grze na impy
Dokładnie w ten sam sposób zostały przeprowadzone mistrzostwa Polski na impy. Wśród 12 par najlepiej zagrali i zwyciężyli Waldemar Orłowski i Leszek Mystkowski („Syrenka” Warszawa). Wicemistrzostwo Polski obronili Tomasz Stopierzyński z Ryszardem Suderem („Warmia i Mazury” Olsztyn), a brąz wywalczył duet Emilia Wieczorek („Jantar” Gdańsk) i Wacław Morgiewicz („Victoria” Białystok).
Koordynatorem zawodów był Mirosław Mirynowski.Oba mistrzowskie turnieje poprowadzili w sposób profesjonalny sędziowie Krzysztof Lipowski i Roman Kierznowski. Organizatorem rozgrywek, dofinansowanych ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w ramach projektu „Wspólny Start 2025”, było Stowarzyszenie „Cross”.
Klub Sportowo-Turystyczny Niewidomych i Słabowidzących „Cross Jastrzębie” swoją siedzibę ma w dużym bloku mieszkalnym. Świetlicę zlokalizowaną na parterze dzieli z organizacją działającą na rzecz osób z niepełnosprawnością ruchu. Jedni opłacają czynsz, drudzy prąd. Funkcjonują, nawzajem się wspierając, bo wszystko drogie i łatwo nie jest. Klub jest czynny codziennie i zawsze przebywają w nim ludzie. Odnoszę wrażenie, że tym, co ich tu przyciąga, jest atmosfera.
Podobnie jak w wielu innych klubach zdecydowaną większość stałych bywalców stanowią ludzie starsi. Często są owdowiali, dzieci już się wyprowadziły, doskwiera im samotność. Tu mogą miło spędzić czas. Potwierdza to pani Krysia Gąsior.
− Mój mąż zmarł sześć lat temu – mówi. – Odwiedza mnie córka, mam też przyjaciela, z którym chodzę na spacery. Przez większość czasu jednak jestem sama, a już prawie nic nie widzę. Mieszkam w tym bloku, kilka pięter wyżej. Zejdę na dół i już jestem wśród ludzi. Uwielbiam tu być. Gram tutaj w warcaby, jeżdżę z klubem na turnusy rehabilitacyjne.
Pan Mirek Błażej przychodzi tu mimo ukończonych 91 lat. Jest samotny, jego znajomi poumierali, z młodymi nie umie znaleźć wspólnego języka. Tu mu jest dobrze, nie czuje się za stary. Ćwiczy umysł, grając w warcaby.
Klub istnieje od 2008 r., został utworzony z potrzeby. Od 2012 r. prezeską klubu jest Józefa Juźko. Zarządza nim twardą ręką. Coś w niej jest takiego, że budzi respekt i ma posłuch. Jak coś powie, to tak ma być! Dzięki temu wiele udało jej się zdobyć. Wywalczyła nawet w spółdzielni mieszkaniowej dostosowanie schodów do potrzeb osób z niepełnosprawnością wzroku, zarówno prowadzących do bloku, jak i tych znajdujących się przy ulicy. Teraz spełniają wszystkie wymogi dostępności. Są strome, ale łatwo i bezpiecznie można po nich chodzić.
W klubie cyklicznie odbywają się turnieje warcabowe
− Wielu członków miejscowego koła PZN należało do innych klubów sportowych. Aż się prosiło, by otworzyć taki u nas – mówi. – Z początku dużo pomagał nam nieżyjący już Jurek Gorczyński kierujący klubem sportowym w Nysie. Zaczynaliśmy od warcabów i szachów, rozwijaliśmy turystykę. Później doszły jeszcze strzelectwo pneumatyczne i laserowe, nordic walking, żeglarstwo.
Warunków do strzelania nie mają zbyt dobrych. Broń jest, pozyskali ją ze Stowarzyszenia „Cross”. Do niedawna korzystali ze strzelnicy znajdującej się w szkole, ale opłaty tak wzrosły, że trzeba było zrezygnować. Zasłaniają więc okna i trenują teraz w swojej świetlicy. Jeżdżą też na zawody.
Ogromną popularnością wśród członków Klubu cieszy się żeglarstwo. Mają nawet mistrza świata w tej dyscyplinie. To Andrzej Bury. Złoto wywalczył w 2024 r. w Portugalii. W tym roku miał wziąć udział w mistrzostwach w Australii, jednak musiał zrezygnować ze względu na koszty znacznie przewyższające możliwości finansowe zarówno jego, jak i klubu. Na pocieszenie wziął udział w mistrzostwach Europy we Włoszech. Na 40 uczestników zajął 12. miejsce. Drugim członkiem klubu, którego trzeba wymienić, jest Marian Zakowicz – wielokrotny mistrz Polski i zdobywca Pucharu Polski w żeglarstwie osób niepełnosprawnych.
Państwo Łuszczowie są zapalonymi żeglarzami
Na coroczny obóz żeglarski zawsze wyjeżdża do Giżycka grupa około 25 osób. A po drodze są jeszcze inne obozy, szkolenia i zawody. Niektórzy wyrobili sobie żeglarskie patenty. Na Śląsku też trenują – nad Zalewem Rybnickim. Ale oczywiście, co Mazury to Mazury! I bynajmniej fanami żeglarstwa nie są tylko ludzie młodzi i w średnim wieku. Żegluje również prezeska Klubu oraz jej zastępczyni – Małgorzata Łuszcz. Jedna ma 75, druga 72 lata.
− Pierwszy raz weszłam na żaglówkę w wieku 65 lat. Zobaczyłam, że inne osoby z niepełnosprawnościami sobie radzą. Pomyślałam: dlaczego nie ja? – wspomina pani Małgorzata. Pytam, czy się nie boi. Odpowiada, że jest bezpiecznie. – Trochę przechyli, gdy ktoś wyda złą komendę, ale nic złego się nie dzieje. Stawiamy i opuszczamy żagle. Wspaniałe uczucie, gdy wiatr tak wieje. Poza tym żeglowanie pozwala oderwać się od problemów. Gdy jesteśmy na zawodach, to myślimy jak wygrać, a nie o dolegliwościach. Zawsze namawiam starsze osoby, by się ruszały. Ja trenuję razem z mężem.
Wiele osób lubi grać w warcaby. Przeprowadzają nawet cykliczne turnieje. Przez lata organizowali mistrzostwa Polski południowej w warcabach. MOSiR był współorganizatorem, nieodpłatnie udostępniał pomieszczenia na zawody. Niestety, zlikwidowano sportowy hotel, w którym uczestnicy mogli przenocować za drobną opłatą. Pozostałe miejsca noclegowe są drogie. Nikt nie wyda 150 zł za jedną noc. Trzeba więc było z tych mistrzostw zrezygnować.
Jako że klub ma sekcję turystyczną, wyjazdów jest sporo i zawsze jest na nie dużo chętnych. Członkowie lubią zwiedzać. Wspominają wycieczki do Lublina, Wałbrzycha, Sandomierza czy w Bieszczady. Gdy jest ogłaszana jakaś eskapada, to ponoć w dwa dni rozchodzą się wszystkie miejsca.
Józefa Juźko dba o dobre relacje, dobrze żyje z władzami miasta, MOSIR-em i innymi instytucjami. Wie, jak podejść do człowieka na danym stanowisku.
– Miasto o nas dba – mówi. – Jesteśmy zapraszani na gale sportu, na różne szkolenia i imprezy. A my też dbamy o to, by o nas nie zapomnieli! Długi czas naszym sponsorem była Jastrzębska Spółka Węglowa. Obecnie główne finansowanie mamy z Warszawy, ze Stowarzyszenia „Cross”.
Dzięki szerokim kontaktom pani Józefa pomogła kilku członkom znaleźć pracę.
Klubem rządzi Józefa Juźko. Na zdjęciu z najstarszym członkiem „Crossu Jastrzębie” Mirosławem Błażejem
− Dwie osoby ukończyły na przykład kurs masażu – mówi. – Zwróciłam się do Urzędu Pracy o staż dla nich. No i masowali w Klubie niewidomych sportowców. W piekarni jedna osoba myje blachy. Staramy się też pomagać w wypełnianiu różnych wniosków.
Działalności Klubu nie przeszkodził nawet covid. Straż pożarna podarowała im wtedy 2000 maseczek i 10 litrów płynu do dezynfekcji. I spotykali się dalej. Świadczy to o tym, jak bardzo takie kluby są potrzebne.
Kolarstwo tandemowe to dyscyplina wyjątkowa, w której sukces zależy nie tylko od indywidualnej siły, ale przede wszystkim od perfekcyjnej synchronizacji i zaufania między dwoma zawodnikami – pilotem prowadzącym maszynę i zawodnikiem – osobą siedzącą z tyłu, często z dysfunkcją wzroku, która dostarcza mocy. Ta unikalna symbioza wymaga nie tylko zgrania ludzkiego, lecz także specjalistycznego sprzętu, który na przestrzeni lat przeszedł fascynującą ewolucję – od prostych, rekreacyjnych konstrukcji po ultranowoczesne wyścigowe bolidy. W dwóch kolejnych odcinkach cyklu będziemy odkrywać tajemnice sprzętu kolarzy tandemowych. W tym artykule – w ujęciu historycznym.
Historia rowerów tandemowych sięga już końca XIX wieku, bo pojawiły się niedługo po spopularyzowaniu klasycznych rowerów. Pierwsze tandemy, podobnie jak ich jednoosobowe odpowiedniki, były konstrukcjami stalowymi. Ramy spawano lub lutowano z ciężkich, stalowych rur, co zapewniało niezbędną wytrzymałość, ale okupione było znaczną masą. Komponenty, takie jak koła, hamulce czy napęd, były adaptacją standardowych rozwiązań, często niedostosowanych do podwójnego obciążenia i generowanej siły. Wczesne tandemy służyły głównie celom rekreacyjnym i turystycznym − pozwalały parom czy przyjaciołom na wspólną jazdę. Wyścigi tandemowe również się odbywały, ale sprzęt był daleki od dzisiejszych standardów wydajności.
Przykład wczesnej konstrukcji, w której inżynierowie z powodzeniem połączyli dynamikę roweru wyścigowego z komfortem turystycznej damki z rozbudowanym bagażnikiem – akcesorium kluczowym w minionych dekadach
W Polsce kolarstwo tandemowe, szczególnie w kontekście sportowym i paralimpijskim, spopularyzowało się pod koniec lat 90. XX wieku. Początki były trudne, a kolarze bazowali na dostępnym sprzęcie. Pierwsze polskie załogi często startowały na rowerach turystycznych lub trekkingowych, adaptowanych na tandemy szosowe. Były to ciężkie, stalowe konstrukcje, nieprzystosowane do dynamicznej jazdy i obciążeń generowanych przez dwóch silnych zawodników.
Szybko zdano sobie sprawę, że do osiągania wyników potrzebny jest wyspecjalizowany sprzęt szosowy. Zaczęto więc sprowadzać lub budować tandemy szosowe, często korzystając z ram wykonywanych na zamówienie lub pochodzących od niszowych producentów. Ten wczesny okres był naznaczony licznymi problemami sprzętowymi. Nierzadko dochodziło do pęknięć ram, zwłaszcza w krytycznych punktach, jak okolice główki ramy, muf suportowych czy połączeń rur. Szczególnie wrażliwe okazywały się widelce, które nie wytrzymywały podwójnego obciążenia i naprężeń, zwłaszcza podczas hamowania czy jazdy po nierównościach. Było to bolesne potwierdzenie, że standardowe komponenty i technologie jednoosobowych rowerów szosowych nie wystarczają dla podwójnej mocy i masy tandemu.
Przełomem, który znacząco poprawił wytrzymałość, sztywność i wydajność tandemów, były postępy w materiałoznawstwie i technologii komponentów rowerowych.
Samochody techniczne z przyczepkami zakończyły erę transportu rowerów koleją
Era aluminium. W latach 80. i 90. popularność zdobyły ramy aluminiowe. Były lżejsze i znacznie sztywniejsze od stalowych, co pozwalało na budowanie bardziej responsywnych tandemów. Aluminium było też łatwiejsze w formowaniu (hydroformowanie), co umożliwiło tworzenie rur o zoptymalizowanych, większych przekrojach, dodatkowo zwiększających sztywność – kluczową cechę dla tandemu, aby uniknąć niepożądanego uczucia „gumowatości” ramy.
Wejście karbonu.Ostatnie dwie dekady w świecie wyczynowego kolarstwa to dominacja włókna węglowego (karbonu), która objęła również segment tandemów. Karbon pozwala na tworzenie ram niezwykle lekkich, a jednocześnie ekstremalnie sztywnych, z precyzyjnie zaprojektowanymi strefami przenoszenia obciążeń. Co więcej, naturalne właściwości włókien węglowych pozwalają na efektywne tłumienie drgań, co znacząco poprawia komfort jazdy – aspekt szczególnie ważny na długich dystansach i wyboistych odcinkach, zwłaszcza dla zawodnika z tyłu. Dziś topowe tandemy wyścigowe to właśnie zaawansowane konstrukcje karbonowe.
Standard a-head.Wprowadzenie systemu sterów a-head (bezgwintowych) było kolejnym kamieniem milowym. Wyeliminowało ono newralgiczny punkt klasycznych sterów gwintowanych – połączenie widelca z mostkiem. Grubsze rury sterowe widelców (często stożkowe − tapered) i mocniejsze mostki zaciskane bezpośrednio na rurze sterowej znacząco zwiększyły sztywność i wytrzymałość przedniej części roweru. Było to kluczowe dla bezpieczeństwa i precyzji prowadzenia tandemów, bo zminimalizowało problem pękających widelców i powstawania luzów na sterach.
Ewolucja komponentów.Równolegle rozwijały się inne komponenty. Koła stawały się mocniejsze, często z większą liczbą szprych, które nierzadko lutowano na skrzyżowaniach dla dodatkowego usztywnienia. Używano wytrzymalszych piast o wzmocnionych osiach i łożyskach. Jednak jednym z największych ulepszeń okazało się wprowadzenie hamulców tarczowych (szczególnie hydraulicznych). Zapewniają one nieporównywalnie większą siłę, modulację i odporność na przegrzewanie niż stare hamulce szczękowe – co jest absolutnie kluczowe dla bezpiecznego zatrzymania ciężkiej, rozpędzonej maszyny z dwoma zawodnikami, zwłaszcza na długich zjazdach.
W kolejnym odcinku − szczegółowo o rozwiązaniach technicznych i materiałowych w elementach współczesnych tandemów oraz o wiodących producentach.
Tomasz Bala − trener kolarstwa i specjalista aktywności fizycznej z ponad 30-letnim stażem w sporcie wyczynowym oraz treningu personalnym, pasjonat zdrowego stylu życia, właściciel wydolnosc.pl. Promotor sportu i aktywności fizycznej wśród dzieci i młodzieży. Od marca 2025 roku trener kadry Polski parakolarzy w ZKF „Olimp”.
Mięśnie − tak jak ludzie − tworzą rodziny. Posługując się tą familijną analogią, możemy powiedzieć, że z jednej strony mają rodzeństwo, z drugiej − tworzą związki partnerskie.
Mięśniowy „brat” żyje w symbiozie i funkcyjnej zgodzie, ponieważ wspomaga ruch innego mięśnia w tym samym kierunku, czyli oba np. zginają. Zatem mięśnie, które pełnią te same zadania, nazywamy synergistycznymi. Na przykład mięsień biodrowy, który podnosi kolano do brzucha podczas marszu (Fot. 1, „Cross” nr 8/2025), tworzy „rodzeństwo” z mięśniem prostym uda, który wspomaga go w funkcji zgięcia w biodrze.
„Związek małżeński” mięśni opiera się natomiast na harmonii przeciwieństw. Każdy z „partnerów” jest inny i ma odmienną rolę, ale ostatecznie współpracują, wzajemnie się uzupełniają, troszczą o siebie i swoje bezpieczeństwo. Razem, ale osobno. Takie pary mięśni, które pełnią przeciwne funkcje, nazywamy mięśniami antagonistycznymi. Gdy jeden odpowiada za ruch zgięcia, to drugi za prostowanie. Przykładowo dla stawu biodrowego są to odpowiednio mięsień biodrowy i mięsień pośladkowy wielki, dla stawu kolanowego mięśnie dwugłowy i czworogłowy uda, a dla stawu skokowego mięśnie łydki: leżący z przodu poniżej kolana mięsień piszczelowy przedni odpowiedzialny jest za prostowanie, czyli wspięcie na pięty, a leżący z tyłu podudzia mięsień trójgłowy łydki wykonuje ruch przeciwny − wspięcie na palce. W stawie łokciowym biceps i triceps ramienia decydują o zgięciu i wyproście. Mięsień prosty brzucha i prostownik grzbietu to kolejna para dobrze znana wszystkim sportowcom.
Istnieją jeszcze inne pary mięśni antagonistycznych. Są to przywodziciele i odwodziciele (np. przywodziciel wielki i mięsień pośladkowy średni jako przykład odwodziciela) oraz rotatory wewnętrzne (mięsień pośladkowy mały i naprężacz powięzi szerokiej), jak i zewnętrzne (np. mięsień gruszkowaty).
Fot. 1
Jednym z najbardziej obrazowych przykładów pary mięśni antagonistycznych są mięsień dwugłowy ramienia (biceps) i mięsień trójgłowy ramienia (triceps). Biceps powoduje zgięcie przedramienia w stawie łokciowym, a triceps − jego prostowanie. Na Fot. 1 przedstawiono ćwiczenie wzmacniające mięsień dwugłowy ramienia z wykorzystaniem taśmy oporowej. Ćwiczenie można wykonać również w innej pozycji niż siedząca. Jeden koniec taśmy umieszczamy pod stopą, a drugi jej koniec zaczepiamy o rękę ułożoną wnętrzem do sufitu (Fot. 1 A). Ułożenie ręki ma istotne znaczenie. W przypadku, gdy dłoń skierujemy kciukiem do góry, ćwiczymy synergistę mięśnia dwugłowego ramienia, czyli mięsień ramienno-promieniowy, a gdy dłoń odwrócimy grzbietem do góry, wówczas jego „brata” − mięsień ramienny. Ruch polega na kierowaniu przedramienia do klatki piersiowej przeciw oporowi taśmy (Fot. 1 B). Opór zależy od koloru taśmy, np. żółta ma najmniejszy opór, a czarna i złota bardzo duży.
Fot. 2
Na Fot. 2 przedstawione jest z kolei ćwiczenie wzmacniające triceps, również z wykorzystaniem taśmy oporowej. W tym przykładzie taśmę zaczepiamy z przodu o drabinkę, na wysokości klatki piersiowej. Każdą ręką chwytamy jeden koniec taśmy (Fot. 2 A). Ćwiczenie polega na prostowaniu kończyn górnych w stawach łokciowych bez zmiany ułożenia tułowia i głowy (Fot. 2 B). Ćwiczenie można wykonać zarówno w pozycji siedzącej, jak i stojącej. Zamiast taśmy można również chwycić w dłonie sztangę, ciężarki czy po prostu butelki z wodą.
Kolejne ćwiczenie, tym razem wzmacniające mięśnie prostowniki stawu kolanowego oraz biodrowego, które wykorzystuje zgięcia i wyprosty w stawie biodrowym, można wykonać bez używania taśmy lub z oporem, zaczepiając stopę o taśmę zamocowaną do drabinek na wysokości klatki piersiowej (Fot. 3 A). Kierując kolano do brzucha, uaktywniasz zginacze, a prostując kolano, wzmacniasz prostowniki (Fot. 3 B).
Fot. 3
Pomimo przeciwstawnego działania mięśnie antagonistyczne w pewnym zakresie współpracują ze sobą. Podczas gdy jeden się kurczy, drugi stabilizuje i odpowiada za zabezpieczanie stawu w czasie aktywności, aby nie doszło do przesadnych rozciągnięć, przeciążeń i kontuzji i aby zachowane zostały prawidłowe ruchy ciała i funkcjonowanie organizmu. Współpraca mięśni antagonistycznych umożliwia nam po prostu podstawowy i płynny ruch, nie wspominając już o możliwości uprawiania sportów
Postrzeganie mięśni jako przeciwstawnych par ma znaczenie w tzw. treningu mięśni antagonistycznych. Jest to przykład treningu siłowego, którego najważniejszym celem jest wzrost siły i masy mięśniowej. Polega on na wykonywaniu ćwiczeń z oporem na przeciwstawne grupy mięśniowe. Trening antagonistyczny zapobiega dysproporcjom mięśniowym i zmniejsza ryzyko kontuzji, zapewniając prawidłowy, symetryczny rozwój całego ciała. Znajomość par mięśni antagonistycznych jest kluczem do prawidłowego ułożenia planu treningowego. Dzięki świadomości tego, jak one pracują, ćwiczy się znacznie efektywniej.
Antagonistyczny trening siłowy przeprowadzony we właściwy sposób wpływa korzystnie na przyrost masy mięśniowej, siłę, wytrzymałość i rzeźbę. Należy jednak podkreślić, że z uwagi na większe zaangażowanie w treningu oporowym tzw. mięśni białych i przewagę procesów beztlenowych będziemy mieć tu do czynienia ze zjawiskiem zakwaszenia mięśni. Potęguje ono wrażenie zmęczenia i wyczerpania. Dlatego ważnym punktem planu treningowego będzie czas na regenerację. Ponadto podczas wykonywania ćwiczeń z dużymi obciążeniami pojawia się tendencja do wstrzymywania oddechu. Może to stanowić realne zagrożenie dla zdrowia i życia osób z problemami sercowo-naczyniowymi. Wybierając trening w siłowni, nie można tego bagatelizować.
Trening siłowy wykorzystujący pracę mięśni antagonistycznych nie jest łatwy. Wymaga doboru właściwych parametrów, takich jak prawidłowa i bezpieczna pozycja wyjściowa, obciążenie czy częstotliwość. Należy jednak docenić go ze względu na szybkie i spektakularne efekty. Szerzej o nim w kolejnym odcinku.
Anna Karaś − magister fizjoterapii, technik masażysta, terapeutka zajęciowa, nauczycielka masażu i wykładowczyni akademicka. Autorka i współautorka publikacji z zakresu masażu i terapii zajęciowej, aktywna uczestniczka i prelegentka wielu konferencji i sympozjów z zakresu masażu. Mieszka i pracuje w Szczecinie.
Zanim przejdziemy do współczesnego ujęcia blokady, proponuję trzy partie Nimzowitscha będące swego rodzaju podsumowaniem tematu ograniczenia i blokady.
W. Henneberger − A. Nimzowitsch Winterthur 1931
1.e4 c6 2.d4 d5 3.Sc3 de4 4.Se4 Sf6 5.Sg3 c5 6.Gb5+ Nie najlepszy pomysł. Osłabia białe pola i w niczym nie przeszkadza czarnym. 6…Gd7 7.Gd7+ Sbd7 8.Sf3 Ha5+! Dalekosiężna strategia. Nimzowitsch stara się wymienić figury broniące białych pól. Idealne byłoby, gdyby czarne pozostały ze skoczkiem przeciwko gońcowi, co zresztą w końcu im się udaje. 9.c3 Ha6 10.He2 He2+ 11.Se2 Wc8 12.0–0 e6 13.Gf4 Ge7 14.Wfe1 Sd5 15.Gg3 c4 16.Se5 Se5 17.Ge5 f6 18.Gg3 g5 19.f4 h6 20.Wad1 Kf7 21.Wd2 b5 22.Wf1 Whe8 23.Wf3? Białe jawnie prowokują białopolową blokadę. Należało grać 23.f5 Gf8 24.fe6+ We6 25.Wf5 Wd8 26.Sc1 Kg6 27.Wdf2 We1+ 28.Wf1 Wf1+ 29.Wf1 We8, choć i tu czarne zachowywały przewagę. 23...g4 24.Wf1 f5 25.Gf2 Wg8 26.g3 h5 27.Kg2 Gd6 28.Wc1 h4 29.Wdd1 Wh8 30.Wd2 Ke7 31.Wdc2 Kd7 32.We1 Wh7
Trudno sobie wyobrazić lepszą pozycję dla czarnych, ale trzeba jeszcze zrealizować przewagę. A jak zobaczymy, nie jest to łatwe. 33.Wa1 hg3?! Otwarcie pozycji na drugim skrzydle nie współgra z ideą blokady. 34.hg3 a5 35.Wcc1? Wymiana wież tylko pomaga czarnym. Pewne szanse zachowywało 35.a4 b4 36.cb4 Sb4 37.Wc3 Sd5 38.Wc2 Wb8. 35...Wch8 36.Wh1 Zdecydowanie lepsze było 36.Gg1, bo nie dopuszczało do wymiany wież. 36...Wh1 37.Wh1 Wh1 38.Kh1 b4 39.Kg2 a4?! W prosty sposób wygrywało 39...Kc6 40.Kf1 Kb5 41.Ke1 b3 42.ab3 cb3 43.Kd2 Kc4. 40.cb4 Gb4 41.Kf1 Kc6 42.Ge1! Kb5 Białe liczyły na wariant 42...Se3+ 43.Kf2 Sd1+ 44.Kf1 Ge1 45.Ke1 Sb2 46.Sc3. 43.Sc3+ Przegrywała także wymiana gońca 43.Gb4 Kb4 44.Ke1 c3 45.bc3+ Sc3. 43...Gc3 44.bc3 Kc6 45.Ke2 Sf6 46.Ke3 Se4 47.Ke2 Kd5 48.Ke3 Kd6 To tzw. manewr trójkąta, w którym poprzez stratę tempa przekazuje się posunięcie przeciwnikowi i tym samym traci on pozycję obronną. W tym przypadku pozwala czarnym przeniknąć do przeciwnego obozu. 49.Ke2 Kc6 50.Ke3 Kd5 51.Ke2 Sd6 52.Ke3 Sb5 53.Gd2 Sa3 54.Gc1 Wymuszone, gdyż przegrywa 54.Ge1 Sc2+ 55.Ke2 Se1 56.Ke1 Ke4 57.Ke2 a3. 54...Sb1 55.Gb2 a3 56.Ga1
A teraz „trójkąt” numer 2 w tej malowniczej pozycji. 56...Kd6 57.Ke2 Kc6 58.Kd1 Lub 58.Ke3 Kd5; 58.Kf2 Sd2 59.Ke2 (59.Kg1 Se4 [59...Sb3] 60.Kg2) 59...Se4 58...Kd5 59.Kc2 Ke4 60.Kb1 Kf3 61.Gb2 Białe nie mają wyboru. Wydaje się, że jest szansa na ratunek, ale Nimzowitsch wszystko dokładnie obliczył. Czarne wygrywają ruch w ruch! 61…ab2 62.a4 Kg3 63.a5 Kh2 64.a6 g3 65.a7 g2 66.a8H g1H+ 67.Kb2 Hg2+ 68.Hg2+ Kg2 69.Ka3 Kf3 70.Kb4 Kf4 71.Kc4 Ke3 72.d5 ed5+ 73.Kd5 f4 74.c4 f3 75.c5 f2 76.c6 f1H0-1
F. Saemisch − A. Nimzowitsch Kopenhaga 1923
1.d4 Sf6 2.c4 e6 3.Sf3 b6 4.g3 Gb7 5.Gg2 Ge7 6.Sc3 0–0 7.0–0 d5 8.Se5 c6 9.cd5 Zdecydowanie lepsze było aktywne 9.e4. 9...cd5 10.Gf4 a6 11.Wc1?! Lepsze było 11.a4. 11...b5 12.Hb3 Sc6 13.Sc6 Gc6 Z planem Hd7 i b4. 14.h3? Po 14.Se4! de4 15.Wc6 Hd4 16.Wd1 Hb4 17.Hb4 Gb4 18.Gg5 Wfc8 19.Wdc1 Wc6 20.Wc6 Wd8 pozycja była wyrównana. 14...Hd7 15.Kh2 Dwa ostatnie posunięcia białych niczego dobrego nie wniosły do ich pozycji. 15...Sh5 16.Gd2 f5 17.Hd1?! Po 17.Sd1 czarne stały zdecydowanie lepiej, ale teraz jest zupełnie źle. 17...b4 18.Sb1 Gb5 19.Wg1 Gd6! 20.e4? Po 20.f4 białe stoją gorzej, ale walka miała jeszcze sens. 20...fe4 21.Hh5 Wf2 22.Hg5 Waf8 23.Kh1 W8f5 24.He3 Gd3 Można było wziąć hetmana po 24...We2 25.Hb3 Ga4. 25.Wce1 h6 0-1
Białe się poddały, gdyż powstała pozycja swoistego zugzwangu, czyli sytuacja, w której każde posunięcie strony będącej na ruchu przegrywa. Duże wrażenie robi taka niemoc przy tak dużej liczbie figur...
P. Johner − A. Nimzowitsch Drezno 1926
1.d4 Sf6 2.c4 e6 3.Sc3 Gb4 4.e3 0–0 5.Gd3 c5 6.Sf3 Sc6 7.0–0 Gc3 8.bc3 d6 9.Sd2 W wersji współczesnej próbowano grać 9.e4 e5 10.d5 Se7 (będziemy to rozpatrywać w kolejnych odcinkach). 9...b6 10.Sb3? Traci kontrolę nad polem e4. Lepsze 10.f4! 10...e5! 11.f4 e4! Na 11.d5 również nastąpiłoby e4!, np.: 11.Ge2 Se5 z centralizacją. 12.Ge2
Sytuacja w centrum została częściowo wyjaśniona, ale teraz nad czarnymi zawisła groźba marszu pionkami „g” i „h”.
12...Hd7!! Wstęp do bardzo oryginalnego i skomplikowanego manewru mającego na celu zatrzymanie marszu białych pionków. 13.h3? Osłabia pole g3 i traci czas. 13...Se7 14.He1?! Znowu strata tempa. W dodatku umożliwia czarnym zastosowanie blokady. 14.g4 h5 15.f5 (15.g5 Hh3 16.gf6 Hg3+ 17.Kh1 Sf5) 15...g6 14...h5! 15.Gd2 Lub 15.Hh4 Sf5 16.Hg5? Sh7 17.Hh5 Sg3–+ 15...Hf5! 16.Kh2
16...Hh7! Ten manewr Hd8–d7–f5–h7 jest niezwykle oryginalny i pozostaje w pamięci. 17.a4 Sf5 Z ideą 18... Sg4+ 19.hg4 hg4+ 20.Kg1 g3 itd. 18.g3 Larsen polecał 18.a5! Sg4+?! (18...Wb8, 18…Ge6, 18…Gd7) 19.Gg4 hg4 20.ab6 gh3 21.gh3 Sh4 22.Hg3, choć i tu czarne zachowują lepsze szanse. 18...a5 Pionek b6 jest słaby, ale to samo można powiedzieć o pionku a4. 19.Wg1 Sh6 20.Gf1 Gd7 21.Gc1 Wac8 Wymuszając d4-d5, czarne uzyskują swobodę w realizacji natarcia na skrzydle królewskim. 22.d5 Kh8 23.Sd2 23.Kg2 Wg8 24.Kf2 g5–+ 23...Wg8 24.Gg2 g5 25.Sf1 Wg7 26.Wa2 Sf5 27.Gh1 Wcg8 28.Hd1 gf4! 29.ef4 Gc8 30.Hb3 Ga6 31.We2 Przegrywa 31.Gd2 Wg6! 32.Ge1?! Sg4+ 33.hg4 hg4+ 34.Kg2 Gc4! 35.Hc4 e3–+ [Nimzowitsch]. 31...Sh4! 32.We3 Lub 32.Sd2 Gc8! (32...Hf5? 33.Hd1! Gc8 34.Hf1) 33.Se4 (33.Hd1 Gh3! 34.Kh3 Hf5+) 33...Hf5! 34.Sf2 Hh3+! 35.Sh3 Sg4# [Nimzowitsch] 32...Gc8 33.Hc2 Gh3! 34.Ge4 Gf5 35.Gf5 Sf5 36.We2 h4 37.Wgg2 hg3+ 38.Kg1 Hh3 39.Se3 Sh4 40.Kf1 We8! 0-1
„Jedna z piękniejszych partii na blokadę grana przeze mnie”. [Nimzowitsch]
Powiedzieć, że w ostatnich latach byłem mało aktywnym zawodnikiem, to jak nic nie powiedzieć. W 2025 roku wystąpiłem tylko w jednym cyklu zawodów – mistrzostwach Polski w grze przyspieszonej, które odbyły się w sierpniu w Błoniu. Tradycyjnie rozpoczęła je gra aktywna, w której czuję się pewniej niż w krótszym formacie błyskawicznym. Kilka partii zagrałem solidnie, w kilku dopisało mi szczęście – i ostatecznie zakończyłem turniej na drugim miejscu, przegrywając złoto jedynie wartościowaniem. To mój pierwszy medal mistrzostw Polski od pięciu lat, więc tym bardziej cieszy. Po zawodach odtworzyłem wszystkie partie z pamięci, dlatego mogę dziś podzielić się z czytelnikami kilkoma najciekawszymi pozycjami. Zapraszam do lektury.
W niemałe tarapaty wpadłem już w pierwszej rundzie mistrzostw, kiedy to byłem rozstawiony. W widocznej pozycji skończyły mi się dobre opcje, pozostało szukać remisu. A ten można uratować nawet z pionem mniej − nie można się poddawać! 1.40-35 29-33 2.38x29 12-18 3.35x24 18x47 4.29-23 47x20 5.15x24 8-12 6.23-19 21-26 7.19x8 12x3 8.24-19 i powstała pozycja jest remisowa, zachęcam do samodzielnego sprawdzenia.
Wariant Watutina w systemie Kellera – popularny teoretyczny debiut. Długiego wchodzenia w turniejowy rytm ciąg dalszy. Czy da się wpaść na kombinację, którą świetnie się zna? Pewnie, że tak! To właśnie zrobiłem w drugiej rundzie. 24.38-33?? 27-32! 25.33x22 18x27 26.37x28 17-21 27.26x17 11x24 i przyszło mi grać bez piona. Ale to nie koniec emocji.
Taka pozycja powstała w końcówce. A w niej bardzo ciekawe idee. 1...32-37? Zaskakująco − remisowy ruch! Spokojnie wygrywało: 1...11-17 2.29-24 14-19 3.25-20 13-18 4.24x13 18x9. 2.42x31 27x36 3.26-21?! Dobrze kombinowałem, ale niedokładnie. Choć i tak z sukcesem. (Do forsownego remisu prowadziło efektowne: 3.29-24! 14-19 4.26-21! 13-18 5.24x13 18x9 6.21-17! 11-16 7.17x28 36-41 8.28-23 9-14 9.23-18=). 3...36-41 4.21-17 11-16 5.17x28 41-47? Kiedy przeciwnik złapał za damkę, wiedziałem, że uratowałem remis. 6.28-23! Ale po moim kolejnym ruchu skończył mu się czas i szczęśliwie wygrałem.
Aby pokazać swoją siłę, musiałem czekać aż do trzeciej rundy, kiedy to solidnie rozegrałem atak w centralnej części planszy. 1...17-22! Wymiana do tyłu może być dobra? Pewnie! Celem tej jest osłabienie centrum przeciwnika i uniemożliwienie mu przejęcia kontroli nad kluczowym punktem 27. 2.28x17 21x12 3.43-38 18-22! Czas przejąć centrum! 4.39-33 12-17 5.44-40 13-18 6.40-34 19-23! Kolejny ważny centralny punkt! 7.33-28 22x33 8.38x20 15x24 9.31-27 14-19 9...17-22? 10.34-30 22x31 10.47-41 9-13 11.34-30 Pozycja białych jest tak rozbita, że czarnym wystarczy cierpliwie czekać. 11...3-8 12.48-43 8-12 13.45-40 4-9 14.43-38 9-14 15.41-36 17-21 16.38-33
16...24-29! 17.33x24 23-29 18.24x33 14-20 19.25x23 18x47 20.40-34 12-18 21.30-25 13-19 22.35-30 47-33 i przeciwnik złożył broń. Ta partia dała mi niemałą satysfakcję.
Czarne zbudowały podkowę (21, 17, 18, 19, 24), chcąc podchwycić białego piona 28. To czas, by odrzucić je do tyłu i przejąć białymi kontrolę nad centrum i punktem 24. 1.34-29! 18-22 2.29x20 25x14 3.35-30! Koniec podchwycenia, czas na atak! 3...1-6 4.45-40! Pion 45, stając na 29, będzie nie do ruszenia dla przeciwnika. 4...13-18 5.40-34 6-11 6.34-2 11-16 7.30-25 9-13 8.43-39 3-9 9.49-44 22-27 10.44-40 18-23 10...17-22? 11.26x17 22x11 12.32x21 16x27 13.28-23 19x28 14.33x31 z pionem zysku. 11.29x18 13x22 12.39-34 2-8 13.34-29 8-13 14.40-35 13-18
W tej wygranej pozycji zdecydowałem się na przeprowadzenie, jak myślałem, wygrywającej kombinacji. Partię, co prawda, wygrałem, ale czarne mogły uratować remis. 15.25-20? Popłacała cierpliwość: 15.29-24 19x30 16.25x34 9-13 17.34-29 13-19 18.29-24 19x30 19.35x24 14-20 20.24-19 18-23 21.15x24 23x14 22.24-19 14x23 23.28x19. 15...14x25 16.15-10 4x15 17.29-23 18x29 18.33x4 22x42 19.48x37 27x38 20.37-32 38x27 21.4x36 15-20 22.36-4 20-24 23.4-15 I w tej remisowej pozycji czarne w ostatniej sekundzie zagrały przegrywające 24-30. Tymczasem... 23...25-30! 24.15x6 21-27 25.35x24 16-21! 26.26x17 27-32 I nie ma jak wygrać! Choć naprawdę trudno byłoby to doliczyć na sekundach już w momencie robienia kombinacji.
W widocznej pozycji białe mają niewielką przewagę, ale nie jest to wygrana przy odpowiedniej grze czarnych. Czy potrafisz znaleźć sposób na złapanie białej damki?
W tej partii później zdołałem zdobyć piona, ale Karol ostatecznie uratował remis.