stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 7 (112) Lipiec 2014

Cross 7 (112) lipiec2014

 

ISSN 1427-728X

ROK XII

Nr 7/2014 (112)

Lipiec 2014 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

 

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 635 57 94

tel. kom. 668 764 654,
666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

 

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Miesięcznik dofinansowuje 

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Jeśli kręgle, to tylko w Tomaszowie!

Piotr Dudek

Polacy mocni w Szwecji

Lubomir Prask

Przystanek Supraśl

Konrad Andrzejuk

Czas mistrzostw

Mirosław Jurek

Wiadomości

Gulasz po węgiersku

Barbara Zarzecka

Węgry inaczej

Maksymilian Lubiński

Żółta plamka 

(BWO)

Triathlon

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Jan Sekuła

Zapraszamy na obóz!

 

aaa

 

kręgle

 

Jeśli kręgle, to tylko w Tomaszowie!

Kolejne mistrzostwa Europy to wielkie wydarzenie, wyczekiwane przez zawodników zafascynowanych kręglarstwem klasycznym. Tym razem jednak nie udało się uniknąć pewnych trudności. Już na wstępnym etapie planowania niemiecka organizacja kręglarska odmówiła przeprowadzenia tej prestiżowej imprezy. Również Węgrzy zrezygnowali nie tylko z organizacji, lecz także z samego udziału w ME. Wykruszyły się również ekipy z Czech oraz z Bośni i Hercegowiny. Tych ostatnich można w pełni zrozumieć, ponieważ w końcu maja nawiedziła ten kraj klęska powodzi. W związku z tym już po raz trzeci mistrzostwa odbyły się w Polsce.

 Niemcy to kolebka kręglarstwa klasycznego w Europie. W rywalizacji zawodników pełnosprawnych są potęgą, mają u siebie bardzo dużo czynnych kręgielni, właśnie klasycznych. To za przyczyną ich odmowy Polska mogła już po raz kolejny stać się gospodarzem ME. Podobnie jak poprzednio, do ich przeprowadzenia wytypowano tomaszowską sześciotorową kręgielnię klasyczną, natomiast na bazę mieszkalną przeznaczono Ośrodek Przygotowań Olimpijskich w Spale. Kręgielnię z tej okazji poddano modernizacji i wykonano niezbędne naprawy. Wymienione też zostały wszystkie kręgle i kule.

Rozgrywanie mistrzostw na niemal własnej kręgielni niezaprzeczalnie stanowiło spore ułatwienie dla naszej ekipy. Celowo właśnie tutaj prowadzone były wszystkie konsultacje trenerskie i zgrupowanie kadry w ramach cyklu szkoleń przygotowawczych. Powołana przez trenerów Bożenę Polak i Izydora Jóźwika reprezentacja szlifowała formę na tutejszych torach.
Z tych powodów nasi zawodnicy nie byli narażeni na zmęczenie wynikające z trudów podróży.

Początek rozgrywek to sprawdzian stopnia przygotowania zawodników. Pierwsze gry dla jednych są tylko walką o wejście do finału, dla innych również rywalizacją o punkty dla drużyny. W teamach kobiecych grają trzy panie, po jednej z kategorii B1, B2 i B3. Wśród panów ta liczba jest podwojona. Przedstawiciele Polski zabiegali we władzach IBSA o zwiększenie limitu udziału kobiet w ME. I choć starania odniosły skutek, większość ekip narodowych nie skorzystała z tej możliwości. Natomiast my odnotowaliśmy największy stan osobowy naszej reprezentacji w historii mistrzostw. Niewidomych i słabowidzących kręglarzy z Polski było aż 24. Bez wątpienia na ten wynik miały wpływ miejsce zawodów i brak kosztów podróży. Inna rzecz, że dynamiką rozwoju tej dyscypliny w naszym środowisku bijemy na głowę całą Europę i świat.

Pierwsze gry to pierwsze emocje – możliwość sprawdzenia swojej formy, ale też zobaczenia, jakie postępy przez ostatni rok zrobili konkurenci. W tak licznej polskiej reprezentacji siłą rzeczy powstała również mocna rywalizacja wewnętrzna. Nasi to przecież już w wielu przypadkach niekwestionowani liderzy. Od co najmniej kilku lat medale złote i srebrne w kat. B1 mężczyzn są niemal pewne. Walczą o nie między sobą Jan Zięba i Zdzisław Koziej. Bycie faworytem to jednak czasem duży problem. O tym, jak trudno gra się pod silną presją, przekonał się Mieczysław Kontrymowicz. Ubiegłoroczny złoty medalista w kat. B2 tym razem nie dotarł do finału. W tym roku spośród czterech naszych reprezentantów tylko Władysław Wakuliński wywalczył prawo dalszej gry w kat. B2 mężczyzn. A liczyliśmy na znacznie więcej…

Na zawodach rangi ME nie może zabraknąć nieoczekiwanych rozstrzygnięć, które nadają turniejowi klimat i tworzą sportową historię. Jan Zięba i Zdzisław Koziej bez trudu poradzili sobie z rywalami w kat. B1, co w rozgrywce drużynowej już na wstępie dało całemu zespołowi dużą przewagę punktową. Panowie z kat. B2, czyli Mieczysław Kontrymowicz i Stanisław Fortkowski, dystans ten na szczęście utrzymali, a to przy dobrej, równej grze Grzegorza Kanikuły i Zbigniewa Strzeleckiego zapewniło naszym mężczyznom złoty medal. Paniom w tym roku trochę zabrakło do najcenniejszego krążka. Pomimo rewelacyjnego wyniku Ireny Curyło w kat. B3 (714 p.!), dobrej postawy Mieczysławy Stępniewskiej w B1 (503 p.) oraz Anny Barwińskiej w B2 (632 p.) nasza damska drużyna musiała zadowolić się srebrnym medalem. Rywalki z Chorwacji okazały się – jak co roku – niedoścignione.

Po pierwszych dwóch dniach rozgrywek mieliśmy już dla naszego kraju złoto i srebro w drużynach, a po trzecim dniu w finale znalazło się sześć kobiet i pięciu mężczyzn mających przepustkę do dalszej walki o medale. Nowością tegorocznych ME były miksty rozegrane na zasadach podobnych do rywalizacji zawodników pełnosprawnych. Konkurencja ta okazała się strzałem w dziesiątkę i wprowadziła zupełnie nową jakość. Każda ekipa narodowa mogła wystawić po dwie drużyny mikstowe. Niestety, nie wszyscy skorzystali z tej możliwości, w większości przypadków z uwagi na szczupłość liczebną ekip. Polska zgłosiła najwięcej, bo sześć drużyn – po dwie w każdej kategorii. Po złotym medalu drużyny męskiej wydawało się, że rywalizacja mikstów przyniesie kolejne pasmo sukcesów naszej reprezentacji. W starcie drużynowym odpowiedzialność za ostateczny rezultat jest nieco rozmyta, a zawodnicy obarczeni są znacznie mniejszym stresem. W mikstach emocje są daleko większe. Dwie osoby – kobieta i mężczyzna z tej samej kategorii – grają bezpośrednio po sobie na jednym torze. W kat. B1 i B2 oddaje się dwa razy po 10 rzutów, oczywiście na wspólne konto. W kat. B3 odbywa się to naprzemiennie: rzut po rzucie – w sumie również 20 podejść. Stres sięga zenitu, gdyż każdy błąd jest już trudny do odrobienia. W dodatku partner jest tuż za plecami. To on za chwilę będzie musiał odrobić ewentualną stratę. Temperatura rywalizacji rośnie, gdy w którymś z pojedynków padnie remis. Wówczas oddawane są tzw. rzuty zwycięstwa. Dobrze wykonane dwie próby, po jednej dla każdego członka pary, decydują o ostatecznym wyniku, czyli o awansie do dalszej gry bądź o medalu. Z uwagi na pucharowy system zawodów wszystkie pojedynki są tak samo ważne, więc kręgielnia aż wrzała od okrzyków widowni obserwującej rozgrywki. Niestety, polskie drużyny szybko się wykruszały. Faworytom puszczały nerwy i kolejne nasze mikstowe tandemy znikały z tablicy informacyjnej. Na polu walki pozostał już tylko mikst w składzie Jadwiga Dudek i Mieczysław Kontrymowicz. Walczyli do końca. I to dosłownie. We wcześniejszym starciu przegrali z późniejszymi zwycięzcami z Chorwacji, więc ostatecznie pozostało im starać się o trzecie bądź czwarte miejsce. Kiedy wygrali w rzutach zwycięstwa w pięknym stylu dziewiątką Jadwigi, kręgielnia oszalała z radości. Gratulowali im nie tylko koleżanki i koledzy z kadry, lecz także wiele osób z innych ekip i sędziowie. Ich zwycięski pojedynek był dla wszystkich tak emocjonujący i ciekawy, iż nie mogli nie podziękować im za to sportowe widowisko.

Podobnie dużo wrażeń przyniosło śledzenie gry finałowej w kat. B1 mężczyzn. Po nieznacznej przegranej w eliminacjach Jan Zięba postanowił wziąć rewanż na koledze z reprezentacji Zdzisławie Kozieju. Do ostatnich rzutów szala zwycięstwa przechylała się to na jedną, to na drugą stronę. W rezultacie sprawiedliwość sportowa pogodziła rywali. Obaj panowie podzielili się medalami. Za grę finałową Janek wziął medal złoty, natomiast za sumę gier złoto trafiło do Zdzisława. Srebrne medale też rozdzielili pomiędzy siebie.

Sporą sensacją tegorocznych mistrzostw była konkurencja w kat. B3 kobiet i mężczyzn. Zawodnicy z Chorwacji, Słowenii i Serbii, zdobywający w latach ubiegłych medale, osiągali wyniki na poziomie 750 punktów i wyższym. W tym roku tomaszowska kręgielnia wyraźnie im nie sprzyjała. Najciekawsze jest to, iż w grach eliminacyjnych polegli w walce nawet z naszą Ireną Curyło, gdyż to właśnie jej wynik 714 punktów okazał się najwyższy zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn w tej kategorii. W finałach rezultaty były już nieco wyższe u panów, ale również nie rewelacyjne.

W rozgrywce indywidualnej czekała nas miła niespodzianka w kat. B2 kobiet. Po grze eliminacyjnej na pierwszych sześciu miejscach plasowały się aż trzy Polki. Szczególnie zabłysła Maria Harazim. Już podczas ostatnich gier na zgrupowaniu przygotowawczym zawodniczka pokazała wysoką klasę sportową. Emocje mistrzostw nie odebrały jej rękom pewności i rzut za rzutem dopisywała siódemki, ósemki, a nawet dziewiątki. W finale uległa jednak szalonej grze Słowenki, która przesunęła się na czoło aż z czwartego miejsca eliminacji. Marysi pozostał medal srebrny, natomiast z sumy gier wywalczyła złoty. Był to jej niewątpliwy debiutancki sukces, na który zapracowali wraz z nią gorąco dopingujący kibice z drużyny. Sympatyczna Maryla zaskarbiła sobie serca całej reprezentacji. Kapitan ekipy Irena Curyło po świetnej grze w finale (695 p.) zgarnęła bezapelacyjnie dwa złote krążki – za finał i sumę gier. Do puli medalowej naszych pań Mieczysława Stępniewska dorzuciła jeszcze swoje dwa brązowe, zdobyte indywidualnie w kat. B1. Miecia w ten sposób wzięła odwet za przegraną w mistrzostwach Polski. Młodziutka Karolina Rzepa wyraźnie nie wytrzymała napięcia startu debiutanckiego i w finale, po dobrych trzech grach, w ostatniej utraciła szansę na bardzo dobrą lokatę.

W sumie występ naszej drużyny narodowej można uznać za bardzo udany. Zdobyliśmy trzynaście medali, w tym sześć złotych, co jest jeszcze lepszym rezultatem niż w roku ubiegłym. Pomogła nam bez wątpienia „własna kręgielnia” i publiczność. Na szczególną pochwałę zasługuje dorobek zawodników kat. B1, do których należało sześć z dziesięciu medali indywidualnych.

Mistrzostwa Europy, jak wszystkie tej rangi imprezy, wytwarzają swój niepowtarzalny sportowy klimat. Nie zawsze faworyci wygrywają. Tym razem na podium mogliśmy zobaczyć nowe twarze – właśnie z naszej reprezentacji. Jest to najlepsza motywacja do treningu i walki o powołanie do kadry. Noszenie biało-czerwonej koszulki to wielka satysfakcja, a jeśli do tego dołożyć miejsce na podium, to mamy zapewnione niezapomniane wrażenia do końca życia. Uwaga! W następnych zawodach trener Bożena Polak będzie wypatrywać kolejnych talentów na przyszłoroczne mistrzostwa Europy.

 

Piotr Dudek

 

XV Mistrzostwa Europy Niewidomych i Słabowidzących w Kręglach Klasycznych

9-15.06.2014 r., Tomaszów Mazowiecki

Klasyfikacja drużynowa:

Kobiety

1. Chorwacja 1921 p.

2. Polska 1849 p.

3. Rumunia 1746 p.

Mężczyźni

1. Polska 3869 p.

2. Rumunia 3780 p.

3. Słowenia 3771 p.

Mix-team

B1

1. Chorwacja I (P. Desa, S. Dundek)

2. Niemcy I (A. Rother, T. Behrend)

3. Rumunia I (E. Negrilescu, D.Vaduva)

B2

1. Chorwacja I (E. Śerfez, V. Jeluśić)

2. Rumunia (D. Soldan, T. Oreian)

3. Polska I (J. Dudek, M. Kontrymowicz)

B3

1. Chorwacja I (R. Markeśić, Z. Vućenović)

2. Rumunia I (C. Boanda, L. Ordog)

3. Słowenia I (M. Fras, M. Żalar)

Finał kobiet

B1

1. Petra Deśa (Chorwacja) 1137 p.

2. Elena Negrilescu (Rumunia) 1011 p.

3. Mieczysława Stępniewska (Polska)          980 p.

B2

1. Maria Harazim (Polska) 1323 p.

2. Danica Padeżnik (Słowenia) 1319 p.

3. Evica Śerfez (Chorwacja) 1309 p.

B3

1. Irena Curyło (Polska) 1409 p.

2. Ruża Markeśić (Chorwacja) 1375 p.

3. Marija Fras (Słowenia) 1371 p.

Finał mężczyzn

B1

1. Zdzisław Koziej (Polska) 1200 p.

2. Jan Zięba (Polska) 1189 p.

3. Stjepan Dundek (Chorwacja) 1120 p.

B2

1. Bronislav Viktorović (Serbia) 1406 p.

2. Vasile Damian (Rumunia) 1396 p.

3. Tomaż Furian (Słowenia) 1393 p.

B3

1. Marjan Żalar (Słowenia) 1460 p.

2. Roman Ondrejković (Słowacja) 1442 p.

3. Mozes Gyorfi (Rumunia) 1424 p.

Finał indywidualny kobiet

B1

1. Petra Deśa (Chorwacja) 568 p.

2. Elena Negrilescu (Rumunia) 493 p.

3. Mieczysława Stępniewska (Polska) 477 p.

B2

1. Danica Padeżnik (Słowenia) 663 p.

2. Maria Harazim (Polska) 647 p.

3. Evica Śerfez (Chorwacja) 645 p.

B3

1. Irena Curyło (Polska) 695 p.

2. Edith Rien (Niemcy) 690 p.

3. Marija Fras (Słowenia) 688 p.

Finał indywidualny mężczyzn

B1

1. Jan Zięba (Polska) 612 p.

2. Zdzisław Koziej (Polska) 610 p.

3. Ranko Milutinović (Chorwacja) 559 p.

B2

1. Tomaż Furian (Słowenia) 714 p.

2. Bronislav Viktorović (Serbia) 701 p.

3. Vasile Damian (Rumunia) 696 p.

 B3

1. Marjan Żalar (Słowenia) 748 p.

2. Roman Ondrejković (Słowacja) 740 p.

3. Mozes Gyorfi (Rumunia) 726 p.

 

aaa

 

showdown

 

Polacy mocni w Szwecji

Na otwartym międzynarodowym turnieju w Haninge w Szwecji zjawiła się europejska czołówka graczy w showdown. Polskę pojechała reprezentować najlepsza trójka naszych zawodników – Elżbieta Mielczarek, Łukasz Byczkowski i Adrian Słoninka. Ich poczynania obserwował trener Lubomir Prask. Turniej ten był ostatnim sprawdzianem przed zbliżającymi się mistrzostwami Europy, które, nawiasem mówiąc, będą rozegrane w tym samym miejscu.

 

Sportowcy zakwaterowani byli w hotelu o wysokim standardzie, wyróżniającym się pięknymi i przede wszystkim dobrze wyciszonymi salami konferencyjnymi, które na te kilka dni stały się areną rywalizacji sportowej. Jednakowe czeskie stoły do gry umożliwiły stworzenie identycznych, bardzo dobrych warunków rozgrywek wszystkim uczestnikom.

Na zawodach rywalizowało 36 zawodników i 20 zawodniczek z 11 państw. Rozstawienie w grupach zależało od liczby punktów rankingowych IBSA przyznanych dotychczas graczom. Wszyscy Polacy plasowali się na szczęście na pierwszych miejscach. Pozwalało to mieć nadzieję, że naszej trójce z łatwością uda się przejść do następnej rundy turnieju.

Rozgrywki rozpoczynały się każdego dnia około ósmej, a ostatnie mecze kończyły się często o dwudziestej drugiej. To były bardzo ciężko przepracowane trzy dni. W pierwszej rundzie, zgodnie z przypuszczeniami, nie pojawiły się żadne większe trudności. Jedynie Ela skarżyła się na złe samopoczucie i zgłaszała, że czasami nie słyszy piłki. Okazało się, że ma zapalenie gardła. Pomimo wizyty w aptece przez całe zawody nie udało się jednak zwalczyć stanu zapalnego.

W drugiej rundzie było już o wiele ciężej, bo przy stołach spotykali się zawodnicy o zbliżonych umiejętnościach. Ela przegrała mecz z Włoszką Chiarą, ale nie wpłynęło to na awans do ćwierćfinału. Łukasz Byczkowski również awansował do fazy play-off. Jedynie Adrian nie znalazł się w grupie najlepszych ośmiu graczy turnieju. Niestety, w jego grupie rywalizacja we wcześniejszej rundzie była bardzo trudna. Awansująca z tej puli graczy czwórka okazała się na koniec najwyżej notowana w turnieju.

Ela, po ciężkim meczu półfinałowym, spotkała się w finale z Hanną Vilmi z Finlandii. Wielokrotnie już rywalizowały, a bilans spotkań był wyrównany. Jednak tym razem zdecydowanie wygrała Hanna, pokonując Elę 3:0. Łukasz w tym bardzo silnie obsadzonym turnieju zajął najwyższe w karierze 8. miejsce. Adrian uplasował się na miejscu 11. Wygrana z Niemcem Benjaminem Neue była rewanżem za turniej w Mediolanie, gdzie wynik był odwrotny.

Po tym bardzo dobrym sprawdzianie showdowniści powrócili do przygotowań. W każdym sporcie potrzeba też jednak odrobiny szczęścia. Jeżeli wynik losowania grup będzie dla nas pomyślny, Polacy mają znaczne szanse na bardzo dobry rezultat na zbliżających się mistrzostwach Europy (13-17.08.2014 r.).

 

Lubomir Prask

 

Międzynarodowy turniej showdown

4-8.06.2014 r., Haninge (Szwecja) 

Mężczyźni

1.  Peter Zidar (Słowenia)

2.  Leander Sachs (Holandia)

3.  Ari Lathinen (Finlandia)

4.  Matthieu Juglar (Francja)

5.  Luigi Abate (Włochy)

6.  Claudio Quitral (Szwecja)

7.  Juha Oikarainen (Finlandia)

8.  Łukasz Byczkowski (Polska)

9.  Ziedonis Mazurs (Łotwa)

10.  Christoffer Örnevik (Szwecja)

11.  Adrian Słoninka (Polska)

12.  Benjamin Neue (Niemcy)

13.  Michael Lapaz (Francja)

14.  Domenico Leo (Włochy)

15.  Pavel Miechelfeit (Czechy) 

Kobiety

1.  Hanna Vilmi (Finlandia)

2.  Elżbieta Mielczarek (Polska)

3.  Antje Samoray (Niemcy)

4.  Helena Krivackova (Czechy)

5.  Stine Skovbon (Dania)

6.  Jaana Pesari (Finlandia)

7.  Mariah Sethsen (Szwecja)

8.  Sevrine Mesnil (Francja)

9.  Liene Fibiga (Łotwa)

10.  Helma Van der Boom (Holandia)

11.  Sanja Kos (Słowenia)

12.  Heidi Torn (Finlandia)

13.  Francesca Buttitta (Włochy)

14.  Anja S.V. Svendsen (Dania)

15.  Tove Knudsen (Dania)

 

aaa

 

goalball

 

Przystanek Supraśl

Wenecja, Montreal, Teheran, Sydney, Malmo i… Supraśl. Co może łączyć te miasta? Chyba nic poza tym, że każde z nich gościło w ostatnich miesiącach czołowe drużyny goalballu, przygotowujące się do tegorocznych mistrzostw świata.

Z każdym rokiem goalballowa machina rozpędza się coraz bardziej. Przybywa nowych drużyn, prestiżowych turniejów, każda z ekip stara się być o krok przed rywalami. Trwa walka o potężnych sponsorów, trenerzy opracowują wciąż nowe zagrania. A tymczasem w niewielkim miasteczku nad Supraślą, otoczonym rozległymi lasami Puszczy Knyszyńskiej, życie toczy się swoim tempem i nikt z niewtajemniczonych nawet nie pomyślałby, że to spokojne miejsce może być ostatnim przystankiem dla goalballistów przed mistrzostwami świata w tej dyscyplinie.

Już po raz czwarty najlepsze drużyny z całego świata uczestniczyły w międzynarodowym supraskim turnieju goalballu. Jako pierwsza na miejscu zameldowała się męska reprezentacja Turcji, brązowi medaliści ostatnich igrzysk paraolimpijskich. Do Polski przyjechali prosto ze Słowenii, gdzie wywalczyli trzecie miejsce w prestiżowym turnieju w Izoli. Supraśl przynosi Turkom szczęście – przed londyńskimi igrzyskami przygotowywali się tutaj przez trzy tygodnie. Tym razem przyjechali na 12 dni.

Pozostałe drużyny stawiły się w komplecie 5 czerwca. W sumie do zawodów przystąpiło 11 zespołów. W grupie kobiet rywalizowały: Finlandia, Turcja, Węgry, Holandia i GK Korolev (mistrz Rosji), wśród mężczyzn zaś rozgrywka toczyła się pomiędzy Algierią, Turcją, Węgrami, Belgią i Szwecją. W roli gospodarzy wystąpiła drużyna złożona z Polaków (Paweł Brodowicz, Konrad Andrzejuk), Rosjan (Aleksiej Szipiłow, Dymitr Jelin) oraz Białorusina (Aleksiej Karawikow). Ten eksperymentalny skład grał pod nazwą Interteam.

Lista startowa zawodów kazała oczekiwać niesamowitych emocji. Turniej w Supraślu odbył się trzy tygodnie przed rozpoczęciem mistrzostw świata, które w tym roku gościło fińskie Espoo. Był więc ostatnią okazją do sprawdzenia sił przed najważniejszymi zawodami w roku. Polacy znowu nie zakwalifikowali się do rywalizacji o czempionat globu. Jak do tej pory udało się to zresztą tylko raz, w dodatku aż 28 lat temu, czyli gdy większości z obecnego składu naszej reprezentacji nie było jeszcze na świecie. Obserwując niesamowity postęp, jaki dokonał się w ostatnich latach w światowym goalballu, i mając ogląd na system finansowania i kierunki rozwoju tej dyscypliny w naszym kraju, trzeba z przykrością stwierdzić, że pozostaje mieć tylko nadzieję, iż kolejny występ Polaków na mistrzostwach świata nastąpi, zanim minie następnych 28 lat.

Powróćmy jednak do Supraśla, gdzie w piątkowy poranek, 6 czerwca, rozpoczęła się wyjątkowo emocjonująca rywalizacja. Już w pierwszym meczu zmierzyli się faworyci turnieju – Algieria i Turcja. Mecz od samego początku był bardzo zacięty, obie drużyny szły łeb w łeb aż do ostatnich minut pojedynku. Jednak ostatecznie szalę zwycięstwa na stronę Algierii przechylił Mohamed Mokrane. Jego celny strzał zapewnił mistrzom Afryki wygraną 6:5. Trenerzy z pełnym przekonaniem powtarzają, że Mokrane to obecnie najlepszy zawodnik na świecie. Trudno temu zaprzeczyć. Pomimo że gra jako center, jest zarazem najlepszym strzelcem drużyny, co w goalballu zdarza się rzadko. Atak to domena zawodników skrzydłowych, center ma za zadanie koordynować obronę. To jednak nie przeszkadza niesamowitemu Algierczykowi w zdobywaniu kolejnych bramek.

W pierwszym meczu grupy kobiet stanęły naprzeciw siebie Węgierki i Holenderki. Chociaż żadnej z drużyn nie udało się zakwalifikować na mistrzostwa świata, to obie wystąpią we wrześniowych mistrzostwach Europy grupy „B”, które odbędą się w węgierskim Egerze. Holenderki szybko straciły pierwszy punkt i już to wystarczyło, aby poprawiły obronę i zablokowały rywalkom dostęp do swojej bramki. Dopiero pod koniec pierwszej połowy Węgierki znalazły sposób na przeciwniczki i w ciągu niespełna dwóch minut zdobyły 3 bramki. Taki cios w kobiecym goalballu oznacza niechybną porażkę. U pań każda bramka jest na wagę złota, gdyż mecze kończą się dużo niższymi wynikami niż u panów. Jest to zasługą identycznych reguł gry zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn. W efekcie ciężka, ważąca 1,25 kg piłka, toczy się podczas kobiecych meczów dużo wolniej niż u silniejszych mężczyzn. Wolniejsza rozgrywka pozwala na skuteczniejszą obronę, dlatego mecze kobiece zazwyczaj są nieco mniej widowiskowe. Chociaż nie zawsze. Pojedynek z Holenderkami Węgierki wygrały 6:0. W ich kolejnym starciu przeciwko Rosjankom padł remis 7:7, a ostatnie minuty tego starcia wywołały ogromne emocje na trybunach.

Bardzo ciekawe okazało się również kolejne spotkanie, w którym drużyna Interteam podjęła Węgrów. Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando gospodarzy, którzy wystąpili w składzie: Paweł Brodowicz, Aleksiej Karawikow i Konrad Andrzejuk. Po zakończeniu pierwszej połowy Węgrzy przegrywali już 3:9. W przerwie trenerzy obu drużyn postanowili dać szansę zawodnikom z ławki rezerwowych. Konrad Andrzejuk przeszedł na środek, a miejsce po jego obu stronach zajęli Rosjanie Dymitr Jelin i Aleksiej Szipiłow. Węgrzy wykorzystali brak zgrania przeciwników i zaczęli odrabiać straty. Interteam wyszedł jednak z pojedynku zwycięsko, wygrywając 12:9.

Warto też wspomnieć o kolejnym spotkaniu, w którym zmierzyli się Turcy i Belgowie. Obie drużyny, szlifujące formę przed mistrzostwami świata, prezentowały bardzo wysoki poziom gry. Już w pierwszej minucie meczu, po celnych strzałach Klisona Mapreni, Turcy dwukrotnie wyciągali piłkę z siatki, zaraz potem wynik podwyższył Youssef Bihi. Jednak to było wszystko, co Belgowie mogli zrobić. Turcy, po chwili dekoncentracji, skutecznie zamurowali bramkę i do końca meczu nie wpuścili już żadnej piłki. Belgowie również nie zamierzali się poddawać i nie ułatwiali rywalom odrabiania strat. Mecz ostatecznie zakończył się remisem 3:3.

Po południu Interteam stawił czoła Algierii. Gospodarzom zabrało zgrania i siły, aby przeciwstawić się Afrykańczykom niesionym falą zwycięstwa, i ostatecznie przegrali 1:11. W tak dobrą dyspozycję Algierczyków nie mógł uwierzyć trener Szwedów, ich kolejnych rywali. Przed meczem dodatkowymi plastrami osobiście zaklejał oczy algierskiej gwieździe – Mohamedowi Mokrane – aby upewnić się, że nie będzie on podglądał. Na niewiele się to zdało. Szwedzi przegrali 0:9, zaś Algieria po pierwszym dniu pozostała niepokonana.

Meczem na szczycie w grupie pań było spotkanie Turcji i Finlandii. Obie drużyny przygotowywały się do mistrzostw świata z myślą o zajęciu miejsca na podium. Mimo że w drużynie Finlandii wystąpiły dużo bardziej doświadczone zawodniczki, Turczynki z powodzeniem zdołały stawić im czoła i wygrały 8:4. Rosnący poziom rozgrywek i tegoroczna zmiana regulaminu gry to również nie lada wyzwania dla sędziów. Podczas turnieju przeprowadzono seminarium i egzamin kontrolny z sędziowania, do którego przystąpiło siedmiu arbitrów: z Polski, Turcji i Ukrainy. Starszy egzaminator, Mick McGuire z Wielkiej Brytanii, okazał się bardzo skrupulatny i wskazywał sędziom nawet najmniejsze błędy. Od dłuższego czasu światowy komitet goalballu przy IBSA stara się podnieść poziom sędziowania. W tym roku wszyscy sędziowie muszą przejść egzamin potwierdzający ich kwalifikacje. Nie jest to wcale proste, ponieważ nowy sposób oceny sędziów sprawia, że poprzeczka jest zawieszona znacznie wyżej niż dotychczas. Dzięki temu mecze mogą toczyć się sprawniej i mniej jest sytuacji, w których trenerzy rywalizujących drużyn oskarżają sędziego o decyzję niezgodną z regulaminem.

Sobotnie rozgrywki rozpoczął pojedynek gospodarzy z Turkami. Brązowi medaliści paraolimpijscy okazali się dla nas zbyt silni i wygrali 12:4. Niestety, przegraliśmy również z Belgami. Wyniki turnieju pokazały, że przed nami jeszcze bardzo dużo pracy.

Tymczasem Algieria wysoko pokonała Belgię i zapewniła sobie zwycięstwo w całym turnieju. Naszemu zespołowi pozostał mecz ze Szwecją. W składzie gości z północy wystąpił Piotr Ławniczak – Polak, który kilka lat temu uzyskał szwedzkie obywatelstwo i z powodzeniem reprezentuje ten kraj. Szwedzki goalball ma wspaniałą historię, jednak ostatnio przeżywa kryzys. Drużynie, która ma na swoim koncie wiele medali igrzysk paraolimpijskich i mistrzostw świata, wyraźnie się nie wiedzie. Przegrali nieznacznie możliwość awansu na mistrzostwa świata i spadli do europejskiej grupy „B”. Mimo to pochodzący z Kosowa trener Florim Seremeti wierzy, że uda mu się odbudować dawną potęgę zespołu. W Supraślu zagraliśmy ze Szwedami o 4. miejsce turnieju. Mimo że początek układał się po naszej myśli, rywale odskoczyli nam znacznie na początku drugiej połowy spotkania. Nasz pościg okazał się spóźniony i mimo dobrej postawy w ostatnich minutach drużyna Interteamu nie zdołała odrobić strat; przegraliśmy 7:11 i uplasowaliśmy się ostatecznie na 5. pozycji. Mimo że interkontynentalny turniej goalballu jest jedyną cykliczną międzynarodową imprezą sportową w województwie podlaskim i zdążył zdobyć już wysoką rangę, o której świadczy udział w zawodach najlepszych drużyn z całego świata, władze lokalne nie są zainteresowane wspieraniem jego organizacji. Tegoroczna sytuacja finansowa była bardzo ciężka. Aby ratować honor gospodarzy i nagrodzić zwycięzców stosownymi trofeami, zawodnicy z Białegostoku – Paweł Brodowicz i Konrad Andrzejuk – zdjęli ze swych półek najbardziej okazałe puchary i po naklejeniu nowych tabliczek przekazali je jako nagrody dla najlepszych drużyn turnieju. Przedstawiciele Urzędu Miasta w Supraślu postanowili udawać, że żadnych zawodów nie było. Nikt nie pojawił się na ceremonii zakończenia, na stronie internetowej miasta nie opublikowano też żadnej informacji o tej imprezie. Trochę to przykre, trochę śmieszne, a na pewno godne krytyki. Wszak taka postawa nie ma nic wspólnego z polską gościnnością i przypomina chowanie głowy w piasek.

Władze miasta zawiodły, za to nie rozczarowała pogoda. Może właśnie piękne słońce było powodem uśmiechu, który gościł na twarzach zarówno wygranych, jak i przegranych. Być może przyczyniła się też do tego przyjacielska atmosfera, jaką udało się zbudować uczestnikom imprezy. Wszyscy wyjeżdżali z Supraśla zadowoleni i deklarowali chęć powrotu w przyszłym roku. Po turnieju przez osiem dni na miejscu została jeszcze reprezentacja Algierii, która zdecydowała się na przeprowadzenie w Supraślu obozu treningowego.

Organizacja zawodów u siebie to dla naszych zawodników jedyna szansa na rywalizację na światowym poziomie. Po raz kolejny polscy goalballiści słyszą, że w tym roku pieniędzy jest o połowę mniej niż w poprzednim, ale w przyszłym na pewno będzie dużo lepiej. Te słowa, powtarzane jak mantra, wciąż brzmią w naszych uszach. Od dawna w nie nie wierzymy. Pogodziliśmy się z tym, że Polska jest goalballowym krajem Trzeciego Świata, jednak to nie znaczy, że się poddajemy. Świat jeszcze o nas usłyszy! 

 

Konrad Andrzejuk

 

IV Interkontynentalny Turniej Goalballu

5-8.06.2014 r., Supraśl

Klasyfikacja końcowa

Kobiety

Turcja

Finlandia

Węgry

GK Korolev (Rosja)

Holandia 

Mężczyźni

Algieria

Turcja

Belgia

Szwecja

Interteam (Polska)

Węgry

 

aaa

 

kolarstwo

 

Czas mistrzostw

 Czerwiec to czas ważnych wydarzeń kolarskich, wieńczących pierwszą część sezonu. Końcówka miesiąca zarezerwowana jest w polskim i międzynarodowym kalendarzu startów dla mistrzostw federacji narodowych w wyścigach na czas i ze startu wspólnego. Zawodnicy ZKF „Olimp” od kilku lat startują w mistrzostwach Polski organizowanych przez Polski Związek Kolarski, a wyścigi tandemów są stałym elementem tego najbardziej prestiżowego wydarzenia w krajowym sezonie startowym.

 Ostatnim sprawdzianem formy przed MP był dla kolarzy tandemowych wyścig o Puchar Prezydenta Poznania. Tegoroczna edycja imprezy, już szesnasta z kolei, składała się z czterech etapów i była rozgrywana w kategorii kobiet (łączny dystans 157 km) i mężczyzn (214 km). O klasyfikacji końcowej decydował łączny czas, po uwzględnieniu bonifikat zdobywanych przez czołową trójkę na mecie poszczególnych etapów i na lotnych premiach. Inauguracja wyścigu odbyła się na samochodowym Torze Poznań. Pierwszymi liderkami zostały mistrzynie świata Iwona Podkościelna i Aleksandra Wnuczek (KKT „Hetman” Lublin), a wśród mężczyzn liderowali Przemysław Wegner i Piotr Czopek („Razem” Poznań). Kolejny etap, którym była jazda na czas na poligonie Biedrusko, nie przyniósł w kategorii kobiet żadnych zmian, bo ponownie wygrały zawodniczki „Hetmana”, dzięki czemu umocniły swoją wiodącą pozycję. W rywalizacji mężczyzn było więcej emocji, ponieważ najszybciej trasę czasówki przejechali brązowi medaliści mistrzostw świata w tej specjalności Marcin Polak i Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin) i objęli prowadzenie w wyścigu. Trzeci etap, ponownie rozegrany na Torze Poznań, przebiegał w jesiennej scenerii, gdyż nastąpiło gwałtowne obniżenie temperatury, a nad głowami kolarzy zawisły czarne chmury. Deszcz straszył przez cały czas trwania wyścigu, lecz ostatecznie ulitował się nad przemarzniętym peletonem. Rywalizacja kobiet nie przyniosła nic nowego i zakończyła się pewną wygraną liderek. Natomiast w wyścigu mężczyzn nastąpił udany atak tandemu Wegner – Czopek, który wygrał z ponad trzyminutową przewagą i odzyskał supremację w klasyfikacji generalnej. Na ostatnim etapie, rozegranym w Konarzewie, ujawniła się uprzywilejowana pozycja płci pięknej. Panie rywalizujące na krótszym dystansie niż panowie ukończyły wyścig w promieniach słońca, a moment później nastąpiło nagłe załamanie pogody i ulewny deszcz zmoczył męską część peletonu. Jednak ani trudne warunki atmosferyczne, ani próby ucieczek nie zdołały wpłynąć na losy wyścigu.

Klasyfikacja generalna XVI Wyścigu o Puchar Prezydenta Poznania jest następująca:

Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek (KKT „Hetman” Lublin)

Marta Stramek – Magdalena Kiewluk („Warmia i Mazury” Olsztyn)

Izabela Hillar – Natalia Kożuch („Warmia i Mazury” Olsztyn)

Przemysław Wegner – Piotr Czopek („Razem” Poznań)

Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin)

Adrian Juszczyk – Ernest Kurowski („Syrenka” Warszawa) 

Kolarskie mistrzostwa Polski – podobnie jak w ubiegłym roku – odbyły się na Dolnym Śląsku. Tym razem wyścigi na czas rozegrano w Zawoni, a ze startu wspólnego ponownie na tzw. mistrzowskiej trasie w Sobótce. Impreza zgromadziła na starcie całą polską czołówkę kobiet i mężczyzn z kategorii: junior, orlik (do lat 23), elita oraz niewidomi i słabowidzący. Wszyscy rywalizowali na tych samych trasach, choć na różnych dystansach. Tandemy w jeździe na czas na 20 km, zmagające się dodatkowo z deszczem i chłodem, osiągnęły następujące wyniki:

Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek (KKT „Hetman” Lublin) 28:11,602

Anna Duzikowska – Aleksandra Stańczak („Warmia i Mazury” Olsztyn) 30:32,288

Marta Stramek – Magdalena Kiewluk („Warmia i Mazury” Olsztyn) 33:11,528

Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin) 25:30,052

Piotr Urbanowicz – Michał Wyżlic (“Warmia i Mazury” Olsztyn) 27:43,552

Henryk Groszkowski – Roger Głowacki („Syrenka” Warszawa) 28:35,028  

Analizując powyższe rezultaty, trudno dostrzec niespodzianki w wyścigu kobiet, natomiast z łatwością można zauważyć brak dwóch faworytów wśród medalistów w rywalizacji mężczyzn. Tandem Piotr Kołodziejczuk – Artur Korc pogrzebał swoją szansę medalową, pomyłkowo skracając trasę, co zakończyło się dyskwalifikacją, natomiast duet Przemysław Wegner – Piotr Czopek przebił gumę i z powodu defektu koła nie ukończył zawodów. Po dniu odpoczynku tandemy przystąpiły do walki o mistrzowską biało-czerwoną koszulkę w wyścigach ze startu wspólnego. Panie miały do pokonania dystans 66 km, a panowie 88 km na 22-kilometrowej rundzie wokół Sobótki, której najtrudniejszym elementem był podjazd pod Przełęcz Tąpadła. Iwona Podkościelna i Aleksandra Wnuczek zaraz po starcie oderwały się od rywalek i błyskawicznie dogoniły mężczyzn, którzy wystartowali 30 sekund wcześniej, lecz w tej grupie też nie znalazły zbyt wielu partnerów do wspólnej jazdy. Męski peleton już na pierwszym podjeździe rozerwał się i wiele tandemów kontynuowało wyścig samotnie. Z przodu uformowała się czołówka z czterech duetów w składzie: Marcin Polak – Michał Ładosz (mistrzowie świata w wyścigu ze startu wspólnego), Piotr Kołodziejczuk – Artur Korc, Piotr Urbanowicz – Michał Wyżlic i Przemysław Wegner – Piotr Czopek. Na drugim okrążeniu duże problemy miał tandem Urbanowicz – Wyżlic, który najpierw odpadł na podjeździe, potem po heroicznej walce dogonił rywali na zjazdach, by za chwilę... złapać gumę. Koledzy z ucieczki nie forsowali zbyt dużego tempa, doceniając wysiłek pechowców i pozwalając im na szybki powrót do czołówki po zmianie koła. Podobna sytuacja powtórzyła się w momencie, gdy zdefektowane koło musiał wymienić tandem Polak – Ładosz, co świadczy o wzajemnym szacunku i poszanowaniu zasad fair play przez naszych kolarzy. Co ciekawe, panie walczyły zdecydowanie ostrzej, czego dowodzi kolizja, w wyniku której tandem Anna Gramatyka – Magdalena Przeworska musiał wycofać się z wyścigu, a także bezlitosna reakcja rywalek na defekt duetu Anna Duzikowska – Aleksandra Stańczak, po którym olsztynianki straciły szansę na srebrny medal. W wyścigu mężczyzn decydujące rozstrzygnięcie nastąpiło na ostatnim okrążeniu, gdy na podjeździe pod górę zaatakowali mistrzowie świata i systematycznie powiększając przewagę nad rywalami, jako pierwsi przekroczyli linię mety. Z pozostałej trójki odpadł tandem Urbanowicz – Wyżlic, a walkę o srebrny medal wygrał tandem Kołodziejczuk – Korc, który na finiszu pokonał duet Wegner – Czopek. Wyniki obu wyścigów są następujące:

Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek (KKT „Hetman” Lublin) 01:48:13,0

Marta Stramek – Magdalena Kiewluk („Warmia i Mazury” Olsztyn) 02:02:57,0

Anna Duzikowska – Aleksandra Stańczak („Warmia i Mazury” Olsztyn) 02:05:35,9

Marcin Polak – Michał Ładosz („Hetman” Lublin) 02:15:45,8

Piotr Kołodziejczuk – Artur Korc („Warmia i Mazury” Olsztyn) 02:16:38,5

Przemysław Wegner – Piotr Czopek („Razem” Poznań) 02:16:38,9 

Już następnego dnia zawodnicy ZKF „Olimp”, tym razem w towarzystwie czołówki krajowej z kategorii masters, rywalizowali w Szklarskiej Porębie w mistrzostwach Polski w jeździe drużynowej na czas. O dziwo w tej górskiej okolicy udało się znaleźć stosunkowo płaski kawałek szosy o długości 6,6 km, na którym rozegrano wyścigi. Panowie musieli pokonać ten odcinek wahadłowo sześć razy (39,6 km), a panie czterokrotnie (26,4 km). W zawodach wystartowały zespoły składające się z dwóch tandemów, które wyruszały na trasę w dwuminutowych odstępach. W tej konkurencji liczą się: wyrównany skład drużyny, zdolność utrzymania wysokiego i równego tempa oraz wyszkolenie techniczne zawodników – umiejętność jazdy blisko „na kole” partnerów i perfekcyjne wykonywanie nawrotów na wąskiej szosie. Mistrzami Polski w drużynie w kategorii kobiet została ekipa „Warmii i Mazur” Olsztyn (Anna Duzikowska, Aleksandra Stańczak, Marta Stramek, Magdalena Kiewluk) oraz w kategorii mężczyzn drużyna „Razem” Poznań (Przemysław Wegner, Piotr Czopek, Łukasz Wietecki, Tomasz Domagała).

W lipcowych planach kolarzy ZKF „Olimp” są starty kadry w Pucharze Europy na Słowacji oraz w Pucharze Świata w Hiszpanii, który będzie ostatnią konfrontacją ze światową czołówką przed sierpniowymi mistrzostwami świata w USA.

 

Mirosław Jurek

 

aaa

 

wiadomości

 

Strzelectwo

Nadmorskie strzelanie

Na przełomie maja i czerwca w malowniczej Ustce odbyły się II Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Strzelectwie Pneumatycznym, rozgrywane w trzech postawach. Organizatorem imprezy był klub „Zryw” Słupsk, a jej koordynatorem Mirosław Mirynowski.

Do startu w zawodach zgłosiło się wielu strzelców z całej Polski, których przyciągnęły nie tylko chęć rywalizacji i bliskość morza, lecz także ciekawość. Po raz pierwszy w Polsce turniej rozgrywany był bowiem na przyrządach SIUS. Niewtajemniczonym objaśniamy – skrót ten oznacza elektroniczny system rejestracji strzałów. Tylko dla zawodników kadry Polski, startujących m.in. na mistrzostwach Europy w Nitrze, urządzenia te nie były żadną nowością. Na początku pozostali uczestnicy trochę się ich obawiali, na szczęście strach szybko okazał się nieuzasadniony. Wykwalifikowani sędziowie – na czele z sędzią głównym zawodów Tadeuszem Sadowskim – zajmowali się obsługą sprzętu, który dla samych zawodników i ich asystentów okazał się po prostu zdecydowanie przydatny. Dzięki niemu możliwa była dokładna analiza każdego strzału, a co za tym idzie – precyzyjne ustawienie broni. W kontekście zaplanowanych na ten rok mistrzostw Europy zawody te były więc zarówno świetnym treningiem strzeleckim dla zawodników, jak i technicznym dla asystentów.

Wysoka frekwencja przełożyła się na świetne wyniki uzyskiwane podczas mistrzostw. Nie zabrakło również sensacyjnych rozstrzygnięć, co jeszcze bardziej podgrzewało atmosferę. Wprawdzie mistrzami Polski zostali bezapelacyjni faworyci – wśród pań Aleksandra Janczek, a wśród panów Jerzy Załomski – to jednak oboje czuli za plecami oddech konkurentów.

Zawodniczce chorzowskiej „Karolinki” po raz kolejny napędziła stracha Wioletta Zarzecka z „Moreny” Iława, która została wicemistrzynią Polski, natomiast brąz wystrzelała sobie Anna Barwińska z „Omegi” Łódź. Po raz kolejny o dużym pechu może mówić zawodniczka z Olsztyna Bożena Kruk, która przegrała walkę o trzecie miejsce różnicą 0,3 punktu.

W rywalizacji panów również nie zabrakło emocji. Wspomnianego już Jurka Załomskiego próbowali dogonić zawodnicy gospodarzy – Zdzisław Potasiński oraz Krzysztof Ruszkiewicz. Obydwaj strzelcy wykazali się świetnym przygotowaniem,
a obecność w pierwszej dziesiątce kolejnego zawodnika klubu „Zryw” Słupsk pokazała, że trener wykonuje z nimi świetną robotę. W stawce najlepszych znaleźli się jeszcze dwaj zawodnicy „Pionka” Bielsko-Biała, trójka strzelców z klubu „Warmia i Mazury” Olsztyn oraz jeden startujący z przemyskiego „Podkarpacia”. Podkreślić należy, że zawodnik zajmujący dziewiątą lokatę wystrzelał łącznie ponad 1200 p., co świadczy o bardzo wysokim poziomie turnieju.

Zarówno frekwencja, jak i bardzo dobre rezultaty uzyskane podczas mistrzostw świadczą dobitnie o rozwoju strzelectwa pneumatycznego osób niewidomych
i słabowidzących w Polsce. Nasi zawodnicy pretendują do europejskiej czołówki w tej dyscyplinie.

Sam turniej rozegrany w Ustce przyniósł wszystkim wiele sportowych emocji,
a dodatkowo był udany pod względem rekreacyjnym. Każdy mógł choć przez chwilę pospacerować bałtyckim wybrzeżem, a uroczysta kolacja ostatniego dnia była nie tylko okazją do wręczenia wspaniałych nagród, lecz przede wszystkim do wspólnej zabawy. 

 

Adrian Hibner

 

II Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Strzelectwie

Pneumatycznym (trzy postawy)

29.05-1.06.2014 r., Ustka

Konkurencja: karabin pneumatyczny

Mężczyźni KPN 3

1. Jerzy Załomski 1246,3 p. („Pionek” Bielsko-Biała)

2. Zdzisław Ptasiński 1234,1 p. („Zryw” Słupsk)

3. Krzysztof Ruszkiewicz 1227,9 p. („Zryw” Słupsk)

4. Tomasz Olejarczyk 1221,5 p. („Pionek” Bielsko-Biała)

5. Eugeniusz Barszczewski 1216,5 p. („Warmia i Mazury” Olsztyn)

6. Piotr Miś 1214,7 p. („Warmia i Mazury” Olsztyn)

Kobiety

1. Aleksandra Janczek 621,3 p. („Karolinka” Chorzów)

2. Wioletta Zarzecka 617,5 p. („Morena” Iława)

3. Anna Barwińska 602,3 p. („Omega” Łódź)

4. Bożena Kruk 602,0 p. („Warmia i Mazury” Olsztyn)    

5. Magdalena Dudowicz 598,2 p. Kielce

6. Kamila Chochel 597,3 p. („Zryw” Słupsk)

 

aaa

 

kultura

 

Gulasz po węgiersku

O Węgrzech nie napisano w Polsce zbyt wielu książek. Poza typowymi przewodnikami znajdziemy zaledwie parę tytułów. Dlaczego? No cóż, pewnie lepiej sprzedają się opowieści o dalekich niebezpiecznych podróżach, o egzotycznych krajach, malowniczych wyspach. A szkoda, bo przecież ojczyzna naszych bratanków jest nam bliższa – terytorialnie i mentalnie – i prędzej wybierzemy się do Budapesztu niż na odległy Zanzibar.

Tym, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej o Węgrzech, polecam książkę Krzysztofa Vargi „Gulasz z turula”. Nie jest to łatwa lektura – ani lekka, ani przyjemna. Autor, w którym płynie i polska, i węgierska krew, zabiera nas w podróż sentymentalną. Włóczy się z nami po tamtejszych knajpach, a raczej jadłodajniach, w których stoły zdobią cerata w kratkę i sztuczne kwiaty. Jeździ starymi tramwajami, wałęsa się po bazarach i oprowadza nas po przedmieściach Budapesztu. Pokazuje nam ulice, place i pomniki, ciągnie długie opowieści o historii Węgier i – co najbardziej może znużyć czytelnika – na każdym kroku podkreśla nostalgię Węgrów. Oni zawsze będą nieszczęśliwi – twierdzi autor. „Będą siedzieć, zajadać p?rk?lt, popijać pálinką i tęsknić – jak to melancholicy, nie do końca wiedząc, za czym tak naprawdę tęsknią”.

Tę nostalgię – zdaniem Vargi – widać wszędzie, nawet w węgierskiej kuchni. „Jedzenie na Węgrzech ma nie tylko smutek i melancholię; jest straceńcze – być może nigdzie nie podaje się większych porcji, nawet w Ameryce, kraju, w którym podobno wszystko jest największe – choć zapewne nie porcje i nie melancholia”.

Trzeba więc mieć odpowiedni nastrój do tej lektury. I trzeba się nastawić na głębsze spojrzenie, na osobiste odczucia autora i „na wadzenie się z madziarskością” – jak pisze Robert Makłowicz.

Jak sam tytuł wskazuje, nie jest to książka jednorodna. Trochę tu historii, trochę socjologii, trochę kultury. Ale z całą pewnością można powiedzieć, że „Gulasz z turula” to dobrze przyrządzona i odpowiednio doprawiona potrawa. Dla tych, którzy lubią wykwintną kuchnię.

 

Barbara Zarzecka

 

„Gulasz z turula” Krzysztofa Vargi opublikowało Wydawnictwo Czarne w 2008 r. Książka dostępna jest w Skanowisku Działu Zbiorów dla Niewidomych Głównej Biblioteki Pracy i Zabezpieczenia Społecznego.

 

aaa

 

turystyka

 

Węgry inaczej

 Madziarska kraina kojarzy się przede wszystkim z przepięknym Budapesztem, czerwoną papryką i dziwnym językiem. I słusznie. Stolica Węgier to jedno z piękniejszych miast europejskich, wszechobecna czerwona papryka to znak rozpoznawczy węgierskich potraw, a język, spokrewniony z językiem fińskim, musi brzmieć dziwnie w tej części Europy.

W tej podróży na Węgry zasadniczo pomijam Budapeszt – z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że warto tam wybrać się na osobną wyprawę, poświęcić mu większość czasu, aby nasycić się jego secesyjną architekturą i uzdrowiskowym klimatem, poznać spokojną atmosferę Budy i gwar Pesztu. Poza tym jego piękno nie powinno przyćmić tego, co Węgry mają w ofercie. A mają bardzo wiele. 

 

Zakole Dunaju

Szlak podróży wiedzie zatem po niewielkich miasteczkach w Zakolu Dunaju, skrywających bardzo ciekawe węgierskie smaczki. Ostrzyhom – Wyszehrad – Szentendre to główne punkty trasy. Podróż z Warszawy do Ostrzyhomia (Esztargom) będzie trwała samochodem około 8-10 godzin, jeśli wliczyć w czas przejazdu postój na obiad w jakimś urokliwym miejscu, najlepiej w górach.

Ostrzyhom to czarowne trzydziestotysięczne miasteczko sąsiadujące z leżącym po słowackiej stronie miastem Štúrovo, z którym łączy je słynny most Marii Walerii, burzony już dwukrotnie podczas wojen światowych. Odbudowany został ostatecznie dopiero w 2001 roku. Walory estetyczne miejsca podnosi położenie miasta nad malowniczym Dunajem, u progu Pogórza Pilis.

Ostrzyhom został założony w 960 roku przez księcia Gejzę, w miejscu dawnej rzymskiej strażnicy granicznej Strigonium. Miasto – nazywane również węgierskim Watykanem – było pierwszą stolicą Węgier. Dlaczego węgierski Watykan? Otóż dziś pełni ono funkcję stolicy arcybiskupiej prymasów Węgier.

Na malowniczym wzniesieniu znajduje się bazylika św. Wojciecha, która jest największą i najważniejszą katedrą katolicką na Węgrzech. Bazylika jest też najwyższym budynkiem Węgier i piątą co do wielkości świątynią na świecie. Wybudowana została w miejscu, gdzie pierwotnie stał kościół św. Alberta, wzniesiony przez pierwszego władcę Węgier, króla Stefana I. Kościół ten, zwany wówczas „pięknym”, nie przetrwał okupacji tureckiej. Z grabieżczego najazdu pozostała jedynie boczna kaplica, zbudowana w 1507 roku przez arcybiskupa Tamása Bákoczego, którą wkomponowano w klasycystyczną całość.

Odbudowa świątyni trwała w latach 1822-1869 i odbywała się pod okiem najwybitniejszych architektów: Pála Künchela, Jánosa Pacha i Józsefa Hilda. Dziś jest perełką klasycyzmu. Odwiedzając ją, możemy mieć pewność, że będziemy podziwiać arcydzieła najwybitniejszych artystów z Włoch, Austrii i Węgier. Główny ołtarz jest dziełem weneckiego mistrza Michelangelo Grigolettiego. Freski zdobiące świątynię są autorstwa mediolańskiego malarza Ludwiga von Moralta, rzeźby zaś wykonywali włoscy mistrzowie Pietro Bonani i Pietro della Vedova.

Ze stumetrowej kopuły bazyliki, na którą można wejść, widać panoramę całego miasta, a tuż obok znajduje się zamek Árpádów. Podczas jego zwiedzania warto zwrócić uwagę na odrestaurowaną XII-wieczną kaplicę, zdobioną freskami w stylu bizantyjskim, prywatne komnaty królów oraz liczne rzeźbione detale w stylu gotyckim i renesansowym, symbolizujące dobro i zło. W muzeach zamkowych można podziwiać również rekonstrukcję portyku nieistniejącego już kościoła św. Wojciecha oraz galerię ukazującą poczet królów węgierskich w strojach paradnych.

Chcąc w stu procentach wyeksploatować zasoby miasta, trzeba zejść ze wzgórza zamkowego i powędrować w inne rejony. Polecam spacer do Miasta Wodnego, które jest najstarszą zachowaną dzielnicą Ostrzyhomia, gdzie pośród licznych barokowych kamienic możemy zupełnie przypadkiem natknąć się na pokazy sztuki ludowej oraz liczne kiermasze.

Ciekawymi elementami tego miejsca będą też z pewnością: barokowy kościół parafialny Wodnego Miasta, pochodzący z XVIII w., oraz Muzeum Kościelne, z niezwykle bogatym zbiorem sztuki sakralnej oraz druków średniowiecznych.

Wartą odwiedzenia jest również pochodząca z XIX wieku mauretańska synagoga, będąca pamiątką po domu modlitwy wzniesionym przez kupców żydowskich, osiedlających się w tym miejscu. Znajdziemy ją przy ulicy Bóżniczej (Imaház utca). Synagoga funkcjonowała zgodnie ze swoim przeznaczeniem aż do II wojny światowej, podczas której została poważnie uszkodzona. Po wojnie znacznie spadła liczba ludności żydowskiej i budynek przejęły inne instytucje, które wykorzystują go do swojej działalności.

W odległości 26 kilometrów od Ostrzyhomia znajduje się, niesłusznie pomijane przez biura podróży, szczególne i zachwycające miejsce. Jest to małe, niepozorne miasteczko o znajomo brzmiącej nazwie Wyszehrad. Trudno uwierzyć, że dawniej było ono stolicą Królestwa Węgierskiego i że ma za sobą wielką historię.

W okresie świetności – za panowania Karola Andegawena i jego syna Ludwika Wielkiego – zbudowano tu pałac, w którym w latach 1335 i 1338 miały miejsce zjazdy wyszehradzkie z udziałem królów Polski, Czech i Węgier. Kolejny władca Maciej Korwin, panujący w drugiej połowie XV w., znacznie rozbudował kompleks zamkowo-pałacowy. Niestety w XVI w., w wyniku starć z Turkami i później, w XVII i XVIII w. za sprawą Austriaków, miejsce to uległo zniszczeniu. W dużej mierze mury zamkowe przykryła ziemia i przez długi czas nikt nie wierzył w ich istnienie. Jednak wykopaliska archeologiczne w tym miejscu doprowadziły do odkrycia i odrestaurowania kompleksu. We wnętrzach urządzono muzea, w których zobaczyć można m.in. inscenizacje wspomnianych wydarzeń z XIV w.

Dziś Wyszehrad kojarzony jest także z wydarzeniami z 1991 roku, kiedy to zawiązano tzw. Grupę Wyszehradzką. W spotkaniu uczestniczyli: premier Węgier Josef Antall, prezydent Czeskiej i Słowackiej Republiki Federacyjnej Vaclaw Havel oraz prezydent Polski Lech Wałęsa. Miejsce spotkania wybrano nieprzypadkowo – miało nawiązywać do zjazdów wyszehradzkich z XIV w.

Do Wyszehradu warto wstąpić również ze względu na taras widokowy w pobliżu cytadeli, z którego rozpościera się najpiękniejszy chyba na całych Węgrzech krajobraz przełomu Dunaju. Sama cytadela wraz z odbudowanymi skrzydłami zamku kryją w sobie ciekawe wystawy oraz gabinety figur woskowych.

Już 30 kilometrów dalej znajduje się Szentendre. To chyba najpiękniejsze z węgierskich miasteczek w Zakolu Dunaju. Każdy, kto zdecyduje się doń wstąpić, zakocha się w urokliwych, kolorowych domkach, wąskich uliczkach i zakamarkach pełnych niespodzianek.

Znakiem rozpoznawczym miasteczka jest żelazny krzyż ozdobiony malowidłem w stylu ikon, stojący pośrodku barokowo-rokokowego, trójkątnego rynku Fő tér. Krzyż został postawiony przez serbski cech kupców w 1763 r., aby upamiętnić ofiary zarazy morowej. W jednym z rogów ryneczku stoi XVIII-wieczna ortodoksyjna grecka cerkiew Zwiastowania, zbudowana w stylu barokowym. Naprzeciwko cerkwi znajdziemy wąskie schodki prowadzące do placu Kościelnego – Templom tér, który jest jednocześnie tarasem widokowym na okoliczne podwórka i malownicze dachy kamienic. Na taras warto wybrać się również z powodu znajdującego się tam średniowiecznego katolickiego kościoła parafialnego, którego historia sięga XII wieku. Obecnie przeważającym stylem kościoła jest barok, jednak koneserzy architektury odkryją w nim też wcześniejsze, romańskie i gotyckie, elementy architektoniczne. Tu też znajduje się najstarszy na Węgrzech zegar słoneczny.

Obiektem sakralnym wartym zwiedzenia jest niewątpliwie Cerkiew Belgradzka, zbudowana w latach 1756-1764, upamiętniająca rodzinne miasto dawnych uchodźców. Znajduje się ona na sąsiednim pagórku, na północ od kościoła parafialnego. Dla miłośników ikon atrakcją będzie XVIII-wieczny ikonostas. Ogromne wrażenie na zwiedzających robią również przepiękne rzeźbione drzwi oraz tron biskupi. Ikony można też oglądać w muzeum przykatedralnym, znajdującym się tuż obok.

Spacerując uliczkami Szentendre, możemy podziwiać kolorowe domki i stare domostwa, w których mieszkańcy prowadzą sklepy z pamiątkami i węgierskimi specjałami. Można tu nabyć różnego rodzaju tokaje, paprykę w każdej możliwej postaci, wyroby rękodzielnicze i ceramikę. Warto zwrócić uwagę na wejścia do niektórych domostw, ponieważ masywne drzwi na poziomie ulicy są znakiem tego, że dawniej mieszkał tu kupiec handlujący winem. I właśnie knajpek i winiarni tu nie brakuje.

Miłośnicy słodyczy z dziecięcą radością wstąpią do Muzeum Marcepanu, które znajduje się przy ulicy Dumtsa Jenő pod numerem 12. Oprócz misternie wykonanych eksponatów, wśród których znajdziemy figury sławnych ludzi, budynków i postaci z bajek, w muzeum znajduje się bajeczny sklepik z marcepanowymi specjałami, z którego wyjść można tylko z pomocą silnej woli. Warto dodać, że węgierski marcepanowy przybytek jest jedynym na świecie.

W Szentendre znajduje się kilka muzeów. Wielbiciele wina powinni wstąpić do Muzeum Wina przy ulicy Bogdány, natomiast koneserzy malarstwa znajdą coś dla siebie w Muzeum Ferenczyego przy ulicy Görög oraz Galerii Malarstwa Szentendre przy Fő tér.

Wyjeżdżając z Szentendre, warto wstąpić do Muzeum Wsi Szentendre, znajdującego się 4 kilometry od miasta. Znajdziemy tu obiekty pochodzące z różnych stron Węgier – 80 domostw, 3 kościoły, 200 zabudowań gospodarczych. Przy odrobinie szczęścia trafić można na pokazy rzemiosł ludowych.  

 

A jednak Budapeszt

Z Szentendre do Budapesztu jest niespełna 30 kilometrów, więc jeśli ktoś miałby czuć niedosyt podróżowania, to właśnie teraz jest najlepsza chwila, aby wstąpić do stolicy.

Punktem obowiązkowym jest oczywiście Wzgórze Zamkowe. Osobiście polecam zwiedzenie Baszt Rybackich, z których podziwiać można peszteński brzeg Dunaju, oraz niespieszny spacer uliczkami starówki: Fortuna utca, Plac Bramy Wiedeńskiej, przez plac Dísz tér, przejażdżkę kolejką linową do placu Clarka Adama z pomnikiem „0” oraz przejście przez najstarszy w Budapeszcie Most Łańcuchowy. W ten sposób znajdziemy się na placu Roosvelta ze wspaniałym pałacem Gresham. Dalej, idąc ulicą Zrinyj, dostaniemy się do bazyliki św. Stefana, w której podziwiać możemy wspaniałe marmury oraz niecodzienną relikwię – zasuszoną dłoń pierwszego króla. 

 

Mimochodem

Opuszczając Węgry, możemy zdecydować się na powrót nieco inną trasą niż przyjechaliśmy. W ten sposób na naszym szlaku pojawi się jeszcze jedno miasteczko, do którego warto zajrzeć. Chodzi o Eger, leżące pomiędzy Górami Bukowymi i górami Mátra, w odległości 140 km na północny-wschód od Budapesztu. Tam, po wyczerpującej podróży, możemy zażyć relaksu w słynnych źródłach termalnych oraz zaopatrzyć się w upominki dla przyjaciół, np. w słynne węgierskie wino Egri Bikavér.

Podróż powrotna do Warszawy zajmie nam około 10 godzin.

 

Pamiątki

Jeśli wybierzemy się w podróż samochodem, mamy niepowtarzalną okazję wrócić z większymi zakupami. Warto więc zastanowić się, co z takiej wycieczki przywieźć. No cóż, na pewno trunki. Obok wspomnianego Egri Bikavér i win tokajskich, znana jest wysokoprocentowa, aromatyczna palinka, którą należy pić bez popijania, zagryzając słoną zakąską. Jeszcze innym węgierskim trunkiem jest Unicum – ziołowa nalewka, której tradycja sięga XVIII w., kiedy to była przygotowywana dla cesarza Józefa II przez nadwornego lekarza.

Doskonałym upominkiem będą oczywiście przyprawy z czerwonej papryki, które występują we wszelkich możliwych postaciach. Z myślą o turystach są one pięknie pakowane w woreczki (w przypadku przypraw sypkich) oraz nalewane do ozdobnych flakoników (w przypadku sosów).

Upominkiem dla dzieci mogą być maskotki czarownic, które spotkać można na każdym niemal bazarze. Nawiązują one do procesu dwunastu kobiet uznanych za czarownice, które spalono w węgierskim mieście Szeged w 1860 roku.  

 

Jedzenie, picie i obycie

Gdziekolwiek zdecydujemy się biesiadować, pamiętajmy o dobrych manierach. Wiadomo… „Polak, Węgier – dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki” (węg. Lengyel, Magyar – két jó barát, együtt harcol, sissza borát) – mówi powiedzenie znane i Polakom, i Węgrom. Mało tego, oba kraje ustanowiły 23 marca Dniem Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Wszystkie te znaki i gesty świadczą o wyjątkowym związku pomiędzy dwoma narodami. Istnieje jednak mały niuans. Rzecz niby błaha, a jednak bardzo istotna. Ot, rytuał picia i wznoszenia toastów właśnie. W Polsce rzeczą normalną jest wielokrotne stukanie się szklaneczkami, kieliszkami i kuflami podczas biesiadowania. Na Węgrzech gest stukania się kuflami z piwem kojarzony jest z egzekucją trzynastu generałów pod Aradem, która miała miejsce w 1849 roku. Należy o tym pamiętać, ponieważ takie faux pas może poskutkować ujawnieniem się węgierskich temperamentów.

Jeżeli chodzi o jedzenie, to oczywiste jest, że na Węgrzech obowiązkowo trzeba spróbować gulaszu (tutaj to danie jednogarnkowe, rodzaj gęstej zupy). Oprócz tego raczmy się wspaniałą zupą rybną, leczo, plackami ziemniaczanymi, paprykarzem cielęcym i serem smażonym. Na deser pyszne bułeczki nadziewane twarogiem oraz puree z kasztanów z bitą śmietaną.

 

Maksymilian Lubiński

 

aaa

 

zdrowie

 

Żółta plamka

Ma ją każdy z nas. To miejsce w oku, które odpowiada za widzenie centralne. Dzięki niemu możemy czytać i rozpoznawać twarze innych. Z wiekiem bezcenna plamka ulega stopniowej degeneracji. Nie znaczy to, że każdy na starość będzie z tego powodu źle widział, ale jest to przypadłość dość powszechna, której nie wolno lekceważyć. Ze zwyrodnieniem plamki żółtej, czyli chorobą zwaną AMD, zmaga się obecnie około 1,5 miliona Polaków. Jak ją rozpoznać we wczesnym stadium, kiedy na leczenie nie jest jeszcze za późno?

Okuliści wymieniają kilka objawów, na które warto zwrócić uwagę. Oto one: pogorszenie widzenia dokuczające zwłaszcza podczas czytania – litery są zamazane i niewyraźne; zniekształcenia obrazu, jego powiększenie lub pomniejszenie; zakrzywienie linii prostych; tzw. mroczek centralny, czyli ciemna plama w centrum pola widzenia; zmniejszenie kontrastu i widzenia barwnego: kolory wydają się wyblakłe.

Wczesne objawy AMD można wykryć prostym testem Amslera, we własnym domu. W internecie znajdziemy wzory do wydruku. Patrzymy na kwadrat 10x10 cm podzielony kratkami. Badanie przeprowadza się dla każdego oka osobno. W przypadku rozwoju AMD zaczynamy widzieć zniekształcenia linii prostych i ciemną plamę w centrum kwadratu. Test nie zastąpi jednak wizyty u okulisty, który w wyniku specjalistycznego badania (zwanego OCT) rozpozna faktyczny typ choroby. Może mieć ona dwie formy: suchą lub wysiękową. Postać sucha, zwana zanikową, ma łagodniejszy przebieg. W oku stopniowo giną komórki odpowiedzialne za prawidłowe odbieranie wrażeń wzrokowych i za pracę siatkówki. Zaczyna szwankować widzenie centralne. Choremu stopniowo pogarsza się wzrok. Może to trwać miesiącami, częściej latami. Postać wysiękowa (mokra) zdarza się tylko w 10 procentach przypadków AMD, ale jej przebieg bywa dramatyczny. Wzrok można bowiem stracić nawet w ciągu kilku dni, dlatego że w okolicy plamki powstają nieprawidłowe naczynia krwionośne. Na dnie oka tworzą się przesięki i krwotoki. Mogą one doprowadzić do powstania blizny uszkadzającej siatkówkę.

Zwykle zmiany powodowane AMD dotyczą obojga oczu, choć nie muszą się pojawić jednocześnie. Zaawansowanie choroby i nasilenie objawów mogą być różne dla każdego oka. Działania opóźniające postęp schorzenia polegają na zabiegach laserowych bądź aplikowaniu specjalnych zastrzyków wspomagających zniszczoną siatkówkę. Ale oba sposoby jedynie na jakiś czas poprawiają komfort widzenia. Nie mogą też być stosowane zbyt często i długo.

AMD jest jedną z poważniejszych przyczyn ślepoty osób dorosłych. Ujawnia się około 50-60. roku życia. Wśród osiemdziesięciolatków prawie jedna trzecia jest dotknięta tą chorobą. Nie omija ona nawet celebrytów. Ostatnio brytyjska aktorka Judi Dench, dobiegająca osiemdziesiątki zdobywczyni Oscara, znana widzom głównie z roli szefowej Bonda, wyznała mediom, że nie może już czytać ani malować, jak dawniej. Próbuje oglądać filmy, ale to też coraz trudniejsze. – Jednak to są negatywy – mówi. – Nie chcę się na nich skupiać. Robię wszystko to, co jeszcze mogę robić. I w jakiś sposób omijam te problemy ze zdrowiem. O tym, że siła woli może być mocniejsza od choroby, świadczyć może jej brawurowa rola w wyświetlanym u nas niedawno filmie „Tajemnica Filomeny”. Oprócz wieku czynnikami, które predysponują do AMD, są: palenie tytoniu, nadciśnienie, miażdżyca, otyłość, wysoki poziom cholesterolu. Problemy z plamką żółtą mają częściej kobiety. U tych, które przekroczyły 75. rok życia, zmiany w siatkówce są bardziej zaawansowane niż u mężczyzn. To, czy zachorujemy, zależy też od czynników genetycznych. Przypuszcza się, że jest to związane z zawartością melaniny w oku. U osób rasy białej zaawansowane formy AMD występują częściej niż u czarnej. Mniej odporni są ludzie o niebieskich oczach, bardziej – o brązowych. Okuliści podejrzewają, że pewien wpływ na zwyrodnienie plamki żółtej ma dalekowzroczność.

Na kondycję naszych oczu, w tym siatkówki, najbardziej negatywny wpływ mają tzw. wolne rodniki. Są to atomy, cząsteczki lub jony posiadające na zewnętrznej orbicie pojedynczy, niesparowany elektron. Za wszelką cenę chcą się do czegoś przyłączyć lub „oddać” niechciany dodatek. Bardzo aktywne chemicznie, utleniają każdy związek, z którym się kontaktują. Wolne rodniki atakują głównie białka DNA, nienasycone kwasy tłuszczowe wchodzące w skład błon komórkowych, cukry i lipidy (cholesterol) znajdujące się we krwi. Ich szkodliwe działanie można ograniczyć m.in. dzięki witaminom i minerałom zawartym w jedzeniu. Dieta bogata w przeciwutleniacze jest niezbędna w profilaktyce chorób oczu.

Nasza siatkówka „żywi” się karotenoidami – luteiną i zeaksantyną. Najwięcej jest ich w brokułach, brukselce, botwinie, cykorii, rzeżusze, jarmużu i szpinaku. Ten ostatni, zdaniem okulistów, najlepiej chroni siatkówkę. Ponieważ warzywa z dużą ilością luteiny mogą u niektórych osób powodować skazę szczawianową (dotyczy to ludzi starszych z chorobą wieńcową), można je zastępować przez dodawanie do ich posiłków preparatów witaminowo-mineralnych zawierających luteinę. W każdej aptece znajdziemy duży wybór tych suplementów diety.

Na zdrowe oczy i dobre widzenie ogromny wpływ mają także witaminy E i C, kwasy tłuszczowe omega 3 (ryby!) oraz selen i cynk. Nadmiar słońca nie najlepiej robi naszej siatkówce: promieniowanie UV jest szkodliwe dla plamki żółtej. Okuliści zalecają noszenie okularów przeciwsłonecznych (koniecznie z odpowiednim filtrem, a nie kupionych na bazarku) nie tylko latem, lecz także każdego dnia, gdy mocniej świeci słońce. Wiadomo, że nie zatrzymamy procesu starzenia się, który stopniowo pogarsza nasz wzrok. Możemy jednak go opóźniać, chroniąc żółtą plamkę poprzez zdrowy styl życia: dietę bogatą w witaminy, minerały i przeciwutleniacze.

(BWO)

 

Źródło: Informacje zawarte na stronie Stowarzyszenia Zwyrodnienia Plamki Związanego z Wiekiem (AMD) – www.amd.org.pl

 

aaa

 

ruszajmy się

 

Triathlon

Triathlon to dyscyplina sportowa, w skład której wchodzą trzy konkurencje: pływanie, jazda na rowerze i bieganie. Jednak nie jest to klasyczny wielobój, gdyż konkurencje wykonuje się ciągiem – jedna po drugiej, bez żadnych przerw, a zmiana stroju sportowego jest częścią wyścigu. Liczy się końcowy czas całego dystansu, pokonywanego wspomnianymi trzema sposobami.  

Wydawałoby się, że jest to sport bardzo wymagający, stworzony dla twardych ludzi i wytrawnych zawodników. Nic bardziej mylnego. Wiele osób amatorsko, rekreacyjnie uprawia triathlon, nawet o tym nie wiedząc! Kiedy ćwiczymy dla zdrowia, sięgamy najczęściej po konkurencje triathlonu, czyli wybieramy jogging (bieganie), pływanie lub rekreacyjną jazdę na rowerze (również w formie wycieczek). Wielu amatorów postanowiło połączyć swoją pasję z ciekawą rywalizacją i spróbować sił w całej konkurencji. Dlatego sport ten cieszy się coraz większą popularnością, głównie w odsłonie rekreacyjnej. Po pewnym czasie zabawa może przerodzić się w prawdziwą życiową pasję – również pań. Wśród zawodników spotyka się wiele kobiet, dla których jest to świetny sposób na utrzymanie formy, dobrego samopoczucia i doskonałej sylwetki.

Triathlon jest młodą dyscypliną. Pierwsze zawody zorganizowano w 1974 roku w Stanach Zjednoczonych. Najpopularniejszy jest klasyczny triathlon, którego reguły ustalono w 1982 roku: 1,5 km pływania, 40 km jazdy rowerem i 10 km biegu. Od 1990 dyscyplinę próbowano wprowadzić do programu igrzysk olimpijskich. Udało się to dopiero na olimpiadzie w Sydney w 2000 roku.  

 

Jak zacząć uprawiać triathlon?

Przede wszystkim należy posiąść trzy umiejętności: pływania w wodach otwartych, jazdy rowerem szosowym i biegu na dłuższym dystansie. Aby być w stanie ukończyć wyścig, należy również popracować nad wytrzymałością. Przygotowanie do zawodów to sama przyjemność, ponieważ różnorodne formy ruchu i zmieniający się teren zapewniają urozmaicenie treningu.

Po półrocznym przygotowaniu początkujący może już spróbować swych sił na najkrótszym dystansie, jakim jest super sprint. Na tę konkurencję triathlonową składają się: 600 m pływania, 15 km jazdy na rowerze i 3 km biegu. Bardziej wprawieni sportowcy mogą startować w klasycznym sprincie (750 m pływania, 20 km jazdy rowerem i 5 km biegu) lub na dystansie olimpijskim. Ci, którzy szukają większych wyzwań, mogą wystartować na długich dystansach: 3 km/80 km/20 km lub 4 km/130 km/30 km. 

 

Zawody

Reguły triathlonu są proste. Wygrywa zawodnik, który uzyska najlepszy czas. Jeżeli zawody odbywają się ze startu wspólnego, to triumfuje ten, który jako pierwszy pokona linię mety. Najważniejsza zasada regulaminu zabrania korzystać podczas wyścigu z jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz. Natomiast dozwolone jest korzystanie z punktów odżywczych zapewnionych przez organizatorów. Używanie elektronicznych urządzeń jest także zabronione, można mieć tylko zegarek. Obowiązuje podział zawodników na profesjonalistów (zazwyczaj około 5-10 proc. startujących) i amatorów, którzy startują dla własnej satysfakcji. Profesjonaliści rywalizują w kategoriach kobiet i mężczyzn. Amatorzy dodatkowo konkurują w przedziałach wiekowych ustalanych najczęściej co 5 lub 10 lat.  

 

Pływanie

Konkurencja pływacka rozgrywana jest na wodach otwartych, najczęściej w jeziorze, morzu bądź oceanie. Zawodnik pokonuje dystans dowolnym stylem. Dopuszczalne są przerwy wypoczynkowe, podczas których można stanąć na dnie lub złapać się boi wyznaczającej trasę. Ze sprzętu dozwolone jest używanie jedynie okularów pływackich. Podczas pokonywania dystansu ważne są umiejętności:

•   ekonomicznego pływania (zużywanie małej ilości energii);

•   rozsądnego rozłożenia sił;

•   opanowania odpowiednich ruchów, umożliwiających minimalny odpoczynek mięśni w czasie poszczególnych sekwencji (kroków) pływackich.

Z tych powodów technika pływania nieco odbiega od klasycznej (znanej z wyścigów na krótszych dystansach na pływalni). Przy niskiej temperaturze wody organizatorzy mogą pozwolić na start w specjalnych piankach (kombinezonach) pływackich. Po wyjściu z wody dobiega się do specjalnej strefy zmian T1, gdzie zmienia się strój oraz czepek na kask rowerowy. Na stojaku czeka już specjalnie oznaczony nasz rower. 

 

Jazda na rowerze

Etapy kolarskie są zdecydowanie najdłuższe. Czas spędzony na rowerze jest proporcjonalnie dłuższy od innych konkurencji. Dlatego triathloniści przykładają wielką wagę do odpowiedniego przygotowania się (technicznego i sprawnościowego) do etapu kolarskiego. Należy też zadbać o rower, aby móc uzyskiwać większe prędkości podczas jazdy.

W trakcie wyścigu każdy zawodnik obowiązkowo zakłada kask. Rower można prowadzić lub nieść, ale nie można go porzucić. Do końca etapu trzeba dotrzeć z rowerem (nawet jeżeli jest uszkodzony). Zabronione są taktyki zespołowe, jazda w grupie itp. Za nieprzestrzeganie przepisów podczas jazdy zawodnik może dostać karę: do jego końcowego rezultatu dolicza się karne minuty. Inną formą jest przymusowa przerwa – czasowe pozostanie w boksie. Jazda kończy się w strefie zmian T2, gdzie zostawia się rower i zakłada obuwie do biegania. 

 

Bieganie

Wydawałoby się, że ostatni etap rywalizacji jest najłatwiejszy. Jednak należy pamiętać, że mięśnie są już zmęczone, a organizm wyczerpany wcześniejszymi konkurencjami. Dlatego dozwolone jest również maszerowanie. Dobre przygotowanie biegowe może zapewnić zwycięstwo, ponieważ rywalizacja niejednokrotnie rozstrzyga się na ostatniej prostej.  

 

Ironman

W wolnym tłumaczeniu to „człowiek ze stali”. I takie miano uzyskują osoby, które ukończą zawody z cyklu Ironman. Obowiązujące w tej kategorii dystanse to: 3,86 km pływania, 180,2 km jazdy rowerem i 42,195 km biegu, czyli wyścig kończy się klasycznym maratonem biegowym! Mistrzostwa świata w tej konkurencji odbywają się co roku w październiku na Hawajach. Start w tych zawodach stał się na tyle prestiżowy, że do imprezy trzeba zakwalifikować się na wcześniejszych zawodach, w ramach cyklu Ironman. Imprezy organizowane są na całym świecie (około kilkadziesiąt do wyboru). Najlepsze czasy uzyskiwane przez mężczyzn to około 8 godzin, przez kobiety niecałe 9. Na pokonanie całości dystansu triathlonu zawodnicy mają 17 godzin. 

 

Odmiany triathlonu

Na bazie triathlonu wyodrębniły się również inne dyscypliny, które mają rzesze swoich fanów. Najpopularniejsze odmiany to:

•   triathlon zimowy, w którego skład wchodzą: bieg na nartach, jazda na rowerze (opony wyposażone są w odpowiednie kolce do jazdy po śniegu i lodzie) oraz bieganie. Inną zimową odmianą jest: bieg na nartach, jazda na łyżwach i jazda na rowerze;

•   duathlon składający się z dwóch konkurencji: biegania i jazdy na rowerze (jednak mogą być one rozgrywane w różnej konfiguracji i w powtarzających się sekwencjach). Terenową odmianą tego sportu jest crossduathlon, czyli połączenie biegu przełajowego i crossowej jazdy na rowerze górskim;

•   aquathlon, składający się z pływania i biegania. 

 

Paratriathlon

Popularne sporty szybko zyskują przełożenie na sport paraolimpijski. Podobnie stało się z triathlonem, który po raz pierwszy zostanie rozegrany na igrzyskach paraolimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 r. Zawodnicy będą podzieleni na 6 klas niepełnosprawności, a etapy będą składać się z 750 m pływania, 20 km jazdy na rowerze i 5 km biegu. Osoby poruszające się na wózku jadą handbikami (rowery, które napędza się rękami), a etap biegowy pokonują na klasycznych wózkach wyścigowych. Niewidomi i słabowidzący znaleźli się w klasie 6. Wszystkie konkurencje realizują z przewodnikiem, a etap rowerowy rozgrywają na tandemach. Do klasy 6a należą zawodnicy całkowicie niewidomi, z poczuciem światła i szczątkowo widzący, którzy nie są w stanie odróżnić kształtu dłoni. Do grupy 6b klasyfikowani są zawodnicy z niepełnosprawnością wzroku, którzy po maksymalnej korekcji nie przekraczają ostrości widzenia 6/60 lub pole widzenia mają zawężone do mniej niż 40 stopni.

Do kadry narodowej paratriathlonu należy Marcin Suwart, który zawsze pasjonował się sportem. Po utracie wzroku w 15. roku życia nie zrezygnował ze swoich marzeń. Trenował kolarstwo tandemowe, a od ponad roku startuje w zawodach triathlonowych. W treningach i startach towarzyszy mu przewodnik i trener Jarosław Skiba. Są oni prekursorami paratriathlonu w Polsce. Organizacyjnie podlegają bezpośrednio pod Polski Związek Triathlonu (www.triathlon.pl).

Triathlon jest otwarty na każdego amatora sportu. Pozwala się sprawdzić i odnaleźć nowe wyzwania oraz pasję w życiu. Zachęcam do zmierzenia się z samym sobą i rozpoczęcia przygody z triathlonem.

 

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Twierdza (forteca)

W końcówkach pojawiają się czasami sytuacje, gdy jedna ze stron, mimo dużej przewagi materialnej, nie może wygrać partii. Przeważnie przyczyną takiego stanu rzeczy jest stworzenie przez stronę słabszą „twierdzy” (używa się też nazwy „forteca”), czyli nieprzystępnej pozycji, której nie można przełamać. Oto kilka takich przykładów mających charakter końcówkowych pozycji elementarnych:

Białe: Kd5, Hb8, g5

Czarne: Kg7, We6, f7

Białe nie są w stanie przełamać pozycji obronnej przeciwnika. Wieża ma dwa punkty oporu (e6 i g6), w przypadku szacha czarny król odchodzi na g8 lub h7. Po poświęceniu hetmana na polu e6 lub f6 powstaje remisowa pionkówka. Oto możliwy wariant 1. Hc7 Wg6 2.Hc3+ Kg8 3.Hf6? W:f6 4.gf6 Kh7 5.Kd6 Kh6 6.Ke5 Białe muszą uważać. Do przegranej prowadzi optymistyczne 6.Ke7? Kg6 czy 6.Kd7? Kg5! 7.Ke7 Kg6 6...Kg5 7.Ke4 K:f6 8.Kf4! z remisem.

W. Chenkin (1966)

Białe: Kd5, g5

Czarne: Kg7, We6, f7, g6

Po dodaniu do pozycji czarnego pionka g6 twierdza staje się łatwa do zdobycia. Wieża traci jeden punkt oporu, a ponadto poświęcenie hetmana na e6 daje białym wygraną pionkówkę. Po 1.Hc7! białe triumfują we wszystkich wariantach, np.

a) 1…Kg8? 2.Hc8+ Kg7 3.H:e6! fe6+ 4.K:e6

b) 1...We3 2.Hc2! Kg8 (Lub 2...We6 3.Hc3+ Kf8 4.Hc8+ Ke7 5.Hb8! i czarne wpadają w zugzwang) 3.Kd6 We6+ 4.Kd7 Kg7 5.Hc4 We5 6.Hd4

c) 1…Wa6 2.Hc3+ Kh7 3.Hc4! We6 (Lub 3...Wa5+ 4.Kd6 W:g5 5.H:f7+ z wygraną czy 3...Wb6 4.Hc7! Wb5+ 5.Kd6 Wf5 6.Ke7 Kg7 7.Hc3+ Kg8 8.Hc8+ Kg7 9.Hf8+ Kh7 10.H:f7+ itd.) 4.Hc8 We1 5.Hf8 Wf1 6.Kd6 Wf5 7.Ke7 i 8.H:f7+

Białe: Kd5, Hb7

Czarne: Kg8, Gg7, Se5

Biały król nie ma dostępu do pól f7 i g6 i pozycji wzmocnić nie można, np. 1.Hc8+ Kh7! 2.Ke6 Gh8 i czarne chodzą gońcem po polach g7 i h8 lub królem po g8 i h7.

Białe: Ke6, Gg3, a5, b6, c5

Czarne: Kc8, a6, b7, c6

Po 1.Ke7 jest pat. Również w przypadku 1.Gh4 Kb8 2.Kd7 Ka8 czarne ratuje zawsze groźba pata.

Białe: Kc4, Gf5, c6, d5, f2, f3, g4

Czarne: Kc7, Gf4, g5

Tutaj z kolei ratunek gwarantuje trwała blokada po czarnych polach.

A. Petrosjan – L. Hazai

Schilde 1970

Białe: Ka2, Hb2, Sa4, a3, c4, d5, e4, f3, g2, h3

Czarne: Kc8, Ha7, Gg3, a5, c5, c7, d6, e5, f4, g5, h5

Ta pozycja jest przykładem budowy twierdzy w grze praktycznej. Białe mają olbrzymią przewagę pozycyjną. Grozi przede wszystkim 46.b6 i figury przebijają się do obozu przeciwnika. Czarne spróbowały ostatniej szansy i zablokowały pionka 45...Hb6! 46.S:b6+? Pułapka zadziałała. Arszak Petrosjan, młody wówczas szachista (nie należy go mylić z mistrzem świata Tigranem Petrosjanem), nie oparł się pokusie zabrania hetmana. Wygrywało zaatakowanie i zdobycie pionka a5: 46.Hd2 z dalszym ustawieniem króla na a4 i skoczka na b3 46…cb6 47.h4 Groziło 47…h4. Białe oczywiście z daleka widziały, że pozycja staje się zablokowana, ale uważały, że to właśnie posunięcie pozwoli hetmanowi przez h3 przedostać się na drugą połowę szachownicy 47…gh4 48.Hd2 h3! Przykra niespodzianka 49.gh3 h4! Czarne stworzyły twierdzę. Ich król może zza obronnego muru pionków śmiać się z wrogiego hetmana… Po kilku posunięciach podpisano remis.

E. Chramow – M. Roszal

Moskwa 1970

Białe:  Kg1, Wd7, Gb6, a2, b2, d5, f6, g2, h2

Czarne: Kb8, Hg8, Sf2, a6, b7, d6, f7,
Mimo formalnej przewagi materialnej, sytuacja czarnych jest krytyczna. Groźba mata na d8 wymusza bowiem oddanie hetmana. W partii po 1...Sh3+ 2.Kf1 Sf4? 3.Wd8+ H:d8 4.G:d8 S:d5 5.h4 białe łatwo wygrały. Możliwy był taki dalszy wariant 5…Kc8 6.Ge7 S:e7 7.fe7 Kd7 8.g4 K:e7 9.Ke2 Ke6 10.Ke3 i decyduje oddalony wolniak na linii „h”. Ratunek przynosiło natomiast przejście do pozornie beznadziejnej pionkówki po 2...Kc8! 3.Wd8+ (Nic nie daje 3.Wc7+?! Kb8 i trzeba powtórzyć pozycję po 4.Wd7 Kc8, gdyż po 4.gh3? Hg6 wygrać powinny już czarne) 3...H:d8 4.G:d8 K:d8! 5.gh3 b6. Teraz do remisu wystarczy ustawić króla na g8, h8 bądź h7. Dwa pionki przewagi nie dają wygranej, gdyż biały monarcha nie ma możliwości wtargnięcia do obozu przeciwnika.

T. Kobaidze – A. Cereteli

Tbilisi 1970

Białe: Kb3, Gd8,Gg4, a4, c4, d5

Czarne: Kf7, Gb4, Sb6, a5, c5, d6
W „normalnym” toku partii białe powinny wygrać. Po wydawałoby się jedynym 1…Sa8 nastąpi 2.Gh5+ Kg7 3.Kc2 z dalszym zwycięskim marszem króla do pola e6. W partii nastąpiło jednak zaskakujące 1…Ke8! 2.G:b6 Ke7! Okazuje się, że mimo przewagi gońca wygranej nie ma! „Czarnopolak” został uwięziony na zawsze, króla nie można wypędzić z pola e7. Oddanie gońca za któregokolwiek z czarnych pionków prowadzi do prostego remisu z uwagi na „różnokoloraki”.

Możliwość uratowania partii poprzez stworzenie nieprzystępnej pozycji jest wdzięcznym motywem studiów, a sam temat mieści się w kompozycji w szerszym pojęciu, jakim jest pozycyjny remis:

A. Troicki

(1910)

Białe: Kh2, Sb8, f3, g2

Czarne: Kh4, Ga7, d4, h5
Grozi zabranie skoczka lub dorobienie hetmana. Okazuje się jednak, że po 1.Sc6! d3 2.S:a7! d2 3.Sb5! d1H 4.Sc3! Hd6+ 5.Kh1 skoczek nieuchronnie przedostanie się na e4 i czarny król będzie całkowicie unieruchomiony. Sam hetman nie jest w stanie wypędzić białego króla z pól h2, h1 lub g1 i remis jest nieunikniony.

W. Czechower

(Zakończenie studium, 1947)

Białe: Kd1, Gg2, a3, b3, c5, d2, d4, f2, g3

Czarne: Ke7, Wh2, a7, b5, c6, d5
W przypadku 1.Gf3? W:f2 pozycja staje się technicznie wygrana dla czarnych. Remisuje budowa fortecy: 1.Ke2! Lub 1.Ke1 1...W:g2 2.Kf1 Wh2 3.Kg1 Wh8 4.f3! i okazuje się, że sam biały król z piechotą nie przepuści czarnych figur. Trzeba tylko pilnować pól wtargnięcia czarnej wieży. Jeśli stanie ona na linii „e”, biały król musi czuwać na f1 lub f2. Przy wieży na linii „h” trzeba stać nim na g1 lub g2.

Jest charakterystyczne, że prawie wszystkie przedstawione remisowe pozycje typu twierdza są uznawane przez programy komputerowe za zdecydowanie wygrane dla strony silniejszej materialnie. Cieszmy się, że chociaż w takich przypadkach ludzki umysł wykazuje swoją szachową wyższość…

 

Ryszard Bernard

 

aaa

 

Gramy w warcaby

Od 10 do 18 maja 2014 r. rozegrano w Suwałkach finał XVIII Indywidualnych Mistrzostw Polski Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych. Nie zabrakło niespodzianek oraz wielu bardzo interesujących partii. Już w drugiej rundzie doszło do pojedynku na szczycie.

Stanisław Jędrzycki („Sudety” Kłodzko) – Jan Sekuła („Cross Opole”)

1. 32-28 17-21 2. 31-26 19-23

Czarne wybierają znany debiut prowadzący do otwartej gry z dodatnim tempem.

3. 28x19 14x23 4. 26x17 12x21 5. 34-30 7-12 6. 30-25?

To zagranie umożliwia czarnym zwiększenie tempa do +8. Zawodnik „Sudetów” Kłodzko specjalizuje się w klasyce, w której ujemne tempo jest atutem. Problem w tym, że jeśli partii nie uda się sprowadzić do klasyki, to białe pozostaną w gorszym położeniu.

6... 1-7 7. 25x14 10x19 8. 40-34 11-17 9. 45-40 5-10 10. 37-31 10-14 11. 31-26 21-27

Można było też wybrać plan z zajęciem centralnego pola białych 11... 7-11 i następnie 12... 23-28.

12. 42-37 7-11 13. 37-31 2-7 14. 31x22 18x27 15. 50-45 17-21

Wymiana ma na celu poprawę aktywności na krótkim skrzydle czarnych.

16. 26x17 11x22 17. 35-30 14-20 18. 30-25?

W sytuacji, kiedy nie ma już możliwości przejścia do klasyki, pozwalanie czarnym na dalsze zwiększanie tempa jest błędem.

18... 12-18 19. 25x14 9x20 20. 40-35 4-9 21. 34-30 16-21

Słabością w pozycji czarnych był źle stojący pionek na 16, stąd ostatnie zagranie czarnych było niemal wymuszone.

22. 41-37 21-26 23. 47-41

Białe grożą przejściowym wygraniem pionka. Gdyby teraz czarne wykonały wymianę 23... 27-31 24. 36x27 22x42 25. 48x37, to tracąc klina, straciłyby osiągniętą przewagę pozycyjną. W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem było:

23... 6-11!

Białe powinny zdecydować się na wymianę 24. 37-31 26x37 25. 41x21, po której co prawda czarne stracą klina 25... 11-16 26. 21-17 22x11, ale pozostałyby z silną centralną pozycją. Natomiast w pozycji białych powstałyby słabe pionki na obydwu bandach. Pomimo tego było to najlepsze rozwiązanie dla białych, które nie powinny dopuścić do umocnienia klina.

24. 30-25? 11-16! 25. 25x14 19x10! 26. 39-34

Czarne osiągnęły dużą przewagę pozycyjną, dlatego białe szukają możliwości kombinacyjnych. Nie można zagrać np. 26... 7-11 lub 26... 8-12, na co białe przygotowały 27. 34-29 i 28. 43-39.

26... 7-12 27. 44-39 10-14 28. 35-30 14-19 29. 45-40

W pozycji z klinem czarne umocniły się w centrum i ostatnim etapem kontynuowania planu gry w tej sytuacji jest zajęcie pola 24.

29... 15-20!

Białe nie są w stanie przeszkodzić zamiarom czarnych, gdyż nie mogą zagrać 30. 33-29 ani 30. 30-24? 20x29 31. 33x24 19x30 32. 34x25 27-31 33. 36x27 22x35.

30. 37-31 26x37 31. 41x21 16x27 32. 46-41 20-24! 33. 40-35 12-17 34. 48-42 9-14!

Bardzo ważne zagranie zabezpieczające pionka 24 po zajęciu pola 28.

35. 41-37 23-28 36. 37-31 8-12!

Czarne grożą kombinacją 37... 24-29 38. 34x21 17x48

37. 42-37 18-23 38. 31-26?

W bardzo trudnej pozycji białe popełniają błąd, który szybko kończy partię.

38... 24-29 39. 33x24 28-32 40. 37x28 22x42 41. 43-38 42x44 42. 49x40 12-18

I białe poddały się.

Bardzo udany występ w Suwałkach zaliczył drugi z reprezentantów „Sudetów” Kłodzko Edward Twardy. Jako jedyny zawodnik tego finału był bliski pokonania lidera turnieju. Jego dużym sukcesem było też zwycięstwo w partii z czołowym zawodnikiem naszego środowiska, byłym mistrzem Polski Józefem Tołwińskim z „Victorii” Białystok.

Józef Tołwiński („Victoria” Białystok) – Edward Twardy („Sudety” Kłodzko)

1. 34-30 17-21 2. 31-26 20-25 3. 26x17 25x34 4. 39x30 12x21 5. 36-31 7-12 6. 31-26 2-7

Lepsze było 6... 1-7. Posunięcie 2-7 często stosuje się w pozycjach klasycznych.

7. 26x17 12x21

Czarne przedwcześnie opuściły pole 2 i teraz białe zyskały możliwość wykorzystania braku kolumny 2-13 i mogły postawić klina  8. 30-24 19x30 9. 35x24. W partii było:

8. 44-39 7-12

Teraz, kiedy białe zagrały pionkiem 44, postawienie klina byłoby skazane na niepowodzenie z powodu niewystarczającej ilości pionków do obrony.

9. 50-44 11-17 10. 30-25 21-26 11. 32-28 6-11 12. 37-31 26x37 13. 41-32 1-6 14. 46-41 18-22

Niezrozumiałe zagranie. Czarne mogły zbudować silną centralną pozycję po 14... 15-20 i następnie 15... 19-23, przez co zyskałyby na podwójnej wymianie +6 temp.

15. 41-37 22-27 16. 32x21 17x26 17. 40-34 12-18 18. 34-29 19-23 19. 28x19 14x34 20. 39x30 15-20!

Czarne wykorzystują możliwość zdobycia +4 temp, uaktywniając jednocześnie długie skrzydło.

21. 25x14 10x19 22. 44-40 5-10 23. 30-25 10-14 24. 33-29 11-17 25. 38-33 17-22

Po ostatnich wymianach pozycja się wyrównała. Obie strony kontrolują symetrycznie te same pola.

26. 43-38 22-27

Lepsze było 26... 16-21

27. 35-30 6-11 28. 40-35 11-17 29. 29-24

Białe grają kombinacją 30. 25-20 14x34 31. 37-32 19x30 32. 32x23, dlatego czarne odpowiedziały

29... 27-31 30. 49-44 17-21 31. 44-40 8-12 32. 24-20 12-17 33. 20-15 17-22 34. 30-24! 19x30 35. 25x34 31-36 36. 38-32 18-23 37. 34-29 23x34 38. 40x29 13-19! 39. 35-30 21-27 40. 32x21 26x17 41. 45-40 17-21!!

Czarne ustawiły groźbę 42... 19-23 i wymuszają zagranie na pole 32, po którym nastąpi piękna kombinacja.

42. 37-32 22-28!! 43. 32x23

Po 43. 33x22 dalej nastąpiłoby 43... 36-41 44. 47x36 14-20 45. 15x13 9x47

43... 19-39 44. 30-25

Białe przygotowują wymianę bardzo mocnego pionka 39.

44... 21-27 45. 42-37 9-13 46. 29-23?

Zbyt odważne zagranie, ponieważ czarne mają możliwość okrążenia  tego pionka. Lepsze było 46. 40-34 39x30 47. 25x34

46... 3-8 47. 40-34 39x30 48. 25x34 8-12 49. 34-30 27-31!

Piękne poświęcenie ostatecznie pozbawiające białych szans na remis. Czarne nie mogły atakować 49... 13-19 z powodu 50. 37-31, a po 49... 13-18 50. 23-19 14x23 51. 30-25 białe przechodzą do damki. Nie można było również grać 49... 16-21 lub 49... 12-17, gdyż po 50. 30-24 białe mogłyby zremisować.

50. 37x26 13-19 51. 48-43 19x28 52. 43-39 12-18 53. 30-24 28-32 54. 39-33 32-37 55. 33-28 37-41 56. 26-21 16x27 57. 28-22 18-23 58. 22x31 36x27 59. 47x36 14-20

Jeszcze prostsza wygrana była po 59... 23-28

60. 15-10 4x15

I białe poddały się.

Jan Sekuła

 

aaa

 

Zapraszamy na obóz!

 

W zdrowym ciele zdrowy duch! Jeśli lubisz ruch na świeżym powietrzu, marzy

Ci się aktywny wypoczynek w miłym towarzystwie – weź udział w dziesięciodniowym ogólnopolskim obozie rekreacyjno-sportowym.

Stowarzyszenie „Cross” zaprasza do Siemian w dniach 15-25.08.2014 na obóz,

którego koordynatorem jest Zbigniew Prokopiuk. Mogą w nim brać udział osoby

pełnoletnie, posiadające orzeczenie o stopniu niepełnosprawności z tytułu dysfunkcji wzroku, będące członkami klubów Stowarzyszenia „Cross”, ewentualnie wraz z przysługującymi im przewodnikami. Liczba miejsc przewidziana dla przewodników jest ograniczona.

Uczestnicy będą zakwaterowani w hotelu „Zamek” w pokojach dwu- i trzyosobowych oraz w domkach kempingowych z pełnym węzłem sanitarnym.

Zgłoszenia należy przesyłać na formularzu Karta informacyjna do dnia

05.08.2014 roku na adres:

Stowarzyszenie Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących „Cross”

ul. Konwiktorska 9

00-216 Warszawa

Obóz jest dofinansowany ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki.

Karta informacyjna oraz szczegółowe informacje znajdują się w dziale „Aktualności”

na stronie Stowarzyszenia www.cross.org.pl.