stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 6 (99) Czerwiec 2013

ISSN 1427–728X

ROK XI

Nr 6 (99)

Czerwiec 2013 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO-SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00–216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9,  tel.: 22 635 57 94

tel.kom. 668 764 654,
666 725 040

e–mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Skład i opracowanie graficzne:

Wojciech Górski

Druk: Wydawnictwa Polskiego Związku Niewidomych Spółka z o.o

Miesięcznik dofinansowuje:

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

http://www.pfron.org.pl/ftp/Loga/logo_PFRON_2011_r.jpg

Redakcja nie zwraca tekstów nie zamówionych

Spis treści

Czwarty tytuł Rafała Gunajewa

Teresa Dębowska

Moje dwa światy

Teresa Dębowska

Kolarska majówka

Mirosław Jurek

Szóste złoto Sekuły

Leszek Stefanek

Na nowych zasadach

Lubomir Prask

Tarnowski turniej bowlingowy 2013

Piotr Dudek

Wiadomości

Zmagania młodych sportowców – reaktywacja

Zbigniew Prokopiuk

Wycieczka po wiedeńsku

Renata Nowacka-Pyrlik

Nie dajmy się zwariować

BWO

Modelowanie sylwetki: jak ćwiczyć?

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Jan Sekuła

Zapraszamy na obóz kajakowy

 

szachy 

Czwarty tytuł Rafała Gunajewa

Stawką w tegorocznym finale szachowych mistrzostw Polski był nie tylko tytuł mistrzowski, ale także awans do 5-osobowej reprezentacji kraju na czerwcowe drużynowe mistrzostwa świata. Będzie to już ich siódma edycja. Mistrzostwa odbędą się w hiszpańskiej Saragossie.

Na turniej finałowy do Warszawy, na przełomie kwietnia i maja, przyjechali wszyscy uprawnieni szachiści: czterech najlepszych z ubiegłorocznych rozgrywek – Jacek Stachańczyk, Tadeusz Żółtek, Rafał Gunajew i Marek Maćkowiak, dwaj z najwyższym rankingiem ELO – Piotr Dukaczewski i Ryszard Suder oraz sześciu najlepszych tegorocznych półfinalistów – Bartosz Pawelec, Zdzisław Wojcieszyn, Andrzej Migala, Piotr Kulpiński, Andrzej Sargalski i Dawid Falkowski.

Od pierwszej do ostatniej rundy stawce turniejowej przewodził Rafał Gunajew z warszawskiej „Syrenki”, dotychczasowy trzykrotny mistrz Polski w latach 2007, 2009 i 2010. Na rundę przed końcem rozgrywek zapewnił już sobie tytuł mistrza Polski. Uzyskał wysoki wynik – zdobył 9 punktów z 11 partii. Turniej zakończył bez porażki, 7 partii wygrał i 4 zremisował.

Na przeciwległym biegunie znalazł się Piotr Kulpiński. Grał dużo poniżej swoich możliwości. W dwóch pierwszych partiach podstawił figurę i po tych porażkach już się nie otrząsnął. Finiszowe rundy przegrał bez walki. W turnieju zremisował jedną partię, z Tadeuszem Żółtkiem.

Pozostali zawodnicy toczyli wyrównaną walkę. W ich partiach każdy wynik był możliwy. O losie kilku czołowych miejsc zdecydował dopiero finisz rozgrywek. Nie zdarzyło się to od lat. Jak wiadomo, ostatnia runda zawsze rządzi się własnymi prawami. I tak było tym razem, gdyż sprawiła trochę niespodzianek. O dużym pechu może mówić Ryszard Suder z olsztyńskiego klubu „Warmia i Mazury”. Od siódmej rundy był na samodzielnym drugim miejscu, bez przegranej. W ostatniej grał z Markiem Maćkowiakiem. Do srebrnego medalu wystarczył mu remis. Niestety, uległ Markowi i spadł na czwarte miejsce, poza strefę medalową. Jego przegrana wywindowała na drugie miejsce – z czwartej pozycji – Jacka Stachańczyka („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza), obrońcę tytułu, który na finiszu zremisował z Piotrem Dukaczewskim.

Ostatecznie o kolejności miejsc od drugiego do szóstego zdecydowało dodatkowe wartościowanie. Pięciu zawodników zdobyło 6,5 p. z 11 partii – o 2,5 p. mniej od zwycięzcy. Trzecie miejsce na podium niespodziewanie zajął Andrzej Migala („Warmia i Mazury” Olsztyn). Jest to zawodnik grający solidnie, nie przegrywający partii, ale lubiący remisy. W Warszawie dwie partie wygrał, resztę zremisował i to w tym roku wystarczyło do miejsca medalowego.

Końcowe wyniki tegorocznych mistrzostw Polski były dosyć nieoczekiwane. W czołówce nastąpiły spore przetasowania w stosunku do roku ubiegłego. Tadeusz Żółtek, srebrny medalista z 2012 roku, był teraz dopiero ósmy. Marek Maćkowiak przesunął się o dwie lokaty w dół – z zeszłorocznego czwartego miejsca na szóste. Podobnie Piotr Dukaczewski. Piotr Kulpiński był szósty – w tym roku ostatni.

Dużym zaskoczeniem była dopiero siódma lokata Piotra Dukaczewskiego, dziesięciokrotnego mistrza Polski, aktualnego mistrza Europy i wicemistrza świata.

– Były to dla mnie najgorsze mistrzostwa ostatnich kilkunastu lat – stwierdził Piotr.
– Zeszłoroczne, piąte miejsce wydawało mi się stosunkowo kiepskie. Miałem wrażenie, że gorzej być nie może. Myliłem się. W tym roku było jeszcze gorzej – miejsce siódme. Patrząc na zajmowane przeze mnie lokaty w finale w ostatnich trzech latach, to w przyszłym roku grozi mi miejsce dziewiąte. Mam nadzieję, że tego uniknę.

Po raz pierwszy od dwudziestu sześciu lat na finale szachowych mistrzostw Polski ze względów zdrowotnych zabrakło trenera Ryszarda Bernarda, który zwykle na tej imprezie pełnił funkcję sędziego i prowadził zajęcia szkoleniowe. W tym roku walkę czołowych szachistów śledził w internecie. Poproszony o podsumowanie rozgrywek, stwierdził: – Gra finalistów była dosyć nerwowa, zdarzało się dużo grubych błędów. Jedynie Rafał Gunajew grał bardzo solidnie i wygrał mistrzostwa zasłużenie. Na jakość gry Piotra Dukaczewskiego z pewnością wpłynęła konieczność łączenia rozgrywek z obowiązkami prezesa Stowarzyszenia „Cross”. Jacek Stachańczyk grał bardzo nierówno. Jedną partię potrafił rozegrać doskonale, a inną beznadziejnie. Myślę, że przyczyna tego leży w psychice zawodnika. Na początku turnieju grał słabo, rozegrał się trochę w drugiej połowie finału. Wygrał ładną końcówkę z Bartoszem Pawelcem. Dużą niespodziankę sprawił Zdzisław Wojcieszyn, który wygrał z obrońcą tytułu. Cieszy mnie, że Dawid Falkowski powtórzył ubiegłoroczny dobry wynik i wszedł na pierwszego rezerwowego drużyny wyjeżdżającej na czerwcowe drużynowe mistrzostwa świata. Bartosz Pawelec dobrze rozpoczął turniej (3,5 p. z 5 partii), ale po porażce w szóstej rundzie stracił impet w grze i zakończył mistrzostwa na miejscu dziewiątym. Dobre wrażenie zrobił na mnie Andrzej Sargalski. Grał lepiej niż wynikało to z jego końcowego wyniku. W wielu przypadkach zabrakło mu jednak odwagi i proponował remis w pozycjach dużo lepszych. Już w pierwszej rundzie był bliski zwycięstwa nad Stachańczykiem, z Dukaczewskim miał pozycję kompletnie wygraną, a zadowolił się remisem.

Jak już wspomniałam, stawką tegorocznego finału było także miejsce w reprezentacji Polski na czerwcowe mistrzostwa świata w Saragossie. Większość uczestników marzyła o lokacie w pierwszej czwórce, która gwarantowała udział w hiszpańskim turnieju. Znaleźli się w niej: Rafał Gunajew, Jacek Stachańczyk, Andrzej Migala i Ryszard Suder. Piątego zawodnika do drużyny typował trener Ryszard Bernard. Wybrał Piotra Dukaczewskiego. Mamy nadzieję, że ta piątka powiększy w Hiszpanii nasz dotychczasowy dorobek medalowy drużynowych mistrzostw o kolejny krążek.

Do walki o czołowe lokaty motywowały też finalistów nagrody za zdobycie pierwszych pięciu miejsc. Trzej medaliści otrzymali również pamiątkowe plakietki i dyplomy.

Tegoroczny finał mistrzostw Polski odbywał się po raz drugi w warszawskim centrum szkoleniowo-konferencyjnym przy ulicy Odrębnej. Szachiści mieli tu dobre warunki do gry – przestronną, widną salę, możliwość korzystania z ciepłych napojów podczas partii. Mankamentem był docierający też i tu gwar metropolii oraz brak większych terenów rekreacyjnych. Prezes Dukaczewski na zakończeniu imprezy zapowiedział ulokowanie przyszłorocznych rozgrywek z dala od wielkich miast, bliżej natury.

Relacje z mistrzostw przygotowywali dziennikarze z dwóch stacji telewizyjnych – TVP INFO i TVP SPORT. Podobnie jak w roku ubiegłym, dokładnie i sprawnie rozgrywki sędziował Marek Prus (sędzia główny), pomagał mu sędzia asystent Leszek Bakalarz.

Czytelnikom zainteresowanym analizą partii turniejowych polecam zamieszczony w tym numerze, w dziale szkoleniowym, skomentowany wybór partii z warszawskiego finału, przygotowany przez trenera kadry szachowej Ryszarda Bernarda – autora rubryki „Gramy w szachy”.

Finał mistrzostw Polski w szachach

22.04-2.05.2013 r., Warszawa

1. Rafał Gunajew („Syrenka” Warszawa) 9 p. 

2. Jacek Stachańczyk („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza) 6,5 p.

3. Andrzej Migala („Warmia i Mazury” Olsztyn) 6,5 p.

4. Ryszard Suder („Warmia i Mazury” Olsztyn) 6,5 p.

5. Dawid Falkowski („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza) 6,5 p.

6. Marek Maćkowiak („Tęcza” Poznań) 6,5 p.

7. Piotr Dukaczewski („Syrenka” Warszawa) 6 p.

8. Tadeusz Żółtek („Warmia i Mazury” Olsztyn) 5,5 p.

9. Bartosz Pawelec („Ikar” Lublin) 4,5 p.

10. Zdzisław Wojcieszyn („Ikar” Lublin) 4,5 p.

11. Andrzej Sargalski („Łuczniczka” Bydgoszcz) 3,5 p.

12. Piotr Kulpiński („Atut” Nysa) 0,5 p.

Teresa Dębowska 

 

Na początek

 

sylwetki

Moje dwa światy

 

Z Rafałem Gunajewem, tegorocznym mistrzem Polski w szachach, rozmawia Teresa Dębowska

− Na początku maja zostałeś po raz czwarty szachowym mistrzem Polski. Były to chyba Twoje najlepsze mistrzostwa w karierze?

− Tegoroczny finał, rozegrany w Warszawie, był moim piętnastym z kolei. Dwa razy byłem poza podium, a czterokrotnie udało mi się zdobyć pierwsze miejsce – w roku 2007, 2009, 2010 i 2013. Zwycięstwo wywalczone w tym roku dało mi najwięcej satysfakcji. W warszawskim turnieju grało mi się wyjątkowo dobrze. Zaprocentowała chyba wiedza zdobyta w ostatnim roku, może dwóch. Nie przegrałem żadnej partii – siedem wygrałem, a cztery zremisowałem. Nie miałem partii szczęśliwie wygranych, jakie niekiedy zdarzają się w turniejach. Wszystkie zwycięstwa wynikały z dobrej gry. To cieszy. Nad kolejnymi pięcioma zawodnikami, którzy podzielili miejsca od drugiego do szóstego, uzyskałem znaczną przewagę − wyprzedziłem ich o dwa i pół punktu. Prowadzenie w turnieju objąłem już w drugiej rundzie. Spotkałem się wówczas ze swym pierwszym silnym konkurentem Piotrem Dukaczewskim. Wygrałem partię i pierwszego miejsca nie oddałem już do końca rozgrywek.

− Kiedy zacząłeś swoją przygodę z tą dyscypliną sportu?

− Dość późno, bo pod koniec szkoły podstawowej. I to nie z zamiłowania, ale z braku innych możliwości. Mieszkałem wówczas w Prabutach, małej miejscowości w północnej części Polski. W istniejącym tam klubie sportowym były tylko dwie sekcje – szachowa i piłkarska. Piłka odpadała, nauczyłem się więc grać w szachy. Wkrótce mnie zafascynowały. Okazało się też, że mam do nich talent. Szybko zacząłem robić postępy i podwyższać kategorie szachowe. Wprawdzie klub nie prowadził regularnych zajęć szkoleniowych, ale można było w nim do woli pograć z kolegami. Rodziły się tam też nowe znajomości i przyjaźnie. Przez kilka lat reprezentowałem prabucki klub w rozgrywkach ligi wojewódzkiej i ligi juniorów. Po ukończeniu liceum przeniosłem się na południe Polski i rozpocząłem studia − najpierw licencjackie w Wyższej Szkole Biznesu w Tarnowie, a potem magisterskie − w Wyższej Szkole Biznesu w Nowym Sączu. Najmilej wspominam lata studenckie w Tarnowie. Dzięki zrozumieniu władz uczelni mogłem spokojnie pogodzić naukę z wyjazdami szachowymi. Pozwalano mi zmieniać terminy egzaminów i zdawać je w trybie indywidualnym.

− W tym czasie zetknąłeś się też z rozgrywkami szachistów niewidomych i słabowidzących.

− Pod koniec szkoły średniej zacząłem mieć problemy ze wzrokiem. Skierowano mnie na badania i komisję lekarską. Otrzymałem II grupę inwalidzką. Dowiedziałem się też wówczas o istnieniu Stowarzyszenia „Cross”. Zacząłem brać udział w turniejach szachowych przez nie organizowanych. Szybko dołączyłem do krajowej czołówki szachistów niewidomych i słabowidzących. W roku 1998 po raz pierwszy wyjechałem na turniej międzynarodowy. Był to III Puchar Świata w Logroño w Hiszpanii. Z każdym rokiem szachy wciągały mnie coraz bardziej, szczególnie gdy przyszły sukcesy – i krajowe, i międzynarodowe. Od 1998 roku reprezentowałem Polskę na wszystkich imprezach międzynarodowych, a w roku 2002 grałem w reprezentacji IBCA na olimpiadzie szachowej FIDE w Bled, w Słowenii.

„Crossowi” i ludziom z nim związanym, a szczególnie trenerowi Ryszardowi Bernardowi i prezesowi Piotrowi Dukaczewskiemu, zawdzięczam wiele – swoje poświęcenie się tej dyscyplinie sportu i rozwój. Miałem pracę, możliwości wzbogacania wiedzy szachowej i podnoszenia poziomu gry. Chcę wszystkim za to podziękować. Także za zrozumienie i wsparcie w trudniejszych momentach...

− Jakie miejsce zajmują dziś szachy w Twoim życiu?

− To nadal moja miłość i radość. Ale nie jedyna. Mam w tej chwili dwa światy, które wypełniają mi życie. Jest to rodzina i szachy. Staram się, w miarę możliwości, oddzielać je od siebie.

Pierwszy świat to żona Ewa, którą poznałem w trakcie studiów, oraz dwoje dzieci: 12-letni Jaś i 8-letnia Julka. Są w nim także zwierzaki – kot i pies. Mieszkamy w Krakowie. Żona pracuje w ośrodku szkolno-wychowawczym dla dzieci niewidomych na ul. Tynieckiej.

Drugi świat to praca szkoleniowa w Krakowskim Klubie Szachowym, którego jestem członkiem, oraz wyjazdy na turnieje. W klubie jestem jednym z dwóch głównych trenerów zajmujących się szkoleniem juniorów. Z satysfakcją muszę stwierdzić, że mam już na swym koncie sporo sukcesów. Nasz klub ma drużyny juniorskie na wszystkich szczeblach rozgrywek, począwszy od ekstraligi, z wyjątkiem pierwszej, które z powodzeniem walczą o czołowe lokaty. Zdarzają się też znaczące sukcesy indywidualne. Krakowski klub, obchodzący w tym roku 120-lecie istnienia, mimo skromnego budżetu ma naprawdę dobrze prowadzonych i utalentowanych młodych zawodników.

Szkoląc juniorów, muszę z konieczności poświęcać szachom sporo czasu. Każde zajęcia wymagają solidnego przygotowania. To automatycznie przekłada się na mój rozwój szachowy. Zaprocentowało to szczególnie w roku ubiegłym. Na turnieju w Albenie, w Bułgarii, zdobyłem kilka cennych „skalpów”. Wygrałem między innymi z arcymistrzem Tunikiem i miałem przyjemność zagrać z wicemistrzem świata Janem Akopianem. Natomiast w ostatniej rundzie silnie obsadzonego grudniowego openu w Londynie walczyłem o dzielone trzecie miejsce, normę na mistrza międzynarodowego i wysoką nagrodę finansową. Niestety, nie udało się i na otarcie łez pozostały wygrane z zawodnikami o rankingu Elo powyżej 2400, w tym z trenerem angielskiej reprezentacji niewidomych szachistów arcymistrzem Neilem McDonaldem.

Gdy wyjeżdżam na turniej, szachy zajmują pierwsze miejsce – rodzina schodzi na plan dalszy. Ale gdy wracam do domu, poświęcam się jej całkowicie. Niekiedy nie daje się jednak tych światów oddzielić. Moje dzieci też połknęły bakcyla szachowego i biorą udział w zajęciach i turniejach szachowych. W tej chwili ich entuzjazm wprawdzie nieco osłabł, ale nie zdradziły całkowicie królewskiej gry. Zobaczymy, co będzie w przyszłości. Ja ani ich nie namawiam, ani nie zniechęcam. Uważam, że same muszą dokonać wyboru.

− Jak wiem, pomiędzy Twoje dwa główne światy udaje Ci się jeszcze coś wpleść.

− Od lat posługuję się na co dzień komputerem wyposażonym w specjalistyczne programy. Z konieczności musiałem systematycznie wzbogacać swoją wiedzę informatyczną. Dziś dzielę się nią z innymi osobami słabowidzącymi i niewidomymi na szkoleniach organizowanych przez Stowarzyszenie „Cross”.

Staram się też zadbać o kondycję fizyczną, która jest niezwykle ważna przy grze w szachy. Lubię biegać, szczególnie w towarzystwie. Gdy biegam sam, robię to z mniejszym entuzjazmem. Podczas ostatnich mistrzostw szachowych biegał zawsze ze mną Piotr Kulpiński. Jestem mu za to niezmiernie wdzięczny. To też z pewnością było pewnym elementem mojego sukcesu.

− Dziękuję za rozmowę. 

 

Szachowe sukcesy Rafała Gunajewa

Turnieje krajowe

Mistrzostwo Polski

2007 Krzyżowniki

2009 Jastrzębia Góra

2010 Jastrzębia Góra

2013 Warszawa

 

Turnieje międzynarodowe

Medale indywidualne

XI Olimpiada Szachowa (2000, Polska) − złoty medal na IV szachownicy

IV Puchar Świata (2001, Niemcy) − złoty medal na IV szachownicy

V  Puchar Świata (2005, Grecja) − brązowy medal na IV szachownicy

VI Puchar Świata (2010, Rumunia) – złoty medal na II szachownicy

XIV    Olimpiada Szachowa (2012, Indie) – srebrny medal na III szachownicy

 

Medale drużynowe

III   Puchar Świata (1998, Hiszpania) – brązowy medal

XI  Olimpiada Szachowa (2000, Polska) − srebrny medal

IV  Puchar Świata (2001, Niemcy) − złoty medal

XII Olimpiada Szachowa (2004, Hiszpania)− złoty medal

V   Puchar Świata (2005, Grecja) – złoty medal

VI  Puchar Świata (2010, Rumunia) − srebrny medal

 

Na początek

 

kolarstwo 

Kolarska majówka

 

Kolarze ZKF „Olimp” po zimowej przerwie wracają na łamy „Crossa” w znakomitym stylu. Już w pierwszych tegorocznych startach pokazali dobrą formę i odnieśli znaczące sukcesy. Sezon rozpoczął się w maju wyścigiem o Puchar Marszałka Lubelszczyzny, a następnie polska reprezentacja ścigała się w Tour of Belgium. W Belgii osiągnęliśmy największy sukces w historii naszych wieloletnich startów w tej prestiżowej imprezie, zdobywając 4 czołowe lokaty w rywalizacji mężczyzn, 2. miejsce w kategorii kobiet oraz zwyciężając w klasyfikacji drużynowej krajów.

Zanim rozpoczęły się starty w wyścigach, a więc to, co kolarze lubią najbardziej, trzeba było solidnie przepracować okres przygotowawczy, trwający niemal pięć miesięcy. Jest to bardzo ważny i trudny etap w rocznym cyklu szkolenia, stanowiący fundament budowania wyścigowej formy. Obejmuje on zarówno przygotowanie specjalne, realizowane w postaci treningów rowerowych, jak i kształtowanie sprawności ogólnej w formie gimnastyki, pływania, marszobiegów, ćwiczeń w siłowni, biegów narciarskich i zespołowych gier sportowych. Tegoroczna sroga zima i spóźniona wiosna nie były łaskawe dla kolarzy – niskie temperatury i obfite opady śniegu bardzo utrudniały treningi rowerowe w terenie. W tej sytuacji większość zawodników uzupełniała brakujące kilometry, ćwicząc pod dachem na rowerach stacjonarnych lub trenażerach kolarskich, a część uczestniczyła w treningach rowerowych na krytym torze w Pruszkowie.

W marcu krajowa czołówka kolarzy tandemowych wzięła udział w dwutygodniowym zgrupowaniu w Pafos na Cyprze. Są tam doskonałe warunki do treningu i odpoczynku – sprzyjająca pogoda, odpowiednie ukształtowanie terenu, szosy z dobrą nawierzchnią i niewielkim ruchem samochodowym oraz wysoki standard zakwaterowania, z dostępem do odnowy biologicznej i zdrowym wyżywieniem. Zawodnicy wykorzystali pobyt na Cyprze do maksimum, trenując po kilka godzin dziennie i przejeżdżając na rowerach 1,5 tysiąca kilometrów w trudnym, górzystym terenie. Nie trzeba było ich namawiać do ciężkiej pracy – w kadrze panuje atmosfera wielkiej mobilizacji w dążeniu do celu, jakim są mistrzostwa świata w kanadyjskim Baie-Comeau (29.08-1.09.2013), a rywalizacja o miejsce w reprezentacji narodowej jest motorem napędzającym wzrost poziomu sportowego całej grupy.

Sportowej ambicji nie brakuje również zawodnikom, którzy nie zdołali zakwalifikować się do ścisłej kadry. To właśnie dla nich w kwietniu zorganizowany został obóz treningowy w Radkowie, którego koordynatorem był Józef Plichta. Uczestnicy zgrupowania z dużym zaangażowaniem pokonywali trasy treningowe po obu stronach polsko-czeskiej granicy, nakręcając rowerowe liczniki sporą dawką kilometrów. Uzupełnieniem specjalistycznych treningów kolarskich były wizyty w aquaparku „Wodny Świat” w Kudowie Zdroju, który oprócz pływalni oferuje także inne atrakcje przydatne jako formy odnowy biologicznej. W Radkowie panuje sprzyjający klimat dla kolarstwa, co być może zaowocuje w przyszłości kolejnymi imprezami tandemowymi.

Tegoroczny sezon wyścigów kolarskich rozpoczął się 1 maja w Białej Podlaskiej, gdzie wystartował XVI Hetman Tandem Cup 2013 – wyścig o Puchar Marszałka Lubelszczyzny zorganizowany przez Andrzeja Góździa. Inauguracja okresu startowego wypadła bardzo okazale, gdyż impreza trwała pięć dni, trasa obejmowała aż siedem etapów (Julków, Rokitno, Grabanów, Leśna Podlaska, dwukrotnie Dys, Lublin) i była trudnym wyzwaniem dla uczestników. Do klasyfikacji końcowej wyścigu liczył się łączny czas wszystkich etapów pomniejszony o bonifikaty zdobywane za trzy pierwsze miejsca na mecie każdego etapu (15, 10, 6 sekund) i na lotnych premiach (10, 6, 4 sekundy). W takich zawodach nawet chwilowa słabość czy brak koncentracji lub defekt sprzętu choćby na jednym z etapów mogą negatywnie zaważyć na ostatecznym wyniku. Wyścig rozgrywany był w kategoriach kobiet i mężczyzn i miał charakter międzynarodowy dzięki udziałowi tandemu w składzie Peter Matkow − Vladimir Dworianczikow, reprezentującego Rosję.

Już I etap wyścigu – jazda na czas na dystansie 5,6 km – zdradził układ sił w peletonie. W kategorii kobiet wygrała Iwona Podkościelna z pilotką Aleksandrą Wnuczek (KKT „Hetman” Lublin), 2. miejsce zajęła para Marta Stramek − Magdalena Kiebluch („Warmia i Mazury” Olsztyn), a 3. lokatę tandem Anna Gramatyka − Natalia Kożuch (KKT „Hetman” Lublin). Panie w takiej samej kolejności przyjeżdżały na metę wszystkich pozostałych etapów i w identycznym porządku uplasowały się w klasyfikacji końcowej. W rywalizacji mężczyzn walka była bardziej zacięta, ale toczyła się głównie o trzecie miejsce na podium i dalsze pozycje w klasyfikacji. Od początku liderem był tandem Marcin Polak − Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin), który wygrał sześć etapów i cały wyścig. Drugie miejsce w klasyfikacji końcowej zajął duet Przemysław Wegner − Piotr Czopek („Razem” Poznań), sześć razy stając na etapowym podium i wygrywając najtrudniejszy, górzysty VI etap. Początkowo, po dobrej jeździe na czas, trzecie miejsce zajmował tandem Piotr Kołodziejczuk − Radosław Syrojć („Warmia i Mazury” Olsztyn), lecz już na II etapie stracił tę pozycję na rzecz duetu
Adrian Juszczyk − Ernest Kurowski („Syrenka” Warszawa). Na IV i V etapie olsztynianie dwukrotnie stawali na podium i odrobili ponad 3 minuty straty do rywali z Warszawy, ale brakowało im nadal 27 sekund. Oba tandemy na VI etapie pilnowały się wzajemnie, co wykorzystała doświadczona załoga Henryk Groszkowski − Dariusz Wojciechowski („Syrenka” Warszawa), uciekając obu rywalom i awansując na trzecie miejsce w klasyfikacji. Sytuacji tej nie zmienił już ostatni etap – ciekawe i emocjonujące kryterium uliczne w centrum Lublina.

XVI Hetman Tandem Cup 2013 przeszedł do historii jako impreza o wysokim poziomie sportowym i organizacyjnym, która wciąż czeka na wypromowanie za granicą. Warto wzorować się na Tour of Belgium, który jest wyścigiem rankingowym UCI i corocznie gromadzi na starcie międzynarodowe towarzystwo. W tym roku zgłosiło się 28 tandemów z 9 krajów, a wśród nich reprezentacja Polski. Nasi zawodnicy stanęli przed trudnym zadaniem, gdyż mieli już „w nogach” siedem etapów przejechanych po szosach Lubelszczyzny, a po zaledwie trzech dniach odpoczynku w Belgii czekało ich kolejne sześć etapów ścigania. Pomimo to polska ekipa poradziła sobie znakomicie, niemal nokautując rywali. W prologu (wyścig na czas na dystansie 5 km) Iwona Podkościelna i Aleksandra Wnuczek zajęły 2. miejsce w kategorii kobiet, ulegając brytyjskiemu tandemowi Lora Turnham/Corinne Hall, a w rywalizacji mężczyzn nasze tandemy Marcin Polak/Michał Ładosz i Przemysław Wegner/Piotr Czopek stanęły odpowiednio na 2. i 3. stopniu podium, przegrywając nieznacznie z ubiegłorocznym zwycięzcą – holenderskim duetem Alfred Stelleman/Timo Fransen. Kolejny etap to zwycięstwa tandemu Podkościelna/Wnuczek i duetu Wegner/Czopek, który awansował na pozycję lidera oraz 3. miejsce pary Krzysztof Kosikowski/Artur Korc, która została wiceliderem. Na III etapie polskie dziewczyny zajęły 3. miejsce i utrzymały drugą lokatę w klasyfikacji ogólnej. Natomiast w męskim peletonie nastąpiła szarża tandemu Polak − Ładosz, który po samotnej ucieczce uzyskał 3 minuty i 44 sekundy przewagi nad kolejnymi uciekinierami w składzie: Adrian Juszczyk − Ernest Kurowski i Kosikowski − Korc i prawie 4,5 minuty nad grupą zasadniczą. Atak naszych zawodników dał im w klasyfikacji ogólnej cztery czołowe lokaty w kolejności: Polak − Ładosz, Wegner − Czopek, Kosikowski − Korc i Juszczyk − Kurowski. Na dwóch kolejnych etapach para Podkościelna − Wnuczek kontynuowała dobrą passę, stając na podium na 2. i 3. miejscu. Męskie tandemy popisały się ponownie na IV etapie, na którym Polak i Ładosz zwyciężyli, a Kosikowski z Korcem zajęli 3. miejsce, natomiast na V etapie nasi zawodnicy skutecznie bronili swoich wysokich pozycji w klasyfikacji. Ostatni, VI etap, przyniósł wiele emocji i nerwów. Tandemy Podkościelna − Wnuczek i Polak − Ładosz miały defekty kół i musiały gonić uciekających konkurentów. Iwona i Ola początkowo traciły 1 minutę, lecz systematycznie odrabiały stratę, dogoniły rywalki i jeszcze zdołały zająć 2. miejsce na finiszu, umacniając się na 2. pozycji w klasyfikacji końcowej wyścigu. Marcin i Michał nie dali rady nadrobić opóźnienia i wjechali na metę prawie 2 minuty za czołówką. Obronili jednak 1. miejsce w klasyfikacji końcowej, a ponadto zwyciężyli w klasyfikacji punktowej (suma miejsc na wszystkich etapach) i sprinterskiej (za lotne finisze). Polskie tandemy męskie zajęły całe podium w klasyfikacji końcowej, co dało nam również zwycięstwo drużynowe.

Warto również podkreślić niebywały wyczyn Ryszarda Kożucha (jadącego w tym roku z pilotem Maksymilianem Dwojakowskim), który jako jedyny uczestniczył we wszystkich dwudziestu siedmiu edycjach Tour of Belgium. Przed kolarską kadrą kolejny trudny sezon. Powtórka belgijskich sukcesów byłaby mile widziana w następnych startach międzynarodowych, z których najbliższe będą zawody Pucharu Świata we Włoszech (7-9.06) i w Hiszpanii (14-16.06).

Mirosław Jurek 

 

Tour of Belgium 2013

Mężczyźni

Poz.

Nr

Zawodnik

Pilot

Kraj

Czas

Klas. sprint.

Klas. punkt.

1

11

Marcin Polak

Michał Ładosz

POL

7.56.09,3

16

114

2

9

Przemyslaw Wegner

Piotr Czopek

POL

7.57.44,7

4

97

3

12

Krzysztof Kosikowski

Artur Korc

POL

7.58.04,2

2

106

4

10

Adrian Juszczyk

Ernest Kurowski

POL

7.58.26,7

9

95

5

1

Alfred Stelleman

Timo Fransen

NED

7.58.45,9

 

6

21

Alexandre Carrier

Aroussen Laflamme

CAN

7.58.50,5

16

107

7

4

Daniël Knegt

Patrick Bos

NED

7.58.56,3

3

111

8

16

Stephane Boussard

Mickaël Dhinnin

FRA

8.04.12,2

10

69

9

5

Stephen De Vries

Arno Kleinjan

NED

8.04.21,4

4

86

10

22

Clark Rachfal

David Swanson

USA

8.05.28,6

1

75

11

18

Rafaël Beaugillet

Emmanuel Hutin

FRA

8.10.17,8

 

71

12

20

Marc Eymard

Jérôme Defays

BEL

8.14.26,5

6

64

13

15

Arnaud Grandjean

Julien Hervio

FRA

8.16.32,4

 

41

14

2

Bjorn Demas

Aldo Klomp

NED

8.30.44,7

1

60

15

6

Christian Vaith

Christian Meyer

GER

8.46.29,6

 

19

16

7

Michael Löffler

Sascha Richter

GER

8.47.01,5

 

27


Kobiety

Poz.

Nr

Zawodnik

Pilot

Kraj

Czas

Klas. sprint.

Klas. punkt.

1

40

Lora Turnham

Corinne Hall

GBR

8.10.22,11

 

23

2

41

Iwona Podkościelna

Aleksandra Wnuczek

POL

8.10.47,83

 

24

3

33

Kathrin Goeken

Linda Samantha Van Vliet

NED

8.11.09,43

 

12

4

31

Joleen Hakker

Van Steenis

NED

8.15.19,34

 

8

5

38

Henrike Handrup

Ellen Heiny

GER

8.15.50,27

 

15

6

39

Rhiannon Henry

Fiona Duncan

GBR

8.16.29,44

 

5

7

42

Rachel Scdoris

Lisa Turnbull

USA

8.16.46,66

 

4

8

43

Kara Vatthauer

Mackenzie Woodring

USA

8.29.30,02

 

1

Na początek

 

warcaby 

Szóste złoto Sekuły

 

W dniach 10-19 maja 2013 roku w Ośrodku Sportu i Rekreacji w Tucholi rozegrany został finałowy turniej XVII Indywidualnych Mistrzostw Polski Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach 100-polowych.

W tym roku obsada była mocna jak nigdy dotąd. Średni ranking uczestników wynosił aż 2216 p. Po raz pierwszy grano tempem 80 minut, a po każdym ruchu zegar doliczał dodatkowo jedną minutę. Nowe, dłuższe tempo miało na celu przede wszystkim podwyższenie poziomu gry. Niestety, jeszcze wielu zawodników nie potrafi właściwie wykorzystywać czasu do namysłu i oprócz partii na wysokim poziomie zdarzały się zbyt często przeoczenia i proste błędy.

Faworytem turnieju był Jan Sekuła, który w ubiegłym roku zdeklasował rywali, uzyskując nad drugim zawodnikiem gigantyczną przewagę 8 p. Tym razem rywale spróbowali nieco utrudnić zawodnikowi „Crossa Opole” marsz po kolejny tytuł. W pierwszym dniu, w sobotę 11 maja, rozegrano dwie rundy. Komplet punktów zanotowali jedynie Sekuła i Stefanek. W trzeciej rundzie, w niedzielę, Stefanek uległ Maćkowiakowi, a Sekuła stracił punkt po remisie z Tołwińskim i z pięcioma punktami prowadził wraz z Maćkowiakiem. Trzeci dzień mistrzostw, poniedziałek, to znowu dwie rundy. Cztery punkty zdobył jedynie Stefanek i nieoczekiwanie po pięciu rundach wyszedł na czoło tabeli z 8 punktami. Tyle samo mieli Sekuła i Maćkowiak, a oczko mniej Biegasik. Wtorek przyniósł sporą niespodziankę w postaci porażki lidera Stefanka z outsiderem Mirynowskim. Jego potknięcie wykorzystał Sekuła, obejmując samodzielne prowadzenie. Jak się okazało, nie oddał go już do końca turnieju, systematycznie powiększając przewagę.

Jeszcze tego samego popołudnia (14 maja) rozegrano VIII Mistrzostwa Polski w Grze Błyskawicznej. Pod nieobecność przemęczonego Sekuły turniej wygrał Józef Tołwiński („Victoria” Białystok), uzyskując w 13 partiach 22 p. Drugie miejsce zajął Leszek Stefanek („Hetman” Lublin) – 20 p., a trzecie Marek Maćkowiak („Tęcza” Poznań) – 19 p.

Ostatniego dnia, w środę 15 maja, rozegrano dwie rundy. Obie partie wygrał tylko Sekuła (z Czarskim i Sitarzem). Na dwie rundy przed końcem zapewnił już sobie złoto, gromadząc 16 p. Za jego plecami aż pięciu zawodników rywalizowało o pozostałe dwa krążki. Po 11 p. mieli Stefanek i Biegasik, a po 10 – Maćkowiak, Jagieła i Tołwiński.

Ostatnia runda nie przyniosła już większych emocji. Biegasik, zgodnie z oczekiwaniami, wygrał z Kuzielem i zapewnił sobie srebro. Stefanek, po remisie z Sekułą, musiał zadowolić się brązem. W prestiżowym pojedynku o opuszczenie „czerwonej latarni” Ewa Wieczorek wygrała z Mirynowskim i to zawodnik ze Słupska zamknął ostatecznie tabelę.

Jan Sekuła w swoim ósmym starcie w mistrzostwach zdobył ósmy medal, w tym szósty złoty. Jego supremacja w środowisku warcabistów niewidomych i słabowidzących jest niepodważalna. Tylko na początku rywale dotrzymywali mu kroku. Siedem zwycięstw i cztery remisy to wynik gorszy niż rok temu, ale teraz i przeciwnicy byli silniejsi, i dyspozycja fizyczna mistrza nieco gorsza. Mimo to zdobycz punktowa mogłaby być większa, gdyby wykorzystał wszystkie swoje szanse (m.in. wypuszczona wygrana z Jagiełą).

Srebrny medal wywalczył Ryszard Biegasik. Pierwszy mistrz Polski, po kilku ostatnich bezbarwnych finałach, w tym roku zaprezentował wreszcie grę na miarę swoich możliwości. Dobra dyspozycja od początku do końca turnieju, oszczędne gospodarowanie siłami (kilka taktycznych remisów) i konsekwentne wykorzystywanie nadarzających się okazji złożyły się na wynik, który zaskoczył nie tylko jego. Ryszard nie poniósł żadnej porażki, znacznie poprawił ranking i po ośmiu latach znów stanął na podium (po raz czwarty w ogóle, a po raz pierwszy na jego drugim stopniu).

Trzecie miejsce zajął Leszek Stefanek. Podobnie jak dla Sekuły, był to jego ósmy medal w ósmym finałowym starcie. Zawodnik lubelskiego „Hetmana” może być znacznie bardziej zadowolony z osiągniętego miejsca niż z poziomu gry, jaki zaprezentował. Co najmniej kilka punktów podarowali mu przeciwnicy (Czarski, Jagieła, Kuziel), a kilka sam beztrosko oddał.

Na czwartym miejscu uplasował się „tradycyjnie” Józef Tołwiński. Po dłuższej przerwie mistrz Polski z roku 2002 wrócił do środowiska trzy lata temu i w trzech kolejnych startach zajął najgorsze ponoć dla sportowca miejsce, tuż za podium.

Piąte miejsce zajął Marek Maćkowiak. Jeden z faworytów do medalu zaczął zawody bardzo dobrze. Jeszcze po siódmej rundzie był wiceliderem. Szanse na podium stracił dopiero na rundę przed końcem, po trzeciej z rzędu porażce (z Czarskim). Marek ewidentnie nie wytrzymał kondycyjnie trudów turnieju. Tydzień wcześniej grał w równie wyczerpującym finale szachowym.

Na kolejnych pozycjach uplasowali się Michał Czarski i Andrzej Jagieła. Na ósmym miejscu znalazł się Zenon Sitarz, któremu nie wyszedł start. Z pewnością stać go na więcej. Gra jednak zbyt szybko, by wszystko przeliczyć.

Na dziewiątym miejscu uplasował się Tomasz Kuziel. Zawodnik gospodarzy już kilkakrotnie pokazywał duże możliwości. Tym razem zaprezentował je tylko w niektórych partiach. Sprawił sporo kłopotów Sekule i Stefankowi.

Dziesiątkę zamknęła jedyna kobieta w finale, Ewa Wieczorek. Kilka dni przed finałem zajęła doskonałe drugie miejsce w Pucharze Ziemi Lubelskiej w Firleju, nie ponosząc żadnej porażki. W Tucholi nie zdołała powtórzyć tego wyniku. Tym razem rywale okazali się silniejsi, pięciokrotnie zmuszając ją do kapitulacji. Ewa walczyła jednak ambitnie i odniosła pod koniec turnieju dwa ważne zwycięstwa.

Na jedenastym miejscu ukończył zawody Bernard Olejnik. Pamiętamy jeszcze jego ubiegłoroczny finał, gdzie długo utrzymywał się na medalowej pozycji. Teraz turniej nie wyszedł mu zupełnie. Jest zawodnikiem, którego trudno pokonać, ale tylko pod warunkiem, że do partii przystąpi z odpowiednim nastawieniem psychofizycznym.

Dwunastą lokatę zajął najmłodszy uczestnik i jedyny debiutant w finale – Mirosław Mirynowski, który ma spore umiejętności, ale musi zdecydowanie poważniej podejść do warcabowych obowiązków, jeśli chce odnosić sukcesy. Jego największym atutem jest młodość.

Medaliści mistrzostw wywalczyli sobie prawo startu w przyszłorocznym finale. Oprócz nich, co jest nowością, udział w decydującej rozgrywce, bez konieczności uczestniczenia w eliminacjach, zapewni sobie również zawodnik z najwyższym rankingiem aktualnym w dniu rozpoczęcia półfinałów. Na dziś byłby nim Jagieła, ale różnice punktowe są minimalne i do tego czasu mogą nastąpić przetasowania na liście rankingowej.

Zawody w Tucholi z dużą kulturą i spokojem sędziował Mirosław Grabski z Grudziądza, któremu dzielnie, aczkolwiek nieoficjalnie, pomagała żona Ewa. Koordynatorem imprezy, zorganizowanej przez Stowarzyszenie „Cross”, była Ewa Sargalska.

 

Finał XVII Mistrzostw Polski w Warcabach

1. Jan Sekuła („Cross Opole”) 18 p.

2. Ryszard Biegasik („Victoria” Białystok) 15 p.

3. Leszek Stefanek („Hetman” Lublin) 14 p.

4. Józef Tołwiński („Victoria” Białystok) 13 p.

5. Marek Maćkowiak („Tęcza” Poznań) 12 p.

6. Michał Czarski („Hetman” Lublin) 11 p.

7. Andrzej Jagieła („Podkarpacie” Przemyśl) 11 p.

8. Zenon Sitarz („Podkarpacie” Przemyśl) 9 p.

9. Tomasz Kuziel („Łuczniczka” Bydgoszcz) 9 p.

10. Ewa Wieczorek („Victoria” Białystok) 8 p.

11. Bernard Olejnik („Warmia i Mazury” Olsztyn) 7 p.

12. Mirosław Mirynowski („Zryw” Słupsk) 5 p.

Leszek Stefanek 

 

Na początek

 

showdown 

Na nowych zasadach

 

Specjalna komisja sędziowska przy IBSA, której przewodzi Stefan Wimmer z Niemiec, a członkami są Massimo Sanapo z Włoch i Pert Sezima z Czech, pracuje nad doskonaleniem przepisów showdown. Jest to bardzo ważny element, bez którego dyscyplina nie dostanie się na paraolimpiadę. Istotne zmiany w regulaminie wprowadzono na początku kwietnia, a z końcem miesiąca zawodnicy rywalizowali już na nowych zasadach w słonecznej Italii.

We włoskim Mediolanie w dniach 24-28.04.2013 r. odbył się VI Międzynarodowy Turniej Showdown. To jeden z ośmiu turniejów liczonych do listy rankingowej IBSA (Showdown Committee International Blind Sports Federation Ranking List). Na zawody przyjechało 43 mężczyzn i 28 kobiet z 10 krajów (Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Holandia, Niemcy, Polska, Włochy, Słowenia i Szwecja). Polskę reprezentowali zawodnicy: Elżbieta Mielczarek, Adrian Słoninka, Łukasz Byczkowski − z klubu „Sprint” Wrocław − oraz Aleksandra Chrzanowska i Patryk Iks z klubu „Łuczniczka” Bydgoszcz, a towarzyszyli im trenerzy: Bogdan Micorek, Maciej Piwowarski i Lubomir Prask. Na siedmiu stołach produkcji czeskiej rozegrano 377 meczów. Turniej obsługiwało 15 sędziów i sześcioosobowe biuro zawodów.

Było to wyjątkowe wydarzenie nie tylko ze względu na liczbę zawodników i rozegranych spotkań. Od 8 kwietnia 2013 roku obowiązują w showdown nowe zasady gry. Zmiany dotyczą wymiarów rakietki (została zmniejszona o 4 cm), obniżenia ekranu o 4 cm (teraz jest zawieszony 10 cm nad stołem). Wprowadzono również dwupunktowe kary za nieodpowiednie zachowania zawodników czy ich trenerów. Set do tej pory kończył się po uzyskaniu 11 punktów, o ile przewaga wynosiła minimum 2 punkty. Teraz gra toczy się aż do momentu uzyskania tej przewagi, a nie do granicy 17. punktu, jak było wcześniej. Wszyscy potraktowali nowe zasady bardzo poważnie. Sędziowie skrupulatnie obmierzali sprzęt i przestrzegali przed nieregulaminowym zachowaniem. Prawie cały turniej przebiegł nadzwyczaj spokojnie. Zarówno zawodnicy, jak i ich trenerzy skupieni byli na grze, rezygnując z dyskusji i kwestionowania rozstrzygnięć sędziowskich, co wcześniej sprawiało duże kłopoty. Nie obyło się jednak bez nadużycia. W finale mężczyzn sędzia wyprosił z sali trenera jednego ze startujących za podważanie jego decyzji. Zawodnik musiał do końca meczu liczyć już tylko na siebie. Chociaż to dopiero pierwszy turniej rozgrywany według nowych zasad, większość spornych punktów regulaminu została poprawiona. Jak się okazało, stare przepisy nie były jednoznaczne, można było je różnie interpretować. Teraz są one dużo bardziej dopracowane. Czy wszystko zostało poprawione? To pokaże przyszłość.

Na każdym turnieju zawodnicy, którzy zajmują wysokie lokaty w rankingu europejskim, są rozstawieni na pierwszym i drugim miejscu. Pozostałych dołącza losowo organizator. Z polskich graczy Ela Mielczarek była numerem 1 w swojej grupie, Adrian numerem 2, Patryk Iks – 3, Aleksandra Chrzanowska i Łukasz Byczkowski byli numerem 4. W pierwszej rundzie każdy miał do rozegrania 4 mecze. Z pięcioosobowej grupy do następnego etapu przechodziło dwóch zawodników. W drugiej rundzie znaleźli się Ela i Adrian. Było już pewne, że Ela nie uplasuje się wyżej niż na 12. miejscu, a Adrian na 18. Pozostali połączeni zostali w grupy i walczyli o niższe miejsca (na turniejach rankingowych każdy zawodnik musi mieć przyznane miejsce, aby mógł otrzymać odpowiednią liczbę punktów). Dla rozstawionych zawodników pierwsza runda jest zazwyczaj dość łatwa. Jednak w drugiej stawka się już wyrównuje i mecze są naprawdę bardzo zacięte. Na tym etapie turnieju Adrian Słoninka stoczył bardzo zacięte pojedynki z zawodnikami z pierwszej dziesiątki rankingu. Choć nie zwyciężył, jego gra została zauważona przez prezesa Showdown Sub-Committee Kristera Olenmo ze Szwecji i najprawdopodobniej zostanie on zaproszony w tym roku na European Top Twelve do Holandii z dziką kartą (w ubiegłym roku z dziką kartą pojechała Elżbieta Mielczarek i wygrała ten najcięższy z turniejów).

Rozgrywki były bardzo udane – Ela Mielczarek przesunęła się z 7. na 4. miejsce w rankingu, Adrian Słoninka z 19. na 17., Patryk Iks z 36. na 34., Aleksandra Chrzanowska z 56. na 37., Łukasz Byczkowski z 98. na 64. Na liście sklasyfikowanych jest 128 kobiet i 208 mężczyzn. Zarówno Ela, jak i Adrian mogą już walczyć o najwyższe lokaty na turniejach. Prezentują bardzo wysoki poziom gry. Wynik zależy od dyspozycji dnia. Teraz czas na ciężką pracę, aby przygotować się do następnych zawodów. W czerwcu Szwecja, w lipcu Litwa i najważniejsze – mistrzostwa świata w sierpniu w Słowenii. Bądźmy dobrej myśli!

 

VI Międzynarodowy Turniej Showdown 

24-28.04.2013 r., Mediolan

Kobiety

1. Antje Samoray - Niemcy (DE)

2. Tanja Oraníc - Słowenia (SI)

3. Jaana Pesari - Finlandia (FI)

4. Sanja Kos - Słowenia (SI)

5. Elżbieta Mielczarek - Polska (PL)

...

15. Aleksandra Chrzanowska - Polska (PL)

Mężczyźni

1. Peter Zidar - Słowenia (SI)

2. Leander Sachs - Holandia (NL)

3. Ari Lahtinen - Finlandia (FI)

...

14. Adrian Słoninka - Polska (PL)

...

24. Łukasz Byczkowski - Polska (PL)

...

29. Patryk Iks - Polska (PL)

Lubomir Prask

 

Na początek

 

bowling 

Tarnowski turniej bowlingowy 2013

 

Sezon bowlingowy rozpoczęły zawody rozegrane od 2 do 5 maja 2013 r. w Tarnowie. Pierwsze tegoroczne indywidualne zmagania niewidomych i słabowidzących zostały zorganizowane przez Stowarzyszenie „Cross” we współpracy z klubem „Pogórze” Tarnów. Koordynator Kazimierz Curyło poprowadził całą imprezę wzorowo i z pełnym sukcesem organizacyjnym. Gdyby tak jeszcze przenieść z Rzeszowa do Tarnowa nowiutką 10-torową kręgielnię...

Tarnowski turniej pokazał, że temperatura rywalizacji w tej dyscyplinie nie spada, choć trzeba było grać na tutejszej sześciotorówce, niestety bez maszyn do smarowania torów, co stanowiło istotny problem. Dla jednych zawodników ręczne smarowanie jest bowiem swoistym eldorado, dla innych – polem klęski. I już po raz kolejny był to powód do dyskusji o tym, czy trzeba umieć grać na każdej kręgielni i każdym smarowaniu. Kłopot był o tyle mniejszy, iż część zawodników grających z rotacją nie wzięła udziału w zawodach, gdyż przygotowuje się do mistrzostw Europy w kręglach klasycznych. Ponadto koszt uczestnictwa dla kadrowiczów był znacząco wyższy i nie wszyscy przyjechali. Pozostali musieli jednak podnieść rękawicę. Niepocieszony był w tej grupie Stanisław Oduliński („Morena” Iława), który włożył wiele pracy w technikę gry z rotacją. Natomiast niewątpliwie świetnie poradził sobie Zbigniew Strzelecki z „Karolinki” Chorzów w kat. B3, który jako jedyny przekroczył granicę 1000 punktów. Pokaz dobrej gry i sportowego zacięcia dała Izabela Walczak z „Pionka” Włocławek. Po wpadce w drugiej grze (tylko 91 punktów) wydawało się, że strata 901 punktów do jej najlepszej rywalki jest już nie do odrobienia. Drobniutka dwudziestolatka jednak konsekwentnie „czytała tor” i wszystkie parametry rzutów. Nanoszone poprawki przynosiły rezultaty. Kiedy nawet nie padały striki w pierwszym rzucie (10 kręgli strąconych), to zamykała ramki (dobijała pozostałe kręgle w drugim rzucie). W ten sposób jeszcze przed zakończeniem gry było wiadomo, że już jest pierwsza. Podobny koncert gry dała Mariola Maćkowiak z „Łuczniczki” Bydgoszcz. Mariola, po półrocznej zdrowotnej przerwie, przypomniała, kto jest królową kat. B1. Jej 698 punktów musiało wzbudzić podziw. W tej kategorii, przy całkowitym braku widzenia, to bardzo dobry wynik. A chyba największą niespodzianką była wygrana w kat. B2 Leszka Pacuta z „Moreny” Iława, który dotąd nie stawał na podium.

Pomimo zmian organizacyjnych w sporcie kręglarskim niewidomych i słabowidzących zainteresowanie dyscypliną jest nadal wysokie. Najlepiej świadczy o tym liczba aż 77 uczestników tych zawodów. Tak wysoka frekwencja jest skutkiem nie tylko zapału naszych sportowców, ale też atrakcyjności całej imprezy. Kazimierz Curyło, wspierany przez rodzinę, członków klubu oraz przyjaciół, stworzył wspaniały klimat. Przy okazji pobytu w Tarnowie każdy miał szansę poznać zabytki miasta, jego historię i ciekawe miejsca. Na zakończenie uczestnicy tegorocznych rozgrywek doczekali się uroczystej kolacji, zapewniającej wspólną integracyjną zabawę. Oprócz sprawdzenia swoich umiejętności w rywalizacji sportowej, można było w końcu pobyć razem, porozmawiać, wymienić się doświadczeniami. Było to tym bardziej oczekiwane, że dla wielu osób dojazd do Tarnowa to nawet kilkunastogodzinna podróż.

W miarę upływu roku kalendarz imprez znacząco się zagęszcza i będzie jeszcze wiele okazji do dalszych zmagań i spotkań. Koordynator podobnego turnieju, organizowanego po raz pierwszy w Suwałkach, twardo utrzymuje, że u niego będzie równie wspaniale! Przekonamy się o tym już w połowie czerwca.  

 

Ogólnopolski turniej niewidomych
i słabowidzących w bowlingu
 

02-05.05.2013 r., Tarnów 

Kobiety

B1

1 Mariola Maćkowiak („Łuczniczka” Bydgoszcz) 698 p.

2 Karolina Trojan („Łuczniczka” Bydgoszcz) 556 p.

3 Agnieszka Kozłowska („Pionek” Włocławek) 543 p.

4 Aleksandra Sipiora („Podkarpacie” Przemyśl) 503 p.

5 Barbara Szypuła („Karolinka” Chorzów) 450 p.

6 Salomea Walkowiak („Pogórze” Tarnów) 400 p.

Mężczyźni

B1

1 Marek Zwolenkiewicz („Karolinka” Chorzów) 669 p.

2 Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin)  636 p.

3 Tomasz Borkowski („Ikar” Lublin) 570 p.

4 Jan Kawecki („Pogórze” Tarnów) 507 p.

5 Piotr Dudek („Pionek” Włocławek) 493 p.

6 Franciszek Kała („Jutrzenka” Częstochowa) 464 p.

Piotr Dudek 

 

Na początek

 

wiadomości 

Kręgle

Pamięci Grażyny Burskiej

Z wielu turniejów w kręglach klasycznych niewidomych i słabowidzących Memoriał Grażyny Burskiej był bez wątpienia tym, na którym należało być. Jeszcze rok temu Grażynka stawała razem z nami do rywalizacji na torach, odnosząc sukcesy zarówno w kręglach klasycznych, jak i w bowlingu. Jej niewątpliwie przedwczesna, nagła śmierć zabrała nam wspaniałą koleżankę, a rodzinie – matkę i żonę.

Grażyna nie tylko sama walczyła na torach, ale była także jedną z najbardziej cenionych asystentek zawodników kat. B1 i B2 ? i to nie jedynie sportowców ze swojego macierzystego klubu „Omega” Łódź. Do dzisiaj pamiętam, jak przeżywała asystowanie Wiesiowi Nastarowiczowi w ubiegłorocznych mistrzostwach Stowarzyszenia „Cross” i jak cieszyła się wówczas ze zdobytego przez siebie medalu. To był jej ostatni start. Nasza koleżanka, borykając się z uciążliwą cukrzycą, traciła wzrok. Zafascynowana sukcesami współczesnej transplantologii, gotowa była ponieść najwyższe ryzyko, aby odzyskać zdrowie. Niestety, nie udało się…

Piękna postawa sportowa, jak i koleżeńskość Grażyny kazały – dla uczczenia Jej pamięci – stanąć do walki w tym turnieju niemal wszystkim najlepszym kręglarzom klasycznym naszego środowiska. Niektórzy jechali z drugiego końca Polski, aby zagrać jedynie swoją kolejkę i odjechać. Ta niezwykła, ze wszech miar godna pochwały inicjatywa „Omegi” Łódź wykrzesała ze startujących niespotykany zapał i energię. Wygrana tutaj była dla zawodników prawie tak ważna, jak zdobycie mistrzostwa Polski. Najwyraźniej można było to zaobserwować w rozgrywkach w kategorii B2 kobiet i B3 mężczyzn. Po piątkowym występie Anny Barwińskiej z „Omegi” i zaliczeniu wyniku 664 kręgli wydawało się, że Ania może ze spokojem czekać na końcową dekorację zwycięzców. Jadwiga Szuszkiewicz z Włocławka, srebrna medalistka IMP, aby pokonać Annę Barwińską, musiała ustanowić swój nowy rekord życiowy. No i wywalczyła go, i to na poziome 676 zbitych kręgli, podnosząc tym samym rekord kręgielni tomaszowskiej. Duża była w tym zasługa asystującego jej Zbyszka Walczaka z Łodzi. Przydał jej się wspaniały doping, gdyż grała z Mieczysławem Kontrymowiczem z Olsztyna, walczącym na sąsiednim torze. Niemal przez całą rozgrywkę szli łeb w łeb, by skończyć różnicą tylko jednego kręgla. O tym, jak ostra to była rywalizacja, niech świadczą rewelacyjne wyniki ich pierwszych gier na torach – Jadwiga zdobyła 195 punktów, a Mieczysław aż 201.

Swoją kartę na tych zawodach zapisał też Albert Sordyl. Jego rezultat 719 punktów nie jest często widywany na tablicach wyników, nawet w kat. B3 mężczyzn. Nasza reprezentacja na mistrzostwa Europy w Serbii zdecydowanie ma szanse na medale.

Po uroczystym rozdaniu nagród uczestnicy wysłuchali wspomnień o Grażynce Burskiej, odczytanych przez wieloletniego trenera kadry i sędziego zawodów Pawła Ciesielskiego. Jej mąż Mirosław i córka, honorowi goście turnieju, również opowiadali, jak istotną rolę odgrywał sport w życiu Grażyny i w Jej zmaganiach z chorobą i niepełnosprawnością. Pan Mirosław ufundował także upominki dla zwycięzców. Wspominając towarzyski charakter Grażynki, zaproponował, abyśmy dobrą zabawą w ciepłej atmosferze uczcili jej pamięć. Tego wieczoru uśmiechy i łzy mieszały się wzajemnie…

 

Memoriał Grażyny Burskiej

Ogólnopolski turniej w kręglach klasycznych

10-15.05.2013 r., Tomaszów Mazowiecki 

Kobiety

B1

1. Agnieszka Kozłowska („Pionek” Włocławek) 397 p.

2. Mieczysława Stępniewska („Omega” Łódź) 395 p.

3. Barbara Szypuła („Karolinka” Chorzów) 373 p.

B2

1. Jadwiga Szuszkiewicz („Pionek” Włocławek) 676 p.

2. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 664 p.

3. Irena Zięba („Karolinka” Chorzów) 607 p.

B3

1. Irena Curyło („Pogórze” Tarnów) 605 p.

2. Alicja Bielecka („Warmia i Mazury” Olsztyn) 595 p.

3. Zofia Sarnacka („Warmia i Mazury” Olsztyn) 594 p.

Mężczyźni

B1

1. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 513 p.

2. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 484 p.

3. Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 483 p.

B2

1. Stanisław Fortkowski („Pogórze” Tarnów) 690 p.

2. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 677 p.

3. Jan Smoła („Morena” Iława) 652 p.

B3

1. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 719 p.

2. Daniel Jarząb („Tęcza” Poznań) 691 p.

3. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) 676 p.

Piotr Dudek 

Biegi

Podium w Rzymie dla Polaków

Na oficjalne wyniki marcowego maratonu w Rzymie trzeba było bardzo długo czekać, ale warto było. Zawodnicy ze Stowarzyszenia „Cross” zajęli trzy pierwsze miejsca w kategorii „niedowidzący”.

 

XIX Maraton Rzymski

17.03.2013 r.

1. Jacek Ziółkowski B2 (3:04:35)

2. Grzegorz Małowiecki B2 (3:11:19)

3. Adam Rajczyba B1 (3:27:17)

4. Mariusz Gołąbek B2 (3:27:18)

5. Krzysztof Badowski B2 (3:27:50) 

XIII Bieg Uliczny im. Waldemara Kikolskiego

Po raz kolejny na sportowo uczczono pamięć znakomitego słabowidzącego lekkoatlety z Łap. Po porannej uroczystej mszy w intencji Waldemara i sportowców, na jego grobie złożono kwiaty i zapalono znicze, by następnie rozpocząć upamiętniające zawody sportowe.

W biegu głównym na dystansie 5 km do rywalizacji stanęło kilkadziesiąt osób. W kategorii open zwyciężyli: Izabela Zaniewska i Łukasz Parszczyński z białostockiego „Podlasia”. Bohaterami podczas tego biegu byli też zawodnicy niewidomi i słabowidzący ze Stowarzyszenia „Cross”. Najlepszy okazał sie Tomek Chmurzyński („Łuczniczka” Bydgoszcz). Za nim kolejno uplasowali się: Jacek Ziółkowski, Sławek Jeżowski, Wiesław Miech i Piotr Jankowski − wszyscy z „Syrenki” Warszawa. Wśród niewidomych najlepszy czas uzyskał Zbigniew Świerczyński („Warmia i Mazury” Olsztyn), za nim kolejno: Grzegorz Powałka, Ryszard Sawa, i Mariusz Zacheja („Syrenka” Warszawa). Po biegu zawodnicy otrzymali pamiątkowe puchary i nagrody.

 

Bieg uliczny Łapy – mistrzostwa Polski na 5 km niewidomych i słabowidzących

27.04.2013 r. 

B1

1. Zbigniew Świerczyński 20:43:72

2. Grzegorz Powałka 24:52:58 

3. Mariusz Zacheja 26:20:15

4. Ryszard Sawa   40:04:74 

B2

1. Tomasz Chmurzyński 8:09:16

2. Jacek Ziółkowski 18:41:09

3. Sławomir Jeżowski 18:41:74

4. Wiesław Miech  24:22:33

5. Piotr Jankowski 31:32:81 

XIX Półmaraton Kurpiowski

12 maja odbyła się kolejna edycja biegu w Ostrołęce i mistrzostw Stowarzyszenia „Cross” w półmaratonie. Prognoza pogody w tym dniu nie była jednoznaczna – tuż przed startem na 200 zawodników lunął deszcz i rozpętała się burza. Biegacze, w strugach lejącej się z nieba wody i przy akompaniamencie grzmotów, pokonali ponad 6 pierwszych kilometrów. Na szczęście burza minęła i tylko kałuże przypominały zawodnikom o nagłej ulewie. Dobrze, że po biegu można było się wykąpać, rozgrzać herbatą i przebrać w suche ubrania.

Tym razem całe podium w open zajęli zawodnicy z Ukrainy. Wśród kobiet zwyciężyła Rosjanka. Dzielnie w tych trudnych warunkach walczyli nasi zawodnicy z dysfunkcją wzroku. Najlepsi zostali po zawodach nagrodzeni.

XIX Półmaraton Kurpiowski

12.05.2013 r., Ostrołęka 

B1

1. Zbigniew Świerczyński („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1:39:28 (77)

2. Grzegorz Powałka („Syrenka” Warszawa) 1:57:59 (141)

3. Ryszard Sawa („Syrenka” Warszawa) 2:09:05 (161)

B2

1. Jacek Ziółkowski („Syrenka” Warszawa) 1:25:11 (24)

2. Sławomir Jeżowski („Syrenka” Warszawa) 1:32:02 (41)

3. Krzysztof Badowski („Łuczniczka” Bydgoszcz) 1:36:26 (64)

Mariusz Gołąbek

 

Piłka nożna

Zwycięstwo Polski na międzynarodowym turnieju piłki nożnej niewidomych w Niemczech

W dniach 3-5.05.2013 r. w Berlinie odbyły się zawody w piłce nożnej niewidomych. Termin był dwukrotnie przekładany, ale w końcu organizatorom udało się przygotować imprezę i polska drużyna mogła spotkać się z piłkarzami z innych krajów. Przyszło nam zmierzyć się z dwoma drużynami ligi niemieckiej – FC Berlin i PSV Koln – oraz czeską Pragą.

Pierwszy mecz graliśmy przeciwko gospodarzom. To było duże wyzwanie – Berlin jest wiceliderem niemieckiej ligi, w której gra 10 drużyn. Początek mieliśmy fatalny, już w 4. minucie meczu straciliśmy przypadkowo bramkę. Trzeba dodać, że warunki do gry odbiegały nieco od przyjętych standardów. Nie było tradycyjnych band ustawionych po bokach boiska, pole gry ograniczały ściany obite wykładziną. Z tego powodu zabrakło miejsca dla trenera z boku boiska. Aby prowadzić drużynę, musiał stanąć za bramką, w miejsce przewodnika. Strefy boiska były tylko dwie, a nie trzy, jak zazwyczaj. Adaptacja do nowych warunków zajęła około 20 minut pierwszego meczu. Gdy zawodnicy już opanowali topografię boiska, zdobyliśmy wyrównującą bramkę, a za chwilę poprawiliśmy wynik na 2:1 dla Polski! Po zwycięstwie schodziliśmy z boiska w euforii.

Drugi mecz graliśmy przeciwko PSV Koln. Znów nie było łatwo, ale i tym razem wygraliśmy − i to 2:0! Ostatni mecz nie miał wpływu na wynik całego turnieju. Z punktacji wynikało, że nawet przegrana z Czechami dawała nam I miejsce. Wszyscy podeszliśmy jednak do niego bardzo poważnie – skoncentrowani i zmobilizowani. Plan był prosty. Czesi to teoretycznie najsłabsza ekipa na zawodach. Początek miał być bardzo ostry, strzelamy dwie bramki i dopiero wtedy pokazujemy nasze indywidualne umiejętności. Plan realizowaliśmy w 100 proc. Graliśmy jak natchnieni. Sytuacji strzeleckich było więcej niż we wszystkich meczach turnieju. Niestety, piłka nie chciała wpaść do siatki. Remis 0:0 był dla wszystkich dużym zaskoczeniem.

Podczas zawodów po dwie bramki strzelili: Przemysław Kowalewski i Krzysztof Zarzycki. Bardzo dobre spotkania rozegrali Robert Mkrtchyan i Dawid Lament. Również Łukasz Byczkowski, dla którego były to pierwsze mecze, wchodząc z ławki rezerwowych, dawał dobre zmiany. W bramce świetne zawody rozegrał Bogdan Micorek, który swoimi interwencjami ratował nas wielokrotnie z opresji. Zwycięstwo w tym turnieju jest zwieńczeniem ciężkiej pracy, jaką wykonaliśmy w ostatnim czasie. Teraz, aby dalej się rozwijać i gonić inne kraje europejskie, piłkarsko bardzo rozwinięte, razem z Czechami planujemy stworzyć Ligę Europy Środkowej, w której grać mają również Węgrzy. We wrześniu pierwsze spotkania. Będzie się działo!

Lubomir Prask

 

Szachy

Dwie mistrzynie

W trzeciej dekadzie maja 2013 r. w ośrodku „Ledan” w Chłopach odbyły się kolejne szachowe mistrzostwa Polski kobiet. Turniej rozegrano systemem szwajcarskim, na dystansie 9 rund.

Już w trzeciej rundzie spotkały się dwie faworytki – Anna Stolarczyk i Teresa Dębowska. Miały na koncie po dwie wygrane partie. Pojedynek zakończył się remisem. Pozostałe sześć partii zawodniczki zakończyły wygranymi. Zajęły obie pierwsze miejsca, gdyż poza bezpośrednim pojedynkiem grały dokładnie z tymi samymi zawodniczkami. Trzecia była Joanna Malcer.

Turniej sędziowali poznańscy sędziowie – Małgorzata Napierała (sędzia główny) i Marek Maćkowiak (asystent). Koordynatorem imprezy była Józefa Spychała. 

Wyniki końcowe mistrzostw

1. Anna Stolarczyk („Tęcza” Poznań) 8,5 p.

2. Teresa Dębowska („Syrenka” Warszawa) 8,5 p.

3. Joanna Malcer („Warmia i Mazury” Olsztyn) 6 p.

4. Józefa Spychała („Tęcza” Poznań) 6 p.

5. Krystyna Perszewska („Jantar” Gdańsk) 6 p.

6. Barbara Gołębiowska-Fryga („Cross Opole”) 5,5 p.

7. Alicja Jakimczuk („Syrenka” Warszawa) 5 p.

8. Leonarda Liszewska („Cross Opole”) 4,5 p.

9. Zofia Siwy („Atut” Nysa) 4 p.

10. Zofia Cieplak („Cross Opole”) 3 p.

Showdown

Ogólnopolski turniej w showdown

17-19.05.2013 r., Lublin

Do udziału w zorganizowanym przez Stowarzyszenie „Cross” turnieju w showdown w Lublinie zgłosiło się 20 zawodników z klubów w Bydgoszczy, Chorzowie, Słupsku, Warszawie, Olsztynie i Lublinie. Zawodników gościł ośrodek szkolno-wychowawczy dla dzieci i młodzieży słabowidzącej.

Turniej był okazją do spotkania się zawodników z różnych stron Polski, sprawdzenia się i zdobycia nowych umiejętności. Cała impreza przebiegła w przyjacielskiej i życzliwej atmosferze. Organizatorzy i sędziowie dołożyli wszelkich starań, aby poziom zawodów nie odbiegał od tych rangi mistrzostw Polski.

W rywalizacji kobiet 3. miejsce wywalczyła Marta Woźniak („Syrenka” Warszawa), na 2. uplasowała się Ewelina Pawlewicz („Łuczniczka” Bydgoszcz), zwyciężyła Karolina Grzegrzółka („Syrenka” Warszawa).

W kategorii mężczyzn wyniki ważyły się do końcowego gwizdka. Ostatecznie na 3. miejscu znalazł sie Jan Pożarycki („Warmia i Mazury” Olsztyn), 2. miejsce zajął najmłodszy zawodnik, 11-letni Wiktor Wójcik z Lublina, a złoto, wygrywając wszystkie mecze, zdobył Dariusz Struk („Łuczniczka” Bydgoszcz).

Zbigniew Prokopiuk 

 

Na początek

 

spartakiada 

Zmagania młodych sportowców - reaktywacja

 

Po latach przerwy postanowiono odnowić tradycję rywalizacji sportowej młodzieży, poprzez organizację spartakiady w lekkiej atletyce, pływaniu i wioślarstwie halowym. Tym razem miejscem spotkania młodych sportowców stała się położona w urokliwym otoczeniu jeziora i lasów sosnowych Sielpia Wielka w województwie świętokrzyskim. Organizatorem imprezy było Stowarzyszenie „Cross”.

Na zaproszenie do udziału w zawodach odpowiedziały ekipy z ośrodków szkolno-wychowawczych w Bydgoszczy, Chorzowie, Laskach, Warszawie, Lublinie i Wrocławiu. Kilkudniowe spotkanie było nie tylko okazją do sportowego współzawodnictwa, lecz także do integracji młodzieży z całej Polski.

Zawodnicy walczyli o najlepsze wyniki w takich konkurencjach lekkoatletycznych, jak: pchnięcie kulą, skok w dal, biegi na 100 i 400 m, sztafeta szwedzka (600, 400, 200 i 100 m). Pływacy rywalizowali na dystansie 50 m stylami: grzbietowym, klasycznym, dowolnym oraz w sztafecie 4x50 m. Duże emocje wśród zawodników i widowni budziły zmagania w wioślarstwie halowym (cykloergometr), podczas których w ciągu czterech minut zawodnicy mieli przepłynąć jak najdłuższy dystans. Kilku z nich udało się przekroczyć granicę 1000 m! Ostatnią konkurencją tegorocznej spartakiady był bieg przełajowy na dystansie 1500 m. Sędziowie wyznaczyli wymagającą i zróżnicowaną leśną trasę w pobliżu naszego ośrodka. Nie brakowało więc piasku, szutru i ostrych zakrętów.

Pod koniec imprezy na uczestników czekała niespodzianka − zamiast kolacji w stołówce, spotkali się w altanie na świeżym powietrzu, gdzie czekały na nich kiełbaski z grilla. Po zaspokojeniu apetytów przyszedł czas na uroczystą dekorację zwycięzców poszczególnych konkursów oraz wręczenie dyplomów wszystkim uczestnikom. Medale i puchary prezentowały się pięknie i sprawiły mnóstwo radości ich zdobywcom (niektórzy mieli ich naprawdę wiele). Na zakończenie organizatorzy i sędziowie podziękowali wszystkim za prawdziwie sportowe zachowanie, dyscyplinę i postawę fair play. Nie szczędzili też zapewnień, że dołożą wszelkich starań, aby za rok spartakiada znowu się odbyła i była jeszcze lepsza. Dobrą zabawę przy grillu ubarwiła jeszcze burza, która przegoniła wszystkich pod dach ośrodka.

Na słowa uznania zasługuje kadra opiekunów, instruktorów, sędziów i obsługi technicznej. Wszak to ich zaangażowanie, przygotowanie merytoryczne i przede wszystkim niespotykana życzliwość stworzyły prawdziwie domową, przyjacielską atmosferę.

***

W erze komputerów i szybkiego rozwoju technologicznego obserwujemy spadek sprawności fizycznej i rosnący problem otyłości wśród dzieci i młodzieży. Między innymi naszym zadaniem jest zapobieganie tym groźnym zjawiskom. Nie możemy ustawać w wysiłkach mających na celu promowanie sportu i kultury fizycznej wśród młodzieży. Potrzebna jest jeszcze większa determinacja
w poszukiwaniu środków finansowych na ten cel, abyśmy mogli organizować więcej atrakcyjnych i profesjonalnie przygotowanych imprez sportowych.

Wybiegając w przyszłość, należy mieć nadzieję, że kierownictwo poszczególnych ośrodków szkolno-wychowawczych, w interesie swoich wychowanków, włączy się w ten jakże potrzebny młodzieży ruch sportowy.

Reaktywacja spartakiady pokazała, jak bardzo brakowało takiego wydarzenia w kalendarzu imprez sportowych oraz że w przyszłości warto, a nawet należy to przedsięwzięcie kontynuować.

Zbigniew Prokopiuk 

 

Na początek

 

turystyka 

Wycieczka po wiedeńsku

 

Ponad 2500 lat historii, 23 czyste, tonące w kwiatach dzielnice, pierwsza pozycja na liście miast, w których żyje się najlepiej. Tym razem zapraszam do stolicy, a zarazem największego miasta Austrii, do ojczyzny kompozytorów i architektów, do opery i na znany na całym świecie pyszny duet – kawę i słynny tort Sachera.

Dość dużym zainteresowaniem osób ciekawych świata cieszą się krótkie kilkudniowe wypady do europejskich stolic, zorganizowane samodzielnie czy z grupką zaprzyjaźnionych osób. Samo dotarcie do wybranego miasta w ramach „tanich lotów” jest szybkie, a jednocześnie znacznie tańsze niż przeloty oferowane przez biura turystyczne. Z kolei wyjazd samochodem z rodziną albo przyjaciółmi też może okazać się korzystny finansowo, wygodny, a jednocześnie dać poczucie pewnej swobody (zwiedzamy to, co chcemy, przeznaczając tyle czasu i środków, ile sami zaplanujemy). Taki wyjazd wymaga od nas jednak więcej przygotowań – wyboru trasy i obiektów do zwiedzania, rozeznania kosztów, czasem konieczności wcześniejszej rezerwacji biletów, hoteli, załatwienia spraw związanych z ubezpieczeniem i przede wszystkim – wzajemnego „dogadywania się”. Bardzo ważna jest także umiejętność komunikatywnego porozumiewania się w języku odwiedzanego kraju i dobra znajomość przynajmniej jednego języka powszechnie używanego (angielski, niemiecki, hiszpański czy francuski).

Jeśli lubimy wszelkie podróże, ale ze względu na problemy ze wzrokiem nie możemy samodzielnie przemieszczać się samochodem, a do tego jeszcze słabo znamy języki obce, to jesteśmy niejako skazani na korzystanie z droższej, ale jednocześnie bezpiecznej i wygodnej formy wycieczek zagranicznych, oferowanych przez biura turystyczne. Chciałabym podzielić się wrażeniami z takiej podróży do Wiednia i zachęcić do niej czytelników, którzy pomimo problemów wzrokowych marzą o poznawaniu ciekawych miejsc, a boją się wyjazdu za granicę z obcymi, pełnosprawnymi osobami, jako zbyt wielkiego wyzwania. Trzeba nabrać wiary w swoje siły i możliwości.

Zanim wyruszymy 

O ile w sytuacji osoby słabowidzącej, która porusza się samodzielnie w znanym sobie terenie, wyjazd zorganizowany, nawet w pojedynkę, nie powinien stanowić większego problemu, to osobie całkowicie niewidomej, choćby najlepiej zrehabilitowanej, ze względu na ciągłe zmiany miejsc
i dość szybkie tempo zwiedzania niezbędny jest osobisty przewodnik. Z własnego doświadczenia osoby słabowidzącej, dodatkowo pełniącej rolę przewodniczki praktycznie niewidomego męża wiem, że uczestnictwo w autokarowych wycieczkach daje poczucie bezpieczeństwa, zwalnia od podejmowania różnych decyzji i wymaga właściwie tylko pilnowania się pilota wycieczki i uwagi. Stawianie się na zbiórkę o czasie ułatwia zapamiętanie charakterystycznych punktów orientacyjnych dla oka, ucha czy nosa – w mieście może to być np. wysoki, wyróżniający się budynek, kolorowy napis, zapach apteki, sklepu z wyrobami skórzanymi czy odgłos dzwonów kościelnych. Aby uniknąć niepotrzebnego stresu, starajmy się być w miejscu zbiórki zawsze parę minut wcześniej. Jeśli czujemy, że pomimo starań będzie nam trudno samodzielnie znaleźć właściwą drogę do określonego punktu, próbujemy nawiązać kontakt z pilotem wycieczki czy uczestnikami. Natomiast jeśli podczas zwiedzania zdarzyłoby się nam zgubić, a może się to przytrafić każdemu, najlepiej zadzwonić do pilota wycieczki (pilot grupy podaje zazwyczaj swój numer telefonu, a gdyby nie, warto o tym przypomnieć i mieć taki kontakt na wszelki wypadek). Nie należy natomiast wpadać w panikę, na własną rękę lepiej nie próbować szukać drogi do autokaru czy innego miejsca zbiórki, ponieważ bardzo często, zamiast skrócić sobie odległość i czas oczekiwania grupy, tylko go wydłużymy. Pilot znacznie szybciej sam znajdzie marudera, gdy zostanie on na trasie zwiedzania i nie oddalając się, spokojnie poczeka na pomoc, niż wówczas, gdy na własną rękę szuka drogi.

Wiedeńska panorama 

Stolica − największe miasto Austrii − podzielona jest na 23 dzielnice. Ciekawym rozwiązaniem jest ich oznakowanie – na tabliczkach ulic, umieszczanych na budynkach, przed nazwą ulicy podany jest numer dzielnicy; łatwiej się zorientować, gdzie aktualnie się znajdujemy. Miasto zostało założone około 500 roku p.n.e jako osada celtycka. Do dzisiejszych czasów przeszło mnóstwo przeobrażeń. W roku 2001 historyczne centrum Wiednia zostało wpisane na światową listę zabytków UNESCO. Według raportu oceniającego 221 najważniejszych światowych metropolii Wiedeń zajmuje pierwsze miejsce, jeśli chodzi o jakość życia (przed Zurychem i Genewą – miastami szwajcarskimi). Obecnie liczy około 1 mln 700 tys. mieszkańców. Pomimo rządów konserwatystów i mało przychylnej cudzoziemcom polityki państwa około 20 proc. mieszkańców stanowią obcokrajowcy (w skali kraju – 12 proc.). Austria − w latach świetności kraj o znacznie większej powierzchni i liczbie mieszkańców – to dziś stosunkowo niewielkie, neutralne państwo, z ośmioma milionami mieszkańców. Tak więc mniej więcej co piąty obywatel mieszka w Wiedniu. Przed II wojną światową 1/3 ludności miasta stanowili Żydzi. Podczas nazistowskich prześladowań wielu z nich udało się uciec, głównie do Stanów Zjednoczonych i Izraela, natomiast około 100 tysięcy zostało wywiezionych i straciło życie w nieodległym (ok. 60 km od Wiednia) obozie hitlerowskim w Mauthausen. Podczas naszego pobytu mijała właśnie 68. rocznica wyzwolenia tego potwornego miejsca.

Przy tej okazji nie sposób nie wspomnieć, że w wieku 17 lat próbował dostać się na studia na wiedeńską Akademię Sztuk Pięknych Adolf Hitler. Niestety, dwukrotnie podejmowane próby nie przyniosły rezultatu (można przypuszczać, że gdyby wówczas został studentem wymarzonego kierunku, losy świata przybrałyby zupełnie inny obrót…). Przyszły dyktator po tych i innych porażkach mieszkał jeszcze w Wiedniu przez 6 lat, w schroniskach dla bezdomnych. Po latach upokorzeń postanowił wyjechać do Berlina, by robić „karierę” polityczną. Wrócił w 1938 r. jako zupełnie inny człowiek, ogłaszając decyzję o wchłonięciu Austrii do III Rzeszy.

Wielkie osobistości 

Program wycieczki miał nam głównie przybliżyć bogatą i mocno pogmatwaną historię oraz umożliwić obejrzenie zabytków Wiednia, zwanego niegdyś stolicą Europy. Doskonale zachowanych budynków sprzed wieków jest tak wiele, że nie sposób opowiedzieć o nich nawet pobieżnie. Spacerując i podróżując autokarem po tym bogatym, wspaniale zaprojektowanym i pełnym uroku mieście, zadawałam sobie pytanie, dlaczego jedne miasta mogą być utrzymywane w tak doskonałym stanie, porządku i czystości, a inne – niestety nie. Na elewacjach poszczególnych kamienic, nie mówiąc już o kościołach i reprezentacyjnych gmachach ratusza czy Opery Wiedeńskiej, nie dojrzymy żadnych prymitywnych bazgrołów ani graffiti. Ulice i chodniki są czyste, bez śmieci i wszechobecnych u nas dziur. Dodatkowo miasto tonie w kwiatach – podczas naszego pobytu kwitły akurat tulipany, różnobarwne bzy i kasztanowce; nawet na zatłoczonej samochodami ulicy dało się wyczuć ich zapach.

Zwiedzając poszczególne miejsca – zespoły pałacowe, liczne kościoły, ogrody cesarskie i magnackie ? słuchaliśmy opowieści i anegdot polskiej przewodniczki, wynajętej przez nasze biuro na parę godzin zwiedzania najciekawszych zabytków Wiednia. Z trwającą 10 lat budową przepięknego gmachu Opery Wiedeńskiej wiąże się tragiczna historia: otóż wskutek bardzo nieprzychylnego przyjęcia przez wiedeńczyków projektu opery jeden z architektów przed zakończeniem budowy popełnił samobójstwo, a drugi zmarł na atak serca.

Z rozmaitymi zakątkami w mieście wiążą się niezwykle złożone losy osób, które odegrały znaczącą rolę w dziejach Europy. Z rodziny Habsburgów, sprawującej władzę aż przez sześć wieków, wywodziło się mnóstwo wpływowych monarchów, np. cesarz rzymski Karol VI – władca wielu państw europejskich, jego córka Maria Teresa, która jako żona Franciszka Stefana z Lotaryngii urodziła szesnaścioro dzieci, a po śmierci męża, mając pełnię władzy, wprowadziła liczne reformy (np. zniosła poddaństwo osobiste i wprowadziła powszechny obowiązek szkolny). Franciszek Józef I − sprawujący władzę cesarską aż przez 68 lat (za jego czasów Wiedeń nabrał blasku) ? miał duży wpływ także na losy naszego kraju. Jego żona Elżbieta, zwana Sissi, która bardzo dbała o swój wygląd i utrzymanie wagi (aby zachować smukłą linię, stosowała rozliczne głodówki i intensywne ćwiczenia fizyczne) − była bardzo lubiana i naśladowana przez wiedeńczyków.

Wymieniając znane postaci kojarzące się z Wiedniem, nie można nie wspomnieć klasyków wiedeńskich – Józefa Haydna, Wolfganga Amadeusza Mozarta, Ludwiga van Beethovena, a także przedstawicieli niezwykle utalentowanej rodziny Straussów, którzy rozsławili Wiedeń swoimi walcami; powszechnie znamy Zygmunta Freuda – twórcę psychoanalizy, Gustava Klimta – malarza, grafika i najwybitniejszego przedstawiciela secesji, mniej może niedawno zmarłego architekta Hundertwassera-Krawina, który zdobył sławę dzięki innowacyjnym projektom ekologicznych budynków. Mieliśmy przyjemność zobaczyć z zewnątrz jedno z jego dzieł – oblegany przez tłumy zwiedzających niezwykły dom, bajecznie kolorowy, z krzywymi ścianami, balkonami, kolumnami, z mnóstwem wyrastających w różnych miejscach krzewów, a nawet drzew. W podobnej, „kolorowej” konwencji została zaprojektowana i zrealizowana spalarnia śmieci. Przejeżdżając obok niej, mogliśmy podziwiać wielość barw i wyjątkowość tego zupełnie inaczej kojarzącego się obiektu.

Kończąc wymienianie tylko niektórych słynnych osobistości Wiednia, musimy wspomnieć także o naszym królu Janie III Sobieskim, który 12 września 1863 roku, dowodząc polskimi i niemieckimi wojskami, uratował Wiedeń przed nawałą turecką. Podczas wycieczki zwiedziliśmy kościół św. Józefa na wzgórzu Kahlenberg, pełniący, obok Częstochowy i Krakowa, rolę polskiego sanktuarium narodowego. To właśnie w jego okolicach rozegrała się bitwa, podczas której przywódca Turków Kara Mustafa, który był pewien zwycięstwa, poniósł − jak zanotował jego kronikarz – „najtragiczniejszą klęskę w dziejach Państwa Osmańskiego”.

Można by jeszcze długo pisać o ciekawej wycieczce, o miejscach, ludziach i niezapomnianych wrażeniach związanych z kilkudniowym zaledwie pobytem w Wiedniu, ale poprzestanę na zachęcaniu do wyjazdu. Naprawdę warto.

Renata Nowacka-Pyrlik 

 

Na początek

 

zdrowie 

Nie dajmy się zwariować

 

Dużo się ostatnio mówi i pisze o żywności ekologicznej. Moda na nią przyszła do nas z Zachodu. Nie wszystkich stać na kupowanie „eko” mięsa, mleka, jajek, owoców i warzyw, nie mówiąc już o ekologicznych kremach i paście do zębów, bo ich ceny są mocno wyśrubowane. Czy rzeczywiście gęś z etykietką „eko” jest zdrowsza od zwykłej (cena pierwszej to 55-60 zł za kilogram, drugiej – 18-24 zł)? Przecież obie są z wolnego wybiegu ? w klatkach tych ptaków nie da się hodować. Dlaczego jajka od kury zielononóżki mają być lepsze niż te od jej koleżanki czubatki? A robaczywe jabłka i ziemniaki z plamkami wyżej cenione od innych? Snobizm czy zdrowy rozsądek decyduje o naszym wyborze?

Produkty ekologiczne pozyskuje się innymi metodami uprawy i hodowli niż pozostałe. Uprawy tradycyjne są użyźniane chemicznymi nawozami, a ekologiczne naturalnymi. Rośliny i zwierzęta w tych pierwszych leczy się antybiotykami, hormonami wzrostu i innymi farmaceutykami. W metodach ekologicznych stawia się na zdrowy tryb życia: rośliny uprawiane są rotacyjnie, zwierzęta hodowane na wybiegach. W uprawach tradycyjnych walczy się ze szkodnikami przy pomocy chemicznych środków ochrony roślin ? pestycydów. Ekolodzy do tej walki wykorzystują właściwości wielu roślin, które broniąc się przed szkodnikami, same produkują środki odstraszające owady i niszczące chwasty (prym pod tym względem wiodą wszystkie kapustowate). Pomagają im w tym ptaki i niektóre owady, które zjadają większość tego, co atakuje grządki. Przepisy unijne dopuszczają w uprawach ekologicznych stosowanie aż 27 pestycydów pochodzenia naturalnego.

Czy wszystko, co naturalne, musi być dla nas zdrowe? Naukowcy z prestiżowego Uniwersytetu Stanforda postanowili sprawdzić zawartość składników odżywczych, witamin, a także grzybów, bakterii i pestycydów w żywności pochodzącej z różnych źródeł. Chcieli wyjaśnić, czy osoby jedzące produkty ekologiczne są zdrowsze od tych, które obstają przy tradycyjnych. Opublikowane niedawno wnioski, jakie wyciągnęli ze swoich badań, mocno wzburzyły środowisko producentów „nieskażonej” żywności. Okazało się, że produkty z upraw ekologicznych nie mają ani trochę lepszych wartości odżywczych od uzyskiwanych metodami konwencjonalnymi. Czyli że ze zdrowotnego punktu widzenia jest bez znaczenia, czy w naszej diecie stawiamy na ekologię, czy też nie. Do podobnych wniosków doszli po 12-letnich obserwacjach uczeni ze szwajcarskiego Instytutu Rolnictwa Ekologicznego. Nie zaobserwowano, by osoby spożywające żywność ekologiczną mniej narzekały na dolegliwości niż te, które odżywiają się konwencjonalnie. Nie ma polskich badań, które by pokazały, czy wchłanianie witamin jest takie samo. Nie ma też badań wykazujących, by ludzie żywiący się organicznie nie zapadali w podobnym stopniu na choroby zależne od diety, na przykład na miażdżycę.

Obrońcy ekożywności argumentują, że zawiera ona mniej bakterii niż żywność „przemysłowa”. Ale i z tym twierdzeniem można polemizować. W wieprzowinie i drobiu z tradycyjnej hodowli, istotnie, częściej trafiają się bakterie oporne na antybiotyki, ale produkty ekologiczne bywają skażone bakteriami E. coli, pochodzącymi z kompostowników. Żywność „eko” jest o 30 procent mniej narażona na skażenie pestycydami od pozostałej. Ale i tu znów zaskoczenie – stwierdzono w niej obecność miedzi. W ekologicznych ziemniakach jej stężenie było pięć do dziesięciu razy wyższe niż w zwykłych. Ten pierwiastek jest nam potrzebny w niewielkich ilościach. W większych potrafi uszkodzić wątrobę, zwłaszcza u małych dzieci. W latach 80. nasz Państwowy Zakład Higieny badał zieloną sałatę na okoliczność skażenia chemią. Okazało się, że w Warszawie, w sałacie z ogródków działkowych, skąd miały pochodzić najzdrowsze warzywa i owoce, zawartość ołowiu była dwustukrotnie (!) wyższa niż w uprawach z innych źródeł. Kierowcy używali wtedy benzyny ołowiowej, więc samochody zatruwały glebę i powietrze. Żywność ekologiczna ma nieco więcej fosforu niż uprawiana tradycyjnie, prawdopodobnie z racji innego sposobu nawożenia. Daje to jednak niewielkie korzyści zdrowotne, bo niedobory tego pierwiastka raczej u ludzi nie występują.

Gleba jest głównym czynnikiem, który decyduje o tym, co na niej wyrośnie. Co z tego, że jeden rolnik uprawia w naturalny sposób marchewkę, skoro jego sąsiad za miedzą sypie nawozy i chemicznie opryskuje warzywa. Ziemia w warstwach ukorzenionych na obu polach niczym się nie różni – będzie tak samo skażona, bo obie marchewki są nawadniane z wód gruntowych, do których wszystko spływa. Zdaniem naukowców, te uwarunkowania nie pozwalają wyhodować czegoś, co będzie w stu procentach organiczne, a jedynie coś, co zawiera trochę mniej jednych czy drugich składników. Nie są to więc istotne różnice.

Wielu jest zdania, że żywność ekologiczna smakuje lepiej. Marchewka z bazaru – mówią – jest twardsza i mniej wodnista, jabłko – słodsze, jajko nie pachnie mączką rybną, a rosół z koguta „szczęśliwego” przypomina dawne obiady u babci (choć sam kogut jest, zdaniem innych, zbyt żylasty). O gustach, jak wiadomo, trudno dyskutować. Ale i tu znajdą się sceptycy. Badani przez szwedzkich naukowców z uniwersytetu w Uppsali mówili, że bardziej smakują im pomidory z upraw naturalnych. Tyle że celowo naklejki „eko” umieszczono na warzywach z upraw wspomaganych chemicznie. W żadnym badaniu nie stwierdzono, by ktokolwiek odróżniał po smaku, skąd pochodzi ogórek, pomidor czy papryka. W przypadku żywności przetworzonej – nieekologiczna była bardziej chwalona od organicznej. To zrozumiałe, bo ekoproducenci muszą przestrzegać surowych wytycznych (u nas – unijnych), jeśli chodzi o dodatki smakowe i poprawiające konsystencję.

Jak w tym wszystkim nie dać się zwariować? Dietetycy uspokajają: – Osoby, które kupują żywność organiczną, odżywiają się lepiej wcale nie dlatego, że jest ona super zdrowa, tylko dlatego, że w ogóle zwracają uwagę na sposób żywienia. Klientami ekologicznych sklepów są przeważnie trzydziestolatki. Zaczyna im się lepiej powodzić, próbują dbać o zdrowie, a ponieważ usłyszeli, że poprzez żywność organiczną można je dłużej zachować, decydują się na nią. Asortyment produktów „eko” nie jest jeszcze szeroki, więc rozważają, jak komponować posiłki. Uruchamia się wtedy bardzo ważny proces: człowiek zaczyna się zastanawiać, co jeść i to jest argument przemawiający na korzyść żywności organicznej.

Tych, którzy się na nią decydują, warto przestrzec, by nie dawali się nabierać na różne chwyty marketingowe stosowane przez nieuczciwych handlowców. Same oznaczenia typu: „zdrowa żywność”, „żywność naturalna”, „wyprodukowane na ekofarmie” nic nie znaczą. W krajach Unii Europejskiej produkty ekologiczne muszą mieć odpowiedni certyfikat. W Polsce obowiązują następujące: „Agrobiotest”, „Bioekspert”, „BioCert”, „Ekogwarancja PTRE”, „Cobico”, „PCBC” i „PNG”. W sklepach są też produkty przetworzone, oznakowane jako „żywność organiczna”. Oznacza to, że 95 procent składników, z których powstały, pochodziło z upraw naturalnych. Z kolei informacja: „wytworzona z wykorzystaniem składników organicznych” równoznaczna jest z tym, że 70 procent składników ma ekologiczne pochodzenie.

Sięgając po żywność z różnych półek, warto pamiętać, że przyczyną chorób rzadko bywają zjedzone pestycydy czy stresy kury nioski trzymanej w klatce, a najczęściej to, że jemy wszystkiego za dużo, zwłaszcza cukru, soli i niezdrowych tłuszczów.

BWO 

 

Na początek

 

ruszajmy się 

Modelowanie sylwetki: jak ćwiczyć? 

 

 Jak uzyskać wymarzoną figurę – zbudować muskulaturę i wyszczuplić wybrane części ciała? Kontynuujemy temat modelowania sylwetki – czas przejść od teorii do praktyki. Oto zestaw ćwiczeń o różnym charakterze, które oddziaływać będą na poszczególne partie mięśniowe.

Można zastosować je wszystkie podczas treningu lub selektywnie, modelując te części ciała, na których wyglądzie najbardziej wam zależy. Wybrany zestaw może mieć charakter ćwiczeń aerobowych (tlenowych). Wykonuje się je w dłuższym czasie, a ich głównym zadaniem jest uwidocznienie mięśnia poprzez spalanie tkanki tłuszczowej. Drugi rodzaj ćwiczeń to ćwiczenia anaerobowe (beztlenowe). Są to ćwiczenia głównie siłowe lub siłowo-wytrzymałościowe, wykonuje się je spokojnie i dokładnie oraz stosuje określoną liczbę powtórzeń. Podczas pierwszych treningów tego typu powinno się wykorzystywać wyłącznie ciężar swojego ciała, a po pewnym czasie, gdy mięśnie się już wzmocnią, stopniowo zwiększać obciążenie zewnętrzne (ciężary). Zawansowani muszą utrudnić sobie zadanie, modyfikując ćwiczenia, aby były bardziej obciążające, lub stosując dodatkowe obciążenie, np. sztangę czy hantle.

Łydki

Mięsień trójgłowy łydki pociąga piętę do góry i w ten sposób wprowadza w ruch staw skokowy, czyli porusza stopą. Pracuje on z każdym krokiem, dlatego bardzo dobrze wysmukla go bieganie. Największą pracę wykonuje podczas podskoków, dlatego skakanie na skakance lub luźne podskoki na palcach będą oddziaływać szczególnie na ten mięsień. Jeżeli będziemy chcieli budować (ujędrnić i uwidocznić) brzusiec mięśnia znajdujący się poniżej kolana, należy zastosować wspięcia na palce. 

Ćwiczenie 1

2-3 minuty podskoków na palcach lub skakania na skakance obunóż na palcach.  

Ćwiczenie 2

Dokładne wspięcia na palce, maksymalnie w górę, z 3-sekundowym napięciem mięśnia; podczas tego wytrzymania pozycja w maksymalnym wznosie. Wykonujemy 3 serie po 15-20 powtórzeń.

Uda i pośladki

Wiele ćwiczeń kształtuje zarówno uda, jak i pośladki, dlatego zalecenia dla tych partii mięśniowych podaje się razem. Mięśnie ud odpowiedzialne są za ruch w kolanie (przednia partia za prostowanie − głównie mięsień czworogłowy, tylna partia za zginanie − mięsień dwugłowy). Natomiast mięśnie pośladkowe wprowadzają w ruch staw biodrowy (wykonują przesunięcie całej nogi w tył, bez względu na zgięcie w kolanie, i odwodzenie nogi w bok). Odwrotny ruch zapewniają przywodziciele (wewnętrzna strona ud). Przeciwstawny pośladkom jest mięsień biodrowo-lędźwiowy, podnoszący nogę w górę (zgięcie stawu biodrowego).  

Ćwiczenie wstępne

Bieg w miejscu z wysokim unoszeniem kolan przez 30-90 sekund. 

Ćwiczenie 1

Przysiady. Aby zwiększyć efekt modelowania pośladków, ugięcie w stawie kolanowym i biodrowym wykonujemy na całych stopach, z cofnięciem bioder (linia barków nie wyprzedza linii kolan); 3 x 12-15 powtórzeń. 

Ćwiczenie 2

Wyskoki z półprzysiadu. Przy tym ćwiczeniu angażujemy bardziej uda; ruch jest impulsywny, odbicie jak najwyższe, podczas lądowania od razu uginamy nogi do kolejnego półprzysiadu; 3 x 8-12 powtórzeń. 

Ćwiczenie 3

Wykroki (wypady). Jedną nogą wykonujemy daleki wykrok i uginamy ją do uzyskania kąta prostego w stawie kolanowym, tak aby kolano znajdowało się nad stopą. 3 x 15-20 powtórzeń na każdą nogę naprzemiennie. 

Ćwiczenie 4

Wejścia na podwyższenie. To może być np. krzesło, na którego siedzisku ustawiamy jedną stopę. Prostujemy nogę w stawie kolanowym tak, jakbyśmy wchodzili po wysokim stopniu, starając się jak najmniej odbijać nogą znajdującą się na podłożu. Drugą nogę dostawiamy obok pierwszej, po czym schodzimy nią z powrotem na podłoże. Po wykonanej serii zmieniamy nogę. 3 x 15-30 powtórzeń na każdą nogę. 

Ćwiczenie 5

Unoszenie bioder w leżeniu tyłem. Kładziemy się na plecach, nogi ugięte, stopy oparte o podłoże. Wznosimy biodra maksymalnie w górę, przytrzymując 3 sekundy w napięciu, po czym opuszczamy na podłoże. W trudniejszej wersji nie opuszczamy całkowicie bioder na podłoże, ale zatrzymujemy w powietrzu tuż nad ziemią. 3 x 15-30 powtórzeń. 

Ćwiczenia 6

W klęku podpartym wykonujemy unoszenie i wymachy nóg. Ćwiczymy najpierw jedną nogą. Te ćwiczenia głównie wzmacniają pośladki:

wymachy prostej nogi w górę (od podłoża powyżej linii bioder), stopa powraca na podłoże. 8-15 powtórzeń,

krótkie wymachy, ruch jak wyżej, ale noga nie opada poniżej linii poziomej, jaką tworzy ciało. 6-12 powtórzeń,

wymachy ugiętej nogi w bok, kolano z podłoża kierujemy bokiem w górę, aż znajdzie się na wysokości pośladka lub nieco wyżej; 8-15 powtórzeń,

wymachy ugiętej nogi w tył. Kolano z podłoża unosimy w górę powyżej linii ciała; 6-20 powtórzeń.

Po tych czterech ćwiczeniach zmieniamy nogę. Całość powtarzamy dwukrotnie.

Brzuch

Mięśnie brzucha są odpowiedzialne za stabilizowanie kręgosłupa i zginanie go w przód, czyli ruch przybliżający klatkę piersiową w stronę bioder. W klasycznych brzuszkach pracuje głównie mięsień biodrowo-lędźwiowy, brzuch napina się statycznie lub również pracuje, jeżeli wykonamy nieznaczny ruch kręgosłupa. Wiele ćwiczeń, podczas których stabilizujemy kręgosłup, wzmacnia te mięśnie statycznie. Jestem zwolennikiem pełnych ruchów (również w biodrze), w których wzmacniamy mięsień biodrowo-lędźwiowy i brzuch poprzez unoszenie klatki piersiowej. 

Ćwiczenie 1

Brzuszki klasyczne. Leżenie tyłem przy nogach ugiętych w stawie kolanowym, ręce można skrzyżować na karku, ale podczas ćwiczenia nie ciągniemy głowy w przód. Najpierw podrywamy klatkę piersiową, zginając kręgosłup: unosi się nam z podłoża kręg po kręgu, następnie podrywamy cały tułów, zbliżając klatkę piersiową w stronę ugiętych kolan. W ruchu powrotnym spokojnie kładziemy dolną część pleców na podłoże i stopniowo kolejne odcinki kręgosłupa. 3 x 10–30 powtórzeń. 

Ćwiczenie 2

Scyzoryki przy ugiętych nogach. Podnosimy ugięte kolana wraz ze stopami z podłoża i jednocześnie unosimy tułów, przyciągając klatkę piersiową w stronę kolan. Ramiona wzdłuż tułowia tuż nad podłożem. Dłonie kierujemy maksymalnie wzdłuż podłoża, jak najdalej za linię bioder. Następnie spokojnie opuszczamy tułów i stopy oraz górną część pleców na podłoże. 3 x 8-15 powtórzeń.  

Ćwiczenie 3

Świece. Leżenie tyłem, nogi wyprostowane i uniesione nad podłoże pod kątem 45 stopni. Przenosimy nogi w tył, aż znajdą się nad głową, a następnie energicznie unosimy biodra z podłoża, kierując stopy maksymalnie w górę. Opuszczamy najpierw biodra, a następnie nogi do kąta 45 stopni (nie niżej, bo będziemy obciążać lędźwiowy odcinek kręgosłupa). 3 x 10-20 powtórzeń.

Plecy

W warunkach domowych możemy wzmacniać głównie mięśnie grzbietu, które stabilizują kręgosłup. Nad górną częścią pleców można pracować, wykonując różnego rodzaju podciągnięcia na drążku, z różnym ustawieniem dłoni, lub podnosząc w opadzie tułowia hantle czy sztangę. 

Ćwiczenie 1

Unoszenie tułowia w leżeniu przodem (na brzuchu). Klatkę piersiową i brzuch unosimy tuż nad podłogę (nie za wysoko, aby nie obciążać kręgosłupa), utrzymujemy ciało w górze około 3 sekundy, po czym opuszczamy na podłoże. Podczas ćwiczenia ramiona są ugięte, dłonie przy uszach. 2 x 20-30 powtórzeń. 

Ćwiczenie 2

Leżenie przodem, ramiona wyprostowane, skierowane w przód. Ruch jak wyżej, ale w fazie napięcia przenosimy dłonie bokiem w tył tuż nad podłożem, aż do bioder, po czym kładziemy się i przenosimy ramiona do ustawiania wyjściowego. 3 x 12-30 powtórzeń.

Klatka piersiowa i ramiona

Najlepszym ćwiczeniem modelującym mięśnie piersiowe są pompki, które polecam również paniom. 

Ćwiczenie 1

Pompki w staniu: są dobrym ćwiczeniem rozgrzewkowym lub przygotowującym do robienia pompek. Opieramy dłonie na podwyższeniu w szerokim rozstawieniu, np. na krawędzi stołu lub blatu w kuchni. Nogi cofamy na taką odległość, aby ciało utworzyło linię prostą. Uginamy ramiona w ten sposób, by klatka piersiowa zbliżyła się w stronę krawędzi podwyższenia. 2 x 8-40 powtórzeń. 

Ćwiczenie 2

Pompki klasyczne w podporze z leżenia przodem, „damskie” lub „męskie” – w zależności od zawansowania. Dłonie stawiamy szeroko na wysokości barków, po czym uginamy ramiona i zbliżamy klatkę piersiową do podłoża. Następnie prostujemy ramiona do pełnego wyprostu. Ciało cały czas jest napięte i tworzy linię prostą (biodra nie mogą opadać w dół, na podłożu opierają się tylko stopy). W wersji łatwiejszej, tzw. damskiej, drugim punktem podparcia, poza dłońmi, są kolana. Podpieramy się tak, by ciało zachowało linię prostą. Dodatkowo można ułatwić to ćwiczenie, opuszczając ciało na podłoże i wykonując przejścia z leżenia do podporu. 3 x 6-20 powtórzeń.

Następnym krokiem jest zastosowanie dodatkowych obciążeń, czyli po prostu ciężaru, który będziemy trzymać w dłoniach lub na barkach. Należy pamiętać, że aby uzyskać efekt budujący (modelujący), należy ćwiczyć dokładnie i zmęczyć dany mięsień aż do uczucia bólu i wyczerpania. Kiedy pracujemy nad miejscowym lub całościowym spalaniem tkanki tłuszczowej, ćwiczymy długo (najlepiej w ćwiczeniach powtarzanych cyklicznie i dłużej niż 30 minut), z umiarkowaną lub lekką intensywnością. Najlepszy efekt uzyskamy, łącząc te dwa rodzaje wysiłków. Całościowe spalanie tkanki tłuszczowej podczas długotrwałego pływania, biegania, jazdy na rowerze połączmy z tym albo podobnym zestawem ćwiczeń lub treningiem na siłowni, który wymodeluje odpowiednie partie ciała.

Życzę wszystkim powodzenia w osiągnięciu wymarzonej sylwetki. Pracując nad nią, zachowacie również zdrowie i dobry stan ducha.

Krzysztof Koc 

 

Na początek

 

szkolenie 

Gramy w szachy

Tak walczono w finale

 

Tegoroczne mistrzostwa Polski zakończyły się zdecydowanym zwycięstwem Rafała Gunajewa. Poziom rozgrywek, niestety, nie był wysoki. Wiele partii zakończyło się po grubych błędach debiutowych, na porządku dziennym były „podstawki” figur. Rzadko trafiały się logiczne partie, większość dłuższych pojedynków charakteryzowała częsta zmienność sytuacji na szachownicy: od lepszej do gorszej i odwrotnie. Pewnym wytłumaczeniem jest nerwowość wynikająca z eliminacyjnego charakteru turnieju oraz tradycyjne już niedoczasy. Oto przegląd najciekawszych wydarzeń: 

Obrona Pirca

P. Dukaczewski – R. Gunajew

1.e4 g6 2.d4 Gg7 3.Sc3 c5 Ta oryginalna kolejność posunięć daje białym do wyboru: zagrać 4.Sf3 i po 4…cd4 5.S:d4 przejść do „sycylijskich” wariantów albo też pójść na skomplikowaną grę po 4.dc5 Ha5 5.Gd2 H:c5 6.Sd5!? Dukaczewski wybiera trzecią drogę – przechodzi do struktur powstających z obrony Benoni 4.d5 a6 5.a4 d6 6.Sf3 Ten skoczek odgrywa ważną rolę w walce o pole e5. Zasługuje na uwagę jego ochrona przed wymianą za pomocą tzw. piruetu Nimzowitscha: 6.Ge2 (Najpierw rozwijamy gońca) 6…Sf6 7.Sf3 Gg4 8.Sd2!? i skoczek pozostaje na desce z zamiarem wkroczenia na silne pole c4 6...Gg4 7.h3 G:f3 8.H:f3 Sd7 9.Ge2 Sgf6 10.Hg3?! Niedokładny ruch, będący przyczyną późniejszych kłopotów i pozwalający czarnym dojść do b7-b5. Prawidłowe było 10.a5 lub 10.0–0 10...Ha5! Z podwójną groźbą 11...S:e4 i 11...b5 11.0–0 Jeśli 11.Gd2 b5 12.S:b5?! to H:d2+! 11…b5 12.f3 Obrona przed 12...b4 i 13…S:e4 12...0–0 13.Ge3 b4 14.Sd1 Wfc8 15.He1 Hetman wraca z nieudanej misji. Słabość punktu e4 bardzo utrudnia aktywną grę na skrzydle królewskim 15...Wab8 16.g3 c4 17.Kg2 Hc7 18.Sf2 a5 19.f4 Sc5 Czarne szybciej dochodzą do głosu na swoim skrzydle 20.Gf3 Sfd7 21.Hc1 Sb6 Są teraz kłopoty z obroną pionka a4. Czarne mają nieprzyjemną inicjatywę 22.e5? Powstające w partii komplikacje są korzystne dla czarnych. Po 22.G:c5 H:c5 23.We1 były większe szanse na wyrównanie, ale białe zmuszone były wówczas do długotrwałej pasywności 22...de5 23.fe5 H:e5! Słabsze 23...G:e5 24.Sg4 i czarnym trudno jest uniknąć wymiany gońca: 24…Gd6 25.Gd4 czy 24...Gg7?! 25.Gf4 24.Gf4 H:b2 25.He3 Hd4 26.H:d4 G:d4 27.Wad1 G:f2 28.G:b8 W:b8 29.W:f2 b3 Piechota wspomagana przez konnicę rusza naprzód. Mimo przewagi jakości białe są bezbronne 30.cb3 cb3 Teraz kolej na zabranie pionka a4 31.d6 ed6 32.Gc6 Sb:a4 33.Gd5 Sc3 34.G:f7+ Kh8 35.G:b3 S:b3 36.Wd3 Se4 37.Wb2 a4 38.Kf3 Sbd2+ 39.Wb:d2 S:d2+ 40.W:d2 Wb6 41.Wa2 Wb3+ 42.Kf4 a3 0–1

Z. Wojcieszyn – R. Gunajew

Białe: Kg2, He2, Wc1, Wd1, Sa4, Sd3, a2, b3, c4, f3, g3, h2

Czarne: Kg8, Hc6, We8, Wf8, Gd4, a7, c5, e5, f5, g7, h7
Czarne stoją trochę lepiej, ale nic nie zwiastuje szybkiego końca 27.Sc3 Sf6 28.Sf2?! Za pasywne i w dodatku niedobre taktycznie. Po 28.Sd5 e4 (28…S:d5 29.cd5 H:d5?! 30.S:c5!) 29.S3f4 białe się trzymały całkiem nieźle 28...Sg4! 29.S:g4 fg4 30.He4 gf3+ 31.Kh1 Hh6 32.h4 He6 Możliwe było efektowne 32...Wf4!, ale czarne chcą rozstrzygnąć partię prostszymi środkami 33.Hd5? Teraz pionki szybko zmiotą wszystko po drodze. Przedłużało opór 33.Kh2 33...e4 34.Sb5 H:d5 35.cd5 e3 36.W:d4 cd4 37.S:d4 We5 38.Wc5 f2 0–1

 

Obrona sycylijska

B. Pawelec – R. Gunajew

1.e4 c5 2.c3 Sf6 3.e5 Sd5 4.d4 cd4 5.cd4 Sc6 6.Sc3 S:c3 7.bc3 d5 8.Gd3 g6 9.h4 Solidniej wyglądało 9.Se2 9...h5 Możliwe i dobre było też 9...Gf5 10.G:f5 gf5 11.Sf3 e6 z równą grą 10.Se2 Gg4 11.f3 Ge6 12.Sf4 Hd7 13.Hc2 Wc8 14.G:g6?! Prowadzi do bardzo ostrej pozycji, ale obiektywnie daje czarnym większe szanse. Lepsze było spokojne 14.He2 14...S:d4 15.Hd3 (15.Hf2!?) 15...Sc6 16.G:h5 S:e5 17.He3?! Tu hetman nie stoi dobrze i prowokuje ruch d5-d4. Dokładniejsze było 17.He2 Gg7 18.0–0 17...Gg7 18.0–0 Wc4?! Wypuszcza znaczną część przewagi. Do wygranej pozycji prowadziło 18...d4! 19.cd4 Sc4 19.g4 S:g4? Teraz akcje białych idą w górę. Wciąż jeszcze przechodziło 19...d4! 20.cd4 W:h5! 21.gh5 (Lub 21.S:h5 S:f3+ 22.H:f3 G:d4+) 21...Sg4 22.He2 G:d4+ z niewielką przewagą 20.H:e6 H:e6 (20...Se5!?) 21.S:e6 G:c3 22.fg4 G:a1 23.Sg5? Do wyraźnej przewagi prowadziło 23.G:f7+ Kd7 24.Gf4, np. 24...W:h4 25.W:a1 W:g4+ 26.Kh2 Wg:f4 27.S:f4 W:f4 28.G:d5, chociaż wygrać tę końcówkę byłoby bardzo trudno 23...Gf6?! Małą przewagę dawało czarnym 23...W:h5 24.gh5 W:h4 25.Sf3 W:h5 24.G:f7+ Kd7 25.Ge6+ Kd6 26.Ga3+ Kc6 27.Wd1 Gd4+ 28.Kf1 W:h4 29.Sf3? W takich sytuacjach strona „lekkofigurowa” powinna unikać wymiany wież: 29.Kg2! Wc2+ 30.Kg3 Gf2+ 31.Kf3 Wc3+ 32.K:f2 W:a3 33.G:d5+ z trochę lepszą białych 29...Wh1+ 30.Ke2 W:d1 31.K:d1 Gg7 Bez wsparcia wieży lekkie figury białych nie są w stanie stworzyć poważnych zagrożeń i wkrótce do głosu dochodzi czarna piechota 32.Sd2? Lepsze 32.G:e7, choć po 32...Wa4 ginął wówczas pionek a2 32...Wa4 (32...Wc3!?) 33.Sb1? (33.G:e7!) 33...Wd4+ 34.Sd2 Gh6 35.Gc1 Kd6 36.Gc8 e6 37.G:b7 W:g4 38.Kc2 Wg2 39.Kd3 e5 40.Gc8 e4+ 41.Kc3 G:d2+ 42.G:d2 d4+ 0–1

 

B. Pawelec – J. Stachańczyk

Białe: Kf1, Wb5, Gd2, a2, b2, d4, f2, g2, h2

Czarne: Ke6, We8, Sd5, a5, b6, f5, f6, g6, h7

Dzięki silnej placówce skoczka czarne mają przewagę. W jej realizacji pomogła zła pozycja białej wieży 35.a4 Narzucało się 35.Ke2, ale po 35…Kd6+ 36.Kd3 a4 wieża miała odciętą drogę powrotu 35...Wc8 36.b4? Prawidłowe było 36.Ke2 Wc4 37.b4 ab4 38.Kd3 z dużymi szansami na remis 36...ab4 37.G:b4 Teraz na 37.Ke2 nastąpiłoby 37…Wc2 37...Wc4 38.Gd2 W:a4 39.g3 W:d4 i czarne wkrótce wygrały.

 

T. Żółtek – P. Dukaczewski

Białe: Kg2, Hc3, Wa1, Wd1, Gd3, Gf2, a2, b3, c4, f3, f5, g4, h3

Czarne: Kg8, Hf6, Wa8, Wd8, se5, Sf7, a7, b6, c5, d6, f4, g5, h6

29.Ge4 Z silną parą gońców białe są wyraźnie lepsze. Do tego dochodzi słabość pól d5 i d6, np. 29…Wab8 30.Hc2 z dalszym Ge1-c3, Gd5 i zdwojeniem wież po linii „d” 29...S:g4!? To daje czarnym największe szanse. Za jakość uzyskują pionka i w miarę solidną pozycję 30.H:f6 S:f6 31.G:a8 W:a8 32.We1 Se5 33.Wad1 Se8 34.h4 Kf7 35.hg5 hg5 36.Wh1 Kf6?! Lepsze 36...Sg7 37.W:d6 S:f5 38.Wd5 Kf6 37.Wh8? Po 37.Ge1! K:f5 38.Gc3 Sf7 39.Whe1 Sf6 40.We7 białe dezorganizowały obronę przeciwnika 37...Sf7 38.Wh7? A teraz do głosu dochodzą czarne. Właściwe było 38.Wg8, dążąc do wymiany wież po 38...Sc7 (Jeśli 38...K:f5, to 39.We1 Se5 40.Wh1 Sf7 41.Ge1 itd.) 39.W:a8 S:a8 40.Ge1 z dalszym Gc3 38...Sg7 39.Wd5 Wf8 40.Ge1 S:f5 41.Kg1? (41.Gf2) 41...Kg6 42.Wh2 We8 43.Gd2 We6 44.Wg2?! (44.Wh3) 44...Sh4 45.Wf2 Se5 Czarne uzyskały wygraną pozycję. Ich skoczki sieją spustoszenie 46.Kf1 Se:f3 47.Wd3 Se5 48.Wh3 f3 49.Wg3 g4 50.Wh2 Sf5 51.Wg1 We7?! Szybko kończyło grę narzucające się 51...g3 52.Wh8 g2+ 53.Kf2 Sd4 52.Gf4 Sd4? Po tym przeoczeniu czarne tracą pionka i szanse się wyrównują. Prawidłowe było 52...Kf6 i nie ma 53.G:e5+? de5 54.W:g4?, bo Se3+ 53.G:e5 de5 54.W:g4+ Kf5 55.Whh4 Se6 56.Kf2 Sg5 57.Ke3 Wf7 58.Wg1 Kg6 59.Whg4 Wf5 60.Kf2 Kf6 Czarne nie mogą wzmocnić pozycji i partia zmierza do pokojowego finału 61.Ke3 e4?! 62.Wf1 Ke5 63.Wf2 Kf6 64.W:e4?! Po 64.Wd2 Ke6 (64...Kg6 65.Wh4) 65.Wf4 W:f4 66.K:f4 teraz białe mogły próbować grać na wygraną. Decydują się jednak przejść do remisowej pionkówki 64...S:e4 65.K:e4 Ke6 66.W:f3 W:f3 67.K:f3 Kf5 68.Ke3 Ke5 69.Kd3 Kf4 70.Kd2 Ke4 71.Kc2 Kd4 72.Kd2 a6 73.Kc2 b5 74.cb5 ab5 75.a4 ba4 76.ba4 Kc4 77.a5 Kb5 78.Kc3 Remis.

A oto kilka przykładów turniejowych lapsusów:

Partia angielska

 M. Maćkowiak – P. Dukaczewski

1.c4 e5 2.Sc3 Sc6 3.g3 g6 4.Gg2 Gg7 5.e3 d6 6.Sge2 Ge6 7.b3 Hd7 8.h4 Sge7 9.Gb2 0–0–0 10.d4 ed4 11.S:d4 S:d4 12.H:d4?? G:d4 0–1… Jak się okazało, Maćkowiak na swojej szachownicy nie przestawił czarnego gońca z f8 na g7 w 4. posunięciu i stąd ten straszny lapsus. Ruch ten zapisali na blankietach obaj grający i sędzia nie uwzględnił reklamacji białych.

 

Partia węgierska

D. Falkowski – M. Maćkowiak

1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.d4 ed4 4.Gc4 Ge7 5.c3 Sf6?! Lepsze 5...Sa5 6.H:d4 S:c4 7.H:c4 z równą pozycją. Słabe jest 5...dc3?! 6.Hd5 Sh6 7.G:h6 i tutaj często w partiach błyskawicznych moi przeciwnicy poddawali się, sądząc, że tracą figurę… Po 7...0–0! białe muszą jednak oddać materiał 8.G:g7! K:g7 9.S:c3 z pozycyjną przewagą, bo po 8.Gc1? Sb4! 9.Hd1 c2 czarne stoją bardzo dobrze 6.e5 Se4 7.Gd5 7...Sg5? Przegrywający błąd, który prowadzi do straty figury. Konieczne było 7...f5 (7…Sc5?! 8.cd4) 8.cd4 (8.0–0!?) 8...Sb4 9.Gb3 d5 i jeszcze nie jest tak źle 8.S:g5 G:g5 9.Hh5 He7 10.G:g5 H:e5+ 11.He2 dc3 12.S:c3 0–0 13.H:e5 S:e5 14.0–0–0 i białe wygrały.

Gambit budapeszteński

P. Kulpiński – A. Migala

1.d4 Sf6 2.c4 e5 3.d5?! (3.de5) 3…Gc5 4.Sc3 0–0 5.Gg5? G:f2+! 6.K:f2 Sg4+ 7.Ke1 H:g5 8.Sf3 He3 9.Hd2? (9.Hc2) 9...Hf2+ 10.Kd1 Se3+ 11.Kc1 S:f1 0–1

 

D. Falkowski – Z. Wojcieszyn

Białe: Kf2, Hd1, Wa1, Wh1, Ge3, Gf2, a2, b2, c4, f4, g2, h2

Czarne: Ke8, Ha5, Wa8, Wh8, Gb4, Gc8, a7, c6, d7, e6, f6, h7

15...Gc5?? 16.Hh5+ Kd8 17.H:c5 1–0

Dwie ostatnie partie grane były w finiszowej rundzie. Zawodnicy byli już zmęczeni…

Ryszard Bernard

 

Na początek

 

Gramy w warcaby

 

W dniach 20-27 kwietnia 2013 r. w Tucholi rozegrano półfinał mistrzostw Polski kobiet Stowarzyszenia „Cross” w warcabach. Udział wzięło 29 czołowych zawodniczek, które walczyły o 9 miejsc premiowanych awansem do finału. Zwyciężyła Beata Kasperczyk z „Atutu” Nysa, gromadząc 14 punktów na dystansie 9 rund. O jej zwycięstwie w turnieju zdecydowała wygrana w ostatniej rundzie z Władysławą Jakubaszek.

 

Beata Kasperczyk („Atut” Nysa)  – Władysława Jakubaszek („Cross Opole”)

1. 32-28 17-21 2. 31-26 19-23! 3. 26x17 12x21 4. 28x19 14x23 5. 33-28

Po wymianach czarne zyskały +4 tempa i białe zdecydowały się zmniejszyć przewagę tempa czarnych do +2.

5... 23x32 6. 37x28 7-12 7. 39-33 10-14 8. 44-39 1-7 Dokładniejsze było 8... 5-10 z dalszym 18-23.

9. 50-44 11-17 10. 41-37 7-11 11. 37-32 21-27 12. 32x21 17x26 13. 34-30 20-25 14. 46-41 25x34 15. 39x30 11-17 16. 44-39 17-22!

Celem tej wymiany jest osłabienie centrum białych i zyskanie kolejnych dodatnich temp.

17. 28x17 12x21 18. 41-37 18-23! 19. 30-25 14-19 20. 33-29 23x34 21. 40x29?

Lepsze było 21. 39x30 z dalszym planem 22. 30-24 i 23. 25x34

Po ostatnim niedokładnym zagraniu białych czarne miały możliwość wyłączyć z gry na dłuższy czas bandowe kamienie białych 25, 35, 45. 21… 19-24 22. 29x20 15x24 23. 39-34 13-19 i białym pozostaje wymiana 24. 34-29, gdyż po 24. 38-33 5-10 25. 45-40 8-13 przewaga pozycyjna czarnych jest wyraźna. W partii było:

21… 8-12? 22. 29-24! 19x30 23. 25x34 5-10 24. 38-33 10-14 25. 42-38 14-19 26. 47-42 2-8 27. 34-29 12-18 28. 29-24 19x30 29. 35x24 9-14 30. 45-40 4-9 31. 40-34 14-20 32. 34-30 20x29 33. 33x24 9-14 34. 30-25?

Niedokładne zagranie białych dawało czarnym możliwość przejęcia inicjatywy. Należało grać 34… 14-19, zmuszając białe do wycofania się z zajętego pola 24. Następnie konieczne było zagranie 13-19 i 8-13 oraz przeprowadzenie kamienia 6 na 22. W partii było:

34… 6-11 35. 49-44 8-12?

Jeszcze można było zdążyć z zagraniem 35… 14-19.

36. 44-40! 11-17 37. 40-35 17-22 38. 39-34 14-20?

Czarne niepotrzebnie wymieniają słaby bandowy kamień 25. Lepsza była pojedyncza wymiana 13-19.

39. 25x14 13-19 40. 24x13 18x20

Po tej niekorzystnej dla czarnych wymianie powstały słabe kamienie 15 i 20.

41. 38-33?

Lepsze było 41. 35-30

41… 12-18 42. 43-38 18-23 43. 38-32?

Białe mogły wygrać po 43. 34-29 23x34 44. 33-28 22x33 45. 38x40 i u czarnych zostają słabe bandowe kamienie po obydwu stronach. Próba wygrania kamienia po 43. 33-29 mogła zakończyć się porażką 43… 23-28 44. 38-32 22-27 45. 32x23 27-31 46. 36x27 21x41

43… 21-27! 44. 32x21 26x17?

Czarne mogły uzyskać dużą przewagę po biciu 44… 16x27

45. 36-31 16-21 46. 37-32 3-9 47. 42-37

Kombinacja 47. 32-27 21x32 48. 33-28 22x33 49. 42-38 33x42 50. 48x19 9-14 51. 19x10 15x4 52. 35-30 17-22 dawała tylko remis.

47… 9-13 48. 48-42 13-18

Lepsze było 48… 20-24

49. 31-27 22x31 50. 37x26 18-22 51. 42-38 22-27?

Błąd decydujący o wyniku partii. Czarne mogły zremisować po 51… 20-25 i na 52. 33-29 grają 22-28. Po 52. 35-30 15-20 białe są zmuszone do forsownego remisu po 53. 33-29, gdyż wariant 53. 34-29 23x34! 54. 30x39 20-24! stawia białe w trudnej sytuacji.

52. 33-29 20-24 53. 29x18 15-20 54. 18-13 20-25 55. 13-9 25-30 56. 34x25 24-29 57. 9-4

I czarne poddały się.

Drugie miejsce w turnieju z tą samą liczbą punktów zajęła Irena Ostrowska z „Crossu Opole”, prezentując wysokie umiejętności. Poniżej przykład interesującej partii, w której odniosła zwycięstwo z doświadczoną zawodniczką Marią Paduszyńską.

 

Maria Paduszyńska (Kielce) – Irena Ostrowska („Cross Opole”)

1. 31-27 17-21 2. 36-31 21-26 3. 41-36 18-23 4. 33-28 11-17 5. 39-33 17-21 6. 44-39 20-25! 7. 50-44 15-20 8. 34-30 25x34 9. 40x18 12x23 10, 44-40 7-12 11. 35-30!

Dobre posunięcie, uniemożliwiające czarnym odpowiedź 11… 20-25 lub 11… 20-24, po którym to zagraniu czarne mogły mieć trudności w dalszym realizowaniu przyjętego planu gry.

11… 1-7 12. 30-25?

Lepsze było 12. 49-44

12... 10-15 13. 47-41 20-24 14. 40-35 14-20! 15. 25x14 9x20 16. 49-44!

Przewaga czarnych jest bardzo duża. Kamienie: 16, 21, 26 wiążą 7 kamieni białych. Na przeciwległej stronie, gdzie toczy się walka, czarne mają 3 kamienie więcej. Ostatnim posunięciem 16. 49-44 białe przygotowały możliwość uwolnienia się od związania na długim skrzydle i w celu utrzymania przewagi przez czarne konieczne były uproszczenia 16... 24-30 17. 35x24 20x29 18. 33x24 19x30 19. 28x19 13x24. W partii było:

16... 4-9? 17. 44-40?

Należało grać 17. 33-29! 24x22 18. 27x29 z wyrównaną pozycją.

17... 20-25

Dokładniejsze było 17... 5-10 i zostawienie kolumny 24-15.

18. 28-22 12-18 19. 33-28 15-20 20. 39-33 7-12

Lepsze było 20... 5-10 z dalszym 21... 10-15

21. 40-34 5-10 22. 33-29 24x33 23. 28x39?

Należało bić 23. 38x29. Po biciu na 39 kamień 22 nieuchronnie ginie.

23... 10-14 24. 45-40 23-29 25. 34x23 19x17 26. 40-34 18-23 27. 39-33 14-19 28. 33-28 20-24

Białe z kamieniem mniej zachowywały minimalne szanse na remis po wymianie 29. 33-29 24x22 30. 27x29, likwidując częściowo napór czarnych na osłabione krótkie skrzydło. Białe nie wykorzystały tej możliwości i zagrały

29. 27-22 24-29! 30. 22x11 29x40 31. 35x44 6x17 32. 43-39 12-18 33. 44-40??

Błąd wynikający z próby powstrzymania ataku czarnych na krótkie skrzydło. Białe przeoczyły prostą kombinację, po której wynik partii jest już przesądzony.

33... 19-24 34. 28x30 25x45 35. 39-34 13-19 36. 34-30 9-14 37. 38-33 8-13 38. 33-29 2-8 39. 29-24 17-22 40. 32-27 21x32 41. 37x17 26x37 42. 42x31 45-50 43. 41-37 50x6 44. 30-25 19x30 45. 25x34 13-19 46. 34-30 8-13 47. 30-25 18-23 48. 31-27 6-1 49. 37-31 23-29 50. 48-43 29-33 51. 46-41 19-24 52. 41-37 24-29 53. 37-32 33-38 54. 43-39 38-42 55. 32-28 13-19 56. 27-22 42-48 57. 31-27 48x34 58. 36-31 19-24 59. 28-23 29x18 60. 22x13 1-6 61. 13-9 34-29 62. 9x20 24x15

I białe poddały się.

Jan Sekuła

 

Na początek

 

Zapraszamy na obóz kajakowy

Termin: 2-10 sierpnia 2013 r.

 

Jeśli myślisz o uprawianiu kajakarstwa jako formy rehabilitacji zdrowotnej i społecznej, chciałbyś znaleźć się w osadzie kajakowej na mistrzostwach Polski w kajakarstwie osób z dysfunkcją wzroku, lubisz dreszcz sportowej rywalizacji...

CHWYTAJ ZA WIOSŁA!

Stowarzyszenie Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących „Cross” zaprasza osoby pełnoletnie, które posiadają orzeczenie o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności z powodu dysfunkcji wzroku i są członkami klubów Stowarzyszenia „Cross”, do udziału w obozie kajakowym, organizowanym w dniach 2–16 sierpnia 2013 roku w Iławie na jeziorze Jeziorak. Istnieje możliwość wyjazdu z przewodnikiem.

Terenem pływania będzie cały akwen Jezioraka, najdłuższego jeziora w Polsce.

Aby uzyskać szczegółowe informacje o rekrutacji, zapraszamy do kontaktu z koordynatorem obozu, instruktorem kajakarstwa Stanisławem Piaskiem, tel.: (89) 648 32 64, kom. 609 539 670.

Przyjazd uczestników do Siemian k. Iławy planowany jest na 2 sierpnia 2013 r. w godzinach popołudniowych, do pensjonatu „U Dzidka”, Siemiany 61. Zakwaterowanie w pokojach z pełnym węzłem sanitarnym. Baza żywieniowo-noclegowa obozu będzie znajdować się w Iławie i Siemianach.

Obóz ma charakter rehabilitacyjno-sportowy, w związku z czym należy zabrać obowiązkowo obuwie i strój sportowy oraz nakrycie głowy, okulary przeciwsłoneczne i ubranie na różne warunki pogodowe.

Organizator zapewnia kajaki płaskodenne ze sprzętem ratunkowym oraz fachową kadrę instruktorską. Osoby nie umiejące pływać zobowiązane będą do żeglowania w kapokach. Uczestnicy zostaną podzieleni na osady kajakowe na czas zajęć.

ODPŁATNOŚĆ: każdy zakwalifikowany uczestnik obozu (dotyczy to również przewodników) zobowiązany jest wnieść opłatę za uczestnictwo w kwocie 450 zł na konto: 53 1160 2202 0000 0000 2094 0210, Bank Millenium O/Iława. Istnieje możliwość dokonania wpłaty na miejscu u koordynatora imprezy.

ZGŁOSZENIA należy składać do 15 czerwca 2013 roku na formularzu pt. „Karta informacyjna obozu dla dorosłych”, który jest dostępny na stronie www.cross.org.pl, w dziale „Aktualności” przy informacji o obozie. Formularz należy wydrukować i wypełniony przesłać na adres: Stanisław Piasek, 14-200 Iława, ul. Królowej Jadwigi 16A m. 4.

Karta kwalifikacyjna musi bezwzględnie zawierać:

numer telefonu kontaktowego;

pieczątkę macierzystego klubu Stowarzyszenia „Cross” i podpis prezesa;

zgodę lekarza na uczestnictwo w obozie;

załączoną kserokopię orzeczenia o niepełnosprawności z tytułu dysfunkcji wzroku. Uwaga! – przewodnik niewidomego powinien również wypełnić formularz zgłoszeniowy oraz posiadać zaświadczenie lekarskie o braku przeciwwskazań do uczestnictwa w ww. imprezie.

Nie będą przyjmowane zgłoszenia przekazane drogą telefoniczną.

Osoby zakwalifikowane zostaną powiadomione o możliwych sposobach dojazdu.

Na początek