Euro 2012 - Respect inclusion

stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 5/6 (74/75) Maj, Czerwiec 2011

ISSN 1427–728X

ROK IX

Nr 5/6 (74/75)

Maj, Czerwiec 2011 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO-SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00–216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9,  tel.: 022 635 57 94

tel.kom. 668 764 654,
666 725 040

e–mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Teresa Dębowska

Redaktor naczelna

Anna Amanowicz

Zastępca redaktor naczelnej

Skład i opracowanie graficzne:

Wojciech Górski

Druk: Wydawnictwa Polskiego Związku Niewidomych Spółka z o.o

Miesięcznik dofinansowują:

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Ministerstwo Sportu i Turystyki

Spis treści: 

Od mistrzostw do mistrzostw

Anna Amanowicz

Sześciokrotny medalista z Antalyi

Anna Amanowicz

Wrócili z siedmioma medalami

(AMA)

Czy zdążą do Bled?

(KAZ)

Nowa dyscyplina paraolimpijska

Lubomir Prask

Trzeba chcieć jechać

Andrzej Szymański

Odszedł miłośnik warcabów

Jerzy Gorczyński

Jak przeżyć długą podróż

(BWO)

Bieganie dobre na wszystko

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Jan Sekuła

 

Kalendarium

Lipiec – sierpień 2011 Stowarzyszenie „Cross”

24.06-1.07.2011 r., Bocheniec Mistrzostwa Polski juniorów w szachach

1-3.07.2011 r., Łódź Półfinał mistrzostw Polski w bowlingu (Strefa B)

8-10.07.2011 r., Łódź Półfinał mistrzostw Polski w bowlingu (Strefa A)

22-24.07.2011 r., Opole Finał mistrzostw Polski w bowlingu

29-31.07.2011 r., Tuchola Ogólnopolski turniej w szachach szybkich

2-11.08.2011 r., Czechy Międzynarodowy turniej szachowy

7-8.08.2011 r., Ostróda Ogólnopolskie zawody w kajakarstwie

29.08-4.09.2011 r., Grecja Mistrzostwa świata juniorów w szachach

ZKF „Olimp”

1-3.07.2011 r., Poznań Ogólnopolski wyścig kolarski

29-31.07.2011 r., Pruszków Mistrzostwa Polski w kolarstwie niepełnosprawnych (konkurencje torowe)

29-31.07.2011 r., Łódź Indywidualne mistrzostwa Polski w strzelectwie pneumatycznym

5-7.08.2011 r., Polanica Zdrój Ogólnopolski wyścig kolarski

20-21.08.2011 r., Podgórzyn-Borowice Mistrzostwa świata w kolarstwie górskim

27-28.08.2011 r., Kalisz Drużynowe mistrzostwa Polski w kolarstwie niepełnosprawnych

Na początek

 

wokół sportu

 

Truizmem jest mówienie, że każdy człowiek powinien wykorzystywać w życiu swoje szanse i umiejętności. Niby o tym wiemy, ale jakby nie wszyscy w odpowiednim momencie chcą lub umieją chwytać wiatr w żagle. Siła wiatru maleje, łódź traci rozpęd, z czasem zaczyna dryfować. Dlatego warto tę znaną prawdę przypominać, szczególnie ludziom bardzo młodym, najlepiej obrazując ją przykładami wziętymi z życia.

Oto Kasia Rogowiec, niepełnosprawna narciarka. Z tej dziewczyny aż bije siła i optymizm. Z uporem i determinacją wywalczyła swoje miejsce w życiu. Ukończyła studia ekonomiczne i odnosi sukcesy w wyuczonym zawodzie. Weszła na sportowe szczyty, zdobywając tytuły mistrzyni świata i olimpijskiej. Jest laureatką konkursu „Człowiek bez barier”, „w klapie” ma Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Łukasz Żelechowski sięga po rzeczy, które wydają się nie do osiągnięcia. Jako pierwszy na świecie niewidomy pokonał Kilimandżaro, zdobył najwyższy szczyt Kaukazu – Elbrus oraz najwyższy szczyt Andów. W życiu zawodowym odnosi sukcesy jako dziennikarz, informatyk, nauczyciel. Niewidomy Paweł Urbański trenuje judo i narciarstwo alpejskie. Pracuje jako informatyk i ekonomista, pisze książki. Chce stanąć na siedmiu najwyższych szczytach ziemi (zdobył Kilimandżaro i Górę Kościuszki). Twierdzi, że ograniczenie w postaci niewidzenia nie jest w stanie wpłynąć na realizację ekstremalnych pasji i zainteresowań. I że niepełnosprawność wcale nie oznacza braku sukcesów czy to w życiu zawodowym, a tym bardziej prywatnym.

To tylko trzy przykłady z naszego sportowego podwórka. A przecież jest ich tysiące. Dlatego apelujemy do młodych. Nie zamykajcie się w wąskim kręgu, który przy pozornym bezpieczeństwie ogranicza wasz rozwój do świata i ludzi. Wykorzystując młodzieńczy pęd do życia, z uporem walczcie o swoje w nim miejsce. Sport was w tym wesprze. Jak z przedstawionych powyżej przykładów wynika, jest bowiem jedną z tych dziedzin aktywności, która pomaga „rozwinąć żagle.”

JAGA

Na początek

 

 

pływanie

Od mistrzostw do mistrzostw

 

O mistrzostwach świata niewidomych i słabowidzących w pływaniu w tureckiej Antalyi i mistrzostwach Polski niepełnosprawnych w Szczecinie rozmawiam z Waldemarem Madejem, trenerem kadry narodowej.

 

– Nasza piątka pływaków przywiozła z Turcji, z Mistrzostw Świata IBSA (1–10 kwietnia 2011 r.), sporo krążków w różnych kolorach, w tym 6 złotych. Czy trener jest szczęśliwy?

– Są wyniki, są medale, są uśmiechy na twarzach zawodników, a do tego jeszcze tak pięknie grali nam Mazurka Dąbrowskiego. Czy w takiej sytuacji trener może być niezadowolony? Cieszy mnie też, że Asia Mendak, Grzesio Polkowski, Marcin Ryszka, Dawid Głowacki i najmłodszy w ekipie Krystian Kisiel, czyli cała piątka, pobili w Antalyi swoje rekordy życiowe, a to jest bodaj ważniejsze od medali, bo świadczy o dobrej formie moich podopiecznych, o dobrym ich przygotowaniu.

Mistrzostwa świata IBSA odbyły się w bardzo serdecznej atmosferze. Muszę pochwalić świetną ich organizację, dobre warunki pobytu i startów na nowej, funkcjonalnej 50-metrowej pływalni. Pogoda sprzyjała, w morzu była ciepła woda. Oprócz atrakcji sportowych były także atrakcje turystyczne. Tyle że, trzeba to wyraźnie powiedzieć, zabrakło pełnej czołówki światowej, czyli najlepszych pływaków z Hiszpanii, Japonii, Brazylii czy Ukrainy. Sądzę, że wielu europejskich tuzów odpuściło mistrzostwa, bo ostro przygotowują się do igrzysk paraolimpijskich w Londynie lub do najbliższych mistrzostw naszego kontynentu, które odbędą się w dniach 3-10 lipca w Berlinie. Kwietniowy termin zawodów też nie był najszczęśliwiej wybrany, bowiem w okresie od kwietnia do lipca odbywa się wiele prestiżowych imprez: otwarte mistrzostwa Danii, Niemiec, Anglii czy Rosji, w których startują najlepsi. Stanąłem przed dylematem: czy odpuścić, czy brać udział w mistrzostwach w Antalyi? Zdania w tej materii były podzielone. Postawiłem na udział naszej czołówki, bo ta ranga zawodów jest dla pływaków z dysfunkcją wzroku najważniejsza. Zdobyć tytuł mistrza świata to jednak coś więcej niż tytuł europejski. Ponadto młodzi zawodnicy z Lasek, trzynastoletni Krystian Kisiel, który ze startu na start bije rekordy życiowe, i trochę starszy Dawid Głowacki, zdobywca 2 srebrnych medali w Turcji, mogli na tej rangi zawodach otrzymać klasyfikację medyczną. Tylko na 2 lata, ale jednak.

 

Mistrzostwa świata IBSA w pływaniu niewidomych i słabowidzących

1-10.04.2011 r., Antalya (Turcja)

Reprezentacja Polski

Zawodnicy

1. Joanna Mendak, 2. Grzegorz Polkowski, 3. Marcin Ryszka, 4. Dawid Głowacki,

5. Krystian Kisiel

Trenerzy

Jadwiga Zieleńska-Starzec i Waldemar Madej

Fizjoterapeuta

Robert Musiorski

Zdobyte medale

Marcin Ryszka

3 złote

50 m stylem klasycznym 37:83

100 m stylem klasycznym 1:21:84

200 stylem klasycznym 3:02:83

1 srebrny  200 m stylem dowolnym 2:29:73

2 brązowe

100 m stylem dowolnym 1:06:46

200 m stylem zmiennym 2:46:76

Grzegorz Polkowski

2 złote

100 m stylem dowolnym 1:03:28

200 m stylem dowolnym 2:26:66

1 srebrny 50 m stylem dowolnym 28:38

1 brązowy 100 m stylem grzbietowym 1:18:75

Joanna Mendak

1 złoty 100 m delfinem 1:07:14

1 srebrny 200 m stylem zmiennym 2:36:75

4 brązowe 50 m delfinem 31:81

100 m stylem grzbietowym 1:19:60

50 m stylem dowolnym 29:34

100 m stylem dowolnym 1:03:97

Dawid Głowacki

2 srebrne

50 m stylem klasycznym 41:89

200 m stylem klasycznym 2:29:20

– W dniach 28-29 maja odbyły się w Szczecinie Letnie Mistrzostwa Polski w Pływaniu Osób Niepełnosprawnych. Jak Pan je ocenia?

– Uważam je za udane. Są wysokie miejsca w rankingu ogólnym i dużo punktów,
a one świadczą, że zbliżamy się do tych najwyższych wyników na świecie. Wiadomo jednak, że start w mistrzostwach Polski nie może być traktowany przez zawodników przygotowujących się do mistrzostw Europy jako główny czy najważniejszy. Potraktowaliśmy go raczej jako start kontrolny. Ponadto bardzo trudne jest przejście z pływalni 25-metrowej, a na takiej trenują moi podopieczni (w Laskach nawet na 12,5-metrowej) na 50-metrową, która była w Szczecinie, bez 10-12-dniowego wprowadzenia. Takiego nie było. Zupełnie inaczej się pływa w obu akwenach, choćby ze względu na nawroty, inaczej wygląda trening. Ale na mistrzostwach Polski stawiła się czołówka pływaków, potwierdzając swoje aspiracje do medalowych pozycji w mistrzostwach Europy. Z powodu choroby nieobecna była tylko Asia Mendak, ale wiem, że cały czas ostro trenuje w Suwałkach pod okiem Edwarda Deca. Od 20 czerwca kadra pływacka udaje się na zgrupowanie do Ostrowca Świętokrzyskiego, ostatnie przed mistrzostwami Europy. Od wyniku uzyskanego w Berlinie zależy liczba miejsc, które będą nam przyznane na igrzyska paraolimpijskie w Londynie. Czyli te wyniki muszą być naprawdę w granicach I-III miejsca. Szkoda tylko, że z powodu kłopotów finansowych PZSN „Start” wypadły wcześniej planowane zgrupowania, które zagwarantowałyby jeszcze lepsze przygotowanie kadry.

Ucieszyłem się, że w Szczecinie pojawiło się wiele nowych twarzy. Przyjechali zawodnicy z różnych stron Polski, a więc już nie tylko Laski generują nowych i zdolnych pływaków z dysfunkcją wzroku. Także Wrocław, Kraków, Gdańsk, Katowice, Białystok. Można już organizować po 6, a nawet 7 zawodników w seriach. To naprawdę budujące. Jest tylko problem z klasyfikacją medyczną. Jeżeli każdy z zawodników uzyska międzynarodową, a do tego dążymy, to wówczas będziemy wiedzieli, jakich mamy zawodników, a ich wyniki znajdą się w światowym rankingu pływaków.

Na koniec chciałbym pochwalić się trzema perełkami rodem z Lasek: Dawidem Głowackim, Krystianem Kisielem i Kacprem Kowalewskim. To świetni chłopcy. Utalentowani pływacy. Dwaj pierwsi otarli się już o mistrzostwa świata, Dawid przywiózł nawet podwójne srebro. Kacper ma co prawda trochę trudny stosunek do treningów, ale na zawodach się spręża i ciągle bije rekordy. Do perełek zaliczam też 17-letniego Arkadiusza Dudę i 14-letniego Mateusza Papiernika, całkowicie niewidomych, też rokujących spore nadzieje. Ostatnio zaś pojawili się jeszcze ośmioletni Arek Kozioł i Paweł Nowicki, którzy bardzo ładnie pływają, chętnie trenują i na mistrzostwach Polski juniorów już zdobywają medale

Letnie mistrzostwa Polski w pływaniu osób niepełnosprawnych

28-29.05.2011 r., Szczecin

Klasyfikacja generalna

Narząd wzroku

Mężczyźni

1. Grzegorz Polkowski 1389 p. IKS Warszawa

2. Marcin Ryszka 1171 p. SOSW Kraków

3. Kamil Rzetelski 1075 p. „Start” Wrocław

Narząd ruchu

Kobiety

1. Paulina Wodniak 1777 p. „Start” Szczecin

2. Katarzyna Pawlik 1585 p. „Start” Katowice

3. Oliwia Jabłoński 1386 p. „Start” Wrocław

Mężczyźni

1. Krzysztof Paterka 1431 p. „Start” Poznań

2. Sebastian Matczak 1426 p. „Start” Kalisz

3. Piotr Mejsner 1399 p. „Start” Szczecin

 

Anna Amanowicz

Na początek

 

 

Sześciokrotny medalista z Antalyi

 

Antalya, kwiecień, mistrzostwa świata IBSA osób niewidomych i słabowidzą-cych, start na sto metrów stylem klasycznym, dystans olimpijski. To ów bieg po złoto Marcin Ryszka ocenia jako wyjątkowy, niepowtarzalny, choć w Turcji sięgał po nie jeszcze dwukrotnie. Długo nie zapomni wzruszenia, kiedy stojąc na podium razem z Grzegorzem Polkowskim słuchał Mazurka Dąbrowskiego, ani uczucia tryumfu i emocji, także czasu, gdy radośni ustawiali się do zdjęć zaraz po dekoracji, a potem razem z trenerami. Podkreśla, że to był super wyjazd, super atmosfera, a Waldemar Madej i Jadwiga Zieleńska-Starzec to trenerzy na medal, kompetentni, pomocni, zawsze obok, gotowi do psychicznego wsparcia.

Sukces w Antalyi

– Z Turcji przywieźliście osiemnaście medali – 6 złotych, 5 srebrnych i 7 brązowych. Zasłużyliście na taki worek krążków? A może to było tylko szczęście, fart?

– Była nas piątka, wśród nas tuzy: Joasia Mendak i Grzegorz Polkowski, zawodnicy ścisłej światowej czołówki – mówi Marcin. – Oni zapewniali medale, ich dobry start był pewny, choć w sporcie nic nie jest przesądzone. Joasia zdobyła złoto, srebro i 4 brązowe medale, Grzegorz 2 złote krążki, srebro i brąz. Ja powoli dołączam do najlepszych i choć moje wyniki nie są jeszcze na takim poziomie, żeby zabłysnąć na igrzyskach, wszystko zmierza w tę stronę. Turcja to był jeden z przystanków na drodze do Londynu. Z Kazimierzem Woźnickim, moim krakowskim trenerem, z którym ćwiczymy na basenie Akademii Górniczo-Hutniczej, nie odpuszczaliśmy tych mistrzostw, cały czas trwała ciężka praca, a na kilka tygodni przed zawodami trening był już ukierunkowany na start w Antalyi. To zaowocowało powodzeniem. Każdy z pływaków starał się popłynąć jak najlepiej, zwłaszcza że start na mistrzostwach świata wpływał na kwalifikacje na igrzyska w Londynie. Świetnie spisał się Dawid Głowacki, który zdobył dwa srebrne medale. Dla niego oraz dla Krystiana Kisiela były to pierwsze w życiu starty na imprezie tak wysokiej rangi. Z tego też powodu weterani naszej reprezentacji zorganizowali im „chrzest”, wrzucając ich w samych kąpielówkach do morza.

Początki pływania i pierwsze sukcesy

Cofamy się teraz do roku 1997, kiedy to Marcin przyszedł po naukę do szkoły podstawowej na Tyniecką. Przez pierwsze trzy lata uczył się pływać na tutejszym 12,5-metrowym basenie. W czwartej klasie, pod skrzydłami pani Beaty Rosińskiej, osiągnął znaczny poziom wtajemniczenia. Ale najbardziej rozwinął się pod opieką Jana Jeziorowskiego. Marcin twierdzi, że to jemu właśnie zawdzięcza późniejsze sportowe sukcesy. Poświęcając swój prywatny czas, pan Jan wieczorami przychodził do szkoły, by z Marcinem i dwoma jego kolegami z klasy ćwiczyć na pływalni.

– Pamiętam – wspomina Ryszka – że tworzyliśmy zgraną paczkę, zżyliśmy się, wspierali wzajemnie, dopingowali na zawodach. Trener z naszą trójką zaczął wychodzić poza krakowskie opłotki, zaczęliśmy się mierzyć z pływakami z innych miast. Wyniki szły w górę. W 2006  r., byłem wówczas w trzeciej gimnazjalnej, osiągnąłem taki poziom sportowy, że pani Dorota Płociniak, trener-koordynator pływania, powołała mnie na obóz kadry juniorów w Wałczu. Z kolei w 2007 roku, na zimowych mistrzostwach Polski, wypatrzył mnie trener Waldemar Madej, zaprosił na zgrupowanie w Gorzowie Wielkopolskim, zakwalifikował do startu w otwartych mistrzostwach Niemiec w Berlinie. Dzięki znajomości z tym znakomitym trenerem i pod jego okiem osiągnąłem minimum do Pekinu. Pojechałem na igrzyska, zająłem 10. miejsce. Otarłem się o sport z najwyższej półki, zweryfikowałem swoje szanse w tym sporcie.

Droga do AGH

Udział Marcina w paraolimpiadzie stał się kartą przetargową podczas starań o zapewnienie mu możliwości trenowania na basenie krakowskiej AGH.  Walczył o to jego przyjaciel, też pływak, Robert Musiorski. Przekonał Kazimierza Woźnickiego, byłego trenera kadry narodowej pełnosprawnych, że warto takiemu pływakowi jak Ryszka stworzyć dobre warunki do rozwoju sportowego. Współpraca z trenerem Woźnickim zaowocowała szybko, bo rok później, na mistrzostwach świata w Rio de Janeiro, Marcin zdobył na krótkim basenie trzy srebrne medale. Po maturze w technikum o kierunku administracyjno-biurowym na
Tynieckiej na dobre już zadomowił się w AGH, podjął tutaj studia na wydziale zarządzania. Mieszka w akademiku, z okien widać pływalnię. Czy ktoś w Polsce ma lepsze warunki do trenowania? Tym bardziej że na uczelni wszyscy rozumieją jego sportową pasję, każdy chce mu pomóc. Z powodu nieobecności nie robią problemów. Jest zawsze w kontakcie „mejlowym” z prowadzącymi zajęcia, oni wysyłają mu materiały. Wspiera go i pomaga w nauce tutejsze biuro do spraw osób niepełnosprawnych.
– Jedynym mankamentem jest to – powiada Marcin – że grupa, z którą trenuję, liczy 14 osób, oprócz mnie wszyscy są pełnosprawni, szybciej ode mnie pływają. Kiedy jest nas po trzech czy czterech na torze, zdarza się, że wzajemnie sobie przeszkadzamy. Mój trening też bardziej absorbuje trenera. Przydałby się zatem tor oddzielny, tylko dla mnie – na pewno wówczas trening byłby skuteczniejszy. Niestety, basen ma tylko 6 torów. Ale nie narzekam, jest dobrze. Najlepiej na zgrupowaniach kadry. Przywiązałem się do moich kolegów, cenię sobie przebywanie z nimi. Od  lat podziwiam Grześka Polkowskiego, z nim  na treningach świetnie współpracuję,  wzajemnie się nakręcamy. Między Krakowem i Warszawą powstała gorąca linia, toczą się codziennie rozmowy z Grzegorzem i obecnym fizjoterapeutą kadry Robertem Musiorskim. Utrzymuję też kontakt z Asią Mendak. Zabiegam o wskazówki trenera Madeja, które bardzo cenię.  Dzięki pływaniu zadzierzgnęły się przyjaźnie na całe życie.

Pływak wszechstronny z genami po dziadkach

Tradycje sportowe w rodzinie Ryszków zapoczątkowali dziadkowie Marcina, mieszkańcy Kaniowa nieopodal Czechowic--Dziedzic. Dziadek ze strony ojca to były działacz sportowy, któremu sport lokalny wiele zawdzięcza. Dziadek ze strony matki grał w piłkę nożną. Zamiłowanie do kopania piłki przejęli bracia Marcina, Kornel i Dawid. Grają co prawda na poziomie amatorskim, ale z dużym zaangażowaniem. Rodzice bardzo przeżywają każdy start Marcina. Ojciec, największy kibic, zna praktycznie każdą jego „życiówkę” na wszystkich dystansach i nawet rozkład tempa. Ale cały czas jednak przypomina mu, że nauki nie można lekceważyć, bo sport się kiedyś skończy, a wiedza to podstawa sukcesów w życiu zawodowym.

Marcin jest pływakiem wszechstronnym. Preferując dłuższe dystanse, startuje praktycznie we wszystkich konkurencjach, które są na zawodach, i każdym stylem.

Śmieję się, że niedługo Marcinowi zabraknie na piersiach miejsca na medale. Z samej Turcji przywiózł ich 6, w tym 3 złote oraz 1 srebrny i 2 brązowe. Piękne żniwo. Nazbierało się tych trofeów mnóstwo, wszak od dzieciaka je zdobywa. – Czy jest domowa kapliczka na sportowe zdobycze?

– Kiedyś rzeczywiście zgromadzone były w jednym miejscu – mówi Marcin. – Po kolejnych remontach to się zmieniało, część została schowana, tylko te najcenniejsze trofea są na widoku.

– Zapewne opuszczą zakamarki, gdy zechcesz je kiedyś pokazać swoim dzieciom?

– Daj Bóg! – odpowiada. I śmieje się, bo to wesoły, pogodny chłopak.

Poza pływaniem, Marcina, tak jak jego braci, rajcuje piłka nożna. Kiedy bywa w domu i jest taka możliwość, chodzi na mecze z udziałem Kornela i Dawida. Serce natomiast oddał „Wiśle” Kraków – to na jej stadionie, „o rzut beretem od akademika”, bywa częstym gościem, jej kibicuje z dużym zaangażowaniem.

„Numer dwa” na MP w Szczecinie

 – Jak ukształtowała się twoja pozycja w kraju po tegorocznych mistrzostwach Polski?

– Zdobyłem trzy złote medale, jeden srebrny. W ogólnej klasyfikacji jestem drugi, za Grzegorzem Polkowskim. Wyniki nie były co prawda oszałamiające, ale też trzeba zrozumieć, że w ciągu pół roku nie da się osiągnąć kilku szczytów formy.

– Czy udało ci się kiedyś wygrać z „number one”?

– Udało się na setkę crawlem, pobiłem też jego rekord na 400 m, również crawlem. Szybciej od niego pokonuję dłuższe dystanse, które Grzegorz zarzucił, a ja się w nich specjalizuję. Grzesiek nie pływa żabką, delfinem, nie pływa stylem zmiennym. Na mistrzostwach Polski nie udało mi się jednak pokonać go na żadnym wspólnym dystansie. Jest ciągle i zasłużenie „numerem jeden” w kraju.

Marcin jest bardzo związany ze swoim rodzinnym gniazdem, ale po skończeniu studiów chce zostać w Krakowie, który go zauroczył, gdzie czuje się jak ryba w wodzie. Chce tu mieszkać, do końca studiów zajmować się pływaniem. A po ich skończeniu? Jeśli podejmie pracę, nie jest pewne, czy uda mu się pogodzić ją z treningami. Ale o tym przyjdzie pomyśleć później. Gdzieś w zakamarkach umysłu plącze się taka myśl: – A może nadejdą takie czasy, że będzie można żyć z pływania?

Anna Amanowicz

Na początek

 

 

narciarstwo

Wrócili z siedmioma medalami

 

– Tupolew-154, samolot, który wiózł naszą ekipę do Chanty-Mansijska w Zachodniej Syberii, budził na lotnisku w Monachium spore zainteresowanie obsługi naziemnej, był fotografowany przez obserwatorów – relacjonuje dla „Crossa” Katarzyna Rogowiec. – Dolecieliśmy szczęśliwie! Różnica czasu – 4 godziny.  

Z okien busa miasto sprawia dobre wrażenie. Nasza opiekunka Natalia, studentka II roku języków obcych, mówi o jego 86 tysiącach  mieszkańców. Lokujemy się w hotelu „Na Sjemi Holmaxa”, usytuowanym przy samych trasach biegowych/biathlonowych. Mimo niedużej różnicy w czasie, jestem niewyspana. Najchętniej położyłabym się do łóżka. Ale trzeba przewalczyć senność i zaaklimatyzować się przed startami.  Rozpoznajemy trasy.  Dla sprintu, według mnie, trasa  zbyt płaska. Dobrze, że jest jakiś jeden podbieg i zjazd bardziej wymagający. Zdecydowanie lepiej przedstawia się trasa 2,5 km. Są na niej dwa strome i dosyć długie podbiegi, także ostre zjazdy. Kończymy rozpoznanie i czekamy na starty, żeby robić swoje. Wieczorem otwarcie!

Występ naszej ekipy na tegorocznych Paraolimpijskich Mistrzostwach Świata w Narciarstwie Biegowym i Biathlonie Osób Niepełnosprawnych (odbywały się w rosyjskim Chanty-Mansijsku  w dniach 2-10 kwietnia 2011) jest określany jako najlepszy w ostatnich latach.  Sześć medali Katarzyny Rogowiec i jeden Kamila Rośka to dorobek pokaźny, dzięki któremu uplasowaliśmy się na szóstym miejscu w końcowej tabeli. Najlepszy rezultat zanotowali gospodarze, Rosjanie – 48 medali, drugi Ukraińcy - 23 krążki, trzecie miejsce zajęli Kanadyjczycy, zdobywszy tyle samo medali co Polacy, ale aż 5 złotych. W mistrzostwach wzięło udział ponad 100 niepełnosprawnych sportowców z 14 krajów: Austrii, Białorusi, Kanady, Finlandii, Francji, Niemiec, Włoch, Korei Południowej, Norwegii, Polski, Rosji, Szwecji, Ukrainy i Stanów Zjednoczonych.

Pierwszy dzień zawodów i pierwszy polski sukces. W biathlonowym biegu pościgowym Kasia Rogowiec zdobyła srebro. I, co należy podkreślić, jako jedyna z całej stawki strzelała ze stuprocentową celnością.  O niecałe 5 sekund przegrała z reprezentantką gospodarzy, Anną Burmistrową. Drugi dzień i kolejna radość, jeszcze większa. Kasia za bieg na 5 km techniką dowolną staje na najwyższym podium – w Chanty-Mansijsku zabrzmiał Mazurek Dąbrowskiego. Żółty krążek zdobyła w porywającej walce – najpierw musiała gonić Aleksandrę Kononową; stratę do rywalki odrobiła dopiero na drugim okrążeniu, zawdzięczając złoto doskonałemu finiszowi. Do kompletu brakowało Kasi brązowego medalu. Zdobywa go w biegu na 15 km techniką klasyczną.
 A potem kolejne 3 srebrne medale.

Po zdobyciu srebrnego krążka w sprincie Kasia była niepocieszona. Mimo uzyskania najlepszego czasu półfinałów, na walkę o złoto w finale zwyczajnie zabrakło jej sił. – Jestem już zmęczona, grzęzłam dziś w miękkim śniegu – mówiła po zakończonych sprintach. – Nie mogę „rozpędzić się„ do najwyższego tempa i myślę już o powrocie do domu.

Po ostatnim występie w mistrzostwach, w biathlonie na długim dystansie, Kasia również była  rozczarowana. – W  biathlonie nie wystarczy biegać, trzeba jeszcze dobrze strzelać – mówiła. – Tym razem na oddanych 20 strzałów cztery były nietrafne. Narzuciłam  sobie duże tempo biegu, strzelanie było nierytmiczne, oddawane strzały – na wdechu, brakowało koncentracji. Ale z całości swojego występu w Chanty-Mansijsku Kasia była zadowolona. – Apetyt rośnie w miarę jedzenia i mam niedosyt – podsumowuje. – A jeszcze przed pierwszym biegiem myślałam o tym, że każdy medal może być nie do zdobycia. Wracam z sześcioma medalami z sześciu biegów i jednym tytułem mistrzowskim. Nie marzyłam o takim wyniku. 

Bardzo dobrze spisał się w Chanty-Mansijsku Kamil Rosiek. Zdobyte w Rosji srebro to jego pierwszy medal mistrzostw świata. W biegu biathlonowym na 7,5 km jechał bardzo szybko, na strzelnicy nie miał ani jednego strzału niecelnego. Do złota zabrakło Kamilowi zaledwie 1 s. Wygrał Rosjanin, Irek Zaripow.

Z występu pozostałych naszych zawodników: Arlety Dudziak i Roberta Wątora, choć nie przywieźli do Polski medali, możemy być również zadowoleni. Gratulacje składamy nowemu trenerowi kadry Witoldowi Kopernikowi. Rezultaty jego pracy z zawodnikami już są widoczne. Jest podstawa, by budować skład na igrzyska w Soczi.

(AMA)

Na początek

 

 

wioślarstwo

Czy zdążą do Bled?

 

Niepełnosprawni wioślarze naszego kraju mają już za sobą dwa międzynarodowe sprawdziany. Przed nimi najważniejszy start, na przełomie sierpnia i września, w mistrzostwach świata w słoweńskim Bled.

Starty w Gavirate i Monachium

Czwórka mieszana ze sternikiem, w której wiosłuje dwójka reprezentantów LOTTO/Bydgostii/WSG/Bank Pocztowy, a zarazem bydgoskiej „Łuczniczki”: Barbara Grocholska-Borkowska i Tomasz Kwiatkowski (schorzenie narządu wzroku), oraz „ruchowcy”: Anna Rudnicka, także z LOTTO/Bydgostii i Piotr Błażejczyk ze „Startu” Szczecin, zwieńczyła ubiegły sezon 7. miejscem, uzyskanym w listopadowych mistrzostwach świata w Nowej Zelandii.

– Odpoczynek był krótki, gdyż zawodników czekał sezon halowy i wiosłowanie na ergometrze – tłumaczy Andrzej Mazurowicz, opiekun osady. – Kadrowicze potwierdzili swoją dobrą formę, zajmując czołowe miejsca w mistrzostwach Europy w Paryżu, Pucharze Polski w Warszawie czy też w mistrzostwach kraju we Wrocławiu. Te zawody były dobrym przerywnikiem w żmudnych przygotowaniach do sezonu letniego. Rozpoczęliśmy go w połowie maja startem w międzynarodowych regatach we włoskiej miejscowości Gavirate, nieopodal Varese. Niestety, udaliśmy się tam osłabieni, albowiem w lutym Anna Rudnicka zmuszona została do przerwy w treningach. Przyplątała się rwa kulszowa i dyskopatia. Osłabiona czwórka walczyła jednak bardzo dzielnie.

W trybie awaryjnym do czwórki dołączyła Joanna Hantszchel ze Szczecina.

– Mimo ogromnej ambicji i zaangażowania, nie da się w krótkim czasie przygotować nowego zawodnika pod względem wydolnościowym, fizycznym i technicznym – komentuje szkoleniowiec. – Żal nam było jednak stracić tego sprawdzianu. Chcieliśmy zobaczyć, w jakim miejscu jesteśmy w porównaniu do rywali.

Do Włoch udały się trzy polskie osady: czwórka mikst ze sternikiem (Borkowska, Kwiatkowski, Błażejczyk, Hantszchel, sternik Mateusz Balcerzak z BTW), dwójka podwójna mikst – Jolanta Pawlak, Michał Gadowski oraz skiffista Robert Studziżba – wszyscy „Start” Szczecin.

– W Gavirate startowaliśmy czterokrotnie. W pierwszym dniu rywalizowaliśmy na klasycznym dla niepełnosprawnych dystansie 1000 m. Stawiającą dopiero pierwsze kroki w wioślarstwie Joasię zastąpiła gościnnie Włoszka Adriana Tovani. W przedbiegu nasza czwórka uplasowała się na 3. miejscu, zaś w finale minęliśmy metę jako drudzy – za Ukrainą, a przed dwoma osadami Włoch i Rosją – relacjonuje Kwiatkowski.

W drugim dniu regat niepełnosprawni rywalizowali na 500 m. – To ze względu na mocny, boczny wiatr i dużą falę – wyjaśnia Tomasz. – Tym razem wiosłowaliśmy z Joasią. Zarówno w przedbiegu, jak i finale, zajęliśmy 3. miejsce, za Ukrainą i Włochami.

– W pierwszym dniu straciliśmy do Ukrainy, czwartej osady ubiegłorocznych mistrzostw świata, nieco ponad 4 sekundy, co jest dobrym prognostykiem na przyszłość. Mam nadzieję, że Ania upora się z kontuzją i dołączy do osady – podsumowuje Mazurowicz.

Z pozostałych dwóch polskich osad skiffista Robert Studziżba zajmował 6. i 4. miejsce, a debiutująca nowa dwójka mieszana: Jolanta Pawlak i Michał Gadowski (zastąpił Piotra Majkę, który nie otrzymał klasyfikacji medycznej do TA, lecz do LTA)  – 3. i 4. pozycję. – Jola z Michałem pływają razem na wodzie dopiero od miesiąca. To, co pokazali w startach, napawa optymizmem. W pierwszym dniu pokonali dwójkę gospodarzy i stanęli na najniższym stopniu podium. Występ Roberta unaocznił, że zawodnik ten jest dobrze przygotowany pod względem fizycznym i wytrzymałościowym, lecz brakuje mu opływania w trudnych warunkach, przy  dużej fali i silnym wietrze – ocenia Tomasz Kaźmierczak, trener kadry.

Obaj szkoleniowcy liczyli, że ich podopieczni jeszcze lepiej wypadną podczas Pucharu Świata w Monachium

Trójka to za mało

Pucharowe zmagania w stolicy Bawarii, rozegrane w ostatnich dniach maja, pokazały jednak, że brak Rudnickiej w składzie to spore osłabienie czwórki ze sternikiem. Osada zajęła, niestety, 10. miejsce, ostatnie.

W przedbiegu bydgosko-szczecińska osada minęła celownik na 5. miejscu, wyraźnie ustępując pozostałym czwórkom. Do czwartych na mecie Francuzów stracili ponad 20 sekund. – Oszczędzaliśmy siły na repesaż – zdradza Tomasz. Tam biało-czerwoni zdołali wyprzedzić dwie ekipy: Brazylię i Rosję, lecz musieli uznać wyższość Francuzów, Ukraińców i Włochów. – Daliśmy z siebie wszystko. Tym razem do triumfatorów repesażu, Francuzów, straciliśmy tylko 13 sekund, lecz to było za mało, by zakwalifikować się do finału A (2 pierwsze) – relacjonuje Borkowska.

W finale B Polska czwórka nie zdołała wyprzedzić żadnej z osad. Do zwycięskich Włochów straciła 11 sekund, zaś do Brazylijczyków i Rosjan odpowiednio 5 i 2. – Rywale dostrzegli, że wiosłujemy właściwie we trójkę. Asia gubi się jeszcze, kiedy fala jest duża i tempo wiosłowania wysokie. Nie było więc szans na wyższą lokatę. Nasze straty do rywali nie są jednak duże i w najsilniejszym składzie jesteśmy w stanie skutecznie rywalizować o kwalifikację paraolimpijską – mówi Mazurowicz. Przypomnijmy, że w mistrzostwach świata w Bled kwalifikacje olimpijskie wywalczy 8 czołowych czwórek.

W dwójkach podwójnych mikst Pawlak z Gadowskim również nie wyprzedzili żadnej z osad, zajmując 7. miejsce. Optymistyczne jest jednak to, że znacznie mniejsze, w porównaniu ze startem w Gavirate, były różnice czasowe polskiej dwójki do rywali. W skiffie mężczyzn wystartowało dwóch Polaków: Studziżba i debiutant Jerzy Kulik z Płocka. Debiutant zakończył na ostatnim, 18. miejscu, z minutową stratą do Studziżby, który w finale B uplasował się na 3. pozycji (9. generalnie). Do czołowych skiffistów stracił jednak niewiele, od 3 do 15 sekund. – Robert systematycznie goni czołówkę. W Bled może spełnić swoje marzenie i zakwalifikować się do paraolimpiady w Londynie – ocenia Mazurowicz.

Przed reprezentantami kraju ostatnie dwa miesiące przygotowań. – Musimy, podobnie jak przed ubiegłorocznym startem w Nowej Zelandii, skupić się przede wszystkim na technice wiosłowania i zgraniu osady. Na zgrupowaniach spędzimy wiele godzin na wodzie i jestem przekonany, że da to pozytywne efekty. Oby tylko Ania wróciła do wiosłowania – mówi zatroskany trener. Intensywna terapia i rehabilitacja sprawiły, że Rudnicka w pierwszych dniach czerwca wznowiła treningi, co bardzo ucieszyło pozostałych członków osady i szkoleniowca.

– Basia, Tomasz i Piotrek znacznie poprawili wszystkie parametry. W treningach na wodzie w Bydgoszczy pomagają też Krzysiek Pikulski i Sebastian Budny. Gdyby Ania wróciła do dyspozycji sprzed kontuzji, to już będzie dobrze. Nie zapominam o Joasi, muszę mieć awaryjne rozwiązanie – optymistycznym akcentem kończy Mazurowicz.

(KAZ)

Na początek

 

 

showdown

Nowa dyscyplina paraolimpijska

 

Na I Ogólnopolskie Zawody w Showdown Niewidomych i Słabowidzących (20 maja 2011 r.) przyjechało do Sielpi Wielkiej ponad 30 zawodników z całej Polski. Śmiało można ich nazwać pionierami, bo choć dyscyplina ta znana jest w Polsce od jakiegoś czasu i odbyły się już pierwsze potyczki, nigdy dotąd nie było możliwości konkurowania w tak dużym i różnorodnym gronie zawodników. Większość miała za sobą wiele treningów i rozegranych meczów, ale znaleźli się również tacy, którym trzeba było od podstaw przedstawić zasady gry, nauczyć prawidłowych zagrań i zachowań przy stole. Poświęcono na to cały piątkowy wieczór.

Kilka słów o showdown. Wymyślił ją Kanadyjczyk Joe Lewis (w 1960 r.) jako zabawę dla niewidomych. Udoskonalił ją Patrick York, Amerykanin. Od 1992 r. czynione są starania, by dyscyplina ta była włączona do grona dyscyplin paraolimpijskich. W 2012 r. w Londynie rozegrany zostanie turniej pokazowy, a już w 2016 roku w Rio de Janeiro będzie można wywalczyć w showdown tytuły mistrza paraolimpijskiego!

W sobotę rano rozpoczęto rozgrywki. Na dwóch stołach rywalizowali mężczyźni i kobiety podzieleni na dwie grupy. Mecze trwały 15 minut. Tylko czasami udawało się rozegrać pełny trzysetowy mecz do 11 pkt. W większości przypadków kończył się limit czasu i wygrywał zawodnik z większą liczbą zdobytych punktów. W grupie każdy grał z każdym, więc meczów było naprawdę dużo. Rywalizowano zacięcie. Czterech najlepszych zawodników z każdej grupy przechodziło do ćwierćfinałów.

W niedzielę rano zaczęła się faza pucharowa – zwycięzca przechodził dalej. W półfinale mężczyzn znaleźli się: Arkadiusz Gęstwiński z „Łuczniczki” Bydgoszcz, Wacław Karczewski z „Ikara” Lublin, Dawid Myrcha z DSOSW nr 13 we Wrocławiu i Łukasz Byczkowski – również z Wrocławia. Zaskoczeniem była nieobecność Marka Szapańskiego z Bydgoszczy, który w fazie grupowej bardzo dobrze się prezentował, wysoko ogrywając swoich przeciwników. Z konfrontacji W. Karczewki – A. Gestwiński zwycięsko przeszedł do finału zawodnik z Lublina. W drugim półfinale zmierzyli się dwaj wrocławianie: Ł. Byczkowski i D. Myrcha. Lepszym okazał się Ł. Byczkowski. W meczu o III miejsce Dawid Myrcha wysoko zwyciężył Arkadiusza Gęstwińskiego (2:0), oddając tylko 6 punktów w obu setach. Dawid, który w listopadzie 2010 r. wygrał duże młodzieżowe zawody, teraz również pokazał się z dobrej strony.

W wielkim finale spotkali się Łukasz Byczkowski i Wacław Karczewski. Mecz oglądali wszyscy zawodnicy biorący udział w zawodach. A było co oglądać! Sytuacja zmieniała się kilkakrotnie. Najpierw długie próbowanie przeciwnika, gdy nie padały bramki, potem seria błędów obu zawodników. Po dwóch rozegranych setach wynik był 1:1. W ostatniej odsłonie bardziej opanowany i skoncentrowany okazał się Byczkowski i trzeciego seta wygrał wyraźnie, zyskując tytuł najlepszego zawodnika rozgrywek. Za uzyskany wynik i styl, w jakim pokonał rywala, otrzymał ogromne brawa i gratulacje. Przez cały turniej ten zawodnik wyróżniał się opanowaniem, koncentracją i inteligencją gry. Nawet przy stracie kilku punktów był w stanie tak się skupić, że zmuszał przeciwnika do błędu lub znajdował jego słaby punkt i bezlitośnie go wykorzystywał. Jest to zawodnik z dużymi predyspozycjami do gry w showdown. Mamy nadzieję, że jeszcze bardziej rozwinie swój talent i godnie będzie nas reprezentował na arenie międzynarodowej.

Wśród kobiet to tabela wyników wyłoniła najlepszą zawodniczkę. Została nią Elżbieta Mielczarek ze „Sprintu” Wrocław, która pokonała wszystkie swoje przeciwniczki. Drugie miejsce zajęła Jolanta Szapańska z „Łuczniczki” Bydgoszcz, trzecie – Ewa Bilewicz z „Ikara” Lublin.

Okazało się, że są w Polsce silne ośrodki showdown. Należą do nich: Wrocław, Lublin i Bydgoszcz. We wrześniu odbędzie się zgrupowanie kadry Polski w showdown, na które zakwalifikowali się wszyscy półfinaliści turnieju w Sielpi. Mamy nadzieję, że zjawią się jeszcze inni utalentowani zawodnicy, którzy utworzą silną reprezentację Polski. Do paraolimpiady w Rio de Janeiro w 2016 roku jest co prawda jeszcze trochę czasu, ale trzeba go dobrze wykorzystać na przygotowania kadrowiczów. Bo inni zawodnicy z Europy już od dobrych kilku lat rywalizują ze sobą na turniejach i mają duże umiejętności i doświadczenie.

Lubomir Prask (trener kadry)

Na początek

 

 

wiadomości

 

Kręgle

 

XII Mistrzostwa Polski w Kręglach Klasycznych

Tomaszowska kręgielnia już po raz jedenasty była miejscem wyłonienia najlepszych w Polsce kręglarzy klasycznych z dysfunkcją wzroku. Jak zwykle, dla równych szans, wszyscy zawodnicy grali na tych samych torach. Wprawdzie w ten sposób wykorzystywano tylko 4 z 6 istniejących torów, ale mistrzostwa Polski to poważna sprawa i sprawiedliwości sportowej musiało stać się zadość. Tegoroczna stawka była tym większa, że wywalczone miejsce miało istotny wpływ na włączenie zawodnika do kadry wyjeżdżającej na II Mistrzostwa Świata w Bośni i Hercegowinie. Walka była więc ostra. Przy tak wielkiej motywacji duże znaczenie miały umiejętności techniczne, jeszcze większe – odporność psychiczna.

W tym roku kalendarz imprez został nieco „odchudzony”, gdyż nie odbyły się tradycyjne, otwierające sezon, zawody o „Puchar Niebieskich Źródeł”. „Źródełka” graliśmy właśnie tutaj, w Tomaszowie Mazowieckim, co dawało możliwość przypomnienia sobie specyfiki tej kręgielni. Kiedy laik ogląda tory kręglarskie, to wydaje mu się, że są identyczne. Zawodnicy, zwłaszcza ci z wieloletnim doświadczeniem, wiedzą o różnicach, niewielkich wprawdzie, ale  które jednak mają duży wpływ na przebieg gry.

To, że przed MP rozegrano tylko półfinały eliminacyjne w Gostyniu, promowało starych wyjadaczy oraz kluby, które lepiej potrafiły zorganizować i przeprowadzić treningi. Właśnie taka okoliczność pomogła osiągnąć niewątpliwy sukces małżeństwu Ziębów z „Karolinki” Chorzów. Zarówno Irena, jak i Janusz, jako pierwsze małżeństwo w historii rozgrywek o mistrzostwo Polski w kręglach, stanęli na najwyższych stopniach podium. Zwłaszcza sukces Irenki w kat. B2 zaskoczył konkurencję. W końcu za rywalkę miała Anię Barwińską, złotą medalistkę mistrzostw Europy, którą pokonała kilkudziesięcioma punktami. Wysoko postawił poprzeczkę swoim przeciwnikom także Mieczysław Kontrymowicz – w jego planach jest zdobycie upragnionego medalu mistrzostw świata. Agnieszka Kozłowska z „Warmii i Mazur” Olsztyn również nie dała szans koleżankom z kat. B1, zdobywając złoty medal już po raz drugi z rzędu. Agnieszka jest przykładem udanego szturmu młodych. Drugą „jaskółką” jest Piotr Gniadek w kat B3. Pozostali zawodnicy zagrali na swoim stałym poziomie.

W sumie najmniej zadowalające wyniki zostały odnotowane w kat. B3 kobiet. Trener kadry ciągle czeka na utalentowaną zawodniczkę, która mogłaby nawiązać walkę na arenach międzynarodowych. Na dzień dzisiejszy nasze panie z B3 przegrywają nawet z tymi z B2. Jest to wieloletnie zmartwienie sędziego zawodów, a zarazem trenera kadry, Pawła Ciesielskiego. Krótki tegoroczny sezon utrudni mu niewątpliwie typowanie zawodników na mistrzostwa świata, jak również ustawienie składów drużyn już na miejscu w Bośni.

   Sport rządzi się swoimi prawami od czasu, gdy człowiek zamienił włócznię na oszczep. Forma nie poparta treningiem i startami jest chwiejna, zwłaszcza gdy dochodzi najwyższa stawka w kręglarstwie klasycznym, jaką jest mistrzostwo świata. Mimo wszystko należy być dobrej myśli. Pokazaliśmy już Europie, że przestaliśmy jeździć na mistrzostwa tylko po naukę, wszak od trzech lat wywozimy z nich po kilka medali, także złote. W Sarajewie liczymy również na dobrą passę i wielokrotne wysłuchanie Mazurka Dąbrowskiego. Mietek zapowiedział, że jeśli tym razem nie stanie na podium, to wróci do kraju pieszo. Życzymy mu sukcesu lub mocnych butów! Już za parę tygodni wszystko się rozstrzygnie. Trzymajmy kciuki!

XII Indywidualne Mistrzostwa Polski w Kręglach Klasycznych

7-19.04.2011 r., Tomaszów Mazowiecki

Kobiety

B1

1. Agnieszka Kozłowska 474 p. „Warmia i Mazury” Olsztyn

2. Regina Szczypiorska 430 p. „Morena” Iława

3. Barbara Szypuła 430 p. „Karolinka” Chorzów

B2

1. Irena Zięba 675 p. „Karolinka” Chorzów

2. Anna Barwińska 618 p. „Omega” Łódź

3. Jadwiga Szuszkiewicz 617 p. „Warmia i Mazury” Olsztyn

B3

1. Elżbieta Kłos 576 p. „Komar” Piekary Śląskie

2. Alicja Tkaczyk 575 p. „Morena” Iława

3. Emilia Sawiniec 570 p. „Hetman” Lublin

Mężczyźni

B1

1. Jan Zięba 565 p. „Karolinka” Chorzów

2. Szczepan Polkowski 517 p. „Morena” Iława

3. Zdzisław Koziej 508 p. „Hetman” Lublin

B2

1. Mieczysław Kontrymowicz 688 p. „Warmia i Mazury” Olsztyn

2. Stanisław Fortkowski 658 p. „Pogórze” Tarnów

3. Władysław Wakuliński 640 p. „Bryza” Szczecin

B3

1. Mieczysław Klimczok 706 p. „Tęcza” Poznań

2. Zbigniew Strzelecki 696 p. „Karolinka” Chorzów

3. Daniel Jarząb 681 p. „Tęcza” Poznań

Piotr Dudek

Biegi

Bieg uliczny – Łapy 30 kwietnia 2011 r.

  Jak co roku, lokalni włodarze i organizatorzy, mimo trudności, zorganizowali bieg uliczny im. Waldemara Kikolskiego. Bieg ten, już jedenasty, miał charakter otwarty. W wyścigu głównym na dystansie 5 kilometrów startowali zawodnicy z różnych stron kraju: Poznania, Krakowa, Olsztyna, Warszawy, Bydgoszczy. W zawodach brali też udział biegacze z Białorusi oraz lokalni sportowcy. Na starcie stanęło dwustu biegaczy, w tym 27 niepełnosprawnych.

  Sporą grupę stanowili zawodnicy Stowarzyszenia „Cross”. Najciekawiej przedstawiała się rywalizacja w grupie słabowidzących.  Powrót do biegania po rocznej przerwie Sławomira Jeżowskiego z „Syrenki” Warszawa i pojawienie się nowych zawodników sprawiło, że poziom w tej kategorii bardzo się podniósł. Niewiadomą była aktualna forma biegaczy niewidomych, w tym nowego zawodnika w tej grupie, Pawła Króla z Krakowa. Przy sprzyjającej pogodzie i przy ostrej rywalizacji doszło do sporych zmian „na pudle” (w porównaniu do lat poprzednich) w obu kategoriach.

Wyniki

B1

1. Zbigniew Świerczyński „Warmia i Mazury” Olsztyn

2. Jerzy Płonka „Syrenka” Warszawa

3. Paweł Król „Lajkonik” Kraków

B2

1. Łukasz Łukaszewski „Tęcza” Poznań

2. Tomasz Chmurzyński „Łuczniczka” Bydgoszcz

3. Jacek Ziółkowski „Syrenka” Warszawa

 

Półmaraton – Ostrołęka 8 maja 2011 r.

Już po raz kolejny zawodnicy ze Stowarzyszenia „Cross” wzięli udział w tym biegu. Pogoda w dniu zawodów była sprzyjająca. Trasa ta sama od kilku lat – płasko, pięć pętli po mieście. W grupie „solistów” słabowidzących Tomasz Chmurzyński –zdecydowany faworyt, zawodnik instytucja. Jego atuty to wieloletnie doświadczenie biegacza oraz dbałość o utrzymywanie wysokiej formy. Za nim powinien się uplasować Jacek Ziółkowski, bardzo dobry zawodnik, pasjonat biegania, nowy narybek „Syrenki” Warszawa. Dalsze miejsca to kwestia aktualnej formy pozostałych zawodników i ich dyspozycji tego dnia, oraz łut szczęścia. Do pokonania jest ponad dwadzieścia jeden kilometrów i zawsze coś może się zdarzyć na trasie. W grupie „tandemów” tym razem trzech niewidomych zawodników, więc miejsca na pudle już obsadzone. Ich przewodnicy jadą na rowerach. Przewodnik pewny, byle tylko sprzęt nie nawalił. Faworytem tej grupy, niezmiennie od kilku lat, jest Zbigniew Świerczyński. Po biegu sklasyfikowano oficjalnie 256 zawodników, z „Crossu” – 17.

Wyniki:

B1

1. Zbigniew Świerczyński „Warmia i Mazury” Olsztyn

2. Grzegorz Powałka „Syrenka” Warszawa

3. Ryszard Sawa „Syrenka” Warszawa

B2

1. Tomasz Chmurzyński „Łuczniczka” Bydgoszcz

2. Jacek Ziółkowski „Syrenka” Warszawa

3. Sławomir Jeżowski „Syrenka” Warszawa

VI Integracyjny Bieg Klimontowski 29 maja, 2011 r.

Od kilku lat bieg ten organizowany jest pod patronatem Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego. Brzmi świetnie i jest w nim miejsce dla zawodników z różnymi dysfunkcjami. Nie cieszył się jednak zbytnią popularnością. Na dystansie 10 kilometrów sklasyfikowano tylko 50 zawodników, a w półmaratonie – 89. Bywa i tak. Wszak biegów w tym czasie jest w Polsce bardzo dużo. Nie zabrakło na starcie zawodników z dysfunkcją wzroku ze Stowarzyszenia „Cross”. Pogoda w dniu zawodów była niesprzyjająca. Bieganie utrudniały wysoka temperatura, trudna trasa i wiatr. Czas naszych zawodników na dystansie półmaratonu (10 km) mierzony był na tzw. lotnym finiszu.

Wyniki (10 km)

B1

1. Paweł Król „Lajkonik” Kraków

2. Grzegorz Powałka „Syrenka” Warszawa

B2

1. Tomasz Chmurzyński „Łuczniczka” Bydgoszcz

2. Sławomor Jeżowski „Syrenka” Warszawa

3. Krzysztof Badowski „Łuczniczka” Bydgoszcz

Pozostali zawodnicy (Michał Majchrzak z „Lajkonika” Kraków, Wiesław Miech i Piotr Jankowski z „Syrenki” Warszawa) pobiegli na miarę swoich możliwości tego dnia. Sportowe podziękowanie dla  Danki Kosson i Jacka Pawlikowskiego, przewodników niewidomych biegaczy.

Mariusz Gołąbek

 

Strzelectwo

Puchar Polski w strzelectwie

W tym roku to Przemyśl miał zaszczyt gościć 47 zawodników niewidomych i słabowidzących, startujących w II Pucharze Polski w Strzelectwie Pneumatycznym oraz V Pucharze Polski w Strzelectwie Laserowym. Zawody odbyły się w dniach 20-22.05.2011 r. Organizatorem był Związek Kultury Fizycznej „Olimp”, współorganizatorem Przemyski Klub Sportu i Rekreacji Niewidomych i Słabowidzących „Podkarpacie”. Honorowy patronat nad turniejami objęli: Mirosław Karapyta – marszałek województwa podkarpackiego oraz Robert Choma – prezydent Przemyśla. Patronat medialny sprawowało Radio Rzeszów, które na bieżąco podawało informacje z przebiegu obu imprez.

Otwarcia zawodów dokonał Piotr Łożyński – prezes ZKF „Olimp”, Stanisław Sęk przeprowadził odprawę techniczną, a o godzinie 20 zawodnicy przystąpili do startu. Sędzią głównym zawodów był Zbigniew Sebzda, natomiast strzelectwo laserowe sędziowali Ryszard Nycz i Witold Kuzemko, zaś strzelectwo pneumatyczne – Dariusz Mendrzejewski.

II Puchar Polski w Strzelectwie Pneumatycznym odbywał się na strzelnicy Ligi Obrony Kraju w Przemyślu. Zawodnicy mieli do dyspozycji dziesięć stanowisk. Walka o zdobycie trofeów trwała do ostatniego strzału. Ostatecznie wśród kobiet wygrała, typowana na faworytkę, Aleksandra Janaczek, ustanawiając nowy rekord Polski wśród kobiet – 385 pkt. (15 centralnych dziesiątek), drugie miejsce zdobyła Bożena Kruk z „Warmii i Mazur” Olsztyn, trzecie przypadło Annie Barwińskiej z „Omegi” Łódź. Niespodziewanym zwycięzcą w kategorii mężczyzn okazał się Stanisław Chadukiewicz z „Victorii” Białystok, który wyprzedził Adama Kielara z „Podkarpacia” Przemyśl i Mateusza Walczewskiego z „Karolinki” Chorzów. Typowani na faworytów – Krzysztof Paszyna oraz Jerzy Załomski – zajęli dalsze miejsca.

V Puchar Polski w Strzelectwie Laserowym odbył się w Liceum Ogólnokształcącym im. Juliusza Słowackiego w Przemyślu. W tych zawodach faworyci nie zawiedli.
W dwuboju pierwsze miejsce wśród kobiet zajęła Magdalena Dudowicz z klubu kieleckiego, drugie Anna Barwińska z „Omegi” Łódź, na trzeciej pozycji uplasowała się Janina Szymańska z „Warmii i Mazur” Olsztyn. W kategorii mężczyzn Puchar Polski zdobył Jerzy Załomski z „Pionka” Bielsko-Biała, pokonując Jerzego Sypienia oraz Adama Kielara, obydwaj z klubu „Podkarpacie” Przemyśl.

Zakończenie Pucharów Polski odbyło się w auli I Licem Ogólnokształcącego w Przemyślu. Oprócz zawodników, sędziów i koordynatora, na uroczystości byli obecni: Piotr Łożyński – prezes ZKF „Olimp” w Warszawie, Zbigniew Różycki – naczelnik Wydziału Sportu Urzędu Miejskiego w Przemyślu, przedstawiciel prezydenta miasta oraz Tomasz Dziumak – dyrektor gościnnego liceum. W czasie podsumowania zawodów najlepszym strzelcom w poszczególnych kategoriach wręczono Puchary Polski. Zawodnicy, którzy zajęli miejsca 1-3 otrzymali medale i dyplomy. Wszyscy startujący otrzymali upominki rzeczowe. Uroczystego zamknięcia obu imprez strzeleckich dokonał Piotr Łożyński.

II Puchar Polski w Strzelectwie Pneumatycznym i Laserowym

20-22.05.2011 r., Przemyśl

Broń laserowa

Karabin

Kobiety

1. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 298,6 p.

2. Magdalena Dudowicz (Kielce) 297,5 p.

3. Elżbieta Jagieła („Podkarpacie” Przemyśl) 292,5 p.

Mężczyźni

1. Jerzy Załomski („Pionek” Bielsko-Biała) 311,6 p. 2. Krzysztof Ruszkiewicz („Zryw” Słupsk) 301,6 p. 3. Piotr Miś („Warmia i Mazury” Olsztyn) 296,8 p.

Pistolet

Kobiety

1. Magdalena Dudowicz (Kielce) 283,4 p.

2. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 269,7 p.

3. Janina Szymańska („Warmia Mazury” Olsztyn) 261 p.

Mężczyźni

1. Jerzy Sypień („Podkarpacie” Przemyśl) 291,5 p. 2. Adam Kielar („Podkarpacie” Przemyśl) 287,1 p. 3. Jerzy Załomski („Pionek” Bielsko-Biala) 269,4 p.

Dwubój (karabin + pistolet)

Kobiety

1. Magdalena Dudowicz (Kielce) 580,9 p.

2. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 568,3 p.

3. Janina Szymańska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 547,1 p.

Mężczyźni

1. Jerzy Załomski („Pionek” Bielsko-Biała) 581 p.

2. Jerzy Sypień („Podkarpacie” Przemyśl) 573,9 p. 3. Adam Kielar („Podkarpacie” Przemyśl) 567,6 p.

Broń pneumatyczna

Kobiety (kpn40)

1. Aleksandra Janczek („Karolinka” Chorzów) 385 p.

2. Bożena Kruk („Warmia i Mazury” Olsztyn)  375 p.

3. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 375 p.

Mężczyźni (kpn60)

1. Stanisław Chadukiewicz („Victoria” Białystok) 569 p.

2. Adam Kielar („Podkarpacie” Przemyśl) 557 p.

3. Mateusz Walczewski („Karolinka” Chorzów) 556 p.

Piotr Sęk

 

Szachy

Drużynowe rozgrywki szachistów

Podobnie jak w roku ubiegłym, liga szachowa Stowarzyszenia „Cross” (składająca się z 10 drużyn) miała swoje rozgrywki pod koniec marca w Mielnie. Zmienił się tylko ośrodek. Tym razem była to „Anastazja”.

Zawody tradycyjnie rozegrano w dwóch grupach A i B (po 5 drużyn w grupie) systemem mecz-rewanż. W grupie A, gdzie walczono o tytuł mistrza Polski, ponownie niespodzianki nie było. Reprezentacja klubu „Wamia i Mazury” Olsztyn obroniła mistrzowski tytuł, wyprzedzając o dwa punkty meczowe drużynę „Syrenki” Warszawa, której kolejny raz przypadł tytuł wicemistrza kraju. Na trzecie miejsce, po rocznej przerwie, powróciła drużyna „Ikara” Lublin.

W tym roku z grupy A do B spadły drużyny „Lajkonika” Kraków i „Tęczy” Poznań, a z grupy B do A awansowały reprezentacje „Jantaru” Gdańsk i „Podkarpacia” Przemyśl. Ligę opuściły reprezentacje „Bryzy” Szczecin i Kielc.

   Sędzią głównym mistrzostw była Małgorzata Napierała z Poznania, imprezę koordynowała Józefa Spychała.

Drużynowe mistrzostwa Polski w szachach

26.03-3.04.2011 r., Mielno

Grupa A

1. „Warmia i Mazury” Olsztyn 16 p. (32,5 p.)

Łukasz Iwańcio, Bernard Olejnik, Ryszard Suder, Tadeusz Żółtek, Andrzej Migala, Piotr Renkowski

2. „Syrenka” Warszawa 14 p. (29,5 p.)

3. „Ikar” Lublin 12 p. (27 p.)

4. „Jutrzenka” Dąbrowa G.            9 p. (24,5 p.)

5. „Lajkonik” Kraków 6 p. (18,5 p.)

6. „Tęcza” Poznań 3 p. (18 p.)

Najlepsi na szachownicach

I Marek Maćkowiak 8,5 p. „Tęcza” Poznań

II Ryszard Suder 7,5 p. „Warmia i Mazury” Olsztyn

III Rafał Gunajew 7,5 p. „Syrenka” Warszawa

IV Andrzej Migala 7,5 p. „Warmia i Mazury” Olsztyn

V Piotr Renkowski 9 p. „Warmia i Mazury” Olsztyn

Grupa B

1. „Jantar” Gdańsk 18 p. (37,5 p.)

2. „Podkarpacie” Przemyśl 15 p. (35 p.)

3. „Zryw” Słupsk 12 p. (31 p.)

4. „Łuczniczka” Bydgoszcz 11 p. (27,5 p.)

5. „Bryza” Szczecin 4 p. (12,5 p.)

6. Kielce 0 p. (4,5 p.)

Najlepsi na szachownicach

I Janusz Jeleń 10 p. „Jantar” Gdańsk

II Roman Staruch 8 p. „Zryw” Słupsk

III Mariusz Król 9 p. „Podkarpacie” Przemyśl

IV Władysław Kardasz 6,5 p. „Jantar” Gdańsk

V Paweł Kardasz 10 p. „Jantar” Gdańsk

 

Szachowe mistrzostwa kobiet

Uczestniczki tegorocznych szachowych mistrzostw Polski gościł na początku kwietnia ośrodek „Ledan” w Chłopach nad Bałtykiem, atrakcyjnie usytuowany tuż przy plaży.

Pod nieobecność Anny Stolarczyk, ubiegłorocznej mistrzyni, grze przewodziła Teresa Dębowska, wygrywając turniej z kompletem punktów. O tytuł wicemistrzyni Polski wyrównaną walkę toczyły Józefa Spychała i Joanna Malcer. Lepsza – dodatkowym wartościowaniem – okazała się Spychała.

Turniejowym bojom sprzyjały bardzo dobre warunki gry i relaksu. Koordynatorem imprezy była Józefa Spychała.

XXIII Mistrzostwa Polski Kobiet w Szachach

3-12.04.2011 r., Chłopy

1. Teresa Dębowska 9 p. „Syrenka” Warszawa

2. Józefa Spychała 7 p. „Tęcza” Poznań

3. Joanna Malcer 7 p.  „Warmia i Mazury” Olsztyn

4. Iwona Teske 6 p. „Karolinka” Chorzów

5. Krystyna Perszewska 5 p. „Jantar” Gdańsk

6. Barbara Fryga-Gołębiowska 5 p. „Cross Opole”

7. Aleksandra Kotek 5 p. „Cross Opole”

8. Irena Wójcik 4,5 p. „Łuczniczka” Bydgoszcz

9. Zofia Siwy 4,5 p. „Atut” Nysa

10. Jadwiga Szymczyk 4,5 p. „Jantar” Gdańsk

 

Półfinał ponownie w Zawoi

Od 20 kwietnia do 7 maja, już po raz drugi w ośrodku „Krakus” w Zawoi, walczyli szachiści o sześć miejsc, premiowanych awansem do tegorocznego finału mistrzostw Polski.

Pozostałe sześć finałowych miejsc przypadło bez eliminacji czterem najlepszym zawodnikom ubiegłorocznych mistrzostw Polski: Rafałowi Gunajewowi, Piotrowi Dukaczewskiemu, Marcinowi Chojnowskiemu, Ryszardowi Suderowi oraz dwóm z najwyższym rankingiem ELO na 1 stycznia 2011 r. – Jackowi Stachańczykowi i Markowi Maćkowiakowi.

  Prawo gry w półfinale mieli zawodnicy posiadający międzynarodowy ranking (ELO) powyżej 1800 p., trzy pierwsze zawodniczki kadry kobiecej (pod warunkiem posiadania I kategorii kobiecej), trzech pierwszych juniorów kadry, posiadających co najmniej II kategorię męską oraz czterech pierwszych zawodników z ubiegłorocznego ćwierćfinału.

Zawody rozegrane zostały systemem szwajcarskim, na dystansie 9 rund, tempem 2 godziny dla zawodnika na partię. Sędzią głównym turnieju był Leszek Bakalarz z Kielc.

   Po wyrównanej walce w czołówce turnieju do finału awansowali: Bartosz Pawelec, Tadeusz Żółtek, Dawid Falkowski, Zdzisław Żarow, Zenon Gosek i Michał Waloński.

 

Półfinał mistrzostw Polski w szachach

30.04-7.05.2011 r., Zawoja 

1. Bartosz Pawelec 7 p. „Ikar” Lublin

2. Tadeusz Żółtek 6 p. „Warmia i Mazury” Olsztyn

3. Dawid Falkowski 6 p. „Jutrzenka” Częstochowa

4. Zdzisław Żarow 6 p. „Lajkonik” Kraków

5. Zenon Gosek 6 p. „Ikar” Lublin

6. Michał Waloński 5,5 p. „Łuczniczka” Bydgoszcz

7. Marian Kowalczyk 5 p. „Ikar” Lublin

8. Jacek Ruszczycki 5 p. „Lajkonik” Kraków

9. Tadeusz Lipski 5 p. „Ikar” Lublin

10. Roman Staruch 5 p. „Zryw” Słupsk

 

Warcaby

Warcabowe półfinały

W tym roku, po raz pierwszy, rozegrano tylko po jednym kobiecym i męskim półfinale mistrzostw Polski w warcabach stupolowych. Z każdego turnieju do finału awansowało po 9 osób.

Pierwszy – w dniach od 7 do 14 maja 2011 r. – odbył się półfinał męski, w którym prawo gry mają również kobiety. Udział w finale mieli już zapewniony trzej pierwsi zawodnicy z ubiegłorocznych mistrzostw: Jan Sekuła („Cross Opole”), Leszek Stefanek („Hetman” Lublin) i Mikołaj Fiedoruk („Victoria” Białystok). Poza nimi, w Dadaju spotkali się najlepsi warcabiści Stowarzyszenia „Cross”. Zabrakło jedynie Dariusza Radeckiego z „Victorii” Białystok i Maksymiliana Karczewskiego z „Crossu Opole”. Wystartowało 55 zawodników z 21 klubów, w tym cztery kobiety. Zawody rozpoczęto odprawą techniczną. Już od pierwszych rund walka o punkty była bardzo wyrównana. Po pięciu rundach zaczęła tworzyć się czołówka. Znaleźli się w niej dwaj nowi, mocni zawodnicy, którzy niedawno zasilili nasze szeregi - Marek Maćkowiak z „Tęczy” Poznań i Józef Tołwiński z „Victorii” Białystok. I właśnie oni szybko objęli prowadzenie, którego nie oddali już do końca turnieju. Bardzo dobrze spisywał się Stanisław Sroka z klubu giżyckiego, ale tegoroczny finał nie był jeszcze w jego zasięgu. Słabiej niż zwykle wypadli zawodnicy „Hetmana” Lublin – Michał Czarski i Krzysztof Furtak, ale w kolejnych turniejach z pewnością pokażą jeszcze swoją klasę. Zawodnik „Łuczniczki” Bydgoszcz, Józef Wyrzykowski, zdobył IV kategorię warcabową. Zawody były sprawnie i fachowo przeprowadzone przez koordynatora Piotra Łożyńskiego oraz sędziego Jana Kotka.

Półfinał mistrzostw Polski w warcabach

7-14.05.2011 r., Dadaj

1. Marek Maćkowiak 17 p. „Tęcza” Poznań

2. Józef Tołwiński 16 p. „Victoria” Białystok

3. Andrzej Jagieła 15 p. „Podkarpacie” Przemyśl

4. Stanisław Mazur 15 p. „Podkarpacie” Przemyśl

5. Ryszard Biegasik 15 p. „Victoria” Białystok

6. Mirosław Grabski 15 p. „Cross Opole”

7. Bernard Olejnik 14 p. „Łuczniczka” Bydgoszcz

8. Ewa Wieczorek 14 p. „Victoria” Białystok

9. Michał Czarski 14 p. „Hetman” Lublin

10. Krzysztof Furtak 14 p. „Hetman” Lublin

11. Tomasz Kuziel 14 p. „Łuczniczka” Bydgoszcz

12. Wacław Morgiewicz 13 p. „Victoria” Białystok

13. Stanisław Sroka           13 p. Giżycko

14. Jerzy Czech 13 p. „Cross Opole”

15. Ryszard Walat 13 p. „Podkarpacie” Przemyśl

Panie swój turniej półfinałowy w dniach od 21 do 28 maja 2011 r. rozegrały w ośrodku „Chemik” w Szczawnicy, Prawo gry w finale, bez eliminacji, miały trzy pierwsze zawodniczki ubiegłorocznych mistrzostw Polski: Ewa Wieczorek, Iwona Flak i Irena Ostrowska. W Szczawnicy zabrakło, niestety, kilku czołowych zawodniczek, które nie mogły w tym czasie wziąć udziału w rozgrywkach:. Magdy Pawłowskiej z „Tęczy” Poznań, Mirosławy Gulbińskiej z „Crossu Opole”, Jadwigi Mróz, Elżbiety Sajdak, Beaty i Haliny Kasperczyk z „Atutu” Nysa. Wystartowało 41 zawodniczek z 18 klubów Stowarzyszenia „Cross”. Już od pierwszych chwil walka o punkty była bardzo wyrównana. Po czterech rundach zaczęła się tworzyć pięcioosobowa czołówka. Bardzo dobrze na początku zawodów grała Alina Renkowska z olsztyńskiego klubu „Warmia i Mazury”. Niestety, zabrakło jej sił na cały turniej i do finału nie zakwalifikowała się. A szkoda, gdyż zawodniczka ta zrobiła ostatnio duże postępy i myślę, że w przyszłości wywalczy sobie miejsce w czołówce.. Pojawiło się grono młodych zawodniczek (m.in. Jola Pich z „Podkarpacia” Przemyśl, Emilia Bober z „Ikara” Lublin i Basia Wójcik z „Hetmana” Lublin), które z powodzeniem włączyły się do walki o finał. Starym mistrzyniom – Zosi Siwy, Zosi Zywar i Marii Paduszyńskiej – trudno było się przebić do czołówki. Po dziewięciu rundach jeszcze 18 zawodniczek miało szanse na awans. O tym, jak wyrównana była walka, świadczy fakt, iż z trzynastoma punktami do finału weszły trzy zawodniczki, a cztery musiały odpaść.

Koordynatorem zawodów był Jan Nafalski. Turniej sędziowali: Jerzy Gorczyński (sędzia główny) i Stanisław Mazur – sędzia rundowy.

Półfinał mistrzostw Polski kobiet w warcabach

21-28.05.2011 r., Szczawnica Zdrój

1. Barbara Wójcik 17 p. „Hetman” Lublin

2. Ewa Spiczak-Brzezińska 16 p. „Warmia i Mazury” Olsztyn

3. Jolanta Pich 16 p. „Podkarpacie” Przemyśl

4. Maria Gawaluch-Mazur 15 p. „Podkarpacie” Przemyśl

5. Petronela Dapkiewicz 15 p. „Jaćwing” Suwałki

6. Emilia Bober 14 p.„Ikar” Lublin

7. Joanna Malcer 13 p. „Warmia i Mazury” Olsztyn

8. Helena Poliniewicz 13 p. „Podkarpacie” Przemyśl

9. Ewa Grabska 13 p. „Cross Opole”

10. Maria Górna 13 p. „Sudety” Kłodzko

11. Wiesława Radke 13 p. „Tęcza” Poznań

12. Barbara Fryga-Gołębiowska 13 p. „Cross Opole”

13. Irena Wnuk 13 p. „Sudety” Kłodzko

14. Alina Renkowska 12 p. „Warmia i Mazury” Olsztyn

15. Zofia Siwy 12 p. „Atut” Nysa

Jerzy Gorczyński

 

VIII Puchar Ziemi Lubelskiej w Warcabach 29.04-3.05.2011 r., Firlej

1. Tomasz Marczuk 15 p. Wrocław 

2. Andrzej Sosnowski 15 p. „Hetman” Lublin 

3. Józef Bajdak 13 p. „Hetman” Lublin 

4. Ewa Wieczorek 11 p. „Victoria” Białystok

5. Krzysztof Furtak 11 p. „Hetman” Lublin

6. Wacław Morgiewicz 11 p. „Victoria“ Białystok

7. Tadeusz Lach 11 p. „Atut” Nysa

8. Mikołaj Fiedoruk 10 p. „Victoria” Białystok

9. Michał Czarski 10 p. „Hetman” Lublin

10. Zygmunt Brzeszcz 9 p. „Lajkonik” Kraków

 

Taniec

Półmetek tanecznych zmagań

Jesteśmy na półmetku rywalizacji tancerzy Stowarzyszenia „Cross”. Odbyły się już dwa turnieje przewidziane w kalendarzu imprez. Na początku maja spotkaliśmy się w Warszawie na VIII Ogólnopolskim Turnieju Tańca „Syrenka”, a po dwóch tygodniach – na turnieju „Śląska Karolinka”. Mimo że obecnie bierze w nich udział mniej par, to oba turnieje należy uznać za udane.

W Warszawie nasza impreza poprzedzała turniej PTT o grand prix Mazowsza. Zmagania odbyły się w hali sportowej zespołu szkół przy ulicy Bartosika, a zakwaterował nas Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Słabowidzących przy ulicy Koźmińskiej. Na turnieju pojawiła się nowa, początkująca para, którą chciałbym pochwalić za odważny start i zmierzenie się z dłużej ćwiczącymi parami. Byli to Janusz Puchała z Agnieszką Wołczyńską z klubu „Sprint” Wrocław. Najliczniejszą kategorię tworzyli uczniowie ćwiczący w ośrodku przy ulicy Koźmińskiej w Warszawie, widać było u nich postęp w zdobywaniu umiejętności tanecznych. Aby dać tancerzom możliwość zaprezentowania swoich umiejętności, podczas turnieju wystąpiły pary pokazowe lub soliści. I tak Tadeusz Sypień w tańcach standardowych zatańczył z Jolantą Kramarz, a w latynoamerykańskich – z Anną Baranowską. Zatańczył też Kuba Piszek z Emilią Roszczyk oraz w solowych prezentacjach Erwin Olewiński i Dawid Turliński. Imprezę koordynował Adam Baranowski.

 

Ogólnopolski turniej tańca sportowego„Syrenka”

6-8.05.2011 r., Warszawa

Junior początkujący

Kombinacja 5T

1. Kamil Tołwiński, Klaudia Bieżuńska „Syrenka” Warszawa

Senior początkujący

Kombinacja 5T

1. Marek Czepiec, Anna Grzelak  „Karolinka” Chorzów

Senior średniozaawansowany

Standard-4

1. Wojciech Chojnicki, Agata Michałowska  „Ikar” Lublin

Latin-4

1. Wojciech Chojnicki, Agata Michałowska  „Ikar” Lublin

Mix średniozaawansowany

Standard-4

1. Jakub Woźniak, Alicja Pędowska „Syrenka” Warszawa

Latin-4

1. Jakub Woźniak, Alicja Pędowska „Syrenka” Warszawa

Mix zaawansowany

Standard

1. Dariusz Popławski, Joanna Popławska  „Syrenka” Warszawa

Latin

1. Adam Szatkiewicz, Emilia Roszczyk  „Syrenka” Warszawa

Open

Standard-4

1. Dariusz Popławski, Joanna Popławska „Syrenka” Warszawa

2. Jakub Woźniak, Alicja Pędowska „Syrenka” Warszawa

3. Adam Szatkiewicz, Emilia Roszczyk  „Syrenka” Warszawa

Latin-4

1. Jakub Woźniak, Alicja Pędowska „Syrenka” Warszawa

2. Dariusz Popławski, Joanna Popławska „Syrenka” Warszawa

3. Adam Szatkiewicz, Emilia Roszczyk  „Syrenka” Warszawa

Drugim turniejem była „Śląska Karolinka”. Między 20 a 22.05 spotkaliśmy się w Chorzowie, w kompleksie sportowym „Hajduki”. Rywalizowało tam ponad dwadzieścia par w swoich kategoriach tanecznych. Taka liczba sprawiła, że w tzw. openie rywalizacja zaczynała się od ¼ finału. Wyniki, szczególnie w stylu standardowym, były nieco inne niż do tej pory. Szczególnie wynik osiągnięty przez Tadzia Sypienia, który tańczył z Iwoną Brociek, był godny zauważenia. W drugiej połowie roku Tadziu może mieszać na parkietach starym mistrzom. Jak to się zdarza podczas ostrej rywalizacji, nastąpiła kolizja na parkiecie i z turnieju do domu w nieco grubszym gipsowym buciku wracał Adam Szatkiewicz. Trzymaj się Adam i zdrowiej szybko!

Imprezę koordynowała Czesława Konieczna.

Wspomnieć  muszę jeszcze o chwili zadumy i wzruszenia. Odeszła od nas na zawsze Niki Wrona, która jeszcze niedawno z Dzidkiem Mądrym rywalizowała ze mną w jednej grupie turniejowej. Uczciliśmy pamięć byłej koleżanki z parkietu, tańcząc dla niej walca wiedeńskiego. Mam nadzieję, że ci się on, Niki,  tam na górze spodobał.

 

Ogólnopolski turniej tańca sportowego „Śląska Karolinka”

20-22.05.2011 r., Chorzów

Junior początkujący

Kombinacja 5T

1. Aleksander Wesołowski, Barbara Małek „Karolinka” Chorzów

Senior

Kombinacja 5T

1. Marek Czepiec, Anna Grzelak  „Karolinka” Chorzów

Senior średniozaawansowany

Standard-4

1. Tadeusz Sypień, Iwona Bociek „Sprint” Wrocław

Latin-4

1. Tadeusz Sypień, Iwona Bociek „Sprint” Wrocław

Mix średniozaawansowany

Latin-4

1. Jakub Woźniak, Alicja Pędowska „Syrenka” Warszawa

Mix zaawansowany

Standard

1. Wieńczysław Leszczyński, Katarzyna Leszczyńska „Karolinka” Chorzów

Latin

1. Wieńczysław Leszczyński, Katarzyna Leszczyńska „Karolinka” Chorzów

Open

Standard-4

1. Dariusz Popławski, Joanna Popławska „Syrenka” Warszawa

2. Wieńczysław Leszczyński, Katarzyna  Leszczyńska „Karolinka” Chorzów

3. Jakub Woźniak, Alicja Pędowska „Syrenka” Warszawa

Latin-4

1. Jakub Woźniak, Alicja Pędowska „Syrenka” Warszawa

1. Tadeusz Sypień, Iwona Bociek „Sprint” Wrocław

3. Wieńczysław Leszczyński, Katarzyna Leszczyńska „Karolinka” Chorzów

Adam Baranowski

Brydż

Ogólnopolski indywidualny turniej w brydżu sportowym

26-29.05.2011 r., Duszniki Zdrój

1. Franciszek Delesiewicz 59,05„Victoria” Białystok 

2. Zygmunt Siluk 58,54 „Warmia i Mazury” Olsztyn 

3. Jerzy Czeszewski 58,23 „Warmia i Mazury” Olsztyn 

4. Eligiusz Pelon 55,66 „Sudety” Kłodzko

5. Ryszard Budniak 55,35 „Hetman” Lublin

6. Jerzy Marszałkowski 54,63 „Atut” Nysa

7. Tadeusz Szewczyk 53,60 „Sudety” Kłodzko

8. Zdzisław Ratajczak 52,26 „Warmia i Mazury” Olsztyn

9. Henryk Zapaśnik 51,44 „Zryw” Słupsk

10. Jerzy Czapiński 51,23 „Sudety” Kłodzko

Na początek

 

 

turystyka

Trzeba chcieć jechać!

 

Witold Kondracki urodził się w połowie zeszłego wieku, jest żoliborskim warszawiakiem. Stracił wzrok, eksperymentując z materiałami pirotechnicznymi. Miał wtedy 14 lat. Niewiele się w swej młodości napatrzył na świat, za to w dorosłym życiu zaczął podróżować po świecie jako pracownik Instytutu Matematyki PAN. Ciągle jest tam zatrudniony, już na etacie profesora. Rozmawiamy w gorące czerwcowe przedpołudnie w jego mieszkaniu, nieopodal świątyni Stanisława Kostki.

Ponad trzydzieści lat temu po raz pierwszy pojechał z kolegą do Indii. Do Baku samolotem, potem pociągami, autobusami, autostopem przez Iran, Afganistan, Pakistan. – Jak się w ciągu 30 lat zmieniła ta część Azji? – pytam podróżnika.

– Szalenie. Najbardziej to widać w Indiach, w których bywałem najczęściej. Pod koniec lat 70. to był bardzo biedny kraj. Ludzie głodowali, kupowali od turystów wszystko. Z roku na rok obserwowałem zmiany na lepsze. Likwidowano nieużytki, nawadniano pola. Dziś Indie są eksporterem żywności – mówi pan profesor.

W tym rejonie są państwa bogatsze i biedniejsze. Birma to kraj najbiedniejszy. Dorabiają się Wietnam, Kambodża, Laos. Najbogatsza jest Tajlandia. Do dziś funkcjonują w Polsce krzywdzące stereotypy, że w Azji Południowo-Wschodniej ludzie umierają na ulicy, że jest tam bród, smród i ubóstwo. Na ulicach żebranina, można się zarazić trądem, nie ma dostępu do służby zdrowia, trzeba uważać, co się je, kradną i mordują.

– Zdecydowanie dementuję taki obraz tej części Azji. Bywam tam i żyję, nie zaraziłem się żadną chorobą. A że kradną od czasu do czasu? A u nas to nie? – pyta pan Witold.

Zaplanować wyjazd

Każdy wyjazd musi być w miarę dokładnie zaplanowany. Podstawowym przewodnikiem jest doskonały „Lonely Planet”. Tam można znaleźć wszystkie aktualne dane: jak podróżować, czego unikać, są rozkłady jazdy, ceny itd. Odpadły już męczące podróże przez kraje transferowe, bo ogarnęły je wojny i muzułmańskie rewolucje. Została podróż powietrzna, tyle że bilet kosztuje około 3 tysięcy zł. Na dzień pobytu w Indiach, Tajlandii, Laosie trzeba przeznaczyć około 25 dolarów. Hotele są tanie. Dwuosobowy pokój w Bangkoku kosztuje 9 dolarów. Na prowincji – 7 do 8. Przejazdy i wyżywienie też nie rujnują kieszeni. Droższe są bilety do muzeów. Miesięczny pobyt zamyka się w 5,5 – 7 tysięcy złotych (z przelotem).

Co zabrać? Plecak z jak najmniejszą ilością odzieży. Na miejscu, taniej niż w Polsce, można kupić spodnie, koszulę czy sandały. Konieczna jest apteczka z najbardziej potrzebnymi lekami na zatrucia, przeziębienia, zaparcia czy otarcia. Potrzebny jest też telefon komórkowy, aby grupa nie pogubiła się w ludnych miastach. A stracić orientację łatwo. Pan Witold coś wie o tym, zresztą z własnego doświadczenia.

– Podczas jednej z pierwszych wypraw zgubiliśmy się z kolegą w pakistańskim milionowym mieście Quetta. Z hotelu poszliśmy do restauracji i za chińskiego Boga nie mogliśmy do niego trafić. Nie zapisaliśmy adresu, a miasto wielkie, uliczki podobne. W hotelu zostawiliśmy pieniądze, paszporty. Cudem go odnaleźliśmy – opowiada Kondracki.

Każdą wyprawę organizował sam, załatwiał wizy, trasę, ale jego funkcja ograniczała się do pilotowania i przekazywania doświadczeń, które nabył przez lata: jak się poruszać, czego unikać, jakie są miejscowe zwyczaje. Musiał mieć widzącego przewodnika, który nie tylko potrafił wypełnić druki, formularze w hotelach, jakieś inne niezbędne papiery, ale też przeprowadzał go przez ulicę, pomagał wsiąść do pociągu, pilnował, by nie zejść z turystycznego szlaku. Byli to jego koledzy z pracy, kilkakrotnie żona czy dzieci, znajomi, częstokroć ludzie dopiero co poznawani w trasie. Jego angielski na poziomie komunikowania się podobno wystarczał. Choć nieraz w grupie miał Amerykanina czy Niemca, którzy władali kilkoma językami, w tym popularnym w Indochinach francuskim. Na turystycznych szlakach napotykał też Polaków. Jeden z nich zapytał go nawet, czy przyjechał do Indii leczyć wzrok.

– Oczywiście, podróżowanie w grupie stwarza różnorakie problemy, bywają trudne chwile – opowiada podróżnik. – Po pierwszej fascynacji i adrenalinie, po dwóch tygodniach przychodzą momenty znużenia, rozdrażnienia, niecierpliwości, osłabienia. Ale po kilku dniach znowu wraca równowaga psychiczna. Ci, którzy wracają z podróży po tej części Azji, są w ogromnej większości nią oczarowani. Długo wspominają wyprawę, a niektórzy kontynuują penetrację tej części kontynentu w następnych latach, ze mną lub w  innym towarzystwie. Ja byłem dla nich takim zaczynem. Myślę, że dla około stu osób.

Niepowtarzalny klimat

Zawsze wybiera się w podróż w tamte strony pod koniec sierpnia i we wrześniu. Wtedy jest monsun, niebo przykryte chmurami, a temperatury jak podczas najgorętszego lata w Polsce. W maju i czerwcu nie da się wytrzymać. Newralgiczną temperaturą przy dużej wilgotności jest 37 stopni w cieniu. Noce są gorące, do 28 stopni. W hotelach można za dodatkowe trzy dolary włączyć klimatyzację. Męczące są podróże, choć nie każda tak wykańczająca, jak zdarzyło się to pewnej jesieni panu Witoldowi i jego córce. Przejechali pociągiem 2500 km od granicy chińskiej do Bombaju w ciągu 62 godzin. Trzy noce usiłowali zasnąć w wąskim przejściu między łóżkami. Oczywiście mogli zarezerwować kuszetkę, ale koszty byłyby spore. – Podczas tej niedrogiej turystyki przyjmujemy jedną zasadę – nie narzekać! – podkreśla mój rozmówca.

Każdy zwiedzany kraj, miasto, region mają swą specyfikę. Szalony jest Bombaj: upał, pośpiech, gwar, samochody i ryksze mijające się na ulicach, kurz, rejwach, nagabywanie o pieniądze. Bez przerwy przechodnie wchodzą w jakieś relacje między sobą – sprzedam, kupię, zaprowadzę, załatwię. Zupełnym przeciwieństwem jest Laos. Dużo ciszy, ludzie się nie spieszą, po mieście poruszają powoli i dostojnie, załatwiając swoje sprawy – taka emerycka atmosfera jak, powiedzmy, w uzdrowisku Nałęczów. Do Laosu ze świata najchętniej przyjeżdżają,  i tu się osiedlają, ludzie pragnący wyciszenia. Albo „spędzają emeryturę”, albo zakładają malutki biznes: kawiarnię, pub, hotel na trzy pokoje. Są to najczęściej Irlandczycy, Anglicy, Niemcy czy Norwegowie, uciekający od swych zachmurzonych, zimnych ojczyzn. W Laosie znajdują pełne słońce, łatwość kontaktów, spokój, owoce oraz taniochę.

Przebywając miesiąc czy dwa w Azji, poznaje się kuchnię, a właściwie wiele jej odmian.

– Nie jestem zwolennikiem kuchni hinduskiej, ale jedno danie, zwane dosa, bardzo mi smakowało. To taki placek zwinięty w rulon, pyszne ciasto, które łamie się palcami z trzaskiem. Popija się to colą lub wodą gazowaną. Niegazowanej nie próbuję, bo miejscowi nalewają do butelek kranówę, kapslując je własnoręcznie. Świetna jest kuchnia tajlandzka, wysmakowana: owoce morza, ryby, ostre przyprawy. Kiedyś wybrałem się do restauracji dla Tajów. Zamówiłem zupę i zacząłem ją kosztować. Myślałem, że się przekręcę, taka była ostra, jak ogień. Łzy ciekły mi ciurkiem. Tajowie wstali, otoczyli mnie kręgiem i dopingowali. Jedzenie trwało z godzinę, ale spałaszowałem do końca  – wspomina podróżnik.– Widać, panie Witoldzie, że Polak (szczególnie z Żoliborza) potrafi!

Polskę zna gorzej niż Indie

Był w Indiach z 15 razy po kilka miesięcy. W ostatnich latach organizował  wyprawy do Indochin. Kraje są nieduże, nie ma długich i uciążliwych przejazdów. Zdaniem podróżnika, każdy może tam się wybrać, kto nie boi się kontaktów z ludźmi, jest otwarty na inne kultury i odmienny styl życia, zna podstawy konwersacji w  języku angielskim czy francuskim.

– Przede wszystkim trzeba chcieć jechać. I oczywiście mieć za co! – podkreśla.

W połowie sierpnia poprowadzi jako doświadczony pilot ekipę niepełnosprawnych do Tajlandii, Kambodży i Laosu. Oprócz niego i przewodniczki znajdą się w niej dwie osoby niedowidzące (jedna z mężem) i niepełnosprawny bez ręki. Po miesiącu odprowadzi grupę na lotnisko w Bangkoku i zostanie w azjatyckim raju jeszcze przez trzy tygodnie.

Na pytanie, czy chce mu się jeszcze szwendać po świecie, mając 63. krzyżyk na karku, tylko się uśmiecha. A potem zasiada w fotelu w swym żoliborskim mieszkaniu, ustawiając się do zdjęcia.

Andrzej Szymański

Na początek

 

 

z żałobnej karty

Odszedł miłośnik warcabów

Marian Piasny to jeden z wielkich i utytułowanych graczy na desce. Z numerem ewidencyjnym 85 był uczestnikiem pierwszych mistrzostw Polski, jednym z pierwszych warcabistów, zarejestrowanym w Polskim Towarzystwie Warcabowym, a następnie w Polskim Związku Warcabowym. Ze względu na chorobę oczu wstąpił do klubu „Cross Opole” i tutaj odnosił  największe sukcesy. W 2000 roku zdobył brązowy medal mistrzostw Polski niewidomych i słabowidzących. W latach 2000, 2003, 2005, 2008 i 2009 – razem z drużyną „Cross Opole” – stał się brązowym medalistą, a w roku 2004 zdobył z kolegami z klubu medal srebrny. Przez wiele lat był członkiem kadry warcabowej niewidomych i słabowidzących. W roku 2009 uczestniczył w I Mistrzostwach Świata w Warcabach 64-polowych. W 2005 r. za sportowe zasługi otrzymał srebrną odznaką klubu „Cross Opole”. Cztery lata później dostąpił kolejnego zaszczytu – został członkiem Akademii Szachowo-Warcabowej Sankt Petersburga.  Od roku 2010 należał do „Lajkonika” Kraków. Kochał również turystykę. Razem z klubowymi kolegami uczestniczył w zagranicznych wycieczkach, między innymi do Egiptu, Jordanii i Izraela.

 Wszystkim warcabistom będzie Mariana bardzo brakowało. Nie zapomnimy, jak na turnusach rehabilitacyjnych, podczas przerw między rundami, masował nas, zawsze będąc do naszej dyspozycji.

Odszedł na wieczny spoczynek 15 maja 2011 roku. Miał 65 lat. Grał z zapałem i zwyciężał w warcabach. Niestety, z chorobą nie wygrał. Straciliśmy wielkiego miłośnika warcabowej gry.

Jerzy Gorczyński

Na początek

 

 

zdrowie

Jak przeżyć długą podróż

 

Wiosna i lato to czas wzmożonej turystyki nie tylko pieszej czy rowerowej. Podróżujemy różnymi środkami lokomocji, najczęściej pociągiem, autobusem, samochodem, samolotem. Wszystkie mają swoje zalety i wady. Ale bez względu na to, który z nich wybierzemy, w czasie podróży musimy swoje odsiedzieć.

 

Tymczasem nasze kości i stawy bardzo nie lubią być bez ruchu. Jeśli podróż jest krótka – nie protestują. Gdy trwa długo lub bardzo długo – dają o sobie znać w dotkliwy sposób. Czujemy sztywność i ból w karku, krzyżu lub kolanie, puchną nam łydki, obrzmiewają stopy. Powodem mogą być skurcze mięśni lub, co gorsza – tzw. zakrzepica.

Gdy zbyt długo siedzimy z opuszczonymi, nieruchomymi, zgiętymi nogami, krew w żyłach zaczyna płynąć wolniej. Jeśli do tego mamy na sobie skarpety lub podkolanówki z mocnym ściągaczem, utrudniamy odpływ krwi z kończyn dolnych. Wtedy w żyłach podudzi mogą się tworzyć zakrzepy. Istnieje ryzyko, że któryś z nich oderwie się i z prądem krwi dotrze do płuc, serca czy mózgu, zatykając tam jedną z tętnic. Grozi to zatorem płuc, zawałem lub udarem.

Co robić, by długa podróż nie stała się dla nas koszmarem? Dr Urszula Zdanowicz z warszawskiej kliniki ortopedii i medycyny sportowej Carolina Medical Center w jednym z wywiadów na łamach prasy codziennej podaje kilka praktycznych rad,
z których warto skorzystać.

Podczas długiej podróży powinniśmy pamiętać o prawidłowej pozycji siedzenia. Nie „noga na nogę”, bo wtedy utrudniamy odpływ krwi, ale obydwie nogi swobodnie wyprostowane w kolanie. Najważniejszy jest jednak ruch. Poruszając mięśniami, przyspieszamy przepływ krwi, zmniejszając ryzyko powstawania zakrzepów. Jesteśmy na nie najbardziej narażeni podczas długiej podróży samolotem. Powyżej sześciu godzin lotu może nas dopaść tzw. zespół klasy ekonomicznej, czyli zaburzenia krążenia. Nie każdego przecież stać na kupno biletu w klasie pierwszej lub business, które zapewniają wysoki komfort podróży. Aby czuć się znośnie w zwykłej klasie, dobrze jest zarezerwować sobie miejsce przy przejściu. Wtedy łatwiej nam będzie wyprostować nogi, wstawać z fotela bez ciągłego przepraszania sąsiada obok, przejść się kilka razy wzdłuż samolotu czy pójść samemu po napój bez trudzenia stewardesy. Większą swobodę ruchów daje też miejsce przy wyjściu awaryjnym, bo fotele są tu bardziej od siebie odsunięte niż w pozostałych rzędach. Pewne ćwiczenia możemy wykonywać nawet nie wstając z fotela. Najważniejsze są te, dzięki którym rozruszamy łydki. Dla przykładu: złączamy nogi i stawiamy je całymi stopami na podłodze. Używając mięśni łydek, unosimy kolana tak, aby stopy opierały się tylko na palcach. W tej pozycji wytrzymujemy kilka sekund. Możemy też zgięte w kolanach nogi skrzyżować na wysokości łydek. Unosimy stopy nad podłogę i zamieniamy nogi stronami. Robimy to, dopóki nie poczujemy zmęczenia. Najlepiej jest jednak co jakiś czas po prostu się podnieść, przejść, wspiąć na palce.

W profilaktyce przeciwzakrzepowej mogą pomóc leki. Niektórzy lekarze zalecają przyjęcie niewielkiej dawki aspiryny, inni są zdania, że bardziej skuteczną metodą jest podskórne (w zastrzykach) podawanie na 2-4 godziny przed podróżą – heparyny. W obu przypadkach niezbędna jest konsultacja z lekarzem, tym bardziej, jeśli na co dzień przyjmujemy leki na różne dolegliwości.

Podczas jazdy samochodem mamy więcej swobody w rozruchu całego ciała. Możemy dowolnie często robić sobie przystanki, zatrzymać się i pochodzić chwilę po parkingu lub pobliskim lesie. Z ruchem nie będziemy mieli też większego problemu w pociągu (chyba, że trafimy do przeładowanego do ostatnich granic). W czasie jazdy możemy sobie robić wycieczkę przez kilka wagonów lub stanąć na jakiś czas przy oknie w korytarzu. W autokarze dysponujemy wprawdzie dość ograniczoną przestrzenią, ale zatrzymuje się on co jakiś czas, choćby na skorzystanie pasażerów z toalety, warto wtedy wyjść na zewnątrz i rozprostować kości.

Luz w czasie podróży powinien dotyczyć także naszego ubioru: należy unikać ciasnej bielizny, opiętych spodni czy koszul jak z młodszego brata. Siedząc w fotelu, można zdjąć pasek od spodni, poluzować sznurówki, a najlepiej w ogóle zdjąć buty. Wiele osób celowo przed podróżą pije mniej, by nie biegać potem zbyt często do toalety. Popełniają błąd, bo odwodnienie sprzyja zakrzepicy. Dlatego podczas szczególnie długiej podróży należy uzupełniać braki płynów w naszym organizmie. Najlepiej jest pić (małymi łykami, co jakiś czas) zwykłą, niegazowaną wodę lub wodę z listkiem mięty (orzeźwia), albo różnego rodzaju herbaty owocowe. Napoje słodkie czy gazowane mają ten feler, że szybko zaspokajają pragnienie, dając złudzenie, że jesteśmy dostatecznie nawodnieni – kawa i alkohol to też nienajlepsi towarzysze podróży. Działają moczopędnie i to, co wypiliśmy, szybko stracimy.

Osoby, które wiedzą, że źle znoszą podróże samochodem, autokarem czy samolotem, powinny wziąć ze sobą środki przeciw chorobie lokomocyjnej. Można je kupić w aptece bez recepty. Niektórzy, żeby łatwiej wytrzymać długie godziny trzęsienia, bujania czy turbulencji, zaopatrują się w środki nasenne. – To nie do końca dobre wyjście. Po zażyciu takiego leku rzeczywiście sen przyjdzie łatwiej, ale skutkiem jest to, że przez co najmniej kilka godzin taka osoba będzie się zdecydowanie mniej ruszać, a to zwiększa ryzyko powstania zakrzepów w opuszczonych do dołu i zgiętych kończynach – przekonuje dr Zdanowicz.Swego czasu kpiono ze zwyczajów rodaków podróżujących koleją lub autobusem, że ich nieodłącznym atrybutem są jaja na twardo, kiełbasa czy boczek. Dziś, kiedy nawyki dietetyczne ulegają racjonalnym zmianom, zaleca się spożywanie w czasie długich podróży rzeczy lekkostrawnych, takich, o których wiemy na pewno, że nam nie zaszkodzą.

Dobrym pomysłem na długą podróż może być rozłożenie jej na dwa etapy, z jednym noclegiem. Dajemy wtedy naszemu organizmowi szansę na odpoczynek i regenerację. Kiedy dotrzemy już do celu i zauważymy, że nasze łydki i stopy są opuchnięte, warto położyć się na łóżku i pod stopy podłożyć poduszkę lub cokolwiek innego, co sprawi, że nogi będą uniesione. Dzięki temu ułatwimy odpłynięcie z nich nadmiaru krwi. Można też do tego użyć zwykłego aparatu do mierzenia ciśnienia (zazwyczaj zabieramy go ze sobą). Kierując się od dołu łydki w kierunku kolan, na przemian pompując i rozluźniając rękaw aparatu, poprawimy krążenie w kończynach. Kiedy w trakcie lub po podróży czujemy ostry ból łydki, należy wstrzymać się z jej masażem dopóki lekarz nie wykluczy zakrzepicy. W przeciwnym razie możemy sobie tylko zaszkodzić, przepychając w ten sposób zakrzepy w stronę płuc, serca czy mózgu.

W sklepach ze sprzętem medycznym lub rehabilitacyjnym można kupić specjalne rajstopy, pończochy czy podkolanówki przeciwzakrzepowe, które wydatnie zmniejszą ryzyko długich podróży dla naszego zdrowia.

Na koniec rzecz najważniejsza. Zanim zaplanujemy podróż, rezerwując bilety, powinniśmy zrobić obowiązkowy przegląd stanu naszego zdrowia, naprawiając w nim – w porozumieniu z lekarzem – co się tylko da. Dzięki temu unikniemy przykrych niespodzianek nie tylko w trakcie wycieczki, ale także po jej zakończeniu.

(BWO)

Na początek

 

ruszajmy się

Bieganie dobre na wszystko

 

Bieganie jest sportem dla każdego. Nie wymaga specjalistycznego sprzętu ani infrastruktury. Wystarczy założyć wygodne sportowe buty i ruszyć przed siebie. Ta forma ruchu znakomicie wpływa na zdrowie i samopoczucie każdego człowieka.

Niektórzy z was pomyślą: po co się męczyć, skoro i tak na co dzień doskwiera nam zmęczenie. Właśnie po to się biega, by zmęczenie, znużenie i przygnębienie zwalczyć. Bieganie ładuje pozytywną energię, pomaga zlikwidować napięcia i stresy. Po biegu umysł jest odświeżony, ciało zrelaksowane, czujemy, że w końcu robimy coś dla siebie. Jeśli połączymy zbawienny ruch z lekko strawną i bogatą w związki odżywcze dietą, to nasze samopoczucie z dnia na dzień zacznie się poprawiać,  zmęczone ciało wzmacniać –  poczujemy się młodziej.

Pamiętajcie: tylko systematyczność przynosi efekty. Jednorazowy wysiłek nie pomoże. Kropla drąży skałę, natomiast nawet wiadro wody wylane jednorazowo nic nie zmieni. Lepiej wygospodarować codziennie 20 minut na bieganie, niż raz w tygodniu poświęcać cały dzień na trening.

Długotrwałe bieganie w umiarkowanym tempie to trening mięśni prawie całego ciała. Najważniejszy  wpływ na zdrowie ma jednak poprawa funkcjonowania układu oddechowego i sercowo-naczyniowego – przeciwdziała większości chorób cywilizacyjnych. Zaczynając trening biegowy, trzeba zwrócić uwagę, by nie przeciążyć stawów, zwłaszcza jeśli ktoś ma nadwagę i dźwiga zbędne kilogramy. Narażone są stawy kolanowe, skokowe, biodrowe i kręgosłup. Dlatego trening powinien odbywać się na miękkim, naturalnym podłożu (las, park, boisko), a odcinki asfaltowe lub chodniki lepiej jest przemaszerować. Początkujący powinni szczególną uwagę poświęcić stawianym krokom, uważać na nierówności i patyki leżące na ścieżce, ponieważ źle postawiona stopa  w dołku lub na patyku może ulec skręceniu. Taką kontuzję trzeba leczyć 2-4 tygodnie. By nie dopuścić do przeciążeń, należy w pierwszych treningach ćwiczyć dość asekuracyjnie, stopniowo zwiększając obciążenia. Trzeba pamiętać również o rozgrzewce. Oprócz ćwiczeń gimnastycznych, obowiązkowo muszą znaleźć się w niej ćwiczenia rozciągające. Dobrze byłoby również przygotować stawy, wykonując krążenia:

– w stawach skokowych (ciężar ciała na jednej nodze, druga oparta palcami o podłoże, stopą zataczajcie jak najobszerniejsze koła),

– w stawach kolanowych (nogi ugięte w stawach kolanowych blisko siebie, dłonie oprzyjcie na kolanach, spokojnym ruchem kolanami wyrysowujcie w powietrzu okrążenia w prawą i lewą stronę),

– w stawach biodrowych (dłonie na biodrach, nogi w lekkim rozkroku, biodrami wyrysujcie jak najobszerniejsze koła w prawą i lewą stronę).

Każdy trening powinna poprzedzić 5-10 -minutowa rozgrzewka, która zabezpieczy  przed urazami w czasie biegu. Po treningu należy także rozciągnąć mięśnie, by pomóc im rozluźnić się i przyspieszyć regenerację.

Pamiętając o tych radach, będziecie czerpać z biegania wielką satysfakcję i przyjemność, a wasza kondycja i stan zdrowia poprawią się, ciało wysmukli i ujędrni. Powodzenia i wytrwałości!

Dla ułatwienia pierwszych kroków i stopniowego wdrażania się do biegania, przedstawiam 3-miesięczny program treningowy dla początkującej dorosłej osoby w formie marszobiegu. Marsz wykonuje się w szybkim tempie, na zmianę przeplata się go z odcinkami biegowymi. Czas bieganych odcinków stopniowo się wydłuża. Najważniejsze to bieganie pełnych minut. Ostatnie 20-30 s są najcięższe, ale to właśnie  w tym czasie kondycję wyrabia się najbardziej. Pierwsze 3 tygodnie to trening wstępny, muszą koniecznie go przejść osoby, które nie ćwiczyły dłuższy czas. Trenuje się wtedy 3 razy w tygodniu. Od 4. tygodnia zaczynają się marszobiegi właściwe, które sprawią, że bieganie stanie się łatwe. Trenujcie wtedy 4 razy w tygodniu. Trening powinien odbywać się co drugi dzień (np. poniedziałek, środa, piątek, dla 3 treningów w tygodniu, lub poniedziałek, środa, piątek, sobota – dla 4 treningów w tygodniu).

Pierwsza kolumna tabelki podaje tygodnie treningowe, w nawiasie wpisana jest liczba treningów w danym tygodniu. Druga kolumna (N) podaje kolejność poszczególnych treningów. Trzecia kolumna opisuje, jak wygląda poszczególny marszobieg. Liczba oznacza minuty marszu (m) lub biegu (b), a „x” – powtórzenie zaznaczonej nawiasem sekwencji, liczba za „x” –  ilość tych powtórzeń. Kolumny 4, 5 i 6 podają sumowany czas biegu, marszu i całego treningu, wliczając 10-minutową rozgrzewkę i 5 min. rozciągania mięśni na koniec biegania.

Podaję przykład, jak należy odczytać pierwszy wiersz: zaczynacie pierwszy tydzień treningowy, w którym rozplanować trzeba 3 treningi. Na pierwszym z  nich trenujecie następująco: 10 minut rozgrzewki, 2 minuty marszu, 1 minuta biegu, 2 minuty marszu, 1 minuta biegu, 2 minuty marszu, 1 minuta biegu, 2 minuty marszu, 5 minut rozciągania. W sumie, podczas treningu będziecie biegać przez 3 min., maszerować przez 8 min., a cały trening będzie trwał 26 minut. W kolejnych wierszach rozpisane są poszczególne treningi w kolejnych tygodniach programu.

Krzysztof Koc

 

Tydzień/ liczba treningów

N

Czas biegu (b) i marszu (m)
w danym treningu [min]

czas biegu

czas marszu

Czas treningu

Tydz. 1 (3)

1

2

3

2m, (1b, 2m) x 3

2m, 1b, 2m, 2b, 2m, 1b, 2m

2m, (1b, 2m) x 5

3

4

5

8

8

12

26

27

32

Tydz. 2 (3)

1-3

2m (2b, 2m) x 3

6

8

29

Tydz. 3  (3)

1-2

3

2m (2b, 2m) x 4

2m (2b, 2m) x 4, 1b, 1m

8

9

10

11

33

35

Tydz. 4 (4)

1-2

3-4

(2m, 2b) x 5, 1m

2m, 2b, (2m, 3b)x2, 2m,2b,2m

10

10

11

10

36

35

Tydz. 5 (4)

1-2

3-4

(2m, 3b)x 4, 1m

2m, 2b, (2m,3b)x3, 1m, 2b, 1m

12

13

9

10

36

38

Tydz. 6 (4)

1-2

3-4

1m (3b, 2m) x 4, 3b, 1m

1m, (3b, 2m)x 2, 4b, 2m, 3b, 2m, 2b, 1m

15

15

10

10

40

40

Tydz. 7 (4)

1-2

3-4

1m, 3b, (2m, 4b) x 3, 2m, 2b, 1m

1m, 4b, (2m, 5b) x2, 2m, 3b, 1m

17

17

10

8

42

40

Tydz. 8 (4)

1-4

1m, (5b, 2m) x 4

20

9

44

Tydz. 9 (4)

1-2

3-4

1m, 5b, (2m, 6b) x2, 2m 5b, 1m

1m, 5b, (2m, 7b) x2, 2m 5b, 1m

22

24

8

8

45

47

Tydz. 10 (4)

1-2

3-4

1m, 6b, 2m, 7b, 2m, 8b, 2m, 4b, 1m

1m, 7b, 2m, 9b, 2m, 8b, 2m, 2b, 1m

25

26

8

8

48

49

Tydz. 11 (4)

1-2

3-4

1m, 10b, 2m, 10b, 2m, 4b, 1m

1m, 10b, 2m, 10b, 2m, 6b, 1m

24

26

6

6

45

47

Tydz. 12 (4)

1

2

3

4

1m, 12b, 2m, 12b, 1m

1m, 13b, 2m, 12b, 1m

1m, 14b, 2m, 12b, 1m

1m, 15b, 2m, 12b, 1m

24

25

26

27

4

4

4

4

43

44

45

46

Tydz. 13 (4)

1

2

3-4

1m, 15b, 2m, 13b, 1m

1m, 15b, 2m, 14b, 1m

1m, 15b, 2m, 15b, 1m

28

29

30

4

4

4

47

48

49

Na początek

 

Szkolenie

Gramy w szachy

Atak mniejszościowy w strukturze karlsbadzkiej

W 1923 roku w Karlsbadzie (obecnie Karlowe Vary) rozegrany został międzynarodowy turniej szachowy w bardzo silnej obsadzie. Uczestniczyli w nim  m.in: Alechin, Bogolubow, Maroczy, Gruenfeld, Reti, Nimzowitsch, Tartakower, Tarrasch, Rubinstein. Wszystkie te nazwiska znaleźć można w teorii debiutów w nazwach otwarć, obron czy wariantów szachowych. Ale sam turniej dał też podstawy do powstania nowego pojęcia w grze środkowej, gdyż dużą popularnością cieszyło się tam odgałęzienie gambitu hetmańskiego 1.d4 d5 2.c4 e6 3.Sc3 Sf6 4.Gg5 Ge7 5.e3 z dalszym szybkim zabiciem c4:d5 i odpowiedzią e6:d5. Powstały w ten sposób układ pionków na szachownicy nazwano „strukturą karlsbadzką”:

Najczęstszym planem białych jest „atak mniejszościowy”: biały pionek b2 maszeruje na b5, aby po wymianie na c6 stworzyć czarnym trwałą słabość. Tę strategię dobrze ilustruje poniższa partia:

 

Obrona Gruenfelda

 

T. Petrosjan – N. Krogius

Tbilisi 1959

 

1.d4 Sf6 2.Sf3 g6 3.c4 Gg7 4.Sc3 d5 5.Gg5 Se4 6.cd5 S:g5 7.S:g5 e6 8.Sf3 ed5 9.e3 0–0 10.Gd3 Sc6 11.0–0 Se7 Jak widać, interesujący nas układ pionków powstaje nie tylko w gambicie hetmańskim. Czarne wprawdzie nie zagrały jeszcze c7-c6, ale wkrótce ten ruch nastąpi. Taką samą strukturę spotkać można także w niektórych wariantach obrony Nimzowitscha i (odwróconymi kolorami!) w obronie Caro-Kann 12.b4 Gf5 13.G:f5 S:f5 14.b5 Hd6 15.Hb3 Se7 16.Wfc1 Kh8 17.Wc2 h6 18.Wac1 c6 19.Sa4 Przed zabiciem na c6 białe wykonują jeszcze kilka profilaktycznych posunięć. Czarnym niewygodnie jest zagrać c6:b5, gdyż wtedy otwiera się dla przeciwnika linia „c”, a ponadto  mogą pojawić się kłopoty z pionkiem d5 19...Wab8 20.g3 To tak na wszelki wypadek, aby w przyszłości czarne nie miały kontrgry poprzez f7-f5-f4 20...Kh7 21.Sc5 Wfd8 Mniejszym złem było 21...b6 22.Sd3 Wbc8, choć po 23.bc6 W:c6 24.W:c6 S:c6 25.Ha4 Wc8 czarne czekała długa pasywna obrona 22.bc6 bc6 23.Ha4 Widać, że obecność pionków na linii „a” zwiększa problemy czarnych. Dlatego też, jak zobaczymy w następnych przykładach, korzystne jest zagranie a7-a5 lub a7-a6, aby na skrzydle hetmańskim była tylko jedna słabość – na c6 23...Hf6 24.Kg2 Wa8 25.Sb7 We8 26.Sa5 Pionek c6 ginie teraz nieuchronnie i wynik partii staje się przesądzony 26...g5 27.h3 Hf5 28.S:c6 He4 29.Wc5 f5 Grozi g5-g4, ale ta rozpaczliwa próba uzyskania kontrszans jest łatwa do odparcia 30.Hc2! S:c6 31.W:c6 f4 32.ef4 gf4 33.g4 G:d4 Na moment czarne przywróciły równowagę materialną, ale oceny pozycji to nie zmienia 34.Hd2 Można było przejść do wygranej wieżówki: 34.H:e4+ W:e4 35.S:d4 W:d4 36.Wc7+ Kg8 37.W1c6 itd., ale Petrosjan woli zakończyć grę bezpośrednim atakiem na króla 34...Gg7 35.We1 Ha4 36.H:d5 W:e1 37.S:e1 Wf8 38.Sf3 Kh8 39.Wc7 a6 40.Hb7 Wg8 41.Sh4  Wobec groźby 42.Sf5 czarne uznały się za pokonane.

 

Gambit hetmański

 

A. Kotow – L. Pachman

Wenecja 1950

 

1.d4 e6 2.c4 Sf6 3.Sc3 d5 4.Gg5 Ge7 5.e3 0–0 6.Sf3 Sbd7 7.Wc1 a6 8.cd5 ed5 9.Gd3 We8 10.0–0 c6 11.Hc2 Sf8 12.a3 g6 Czarne planują przerzut skoczka na d6: Sf8-e6-g7 z dalszym Gf5 i po wymianie gońców Sf5-d6 13.b4 Se6 14.G:f6 G:f6 15.a4 Sg7 16.b5 ab5 17.ab5 Gf5 18.G:f5 S:f5 19.bc6 bc6 20.Sa4 Wc8 21.Hc5 Lepsze 21.Sc5 z dalszym ustawieniem wież na liniach „b” i „c” , co pozwalało łączyć groźby przeciwko pionkowi c6 z możliwością wtargnięcia po linii „b” 21...Sd6 Tu skoczek stoi bardzo aktywnie, ale byłoby jeszcze lepiej, gdyby  tam zdążył przed zagraniem b4-b5 22.Sd2 Groziło 22...Se4 22...We7! Z zamiarem przerzutu We7-b7-b5  23.Wb1 Nic nie dawało 23.Sb6 Wb8 23...Wb7 24.W:b7 S:b7 25.Ha7 Sd6 26.Ha6 Hc7 27.Wc1 Gd8! Czarne bronią się dokładnie. Planują teraz wymianę hetmanów, co ułatwi odpieranie nacisków 28.Sc5 Ha5 29.Hd3 Hb5 30.g3 Gb6 31.Wb1 H:d3 32.S:d3 Ga5 33.Sb3 Gd8 Po 33...Wb8? ginął pionek 34.Se5 Wb6 35.S:c6! 34.Sbc5 Ge7 35.Sd7 Wc7 36.Sb8 Sc4 37.Wa1 Wc8 38.Sd7 Wc7 39.Wa8+ Kg7 40.S7e5 S:e5 41.S:e5 Gd6 42.Sd3 42...Kf6?! Do tego momentu obrona czarnych była bez zarzutu, teraz jednak popełniają poważną niedokładność. W powstałej końcówce, typowej dla ataku mniejszościowego w strukturze karlsbadzkiej, ważne jest, by nie mieć drugiej słabości poza pionkiem c6. Ruch w partii taką słabość generuje. Konieczne było 42...h5! Wówczas czarny król, stojąc w centrum, mógł bez problemów pilnować całej piechoty 43.g4! Teraz i pionek h7 znajdzie się na celowniku białej wieży 43...Ke6 Na 43...Kg5 44.h3 h5 nastąpiłoby 45.f4+!, np. 45...Kf6 46.gh5 lub 45...Kh4 46.gh5 gh5 47.Kg2 i czarny król ma problemy 44.Kg2 Wb7 45.We8+ We7 46.Wh8 f6 47.h4 Wb7 48.Kf3 Kolejnym etapem realizacji przewagi będzie wymiana lekkich figur, po której różnica w aktywności wież powiększy się 48...Wf7 49.We8+ We7 50.Wd8 Wa7 51.Sc5+ Ke7 52.Wc8! G:c5 53.dc5 Kd7 54.Wh8 Ke6 55.Wd8 Ke7?! O takich pozycjach mówi się, że szanse czarnych na ratunek są mniej więcej takie same, jak szanse białych na zwycięstwo. Po ruchu w partii białym udaje się zrealizować przewagę. Konieczne było 55...Wc7!, czekając na okazję do aktywizacji wieży, nawet za cenę pionka, np. 56.Kf4 Wd7 57.Wc8 d4! 58.W:c6+ Ke7 lub 56.Wd6+..Ke5 57.Ke2 g5 58.hg5 fg5 59.Kd3 Wf7! 56.Wd6 Wa6 57.g5! Toruje drogę królowi do pola e5 57...fg5 58.hg5 Kf7 59.Kg3 Przed pójściem do przodu trzeba najpierw zagrać f2-f3. Po natychmiastowym 59.Kf4 Wa4+ nie wolno 60.Ke5?? We4x 59...Ke7 60.f3 Wa3 61.Kf4 Wa4+ 62.Ke5 Wa3 63.W:c6 W:e3+ 64.K:d5 Wd3+ Niczego nie zmieniało 64...W:f3 65.Wc7+ Kd8 66.W:h7 itd. 65.Ke4 Wc3 66.f4 Wc1 67.Wc7+ Dokładniejsze było 67.Kd5 Wd1+ 68.Kc4 Wc1+ 69.Kb5 Wb1+ 70.Ka6 67...Kd8?! Zgodnie z analizami znanego trenera Marka Dworeckiego, można było zastawić zamaskowaną pułapkę: 67...Ke6! i nie wolno 68.W:h7?, bo 68...Wc4+ 69.Kf3 W:c5 70.Wg7 Wc6! 71.W:g6+ Kf5! z remisem. Białe musiałyby  wtedy wrócić do właściwego planu 68.Wc6+ Ke7 69.Kd5 Wd1+ 70.Kc4 itd.  68.W:h7 W:c5 69.Wf7 i czarne poddały się.

W przedstawionych wyżej przykładach gra czarnych ograniczała się wyłącznie do obrony. Mają one jednak możliwość aktywnej kontrgry na skrzydle królewskim. Atak na białego króla można prowadzić samymi figurami lub ze wsparciem piechoty. Oto dwie partie, ilustrujące skuteczność takiej strategii:

Gambit hetmański

 

P. Nikolic- L. Bo Hansen

Wijkaan Zee 1995

 

1.d4 Sf6 2.c4 e6 3.Sf3 d5 4.Sc3 Sbd7 5.Gg5 c6 6.cd5 ed5 7.e3 Ge7 8.Hc2 0–0 9.Gd3 We8 10.0–0 Sf8 11.h3 g6 12.G:f6 Ta wymiana umożliwia białym zagranie b2-b4 bez przygotowawczego ruchu Wa1–b1 12...G:f6 13.b4 Ge7!? Goniec idzie na przekątną b8-h2, skąd będzie pomagał w ataku na króla. Czarne nie zdecydowały się na 13...a6, gdyż akurat w tym przypadku po 14.a4 Ge7 15.b5 otwierały się dwie linie z prawdopodobną wymianą przynajmniej jednej wieży, a obie są potrzebne na linii „e” 14.b5 Gd6 15.bc6 bc6 16.Wfc1 Se6 Ten skoczek ma służyć do wymiany ważnego obrońcy króla 17.Hd1 Hf6 Przedwczesne było 17...Sg5 18.S:g5 H:g5 19.Hf3! z solidną pozycją 18.Wab1 We7 19.Wb3 Kg7 20.Sa4 Gd7 21.Ga6 Wae8 Obie strony są przygotowane do akcji na „swoich” skrzydłach 22.Wb7?! Zasługiwało na uwagę 22.Sc5 z wymianą przynajmniej jednej atakującej figury 22...Sg5! 23.S:g5 H:g5  24.Kh1 Praktycznie jedyna obrona przed groźbami 24...G:h3 i 24...W:e3. Na 24.Hf3 nastąpiłoby 24...W:e3! 25.fe3 W:e3 26.Hf2 W:h3 z silnym atakiem 24...W:e3! 25.W:d7 Po 25.fe3? czarne zamierzały grać 25...Hg3 26.Hg1 (26.Kg1 H:e3+ 27.Kf1 Gh2!) 26...G:h3! 27.W:c6 We4! 28.W:d6 Wh4 z rozstrzygającym atakiem 25...Hf4 26.W:d6! (26.Hg1? We1!) 26...H:f2! Biały hetman musi teraz zginąć, chociaż pozostaną za niego 3 figury 27.Sc5 We1+ 28.H:e1 W:e1+ 29.W:e1 H:e1+ 30.Kh2 Hf2 31.W:c6 H:d4 Czarne uzyskały wyraźną przewagę. Nie zdołały jej jednak doprowadzić do wygranej i w 72. ruchu partia zakończyła się remisem.

Obrona Caro-Kann

 

J. M. Degraeve – J. Grant

Mondariz 2000

1.e4 c6 2.d4 d5 3.ed5 cd5 4.Gd3 Sc6 5.c3 Sf6 6.Gf4 Gg4 7.Hb3 Hd7 8.Sd2 e6 9.Sgf3 G:f3 Groziło 10.Se5, np. 9...Gd6 10.Se5 Hc7 11.S:g4 G:f4 12.S:f6+ i u czarnych powstają słabości pionkowe 10.S:f3 Gd6 11.G:d6 Teraz 11.Se5 nie miało takiej siły: 11...Hc7 12.0-0 0-0 13.Wae1 Sh5 11...H:d6 12.0–0 Niebezpieczne było 12.H:b7?! Wb8 13.Ha6 0-0 14.Gb5 Wb6 15.Ha4 Se7 16.b3 Se4 z groźną inicjatywą czarnych 12...0–0 Powstała struktura karlsbadzka z odwróconymi kolorami. Tym razem czarne będą prowadzić atak mniejszościowy, a białe skierują swe siły na króla 13.Wae1 Wab8 14.Se5 b5 15.a3 Po 15.G:b5 S:d4! 16.cd4 a6 czarne odbierały pionka 15...Wfc8 16.f4 a5 17.We3!? b4 18.ab4 ab4 19.Hd1 bc3 20.bc3 Se7 21.Wh3 Z groźbą 22.G:h7+ S:h7 23.Hh5  21...g6 Teraz grozi już zabranie pionka c3. Zasługiwało na uwagę 21...h6!?, np. 22.g4 Se4 23.g5 Sf5 ze skomplikowaną grą 22.He1 Kg7 23.g4 Wb3?! Konieczne było natychmiastowe 23...h5 24.Hh4 Atak białych ma już rozstrzygający wymiar. Grozi m.in. efektowne 25.H:f6+! K:f6 26.W:h7 z matem. 24...h5 W komentarzach do partii ruch ten był krytykowany. Za silniejsze uważano 24...Seg8, ale i wówczas po 25.f5 ef5 26.gf5 pozycję czarnych trudno było obronić, np.: 26...Wc:c3? 27.fg6 fg6 28.H:h7+! S:h7 29.Wf7+ z matem. 25.f5! Decydujące otwarcie linii do ataku 25…ef5 26.gf5 Wc:c3 27.fg6 fg6?! Po 27...S:g6 28.Hg5 czarne musiały oddać jakość 28...W:d3 29.W:d3 W:d3 30.S:d3, ale było to na pewno mniejszym złem 28.Whf3 Sf5 29.G:f5 Energiczniejsze było 29.W:f5!? gf5 30.Hg5+ Kf8 31.W:f5, ale i ruch w partii prowadzi do zwycięstwa 29...W:f3 30.S:f3 gf5 31.Hg5+ Kf8 32.H:f5 Ke7 33.Sg5 Wb2 34.We1+ Kf8 35.Se6+ Ke7 (35...Kf7 36.Sf4) 36.Sf4+ Se4 37.Wa1! Ale nie 37.S:d5+?! Kd8 38.H:e4?? H:h2+ i mata dostają białe 37...Kd8 38.Wa8+ Wb8 39.Hf8+! H:f8 40.W:b8+ Ke7 41.Sg6+ i czarne poddały się.

Ponadto czarne dysponują różnymi technicznymi metodami obronnymi, które łagodzą skutki ataku mniejszościowego lub w ogóle uniemożliwiają jego realizację. Oto charakterystyczny przykład na ten temat:

 

Gambit hetmański

 

U. Andersson – G.Kasparow

Belgrad 1985

 

1.Sf3 d5 2.d4 Sf6 3.c4 e6 4.Sc3 c6 5.cd5 ed5 6.Gg5 Ge7 7.Hc2 g6 8.e3 Gf5 9.Gd3 G:d3 10.H:d3 0–0 11.G:f6 G:f6 12.b4 Hd6 13.Wb1 Sd7 14.0–0 Wfd8 15.Wfc1 W przypadku 15.b5?! silne było 15…c5! z aktywną grą za „izolaka”. Po 15.Sa4 b5! 16.Sc5 S:c5 17.bc5 He6 18.a4 a6 wszystkie problemy czarnych na skrzydle hetmańskim zostają rozwiązane 15...Sb6 16.Sd2 He7 17.Hc2 a6 18.a4 Gg7 19.Se2 Gh6! 20.We1 Na 20.b5 czarne przygotowały silną odpowiedź 20...cb5! 21.ab5 Wdc8 22.Hb2 a5! i wolny pionek wspomagany przez skoczka daje pozycyjną przewagę  20...He6 21.Sc1?! Lepsze 21.h3 21...Sc4! 22.Hc3 Słabsze 22.S:c4?! dc4 23.Se2 b5 22...Sd6 Tu skoczek stoi idealnie. Uniemożliwia zagranie b4-b5 i kontroluje ważne pola e4 i c4 23.Sd3 Gg7 24.Sc5 He7 25.We2 We8 26.Wbe1 Hc7 27.a5 Koniec walki na skrzydle hetmańskim. Obie strony mobilizują swoje siły na drugim froncie. Białe zamierzają dojść do e3-e4, czarne temu przeciwdziałają. Szanse stron są wyrównane 27...We7 28.Hd3 Wae8 29.f3 Sf5! 30.g3 h5 31.Kg2 Hc8 32.Sdb3 Wd8 33.Wd1 Gf6 34.Hc3 Gg7 35.e4?! Białe, w obustronnym niedoczasie, przeceniają swoje szanse. Powstające komplikacje są korzystne dla czarnych 35...de4 36.fe4 h4! 37.g4? Lepsze 37.Wf2! 37...S:d4!? 38.S:d4 H:g4+ 39.Kf1 Wd6 Za poświęconą figurę czarne uzyskały silny atak. Jeszcze silniejsze było 39...h3! i dopiero po 40.Wd3 Wd6 40.Wd3? Powinno doprowadzić do przegranej. Należało zdecydować się na 40.He3! 40...Hf4+? Czarne nie wykorzystują okazji. Wygrywało 40...h3! Kasparow podaje taki możliwy dalszy wariant: 41.Wf2 W:e4! 42.S:e4 H:e4 43.We3 H:d4! 44.H:d4 G:d4 45.We8+ Kg7 46.Wf3 Gf6! i czarne powinny zrealizować przewagę. W niedoczasie przeciwnicy forsują remis przez powtórzenie posunięć 41.Wf2! He5 42.Wfd2 Hf4+ 43.Wf2 He5 44.Wfd2 Remis

Atak mniejszościowy nie jest jedynym planem białych w strukturze karlsbadzkiej. Przykładowo, można próbować dochodzić do e3-e4 (skoczek idzie wtedy przez e2 na g3 z dalszym f2-f3), czasami białe atakują na skrzydle królewskim, roszując w drugą stronę lub nawet zostawiając króla w centrum. Do tych możliwości gry jeszcze powrócimy.

Ryszard Bernard

Na początek

 

 

Gramy w warcaby

Gra pozycji klasycznych często wymaga rozwiązania bardzo trudnych problemów, wymagających znajomości zagadnień dotyczących nie tylko gry pozycyjnej, kontrolowania tempa, ale również dokładnej analizy pozycji pod kątem grożących kombinacji i taktycznych poświęceń. Złożoność powstałych podczas gry problemów do rozwiązania daje zawodnikom nieograniczone możliwości twórczego odkrywania często nowych, zaskakujących i pięknych rozwiązań.

 

Marc Meulenaere - Martin Dolfing

Mistrzostwa Europy, Murzasichle 2010

Białe: 25, 27, 32, 33, 36, 37, 38, 40, 42, 43, 44, 45, 47, 48, 49

Czarne: 3, 4, 6, 7, 9, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 23

Czarne ostatnim posunięciem zagrały 20… 8-13, ustawiając kolumny 7-18 i 9-18 czym zdradzają zamiar wtargnięcia na pole 28. Broniąc się przed planem czarnych, białe przechodzą do klasyki.

21. 33-28 15-20  22. 44-39 20-24  23. 39-33

Zanim czarne zagrają 3-8 w celu ustawienia ważnych kolumn na krótkim skrzydle, wcześniej muszą wykorzystać kolumnę 3-14 do wymiany.

23… 14-20  24. 25x14 9x20  25. 40-34 20-25  26. 43-39 3-8!  27. 45-40?

Białe zmierzały na pole 35 i w tej wydawałoby się spokojnej pozycji nastąpiło zaskakujące rozstrzygnięcie.

27… 16-21!  28. 27x16 18-22!

Grozi jednocześnie 24-29 i 22-27. Nie można się obronić po 29. 32-27 23x41 30. 27x9 4x13  31. 42-37 41x43  32. 49x38 z kamieniem straty u białych. Na 29. 48-43 lub 29. 49-43 nastąpi 29. 24-29. W partii było:

29. 49-44

I nie czekając na odpowiedź przeciwnika, białe poddały się wobec wariantu 29… 25-30  30. 34x25 22-27  31. 32x21 23x45

Oskar Budis – Magda Pawłowska

Półfinał mistrzostw Polski, Mława 2011

Białe: 25, 27, 28, 31, 32, 33, 34, 36, 38, 39, 43, 48, 50

Czarne: 3, 6, 8, 9, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 23

28. 34-30!

Białe zagroziły wygraniem kamienia 29. 30-24. Czarne nie mogą przeprowadzić kombinacji 28… 14-20  29. 25x14 19x10  30. 28x19  13x35 z powodu odpowiedzi białych: 31. 27-21 17x28  32. 33x4. Nie można też bronić się poprzez 28… 17-22  29. 28x17 12x21  30. 30-24! 19x30  31. 25x34 i czarne tracą kamień po 31… 21-26  32. 33-28 26x37  33. 28x10 15x4  34. 32x41, jak również po 31… 14-19  32. 31-26. Czarnym pozostaje obrona 31… 6-11. W tej trudnej dla czarnych sytuacji można się było obronić, przechodząc do nieco gorszej pozycji 28… 14-20  29. 25x14 9x20 z dalszym planem 30… 17-21. Czarne wybrały inaczej.

28… 16-21  29. 27x16 14-20  30. 25x14 19x10  31. 28x19 13x35  32. 16-11!

Skutków tego nieoczekiwanego posunięcia czarne nie przeliczyły do końca. Okazuje się, że teraz nie mają dobrej odpowiedzi: a) 32… 18-22  33. 32-27 35-40 (33… 22-28 34. 33x22 17x28  35. 38-33 6x17  36. 33x11) 34. 27x7 40-44  35. 11x22 8-12  36. 7x18 44-49  37. 18-12 z wygraną białych; b) 32… 17-22  33. 32-27 6x17  34. 33-29 17-21  35. 27x16 12-17  36. 31-26 z dalszym 37. 26-21 i 38. 16-11. W partii czarne zagrały:

32… 17-21  33. 32-28! 6x17  34. 28-22

I poddały się.

Marcin Grzesiak – Władysław Daliga

Półfinał mistrzostw Polski, Mława 2011

Białe: 27, 28, 30, 32, 33, 35, 37, 38, 41, 42, 44, 47, 48, 50

Czarne: 3, 6, 8, 9, 11, 12, 13, 14, 16, 18, 19, 23, 24, 26

Czarne zostały złapane w klasykę z niekorzystnym tempem +6 i szukając możliwości uwolnienia zgrały:

27… 12-17?

Po przeanalizowaniu pozycji, czarne doszły do wniosku, że w sytuacji, kiedy obie strony dochodzą do damki, czarne są w stanie osiągnąć remis nawet w sytuacji straty kamienia. Białe obliczyły dalej i zagrały:

28. 27-21! 16x27  29. 32x12 23x43  30. 12x23 19x39  31. 30x10

Okazuje się, że czarne nie mogą odpowiedzieć 31… 9-14  32. 10x19 13x24  33. 44x33 43-49, gdyż czarna damka od razu ginie po 34. 50-44

31… 43-49  32. 44x33

I znów czarne nie mogą zagrać 32… 9-14  33. 10x19 13-24  34. 50-44, gdyż stracą kamień.

32… 49-21

Nie można było postawić damki na 16, gdyż po 33. 10-4 czarna damka, jest łapana: 48-43 i 50-44

33. 42-38!

Mając kamień więcej, białe mogą sobie pozwolić na oddanie go, utrzymując zagrożenie złapania czarnej damki.

33… 21x49  34. 10-5 9-14

Czarne uwalniają damkę zwracając kamień.

35. 5x23 49-27

W dalszym ciągu nie można było stanąć damką na 16, gdyż po 36. 23-1 czarna damka ginie: 48-43 i 50-44.

36. 41-36 11-17  37. 23-1

Zagrożona czarna damka nie ma gdzie odejść. Przegrywa 37… 27-22  38. 48-43 22x31  39. 36x27

37… 13-18  38. 1x29!

Czarne straciły już dwa kamienie i wciąż mają ograniczone pole manewru damką. Pozostało jedynie zagrać 38… 27-16.  Czarne zagrały jednak nieostrożnie:

38… 27-9

I po 39. 36-31 9x36  40. 47-41 36x47  41. 48-42 47x38  42. 33x42 poddały się.

Edward Burzyński – Justinas Jankunas

Mistrzostwa Europy 2008

Białe: 31, 32, 33, 36, 37, 38, 39, 45, 48, 49

Czarne: 5, 7, 8, 9, 13, 15, 17, 18, 19, 24

W tej pozornie remisowej i spokojnej pozycji białe, przy pomocy zagrożeń kombinacyjnych i taktyki gry pozycyjnej, rozwinęły bardzo silny atak. Jest to piękny i rzadko spotykany przykład, kiedy strony nie zdążyły uprościć materiału i czarne poddały się.

32. 49-44!

Plus 2 tempa u czarnych i możliwość ustawienia olimpika u białych to główne argumenty, przemawiające za dążeniem białych do klasyki. Szczególnie ważnym argumentem jest olimpik, którego ustawienie białe rozpoczęły ostatnim posunięciem.

32… 5-10  33. 33-28!

Grozi 34. 28-22 i czarne są zmuszone do przejścia do klasyki.

33… 18-23  34. 31-26

Zajmując pole 26, białe przygotowują atak na osłabione krótkie skrzydło czarnych.

34… 8-12  35. 36-31 13-18  36. 31-27 9-13

Wydaje się, że krótkie skrzydło czarnych zostało dostatecznie wzmocnione, ale teraz białe mają możliwość ograniczania gry czarnych na długim skrzydle, ustawiając olimpika.

37. 44-40!

I nie można zagrać 37… 10-14, na co białe przygotowały standardową kombinację: 38. 27-22 18x27  39. 32x21 23x34  40. 40x18 12x23  41. 21x1

37… 15-20  38. 38-33

Czarne znów muszą powrócić do obrony krótkiego skrzydła, gdyż grozi 39. 28-22. Na 38… 23-29, nastąpi 28-22.

38… 7-11  39. 48-43 10-14  40. 43-38 11-16

Po 40… 20-25, białe mają ponownie kombinację 41. 27-22.

41. 40-34 20-25  42. 45-40

I czarne poddały się.

Jan Sekuła

Na początek