stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 7 (148) Lipiec 2017

 

CROSS 7 2017

ISSN 1427-728X

ROK XV

Nr 7 (148)

Lipiec 2017 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ,

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 412 18 80

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Grażyna Wojtkiewicz

Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Nakład: 900 egzemplarzy

Miesięcznik dofinansowujePaństwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych 

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści

Sportowcy z żelaza

Georgina Myler

Morze plus kręgle równa się Puck

Wojciech Puchacz

Warcabiści nad Wełtawą

Leszek Stefanek

Mistrzowie na tandemach

Mirosław Jurek

Wiadomości

Sycylijska symfonia

Stanisław Niećko

Dar życia

BWO

Trening obwodowy

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Damian Jakubik

Bóg, honor, ojczyzna i rodzina

Barbara Zarzecka

 

aaa

 

triathlon

 

Sportowcy z żelaza

Już po raz drugi niewidomi i słabowidzący sportowi zapaleńcy przystąpili do walki o tytuł mistrza w triathlonie. Zawodnicy rywalizowali na dystansie super krótkim (1/8 pełnego dystansu). Impreza odbywała się w ramach Enea Bydgoszcz Triathlon 2017.

Organizatorami mistrzostw Polski triathlonistów z dysfunkcją wzroku byli ZKF „Olimp” i bydgoski klub „Łuczniczka”, a PFRON oraz miasto Bydgoszcz dofinansowali to niezwykłe wydarzenie. Do rywalizacji zgłosiło się kilkadziesiąt par z całej Polski. Zawody ukończyło 12 (rok temu na mecie zameldowało się 8 z 10 startujących duetów). Dystans super krótki będący elementem rozgrywek oznacza, że zawodnicy mieli do pokonania niemal 0,5 km w wodzie, 22,5 km na rowerze oraz blisko 5,5 km biegiem.

Jest sobota, godzina 7:30. Oczom mieszkańców Bydgoszczy ukazuje się niesamowity widok. Kolumna rowerów typu tandem przemierza ulice miasta. To niewidomi uczestnicy triathlonu jadą na miejsce startu, które znajduje się przy Hali Sportowo-Widowiskowej „Łuczniczka”. Organizatorzy witają ich gorąco. W strefie zmian zawodnicy zostawiają rowery oraz sprzęt i odzież niezbędne podczas zmagań.

Pierwszym etapem triathlonu jest 475-metrowy odcinek Brdy, który należy przepłynąć wpław. O 8:55 rozlega się pierwszy wystrzał oznajmiający, że niewidomi triathloniści rozpoczęli swoje zmagania. Przy ogłuszającym aplauzie publiczności oraz pozostałych uczestników Enea Bydgoszcz Triathlonu szesnastka śmiałków wraz ze swoimi przewodnikami rusza do boju. Z podobnie entuzjastycznym odbiorem spotykają się oni na całej trasie. Pełnosprawni uczestnicy są pod ogromnym wrażeniem determinacji, z jaką ich niewidomi i słabowidzący koledzy pokonują kolejne metry i kilometry tego morderczego dystansu.

Drugim etapem jest 22-kilometrowy odcinek, który należy pokonać na rowerze. Tu ogromną sensację wzbudzają tandemy, na których poruszają się niewidomi triathloniści wraz ze swoimi przewodnikami. Są zaskoczeniem nie tylko z uwagi na niecodzienny wygląd, lecz także ze względu na prędkość, jaką są w stanie rozwinąć. Niewidomi zawodnicy bez najmniejszych problemów rywalizują z osobami pełnosprawnymi i uzyskują niesamowite czasy.

Ostatni etap to 5,5 km, które należy pokonać już na własnych nogach. Jest to najtrudniejszy odcinek całej trasy. Trzeba pamiętać, że zawodnicy przystępują do biegu, kiedy są już bardzo zmęczeni po wcześniejszych etapach. Nie zraża to jednak niewidomych, którzy ruszają do biegu z ogromną determinacją.

Dwunastu zawodników, którzy ukończyli zmagania, może teraz z dumą powiedzieć o sobie: jesteśmy triathlonistami! To niesamowite wydarzenie nie odbyłoby się jednak bez Krzysztofa Badowskiego, wiceprezesa klubu „Łuczniczka” Bydgoszcz, który był inicjatorem i koordynatorem zeszłorocznych oraz tegorocznych mistrzostw Polski. To on dwa lata temu po raz pierwszy wziął udział w bydgoskim triathlonie i po jego ukończeniu zainicjował rozmowy z organizatorami, które zaowocowały, miejmy nadzieję, cykliczną imprezą, jaką są mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w triathlonie.

– Wszyscy zawodnicy oraz ich przewodnicy wykazali się niesamowitym hartem oraz nieustępliwością – mówi Krzysztof Badowski. – O zaciętości zmagań niech świadczy fakt, że dwie pary mimo usterek technicznych ich rowerów nie poddały się i ukończyły dystans. Ten los spotkał m.in. Łukasza Cichego z pilotem Damianem Popławskim z „Łuczniczki” Bydgoszcz, którym odpadły obydwa lewe pedały. Mimo tak poważnej usterki chłopcy postanowili walczyć dalej i zmagając się z uszkodzonym rowerem, dojechali do mety. Chciałbym też podkreślić duże zaangażowanie przewodnika, Zbigniewa Wiśniewskiego z Brzozy, który otoczył opieką sportową Piotra Śliwińskiego. Trenował z nim długo przed triathlonem i trenuje do dziś. Warto też odnotować debiut w triathlonie naszej mistrzyni w bowlingu – Karoliny Rzepy. Jej pilotką była Aleksandra Tecław, złota medalistka z Rio w kolarstwie (przewodniczka słabowidzącej Iwony Podkościelnej).

– Miejmy nadzieję, że wieści o tej wspaniałej imprezie obiegną całą Polskę – mówi Łukasz Cichy, reprezentant „Łuczniczki” Bydgoszcz. – I że za rok na linii startu zamelduje się jeszcze więcej śmiałków z dysfunkcją wzroku, którzy zechcą się zmierzyć z tą niezwykle wymagającą dyscypliną, która pozwala człowiekowi odkryć nowe pokłady determinacji i energii, o których posiadaniu nie miał nawet pojęcia.

– Bardzo cenne jest to, że mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w triahtlonie odbywały się przy okazji Enea Bydgoszcz Triathlonu – podkreśla Łukasz Skąpski, zdobywca 2. miejsca w kategorii B1. – Takie połączenie zawodów osób z dysfunkcją wzroku z zawodami osób w pełni sprawnych pozwala poczuć się prawdziwym sportowcem. Szczerze mówiąc, dumą nie napawa mnie fakt zdobycia 2. miejsca w swojej kategorii, a zdobycie 150. miejsca na blisko 800 startujących w kategorii open.

II Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących
w Triathlonie – podium

6-9.07.2017 r., Bydgoszcz

(zawodnik – przewodnik)

Mężczyźni

B1

1. Mariusz Suwart – Dawid Stronka

2. Łukasz Skąpski – Dariusz Więckowski

3. Piotr Śliwiński – Zbigniew Wiśniewski

B2

1. Piotr Szymczak – Jakub Stefanowicz

2. Krzysztof Badowski – Michał Dormowicz

3. Michał Grochowski – Łukasz Golak

Kobiety

Open

1. Georgina Myler – Alicja Lenzkowska

2. Karolina Rzepa – Aleksandra Tecław

Georgina Myler

 

aaa

 

kręgle

 

Morze plus kręgle równa się Puck

Jeśliby podsumować tegoroczny turniej w kręglach klasycznych w Pucku jednym zdaniem, wystarczyłoby powiedzieć: „Jak co roku – było bardzo fajnie i imprezę należy zaliczyć do udanych”.

Początek wakacji to dla kręglarzy czas wyjazdu nad Bałtyk. Co było słychać na zaprzyjaźnionej kręgielni oprócz szumu fal? Na etapie organizacji i w przebiegu turnieju nie obyło się bez pewnych zmian. Imprezę dofinansowało tylko Ministerstwo Sportu i Turystyki, a co za tym idzie, jej budżet był nieco okrojony. Chociaż koordynatorka turnieju Joanna Staliś chciała zapewnić udział jak największej liczbie zawodników i zawodniczek należących do Stowarzyszenia „Cross”, była zmuszona do ostrych cięć zebranych zgłoszeń. A pojawiały się nawet takie, które przekraczały 10 osób z danego klubu. Aby zagwarantować spełnienie podstawowej funkcji turnieju – upowszechniania sportu wśród osób niewidomych i słabowidzących – a do tego zapewnić uczestnikom komfortowe warunki, niejednokrotnie zmuszona była dokonywać redukcji miejsc dla poszczególnych klubów.

Osobom, którym udało się zapisać na listę startową, nie brakowało atrakcji w trakcie gier, a także w czasie wolnym. Puck, jako miejscowość turystyczna położona kilka kilometrów od Morza Bałtyckiego, oferuje wiele atrakcji i wydarzeń na miejscu, a także w niedalekiej okolicy. W wolnej chwili uczestnicy mogli na przykład pojechać na Hel czy do Władysławowa. Taka możliwość aktywnego spędzania wolnego czasu nie zdarza się wszędzie, stąd też nie dziwi tak duże zainteresowanie puckim turniejem.

Czterodniowa impreza pozwoliła zawodnikom i zawodniczkom na dobre przygotowanie się do gry. W tym roku system rozgrywek został nieco zmodyfikowany za sprawą Komisji Kręglarskiej, która przekuła uwagi i sugestie środowiska kręglarskiego w czyn. W ubiegłym roku dało się słyszeć głosy dotyczące konieczności zmian w zasadach przebiegu finałów. Na kilku turniejach gry finałowe nie wnosiły nic do ostatecznego zestawienia zwycięzców, powodowały jedynie zmęczenie samych zawodników, a na trybunach wiało nudą. Komisja wprowadziła inny sposób naliczania punktów. Do wyniku z gry finałowej zaliczanych jest nadal 120 rzutów, z tym że połowa to suma dwóch najlepszych gier eliminacyjnych, a pozostałe 60 rzutów to wynik czterech gier po 15 rzutów na torze.

Pierwszy raz taki system zastosowano miesiąc wcześniej, na turnieju w Gostyniu. Jak zawsze przy tego typu zmianach, pojawiały się problemy i pytania ze strony graczy. Tym razem obyło się jednak bez większych kłopotów i gry przebiegały bardzo sprawnie. Bloki startowe rozpisane były co 40 minut, przyniosło to oszczędność czasu, przez co organizator dał szansę gry sześciu zawodnikom z każdej kategorii, oprócz B1. Ze względów logistycznych ta grupa rozgrywała swoje 60 rzutów finałowych w systemie dwa razy po 30 rzutów. Uzasadnienie jest zrozumiałe – przechodzenie i ustawianie się na czterech torach byłoby zbyt czasochłonne.

Analizując wyniki poszczególnych uczestników, należy wymienić kilka osób, które swoją grą wszystkich pozytywnie zaskoczyły. Pucki turniej za bardzo udany może uznać Regina Szczypiorska – zawodniczka „Moreny” Iława w kategorii B1. Zagrała dobrze i równo i uzyskała wynik 468 p. Niespodzianką turnieju okazała się Jolanta Lewandowska z „Pionka” Włocławek (B2). W eliminacjach strąciła 654 kręgle, a w finale 600, co za tym idzie – pokonała swoją klubową koleżankę Jadwigę Rogacką, wielokrotną mistrzynię Polski i reprezentantkę naszego kraju na mistrzostwach Europy i świata. Jola nie kryła zdumienia i satysfakcji z uzyskanego rezultatu. Był to jednocześnie najlepszy wynik wśród kobiet w całym turnieju.

Po raz kolejny nie popisały się panie z kategorii B3. Zwyciężyła Emilia Sawiniec z lubelskiego „Hetmana” z wynikiem finałowym 579 p., jednak czuła na plecach oddech rywalek. Emilia wygrała tylko jednym punktem z Ireną Curyło z klubu „Pogórze” Tarnów. Przyjrzawszy się tabeli rezultatów, należy z całą stanowczością powiedzieć, że z założenia najsilniejsza kategoria kobiet B3 jest tak naprawdę najsłabszą grupą, z nikłymi szansami na poprawę wyników.

Wśród mężczyzn klasą sam dla siebie był Jan Zięba, reprezentant „Ikara” Lublin, który zdeklasował rywali, uzyskując w grze eliminacyjnej wynik 603 p., a w finale 616 p. Ktoś mógłby powiedzieć, że jego główni przeciwnicy nie dotarli na turniej, jednak zwycięzców się nie rozlicza. Przed pozostałymi zawodnikami w kategorii B1 jeszcze długa droga do osiągania takich wyników.

W wyższej kategorii nie było niespodzianek. Wygrał Mieczysław Kontrymowicz z olsztyńskiego klubu. W eliminacjach uzyskał „diabelski wynik” – 666 p., a w finale poprawił go jeszcze na 687 p. W ramach ciekawostek należy wspomnieć, że Mietek w jednej z gier finałowych w 15 rzutach uzyskał 97 p. Jego rywale z kategorii deptali mu po piętach, a właśnie dzięki nowemu systemowi liczenia punktów zwycięzca nie mógł czuć się pewny do końca.

W kategorii B3 mężczyzn pojawiły się spore niespodzianki. Tomasz Ćwikła z „Moreny” Iława w eliminacjach ugrał aż 702 p. Jednak w sobotę, mimo sporego zapasu punktów, nie powtórzył dobrej gry i spadł na czwarte miejsce. Zwycięzcą okazał się Albert Sordyl z „Pogórza” Tarnów, który awansował z trzeciej pozycji.

Pucki turniej pokazał dobitnie, że zmiany w grach finałowych dodały sporo emocji związanych z rywalizacją do samego końca. Nie jest to pewnie idealny system, jednak wielu chwaliło zmiany jako nowy element współzawodnictwa, dzięki któremu każdy rzut ma bardzo duże znaczenie dla końcowego wyniku.

To dopiero początek zmagań kręglarskich w tym roku. Już w sierpniu dwukrotnie pojawi się szansa do kolejnych rywalizacji o miano najlepszych na ogólnopolskich turniejach w kręglach klasycznych organizowanych przez Stowarzyszenie „Cross”. Rozgrywki w Poznaniu i Brzesku dofinansuje Ministerstwo Sportu i Turystyki. Podobnie jak rok temu, na przełomie sierpnia i września w Pucku zorganizowany zostanie obóz szkoleniowy z zakresu kręgli klasycznych, który umożliwi uczestnikom doskonalenie technik gry.

V Ogólnopolski Turniej Niewidomych i Słabowidzących w Kręglach Klasycznych

21-25.06.2017 r., Puck

F – wynik finałowy, E – wynik z eliminacji

Kobiety

B1

1. Regina Szczypiorska („Morena” Iława) F 468 p. E 454 p.

2. Karolina Rzepa („Łuczniczka” Bydgoszcz) F 425 p. E 374 p.

3. Barbara Szypuła    („KoMar” Piekary Śląskie) F 396 p. E 424 p.

B2

1. Jolanta Lewandowska („Pionek” Włocławek) F 600 p. E 654 p.

2. Jadwiga Rogacka („Pionek” Włocławek) F 598 p. E 608 p.

3. Maria Kieloch („Morena” Iława) F 590 p. E 556 p.

B3

1. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) F 579 p. E 566 p.

2. Irena Curyło („Pogórze” Tarnów) F 578 p. E 559 p.

3. Monika Grzybczyńska („Omega” Łódź) F 568 p. E 561 p.

Mężczyźni

B1

1. Jan Zięba   („Ikar“ Lublin) F 616 p. E 603 p.

2. Krzysztof Tarkowski („Hetman“ Lublin) F 444 p. E 398 p.

3. Stanisław Chmura („Podkarpacie” Przemyśl) F 375 p. E 373 p.

B2

1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) F 687 p. E 666 p.

2. Stanisław Fortkowski („Pogórze” Tarnów) F 674 p. E 650 p.

3. Władysław Wakuliński („Łuczniczka” Bydgoszcz) F 641 p. E 606 p.

B3

1. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) F 710 p. E 681 p.

2. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) F 685 p. E 670 p.

3. Daniel Jarząb („Tęcza” Poznań) F 668 p. E 688 p.

Wojciech Puchacz

 

aaa

 

warcaby

 

Warcabiści nad Wełtawą

W dniach 11-17 czerwca 2017 roku w Pradze odbył się 37. Międzynarodowy Turniej w Warcabach Stupolowych „Złota Praga”. Po raz pierwszy prestiżowe zawody nad Wełtawą zaliczono do cyklu Pucharu Świata, co jeszcze podniosło ich rangę.

W całej historii rozgrywanego od 1981 roku turnieju wystąpiło dotychczas 20 Polaków. Teraz do tej listy dopisanych zostało pięć kolejnych nazwisk – zawodników kadry Stowarzyszenia „Cross”. W „Złotej Pradze” zadebiutowali: Ewa Wieczorek, Mikołaj Fiedoruk, Józef Tołwiński (wszyscy „Victoria” Białystok), Leszek Stefanek („Hetman” Lublin) i Edward Twardy („Sudety” Kłodzko). Kierownikiem ekipy był Wacław Morgiewicz. Nasi warcabiści zaliczyli trzeci tak poważny sprawdzian w ciągu ostatnich 10 miesięcy. Wcześniej – we wrześniu 2016 – startowali w Karpaczu (Puchar Świata) i w Korbach (ME weteranów). I trzeba od razu powiedzieć, że praski występ okazał się z nich najlepszy.

W tym roku do Pragi przyjechali reprezentanci aż 14 krajów, w tym tak egzotycznych, jak Curacao, Surinam czy Chiny. Wyrównany został ustanowiony w 2010 roku rekord frekwencji (70 graczy), 28 osób legitymowało się tytułami Światowej Federacji Warcabowej (FMJD). Faworytami turnieju byli arcymistrzowie: Edward Burzynski (Litwa), Ewgenij Watutin (Białoruś) i Igor Kirzner (Ukraina).

Polacy mieli niskie numery startowe i rozstawieni zostali w dolnej połówce tabeli. W tej sytuacji w pierwszej rundzie (grano 9 rund systemem szwajcarskim) byliśmy skazani na pożarcie. Tymczasem nasi reprezentanci postawili przeciwnikom silny opór i zdobyli aż 4 punkty. Swe partie zremisowali: Edward Twardy z Chinką Hanqing Zhao (siódma zawodniczka MŚ kobiet), Józef Tołwiński z MI Vaclavem Kristą (9-krotny mistrz Czech), Leszek Stefanek z MF Jirim Syselem (24-krotny mistrz Czech) i Mikołaj Fiedoruk z Chińczykiem Zhiyong Xiongiem. Przegrała jedynie, ale po długiej walce, Ewa Wieczorek. Jej rywal, Chińczyk Wenlong Gao, zajął ostatecznie w turnieju znakomite szóste miejsce!

O drugiej rundzie Polacy chcieliby jak najszybciej zapomnieć. Wszyscy ponieśli porażki, Tołwiński uległ np. Ukraińcowi Oleksandrowi Żygalinowi po błędzie już w piątym posunięciu, a Stefanek w wyrównanej pozycji wpadł na kombinację z Francuzem Fidele Nimbi.

Kolejny dzień stanowił znakomitą okazję do podreperowania przez Polaków skromnego dorobku punktowego. W programie były dwie rundy, czyli 4 punkty do zdobycia. Tołwiński, Stefanek i Wieczorek obie swe partie zremisowali. Fiedoruk i Twardy dopisali sobie tylko po punkcie. W porannej partii Mikołaj nie sprostał Clemensowi Cruciusowi (Niemcy), a po południu Edek poległ w pojedynku z reprezentantką gospodarzy Petrą Duskovą.

W środę, 14 czerwca, zawody osiągnęły półmetek. Piąta runda stała pod znakiem derbowych gier pomiędzy naszymi zawodnikami. Edek podzielił się punktami z Ewą, a Józek z Leszkiem. Tylko Mikołaj musiał stawić czoła obcokrajowcowi. Niestety – nieskutecznie. Jego przeciwnik, Holender Bart Jonker, po dwóch remisach z Polakami (z Twardym i Stefankiem) uznał, że do trzech razy sztuka i... zainkasował dwa punkty.

W czwartek po raz drugi i ostatni odbyły się dwie rundy. Poranne gry przyniosły nam wreszcie pierwsze zwycięstwa. Tołwiński, Wieczorek, Fiedoruk i Twardy dosyć szybko powygrywali swoje pojedynki (tym razem z teoretycznie słabszymi rywalami) i tylko Stefanek męczył się blisko pięć godzin z Holendrem Fabianem Snijderem. Na szczęście zdołał wybronić remis w trudnej końcówce. Po południu swe partie zremisowali Wieczorek, Fiedoruk i Stefanek.
Tołwiński uległ Francuzowi Sabau, a Twardy nie sprostał 10-letniej Chince Qijuan Xue, która także wcześniej urwała już punkt Stefankowi. Po siedmiu rundach liderowali: Chińczyk Zhenyu Li i Ukrainiec Igor Kirzner (po 11 p.). Za nimi sześciu zawodników miało po 10 p. Z Polaków Tołwiński, Wieczorek i Stefanek zgromadzili po 6 p., a Twardy i Fiedoruk po 5 p.

W piątek po południu odbyła się przedostatnia runda. Pierwszej wygranej doczekał się wreszcie Stefanek, który pokonał 11-letniego Chińczyka Chen Zerui i tym samym przebił się przez „chiński mur”. Zwycięsko zakończył swój pojedynek również Tołwiński, który wygrał z... Bartem Jonkerem. Z perspektywy Polaków można więc powiedzieć: do czterech razy sztuka! Twardy zmusił do kapitulacji Czecha Martina Plesnivego, a Fiedoruk zremisował z Holendrem Reinoutem Slootem. Nie powiodło się tylko Ewie Wieczorek, która przegrała z Fidele Nimbi.

Przed ostatnimi partiami szanse na zwycięstwo w turnieju zachowało trzech zawodników: Watutin, Zhenyu Li i Kirzner (wszyscy mieli po 12 p.). Watutin grał z Zhenyu Li, a Kirzner z innym Chińczykiem Zhou Wei. Watutin zdołał pokonać swego rywala i zapewnił sobie triumf w całym turnieju. Powtórzył sukces sprzed 21 lat, bo poprzednio „Złotą Pragę” wygrał w 1996 roku.

Bohaterem polskiej ekipy został natomiast nieoczekiwanie Józef Tołwiński. W ostatniej rundzie miał najtrudniejszego rywala – MF Raoula Aliasa z Curacao, wieloletniego prezydenta Panamerykańskiej Federacji Warcabowej. Józek wyszedł z tej konfrontacji zwycięsko i w końcowej klasyfikacji uplasował się na bardzo dobrym 30. miejscu z 10 p. (+1). Dwa punkty zdobyła też Ewa Wieczorek dzięki wygranej z Holendrem Pietem Dijkstrą. Mikołaj Fiedoruk zremisował z Chen Zerui, a Edward Twardy z Francuzem Guerbertem. Porażką zakończył turniej Leszek Stefanek. W pojedynku z Niemcem Cruciusem długo bronił się w gorszej pozycji, a gdy ostatecznie zdołał doprowadzić do remisowej końcówki, wykonał ruch przegrywający.

37th Golden Prague – FMJD World Cup – pierwsza dziesiątka turnieju

11-17.06. 2017 r., Praga, Czechy

1. GMI Ewgenij Watutin – Białoruś 14 p.

2. GMI Igor Kirzner – Ukraina 13 p.

3. MF Zhenyu Li – Chiny 12 p.

4. GMI Wei Zhou – Chiny 12 p.

5. GMI Edward Burzinski – Litwa 12 p.

6. MF Wenlong Gao – Chiny 12 p.

7. MF Marino Barkel – Holandia 12 p.

8. MF Rob Geurtsen – Holandia 12 p.

9. MF Brion Koullen – Holandia 12 p.

10. MF Olga Fedorowicz – Białoruś 12 p.

Wśród kobiet triumfowała Olga Fedorowicz przed Viktorią Motriczko (Ukraina) i Poliną Petrusiovą (Białoruś).

Miejsca Polaków:

30. Józef Tołwiński 10 p. (3 zwycięstwa – 4 remisy – 2 porażki)

47. Leszek Stefanek 8 p. (1-6-2)

49. Ewa Wieczorek 8 p. (2-4-3)

53. Edward Twardy 8 p. (2-4-3)

57. Mikołaj Fiedoruk 7 p. (1-5-3)

Warto dodać, że wśród zawodników powyżej lat 60 Józef Tołwiński zajął 4. miejsce na 20 sklasyfikowanych! Wyprawę do Czech trzeba uznać za bardzo udaną, zarówno pod względem sportowym, jak i turystycznym. Warcabiści Stowarzyszenia „Cross” zebrali kolejne cenne doświadczenia w konfrontacji z pełnosprawnymi zawodnikami reprezentującymi wysoki poziom sportowy. Często urywali punkty znacznie wyżej notowanym rywalom. Tołwiński i Twardy wyraźnie poprawili swój światowy ranking. Również Ewa Wieczorek była zdecydowanie skuteczniejsza niż na ME weteranów w Korbach. Na swoim poziomie zagrali Fiedoruk i Stefanek. Nikt nie uniknął oczywiście błędów, ale w takim turnieju jest to praktycznie niemożliwe. Mogło być, rzecz jasna, lepiej, ale najważniejsze, że z każdym takim turniejem nabieramy pewności, iż stać nas na wyrównaną walkę ze znacznie bardziej doświadczonymi i utytułowanymi warcabistami pełnosprawnymi z całego świata.

Podczas tygodniowego pobytu nie zabrakło okazji do zwiedzania jednego z najpiękniejszych miast Europy. Sprzyjała temu nie tylko piękna, momentami nawet zbyt upalna pogoda, lecz również około 4 km drogi od miejsca naszego zakwaterowania (hotel Venezia przy ul. Sokolskiej) do miejsca rozgrywek (Tyrsuv Dum przy ul. Ujezd). Codzienne przemierzanie tego odcinka pieszo pozwoliło nam dokładnie zapoznać się z centrum miasta. Plac Wacława, most Legii czy most Karola znamy już niemal na pamięć. Co wytrwalsi zdążyli też zwiedzić Hradczany z pałacem prezydenckim i przepiękną, monumentalną katedrą Św. Wita, zamek Wyszehradzki czy wzgórze Petrin z największym (!) piłkarskim stadionem świata na Strahovie. Stadionem, który nigdy nie spełnił właściwie swej funkcji (odbywały się tam spartakiady, pokazy gimnastyczne i koncerty rockowe). Obecnie wpisany jest na listę zabytków. Na płycie o wymiarach 300 na 200 m Sparta Praga utworzyła siedem pełnowymiarowych treningowych boisk piłkarskich. Niszczejące trybuny mogły swego czasu pomieścić nawet 250 tysięcy osób! Obok znajduje się stadion im. Evzena Rosickiego, na którym w 1978 roku odbyły się lekkoatletyczne mistrzostwa Europy (to tu m.in. zdobyli złoto Bronisław Malinowski i męska sztafeta 4 x 100 m).

Mimo drobnych niedogodności związanych z naszym pobytem w Pradze uważam, że decyzja o wyjeździe kadry „Cross” nad Wełtawę była ze wszech miar słuszna, a udział w tak prestiżowym i silnie obsadzonym turnieju może przynieść naszym zawodnikom same korzyści.

Leszek Stefanek

 

aaa

 

kolarstwo

 

Mistrzowie na tandemach

W czerwcu miały miejsce dwa ważne wydarzenia kolarskie: XIX Międzynarodowy Wyścig Tandemowy o Puchar Prezydenta Miasta Poznania oraz mistrzostwa Polski w konkurencjach szosowych. Obie imprezy potwierdziły, że najsilniejszym klubem kolarskim w Polsce jest KKT „Hetman” Lublin, a jego największe gwiazdy – tandemy Iwona Podkościelna i Aleksandra Tecław oraz Marcin Polak i Michał Ładosz – są wciąż niedościgłe dla krajowych rywali.

Tegoroczny wyścig o Puchar Prezydenta Miasta Poznania odbył się już po raz dziewiętnasty. Tym razem składał się z trzech etapów. Pierwszy z nich rozegrany został na samochodowym Torze Poznań na dystansie 15 okrążeń dla kobiet i 20 okrążeń dla mężczyzn. Tor ma 4083 metry długości, 12 metrów szerokości, 14 zakrętów o zróżnicowanej trudności, jest płaski, ma asfaltową nawierzchnię wysokiej jakości. Ściganie się na tym obiekcie wcale nie jest łatwe, szczególnie przy wietrznej pogodzie, i wymaga zarówno dobrego przygotowania fizycznego, jak i wysokiego poziomu techniki.

Podczas pierwszego etapu najwyższymi kompetencjami kolarskimi wykazali się utytułowani zawodnicy kadry, którzy zdecydowanie zdystansowali swoich rywali. W wyścigu kobiet zwyciężyły mistrzynie paraolimpijskie z Rio de Janeiro Iwona Podkościelna i Aleksandra Tecław (KKT „Hetman” Lublin) z dużą przewagą nad duetem swoich klubowych koleżanek – Martą Stramek i Moniką Sawą. W kategorii mężczyzn najlepsi byli mistrzowie świata Marcin Polak i Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin), którzy znacznie wyprzedzili Adama Brzozowskiego i Tomasza Balę (również KKT „Hetman” Lublin) oraz Przemysława Wegnera i Roberta Kiszkę („Razem” Poznań). Taka sama kolejność powtórzyła się na drugim etapie, którym była jazda na czas na dystansie 12 kilometrów, rozegrana na Poligonie Biedrusko. Zwyciężczynie Iwona Podkościelna i Aleksandra Tecław potrzebowały na przejechanie tego odcinka 16 minut i 39,770 sekundy, natomiast Marcin Polak i Michał Ładosz triumfowali z czasem 00:13:59,290, co dało im imponującą przeciętną prędkość 51,49 km/h. Trzeci etap – wyścig na Torze Poznań na dystansie 12 okrążeń (kobiety) i 15 okrążeń (mężczyźni) – był potwierdzeniem istniejącego układu sił i zakończył się identycznie jak dwa poprzednie, przez co nie był zbyt ciekawy. Skład na podium poszczególnych etapów i w klasyfikacji końcowej był taki sam, a emocje przeniosły się na rywalizację o dalsze lokaty. Szkoda, że poznański wyścig jest w ostatnich latach międzynarodowy jedynie z nazwy. Wygląda na to, że minęły czasy świetności tej imprezy, gdy na liście startowej pojawiały się czołowe zagraniczne tandemy. Pytanie brzmi, czy minęły bezpowrotnie? Poznań ma wiele atutów pozwalających na organizację międzynarodowych imprez kolarskich na wysokim poziomie, a jednym z ważniejszych jest dobra komunikacja z zachodnią Europą. Pozostaje mieć nadzieję, że przyszłoroczny, dwudziesty wyścig, okaże się godny swojego jubileuszu.

Końcówka czerwca zarezerwowana jest w polskim i międzynarodowym kalendarzu startów dla mistrzostw narodowych federacji w wyścigach na czas i ze startu wspólnego. Zawodnicy ZKF „Olimp” od kilku lat startują w mistrzostwach Polski organizowanych przez Polski Związek Kolarski, które gromadzą na starcie całą polską czołówkę kobiet i mężczyzn z kategorii junior, orlik (do lat 23), elita oraz niewidomi i słabowidzący. Wyścigi tandemów stały się stałym elementem tego najbardziej prestiżowego wydarzenia w krajowym sezonie startowym, co stanowi potwierdzenie naszych działań integracyjnych i pozytywnie wpisuje się w zalecenia formułowane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz Międzynarodową Unię Kolarską (UCI).

Tegoroczne mistrzostwa Polski odbywały się w Krokowej oraz w Gdyni i choć trasy zlokalizowane były niedaleko od morza, to przypominały tereny górskie. Wyścig tandemów na czas rozegrany został na dystansie 19,8 km na trasie z Krokowej do Kartoszyna i z powrotem, a jej najtrudniejszym elementem było dwukrotne pokonanie podjazdów w okolicy Sobieńczyc. Najdramatyczniejsze zdarzenie przytrafiło się Iwonie Podkościelnej i Aleksandrze Tecław, które zerwały łańcuch i część trasy musiały przebyć pieszo.

Kobiety

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Tecław (KKT „Hetman” Lublin) 38:58,89

2. Marta Stramek – Monika Sawa (KKT „Hetman” Lublin) 39:46,63

Mężczyźni

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin) 25:23,50

2. Przemysław Wegner – Artur Korc („Razem” Poznań) 26:34,91

3. Adam Brzozowski – Tomasz Bala (KKT „Hetman” Lublin) 29:08,63

Na ich szczęście na tym odcinku wyścigu przeważały zjazdy, co pozwalało na jazdę bez pedałowania i umożliwiło ukończenie wyścigu pomimo defektu. Nadrobiony wcześniej nad rywalkami czas wystarczył do zwycięstwa.

Drugą konkurencją zawodów był wyścig ze startu wspólnego o długości 20,5 km, rozegrany na rundzie Krokowa – Żarnowiec – Lubkowo – Kartoszyno – Sobieńczyce – Glinki – Jeldzino – Krokowa. Kobiety miały do pokonania trzy, a mężczyźni cztery okrążenia. Bardzo selektywna trasa i duże różnice w poziomie sportowym zawodników spowodowały, że peleton szybko podzielił się na małe grupki.

Kobiety

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Tecław (KKT „Hetman” Lublin) 1:35:12

2. Marta Stramek – Monika Sawa (KKT „Hetman” Lublin) + 08:59

Mężczyźni

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin) 1:51:47

2. Przemysław Wegner – Artur Korc  („Razem” Poznań) + 03:37

3. Adam Brzozowski – Tomasz Bala (KKT „Hetman” Lublin) + 07:22

Czoło wyścigu początkowo stanowiły trzy najsilniejsze tandemy, lecz z upływem kilometrów i tutaj nastąpił podział. Najpierw od rywali odjechał duet Marcin Polak – Michał Ładosz, a następnie Przemysław Wegner i Artur Korc oderwali się od jadących z nimi Adama Brzozowskiego i Tomasza Bali. W ten sposób wyścig ze startu wspólnego upodobnił się do rozegranej dzień wcześniej czasówki, co potwierdzają poniższe wyniki. O trudach wyścigu świadczy fakt, że dwa silne tandemy klubu „Warmia i Mazury” Olsztyn: Piotr Urbanowicz – Dariusz Wojciechowski (ubiegłoroczni brązowi medaliści) i Piotr Kołodziejczuk – Roger Głowacki, które zajęły wysokie 4. i 5. miejsca, straciły do zwycięzców ponad 10 minut. Wyniki wyścigu w Poznaniu oraz mistrzostw Polski potwierdzają dobrą formę kadrowiczów, co napawa optymizmem przed zaplanowanym na przełom czerwca i lipca ich startem w Pucharze Świata w Emmen. Jednak zdecydowana supremacja czołowych tandemów budzi niepokój o stan zaplecza kadry. Z grona pretendentów do krajowej elity wyróżnić należy duet Piotr Leśniewski – Dariusz Janiak, reprezentujący „Razem” Poznań, który wykazuje duży entuzjazm oraz ambicje poparte zapałem do pracy. Może z grona czytelników „Crossa” wyłonią się kolejni kandydaci do kolarskiej kadry, którym marzy się udział w igrzyskach paraolimpijskich Paryż 2024?

Mirosław Jurek

 

aaa

 

wiadomości

 

Biegi

II Memoriał Zofii Morawskiej

W dniu 4 czerwca br. po raz drugi odbył się w Laskach bieg charytatywny, którego celem była promocja biegania, zdrowego trybu życia, a przede wszystkim Lasek jako miejsca przyjaznego niewidomym. I tym razem udało się pozyskać środki na wsparcie działalności ośrodka dla dzieci niewidomych. W tym roku zbierano pieniądze na budowę nowego internatu dla chłopców.

Inicjatywa służy także upamiętnieniu Zofii Morawskiej, która całe życie poświęciła pracy na rzecz osób niewidomych. Zofia Morawska (1904-2010) przez wiele lat pełniła funkcję skarbnika, pozyskiwała środki, sponsorów i darczyńców. Za swoje zasługi została uhonorowana Orderem Orła Białego.

Bieg główny odbył się na dystansie 3,3 km. Pętla wytyczona była wokół ośrodka. Część trasy biegła alejkami i ścieżkami wokół budynków, a część leśnymi dróżkami Kampinoskiego Parku Narodowego. Limit czasu wynosił 90 minut, a wyznaczoną pętlę można było pokonać dowolną liczbę razy. Za każde przebyte przez uczestników okrążenie sponsor płacił określoną kwotę (cegiełkę) na działalność ośrodka. W tym roku głównym sponsorem była firma Mercedes Benz. Patronem medialnym biegu, tak jak przed rokiem, był Program Trzeci Polskiego Radia. W biegu głównym wzięło udział 426 zawodników, o 21 więcej niż przed rokiem. Wystartowali również niewidomi uczniowie z Lasek, którzy chcieli w aktywny sposób wesprzeć swoją szkołę.

Łącznie zawodnikom udało się pokonać ponad 1200 okrążeń, co dało całkowity dystans 4000 km. Na memoriał przybyły całe rodziny, bo dzieci również mogły rywalizować w dodatkowych biegach. W zależności od dystansu i wieku zawodników, nosiły one nazwy: bieg wiewiórki, bieg rysia i bieg wilka. Na imprezie można było skosztować domowych słodkości – ciast i lodów. Po biegu odbył się koncert wychowanków ze szkoły muzycznej w Laskach. Wspaniałą niespodzianką dla wszystkich był udział w biegu Oktawii Nowackiej, brązowej medalistki z Rio de Janeiro w pięcioboju nowoczesnym. Olimpijka uczestniczyła również w spotkaniu dla uczniów, podczas którego opowiadała o sporcie i wyzwaniach, jakim trzeba stawić czoło w życiu. Na mecie nie było zaskoczenia – wygrała bieg w kategorii kobiet. Oktawia Nowacka odwiedzała już Laski wcześniej, przy okazji licytacji swojego medalu. Wspierała pięć celów charytatywnych, w tym ośrodek dla niewidomych w Laskach.

Memoriał Zofii Morawskiej był wspaniałą rodzinną imprezą. Mamy nadzieję, że kolejne biegi będą równie udane i atrakcyjne.

Krzysztof Koc

 

Lekka atletyka

Integracyjna spartakiada

Uczniowie ośrodka szkolno-wychowawczego dla niewidomych w Laskach 1 czerwca spędzili na sportowo. Na gminnych obiektach sportowych odbyła się spartakiada integracyjna w pięcioboju lekkoatletycznym. Celem imprezy było aktywne spędzenie Dnia Dziecka, rozwój sprawności fizycznej i predyspozycji lekkoatletycznych uczestników, a także propagowanie zdrowego stylu życia i rozbudzanie zamiłowań sportowych.

Bardzo ważne było spotkanie młodzieży z ośrodka z uczniami z okolicznych szkół oraz integrowanie się ze środowiskiem lokalnym gminy Izabelin. Dla obecnych na imprezie studentów fizjoterapii była to świetna okazja do odbycia krótkiej praktyki.

Zawodnicy rywalizowali w kategoriach wiekowych w pięciu konkurencjach lekkoatletycznych: biegu krótkim (sprint) na dystansie 60 m, rzucie piłeczką palantową, pchnięciu kulą (uczniowie gimnazjum i szkół średnich), biegu zwinnościowym na torze przeszkód (uczniowie szkoły podstawowej) oraz skoku w dal i biegu średnim (wytrzymałościowym) od 200 do 800 m, w zależności od kategorii wiekowej. Uczniowie niewidomi rywalizowali wspólnie z pełnosprawnymi z Izabelina. Funkcję sędziów i przewodników pełnili studenci warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego pod kierunkiem swoich wykładowców. Studenci stawili się tak licznie, że każdy z uczestników miał swojego przewodnika, z którym się rozgrzewał i startował i który uczył odpowiedniej techniki dla danej konkurencji.

Startujący byli podzieleni na 20 kategorii, z uwzględnieniem wieku i stopnia utraty wzroku, oddzielnie chłopcy i dziewczęta. Każda najlepsza trójka otrzymywała medale. W konkurencjach natomiast startowali wspólnie, kryterium klasyfikacyjnym był tylko etap edukacji.

W spartakiadzie wzięło udział blisko 100 uczniów, w tym większość to osoby niewidome i słabowidzące, a drugie tyle to wolontariusze. Atmosfera była radosna, piknikowa. W przerwach między startami uczestnicy odpoczywali na kocach rozłożonych na trawie, uzupełniali energię, jedząc owoce i słodycze, którymi zostali obdarowani z okazji ich święta, rozmawiali z rówieśnikami i studentami. Atmosferę podgrzewał didżej, który porwał do tańca nauczycieli, uczniów i studentów.

Uczniowie byli zachwyceni i z niecierpliwością czekają na kolejny Dzień Dziecka na sportowo. Dla wielu były to pierwsze zawody w życiu. I pierwsze medale.

Krzysztof Koc

 

aaa

 

turystyka

 

Sycylijska symfonia

Spacerując fascynującymi ulicami Palermo – od szerokich alei via Roma, Corso Vittorio Emanuele czy la Cala, przez place i placyki, po wąskie i kręte uliczki z zaułkami urody sycylijskiej, która kradnie serce – warto wsłuchać się w niby-zgiełk, a w rzeczywistości muzykę miasta. Bo przepiękna wyspa to nie tylko bogactwo natury wybujałej w cieniu Etny, lecz także swoisty urok miasteczek południowej Italii.

Rozmowy i pokrzykiwania wielojęzycznego tłumu niosące się tunelami ulic, klaksony samochodów używane tu nagminnie, melodie radosnych włoskich piosenek, od nieśmiertelnego „Volare” począwszy, przez arie bel canta włoskiego dolatujące z restauracji i kawiarnianych ogródków lub grane i śpiewane przez muzyków ulicznych, przeplatane dźwiękami ludowej tarantelli. Jest to jedyna w swoim rodzaju symfonia, niezwykle urzekająca, oddająca koloryt włoskiego południowego miasta. Można jej słuchać godzinami.

Balkony mieszkań, osadzone na ozdobnych ażurowych wspornikach, obowiązkowo obwieszone są praniem. Często sznur bieliźniany przerzuca się górą nad uliczką, nad głowami przechodniów. Na pierwszym planie wiszą zawsze demonstracyjnie i obwieszczająco galoty nocne mammy. Co dzień raniutko, od razu po nocy uprane i powieszone, zaświadczają jak flaga – o porządku, zgodzie i harmonii panujących w rodzinie zarządzanej przez mammę. Jakiekolwiek w tym odstępstwo źle by świadczyło o kondycji rodziny, budziło morze domysłów i plotek sąsiadów.

Monreale

Osiem kilometrów od Palermo, na rozległym tarasie wzgórza Monte Caputo rozłożyło się miasteczko Monreale. A w nim – jak najpiękniejsza i bezcenna perła, którą morze boskim zrządzeniem wyrzuciło w muszli na ląd – tkwi katedra. Przyjeżdża się tu tylko po to, by ją ujrzeć – i dotknąć nieba. Zarówno najwybitniejsi znawcy sztuki, jak i zwykli podróżujący esteci bezwzględnie uważają, że jako arcydzieło średniowiecznej sztuki jest jedną z najwspanialszych katedr świata i najważniejszym zabytkiem architektury zostawionym na Sycylii przez Normanów.

Budowę dostojnej, zachwycającej pięknem katedry zarządził król Wilhelm II Dobry w XII w. Katedra jest p.w. Narodzenia NMP, a mozaika w prezbiterium przedstawia króla ofiarującego świątynię Matce Boskiej Wniebowziętej. Według legendy król miał widzenie, w którym Matka Boża wskazała mu miejsce budowy. Katedra jest potężna – ma 102 m długości, 40 m szerokości i 32 m wysokości. Istota jej piękna tkwi w synkretycznym połączeniu architektonicznym i zdobniczym elementów arabskich, bizantyjskich i normandzkich. W fasadzie od strony placu Wilhelma II dwie ciężkie szare wieże łączy portyk z łukami i balustradami. Zachwycająca jest elewacja od strony absydy, gdzie tuf wulkaniczny przepleciony marmurem tworzy wielokolorowy mur. Przed wejściem wita nas fundator – rzeźba Wilhelma II z modelem katedry w dłoniach. Odlewane brązowe drzwi autorstwa Bonana z Pizy (twórcy pochyłej wieży) mają 40 kwater przedstawiających teksty biblijne, a w dole dwa gryfy i dwa lwy – symbole Normanów. Ale istotą piękna katedry jest jej wnętrze. Bogactwo zdobień, łuna złoceń i oszałamiająca wysublimowana kolorystyka olśniewa, zwala wręcz z nóg. Trzynawowe majestatyczne wnętrze pokrywają mozaiki o powierzchni 6300 m2, największe na świecie (formalnie większe w stambulskiej Hagia Sofii nie są kompletne). Przyprawiają o zachwyt i wydaje się, że kunszt ich wykonania przekracza ludzkie możliwości. Bo też nie ludzie, a aniołowie rękami ludzkimi je stworzyli. Są w nich zawarte aż 132 duże przedstawienia. W nawie środkowej umieszczono sceny ze Starego Testamentu, a w nawach bocznych z Nowego Testamentu. W bocznych absydach – sceny z życia św. św. Piotra i Pawła. Z centralnej absydy, znad ołtarza, spogląda ogromny – jak żywy – Chrystus Pantokrator. Na chórze duże mozaiki przedstawiają Wilhelma II Dobrego. Z prawej strony stoi jego grobowiec z białego marmuru. W katedrze są też pochowani Wilhelm I Zły i inni członkowie rodziny królewskiej. Nawę środkową wyznacza osiemnaście białych marmurowych kolumn z finezyjnie zdobionymi kapitelami, połączonych łukami również pokrytymi mozaikami. Sprawia to wrażenie niebiańskich kotar. Podłogę z białego, różowego i grafitowego marmuru i porfiru zdobią figury geometryczne. Obok w nawach bocznych przepiękne, bogate kaplice św. Benedykta i Świętego Krzyża. Ta druga to barokowe arcydzieło ozdobione frapującymi intarsjami z kolorowego marmuru, z cudownym krucyfiksem Wilhelma II. Po bokach wymowne posągi Wiary i Nadziei.

Katedrze towarzyszy klasztor benedyktynów z cennym architektonicznie krużgankiem, arcydziełem sztuki sycylijskiej z czasów Normanów. Boki czworokątnego dziedzińca z rosnącymi tutaj tujami i araukariami opasuje 228 par kolumn, z których każda para jest inna. Są wśród nich całkowicie pozbawione zdobień, są zdobione mozaikami i złoceniami, a nawet wysadzane drogimi kamieniami. Tematem zdobienia są sceny religijne, mityczne, jak i sceny z życia codziennego. Różnorodność ożywia ten czworokątny szpaler, bo kolumny tutaj są jak ludzie – niby razem wzięte są kolumnami, a różnią się jednocześnie. Wszystkie mają pięknie rzeźbione kapitele. Piękno całego zespołu katedralnego uzupełnia fontanna Trytona usytuowana obok.

Palermo

Palermo – jednomilionowa stolica regionu autonomicznego Sycylii – leży nad zatoką Palermo, nad Morzem Tyrreńskim, u stóp Monte Pellegrino. Tu urzęduje prezydent Sycylii, rząd i parlament wyspy. Prezydenci często kończą przedwcześnie ośmioletnią kadencję i lądują w więzieniu – za współpracę z mafią. Miasto usadowiło się na obrzeżu cytrusowej doliny Conca d’Oro („Złota Muszla”) otoczonej górami z bujną roślinnością. Założyli je Fenicjanie w IX w. p.n.e. Od III w. p.n.e. było rzymskie, aż do upadku cesarstwa. Potem losy jego toczyły się w rytm dziejów całej wyspy. A w oddziałach „tysiąca czerwonych koszul” Garibaldiego walczą tu Polacy. Marian Langiewicz i Konstanty Ordon śpiewają z Sycylijczykami słowa hymnu włoskiego „Już orzeł austriacki stracił swoje pióra, krew włoską, krew polską pił… i serce mu spaliła”. Ciekawa korespondencja z polskim hymnem.

Centrum miasta to plac Quattro Canti („Cztery Rogi”) na skrzyżowaniu głównych ulic Palermo: Via Maqueda i Corso Vittorio Emanuele, wytyczonych jeszcze przez Fenicjan. W jego narożnikach stoją cztery wspaniałe gmachy z fontannami i posągami alegorii pór roku, patronek Palermo oraz hiszpańskich władców wyspy. Obok Piazza Pretoria, bardziej znany jako „plac wstydu” – od XVI-wiecznej fontanny z trzema kręgami nagich postaci mitologicznych i alegorii czterech rzek Palermo. Figury miały siać zgorszenie wśród mniszek pobliskiego zakonu. Na Palazzo Pretorio pałac z figurą patronki miasta w fasadzie, św. Rozalią. Od XIV w. jest to nieprzerwanie siedziba władz miejskich. Wewnątrz zapoznaję się osobiście z Geniuszem Palermo – rzeźbą z kararyjskiego i różowego marmuru – bożkiem opiekuńczym miasta. Niedaleko niewielki Piazza Bellini z dwoma słynnymi
XII-wiecznymi normandzkimi kościołami San Cataldo i Martorana, którymi zachwycał się Iwaszkiewicz, wielokrotnie podróżujący na Sycylię. San Cataldo jest w stylu arabsko-normańskim, z trzema czerwonymi arabskimi kopułami. Posadzki wewnątrz to piękne mozaiki. La Martorana zaś to kościół uważany za jeden z najpiękniejszych na świecie. Zachwycające bizantyjskie mozaiki olśniewają złotem i pięknem. Mamy tu m.in. scenę koronacji króla Rogera II przez Chrystusa, która tchnie majestatem i uduchowioną powagą pełną pokory. Jest arcydziełem fenomenalnie oddającym ducha średniowiecza. Opisuje je lapidarnym skrótem poetyckim, w którym sacrum i historia są na służbie wielkiej sztuki, a wielka sztuka na służbie sacrum. Godne najwyższego podziwu są sceny zwiastowania, narodzin Jezusa i ofiarowania w świątyni. Zachwyca atmosfera panująca na ich planie, przenosząca oglądającego w średniowiecze, kiedy mozaiki były tworzone, i w czasy ewangeliczne, gdzie staje się świadkiem wydarzeń. I przekonany jestem, że wielka sztuka z kościoła Martorana, katedry Monreale i z kaplicy Palatyńskiej króla Rogera II (Capella Palatina) oczarowała Karola Szymanowskiego i Jarosława Iwaszkiewicza (autora libretta) i zainspirowała do skomponowania pięknej monumentalnej opery „Król Roger”. Jej prawykonanie odbyło się w Palermo w Teatro Massimo w 1949 r. i wzbudziło wielki entuzjazm Sycylijczyków, a obecnego tu wtedy Iwaszkiewicza obnoszono po Palermo na rękach, pojąc winem sycylijskim w tutejszych tawernach. Na Piazza Della Vittoria majestatyczny i monumentalny Pałac Normandzki, dawna siedziba królów normandzkich, obecnie lokum parlamentu Sycylii. Tutejsza kaplica pałacowa to jedno z najpiękniejszych dzieł architektury i sztuki z okresu normandzkiego na Sycylii. Została postawiona przez króla Rogera II w XII w. na planie bizantyjskiej bazyliki. Wnętrze z bizantyjsko-średniowiecznymi mozaikami i arabskimi kolumnami łukowymi wzdłuż naw emanuje podobną harmonią co katedra w Monreale. Obie są jak dwie piękne perły powstałe w tym samym morzu. Przedstawione na ścianach sceny ze Starego i Nowego Testamentu, święci Piotr i Paweł, narodziny Dzieciątka Jezus, wjazd do Jerozolimy – zaskakują i wręcz porażają poziomem artyzmu. W kopule absydy pełen dostojnej ekspresji Chrystus Pantokrator w otoczeniu aniołów, proroków, świętych i ewangelistów. Wszystko w wyważonych, dobranych do charakteru scen i postaci kolorach, na złotym tle.

Na placu katedralnym roztacza swą architektoniczną potęgę katedra. Jest to cały kompleks budowlany będący mieszaniną różnych stylów: normandzkiego, gotyku w odmianie katalońskiej, stylu klasycystycznego. Wewnątrz pochowani są władcy wyspy, m.in. król Roger II, a patronka Palermo – św. Rozalia – spoczywa w rzeźbionej srebrnej trumnie w katedralnej kaplicy. W dniu święta patronki jest obnoszona ulicami miasta w całodniowej wielkiej procesji. Natomiast za Pałacem Normandzkim stary, jeszcze z VI w. kościół św. Jana Pustelnika, z wymownym dowodem przerobienia go przez Arabów na meczet. Zachwyca przepięknym krużgankiem klasztornym, wewnętrznym ogrodem z cytrusami i poarabskimi czerwonymi kopułami. Tutaj obserwuję niezwykły sposób spowiadania się Sycylijczyków i ich pobratymców z półwyspu. Otóż stają od frontu przed konfesjonałem, vis a vis księdza spowiednika, i na głos, w jasnym świetle lampy wyznają swoje grzechy, ekspresyjnie wymachując rękami. Ta rezygnacja z anonimowości spowiedzi wynika z potrzeby gestykulacji, tak charakterystycznej dla tej nacji. A gestykuluje i wierny, i ksiądz. Kościołów, z których każdy to znakomite dzieło sztuki, jest w Palermo 140, wytwornych pałaców blisko 300, a do tego kilka obronnych zamków. Zwiedzam Palazzo Chiaromonte – warowny pałac z mroczną historią urzędującej tu Świętej Inkwizycji. Na zamkowym placu palono skazańców. Za to urocze są zamki La Zisa i La Cuba. Zbudowali je normańscy władcy Wilhelm I Zły i Wilhelm II Dobry. La Zisa jest w stylu arabskim, zdobiony wewnątrz inskrypcjami kaligraficznymi i złotymi mozaikami z ornamentami stalaktytowymi sufitów i ścian, a Castello de la Cuba otacza wielki park z sadzawkami i ogrodami zwanymi rajem na ziemi. W jego rozkosznej scenerii Boccaccio umieścił akcję jednej ze swoich frywolnych opowieści z „Dekameronu”.

W Palermo jest wiele parków i ogrodów. Ulice gęsto obsadzone są kwitnącymi drzewami i krzewami. Większość to rośliny egzotyczne, u nas niespotykane. Spotkać można np.wełnowce – wielkie drzewa z ogromnymi bułami białej waty na gałęziach, kolosalne fikusy, figowce, pachnące w południe tamaryszki, niezwykłe drzewa różańcowe, z których koralików kobiety nizają różańce i handlują nimi potem na targach, czy pokaźne drzewa o pięknych kwiatach, w których gromadzą się paskudne owady, pająki i robactwo, więc nie należy ich dotykać. Nie mówiąc już o palmach wszelkiego rodzaju i kalibru, bananowcach, bugenwillach obłędnie kwitnących wszystkimi kolorami, oleandrach, hibiskusach o czerwonych kwiatach. No i niczym w Meksyku – mnóstwo tu agaw, co rzadkie, oryginalnie kwitnących, opuncji – teraz kwitnących na żółto, by wydać smaczne owoce, kaktusów świecznikowych i wszelkich innych. Odwiedzam park – ogród włoski Villa Giulia, otwarty w XVIII w. jako pierwszy w Italii. Oszałamia potęga drzew, kwiatów i zapachów. Mnóstwo uroczych, finezyjnych pawilonów i rzeźb ogrodowych. Wzrok przyciąga okazała fontanna z rzeźbą Geniusza Palermo, który siedzi pośrodku tryskającej wody.

No i targowisko Vucciria. Istnieje od XIII w., od czasów Andegawenów, ale zaczątki sięgają czasów arabskich. Jego nazwa weszła do języka włoskiego i oznacza „zgiełk”. Targ ciągnie się na długość ośmiu ulic i rozległych placów. Wywołuje przytłaczające wrażenie swą wielkością, niesłychanym asortymentem i ilością towarów. Czego tu nie ma. W dziale warzywnym i owocowym – wszystko, co możliwe, we wszelkich odmianach, np.: cukinie ponadmetrowej długości, którymi można się opasać, bakłażany o kształtach brył geometrycznych znanych z lekcji stereometrii, w kolorach całkiem nieprzystających do natury tych warzyw. A mięsa? Wszystkie pięknie, artystycznie wręcz pokrojone, ryby – małe, malutkie i giganty: 300-kilogramowe mieczniki i tuńczyki jak wieprze. Ośmiornice, krewetki wszelkiego kalibru i nieznane mi stwory morskie, które straszą swym zaskakującym wyglądem. Pieczywa, ciasta i makarony – jakie tylko we Włoszech i na Sycylii są możliwe. Przetwory warzywne, pesto w wariantach nie z tego świata. Nie da się wszystkiego opisać.

Docieram na poszukiwany przeze mnie cmentarz przy klasztorze kapucynów. Chcę się pomodlić przy grobie Giuseppo Tomasi di Lampedeusa – pisarza. W swojej powieści „Lampart” idealnie i najpiękniej oddał charakter i smak Sycylii, całą istotę jej nostalgicznego, a jednocześnie radosnego piękna. Fabuła powieści to losy arystokratycznej rodziny Salina (herbu Lampart) w dobie przemian lat 60. XIX w., gdy narodowowyzwoleńcza rewolucja Garibaldiego niszczyła bezpowrotnie czas, w którym dominowała arystokracja – arystokracja piękna i wartości. Powieść mistrzowsko zekranizował Visconti, do tego gwiazdorska obsada: Burt Lancaster jako książę Salina, Claudia Cardinale i Alain Delon. Skromność płyty nagrobnej pisarza, także księcia, współbrzmi z losem Lamparta – księcia Saliny.

Zachęcony egzotyką zapachów płynących z otwartych drzwi restauracji, tawern i ulicznych barów, próbuję przeróżnych sycylijskich specjałów. Popularne jest arancini – smażone w głębokiej oliwie kule ryżu nadziewane mięsem, serem lub warzywami. Próbowałem też przeróżnych panini – wieloskładnikowych kanapek z wieprzowiną, i śledziony wieprzowej (zachwalanej przez Makłowicza w TV). O pastach nie wspomnę. Tak jak u nas modny jest grill. Próbowałem stigghioli – baranich flaków z grilla, tuńczyka z grilla – oczywiście miejscowego, oraz grillowanych ośmiornic. Ale kultowe są słodycze będące znakiem rozpoznawczym poszczególnych miast, np.: dolci ericini – ciastka marcepanowo-migdałowe z Erici czy ciasta słynnej cukierni braci Fiasconaro z głównego placu w Castelbuono. Tam zachwyciły mnie torrcini – cukierki nugatowe z różnymi orzechami, oraz drożdżowe ciasta z kremami: z manny, pistacji, migdałów czy kawy. (Manna to słodki zakrzepły sok z jesionu mannowego). Z uwagi na klimat bardzo rozwinięte jest tu lodziarstwo i produkcja granity – lodowego musu owocowego, który w upały i u nas jest coraz bardziej popularny.

Ale żeby nie było tak słodko, trzeba przypomnieć, że na Sycylii (podobnie jak w Neapolu i Kalabrii) nadal działa mafia, a w centrum Palermo stoi monumentalny obelisk poświęcony jej ofiarom. Wymowną ciekawostką jest to, że żółte barwy w czerwono-żółtej fladze Sycylii pochodzą od chorągwianej żółtej barwy okręgu i miasta Corleone, znanego nam z filmu „Ojciec chrzestny”.

Niezwykły, niezapomniany pobyt na Sycylii kończę uczestnictwem w koncercie w Teatro Massimo. Bohaterką wspaniałego folklorystycznego spektaklu jest tarantela siciliana – przebogaty taniec ludowy. Wykonują go trzy zespoły prezentujące bardzo wysoki poziom. Dowiaduję się, że oprócz rytmu, tarantella siciliana, od swych sióstr tarantelli napolitany i tarantelli calabrisy, różni się stosowaniem drumli, w tamtych niewystępującej. Ten skromny instrument wzbogaca podkład rytmiczny o charakterystyczny basowy ton i podkreśla transowy klimat melodii. Warto przypomnieć, że tarantella otwiera ścieżkę dźwiękową filmu „Ojciec chrzestny” (sceny wesela).

W przerwie koncertu przypadkowo spotykam artystę poznanego tydzień wcześniej na targu folklorystycznym w Piazza Armerina. Dwa lata temu wraz z zespołem brał on udział w Festiwalu Ziem Górskich w Zakopanem. Zwiedził też wtedy Kraków. Umawiamy się z Vittorio na wino – po koncercie. Mam na niego chwilę zaczekać w foyer teatru.

Moja Sycylia to niekończąca się historia. Jej kres przyniesie dopiero koniec życia.

Stanisław Niećko

 

aaa

 

zdrowie

 

Dar życia

„Moja krew!” – chlubi się ojciec udanym synem. „Do ostatniej kropli krwi” – pobrzmiewa w patriotycznych pieśniach. „Przelać krew za jakąś ideę” – mówimy o zmarłych bohaterach. „Błękitna krew” – mawiano o arystokracji. „Krew nie woda” – tłumaczymy osobę z bujnym temperamentem. „Napsuć komuś krwi”, „krew się burzy” – to popularne określenia reakcji na złe postępowanie innych wobec nas. „Nieczysta krew” – mówią fanatycy religijni o osobach innych wyznań. Odniesień do krwi jest niesłychanie wiele. Bo też jej znaczenie jest fundamentalne.

Utaczanie krwi uchodziło niegdyś za skuteczną terapię. Przysięgę na braterstwo pieczętowano kiedyś kroplą krwi z serdecznego palca. Krwią posilają się wampiry, od wieków żyjące w literaturze, sztuce i naszej wyobraźni. W niektórych religiach krew jest swoistym tabu, utożsamiana jest z duszą. U świadków Jehowy na przykład obowiązuje zakaz jej transfuzji nawet wtedy, gdy chodzi o życie.

O krwi robi się głośno każdego lata, kiedy rośnie liczba nieszczęśliwych wypadków. Plakaty wzywają do honorowego jej oddawania. Do akcji włączają się m.in. sportowcy. Ostatnio Robert Lewandowski, który przekonuje, że sam zabieg to tylko małe ukłucie dla wielkiej sprawy, jaką jest przekazanie daru życia drugiemu człowiekowi.

Krew jest płynem odżywiającym cały organizm. Na każdy kilogram naszego ciała przypada jej 70-80 mililitrów. W żyłach dorosłego człowieka płynie 5-6 litrów krwi. Mężczyźni mają jej o litr więcej niż kobiety. Krew składa się z płynnego osocza i ciałek stałych. Osocze jest przezroczyste i żółtawe, zawiera białko, w którym pływają ciałka krwiste. Jest w nim też fibryna, która powoduje krzepnięcie krwi. Ciałka są wielkości mikroskopijnej, to wklęsłe wewnątrz krążki. Właśnie one nadają krwi czerwony kolor. Odpowiedzialny za to barwnik zwany jest hemoglobiną. Oprócz czerwonych znajdują się we krwi także o wiele większe białe ciałka.

Krew krąży w systemie rurek rozmaitej średnicy. W ruch wprowadza ją „centralna pompa” – serce. Ono rozprowadza krew po ciele po określonych torach, skąd inną drogą wraca znów do swojej bazy. Naczynia wychodzące z serca to tętnice, a powracające do niego – to żyły. Krew znajdująca się w lewej komorze serca w wyniku skurczu dostaje się do wielkiej tętnicy zwanej aortą. Aorta jest głównym pniem tętniczym naszego układu krwionośnego. Jej szerokość w różnych odcinkach waha się od 2 do 3 cm, jest zależna od wieku, wzrostu i płci. Im bardziej aorta oddala się od serca, tym jej gałęzie stają się mniejsze, aż do mikroskopijnych. Na tej drodze krew tętnicza oddaje tlen i traci swoje jasnoczerwone zabarwienie. W końcowych rozgałęzieniach, zwanych naczyniami włosowatymi, krew przybiera niebieskoczerwoną barwę, którą utrzymuje w powrotnej drodze do serca. Tę krew nazywamy żylną. Żyła wracająca do serca kieruje ją do prawego przedsionka. Ten oddaje ją prawej komorze, skąd krew przepływa do płuc, aby przyjąć świeży tlen. Świeżo utleniona wraca do lewego przedsionka, a potem do lewej komory serca. Tak kończy się jej obieg, aby znów się powtórzyć.

Trudno w przyrodzie o bardziej racjonalny i skuteczny mechanizm niż nasz krwioobieg. W godzinę serce przepompowuje ponad 300 litrów krwi. Łączna długość wszystkich naczyń krwionośnych dorosłego człowieka to ponad 160 tys. kilometrów. To czterokrotnie więcej, niż liczy równik.

Czy krew może być błękitna? Właśnie tak ją widzimy np. na przegubie dłoni. To złudzenie. Ta odtlenowana krew żylna tylko wygląda na niebieską, bo widzimy ją przez kilka warstw tkanek, które filtrują kolor. Wrażenie niebieskiego koloru może też brać się stąd, że żyły mają nieco inną budowę niż tętnice. Nie mamy dwóch rodzajów krwi – tej żylnej i tej tętniczej. Mamy jedną krew, która przepływa przez nasze ciało.

Podobnie jak inne narządy, nasz układ krwionośny z upływem czasu oraz w wyniku chorób zaczyna szwankować. Kiedy, dla przykładu, cierpimy na powszechną ostatnio wadę serca – migotanie przedsionków – część krwi zatrzymuje się w komorze serca. Powstały zakrzep, jeśli trafi znów do krwioobiegu i zacznie w nim wędrować, może spowodować udar mózgu. W Polsce co 8 minut ktoś doznaje udaru. Rocznie dotyka on 70 tysięcy osób, 30 tysięcy z jego powodu umiera. To obecnie trzecia przyczyna zgonów i główny powód niepełnosprawności u ludzi po 40. roku życia. Zawał serca i inne choroby układu krwionośnego od lat zajmują niechlubne pierwsze miejsce na liście schorzeń Polaków. Robi się wiele, by temu zapobiec, zaleca się m.in. profilaktyczne przyjmowanie leków przeciwzakrzepowych – rozcieńczających krew. Pozytywne znaczenie ma też propagowanie zdrowego stylu życia: ruchu, odpowiedniej diety, unikania stresów.

Na ostatnim kongresie Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego zaprezentowano wyniki badań, które mówią, że od grupy krwi zależy stopień ryzyka wystąpienia chorób układu naczyniowego. Grupy krwi odkrył w 1901 r. austriacki lekarz Karl Landsteiner. Zauważył on, że na krwinkach występują dwa antygeny, które powodują, iż zlepiają się one ze sobą. Potem inni uczeni – polski prof. Ludwik Hirszfeld i Emil von Dungern – kontynuowali badania nad grupami krwi. Oznaczyli je symbolami A, B, AB i 0. Taka klasyfikacja została przyjęta w 1928 r. przez państwa na całym świecie. Na erytrocytach występuje dużo antygenów, stąd wiele układów krwi. U człowieka opisano ich dotąd aż 32. Najważniejszym jest układ AB0 i Rh. Obecność antygenu A lub B decyduje o przynależności do jednej z czterech podstawowych grup. Grupa krwi, którą dziedziczymy po rodzicach, jest cechą stałą. Może się zmienić tylko po przeszczepie szpiku kostnego. Grupa 0 nie ma antygenu na krwinkach, grupa A ma antygen A, grupa B – antygen B, grupa AB – zarówno antygen A, jak i B. Oprócz nich znaczenie ma także antygen D. Ma go 85 proc. ludzi. Jego obecność określana jest jako Rh+. U pozostałych 15 proc. ten czynnik nie występuje i określane są one jako Rh–. Oznaczanie grupy krwi pacjenta jest obowiązkowe przed każdą operacją czy poważniejszym zabiegiem, w trakcie których może być niezbędna transfuzja. Nie wszystkie grupy krwi łączą się bowiem ze sobą bez kolizji, a konflikt serologiczny może zagrozić życiu. Podobnie zresztą jak potomstwu, które planują partnerzy o wzajemnie „nieznoszących się” grupach krwi. W tym przypadku, niegdyś beznadziejnym, współczesna medycyna już sobie radzi.

Badania prowadzone przez uczonych amerykańskich wykazały, że osoby z grupą krwi AB są średnio o 23 procent bardziej narażone na choroby układu krążenia niż ci z grupą krwi 0. Badania te dowodzą również, że u osób z grupą krwi B ryzyko wystąpienia choroby serca rośnie o 11 proc., a z grupą A – tylko o 5 proc.

Jak to wytłumaczyć? Naukowcy uważają, że znaczenie ma tu większa ilość białek w grupach krwi A, B i AB, co wpływa na jej krzepnięcie. Inne prace wykazują związki grup krwi z ryzykiem chorób. Na przykład osoby z grupą krwi A, które mają podwyższony poziom cholesterolu, mogą wymagać szybszego leczenia niż osoby w takiej samej sytuacji, ale z inną grupą krwi. Istnieją bowiem dowody na to, że grupa krwi A jest związana z wyższym poziomem złego typu cholesterolu, który może zatkać tętnice. Także – z pogorszeniem pamięci i innych funkcji poznawczych. Uczeni dowodzą, że to logiczne, bo znany jest związek między chorobami serca i pogarszaniem się pamięci. Mówi się, że to, co dobre dla serca, jest też dobre dla mózgu i odwrotnie. Grupa krwi AB jest również związana z innymi zdarzeniami naczyniowymi, takimi jak na przykład udar.

Krew z grupy 0 ma niższą krzepliwość i może łatwiej przepływać przez nasze naczynia. Szacuje się, że w Polsce tę grupę ma nieco ponad 40 proc. społeczeństwa (0 Rh+ oraz 0 Rh-). Najrzadsza jest grupa krwi AB, ma ją mniej niż 10 proc. populacji. Jeśli nawet należymy do bezpieczniejszej grupy 0, wcale nie możemy sobie wiele odpuścić. Warto pamiętać, że mniejsze ryzyko nie oznacza stuprocentowej gwarancji w certyfikacie zdrowia wystawionym nam przez naturę. I nie ma „lepszej” czy „gorszej” krwi – każda jest niezbędna do życia.

BWO

 

aaa

 

ruszajmy się

 

Trening obwodowy

Metoda treningu obwodowego znana jest od lat w sporcie wyczynowym. Trening taki (zwany również treningiem stacyjnym lub obwodem stacyjnym) ma wiele zalet i jest bardzo skuteczny. Zrozumiałe zatem, że coraz więcej osób trenujących amatorsko, dla zdrowia lub uprawiających fitness sięga po tę metodę.

Obwód ćwiczebny można dowolnie konstruować, dopasować indywidualnie do własnych potrzeb i skupić się na aspektach istotnych dla konkretnej osoby lub grupy. Łączy on walory treningu siłowego i wytrzymałościowego. W fitnessie nazywany jest również treningiem kardio, bo buduje wydolność krążeniowo-oddechową. Poza tym pozwala skutecznie zwiększać siłę mięśni całego ciała, spalać tkankę tłuszczową, podnosić wytrzymałość ogólną organizmu, zwiększać masę mięśniową, kształtować rzeźbę i sylwetkę. Odpowiednio dobierając ćwiczenia do obwodu, możemy zmieniać proporcję kształtowanych cech i uzyskać pożądane rezultaty.

Trening obwodowy jest bardzo intensywny i krótki. Zazwyczaj wystarczy około 30 minut. Polega on na wykonywaniu serii bezpośrednio następujących po sobie ćwiczeń. Każde kolejne ćwiczenie powinno oddziaływać na inną partię mięśni. Dzięki temu, chociaż wysiłek jest ciągły, nie doprowadzi do przeciążenia żadnej z grup mięśniowych. Na klasyczny obwód składa się od 8 do 15 ćwiczeń, najczęściej trenerzy wybierają 12 różnorodnych następujących po sobie ćwiczeń. Każde z nich dostosowane jest do indywidualnych preferencji. Kiedy zależy nam na rozbudowaniu masy mięśniowej, będą to w szczególności ćwiczenia siłowe z obciążeniem, np. z wykorzystaniem hantli, sztangi, atlasu do ćwiczeń itp. Gdy chcemy skupić się na redukcji tkanki tłuszczowej, dobieramy ćwiczenia typu kardio, jak biegi, podskoki, pompki, brzuszki itp. Zasadą jest, że ćwiczenia dobierane są na różne partie mięśniowe naprzemiennie. Przykładowa kolejność ćwiczeń, które mają oddziaływać naprzemiennie i głównie wzmacniają: uda, ramiona, plecy, brzuch, triceps łydki, biceps, grzbiet, klatkę. Dzięki takiemu ułożeniu ćwiczeń możemy nie stosować przerw wypoczynkowych – wysiłek ma wtedy charakter ciągły, a organizm jest cały czas obciążany. Podczas kolejnego ćwiczenia odpoczywają tylko poprzednio ćwiczone partie. Dlatego, pomimo że poszczególne ćwiczenia kształtują siłę poszczególnych partii ciała, cały obwód wzmacnia wytrzymałość. Tym samym zwiększamy ilość pracy fizycznej, szybciej spalamy kalorie i redukujemy tkankę tłuszczową. Dodatkowo ćwiczenia siłowe pomagają wymodelować sylwetkę i ujędrnić miejsca, na które kładziemy szczególny nacisk. Można określić liczbę ćwiczeń, np.: 20 przysiadów, 15 brzuszków, 12 powtórzeń wyciskania sztangi leżąc itd. Innym sposobem jest określenie czasu ćwiczeń, np. ćwiczymy nieustannie przez 30 sekund lub 1 minutę, w zależności od rodzaju i trudności ćwiczenia.

Kiedy bardziej zależy nam na zwiększeniu masy mięśniowej, to w obwodzie należy zastosować ciężkie ćwiczenia siłowe z dodatkowym obciążeniem. Najefektywniej będzie, kiedy podnoszony ciężar zostanie dobrany tak, abyśmy byli w stanie wycisnąć od 6 do 15 powtórzeń. Trening tego typu można wykonać w siłowni. Obwody ćwiczebne polecane są w szczególności początkującym – będzie to wystarczający bodziec do rozrostu mięśni i szybko przyniesie pożądane efekty. Jednak przyrost masy mięśniowej widoczny będzie tylko w początkowej fazie i do pewnego momentu. Dalsze nadbudowywanie mięśni będzie wymagało zastosowania innych metod.

Kiedy chcemy trening skierować na kształtowanie wytrzymałości lub po prostu spalić więcej kilokalorii, stosujemy w obwodzie przewagę ćwiczeń wydolnościowych (kardio), bazujących na ruchach cyklicznych. To np. bieganie, jazda na rowerku, podbieganie po schodach, pajacyki, wiosłowanie, skakanie na skakance, przysiady, brzuszki, grzbiety, pompki, padnij-powstań itp. Ćwiczenia mogą mieć charakter całościowy (pracuje wtedy całe ciało lub większość partii mięśniowych) lub mogą oddziaływać na jedną partię mięśniową.

Jedyną wadą obwodu może być zajmowanie wielu stanowisk ćwiczebnych lub czekanie w kolejce do przyrządu. Niekoniecznie sprawdzi się więc w zatłoczonej siłowni. Zaletą na pewno jest to, że obwód stwarza możliwość ćwiczenia w kilka osób naraz, czyli świetnie sprawdza się na zajęciach grupowych. Ćwiczących może być maksymalnie tyle samo co stanowisk – wszyscy ćwiczą równocześnie, np. przez jedną minutę, a następnie sprawnie (około 15 sekund) zajmują następne w kolejności stanowisko. Należy wtedy stacje ponumerować, by znany był kierunek przechodzenia.

Początkującym radziłbym rozpocząć od jednego obwodu i z czasem zwiększyć do 2-3 powtórzeń całości. Docelowo podręcznikowy obwód składa się z 12 ćwiczeń (stacji) z 10-20 powtórzeniami (w zależności od ćwiczenia) lub jest 30-sekundową pracą o wysokiej intensywności, na tzw. maksa. Pomiędzy ćwiczeniami stosuje się 10-15 sekund przerwy – jest to czas potrzebny jedynie do zmiany ćwiczenia lub przejścia na kolejne stanowisko. Zmiana ćwiczenia powinna być możliwie najszybsza, a przerwa pomiędzy ćwiczeniami jak najkrótsza. Po całym obwodzie najczęściej stosuje się 1 minutę przerwy. Całość powtarza się 4 razy (4 obwody). To wzorzec, do którego powinniśmy dążyć. Pamiętajmy natomiast, że zaletą obwodu jest to, że możemy go dowolnie modyfikować, dostosowując wszystkie parametry treningu do swoich potrzeb. Można dodawać lub odejmować ćwiczenia lub powtórzenia obwodów, zwiększać lub zmniejszać obciążenie lub intensywność, by dostosować ją do potrzeb. Co jakiś czas należy również zmieniać ćwiczenia w obwodzie, by nie doprowadzić do monotonii i w nieco inny sposób kształtować mięśnie. Zmiana zwiększy również reakcję organizmu, co oznacza większe i szybsze rezultaty. Aby dobrze skonstruować trening obwodowy, trzeba nie tylko znać ćwiczenia, lecz stosować podstawowe zasady konstruowania takiego treningu.

Zasady treningu obwodowego

– W obwodzie stosuje się kilka różnorodnych ćwiczeń.

– Ćwiczenia powinny naprzemiennie obciążać różne partie ciała.

– Brak przerw wypoczynkowych pomiędzy ćwiczeniami.

– Krótka przerwa wypoczynkowa pomiędzy obwodami.

– Wykorzystanie różnorodnego sprzętu – przyrządów i przyborów – uatrakcyjnia trening obwodowy.

– Obciążenie: rodzaj ćwiczeń, intensywność i czas trwania dostosować należy indywidualnie do potrzeb i możliwości.

Zalety treningu obwodowego

– Bardzo wysoka intensywność.

– Indywidualny dobór ćwiczeń.

– Rozwój wszystkich głównych grup mięśniowych.

– Wszechstronny rozwój cech fizycznych, w tym siły i wytrzymałości.

– Ciekawy i urozmaicony.

– Szybkie efekty treningowe.

– Stosunkowo krótki czas trwania.

– Dobrze stosowany nie powoduje przeciążeń mięśniowych.

– Efektywnie spala kalorie i pomaga w zrzucaniu zbędnych kilogramów.

– Pozwala modelować sylwetkę.

Przykładowy obwód ukierunkowany na siłę i masę mięśniową

Przysiady ze sztangą – mięśnie nóg.

Wyciskanie hantli w siadzie – mięśnie obręczy barkowej.

Brzuszki na ławce skośnej z obciążeniem – mięśnie brzucha.

Wyciskanie hantli na ławce płaskiej – mięśnie piersiowe.

Ściąganie wyciągu na plecy – mięśnie pleców.

W leżeniu przodem na ławeczce ugięcia w stawie kolanowym z przyciągnięciem obciążonych nóg w stronę pośladków – mięśnie nóg.

Ugięcia ramion w stawie łokciowym ze sztangą łamaną – biceps.

Wznosy kolan w zwisie – mięśnie brzucha.

Wyciskanie sztangi w leżeniu na ławce skośnej – mięśnie piersiowe.

Wyprosty nóg w siadzie z obciążeniem – mięśnie nóg.

Wyprosty ramion z linką wyciągu – triceps.

Martwy ciąg – mięśnie grzbietu.

Przykładowy obwód ukierunkowany na modelowanie sylwetki i spalanie tkanki tłuszczowej

Wypady – mięśnie nóg, pośladków.

Wioślarz – mięśnie nóg, ramion, pleców.

Pompki z kolan (damskie) – mięśnie piersiowe.

Jazda rolką trzymaną w rękach, w przód i w tył – mięśnie brzucha.

Skakanie na skakance – mięśnie nóg, przedramion.

Bieg na bieżni – mięśnie nóg.

Rozpiętki na ławce z obciążeniem – klatka piersiowa.

Wyprosty tułowia z ławeczki skośnej, tzw. grzbiety z obciążeniem – mięśnie grzbietu.

Skoki na podest – mięśnie nóg.

Naciąganie gumy w tył w opadzie tułowia – triceps.

Przykładowy obwód bez przyborów, do wykonania w domu

Przysiady – mięśnie nóg.

Pompki – mięśnie piersiowe.

Wznosy nóg w górę – mięśnie brzucha.

Grzbiety – mięśnie grzbietu.

Skoki na podest – mięśnie nóg.

Pompki francuskie – triceps.

Brzuszki klasyczne – mięśnie brzucha.

Pajacyki – mięśnie nóg i ramion.

Ugięcia ramion z obciążeniem
– biceps.

Padnij-powstań – mięśnie nóg.

Deska – mięśnie brzucha i ramion.

Pamiętajmy, aby przed rozpoczęciem obwodu wykonać 10-minutową rozgrzewkę, a po treningu przynajmniej 5-minutowe rozciąganie mięśni, które pracowały. Dobrze przygotowany trening obwodowy daje dużo satysfakcji z wykonanej pracy fizycznej. Bardzo szybko można zauważyć poprawę ogólnej sprawności i kondycji. Warto spróbować ćwiczeń metodą obwodową, jeśli zależy nam na uzyskaniu efektów w stosunkowo krótkim czasie.

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

 

Pozycyjny remis

Pojęcie „pozycyjny remis” jest bardzo szerokie i obejmuje kilka typów pozycji. Pierwsza grupa to elementarne końcówki, między innymi z dużą materialną przewagą, które przy prawidłowej grze słabszej strony są nie do wygrania. Przykładowe pozycje: goniec i skrajny pion na samego króla przy tzw. złym rogu, niektóre końcówki hetman przeciwko wieży i pionkowi, dwa skoczki przeciwko samotnemu królowi itd. A oto taka sytuacja, jedna z mniej znanych:

Wariant z partii A. Indjic – A. Motylew

Moskwa 2017

Białe: Kb6, Se5, Sf4, f6

Czarne: Kf8, Wa8, h2

Po forsownym wariancie 1.Se6+ Kg8 2.f7+ Kh8 3.Sg6+ Kh7 4.f8H W:f8 5.Sg:f8+ Kg8 6.Sd7 h1H na szachownicy pozostaje hetman, który walczy z parą skoczków. Kiedyś w podręcznikach taka pozycja była przedstawiana jako wygrywająca. Obecnie tablice Nalimowa autorytatywnie wykazują, że sytuacja jest remisowa, a skoczki w dodatku wcale nie muszą się wzajemnie bronić! Być może jest to jedyna pozycja, w której zdjęcie hetmana z szachownicy nie zmienia oceny, bo jak wiemy, same dwa skoczki na króla też nie wygrywają. Przy okazji małe wyjaśnienie, co to są tablice Nalimowa. Jest to program, który dokładnie określa ocenę wszystkich sytuacji, gdy na szachownicy jest tylko pięć figur (i niektórych przy sześciu bierkach). W przypadku, gdy pozycja jest wygrana, program podaje, w ilu posunięciach strona silniejsza daje mata.

Dwie inne wersje pozycyjnego remisu to wymuszenie przez stronę słabszą powtarzania posunięć oraz stworzenie przez nią nieprzystępnej pozycji. Są to tematy bardzo popularne wśród kompozytorów szachowych. Tego typu pozycje mogą mieć prosty bądź złożony charakter:

Białe: Ke3, Gb2

Czarne: Ke5, Wd4, Wd8

Jest to jeden z najprostszych przykładów pozycyjnego remisu. Białe ratują pół punktu, chodząc gońcem po polach a1-
-b2-c3. Czarne mogą się rozwiązać wyłącznie po oddaniu całej wieży, ale końcówka – wieża kontra lekka figura – jest remisowa.

L. Kacnelson, A. Socznow

(zakończenie studium, 1977)

Białe: Ka2, a3, b2, c2, e6

Czarne: Ka4, Hh1, a5

Wobec niefortunnej pozycji czarnego króla białe remisują, łącząc groźby matowe z promocją pionka: 1.c4! Grozi 2.b3x 1...Hb7 Na inne obronne ruchy hetmana pionek też rusza naprzód 2.e7 Grozi 3.e8H+ 2...Hb3+ 3.Ka1! Po błędnym 7.Kb1? Hd3+! 8.Ka1 (8.Ka2 H:c4+) 8...Kb3 czarne wygrywają 3...Hb8 (7...He3 8.Ka2) 4.Ka2 Hb3+ 5.Ka1 i czarne muszą powtarzać posunięcia.

D. Gurgenidze

(zakończenie studium, 1972)

Białe: Kd1, Hb3

Czarne: Kb1, Hb2, Wa1, a3

1.Hc4! Wa2 Po 1...Hf2 (g2, h2) 2.Hb3+ wymusza powrót do pozycji wyjściowej. Inne posunięcia nie wchodzą w rachubę z uwagi na 2.Hc2x 2.Hb4! Puenta. Po zabiciu hetmana jest pat 2...Ka1 (2...Wa1 3.Hc4) 3.Hc3! i czarne muszą albo zabić na c3 z patem, albo też po 3...Kb1 4.Hb4 powtarzać ruchy.

A. Kalinin

(zakończenie studium, 1984)

Białe: Kh8, e3, h6

Czarne: Kd3, e4, g6

Białe wymuszają remis poprzez wieczne prześladowanie gońca: 1.Kg7 Gf5 2.Kf6! Gh7 3.Kg7 itd.

W. Korolkow

(zakończenie studium, 1947)

Białe: Kc4, Gg8

Czarne: Kg6, Ga4, Sb5, d4

Białe skutecznie walczą o zdobycie pionka d4, prześladując lekkie figury przeciwnika

1.Kb4 Sc3 2.Kc4 Se2 (2...Sb5 3.Kb4) 3.Kd3 Gd1 4.Kd2 Sc3 5.Kd3 Se2 (5...Sb5 6.Gc4) 6.Kd2 itd. Czarne nie są w stanie opędzić się od białego króla. Remis.

M. Liburkin

(zakończenie studium, 1935)

Białe: Kf1, Se4, g6

Czarne: Kb7, Gc8, Gf8, H6

Z uwagi na „zły” róg białe mogą się uratować, jeśli wymienią skoczka za białopolowego gońca: 1.g7! Gh3+! Po 1...G:g7? 2.Sd6+ sprawa wymiany zostaje załatwiona natychmiast 2.Kf2 G:g7 3.Kg3! Okazuje się, że na przekątnej c8-h3 białopolak nie ma żadnego pola uniemożliwiającego wymianę. Pozostaje więc tylko 3...Gf1 4.Kf2! Historia się powtarza – na przekątnej a6-f1 goniec też nie ma odejścia chroniącego przed wymianą 4...Gh3 5.Kg3 z pozycyjnym remisem.

A. Troicki

(zakończenie studium, 1911)

Białe: Kb5, Ge8, a2, d3, f6, h2

Czarne: Kh8, Wa7, a3, d4, e5, h7

1.Kb6! Przegrywa przestawienie posunięć 1.f7? Kg7 2.Kb6 We7 1...Wa8 2.f7 Kg7 3.Kb7 Wd8 Nie można 3...e4?, bo 4.K:a8 e3 5.f8H+ K:f8 6.Gh5 4.Kc7 Wd5 5.Kc6 Wa5 6.Kb6 Wa8 7.Kb7 i czarna wieża miotająca się po kwadracie a8-d8-d5-a5 nie może uciec przed wiecznym prześladowaniem.

S. Kozłowski

(studium, 1931)

Białe: Kg7, Wf1, e4

Czarne: Kc8, Wa6, Wh6

1.Wf8+ Kd7 2.Wf7+ Ke6 Jedyny sposób na uniknięcie wiecznego szacha 3.Wf5! Powstaje pozycja pozycyjnego remisu. Grozi 4.K:h6. Na odejście wieży po linii „h” nastąpi 4.Wf6+, a powrót czarnego króla na 7. linię prowadzi do powtarzania posunięć.

A. Veiter

(studium, 1941)

Białe: Kb1, Gc2, g5, g6

Czarne: Kb4, We2, Gd6

1.g7 We1+! (1…We8 2.Gh7) 2.Gd1! Ale nie 2.Ka2? Ge5! 2...We8 (2...W:d1+? 3.Kc2) 3.Gh5 Wg8 4.Gf7! W:g7 5.g6 i z trwale unieruchomioną wieżą czarne nie mogą wygrać.

Ryszard Bernard

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w warcaby

W tym odcinku szkolenia zaprezentuję dwie ciekawe partie rozegrane w ostatnim czasie. Pierwsza pochodzi z finału indywidualnych mistrzostw Polski osób niewidomych i słabowidzących.

Ryszard Biegasik – Leszek Stefanek

Finał XXI IMP Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach

16.05.2017 r., Suwałki

1. 32-28 18-22 2. 37-3212-18 3. 41-37 7-12 4. 46-41

 

Rozegrano debiut z partii holenderskiej. Czarne mogły też kontynuować 1-7, ale wybrały inny wariant.

4… 22-27 5. 31x22 18x27 6. 32x21 17x26 7. 37-32 11-17 8. 41-37 17-22 9. 28x17 12x21 10. 33-28

Korzystniej wydaje się wyjść pionem z pola 32.

10… 19-23 11. 28x19 14x23 12. 34-29 23x34 13. 40x29 10-14 14. 39-33 20-25 15. 44-40

Niezrozumiałe zagranie. Białe niepotrzebnie kierują się w stronę bandowych pól, mimo że mają możliwość pójścia do centrum: 15. 44-39.

15… 14-20 16. 50-44 21-27 17. 32x21 26x17 18. 44-39 6-11 19. 38-32

Na ten ruch czekały już czarne. Teraz mają możliwość założenia rogatki.

19… 13-19 20. 32-28 19-24

Czarne złapały przeciwnika w rogatkę. Pozycja jest jeszcze na tyle nierozwinięta, że trudno określić, czy rogatka jest ekonomiczna. Cała gra przed nami.

21. 37-32 1-6 22. 39-34

Podobnie w tej pozycji – lepiej jest zagrać naturalne 22. 40-34 z tą samą ideą co
w partii.

22… 5-10 23. 34-30 25x23 24. 28x30
Jeden ze sposobów uwolnienia się ze związania.

24… 10-14 25. 42-38 2-7

Czarne również niepotrzebnie kierują piony w stronę krótkiego skrzydła, zamiast walczyć o centrum.

26. 33-28 7-12 27. 38-33 9-13 28. 43-38 4-9 29. 49-43 17-22 30. 28x17 11x22 31. 32-27 22x31 32. 36x27 6-11 33. 38-32 11-17 34. 43-38 13-18 35. 47-41 20-25 36. 40-34
Wydaje się, że to właśnie ten ruch był początkiem wszelkich problemów białych. Można było zagrać 36. 41-37 i po wybiciu pozycja jest równa.

36… 14-19 37. 41-36 17-21 38. 33-28 8-13 39. 28-22

Niepotrzebne zaostrzenie i tak już niekorzystnej pozycji.

39… 21-26 40. 48-43

Ruch, który prowadzi do porażki. Należało zagrać pionem z pola 32 w celu przyszłego uproszczenia ciężkiej pozycji.

40. 32-28 15-20

40... 26-31 – po tym ruchu białe znajdują sposób na szybki przeryw do damki: 41. 27-21 16x27 42. 22-17 12x21 43. 38-32 27x38 44. 36x16.

Przez powrót do ruchu po głównej linii białe mogą wycofać piony za pomocą prostej wybitki: 41. 36-31 26x37 42. 27-21 16x27 43. 22x42.

40... 15-20 41. 43-39 20-24 42. 39-33 3-8 43. 33-28 26-31

Bardzo przytomny ruch.

44. 45-40 12-17 45. 22x11 31x42 46. 11-6 42-48

Można próbować na wiele sposobów, ale w każdym wariancie szanse na remis wydają się nikłe.

47. 32-28 48-26 48. 28-23 19x28 49. 30x19 13x24 50. 34-29 24x33 51. 40-34.

Po postawieniu damki jest ona natychmiast łapana: 51. 6-1 25-30 52. 1x12 26x8.

51... 28-32 52. 36-31 26x30 53. 35x24 33-39 54. 6-1 9-14 55. 1x20 25x14.

47. 6-1 48-26 48. 1x17x18x19x9x8 26x8 49. 30x19 13x24 50. 34-29 24x33 51. 40-34 16-21 52. 36-31 21-26 53. 31-27 8-13 54. 27-22 13x30 55. 35x24 25-30 56. 24x35 33-38 57. 35-30 38-43 58. 30-24 43-49 59. 24-19 49-27 60. 19-14 27-4

Czarne wygrały. 0:2

Następna partia pochodzi z turnieju Pucharu Ziemi Lubelskiej.

Marcin Wocial – Leszek Stefanek

XIV Puchar Ziemi Lubelskiej

2.05.2017 r., Firlej

1. 34-30 19-23 2. 30-25 17-22 3. 40-34 11-17 4. 34-30 6-11 5. 31-27 22x31 6. 36x27

W omawianej partii białe szukają niestandardowych zagrań.

6… 1-6 7. 44-40 17-21 8. 49-44

Jedna ze szkół warcabowych wskazuje właśnie na wyższość wyjścia piona z pola 49 zamiast z pola 50.

8… 11-17 9. 33-28

Tym ruchem białe ułatwiają rozwój długiego skrzydła czarnych.

9… 7-11 10. 28x19 14x23 11. 25x14 10x19 12. 39-33 21-26 13. 44-39 5-10 14. 40-34 10-14 15. 45-40 17-21 16. 50-45

Pozycja dopiero się rozwija. Obaj gracze uruchomili swoje krótkie skrzydła, lecz
w nieco inny sposób. Czarne mogą zaatakować piona 27, natomiast białe mogą grać na długie skrzydło czarnych.

16… 14-20 17. 30-25 9-14

Słusznie, bo nie osłabiają swojego skrzydła.

18. 34-30 4-9 19. 39-34 12-17 20. 41-36 8-12 21. 34-29 23x34 22. 30x39 18-23 23. 33-28 12-18

Klasyczna pozycja. Czarne mają więcej temp, co nie jest pożądane w tego typu układzie. Białe natomiast mają słabe swoje krótkie skrzydło.

24. 39-33

Lepsze wydaje się wyjście pionem z 38 w celu zbalansowania liczby pionów na obu flankach.

24… 20-24 25. 37-31 26x37 26. 42x31 21-26 27. 47-42 26x37 28. 42x31 17-22

Tym ruchem czarne ułatwiły białym rozwój ich długiego skrzydła. Zdecydowanie korzystniej było zagrać 17-21.

29. 28x17 11x22 30. 31-26 22x31 31. 36x27 2-7 32. 46-41 7-11

Za szybko zagrany ruch, pion na 11 i tak nie będzie mógł pójść dalej.

33. 41-36 14-20 34. 25x14 9x20 35. 43-39 3-8

Należało kierować się w drugą stronę warcabnicy. Przy próbie wejścia w klasykę można przeprowadzić kombinację.

35... 3-9 36. 33-28 24-30 37. 35x24 19x30 38. 28x8 30-34 39. 40x29 9-13 40. 8x19 18-22 41. 27x18 16-21 42. 26x17 11x44 43. 32-27.

Czarne są bliskie zwycięstwa.

36. 33-28 8-12 37. 48-43 23-29 38. 39-33

Oczywiście nie należało atakować piona z powodu prostej większości.

38. 39-34 18-22 39. 34x25 22x42 40. 40-34 12-17 41. 34-29 24x33 42. 32-28 33x31 43. 26x48.

Pozycja nieco gorsza ze strony czarnych, ale do obrony.

38... 18-23 39. 43-39 12-17 40. 40-34 29x40 41. 35x44 24-29 42. 33x24 20x29 43. 39-33 15-20

Uproszczenie pozycji do remisowej końcówki. Znacznie silniejsze było odejście pionem.

43... 29-34 44. 27-22 23-29 45. 33x24 19x30 46. 38-33 17-21.

Nie należy się spieszyć: 46... 34-39 47. 26-21 16x29 48. 44x35 z szybkim remisem.

47. 26x17 – to chwilowe poświęcenie pozwala czarnym myśleć o zwycięstwie. 47… 34-39 48. 28-23 39x19 z dużą przewagą.

44. 33x15 17-21 45. 26x17 11x42 46. 15-10 42-48 47. 10-5 48-25 48. 5-10 25-48 49. 10-15 48-26 50. 15-47 26-21 51. 44-40 19-24 52. 47x15 23-28 53. 32x23 21x5 54. 40-34 16-21.

Remis. 1-1

Damian Jakubik

 

aaa

 

kultura

 

Bóg, honor, ojczyzna i rodzina

„Czeczen i Polak. Dumny góral z Kaukazu, głęboko wierzący muzułmanin i lokalny olsztyński patriota. Troskliwy mąż i ojciec. Wzór twardej, jakby niedzisiejszej męskości i skłonny do żartów chłopak z sąsiedztwa” – czyli wypisz wymaluj Mamed Khalidow, jeden z najbardziej znanych zawodników mieszanych sztuk walki (MMA) w Polsce. W latach 2009-2011 mistrz w wadze półciężkiej. Aktualny mistrz federacji KSW w wadze średniej.

Znamy go z ringu i licznych wystąpień medialnych, a dzięki Szczepanowi Twardochowi mamy okazję poznać go jeszcze lepiej. Autor nagrodzonej Paszportem Polityki „Morfiny” przeprowadził z Mamedem Khalidovem wywiad rzekę, który wydawnictwo W.A.B. opublikowało pod intrygującym tytułem „Lepiej, byś tam umarł”. I tę książkę dziś Państwu polecam.

O czym Twardoch rozmawia z Khalidovem? Oczywiście o MMA, ale nie tylko. Znany sportowiec opowiada o swoich trzech ojczyznach: Rosji, Czeczenii i Polsce, o islamie, wojnie, nietolerancji. O swojej chorobie, przyjaźni, sensie życia, rodzinie i… jeżdżeniu na ośle. Z tego potoku słów wyłania się obraz niezwykle ciekawego człowieka; człowieka, który ma swoje zasady i który – jak na zawodnika MMA przystało – tak łatwo nie odpuszcza, jest silny, wytrwały, nieco narwany. Ale z drugiej strony – potrafi przyznać się do słabości, okazuje uczucia, jest wrażliwy i serdeczny.

Warto poznać go bliżej. Warto też zainteresować się samym MMA, szczególnie jeśli ktoś chce być na bieżąco, bowiem ostatnimi laty ten sport stał się w naszym kraju bardzo popularny. A dziś, dzięki audiodeskrypcji, oglądanie walki bywa dostępne dla osób niewidomych. Podczas gali KSW 39 Colosseum na PGE Narodowym, która odbyła się w maju br., komentatorzy podawali na żywo wszystkie cenne informacje – od ubioru zawodników, ich ustawienia na ringu, po mimikę trenera. O audiodeskrypcję zadbała fundacja „Katarynka”, a więc by wiedzieć, które walki MMA będą audiodeskrybowane, trzeba śledzić jej działania. Tymczasem, jako wstęp do oglądania zmagań na macie, Twardoch vs. Khalidov. Zapraszamy na ring!

Barbara Zarzecka

Książka „Lepiej, byś tam umarł” Szczepana Twardocha, wydana przez W.A.B. w marcu 2017 r., dostępna jest w księgarniach również w postaci e-booka (formaty epub i mobi).