stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 9 (102) Wrzesień 2013

ISSN 1427–728X

ROK XI

Nr 9 (102)

Wrzesień 2013 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO-SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00–216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9,  tel.: 22 635 57 94

tel.kom. 668 764 654,
666 725 040

e–mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Skład i opracowanie graficzne:

Wojciech Górski

Druk: Wydawnictwa Polskiego Związku Niewidomych Spółka z o.o

Miesięcznik dofinansowuje:

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

http://www.pfron.org.pl/ftp/Loga/logo_PFRON_2011_r.jpg


 Redakcja nie zwraca tekstów nie zamówionych

 

 

Spis treści:

Od inspiracji do zachwytu – Lyon 2013

Piotr Stanisławski

Przed najważniejszym wyścigiem

Mirosław Jurek

Drużynówka na Litwie

Lubomir Prask

Nowa formuła mistrzostw

Piotr Dudek

Halsem na wakacje

Wojciech Kopczyński

Wiosłowanie po puchary

Wojciech Kopczyński

Wiadomości

Kraj kontrastów

Renata Nowacka-Pyrlik

Zimna skwarka

(BWO)

Turystyka kajakowa

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Jan Sekuła

Plebiscyt – Galeria sław polskich sportowców

z niepełnosprawnością

lekka atletyka

 

Od inspiracji do zachwytu – Lyon 2013

Lekkoatletyczne mistrzostwa świata osób niepełnosprawnych w Lyonie były udane dla polskiej kadry. Zdobywając 26 medali, zostaliśmy ósmą drużyną świata. Zasługę mieli w tym także sportowcy słabowidzący.

To były wyjątkowe mistrzostwa świata. Chociaż trudno je porównywać do igrzysk paraolimpijskich w Londynie z 2012 roku, które wyznaczyły nową jakość – tak od strony organizacyjnej, obecności w mediach, jak i ogromnego społecznego zainteresowania – to jednak duch Londynu dał się odczuć w Lyonie. O 207 medali walczyło 1100 zawodników z 99 krajów, padły aż 52 rekordy świata, a zawody nieoficjalnie rozgrywano pod hasłem „They inspired London... They’re going to impress Lyon” (zainspirowali Londyn, teraz zachwycą Lyon). Polska reprezentacja, z 35 zawodnikami, jechała do Lyonu potwierdzić swoją wysoką 9. lokatę w rankingu zdobytych medali, jaką nasi lekkoatleci uzyskali podczas ostatniej paraolimpiady w Londynie (cała reprezentacja także zajęła 9. miejsce). Nie tylko potwierdzili to osiągnięcie, ale nieznacznie je poprawili, wskakując w klasyfikacji generalnej na 8. miejsce. W Lyonie nie udało się jednak obronić wysokiej 5. pozycji, jaką polscy zawodnicy wywalczyli podczas wcześniejszych lekkoatletycznych mistrzostw świata w Nowej Zelandii w 2011 r. Wtedy ustąpiliśmy tylko Chinom, Rosji, Wielkiej Brytanii i Brazylii. Teraz wyprzedziły nas Ukraina, Niemcy i USA. Różnice medalowe pomiędzy ostatnimi reprezentacjami były niewielkie – gdybyśmy zdobyli jeszcze jeden złoty medal, przesunęlibyśmy się w końcowej klasyfikacji na 6. miejsce. Dlatego 8. pozycja to wciąż bardzo dobry wynik.

W sukcesie tym mieli swój udział również sportowcy słabowidzący, zdobywając we Francji dla Polski kilka medali. Do Lyonu pojechało 5 zawodników z wadą wzroku: Mateusz Michalski – bieg na 100 m (T12), bieg na 200 m (T12), Mirosław Madzia – pchnięcie kulą (F11) i rzut dyskiem (F11), Patryk Łukaszewski – bieg na 10000 m (T12), Jerzy Wierzbicki – bieg na 100 m (T12) i bieg na 200 m (T12) oraz Łukasz Wietecki – bieg na 800 m (T12) i bieg na 1500 m (T12). – To niewielka polska grupa sportowców z wadą wzroku, w większości biegaczy, która rywalizowała o medale we Francji – mówi Zbigniew Lewkowicz, trener lekkoatletów klubu „Start” Gorzów. – Obecnie w biegach niewidomych i słabowidzących (T11, T12 i T13) dominują zawodnicy z Afryki oraz Brazylijczycy, którzy mocno przygotowują się na paraolimpiadę w Rio de Janeiro w 2016 roku i przeznaczają na przygotowania sporo pieniędzy. Jeszcze niedawno liczyły się Rosja, Hiszpania, USA, a przed paraolimpiadą w Pekinie Chińczycy. Ale my też mieliśmy swoich faworytów.

Udany rewanż

Naszym faworytem był przede wszystkim Mateusz Michalski, biegający na 100 i 200 metrów w grupie T12. W Londynie zdobył złoto na 200 m, lecz przegrał setkę z Rosjaninem Fedorem Trikolichem i przywiózł medal srebrny. W Lyonie miał więc coś do udowodnienia. Tym bardziej że w Londynie mógł wygrać z Trikolichem, ponieważ był w świetnej formie i raz już go pokonał – podczas ostatnich mistrzostw Europy w Holandii. W Londynie przegrał, bo spalił go stres i nie poradził sobie z presją. – W Londynie rzeczywiście przegrałem psychicznie w biegu na 100 m – mówi Mateusz. – Nie dałem sobie rady ze stresem i presją, aby jak najlepiej wystąpić przed tak wielką publicznością na ogromnym stadionie. Stojąc w blokach, czułem, że moje nogi są ciężkie, a stres mnie zżera. Po wystrzale zostałem w blokach, to była masakra. Na czterdziestym metrze biegłem jeszcze trzy metry za pozostałymi biegaczami. W mojej głowie kołatała tylko jedna myśl: „biec, biec, jak najszybciej dobiec do mety”.

I biegł rzeczywiście szybko. Na ostatnich metrach prześcignął wszystkich biegaczy, oprócz Trikolicha. Tuż przed linią mety spojrzał jeszcze w lewą stronę, aby zobaczyć, gdzie znajduje się Rosjanin. Był przed nim. Ale srebrny medal zdobyty na paraolimpiadzie był także cennym trofeum. W Lyonie miało więc dojść do rewanżu. Faworytem był Fedor Trikolich, jak każdy złoty medalista paraolimpijski. Stres nie dokuczał już Mateuszowi, choć stojąc w blokach w biegu finałowym, czuł jednak pewne zmęczenie. Miał za sobą kilka biegów. Rosjanin podobnie. Padł wystrzał. Mateusz znów wystartował słabo, choć nie został w blokach. Po biegu wyjaśniał, że bardzo uważał, aby nie zrobić falstartu. Biegli pod wiatr wiejący z siłą 0,7 m/s. Na czterdziestym metrze wyprzedził prowadzącego Trikolicha. Nieoczekiwanie na sześćdziesiątym metrze Rosjanina łapie skurcz i upada na ziemię, a Mateusz z czasem 10,78 s pierwszy wpada na linię mety. Rewanż udany. W dodatku poprawia swoją życiówkę na tym dystansie. – Liczyłem, że Mateusz zbliży się do rekordu świata, który wynosi 10,66 s – mówi Zbigniew Lewkowicz. – Biegli jednak pod wiatr, a on nie wystartował idealnie. Przed nim są mistrzostwa Europy, za dwa lata mistrzostwa świata, ma więc czas na pobicie rekordu świata, aby mieć w dorobku dwie korony.

Ta jedyna korona to rekord świata uzyskany przez Mateusza na 200 m w Londynie – 21,56 s. Trikolich był wtedy drugi. W Lyonie Mateusz był więc faworytem. Ten start zapamięta do końca życia. Stojąc w blokach, czuł się znakomicie. Wiejący z przodu z prędkością 1,6 m/s wiatr nie sprzyjał poprawianiu rekordów. Gdy padł wystrzał, Mateusz mocno odepchnął się od bloku. I wtedy stało się coś nieprzewidzianego – jego blok przesunął się o 30 cm. Siedzący na trybunach Zbigniew Lewkowicz zauważył, że coś złego się wydarzyło, bo Mateuszowi z niewiadomych przyczyn „siadły” w blokach nogi. Okazało się, że odepchnął się z taką siłą, że przesunął blok. Była to jednak techniczna usterka, która na tej rangi zawodach nie powinna się zdarzyć. Na szczęście Mateusz nie wpadł w panikę i wystartował. Przez to zdarzenie stracił zapewne trzy lub cztery dziesiąte sekundy, i znowu musiał gonić rywali. Prowadził Trikolich, ale Mateusz już na łuku zrównał się z Rosjaninem. Łuki w biegach na 200 m sprawiają Mateuszowi najwięcej problemów. Tu przecinają się linie torów biegów na 100 i 200 metrów. Mateusz widzi dobrze do 3 m, co sprawia, że tuż przed łukiem „szuka” linii swojego toru. Nadepnięcie na inny tor grozi dyskwalifikacją, czego najbardziej chce uniknąć. Dlatego w tym miejscu biegnie wolniej, niepewnie i mniej płynnie. Ale już po wyjściu na prostą prześciga Rosjanina, utrzymując wysokie tempo do samej mety. Czasem 21,78 s zdobywa złoto. – Gdy na starcie przesunął mi się blok, pomyślałem „taki pech spotyka mnie już na początku biegu” – mówi Mateusz. – Ale to 200 m, wiedziałem, że zdążę dogonić Trikolicha. On ma dobre starty, ale od połowy traci siły, ja natomiast jestem bardziej wytrzymały i utrzymuję tempo.

Nie udało się w Lyonie poprawić rekordów świata. Poprawienie własnych najlepszych czasówek też go cieszy. Dowodzi, że robi postępy. Jak sam mówi: „wolę być czwarty w szybkim biegu niż pierwszy w wolnym”. Dobry czas daje większą satysfakcję niż wygrana z czasem słabym. W grupie T12 nie ma zawodników, którzy deptaliby mu po piętach i ustawiali coraz wyżej poprzeczkę. Dlatego razem z trenerem postanowił przenieść się do „szybszej” grupy T13. Tam będzie mógł rywalizować z osobą, która dominuje w biegach na 100 i 200 m i jest szybsza od niego. To Jason Smyth z Irlandii.

Wyrwane podium

Drugim sportowcem z wadą wzroku, który przywiózł z lekkoatletycznych mistrzostw świata w Lyonie medal, był Łukasz Wietecki. Krążek ten jest podwójnie cenny. Jego walka w biegu na 800 m w grupie T13 była jedną z najbardziej emocjonujących. Ponadto Łukasz rywalizował z biegaczami z Czarnego Lądu, którzy od paraolimpiady w Londynie dominują w biegach średnio- i długodystansowych. W finałowym biegu na 800 m było ich aż pięciu – Marokańczyków i Algierczyków. To oni w Londynie podzielili medale między siebie. Łukasz Wietecki nie pozwala jednak Afrykańczykom zgarniać samych najcenniejszych trofeów. Udało mu się to w czasie mistrzostw świata w Nowej Zelandii w 2011 roku. W biegu na 800 m wygrał, zdobywając złoto, a na 1500 m dołożył jeszcze srebro. Jednak w Londynie to oni górowali. Polak zajął czwarte i siódme miejsce (na 800 m i 1500 m), w Lyonie nie był więc faworytem. Wierzył jednak, że może znowu pokrzyżować im plany i wywalczyć medal.

Po starcie wszyscy ruszyli mocno do przodu. Łukasz znalazł się na szóstym miejscu i wydawało się, że tak zostanie do końca pierwszego okrążenia. Ale na 350. metrze Polak nagle mocno przyspiesza. Po zewnętrznym torze wyprzedza wszystkich biegaczy i wychodzi na prowadzenie. Rozbrzmiał gong informujący o drugim i ostatnim okrążeniu. W polskiej ekipie siedzącej na trybunach emocje nie pozwoliły spokojnie śledzić biegu. Padały komentarze, że Łukasz zaatakował za wcześnie, że nie wytrzyma tempa i na ostatniej prostej wyprzedzą go Afrykańczycy. Na atak Wieteckiego natychmiast odpowiedział Algierczyk Abdellatif Baka. Sto metrów dalej wyprzedza Polaka i rusza jeszcze mocniej do przodu. To samo postanowił zrobić Marokańczyk Abdelillach Mame, zacięcie atakując Łukasza z prawej strony. Do mety pozostało 250 metrów, a Marokańczyk, biegnąc pół kroku za Polakiem, ponawiał próbę za próbą, atak za atakiem, aby go wyprzedzić. – To była zabójcza walka, ramię w ramię, na bardzo długim odcinku – mówi Zbigniew Lewkowicz. – Byliśmy pod wielkim wrażeniem tego, co zaprezentował Łukasz. A pokazał charakter i ogromną siłę woli. Inny zawodnik w tak wyczerpującym, długim finiszu puściłby bieg i zrezygnował. A Łukasz do końca nie odpuszczał na centymetr.

Na ostatniej prostej wyrósł jak spod ziemi drugi Algierczyk, który zamierzał wyprzedzić Polaka z lewej strony. Teraz Łukasz bronił się przed atakami dwóch biegaczy, którzy za wszelką cenę chcieli zająć jego miejsce, dające srebrny medal. Abdelillachowi Mame udało się niemal zrównać z Łukaszem. Na dwadzieścia metrów przed metą było już jasne, że w tej zażartej walce nikt nie ma już sił, aby przyspieszyć, a o wygranej zadecyduje to, kto wytrzyma tempo i nie odpuści do samego końca. To był prawdopodobnie najbardziej zażarty pojedynek w średniodystansowych biegach na mistrzostwach w Lyonie. Na mecie Wietecki resztkami sił rzucił się jeszcze całym ciałem do przodu, omal nie przypłacając tego upadkiem. „Dowiózł” drugie miejsce i srebro do mety. Pozostałych pięciu Afrykańczyków musiało zadowolić się dalszymi pozycjami.

– Jestem bardzo szczęśliwy z powodu tego medalu – wyznaje Łukasz. – Cały czas czułem oddech Marokańczyka na sobie. „Nie dać się wyprzedzić”, o tym tylko myślałem. Kiedy zrównał się ze mną i biegliśmy bark w bark, przez chwilę miałem kryzys. Tak jest zawsze, gdy ktoś nas wyprzedza, wtedy wydaje się, że nie mamy już sił. Ale nie przestawałem cisnąć i resztkami sił rzuciłem się szczupakiem na linię mety. Przed zawodami nastawiałem się na medal, ale dopiero po biegu byłem w szoku, że udało mi się wywalczyć srebro. W przyszłości będzie na pewno ciężko z nimi walczyć, ale skoro udało się teraz, to dlaczego nie miałoby się udać następnym razem?  

Porażki, sukcesy i pech

Pozostałym kadrowiczom z wadą wzroku nie udało się zdobyć medalu. Jerzy Wierzbicki (T12) w biegach na 100 m i 200 m w każdym z nich zajął 7. miejsce. Rok wcześniej, na mistrzostwach Europy, w biegu na 100 m zdobył brązowy medal. Oczekiwania, że powtórzy ten wynik, a nawet go poprawi, były uzasadnione. Jest to jednak młody zawodnik, z perspektywami i dużym potencjałem. Dlatego trenerzy wierzą, że podczas najbliższych mistrzostw Europy jeszcze się poprawi. Medalowej pozycji spodziewano się również po występie Mirosława Madzi, niewidomego dyskobola i kulomiota (T11). W tym roku posyłał już dysk na odległość 37 m, jednak w Lyonie kilka metrów bliżej. Gdyby rzucił tyle, ile na ostatnich mistrzostwach Polski, z Francji przywiózłby brązowy medal. Na mniejszej rangi zawodach zwykle rzuca daleko, spina się jednak na większych, co odbija się na uzyskiwanych odległościach. To zawodnik z dobrymi warunkami fizycznymi, jeden z młodszych w swojej klasie, nie powiedział więc jeszcze ostatniego słowa.

O prawdziwym pechu może mówić Patryk Łukaszewski (T13) – zawodnik „Cross”, który w biegu na 1500 m zajął siódmą lokatę. Złoto w tym biegu przypadło Abdellatifowi Baka z Algierii (3:53,05), temu samemu, który w biegu na 800 m pokonał Łukasza Wieteckiego. Patryk przygotowywał się na mistrzostwa w swojej kategorii T12 do biegów na 5000 m i 10000 m. We Francji, przed rozpoczęciem mistrzostw, lekarze weryfikowali klasyfikacje wszystkich zawodników. Dzieje się tak na każdych zawodach mistrzowskich. Patrykowi po weryfikacji przyznano kategorię T13. Niestety, nie było w niej biegów na dystansie 5000 m i 10000 m. Pobiegł więc na 1500 m, choć nie trenował takiego dystansu. – 1500 m to nie jest jego konkurencja – mówi Wiesław Miech, koordynator sekcji biegowej Stowarzyszenia „Cross”. – Gdyby biegł w grupie T12, z Lyonu miał szansę przywieźć dwa brązowe medale, bo takie czasy uzyskiwał w Polsce na dystansach 5000 i 10000 m. Szkoda, bo Patryk przykładał się do treningów. Przed nim przygotowania do mistrzostw Europy.

Wspaniałe sukcesy na mistrzostwach w Lyonie odnosili polscy lekkoatleci również w innych grupach niepełnosprawności. Nie ma miejsca, aby je wszystkie wymienić. Warto wspomnieć o rekordzie świata w skoku w dal, jaki ustanowiła Karolina Kucharczyk (F20) rezultatem 6,09 m. Nie zawiódł także Maciej Lepiato w skoku wzwyż (F42/44), który poprawił własny rekord świata, pokonując poprzeczkę na wysokości 2,13 m. Maciej ma predyspozycje, aby wzorem Siergieja Bubki na każdych znaczących zawodach poprawiać swój rekord o 1 cm. Ma już na swoim koncie skok na wysokość 2,15 (z mityngu w czeskim Trzyńcu), a nawet 2,22, osiągnięty na międzynarodowym mityngu w Opolu z zawodnikami pełnosprawnymi. W rozmowie dla Polskiej Agencji Prasowej przyznał, że nie jest to kres jego możliwości, a realna wysokość, jaką jest w stanie pokonać, to 2,30. – Czuję, że mogę skakać wyżej – powiedział Maciej Lepiato. – W Opolu byłem bliski pokonania poprzeczki na 2,26. Największe rezerwy są w technice. W Rio de Janeiro chciałbym wystąpić w igrzyskach olimpijskich, jak i paraolimpijskich. To mój cel.

Z mistrzostw świata w Lyonie Maciej Lepiato przywiózł jeszcze jeden medal – brązowy. Zdobył go w skoku w dal za odległość 6,49 m. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Maciej był jedynym zawodnikiem odbijającym się z własnej nogi. Wszyscy pozostali skoczkowie odbijali się z protezy. Osiągnięcie Polaka jest szczególnie cenne, ponieważ przeważają opinie, że odbicie z protezy daje znaczną przewagę nad odbiciem z nogi. Na najwyższym stopniu podium stanął Niemiec Markus Rehm, który rezultatem 7,95 ustanowił nieprawdopodobny rekord świata. Srebro wywalczył Holender Ronald Hertog wynikiem 6,78.

Jednak największą niespodziankę na mistrzostwach w Lyonie sprawił inny polski kadrowicz. To Michał Derus (T47). Ten młody 23-letni biegacz z Tarnowa z pierwszych swoich mistrzostw od razu przywiózł złoto i srebro. Jego biegi na 100 i 200 m należały do jednych z najbardziej emocjonujących, walka toczyła się dosłownie do ostatniego centymetra. Cenniejszy krążek zdobył w biegu na 100 m wynikiem 10,93 s, a srebrny w biegu na 200 m, poprawiając czasem 21,95 s własną życiówkę. Michał miał szansę przywieźć dwa złote krążki. Każdy z pierwszej trójki mógł zresztą sięgnąć po złoto. O wygranej decydowały dosłownie setne sekundy. W biegu na 200 m zwycięskiemu Brazylijczykowi Yohanssonowi Nacimento Michał Derus uległ o zaledwie cztery setne sekundy! Natomiast jemu uległ Raciel Gonzalez z Kuby o zaledwie trzy setne sekundy! Nie inaczej było w biegu na 100 m, w którym Polak wywalczył złoto czasem 10,93 s. Drugi na metę wbiegł – 0,03 s później – Gabriel Cole z Australii, a trzeci – 0,06 s za Polakiem – Yohansson Nascimento. – Byłem bardzo szczęśliwy, że udało mi się wygrać setkę – mówi Michał Derus. – Do końca nie odpuszczałem, pomimo że przed metą słabłem i widziałem, że Australijczyk i Brazylijczyk są już bardzo blisko. Zaskoczeniem było dla mnie wywalczenie srebra na 200 m, bo w rankingu zajmowałem dopiero piąte miejsce, a w tym biegu poprawiłem życiówkę. We Francji trafiłem chyba idealnie z formą. Wygrał Brazylijczyk, wykonując rzut na taśmę. Cieszę się z tych wyników, bo to był mój debiut. Nie ukrywam, że moim największym marzeniem jest przekroczenie na 100 m bariery 10,5 s, abym mógł konkurować z pełnosprawnymi sportowcami. To mój życiowy cel.

Ósme miejsce w klasyfikacji medalowej narodów, jakie wywalczyli polscy sportowcy niepełnosprawni, zasługuje na uznanie. Wyprzedzili kraje znacznie bogatsze od Polski, które przeznaczają na sport osób niepełnosprawnych więcej środków – Kanadę, Australię, Francję, Japonię, Szwajcarię, Austrię, Włochy czy też kraje skandynawskie. Możemy tylko się zastanawiać, jak wysoko w rankingu znalazłaby się Polska, gdyby stworzono im podobne warunki.

Mistrzostwa świata w lekkoatletyce osób niepełnosprawnych

19-28.07.2013 r., Lyon

Medale polskiej reprezentacji

Medale złote  

Barbara Niewiedział – 1500 m (T20) 4:40,50

Ewa Durska – pchnięcie kulą (F20) 13,18

Karolina Kucharczyk – skok w dal (F20)         6,09

Michał Derus – 100 m (T47) 0:10,93

Mateusz Michalski – 100 m i 200 m (T12) 0:10,79 i 0:20,78

Maciej Lepiato – skok wzwyż (T44) 2,13

Tomasz Pauliński – pchnięcie kulą (F35) 11,11

Bartosz Tyszkowski – pchnięcie kulą (F41) 12,18

Karol Kozuń – pchnięcie kulą (F54/55) 11,23

Medale srebrne 

Daniel Pek – 1500 m (T20) 3:59,09

Michał Derus – 200 m (T46) 0:21,95

Łukasz Wietecki – 800 m (T13) 1:55,94

Maciej Sochal – rzut maczugą (F31/32/51) 36,97

Mariusz Sobczak – skok w dal (T36) 5,22

Tomasz Hamerlak – maraton (T54) 1:32:27

Janusz Rokicki – pchnięcie kulą (F58) 14,98

Arleta Mieloch – 1500 m (T20) 4:47,68

Medale brązowe 

Tomasz Rębisz – rzut dyskiem (F46) 45,70

Łukasz Mamczarz – skok wzwyż (T42/44) 2,05

Marcin Mielczarek – skok w dal (T36) 2,05

Maciej Lepiato – skok w dal (T44) 6,49

Michał Głąb – pchnięcie kulą  F35 9,47

Paweł Piotrowski – pchnięcie kulą (F36) 12,91

Alicja Fiodorow – 100 m i 200 m (T46) 0:13,55 i 0:26,16

 

Klasyfikacja medalowa

Rosja: razem 53 medale – 26 złotych, 16 srebrnych, 11 brązowych

USA: razem 52 medale – 17 złotych, 18 srebrnych, 17 brązowych

Brazylia: razem 40 medali – 16 złotych, 10 srebrnych, 14 brązowych

Ukraina: razem 30 medali – 13 złotych, 9 srebrnych, 8 brązowych

Wielka Brytania: razem 29 medali – 11 złotych, 9 srebrnych, 9 brązowych

Chiny: razem 27 medali – 10 złotych, 13 srebrnych, 4 brązowe

Niemcy: razem 28 medali – 10 złoych, 9 srebrnych, 9 brązowych

Polska: razem 26 medali – 10 złotych, 8 srebrnych, 8 brązowych

Piotr Stanisławski

Na początek

 

kolarstwo

 

Przed najważniejszym wyścigiem

Wakacje to tradycyjnie czas wzmożonej aktywności sportowej kolarzy ZKF „Olimp”. W lipcu zawodnicy mieli zajęte wszystkie weekendy, bo startowali kolejno: w torowych mistrzostwach Polski, w Pucharze Europy na Słowacji, w drużynowych mistrzostwach Polski i w Klasyku Kłodzkim. Sierpień to czas przygotowań do mistrzostw świata w Kanadzie, zaplanowanych w terminie 29.08-01.09.2013. Najważniejsze elementy tych przygotowań to zgrupowanie w Zieleńcu, zakończone wyścigiem „Po Ziemi Kłodzkiej”, oraz start w Pucharze Świata w Matane tydzień przed MŚ.

Tegoroczne MP w konkurencjach torowych, rozegrane w hali BGŻ Arena w Pruszkowie, miały bardzo ciekawy przebieg i dostarczyły sporo emocji. Duża w tym zasługa tandemu Marcin Polak – Michał Ładosz, który nie mógł wystartować w sprincie oraz w wyścigu na dystansie 1 kilometra i bronić ubiegłorocznych tytułów mistrzowskich w tych konkurencjach. Nieobecność faworytów zmobilizowała pozostałych konkurentów do zaciekłej rywalizacji o medale. W sprincie najpierw rozgrywa się eliminacje na czas na dystansie 200 metrów ze startu lotnego w celu wyłonienia najlepszej czwórki, a następnie bezpośrednie wyścigi najszybszego tandemu z czwartym i drugiego z trzecim. Zwycięzcy awansują do finału i ścigają się o złoty medal, a pokonani walczą o brąz. W półfinałach najwięcej emocji wzbudził bratobójczy pojedynek tandemów „Omegi” Łódź: Tomasz Olechno – Adam Marciniak i Sławomir Gruszkowski – Krzysztof Wolski. Ci, którzy spodziewali się klubowego układu i oszczędzania sił na finały, srodze się zawiedli. Obaj łódzcy piloci – Adam i Krzysiek – to rasowi torowcy z sercem do walki, którzy zafundowali widzom widowisko obfitujące w wyrafinowane rozwiązania taktyczne, perfekcyjną technikę, odwagę na pograniczu ryzyka i naprawdę szybką jazdę. Do rozstrzygnięcia pojedynku potrzebne były trzy wyścigi (walczy się do dwóch zwycięstw), które kosztowały „łodziaków” wiele sił. W drugim półfinale warszawski duet Damian Szumigaj – Sylwester Matusiak gładko wyeliminował w dwóch wyścigach ekipę olsztyńską: Piotr Kołodziejczuk – Arkadiusz Szczerbiak. W walce o złoty medal Damian Szumigaj i Sylwester Matusiak pokonali Tomasza Olechno i Adama Marciniaka 2:1, a Piotr Kołodziejczuk z Arkadiuszem Szczerbiakiem zdobyli brąz, wygrywając 2:0 z tandemem Sławomir Gruszkowski – Krzysztof Wolski. W wyścigu na 1 kilometr mężczyzn kolejność pierwszej dwójki była taka sama jak w sprincie, a trzecie miejsce zajęła ekipa poznańska: Przemysław Wegner – Piotr Czopek. W kategorii kobiet dystans 1 kilometra najszybciej przejechały faworytki Iwona Podkościelna z pilotką Aleksandrą Wnuczek, drugie miejsce zajął dość niespodziewanie tandem Marta Michnowska – Bogusława Brzęczek, a trzecie – debiutujące na torze Anna Gramatyka i Agata Broda. Debiutantki jeszcze lepiej zaprezentowały się w wyścigu na 3000 metrów, zajmując 2. miejsce za duetem Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek. W pasjonującym wyścigu o 3. miejsce tandem Marta Pekar – Magdalena Przeworska dopiero w końcówce przeważył szalę zwycięstwa na swoją korzyść, pokonując zaledwie o 1,7 sekundy team Marta Michnowska – Bogumiła Brzęczek. Na dystansie 4000 metrów mężczyzn największe emocje towarzyszyły wyścigom eliminacyjnym, w których dąży się do uzyskania jak najlepszego czasu, gdyż dwa najszybsze tandemy walczą potem w finale o złoty medal, a dwa kolejne o brąz. Najlepszy w eliminacjach tandem Marcin Polak – Michał Ładosz był bliski pobicia rekordu Polski, lecz choć osiągnął dobry rezultat 04:37,21, to pojechał o 2,17 sekundy za wolno. W zażartym pojedynku o wejście do finału duet Damian Szumigaj – Piotr Kieblesz pokonał o 0,25 sekundy team Przemysław Wegner – Piotr Czopek. W obu wyścigach o medale zabrakło emocji, gdyż zwycięskie tandemy dość szybko doścignęły przeciwników, co w finałach jest równoznaczne z zakończeniem rywalizacji.

 

XIII Mistrzostwa Polski w Kolarstwie Niewidomych i Słabowidzacych 2013

sprint 

1. Damian Szumigaj – Sylwester Matusiak („Fizjotech” Warszawa)

2. Tomasz Olechno – Adam Marciniak („Omega” Łódź)

3. Piotr Kołodziejczuk – Arkadiusz Szczerbiak („Warmia i Mazury” Olsztyn)

1000 metrów kobiet

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek („Hetman” Lublin) 01:18,32

2. Marta Michnowska – Bogumiła Brzęczek („Fizjotech” Warszawa) 01:24,76

3. Anna Gramatyka – Agata Broda („Hetman” Lublin) 01:24,85

1000 metrów mężczyzn

1. Damian Szumigaj – Sylwester Matusiak („Fizjotech” Warszawa) 01:10,54

2. Tomasz Olechno – Adam Marciniak („Omega” Łódź) 01:10,87

3. Przemysław Wegner – Piotr Czopek („Razem” Poznań) 01:13,68

3000 metrów

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek („Hetman” Lublin)

2. Anna Gramatyka – Agata Broda („Hetman” Lublin)

3. Marta Pekar – Magdalena Przeworska („Warmia i Mazury” Olsztyn)

4000 metrów

1. Marcin Polak – Michał Ładosz („Hetman” Lublin)

2. Damian Szumigaj – Piotr Kieblesz („Fizjotech” Warszawa)

3. Przemysław Wegner – Piotr Czopek („Razem” Poznań)

 

W dniach 13-14.07 br. polska reprezentacja wystartowała w szosowym Pucharze Europy w słowackiej stacji narciarskiej Vratna. W składzie zabrakło najbardziej utytułowanego polskiego kolarza tandemowego Krzysztofa Kosikowskiego, borykającego się z problemami zdrowotnymi. Niestety ta absencja potrwa dłużej i obejmie także tegoroczne mistrzostwa świata. W pierwszym dniu imprezy rozegrano wyścig ze startu wspólnego na dystansie 54 kilometrów
(6 okrążeń), w którym nasi zawodnicy zajęli trzy pierwsze lokaty w kolejności: Marcin Polak – Michał Ładosz, Piotr Kołodziejczuk – Artur Korc, Przemysław Wegner – Piotr Czopek. Na czwartym miejscu, ze stratą 3 minut i 46 sekund, przyjechali na metę brązowi medaliści IP w Londynie  – Słowacy Vladislav Janoviak i Robert Mitosinka. W niedzielnym wyścigu na czas na dystansie 11 kilometrów ponownie bezkonkurencyjny okazał się polski tandem Marcin Polak – Michał Ładosz (czas 14:49,85), pokonując słowacki team Vladislav Janoviak – Robert Mitosinka (15:15,13) i duet Piotr Kołodziejczuk – Artur Korc (15:27,81). W zawodach wystartował również najlepszy polski tandem damski w składzie: Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek, zajmując w klasyfikacji open (razem z mężczyznami) 7. miejsce na czas i 8. w wyścigu ze startu wspólnego, co należy uznać za duże osiągnięcie. Dzięki punktom zdobytym na Słowacji Iwona i Ola zostały liderkami światowego rankingu UCI, a Marcin Polak i Michał Ładosz awansowali w tej klasyfikacji na drugie miejsce.

W kolejny weekend na torze samochodowym „Poznań” odbyły się drużynowe mistrzostwa Polski. W wyścigu na czas na dystansie 49,2 km (12 okrążeń) rywalizowały klubowe ekipy składające się z dwóch tandemów, startujące w odstępach 1 minuty. Już w pierwszej fazie wyścigu ukształtowała się kolejność poszczególnych drużyn, a różnice czasowe między nimi powiększały się wraz z upływem dystansu. Zwyciężył „Hetman” Lublin (Marcin Polak – Michał Ładosz i Iwona Podkościelna – Roger Głowacki) w czasie 59 min. 54 s, wyprzedzając o 1 min 31 s „Razem” Poznań (Przemysław Wegner – Piotr Czopek i Marcin Suwart – Robert Kiszka) oraz o 2 min. 8 s „Warmię i Mazury” Olsztyn (Piotr Łożyński – Artur Korc i Piotr Kołodziejczuk – Arkadiusz Szczerbiak).

Przez następne trzy tygodnie bazą treningową kadry kolarskiej był ośrodek „Absolwent” w Zieleńcu, prowadzony przez Panią Marię Zaczyk. Życzliwość gospodarzy, znakomite warunki zakwaterowania i wyżywienia, walory klimatyczne oraz świetne trasy treningowe w okolicach Zieleńca stanowią od lat fundament, na którym kolarze „Olimpu” budują formę podczas zgrupowań przed najważniejszymi imprezami sezonu. W trakcie tegorocznego obozu, oprócz treningów, kadrowicze mieli w planie także udział w wyścigach. 27 lipca ekipa „Olimpu” wystartowała w Klasyku Kłodzkim, którego trasy prowadzą przez wszystkie najwyższe góry w okolicy. Anna Harkowska wygrała w kategorii kobiet dystans Mini (75 km), jadące poza konkursem tandemy Przemysław Wegner – Piotr Czopek i Iwona Podkościelna – Roger Głowacki poradziły sobie z dystansem Mega (125 km), natomiast Marcin Polak – Michał Ładosz znaleźli się w gronie śmiałków, którzy ukończyli dystans Giga (175 km). Na zakończenie zgrupowania kadrowicze skonfrontowali swoją formę z krajową konkurencją, walcząc o Puchar Starosty Kłodzkiego na trasach XIII Ogólnopolskiego Wyścigu w Kolarstwie Tandemowym Niewidomych i Słabowidzących po Ziemi Kłodzkiej. I etap, będący jednocześnie górskimi mistrzostwami Polski w jeździe na czas, rozegrany został na 6-kilometrowym podjeździe na trasie Duszniki Zdrój – Zieleniec i zakończył się następującymi wynikami:

Kobiety  

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek ( „Hetman” Lublin)

2. Marta Pekar – Magdalena Przeworska („Warmia i Mazury” Olsztyn),

3. Grażyna Wydrych – Bogumiła Brzęczek(„Sudety” Kłodzko)

Mężczyźni

1. Marcin Polak – Michał Ładosz („Hetman” Lublin)

2. Przemysław Wegner – Piotr Czopek („Razem” Poznań)

3. Piotr Kołodziejczuk – Artur Korc („Warmia i Mazury” Olsztyn)

Ani II etap, rozegrany na morderczej górskiej trasie Jaszkowa Górna – Drożków – Rogówek – Jaszkowa Górna (55 km dla kobiet i 77 km dla mężczyzn), ani szybkie kryterium po ulicach Kłodzka nie spowodowały zmian w czołówce wyścigu i kolejność w klasyfikacji końcowej pozostała taka sama jak po czasówce.

Przed kolarzami „Olimpu” najważniejszy tegoroczny start – mistrzostwa świata w kanadyjskim miasteczku Baie-Comeau.  

Skład reprezentacji na mistrzostwa świata:

Anna Harkowska (C5) oraz tandemy: Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek, Marcin Polak – Michał Ładosz, Piotr Kołodziejczuk – Artur Korc i Przemysław Wegner – Piotr Czopek.

Jest to silna i dobrze przygotowana grupa, która ma szansę na podtrzymanie medalowej passy polskich kolarzy, trwającej od 2005 roku. Trzeba jednak podkreślić, że zdobywanie czołowych lokat w dyscyplinach paraolimpijskich jest z roku na rok coraz trudniejsze. Miejmy nadzieję, że nasi zawodnicy ponownie okażą się artystami, którzy potrafią tej sztuki dokonać.

Mirosław Jurek 

 

Na początek

 

showdown

 

Drużynówka na Litwie 

W przepięknych i historycznych Trokach pod Wilnem w dniach 12-14.07.2013 r. odbył się międzynarodowy drużynowy turniej showdown. Miejscem rozgrywek stał się elegancki kompleks hotelowo-sportowy. Spotkanie było ostatnim sprawdzianem przed wyjazdem na sierpniowe MŚ w Słowenii.

 Czekała na nas przemiła atmosfera i doskonałe warunki zakwaterowania. Do rozgrywek stanęło łącznie osiem drużyn z: Finlandii, Francji, Łotwy, Polski i po dwie grupy z Niemiec i Litwy. Nasz kraj reprezentowali: Elżbieta Mielczarek, Adrian Słoninka i Łukasz Byczkowski z klubu „Sprint” Wrocław. Turniej rozgrywany był na dwóch stołach produkcji litewskiej, różniących się znacząco od najczęściej spotykanych w Europie stołów z Czech. Wymiary oczywiście są takie same, ale użyte do budowy materiały powodują, że na stole gra się szybciej lub wolniej, a od sztywności band zależy wielość wariantów uderzeń. Własne stoły to zawsze element sprzyjający gospodarzom. Nasi zawodnicy pojechali bardzo zmotywowani na ten turniej. Mieli za zadanie wprowadzić do gry poznane ostatnio zagrania i pokazać trenerowi kadry przemyślaną grę taktyczną.

W ciągu dwóch dni każda drużyna rozegrała siedem trudnych i wyczerpujących spotkań. Drużyna składa się z trzech zawodników w mieszanym składzie. Gra toczy się do uzyskania 31 punków, z przewagą dwóch nad przeciwnikiem. Każdy zawodnik odbiera trzy serwy i trzy razy serwuje, po czym następuje zmiana. Dlatego trudnością jest to, że nie można „nauczyć się” swojego przeciwnika, bo jest stosunkowo mało czasu na wyczucie jego słabości. W grze drużynowej trzeba od początku grać na sto procent swoich umiejętności. Można, a nawet należy poznawać rywala, nawet gdy się w danym momencie nie gra, słuchając jego zagrywek (wszyscy zawodnicy, począwszy od rozgrzewki aż do końca meczu, muszą mieć zasłonięte oczy).

Zawody rozpoczęliśmy pewnym zwycięstwem nad drugą drużyną z Litwy. Następny mecz graliśmy z Litwą I i niestety ulegliśmy im nieznacznie. Jak się okazało, była to jedyna nasza porażka w całym turnieju! Potem pokonaliśmy Łotwę i, o dziwo, Finlandię. Finowie wystąpili w składzie: dwie bardzo dobre zawodniczki z pierwszej czwórki w Europie i nieznany mężczyzna. Baliśmy się tego meczu bardzo, ale przeprawa nie była ciężka. Wygraliśmy, choć w końcówce było już nerwowo, bo straciliśmy dużą przewagę punktową. Po pierwszym dniu na czele tabeli znalazły się trzy mocne ekipy: Litwa, Niemcy I i Polska. Drugiego dnia zostały nam mecze z dwiema drużynami z Niemiec i Francją. Francuzi, choć w nie najsilniejszym składzie, wygrali pierwszego dnia z Finlandią i dali sygnał, że też chcą powalczyć o miejsca medalowe. Na szczęście nie taki diabeł straszny, jak go malują. Francuzi nie nawiązali z nami równej gry, o czym świadczy wynik 31:14. Kolejny mecz graliśmy przeciwko drugiej drużynie z Niemiec i też go wygraliśmy. Przed ostatnią kolejką sytuacja była następująca: Litwa I bez porażki, Niemcy I jedna przegrana i Polska – jedna porażka. Teoretycznie Litwini mieli już zapewnione zwycięstwo, ale chyba się zbyt rozluźnili, bo przegrali po zaciętym pojedynku z Finlandią. Trener Finów nie krył zadowolenia, oznajmiając, że Hanna Vilmi – mistrzyni Europy z 2012 roku – wróciła do formy po operacji i przymusowej przerwie w treningach. Ostatni mecz Polska – Niemcy 1 toczył się o drugie miejsce. Naprzeciwko naszych zawodników stanęli: wicemistrzyni Europy 2012 Antje Samoray, Tomas Giese i Andrea Vulprecht. Mecz taktycznie rozegrany został bardzo dobrze. Dziesięciopunktowa przewaga jest zasługą przede wszystkim Łukasza Byczkowskiego. Potwierdził on tym samym swoją wysoką formę
w ostatnim czasie i zapewnił sobie miejsce na MŚ w Słowenii. Pozostali nasi zawodnicy wytypowani na tę najważniejszą imprezę w 2013 roku to: Ela Mielczarek, Adrian Słonika ze „Sprintu” Wrocław oraz Aleksandra Chrzanowska i Patryk Iks z „Łuczniczki” Bydgoszcz. Trzymajcie za nich kciuki! 

 

III Międzynarodowy Drużynowy Turniej Showdown

12-14.07.2013 r., Troki

1. Litwa I

2. Polska

3. Niemcy I

Lubomir Prask

 

Na początek

 

bowling

 

Nowa formuła mistrzostw 

 Tegoroczne mistrzostwa Polski w bowlingu, rozegrane w dniach 26–29 czerwca we Wrocławiu, odbyły się w zmienionej już rzeczywistości prawnej, jak też na nowych zasadach organizacyjnych. Tym razem, inaczej jak w latach ubiegłych, nie patronowało im Stowarzyszenie „Cross”, lecz  nowo wybrany zarząd Sekcji Kręglarstwa Niepełnosprawnych Polskiego Związku Kręglarskiego pod przewodnictwem Czesławy Koniecznej.

 Innowacją było połączenie zmagań półfinałowych z finałem, co było możliwe dzięki dwudziestu czterem torom kręgielni Sky Bowling. Cała runda eliminacyjna odbyła się jednego dnia, tj. w czwartek 27 czerwca. Tak duży obiekt gwarantował szybkie przejście przez eliminacje 114 zawodnikom z dysfunkcją wzroku. Start 60 finalistów można było przeprowadzić w zaledwie dwóch blokach już następnego dnia.  

Ze względu na wagę tych zmagań, podnoszoną jeszcze zbliżającymi się mistrzostwami Europy w Pradze, zawodnicy starali się jak najlepiej przygotować do startu. Przesłany przez kapitana sportowego Adriana Hibnera wykres smarowania przewidywanego na mistrzostwa umożliwiał prowadzenie treningów w warunkach zbliżonych do tych, w jakich przyjdzie grać. Tempo przygotowań w klubach znacznie przyśpieszyło w czerwcu, po zakończeniu rywalizacji w kręglach klasycznych, a bowlingowe treningi ruszyły pełną parą. Tory kręgielni w Sky Tower już czekały.

Wrocławska rozgrywka potwierdziła dobrą formę zawodników, bo aż dziewięć osób w finale przekroczyło granicę 1000 punktów. Co ciekawe, tym razem pokonanie tej bariery nie gwarantowało miejsca na podium, ponieważ uzyskiwano wyniki nawet ponad 1100 punktów. Nie bez znaczenia był też sposób smarowania toru, sprzyjający dobrym wynikom. Mistrzostwa Polski po raz kolejny pokazały, iż przygotowanie techniczne to jedno, a odporność psychiczna w tak wysokiej stawce to drugie. Niektóre osoby, osiągające świetne rezultaty w niedawnych turniejach, nie dawały sobie rady, kiedy przyszło grać w najważniejszym starcie. Bowling jest dyscypliną „chimeryczną” i nierzadko dobry początek kończy się klęską i odwrotnie. Początkowe niepowodzenia nie zniechęciły mistrzyni Polski w kat. B2 Jadwigi Szuszkiewicz. Zdobycie w pierwszej turze jedynie 118 punktów nie zachęcało do dalszej walki, tym bardziej że jej bezpośrednia rywalka – Janina Szymańska – uzyskała wynik 148 p. Kolejne gry to już szybki marsz w górę. Dogłębna analiza błędów z asystentem Adamem Błaszczakiem, zmiana ustawienia i zwiększenie rotacji kuli dały rezultaty. Ostatecznie oddaliła się od rywalek o ponad 100 punktów, zdobywając pierwsze miejsce, a zarazem ustanawiając dwa rekordy: z sumy gier – 988 p. oraz za najlepszą grę pojedynczą – 200 p.

W kat. B1 uzyskano wyniki na dobrym poziomie bez większych niespodzianek. Mariola Maćkowiak („Łuczniczka” Bydgoszcz – 781 p.) znowu pobiła mężczyzn. Świetnie zagrali zawodnicy kat. B3, a zwłaszcza panowie. Ze słów sędziego głównego Mariusza Musialika – przewodniczącego Sekcji Bowlingu Sportowego PZKręgl. wynikało, iż takim poziomem nie powstydziliby się zawodnicy bez ograniczeń wzrokowych grający w najwyższej kategorii A. Drobniutka Izabela Walczak – tym razem w barwach „Omegi” Łódź – jako jedyna kobieta zdobyła ponad 1000 p. Wśród mężczyzn w kat. B2 hegemonię Mieczysława Kontrymowicza złamał Stanisław Poświatowski (1104 p.) z klubu „Jaćwing” Suwałki. Z Suwałk pochodzi również obecny mistrz Polski w kat. B3 Dariusz Chałecki (1168 p.). Zawodnicy tego klubu, choć mało znani w naszym środowisku, to jednak nie nowicjusze. Niektórzy z nich mają w tej dziedzinie spore doświadczenie, grali w bowling już wcześniej, zanim pojawiły się ich problemy ze wzrokiem.

Zakończone już ósme mistrzostwa, choć pierwsze w ramach PZKręgl., miały wybitnie sportowy charakter i pomimo ostrej rywalizacji bardzo dobrą atmosferę. Pragmatyzm sędziego głównego i umiejętność mediacji sędziego technicznego Przemysława Antuszewicza wzajemnie się dopełniały. Obyło się bez protestów. Wszyscy uczestnicy, jak i kibice na bieżąco otrzymywali pełną informację o przebiegu całej imprezy. Miłym gestem było wręczenie, oprócz medali, dyplomów i okazałych pucharów, a także upominków ufundowanych przez prezydenta Wrocławia. Szczególnie ucieszyły zwycięzców cenne nagrody od firmy Gemax z Bolesławca w postaci kul bowlingowych.

Indywidualne mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w bowlingu

26-29.06.2013 r., Wrocław

Kobiety  

B1

1. Mariola Maćkowiak  („Łuczniczka” Bydgoszcz) 781 p.

2. Karolina Rzepa („Łuczniczka” Bydgoszcz)  593 p.

3. Jolanta Nowacka            („Cross Opole”) 527 p.

B2

1. Jadwiga Szuszkiewicz („Pionek” Włocławek) 988 p.

2. Danuta Odulińska („Morena” Iława) 872 p.

3. Janina Szymańska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 868 p.

B3

1. Izabela Walczak („Omega” Łódź) 1018 p.

2. Aneta Łukasik („Karolinka” Chorzów) 927 p.

3. Honorata Borawa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 925 p.

Mężczyźni

B1

1. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 764 p.

2. Piotr Dudek („Pionek” Włocławek) 709 p.

3. Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 669 p.

B2

1. Stanisław Poświatowski           („Jaćwing” Suwałki) 1104 p.

2. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1030 p.

3. Dominik Czyż („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1013 p.

B3

1. Dariusz Chałecki („Jaćwing” Suwałki) 1168 p.

2. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) 1161 p.

3. Grzegorz Kanikuła („Hetman” Lublin) 1151 p.

W dniu 9 lipca 2013 r. trener kadry bowlingowej Witold Pankau zrezygnował z pełnienia dotychczasowej funkcji.
W imieniu zawodników oraz przedstawicieli Stowarzyszenie „Cross” składamy podziękowania za cztery lata ciężkiej pracy.

Piotr Dudek 

Na początek

 

żeglarstwo

 

Halsem na wakacje

Czy na Mazurach można spędzić udane wakacje? Czy aby mieć wspomnienia, które przykują uwagę słuchacza, trzeba wyjeżdżać setki kilometrów od Polski? Czy zmienna pogoda może być atutem? Czy za nieduże pieniądze da się w ogóle przeżyć coś ekscytującego? Na te pytania twierdząco odpowiedziała kolejna grupa żeglarzy wypoczywająca nad Jeziorakiem. Co istotne, taką odpowiedź słychać niezmiennie prawie od ćwierćwiecza.

Zaprawieni na różnych obozach turyści, którzy „z niejednej studni wodę pili i chleby różne jadali”, udowadniają, że każda sytuacja może być początkiem czegoś fajnego. Dobra pogoda? Ona zawsze dopisuje. Tylko czasami jest taka, że lepiej żeglować, a czasami wspominać, jak się żeglowało. Wtedy nieco podkoloryzowane sytuacje z roku na rok stają się coraz śmieszniejsze, a błahe zdarzenia nabierają dramaturgii. Przechyły stają się coraz większe, fały bardziej wrzynają w ręce. Doświadczeniami, które mogą stać się kanwą książki sensacyjnej, zarówno w zaciszu pokoi, jak i przy ogniskach, dzielił się i komandor obozu – Stanisław Piasek – i inni uczestnicy. O bardzo ekscytujących czasach, częściowo ukazanych we wzorowanym na westernie filmie „Wilcze echa”, spędzonych na wschodniej granicy w Bieszczadach, opowiadał Ryszard Wółczyński. Każdy zresztą w trakcie obozu znalazł miejsce i czas, aby pokazać swoje pasje i umiejętności lub coś ciekawego opowiedzieć.

Tylko jednego dnia podczas całego turnusu bezpieczne pływanie nie było możliwe i nie żeglowano. Raz, i to w równym stopniu w celach szkoleniowych, jak i bezpieczeństwa, refowano żagle (przez specjalne związywanie zmniejsza się ich powierzchnię). Pływano przy słabym wietrze lub na „diesel grotach” (silnikach), gdy go całkiem zabrakło. Rekreacyjnie, głównie aby pokazać młodym adeptom, na czym polegają przechyły, o których jest tyle mowy w żeglarskich piosenkach, pływano „z fasonem”, tak że dziewczyny aż piszczały. Nikogo to na szczęście nie przestraszyło. Wręcz przeciwnie − nowi uczestnicy: Małgosia Chociszewska czy Michał Wojciechowski – zapałali jeszcze większą chęcią do sterowania. Nabywanie umiejętności przez nowicjuszy i doskonalenie formy przez innych, bez walki o ster czy obrażania się, że pełni się mniej eksponowaną funkcję na pokładzie, jest możliwe dzięki dojrzałości załogantów i uznawaniu autorytetów. Ci, którzy w swoim CV mają niejeden rejs, odnoszą sukcesy podczas regat i zdobywają większe doświadczenie, bez żalu przyjmując rolę wykwalifikowanego członka załogi. Nie wykazują „parcia na ster”, postawy „ja wiem lepiej”. No, może z wyjątkiem kapitanów jachtów.

Zarówno w trakcie regat, jak i podczas przygotowania do nich pływano z mocnym zacięciem sportowym. Z sukcesem żeglowano nawet po wioślarskim torze regatowym, co ze względu na liny, boje i wieże znacznie podniosło poziom trudności i było dobrym sprawdzianem zgrania załogi. Na innych akwenach przy zwrotach wyciskano z łodzi i szotmenów siódme poty, tak aby podczas ich wykonywania nie tylko nie tracić czasu, miejsca i szybkości, ale jeszcze zyskać nad konkurencją. W trakcie poszczególnych rejsów odwiedzano najbardziej atrakcyjne miejsca na jeziorze. Swoją obecność grupa siedmiu jachtów oznajmiała śpiewami i graniem na instrumentach. Do weteranów grania obozowego, wśród których najdłuższy 8-letni żeglarski staż ma Henryk Kulig, dołączyły nowe osoby. Śpiewem czas umilała Anna Bisińska, zaś Robert Kopczyński wykorzystał nareszcie umiejętność gry na gitarze wyniesioną ze szkoły muzycznej i dzielnie wspierał szantymena i kapitana jachtu „Bugs” Cezarego Królika.

Uczestnicy w pełni wykorzystali możliwości stwarzane przez miejsca, w których obozowali. W Iławie chętni mogli poplażować, a w trakcie chłodniejszych dni pływać w basenie. Wieczorami, gdy nie było ogniska, można było uczestniczyć w imprezach miejskich, szlifować umiejętności w kręgielni albo spróbować swoich sił na strzelnicy, zapoznając się z symulatorem strzeleckim.

W Siemianach, ku uciesze licznie zgromadzonych gapiów, chętni mieli możliwość zmierzenia się z deską surfingową. Przy braku odpowiedniej fali najlepsi i najbardziej wytrwali skonfrontowali swoje umiejętności, bezpiecznie pływając na sznurze za jachtem. Odważni sprawdzili się w konkursie karaoke. Nie zabrakło też oczywiście tradycyjnych dla tego rejonu atrakcji: wędrówki po okolicy szlakiem najczystszych jezior, popisów kulinarnych podczas wacht w kuchni, no i − rzecz jasna − regat.

Droga do regat nie była łatwa. Uczestnicy w pocie czoła, pod bacznym okiem hospitującego zajęcia komandora, szkolili się co najmniej dwa razy dziennie. W ramach X Regat o Puchar Wójta Gminny Iława rozegrano trzy biegi. Pierwszy z nich , a zarazem najdłuższy, był równocześnie biegiem memoriałowym na cześć pamięci Adama Ćwikły. Adam dla wielu pozostał niezrównanym gitarzystą i bardem. Tworzył niepowtarzalny klimat ognisk. Wielokrotnie uczestniczył w obozach kajakarskich i żeglarskich. Wspaniale opowiadał o chwilach spędzonych na morzu. W memoriale sterować mógł każdy uczestnik obozu. Wygrała załoga „Bugsa” sterowanego przez Elżbietę Ekiert, pod czujnym okiem kapitana jachtu Cezarego Królika. Nagrodami były ufundowane przez firmę Jaqs Batti kosmetyki i puchary. W pozostałych dwóch biegach sterować mogły wyłącznie osoby posiadające orzeczenie o niepełnosprawności wzroku. Po trzech biegach okazało się, że na pierwszym miejscu są dwie załogi. Zarówno „Bugs”, jak i „Amant” zgromadziły po 5 punktów. Aby wyłonić zwycięzcę, skorzystano z zapisu regulaminowego, który mówi, że przy równej ilości punktów wyższe miejsce zajmuje zdobywca większej ilości pierwszych miejsc. Ostatecznie, z dwoma zwycięstwami etapowymi, wygrał „Amant” sterowany przez Annę Miętus, z kapitanem Bogdanem Balewskim i załogą w składzie: Aleksandra Błaszczak, Grzegorz Bzowski, Łukasz Machowski, Bronisław Majkowski. Drugi był „Bugs”, dowodzony wspólnie przez sternika Elżbietę Ekiert i kapitana Cezarego Królika, z załogą: Tadeusz Ekiert, Małgorzata Czeszewska, Jerzy Czeszewski, Zdzisław Rydzyński. Trzecie miejsce zajął „Junior” sterowany przez Bogdana Karpińskiego pod okiem Wojciecha Kopczyńskiego, wraz z załogą w składzie: Ryszard Wółczyński, Henryk Kulig, Robert Kopczyński, Karolina Karpińska. Pamiątkowe statuetki i puchary wręczał osobiście fundator – wójt gminy Krzysztof Harmaciński, dla którego były to bardzo ważne, choć nie jedyne zawody osób niepełnosprawnych, jakie odbywają się na podległym mu akwenie.

Organizatorów cieszy to niesłabnące zainteresowanie, tym bardziej że imprez żeglarskich, począwszy od wód śródlądowych, na morzach i oceanach kończąc, nie brakuje. Cieszą sympatycy, którzy nie mogąc być na całym obozie, wykazują się determinacją i przyjeżdżają choćby na weekend. Obóz spełnia postawione przed nim cele i oczekiwania uczestników, a osoby przedłużające sobie wypoczynek o kilka dni (prawie cała załoga Oli Parzelskiej) czy Edyta Kacberuk, Anna Miętus i Roksana Janus, które chcą kontynuować szkolenie i zdobywać kolejne stopnie, są tego najlepszym dowodem.

Wojciech Kopczyński

 

Na początek

 

kajakarstwo

 

Wiosłowanie po puchary

 Dziś – w czasach, kiedy szybkość i komfort podróżowania mają największe znaczenie, a czas spędzony na odprawach, przelotach i jeździe uważany jest za stracony, powolne spływy kajakowe, odbywane o własnych siłach, bez przymusu dotarcia do określonego punktu, nabierają niezwykłego wymiaru. Zarówno zwolennicy pływania po rzekach, jak i miłośnicy wód stojących swoją tegoroczną letnią przygodę rozpoczęli w Siemianach na Pojezierzu Iławskim. Był to jedyny ogólnopolski spływ Stowarzyszenia „Cross” i zgromadził rekordową trzydziestopięcioosobową obsadę.  

Dla części uczestników – Mieczysława Kaciotysa, Jadwigi Szuszkiewicz czy Piotra Dudka – była to możliwość odświeżenia wspomnień, dla większości jednak – pierwsza okazja do odkrywania i poznawania nowych miejsc z wiosłem w rękach. Szczególnie cieszy duży udział młodzieży. Dzięki jej entuzjazmowi szczycąca się wieloletnią tradycją idea kajakowania osób z dysfunkcją wzroku ma się dobrze.

Atrakcyjnie ukształtowany teren wokół najdłuższego w Polsce jeziora (Jeziorak – 27,5 km), z malowniczo wkomponowanymi wyspami, zachęcał do różnorodnych wypraw. Codziennie, schodząc po skarpie widokowej na plażę do kajaków, uczestnicy spływu w zasięgu ręki mieli osiem większych lub mniejszych wysp i kilka tras do wyboru. W Siemianach akwen ma parę odgałęzień i każde z nich kajakarze spenetrowali. Część szlaków obejmują strefy ciszy lub rezerwaty przyrody, więc określenie „odpoczynek na łonie natury” było jak najbardziej właściwe.

Dłuższe niż w latach ubiegłych wypady były możliwe dzięki nowym lekkim poliestrowym kajakom. Ważące tylko trzydzieści dwa kilogramy, napędzane ergonomicznie wyprofilowanymi wiosłami, pozwalały płynąć szybko. Mniejsze obciążenie, i to bez zakwasów, przekładało się na większą przyjemność z podróżowania. Uczestnikom nie przeszkadzał w tym nawet brak sterów. Kolorowa kawalkada zielono- i czerwono-żółtych kajaków odwiedziła Jezioro Płaskie, by odpocząć na polu biwakowym Krupówki. Była w Zatoce Kraga na Chmielówce. Tu swój początek ma Kanał Iławsko-Ostródzki, na który, w związku z remontem Kanału Elbląskiego, wróciła regularna żegluga pasażerska. Dzięki wizycie w Matytach, oddalonych o sześć kilometrów od Siemian, wszyscy mogą pochwalić się przepłynięciem całego jeziora zarówno wzdłuż, jak i wszerz. Zdobyte zostały największe wyspy: Lipowiec, Bukowiec, Zielona i Gierczaki.

W trakcie całego turnusu panowała śródziemnomorska pogoda z rekordowymi temperaturami 36-380C w cieniu. Miłośnicy kąpieli chłodzili się w wodzie prawie przy każdym dłuższym postoju. Krystyna Matyjewicz z dziecinną łatwością udowadniała, że na wodzie można leżeć jak na ziemi. Dodatkową opiekę, wraz z ratownikiem, nad pływającymi sprawował Grzegorz Pietrakiewicz. Amatorów fotografii szczególnie kusiły malownicze widoki na tzw. Hawajach. Jest to bardzo płytka, osłonięta od wiatru część wyspy Zielonej.

Podróżowanie w różne miejsca owocowało dodatkowymi atrakcjami. Pokazy karate, krótki kurs samoobrony, atlas ćwiczeń rozciągających zaoferowała kajakarzom miejscowość Wieprz. Zaprawieni chodziarze, którzy w poszukiwaniu krystalicznie czystych kąpielisk bez zmrużenia oka przez kilka kolejnych dni pokonywali po sześć kilometrów, nad jeziorem Urowiec mieli możliwość zobaczenia z bliska, jak wygląda sprzęt do nurkowania. Miłośnicy tego sportu chętnie wyjaśniali, na czym on polega, demonstrowali działanie suchego kombinezonu, reduktorów, pokazywali osprzęt osobisty. Nie każda dłuższa wycieczka nad jezioro mogła odbywać się wyłącznie szlakiem wodnym. Jezioro Jasne skrywało swe tajemnice na głębokości aż dziesięciu metrów i tylko z oddali prezentowało je osobom stojącym na brzegu. Urokliwe oczko wodne z otaczającym je terenem stanowi bowiem obszar rezerwatu przyrody.

Większe zużycie energii dwukrotnie rekompensowane było grillowaną karkówką, a na życzenie starszych bywalców, nierozerwalnie związanych z Iławą… plackami ziemniaczanymi, smażonymi na patelni powieszonej nad ogniskiem.

Program dnia układany był tak, aby z jednej strony zapewnić wszystkim dużo atrakcji, z drugiej zaś przygotować do zawodów. Ci, którym po dłuższych odcinkach (np. do Iławy – 21 km) nie starczało sił, odpoczywali. Inni realizowali konkretne zadania treningowe. Po raz pierwszy nowo wybudowany w Iławie tor regatowy gościł kajakarzy. Zawsze istniała możliwość doskonalenia techniki samodzielnie lub z instruktorem, co częściej od innych robił Łukasz Żelichowski. Tych, którzy go znają, wcale to nie dziwi. Zdobywca szczytów: Elbrus (Kaukaz), Aconagua (Ameryka Południowa), nurek, a zarazem śpiewak i poliglota przejawiał duże zainteresowanie nowym sportem i miał energię, aby je zaspokajać.

Obóz zakończył się czternastymi już ogólnopolskimi regatami kajakarskimi. W zamierzchłej przeszłości dwukrotnie rywalizowano o Puchar Prezesa Stowarzyszenia „Cross”. Potem jedenaście razy odbyły się jako mistrzostwa Polski. W bieżącym roku imprezie groziło przerwanie ciągłości, ale historia startów na szczęście nie została przerwana: udało się zorganizować Ogólnopolskie Regaty Kajakowe Osób Niewidomych i Słabowidzących o Puchar Burmistrza Miasta Lubawa.

Rywalizacja toczyła się w osadach klubowych. Wystartowało czterdziestu uczestników z ośmiu klubów. Większość zawodników stanowili uczestnicy obozu, jednak pojawiły się również osoby z zewnątrz. Rozegrano finały w konkurencjach kobiet, mężczyzn i mixtów. Siłą rzeczy prowadzono tylko klasyfikację indywidualną, rezygnując z klasyfikacji klubowej. Puchary medalistom wręczał burmistrz Lubawy Stanisław Kieruzel, który zachęcając do przyjazdu w przyszłym roku, nie krył zadowolenia ze współuczestnictwa w organizacji tej imprezy.

 

Ogólnopolskie Regaty Kajakowe Osób Niewidomych i Słabowidzących

o Puchar Burmistrza Miasta Lubawa

17.08.2013 r. 

Kobiety

1. Celina Żak, Jolanta Kopczyńska

2. Regina Szczypiorska, Małgorzata Kasprzycka

3. Patrycja Szuszkiewicz, Jadwiga Szuszkiewicz

Mężczyźni

1. Jan Smoła, Janusz Jeleń

2. Michał Kowalski, Grzegorz Cis

3. Władysław Szymański, Grzegorz Pietrakiewicz

Miksty

1. Krystyna Matyjewicz, Marek Mikulski

2. Małgorzata Kasprzycka, Janusz Jeleń

3. Maria Kieloch, Jan Smoła 

Wojciech Kopczyński

 

Na początek

 

wiadomości

 

Kręgle

Kolejny w tym roku turniej kręglarski odbył się w dniach 7-10 sierpnia w jednej z malowniczych dzielnic Pucka. Uczestników zawodów gościł ośrodek „Delfin”, położony w atrakcyjnej części miasta, w strefie ochronnej krajobrazu zabytkowego. W bezpośrednim sąsiedztwie ośrodka znajduje się port jachtowy oraz bogaty kompleks sportowy z halą, kręgielnią, strzelnicą, stadionem lekkoatletycznym i boiskiem piłkarskim. Pani Joanna Staliś, prezes klubu „Atut” Nysa i koordynator zawodów, tak wybrała lokalizację i termin turnieju, by umożliwić zawodnikom połączenie uczestnictwa w zawodach z wypoczynkiem i plażowaniem. Obsługa zawodów, w tym pełny serwis startowy, została zapewniona dzięki uprzejmości i współpracy z Fundacją Rozwoju Kultury Fizycznej z Warszawy i panem Eugeniuszem Bernatem, sędzią zawodów. W turnieju wzięło udział 68 zawodników, którzy rozstrzygnęli rywalizację w 18 blokach startowych. Rozgrywki przebiegły sprawnie, bez żadnych zakłóceń.

Kręgielnia w Pucku ma swój charakter. Nawierzchnie torów o starszej konstrukcji wymuszają silne rzuty. Rzucona wolniej kula, zwłaszcza z boczną rotacją, zmienia kierunek przed kręglami, a nawet wpada do rynny. Dzieje się tak często z kulami zawodniczek i zawodników grających oburącz. Uzyskane wyniki potwierdzają tę tezę. Mężczyźni, zwłaszcza w kategoriach B2 i B3, zagrali na swoim poziomie. Triumfował Zbigniew Strzelecki z „Karolinki” Chorzów, który jako jedyny zebrał więcej niż 700 p., natomiast żadna z kobiet nie przekroczyła 600 p. Pewną sensacją zawodów była wygrana Władysława Wakulińskiego („Łuczniczka” Bydgoszcz) z aktualnym mistrzem Europy Mieczysławem Kontrymowiczem („Warmia i Mazury” Olsztyn), jak również zwycięstwo Marii Kieloch („Morena” Iława) z Anną Barwińską („Omega” Łódź) – srebrną medalistką ME. Nie zachwycają również wyniki pań z kategorii B1, gdyż do zwycięstwa Mieczysławy Stępniewskiej („Omega” Łódź) wystarczyło 376 zbitych kręgli. Mocne rzuty nie zawiodły natomiast naszego aktualnego mistrza Europy – Zdzisława Kozieja z „Hetmana” Lublin. Jego wynik 573 p. w kategorii B1 mówi sam za siebie.

Zgodnie z tradycją crossowskich turniejów, po wręczeniu pucharów i nagród imprezę zwieńczyła uroczysta kolacja.

Zakup pucharów sponsorował Urząd Marszałkowski Województwa Opolskiego, który kolejny już raz objął patronatem sportową rywalizację niewidomych i słabowidzących kręglarzy. Sponsorem był także klub sportowy „Zatoka” Puck, zaś nagrody do 5. miejsca zakupił klub „Atut” Nysa. Niewątpliwy sukces imprezy zapewne każe wpisać ją na stałe do kalendarza kręglarskiego i spowoduje jeszcze większą frekwencję w przyszłe wakacje.

Piotr Dudek  

Turniej kręglarski

7-10 sierpnia 2013 r., Puck

Kobiety  

B1

1. Mieczysława Stępniewska („Omega” Łódź) 376 p.

2. Karolina Rzepa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 358 p.

3. Regina Szczypiorska („Morena” Iława) 322 p.

B2

1. Maria Kieloch („Morena” Iława) 583 p.

2. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 581 p.

3. Aleksandra Jarząb („Tęcza” Poznań) 527 p.

B3

1. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) 568 p.

2. Jolanta Krok-Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 558 p.

3. Honorata Borawa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 528 p.

Mężczyźni

B1

1. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 573 p.

2. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 424 p.

3. Franciszek Kała („Jutrzenka” Częstochowa) 301 p.

B2

1. Władysław Wakuliński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 664 p.

2. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 659 p.

3. Wojciech Puchacz („Atut” Nysa) 618 p.

B3

1. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) 707 p.

2. Daniel Jarząb („Tęcza” Poznań) 687 p.

3. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 661 p.

 

Biegi

Debiut w Lyonie

Zawodnik Stowarzyszenia „Cross”, Patryk Łukaszewski (klubSyrenka” Warszawa), zajął 7. miejsce w finałowym biegu na 1500 metrów podczas tegorocznych mistrzostw świata w lipcu we francuskim Lyonie. Biegacz przygotowywał się do startu na dłuższych dystansach (5 lub 10 km), jednak został zakwalifikowany do biegu na 1500 m w kat T13. Zdobyte doświadczenia z pewnością zaprocentują w następnych zawodach.

Z Opinogóry do Ciechanowa

Podczas XXXIII Ciechanowskiej Piętnastki niewidomi i słabowidzący biegacze rywalizowali o miejsca na podium w swoich kategoriach w mistrzostwach Stowarzyszenia „Cross” w biegu ulicznym na 15 km. Pogoda w dniu zawodów sprzyjała zawodnikom – było słonecznie, ale nie za gorąco i wiatr nie przeszkadzał biegaczom na trasie. 6 lipca na starcie stanęło 142 zawodników – wszyscy dobiegli do mety. Zwyciężył Maciej Badurek z czasem 52:18. Zawodnik ten powtórzył ubiegłoroczne zwycięstwo.

W grupie niedowidzących pierwsze miejsce zajął Sławomir Jeżowski („Syrenka” Warszawa) z czasem 1:06:13. Drugi był Krzysztof Badowski („Łuczniczka” Bydgoszcz) – czas 1:08:18. Trzecie miejsce przypadło Wojciechowi Debnerowi z Bydgoszczy z czasem 1:08:48. To pierwsze podium tego młodego zawodnika!

W grupie niewidomych bezapelacyjnie po raz kolejny wygrał Zbigniew Świerczyński („Warmia i Mazury” Olsztyn) z czasem 1:12:15. O pozostałe miejsca na podium walczyli dwaj zawodnicy „Syrenki” Warszawa. Tym razem lepszy był Ryszard Sawa – czas 1:24:16. Wyprzedził Grzegorza Powałkę o 2 minuty. Zwycięzcy otrzymali pamiątkowe puchary.

Upalne bieganie w Kodniu

3 sierpnia br. w bardzo trudnych warunkach pogodowych odbył się XIV Bieg Sapiehów. Upalna aura, nasłonecznienie i brak wiatru nie ułatwiały zawodnikom pokonania 15-kilometrowej trasy. Tylko sportowcy dobrze przygotowani do rywalizacji w takich warunkach mogli walczyć o zwycięstwo. Wygrał Białorusin Aleksander Podolski z czasem 48:10.

W biegu wystartowało 192 zawodników, wśród nich kilku biegaczy z warszawskiego klubu „Syrenka”. Chociaż pogoda bardzo dała się we znaki naszym zawodnikom, wszyscy jednak dotarli do mety, pokonując własne słabości. Wiesław Miech uzyskał czas 1:21:05. Pozostali: Grzegorz Powałka, Piotr Jankowski, Maciej Dąbrowski już ze znaczną stratą do zwycięzcy docierali do mety. Organizatorzy starali się ulżyć zawodnikom, organizując na trasie dodatkowe punkty odświeżania i wodę do picia. Sportowe gratulacje za ukończenie tego biegu! 

Mariusz Gołąbek  

 

Szachy

Bocheniec wierny szachom

Początek wakacji od lat kojarzy się młodym szachistom z wysiłkiem umysłowym, poświęconym tej królewskiej grze. Inni uczniowie już korzystali z uroków lata, a oni jeszcze walczyli o tytuł mistrza Polski wśród niewidomych i słabowidzących juniorów.

Tegoroczne mistrzostwa odbywały się od 29 czerwca do 7 lipca w gościnnych progach ośrodka wypoczynkowego „Wierna” w Bocheńcu koło Kielc. Imprezę koordynował Jerzy Hanus, a sędziował arbiter FIDE Leszek Bakalarz.

Niewątpliwym plusem zawodów był udział zauważalnie większej liczby uczestników niż w poprzednich edycjach. To cieszy, że pojawili się zawodnicy z wielu miast i klubów „Crossa”. Swoich reprezentantów miały: „Syrenka” Warszawa, „Nadzieja” Kraków, „Karolinka” Chorzów, „Ikar” Lublin, „Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza, klub z Kielc oraz „Łuczniczka” Bydgoszcz. Mistrzostwa rozegrano w siedmiu rundach w tempie 90 minut na zawodnika. Po zakończeniu ostatniej rundy okazało się, że skład podium niewiele różni się od ubiegłorocznego. Wygrał Adam Czajkowski przed Karolem Urbaniakiem (obaj z „Syrenki” Warszawa), trzecia była Elżbieta Sobótka z „Jutrzenki” Dąbrowa Górnicza. Zwycięzca turnieju reprezentuje Polskę na sierpniowych mistrzostwach Europy niewidomych juniorów w Serbii.

Warto wspomnieć, że po trzech zawodników zdobyło piątą i czwartą kategorię szachową. Chętni uczestnicy mistrzostw mieli też okazję brać udział w wieczornych lekcjach prowadzonych przez Leszka Bakalarza, a w wolnym czasie korzystać z infrastruktury sportowej ośrodka.  

Mistrzostwa Polski juniorów niewidomych w szachach

29.06-7.07.2013 r., Bocheniec

1. Adam Czajkowski 7,0 p.

2. Karol Urbaniak 5,5 p.

3. Elżbieta Sobótka 4,5 p.

4. Rafał Paczuski 4,5 p.

5. Przemysław Siedlanowski 4,0 p.

6. Damian Kniejski 4,0 p.

7. Mateusz Kwiecień 4,0 p.

8. Piotr Pisarski 4,0 p.

9. Piotr Wielebski 3,5 p.

10. Jakub Olejnik 3,5 p.

Adam Baranowski

 

Ołomuniec 2013

W pierwszej połowie sierpnia czołówka szachistów niewidomych i słabowidzących uczestniczyła w międzynarodowym festiwalu szachowym Ołomuńskie Lato Szachowe 2013. Tadeusz Żółtek wziął udział w turnieju seniorów (dla osób urodzonych w 1950 roku i wcześniej), pozostali kadrowicze walczyli w turnieju otwartym. Dla mistrza Polski juniorów, Adama Czajkowskiego z „Syrenki” Warszawa, czeski turniej był ostatnim sprawdzianem przed mistrzostwami świata niewidomych juniorów w Belgradzie.

Najwyższą lokatę uzyskał Tadeusz Żółtek. W turnieju seniorów zajął trzecie miejsce. W openie bardzo dobrze grał Piotr Dukaczewski. Wygrana w ostatniej rundzie dawała mu miejsce w pierwszej szóstce. Niestety, partia ze Stanislavem Jasnym z Czech zakończyła się jego porażką. Piotr musiał zadowolić się 11. miejscem i sporymi zyskami rankingowymi.

 

Turniej seniorów

(28 uczestników – 9 rund)

1. Evgeny Golcman            (Rosja) 7 p.

2. Jurij Worobjow     (Ukraina) 6,5 p.

3. Tadeusz Żółtek 6 p.

 

Turniej otwarty

(139 uczestników – 9 rund)

1. Wojtech Plat (Czechy) 8 p.

2. Konstantin Kozakow (Kazachstan) 7,5 p.

3. Rachim Pasiew (Rosja) 7 p.

...

11. Piotr Dukaczewski 6 p.

16. Rafał Gunajew 6 p.

28. Ryszard Suder 5,5 p.

55. Jacek Stachańczyk 4,5 p.

57. Marek Maćkowiak 4,5 p.

66. Andrzej Migala 4,5 p.

69. Dawid Falkowski 4,5 p.

89. Adam Czajkowski 4 p.

 

Sprostowanie

W czerwcowym numerze „Crossa”, w tabeli wyników tegorocznych mistrzostw Polski kobiet w szachach wystąpił błąd w numeracji wyników. Nie powinno być 2. miejsca, gdyż Pani Teresa Dębowska i Pani Anna Stolarczyk zajęły ex aequo 1. miejsce. Za pomyłkę przepraszamy. 

Redakcja

 

Na początek

 

turystyka

 

Kraj kontrastów

Jak opowiedzieć o kraju, który z jednej strony ma wspaniałą przeszłość – zabytki świadczące o potędze i ogromnym rozwoju cywilizacyjnym, a z drugiej wciąż „słynie” z napawającego przerażeniem niedawnego ludobójstwa, jakiego w latach 1975-79 dopuścił się reżim Pol-Pota? Dziś zabieram Państwa w podróż do Kambodży, graniczącej od zachodu i północy z Tajlandią, od północy z Laosem, od wschodu z Wietnamem, a od południa z Zatoką Syjamską.

Zwiedzanie już tylko dwu obiektów w stolicy kraju, ponad 30 lat po okrutnych zbrodniach – Centrum Ludobójstwa  na terenie pól śmierci Choeung Ek i Muzeum Ludobójstwa Tuol Sleng (tajne więzienie Pol-Pota, utworzone na terenie byłej szkoły) było wstrząsające. Rozmiar tej zbrodni trudno pojąć, dlatego nadal przyćmiewa ona bogatą historię, walory przyrodnicze i niewątpliwie bardzo trudne obecnie warunki życia wielu mieszkańców tego azjatyckiego państwa.  

Trochę historii

Aby spróbować zrozumieć dzisiejszą Kambodżę, musimy cofnąć się w przeszłość. Otóż to niewielkie obecnie państwo to kraj najstarszej cywilizacji na Półwyspie Indochińskim. Najstarsze wzmianki pochodzą z I wieku n.e., a znaleziono je w zapiskach chińskich historyków. Można się z nich dowiedzieć, że pomiędzy Chinami a Indiami istniało bogate państwo o nazwie Funan. Jego strategiczne położenie na szlaku handlowym przyczyniało się do ogólnego rozwoju i wzrostu zamożności mieszkańców. W VI wieku Funan zostało podbite przez sąsiednie, wrogie księstwo Czenla. W 802 roku, pod rządami dynastii angkorskiej, powstało zjednoczone państwo Khmerów, obejmujące dodatkowo tereny dzisiejszej Tajlandii, Wietnamu i Laosu. Nastał wówczas okres największej świetności i rozkwitu. Pamiątką po tych czasach – budzącą dziś powszechny zachwyt i ściągającą rzesze turystów z całego świata − jest kompleks archeologiczny Angkor.

Począwszy od XV wieku, za sprawą Tajów, którzy dokonali podboju imperium khmerskiego (i m.in. przenieśli stolicę z Angkor Thom do Phnom Penh), a następnie Wietnamczyków i Europejczyków, zwłaszcza Francuzów (w 1884 roku Kambodża stała się kolonią francuską, a później została włączona do Indochin Francuskich) – następował powolny upadek znaczenia tego państwa. W latach czterdziestych XX wieku Kambodża była najpierw pod okupacją japońską (1941-45), a następnie tajlandzką (1945-46). W 1949 roku proklamowała niepodległość, a w 1955 została członkiem ONZ.

Powoli zbliżamy się do czasów współczesnych, które wciąż budzą trwogę i każą zadawać pytanie – jak było to możliwe? Otóż w roku 1970, w wyniku zamachu stanu, rządy przejął generał Lon Nol, co z kolei zapoczątkowało wybuch wojny domowej; przeciwko wojskom rządowym wystąpili Czerwoni Khmerzy i zwolennicy obalonego, sprzyjającego komunistom księcia Norodoma Sihanouka. Lata 1975-79 to okres rządów Czerwonych Khmerów, z Pol-Potem na czele – człowiekiem wykształconym, który ukończył studia we Francji. Reżim ten dokonał nieprawdopodobnej rzezi własnego społeczeństwa – śmierć w masowych egzekucjach, na skutek głodu i niewolniczej pracy poniosło około 2 mln osób, inne statystyki podają liczbę ponad 2,5 mln, co stanowiło około 1/3 całego narodu. Zbrodniarze stojący na czele systemu do dziś nie zostali rozliczeni z tej tragicznej przeszłości i nie ponieśli zasłużonej kary.

W 1979 nastąpiła wsparta przez ZSRR interwencja wietnamska, obalająca reżim Czerwonych Khmerów. Po podpisaniu chwiejnych układów pokojowych zmieniono nazwę kraju na Ludowa Republika Kampuczy. W wyniku m.in. mediacji prowadzonych przez przedstawicieli ONZ, w roku 1989 wojska wietnamskie wycofały się z terenu tego wyniszczonego biedą i wojną domową kraju, przeprowadzono wybory parlamentarne. Cztery lata później nastąpiło przywrócenie monarchii konstytucyjnej i zmiana nazwy na Królestwo Kambodży. 

Pierwsze wrażenie

Przekraczając kambodżańską granicę, należy uzbroić się w cierpliwość. Najpierw czekało nas wypełnianie kilku urzędowych druków, a następnie kontrola graniczna, z wnikliwym wertowaniem paszportów i fotografowaniem twarzy. Już na wstępie dały się zauważyć niekorzystne różnice w porównaniu z opuszczoną właśnie Tajlandią: dziurawe, wyboiste drogi, odrapane, od lat nieremontowane domy, znacznie gorzej zaopatrzone sklepy, żebrzące dzieci, wałęsające się psy, a także mniej przyjazne, za to bardziej nastawione na zysk podejście mieszkańców do białych turystów. Jednak po przyjeździe autobusem do dynamicznie rozwijającego się miasta Siem Reap (drugiego pod względem wielkości po stolicy)udało się znaleźć bardzo przyjemne i niedrogie pokoje w guesthousie (4 dolary za nocleg od osoby; waluta kambodżańska to riele – 1 dolar równy jest w przybliżeniu 4 tysiącom rieli; płacić można wszędzie dolarami).

W mieście, podobnie jak w całej Kambodży, da się natychmiast zauważyć mnóstwo kontrastów. Obok bardzo skromnych zakratowanych, parterowych domów, prymitywnych, oplecionych masą przewodów warsztatów i sklepików zbudowanych z falistej blachy, wyrosły okazałe szklane biurowce, nowoczesne hotele, centra bankowe i biznesowe otoczone wypielęgnowanymi ogrodami. W wielu miejscach, nawet w centrum miasta, uwagę zwraca brak chodników. Po nierównych i pełnych dziur ulicach przemykają setki tuk-tuków, rowerów, samochodów i motorów (tymi ostatnimi często przemieszczają się całe rodziny – nierzadko 3-4-osobowe, dodatkowo przewożąc różne wystające przedmioty i towary). Na każdym kroku padają propozycje masażu, przejażdżek tuk-tukiem, jedzenia, zakupów. Przygnębiające wrażenie robią zwłaszcza małe dzieci bawiące się na poboczach ruchliwych dróg, w kałużach i piachu, pozostawione bez jakiejkolwiek opieki. 

Co zwiedzać?

To, co ściąga do Kambodży turystów z całego świata, to w języku Khmerów „święte miasto”  Angkor  – największe starożytne miasto, które w czasach świetności zamieszkiwało około milion osób; potem zostało wchłonięte przez dżunglę, a odkryto je na nowo dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Cały dzień można poświęcić na zwiedzanie kompleksu, zajmującego około 400 km kw. powierzchni, w pobliżu Siem Reap. Tuk-tuki zawiozą nas na miejsce, czyli do bram tego starożytnego miasta. Przy kasach biletowych, gdzie wszystkim kupującym robiono zdjęcia i umieszczano je na bilecie – tłumy. Koszt jednodniowego zwiedzania to 20 dolarów. Dość drogo, ale wrażenia i emocje towarzyszące mu – nieporównywalne z niczym.

 „Ogromne”, „potężne”, „wspaniałe”, „doskonale zachowane”, „uderzająco piękne”, „monumentalne”, „zachwycające”  – takie słowa co chwila wydobywały się z ust na widok wyłaniających się kolejnych budowli – murów, rzeźb, płaskorzeźb, ornamentów, drzew zrośniętych z kamiennymi ścianami. Na terenie tego, wciąż skrywającego liczne tajemnice miasta, odkryto dotychczas ponad 100 świątyń i królewskich pałaców. Za największy obiekt sakralny na świecie (wraz z fosami zajmuje powierzchnię 203 ha) i najwspanialszy zabytek architektury w południowo-wschodniej Azji uważa się świątynię Angkor Wat, którą ówczesny władca poświęcił hinduistycznemu bóstwu Wisznu i sobie, jako równemu bogu. Podobno świątynię tę budowało 55 tysięcy osób przez 37 lat; budowę ukończono w 1150 roku.

Inna spośród wielu świątyń – Bajon, która miała przyćmić swą urodą Angkor Wat − była wznoszona przez ponad 40 lat. Władca, który zadecydował o jej budowie, uważał się z kolei za wcielenie Buddy. Powstało dzieło nieomal doskonałe – z rzeźbami i płaskorzeźbami przedstawiającymi sceny z ówczesnego życia oraz uśmiechami różnych postaci, zaklętymi w kamieniu.

Niestety, Królestwo Angkoru po śmierci twórcy Bajonu zaczęło podupadać. Naukowcy do dziś zastanawiają się, co spowodowało opuszczenie go przez mieszkańców − może brak wody, może napaść wrogów? Przez kolejne stulecia  wspaniałe i potężne miasto powoli zarastała dżungla. Za odkrywcę Angkoru uważa się francuskiego podróżnika Henri Mouhota, który w roku 1860 przez trzy tygodnie przedzierał się przez dżunglę, aż wreszcie dotarł do porośniętej ogromnymi drzewami dawnej stolicy Imperium Khmerów. Wykonał wtedy szkice kilku świątyń. Choć po trzech latach od swego odkrycia zmarł w Laosie, to jednak od tamtego czasu stopniowo zaczęto odbierać siłom przyrody dawną metropolię.

Samo zwiedzanie kompleksu może być dość męczące – ogromne odległości, znaczne różnice wysokości, kamienne nierówne podłoże, do tego sporo turystów, upał i oślepiające słońce – ale z pewnością warto. 

Muzeum min

Wokół Siem Reap jest dużo różnych możliwości spędzenia czasu w interesujący sposób. My zdecydowaliśmy się na odwiedzenie dwóch miejsc. Wynajętymi tuk-tukami dotarliśmy do Muzeum Min (około 15 km od Siem Reap), po drodze mijając bardzo biedne chaty na palach w otoczeniu palm, biegające w gromadkach dzieci, ludzi handlujących owocami i różnymi wyrobami rękodzielniczymi, innych – w pozycji pochylonej i po kolana w wodzie – przy pracy na poletkach ryżowych.

Muzeum utworzył Aki Ra (ur. w 1970 r.), który jako 5-letnie dziecko został odebrany rodzinie przez Czerwonych Khmerów i umieszczony w sierocińcu. Jego rodziców, podobnie jak wielu innych intelektualistów, nauczycieli, przedsiębiorców, spotkał okrutny los – zostali wypędzeni z miasta i zmuszeni do niewolniczej pracy w obozie, a następnie zamordowani jako „wrogowie ludu”. Natomiast mały Aki Ra został przyuczony do podkładania min. Gdy po kilku latach do Kambodży wkroczyli Wietnamczycy, chłopiec  został wcielony do ich armii i zmuszony do walki z dawnymi towarzyszami. Z kolei kiedy pojawiły się siły ONZ, zaciągnął się do nich i jako saper zajął rozminowywaniem pól (często spotykał miny, które sam wcześniej podłożył). Po wycofaniu sił ONZ w ziemi kambodżańskiej nadal znajdowały się nieprzebrane ilości min, które każdego dnia zabijały lub ciężko okaleczały zwłaszcza dzieci, rolników i zwierzęta. Aki Ra nadal, przez 15 lat, w dodatku jako wolontariusz, posługując się jedynie nożem i kijem, oczyszczał pola z min. Dziś też się tym zajmuje, ale ma już pomocników, środki i wykrywacz metalu. Obok muzeum, w którym można oglądać wydobyte przez niego i rozbrojone miny (przyznaje się do ponad 50 tysięcy), jest szkoła, w której uczą się okaleczone dzieci. Po zakończeniu zwiedzania można kupić drobne prace rękodzielnicze – serwetki, obrazki wykonane przez niepełnosprawnych uczniów. Dochód ze sprzedaży przeznaczany jest między innymi na ich rehabilitację i protezy. 

Farma krokodyli

Całe mnóstwo gadów zgromadzonych w jednym miejscu – to robiło wrażenie. Zajmowały dużą przestrzeń otoczoną siatką, do tego były posegregowane w zależności od wieku. Wygrzewały się leniwie na słońcu lub pływały w basenach. Wszędzie w widocznych miejscach wisiały tabliczki zachęcające do kupienia żywego kurczaka lub kaczki i „nakarmienia” nimi krokodyli. Nie było jednak chętnych. Zaraz za ogrodzeniem farmy można w sklepie pooglądać i zakupić różne wyroby ze skóry krokodylej, np. torby, buty, portfele. Pomijając fakt, że nie wolno wywozić takich towarów za granicę, ceny były stanowczo – jak na kieszeń przeciętnego turysty – za wysokie. Ale obejrzeć można było za darmo. 

Phnom Penh

Z Siem Reap jedzie się przez cały dzień autobusem do Phnom Penh – stolicy Kambodży. Droga jest bardzo wyboista, czasem jej w ogóle nie ma, za to można przyglądać się pięknej roślinności i na ogół bardzo biednym domkom na palach i toczącemu się z wolna wiejskiemu życiu. Na poboczach drogi, na rozłożonych płachtach suszył się ryż, biegały dzieci i psy.

Na miejscu z trudem udało się znaleźć tanie noclegi. Następnego dnia intensywnie zwiedzaliśmy, bo oprócz dwóch wymienionych na początku miejsc pamięci warto zwiedzić pałac królewski, wraz z kompleksem świątyń i innych budowli, ze złoconymi dachami i kolumnami oraz pięknie zaprojektowanym i utrzymanym ogrodem pełnym kwitnących egzotycznych roślin. W jednej ze świątyń znajduje się posążek Szmaragdowego Buddy, a podłogę pokrywa 5 tysięcy srebrnych płytek, stąd jej nazwa – Srebrna Pagoda.

Pałac niewątpliwie robi wrażenie, jest bardzo reprezentacyjny. Jednak jeszcze większe wrażenie robi kontrast pomiędzy pałacem a otaczającymi go bardzo biednymi domami, zatłoczonymi ulicami, na których widzi się powiązane sznurkami i przeżarte rdzą rowery i przyczepki, a także wszędzie obecne małe dzieci – żebrzące albo próbujące coś sprzedać: jakiś naszyjnik, breloczek czy kartkę pocztową. Trudno mi zapomnieć widok dziecka – może czteroletniego − które przedostało się do tuk-tuka stojącego na czerwonym świetle na środku jezdni i próbowało sprzedać „good luck” – mały wianuszek upleciony z kwiatków, który kierowcy zawieszają tam na szczęście w swoich pojazdach. Nikt nie miał akurat pod ręką pieniędzy, dziecko zostało więc ze wszystkimi swoimi wianuszkami. Czy udało mu się wycofać sprzed kół tylu pojazdów? I czy nadal żyje…

Zaplanowane na przynajmniej dwa dni zwiedzanie miasta udało się zakończyć szybciej. Odwiedziwszy miejsca kaźni, pałac królewski, z uczuciem ulgi opuściliśmy to miejsce.

Renata Nowacka-Pyrlik

 

Na początek

 

zdrowie 

 

Zimna skwarka

Doświadcza tego niemal każdy. Swędzenie, pieczenie, ból… i na wargach pojawia się paskudna opryszczka. Znika po kilku dniach, ale co jakiś czas wraca w to samo miejsce. Nie tylko szpeci, ale może być powodem różnych schorzeń, m.in. atopowego zapalenia skóry, uszkodzenia rogówki oka, deformacji płodu. Dlatego nie należy lekceważyć tego na pozór niewinnego zarazka, potocznie nazywanego „zimnem”.

Schorzenie wywołuje wirus HSV, przenoszony drogą kropelkową lub poprzez kontakt bezpośredni. Większość z nas łapie go już we wczesnym dzieciństwie, kiedy jesteśmy obcałowywani przez ciocie i wujków, nie licząc uścisków i przytulania ze strony rodziców czy rodzeństwa. Pierwotne zakażenie wirusem HSV przebiega zazwyczaj bez objawów klinicznych: tylko w 10 procentach przypadków powoduje gorączkę, niechęć dziecka do spożywania posiłków, nadmierne ślinienie się. Zarazek pozostaje w organizmie, lokując się w zwojach nerwów czuciowych w formie uśpionej. Budzi się, gdy mamy obniżoną odporność, jesteśmy osłabieni. Kondycja naszego układu immunologicznego odgrywa więc kluczową rolę w reaktywowaniu utajonego zakażenia. Do nawrotów opryszczki dochodzi najczęściej wtedy, gdy się nadmiernie przegrzejemy lub zziębniemy, mamy za sobą kilka nieprzespanych nocy, dopadł nas stres. Sprzymierzeńcem zimnej skwarki jest klimatyzacja, a raczej nieumiejętność korzystania z niej, zwłaszcza latem, gdy rozgrzany organizm ulega gwałtownemu schłodzeniu. To stymuluje wirus do namnażania się.

Są dwa rodzaje opryszczki. Wirus HSV–1 upodobał sobie nasze wargi, błony śluzowe jamy ustnej, twarz, rogówkę oka. Jego kolega, HSV-2, zazwyczaj odpowiada za zmiany w obrębie narządów płciowych, pośladków, czasami ud. Ponieważ dotyczy to sfery intymnej (choroba jest przenoszona drogą płciową), często wstydzimy się z tym ujawnić, nawet przed lekarzem. Niewiele też wiemy o konsekwencjach takiego zakażenia. Według badania OBOP zrealizowanego na zlecenie Polpharmy, zaledwie 21 procent ankietowanych kobiet wie, że opryszczka jest szkodliwa dla płodu. Tymczasem ocenia się, że około 25 procent kobiet w czasie ciąży jest zakażonych wirusem HSV-2, a około 2 procent – nabywa go podczas jej trwania. Opryszczka u noworodka może powodować zakażenie skóry, jamy ustnej, płuc czy oczu. Jeśli zarazek dostanie się do krwi, wraz z nią wędruje do mózgu oraz innych narządów (najczęściej wątroby i płuc) i dziecko może nawet umrzeć.

Wirusem HSV-1 można się zarazić w każdym wieku – w 44 procentach przypadków występuje on u młodzieży w wieku 12-19 lat i w 90 procentach u dorosłych powyżej 70. roku życia. Zakażenie HSV-2 u osób poniżej 12. roku życia zdarza się bardzo rzadko. Jednak już co piąty nastolatek, który wszedł w trzynasty rok życia, nosi w sobie ten zarazek. Zakażenia opryszczką płciową częściej zdarzają się kobietom (26 proc.) niż mężczyznom (18 proc.).

Pierwszy atak opryszczki jest inny niż kolejne – dłuższy, bardziej bolesny, pęcherzyków jest więcej. Dokucza nie tylko zainfekowana skóra, lecz bolą też mięśnie i głowa, jak w przypadku grypy. Nierzadko występuje gorączka. Kolejne ataki są już słabsze i miejscowe.

Najczęściej przed febrą (to też nazwa opryszczki) próbujemy się ratować domowymi sposobami. W internecie jest mnóstwo porad, którymi dzielą się doświadczeni wirusem. Jedni radzą, by opryszczkę „ubić” sokiem z cytryny (podobno ostro piecze, ale działa) lub zimną łyżką wyjętą z zamrażarki. Inni polecają sól, spirytus, pastę do zębów, mleko, białka jajek itp. Czy te metody działają? Niektóre skracają okres choroby, ale jej nie zapobiegają. Co potwierdza statystyka, szacuje się, że zakażonych tym wirusem jest aż 80 procent światowej populacji, choć choruje tylko połowa. Nie wiadomo, dlaczego jedni męczą się z opryszczką kilka razy w roku, inni – parę razy w życiu, a  niektórzy – wcale. Polska odbiega od tej średniej na niekorzyść. Aż 90 procent z nas jest nosicielem wirusa HSV. Możliwe, że winę za to ponosi m.in. kapryśny klimat naszego kraju.

Na opryszczkę nie wymyślono dotąd żadnej szczepionki ani metody leczenia, która całkowicie unicestwiłaby zarazek w naszym ciele. Można jednak na tyle go przytłumić, żeby siedział cicho i nie dawał o sobie znać. Profilaktyka w tym przypadku jest dość prosta: unikać przegrzania organizmu (zarówno słońca, jak i solarium), nagłego oziębienia i przemarznięcia (rozsądne używanie klimatyzacji, właściwy ubiór w zimie), nie zawalać nocy, nie przemęczać się. Nieco trudniejsze, choć bardzo skuteczne, jest unikanie stresów. Ważne, żeby opryszczkę zacząć leczyć jak najszybciej, to znaczy w chwili wystąpienia pierwszych objawów: miejscowego świądu, mrowienia, przeczulicy. W aptece bez recepty można kupić acyklowir w formie kremu lub maści i smarować zainfekowane miejsce. Jeśli opryszczka szczególnie sobie nas upodobała i pojawia się drugi czy trzeci raz – warto sięgnąć po acyklowir w formie doustnej (ten jest już na receptę). Lepiej nie robić tego na własną rękę, tylko zasięgnąć porady lekarza, chyba że chory jest już doświadczony, bo cierpi na opryszczkę nawrotową.

− Nie wolno jej bagatelizować – mówią dermatolodzy. − HSV to wirus epidermo- i neurotropowy, czyli taki, który wywołuje zapalenie nie tylko skóry, ale też zakończeń nerwowych. Może to skutkować poważnymi powikłaniami neurologicznymi i okulistycznymi. Dlatego, choć opryszczka zwykła jest częstym schorzeniem, to lepiej jej nie lekceważyć. Potraktujmy ją jako sygnał, że jesteśmy przemęczeni, niewyspani, osłabieni i wystawieni „na łup” wirusów i bakterii. Zresztą bardzo często objawia się ona nie tylko zmianami na skórze, ale też ogólnym złym samopoczuciem, czasem gorączką.

To powinno być dla nas ostrzeżeniem, że już najwyższy czas, aby wziąć się za siebie i nie pozwolić podstępnemu wirusowi, by czynił spustoszenia w naszym organizmie.

(BWO)

Na początek

 

ruszajmy się

 

Turystyka kajakowa

Coraz bardziej popularne staje się u nas kajakarstwo w wydaniu rekreacyjnym. Wiele osób odnajduje spokój podczas przebywania na wodzie, często w dzikich i niedostępnych z lądu zakątkach. Obcowanie z naturą, przemieszczanie się z miejsca na miejsce, zwiedzanie oraz zdrowy, długotrwały wysiłek to atuty, dzięki którym ludzie decydują się na udział w spływach. Kajakiem można poruszać się po wszystkich niemal akwenach. Najpopularniejsze jest spływanie rzekami średniej wielkości, ale mogą to być równie dobrze duże rzeki i jeziora.

Przygotowanie

Do spływu trzeba się odpowiednio przygotować. Ważna jest zaprawa fizyczna, szczególnie wzmacnianie i rozciąganie ramion przez okres przynajmniej 10 dni. Dodatkowo istotny jest odpowiedni sprzęt i ubiór. Trzeba zakładać luźne ubrania i zawsze mieć ze sobą kurtkę przeciwdeszczową. Musimy być przygotowani zarówno na chłód i wilgoć (do kajaka zawsze nachlapie się trochę wody), jak i na upał i mocne nasłonecznienie. Krem z filtrem, nakrycie głowy, okulary przeciwsłoneczne to podstawa, szczególnie że promienie słoneczne odbijają się od tafli wody i opalają podwójnie – również od dołu. Przed zamoczeniem ekwipunek mogą chronić specjalne wodoodporne worki. Często tanią prowizoryczną ochroną, jaką stosuje się na spływach, są worki na śmieci. Należy je jednak dokładnie związać. Jeśli zamierzamy spać pod namiotem, należy zabrać ze sobą sprzęt biwakowy, zarówno do spania, rozpalania ogniska, jak i przygotowywania posiłków. Niezbędna jest też woda do picia, co najmniej 2 litry na dzień. 

Sprzęt

Sprzęt można wypożyczyć za niewielkie pieniądze. Umawiamy się z firmą, która dostarczy nam kajak, wiosła i kamizelkę wypornościową. Stare modele kajaków z włókna szklanego nie sprawdzają się w trudnych warunkach rzecznych, gdzie jest duże prawdopodobieństwo uderzenia w konar drzewa lub głazy narzutowe znajdujące się w wodzie. Do takich spływów należy używać nowszych kajaków polietylenowych, np. popularnych typu Vista. Kajaki mogą być jedno- lub dwuosobowe. Wiosła można spotkać jeszcze drewniane, ale częściej używa się już tych z wytrzymałych tworzyw sztucznych, które są równie niezawodne i znacznie lżejsze. Do profesjonalnego pływania służą wiosła skrętne, w których pióra ustawione są do siebie pod katem prostym, dzięki czemu podczas wiosłowania pióro niezanurzone w wodzie nie zbiera oporu powietrza. 

Technika wiosłowania

Do kajaka wsiada się z przysiadu, przytrzymując się obu burt: prawą ręką prawej burty, lewą lewej. Najpierw wkładamy do środka nogę bliższą kajakowi, stawiając ją na środku, potem dostawiamy drugą i siadamy na siedzisku. Siedzimy z ugiętymi nogami i tułowiem pochylonym do przodu. W tej pozycji będziemy mogli prawidłowo wiosłować, a pociągnięcia będą najefektywniejsze. Wiosło trzymamy nachwytem w taki sposób, że kiedy podniesiemy je do góry, unosząc ramiona do boku w stawach barkowych i łokciowych, uzyskamy kąt prosty.

Wiosło wkładamy do wody jak najdalej z przodu i przeciągamy je w tył. Lepszy efekt uzyskamy, kiedy nie tylko będziemy przyciągać wiosło, lecz zaangażujemy także inne mięśnie. W praktyce oznacza to, że przeciwne ramię będzie wypychać wiosło do przodu, wykorzystując zasadę dźwigni. Dodatkowo możemy wykorzystać siłę mięśni tułowia poprzez skręt za wiosłem. Wiosłując w ten sposób, będziemy pływać szybciej i bardziej ekonomicznie. Wiosłowanie powinno być spokojne, a ruch długi i dokładny. Ważne, aby znaleźć swój rytm. 

Manewry

Istotne jest dobre opanowanie manewrowania kajakiem, skręcania i robienia zwrotów. Kajakiem manewruje się przez odpowiednie wiosłowanie. Kiedy podczas ruchu do przodu wiosłujemy tylko po jednej stronie, kajak będzie skręcał w przeciwną. Np. wiosłując z prawej strony kajaka, spowodujemy, że będzie on stopniowo skręcał w lewo. Zasadę tę można wykorzystać również do korygowania kursu. By minimalnie skręcić w lewo, wystarczy mocniej wiosłować prawym wiosłem. Do gwałtownych zwrotów używamy tzw. kontry. Do gwałtownego skrętu w lewo należy hamować lewym wiosłem. Można to zrobić poprzez włożenie wiosła do wody lub, dla większego efektu, wiosłować do tyłu (ciągnąć zanurzone wiosło od tyłu do przodu). Jeżeli nie chcemy tracić prędkości, zanurzamy wiosło z tyłu wzdłuż kajaka, wtedy będzie on delikatnie skręcał w stronę włożonego wiosła. Znając te dwie techniki, można obrócić kajak wokół jego własnej osi, czyli wtedy na zamianę wiosłuje się jednym wiosłem w przód, drugim w tył. Jest to również dobre ćwiczenie uczące manewrowania. Z kolei kiedy zależy nam na mocniejszych zwrotach, należy wiosłować z dużą siłą. Efekt jest tym większy, im dalej od burty będziemy zanurzać pióro wiosła. W kajaku podczas wiosłowania należy siedzieć na środku i nie wychylać się, bo przez przechylanie kajaka możemy uzyskać niepożądane efekty skrętne.

Osoba siedząca z przodu nadaje rytm wiosłowania. By nie zderzać się wiosłami, należy pracować synchronicznie. Osoba z tyłu ma większą sterowność, dlatego to ona głównie odpowiada za manewry. Kiedy dwuosobowym kajakiem płynie jedna osoba, zawsze siada z tyłu. 

Bezpieczeństwo

Na kajakach przede wszystkim my sami powinniśmy zadbać o swoje bezpieczeństwo. Nie próbować ryzykownych akcji, które mogą doprowadzić do przewrócenia naszej jednostki. Do prądu i dużej fali powinniśmy ustawiać się prostopadle, gdyż kajak łatwo przewraca się na boki. Kiedy prąd znosi nas w jedną stronę, za cel powinniśmy obrać miejsce przesunięte od właściwego o kilka metrów w bok, w kierunku przeciwnym do kierunku prądu, gdyż w takich przypadkach niemożliwe jest płyniecie na wprost. Noszenie kamizelki wypornościowej, która powinna być dobrze zapięta, żeby nie zsunęła się przez głowę, ułatwi nam utrzymanie się na wodzie w razie wywrotki. Niedoświadczonym radzę zapisać się na zorganizowany spływ prowadzony przez instruktora kajakarstwa, w którym uczestniczy także ratownik wodny. Często na takich spływach organizator zapewnia całą logistykę, łącznie z zabezpieczeniem transportu rzeczy drogą lądową, rezerwacją kempingów, a nawet wyżywieniem. 

Osoby niewidome na spływach

Spływy kajakowe to również szansa na aktywny wypoczynek osób niewidomych i słabowidzących oraz możliwość przeżycia wspaniałej przygody. Przewodnik w takim układzie siada z tyłu i dostosowuje się do rytmu wiosłowania osoby niewidomej, równocześnie nawiguje i podpowiada, którym wiosłem i jak wiosłować. W przypadku osób całkowicie niewidomych nie sprawdzają się wiosła skrętne, dużo łatwiejsze są wiosła płaskie, wkładane piórem prostopadle do tafli wody. Przy nauce wiosłowania przewodnik może klęknąć w kajaku tuż za osobą niewidomą i prowadzić ruchy wiosła niewidomego do momentu, aż zapamięta układ ruchowy. Jak należy wiosłować, można też pokazywać w kajaku, który znajduje się na lądzie.

Gorąco zachęcam do aktywności na świeżym powietrzu, obcowania z naturą i wyciszenia się na wodzie. Warto wybrać kajakarstwo jako własne hobby.

Krzysztof Koc

 

Na początek

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Złoty medal był blisko…

Świetnie spisali się polscy szachiści na mistrzostwach świata w hiszpańskiej Saragossie. Wywalczyli nie tylko wicemistrzostwo drużynowe, ale i cztery indywidualne medale za wyniki na poszczególnych szachownicach. Oto wybór partii z tej udanej imprezy:

 

R. Nizam (Bułgaria) – R. Gunajew

Białe: Kg1, Hd2, Wa1, Wa3, Ge3, Sa5, b2, c4, d5, f3, g2, h2

Czarne: Kg8, Hd8, Wa8, Wf8, Gd7, Ge7, Sa6, a4, d6, e5, f5, g7, h7 

Na szachownicy powstała pozycja, w której strony wykazują się inicjatywą na różnych skrzydłach. Białe próbują wykorzystać przewagę pionkową na skrzydle hetmańskim, na celowniku czarnych jest nieprzyjacielski król 18...f4!? 19.Gf2 Gh4! Wymiana „czarnopolaków” jest bardzo korzystna, gdyż pozbawia białego monarchę ważnego obrońcy 20.G:h4 Jeśli 20.g3, to Hg5 lub Gg5  20…H:h4 21.b4 Wf6 Nie wolno oczywiście 21...ab3? 22.S:b3 i czarne mają kłopoty 22.Gf1 Wh6 23.h3 Hg3 Pojawiły się pierwsze groźby 24.Sc6? Komputer podpowiada 24.Kh1! S:b4 25.H:b4 G:h3 z prawdopodobnym remisem, ale ruch królem do kąta wygląda tak antypozycyjnie, że w ogóle nie przychodzi do głowy. W przypadku 24.c5?! W:h3 25.c6 Gg4! 26.He1 (26.fg4? f3) 26...Hh2+ 27.Kf2 Wg3 28.fg4 f3 29.W:f3 W:f3+ 30.K:f3 Hf4+ 31.Ke2 Wf8 czarne też powinny wygrać 24...W:h3 25.He1 Hh2+ 26.Kf2 We8?! Energiczniejsze było 26...e4! 27.fe4 (27.H:e4 We8) 27...W:a3 28.W:a3 Hh4+ 29.Ke2 H:e1+ 30.K:e1 G:c6 31.dc6 S:b4 z wygraną końcówką 27.Gd3 Wg3 28.Hf1? Pozycja po 28.Hh1 W:f3+! 29.K:f3 e4+ 30.G:e4 Hg3+ 31.Ke2 W:e4+ 32.Kf1 We3 była bardzo trudna dla białych, ale można było w niej stawiać dłuższy opór 28...Gh3 i białe poddały się.

 

J. Stachańczyk – V. Avram (Serbia)

Białe: Kd2, Wa5, Wb1, Gd3, a2, c2, c3, e5, g5, h5

Czarne: Ke7, Wb6, Wb8, Gd7, a6, b5, d5, e6, f7, g6, h7 

Wygranie tej końcówki przypieczętowało zwycięstwo Polski w bardzo ważnym meczu eliminacyjnym z Serbią 39.Wh1 b4? Lepsze pasywne 39...Wc8 lub 39...Ge8  40.hg6 hg6 41.Wh7 bc3+ 42.Ke3! To jest silniejsze od 42.K:c3 Wb4 i czarne uzyskują kontrgrę 42...Gb5? Lepiej było oddać pionka na drugim skrzydle 42...Wg8 43.W:a6 W:a6 44.G:a6 Wa8 45.Gd3 Ge8 46.G:g6 Kf8 47.Gd3 Kg8 48.Wh1 W:a2 z pewnymi niewielkimi szansami na ratunek. Po błędzie w partii białe szybko wygrywają 43.G:g6 Wf8 44.a4 Gc4 45.Wc5 Wb7 46.Gh5 Zasługiwało na uwagę 46.G:f7!? i nie wolno 46…W:f7? bo 47.g6 W:h7 48.gh7 Wb8 49.Wc7+  46...Kd8 47.g6 Wg8 48.g7 Ke7 49.Kd4 f6 50.Wc6 f5 51.Wd6 Wc7 52.Wh6 Wd7 53.Wh:e6+ Kd8 54.We8+  1–0

 

A. Fernandez Manrique (Hiszpania) – P. Dukaczewski

Białe: Kg1, Hd1, Wb1, We1, Gc3, Sb6, Sc4, a3, d3, e2, f2, g3, h2

Czarne: Kg8, Hd8, Wb8, Wf8, Gc5, Gh3, Sc6, a5, b7, e5, f7, g7, h7 

Pomyślny końcowy wynik meczu z gospodarzami to efekt skutecznej obrony trudnej końcówki przez Gunajewa i zwycięstwa w poniższym pojedynku: 21...Hf6 22.e3?! Ten ruch zbyt osłabia białe pola. Lepsze 22.Se3  22...Wfd8 23.f4? Samobójcze posunięcie, ułatwiające przeciwnikowi dostęp do białego króla 23…Hg6 24.S:e5?! Również i po stosunkowo lepszym 24.Hf3 W:d3 25.G:e5 Wbd8 trudno było liczyć na ratunek 24...S:e5 25.G:e5 W:d3 26.Hc2 W:e3! 27.H:c5 He4!  0–1

 

S. Grigorczuk (Ukraina) – A. Migala

Białe: Kg1, Hc2, Wb1, Wb3, Gd2, Sb4, a2, c5, d4, f4, g2, h3

Czarne: Kg8, Hh6, Wa8, Wb7, Ga5, Se4, c6, d5, e6, f5, g6 

Wynik ostatniego meczu eliminacyjnego nie zmieniał pozycji naszej drużyny w tabeli, ale wszyscy walczyli bardzo ambitnie. Na końcowy wynik duży wpływ miały wydarzenia w tej partii 32...Hh4? Czarne miały pełną rekompensatę za pionka po oczywistym 32...G:b4, np. 33.G:b4! H:f4 czy 33.W:b4 W:b4 34.W:b4 Hh4  33.Wf1? Silniejsze było  33.Ge1! Hh6 34.Sd3 W:b3 35.H:b3 G:e1 36.W:e1 Hh4 37.We3 z wyraźną przewagą 33...Sg3? A ten kolejny błąd prowadzi do strat materialnych. Po prawidłowym 33...Hh6 czarne stały tylko minimalnie gorzej 34.Ge1! G:b4 35.G:g3 He7 Lub 35...Hh8 36.Gf2 (Ale nie 36.Hb2? G:c5!) 36...Wb5 37.Wfb1 Ga5 38.W:b5 cb5 39.He2  36.Wfb1 Wab8 37.Hb2 Teraz związany goniec musi zginąć. Grozi 38.Ge1 i 38.a3 37…e5 Jeśli 37…Wb5, to 38.a4 38.a3 G:c5 39.W:b7 G:d4+ 40.H:d4 ed4 41.W:b8+  1–0

 

R. Gunajew – S. Wasin (Ukraina)

Białe: Kc7, Wf8, Gc5, a7, g3, h4

Czarne: Ke5, Wa2, Ge4, g6, h5 

Mistrz Polski siał postrach wśród zagranicznych rywali. W tej końcówce zakończył grę małą kombinacją 67.We8+ Kf5 68.W:e4! K:e4 69.Kb7 Kf3 (69…Wb2+ 70.Gb6) 70.a8H W:a8 71.K:a8 K:g3 72.Ge7 1–0

W półfinałowym meczu Polska odniosła przekonujące zwycięstwo nad Niemcami.

 

P. Dukaczewski – F. Schellmann (Niemcy)

Białe: Kg1, Hd1, Wa1, Wf1, Ga3, Gg2, Sb3, Sd4, a2, c2, e5, g3, h2

Czarne: Kg8, Hd8, Wa8, We8, Gd7, Gg7, Sa4, Sd5, a6, b7, e6, g6, h7

19.Hf3 Groźba szacha na f7 paraliżuje poczynania czarnych, bo jak wiadomo „groźba jest silniejsza od jej wykonania” (A.Nimzowitsch) 19...Sdc3?! Więcej szans dawało 19...Sac3. W przypadku 19...G:e5?! 20.Hf7+ Kh8 21.Wae1 Gg7 22.c4 Sdb6 23.S:e6 G:e6 24.W:e6 W:e6 25.H:e6 białe figury rządziły na szachownicy 20.Wae1 Sb5 Po 20...S:a2 nieprzyjemne było 21.Hf7+ Kh8 22.Wd1  21.S:b5 G:b5 22.Wf2 Wc8 Lub 22...Gc6 23.Hf7+ Kh8 24.G:c6 bc6 25.Wd2 Hb6+ 26.Kg2 z dużą przewagą (26…Wad8 27.Wd7!) 23.Gd6 Hd7 Pionka b7 nie da się uratować. Jeśli 23...Gc6, to 24.Hf7+ Kh8 25.G:c6 bc6 26.Sd4  24.H:b7 Gf8 25.H:d7 G:d7 26.Gb7 Wc3 27.G:f8 W:f8 28.G:a6 W:f2 29.K:f2 i białe zrealizowały przewagę.

 

D. Riegler (Niemcy) – J. Stachańczyk

Białe: Kg2, Wd1, Gc4, a2, b3, f3, h2, h5

Czarne: Kg8, Hc7, Ge3, a7, b4, e6, f7, h6 

Gdyby na szachownicy były same gońce, białe nie miałyby problemów z remisem. Na ich nieszczęście na desce są jeszcze wieże i rozpoczyna się polowanie na pionki 34...Wc5 35.We1 Wg5+ 36.Kf1 Gb6 37.We4?! Więcej szans miały białe w wariancie 37.h3 Wg1+ 38.Ke2 Wg2+ 39.Kd3 W:a2 37...Wg1+! Ale nie 37...W:h5? 38.Kg2 Wg5+ 39.Wg4!  38.Ke2 Wg2+ 39.Ke1 W:h2 40.Wg4+ Kf8 41.Ge2 W:h5 42.Kd2 Wd5+ 43.Kc2 Ge3 44.Gd3 Wc5+ 45.Kd1 a5 46.Ke2 Gg5 47.f4? Przyspiesza nieuchronny koniec 47...f5!  i wobec utraty trzeciego pionka białe skapitulowały.

 

Mecz o złoty medal był niezwykle zacięty. Do szczęścia zabrakło zaledwie pół punktu…

 

J. Mieszkow (Rosja) – R. Gunajew

Białe: Kg1, Hb1, Wd1, We3, Gb2, Sc3, Se2, a4, b3, c4, e4, f2, g2, h2

Czarne: Kg8, Hc5, Wc8, Wd8, Gf6, a6, b7, d6, e6, f7, g7, h7

W powstałej pozycji typu „jeż” białe po debiucie nie uzyskały żadnej przewagi 19...Gh4 20.Sd4?! Przeoczenie czy poświęcenie? Po obiektywnie najlepszym 20.h3 partia mogła zakończyć się szybkim remisem przez powtórzenie posunięć: 20…Gg5 21.Wg3 Gh4 22.We3 Gg5 20...G:f2+! 21.K:f2 Sg4+ 22.Ke2 S:e3 23.K:e3 e5 Czarne chcą zostać z przewagą materialną, ale wpuszczają skoczka na silne pole d5. Należało grać na inicjatywę 23...Sf6, np. 24.Ke2 Hg5 25.g3 Sg4 i białe tracą jeszcze jednego pionka. Ciekawe było też zabranie skoczka po uprzednim zablokowaniu pola d5: 23...d5!? 24.ed5 (24.cd5 e5) 24...e5 25.Kf2 ed4 26.Se4 Hc7. W obu przypadkach szanse czarnych ocenić trzeba wyżej 24.Sd5 Kf8 Zasługiwało na uwagę natychmiastowe oddanie jakości 24...Sf6! 25.Se7+ Kf8 26.S:c8 W:c8 27.Kf2 ed4 28.G:d4 Hg5 z trudną do oceny pozycją 25.Kd3 Dokładniejsze było 25.Kf2 25…ed4 26.G:d4 Hc6 27.Gb6 Wd7 28.a5 Decydujący moment partii. Białe mają rekompensatę za jakość, ale jeszcze nie można mówić o ich przewadze 28...Sf6? Prowadzi do przegranej. Konieczne było 28...f5! 29.Kc3 (29.ef5?! Sf6!) 29...Wf7 30.ef5 Sf6 z niejasną, złożoną pozycją 29.Wf1! We8 Nie wolno 29…S:d5? 30.ed5. Trochę lepiej wyglądało 29...We7, chociaż po 30.W:f6! gf6 31.Hc1 We5 32.Hh6+ Ke8 33.H:h7 W:d5+ 34.ed5 Hd7 35.h3 uratować partię było trudno 30.W:f6! gf6 31.Hc1 Kg7 Nic już się nie da zrobić: 31...We5 32.Hh6+ Ke8 33.H:f6 z wygraną 32.Hf4 We5 Lub 32...We6 33.Hg3+ Kf8 (33...Kh8 34.Gd4) 34.Ge3  33.H:f6+ Kg8 34.Gd4 Hc8 35.Hh6 f5 36.Sf6+ Kf7 37.S:d7 fe4+ 38.Ke3 Hg8 39.Hf6+ Ke8 40.S:e5  1–0

 

P. Dukaczewski – A. Pachomow (Rosja)

Białe: Kf3, Wg3, Gb6, Sd6, b3, c5, f4, g4

Czarne: Kd7, Wh2, Wh3, Gg7, b7, d4 

Ta partia też miała dramatyczny przebieg, ale tym razem ze szczęśliwym końcem 46.Sf5 d3 47.Ga5 W:g3+ 48.K:g3 Wa2 49.Gb4 d2? Prawidłowe było 49…Ga1 50.Kf3 We2 51.g5 i nie jest jasne, kto stoi lepiej 50.G:d2 W:d2? Łatwiej zremisować, grając z gońcem 50...Gf8 51.Ge3 W:b3  51.S:g7 Wd3+ 52.Kh4 W:b3 53.f5! Okazuje się, że pionek c5 nie musi zginąć 53...Wc3 54.Se6 Ke7 55.g5 Wc1? Po 55...Wf3 56.Kg4 Wf1 57.Sf4 Wc1 białym trudno było wzmocnić pozycję 56.Kh5 We1 (56...Kf7 57.Sd8+ i 58.S:b7) 57.Kg6 Wf1 58.Sd4 Wf4 59.f6+ Kd7 60.Kg7 1–0

Mistrzostwa świata w Saragossie były udanym debiutem arcymistrza Artura Jakubca w roli trenera. To jest dobry prognostyk na przyszłość. 

Ryszard Bernard

 

Na początek

 

Gramy w warcaby

W dniach od 10 do 19 maja 2013 roku w Tucholi rozegrano finałowy turniej XVII Indywidualnych Mistrzostw Polski Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych. Wyjątkowo silna w tym roku obsada  oraz wydłużony czas gry to okoliczności sprzyjające rozgrywaniu bardzo zaciętych pojedynków. Niemal w każdej rundzie dochodziło do niespodzianek, czasem dużego kalibru, jak choćby zwycięstwo w 6. rundzie ostatniego w turnieju Mirynowskiego nad Stefankiem. W 4. rundzie doszło do pojedynku, jak się później okazało, mistrza z wicemistrzem.

 

Jan Sekuła („Cross Opole”) – Ryszard Biegasik („Victoria” Białystok)

1. 33-29 18-23

Najbardziej popularne odpowiedzi w tym debiucie to 1... 17-22 lub 19-23

2. 29x18 12x23 3. 34-30 20-24 4. 39-33 7-12 5. 32-28

Wymiana mająca na celu przygotowanie planu wiązania długiego skrzydła czarnych.

5... 23x32 6. 37x28 12-18 7. 30-25 8-12 8. 41-37 2-8 9. 44-39 17-22 10. 28x17 12x21

Czarne nie biją na 22, żeby uniknąć niekorzystnego układu 16-22, chociaż w następnym posunięciu zostaną do tego bicia zmuszone.

11. 31-26! 19-23 12. 26x17 11x22

Zagranie 11... 11-17 prowadziło do dużego ograniczenia aktywności czarnych na ich krótkim skrzydle.

W pozycji czarnych powstały dwa niekorzystne układy kamieni: 16-22 i 22-24. Ten drugi układ częściowo neutralizuje kamień 23, ale czarne musiałyby tak prowadzić grę, żeby nie pozwolić na wymianę tego kamienia.

13. 37-31!

W powstałej pozycji ważne jest zajęcie pola 26.

13... 14-20 14. 25x14 10x19  15. 31-26 1-7 16. 40-34

Białe przygotowują wymianę centralnego kamienia, planując grę na wykorzystanie niekorzystnego dla czarnych układu 22-24 lub 16-22

16... 7-11 17. 50-44 5-10 18. 46-41 10-14 19. 34-29 23x34 20. 39x30 18-23 21. 44-39 13-18 22. 36-31 8-13 23. 41-36 14-20 24. 47-41 20-25 25. 39-34 4-10

Po 25... 9-14 czarne zostałyby złapane w rogatkę 26. 33-28 23x32 27. 38x27

26. 31-27 22x31 27. 36x27

Przewaga białych jest wyraźna. Czarne, pozbawione kolumn, mają mocno ograniczoną aktywność. W dodatku na ich osłabionym krótkim skrzydle powstały słabe bandowe kamienie. W dalszej części partii czarne, poprzez bardzo dokładną grę, omijając po drodze różne zagrożenia kombinacyjne, doprowadziły do remisu.

27... 10-14 28. 41-36 14-20 29. 42-37 24-29 30. 33x24 20x40 31. 45x34 15-20! 32. 38-33 20-24 33. 43-38 11-17 34. 37-32 17-22! 35. 48-42 22x31 36. 36x27 6-11!!

Jedyne posunięcie. Po 36... 3-8 37. 49-43 czarne przegrywają.

37. 49-43 11-17

Do tej pozycji od kilkunastu posunięć dążyły białe, licząc, że po 38. 33-28 mają partię wygraną z powodu groźby 27-22. Okazuje się, że z powodu braku rezerwowego posunięcia nie można kontynuować 38. 33-28, gdyż po 24-29 39. 27-22? białe przegrywają kamień. Nieoczekiwanie przychodzi zmienić plan, ale pozycja już się wyrównuje.

38. 27-21 16x27 39. 32x12 18x7 40. 26-21 24-29!!

Rozwiązanie dające czarnym pewny remis. Przegrywało 40... 7-11 41. 21-17 11x22 42. 33-29, jak również 40... 13-18 41. 38-32 18-22 42. 43-38 22-27 43. 21-17 27-31 44. 33-29

41. 33x24 23-29 42. 34x14 9x29 43. 30-24 29x20 44. 38-32 20-24 45. 43-39 13-19 46. 32-27 3-8 47. 21-16 8-13 48. 27-21 24-30 49. 35x24 19x30 50. 39-33 30-35 51. 21-17 35-40 52. 17-11 7-12 53. 11-6 40-44 54. 33-29 44-49 55. 6-1 44-40

Po tym zagraniu czarnych białe wywalczyły remis z przewagą. Równy remis był po 55... 12-17 z następnym 17-21

56. 1x4 40x23 57. 16-11 25-30 58. 11-6 30-35 59. 6-1 23-5 60. 42-38 5-46 61. 4-22 46-5 62. 22-50 5-46 63. 1-45 35-40

Czarne oddały kamień i zgodzono się na remis z plusem dla białych. Po przeprowadzeniu kamienia 38 na 29 czarne byłyby zmuszone do tej decyzji.

 

W ostatniej rundzie mistrzyni Polski Ewa Wieczorek w walce o dziesiąte miejsce spotkała się z Mirkiem Mirynowskim.

 

Ewa Wieczorek („Victoria” Białystok) – Mirosław Mirynowski („Zryw” Słupsk)

1. 32-28 17-22 2. 28x17 12x21 3. 37-32 21-26?

W tym miejscu gra się 3... 7-12. Zagranie na 26 umożliwia białym zdobycie 4 temp.

4. 31-27

Korzystniejsze było 4. 32-28 26x37 5. 41x32

4... 7-12 5. 41-37 20-25?

Czarne mogły przejąć inicjatywę po 5... 19-23

6. 34-30

Tego słabego kamienia nie należało wymieniać. Lepsze było 6. 33-28

6... 25x34 7. 39x30 15-20

Nadal lepsze było 7... 19-23, blokujące aktywność długiego skrzydła białych.

8. 44-39 10-15 9. 30-25 4-10  10. 50-44 1-7 11. 40-34 18-23 12. 44-40 12-18 13. 33-29 8-12 14. 39-33 2-8?

Po tym zagraniu u czarnych powstał podwieszony kamień na 7. Lepsze było 14... 11-17.

Wykorzystując słabość podwieszonego kamienia, białe mogły zagrać 15. 33-28!, uzyskując dużą przewagę pozycyjną. Przegrywa np. 15... 11-17, na co białe odpowiedziałyby 16. 27-22 18x27 17. 32x21 23x41 18. 46x37 16x27 19. 37-31 26x37 20. 42x2  Po 15... 20-24 16. 29x20 15x24 17. 34-30 czarne dalej nie mogą grać 17... 11-17 z powodu tej samej kombinacji. Pozostaje zatem 15... 18-22 16. 28x17 11x31 17. 29x18 12x23 18. 36x27 z lepszą pozycją u białych. W partii było

15. 34-30 23x34 16. 30x39 18-23 17. 40-34 12-18 18. 33-28 7-12 19. 46-41?

Takie podwieszenie kamienia długo będzie białym utrudniało grę.

19... 20-24 20. 34-30 15-20?

Czarne same „weszły” w związanie długiego skrzydła. Gdyby nie wcześniejsze zagranie białych 19. 46-41, partia dla czarnych byłaby już przegrana.

21. 39-33 12-17 22. 27-21 16x27 23. 32x12 18x7 24. 37-32

Przychodzi naprawiać błąd z 19. posunięcia.

24... 11-16

Lepsze było 24... 10-15 z planem uwolnienia się od związania długiego skrzydła.

25. 41-37 7-11 26. 49-44

W celu utrzymania dużej przewagi lepsze było 26. 37-31 26x37 27. 32x41 23x32 28. 38x27

26... 13-18 27. 44-40? 9-13 28. 40-34 11-17 29. 34-29 23x34 30. 30x39 17-21 31. 39-34 18-23 32. 47-41

Białe, podwieszając kamień, zagroziły kombinacją 33-29 i 32-28

32... 21-27 33. 32x21 23x32

Należało najpierw bić 33... 26x17  

34. 37x28 26x17 35. 34-29! 8-12 36. 41-37 3-8 37. 45-40 17-22 38. 28x17 12x21 39. 40-34 6-11 40. 34-30 11-17 41. 37-32! 13-18?

Niewielkie szanse na remis były po 41... 21-26. Białe związały długie skrzydło czarnych i pozostaje jeszcze ograniczyć możliwości poruszania się czarnych na krótkim skrzydle.

42. 32-27!!

Piękne zagranie, od razu rozstrzygające losy partii.

42... 21x32 43. 38x27 17-22 44. 43-38 22x31 45. 36x27 8-12 46. 42-37 12-17 47. 38-32 10-15 48. 37-31 5-10 49. 48-42 17-22 50. 32-28 18-23 51. 28x17 23x34 52. 30x39 19-23 53. 17-12 24-29 54. 33x24 20x29 55. 39-34 29x40 56. 35x44

i czarne poddały się.

Jan Sekuła

Na początek

 

Plebiscyt – Galeria sław polskich sportowców z niepełnosprawnością

Fundacja Sedeka ogłasza Plebiscyt 40-lecia na 10 najwybitniejszych sportowców – medalistów igrzysk paraolimpijskich w latach 1972-2012. Zapraszamy na stronę internetową www.sedeka.pl/plebiscyt-paraolimpijski, by  przyłączyć się do wyboru najbardziej zasłużonego sportowca z niepełnosprawnością. Głosowanie trwa! 

Przypomnijmy wspólnie i utrwalmy w  pamięci Polaków wspaniałe osiągnięcia niepełnosprawnych sportowców oraz oddajmy hołd ich niespotykanej woli walki i niezłomnej wierze w osiągnięcie wymarzonego celu.

Plebiscyt wystartował 10 czerwca 2013 r. Pod podanym adresem internetowym znajdziemy listę 273 medalistów oraz regulamin plebiscytu. W głosowaniu może wziąć udział każdy, typując maksymalnie 40 kandydatów, minimalnie jednego. Fundacja Sedeka czeka na głosy do 31 października. Po tym terminie spośród najczęściej wybieranych 40 sportowców kapituła wyłoni 10 laureatów. Ogłoszenie wyników nastąpi podczas uroczystej gali w grudniu br.

Współorganizatorem przedsięwzięcia jest Polski Związek Sportu Niepełnosprawnych. Patronat honorowy nad plebiscytem objął Polski Komitet Paraolimpijski. Wydarzenie wspierają m.in.: Polski Komitet Olimpijski, Akademia Wychowania Fizycznego oraz organizacje działające na rzecz osób niepełnosprawnych.

Na początek