Nr 6 (250) Czerwiec 2026 - Stowarzyszenie CROSS
Baner

Nr 6 (250) Czerwiec 2026

Miesięcznik informacyjno-szkoleniowy Stowarzyszenia Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących "Cross"

Adres redakcji:

00-216 Warszawa
ul. Konwiktorska 9,
tel.: 660 999 305 
e-mail: redakcja@cross.org.pl

Zapytaj o bezpłatną prenumeratę

Redaguje zespół w składzie:

  • Anna Baranowska - Redaktor naczelna
  • Wojciech Puchacz - Zastępca redaktor naczelnej
  • Małgorzata Soloch - Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

Skład, druk, oprawa i kolportaż:

EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Skład wersji internetowej

Novelart

Nakład:

900 egzemplarzy

Stowaryszenie CROSS w mediach społecznościowych

  

Miesięcznik dofinansowują Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki

ISSN 1427-728X

ROK XXIV

Nr 6 (251)

Czerwiec 2026 r.

Okładka miesięcznikia nr.6.2026
Najlepsze kręglarskie drużyny kobiece na podium. Pierwsze miejsce Chorwatki, drugie Słowaczki, trzecie Polki.
ME Sieraków 2026

Spis treści

Grafika projektu włocławskie anioły
plakat projektu "Włocławskie Anioły"

 

Mistrzostwa Europy na chorwacką nutę

Znów, po dwóch latach, Sieraków na dziesięć dni stał się stolicą europejskiego kręglarstwa klasycznego osób z dysfunkcją wzroku. W dniach 15-24 maja odbyły się tam jubileuszowe XXV Mistrzostwa Europy Niewidomych i Słabowidzących w Kręglach Klasycznych. Mistrzostwa objął patronatem honorowym Minister Sportu i Turystyki Jakub Rutnicki.


Pierwszy raz europejski czempionat gościliśmy w Sierakowie w 2024 roku. Sprawna organizacja i dobre wspomnienia uczestników, jak i delegata technicznego zmotywowały IBSA do powtórzenia ME w naszym kraju (z przyczyn politycznych z organizacji wycofała się federacja z Serbii). Całe wydarzenie zaplanowano z dbałością o każdy detal, co w sporcie osób z dysfunkcją wzroku ma szczególne znaczenie.

Pierwsze dwa dni (15-16 maja) zostały w całości poświęcone na szczegółowe badania klasyfikacyjne. W poniedziałek 18 maja odbyło się otwarcie jubileuszowych 25. mistrzostw Europy. Dzięki zaangażowaniu gospodarzy kręgielni Wrzos oraz Joanny Staliś, koordynatorki dyscypliny w Polsce, miało ono podniosły charakter. Każdą z ekip wprowadzały uroczyście dzieci ze szkółki kręglarskiej w Sierakowie. Wydarzenie uświetniła orkiestra Vivat pod batutą Roberta Morkisa, został odegrany i odśpiewany hymn Polski. Muzycy robili wielkie wrażenie nie tylko doskonałą grą, lecz także pięknymi strojami nawiązującymi do polskiej tradycji szlacheckiej. Przemarsz ekip uatrakcyjniła dziewczęca grupa choreograficzna. Głos zabrali burmistrz Sierakowa oraz starosta międzychodzki. Aż wreszcie delegat techniczny IBSA Ruža Markešić otworzyła mistrzostwa.


Grupa osób na kręgielniPolskie brązowe medalistki − Ewelina Woszuk, Karolina Rzepa i Jadwiga Rogacka − z pucharem

Po chwilach pełnych wzruszeń zawodnicy ruszyli do rywalizacji na błyszczących torach kręgielni Wrzos. Kibice mogli podziwiać niesamowitą koncentrację, precyzję i hart ducha. Fakt, że do rozgrywek przystąpiło aż dziewięć europejskich reprezentacji, podniósł poprzeczkę niezwykle wysoko, a każdy zdobyty na torze punkt był efektem wielomiesięcznych, ciężkich treningów. Dla polskich zawodników start przed własną publicznością był wyjątkowym przeżyciem.

Pierwszą konkurencją były sprinty, które po raz pierwszy testowo rozegrano w ubiegłym roku w słowackim Wielkim Szaryszu. Liczba rzutów wynosi 30, 15 na jednym torze i 15 na drugim. Jeśli w kategorii jest więcej niż ośmiu graczy, to wszyscy rozgrywają mecze kwalifikacyjne do rankingu. Po 30 rzutach najlepsza ósemka w każdej kategorii rozgrywa ćwierćfinał według systemu 1-8, 2-7, 3-6, 4-5. Zwycięzca pojedynku przechodzi do kolejnej rundy (półfinał), a pokonany odpada z gry. Rozgrywany jest mecz o brązowy medal. Najwięcej emocji pojawia się przy remisach, bo zawodnicy oddają wówczas tzw. rzuty zwycięstwa.

Rywalizację rozpoczęły panie z kategorii B1. Fazę kwalifikacji przeszły dwie Polki – Regina Szczypiorska i Karolina Rzepa. Do strefy pucharowej nie dostała się natomiast debiutująca na zawodach rangi mistrzowskiej Monika Neubert (najmłodsza biało-czerwona), która może być jednak zadowolona ze swojego startu, bo naprawdę nie było po niej widać stresu. Tymczasem dwie nasze reprezentantki walczyły dzielnie w kolejnych pojedynkach, co zaowocowało srebrnym medalem Karoliny Rzepy oraz czwartym miejscem Reginy Szczypiorskiej. Zwyciężczynią w tej kategorii została Czeszka Anna Paulusova, dla której nie był to ostatni złoty medal tych mistrzostw. Z brązowym krążkiem zakończyła występ Munteanu Roxana Catalina z Rumunii. W kategorii B2 obie nasze reprezentantki przebrnęły przez kwalifikacje. Na kolejną polską debiutantkę Magdalenę Palamar czekała w fazie pucharowej utytułowana Chorwatka Nermina Mehulić. Magda wprawdzie musiała uznać wyższość przeciwniczki, ale zasłużyła z pewnością na duże brawa za wolę walki. W kolejnej rundzie swoją koleżankę z reprezentacji miała okazję pomścić Jadwiga Rogacka. Zwycięstwo nad Chorwatką pozwoliło „Biedronce” walczyć w pojedynku o złoty medal, w którym musiała jednak przełknąć gorycz porażki. Tytuł mistrzyni wywalczyła Bożena Rumanowa ze Słowacji, na szyi naszej zawodniczki zawisł więc srebrny medal. Brąz zdobyła Nermina Mehulić. W kategorii B3 wszystkie trzy Polki stanęły na wysokości zadania i awansowały do strefy pucharowej. W pierwszym pojedynku wyniki kwalifikacji sparowały dwie nasze zawodniczki − Annę Barwińską i Ewelinę Woszuk. Zwycięsko z tego pojedynku wyszła Ewelina. Pozytywne wrażenie pozostawiła także ostatnia z naszych debiutantek Katarzyna Majewska, która wygrała swoje pierwsze starcie. W drugim trafiła na kolejną mocną Chorwatkę Ružę Markešić, której tanio skóry nie sprzedała. W fazie medalowej obie Polki przegrały swe mecze, wskutek czego Ewelina Woszuk zakończyła sprinty na drugim, a Katarzyna Majewska na czwartym miejscu. Złoty medal wywalczyła Ruža Markešić, a brązowy Boanda Claudia Virginia z Rumunii.


grupa osób na kręgielniCała ekipa biało-czerwonych

Rywalizacja w męskich sprintach dostarczyła widzom równie ekscytujących wrażeń. W kategorii B1 wszystkich zadziwił reprezentant Chorwacji Stjepan Dundek. Ósmy uczestnik kwalifikacji, który przecisnął się do fazy pucharowej z wynikiem o zaledwie punkt wyższym od dziewiątego zawodnika, teraz wygrał wszystkie swoje pojedynki i zdobył złoty medal. Spośród naszych sportowców do strefy pucharowej weszło dwóch debiutantów – Tadeusz Kolbusz oraz Sylwester Dołasiński. W kwalifikacjach odpadli Grzegorz Modrzyński (trzeci polski debiutant) oraz Szczepan Polkowski, doświadczony uczestnik mistrzostw. Niestety, obaj polscy kręglarze przegrali swoje pierwsze pojedynki, choć Sylwester dopiero w rzutach zwycięstwa. Ze srebrnym medalem rywalizację zakończył David Puskas z Węgier, a z brązem Attila Szilak z Serbii. W kategorii B2 wystartowali Stanisław Stopierzyński i Mieczysław Kontrymowicz. Do walki o medale zakwalifikował się tylko Stanisław, który po emocjonujących rozgrywkach wywalczył brąz. Ze złotego medalu cieszył się Darko Sarapa z Chorwacji, który wyprzedził Igora Zagara ze Słowenii. W kategorii B3 Chorwat Duško Božić wzorował się chyba na wyczynie swojego rodaka z B1, bo startując z siódmego miejsca zajętego w kwalifikacjach, wygrał wszystkie swoje pojedynki i także wywalczył złoto. Srebrny medal zdobył Marjan Zalar ze Słowenii, a brązowy Rumun Ordog Pal Levente. Ostatni z biało-czerwonych Albert Sordyl odpadł na etapie kwalifikacji.

Kolejne dwa dni zawodów to starty drużynowe (wyniki liczone do kombinacji) i indywidualne starty do kombinacji. Pierwsze do walki o medale w klasyfikacji drużynowej przystąpiły panie. Trener Bożena Polak asygnowała skład: Karolina Rzepa (B1), Jadwiga Rogacka (B2) i Ewelina Woszuk (B3). Nasze reprezentantki dzielnie walczyły o każdy punkt, balansując między trzecim i czwartym miejscem. Po ostatnim rzucie z wyższego wyniku łącznego cieszyły się reprezentantki Słowenii, a rezultat naszych zawodniczek plasował je na czwartej lokacie. Po chwili jednak tablica wyników pokazała co innego. Zgodnie z nowym regulaminem zawodów IBSA dopuszczony do startu może być skład drużyny B1, B3 i B3 (taki właśnie miały Słowenki). Kolejną zmianą regulaminową był jednak handicap dla kategorii B2. Po uwzględnieniu tych postanowień okazało się, że to Polki zdobyły brązowe medale. Złote krążki zawisły na szyjach Chorwatek, natomiast srebrne trafiły do Słowaczek. Do rywalizacji drużyn męskich przystąpił niepełny polski skład, który tworzyli: Szczepan Polkowski, Grzegorz Modrzyński, Stanisław Stopierzyński, Mieczysław Kontrymowicz i Albert Sordyl. Panowie walczyli dzielnie i ten występ zakończyli na piątym miejscu. Na najwyższym stopniu podium uplasowała się reprezentacja Chorwacji, przed Rumunią i Słowacją.

grupa osóbW tegorocznych mistrzostwach Europy walczyło dziewięć reprezentacji narodowych

Trzecią konkurencją, w której walczono o medale, był mix tandem (miksty). W każdej kategorii wystartowało osiem par, więc rywalizacja zaczynała się od razu od pojedynków ćwierćfinałowych. Najpierw do walki przystąpiły dwie polskie pary B1: Karolina Rzepa − Tadeusz Kolbusz oraz Regina Szczypiorska − Szczepan Polkowski. Obydwa składy zremisowały pierwsze pojedynki, zatem o dalszej grze decydowały rzuty zwycięstwa, z których z tarczą wyszedł tylko mix tandem Szczypiorska − Polkowski. Swoje kolejne starcie wygrali oni 2:0, dzięki czemu stanęli do walki o złoty medal. W decydującym meczu musieli, niestety, uznać przewagę pary chorwackiej i zakończyli występ ze srebrnym medalem. Brązowy krążek przypadł w udziale parze serbskiej. W kategorii B2 również wystartowały dwa polskie tandemy mieszane w składzie Magdalena Palamar − Stanisław Stopierzyński oraz Jadwiga Rogacka − Mieczysław Kontrymowicz. Nasz pierwszy mix tandem zremisował ćwierćfinałowy pojedynek, ale rzuty zwycięstwa przegrał niestety z parą chorwacką 6:7. Drugi nasz mikst, po jednym wygranym i jednym przegranym pojedynku, wywalczył szansę walki o brąz. Starł się z parą słowacką i z tej walki wyszedł zwycięsko. Złoto i srebro przypadło w udziale dwóm duetom z Chorwacji. W kategorii B3 wystartował polski mix tandem w składzie Ewelina Woszuk − Albert Sordyl, który rozegrał niestety tylko jeden pojedynek − z parą rumuńską, rozstrzygnięty na korzyść rywali. Ostatecznie Rumuni zakończyli rywalizację ze srebrnym medalem, tytuł mistrzowski i złoto wywalczył duet słowacki, a brąz trafił do pary chorwackiej.

grupa osób z flagamiTriumfatorzy mix tandem B2. Pierwsze miejsce − Zeljka Peska i Darko Sarapa (Chorwacja), drugie miejsce − Nermina Mehulić i Ivica Ferencić (Chorwacja), trzecie miejsce − Jadwiga Rogacka i Mieczysław Kontrymowicz (Polska)

Ostatnie dwa dni mistrzostw to starty finałowe nagradzane medalami. Dodatkowo wyniki finałów liczone były do kombinacji, za którą przyznawano ostatnie trofea ME. Jak jest przyjęte, pierwsze do walki przystąpiły panie. W kategorii B1 do ścisłego finału awansowała Karolina Rzepa, która zakończyła rywalizację na najgorszym dla zawodnika miejscu − czwartym. Ten wynik pozwolił uplasować naszą zawodniczkę również na czwartym miejscu w kombinacji. Z podwójnego złota cieszyła się z kolei Anna Paulusova z Czech. Srebrem i brązem podzieliły się solidarnie Rumunka, w finale trzecia, a w kombinacji druga, oraz Słowenka, która zdobyła medale srebrny i brązowy, czyli w odwrotnym układzie. Do finału kategorii B2 awansowała Jadwiga Rogacka, której dobre i wysokie gry pozwoliły się cieszyć ze srebrnego medalu. Znakomity poziom w finale zaprezentowała Chorwatka Zejlka Peska, która w jednej z gier strąciła 209 kręgli, a jej łączny wynik − 750 p. − jest nowym rekordem Europy. Na trzecim stopniu podium start w finale zakończyła Alzbeta Jezikowa ze Słowacji. W kombinacji po następny złoty medal sięgnęła Chorwatka, której łączny wynik 1484 p. to także drugi ustanowiony na tych mistrzostwach rekord Europy, srebrny medal zdobyła Słowaczka, a brąz Polka. Do finału kategorii B3 nie udało się awansować żadnej z naszych zawodniczek. Nie miała sobie równych Chorwatka Ruža Markešić (wynik jednej z gier − 210 p.!). Za jej plecami o medale walczyły trzy zawodniczki. Ostatecznie ze srebra cieszyła się Jelka Orban ze Słowenii, a z brązu Boanda Claudia Virginia z Rumunii. Dwie równe gry Ružy Markešić (768 p. indywidualnie oraz 770 p. w finale) sprawiły, że do niej należy teraz rekord Europy w kombinacji − 1538 p. Drugie i trzecie miejsce wyglądały dokładnie tak jak w finale.

Spore emocje przeżyli polscy kibice podczas finału kategorii B1 mężczyzn. Po bardzo dobrym starcie indywidualnym duże szanse na medal miał Szczepan Pol-kowski, jednak nieco słabsza dyspozycja w finale spowodowała, że zabrakło mu do niego jednego punktu. Po bardzo dobrym występie finałowym złoty medal − kolejny dla reprezentanta Chorwacji − zdobył Stjepan Dundek, srebro wywalczył rumuński zawodnik Pop Vasile-Tinu, a o brązowym medalu dla drugiego Chorwata w tej grupie, Denisa Velimirovića, zdecydowała większa liczba dziewiątek. W kombinacji również zanotowano remis (po 240 rzutach!). Tym razem więcej dziewiątek doliczono się u reprezentanta Rumunii, a tuż za nim uplasowało się dwóch chorwackich zawodników. Podobnie jak Szczepan, z bardzo dobrej pozycji do finału indywidualnego przystąpił Mieczysław Kontrymowicz (B2). Warto zaznaczyć, że w grach indywidualnych Mietek uzyskał najwyższy wynik z jednej gry − 218 p. − co jest nowym rekordem Polski. Jednakże w całej tej rozgrywce mocniejsi okazali się dwaj Chorwaci, Słowak, Serb i Słoweniec. Koniec końców na dwóch najwyższych stopniach podium stanęło... dwóch Chorwatów − Darko Sarapa i Ivica Ferencin, na najniższym − Vaclav Trnka ze Słowacji. W kombinacji ci dwaj wspomniani Chorwaci zamienili się miejscami, a trzeci był Mieczysław Kontrymowicz. W grupie startowej B3 do finału nie awansował wprawdzie Albert Sordyl, ale i tak emocji w tej najsilniejszej kategorii nie brakowało. W grach indywidualnych nowy rekord Europy wynikiem 820 p. ustanowił Vedran Dumencić. Po równej grze w finale (196, 200, 198, 200) dołożył również rekord Europy w kombinacji. Podium w finale całe należało do zawodników z Chorwacji (Villiam Jelusić, Vedran Dumencić, Duško Božić). Natomiast w kombinacji pierwszy był Dumencić, drugi Jelusić, a trzeci Rumun Constantin Tescu.

Można było odnieść wrażenie, że reprezentacja Chorwacji gra na własnym obiekcie. Widać było solidne przygotowanie ekipy, zaangażowanie zawodników i skupienie zarówno trenerów, jaki i asystentów. Chorwacka drużyna może uważać się za bezapelacyjnego zwycięzcę tegorocznych mistrzostw Europy. Na dwadzieścia trzy odtworzenia hymnu podczas dekoracji medalowych hymn Chorwacji wybrzmiał aż 17 razy! W sumie kibice mieli okazję wysłuchać tylko czterech hymnów – oprócz chorwackiego rumuński (jeden raz), słowacki (dwa razy) i czeski (trzy razy – wszystkie dla Anny Paulusovej).

Pierwszy raz od lat zabrakło Mazurka Dąbrowskiego. Nasi walczyli z całych sił, ale tym razem musieliśmy obejść się smakiem – złoto nie dla nas. Czas na wyciągnięcie wniosków i analizę błędów. Przed kadrą i trenerem sporo pracy, ale sportowa złość to świetny motywator. Za rok w Serbii meldujemy się po krążki z najdroższego kruszcu!

Na pewno złoty medal należy się polskim kibicom, którzy po raz kolejny udowodnili, że są niezastąpionym „dodatkowym zawodnikiem” naszej reprezentacji. Przez cały czas trwania turnieju niezwykle dzielnie i z ogromnym zaangażowaniem dopingowali biało-czerwonych, tworząc na trybunach niesamowitą, pełną energii atmosferę. Co ciekawe, polscy kibicujący zawodnicy wykazali się
 świetną organizacją – stworzyli rotacyjny system wsparcia i nieustannie wymieniali się na trybunach, dzięki czemu nasi reprezentanci ani przez moment nie pozostali bez głośnego, motywującego wsparcia. Ta niegasnąca energia i solidarność wzbudziły ogromny szacunek u zagranicznych ekip.

Podziękowania dla trener Bożeny Polak, która od wielu lat udowadnia, że dla ludzi z pasją i determinacją nie ma barier nie do pokonania. Pod jej opiekuńczym, a zarazem wymagającym okiem zawodnicy odmieniają swoje życie, zyskują pewność siebie i siłę do walki o najwyższe sportowe cele.

Podczas uroczystego bankietu kończącego mistrzostwa zaserwowano okazały tort, ufundowany przez organizatora z okazji 45-lecia IBSA. Przy okazji brawami uhonorowano grającą od pierwszych mistrzostw Mariję Fras ze Słowenii.

Mistrzostwa Europy nie odbyłyby się, gdyby nie przewodnicząca Sekcji Niewidomych i Słabowidzących przy Polskim Związku Kręglarskim Joanna Staliś.  Bez jej ogromnego zaangażowania przeprowadzenie tak złożonego logistycznie wydarzenia jak mistrzostwa Europy po prostu nie byłoby możliwe. W tej pracy wspierał ją Adrian Hibner, kapitan sportowy i sędzia. Realizacja tak dużego przedsięwzięcia nie doszłaby do skutku bez pomocy z zewnątrz. Projekt uzyskał silne zaplecze finansowe dzięki dotacji z Ministerstwa Sportu i Turystyki. Pozyskane środki pozwoliły organizatorom na zakup niezbędnych materiałów promocyjnych oraz opłacenie wszystkich działań związanych z organizacją zawodów rangi mistrzowskiej (badania klasyfikacyjne, kontrola antydopingowa itp.).

Mistrzostwa Europy w Sierakowie udowodniły, że sport barier nie zna, a kręgle klasyczne w wydaniu osób niewidomych i słabowidzących mogą stać się widowiskiem stojącym na najwyższym światowym poziomie.

XXV Mistrzostwa Europy Niewidomych i Słabowidzących
w Kręglach Klasycznych
15-24 .05.2026 r., Sieraków

Zdobycze medalowe reprezentacji Polski

Medale srebrne:
Karolina Rzepa (B1) – sprint
Jadwiga Rogacka (B2) – sprint
Ewelina Woszuk (B3) – sprint
Mix tandem B1 w składzie Regina Szczypiorska, Szczepan Polkowski
Jadwiga Rogacka (B2) – single (finał)
Medale brązowe:
Drużyna kobiet w składzie: Karolina Rzepa, Jadwiga Rogacka, Ewelina Woszuk
Stanisław Stopierzyński (B2) – sprint
Mix tandem B2 w składzie Jadwiga Rogacka, Mieczysław Kontrymowicz
Jadwiga Rogacka (B2) – kombinacja (suma 240 rzutów)
Mieczysław Kontrymowicz (B2) – kombinacja (suma 240 rzutów)

Klasyfikacja medalowa państw

Miejsce w klasyfikacji Kraj Łącznie Złote Srebrne Brązowe
1 Chorwacja 28 17 6 5
2 Rumunia 12 1 4 7
3 Polska 10 0 5 5
4 Słowenia 7 0 5 2
5 Słowacja 6 2 2 2
6 Czechy 3 3 0 0

Najważniejszy sprawdzian przed wyścigiem roku

Mistrzostwa Europy w parakolarstwie szosowym to bez wątpienia jeden z najważniejszych i najbardziej wymagających punktów w kalendarzu całego sezonu, swoisty sprawdzian formy przed zbliżającymi się wielkimi krokami mistrzostwami świata. Aby sprawdzić swe siły, europejska elita zebrała się w słynnym włoskim Maniago, gdzie rywalizowała w dniach 12-14 czerwca.

Dla naszej kadry termin wypadł niezwykle korzystnie. Zawodnicy byli po dwóch startach w Pucharze Świata oraz Memoriale Ryszarda Kożucha, co pozwoliło na odpowiednie rozkręcenie formy, a krótki okres regeneracji tuż przed imprezą docelową był optymalny, by złapać świeżość i ostatecznie ustabilizować dyspozycję.

Maniago – stolica parakolarstwa

Wybór Maniago na gospodarza mistrzostw nie był przypadkowy. To miasteczko położone u podnóża Alp Karnickich w regionie Friuli-Wenecja Julijska to mekka światowego parakolarstwa. Maniago słynie z niezwykłego przywiązania do tradycji kolarskich, a lokalna społeczność żyje imprezami rangi mistrzowskiej. Włoskie drogi w tym regionie są doskonale znane kolarzom z całego świata. Techniczne zjazdy, zmienne profile i wymagające podjazdy tworzą unikalne warunki do rywalizacji. Organizatorzy imprezy po raz kolejny udowodnili w Maniago, że potrafią przygotować trasy, które owszem, wymagają świetnego przygotowania fizycznego, ale przede wszystkim wybitnych umiejętności technicznych. Dla parakolarzy to miejsce szczególne, bo włoska gościnność połączona z uwielbieniem kolarstwa sprawia, że każda rywalizacja tutaj nabiera historycznego wymiaru.

Podjąłem decyzję o zabraniu szerokiego składu. Chciałem dać szansę zawodnikom na zebranie cennych doświadczeń na poważnej, międzynarodowej arenie. Nasza ekipa liczyła 14 zawodników oraz trzy osoby obsługi (trener i dwóch mechaników). Włoska przygoda rozpoczęła się wcześnie rano 10 czerwca startem z bazy w Sękocinie Starym.

Logistyka jako wstęp do walki

Wyprawa do Włoch była przedsięwzięciem wymagającym logistycznej precyzji. Polska część trasy minęła sprawnie, choć stan nawierzchni na odcinku A1 między Pyrzowicami a Piekarami Śląskimi wystawił nasze nerwy na próbę. Po przekroczeniu granicy tempo wyraźnie spadło – liczne remonty dróg zarówno w Czechach, jak i w Austrii zmusiły nas do modyfikacji planów. Do hotelu w malowniczej Canevie, położonej niedaleko Maniago, dotarliśmy wieczorem około godziny 21:00. Nasza baza – przepiękny, tradycyjny włoski dom z przestronnym ogrodem – okazała się oazą spokoju tak potrzebnego przed nadchodzącym wysiłkiem.


osoby na tandemieKatarzyna Orzechowska wraz z pilotką Barbarą Cywińską na objeździe trasy dzień przed jazdą indywidualną na czas. W tle piękne Dolomity Friulijskie

Aklimatyzacja i „dzień trenera”

Czwartek poświęciliśmy na ostatnie szlify. Podczas gdy zawodnicy wchodzili w rytm startowy, mechanicy dopinali kwestie techniczne rowerów. Dla mnie był to dzień „najcięższej pracy biurowej” – weryfikacji licencji, odbierania transponderów, naklejek, akredytacji, telefonów... Po porannych zgłoszeniach udało się jeszcze przeprowadzić szybki trening z Maćkiem Wójcikiem, „przepalający” przed niedzielnym startem. Poczułem w płucach tę jazdę… Dzień zakończyłem spotkaniem teamu, na którym szczegółowo omówiliśmy harmonogram startów i wszelkie kwestie taktyczne. Trenerzy wiedzą, że dzień przed zawodami bywa dużo bardziej wyczerpujący psychicznie niż same starty. Na szczęście później było tylko z górki...

Piątek. Jazda indywidualna na czas (ITT)

Pierwszy dzień rywalizacji brutalnie zweryfikował formę. Trasa ITT w Maniago to techniczne wyzwanie. Kręte, wąskie włoskie uliczki wymagały od zawodników ciągłej koncentracji. Zarówno kobiety (kategoria WB), jak i mężczyźni (MB) mieli do pokonania trzy okrążenia, co łącznie dawało 27,9 km.

Trasa była bezlitosna: mnóstwo ciasnych zakrętów wymuszało agresywne hamowanie i gwałtowne przyspieszanie, co dla tandemu jest niezwykle męczące. Jedyną szansą na nadrobienie czasu była długa, lekko wznosząca się prosta, na której najsilniejsi zawodnicy mogli „dokręcić” i zyskać cenne sekundy. Start na stadionie, z przejazdem po bieżni, dodawał całości wyjątkowego klimatu, ale wysoka temperatura sprawiła, że wszystkie załogi po przekroczeniu linii mety były wyczerpane do granic możliwości. Brak lżejszych odcinków na oddech powodował, że na mecie zawodnicy często padali ze zmęczenia na trawę.

W tym wyścigu Dominika Putyra i Karolina Karasiewicz wywalczyły 6. miejsce, a duet Katarzyna Orzechowska i Barbara Cywińska ukończył zmagania na 8. pozycji. Marcin Polak i Adam Woźniak zajęli 10. lokatę, natomiast Marek Torla i Kamil Zawistowski uzyskali 11. czas. Załoga Karol Kopicz i pilot Wojciech Sykała miała pecha – defekt i przebita opona na pierwszej rundzie wykluczyły ich z walki o wysokie lokaty.

Dzień po czasówce był wolny, zatem wykorzystaliśmy go na ładowanie baterii. Pogoda dopisywała, słońce i temperatura sięgająca nawet 30 stopni Celsjusza wymagały rozsądnego zarządzania nawodnieniem. Po spokojnym rozjeździe postawiliśmy na regenerację i jej nową jakość. Zakupione przez ZKF „Olimp” nogawki do masażu limfatycznego oraz elektrostymulatory Compex okazały się strzałem w dziesiątkę. Zawodnicy mogli w pełni skupić się na odnowie biologicznej, co w tak wymagającym klimacie jest kluczowe.


dwie osoby siedzą na chodnikuKatarzyna Orzechowska i Barbara Cywińska tuż po rozgrzewce, w oczekiwaniu na start czasówki

Niedziela. Wyścig ze startu wspólnego

Trasa wyścigu była technicznie łatwiejsza niż w czasówce, ale finisz na bruku stanowił wyzwanie dla każdego duetu. Kobiety miały do pokonania 12 rund (78 km), mężczyźni 15 (98 km). Upalna aura sprawiła, że zawodnicy walczyli nie tylko z rywalami, ale i z własnymi słabościami. Selekcja nastąpiła bardzo szybko. Tandemy to specyficzna konkurencja – tutaj albo jesteś w grupie, albo tracisz kontakt bezpowrotnie. Karol Kopicz i jego pilot, mimo ambitnej pogoni, nie byli w stanie utrzymać tempa czołówki i po dwóch rundach zeszli z trasy. Z przodu walka była bezpardonowa. W męskiej rywalizacji nasz tandem − Maciej Wójcik i ja (w zastępstwie Marcina Białobłockiego) – staraliśmy się utrzymać w grupie jak najdłużej. Maciek pokazał niesamowitą wolę walki. Choć z czasem odpadliśmy od głównej grupy, udało się połączyć siły z Irlandczykami, których dobrze znałem z wyścigu w Lublinie. To z nimi dogoniliśmy załogę Michał Podlaski – Piotr Kołodziejczuk oraz tandem ze Słowenii. Ostatecznie na 10. miejscu wjechali Piotr z Michałem, tuż za nimi Irlandczycy i my na 12. pozycji.

dwie osoby na tandemie wchodzą w zakrętMarek Torla z Kamilem Zawistowskim na ostatnich kilkuset metrach wymagającej trasy wyścigu indywidualnego na czas

W kobiecej rywalizacji było zdecydowanie najwięcej emocji. Dominika Putyra i Karolina Karasiewicz postawiły wszystko na jedną kartę – po kilku okrążeniach zdecydowały się na bardzo odważny atak. Choć grupa w końcu je dogoniła, to panie zakończyły wyścig na wysokim 5. miejscu. Ta akcja pokazuje, że polska kadra nie boi się ryzyka, ma charakter i chęć walki o najwyższe laury. Basia Cywińska i Kasia Orzechowska, zmagając się z trudami wysokiej temperatury, ukończyły wyścig z 9. lokatą.

***

Mistrzostwa Europy w Maniago pozwoliły nam określić, gdzie jesteśmy jako drużyna. Mamy ogromny potencjał, widzimy też braki, nad którymi musimy pracować. Było sporo dobrej walki, kilka cennych doświadczeń i jasne sygnały, co musimy poprawić przed najważniejszymi startami sezonu. Dziękuję całej ekipie: zawodnikom za walkę, pilotom za profesjonalizm, mechanikom za czuwanie nad sprzętem. Teraz wchodzimy w nowy etap przygotowań przed mistrzostwami świata. Wyciągniemy wnioski i jedziemy dalej.

 

Znowu wśród najlepszych!

Wszyscy polscy zawodnicy, którzy wzięli udział w litewskim turnieju International Showdown Tournament 2026, znaleźli się w najlepszej siódemce turnieju! Siła, moc i równy skład – oto klucz do takiego sukcesu.

W dniach 28-31 maja 2026 r. w hotelu Art City Inn w Wilnie odbył się czwarty tegoroczny turniej międzynarodowy w showdownie − International Showdown Tournament 2026. Były to bardzo silnie obsadzone zawody. Wśród 46 zawodników – 15 kobiet i 31 mężczyzn − oglądaliśmy przedstawicieli europejskiej czołówki. Swoje reprezentacje wystawiło 13 państw: Finlandia, Łotwa, Estonia, Francja, Słowacja, Niemcy, Czechy, Włochy, Belgia, Bułgaria, Pakistan, Litwa oraz Polska, którą na turnieju reprezentowało sześcioro graczy: Elżbieta Mielczarek, Monika Szwałek, Weronika Szynal, Krystian Kisiel, Filip Liszewski i Adrian Słoninka. Naszym zawodnikom towarzyszyli trener kadry Szymon Borkowski oraz instruktor Sebastian Michailidis. Wśród sędziów litewskich rozgrywek był także jeden polski rozjemca – Marcin Załucki.

Pierwszą rundę nasi zawodnicy przeszli jak burza. Krystian Kisiel i Adrian Słoninka wygrali swoje mecze i zajęli pierwsze miejsca w grupach. Trudniejszą przeprawę miał Filip Liszewski, bowiem już w pierwszej rundzie czekały go pojedynki z obecnym mistrzem świata, Łotyszem Denissem Ovsjannikovsem, oraz bardzo niewygodnym i doświadczonym reprezentantem gospodarzy Mindaugasem Dvylaitisem. Pierwszy mecz nasz zawodnik, po bardzo wyrównanej walce, przegrał 1:2, żeby swojego drugiego rywala pokonać 2:1. O wszystkim zadecydować więc miał mecz pomiędzy Litwinem i Łotyszem. Tam lepszy okazał się przedstawiciel gospodarzy, który rozprawił się z Ovsjannikovsem 2:0 i dlatego on oraz Filip mogli cieszyć się z awansu do kolejnej rundy, a mistrz świata trafił do graczy walczących o miejsca 13-18.

Pierwsza runda rywalizacji pań toczyła się w dwóch grupach. Ostatecznie Weronika Szynal zajęła drugie miejsce w swojej grupie po tym, jak wyprzedziła Monikę Szwałek. Trzecia była także Elżbieta Mielczarek, dzięki czemu wszystkie nasze zawodniczki zdołały awansować, choć do końca musiała o to drżeć Monika. Niezbyt szczęśliwie rozpoczęła turniej i musiała gonić rywalki, na szczęście w drugim dniu zawodów nie przegrała już żadnego meczu, a wyniki spotkań przeciwniczek ułożyły się po jej myśli.

W drugiej fazie turnieju najlepsza dwunastka mężczyzn stworzyła cztery trzyosobowe grupy, z których do wiodącej ósemki awansować miało po dwóch z każdej z nich. Na szczęście naszych zawodników przydzielono do różnych grup. Wykorzystali to w stu procentach, bowiem każdy z nich wygrał swoje oba mecze i zameldował się na pierwszej pozycji. Cała trójka gładko zapewniła sobie ćwierćfinał!

osoby grające w showdownJeden z najbardziej zaciętych pojedynków turnieju – Filip Liszewski kontra obecny mistrz świata Deniss Ovsjannikovs (Łotwa)

Nasze panie od razu po zakończeniu pierwszej rundy rozgrywały mecze jednej czwartej finału. Niestety, dwie z nich musiały skrzyżować ze sobą rakietki, bowiem Elżbieta Mielczarek została sparowana z Weroniką Szynal. Lepsza w tym starciu okazała się Elżbieta, która wygrała 3:0 (12:10, 11:3, 11:5) i zdobyła awans do półfinału. Z kolei Monika Szwałek w meczu ćwierćfinałowym zmierzyła się z pochodzącą z Finlandii Jaaną Pesari. Spotkanie to znakomicie rozpoczęła rywalka, bo wygrała seta aż 12:1. Kolejne dwa były już zdecydowanie bardziej wyrównane − drugiego również wygrała Finka 11:8, ale za to trzeci padł łupem Moniki przy stanie 11:9. Czwartego seta wygrała, niestety, Jaana 11:3 i ostatecznie zwyciężyła w rozgrywce 3:1. Monice pozostała zatem walka o miejsca 5-8.

Dla naszych panów mecze ćwierćfinałowe mogły wydawać się teoretycznie trudnym zadaniem. Krystian Kisiel walczył ze swoim bardzo dobrym kolegą z Belgii – Christoffem Eilersem. Ich pojedynki zazwyczaj są bardzo wyrównane, często też pięciosetowe. Tym razem jednak skończyło się na czterech. Najpierw 11:8 wygrał Belg, żeby kolejnego seta na swoją korzyść (11:6) rozstrzygnął Krystian. Trzeci set to istna wymiana bramka za bramkę, punkt za punkt i… błąd za błąd. Dość powiedzieć, że obaj zawodnicy popełnili pod koniec seta po cztery błędy i na tablicy wyników widniał zapis 13:13! Na szczęście wojnę nerwów wygrał nasz reprezentant, który bardzo celnym serwem zakończył spotkanie, wygrywając 15:13. Czwartego seta przerwały na pewien czas problemy zdrowotne Belga, który przy stanie 6:1 dla Krystiana poprosił o przerwę medyczną. Ostra gra poskutkowała kontuzją dłoni. Po upływie pięciu minut udało mu się wznowić rywalizację, ale było widać, że nie jest to już ten sam zawodnik. Set zakończył się zwycięstwem Kisiela 11:2 i cały mecz wygrał on 3:1. Półfinał dla Krystiana! Na Filipa czekał z kolei Francuz Franc Bouilloux. Po pierwszym secie można by podejrzewać, że rywal naszego przedstawiciela nie dotarł do stołu, bo Filip pokonał go 11:0! W kolejnych odsłonach meczu reprezentant Francji postanowił jednak dać opór, ale nie wystarczyło to na naszego zawodnika, bo kolejne sety Liszewski zakończył odpowiednio 11:7 i 11:6, a cały mecz 3:0. Zatem także Filip zagościł w półfinale! Adrian Słoninka zmierzył się z kolei z Litwinem Mindaugasem Dvylaitisem. Z góry było wiadome, że czeka go bardzo zacięty pojedynek− i pod tym względem było ciekawie. Najpierw dwa sety dla reprezentanta gospodarzy (11:9 i 11:5), a następnie trzeci set wygrany przez popularnego „Słonia” 11:9. W czwartym, niestety, zdecydowanie lepszy był Dvylaitis, który wygrał 11:2 i cały mecz 3:1, a to oznaczało, że mógł cieszyć się z awansu do grona półfinalistów. Adrianowi pozostała walka o miejsca 5-8.

Mecze półfinałowe rozpoczęły się dla nas rewelacyjnie. Już w pierwszym z nich znakomicie zaprezentowała się Elżbieta Mielczarek, która pewnie pokonała Czeszkę Terezę Prikrylovą 3:1 (12:2, 6:11, 12:3, 11:8) i zameldowała się do walki o złoty medal! W kolejnym meczu jednej drugiej finału rakietki skrzyżowali ze sobą Krystian Kisiel i Pierre Bertrand. Tu również bezapelacyjnie poszedł po zwycięstwo nasz reprezentant, który wygrał 3:0 (12:7, 11:6, 12:7) i mógł zbierać siły na finał.



grupa osób w trakcie gryLeworęczna Elvina Vidot z Francji w meczu przeciwko Elżbiecie Mielczarek

– Grałem z Pierrem już wiele razy i jeszcze nigdy z nim nie przegrałem. I nie ma znaczenia, czy gramy w pierwszej rundzie czy w finale, jeszcze nigdy nie znalazł na mnie sposobu. Nie żebym na to narzekał, niech tak się dzieje jak najdłużej – powiedział z uśmiechem tuż po meczu Krystian.

Ostatni z półfinałów z udziałem Polaka to mecz pomiędzy Filipem Liszewskim a Mindaugasem Dvylaitisem z Litwy. Panowie spotkali się już w pierwszej rundzie, gdzie 2:1 wygrał Filip. I początek rywalizacji zapowiadał również zwycięstwo naszego reprezentanta, skoro dwa pierwsze sety zapisał on na swoim koncie po wygranych odpowiednio 12:3 i 11:5. Niestety, w trakcie trzeciego seta nasz gracz nabawił się kontuzji palca, którego bardzo mocno obił mu rywal. Filip nie mógł już ustawić się w obronie tak jak wcześniej, przez co Dvylaitis zaczął zdobywać bramki. Tym sposobem wygrał dwa kolejne sety (do 6 i do 1), zatem do rozstrzygnięcia meczu potrzebny był piąty set. Tuż przed jego rozpoczęciem Liszewski poprosił o przerwę medyczną, bowiem kontuzjowana ręka nie dawała już rady. Po wznowieniu gry Polak robił, co mógł i dzielnie walczył o każdą piłkę, jednak rozpędzony Litwin nie dał sobie wyrwać zwycięstwa z rąk. Wygrał w tie-breaku 11:5, a całą potyczkę 3:2.

W meczach o miejsca 5-8 satysfakcja była połowiczna, bo najpierw Monika wygrała z Marketą Trncakovą, ale Weronika przegrała z Elviną Vidot 0:2. Rozzłoszczona „Szynszyla” wyładowała się w meczu o siódme miejsce na Czeszce Markecie Trncakovej, z którą wygrała 2:1. Z kolei Monika spotkała się z pogromczynią swojej koleżanki, Elviną Vidot z Francji, która jednak okazała się lepsza i wygrała 2:1. Ostatecznie więc Monika zajęła w turnieju szóste miejsce, a Weronika siódme. Adrian z kolei najpierw pokonał Francka Bouilloux 2:1, lecz w ostatnim swoim meczu przegrał z Bułgarem Hakanem Osmanem 1:2. „Słoniowi” przypadła zatem szósta lokata.

Finały to istna wojna nerwów i sinusoida emocji. Najpierw naprzeciw siebie stanęły odwieczne rywalki w walce o pierwsze miejsce w rankingu światowym IBSA – Elżbieta Mielczarek i Hanna Vilmi z Finlandii. Pierwsze dwa sety padły łupem naszej zawodniczki, która wygrała je odpowiednio 11:8 i 15:12. Przy stanie 2:0 dla Eli jej rywalka włączyła chyba siódmy bieg, bo wychodziło jej dosłownie wszystko. To sprawiło, że wygrała dwa kolejne sety (11:1 i 11:3) i do rozstrzygnięcia meczu potrzebny był piąty set. A w nim podrażniona Mielczarek nie zamierzała tanio sprzedać skóry i też podkręciła obroty. Dzięki temu, po znakomitych i długich wymianach, mieliśmy wynik 9:9! Ale ostatecznie szczęście uśmiechnęło się do Finki, bowiem to ona zdobyła ostatnią, decydującą bramkę na 11:9 i triumfowała w turnieju.

– Raz ona, raz ja, to już nasza tradycja – skomentowała po meczu Ela. − Ale to dobrze, bo statystycznie kolejny finał powinien być mój, a następne zawody to przecież mistrzostwa Europy. Dlatego gratuluję swojej rywalce i mówię jej: do zobaczenia w Krakowie! – dodała.


grupa osóbPolska reprezentacja z trofeami turnieju w Wilnie

Męski finał przyniósł nam pojedynek Krystiana Kisiela z reprezentantem gospodarzy Mindaugasem Dvylaitisem, który rozpoczął się tak samo jak rywalizacja pań − dwa pierwsze sety padły łupem naszego zawodnika (11:9 i 12:6). Niesiony ogromnym dopingiem litewskich kibiców, Dvylaitis nie zamierzał się poddać, dzięki czemu wygrał dwie kolejne odsłony meczu finałowego (11:7 i 12:9). Czekał nas zatem nie pierwszy już tie-break. A w nim wymiany punkt za punkt i bramka za bramkę, istna wojna nerwów, którą ku uciesze gospodarzy Mindaugas zakończył wynikiem 12:7. Było to dla niego podwójnie ważne zwycięstwo, bowiem po raz pierwszy wygrał u siebie. Radość Litwina była ogromna.

Majowy turniej w Wilnie był ostatnim, jaki zaplanowano przed najważniejszymi tegorocznymi zawodami − mistrzostwami Europy. Nie zabraknie na nich oczywiście polskiej kadry, tym razem w rekordowej liczbie aż 13 showdownistów.

International Showdown Tournament 2026
8-31.05.2026 r., Wilno

Kobiety

1. Hanna Vilmi Finlandia
2. Elżbieta Mielczarek Polska
3. Jaana Pesari Finlandia
(…)
6. Monika Szwałek Polska
7. Weronika Szynal Polska

Mężczyźni

1. Mindaugas Dvylaitis Litwa
2. Krystian Kisiel Polska
3. Filip Liszewski Polska
(…)
6. Adrian Słoninka Polska

Do Bolesławca po awans

Półfinały indywidualnych mistrzostw Polski w showdownie 2026 za nami. Areną zmagań, które odbyły się w dniach 3-7 czerwca, był hotel Ibis Styles w Bolesławcu, a efektem rywalizacji wyłonienie dziesięciu kobiet i dziesięciu mężczyzn, którzy dołączą do turnieju finałowego mistrzostw Polski, oraz dwojga zdobywców dzikich kart.

Przedturniejowe rozterki

Organizację zawodów ujętych w kalendarzu Stowarzyszenia „Cross” dofinansował PFRON. W tym roku pierwszy raz połączono oba półfinałowe turnieje i rozegrano je wspólnie w jednym miejscu i czasie. Aby pomieścić dużą liczbę 64 zawodników, postawiono na nowe miejsce. Odpowiedzialni za przygotowanie imprezy krakowscy działacze klubowi wybrali ostatecznie oddalony o kilkaset kilometrów od Krakowa Bolesławiec.

Do walki o awans stanęły 32 kobiety i tyluż mężczyzn, do tego przewodnicy i obsługa turnieju, łącznie niemal setka osób. Trzeba było jeszcze znaleźć 13 gotowych do pracy w jednym czasie sędziów − spośród kilkunastu w ogóle − co okazało się wyzwaniem. Ostatecznie dzięki ogromnej pomocy Anety Parobczak, która przyjęła na siebie ciężar obowiązków sędzi głównej, udało się zebrać potrzebną liczbę arbitrów, w tym trzy panie.

Lista startujących mężczyzn zapełniła się szybko, w przypadku pań potrzebna zaś była „dogrywka”, na szczęście udana. Choroby i sytuacje losowe sprawiły, że nie wszyscy dotarli na miejsce. Sporo dyskusji przy tej okazji wywołały zmiany w liczbie zawodników kwalifikujących się do finału MP za ubiegłoroczny wynik. Uprzednio tylko obsada podium miała zapewniony udział, w tym roku postanowiono rozszerzyć to grono do pięciu osób. Według wielu graczy to za dużo i do tego skraca to o kilka osób listy półfinałowe. Wieczór przed rozgrywkami, oprócz spotkania sędziów, przeznaczony był na kontrolę sprzętu zawodników. Kilka rakietek wymagało poprawek z użyciem papieru ściernego, aby dostosować ich wymiary do regulaminowych.



osoby grają w showdownMecz Ariel Kiresztura vs Wojciech Woźniak

Zakręty na stole

Rozgrywki ruszyły w czwartek 4 czerwca. Meczów do rozegrania było sporo. Z każdej z ośmiu grup męskich i żeńskich po dwie osoby przechodziły wyżej do gry o ćwierćfinał, zaś pozostali rozgrywali niższe drabinki. Na tym etapie zaskoczeń wielu nie było. Spośród panów z pierwszego lub drugiego miejsca wyszło aż czterech graczy Słupska, trzech z Krakowa, po dwóch przedstawicieli Chorzowa i Wrocławia oraz po jednym z Częstochowy, Olsztyna, Przemyśla, Wałbrzycha i Warszawy. Spośród pań pierwszy etap walki o awans przeszło pomyślnie po jednej przedstawicielce Chorzowa, Przemyśla, Warszawy i Wałbrzycha, po dwie Bydgoszczy, Lublina, Olsztyna i Słupska oraz aż cztery zawodniczki z Wrocławia. Jeszcze tego samego dnia po południu rozpoczęto boje o rozstawienia. Ruszyły pojedynki bratobójcze, więcej meczów było zaciętych, trzysetowych. Zaczęły pojawiać się głosy o niedoskonałościach kilku stołów. Nowe stoły były bardzo szybkie, na części z nich rozgrywano DMP kilka tygodni wcześniej, a dwa były używane po raz pierwszy. Po dokładnym sprawdzeniu orzeczono, że podłogi w salach są dobre, stoły stoją poziomo, a jednak... na niektórych bandach piłki wychodziły w aut jakby częściej.

Przed ostatecznymi rozgrywkami o miejsca premiowane awansem swoje szanse straciło po jednym zawodniku z Częstochowy, Chorzowa, Krakowa oraz Wrocławia, przy czym dla Częstochowy był to koniec marzeń o finale. Wśród pań po jednej szansie na awans straciły: Chorzów (pożegnanie z finałem), Olsztyn, Słupsk i Wrocław. W trudnym położeniu byli zawodnicy grający o miejsca 9-12 – spośród nich tylko po dwoje zapewniało sobie bezpośredni awans do najlepszej dziesiątki i wrześniowego finału MP.

Finały półfinałów

Ćwierćfinały to tzw. pięciosetówki, czyli do trzech wygranych setów. W wyniku ich rozstrzygnięć do męskich półfinałów trafili Krzysztof Sobiło z Przemyśla, Ariel Kiresztura ze Słupska, Michał Wałecki z Warszawy i Kacper Mazur z Wrocławia. W stawce kobiet półfinały rozgrywały Klaudia Sasin z Lublina, Paulina Krupa ze Słupska i dwie Wrocławianki − Klaudia Frankowska i Julia Szwałek.

Najlepsza ósemka walczyła już o pozycję, a ciut niżej nadal trwał bój o awans do dziesiątki. U kobiet oglądaliśmy passę Joanny Pożaryckiej. W ostatnim swoim meczu mierzyła się z Oliwią Idziak reprezentującą „Syrenkę” Warszawa. Był to zacięty mecz i, co ciekawe, pierwszy set należał do Oliwii. Dopiero później wzięło górę doświadczenie i Olsztynianka wygrała dwa kolejne sety, choć jeden z nich naprawdę niewielką przewagą. Po tej rozgrywce stwierdziła, że chyba był to dla niej najtrudniejszy i najbardziej wymagający mecz całego turnieju. U panów w strefie 9-12 było blisko ciekawego rozstrzygnięcia, w którym trzy osoby mogły mieć po 2 punkty, ale w ostatnim meczu wyszło zmęczenie u Patryka Hyli, który przegrał z Łukaszem Zastępskim 0:2. Zawodnik przyznał na koniec, że faktycznie brakło mu już nieco energii.

osoby w trakcie gryMecz półfinałowy kobiet. Julia Szwałek vs Klaudia Frankowska

Największym zainteresowaniem publiczności cieszyły się oczywiście mecze w strefie medalowej. W pierwszej kolejności rozegrano je w kategorii kobiet, gdzie dwie Wrocławianki walczyły z przedstawicielkami Lublina i Słupska. O ile Julia Szwałek zwyciężyła z Klaudią Sasin i mogła już cieszyć się z medalu, o tyle jej klubowa koleżanka Klaudia Frankowska musiała uznać wyższość Pauliny Krupy reprezentującej „Zryw” Słupsk. Radości kibiców Słupska nie było końca. Cieszyli się z tego zwycięstwa, bo po wygranej nad Wrocławiem w DMP w kwietniu to kolejne ważne zwycięstwo przebudowanej w ostatnim czasie ekipy nad zawsze groźnym rywalem z Dolnego Śląska. A przecież przed sobą mieli jeszcze pojedynek swojego zawodnika o brąz półfinału, który zgromadził pełną salę widzów.

Tymczasem na finał półfinału zmierzali już Krzysztof Sobiło („Podkarpacie” Przemyśl) i Michał Wałecki („Syrenka” Warszawa). Krzysztof twierdził (a może to tylko plotki?), że ma to „wyliczone”, zaś Michał powiedział, że postara się to zakończyć w trzech setach. O dziwo obaj mieli rację: Krzysztof „wyliczył” przeciwnika idealnie, zaś Michał rozegrał dokładnie trzy sety, nie wygrał, ale srebro i tak odbierał z uśmiechem.

Mecz o brąz półfinału między Arielem Kireszturą a Kacprem Mazurem zapamięta najwięcej kibiców. Było tam prawie wszystko. Bo już Kacper prowadził 2:0, już kibice Słupska wzdychali ze smutkiem, aż Ariel pokazał, że... gra się do ostatniego gwizdka! Najpierw wyszarpnął trzeci set i, jak później wspominał, nie było łatwe, by utrzymać inicjatywę i ograć rywala w czwartym secie. Doszło do tie-breaku, w którym górą także był Ariel. Kibice „Zrywu” oszaleli ze szczęścia. Ich krzyk radości po ostatnim gwizdku było chyba słychać w całym Bolesławcu.

Tuż przed ceremonią medalową trener kadry Szymon Borkowski chodził niespokojnie, nadal zastanawiając się, komu przyznać dzikie karty. Ostatecznie, jak powiedział w swojej przemowie, postawił na młodość. Dzikie karty otrzymali: Oliwia Idziak („Syrenka” Warszawa) oraz Cezary Słoboda („Zryw” Słupsk). Oboje zajęli dwunaste miejsce.

Po wręczeniu pucharów i oficjalnym zakończeniu odbyło się spotkanie zainteresowanych zawodników, bez udziału sędziów, zainicjowane przez jedną z trenerek. Obecni mogli się dowiedzieć, jak wygląda przygotowanie turnieju od strony organizacyjnej i na co ma wpływ albo nie ma wpływu koordynator. Ponieważ na spotkaniu było kilka osób organizujących różne wydarzenia, przekazywane informacje mogły dzięki temu być w miarę kompletne.

Warto wspomnieć o ciekawym eksperymencie na meczach finałowych. Oddelegowano do nich po czterech sędziów, co miało przetestować jeden z pomysłów IBSA. Sędziowie różnie ten koncept oceniali. Jak później mówili, z pewnością można będzie w ten sposób obsadzać najważniejsze mecze, ale trudno stosować to szeroko. Ważne także, z kim się sędziuje, żeby w takiej grupie dobrze się ze sobą komunikować. Będziemy przyglądać się, co z tego wszystkiego wyniknie.

grupa osób z pucharamiZdobywcy awansu do jesiennych finałów z pamiątkowymi statuetkami w rękach

Czekamy teraz na finały i kolejny etap rozgrywki słupsko-wrocławskiej. Czy Lublin albo Przemyśl będą w stanie wtrącić się w pojedynek tych dwóch ekip? Czy Kraków uzyska swój historycznie najlepszy wynik? Czy objawi się jakiś czarny koń? I jak poradzą sobie zdobywcy dzikich kart? Przekonamy się o tym we wrześniu.

Korzystając z okazji, zapraszamy na Mistrzostwa Europy w Showdownie Kraków 2026, które odbędą się w dniach 3-10 lipca. W hotelu Ibis Kraków Centrum można będzie kibicować najlepszym, których większość, miejmy nadzieję, będzie stanowić kadra Polski. Każdy będzie mógł również śledzić wydarzenie na stronie ME: https://ibsashowdown2026.pl/

Awans do finału Mistrzostw Polski w Showdownie 2026 wywalczyli

Kobiety:

1. Paulina Krupa „Zryw” Słupsk
2. Klaudia Frankowska „Sprint” Wrocław
3. Julia Szwałek „Sprint” Wrocław
4. Klaudia Sasin „Ikar” Lublin
5. Katarzyna Stenka „Ikar” Lublin
6. Teresa Janikowska „Łuczniczka” Bydgoszcz
7. Ewa Ćwiek „Podkarpacie” Przemyśl
8. Natalia Jarosz „Sprint” Wrocław
9. Joanna Pożarycka „Warmia i Mazury” Olsztyn
10. Weronika Wall „DoSAN” Wałbrzych
11. Dzika karta: Oliwia Idziak „Syrenka” Warszawa

Mężczyźni:

1. Krzysztof Sobiło „Podkarpacie” Przemyśl
2. Michał Wałecki „Syrenka” Warszawa
3. Ariel Kiresztura „Zryw” Słupsk
4. Kacper Mazur „ Sprint” Wrocław
5. Adam Wołczyński „DoSan” Wałbrzych
6. Daniel Kuźniar „ Zryw” Słupsk
7. Bogusław Rutkowski „Warmia i Mazury” Olsztyn
8. Piotr Niesyczyński „Lajkonik” Kraków
9. Łukasz Zastępski „Lajkonik” Kraków
10. Dariusz Konopa „Zryw” Słupsk
11. Dzika karta: Cezary Słoboda „Zryw” Słupsk

Gotowi, by bronić tytułów

Już w dniach 3-10 lipca 2026 r. Kraków stanie się stolicą europejskiego showdowna. Najlepsi zawodnicy kontynentu przyjadą do Polski, by walczyć o medale mistrzostw Europy, a biało czerwoni staną przed niezwykle trudnym zadaniem – obroną tytułów indywidualnych i tytułu drużynowego. Jak przebiegają przygotowania naszej reprezentacji? Czy rola gospodarza i obrońcy tytułu bardziej motywuje, czy też jest dodatkową presją? Kto będzie najgroźniejszym rywalem Polaków w walce o medale? Między innymi o tym z Szymonem Borkowskim, trenerem reprezentacji Polski w showdownie, rozmawia Piotr Niesyczyński, członek Komitetu Organizacyjnego IBSA Showdown European Championship Kraków 2026.

Piotr Niesyczyński: − Polska od kilku lat należy do ścisłej światowej czołówki showdowna. Jak ocenia Pan obecne przygotowanie reprezentacji do mistrzostw Europy w Krakowie?

Szymon Borkowski: − Myślę, że jesteśmy bardzo dobrze przygotowani. Wszyscy zawodnicy systematycznie trenują w swoich klubach. Ponadto odbyliśmy cykl przygotowań do mistrzostw, na który składały się zgrupowania i konsultacje indywidualne. Dzięki nim mogliśmy przećwiczyć różne rozwiązania taktyczne oraz udoskonalić poszczególne elementy gry. Co również czynimy podczas innych turniejów, zarówno krajowych, jak i międzynarodowych.

− Biało-czerwoni będą bronić tytułów indywidualnych mistrzów Europy i w rywalizacji drużynowej. Czy rola faworyta bardziej motywuje, czy zwiększa presję?

− I jedno, i drugie. Zresztą nasza kadra bardzo profesjonalnie podchodzi do wszystkich zawodów, więc nie mam problemów z motywacją zawodników. Każdy chce przecież osiągnąć jak najlepszy wynik. W myśl zasady „bij mistrza” to większość innych nacji bardzo chce nas pokonać i sami sobie taką presję narzucają. My wiemy, co mamy robić, i wiemy, na co nas stać. Oczywiście, z respektem oraz szacunkiem podchodzimy do każdego przeciwnika i nigdy nikogo nie lekceważymy. Bo to największy błąd, jaki można popełnić. Zbyt duża pewność siebie powoduje rozluźnienie, a to zazwyczaj źle się kończy. Dlatego do każdego meczu podchodzimy z takim samym zaangażowaniem i profesjonalizmem.

− Jakie znaczenie ma dla zawodników możliwość rywalizacji u nas, w Krakowie?

− Granie przed własną publicznością dodatkowo motywuje. To wielki zaszczyt móc grać z orzełkiem na piersi na polskiej ziemi. Oczywiście, bardzo liczymy na doping ze strony kibiców, bo on dodaje nam skrzydeł. Osobiście bardzo się cieszę, że najważniejszy turniej w sezonie 2026 odbędzie się właśnie w Polsce. Nasz kraj potrzebuje międzynarodowych zawodów, dlatego chylę czoła przed organizatorami, że podjęli się tego wyzwania. Ale znając chłopaków, wiem, że poradzą sobie znakomicie.

− Które reprezentacje uważa Pan za najgroźniejszych rywali w walce o medale?

− To bardzo trudne pytanie. Showdown bardzo się rozwinął i widać to na każdych zawodach. Jeśli chodzi o rywalizację drużynową, to również mamy wiele zespołów, które śmiało mogą pretendować do miejsca na podium. I zdecydowanie jest ich więcej niż miejsc na pudle. Statystycznie w finałach najczęściej mierzyliśmy się z reprezentacją Finlandii, i to ich należy upatrywać jako jednych z faworytów. Bardzo mocne są też ekipy z Włoch, Łotwy, Belgii czy Bułgarii. Po raz pierwszy od kilku lat w najmocniejszych składach zagrają też Francuzi oraz Litwini, i oni również mogą sporo namieszać. Zresztą drużynówka jest bardzo specyficzna i tak naprawdę przy dobrej dyspozycji dnia każda z ekip może powalczyć o najwyższe cele. Oczywiście, wśród faworytów nie może zabraknąć naszego zespołu, ale tak jak wspomniałem wcześniej, do każdego meczu i każdego rywala podchodzimy z szacunkiem i respektem.

dwie osoby naradzają się przy stolePrzedmeczowe ustalanie taktyki na konkretnego przeciwnika to dla zawodnika i trenera oczywista sprawa. Tu z Katarzyną Stenką

− Co może być największym atutem polskiej drużyny?

− Myślę, że jest nim bardzo wyrównany skład. Team tworzy sześcioro zawodników, w naszym przypadku są to trzy kobiety i trzech mężczyzn. I każdy może zastąpić każdego, bez jakiegokolwiek osłabiania drużyny. Poza tym zawsze wspierają nas gracze, którzy biorą udział w rywalizacji indywidualnej, ale ze względu na ograniczenia ilościowe nie znaleźli się w tej wyselekcjonowanej szóstce. Bo team spirit to nasza kolejna mocna strona. Tworzymy jedną zgraną ekipę, która jest razem w tych dobrych i tych gorszych chwilach.

− Czy reprezentacja Polski jest podobna do tej, jaką pamiętamy z poprzednich mistrzostw Europy?

− Przez ostatnie dwa lata w kadrze zmieniło się kilkoro zawodników, ale trzon pozostał ten sam. Staram się opierać kadrę na doświadczonych graczach, do których dodaję świeżej krwi, czyli młodych sportowców, którzy prezentują bardzo wysoką formę i mogą się jeszcze wiele nauczyć od swoich starszych stażem koleżanek i kolegów z drużyny. Bo za kilka lat to oni staną się tymi doświadczonymi, którzy, mam taką nadzieję, będą uczyć kolejne pokolenia showdownistów.


dwie osoby naradzjaą się przed grąPodczas przerwy w meczu zawodnik i trener mają tylko minutę na wymianę spostrzeżeń. Tu z Krystianem Kisielem

− Który z reprezentantów zrobił podczas przygotowań największy postęp?

− Myślę, że największy postęp w ostatnim czasie zrobił Filip Liszewski. Bardzo się rozwinął, zarówno w elementach gry, jak i samej taktyki. Dodatkowo zbudował sporą masę mięśniową, co niewątpliwie ma wpływ na jego siłę uderzenia.

− Czy w składzie są zawodnicy, którzy mogą stać się pozytywnym zaskoczeniem mistrzostw?

− Oczywiście, że tak. Wszystkie zawodniczki i wszyscy zawodnicy mogą pozytywnie zaskoczyć. Plany są ambitne, ale i tak wszystko zweryfikuje stół.

− Jak wygląda współpraca pomiędzy bardziej doświadczonymi showdownistami i młodszymi?

− To jest niesamowite, jak w polskiej kadrze dogadują się ci starsi stażem zawodnicy z młodszym pokoleniem. Nie ma żadnego niepotrzebnego i sztucznego dystansu, wszyscy są sobie równi. Dzięki temu jest porozumienie w każdym temacie. Zarówno podczas spotkań formalnych jak i tych zupełnie nieformalnych.

− Obserwuje Pan reprezentacje innych krajów. Które w ostatnich latach szczególnie szybko się rozwijają?

− Ogromny postęp zrobiło wiele drużyn, jako przykład mogą posłużyć chociażby belgijska i bułgarska. Widać, że ostro trenują. A przede wszystkim można zobaczyć, że sama gra sprawia im ogrom radości. A o to w tym przecież chodzi.

− Który element gry najczęściej decyduje o zwycięstwie w meczach na najwyższym poziomie?

− Nie da się wskazać jednego elementu. Showdown to gra, w której na zwycięstwo składa się wiele czynników. Ważna jest technika, sprawność fizyczna, chłodna głowa, spryt. Brak choćby jednej z tych składowych może zadecydować o naszej porażce. A nie zapominajmy także o turniejowym doświadczeniu, które również może być tą kropką nad i.

− Jakie były pierwsze reakcje zawodników, gdy dowiedzieli się, że mistrzostwa Europy odbędą się w Krakowie?

− Wszyscy bardzo się z tego powodu ucieszyli. Polska potrzebuje międzynarodowych turniejów na najwyższym poziomie. A wiem, że takie właśnie będą tegoroczne mistrzostwa Europy.

− Co powiedziałby Pan kibicom, którzy mają wybór − internet albo kibicowanie w Krakowie, na widowni?

− Z całego serca zachęcam, by przyszli na zawody i zobaczyli showdown na żywo. To zupełnie inne emocje niż podczas oglądania transmisji online z turniejów. A ich wsparcie podczas meczów może nam tylko pomóc w osiągnięciu najwyższych wyników.

− Jakie marzenie sportowe chciałby Pan zrealizować wspólnie z reprezentacją podczas tych mistrzostw?

− Bardzo bym chciał, aby udało nam się obronić tytuł drużynowych mistrzów Europy. Odkąd objąłem kadrę w 2021 roku, nie schodzimy w rywalizacji drużynowej z najwyższego stopnia podium. To oczywiście zasługa zawodników, którzy jednak swoimi sukcesami potwierdzają, że wybierając właśnie ich do kadry narodowej, dokonałem właściwego wyboru.


postać mężczyznyTrener Szymon Borkowski podczas jednego z turniejów międzynarodowych

− Czego życzyłby Pan swoim zawodnikom przed rozpoczęciem rywalizacji?

− Przede wszystkim braku kontuzji. W showdownie, jak w każdym innym sporcie, zdarzają się urazy, które utrudniają lub całkowicie uniemożliwiają grę. Dlatego chciałbym, abyśmy przez cały turniej przeszli cali i zdrowi.

− Jakie przesłanie ma Pan dla wszystkich kibiców,którzy będą śledzić mistrzostwa Europy w Krakowie?

Bądźcie ważną częścią tego sportowego święta. Wasz doping może nas unieść na sam szczyt!

 

Rozmawiał Piotr Niesyczyński

Do góry

Węgierska Górka powitała szachistów

W dniach 2-10.06.2026 r. w Hotelu Beskidian w Węgierskiej Górce odbyły się tegoroczne mistrzostwa Stowarzyszenia „Cross” w szachach. Turniej, po wielu latach goszczenia w Wągrowcu, przeniósł się w góry, do pięknego i malowniczego Beskidu Żywieckiego.

W imprezie wzięło udział 40 zawodniczek i zawodników z 13 klubów Stowarzyszenia. Zawody rozegrano na dystansie 9 rund, tempo 90 minut plus 30 sekund na ruch dla każdego zawodnika. Turniej sędziował sędzia FIDE Leszek Bakalarz, a koordynatorem imprezy był Jerzy Hanus. Rozgrywki niewidomych szachistów dofinansował PFRON.

W pierwszej rundzie nie zanotowano nic zaskakującego, wszystkie wyniki były zgodne z przewidywaniami. Za to druga przyniosła jedną sporą niespodziankę w postaci zwycięstwa Bożeny Chudoby z „Tęczy” Poznań nad faworytem Mirosławem Kopcem z „Warmii i Mazur” Olsztyn, rozstawionym z trzecim numerem. Pozostałe rozstrzygnięcia nie były zaskoczeniem, choć w pojedynku dwojga zawodników z Kielc zwraca uwagę wygrana Karola Cisa z Danutą Krupecką-Bakalarz.

Przeglądając rezultaty trzeciej rundy, warto zwrócić uwagę na zwycięstwo Karola Nowaka (ŚKS Kielce) nad Henrykiem Groszkowskim („Syrenka” Warszawa) oraz Stanisława Raczka („Beskidek” Żywiec) nad Stanisławem Kosińskim, który zmienił barwy klubowe na „Jutrzenkę” Częstochowa. Godny podkreślenia był remis Antoniego Niedźwiedzia („Pionek” Bielsko-Biała) w potyczce z Karolem Cisem. W kobiecym pojedynku Teresa Dębowska („Syrenka” Warszawa) pokonała bardzo dobrze spisującą się do tego momentu Bożenę Chudobę.

dwie osoby w trakcie gry w szachyAnna Kurzyńska („Syrenka” Warszawa) w pojedynku ze Zbigniewem Raczkiem („Zryw Słupsk)

Czwarta runda to m.in. starcie niepokonanych dotychczas Karola Nowaka ze Stanisławem Raczkiem, które zakończyło się zwycięstwem tego pierwszego. Także godne uwagi są zwycięstwa Marka Pociejowskiego z „Tęczy” Poznań nad Antonim Niedźwiedziem oraz Mirosława Kopca nad Karolem Cisem. Liderem przed półmetkiem, z kompletem punktów, był Karol Nowak.

Piąta runda przyniosła kolejne zwycięstwo Karola Nowaka, tym razem ze Stanisławem Kosińskim. Wicelider Marek Pociejowski pokonał Stanisława Raczka, a trzecia Teresa Dębowska wygrała z Mirosławem Kopcem. Na uwagę zasługuje również remis Henryka Groszkowskiego z Bożeną Chudobą.

W szóstej rundzie Karol Nowak stracił pierwsze punkty, przegrywając z Teresą Dębowską. Swoją partię znów wygrał Marek Pociejowski, tym razem z Henrykiem Groszkowskim. Do podziału punktów doszło w pojedynku Bożeny Chudoby i Antoniego Niedźwiedzia. Po zwycięstwach do czołówki wrócili Karol Cis i Mirosław Kopiec. Pierwszy z nich pokonał Zbigniewa Raczka ze „Zrywu” Słupsk, a drugi Wiesława Konarskiego z „Atutu” Nysa.

Siódma kolejka to remis na szczycie pomiędzy Teresą Dębowską a Markiem Pociejowskim oraz zwycięstwa: Karola Nowaka w derbowym pojedynku z Karolem Cisem, Antoniego Niedźwiedzia ze Stanisławem Raczkiem, Stanisława Kosińskiego z Bożeną Chudobą i Mirosława Kopca z Henrykiem Groszkowskim. Dzięki remisowi na pierwszej szachownicy na fotel lidera wrócił Karol Nowak.

W ósmej rundzie miał miejsce bardzo ważny pojedynek, w którym Karol Nowak dość niespodziewanie pokonał Marka Pociejowskiego, uważanego przed turniejem za głównego kandydata do złotego medalu. Teresa Dębowska zainkasowała punkt w partii z Antonim Niedźwiedziem, a Mirosław Kopiec był lepszy od Stanisława Kosińskiego. W ostatnim meczu czołówki  Stanisław Raczek zremisował z Karolem Cisem. Przed ostatnią rundą pierwsze miejsce wciąż zajmował Karol Nowak, przed Dębowską i Kopcem.

W finałowej, dziewiątej rundzie, gwoździem programu był pojedynek lidera Karola Nowaka z trzecim Mirosławem Kopcem. Partia zakończyła się remisem po niezbyt zaciętej walce, co dziwi, bowiem nawet porażka prowadzącego nie zmieniłaby kolejności na podium. Teresa Dębowska, po zwycięstwie nad Karolem Cisem, dzięki lepszemu wartościowaniu zapewniła sobie pierwsze miejsce w turnieju. Drugi był prowadzący przez całą imprezę Karol Nowak, a trzeci Mirosław Kopiec. Dopiero czwarte miejsce zajął Marek Pociejowski.

Zwycięstwo Teresy Dębowskiej w mistrzostwach jest jak najbardziej zasłużone. Grała solidnie i równo, mimo problemów zdrowotnych. Przechodziła przeziębienie, a i tak umiała dobrze zagrać.

Drugie miejsce Karola Nowaka to jednocześnie sukces i niedosyt, ponieważ zabrakło mu 10 małych punktów do wypełnienia normy na kandydata, a także do wygrania turnieju. Dość szybki remis w ostatniej rundzie był na pewno jego błędem, skoro niewiele ryzykował. Trzeci Mirosław Kopiec może być zadowolony z zajętego miejsca, stracił przecież trochę punktów, niekiedy tam, gdzie nie powinien. Czwarta pozycja Marka Pociejowskiego to osiągnięcie poniżej oczekiwań i pewnie chciałby on o tym turnieju jak najszybciej zapomnieć.


grupa osób na sali gryW centrum kadru Sławomir Kurzyński („Syrenka” Warszawa)  kontra Małgorzata Strelczuk („Zryw” Słupsk)

Piąty Antoni Niedźwiedź jest chyba ze swojego wyniku zadowolony, ponieważ grał solidnie i pewne 6 p. to rezultat na miarę możliwości tego zawodnika. Szósta lokata Wiesława Konarskiego stanowiła wielką niespodziankę, bowiem przed turniejem nikt nie obstawiał, że znajdzie się w pierwszej dziesiątce. Tymczasem dobra i cierpliwa gra doprowadziła Wiesława do wysokiej pozycji i życiowego sukcesu, który doda mu pewności siebie i zmobilizuje zapewne do systematycznej pracy.

Również dalsze miejsca zawodników z pierwszej dziesiątki są znaczące, zarówno siódme Joachima Trochy („Jutrzenka” Częstochowa), jak i ósme Karola Cisa. Szczególnie gra Karola jest miłą niespodzianką, ponieważ wynik swój wypracował w partiach z czołówką zawodów. Z kolei dziewiąta pozycja Stanisława Raczka to osiągnięcie poniżej oczekiwań tego zawodnika. Zeszłoroczne rezultaty z imprez szachowych stawiały go w gronie kandydatów do zajęcia jednej z czołowych lokat. Dziesiąta Bożena Chudoba, po świetnym początku, później nieco obniżyła loty, a niewątpliwie stać ją na wyższą pozycję. Jedenasty Stanisław Kosiński grał nierówno i stąd był tak nisko w tabeli. Reszta zawodników niczym specjalnym się nie wyróżniła. Stawka, poza czołówką, grała na przeciętnym poziomie. Ranga turnieju zobowiązuje do gry na nieco wyższym poziomie.

osoby z pucharamiPodium Mistrzostw Stowarzyszenia „Cross” w Szachach 2026. Od lewej: Teresa Dębowska („Syrenka” Warszawa), Karol Nowak (ŚKS Kielce), Mirosław Kopiec („Warmia i Mazury” Olsztyn)

Swoją kategorię szachową na II podniosła Barbara Szalbierz z „Razem na Szlaku” Poznań. Zwycięzcy turnieju otrzymali puchary, statuetki oraz dyplomy. Podczas mistrzostw nie zanotowano u zawodników żadnych problemów zdrowotnych, panowała miła i koleżeńska atmosfera. Hotel Beskidian, jak zwykle, zapewnił bardzo dobre warunki pobytu oraz smaczne posiłki. Na terenie ośrodka znajduje się otwarty basen kąpielowy, sala ze stołem do tenisa stołowego, piłkarzyki i inne atrakcje, a malownicza okolica Węgierskiej Górki zachęca do spacerów.

Mistrzostwa Stowarzyszenia „Cross” w szachach
2-10.06.2026 r., Węgierska Górka
(najlepsi w klasyfikacji)

1. Teresa Dębowska „Syrenka” Warszawa 7,5 p.
2. Karol Nowak ŚKS Kielce 7,5 p.
3. Mirosław Kopiec „Warmia i Mazury” Olsztyn 6,5 p.
4. Marek Pociejowski „Tęcza” Poznań 6,5 p.
5. Antoni Niedźwiedź „Pionek” Bielsko-Biała 6 p.
6. Wiesław Konarski „Atut” Nysa 5,5 p.
7. Joachim Trocha „Jutrzenka” Częstochowa 5,5 p.
8. Karol Cis ŚKS Kielce 5 p.
9. Stanisław Raczek „Beskidek” Żywiec 5 p.
10. Bożena Chudoba „Tęcza” Poznań 5 p.

 

Najmocniejsze figury przy zielonych stolikach

W dniach 25.05-3.06.2026 r. w znanym już naszym brydżystom hotelu Europa w Giżycku rozegrano dwie imprezy rangi mistrzostw Polski niewidomych i słabowidzących w brydżu sportowym − w rozgrywce na maksy i w drużynie.

W pierwszej kolejności przystąpiono do rywalizacji par klubowych na maksy. W tym roku do stolików zasiadła rekordowa liczba 20 par z siedmiu klubów Stowarzyszenia „Cross”. Rozegrano trzy 26-rozdaniowe sesje, w których wynikami wyróżniali się medaliści z lat poprzednich: Ewa Miszczak i Zbigniew Wyziński („Syrenka” Warszawa) − tegoroczni zwycięzcy, Jerzy Czeszewski i Mirosław Mirynowski („Zryw” Słupsk) oraz para kobieca Barbara Swatkowska i Iwona Wierzbicka („Elcross” Elbląg). Grających par było aż dwadzieścia, więc sędziowie Krzysztof Lipowski i Roman Kierznowski musieli włożyć dużo wysiłku, aby dokładnie wszystko policzyć. Dla jednej z sesji trwało to nawet około sześciu godzin, na obiad trzeba było zatem nieco poczekać, ale za to smakował on wszystkim wyjątkowo dobrze.


grupa osób gra w brydżaPara brydżowa „Podkarpacia” Przemyśl Wiesława Wołoszyn – Stanisława Szymańska w rozgrywce z parą „Elcrossu” Elbląg Barbara Swatkowska - Iwona Wierzbicka

Brydżyści poszli za ciosem i bezpośrednio po turnieju na maksy rozegrali drużynowe mistrzostwa Polski. O tytuł walczyło siedem reprezentacji klubów Stowarzyszenia „Cross”. Zgodnie z regulaminem turniej rozegrano systemem „każda drużyna z każdą” na dystansie siedmiu rund. Ze względu na nieparzystą liczbę przeciwników każdy zespół raz pauzował. Od pierwszej rundy prym wiodły „Zryw” Słupsk, „Warmia i Mazur” Olsztyn oraz „Elcross” Elbląg. „Syrenka” Warszawa, po meczu przegranym z „Victorią” Białystok, spadła na niższą pozycję. Należy dodać, że grająca z roku na rok w coraz słabszym składzie drużyna „Podkarpacia” Przemyśl wszystkie swoje mecze wysoko przegrywała. W ostatnich rundach dobrym finiszem popisały się drużyny elbląska i warszawska. Miłym zaskoczeniem było więc zdobycie − po raz pierwszy! − tytułu drużynowego mistrza Polski przez „Elcross” Elbląg, dla którego grali: Barbara Swatkowska, Iwona Wierzbicka, Alina Przestrzelska i Jacek Rydinger. Pozostałe miejsca medalowe zajęły „Warmia i Mazury” Olsztyn (w składzie: Tomasz Stopierzyński, Adam Żukowski, Ryszard Ratajczak i Bernard Olejnik) oraz „Syrenka” Warszawa (w składzie: Ewa Miszczak, Zbigniew Wyziński, Waldemar Orłowski i Leszek Mystkowski).


grupa osób z medalamiZwycięskie pary w grze na maksy. Od lewej: sędzia Krzysztof Lipowski, koordynator Wacław Morgiewicz, Barbara Swatkowska, Iwona Wierzbicka, z tyłu sędzia Roman Kierznowski, Zbigniew Wyziński, Ewa Miszczak, Leszek Mystkowski, Waldemar Orłowski oraz prezes Stowarzyszenia „Cross” Mirosław Mirynowski


Organizację mistrzowskich turniejów brydżowych dofinansował Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.


grupa osób z pucharamiZwycięskie drużyny brydżowe. Od lewej: koordynator Wacław Morgiewicz, Zbigniew Wyziński, Ewa Miszczak, Leszek Mystkowski, Barbara Swatkowska, Iwona Wierzbicka, Alina Przestrzelska, Jacek Ridinger, Adam Żukowski, Ryszard Suder, Tomasz Stopierzyński, prezes Mirosław Mirynowski i sędzia Krzysztof Lipowski

Mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących
w brydżu sportowym na maksy
25-29.05.2026 r., Giżycko
(pierwsza dziesiątka par)

 1. Ewa Miszczak, Zbigniew Wyziński 61,79 p.
2. Iwona Wierzbicka, Barbara Swatkowska 60,09 p.
3. Waldemar Orłowski, Leszek Mystkowski 58,46 p.
4. Mirosław Mirynowski, Jerzy Czeszewski 55,25 p.
5. Helena Korneluk, Bernard Olejnik 54,23 p.
6. Ryszard Suder, Adam Żukowski 54,05 p.
7. Bożena Sadlik, Andrzej Sadlik 53,42 p.
8. Emilia Wieczorek, Marek Konopka 52 p.
9. Andrzej Majcher, Jan Biskupski 51,75 p.
10. Franciszek Mocarski, Eugenia Wewersowicz 50,83 p.

Drużynowe mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących
w brydżu sportowym
29.05-3.06.2026 r., Giżycko

1. „Elcross” Elbląg 95,60 p.
2. „Warmia i Mazury” Olsztyn 93,12 p.
3. „Syrenka” Warszawa 91,19 p.
4. „Zryw” Słupsk 76,36 p.
5. „Victoria” Białystok 70,29 p.
6. „Jantar” Gdańsk 61,14 p.
7. „Podkarpacie” Przemyśl 20,29 p.

Ważne punkty, cenne medale i świeży rekord

Reprezentanci Polski w strzelectwie pneumatycznym osób niewidomych i słabowidzących udali się do Dolnej Saksonii, by w miejscowości Langelsheim wziąć udział w trzeciej edycji międzynarodowych zawodów strzeleckich IDECUP, organizowanych z myślą o tej grupie parasportowców.


Impreza rozpoczynała się 11 maja. Po sprawnym przejeździe z zakończonej we Wrocławiu pierwszej rundy Pucharu Polski rozpoczęliśmy dwa dni intensywnych treningów w Langelsheim. Była to świetna okazja do zapoznania się z rozkładem obiektu i warunkami, w tym temperaturą i akustyką pomieszczenia, np. czy bardzo słychać zbyt głośnych kibiców. Chodziło także o obeznanie się z samą charakterystyką dźwięku naprowadzającego, bo wzorem zeszłorocznej edycji organizator zapewnił wszystkim zawodnikom jednakowe diody. Czy to dobrze czy źle, ocena zawodników była niejednoznaczna. Wiele osób wskazywało na inną charakterystykę dźwięku niż emitowany z wykorzystywanych prywatnie diod, a to mówi samo za siebie. Szczególnie na niekorzyść tego rozwiązania przemawiały częste awarie i konieczność zmiany stanowisk. Zanosi się na to, że najprawdopodobniej w kolejnej edycji zostaną już dopuszczone własne urządzenia.



grupa osób na strzelnicyDebiutujący na arenie międzynarodowej Wojciech Muszczak („Jutrzenka” Częstochowa) wraz z asystentką Elżbietą Muszczak podczas rozgrywania konkurencji 10 m karabin pneumatyczy leżąc

Zgłoszonych zostało przeszło 30 uczestników, w tym sześcioro naszych reprezentantów: Grzegorz Kłos („Łuczniczka” Bydgoszcz) z asystentką Jolantą Szapańską, Barbara Matyka („Podkarpacie” Przemyśl) z asystentem Bogdanem Koniecznym, Barbara Moskal („Podkarpacie” Przemyśl) z asystentką Katarzyną Moskal, Wojciech Muszczak („Jutrzenka” Częstochowa) z asystentką Elżbietą Muszczak, Bogusław Rutkowski („Warmia i Mazury” Olsztyn) z asystentką Ksenią Borko oraz Katarzyna Orzechowska („Warmia i Mazury” Olsztyn). Poza Polakami wystąpili reprezentanci Finlandii, Hiszpanii, Chorwacji, Austrii, Niemiec, Czech, Słowacji i Francji. Parastrzelcy walczyli o trofea, ale także o możliwość udziału w mistrzostwach świata, co zapewniali sobie przez wystrzelanie tzw. minimum kwalifikacyjnego (MQS). Żaden kraj nie ma prawa zgłosić do startu zawodnika, który nie wypełnił tego wymogu.

Po kontroli sprzętu i oficjalnym treningu rozpoczęły się strzelania. Pierwszy dzień był poświęcony rywalizacji w postawie stojącej, w której wystartowało 26 strzelców. Strzelanie podzielone zostało na cztery zmiany. Najlepsza ósemka uczestników uzyskała awans do finału. W kwalifikacjach najlepiej spisała się Barbara Moskal (579,9 p.), świetnie zaprezentował się Bogusław Rutkowski (570,1 p. − nowy rekord Polski), do finału awansowały także Barbara Matyka (wynik 542,6 p.) i Katarzyna Orzechowska (wynik 539 p.). Na etapie kwalifikacji strzelania zakończyli Grzegorz Kłos (12. miejsce, wynik − 488,2 p.) oraz debiutujący w zawodach międzynarodowych Wojciech Muszczak (13. miejsce, wynik − 487,6 p.). Poza konkursem swój udział zanotowała także Ksenia Borko („Warmia i Mazury” Olsztyn, asystent – Bogusław Rutkowski), która z wynikiem 404 p. uplasowałaby się na 21. miejscu.

Pierwszy tego dnia duży sukces to ogłoszone wyniki klasyfikacji zespołowej, w której zwyciężyła drużyna w składzie Moskal, Rutkowski, Muszczak, a drugie miejsce zajął zespół Matyka, Orzechowska, Kłos.

W finale od początku trudne warunki podyktowali Hiszpanie − Alvaro Liebanas Serrano oraz Sonia Riviero Fernandez. Pierwszy z finałem pożegnał się Słowak Marek Sloboda, po nim rywalizację zakończyły Katarzyna Orzechowska i pierwsza z Hiszpanek – Isabel Maria Lopez. Z 5. lokatą opuścił stanowisko strzelnicze Bogusław Rutkowski, a chwilę po nim, po niefortunnym strzale 5,1 p., swój występ na 4. miejscu zakończyła Barbara Moskal. Wszystkim, którzy zdołali dojść do fazy medalowej, wyraźnie bardziej zaczęły drżeć ręce, bo strzały lokalizowały się poza polem 10, a nawet 9. Ostatecznie z sumą 197,2 p. rywalizację na najniższym stopniu podium zakończyła Barbara Matyka. W konkurencji zwyciężył Alvaro Liebanas Serrano, który z niemal sześciopunktową przewagą wyprzedził o wiele bardziej doświadczoną Sonię Riviero Fernandez.


grupa osób z pucharami i medalamiReprezentacja Polski podczas zawodów międzynarodowych IDECUP 2026, Langelsheim/Niemcy 

Drugiego dnia parastrzelcy rywalizowali w postawie leżącej. Na pierwszy ogień poszła Ksenia Borko, która strzelała poza konkursem i zanotowała 595,5 p., co w innej sytuacji uplasowałoby ją na 19. pozycji wśród 28 startujących. Tym razem do finału awansowało tylko dwóch Polaków. Szczęścia zabrakło trojgu reprezentantom, którzy w kwalifikacjach zajęli miejsca 9., 10. i 13., odpowiednio: Katarzynie Orzechowskiej  (612,4 p.), Wojciechowi Muszczakowi (611,8 p.) i Barbarze Moskal (606,2 p.). Awansujący do finału Bogusław Rutkowski i Grzegorz Kłos uzyskali odpowiednio 618,4 oraz 615 p. Ponownie zgromadzone wyniki indywidualne przekute zostały na sukces naszego zespołu, bo w klasyfikacji drużynowej zwyciężyli, połączywszy siły, Rutkowski, Kłos i Moskal, a trzecie miejsce zajął zespół w składzie Orzechowska, Muszczak i Matyka.

Sam finał miał interesujący przebieg. Początkowo duże trudności techniczne napotkał Grzegorz Kłos, ale po wymianie diody udało się jednak prawidłowo rozpocząć strzelanie. Pierwsza walkę skończyła Francuzka Helouse Mendouze, kolejny był znany nam z sukcesu w zeszłorocznym Olimp Cup Chorwat Petar Jelaković. Na 6. miejscu uplasowała się druga z Francuzek Christelle Girard, a chwilę po niej z finałem pożegnał się reprezentant Polski Grzegorz Kłos. Zaraz za podium, na 4. miejscu, strzelanie zakończył zawodnik, który miał do Langelsheim najdalej – reprezentujący Indie Dwarakesh Chandrasekaran. Z grupy medalowej najszybciej finał pożegnał Chorwat Fran Scracić, zdobywca 3. miejsca. Tym samym na polu gry pozostało już tylko dwoje zawodników – Bogusław Rutkowski oraz Isabel Maria Lopez z Hiszpanii. Kolejne dwie próby dały rozstrzygnięcie – zwyciężył reprezentant Polski! To doskonałe podsumowanie całego dnia rywalizacji, naszpikowanego niespodziewanymi trudnościami, w tym awarią broni. Walczyć należy zawsze do samego końca.

Przed strzelcami chwila oddechu i czerwcowa druga runda Pucharu Polski zaplanowana w Starachowicach. Po tych zmaganiach wyłoniony zostanie skład reprezentacji na mistrzostwa świata, które już we wrześniu odbywać się będą w Changwon w Korei.

 

Panie pokazały siłę

Od 24 maja do 1 czerwca 2026 r. w położonym na Dolnym Śląsku Wałbrzychu odbył się III Ogólnopolski Turniej Osób Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych. Do zmagań na stu polach przystąpili warcabiści reprezentujący 19 klubów sportowych z całej Polski, 20 zawodników i 25 zawodniczek.

Uczestników turnieju gościł Hotel Maria, położony blisko Zamku Książ i palmiarni. Zawody rozegrano systemem szwajcarskim na dystansie dziewięciu rund, z tempem gry wynoszącym 80 minut plus 30 sekund za ruch na zawodnika. Turniej odbył się dzięki dofinansowaniu pozyskanemu z PFRON oraz Ministerstwa Sportu i Turystyki. Organizatorem rozgrywek było Stowarzyszenie „Cross”, a przygotowaniem zmagań zajął się koordynator Michał Madaliński. Realizatorzy przedsięwzięcia zapewnili arbitrów czuwających nad sprawnym przebiegiem zawodów, którymi byli Robert Sobczyk w roli sędziego głównego oraz Krzysztof Kusowski − sędzia rundowy.

Turniej zainaugurowano wieczorem 24 maja 2026 r. przywitaniem zawodników, asystentów oraz sędziów. Uroczystego otwarcia dokonał Starosta Wałbrzyski Leonard Górski, po czym odbyła się odprawa techniczna połączona z omówieniem obowiązujących przepisów.

Podczas zawodów rozegrano 198 przepięknych partii pełnych przemyślanych posunięć oraz kombinacji cechujących się pomysłami taktycznymi, które prowadziły często do zwycięstwa. Gra toczyła się przy 22 stołach.

osoby w trakcie gry w warcabyAnna Grzempowska w wygranym pojedynku ze Zbigniewem Beretą

Zwyciężczynią wałbrzyskich rozgrywek warcabowych została Dorota Szela („Podkarpacie” Przemyśl), która zdobyła 15 p. z 18 możliwych i oczywiście wygrała również w klasyfikacji kobiet. Nie przegrała żadnej partii, trzy razy zremisowała i sześciokrotnie zwyciężyła. Drugie miejsce wśród pań stało się udziałem zawodniczki klubu „Jantar” Gdańsk Barbary Wentowskiej (13 p. i 5. lokata w open), a na najniższym stopniu podium pań zameldowała się Beata Bazylewicz z „Syrenki” Warszawa (12 p. i 7. miejsce w open). W klasyfikacji mężczyzn wygrał reprezentant gdańskiego „Jantaru” Mieczysław Kaciotys(drugi w open), który na swym koncie zgromadził 14 p. Jako następny wśród panów finiszował Dominik Kasperczyk z „Atutu” Nysa (13 p. i 3. lokata w klasyfikacji ogólnej). Tyle samo dużych punktów wywalczył trzeci wśród mężczyzn Jerzy Załomski z klubu „Pionek” Bielsko-Biała (czwarty w open). O kolejności najlepszych wśród mężczyzn decydowały małe punkty wartościowania.

Nie obyło się bez niespodzianek, wyżej notowani zawodnicy, teoretycznie lepsi, przegrywali z graczami z dołu listy startowej. Kilka osób wypełniło normy na wyższe kategorie warcabowe oraz poprawiło rankingi. Normę na tytuł AM uzyskała Dorota Szela, normę na I kategorię wypracowała Anna Grzempowska („Sudety” Kłodzko), II kategorię zdobyła Urszula Różak („Kormoran” Giżycko), IV kategorię uzyskali Halina Omańska („Beskidek” Żywiec), Arkadiusz Czyż („Jantar” Gdańsk) oraz Waldemar Małecki („DoSAN” Wałbrzych), a V kategorię zdobyła Krystyna Marcińska („DoSAN” Wałbrzych). Turniej został zgłoszony do Polskiego Związku Warcabowego celem naliczenia uzyskanych norm oraz rankingów PZWarc.

grupa osób ze statuetkamiUroczyste zakończenie turnieju. 0d lewej: Barbara Wentowska, Beata Bazylewicz, Dorota Szela,  sędzia rundowy Krzysztof Kusowski (z tyłu), najlepszy debiutant Waldemar Małecki, sędzia główny Robert Sobczyk (pochylony), koordynator turnieju Michał Madaliński, najlepsi zawodnicy – Dominik Kasperczyk, Jerzy Załomski oraz Mieczysław Kaciotys

Podczas uroczystej ceremonii kończącej zawody najlepsze trójki klasyfikacji żeńskiej i męskiej otrzymały statuetki. Dodatkową statuetkę przyznano osobie, która najlepiej zadebiutowała, czyli nieposiadającej rankingu. W tej kategorii zwyciężył Waldemar Małecki („DoSAN” Wałbrzych), który zajął wysoką 16. lokatę, przy dopiero 43. numerze startowym. Michał Madaliński podziękował wszystkim uczestnikom zmagań za walkę oraz za budowanie dobrego wizerunku sportowego. Podziękowania złożył również sędziom za ich pracę oraz obsłudze technicznej, szczególnie pani Renacie. Koordynator stanął na wysokości zadania, zadbał o dobrą atmosferę, zapewnił wycieczki oraz potańcówki. Zawodnicy wyjeżdżali zadowoleni i z nadzieją, że wrócą do Wałbrzycha na rozgrywki w przyszłych latach.

Ze sportowym pozdrowieniem!

Słyszę dychę! Część 1. Reset strzelecki

Strzelectwo laserowe (dźwiękowe) to dyscyplina sportu, w której klasyczną pętlę oko – ręka – cel zastępuje precyzyjne sprzężenie zwrotne słuchu, czucia głębokiego (propriocepcji) oraz pamięci
mięśniowej. Celownik karabinu komunikuje się z zawodnikiem za pomocą tonów o zmiennej częstotliwości i wysokości. Ciało strzelca musi stać się idealnie stabilnym, żywym statywem, co stawia unikalne i niezwykle wysokie wymagania przed jego biomechaniką oraz przygotowaniem
motorycznym. Wymuszona, asymetryczna pozycja z ciężką bronią generuje potężne przeciążenia układu ruchu i bolesne napięcia mięśniowe. W odpowiedzi na te wyzwania prezentujemy program
regeneracyjny „Reset strzelecki”. Oparty na zasadzie antypozycji, skutecznie
niweluje następstwa jednostronnych
obciążeń i przywraca ciału upragnioną
harmonię.

Biomechanika bez wzroku – ciało jako żywy statyw

W klasycznym sporcie wzrok odpowiada za około 80 procent kontroli równowagi. Bez niego organizm musi szukać innych punktów odniesienia, a specyfika strzelania bez udziału wzroku determinuje zupełnie inne wymagania treningowe. Ciało strzelca staje się żywym statywem, a cała kontrola postawy przenosi się na receptory w podeszwach stóp, które stają się jedynym bezpośrednim łącznikiem z podłożem. Każde, nawet najmniejsze zachwianie zakłóca słyszany dźwięk celu. Dlatego tak ważne jest, aby w treningu zawodnicy uwzględniali ćwiczenia na poduszkach sensorycznych lub boso, co pozwala maksymalnie uwrażliwić stopy na kontakt z podłożem.

Biomechanika tego sportu polega na zamianie ciała w idealnie stabilną konstrukcję. Osiąga się to poprzez zintegrowanie całego łańcucha kinematycznego – od stóp aż po palec wskazujący na spuście. Ten odcinek porad poświęcamy w głównej mierze strzeleckiej pozycji stojącej.

 Fundamentem jest silny gorset mięśniowy (tzw. mięśnie core), który działa jak naturalny tłumik drgań. Aby uniknąć zmęczenia i mikrodrżeń mięśni, strzelcy opierają pozycję na kościach i więzadłach, blokując stawy. Kluczem jest też kontrolowany bezdech podczas strzału oraz pełna izolacja palca wskazującego – naciska on spust tak, aby reszta dłoni i ramię pozostały w absolutnym bezruchu. Wszystko to sprawia, że strzelectwo dźwiękowe to dyscyplina o wysokiej złożoności biomechanicznej, oparta na specjalistycznym treningu i doskonałej świadomości własnego ciała.

Wyzwania motoryczne i podwyższone napięcie mięśniowe

Praca trenera z zawodnikami z dysfunkcją wzroku obejmuje przede wszystkim wzmacnianie stabilizacji centralnej, trening równowagi oraz kompensację asymetrii. Te jednostronne obciążenia są wspólnym mianownikiem dla wszystkich strzelców i wynikają z długotrwałego utrzymywania ważącej 4-5 kg broni po jednej stronie ciała w wymuszonej pozycji stojącej. Pozycja ta sama w sobie wymaga intensywnej pracy statycznej i tonicznej, stanowiącej ogromne wyzwanie dla układu ruchu.

W tego typu wysiłku kluczem do efektywnego treningu nie jest siła dynamiczna, lecz wytrzymałość mięśniowa oraz precyzyjna kontrola napięcia (tonusu) mięśniowego. Przeciążenia u strzelców pozbawionych wzroku potęgowane są dodatkowo przez fakt, że osoby te charakteryzują się wyższym bazowym napięciem mięśniowym, które gwałtownie wzrasta podczas prób utrzymania idealnego bezruchu. Dochodzi wówczas do zjawiska jednoczesnego skurczu mięśni przeciwstawnych (np. mięśnia czworogłowego uda i mięśni kulszowo-goleniowych). Taka ciągła antagonistyczna walka tkanek szybko prowadzi do głębokiego zmęczenia i drżenia kończyn, co bezpośrednio przekłada się na stabilność postawy strzelca.

Mapa punktów bólu strzelca

Ponieważ broń jest ciężka i trzymana niesymetrycznie, organizm szuka oszczędności energii i zaczyna „wieszać się” na strukturach biernych: stawach, więzadłach i kręgosłupie. Ta wymuszona pozycja utrwala się w ciele i przenosi na codzienne życie, generując specyficzną mapę przeciążeń:

Szyja i kark (odcinek szyjny kręgosłupa) To pierwszy przeciążony obszar. Podczas celowania ze słuchawkami głowa jest stale skręcona i przechylona w jedną stronę. Powoduje to chroniczne i asymetryczne wzmożone napięcie mięśni podpotylicznych i dźwigacza łopatki, co w konsekwencji wywołuje sztywność karku oraz napięciowe bóle głowy.

Bark podpierający karabin (u praworęcznych lewy) Ramię w tej pozycji wędruje w górę i do przodu, a łopatka zostaje zablokowana na klatce piersiowej. Wewnątrz stawu ramiennego dochodzi do zmniejszenia przestrzeni podbarkowej. Ścięgna są stale drażnione i ocierają się o struktury kostne, co prowadzi do zespołu ciasnoty podbarkowej, uszkodzeń stożka rotatorów lub bólów rzutowanych do kończyny górnej.

Dolny odcinek pleców i miednica Strzelcy kompensują ciężar broni, wypychając jedno biodro w bok i do przodu (u praworęcznych lewe), przy jednoczesnym odchyleniu tułowia w stronę przeciwną. Powoduje to jednostronne permanentne skrócenie i spięcie mięśnia czworobocznego lędźwi. W tym samym czasie mięśnie pośladkowe po stronie wypchniętego biodra ulegają czynnościowemu osłabieniu („wyłączeniu”), co drastycznie zaburza stabilizację miednicy.

Mięśnie core Podczas gdy powierzchowne taśmy mięśniowe walczą z asymetrią, mięśnie głębokie (core) pracują na skraju wycieńczenia, bezustannie korygując mikroruchy ciała na podstawie sygnałów płynących wyłącznie z receptorów podeszwowych stóp.

Trening – kierunki i zasady

Kompleksowy trening strzelecki powinien harmonijnie łączyć dwa uzupełniające się kierunki: przygotowanie motoryczne ukierunkowane na wytrzymałość, równowagę i antyrotację oraz proces naprawczo-regeneracyjny. Dobrze zaprogramowany plan działa dwutorowo – niweluje przeciążenia powstałe podczas strzelania, a jednocześnie buduje wytrzymałość, siłę i stabilność niezbędne do oddania idealnego strzału.

W tym artykule proponujemy trening regeneracyjny i rozciągający, oparty na zasadzie antypozycji, czyli przyjmowaniu pozycji przeciwnej, oraz koncepcji „zrób sobie więcej miejsca w ciele” („Cross” nr 5/2025).

Program regeneracyjny „Reset strzelecki”

 

Podczas strzelania ciało przez długi czas znajduje się w niewygodnej, niesymetrycznej pozycji – ciągle skręcasz się w jedną stronę i obciążasz tylko jedno biodro. Dlatego w części regeneracyjnej treningu musisz wykonywać dokładnie odwrotne ruchy. Jeśli na strzelnicy się kurczysz i obciążasz jedną stronę, to na treningu motorycznym musisz otwierać klatkę piersiową, rozciągać spięty bok pleców i budzić do pracy osłabiony pośladek.

Po każdym treningu lub starcie zawodnik powinien wykonać zestaw oparty na zasadzie antypozycji, łącząc każdy ruch z głębokim, wydłużonym wydechem:

1. Rozluźnianie szyi i karku (2-3 minuty) W pozycji siedzącej spleć dłonie z tyłu głowy i pozwól, aby sam ciężar rąk przyciągnął brodę do mostka. Wyobraź sobie, że dłonie to ciepły kompres. Kiedy broda opada, poczuj działanie czystej grawitacji – łokcie stają się ciężkie. Wyobraź sobie, że spięte mięśnie podpotyliczne to elastyczna taśma, która pod wpływem ciepła rozwija się i luzuje. Niech całe zmęczenie zamieni się w ciepłą ciecz, która z każdym wydechem spływa z karku prosto do ziemi.

kobieta z rękami splecionymi za głową w pochyleniuFot. 1. Rozciąganie mięśni karku

2. Otwieranie klatki i barku podpierającego (2-3 minuty) Oprzyj przedramię (lewe u praworęcznych strzelców) o futrynę drzwi na wysokości barku i wykonaj delikatny skręt tułowia w stronę przeciwną. Zrób wykrok lewą nogą. Ćwiczenie to pozwala otworzyć bark, który był zamknięty z przodu podczas trzymania broni.

kobieta wykonuje skłon do lewej nogiFot. 2. Rozciąganie mięśni barku po stronie ręki podpierającej broń

Rozciąganie spiętego boku (2-3 minuty) Wykonaj skłon boczny w szerokim rozkroku z ręką uniesioną w górę (po stronie, po której trzymany jest chwyt karabinu), aby uelastycznić przeciążony mięsień czworoboczny lędźwi (rozciąganie strony prawej dla strzelców praworęcznych – pozycja „wojownik”).

kolaż zdjęć. na lewym i prawym zdjęciu kobieta ma lewą rękę na ścianie i wymachuje nogą.Fot. 3. Rozciąganie „przykurczonego” boku

Warianty ćwiczenia Możesz również wykonać ćwiczenia prezentowane w artykule pt. „Szachista z kolanem biegacza” („Cross” nr 6/2025, Fot. 1 A i C).

4. Otwieranie biodra (2-3 minuty) Przejdź do klęku jednonóż z mocnym podwinięciem miednicy (podwinięcie kości ogonowej) i delikatnym przesunięciem bioder w przód. Rozciąga to przykurczone zginacze biodra nogi postawnej – nogi lewej u praworęcznego strzelca (wymieniony artykuł, „Cross” nr 6/2025, Fot. 2).

Dla widzących strzelectwo to sport oka i statyki, a dla niewidomych jest symfonią słuchu, pamięci mięśniowej i doskonałej kontroli nad ciałem. Strzelectwo dźwiękowe udowadnia, że brak wzroku nie jest barierą w osiąganiu precyzji, jednak długie stanie w jednej, wymuszonej pozycji z ciężkim karabinem to ogromne obciążenie dla kręgosłupa i stawów. Bez odpowiedniej opieki nad ciałem asymetryczna postawa szybko prowadzi do przewlekłych bólów karku, barków i pleców. Dlatego tak ważny w tej dyscyplinie jest mądry trening, który nie tylko buduje stabilność, lecz także leczy i regeneruje. Regularne wykonywanie prostych ćwiczeń naprawczych, takich jak „Reset strzelecki”, to najprostsza droga do lepszych wyników i zdrowego ciała.


Anna Karaś − magister fizjoterapii, technik masażysta, terapeutka zajęciowa, nauczycielka masażu i wykładowczyni akademicka. Autorka i współautorka publikacji z zakresu masażu i terapii zajęciowej, aktywna uczestniczka i prelegentka wielu konferencji i sympozjów z zakresu masażu. Mieszka i pracuje w Szczecinie.

 


 

Anna Karaś

Do góry

Gramy w szachy

Na zdjęciu Waldemar Świć
Waldemar Świć (współautor rubryki)

Rekompensata laskerowska (cz. 2)

W pierwszej części omówienia tematu prezentowaliśmy partie, w których jedna ze stron dążyła do rozpatrywanego układu sił w celu utrudnienia oceny i ograniczenia możliwości przechwycenia inicjatywy przez przeciwnika. Tym razem zobaczymy, jak zastosowano laskerowski pomysł do obrony.

Poniższa partia była pierwszą w kolejności, jaką poznałem w interesującym nas układzie sił. W analizie wykorzystam uwagi Paula Keresa z książki „Sto partii”, która była moją szachową „pierwszą czytanką”.


M. Euwe − P. Keres
Amsterdam 1940

1.d4 Sf6 2.c4 e6 3.Sf3 b6 4.g3 Gb7 5.Gg2 Ge7 6.0–0 0–0 7.Sc3 Se4 8.Hc2Sc3 9.Hc3 d6 Obecnie grywa się 9...Ge4 lub 9…f5. 10.Hc2 f5 11.Se1 11.d5 e5 (11...ed5? 12.Sd4!) 12.e4 Gc8 [Brunello − Kramnik, Batumi 2018], z dobrą grą czarnych. 11...Hc8 Keres uważał, że lepsze było 11...Gg2 12.Sg2 e5. 12.e4 Sd7 12...fe4?! 13.Ge4 Ge4 14.He4 c6 15.Gf4 We8 16.Sf3 Hd7 17.Wfe1 Gf6 18.Wad1± [Stohl − Huebner, Niemcy 1995] 13.d5?! Białe tracą przewagę debiutową. Lepsze było 13.ef5!? ef5 (13...Wf5 14.Gh3 e6; 13...Gg2 14.Sg2 ef5 15.Sf4±) 14.d5 c6! lub 14...c6!; 14...He8; 15.Gd2 Se5 16.f4 Sd7 17.Sf3 Hh5 18.Sd4 Sc5 19.Gc3 a5 20.Gf3 Hh3 21.Wae1 [Petrosian − Kholmov, Moskwa 1947]. 13...fe4! 14.He4 Po 14.Ge4 Sf6! białe tracą kontrolę nad centrum. 14...Sc5 15.He2 Gf6 16.Gh3?! Należało grać 16.de6 Gg2 17.Sg2 Se6 18.Ge3 z równą grą. 16...We8! 17.Ge3 Hd8! 18.Gc5?! Wprawdzie jeszcze nie przegrywa, ale 18.de6 w prosty sposób wyrównywało. 18...ed5! 19.Ge6+?



Białe: Kg1, He2, Wa1, Wf1, Gc5, Ge6, Se1, a2, b2, c4, f2, g3, h2
Czarne: Kg8, Hd8, Wa8, We8, Gb7, Gf6, a7, b6, c7, d6, d5, g7, h7

Tu Euwe miał ostatnią szansę na uzyskanie nieco gorszej pozycji po 19.Ge3 d4 20.Gg2 Gg2 21.Sg2 de3 22.Se3 Gd4!? Kontynuacja w partii prowadzi do straty pionka. 19...Kh8 20.Wd1 20.Ga3 He7! 21.cd5 Gd5 20...dc5 21.Sg2 21.cd5 Gb2 i po 22.Hb2 We6! wieża d1 nie jest broniona. 21...d4?! Lepsze było 21...Gd4! 22.Sf4 (22.cd5 Gd5 23.Sf4 Ge6 24.Se6 Hf6–+) 22...dc4 23.Hh5 Hf6 24.Gf7 (24.Gc4 We5 25.Hh3 Wae8) 24...We5! 25.Sg6+ Hg6! 26.Gg6 Wh5 27.Gh5 Gb2–+ 22.f4?

Białe: Kg1, He2, Wd1, Wf1, Ge6, Sg2, a2, b2, c4, f4, g3, h2
Czarne: Kh8, Hd8, Wa8, We8, Gb7, Gf6, a7, b6, c7, c5, d4, g7, h7

Lepsze 22.Wfe1 Hd6! (22...Gc8 23.Hg4 Ge6 24.We6 We6 25.He6 He8 26.He8+ We8 27.Kf1) 23.Hg4 Gg5! 22...d3! Ten ruch otwiera diagonale dla gońców. 23.Wd3 Hd3!! 24.Hd3 Gd4+ 25.Wf2 25.Kh1 We6 z dalszym 26...Wae8 i 27...We2–+ 25...We6 26.Kf1 Wae8! Silniejsze niż 26...Gf2 27.Kf2 Wae8 28.Sh4 Wd6. 27.f5 27.Wd2 Ge4 28.Hb3 Gf5 29.Hd1 Gh3! 30.Wc2 g5! 31.Wd2 (31.Hh5 We1#) 31...gf4 32.gf4 We4 z groźbą Wf4. 27...We5 28.f6 gf6 29.Wd2 29.Wf6 Gg2+ 30.Kg2 We2+ 31.Kh3 Gf6 z prostą wygraną. 29...Gc8! 30.Sf4 We3 31.Hb1 31.Hc2 We1+ 32.Kg2 Wg1+ 33.Kf3 We3+ 34.Kf2 Wc3+ itd. 31...Wf3+ 32.Kg2 Wf4!


Białe: Kg2, Hb1, Wd2, a2, b2, c4, g3, f2
Czarne: Kh8, We8, Wf4, Gc8, Gd4, a7, b6, c7, c5, f6, h7

Ilustracja siły pary gońców w otwartej pozycji (Keres). 33.gf4 Wg8+ 34.Kf3 34.Kf1 Wg1+; 34.Kh1 Gb7+ 34...Gg4+ I białe poddały się w obliczu wariantu 34...Gg4+ 35.Ke4 (35.Kg2 Gf5+–+) 35...We8+ 36.Kd5 (36.Kd3 Gf5#) 36...Gf3+ 37.He4 Ge4# 0-1

Mniej więcej w tym samym czasie zobaczyłem kolejną partię. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że Ragozin bardzo lubił i skutecznie rozgrywał pozycje z nietypowym układem sił.

M. Najdorf − V. Ragozin
Saltsjöbaden 1948

1.d4 Sf6 2.c4 g6 3.Sc3 d5 4.Sf3 Gg7 5.Hb3 dc4 6.Hc4 0–0 7.e4 Gg4 Koncepcja Smysłowa. Ostatnio największym zainteresowaniem cieszy się tzw. węgierski wariant 7...a6. 8.Sg5 Główne warianty powstają po 8.Ge3 lub 8.Ge2. Nie jest groźne 8.Se5 Ge6 9.Hb4 (9.d5 Gc8 10.Ge2 c6 11.Gf4 cd5 12.ed5 Se8 13.0-0 Sd6 14.Hd3 Gf5) 9...Sfd7 10.Hb7 Sb6. 8...Sc6 Słabsze byłoby natychmiastowe 8...h6 9.h3 hg5 10.hg4 Sg4 11.f3 Sf6 12.Gg5 z lepszą grą białych. 9.d5 Se8 Lepsze 9...Se5 10.Hb3 h6 10.h3 Se5 11.Hb3 Gc8 12.Ge2 Smysłow wskazał na 12.f4 h6 13.fe5 hg5 14.Gg5 Ge5 15.0–0–0 z obustronną grą. 12...c6 13.0–0 cd5 14.Sd5 Sc6! 15.Sf3 lub 15.Ge3 e6 16.Sc3 Sd4.
15...Sd6 16.Wd1 Ge6 17.Ha3 Białe uparcie grają na związanie po linii „d”. Lepsze było 17.Hd3, 17.Ha4 lub 17.Gf4.


Białe: Kg1, Ha3, Wa1, Wd1, Gc1, Ge2, Sd5, Sf3, a2, b2, e4, f2, g2, h3
Czarne: Kg8, Hd8, Wa8, Wf8, Ge6, Gg7, Sc6, Sd6, a7, b7, e7, f7, g6, h7

Wydaje się, że czarne nie mogą zabrać pionka na e4 z uwagi na stratę hetmana. Tymczasem w partii nastąpiło 17...Se4! 18.Sf6+ Sf6 19.Wd8 Wfd8 20.Gd2 Se4 „Wielu obserwatorów uznało tę pozycję za przegraną dla czarnych. Nawet na silnych mistrzów słowo «hetman» działa magicznie. Jednakże w tej pozycji czarne mają inicjatywę, a biały hetman na przestrzeni 25 posunięć pozostaje na miejscu i gra pasywną rolę”. [Ragozin] 21.Ge3 Sd6! 22.Wc1 Sf5 23.Gf4 Gd5! 24.Gc4 Gc4 25.Wc4 e5 26.Gg5 Botwinnik wskazał na 26.Wc6 bc6 27.Ge5 wygaszające atak czarnych, ale pozostawiające białe ze stratami materialnymi. 26...Wd1+ 27.Kh2 h6 28.Wc1 Wd7 29.Ge3 e4 30.Se1 Wad8 31.Gc5 Ge5+ 32.g3


Białe: Kh2, Wc1, Ha3, Gc5, Se1, a2, b2, f2, g3, h3
Czarne: Kg8, Wd8, Wd7, Ge5, Sc6, Sf5, a7, b7, e4, f7, g6, h6

32...Wd2 33.Wc2 Gg3+ 34.Kg2 Ge5 Wygrywa także 34...e3 35.Ge3 Se3+ 36.He3 Gf2 37.Hd2 Wd2 38.Wd2 Ge1 39.Wd7 Ga5 40.Wb7 Gb6; 34...Gh4 35.Wd2 Wd2 36.Hc3 Gg5 37.h4 Sh4+ 38.Kh3 Sf5. 35.Kf1 Wc2 36.Sc2 Wd1+ 37.Ke2 Wb1 38.b4 Wb2 39.Kd1 Wb1+ 40.Kd2 Gf6 Wygraną dawało również spokojne 40...a6. 41.Ga7 Se5 42.Ha4 Sf3+ 43.Ke2 Sg1+

Białe: Ke2, Ha4, Ga7, Sc2, a2, b4, f2, h3
Czarne: Kg8, Wb1, Gf6, Sf5, Sg1, b7, e4, f7, g6, h6

Partia została odłożona, ale następnego dnia Ragozin pokazał, na życzenie Najdorfa, jak zamierza wygrywać. Ten wariant Najdorfa przekonał: 44.Kd2 Sf3+ 45.Ke2 Sd6 46.Hd7 Sg1+ 47.Ke3 Wd1 48.Sd4 Wd3+ 49.Kf4 Se2+ 50.Se2 Wf3+ 51.Kg4 h5#. 0–1

I na zakończenie tego odcinka ciekawa obrona, zdawałoby się, przegranej pozycji.

H. Ree − V. Hort
Wijk aan Zee 1986

Białe: Kg3, Hg8, Sh4, d5, f4, g5
Czarne: Ke8, Wh7, Gc5, Sf8, d6, f5, g6

W partii tej Hort stał bardzo źle i w rezultacie przez dłuższy czas wisiała nad nim perspektywa porażki. W końcu powstała pozycja, która wydaje się przegrana z uwagi na groźbę Sg6. Nastąpiło jednak 59...Wh4!! 60.Kh4 Gd4 61.Kg3 Ke7 62.Kf3 Ga1 I białe nie mogą wygrać. Hetman jest zamknięty na g8, a biały król nie może mu przyjść z pomocą. 0,5-0,5





 

Waldemar Świć

Do góry

Gramy w warcaby

Na zdjęciu Damian Reszka
Damian Reszka (autor rubryki)

Wracamy do Rowów i do jubileuszowych finałów 30. mistrzostw Polski, zarówno kobiet, jak i mężczyzn niewidomych i słabowidzących w warcabach stupolowych (10-22.05.2026 r.), którym poświęcony był także poprzedni odcinek naszego szkolenia. Tym razem jesteśmy już jednak po zakończeniu rywalizacji obu mistrzowskich turniejów, znamy wszystkie rozstrzygnięcia, medalistów, a co za tym idzie, również najlepszych zawodników i zawodniczki, którzy swoimi wynikami wywalczyli miejsce w kadrze Polski na kolejny rok. Wśród kobiet bardzo pewnie triumfowała Ewa Wieczorek, która od początku do końca kontrolowała sytuację i zdecydowanie sięgnęła po tytuł mistrzyni Polski. Drugie miejsce zajęła Barbara Wójcik, a trzecie Dorota Szela. W turnieju mężczyzn najlepszy okazał się Leszek Stefanek, przed Edwardem Twardym i Józefem Tołwińskim, choć jak pokażę w przygotowanych analizach, losy mistrzowskiego tytułu mogły potoczyć się zupełnie inaczej. Partii ciekawych, pouczających i momentami bardzo zaskakujących nie brakowało, dlatego w tym numerze zapraszam czytelników do kolejnej wspólnej podróży po najważniejszych fragmentach obu finałów, z których można wyciągnąć wiele praktycznych warcabowych wniosków. Dla porządku przypomnijmy, że czas gry to 80 minut plus 30 sekund na posunięcie.

Film z uroczystego zakończenia mistrzostw na kanale Stowarzyszenia „Cross”:


Grażyna Skonieczna – Ewa Wieczorek
Finał MP kobiet 2026

Ewa Wieczorek zdobyła swój kolejny tytuł z bardzo dużą przewagą, bo aż 5 punktów. Nie wszystkie partie przebiegały jednak pod dyktando mistrzyni, a jedną z nich była potyczka z Grażyną Skonieczną, obecną członkinią kadry. Grażyna była w tej rozgrywce zdecydowanie lepsza... aż do końcówki.

1.32-28 18-23 2.33-29 23x32 3.37x28 17-21 4.39-33 19-24? Pasywny plan z wymianą do tyłu, która oddaje przeciwnikowi dwa tempa. 5.44-39 14-19 6.50-44 20-25 7.29x20 25x14 8.41-37 12-18 9.37-32 7-12 10.46-41 19-23 11.28x19 14x23 12.41-37 10-14 13.34-29 23x34 14.39x30 5-10 15.44-39 14-19 16.40-34 10-14 17.49-44 14-20 18.44-40 (Nie można: 18.30-25?? 1-7 19.25x23 18x49) 18...20-25 19.30-24!  19x30 20.35x24 1-7 21.32-28 21-26 22.37-32! 26x37 23.42x31


Białe: 48, 47, 45, 43, 40, 39, 38, 36, 34, 33, 32, 31, 28, 24
Czarne: 2, 3, 4, 6, 7, 8, 9, 11, 12, 13, 15, 16, 18, 25

Debiut rozegrany przez białe pięknie i aktywnie, tylko brać przykład. Osiem temp przewagi i solidna, aktywna i równomiernie zbudowana pozycja. 23...11-17 24.47-42 17-21 25.34-29 21-27 26.31x22 18x27 27.32x21 16x27 28.40-34 6-11 29.45-40 11-17 30.42-37 27-32? Kolejna pasywna wymiana Ewy, która sprawia, że traci swój jedyny aktywny punkt 27. (Korzystniejsze wydawało się: 30...17-21 31.37-32 7-11 32.48-42 11-16 33.42-37). 31.38x27 17-22 32.27x18 12x41 33.36x47 7-11 Przy takim braku aktywności trzeba było szukać temp i powrotu do gry. Lepiej wyglądało: 33...13-19 34.24x13 8x19 35.43-38 9-13 36.33-28 19-24 37.29x20 15x24. 34.48-42 11-17 35.42-37 17-22 36.43-38 8-12 37.38-32  12-17 38.37-31 17-21?

Białe: 47, 40, 39, 34, 33, 32, 31, 29, 24
Czarne: 2, 3, 4, 9, 13, 15, 21, 22, 25

Przegrywające posunięcie. Białe mogą forsować do wygranej pozycji. 39.31-26! 21-27 40.32x21 22-28 41.33x22 13-19 42.24x13 9x16 43.39-33? Z pozoru dobry, ale niedokładny ruch. 43.29-24! Po stracie klinowego kamienia warto od razu zająć pole 24 z powrotem, by izolować czarne piony 15 i 25. 43...3-8? Należało grać: 43...15-20! 44.33-28 20-24 45.29x20 25x14, uaktywniając bandowe piony. 44.33-28 4-9 45.47-42 45.29-24! 9-13? 46.28-23! z nietrudną do wygrania końcówką. 45...9-13 46.42-37 Białe, przez ruchy z tyłu, straciły wiele temp. W tym czasie mogły zająć istotne pola na szóstej linii. Teraz czarne wracają do gry. 46...13-19! 47.29-23 19-24 48.40-35 24-29 49.23-18 Białe, być może ze zmęczenia partią, musiały przeoczyć taktyczną pułapkę. Prostsze do gry było: 49.23-19 29x40 50.35x44 16-21 51.26x17 8-12 52.17x8 2x24=. 49...29x40 50.35x44 16-21! 51.26x17 8-12 52.17x8 2x33


Białe: 44, 37
Czarne: 15, 25, 33

Białe mają o piona mniej, ale... to nie jest przegrana! Co trzeba zauważyć, czarnym zostały trzy bierki. Jeśli tylko uda się białym zdobyć swobodną damkę, to będzie remis. Co najważniejsze − należy maksymalnie spowolnić przeciwnika przed wejściem na damkę! 53.37-31?? Dlaczego nie: 53.37-32! Czarne musiałyby stracić kluczowe tempo: 53...25-30 54.32-27 33-38 55.27-22 38-42 56.22-18 42-47 57.18-13 30-34 58.44-40 34x45 59.13-8 i remis! 53...33-38! 54.31-27 38-42! 55.27-22 42-47!

Białe: 44, 22
Czarne: 15, 25, 47 (damka)

Seria jedynych wygrywających posunięć Ewy. (55...42-48? 56.22-17 48-34 57.44-39 34x43 58.17-12=) 56.22-17? Kolejny ruch białych pokazujący ich rezygnację. (Także przegrywające, ale wymagające niesłychanie dokładnej gry przeciwniczki, było: 56.22-18, dzięki czemu powstałaby arcyciekawa końcówka. Żeby wygrać, czarne musiałyby grać jedyne wygrywające ruchy. Te w wariancie opisałem wykrzyknikami. Inne posunięcia nie wygrywają, zachęcam do samodzielnego sprawdzenia. 56...47-24! 57.18-12 24-2! 58.44-39 25-30! 59.39-33 30-35 60.33-29 15-20! 61.29-23 35-40! 62.23-19 2x35! 63.12-7 40-45! 64.7-1 35-40! 65.1-6 45-50! 66.6-1 40-45 67.1-6 45-1). 56...47-29 57.17-11
25-30 58.11-6 29-1 59.44-39 15-20
Szybko grę kończyło: 59...30-34 60.39x30 15-20 61.30-25 20-24. 60.39-33 20-24 61.33-28 30-35 62.28-22 35-40 63.22-17 40-44 64.17-11 44-50 65.11-7 0-2


Edward Twardy – Leszek Stefanek
Finał MP mężczyzn 2026

Przyjrzyjmy się partii mistrza z wicemistrzem, która tak naprawdę mogła zamienić ich miejsca w końcowej tabeli.

1.31-27 Debiut polski, który ostatnio Edward ulubił sobie grać i wychodzi mu to całkiem dobrze. 1...17-21 2.33-28 19-23 3.28x19 14x23 4.39-33 11-17 5.44-39 21-26 Zejście na pole 26 zamyka pozycję w półklasyce. Czarne chcą utrzymać nierozwinięte długie skrzydło białych, te z kolei chcą okrążyć czarny kamień 23. (Aby uniknąć półklasyki, można atakować z wykorzystaniem przymusu bicia większości: 5...17-22 6.50-44 22x31 7.37x17 12x21). 6.34-30 6-11 Zajęcie pola 26 nie daje już opcji przerzucania sił z krótkiego na długie skrzydło: 6...13-19? 7.37-31! 26x28 8.33x24 20x29+/- 7.30-25 1-6 8.25x14 10x19 9.35-30 17-21 10.40-34 12-17 11.30-25 W tej fazie partii głównym celem białych jest wybijanie długiego skrzydła czarnych. Przy realizacji tego założenia większym zagraniem było: 11.30-24 19x30 12.34x25. 11...7-12 12.50-44 5-10 13.44-40 10-14 14.40-35 2-7 15.34-30 17-22 16.30-24 19x30 17.25x34 22x31 18.36x27 14-19

Białe: 49, 48, 47, 46, 45, 43, 42, 41, 39, 38, 37, 35, 34, 33, 32, 27
Czarne: 3, 4, 6, 7, 8, 9, 11, 12, 13, 15, 16, 18, 19, 21, 23, 26

Plan gry półklasyki opiera się na okrążaniu samotnego centralnego kamienia 23. Aby ten pozostał samotny, białe nie mogą pozwolić przeciwnikowi na opanowanie punktu 24. W tym celu, w odpowiednim momencie, zagrywa się 33-29! Ruch w drugą stronę, do klasyki − 33-28, byłby fatalnym pomysłem. 19.33-29! 4-10 20.38-33 Można też: 20.29-24 19x30 21.34x25 13-19?? 22.37-31! 26x28 23.38-33 21x32 24.33x2. 20...10-14 21.29-24! 19x30 22.34x25 14-19 Czarne zmuszone zostały do pozbycia się kolumny 3, 9, 14. Taki stan rzeczy świadczy o skuteczności gry białych, bowiem owa kolumna jest kluczowa do dobrej kontrgry. 23.39-34 12-17 24.33-29 17-22 25.41-36 22x31 26.36x27 8-12 27.43-39 12-17?

Białe: 49, 48, 47, 46, 45, 42, 39, 37, 35, 34, 32, 29, 27, 25
Czarne: 3, 6, 7, 9, 11, 13, 15, 16, 17, 18, 19, 21, 23, 26

Pierwszy duży błąd Stefanka. Na szali był tytuł mistrza Polski, więc dokładne sprawdzenie wszystkich możliwości kombinacyjnych to absolutny obowiązek, którego Leszek nie wypełnił. (Po 27...11-17 28.46-41 17-22 29.41-36 22x31 30.36x27 15-20 31.25x14 19x10 pozycja byłaby równa). 28.46-41? Edward nie wykorzystuje swojej szansy! (28.37-31! 26x28 29.27-22 18x27 30.29x18 13x22 31.39-33 28x30 32.35x4 i biała damka jest dużo silniejsza niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Wszystko za sprawą wiszącego kamienia 7, który nie pozwala na łapanie damki: 32...3-8 33.45-40 8-13?? 34.4x1). 28...17-22?

Białe: 49, 48, 47, 45, 42, 41, 39, 37, 35, 34, 32, 29, 27, 25
Czarne: 3, 6, 7, 9, 11, 13, 15, 16, 18, 19, 21, 22, 23, 26

Drugi poważny błąd Leszka! Ruch po ruchu! Coś niespotykanego... 29.41-36? I Twardy ponownie nie wykorzystuje taktyki! Przysłowie „do trzech razy sztuka” się nie sprawdziło, bo trzeciej szansy już nie było. Jeśli zawodnik nie znajduje dwóch nie tak znów trudnych kombinacji ruch po ruchu, to najwidoczniej nie zasługuje na tytuł. 29.35-30! 22x31 30.30-24! 19x30 31.39-33 30x28 32.49-44 23x34 33.32x1 31-36 34.1x40 i popularne uderzenie mostek mogłoby rozstrzygnąć sprawę tytułu na rzecz Twardego. 29...22x31 30.36x27 15-20 31.25x14 19x10 Należy znać ideę forsingu, która nie pozwoliła czarnym na bicie do przodu: 31...9x20? 32.35-30! 20-25 33.30-24 19x30 34.39-33 30x28 35.47-41 23x34 36.32x1 21x32 37.37x28. 32.39-33 7-12 33.47-41 Znacznie silniejsze było: 33.35-30! 11-17 34.30-24! 17-22? 35.24-20! 22x31 36.20-15 10-14 37.33-28 14-19 38.15-10 z przerywem do damki i wygraną pozycją. 33...11-17 34.32-28? Wymiana, która otwiera pozycję i z przewagą sześciu temp czarnych oddaje im inicjatywę. (Lepszą decyzją byłoby zagranie wariantu z wykorzystaniem wymiany na większość bicia: 34.45-40! 3-8 35.41-36 17-22
36.35-30 22x31 37.36x27 12-17 38.40-35 17-22 39.33-28! 22x24 40.30x28 i białe utrzymałyby niewielką przewagę). 34...23x32 35.27x38 21-27 36.41-36 17-21 37.37-32 12-17 38.45-40 27-31 39.36x27 18-23 40.29x18 13x31 41.42-37 31x42 42.48x37 17-22 43.34-29 21-27 44.32x21 16x27 45.49-43? Postawienie piona na polu 43 nie przegrywa, ale daje białym niemały dyskomfort w dalszej grze. (Do spokojnego remisu prowadziło: 45.35-30 27-31 46.30-24 31x42 47.38x47 22-27 48.24-20 10-14 49.20-15 27-31 50.29-24 31-37 51.24-20 14x25 52.15-10 9-14 53.10x19 3-9=). 45...27-31 46.29-24 31x42 47.38x47 26-31 48.43-38 31-37

Białe: 47, 40, 38, 35, 33, 24
Czarne: 3, 6, 9, 10, 22, 37

Może trudno to sobie wyobrazić, ale czarne nie mają jak wygrać tej pozycji. 49.40-34 22-27 50.33-29 6-11 51.24-20 10-15  52.38-33 15x24 53.29x20 27-31 54.20-15 9-14 55.34-29 31-36 56.29-24 3-9 57.24-20 14x25 58.15-10 i zawodnicy zgodzili się na faworyzujący Stefanka remis. 1-1

Stanisław Sroka – Jan Biskupski
Finał MP mężczyzn 2026

Na koniec przykład z partii zawodników, którzy uplasowali się na dalszych miejscach. Jest to lekcja o znaczeniu tempa i zajmowania kluczowych pól w końcówce.



Białe: 45, 40, 38, 37, 36, 25
Czarne: 3, 4, 15, 16, 22, 27

46.40-34? Koniecznie trzeba było grać:  46.38-33. 46...3-8? W tego typu pozycjach można próbować walczyć o wygraną takimi aktywnymi posunięciami: 46...22-28! 47.45-40 16-21 48.34-30 21-26 49.40-34 26-31 50.37x26 28-32 51.38-33 32-37 z bardzo obiecującą końcówką. 47.34-29 8-12 Teraz byłoby już za późno na: 47...22-28 48.29-23! 28x19 49.37-31= 48.29-23! 4-9 49.23-19? Białe dają wymienić swojego najaktywniejszego piona. (A można było: 49.45-40 9-13 50.37-31 i czarne musiałyby szukać naprawdę trudnego remisu po: 50...16-21! 51.31-26 12-18! 52.26x28 18x29 53.40-35 29-34 54.38-33 13-19=). 49...9-14 50.19x10 15x4 51.45-40 12-17 52.40-34 i choć obaj panowie mieli swoje szanse, partia zakończyła się podziałem punktów. 1-1

mężczyzna w trakcie gry w warcaby
Stanisław Sroka

Damian Reszka

Do góry