stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 8 (113) Sierpień 2014

CROSS

Nr 8 (113) SIERPIEŃ 2014

 

ISSN 1427-728X

ROK XII

Nr 8/2014 (113)

Sierpień 2014 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ,

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 635 57 94

tel. kom. 668 764 654,
666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Miesięcznik dofinansowuje 

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści:

Europejskie wyzwania

Lubomir Prask

Hiszpańskie słońce

Mirosław Jurek

Ślązacy z Silesia Cup

Konrad Andrzejuk

Nie było przypadku, triumfowali najlepsi

(KAZ)

Upalna piętnastka w Ciechanowie

Mariusz Gołąbek

Wystrzelać igrzyska

Aleksandra Janczek, Adrian Hibner

Wiadomości 

Zobaczyć więcej 

Antoni Szczuciński

Zaproszenie na herbatę

Barbara Zarzecka

Przyjazna Turcja

Andrzej Szymański

Trening mózgu

BWO

Wrotkarstwo

Krzysztof Koc

Gramy w szachy 

Ryszard Bernard

Gramy w warcabY 

Jan Sekuła

W jakich szkoleniach chciałbyś uczestniczyć?        

 

aaa

 

piłka nożna

 

Europejskie wyzwania

W dniach 9-13.07.2014 r. w Pradze odbył się turniej piłki nożnej współorganizowany przez UEFA i IBSA dla krajów, które rozwijają u siebie tę dyscyplinę sportu. O wygraną przyjechały walczyć reprezentacje Belgii, Czech, Mołdawii, Polski, Rumunii i Węgier.

Oficjalne losowanie grup transmitowała czeska telewizja (można je obejrzeć na stronie internetowej: http://www.ceskatelevize.cz/ivysilani/10919823327-losovani-ibsa-euro-challenge-cupu-ve-fotbalu-nevidomych-2014/214471291129105). W grupie A znaleźli się: Czesi, Belgowie, Mołdawianie, do grupy B trafili: Polacy, Węgrzy oraz piłkarze z Rumunii.

Pogoda nie rozpieszczała zawodników – było deszczowo, wręcz burzowo. Na szczęście, gdy polska drużyna wychodziła na boisko, zawsze się przejaśniało. Pierwszy mecz nasi reprezentanci rozegrali z Rumunią – jedyną drużyną na zawodach mającą w składzie samych niewidomych futbolistów. To było spotkanie walki. Rumuni jak tarany rozbijali naszych zawodników. Polacy sprawiali wrażenie, jakby pierwszy raz wyszli na boisko, bo zanim zorientowali się, co się dzieje i gdzie jest piłka, już byli ostro atakowani i często faulowani przez rywali. Po pierwszych dziesięciu minutach wszyscy nasi piłkarze wydawali się wciąż mocno rozbici. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0:0. Zmobilizowani w przerwie przez trenera, postanowili mocniej powalczyć o zwycięstwo. Druga połowa wyglądała już dużo lepiej. Teraz również Polakom zdarzały się faule. Gra zaostrzyła się jeszcze bardziej, w pewnym momencie naszemu zawodnikowi polała się z nosa krew. Tego było za wiele dla trenera Lubomira Praska. Nie wytrzymał napięcia i wbiegł na boisko, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Został za to ukarany żółtą kartką. Rumuni wciąż grali ostro. Zgromadzili tyle przewinień, że za każdy następny faul przysługiwały nam rzuty karne. Pierwszego chłopcy nie wykorzystali, ale przy drugiej próbie Adriana Słoninki wpadła bramka. Po chwili, gdy nasz zawodnik został kolejny raz bezpardonowo potraktowany przez rywali, trenera znowu poniosły nerwy. Po wymianie kilku ostrych słów z sędzią, który nawet nie odgwizdał przewinienia, dostał drugą żółtą kartkę i musiał opuścić boisko. To podziałało na naszą drużynę bardzo motywująco. W kilka minut Przemek Kowalewski strzelił trzy bramki i cały mecz wygraliśmy 4:0. Radość była ogromna.

Teraz Polaków czekał mecz z Węgrami, którzy wcześniej zremisowali z Rumunią. Zwycięstwo w tej rozgrywce gwarantowało awans do półfinału. Węgrom wystarczał remis lub niska przegrana, aby wyjść z grupy z drugiego miejsca. Mecz obfitował w sytuacje strzeleckie, gra była płynna, a co najważniejsze – fair play. Spotkanie mogło się podobać, ale niestety nie padły żadne bramki, co oznaczało, że Polska, jako pierwsza w grupie B, w półfinale spotka się z drugą drużyną grupy A, czyli Belgią. Drugi półfinał mieli zagrać Czesi z Węgrami. Mołdawię i Rumunię czekała rozgrywka o piąte miejsce. Jak można było zaobserwować we wcześniejszych meczach, w drużynie Belgii na pierwszy plan wybijał się świetny technicznie i bardzo silny napastnik. Taktyka zaplanowana na to spotkanie zakładała więc wysoko ustawioną obronę, by nie pozwolić Belgom na wejście w pole karne. W pierwszej połowie plan sprawdził się znakomicie. Gra przenosiła się spod jednej bramki pod drugą, padały kolejne strzały, ale gol ani jeden. W drugiej połowie przeciwnicy oddali dwa silne strzały ze sporej odległości i oba, odbijając się rykoszetem od naszego obrońcy, wpadły do siatki. Naszą odpowiedzią były piękne akcje zakończone celnymi strzałami, jednak belgijski bramkarz raz sparował piłkę na słupek, a innym razem obronił strzały w niesamowitych paradach. Przegraliśmy 0:2.

Czesi pokonali Węgrów, co otworzyło im drogę do finału z Belgią. Polakom pozostał mecz o trzecie miejsce przeciwko Węgrom. W słoneczne sobotnie przedpołudnie drużyna wyszła na boisko bardzo zmotywowana. Oczywiście, skoro przyjechali do Pragi, chcieli wygrać te zawody. Nie udało się, ale postanowili, że bez pucharu i medali nie wracają do domu! Nie było innego wyjścia, jak wygrać z Węgrami. Sucha nawierzchnia boiska sprzyjała grze technicznej, którą preferują Polacy. Szybkie dwójkowe akcje Przemysława Kowalewskiego z Łukaszem Byczkowskim rozmontowały obronę przeciwnika. Po pierwszej połowie wygrywaliśmy 3:0. Przy takiej przewadze chłopcy zaczęli testować trenowane wcześniej ustawienia z jednym tylko obrońcą – Dawidem Lamentem lub Damianem Zachorskim. Z trzema zawodnikami w ataku (Przemkiem, Łukaszem i Adrianem) zdobyliśmy kolejną bramkę. Przeciwnicy odpowiedzieli tylko jednym trafieniem. Z wynikiem 4:1 Polacy zajęli trzecie miejsce w turnieju. Świetne zawody w bramce rozegrał Bogdan Micorek. Postanowił, że nie wpuści żadnego gola, ale niestety, nie udało się. Przemek Kowalewski otrzymał indywidualne wyróżnienie – został królem strzelców za wbicie aż siedmiu bramek. Były również statuetki dla najlepszego gracza zawodów, został nim belgijski napastnik Kevin Vanderborght. Zawodnikiem fair play całego turnieju ogłoszono Jana Mrazka z Czech.

Głównym celem turnieju IBSA Euro Challenge Cup była integracja środowiska oraz przygotowanie w jak najkrótszym czasie drużyn z nowych krajów do startu w mistrzostwach Europy. Projekt UEFA przewidziany jest na pięć lat. Niesamowitą pracę wykonali przedstawiciele IBSA: Urlich Pfisteter (Niemcy) – prezes IBSA Football Subcommittee, David Stirton (Szkocja) – koordynator projektu IBSA Blind Football Development Project Europe, Elias Mastoras (Grecja) – członek Football Subcommittee. Jak się później okazało, obserwowali oni bardzo skrupulatnie wszystkie drużyny od przyjazdu aż do zakończenia zawodów. Na codziennych odprawach technicznych, spotkaniach trenerów i sędziów oraz w czasie rozmów z zawodnikami omawiali zauważone problemy. To była naprawdę dobra lekcja dla uczestników. Oprócz rozmów dotyczących rozwoju dyscypliny w poszczególnych krajach, dużo uwagi poświęcono zachowaniu każdego, kto znajduje się w obszarze gry: od publiczności, poprzez zawodników rezerwowych, bramkarzy, przewodników, trenerów, sędziów, aż po spikera. Pierwszą i nadrzędną zasadą dla wszystkich powinna być dbałość o rozwój piłki nożnej dla niewidomych, drugą, nie mniej ważną – bezpieczeństwo zawodników. Testowano też nowe zasłony oczu, czyli gogle stosowane w goalballu.

Uli Pfisteter, szef piłki przy IBSA, którego uważamy za ojca chrzestnego polskiej drużyny (w 2011 r. był gościem na zgrupowaniu i przygotowywał nas do meczu pokazowego na Euro 2012 w Gdańsku), ma pomysł na uatrakcyjnienie dyscypliny i otwarcie jej dla większej liczby graczy. Chce, aby oprócz całkowicie niewidomych, którzy mają kategorię sportową B1, grali również słabowidzący, a nawet ci, którzy nie otrzymaliby sportowej kategorii B3, a byli na przykład uczniami w szkołach dla niewidomych. Taki pomysł zwiększa szanse na szybszy rozwój piłki nożnej w całym środowisku.

Zmęczeni, ale szczęśliwi chłopcy i ich trener wracali do Polski z pucharem i medalami za zdobycie trzeciego miejsca. Wierzą, że już wkrótce spotkają się z rywalami na podobnych zawodach.

 

Lubomir Prask

 

IBSA Euro Challenge Cup 2014

9-13.07.2014 r., Praga

Klasyfikacja końcowa

  I Belgia

 II Czechy

III Polska

IV Węgry

 V Mołdawia

VI Rumunia

 

aaa

 

kolarstwo

 

Hiszpańskie słońce

Uch – jak gorąco! Puff – jak gorąco! Uff – jak gorąco! – buchało w twarz niczym żar z rozgrzanego brzucha „Lokomotywy” Juliana Tuwima, kiedy w Hiszpanii rozgrywała się druga, finałowa seria wyścigów tegorocznego Pucharu Świata w parakolarstwie. Między 25 a 27 lipca było wyjątkowo upalnie. W tych trudnych warunkach znakomicie poradziły sobie zawodniczki ZKF „Olimp”: Anna Harkowska oraz tandem Iwona Podkościelna i Aleksandra Wnuczek. Łącznie wywalczyły cztery medale – dwa złote, srebrny i brązowy – i zajęły czołowe pozycje w klasyfikacji generalnej.

Zanim jednak kadra kolarzy „Olimpu” udała się do Hiszpanii, część zawodników sprawdziła swoją formę w Pucharze Europy rozegranym 12 i 13 lipca w słowackiej stacji narciarskiej Vratna. Trasa wyścigu, usytuowana w malowniczej górskiej dolinie, charakteryzuje się dobrą nawierzchnią i trudnymi podjazdami. Te walory, poparte odpowiednią bazą hotelową i niezbędnym wkładem finansowym na rzecz UCI (Międzynarodowa Unia Kolarska), pozwalają naszym południowym sąsiadom na organizowanie prestiżowych zawodów parakolarskich, co nam, niestety, się nie udaje. Bliskie położenie Vratnej od polskiej granicy sprawia, że ekipa ZKF „Olimp” zazwyczaj startuje w tej imprezie liczną grupą, co stwarza szansę na zdobycie punktów rankingowych UCI także zawodnikom spoza ścisłej kadry narodowej.

W tym roku gwiazdami naszej reprezentacji byli: Anna Harkowska, tandem Iwona Podkościelna z rezerwową pilotką Moniką Sawą oraz tandem Marcin Polak z Michałem Ładoszem. Wymienieni zawodnicy odnieśli podwójne zwycięstwa, bo w obu rozgrywanych konkurencjach – w jeździe na czas i w wyścigu ze startu wspólnego, a w efekcie także w klasyfikacji łącznej zawodów. W swoim zagranicznym debiucie dobrze zaprezentowały się dwa tandemy kobiece: Anna Duzikowska z Aleksandrą Stańczak (2. miejsce) i Marta Stramek z Magdaleną Kiewluk (3. pozycja). Zawodniczki „Warmiii i Mazur” Olsztyn systematycznie doskonalą swoją formę, zdobywają nowe doświadczenia i pną się w górę w kolarskiej hierarchii. W konkurencji mężczyzn na punktowanych miejscach rywalizację ukończyły tandemy: Piotr Urbanowicz – Michał Wyżlic (5. pozycja), Józef Plichta – Piotr Kieblesz (6. miejsce) i Henryk Groszkowski – Roger Głowacki (9. lokata).

Kolejnym startem polskiej reprezentacji była druga, a zarazem finałowa edycja tegorocznego Pucharu Świata, rozegrana w Hiszpanii. Pierwsze zawody tej serii odbyły się w maju we włoskiej miejscowości Castiglione Della Pescaia. To bardzo ważne wyścigi, podczas których czołowa dziesiątka zdobywa punkty kwalifikacyjne do igrzysk paraolimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 r. Nic dziwnego, że do rywalizacji w Hiszpanii zgłosiło się aż 379 zawodników reprezentujących 38 krajów. Ekipa „Olimpu” wystartowała w najsilniejszym składzie i z nadziejami na sukcesy.

Pierwszą konkurencją był wyścig na czas na dystansie 22 km, rozegrany w okolicach miejscowości Cuellam. Najlepszy wynik w naszej drużynie osiągnęła Anna Harkowska, która zwyciężyła w klasie WC5 w czasie 32:01,68 – o 21,83 s pokonała Gretę Neimanas (USA) i o 37,07 s Kerstin Brachtendorf (Niemcy). W rywalizacji tandemów kobiet Iwona Podkościelna i Aleksandra Wnuczek wykręciły czas 30:25,44 i zajęły 3. miejsce, ulegając brytyjskiej parze Lora Turnham – Corrine Hall (29:12,60) i Japonkom Yurie Kanuma i Mai Tanaka (29:25,32). Polskim tandemom męskim ściganie w upale szło zdecydowanie gorzej niż koleżankom. Najlepszy wynik osiągnęli Marcin Polak i Michał Ładosz (26:45,68), którzy zajęli 10. miejsce; zwycięski tandem Hiszpanów Ignacio Avila Rodriguez – Joan Font Bertoli pokonał ich o 40,07 s. Przemysław Wegner i Piotr Czopek stracili do liderów 1:26,37 i zajęli 17. miejsce, natomiast Piotr Kołodziejczuk i Artur Korc uplasowali się o jedną pozycję dalej i na metę przyjechali o 16,88 s później od kolegów.

Do wyścigu ze startu wspólnego tandemy stanęły już następnego dnia. Panie miały do pokonania 84 km (7 okrążeń), a panowie 108 km (9 okrążeń) trudnej trasy, z uciążliwym podjazdem na wzgórze zamkowe w Cuellar na zakończenie każdej rundy. Wyścig rozgrywany był w samo południe w ogromnym upale, co było dodatkowym utrudnieniem dla rywalizujących kolarzy. W takich warunkach dużo pracy mają pozostali członkowie ekip, których zadaniem jest podawanie zawodnikom bidonów w strefie bufetu. Nie jest to prosta sprawa, gdyż rowery jadą ze znaczną prędkością i do tego w dużym tłoku, szczególnie w pierwszej fazie wyścigu, gdy peleton jest jeszcze liczny. Z upływem kilometrów grupa zasadnicza topnieje – silniejsi zawodnicy próbują ucieczek, a słabsi, którzy nie wytrzymują dużego tempa, odpadają.

Podobny scenariusz miały też wyścigi w Cuellar. W rywalizacji mężczyzn, po wielu próbach ucieczki, w połowie wyścigu wykrystalizowała się czołówka, w której było sześć tandemów: francuski, hiszpański, holenderski, kanadyjski, słowacki i polski tandem w składzie Piotr Kołodziejczuk – Artur Korc. Pomimo licznych prób kontrataków już nikomu nie udało się doścignąć uciekinierów, którzy we własnym gronie rozstrzygnęli rywalizację o zwycięstwo. Ponownie, tak jak na czasówce, najlepsi okazali się Hiszpanie Avila Rodriguez – Font Bertoli, którzy wyprzedzili na finiszu Kanadyjczyków i Słowaków. Naszym zawodnikom sił starczyło do zajęcia 5. pozycji. Marcin Polak i Michał Ładosz ukończyli wyścig na 15. miejscu, natomiast mający problemy zdrowotne Przemysław Wegner i jego pilot Piotr Czopek wycofali się, nie wytrzymując trudów walki w potwornym upale.

Emocji nie brakowało również w wyścigu kobiet, który po samotnym ataku wygrały Brytyjki Lora Turnham i Corrine Hall. Iwona Podkościelna i Aleksandra Wnuczek minęły linię mety na drugiej pozycji – 1 minutę i 2 sekundy za liderkami – o 16 sekund wyprzedzając hiszpański duet Josefa Benitez Guzman – Judit Masdeu Cort i o ponad 2,5 minuty kolejne rywalki.

Następnego dnia zawodów wyścigi odbywały się na innej trasie, wytyczonej w miejscowości Cantimpalos. Anna Harkowska zwyciężyła na dystansie 64 km, wyprzedzając kolejne na mecie Samanthę Heinrich (USA) i Kerstin Brachtendorf (Niemcy) o 3 minuty i 45 sekund. W zawodach brali udział również zawodnicy PZSN „Start”, walczący w klasie handcycling. Największe sukcesy odniosła Renata Kałuża (klasa WH3), która dwukrotnie zajęła drugie miejsce. Na podium stawali również rywalizujący w klasie MH4 Rafał Wilk (2. miejsce w wyścigu na czas) i Arkadiusz Skrzypiński (3. miejsce w wyścigu ze startu wspólnego).

W klasyfikacji generalnej tegorocznego Pucharu Świata na medalowych pozycjach uplasowali się następujący reprezentanci Polski: Anna Harkowska – 1. miejsce (120 p.), Renata Kałuża – 1. miejsce (108 p.), tandem Iwona Podkościelna i Aleksandra Wnuczek – 2. miejsce (80 p.), Rafał Wilk – 2. miejsce (82 p.). W rywalizacji męskich tandemów najwyżej z naszych reprezentantów sklasyfikowany został duet Marcin Polak – Michał Ładosz, który zajął 5. miejsce (46 p.), a na 11. pozycji (30 p.) uplasowali się Piotr Kołodziejczuk i Artur Korc. Oceniając występ kolarzy „Olimpu” w tej ważnej imprezie, najwyższe noty należy przyznać paniom – Annie Harkowskiej i tandemowi Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek, które w obu edycjach zaprezentowały dobrą dyspozycję i osiągnęły spektakularne sukcesy. Męskie tandemy startowały mniej skutecznie, zawodnicy zmagali się z wahaniami formy, defektami i problemami zdrowotnymi.

 W najbliższych planach kadry przewidziane jest zgrupowanie w Zieleńcu, podczas którego mamy nadzieję ustabilizować formę i dobrze przygotować się do mistrzostw świata w Greenville (USA). Impreza ta odbędzie się w terminie 28.08–1.09.2014, a sierpniowe słońce w Karolinie Południowej mocno grzeje…

Mirosław Jurek

 

aaa

 

goalball

 

Ślązacy z Silesia Cup 

Ostatni weekend czerwca był w Chorzowie wyjątkowo gorący. Przyczyniła się do tego upalna pogoda, jednak przede wszystkim emocje, których dostarczyli goalballiści. Wszystko za sprawą rozgrywanego po raz trzeci Pucharu Polski Goalball Silesia Cup.

Siedem zgłoszonych ekip zjawiło się na Śląsku w piątek wieczorem, a już w sobotę z samego rana rozpoczęły się zawody. Na miejsce zmagań wybrano piękną halę kompleksu sportowego Hajduki. Imprezę otworzył wiceprezydent Chorzowa w obecności przedstawicieli sponsorów i organizatorów. Ubarwiały ją występy cheerleaderek Ruchu Chorzów oraz młodzieżowych mistrzów Polski w akrobatyce sportowej. Zawody prowadził profesjonalny spiker Rafał Rymarz. Organizatorzy ze „Startu” Katowice zapewnili uczestnikom zakwaterowanie w dobrym hotelu oraz obfite i smaczne posiłki. Wszystko wydawało się więc niesamowicie profesjonalne.

W pierwszym meczu drużyna Bierutowa, osłabiona brakiem czołowego zawodnika Daniela Henke, nie zdołała uporać się z zespołem Wrocławia I. Młoda wrocławska ekipa, dowodzona przez kapitana Marcina Lubczyka, pokonała swych starszych kolegów wynikiem 11:6 i tym samym potwierdziła swoją dominację na Dolnym Śląsku.

Bardzo ciekawie zapowiadał się mecz pomiędzy drużynami Białegostoku i Lublina. W maju, podczas mistrzostw Polski, znacznie lepsi okazali się reprezentanci Podlasia. Tym razem jednak było inaczej. Przeciwko zawodnikowi białostoczan Konradowi Andrzejukowi zasądzono aż 6 rzutów karnych za piłkę długą (ang. long ball). Tyle błędów w ataku i przyzwoita obrona lublinian nie pozwoliły mistrzom Polski na zwycięstwo. Mecz zakończył się wynikiem 10:7 dla Lublina.

Wczesnym popołudniem tego samego dnia lublinianie zmierzyli się z gospodarzami zawodów. Katowiczanie wykorzystali cały swój potencjał i nie dali szans przeciwnikom. Niemal bezbłędna gra Piotra Szymali, Marcina Lisowskiego i Łukasza Eitnera pozwoliła pokonać wielokrotnych mistrzów Polski aż 14:4! Tak miażdżąca porażka Lublina była dla wszystkich zaskoczeniem. Nasuwa się więc pytanie: czy na Śląsku rodzi się nowa potęga, z którą nikt już nie będzie w stanie rywalizować? Nie da się ukryć, że Katowice są obecnie drużyną z najlepszymi perspektywami. Jako jedyny zespół w Polsce mają wszechstronną trójkę graczy. Co najważniejsze, chłopcy nadal się rozwijają i z każdym kolejnym rokiem powinni prezentować coraz wyższy poziom. Problemy kadrowe, które omijają Śląsk szerokim łukiem, są dotkliwie odczuwalne w pozostałych drużynach. Żadnemu zespołowi, poza Katowicami i Wrocławiem, nie udaje się już od kilku lat skompletować drugiej drużyny, a nawet z pierwszą bywają niemałe kłopoty. Najlepszym tego przykładem jest właśnie Lublin. Wychowywani przez kilka ostatnich lat młodzi lubelscy goalballiści gdzieś znikli i na placu boju znowu pozostali tylko starzy wyjadacze, z Ryszardem Kubajem na czele. Ten zawodnik bawi się w goalball już od trzydziestu lat. W tym czasie ze swą drużyną zdobył blisko dwadzieścia tytułów mistrza Polski, ostatni w ubiegłym roku. Nie ma komu zastąpić Pana Ryszarda, więc gra nadal i pewnie jeszcze nie raz będzie pomagał lubelskiej reprezentacji wygrywać kolejne mecze.

Chętnych do gry nie brakuje za to we Wrocławiu. W ciągu ostatnich miesięcy nastąpił tam prawdziwy wysyp zawodników. – Wciąż pojawiają się nowi chłopcy i dzięki temu walka o miejsce w składzie nie ustaje, a to umożliwia szybki postęp, bo istnieje motywacja do dalszych treningów i doskonalenia umiejętności – podkreśla trener wrocławian Wacław Falkowski. Wyniki wrocławskich drużyn mówią zresztą same za siebie. Drużyna Wrocławia I w przyszłym roku na pewno włączy się do walki o mistrzostwo Polski, zresztą już teraz pokazuje, na co ją stać. Po wygranej z Bierutowem wrocławianie ulegli 7:10 Białemustokowi i 8:13 Lublinowi. Tak niewielka strata w pojedynkach z najlepszymi ekipami pokazuje, że w chłopakach drzemią ogromne możliwości. Aby je wykorzystać, potrzeba jednak jeszcze sporo pracy, szczególnie w obronie. Drugiego dnia zawodów szczególną uwagę zwrócił pojedynek Katowic I i Białegostoku. Gdyby białostoczanie wygrali to spotkanie, wówczas trzy pierwsze drużyny zgromadziłyby taki sam dorobek punktowy i o miejscach na podium zdecydowałby bilans bramek zgromadzonych we wszystkich meczach. Aż pięć z sześciu dotychczasowych potyczek katowiczanie wygrali możliwą maksymalną różnicą 10 bramek. Białostoczanie, którzy przyjechali na Śląsk w znacznym osłabieniu, mieli na swoim koncie porażkę z Lublinem, co sprawiło, że w roli faworytów pojedynku należało postawić gospodarzy. Pierwsze minuty meczu przebiegły pod dyktando białostoczan, jednak ich niestabilna obrona spowodowała, że katowiczanie szybko odrobili straty i pierwsza połowa zakończyła się dwubramkową przewagą gospodarzy. Po przerwie drużyna z Podlasia zwarła szeregi i szybko zaczęła zdobywać kolejne bramki, jednak Katowice również nie ustępowały i w efekcie na dwie minuty przed końcem spotkania na tablicy wyników widniał remisowy rezultat 13:13. Mimo starań obu zespołów nikomu nie udało się już przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Taki finał pojedynku oznaczał wygraną gospodarzy w całym turnieju. Drugie i trzecie miejsce trafiły odpowiednio do Lublina i Białegostoku.

Należy dodać kilka słów o poziomie sędziowania krajowych zawodów goalballu. Z przykrością muszę stwierdzić, że sędziowie nie są ani kompetentni, ani bezstronni. Każdy z nich reprezentuje własny styl sędziowania, wielu przyznaje się bez wstydu, że nigdy nie miało w ręku przepisów gry. Sędziują trenerzy poszczególnych drużyn, a nawet zawodnicy. W takiej sytuacji ciężko o obiektywizm. Wiele przepisów gry nie jest w ogóle respektowanych. „Przecież to nie mistrzostwa świata” – słyszymy. Niestety, taka postawa nie prowadzi do niczego dobrego. Zawodnicy i trenerzy, nie znający ani przepisów, ani prawidłowych komend sędziowskich, będą popełniać wiele kosztownych błędów podczas zawodów międzynarodowych. Na razie jednak „grozi” to chyba tylko nielicznym. Nawet kadra Polski nie uczestniczyła w tym roku w żadnym turnieju międzynarodowym, mimo że we wrześniu wystąpi w mistrzostwach Europy na Węgrzech.

Najlepszym obrońcą turnieju został młody reprezentant Katowic Łukasz Eitner, tytuł króla strzelców – z 50 bramkami na koncie – wywalczył Marek Mościcki z Lublina. Zawodnikom pierwszych trzech drużyn wręczono medale, każdy zaś zespół otrzymał okazały puchar lub statuetkę. Wszystko wskazuje na to, że goalballiści nie pożegnali Śląska na długo, gdyż już w październiku Chorzów ma gościć rozgrywki Pucharu Polski.

 

Konrad Andrzejuk

 

III Puchar Polski Goalball Silesia Cup 2014

27-29.06.2014, Chorzów

Klasyfikacja

Katowice I 16 p.

Lublin 15 p.

Białystok 13 p.

Wrocław I 9 p.

Bierutów 6 p.

Wrocław II 3 p.

Katowice II 0 p.

 

aaa

 

bowling

 

Nie było przypadku, triumfowali najlepsi

Nie sześć, ale aż dwanaście gier decydowało o końcowej klasyfikacji w IX Indywidualnych Mistrzostwach Polski Niewidomych i Słabowidzących w Bowlingu, rozegranych na początku lipca we wrocławskiej kręgielni Sky Bowling.

Eliminacje i finały po raz drugi odbyły się w stolicy Dolnego Śląska. Niewiele jednak brakowało, aby rywalizacja została przeniesiona do Katowic. Do ostatniej chwili organizatorzy imprezy prowadzili negocjacje w sprawie zmniejszenia opłat za wynajem kręgielni i pobyt uczestników. Na tydzień przed imprezą do zawodników dotarły nawet komunikaty o zmianie gospodarza. Ostatecznie strony doszły do porozumienia i mistrzostwa rozegrano pod patronatem wojewody dolnośląskiego. 3 lipca rozpoczęły się gry eliminacyjne.

W porównaniu z ubiegłym rokiem nastąpiło kilka zmian regulaminowych. Z eliminacji do finałowej walki o medale w kategoriach B1, B2 i B3 kwalifikowało się nie dziesięciu, a ośmiu zawodników. Wynik z sześciu gier eliminacyjnych był zaliczany do finału, który odbył się dzień później. Suma uzyskanych punktów z eliminacji i finału decydowała o końcowej kolejności. To spowodowało, że zawodniczki i zawodnicy nie mogli sobie pozwolić nawet na chwilę dekoncentracji, a przy tym musieli wykazać się dobrym przygotowaniem kondycyjnym.

– Chcemy wykluczyć element przypadkowości, a przy tym dostosować reguły naszych mistrzostw do standardów światowych. Bowling znalazł się w programie światowych igrzysk niewidomych i słabowidzących, które rozegrane zostaną w maju przyszłego roku w Seulu – tłumaczyli organizatorzy turnieju. I mieli rację, ponieważ na podium rzeczywiście stawali najlepsi. Chociaż nie brakowało też niespodzianek.

Zaskakujących rozstrzygnięć nie było w kategorii B1 niewidomych. Rywalizację kobiet zdominowała obrończyni tytułu Mariola Maćkowiak z bydgoskiej „Łuczniczki”. Wspierana przez asystenta Krystiana Malcherka, była bezkonkurencyjna i to zarówno w eliminacjach, jak i w finale. W pierwszych sześciu grach wręcz znokautowała rywalki. Zaliczyła 858 p., co jest nowym rekordem Polski. Swoją młodszą klubową koleżankę – notabene wicemistrzynię kraju – Karolinę Rzepę (asystent Kazimierz Fiut) wyprzedziła aż o 175 p. Trzecia na półmetku rozgrywek Jolanta Nowacka (asystent Jacek Nowacki) z „Crossu Opole” wykulała 549 p.

W drugim dniu rywalizacja obu bydgoszczanek była już znacznie bardziej wyrównana. Maćkowiak zaliczyła 823 p., Rzepa zaś 794 p. (punkt więcej od rekordu życiowego) i przy okazji wyrównała swój rekord kraju w jednej grze – 165 p. Miejsce na najniższym stopniu podium utrzymała Nowacka.

Wśród mężczyzn w B1 prym wiódł Zdzisław Koziej (asystent Krzysztof Trójczak) z „Hetmana” Lublin. Popularny „Generał”, wielokrotny medalista mistrzostw Polski, Europy i świata, jako jedyny uzyskał w ciągu tych dwóch dni wyniki powyżej 800 p. (802 i 819) i pewnie sięgnął po tytuł mistrzowski. Próbował mu dorównać Szczepan Polkowski (asystent Ewa Szlachtowska) z „Moreny” Iława, który zaliczył 703 i 762 p. Dało mu to pewny srebrny medal. Trzeci był drugi z zawodników „Hetmana” Krzysztof Tarkowski (asystent Edward Wójcik).

Do Wrocławia nie przyjechali: ubiegłoroczny wicemistrz kraju Piotr Dudek oraz jego żona, mistrzyni kraju w kategorii B2, Jadwiga Szuszkiewicz-Dudek (oboje z „Pionka” Włocławek). – Nasz klub jest biedny i nie stać nas na opłacenie pobytu asystenta. Uważam, że w grupie B1 niewidomy i trener asystent to jedność. Jeżeli kadrowicz z B1 ma zapewniony bezpłatny pobyt na mistrzostwach, to takie same uprawnienia powinien mieć jego asystent. On nie tylko pomaga nam podczas rywalizacji, lecz również w czasie podróży, kiedy dźwiga nasze kule czy barierki, dba przez cały czas o nasze bezpieczeństwo – argumentuje Piotr Dudek. – Mówimy już o tym od kilku lat, lecz nikt nie zamierza tego zmienić, zasłaniając się zbyt małym dofinansowaniem ze strony ministerstwa sportu.

Na razie asystenci medalistów, stając ze swoimi zawodnikami na podium, otrzymali również stosowne medale. Pod nieobecność Jadwigi Dudek zdecydowane zwycięstwo w kat. B2 kobiet odniosła Danuta Odulińska. Reprezentantka „Moreny” Iława jako jedyna uzyskała wyniki powyżej 900 p. (981 i 908). Srebrny medal przypadł Dorocie Kurek („Ikar” Lublin), a brązowy, dzięki udanym rzutom w finale, Mirosławie Malcherek z bydgoskiej „Łuczniczki”, która odrobiła trzypunktową stratę z eliminacji do Janiny Szymańskiej z „Warmii i Mazur” Olsztyn.

Pewnie mistrzowski tytuł obronił za to Stanisław Poświatowski. Reprezentant „Jaćwinga” Suwałki okrasił jeszcze to zwycięstwo rekordem kraju w sześciu grach – 1276 p. Po eliminacjach wydawało się, że wicemistrzostwo przypadnie Arkadiuszowi Gęstwińskiemu z „Łuczniczki”. Wykulał 1073 p. i miał prawie 100 p. przewagi nad Stanisławem Odulińskim („Morena” Iława) – 980 p. A jednak! W pierwszej finałowej grze bydgoszczanin zaliczył tylko 115 p. i rywal zwietrzył szansę odrobienia strat. Oduliński w ostatniej grze zaliczył 202 p. przy 177 Gęstwińskiego i wyprzedził go w klasyfikacji łącznej zaledwie jednym punktem!

W kategorii B3 kobiet na mistrzowski tron powróciła Honorata Borawa z „Łuczniczki”. Miała trochę ułatwione zadanie, albowiem do Wrocławia nie przyjechały Izabela Walczak z „Omegi” Łódź i Aneta Łukasik z „Karolinki” Chorzów, ubiegłoroczne medalistki złota i srebrna. Kroku bydgoszczance próbowały dotrzymać olsztynianki Jolanta Mazurkiewicz i Zofia Sarnacka.

Zmiana warty u mężczyzn – sensacją było dopiero 16. miejsce w eliminacjach Grzegorza Kanikuły z „Hetmana” Lublin, brązowego medalisty sprzed roku, wielokrotnego reprezentanta kraju. Poza podium znalazł się też ubiegłoroczny wicemistrz Zbigniew Strzelecki z „Karolinki” (ostatecznie 5.), zaś mistrz Dariusz Chalecki z „Jaćwinga” nie wystartował, gdyż nie przeszedł pomyślnie międzynarodowych badań okulistycznych. W tej sytuacji o mistrzowski tytuł zacięty bój stoczyli Krzysztof Huszcza i Cezary Dybiński, klubowi koledzy z „Warmii i Mazur”, oraz Albert Sordyl z „Pogórza” Tarnów, specjalizujący się raczej w kręglach klasycznych. Po eliminacjach niespodziewanie prowadził Sordyl (1038) przed Dybińskim (984) i Huszczą (978). W finale aż do ostatniego rzutu nie było wiadomo, kto zwycięży. Ostatecznie taki sam rezultat uzyskali Huszcza z Sordylem – 2030 p., a trzy oczka mniej zebrał Dybiński. Lepszy wynik w finale dał złoto Huszczy.

W klasyfikacji medalowej zwyciężyła „Łuczniczka” – 5 krążków (2–1–2) przed „Warmią i Mazurami” – 4 (1–1–2) oraz „Moreną” – 3 (1–2–0).

 

(KAZ)

 

Medaliści IX Indywidualnych Mistrzostw Polski

Niewidomych i Słabowidzących w Bowlingu

03-04.07.2014 r., Wrocław

Kobiety

B1

1. Mariola Maćkowiak – „Łuczniczka” Bydgoszcz 1681 p. (858+823)

2. Karolina Rzepa – „Łuczniczka” Bydgoszcz 1477 p. (683+794)

3. Jolanta Nowacka – „Cross Opole” 1076 p. (549+527)

B2

1. Danuta Odulińska – „Morena” Iława 1889 p. (981+908)

2. Dorota Kurek – „Ikar” Lublin 1687 p. (833+854)

3. Mirosława Malcherek – „Łuczniczka” Bydgoszcz 1617 p. (796+821)

B3

1. Honorata Borawa – „Łuczniczka” Bydgoszcz 1925 p. (935+990)

 2. Jolanta Mazurkiewicz – „Warmia i Mazury” Olsztyn 1855 p. (914+941)

3. Zofia Sarnacka – „Warmia i Mazury” Olsztyn 1764 p. (874+890) 

Mężczyźni

B1

1. Zdzisław Koziej – „Hetman” Lublin 1621 p. (802+819)

2. Szczepan Polkowski – „Morena” Iława 1465 p. (703+762)

3. Krzysztof Tarkowski – „Hetman” Lublin 1260 p. (656+604)

B2

1. Stanisław Poświatowski – „Jaćwing” Suwałki 2486 p. (1210+1276)

2. Stanisław Oduliński – „Morena” Iława 2026 p. (980+1046)    

3. Arkadiusz Gęstwiński – „Łuczniczka” Bydgoszcz 2025 p. (1073+952)      

B3

1. Krzysztof Huszcza – „Warmia i Mazury” Olsztyn 2030 p. (978+1052)

2. Albert Sordyl – „Pogórze” Tarnów 2030 p. (1038+992)

3. Cezary Dybiński – „Warmia i Mazury” Olsztyn 2027 p. (984+1043)

 

 

aaa

 

biegi

 

Upalna piętnastka w Ciechanowie

Tegoroczna Ciechanowska Piętnastka to już 34. odsłona tego biegu ulicznego. Na starcie zgromadziło się 141 zawodników i zgodnie z kalendarzem sekcji biegowej Stowarzyszenia „Cross”, 5 lipca na „kresce” stanęli także nasi reprezentanci, by walczyć o tytuły najlepszych na dystansie 15 km. Jak co roku do polskich biegaczy dołączyli zawodnicy z Białorusi.

Trasa wyścigu, od wielu lat doskonale znana startującym zawodnikom Stowarzyszenia, mogła tym razem sprawiać pewne kłopoty. W tym roku na bieżnię stadionu przeniesiono linię mety, która w poprzednich latach znajdowała się przy hali sportowej. Dodatkowym utrudnieniem dla biegaczy z dysfunkcją wzroku były nieukończone prace remontowe na chodnikach przed stadionem. Na tym odcinku nasi biegacze musieli bardzo uważać.

Bieg ruszał ze wsi Władysławowo, do której zawodników przewieziono autokarami. I chociaż mowa tu nie o znanym powszechnie nadbałtyckim kurorcie, pogoda była taka, o jakiej marzyć można nad morzem: prawie 30 stopni ciepła. Trudno sobie wyobrazić, ile wysiłku trzeba włożyć, aby pokonać piętnastokilometrowy dystans przy tak wysokiej temperaturze. Stanowczo najlepiej biega się, kiedy jest chłodno, jednak warto trenować w różnych warunkach, by przygotować na nie organizm. Na szczęście organizator zadbał o punkty z wodą do picia na trasie oraz o kurtynę wodną. Zawodnicy bardzo chętnie korzystali z każdej możliwości, by dać sobie chociażby chwilę wytchnienia od skwaru.

Wystartowano punktualnie o 11.00, by przez Opinogórę Górną dobiec na metę w Ciechanowie. Ton rywalizacji nadawał Bogusław Andrzejuk z klubu „Pędziwiatr” Białystok. Dystans pokonał w czasie 49 minut i 43 sekund, co dało mu zwycięstwo. Wśród pań najlepsza była Alena Schumik z Białorusi z czasem 1:01:01.

Trzech słabowidzących zawodników Stowarzyszenia „Cross”: Tomasz Chmurzyński, Wojciech Debner (obaj z „Łuczniczki” Bydgoszcz) i Grzegorz Małowiecki („Syrenka” Warszawa) przez pierwsze 5 kilometrów biegli razem. Ich międzyczas to 22 minuty z sekundami. Pozostali zawodnicy próbowali gonić tę trójkę, ale bezskutecznie i wciąż znajdowali się ze sporą stratą za nimi. Przewaga taktyczna była po stronie zawodników „Łuczniczki” − dwóch na jednego − jednak po piątym kilometrze Chmurzyński przyspieszył, zostawiając Debnera z Małowieckim w tyle. Postanowił zawalczyć o zwycięstwo w pojedynkę. Nie było pewne, czy wytrzyma wyścig kondycyjnie, pozostali biegacze wiedzieli też, że powraca do gry po kontuzji, a przed nimi jeszcze 10 kilometrów w skwarze. Niespodzianek jednak nie było. Po czterdziestu minutach Tomasz Chmurzyński z „Łuczniczki” Bydgoszcz przebiegł linię mety z czasem 1: 02: 18. − Po 5. kilometrze przyspieszyłem – relacjonuje zwycięzca. – Wracam do biegania po kontuzji, której nabawiłem się podczas wiosennego startu w maratonie. Nie chciałem zbyt mocno obciążać kontuzjowanej nogi. Ważny był dla mnie jak najkrótszy czas trwania biegu. Pozostała dwójka musiała już rywalizować między sobą – dodaje Tomasz.

Po kolejnych trzech minutach finiszował Grzegorz Małowiecki z „Syrenki” Warszawa w czasie 1:05:37, a równe dwie minuty za nim wyścig skończył drugi zawodnik „Łuczniczki” Wojciech Debner. Tym razem nie był w stanie dotrzymać kroku Małowieckiemu, który był dobrze przygotowany i lepiej zniósł trudy tego biegu. Tak przedstawia się pierwsza trójka w kat. T12/T13. Kolejni słabowidzący zawodnicy Stowarzyszenia − Krzysztof Badowski („Łuczniczka” Bydgoszcz), Piotr Jankowski i Wiesław Miech („Syrenka” Warszawa) − dobiegli do mety z dużymi stratami czasowymi.

W grupie niewidomych (T11) wystartowało czterech zawodników. Tutaj rywalizacja przebiegała zupełnie inaczej. Na pierwszych kilometrach jako ostatni biegł faworyt Zbigniew Świerczyński („Warmia i Mazury” Olsztyn). Przed nim pozostali trzej biegacze: Grzegorz Powałka, Mariusz Zacheja i Rafał Machnikowski. Po czwartym kilometrze Świerczyński przyspieszył, szybko minął rywali i objął prowadzenie. Nie oddał go już do mety, jego zwycięski czas to 1:13:29. − Z moją przewodniczką już przed biegiem ustaliliśmy, że zaczynamy bardzo spokojnie – objaśnia swoją strategię Zbyszek. – W trakcie biegu informowała mnie, ile tracę do rywali. Moje przygotowanie i doświadczenie pozwoliły mi na taką taktykę. Na następnych kilometrach wyprzedziłem ich wszystkich i nie oddałem już prowadzenia. Czas nie był dla mnie najważniejszy, ale i tak dobiegłem ze sporą przewagą. Procentuje systematyczność w treningach – cieszy się Świerczyński.

Pozostała trójka biegła blisko siebie i póki do mety pozostawało wiele kilometrów, trudno było wskazać, dla kogo zabraknie miejsca na pudle. Przewagę liczebną miała „Syrenka” (dwóch zawodników na jednego zawodnika „Łuczniczki”). Doświadczenie i determinacja pomogły Grzegorzowi Powałce z „Syrenki” − z czasem 1:22: 53 był drugi. Trzeci dobiega Rafał Machnikowski („Łuczniczka” Bydgoszcz), jego czas: 1:25;45. Czwarte, dla sportowca najgorsze miejsce, przypadło więc Mariuszowi Zachei („Syrenka” Warszawa). Tylko lub aż jednej minuty zabrakło mu, by stanąć na trzecim stopniu podium. A pamiątkowe puchary trafiły do rąk jedynie pierwszych trzech zawodników obu grup.

Mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w biegu na 15 km w Ciechanowie zostały dofinansowane ze środków PFRON.

Na koniec zachęta dla wahających się, czy rozpocząć przygodę z bieganiem. Na stronie internetowej Stowarzyszenia „Cross” (www.cross.org.pl) znajduje się komunikat o mistrzostwach Polski w biegu na 10 kilometrów, które odbędą się w Bydgoszczy (13-14 września). Organizator − „Łuczniczka” Bydgoszcz − serdecznie zaprasza. Jest jeszcze trochę czasu, żeby potrenować i wystartować! Namawiam również panie z naszego środowiska. Do spotkania w Bydgoszczy!

 

Mariusz Gołąbek

 

Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących 

5. 07.2014 r., Ciechanów

miejsce

kategoria T12 (B2)

czas

1

Tomasz Chmurzyński

1:06:13

2

Grzegorz Małowiecki

1:08:18

3

Wojciech Debner 

1:08:49

kategoria T11 (B1)

1

Zbigniew Świerczyński 

1:12:15

2

Grzegorz Powałka

1:24:16

3

Rafał Machnikowski

1:26:02

 

aaa

 

strzelectwo

 

Wystrzelać igrzyska

Muzeum Broni (Waffenmuseum), Muzeum Starych Pojazdów (Fahrzeugmuseum), fabryka motocykli Simpson. Turyngia. To tu, w zielonym sercu Niemiec, znajduje się urocze, o ponad 450-letniej historii miasteczko Suhl, które słynie przede wszystkim z produkcji broni. W środowisku sportowym doskonale znany jest natomiast tutejszy ośrodek strzelectwa sportowego – Shooting Centre Suhl-Friedberg, na którego terenie w dniach 18-26 lipca rozegrano mistrzostwa świata IPC w strzelectwie sportowym osób niepełnosprawnych.

W mistrzostwach wystartowało blisko 300 zawodników reprezentujących 50 krajów. Zawody, zarówno pod względem organizacyjnym, jak i sportowym, stały na wysokim poziomie. Relację z nich można było śledzić bezpośrednio na stronie internetowej mistrzostw, dzięki czemu wszyscy zainteresowani kibice mogli obserwować poczynania swoich faworytów. Również rozmiary obiektów oraz ich zaplecze techniczne robiły na startujących wielkie wrażenie. Naprawdę odczuwało się atmosferę strzeleckiego święta, jakim bez wątpienia są mistrzostwa świata osób niepełnosprawnych.

W trakcie turnieju odbyła się również kilkudniowa impreza pokazowa, której celem było zaprezentowanie nowej technologii w strzelectwie pneumatycznym osób niewidomych i słabowidzących. Organizatorem wydarzenia był Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski (IPC), przy udziale fińskiej firmy KURVINEN.

Również zawodnicy z Polski mieli okazję, aby przetestować nowy elektroniczny system strzelania (sprawdził się on już w biathlonie) oraz przekazać swoje opinie na jego temat. Zaprezentowane rozwiązania mają w przyszłości pozwolić na współzawodnictwo z innymi parastrzelcami. Wszystkie zmiany prowadzą do jednego celu: umożliwić strzelcom z niepełnosprawnością wzroku udział w igrzyskach paraolimpijskich.

Zwieńczeniem pokazu było rozegranie we wtorek 22 lipca konkurencji mieszanej dla osób z dysfunkcją narządu wzroku. W turnieju uczestniczyli reprezentanci takich krajów, jak: Wielka Brytania, Finlandia, Austria, Czechy, Malezja, Słowacja i Dania. Polskę reprezentowali Aleksandra Janczek i Adrian Hibner wraz z trenerem kadry Wiesławem Skalskim, którzy na mistrzostwa przyjechali na specjalne zaproszenie IPC.

Drugie miejsce dla naszej ekipy wywalczyła Aleksandra Janczek (388/400 p.). Reprezentantkę Polski pokonał tylko Brytyjczyk Michael Whapples (393/400 p.). Na trzecim stopniu podium znalazł się zawodnik Słowacji Stefan Kopcik (384/400 p).

Imprezę zakończyło spotkanie komitetu technicznego IBSA ds. strzelectwa pneumatycznego, na którym podjęto decyzję o współpracy IBSA z IPC. Jej celem ma być dalszy rozwój tej dyscypliny.

W ostatnich dniach na oficjalnej stronie IBSA znalazła się informacja, że IPC wraz z IBSA prowadzą rozmowy na temat włączenia grupy niewidomych i słabowidzących strzelców do klasyfikacji podczas paraolimpiady w 2024 roku. Miejmy nadzieję, że w IPC zostanie przywrócona stara klasyfikacja, dzięki czemu nasi strzelcy będą mogli uczestniczyć w zawodach organizowanych pod egidą IPC.

Nie ulega wątpliwości, że wyjazd naszych reprezentantów był bardzo ważny przede wszystkim ze względu na możliwość zapoznania się z nową technologią, co pozwoli na trzymanie ręki na pulsie. Podziękowania należą się zarządowi Związku Kultury Fizycznej „Olimp”, który wsparł finansowo ten wyjazd.

Na zakończenie jeszcze kilka słów uznania dla polskich reprezentantów z innymi niepełnosprawnościami. Srebrny medal dla Polski wystrzelał Kazimierz Bysiek, zawodnik reprezentujący na co dzień klub „Start” Zielona Góra. Potwierdził swoją klasę w kategorii FTR (strzelanie z karabinu pneumatycznego do klapek). To kolejny międzynarodowy sukces Polaka. W maju, podczas rozgrywanych w Szczecinie zawodów Pucharu Świata, podopieczny trenera Marka Maruchy także sięgnął po srebro. Pokonał wówczas mistrza paraolimpijskiego z Londynu.

W finale lepsza okazała się jedynie Słowenka Veselka Pevec. Trzecie miejsce zajął jej rodak Gorazd Tricek.

Dla naszej reprezentacji były to udane mistrzostwa. Odnieśliśmy nie tylko sukcesy indywidualne. Na wysokiej czwartej pozycji sklasyfikowana została drużyna startująca w konkurencji pistoletu pneumatycznego SH1. W rozgrywce brano pod uwagę trzy najlepsze lokaty zawodników walczących w tej konkurencji. Na ostateczny wynik złożyły się: 10. miejsce Filipa Rodzika, 14. Sławomira Okoniewskiego i 33. Szymona Sowińskiego.

Już po zakończeniu mistrzostw dotarła do nas kolejna radosna wiadomość – Filip Rodzik jako pierwszy Polak uzyskał kwalifikację paraolimpijską do Rio 2016.

 

Aleksandra Janczek, Adrian Hibner

 

aaa

 

wiadomości

 

Szachy

Kolejny tytuł Adama

Po raz kolejny szachowe mistrzostwa Polski juniorów toczyły się pod dyktando Adama Czajkowskiego z „Syrenki” Warszawa, który wygrał wszystkie partie i z kompletem punktów zdobył tytuł mistrza Polski. Drugi był Karol Urbaniak − także z „Syrenki” Warszawa. Karol zdobył 6 punktów. Przegrał jedynie z przyszłym mistrzem Polski. Trzecie miejsce zajął Damian Kniejski z Chorzowa (5 p.). Najlepsza wśród juniorek była Weronika Sosin, która z dorobkiem 4 punktów zajęła 13. miejsce.

Tegoroczne rozgrywki juniorów odbyły się na przełomie czerwca i lipca w ośrodku Wierna w Bocheńcu. Sędziował je Leszek Bakalarz z Kielc. Koordynatorem imprezy, dofinansowanej przez PFRON, był Jerzy Hanus.

 

Mistrzostwa Polski juniorów w szachach

28.06-5.07.2014 r., Bocheniec

Juniorzy

1. Adam Czajkowski 7 p. („Syrenka” Warszawa)

2. Karol Urbaniak 6 p. („Syrenka” Warszawa)

3. Damian Kniejski 5 p. (Chorzów)

4. Jakub Olejnik 5 p. („Łuczniczka” Bydgoszcz)

5. Janusz Wielebski 4,5 p. (Chorzów)

6. Rafał Paczuski 4 p. („Syrenka” Warszawa)

7. Daniel Nadolski 4 p. (Chorzów)

8. Marceli Furkacz 4 p. („Nadzieja” Kraków)

9. Piotr Ignaciak    4 p. („Nadzieja” Kraków)

10. Emil Szwarga  4 p. („Nadzieja” Kraków)

...

Juniorki

13. Weronika Sosin 4 p. („Nadzieja” Kraków)

15. Ewelina Faustynowicz 3,5 p. („Nadzieja” Kraków)

17. Amelia Balińska 3 p. („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza)

21, Julia Duszyńska 3 p. („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza)

22. Wiktoria Dragon 3 p. („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza)

23. Maria Fikier 3 p. (Chorzów)

29. Zuzanna Kosecka 1,5 p. (Kielce)

 

Szachistki ponownie w Wągrowcu

Szachowe mistrzostwa Polski kobiet, po czterech latach nieobecności, wróciły do Wągrowca. Wcześniej odbyło się tu osiem ich edycji. W tegorocznych lipcowych rozgrywkach zwyciężyła Anna Stolarczyk z „Tęczy” Poznań po zdobyciu 8,5 p. z 9 partii. Jest to jej jedenasty tytuł mistrzowski. Drugie miejsce zajęła Joanna Malcer z olsztyńskiego klubu „Warmia i Mazury” (8 p.). Trzecia była – z dorobkiem 6,5 p. – Krystyna Perszewska z „Jantaru” Gdańsk. Wicemistrzyni Polski i brązowa medalistka to zawodniczki, które wielokrotnie zajmowały miejsca w strefie medalowej mistrzostw. Mają też na swym koncie po jednym tytule mistrzowskim – Krysia wygrała mistrzostwa w roku 1994 w Iławie, a Asia w 1997 w Krynicy.

Mistrzostwa rozegrane zostały systemem szwajcarskim na dystansie 9 rund. Sędziował je Marek Maćkowiak z Poznania. Koordynatorem imprezy była Józefa Spychała. Turniej został zorganizowany dzięki dofinansowaniu PFRON.

 

Mistrzostwa Polski kobiet w szachach

Lipiec 2014 r., Wągrowiec

1. Anna Stolarczyk 8,5 p. {„Tęcza” Poznań)

2. Joanna Malcer 8 p. („Warmia i Mazury” Olsztyn)

3. Krystyna Perszewska 6,5 p. („Jantar” Gdańska) 

4. Józefa Spychała 6,5 p. („Tęcza” Poznań)

5. Elżbieta Jagieła 5,5 p. („Podkarpacie” Przemyśl)

6. Jadwiga Szymczyk 5 p. („Jantar” Gdańsk)

7. Alicja Muller 5 p. („Łuczniczka” Bydgoszcz)

8. Alicja Lizak 4 p. („Cross Opole”)

9. Władysława Jakubaszek 3,5 p. („Cross Opole”)

10. Barbara Gołębiowska-Fryga 3,5 p. („Cross Opole”)

 

Puchar Podkarpacia 2014

Tegoroczny turniej szachowy o Puchar Podkarpacia odbył się w pierwszej połowie lipca w hotelu EwKa w Myczkowie koło Polańczyka. Grano w dwóch grupach: w grupie A zawodnicy z międzynarodowym rankingiem FIDE, w grupie B – z krajowym rankingiem PZSzach. W pierwszej zwyciężył Jacek Stachańczyk z „Jutrzenki” Dąbrowa Górnicza, aktualny mistrz świata (zdobył komplet punktów), w drugiej – Michał Kruczek z „Karolinki” Chorzów (7 p.).

W zawodach startowało 35 szachistów z 10 klubów Stowarzyszenia „Cross”. Turniej rozegrano systemem szwajcarskim na dystansie 9 rund, tempem 90 minut na partię. Zawody sędziowali Marian Bysiewicz i Marian Lorenc. Honorowy patronat nad turniejem sprawowali: wojewoda podkarpacki Małgorzata Chomycz-Śmigielska, starosta powiatu leskiego Marek Pańko oraz wójt gminy Solina Zbigniew Sawiński. Organizatorem był przemyski klub „Podkarpacie”.

Ogólnopolski turniej szachowy o Puchar Podkarpacia

5-12.07.2014 r., Myczków k. Polańczyka

Grupa A

1. Jacek Stachańczyk 9 p. („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza)

2. Dawid Falkowski 8 p. („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza)

3. Henryk Krynicki 6 p. („Podkarpacie” Przemyśl) 

4. Sylwester Barnowski 5,5 p. („Atut” Nysa)

5. Józef Korycki 5 p. („Lajkonik” Kraków)

6. Grzegorz Bzowski 4,5 p. („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza)

7. Henryk Zapaśnik 4,5 p. („Atut” Nysa)

8. Jerzy Brycki 4,5 p. („Cross Opole”)

9. Józef Cebula 4 p. („Podkarpacie” Przemyśl)

10. Jerzy Jagiełło 4 p. („Syrenka” Warszawa)

Grupa B

1. Michał Kruczek 7 p. („Karolinka” Chorzów)

2. Stanisław Białas 6,5 p. („Podkarpacie” Przemyśl)

3. Wojciech Luc 6 p. („Podkarpacie” Przemyśl)

4. Antoni Szczurek 6 p. („Podkarpacie” Przemyśl)

5. Stanisław Wójcikowski 5,5 p. („Podkarpacie” Przemyśl)

6, Franciszek Kała 5,5 p. („Jutrzenka” Częstochowa)

7. Władysław Hudziec 5 p. (Kielce)

8. Stefan Pawliczek 5 p. („Podkarpacie” Przemyśl)

9. Franciszek Mazur 5 p. („Podkarpacie” Przemyśl)

10. Henryk Gadzała 5 p. („Podkarpacie” Przemyśl)

Ogólnopolski turniej w szachach szybkich

24-27.07.2014 r., Tuchola

1. Dawid Falkowski 10,5 p. („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza)

2. Tadeusz Żółtek 10 p. („Warmia i Mazury” Olsztyn)

3. Michał Wolański 9 p. („Syrenka” Warszawa)

4. Stanisław Niećko 7 p. („Ikar” Lublin)

5. Andrzej Sargalski 6 p. („Łuczniczka” Bydgoszcz)

6. Józef Wyrzykowski 6 p. („Łuczniczka” Bydgoszcz)

7. Józef Korycki 5,5 p. („Lajkonik” Kraków)

8. Henryk Krynicki 5 p. („Podkarpacie” Przemyśl)

9. Tadeusz Gryglewicz 3 p. („Zryw” Słupsk)

10. Stanisław Wójcikowski 2 p. („Podkarpacie” Przemyśl)

Maria Dębowska

 

Warcaby

Ewa Wieczorek ponownie najlepsza

W Tucholi w dniach 31 maja – 8 czerwca 2014 roku rozegrany został finałowy turniej XVIII Indywidualnych Mistrzostw Polski Kobiet Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych.

Zdecydowane zwycięstwo odniosła faworytka, obrończyni tytułu, aktualna mistrzyni świata Ewa Wieczorek („Victoria” Białystok). W tym roku sukces przyszedł jej stosunkowo łatwo, zabrakło bowiem na starcie kilku liczących się zawodniczek, wielokrotnych medalistek MP.

Dla Ewy to już szósty złoty medal IMP, a dziesiąty w ogóle. Objęła tym samym prowadzenie w tabeli wszech czasów, detronizując Iwonę Flak (pięć tytułów).

Walka w Tucholi toczyła się praktycznie tylko o dwa pozostałe miejsca na podium. Zwycięsko wyszły z niej Władysława Jakubaszek (srebro) i Ewa Grabska (brąz), która zdobyła swoje pierwsze w karierze medale IMP. Jakubaszek jako jedyna nie poniosła w turnieju żadnej porażki.

O pechu może mówić Petronela Dapkiewicz, która drugi rok z rzędu spadła z medalowego miejsca po porażce w ostatniej rundzie (tym razem z Haliną Kasperczyk). Małym pocieszeniem jest w tej sytuacji fakt, że jako jedyna zdołała pokonać Ewę Wieczorek. Na podium mogła ją zastąpić koleżanka klubowa Teresa Bonik, gdyby wygrała swój ostatni pojedynek z Ewą Grabską. Wynik partii był jednak odwrotny i to zawodniczka „Łuczniczki” Bydgoszcz cieszyła się ostatecznie z brązowego medalu.

Dokładnie połowa partii (33 z 66) zakończyła się pokojowo. Królowymi remisów zostały Helena Poliniewicz i Joanna Malcer (po 8 nierozstrzygniętych pojedynków).

W 12-osobowym finale (rozgrywanym systemem kołowym od 2005 roku) zadebiutowały Halina Kasperczyk i Czesława Łazuka. We wszystkich dziesięciu turniejach przeprowadzonych w tej formule wystąpiła jedynie Ewa Wieczorek. W czasie tych lat tylko w 2006 roku nie zdołała zdobyć medalu. Dziewiąty finał z rzędu zaliczyła Ewa Grabska, która wreszcie po raz pierwszy stanęła na podium.

Sędzią zawodów był Mirosław Grabski, a koordynatorem imprezy Ewa Sargalska.

 

Leszek Stefanek

 

XVIII Indywidualne Mistrzostwa Polski Kobiet Niewidomych i Słabowidzących
w Warcabach Stupolowych

31.05-8.06.2014 r., Tuchola

1. Ewa Wieczorek 18 p. („Victoria” Białystok)

2. Władysława Jakubaszek 15 p. („Cross Opole”)

3. Ewa Grabska 14 p. („Łuczniczka” Bydgoszcz)

4. Petronela Dapkiewicz 13 p. („Jaćwing” Suwałki)

5. Teresa Bonik 12 p. („Jaćwing” Suwałki)

6. Helena Poliniewicz 12 p. („Podkarpacie” Przemyśl)

7. Halina Kasperczyk 11 p. („Atut” Nysa)

8. Bożena Dalecka 10 p. („Zryw” Słupsk)

9. Joanna Malcer 10 p. („Warmia i Mazury” Olsztyn)

10. Barbara Gołębiowska-Fryga 9 p. („Cross Opole”)

11. Barbara Kacprzak 7 p. („Syrenka” Warszawa)

12. Czesława Łazuka 1 p. („Tęcza” Poznań)

 

aaa

 

edukacja

 

Zobaczyć więcej

Turystyka w środowisku osób z dysfunkcją wzroku jest stosunkowo łatwą do stosowania formą rekreacji ruchowej – dobre buty, plecak, coś na wypadek deszczu i w drogę! Pozostaje pytanie, gdzie, według jakiego planu i, dość często, z kim? Aby osoba ze znacznym ubytkiem widzenia mogła bezpiecznie wędrować szlakiem górskim, nad wodą czy przemierzać bezdroża na tandemie, nie tylko powinna, ale wręcz musi mieć przewodnika.

Niełatwo o pilota, który potrafi prawidłowo i swobodnie prowadzić grupy, w skład których wchodzą osoby niewidome lub słabowidzące. Od jakiegoś czasu na dobrych kursach dla przewodników turystycznych przeznacza się kilka godzin na opisanie potrzeb niepełnosprawnych uczestników wycieczek. Dla większości przewodników jest to tylko sucha informacja. Inaczej ma się jednak przysłowiowa teoria do spotkania na żywo z grupą, w składzie której są osoby niewidome. O wiele lepiej w takich okolicznościach czuje się pilot, mając koło siebie przeszkolonego na poziomie organizatora turystyki animatora, który sam będąc osobą z dysfunkcją wzroku, może przewodnikowi przybliżyć sposoby zaradzenia ewentualnym problemom wynikającym z braku lub ograniczenia możliwości widzenia. Działacze Związku Kultury Fizycznej „Olimp”, młodszego brata Stowarzyszenia „Cross”, wpadli na ciekawy i pożyteczny pomysł – chcąc zapewnić sobie grono przyszłych „mistrzów”, zorganizowali szkolenie animatorów – organizatorów turystyki, którzy wspólnie z przewodnikami, pilotami wycieczek przygotują atrakcyjne programy wypraw i pomogą w ich realizacji.

W klubach zrzeszonych w „Olimpie” jest sporo członków wprawionych w przygotowaniu różnego rodzaju turniejów, spartakiad itp., które jednak różnią się nieco od imprez turystycznych. Na zawodach sportowych uczestnik przebywa krótko, a czas pobytu jest wypełniony rozgrywkami, startami lub sesjami treningowymi. Jest to zazwyczaj bardzo forsujący sposób spędzania czasu. Wynagrodzeniem trudów rywalizacji są świetne wyniki i zdobyte trofea. Wiadomo, zwyciężają lepsi. W turystyce nie ma startu i mety. Jest cel i droga do celu. Nagrodą za wysiłek jest zdobycie szczytu gór czy odwiedzenie ciekawego zabytku historii lub przyrody. Po powrocie do bazy jest pora na odpoczynek i planowanie następnego dnia. Ognisko, biesiada regionalna, występ zespołu czy inny pokaz to swoiste niespodzianki w podzięce za wytrwałe wędrowanie.

Szkolenie zostało podzielone na sześć tygodniowych zjazdów. Mamy już za sobą półmetek. W urozmaiconym terenie uczestnicy mogą wiele założeń teoretycznych samodzielnie przećwiczyć. Forma i rodzaj zajęć są tak dobrane, żeby dostarczyć kursantom jak najwięcej wiedzy praktycznej. W drugiej części szkolenia będą stawiane przed przyszłymi animatorami zadania polegające na przygotowaniu programów wycieczek, rajdów czy nawet obozów. Do specjalistycznych wykładów z krajoznawstwa, udzielania pierwszej pomocy czy organizowania gier terenowych i ognisk angażowani są fachowcy z wysokiej półki. Ponadto organizator wyposaża uczestników w materiały szkoleniowe, które pomogą w pełnieniu przyszłej roli animatora. Co będzie, pokaże czas…

 

Antoni Szczuciński

 

aaa

 

kultura

 

Zaproszenie na herbatę

Państwa te leżą na trasie najbardziej legendarnego szlaku handlowego na świecie. Szlaku, który przez wieki służył do wymiany towarów i… myśli, do spotkań z drugim człowiekiem. Syria, Turcja, Iran, Turkmenistan, Uzbekistan, Tadżykistan oraz Chiny – siedem krajów, których wspólnym mianownikiem jest... No właśnie, co?

„Zastanawiałem się długo, co było łącznikiem tych wszystkich miejsc, które tworzyły Jedwabny Szlak, i jakkolwiek bym kombinował, zawsze padało na herbatę. Od Damaszku przez Azję Środkową do Chin. Od yerba mate sprzedawanej ku naszemu zaskoczeniu na syryjskich bazarach, przez aromatyczną czarną w Turcji i Iranie, do tej z mlekiem i solą w górach Pamiru. Na stacjach benzynowych, w domach czy na wygodnych tapczanach (...)” – pisze Robert Maciąg, który wraz z żoną i przyjacielem wybrał się na wyprawę rowerową śladem dawnych kupców. Wyprawę, która minęła pod znakiem czaju. I bynajmniej nie chodzi tu tylko i wyłącznie o aromatyczny napój z liści drzewa herbacianego, ale o życzliwość, o czas poświęcony drugiemu człowiekowi; o zwykłą ludzką serdeczność. Bo zaproszenie na herbatę to zaproszenie do domu.
I czasem wcale nie trzeba znajomości języka, wystarczą spojrzenia, proste międzynarodowe gesty i chęć porozumienia.

Przekonamy się o tym, czytając relację z tej wyprawy zatytułowaną „Tysiąc szklanek herbaty. Spotkania na Jedwabnym Szlaku”, którą w postaci audiobooka wydało wydawnictwo Bezdroża.

Książka ta, tak pełna dowodów na życzliwość mieszkańców krajów leżących na szlaku, to dla nas swego rodzaju prztyczek w nos. Autor nie mówi tego wprost, ale trudno podczas lektury nie pomyśleć o tym, ile w nas, „cywilizowanych Europejczykach”, nietolerancji, ile uprzedzeń i nieufności. Bo czy zaprosilibyśmy do swojego domu obcego człowieka i podzielilibyśmy się z nim tym, czego wcale nie mamy zbyt wiele? Czy poświęcilibyśmy swój „cenny” czas na wymyślanie sposobów, jak przekazać swoje myśli, nie znając języka?

„Tysiąc szklanek herbaty” to też opowieść o naszych wygórowanych potrzebach, wstrętnym konsumpcjonizmie, który szczególnie wychodzi z nas podczas urlopów. Maciąg pokazuje, że prawdziwe podróżowanie jest dużo mniej skomplikowane, niż nam się wydaje. „Trzeba coś zjeść, gdzieś spać, zaufać obcemu człowiekowi. Tylko tyle”. A może właśnie aż tyle…

 

Barbara Zarzecka

 

aaa

 

turystyka

 

Przyjazna Turcja

Wybrać się do Turcji w lipcowy i sierpniowy skwar, nocować na kempingach, żywić się zapasami przywiezionymi z Polski, pokonywać autem kilkaset kilometrów dziennie – chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie podjąłby się takiej szaleńczej wyprawy. Jednak ta podróż (na liczniku dziewięć tysięcy kilometrów) sprawiła mnie i moim kompanom dużą frajdę. Przyjaźni ludzie, piękne krajobrazy, zabytki, niewysokie ceny usług i trochę egzotyki to dla przybysza znad Wisły spore odkrycie.

Już sam wjazd do tego kraju z Bułgarii przez Edirne po stronie tureckiej robi wrażenie. Nie z powodu ceny wizy – ta wyniosła tylko 20 dolarów. Setki samochodów na niemieckich rejestracjach przypominają, że kilka milionów Turków mieszka i pracuje w Republice Federalnej Niemiec, a do rodzinnego kraju zjeżdża na wakacje. I kolejny szok. Już kilka kilometrów za granicą jedziemy doskonałej jakości drogami i widzimy starannie zagospodarowane pola, jakże inne niż rumuńskie czy bułgarskie ugory.

Zapach Azji Mniejszej dociera do nozdrzy w Çanakkale, gdzie promem przekracza się Dardanele. Na początek herbata (?ay ), mocna, popijana z niewielkiej filiżanki, smakuje jak paryska wykwintna mała czarna pod wieżą Eiffla. I jest dużo tańsza. 

 

Kempingi niewskazane

Zaliczyliśmy ich w Turcji ze dwadzieścia. Ceny przystępne – 15-20 złotych od osoby za noc. Najlepsze były w Fethiye nad Morzem Śródziemnym (rezydentką była 70-letnia Niemka Klara) i w Göreme w Kapadocji. Pozostałych osiemnaście to zapuszczone, zaniedbane klepiska z pozostawiającymi wiele do życzenia toaletami, prysznicami z zimną wodą, gdzie można nabawić się grzybicy i paść ofiarą nienasyconych komarów. Nie dziwię się, że rodacy wybierają dwutygodniowe turnusy w kurortach.

Na wybrzeżu śródziemnomorskim Turcji jest mnóstwo starożytnych zabytków do zwiedzania, jak choćby Troja, która jednak rozczarowuje. Trudno w owych pozostałościach dopatrzeć się miasta Heleny i króla Priama. Turyści zobaczą bezkształtne pagórki i rowy z fragmentami ścian i fundamentów. Największe wrażenie robi olbrzymia kopia konia trojańskiego. 144 lata temu Henryk Schliemann, niemiecki biznesmen i archeolog, rozpoczął na tym terenie prace wykopaliskowe. Prowadził je 20 lat, a znalezione klejnoty Heleny przekazał później Muzeum Berlińskiemu.

Natomiast Efez powala na kolana. To prawdziwa perła na egejskim wybrzeżu Turcji. W Efezie, świętym mieście Artemidy, archeologowie odsłonili wiele wspaniałych budowli hellenistycznych, a także rzymskich. Artemida, córka Zeusa i Lety, utożsamiana jest z rzymską Dianą. Uważana była za boginię płodności, dlatego w starożytności w dniu jej dorocznego święta w Efezie celebrowano ekstatyczne obrzędy. Wrażenie robi teatr, Biblioteka Celsusa i te tłumy spoconych turystów, człapiących w 45-stopniowym upale.

Niedaleki Milet, dawny port, z którego pochodził Tales – grecki filozof i matematyk żyjący 2600 lat temu – to dziś przede wszystkim opustoszały rzymski teatr, oddalony od morza o osiem kilometrów. Rzeka Meander, wijąc się wokół Miletu, tak odsunęła ten starożytny port od Morza Śródziemnego, że żaden statek tam nigdy nie zawita. Natomiast turyści chętnie odwiedzą stoiska obok rzymskich ruin, by posilić się za jedyne 7 złotych popularnym naleśnikiem zwanym gözleme.

W Fethiye nad Morzem Śródziemnym spędziliśmy kilka dni. Świetny, niedrogi, piaszczysty kemping. Na cały dzień wynajęliśmy stateczek za 50 złotych od głowy, z wliczonym w cenę posiłkiem – doskonale przyrządzonym pstrągiem. Cóż za frajda poobserwować skaliste wybrzeża, pływać w ciepłej, głębokiej wodzie i podglądać bogaty podwodny świat. Niedaleko Antalyi, tego prawie milionowego kurortu nad Morzem Lewantyńskim, dobrze znanego polskim turystom, znajduje się malutka miejscowość Phaselis z plażą w starożytnych ruinach pamiętających Aleksandra Wielkiego. Wakacyjny luz, skąpo odziane turystki, muskularni mężczyźni mówiący po rosyjsku – i te palmy zastygłe w upalnym słońcu! 

 

Kapadocja to jest to!

Ta niezwykła tufowa wyżyna, pełna pozostałości po czynnych wulkanach i wykutych w skałach kościołach, długo była nieznana zachodniemu światu. Woda, deszcz, wiatr i śnieg przez tysiąclecia wyrzeźbiły w miękkim tufie Wyżyny Kapadockiej kominy skalne i podziemne groty. To w nich kryli się chrześcijanie uciekający przed muzułmańskimi prześladowcami. W średniowieczu osiedlali się tam pustelnicy. Wyżłobili w skałach setki małych kościołów i eremów. W wielu z nich zachowały się wspaniałe malowidła ścienne.

Na kempingu w Göreme po raz pierwszy spotkaliśmy takich jak my globtroterów z Polski. Byli zadowoleni z tego miejsca (15 złotych od osoby) z bezpłatnym basenem. Natomiast każdego ranka koło godziny 5 budził nas potworny huk. Dziesięć metrów nad nami wznosiły się w powietrze balony z turystami w gondolach, startujące z pobliskiego lotniska. „Good morning, good morning!” pozdrawiali nas, zaspanych, wychylających się z namiotów. W ciągu dwóch, trzech godzin oblatywali dolinę Göreme, obserwując z 200 metrów nieprawdopodobne piramidowe krajobrazy. Nie doznałem tej rozkoszy za 35 euro. A może było warto szarpnąć się na to szaleństwo?

Jadąc w stronę Ankary, zatrzymaliśmy się nad Tuz Gölü (co oznacza jezioro solne). W tym olbrzymim zasolonym zbiorniku wodnym nie mogą żyć żadne zwierzęta. Z parkingu schodzi się nad wodę, ba, jaką wodę! Raczej na dwumetrowe pokłady soli robiące z daleka wrażenie puszystego śniegu. Brzegi jeziora obsiadły zakłady przerabiające sól i pakujące ją do 50-kilogramowych worków. 

 

Stambuł – wrota do Azji

25 km na północny wschód od Stambułu znajduje się Polonezköy, modna miejscowość letniskowa z pięknymi leśnymi terenami spacerowymi. Polakom jest bliska, bo założył ją w roku 1842 książę Adam Czartoryski i nazwał Adampolem. Książę kupił tam ziemię dla naszych emigrantów, pragnących osiąść w Turcji. W 1853 roku Polacy uformowali oddział i walczyli w wojnie krymskiej po stronie Turcji. We wsi pozostało jeszcze kilka rodzin mówiących po polsku. Jest drewniany kościółek i cmentarz katolicki.

Stambuł przytłacza swoim ogromem i pięknym położeniem nad Bosforem. Na powierzchni trzy razy większej niż Warszawa mieszka czternaście milionów ludzi. Historyczne centrum – Dzielnica Bazarów, Cypel Pałacowy, Sultanahmet i Beyo?lu – leży po europejskiej stronie Bosforu. Z trudem da się je zwiedzić jednego dnia.

Na pewno nie można ominąć muzeum Hagia Sophia, czyli dawnego kościoła Mądrości Bożej. Uchodzi on za jedno z największych osiągnięć światowej architektury. Świątynia liczy 1400 lat i świadczy o wysokim poziomie cywilizacji Bizancjum. W XV wieku Osmanowie przekształcili chrześcijańską świątynię na meczet, dodając minarety, grobowce i fontanny. Warto odżałować 20 euro za wejście.

Błękitny Meczet zawdzięcza swą nazwę dekoracji z płytek ceramicznych w kolorach błękitu i zieleni. Powstał w latach 1609–1616 z inicjatywy sułtana Ahmeda I. Przepych budowli wywołał wielkie oburzenie, bowiem w tamtych latach imperium osmańskie przeżywało kryzys. A już wzniesienie sześciu minaretów poczytano za bluźnierstwo, gdyż tyle miała jedynie świątynia Al.-Kaba w Mekce.

Ale zostawmy te dylematy wiernych sprzed stuleci i zanurzmy się w tętniące życiem uliczki starego Stambułu, odwiedźmy bazary. Na jednym z nich wytargowałem czajnik za jedyne 42 złote, w którym po powrocie nad Wisłę parzę od czasu do czasu herbatę po turecku. Wdychając jej aromat, wspominam przyjazną Turcję.

 

Andrzej Szymański

 

aaa

 

zdrowie

 

Trening mózgu

Biliard komórek, sto milionów neuronów, sto megabajtów informacji na sekundę. Żywi się głównie glukozą. Jest najbardziej aktywny, gdy śpi. Gdy obumiera jego pień, lekarze stwierdzają zgon pacjenta, choć serce, wspomagane specjalną aparaturą, może jeszcze jakiś czas bić. Mózg

Ten najważniejszy ludzki organ kryje w sobie jeszcze wiele tajemnic, których nie udało się dotąd zgłębić. Przez lata narosło wokół niego wiele półprawd i mitów. Jedna z teorii na temat mózgu głosiła, że jego wielkość determinuje inteligencję. Ale gdy zważono pośmiertnie mózg Alberta Einsteina, jednego z największych uczonych, noblisty, twórcy teorii względności, wskazówka wagi zatrzymała się raptem na 1230 g. Średniej wielkości były też mózgi marszałka Piłsudskiego (1460 g), Lenina (1340 g) i wielu innych mniej lub bardziej zasłużonych dla ludzkości osób. Kolejna teoria przekonywała, że człowiek wykorzystuje jedynie 10 proc. możliwości własnego mózgu. Wierzył w nią nawet sam Einstein. Mówił, że wystarczy odpowiednio intensywnie ćwiczyć umysł, aby znacznie zwiększyć swoją inteligencję. Ale i to okazało się nieprawdą. Badania funkcjonowania mózgu przeprowadzone za pomocą tomografu i rezonansu magnetycznego dowodzą, że wszystkie jego kluczowe rejony są mniej lub bardziej aktywne przez cały czas i zużywają ogromne ilości energii nawet podczas snu. Przywykło się mówić, że na starość robią się nam „dziury w głowie”: zapominamy wielu rzeczy, trudniej uczymy się obsługi komputera czy telefonu komórkowego. Niemieccy badacze przeprowadzili symulację, w której zaprogramowali komputer tak, aby naśladował dojrzewanie ludzkiego mózgu i gromadzenie wiedzy przez całe życie. Okazało się, że komputer na początku „życia” działał szybko, bo był pusty, a w miarę zapełniania pamięci wiedzą i doświadczeniem przetwarzanie informacji odbywało się coraz wolniej. Tak samo jest z mózgiem. Ma on największą objętość w wieku 20 lat. Potem jego masa systematycznie i równomiernie spada. Po siedemdziesiątce kurczy się o prawie 0,5 cm3 na rok. Pracuje jednak wolniej nie dlatego, że jest „dziurawy” i mniejszy, lecz dlatego, że ma ogromną bazę wiedzy, z której sukcesywnie korzysta – twierdzą uczeni.

Osoby mądre, wykształcone, z wysokim ilorazem inteligencji, zyskały miano jajogłowych. Kryje się za tym kolejny mit, że im większa czaszka i tzw. wysokie czoło, tym jesteśmy bardziej genialni. Znów pudło! Okazuje się, co zbadali naukowcy, że ani kształt, ani wielkość czaszki (a więc pośrednio mózgu) nie mają żadnego znaczenia dla poziomu inteligencji. Bardziej liczy się stosunek wielkości mózgu do wagi ciała. U człowieka współczynnik ten jest niemal największy wśród wszystkich żywych organizmów. Wyższy od nas mają tylko delfiny. Przez lata obowiązywało przekonanie, że kiedy mózg ulegnie uszkodzeniu, to tak już pozostanie, czyli że nie ma dla niego ratunku. Potwierdzała to wiedza akademicka – lekarze sądzili, że człowiek przez całe życie ma taką samą liczbę komórek nerwowych. Ale i to okazało się nieprawdą, mózg jest bowiem jednym z najbardziej plastycznych organów naszego ciała. Bywa, że po uszkodzeniu jednej jego części jej funkcje przejmuje inny rejon. Dochodzi do reorganizacji kory mózgowej, powstają nowe połączenia nerwowe, „drogi obejścia” uszkodzonych obszarów. Najnowsze badania potwierdzają, że uszkodzony mózg potrafi się świetnie regenerować, bo przez całe życie tworzą się w nim nowe komórki nerwowe.

Dotychczas tylko dwa mity na temat mózgu okazały się prawdą: pierwszy to ten, że mózgi kobiet i mężczyzn są różne, drugi, rozpowszechniany od paru lat, że muzyka rozwija mózg. Naukowcy z Uniwersytetu w Pensylwanii, analizując pracę mózgów ponad tysiąca mężczyzn, kobiet i dzieci, zaobserwowali, że u mężczyzn większość połączeń między nerwami w mózgu przebiega od czoła do tyłu głowy, a u kobiet jest więcej połączeń między prawą i lewą półkulą. Te różnice „fundują” jednym i drugim odmienne zdolności, predyspozycje, ale i słabości. Panie lepiej radzą sobie z wieloma zadaniami naraz (piją kawę, rozmawiają przez telefon, wydają domownikom polecenia). Panowie wygrywają, kiedy zadanie wymaga skupienia się na jednej rzeczy. Kobiety wykazują większe zdolności językowe oraz łatwiej rozpoznają twarze, mężczyźni mają lepszą wyobraźnię przestrzenną i szybszą reakcję wzrokowo-motoryczną.

Po urodzeniu mózg dziecka zawiera 100 mld neuronów – niemal tyle, ile gwiazd w Drodze Mlecznej. Pierwsze lata życia to „ociosywanie” mózgu ze zbędnych komórek. Kształtuje się jego ostateczna forma. Za ten proces odpowiedzialne jest środowisko zewnętrzne, ilość dochodzących bodźców. Rodzice małych dzieci zachęcani są więc do posyłania maluchów na lekcje muzyki, a nawet oswajanie ich ze światem dźwięków, kiedy są jeszcze w łonie matki. Nie stwierdzono wprawdzie dotąd, czy słuchanie w ciąży muzyki Bacha, Mozarta albo Beethovena miało jakiś wpływ na inteligencję nowo narodzonych, natomiast kilkuletnie dzieci, regularnie uczęszczające na lekcje muzyki, mogą w dorosłym życiu cieszyć się większą aktywnością mózgu w rejonach odpowiedzialnych za uczenie się i przetwarzanie informacji. To samo zaobserwowano wśród dorosłych, badając muzykujących i nie mających kontaktu z tą dziedziną sztuki. Rezonans magnetyczny wykazał u tych pierwszych wzmożoną aktywność partii mózgu odpowiedzialnych m.in. za zdolności poznawcze.

Co nasz mózg lubi najbardziej? Okazuje się, że sen. Nie oznacza to, że jest leniuchem, wprost przeciwnie: kiedy śpimy, on pracuje nadal. Naprawia uszkodzenia komórek nerwowych dokonane w ciągu dnia. W nocy mózg odbudowuje je tak, aby mogły się ze sobą znów komunikować. Najważniejsze dla niego są dwie pierwsze i dwie ostatnie fazy snu. W tym czasie nasz „komputer” segreguje i archiwizuje informacje, żebyśmy później mogli mieć do nich dostęp. – Lekarze – mówi obrazowo psychiatra dr Michał Skalski – porównują to do wyścigów Formuły 1. Potrzebne są przystanki i zjazdy do pit stopu, żeby naprawić uszkodzenia, wymienić opony. Jeśli nie śpimy, nasz mózg zużywa się szybciej – przestrzega doktor. Po nieprzespanej nocy bywamy rozdrażnieni, rozkojarzeni, gorzej się nam pracuje.

Mózg jest łasuchem: najbardziej lubi glukozę. Nic dziwnego, że robi mu dobrze gorzka czekolada. Już kilka kostek tego przysmaku może poprawić koncentrację i wpłynąć na pamięć. Czekolada zawiera węglowodany, magnez, potas, żelazo, fosfor, wapń i niewielkie ilości cukru, dzięki czemu skutecznie pobudza cały organizm. Nasz mózg nie stroni też od niektórych używek. Szczególnie upodobał sobie czarną herbatę. Picie czterech jej filiżanek dziennie obniża ryzyko udaru mózgu o 20 proc. To zasługa zawartych w herbacie przeciwutleniaczy, które działają przeciwzapalnie i wzmacniają naczynia krwionośne. Herbata działa podobnie jak narkotyk: może ożywiać, ale też uspokajać. Jeśli jej listki zaparzymy nie dłużej niż przez trzy minuty, będzie miała działanie pobudzające. Wydłużenie czasu parzenia do pięciu, sześciu minut da nam napój o działaniu relaksacyjnym i wyciszającym.

Bardzo silny wpływ na mózg wywiera kawa, ale z nią należy postępować ostrożnie. U większości z nas wywołuje pozytywne reakcje: czujemy się lepiej, myślimy sprawniej. Ale są i tacy, którzy pod wpływem kofeiny są roztrzęsieni i mają stany lękowe. Można się od niej uzależnić, dlatego lekarze zalecają, by nie przekraczać optymalnej dawki kawy (100-200 miligramów kofeiny), czyli dwóch filiżanek dziennie, najlepiej wypijanych rano i późnym popołudniem. Wyższe dawki nie mają korzystnego działania na mózg. Czerwone wytrawne wino, pite regularnie w niewielkich ilościach, chroni mózg przed udarami i utratą pamięci.

Do innych wspomagaczy należą warzywa i owoce. Zawierają kwas foliowy, czyli witaminę B9. Strzeże on prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego i mózgu, ponieważ uczestniczy w produkcji i utrzymaniu właściwego poziomu wielu neuroprzekaźników, m.in. serotoniny i dopaminy, odpowiedzialnych za naszą pamięć, koncentrację uwagi, nastrój. Najwięcej kwasu foliowego mają ciemnozielone liście warzyw. Szpinak, szparagi, brokuły, brukselka, sałata, kapusta, natka pietruszki, rzepa – to najlepsze smakołyki dla mózgu. Także – szlachetny kuzyn naszego ziemniaka – batat, słodki, pożywny i przez wielu uważany za najzdrowsze warzywo świata. To kopalnia kwasów tłuszczowych, potasu, żelaza i wapnia. Słodkie ziemniaki są bardzo popularne na japońskiej Okinawie – wyspie zdrowych stulatków. Warzywa, dzięki zawartym w nich przeciwutleniaczom, opóźniają proces starzenia się mózgu. Neutralizują wolne rodniki, pomagają mu oczyszczać się z toksyn.

Wielkim sprzymierzeńcem naszego mózgu są ryby. Zawarty w nich kwas tłuszczowy omega-3 zmniejsza ubytki tkanki mózgowej związane z procesami starzenia. Zbawienny wpływ na nią mają też niektóre przyprawy, m.in. kurkuma. Rzadko gości ona na polskim stole, a jeśli już, to w postaci curry dodanej do kurczaka. Tymczasem jest ona powszechnie używana w kuchni indyjskiej nie tylko jako poprawiacz smaku, lecz także jako rodzaj leku. Zawarty w niej polifenol ma silne właściwości przeciwzapalne i chroni tkankę nerwową mózgu, co zmniejsza ryzyko choroby Alzheimera.

Głośna lektura to także jeden ze wspomagaczy mózgu. Zdaniem naukowców nasz mózg na słowa czytane na głos reaguje jak na dziwadło. Wyłapuje je jako wyjątkowe i zapamiętuje lepiej od tych przeczytanych cicho. Wniosek? Chcesz, aby wbił ci się w pamięć jakiś tekst – przeczytaj go na głos. Tak uczą się obcych słówek poligloci amatorzy.

Podobnie jak w sporcie – niezbędny jest ciągły trening naszych „szarych komórek”! Trzeba je regularnie ćwiczyć, by nie zardzewiały. Aktywność ruchowa – biegi, pływanie, narty, jazda na rowerze, a nawet tradycyjna gimnastyka – regeneruje nie tylko nasze mięśnie, lecz także umysł. Bo ten podąża za ruchem, a za myślą – energia. Mózg lubi zmiany. Teoretycy neurobiku zachęcają, byśmy zastępowali codzienną rutynę rozwijającymi umysł ćwiczeniami. Na przykład: jeśli jesteśmy praworęczni, spróbujmy wyszorować zęby, uczesać się, ogolić, zapiąć guziki czy założyć skarpetki, używając lewej ręki (leworęczni – odwrotnie). Ćwiczenie z zamianą rąk wymaga korzystania z półkuli mózgowej, której przy tych czynnościach nie używamy. Jeśli ją uaktywnimy – zaczną się w niej szybko rozwijać połączenia nerwowe w częściach kory mózgowej odpowiedzialnych za przetwarzanie informacji czuciowej wysyłanej przez rękę. W ten sposób podnosimy poziom naszej sprawności umysłowej. Nawet czas spędzany w ulicznych korkach możemy wykorzystać do ćwiczeń neurobiku. Wystarczy umieścić w zasięgu ręki kubek wypełniony drobnymi przedmiotami (śrubki, orzeszki, kolczyki, monety itp.). Zamiast złościć się na wszystkich przed nami, spróbujmy rozpoznać przedmioty za pomocą dotyku i połączyć je w pary. Pobudza to w korze mózgowej obszary, w których dokonujemy „obróbki” informacji dotykowej. Podobny proces zachodzi u osób, które straciły wzrok – mogą się nauczyć alfabetu Braille`a, ponieważ w ich mózgu uaktywnia się więcej dróg umożliwiających przetwarzanie informacji dotykowej.

Zbawienny wpływ na tężyznę naszego mózgu mają: rozwiązywanie krzyżówek i zagadek matematycznych, zabawy słowne, nauka języków obcych. Świeże jeszcze badania amerykańskich psychologów na temat gier komputerowych starają się obalić powszechny pogląd, jakoby ogłupiały one nasze dzieci, młodzież, a także nas samych. Ma być przeciwnie. Podobno nawet najbardziej potępiane dotąd tzw. gry akcji, czyli strzelanki, pozytywnie wpływają na rozwój naszych szarych komórek. Okazało się, że „podkręcany” w ten sposób mózg sprawniej reaguje w testach kontrolujących umiejętność realizowania zmieniających się zadań. Co, jak wiadomo, bardzo liczy się zarówno w szkole, jak i potem, w pracy (zwłaszcza w biznesie). Jeśli gry wideo rzeczywiście mogą usprawnić nasz mózg, można opracować takie, które będą leczyć pacjentów po udarach, uszkodzeniach neuronalnych i zmianach degeneracyjnych. Pracują już nad tym młodzi naukowcy z Laboratorium Rzeczywistości Wirtualnej i Psychofizjologii IP PAN.

Ciekawe, co jeszcze wymyślą i zbadają mózgi uczonych, by nasze „szare komórki” jak najdłużej były zdrowe i sprawne.

 

BWO

Artykuł powstał na podstawie informacji zawartych w dodatku „Gazety Wyborczej” – „Na pamięć”.

 

aaa

 

 ruszajmy się

 

Wrotkarstwo

Rekreacja ruchowa staje sie w Polsce coraz bardziej popularna. Ludzie chcą być aktywni, spędzać czas na świeżym powietrzu. Jesteśmy też bardziej wymagający. Chcemy, by to, co robimy, było ciekawe i przyjemne. A taka właśnie jest jazda na łyżworolkach.  

Wrotkarstwo to sport, który daje dużo możliwości i jest atrakcyjny dla osób w każdym wieku. Jego walory doceniają nie tylko dzieci, również seniorzy przekonują się do tego rodzaju aktywności.

Jazda sama w sobie jest przyjemna. Sport ten uprawiany jest na świeżym powietrzu, często w parku lub innym równie miłym otoczeniu. Pozwala się zrelaksować i dotlenić organizm. Wysiłek ma charakter aerobowy, czyli doskonale spala tłuszcz i kalorie. Praca wzmacnia całe ciało, głównie nogi, ale nie prowadzi do przeciążeń stawów. Ponieważ wymaga dużego zaangażowania mięśni pośladkowych, sprawia, że te partie kształtuje szybciej niż inne sporty. To na pewno jego duża zaleta dla pań, które marzą o kształtnych, pozbawionych tłuszczu i cellulitu jędrnych pośladkach. Aby marzenie przekuć w fakt, należy odpowiednio się odżywiać i regularnie zakładać rolki na nogi. Sport jest niedrogi – ponosimy tylko jednorazowy wydatek przy zakupie sprzętu.

Wrotkarstwo obejmuje kilka dyscyplin uprawianych na specjalnych butach z kółkami, czyli wrotkach. Wyróżnia się dwa ich główne rodzaje: dwuśladowe i jednośladowe (często nazywane rolkami lub łyżworolkami). Sport ten jest bardzo rozpowszechniony w formie amatorskiej. Szacuje się, że uprawia go kilkadziesiąt milionów ludzi. Zrzeszonych sportowców jest ponad 100 tys., najwięcej w Stanach Zjednoczonych, Niemczech i Włoszech. We wrotkarstwie wyróżnia się kilkanaście dyscyplin, w każdej z nich używany jest nieco inny sprzęt, różniący się budową oraz wielkością i twardością kółek. Techniką jazdy sport ten jest zbliżony do łyżwiarstwa i stąd wiele jego konkurencji to letnie odmiany dyscyplin łyżwiarskich. Do najpopularniejszych należą: jazda figurowa, synchroniczna, hokej wrotkarski (letni).

Jest to dyscyplina podobna do łyżwiarstwa szybkiego. Dystanse rozpoczynają się od 200 m aż do dystansu maratońskiego (42 km). Dyscyplina polega na jak najszybszym przejechaniu dystansu, sprzęt i technika są do tego odpowiednio przystosowane.

... to grupa konkurencji, które polegają na robieniu trików i jeździe dowolnej oraz ulicznej. W odmianie vert korzysta się z odpowiednio skonstruowanych ramp i skateparków, w odmianie street do trików wykorzystuje się zabudowę publiczną: poręcze, murki, schody itp.

Również osoby dbające o sylwetkę i zajmujące się fitnessem doceniły ten sposób ruchu i wprowadzają go jako uzupełnienie lub podstawę swojego treningu.

Jazdę dla przyjemności i zdrowia mogą uprawiać całe rodziny. Nauka nie jest trudna i każdy jest w stanie opanować tę umiejętność. Sport ten jest wskazany również dla osób, które nie mogą biegać ze względu na problemy ze stawami, bo nie powoduje dużych obciążeń pionowych. Popularna staje się odmiana mam&roll. Polega na połączeniu opieki nad dzieckiem znajdującym się w wózku i jazdy na łyżworolkach, podczas której najczęściej mama prowadzi wózek z dzieckiem przed sobą.

Naukę jazdy należy rozpocząć od oswojenia się ze sprzętem. Wystarczy, że kilka razy założymy rolki na nogi i pochodzimy w nich nawet przez chwilę po domu, możemy przytrzymywać się różnych podpórek. W odpowiednio dobranym terenie, równym, szerokim i bez ruchu samochodowego, próbujemy wyczuć równowagę. Następnie należy opanować technikę hamowania, jazdy do przodu i skrętu. Rolki rekreacyjne wyposażone są w hamulec nożny w przedłużeniu pięty jednej rolki, który możemy wcisnąć w podłoże. Podczas jazdy, jadąc na jednej nodze, odpychamy się drugą na boki i w momencie przejścia na drugą nogę napędzamy ruch do przodu. Trzeba pamiętać, aby nie chodzić na rolkach i nie próbować odpychać się w tył. W celu utrzymania dobrej równowagi stawy kolanowe powinny być lekko ugięte, tułów lekko pochylony w przód. Ciało nie powinno bujać się w przód i w tył oraz na boki, należy patrzeć przed siebie (nie pod nogi, bo to zaburza równowagę). Po odepchnięciu kolana powinny znajdować się maksymalnie blisko siebie. Częstym błędem jest jazda na wyprostowanych nogach. Odchylanie tułowia w tył bardzo szybko prowadzi do niebezpiecznych upadków na plecy, a nawet głowę.

Sama jazda przypomina nieco narciarstwo. Zakręty pokonujemy na krawędziach rolek. Popularnym sposobem skrętów jest przekładanka, w której przekładamy nogę zewnętrzną w stosunku do promienia skrętu, krzyżując ją z przodu z drugą. Bardziej zawansowane jest hamowanie poprzez prostopadłe ustawienie tylnej rolki do podłoża, tak że jest ciągnięta po podłożu, lub poprzez ostry skręt (a właściwie obrót).

Rozpoczynając przygodę z tym sportem, wystarczy wyposażyć się w zwykłe rolki do jazdy rekreacyjnej. Jeżeli nie zamierzamy skakać i robić ewolucji w stylu freestyle, nie potrzebujemy specjalistycznego, drogiego sprzętu, przystosowanego do takiej właśnie jazdy. Warto zwrócić uwagę na rodzaj i jakość płóz, rodzaj łożysk oraz same kółka – ich twardość i rozmiar. Płozy, na których umieszczone są kółeczka, są kompozytowe (tworzywo sztuczne) lub aluminiowe. Te drugie są wytrzymalsze, dlatego służą do ostrej jazdy, są używane głównie przez rolkarzy agresywnych. Do zwykłej jazdy uliczkami w zupełności wystarczą płozy kompozytowe. Kółka mają zazwyczaj rozmiary od 86 do 92 mm średnicy. Im większe kółka, tym szybsza jazda. Oznaczenia cyfrowe łożysk, np. 3, 5, 7, wskazują na ich możliwości prędkościowe – wyższa wartość to większe możliwości rozwijania prędkości. Buty powinny sztywno utrzymywać kostkę, aby uniemożliwić jej ruch na boki – im sztywniejszy but, tym bardziej precyzyjna jazda. W wersji amatorskiej bardziej zależy nam na komforcie jazdy i większość producentów robi miękkie, wiązane buty, włożone w usztywnioną ramę z jednym lub dwoma paskami wzmacniającymi (na klamry lub rzepy), które w zupełności sprawdzają się w spokojnym jeżdżeniu.

Ważne jest, żebyśmy na rolkach czuli się bezpiecznie i komfortowo i nie ryzykowali urazu. Jedną z kluczowych kwestii jest wybór miejsca, w którym jeździmy. Powinno ono być szerokie, płaskie i o równej nawierzchni. Najlepiej zaciszne, bez ruchu samochodowego i innych zagrożeń.

Warto zainwestować w ochraniacze i kask oraz używać tego typu zabezpieczeń cały czas, nawet jak już świetnie jeździmy i się nie przewracamy. Pamiętajmy, że zawsze kolizje lub nasz upadek może spowodować ktoś inny.

Przepisy ruch drogowego traktują rolkarza jak pieszego. To znaczne ograniczenie. Oznacza to, że powinien on poruszać się po chodniku, a w przypadku jego braku – przy krawędzi jezdni. Problemowe również w świetle Kodeksu cywilnego staje się korzystanie ze ścieżek rowerowych. Dlatego dobrych i bezpiecznych miejsc do jazdy nie jest za wiele: parki z asfaltowymi alejkami, betonowe place i osiedlowe uliczki z niewielkim ruchem samochodowym – to miejsca najczęściej wybierane przez miłośników tego sportu.

Miłośników tej formy rekreacji jest naprawdę wielu. Aby wyjść naprzeciw ich potrzebom i nieco zniwelować braki infrastruktury dla tego sportu, w polskich miastach organizowane są imprezy z cyklu nightskating, czyli nocne jeżdżenie ulicami. Na moment przejazdu ulice wyznaczonej wcześniej trasy są wyłączane z ruchu. Przejazd zabezpieczony jest przez służby porządkowe i organizatorów. Trasa najczęściej liczy 15-30 km, a impreza rozpoczyna się w godzinach wieczornych. To bardzo urokliwie jeździć wieczorem lub nocą ulicami miast, mając obok siebie nawet tysiące innych ludzi poruszających się na rolkach.

Zachęcam, by osoby, które w dzieciństwie jeździły na wrotkach lub łyżworolkach, wróciły to tej wspaniałej formy aktywności. Tym, którzy chcą spróbować po raz pierwszy, życzę odwagi i samozaparcia, bo jazda nie jest trudna, trzeba tylko trochę poćwiczyć.

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Aktywny król w końcówce

Główną troską szachisty w debiucie i w grze środkowej jest bezpieczeństwo króla. Po to właśnie wprowadzono w szachach roszadę, aby monarcha mógł być spokojny o swój los i stać w kącie szachownicy, otoczony gwardią piechurów i figur. Kiedy jednak po licznych wymianach gra przechodzi do końcówki, król opuszcza kryjówkę i włącza się bezpośrednio do walki. Następuje jego marsz do centrum (centralizacja króla jest jedną z podstawowych reguł gry końcowej) lub wkracza po skrzydle w głąb nieprzyjacielskiego obozu. W tym stadium partii jego aktywność często przesądza o końcowym wyniku gry.

 

W. Smysłow – G. Sax

Tilburg 1979

Białe: Kg1, Hd1, Wa1, We1, Sc4, a4, b3, c2, f2, g3, h2

Czarne: Kg7, Hd5, Wd8, We8, Se6, a7, b6, c7, f7, g6, h7

22.H:d5 W:d5 23.Wad1 Wed8 24.W:d5 W:d5 Z szachownicy zniknęły hetmany, powstała mniej więcej równa końcówka. Teraz do działania mogą przystąpić króle. 25.Kg2 Dokładniejsza była centralizacja króla przez pole e1: 25.Kf1 Kf6 26.Se3 Wd2 27.We2 Wd8 28.Sc4 z dalszym Wd2 i wymianą wież. 25...Kf6 26.Se3?! Lepsze 26.Kf3 Sd4+ 27.Ke4, nie obawiając się 27…S:c2? 28.K:d5 S:e1 29.Kc6 i białe szybko przywracają równowagę materialną i uzyskują przewagę pozycyjną dzięki aktywnemu królowi. 26...Wd2 27.Sg4+? Strata ważnego tempa. Do podobnie trudnej pozycji jak w partii prowadziło 27.Wd1?! W:d1 28.S:d1 Ke5, ale po prawidłowym 27.Wc1 Sd4 28.Sd5+ Ke5 29.S:c7 S:c2 30.Sb5 szanse na remis były duże. 27...Ke7 28.Se3 Kd7 29.Wd1 Przy królu na d7 pozycja po 29.Wc1 Sd4 była już znacznie gorsza, ale zasługiwało na uwagę 29.h4 pozwalające czekać na lepszą okazję do wymiany wież. 29...W:d1 30.S:d1 Sd4 31.Se3 Kd6 32.h4 Ruch pionkiem jest niezbędny przed marszem króla do centrum (32.Kf1 Kc5 33.Ke1? Sf3+), ale bezpieczniejsze było 32.h3 32...Kc5 Król zmierza na c3. Czarne znacznie szybciej uaktywniły swoją najważniejszą figurę 33.Kf1 Kb4 34.Ke1 Kc3 35.Kd1 Różnica w aktywności króli jest widoczna. 35…c6 36.Kc1 Białe są sparaliżowane. Ruchem w partii zamierzają odpędzić wroga poprzez Sd1+ 36...Sf3 37.Sc4?! Dziwna niekonsekwencja u byłego mistrza świata. Teraz partia staje się definitywnie przegrana. Konieczne było 37.Sd1+ Kd4 38.Se3, na co czarne grałyby 38...f5 z próbą ataku na pionki na skrzydle królewskim bądź 38...b5, w celu wyrobienia oddalonego wolniaka po 39.ab5 cb5 40.Kb2 a5. W obu przypadkach można było mieć jeszcze nadzieję na remis 37...f5! 38.Sb2 Lub 38.Se3 f4! 39.Sd1+ Kd4 40.Kb2 fg3 41.fg3 Se5 z dalszym marszem króla do pionków g3 i h4 38...f4 39.Sc4 (39.gf4? S:h4) 39...Sd4 Grozi 40...S:c2 oraz 40...fg3 z dalszym 41.Se2+ Straty materialne są nieuniknione. 40.Se5 fg3 41.fg3 c5 42.a5 Białe postępują zgodnie z ważną zasadą obrony gorszej końcówki – wymieniają jak najwięcej pionków. 42...S:c2 43.ab6 ab6 44.Sd7 Sd4 45.S:b6 Se2+ Równie dobre było też 45...S:b3+ 46.Kd1 c4 46.Kd1 S:g3 47.Sd7 Kb4! Pionka c5 trzeba zachować. 48.Kc2 Sf5 49.Sf8 S:h4! Znacznie słabsze było 49...Sd4+? 50.Kb2 S:b3 51.S:h7, np. 51...c4?! 52.Sf8 c3+ 53.Kb1 Sd4 54.S:g6 Kb3 55.Sf4 i skoczek zdążył na pomoc. 50.S:h7 Sf5 51.Sf6 (51.Sf8 g5) 51...Sd4+ 52.Kd3 Albo 52.Kb2 S:b3 53.Sd5+ Kc4 54.Se3+ Kd3 55.Sg4 Sd4 56.Se5+ Kd2 57.S:g6 c4 i pionek dochodzi. 52...K:b3 53.Sd7 Po 53.Ke4 wygrywało 53…Sc6! 54.Kd5 c4 55.Se4 c3 56.Sc5+ Kb4 57.Sd3+ Kb5 58.Sc1 c2! 53...Se6 54.Se5 g5 i białe poddały się.

Trwałe odizolowanie nieprzyjacielskiego króla w końcówce przynosi takie same korzyści pozycyjne jak wyłączenie figury w grze środkowej.

 

M. Dworecki – W. Smysłow

Odessa 1974

Białe: Kg1, Wd1, Sc3, a2, b2, c2, e3, e4, f3, g3

Czarne: Kc8, Wh8, G78, a6, b7, c6, c7, f7, g6, h7

Biały król łatwiej może włączyć się do gry i to zadecydowało o wyniku: 18.e5 Gg7 19.f4 f6 20.ef6 G:f6 21.e4 h5? Czarne zamierzają grać bez króla na tym skrzydle i to będzie główną przyczyną porażki. Konieczne było 21...Wd8 22.e5 Ge7 23.Kg2 W:d1 24.S:d1 Kd7 22.Kg2 G:c3? Wymiana gońca ułatwia przeciwnikowi realizację przewagi. Słabość białych pionków nie ma tu znaczenia, bo w szachach słabością jest to, co można wykorzystać... 23.bc3 Teraz czarny król stracił już możliwość wejścia do akcji. Po ewentualnej wymianie wież pionkówka jest przegrana, gdyż na skrzydle hetmańskim nie uda się wyrobić wolniaka. 23...b5 24.e5 a5 25.Kh3 b4 26.Kh4 We8 27.Kg5 We6 28.Kh6 i czarne poddały się, gdyż nie ma obrony przed Kh6-g7-f7.

A. Kotow – O. Bogatyriew

Moskwa 1935

Białe: Kd1, Sf6, a2, b3, d7, g5, h6

Czarne: Kh8, Wd8, a7, b7, d4, f7, g7

Ten przykład jest jeszcze bardziej wymowny. Czarny monarcha nie ma żadnych szans na udział w grze. Białe łatwo wygrywają, maszerując swoim królem na e7 i zabierając po drodze pionka d4.

W kolejnych sytuacjach tylko szybka aktywizacja króla pozwoliła uratować partię lub zrealizować przewagę materialną:

 

A. Lilienthal – W. Smysłow

Moskwa 1941

Białe: Kg1, Wa7, a2, b3, c4, e3, g3, h2

Czarne: Ke6, We2, c5, c6, f5, g7, h7

29...g5 30.W:h7 W:a2 31.Wh6+ Ke5 32.W:c6 Ke4! 33.W:c5 f4! Jeszcze jedna ofiara, aby zabezpieczyć króla przed szachami wieży. 34.ef4 Kf3 Białe mają teraz 4 pionki więcej, ale z uwagi na groźby matowe wygranej nie ma… 35.h3 Lub 35.h4 Wa1+ 36.Kh2 Wa2+ i nie wolno 37.Kh3?? g4x 35...Wa1+ i zgodzono się na remis z uwagi na wiecznego szacha po 36.Kh2 Wa2+

 

G. Maroczy – E. Bogolubow

Drezno 1936

Białe: Kh2, Hd6, c7, f3, g2, h3

Czarne: Kh7, Hc4, b5, f7, g6, h4

Dopóki biały hetman stoi na przekątnej b8-h2, król czuje się bezpieczny. Bez zmiany pozycji hetmana nie można jednak dotrzeć pionkiem do 8. linii. Jak rozwiązać ten problem? Trzeba włączyć króla do akcji − wiecznego szacha nie ma! 44.Hd7! Hf4+ 45.Kg1 Hc1+ 46.Kf2 Hc5+ 47.Ke2 Hc2+ 48.Ke3 Hc5+ 49.Ke4 i czarne poddały się. Dalej mogło nastąpić 49...Hc2+ 50.Ke5 Hc3+ (50...Hc5+ 51.Kf6) 51.Kd5 (Słabsze jest 51.Kd6?! Ha3+ 52.Kc6 Ha6+) 51...Hc4+ 52.Kd6 Hf4+ 53.Kc6 Hc4+ 54.Kb7 i własny pionek przeszkadza czarnym w dalszym szachowaniu.

W końcówkach ciężkofigurowych aktywne wejście króla do gry jest bardzo ryzykowne i rzadko przynosi sukces, gdyż może on wpaść w siatkę matową. Oto dwa przykłady:

L. Psachis – M. Hebden

Chicago 1983

Białe: Kg2, Hf5, Wf3, Gd5, b4, c3, e4, g3, h5

Czarne: Kg7, He7, Wf8, Gb6, d6, e5, f7, g5, h6

Białe mają przewagę materialną i pozycyjną, ale trudno jest przełamać obronę przeciwnika. W przypadku wymian trzeba się liczyć z remisowymi tendencjami końcówek z różnobarwnymi gońcami. Aby liczyć na sukces po uproszczeniach, trzeba mieć króla bardziej aktywnego. Biały monarcha rozpoczyna więc długi marsz na drugie skrzydło. Ten plan okazuje się skuteczny, gdyż obrona punktu f7 uniemożliwia czarnym kontratak. 43.Kf1! Ga7 44.Ke2 Gb6 45.Kd3 Ga7 46.Kc4 Hc7+ 47.Kb3 He7 48.g4! „Zamraża” całe skrzydło 48…Gb6 49.Kc4 Ga7 50.Kb5! Przy tak aktywnej pozycji króla można już próbować wymieniać bierki. 50...He8+ Jeśli 50...Wb8+, to 51.Ka6! Wb6+ (51...Wf8 52.H:f7+!) 52.Ka5 itd. 51.Gc6! Hd8! (51...He7 52.Hd7!) 52.Kc4! Ale nie 52.Hd7? Hb6+ 53.Kc4 Ha6+ i czarne łapią wieczny szach. 52...He7 53.Hd7! He6+!? Czarne w ten sposób wymieniają obie ciężkie figury, ale na ich nieszczęście gońcówka też jest przegrana. 54.H:e6 fe6 55.W:f8! K:f8 56.Kb5 Ke7 57.Ka6 G:f2 58.c4 Kd8 59.Kb7! Nie można pozwolić czarnemu królowi wkroczyć na c7. 59...Ge1 60.b5 Gf2 61.b6 Gd4 62.Ga4 d5 Rozpacz. Po 62...Ge3 63.Kc6 Gc5 64.b7 Ga7 65.K:d6 i ginęła prawie cała czarna piechota. Nie ratowało też 62...Gc5 63.Gb5! (zugzwang!) 63...Gf2 (63…Ga3 64.Ka8) 64.Kc6 Kc8 65.K:d6 G:b6 66.K:e5 Kd8 67.K:e6 Gf2 68.e5 Gd4 69.Kf6 Gc3 70.Kg6 G:e5 71.K:h6 z łatwą wygraną. 63.cd5 ed5 64.ed5 e4 65.Kc6! Kc8 66.d6 e3 67.Gb5 Gf6 68.Ga6+ Kb8 69.Kd7 (69...Gd4 70.Ke8 G:b6 71.d7) i czarne poddały się.

 H. Schussler – J. Murey

Malta 1980

Białe: Kg1, Hd2, Wd4, a4, b5, f2, g3

Czarne: Kg7, He5, Wd7, a7, b6, d5, g5, h5

Mimo pionka więcej u czarnych, pozycja jest remisowa. Nadwyżkowy piechur jest trwale zablokowany i nie widać możliwości wymiany chociaż jednej figury, co umożliwiłoby wkroczenie do akcji króla. Czarne chciały jednak wygrać za wszelką cenę i postanowiły wyjść królem zza ukrycia przy istniejącym komplecie figur na szachownicy, co mogło przynieść przykre konsekwencje 55...Kf6 56.Hd3 Wd6?! 57.Hh7 Wd7 58.Hh6+ Białe próbują zapolować na króla. Do remisu wystarczało 58.Hd3 lub 58.H:d7 H:d4 59.H:a7 58...Kf5 59.Wd1 Kg4? Zbyt optymistyczne. Równe szanse zachowywało 59...He8 60.Hc6?! Lepsze 60.Hf8! He6 61.Wd3 60...Wd8 (60...Wf7!?) 61.Wd3 Kh3? Konieczne było 61...h4, aby przygotować ewentualną ucieczkę króla przez h5. 62.Hc1! He2 Powrotu dla króla już nie ma: 62...Kg4 63.Hd1+ Kf5 64.We3! Hb2 65.Hf3+ z matowym atakiem 63.We3 Hc4 64.Hd1 Wh8 65.Wd3 i nieoczekiwanie zgodzono się na remis. Pozycja wciąż jest dla białych wygrana, a zamiast ostatniego ruchu mogły one dać efektownego mata: 65.g4+! Kh4 66.Wh3+! K:h3 67.Hf3+ Kh4 68.Hg3x

 

Ryszard Bernard

 

aaa

 

Gramy w warcaby

W dniach 31.05-8.06.2014 r. rozegrany został w Tucholi XVIII Finał Mistrzostw Polski Kobiet Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych. Duży sukces odniosła zawodniczka „Crossu Opole” Władysława Jakubaszek, która po raz pierwszy zdobyła medal indywidualnych mistrzostw Polski – i to od razu srebrny. Już w drugiej rundzie spotkała się z czołową zawodniczką tego finału Ewą Grabską, nad którą odniosła bardzo ważne

zwycięstwo.

Ewa Grabska („Łuczniczka” Bydgoszcz)

– Władysława Jakubaszek („Cross Opole”)

1. 32-28 17-21 2. 31-26 19-23!

Czarne już na początku zdobywają 4 tempa, co w otwartej pozycji daje im inicjatywę.

3. 26x17 12x21 4. 28x19 14x23 5. 37-32 10-14 6. 41-37 7-12 7. 46-41 5-10!

To zagranie prowokuje wymianę 8. 32-27, która jest korzystniejsza dla czarnych.

8. 34-29 23x34 9. 40x29

Ustawienie układu pionków 29-35 jest dla białych ryzykowne z uwagi na możliwość związania rogatką.

9... 21-26 10. 32-28 20-25! 11. 37-32 11-17

Nawet jeżeli białe nie zostały jeszcze związane rogatką, zadaniem czarnych jest przygotowanie się do wymiany centralnych pionków.

12. 41-37 17-22! 13. 28x17 12x21 14. 44-40 14-20 15. 50-44 10-14 16. 33-28 21-27

Groziło 17. 35-30

17. 32x21 26x17 18. 37-32 14-19!

Z powodu niekorzystnego układu pionków 29-35 białe znalazły się w trudnej sytuacji, ponieważ nie mogą zagrać na pole 33, co grozi związaniem rogatką. W grę wchodziło wykonanie manewru pionkiem 47 na pole 37 i szukanie możliwości uproszczeń.

19. 39-33? 19-23 20. 28x19 13x24 21. 44-39 9-13 22. 32-28 4-9 23. 40-34 16-21

Niedokładne zagranie. Lepsze było 23... 2-7

24. 42-37 21-26 25. 37-32!

Ostatnimi niedokładnymi zagraniami czarne dopuściły do umocnienia się białych w centrum i teraz nie są w stanie obronić się przed wymianą 26. 34-30, po której duża przewaga czarnych zostałaby całkowicie zniwelowana. Nie można np. grać 25... 13-19 26. 28-22 13x37 27. 38-32 37x28 28. 33x4 24x44 29. 49x40 3-9 30. 4x30 8-13 31. 30x8 2x13 – i czarne zostają z pionkiem mniej.

25... 17-21 26. 28-23?

Białe nie wykorzystały możliwości uwolnienia się od związania.

26... 6-11 27. 23x12 8x17 28. 47-42 11-16

Teraz czarne są już wystarczająco dobrze przygotowane, aby nie dopuścić do ponownego umocnienia się białych w centrum.

29. 42-37 17-22 30. 32-28

Wymuszone zagranie, ponieważ groziło związanie drugą rogatką.

30... 2-8

Przegrywało 30... 13-18 31. 28x17 21x12 32. 37-31 26x37 33. 38-32 37x28 34. 33x4 24x44 35. 49x40

31. 28x17 21x12 32. 38-32 12-18 33. 32-28 16-21 34. 45-40

Na 34. 28-23 czarne mogły odpowiedzieć 34... 9-14 lub 1-6

34... 18-22 35. 28x17 21x12 36. 43-38 12-18 37. 48-42

Białe nie mogły grać 37. 37-32 lub 38-32

37... 18-22 38. 37-32 8-12 39. 49-43

Po 39. 32-27 22x31 40. 36x27 12-18 i białe tracą pionka.

39... 12-17 40. 32-28 17-21 41. 28x17 21x12 42. 42-37?

Białe, licząc na szybką wygraną po 42... 13-18, popełniają pozycyjny błąd. Konieczne było 42. 38-32, a następnie 43-38.

42... 12-18!

Teraz białe pozostały bez dobrej odpowiedzi, gdyż po 43. 36-31 1-6 ich pozycja jest już przegrana.

43. 37-32 26-31 44. 36x27 18-23 45. 29x18 13x31 46. 32-28 31-37! 47. 28-22?

Błąd, który przyspiesza rozstrzygnięcie partii. Po 47. 34-29 37-41 wynik partii jest już przesądzony.

47... 37-42 48. 38x47 24-30 49. 35x24 20x49 50. 40-35 49-32 51. 22-17 32-23 52. 17-11 23x45 53. 11-6 9-14 54. 39-33 14-20 55. 33-28 25-30 56. 35x24 20x29 57. 28-22 45-50 58. 22-17 50x11 59. 6x17 1-7 60. 47-42 7-12

I białe poddały się.

W czwartej rundzie zawodniczka „Łuczniczki” Bydgoszcz spotkała się z mistrzynią Polski Ewą Wieczorek i podbudowana sukcesem, jakim było osiągnięcie remisu, rozpoczęła marsz w górę tabeli, aby ostatecznie zdobyć brązowy medal.

Ewa Wieczorek („Victoria” Białystok)

– Ewa Grabska („Łuczniczka” Bydgoszcz)

1. 34-30 19-23 2. 30-25 14-19

Lepszym rozwiązaniem było 2... 20-24. Po zagraniu w partii czarne zdobywają 4 tempa za cenę gorszej aktywności na długim skrzydle.

3. 25x14 9x20 4. 33-29?

Cel osłabienia centrum czarnych można było realizować poprzez wymianę 4. 32-28 i rozwinięcie przy tym długiego skrzydła lub poprzez 4. 40-34 i 5. 34-29.

4... 23x34 5. 39x30 17-22 6. 32-27 19-23 7. 37-32 10-14 8. 31-26 22x31 9. 26x37 20-25 10. 44-39

Lepsze było 10. 32-28 23x32 11. 37x28 25x34 12. 40x29, co prowadziło do korzystniejszego ustawienia w centrum i wyrównania tempa.

10... 25x34 11. 40x29 23x34 12. 39x30 14-19 13. 50-44 5-10 14. 32-28 10-14 15. 37-32 11-17 16. 41-37 6-11

Lepszym planem było 16... 17-22 17. 28x17 12x21. W ten sposób czarne zdobyłyby kolejne 2 tempa i otworzyłyby sobie możliwość uaktywnienia krótkiego skrzydła.

17. 46-41? 1-6

W sytuacji, kiedy białe podwiesiły pionka na 41, korzystne było zagranie 17... 16-21 i 18... 21-26.

18. 44-39 4-9 19. 49-44 17-22?

W dalszym ciągu czarne miały korzystny plan 19... 16-21 i 20... 21-26 z dalszym ograniczeniem aktywności długiego skrzydła białych. Po ostatnim zagraniu czarnych białe uzyskują pełną swobodę gry na długim skrzydle.

20. 28x17 12x21 21. 32-28 7-12 22. 37-32 11-17 23. 41-37

Białe stoją bardziej aktywnie. Przejście do klasyki po 23... 15-20, 24... 20-24, 35... 18-23 nie jest dla czarnych korzystne z uwagi na dodatnie tempo. Powstał plan dążenia do wyrównania poprzez osłabianie centrum białych 23... 21-27 24. 32x21 17x26, co jednocześnie otworzyłoby drogę do pionka 6.

23... 21-26

Cel czarnych jest ten sam, z tą różnicą, że pionek 6 na długo pozostanie nieaktywny.

24. 39-33 17-22 25. 28x17 12x21 26. 33-28 18-22

Lepsze było 26... 21-27 27. 32x21 26x17

27. 28x17 21x12 28. 38-33 12-17

Lepsze było uruchomienie słabego pionka 6.

29. 44-39

Białe przygotowały kombinację na 29... 13-18

29... 17-21 30. 32-28 13-18 31. 42-38 18-22

Ta wymiana tylko zwiększa aktywność białych. Konieczne było 31... 8-13, następnie przeprowadzenie pionka 6 na 17 w celu wymiany 17-22.

32. 28x17 21x12 33. 45-40

Białe znów czekały na zagranie 33... 12-18?

33... 12-17

W dalszym ciągu lepsze było uruchomienie pionka 6.

34. 38-32 14-20?!

Tym pozycyjnie słabszym posunięciem czarne przygotowały piękną kombinację. Na 35. 30-25? nastąpiłoby 35... 8-13 36. 25x23 13-18 37. 23x21 16x49

35. 43-38 20-25?

Ten atak umożliwia pozostawienie klina i białe uzyskują dużą przewagę pozycyjną.

36. 30-24! 19x30 37. 35x24 9-13! 38. 32-28

Białe osiągnęły bardzo dużą przewagę pozycyjną. Jedynym sposobem częściowego zniwelowania tej przewagi jest natychmiastowa wymiana klina 38... 13-19, tak by nie dopuścić do zagrania białych na 23.

38... 16-21? 39. 28-23! 3-9 40. 23-19 9-14 41. 19x10 15x4 42. 33-29

Białe znów grożą zajęciem pola 23 i konieczna była wymiana klina.

42... 6-11? 43. 29-23! 11-16

Jeszcze był czas, by poprzez uproszczenia doprowadzić do remisowej pozycji 43... 8-12! 44. 40-34 12-18 45. 23x12 17x8 46. 34-29 13-19 47. 24x13 8x19

44. 47-42?

Białe dały czas na przeprowadzenie uproszczeń po 44... 8-12

44... 4-9? 45. 38-33 8-12 46. 33-29! 12-18 47. 23x12 17x8 48. 29-23! 8-12 49. 39-33 12-17 50. 33-29! 13-18 51. 23x12 17x8 52. 29-23 8-12 53. 40-34 12-17 54. 34-29 9-13 55. 37-32 13-18 56. 23x12 17x8 57. 42-37 8-13 58. 29-23?

Do wygranej prowadziło 58. 32-28! a) 58... 13-18 59. 36-31 2-8 60. 37-32 26x37 61. 32x41 b) 58... 21-27 59. 28-23 2-8 60. 48-42 8-12 61. 42-38 12-17 62. 38-33 17-21 63. 23-18!! 13x22 64. 29-23

58... 13-18 59. 23x12 21-27 60. 32x21 26x8 61. 48-43 8-13 62. 43-39 2-8 63. 37-32 8-12 64. 32-28 12-18 65. 39-34 16-21 66. 34-29 21-27 67. 28-23 18-22 68. 23-18

Lepsze było 68. 23-19

68... 13-19 69. 24x13 25-30 70. 18-12 30-35 71. 12-7 35-40 72. 13-9 40-44 73. 9-4 44-49

Grozi złapanie damki, a po 74. 4-10 czarne remisują 74... 49-40.

74. 4-15 27-32 75. 29-23 32-37 76. 7-2 22-27

I zawodniczki zgodziły się na remis.

 

Jan Sekuła