stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 9 (126) Wrzesień 2015

CROSS

ISSN 1427-728X

ROK XIII

Nr 9 (126)

Wrzesień 2015 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ,

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 635 57 94

tel. kom. 668 764 654,
666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Grażyna Wojtkiewicz

Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

 Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Miesięcznik dofinansowuje

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści:

Szwajcarskie złoto

Mirosław Jurek      

Zimna Szkocja, gorące wyścigi

Tadeusz Rodziewicz       

Szachowym mistrzem Europy ponownie Polak

M. Dębowska        

Torball u stóp Alp

Konrad Andrzejuk 

Puchar Polski bez kadrowiczów

Leszek Stefanek   

Tak się gra w Opolu

Wojciech Puchacz

Nie widząc przeszkód

Grzegorz Modrzyński      

Wiadomości

Sportowe wakacje

Krzysztof Koc        

Głowa pęka

BWO 

Wychowanie fizyczne

Krzysztof Koc

Gramy w szachy 

Ryszard Bernard   

Gramy w warcaby 

Jan Sekuła

Jak Andre walczył ze smokiem 

Barbara Zarzecka

 

Na początek

aaa

 

kolarstwo

 

Szwajcarskie złoto 

Wielkie sukcesy na parakolarskich mistrzostwach świata odnieśli zawodnicy ZKF „Olimp”. Dwukrotnie na najwyższym stopniu podium stanął tandem Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek, jeden złoty medal zdobył duet Marcin Polak – Michał Ładosz, a dwa srebrne krążki wywalczyła Anna Harkowska. Zawody odbyły się w szwajcarskim Nottwil między 28 lipca a 2 sierpnia 2015 r.

Przygotowania kadry do mistrzostw świata przebiegały według schematu sprawdzonego w poprzednich latach. Po serii startów zakończonych czerwcowymi mistrzostwami Polski zawodnicy musieli „podładować akumulatory”, by zwiększyć siłę i wytrzymałość. W tym celu przebywali na dwutygodniowym zgrupowaniu w naszej ulubionej bazie treningowej, którą jest ośrodek Absolwent w Zieleńcu. Rodzinna atmosfera, doskonała kuchnia, wygodne zakwaterowanie, wspaniałe trasy treningowe i górski mikroklimat to atuty, które przyciągają do Zieleńca jak magnes. Na magię tego miejsca wpływają zarówno ludzie, jak i przyroda, tworząc harmonijne otoczenie, w którym kolarze „Olimpu” od lat wykuwają mistrzowską formę. Aby ją zbudować, trzeba przejechać setki kilometrów w wymagającym, górzystym terenie i wylać wiele litrów potu. Zawodnicy podjęli ten trud i sumiennie zrealizowali ambitne plany treningowe. Testy wydolności przeprowadzone podczas zgrupowania przez lekarza reprezentacji Piotra Kosielskiego wykazały wysoką formę kadrowiczów. Potwierdzeniem tej diagnozy były dobre wyniki w startach kontrolnych, które odbyły się po zakończeniu obozu. W Pucharze Europy, rozegranym w słowackiej miejscowości Vratna, zwycięstwa w wyścigach ze startu wspólnego i na czas odnieśli Anna Harkowska (klasa WC5) oraz tandemy Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek i Marcin Polak – Michał Ładosz. Drugie lokaty zajęły tandemy Marta Stramek – Anna Skalniak i Przemysław Wegner – Artur Korc, natomiast na trzecim stopniu podium stanęły duety Piotr Kołodziejczuk – Paweł Kowalkowski (wyścig ze startu wspólnego) i Piotr Urbanowicz – Dariusz Wojciechowski (wyścig na czas). Ostatnim sprawdzianem formy tuż przed mistrzostwami świata był Puchar Świata. Do niemieckiego miasteczka Elzach zjechało 279 kolarzy z 36 krajów. Wyjątkowo trudny był wyścig na czas. Trasa o długości 18,2 km wiodła nieustannie pod górę – start znajdował się na wysokości 381 m, a meta 576 m wyżej. W tej wymagającej próbie najlepiej spisali się liderzy naszej reprezentacji: Anna Harkowska i tandem Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek, które wygrały, oraz Marcin Polak z Michałem Ładoszem, którzy zajęli drugie miejsce.

Trasa wyścigu ze startu wspólnego miała zupełnie inny charakter. Prowadziła ulicami Elzach i była płaska, lecz mimo to okazała się bardzo trudna, a wręcz niebezpieczna ze względu na liczne zakręty. Wyścigi, rozgrywane w bardzo wysokim tempie, obfitowały w upadki, których nie uniknęli też polscy zawodnicy. Przewróciła się Anna Harkowska, która jednak szybko się pozbierała i pomimo bolesnych stłuczeń i obtarć zdołała wygrać swój wyścig. Groźniejszy upadek mieli Piotr Kołodziejczuk i Paweł Kowalkowski, którzy niestety musieli wycofać się z dalszej rywalizacji. Perfekcyjny technicznie tandem Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek zajął 3. miejsce, natomiast ostrożnie jadący Marcin Polak i Michał Ładosz skupili się na bezpiecznym dotarciu do mety. Nieco poobijana, lecz pełna optymizmu i wiary w sukcesy reprezentacja udała się do Nottwil na mistrzostwa świata.

Do startu w tegorocznych MŚ, będących jedną z ostatnich imprez kwalifikacyjnych do igrzysk paraolimpijskich w Rio de Janeiro 2016, zgłosiło się 329 zawodników z 46 krajów. W polskiej ekipie narodowej oprócz zawodników „Olimpu” znalazło się siedmioro kolarzy ręcznych, reprezentujących PZSN „Start”. W środę, 29 lipca trójka z nich – Renata Kałuża, Rafał Szumiec i Rafał Wilk – rozpoczęła mistrzowską rywalizację drużynowym wyścigiem sztafet. Zajęli 5. miejsce. Kolejną konkurencją były wyścigi na czas, a dzień 30 lipca 2015 roku, w którym się one rozpoczęły, przejdzie do historii polskiego kolarstwa tandemowego. Jako pierwsza z naszej ekipy wystartowała Anna Harkowska (klasa WC5), która w wyścigu na dystansie 21 km (trzy okrążenia po 7 km) zajęła 2. miejsce. Kolejność pierwszej trójki była następująca:

1. Sarah Storey (Wielka Brytania) 0:30:52,36

2. Anna Harkowska (Polska) 0:33:08,17

3. Kerstin Brachtendorf (Niemcy) 0:34:14,78

Tandemy ścigały się na trudniejszej, bardziej górzystej i dłuższej trasie. Miały do pokonania dwie rundy po 15,5 km, a na każdej z nich około 6 km podjazdów i szybkie, niebezpieczne zjazdy. Nasi zawodnicy czuli się w tych warunkach jak ryby w wodzie. To był zdecydowanie polski dzień: Marcin Polak i Michał Ładosz oraz Iwona Podkościelna i Aleksandra Wnuczek zostali mistrzami świata! Panowie wygrali zdecydowanie, wręcz nokautując rywali, panie zwyciężyły minimalnie, lecz tytuły mistrzowskie obu tandemów sprawiły nam jednakowo wielką radość. Wyniki wyścigów były następujące:

Mężczyźni:

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (Polska) 0:43:34,44

2. Carlos Gonzalez Garcia – Noel Martin Infante (Hiszpania) 0:44:45,44

3. Emanuele Bersini – Riccardo Panizza (Włochy) 0:46:00,91

Kobiety:

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek (Polska) 0:52:05,61

2. Emma Foy – Laura Thompson (Nowa Zelandia) 0:52:05,64

3. Odette van Deudekom – Kim van Dijk (Holandia) 0:53:03,36

W wyścigu mężczyzn 4. miejsce zajął kolejny polski duet – Przemysław Wegner – Artur Korc. Nasi reprezentanci mieli szansę na brązowy medal, gdyż zdobywcom drugiego miejsca groziła kara czasowa lub dyskwalifikacja za złamanie obowiązujących przepisów. Hiszpanie zostali prześcignięci przez startujących minutę później Marcina Polaka i Michała Ładosza i jechali przez kilka kilometrów tuż za naszymi zawodnikami, korzystając z ich prowadzenia, co jest zabronione. Fakt ten został udokumentowany zdjęciami i zgłoszony sędziemu głównemu, lecz niestety – nie został potwierdzony przez sędziów obserwujących przebieg rywalizacji na trasie, co było warunkiem niezbędnym do zweryfikowania wyników. Można by wnioskować, że podczas tych zawodów osoby z dysfunkcją wzroku występowały nie tylko na tandemach, lecz także w innej roli. Dobrze się stało, że pracę komisji sędziowskiej wspomagał elektroniczny pomiar czasu, który precyzyjnie wykazał, że w wyścigu kobiet polski duet wygrał z reprezentantkami Nowej Zelandii różnicą 0,03 sekundy i nie było w tej kwestii żadnych wątpliwości.

W kolejnym dniu rywalizacji odbyły się wyścigi na czas w klasie handcycling, a dorobek polskiej reprezentacji powiększył się o dwa medale: Rafał Wilk zwyciężył w klasie MH4, a Renata Kałuża zajęła 3. miejsce w grupie WH3. Polacy okazali się mistrzami jazdy na czas i w tej specjalności zajęli 2. miejsce w klasyfikacji medalowej, tuż za reprezentacją Włoch. Ten sukces nie zaspokoił naszych apetytów na wygrywanie i zawodnicy z wielką wolą walki przystąpili do sobotnich wyścigów ze startu wspólnego, które odbywały się na tej samej morderczej trasie co czasówka. Rozpoczęły tandemy. Pierwsi wystartowali panowie, którzy mieli do pokonania siedem okrążeń (108,5 km), a dwie minuty po nich na pięć rund (77,5 km) wyruszyły panie. W wyścigu mężczyzn zasadnicze rozstrzygnięcia nastąpiły już na pierwszym okrążeniu – na podjazdach peleton porwał się i utworzyły się małe grupki. W czołówce złożonej z trzech tandemów jechali nasi reprezentanci Marcin Polak i Michał Ładosz, którym towarzyszyli reprezentanci Holandii Vincent ter Schur i Timo Franssen oraz Hiszpanie – Ignacio Avila Rodriguez i Joan Font Bertoli. W drugiej grupie znaleźli się Przemysław Wegner i Artur Korc, a w następnej duet Piotr Kołodziejczuk – Paweł Kowalkowski. Na kolejnych okrążeniach ucieczka powiększała swoją przewagę, a z pozostałych grupek stopniowo odpadali słabnący zawodnicy. W wyścigu kobiet także trwała naturalna selekcja, która spowodowała, że po wjeździe na finiszowe okrążenie na czele pozostały tylko dwa najsilniejsze tandemy – polski i nowozelandzki. W tym momencie układ w obu wyścigach był bardzo korzystny dla naszej ekipy: mieliśmy prawie pewne dwa medale, lecz jak wiadomo, „prawie” robi dużą różnicę. Wyścig kobiet potoczył się dla nas bardzo pomyślnie, bo Iwona Podkościelna i Aleksandra Wnuczek na podjeździe wypracowały sobie kilkanaście sekund przewagi nad nowozelandzkim duetem Emma Foy – Laura Thompson i niezagrożone przekroczyły linię mety jako pierwsze. Drugi złoty medal dla polskiego tandemu stał się faktem! Na 3. miejscu finiszowały Holenderki Odette van Deudekom i Kim van Dijk, tak więc kolejność w wyścigu ze startu wspólnego była identyczna jak we wcześniejszej czasówce.

Końcówka rywalizacji mężczyzn była bardziej dramatyczna i mniej radosna dla naszych reprezentantów. Na przedostatnim okrążeniu Marcin Polak i Michał Ładosz złapali gumę w tylnym kole. Zanim otrzymali pomoc z neutralnego wozu serwisowego (tylko takie były dopuszczone do wyścigu), minęło sporo czasu. Wskutek defektu nasi zawodnicy stracili miejsce w ucieczce, a w dodatku zostali wyprzedzeni przez hiszpański tandem Carlos Gonzalez Garcia – Noel Martin Infante i ukończyli wyścig na 4. pozycji. Przemysław Wegner i Artur Korc zajęli 6. lokatę, a Piotr Kołodziejczuk i Paweł Kowalkowski przyjechali na 12. miejscu. Złoto i brąz w tym bardzo trudnym i emocjonującym wyścigu zdobyli Hiszpanie, a srebro reprezentanci Holandii. Zawodnikom „Olimpu” pozostała jeszcze jedna szansa medalowa – w klasie WC5, w której Anna Harkowska rywalizowała na dystansie 62 km. Przebieg wyścigu przypominał czasówkę, gdyż stawka rozerwała się szybko i zawodniczki samotnie jechały do mety. Nasza reprezentantka nie zawiodła oczekiwań i zajęła 2. miejsce; uległa Brytyjce Sarah Storey i wyprzedziła Niemkę Kerstin Brachtendorf. W niedzielę, w ostatnim dniu mistrzostw, rozegrano wyścigi ze startu wspólnego handbikes. Reprezentanci Polski zdobyli dwa medale: Rafał Wilk (MH4) złoty, a Renata Kałuża (WH3) brązowy. W klasyfikacji medalowej Polska z dorobkiem dziewięciu medali (w tym pięciu złotych) zajęła bardzo wysoką 4. lokatę, za reprezentacjami Włoch, Niemiec i USA. Spośród 46 startujących państw medale zdobyli kolarze 26 reprezentacji z sześciu kontynentów.

Można z tego wywnioskować, że parakolarstwo wciąż się rozwija, a talenty pojawiają się w różnych zakątkach świata. Możemy być dumni z wysokiej pozycji Polski w światowym rankingu i z dokonań naszych zawodników. Wyniki mistrzostw świata w Nottwil napawają optymizmem przed przyszłorocznymi igrzyskami paraolimpijskimi w Rio de Janeiro, lecz jednocześnie podnoszą poprzeczkę naszym reprezentantom przygotowującym się do tej imprezy. 

Mirosław Jurek

 

Na początek

aaa

 

pływanie

 

Zimna Szkocja, gorące wyścigi 

Do szkockiego Glasgow trener kadry narodowej pływaków niepełnosprawnych Wojciech Seidel powołał ekipę liczącą jedenaścioro zawodników. W roku przedolimpijskim start w mistrzostwach świata IPC, rozgrywanych w dniach 13-19 lipca, poza satysfakcją i splendorem dawał zdobywcom złotych i srebrnych medali możliwość uzyskania miejsca (slotu) na igrzyskach.

Wśród naszych reprezentantów znaleźli się: Joanna Mendak, Paulina Woźniak, Oliwia Jabłońska, Jacek Czech, Wojciech Makowski, Patryk Biskup, Krzysztof Stefanowski, Mateusz Bartnik, Kamil Otowski, Marcin Potoczny i Karolina Hamer. Pieczę nad zawodnikami sprawowali trenerzy Edward Dec i Grzegorz Musztafaga, a jako fizjoterapeuta towarzyszył kadrze były pływak i reprezentant kraju – Robert Musiorski. Początkowo do kadry powołanych było dwanaścioro zawodników, ale jeden z nich – Patryk Karliński – uległ kontuzji w czasie przygotowań do mistrzostw. 

O co walczymy?

Limit miejsc dla pływaków na igrzyskach określany jest przez Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski i wynosi on zazwyczaj około 650. Miejsce wywalczone na mistrzostwach świata nie jest przydzielane imiennie, lecz daje możliwość udziału w igrzyskach (tu – w Rio de Janeiro 2016) zawodnika spełniającego stosowne minima i powołanego przez narodowy komitet paraolimpijski (NPC), w naszym przypadku PKPar. Liczbę slotów przydzielanych w ogóle dla NPC określa specjalny wzór, publikowany na stronach IPC.

Od kilku lat można oglądać wyścigi na żywo, wchodząc na internetowy kanał IPC na serwerze YouTube (https://www.youtube.com/user/ParalympicSportTV). Znajdują się tu nie tylko transmisje z aktualnie rozgrywanych zawodów, lecz również materiały archiwalne, jednak komentarz do wyścigów prowadzony jest jedynie w języku angielskim. Być może dzięki inicjatywom społecznym, takim jak „Pokażcie nas w Rio” czy „#takdlaRio”, będziemy mogli zobaczyć transmisję z igrzysk paraolimpijskich w Telewizji Polskiej. 

Szkockie potyczki – dzień pierwszy

Listę sukcesów w Glasgow otworzyła już pierwszego dnia Joanna Mendak (klasa startowa S13), zdobywając brązowy medal na dystansie 50 m stylem dowolnym (wynik: 28,39). Zwycięstwo odniesione na samym początku zawodów buduje dobrą atmosferę wśród całej reprezentacji, a zawodników motywuje do wykrzesania jeszcze większej energii. Wojciech Makowski (klasa S11), zawodnik IKS AWF Warszawa, podopieczny trenera Waldemara Madeja, wywalczył 6. miejsce w wyścigu finałowym na dystansie 100 m stylem dowolnym, ustanawiając rekord życiowy 1:03,32. Wojtek przypłynął 6,6 sekundy za zwycięzcą. To znakomity wynik, ponieważ finał stał na bardzo wysokim poziomie – złoty medalista Bradley Snyder z USA uzyskał czas 56,78, a jest to wynik zaledwie o jedenaście setnych sekundy gorszy od aktualnego rekordu świata na tym dystansie w klasie S11. Pierwszego dnia do finału na 100 m stylem grzbietowym (klasa S9) zakwalifikował się siedemnastoletni kaliszanin Patryk Biskup. Patryk jest obecnie najlepszym grzbiecistą w kraju i posiadaczem brązowego krążka z ubiegłorocznych mistrzostw Europy. Nadzieje były wielkie, a do medalu zabrakło niewiele – zaledwie piętnaście setnych sekundy (czas: 1:05,39). 

Dobrej passy ciąg dalszy – dzień drugi

Jacek Czech młodzikiem nie jest już od dawna – urodził się w 1979 roku i jest najstarszym członkiem kadry pływaków. Przygodę z pływaniem zaczął późno, jednak upór w dążeniu do celu i wytrwałość w treningu pozwoliły cieszyć się piątym w jego prywatnej kolekcji medalem zdobytym na mistrzostwach świata i pierwszym w nie rozgrywanych dotychczas w klasie S2 wyścigach na dystansie 100 m stylem grzbietowym. Jacek mocno rozpoczął wyścig i po pierwszej długości basenu znalazł się na trzeciej pozycji, ze stratą trzydziestu siedmiu setnych sekundy do prowadzącego Dimitrija Kokariewa z Rosji. Drugą długość pokonał w tempie pozwalającym utrzymać 3. miejsce. Jego czas 2:10,77 to jednocześnie nowy rekord Polski. Złoto przypadło Sergiejowi Palamarczukowi z Ukrainy, który na finiszu wyprzedził Kokariewa.

Paulina Woźniak uzyskała w finale 100 m stylem klasycznym (SB8) czwarty czas (1:22.06). O tym, na jak wysokim poziomie stoi obecnie pływanie osób niepełnosprawnych, może świadczyć fakt, że w 2012 roku podobny wynik dał jej 3. miejsce na igrzyskach paraolimpijskich w Londynie. Paulina przegrała o dziewięć setnych sekundy z Katariną Roxon z Kanady, a złoto zdobyła mistrzyni paraolimpijska z Londynu Olesja Władykina z Rosji, która podobnie jak dwa lata wcześniej w Montrealu wyprzedziła Brytyjkę Claire Cashmore. Drugiego dnia mistrzostw blisko podium była również Oliwia Jabłońska, która w wyścigu na dystansie 200 m stylem zmiennym (SM10) zajęła 5. miejsce. Poprawiła swój wynik uzyskany na ubiegłorocznych mistrzostwach Europy, gdzie wywalczyła srebro. Wrocławianka uzyskała rezultat 2:32,87, a do podium zabrakło jej jedynie osiemdziesiąt pięć setnych sekundy. Zwyciężyła Sophie Pascoe z Nowej Zelandii, która ustanowiła rekord mistrzostw świata – 2:26,51. W wieczornych finałach startowała również Joanna Mendak. Wysiłek poprzedniego dnia i krótki czas na regenerację spowodowały, że Asia na 200 m stylem zmiennym (SM13) zakończyła wyścig na 8. pozycji, płynąc w finale wolniej niż w porannych kwalifikacjach (2:39,88). Warto zaznaczyć, iż w wyścigu finałowym ustanowiono aż dwa rekordy świata – pierwszy, autorstwa złotej medalistki Rebeki Meyers z USA (2:24,60 – SM13), drugi Darii Stukałowej z Rosji (2:24,86 – SM12). 

Trzeci dzień – Wojtek z medalem!

W pierwszym finale sesji popołudniowej – 100 m stylem grzbietowym w klasie S11 (niewidomi) – wystartował Wojtek Makowski. Ustanowił w tym wyścigu nowy rekord życiowy (1:11,83) i dał się wyprzedzić jedynie dwóm Ukraińcom. Złoty medal zdobył Dmytro Zalewskij (1:08,42, rekord świata w S11), a srebro Viktor Smyrnow (1:09,59). Wieczorem walczyła Karolina Hamer (grupa SM4), która co prawda poprawiła swój wynik z eliminacji o ponad dwie sekundy, ale osiągnięty rezultat dał jej jedynie 7. miejsce. Wygrała Miranda Herrera z Meksyku przed Ukrainkami Marianą Lafiną i Olgą Swiderską.  

Srebrny czwartek Oliwii

Oliwia Jabłońska na 100 m stylem motylkowym (grupa S10) wywalczyła w Glasgow srebrny medal. Lepsza okazała się tylko niepokonana Sophie Pascoe z Nowej Zelandii (1:03,74), która w tym wyścigu była bliska poprawienia swojego rekordu świata. Oliwka rozegrała wyścig finałowy w charakterystycznym dla siebie stylu, pokonując trzy długości równo, z atomowym atakiem na finiszu. Jej czas – 1:09,34. Na ostatnich metrach wyprzedziła o dwadzieścia trzy setne sekundy Brytyjkę Alice Tai. Ta szesnastolatka w czerwcu odebrała zawodniczce „Startu” Wrocław rekord Europy, ale dziś nie była w stanie powtórzyć tego wyczynu.

W sesji finałowej płynął Wojciech Makowski. Nasz reprezentant na dystansie 50 m stylem dowolnym w grupie S11 poprawił rezultat uzyskany w kwalifikacjach. Pokonał długość basenu w 28,68 s, ale nie dało mu to lepszej lokaty. Finał zakończył jako ósmy, ze stratą 2,90 s do zwycięzcy. Na najwyższym stopniu podium znalazł się znów Bradley Snyder (USA), który ustanowił rekord mistrzostw wynikiem 25,78 s.  

Męcząca sobota

W sobotnich relacjach widać już było zmęczenie polskich zawodników. Jedynie Mateusz Bartnik (4:35,88) i Patryk Biskup (4:36,71), obaj S9, awansowali do finału na dystansie 400 m stylem dowolnym. Joanna Mendak i Kamil Otowski nie weszli do finałowych ósemek. Mateusz i Patryk dali z siebie wszystko, jednakże do finału zakwalifikowali się na 7. i 8. miejscu. Najlepszy okazał się Brenden Hall z Australii, który uzyskał wynik 4:21,18 s. Niewiele do finału wyścigu na 100 m stylem dowolnym w klasie S13 zabrakło Joasi – uzyskała czas 1:04,85, co zapewniło jej dziewiąte miejsce. Do ósmej zawodniczki kwalifikacji Polka straciła osiemdziesiąt pięć setnych sekundy. Dziesiąte miejsce na dystansie 50 m stylem grzbietowym zajął natomiast Kamil Otowski. Młody reprezentant naszego kraju wyśrubował swój rekord życiowy do 1:06.26.

Po południu mogliśmy podziwiać dwóch naszych finalistów na 400 m stylem dowolnym w klasie S9. W decydującym wyścigu Mateusz Bartnik i Patryk Biskup uplasowali się na tych samych pozycjach co wcześniej. Zwyciężył rekordzista świata Brenden Hall z czasem 4:15,03, przed Federico Morlacchim (4:17,50) i Davidem Grachatem (4:23,79). 

Niedziela – ostatnie starty

Ostatniego dnia mistrzostw świata w pływaniu osób niepełnosprawnych mogliśmy oglądać finały trójki Polaków. Rozpoczęła Oliwia Jabłońska. Zapowiadała wcześniej, że na 400 m stylem dowolnym będzie chciała powalczyć na igrzyskach w Rio. Jak na razie jest na najlepszej drodze do tego, by tak się rzeczywiście stało. Niedzielny wyścig ukończyła na 3. miejscu z czasem 4:39,62, który jest również jej rekordem życiowym. Asia Mendak musiała czekać aż do ostatniego dnia mistrzostw, by wystąpić w swojej najmocniejszej konkurencji – 100 m stylem motylkowym. W popołudniowym finale wystartowała na trzecim torze i ukończyła wyścig na 3. miejscu, ustanawiając nowy rekord Europy (1:05,69). Warto zaznaczyć, że Asia zwyciężała w tej konkurencji trzykrotnie – na igrzyskach w Atenach, Pekinie i Londynie!

Jacek Czech na 50 m stylem grzbietowym (klasa S2) uzyskał dobry czas (1:01,32), jednak finał stał na bardzo wysokim poziomie i jego wynik dał mu szóstą lokatę. Jacek bardzo mocno pracuje na siłowni i zapewne wkrótce będzie można zobaczyć, jak zdobywa lepsze miejsca w konkurencjach sprinterskich.

Reprezentacja Polski zakończyła te mistrzostwa z sześcioma medalami. Porównanie rezultatów z wynikami z poprzednich mistrzostw świata, które odbyły się w Montrealu w 2013 roku, napawa optymizmem. Jesienią zawodnicy kadry wyjadą na zgrupowania przygotowujące do igrzysk paraolimpijskich w Rio de Janeiro. To już za rok!

Medale zdobyte przez Polaków na mistrzostwach świata w pływaniu

13-19.07.2015 r., Glasgow

Imię i nazwisko

Klasa startowa

Konkurencja

Medal 

Oliwia Jabłońska

S10, SM10

kobiet 100 m st. motylkowym S10

srebrny

Wojciech Makowski

S11, SM11

mężczyzn 100 m st. grzbietowym S11

brązowy

Jacek Czech

S2

mężczyzn 100 m st. grzbietowym S2

brązowy

Joanna Mendak

SM13, S13

kobiet 100 m st. motylkowym S13

brązowy

Oliwia Jabłońska

S10, SM10

kobiet 400 m st. dowolnym S10

brązowy

Joanna Mendak

SM13, S13

kobiet 50 m st. dowolnym S13

brązowy

Tadeusz Rodziewicz 

Na początek

aaa

 

szachy

 

Szachowym mistrzem Europy ponownie Polak 

Na przełomie lipca i sierpnia 2015 roku we Francji rozegrane zostały VI Mistrzostwa Europy w Szachach. Piotrowi Dukaczewskiemu nie udało się obronić posiadanego od 2011 roku tytułu, ale nadal pozostał on w Polsce – nowym mistrzem Europy został arcymistrz Marcin Tazbir, zawodnik warszawskiej „Syrenki”.  

Mistrzostwa odbywały się w Lyonie od 24 lipca do 3 sierpnia 2015 roku. Uczestnicy rozlokowani byli w dwóch hotelach: w czterogwiazdkowym Mercure i w Ibisie o trochę niższym standardzie. W pierwszym była sala gry, w drugim mieszkała większość ekip, w tym Polacy.

W turnieju uczestniczyło 64 zawodników i zawodniczek z 20 krajów. W Lyonie zjawiła się większość czołowych graczy Europy. Polskę reprezentowali trzej szachiści: mistrz Europy Piotr Dukaczewski („Syrenka” Warszawa), mistrz świata Jacek Stachańczyk („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza) i arcymistrz Marcin Tazbir. Towarzyszył im trener Artur Jakubiec.

Zdecydowanym faworytem mistrzostw był Marcin Tazbir. Posiadał on najwyższy ranking ELO – 2516. Stanisław Babarykin z Rosji, który był drugi na liście startowej, miał ELO niższe od Tazbira o 159 punktów. Pozostali dwaj Polacy, Stachańczyk i Dukaczewski, mieli odpowiednio dziewiąty i dziesiąty numer startowy. Tazbir uzyskał siedem i pół punktu z dziewięciu gier i zakończył turniej z przewagą jednego punktu nad następnym zawodnikiem. Zdobył złoty medal i tytuł mistrza Europy. Sześć partii wygrał i trzy zremisował. Pierwszy remis padł w trzeciej rundzie, w partii z aktualnym mistrzem świata Jackiem Stachańczykiem. Tazbir zremisował też w piątej rundzie z Jurijem Mieszkowem z Rosji i w ósmej z Olivierem Muellerem z Niemiec. W czwartej rundzie spotkał się z Piotrem Dukaczewskim, obrońcą tytułu mistrza Europy. Pojedynek ten zakończył swoją wygraną.

Piotr Dukaczewski i Jacek Stachańczyk przez większość turnieju byli w strefie medalowej. Po szóstej rundzie Piotr znajdował się nawet na pierwszym miejscu z wynikiem pięciu punktów. Miał jedną przegraną partię z Tazbirem. W kolejnej, siódmej rundzie, uległ jednak Muellerowi. Porażka ta nie pozbawiała go jeszcze szans na miejsce medalowe. Odebrała mu je, niestety, kolejna przegrana partia – z Pavle Dimiciem z Serbii, aktualnym mistrzem świata juniorów. Ta strata punktu w przedostatniej rozgrywce odrzuciła go na miejsce jedenaste. W ostatniej, dziewiątej rundzie, gładko wygrany pojedynek z Sergiejem Grigorczukiem z Ukrainy przesunął go do pierwszej dziesiątki, na miejsce siódme. Tuż za nim, na miejscu ósmym, uplasował się Jacek Stachańczyk, który podobnie jak Piotr uzyskał sześć punktów z dziewięciu gier. Jacek szanse medalowe zachował do ostatniej chwili. Po ósmej rundzie był na trzecim miejscu. Do ostatniego pojedynku skojarzony został z Lubą Żilcową z Ukrainy, z którą zawsze miał rezultatywne wyniki. Teraz wygrana dawała mu srebrny medal i tytuł wicemistrza Europy. Wszystko było na wyciągnięcie ręki. Ale ostatnia runda rządzi się własnymi prawami. I tym razem prawda ta dała o sobie znać. Jacek partię przegrał. Może zbyt szybko chciał ją zakończyć. Ofiarował figurę za atak, ale Luba się niestety wybroniła. Wygrana ta dała jej wysokie, szóste miejsce w męskiej czołówce. Ukrainka zdobyła sześć i pół punktu.

Wicemistrzem Europy został były mistrz świata juniorów Stanisław Babarykin (6,5 p.), na trzecim stopniu podium stanął Oliver Mueller (6,5 p.). Tę samą liczbę punktów wywalczył niewidomy Chris Ross z Wielkiej Brytanii, który zajmując czwarte miejsce, sprawił sobie i wszystkim ogromną niespodziankę. Miał piętnasty numer startowy i dużo niższe ELO od ścisłej czołówki. Na zakończeniu turnieju otrzymał puchar jako największa niespodzianka mistrzostw.

Oprócz medalistów puchary otrzymali także zwycięzcy w poszczególnych grupach rankingowych – najlepsza kobieta (Luba Żilcowa) i najlepszy senior powyżej sześćdziesiątego roku życia Jurij Mieszkow z Rosji, który w turnieju zajął piąte miejsce. Swoje nazwisko, wywołane przez prowadzącego ceremonię zakończenia mistrzostw, z zaskoczeniem usłyszał także Piotr Dukaczewski. Wręczono mu puchar z napisem „Super weteran” dla najlepszego zawodnika powyżej pięćdziesiątego roku życia. Później wesołym gratulacjom i żartobliwym docinkom z tytułu jego przejścia do grupy weteranów nie było końca. Członkowie polskiej reprezentacji okrzyknęli to hitem sezonu. Niektórym poprawiło to trochę minorowy nastrój po straconych szansach.

Zgodnie z decyzją kongresu Międzynarodowego Związku Niewidomych Szachistów (IBCA), obowiązującą od 2012 roku, na międzynarodowych turniejach szachowych dozwolone są jedynie szachy brajlowskie. Jednak nie wszyscy zawodnicy stosują się do tego przepisu. Podobnie było i w Lyonie. Głównie dotyczyło to zawodników rosyjskich. Po kilku rundach polska reprezentacja złożyła w tej sprawie protest do organizatorów mistrzostw. Został on uwzględniony i odtąd wszyscy uczestnicy turnieju zobowiązani zostali do gry na szachownicach brajlowskich. Być może incydent ten dał początek dobrej tradycji bezwzględnego przestrzegania tego przepisu we wszystkich turniejach międzynarodowych. Daje to mniej więcej równe szanse gry zawodnikom niewidomym i słabowidzącym.

Mistrzostwa były przygotowane bardzo dobrze. Po raz pierwszy w turnieju niewidomych i słabowidzących była transmisja on-line czołowych meczów i podgląd na salę gry. Nie sprawiało też szachistom problemu to, iż musieli przemieszczać się w różne miejsca – gdzie indziej byli zakwaterowani, gdzie indziej była sala gry i posiłki jadali też w różnych restauracjach. Wszystko odbywało się jednak bardzo sprawnie i bez zakłóceń. Było to między innymi zasługą dużej liczby wolontariuszy zaangażowanych przez organizatorów turnieju. Miła atmosfera imprezy z pewnością zapisze się na długo w pamięci jej uczestników.  

VI Mistrzostwa Europy w Szachach

24.07-3.08.2015 r., Francja (Lyon)

1. Marcin Tazbir (Polska) 7,5 p.

2. Stanisław Babarykin (Rosja) 6,5 p.

3. Oliver Mueller (Niemcy) 6,5 p.

4. Chris Ross (Wielka Brytania) 6,5 p.

5. Jurij Mieszkow (Rosja) 6,5 p.

6. Luba Żilcowa (Ukraina) 6,5 p. 

7. Piotr Dukaczewski (Polska) 6 p.

8. Jacek Stachańczyk (Polska) 6 p.

9. Pavle Dimic (Serbia) 6 p.

10. Aleksy Pachomow (Rosja) 6 p.

11. Sergiej Wassin (Ukraina) 6 p.

12. Dacian Pribeanu (Rumunia) 5,5 p.

13. Franc Mlacnik (Słowenia) 5,5 p.

14. Rasim Nizam (Bułgaria) 5,5 p.

15. Boris Rosican (Litwa) 5,5 p.

M. Dębowska 

Na początek

aaa

 

torball

 

Torball u stóp Alp 

Na łamach „Crossa” pisaliśmy już o torballu – dynamicznej drużynowej grze, w której używane są piłki dźwiękowe. Po wielu latach nieobecności tego sportu na polskich boiskach zaczyna on się u nas odradzać i to od razu silnym akcentem. Komitet Torballu przy Międzynarodowej Federacji Sportu Niewidomych zdecydował, że w 2015 roku Puchar Europy w tej dyscyplinie odbędzie się w Polsce.

Imprezę będzie gościć Supraśl – niewielkie, ale urokliwe miasteczko, położone na skraju Puszczy Knyszyńskiej, w którym corocznie rozgrywane są międzynarodowe turnieje goalballu. Najlepsze europejskie drużyny zawitają na Podlasie w październiku, jednak przygotowania do imprezy trwają już od kilku miesięcy. Oprócz pracy organizacyjnej należy również zadbać o przygotowanie sportowe. W tym celu ekipa Polskiego Stowarzyszenia Gier Piłkami Dźwiękowymi udała się na swój pierwszy międzynarodowy turniej goalballu, który odbył się w połowie czerwca w austriackim Salzburgu.

Naszą drużynę tworzyli goalballiści z Białegostoku. Brak środków finansowych wymusił ograniczenie zespołu do zaledwie trzech zawodników, co oznaczało, że przez cały turniej musieliśmy radzić sobie bez choćby jednego gracza na ławce rezerwowych. Polaków to jednak nie zniechęciło i wraz z trenerem Henrykiem Andrzejukiem w bojowych nastrojach udali się w długą podróż, której celem był położony u stóp Alp malowniczy Salzburg, miasto narodzin Wolfganga Amadeusza Mozarta. Wyruszyli nocnym autobusem, aby zdążyć na poranny pociąg do Wiednia. W stolicy Austrii spędzili kilka godzin, oczekując na pociąg, który zabierze ich do celu. Nazajutrz przystąpili do rywalizacji.

W turnieju, organizowanym przez samego przewodniczącego Komitetu Torballu dr. Maxa Otta, oprócz Polaków wzięło udział sześć innych drużyn z Austrii, Niemiec i Włoch. W pierwszym pojedynku naszym graczom przyszło się zmierzyć z reprezentującym Salzburg zespołem gospodarzy. Już od początku meczu było widać nasz brak doświadczenia. Liczne błędy, które popełniali Polacy, wynikały przede wszystkim z nawyków, których nabrali podczas wieloletnich treningów goalballu. Na pierwszy rzut oka torball i goalball to bardzo podobne gry. W obu dwie trzyosobowe drużyny rywalizują na prostokątnym polu, broniąc bramki, która rozciąga się na całej szerokości boiska. W obu grach używa się też udźwiękowionej piłki, którą należy rzucać w kierunku bramki przeciwnika. Mimo to różnice są wyraźne. Największy kłopot sprawiało nam opanowanie właściwej techniki rzutu. Piłka do torballu waży zaledwie 500 g i jest ponad dwukrotnie lżejsza od tej, której używa się podczas gry w goalball. W dodatku jest ona pompowana i przypomina futbolówkę. Niestety, przepisy torballu nie pozwalają, aby piłka podczas rzutu odbijała się od podłoża – musi ona przemknąć pod sznureczkami zawieszonymi nad boiskiem na wysokości 40 cm. Jeżeli piłka podczas rzutu zacznie kozłować i potrąci chociaż jeden ze sznureczków, na jego końcu zabrzmi dzwoneczek, który będzie oznaczał zasądzenie rzutu karnego przeciwko drużynie atakującej.

Podczas naszego meczu z Salzburgiem sędzia miał pełne ręce roboty. Duże problemy z opanowaniem poprawnej techniki rzutu przez nowicjuszy z Polski zmuszały arbitra do przyznawania naszym przeciwnikom kolejnych rzutów karnych. W torballu zawodnik, który popełnił przewinienie, schodzi z boiska na czas rzutu karnego, którego jego koledzy z drużyny muszą bronić we dwójkę. Dopiero każdy trzeci rzut karny zasądzony przeciwko danej drużynie oznacza starcie jeden na jeden. Nie jest wówczas łatwo bronić siedmiometrowej bramki, gdyż na reakcję pozostaje zaledwie ułamek sekundy potrzebny piłce na pokonanie drogi z rąk atakującego do strefy obrony.

W pierwszej połowie meczu z Salzburgiem nasi chłopcy zapłacili swoje frycowe, przegrywając 1:4. W drugiej części spotkania wyciągnęli jednak wnioski z popełnionych błędów i zaczęli odrabiać straty. Na minutę przed końcem na tablicy wyników widniał remisowy rezultat 5:5. Wtedy Paweł Brodowicz celnym rzutem pokonał obronę Austriaków. Mimo ogromnych emocji udało nam się obronić zintensyfikowany w ostatnich sekundach atak zawodników z Salzburga i w ten sposób nasz debiut na zagranicznym parkiecie zakończył się jednobramkowym zwycięstwem.

Kolejny pojedynek z reprezentacją Austrii był jednak dużo trudniejszy. Okazało się, że rywale opanowali bardzo skuteczną technikę rzutu, która zupełnie nas zde-
zorientowała. Austriacy potrafią rzucać piłkę w taki sposób, że leci ona minimalnie nad ziemią, wystarczająco nisko, aby nie zahaczyć o sznureczki rozciągające się nad boiskiem. Dzwonki lecącej w powietrzu piłki nie przemieszczają się, więc nie wydają żadnych odgłosów. Takie rzuty, poprzedzone perfekcyjnie bezszelestnym ruchem zawodników po boisku sprawiły, że nasi gracze zupełnie nie wiedzieli, w którym momencie powinni przybrać pozycję obronną. Bezsilność białostoczan miała swoje odbicie w dorobku bramkowym Austriaków, który zwiększał się niemal z każdym ich rzutem. Dopiero pod koniec meczu znaleźli sposób na obronę niewygodnych piłek. Było już jednak za późno, aby nawiązać jakąkolwiek walkę. Chłopcy musieli się pogodzić z wysoką porażką 0:10, ale wtedy jeszcze nie wiedzieli, że mieli okazję grać z najlepszą drużyną na świecie! Należy bowiem dodać, że dla reprezentacji Austrii turniej w Salzburgu był ostatnim przystankiem przed mistrzostwami świata, które dwa tygodnie później rozegrano w Szwajcarii. Austriacy wywalczyli tam złoto.

Po zimnym prysznicu zafundowanym nam przez Austriaków musieliśmy zmierzyć się z niemieckim zespołem z Norynbergi. Również tym razem Polakom zabrakło doświadczenia i umiejętności. Przegraliśmy 4:8. Mimo to chłopców nie opuszczał duch walki i z podniesionymi głowami przystąpili do pojedynku z zespołem z austriackiego Grazu. W pierwszej połowie nasi przeciwnicy zdołali strzelić nam tylko jedną bramkę, my niestety nie zapunktowaliśmy ani razu. Dopiero w drugiej części spotkania Paweł Brodowicz zdołał zdobyć wyrównującego gola. Najwyraźniej pomimo niezbyt skutecznego ataku poprawiliśmy obronę, gdyż zawodnikom z Grazu nie udało się więcej trafić do naszej bramki. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1.

W ostatnim meczu fazy grupowej Polacy trafili na zespół z Monzy, miasta położonego w północnej części Italii. Włosi musieli bacznie obserwować nasze wcześniejsze pojedynki, gdyż konsekwentnie starali się wykorzystywać nasze najsłabsze punkty. Mimo to polska drużyna nie dawała za wygraną. Do przerwy na tablicy wyników widniał remis – 3:3. W drugiej połowie spotkania oba zespoły skoncentrowały się na obronie i starały się nie popełniać błędów w ataku. Ostatecznie to jednak zespół z Włoch okazał się lepszy i zwyciężył w całym pojedynku 4:3.

Przegrywając z Monzą, straciliśmy szansę na wejście do półfinału i musieliśmy się zadowolić 5. miejscem. W fazie pucharowej brylowały dwa zespoły reprezentacji Austrii. Trzecie miejsce zajęli Włosi, tuż poza podium znalazł się zespół z Grazu.

Turniej w Salzburgu był dla Polaków bardzo cennym doświadczeniem. Zawodnicy zobaczyli, jak wygląda torball na wysokim poziomie i dowiedzieli się, nad czym muszą jeszcze popracować. A trudu czeka ich wiele, bo chcą godnie zaprezentować się w Supraślu podczas Pucharu Europy. Kości zostały rzucone. Miejmy nadzieję, że jesteśmy świadkami nowej epoki – odrodzenia polskiego torballu.

Skład polskiej drużyny

Konrad Andrzejuk

Paweł Brodowicz

Radosław Popławski

Trener: Henryk Andrzejuk

 

Klasyfikacja końcowa międzynarodowego turnieju torballu Salzburg 2015

Austria I

Austria II

A.S.D. Monza

VSK Graz

Polska

BSV Norymberga

BSSV Salzburg 

Konrad Andrzejuk

Na początek

aaa

 

warcaby

 

Puchar Polski bez kadrowiczów 

Po czterech latach przerwy powróciła do kalendarza warcabowego jedna z najbardziej prestiżowych imprez w środowisku – turniej o Puchar Polski. W założeniu inicjatorów imprezy w pierwszej kolejności mieli w niej walczyć finaliści i finalistki mistrzostw Polski oraz gracze z najwyższymi rankingami, a zatem zawodnicy ze ścisłej krajowej czołówki. Tak też miało być i w tym roku.

Jakież więc musiało być zdziwienie wielu kadrowiczów, gdy dowiedzieli się, że członkowie kadry narodowej, owszem, mogą zagrać, ale po opłaceniu kosztów w pełnej wysokości. Wszystko za sprawą przepisów dzielących przyznawane klubom crossowskim środki na tzw. wyczyn i pozostałą działalność. Zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Sportu i Turystyki członkowie kadry narodowej niewidomych i słabowidzących („wyczynowcy”) muszą ponosić pełne koszty udziału w zawodach innych niż mistrzostwa Polski. W turniejach open finansowania ich udziału nie przewidziano. W związku z powyższym kadrowicze mają raptem tylko dwa turnieje rocznie (indywidualne i drużynowe MP), by doskonalić swe umiejętności przed międzynarodowymi imprezami docelowymi, jak MŚ czy ME. W przypadku innych zawodów są w gorszej sytuacji niż pozostali uczestnicy i często zmuszeni są do pozostania w domu z przyczyn finansowych. Dochodzi do sytuacji, że niektórzy rezygnują z członkostwa w kadrze, gdyż nie stać ich na luksus bycia reprezentantem Polski. Rzadko który z naszych najlepszych zawodników żyje ze sportu – nie pracuje zawodowo, otrzymuje stypendia, ma indywidualnych sponsorów itp.

Mimo tych utrudnień tegoroczny Puchar Polski zgromadził całkiem mocną stawkę zawodników. Na turniej w Lądku-Zdroju, odbywający się w dniach 8-15 sierpnia 2015 roku, do hotelu „Mir-Jan” zjechały 54 osoby, w tym 16 kobiet. Zagrała połowa tegorocznych finalistek i finalistów MP. Zabrakło m.in. czwórki medalistów, bo nie przyjechali: Leszek Stefanek, Andrzej Jagieła, Barbara Wójcik i Ewa Grabska. Wystąpił natomiast nieobecny w finale w Tucholi Jan Sekuła, dla którego był to pierwszy start w barwach nowego klubu – po dziesięciu latach reprezentowania „Crossu Opole” mistrz świata przeszedł bowiem do „Atutu” Nysa. Sekuła był oczywiście głównym faworytem zawodów w Lądku-Zdroju. Triumfował we wszystkich pięciu poprzednich edycjach Pucharu Polski, a w tym roku nie startowali w dodatku główni jego konkurenci.

Zgodnie z przewidywaniami Sekuła przeszedł przez turniej jak burza i bez najmniejszych kłopotów wygrał z dużą przewagą nad rywalami. Pewny sukcesu był już na rundę przed zakończeniem 9-rundowego turnieju. Odniósł m.in. błyskawiczne zwycięstwa nad Markiem Maćkowiakiem i Mirosławem Mirynowskim. Jedyny punkt stracił w partii ze Stanisławem Jędrzyckim. Zawodnik „Sudetów” Kłodzko przypomniał sobie lata swej świetności i w bardzo trudnej pozycji uratował remis ładną kombinacją. W końcowej klasyfikacji zajął drugie miejsce bez żadnej porażki (jako jedyny oprócz Sekuły).

Tyle samo punktów co Jędrzycki uzyskali Jerzy Czech i Jerzy Hołderny. Na podium, dzięki lepszemu wartościowaniu, uplasował się zawodnik „Crossu Opole”, ale prawdziwą rewelacją turnieju okazał się czwarty w klasyfikacji Jerzy Hołderny. Nie znany szerszej publiczności, nie najmłodszy już zawodnik „Łuczniczki” Bydgoszcz dopiero w czerwcu tego roku uzyskał licencję i zdobył IV kategorię. W Lądku-Zdroju uległ jedynie w pierwszej rundzie Edwardowi Kozłowskiemu, ale później zanotował aż pięć zwycięstw (m.in. z Ryszardem Pawłowskim, Krzysztofem Pichlakiem i Mikołajem Fiedorukiem) oraz trzy cenne remisy (z Bernardem Olejnikiem, Markiem Maćkowiakiem i Edwardem Twardym). Wypełnił tym samym normę na II kategorię warcabową. Z dużym zainteresowaniem będziemy śledzić dalszy rozwój jego warcabowej kariery.

Długo w walce o medal liczył się Marek Maćkowiak. Rozpoczął od czterech zwycięstw, ale po porażce z Sekułą pozostałe partie zremisował, co wystarczyło tylko na piąte miejsce. Szanse na trzecie miejsce stracił w ostatniej rundzie również Bernard Olejnik. Był faworytem w pojedynku z Jerzym Czechem, wygrana dałaby mu podium. Porażka – jedyna w turnieju – zepchnęła go na ósme miejsce, a jego rywala wywindowała na trzecie.

Wśród kobiet najwyżej uplasowała się Jadwiga Mróz (7. miejsce – 12 p.), przed Ewą Wieczorek (12. miejsce – 11 p.) i Petronelą Dapkiewicz (17. miejsce – 10 p.).

Zaskakująco słabo wypadła liczna i występująca w najsilniejszym składzie ekipa „Victorii” Białystok. W czołowej dziesiątce zmieścił się jedynie Józef Tołwiński. Z szóstki reprezentantów klubu z Podlasia tylko Wacław Morgiewicz nie zanotował strat rankingowych.

Na półmetku zawodów w ścisłej czołówce utrzymywał się Antoni Ignatowski z „Jaćwinga” Suwałki. W pierwszych pięciu partiach odniósł cztery zwycięstwa (m.in. z Kuzielem i Fiedorukiem). Słaby finisz (1 p. w trzech ostatnich partiach) zepchnął go jednak na dalekie 16. miejsce.

Straszliwy upał dawał się wszystkim we znaki. Kilka osób z powodu odwodnienia musiało skorzystać z pomocy służby zdrowia, a Antoni Lewek („Cross Opole”) nie ukończył nawet turnieju, bo trafił do szpitala.

Pucharowe zawody sędziował Leszek Łysakowski. Koordynatorem imprezy był Józef Plichta.

VI Puchar Polski w Warcabach Stupolowych

8-15.08.2015 r., Lądek-Zdrój

Klasyfikacja końcowa

1. Jan Sekuła („Atut” Nysa) 17 p.

2. Stanisław Jędrzycki („Sudety” Kłodzko) 13 p.

3. Jerzy Czech („Cross Opole”) 13 p.

4. Jerzy Hołderny („Łuczniczka” Bydgoszcz) 13 p.

5. Marek Maćkowiak („Tęcza” Poznań) 12 p.

6. Zenon Sitarz („Podkarpacie” Przemyśl) 12 p.

7. Jadwiga Mróz („Atut” Nysa) 12 p.

8. Bernard Olejnik („Warmia i Mazury” Olsztyn) 11 p.

9. Józef Tołwiński („Victoria” Białystok) 11 p.

10. Edward Twardy („Sudety” Kłodzko) 11 p.

Leszek Stefanek

Na początek

aaa

 

bowling

 

Tak się gra w Opolu 

Na przełomie lipca i sierpnia w stolicy polskiej piosenki Stowarzyszenie „Cross” wraz z nyskim klubem „Atut” zorganizowało I Ogólnopolski Turniej w Bowlingu Niewidomych i Słabowidzących. Na dwunastotorowej kręgielni rywalizowało ponad osiemdziesięciu zawodników i zawodniczek z całej Polski.

Wszyscy uczestnicy turnieju mieli przed sobą sześć gier, po trzy na każdym z dwóch wylosowanych wcześniej torów. Rywalizacja była bardzo zacięta, o końcowych wynikach decydowała nie tylko suma punktów, lecz – jak to miało miejsce w przypadku dwóch zawodników z „Omegi” Łódź – także ostatnia gra. Łodzianie zdobyli po 903 punkty i zgodnie z regulaminem w przypadku takiej samej liczby zbitych kręgli o zwycięstwie przesądza ostatnia, szósta gra. W tym przypadku bardziej odporny na stres okazał się Zbigniew Walczak, który pokonał klubowego kolegę Władysława Szymańskiego.

Na szczególną uwagę zasługują dwa wyniki powyżej tysiąca punktów. Takimi rezultatami mogli pochwalić się Albert Sordyl reprezentujący „Pogórze” Tarnów w kat. B3 (1049 p., w tym 23 razy strike) oraz Piotr Dynda, zawodnik „Podkarpacia” Przemyśl startujący w kat. B2 (1016 p., w tym 21 strike’ów).

Bardzo dobry wynik osiągnęła również Karolina Rzepa z kat. B1. Zawodniczka „Łuczniczki” Bydgoszcz zbiła 711 kręgli (w tym 10 strike’ów), czym zdeklasowała rywalki ze swojej kategorii, a także wyprzedziła mężczyzn, i to nie tylko z B1. Tak dobry rezultat to niewątpliwie efekt ciężkiej pracy Karoliny oraz jej trenera Kazimierza Fiuta. O lekkim niedosycie i pechu może mówić wielokrotna medalistka i reprezentantka Polski w kategorii B2 Jadwiga Dudek z „Pionka” Włocławek, której do magicznego tysiąca zabrakło jedynie (lub aż) dwóch punktów. Mimo to Jadwiga, podobnie jak Karolina, wyprzedziła rywalki ze wszystkich kategorii i została najlepszą zawodniczką turnieju.

Organizatorów i całe środowisko kręglarskie ucieszył fakt, że w zawodach startowali początkujący sportowcy z dysfunkcją wzroku, którzy w kręgle zaczynają dopiero grać. Turnieje takie jak ten w Opolu, upowszechniające kręglarstwo niewidomych i słabowidzących, dają szansę na poznanie nowych możliwości spędzania czasu. Jak powiedziała mi jedna z nowych adeptek kręglarstwa, reprezentująca klub z największego miasta po wschodniej stronie Wisły: – Nie spodziewałam się, że będzie tak fajnie. Z pewnością „winna” temu jest Joanna Staliś, która jako koordynator z ramienia Stowarzyszenia „Cross” już niejeden raz dowiodła, że profesjonalnym zorganizowaniem turnieju oraz imprez towarzyszących przyciąga się coraz większe grono chętnych. Miejmy nadzieję, że z turnieju na turniej do walki o „striki” i „pełne” będą przystępować kolejne osoby. Nic tak nie motywuje do rywalizacji i sportowego współzawodnictwa jak to, że zwycięzcą nie jest się raz na całe życie.

Zaciekła rywalizacja na torach, analizowanie każdego rzutu oraz chęć pokonania własnych słabości i ograniczeń to doświadczenie prawie wszystkich uczestników. Ta gorąca atmosfera udzielała się niektórym do tego stopnia, że nawet ich okulary były zaparowane.

Na koniec turnieju najlepsi zawodnicy i zawodniczki z poszczególnych kategorii otrzymali okazałe puchary, zakupione dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Sportu i Turystyki, oraz nagrody rzeczowe, ufundowane przez współorganizatora turnieju – klub „Atut” Nysa.

I Ogólnopolski Turniej w Bowlingu Niewidomych i Słabowidzących

31.07-2.08.2015 r., Opole

Kobiety

B1

1. Karolina Rzepa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 711 p.

2. Jolanta Nowacka („Cross Opole”) 482 p.

3. Barbara Szypuła („Karolinka” Chorzów) 389 p.

B2

1. Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) 998 p.

2. Janina Szymańska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 843 p.

3. Dorota Kurek („Ikar” Lublin) 841 p.

B3

1. Łucja Grochowska-Pilzek („Jutrzenka” Częstochowa) 810 p.

2. Zofia Sarnacka („Warmia i Mazury” Olsztyn) 759 p.

3. Honorata Borawa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 754 p.

Mężczyźni

B1

1. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 628 p.

2. Franciszek Kała („Jutrzenka” Częstochowa) 586 p.

3. Stanisław Chmura („Podkarpacie” Przemyśl) 549 p.

B2

1. Piotr Dynda („Podkarpacie” Przemyśl) 1016 p.

2. Janusz Jeleń („Morena” Iława) 904 p.

3. Arkadiusz Gęstwiński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 893 p.

B3

1. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 1049 p.

2. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) 906 p.

3. Zbigniew Walczak („Omega” Łódź) 903 p.

Wojciech Puchacz

Na początek

aaa

 

nowe dyscypliny

 

Nie widząc przeszkód 

Kolejna bariera w sporcie osób niewidomych została pokonana, zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Amerykańska nastolatka udowodniła, że niewidomi mogą również skakać o tyczce, a co więcej – mogą z powodzeniem konkurować w tej bardzo trudnej technicznie dyscyplinie z zawodnikami pełnosprawnymi.  

Jakiś czas temu w światowych mediach zrobiło się głośno o siedemnastoletniej Charlotte Brown, która podczas tegorocznych mistrzostw szkół średnich stanu Teksas, odbywających się w Austin, wywalczyła brązowy medal. Fakt, że były to mistrzostwa stanowe, nie umniejsza bynajmniej rangi dokonania młodej tyczkarki. Zarówno pod względem powierzchni, jak i liczby mieszkańców Teksas zajmuje drugie miejsce w Stanach Zjednoczonych. Jego obszar jest większy od terytorium Francji, natomiast liczba mieszkańców wynosi ponad 25 milionów – to więcej niż liczą populacje Czech, Słowacji i Austrii razem wzięte. Konkurentek zatem jej nie brakowało.

Miejsce na podium wywalczyła, pokonując poprzeczkę zawieszoną na wysokości 3,5 m. Dla lepszego zobrazowania wyniku młodej Amerykanki wspomnę, że Monika Pyrek, jedna z najlepszych polskich tyczkarek, mając również 17 lat, osiągnęła podczas mistrzostw Europy juniorów w Lublanie rezultat 3,80 m i zajęła wówczas 10. miejsce.

Charlotte Brown mieszka w malutkim miasteczku Emory nieopodal Dallas. W szesnastym tygodniu życia zdiagnozowano u niej zaćmę. Przeszła kilka operacji, w tym wszczep soczewek, jednak w wieku jedenastu lat jej wzrok zaczął się gwałtownie pogarszać. Obecnie ma jedynie poczucie światła.

Skok o tyczce uprawia od kilku lat, ponieważ, jak sama mówi, chciała spróbować czegoś niebezpiecznego i ekscytującego. Istotnie, dyscyplina do bezpiecznych nie należy, o czym najlepiej świadczą dość częste wypadki zawodników. W 2011 roku najlepszy polski tyczkarz, Paweł Wojciechowski, podczas treningu wypuścił tyczkę z rąk, a ta, prostując się, uderzyła go w twarz i złamała kość jarzmową. Zdarza się, że tyczka nie wytrzymuje obciążenia i pęka podczas skoku. Przekonała się o tym rekordzistka Polski, brązowa medalistka igrzysk olimpijskich z Aten Anna Rogowska, która podczas startu w zawodach Tyczka na Molo w 2011 roku dotkliwie pokaleczyła ręce. Czy w końcu najnowszy przykład rekordzistki Austrii Kiry Gruenberg, która podczas zeskoku upadła tak niefortunnie, że złamała sobie kręgosłup w obrębie odcinka szyjnego i jest sparaliżowana.

Wracając do kariery sportowej Charlotte Brown, w mistrzostwach stanowych startuje ona od 2013 roku. W swoim pierwszym starcie zajęła 8. miejsce, w następnym roku uplasowała się tuż za podium, na najbardziej nielubianym przez sportowców 4. miejscu.

Charlotte podczas rozbiegu odlicza siedem kroków lewą nogą, a następnie, słysząc specjalny sygnał dźwiękowy, stara się trafić tyczką w dołek i odbić jak najmocniej. Do pomocy ma dwóch trenerów: jeden sekunduje jej podczas rozbiegu, natomiast drugi stoi poza zeskokiem i informuje, gdzie jest środek poprzeczki.

Dzięki swoim osiągnięciom siedemnastolatka ma już zapewnione stypendium sportowe na Uniwersytecie Purdue w West Lafayette, znajdującym się w amerykańskim stanie Indiana.

Młoda zawodniczka jak na razie skazana jest na walkę z pełnosprawnymi rywalkami, ponieważ skoku o tyczce nie ma w programie letnich igrzysk paraolimpijskich ani w żadnych zawodach międzynarodowych rangi mistrzowskiej. Nie wiadomo, jak potoczy się dalsza kariera panny Brown, jednak już teraz można powiedzieć, że zapisała nową, niezwykłą kartę w historii sportu osób niewidomych i udowodniła, że niepełnosprawni zawodnicy mogą rywalizować z pełnosprawnymi, przynajmniej w niektórych dyscyplinach, na podobnym poziomie, co wpisuje się w ideę sportowej równości.

Grzegorz Modrzyński

Na początek

aaa

 

wiadomości

 

Żeglarstwo

Regaty wspomnień

Tewje Mleczarz ze „Skrzypka na dachu”, zapytany, co wam pozwala mimo prześladowań, szykan i izolacji trwać i zwyciężać, odpowiada: tradycja. Pomni tych znamiennych słów organizatorzy wodniackich imprez ze Stowarzyszenia „Cross” zawsze starali się, aby sportowa rywalizacja na Pojezierzu Iławsko-Ostródzkim przynosiła radość i zadowolenie, integrowała środowisko ludzi z dysfunkcją wzroku oraz zachęcała do aktywnego spędzania wolnego czasu w miłej atmosferze. Taką tradycję, oprócz dobrej organizacji spływów kajakowych czy obozów żeglarskich, pomógł stworzyć uczestnik tych wydarzeń – Adam Ćwikła.

To on wspólnie z Leną Pawłowską organizował ogniska, które ściągały nie tylko uczestników obozu, lecz również mieszkańców z okolic. Gdy wiedzieli, że za kilka dni wrócimy na ten kemping, przygotowywali drewno na ognisko i miejsce osłonięte od wiatru dla gitarzysty. Adam przyjeżdżał na obóz z gotowymi nowymi utworami, których uczył potem uczestników, dobierając tonację odpowiednią do możliwości wokalnych żeglarzy. Przekonywał wszystkich, że nie należy bać się śpiewać. Był znany z szybkiej i celnej riposty. Na kuplet Józka Skowrona: „A nasz muzyk to pan Adam. Choć potrzebna mu już viagra, to i tak wszyscy tańczą i śpiewają, jak on zagra”, szybko odpowiedział: „Gdy cię spotkam po tym wszystkim, miej już pewne dwie wizyty u dentysty”.

Był doskonałym parodystą. Naśladował znane osobistości, lubił opowiadać dowcipy w gwarze śląskiej, góralskiej czy żydowskiej. Niezwykle cichy i skromny. Nawet owego 22 lipca, czekając na karetkę pogotowia, przepraszał, że narobił tyle kłopotu. Nie zdążył wykonać koncertu w tawernie w Siemianach, przygotowywanego wspólnie z Anią Olbryś pod hasłem „Przyjaciele – Przyjaciołom”.

Żeglarski memoriał miał bardzo uroczyste otwarcie. Cały obóz uczcił pamięć Adama modlitwą i zapaleniem znicza nad brzegiem jeziora w pamiętnym miejscu. Po rozegranych na 15-kilometrowej trasie piątych już regatach Stowarzyszenia „Cross” zorganizowano ognisko wspomnień połączone z ogłoszeniem wyników i rozdaniem nagród. Uczestnicy rozpoczęli szantą „Popłynęli koledzy w rejs”, a następnie przybliżono postać Adama tym, którzy go nie znali. Lena odśpiewała też szantę, którą Adam stworzył na wachcie portowej w Santa Cruz de Tenerife. Akompaniowali Czarek Królik i Robert Kopczyński. A potem, w kompletnej ciszy, odczytano wiersz „Przyjacielowi”.

Zwycięzcą regat okazała się załoga jachtu „Bugs” prowadzonego przez Cezarego Królika, który odebrał okazały puchar. Załogi podchodziły w kolejności zajętych miejsc i losowały ułożone na stole nagrody. Wszystkie losy były pełne. Taką tradycję należy kultywować.

 

V Regaty Żeglarskie Niewidomych
i Słabowidzących

Memoriał Adama Ćwikły

22.07.2015 r., Siemiany

1. „Bugs” – Cezary Królik

2. „Run Baby Run” – Dawid Kopczyński

3. „Impresja” – Karol Drzewoszewski

4. „Kapusta” – Katarzyna Kapuścińska

5. „Oaza” – Wiesław Wysiński

6. „Mango” – Jolanta Kopczyńska

7. „Tes” – Wojciech Kopczyński

Stanisław Piasek

 

Biegi

4:2 dla „Łuczniczki”

Coroczne mistrzostwa w biegu na dystansie 10 kilometrów tym razem odbyły się w Warszawie w ramach XXV Biegu Powstania Warszawskiego. Udział zawodników Stowarzyszenia „Cross” w imprezie został częściowo sfinansowany przez PFRON, wspierający projekt „Tylko dla mistrzów”. W stolicy wśród zawodników z dysfunkcją wzroku dominowali biegacze lokalnej „Syrenki”, jednak poważną konkurencję dla warszawiaków stanowili reprezentanci „Łuczniczki” Bydgoszcz. Przybyło im kilku mocnych zawodników w obu kategoriach. Sobotnie popołudnie 25 lipca zapowiadało się więc gorąco – nie tylko ze względu na pogodę. Po szybkim rozlokowaniu się w hostelu biegacze, chłodzeni niewielkim deszczem, ruszyli na Konwiktorską do sali konferencyjnej Stowarzyszenia „Cross”, gdzie już czekały na nich pakiety startowe. Trzech zawodników: Piotr Jankowski, Maciek Dąbrowski („Syrenka” Warszawa) i Staszek Spólnik („Lajkonik” Kraków) zdecydowało się przebiec jedynie 5 km (jedno okrążenie). Henryk Groszkowski z „Syrenki” też dokręcił piątkę do treningu, który miał już za sobą na rowerze.

Trasa wyścigu (dwukrotnie powtórzona pięciokilometrowa pętla) biegnie ulicami, na których toczyły się najbardziej zacięte walki podczas powstania. W podniosłym nastroju, tuż przed startem, zawodnicy odśpiewują Mazurka Dąbrowskiego. Bieg rozpoczyna się o 21:00, gdy już zmierzcha. Na gdzieniegdzie dodatkowo doświetlonej trasie biegaczom towarzyszą wystrzały, eksplozje i krzyki walczących, dobiegające z głośników. W innych miejscach brzmią pieśni śpiewane podczas okupacji i powstania warszawskiego – wszystko to stwarza niesamowity nastrój tej sportowej imprezy. Zaczyna padać deszcz, a walka – tym razem sportowa – trwa. Od startu prowadzi Mariusz Giżyński z Warszawy (żołnierz zawodowy z klubu „Grunwald” Poznań). Samotnie, z dużą przewagą, po trzydziestu minutach mija metę. Za nim tysiące zawodników w koszulkach z nadrukiem nawiązującym do rocznicy powstania. Niektórzy w powstańczych mundurach i ubraniach, z flagami, tysiące ramion z biało-czerwonymi opaskami i symbolem Polski Walczącej. A wśród nich również zawodnicy Stowarzyszenia „Cross”. Po 39 minutach słabowidzący Tomek Chmurzyński mija metę i wskakuje na najwyższy stopień podium. Po kolejnych trzech przybiega Jacek Ziółkowski – jest drugi, a Przemek Musiał, ze stratą kilkudziesięciu sekund do niego – trzeci. Spośród niewidomych pierwszy dobiega Zbyszek Świerczyński (z czasem 45:36), prowadzony przez słabowidzącego Mariusza Gołąbka z „Jantara” Gdańsk (czwarty w T12). Na siódmym kilometrze Zbyszek z Mariuszem przeganiają Sławka Jeżowskiego (piąty w T12) i z dwuminutową przewagą mijają metę. Drugi jest Adam Kruczkowski z „Łuczniczki”, prowadzony przez wolontariusza z bydgoskiego klubu Jakuba Chmurzyńskiego (czas 52:08). O trzecie miejsce rywalizacja trwała do ostatnich metrów – trzeba było poczekać na oficjalne wyniki. Rafał Machnikowski i jego przewodnik Wojciech Debner („Łuczniczka” Bydgoszcz) walczyli z Mariuszem Zacheją prowadzonym przez Wiesława Miecha i Grzegorzem Powałką z przewodnikiem Janem Goleniem („Syrenka” Warszawa). Na 7. kilometrze Rafał miał prawie minutę przewagi nad Mariuszem, potem dystans między nimi zaczął maleć. Nie dał się jednak wyprzedzić i wbiegł na metę z czasem 55:47. Mariuszowi zabrakło 5 sekund, by z nim wygrać; był czwarty. Dziewięć sekund później przybiegł Grzegorz Powałka (czas 56:01). Na mecie sklasyfikowano 5465 osób na dystansie 10 km i 3300 zawodników na 5 km.

Na późnej kolacji wręczano puchary, a biegacze wymieniali wrażenia z biegu. Dużym utrudnieniem dla naszych zawodników było mijanie konkurentów na drugim okrążeniu, padający deszcz i miejscami śliska nawierzchnia. Bydgoszcz wzmocniła swoją sekcję biegaczy. Efekt – z sześciu miejsc na pudle zawodnicy „Łuczniczki” zgarnęli cztery. Swoją dominację potwierdzili ponownie Tomek Chmurzyński i Zbyszek Świerczyński. Zbyszek zachęca do obejrzenia w internecie filmu o swoich treningach na stadionie, zatytułowanego „Niewidomy maratończyk i jego trening”.

Klasyfikacja zwycięzców MP w biegu na 10 km

Niewidomi T11 

1. Zbigniew Świerczyński („Warmia i Mazury” Olsztyn)

2. Adam Kruczkowski („Łuczniczka” Bydgoszcz)

3. Rafał Machnikowski („Łuczniczka” Bydgoszcz)

Słabowidzący T12 

1. Tomasz Chmurzyński („Łuczniczka” Bydgoszcz)

2. Jacek Ziółkowski („Syrenka” Warszawa)

3. Przemysław Musiał („Łuczniczka” Bydgoszcz) 

Mariusz Gołąbek  

 

Szachy

W Sielpi najlepszy Rafał Bojczewski

Tegoroczne mistrzostwa Polski juniorów odbyły się w pierwszej połowie lipca w ośrodku „Łucznik” w Sielpi, malowniczo położonym wśród sosnowych lasów, nad zalewem Czarnej Koneckiej. Turniej rozegrano systemem szwajcarskim na dystansie 7 rund.

Pod nieobecność Adama Czajkowskiego prym w rozgrywkach wiódł Rafał Bojczewski z lubelskiego „Ikara”. Wygrał wszystkie siedem partii. Wicemistrzem Polski został jego kolega klubowy Przemysław Siedlanowski (6 p.). Ci dwaj zawodnicy wyraźnie górowali nad pozostałymi rywalami. Brązowy medalista mistrzostw, Rafał Paczuski z „Syrenki” Warszawa, uzyskał 4 punkty.

Sędzią głównym zawodów był Leszek Bakalarz, a jego asystentem Jerzy Hanus.

Mistrzostwa Polski niewidomych juniorów w szachach

5-12.07.2015 r., Sielpia

1. Rafał Bojczewski („Ikar” Lublin) 7 p. 

2. Przemysław Siedlanowski („Ikar” Lublin) 7 p. 

3. Rafał Paczuski („Syrenka” Warszawa) 4 p.

4. Wojciech Wabiszczewicz („Zryw” Słupsk) 4 p.

5. Faustyna Sosin („Nadzieja” Kraków) 4 p.

6. Ewelina Faustynowicz („Nadzieja” Kraków) 3 p.

7. Emil Szwarga („Nadzieja” Kraków) 3 p.

8. Patryk Płocharski („Nadzieja” Kraków) 3 p.

9. Jakub Olejnik („Łuczniczka” Bydgoszcz) 3 p.

10. Maciej Bigaj („Nadzieja” Kraków) 3 p. 

Anna Stolarczyk mistrzynią w szachach szybkich

Na przełomie drugiej i trzeciej dekady sierpnia bieżącego roku w hotelu „Akor” w Bydgoszczy odbyły się mistrzostwa Polski w szachach szybkich. Turniej rozegrany został systemem szwajcarskim na dystansie 7 rund. Grano tempem 30 minut dla zawodnika na partię.

Mistrzynią Polski w szachach szybkich na rok 2015 została Anna Stolarczyk z poznańskiej „Tęczy”, która uzyskała 6 punktów z 7 gier. Wicemistrza Polski, Andrzeja Sargalskiego z „Łuczniczki” Bydgoszcz, wyprzedziła o pół punktu. Trzecie miejsce zajął Stanisław Niećko („Ikar” Lublin) – 4,5 p. Rozgrywki sędziował Ulrich Jahr. Koordynatorem imprezy była Ewa Sargalska.

Mistrzostwa Polski w szachach szybkich

14-16.08.2015 r., Bydgoszcz

1. Anna Stolarczyk („Tęcza” Poznań) 6 p. 

2. Andrzej Sargalski („Łuczniczka” Bydgoszcz) 5,5 p. 

3. Stanisław Niećko („Ikar” Lublin) 4,5 p.

4. Paweł Hagner („Syrenka” Warszawa) 4,5 p.

5. Józef Wyrzykowski („Łuczniczka” Bydgoszcz) 4 p.

6. Mirosław Miodoński („Beskidek” Żywiec) 4 p.

7. Dawid Falkowski („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza) 3,5 p.

8. Józef Korycki („Lajkonik” Kraków) 3,5 p.

9. Stanisław Raczek („Beskidek” Żywiec) 3 p.

10. Bogusław Kaczorowski („Łuczniczka” Bydgoszcz) 3 p. 

M. Dębowska

 

Szachy/warcaby

Bałtyk 2015

W dniach 15-21 sierpnia br. w Ośrodku Rehabilitacyjno-Wczasowym Słowiniec w Poddąbiu koło Ustki odbył się XVIII Integracyjny Wielomecz Szachowo-Warcabowy „Bałtyk 2015”. Imprezę zorganizował klub „Zryw” Słupsk, a dofinansowali ją: PFRON, Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego w Gdańsku oraz Urząd Miejski w Słupsku. Turniej miał charakter regionalny i grali w nim głównie zawodnicy „Zrywu” Słupsk i „Jantara” Gdańsk. Rozgrywki przeprowadzono systemem szwajcarskim na dystansie 7 rund. Czas gry wynosił 1,5 godziny na zawodnika.

Turniej szachowy

1. Jerzy Rutkowski („Zryw” Słupsk) 6 p.

2. Zygmunt Myszka („Zryw” Słupsk) 6 p.

3. Roman Staruch („Zryw” Słupsk) 5 p.

4. Stanisław Huzarski („Zryw” Słupsk) 4,5 p.

5. Michał Nisztuk („Zryw” Słupsk) 4 p.

6. Zbigniew Woronowicz („Zryw” Słupsk) 4 p.

7. Werner Mettel („Zryw” Słupsk) 3,5 p.

8. Mikołaj Kulik („Jantar” Gdańsk) 3,5 p.

9. Henryk Chochel („Zryw” Słupsk) 3,5 p.

10. Roman Kulik („Jantar” Gdańsk) 3,5 p.

11. Józef Jaworski („Jantar” Gdańsk) 3,5 p.

12. Szczepan Fligiel („Zryw” Słupsk) 3,5 p.

13. Adolf Jagiełło („Jantar” Gdańsk) 3,5 p.

14. Tadeusz Łukaszewicz („Zryw” Słupsk) 3 p.

15. Lucjan Czyż („Jantar” Gdańsk) 3 p.

16. Tomasz Łukaszewicz („Zryw” Słupsk) 2 p.

17. Walerian Draczyński („Zryw” Słupsk) 1 p.

Turniej warcabowy 

1. Mieczysław Kaciotys („Jantar” Gdańsk) 11 p.

2. Edward Burak („Zryw” Słupsk) 11 p.

3. Bernard Olejnik („Warmia i Mazury” Olsztyn) 10 p.

4. Jerzy Dzióbek („Jantar” Gdańsk) 10 p.

5. Barbara Wentowska („Jantar” Gdańsk) 8 p.

6. Tadeusz Gryglewicz („Zryw” Słupsk) 8 p.

7. Edward Kozłowski („Victoria” Białystok) 6 p.

8. Maria Myszka („Zryw” Słupsk) 4 p.

9. Krzysztof Mettel („Zryw” Słupsk) 2 p.

10. Dariusz Szafran („Zryw” Słupsk) 0 p.

 

Nordic walking

Znów na trasie

Finał II Otwartych Mistrzostw Stowarzyszenia „Cross” w Nordic Walkingu odbył się w ramach V Jurajskiego Pucharu NW w Jarosławcu. Ta cykliczna impreza rozgrywana jest od kilku lat w pięknej scenerii jurajskich krajobrazów.

W sobotę, po obiedzie i krótkim odpoczynku, crossowicze pod opieką koordynatora zadania Zdzisława Mądrego udali się na rozpoznanie trasy. Szczególną uwagę należało zwrócić na miejsca mogące sprawiać trudności podczas rywalizacji. Leśne drogi z kolczastymi jeżynami i malinami, gęsta trawa i koleiny, piaszczyste podejście i luźny kamień w końcowym odcinku – ta iście crossowa trasa wymagała czujności.

W niedzielny poranek na starcie biegu staje dziewięć kobiet i dziesięciu mężczyzn z dysfunkcją wzroku. Przed nimi 5 km trasy. Wszyscy są klasyfikowani w grupie T12 (słabowidzący), bo wśród niewidomych (T11) jest tylko dwoje zawodników: Jolanta Nowacka i Dariusz Kuciński z „Crossu Opole”. Punktualnie o godzinie 10:01 wyścig rusza. Powoli nasza grupa nabiera odpowiedniego rytmu i zaczyna się rywalizacja. Pogoda nie jest sprzymierzeńcem kijkarzy. Ratunkiem przy mocno dającym się we znaki słońcu są punkty z wodą na trzecim kilometrze. Prowadzą Grzegorz Bosek z „Łuczniczki” Bydgoszcz i Zdzisław Mądry z „Jutrzenki”. Za nimi Mariusz Gołąbek z „Jantara” Gdańsk i Wiesław Miech z warszawskiej „Syrenki”. Wśród pań na czoło wysuwają się dwie zawodniczki z „Omegi” Elżbieta Pietrakiewicz i Małgorzata
Adamiak. Obie łodzianki idą tym samym rytmem. Za nimi do trzeciego kilometra próbuje się utrzymać Krystyna Kowalczuk z „Victorii” Białystok, jednak tempo jest zbyt szybkie, musi zwolnić i iść własnym rytmem. Zawodnicy z dysfunkcją wzroku zaczynają doganiać i mijać pełnosprawnych biegaczy, którzy startowali minutę przed nimi. Z najlepszymi trudno jednak konkurować. Zwycięzca w kategorii open Grzegorz Dors uzyskuje czas 30 min 30 sek., a najlepsza z pań Aleksandra Radosz pokonuje trasę w 33 min 39 sek.

Po trzecim kilometrze Mariusz Gołąbek wysuwa się na prowadzenie, które utrzymuje do mety (35:30). Za nim Zdzisław Mądry (39:02), trzeci jest Grzegorz Bosek (40:19). Dwie zawodniczki z „Omegi” idą razem i dopiero na finiszu wygrywa Małgorzata Adamiak z czasem 44:15. Wyprzedza Elżbietę Pietrakiewicz o cztery sekundy. Trzecie miejsce utrzymuje Krystyna Kowalczuk (47:22), ale ostro w końcówce goni ją Ewa Bosek z „Łuczniczki”. Zabraknie jej do podium 25 sekund.

Wśród panów 30 sekund do trzeciego miejsca zabrakło Wiesławowi Miechowi (40:48). Piąty minął metę Władysław Szymański z czasem 43:15. Pozostali zawodnicy ukończyli wyścig już z dużą stratą. Owacje od kibiców i zawodników otrzymała mocno zmęczona Elżbieta Frazik z „KoMaru” Piekary Śląskie (57:33). Była to ostatnia, 113 sklasyfikowana zawodniczka. Dwóch zawodników nie zostało sklasyfikowanych.

II Otwarte Mistrzostwa Stowarzyszenia „Cross” w Nordic Walkingu

22-24.08.2015 r., Jarosławiec

Klasyfikacja zwycięzców

Kobiety 

1. Małgorzata Adamiak („Omega” Łódź)

2. Elżbieta Pietrakiewicz („Omega” Łódź)

3. Krystyna Kowalczuk („Victoria” Białystok)

Mężczyźni 

1. Mariusz Gołąbek („Jantar” Gdańsk)

2. Zdzisław Mądry („Jutrzenka” Częstochowa)

3. Grzegorz Bosek („Łuczniczka” Bydgoszcz)

Po odpoczynku odbyło się wręczenie pucharów i dyplomów najlepszym. W T12 skład na podium był taki sam jak w ubiegłorocznych mistrzostwach w Złotoryi. Pozostali podczas grilla odebrali pamiątkowe statuetki za udział. Dla chętnych w planie była jeszcze poniedziałkowa wycieczka po Jurze i okolicznych sanktuariach.

Szkoda, że nie dojechała część zawodników zakwalifikowanych do finału podczas zawodów w Porażynie k. Poznania. Zabrakło Pawła Piechowicza i jego silnej grupy z klubu „Razem na szlaku” z Poznania oraz zawodników z Wrocławia, którzy mogli nawiązać walkę z najlepszymi. To niewątpliwie obniżyło poziom rywalizacji i pozbawiło tytułów zawodników z grupy T11. Państwo Nowaccy z Opola bardzo chwalili poziom organizacyjny zawodów w Porażynie.

Zawody w Jarosławcu, dofinansowane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, pokazały, że sporo jeszcze pracy przed klubami Stowarzyszenia, by podnieść poziom sportowy w nordic walkingu. Zdeklarowanych kijkarzy mamy w „Crossie” kilkuset, miejmy więc nadzieję, że nastąpi to już w najbliższych latach.

Mariusz Gołąbek

Na początek

aaa

 

rekreacja

 

Sportowe wakacje 

Co roku zawodnicy sekcji sportowych UKS „Laski” oraz uczniowie Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych w Laskach w okresie przerwy wakacyjnej wyjeżdżają na obozy sportowe. Jeśli wypoczywać, to najlepiej nad morzem lub nad jeziorami, by czas spędzić aktywnie, włączając do programu wydarzeń sporty wodne. W tym roku obóz odbył się w Mierkach koło Olsztynka, nad jeziorem Pluszne Małe, w terminie 19-30 lipca. Uczestniczyło w nim 31 niewidomych i słabowidzących wychowanków Lasek.

Jak zachęcić młodych do aktywnego trybu życia i uprawiania sportu? Jak wpłynąć na poprawę sprawności fizycznej nastolatków, ich orientacji przestrzennej i umiejętności ruchowych? Obóz to znakomita okazja do intensywnej, rozwijającej aktywności, ale nie można zapominać o możliwościach uczestników. Podzielono ich więc na grupy zbliżone wiekiem i poziomem sprawności fizycznej. Każdy dzień rozpoczynał się rozruchem porannym, podczas którego dominowały bieganie, gimnastyka i ćwiczenia lekkoatletyczne, ale nie zabrakło też pływania czy tańca. Zajęcia programowe realizowano w dwóch blokach: porannym, trwającym od 10.30 do 13.00, i popołudniowym – od 15.30 do 18.00.

Nad jeziorem odbywały się zajęcia dla wodniaków: kajakarstwo, nauka wioślarstwa na łodzi, rekreacja ruchowa na rowerkach wodnych i żeglarstwo jachtowe (na żaglówce omega). Na wybrzeżu można było zażywać kąpieli słonecznych i wodnych połączonych z nauką i doskonaleniem pływania w różnych stylach. W chłodne i deszczowe dni treningi odbywały się na krytej pływalni rekreacyjnej. Zwieńczeniem przygotowania kajakarskiego był kilkugodzinny spływ kajakowy do miejscowości Pluski nad jeziorem Pluszne Wielkie.

W terenie prowadzone były zajęcia z lekkiej atletyki, w których dominowały wytrzymałościowe biegowe zaprawy terenowe po pięknych pagórkowatych mazurskich lasach. Wszyscy uczestnicy realizowali program z kolarstwa tandemowego. Podczas zajęć uczono jazdy na rowerze, odbyło się wiele wycieczek rowerowych po najbliższej okolicy, a wszystko po to, by przygotować się sprawnościowo do zawodów rowerowych. Pod koniec obozu zorganizowano wyścig tandemowy. Uczestnicy mierzyli się ze sobą na niewielkich dystansach (dziewczęta na 1 km, chłopcy na 1,8 km). Udział przewodników był bierny, prowadzili tylko tandemy, nie pedałując, dzięki temu rywalizacja przebiegała wyłącznie pomiędzy uczestnikami obozu. Zawody przyniosły wiele emocji i świetnych rezultatów.

Na pięknej hali sportowej w pobliskim Olsztynku codziennie prowadzone były zajęcia z goalballu, systematyczny trening odbywali zawodnicy i zawodniczki drużyn UKS „Laski”. Pozostali uczestnicy obozu mogli spróbować swoich sił w rozgrywkach rekreacyjnych, dla przyjemności. Tradycją letniego wyjazdu klubu z Lasek są zawody w goalballu, rozgrywane w przedostatni dzień obozu. W turnieju biorą udział wszyscy uczestnicy z podziałem na kategorie wiekowe. Podczas ustalania składów drużyn osoby trenujące na co dzień z dzwoniącą piłką są rozdzielane do różnych drużyn i do nich dobiera się pozostałych zawodników. Dzięki temu poziom drużyn jest wyrównany i przyjemność ze sportowej rywalizacji większa. Nagrodą za zwycięstwo jest możliwość zagrania przeciwko kadrze obozu. Mimo że kadrę często stanowią absolwenci i studenci AWF, nigdy w historii nie udało im się pokonać uczestników. Podopieczni najczęściej wygrywają z dużą przewagą, co zaświadcza, że treningi dają efekty.

Stałym elementem obozów są zajęcia taneczne. Umiejętność tańca jest przydatna w życiu, a do tego uczy gracji i harmonii ruchów, co szczególnie należy doskonalić u osób niewidomych. Na obozach były już prowadzone warsztaty z różnych odmian tańca: towarzyskiego, współczesnego, hip hopu, ludowego, a nawet stepu – żaden nie jest obcy uczniom Lasek. Na koniec każdego obozu uczestnicy dają pokaz tańca, przygotowany przez nich samych pod kierunkiem instruktorów. W tym roku tematem przewodnim była nauka tańca dyskotekowego i w parach, tzw. weselnego. Postawiono na pragmatyzm, bo na zabawach tanecznych lub weselach młodzież zaledwie w niewielkim stopniu wykorzystuje umiejętności zdobyte podczas nauki tańców turniejowych. Przy takich okazjach zazwyczaj nie stosuje się kroków cza-czy czy walca i co za tym idzie, młodzież nie wie, jak tańczyć, jakie ruchy są dobrze postrzegane na parkiecie, a jakich powinno się unikać. Umiejętności zdobyte na zajęciach z instruktorką były szlifowane na wieczornych dyskotekach, na których młodzież bawiła się nadzwyczaj dobrze, nie schodząc z parkietu od początku do końca zabawy.

Po aktywnie spędzonym dniu zajęcia wieczorne miały charakter kulturalno-rozrywkowy. Konkursy świetlicowe, indywidualne i zespołowe, wymagały od uczestników wykorzystywania wiedzy i sprytu. Nie mogło zabraknąć ognisk ze skeczami i śpiewem oraz wspomnianych dyskotek. Wszyscy dobrze się bawili, nie raz mięśnie brzucha bolały od śmiechu. Przy okazji kadra i uczestnicy integrowali się i zżywali ze sobą.

Wyjazd należy zaliczyć do tych, które pamięta się latami. Umiejętności zdobyte w Mierkach dzięki pracy instruktorów, wychowawców i wolontariuszy na pewno przydadzą się niewidomym i słabowidzącym uczestnikom w codziennym życiu.

Obóz w Mierkach odbył się dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Sportu i Turystki oraz Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach.

Krzysztof Koc

Na początek

aaa

 

zdrowie

 

Głowa pęka

W powieściach z życia tzw. wyższych sfer XIX wieku panie uskarżały się na globus histericus. Dopadał je zazwyczaj wtedy, kiedy się czymś wzruszyły lub zmartwiły. Bywało, że stawał się też wymówką dla chcących ulotnić się z salonu, gdy zebrane tam towarzystwo im nie odpowiadało. Służba przynosiła na tacy kryształową szklankę i proszek z bromem. Cierpiące zażywały specyfik, po czym z bolesną miną opuszczały salon. Czytelnicy tych lektur żartowali, że arystokracja ma migrenę, czyli globus właśnie, a zwykłych ludzi po prostu boli głowa. Dziś już coraz rzadziej pokutuje określenie migreny jako niegroźnej, histerycznej przypadłości. Może dlatego, że w czasach wszechobecnego stresu doświadcza jej co dziesiąta osoba.

 Skłonność do migreny jest, niestety, dziedziczna. Jeśli mama lub ojciec na nią cierpią, to ryzyko, że my też będziemy, wynosi 50 procent. Kiedy oboje rodzice mają tę przypadłość, ryzyko to rośnie już do 70 procent.

Migrena występuje u 12-18 procent ludzi w pewnym okresie ich życia. Co roku rozpoznaje się ją u 6-15 procent dorosłych mężczyzn i 14-35 procent kobiet. Także 4-5 procent dzieci poniżej 12 lat miewa migreny. Po okresie dojrzewania gwałtownie wzrasta liczba przypadków tej choroby u dziewcząt. W średnim wieku migrenę diagnozuje się u blisko 25 procent kobiet i u mniej niż 10 procent mężczyzn. – Ponad 60 procent z nich – mówią neurolodzy – nie konsultuje się z lekarzem.

Migrena to przewlekły napadowy ból głowy trwający zwykle od 4 do 72 godzin. Najczęściej umiejscowiony jest w okolicy czoła lub skroni. Może być od razu silny lub stopniowo narastać. Często jest jednostronny, pulsujący, nasila się po wysiłku. Ustępuje zazwyczaj po obudzeniu się. Bólowi towarzyszą nudności, nadwrażliwość na światło, zapachy lub dźwięki. U niektórych osób przed atakiem pojawia się tzw. aura – chory widzi błyski, jaskrawe zygzaki, ma mroczki przed oczami lub obraz faluje jak rozgrzane powietrze. Bywa, że mrowi, a następnie drętwieje ręka lub połowa twarzy. Rzadko może wystąpić niedowład połowy ciała. Jest przejściowy. Ważne, by wiedzieć, że takie objawy wyprzedzające atak nie powinny trwać dłużej niż 30-60 minut. W przeciwnym razie trzeba koniecznie skonsultować się z lekarzem, by nie pomylić migreny z udarem. Aura ma bardzo charakterystyczny przebieg – wyraźnie się rozwija, a potem zwija jak kręgi na wodzie. Tak jak drętwienie postępuje wzdłuż ręki, tak samo potem stopniowo ustępuje.

Ponieważ aktywność fizyczna nasila ból, pacjenci często kładą się podczas napadów migreny w cichym i ciemnym pokoju. Ciężkie napady uniemożliwiają normalne funkcjonowanie w domu i w pracy, unieruchamiając ich w łóżku nawet na kilka dni. Takie ataki, występujące częściej niż raz w miesiącu, zdarzają się u jednej trzeciej pacjentów. Zwykle chorzy cierpią na migrenę epizodycznie, ale u 3 procent osób może ona przejść w chroniczną, kiedy bóle głowy występują nawet ponad 15 dni w miesiącu. Nie da się ich przewidzieć. Zdarza się, że pojawiają się w sytuacji, kiedy nie mamy możliwości natychmiastowego udania się do lekarza, by otrzymać receptę i wykupić lek. Mechanizm wywołania konkretnego napadu często nie jest znany, ale jest wiele potencjalnych czynników, które mu sprzyjają. Mogą to być: czerwone wino, sery pleśniowe, brak snu, zbyt długi sen (tzw. migrena weekendowa), pomijanie posiłków, niewypicie zwykłej porcji kawy, jeśli do niej przywykliśmy, przeziębienie, nadmierne bodźce z zewnątrz – silne zapachy (np. wizyta w perfumerii), hałas (np. koncert rockowy), migające światła, gwałtowne zmiany pogody, silny lub długotrwały stres. U kobiet czynnikiem wyzwalającym migrenę mogą być zaburzenia hormonalne – wahające się stężenie estrogenu, m.in. przed miesiączką i w trakcie menopauzy. Jednym z powodów bólów głowy mogą być tabletki antykoncepcyjne. W 80-90 procentach przypadków osobom skłonnym do migreny towarzyszy choroba lokomocyjna.

– Migrenę początkowo wiązano ze skurczem naczyń – wyjaśnia w wywiadzie („Tylko zdrowie”, kwiecień 2015) dr n. med. Maria Wysocka-Bąkowska, neurolog i migrenolog. – Dziś wiemy, że to zaburzenie sterowania układem trójdzielno-autonomicznym i wydzielaniem neuroprzekaźników, mediatorów zapalnych wokół naczyń. Wiąże się też z nadreaktywnością mózgu na różne bodźce i gorszym uczeniem się tolerowania takich sytuacji. To wszystko prowadzi do nadmiernej ekscytacji obszarów kory mózgowej, ale również obszarów w pniu mózgu i w podwzgórzu. W zasadzie na wszystkich poziomach układu nerwowego. (…) Osoby cierpiące na migreny wpuszczają do siebie za dużo bodźców, a potem za mało ich hamuje. Mózg osoby zdrowej, atakowany różnymi czynnikami, np. hałasem, światłem, w pewnym momencie umie się od nich odciąć. Mózg chorego tego nie potrafi. Taka osoba ma na co dzień wyostrzone wszystkie zmysły: smaku, zapachu, dotyku. Można powiedzieć, że jest nadwrażliwa.

Wiele osób uważa migrenę za chorobę wstydliwą i ukrywa przed innymi, że ma ataki. Robią to zwłaszcza panowie w obawie przed lekceważeniem środowiska, które przypnie im łatkę mięczaka. Tymczasem tę przypadłość należy traktować poważnie, bo nie leczona może mieć dla nas przykre konsekwencje. Napady migrenowe prowadzą m.in. do ścieniania kory wzrokowej, a wiadomo, że atakom często towarzyszą zaburzenia wzrokowe. Zwiększają także ryzyko udaru, zwłaszcza u kobiet. Rośnie ono, jeśli jednocześnie cierpi się na zaburzenia krążenia obwodowego czy żylnego, przy zakrzepicy i żylakach, nadciśnieniu, cukrzycy, otyłości, zaburzeniach metabolicznych i hormonalnych. Migrena nie wyklucza innych schorzeń, dlatego należy być czujnym – mówią lekarze.

Ostatnie badania nad migreną przynoszą coraz więcej dowodów na to, że choruje w niej cały mózg, co prowadzić może do wielu niekorzystnych zmian w jego obszarze. Tym bardziej nie należy bagatelizować faktu, że od czasu do czasu „głowa nam pęka” i że to w końcu przejściowe.

Migrena jest ciągle tajemniczą chorobą, której nie można całkowicie wyleczyć. Można natomiast – przy użyciu odpowiednich leków – przerwać jej ataki i zmniejszać towarzyszący im ból. Łagodne migreny najczęściej leczy się niesteroidowymi lekami przeciwzapalnymi, jak aspiryna, paracetamol czy ibuprofen. Konieczne są jednak odpowiednie dawki. Specjaliści od leczenia bólu często powtarzają, że pacjenci popełniają błąd, łykając tylko jedną tabletkę leku zawierającego 500 mg aspiryny czy paracetamolu. Należy od razu zażyć dwie, by ból ustąpił. Od kilkunastu lat w migrenowej terapii pomagają środki określane jako tryptany. Zwężają one nadmiernie rozszerzone naczynia głowy i hamują uwalnianie niektórych neuropeptydów. W ten sposób walczą z przyczyną bólu – rozwijającym się zapaleniem. Leki te przerywają lub znacznie łagodzą napady w ciągu dwóch do czterech godzin, a nawet szybciej, u 70-80 procent chorych. Niestety, nie mogą ich zażywać osoby z chorobą wieńcową, zaburzeniami rytmu serca i nadciśnieniem. Amerykańscy naukowcy stworzyli ostatnio pierwszy spray do nosa mający łagodzić objawy migreny. Zawiera on zmodyfikowaną prochlorperazynę (stosuje się ją m.in. przy mdłościach), dostępną dotąd tylko jako tabletki. Forma donosowa powinna zarówno szybciej zadziałać, jak i być skuteczniejsza. Na razie trwają badania kliniczne z zastosowaniem nowego leku.

Jeden z amerykańskich lekarzy, zajmujący się m.in. liftingiem twarzy, opracował chirurgiczną metodę leczenia migreny. Jest przekonany, że niektóre metody stosowane przy operacjach plastycznych mogą być skuteczne w terapii tego bólu. Liczy, że jego odkrycie pomoże w stworzeniu mniej inwazyjnych metod leczenia migreny, które umożliwią naprawę uszkodzonych nerwów lub ich osłonę przed nadmierną reakcją na bodźce zewnętrzne.

Terapia migreny jest bardzo indywidualna. Neurolodzy preferują leczenie doraźne, a tylko przy częstych i uporczywych atakach – przez pewien czas – leczenie profilaktyczne. Dobór leku wymaga wielu prób – bywa, że chory łatwo wtedy rezygnuje i wybiera samoleczenie. Dlatego sukces w walce z migreną zależy głównie od dobrej współpracy pacjenta z lekarzem, cierpliwości i wzajemnego zaufania. Okresowo przy migrenie poprawę daje akupunktura, choć nie jest oficjalną metodą leczenia. Podobnie jak różne domowe sposoby, między innymi picie czarnej kawy z cytryną. Stosuje to jedna z moich znajomych, jak twierdzi, z powodzeniem, choć mam wątpliwości, czy jej ból głowy jest pochodzenia migrenowego, czy raczej związany ze skokami ciśnienia.

Ale jak w leczeniu większości chorób, także i w tej bardzo ważna jest zmiana podejścia do życia, uczenie się kontrolowania swego organizmu, umiejętność relaksu, regularny tryb życia (przestrzeganie godzin snu i jedzenia). A przede wszystkim – aktywność fizyczna.  

BWO

Na początek

aaa

 

ruszajmy się

 

Wychowanie fizyczne

Ludziom ruch jest potrzebny do życia tak samo jak tlen czy pożywienie. Jesteśmy coraz bardziej świadomi tego, że wysiłek fizyczny pozwala zachować zdrowie i dobre samopoczucie. Dlatego tak istotne jest wychowanie fizyczne,  mówiąc szerzej – wychowanie do wzięcia odpowiedzialności za swój rozwój.

Wychowanie fizyczne uczy, jak wdrożyć siebie i innych (np. bliskich) do samodzielnej i systematycznej aktywności fizycznej, by czerpać przy tym satysfakcję i radość z ruchu. Wychowanie fizyczne to także proces, który ma kształtować w społeczeństwie świadomość, że powinniśmy chętnie uczestniczyć w sporcie, rekreacji ruchowej, turystyce, rehabilitacji i dbać, by ruch stał się codziennym rytuałem. W tym procesie wszyscy musimy wziąć odpowiedzialnie udział.

Termin „wychowanie fizyczne”, rozumiany jako przedmiot szkolny, składa się z dwóch członów: „wychowanie” oraz „fizyczne”. Drugi człon nazwy wskazuje bezpośrednio na ludzkie ciało, na które ma oddziaływać ruch. Wychowanie z kolei to kształtowanie pożądanego sposobu myślenia i postrzegania rzeczywistości wychowanka. Jest to proces, w którym uczestniczy również wychowawca – przewodnik swojego podopiecznego. Nie powinien więc narzucać uczniom własnego zdania, lecz towarzyszyć i ukierunkować ku dojrzałej, wartościowej postawie. Jak zachęcać do prowadzenia zdrowego trybu życia, którego ważnym elementem jest systematyczna aktywność fizyczna? Musimy pamiętać, że celem lekcji nie jest samo ćwiczenie, ale poznanie, jak prawidłowo rozwijać sferę fizyczną.

Najczęściej szkolne zajęcia z w-fu utożsamiane są z ćwiczeniami fizycznymi. Wiele osób ma przykre doświadczenia z okresu szkolnego, kojarzące się z bezsensownymi ćwiczeniami robionymi pod przymusem. Jednak należy zaznaczyć, że konkretny, określony ruch jest jednym ze środków, drogą do celu – poprawia sprawność, hartuje ciało, przeciwdziała wadom postawy, chorobom cywilizacyjnym, ogólnie pozytywnie wpływa na zdrowie człowieka. Nauka szkolna niesie ze sobą pewne obciążenie psychiczne, znużenie, niekiedy stres – ćwiczenia fizyczne bardzo dobrze to napięcie rozładowują i pozwalają świetnie odpocząć po pracy umysłowej. Dlatego lekcje w-fu mają również pozytywny wpływ na zdrowie psychiczne uczniów. Gdy męczymy ciało, mózg odpoczywa.

Wszyscy powinniśmy być propagatorami aktywności fizycznej w swoim środowisku lokalnym, rodzinnym czy w pracy. Należy nie tylko samemu ćwiczyć, lecz również zachęcać innych do zdrowego stylu życia i kluczowego dla nas ruchu. Wychowanie fizyczne i sport pokazują różne metody i sposoby wzmacniania ciała. Wybierajmy najbardziej atrakcyjne dla nas. Starajmy się spróbować wszystkiego, co znajduje się w naszym zasięgu. Brak wzroku nie jest czynnikiem, który stoi na drodze do bycia aktywnym. Można grać w goalball, piłkę nożną, trenować judo, ćwiczyć na siłowni, pływać, biegać, skakać, rzucać, jeździć na nartach, rolkach, łyżwach, rowerach tandemach, biegać na nartach, pływać kajakiem, żeglować, strzelać, chodzić po górach, zdobywać szczyty… W szkolnym wychowaniu fizycznym najważniejsze jest to, by po zakończeniu edukacji nadal być aktywnym i kontynuować rozpoczęty proces. 

Co warto robić?

Pozytywnie nastawiać ludzi do wychowania fizycznego w szkole

Powinniśmy wspólnie dbać o pozytywny stosunek dzieci i młodzieży do w-fu w szkole. Nauczyciele są bardzo dobrze przygotowani do pracy, lekcje prowadzone są radośnie i bezpiecznie. Dużym błędem jest przyzwolenie rodziców i opiekunów na załatwianie długoterminowych zwolnień z wychowania fizycznego, kiedy nie jest to konieczne. W Polsce rozpoczęła się już kampania społeczna poruszająca ten problem. Pewne nawyki prozdrowotne najlepiej wytworzyć w młodym wieku. Istotne jest rozbudzenie u młodych ludzi zamiłowania do ruchu i aktywności fizycznej. Opiekunowie powinni ten proces wspomagać i rozwijać. 

Dajmy dobry przykład

Coraz więcej osób uczestniczy w spor- cie amatorskim. Ludzie trenujący powinni jak najczęściej się pokazywać, być widoczni dla społeczeństwa, dawać dobry przykład. Należy pokazać, że ci, którzy są aktywni, cieszą się dobrą formą, mają w sobie dużo pozytywnej energii i na ogół są szczęśliwi. Warto popierać tezę własnym przykładem. Starajmy się ćwiczyć w miejscach publicznych, by pokazać innym, że można. Warto, żeby ludzie zobaczyli, iż osoby aktywne tworzą jedną wielką subkulturę czy wręcz rodzinę. Ciekawą inicjatywą są „masy krytyczne” – imprezy odbywające się w wielu miastach, podczas których setki, a nawet tysiące ludzi biega, jeździ na rolkach, rowerach, nartach, pokazując innym, jak wiele osób uprawia wybraną formę aktywności. 

Wychowanie fizyczne jest dla wszystkich

Wychowanie fizyczne powinno wychodzić poza ramy szkoły i być elementem życia obecnym również po lekcjach, w pracy, w mediach, internecie, miejscach spędzania wolnego czasu. Nie wolno nikogo zniechęcać do ruchu i w żaden sposób zawstydzać. Każdy ma prawo ćwiczyć w takim zakresie, jaki uzna za słuszny.

Ćwiczmy razem z innymi

Dzieci uczą się przez naśladownictwo. Jeżeli rodzice lub opiekunowie będą wspólnie z dziećmi w miłej atmosferze zabawy aktywnie spędzać czas, to nabiorą one pozytywnego stosunku do ruchu i nawyku systematycznej aktywności fizycznej. Dzieci powinny poznać jak najwięcej form ruchu, różnorodnych sportów i sposobów przemieszczania. Podobna zasada dotyczy dorosłych. Jeżeli aktywności towarzyszą pozytywne emocje, ćwiczy się wspólnie z osobami, w których towarzystwie dobrze się czujemy, to do treningu wrócimy z przyjemnością.  

Wykażmy się inicjatywą

Interesujmy się zdrowiem i sposobami dbania o formę. Nie bądźmy jedynie biernymi odtwórcami i odbiorcami tego, co mają nam do zaproponowania inni, np. trenerzy, instruktorzy, dietetycy. Sami poszukujmy niezbędnej wiedzy i praktyki, byśmy mogli wziąć pełną odpowiedzialność za swój rozwój w sferze fizycznej i zdrowotnej. 

Czerpmy z ruchu przyjemność

Wysiłek fizyczny, szczególnie ten z własnej woli, podejmowany dla przyjemności, pozwala nam poczuć się o wiele lepiej. Dzieje się tak dzięki endorfinom, czyli hormonom odpowiedzialnym za dobre samopoczucie, które są wytwarzane podczas wysiłku. U osób rozpoczynających systematyczną aktywność fizyczną zmęczenie po treningu może odbierać przyjemność z wykonywanych ćwiczeń. Dlatego ważne, by się nie zrazić, warto zaprzeć się w sobie i nie rezygnować. Im silniejsze zmiany adaptacyjne (potreningowe) nastąpią w naszym organizmie, tym większą satysfakcję poczujemy z odbytego treningu. 

Znajdź aktywność

dla siebie i swoich bliskich

Należy wybierać formy ruchu, które lubimy. Dzieciom należy pozwolić robić to, co daje im najwięcej radości. Zapiszmy się na siłownię, zajęcia fitness lub do klubu sportowego wybranej przez siebie dyscypliny. Aktywność fizyczna nie musi być nudna, powinna być dla nas interesująca.

Na zagadnienie wychowania fizycznego powinniśmy spojrzeć w szerokim ujęciu. Proces wychowania i samowychowania nigdy się nie kończy. Pomóżmy również innym odnaleźć ich własną drogę w kierunku sportu i aktywności fizycznej. Dbajmy w tym zakresie szczególnie o dzieci i młodzież.

Krzysztof Koc

Na początek

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Mistrzostwa Europy we Francji

To były szóste mistrzostwa Europy. Po raz trzeci na najwyższym stopniu podium stanął Polak. Po Tadeuszu Żółtku i Piotrze Dukaczewskim mistrzem kontynentu został Marcin Tazbir. Nasz reprezentant był faworytem imprezy, ale występować w takiej roli jest ciężko. Wszyscy przeciwnicy bardzo się mobilizują, aby urwać arcymistrzowi choć pół punktu. Ponadto w Lyonie Marcin Tazbir debiutował w silnym turnieju niewidomych i miał małe doświadczenie w grze na dwóch szachownicach. Faworyt nie zawiódł – siłą gry wyraźnie przewyższał rywali i na 9 partii oddał im zaledwie trzy remisy. Drugiego w tabeli wyprzedził o cały punkt.

M. Tazbir (2516) – Ch. Ross (Anglia – 2184)

Białe: Kg1, He3, Wa1, Wd1, Gf4, Gg2, Sd2, a2, c4, e5, f2, g3, h4

Czarne: Kg8, Hd8, Wb8, Wf8, Gc8, Ge7, Sa6, a5, d3, e6, f5, g7, h7 

Pozycja jest równa, ale już po kilku posunięciach ta ocena zmienia się zdecydowanie na korzyść białych 21.Sb3 a4? Należało grać 21...Sb4! np. 22.Ha7 Gb7! 23.G:b7 Hc7! 24.H:a5 H:b7 i aktywne figury czarnych rekompensują utratę pionka 22.W:d3 Hc7 23.Sd4 Sb4 24.Wdd1 Gc5 25.He2 Ga6? Przeoczenie, po którym pozycja z gorszej staje się przegrana. Czarne niedokładnie policzyły wariant 26.S:e6 G:c4 27.S:c7 Ale 27.H:c4?? G:f2+ 27...G:e2 28.Wd2 Lekkie figury czarnych znajdują się na niebronionych pozycjach i są podatne na ataki wież 28...Gc4 29.Wc1 Wbc8 30.W:c4 W:c7 31.Kh2 Groziło 31…G:f2+ 31...Wcc8 32.a3 i czarne poddały się (32…Sa6 33.Gb7). 

Pionem hetmańskim

S. Babarykin (Rosja – 2357) – M. Tazbir (2516)

1.d4 Sf6 2.Gf4 W tym rzadko spotykanym wariancie białe rezygnują z walki o przewagę debiutową na rzecz bardzo mocnej i trudnej do przełamania pozycji.  Partia była grana w 7. rundzie. Poprzedniego dnia Babarykin przegrał z Dukaczewskim i stracił pozycję samodzielnego lidera. W partii z arcymistrzem, wykorzystując biały kolor, stara się grać bez ryzyka przegranej. Ale przy pełnej desce figur nie jest to łatwe zadanie… 2…g6 3.e3 Gg7 4.Sf3 0-0 5.Ge2 d6 6.h3 Ten typ pozycji (z odwróconymi kolorami) powstaje również w debiucie Retiego po 1.Sf3 d5 2.g3 Sf6 3.Gg2 Gf5 4.d3 e6 5.0-0 Ge7 z dalszym h7-h6. W porównaniu z wariantem podanym wyżej Babarykin ma tempo więcej, co dodaje jego pozycji solidności 6...Sfd7 Główną ideą czarnych jest zagranie e7-e5, aby ograniczyć białego gońca. Można to również odłożyć na później: 6...Sbd7 7.0–0 b6 8.c3 Gb7 9.Sbd2 He8 z dalszym e7-e5 7.0-0 e5 8.Gh2 Sc6 9.c4 e4 10.Sfd2 f5 Plany stron są jasno określone: czarne zamierzają wyłączyć całkowicie gońca h2 z gry poprzez g6-g5 i f5-f4, białe natomiast szukają aktywnej gry na drugim skrzydle, mając na celowniku pionka e4, aby utrudnić dojście do f5-f4 11.Sc3 Sf6 12.Wc1 g5 13.d5 Se7 W przypadku 13...Se5 białe mogły wymienić gońca, psując przy okazji czarne pionki 14.G:e5 de5 15.c5 Kh8 16.Hb3 z dobrą grą 14.b4 Sg6 15.c5 He7 Grozi f5-f4 16.Hc2 Gd7 Niedobre było 16...dc5 17.bc5 H:c5, bo 18.Sc:e4! Po ruchu w partii powstała krytyczna pozycja. Czarne planują Wae8 z dalszym f5-f4. Ciekawe jest także wkroczenie skoczka na e5, bo teraz po jego zabiciu będzie możliwe odbicie figurą. A jak mają się wykazać aktywnością białe? 17.c6?! To posunięcie zbyt wcześnie określa strukturę pionkową na skrzydle hetmańskim. W wielu wariantach dla białych korzystne jest otwarcie linii „c” z jednoczesnym naciskiem na punkt d6, np. 17.a4!? Wae8 (17...Se5 18.Sc4) 18.cd6 cd6 19.Sc4 f4 20.Hd2 z bardzo dynamiczną sytuacją 17...bc6 18.dc6 Ge6 Pionka można zabrać, ale wtedy po 18...G:c6 19.Sb3 f4 20.Sd4 Gb7 21.Hb3+ Kh8 22.Wfd1 ciężar gry przenosił się na skrzydło hetmańskie. Nad pionka czarne przedkładają aktywną grę na drugim skrzydle 19.Sb3 d5 Zasługiwało na uwagę 19...f4 20.S:e4 Sd5 21.ef4 Sg:f4 i sytuacja staje się odwrotna do poprzedniego komentarza. Czarne zostawały bez pionka, ale teatrem działań stawało się skrzydło królewskie 20.Sd4 f4 21.S:e6 (21.Wfd1!?) 21…H:e6 22.ef4 gf4 23.f3?! W obawie przed f4-f3 białe decydują się na trwałe wyłączenie gońca z gry. Po 23.Sb5 Wf7 24.Sd4 He5 (24...He7 25.Hc5) 25.Wcd1 pozycja była wyrównana 23...e3 24.Gd3 Po 24.Sb5 He5 25.Wfd1 Sh4 czarne przerzucały figury do ataku na króla 24...H:c6 Prowadzi do uproszczeń. Zasługiwało na uwagę podtrzymanie napięcia, np. poprzez 24...Wad8 25.S:d5?! Białe znajdowały się w niedoczasie i stąd chęć szybkiego przejścia do końcówki. Wskazana była inna wersja uproszczeń 25.G:g6 hg6 26.H:g6 d4 27.Se2! He8 28.H:e8 Wf:e8 29.S:d4= 25...H:c2 26.S:f6+ G:f6 27.W:c2 Ge5 28.Wd1 Wad8 29.Kf1 Kg7 30.Ke2 Wd4 31.Wc4 Wymiana jednej wieży ułatwia odparcie nacisków 31...Wfd8 32.W:d4 W:d4 33.a3 Kf6 34.G:g6?! Po 34.Gg1 z dalszym g2-g3 wygrać czarnym byłoby znacznie trudniej 34...W:d1 35.K:d1 hg6 36.Ke2 g5 37.g3? Prowadzi do przegranej pionkówki, ale i po stosunkowo lepszym 37.b5 czarne prędzej czy później dobrałyby się do białej piechoty na skrzydle hetmańskim, np. 37...Gd6 38.a4 Ke6 39.Kd3 Kd5 40.Gg1 c6 41.bc6 K:c6 42.Ke2 (42.Kc4? Gc5) 42...Kd5 43.Kd3 a5 44.Gh2 Kc5 itd. 37...fg3 38.Gg1 Gf4 39.G:e3 G:e3 40.K:e3 Ke5 41.Ke2 Kf4 i białe złożyły broń. Dalej mogło nastąpić 42.b5 g2 43.Kf2 g1H+ 44.K:g1 K:f3 45.Kh2 Kf2 46.a4 Kf3 i po wyczerpaniu ruchów pionkami białe muszą wpuścić króla na g3.

Dwaj pozostali nasi reprezentanci wracają z Francji z małym niedosytem. Obaj przez cały turniej byli w ścisłej czołówce, ale potknięcia na finiszu (Dukaczewskiego w przedostatniej, Stachańczyka w ostatniej partii) odrzuciły ich na dalsze pozycje. Do medalu zabrakło zaledwie pół punktu… Małym pocieszeniem są zyski rankingowe. Piotr Dukaczewski poprawił swoje Elo o ponad 30 p., Jacek Stachańczyk – o 15 p. 

Obrona sycylijska

P. Dukaczewski (2237) – J. Mieszkow (Rosja – 2349)

1.Sf3 c5 2.e4 d6 3.d4 Sf6 4.Sc3 cd4 5.S:d4 Sc6 Okrężną drogą powstała jedna z ważnych pozycji obrony sycylijskiej 6.Gg5 Hb6 7.Sb3 e6 8.Hd2 Białe wybierają plan z długą roszadą. Alternatywą było 8.Gd3 z dalszym 0-0, Kh1, f2-f4 8...Gd7 9.0-0-0 a6 10.f3 Hc7 11.h4 h5 12.Kb1 b5 13.G:b5!? Jedna z typowych ofiar (a właściwie wymiana) w obronie sycylijskiej. Za gońca białe uzyskują trzy wolne pionki 13...ab5 14.S:b5 Hb8 15.S:d6+ G:d6 16.H:d6 H:d6 17.W:d6 Pozycję ocenić trzeba na korzyść białych. Czarnym bardzo trudno jest wykazać się inicjatywą na skrzydle królewskim, a biała piechota powoli rusza naprzód 17...Se5?! Czarny król powinien aktywnie brać udział w walce, dlatego wskazane było 17...0-0-0 18.Whd1 e5 19.Sc5 Ge8 20.W:d8+ S:d8 z większymi szansami niż w partii 18.Whd1 Ga4 (18...0-0-0!?) 19.Sc5 0–0 20.b3 Ge8 Warto było pomyśleć o częściowym oddaniu materiału, aby wymienić aktywne figury przeciwnika, np. 20...Gb5 21.c4 (Lub 21.a4 Ge2 22.We1 Wfc8 23.G:f6 gf6 24.S:e6 G:f3!) 21...Gc6 (21…G:c4!?) 22.f4 G:e4+!? 23.S:e4 S:e4 24.fe5 Sc3+ 25.Kb2 S:d1+ 26.W:d1 f6! choć i wtedy białe pionki były bardzo groźne 21.Sd3 S:d3 22.W1:d3 Wc8 23.c4 Nieskoordynowane figury cvzarnych nie są w stanie powstrzymać pionkowej lawiny 23...Gc6 24.G:f6 gf6 25.Kb2 Wfe8 26.b4 f5 27.e5 Trochę lepsze było 27.ef5, ale białe nie chciały otwierać linii dla czarnych wież 27...f6 28.ef6 Kf7 Teraz widać, że czarny król jest zbyt daleko od miejsca głównych wydarzeń 29.b5 Ga8 30.Kb3 e5 31.We3 Zasługiwało na uwagę 31.a4!? e4 32.fe4 fe4 33.We3 31...e4 32.f4 Wed8 33.W:d8 W:d8 34.a4 Wd1?! Teraz czarny król już nie zdąży na pomoc. Szanse na ratunek dawało natychmiastowe 34...K:f6 35.c5 Ke6 36.c6 Kd6 35.a5 K:f6 36.a6 Ke6 37.Kc2!
Przedwczesne było 37.Wg3?! Kd6 38.Wg8 Wb1+ 39.Kc2 e3! i sytuacja staje się niejasna 37...Wa1 Nie ratowało i stosunkowo lepsze 37...Wd8 38.b6 Gc6 39.We1! Wg8 (39...Kd6? 40.Wd1+ Ke7 41.b7) 40.Kc3 Kd6 41.Kb4 itd. 38.Wg3 Kd6 39.Kb2 Po natychmiastowym 39.Wg8? czarne miały znany już motyw ratunkowy 39...e3! 40.W:a8 e2 Trzeba więc wyrzucić wieżę z pierwszej linii albo odrzucić na drugie skrzydło 39...Wa4 Czarna wieża nie ma dobrego miejsca: 39...Wd1 40.Wg8 e3? 41.Wd8+; 39...We1 40.Wg8 e3 41.W:a8 e2 42.We8; 39...Wf1 40.b6 Gc6 41.Wg6+ 40.Wg8 e3 41.W:a8 Kd7 42.Kc2! Wa2+ 43.Kd1 1-0

Partia angielska

P. Dukaczewski (2237) – S. Babarykin (Rosja – 2357)

Partia była grana w 6. rundzie. Babarykin miał 5 p. z 5 gier i był zdecydowanym liderem 1.c4 e5 2.g3 Sf6 3.Gg2 d5 4.cd5 S:d5 5.Sc3 Sb6 6.e3 Ge7 7.Sge2 0-0 8.0-0 Sc6 9.f4!? Słabsze było 9.d4 ed4 10.ed4 Gf5 9...ef4 10.S:f4 Se5 (10...Gf5!?) 11.d4 Sg6 12.S:g6 (12.e4!?) 12…hg6 13.a4 c5?! Lepsze 13...a5 14.e4 c6 14.a5 Sc4?! Tu skoczek czuje się niepewnie. Po 14...Sd7 15.a6 Wb8 16.ab7 G:b7 17.W:a7 G:g2 18.K:g2 Sf6 osłabiona pozycja białego króla dawała pewną rekompensatę za pionka 15.a6 Wb8 16.b3?! Nic nie dawało 16.ab7 G:b7 17.W:a7?! G:g2 18.K:g2 W:b2+! Należało spróbować 16.Sd5!? b6 17.Hc2. Po ruchu w partii gra się powoli wyrównuje, ale czarne zużyły już dużo czasu do namysłu 16...cd4 17.ed4 Sd6 18.Sd5 Gg5 19.ab7 G:b7 20.Ga3?! Niedobrze wyglądało 20.W:a7 G:c1 21.H:c1 Sb5, ale zapewniało równowagę 20.Hg4 G:c1 21.Wf:c1 20...We8 Teraz białe mają kłopoty 21.Hf3? Mogło doprowadzić do przegranej. Należało grać 21.Gc1 Se4 22.G:g5 S:g5 23.Sf4 21...Sf5 22.g4 Sh4?! Silniej wyglądało 22...We3 23.Hf2 G:d5 24.gf5 We:b3 z wygraną pozycją 23.H:f7+ Kh8 Na h7 król czuł się bezpieczniej 24.Gh1 Gc6? Po mało widocznym 24...Hc8! białe traciły materiał: 25.h3 G:d5 26.G:d5 Hc3! lub 25.Wf4 G:f4 26.H:f4 G:d5 27.G:d5 Hd7 25.Wae1! W:e1 26.W:e1 Kh7? Lepsze 26...W:b3 27.Ge7 Hd7 28.He6 H:e6 29.W:e6 Wb1+ 30.Kf2= 27.Ge7! Hd7 Nie wolno 27...G:e7? 28.W:e7 Hf8 29.Sf6+ Kh8 30.d5! 28.He6 We8? A ten błąd prowadzi do przegranej. Szanse na ratunek dawało jeszcze 28...H:e6 29.W:e6 G:d5 30.G:d5 G:e7 31.W:e7 Wd8 29.H:d7 G:d7 30.Kf2 G:e7 31.W:e7 (31.S:e7!?) 31...W:e7 32.S:e7 Kh6? Lepsze 32...G:g4 33.d5 (33.Kg3 Sf5+) 33...Sf5, ale i wówczas po 34.Sc6 białe powinny wygrać 33.Kg3 Okazuje się, że czarny skoczek ma duże problemy 33...g5 Lub 33...Kg5 34.h3 Kf6 35.Sd5+ Kg5 36.Sc3 i czarne grają praktycznie bez króla i skoczka 34.Ge4 Nie wypuszcza skoczka z matni i grozi 35.Sg8x 34...g6 35.Sc6 Czarne poddały się. W przykładowym wariancie 35...G:c6 (35...a6 36.Se5 Ge8 37.d5) 36.G:c6 Kg7 37.d5 Kf7 38.d6 a5 39.d7 Ke7 40.Kf2 rozstrzyga marsz białego króla na drugie skrzydło. Skoczek może się temu tylko z daleka przyglądać…

Obrona sycylijska

J. Stachańczyk (2259) – F. Mlacnik (Słowenia – 2048)

1.e4 c5 2.Sf3 Sc6 3.d4 cd4 4.S:d4 Sf6 5.Sc3 e5 6.Sdb5 d6 7.Gg5 a6 8.Sa3 Ge6 Po głównym posunięciu 8...b5 biały skoczek z a3 ma długą drogę powrotu do gry przez pole c2. W tym odgałęzieniu wariantu może wkroczyć do akcji natychmiast 9.G:f6 gf6 10.Sc4 Wc8 11.Gd3 Wg8 12.0-0 Sb4 Nic nie daje 12...Gh3?! 13.Se3 13.Se3 Gh6 14.Scd5 G:d5?! Teraz trudno będzie bronić białych pól na skrzydle królewskim. Lepiej było walczyć o wyrównanie w wariancie 14...G:e3 15.S:e3 Hc7 16.c3 S:d3 17.H:d3 Gc4!? 15.S:d5 S:d5 16.ed5 Ke7 17.Hf3 Białym szkoda jest tempa na zabranie pionka 17.G:h7 Wg7 18.Hd3 Hb6 17...Wg5 18.Hh3 Hf8 19.Wae1 Wg8 20.f4!? 20...Hg7? Lepsze 20...Kd8, ale po 21.Hf5 Hg7 22.g3 czarne też były w bardzo trudnej sytuacji, np. 22...G:f4? 23.W:f4! ef4 24.H:f4 z decydującym atakiem 21.Wf3! Grozi śmiertelne 22.Wg3 i nie ma przed tym obrony 21...Wc5 Również i po innych odpowiedziach pozycja czarnych była krytyczna: 21...Hg4 22.H:g4 W:g4 23.Gf5 czy 21...Wge8 22.Wg3 Hf8 23.Hh4 Gg7 24.fe5 de5 25.Hb4+! 22.Wg3 1-0

Obrona sycylijska

A. Hervais (Francja – 2029) – J. Stachańczyk (2259)

1.e4 c5 2.Sf3 d6 3.Gb5+ Gd7 4.G:d7+ S:d7 5.0-0 Sgf6 6.We1 g6 7.c3 Gg7 8.d4 0-0 9.e5?! Białe źle oceniły następstwa marszu pionka 9...de5 10.de5 Sg4 11.e6 Struktura czarnych pionków zostaje teraz osłabiona, ale o ocenie pozycji zadecydują nie pionki, ale aktywne czarne figury 11...Sde5 12.S:e5 S:e5 13.Ge3?! Po 13.He2 fe6 (13...Sd3 14.Wd1) 14.Wd1 Hb6 15.Sa3 można było liczyć na powolne wyrównywanie szans 13...Sd3 14.We2 14...S:b2! Pozycja białych zaczyna się rozsypywać 15.ef7+ Gorzej wyglądało 15.H:d8 Wa:d8 16.Sd2 Sa4 15...W:f7 16.Hc2 Hd1+ 17.H:d1 S:d1 18.G:c5 b6 19.Gd4 e5! 20.Ge3 Również i po 20.G:e5 We8 21.Wd2 (21.f4 W:f4!) 21...S:f2 22.W:f2 G:e5 23.W:f7 K:f7 białe musiały ponieść straty materialne 20...Waf8 21.Sa3 S:c3 22.Wd2 Wc7 23.Wc1 Wfc8 24.Kf1 Gf8 25.Sb1 Se4 26.W:c7? Przegrywający błąd w bardzo trudnej pozycji. Po 26.Wdd1 Kf7 27.W:c7+ W:c7 28.Wc1 W:c1+ 29.G:c1 Ke6 czarne powinny zrealizować przewagę pionka 26...S:d2+ i białe poddały się.

Ryszard Bernard

Na początek

aaa

 

Gramy w warcaby

W dniach 8-15.08.2015 r. w Lądku-Zdroju rozegrano turniej o Puchar Polski w warcabach stupolowych. W obydwu kategoriach – mężczyzn i kobiet – puchar zdobyli reprezentanci klubu „Atut” Nysa”: Jadwiga Mróz i Jan Sekuła. Poniżej prezentujemy interesujące partie z tego turnieju.

Józef Tołwiński („Victoria” Białystok) – Jan Sekuła („Atut” Nysa)

1. 34-30 20-25. 2. 32-28 23x34 3. 39x30 16-21 4. 30-25 21-26 5. 44-39 17-21 6. 50-44 12-17

Czarne zajęły pole 26, co przy białym pionku na 31 daje możliwość przygotowywania planu wiązania długiego skrzydła.

7. 40-34 17-22

Realizując wspomniany plan, trzeba przegrupować krótkie skrzydło, stąd wymiana.

8. 28x17 21x12 9. 34-30 11-17 10. 30-24 19x30 11. 25x34 6-11 12. 44-40 14-19 13. 34-30 10-14 14. 30-25?

Zajmowanie pola 25, gdy nie ma czarnego pionka na 20, nie daje możliwości przygotowania planu ograniczania aktywności czarnych.

14... 17-22 15. 31-27 22x31 16. 36x27

Białe, chcąc się uwolnić od związania pionkiem 26, wykonują wymianę, po której pionek 27 stoi w niefortunnym miejscu i może być atakowany.

16... 11-17 17. 35-30 5-10 18. 40-35 7-11 19. 41-36

Posunięcie uzasadnione jest tym, żeby nie dopuścić do zagrania 19... 11-16, po którym białym groziłoby związanie długiego skrzydła.

19... 19-24 20. 30x19 14x23 21. 33-29?

Centralnego pionka można było wymienić, grając 21. 45-40, 22. 40-34 23. 34-29. Po wymianie, którą wybrały białe, ich pozycja w centrum mocno się osłabiła.

21... 23x34 22. 39x30 10-14 23. 37-31?

Białe nie miały dobrego planu gry na długim skrzydle i w tej sytuacji lepsze już było
23. 27-21.

23. 26x37 24. 42x31

Teraz w obozie białych zbyt dużo materiału znajduje się na bokach, co daje czarnym argument do planu gry na niedopuszczenie przynajmniej części pionków do aktywizacji.

24... 1-7 25. 46-41 18-23 26. 47-42 12-18 27. 49-44 7-12 28. 44-40

Białe przygotowały się do uaktywnienia pionków krótkiego skrzydła poprzez 27. 38-33 i następnie 28. 33-29.

28... 15-20! 29. 40-34

Nic nie zmieniało również 29. 38-33.

29... 14-19 30. 25x14 9x20

Teraz, kiedy już nie ma układu pięciu pionków na krótkim skrzydle, aktywność pozostałych pionków jest mocno ograniczona.

31. 38-33

Po 31. 30-25 31... 20-24 bandowe pionki zostałyby wykluczone z gry, dlatego białe podjęły próbę ewentualnego zajęcia pola 29.

31... 23-28! 32. 33x22 17x28

Siły białych zostały rozdzielone na dwie niewspółpracujące ze sobą części i nie widać możliwości dobrego rozwiązania. Dla przykładu: 33. 43-39 20-25 34. 30-24 19x30 35. 35x24 18x23 itd. z dużą przewagą czarnych.

33. 41-37 18-23 34. 31-26 4-9 35. 37-32 28x37 36. 42x31

Białym udało się zlikwidować silną centralną kolumnę za cenę zwiększenia liczby nieaktywnych pionków. Plan ograniczania aktywności białych pionków jest dla czarnych coraz łatwiejszy do realizacji.

36... 11-17! 37. 43-39 20-24 38. 30-25 9-14 39. 34-30 12-18!

Zbudowanie silnego centrum pozwoli na ustawienie wielu zagrożeń kombinacyjnych.

40. 48-43 8-12!

Teraz nie można grać 41. 39-33, na co jest przygotowana kombinacja 41... 24-29 42. 33x24 23-29 43. 24x33 14-20 44. 25x23 18x49.

41. 43-38 3-8

Czarne ustawiły kolejną kombinację 42... 14-20 43. 25x14 19x10 44. 30x28 17-22 i białe, broniąc się, zagrały:

42. 27-21

W celu wyłączenia z gry pionków krótkiego skrzydła często w pozycjach klasycznych lub podobnych do klasycznych stosuje się zagranie Gestema.

42... 23-29!

Białe mają bardzo trudną sytuację. Przegrywa 43. 39-34 29x40 44. 45x34 18-23 45. 38-33 13-18. Po 43. 45-40 czarne byłyby zmuszone do bardzo dokładnej gry 43... 18-22, bo przegrywa 43... 18-23? 44. 38-32 13-18 45. 21-16 8-13 46. 16-11 17x6 47. 32-28 23x32 48. 31-27 32x21 49. 26x8. Białe zagrały:

43. 33-28?

Co doprowadziło do szybkiego rozstrzygnięcia partii na korzyść czarnych.

43... 29-34

Teraz są trzy możliwe warianty kombinacji.

44. 39-33

a) 44... 14-20 45. 25x23 18x16 46. 30x39
b) 44... 17-22 45. 30x39 22-27 46. 31x22 18x23 47. 21-17 12x21 48. 26x17 2-7. Najszybciej do wygranej prowadził wariant trzeci:

44... 17-22 45. 30x39 22-28 46. 33x22 18x38 47. 21-16 2-7 48. 26-21

Nie zmieniało sytuacji 48. 39-33, ponieważ czarne mają wolną drogę do damki.

48... 38-42 49. 31-26 42-47 50. 36-31 12-18 51. 21-17 8-12 52. 17x8 13x2 53. 31-27 19-23 54. 26-21 14-20

I białe poddały się wobec 55. 25x14 24-30 56. 35x24 47x26.

 

Duży sukces w Lądku-Zdroju odniosła Jadwiga Mróz, która zdobyła Puchar Polski i wypełniła normę arcymistrzowską. O tym sukcesie w dużej mierze zadecydowała ostatnia runda, w której przyszło jej się zmierzyć z wiceliderem turnieju, zawodnikiem należącym do ścisłej krajowej czołówki Stanisławem Jędrzyckim. Zawodniczka „Atutu” Nysa po ósmej rundzie była liderką wśród kobiet i do końcowego sukcesu wystarczał jej tylko remis – i aż remis – który trzeba było wywalczyć z wybitnym specjalistą od klasyki, mającym również bardzo duże doświadczenie w grze kombinacyjnej.

Stanisław Jędrzycki („Sudety” Kłodzko) – Jadwiga Mróz („Atut” Nysa)

1. 33-28 19-23 2. 28x19 14x23 3. 39-33 17-22

Czarne realizują plan gry przeciw klasyce i jednocześnie grożą postawieniem klina 4... 22-27.

4. 31-27 22x31 5. 36x27

Ta odpowiedź białych była brana pod uwagę w przygotowaniach czarnych.

5... 10-14! 6. 44-39 5-10

Czarne ustawiły schemat, który długo można grać, nie dopuszczając do klasyki.

7. 41-36 12-17

Lepsze było 7... 11-17.

8. 34-30 20-25

Zagranie konieczne, żeby nie pozwolić na związanie długiego skrzydła.

9. 50-44 25x34 10. 39x30 17-21 11. 33-28 11-17 12. 28x19 13x24 13. 30x19 14x23 14. 38-33 10-14?

W tej pozycji konieczne było 14... 21-26, żeby nie dopuścić do forsownego związania krótkiego skrzydła.

15. 37-31! 7-12

Oczywiście przegrywało 15... 21-26 16. 33-28.

16. 31-26 1-7 17. 44-39 4-10 18. 35-30 8-13 19. 30-25 2-8 20. 42-38?

Dążąc do utrzymania związania krótkiego skrzydła, należało zostawić wolne pole 38.

20... 7-11 21. 47-41?

Teraz już konieczne było 21. 33-29 23x34 22. 40x29 .

21... 23-28! 22. 32x23 21x32 23. 38x27 18x38 24. 43x32

W powstałej pozycji czarne mają wyraźną przewagę z uwagi na mało aktywne pionki na obu skrzydłach u białych.

24... 12-18

Lepiej było grać długim skrzydłem, zostawiając sobie ważne kolumny 6-17 i 8-17.

25. 40-34 18-23 26. 36-31 14-19

Można było jeszcze odbudować kolumnę 8-17 i po następnych zagraniach 13-18 i 9-13 białe znalazłyby się w bardzo trudnej sytuacji.

27. 41-36 10-14 28. 34-30 14-20 29. 25x14 19x10

Teraz dodatkowym argumentem przeciw klasyce stał się bandowy pionek białych na 26.

30. 30-25 9-14 31. 46-41 13-19 32. 41-37 19-24 33. 48-43

Białe, chcąc uruchomić dużą grupę nieaktywnych pionków na długim skrzydle, przygotowują się do ustawienia kolumny 27-38.

33... 14-19

Gdyby białe kontynuowały plan 34. 43-38 10-14 35. 27-22 17x28 36. 26-21 16x27 37. 31x33, mogły poprawić aktywność swojej pozycji. Białe nieoczekiwanie zagrały:

34. 25-20?

I teraz czarne mogły partię wygrać.

34... 24-30 35. 20-14 8-13?

To posunięcie należy uznać za błędne, gdyż czarne miały bardzo szybką wygraną po 35... 30-35 36. 14x5 19-24 37. 5x28 17-21 38. 26x17 11x44 39. 49x40 35x44.

36. 14x5 19-24 37. 5x28 17-21 38. 26x17 11x44 39. 49x40 30-35 40. 40-34 15-20 41. 43-39 6-11?

Do wygranej prowadziło 41... 20-25, realizując silny atak na słabe skrzydło.

42. 32-28 20-25 43. 31-26 35-40 44. 26-21 40x29 45. 28-22 24-30 46. 21-17 29-34 47. 17x6 34x43

I białe zaproponowały remis, który został przyjęty. 

Jan Sekuła

Na początek

aaa

 

kultura

 

Jak Andre walczył ze smokiem

„Smok ma mózg, ma wolę, ma czarne serce oraz straszliwy głos. Zasysając kolejną piłkę do swego brzucha, wydaje serię upiornych odgłosów. Kiedy w jego gardzieli zwiększa się ciśnienie, ryczy straszliwie”. Cytowany fragment brzmi jak początek jakiejś makabrycznej baśni. Ale to nie żadna bajka, to rzeczywistość – a konkretnie dziecięce wspomnienie jednego z największych tenisistów wszech czasów – Andre Agassiego.

Ten straszliwy smok to maszyna do wyrzucania piłek, którą specjalnie dla Andre zbudował ojciec. Siedmioletni chłopak bał się tego urządzenia, ale jeszcze bardziej bał się „tatka”, który zmuszał go do trenowania ponad siły. Ze smokiem – potworem tkwiącym gdzieś głęboko w umyśle i wywołującym strach, zagubienie i brak wiary w siebie – zmagał się jeszcze przez długie lata swojej sportowej kariery.

Jak to jest być mistrzem w dyscyplinie, której się nienawidzi? Co siedzi w głowie człowieka, który nie ma już siły, a jednak dalej walczy? Jaką cenę trzeba ponieść za pierwsze miejsca w rankingach? O tym właśnie opowiada Andre Agassi w napisanej kilka lat temu książce. „Open. Autobiografia tenisisty” to opowieść o poszukiwaniu życiowej równowagi, o dojrzewaniu do szczęścia; opowieść, która zdaje się być wiarygodna, do bólu szczera. Wyłania się z niej nie żaden arcymistrz, ale zwykły człowiek, który wiele razy się w życiu pogubił. „Udało mi się – jestem pierwszym tenisistą na świecie, a jednak odczuwam pustkę” – tak Agassi opisywał swój triumf. On – jak nikt – wie, że jeśli to, co robimy, nie daje nam szczęścia, żaden sukces nie będzie smakował. A jeśli nawet będzie, krótka to radość. „Wygrana nie jest tak dobra, jak zła bywa porażka, i dobre samopoczucie nie trwa tak długo jak chandra” – pisze. 

I chociaż te wszystkie wygrane, sława i pieniądze stają się często powodem do zazdrości, Agassi przekonuje nas, że szczęście nie od tego zależy. „Rozmyślam o tym, jakie to nudne być sławnym, jak przyziemni są sławni ludzie. Są zdezorientowani, niepewni, zagubieni i często nienawidzą tego, co robią. Zawsze słyszymy to wyświechtane powiedzenie, że pieniądze szczęścia nie dają, ale nie wierzymy w to dopóty, dopóki nie sprawdzimy na własnej skórze”.

„Open” to również kolejna biografia, która pokazuje, że sport to zdrowie, pod warunkiem, że dawkowany jest w odpowiednich ilościach. Agassi pod koniec kariery ledwie może się ruszać, bo jego organizm jest wyeksploatowany do granic możliwości. Nic dziwnego – tyle lat walczył, nie tylko z innymi na korcie, lecz głównie z samym sobą. I chociaż nie wyszedł z tej walki bez uszczerbku, zdaje się, że pokonał smoka. 

Barbara Zarzecka

 

Książka „Open. Autobiografia tenisisty”, wydana przez Bukowy Las w 2011 r., dostępna jest w postaci e-booka, także w Skanowisku

Na początek

 

Biblioteki przy ul. Konwiktorskiej 7. Biografia, podpisana nazwiskiem Agassiego, powstała przy współudziale J.R. Moehringera, zdobywcy prestiżowej Nagrody Pulitzera w 2000 roku.