stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 7 (136) Lipiec 2016

CROSS 7/2016

ISSN 1427-728X

ROK XIV

Nr 7 (136)

Lipiec 2016 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 635 57 94

tel. kom. 668 764 654,
666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Grażyna Wojtkiewicz

Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

 Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa 

Nakład: 900 egzemplarzy

Miesięcznik dofinansowuje

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści:

Nowi mistrzowie

Leszek Stefanek

Nieoczekiwane rozstrzygnięcia na szachownicy

Witalis Sapis

Na krajowych szosach

Mirosław Jurek

Słoneczne zmagania w Bydgoszczy

Mariusz Gołąbek

Ostatni sprawdzian przed ME

Bożena Polak

Chorwacja. Podróż w jedną stronę...

Stanisław Niećko

Zioła i „ziółka”

BWO

Żeglarstwo deskowe

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Damian Jakubik

Cudze chwalimy, swego nie znamy...  

Barbara Zarzecka

 

aaa

 

warcaby

 

 Nowi mistrzowie  

Obecny rok jest dla warcabistów Stowarzyszenia „Cross” jubileuszowy. W dniach 17-27 maja po 12 najlepszych zawodników i zawodniczek walczyło o medale w XX Mistrzostwach Polski Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych. Miejscem rozgrywek był położony nad Jeziorem Durowskim Ośrodek Rehabilitacyjno-Wypoczynkowy „Wielspin” w Wągrowcu.

Po raz pierwszy finały kobiecy i męski rozgrywano w tym samym miejscu i czasie. Niepocieszona mogła czuć się jedynie Ewa Wieczorek, która była uprawniona do gry w obu turniejach i z udziału w jednym z nich musiała zrezygnować. Wybrała finał kobiet.

Turnieje zostały wydłużone w stosunku do lat poprzednich o dwa dni, były więc dziewięciodniowe. Pierwszego i trzeciego dnia zawodów odbyły się po dwie rundy, a w pozostałe dni po jednej. W tym roku zdecydowano o skróceniu tempa gry do 90 minut (dotychczas w finale zazwyczaj obowiązywało tempo 120 minut, raz było nawet dłuższe).

Finał kobiet

W roku ubiegłym Ewa Wieczorek zdeklasowała swoje rywalki. Następną w tabeli Barbarę Wójcik wyprzedziła aż o 5 p. Teraz jednak Wójcik dołączyła do obrończyni tytułu i kandydatki do złota były już dwie. Zawodniczka lubelskiego „Hetmana”, aktualna mistrzyni Europy, rozpoczęła od pięciu zwycięstw! Już w pierwszej rundzie pokonała zwyciężczynię półfinału Joannę Malcer, a w następnych rozprawiła się kolejno z nową koleżanką klubową Haliną Jasińską, Barbarą Gołębiowską-Frygą, Teresą Bonik i Haliną Kasperczyk. Dopiero w szóstej rundzie zatrzymała ją walcząca o kolejny brąz Ewa Grabska. Remis w tej partii sprawił, że Wójcik została doścignięta przez Ewę Wieczorek, która straciła punkt już w trzeciej rundzie w partii z Malcer, ale więcej strat, jak na razie, nie poniosła. Zatem po sześciu rundach Wójcik i Wieczorek miały po 11 p. i było oczywiste, że tylko one liczą się w grze o złoto.

Pozostałym zawodniczkom została walka o najniższy stopień podium. Największe na to szanse miały Grabska i Malcer, które zgromadziły po 8 p. Tuż za nimi z 7 p. plasowała się Maria Górzna. W siódmej rundzie liderki zgodnie wygrały swe pojedynki (Wójcik z Dapkiewicz, a Wieczorek z Kasperczyk). Remis Górznej z Grabską wykorzystała Malcer, która po zwycięstwie nad outsiderką Jasińską wysunęła się na medalowe miejsce. Kolejna runda nic nie zmieniła w układzie sił. Wójcik wygrała z Górzną, a Wieczorek z Grabską. Szansy na powiększenie przewagi nad konkurentkami do medalu nie wykorzystała Malcer, ulegając niespodziewanie Gołębiowskiej.

I wreszcie w dziewiątej rundzie pretendentki do złota spotkały się w grze bezpośredniej. Ten pojedynek decydował o tytule. Trudno było przewidzieć, dla kogo może być korzystniejszy ewentualny remis. Zależało to od końcowego układu tabeli (Wieczorek musiałaby kibicować Grabskiej, a Wójcik – Malcer). Takie kalkulacje okazały się jednak zbędne, gdyż w partii liderek pokojowego rozstrzygnięcia nie zanotowano. Barbara Wójcik z zimną krwią wykorzystała przewagę pozycyjną i po raz kolejny pokonała Ewę Wieczorek (poprzednio we wrześniu 2015 roku w mistrzostwach Europy), czym udowodniła, że jej ostatnie sukcesy nie są dziełem przypadku.

Wójcik do pełni szczęścia potrzebowała jeszcze jednego zwycięstwa w dwóch ostatnich partiach. Basia nie czekała do ostatniej chwili i już w przedostatniej rundzie postawiła kropkę nad i, wygrywając z Barbarą Kacprzak. W ten sposób zapewniła sobie pierwszy w karierze tytuł mistrzyni Polski.

Ciekawą walkę o brąz stoczyły Grabska i Malcer. Los okazał się dobrym reżyserem, bo o medalu decydował ich bezpośredni pojedynek w ostatniej rundzie mistrzostw. Remis urządzał Malcer, Grabska musiała wygrać. Partia miała wyrównany przebieg i toczyła się najdłużej. Obie panie zakończyły zatem finałowe zmagania jako ostatnie. W remisowej końcówce Asia nie wytrzymała presji, popełniła kilka błędów i ostatecznie to Ewa Grabska mogła trzeci rok z rzędu cieszyć się brązowym medalem. Asi pozostaje jeszcze szansa na medal w finale szachowym, który wkrótce również rozegrany zostanie w Wągrowcu.

Tylko cztery czołowe zawodniczki finału zanotowały rezultat powyżej 50 proc. Oprócz tej czwórki można wyróżnić Irenę Wnuk, która zajęła wysokie 5. miejsce i znacznie poprawiła ranking (+22). Warto wspomnieć, że zwyciężczyni, Barbara Wójcik, zyskała aż 43 p. rankingowe! Poniżej oczekiwań wypadły obie zawodniczki „Jaćwinga” Suwałki – Petronela Dapkiewicz i Teresa Bonik, a także Maria Górzna („Sudety” Kłodzko), która w ostatnich sześciu partiach zdobyła tylko 2 punkty.

Rozgrywki kobiet sędziował Leszek Łysakowski.

Finał mężczyzn

 Znowu w finale nie zagrał Jan Sekuła. Zabrakło także srebrnego medalisty z 2015 roku – Andrzeja Jagieły. Zastąpili ich rezerwowi – Bernard Olejnik i Wacław Morgiewicz. Jedynym debiutantem był najstarszy w stawce Antoni Ignatowski. Do głównych faworytów zaliczani byli: obrońca tytułu Leszek Stefanek, Stanisław Jędrzycki, Józef Tołwiński i Marek Maćkowiak. O niespodziankę mógł postarać się często grający w turniejach open Edward Twardy. Realnym celem dla pozostałych była walka o górną połówkę tabeli, gdyż zgodnie z ostatnio zatwierdzonymi zmianami tylko zajęcie lokaty w czołowej szóstce MP gwarantuje miejsce w kadrze Stowarzyszenia „Cross”.

Turniej rozpoczął się od sporych niespodzianek. Już w pierwszej rundzie w derbowym pojedynku Mikołaj Fiedoruk pokonał Józefa Tołwińskiego, a debiutant Antoni Ignatowski urwał punkt Markowi Maćkowiakowi. W derbach Kłodzka punkt z Edwardem Twardym stracił Stanisław Jędrzycki. W drugiej rundzie kolejne straty ponieśli Jędrzycki i Tołwiński – po remisach – odpowiednio z Ignatowskim i Morgiewiczem. Po dwóch rundach nie było już zawodnika z kompletem punktów. W czwartej rundzie doszło do kuriozalnego pojedynku Sitarz – Stefanek. Wygrał ten drugi i na moment objął samodzielne prowadzenie. Obaj zawodnicy popełnili w tej partii tyle błędów, że wystarczyłoby na co najmniej dwa turnieje.

Na półmetku, po sześciu rundach, na czele tabeli znajdowali się Jędrzycki i Stefanek (po 9 p.) przed Tołwińskim (8) oraz Fiedorukiem i Maćkowiakiem (po 7). Teoretycznie najłatwiejszy dystans miał przed sobą Stefanek, który grał już ze wszystkimi najgroźniejszymi rywalami. Życie po raz kolejny rozminęło się jednak z teorią. W siódmej rundzie doszło do dużej niespodzianki w postaci porażki Stefanka z Twardym. Jędrzycki zremisował z Maćkowiakiem, a Tołwiński pokonał Sudera i objął prowadzenie w tabeli. Po ósmej rundzie poznaliśmy praktycznie skład podium. Na fotelu lidera zasiadł Jędrzycki po wygranej z Fiedorukiem. O punkt wyprzedzał Tołwińskiego i Stefanka. Czwarty, Morgiewicz, tracił już do podium 2 p. i miał przed sobą trudnych rywali. Dziewiąta runda przyniosła zwycięstwa liderom. Jędrzycki wygrał z Sitarzem, a Tołwiński z Maćkowiakiem. Stefanek mimo przewagi nie zdołał pokonać Fiedoruka i w praktyce stracił szansę na obronę tytułu.

W przedostatniej odsłonie doszło do pojedynku na szczycie. Jędrzycki wykazał w nim swą wyższość nad Tołwińskim i był już o mały krok od końcowego triumfu. W ostatniej rundzie wystarczał mu remis z Morgiewiczem. Niespodzianki nie odnotowano i zawodnik „Sudetów” Kłodzko, mieszkaniec Środy Śląskiej, były wicemistrz Polski open, sięgnął po swój pierwszy tytuł w gronie warcabistów słabowidzących.

Zwycięstwo Jędrzyckiego należy uznać za zasłużone. Jako jedyny nie poniósł w turnieju porażki, zmusił do kapitulacji aż sześciu rywali. W niczym nie przypominał tego pasywnego, bezbarwnego Jędrzyckiego sprzed dwóch lat, a zwłaszcza sprzed roku, kiedy to szybko remisował, nie wykazując często woli walki, z której dawniej słynął. Stefanek zagrał słabiej niż przed rokiem i tym razem musiał zadowolić się drugą lokatą. Wykorzystując nieobecność Sekuły, ponownie na podium zameldował się Tołwiński.

Poza medalistami chyba największym wygranym może czuć się Wacław Morgiewicz. Organizator finałów nie planował w nich grać, ale wskutek absencji Sekuły, jako drugi rezerwowy, musiał stanąć do sportowej rywalizacji. Jak się okazało, nie przypadła mu w udziale rola li tylko statysty. Zaczął od mocnego akcentu, wygrywając z Sitarzem. Potem w derbowych pojedynkach zremisował z Tołwińskim i Fiedorukiem. Pierwszej (i jedynej!) porażki doznał dopiero w szóstej rundzie ze Stefankiem. Ostatecznie zajął wysokie 4. miejsce, dzięki czemu zapewnił sobie awans do kadry narodowej i wypełnił normę na pierwszą kategorię warcabową! Morgiewicz w finale wystąpił tylko raz – w 2005 roku – i zdobył wicemistrzostwo Polski. Nie grali jednak wtedy tacy zawodnicy, jak Jędrzycki, Stefanek, Tołwiński czy Maćkowiak. Teraz, gdyby ich zabrakło, mógłby być mistrzem!

Do kadry weszli jeszcze Twardy i Fiedoruk. Twardy już niejednokrotnie pokazał, że stać go na wiele. Ma duże ogranie w turniejach open. Kolejny jednak raz okazało się, że jest daleki od ustabilizowania formy. Ładne zwycięstwa przeplata nieoczekiwanymi porażkami, nie wykorzystując często nawet przewagi materialnej. Fiedoruk zaczął od wygranej z Tołwińskim, by jeszcze tego samego dnia ulec Suderowi. 50-procentowy rezultat uzyskany w pierwszym dniu zawodów utrzymał do końca. Pozostała szóstka zawodników nie osiągnęła progu 50 procent punktów. W tej grupie na pochwałę zasługuje debiutujący w finale Antoni Ignatowski, który urwał punkty kilku znacznie wyżej notowanym przeciwnikom (remisy m.in. z Maćkowiakiem, Jędrzyckim, Morgiewiczem, Twardym i Fiedorukiem).

Rozgrywki mężczyzn sędziował Mirosław Grabski.

Zgodnie z wieloletnią tradycją, jako impreza towarzysząca odbył się też turniej gry błyskawicznej. Wzięło w nim udział 13 osób. Wygrał Józef Tołwiński przed Stanisławem Jędrzyckim i Mikołajem Fiedorukiem. Organizatorzy finałów zadbali, by uczestnicy w przerwach między rozgrywkami nie nudzili się zbytnio. A czasu mieli, jak wspomniałem, sporo. Dużym powodzeniem cieszyły się zwłaszcza fotele do masażu, które często obsługiwał sam dr Edward Twardy. Przez godzinę dziennie do dyspozycji finalistów był też basen, a za niewielką opłatą można było wypożyczyć rower. Wiele osób zdecydowało się na rejs po pięknym Jeziorze Durowskim. Były też wspólne wyjścia, np. do muzeum czy na nocny koncert przy fontannie na rynku w Wągrowcu. Dla wszystkich uczestników zorganizowano ciekawą wycieczkę po Wągrowcu i okolicy. Mieliśmy okazję zobaczyć unikalne, nie tylko w Polsce, skrzyżowanie dwóch rzek – Nielby i Wełny – które przecinają się niemal pod kątem prostym, każda zachowując swój nurt. W Łaziskach koło Wągrowca oglądaliśmy natomiast słynną, wysoką na 10 m piramidę pochodzącego z Wągrowca rotmistrza Franciszka Łakińskiego, kawalera Orderu Virtuti Militari, bohatera wojen napoleońskich. Podczas budowy grobowca wzgórze, na którym stanął, obsadzono sosnami. Rotmistrz miał powiedzieć, że Polska odzyska niepodległość, gdy sosny przerosną piramidę. Słowa te spełniły się po zakończeniu I wojny światowej.

W miejscowości Tarnowo Pałuckie (5 km od Wągrowca) zwiedziliśmy najstarszy w Polsce kościół zbudowany wyłącznie z drewna. Powstał on w XIV wieku. Wewnątrz znajduje się najwspanialszy w Polsce zespół polichromii, które zdobią całe wnętrze – nawę główną, prezbiterium, zakrystię oraz częściowo drzwi wejściowe. Kościół ten, p.w. św. Mikołaja, jest czynny do dziś, odbywają się w nim co tydzień msze i nabożeństwa.

Uczestnicy mistrzostw organizowali też sobie czas we własnym zakresie. Pogoda sprzyjała, więc niektórzy obeszli wokół Jezioro Durowskie (długość linii brzegowej to 11 km!). W pieszych wycieczkach brylował niezmordowany Antoni Ignatowski, człowiek, o którym można bez cienia przesady powiedzieć, że ... wiele w życiu przeszedł. Wieczorami często śpiewał i przygrywał na gitarze znany wielkopolski artysta Marek Maćkowiak. Jeśli do tego dodamy smaczne jedzenie, jakie nam serwowano i bardzo dobry kwaterunek (domki wśród sosen!), można stwierdzić, że mieliśmy podczas finałów w Wągrowcu prawdziwe warcabowe wczasy.

Leszek Stefanek

XX Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych

17-27 maja 2016 r., Wągrowiec

Kobiety

1. Barbara Wójcik („Hetman” Lublin) 20 p.

2. Ewa Wieczorek („Victoria” Białystok) 19 p.

3. Ewa Grabska („Łuczniczka” Bydgoszcz) 14 p.

4. Joanna Malcer („Warmia i Mazury” Olsztyn) 12 p.

5. Irena Wnuk („Sudety” Kłodzko) 10 p.

6. Petronela Dapkiewicz  („Jaćwing” Suwałki) 10 p.

7. Barbara Gołębiowska-Fryga („Atut” Nysa) 10 p.

8. Maria Górzna („Sudety” Kłodzko) 9 p.

9. Teresa Bonik („Jaćwing” Suwałki) 9 p.

10. Barbara Kacprzak („Syrenka” Warszawa) 9 p.

11. Halina Kasperczyk („Atut” Nysa) 8 p.

12. Halina Jasińska („Hetman” Lublin) 2 p.

Mężczyźni

1. Stanisław Jędrzycki  („Sudety” Kłodzko) 17 p.

2. Leszek Stefanek („Hetman” Lublin) 15 p.

3. Józef Tołwiński („Victoria” Białystok) 14 p.

4. Wacław Morgiewicz („Victoria” Białystok) 12 p.

5. Edward Twardy („Sudety” Kłodzko) 11 p.

6. Mikołaj Fiedoruk („Victoria” Białystok) 11 p.

7. Zenon Sitarz („Podkarpacie” Przemyśl) 10 p.

8. Ryszard Suder  („Warmia i Mazury” Olsztyn) 10 p.

9. Marek Maćkowiak („Tęcza” Poznań) 9 p.

10. Bernard Olejnik („Warmia i Mazury” Olsztyn) 8 p.

11. Krzysztof Furtak („Hetman” Lublin) 8 p.

12. Antoni Ignatowski („Jaćwing” Suwałki) 7 p.

Leszek Stefanek

 

aaa

 

szachy

 

Nieoczekiwane rozstrzygnięcia na szachownicy  

Malowniczo położony wśród lasów sosnowych nad Jeziorem Durowskim ośrodek „Wielspin” w Wągrowcu gościł szachistów walczących w finale mistrzostw Polski niewidomych i słabowidzących. Dzięki swej lokalizacji i idealnej ciszy sprzyjającej koncentracji jest doskonałym miejscem dla imprez szachowych.

Mistrzostwa zgromadziły wielu utytułowanych zawodników. Korony bronił aktualny mistrz świata Jacek Stachańczyk (cztery tytuły mistrza Polski). Wystąpiło też kilku byłych mistrzów Polski: Piotr Dukaczewski (dziesięć tytułów), Ryszard Suder (sześć tytułów) i Tadeusz Żółtek (jeden tytuł). W turnieju uczestniczyli także aktualny wicemistrz świata juniorów Adam Czajkowski oraz Teresa Dębowska, dziesięciokrotna mistrzyni Polski kobiet. Zabrakło jedynie aktualnego mistrza Europy Marcina Tazbira.

Grano systemem kołowym, czyli każdy z każdym, na dystansie 11 rund. Tempo gry wynosiło 90 minut plus 30 sekund na każde posunięcie. Faworytami byli niewątpliwie Jacek Stachańczyk i Piotr Dukaczewski. Do roli czarnego konia można było typować Adama Czajkowskiego, nie należało też lekceważyć Ryszarda Sudera i Marka Maćkowiaka. Los sprawił, że Stachańczyk i Dukaczewski spotkali się już na starcie turnieju.

 

Jacek Stachańczyk – Piotr Dukaczewski, 1. runda

1. c4 c5 2. Sc3 g6 3. g3 Gg7 4. Gg2 Sc6 5. Sf3 e5 6. O-O d6 7. a3 Sge7 8. Wb1 Ge6 9. d3 h6 10. Gd2 O-O 11. b4 Wb8 12. b5 Sd4 13. Se1 Hd7 14. e3 Sdf5 15. Sd5 Gxd5 16. cxd5 h5 17. a4 b6 18. Sc2 Kh7 19. Gh3 Hb7 20. e4 Sd4 21. Sxd4 exd4 22. Gf4 Wbd8 23. Gg5 f6 24. Gd2 Sg8 25. Ge6 Sh6 26. Gxh6 Gxh6 27. f4 Wh8

Przewagę osiągnął Stachańczyk, ale w kluczowym momencie nie zdecydował się na atak poprzez 28. f5, co prowadziło do odkrycia pozycji czarnego króla i uzyskania dużych szans na zwycięstwo.

28. Kg2 Kg7 29. Wb2 He7 30. Hb3 Wdf8 31. h3 Wh7 32. Kf3 g5 33. fxg5 fxg5+ 34. Gf5 Kh8 35. Kg2 1/2-1/2

W obliczu niedoczasu zawodnicy zgodzili się na remis, choć białe do końca zachowywały lepszą pozycję.

Dukaczewski, podbudowany obroną trudnej pozycji, wygrał kolejno z: Dębowską, Żarowem, Kulpińskim, Falkowskim i objął samodzielne prowadzenie w turnieju.

Jak się później okazało, w pierwszej rundzie spotkali się też dwaj medaliści: Adam Czajkowski i Marek Maćkowiak. Po niezbyt dokładnie rozegranym przez czarne debiucie Czajkowski osiągnął dużo lepszą pozycję i zakończył partię wygrywającym 20. Sg5!.

 

Adam Czajkowski – Marek Maćkowiak, 1. runda

1. e4 e5 2. Sf3 Sc6 3. Gb5 d6 4. O-O Gd7 5. c3 Sf6 6. d4 exd4 7. cxd4 Ge7 8. Sc3O-O 9. h3 a6 10. Gd3 Se8 11. He2 g6 12. Sd5 Sg7 13. He3 f6 14. Hh6 Ge6 15. Sxe7+ Sxe7 16. d5 Gd7 17. b3 c5 18. dxc6 bxc6 19. Gb2 c5 20. Sg5 Wf7 21. Hxh7+ Kf8 22. Sxf7 Kxf7 23. Gc4+ d5 24. exd5 Gb5 25. d6+ Gxc4 26. dxe7 Hd2 27. Gxf6 1-0

Do bardzo ważnego dla końcowych wyników rozstrzygnięcia doszło w rundzie czwartej, w której spotkali się dzielący w tym momencie drugie miejsce Czajkowski i Stachańczyk.

 

Adam Czajkowski – Jacek Stachańczyk, 4. runda

1. e4 c5 2. Sf3 d6 3. d4 cxd4 4. Sxd4 Sf6 5. Sc3 Sc6 6. Gg5 e6 7. Hd2 a6 8.O-O-O Gd7 9. f3 b5 10. Sxc6 Gxc6 11. Gd3 Ge7 12. Ge3 d5 13. e5 Sd7 14. f4 Ha5 15. Kb1 Gb4 16. Gd4 Gc5 17. He3 Gxd4 18. Hxd4 b4 19. Se2 Hc5

Czarne gładko pokonały problemy debiutowe i uzyskały dobrą pozycję. Posunięcie 19... Hc5 nie było jednak najdokładniejsze. Należało grać 19... Gb5 lub 19... Sc5, aby pozbyć się groźnego gońca d3. Teraz białe przechwytują inicjatywę.

20. f5 O-O 21. fxe6 fxe6 22. Hh4 h6 23. Hg4

Białe nie znalazły posunięcia 23. Sd4, które dawało im dużą przewagę.

23... Wfe8 24. Hh5 Gb5 25. Sd4 Gxd3 26. Wxd3 Wac8 27. Whd1 Hc7 28. Wg3 Hxe5 29. Hxe5 Sxe5 30. We3 Sg4

Partia przeszła do końcówki z nieco nawet lepszymi szansami dla czarnych. Znajdujący się w sporym niedoczasie Stachańczyk zaproponował remis. Czajkowski ocenił, że pozycja jest na tyle skomplikowana, iż przeciwnikowi trudno będzie wykonywać szybko dobre posunięcia i propozycję odrzucił. Czarne wykonały kilka niedokładności, nie znalazły też posunięcia 36... b3 i musiały pogodzić się z porażką.

31. Wxe6 Wxe6 32. Sxe6 We8 33. Sc7 We2 34. Sxa6 Se3 35. Wg1 Sxc2 36. Wc1 Se3 37. Sxb4 Wxg2 38. a4 Wg4 39. Wc8+ Kf7 40. Wb8 d4 41. a5 Wg1+ 42. Ka2 Wg5 43. a6 Wa5+ 44. Kb3 Ke6 45. Wb6+ Kd7 46. Wb7+ Kd6 1-0

Czajkowski wygrał jeszcze kolejne partie z Dębowską, Żarowem, Kulpińskim i Falkowskim. Wraz z wcześniejszą wygraną z Barnowskim stanowiło to swoisty rekord sześciu wygranych z rzędu.

Po sześciu rundach prowadzili Dukaczewski i Czajkowski – po 5 punktów. Pół punktu mniej mieli Suder i Pawelec. Marek Maćkowiak zgromadził 4 punkty, a dopiero szóste miejsce dzielił Stachańczyk (z Żółtkiem) – po 3,5 punktu.

W siódmej rundzie liderzy wygrali, choć Dukaczewski w rozgrywce z Suderem cały czas musiał bronić gorszej pozycji.

 

Piotr Dukaczewski – Ryszard Suder, 7. runda

1. c4 Sf6 2. Sc3 d5 3. cxd5 Sxd5 4. g3 g6 5. Gg2 Sxc3 6. bxc3 Gg7 7. Sf3 O-O 8. O-O c5 9. d4 Sc6 10. e3 Ge6 11. We1 cxd4 12. cxd4 Wc8 13. Wb1 b6 14. a4 Sa5 15. Sd2 Hd7 16. Wb5 Hc7 17. Ga3 Sc4 18. Sxc4 Gxc4 19. Wb1 Wfd8 20. a5 e6 21. Hd2 b5 22. Wec1 Hd7 23. f4 Gf8 24. Gb2 Ga2 25. Wa1 Wxc1+ 26. Hxc1 Gc4 27. Hc3 Gg7 28. a6 h5 29. Ha5 Gf6 30. Wc1 Wc8 31. Gb7 We8 32. Kf2 Hd8 33. Ha1 Hd7 34. e4 Wd8 35. Ke3 Hc7 36. Wd1 Ge7 37. Kf3 Gf8 38. h3 f5 39. Wc1 Hd7 40. Kg2 Gg7 41. Wd1 Gb3 42. Wd2 fxe4 43. Gxe4 Gd5 44. Gxd5 Hxd5+ 45. Kh2 He4 46. Hd1 Wc8 47. He2 Hxe2+ 48. Wxe2 Kf7 49. Kg2

Czarne stoją wyraźnie lepiej i po spokojnym 49... Gf6 białe czekała bardzo trudna obrona. Poważny błąd pozwala białym na przeprowadzenie małej kombinacji i wyrównanie gry.

49... Wc6 50. d5 exd5 51. Gxg7 Kxg7 52. We7+ Kf6 53. Wxa7 b4 54.Wa8 Wc2+

Proste 54... Kg7 zapewniało czarnym remis. Będący pod wrażeniem wcześniejszej przewagi, Suder przecenia swą pozycję, co prowadzi do katastrofy.

55. Kf3 Wc3+ 56. Kf2 Wa3 57. Ke2 Kg7 58. g4 Wxh3 59. f5 hxg4 60. a7 Wa3 61. f6+ Kxf6 62. Wf8+ Kg5 63. a8H Wxa8 64. Wxa8 Kf4 65. Wb8 Kg3 66. Wxb4 Kh3 67.Kf2 g3+ 68. Kg1 1-0

Także ósma runda nie przyniosła większych zmian. Choć Pawelec uzyskał inicjatywę w partii z Dukaczewskim, to nie potrafił jej zamienić w coś konkretnego.

 

Bartosz Pawelec – Piotr Dukaczewski, 8. runda

1. e4 g6 2. d4 Gg7 3. Sf3 d6 4. Gc4 Sf6 5. Sc3 O-O 6. Gg5 c6 7. e5 Se8 8. He2 d5 9. Gd3 Gg4 10. He3 f6 11. Gh6 Gxf3 12. gxf3 fxe5 13. dxe5 e6 14. Gxg7 Sxg7 15. Se2 Sd7 16. O-O-O Hb6 17. f4 c5 18. h4 Sh5 19. Whg1 Kg7 20. Hf3 Kf7

Teraz białe miały trzy kontynuacje zachowujące przewagę: 21. Hg4, 21. Hg2 i 21. c4. Wybrane przez nie posunięcie odmienia całkowicie obraz gry i daje czarnym decydującą przewagę.

21. f5?? Ke8 22. He3 exf5 23. e6 Sdf6 24. He5 Ke7 25. Sc3 Wad8 26. Wge1 Hd6 27. He2 a6 28.Gxf5 Hf4+ 29. Kb1 Hxf5 30. Sa4 Se4 31. He3 Hxf2 32. Hh6 Hf6 33. He3 Hf4 34. Hb3 b5 35. Sxc5 Sxc5 36. Ha3 b4 37. Ha5 Hd6 38. Hxb4 Sf4 39. Hd4 Scxe6 40. Hg7+ Wf7 0-1

Na dwie rundy przed końcem Dukaczewski zdobył punkt przewagi i sprawa pierwszego miejsca została praktycznie rozstrzygnięta. W dziesiątej rundzie wygrał on jeszcze z Żółtkiem i przy porażce Czajkowskiego z Suderem zdobył jedenasty już tytuł mistrza Polski.

Kluczowy dla rozstrzygnięcia walki o mistrzostwo Polski pojedynek rozegrany został w dziewiątej rundzie.

 

Piotr Dukaczewski – Adam Czajkowski, 9. runda

1. d4 Sf6 2. c4 d6 3. Sf3 g6 4. Sc3 Gg7 5. g3 O-O 6. Gg2 Sc6 7. O-O e5 8. d5 Se7 9. e4 Se8 10. Se1 f5 11. Sd3 c5 12. dxc6 bxc6 13. Gg5 Sf6 14. Hd2 Ge6 15. b3 Hc7 16. Wac1 fxe4 17. Sxe4 Sxe4 18. Gxe4 Sf5 19. Sb4 Sd4 20. Wc3 Gg4!? 

Czarne uzyskały po debiucie wspaniałą pozycję, stawiając skoczka na kluczowym polu d4. Gdyby zagrały posunięcie 20... Hd7 z planem opanowania centrum posunięciem d6-d5, postawiłyby Dukaczewskiego w krytycznym położeniu.

21. Gxc6 e4?

Należało grać 21... Se2+ 22. Kh1 Sxc3 23. Gxa8 i dopiero teraz 23... e4 z przewagą czarnych. Teraz przewaga przechodzi na stronę białych.

22. We3 h6 23. Sd5 Hf7 24. Se7+ Kh7 25.Gxe4 hxg5 26. Gxg6+ Hxg6 27. Sxg6 Kxg6 28.f3 Gh3 29. Wf2 Wae8 30. g4 Ge5 31. Wd3

Białe nie zauważyły wygrywającego 31. f4 i czarne dostają drugie życie.

31... Wf4 32. c5 dxc5 33. We3 Wd8

Fatalny ruch, który pogrzebał szanse na obronę partii i walkę o tytuł mistrza Polski. Po 33... We7 można było się jeszcze bronić.

34. Hd3+ Kf6 35. Hh7 1-0

Na dwie rundy przed końcem Dukaczewski zdobył punkt przewagi i sprawa pierwszego miejsca została praktycznie rozstrzygnięta. W dziesiątej rundzie wygrał on jeszcze z Żółtkiem i przy porażce Czajkowskiego z Suderem zdobył jedenasty już tytuł mistrza Polski.

Oceniając całokształt turnieju, zwycięstwo Piotra było jak najbardziej zasłużone. Nie popełniał dużych błędów i potrafił stwarzać przeciwnikom coraz to nowe problemy. Trudno też było się na niego przygotować, gdyż cały czas zmieniał debiuty.

Drugie miejsce Marek Maćkowiak zapewnił sobie doskonałym finiszem. Po wpadce w pierwszej rundzie, dzięki solidnej grze później nie przegrał już żadnej partii. Co prawda nie wygrał żadnej partii z czołówką (choć przeważał w partiach z Dukaczewskim i Suderem), ale za to bezlitośnie wykorzystał wszystkie błędy zawodników z drugiej połowy tabeli i nie oddał im nawet „połówki”.

 

Marek Maćkowiak – Bartosz Pawelec, 10. runda

1. Sf3 d5 2. d4 Sf6 3. g3 Gf5 4. Gg2 e6 5. O-O Gd6 6. c4 O-O 7. c5 Ge7 8. a3 a5 9. Sc3 b6 10. Sa4 Sfd7 11. Ge3 b5 12. Sc3 c6 13. Wc1 Sa6 14. We1 f6 15. Gd2 e5 16. e4 Gg4 17. exd5 exd4 18. d6 Gxd6 19. cxd6 dxc3 20. Gxc3 b4 21. Gd2 Hb6 22.Hb3+ Kh8 23. Gf4 Sac5 24. Hc4 bxa3 25. bxa3 Hb5 26. Sd4 Hxc4 27. Wxc4 Sd3 28. Wa1 g5 29. h3 S7e5 30. Gxe5 Sxe5 31. Wc3 Gd7 32. Wac1 Wa6 33. Sxc6 Sxc6 34. Gxc6 Gxh3 35. d7 Wa7 36. Wd3 Wd8 37. Wcd1 Kg7 38. f3 Wc7 39. Gb5 Wb7 40. a4 Kf7 41. g4 f5 42. Kh2 fxg4 43. We1 Wc7 44. Wd2 Kf6 45. We8 Wdxd7 46. Gxd7 h5 47. Gb5 Wc3 48. Wf2 Kg6 49. We6+ Kf5 50. Wc6 We3 51. fxg+ Ke5 52. We2 1-0

Trzecie miejsce Czajkowskiego jest oczywiście sukcesem, ale z przebiegu turnieju na pewno pozostał pewien niedosyt. Adam grał bezkompromisowo, remisując tylko jedną partię w ostatniej rundzie. Nawiasem mówiąc, ten remis kosztował go srebrny medal. Gra bardzo aktywne szachy, wymagające dobrego liczenia wariantów. Czasem jednak przecenia możliwości tkwiące w pozycji, co prowadzi do błędów w wyborze kontynuacji. Widać jednak, że cały czas się rozwija i wraz z nabywanym doświadczeniem zdobędzie też kolejne medale w mistrzostwach Polski.

Bardzo dobrą, solidną grę zaprezentował Ryszard Suder. Gdyby nie pechowa porażka w partii z Dukaczewskim, miałby szansę w walce o medale. Zawodnik dobrze orientuje się w niuansach grywanych przez siebie debiutów, prezentując jakby przeciwieństwo podejścia do tego stadium partii  względem reprezentowanego przez Dukaczewskiego. Oba podejścia mają swoje plusy i minusy. Z jednej strony łatwiej przygotować się na zawodnika, który gra swoje ulubione debiuty. A z drugiej trudno jest orientować się w niuansach debiutów, które się zmienia z partii na partię. Wybór podejścia zależy od preferencji gracza.

Piąte miejsce Jacka Stachańczyka to niewątpliwie klęska dla mistrza świata. Oprócz dobrych partii często zdarzały mu się niedokładności i niedoczasy. Brak formy nie pozwolił mu tym razem na zajęcie miejsca na podium.

Tadeusz Żółtek pokazał, że nadal trzeba się z nim liczyć i może być groźny nawet dla najlepszych, czego dowodem partia z Czajkowskim.

 

Adam Czajkowski – Tadeusz Żółtek, 2. runda

1. e4 e6 2. Sf3 d5 3. Sc3 Sf6 4. e5 Sfd7 5. d4 c5 6. dxc5 Sc6 7. Gf4 Gxc5 8. Gd3 f6 9. exf6 Sxf6 10. He2 O-O 11. O-O-O Gd6 12. Gg5 a6 13. h4 Hc7 14. g3 b5 15. h5 b4 16. Sb1 e5 17. Gxf6 Wxf6 18. Gxh7+ Kxh7 19. Sg5+ Kh8 20. Wxd5 Gf5 21. g4 Sd4 22. Hd2 Gxc2 0-1

Bartosz Pawelec na pewno liczył na więcej, choć i tak jego występ należy ocenić pozytywnie. Prezentuje podobny styl gry co Czajkowski. No i niestety też czasem przecenia aktywne możliwości tkwiące w pozycji.

Ciekawą grę zaprezentował debiutujący w finałach Sylwester Barnowski. Stremowany, przegrał co prawda pierwsze trzy partie, ale później już było zdecydowanie lepiej. I niewiele mu zabrakło do zwycięstwa z samym Jackiem Stachańczykiem.

 

Sylwester Barnowski – Jacek Stachańczyk, 6. runda

1. f4 d5 2. e3 Sf6 3. d4 c5 4. c3 Sc6 5. Gd3 Hc7 6. Sf3 g6 7. O-O Gg7 8. Sbd2 cxd4 9. cxd4 O-O 10. Se5 b6 11. Sdf3 Sb4 12. Ge2 Se4 13. Gd2 Hd6 14. a3 Sc6 15. Sxc6 Hxc6 16. Wc1 He6 17. Se5 Sxd2 18. Hxd2 Hd6 19. Wc6 Hd8 20. Wfc1 f6 21. Sf3 We8 22. Wc7 Gd7 23. Ga6 e6 24. g4 Gf8 25. Ge2 Gd6 26. W7c2 He7 27. g5 fxg5 28. Sxg5 h6 29. Sf3 Ga4 30. Wc3 Wf8 31. Gd3 Hf6 32. Hg2 Ge8 33. h4 Kh8 34. Kf2 1/2-1/2

W ostatniej rundzie doszło do niecodziennej sytuacji, gdyż do gry nie stawiło się nieoczekiwanie pięcioro zawodników: Teresa Dębowska, Piotr Dukaczewski, Jacek Stachańczyk, Piotr Kulpiński i Dawid Falkowski (już wcześniej było wiadomo, że w rundzie nie będzie mógł zagrać Zdzisław Żarow). Sąd Koleżeński Stowarzyszenia „Cross” postanowił tę piątkę zawiesić w prawach członkowskich do czasu rozstrzygnięcia sprawy.

 

XLV Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Szachach

27.05-07.06.2016 r., Wągrowiec

1. Piotr Dukaczewski    9 p.

2. Marek Maćkowiak      8 p.

3. Adam Czajkowski     7,5 p.

4. Ryszard Suder  7 p.

5. Jacek Stachańczyk     6,5 p.

6. Tadeusz Żółtek 6,5 p.

7. Bartosz Pawelec         6,5 p.

8. Sylwester Barnowski  3,5 p.

9. Piotr Kulpiński   3 p.

10. Dawid Falkowski       2,5 p.

11. Teresa Dębowska     2 p.

12. Zdzisław Żarow         2 p. 

Witalis Sapis

 

aaa

 

kolarstwo

 

Na krajowych szosach  

W czerwcu miały miejsce dwa ważne wydarzenia kolarskie – XVIII Ogólnopolski Wyścig Tandemowy dla Niewidomych i Słabowidzących o Puchar Prezydenta Poznania oraz szosowe mistrzostwa Polski w Świdnicy. Obie imprezy były dobrą okazją do przeglądu sytuacji i układu sił w krajowym peletonie kolarzy z dysfunkcją wzroku.

Wyścig w Poznaniu składał się z trzech etapów – pierwszy i trzeci odbyły się na Torze Poznań w Przeźmierowie, a drugi, którym była jazda na czas, rozegrano na poligonie Biedrusko. Wyścigowy Tor Poznań to królestwo samochodów, motocykli i gokartów. Przedstawiciele sportów motorowych wykorzystują obiekt na maksa, jeżdżąc niemal od świtu do nocy, co powoduje, że znalezienie wolnego terminu dla innych użytkowników jest bardzo trudnym zadaniem. Na szczęście gestor obiektu Pan Robert Werle, prezes Automobilklubu Wielkopolski, jest bardzo przyjaźnie nastawiony do sportowców z dysfunkcją wzroku i zawsze pozytywnie reaguje na prośby organizatora wyścigu – Ryszarda Kożucha z „Razem” Poznań. To właśnie działacze tego klubu odkryli Tor Poznań dla kolarstwa, a tradycja wyścigów tandemowych w Przeźmierowie liczy już kilkanaście lat. Dzięki przetarciu szlaku przez tandemy Tor Poznań jest obecnie dostępny dla całego środowiska kolarskiego i odbywa się na nim wiele imprez rowerowych, głównie dla amatorów oraz zawodników kategorii masters.

Tor liczy 4083 metry długości oraz 12 metrów szerokości, ma wysokiej jakości nawierzchnię asfaltową, łagodne zakręty i stanowi bardzo dobrą oraz bezpieczną arenę dla rywalizacji kolarzy. Jednak ściganie się na tym obiekcie nie jest wcale takie proste, jak mogłoby się wydawać. Specyfika toru sprzyja rozwijaniu sporych prędkości, co premiuje zawodników dobrze przygotowanych pod względem wytrzymałości szybkościowej. Wytrenowanie tej cechy motorycznej jest dość trudne i wielu, nawet mocnym kolarzom, sprawia dużo kłopotu. Pokonywanie łuków toru przy dużej prędkości oraz częste zmiany szyku jazdy w peletonie spowodowane zakrętami wymagają z kolei wysokich umiejętności technicznych. Przy wietrznej lub deszczowej pogodzie poprzeczka oczekiwań wobec kolarzy automatycznie idzie w górę i zestaw wymaganych kompetencji poszerza się o wytrzymałość siłową i odporność na trudne warunki atmosferyczne.

Historia wyścigów tandemowych na Torze Poznań obfituje w wiele przykładów pogodowych anomalii, lecz 2016 rok zapamiętany będzie pod tym względem pozytywnie, jako że aura sprzyjała kolarzom. Pogoda jest ważna, jednak w historii wyścigu poznańskiego zapiszą się przede wszystkim jego tegoroczni zwycięzcy – reprezentanci KKT „Hetman” Lublin Iwona Podkościelna i Aleksandra Tecław oraz Marcin Polak i Michał Ładosz. Panie nie miały żadnych rywalek w swojej kategorii, lecz walczyły dzielnie z tandemami męskimi i chwała im za wysokie 5. miejsce w klasyfikacji open oraz pokonanie wielu konkurentów. Wśród mężczyzn zdecydowanie dominował duet Polak – Ładosz, który zgarnął całą pulę zwycięstw, wygrywając wszystkie etapy i lotne finisze. Na I etapie (20 okrążeń Toru Poznań) kolejność była następująca:

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin)

2. Piotr Kołodziejczuk – Łukasz Dudko („Warmia i Mazury” Olsztyn)

3. Przemysław Wegner – Artur Korc („Razem” Poznań)

Trzy czołowe tandemy przejechały dystans wyścigu w czasie 01:53:00 z przeciętną prędkością 43,4 km/h. O 30 sekund pokonały duet Piotr Urbanowicz – Robert Kiszka, a nad kolejnymi zespołami uzyskały przewagę liczoną już w minutach. Ten układ sił potwierdził się na II etapie, którym była jazda na czas na dystansie 12 kilometrów, rozegrana w Biedrusku. Wyścig odbył się – na mocy specjalnego zezwolenia wydanego przez wojsko – na 6-kilometrowym odcinku z nawrotem na szosie przecinającej poligon. Tym razem kolejność i czasy były następujące:

1. Marcin Polak – Michał Ładosz 00:13:49,85

2. Przemysław Wegner – Artur Korc 00:13:55,17

3. Piotr Kołodziejczuk – Łukasz Dudko 00:14:35,32

Warto zauważyć, że mistrzowie świata w wyścigu na czas – Polak i Ładosz – uzyskali w Biedrusku imponującą średnią prędkość 52,1 km/h, a drugi na mecie tandem Wegner – Korc przegrał z nimi zaledwie o 5,35 sekundy, co potwierdza wysoki i wyrównany poziom obu duetów w tej konkurencji. Tuż za podium uplasował się damski tandem Podkościelna – Tecław, robiąc wstyd pozostałym pokonanym zespołom męskim. Trzeci etap, rozegrany ponownie na Torze Poznań na dystansie 20 okrążeń, przebiegał pod dyktando trzech najsilniejszych tandemów, które narzucając wysokie tempo (średnia 45,8 km/h), odjechały konkurentom i rozegrały finisz we własnym gronie. Walka była emocjonująca, ale kolejność na mecie taka sama jak na czasówce. Klasyfikacja końcowa XVIII Ogólnopolskiego Wyścigu Tandemowego dla Niewidomych i Słabowidzących o Puchar Prezydenta Poznania przedstawiała się następująco:

1. Marcin Polak – Michał Ładosz 03:56:53

2. Przemysław Wegner – Artur Korc 03:54:17

3. Piotr Kołodziejczuk – Łukasz Dudko 03:54:58

 

W kategorii kobiet zwyciężył tandem Iwona Podkościelna – Aleksandra Tecław z czasem 04:15:51. Nagrodę specjalną dla najstarszego tandemu otrzymał duet Henryk Groszkowski – Robert Płotkowiak, który pomimo szacownego (jak na kolarzy) wieku zajął w wyścigu wysoką 6. pozycję. Obaj panowie są bardzo utytułowani i zasłużeni dla polskiego kolarstwa tandemowego. Henryk Groszkowski ma w swoim dorobku m.in. 5. miejsce w szosowych mistrzostwach świata (2006 rok, pilot Dariusz Flak), 5. miejsce w torowych mistrzostwach Europy (2001, pilot Sylwester Matusiak) oraz tytuł mistrza Polski ze startu wspólnego (2006, pilot Marek Brewiński), natomiast Robert Płotkowiak – jako pilot Krzysztofa Kosikowskiego – to srebrny medalista ME 2003 i uczestnik paraolimpiady w Atenach w 2004 roku, a solo mistrz świata w kategorii masters (2003).

Wyścig poznański, bardzo ważny element krajowego kalendarza kolarskiego, był dla wszystkich startujących dobrym sprawdzianem formy i treningiem przed mistrzostwami Polski.

***

Tegoroczne mistrzostwa odbyły się w terminie 22-26.06 w Świdnicy, a oprócz tandemów o krajowy prymat walczyli najlepsi polscy kolarze z kategorii elita i U23 kobiet oraz mężczyzn, a także juniorki i juniorzy. Wybór miejsca nie był przypadkowy, lecz podporządkowany przygotowaniom do igrzysk, a celem Polskiego Związku Kolarskiego
i organizatorów (KS Ślęża Sobótka MTB Team oraz Lang Team) było znalezienie górzystej rundy przypominającej profilem trasę wyścigu ze startu wspólnego w Rio de Janeiro. Pierwsza konkurencja mistrzostw – wyścigi na czas – odbyła się na 13-kilometrowym odcinku, który juniorki pokonywały jeden raz, tandemy, elita kobiet i juniorzy dwukrotnie, orlicy trzy razy, a elita mężczyzn czterokrotnie. Trasa była pagórkowata, a dodatkowym utrudnieniem był silny wiatr i nierówna nawierzchnia wybijająca zawodników z rytmu. 

Mistrzostwa Polski w szosowym kolarstwie tandemowym, wyścig na czas 22.06.20016 r., Świdnica

Kobiety 

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Tecław  (KKT „Hetman” Lublin) 40:15.12
2. Anna Duzikowska – Natalia Morytko („Warmia i Mazury” Olsztyn) 45:35.95

3. Marta Stramek – Klaudia Kmiołek („Warmia i Mazury” Olsztyn) 47:59.37
Mężczyźni 

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin) 34:22.12

2. Przemysław Wegner – Artur Korc („Razem” Poznań) 34:53.33

3. Piotr Kołodziejczuk – Łukasz Dudko („Warmia i Mazury” Olsztyn) 38:08.23

Wyniki czasówki nie są zaskoczeniem, a wręcz przeciwnie – w pełni odzwierciedlają przedstartowe przewidywania. Jedyną niespodziankę sprawił Henryk Groszkowski, który zajął ostatnie miejsce. Usprawiedliwia go fakt, że przebił gumę, ale trudno go rozgrzeszyć, bo jest „recydywistą” – przytrafiło mu się to na mistrzostwach Polski drugi rok z rzędu.

Po dniu odpoczynku tandemy rywalizowały w wyścigu ze startu wspólnego – kobiety na dystansie 50, a mężczyźni na 75 kilometrów. Organizatorzy przygotowali dla nich, a także dla juniorek i juniorów, 25-kilometrową rundę, nieco krótszą i łatwiejszą od tej przeznaczonej dla Rafała Majki i Michała Kwiatkowskiego oraz ich koleżanek i kolegów z elity. Jednak 6-kilometrowy podjazd, ciągnący się z Bystrzycy Górnej przez Lubachów, Złoty Las i Modliszów, oraz upalna pogoda zrobiły swoje. Już na pierwszym okrążeniu peleton porwał się. Na czele jechał lubelski tandem Adam Brzozowski – Tomasz Bala, a potem, z niewielką stratą, grupka faworytów (medalistów MP 2015) w składzie: Piotr Urbanowicz – Dariusz Wojciechowski, Marcin Polak – Michał Ładosz, Przemysław Wegner – Artur Korc. Za nimi podążała kolejna trójka: duet Iwona Podkościelna i Aleksandra Tecław oraz dwa tandemy olsztyńskie Piotr Kołodziejczuk – Łukasz Dudko i Edward Sartanowicz – Patryk Badura, a za ich plecami trwała zażarta walka o kolejne pozycje. Na drugim podjeździe nastąpiła ponowna selekcja i w czołówce pozostali tylko Polak z Ładoszem oraz Wegner z Korcem. Te dwa tandemy współpracowały zgodnie aż do finałowego podjazdu na trzecim okrążeniu, gdzie nastąpił atak mistrzów świata, którzy na szczycie uzyskali około 30 sekund przewagi nad rywalami. Powiększyli ją na 8-kilometrowym zjeździe do mety i niezagrożeni zdobyli mistrzowski tytuł.

W wyścigu kobiet niespodzianką było 2. miejsce tandemu Stramek – Kmiołek, lecz biorąc pod uwagę fakt, że duet Duzikowska – Morytko specjalizuje się bardziej w konkurencjach torowych, trudno ten wynik uznać za sensację. W rywalizacji mężczyzn na podium stanęli ci sami zawodnicy co w 2015 roku, tylko w innej kolejności – ubiegłoroczni mistrzowie Urbanowicz i Wojciechowski zostali zdetronizowani i spadli na trzecie miejsce.

Ogólnie oceniając, układ sił w polskim kolarstwie tandemowym jest podobny jak rok wcześniej, lecz – co może martwić – czołówka zdecydowanie góruje poziomem nad pozostałymi i brak jest na horyzoncie zawodników, którzy w najbliższym czasie mogliby zagrozić aktualnym mistrzom. Tak więc, szykując się do igrzysk paraolimpijskich w Rio de Janeiro, musimy jednocześnie myśleć o szukaniu młodych talentów, dla których celem będzie Tokio 2020.

Mistrzostwa Polski w szosowym kolarstwie tandemowym, wyścig ze startu wspólnego  

25.06.20016 r., Świdnica

Kobiety 

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Tecław (KKT „Hetman” Lublin) 1:24:09

2. Marta Stramek – Klaudia Kmiołek   („Warmia i Mazury”) Olsztyn +10:15

3. Anna Duzikowska – Natalia Morytko („Warmia i Mazury” Olsztyn) +10:50
Mężczyźni 

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin) 34:22,12

2. Przemysław Wegner – Artur Korc („Razem” Poznań) +01:08

3. Piotr Urbanowicz – Dariusz Wojciechowski („Warmia i Mazury” Olsztyn) + 06:20
Mirosław Jurek

 

aaa

 

biegi

 

Słoneczne zmagania w Bydgoszczy

 Miesiąc to wystarczający czas, by po mistrzostwach na 5 km dopracować formę do walki o tytuły na dłuższym dystansie. 5 czerwca zawodnicy Stowarzyszenia „Cross” stanęli na starcie do Biegu Przedsiębiorcy, żeby walczyć o mistrzostwo na 10 km.

Trasa biegu znajduje się na terenie nowo utworzonej specjalnej strefy ekonomicznej i w ten sposób władze miasta promują okolicę zarezerwowaną pod inwestycje. Organizatorzy wyznaczyli limit 1000 uczestników. Wśród zgłoszonych sporą grupę stanowili crossowscy biegacze. Ponownie na starcie pojawiło się kilka słabowidzących kobiet, ciekawe było więc, czy będą wśród nich jakieś zmiany na podium. U niewidomych mężczyzn „wakat”: nie przyjechał Zbigniew Świerczyński, ubiegłoroczny mistrz na tym dystansie, a to dla startujących oznaczało ciekawą walkę. Czy tak jak w poprzednich latach gospodarz mistrzostw – bydgoska „Łuczniczka” – zgarnie większość tytułów? Wszystko miało się rozstrzygnąć nazajutrz, w niedzielę.

Zawodnicy spoza Bydgoszczy zostali zakwaterowani w hotelu Brda. Po odprawie technicznej czas wolny, start dopiero o 16 następnego dnia, więc niektórzy poszli na spacer po starówce. Jedną z atrakcji, z których warto skorzystać, jest rejs tramwajem wodnym po Brdzie.

Inaczej niż zwykle rozplanowano dzień startu. Śniadanie później, ale za to, żeby nie było za łatwo, bieg odbędzie się, kiedy jest najcieplej. To istotny czynnik modyfikujący wyniki zawodników. Uczestnicy sprawnie dotarli na start. W czasie rozgrzewki niebo zasnuły chmury. Od razu lżej! Ale przed samym startem kapryśna aura znowu się zmieniła, słońce wyjrzało, zaczęło grzać. I tak już zostało.

Po starcie stawka biegaczy szybko się rozciągnęła po płaskiej i nasłonecznionej trasie z kilkoma nawrotami. Taka trasa pozwala orientować się w aktualnej sytuacji. Po 4. kilometrze czekała kurtyna wodna, a po 6. punkt z wodą, co wszystkim dało chwilową ulgę.

W kategorii open wśród kobiet najlepiej pobiegła Magda Szenk z Bydgoszczy, która ukończyła wyścig z czasem 38:40. Wśród mężczyzn zwyciężył bydgoszczanin Marcin Kośmieja (34:53).

Spiker jeszcze przed biegiem kilka razy zwracał uwagę kibiców i sportowców na rywalizację biegaczy z dysfunkcją wzroku, których przewodnicy biegli w pomarańczowych kamizelkach. W kategorii T11 rozegrał się warszawsko-bydgoski pojedynek czterech zawodników – po dwóch z każdego z tych klubów. Do szóstego kilometra biegli blisko siebie. Na czele Mariusz Zacheja z „Syrenki”, za nim bydgoszczanie Adam Kruczkowski i Rafał Machnikowski. Coraz więcej tracili do Mariusza, a czwarty Grzegorz Powałka już dość szybko był bez szans na walkę o miejsce na pudle. Zacheja przekroczył linię mety pierwszy, drugi dobiegł Kruczkowski, który o minutę odstawił Machnikowskiego.

Wśród słabowidzących kobiet także rywalizowały cztery zawodniczki. Pierwsza na mecie była Maria Dobies z Płocka. W tych trudnych warunkach pogodowych potrzebowała 54 minut na ukończenie biegu. Po kolejnych dziesięciu minutach metę minęła Anna Karaś ze Szczecina. Renata Plewińska z Leszna była trzecia. Wszystkie zmęczone, ale szczęśliwe, bo z medalami. Poza podium znalazła się szczecinianka Karolina Borkowska (1:19:58).

Słabowidzących mężczyzn rywalizuje najwięcej. Po trzech kilometrach pięciu walczyło o medalowe miejsca. Pozostali gonili czołówkę, ale już ze sporą stratą. Po nawrocie za szóstym kilometrem prowadził Tomasz Chmurzyński. Drugi, minutę za nim, był Mariusz Gołąbek. Kilkadziesiąt sekund później – Grzegorz Małowiecki. Ma trochę przewagi nad bydgoszczanami Przemkiem Musiałem i Wojtkiem Debnerem. Po kilkunastu minutach wszystko się wyjaśniło. Kolejne mistrzostwo zdobył Chmurzyński, wicemistrzem został Gołąbek. Do końca walczył Musiał. Zaciekle gonił Małowieckiego i zabrakło mu tylko dwóch sekund, by go pokonać i stanąć na podium! Pozostali dobiegali do mety z większymi stratami.

Mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w biegu na 10 km

5.06.2016 r. Bydgoszcz

Kobiety K12 

1. Maria Dobies („Syrenka” Warszawa) 54:48

2. Anna Karaś (Szczecin) 1:06:45

3. Renata Plewińska („Razem na szlaku”) 1:07:58
Mężczyźni T11 

1. Mariusz Zacheja („Syrenka” Warszawa) 48:51

2. Adam Kruczkowski („Łuczniczka” Bydgoszcz) 50:43

3. Rafał Machnikowski („Łuczniczka” Bydgoszcz) 51:44
Mężczyźni T12 

1. Tomasz Chmurzyński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 39:08

2. Mariusz Gołąbek („Jantar” Gdańsk) 40:50

3. Grzegorz Małowiecki  („Syrenka” Warszawa) 43:30

Najlepsi odebrali puchary z rąk wiceprezydent Bydgoszczy oraz gromkie brawa od kibiców i zawodników. Cieszy, że znowu startowały słabowidzące panie. Daje to nadzieję, że na stałe zagoszczą na biegowych trasach. Podziękowania dla przewodników niewidomych biegaczy.

Impreza została dofinansowana przez PFRON w ramach projektu „Tylko dla mistrzów”.

Mariusz Gołąbek

 

aaa

 

kręgle

 

Ostatni sprawdzian przed ME  

Po burzliwych półfinałach na kręgielni w Tomaszowie – nadszedł czas na wyłonienie mistrza w sezonie 2015/16. Od kilku lat rywalizacja jest dwuetapowa. Pierwszy start to eliminacje i walka o ścisły finał, w którym czeka już tylko 6 miejsc. Mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w kręglach klasycznych w tym roku odbyły się w Gostyniu.

Walkę na gostyńskiej sześciotorowej kręgielni jako pierwsi rozpoczęli mężczyźni z kat. startowej B3. Świetne przygotowanie fizyczne i techniczne zaprezentował zawodnik „Hetmana” Lublin Grzegorz Kanikuła. Grał bardzo równo na każdym torze i osiągnął najlepszy wynik eliminacji – 723 kręgle. Tuż za nim uplasował się broniący tytułu mistrza Albert Sordyl z „Pogórza” Tarnów. Trzecie miejsce, po wyrównanej, choć przegranej walce, zdobył Zbigniew Strzelecki z „Karolinki” Chorzów. Do finału, poza tą trójką, zakwalifikowali się: Daniel Jarząb („Tęcza” Poznań), Tomasz Ćwikła („Morena” Iława) i Mieczysław Klimczak („Tęcza” Poznań).

W kolejnych blokach przystąpiły do rywalizacji kobiety z kat.B3. W grupie zdecydowanie dominowała ubiegłoroczna mistrzyni Emilia Sawiniec z „Hetmana” Lublin – 638 p. Do finałowej szóstki zakwalifikowały się jeszcze: powracająca po długiej przerwie Irena Curyło („Pogórze” Tarnów), Monika Grzybczyńska („Omega” Łódź), Jolanta Krok-Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl), Zofia Sarnacka („Warmia i Mazury” Olsztyn), Agnieszka Pokojska („Morena” Iława).

Wśród zawodniczek słabowidzących bardzo dobrą i równą grę na każdym torze pokazała Jadwiga Dudek z „Pionka” Włocławek – 647 p. Wypracowała sobie dość dużą przewagę nad kolejnymi zawodniczkami z kat. B2 – Marią Harazim („Karolinka” Chorzów) i Anną Barwińską („Omega” Łódź). Do walki o medale dołączyły Aleksandra Jarząb („Tęcza” Poznań), Maria Kieloch („Morena” Iława) oraz Jolanta Lewandowska („Pionek” Włocławek).

Po niespodziewanie przegranych tomaszowskich eliminacjach Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) w Gostyniu od początku do końca dominował w swojej kategorii B2, uzyskując wynik 677 p. Próbowali mu dorównać Mieczysław Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) oraz Teodor Radzimierski („Karolinka” Chorzów). Po znakomitym starcie kwalifikacyjnym w Tomaszowie Maz. Władysław Wakuliński („Łuczniczka” Bydgoszcz) uległ im znacząco na tym etapie gry. Do finału zakwalifikowali się również Grzegorz Nowak („Omega” Łódź) oraz Paweł Stefański („Tęcza” Poznań).

W rywalizacji kobiet w B1 prym wiodła od początku Mieczysława Stępniewska z „Omegi” Łódź – 493 p. Bardzo dobrej i doświadczonej zawodniczce wtórowała młoda i mniej ograna, ale za to o dużym potencjale zawodniczka „Łuczniczki” Bydgoszcz Karolina Rzepa, która zajęła drugą lokatę w eliminacjach. Kolejnymi zawodniczkami wchodzącymi do finału były: Regina Szczypiorska („Morena” Iława), Barbara Szypuła („Karolinka” Chorzów), Magdalena Rataj („Łuczniczka” Bydgoszcz) i Jolanta Nowacka („Cross Opole”).

Podobnie jak w kat. B1 pań przebiegała rywalizacja mężczyzn w B1. Zdecydowanym liderem był utytułowany zawodnik „Hetmana” Lublin Zdzisław Koziej, który objął prowadzenie, strącając 547 kręgli. W bardzo dobrej formie pokazał się Szczepan Polkowski („Morena” Iława). Kolejni zawodnicy liczący się w finale to dobrze zapowiadający się Marek Zwolenkiewicz („Karolinka” Chorzów), Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin), Sylwester Dołasiński („Łuczniczka” Bydgoszcz).

Drugi dzień mistrzostw to już ścisły finał i gra najlepszych sześciu zawodników w każdej z sześciu grup startowych. Każdy mógł poprawić swój wynik, odrobić straty bądź utrzymać pozycję lidera, ponieważ liczył się łączny wynik z eliminacji i finału. Od wczesnych godzin porannych przystąpili do rywalizacji zawodnicy z kat.B3. I tu tabela rankingowa się odwróciła. Bardzo równą i na wysokim poziomie grę zaprezentował Zbigniew Strzelecki. Rezultaty eliminacji (711) i finału (724) zliczone razem pozwoliły mu na zdobycie tytułu mistrza Polski. Niestety, gorączki startowej nie wytrzymał Grzegorz Kanikuła (723+672) i musiał zadowolić się srebrnym medalem. Podczas najważniejszego startu również u Alberta Sordyla (712+667) odporność na stres nie była mocną stroną. Ubiegłoroczny mistrz nie obronił tytułu, zajął trzecie miejsce i zdobył brązowy medal. Najlepsi zawodnicy w kraju mieli ogromny niedosyt, ale taki jest sport. Ważne są przygotowanie fizyczne, techniczne, jak również odporność psychiczna, która czasami odgrywa kluczową rolę.

W boju o złoty medal w kat. B3 kobiet rozegrała się zacięta walka do ostatniego rzutu. Obrończyni tytułu z poprzedniego sezonu nie była pisana łatwa wygrana pomimo znaczącej przewagi po pierwszym dniu rozgrywek. Powracająca po dłuższej przerwie spowodowanej problemami ze zdrowiem wielokrotna mistrzyni Polski i Europy nie chciała tak lekko oddać zwycięstwa. Wchodziła na start z dużą stratą do liderki, ale pokazała po raz kolejny swą waleczność, której mogą się uczyć od niej wszyscy kręglarze. Zawodniczki pokazały kibicom, jak mimo stresu trzeba walczyć do ostatniego rzutu. Ostatecznie tytuł mistrzyni Polski obroniła Emilia Sawiniec (638+595), wicemistrzynią została Irena Curyło (595+635) walcząca do końca jak lwica. Brąz zdobyła Zofia Sarnacka (580+595).

Bez większego wysiłku i bez naporu rywali w kat. B2 mężczyzn w dobrym stylu złoty medal wywalczył Mieczysław Kontrymowicz (677+663). Bardzo ładną i równą grę zaprezentował Mieczysław Sabaj (653+641), co dało mu srebrny medal, natomiast brązowy przypadł w udziale Władysławowi Wakulińskiemu (631+630).

Kolejna grupa pań, tym razem w kat. B2, również dostarczała niezwykłych emocji do samego końca rywalizacji. Pewnie czująca się po eliminacjach Jadwiga Dudek znacząco zaczęła tracić swą przewagę. Maria Harazim w pięknym stylu dorównywała przeciwniczce. Obie zawodniczki walczyły do końca, jednak zwyciężyło doświadczenie i odporność psychiczna Jadwigi Dudek (647+623), która ostatecznie zdobyła złoty medal i tytuł mistrzyni Polski. Srebro trafiło do Marii Harazim (624+635), a brąz do wielokrotnej mistrzyni poprzednich lat – Anny Barwińskiej (613+594).

Niespodzianek dużych nie było wśród kobiet w kat. B1. Mistrzynią została najlepsza zawodniczka tego sezonu, grająca bardzo równo Mieczysława Stępniewska (493+472). Drugie miejsce zdobyła Karolina Rzepa (453+451), a trzecie Regina Szczypiorska (437+403).

Zdecydowanie i z dużą przewagą tytuł mistrza Polski zdobył w kat. B1 mężczyzn Zdzisław Koziej (547+586). Bardzo ładną grą, zarówno w eliminacjach, jak i w finale, na miano wicemistrza Polski zapracował Szczepan Polkowski (514+495). O brąz, mimo dużej straty po eliminacjach, walczył do końca i skutecznie Krzysztof Tarkowski (394+407).

Zawody obfitowały w występy na wysokim poziomie, rywalizowano w atmosferze fair play. Możliwość współzawodniczenia w różnych turniejach oraz uczestnictwa szerokiej 30-osobowej kadry w zgrupowaniach z każdym rokiem podnosi poziom sportowy niepełnosprawnych kręglarzy. Mistrzostwa Polski to ostatni ze sprawdzianów dla naszych kadrowiczów przed powołaniem reprezentacji na mistrzostwa Europy w Chorwacji. Po ostatnim zgrupowaniu, które odbywało się na bardzo dobrej gostyńskiej kręgielni bezpośrednio po mistrzostwach, zawodnicy wybrani przez trenerów kadry Bożenę Polak i Izydora Jóźwika otrzymali powołania do reprezentacji.

Reprezentacja Polski na kręglarskie ME 2016

Emilia Sawiniec, Zofia Sarnacka, Jadwiga Dudek, Maria Harazim, Anna Barwińska, Mieczysława Stępniewska, Karolina Rzepa, Regina Szczypiorska, Zbigniew Strzelecki, Grzegorz Kanikuła, Albert Sordyl, Mieczysław Kontrymowicz, Władysław Wakuliński, Stanisław Fortkowski, Zdzisław Koziej, Szczepan Polkowski, Marek Zwolenkiewicz

Zwycięzcy i finaliści MP w kręglach 2016

Kobiety

B1

1. Mieczysława Stępniewska  („Omega” Łódź, 493+472 p.) 965 p.

2. Karolina Rzepa („Łuczniczka” Bydgoszcz, 453+451 p.) 904 p.

3. Regina Szczypiorska („Morena” Iława, 437+403 p.) 840 p.

4. Barbara Szypuła („Karolinka” Chorzów, 365+395 p.) 760 p.

5. Magdalena Rataj („Łuczniczka” Bydgoszcz, 344+372 p.) 716 p.

6. Jolanta Nowacka („Cross Opole”, 315+380 p.) 695 p.

B2

1. Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek, 647+635 p.) 1270 p.

2. Maria Harazim („Karolinka” Chorzów, 624+635 p.) 1259 p.

3. Anna Barwińska („Omega” Łódź, 613+594 p.) 1207 p.

4. Aleksandra Jarząb („Tęcza” Poznań, 580+594 p.) 1174 p.

5. Maria Kieloch („Morena” Iława, 570+587 p.) 1157 p.

6. Jolanta Lewandowska („Pionek” Włocławek, 545+587 p.) 1132 p.

B3

1. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin, 638+595 p.) 1233 p.

2. Irena Curyło („Pogórze” Tarnów, 595+635 p.) 1230 p.

3. Zofia Sarnacka („Warmia i Mazury” Olsztyn, 580+595 p.) 1175 p.

4. Monika Grzybczyńska („Omega” Łódź, 591+562 p.) 1153 p.

5. Jolanta Krok-Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl, 582+568 p.) 1150 p.

6. Agnieszka Pokojska („Morena” Iława, 551+0 p.) 551 p.

Mężczyźni

B1

1. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin, 547+586 p.) 1133 p.

2. Szczepan Polkowski („Morena” Iława, 514+495 p.) 1009 p.

3. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin, 394+407 p.) 801 p.

4. Marek Zwolenkiewicz  („Karolinka” Chorzów, 415+371 p.) 786 p.

5. Sylwester Dołasiński („Łuczniczka” Bydgoszcz, 364+411 p.) 775 p.

6. Jan Kawecki („Pogórze” Tarnów, 352+356 p.) 708 p. 

B2

1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn, 677+663 p.) 1340 p.

2. Mieczysław Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl, 653+641 p.) 1294 p.

3. Władysław Wakuliński („Łuczniczka” Bydgoszcz, 631+630 p.) 1261 p.

4. Teodor Radzimierski („Karolinka” Chorzów, 639+607 p.) 1246 p.

5. Paweł Stefański („Tęcza” Poznań, 605+568 p.) 1173 p.

6. Grzegorz Nowak („Omega” Łódź, 606+558 p.) 1164 p.

B3

1. Zbigniew Strzelecki  („Karolinka” Chorzów, 771+724 p.) 1435 p.

2. Grzegorz Kanikuła („Hetman” Lublin, 723+672 p.) 1395 p.

3. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów, 712+667 p.) 1379 p.

4. Daniel Jarząb („Tęcza” Poznań, 674+691 p.) 1365 p.

5. Tomasz Ćwikła („Morena” Iława, 657+678 p.) 1335 p.

6. Mieczysław Klimczak  („Tęcza” Poznań, 618+701 p.) 1319 p.

Bożena Polak

 

aaa

 

turystyka

 

Chorwacja. Podróż w jedną stronę...

Chorwaci to nasi bliscy krewni. Świadczy o tym język, mówi historia. A cechy charakteru i mentalność mieszkańców tego przepięknego kraju powodują, że czujemy się tam jak w odwiedzinach u kuzynostwa, gdzie na skutek wylewnej gościnności gospodarzy rano boli głowa, a gardło suche nie tylko od gadania do późna.

Język brzmi jak jakiś polski dialekt regionalny. Ma tę samą barwę i melodię, a słowa i całe zdania w dużej części są takie same jak nasze lub bardzo zbliżone. Kiedyś nasi plemienni praprzodkowie zamieszkiwali w sąsiedztwie, na puszczańskich terenach dzisiejszego Krakowa i okolic. W VII wieku plemiona chorwackie wywędrowały na południe. Co było tego przyczyną? Może jakieś waśnie w naszej słowiańskiej rodzinie? A wcześniej, w VI wieku, razem przywędrowaliśmy nad Wisłę ze wschodu. Podobnie los rozporządził Serbami, tyle że ci przyjęli chrześcijaństwo bizantyjskiego rytu od prawosławnych Greków, co bardzo dzieliło i dzieli ich od nadadriatyckich braci. Kiedy nad Adriatyk przybyli Chorwaci, były to tereny wolne i w dużym stopniu puste po upadku cesarstwa rzymskiego, wcześniej rozkwitające przez wieki. Zostały po nim do dziś wspaniałe, dobrze zachowane zabytki: amfiteatry, mosty, pałace, pozostałości miast rzymskich, kolumnady i fora, akwedukty. Trudne i skomplikowane, często dramatyczne były późniejsze losy Chorwatów na nowej ziemi. Średniowiecze to walki z Tatarami, którzy aż tu zapuszczali swoje zagony. Potężny, osobny rozdział to wielowiekowe boje z inwazjami tureckimi na te tereny. Późne średniowiecze i renesans to walki z dominacją Wenecji nad Adriatykiem. W tych trudnych czasach Chorwaci wspierali się pomocnymi związkami politycznymi i współpracą z Węgrami. W XVIII wieku przyszli tu Austriacy, a po I wojnie światowej – Włosi. W czasie II wojny światowej bombardowali miasta chorwackie alianci, bijąc tu Niemców. Po wojnie Chorwacja odbudowała się, ale w komunistycznym zlepku Jugosławii. W 1991 roku wybuchła wojna secesyjno-sukcesyjna z Serbami, która przyniosła wiele zniszczeń i jako bratobójcza – posiała wiele zła.

Teraz wreszcie mają szczęśliwą i piękną ojczyznę. I mówią, że to właśnie dla nich Stwórca uczynił tak cudną krainę, dając całkowity upust swej boskiej wyobraźni w biblijne dni tworzenia świata. A że są narodem bardzo religijnym (kościoły widziałem tu pełne w niedziele), więc to dla nich święta i ważna prawda. Oczarowany, godzę się z tą chorwacką „gnozogenezą”, bo wrażenia i przeżycia tu czerpane są wprost niebiańsko nierealne: Chorwacja z Dalmacją to ziemska replika raju. Ale żeby było ciekawiej, bez monotonii – Chorwacja ma dwie twarze, z których każda to inny rodzaj piękna.

Jedna to dalmatyńskie wybrzeże. Tu zielone wiosną, majestatyczne góry schodzą do morza o niewysłowionym błękicie, a ich złączone stopy tworzą płaski, wąski pas zieleni z palmami, którym biegnie nitka dalmatyńskiej arterii. Na autostradę nie ma tu miejsca. Morze od gór dzieli pasmo złotego nadbrzeża. Nieco szersze miejsca, zatoczki i ujścia rzek pozwalają rozlokować się malowniczym miasteczkom z białego lub kremowego kamienia, z czerwonymi dachami, zawsze z kościółkiem o wyniosłej białej wieżyczce. Wąskie, kręte uliczki pną się po zboczach. Częstokroć półwysep lub przybrzeżna wyspa zajęte są przez miejską zabudowę i otoczone średniowiecznymi murami obronnymi. Ale nie wszędzie takie mogły powstać. Tam, gdzie góry moczą swe stopy w morzu, droga biegnie po krawędzi stromego, wysokiego klifu lub wręcz wyrąbanym w zboczu uskokiem. Ale i tu mija się domy jak jaskółcze gniazda przytulone do prawie pionowych skalnych ścian. Dalmatyński pas mnóstwa wysp i wysepek, ciągnący się wzdłuż wybrzeża, oddziela pełne morze od lądu, tworząc jakby kanał morski o szerokości kilku kilometrów. W zależności od głębokości wody, rodzaju glonów w niej żyjących (mimo że woda jest z bliska kryształowo czysta) i pory dnia – kolory morza to wszystkie chyba możliwe odcienie błękitu i zieleni. Niebo o przejrzystości niebieskiego kryształu łączy się z lazurem morza i tworzy wielki błękit – samoistną potęgę, tajemną, urzekającą osobliwość, żywą i oddychającą. Wyspy są podłużne, ciągną się wzdłuż wybrzeża – od całkiem maleńkich, niezamieszkałych, po duże wyspy z pięknymi zabytkowymi miastami, winnicami, polami uprawnymi, gajami oliwnymi. Są wysepki i całe archipelagi jak z baśni. Na przykład archipelag Wysp Elafickich, wspominany już przez Pliniusza Starszego, składa się z dziesięciu wysepek, które widziane z góry, z magistrali dalmatyńskiej, wyglądają jak buchające zielenią ogrody – rajskie, jeszcze przed stworzeniem człowieka, dziewicze. Są tam jednak maleńkie miasteczka ze słodką wodą i wszelkimi mediami, ale jakby skrywające się przed okiem patrzącym z lądu. Po ich pustawych przed sezonem uliczkach, z niezadeptaną między kamieniami bruku zieloną trawą, leniwie snują się zawsze tylko rude koty. Zaułki urzekają ogródkami z granatami, figowcami, migdałowcami, chlebem świętojańskim, pomarańczami. A wszystko zanurzone w odurzającym, niezwykle mocnym zapachu lawendy, tymianku, ruty, rozmarynu i szałwii.

Druga twarz Chorwacji to jej wnętrze, kraj zielonych wzgórz, z rozległymi, cienistymi dolinami, z błękitnymi żyłkami rzek i oczkami jezior, gdy patrzeć ze wzniesień. Żyzne, nawadniane pola uprawne rodzą nawet dwa razy w ciągu roku. Poniżej sady cytrusowe, śliwkowe, wiśniowe, morelowo-brzoskwiniowe. Na wzgórzach winnice i gaje oliwne. Pośród wzniesień kryją się tajemnicze zamki, ich ruiny, kamienne wioski i miasteczka. Z wieloma parkami przyrody, pełne jaskiń i innych cudowności krasowych.  

Park Narodowy Jeziora Plitwickie

Między górami Mała Kapela a Pljesevica, w pobliżu granicy z Bośnią, leży Park Narodowy Jeziora Plitwickie. Park obejmuje obszar ok.20 tys. hektarów, leży na wysokości od 400 do 1280 m n.p.m. Posiada 16 znacząco większych jezior połączonych niezwykle malowniczymi wodospadami i strumieniami, a także kaniony z dwudziestoma jaskiniami w porośniętych lasami górach. Większych wodospadów jest 92. Wydaje się jednak, że jezior i wodospadów jest dużo więcej. Trudno znaleźć słowa, które w najmniejszej nawet mierze mogłyby oddać niespotykane piękno tego miejsca.

Istotą tego przyrodniczego fenomenu są dwie grupy jezior usytuowanych na różnych poziomach, połączonych licznymi wodospadami, kaskadami i strumieniami drążącymi skały. Jeziora górne są większe, znajdują się w dolinie dolomitowej, a ich brzegi porasta gęsty las. Niższe zbiorowisko jezior leży w dolinie wapiennej. 75 proc. parku porasta las, przeważnie liściasty i bukowo-jodłowy, spotyka się tu jodły olbrzymy o wysokości ponad 50 m i średnicy około 1,7 m. Reszta to łąki. Nad brzegami jezior i strumieni rosną wierzby, klony i topole, rośnie też obuwik pospolity – piękny storczyk o dużych żółto-brązowych kwiatach – oraz inne egzotyczne rośliny, np. endemiczne mchy w skupiskach tworzących zielone nawisy, przeplatające się z kaskadami wodospadów. Park zachował swą dziewiczą dzikość, żyją tu niedźwiedzie, lisy, wilki i rzadkie wydry oraz 130 gatunków ptaków.

Zachwycające są barwy jezior. Dosłownie każde ma inny odcień. Są zielone, seledynowe, turkusowe, błękitne, szmaragdowe. Spływająca z góry woda przybiera bajkowe formy, tworzy kotary, bicze i warkocze, a jej rozpryski roztrzepane na mgłę co raz to pieszczotliwie łaskoczą swym wilgotnym chłodem. W całym parku szumi, szemrze i bulgoce. Jest to istna symfonia na instrumenty perkusyjne. Jeziora Plitwickie są cudem natury.  

Split

To licząca 210 tys. mieszkańców stolica Dalmacji i drugie co do wielkości miasto Chorwackie. Znajdują się tu pozostałości kolosalnego pałacu Dioklecjana – cesarza rzymskiego z przełomu III i IV wieku n.e. Z upływem czasu rozwijające się miasto wchłonęło mury starzejącego się pałacu, który stał się integralną częścią starego miasta. Dziś trudno jest mówić o istnieniu pałacu w zwykłym rozumieniu tego słowa. Starożytne komnaty, sale, atria, dziedzińce i korytarze stały się uliczkami i placami centrum Splitu. Za panowania Rzymu była tu prowincja Iliricum, ze stolicą Saloną – dziś są to wykopaliska w granicach Splitu. Stąd pochodził cesarz Dioklecjan, żyjący w latach 243-316, wielki prześladowca chrześcijan. Gdy abdykował, wybudował tu wielki pałac o wymiarach 215 na 181 m, w którym żył „na emeryturze”. Od czasów świetności za Dioklecjana pałac został tak zniszczony przez czas i barbarzyńskie ludy i wtopiony w miasto, że kto dziś spodziewałby się wielkiej budowli niczym muzeum, zawiedzie się. Za to teraz, zapuszczając się w zaułki miasta i zakamarki dawnego pałacu, samemu można odkrywać fragmenty dowodzące dawnej przeszłości. Po upadku Rzymu pałac dawał schronienie obywatelom Salony przed najazdami barbarzyńskich Słowian i Awarów.

Obecnie w obrębie pałacu stoi 220 budynków zamieszkałych przez 3 tys. ludzi. Prócz tego sklepy, usługi, kawiarnie, restauracje, muzea itp. Najciekawsza jest katedra św. Dujama. Św. Dujam zginął męczeńską śmiercią za czasów Dioklecjana. Dziś jest patronem Splitu. Katedra powstała w VIII wieku z przekształcenia dawnego mauzoleum cesarza. Jest najbardziej charakterystycznym zabytkiem starego miasta. Ma kształt niskiej, przysadzistej rotundy z wysoką, smukłą dzwonnicą, wyraźnie zaznaczającą się w panoramie miasta. Jest najstarszą katedrą na świecie, biorąc pod uwagę wiek budynku, w którym się mieści. Symptomatyczne jest to, że mauzoleum jednego z największych prześladowców chrześcijan stało się katedrą świętego, który zginął za bezpośrednią przyczyną cesarza.  

Dubrownik

Ale najpiękniejszy jest Dubrownik, zwany perłą Adriatyku. Żadne inne miasto nad Adriatykiem czy w głębi kraju nie zapewni takich wspomnień, jakie pozostawia podróżnemu Dubrownik. Szczególnie panorama miasta oglądana z góry, z murów obronnych, zostanie w sercu na zawsze.  Spacerującego po murach w upalne popołudnie chłodzą przyjemne powiewy mistrala lub jugo.

Dubrownik powstał z połączenia greckiej osady Lans, założonej na skalistej, obronnej wysepce, i słowiańskiej Dubravy, oddzielonej przesmykiem morskim. W XII wieku przesmyk zasypano i powstało jedno miasto. Największy jego rozkwit to XV i XVI wiek, gdy powstała niepodległa Republika Dubrownicka, konkurująca z Wenecją. Miasto bogaciło się na handlu morskim i lądowym. Dość powiedzieć, że kwitł tu nawet handel białymi niewolnikami. Rozwinęła się sztuka i literatura. Jednym z głównych poetów był Ivan Gundulić, twórca poematu „Osman” opisującego zwycięstwo Polaków nad Turkami pod Chocimiem. W nauce przodował Rualer Bosković – fizyk, geograf, astronom i matematyk.

W październiku 1991 roku miasto zaatakowały wojska serbskie i czarnogórskie. Oblężenie trwało do maja 1992 roku. Zginęło 3 tys. ludzi, podczas bombardowań z lądu i z powietrza uszkodzono 68 proc. budynków starego miasta. Dubrownik odbudowano także przy udziale polskich architektów. Wszystkie zabytki leżą w obrębie starówki otoczonej fortyfikacjami. Mury te to najlepiej zachowane na świecie umocnienia. Długie na 1940 m, wysokie do 25, o grubości do 6 m. Były budowane od IX do XVII wieku. Wzmacnia je 5 bastionów, 3 wieże okrągłe i 12 kwadratowych. Z nich roztaczają się przepiękne widoki na czerwone od dachów miasto, morze i wybrzeże z wyspami. Główna ulica – Placa (inaczej Stradun) – to budynki z białego wapienia. Przez wieki kamień brukowy ulicy, też biały wapień, nabrał gładkości i połysku, przez co jaśnieje w promieniach słońca, a wieczorem odbijają się weń jak w lustrze światła latarni, budowle, cienie ludzkie – zjawisko niespotykane, urzekające, obraz równoległej rzeczywistości. Otwierają się i zamykają drzwi kawiarni i restauracji. Nie wiadomo, do której sceny należą głosy i dźwięki ulicy, skąd dokładnie płyną zapachy. Może z obu światów? Przy wejściu na starówkę słynna Wielka Fontanna Onufrego z XV wieku. Okrągła, niegdyś, przed trzęsieniami ziemi w XVII wieku, bogato rzeźbiona, dziś ma jedynie 16 masek z wypływającą wodą. Niezwykle cenny jest kompleks klasztorny franciszkanów z kościołem Zbawiciela, w którym znajduje się grobowiec poety Gundulicia. Klasztor z XIV wieku jest najwspanialszą w Chorwacji budowlą romańską. W jego obrębie piękny dziedziniec z kolumnami, których kapitele zdobią rzeźby ludzkich głów. Wielką atrakcją klasztoru jest zabytkowa apteka – najstarsza w Europie. Deptak Placa zamyka od wschodu plac Luža, z północy pałac Sponza – jeden z najważniejszych zabytków. Mieściły się w nim ważne urzędy: celny, skarbiec, bank, urząd miar, Akademia Dubrownicka. Jest w stylu gotyckim. Na placu Luža wznosi się Kolumna Rolanda, jej schodki to ulubiony punkt spotkań. Przedstawia rzeźbę średniowiecznego „rycerza bez skazy”, opiewanego w karolińskiej „Pieśni o Rolandzie”. Kolumna, wykonana w XV wieku, stanowi symbol wolności Dubrownika. Przedramię rycerza ma 51,2 cm, było wzorcem miary w Republice – to tzw. łokieć dubrownicki. W południowej części placu Luža stoi kościół św. Błażeja, patrona Dubrownika, figurującego kiedyś na fladze Republiki. Przy okazji warto wspomnieć, że aktualny hymn Dubrownika – „Pieśń do św. Błażeja” – często wykonywany, skomponował Ludomir Rogowski, kompozytor z Lublina, zakochany w Dubrowniku. Spędził tu lwią część życia, tu zmarł i spoczął w latach 50. ubiegłego wieku. Przy ulicy Pred Dvorom – Pałac Rektorów, obok pałacu Sponza najsłynniejszy gmach Dubrownika, siedziba rektora, czyli prezydenta miasta-państwa, wybieranego na zaledwie 1 miesiąc, co gwarantowało siłę demokracji.

Pytam zaprawioną w trudach, ocierającą pot z czoła turystkę o wrażenia z murów. Jej niemłoda już twarz w ułamku sekundy – mimo zmęczenia – wygładza się blaskiem radości. „To dotyk piękna” – mówi. „Brak mi słów. Jezioro czerwieni w morzu błękitów”. Po bajecznym zachodzie słońca znowu spaceruję murami. Wieczorną ciszę przerywa krzyk nocnego ptaka, lekki zefirek niesie chłodny zapach wody. Rozgwieżdżone niebo z księżycem odbija się w morzu, tworząc niezwykły obraz. Ten sam widzieli przez wieki mieszkańcy miasta. A ja wiem już, że gdziekolwiek pójdę, to miasto pójdzie za mną.  

Zagrzeb – stolica Chorwacji

W rozległej dolinie Sawy, na obrzeżu Alp i Gór Dynarskich leży Zagrzeb. Od północy Medvednica górskim swym grzbietem chroni go przed chłodnymi północnymi wiatrami. Tu właśnie spotykają się i przenikają duch kontynentalny z duchem śródziemnomorskim. Tkanka miasta, jego architektura i zabytki wiernie oddają historię miasta, mówią o ludziach tu mieszkających. Teraz jest ich około miliona. Pierwszymi osadnikami były plemiona Ilirów, potem Celtowie, wreszcie Rzymianie. Zagrzeb dzisiejszy powstał ze średniowiecznych grodów na wzgórzu Gradec (dziś Górne Miasto) i wzgórzu Kaptol. W 1850 roku z ich zjednoczenia powstał jeden Zagrzeb. U stóp Gradca i Kaptolu plac Bana Jelačica – serce miasta. W panoramie dominuje neogotycka katedra, a mury miejskie wokół niej przypominają o dawnych dziejach. Czasy najazdów tatarskich przybliża wieża Lotroščak, z której od wieków w południe rozlega się huk armatniego wystrzału. Jedyną bramą do średniowiecznego Gradca jest Kamienna Brama. W niej ołtarz i obraz Matki Boskiej, patronki Zagrzebia, który cudownie ocalał w pożarze w XVIII wieku. 31 maja odbywa się procesja i jest to Dzień Zagrzebia. Dziś miasto tworzą przestrzenne place, parki i szerokie ulice z monumentalnymi budowlami w stylu klasycystycznym i secesyjnym. Na wzór Ringu wiedeńskiego stworzono tu tzw. zieloną podkowę – zespół pałaców i parków, który nadaje charakter miastu, przypominając o czasach monarchii austro-węgierskiej. I to właśnie zespolenie klimatu małego miasta i europejskiej stolicy stanowi o smaku Zagrzebia. Rzeka Sawa dzieli stolicę na Stare Miasto i Nowy Zagrzeb. Dziś jej brzegi łączy 12 mostów. Jak w żadnej innej stolicy europejskiej tkanka miejska upstrzona jest bogato cennymi szmaragdami parków. To urzeka, gdy z Promenady Strossmayera na Górnym Mieście, siedząc na ławce z mosiężnym poetą Matošem, podziwiam romantyczną panoramę miasta. Niedaleko centrum leży na wzgórzu cmentarz Mirogoj, najpiękniejszy w Europie. Jest miejscem spoczynku wielu znanych osób, w tym ostatniego prezydenta Chorwacji. Zbudowany jest w formie monumentalnych arkad i pawilonów z kopułami. Dopełniają go piękny park i galeria sztuki rzeźbiarskiej na otwartej przestrzeni.

Charakterystyczne, z Zagrzebiem kojarzone, bo rozpowszechnione tu w XVII wieku przez żołnierzy chorwackich, są krawaty (nazwa „krawat” słusznie kojarzy się z nazwą kraju). Ponadto długopis i wieczne pióro wynalezione w XX wieku przez zagrzebianina polskiego pochodzenia, inż. Penkalę (stąd właśnie angielskie pióro – pen). A także czerwone parasolki malowniczo rozpostarte na targowisku Dolac. A kultowe, czerwono lukrowane licitar – zagrzebskie serce z piernika, pieczone według tradycji z miodu, orzechów i pieprzu, co podkreśla bogatą złożoność Chorwacji – zabieram z sobą w miejsce własnego, które tu zostawiam...

Stanisław Niećko

 

aaa

 

zdrowie

 

Zioła i „ziółka”

Polak pytany o zioła lecznicze zazwyczaj wymienia trzy: rumianek, malinę i lipę. Niektórzy dorzucają do tego jeszcze melisę, miętę pieprzową i szałwię.

 

Większość z nas pamięta, że napary z tych ziół aplikowano nam w dzieciństwie, gdy byliśmy przeziębieni, bolało gardło czy brzuch, dusiła angina albo męczyła bezsenność. Dziś przy ogromnej ilości leków konwencjonalnych, reklamowanych przez koncerny farmaceutyczne, można by się spodziewać, że jedynie babcie serwują chorym wnukom staroświeckie ziołowe herbatki i wywary. Na szczęście tak nie jest.

Od zarania dziejów człowiek, nękany chorobami, uciekał się do pomocy roślin. Początkowo przypisywał im magiczną moc (babki zielarki słynęły jako uzdrowicielki), potem uczył się rozpoznawać ich właściwości. Już w starożytności ojciec medycyny Hipokrates zalecał szparagi i czosnek ze względu na ich działanie moczopędne, mak jako środek nasenny, a liście wierzby na uśmierzenie bólu i obniżenie gorączki. Z początkiem nowej ery inny grecki lekarz, Dioskurides, opracował pierwszy zielnik roślin leczniczych.

Historia ziołolecznictwa łączy w sobie elementy alchemii i nowoczesnej nauki. Na początku XIX wieku chemicy, z których wielu było też aptekarzami, podjęli prace nad uzyskaniem z roślin związków czynnych w stanie czystym. Wtedy wyodrębniono m.in. opium i morfinę z maku, atropinę z wilczej jagody, chininę z kory chinowca. Badania wyciągu z naparstnicy wełnistej, stosowanej przez znachorów jako środek na opuchliznę, potwierdziły, że ma on także dobroczynny wpływ na dolegliwości sercowe. Czynny składnik tej rośliny – digitoksyna – jest od dziesięcioleci cennym surowcem w produkcji leków kardiologicznych.

W latach 50. ubiegłego wieku przewidywano, że rozwój chemii wyprze w następnym stuleciu ziołolecznictwo, a ziołami zajmować się będą wyłącznie historycy medycyny. Tymczasem ta sama chemia, która rościła sobie prawo do monopolu na leki, spowodowała, że zainteresowanie jej naturalną konkurentką jeszcze bardziej wzrosło. Kiedy zaczęto badać związki chemiczne, występujące w ziołach, od których zależą ich lecznicze właściwości, stało się oczywiste, że współczesna medycyna konwencjonalna musi korzystać z produktów otrzymywanych z surowców pochodzenia roślinnego. Blisko połowa obecnie stosowanych leków to właśnie takie preparaty, jedna czwarta zawiera zaś wyciągi roślinne bądź związki czynne pochodzące bezpośrednio z roślin.

Niestety, wiedza pacjentów i lekarzy na temat fitoterapii, czyli ziołolecznictwa, jest znacznie mniejsza od oczekiwanej. Specjaliści z tej dziedziny przyznają, że w Polsce funkcjonują obok siebie dwa rodzaje niekonwencjonalnej „medycyny ziołowej” – racjonalna, oparta na badaniach chemicznych i farmakologicznych roślin leczniczych oraz,  tradycyjna, bazująca na mitach. Zwolennicy lekarstw syntetycznych nie mogą sobie wyobrazić, że leki roślinne mają rzeczywiście działanie terapeutyczne. Z kolei entuzjaści oczekują od ziół wyników niemożliwych do uzyskania. Przykłady? Ktoś leczy raka ziołowymi preparatami zamiast poddać się, na przykład, chemioterapii. Lekarze tłumaczą, że są pewne schorzenia, na które nie działa „magia” ziół. Należą do nich, oprócz choroby nowotworowej, także cukrzyca, choroby psychiczne i zakaźne oraz bardzo poważne schorzenia zagrażające życiu. Zioła mogą być wtedy stosowane jedynie jako środki pomocnicze, wspierające zasadniczą terapię. Na przykład mniszek lekarski, kora cynamonu, strąki fasoli, ziele rutwicy i liść borówki brusznicy wpływają na obniżenie poziomu cukru w surowicy krwi. Mieszanki z tych ziół lekarze zalecają cukrzykom.

Często uważa się, że jak zioło nie pomoże, to też nie zaszkodzi. To nieprawda. Bezkrytyczne podejście do fitoterapii może być bardzo niebezpieczne. Warto pamiętać, że najsilniejsze trucizny są substancjami pochodzenia roślinnego. Na przykład strychnina występuje w nasionach kulczyby wronie oko. Racjonalna fitoterapia potrzebuje potwierdzenia ze strony współczesnej medycyny konwencjonalnej. Roślinny preparat musi być zarejestrowany przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, dla którego liczą się dowody skuteczności i bezpieczeństwa jego stosowania. Na liście ziół skutecznych, bezpiecznych i łagodnych jako pierwszy króluje rumianek. Wymieniany jest we wszystkich starożytnych księgach medycznych. Należy do najważniejszych surowców farmaceutycznych pochodzenia roślinnego. Zawiera olejki eteryczne, które działają przeciwzapalnie oraz flawonoidy o właściwościach rozkurczowych. Napar z rumianku to tradycyjny środek w dolegliwościach pokarmowych: zaburzeniach trawienia, umiarkowanych kurczach w jamie brzusznej, uczuciu pełności lub wzdęciach czy nadmiernym gromadzeniu się gazów, np. u małych dzieci. Zewnętrznie rumianek służy do przemywania w umiarkowanych stanach zapalnych oraz podrażnieniach skóry i błon śluzowych (jamy ustnej i dziąseł), okolic odbytu oraz narządów płciowych. Trudno sobie wyobrazić dermatologię bez tego zioła.

Melisa od wieków słynie z właściwości uspokajających i ułatwiających zasypianie. Surowcem leczniczym są jej liście, zawierające kwas rozmarynowy. Sen potrafi neutralizować wirusy, na przykład opryszczki. Produkty lecznicze z melisy stosowane są też w zaburzeniach trawienia na tle nerwicowym. Napar z kwiatostanu lipy to przede wszystkim środek na przeziębienie. Ma działanie napotne, uspokaja przy nadmiernej pobudliwości nerwowej i stanach napięcia. Pobudza wydzielanie soków żołądkowych, wzmaga przepływ żółci do dwunastnicy. Podobnie jak lipa, napotnie i przeciwgorączkowo działa malina (jej owoce zawierają kwas salicylowy, znajdujący się też w aspirynie). Suszone liście malin, bogate w garbniki, korzystnie wpływają na florę bakteryjną naszych jelit. Stosowane w formie płukanki pomagają w leczeniu aft w jamie ustnej i w bólach gardła. Doskonałym środkiem na przeziębienie są kwiaty bzu czarnego. Działają moczopędnie i rozkurczowo oraz uszczelniają naczynia włosowate. Maść z tych kwiatów służy do leczenia wyprysków skórnych, czyraków, trądziku, oparzeń. W walce z przeziębieniem bardzo pomocne są preparaty z jeżówki purpurowej. Jej sok wspomaga leczenie infekcji dróg oddechowych, skracając okres choroby oraz łagodząc jej objawy. Jest skuteczny we wspomaganiu leczenia krztuśća i zapalenia oskrzeli u dzieci. Wyciągi z jeżówki zwiększają naszą odporność.

Do roślin leczniczych o najbardziej wszechstronnym zastosowaniu należy dziurawiec. W starożytności traktowany był jako lek na wszelkie dolegliwości. Dziś, stosowany wewnętrznie, pomaga w zaburzeniach psychowegetatywnych oraz trawiennych. Zewnętrznie wspomaga leczenie zranień, oparzeń i odmrożeń. Kozłek lekarski, potocznie zwany walerianą, zmniejsza uczucie niepokoju, agresję czy też nadpobudliwość ruchową. Pomaga szybciej zasnąć i lepiej się wyspać. Ważne, że nie uzależnia. Mięta pieprzowa zajmuje poczesne miejsce w naszych domowych apteczkach. Sięgamy po nią w przypadku zaburzeń pracy przewodu pokarmowego. Napary i wyciągi z liści mięty obniżają napięcie mięśni jelit i dróg żółciowych, pobudzają czynności żołądka i wątroby, ułatwiają trawienie, działając jednocześnie przeciwbakteryjnie. Podobnie jak szałwia lekarska. Zaleca się ją przy nadmiernej fermentacji jelitowej, bólach brzucha, biegunkach, wzdęciach i nudnościach, w stanach zapalnych błon śluzowych przewodu pokarmowego, połączonych nawet z mikrokrwawieniem. Pomaga też w walce z nadmierną potliwością. Używa się jej w formie płukanek w stanach zapalnych jamy ustnej i gardła, w zapaleniu dziąseł i dolegliwościach skórnych (wypryski, skaleczenia, czyraki). Nie wszyscy wiedzą, że tak popularny chwast jak pokrzywa zwyczajna, rozpatrywany jako zioło, jest bogatym źródłem witamin i soli mineralnych, głównie magnezu. Ziele pokrzywy zawiera kwasy organiczne (m.in. mrówkowy, jabłkowy, masłowy, octowy, bursztynowy), histaminę, serotoninę i cholinę, olejki eteryczne, witaminy (głównie C, całą grupę B i K), karotenoidy itd. Produkty lecznicze z pokrzywy łagodzą schorzenia prostaty, stosowane są też w chorobach reumatycznych i w stanach zapalnych dróg moczowych. Nagietek z kolei jest składnikiem większości kremów i maści stosowanych przy skaleczeniach skóry. Dobrze komponuje się z arniką. Kremy z nagietka używane są do pielęgnacji skóry suchej, łuszczącej się, wrażliwej, podatnej na infekcje, zaczerwienienia i pękanie. Nagietek, niestety, może uczulać.

Specjaliści w zakresie zielarstwa zwracają uwagę na zbyt mało docenianą roślinę leczniczą, jaką jest karczoch. Jego liście zawierają substancje, które obniżają poziom cholesterolu i trójglicerydów w surowicy krwi. Nie działają tak szybko jak statyny, ale przy stosowaniu dłuższym niż trzy miesiące przynoszą oczekiwane rezultaty. Z ziołami w ogóle jest tak, że nie dają równie spektakularnej poprawy jak leki syntetyczne. Efekt farmakologiczny w ich przypadku jest często łagodniejszy. Co, jak stwierdzają lekarze, ma swoje zalety. Leki roślinne działają wolno i wywierają umiarkowany skutek. Dlatego trzeba być cierpliwym, gdy je stosujemy. Zwyczajowo większość kuracji ziołowych prowadzi się przez okres od 4 do 6 tygodni. Po dwutygodniowej przerwie kurację można powtórzyć. Są preparaty roślinne, które bez porady lekarza nie mogą być stosowane dłużej niż 2 tygodnie, np. miejscowo w zapaleniu błony śluzowej jamy ustnej i gardła (korzeń ratanii). Zalecane w zapalnych chorobach skóry leki z kory dębowej mogą być stosowane maksymalnie przez 3 tygodnie. Wyciągi z owocu borówki czernicy, używane w biegunkach, można stosować nie dłużej niż 3-4 dni, z ziela jeżówki purpurowej do 8 tygodni, z korzenia żeń-szenia – do 8 miesięcy.

Ziołowe kuracje mogą być niezwykle skuteczne, ale najlepiej przeprowadzać je pod opieką lekarza. Szczególną ostrożność zaleca się w przypadku kilku prawdziwych „ziółek”. Na liście ziół, które stosowane długo mogą szkodzić, są te o działaniu przeczyszczającym (m.in. kruszyna, senes, piołun). Mogą one rozregulować nasz układ pokarmowy i być powodem różnych chorób. Nawet tak niewinne zioła jak rumianek, pokrzywa czy skrzyp, zażywane w nadmiarze, potrafią wywołać kontaktowe zapalenie skóry, zaczerwienienie czy puchnięcie powiek.

Lecznicze właściwości ziół to nie jedyny powód ich popularności. Dla wielu z nas jeszcze ważniejszy jest smak. Gulasz bez szczypty pieprzu, flaczki bez majeranku, włoski sos do spaghetti bez bazylii? Trudno to sobie wyobrazić. Zioła są w kuchni niezastąpione. Dietetycy zachęcają, by używać ich zamiast soli. Takie przyprawy można samodzielnie wyhodować w przydomowym ogródku, na działce lub balkonie. Bazylię, lubczyk, cząber, majeranek, rozmaryn, szałwię i tymianek możemy np. ususzyć. Związane w pęczki, wieszamy liśćmi w dół w przewiewnym, ciemnym miejscu. Kiedy zaczną szeleścić, rozkruszamy je i szczelnie zamykamy w słoiczkach. Zioła możemy też mrozić: umyte i lekko podsuszone zamykamy w szczelnych pojemnikach i wstawiamy do zamrażalnika. Taki własny „zielnik domowy” dobrze mieć zawsze pod ręką. 

BWO

 

aaa

 

ruszajmy się

 

Żeglarstwo deskowe  

Windsurfing cieszy się w Polsce coraz większą popularnością. Można go zdefiniować krótko jako poruszanie się po wodzie na desce z żaglem napędzanej siłą wiatru. Od żeglarstwa jachtowego różni się m.in. tym, że na desce ma się bezpośredni kontakt z wodą, a błędny manewr kończy się mokrym lądowaniem. Dla miłośników windsurfingu to największe atuty: dosłowne ujarzmienie wody i wiatru, duża adrenalina i zawrotne prędkości. „To wręcz uzależniające” – mówią pływający.

W kraju mamy świetne warunki do jego uprawiania: mnóstwo zalewów, jezior i morze. Dodatkowo pogoda jest idealna – często wieje wiatr. Dyscyplina ma przede wszystkim charakter techniczny: najważniejsze są umiejętności, a nie siła czy wytrzymałość. Dlatego z powodzeniem uprawiają ją kobiety i dzieci.

Historia powstania
i rozwoju windsurfingu

Rozwój dyscypliny przebiegał bardzo dynamicznie. Żeglarstwo deskowe wywodzi się bezpośrednio z surfingu, czyli pływania na desce wykorzystującego siłę nośną fal morskich. Pierwsze wzmianki o ludziach ślizgających się po wodzie na deskach pochodzą z dziennika kapitana Jemesa Cooka, który spisał je w 1778 roku w czasie podróży na Hawaje. Jednak aby surfować, potrzebny jest odpowiedni akwen z wysokimi falami. To ograniczało surferów niemal do wysp i wybrzeży oceanicznych. Zrodził się więc pomysł na napędzanie deski wiatrem, co dałoby możliwość pływania również na płaskiej wodzie. Pierwszą deskę z żaglem skonstruował w 1964 roku Amerykanin Newman Darby, jednak sprzęt był niewygodny w prowadzeniu. Dopiero wspólna praca surfera Hoyle Schweizera oraz żeglarza i konstruktora Jima Drake’a doprowadziła do powstania w 1967 roku nowej jednostki pływającej: windsurfera. Kluczowe okazały się kształt deski, masztu, żagla i bomu oraz zastosowanie ruchomego przegubu do scalenia pędnika (połączonego masztu z żaglem) z deską. Nowy sposób pływania szybko się przyjął, dyscyplina zyskiwała nowych entuzjastów. W roku 1973 skonstruowana została pierwsza polska deska, a rok później weszła do seryjnej produkcji. W 1975 roku odbyły się pierwsze oficjalne mistrzostwa Polski. Polscy windsurferzy i windsurferki odnosili znaczące sukcesy na arenie międzynarodowej, a nowa dyscyplina kwitła.

Rozwój windsurfingu przebiega dwutorowo: jedna odmiana jest bliższa surfingowi, gdzie używa się krótkich, bezmieczowych desek i wykonuje ewolucje, druga, zbliżona do żeglarstwa, regatowa, gdzie zawodnicy ścigają się po wyznaczonej trasie na jednakowych, dłuższych i zaopatrzonych w miecz deskach.

Windsurfing dyscypliną olimpijską stał się w 1984 rok, od igrzysk w Los Angeles. Tu rywalizowali tylko mężczyźni, kobiety debiutowały w 1992 roku na igrzyskach w Barcelonie. W Polsce mieliśmy wybitnych windsurferów: Grzegorza Myszkowskiego, Piotra Olewińskiego, Dorotę Staszewską, Wojciecha Brzozowskiego, Mirosława Małka, Annę Gałecką, Zofię Klepacką, Piotra Myszkę, Małgorzatę Białecką. Zajmowali oni czołowe miejsca na zawodach rangi mistrzowskiej i igrzyskach olimpijskich. Jak dotąd jedyną medalistką igrzysk była Zofia Klepacka, która wywalczyła brąz w Londynie w 2012 roku.

Obecnie jest wiele klas windsurfingowych, w których rozgrywane są zawody i używany jest sprzęt o różnej charakterystyce. Najpopularniejsze to: Formuła Windsurfing (kilka lub kilkanaście wyścigów na przygotowanej wcześniej trasie), Mistral One Design (regaty na deskach wypornościowo-mieczowych firmy Mistral, na trasie trójkąta olimpijskiego), wave (konkurencja techniczna, w której sędziowie oceniają ewolucje, m.in. skoki na fali, sposób płynięcia z falą i pod falę), freestyle (wykonywanie ocenianych ewolucji na płaskiej wodzie, takich jak: skoki, obroty, triki), speed (konkurencja wymagająca przystosowanego sprzętu, w której zawodnicy nastawieni są na rozwijanie jak największych prędkości, sięgających nawet 90 km/h).

Dobór sprzętu

Niezbędny sprzęt to deska i pędnik, które łączy się za pomocą ruchomego przegubu. Deska zbudowana jest z tworzywa sztucznego, jej wierzchnia część – zwana pokładem – służy do utrzymywania zawodnika, denna – do ślizgania po wodzie. Przednia część deski to dziób, tylna to rufa. Na jej powierzchni można wyróżnić strzemiona i pasy do założenia na stopy, skrzynkę masztu i skrzynkę mieczową. W skrzynce mieczowej umieszcza się pod wodą miecz, który skierowany jest pionowo w dół i służy do utrzymywania kursu. Pomocny w tym jest również wbudowany z tyłu deski (rufy) mniejszy statecznik. Pędnik to maszt z przymocowanym żaglem, usztywnionym przez poziome listwy. Do żagla i masztu przymocowany jest owalny bom, który otacza pędnik – to drążek, za który trzyma się i steruje żaglem. Między bomem a mocowaniem masztu zawieszona jest linka, tzw. V-sterowy. Służy ona do podnoszenia opuszczonego na wodę pędnika, gdyż ciężko byłoby, stojąc na desce, pochylić się do bomu lub masztu i dźwignąć pędnik z wody. Ciągnąc za V-sterowy, można, lekko się odchylając, stopniowo podnieść pędnik do pionu i złapać za bom.

Ważne dla zachowania zdrowia jest noszenie specjalnej pianki, która ma zabezpieczyć przed wychłodzeniem. Windsurferzy często wpadają do wody, a pianka ma chronić mokre ciało przed wiatrem i utratą ciepła. Warto również wyposażyć się w kamizelkę asekuracyjną (wypornościową), nawet jak jest się świetnym pływakiem. Wpadając do wody, można uderzyć się i stracić przytomność, a kamizelka może w takiej sytuacji uratować życie. Początkujący nie powinni kupować sprzętu, ponieważ jest drogi i trudny do przechowywania oraz transportowania. Najlepiej wypożyczyć na miejscu lub skorzystać z firm, które w swojej ofercie mają szkolenia, specjalistyczne obozy, naukę pływania i zapewniają sprzęt.

Nauka podstawowej techniki

Windsurfing jest ciekawy, atrakcyjny i widowiskowy. Pływającym dostarcza dużo radości, satysfakcji, emocji oraz przeżyć. Sport ten to dyscyplina techniczna, podczas nauki trzeba uzbroić się w cierpliwość i stopniowo przyswoić wszystkie elementy. Nieoceniony przy pierwszych próbach na desce jest instruktor, który pomoże w bezpieczny sposób opanować podstawy poruszania się i wyeliminuje pojawiające się błędy.

Pierwszy etap to oswojenie ze sprzętem i środowiskiem wodnym. Zaczyna się od ćwiczeń imitacyjnych na lądzie. Wykonujemy podstawowe czynności: podnoszenie pędnika, ustawienie go w linii wiatru, próby pochylenia go na jedną stronę i drugą w celu zbadania powstających na żaglu sił napędzających deskę. W wodzie z kolei zaczynamy od ćwiczeń na samej desce: pływanie leżąc na desce, próby wstania i ustania na desce, chodzenie po niej, skoki na nogi z deski na głębokiej wodzie, nurkowanie pod deską. Te ćwiczenia pomogą zaznajomić się z deską i głęboką wodą oraz nauczyć ciało odpowiedniej równowagi.

Podnoszenie pędnika z wody to podstawowa czynność. Aby wykonać ten manewr, należy umieścić żagiel od zawietrznej strony deski, z masztem skierowanym prostopadle do deski. Należy stanąć bokiem do deski w lekkim rozkroku tak, aby mieć stopy po obu stronach masztu; wiatr powinien nam wiać w plecy. Pędnik podnosimy z ugiętych nóg i wyprostowanych pleców, jak podczas przysiadu. Następnie trzeba chwycić za fał sterowy, wyprostować nogi i odchylając się w tył, podnosić pędnik, stopniowo przyciągając sznurek. Ręka bliższa dziobu łapie za maszt tuż poniżej bomu. Jest to pozycja wyjściowa do rozpoczęcia pływania. Stopy ustawione blisko masztu, pozycja wyprostowana. Pędnik ustawiony w linii wiatru obróci samoistnie deskę do ustawienia prostopadłego. Jeżeli żagiel wpadnie nam do wody na nawietrzną stronę deski, należy wyjąć go, pozostawiając róg szotowy (tylną część żagla) w wodzie – wtedy wiatr obróci nam deskę w ten sposób, że żagiel znajdzie się po zawietrznej stronie.

Kiedy jesteśmy już w pozycji wyjściowej, możemy przystąpić do startu. Rozpoczynamy, mając wiatr z tyłu, czyli dokładnie prostopadle wiejący w stosunku do deski – jest to półwiatr. Rękę, którą trzymamy maszt, należy podciągnąć lekko do siebie i w stronę dziobu deski. Następnie drugą ręką łapiemy za bom i podciągamy delikatnie tył żagla na wiatr. Uwaga: ręka rufowa to pedał gazu i im mocniej ją do siebie przyciągniemy, tym szybciej będziemy płynąć. Następnie należy przesunąć się lekko ku tyłowi deski. Cofamy nogę rufową, a przednią ustawiamy przy maszcie, zwróconą palcami w kierunku dziobu. Ważna jest terminologia. Podciąganie ręki, która trzyma za bom, to wybieranie (podobnie jak w żeglarstwie – czyli napinanie żagla); odepchnięcie ręki od siebie to luzowanie.

Płynąc, można sterować deską. Robi się to poprzez odpowiednie ustawienie żagla. Pochylenie żagla na zawietrzną, czyli w kierunku rufy, powoduje skręt deski w kierunku wiatru – w żeglarstwie nazywa się to ostrzeniem. Czynność odwrotna, czyli pochylenie pędnika w stronę dziobu na nawietrzną, spowoduje odpadanie, czyli skręt deski z wiatrem. Manewrując tak, możemy dopłynąć do punktu docelowego, jednak ruch odbywa się w jednym kierunku w stosunku do wiatru. Aby zawrócić, należy zrobić zwrot. Uproszczony zwrot na wiatr pozwoli obrócić deskę w drugim kierunku. Płynąc jednym halsem, luzujemy żagiel aż do pozycji wyjściowej. Pochylamy pędnik w kierunku rufy tak, by końcówka bomu znalazła się tuż nad wodą. Delikatnie wybieramy żagiel, a deska zacznie skręcać do wiatru. Przechodzimy wtedy na drugą stronę, łapiemy za maszt drugą ręką i zaczynamy płynąć w odwrotnym kierunku (przeciwnym halsem). Płynąc w drugą stronę, wykonujemy analogiczne czynności manewrowania deską.

W tej sytuacji wiatr cały czas mamy z boku deski, niezależnie, jakim halsem płyniemy. Trudniejsza jest sytuacja, gdy punkt docelowy znajduje się pod wiatr. Należy wtedy pływać tzw. halsowaniem. Najostrzejszym kursem w żeglarstwie jest bajdewind: poruszamy się pod wiatr pod pewnym kątem, następnie należy wykonać zwrot i płynąć przeciwnym bajdewindem. W ten sposób płyniemy zygzakiem, aż znajdziemy się na wysokości punktu docelowego i będziemy mogli dopłynąć jakimkolwiek kursem. By płynąć ostro (maksymalnie pod wiatr), należy pochylić pędnik w kierunku rufy, stopy przestawić do rufy i mocno wybierać żagiel. Nie można zbytnio wyostrzyć, bo wtedy możemy stanąć w linii wiatru i stracić siłę napędową.

Kiedy znajdziemy się w odwrotnej sytuacji, możemy popłynąć z wiatrem w linii prostej. Opadamy, aż wiatr zaczyna wiać od rufy. Ustawiamy wtedy żagiel prostopadle do deski, sami obracamy się przodem do deski i cofamy się lekko w stronę rufy. Płyniemy z wiatrem. Sterowanie polega wtedy na przechylaniu żagla w stronę, w którą chcemy skręcić.

Jeżeli opanujemy te podstawowe manewry, jesteśmy w stanie dopłynąć w każdy punkt akwenu.

Bezpieczeństwo

Windsurfing zaliczany jest do sportów ekstremalnych. Ponieważ uprawia się go na otwartych wodach, zawsze jest niebezpieczeństwo związane z głęboką wodą, zmianą pogody itp. Większość wypadków spowodowana jest przecenianiem umiejętności przez deskarzy, czyli brawurą. Stosowanie się do odpowiednich zasad bezpieczeństwa zminimalizuje ryzyko i będziemy cieszyć się aktywnie spędzonym czasem. Należy zapoznać się z warunkami, jakie panują na obszarze, na którym zamierzamy pływać, np. rafy, mielizny, niebezpieczne przedmioty w wodzie itp. Zawsze trzeba sprawdzić pogodę, siłę i kierunek wiatru oraz skontrolować stan techniczny sprzętu. Należy przestrzegać prawa wodnego i przepisów danego kraju. Nie wolno schodzić na wodę w stanach niedyspozycji psychicznej lub fizycznej lub po spożyciu alkoholu. Warto pływać w piance i kamizelce asekuracyjnej. W niebezpiecznych sytuacjach należy zostać przy desce – jej wyporność posłuży nam jako środek ratunkowy – i kładąc się na niej, powiosłować do najbliższego brzegu.

Windsurfing to świetna propozycja aktywności dla wypoczywających nad wodą. Wiele spośród osób, które raz spróbują pływania na desce, łapie tzw. bakcyla i sport ten staje się ich hobby. Większość zdrowych osób jest w stanie nauczyć się pływać i rozpocząć niezwykłą przygodę na desce windsurfingowej.

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Jedenasty tytuł Piotra Dukaczewskiego

W rozegranym w Wągrowcu finale mistrzostw Polski triumfował Piotr Dukaczewski. Było to już jedenaste zwycięstwo stołecznego szachisty. Pierwszy raz tytuł mistrza kraju Dukaczewski wywalczył 33 lata temu… W Wągrowcu przez dłuższy czas w ścisłej czołówce tabeli znajdował się również rewelacyjnie grający junior Adam Czajkowski. Przegrał jednak decydujący pojedynek w 9. rundzie, a dalsze potknięcia młodego zawodnika wykorzystał świetnie finiszujący Marek Maćkowiak, który wywalczył tytuł wicemistrza Polski. Czajkowski musiał zadowolić się trzecią pozycją.

Poniżej wybór partii i fragmentów mistrzostw w chronologicznej kolejności:

 

Partia hiszpańska

A. Czajkowski (2082) – M. Maćkowiak(2138)

1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 d6 4.0-0 Gd7 5.c3 Dokładniejsze jest 5.d4, bo wymusza zabicie na d4 i oddanie centrum 5...Sf6 6.d4 ed4?! Daje białym przewagę w przestrzeni. Po 6...Ge7 obustronne ataki na pionki e5 i e4 równoważyły się 7.cd4 Ge7 Po 7...S:e4 8.He2 d5 (Lub 8...He7 9.d5 Sb8 10.We1 f5 11.Sbd2) 9.Sc3 białe odbierały pionka z wyraźną przewagą 8.Sc3 0-0 9.h3 a6 10.Gd3 Se8?! (10...h6) 11.He2 g6 12.Sd5 Sg7 13.He3 f6?! (13...Se6!?) 14.Hh6 Ge6 15.S:e7+ S:e7 16.d5 Gd7 17.b3 c5 18.dc6 bc6 19.Gb2 c5? Przegrywający błąd w trudnej pozycji. Należało grać 19...Wf7 20.Sg5! Wf7 21.H:h7+ Kf8 22.S:f7 K:f7 23.Gc4+ d5 24.ed5 Gb5 25.d6+ G:c4 26.de7 Hd2 27.G:f6 1–0

 

Obrona Alechina

B. Pawelec (2115) – S. Barnowski (1904)

1.e4 Sf6 2.Sc3 d5 3.e5 d4 4.ef6 dc3 5.fg7 cd2+ 6.G:d2 G:g7 7.Hf3 Hd4?! Zasługiwało na uwagę odważne 7...G:b2 8.Gc4 e6 9.Wb1 Hf6 10.Hb3 Gd4 11.Sf3 Sc6 ze złożoną pozycją 8.Gc3 Ha4? Czarne niepotrzebnie oddają figurę. Po 8...Hg4! 9.G:g7 (9.H:g4?! G:c3+!) 9...H:g7 10.0-0-0 stały tylko trochę gorzej 9.G:g7 Wg8 10.Gc3 Sc6 11.Gd3 h6 12.He4 H:e4+ 13.G:e4 i białe wkrótce wygrały.

 

T. Żółtek (2100) – B. Pawelec (2115)

Białe: Kf2, Sd4, a2, c5, e3, f3, g3, h2

Czarne: Kb7, Gd7, a7, c6, d5, f6, f7, h7

Końcówka jest dla białych lepsza, ale czarne grożą marszem króla po pionka c5 lub a2. Nie można do tego dopuścić. Niestety, nic nie daje 28.a4 Ka6 29.Sb3, bo nastąpi 29…Gf5 z groźbą Gc2. Prawidłowe jest tylko następujące ustawienie: 28.Se2! Ka6 29.Sc3 Ka5 30.a3! Wtedy białe bierki zatrzymują króla, stojąc na czarnych polach – i tej bariery nie można przełamać. Biały król dostaje natomiast wolną rękę do aktywnych działań na skrzydle królewskim, z dużymi szansami na wygraną. Nestor szachowego środowiska niewidomych nie znalazł jednak właściwej drogi i partia po 28.Ke2? Ka6 29.Kd3 Ka5 30.Kc3 Ka4 31.g4 Ka3 32.h4 a5 (32...K:a2!?) 33.Sb3 a4 34.Sc1 Ge6 35.Sd3 Gc8 zakończyła się pokojowo.

 

Obrona słowiańska

 M. Maćkowiak (2138) – P. Kulpiński (1930)

1.c4 c6 2.d4 d5 3.e3 Sf6 4.Sc3 e6 Po 4...Gf5 nieprzyjemne było 5.cd5 cd5 (Lub 5...S:d5 6.Sge2 z następnym e3-e4) 6.Hb3 5.Sf3 Sbd7 6.a3 Gd6 7.c5 Gc7 8.b4 e5!? 9.de5 S:e5 10.Ge2 0-0 11.Gb2 Gg4? Podstawienie figury w dobrej pozycji 12.S:e5 G:e2 13.S:e2 1-0

 

Partia angielska

J. Stachańczyk (2202) – B. Pawelec (2115)

1.c4 Sf6 2.g3 d5 3.cd5 S:d5 4.Gg2 e5 5.Sc3 Sb6 6.Sf3 Sc6 7.0-0 Ge7 8.a3 a5 9.d3 0–0 10.Ge3 Sd5? Należało grać 10...Ge6 z wyrównanymi szansami. Po ewentualnym 11.G:b6 cb6 12.Sd2 f5 aktywność czarnych gońców kompensuje pionkowe słabości. 11.S:d5 H:d5 12.Sd4 Hd6 13.S:c6 bc6 Teraz słaba piechota czarnych stanie się łupem przeciwnika. 14.Hc2 Gd7 15.Wfd1 Wab8 16.d4 Ge6 17.Wd2 Gd5 18.de5 H:e5 19.Gf4 He6 20.G:c7 Wb5?! Kosztuje drugiego pionka. Lepsze 20...G:g2 21.K:g2 (21.G:b8? Ge4) i dopiero teraz 21...Wb5 21.G:d5 cd5 22.Ha4 Wc5 (22...Ha6 23.b4) 23.G:a5 Wa8 24.b4 Wc4 25.Wad1 h5 26.Hb5 Gg5 27.H:d5 W:a5 28.H:a5 G:d2 29.Hd8+ i czarne poddały się.

A. Czajkowski (2082) – J. Stachańczyk (2202)

Białe: Kb1, Wd1, Se6, a2, b2, c2, g2, h2

Czarne: Kg8, Wc8, Sg4, a6, b4, d5, g7, h6
Kilka niedokładnych posunięć czarnych przemieniło końcówkę z równej w przegraną 32...We8?! Zachowywało równowagę zarówno 32...Kf7 33.Sf4 Se3 34.Wd2 Wd8, jak i 32...S:h2 33.W:d5 Wc6 33.Sc7 We2 34.S:a6 Se3 35.Wg1?! Lepsze 35.Wc1 W:g2 36.S:b4 W:h2 37.a4 zachowujące pionka c2 35...S:c2 36.Wc1 Se3 Alternatywą było 36...b3 37.ab3 Sd4 38.b4 W:g2 37.S:b4 W:g2 38.a4 Wg4 Po 38...W:h2!? 39.b3 (39.a5? Sc4) 39...Wf2 40.a5 Wf8 czarne powinny zremisować 39.Wc8+ Kf7 40.Wb8 d4? Prowadzi do przegranej. Należało spróbować 40...Wg1+ 41.Ka2 Wg2, np. 42.a5?! Sc4 43.a6 W:b2+ 44.Ka1 Wb3! czy 42.Sd3 Sc4 41.a5 Zatrzymanie tego wolniaka będzie teraz czarne drogo kosztować 41...Wg1+ 42.Ka2 Wg5 43.a6 Wa5+ 44.Kb3 Ke6 45.Wb6+ Kd7 46.Wb7+ Kd6 47.W:g7 Sd5 48.Wg6+ i czarne poddały się (48…Kc7 49.S:d5+ W:d5 50.Kc4 Wd8 51.Kd3 itd.).

 

Z. Żarow (1862) – B. Pawelec (2115)

Białe: Ke1, Hc2, Wa1, Wh1, Gf1, Gg5, Se2, a2, b2, c4, d3, e4, f2, f3, h4

Czarne: Ke8, Hb6, Wa8, Wh8, Gf8, Sc5, Sf6, a7, b7, c6, d4, e5, f7, g7, h5

Zamiast 12.0-0-0 z wyrównanymi szansami, białe zagrały nieostrożnie 12.Gh3? i wpadły na minę: 12...H:b2! 13.H:b2 S:d3+ 14.Kf1 S:b2 15.Wb1 S:c4 16.W:b7 Sa5 17.Wb1 Ge7 i czarne zrealizowały materialną przewagę.

 

R. Suder (2138) – D. Falkowski (2059)

Białe: Kb1, Hg2, Wh1, Wh3, Gb2, Sc3, a2, b3, c2, d3, e3, f4, g4, h4

Czarne: Kb7, Ha5, Wh6, Wh8, Gd6, Sf8, a7, c5, c6, d5, e6, f6, g6, g7 

Również o wyniku tej partii zadecydował gruby błąd: 25.Se2 W:h4? Czarne liczyły na wariant 26.W:h4 W:h4 27.W:h4 He1+, ale nie zauważyły wtrąconego posunięcia przeciwnika 26.Gc3! (26...W:h3 27.W:h3!) 1-0

 

D. Falkowski (2059) – B. Pawelec (2115)

Białe: Kh1, Hg4, Wa1, We1, Gc1, Gc2, a2, b2, c3, f2, g2

Czarne: Ke8, Hc7, Wd8, Wh8, Gd7, Ge5, a7, b7, e6, f7, g7, h7 

Ta ostra partia miała dramatyczne i nieoczekiwane zakończenie 17.Gg5 f6 18.f4?! Lepsze 18.Gh6!? Gc8 (Przegrywa 18...gh6? 19.Hg7 Wf8 20.G:h7) 19.H:g7 H:g7 20.G:g7 Wg8 21.Gh6 z równą końcówką 18...Gd6 19.Hh5+? Po 19.Gh4 Kf8 (Słabsze 19...0-0 20.Hh5) czarne miały tylko niewielką przewagę 19...Kf8 20.f5 Ponieważ po 20.Gh4 G:f4 21.Wad1 e5 nie widać rekompensaty za dwa pionki, białe palą za sobą mosty i ruszają do rozpaczliwego ataku 20...Ge8! 21.Hf3 fg5 22.fe6+ Kg8? Błąd zmieniający diametralnie ocenę pozycji. Po 22...Ke7! 23.Wad1 Gf4 czarne odpierały atak, zostając z figurą przewagi 23.e7! Gf7 (23…G:e7? 24.Gb3+) 24.e8H+?? Straszna pomyłka. Wygrywało zarówno efektowne 24.Gb3 G:b3 25.e8H+, jak i narzucające się 24.ed8H+ H:d8 25.Gb3. Zaraz po wykonaniu błędnego posunięcia białe uznały się za pokonane, gdyż po 24...W:e8 25.W:e8+ G:e8 26.Gb3+ Gf7 nie ma już ani ataku, ani figury.

 

P. Dukaczewski (2254) – R. Suder (2138) 

Białe: Ke2, Wa8, a6, f4, g4

Czarne: Kg7, Wh3, b4, d5, g6, h5

Pozycja jest remisowa. Po 59.a7 Wa3 60.f5 b3! 61.f6+ Kf7 nie ma 62.Wh8?, bo 62…b2! Białe spróbowały ostatniej szansy: 59.f5!? hg4? Teraz zabraknie czarnym tempa. Należało grać 59...Wa3! z przejściem do podanych wyżej wariantów 60.a7! Wa3 61.f6+ K:f6 (61…Kf7 62.Wh8) 62.Wf8+ Kg5 63.a8H W:a8 64.W:a8 Kf4 65.Wb8 Kg3 66.W:b4 Kh3 67.Kf2 g3+ 68.Kg1 1–0

 

Obrona królewsko-indyjska

P. Dukaczewski (2254) – A. Czajkowski (2082)

1.d4 Sf6 2.c4 d6 3.Sf3 g6 4.Sc3 Gg7 5.g3 0-0 6.Gg2 Sc6 7.0–0 e5 8.d5 Se7 9.e4 Se8 10.Se1 f5 11.Sd3 c5 12.dc6 bc6 Bardziej dynamiczne jest 12...S:c6 13.Gg5 Sf6 14.Hd2 Ge6 15.b3 Hc7 16.Wac1 (16.f3!?) 16…fe4 17.S:e4 Zasługiwało na uwagę 17.G:f6!? G:f6 18.S:e4 Gg7 19.b4 17...S:e4 18.G:e4 Sf5 19.Sb4 Sd4 20.Wc3

Czarne uzyskały przyjemną pozycję, ale dalej grały mało dokładnie 20...Gg4 (20...a5!?) 21.G:c6 e4?! Prowadzi do przewagi białych. Należało wybrać 21...Se2+ 22.Kh1 S:c3 23.G:a8 e4! 22.We3 h6? A to już jest przegrywający błąd. Szanse na remis dawał wariant 22...S:c6 23.Hd5+ Kh8 24.H:c6 Hf7 25.H:e4 Gh3 26.Hd5 G:f1 27.H:f7 W:f7 28.K:f1 23.Sd5 Hf7 24.Se7+ Kh7 25.G:e4 hg5 26.G:g6+ H:g6 27.S:g6 K:g6 28.f3 Gh3 29.Wf2 Wae8 30.g4 Ge5 31.Wd3? Prawidłowe było 31.Hd3+ Kh6 32.f4 31...Wf4 32.c5 dc5? Po 32...Wef8! z groźbami S:f3+ i G:g4 można jeszcze było nawiązać walkę 33.We3 Wd8? (33...We6) 34.Hd3+ Kf6 35.Hh7 1-0

 

M. Maćkowiak (2138) – B. Pawelec (2115)

Białe: Kg1, Hd1, Wc1, We1, Gd2, Gg2, Sc3, Sf3, a3, b2, d4, e2, f2, g3, h2

Czarne: Kg8, Hd8, Wa8, Wf8, Ge7, Gf5, Sa6, Sd7, a5, b5, c6, d5, e6, f6, g7, h7 

15...e5?! Zagrane zbyt pospiesznie. Lepsze 15...b4 16.Sa2 ba3 17.ba3 i dopiero teraz 17..e5 16.e4! Powstające komplikacje są korzystne dla białych 16...Gg4?! Więcej szans dawało 16...G:e4 17.S:e4 de4 18.W:e4 a4 (18...f5?! 19.W:e5!) 17.ed5 ed4 18.d6 G:d6 19.cd6 dc3 20.G:c3 b4 21.Gd2 Hb6 22.Hb3+ Dokładniejsze było 22.Ge3 c5 23.Hd5+ Kh8 24.Sd2 22...Kh8 23.Gf4 Sac5 24.Hc4 ba3 25.ba3 Hb5 26.Sd4 H:c4 27.W:c4 Sd3 28.Wa1 (28.We7!?) 28…g5 29.h3 S7e5 30.G:e5 S:e5 31.Wc3 Gd7 32.Wac1 Wa6 33.S:c6 S:c6 34.G:c6 G:h3?! Po 34...Wd8 35.G:d7 W:d7 36.Wc6 W:c6 37.W:c6 Kg8 następowała nieuchronna wymiana pionków a5 i d6. Dawało to czarnym większe szanse na uratowanie pół punktu 35.d7 Wa7 36.Wd3 Wd8 37.Wcd1 Kg7 38.f3?! Lepsze 38.We3! Kf7 39.We8 Wd:d7 40.G:d7 G:d7 41.Wb8 38...Wc7?! (38...Ge6!) 39.Gb5 Wb7 40.a4 Kf7? Konieczne było 40...Gf5 lub 40…Ge6 41.g4! Po odcięciu gońca od wolniaka realizacja przewagi jest już prosta 41...f5 42.Kh2 fg4 43.We1 Wc7 44.Wd2 Kf6 45.We8 Wd:d7 46.G:d7 h5 47.Gb5 i białe wygrały.

 

M. Maćkowiak (2138) – R. Suder (2138) 

Białe: Kf7, Wb7, f6, h4

Czarne: Kh6, Wa6, h5

Przewaga pionka jest w tej pozycji prawdopodobnie nie do zrealizowania, ale „męczyć” przeciwnika można jeszcze długo. Nieostrożny ruch 66.We7? pozwolił jednak czarnym zakończyć pokojowo partię natychmiast 66...W:f6+! 67.K:f6 pat.

Ryszard Bernard

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w warcaby

We wrześniu bieżącego roku odbędzie się kolejna edycja turnieju organizowanego przez Polski Związek Warcabowy – Polish Open. Do Karpacza przyjedzie aż kilkunastu arcymistrzów i kilka arcymistrzyń międzynarodowych. Poniżej prezentuję dwie partie rozegrane przeze mnie z arcymistrzyniami na zeszłorocznym Polish Open.

 

Damian Jakubik – Darya Tkachenko

Polish Open, 31.08.2015 r., Karpacz

1. 32-28 17-22 2. 28x17 11x22 3. 37-32 12-17 4. 41-37 6-11 5. 46-41 8-12 6. 34-29 19-23 7. 40-34 14-19 8. 45-40 10-14 9. 32-28 23x32 10. 37x28 16-21 11. 41-37 5-10 12. 31-26 20-24 13. 29x20 15x24 14. 34-30

Ruch pasywny, lepiej 34-29 lub 37-31 z myślą 38-32 i wiązania krótkiego skrzydła przeciwnika.

14… 11-16 15. 30-25

Kolejny pasywny ruch białych.

15… 18-23 16. 37-31 23x32 17. 38x18 12x23 18. 40-34 7-11 19. 34-29 23x34 20. 39x30 21-27 21. 31x22 17x39 22. 44x33

Białe pozwoliły na rozbicie pozycji, z planem związania długiego skrzydła czarnych i przejęcia przeciwnego skrzydła.

22… 1-6 23. 43-38 13-18 24. 42-37 9-13 25. 47-42 4-9 26. 37-32 2-7 27. 42-37 7-12 28. 37-31 3-8 29. 49-43 11-17 30. 48-42 10-15

Czarne z powodu kilku ograniczeń wybierają ten, wydaje się, mało aktywny ruch:

30... 18-23? Z powodu prostej groźby kombinacyjnej czarne nie powinny grać tego ruchu, ponieważ nastąpi: 31. 25-20 14x34 32. 33-29 24x33 33. 38x7 8-12 34. 7x18 13x22.

Ten wariant wydaje się lepszy od zagranego w partii: 30... 17-21 31. 26x17 12x21 32. 32-27 21x32 33. 38x27.

31. 50-44 17-21 32. 26x17 12x21 33. 32-27 21x32 34. 38x27

Trwa walka o skrzydło.

34… 6-11 35. 42-37 11-17 36. 37-32 18-23 37. 43-38 8-12 38. 33-28 13-18 39. 31-26?

Duży błąd pozycyjny. Białe liczyły, że po 39… 9-13 zagrają 40. 44-39 i żertwa 40… 16-21 z atakiem 41… 18-22 nie przechodzi z powodu prostej kombinacji. Należało grać 39. 44-39 9-13 (39... 17-21?? 40. 28-22 9-13 41. 31-26) 40. 31-26 23-29 41. 39-33 18-23 42. 27-22 16-21 43. 22x11 21-27 44. 32x21 23x43 45. 11-6 29x38 46. 6-1 12-17 47. 21x12 =

Można też i tak: 39. 27-22 18x27 40. 31x11 16x7 41. 36-31 12-17 42. 31-27 7-11 43. 44-39 11-16 44. 39-34 9-13 45. 38-33 13-18 46. 34-29 23x34 47. 30x39 18-23 48. 39-34 17-21 z remisem.

39... 24-29! 40. 44-40 9-13 41. 40-34 29x40 42. 35x44 15-20

42... 16-21 43. 27x16 18-22 44. 38-33 22-27 45. 32x21 23x32 -/+

43. 44-40 20-24 44. 40-35 24-29 45. 36-31 16-21 46. 27x16 18-22

Białych uratowała kombinacja.

47. 26-21 22x42 48. 25-20 17x28 49. 20x7 42-47 50. 16-11 28-32 51. 11-6 32-37.

1-1

 

Olga Federovich – Damian Jakubik

Polish Open, 02.09.2015 r., Karpacz

1. 33-28

Debiut Holenderski (Sijbrandsa).

1… 18-22 2. 38-33 12-18 3. 31-26 7-12 4. 37-31 1-7 5. 42-38 20-25 6. 47-42 15-20 7. 41-37 10-15 8. 46-41 5-10 9. 32-27 19-23 10. 28x19 14x23 11. 34-30 25x34 12. 40x29 23x34 13. 39x30 20-25 14. 44-39 25x34 15. 39x30 10-14

Powstała pozycja jak z debiutu „partia holenderska” 1. 32-28 18-22 – czas tworzyć samemu.

16. 30-25 14-19 17. 35-30 19-23 18. 45-40 13-19 19. 30-24

Nie przechodzi prosta kombinacja: 19. 27-21 16x27 20. 33-28 22x33 21. 31x24 12-18 22. 38x29 23x45 -/+

19... 19x30 20. 25x34 8-13 21. 34-30 9-14 22. 30-25 14-19 23. 50-45 4-9 24. 33-29 23x34 25. 40x29 19-23 26. 49-44 23x34 27. 44-39 9-14

27... 22-28 28. 39x30 17-22 (28... 18-22 29. 27x18 12x23 prowadzi do ostrej gry) 29. 38-33 28x39 30. 43x34 =

28. 39x30 3-9 29. 37-32 13-19 30. 41-37 19-23 31. 43-39 9-13

Można było wyjść z rogatki, ale czarne chciały zdobyć centrum: 31... 23-29 32. 39-33 9-13 33. 33x24 14-20 34. 25x14 22-28 35. 32x23 18x9 = 36. 27-22 17x28 37. 26-21 16x27 38. 31x33 =

32. 39-34 13-19 33. 34-29 23x34 34. 30x39 19-23 35. 45-40 2-8 36. 48-43 8-13 37. 39-34 15-20 38. 43-39 20-24 39. 27-21 

Jedyny ruch, by wciąż realnie walczyć o remis. Jeśli: 39. 39-33 24-30 40. 33-29 30x39 41. 40-35 23x34 42. 38-33 39x28 43. 32x23 18x29 44. 27x20 34-39 z remisem.

Jednak wykorzystując poświęcenie piona, czarne odniosą zwycięstwo: 39. 39-33 16-21! 40. 27x16 24-30!! 41. 33-29 30x39 42. 40-34 39x30 43. 25x34 22-28 44. 31-27 (44. 29-24?? 23-29 45. 24x22 17x28 46. 32x23 18x40) 44... 28-33

Nawet kombinacja nie ratuje: 45. 27-22 33x24 46. 32-27 17x28 47. 37-32 28x48 48. 38-33 48x30 49. 33-28 23x21 50. 26x10

39... 16x27 40. 32x21 13-19 41. 21-16 14-20 42. 25x14 19x10 43. 31-27 22x31 44. 36x27 17-22 45. 37-32 22x31 46. 26x37 11-17 47. 39-33 10-14 48. 33-29 24x33 49. 38x29 17-22 50. 40-35 14-20 51. 35-30 20-25 52. 32-27 22x31 53. 37x26

53... 6-11 54. 29-24 11-17 55. 24-19 23x14 56. 30-24 17-22 57. 24-20 14-19 58. 20-15 19-24 i też remis.

53… 23-28 54. 29-24 28-33 55. 24-19 33-39 56. 34x43 25x34 57. 19-14 34-40 58. 14-9 7-11 59. 16x7 12x1 60. 9-4 40-45 61. 4x36 45-50

Końcówka nie do wygrania – remis.

62. 42-37 6-11 63. 37-32 1-6 64. 32-27 50-45 65. 43-39 45-1 66. 39-33 11-17 67. 33-28 6-11 68. 36-47 11-16 69. 47-33 1-18.

1-1

Damian Jakubik

 

aaa

 

kultura

 

Cudze chwalimy, swego nie znamy…

Śnimy o podróży do Australii, Indii albo chociaż do Włoch. Za to nikt z nas nie marzy o wyprawie do Otwocka czy Płocka, chociaż pochłonęłaby ona o wiele mniej czasu i pieniędzy. No ale cóż, co za atrakcje mogą kryć się w takich niepozornych polskich mieścinach? Ano mogą… Jakie – przekonamy się, gdy sięgniemy po książkę „Polska według Kreta”. Jak się domyślamy po tytule, jej autorem jest najbardziej znany prezenter pogody w naszym kraju, dziennikarz, podróżnik – Jarosław Kret.

Publikacja ta to zbiór 22 reportaży będących uzupełnieniem programu telewizyjnego nadawanego w TVP Info pod tym samym tytułem. Kret odkrywa przed nami kulisy nagrywania kolejnych odcinków, przedstawia ludzi, którzy mu w tym pomagali, ale przede wszystkim snuje opowieść o pięknych i niekoniecznie znanych zakątkach naszego kraju, wzbogacając ją o szczegóły, dla których zabrakło miejsca na antenie. Oprócz wspomnianych wyżej miasteczek zwiedzimy z nim m.in. Białkę Tatrzańską, Bochnię, Giżycko czy Sandomierz. Pojedziemy nad biebrzańskie bagna, do Doliny Karpia, do Puszczy Noteckiej. Wypróbujemy różne środki lokomocji – narty, kajak, a nawet balon. Ale przede wszystkim uświadomimy sobie, że wcale nie trzeba wyjeżdżać za granicę, by mieć wspaniałe wakacje. Kret przekonuje nas, że może nawet kilka lub kilkadziesiąt kilometrów od naszego domu znajdziemy niesamowite miejsca. Miejsca, w których możemy posmakować czegoś, czego jeszcze nie próbowaliśmy, odkryć tajemniczą historię albo po prostu odpocząć w pięknych okolicznościach przyrody.

Książkę dobrze się czyta zarówno tym, którzy nie oglądali programu, jak i tym, którzy regularnie śledzili wędrówki redaktora Kreta po Polsce. Duża w tym zasługa autora. Pisze on tak, jak prowadzi prognozę pogody – lekko, energicznie, z humorem. No i ze smakiem, bo pod koniec każdego rozdziału podaje przepis na potrawę związaną z danym regionem.

Nic, tylko próbować…

Książkę Jarosława Kreta „Polska według Kreta”, wydaną przez Wydawnictwo Naukowe PWN, możemy wypożyczyć w DZdN przy ul. Konwiktorskiej 7. Dostępna jest w wersji dźwiękowej (Daisy, Czytak oraz mp3). Czyta autor.

Barbara Zarzecka

 

aaa