stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 6 (135) Czerwiec 2016

CROSS 6/2016

ISSN 1427-728X

ROK XIV

Nr 6 (135)

Czerwiec 2016 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 635 57 94

tel. kom. 668 764 654,
666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Grażyna Wojtkiewicz

Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

 Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa 

Nakład: 900 egzemplarzy

Miesięcznik dofinansowuje

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści:

Majowe ściganie

Mirosław Jurek

Mistrzowskie zmagania w Łapach

Mariusz Gołąbek

Historyczny  czempionat

Mirosław Mirynowski

Wyjątkowe mistrzostwa w nordic walkingu

Mariusz Gołąbek

Rekordowy Puchar Ziemi Lubelskiej

Leszek Stefanek

Gostyńskie emocje

Wojciech Puchacz

Wiadomości

Dwa tygodnie w Korei Północnej (cz. II)

Andrzejuk

Mali krwiopijcy

BWO

Euro dla wszystkich  

Krzysztof Koc

Gramy w szachy 

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Damian Jakubik

Samotność bramkarza 

Barbara Zarzecka

 

aaa

 

kolarstwo

 

Majowe ściganie

W maju sezon kolarski rozkręcił się na dobre. Po żmudnych przygotowaniach przyszedł czas na ściganie. Tegorocznym celem numer jeden jest wprawdzie olimpiada w Rio de Janeiro, ale etapami w drodze do Brazylii są dla zawodników ZKF „Olimp” kolejne starty.

Pierwszym poważnym sprawdzianem formy kolarzy tandemowych był XIX Międzynarodowy Kolarski Wyścig Tandemów o Puchar Marszałka Lubelszczyzny, rozegrany w terminie 30.04-02.05.2016 r. Na trasę imprezy o dystansie około 200 km dla mężczyzn i około 170 km dla kobiet składały się cztery etapy: wyścig ze startu wspólnego w miejscowości Dys, jazda na czas w Bychawce Pierwszej, wyścig ze startu wspólnego w Bychawie oraz kryterium uliczne w Lublinie. Program zawodów był bardzo wymagający, premiował zawodników wszechstronnych i, oczywiście, dobrze przygotowanych. Na trasie dominowali faworyci – mistrzowie świata z 2015 roku, reprezentujący KKT „Hetman” Lublin – Iwona Podkościelna i Aleksandra Tecław oraz Marcin Polak i Michał Ładosz, którzy wygrali wszystkie etapy i klasyfikację generalną wyścigu. W kategorii kobiet drugie miejsce zajęły Anna Duzikowska i Natalia Morytko („Warmia i Mazury” Olsztyn), a trzecią lokatę uzyskały Izabela Strulak i Lidia Pyciarz („Omega” Łódź). W rywalizacji tandemów męskich na drugiej pozycji uplasowali się Piotr Kołodziejczuk i Oskar Stabno („Warmia i Mazury” Olsztyn), a na trzeciej Daniel Kuźniar i Piotr Szczepanik („Podkarpacie” Przemyśl).    Wyścig w Lublinie był imprezą bardzo udaną, o wysokim poziomie sportowym i organizacyjnym. Duża w tym zasługa władz lokalnych, które mocno zaangażowały się w przygotowania i realizację tego przedsięwzięcia. W przyszłym roku majowy weekend będzie jeszcze dłuższy, co daje szansę na przedłużenie lubelskiego wyścigu do sześciu etapów. Taką deklarację złożył wstępnie jego organizator, prezes KKT „Hetman” Lublin Andrzej Góźdź. Byłaby to unikalna w skali Europy impreza tandemowa, stanowiąca ukoronowanie dwudziestoletniej historii wyścigu i godne uczczenie tego jubileuszu. 

Ostatni taki wyścig

Historia dzieje się na naszych oczach, a my czasami bywamy jej czynnymi uczestnikami. Taki przywilej stał się udziałem reprezentantów „Olimpu”, którzy tuż po wyścigu lubelskim wybrali się do Belgii. W terminie 5-8.05.2016 r. po raz trzydziesty i, niestety, ostatni odbył się Belgian Tandem Race – najbardziej znany i prestiżowy wyścig etapowy tandemów na świecie. Jest to impreza, do której środowisko polskich kolarzy tandemowych czuje wielki sentyment. Wieloletni i systematyczny udział w tym wyścigu miał niewątpliwie wielce pozytywny wpływ na rozwój kolarstwa tandemowego w Polsce. W Belgii uczyliśmy się zarówno ścigania na najwyższym poziomie, jak i zasad organizacji imprez kolarskich. Debiutowaliśmy w okresie potęgi kolarstwa tandemowego w Hiszpanii, Holandii i we Francji i przez kilka lat podziwialiśmy zwycięzców z tych krajów. Okazaliśmy się dobrymi uczniami. Przechodziliśmy kolejne etapy kolarskiego wtajemniczenia aż do momentu, gdy nasi zawodnicy wpisali się na listę triumfatorów belgijskiego wyścigu. Jako pierwsi dokonali tego w 2009 roku  mistrzowie paraolimpijscy z Pekinu, Andrzej Zając z pilotem Dariuszem Flakiem, następnie w 2013 roku Marcin Polak i Michał Ładosz,  rok później Piotr Kołodziejczuk i Artur Korc, a w 2015 roku w kategorii kobiet zwyciężyły Iwona Podkościelna i Aleksandra Wnuczek. Myślę, że nie będzie przesadą stwierdzenie, że dzięki doświadczeniom zdobytym podczas belgijskich zawodów polscy kolarze tandemowi  stali się wiodącą siłą światowego peletonu, zdobywcami medali na igrzyskach paraolimpijskich i mistrzostwach świata.

Z Belgian Tandem Race pożegnaliśmy się mocnym akcentem, ponieważ zwycięzcami 30. edycji wyścigu zostali Marcin Polak i Michał Ładosz. Pokonali tandemy: brytyjski Stephen Bate – Adam Duggleby oraz francuski Damien Debeaupuits – Mickael Dhinnin. Był to sukces odniesiony w wielkim stylu – nasi reprezentanci wygrali trzy z pięciu etapów, a na jednym zajęli drugie miejsce. Wykazali się wysoką formą i dużą wszechstronnością, zwyciężając zarówno w trudnym pagórkowatym terenie w Gedinne, w wyścigu na czas na torze w Hulshout, jak również w finałowym sprincie z peletonu w Essen. W efekcie wygrali wszystkie klasyfikacje – generalną, punktową i sprinterską. Drugi z naszych tandemów w składzie Piotr Kołodziejczuk – Krzysztof Wolski zajął 10. miejsce, W kategorii kobiet duet Anna Duzikowska – Natalia Morytko zajął szóstą lokatę w klasyfikacji końcowej, a jego największym osiągnięciem było zwycięstwo na drugim etapie w Overpelt. Piękną kartę w historii wyścigu belgijskiego zapisał Ryszard Kożuch, który jako jedyny zawodnik wziął udział we wszystkich edycjach tej imprezy. Trzeba też podkreślić, że to właśnie Ryszard był pierwszym propagatorem belgijskiego wyścigu w Polsce i inicjatorem udziału naszych kolarzy, a także wieloletnim łącznikiem z organizatorami, którzy z biegiem lat traktowali nas nie jak zwykłych uczestników, lecz jak przyjaciół.  

Afrykańska szansa

W terminie 7-8.05.2016 r. w Pietermaritzburgu (RPA) odbył się pierwszy tegoroczny parakolarski Puchar Świata. Mimo że w mieście tym planowane są przyszłoroczne mistrzostwa świata i zawody były dobrą okazją do zebrania cennych doświadczeń, to na daleką afrykańską eskapadę zdecydowało się jedynie 67 zawodników z 17 krajów, co jest niechlubnym rekordem frekwencji parakolarskiego Pucharu Świata. W tej imprezie kadrę „Olimpu” reprezentował tandem Przemysław Wegner – Artur Korc. Nasi jedynacy wygrali wyścig na czas i w roli faworytów przystąpili do wyścigu ze startu wspólnego. Niestety, w trakcie rywalizacji mieli defekt koła,  musieli długo czekać na pomoc techniczną i ostatecznie zajęli trzecie miejsce. Koszulkami liderów Pucharu Świata udekorowani zostali Irlandczycy Damien Vereker i Martin Mizgayski, a nasi reprezentanci, pomimo że  zdobyli tyle samo punktów co rywale, musieli zadowolić się drugim miejscem. Przemek i Artur uznali, że jest to dobra pozycja wyjściowa do ataku i zapowiedzieli walkę o prymat w Pucharze Świata na jego kolejnej odsłonie, zaplanowanej niespełna dwa tygodnie później w Belgii. 

Koloński klasyk

Gdy uczestnicy dalekiej afrykańskiej wyprawy odpoczywali po trudach podróży, inna ekipa „Olimpu” w składzie Marcin Polak i Michał Ładosz oraz Anna Duzikowska i Natalia Morytko reprezentowała Polskę w zawodach Cologne Classic. W programie imprezy, rozegranej w dniach 14-15 maja, była jazda na czas na 20  km oraz wyścig uliczny na przedmieściach Kolonii na dystansach 66 km (mężczyźni) i 55 km (kobiety). Nasze tandemy lepiej zaprezentowały się w wyścigu na czas – Marcin Polak i Michał Ładosz zwyciężyli, pokonując reprezentantów Holandii i Kanady, natomiast Anna Duzikowska i Natalia Morytko uplasowały się na trzeciej pozycji po przegranej z dwoma tandemami kanadyjskimi. W wyścigu ze startu wspólnego oba polskie tandemy zajęły czwarte miejsca. 

Ponownie Belgia

W następnym tygodniu kadra paraolimpijska „Olimpu” w pełnym 9-osobowym składzie spotkała się w belgijskim kurorcie nadmorskim Ostenda, gdzie w terminie 20-22 maja zaplanowano drugą edycję Pucharu Świata. Emocje narastały jednak wcześniej, bo już 17 maja Iwona Podkościelna przystąpiła do klasyfikacji medycznej. Po dwudniowych badaniach okulistycznych uzyskała pozytywną decyzję komisji lekarskiej, która dała jej zielone światło w drodze do Rio de Janeiro. Zmagania sportowe w Ostendzie także przebiegały dla naszej reprezentacji pomyślnie: Anna Harkowska (klasa WC5) zwyciężyła zarówno w wyścigu na czas, jak i w wyścigu ze startu wspólnego, Marcin Polak i Michał Ładosz dwukrotnie zdobyli srebrne medale, a Iwona Podkościelna i Aleksandra Tecław były trzecie w wyścigu na czas i szóste ze startu wspólnego. Przemysław Wegner i Artur Korc, zajmując 6. miejsce w wyścigu ze startu wspólnego i 8. miejsce na czas, zrealizowali swój cel i zdobyli koszulki liderów Pucharu Świata. Najmniej powodów do zadowolenia miał duet Anna Duzikowska – Natalia Morytko. Zawodniczki, po odległym 11. miejscu w jeździe na czas, wprawdzie zrehabilitowały się w wyścigu ze startu  wspólnego, gdzie zajęły przyzwoitą 8. lokatę, lecz liczyły na więcej. Ogólnie start zawodników „Olimpu” w Pucharze Świata należy ocenić bardzo pozytywnie. Pierwsza poważna konfrontacja z zagranicznymi rywalami, w której wzięło udział 356 zawodników z 34 krajów, wypadła bardzo dobrze, co potwierdza prawidłowość naszych przygotowań i napawa optymizmem przed następnymi startami. 

Na własnym podwórku

Kolejną krajową imprezą kolarską był rozegrany w Lutrach w terminie
21-22.05.2016 r. XXXI Międzynarodowy Wyścig Kolarski „Dookoła Jeziora Luterskiego”, w którym tandemy wystartowały gościnnie. Zawody składały się z dwóch części: jazdy na czas na dystansie 15 km i wyścigu ze startu wspólnego na 63 km. Tym razem w gronie uczestników zabrakło kolarzy kadry paraolimpijskiej, ścigających się w Pucharze Świata w Belgii. W ten sposób stawka zawodników reprezentowała bardziej wyrównany poziom, co zapowiadało spore emocje. Na czasówce najlepsi okazali się  Piotr Kołodziejczuk i Łukasz Dudko („Warmia i Mazury” Olsztyn), drugie miejsce zajął tandem Adam Brzozowski – Tomasz Bala (KKT „Hetman” Lublin), a trzecią lokatę duet Edward Sartanowicz – Patryk Rzeźnikiewicz („Warmia i Mazury” Olsztyn).  W wyścigu ze startu wspólnego, rozegranym na dość trudnej, pagórkowatej trasie, ponownie zwyciężył tandem Piotr Kołodziejczuk – Łukasz Dudko, który zameldował się na mecie prawie półtorej minuty przed zasadniczą grupą. Na drugim miejscu finiszowali Józef Plichta i Patryk Badura („Sudety” Kłodzko), a na trzecim Daniel Kuźniar i Piotr Szczepanik („Podkarpacie” Przemyśl), lecz oba tandemy nie zdołały odrobić strat poniesionych w wyścigu na czas. Tak więc drugi etap nie przyniósł istotnych zmian w czołówce i na podium klasyfikacji generalnej wyścigu kolejność była taka sama jak na pierwszym etapie. W kategorii kobiet wystartował tylko jeden tandem w składzie Izabela Strulak – Aneta Płaszewska, reprezentujący klub „Omega” Łódź. Obu paniom należą się gratulacje za dzielną postawę.  

W krainie jezior

Województwo warmińsko-mazurskie okazało się w tym roku bardzo gościnne dla kolarzy tandemowych, następne starty zawodników „Olimpu” odbyły się bowiem w Olsztynie (28.05) oraz w Mrągowie (29.05). Obie imprezy miały charakter integracyjny oraz formułę kryterium ulicznego i były rozegrane na stosunkowo krótkich dystansach. Wyścig w Olsztynie liczył osiemnaście okrążeń po 1200 m, z których co piąte było premiowane punktami (5, 3, 2 i 1) za cztery czołowe miejsca na finiszu. Na pozostałych okrążeniach do zdobycia były 2 punkty za zwycięstwo i 1 punkt za drugie miejsce. Czołowa trójka w klasyfikacji wyścigu była następująca: 1. miejsce Marcin Polak i Michał Ładosz (55 p., KKT „Hetman” Lublin), 2. miejsce Piotr Urbanowicz i Dariusz Wojciechowski (31 p., „Warmia i Mazury” Olsztyn), 3. miejsce Adam Brzozowski i Tomasz Bala (11 p., 1 okrążenie, KKT „Hetman” Lublin). Podczas wyścigu tandemów rozpętała się burza i spadł ulewny deszcz, który bardzo utrudniał jazdę, a szczególnie pokonywanie ostrych zakrętów. Na szczęście oprócz kilku defektów nie przydarzyło się nic złego. Następnego dnia w Mrągowie pogoda poprawiła się, lecz dla odmiany tym razem kolarzom przeszkadzał dokuczliwy upał. Słońce rozleniwiło komisję sędziowską, która zrezygnowała z liczenia punktów i zadecydowała, że wyścig tandemów rozegrany zostanie „na kreskę”, czyli o zwycięstwie zadecyduje kolejność na ostatnim, 18. okrążeniu 1500-metrowej trasy. Faworyci nie czekali na finisz i narzucając wysokie tempo, szybko rozerwali stawkę. Na mecie pierwszy zameldował się tandem Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin), na drugiej pozycji przyjechał duet Przemysław Wegner – Artur Korc („Razem” Poznań), na trzecim Piotr Kołodziejczuk i Łukasz Dudko („Warmia i Mazury” Olsztyn). W kategorii kobiet w obu wyścigach najlepszy okazał się tandem Marta Stramek – Klaudia Kmiołek.

Po bardzo intensywnym ściganiu w maju początek czerwca przeznaczony jest na krótki odpoczynek i klubowe przygotowania do wyścigu w Poznaniu (10-12.06) oraz do szosowych mistrzostw Polski w Świdnicy (22-25.06).

Mirosław Jurek

 

aaa

 

biegi

 

Mistrzowskie zmagania w Łapach

XVI Bieg im. Waldemara Kikolskiego przypadł w roku olimpijskim. Za kilka miesięcy w stolicy Brazylii odbędą się olimpiada i paraolimpiada. Wybitni zawodnicy stoczą boje o najcenniejsze sportowe trofea. Kilkanaście lat temu na igrzyskach w Barcelonie, Atlancie i Sydney to śp. Waldek Kikolski odnosił największe sukcesy

Niektórzy zawodnicy Stowarzyszenia „Cross”, np. Wiesław Miech, Tomasz Chmurzyński czy Sławomir Jeżowski, znali go osobiście. Przy okazji spotkania w Łapach chętnie opowiadali o nim młodszym kolegom z sekcji lekkoatletycznej. Wykształcony, elokwentny, koleżeński i wytrwały w swojej karierze sportowej słabowidzący biegacz legenda. Włodarze miasta i organizatorzy biegu dla upamiętnienia tego wybitnego łapianina od drugiej edycji nadali imprezie Jego imię.

W sobotni pochmurny poranek 30 kwietnia trochę wieje. Zawodnicy przygotowują się do startu w biegu głównym, zaplanowanym na godzinę 13. Po śniadaniu zapisy do biegu zajmują sporo czasu, w trakcie którego niewidomi mogą poznać się z przewodnikami, których zapewnili organizatorzy. Można też oglądać wystawę  najważniejszych trofeów Waldka takich jak medale, puchary, statuetki.

Czas przyspiesza, zbliża się moment startu. Zawodnicy „Crossu”, już przebrani, rozpoczynają rozgrzewkę. Będą walczyć o kolejne tytuły mistrzowskie. Na szczęście nadal nie pada, ale wiatr nie słabnie. Przed biegiem prowadzący imprezę spiker przedstawia wszystkich zawodników, co jest miłą niespodzianką, bo zwykle podczas biegów wymieniani są tylko faworyci. Wszyscy ustawieni na stadionie oczekują wystrzału startera. W biegu głównym bierze udział 90 osób. Grupa crossowiczów to prawie czwarta część wszystkich uczestników.

Wśród słabowidzących do rywalizacji o zwycięstwo powinno dojść pomiędzy Tomkiem Chmurzyńskim i Patrykiem Łukaszewskim. Tomek to doświadczony biegacz, medalista paraolimpijski i wieloletni kolega Waldka Kikolskiego. Ma już jednak swoje lata, a czas jest, niestety, nieubłagany. Patryk to młody utalentowany biegacz, od kilku lat poprawiający swoje wyniki, powinien wygrać w myśl zasady „bij mistrza”. Wśród niewidomych – na odwrót – weteran Zbigniew Świerczyński (kategoria M65) po raz kolejny spróbuje odeprzeć napór młodych. Jest ich czterech i to też dodatkowy bodziec, by walczyć o trzy miejsca na pudle. Na starcie są też trzy słabowidzące panie. Za pół godziny wszystko będzie jasne.

Tymczasem punkt trzynasta, wystrzał startera i zawodnicy ruszają na trasę. Krótko po starcie czołowa grupka szybko ucieka pozostałym. Wśród nich jest Patryk. Okazuje się, że Tomek wciąż zmaga się ze skutkami kontuzji, nie jest przygotowany do rywalizacji z młodym zawodnikiem i decyduje się pomóc klubowym kolegom w walce o kolejne lokaty w T12.

W grupie pościgowej biegną trzej zawodnicy z „Łuczniczki”: Tomasz Chmurzyński, Wojciech Debner i Przemysław Musiał, a także Mariusz Gołąbek z gdańskiego „Jantara”. Po dwóch kilometrach zaczynają biec pod wiatr i przez chwilę się „wożą”. Chmurzyński wyraźnie chce pomóc klubowym kolegom. W sytuacji trzech na jednego przyspiesza Gołąbek i przewodzi w tej stawce. Chmurzyński rusza za nim, ale jego koledzy zostają, powiększając dystans. Czołówka mężczyzn biegnie swoje i po pokonaniu pięciu i pół kilometra pierwszy na metę wbiega Damian Roszko z Białegostoku (czas 16:21). Patryk Łukaszewski jest ósmy w open. Zdecydowanie wygrywa rywalizację w T12. Chmurzyński jest drugi na mecie. Uzyskał kilkusekundową przewagę nad trzecim Gołąbkiem. Czwarty na kresce melduje się Wojtek Debner (23:09), piąty Przemysław Musiał (24:13). Z większymi stratami czasowymi w T12 dobiegli jeszcze: Sławomir Jeżowski („Syrenka” Warszawa), Krzysztof Badowski („Łuczniczka” Bydgoszcz) , Wiesław Miech i Maciej Dąbrowski – obaj z warszawskiej „Syrenki”.

W grupie niewidomych T11 od samego startu ostro rusza Mariusz Zacheja. Po kilometrze wyprzedza go jednak Zbigniew Świerczyński. Mariusz stara się za nim utrzymać, ale traci coraz więcej do rywala. Świerczyński wbiega na stadion ze sporą przewagą i z czasem 24:11 zdobywa kolejny mistrzowski tytuł. Zacheja jest drugi. Najmniej lubiane czwarte miejsce z czasem 34:22 zajmuje w tej grupie Grzegorz Powałka z warszawkiej „Syrenki”. Pięć minut przed nim na mecie melduje się Rafał Machnikowski.

Nasze zawodniczki biegły swoim wypracowanym na treningach tempem i przez cały czas starały się je utrzymywać. Maria Dobies z „Syrenki” Warszawa pierwsza wbiegła na stadion i tym samym zdobyła tytuł mistrzyni Polski wśród słabowidzących kobiet. Pięć minut po niej linię mety przekroczyła Renata Plewińska z poznańskiej „Tęczy”. Trzecia tym razem była bydgoszczanka Georgina Myler. W kategorii open kobiet wygrała Katarzyna Rudkowska z czasem 19:47.

Po chwili wytchnienia przystąpiono do dekoracji najlepszych. Najpierw można było podziwiać podium w kategoriach open kobiet i mężczyzn, a następnie kolejne wyróżnione grupy. Oprócz biegaczy z dysfunkcją wzroku nagrodzeni zostali także zawodnicy z innymi niepełnosprawnościami, m.in. jadący na wózkach.

Mimo trudności organizatorzy, lokalne władze i sponsorzy znów świetnie zorganizowali bieg w Łapach. Wyróżnili wielu startujących zawodników. Specjalne podziękowania należą się bardzo dobrze przygotowanym przewodnikom, którzy umiejętnie prowadzili niewidomych biegaczy w trakcie biegu. Po raz kolejny pobiegły też słabowidzące panie.

W imprezie wzięło udział 451 zawodników w wieku od 6 do 75 lat. W biegu głównym sklasyfikowano 88 osób, pozostałe rywalizowały w biegach towarzyszących. Udział zawodników Stowarzyszenia „Cross” został dofinansowany przez PFRON w ramach projektu „Tylko dla mistrzów”.

Medalowe miejsca mistrzostw

30.04.2016 r., Łapy

Kobiety K12

1. Maria Dobies („Syrenka” Warszawa) 29:49

2. Renata Plewińska („Tęcza” Poznań) 34:15 
3. Georgina Myler („Łuczniczka” Bydgoszcz) 42:36

Mężczyźni T11 

1. Zbigniew Świerczyński („Warmia i Mazury” Olsztyn) 24:15

2. Mariusz Zacheja („Syrenka” Warszawa) 26:01 

3. Rafał Machnikowski („Łuczniczka” Bydgoszcz) 29:15 

Mężczyźni T12

1. Patryk Łukaszewski („Syrenka” Warszawa) 18:22

2. Tomasz Chmurzyński  („Łuczniczka” Bydgoszcz) 22:09 

3. Mariusz Gołąbek („Jantar” Gdańsk) 22:15

Mariusz Gołąbek

 

aaa

 

strzelectwo

 

Historyczny czempionat

Ponad czterdzieścioro najlepszych „snajperów” z całej Polski zjechało nad zimny jeszcze Bałtyk, by wziąć udział w historycznej imprezie. W dniach 13-16 maja 2016 r. w Ustce, podczas mistrzostw Polski w strzelectwie pneumatycznym osób niewidomych i słabowidzących w postawach stojąc i leżąc, odbyły się po raz pierwszy pojedynki całkowicie niewidomych strzelców w kategorii B1.

Uczestnicy zawodów mieszkali w zawsze gościnnym ośrodku „Przystań u Kapitana”, zaś miejscem zmagań była sąsiadująca z nim Szkoła Podstawowa nr 1 im. Leonida Teligi. Mistrzowską imprezę zorganizował ZKF „Olimp” przy współudziale klubu „Zryw” Słupsk. Sędzią głównym zawodów był Tadeusz Sadowski.

Pierwszego dnia, w sobotę, zawodnicy przystąpili do rywalizacji w postawie stojąc. Ostre współzawodnictwo szybko przyniosło wyniki. W tej konkurencji wśród panów wygrał Jerzy Załomski („Pionek” Bielsko-Biała), na drugim stopniu podium stanął Krzysztof Ruszkiewicz („Warmia i Mazury” Olsztyn), a stopień najniższy przypadł Zdzisławowi Potasińskiemu („Zryw” Słupsk). W zmaganiach pań zwyciężyła Barbara Rup („Podkarpacie” Przemyśl), drugie miejsce zdobyła Izabela Hillar („Warmia i Mazury” Olsztyn), a trzecie Wioleta Zarzecka („Morena” Iława).

Niedzielne zmagania w postawie leżąc nie obyły się bez niespodzianek. Wśród mężczyzn rywalizację wygrał Ryszard Kawka („Pionek” Bielsko-Biała), drugie miejsce zajął Tomasz Olejarczyk z tego samego klubu. Do wyłonienia brązowego medalisty potrzebna była dogrywka, gdyż po szesnastu strzałach dwaj zawodnicy mieli identyczną, co do dziesiętnej, liczbę punktów. Tym sposobem trzecią pozycję zajął Grzegorz Kłos („Łuczniczka” Bydgoszcz), który w bezpośrednim pojedynku pokonał o 0,5 p. Zdzisława Potasińskiego. Wśród pań złoty medal ponownie wywalczyła Barbara Rup („Podkarpacie” Przemyśl), srebro trafiło do Wiolety Zarzeckiej („Morena” Iława), brązowy medal wystrzelała Bożena Kruk („Warmia i Mazury” Olsztyn).

Po raz pierwszy w historii rozegrano obie konkurencje w kategorii B1 – tylko dla osób niewidomych, bez podziału na płeć. W szranki stanęło siedmioro strzelców: trzy zawodniczki i czterech zawodników. W tej kategorii dwukrotnie triumfował słupszczanin Piotr Staszewski. Rozgromił przeciwników zarówno w postawie stojąc, jak i leżąc. Drugie miejsce w postawie stojąc zajęła Ewa Bosek („Łuczniczka” Bydgoszcz), trzeci był Łukasz Szczepuła („Sudety” Kłodzko), który w postawie leżąc zajął drugą pozycję. Na trzecim miejscu rywalizację „leżaka” zakończył Piotr Dudek („Pionek” Włocławek). Warto podkreślić, że ze startu w tej kategorii zrezygnowała znakomita niewidoma zawodniczka Wioleta Zarzecka, która zdobyła dwa medale w rywalizacji ze słabowidzącymi paniami.

W mikstach pod uwagę brano łączne wyniki kobiet i mężczyzn rywalizujących we wcześniej zgłoszonych parach klubowych. W postawie stojąc zwyciężyli Wioleta Zarzecka i Roman Jagodziński („Morena” Iława), drugie miejsce zdobyli Izabela Hillar i Krzysztof Ruszkiewicz („Warmia i Mazury” Olsztyn), a trzecie Barbara Rup i Józef Maraj („Podkarpacie” Przemyśl). W postawie leżąc złoto zdobyli Izabela Hillar z Krzysztofem Ruszkiewiczem, srebro przypadło również parze z Olsztyna – Bożenie Kruk i Eugeniuszowi Barszczewskiemu, a brąz ponownie wywalczyli Barbara Rup i Józef Maraj.

Zwycięzcy poszczególnych konkurencji otrzymali puchary, zawodników na podium oraz ich asystentów uroczyście udekorowano medalami. Dla pierwszych trójek w konkurencjach indywidualnych nagrody rzeczowe ufundował klub „Zryw” Słupsk.

Miłym akcentem docenionym przez zawodników była obecność na mistrzostwach prezesa ZKF „Olimp” Piotra Łożyńskiego, który osobiście wręczał trofea najlepszym strzelcom. Tradycyjnie obecny był również trener kadry narodowej niewidomych i słabowidzących Wiesław Skalski, który podkreślał wysoki i stale rosnący poziom strzelectwa pneumatycznego w Polsce. Z nadzieją patrzymy w przyszłość i czekamy na potwierdzenie poziomu sportowego naszych „snajperów” na listopadowych mistrzostwach świata IBSA, które odbędą się w Olsztynie.

Nie ma jednak sukcesów zawodników bez pracy trenerów. Na rosnący poziom strzelectwa pneumatycznego w naszym środowisku wpływa fakt, że w kadrze trenerskiej pojawiają się nazwiska rozpoznawalne nie tylko w Polsce, lecz także na całym świecie. Warto wspomnieć o znakomitej byłej zawodniczce Mirosławie Sagun-Lewandowskiej, obecnie trenerce klubu „Zryw” Słupsk. Jej doświadczenie i podejście psychologiczne powodują, że treningi z nią to czysta przyjemność. 

Mirosława Sagun-Lewandowska to między innymi mistrzyni Polski w strzelaniu z pistoletu pneumatycznego, dwukrotna mistrzyni Europy, uczestniczka igrzysk olimpijskich w Barcelonie (1992), Sydney (2000) i Pekinie (2008). Zawodniczka Gryfa Słupsk, reprezentowała też barwy Legii Warszawa.

Treningi strzeleckie rozpoczęła w 1985 r. w Gryfie Słupsk pod okiem trenera Tadeusza Sadowskiego. Już cztery lata później w Sarajewie została podwójną mistrzynią świata juniorek (pistolet pneumatyczny 40 strzałów indywidualnie i drużynowo) i zdobyła brązowy medal na mistrzostwach Europy w Kopenhadze (pistolet pneumatyczny 40 strzałów drużynowo). Mistrzyni (1989) i rekordzistka Polski w strzelaniu z pistoletu pneumatycznego (391 p. na 400 możliwych w 1997 r.). W konkurencji seniorek dwukrotnie zdobyła tytuł mistrzyni Europy: w 1998 r. w Tallinnie (pistolet pneumatyczny 40 strzałów indywidualnie) i w 2000 r. w Monachium (pistolet pneumatyczny 40 strzałów drużynowo) Wywalczyła też wicemistrzostwo Europy w 1997 r. w Warszawie (pistolet pneumatyczny 40 strzałów drużynowo) oraz czterokrotnie brązowy medal mistrzostw Europy: 1994 r. (Strasburg), 1998 r. (Tallinn) i 2005 r. (Tallinn) – pistolet pneumatyczny 40 strzałów drużynowo oraz 1997 r. (Warszawa) – pistolet pneumatyczny 40 strzałów indywidualnie. Najlepszy występ olimpijski odnotowała w 2008 r. w Pekinie, gdzie po raz trzeci reprezentowała Polskę na igrzyskach w konkurencji strzelania z pistoletu pneumatycznego (10 metrów, 40 strzałów). Odznaczona m.in. srebrnym i brązowym medalem Za Wybitne Osiągnięcia Sportowe.

Finaliści mistrzostw Polski w strzelectwie pneumatycznym osób niewidomych i słabowidzących

13-16.05.2016 r., Ustka

Mężczyźni KPN 60 stojąc

1. Jerzy Załomski („Pionek” Bielsko-Biała) 202,3 p.

2. Krzysztof Ruszkiewicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 200,0 p.

3. Zdzisław Potasiński  („Zryw” Słupsk) 177,4 p.

4. Józef Maraj („Podkarpacie” Przemyśl) 154,7 p.

5. Tomasz Olejarczyk („Pionek” Bielsko-Biała) 133,3 p.

6. Piotr Miś („Warmia i Mazury” Olsztyn) 114,3 p.

7. Roman Jagodziński („Morena” Iława) 93,1 p.

8. Ryszard Kawka („Pionek” Bielsko-Biała) 72,2 p.

Kobiety KPN 40 stojąc

1. Barbara Rup („Podkarpacie” Przemyśl) 204,2 p.

2. Izabela Hillar („Warmia i Mazury” Olsztyn) 203,9 p.

3. Wioleta Zarzecka („Morena” Iława) 182,6 p.

4. Bożena Kruk („Warmia i Mazury” Olsztyn) 160,2 p.

5. Maria Ciupińska („Sudety” Kłodzko) 139,1 p.

6. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 117,9 p.

7. Edyta Kazberuk („Victoria” Białystok) 94,6 p.

8. Edyta Dering („Sudety” Kłodzko) 72,3 p.

B1 stojąc

1. Piotr Staszewski („Zryw” Słupsk) 196,4 p.

2. Ewa Bosek („Łuczniczka” Bydgoszcz) 190,6 p.

3. Łukasz Szczepuła („Sudety” Kłodzko) 168,8 p.

4. Agnieszka Król-Jaśkiewicz („Zryw” Słupsk) 147,1 p.

5. Robert Nawrocki („Zryw” Słupsk) 117,3 p.

6. Piotr Dudek („Pionek” Włocławek) 86,3 p.

7. Urszula Normantowicz („Sudety” Kłodzko) 62,1 p.

Miksty stojąc

1. Wioleta Zarzecka – Roman Jagodziński („Morena” Iława) 1010,5 p.

2. Izabela Hillar – Krzysztof Ruszkiewicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1003,1 p. 

3. Barbara Rup – Józef Maraj („Podkarpacie” Przemyśl) 1002,3 p.

4. Bożena Kruk – Eugeniusz Barszczewski („Warmia i Mazury” Olsztyn) 999,3 p. 

5. Maria Ciupińska – Łukasz Szczepuła („Sudety” Kłodzko) 982,6 p.

6. Agnieszka Król-Jaśkiewicz – Piotr Staszewski („Zryw” Słupsk) 981,9 p.

7. Ewa Bosek – Grzegorz Kłos („Łuczniczka” Bydgoszcz) 970,4 p.

8. Janina Szymańska – Piotr Miś („Warmia i Mazury” Olsztyn) 968,7 p.

9. Krystyna Myśliwiec – Bogdan Konieczny („Podkarpacie” Przemyśl) 961,3 p.

10. Monika Młot – Michał Choma („Podkarpacie” Przemyśl) 945,6 p.

11. Renata Tomaszewska – Dariusz Malinowski („Cross Opole”) 868,4 p.

12. Krystyna Has – Dariusz Zarzecki („Morena” Iława) 739,3 p.

Mężczyźni KPN 60 leżąc

1. Ryszard Kawka („Pionek” Bielsko-Biała) 188,6 p.

2. Tomasz Olejarczyk („Pionek” Bielsko-Biała) 187,6 p.

3. Grzegorz Kłos „Łuczniczka” Bydgoszcz 165,2 p.

4. Zdzisław Potasiński („Zryw” Słupsk) 148,2 p.

5. Krzysztof Ruszkiewicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 128,1 p.

6. Jerzy Załomski  „Pionek” Bielsko-Biała 108,4 p.

7. Mariusz Dudziak („Pionek” Bielsko-Biała) 84,4 p.

8. David Maksymiuk („Kormoran” Giżycko) 69,8 p.

Kobiety KPN 60 leżąc

1. Barbara Rup („Podkarpacie” Przemyśl) 198,2 p.

2. Wioleta Zarzecka („Morena” Iława) 195,0 p.

3. Bożena Kruk („Warmia i Mazury” Olsztyn) 168,4 p.

4. Edyta Dering („Sudety” Kłodzko) 143,0 p.

5. Edyta Kazberuk („Victoria” Białystok) 124,1 p.

6. Monika Młot („Pionek” Bielsko-Biała) 92,8 p.

7. Izabela Hillar („Warmia i Mazury” Olsztyn) 70,8 p.

8. Krystyna Myśliwiec („Pionek” Bielsko-Biała) 42,7 p.

B1 leżąc

1. Piotr Staszewski („Zryw” Słupsk) 191,4 p.

2. Łukasz Szczepuła („Sudety” Kłodzko) 183,3 p.

3. Piotr Dudek („Pionek” Włocławek) 155,1 p.

4. Agnieszka Król-Jaśkiewicz („Zryw” Słupsk) 125,4 p.

5. Robert Nawrocki („Zryw” Słupsk) 96 p.

6. Urszula Normantowicz („Sudety” Kłodzko) 73,8 p.

7. Ewa Bosek („Łuczniczka” Bydgoszcz) 48,3 p.

Miksty leżąc

1. Izabela Hillar – Krzysztof Ruszkiewicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1154,7 p.

2. Bożena Kruk – Eugeniusz Barszczewski („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1128,1 p. 

3. Barbara Rup – Józef Maraj („Podkarpacie” Przemyśl) 1125,3 p.

4. Wioleta Zarzecka – Roman Jagodziński  („Morena” Iława) 1119,0 p.

5. Krystyna Myśliwiec – Bogdan Konieczny („Podkarpacie” Przemyśl) 1105,8 p.

6. Agnieszka Król-Jaśkiewicz – Piotr Staszewski („Zryw” Słupsk) 1104,1 p.

7. Monika Młot – Michał Choma („Podkarpacie” Przemyśl) 1097,0 p.

8. Maria Ciupińska – Łukasz Szczepuła („Sudety” Kłodzko) 1083,7 p.

9. Ewa Bosek – Grzegorz Kłos („Łuczniczka” Bydgoszcz) 1074,0 p.

10. Janina Szymańska – Piotr Miś („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1053,5 p.

11. Renata Tomaszewska – Dariusz Malinowski („Cross Opole”) 969,6 p.

12. Anna Barwińska – Grzegorz Pietrakiewicz („Omega” Łódź) 940,7 p.

13. Krystyna Has – Dariusz Zarzecki („Morena” Iława) 930,0 p.

Mirosław Mirynowski

 

aaa

 

nordic walking

 

Wyjątkowe mistrzostwa w nordic walkingu

III Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Nordic Walkingu odbyły się 22 maja w Złotym Potoku. To wieś położona w malowniczej Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Poza znanymi walorami klimatyczno-krajoznawczymi na tereny te od paru lat przyciąga sportowców Jurajski Puchar Nordic Walking. Startują tu czołowi zawodnicy z regionu oraz inni próbujący swych sił. 

Pisarz Zygmunt Krasiński, zachwycony pięknem płynącego tu strumienia, nazwał go właśnie złotym i tak nadane imię na stałe weszło w użycie. Od niedawna spotyka się tu czołówka zaawansowanych nordic walkerów. Szybkość oraz wypracowana na treningach perfekcyjna technika marszu pozwalają im walczyć o najwyższe miejsca w kraju i za granicą.

Pobyt zawodników Stowarzyszenia „Cross” w Złotym Potoku rozpoczął się w piątkowe popołudnie. Walkerzy z dysfunkcją wzroku zakwaterowani zostali w internacie i na kwaterach agroturystycznych. Po kolacji koordynator zadania Zdzisław Mądry przedstawił plan pobytu.

W sobotni słoneczny i ciepły poranek wybraliśmy się na wycieczkę z przewodnikiem, aby obejrzeć zespół pałacowo-parkowy Raczyńskich oraz inne atrakcje historyczne i przyrodnicze Złotego Potoku. Pan Ireneusz Bartkowiak pokazał miejsca warte obejrzenia – stary kościół, trójkątny ryneczek ze studnią, zabytkowy młyn wodny Kołaczew, a swoją opowieść o nich okraszał legendami. Część trasy wiodła jednym z najstarszych rezerwatów przyrody „Parkowe”, z jaskinią Grota Niedźwiedzia i Źródłem Spełnionych Marzeń. Może jutro na zawodach spełni się jedno z nich? Było pięknie, choć najpiękniej podobno jest tutaj jesienią.

Popołudnie przeznaczone było na zapoznanie się z trasą. Najważniejsze informacje przekazywał Rafał Kozik, główny organizator imprezy i bardzo dobry zawodnik. To czas, by zwrócić uwagę na to, co istotne dla osób z dysfunkcją wzroku. Przede wszystkim profil trasy i jej podłoże, oznakowanie, miejsca nierówne i niebezpieczne dla stóp. Pokonaliśmy jedną trzyipółkilometrową pętlę. Jutro podczas zawodów do przejścia będą dwie. Po kolacji odprawa i odbiór numerów startowych. Odpoczynek i przygotowanie do niedzielnego startu.

Ze Stowarzyszenia „Cross” startuje aż 55 osób. Liczba uczestników zapowiada zróżnicowany poziom rywalizacji, ale wyższy niż w latach ubiegłych. O miejsca na podium na pewno trzeba będzie powalczyć. Przyjechała silna grupa młodych zawodników z Wrocławia z instruktorem NW i narciarstwa zjazdowego Dariuszem Rutkowskim. Są zawodnicy z: Przemyśla, Poznania, Warszawy, Lublina, Łodzi, Piekar Śląskich i Krakowa.

W słoneczną niedzielę podekscytowanych zawodników studzi lekki wiatr. Po przebraniu się w profesjonalne stroje zaczynają rozgrzewkę. Można ją zrobić samodzielnie lub w grupie prowadzonej przez organizatorów. Spiker podaje, że odbędą się dzisiaj III Indywidualne Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Nordic Walkingu i że wystartuje ponad 200 osób (jest rekord frekwencji, duża w tym pomoc nas, crossowiczów). Trzy minuty po głównej grupie, o 10:03, ruszamy my – „wzrokowcy”. Ostre tempo narzuca Jerzy Skwirut z Przemyśla i obejmuje prowadzenie. Kilkuosobowa grupa pościgowa: Michał Majchrzak, Stanisław Spólnik, Krzysztof Gomuliński, Mariusz Gołąbek, Zdzisław Mądry i Dawid Suchodolski szybko się rwie i każdy idzie swoim tempem. Pozostali za nimi. Wśród słabowidzących kobiet na prowadzeniu jest Małgorzata Adamiak z Łodzi. Ciekawe, czy obroni ubiegłoroczny tytuł. Mocne powinny być młode zawodniczki z Wrocławia, które idą za nią. Dalej za nimi zawodniczki z większymi stratami czasowymi. Ambitne panie z klubu „KoMar” Tarnowskie Góry po biegu stwierdzą, że z racji wieku trudno im rywalizować z dużo młodszymi. Sporo w tym prawdy. Część z nas zdobywa dopiero pierwsze szlify na zawodach tej rangi.

Siedem par rywalizuje w grupie niewidomy z przewodnikiem (T11). Kilka z tych duetów jest blisko siebie, pozostali też w stawce. Pętla, którą idziemy, ma kilka niewielkich podejść i cała jest w słońcu, temperatura rośnie. Część naszych postanawia przejść tylko jedną pętlę. Bardzo to rozsądne, siódme poty trzeba by wylać na drugiej. Niestety, nie będą oni klasyfikowani.

Wytrwali walczą dalej. W klasyfikacji open zwycięża Grzegorz Dors z czasem 40;35! Wśród kobiet Agnieszka Sosnowska – 45:01. Oboje są z klubu RTB Tracer Podkowa Janów.

W grupie słabowidzących Jerzy Skwirut nadal na prowadzeniu. To zawodnik trenujący biathlon i nordicowiec. Kilkanaście sekund za nim Mariusz Gołąbek, który nie odrabia straty. Za nim swój rytm trzyma Gomuliński. Spólnik z Majchrzakiem – jego koledzy z „Lajkonika” Kraków, Suchodolski z Wrocławia i pozostali muszą przyspieszyć, by jeszcze z nim powalczyć. Wiemy, że nie ma na trasie punktu z wodą. Uff! Grzeje coraz mocniej. Łodzianka nadal prowadzi, za nią dwie wrocławianki, Elżbieta Cis z Kielc i kilkanaście zawodniczek. Trzy duety nadal w pobliżu siebie. To pary z „Podkarpacia” Przemyśl, „Jutrzenki” Częstochowa i „Łuczniczki” Bydgoszcz. Wytrzymałość na ciepło i wytrenowanie zadecydują o kolejności na mecie. Dwa pozostałe duety za nimi z większymi stratami.

Skwirut w końcu płaci za szybkie tempo. Wyprzedza go Gołąbek, któremu udaje się wychodzić zwycięstwo. Trzeci jest Gomuliński. To doświadczony lekkoatleta i chodziarz. Wystarczy dodać, że mieszka w Rabce, i wszystko jasne. Komplet na podium w T12. Czwarty Suchodolski z czasem 54:17. Adamiak jednak się obroniła. Odparła pościg wrocławianek i jest pierwsza w K12. Małgorzata Mikołajczak 1,5 minuty za nią, Martyna Hołob na trzecim miejscu. Czarnym koniem w rywalizacji par okazali się Małgorzata i Krzysztof Janusikowie (zawodnicy) z Częstochowy (nomen omen ubrani na czarno). Dwie minuty po nich Krzysztof Jankowski i Magdalena Dereń z Przemyśla zajmują drugie miejsce. Tylko 10 sekund później metę mijają Grzegorz i Ewa Boskowie z Bydgoszczy. Jeszcze dwie pary pokonują całą trasę. Są to przewodnicy z zawodnikami: Jacek i Jolanta Nowaccy z „Crossu Opole”(1:09:58)) oraz Dariusz Rutkowski i Monika Łojba z klubu „Sprint” Wrocław (1:11:27).

Na mecie czeka upragniona woda i odpoczynek. Po nim dekoracje zwycięzców, którzy wraz z pucharami otrzymują gromkie brawa od licznych kibiców.

Podczas kolacji grillowej pozostali zawodnicy Stowarzyszenia „Cross” odebrali pamiątkowe statuetki i drobne upominki. Był czas, by pogadać o zawodach, bliżej się poznać. W poniedziałek czekał nas jeszcze akcent turystyczny: wycieczka autokarowa z przewodnikiem do sanktuarium maryjnego w Leśniowie i Szlakiem Orlich Gniazd.

Gratulacje dla wszystkich zawodników za udział i sportową rywalizację!

Mistrzostwa zostały dofinansowane przez PFRON.

Zwycięzcy III MP Niewidomych i Słabowidzących w Nordic Walkingu

20-23.05.2016 r., Złoty Potok

T11 (przewodnik – zawodnik)  

1. Małgorzata Janusik – Krzysztof Janusik  („Jutrzenka” Częstochowa) 1:02:00

2. Krzysztof Jankowski – Magdalena Dereń („Podkarpacie” Przemyśl) 1:04:00

3. Grzegorz Bosek – Ewa Bosek („Łuczniczka” Bydgoszcz) 1:04:10

K12

1. Małgorzata Adamiak („Omega” Łódź) 58:48:00

2. Małgorzata Mikołajczak („Sprint” Wrocław) 1:00:16

3. Martyna Hołob („Sprint” Wrocław) 1:01:34

T12

1. Mariusz Gołąbek („Jantar” Gdańsk) 48:32:00

2. Jerzy Skwirut („Podkarpacie” Przemyśl) 49:34:00

3. Krzysztof Gomuliński  („Lajkonik” Kraków) 51:37:00

Mariusz Gołąbek

 

aaa

 

warcaby

 

Rekordowy Puchar Ziemi Lubelskiej

Już po raz trzynasty miłośnicy polskiej gry zawitali do Firleja, by w długi majowy weekend wziąć udział w turnieju o Puchar Ziemi Lubelskiej w warcabach stupolowych. 

W tym roku obsada była bardzo mocna i liczna. Padł kolejny rekord frekwencji. W zawodach zagrały aż 93 osoby, w tym 20 zawodników klasyfikowanych w rankingu międzynarodowym. Przyjechało 15 warcabistów z Republiki Czeskiej, ze zwyciężczynią ubiegłorocznego Pucharu Petrą Duškovą na czele.

Turniej w Firleju ma charakter integracyjny, toteż oprócz zawodników z klubów Stowarzyszenia „Cross” mieliśmy zaszczyt gościć wielu silnych graczy pełnosprawnych. I to oni właśnie nadawali ton rywalizacji, wywiązując się należycie z roli faworytów. Większość z nich to reprezentanci młodzieżowej kadry Polski, ale mający już na koncie liczne sukcesy w rozgrywkach seniorskich. Numer 1 na liście startowej – Jakub Gazda – to ósmy zawodnik tegorocznych mistrzostw Polski open. Nie on jednak był głównym aktorem Pucharu. Tegoroczną imprezę wygrał jego kadrowy kolega Bogdan Bańkowski, aktualny brązowy medalista MP juniorów. Trzeba przyznać, że zawodnik „Strugi” Marki zrobił to w pięknym stylu, zapewniając sobie zwycięstwo już na rundę przed końcem 9-rundowego turnieju.

Niemal do połowy zawodów nic jednak nie wskazywało na takie rozstrzygnięcie. Po czterech rundach z kompletem punktów prowadził samodzielnie faworyt gospodarzy Leszek Stefanek. Prowadzenie utrzymał jeszcze po kolejnej partii (remis z Gazdą), ale zrównali się z nim punktami Bańkowski i Maksym Puchała. W kolejnej rundzie doszło do kluczowego pojedynku Stefanek – Bańkowski. Zawodnik „Hetmana” Lublin, po błędzie pozycyjnym w 40. posunięciu, nie zdołał uratować partii i jego przeciwnik odskoczył od stawki, a po następnych rundach jeszcze tylko powiększał przewagę. W ośmiu partiach Bańkowski stracił tylko jeden punkt (z Gazdą) i osiągnął aż trzypunktową przewagę przed ostatnimi pojedynkami, co w tak wyrównanym turnieju jest sztuką nie lada.

 Sytuacja przed ostatnią rundą była bardzo ciekawa. Za plecami lidera, mając po 12 p., walkę o drugie miejsce stoczyli: Stefanek, Gazda, Tomasz Marczuk, Jakub Stacewicz, Maksym Puchała i Łukasz Wocial. O losach podium miały rozstrzygnąć partie: Bańkowski – Stacewicz, Gazda – Wocial, Stefanek – Marczuk i Ibrjam – Puchała. Tylko pierwszy z tych pojedynków zakończył się remisem. W pozostałych triumfowali Gazda, Marczuk i Puchała. O kolejności musiała zadecydować punktacja pomocnicza.

Ostatecznie drugie miejsce w turnieju wywalczył jego trzykrotny triumfator Tomasz Marczuk, a skład podium uzupełnił Jakub Gazda. Co ciekawe, dwaj najlepsi zawodnicy turnieju nie spotkali się ze sobą w grze bezpośredniej. Czołowa trójka nie przegrała żadnej partii. Taka sztuka udała się jeszcze tylko Marcinowi Wocialowi.

Wśród kobiet (startowało ich aż 29) najlepsza okazała się Petra Duškova. Czeszka nie powtórzyła ubiegłorocznego sukcesu, kiedy to niespodziewanie wygrała cały turniej. Tym razem poniosła dwie porażki (z Bańkowskim i Stefankiem) i zajęła dopiero 12. miejsce w tabeli. Drugie miejsce w klasyfikacji kobiet zajęła Barbara Wójcik („Hetman” Lublin), a trzecie Teresa Jóśk („Struga” Marki).

Najlepszym juniorem (do lat 19) został Bogdan Bańkowski, a juniorką Czeszka Emma Lacinova. Najstarszym uczestnikiem zawodów był Jan Samolej z Zalesia na Lubelszczyźnie (86 lat), a najmłodszym sześcioletni Bartosz Jóśk („Struga” Marki). Najlepszymi zawodnikami Stowarzyszenia „Cross” okazali się: Leszek Stefanek (7. miejsce), Zenon Sitarz (11.), Barbara Wójcik (16.), Leszek Żygowski (17.), Bernard Olejnik (18.), Jerzy Gorczyński (23.). Ryszard Grzywacz (24.), Antoni Ignatowski (25.), Jan Biskupski (27.) i Ryszard Szachniewicz (28.).

Niespodzianką in minus są dalekie miejsca Tomasza Kuziela (29.), Józefa
Tołwińskiego (30.), Michała Czarskiego (38.) i Jerzego Czecha (41.). Kuziel zdobył kilka cennych punktów z silnymi zawodnikami pełnosprawnymi – zremisował z Ryszardem Romaszewskim i Romanem Lickiewiczem oraz wygrał z Szymonem Polinceuszem. Niestety, porażki w dwóch końcowych rundach (ostatnia z Żygowskim) zepchnęły go na dalsze miejsce. Podobny los spotkał Czarskiego, który w ostatniej rundzie uległ Grzywaczowi, oraz Tołwińskiego. Na wyróżnienie, jeśli chodzi o warcabistów naszego środowiska, zasługuje przede wszystkim Barbara Wójcik. Aktualna mistrzyni Europy kobiet stoczyła aż 6 partii z zawodnikami klasyfikowanymi w rankingu światowym i poniosła w nich tylko dwie porażki: ze zwycięzcą turnieju oraz z Wocialem, z którym... mogła przeprowadzić wygrywającą kombinację. Z kolei w partii z Romaszewskim (w ubiegłym roku był w Firleju drugi!) zdobyła kamienia przewagi, ale niestety przeciwnik zdołał uciec na remis. Basia wygrała też z doświadczoną, często grającą w silnie obsadzonych turniejach Teresą Jóśk („Struga” Marki), a udany występ przypieczętowała zwycięstwem w ostatniej rundzie z byłym mistrzem Polski niewidomych i słabowidzących Józefem Tołwińskim. Mimo tak silnych rywali Wójcik zdołała poprawić w tym turnieju ranking krajowy o 6 oczek! Spośród 55 zawodników Stowarzyszenia „Cross” wzrost rankingu zanotowało ponadto jedynie 13 osób. Najwięcej ugrali: Hanna Maćkowiak (+31), Leszek Żygowski (+20), Aleksander Banaszkiewicz (+17), Jerzy Gorczyński (+16), Janusz Żydek (+15), Halina Wójcik (+12) i Jerzy Maśko (+11).

W Firleju grali przedstawiciele 33 klubów zrzeszonych w Polskim Związku Warcabowym, w tym 25 klubów crossowskich. Zawodnicy niewidomi i słabowidzący po raz kolejny mieli doskonałą okazję do skonfrontowania swych umiejętności z różnymi stylami gry, prezentowanymi przez pełnosprawnych warcabistów należących do szerokiej krajowej czołówki. Udział gości z Czech (była wśród nich również zawodniczka całkowicie niewidoma) sprawił, że rywalizacja miała wymiar międzynarodowy.

 Jak zawsze w Firleju, oprócz zmagań sportowych na uczestników czekały dodatkowe atrakcje. Nie obyło się bez tradycyjnej kolacji grillowej (na powitanie), jak i słynnego już bankietu z oprawą muzyczną. Nic dziwnego, że każdego roku ściągają tu rzesze miłośników gry warcabowej i... dobrej zabawy. Sale hotelu „Imperium” ledwie mogły pomieścić grających. Niewiele zabrakło, by już teraz pękła setka uczestników. Ale co się odwlecze...

Zawody sędziował Konrad Bieżyca, a koordynatorem imprezy był Michał Czarski.

XIII Puchar Ziemi Lubelskiej w Warcabach Stupolowych

(pierwsza dziesiątka)

29.04-06.05.2016 r., Firlej

1. Bogdan Bańkowski („Struga” Marki) 16 p. (86)

2. Tomasz Marczuk („Sokół” Wrocław) 14 p. (85) 

3. Jakub Gazda („Unia” Horyniec-Zdrój)   14 p.  (83)

4. Maksym Puchała („Grom Złota Dama” Poczesna) 14 p. (82)

 

5. Martin Banaszek („Struga” Marki) 13 p. (83)

6. Jakub Stacewicz („Olymp” Błonie)  13 p. (80)

7. Leszek Stefanek („Hetman” Lublin) 12 p.  (89)

8. Marcin Wocial („Diagram” Mińsk Mazowiecki) 12 p. (82)

9. Łukasz Wocial („Diagram” Mińsk Mazowiecki) 12 p. (80)

10. Józef Bajdak („Hetman” Lublin) 12 p. (78)

Leszek Stefanek

 

aaa

 

kręgle

 

Gostyńskie emocje

Po ponad półrocznej przerwie zawodnicy i zawodniczki zrzeszeni w klubach Stowarzyszenia „Cross” wrócili do gry w kręgle klasyczne. W dniach
28 kwietnia – 1 maja odbył się w Gostyniu II Ogólnopolski Turniej w Kręglach Klasycznych, otwierający sezon na kręgielni.

Choć gostyńskie zmagania, podobnie jak rok wcześniej, rozpoczęły sezon turniejowy, część graczy mogła już trzy tygodnie wcześniej zagrać tutaj na wymagającej sześciotorowej kręgielni podczas finału mistrzostw Polski niewidomych i słabowidzących, organizowanych przez Sekcję Niepełnosprawnych PZKręgl.

W pierwszym w tym roku turnieju organizowanym przez Stowarzyszenie „Cross” startowało 65 graczy. Rosnąca frekwencja, mimo nieobecności kilku czołowych zawodników (w tym czasie byli w Tomaszowie Mazowieckim na zgrupowaniu kadry narodowej SN PZKręgl.), zapowiadała bardzo ciekawą i nieprzewidywalną rywalizację. W tym roku dzięki projektowi „Wspólny Start”, realizowanemu ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, a także dzięki wsparciu Ministerstwa Sportu i Turystyki, możliwe było znaczne obniżenie kosztów udziału w turniejach. Zaowocowało to pojawieniem się nowych zawodników i zawodniczek, a także tych, którzy grali w kręgle wiele lat temu.

Przykładem osoby, która po kilku latach przerwy wróciła do gry, jest startujący w kategorii B1 Stanisław Piasek – prezes klubu „Morena” Iława. Jak sam podkreślał w rozmowie, kręgle są dla niego „odskocznią od stołu”, czyli że gra na kręgielni to rehabilitacja i przerwa w pracy zawodowej masażysty. Jak widać, powrót był udany, bo pan Stanisław zajął 5. miejsce w swojej kategorii.

Gostyńska kręgielnia to duży sześciotorowy obiekt i podobnie jak w ubiegłym roku, dzięki sprawnej organizacji zawodów, udało się wygospodarować czas na zorganizowanie w trakcie turnieju eliminacji oraz finałów. Do finału kwalifikowała się szóstka najlepszych z każdej kategorii.

Eliminacje były zaledwie początkiem zaciętej walki. Jak powiedział tuż przed startem grający w finale kategorii B2 Paweł Stefański z klubu „Tęcza” Poznań, „to, co było w eliminacjach, to już historia, a dziś, czyli w dniu finału, wszystko zaczyna się od początku”. Słowa te sprawdziły się podczas ostatecznych rozgrywek w kilku kategoriach. W B1 kobiet zwyciężczynią została Agnieszka Smoła z „Moreny” Iława, ale już na dalszych miejscach swoje wyniki poprawiły Salomea Walkowiak z klubu „Pogórze” Tarnów oraz Barbara Sołek z „Podkarpacia” Przemyśl. Druga po eliminacjach Anna Barwińska z „Omegi” Łódź w finale pokonała Marię Kieloch z „Moreny” Iława.

Największe przetasowania po grze finałowej nastąpiły wśród pań w kategorii B3. Małgorzata Nowak z Poznania, liderka eliminacji, która miała taki sam wynik jak jej klubowa koleżanka Bożena Rudko, nie wytrzymała presji finału i spadła na 4. miejsce. Na dwóch ostatnich pozycjach nastąpiła iławska klubowa roszada i Marianna Dorociak ustąpiła miejsca Agnieszce Pokojskiej.

Rozgrywki wśród mężczyzn również przyniosły sporo emocji. W kategorii B2 startujący z trzeciego miejsca Grzegorz Nowak z „Omegi” Łódź pokonał Wojciecha Puchacza z nyskiego klubu „Atut” i niebezpiecznie blisko zbliżył się do zwycięzcy – Jana Smoły z „Moreny”. Zabrakło 5 p. do małej sensacji. Z kolei w kategorii B1 dużą niespodziankę sobie i swoim rywalom sprawił debiutujący w crossowskich rozgrywkach na tym obiekcie Stanisław Chmura z „Podkarpacia” Przemyśl. Jego dwie gry w granicach 400 p. dobrze wróżą dalszej rywalizacji z bardziej doświadczonymi zawodnikami. W najsilniejszej kategorii B3 swoją klasę potwierdził Zbigniew Strzelecki z „Karolinki” Chorzów, który w eliminacjach zagrał 696 p., a w finale przekroczył barierę 700 kręgli o trzy oczka. Jednak na uwagę zasługuje również świetna gra Tomka Ćwikły z Iławy, który wprawdzie ustąpił miejsca na podium „Zającowi”, jednak jego trzecia gra w finale zasługuje na duże brawa, ponieważ 190 p. na 30 rzutów nie zdarza się często.

W całych zawodach chyba największymi zwycięzcami okazali się Państwo Agnieszka i Jan Smołowie, którzy nie dość, że wygrali w swoich kategoriach, to również zdobyli bardzo atrakcyjne nagrody rzeczowe.

W związku z ubiegłorocznymi wyborami nowych władz Stowarzyszenia „Cross” w trakcie turnieju dokonano wyborów do Komisji Kręglarskiej. Spośród siedmiu kandydatów wyłoniono pięcioosobową komisję w składzie: Jacek Nowacki – przewodniczący („Cross Opole”), Wojciech Puchacz – zastępca przewodniczącego („Atut” Nysa), Zbigniew Strzelecki – sekretarz („Karolinka” Chorzów), Alicja Bielecka – członek („Warmia i Mazury” Olsztyn) i Zbigniew Walczak – członek („Omega” Łódź). Ponadto w pracach komisji będzie uczestniczyła Salomea Walkowiak z klubu „Pogórze” Tarnów – jako głos doradczy reprezentujący zawodników całkowicie niewidomych.

Turniej zorganizowano dzięki dofinansowaniu z Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz PFRON. Honorowy patronat nad imprezą objął burmistrz gminy Gostyń, a mleczne upominki ufundowała Spółdzielnia Mleczarska w Gostyniu. Zawody koordynowała Joanna Staliś.

W tym roku rozpoczęcie sezonu kręglarskiego było bardzo udane. Najbliższe zmagania czekają nas już w czerwcu w niepowtarzalnej scenerii Pucka, później w sierpniu turnieje w Poznaniu i Brzesku oraz we wrześniu w Tucholi.

II Ogólnopolski Turniej w Kręglach Klasycznych Niewidomych i Słabowidzących

28.04-01.05 2016 r., Gostyń

Kobiety

B1

1. Agnieszka Smoła  („Morena” Iława) 758 p. (419 p. eliminacje + 339 p. finał)

2. Jolanta Nowacka „Cross Opole” 705 p. (348 + 357)

3. Salomea Walkowiak („Pogórze” Tarnów) 619 p. (353 + 266)

B2

1. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 1216 p. (595 + 621)

2. Maria Kieloch („Morena” Iława) 1208 p. (602 + 606)

3. Janina Szymańska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1067 p. (543 + 524)

B3

1. Bożena Rudko   („Tęcza” Poznań) 1132 p. (549 + 583)

2. Alicja Bielecka („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1111 p. (546 + 565)

3. Monika Grzybczyńska („Omega” Łódź) 1094 p. (542 + 552)

Mężczyźni

B1

1. Stanisław Chmura („Podkarpacie” Przemyśl) 798 p. (394 + 404)

2. Sylwester Dolasiński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 672 p. (333 + 339)

3. Franciszek Kała („Jutrzenka” Częstochowa) 615 p. (298 + 317)

B2

1. Jan Smoła („Morena” Iława) 1224 p. (623 + 601)

2. Grzegorz Nowak („Omega” Łódź) 1219 p. (594 + 625)

3. Wojciech Puchacz („Atut” Nysa) 1205 p. (599 + 606)

B3

1. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) 1399 p. (696 + 703)

2. Tomasz Ćwikła („Morena” Iława) 1363 p. (668 + 695)

3. Władysław Szymański („Omega” Łódź) 1281 p. (665 + 626)

Wojciech Puchacz

 

aaa

 

wiadomości

 

Szachy

Czas kobiet

Na przełomie kwietnia i maja br. odbył się półfinał mistrzostw Polski kobiet w szachach. Udział w imprezie wzięły wielokrotne bywalczynie crossowskich turniejów, ale wyzwanie rywalizacji na szachownicy podjęły też adeptki królewskiej dyscypliny.

W cichej, malowniczej miejscowości Chłopy, w Ośrodku Wypoczynkowo-Rehabilitacyjnym LeDan, tuż przy złotej plaży i błękitnym Bałtyku, w dniach
29.04-08.05.2016 r spotkało się 17 szachistek, by walczyć o awans do finałów MP. Do zmagań przystąpiły reprezentantki następujących klubów Stowarzyszenia „Cross”: „Jantar” Gdańsk, „Tęcza” Poznań, „Cross Opole”, „Atut” Nysa, „Podkarpacie” Przemyśl, „Łuczniczka” Bydgoszcz, „Victoria” Białystok, „Syrenka” Warszawa. Turniej rozegrano systemem szwajcarskim na dystansie 9 rund. Najlepszą półfinalistką została Józefa Spychała.

Wyjątkowa obsługa pensjonatu LeDan stworzyła zawodniczkom przemiłą atmosferę. Za wybór lokalizacji podziękowania zbierała prezes Stowarzyszenia „Cross” Józefa Spychała, która koordynowała imprezę. Turniej sędziował Marek Maćkowiak.

Zawodniczki awansujące do finału mistrzostw Polski kobiet w szachach

1.Józefa Spychała („Tęcza” Poznań)

2.Halina Kasperczyk („Atut” Nysa)

3.Alicja Jakimczuk („Syrenka” Warszawa)

4. Małgorzata Kosieradzka („Łuczniczka” Bydgoszcz)

5. Krystyna Perszewska („Jantar” Gdańsk)

6.Ewa Wieczorek („Victoria” Białystok)

7. Elżbieta Jagieła („Podkarpacie” Przemyśl)

8. Barbara Gołębiowska-Fryga („Atut” Nysa)

9. Leonarda Liszewska („Atut” Nysa)

Redakcja

 

aaa

 

turystyka

 

Dwa tygodnie w Korei Północnej (cz. II)

Korea Północna nie jest najpopularniejszym celem wycieczek, jednak turystyka tutaj się rozwija. Według statystyk corocznie odwiedza ten kraj około 100 tysięcy Chińczyków oraz ponad 5 tysięcy podróżników z innych krajów.

Istnieje kilka biur podróży specjalizujących się w wyprawach na północną część Półwyspu Koreańskiego. Jedyną przeszkodą, która może powstrzymać od decyzji odwiedzenia kraju rządzonego przez dynastię Kimów, może okazać się cena – tygodniowy pobyt w Korei łącznie z kosztami podróży to ponad 10 tysięcy złotych.

Ja na szczęście byłem gościem Koreańczyków i wraz z międzynarodową delegacją miałem okazję podziwiać największe atrakcje turystyczne tego najbardziej tajemniczego kraju świata. Odwiedziliśmy zatem ogromny ośrodek hodowli koni, delfinarium, muzeum wojny koreańskiej, przed którego gmachem znajduje się wystawa przechwyconych pojazdów i samolotów, należących głównie do armii USA. Jest nawet amerykański statek szpiegowski USS Pueblo, który Koreańczycy przechwycili w latach 60., gdy nielegalnie wkroczył on na ich wody terytorialne. Amerykanie oficjalnie przeprosili za incydent, a marynarze zostali uwolnieni i powrócili do USA.

Pjongjang jest miastem o spójnej i uporządkowanej zabudowie. Z racji tego, że wszystkimi inwestycjami kieruje państwo, urbaniści mają pełne pole do popisu. Krajobraz stolicy to głównie wysokie bloki mieszkalne pomalowane na różne kolory. Niedawno została otwarta ulica, przy której zamieszkali naukowcy. Do ich użytku oddano kompleks nowoczesnych wieżowców. Imponujące osiedle wyrosło również w centralnej części stolicy, w pobliżu placu Kim Ir Sena. Gdy powiedzieliśmy naszemu przewodnikowi, że przypomina ono Manhattan, ten obruszył się i stwierdził: „To jest dużo lepsze niż Manhattan”.

Jednak koreańska stolica to nie tylko blokowiska. Dwie wojny, które nawiedziły Pjongjang w ubiegłym stuleciu, zniszczyły go doszczętnie. Wojenną zawieruchę przetrwały pojedyncze budynki. Można je dosłownie policzyć na palcach jednej ręki. Po podpisaniu w 1953 r. rozejmu kończącego wojnę koreańską miasto, jak i cały kraj trzeba było zbudować od początku. Nowa stolica otrzymała nowe symbole. Najważniejszym jest potężny brązowy pomnik Kim Ir Sena na wzgórzu Mansu. W 2012 r. tuż obok stanęła równie imponująca statua jego następcy – Kim Dzong Ila. Jest to miejsce wyjątkowo ważne dla Koreańczyków i obowiązkowy punkt programu każdej zagranicznej delegacji. Obyczaj każe złożyć pod pomnikami kwiaty i oddać pokłon. Dopiero potem można sfotografować olbrzymie statuy. Naprzeciwko pomników – w odległości 2160 metrów – znajduje się imponujący monument upamiętniający 50. rocznicę utworzenia Partii Pracy Korei. Odległość jest nieprzypadkowa i przypomina o urodzinach Kim Dzong Ila, który przyszedł na świat 16 lutego. Pomnik Partii Pracy to kolosalny obiekt, przedstawiający sierp, młot i pędzel, wyrastające z obręczy o średnicy 50 metrów. Pędzel symbolizuje ludzi nauki i sztuki, którzy w koreańskiej rewolucji odgrywają równie ważną rolę, jak robotnicy i rolnicy. Ideologią, według której budują swoje społeczeństwo Koreańczycy, jest dżucze – nurt polityczny, stworzony przez Kim Ir Sena. Zgodnie z tą ideą naród musi dążyć do osiągnięcia pełnej samodzielności i niezależności. O dżucze przypomina wysoka na 170 metrów granitowa wieża zakończona płomieniem, posadowiona na brzegu rzeki Taedong. Innym symbolem miasta jest łuk triumfalny, wyższy o 10 metrów od swego paryskiego pierwowzoru. W tym miejscu nie sposób nie wspomnieć o hotelu Ryugyong. Budowa tego niezwykłego obiektu rozpoczęła się 30 lat temu i wciąż nie została ostatecznie zakończona. Najwyższy budynek Pjongjangu ma 330 metrów wysokości, 105 pięter i kształtem przypomina smukłą piramidę, albo raczej rakietę kosmiczną.

Ważnym punktem w programie wizyty była wioska Mangyongdae, w której na świat przyszedł założyciel Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, Kim Ir Sen. Zwiedzający to miejsce mogą liczyć na opowieści o dzieciństwie przyszłego przywódcy, które przypadło na ciężkie czasy japońskiej okupacji. W wieku 12 lat młody Kim miał opuścić rodzinny dom i pieszo udać się do Chin. Powrócił dopiero jako uczestnik walk zbrojnych o wyzwolenie ojczyzny. Odwiedzający Mangyondae mogą skosztować wody ze studni, z której kiedyś korzystała rodzina Kimów. Z każdym miejscem i przedmiotem wiążą się anegdoty podkreślające cnoty wodza narodu.

Kolejnym obiektem, który pokazali nam Koreańczycy, było mauzoleum przywódców. W monumentalnej budowli spoczywają w oddzielnych salach ciała Kim Ir Sena i Kim Dzong Ila. Przed wejściem do mauzoleum należy przejść szczegółową kontrolę i zostawić praktycznie wszystko, poza ubraniem. Następnie trzeba pokonać długi na kilkaset metrów korytarz. Dla wygody odwiedzających prowadzi przezeń ruchomy chodnik. Bezpośrednio przed wejściem do sal z ciałami przywódców należy przejść przez korytarzyk z silnym strumieniem powietrza, który ma za zadanie usunąć z powierzchni ubrań odwiedzających drobinki kurzu i mikroby. Kim Ir Sen i Kim Dzong Il spoczywają w dużych kwadratowych salach. Odwiedzający są wpuszczani czwórkami. Szklane trumny obchodzi się dookoła, z każdej strony należy przystanąć i wykonać ukłon. Z tym i podobnymi zwyczajami nie można dyskutować. Szacunek dla przywódców jest głęboko wpisany w świadomość Koreańczyków z północy. Wszelki przejaw pogardy traktuje się jako poważne przestępstwo.

Często mówi się, że Pjongjang to miasto elit i wizytówka kraju, dlatego też nie można patrzeć na Koreę przez pryzmat samej tylko stolicy. Szczęśliwie w moim programie turystycznym znalazły się również wizyty na prowincji. W Sincheon zwiedziliśmy muzeum zbrodni wojennych USA, w którym prezentowane są straszliwe opisy i sceny pogromów na ludności koreańskiej, mające miejsce podczas wojny w latach 1950-1953. Po drodze do muzeum, które jest oddalone od stolicy o około 100 km, przejeżdża się przez koreańskie miasta i wsie. Widać w nich sklepy, szkoły, place zabaw czy szpitale. Budują się nowe domy, niektóre budynki wyglądają nowocześnie. Prowincjonalne miasteczka są skromne, ale nie widać też przesadnej biedy. To, co rzuca się w oczy, to brak samochodów, których zresztą nawet w stolicy nie ma zbyt wiele. Po obu stronach szosy roją się rowerzyści wiozący niekiedy na bagażnikach swoich pojazdów pakunki znacznych rozmiarów. Od czasu do czasu można spotkać autobus rejsowy. Na polach robota wre, ciągników jednak jak na lekarstwo. Większość prac wykonywana jest ręcznie. Niekiedy przy szosie spotykamy starsze kobiety sprzedające owoce. Wszystko to pośród malowniczego górskiego krajobrazu.

Celem drugiego wyjazdu za miasto była Wystawa Przyjaźni Międzynarodowej, czyli muzeum, w którym obejrzeć można podarunki, jakie do północnokoreańskich przywódców napływają z całego świata. Tak, tak, prezenty otrzymywane przez rodzinę Kimów zapełniły już kilkaset pokoi! Wśród nich nie brakuje przedmiotów rękodzieła, pamiątkowych medali i statuetek. Jest piłka do koszykówki podarowana przez gwiazdę NBA Dennisa Rodmana, są też suweniry z Polski. Wiele z nich pochodzi z czasów PRL, ale niektóre są całkiem świeże. Prezenty koreańskim przywódcom sprawiali między innymi polscy przedsiębiorcy.

Najcenniejsze podarunki pochodzą, jak się można domyślić, z ZSRR. Są wśród nich ekskluzywne limuzyny, a nawet samolot. Zwiedzający mogą również obejrzeć wagon, którym Kim Ir Sen podróżował po świecie. Miejsca, które odwiedził, zaznaczone są na olbrzymiej mapie pokrywającej ścianę w jednej z sal. Koreański przywódca, podróżując pociągiem, zwiedził całą Azję i Europę. Kilkakrotnie był również w Polsce.

Muzeum podarunków położone jest w malowniczej okolicy rezerwatu
Myohyangsan, wśród gór pokrytych gęstymi lasami. Miałem szczęście odwiedzić to miejsce w październiku, gdy różnokolorowe liście drzew tworzyły przepiękną mozaikę barw. W pobliżu urządzono nam piknik. Po drodze widzieliśmy wiele grup Koreańczyków korzystających z ostatnich ciepłych dni i wypoczywających na łonie natury.

Nazajutrz zaprezentowano nam modelowy kołchoz. Kiedy zbliżyliśmy się do wioski, nie mogliśmy uwierzyć w to, co widzimy. Naszym oczom ukazał się kompleks przypominający raczej ekskluzywny ośrodek wypoczynkowy. Z potężnego malowidła górującego nad centralnym placem uśmiechał się Kim Ir Sen podziwiający udane zbiory kapusty. Wokół znajdowały się nowoczesne budynki użyteczności publicznej. Był dom kultury z dużą salą kinowo-teatralną, a na jej scenie właśnie ćwiczyła kołchozowa orkiestra. Było centrum nauki z salami komputerowymi i biblioteką, ośrodek zdrowia oraz centrum rozrywki, z basenami, saunami i salonami fryzjerskimi. Na końcu pomostu prowadzącego w głąb stawu znajdowała się przestronna altana. Przy boiskach do piłki nożnej i koszykówki urządzono plac zabaw. Dookoła dwu-, trzypiętrowe domy, w których mieszkają pracownicy kołchozu. Zaproszono nas do mieszkania, w którym żyje ponoć trzyosobowa rodzina. Trzy pokoje z kuchnią i łazienką. W pokoju gościnnym znajdował się telewizor, w dziecięcym zabawki. Sterylna czystość sprawiała, iż ciężko było uwierzyć, że w tym mieszkaniu rzeczywiście ktoś na co dzień mieszka. Wszystko wyglądało bajecznie. Pojawiały się jednak coraz to nowe pytania. Czy to jedyny taki kołchoz w kraju? W jakich warunkach żyją inni rolnicy? Czy to wszystko aby na pewno nie jest tylko na pokaz?

Wizyta w kołchozie bardzo mnie poruszyła. Zrozumiałem, że nie jestem w stanie tak naprawdę poznać tego kraju. Informacje, które płyną do nas na co dzień, mówią o skrajnej nędzy mieszkańców Korei Północnej, tymczasem tutaj pokazują nam „skromny raj”, którego ideą jest zapewnienie każdemu jak najwyższego poziomu życia. Widzimy kraj, w którym osoba prywatna nie ma prawa posiadać samochodu, ale nawet mieszkaniec kołchozu może odwiedzić kino czy wyjść na basen. Na ile to wszystko jest prawdziwe? Na to i inne pytania niestety nie potrafię odpowiedzieć.

Z każdym kolejnym dniem zbliżał się punkt kulminacyjny wizyty, dzień, do którego Koreańczycy przygotowywali się od dawna – 10 października, 70. rocznica założenia Partii Pracy Korei. Na ulicach stolicy widzieliśmy tysiące ludzi wracających z prób przed wielkim widowiskiem, niosących ze sobą kolorowe chorągiewki i bukiety sztucznych kwiatów, które już wkrótce miały się stać częścią niesamowitego widowiska.

W końcu przyszedł wyczekiwany moment. Uroczystości na placu Kim Ir Sena miały rozpocząć się rano, ale ze względu na złą pogodę paradę przełożono na godzinę 15. Po południu aura jednak wcale nie była lepsza. Nad koreańską stolicą wisiały gęste chmury, a z nieba sączyły się drobne krople deszczu. Mimo to zgodnie z planem przewieziono nas na miejsce uroczystości. Dziesięć minut przed rozpoczęciem obchodów pogoda diametralnie się zmieniła, chmury błyskawicznie się rozstąpiły i nad głównym placem Pjongjangu pojawiło się piękne słońce.

Paradę rozpoczęły dźwięki orkiestry. Trębacze i dobosze maszerowali po placu, tworząc skomplikowane figury i wzory. W końcu, nie przestając grać, zajęli miejsce pod trybuną, na której siedziała nasza grupa, zaś na plac wkroczyło koreańskie wojsko. Przed nami równym krokiem maszerowały wszystkie chyba formacje koreańskich sił zbrojnych, po czym przyszedł czas na pojazdy bojowe. Przez plac Kim Ir Sena przetoczyły się dziesiątki pancernych samochodów, czołgów i wyrzutni rakiet. Nad naszymi głowami przeleciały samoloty, tworząc na niebie liczbę 70 oraz symbol Partii Pracy Korei. Po zaprezentowaniu się kilkudziesięciu tysięcy wojskowych przyszedł czas na pochód mieszkańców stolicy. Plac wypełniło morze kwiatów, którymi machali idący. Różnokolorowe bukiety tworzyły skomplikowane obrazy. Wszystko było dopracowane do perfekcji. W tym samym czasie ulicą maszerowały coraz to nowe kolumny. Niektórym towarzyszyły wielkie platformy, na których prezentowano inscenizacje. Na jednej z nich robotnicy stali przy maszynach, a kowale potężnymi młotami uderzali w rozgrzane żelazo, na innej dzieci bawiły się w parku wodnym, zjeżdżając ze zjeżdżalni wprost do basenu. Wszystko to robiło niezapomniane wrażenie. Szkoda mi było tylko uczestników tych niecodziennych pokazów. Na widok dzieci pluskających się w wodzie pod październikowym niebem przeszły mnie dreszcze, w końcu temperatura powietrza nie przekraczała 10-15 stopni.

Na zakończenie parady naszym oczom ukazał się Kim Dzong Un, który podszedł do barierki trybuny honorowej i z szerokim uśmiechem pomachał zgromadzonym. Wokół mnie zapanował nieopisany entuzjazm. Wiwatujący tłum, klaszczący na cześć przywódcy, sprawił, że i ja zacząłem klaskać, nie zastanawiając się nawet nad swoim gestem. Tak działa psychologia tłumu, której prawa dobrze znają organizatorzy koreańskich uroczystości.

Po wspaniałym widowisku udaliśmy się na kilka godzin do hotelu, aby po zmroku powrócić w to samo miejsce na niezapomniany spektakl. Na placu zgromadziło się kilkaset tysięcy mieszkańców stolicy. Gdy w całej okolicy zgasły światła, w ich dłoniach zapłonęły pochodnie, z których ułożyły się skomplikowane świetlne obrazy. Ulicą przechodziły kolumny ludzi z pochodniami tworzącymi koreańskie napisy chwalące partię i przywódców. Tymczasem pochodnie na placu utworzyły gigantyczną koreańską flagę. Setki tysięcy aktorów spektaklu w odpowiednim tempie przykucało i znów wstawało z pochodniami. Dzięki temu świetlna flaga zdawała się powiewać na wietrze. Wreszcie pokaz dobiegł końca. Przepełnieni wrażeniami wróciliśmy do hotelu.

Następny wieczór wypełnił kolejny niesamowity pokaz. Na olbrzymiej platformie umieszczonej na rzece Taedong zorganizowano trzygodzinny koncert, nawiązujący do historii Korei. Na monumentalnej scenie, którą otaczały wielkie telebimy, prezentowało się kilka tysięcy artystów. Widowisko zwieńczył pokaz sztucznych ogni. Szkoda tylko, że podczas wszystkich tych uroczystości nie wolno było robić zdjęć. Za to niesamowite obrazy na pewno na długo zostaną w mojej pamięci.

Obchodami rocznicy utworzenia Partii Pracy żył cały kraj. W Pjongjangu o jubileuszu przypominały bilbordy i chorągiewki powiewające na każdym kroku. Na ulicach nie brakowało pokazów muzycznych i tanecznych. Koreanki chodziły ubrane w chima jeogori – tradycyjne kolorowe, obszerne suknie. Uroczystości robiły ogromne wrażenie, ale też skłaniały do refleksji: czy warto wydawać ogromne pieniądze na świętowanie, podczas gdy kraj wciąż znajduje się w ciężkiej sytuacji ekonomicznej? Chociaż może właśnie takie święta są potrzebne? Wszak już starożytni Rzymianie obok chleba domagali się igrzysk.

Andrzejuk

 

aaa

 

zdrowie

 

Mali krwiopijcy

Czyhają na nas od wczesnej wiosny do późnej jesieni. W lesie, nad wodą, na łące, w miejskim parku, a nawet na osiedlowym placu zabaw, szczególnie gdy nie jest dokładnie koszony albo gdy rośnie na nim dużo krzewów. Maksymalna wysokość, na jakiej możemy je spotkać, to półtora metra. Kleszcze – na pozór sympatyczne, miniaturowe pajęczaki – mogą nas zarazić bardzo poważnymi chorobami.

Przenoszą zapalenie mózgu i boreliozę. A także choroby rzadsze, o egzotycznych nazwach: babeszjozę (atakuje głównie psy, w ekspresowym tempie niszczy czerwone krwinki), anaplazmozę, erlichiozę, bartonelozę. Szacuje się, że od 10 do 15 procent kleszczy na terenie naszego kraju może być zarażonych tymi bakteriami i wirusami. Według oficjalnych statystyk Państwowego Zakładu Higieny w Polsce diagnozuje się rocznie około 10 tysięcy nowych zachorowań na boreliozę. Liczba przypadków zakażenia jest jednak wyższa, niż podają statystyki, bo ugryzienie kleszcza nie zawsze jest w porę zdiagnozowane. Stąd co roku ponawiane apele o ostrożne obcowanie z przyrodą w okresie wakacji i przeciwkleszczowe szczepienia ochronne.

Przeciwnik, choć mały, jest świetnie przygotowany do nawiązania z nami bliskiego kontaktu. Siedząc na wysokim źdźble trawy, rozkłada na boki pierwszą parę swoich odnóży. Dzięki znajdującym się w nich „radarom” jest w stanie wyczuć z kilkunastu metrów, że zbliża się rozgrzany, spocony rowerzysta, biegacz czy zwykły spacerowicz. Kleszcze wyczuwają też drgania gruntu, po którym idziemy. Gdy mijamy przyczajonego w trawie pajęczaka, ten delikatnie zsuwa się na naszą odsłoniętą łydkę. Potem przez kilka godzin spaceruje po ciele delikwenta w poszukiwaniu miejsca z cieńszą skórą. Gdy na nią natrafi, za pomocą specjalnych substancji znieczula to miejsce, rozcina, wprowadza tzw. ryjek i zaczyna ssać krew. Kleszcze lubią ciepło i wilgoć, więc najczęściej lokują się pod pachami, w pachwinach, w fałdach skóry. Nie żerują na owłosionej części głowy, ale na jej granicy z gołą skórą. Dlatego po powrocie do domu z letniej wycieczki powinniśmy szczególnie uważnie obejrzeć te potencjalnie zagrożone miejsca.

Kiedy coś znajdziemy, bardzo ważny jest sposób, w jaki usuwa się intruza. Nie smarujemy go benzyną ani tłuszczem, nie przypalamy i nie wykręcamy. Te utrwalone przez ludową tradycję mity dają skutek odwrotny od zamierzonego. Maltretowany kleszcz zadziała jak strzykawka z zarazkami. Nie należy też wycinać go ze skóry. Chwytamy kleszcza np. pęsetą tuż przy skórze i zdecydowanym ruchem wyciągamy ku górze. Można też użyć specjalnej kleszczkarty lub pompki, które są do nabycia w aptece. Potem dezynfekujemy miejsce żerowania. Ważne jest – radzą specjaliści z Katedry Biologii Ogólnej i Parazytologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego – byśmy kleszcza nie chwytali za wysoko, szczególnie jeżeli już jest wypełniony krwią. To chroni nas przed zakażeniem np. krętkami boreliozy, które znajdują się w jego jelitach. Nie wstrzykuje ich nam zaraz po wbiciu się, bo krętki są w uśpieniu. Budzi je pierwsza porcja krwi dostająca się do jelit pajęczaka. Krętki przewiercają się do ślinianek, skąd wraz ze śliną są wstrzykiwane pod skórę żywiciela. Następuje to po kilkunastu godzinach kontaktu z nieproszonym gościem. Wirusy kleszczowego zapalenia mózgu są usadowione w śliniankach i możemy się zakazić na samym początku żerowania. Generalnie kleszcz musi być co najmniej 24 godziny w skórze, żeby doszło do zakażenia boreliozą.

Na szczęście nie wszystkie kleszcze są jej nosicielami, dlatego po kontakcie z nimi nie należy od razu wpadać w panikę, lecz obserwować miejsce wkłucia. Najczęstszym objawem zakażenia jest rumień wędrujący, który pojawia się tam zwykle po 1-3 tygodniach, ale może się ujawnić nawet po trzech miesiącach. Typowy rumień na początku ma formę plamy. Szybko rośnie, a w swoim obrębie staje się jaśniejszy. Jeśli ciągle się rozszerza, należy go traktować jak sygnał boreliozy. Wszystkie inne formy zaczerwienienia skóry po ukąszeniu kleszcza, które pojawiają się szybko i równie szybko ustępują, są traktowane jako odczyn uczuleniowy. Rozpoznanie klasycznego rumienia wędrującego to dla lekarza sygnał, by jak najszybciej zaaplikować pacjentowi antybiotyk. Po kilku dniach rumień zanika, co nie znaczy, że udało się już wyeliminować zakażenie i można odstawić leki.

Leczenie musi być doprowadzone do końca, zgodnie z zaleceniami medycznymi. Na ogół przynosi dobre rezultaty. Gorzej z chorymi, u których rumień nie wystąpił lub został przeoczony. U nich krętki boreliozy w dalszej kolejności mogą zaatakować układ stawowy lub nerwowy. Najczęściej są to niespecyficzne objawy: bóle głowy, stawów, przewlekłe zmęczenie, zaburzenia snu, koncentracji i pamięci. Niektórzy kojarzą je z początkiem grypy lub przepracowaniem. Stąd częste przypadki lekarskich pomyłek. Bywa, że zanim postawią właściwą diagnozę (w czym nie zawsze pomagają wyniki testów laboratoryjnych, często niemiarodajne), przez miesiące, a nawet lata pacjent jest leczony na kilka różnych chorób, z których żadna nie jest boreliozą. W tym przypadku diagnoza musi być potwierdzona dodatkowymi badaniami laboratoryjnymi. Neuroborelioza objawia się najczęściej porażeniem nerwu twarzowego, czyli połowicznym paraliżem twarzy. Jej cięższa postać to zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, kiedy krętki atakują ośrodkowy układ nerwowy. Jest to choroba, która na szczęście dobrze reaguje na leczenie. Uważa się, że jeżeli leczenie zostało rozpoczęte do czterech tygodni od wystąpienia objawów, jego skuteczność przekracza
90 proc. Niestety, tak jak w przypadku każdego zapalenia opon mózgowych, u niektórych chorych po wyleczeniu mogą pozostać trwałe konsekwencje neurologiczne.

Polska jest jednym z 27 krajów, w których ta groźna choroba występuje. Rok temu kleszczowe zapalenie mózgu potwierdzono u nas u 150 osób. W skrajnych przypadkach potrafi ono prowadzić do śmierci. Kleszczowemu zapaleniu mózgu (KZM) można zapobiec jedynie poprzez szczepienia ochronne. Wymagane są trzy dawki preparatu. Dwie pierwsze podaje się w miesiącach zimowych lub wczesną wiosną, w odstępie od jednego do trzech miesięcy. Trzecie szczepienie, wykonane przed rozpoczęciem następnego sezonu wzmożonych zachorowań, zapewnia odporność poszczepienną na co najmniej trzy lata. Aby ją podtrzymać, należy po trzech-pięciu latach przyjąć jeszcze jedną dawkę szczepionki. Do szczepienia przeciw KZM każdorazowo kwalifikuje lekarz.

W odróżnieniu od wielu innych bakterii, jak np. gronkowiec, które rozwijają antybiotykooporność (jedno z największych zagrożeń współczesnej medycyny), krętki boreliozy nie dają odporu antybiotykom. Tę chorobę leczy się dziś w zasadzie tak samo jak przed dekadą. Najczęściej stosowana jest doksycyklina, która w ramach działań ubocznych może uszkadzać szpik, wątrobę i kości, przy czym objawy niekoniecznie są widoczne od razu. Wiadomo, że antybiotyki sieją spustoszenie wśród naszej flory bakteryjnej, w układzie odpornościowym, przewodzie pokarmowym i moczowym. Dlatego w trakcie leczenia boreliozy należy pamiętać o probiotykach, zarówno w tabletkach, jak i w diecie. Ta powinna zawierać produkty fermentowane, np. jogurty, kefiry, kiszonki, które dostarczają naturalnych, dobrych bakterii. Ich wzrost i aktywność są stymulowane przez takie pokarmy, jak płatki zbożowe, banany, cykoria, szparagi, cebula, czosnek, pieczywo razowe. Dobrym zestawem na czas antybiotykoterapii jest na przykład jogurt i banan.

Warto wiedzieć – co potwierdzają badania – że nawet jeśli kleszcz zarazi nas boreliozą i my tego nie zauważymy, to można ją przejść w sposób bezobjawowy i zupełnie wyzdrowieć, jak niekiedy zdarza się z grypą czy innymi ostrymi chorobami zakaźnymi. Lepiej jednak nie wystawiać na ciężką próbę swojej odporności i kontakty z kleszczami ograniczać do minimum. Na wycieczkę do lasu czy parku najlepiej nałożyć koszulę (lub bluzkę) z długimi, zapinanymi rękawami. Skarpetki i długie spodnie wpuszczone w buty będą nas chronić od dołu, a od góry – kapelusz na głowie. Najlepiej, by nasze ubranie było jasne, bo wtedy łatwiej zauważymy na nim nieproszonego gościa. Nieprawdą jest, że kleszcze boją się mocnych kolorów, np. czerwonego. Są ślepe, a jedynym przewodnikiem jest ich węchowy „radar”. Na rynku mamy sporo preparatów, które odstraszają kleszcze nielubianą przez nie wonią. Spryskanie się takim sprayem zmniejsza ryzyko, że nas zaatakują, ale nie daje stuprocentowej gwarancji bezpieczeństwa. Po powrocie do domu trzeba dokładnie sprawdzić skórę. Kleszcz bowiem nie wkłuwa się w nią od razu, lecz wędruje do swoich ulubionych miejsc. Na głowie są nimi linia włosów i miejsce za uszami, inne to szyja, pachy, pod piersiami, zgięcie ręki, okolice pępka, okolice łona, pod kolanami, okolice ścięgna Achillesa. Kiedy zauważymy intruza już zakotwiczonego w naszej skórze, jak mówiliśmy wyżej – ostrożnie go usuwamy.

W walce z wrogiem pomaga znajomość jego obyczajów i lokalizacji. Kleszcze zimę przesypiają np. w ściółce, budzą się z wiosennym ociepleniem. Wystarczy im kilka dni z temperaturą powyżej 4 stopni Celsjusza i noce bez mrozu. Pierwszy szczyt ich aktywności to maj-czerwiec. W lipcu-sierpniu jest dla nich za gorąco, więc leniuchują. Wyraźnie ożywiają się we wrześniu, a także październiku, o ile jest ciepła, polska jesień. Mają swój rytm dobowy. Rano wychodzą na żer zaraz po tym, jak zejdzie poranna rosa. Potem w godzinach południowych spada ich aktywność, by wzrosnąć wieczorem, akurat wtedy, gdy po upalnym dniu wychodzimy na spacer z rodziną i psem. Wygląda na to, że kleszcze znają świetnie nasze obyczaje i ulubione tereny rekreacyjne. Najwięcej toksycznych pajęczaków rezyduje w województwie podlaskim (roczna liczba zachorowań na KZM przekracza tam setkę), warmińsko-mazurskim, mazowieckim i dolnośląskim (od 11 do 100). Najmniej kleszczy jest w województwach lubelskim, opolskim, świętokrzyskim, łódzkim, pomorskim, wielkopolskim, małopolskim, śląskim. Zero zachorowań na KZM odnotowują województwa: zachodniopomorskie, lubuskie i podkarpackie. Co nie znaczy, że nie ma tam w ogóle kleszczy, więc wybierając się w te regiony, nie należy zapominać o środkach bezpieczeństwa. Jedynym miejscem, gdzie na pewno nie spotkamy małych krwiopijców, są plaże. Kleszcze są bardzo podatne na wysychanie i unikają takich gorących miejsc. I tu mamy nad nimi wyraźną przewagę.

BWO

 

aaa

 

ruszajmy się

 

Euro dla wszystkich  

Piłka nożna to najpopularniejsza gra sportowa na świecie. Dla wielu to coś więcej niż sport – to całe ich życie. I pasja, która wypełnia czas milionom osób. Gra ta ma niezwykłą siłę medialną, finansową, społeczną, polityczną i kulturową. W najbliższym czasie uwaga kibiców i mediów skupi się na ogromnym wydarzeniu, jakim będą XV Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej.

Obok mistrzostw świata w tej dyscyplinie i igrzysk olimpijskich to największa impreza sportowa, transmitowana na całym świecie. Na tych mistrzostwach Polacy mogą osiągnąć historyczny sukces.

Gospodarzem turnieju finałowego będzie Francja. Mecze rozgrywane będą na 10 stadionach: w Saint-Denis pod Paryżem, Marsylii, Lyonie, Paryżu, Lens, Bordaux, Saint-Etienne, Tuluzie, Lille i Nicei. Turniej rozpocznie się 10 czerwca 2016 roku na mogącym pomieścić pond 81 tysięcy kibiców Stade de France w Saint-Denis pod Paryżem. Mecz otwarcia gospodarze zagrają z Rumunią. W sumie w całym turnieju zostanie rozegranych 51 spotkań, a ostatnie z nich – mecz finałowy 10 lipca, również na Stade de France, wyłoni mistrza Europy.

To pierwsze finały mistrzostw Europy, w których wezmą udział aż 24 drużyny narodowe. Na poprzednim Euro, którego gospodarzami były Polska i Ukraina, grało 16 reprezentacji. Wtedy do wyłonienia mistrza Europy, którym została drużyna Hiszpanii, potrzebnych było 31 meczów. Był to pod każdym względem – i organizacyjnym, i sportowym – świetny turniej. Ten we Francji zapowiada się jeszcze lepiej. A dodatkowe 20 meczów podniesie poziom rywalizacji.

Wszystkie narodowe federacje Starego Kontynentu wystartowały w trwających dwa lata eliminacjach. Były one bardzo zacięte, stały na wysokim poziomie. Świadczy o tym niezakwalifikowanie się takich drużyn, jak: Holandia (mistrz Europy z 1988 roku), Dania (mistrz Europy z 1992 roku) oraz Grecja (mistrz Europy z 2004 roku). Ich miejsca zajęły mniej utytułowane, ale za to bardzo ambitne reprezentacje. Polacy zajęli premiowane awansem drugie miejsce, tuż za obecnymi mistrzami świata (z turnieju w Brazylii w 2014 roku) – drużyną narodową Niemiec.

To będzie trzeci turniej finałowy w wykonaniu Polaków. Na poprzednich dwóch rozegraliśmy 6 meczów, z których 3 zakończyły się remisem, a 3 przegraną Polaków. W obu finałach turniej dla naszych kończył się już po fazie grupowej. Czy tym razem będzie lepiej? Nadzieje są, i to uzasadnione. Mamy najlepszą drużynę od lat, której kapitan Robert Lewandowski jest największą gwiazdą światowego formatu (zawodnik Bayernu Monachium, aktualny król strzelców ligi niemieckiej). W drużynie mamy też świetnych bramkarzy: Wojciecha Szczęsnego (AS Roma) i Łukasza Fabiańskiego (Swansea City); rzetelnych obrońców: Kamila Glika (Torino), Bartosza Salomona (Caglari Calcio), Thiago Cionka (Palermo), Łukasza Piszczka (Borussia Dortmund), Artura Jędrzejczyka i Michała Pazdana (obaj Legia Warszawa); bardzo dobrych pomocników: graczy środka pola Grzegorza Krychowiaka (Sevilla) – który ma świetny sezon i wygrał ze swoim klubem Ligę Europy, Piotra Zielińskiego (Empoli) i Krzysztofa Mączyńskiego (Wisła Kraków); szybkich i nieobliczalnych skrzydłowych: Kamila Grosickiego (Rennes), Jakuba Błaszczykowskiego (Fiorentina) i młodego Bartosza Kapustkę (Cracovia) oraz świetnie uzupełniającego Lewandowskiego w ataku Arkadiusza Milika (Ajax Amsterdam). W sumie nasza reprezentacja liczy 23 zawodników. Mając tylu dobrych sportowców, grających w najlepszych ligach Europy, wydaje się, że nieobecność kontuzjowanych Macieja Rybusa (Terek Grozny) i Pawła Wszołka (Werona) nie osłabi znacząco drużyny. Całość spina selekcjoner Adam Nawałka, który nie zawodzi w trudnych momentach i potrafi chłodno rozwiązywać wszelkie problemy. Kieruje on całym sztabem szkoleniowym, w którym ma zaangażowanych współpracowników. Miejmy nadzieję, że zawodnicy utrzymają świetną formę i dyspozycję, którą prezentowali w swoich klubach i w meczach reprezentacji w tym sezonie. Wielu fachowców uważa, że to właśnie Polacy będą czarnym koniem imprezy.

Faworytami turnieju są gospodarze – Francuzi – którzy wywalczyli mistrzostwo Europy w 1984 i 2000 roku oraz zwyciężali dwukrotnie turnieje, które sami organizowali: właśnie mistrzostwa Europy w 1984 roku i mistrzostwa świata w 1998 roku. Mają świetną reprezentację, młodą, perspektywiczną i ambitną. Wielu fachowców stawia również na niezawodnych na wielkich imprezach Niemców. Mimo że nie błyszczeli w eliminacjach (między innymi przegrali mecz z Polską), jest to zespół, który zawsze dobrze prezentuje się na wielkich turniejach. To najbardziej doświadczona federacja spośród finalistów – brała udział w 11 turniejach finałowych mistrzostw Europy, z czego 3 wygrała: w 1972, 1980 i 1996 roku. Na dodatek to aktualni mistrzowie świata, a w ostatnich latach mistrzowie świata potrafili potwierdzić dominację również w mistrzostwach Europy: uczynili tak Francuzi w 2000 roku oraz Hiszpanie w 2012. Do grona faworytów można zaliczyć również Hiszpanię (mistrz Europy 1964, 2008, 2012), Włochy (mistrzostwo w 1968), Portugalię (2. miejsce w 2004), Belgię (2. miejsce 1980), Anglię (dwukrotnie w półfinałach). Groźne mogą być solidne drużyny, które potrafią zajść wysoko: reprezentacja Szwecji (pięciokrotnie w finałach, w tym w najlepszej czwórce w 1992 roku), Rosji (dziesięciokrotnie w finałach, mistrzowie z 1960 roku) i Czech (mistrzostwo 1976 roku).

Do drużyn, które mogą sensacyjnie zająć dobre miejsce (tzw. czarny koń imprezy), zaliczyć można Polskę, Austrię i Chorwację. Dobrze przygotowane do turnieju powinny być reprezentacje: Ukrainy, Irlandii, Turcji, Szwajcarii i Rumunii. Po raz pierwszy w turnieju finałowym zagrają: Islandia, Walia, Słowacja, Irlandia Północna i Albania. Debiutanci pokazali w eliminacjach, że potrafią wygrywać z najlepszymi i nikt nie zamierza ich lekceważyć.

Reprezentacje zostały rozlosowane do 6 grup, po 4 zespoły w każdej. W obrębie grupy drużyny grają systemem każdy z każdym. W każdym z trzech meczów drużyna może zdobyć 3 punkty za zwycięstwo, 1 punkt za remis i 0 punktów za przegraną. Do dalszej fazy turnieju awansują drużyny z 1. i 2. miejsca w każdej grupie oraz 4 drużyny z najlepszym bilansem spośród 6, które zajęły 3. miejsce w grupach. Po fazie grupowej pożegnamy zatem 8 reprezentacji. Pozostałe 16 utworzy 8 par według rozlosowanej wcześniej tzw. drabinki pucharowej. W każdym meczu gra toczy się aż do wyłonienia zwycięzcy. Jeżeli po 90 minutach gry w meczu utrzymuje się remis, to sędzia zarządza dogrywkę 2 razy po 15 minut. Gdy po zakończeniu dogrywki na tablicy wyników nadal widnieje rezultat remisowy, o zwycięstwie decyduje konkurs rzutów karnych. Zawodnicy strzelają z odległości 11 metrów bezpośrednio do bramki strzeżonej tylko przez bramkarza. Wygrana drużyna przechodzi dalej, przegrana – jedzie do domu. Zwycięskie 8 reprezentacji utworzy 4 pary ćwierćfinałowe. Faza pucharowa trwa aż do momentu, gdy na polu bitwy pozostaną tylko 2 reprezentacje, które utworzą ostatnią parę i zagrają w wielkim finale.

Polska trafiła do grupy C i 12 czerwca w Nicei zmierzy się z Irlandią Północną, 16 czerwca w Saint-Denis z Niemcami oraz 21 czerwca w Marsylii z Ukrainą. Jeżeli zajmiemy 1. miejsce w grupie, to zagramy z 3. miejscem z grupy A, B lub C; w przypadku 2. miejsca zagramy z drugą drużyną z grupy A, gdy zajmiemy 3. miejsce, to możemy awansować i trafić – w zależności od tego, z których grup wywalczą awans drużyny z 3. miejsc – na zwycięzcę grupy A lub B. W przypadku awansu Polaków najbardziej prawdopodobne jest to, że w fazie pucharowej trafią oni na drużynę z grupy A, w której grają Francja, Rumunia, Albania i Szwajcaria.

Na turnieju zagra wiele gwiazd światowego formatu. Na pewno należy do nich zaliczyć najpopularniejszego piłkarza na świecie Cristiano Ronaldo (Portugalia) i wspomnianego wcześniej naszego reprezentanta Roberta Lewandowskiego. Pozostałe gwiazdy to Gareth Bale (Walia), Zlatan Ibrahimović (Szwecja), Ivan Rakitic i Luka Modric (Chorwacja), Wayne Rooney i Raheem Sterling (Anglia), Kevin de Bruyne i Eden Hazard (Belgia), Dawid Alaba (Austria), David Silva, Cesc Fabregas, Andres Iniesta, Sergio Ramos (Hiszpania), Manuel Neuer – uważany za najlepszego bramkarza na świecie (Niemcy), Toni Kroos i Thomas Mueller (Niemcy), Olivier Giroud, Antoine Griezmann i Paul Pogba (Francja). Na mistrzostwach mogą wybić się młodzi, mniej znani zawodnicy. Każdy wielki turniej rodzi nowe gwiazdy – miejmy nadzieję, że tak będzie również we Francji.

Przed nami niezapomniane sportowe emocje. Ufajmy, że najpiękniejsze z nich zafundują nam nasi reprezentanci. Zbliżające się mistrzostwa Europy to również inspiracja do podjęcia aktywności fizycznej. Szczególnie młodzi ludzie, oglądający gwiazdy w akcji, chcą je naśladować i kiedy zapragną być jak Ronaldo lub Lewandowski, zaczną z zaangażowaniem kopać piłkę. Warto w tym czasie jeszcze bardziej zachęcać dzieci, by nie tylko biernie przyglądały się mistrzostwom, ale swój entuzjazm spożytkowały również na podwórkach i boiskach.

Osoby niewidome również mogą ulec magii futbolu, nabrać chęci i rozpocząć przygodę z piłką nożną. Piłka nożna dla niewidomych to blind football, nazywany również futsalem lub piłką nożną 5-osobową. Gra się specjalną piłką, w środku której znajdują się kieszenie wypełnione materiałem w rodzaju groszków. Gdy piłka się porusza, wydają one specyficzny dźwięk. Mecze rozgrywane są na mniejszym boisku, z bandami wzdłuż linii bocznej (wymiary 20 na 40 m), i na małe bramki (3 na 2 m). Drużyna liczy 5 zawodników, w tym 4 niewidomych (by nie korzystać z resztek wzroku i wyrównać szanse, mają oni zaklejone oczy) plus bramkarz, który jest jedyną widzącą osobą. Podczas gry wszyscy zawodnicy poruszający się lub stojący w miejscu muszą wydawać komendę „voi” – co kilka sekund, tak by zdradzać pozostałym graczom swoją lokalizację. Jedynym wyjątkiem jest zawodnik będący w posiadaniu piłki, jego lokalizację zdradza dźwięk wydobywający się z toczonej piłki. Piłkę należy prowadzić i uderzać nogami. Bramkarz ma utrudnione zadanie – może się poruszać tylko w jednometrowej strefie. Oznacza to, że zawodnicy mogą podejść bardzo blisko bramki, a wtedy prawdopodobieństwo strzelenia gola jest największe. Dodatkowo za bramkami ustawieni są tzw. podpowiadacze – sędziowie, którzy opisując odległość od bramki, zdradzają jej lokalizację i ułatwiają ustawienie odpowiedniego kierunku strzału. Obrońcom podpowiada bramkarz, a gdy piłka znajduje się w strefie środkowej boiska, podpowiadać mogą trenerzy. Jest to dość trudna gra, w której trzeba wykazać się sprytem, dobrym słuchem i orientacją przestrzenną.

Chętnych do kopania piłki bez trudu można znaleźć również wśród osób niewidomych. Kluczowe dla bezpieczeństwa i przebiegu samej gry jest przeszkolenie w zakresie technik ochronnych, poruszania się po boisku, komunikacji. Zawodnicy mogą poruszać się swobodnie po całym boisku. Istnieje duże prawdopodobieństwo zderzenia lub kontuzji, gdy grający, próbując trafić w piłkę, kopnie blokujące nogi przeciwnika. Dlatego tak ważne są wymienione umiejętności, a podczas gry należy stosować ochraniacze. Szczególnie początkujący gracze powinni wykazywać się na boisku dużym wyczuciem, ostrożnością i asekuracją. Zastosowanie piłki dźwiękowej pozwala osobie niewidomej włączyć się do wspólnej zabawy i grać mecz z widzącymi. Piłka nożna to świetna integracja, możliwość nawiązania przyjaźni i ciekawe, aktywne spędzanie czasu.

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Sycylijskie struktury pionkowe (II)

W analizowanej przed miesiącem pozycji w obronie sycylijskiej może dojść do wymian pionków f2 i e5. Powstaje wtedy nowa struktura:

Białe: Kg1, a2, b2, c2, d5, g2, h2

Czarne: Kg8, a7, b7, d6, f7, g7, h7
W praktyce wymiana e5:f4 następuje zwykle przed wkroczeniem skoczka na d5. Biały pionek stoi wówczas jeszcze na e4.

Plany stron są następujące:

Białe mogą grać na dwóch skrzydłach. Aktywność na skrzydle hetmańskim polega na dojściu do c4-c5 lub też na ataku czarnej piechoty po a2-a4-a5, Wa1-a4-b4 (czasami Wf1-f4-b4). Ten drugi plan wybierany jest przeważnie w końcówce. Możliwy jest także atak na króla z udziałem hetmana
(z pola g3), wieży (otwarta linia „f”) oraz lekkich figur (z wykorzystaniem pól d3 i d4).

Czarne opanowują figurą pole e5. Najlepiej, gdy stoi tam skoczek po uprzedniej korzystnej wymianie czarnopolowych gońców. Wieże powinny kontrolować linię „e”, aby po odejściu skoczka wkroczyć do obozu przeciwnika. Takie ustawienie przeważnie gwarantuje bezpieczeństwo królowi. W przypadku agresji białych na skrzydle hetmańskim czarne kontratakują w drugiej części szachownicy, wykorzystując do tego dodatkowo marsz pionka f7-f5-f4-f3. Muszą przy tym uważać na słabość pola e6.

Poniższe partie ilustrują realizację wspomnianych planów:

 

Z. Almasi (2630) – O. De la Riva Aguado

(2495)  Pamplona 2002

1.e4 c5 2.Sf3 Sc6 3.d4 cd4 4.S:d4 Hc7 5.Sc3 e6 6.Ge2 a6 7.0-0 Sf6 8.Ge3 Ge7 9.f4 d6 10.Kh1 0-0 11.a4 S:d4 Ta wymiana jest przedwczesna. Należało poczekać na ruch hetmanem, aby wymusić odbicie gońcem (po He1) lub zyskać tempo (po Hd2) 12.H:d4!? e5 13.Hd3 ef4 14.G:f4 Ge6 15.Hg3 Biały hetman znalazł się na idealnej pozycji. Największy problem czarnych to brak możliwości przerzucenia skoczka na e5: 15...Sd7? 16.Gh6 15...Wad8 16.Wad1 Teraz słabość pionka d6 nie pozwala na manewr Sf6-d7-e5 16...Hb6?! Strata tempa. Zasługiwało na uwagę profilaktyczne 16....Kh8 17.Ge3 Możliwe było też 17.Gh6 Se8 18.Sd5 G:d5 19.ed5 H:b2 20.Gd3 z silnym atakiem 17...Hc7 Przyznanie się do błędu. Po 17...H:b2?! 18.Gd4 Kh8 19.Wb1 (19.Sd5?! H:c2) 19…Ha3 20.W:b7 sytuacja czarnych stawała się krytyczna 18.Gd4 Se8 Więcej szans dawało 18...Kh8 19.Gd3 Sg4!? 20.Sd5 Hd7 i skoczek wreszcie dotrze na e5, a w wariancie 21.S:e7 H:e7 22.h3 Se5 23.G:e5 de5 24.H:e5 Hb4 25.b3 Wfe8 aktywność czarnych figur częściowo rekompensowała utratę pionka 19.Gd3 g6 20.He3 Z groźbami 21.Gb6 i 21.Hh6 20...Wc8! 21.Sd5 Zmiana planu. Okazuje się, że po 21.Hh6 nieprzyjemne jest 21...Ha5 z groźbą Gg5, a w przypadku 21.Gb6 czarne mogą odpowiedzieć 21...Gg5! 22.Hf2 He7 21...G:d5 22.ed5 Gdyby czarne miały skoczka na e5, ich pozycja byłaby bardzo solidna... 22...Hd8 Obrona przed 23.Wde1 23.Hh3
23...f5? Prowadzi do szybkiej porażki. Tylko 23...Gf6 mogło przedłużyć obronę, np. 24.Gb6!? Sc7 25.b3 Gg7 czy 24.W:f6?! S:f6 25.Wf1 Sh5 26.g4 Sg7 27.Gf6 Ha5 z niejasną pozycją 24.g4! Ten silny ruch otwiera drogę do czarnego monarchy 24...Gf6 Lub 24...fg4 25.H:g4 Sf6 (25...Sg7 26.G:g6!) 26.He6+ Kg7 27.Wf3 z następnym Wdf1 25.gf5 g5 Po 25...G:d4 wygrywało 26.fg6 W:f1+ 27.W:f1 Sf6 28.W:f6 H:f6 29.H:c8+ Kg7 30.H:b7+ itd. 26.Ge3 Sg7 27.G:g5! G:g5 28.f6 W:f6 29.H:h7+ Kf8 30.Gg6 W:f1+ (30...Se8 31.Hh8+ Ke7 32.Wde1+) 31.W:f1+ Gf6 32.We1! i wobec nieuchronnego mata czarne skapitulowały.

 

H. Westerinen (2450) – J. Timman (2585)

Buenos Aires (ol) 1978

1.e4 c5 2.Sf3 Sc6 3.d4 cd4 4.S:d4 Sf6 5.Sc3 e6 6.Ge2 d6 7.Ge3 Ge7 8.f4 0-0 9.
0-0 e5 10.Sb3 ef4 11.W:f4 Bardziej naturalne jest odbicie gońcem, ale byłoby to przyznaniem się do straty tempa. Z tego powodu lepsze dla białych jest zagranie Kg1-h1 zamiast posunięcia Gc1-e3 11...Sd7 Czarne chcą stanąć na e5 skoczkiem z f6, drugi skoczek będzie wtedy bronił pola d4. Przy okazji grozi 12....Gg5. Alternatywą było 11...Ge6 12.Wf1 Sde5 13.Kh1 Zasługiwało na uwagę 13.Sd5 Gg5 14.Hd2 G:e3+ 15.S:e3 13...Ge6 14.Sd5 Gg5 15.Gg1 Gh6 Goniec zmierza przez g7 na przekątną a1-h8. Daje przy tym możliwość zagrania Hh4 w niektórych wariantach 16.Sd4?! Prowadzi do korzystnych dla czarnych uproszczeń. Lepsze 16 c3 lub 16.Sf4 16...G:d5 17.ed5 S:d4 18.H:d4 Niewiele zmieniało 18.G:d4 We8 z dalszym g7-g6, Gg7 18...g6 19.c4 Gg7 20.Hd2 Sd7 21.Wab1 Z zamiarem szturmu pionkami na skrzydle hetmańskim 21...a5! 22.b3 Ge5 23.Gd3 f5 24.g3 Obrona przed ruchem Hh4 24...Kg7?! Strata tempa. Dokładniejsze było 24...b6 z dalszym Sc5
i We8 25.Ge3 Kg8 26.Gh6 Gg7 27.Gg5 Hc7 Czarne nie chcą powtarzać posunięć po 27...Gf6 28.Gh6 28.Wbe1?! Bardziej konsekwentne było 28.a3 28...Se5 29.Ge2 Lepsze 29.Wc1, aby na a5-a4 mieć odpowiedź b3-b4 29...a4 30.Hc2 ab3 31.ab3 Wa5! Obie czarne wieże opanowują linię „a”. Linia „e” na razie nie ma znaczenia – skutecznie ją zagradza skoczek, ale w przyszłości jeszcze się czarnym przyda 32.Wc1 Groziło 32...W:d5 32...Wfa8 33.Ge3 He7 Mimo pary gońców białym trudno się bronić przed licznymi groźbami 34.Wfe1 Wa2 35.Hd1? Konieczne było 35.Hb1 Sd7 36.Hd3 We8 37.Gf1 z gorszą, ale jeszcze nie przegraną pozycją.

35...S:c4! 36.W:c4 Po 36.G:c4? He4+ białe dostawały mata. Wielkich nadziei na ratunek nie dawało też 36.Gf4 Se5 36...H:e3 37.Hd3 Hf2 38.Wcc1 We8 0-1

 

B. Lewicki (2200) – R. Bernard (2370)

Kraków 1980

1.e4 c5 2.Sf3 d6 3.d4 cd4 4.S:d4 Sf6 5.Sc3 a6 6.Ge2 e5 7.Sb3 Ge7 8.0-0 Ge6 9.a4 Sbd7 10.f4 Hc7 11.Kh1 0-0 12.Ge3 (12.f5!?) 12...ef4 13.W:f4 Se5 14.Sd5?! Zagrane trochę przedwcześnie. Lepsze 14.Sd4 14...G:d5 15.ed5 Sfd7 16.Wf1 Inny plan to 16.Wb4 Wfe8 17.a5 16...Wfe8 Z ideą Gf8, g7-g6, Gg7 (h6) 17.Sd2 Białe planują c2-c4. Na 17.Sd4 nastąpiłoby 14…g6. W powstałej w partii pozycji szanse są wyrównane, ale czarne mają jasny plan gry i łatwiej jest im wybierać posunięcia 17...Gf8 (17...g6!?) 18.Gg1?! Naturalniej wyglądało 18.Gd4 18...g6 19.a5 Wac8 20.c4 Gh6!? 21.b3 Groziło 21...G:d2 22.H:d2 S:c4 21...f5 22.Wa2 Hd8 23.Sf3?! Błąd pozycyjny. Należało grać 23.Gd4 i dopiero po 23...Hh4 24.Sf3. Wówczas po 24...S:f3 25.G:f3 Ge3 mogło nastąpić 26.Gc3 Gf4 27.g4!? z niejasną pozycją 23...S:f3 24.G:f3?! Sztucznie wyglądało 24.W:f3, ale przynajmniej uniemożliwiało wymianę czarnopolaków (24...Gg7 25.b4 z dalszym Wc2).
24...Ge3! 25.G:e3 W:e3 26.We1 We5 27.W:e5 S:e5 Najlepszy dla czarnych układ lekkich figur – silny skoczek na e5 jest dużo silniejszy od białopolowego gońca 28.Hd2 Hf6 29.Wc2 We8 30.b4? Szybko przegrywa. Po profilaktycznym 30.Wc1 Hh4 31.We1 Kf7 32.We2 czarne musiałyby się zadowolić tylko niewielką przewagą 30...Sd3! Z groźbami 31....Ha1+ i 31...Wa1+ 31.g3 Lub 31.h3 We1+ 32.Kh2 Hd4 i król wpada w siatkę matową 31...Ha1+ i białe poddały się. Na 32.Kg2 nastąpiłoby 32...Se1+ 33.Kf2 S:c2 34.H:c2 He1+ 35.Kg2 H:b4 itd.

 

P. Dukaczewski (2342) – A. Zapata (2556)

Olimpiada FIDE, Bled 2002

1.e4 c5 2.Sf3 e6 3.d4 cd4 4.S:d4 Sc6 5.Sc3 Hc7 6.Ge2 Sf6 7.0–0 a6 8.Ge3 d6 9.f4 Ge7 10.Gf3 (10.He1!?) 10...0-0 11.He1 S:d4 12.G:d4 e5 13.Ge3 Nic nie daje białym 13.fe5 de5 14.Hg3 Gc5! 13...ef4 14.G:f4 Ge6 15.Kh1 Sd7! 16.Sd5 G:d5 17.ed5 Gf6 18.c3 Wae8 19.Hd2 Ge5! 20.Ge3 Białe starają się uniknąć niekorzystnej wymiany czarnopolowych gońców 20...Hc4 21.g3 We7 22.Gf2 Wfe8 23.Wfe1 Gf6 24.W:e7 W:e7 25.Hc2 g6 26.Kg2 Se5 27.He2 U białych pojawiły się problemy z obroną pionków a2 i d5. Na 27.b3 nastąpiłoby nieprzyjemne 27...Hd3! 27...Ha4 28.b3?! Konieczne było 28.Hd1 i czarne stoją tylko trochę lepiej 28...Ha5 29.b4 Ofiara pionka, aby uaktywnić figury. Alternatywą było 29.Wc1 Sg4 30.Hc2 S:f2 31.K:f2 b5 z pozycyjnymi kłopotami 29...Ha3 30.Wb1 H:c3 31.Wb3 Hc8 32.b5!? a5 33.b6 h5 34.Hb5 (34.Hd1!?) 34...Hc2 35.Wb2? A po tej niedokładności partia staje się nie do uratowania. Należało grać 35.He2 35...Hf5 36.Wb3 Lub 36.Ge2 He4+ 37.Kg1 Sg4 itd. 36...g5 37.He2 g4 38.Ge4 Sc4! Mała kombinacja prowadząca do wygranej końcówki 39.G:f5 W:e2 40.Gd3 Wd2! 41.Kf1 Lub 41.G:c4 Gd4 42.Wb1 W:f2+ 43.Kh1 a4 z łatwą wygraną 41...Se5 42.Gf5 Sf3 43.Gc8 W:a2 44.G:b7? (44.Wd3 S:h2+) 44...Sd2+ 45.Ke1 S:b3 46.Gc6 Gd4 0–1

 

V. Hort (2600) – L. Lubojevic (2590)

Montreal 1979

1.e4 c5 2.Sf3 d6 3.d4 cd4 4.S:d4 Sf6 5.Sc3 a6 6.Ge2 e5 7.Sb3 Ge7 8.a4 Ge6 9.0–0 0–0 10.f4 ef4 11.G:f4 Sc6 12.Kh1 Wc8 Możliwe było 12...d5!? 13.e5 Se4 14.S:e4 de4 15.Sd2 Gg5 z wyrównaniem 13.Gf3 Po 13.He1 ciekawe jest 13...Se8 14.Wd1 Gh4!?, aby nie wpuścić hetmana na g3, np. 15.Hd2 Gf6 16.He3 (Słabe jest 16.G:d6? H:d6 17.H:d6 S:d6 18.W:d6 Ge5 19.Wd2 G:c3 20.bc3 Se5) 16...Ge5! 13...Se5 14.Sd5!? G:d5 15.ed5 Sfd7! 16.c3 Gg5 17.Gg4 Po 17.Gg3 czarne mogły szantażować remisem 17...Gh4 18.Gf4 Gg5 17...G:f4 18.W:f4 Wc4! 19.W:c4 S:c4 20.Hd4 Sde5 21.Ge2 Hc7 22.a5 Wc8 Po 22...S:b2? 23.c4 Sb:c4 24.Wc1 Wc8 25.G:c4 S:c4 26.h3 czarne wpadały pod bardzo nieprzyjemne związanie 23.Sd2 S:d2 (23...S:a5 24.Hb4) 24.H:d2 We8 25.h3 g6

Dzięki silnej pozycji skoczka czarne mają przewagę pozycyjną 26.Hd4 Sd7 27.Gf3 Hc5 28.H:c5 Bezpieczniejsze było 28.Wa4 H:d4 29.W:d4 28...S:c5 29.b4 Sd3 30.c4?! Solidniej wyglądało 30.Kg1 Wc8 31.Wa3 30...S:b4 31.Wb1 Sd3 32.W:b7 Sc5 Wymiana pionków na linii „b” pozwoliła skoczkowi zająć bardzo silną pozycję i skutecznie chronić skrzydło hetmańskie 33.Wc7?! Należało pilnować linii „b”:

33.Wb6! 33...h5 34.Kg1 Kf8 35.Kf2? Białe nie wykorzystały ostatniej okazji do zajęcia wieżą linii „b”. Po 35.Wc6! Ke7 36.Wb6! Kd7 37.Kf2 partia powinna zakończyć się pokojowo 35...Wb8! Pionka d6 obroni teraz król i wieża może ruszyć do ataku 36.Wc6 Ke7 37.Wc7+ Kf6 38.Ke3 Wb3+ 39.Kd2 Wb7 Można było zabrać pionka po 39...Wa3 40.Wc6 Ke5 41.Wc7 f5 40.Wc8 Ke5 41.Kc3 Wb3+ 42.Kc2 Kd4 43.Wc6 Wc3+ 44.Kd2 Wa3 Nieoczekiwanie biały król ma kłopoty 45.Kc2 Wa2+ i białe poddały się, gdyż po 46.Kb1 Wf2 47.W:d6 Kc3 groźba Sb3 i Wb2x wymusza oddanie jakości.

 

M. Tal (2555) – L. Ftacnik (2520)

Tallinn 1981

1.e4 c5 2.Sf3 d6 3.d4 Sf6 4.Sc3 cd4 5.S:d4 a6 6.a4 e6 7.Ge2 Ge7 8.0–0 0–0 9.f4 Sc6 10.Ge3 Hc7 11.He1 S:d4 12.G:d4 e5 13.Ge3 ef4 14.G:f4 Ge6 15.Hg3 Sd7 16.Gh6 Hc5+ 17.Kh1 He5 18.Gf4 Hc5 19.Sd5!? G:d5 20.Gh6 Hd4 21.ed5 Kh8 (21...He5!?) 22.c3 He5 23.H:e5 S:e5 24.Ge3 Białe stoją trochę lepiej dzięki parze gońców i możliwości aktywnych operacji na skrzydle hetmańskim 24...Wac8 25.a5 Wstęp do przerzutu wieży 25...f5 26.Wa4! g6 (26...Kg8!?) 27.Wb4! Wc7 28.Gh6! Wf7?! Przeoczenie prowadzące do straty pionka. Po 28...We8 sytuacja na szachownicy była prawie wyrównana: 29.g4 Gd8! 30.Gd1 (30.gf5? Sf7) 30...Wf7 31.gf5 G:a5 29.G:a6! ba6 30.Wb8+ Gf8 31.W:f8+ Ale nie 31.G:f8? Sd7 31...W:f8 32.G:f8 Sc4 33.b4 (33.b3?! Kg8!) 33...Kg8 34.Gh6 We7?! Po 34...Kf7 35.g4 Kf6 wynik gry nie był jeszcze przesądzony 35.h3?! Lepsze 35.g4! 35...Kf7 36.Gg5 We5 37.Wf4 Sd2 38.Wh4! We1+ Jeśli 38...Se4, to 39.W:h7+!? Kg8 40.We7 S:g5? 41.W:e5 de5 42.b5! 39.Kh2 Se4 40.W:h7+ Kg8 41.We7 Wd1 42.Gh6 S:c3 (42...W:d5 43.c4) 43.Wg7+! Ważne wtrącenie 43…Kh8 44.Wa7! S:d5 45.W:a6 S:b4 46.Wb6 Sc2 47.Wb7! Nie ma teraz 47…Wa1, bo 48.Gg7+. Czarne poddały się.

Ryszard Bernard

 

aaa

 

Gramy w warcaby

 

Natalia Sadowska – Olga Kamychleeva

Mistrzostwa świata kobiet, 12.05.2015 r., Wuhan 

Najlepsza polska zawodniczka Natalia Sadowska w zeszłym roku musiała uznać wyższość swojej rywalki. W tym roku obie panie zagrają o tytuł mistrzyni świata
i wszyscy w Polsce mają nadzieję, że tym razem to Polka będzie górą.

1. 34-29 19-23 2. 40-34 14-19 3. 45-40 10-14 4. 32-28 23x32 5. 37x28 18-23 6. 29x18 12x32 7. 38x27 7-12 8. 41-37 1-7 9. 46-41 12-18 10. 37-32 7-12 11. 41-37 19-23 12. 42-38 14-19 13. 47-42 17-21 14. 50-45 21-26 15. 34-29 23x34 16. 39x30 5-10 17. 44-39 10-14 18. 30-25 20-24 19. 40-34 2-7 20. 34-30 18-23 21. 39-34 12-18 22. 34-29 23x34 23. 30x39 18-23 24. 33-28 7-12 25. 39-34 12-18 26. 27-22 18x27 27. 31x22 11-17

Zgodnie z teorią czarne wybijają piona do tyłu, by oszczędzić tempa. 28. 22x11 16x7 29. 34-30 13-18

Czarne posiadają już jedno skrzydło w klasyce, ale chcą przejąć również drugie, ograniczając aktywność białych na ich długim skrzydle.

30. 43-39 8-12 31. 49-43 12-17 32. 39-34 7-12 33. 36-31 6-11 34. 31-27 11-16 35. 43-39 17-21

Skrzydło zostało zdobyte.

36. 39-33 9-13 37. 34-29 23x34 38. 30x39 18-23 39. 45-40

39. 39 34 24-30 40. 35x24 19x39 41. 28x17 39x28 42. 32x23 21x41 43. 42-37 41x43 44. 48x39 z szansami na remis dla białych.

39... 4-9 40. 48-43

40. 40-34?? Czarne przeprowadzają prostą kombinację 24-29 41. 33x 24 19x30 42. 28x17 21x12 43. 35x24 14-20 44. 25x14 9x40. Po czym przerywają się na damkę 45. 39-34 40x29 46. 48-43 15-20 47. 43-39 20-25 48. 32-28 29-34 49. 39x30 25x34.

40... 14-20 41. 25x14 9x20 42.

40-34 12-17 43. 34-30 3-9 44. 30-25?

Decydujący błąd, należało grać 44. 27-22 z szansami na remis z powodu licznych obron taktycznych.

44… 9-14 45. 27-22 23-29 46. 22x11 16x7 47. 39-34

47. 28-22?? Kombinacja dla czarnych do samodzielnego rozwiązania.

 

47... 29x40 48. 35x44 13-18!

Już nie ma ratunku dla białych.

49. 44-39 18-23 50. 28-22 23-28 51. 32x23 19x17 52. 39-34 17-22 53. 33-29 24x33 54. 38x29 22-28 55. 34-30 21-27 56. 43-38 7-11 57. 30-24 28-33 58. 29-23 20x18

59. 38x29 11-17.

0-2

 

Leszek Stefanek – Edward Twardy

XX Mistrzostwa Polski Stowarzyszenia „Cross” w Warcabach Stupolowych

22.05.2016 r., Wągrowiec

1. 32-28 20-24 2. 37-32

Często grywa się tak, powstrzymując rozwój długiego skrzydła czarnych 2. 34-30 18-23 3. 30-25 23x32 4. 37x28.

2... 15-20 3. 41-37 10-15 4. 34-29 18-23

5. 29x18 12x23 6. 31-27 17-21 7. 39-34 21-26

Długie skrzydło z nadmiaru pionów odciąża 7... 23-29 8. 34x23 24-30 9. 35x24 20x18.

8. 44-39 5-10

W tej sytuacji nie należy spieszyć się z tym zagraniem, gdyż piony na 15, 20 i 24 blokują wprowadzenie pionka 10 do gry.

9. 34-30

Białe słusznie kierują się na pole 25 w celu związania długiego skrzydła czarnych.

9… 7-12 10. 50-44 2-7 11. 30-25!

Czarne straciły swobodę działania na swoim długim skrzydle. Pozostaje im walka na przeciwnym.

11… 12-18 12. 37-31 26x37 13. 42x31 7-12 14. 47-42 11-17 15. 46-41

Lepiej wymienić 15. 27-22 i uzyskać przy tym swobodę działania na swoim długim skrzydle.

15... 17-21 16. 41-37 21-26

Czarne zrobiły to samo co białe – związały długie skrzydło przeciwnika.

17. 40-34?

17. 27-22 18x27 18. 31x22 24-29 19. 33x24 20x29 z ostrą grą.

17... 24-29! 18. 33x24 20x40 19. 45x34

Rozbija olimpika (45-40) tak ważnego w grze klasycznej.

19… 15-20 20. 34-30 20-24 21. 39-33

10-15 22. 43-39

Klasyczna pozycja, w której czarne po ruchu będą miały 5 temp mniej. Poza tym kontrolują oba skrzydła i mają możliwość ustawienia olimpika (6-11). Przewaga zdecydowanie po stronie czarnych.

22… 15-20?

Niepotrzebnie czarne wiążą swoje długie skrzydło, przecież miały na nim pełną swobodę!

23. 49-43 4-10 24. 44-40?

Czemu ma służyć ten ruch?

24… 10-15 25. 39-34

Kompletnie blokując piony 40, 34, 35, 30, 25.

25… 6-11 26. 27-22 18x27 27. 31x22

W końcu białe wtargnęły, niestety wcześniej niepotrzebnie stworzyły słabości w swojej pozycji.

27… 11-17 28. 22x11 16x7 29. 37-31 26x37 30. 42x31

30. 32x41 23x32 31. 38x27 – rozbijając pozycje, białe dają sobie szanse na wprowadzenie do gry podwieszonych pionów z pól 34 i 40, przy tym z groźbą związania długiego skrzydła czarnych.

30... 12-17

Bardzo dobry ruch zmierzający do opanowania skrzydła.

31. 31-27 7-11 32. 36-31 11-16 33. 31-26 8-12 34. 43-39?

Niezrozumiałe. Po co białe pchają się w tę stronę, gdzie nie mają swobody gry
34. 27-21 16x27 35. 32x21 23x32 36. 38x27. By nie dać się związać, czarne powinny zagrać 36… 24-29 37. 33x24 20x29
38. 34x23 19x28 z pozycyjną przewagą czarnych, ale pozycja do obrony przez białe.
34... 3-8 35. 27-22 1-6 36. 22x11 6x17 37. 48-43?

Należało rozpaczliwie uciekać z tragicznej pozycji 37. 34-29 23x45 38. 28-23 19x37 39. 30x10 15x4 40. 25x3 37-41 z niewielką, ale zawsze szansą na remis.

37... 12-18 38. 34-29 23x45 39. 28-23 19x37 40. 30x10 15x4 41. 25x23

Białe pozostały bez jakichkolwiek szans na remis.

41… 37-41 42. 35-30 45-50 43. 30-24 50-45 44. 23-19 45-12 45. 19x8 12x3 46. 33-29 41-46 47. 39-34 4-10 48. 43-39 10-15 49. 38-33 16-21 50. 34-30 17-22 51. 26x28 46x25 52. 33-28 25x48 53. 28-22 48-39 54. 22-18 39-34 55. 18-13 34-23.

0-2

Damian Jakubik

 

aaa

 

kultura

 

Samotność bramkarza

O takich jak on mówi się: „Miał wszystko: sławę, pieniądze, kochającą rodzinę, przyjaciół… Dlaczego, na litość boską, nie chciał żyć?”. Fani futbolu z pewnością znają tego sportowca, a i ci, którzy nie interesują się piłką nożną, słyszeli może o Robercie Enke, niemieckim piłkarzu, bramkarzu Borussii Mönchengladbach, Benfiki Lizbona, FC Barcelony i Hannoveru 96, który w 2009 r. skoczył pod pociąg. Jego biografia, opatrzona podtytułem „Życie wypuszczone z rąk”, jest wstrząsającą opowieścią o walce z Czarnym Psem, czyli depresją.

Książka uświadamia nam, jak trudna jest to choroba, nie tylko dla tego, kto na nią cierpi, lecz również dla rodziny i przyjaciół, jak wiele trzeba siły, cierpliwości i delikatności, by żyć z nią pod jednym dachem. Okazuje się też, że mimo wielu kampanii informacyjnych tak naprawdę dalej niewiele wiemy na jej temat. W głowach mamy pełno stereotypów. Wciąż nam się wydaje, że osoba chora na depresję nie uśmiecha się i nadal myślimy, że ktoś, kto w naszym rozumieniu ma wszystko, co jest człowiekowi potrzebne do szczęścia – jest poza jej zasięgiem. Tymczasem każdy może paść jej ofiarą i nie zawsze widać, co komu w duszy gra.

„W kuchni w Empede obok lodówki wisi nowe zdjęcie. Barwy widoczne w tle są lekko rozmyte, przez co odnosi się wrażenie, że bohatera portretu otula przyjemne tło. Robert Enke uśmiecha się delikatnie, wydaje
się w dobrym humorze, a na jego kolanach siedzi Leila. Jest to jego ostatnie zdjęcie. To piękne zdjęcie staje się niepokojącym dowodem na to, jaką siłę posiada depresja. Potrafi przybrać maskę spokoju i oszukać wszystkich dookoła” – czytamy w jednym z rozdziałów.

Książka Ronalda Renga „Robert Enke. Życie wypuszczone z rąk”, wydana przez Sine Qua Non w 2015 r., dostępna jest również w postaci e-booka (w formatach: mobi, epub, pdf)

Barbara Zarzecka