Nr 3 (248) - Marzec 2026 - Stowarzyszenie CROSS
Baner

Nr 3 (248) - Marzec 2026

Miesięcznik informacyjno-szkoleniowy Stowarzyszenia Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących "Cross"

Adres redakcji:

00-216 Warszawa
ul. Konwiktorska 9,
tel.: 22 412 18 80
e-mail: redakcja@cross.org.pl

Zapytaj o bezpłatną prenumeratę

Redaguje zespół w składzie:

  • Anna Baranowska - Redaktor naczelna
  • Wojciech Puchacz - Zastępca redaktor naczelnej
  • Małgorzata Soloch - Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

Skład, druk, oprawa i kolportaż:

EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Skład wersji internetowej

Novelart

Nakład:

900 egzemplarzy

Stowarzyszenie CROSS w mediach społecznościowych

  

Miesięcznik dofinansowują Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki

ISSN 1427-728X

ROK XXIII

Nr 3 (248)

Marzec 2026 r.

Okładka miesięcznikia nr.3.2026
Paweł Gil na strzelnicy podczas startu w parabiathlonie w konkurencji sprint pursuit, PŚ Jakuszyce 2026. Fot. Daniel Koszela (także zdjęcie do artykułu na 4. str. okładki)

Spis treści

grafika plakatu projektu szkoleniowego fundacji olimp
Plakat projektu szkoleniowego

Życzenia wielkanocne

Wiosenna nadzieja
Wiosna zagląda nam w oczy
krokusy już zakwitają
Wielkanoc czuć też uroczo
bazie w okna zaglądają
Jak miło kroczyć po dworze
ciepło słońca czuć na twarzy
w tej wiosennej świeżej chwili
tak wiele cudów się zdarzy
Wiosna uwodzi radością
szczęściem swym kroczy na przedzie
dzielmy się wszyscy nadzieją
niech nam wiosennie się wiedzie

Elżbieta Katarzyna Rygasiewicz


Wszystkim naszym Czytelnikom życzymy błogosławionych świąt Wielkiej Nocy, przeżytych w harmonii i pokoju. Niech staną się one chwilą wytchnienia od codziennych trosk, wymagających sportowych wyzwań, niech dodadzą energii ciału i umocnią ducha.


grafika wielkanocna

Drugi po raz pierwszy!

Witam czytelników w kolejnej odsłonie relacji z zawodów obecnego sezonu w parabiathlonie i paranarciarstwie biegowym. Poprzedni mój artykuł dotyczył dobrych startów naszych zawodników w Pucharze Świata w Niemczech. Prosto z kraju zachodnich sąsiadów pojechaliśmy na ostatni etap Pucharu Świata, który miał odbyć się już w następny weekend. Był on wyjątkowy jak żaden inny, a dlaczego, zaraz się wyjaśni. Siądźcie wygodnie...


Gdy w lipcu 2025 roku dostałem kalendarz startów na mający rozpocząć się sezon, nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Moją uwagę przykuła zapowiedź konkretnie jednego z większych przeżyć, jakie czekały całą naszą grupę. (Celowo napisałem „większych”, bo największe miało nastąpić na końcu − zimowe igrzyska paralimpijskie). Przeczytałem bowiem, że po grudniowych startach w Kanadzie i styczniowych w Niemczech trzeci etap Pucharu Świata w parabiathlonie i paranarciarstwie biegowym − po raz pierwszy w historii parasportów zimowych − ma odbyć się w Polsce, na Polanie Jakuszyckiej! Po raz pierwszy mieliśmy ścigać się na własnej ziemi! Po raz pierwszy polscy kibice mieli u siebie oglądać rywalizację sportową niewidomych i słabowidzących na żywo! Emocje były nie do opisania, a mobilizacja w całej grupie wzrosła jeszcze bardziej.


trzech narciarzy na trasieBłażej Bieńko z przewodnikiem. Fot. Daniel Koszela

Jakuszyce! A gdzie to w ogóle jest? Na Dolnym Śląsku, 20 km od Jeleniej Góry. W Górach Izerskich jest niezwykły klimat, który sprawia, że zima trwa tam od grudnia do końca marca. Zaryzykuję stwierdzenie, że to jeden z najlepiej położonych ośrodków w całej Polsce, jeśli chodzi o warunki atmosferyczne do uprawiania narciarstwa. Na Polanie Jakuszyckiej stoi kilka hoteli, wypożyczalni z nartami oraz, co najważniejsze, wokół ciągnie się 60 km pięknie przygotowanych tras do uprawiania narciarstwa biegowego i biathlonu. Nic więc dziwnego, że od 50 lat odbywa się tam słynny narciarski Bieg Piastów.


grupa osób na podiumPiotr Garbowski z przewodnikiem Jakubem Twardowskim na drugim miejscu klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Osób Niepełnosprawnych w Paranarciarstwie Biegowym 2025/2026. Na 1. miejscu Szwed Zebastian Modin z przewodnikiem, na 3. miejscu Ukrainiec Dmytro Suiarko z przewodnikiem

Wracając do naszych startów, w planach federacji IBU oraz FIS były zaplanowane trzy starty w parabiathlonie oraz trzy w paranarciarstwie biegowym. O ile w parabiathlonie dystanse i styl biegania są stałe, o tyle w biegach zmienia się to w każdym Pucharze Świata. Naszych biathlonistów czekały starty na 12,5 km, 7,5 km oraz 4,5 km, z czego ostatni dystans biegany jest dwa razy, bo w eliminacjach i finale, o czym troszkę kiedyś już opowiadałem. Polskę reprezentowali Błażej Bieńko oraz Paweł Gil. W biegach narciarskich też czekały nas cztery starty. Sprint łyżwą, 6 km łyżwą oraz dwa starty na 10 km stylem klasycznym − jeden ze startu interwałowego oraz jeden ze startu wspólnego. Biegaczy reprezentowała liczna grupa: Piotr Garbowski (ZKF „Olimp”) oraz zawodnicy należący do PZSN „Start”, czyli Aneta Kobryń (zawodniczka słabowidząca, niegdyś reprezentantka Stowarzyszenia „Cross”, jeszcze jako Aneta Górska), Krzysztof Plewa (LW12 − pozycja siedząca) oraz Witold Skupień (LW5/7 – pozycja stojąca).

Zawody na Polanie Jakuszyckiej rozpoczął parabiathlon. Na początek czekał nas sprint na 7,5 km. Błażej Bieńko po bardzo dobrym biegu zajął 10. miejsce z czystym kontem w strzelaniach. Paweł Gil był 13., z jedną karną rundą. Wygrał zawodnik z Ukrainy Maksym Murashkovskyi. Kolejny dzień był wolny od startów. Na sobotę organizatorzy zaplanowali sprint pursuit, czyli bieg na dochodzenie z eliminacjami. Po bardzo dobrych eliminacjach i delikatnie gorszych finałach nasi zawodnicy uplasowali się kolejno: na 9. miejscu Błażej Bieńko, na 10. miejscu Paweł Gil. Tym razem zwycięzcą został reprezentant Niemiec Nico Messinger. Dzień później odbył się najdłuższy wyścig tego PŚ, czyli bieg parabiathlonowy na 12,5 km. Zawody wygrał również Nico Messinger, który zachował czyste konto na strzelnicy. Nasi biathloniści walczyli dzielnie, lecz błędy w strzelaniach pozbawiły ich szansy na wysoki wynik. Błażej Bieńko zakończył start na 9. miejscu, a Paweł Gil był dziesiąty. Trzeba dodać, że Błażej w klasyfikacji końcowej Pucharu Świata zajął genialne 4. miejsce, a Paweł Gil uplasował się na 7 pozycji.

W kolejny weekend rozpoczynały się starty w biegach. Piotr Garbowski w generalnej klasyfikacji Pucharu Świata zajmował 2. miejsce i celem było je obronić. Pierwszego dnia czekał go start w sprincie łyżwą. Piotr nie jest sprinterem. Zajął mało satysfakcjonującą 9. lokatę, lecz wiedział, że przed nim jeszcze trzy ważne wyścigi. Ten bieg wygrał pochodzący ze Szwecji Zebastian Modin. Kolejnego dnia czekało nas ściganie na dystansie 6 km łyżwą. Tym razem wygrał Ukrainiec Oleksandr Kazik. Piotr uplasował się
 na świetnym 6. miejscu, dzięki czemu umocnił swoją drugą pozycję w klasyfikacji generalnej. Piątek był dniem wolnym od startów, aby zawodnicy mogli odpocząć. Sobota i niedziela to biegi na 10 km stylem klasycznym. W pierwszym z nich, interwałowym (uczestnicy startują co 30 sekund), nasz weteran narciarstwa zajął świetne 6. miejsce. Wygrał zawodnik za Stanów Zjednoczonych Jake Adicoff. Ostatni wyścig to start wspólny na 10 km klasykiem. Piotr Garbowski, po heroicznej walce, zajął 4. miejsce, ulegając rywalom ze Stanów Zjednoczonych, Finlandii i Norwegii.

trzech mężczyzn z nartami w rękachOd lewej: Jakub Twardowski, Michał Lańda i Piotr Garbowski

Po podliczeniu wszystkich osiągnięć pucharowych sezonu Piotr Garbowski jako pierwszy Polak w historii zajął 2. miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata niewidomych i słabowidzących! To najlepszy wynik w historii startów na arenie międzynarodowej. Klasyfikację wygrał Szwed Zebastian Modin.

Puchar Świata w Jakuszycach zostanie zapamiętany na długo. Świetna organizacja, profesjonalnie przygotowane trasy, piękna i nowoczesna strzelnica. Jako Polacy możemy być dumni z takich ośrodków jak Dolnośląskie Centrum Sportu na Polanie Jakuszyckiej. Boli tylko fakt, że nikt z przedstawicieli naszych związków nie zjawił się w Jakuszycach, aby zobaczyć, z czym tak naprawdę musimy się mierzyć jako zespół.

Już teraz zachęcam do przeczytania artykułu o paraigrzyskach, który ukaże się za miesiąc. Będzie o święcie sportu i rywalizacji na najwyższym poziomie, a w tym o trzech zawodnikach ZKF „Olimp”!

Przypnij deski, biegnij po medal!

Kościelisko długo w tym roku gościło zawodników z dysfunkcją wzroku, bo na zmianę ze styczniowymi zawodami biathlonowymi trasy przejmowali narciarze uczestniczący w mistrzostwach Polski oraz Pucharze Polski w narciarstwie biegowym. Wszystkie te wydarzenia sportowe organizuje od wielu lat ZKF „Olimp”. Należą one do nielicznych, które pozwalają zmierzyć się między sobą wszystkim niewidomym i słabowidzącym kochającym sporty zimowe. Realizację zawodów umożliwiły środki przekazane przez PFRON w ramach zadania „Sport bez granic 2025”. Fundusz od lat wspiera sport osób z niepełnosprawnościami i licznie realizowane na tym gruncie działania ZKF „Olimp”.

Kościelisko powitało wszystkich piękną, słoneczną pogodą, odpowiednią temperaturą i doskonałymi warunkami narciarskimi, co motywowało do podjęcia rywalizacji i miało znaczenie dla osiąganych wyników. Na linii startu pod Tatrami stanęli doświadczeni zawodnicy, jak i grono młodych adeptów narciarstwa biegowego trenujących w klubach sportowych działających przy szkołach dla dzieci i młodzieży z dysfunkcją wzroku. Na czoło zespołów młodzieżowych wysunęły się dwa mocne kluby - „Braille” Bydgoszcz i „Nadzieja” Kraków. Grono seniorek i seniorów było również licznie reprezentowane, szczególnie przez silne ekipy „Podkarpacia” Przemyśl i „Syrenki” Warszawa. Ogromnie cieszy, że znaczącą grupę stanowiły panie i dziewczęta oraz to, że zawody narciarskie przyciągnęły większą liczbę zawodników niż zmagania biathlonowe, w których umiejętność dobrego strzelania z karabinów biathlonowych podnosi próg wejścia. Tak jak zazwyczaj, większość uczestników mieszkała w Willi u Gąsieniców w Kościelisku, położonej niemalże w sąsiedztwie odbywających się zawodów, co jest ogromnie wygodne dla startujących i sędziów.

Pierwszą z rozgrywanych imprez był Puchar Polski, odbywający się między 14 a 17 stycznia 2026 r. W rozpoczynającym zawody biegu sprinterskim seniorów stylem klasycznym na dystansie 1600 m został Jerzy Skwirut z klubu „Podkarpacie”, który wyprzedził Mieczysława Krzyszycha z „Ikara” Lublin i trzeciego na mecie Zbigniewa Żygłowicza z „Podkarpacia”. Na tym samym dystansie w kategorii juniorów 1. miejsce zajął Jakub Paluch z klubu „Nadzieja” Kraków. W biegu sprinterskim seniorek na dystansie 800 m złoto wywalczyła Anna Karaś z „Sudetów” Kłodzko, a srebro i brąz zawodniczki „Syrenki” Warszawa, odpowiednio Iwona Zielińska i Alicja Jakimczuk. W kategorii juniorek wygrała Emilia Górka z „Nadziei” Kraków, na 2. miejscu uplasowała się Zofia Sobolak z przemyskiego „Podkarpacia”, a 3. miejsce na podium zajęła Emilia Gorczyca, również juniorka „Nadziei” Kraków.

Kolejny dzień Pucharu Polski obejmował bieg długi mężczyzn stylem dowolnym na dystansie 3200 m i bieg kobiet na dystansie 1600 m. Wśród seniorów najlepszy okazał się Łukasz Zgłobicki z „Podkarpacia” Przemyśl, 2. miejsce zdobył Jerzy Skwirut, a 3.  lokatę wywalczył Mieczysław Krzyszycha. W kategorii juniorów po mistrzowski tytuł sięgnął Jakub Paluch. W kategorii seniorek powtórka: znów na podium ze złotym medalem oglądaliśmy Annę Karaś, na 2. miejscu ponownie Iwonę Zielińską, a na trzecim Alicję Jakimczuk. W rozgrywce kategorii juniorek doszło do jednej zaledwie zmiany w klasyfikacji medalowej w stosunku do poprzedniego startu. Złoty medal wywalczyła tym razem Zofia Sobolak, srebro przypadło Emilii Górce, a brąz trafił do Emilii Gorczycy.


dwie osoby na nartachNa trasie zawodów. Jerzy Skwirut („Podkarpacie” Przemyśl) z przewodniczką Catherine Spierenburg

W dwuboju narciarskim Pucharu Polski niewidomych i słabowidzących w narciarstwie biegowym 1. miejsca zajęli: wśród seniorów − Jerzy Skwirut z klubu „Podkarpacie” Przemyśl, wśród juniorów − Jakub Paluch z klubu „Nadzieja” Kraków, wśród seniorek − Anna Karaś z klubu „Sudety” Kłodzko, a wśród juniorek − Zofia Sobolak z klubu „Podkarpacie” Przemyśl. Podsumowując, Puchar Polski był bardzo dobrze przygotowany, a poza tym widać było efekty szkolenia zawodników i ich wielkie zaangażowanie.

Goszczących w Kościelisku narciarzy czekała jeszcze kolejna porcja rywalizacji, tym razem w mistrzostwach Polski. Przewidziano je w terminie 20-23 stycznia. Na zaśnieżonej arenie zmagań pojawili się kolejni nowi zawodnicy, którzy przyjechali tylko na mistrzostwa. Miejsca zajęte na podium MP pozwalają młodym, uczącym się jeszcze zawodnikom ubiegać się, poprzez swoje kluby, o stypendia sportowe w miejscu zamieszkania. Po odprawach technicznych i przydzieleniu numerów startowych zawodnicy mogli zapoznać się z trasą, pokonując ją samodzielnie lub w asyście przewodnika.

W pierwszym dniu zawodów został rozegrany bieg długi stylem dowolnym na dystansie 4800 m w kategorii mężczyzn i 3200 m w kategorii kobiet. W gronie seniorów ze złotym medalem stanął na podium Łukasz Śmiech z klubu „Braille” Bydgoszcz, srebro wywalczył Jerzy Skwirut, a brązowy medal przypadł w udziale Mieczysławowi Krzyszysze. W kategorii juniorów znów był bezkonkurencyjny Jakub Paluch z klubu krakowskiego, który był mistrzem na tym dystansie. Wyprzedził Antoniego Wróbla z „Braille’a” Bydgoszcz i trzeciego na mecie Dawida Grzegorczyka z „Karolinki” Chorzów. Pierwsze miejsce w biegu długim pań zdobyła Iwona Zielińska, na 2. miejscu uplasowała się Wiesława Wołoszyn z klubu „Podkarpacie” Przemyśl, a 3. miejsce zdobyła Alicja Jakimczuk. W stawce juniorek jako pierwsza linię mety przekroczyła Emilia Górka, za nią przybiegła Emilia Gorczyca (obie zawodniczki z Krakowa), a 3. miejsce uzyskała Oliwia Lorent, reprezentantka „Braille’a” Bydgoszcz. Triumfatorką w kategorii młodziczek okazała się Zuzanna Zeman, również z Bydgoszczy, która stanęła na podium na 1. miejscu po przebiegnięciu dystansu 1600 m.

Po wyczerpującym biegu długim zawodnicy kolejnego dnia stanęli do rywalizacji w sprincie, czyli biegu krótkim rozgrywanym stylem klasycznym. Mężczyźni mieli do przebiegnięcia dystans 2400 m, a dla zawodniczek dystans wynosił 1600 m. Początkowo największym wyzwaniem dla organizatorów był brak przewodników dla zawodników wymagających wsparcia. Wzajemna pomoc i życzliwość startujących oraz zaangażowanie zespołu sędziowskiego szybko rozwiązały jednak ten problem. Zadania przewodników przejęli zawodnicy, którzy ukończyli bieg.


grupa osób z medalamiKadra mistrzostw i zwycięskie juniorki podczas ceremonii medalowej. Od lewej: Jerzy Andrejko, Oliwia Lorent, Emilia Grzegorczyk, Emilia Górka i Zbigniew Sebzda

Po niezwykle wyczerpującej rywalizacji w kategorii seniorów na 1. miejscu uplasował się Jerzy Skwirut, który pokonał zdobywcę 2. miejsca Mieczysława Krzyszychę i trzeciego Łukasza Śmiecha. W kategorii juniorów pozycję lidera utrzymał Jakub Paluch, zdobywca kolejnego 1. miejsca, Antoni Wróbel był drugi, a junior Marcin Gruszczyński z klubu „Braille” Bydgoszcz stanął na najniższym stopniu podium. Zmagania biegowe kobiet okazały się bardzo emocjonujące i przyciągnęły uwagę wszystkich obserwujących zawody. W kategorii seniorek drugim złotym medalem potwierdziła formę Iwona Zielińska, za którą ze srebrnym medalem uplasowała się tym razem jej koleżanka klubowa Alicja Jakimczuk, a Wiesława Wołoszyn była trzecia. W kategorii juniorek kolejny złoty medal zdobyła Emilia Górka, srebrny medal przypadł Oliwii Lorent, a brązowy trafił do Emilii Gorczycy. Złoty krążek w kategorii młodziczek zawisł na szyi Zuzanny Zeman po ukończonym przez nią biegu na dystansie 800 m.

Podsumowaniem rywalizacji w mistrzostwach Polski niewidomych i słabowidzących w narciarstwie biegowym był dwubój, na który składały się wyniki dwóch zakończonych biegów. Najlepsi w tej kategorii otrzymali puchary. Zdobyli je: w kategorii seniorów Jerzy Skwirut z klubu „Podkarpacie” Przemyśl, w kategorii juniorów Jakub Paluch z klubu „Nadzieja” Kraków, w kategorii seniorek Iwona Zielińska z klubu „Syrenka” Warszawa, w kategorii juniorek Emilia Górka z klubu „Nadzieja” Kraków, a w kategorii młodziczek Zuzanna Zeman z klubu „Braille” Bydgoszcz.

Mistrzostwa Polski pozwoliły ocenić efekty całorocznych treningów na nartorolkach i nartach biegowych, a każdemu startującemu dały odpowiedź, na jakim jest etapie szkolenia i jaką ma kondycję. Mistrzostwa Polski w Kościelisku pokazały również, czym jest przyjaźń i wzajemna pomoc. Swoją wielkość jako zawodnicy i ludzie pokazali Łukasz Śmiech i Antoni Wróbel z „Braille’a” Bydgoszcz. W roli przewodników narciarzy z grupy B1, w tej samej co oni kategorii wiekowej, spisali się tak dobrze, że ich podopieczni osiągnęli wyższe lokaty niż ich przewodnicy. W tym miejscu należy również wspomnieć o wsparciu zawodów przez trenerkę Annę Pitoń i instruktorkę Catherine Spierenburg, które na zasadzie wolontariatu z dużym zaangażowaniem również pełniły obowiązki przewodniczek w czasie biegów. Klamrą spinającą mistrzostwa był zespół sędziowski z Kazimierzem Cetnarskim na czele i koordynatorem zadania Jerzym Andrejko. Wykorzystując swoje ogromne doświadczenie, zorganizowali zawody bezpieczne, na wysokim poziomie, pełne emocji i pięknych, sportowych przeżyć.

Tradycji stało się zadość

Elżbieta Mielczarek i Krystian Kisiel ponownie pokazali, że tutaj nie mają sobie równych, bo znów, tak jak w poprzednim roku, zwyciężyli w międzynarodowym turnieju Showdown Slovak Open! Turniej jest organizowanyod czterech lat i jak dotąd zawsze wygrywa w nim polski zawodnik.

Był to drugi turniej sezonu 2026. Brało w nim udział 61 zawodników – 25 kobiet i 36 mężczyzn z 12 państw: Włoch, Niemiec, Czech, Słowacji, Francji, Belgii, Szwajcarii, Bułgarii, Holandii, Finlandii, Pakistanu oraz Polski. Nasz kraj reprezentowało tym razem aż 13 graczy: Elżbieta Mielczarek, Weronika Szynal, Katarzyna Pietruszyńska, Monika Szwałek, Katarzyna Stenka, Paulina Krupa, Julia Szwałek, Szymon Budzyński, Przemysław Knaź, Krystian Kisiel, Krzysztof Sobiło, Adrian Słoninka i Filip Liszewski. Polskim zawodnikom towarzyszył trener kadry Szymon Borkowski oraz instruktor Sebastian Michailidis.

Pierwszą rundę znakomicie rozpoczęła trójka naszych zawodników. Adrian Słoninka z kompletem punktów wywalczył pierwsze miejsce w swojej grupie, a drugie lokaty zajęli Krystian Kisiel i Filip Liszewski. Mniej szczęścia miała kolejna trójka Biało-Czerwonych. Przemysław Knaź zajął trzecie miejsce, a Krzysztof Sobiło i Szymon Budzyński byli czwarci.



dwóch mężczyzn przy stole do showdownDwaj z najbardziej doświadczonych zawodników showdowna. Dusan Milo ze Słowacji w pojedynku Adrianem Słoninką

Z przejścia do kolejnej rundy mogła się też cieszyć czwórka naszych pań. Z pierwszego miejsca awansowały Elżbieta Mielczarek, Monika Szwałek i Weronika Szynal, a z drugiego młodsza siostra Moniki – Julia. Trzecią lokatę zajęła Katarzyna Pietruszyńska, czwartą Paulina Krupa, a piątą Katarzyna Stenka. Warto jednak wspomnieć o dwóch fantastycznych pojedynkach w kobiecej kategorii. Najpierw świetny mecz rozegrała Paulina, która pokonała, jak się później okazało, czwartą zawodniczkę turnieju, Czeszkę Terezę Prikrylovą. Do rozstrzygnięcia potrzebny był trzeci set, który padł łupem naszej zawodniczki 11:9! Mimo to nie udało jej się awansować wyżej, bo zarówno obie rywalki, jak i Niemka Janine Keller miały taki sam dorobek punktowy i o ich miejscu decydowały tzw. małe punkty, a tu najlepiej wypadła Prikrylova. Bardzo dobre spotkanie rozegrała także Kasia Pietruszyńska, która skrzyżowała rakietkę z multimedalistką z Finlandii Hanną Vilmi. „Pietrucha” świetnie taktycznie rozegrała pierwszego seta, wygranego 11:6. Podrażniło to ewidentnie rywalkę, która niestety zgarnęła dwa kolejne sety i awans z pierwszego miejsca w grupie. Po grze pochwaliła jednak bardzo ambitną postawę naszej zawodniczki. − To był naprawdę trudny mecz. Spodziewałam się, że zwycięstwo nie przyjdzie mi łatwo, ale ten pierwszy set zdecydowanie nie poszedł po mojej myśli. Musiałam zmienić ustawienie i pomysł na mecz, żeby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Na szczęście skończyło się dla mnie dobrze – powiedziała Vilmi.

Kolejną rundę Krystian Kisiel przeszedł jak burza. Zdecydowanie wygrał wszystkie swoje mecze i awansował do najlepszej ósemki turnieju. Los chciał, że na etapie jednej szesnastej finału do tej samej grupy trafiło dwóch polskich graczy – Adrian Słoninka i Filip Liszewski. Do nich dołączyli jeszcze bardzo niewygodny Frank Bouilloux z Francji i Bułgar Nikolay Zhivkov. O ile z Zhivkovem cała trójka sobie poradziła, o tyle dalej zrobiło się bardzo ciekawie. Najpierw bowiem Filip poradził sobie z Adrianem i wygrał 2:1. Następnie Frank pokonał Flipa, również wynikiem 2:1, żeby ostatni mecz z Adrianem przegrać… 1:2! W setach zatem mieliśmy remis i o wszystkim decydowały małe punkty. Na nasze szczęście ostatecznie najlepszy w grupie okazał się „Słoniu”, a na drugim miejscu zameldował się Filip. W ćwierćfinale mamy trzech Biało-Czerwonych!


dwie kobiety przy stole do gryPaulina Krupa w zwycięskim pojedynku z czwartą zawodniczką turnieju Terezą Prikrylovą z Czech

W grupie walczącej o miejsca 17-24 na drugiej pozycji zameldował się Przemysław Knaź, dzięki czemu ostatecznie mógł zagrać o pozycję 19. Lepszy jednak w tej walce okazał się rywal, Słowak Jaroslav Gajdos, który wygrał 2:1 i Przemek ostatecznie zakończył turniej na 20. lokacie. Z kolei podrażniony nieudaną pierwszą rundą Krzysztof Sobiło wygrał wszystkie swoje mecze w grupie walczącej o miejsca 25-32. W ostatnim z pojedynków, decydującym o 25. miejscu, pokonał młodego i obiecującego Mario Chrenovskyego ze Słowacji. Szymon Budzyński, walczący o te same miejsca co „Prezes”, był w grupie trzeci i pozostała mu walka o pozycję 29. Swoją ostatnią potyczkę pewnie zakończył 2:0, w pokonanym polu zostawiając Bułgara Teodora Stoyanova.

W drugiej rundzie kategorii kobiet utworzono dwie grupy i w każdej z nich rozstawiono sześć zawodniczek. Los, a właściwie system rozgrywek sprawił, że cztery Polki wylądowały w tej samej grupie! Najlepiej poradziły sobie Monika Szwałek i Elżbieta Mielczarek, które zajęły odpowiednio pierwsze i drugie miejsce! O wygranej w grupie zadecydował bezpośredni pojedynek obu pań, który padł łupem Moniki w stosunku 2:0 (11:8, 12:8). Weronika Szynal była czwarta (to ostatnie miejsce dające awans do najlepszej ósemki turnieju), a Julia Szwałek zakończyła rozgrywki grupowe na szóstym miejscu. Zatem trzy nasze zawodniczki zameldowały się w ćwierćfinale!

Panie, którym nie powiodło się w pierwszej rundzie, walczyły o miejsca 13-18 (Kasia Pietruszyńska) i 19-25 (Paulina Krupa i Kasia Stenka). Obie Kaśki poszły jak po swoje, bez problemu wygrały swoje grupy, bez straty nawet punktu, a Paula zajęła czwartą lokatę, by ostatecznie zameldować się na 22. miejscu.


grupa osóbPolska reprezentacja bogatsza o kolejne sukcesy i trofea

W męskich ćwierćfinałach doszło do kolejnego polskiego derby, bo rakietki skrzyżowali tym razem Krystian Kisiel i Filip Liszewski. Dwaj koledzy z Wrocławia rozegrali fantastyczny pojedynek. Pierwszy set to gra na przewagi, ostatecznie zakończona zwycięstwem Filipa 13:11. W drugim Filip pokazał prawdziwie inteligentną grę i wygrał 12:3. Pozostał mu więc do zdobycia jeszcze tylko jeden set, by cieszył się z awansu do półfinału. Ale wiadomo było, że Krystian tanio skóry nie sprzeda. 11:5 i 11:8 w kolejnych dwóch setach dla Kisiela i na tablicy wyników pojawił się remis. O wszystkim zdecydował więc piąty set, który padł łupem bardziej doświadczonego Krystiana i półfinał był jego.  Adrian Słoninka w swoim ćwierćfinałowym pojedynku trafił na reprezentanta Włoch – Andreę Lazzariniego. Nasz zawodnik mecz rozpoczął znakomicie, bo wygraną w dwóch pierwszych setach (11:3 i 11:6), wystarczyło więc postawić tylko kropkę nad i. Tymczasem reprezentant Squadra Azzurra nie zamierzał się poddawać i wygrał dwa kolejne sety (11:9 i 12:0), co postawiło „Słonia” w bardzo trudnej sytuacji.. Decydujący piąty set niestety również wygrał Włoch (11:8) i to on awansował do najlepszej czwórki turnieju. Adrianowi, podobnie jak Filipowi, pozostała walka o miejsca 5-8.

Kobiece mecze ćwierćfinałowe z udziałem naszych zawodniczek zakończyły się w dwóch trzecich po naszej myśli. Monika Szwałek bardzo pewnie pokonała Włoszkę Pierę Folino 3:0 (11:3, 12:4, 12:10), a Weronika Szynal niestety w takim samym stosunku przegrała z Hanną Vilmi z Finlandii (7:12, 10:12, 4:11). Natomiast Elżbieta Mielczarek rozgromiła 3:0 inną reprezentantkę Suomi – Jaanę Pesari, z czego dwa pierwsze sety wygrała do zera! Do niecodziennej sytuacji doszło w trzeciej odsłonie meczu. Świetnie rozpoczęła Pesari, która prowadziła już 9:3. Wówczas nastąpił kontratak: Ela wrzuciła swój szósty bieg, systematycznie zbliżała się do Finki (chociaż ta zdołała jeszcze wbić jedną bramkę), by w końcu doprowadzić do remisu 10:10. I wtedy jej rywalka... ściągnęła gogle! Pełna konsternacja na sali, sędziowie w szoku, a trenerzy totalnie zaskoczeni. Arbitrom nie pozostało nic innego, jak przyznać naszej zawodniczce dwa punkty za dotknięcie gogli przez rywalkę bez zgody sędziego, a tym samym − zakończyć mecz. Kiedy Pesari dowiedziała się, że źle policzyła punkty i przez to przegrała, zalała się łzami. Przykry to widok, ale taki jest sport, zasady są bezlitosne. Tak czy siak dwie nasze panie cieszyły się z awansu do półfinału, a Werce pozostała walka o miejsca 5-8.

W męskich pojedynkach o miejsca 5-8 rozzłoszczony wcześniejszą porażką Adrian Słoninka bardzo pewnie pokonał Fina Olliego Kytöviitę 2:0. Z kolei Filip Liszewski musiał uznać wyższość Francuza Pierra Bertranda, z którym przegrał 0:2. Porażkę odbił sobie jednak w meczu o siódme miejsce, gdzie pewnie zwyciężył 2:0 pokonanego wcześniej przez „Słonia” Kytöviitę (12:2, 11:4). Z kolei Adrian w walce o piąte miejsce musiał zmierzyć się z francuskim pogromcą Filipa. Także tym razem lepszy okazał się reprezentant trójkolorowych, który wygrał mecz 2:1. W półfinale Krystian Kisiel zmierzył się ze swoim kolegą z Belgii – Chrisem Eilersem. Panowie przyzwyczaili wszystkich, że ich mecze są szczególnie zacięte i bardzo długie. Tym razem jednak skończyło się zupełnie inaczej, bo nasz zawodnik cały czas kontrolował przebieg gry i zwyciężył 3:0! Krystian awansował zatem do wielkiego finału, a Chris miał powalczyć o najniższe miejsce na podium.

Leworęczna Weronika Szynal w meczu o miejsca 5-8 zmierzyła się z inną leworęczną zawodniczką – Elviną Vidot. Tym razem lepiej wypadła Francuzka, wygrywając pewnie 2:0. Nie spodobało się to „Szynszyli”, która złość rozładowała na kolejnej przeciwniczce. Piera Folino z Włoch, bo o niej mowa, postawiła się tylko w drugim secie, który wygrała, za to w pierwszym (12:0) i trzecim (12:1)  Weronika nie dała jej żadnych szans i wywalczyła sobie siódmą lokatę.

W kobiecym półfinale doszło do kolejnego już polskiego pojedynku. Ponownie zmierzyły się ze sobą Monika Szwałek i Elżbieta Mielczarek. Tym razem ich starcie było dużo bardziej zacięte. Pierwszego seta zdecydowanie, bo 11:4, wygrała Monika, by w drugim uznać wyższość koleżanki, która zamknęła go rezultatem 8:11. W kolejnym znów lepsza była Szwałek (11:7), a czwarty set to popis gry Mielczarek, co potwierdza wynik 11:1. W piątym, decydującym secie, ponownie lepiej zagrała Ela (11:4), czekała więc już tylko na finał, a Monice pozostała walka o brązowy medal z Czeszką Terezą Prikrylovą. Znowu ta zawodniczka stanęła na drodze Biało-Czerwonym i po raz kolejny nasza reprezentantka okazała się lepsza. Monika wygrała bowiem 3:1. Tylko w pierwszym secie dała się zaskoczyć rywalce i przegrała go 5:11. Trzy następne były pod całkowitą kontrolą Polki, która wygrała je kolejno 11:2, 11:5 i 12:3. Brązowy medal zawisł na szyi Moniki!

Dwa najważniejsze mecze słowackiego turnieju i w obu nasi zawodnicy! W finale mężczyzn naprzeciw siebie stanęli Krystian Kisiel i pochodzący z Bułgarii Hakan Osman. Dla Hakana już sam udział w finale był ogromnym sukcesem, bowiem w swojej krótkiej karierze tylko raz udało mu się zajść aż tak wysoko w rankingu − wygrał ubiegłoroczny Puchar Świata do lat 25, gdzie w finale pokonał Szymona Budzyńskiego. Teraz czekał na niego bardziej doświadczony rywal, który niejednokrotnie triumfował w najważniejszych turniejach. Także tym razem Krystian mógł cieszyć się z kolejnego złotego medalu, bo w setach pokonał Osmana 3:0 (12:10, 13:11, 12:8)! Ale trzeba docenić też walkę Bułgara, który potrafił postawić się Kisielowi i pokazać, że już niedługo może dołączyć do światowej czołówki.

W finale kobiet, można powiedzieć, klasyk: Hanna Vilmi z Finlandii kontra Elżbieta Mielczarek. Widzów czekała fantastyczna showdownowa uczta.

Pierwszy set to pewne zwycięstwo naszej zawodniczki 12:4. Drugi, dużo bardziej wyrównany, padł łupem Finki, która wygrała 11:9. W trzecim − fantastyczne, kilkunastominutowe wymiany i walka punkt za punkt zakończona zwycięstwem Eli 13:10! W czwartym secie Vilmi nie miała już przestrzeni na błędy, bowiem porażka oznaczała przegrany mecz. Ostatecznie udało jej się wygrać 12:9 i upatrywała swojej szansy w piątym secie. Emocje tylko rosły. Na szczęście nasza reprezentantka zachowała zimną krew i bardzo pewnie wygrała decydujące starcie 11:5, a mecz 3:2. Złoto dla Eli!

Można rzec, że tradycji stało się zadość: ponownie mogliśmy usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego na zakończenie tego turnieju, i to ponownie dwa razy! Tak jak w roku 2025, tak i w tym złote medale zawisły na szyjach Elżbiety Mielczarek i Krystiana Kisiela.  Na koniec nasza reprezentacja odśpiewała a capella cztery zwrotki hymnu Polski, co wywołało owacje na stojąco ze strony wszystkich uczestników turnieju. Słowacja ponownie Biało-Czerwona!

Showdown Slovak Open 2026
25.02-1.03.2026 r., Dolny Kubin, Słowacja

Kobiety

1. Elżbieta Mielczarek Polska
2. Hanna Vilmi Finlandia
3. Monika Szwałek Polska
(…)
7. Weronika Szynal Polska
12. Julia Szwałek Polska
13. Katarzyna Pietruszyńska Polska
19. Katarzyna Stenka Polska
22. Paulina Krupa Polska

Mężczyźni

1. Krystian Kisiel Polska
2. Hakan Osman Bułgaria
3. Christoff Eilers Belgia
(…)
6. Adrian Słoninka Polska
7. Filip Liszewski Polska
20. Przemysław Knaź Polska
25. Krzysztof Sobiło Polska
29. Szymon Budzyński Polska

Kręgielnie przyciągają, wyniki zaskakują

Od kilku lat sezon rozgrywek sportowych w Stowarzyszeniu „Cross” rozpoczynają eliminacje do mistrzostw Polski osób niewidomych i słabowidzących w kręglach klasycznych. W tym roku również tak było, a do tego przyjechała imponująca, jak na nasze imprezy, liczba zawodników. Na liście startowej turnieju w Gostyniu, który odbywał się w dniach 11-15 marca 2026 r., zapisano 117 zawodników i zawodniczek z 24 klubów zrzeszonych w „Crossie”. Kręglarze walczyli o prawo gry w finałach.

Rosnąca z roku na rok liczba osób grających w kręgle klasyczne bardzo cieszy, ale każe się zastanowić, czy przypadkiem ze względów logistycznych nie warto wrócić do schematu sprzed lat, kiedy to rozgrywane były dwa półfinały. Jeśli chętnych będzie tak szybko przybywać, należałoby rozgrywać półfinały północ − południe lub wschód − zachód. Aby nie było przekłamań w wynikach, powinny się one odbywać w tej samej kręgielni jedne po drugich, co dałoby szansę startu większej liczbie osób przy niższych kosztach organizacyjnych.

Na sześciotorowym obiekcie w Gostyniu pojawiło się sporo nowych zawodników i zawodniczek, przy których starzy wyjadacze, jak pokazała tabela końcowa, nie mogli być pewni uzyskania prawa do awansu aż do ostatnich rzutów swoich konkurentów. W każdej z kategorii było wiele niespodzianek, jak i zastanawiających rozstrzygnięć, ponieważ niejednokrotnie nawet faworyci nie popisali się swoją grą. 



grupa osób na kręgielniZawodnicy z kategorii B3 walczą o prawo startu w finale MP. Od lewej: Krzysztof Paszyna, Paweł Lonc, Michał Ciborski

W kategorii B1 kobiet z z liczbą 482 p. na pierwszym miejscu uplasowała się reprezentantka „KoMar-u” Piekary Śląskie Barbara Szypuła, która pokonała rywalki sporą przewagą punktów. Z drugą lokatą zakończyła występ Monika Neubert reprezentująca klub z Iławy (450 p.), a dopiero jako trzecia zameldowała się wielokrotna mistrzyni Karolina Rzepa z „Łuczniczki” Bydgoszcz z wynikiem niższym od rezultatu zwyciężczyni kategorii o 50 p. Do finału z tej grupy startowej awansowało ostatecznie 8 pań, a uprawniająca do tego suma punktów musiała przekraczać 350.

W kategorii B2 kobiet nie zawiodły reprezentantki „Pionka” Włocławek. Z „diabelskim” wynikiem 666 p. pierwsze miejsce zajęła Jadwiga Rogacka, a na drugim miejscu zameldowała się Katarzyna Majewska, która przekroczyła o jedno oczko poziom 600 p. Pozostałe konkurentki już tego progu nie sięgnęły, a dziesiąte miejsce, ostatnie uprawniające do startu finałowego, zajęła Małgorzata Strelczuk (494 p.). W tym miejscu trzeba dodać, że troszeczkę zawiodły zawodniczki z wieloletnim stażem, których wyniki z jednej gry nie przekraczały często150 p. Być może przyczyna leży w ich technice rzutu – często z dwóch rąk, gdzie siła jest słabsza. Tym razem w Gostyniu sukces dawały mocne rzuty.

W najsilniejszej teoretycznie kategorii B3 panie mają się czym przejmować, bo żadna z nich nie przekroczyła 600 p. Najlepszy wynik uzyskała reprezentantka „Pionka” Włocławek Ewelina Woszuk, która zagrała na poziomie 586 p. Tuż za nią ze stratą czterech oczek znalazła się Zofia Sarnacka z Olsztyna, a mając dziesięć punktów mniej niż liderka, trzecie miejsce zajęła Agnieszka Pokojska z Iławy. Do finału tej kategorii awansowało w sumie 11 pań, przy czym ostatnią, która zdobyła prawo startu, była Elżbieta Koryciorz z Piekar Śląskich, zdobywczyni 488 p. Należy wspomnieć, że w tym roku nie zobaczyliśmy na starcie dotychczasowej liderki tej kategorii Ireny Curyło. Powodów jej absencji niestety nie znamy.  Jeszcze więcej zaskoczeń pojawiło się w tabeli końcowej eliminacji mężczyzn. 

grupa osób na kręgielniReprezentanci „Podkarpacia” Przemyśl – Krzysztof Paszyna (od lewej) i Paweł Lonc

W kategorii B1 rezultaty czołowych zawodników mocno odbiegały od dotychczasowych. Największą sensacją była bardzo słaba gra wieloletniego lidera na arenie krajowej i międzynarodowej, Jana Zięby, który uzyskał tylko 370 p., z czego zaledwie jedna z gier była powyżej 100 p. Po jego starcie wielu zastanawiało się, czy z takim wynikiem w ogóle dostanie się do finału. Do katastrofynie doszło, bo pozostali kręglarze również nie popisali się zbyt wysokimi rezultatami, jeśli nie liczyć zwycięzcy tej kategorii Grzegorza Modrzyńskiego z „Sudetów” Kłodzko, który uzyskał 478 p., czy Szczepana
Polkowskiego z iławskiej „Moreny”, który miał o 11 p. mniej. Próg 400 p. przekroczył jeszcze tylko Sylwester Dołasiński z „Łuczniczki” Bydgoszcz. Pozostali gracze uzyskali zdecydowanie niższe wyniki, oscylujące między 300 a 400 p. By zapewnić sobie prawo gry w finale, wystarczyło zdobyć 325 p. Do udziału w mistrzostwach Polski awansowało 10 zawodników z tej kategorii. 

grupa osób na kręgielniEliminacje zawodniczek z kategorii B3

Spośród grających w B2 mężczyzn aż sześciu przekroczyło próg 600 p. Po pierwszym dniu rozgrywek nie można było ze stuprocentową pewnością powiedzieć, że taki wynik wystarczy do awansu, co może nie dotyczy ze ścisłej czołówki, którzy przekroczyli 650 p. Po dwóch latach przerwy w startach pojawił się dawno niewidziany Teodor Radzimierski, zawodnik „Karolinki” Chorzów, który mocno namieszał w tabeli. Uzyskawszy drugi wynik eliminacji, czyli 674 p., pokonał jednym punktem Stanisława Stopierzyńskiego. Początkowo występ Teodora nie zapowiadał się aż tak dobrze, bo jego dwie pierwsze gry zakończyły się 162 i 156 punktami. Jednak w drugiej połowie swojego startu Teodor odpalił dawno nabyte umiejętności i zdobył odpowiednio 180 i 176 p. Zwycięzcą eliminacji w tej kategorii został Mieczysław Kontrymowicz z wynikiem 682 p. Prawo gry w nieodległym już finale mogło uzyskać 13 zawodników, pod warunkiem że ich wynik będzie na poziomie 485 p. lub wyższym. Spore zaskoczenie sprawił na początku Mieczysław Wybraniec, który po pierwszej serii rzutów miał najwyższy wynik z jednej gry w tej kategorii, czyli 182 p. i gdyby zbliżony poziom utrzymał, byłby niekwestionowanym liderem. Znaleźli się nawet tacy, którzy osiągnięcie z pierwszej gry mnożyli już razy cztery i wieszczyli, że spokojnie w końcowym rezultacie będzie siódemka z przodu. Ale jak to zwykle bywa w takich startach, emocje biorą górę i finalnie zobaczyliśmy na tablicy sumę 613 p. Jest to koronny dowód, że nie ma liderów, zwycięzców i pewniaków, a każdy rzut ma ogromne znaczenie dla końcowego wyniku. 

W najsilniejszej kategorii zwycięzcą został Grzegorz Kanikuła z „Hetmana” Lublin, który jako jedyny na tych zawodach przebił barierę 700 p., i to z naddatkiem 41 kręgli. Pokonał tym samym walczących do ostatnich rzutów Daniela Jarząba (693 p.) i Krzysztofa Paszynę (689 p.). W tej kategorii ośmiu zawodników przekroczyło próg 600 p., a do finału awansowało czternastu. Ostatni wynik dający prawo startu to 580 p. Aby ustalić ostateczną kolejność graczy, sędziowie nie po raz pierwszy musieli podliczyć „dziewiątki”. Tym razem dwóch startujących miało taką samą liczbę punktów. Po sprawdzeniu okazało się, że Dariusz Mądro pokonał aż pięcioma takimi rzutami Jana Ochałka.

Wiele osób startujących w eliminacjach zastanawiało się, dlaczego ich rezultaty są niższe od tych, które uzyskali w tej samej kręgielni dwa miesiące wcześniej podczas Pucharu Polski. Pojawiały się pytania, co się stało, skoro tory te same, a wyniki zgoła inne. Odpowiedź może być bardzo prosta: inne przygotowanie obiektu i już wyniki się zmieniają.  Eliminacje pokazały jednoznacznie, że nie można podchodzić do startów jak do działań matematycznych. Każdy dzień jest inny, każdy start jest inny. Jeśli ktoś zamiast grać, włącza w głowie kalkulator, jest już na straconej pozycji. 

Do finałów IMP, które rozgrywane będą w dniach 25-29 marca br. w Sierakowie, awansowało 66 osób. Będą one dobrym wskaźnikiem, kto powinien reprezentować Polskę podczas XXV Mistrzostw Europy Osób Niewidomych i Słabowidzących w Kręglach Klasycznych, które na tym samym obiekcie odbędą się w maju.

Na zakończenie turnieju najlepszym trzem zawodnikom i zawodniczkom z każdej kategorii  koordynatorka imprezy Joanna Staliś wręczyła okolicznościowe puchary. W trakcie tej ceremonii zgromadzeni w gostyńskiej kręgielni uczestnicy chwilą ciszy uczcili pamięć niedawno zmarłego kręglarza i bowlingowca Stanisława Odulińskiego. 

Udział w eliminacjach indywidualnych mistrzostw Polski osób niewidomych i słabowidzących w kręglach klasycznych był możliwy dzięki dofinansowaniu ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

W numerze 2/2026 wersji drukowanej „Crossa”, w tabeli wyników do tekstu „Coraz lepsze wyniki, coraz wyższa frekwencja”, w kategorii B2 kobiet przy nazwisku Aleksandry Wawrzyniak pojawił się omyłkowo
klub „Morena” Iława, a powinien widnieć klub „Pionek” Włocławek. Przepraszamy zainteresowanych za pomyłkę.

Redakcja


Zwycięzcy eliminacji do IMP niewidomych i słabowidzących
w kręglach klasycznych
11-15.03.2026 r., Gostyń

Tabela wyników - kobiety
Kobiety
Kategoria B1
1. Barbara Szypuła „KoMar” Piekary Śląskie 482 p.
2. Monika Neubert „Morena” Iława 450 p.
3. Karolina Rzepa „Łuczniczka” Bydgoszcz 432 p.
Kategoria B2
1. Jadwiga Rogacka „Pionek” Włocławek 666 p.
2. Katarzyna Majewska „Pionek” Włocławek 601 p.
3. Jadwiga Szamal „Omega” Łódź 575 p.
Kategoria B3
1. Ewelina Woszuk „Pionek” Włocławek  586 p.
2. Zofia Sarnacka „Warmia i Mazury” Olsztyn 582 p.
3. Agnieszka Pokojska „Morena” Iława 576 p.
Tabela wyników - mężczyźni
Mężczyźni
Kategoria B1
1. Grzegorz Modrzyński „Sudety” Kłodzko 478 p.
2. Szczepan Polkowski „Morena” Iława 467 p.
3. Sylwester Dołasiński „Łuczniczka” Bydgoszcz 437 p.
Kategoria B2
1. Stanisław Stopierzyński „Warmia i Mazury” Olsztyn 682 p.
2. Teodor Radzimierski „Karolinka” Chorzów 674 p.
3. Mieczysław Kontrymowicz „Warmia i Mazury” Olsztyn 673 p.
Kategoria B3
1. Grzegorz Kanikuła „Hetman” Lublin 741 p.
2. Daniel Jarząb „Tęcza” Poznań 693 p.
3. Krzysztof Paszyna „Podkarpacie” Przemyśl 689 p.

Spotkajmy się znów przy stolikach

W poprzednim numerze naszego miesięcznika nie powiedzieliśmy jeszcze wszystkiego o projekcie „Krok naprzód 2025”. Trzeba pamiętać, że korzystają z niego także miłośnicy sportów umysłowych − po 32 osoby na każdym wyjeździe. Również dla nich szykuje się nabór do kolejnej edycji, więc trzeba trzymać rękę na pulsie. Szkolenia organizowane przez Stowarzyszenie „Cross” dofinansowuje PFRON.

Co robili warcabiści, szachiści i brydżyści podczas ubiegłorocznych szkoleń? Opowiedzieli o tym ich koordynatorzy.

Strategia na sukces stu pól

Warcaby to nie tylko gra logiczna. To przestrzeń, w której bariery wzrokowe przestają istnieć, a liczy się jedynie precyzja umysłu, strategiczne myślenie i determinacja. W ramach ogólnopolskiego projektu „Krok naprzód” w 2025 roku odbyły się dwa bliźniacze szkolenia warcabowe, które można uznać za fenomen na mapie aktywizacji osób z niepełnosprawnością wzroku. Pierwsze szkolenie odbyło się w Ustce w dniach 4-18 czerwca, a drugie w Suwałkach w dniach 14-28 lipca. Zapotrzebowanie na zajęcia szkoleniowe jest ogromne i ich koordynatorzy przyznają z satysfakcją, że nabór uczestników nie stanowi najmniejszego problemu. Ta popularność wynika z unikalnej formuły. Projekt „Krok naprzód” nie dzieli, lecz łączy – na jednej sali treningowej z legendami tego sportu, posiadającymi na koncie liczne tytuły mistrzowskie, spotykają się osoby, które dopiero odkrywają magię stu pól. Przykładem może być historia Małgorzaty Sali.

Kiedy Małgorzata pojawiła się na pierwszym szkoleniu, była osobą zupełnie początkującą. To właśnie tutaj, pod okiem profesjonalistów, stawiała swoje pierwsze kroki. Dotykowo poznawała warcabnicę, numerację pól, uczyła się fundamentalnych zasad gry i strategii. Dziś Małgorzata nie jest już tylko obserwatorem. Stała się pełnoprawną zawodniczką, która z sukcesami startuje w turniejach ogólnopolskich. Determinacja pozwoliła jej na zdobycie II kategorii warcabowej, co dla osoby zaczynającej od zera jest w tak krótkim czasie osiągnięciem imponującym. Jej przypadek to namacalny dowód na to, że nazwa projektu – „Krok naprzód” – nie jest pustym hasłem.

Z drugiej strony wśród uczestników mamy postacie takie jak Wojciech Woźniak. To nazwisko, którego nikomu w środowisku warcabowym przedstawiać nie trzeba, bo to mistrz Polski osób całkowicie niewidomych. Wydawać by się mogło, że zawodnik o takim dorobku posiada już kompletną wiedzę. Nic bardziej mylnego. Wojciech Woźniak jest stałym uczestnikiem szkoleń „Krok naprzód”. W rozmowach podkreśla, że nigdy nie jest się zbyt dobrym, by nie móc nauczyć się czegoś nowego. − Z każdego szkolenia, z każdej analizy partii z trenerem wynoszę cenne lekcje, które później procentują przy stole podczas najważniejszych turniejów − zapewnia.

Obecność mistrza tej klasy jest niezwykle motywująca dla początkujących. Pokazuje, że warcaby to droga nieustannego rozwoju, a pokora wobec gry jest cechą największych czempionów.


grupa osób w żółtych koszulkachUczestnicy szkolenia warcabowego w Suwałkach

Fundamentem sukcesu projektu jest kadra szkoleniowa. Organizatorzy postawili na nazwiska, które gwarantują najwyższy poziom merytoryczny w Polsce i na świecie. Szkolenia prowadzą: Damian Reszka – wybitny szkoleniowiec, aktualnie trener kadry warcabowej Stowarzyszenia „Cross”, człowiek, którego wiedza analityczna jest legendarna;  Sylwester Flisikowski – trener z ogromnym doświadczeniem, potrafiący dostosować przekaz do indywidualnych potrzeb zawodnika; Leszek Łysakowski – ekspert od strategii, który z pasją dzieli się tajnikami gry końcowej i debiutów. Wspierani przez zespół innych specjalistów, tworzą oni sztab, który nie tylko posiada ogromną wiedzę, lecz przede wszystkim potrafi ją przekazać. Ich skuteczność potwierdzają nie tylko sukcesy beneficjentów projektu, ale również osiągnięcia ich podopiecznych z kadry młodzieżowej, którzy regularnie sięgają po tytuły mistrzów Europy i świata.

Projekt „Krok naprzód” udowadnia, że warcaby dla osób niewidomych i słabowidzących to potężne narzędzie rehabilitacji społecznej i intelektualnej. Dzięki profesjonalnej kadrze i świetnej organizacji uczestnicy zyskują nie tylko umiejętności sportowe, lecz także pewność siebie i poczucie przynależności do wspólnoty.

Przed nami kolejne edycje i kolejne turnieje. Patrząc na postępy Małgorzaty Sali i zaangażowanie Wojciecha Woźniaka, możemy być pewni, że polskie warcaby osób niewidomych czeka świetlana przyszłość.

Andrzej Gasiul

grupa osób przy stolikach z warcabamiSzkolenie warcabowe w Ustce. Uczestnicy zyskują nie tylko umiejętności sportowe, lecz także pewność siebie i poczucie przynależności do wspólnoty

Atu, lewa, fit – szkolenie to hit!

W dniach 15-29 września w Ustce przeprowadzono kolejne szkolenie w ramach projektu „Krok naprzód” edycji 2025 – tym razem z zakresu brydża sportowego. Trzydziestu dwóm uczestnikom towarzyszyło ośmioro przewodników − asystentów brydżowych. Koordynatorem szkolenia był niżej podpisany zapalony brydżysta. Kadrę szkolącą stanowiło czterech instruktorów: Jerzy Czeszowski, Roman Kierznowski, Krzysztof Lipowski i Tomasz Stopierzyński. Był to dokładnie ten sam skład, który sprawdził się w poprzednich dwóch latach projektu.  Jerzy i Tomasz to instruktorzy, którzy wywodzą się z naszego środowiska osób niewidomych i słabowidzących, więc gros uczestników szkolenia ma szansę rywalizować z nimi na turniejach rangi mistrzostw, Pucharu Polski oraz imprezach ogólnopolskich organizowanych przez Stowarzyszenie „Cross”, jak i kluby. To czołowi gracze na naszym podwórku. Krzysztof dał się poznać jako znakomity mentor dla początkujących. Ma osiągnięcia w brydżu, a do tego potrafi tłumaczyć w sposób bardzo przystępny i zaszczepić w uczestnikach chęć poznawania tej pięknej gry. O Romanie można by było wiele napisać, tak jak on wiele potrafi mówić o brydżu. Arcymistrz, który pamięta partie sprzed ponad pięćdziesięciu lat. Zdobył w tej dyscyplinie niemal wszystko, grywając w turniejach na prawie całym świecie.

grupa osób przy stoliku gra w kartySzkolenie brydżowe w Ustce. Każdy instruktor miał pod opieką osiem osób

Po rocznej przerwie brydżyści gościli w ośrodkach wypoczynkowych Dagmor i Alicja. Podzielono ich na cztery grupy szkoleniowe, a każdy instruktor miał pod opieką po osiem osób. Przy podziale brano pod uwagę poziom umiejętności brydżowych uczestników − od zupełnie początkujących po zaawansowanych. Pojawiło się sporo nowych twarzy, osoby te z entuzjazmem brały udział we wszystkich zajęciach, a i po nich dopytywały prowadzących o nurtujące ich tematy. Na obóz dotarła również spora grupa starych wyjadaczy, którzy wciąż widzą potrzebę pogłębiania umiejętności. W tym roku mocno zasiliła szkolenie ekipa z „Hetmana” Lublin, tradycyjnie obecność silnie zaznaczyli brydżyści ze „Zrywu” Słupsk. Warto podkreślić, że w zajęcia chętnie włączali się również przewodnicy. W ciągu dwóch tygodni rozegrano kilka turniejów kontrolnych, w których z czasem zaczęli brać udział nawet nowicjusze.

Całe szkolenie upłynęło w znakomitej atmosferze i dobrych humorach. Na zakończenie wszyscy uczestnicy, przewodnicy i sędziowie otrzymali od koordynatora pamiątki mające przypominać pobyt w Ustce.

Mirosław Mirynowski


Rehabilitacyjna moc szachów

Szkolenie szachowe projektu „Krok naprzód” tradycyjnie już odbyło się w Wągrowcu. W dniach 6-20 października jego uczestników gościł Ośrodek Rehabilitacyjno-Wypoczynkowy Wielspin, który ponownie wypełnił się dźwiękiem przesuwanych figur, dyskusjami analizujących partie i ciepłymi rozmowami przy szachownicach.

Koordynacją przedsięwzięcia zajęła się z troską i zaangażowaniem Józefa Spychała, która zadbała o poziom zajęć i przyjazną, rodzinną atmosferę. Uczestnicy, podzieleni na cztery grupy według poziomu zaawansowania, rozwijali swoje umiejętności w zakresie taktyki, strategii i analizy partii. Każda z grup pracowała z instruktorem, który z uwagą dobierał metody nauczania do poziomu i potrzeb uczestników. Program szkolenia łączył część teoretyczną i praktyczną, co tworzyło spójną całość. Podczas wykładów omawiano m.in.: historię i rozwój szachów w Polsce i na świecie, elementy psychologii sportu i budowanie motywacji, etykę trenera i kulturę sportu, planowanie cyklu treningowego, zasady sędziowania i przepisy rozgrywek, a także żywienie i odnowę biologiczną. Część praktyczna skupiała się na analizie rozegranych partii i korekcie błędów, nauce planowania treningu, symulacji zawodów i prowadzeniu rozgrywek, ćwiczeniach doskonalących taktykę oraz na monitorowaniu postępów zawodników.

Uczestnicy powtarzali, że takie szkolenie wyjazdowe to nie tylko nauka gry, lecz także „rehabilitacja pamięci i szarych komórek”. Szachy wymagają skupienia, analizy i logicznego myślenia, a więc zapewniają trening, który odświeża umysł.

Wśród uczestników po raz pierwszy pojawił się Zenon z Poznania – człowiek ze sportową duszą i ogromną energią. Przez lata był nauczycielem wychowania fizycznego oraz trenerem wioślarstwa i koszykówki. Dziś, jako osoba niewidoma, z pasją odkrywa kolejną dyscyplinę – szachy. Po intensywnych zajęciach Zenon chętnie korzystał z basenu i pieszych wycieczek po okolicy, traktując je jako formę relaksu zapewniającą równowagę między wysiłkiem umysłowym i fizycznym. − Jako osoba niewidoma bardzo zwracam uwagę na głos instruktora. Dobra dykcja i wyraźna mowa są dla mnie kluczowe, żebym mógł w pełni zrozumieć przekazywane treści. Tutaj słowa instruktora były jasne, spokojne i dobrze akcentowane – naprawdę do mnie trafiały – podkreśla Zenon. Docenia też lokalizację szkolenia: − Ośrodek jest idealnie położony – z dala od zgiełku, w otoczeniu przyrody. A jednocześnie łatwo tu dotrzeć, bo stacja kolejowa jest blisko. To miejsce, w którym można się naprawdę wyciszyć i skupić na nauce.

Po raz pierwszy w szkoleniu uczestniczyła również Małgorzata z Warszawy, zawodowo związana z branżą rehabilitacyjną. Jest masażystką, wykonuje masaże relaksacyjne i lecznicze. Chętnie dzieliła się z uczestnikami swoją wiedzą o relaksacji mięśni i radziła, jak dbać o zdrowie podczas gry. − Szachy to wspaniały trening dla umysłu, ale ciało też pracuje – zwłaszcza u osób niewidomych. Grając na szachownicach brajlowskich, przez długi czas trzymamy ręce uniesione nad stołem, co powoduje napięcie mięśni barków i karku. Krew wtedy gorzej krąży, a głowa szybciej się męczy. Dlatego tak ważne są przerwy i lekki stretching między partiami – tłumaczy. Dzięki jej cennym wskazówkom wprowadzono krótkie przerwy na rozluźnienie mięśni, co poprawiło komfort i koncentrację uczestników. − Tutaj nie ma rywalizacji w negatywnym znaczeniu. Każdy chce być lepszy, ale razem się wspieramy. To szkolenie daje ogromną motywację do działania – dodaje z uśmiechem Małgorzata.

grupa osób przy stoliku gra w kartyZygmunt Jagiełka z Poznania, niewidomy uczestnik szkolenia szachowego, analizuje pozycję na planszy, wspierany przez żonę i asystentkę Wandę Komorowską-Jagiełkę

W szkoleniu „Krok naprzód 2025” uczestniczył także Ryszard z Bytomia Odrzańskiego, który niedawno zakończył 60-letnią karierę zawodową i właśnie oswaja się z faktem bycia emerytem. Jak mówi, przyjazd do Wągrowca to dla niego sposób na aktywny i mądry początek nowego etapu życia. − Przez lata pracowałem, byłem wśród ludzi, w ciągłym działaniu. Teraz uczę się zwalniać, ale w taki sposób, żeby wciąż coś robić. Szachy to doskonały trening pamięci, cierpliwości i logicznego myślenia. Ten obóz pozwala mi płynnie przejść z rytmu pracy w rytm pasji. To bardzo budujące doświadczenie − zapewnia. I dodaje, że atmosfera ośrodka sprzyja odpoczynkowi. − Tu wszystko jest przemyślane – cisza, przyroda, jezioro, wieczorne rozmowy. Człowiek czuje się spokojniejszy i młodszy duchem.

Wielu uczestników zgodnie podkreślało, że takie szkolenia to rehabilitacja w najszerszym znaczeniu – nie tylko fizyczna, lecz także intelektualna i emocjonalna. − To rehabilitacja pamięci, myślenia, koncentracji. Każdy ruch na szachownicy to ćwiczenie dla mózgu, a każda rozmowa z innymi to wsparcie dla serca – mówi Bożena z Leszna.

Uczestnicy zgodnie przyznawali, że „Krok naprzód 2025” to coś więcej niż szkolenie – to przestrzeń do rozwoju i budowania pewności siebie. Wielu z nich już zadeklarowało, że za rok znów chce wrócić do Wągrowca, by kontynuować swoją szachową przygodę. − Każdy taki wyjazd to spotkanie z ludźmi, którzy rozumieją, czym jest pasja, są zdeterminowani i wiedzą, czym jest radość z nauki. Wracam do domu z poczuciem, że naprawdę zrobiłem krok naprzód – podsumowuje swoje spostrzeżenia Zenon.

Sport zbliża do ludzi i świata

W czasie wakacji 2025 roku wystartowały, a zakończyły się tej zimy szkolenia projektu „Bliżej Sportu 2025”, organizowanego przez ZKF „Olimp” ze środków PFRON. Meritum stanowiło łącznie dziesięć wyjazdów skupiających się na określonych dyscyplinach sportowych. Ich uczestnicy zostali zaproszeni w piękne rejony naszego kraju – w góry, nad morze i nad jezioro. Dla wszystkich był to czas rozwijania sprawności, fantastycznej przygody, zwiedzania przepięknych miejsc i poznawania ciekawych ludzi.

Z wyjazdów skorzystało 50 młodych uczestników z niepełnosprawnością narządu wzroku: 25 osób do 18. roku życia i 25 w wieku 18-24 lata. Dla każdej z tych grup przewidziano udział w trzech czterodniowych zjazdach treningowych z zakresu sportu oraz dwóch 14-dniowych obozach sportowych − letnim i zimowym. Przypomnijmy, że w poprzednich latach projekty były dwa: jeden to „Bliżej Sportu” − dla dzieci i młodzieży do lat 18, a drugi − „Pierwszy krok” − dla osób powyżej 18. roku życia. W 2025 roku te działania połączono w jednym projekcie. Natomiast pozostało bez zmian to, że każdy udział w zgrupowaniu sportowym przynosi wiele korzyści wychowankom ośrodków szkolno-wychowawczych, którzy przyjeżdżają do nas z całej Polski. Bo poza tym, że mają zapewniony kompleksowy rozwój fizyczny, to ćwiczą jeszcze kompetencje społeczne, takie jak komunikatywność, empatia, praca zespołowa czy rozwiązywanie problemów. Wszystko to zwiększa ich szanse na usamodzielnienie się. Nie ulega wątpliwości, że poprawa siły i koordynacji, a także kondycji pomaga w codziennym funkcjonowaniu.

Morskie klimaty

Podczas wakacji zarówno starsi, jak i młodsi sportowcy wzięli udział w zgrupowaniach letnich w Dźwirzynie koło Kołobrzegu. Nadmorski klimat sprzyjał zajęciom, które codziennie były zaplanowane od rana do wieczora. Poranek zaczynaliśmy rozgrzewką, częstokroć na plaży, a potem to już się działo! Jazda na tandemach, strzelanie z broni laserowej, nordic walking, zajęcia ogólnorozwojowe, lekkoatletyka, nartorolki i ergometry... Na brak atrakcji na pewno nikt nie mógł narzekać. Dodatkowo starsza młodzież mogła spacerować po pięknych zakątkach Kołobrzegu, a młodsi korzystali z kręgielni, basenu i uczestniczyli w rejsie „statkiem piratów”. Wieczory spędzali przy ognisku, muzyce i tańcach. Dla uczniów były to pięknie spędzone dwa tygodnie. − Tu nie ma nudy, tu zawsze coś się dzieje – mówił Igor z Bydgoszczy. Także pozostali uczestnicy częstokroć podkreślali, jak wartościowo wykorzystali ten czas. Wyjazd był dla nich prawdziwą odskocznią od codziennej rutyny. I, jak śmiała się Ania z Bydgoszczy, „dawał poczucie wolności”. Bo każdy mógł wybrać sobie aktywność, która sprawiała mu przyjemność. Najmilej wspominane były jednak chwile spędzone na plaży. Jedni wybierali poranne przebieżki z trenerem, a inni woleli spokój i szum fal przy zachodzącym słońcu. – To były fantastyczne momenty podczas tych wakacji – dorzuciła Ania.


kobieta z pistoletem w ręku strzela do tarczyKuba z Wrocławia w trakcie zajęć ze strzelectwa laserowego w Kościelisku

Dużym zainteresowaniem cieszyło się również kolarstwo tandemowe, które wzbudzało ciekawość nie tylko samych uczestników, ale także mieszkańców i turystów. Z pewnością nie mieli oni zbyt wielu sposobności, by oglądać na ścieżce rowerowej tak długi peleton tandemów. – A dla nas to była świetna okazja, aby zwiedzić okoliczne malownicze tereny czy objechać wokół jezioro Resko Przymorskie – mówił Maciej, jeden z instruktorów kolarstwa.

Nie oszukujmy się, sport stawia przed nami wiele wyzwań i wymaga czasami przekraczania granic oraz wyjścia ze strefy komfortu. − Ale gdy już to zrobisz, czujesz się fantastycznie! – zapewniała pani Sylwia, wychowawczyni grupy bydgoskiej.

Aktywna jesień

Z początkiem jesieni nadeszła pora rozpoczęcia cyklu kilkudniowych konsultacji, z których pierwsze odbyły się nad jeziorem w Lidzbarku i w górach, w miejscowości  Ptaszkowa. Pogoda była jeszcze letnia i sprzyjała głównie jeździe na rowerach oraz zajęciom fitnessu. Dodatkowo w Nowym Sączu młodsi wychowankowie odwiedzili Miasteczko Galicyjskie − rekonstrukcję zabudowy z przełomu XIX i XX wieku. Uczestnikom konsultacji w Ptaszkowej zapadły z pewnością w pamięć nie tylko zajęcia z nartorolek, lecz także pyszne posiłki. − Tu jest najlepsza kuchnia − zapewniał Igor, który od niedawna bierze udział w projekcie.


grupa osób z piłkami na saliZabawy zespołowe w sali gimnastycznej Zespołu Szkół i Placówek pn. „Centrum dla Niewidomych i Słabowidzących” w Krakowie

Kolejne wyjazdy zorganizowane zostały we Wrocławiu (dla starszej młodzieży) i Krakowie (dla młodszych). W stolicy Dolnego Śląska oprócz rowerów niezwykle lubiane były gry zespołowe, ćwiczenia lekkoatletyczne i zajęcia ze strzelectwa laserowego. Dużą przyjemność sprawiły uczestnikom wycieczka z przewodnikiem po mieście i rejs statkiem po Odrze. Z Krakowa natomiast oprócz stałego programu zajęć, który obejmował m.in. nartorolki, uczestnicy będą wspominać zabawę w gościnnych murach Hotelu Margerita. − Długo nie zapomnę balu andrzejkowego w pięknej dużej sali, gdzie czekała na nas kolacja na elegancko przystrojonym stole i dobra muzyka przy światłach dyskotekowych. To było coś magicznego – nie ukrywała zachwytu Oliwia z Bydgoszczy. Młoda uczestniczka przy okazji oczarowała wszystkich swoim tańcem z wachlarzami w stylu chińskim.


Białe szaleństwo

Okres zimowy to dla obu grup wyjazdy w kierunku Beskidu Niskiego, gdzie  czekały już świetnie przygotowane trasy biegowe w Centrum Sportów Zimowych w Ptaszkowej. Tam zawodnicy skupili się przede wszystkim na szlifowaniu techniki jazdy na nartach biegowych. Uzupełnieniem były zajęcia strzeleckie i ogólnorozwojowe w dobrze wyposażonej siłowni, a także gra w ping ponga.

grupa osóbKraków, bal andrzejkowy w Hotelu Margarita

Po tych konsultacjach starsza grupa uczestniczyła w dwutygodniowym obozie w Kościelisku koło Zakopanego, zaś młodsza znowu pojechała do Ptaszkowej. Tematem przewodnim obydwu wyjazdów było ponownie narciarstwo biegowe. Warto nadmienić, że w Kościelisku organizatorzy przygotowali ponadto piesze wycieczki, m.in. do Doliny Chochołowskiej, a także relaks w Termach Chochołowskich i wjazd na Gubałówkę. W Ptaszkowej była za to możliwość pojeżdżenia na łyżwach oraz wycieczki do Krynicy-Zdroju i Nowego Sącza.

Starsi beneficjenci tak podsumowali swój udział w projekcie:

− Na zgrupowaniach zwiększamy swoją wytrzymałość. Próbujemy swoich sił w różnych dyscyplinach, także tych, z którymi nie mamy styczności na co dzień – mówiła Nicola z Torunia, która już od lat jest mocno zaangażowana w sport. Podobnie uważa Vanessa ze Żnina. – Z pewnością udział w projekcie daje szanse na poznanie różnych dyscyplin sportowych i zdobycie nowych umiejętności. Chętnie wezmę udział w kolejnej edycji.

Anastazja z Grudziądza zwróciła uwagę na ważny fakt. – Na obozach uczestnicy i kadra zawsze są super. Wszyscy sobie pomagamy i wspieramy się, gdy wymaga tego sytuacja.

− Miła atmosfera jest nieustannie, także podczas różnych aktywności, takich jak zajęcia integracyjne oraz wycieczki – podkreślał Marcin z Bydgoszczy, kolejny członek grupy 18 plus. A jego kolega Łukasz dodał: − Dzięki tym szkoleniom poznajemy także ludzi z innych środowisk, mieszkających w różnych częściach Polski.

Ruszy kolejna edycja – to już pewne!

 Wiemy, że w tym roku odbędzie się kolejna edycja projektu, która będzie realizowana w podobnej formie, ale tym razem w nowych ciekawych miejscach Polski. Jeśli chcesz przeżyć niezapomnianą przygodę, rozwijać się sportowo i społecznie, a przy tym zdobywać nowe doświadczenia, budować pewność siebie i nawiązywać inspirujące i wartościowe znajomości z osobami z całej kraju, to projekt „Bliżej Sportu” jest właśnie dla ciebie! Dodatkowo poznasz nowe zakątki Polski − od Bałtyku po Tatry.

Wspomnienie Stanisława Odulińskiego

Stanisław Oduliński odszedł od nas 19 lutego 2026 roku. Rodzina, przyjaciele i znajomi pożegnali Go podczas uroczystości pogrzebowych w kaplicy w Olkuszu, a następnie, po mszy świętej, został odprowadzony na cmentarz parafialny.

 

Człowiek orkiestra

 

Urodził się 14 lutego 1961 roku. Uczęszczał do szkoły dla niewidomych we Wrocławiu. Na początku swego dorosłego życia w tym mieście też mieszkał, a później przeprowadził się do Olkusza, gdzie założył rodzinę. Był kochającym mężem i ojcem dwojga dzieci. Do żony zwracał się żartobliwie „Królowo”, a żeby było jeszcze bardziej podniośle − „moja kochana żono Danusiu”, czym zawsze wywoływał uśmiech u bliskich.

Kiedy jego dzieci były jeszcze małe, już wtedy zabierał je na wycieczki i wyprawy na łono natury, by uczyć je szacunku do przyrody i drugiego człowieka. Jego pasje były różnorodne: gotowanie, bowling, muzyka, spływy kajakowe oraz brydż. Był wybitnym kucharzem amatorem, z doskonałym wyczuciem smaku. Często powtarzał: „Gdyby nie wada wzroku, prowadziłbym gastronomię”. Jego przepisy − na wędliny czy chleb − do dziś krążą wśród znajomych w całej Polsce. Podczas spotkań integracyjnych i spływów kajakowych współorganizował ogniska, w czasie których przygotowywano słynne „pieczonki”, a On czas umilał grą na gitarze i śpiewem, szczególnie ukochanych szant. Uwielbiał muzykę, zwłaszcza starą, dobrą klasykę, w tym legendarny zespół Pink Floyd.

Był członkiem Polskiego Związku Niewidomych oraz Stowarzyszenia „Cross”, gdzie działał społecznie z pełnym zaangażowaniem. Zasiadał w Sądzie Koleżeńskim Stowarzyszenia „Cross”. Był również jednym z twórców i propagatorów bowlingu w swoim środowisku. Zabierał głos podczas zebrań i wyborów, nie bał się wyrażać własnych opinii. Współtworzył przepisy i regulaminy, wnosząc do nich swoje doświadczenie i przenikliwość. Miał „łebski łeb”, jak mówili o Nim znajomi.


mężczyzna z kulą w rękuStanisław Oduliński

Należał także do klubu „Morena” Iława. Brał udział w zawodach sportowych, głównie bowlingowych. W sporcie tym odnosił sukcesy i reprezentował Polskę, m.in. na mistrzostwach Europy w Finlandii. Był wielokrotnym medalistą mistrzostw Polski. Zdobywał liczne nagrody i wyróżnienia, np. przyznawane przez burmistrzów Olkusza i Iławy. Prezydium Stowarzyszenia „Cross” uhonorowało Go medalem 25-lecia przyznawanym za zasługi dla organizacji.

W 2021 roku doznał udaru podczas zawodów w Bielsku-Białej. W kolejnych latach zmagał się także z poważną chorobą nowotworową. Mimo to pozostał aktywny zawodowo i społecznie. Wykazywał niezwykłą siłę i determinację.

Stanisław był człowiekiem szczerym do bólu, wrażliwym na niesprawiedliwość i krzywdę. Zawsze stawał w obronie innych. Potrafił słuchać, doradzić i motywować. Dzielił się swoją wiedzą i doświadczeniem – choćby ucząc mniej doświadczonych gry w bowling. Gdziekolwiek się pojawiał, natychmiast wypełniał przestrzeń swoją obecnością. Ożywiał otoczenie, wprowadzał twórczy ferment, przełamując rutynę w sposób inspirujący i konstruktywny. Jego obecność była odczuwalna – zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Nawet wtedy, gdy milczał. Taki właśnie był.

Na zawsze pozostanie w naszych sercach i wspomnieniach – jako człowiek pogodny, pełen życia, dusza towarzystwa z niezwykłym poczuciem humoru.

Pamiętamy, więc jest z nami

Leszek Pacut: − Stacha poznałem w połowie lat 70. na zimowisku w Muszynie. Zapadł mi w pamięć, bo pięknie grał na pianinie. Nigdy bym wtedy nie pomyślał, że po latach zostaniemy szwagrami. Dzięki temu przeżyliśmy wiele niezapomnianych rodzinnych uroczystości oraz wspaniałych chwil związanych z naszymi wspólnymi aktywnościami − sportowymi, turystycznymi i towarzyskimi. Dały nam one ogrom radości.

Stachu był człowiekiem nietuzinkowym − czasem kontrowersyjnym, ale zawsze wyrazistym. Miał poczucie humoru, był w centrum uwagi, nieustannie gotowy do pomocy innym. Takiego Go zapamiętam.

mężczyzna z gitarą w rękuStanisław umilał nasze ogniska grą na gitarze i śpiewem, szczególnie ukochanych szant

Jagoda i Tadeusz Ekiertowie: − Staszka, „Długiego”, „Stanleya” poznaliśmy w 2004 roku na spływie kajakowym w Iławie. Początek tej znajomości był trochę jak pierwsze próbowanie oliwek − nie do końca smakują. Tak było i ze Stachem. Z czasem jednak, gdy poznaliśmy się bliżej, okazało się, że Stasiu był człowiekiem prawym, o jasno określonych zasadach, których nigdy nie łamał. Można było Mu bezgranicznie ufać.

Nie wszyscy wiedzą, że grał na gitarze. Podczas jednego ze spływów, gdy zabrakło naszego gitarzysty Adasia Ćwikły, gitarę przejął On − za namową swojej żony, Danusi. Spływy, podczas których grał przy ognisku, były niezapomniane. Jego tubalny głos niósł się po tafli Jezioraka. Wydaje się, że do dziś trzciny nad jeziorem szumią w rytm Jego gitary.

Stasiu, gdziekolwiek jesteś, wiedz, że znajomość z Tobą była dla nas zaszczytem. Dziękujemy Ci za wspólnie spędzony ostatni czas we Władysławowie. Na zawsze pozostaniesz w naszej pamięci.

Klaudia Żelazowska: − Świętej pamięci Stanisław Piasek darzył Stanisława dużym szacunkiem. Chętnie prowadzili wspólne konstruktywne rozmowy − czasem ostre w słowach, ale zawsze po to, by coś wnieść, coś zbudować, coś ulepszyć w naszym wspólnym działaniu.

Stanisław przez lata kierował, oczywiście społecznie, sekcją klubową w Olkuszu. Zajmował się sprawami treningowymi zarówno w kręglarstwie klasycznym, jak i w bowlingu. Zbierał zgłoszenia, dbał o logistykę wyjazdów na zawody i treningi. Zawsze się angażował. Pilnował także spraw formalnych, np. wniosków o nagrody i wyróżnienia, dbał o to, by nic ważnego nie zostało pominięte. Był dla mnie bardzo ważną osobą w momencie, gdy przyszło mi przejąć rolę prezesa po śmierci Stanisława Piaska. Pomógł mi wejść w tę funkcję, wspierał i służył doświadczeniem.

Z czasem zaczęłam się zastanawiać, dlaczego środowisko z Olkusza − tak oddalonego od Iławy − nadal pozostaje związane z naszym klubem. To dzięki „Stanleyowi” cały czas byli, i nadal są, wierni swoim wartościom i korzeniom.

***

W trakcie uroczystości pogrzebowych odczytany został poruszający list napisany przez Joannę Staliś. Był to niezwykle wzruszający moment. Oto fragment tego listu:

„Był mentorem dla młodszych zawodników, zawsze gotowym doradzić, jak poprawić chwyt czy postawę. Był duszą towarzystwa w szatni i na turniejach, potrafiąc rozładować napięcie jednym trafnym żartem. Wygrywał z klasą, a przegrywał z godnością, zawsze pierwszy wyciągając rękę do rywala.

​Mówi się, że życie to partia, w której nie zawsze mamy wpływ na to, jak ustawią się kręgle. Stanisław mierzył się z różnymi „układami” losu, ale zawsze podchodził do nich z tą samą determinacją, którą widzieliśmy na torze. Walczył do końca, do ostatniego rzutu.

​Dziś „Stanley” odkłada swoją kulę. Jego tor został wygaszony, a tablica wyników zatrzymała się na liczbie 65 lat. Choć fizycznie Go z nami nie ma, to echo Jego rzutów zawsze będzie niosło się po kręgielniach, w których zostawił tyle serca”.

Sezon startowy i bezpośrednie przygotowanie startowe

W poprzednich odcinkach omówiliśmy okres podstawowy, czyli tzw. bazę w rocznym cyklu treningowym. Po zbudowaniu solidnych fundamentów wytrzymałościowych oraz podstaw szybkości i siły nadchodzi czas na nieco bardziej wymagające zadania.

Krótko mówiąc, tempo teraz wzrasta, a sam trening charakteryzuje się większą zmiennością obciążeń. Pojawiają się zadania o charakterze beztlenowym – są to wysiłki, w wyniku których następuje znaczna akumulacja mleczanu we krwi. O ile do tej pory ćwiczenia szybkościowe skupiały się głównie na dynamicznych akcentach z pełną regeneracją (wysiłek beztlenowy niekwasomlekowy), o tyle teraz czas na wydłużenie pracy. Przekraczamy barierę 12 sekund, po której wraz z każdą kolejną chwilą następuje coraz większa kumulacja kwasu mlekowego. Czas regeneracji między powtórzeniami jest często skracany, a same zadania stymulują organizm do usprawnienia mechanizmów buforowych.

To także idealny moment na wprowadzenie jednostek zbliżonych do wyścigów, czyli tzw. ustawek. Należy jednak podchodzić do nich z konkretnym planem. To nie może być spontaniczne ganianie się z grupą „do odcięcia”. Warto wyznaczyć sobie określone odcinki na jazdę mocną, a resztę pokonywać „w kołach”. Jeśli tempo grupy jest zbyt wysokie i zaburza twój plan, lepiej odpuścić i dokończyć trening samemu. Bezrefleksyjna jazda w grupie częściej szkodzi, niż buduje, ale mądre podejście do takich treningów daje ogromne korzyści adaptacyjne.

Pierwsze starty jako droga do celu

Pierwsze starty należy traktować jak mocny trening. Każdy profesjonalista wie, że o realnym wyniku można myśleć dopiero po kilku startach „przepalających”, które przygotowują organizm do specyfiki jazdy w peletonie i dużej zmienności tempa. Nieco prościej jest w jeździe na czas – tutaj kluczową rolę odgrywa sam trening, a nie częstotliwość startów.

Często spotykam się z nadmiernym analizowaniem inauguracyjnego występu, jakby to był start docelowy. Wynika to z faktu, że na początku sezonu głowa jest świeża, co w połączeniu ze skłonnością do analizy każdej wartości z licznika buduje niepotrzebną presję. Jak mówi stare powiedzenie: pierwsze śliwki robaczywki. Te starty to tylko narzędzie i droga do właściwego celu.

Bezpośrednie przygotowanie startowe (BPS)

To czas, w którym należy skupić się na intensywności i precyzyjnym planowaniu bodźców. Wiele osób zapomina, że baza powinna być już dawno zamknięta – to nie czas na odpracowywanie zimowych zaległości. Obowiązuje zasada: intensywność, a nie objętość plus intensywność.

Teraz szlifujemy łączenie siły z wytrzymałością oraz szybkości z wytrzymałością. Przykładem są interwały w trudniejszym terenie lub na podjazdach, trwające np. 8 minut w strefie mieszanej (3. i 4. strefa). Inny wariant to interwały z niskimi oporami (z wiatrem lub za autem), z wysoką prędkością i kadencją. Tętno jest wtedy bardzo wysokie, a zadanie trwa od 1 do 3 minut (maksymalnie 5 minut przy stymulacji VO2max). W konkurencjach, takich jak przełaj czy XC, gdzie siła łączy się z szybkością, stosujemy starty z małej prędkości o dużym obciążeniu siłowym, które po rozpędzeniu przechodzą w jazdę z wysoką kadencją. Budujemy w ten sposób moc eksplozywną i dynamikę.

Jakość i regeneracja

W okresie startowym oczekujemy już wyników dających nadzieję, że imprezy docelowe przebiegną zgodnie z oczekiwaniami. Przed takimi startami zawodnik musi być w pełnej dyspozycji. Sprawdzamy, czy forma jest tam, gdzie powinna być. Dlatego równie istotna co trening staje się właściwa regeneracja. Przesadzone obciążenia i brak świeżości nie pozwolą na pełną mobilizację, a co gorsza, doprowadzą do kumulacji zmęczenia.

schemat1Trening VO2max (5 razy 3 min w S5) oraz 9-minutowy segment zmienny (co 1 min w strefach S3-S4-S5), nastawiony na poprawę tolerancji laktatu

Trening w tygodniu startowym budujemy tak, aby na kilka dni przed wyścigiem nastąpiło odpowiednie obciążenie – mocna jednostka, która zmobilizuje organizm do adaptacji. W połączeniu z dostatecznym odpoczynkiem pozwoli to uzyskać 110 procent formy w dniu zawodów. Przyjęło się mawiać, że najgorszy wyścig jest wciąż lepszy od najlepszego treningu.

Paliwo i głowa

Poza obciążeniami fizycznymi kluczowe jest żywienie. O ile wiosną nie trzeba sobie żałować, o tyle teraz, gdy objętość spada, a intensywność podkręca łaknienie, łatwo przesadzić z kaloriami. Na dzień przed startem trzeba zjeść tak, by rano mieć energię, ale jednocześnie móc spokojnie zasnąć. Każdy zawodnik przez lata dopracowuje swoje nawyki, ale warto je modyfikować wraz z wiekiem. To, co działało kiedyś, nie musi być idealne dzisiaj.

Kolejna sprawa odróżniająca doświadczonego zawodnika od adepta to, jak to się mówi, głowa. Umiejętność radzenia sobie ze stresem jest kluczowa. Nie bez powodu liderami ekip zostają kolarze podejmujący właściwe decyzje taktyczne, nawet jeśli nie są najmocniejsi fizycznie w drużynie. W sporcie przewijają się setki wybitnych organizmów ze słabą psychiką. Na etapach młodzieńczych same waty wystarczą, później jednak o wyniku decyduje spryt.

Wnioski i pułapka formy

Dane z licznika (moc, tętno, przewyższenia) to tylko narzędzie. Pozwalają przeanalizować wykonaną pracę, ale muszą być uzupełnione o subiektywną, słowną ocenę przebiegu zawodów. Profesjonalista traktuje liczby jako dodatek do własnych spostrzeżeń. Osoby mniej doświadczone często oceniają start dopiero po sprawdzeniu „średnich”, co jest błędem.


dwie osoby na tandemieTrening wytrzymałości siłowej na podjazdach

Jeśli wszystko zagrało – forma jest, systemy żywieniowe działają, a zawodnik i trener są zadowoleni – łatwo wpaść w pułapkę niekończącej się formy. Plan zakładał dwa, trzy ważne starty, ale pojawia się kolejny i mimo zaplanowanej regeneracji próbujemy przeciągać dyspozycję. Niestety, o ile formę buduje się cierpliwie, o tyle traci się ją ekspresowo. Skutkiem może być spadek wydolności, kontuzje przeciążeniowe, a w skrajnych przypadkach wypalenie. Konieczne są więc okresy lżejsze, gdzie zamiast startu jedziemy spokojny, długi tlen, który stabilizuje organizm w tym intensywnym czasie.

Przykład: tydzień przed startem docelowym

Plan dla wyścigu ze startu wspólnego w niedzielę.

Poniedziałek: Praca nad mięśniami głębokimi tułowia (core), mobilizacja, a wieczorem rozciąganie całego ciała.

Wtorek: Zależnie od charakteru wyścigu można dziś wykonać trening wytrzymałości
siłowej lub, wręcz odwrotnie, ćwiczenia szybkościowe. Przykładem mogą być krótkie 30- i 60-sekundowe zaciągi na poziomie 700-800 W (moc podana jako przykład dla dobrze wytrenowanego zawodnika szosowego), z 6-8 minutami pełnej regeneracji, wykonywane w dwóch seriach. Między seriami co najmniej 10-15 minut jazdy na luzie.

Środa: Tlen, tempo spokojne, czas jazdy około 3 godziny. Jazda na granicy 1. i 2. strefy (przy obecnej sprawności tempo i tak będzie satysfakcjonujące).

Czwartek: Trening „przepalający”.

Opcja 1: Trening „w zapieku” – sprint, krótka przerwa, znów sprint i tzw. przetrzymanie, czyli zejście do mocy progowej (AnT) na 1-3 minuty.

Opcja 2: Klasyka, czyli jedna lub dwie serie 5 razy 3 minuty (strefa 5.) na 3 minuty regeneracji (strefa 2.).

Piątek: Przejażdżka na rozluźnienie, miękko, 2-2,5 godziny.

Sobota: Dzień wolny.

Niedziela: Start docelowy.

Powyższy przykład jest bardzo ogólny, ponieważ same ćwiczenia to ogromna kombinacja zadań, które trener dobiera niczym kucharz przyprawy. Dlatego mówi się o sztuce treningu – czymś, co nie jest do końca mierzalne. To właśnie ten element, w moim odczuciu, daje prawdziwą przyjemność w prowadzeniu zawodników i sprawia, że nie jest to zwykła praca odtwórcza.


 

Tomasz Bala

Do góry

Żeby kręglarz nie trafił do kręgarza (cz. 2)

Sezon na kręgle w pełni, rośnie więc potrzeba bycia w formie i apetyt na efektywną grę. Dla czołowych zawodników właściwie dobrany trening fizyczny to fundament sukcesu, dla początkujących amatorów kręgli − eliminacja błędów i profilaktyka przeciążeń od pierwszego rzutu.

W poprzednim numerze „Crossa” proponowaliśmy zawodnikom proste aktywności do wykonania na polu gry mające zapobiec dyskomfortowi mięśniowemu. Zanim jednak przekroczymy próg kręgielni i staniemy na torze, warto także wykonać kilka ćwiczeń poprawiających technikę. Po zakończonych zawodach należy natomiast pamiętać o rozciąganiu i regeneracji. Uwzględnienie tych składowych sprawi, że trening będzie efektywny i kompletny.

Przypomnijmy, że dla poprawnego rzutu kluczowe jest utrzymanie stabilnej postawy i balansu ciała. Z tego powodu istotne będą tu ćwiczenia równoważne, o których była mowa w poprzednich numerach czasopisma („Cross” nr 12/2025 i 1/2026). Zarówno w trakcie, jak i po wyprowadzeniu (wyrzuceniu) kuli istotne jest, aby precyzyjnie odtworzyć pozycję startową i kierunek. W rezultacie kręglarz porusza się w ograniczonych zakresach, skupiając się na czuciu ruchu, równowadze i pamięci kinestetycznej. Aby poprawić balans i stabilność, warto na stałe dodać do treningu takie aktywności, jak stanie na jednej nodze odmieniane przez wszystkie przypadki, chodzenie stopa za stopą, przenoszenie ciężaru ciała z nogi na nogę czy ćwiczenia na dużej piłce. Cennym uzupełnieniem będzie zaproponowane poniżej ćwiczenie doskonalące rzuty i powrót do pozycji wyjściowej. Przydatne jest ono przede wszystkim zawodnikom oddającym rzuty z obu rąk, a odwzorowuje pozycję startową w warunkach niestabilnego podłoża. Balansowanie na chwiejnej podstawie aktywizuje i wzmacnia mięśnie głębokie, co znacząco poprawia stabilizację i równowagę.

Ćwiczenie 1. Rzuty piłką w staniu na bosu

Bosu to przyrząd do ćwiczeń w kształcie połowy piłki, z płaską podstawą, łączący cechy piłki fitnessowej i stepu. Alternatywą dla bosu jest dysk sensomotoryczny.

Pozycja wyjściowa: stań w lekkim rozkroku na bosu lub dwóch małych dyskach sensomotorycznych. W ręce weź piłkę o wadze zbliżonej do kuli. Przyjmij pozycję startową jak przy oddawaniu rzutu.

kobieta w trakcie ćwiczeń na gumowej półnapompowanej piłceFot. 1. Rzuty piłką w staniu na bosu przy jednoczesnym utrzymaniu środka ciężkości między stopami

Ćwiczenie polega na rzucaniu piłką do określonego celu, można go oznaczyć wydającym dźwięk przedmiotem, np. dzwonkiem. Jeśli ćwiczysz z drugą osobą, poproś, by podawała ci wyrzucone piłki. Jeśli jesteś sama/sam, wykonaj to ćwiczenie następująco: włóż piłkę do siatki z rączkami, taśmę oporową o długości około 2 m przewiąż przez uszy siatki mniej więcej w połowie długości taśmy, a oba jej końce zawiąż wokół nóg (Fot. 1 A). Cel oznacz dzwonkiem. Oddaj rzut, a następnie pociągając za taśmę, przyciągnij piłkę i weź ją ponownie w dłonie. Staraj się trafić w dźwiękowy cel. Powtarzaj ćwiczenie. Nie daj się wytrącić z równowagi, staraj się utrzymać pozycję wyjściową. 


kobieta w trakcie ćwiczeń na materacuFot 2. Pozycja gołębia: dla początkujących (A) i dla zaawansowanych (B)

Wariant:  Trzymając piłkę w dłoniach, wykonuj powoli ruch imitujący wyrzut wbrew oporowi taśmy, następnie wróć do pozycji startowej (Fot. 1 B). Im większy opór na taśmie i im wolniej wykonujesz ćwiczenie, tym trudniej zachować równowagę i pozostać na bosu. Jeśli nie masz w domu ani bosu, ani dysków, to wykorzystaj dwa jednakowej wielkości twarde jaśki.

Po opuszczeniu kręgielni należy pamiętać o regeneracji, a także ćwiczeniach rozciągających. Pozycje wydłużające mięśnie oraz odpoczynek regenerują i zmniejszają dolegliwości bólowe będące efektem przeciążenia, zwiększają wydolność i sprężystość ruchu.


ROZCIĄGANIE

NOGI

O ćwiczeniach rozciągających mięśnie kończyn dolnych już pisaliśmy. Stretching mięśni czworogłowych ud obrazuje Fot. 2, a mięśni dwugłowych ud i trójgłowych łydki Fot. 1 A i B w numerze 5/2025 „Crossa”. Rozciąganie zginaczy stawu biodrowego zostało zilustrowane na Fot. 2 oraz Fot. 3 numeru 6/2025 „Crossa”. Poniżej prezentujemy natomiast pozycję zwaną „gołąb”, która otwiera biodra i doskonale rozluźnia napięte pośladki, obciążane w trakcie gry w kręgle.

1. Pozycja gołębia − wersja dla początkujących

Wersja dla początkujących, bezpieczniejsza dla stawów (Fot. 2 A).

Pozycja wyjściowa i wykonanie: połóż się na plecach. Przełóż prawą stopę ponad lewe kolano. Dłońmi chwyć za udo i pociągaj do siebie. Kolano prawej nogi kieruj od siebie. Wytrzymaj 20-30 sekund, pamiętając o oddechu.

2. Pozycja gołębia − wersja dla zaawansowanych

Zacznij z pozycji psa z głową w dół lub z klęku podpartego. Przesuń lewe kolano do przodu w stronę lewego nadgarstka, a stopę w stronę prawego. Goleń lewej nogi docelowo powinna leżeć równolegle do przedniej krawędzi maty, ale może być też ułożona pod kątem (wersja łatwiejsza), ze stopą lewą w prawej pachwinie (Fot. 2 B). Druga noga (prawa) wyprostowana z tyłu, biodra w jednej linii. Jeśli pośladek podgiętej nogi (lewej) nie dotyka maty lub czujesz duży dyskomfort, podłóż pod niego zwinięty koc lub klocek do jogi. Wyprostuj plecy, a następnie powoli pochyl tułów do przodu, przechodząc najpierw na przedramiona, a potem wyprostuj ręce w przód i połóż się. Wytrzymaj od 30 sekund do 1 minuty, a następnie powtórz na drugą stronę. Poczuj rozciąganie, ale zrezygnuj, gdy pojawi się ostry ból, zwłaszcza w kolanie. 


kobieta leży na podłodze i ma ułożone nogi w rozwarciu. Na drugim dolnym zdjęciu kobieta klęczy na kolanach i podpiera się rękami3 Rozciąganie kręgosłupa (A) i rąk (B)

Kręgosłup
1. Pozycja dzidziuś

To pozycja rozciągająca odcinek piersiowy oraz otwierająca klatkę piersiową i przy okazji biodra (Fot. 3 A).

Przygotuj koc lub dwa klocki do jogi. Połóż zrolowany koc w linii środkowej maty. Usiądź ze zgiętymi kolanami, mając go za plecami w linii kręgosłupa. Połóż się na wałku z koca, umieszczając go w odcinku pomiędzy łopatkami. Zadbaj, by głowa też była podparta. Dłonie połóż w okolicy uszu, a łokcie skieruj do podłoża.  Złącz stopy, a kolana rozchyl na boki. Pozostań w tej pozycji od 30 sekund do 1 minuty.

Ręce
1. Rozciąganie zginaczy (bicepsów)

Do ćwiczenia możesz wykorzystać dowolne oparcie − stół, parapet, podłogę. Oprzyj na nim dłonie, palce skieruj w stronę ud, jakby na godzinę szóstą. Wyprostuj ręce w łokciach. Przez balans tułowiem do przodu  poszukaj momentu, w którym poczujesz największe rozciąganie na przedniej stronie ramion (Fot. 3 B). Pozostań w pozycji przez 20 lub więcej sekund.

Z gamy prezentowanych aktywności wybieraj te najodpowiedniejsze dla siebie. Stwórz swój indywidualny, ulubiony zestaw ćwiczeń i bądź otwarty na kolejne.  Każde ćwiczenie wzbogaca twój warsztat o nowe narzędzie. Sięgniesz po nie, gdy twoje ciało o nie poprosi. 


 


 

Anna Karaś

Do góry

Gramy w szachy

Na zdjęciu Ryszard Bernard
Ryszard Bernard (współautor rubryki)

Plan strategiczny w partii

Strategia w szachach to długofalowy plan walki. Jego realizacja składa się zwykle z wielu etapów, w których szachista korzysta z taktyki i techniki, przeplata posunięcia aktywne z obronnymi i wprowadza do planu odpowiednie korekty. Poniższa klasyczna partia ilustruje to doskonale:

Partia hiszpańska
A. Karpow – U. Andersson
MŚ juniorów do lat 20
Sztokholm 1969

1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 a6 4.Ga4 Sf6 5.0–0 Ge7 6.We1 b5 7.Gb3 0–0 8.c3 d6 9.h3 Sa5 10.Gc2 c5 11.d4 Hc7 12.Sbd2 Gb7 13.d5 Gc8 14.Sf1 Gd7


Białe: Kg1, Hd1, Wa1, We1, Gc2, Sf1, Sf3, a2, b2, c3, d5, e4, f2, g2, h3
Czarne: Kg8, Hc7, Wa8, Wf8, Gd7, Ge7, Sa5, Sf6, a6, b5, c5, d6, e5, f7, g7, h7


Struktura pionkowa w centrum jest już w miarę ustabilizowana. Wysunięty pionek d5 daje białym niewielką przewagę w przestrzeni. Typowy plan białych to atak figurowo-pionkowy na skrzydle królewskim, czarne natomiast dążą do otwarcia linii i wykazują się aktywnością w przeciwległym rejonie szachownicy. 15.b3! Profilaktyczne posunięcie. Białe ograniczają skoczka a5 i uniemożliwiają włączenie go do gry poprzez c5-c4, Sa5-b7-c5. 15…Sb7 (15…c4 16.b4) 16.c4 Wfb8 17.Se3 Gf8 Sposób atakowania czarnego króla uzależniony jest od planu obronnego czarnych. W przypadku 17…g6, białe zapewne grałyby 18.g4 z dalszym Kh2 i Wg1, przygotowując mimo wszystko ruch Sf5 z oddaniem skoczka za otwarcie linii „g”. Czarne decydują się na obronne ustawienie figur proponowane przez Rubinsteina: Se8, f7-f6, drugi skoczek przez d8 na f7 i g7-g6. 18.Sf5 Sd8 Po 18…Gxf5 19.exf5 białe uzyskiwały pole e4 dla skoczka (lub gońca) i mogły swobodnie szturmować pionkami g2-g4-g5, h3-h4-h5. 19.Sh2 Se8 20.h4 Zdobywa przestrzeń na skrzydle, na którym białe będą atakować. 20…f6 21.h5 Sf7 22.We3 Wieża włącza się do ataku. 22…Sg5 23.Sh4 Hd8 24.Wg3 Sc7 25.S2f3 h6 Czarne postanawiają przegrodzić linię „g”, nawet kosztem osłabienia białych pól. 26.Sg6 a5 Z zamiarem zagrania a5-a4 z otwarciem dwóch linii.



Białe: Kg1, Hd1, Wa1, Wg3, Gc1, Gc2, Sf3, Sg6, a2, b3, c4, d5, e4, f2, g2, h5
Czarne: Kg8, Hd8, Wa8, Wb8, Gd7, Gf8, Sc7, Sg5, a5, b5, c5, d6, e5, f6, g7, h6

27.a4! Czarne dostają na „swoim” skrzydle tylko jedną linię do dyspozycji, co znacznie ogranicza ich możliwości. 27…bxc4 28.bxc4 Sa6 29.He2 Wa7 30.Gd2 Wab7 31.Gc3 Sb4? Jak słusznie komentował Karpow, skoczek wygląda tu efektownie, ale nie sprawia białym kłopotów. Konieczna było pozycyjna ofiara jakości 31…Wb4! Po ewentualnym 32.Gxb4 cxb4 czarne dostawały do dyspozycji wolniaka i ważne pole c5. 32.Gd1 Sa6 33.Sd2 Sb4 34.We3 Ge8 35.Sf1 Hc8 36.Sg3 Gd7 37.Hd2 Sh7 Kolejnym etapem realizacji planu jest wymiana białopolowych gońców, co pozbawi przeciwnika ważnego obrońcy. 38.Ge2! Kf7 39.Hd1 Ge7 40.Sf1 Gd8 41.Sh2! Kg8



Białe: Kg1, Hd1, Wa1, We3, Gc3, Ge2, Sg6, Sh2, a4, c4, d5, e4, f2, g2, h5
Czarne: Kg8, Hc8, Wb7, Wb8, Gd7, Gd8, Sb4, Sh7, a5, c5, d6, e5, f6, g7, h6

42.Gg4! Sg5 43.Gxd7 Hxd7 44.Sf1 Białe planowały dalej Sg3-f5, g2-g3 i f2-f4. Czarne spróbowały rozpaczliwego kontrataku. 44…f5 45.exf5 Hxf5 46.Sg3 Hf7 (46…Hc2 47.f4!) 47.He2 Gf6 48.Wf1 Hd7 49.f4 exf4 50.Wxf4 Gxc3 51.Wxc3 We8 52.We3 Wbb8 53.Hf2 Sh7 54.Sf5 Wxe3 55.Hxe3 Sf6 56.Sge7+ Kh8 57.Sxh6 We8 58.Sf7+ Kh7 59.We4 Wxe7 60.Wxe7 1-0

Łączenie aktywnej gry z profilaktyką jest charakterystyczne w twórczości Karpowa. Oto jeszcze jeden przykład w podobnej strukturze:


A. Karpow (2700) – W. Unzicker (2535)
Olimpiada szachowa
Nicea 1974


Białe: Kg1, Hd2, Wa2, We1, Gb1, Ge3, Sf3, Sg3, b4, c3, d5, e4, f2, g2, h3
Czarne: Kg8, Hd8, Wa8, Wc8, Gd7, Gf8, Sb7, Sf6, b5, c4, d6, e5, f7, g6, h7

24.Ga7! Pod osłoną tego gońca białe mogą spokojnie realizować plan ataku na drugim skrzydle. Proszę zwrócić uwagę na ruchy 32-35 z wymianą białopolaka, analogicznie jak w poprzedniej grze. Dodam, że ruch 24.Ga7 mógłby także służyć do opanowania linii „a”: Gc2, Wea1 z dalszym ustawieniem hetmana na linii „a” i powrotem gońca na e3. Plany białych związane są jednak z drugim skrzydłem.  24…Se8 25.Gc2 Sc7 26.Wea1 He7 27.Gb1 Ge8 28.Se2 Sd8 29.Sh2 Gg7 30.f4 f6 31.f5 g5 32.Gc2 Gf7 33.Sg3 Sb7 34.Gd1 h6 35.Gh5 He8 36.Hd1 Sd8 37.Wa3 Kf8 38.W1a2 Kg8 39.Sg4 Kf8 40.Se3 Kg8 41.Gxf7+ Sxf7 42.Hh5 Sd8 43.Hg6 Kf8 44.Sh5 1-0

A oto kilka współczesnych przykładów ważnych posunięć i manewrów będących częścią planu lub jego zwieńczeniem:


D. Kolbus (2312) – R. Praggnanandhaa (2624)
Reykjavik 2022


Białe: Kg1, Hf2, Wa1, We1, a3, b2, c3, e3, f4, g3, h2
Czarne: Kg8, Hb6, Wc8, Wd8, Gb7, Ge7, Sa4, a6, b5, d5, e6, f7, g7, h7

Czarne mają przewagę pozycyjną – ich figury stoją aktywniej i mają większą swobodę manewrów. Wybrały plan ataku mniejszościowego – pionki „a” i „b” szturmować będą trzy białe pionki na skrzydle hetmańskim, aby stworzyć słabości.

Cała operacja wymaga odpowiedniego przygotowania i przegrupowania lekkich figur: jeden goniec stanie na przekątnej a1-h8, drugi na a6 (po uprzednim zagraniu a6-a5), skoczek powinien znajdować się blisko centrum. Białe nie znalazły aktywnego planu, operacja czarnych przebiegała więc dość powolnie: 18…Hc7 Zwalnia pole b6 dla skoczka. 19.We2 Sb6 20.Sc1 Sc4 21.Sd3 Sd6 Teraz czas na gońce. 22.He1 Posunięcie 22.Se5 nie zmieniało planu:  22...Hb6 z dalszym a6-a5, Ga6, natomiast 22.a4!? zmuszało do pewnych korekt:  22...Se4 23.He1 Hb6 24.axb5 axb5 25.Wc2 Wa8 26.Wcc1 Wa4!? z dalszym Wda8. 22...a5 23.Hd1 (23.a4!? bxa4!? 24.Wxa4 Ga6 25.Wd2 Gf6 z ideą Hb6 i Sc4) 23...Ga6 24.Gf1 Hb6 25.Wc2 We8 26.Kh1 Gf8 27.Wac1 Wcd8 28.Gg2 g6 29.Wa1 Gg7 30.He2 Po 30.Kg1 mogło nastąpić 30…Sc4 31.We2 f6!? z dalszym e6-e5. 30...b4! Kluczowe posunięcie planu. 31.axb4 axb4 32.Hd1 (32.cxb4 Gxd4 33.exd4 Wa8) 32...Gxd3! Ta wymiana ułatwia wtargnięcie figur do obozu przeciwnika. 33.Hxd3 Wa8 34.Wcc1 bxc3 35.bxc3 Wxa1 36.Wxa1 Wb8 37.Gf3 Hb2 38.Wd1 Gxd4! 39.cxd4 Wb3 40.Hd2 Ha3 Końcówka po 40...Hxd2 41.Wxd2 Wxe3 też była wygrana. 41.Hf2 (41.We1 Sc4) 41...Wxe3 42.Kg2 Wb3 43.Wd2 Sc4 44.We2 Hc1 45.Kh3 Hc3 46.Gg2 Hd3 47.Gf1 Se3 0-1

Debiut Retiego
R. Rapport (2702) – M. Carlsen (2840)
Wijk aan Zee 2017

1.Sf3 d5 2.b3!? Gf5 3.Gb2 e6 4.d3 h6 5.Sbd2 Sf6 6.c4 c6 7.g3 Ge7 8.Gg2 0–0 9.0–0 Sbd7 Powstała jedna z typowych pozycji debiutu. Plan białych to walka o przestrzeń na skrzydle hetmańskim: a2-a3, b3-b4-b5. Czarne natomiast starają się neutralizować aktywność przeciwnika na skrzydle poprzez e6-e5-e4. 10.a3 a5 11.Hb1!? Mniej dokładne jest 11.Hc2 Gh7 12.Gc3 Gd6 13.b4 axb4 14.axb4 He7 15.c5 Gc7 z dalszym e6-e5 i dobrą pozycją czarnych. 11...Gh7 12.b4! axb4 13.axb4 Teraz już czarne nie zdążą szybko zagrać Gd6 i He7: 13…Gd6 14.Wxa8 Hxa8 15.c5 Gc7 16.Hc2 e5 17.Wa1 He8 18.e4 z przewagą białych. 13…Hb6 14.Gc3 Wxa1 15.Hxa1 Gxb4 16.Gxb4 Hxb4 17.Wb1 Hd6 18.Wxb7 e5 19.d4 exd4 20.Sxd4 c5 21.S4b3

Białe: Kg1, Ha1, Wb7, Gg2, c4, e2, f2, g3, h2
Czarne: Kg8, Hd6, Wf8, Gh7, Sd7, Sf6, c5, d5, f7, g7, h6

21…d4!? Do wyrównania wystarczało 21...dxc4 22.Sxc4 He6 23.Se3 Ge4 24.Gxe4 Sxe4, ale czarnych to nie zadowala. 22.Gh3 d3?! Błędy pozycyjne przytrafiają się nawet najlepszym. Wyrównanie dawało 22...Wb8 23.Wxb8+ Hxb8 24.Ha5 Hc8. Jeśli czarne chciały zagrać d4-d3, to należało to zrobić po wtrąceniu 22...Gc2 23.Hb2 d3. 23.e3! Słabe było 23.exd3?! Hxd3, można było natomiast zagrać 23.e4!? Hc6 24.Wa7. Po ruchu w partii czarny goniec został wyłączony z gry. Zablokowany wolniak na d3 nie jest groźny. 23...Se5?! Ta pułapka tylko pogarsza sytuację. Lepsze było 23...g5!? 24.Gxd7 Sxd7 25.Ha7 Gf5 lub 23...Wb8 24.Wxb8+ Sxb8 25.Ha8 Gg6 26.Sxc5?! Hxc5 27.Hxb8+ Kh7 28.Hb3 Ha5 29.Hd1 Hc3 i wolny pionek wyrównuje małą stratę. 24.Gg2! Białe nie wpadły w pułapkę: 24.f4? Sf3+! 25.Sxf3 Ge4!. Teraz partię rozstrzyga marsz pionków „e” i „f”. 24...Wc8 Po 24...Sed7 25.Ha7 Wd8 26.Wc7 ginął pionek c5. 25.f4 Seg4 (25...Sed7 26.e4) 26.e4! We8 Przygotowanie do oddania figury. Nie zmieniało wyniku 26...Sd7 27.Ha7. 27.e5 Sxe5 28.fxe5 Wxe5 29.Wb6! He7 (29...Hxb6 30.Hxe5 Gg6 31.Hxc5; 29...Hc7 30.Wc6 Hb8 31.Wxc5 lub 31.Wc8+ Hxc8 32.Hxe5). 30.Wb8+ Se8 31.Gc6 We1+ 32.Hxe1 Hxe1+ 33.Sf1 i czarne poddały się wobec nieuchronnych strat materialnych.

Ding Liren (2791) – H. Nakamura (2736)
Finał Turnieju Mistrzów 2020
(partia internetowa)

Białe: Kg1, Hd1, Wa2, We1, Gc1, Ge2, a5, b4, c4, d5, f2, g2, h3
Czarne: Kg8, He8, Wa8, Wf8, Gf5, Gg7, Se7, Sf6, a7, b7, c7, d6, e5, g5, h6

Plany białych związane są z otwarciem pozycji na skrzydle hetmańskim: c4-c5 lub b4-b5-b6. Czarne kontratakują na przeciwległym skraju szachownicy: Se7-g6-f4, g5-g4. Białe (na posunięciu) zdecydowały się najpierw na profilaktykę. Opanowanie białych pól (szczególnie e4) zmniejszy do minimum zagrożenie ataku na króla: 16.Sh2!? a6 17.Sg4 Gg6 18.Sxf6+ Gxf6 19.Gd3! Sf5 Lub 19...Gg7 20.Ge3 Sf5 21.Hc2 Hd7 22.Ge4 i plan obronny jest zrealizowany. 20.Se4 Gg7 21.f3 Hf7 22.Wf2 Wad8 23.Gb1 Kh8 24.Gb2 Sh4 Sytuacja białych wokół króla wygląda już bardzo solidnie i można przystąpić do aktywnej gry na drugim skrzydle. 25.b5! Gf5 26.b6 Sg6 27.g3 Jeszcze jedno ważne posunięcie profilaktyczne. 27...cxb6 28.axb6 Se7 29.Ga3 Sc8 Czarne figury nastawione są już całkowicie na obronę. 30.Hb3 Gh7 31.Wd1 Gg8 32.Kg2 Gh7 33.c5! Rozstrzygający przełom. 33…dxc5 34.Sxc5 Gxb1 35.Wxb1 Wfe8 Pionka na d5 zabić nie można: 35...Wxd5 36.Sxb7 lub 35...Hxd5 36.Se6. 36.Se6 Wd7 37.Wc1 Se7 38.Gxe7 Hxe7 39.Wc7 Hd6 40.Wfc2 Gf6 41.Ha4 (41…Wde7 42.Wxe7 Hxe7 43.Wc7) 1-0

grupa osób
Szkolenie szachowe w Wągrowcu odbywające się w ramach projektu „Krok naprzód 2025”





 

Ryszard Bernard

Do góry

Gramy w warcaby

Na zdjęciu Damian Reszka
Damian Reszka (autor rubryki)

Końcówkom poświęcam w artykułach publikowanych w tej sekcji stosunkowo niewiele miejsca, a przecież to właśnie w tej ostatniej fazie gry bardzo często rozstrzyga się wynik partii warcabowej. Dlatego nauka końcówek powinna być stałym elementem regularnego treningu każdego warcabisty. Dla osób słabowidzących i niewidomych końcówki mogą być szczególnie wymagające. Damki, poruszające się często wzdłuż całych, długich przekątnych, potrafią w jednej chwili znacząco zmienić układ pozycji, co sprawia, że opanowanie takich sytuacji bywa trudniejsze. Nie warto jednak unikać tego, co trudne – przeciwnie, właśnie takie elementy gry trzeba systematycznie ćwiczyć. Dlatego w tym numerze przygotowałem czytelnikom zestaw wymagających końcówek, które po prostu trzeba znać. Warto wracać do nich regularnie i je powtarzać, ponieważ są to motywy łatwo zacierające się w pamięci, które podczas partii mogą okazać się decydujące.


Końcówka 1.
Scoop

Białe: 50 (damka), 47, 45 (damka), 29
Czarne: 36, 46 (damka)

Jedną z najbardziej znanych teoretycznych końcówek jest pozycja scoop. W układzie tym białe dysponują dwiema damkami i dwoma pionami. Jeden z białych pionów stoi na polu 47 i ogranicza czarnemu pionowi znajdującemu się na polu 36 drogę do przemiany w damkę. Czarna damka kontroluje natomiast linię główną. Aby pozycja była wygrana dla białych, drugi biały pion nie może znajdować się dalej niż na polu 29.Na diagramie przedstawiłem pozycję kluczową. Aby wygrać, białe muszą zrzucić czarne z głównej linii.

1...46-14! Najlepszy sposób obrony. 2.50-6! W odpowiednim momencie białe muszą wprowadzić do gry piona 47, ale nie kiedy czarna damka stoi na polu 14. 2.47-42? 14-20! 3.50-33 20-3! 4.42-37 3-26 5.37-32 (5.33-17? 26x15=) 5...26-37 6.32x41 36x47= 2...14-10 3.47-42! 10-15 3...36-41 4.42-37 41x32 5.6-28 32x34 6.45x5; 3...10-14 4.42-37 14x41 5.6-28 41x34 6.45x23; 3...10-4 4.42-37! 4-15 5.6-33 15-4 6.29-23 z wygraną. 4.6-33 15-4 4...36-41 5.42-37 41x32 6.33-47 15x33 7.47x29 32-37 8.29-47 5.42-37! 4-27 6.29-23 i białe, dzięki kontroli nad główną przekątną, mogą przemienić piony w damki i wygrać tę końcówkę.

Końcówka 2.
Post-scoop – pierwsza pułapka


Białe: 47, 20, 16 (damka), 4 (damka)
Czarne: 5 (damka), 36

Jeśli drugi biały pion znajduje się dalej niż na polu 29, pozycja przestaje być klasycznym scoopem i przechodzi w tzw. post-scoop. Przy idealnej grze czarnych takiej końcówki nie da się już wygrać. Warto jednak przyjrzeć się dwóm bardzo chytrym pułapkom, dzięki którym białe wciąż mogą przechylić szalę powodzenia na swoją stronę. Praktyka turniejowa pokazuje, że strona broniąca się bardzo rzadko wie, jak poprawnie doprowadzić tę pozycję do remisu.

1...5-46? W tym wypadku obrona przez przesuwanie damki z jednego do drugiego narożnika przegrywa. 1...5-37! Remis daje tylko postawienie damki we właściwym tempie na polu 37! 2.4-27 37-46! 3.20-15 46-37!= 2.4-27! 46-37 2...46-19 3.27-31 36x27 4.16x14; 2...46-5 3.20-14 5x21 4.16x27 3.20-15! Bardzo ważne tempo, dla którego piona należało trzymać właśnie na polu 20. Teraz czarne muszą zejść z linii głównej wobec trzeciej pułapki: 3...37-46 4.47-41 46x21 5.16x32

Końcówka 3.
Post-scoop – druga pułapka


Białe: 49 (damka), 47, 15, 3 (damka)
Czarne: 5 (damka), 36

Post-scoop może być również wygrany, nawet jeśli drugi biały pion dotrze aż do skrajnego narożnika na polu 15. W takiej sytuacji warto sprawdzić wiedzę i umiejętności rachunkowe przeciwnika, ustawiając odpowiednią pozycję kluczową. Także tutaj zawodzi prosta metoda polegająca na przesuwaniu czarnej damki z jednego rogu do drugiego.

1...5-46? Remis daje unikanie pola 46, ponieważ w tej pułapce wykorzystujemy wzajemne przeszkadzanie sobie czarnych bierek. 1...5-23= 2.47-42! 36-41 Po wycofaniu czarnej damki z rogu planszy białe łapią ją lub opanowują linię główną. 2...46-19 3.42-38! 36-41 (3...19-24 4.3-20! 24x47 5.49-38 47x33 6.20x47; 3...19-2 4.3-14) 4.15-10 19x5 5.3-14 5x43 6.49x46 3.49-32! Piękne ukryte zagranie, wykorzystujące fakt, że znamy kolejny ruch czarnych. 3...41-47 4.32-5 47x24 5.3-14 46x10 6.5x35



Końcówka 4.
Trzy na jeden à la trójkąt Pietrowa

Białe: 49 (damka), 37 (damka), 18 (damka)
Czarne: 8 (damka)

Na chwilę odejdźmy od pozycji, w których strona silniejsza ma cztery bierki, i spójrzmy na końcówkę trzech damek przeciwko jednej. Przy idealnej grze jest to pozycja remisowa, ale również tutaj nie brakuje pułapek, w które można wciągnąć przeciwnika. Zdarzało się, że w takich sytuacjach przegrywali
nawet międzynarodowi arcymistrzowie. Chcę pokazać ideę żywcem zaczerpniętą z warcabów 64-polowych. Tam jest to końcówka wygrana: strona silniejsza ustawia tzw. trójkąt Pietrowa, skierowany w stronę damki przeciwnika. W przedstawionej tu pozycji działa dokładnie ta sama zasada.

1.37-48! 8-2 1...8-3 2.49-21 3x26 3.18-31 26x37 4.48x26 2.48-30 2x35 3.18-40 35x44 4.49x35

Końcówka 5.
Cztery damki na dwie damki


Białe: 40 (damka), 26 (damka), 6 (damka), 3 (damka)
Czarne: 30 (damka), 43 (damka)

Co do zasady końcówka czterech damek przeciwko dwóm w warcabach stupolowych jest remisowa. Szczególnie wtedy, gdy strona słabsza utrzymuje obie damki na linii głównej lub na dwójniku – są to bowiem takie obszary planszy, na których ich schwytanie jest w praktyce niemal niemożliwe. Jeśli jednak obie damki strony słabszej znajdują się w centrum planszy albo na większych polach manewru, takich jak czwórnik czy obwodnica, pojawiają się realne szanse na wykorzystanie idei słupka i wygranie partii. Piękny sposób realizacji przewagi w takiej sytuacji można zobaczyć w przedstawionym przykładzie.

1.40-35! 30-25 1...30-34 2.6-39; 1...30-2 2.26-21 43x16 3.6-11 16x7 4.3-8 2x13 5.35x16 2.35-49! 43-16 2...43-48 3.49-32 25-30 (3...48-30 4.32-14 25x9 5.3x48) 4.32-37 48x31 5.26x25 3.26-48! 16-2 4.6-44 2-16 5.44-39 25x43 6.48x39 16-7 7.39-11 7x16 8.3-21 16x27 9.49x16

Końcówka 6.
Końcówki z czarnym pionem 45
– pierwszy przykład


Białe: 50 (damka), 48 (damka), 47 (damka), 29
Czarne: 45, 46 (damka)

Kolejną ważną grupę stanowią końcówki z czarnym pionem na polu 45, a więc znajdującym się zaledwie o jedno posunięcie od przemiany w damkę. Aby nie dopuścić przeciwnika do zdobycia drugiej damki, często blokujemy pole 50 własną damką. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że przeciwnik nierzadko kontroluje linię główną. W kolejnych przykładach pokażemy, w jakich układach takie końcówki są wygrane oraz jakie idee trzeba wykorzystać, by zmusić przeciwnika do kapitulacji.

1.48-43 46-5 2.43-49 5-19 3.47-38 W ten sposób białe zbudowały kluczową pozycję. Jeśli czarna damka zostanie na linii głównej, będzie złapana. 3...19-37 3...19-10 4.29-23 10x43 5.49x38 4.49-40! 45x23 5.38-32 37x28 6.50x22

Końcówka 7.
Końcówki z czarnym pionem 45
– drugi przykład

Białe: 50 (damka), 48 (damka), 47 (damka), 15
Czarne: 45, 46 (damka)

Czy jeśli biały pion znajdzie się dalej niż na polu 29, to – podobnie jak w pozycji scoop – wygrana nie będzie już możliwa? Będzie, jednak w takiej sytuacji trzeba zastosować inną pozycję kluczową i oprzeć grę na odmiennej idei.

1.47-29 46-5 2.48-43 5-37 3.43-49 Białe osiągnęły kluczowe ustawienie, nie pozwalając czarnej damce zostać na środkowych polach linii głównej. 3...37-46 3...37-14 4.29-40 45x34 5.50-39 34x43 6.49x5;  3...37-5 4.29-18 5-46 5.18-34! i wykańczamy jak w głównym wariancie. 4.29-34! 46-5 5.15-10 5x40 6.49x35

Końcówka 8.
Końcówki z czarnym pionem 45
– trzeci przykład


Białe: 50 (damka), 35, 29, 26 (damka)
Czarne: 5 (damka), 45



Przejdźmy teraz do sytuacji, w której białe mają tylko dwie, a nie trzy damki. Czy przy dwóch pionach taka końcówka nadal może być wygrana? Tak, ale decydujące znaczenie ma ustawienie obu białych pionów. Jeden z nich musi znajdować się nie dalej niż na polu 35, a drugi nie dalej niż na polu 24. Tylko wtedy można ustawić kluczową pozycję prowadzącą do wygranej. Jeśli choć jeden z tych pionów stoi dalej, niż wskazano, końcówka jest remisowa.

1.26-48 5-14 2.29-24 14-10 3.48-34! Tak wygląda kluczowe ustawienie. Białe ustawiły dwie różne pętle, wykorzystując czarnego piona 45 jako oparcie dla jednej z nich. 3...10-4 3...10-46 4.34-23 46x30 5.35x24; 3...10-5 4.24-19 5x40 5.35x44 4.24-19 Białe przejmują kontrolę nad linią główną, dorabiają damki i wygrywają.

Końcówka 9.
Końcówki z czarnym pionem 45
– czwarty przykład

Białe: 50 (damka), 47, 29, 2 (damka)
Czarne: 32 (damka), 45

Jeszcze jedną końcówką z dwoma pionami − choć bardzo trudną technicznie do wygrania − jest pozycja, w której jeden z nich znajduje się nie dalej niż na polu 29, a drugi nie dalej niż na polu 38.

2.2-35 32-37 3.35-49 37-5 4.47-42 5-41 4...5-10 5.42-38! 10-41 6.49-40 45x23 7.38-32 41x28 8.50x22 5.49-44! 5.42-38? 41-47! 6.38-33 47-41= Remis, bo drugi pion białych stanął o jedno pole za daleko. 5...41-10 5...41-32 6.44-35 32-41 7.42-38 41-10 (7...41-47? 8.35-24 47x33) 8.35-49! 10-15 9.38-33 15-20 10.49-32! 20-15 11.32-23! i białe wygrywają na dwójniku. 11...15-20 12.33-28 20x6 13.23-1 6.42-38 10-14 6...10-15 7.38-33 15-20 8.44-35 20-15 9.35-24 15-4 10.29-23 7.44-49 i czarna damka musi zejść z głównej linii wobec dwóch grożących pułapek. 7...14-41? 8.49-40 45x23 9.38-32 41x28 10.50x22

Końcówka 10.
Końcówki z czarnym pionem 45
– piąty przykład

Białe: 50 (damka), 48 (damka), 47 (damka), 15
Czarne: 46 (damka), 45, 16

Końcówki ze skrajnym czarnym pionem na polu 45 mogą występować w wielu wariantach. Czarne mogą mieć także dodatkowego piona, jednak jeśli białe dysponują trzema damkami, nadal można wykorzystać idee pokazane w poprzednich przykładach.

3.47-38! Ograniczając wyprowadzenie piona 16. Jeśli ten poszedłby dalej na 26, końcówka byłaby niemożliwa do wygrania. 3...46-41 4.48-34 41-14 5.38-49 14-46 5...14-41? 6.34-40 45x34 7.50-39 34x43 8.49x46  6.34-29 46-5 Teraz trzeba wytempować czarną damkę. 7.29-1! 5-46 8.1-34! 46-5 9.15-10 5x40 10.49x35

Końcówka 11.
Końcówki z czarnym pionem 45
– szósty przykład

Białe: 50 (damka), 49 (damka), 48 (damka), 47
Czarne: 2 (damka), 36, 45

Jeśli drugi czarny pion znajduje się na polu 36, a więc jest już tylko o dwa posunięcia od przemiany w damkę, końcówki te stają się jeszcze trudniejsze. Sytuację szczególnie komplikuje kontrola linii głównej przez czarną damkę. Jeżeli jednak damka ta znajduje się w innym obszarze planszy − jak w tym przykładzie, na czwórniku − znalezienie wygranej nie powinno być już tak trudne.

1.48-34! 2-35 1...2-16 2.34-30 16-2 3.30-35 2-16 4.35-2! 2.34-43 35-2 2...35-19? 3.49-40 45x34 4.43x2 3.49-35 2-16 4.43-49 16-2 4...16-7 5.35-40! 45x34 6.50-39 34x43 7.49x2 5.49-16 i białe wygrywają, wykorzystując słupek na czwórniku!


 

Damian Reszka

Do góry