stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 8 (125) Sierpień 2015

CROSS

ISSN 1427-728X

ROK XIII

Nr 8 (125)

Sierpień 2015 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ,

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 635 57 94

tel. kom. 668 764 654,
666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Grażyna Wojtkiewicz

Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

 Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Miesięcznik dofinansowuje

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści: 

 

Wyścig po Puchar Świata

Mirosław Jurek

Mistrzowie z Lublina zdetronizowani

Mirosław Jurek

Litewski sen Turcji

Konrad Andrzejuk

Kręgle znów na fali

Wojciech Puchacz

Wiadomości

Wiem, po co się urodziłam!

Andrzej Szymański

Niewidomy, ale aktywny

Piotr Dudek

Stambuł

Stanisław Niećko

Tylko nie chrap

BWO

Crossfit – część 3, czyli ćwiczenia z obciążeniem i nie tylko

Krzysztof Koc

Gramy w szachy 

Ryszard Bernard   

Gramy w warcaby 

Jan Sekuła

Bohater tragiczny 

Barbara Zarzecka

 

aaa

 

kolarstwo

 

Wyścig po Puchar Świata

W czerwcu, w dwóch urokliwych miastach – włoskim Maniago oraz szwajcarskim Yverdon-les-Bains – odbyły się zawody parakolarskiego Pucharu Świata. W obu imprezach, będących okazją do zdobycia punktów kwalifikacyjnych na igrzyska paraolimpijskie w Rio de Janeiro, bardzo dobrze zaprezentowali się zawodnicy ZKF „Olimp”.

Anna Harkowska z kompletem zwycięstw w dwóch edycjach objęła prowadzenie w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, tandem Iwona Podkościelna i Aleksandra Wnuczek również wywalczył pozycję lidera, a duet Marcin Polak i Michał Ładosz zajął drugie miejsce.

Sukcesy w Pucharze Świata nasi zawodnicy poprzedzili dobrym występem w zawodach International Paralympic Valle Olona, które odbyły się w dniach 1-2.06.2015. Ten start był formą aklimatyzacji we Włoszech i ostatnim sprawdzianem formy przed konfrontacją z czołówką światową. Próba wypadła szczególnie pomyślnie dla Anny Harkowskiej oraz Iwony Podkościelnej i Aleksandry Wnuczek, które zwyciężyły zarówno w wyścigach na czas, jak również ze startu wspólnego. Tandem Marcin Polak i Michał Ładosz w jeździe na czas musiał uznać wyższość włoskiego duetu Emanuele Bersini – Riccardo Panizza, lecz zrewanżował się gospodarzom, wygrywając z nimi wyścig ze startu wspólnego. Pierwsza tegoroczna edycja Pucharu Świata, rozegrana w dniach 5-7 czerwca 2015 r. w Maniago, zgromadziła na starcie 352 zawodników z 35 krajów. Duża frekwencja wynikała z faktu, iż na tych zawodach można było zdobyć punkty kwalifikacyjne do Rio 2016. W polskiej reprezentacji oprócz kolarzy ZKF „Olimp” wystartowali również przedstawiciele PZSN „Start” ścigający się w klasie handcycling.

W pierwszym dniu odbyły się wyścigi na czas. Zazwyczaj ta konkurencja rozgrywana jest na trasie okrężnej lub na jednym odcinku szosy z półmetkiem w połowie dystansu. Tym razem start wyznaczono w miejscowości Seguals, natomiast metę – w Maniago. Trasę i dystanse wyścigów zróżnicowano dla poszczególnych klas niepełnosprawności. Rowery trójkołowe (T1-2), handbikes (H1-4), kobiety (WC1-5) i mężczyźni (MC1-2) na rowerach klasycznych ścigali się na dystansie 12,5 km, natomiast najsilniejsza grupa kolarzy ręcznych (MH5), mężczyźni na rowerach klasycznych (MC3-5) oraz tandemy kobiet (WB) i mężczyzn (MB) mieli do pokonania dodatkowy podjazd i łącznie 26,4 km. Trasa wyścigu była trudna i wymagająca od zawodników wszechstronnych umiejętności – dobrego przygotowania pod względem wytrzymałości szybkościowej (odcinki płaskie) i siłowej (podjazdy), techniki (zakręty, zjazdy) oraz taktyki (optymalne rozłożenie sił).

Polska reprezentacja osiągnęła bardzo dobre wyniki: zwycięstwo odniosły Anna Harkowska (WC5), Renata Kałuża (WH3) oraz tandem Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek (WB), natomiast na drugim miejscu uplasowali się Rafał Wilk (WH4) i duet Marcin Polak – Michał Ładosz (MB). Tandemowi Przemysław Wegner – Artur Korc do trzeciego miejsca zabrakło jedynie 0,23 sekundy, natomiast Piotr Kołodziejczuk z Pawłem Kowalkowskim uplasowali się na 17. miejscu. W wyścigu ze startu wspólnego, rozegranego na trasie okrężnej wokół Maniago, najlepszy wynik osiągnęła Anna Harkowska, zwyciężając w swojej kategorii. Drugie miejsce zajęła Renata Kałuża, na trzeciej pozycji ukończyli swoje wyścigi Rafał Wilk i tandem Marcin Polak – Michał Ładosz, czwarty był duet Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek, czternasty Piotr Kołodziejczuk z Pawłem Kowalkowskim, a Przemysław Wegner i Artur Korc, po defekcie i zmianie koła, ukończyli rywalizację na 17. miejscu. Po pierwszej serii PŚ Anna Harkowska oraz Iwona Podkościelna i Aleksandra Wnuczek zdobyły koszulki liderek, a reprezentacja Polski w klasyfikacji medalowej zajęła bardzo wysokie 5. miejsce, ulegając jedynie ekipom Włoch, Niemiec, Holandii i USA.

Kolejna edycja Pucharu Świata odbyła się w dniach 14-16 czerwca 2015 r. w Yverdon-les-Bains. W zawodach rywalizowało 342 zawodników z 36 krajów. Tym razem wyścigi na czas rozegrano na płaskiej rundzie, która sprzyjała zawodnikom dobrze przygotowanym pod względem wytrzymałości szybkościowej. Doskonale zaprezentowali się polscy zawodnicy – Anna Harkowska, Renata Kałuża i Rafał Wilk, którzy wygrali swoje wyścigi. Drugie pozycje zajęli Krystian Giera (MH4) oraz tandem Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek, który uległ brytyjskiemu duetowi Lora Turnham – Corrine Hall zaledwie o 1,56 sekundy. Marcin Polak i Michał Ładosz zajęli nielubianą 4. lokatę, a do 3. miejsca na podium zabrakło im 3,62 sek. Niewielką stratę miał również tandem Przemysław Wegner – Artur Korc, który uplasował się na 6. pozycji, natomiast Piotr Kołodziejczuk i Paweł Kowalkowski zajęli 20. miejsce, zachowując siły na wyścig ze startu wspólnego. Jego trasa musiała budzić respekt ze względu na górzysty charakter – na rundzie o długości 14,53 km znajdowały się dwa podjazdy o łącznej długości około 5 km oraz niebezpieczne zjazdy. W tych trudnych warunkach najlepiej z polskiej ekipy poradzili sobie: Anna Harkowska, Iwona Podkościelna z Aleksandrą Wnuczek i Rafał Wilk, którzy wygrali w swoich klasach, oraz Renata Kałuża i tandem Marcin Polak – Michał Ładosz, którzy zajęli 3. miejsca. Przemysław Wegner i Artur Korc finiszowali na 10. pozycji, a Piotr Kołodziejczuk i Paweł Kowalkowski zerwali łańcuch i po naprawie roweru zdołali ukończyć wyścig na 18. pozycji.

W opisanych startach nie wszyscy zawodnicy mieli szczęście i nie wszyscy uzyskali satysfakcjonujące wyniki. Jednak nasza reprezentacja narodowa osiągnęła w Yverdon-les-Bains wielkie sukcesy. W klasyfikacji medalowej Polska zajęła doskonałe 3. miejsce (uległa jedynie ekipom USA i Niemiec), a liderami Pucharu Świata po dwóch edycjach zostali Anna Harkowska, Renata Kałuża, Iwona Podkościelna i Aleksandra Wnuczek oraz Rafał Wilk. Tandem Marcin Polak – Michał Ładosz uplasował się w tym rankingu na drugim miejscu.

Te wyniki są dobrą prognozą przed kolejnymi startami międzynarodowymi – trzecią serią PŚ w Elzach (24-26.07) oraz mistrzostwami świata w Nottwil (29.07-02.08).
Do tych imprez kadra kolarzy ręcznych będzie się przygotowywać na obozie wysokogórskim w Livigno, natomiast ekipa „Olimpu” tradycyjnie wybiera się do hotelu „Absolwent” w Zieleńcu.  

Mirosław Jurek

 

Na początek

aaa

 

Mistrzowie z Lublina zdetronizowani

Koniec czerwca w kalendarzu UCI (Union Cycliste Internationale) to dla ekip zrzeszonych państw okres zarezerwowany na krajowe mistrzostwa w kolarstwie szosowym. Mistrzostwa Polski w jeździe na czas i w wyścigu ze startu wspólnego odbyły się w terminie 24-28 czerwca br. w Strzelinie i w Sobótce. W rywalizacji o biało-czerwone koszulki czempionów zmierzyli się najlepsi kolarze w kategoriach: juniorka, junior, orliczka, orlik, elita kobiet, elita mężczyzn oraz niewidomi i słabowidzący.

Tegoroczne mistrzostwa Polski były zapowiadane jako wyjątkowe wydarzenie i jak się okazało, w tych prognozach było niewiele przesady. Organizatorzy: KS Ślęża Sobótka, Lang Team i Polski Związek Kolarski dołożyli wszelkich starań, aby impreza mogła mienić się prawdziwym świętem polskiego kolarstwa. Zawody były doskonale przygotowane pod względem organizacyjnym, stały na wysokim poziomie sportowym, a o ich przebiegu informowały poważne media, z TVP na czele. Na starcie pojawili się najlepsi polscy kolarze, z Michałem Kwiatkowskim i Rafałem Majką włącznie, którzy swoim udziałem potwierdzili najwyższą rangę rywalizacji o krajowy prymat.

W tym doborowym towarzystwie ścigali się również kolarze z dysfunkcją wzroku, reprezentujący kluby należące do Związku Kultury Fizycznej „Olimp”. W wyścigach na czas tandemy rywalizowały na dystansie 22 km, ze startem i metą w Strzelinie oraz nawrotem w Karczynie. Wielkim zaskoczeniem była porażka Marcina Polaka i Michała Ładosza, brązowych medalistów MŚ 2014 w tej konkurencji, z duetem Przemysław Wegner – Artur Korc. Jednak jeszcze większą sensacją było zwycięstwo pary Piotr Urbanowicz – Dariusz Wojciechowski w wyścigu ze startu wspólnego na dystansie 90 km. Przez większą część trasy na czele wyścigu znajdował się samotnie uciekający team olsztyński Piotr Kołodziejczuk – Paweł Kowalkowski. Około 10 km przed metą został doścignięty przez trzy goniące go tandemy. Spośród finiszującej czwórki najszybsi okazali się ich koledzy klubowi i mistrzowskie trofea po kilkuletniej przerwie powróciły do Olsztyna. Natomiast stolicą kobiecego kolarstwa tandemowego pozostał Lublin – zawodniczki „Hetmana” Iwona Podkościelna i Aleksandra Wnuczek zdecydowanie górowały nad rywalkami i zdobyły mistrzowskie tytuły w obu konkurencjach. Krajowe mistrzostwa, w których rywalizowali kolarze ZKF „Olimp”, zostały dofinansowane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz PFRON.

 

 

Klasyfikacja końcowa mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym

Wyścig na czas (22 km)

Kobiety

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek (KKT „Hetman” Lublin) 30:42,94

2. Marta Stramek – Anna Skalniak („Warmia i Mazury” Olsztyn) 33:25,54

3. Anna Duzikowska – Katarzyna Pakulska  („Warmia i Mazury” Olsztyn) 37:22,16

Mężczyźni

1. Przemysław Wegner – Artur Korc („Razem” Poznań) 26:29,26

2. Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin) 26:48,88

3. Piotr Kołodziejczuk – Paweł Kowalkowski („Warmia i Mazury” Olsztyn) 28:58,54

Wyścigi ze startu wspólnego

Kobiety (72 km)

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek (KKT „Hetman” Lublin)

2. Marta Stramek – Anna Skalniak („Warmia i Mazury” Olsztyn)

3. Anna Duzikowska – Katarzyna Pakulska („Warmia i Mazury” Olsztyn)

Mężczyźni (90 km)

1. Piotr Urbanowicz – Dariusz Wojciechowski („Warmia i Mazury” Olsztyn)

2. Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin)

3. Przemysław Wegner – Artur Korc („Razem” Poznań)

Mirosław Jurek

 

Na początek

aaa

 

goalball

 

Litewski sen Turcji 

Mistrzostwa Europy w goalballu odbywają się regularnie co dwa lata od 1983 roku. Ze względu na rosnącą popularność tej dyscypliny sportu, która jest już uprawiana w ponad 30 krajach Starego Kontynentu, kilkanaście lat temu postanowiono podzielić europejskie rozgrywki na dywizje. W tym roku turniej najwyższej dywizji A gościła Litwa. Mimo że Polakom ponownie nie udało się wywalczyć przepustki na najważniejsze europejskie zawody, warto przyjrzeć się zmaganiom tytanów dzwoniącej piłki.

Do drugiego co do wielkości miasta Litwy, Kowna, przyjechało 10 kobiecych i tyle samo męskich drużyn z europejskiej czołówki. Wybór naszego sąsiada na gospodarza zawodów nie dziwi, biorąc pod uwagę fakt, że Litwini od lat należą do potęg światowego goalballu. Co prawda wydaje się, że lata ich świetności, w których absolutnie nikt nie był w stanie z nimi wygrać, minęły na dobre, do dziś jednak nazwiska czołowych zawodników litewskiej reprezentacji, takie jak Zibolis czy Pavliukianec, budzą wielki respekt w świecie goalballu.

Zarówno kobiece, jak i męskie rozgrywki przebiegały według tego samego systemu. Drużyny podzielono na dwie grupy po pięć zespołów, w których mecze odbywały się w systemie „każdy z każdym”. Cztery najlepsze ekipy z każdej z grup awansowały do ćwierćfinałów. W fazie grupowej największe emocje paradoksalnie budził układ końcówki tabeli, ponieważ zajęcie ostatniego, 5. miejsca, było równoznaczne z opuszczeniem europejskiej czołówki i spadkiem do dywizji B. Drużyny robiły wszystko, aby nie znaleźć się na ostatniej pozycji.

Na mistrzostwach Europy dywizji A nie ma słabeuszy. Każdy zespół jedzie po złoto i nie tylko. Prawdziwą stawką litewskiego turnieju była kwalifikacja paraolimpijska. Mistrzostwa Europy stanowiły ostatnią szansę na wywalczenie biletu do Rio de Janeiro. Przed przystąpieniem do rozgrywek miejsce na olimpiadzie miały zapewnione jedynie męskie drużyny Finlandii, Litwy i Szwecji oraz kobiece ekipy Rosji, Turcji i Izraela.

W pierwszym etapie rozgrywek wśród panów brylowali Czesi, którzy pewnie pokonali wszystkich grupowych rywali. W drugiej grupie pierwsze trzy miejsca przypadły Turkom, Ukraińcom i Finom. Każda z tych drużyn przegrała po jednym meczu. Szansę na dalszą rywalizację straciły zespoły Hiszpanii i Słowenii, które musiały pożegnać się z dywizją A. Wśród pań jak zwykle wyróżniały się Rosjanki, które wysoko wygrały wszystkie mecze. W drugiej grupie niezwyciężone były Turczynki. Do dywizji B spadły automatycznie najsłabsze zespoły w swoich grupach: Niemcy i Hiszpania.

Na wielkie emocje związane z fazą pucharową rozgrywek nie trzeba było długo czekać. O ile Czesi gładko rozprawili się z Belgami, a Finowie wysoko pokonali Niemców, o tyle pojedynki Ukrainy z Litwinami i Turków ze Szwedami były dla kibiców prawdziwą ucztą. Ukraińcy, dzięki skutecznemu atakowi, od początku spotkania z gospodarzami turnieju zaczęli budować przewagę bramkową. Litwini, spostrzegłszy, że zaczynają odstawać od swych rywali, zdawali się być tym faktem niezmiernie zaskoczeni. Zabiegi Karolisa Levickisa, trenera byłych mistrzów świata, na niewiele się zdały. Pierwsza połowa spotkania zakończyła się czterobramkowym prowadzeniem Ukraińców. Dopiero w drugiej części Litwini przejęli inicjatywę i dzięki zręcznym zagraniom taktycznym i roszadom w składzie zaczęli skutecznie odrabiać straty. Wyczerpani pierwszą częścią meczu Ukraińcy dali za wygraną i w ostatnich minutach pogodzili się z porażką; przegrali ostatecznie 8:13. W meczu pomiędzy Turcją i Szwecją walka toczyła się do ostatnich chwil. Dopiero celne trafienie Tuncaya Karakaya w końcowych sekundach pojedynku przechyliło szalę zwycięstwa na korzyść Turków, którzy, pokonawszy Szwedów 5:4, zapewnili sobie awans do półfinału.

Na drodze w walce o mistrzostwo stanęli Turkom Czesi. Nasi południowi sąsiedzi od kilku lat należą do najsilniejszych drużyn Starego Kontynentu. Jednocześnie nie są jeszcze na tyle mocni, aby zdobywać medale na najważniejszych imprezach. Turkom jednak stawiali twardy opór. Przez większość spotkania utrzymywał się remisowy wynik. Dopiero pod koniec meczu Turcja wywalczyła kilkubramkowe prowadzenie. Czesi starali się dogonić rywali, jednak zabrakło im sił oraz czasu i ostatecznie przegrali 8:10. Turcy świętowali nie tylko awans do finału, lecz również zdobycie przepustki na olimpiadę. Drużyny rywalizujące w drugim półfinale – Finlandia i Litwa – miejsca w Rio wywalczyły już wcześniej, co oznaczało, że Turcy pojadą do Brazylii niezależnie od wyniku ich ostatniego meczu.

Litwini, chociaż wspierani przez własną publiczność, nie dali rady wicemistrzom świata z Finlandii. Taktyka Finów polegająca na wpuszczaniu najsilniejszego składu dopiero w kluczowych meczach okazała się skuteczna również tym razem. As fińskiej ekipy – Erkki Minala, który w poprzednich meczach niemal nie pojawiał się na boisku, wykorzystał oszczędzane od początku turnieju siły i poprowadził swoją drużynę do finału po zwycięstwie nad gospodarzami mistrzostw 13:5.

Tymczasem w kobiecych ćwierćfinałach Rosjanki pewnie pokonały reprezentację Grecji, Dunki uległy drużynie z Izraela, a Turczynki wysoko zwyciężyły ze Szwecją. Po zaciętym pojedynku paniom z Ukrainy udało się pokonać Finlandię. Tym samym nasze sąsiadki ze wschodu po raz pierwszy w historii były tak blisko podium mistrzostw Europy i jednocześnie tak blisko awansu na igrzyska paraolimpijskie.

Półfinały pań były przewidywalne. Rosjanki spokojnie poradziły sobie z dziewczynami z Izraela, które zabłysnęły podczas światowych igrzysk IBSA rozgrywanych w maju w Korei Południowej, gdzie wywalczyły kwalifikację olimpijską. Turczynki szły jak burza przez kolejne mecze i gładko rozprawiły się z Ukrainkami, pokonując je 12:2.

Stawką pojedynku o 3. miejsce pomiędzy Izraelem i Ukrainą były nie tylko brązowe medale mistrzostw Europy. Wygrana oznaczałaby dla Ukrainek historyczny awans na olimpiadę. Gdyby górą była drużyna z Izraela, wówczas uzyskana przez nią wcześniej kwalifikacja paraolimpijska przeszłaby na reprezentację Kanady. Nic więc dziwnego, że nasze sąsiadki ze wschodu nie zamierzały dać za wygraną. Od początku spotkania oba zespoły szły łeb w łeb. W ostatnich minutach pojedynku Ukrainki wyszły na jednobramkowe prowadzenie, jednak Izraelki tuż przed zakończeniem drugiej połowy zdołały wyrównać. Po gwizdku sędziego kończącym podstawowy czas gry na tablicy wyników widniał remis 4:4. Oznaczało to konieczność rozegrania dogrywki, w której obowiązuje zasada złotej bramki – drużyna, która pierwsza zdobywa punkt, wygrywa spotkanie. Obie drużyny rozpoczęły dogrywkę zachowawczo, nie chcąc popełnić błędu, za który mogłyby słono zapłacić. Tuż przed upływem czasu przewidzianego na rozegranie dogrywki jedna z zawodniczek Izraela popełniła przewinienie w ataku, które poskutkowało zasądzeniem rzutu karnego na rzecz Ukrainek. Rzut miała wykonać Elena Rud. W rękach środkowej zawodniczki reprezentacji Ukrainy ważyły się losy meczu. Elena nie uległa jednak olbrzymiej presji i celnym trafieniem poprowadziła swoją drużynę do zwycięstwa, wywołując euforię na wypełnionej po brzegi widowni.

Po pełnych emocji zmaganiach pań przyszedł czas na mały finał mężczyzn, w którym zmierzyli się Czesi i Litwini. Gospodarze początkowo nie potrafili znaleźć sposobu na swych rywali. Obie drużyny dawały z siebie wszystko. Kolejnym rzutom towarzyszyła potężna siła i szybkość. Zawodnicy z ogromnym poświęceniem bronili dostępu do swych bramek mknącej po parkiecie piłce. W pierwszej części spotkania górą byli Czesi. W drugiej połowie nasi południowi sąsiedzi zaczęli jednak wyraźnie słabnąć. Nic dziwnego, praktycznie przez cały turniej grali tym samym, najlepszym składem. Litewski trener, dokonując roszad na boisku i wprowadzając nowych zawodników, pomógł swojej drużynie zwyciężyć i wywalczyć brązowe medale mistrzostw.

Wreszcie nadszedł czas na pojedynki o złoto. Jako pierwszy rozegrano finał kobiet. Naprzeciwko siebie stanęły srebrne i brązowe medalistki ostatnich mistrzostw świata – Rosja i Turcja. Rosjanki są znane z tego, że potrafią przejść przez cały turniej jak burza, aby w finale zaprezentować się z jak najgorszej strony. Tak było i tym razem. Turczynki bezbłędną grą w obronie i konsekwentnym atakiem zwyciężyły pewnie 5:0 i tym samym wywalczyły pierwszy w historii tytuł mistrzyń Europy dla Turcji.

Finał panów był okraszony znacznie większymi emocjami. Zarówno Turcy, jak i Finowie rozpoczęli spotkanie spokojnie, skupiając się na skutecznej obronie. Z czasem jednak gra zaczęła nabierać kolorów i obie drużyny trafiały do bramek rywali. Przez większość drugiej połowy spotkania na tablicy wyników utrzymywał się remis. Na dwie minuty przed zakończeniem Turcy wyszli jednak na prowadzenie. Fiński trener natychmiast poprosił o przerwę dla drużyny, podczas której starał się wyjaśnić swoim zawodnikom, jak ratować sytuację. Finowie ostatkami sił starali się zwiększyć intensywność ataku, jednak to Turcy zaliczyli kolejne trafienie. Kiedy wydawało się, że losy meczu są już przesądzone, Finom udało się zdobyć bramkę i zbliżyć do rywali na dystans jednego punktu. Podczas ostatnich sekund pojedynku emocje wrzały zarówno na boisku, jak i na trybunach. W końcu ostatni gwizdek sędziego spowodował eksplozję euforii u zawodników i kibiców tureckiej drużyny. Na boisko wbiegły tureckie dziewczęta, aby wspólnie ze swymi kolegami w spontanicznym tańcu radości świętować podwójne mistrzostwo Europy. Finowie ze spuszczonymi głowami pogratulowali zwycięzcom i udali się do szatni. Jednak już po chwili dumnie wkroczyli na podium razem z innymi medalistami mistrzostw. Wszyscy uczestnicy i kibice dwukrotnie wysłuchali tureckiego hymnu. Po wręczeniu zwycięzcom trofeów ceremonia zakończenia mistrzostw przerodziła się w wielkie świętowanie. Zarówno wygrani, jak i przegrani dali się ponieść radosnej atmosferze. Najgłośniej cieszyli się oczywiście Turcy. „Dzisiaj tutaj, na Litwie, nasze sny stały się rzeczywistością” – powiedział jeden z ozłoconych tureckich zawodników Husseyn Alkan.

Gdy emocje opadły i wszyscy wrócili do domów, znów zaczęła się zwykła codzienność. W przypadku uczestników mistrzostw Europy oznacza to wyczerpujące treningi. Najlepsze drużyny rozpoczynają już żmudne przygotowania do olimpiady. Te, którym na Litwie się nie powiodło, będą musiały ciężko pracować, aby w przyszłym roku wywalczyć powrót do dywizji A. Wszyscy jednak z radością wylewają pot na treningach, bo robią to z miłości do dzwoniącej piłki, która potrafi pozytywnie uzależnić.

Klasyfikacja końcowa mistrzostw Europy w goalballu

5-12.07.2015 r., Kowno (Litwa)

Kobiety 

1. Turcja

2. Rosja

3. Ukraina

4. Izrael

5. Szwecja

6. Dania

7. Finlandia

8. Grecja

9. Niemcy

10. Hiszpania

Mężczyźni

1. Turcja

2. Finlandia

3. Litwa

4. Czechy

5. Belgia

6. Niemcy

7. Szwecja

8. Ukraina

9. Hiszpania

10. Słowenia

 

Konrad Andrzejuk

 

Na początek

aaa

 

kręgle

 

Kręgle znów na fali  

Beztroski klimat wakacji i atmosfera zdrowej rywalizacji kolejny już raz zachęciły rzesze zawodników z całego kraju do walki o trofea i promocji kręglarstwa osób niewidomych nad polskim morzem.  

W Pucku w dniach 25-28 czerwca br., dzięki staraniom koordynatorki imprezy Joanny Staliś, już po raz trzeci zorganizowany został ogólnopolski turniej w kręglach klasycznych. Rosnąca z roku na rok popularność zawodów, współorganizowanych przez klub „Atut” Nysa, przyciągnęła do Pucka rekordową liczbę 79 uczestników. Doskonała baza hotelowa, z kręgielnią po jednej stronie oraz Zatoką Pucką po drugiej, to niewątpliwy atut miejsca rozgrywek. Wysoki poziom sportowy turnieju zapewniali dodatkowo licznie przybyli członkowie kadry narodowej niewidomych i słabowidzących przy Polskim Związku Kręglarskim.

Trudna technicznie i wymagająca od graczy sporych umiejętności czterotorowa kręgielnia była areną zmagań crossowiczów. Ciężko było znaleźć wśród startujących osobę, która nie miała tzw. dziury czy rynny. Na szczególną uwagę zasługuje wynik Grzegorza Lisińskiego z klubu „Pionek” Włocławek, startującego w kat. B1. Dzięki niespotykanej powtarzalności rzutów na każdym z pasków uzyskał najlepszy wynik 440 kręgli, zaliczając w swojej kategorii dwie dziewiątki. To przykład zawodnika, który dzięki systematycznym treningom w ciągu trzech lat znacznie podniósł swoje umiejętności. Jak mówią o nim koledzy i koleżanki z klubu: „mieszka na kręgielni”, czyli w Brodnicy, nie musi więc dojeżdżać wiele kilometrów na treningi. Trzymamy kciuki za jego dalszy rozwój.

Wśród kobiet jedynie Jolanta Krok-Sabaj z „Podkarpacia” Przemyśl przekroczyła magiczną dla wielu liczbę 600 p., a dokładniej 602 kręgli. Obiecująco zapowiadała się gra Honoraty Borawy z „Łuczniczki” Bydgoszcz, która na pierwszym torze osiągnęła bardzo dobry wynik z jednej gry, zbijając 166 kręgli. Nie udało jej się jednak powtórzyć tak dobrego rezultatu na pozostałych trzech torach.

Tegoroczny mistrz świata ze Słowacji w kategorii B2 single event, Mieczysław Kontrymowicz z klubu „Warmia i Mazury” Olsztyn, potwierdził po raz kolejny, że czempionem jest nieprzypadkowo. Wygrał turniej w swojej kategorii i uzyskał wynik 665 kręgli. Podobnie jego koledzy ze złotej drużyny ze Słowacji Albert Sordyl (kat. B3) i Stanisław Fortkowski (kat. B2). Obaj reprezentanci klubu „Pogórze” Tarnów mogli pochwalić się podczas dekoracji srebrnymi pucharami.

Trofea zostały zakupione dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Sportu i Turystyki. Nagrody rzeczowe dla najlepszych ufundował klub „Atut” Nysa. Podczas ceremonii wręczania najlepszym pucharów, dyplomów i upominków okolicznościowymi pucharami uhonorowano również najstarszego i najmłodszego uczestnika zawodów. Niespełna rocznego Dominika Smołę bardzo ucieszyły otrzymane maskotki. Najstarszy z grających w kręgle – zawodnik „Syrenki” Warszawa Zbyszek Kowalak (kat. B1) – pytany, jaką dałby radę młodszym kolegom i koleżankom, by cieszyli się grą jak najdłużej, odpowiedział bez zastanowienia: „nie poddawać się i rzucać”. Czynne uprawianie sportu, chęć zdrowej rywalizacji i dobry humor to przepis Zbyszka na skuteczną rehabilitację i aktywność. Trzymamy zawodnika za słowo i w przyszłym roku, podczas czwartego turnieju w Pucku, czekamy na tort z okazji okrągłych 80. urodzin i jeszcze lepsze wyniki na torach.

Po sportowych zmaganiach na kręgielni przyszedł czas na równie wymagające wyczyny taneczne. W tym roku ze względu na ogromne zainteresowanie turniejem pierwszy raz zabawę zorganizowano na ogromnym tarasie z widokiem na zatokę. Tańcom, śpiewom i życzeniom nie było końca – trwały prawie do białego rana. Bo taka kręgielnia, taki hotel i taka okolica są jedyne w Polsce. Już za niespełna rok nadarzy się okazja, by znów zagrać na kręgielni z widokiem na morze.

III Ogólnopolski Turniej w Kręglach Klasycznych

25-28.06.2015 r., Puck

Kobiety

B1

1. Regina Szczypiorska  („Morena” Iława) 457 p.

2. Karolina Rzepa  („Łuczniczka” Bydgoszcz) 397 p.

3. Mieczysława Stępniewska („Omega” Łódź) 375 p.

B2

1. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 595 p

2. Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) 588 p.

3. Maria Kieloch („Morena” Iława) 571 p.

B3

1. Jolanta Krok-Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 602 p.

2. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) 599 p.

3. Monika Grzybczyńska („Omega” Łódź) 579 p.

Mężczyźni

B1

1. Grzegorz Lisiński („Pionek” Włocławek) 440 p.

2. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 433 p.

3. Tadeusz Kolbusz („Cross Opole”) 320 p.

B2

1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 665 p.

3. Stanisław Fortkowski („Pogórze” Tarnów) 626 p.

4. Jan Smoła („Morena” Iława) 616 p.

B3

1. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) 699 p.

2. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 685 p.

3. Tomasz Ćwikła („Morena” Iława) 683 p.

Wojciech Puchacz

 

Na początek

aaa

 

wiadomości

 

Szachy

Albena 2015

W drugiej połowie czerwca czołowi zawodnicy kadry szachowej Stowarzyszenia „Cross” wzięli udział w corocznym międzynarodowym turnieju szachowym Bułgarskie Lato Szachowe, odbywającym się w nadmorskim kurorcie Albena, na wybrzeżu Morza Czarnego.

Tegoroczny turniej był bardzo silnie obsadzony. Wśród 80 zawodników grających w grupie A było 25 arcymistrzów oraz 21 międzynarodowych mistrzów i mistrzyń. Po raz pierwszy Stowarzyszenie „Cross” reprezentował nowy zawodnik „Syrenki” Warszawa, arcymistrz Marcin Tazbir. Zdobył 6 punktów z 9 partii i zajął 13. miejsce. Obok niego w grupie A startowali także: Jacek Stachańczyk („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza) – 3,5 p. (64.miejsce), Adam Czajkowski („Syrenka” Warszawa) – 3 p. (68. miejsce) i Piotr Dukaczewski („Syrenka” Warszawa) – 2,5 p. (73. miejsce). Pierwsze miejsce w tym turnieju zajął łotewski arcymistrz Igor Kowalenko (7 p.).

W grupie B grało 71 zawodników. Wśród nich Marek Maćkowiak z „Tęczy” Poznań, który uzyskał 5 punktów z 9 partii i zajął 23. miejsce. Ten turniej wygrał Nazar Ustianowicz z Ukrainy (7,5 p.).

Pierwszy szachowy finał mistrzostw Polski kobiet

W dniach od 28 czerwca do 9 lipca 2015 roku w ośrodku wczasowo-rehabilitacyjnym „Wielspin” w Wągrowcu dziesięć niewidomych i słabowidzących szachistek rozegrało pierwszy kołowy finał mistrzostw Polski. Dotychczasowe mistrzostwa miały charakter otwarty i rozgrywane były systemem szwajcarskim. W tym roku droga do kobiecego finału prowadziła przez półfinał.

Z uprawnionych zawodniczek w Wągrowcu nie mogły zagrać Anna Stolarczyk z „Tęczy” Poznań, jedna z głównych faworytek turnieju, oraz Halina Kasperczyk z „Atutu” Nysa. Zastąpiły je Renata
Namyślak („Cross Opole”) i Zofia Siwy („Atut” Nysa). Pod nieobecność Ani, w turnieju prym wiodła Teresa Dębowska z „Syrenki” Warszawa, która wygrała wszystkie dziewięć partii i zdobyła tytuł mistrzyni Polski na rok 2015. Drugie miejsce, z wynikiem 8 p., zajęła Józefa Spychała z „Tęczy” Poznań – organizator mistrzostw. Przegrała tylko jedną partię ze zwyciężczynią rozgrywek. Trzecia była Joanna Malcer z olsztyńskiego klubu „Warmia i Mazury” (6,5 p.). Wszystkie trzy medalistki zdobyły także uprawnienia do gry – bez eliminacji półfinałowych – w przyszłorocznym finale mistrzostw Polski kobiet. Czwartą uprawnioną zawodniczką jest Anna Stolarczyk, która ma obecnie najwyższy ranking ELO wśród niewidomych i słabowidzących szachistek.

Wągrowiecki finał mistrzostw Polski sędziowali poznańscy arbitrzy: Marek Maćkowiak – sędzia główny, i Małgorzata Napierała – asystent sędziego.  

Mistrzostwa Polski kobiet w szachach

28.06-9.07.2015 r., Wągrowiec

1. Teresa Dębowska („Syrenka” Warszawa) 9 p. 

2. Józefa Spychała („Tęcza” Poznań) 8 p. 

3. Joanna Malcer („Warmia i Mazury” Olsztyn) 6,5 p. 

4. Krystyna Perszewska („Jantar” Gdańsk) 5 p.

5. Barbara Gołębiowska-Fryga („Atut” Nysa) 4,5 p.

6. Jadwiga Marynowicz („Cross Opole”) 4,5 p.

7. Alicja Muller („Łuczniczka” Bydgoszcz) 3 p.

8. Leonarda Liszewska („Atut” Nysa) 2,5 p.

9. Renata Namyślak („Cross Opole”) 1 p.

10. Zofia Siwy („Atut” Nysa) 1p.

M. Dębowska

Bieszczadzkie potyczki

Prężnie i efektywnie działający klub „Podkarpacie” Przemyśl, ze swym prezesem Stanisławem Sękiem, zorganizował drugi już turniej szachowy o Puchar Podkarpacia. Koordynatorem i realizatorem przedsięwzięcia był szef klubu, a miejscem szachowych batalii – Myczkowce. Patronat i sponsoring sprawowały szacowne instytucje w osobach ich przedstawicieli: wojewody, starosty powiatu Lesko, gminy Solina i podkarpackiego oddziału PFRON. Lokum zapewnił uroczy i funkcjonalny dom wczasowy „Bieszczady”, z basenem i niezłą kuchnią, zatopiony w bieszczadzkiej głuszy, na wzgórzu, z bajecznym widokiem na Jezioro Myczkowieckie. Obrazy na ścianach – pokłosie cyklicznie odbywających się tu plenerów malarskich, niektóre o dużej wartości artystycznej – tworzyły właściwą atmosferę dla królewskiej gry, która też jest przecież sztuką.

W turniejowej grupie A zwyciężył Zdzisław Wojcieszyn z „Ikara” Lublin przed swym kolegą klubowym Stanisławem Niećko. Obaj zdobyli po 8,5 p. z 9 partii i zdeklasowali rywali. Jedynie w ich partii między sobą padł remis. Dość zauważyć, że trzeci w turnieju Henryk Krynicki z Ustrzyk Dolnych, lider podkarpacko-bieszczadzkich szachów, „odstawał” na 2,5 p., a puchar wziął Zdzisław Wojcieszyn, bo miał lepszą punktację pomocniczą, tzw. małego Bucholtza. W grupie A potykało się 27 graczy z całej Polski. Podkreślić należy dobre 5. miejsce byłego wielokrotnego mistrza Polski Jerzego Bryckiego, krakusa tryskającego jak zawsze świetnym humorem, któremu nie oparłby się nawet bieszczadzki niedźwiedź, rechocząc pospołu z żubrem z wetlińskich połonin. Na uwagę zasługuje też niezły wynik najstarszego szachisty – Antoniego Ptasznika. Normę na kandydata na mistrza wypełnił autor sprawozdania.

W grupie B zwyciężył z doskonałym wynikiem 8 p. Witold Czyż, przed Kornelem Jurkiem i Wiesławem Seniowem. Grało tu 13 szachistów, w tym 6 pań. Grupa sześciorga – Witold Czyż, Stanisław Kwitowski, Marek Stojanow, Stanisława Kołwak, Teofila Benedyk, Wanda Czaja – podwyższyła swe kategorie szachowe.

Zmagania oceniał sędzia klasy państwowej Marian Lorenc, a dzielnie mu pomagał sędzia rundowy Piotr Kretowicz.

Turniej i cały pobyt przebiegały w znakomitej, wręcz sielskiej atmosferze. Urocze było ognisko z muzyką na żywo, śpiewami i tańcami na zielonym dywanie murawy, z obfitym, grillowym zaopatrzeniem. Gratulacje i podziękowania dla organizatorów i sponsorów. Do zobaczenia za rok.

Ogólnopolski turniej szachowy osób niewidomych i słabowidzących

o Puchar Podkarpacia

19-26 czerwca 2015 r., Myczkowce

Wyniki końcowe grupy A

Miejsce

Tytuł

Imię i nazwisko

Punktacja FIDE

Punkty

Mały Bucholtz

Ranking

uzyskany

1

k

Zdzisław Wojcieszyn nnnWojcieszynWojcieszyn

1979

8,5

37,00

2300

2

I

Stanisław Niećko

1835

8,5

34,50

2310

3

I+

Henryk Krynicki

1829

6,0

35,00

2060

4

I

Emil Przewoźnik

1916

5,5

35,50

2089

5

I

Jerzy Brycki

1822

5,5

29,50

1970

6

I

Józef Cebula

1782

5,0

37,00

2000

7

II

Janusz Gaweł

1413

5,0

34,00

1911

8

II

Stanisław Raczek

1654

5,0

33,00

1930

9

II+

Andrzej Jagieła

1711

5,0

33,00

1960

10

I

Antoni Ptasznik

1690

4,5

36,00

1940

11

I

Józef Korycki

1662

4,5

32,00

1900

12

II

Stanisław Białas

0

4,5

30,50

1870

13

II

Franciszek Mazur

0

4,5

28,50

1767

14

II

Tadeusz Lach

0

4,5

26,50

1823

15

II

Piotr Chęciński

1538

4,5

25,00

1820

16

I

Antoni Szczurek

0

4,0

33,50

1910

17

II

Krzysztof Zemła

0

4,0

31,50

1830

18

II

Zbigniew Woronowicz

1538

4,0

30,50

1830

19

II

Władysław Hudziec

0

4,0

29,50

1744

20

II

Marian Inglot

1480

4,0

27,00

1800

21

II

Michał Walczyszewski

0

4,0

27,00

1755

22

II

Leszek Koczot

1495

4,0

25,50

1780

23

II

Stefan Pawliczek

0

4,0

25,00

1744

24

II

Janusz Żydek

0

4,0

24,00

1733

25

II

Wojciech Łuc

0

3,5

29,50

1711

26

II

Kazimierz Kopeć

0

3,0

28,00

1644

27

II

Sylwester Cis

0

2,5

27,00

1622

 

Wyniki końcowe grupy B

Miejsce

Tytuł

Imię i nazwisko 

Punktacja FIDE

Punkty

Mały Bucholtz

Ranking

uzyskany 

1

IV

Witold Czyż

1400

8,0

35,50

1556

2

IV

Jerzy Kornel

1400

7,5

31,50

1500

3

III

Wiesław Seniow

1600

7,0

31,00

1460

4

II

Elżbieta Jagieła

1600

6,0

34,00

1380

5

 

Stanisław Kwitowski

1000

5,5

36,50

1333

6

 

Marek Stajanow

1000

5,0

31,50

1222

7

III

Adam Josz

1600

4,0

36,00

1200

8

 

Teofila Benedyk

1000

3,5

30,00

1045

9

 

Wanda Czaja

1000

3,5

30,00

1023

10

 

Teresa Krzyżaniak

1000

3,5

25,50

934

11

 

Ryszard Blicharz

1000

3,5

24,00

975

12

 

Romana Małyszek

1000

3,0

27,50

1000

13

 

Stanisława Kałwak

1000

3,0

25,50

1000

Stanisław Niećko 

 

Bowling/kręgle

Już od kilku lat klub „Karolinka” Chorzów organizuje w pierwszej połowie czerwca dwumecz w bowlingu i kręglach klasycznych. Połączenie dwu dyscyplin w ramach jednych zawodów to specjalność tylko środowiska sportowców z niepełnosprawnością wzroku. Twórczynią i koordynatorką niezwykłego turnieju o Puchar Śląska jest Czesława Konieczna. Są różne poglądy na ten swoisty eksperyment kręglarski, ale kolejne zawody udowadniają, że taka impreza może być ciekawa i emocjonująca dla naszych zawodników. Problemem jest oczywiście oddalenie kręgielni bowlingowej, znajdującej się w Katowicach, od klasycznej – w Raciborzu. Na razie wciąż nie ma pomysłu, jak zaradzić tej logistycznej niedogodności.

Podobnie jak w latach ubiegłych, zmagania rozpoczęły się w Katowicach. Tuż po południu, w czwartek, wystartowały pierwsze rozgrywki we wszystkich kategoriach. Sędzią głównym zawodów był Przemysław Antuszewicz – trener reprezentacji, która z wielkimi sukcesami na koncie wróciła z mistrzostw świata w Korei. Między innymi z tego powodu gra naszych medalistów była szczególnie obserwowana przez wszystkich pozostałych uczestników i gości odwiedzających kręgielnie.

W kategorii B1 kobiet nieobecną medalistkę Karolinę Rzepę godnie zastąpiła jej koleżanka klubowa z „Łuczniczki” Bydgoszcz – Katarzyna Świątek. Na podium w kategorii B2 znajome twarze z mistrzostw Polski, tylko w innej kolejności. Brązowy medalista z Seulu Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) oczywiście nie dał szans kolegom z kat. B1.

W turnieju wystartowało 58 zawodników, w tym ośmiu gości z zaprzyjaźnionego klubu z Levoczy na Słowacji.

Puchar Śląska 2015

11-14.06.2015 r., Katowice, Racibórz

Wyniki w bowlingu, Katowice

Kobiety

B1

1. Katarzyna Świątek („Łuczniczka” Bydgoszcz)    653 p.

2. Barbara Szypuła („Karolinka” Chorzów) 584 p.

3. Grażyna Krysiak („Karolinka” Chorzów) 493 p.

B2

1. Dorota Kurek („Ikar” Lublin) 1009 p.

2. Danuta Odulińska („Morena” Iława) 1008 p.

3. Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) 939 p.

B3

1. Jolanta Pazurkiewicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 947 p.

2. Aneta Łukasik („Karolinka” Chorzów) 926 p.

3. Zofia Sarnacka („Warmia i Mazury” Olsztyn) 877 p.

Mężczyźni

B1

1. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 963 p.

2. Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 755 p.

3. Marek Zwolenkiewicz („Karolinka” Chorzów) 663 p.

B2

1. Janusz Jeleń („Morena” Iława) 1103 p.

2. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1068 p.

3. Stanisław Oduliński („Morena” Iława) 1040 p.

B3

1. Dominik Czyż („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1120 p.

2. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) 1095 p.

3. Cezary Dybiński („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1042 p.

Wyniki w kręglach klasycznych, Racibórz

Kobiety

B1

1. Mieczysława Stępniewska („Omega” Łódź) 408 p.

2. Katarzyna Świątek („Łuczniczka” Bydgoszcz) 312 p.

3. Grażyna Krysiak („Karolinka” Chorzów) 276 p.

B2

1. Maria Harazim („Karolinka” Chorzów) 602 p.

2. Jolanta Lewandowska („Pionek” Włocławek) 551 p.

3. Janina Szymańska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 514 p.

B3

1. Alżbeta Jeźikowa (Levocza) 585 p.

2. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) 581 p.

3. Jolanta Krok-Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 574 p.

Mężczyźni

B1

1. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 526 p.

2. Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 495 p.

3. Marek Zwolenkiewicz („Karolinka” Chorzów) 475 p.

B2

1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 660 p.

2. Vaclav Trnka (Levocza) 607 p.

3. Teodor Radzimierski („Karolinka” Chorzów) 593 p.

B3

1. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 631 p.

2. Ryszard Lewandowski („Pionek” Włocławek) 560 p.

3. Marek Halicki („Karolinka” Chorzów) 538 p.

Piotr Dudek

 

Biegi

Mistrzostwa w Zielonej Górze

Po raz drugi w tym roku pięciu biegaczy ze Stowarzyszenia „Cross” startowało na bieżni, tym razem w ramach mistrzostw Polski osób niepełnosprawnych, rozgrywanych między 26 a 28 czerwca br. W sobotę do biegu na 5 km stanęli tylko nasi. Bardzo dobrze pobiegł Patryk Łukaszewski, jego czas 15:56:36 dał mu zdecydowane zwycięstwo. Pozostali, dużo starsi zawodnicy, dobiegali do mety ze znaczną stratą do Patryka. Drugi był Paweł Petelski – 19:11:31, trzeci Jacek Ziółkowski – 19:42:79. Za nimi Sławek Jeżowski z czasem 21:00:39 i Zbigniew Świerczyński – 22:02:93.

Następnego dnia biegacze startowali na 1500 m. Ponownie najlepiej wśród zawodników z dysfunkcją wzroku pobiegł Patryk Łukaszewski, który zajął trzecią lokatę. Prym w tym biegu wiódł paraolimpijczyk Łukasz Wietecki, specjalizujący się w biegach na 800 i 1500 m. Ziółkowski, Petelski i Jeżowski znaleźli się poza podium.

Zdaniem koordynatora Wiesława Miecha bardzo dobrze się stało, że crossowicze biegali na tych zawodach. Gdyby nie oni, bieg na 5 km by się nie odbył, a Patryk dzielnie walczył na 1500 metrów. Pierwsze doświadczenia na bieżni zdobyte!

Piekło w Ciechanowie

4 lipca br. w 35. Ciechanowskiej Piętnastce postanowiło pobiec tylko sto osób (w ubiegłym roku 141). Stało się tak, jak było do przewidzenia: przy tak dużej liczbie biegów i nie najlepszym poziomie przygotowania impreza w Ciechanowie powoli zamiera. Organizatorzy nie są w stanie przyciągnąć więcej biegaczy. Zawodnicy ze Stowarzyszenia „Cross” stanowili w tym roku sporą grupę w setce startujących, bo walczyli o tytuły mistrzowskie na tym dystansie.

Wyjątkowo upalna tego dnia pogoda mogła pokrzyżować plany wielu zawodnikom. Co roku jest tu gorąco, ale w tym było jak na patelni. Nieosłonięta trasa i ten ukrop! Przy wzmożonym wysiłku w takich warunkach trzeba pobiec z głową. Najlepiej zrobił to Artur Kamiński z Płocka (51:07), zwycięzca biegu.

Wśród zawodników Stowarzyszenia „Cross” klasą dla siebie był słabowidzący Tomek Chmurzyński. Jako jedyny z naszych pobiegł poniżej godziny (59:38), co dało mu 5. miejsce w klasyfikacji open. Pozostali – daleko za nim! Drugie miejsca na mecie również dla „Łuczniczki” Bydgoszcz. Krzysztof Badowski wraz z Rafałem Machnikowskim wykręcili czas 1:22:51. Badowski po biegu powiedział krótko: „To było piekło. Startuję tu co roku, ale takiego gorąca nie pamiętam”. Trzeci w T12 był koordynator mistrzostw Wiesław Miech (1:32:15), a w T11 Grzegorz Powałka (1:24:44). Spore kłopoty z dystansem miał przewodnik niewidomego Zbyszka Świerczyńskiego. Od 10. kilometra to szedł, to biegł i tak na zmianę do mety. Gdyby jego rywale z kategorii zbliżyli się na tyle, by to dostrzec, mogliby ich pokonać. Brakowało niewiele, bo czas Świerczyńskiego na mecie to 1:21:47. Pozostali zawodnicy: Adam Kryczkowski, Mariusz Zacheja i Maciej Dąbrowski pobiegli na miarę swoich możliwości.

A po biegu tylko w cień, uzupełnić ubytek wody, szybki prysznic i po dekoracji wyjazd do domów. Gratulacje dla zwycięzców za udział w piekielnym biegu!

Start naszych zawodników dofinansował PFRON.

Mistrzostwa Polski w biegu na 15 km

04.07.2015 r., Ciechanów

Niewidomi T11

1. Zbigniew Świerczyński („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1:21:47

2. Rafał Machnikowski („Łuczniczka” Bydgoszcz) 1:22:51

3. Grzegorz Powałka („Syrenka” Warszawa) 1:24:44

Słabowidzący T12

1. Tomasz Chmurzyński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 59:38 

2. Krzysztof Badowski („Łuczniczka” Bydgoszcz) 1:22:51

3. Wiesław Miech  („Syrenka” Warszawa) 1:32:15

Mariusz Gołąbek

 

Organizacje

Nowy zarząd PKPar

23 czerwca 2015 roku w Instytucie Sportu w Warszawie odbył się IV Zjazd Sprawozdawczo-Wyborczy Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego, który wybrał nowe władze Komitetu.

Podczas zjazdu wyrazy podziękowania za dotychczasową pracę w PKPar skierowano do jego wieloletniego prezesa Longina Komołowskiego, który zrezygnował z kandydowania na kolejną, czteroletnią kadencję. Longin Komołowski był prezesem Komitetu przez wszystkie trzy poprzednie kadencje – od roku 2000.

Po udzieleniu absolutorium ustępującym władzom, w głosowaniu jawnym wybrano nowy dwunastoosobowy zarząd i trzyosobową komisję rewizyjną, które ukonstytuowały się w sposób następujący:

Zarząd PKPar

Łukasz Szeliga (PZSN „Start”) – prezes

Eugeniusz Grabowski (PZSN „Start”) – wiceprezes 

Tadeusz Nowicki (PZSN „Start”) – wiceprezes

Piotr Dukaczewski (Stowarzyszenie „Cross”) – członek prezydium zarządu

Zenon Jaszczur („Sprawni Razem”) – członek prezydium zarządu 

Piotr Łożyński (ZKF „Olimp”) – członek prezydium zarządu 

Romuald Schmidt (PZSN „Start”) – członek prezydium zarządu  

Jerzy Jankowski (PZSN „Start”) – członek zarządu

Mariusz Oliwa (PZSN „Start”) – członek zarządu

Bogusław Szczepański (PZSN „Start”) – członek zarządu

Andrzej Szczęsny (PZSN „Start”) – członek zarządu

Danuta Tarnawska (PZSN „Start”) – członek zarządu

Komisja rewizyjna

Paweł Niewiarowski – przewodniczący

Dariusz Skibniewski – sekretarz

Dariusz Mosakowski – członek

Piotr Łożyński ponownie prezesem„Olimpu” 

W ostatnią niedzielę czerwca bieżącego roku (28.06.2015 r.) odbył się kolejny zjazd sprawozdawczo-wyborczy Związku Kultury Fizycznej „Olimp”. Organizacja istnieje od 2004 roku – wówczas odbył się zjazd założycielski i uzyskano wpis do Krajowego Rejestru Sądowego. 23 kwietnia następnego roku, na pierwszym walnym zjeździe Związku wybrano jego władze. Prezesem został Piotr Łożyński.

Kadencja władz „Olimpu” trwa cztery lata, jednak przez minione 10 lat jej długość zmieniała się. Po roku działania Związku odbył się jego zjazd nadzwyczajny, a cztery lata później zjazd sprawozdawczo-wyborczy. Za każdym razem funkcję prezesa powierzano Piotrowi Łożyńskiemu. W 2014 r. przypadał termin kolejnego zjazdu, lecz ze względu na działania proceduralne związane ze zmianą statutu przesunięto go na rok następny. Z organów władz Związku usunięto radę krajową. Obecnie pieczę nad działalnością „Olimpu” sprawuje siedmioosobowy zarząd.

Podczas czerwcowego zjazdu funkcję prezesa powierzono ponownie Piotrowi Łożyńskiemu, a nowo wybrany zarząd, komisja rewizyjna i sąd koleżeński ukonstytuowały się następująco:

Zarząd ZKF „Olimp”

Piotr Łożyński („Warmia i Mazury” Olsztyn) – prezes

Wacław Morgiewicz („Victoria” Białystok) – wiceprezes 

Stanisław Sęk („Podkarpacie” Przemyśl) – wiceprezes 

Adam Dzitkowski („Victoria” Białystok) – sekretarz zarządu 

Krzysztof Badowski („Łuczniczka” Bydgoszcz) – członek zarządu

Mirosław Mirynowski („Zryw” Słupsk) – członek zarządu

Józef Plichta („Sudety” Kłodzko) – członek zarządu

Komisja rewizyjna

Grażyna Woźniak – przewodnicząca

Alicja Pogorzelska – zastępca przewodniczącej

Sławomir Gruszkowski – sekretarz 

Maria Ciupińska – członek komisji

Jerzy Andrejko – członek komisji

Sąd koleżeński

Szymon Rękawek – przewodniczący 

Członkowie: Marta Chałupka, Ryszard Grzywacz, Roman Januszewski, Krzysztof Kowaleczka, Ryszard Kożuch, Marta Pekar

M. Dębowska

 

Na początek

aaa

 

sylwetki

 

Wiem, po co się urodziłam!

Rozmowa z Jadwigą Dudek, sportsmenką, działaczką społeczną, laureatką konkursu i zdobywczynią tytułu Lady D. – wyróżnienia przyznawanego zasłużonym damom z niepełnosprawnością.  

Andrzej Szymański: – Czy jesteś szczęśliwa i spełniona w sporcie, który uprawiasz, czyli kręglarstwie?

Jadwiga Dudek: – Dobre pytanie. W 2015 r. osiągnęłam sukcesy nie tylko na arenie sportowej, lecz także społecznej i medialnej. Tak dobrej passy nie miałam nigdy w życiu. Malutkie, cząstkowe szczęścia złożyły się na całość tego zadowolenia. Cieszę się, że moje zaangażowanie zauważono we władzach miasta i województwa.

– Wróćmy do młodych lat. Urodziłaś się we Włocławku?

– Nie, na Dolnym Śląsku, w Zgorzelcu. Do Włocławka zostałam „przemycona”.

– Skąd się wzięły kłopoty z widzeniem?

– Zawsze miałam słaby wzrok, a „siadł” mi poważnie po urodzeniu dwóch córek, dziś dorosłych panienek. Zmniejsza mi się pole widzenia i, niestety, może tak się kiedyś zdarzyć, że całkowicie stracę wzrok.

– A kiedy pani Szuszkiewicz, a od niedawna Dudek, zaprzyjaźniła się ze sportem?

– W 2002 roku Stanisław Piasek namówił mnie na start w pierwszych mistrzostwach Polski niewidomych w kajakach. On je organizował i „wsadził” mnie do kajaka.

– Spodobało Ci się machanie wiosłem?

– Zdobyłam wtedy brązowy medal w dwójkach z inną Jadzią. Ciężko było, ale moja ambicja – a jestem zodiakalną Lwicą – nie pozwoliła odpuścić. Bywałam też na obozach żeglarskich, spływach kajakowych. Zabierałam na nie moje dwie małe dziewczynki. I one, i ja potrzebowałyśmy kontaktu z przyrodą.

– Na tych crossowskich imprezach poznałaś masę ludzi ze środowiska.

– O, tak. To osoby, którym chce się coś robić. Zarażają cię aktywnością, niezależnie od stopnia utraty wzroku.

– Jakie zdobywałaś trofea na kajakowych mistrzostwach?

– Redaktorze, nie liczyłam medali. Są ich worki. Od 2002 roku tylko dwa razy nie brałam udziału w mistrzostwach Polski. A w parze z Mietkiem Kontrymowiczem trzy razy zdobywaliśmy złoto.

– No dobrze, kajaki to Twoje pierwsze zetknięcie się ze sportem wyczynowym. A kto Ci podpowiedział, że jest taka dyscyplina jak kręgle klasyczne?

– W 2002 roku byłam już członkiem klubu „Morena” Iława. W Lesznie Wielkopolskim odbywały się półfinały mistrzostw Polski. Pojechałam tam, choć nie miałam pojęcia o tej dyscyplinie. I ku zaskoczeniu wszystkich wygrałam te zawody i otrzymałam przepiękny puchar. Trenerzy mówili, że mam talent. W szkole średniej byłam dobra w gimnastyce, a nie w dyscyplinach siłowych. Jak widzisz, do tej pory jestem dziewczyną szczupłą i gibką.

– Widzę i podziwiam. A następne występy na kręgielni?

– Zakochałam się w kręglach klasycznych. Grałam rekreacyjnie w „Morenie”, ale gdy powołano mnie do kadry, to zaczęło się rzucanie na poważnie. Trenerem był wtedy Paweł Ciesielski. W 2008 roku zabrał mnie na mistrzostwa Europy do Budapesztu. Tam zdobyłam pierwszy medal – brąz w drużynie. W następnych latach kolejne krążki się posypały.

– Osiągasz sukcesy w klasycznych i w bowlingu. Co bardziej lubisz?

– To tak, jakbyś mnie zapytał, czy bardziej kocham Patrycję czy Paulę – czyli moje córki. To są dwie miłości, a serce jest pojemne. A konkretnie teraz, po sukcesach w Seulu, bardziej polubiłam bowling. Więcej trenuję, widać postępy w mojej grze. W „klasyku” wyniki jakby przychodzą same. Mało trenuję, ale mam doświadczenie. W bowlingu tylko dwa razy zdobywałam tytuł mistrzyni kraju i aż cztery razy plasowałam się na czwartej pozycji.

– Na ilu mistrzostwach Europy i świata występowałaś?

– Na czterech w bowlingu i tyluż w „klasyku”.

– A który z tych wyjazdów najmilej wspominasz?

– Myślę, że ten pierwszy, do Budapesztu. Zobaczyłam, jak się kibicuje, jak dopinguje zawodników, jak wygląda rywalizacja na trybunach, nie tylko na torach. Do tamtej pory nie znałam tej atmosfery wielkiej imprezy i wspierania swego zawodnika.

– Jeżdżąc po świecie, poznałaś na pewno wielu sportowców.

– O, tak. Z niektórymi kontaktuję się mailowo. Dzięki tym wyjazdom nauczyłam się komunikować po angielsku. Nie boję się rozmawiać, choć jeszcze sporo wody musi upłynąć, nim będę mówić w miarę biegle.

– Co Cię zaskoczyło w Seulu?

– Zadziwiła mnie czystość tego olbrzymiego miasta i kultura jego mieszkańców. Wszędzie jest pełno zieleni. Ludzie ruszają się, biegają, jeżdżą na rowerach, wiosłują na łódkach. Co krok place do ćwiczeń dla dorosłych i dzieci.

– Jak wyglądały te igrzyska zorganizowane przez IBSA?

– Pytasz o bowling? Duża kręgielnia. Wszyscy nawzajem sobie kibicowali. Startowało mało kobiet. Ja zdobyłam trzy medale – dwa indywidualne i jeden w drużynie. Szkoda, że nie było złota.

– Trener Przemek Antuszewicz opowiadał mi, że jak powietrza potrzebowałaś jego wsparcia na zawodach.

– Zgadza się. Dobrze sobie radzę na torze, ale czasami trzeba mi pomóc. Może tego po mnie nie widać, ale jestem nieśmiała. Walczę z tym od lat. Gdy trener mi podpowiada, co jest dobre, jakie błędy popełniam, to gram pewniej. Potrzebuję takiego wsparcia. I dlatego w Seulu miałam takie wyniki.

– Przed Tobą jeszcze długie lata zabawy w kręgle…

– Mam taką nadzieję. W Korei grali ludzie dużo starsi ode mnie i osiągali fantastyczne rezultaty. O ile zdrowie pozwoli, to się nie wycofam. Wiesz, co Ci powiem? Ta gra w kręgle, te wszystkie starty, wyjazdy przynoszą mi mnóstwo wrażeń, emocji, pozwalają na ucieczkę od szarości życia. Wiem, po co się urodziłam! Dzięki kręglom mogę też coś robić dla innych osób niepełnosprawnych z mojego środowiska.

– A co takiego robisz?

– Wyciągam ludzi z domów. W klubie „Pionek” we Włocławku zaangażowana jestem po uszy. Organizuję zawody kręglarskie dla graczy od lat 5 do 105. W tym roku będzie trzecia edycja. Sporo tych programów wymyśliłam sama, ale moje najfajniejsze „dziecko” urodziło się w Towarzystwie Pomocy Całkowicie Niewidomym „Kret”, w którym jestem zatrudniona, a którego szefem jest mój mąż Piotr Dudek. 20 czerwca tego roku odbyła się pierwsza impreza pod nazwą „Całkowicie niewidomy, ale aktywny” (pisze o niej w oddzielnym tekście Piotr Dudek – przyp. red.).

– Jak odebrano Twoje sukcesy bowlingowe we Włocławku?

– Zaraz po powrocie z Seulu zaprosił mnie prezydent miasta i pogratulował sukcesów. Natomiast 30 maja, już po powrocie ze Słowacji, z mistrzostw Europy w kręglach klasycznych (zdobyłam z Mietkiem Kontrymowiczem brązowy medal), zostałam zaproszona wraz z Karoliną Rzepą do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Kujawsko-Pomorskiego. Na spotkanie przybyła pani marszałek i wiceprezydent Bydgoszczy. Towarzyszyli nam trener Kazimierz Fiut oraz Andrzej Sargalski i Krzysztof Badowski z klubu „Łuczniczka”. Byłyśmy z Karolcią oszołomione – dziennikarze, fotoreporterzy, operatorzy kamer. Wołają: „uśmiechnij się!”, „odwróć do nas!”. Błyski fleszy, trzaski migawek, wywiady… Pani wojewoda wręczyła nam dyplomy uznania ze szczerą dedykacją, upominki, kwiaty… i powiedziała: „Po tym, co panie nam opowiedziały, czuję się zawstydzona. Obydwie pracujecie, uczycie się, jeździcie na zawody, przywozicie z nich medale. Jesteście wizytówką naszego regionu”.

– No bo jesteście. A Ty w dodatku otrzymałaś tytuł „Lady Disabled”, czyli kobiety niepełnosprawnej mającej wybitne osiągnięcia w sporcie, ale też w pracy społecznej.

– To jest ogólnopolski konkurs organizowany już od 13 lat, ale w województwie kujawsko-pomorskim po raz pierwszy. Przyznaje się ten tytuł kobietom w pięciu kategoriach: pracy zawodowej, społecznej, sporcie, kulturze, sztuce. 8 czerwca w bydgoskiej operze odbyło się wręczenie statuetek. Przybyły lokalne władze, a nawet prezes PFRON, pani Teresa Hernik.

– Wiesz, co na to wyróżnienie powiedzieli Piotr, twój mąż, i przyjaciółka Monika Grzanka? On orzekł, że „U Jadwigi niepełnosprawność była i jest motorem do pełnosprawności”, a Monika określiła Cię jako kobietę dynamit.

– To co, stanęłam na pudle pod tytułem „Gwiazdorzenie”?

– Sama sobie odpowiedz, „Biedlonko”!

Rozmawiał (i zjadł smaczny obiad przygotowany przez Jadwigę, pseudonim „Biedlonka”) Andrzej Szymański.

 

aaa

 

Na początek

rekreacja

 

Niewidomy, ale aktywny 

Z góry było wiadomo, że nie będzie łatwo – wodne zmagania na basenie, celne rzuty na kręgielni, pierwsze próby na strzelnicy, a na dobitkę akrobacje na ekstremalnym torze przeszkód w parku linowym. Niejeden amator sportu mógłby nie przetrwać takiej próby. Ale całkowicie niewidomi śmiałkowie z okolic Włocławka dali radę!  

20 czerwca 2015 r. zarząd Towarzystwa Pomocy Całkowicie Niewidomym „Kret”, wspierany przez działaczy klubu „Pionek” Włocławek, zorganizował na terenie Międzyosiedlowego Basenu OSiR we Włocławku imprezę pod nazwą „Całkowicie niewidomy, ale aktywny”. W tym niezwykłym święcie sportu wzięło udział 12 osób z Bydgoszczy, Włocławka i okolic, wraz ze swoimi asystentami. Niestety, pomimo zapowiedzi udziału na wydarzenie nie dotarli uczestnicy toruńskich warsztatów terapii zajęciowej dla niewidomych. 

A tak to się zaczęło...

Jeszcze w grudniu 2011 r. niewidomi sportowcy startujący w kategorii B1, uczestnicy imprez organizowanych przez Stowarzyszenie „Cross”, założyli Towarzystwo „Kret”, które za swój główny cel obrało walkę o właściwy status prawny osób z poważną dysfunkcją wzroku. Założyciele Towarzystwa na różnych szczeblach władz zabiegają o precyzyjne wyodrębnienie tego statusu, a jednocześnie kontynuują pracę bezpośrednio w samym środowisku.

Jak skutecznie aktywizować osoby, które nie widzą praktycznie nic? Niewątpliwą okazją do podjęcia konkretnych działań był udział w konkursie rozpisanym przez marszałka województwa kujawsko-pomorskiego. Zarząd „Kreta” wystartował w zadaniu promującym zdrowy styl życia. Złożony projekt wygrał i uzyskał wnioskowane wsparcie finansowe. Tak spełniło się marzenie o inicjatywie na tę chwilę nowatorskiej, bo dawno nie było słychać o imprezach skierowanych szczególnie do osób całkowicie pozbawionych wzroku.

Sport w kompletnych ciemnościach? Tak! Odważni amatorzy ruchu spotkali się podczas zajęć w kompleksie basenowym i kręgielni bowlingowej. Dodatkowo każdy uczestnik mógł spróbować swoich sił w strzelaniu z broni pneumatycznej dostosowanej do potrzeb osób niewidomych. Jednak jedną z największych atrakcji, a zarazem niezłym wyzwaniem okazało się przebycie toru przeszkód w parku linowym. W niczym nie różnił się on od tego, jaki pokonują ludzie pełnosprawni. I chociaż zwiększono środki bezpieczeństwa, zadanie miało dla uczestników cechy sportu ekstremalnego. Kto dotarł do celu, odnosił wielkie zwycięstwo. Był to również sukces asystentów, którzy wspinali się na wyżyny swoich umiejętności, aby osoba całkowicie pozbawiona wzroku mogła przemieszczać się i pokonywać kolejne trudne przeszkody. Każdy krok czy chwyt rękoma poprzedzała informacja słowna. Oryginalny trening bez wątpienia ułatwi wzajemną współpracę przy asystowaniu na co dzień czy na wycieczkach rekreacyjnych. Ale najważniejsze to odzyskana wiara w siebie i swoje umiejętności – niezbędny warunek, aby pokonać pierwszą, najważniejszą przeszkodę – własny strach. 

Co dalej?

Sport to zdrowie, ale trzeba go uprawiać z głową. Po zakończonych zmaganiach odbyła się pogadanka na temat właściwego żywienia, aktywności fizycznej oraz angażowania się w życie społeczne, stawiania sobie ambitnych celów, by przełamywać bariery. Uczestników edukowała doktor medycyny Ewa Błasiak. Cała impreza trwała 8 godzin i była dość wyczerpująca fizycznie. Energii dostarczały uczestnikom pożywne posiłki i napoje. Dodatkowo każdy zabrał do domu paczkę z produktami zaliczanymi do zdrowej żywności. Nie zabrakło włocławskiego akcentu w postaci ketchupu, by uczestnicy ze smakiem wspominali to miłe miasto. Uśmiechy na twarzach, pomimo ogromnego wysiłku, najlepiej potwierdzały, że organizatorzy trafili z tematem w dziesiątkę i osiągnęli zamierzony cel. Na pożegnanie uczestnicy umówili się na kolejne sportowe spotkanie, bo jak sami przekonywali – pora opuścić cztery ściany i zacząć pełniej żyć.

Piotr Dudek

 

Na początek

aaa

 

turystyka

 

Stambuł

Adam Mickiewicz w 1855 r. przybył do Konstantynopola, by z pomocą Turków organizować oddziały antyrosyjskie na wojnę krymską. Gdy ujrzał to miasto miast nad Bosforem, napisał: „Gdybym miał Bosfor cały za kałamarz z jego błękitnym atramentem, a najcieniej zatemperowany minaret za pióro, jeszcze bym nie potrafił Stambułu opisać i piękna jego oddać”.

Stambuł – brama Azji – był początkiem i końcem dalekich podróży. Obietnicą bajecznej fortuny i bezpiecznym portem po trudach wędrówki po dalekich krainach. Miasto jedwabnego szlaku, ucieleśnienie marzeń o Oriencie. Szlakami kupieckimi przybywały tu nie tylko towary. Nad Bosforem spotykały się idee, języki, religie, kultury, cywilizacje. Miasto leżące na styku Europy i Azji, gdzie przeplatają się ze sobą historia i legendy Wschodu i Zachodu – jest im nadal pomostem. Historią swą sięga najdawniejszych czasów i jest jednym z najważniejszych miast świata.

Legendarna historia miasta zaczyna się w VII w. p.n.e. wraz z trackimi Megarami, którzy w 657 r. p.n.e. założyli na brzegach osadę i nazwali ją Byzantion od imienia swego wodza Byzasa. W IV w. miasto zostało ogłoszone stolicą Imperium Rzymskiego przez Konstantyna, a kiedy w 395 r. n.e. nastąpił podział cesarstwa, stało się stolicą jego wschodniorzymskiej części. Przez wieki przetrzymywało ataki Hunów, Gotów, Ostrogotów, Bułgarów. Arabsko-islamski napór, a w odpowiedzi krucjaty krzyżowców mocno spustoszyły miasto. Do swej okazałej formy Konstantynopol powrócił w 1261 roku, na powrót przyłączony do cesarstwa bizantyjskiego. W 1453 roku dostał się pod panowanie Turków osmańskich za sprawą sułtana Mehmeta, który zdobył miasto po 53-dniowym oblężeniu. Nastąpił koniec Bizancjum, a miasto zmieniło nazwę na Istanbul i zostało stolicą Imperium Osmańskiego aż do wybuchu I wojny światowej. Metropolia rozwijała się wraz z rozkwitem imperium i stała się największym centrum nauki, sztuki i handlu w świecie islamu. Wraz z nadejściem Republiki Tureckiej stolicę przeniesiono do Ankary, ale Stambuł nigdy nie stracił na znaczeniu.

Naszpikowana zabytkami stolica trzech imperiów jest najbardziej dynamiczną metropolią Europy. Piętnastomilionowy moloch, skupisko meczetów i dyskotek, prastarych kościołów i awangardowych galerii, tańczących derwiszów i śpiewających straganiarzy. Kiedyś słynął jako siedziba bizantyjskich władców i osmańskich sułtanów. Stambuł przeżywa swój kolejny złoty wiek.  

Sultanahmet

Tajemnicze zakamarki starego miasta w Stambule świetnie opisuje w swoich książkach Orhan Pamuk, turecki noblista. Ledwo kilkaset metrów, a zarazem ponad tysiąc lat dzieli monumentalną świątynię Hagia Sophia i Błękitny Meczet. Odurzony zapachem świeżej mięty, tymianku, szafranu, suszonych papryczek, kwiatów cytryn, po wizycie na pobliskim bazarze przenoszę się z czasów cesarstwa bizantyjskiego do osmańskiego przepychu czasów sułtana Ahmeda I. Ambicja kazała mu wybudować naprzeciwko Hagii Sophii meczet, który miałby przyćmić jej piękno. Nieopodal mieszczą się kolejne zabytki, a same ich nazwy – Hipodrom, kolumna Konstantyna, pałac Topkap?, meczet Sulejmana, Hamam Cemberlitas i Kryty Bazar – przywołują na myśl poczet bizantyjskich cesarzy i osmańskich sułtanów, za czasów których Stambuł był autentycznym pępkiem świata.

Nie mniej absorbująca niż historia miasta jest jego nowoczesność. Stambuł to serce jednego z najdynamiczniej rozwijających się krajów świata. Turcy, zasmakowawszy w ostatnich latach autentycznej demokracji, nie tracą na nią apetytu. Powiększa się przestrzeń wolności, padają kolejne tabu, a uciskane od lat grupy społeczne – kobiety, Kurdowie, alewici czy mniejszości seksualne – coraz głośniej domagają się swoich praw. Co za tym idzie, rodzą się nowe możliwości dla świata kultury i sztuki. Ostatnie lata były ogromnym impulsem dla tureckiej sceny artystycznej, a zarazem bodźcem do powstania trzech muzeów światowej klasy. Stary hotel Bristol przekształcił się w Muzeum Pera, magazyny portowe nad Bosforem przemieniły się w Muzeum Sztuki Współczesnej, a ogromna elektrownia w Eyüp, pamiętająca jeszcze czasy ostatnich sułtanów, przerodziła się w Santralistanbul – jeden z najoryginalniejszych obiektów muzealnych na świecie. Dla takich jak ja, którzy nie zdołają obejrzeć, doświadczyć i wchłonąć wszystkich jego atrakcji, najlepszym i najbardziej relaksującym sposobem na zwiedzanie Stambułu jest rejs po Bosforze.  

Wodna podróż

Mierzącą 30 km cieśninę, łączącą morze Marmara z Morzem Czarnym i przecinającą miasto na część europejską i azjatycką, najłatwiej i najtaniej przepłynąć promem turystycznym. W czasie czterogodzinnego rejsu podziwia się jedne z najpiękniejszych widoków na świecie. Choć flota starych, zakopconych parowców ustąpiła miejsca nowoczesnym maszynom, atmosfera na pokładzie nie zmieniła się od połowy XIX wieku, kiedy stambulskie promy zaczynały kursować. Krążący po statku kelner serwuje pasażerom herbatę w typowych w Turcji szklaneczkach w kształcie tulipana, a wąsaci sprzedawcy zachęcają do kupowania obwarzanków posypanych sezamem. W miarę jak nikną z oczu sylwetki rybaków oblegających most Galata i kopuły meczetów nad Złotym Rogiem, przed pasażerami pojawiają się pocztówkowe widoki niewyobrażalnego wprost piękna i harmonii. Miasto powstało i rozwijało się spontanicznie, w bogactwie wielokulturowości. Soczyście zielone brzegi, lekko pofałdowane niewysokimi wzniesieniami, są tłem dla niezliczonych pałaców, orientalnych ogrodów, zamków i twierdz pamiętających dawne czasy. Widok ten, poprzecinany strzelistymi minaretami meczetów o bajecznej, kopulastej architekturze, przenosi podróżnego w czas i atmosferę Orientu z „Baśni tysiąca i jednej nocy” czy XIX-wiecznej podróży Orient Expresem. W innym znów miejscu gęstwina staromiejskiej, magicznej zabudowy z wąskimi białymi uliczkami. Biała, ponad 600-metrowa fasada pałacu Dolmabahçe – XIX-wiecznej rezydencji sułtanów, oddanej w latach 30. do użytku Atatürka, ojca tureckiej republiki – tworzy efektowny kontrast z błękitem Bosforu.

Kilkaset metrów dalej pojawia się różowy, marmurowy pałac Çira?an, obecnie pięciogwiazdkowy hotel. Zaraz za nim, na tle wiszącego jak pajęczyna mostu, meczet z Örtaköy – nietypowy, bo w stylu barokowym – wydaje się unosić na wodach Bosforu.

Wkrótce w najwęższym miejscu cieśniny wyłaniają się dwie słynne twierdze. Anadolu H?sar?, położona po stronie azjatyckiej, zbudowana w XIV w. przez sułtana Bejazyd I zwanego Błyskawicą w czasie, kiedy przygotowywał się do zdobycia Konstantynopola. Na europejskim brzegu forteca Rumeli, zbudowana w 1452 r. przez Mehmeta II. Dzięki niej niespełna dwudziestoletni sułtan zdobył kontrolę nad cieśniną, odcinając Konstantynopol od Morza Czarnego, co było gwoździem do trumny cesarstwa bizantyjskiego.

Późnym popołudniem, wracając brzegiem z rejsu, zatrzymuję się w Arnavutköy, dzielnicy słynącej z drewnianych rezydencji budowanych w XIX wieku dla osmańskich i europejskich notabli. W jednej z nich mieści się słynna Abracadabra – oryginalna, klimatyczna restauracja z tradycyjną, przepyszną kuchnią turecką. Pozwalam tu sobie na paellę alla turca z owocami morza oraz na kotleciki z łososia i mielonej pszenicy z piure z bakłażanów. Jedyne, co może odwrócić uwagę od kunsztu Dilary Erbay, szefowej kuchni, jest kapitalny widok z tarasu na Stambuł, pomarańczowy w promieniach zachodzącego słońca. 

Kościół Mądrości Bożej

Pierwsza wersja kościoła, wzniesiona przez cesarza Konstantyna w 347 r., całkowicie spłonęła w czasie zamieszek buntowników. Drugą wybudował cesarz Teodozjusz II, ale w czasie powstania Nika, w 532 r. za Justyniana, ona też się doszczętnie spaliła. Wtedy to cesarz Justynian II postanowił wznieść budowlę większą i bardziej majestatyczną od poprzednich. Zamysł zrealizowali słynni ówcześni architekci: Izydor z Miletu i Anthemios z Tralles. Prace rozpoczęto w roku 532, a w 537 świątynia zaczęła służyć wiernym. Ich dzieło przetrwało do dziś. Jest idealnym przykładem wczesnej architektury bizantyjskiej i dowodzi kontynuacji tradycji rzymskich. Widnieją w niej też ślady tradycji Wschodu. Po zdobyciu miasta przez Turków została przemianowana na meczet, teraz jest w niej muzeum. Główna kopuła kościoła nie wytrzymała trzęsienia ziemi w 558 roku i zawaliła się. Zaraz potem wzniesiono kolejną, jednocześnie ją podwyższając. Budynek stoi na planie prostokąta. Wnętrze Hagii Sophii wykończono z rozmachem właściwym sztuce bizantyjskiej. Do dekoracji użyto mozaiki, kolorowych marmurów, płyt z kości słoniowej, srebrnych i złotych wykończeń. Liczne mozaiki wewnątrz, powstałe na przestrzeni wieków okresu Bizancjum, obrazują Marię i Jezusa, świętych oraz cesarzy i cesarzowe. Turcy dobudowali cztery minarety, wzmocnili osłabione trzęsieniami ściany nośne i dobudowali wsporniki chroniące przed zawaleniem. W czasie przeistaczania kościoła w meczet poczyniono zmiany, dołożono jednak starań, by nie zniszczyć wyposażenia i wystroju chrześcijańsko-bizantyjskiego. Kopuła oraz medaliony na kolumnach zostały pokryte kaligrafią. Pokryte plastrami mozaiki zostały odsłonięte i odrestaurowane w latach 1931 i 1938. W świątyni znajdują się grobowce niektórych sułtanów.

Hagia Sophia pod względem wymiarów jest czwartą świątynią po Bazylice św. Piotra oraz katedrach w Sewilli i Mediolanie. Gdy uwzględnić jej wiek, jest najstarszą i największą budowlą świata spełniającą swą funkcję. Olśniewa niewypowiedzianym pięknem i majestatem. Jej ranga i wartość jako dobra światowej kultury i filaru cywilizacji są niezaprzeczalne. 

Błękitny Meczet

To arcydzieło architektury zainspirowane Hagią Sophią miało w założeniu dorównać jej rozmachem. Zostało wybudowane w latach 1609-1620 przez sułtana Ahmeda I.
Jego wnętrze zdobią najwykwintniejsze płytki ceramiczne epoki, z powodu ich koloru meczet nosi swoje miano. Posiada sześć minaretów. Sułtana Ahmeda I pochowano w grobowcu obok.

Najwyższe miejsce wewnątrz meczetu – przeznaczone do modlitwy – ma 43 m i przykryte jest kopułą o średnicy 22 m, wspartą na czterech kolumnach „słoniowych”, zwanych tak ze względu na swe niebywałe rozmiary. Wewnątrz jest jasno dzięki światłu, które wpada przez 260 okien uszeregowanych w pięciu rzędach. Ściany pokrywają płytki ceramiczne, w przeważającej części niebieskie. Wnętrze kopuły i półkopuł pomalowano w niebieskie wzory. Zarówno na płytkach, jak i w malunkach motywem przewodnim są kwiaty tulipanów, hiacyntów i goździków. Balkon, sufit oraz galeria sułtańska stanowią, podobnie jak reszta meczetu, arcydzieło sztuki architektonicznej i zdobniczej. Marmurowy balkon ozdobiono pięknie malowanymi w kwiatowe wzory płytkami ceramicznymi i kolumnami z figurkami cyprysów. Pulpit jest złocony, podobnie jak galeria sułtańska, którą dodatkowo zdobią drzwi wysadzane macicą perłową. Marmurowy dziedziniec wewnętrzny otaczają finezyjne ganki, które tworzy 26 kolumn ze spoczywającymi na nich 30 małymi kopułami. Na dziedzińcu stoi ośmiokątna fontanna do ablucji. Obok fontanna Ahmeda III – należąca do najpiękniejszych w Stambule.

Meczet sułtana Ahmeda, jego architektura, jakże inna od europejskiej, emanuje baśniową egzotyką Wschodu i urzeka swą idealną powtarzalnością i symetrią. Ascetyzm tematyczny, mnogie zwielokrotnienie motywów wywołuje u oglądającego ekstatyczne uniesienie – obcowania z nieskończonym, niebiańskim pięknem. 

Bazary stambulskie

Wielki Bazar, zwany Krytym Bazarem, to jedno z najbardziej atrakcyjnych miejsc Stambułu. Zbudowano go w XV w., by pobudzić handel w mieście. Kiedyś, w rozkwicie, znajdowało się tu około dziesięć tysięcy sklepów ponad 50 różnych profesji. Każda grupa zawodowa miała swoją ulicę. Obecnie jest trzy tysiące stoisk sprzedających dywany, odzież, biżuterię, pamiątki i wiele innych towarów.

Na Bazarze Egipskim, położonym przy wjeździe na most Galata, handluje się różnorodnymi przyprawami, od których odurzającego zapachu może zakręcić się w głowie. Sprzedaje się tu też biżuterię, meble, bakalie, rękodzieło.

Zabytkowych budowli, obiektów, miejsc ciekawych i godnych zwiedzenia jest w Stambule tak wiele, że nie do policzenia. Zobaczyć je wszystkie to poznać tajemnicę Stambułu, a to rzecz niewykonalna. 

Stanisław Niećko

 

Na początek

aaa

 

zdrowie

 

Tylko nie chrap 

Łapanie za nos, gwizdanie, klaskanie w ręce, przekręcanie partnera na drugi bok, wszywanie w piżamę na plecach piłeczek, spanie z plecakiem – to tylko niektóre z domowych sposobów mających powstrzymać nocne chrapanie bliskiej nam osoby. Niestety, wszystkie są mało skuteczne. Potrafią tylko na chwilę przerwać „koncert”, którego moc, w skrajnych przypadkach, w liczbie decybeli może dogonić młot pneumatyczny. Rano wstajemy zmęczeni i poirytowani perspektywą, że kolejnej nocy przeżyjemy ten sam koszmar.

Szacuje się, że chrapie aż 8 milionów Polaków. Problem narasta z wiekiem. Przed 30. rokiem życia chrapie co czwarty mężczyzna i co dwudziesta kobieta. W wieku 60 lat dolegliwość dotyczy już 60 proc. mężczyzn i 40 proc. kobiet. Panie chrapią rzadziej, ale też niechętnie się do tego przyznają. Przekonanie, że mężczyznom kulturowo jakoś bardziej to uchodzi, sprawia, że kobiety rzadko decydują się na wizytę u lekarza. Tymczasem chrapanie można dzisiaj skutecznie leczyć.

Normalnie śpiący człowiek oddycha cicho przez nos. Niektórzy jednak robią to przez otwarte usta. Przepływające przez układ oddechowy powietrze wywołuje wibracje tkanek miękkich w gardle i krtani, a one – charakterystyczny odgłos. Przybiera on na sile z wiekiem, kiedy zapada się podniebienie miękkie i powietrzu przecisnąć się przez nie coraz trudniej. Dlatego chrapanie najczęściej dotyczy panów po czterdziestce. Ale nie jest to regułą. Może się też zdarzyć otyłym, osobom, które przed snem wypiły sporą dawkę alkoholu, palą papierosy, biorą niektóre leki, cierpią na alergię, mają powiększone migdałki albo polipy w nosie, a nawet tym, którzy są zwyczajnie przeziębieni. Charakterystyczne, że „winowajcy” nie są świadomi tego, że zakłócają sen innym. Budzeni przez swoich bliskich są zdziwieni, o co im chodzi, i z niedowierzaniem pytają: „Co, ja chrapię? To niemożliwe”.

Niedotlenienie i przerwy w czasie snu powodują, że jesteśmy rozdrażnieni i senni w ciągu dnia. Możemy nagle przysnąć w nietypowych okolicznościach, na przykład prowadząc samochód. Lub przeciwnie – jesteśmy nadmiernie pobudzeni. Boli nas głowa, mamy problemy z koncentracją i pamięcią.

Jak bardzo uciążliwe może być chrapanie dla otoczenia, nie trzeba nikogo przekonywać. – To gorsze niż kapanie wody z kranu – wyznaje jedna z pań. – Co noc, żeby choć na chwilę zasnąć, chodzę po mieszkaniu tam i z powrotem, aż się zmęczę. Czasem jestem tak wykończona, że nie słyszę tych okropnych dźwięków, jakie emituje mój mąż. Ale czasami ledwo przysnę, a tu znowu: chrrr… chrrr. Badając życie takich rodzin, naukowcy stwierdzili, że żona chrapiącego męża budzi się średnio osiem razy na godzinę i przesypia tylko około trzech czwartych nocy. Nie pomagają na to żadne słuchawki ani zatyczki do uszu. Aż 60 proc. chrapiących musi się przenosić na noc do innego pokoju, by nie wykończyć partnera. Gorzej, gdy nawet ściana nie tłumi nocnego „koncertu”.

– Zazwyczaj przychodzą do nas panowie przyprowadzani przez żony, które mają dość ich chrapania – mówią lekarze. – To jedna z najczęstszych przyczyn separacji małżeńskich łóżek i konfliktu w związku.

Brytyjskie Towarzystwo Badań nad Zaburzeniami Snu podaje, że ponad 60 proc. osób będących w związkach stwierdza, że uprawiałyby seks częściej, gdyby ich partnerzy przestali chrapać. Jedna czwarta badanych uważa, że chrapanie jest początkiem końca ich życia erotycznego.

Ale nie tylko o kłopoty małżeńskie chodzi. Chrapanie może się stać poważną chorobą, gdy towarzyszą mu zaburzenia oddychania, takie jak obturacyjny bezdech senny (OBS). Jest to powtarzające się przerywanie wentylacji płuc na kilka, kilkanaście sekund. Boczne ścianki naszego gardła zapadają się wtedy: oddychamy, ale powietrze nie dociera do płuc. Obserwujący to zjawisko ma wrażenie, że osoba śpiąca przestała żyć.

Bezdech senny jest znany od starożytności. Sugestywny obraz tej choroby znajdziemy w „Klubie Pickwicka” Karola Dickensa. Występuje tam otyły chłopak, Joe, który ciągle zasypia w różnych sytuacjach. Badania naukowe nad tym problemem rozpoczęto dopiero w latach 60. ubiegłego wieku. Diagnostyka zwana polisomnografią jest nieinwazyjna i polega na zapisie struktury snu, oddychania, chrapania, czynności serca, pozycji ciała, czynności mięśni i innych zmiennych, które są zapisywane w pamięci komputera. W przeszłości to badanie było bardzo skomplikowane, a dane zapisywano na ryzie papieru, której długość dochodziła do 400 metrów. Analiza materiału zajmowała bardzo dużo czasu. Teraz ta metoda nie przysparza tylu kłopotów.

Bezdech senny jest poważnym schorzeniem, które prowadzi do rozwoju chorób układu krążenia, m.in. nadciśnienia tętniczego czy choroby niedokrwiennej serca. Zaostrza też cukrzycę. Najczęściej cierpią na niego mężczyźni otyli, z krótką, grubą szyją (rozmiar kołnierzyka powyżej 43). Otyłość powoduje bowiem zwężenie światła gardła poprzez nacisk podskórnej warstwy tłuszczu. W przypadku bezdechu konieczna jest terapia pod opieką lekarza. Jeśli dolegliwość jest bardzo zaawansowana, może on polecić używanie specjalnej maski na twarz z podłączoną do niej pompą. Zakładana na noc, pompuje powietrze, „rozpychając” drogi oddechowe i pozwala się wyspać. Taki aparat po raz pierwszy został zastosowany w 1981 r. przez dr. Colina Sullivana. Początkowe egzemplarze były wielkości sporego pudła. Pacjent, który z takim aparatem zgłaszał się do szpitala, wzbudzał ogromną sensację. Obserwatorów szczególnie fascynowała maska przypięta do głowy. Skłaniała bowiem do różnych porównań: do słonia, cyborga lub Lorda Vadera z „Gwiezdnych wojen”. Obecne aparaty są małe, ważą około kilograma i od kilkunastu lat są częściowo refundowane przez NFZ. Ale tylko 40 proc. pacjentów stosuje je regularnie. Najgorzej znoszą to dzieci. One również, przeważnie z powodu przerośniętych migdałów gardłowych i podniebiennych, mogą cierpieć na OBS.

Kiedy zawodzą te niezbyt komfortowe sposoby zapobiegania bezdechowi, w walce z nim (a także z samym chrapaniem) stosuje się zabiegi chirurgiczne. Polegają one na mniejszej lub większej ingerencji w nasze gardło. Usuwają lub modelują nadmiar tkanek zacieśniających jego światło. Choć skuteczne, nie dają 100 proc. pewności pozbycia się problemu. Czasem chrapanie powraca i operację trzeba powtórzyć (niestety, nie jest ona refundowana).

Problem bezdechu dotyczy około 10 procent dorosłych Polaków. 5 procent tej populacji potrzebuje specjalistycznego leczenia. Jeśli pochrapujemy tylko sporadycznie, możemy z tym walczyć metodami domowymi. Czasem wystarczy schudnąć, nie objadać się przed snem ani opijać alkoholem, rzucić palenie, odstawić leki nasenne. Kładąc się do łóżka, należy unikać spania na plecach. Warto też zajrzeć do apteki, gdzie można dostać środki na chrapanie: żele, spray czy plasterki. Działają do kilku godzin, choć zdaniem laryngologów też nie rozwiązują problemu. Czasami kłopotu można dość łatwo się pozbyć, wycinając przerośnięte migdałki czy korygując krzywą przegrodę nosa, wykonując plastykę małżowin, modelując podniebienie lub języczek. Tu jedną z metod jest laser, którego gorącą wiązką wycina się nadmiar przerośniętych tkanek. Zabieg trwa około godziny, nie wymaga pobytu w szpitalu, krwawienie jest niewielkie i szybko ustaje (bo laserem równocześnie zamyka się naczynka włosowate). Popularne są też metody nieinwazyjne z zastosowaniem fal usztywniających tkanki, np. radiochirurgia. Lekarz kieruje fale o wysokiej częstotliwości i niskiej temperaturze w miejsce blokujące przepływ powietrza. Dzięki temu tkanki się usztywniają, podnoszą i przestają drgać.

Są dwie placówki w kraju, które wykonują takie zabiegi: Dolnośląskie Centrum Laryngologii „Medicus” oraz Krajmed w Warszawie. Wszystkie wykonywane są w znieczuleniu miejscowym, a poprzedza je diagnostyka określająca, czy chrapanie to problem górnych czy dolnych dróg oddechowych. Decyzję o takim zabiegu powinna poprzedzić wizyta u dobrego laryngologa lub otolaryngologa, który sprawdzi stan naszego zdrowia, zleci w razie potrzeby dodatkowe badania, wyjaśni wątpliwości. Korzystanie z przypadkowych gabinetów, oferujących nam usługi od ręki i ich natychmiastową skuteczność, może być ryzykowne.  

BWO

 

Na początek

aaa

 

ruszajmy się

 

Crossfit – część 3, czyli ćwiczenia z obciążeniem i nie tylko 

Przed nami kolejny etap przygody z crossfitem – ćwiczenia angażujące mięśnie całego ciała. Początkujący, po przejściu dwutygodniowego programu wstępnego, jest przygotowany do prawidłowego wykonywania typowych crossfitowych ćwiczeń z obciążeniem. Wyczerpujący trening szybko przyniesie efekty.

Ważne jest, by obciążenia w crossficie dobierać indywidualnie. Trzeba też szczególnie zwrócić uwagę na liczbę serii i liczbę powtórzeń w ćwiczeniu, ciężar podnoszonych przyborów (sztangi, hantle, kettle, piłki lekarskie itp.).  

Podnoszenie ciężarów (ruchy całościowe)

Crossfit czerpie inspirację głównie ze sportowego podnoszenia ciężarów. Nie należy tych ćwiczeń mylić z kulturystyką, której celem jest rozwijanie mięśni dla lepszego wyglądu. Celem podnoszenia ciężarów jest poprawa sprawności mięśni, ich siły, mocy i koordynacji pracy antagonistów – czyli trening ukierunkowany na sprawność i jakość mięśni. Sportowe podnoszenie ciężarów polega na maksymalnym zwiększeniu siły mięśni, z którego wynika możliwość podniesienia większego ciężaru, bez zbędnego przyrostu wagi ciała (masy mięśniowej).  

Martwy ciąg

Ćwiczenie rozwijające głównie mięśnie grzbietu. Ważna jest technika, by nie uszkodzić kręgosłupa. Jej opanowanie jest konieczne, bo ruch ten jest początkową fazą wielu ćwiczeń z ciężarami.

Stajemy w rozkroku na szerokość barków. Należy chwycić sztangę nachwytem; wiele osób również miesza uchwyt – jedna ręka podchwytem, druga nachwytem, w tzw. chwycie mieszanym. Trzymamy sztangę wyprostowanymi ramionami, plecy proste (z pogłębieniem lordozy i wypchnięciem klatki piersiowej w przód). Ruch polega na wyprostowaniu tułowia i podniesieniu ciężaru na wyprostowanych ramionach. Stawy biodrowe oraz kolanowe muszą zostać wyprostowane. Następnie powoli pochylamy tułów do pozycji wyjściowej tak, aby sztanga ponownie dotknęła podłoża. Najważniejsze w tym ćwiczeniu jest pilnowanie, by gryf sztangi podczas całego ćwiczenia prowadzony był blisko ciała. 

Przysiad ze sztangą uniesioną nad głową

To ćwiczenie wykonuje się ze sztangą trzymaną nad głową i jest to druga część bardziej skomplikowanego ćwiczenia o nazwie rwanie (opis w dalszej części). Stajemy w rozkroku, stopy na szerokość barków z palcami skierowanymi pod kątem 45 stopni na zewnątrz. Sztangę umieszczamy nad sobą z szeroko rozstawionymi ramionami. Ramiona muszą być zablokowane w stawach. Sztanga powinna znajdować się nad mięśniami czworobocznymi, czyli delikatnie za głową. Wykonujemy wdech z równoczesnym pełnym przysiadem. Wykonując wydech, prostujemy nogi wracamy do stania.  

Zarzut sztangi na barki

Należy stanąć w lekkim rozkroku. Chwytamy sztangę nachwytem, nieco szerzej niż szerokość barków. Ruch w początkowej fazie ćwiczenia przypomina martwy ciąg. Najważniejsze jest utrzymanie prostych pleców. Następnie, prostując kolana oraz biodra, wykonujemy dynamiczny zarzut sztangi na przednią część barków. Ważne jest wysunięcie łokci do przodu, kiedy umieścimy sztangę na barkach. Opuszczenie sztangi następuje ruchem blisko ciała i przy prostych plecach, tak jak przy martwym ciągu. 

Wyciskanie sztangi nad głowę

Ćwiczenie to jest często końcową fazą wielu ćwiczeń całościowych. Dobrze jest opanować ten ruch i wyćwiczyć mięśnie w nim używane, by zwiększyć stabilizację do bardziej skomplikowanych sekwencji ruchowych. Stajemy w rozkroku na szerokość barków. Sztanga trzymana jest z przodu na barkach. Wyciskamy ją w górę do pełnego wyprostu i momentu zablokowania ramion, a następnie spokojnym ruchem opuszczamy na barki. Druga wersja tego ćwiczenia polega na trzymaniu sztangi na barkach z tyłu za głową.  

Wypchnięcie sztangi z podrzutem nad głowę

W tym ćwiczeniu wypchnięcie sztangi nad głowę poprzedza przysiad. Stajemy w rozkroku na szerokość barków. Palce stóp pod kątem 45 stopni na zewnątrz. Sztanga trzymana jest z przodu na barkach. Najpierw wykonujemy pełny przysiad, następnie w końcowym momencie prostowania nóg wypychamy sztangę nad głowę. Kiedy sztanga osiągnie maksymalną wysokość, należy zablokować ramiona w barkach i łokciach. Następnie opuścić sztangę na barki i powtórzyć ćwiczenie.  

Ćwiczenie dwuboju siłowego

Kolejne ćwiczenia są zaczerpnięte prosto z podnoszenia ciężarów, czyli dwuboju siłowego. W jego skład wchodzi rwanie i podrzut. Na zawodach pokonuje się określone przez siebie coraz większe ciężary. Najlepszy wynik rwania i podrzutu sumuje się, co daje łączną wartość podniesionego w dwuboju siłowym ciężaru. 

Podrzut

Należy stanąć w lekkim rozkroku. Sztangę chwytamy nachwytem nieco szerzej niż szerokość barków. Ruch w początkowej fazie przypomina martwy ciąg. Najważniejsze jest utrzymanie prostych pleców. Następnie, prostując kolana oraz biodra, wykonaj dynamiczny zarzut sztangi na przednią część mięśni naramiennych. Kiedy sztangę umieścimy na barkach, należy wysunąć łokcie do przodu. Następnie wypychamy dynamicznie sztangę w górę z równoczesnym zakrokiem w tył. Ważne jest, aby w momencie przenoszenia sztangi nad głowę „wchodzić” dynamicznie pod sztangę, równocześnie przechodząc do pozycji wykroczno-zakrocznej. Gdy zatrzymamy sztangę nad głową, przechodzimy do lekkiego rozkroku. Istotne jest to, żeby znaleźć się pod sztangą, aby ruch był stabilny. Po ustabilizowaniu ciężaru ponownie stajemy w lekkim rozkroku. Następnie opuszczamy sztangę na podłoże. Ruch należy powtórzyć kilkakrotnie, w zależności od potrzeb i ciężaru. 

Rwanie

To jedno z najtrudniejszych technicznie ćwiczeń siłowych. Jeżeli nie przesadzimy z obciążeniem i wyćwiczymy prawidłową technikę, możemy wykonywać je bezpiecznie. Stajemy przed sztangą, robimy przysiad i chwytamy gryf szeroko. Rozpoczynamy ćwiczenie od martwego ciągu. Gdy sztanga osiągnie poziom ud, należy bardzo dynamicznie wyprostować nogi w kolanach i biodrach. W momencie przenoszenia sztangi nad głowę „wchodzimy” dynamicznie pod sztangę poprzez wykonanie przysiadu. Następnie prostujemy kolana i biodra, zatrzymując sztangę nad głową. Po skończonym ćwiczeniu rzucamy sztangę (jeżeli podłoga jest do tego dostosowana) i podchodzimy do kolejnego powtórzenia. 

Ćwiczenia na drążku

Podciąganie

Drążek należy chwycić nachwytem, nieco szerzej niż szerokość barków. Poprzez ugięcie stawów łokciowych i barkowych unosimy cały ciężar ciała do momentu, aż drążek znajdzie się na wysokości szyi. Opuszczać się należy spokojnie, dokładnym ruchem bez szarpania. 

Wymyk – odmyk

To ćwiczenie gimnastyczne przeznaczone jest dla zawansowanych. Polega na podciągnięciu się na drążku i podniesieniu nóg maksymalnie w przód i w górę. Następnie delikatnie opuszczamy tułów i odginamy go w tył z dalszym unoszeniem nóg w górę. Jeżeli zrobimy to płynnie, to nogi miną linię pionu, a my wykonamy tzw. kołowrotek wokół drążka w tył i znajdziemy się nad drążkiem na wyprostowanych ramionach. Wracamy tą samą drogą, czyli pochylamy ciało w przód, robiąc kołowrotek do przodu, i przechodzimy ponownie do zwisu, opuszczając spokojnie nogi. 

Wyskoki i podskoki

Wyskok z przysiadu i półprzysiadu

Ćwiczenie to polega na dynamicznym wykonaniu przysiadu zakończonego wyskokiem w górę. Można to połączyć z przeskakiwaniem płotków lub innych przeszkód. Dla mniej wprawionych polecamy zastosowanie półprzysiadu i zejście maksymalnie do kąta prostego w stawach biodrowych i kolanowych. 

Naskok i zeskok z podwyższenia

Stań przed podestem (polecane są wysokości: mężczyźni 60 cm, kobiety 50 cm). Wykonujemy naskok obiema nogami na podest i prostujemy nogi w kolanach i biodrach. Po zaakcentowaniu postawy wykonujemy zeskok obiema nogami na podłoże. Powtarzamy ćwiczenie w zależności od potrzeb. 

Skakanie na skakance

Dobrym urozmaiceniem jest wplatanie w obwód, jako jednej ze stacji, podskoków na skakance. Pracują łydki i wzmacniamy wytrzymałość. Skaczemy obunóż, ewentualnie jednonóż ze zmianą nogi podczas skakania. Skakanką staramy się obracać dynamicznie, by wymusić dużą intensywność ćwiczenia. 

Marsze

Marsz wypadami

Wykonujemy maksymalny wykrok nogi w przód. Następnie obniżamy pozycję. Noga, która znajduje się z przodu, powinna być pod kątem prostym, kolano nad stopą. Nie podnosząc się, tak by mięśnie nóg były mocno naprężone, przestawiamy nogę zakroczną (tylną) w przód do kolejnego wypadu. 

Marsz wykroczny (wypadami) ze sztangą na barkach

 Sztangę należy położyć na górnej części mięśni czworobocznych. Gryf trzymamy nachwytem. Ćwiczenie polega na naprzemiennym wykonywaniu wypadów nóg w przód, jak w opisie powyżej. Pamiętać należy o prawidłowej technice. Najważniejsze, by kolano nogi wykrocznej nie wychodziło do przodu poza linię stóp. Początkujący mogą zastąpić sztangę hantlami trzymanymi w wyprostowanych w dół ramionach. 

Wejście, zejście na podwyższenie

Stajemy przed podwyższeniem (mężczyźni 60 cm, kobiety 50 cm). Postaw nogę stabilnie na podeście. Po wejściu na stopień jedną nogą, wyprostuj nogi w kolanach i w biodrach. Następnie zostaw nogę na podeście i zejdź drugą nogą na ziemię. Powtórz ćwiczenie w zależności od potrzeb. Można wykonać określoną liczbę powtórzeń na jedną nogę, tak by pracowała ona bez przerwy, i po skończeniu zmienić nogę lub zmianę nogi wykonywać za każdym razem, kiedy stoimy na podwyższeniu. 

Biegi (sprinty 10 m, skip A – w miejscu lub na dystansie)

Trenując na małej przestrzeni, nie należy zapominać o bieganiu. Sprint, czyli bieg w jak najszybszym tempie, skip A (bieg z wysokim unoszeniem kolan) i skip C (bieg z uderzaniem piętami o pośladki) można wykonywać w miejscu lub dynamicznie na małej przestrzeni. Możemy położyć dwa przedmioty w odległości 8-12 m i dynamicznie je omijać, przyspieszając i hamując co chwilę. W ten sposób damy duży wycisk naszemu ciału. 

Wymachy odważnikiem (kettlem)

Jednym z bardziej charakterystycznych ćwiczeń są wymachy ciężarkiem z rączką, tzw. kettlebell. Stajemy w rozkroku. Podczas wdechu robimy zamach (bujnięcie odważnika) między nogi. Podczas tego ruchu odważnik znajduje się lekko za nami, należy cofnąć lekko biodra i ugiąć nieznacznie kolana. Plecy proste. W momencie zatrzymania odważnika robimy zamach biodrami i napędzamy (wyrzucamy) go przed siebie, trzymając mocno; ramiona cały czas wyprostowane. Prostujemy biodra i kolana, napinamy mięśnie całego ciała. W wersji łatwiejszej następuje wymach na wysokość głowy, trudniejsza wersja to wymach nad głowę.

Crossfit jest wymagający, ale daje efekty i poprawia sprawność we wszystkich obszarach fizycznych, jeśli równomiernie ćwiczy się każdy z nich. Trening stacyjny powinien być poparty bieganiem, pływaniem, jazdą na rowerze, wioślarstwem, ćwiczeniami gimnastycznymi i akrobatycznymi oraz innymi sportami. Pamiętajmy, że ważna jest różnorodność. Poza podnoszeniem ciężarów powinniśmy również pamiętać o ćwiczeniach z ciężarem własnego ciała (pompki, przysiady, wyskoki, skakanie na skakance) czy rzucać piłką lekarską. Powodzenia!

Krzysztof Koc

 

Na początek

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Ostatnia pułapka

Partia zmierza do końca. Jej wynik wydaje się być przesądzony. Grający tracą czujność i podświadomie szykują się do podpisania blankietów. Pułapka zastawiona w takim właśnie momencie ma duże szanse powodzenia…

C. Schlechter – H. Wolf

Norymberga 1906 

Białe: Kg1, Wb1, b4, g3, h2

Czarne: Kf3, Wa3, g4

54.b5 Pionek zmierza do ósmej linii. Jedyny ratunek to zablokowanie wolniaka wieżą, ale wtedy po 54...Wa7 55.b6 Wb7 56.Wb4 Ke3 57.Kg2 Kd3 58.W:g4 W:b6 59.h4 można się poddać 54...We3! Całkowicie niezrozumiałe posunięcie… 55.b6? Omijało pułapkę 55.h4! gh3 56.b6 We8 57.b7 Wb8 58.Kh2 Kg4 59.Wb4+ z łatwą wygraną 55...We1+! 56.W:e1 pat!

A. Pilskalniete – R. Bersinsh

Ryga 1962

Białe: Ke3, Wa6, a5, f3

Czarne: Ke7, Wd7, a7, e5, f5
Tego typu pułapki nastawione są przeważnie na oczywistą narzucającą się odpowiedź. W pozycji na diagramie, z uwagi na aktywną białą wieżę, przewagi pionka nie można zrealizować. Od czego jednak jest pomysłowość… Po 1…f4!? białe zamiast 2.Ke2! odpowiedziały naturalnie 2.Ke4? i po 2…Wd6! zmuszone zostały do kapitulacji, bo po 3.W:a7+ Ke6 grozi śmiertelne 4…Wd4x, a po alternatywnym 3.W:d6 K:d6 4.a6 Ke6 5.Kd3 Kd5 6.Kc3 e4 przegrywają pionkówkę.

A. Wyżmanawin – K. Lerner

Lwów 1984 

Białe: Kc2, Wh4,

Czarne: Kc5, Wg3, h3

Pozycja jest remisowa. Nic nie daje 1...Wg2+ 2.Kd3 h2 3.Ke3 Kd5 4.Kf3 Wa2 5.Kg3 ani też 1...Kd5 2.Kd2 Ke5 3.Ke2 Kf5 4.Kf2 Wa3 5.Kg1 itd. Czarne spróbowały ostatniej możliwości: 1...Wa3!? 2.Kd2? Białe robią narzucające się posunięcie i wpadają w pułapkę. Prawidłowe było 2.Kb2! Wf3 3.Kc2 i czarne nic nie osiągnęły 2...h2! 3.Ke2 (3.W:h2 Wa2+) 3…Wa1! I białe poddały się, gdyż tracą wieżę.

M. Czigorin – C. Schlechter

Ostenda 1905 

Białe: Ka5, Hd4, a4, b5, e5, h4

Czarne: Kb8, He7, f6, f7, h5

W beznadziejnej pozycji czarne zastawiły ostatnią pułapkę 1…Hc7+!, na którą białe dały się nabrać: 2.Hb6+? Łatwo wygrywało 2.b6 lub 2.Kb4 2…Ka8! i zgodzono się na remis: 3.H:c7 pat lub 3.Ka6 Hc8+ 4.Ka5 Hc7!

Z. Ribli – B. Spasski

Montpellier 1985 

Białe: Kh3, Hg4, g3, h5

Czarne: Kh8. Hd2

Podobny przypadek miał miejsce w partii dwóch bardziej współczesnych arcymistrzów. Białe tak oto realizowały przewagę: 1.h6 Hb2 Czarne bronią się przed matem na g7. Pionek był nietykalny: 1…H:h6+ 2.Hh4 Kg7 3.H:h6+ K:h6 4.Kh4! Kg6 5.Kg4 z wygraną pionkówką 2.Kh4?! Nic nie dawało 2.Hg7+? H:g7 3.hg7+ K:g7 4.Kh4 Kh6! 5.Kg4 Kg6= Teraz już grozi 3.Hg7+! ale białe przeoczyły kombinację partnera. Lepsze było 2.Hf5 2…Hh2+! 3.Kg5? H:h5+! Remis! Po zabraniu hetmana jest pat, a w przypadku 4.Kf5 szans na wygraną nie ma żadnych. V. Jansa – S. Rublewski

Ostrawa 1992

Białe: Kd3, We6, a5, c3, c4, f3,

Czarne: Kf4, Wa2, c5, f5, g5

Dla białych nie ma wielkich nadziei. Beznadziejne jest zarówno 1.a6 K:f3, jak i 1.Wf6 W:a5. Na drodze do zwycięstwa czarnych postawiona została ostatnia mina: 1.We2! W:a5? Po innych odejściach wieży białe szybko wpadały w zugzwang i ich piechota ginęła, np. 1...Wa4! 2.Wf2 Wa3 3.Wg2 Wa1 4.Wf2 Kg3, a teraz… 2.Wa2! W:a2 pat.

H. Reefschlaeger – R. Seppeur

Bundesliga 1983 

Białe: Kh1, Ha8, Wb1, Sf5, d5, e4, f3, g4, h5

Czarne: Kh7, Hd8, Wc5, Gb8, d6, e5, f6, g5, h6

Pułapki patowe są tym bardziej niewidoczne, im więcej figur jest na szachownicy. W pozycji na diagramie po „normalnych” posunięciach trzeba będzie się szybko poddać, np. 1...Gc7 2.H:d8 G:d8 3.Wb7+ i pionki szybko giną. Szansą na ratunek okazało się „podstawienie” figury 1…Hc8! 2.H:b8? Prawidłowe było 2.Hb7+! H:b7 3.W:b7+ Gc7 4.S:d6 itd. 2...Wc1+ Możliwy był i inny remisujący wariant 2...H:b8 3.W:b8 Wc1+ 4.Kg2 Wc2+ 5.Kg3 Wg2+! z „wściekłą” wieżą 3.Kg2 Hc2+ 4.Kh3 Na tę pozycję białe liczyły, zabierając gońca. Szacha nie widać, a po 4…W(H):b1 5.Ha7+ będzie mat, ale… 4...Wh1+! 5.W:h1 Hg2+! i po wymuszonym zabiciu hetmana jest pat.

S. Gligoric – W. Erny

Muenchenstein 1959

Białe: Kg2, Wg8, Gg5, f2, h4

Czarne: Kg4, Wc2, We6, a7, b7, c7, f5 

Pozycja białych jest do poddania. Można dać najwyżej kilka przedśmiertnych szachów. Warto jednak spróbować 1.Gd2+! Może czarne zamiast 1…Kh5 zabiją pionka? 1…K:h4?? Zabiły! 2.Wh8+ Kg4 3.f3x Goniec na d2 jest niezbędny, aby matujący pionek nie był związany. Wynik został odwrócony!

Na koniec kilka ćwiczeń dla Czytelników. Czy ominiecie pułapkę?

Ćwiczenie 1

Białe: Kc2, Wa2, Sc1, b3, d4, e3, f4, g3, h2

Czarne: Kg8, Wb2, Ge7, c3, d5, e6, f5, g4, h3

Białe mogą zdobyć pionka na dwa sposoby: 1.W:b2 cb2 2.K:b2 oraz 1.K:c3 W:a2 2.S:a2. Który wariant powinny wybrać?

Ćwiczenie 2

Białe: Kb1, Hf2, h4

Czarne: Kh7, Hg4, g7, h5

Białe zagrały 1.Hc2+. Co powinny odpowiedzieć czarne?

Ćwiczenie 3

Białe: Ke2, Ge5, c3

Czarne: Kc6, a3

Czarne zagrały 1…Kd5. Co powinny odpowiedzieć białe?

 

Rozwiązania:

1) Prawidłowe jest 1.W:b2! cb2 2.K:b2 i czarne czeka długa walka o remis. Nie przechodzi wówczas 2…Gh4, bo 3.Se2! W partii białe chciały kontrolować skoczkiem pole b4, zagrały 1.K:c3? i po 1…W:a2 2.S:a2 Gh4! 3.Sc1 (3.gh4g3) 3…G:g3! nieoczekiwanie przegrały (H. Friberg – R. Be nard, Malmoe 1987) 

2) Czarne powinny odpowiedzieć 1...Kh6 2.Hd2+ Kg6 lub 1…Kh8 i białe miały przed  sobą długie i niepewne zmagania o uratowanie partii. W partii nastąpiło nieostrożne „wymuszenie” wymiany hetmanów: 1…Hg6? i po 2.Ka1! podpisano remis: 2…H:c2 pat lub 1…Kh6 2.Hc1+Kh7 3.Hc2!
(B. Schurig – NN, 1938) 

3) Jedyne jest 2.Kd3!, co prowadzi do remisu po 2...K:e5 (Po 2…a2? 3.Gd4 a1H 3.c4+ wygrywają białe…) 3.Kc2! Kd5 4.Kb3. W partii B. Sawczenko – O. Kriwonosow (Rosja 1989) białe odpowiedziały nieostrożnie 2.Gg7? i po 2…Kc4!  czarny pionek doszedł do hetmana. Dodać należy, że złe dla białych było także 2.Gd4? Kc4! (Ale nie 2...a2? 3.Kd3!) oraz 2.Kd2? a2 3.Gg7 (3.c4+ K:e5) 3...Kc4!  

Ryszard Bernard

 

Na początek

aaa

 

szkolenie 

 

Gramy w warcaby

W dniach 16-24.05.2015 r. w Tucholi rozegrano finał XIX Indywidualnych Mistrzostw Polski Kobiet Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych. Pomimo teoretycznie nieco słabszej obsady turnieju w tym roku panie rozgrywały interesujące i zacięte partie. Nie zabrakło niespodzianek, zawodniczki niżej notowane wygrywały z tymi z górnej części tabeli. Bardzo udany występ zaliczyła reprezentantka „Atutu” Nysa Barbara Gołębiowska-Fryga, która po raz pierwszy zajęła szóste miejsce w finale, między innymi po wygranej z brązową medalistką Ewą Grabską.

Barbara Gołębiowska-Fryga („Atut” Nysa) – Ewa Grabska („Łuczniczka” Bydgoszcz)

1. 32-28 19-23 2. 28x19 14x23 3. 37-32 10-14 4. 41-37 14-19 5. 34-29 23x34 6. 39x30 18-23

Częściej gra się w tym miejscu 6... 5-10.

7. 46-41 12-18 8. 32-28 23x32 9. 37x28 7-12

Na 9... 18-23 białe odpowiedziałyby 10. 30-25.

10. 44-39 1-7 11. 41-37 17-22 12. 28x17 11x22

W pozycji czarnych powstał układ 16-22, który białe mogą wykorzystać do gry na rogatkę.

13. 50-44 20-25? 14. 30-24! 19x30 15. 35x24 5-10 16. 33-29!

Białe, realizując plan gry z klinem, ustawiły zagrożenie kombinacją zagrania pionkami 6 lub 16.

16... 10-14 17. 37-32! 14-20  

Dalszym etapem planu gry z klinem jest zdobycie pola 28. W tej pozycji cel można było osiągnąć po 18. 32-28 22x33 19. 39x28. W dalszej części partii czarne mogą tego pionka wymienić, wtedy zadaniem białych byłoby przygotowanie się do ponownego odzyskania kontroli pola 28. Białe nie wykorzystały tej możliwości i zagrały:

18. 32-27

To zagranie pozwoliło czarnym na wymianę klina i białe straciły przewagę pozycyjną.

18... 13-19 19. 24x13 8x19 20. 38-33 19-24?

Grając w ten sposób, czarne ustawiły cztery niegrające pionki, które nie spełniają roli rogatki, gdyż nie ma białego pionka na 35. Lepsze było uwolnienie się od półrogatki po 20... 18-23.

21. 42-38 12-17 22. 38-32 7-11 23. 31-26 22x31 24. 26x37 9-13 25. 37-31?

Niepotrzebne zagranie na bok. Białe stoją aktywniej i należało umacniać centrum, grając np.: 25. 43-38.

25... 17-21 26. 43-38 4-9 27. 32-28 2-8 28. 40-34 21-26 29. 38-32 26x37 30. 32x41 18-22 31. 28x17 11x22 32. 41-37 6-11?

Po tym zagraniu białe mają bardzo korzystną wymianę 33. 33-28, po której u czarnych pozostają nieaktywne boczne pionki.

33. 48-43?

Niewykorzystanie takiej okazji jest błędem, bo po 33... 11-17 czarne trzymają pozycję białych w ograniczeniu.

33... 11-17! 34. 45-40 17-21?

Białe znów mają okazję do wymiany 35. 33-28. Należało utrwalać ograniczenie aktywności białych poprzez 34... 13-18, 35... 8-12, 36... 9-13.

35. 47-42 8-12? 36. 43-38

Białe, budując silną centralną pozycję, mimo wszystko ryzykują. W dalszym ciągu korzystniejsza była wymiana 36. 33-28.

36... 21-26?

Lepsze było 36... 9-14, bo nie dopuszczało do 37. 38-32 z powodu kombinacji 37. 25-30 38. 34x25 14-19 39. 25x23 13-18 40. 29x20 18x47.

37. 38-32 12-17 38. 32-28 22-27 39. 42-38 17-21 40. 37-32 3-8 41. 28-23?

Silne centrum białych odegrało swoją rolę. Jednym posunięciem białe ustawiły niebezpieczną kolumnę i straty materialne czarnych są nieuniknione.

41... 24-30 42. 33-28?

Można było wygrać pionka po 42. 40-35 20-24 43. 29x20 15x24 44. 34-29 26-31 45. 29x20 25x14 46. 35x24 31-37 47. 32x41 27-31 48. 36x27 21x34 49. 33-29.

42... 30-35?

Czarne najwyraźniej przeoczyły zagrożenie. Konieczne było 42... 8-12 i pozycja czarnych jest nawet lepsza, np.: 43. 40-35 20-24 44. 29x20 15x24 45. 23-19 12-18 46. 19x8 18-22 47. 28x17 21x3 48. 32x21 16x27.

43. 28-22 27x18 44. 23x14 20x9 45. 39-33 9-14 46. 44-39 35x44 47. 49x40 14-20 48. 29-24! 20x29 49. 34x23 15-20 50. 33-29 20-24 51. 29x20 25x14 52. 39-33 13-19 53. 33-28 21-27 54. 32x21 16x27 55. 23-18 26-31 56. 18-12 31-37 57. 12-8 27-32

Szukając możliwości remisu, należało zagrać 57... 27-31 i ściągnąć dodatkowego pionka na środek, który można później atakować.

58. 38x27 37-42 59. 8-2 42-48 60. 2x35 48-25?

To posunięcie przegrywa od razu: 61. 40-34.

61. 28-23 25-43 62. 27-22 14-20 63. 22-18

Lepsze 63. 22-17.

63... 43-32 64. 35-19 32-49 65. 19-35

Można było wygrać następująco: 65. 19-2 49x35 66. 18-13 35x8 67. 2x15.

65... 20-24? 66. 35x2 49x35 67. 18-13

I czarne poddały się.

Od wielu lat liczącą się zawodniczką w walce o medale jest Petronela Dapkiewicz, doświadczona reprezentantka „Jaćwinga” Suwałki. Jej umiejętność zachowania spokoju w bardzo trudnych sytuacjach na warcabnicy nie raz budziła podziw. Dlatego potrafi wygrywać z najlepszymi. Poniżej jej partia z aktualną wicemistrzynią Polski.

Barbara Wójcik („Hetman” Lublin) – Petronela Dapkiewicz („Jaćwing” Suwałki)

1. 34-30 19-24 2. 30x19 14x23 3. 35-30 17-21

To zagranie chwilowo wydaje się mocne, bo nie można odpowiedzieć 4. 32-27, ale gdy białe zagrają 4. 40-35, sytuacja zmienia się na niekorzyść czarnych.

4. 40-35! 21-26

Odpowiedź prawie wymuszona i teraz białe mają korzystne wymiany po linii głównej.

5. 33-28?

Ten atak tylko zwiększa tempo czarnych.

5... 9-14 6. 28x19 14x23 7. 44-40

Lepsze było 7. 39-33, 8. 44-39 9. 32-28 i białe mogły zbudować silne centrum i uzyskać pozycyjną przewagę.

7... 11-17 8. 39-34

Ostatnie dwa posunięcia białych w niczym nie utrudniają gry czarnym.

8... 6-11 9. 50-44

Celem każdej ze stron powinno być ograniczenie aktywności przeciwnika, jeśli takie możliwości się pojawiają. W czwartym posunięciu czarne zagrały na 26 i przez kilka posunięć białe miały możliwość korzystnych wymian po linii głównej. Teraz czarne mogły nie dopuścić do wymian po 32-28 i pionek na 26 mógłby zacząć korzystnie pracować. Po zagraniu 9... 17-22 białe znalazłyby się w trudnej sytuacji, bo nie rozwiązuje problemu aktywności długiego skrzydła 10. 31-27 22x31 11. 36x27 11-17 z groźbą związania 12... 17-21 ani też 10. 32-28 22x33 11. 38x29 20-25. Czarne nie wykorzystały tego planu i zagrały:

9... 1-6 10. 44-39 20-25 11. 39-33 17-22 12. 31-27 22x31 13. 36x27 10-14 14. 33-29 4-9 15. 38-33 14-19 16. 43-39 11-17 17. 41-36 7-11?

Czarne nie policzyły dokładnie i wpadły na kombinację.

18. 27-22 18x28 19. 29x7 38x29 20. 34x14 25x43 21. 48x39?

Profilaktycznie należało zachować kolumny. Lepsze było 21. 49x38.

21... 9x20 22. 7-1 20-24 23. 40-34

Białe przygotowały się do atakowania pionka w razie złapania damki.

23... 13-19?

Lepsze było 23... 13-18, ponieważ czarne są w stanie obronić pionka 24.

24. 34-30! 5-10

Sytuacja czarnych jest bardzo trudna. Ewentualnie można było zdecydować się na złapanie damki ze stratą pionka 24... 24-29 i 25... 19-23.

25. 1-18

Lepsze było 25. 1-40 i następnie 40-44.

25... 10-14 26. 49-44?

Lepsze było 26. 39-33.

26... 15-20? 27. 44-40

Można było zagrać 27. 18-23.

27... 8-12 28. 18x7 17-21 29. 39-33 21-27

Groziło złapanie damki i konieczne było zagranie 30. 7-34

30. 33-28

Białe mają na tyle dużą przewagę, że nie zwracają uwagi na zagrożenia ze strony czarnych.

30... 16-21 31. 7x16 6-11 32. 16x7 2x11.

Białe, wyraźnie zaskoczone złapaniem damki, seryjnie popełniają błędy.

33. 28-23

Wygrywał prosty wariant 33. 37-32 27x38 34. 42x33. Teraz czarne nie mają dobrej odpowiedzi: a) 34... 3-9 35. 40-34 i 36. 28-23 b) 34... 11-16 35. 28-22 c) 34... 11-17 35. 40-34 17-22 36. 28x17 21x12 37. 30-25 12-18 38. 34-30 i ze zrealizowaniem materialnej przewagi białe nie powinny mieć problemów.

33... 19x28 34. 30x10

Mogłoby się wydawać, że białe, mając dwa pionki przewagi i dochodzącego pionka do damki, nie powinny mieć najmniejszych problemów z wygraniem partii. Czarne zagrały jedyne logiczne posunięcie:

34... 11-16

i okazuje się, że białe miały tylko jedną dobrą odpowiedź 35. 40-34. Nie można postawić damki na 4 i nie można zagrać 35. 35-30 20-24 36. 30x19 28-32 37. 37x28 27-31 38. 36x27 21x5. Można było postawić damkę na 5, co po jej złapaniu prowadziło do zwiększenia przewagi materialnej. Białe wybrały najgorsze posunięcie:

35. 4-10??

i z wygranej mają przegraną 35... 20-24 36. 4x31 28-32.

35... 28-32?? 36. 37x28??

Białe mogły wygrać po 36. 4x31, ale zmiana kolejności bicia ostatecznie dała zwycięstwo czarnym.

36... 20-24 37. 4x31 26x48 38. 28-23 21-27 39. 23-18 3-8 40. 46-41 16-21 41. 41-37 48x26 42. 40-34 26-37 43. 18-13 8x19 44. 34-30 21-26 45. 30-25 37x28 46. 45-40 27-32 47. 40-34 32-38 48. 35-30 24x35 49. 25-20 38-43 50. 20-15 19-24 51. 47-42 43-49 52. 42-37 28x46 53. 36-31 26x37 54. 15-10 49-27

Wygrywało od razu 54... 49-43.

55. 10-4 27-36 56. 4-15 24-30 57. 34x25 36-47! 58. 15-4 47-15 59. 4-13 15-24

I białe poddały się. Niezależnie od ostatniego błędu partia była już przegrana.

Jan Sekuła

 

Na początek

aaa

 

kultura

 

Bohater tragiczny

Kiedy Oscar ma 5 miesięcy, jego matka, Sheila, pisze na kartce przesłanie, które zamierza mu przekazać, gdy stanie się dorosły: „Prawdziwym przegranym nie jest ten, który ostatni dobiega do mety. Prawdziwym przegranym jest ten, który siedzi
z boku i nigdy nie startuje”. Słowa te okazują się prorocze, bo właśnie bieganie staje się całym życiem Oscara Pistoriusa. Dzięki wytrwałości osiąga on olbrzymi sukces, staje się chlubą RPA i dumą osób niepełnosprawnych. Ludzie na całym świecie postrzegają go jako bohatera... Aż do nocy poprzedzającej walentynki 2013 r., po której jego życie zmienia się diametralnie.

Pistorius budzi się około trzeciej nad ranem i idzie schować wentylatory, które zostały na tarasie przylegającym do sypialni. Gdy wraca, słyszy, że w łazience ktoś jest. Pewny, że to włamywacz chwyta za broń i strzela przez zamknięte drzwi. Gdy je otwiera, zamiast włamywacza znajduje za nimi martwą Reevę Steenkamp – swoją narzeczoną.

Taka jest przynajmniej wersja Oscara. Czy prawdziwa? Czy Reeva rzeczywiście zginęła przez pomyłkę? Jeśli wydaje się to Państwu nieprawdopodobne, polecam książkę Johna Carlina „Tajemnica Oscara Pistoriusa”, wydaną przez krakowski Znak. Dzięki niej możemy prześledzić tę historię dokładnie, posłuchać, co mają do powiedzenia świadkowie, oskarżyciele i sam oskarżony. Spojrzeć na sprawę Pistoriusa całościowo.

Książkę czytałoby się jak dobry kryminał, gdyby nie to, że ta historia jest tak bardzo tragiczna. Gdyby nie to, że wydarzyła się naprawdę, że Pistorius jest nam w jakiś sposób bliski, że podziwialiśmy go od wielu lat. Autor książki uświadamia nam, że  cokolwiek wydarzyło się w domu Pistoriusa, jest to niewyobrażalne nieszczęście, które zniszczyło nie tylko człowieka, ale i wielkiego sportowca. I to czyni tę historię jeszcze smutniejszą. 

Barbara Zarzecka

Książka Johna Carlina „Tajemnica Oscara Pistoriusa” dostępna jest również
w postaci e-booka.

 

Na początek