stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 4 (145) Kwiecień 2017

CROSS 4/2017

ISSN 1427-728X

ROK XV

Nr 4 (145)

Kwiecień 2017 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ,

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 412 18 80

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Grażyna Wojtkiewicz

Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

 Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Nakład: 900 egzemplarzy

Miesięcznik dofinansowuje

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści

Ogłoszenia

Slalomem po medale

Dariusz Rutkowski

Jeszcze nie zamykam swej karty

Andrzej Szymański

Misja Pjongczang

Piotr Sęk

Triumf młodości

Witalis Sapis

Półfinał w Krynicy

Leszek Stefanek

Niewidomi na tatami

Grzegorz Modrzyński

Wiadomości

Angielski na lepszy start

Anna Baranowska

Ostatnia dzika rzeka Europy

Przemysław Barszcz

Sprytny pasożyt

(BWO)

Judo

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Damian Jakubik

 

aaa

 

od redakcji

 

Ogłoszenie

Drodzy Czytelnicy,

wraz z nadejściem wiosny przekazujemy Państwu kwietniowy numer magazynu „Cross” – ostatni finansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w ramach wieloletniego konkursu. Staramy się o dotację na wydawanie kolejnych numerów, jednak dopóki tegoroczny konkurs nie zostanie rozstrzygnięty, druk magazynu będzie wstrzymany. Niestety możliwości finansowe Stowarzyszenia „Cross” nie pozwalają na druk czasopisma ze środków własnych. Szkoda, że ta trudna sytuacja przypadła na czas rozpoczęcia sezonu sportowego w wielu dyscyplinach i intensyfikacji działań w naszych klubach. Losy ulubionych sportowców będzie można jednak śledzić na stronie internetowej Stowarzyszenia www.cross.org.pl. Zapraszamy Państwa do kontaktu z nami i przesyłania relacji z lokalnych imprez sportowych, a także opinii o roli magazynu „Cross”, które mogą okazać się przydatne podczas starań o dotację. Nasz adres mailowy: redakcja@cross.org.pl.

Tymczasem życzymy radosnych świątecznych spotkań w gronie najbliższych i czerpania z nich spokoju i siły. Uwierzmy w moc tajemnicy Wielkiej Nocy i bądźmy dobrej myśli – do następnego spotkania na łamach „Crossu”!

Redakcja

 

aaa

 

Ogłoszenie

Informujemy, że część danych teleadresowych biura Stowarzyszenia „Cross” uległa zmianie. Aby skontaktować się z pracownikami biura Stowarzyszenia w Warszawie, należy dzwonić pod numer:  22 412 18 80. Dotychczasowe numery telefonów będą aktywne do końca kwietnia 2017 r.

Zmienił się również numer rachunku bankowego Stowarzyszenia. Nowy rachunek bankowy: 73 1090 2590 0000 0001 3341 4035 w banku BZ WBK S.A. Dotychczasowy rachunek bankowy w Getin Noble Bank S.A. będzie utrzymywany do 30 czerwca 2017 r.

Na stronie internetowej Stowarzyszenia w zakładce „Kontakt” (www.cross.org.pl/kontakt) znajdą Państwo zaktualizowane dane, a także numery telefonów komórkowych i adresy mailowe do pracowników biura.

 

aaa

 

narciarstwo

 

Slalomem po medale 

Zimowa aura nawet jeszcze w marcu sprzyjała szusowaniu na polskich stokach. Jak zatem wypadła drużyna niewidomych i słabowidzących narciarzy Stowarzyszenia „Cross” w tegorocznych mistrzostwach Polski?

Do naszej ekipy dość późno dotarła informacja o terminie zawodów. Organizator nie publikował nic na ten temat na swojej stronie internetowej i można powiedzieć, że zawodnicy dowiedzieli się o tej imprezie pocztą pantoflową. Ferie, obozy, wyjazdy, sesja, praca, uczelnia – to wszystko trzeba było uporządkować, by udać się do Wisły na Mistrzostwa Polski w Narciarstwie Alpejskim Niepełnosprawnych EDF CUP 2017.

W tym roku po raz pierwszy zawody odbywały się na stokach kompleksu narciarskiego Zagroń Istebna. Tradycyjnie już mistrzostwa składały się z dwóch konkurencji: slalomu oraz slalomu giganta. W kategorii kobiet z dysfunkcją wzroku startowały Anna Kosińska-Tadej – faworytka kategorii i Kaja Dobranowska. W kategorii mężczyzn ścigali się: Maciej Krężel – faworyt, trzej bardzo podobnie jeżdżący zawodnicy – Tadeusz Sypień, Dawid Suchodolski i Stanisław Kosiński, a także Jarosław Skarżyński, Piotr Szymala, Kacper Ludwikowski i Michał Grochowski. Lista startowa była więc bardzo krótka i w zasadzie bez nowych nazwisk. Może miał na to wpływ brak promocji imprezy?

Pierwszy dzień zawodów to slalom gigant. Wyraźnie czuć już było wiosnę: mocne słońce i dość ciepło. Tu uznanie dla organizatorów – stok do końca zawodów pozostał twardy. Slalom ustawiono regularnie i rytmicznie, przy starcie bramki rozstawione były szeroko, ale w miarę zbliżania się do mety rozmieszczone były coraz bliżej siebie. Ten sposób ustawienia nie nastręczył startującym trudności i wszyscy ukończyli konkurencję. Ułatwieniem był też fakt puszczenia drugiego zjazdu bez przestawiania tyczek. Pierwsze miejsca nie były zaskoczeniem – w kategorii kobiet zwyciężyła Anna Kosińska-Tadej, a w kategorii mężczyzn Maciej Krężel. Drugie miejsca zajęli Kaja Dobranowska i Tadeusz Sypień. Trzecie miejsce wśród mężczyzn wywalczył Dawid Suchodolski. Dekoracja zawodników odbyła się w sali gimnastycznej Ośrodka Przygotowań Paraolimpijskich w Wiśle.

Drugi dzień zawodów – slalom. I powrót zimy. Spore zachmurzenie, silny i mroźny wiatr. Poziom trudności ustawionego slalomu był znacznie wyższy niż poprzedniego dnia, pojawiły się wszelkie możliwe figury, co wymagało od zawodników większego skupienia i uwagi. Ważne było dokładne zapoznanie się z trasą. Slalom jest konkurencją obarczoną dużą dozą ryzyka: albo jedzie się wolniej, dojeżdża, ale ze słabszym czasem, albo ryzykując, walczy się o czas. I pierwszy przejazd potwierdził tę regułę. Konkurencji nie ukończyła Kaja Dobranowska. W kategorii tej zwyciężyła Anna Kosińska-Tadej. Również wśród mężczyzn dwóch polskich czołowych zawodników walczących o najlepsze lokaty nie ukończyło konkurencji. Dyskwalifikacja Dawida Suchodolskiego oraz Stanisława Kosińskiego, a także Kacpra Ludwikowskiego pozwoliła na zmiany na podium. Jak już nas do tego przyzwyczaił, zwyciężył Maciej Krężel, drugie miejsce wywalczył Tadeusz Sypień, trzecie Jarosław Skarżyński – i on szczególnie zasłużył na uznanie i ogromne gratulacje.

Organizatorom należą się podziękowania za sprawne przeprowadzenie zawodów. Pragniemy także podziękować wszystkim, którzy nas wspierają oraz nam kibicują, przede wszystkim: Dolnośląskiemu Specjalnemu Ośrodkowi Szkolno-Wychowawczemu nr 13 dla Niewidomych i Słabowidzących we Wrocławiu, Dolnośląskiej Szkole Wyższej we Wrocławiu, firmom: Elephant Pro Sport, Mazur, Rejtan, SKI4YOU. Bez Waszej pomocy byłoby znacznie trudniej.

Dariusz Rutkowski

 

aaa

 

sylwetki

 

Jeszcze nie zamykam swej karty

„Dyplom dla Skarżyńskiego Jarosława za zajęcie 3. miejsca w kategorii niedowidzący w slalomie specjalnym w mistrzostwach Polski w narciarstwie alpejskim niepełnosprawnych 2017 – Wisła”. Tenże dyplom wraz z brązowym medalem otrzymał w lutym tego roku 60-letni pan Jarosław, rodowity warszawiak, członek crossowskiego klubu „Syrenka”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie wiek.  

Sportowe wychowanie

Ludzie! Sześć dych w konkurencji opanowanej przez dwudziesto-, trzydziestolatków – to wyczyn niebywały. Można go porównać do lotu kosmicznego 77-letniego Johna Glenna, który był członkiem załogi wahadłowca Discovery. Ten astronauta 36 lat wcześniej jako pierwszy Amerykanin trzykrotnie okrążył ziemski glob. Ale zejdźmy z kosmosu do podwarszawskich Lasek. Tam właśnie osiedlił się z małżonką pan Skarżyński.

Mieszkał w Śródmieściu, gdzie chodził do szkół. Widocznie miał dobrych nauczycieli wf-u, no i oczywiście dużo zapału, by uprawiać różne dyscypliny sportowe. Piłka, siatkówka, jazda szybka na lodzie (kiedyś przy ulicy Agrykola był tor łyżwiarski), saneczkarstwo. W stolicy – płaskiej jak stół – sanki?

– Młodziaki nie wiedzą, że nasze pokolenie korzystało z toru saneczkowego obok stadionu Polonii. Na jego tyłach była górka, na niej drewniany podest – i takim torem z drewnianą bandą, z jednym wirażem 180 stopni pędziło się na złamanie karku do mety. Byłem nawet uczestnikiem mistrzostw Warszawy w tej dyscyplinie. Niestety, tor przy Polonii zniknął, podobnie jak skocznia na Mokotowie – wspomina pan Jarosław.

Pierwsze narty, a raczej nartki, mały Jareczek miał na nogach w wieku trzech lat. Kiedy urodziły mu się dzieciaki, też przypiął maluchom deski do bucików. Teraz to duże chłopy. Michał ma 35 lat, skończył ekonomię na UW, a 30-letni Piotr jest magistrem wychowania fizycznego po AWF. Zrobił kilka specjalizacji: kulturystyka, zapasy, siatkówka i narciarstwo, którego jest instruktorem międzynarodowym.

Czytać magazyn „Cross”

Pan Jarosław już nie pracuje zawodowo. Przez lata miał działalność gospodarczą, sklep i galerię w Warszawie, które prowadził wspólnie z żoną Danutą. W Laskach zamieszkali 20 lat temu. Skarżyński został wiceprzewodniczącym koła Polskiego Związku Niewidomych, niedużego, liczącego trzydzieści osób. Należy do niego również legenda Lasek – mecenas Władysław Gołąb. Pan Jarek od dwudziestego roku życia choruje na stożek rogówki. Aby się sprawniej poruszać, musi używać protez, czyli twardych soczewek kontaktowych. Przyznano mu III grupę niepełnosprawności. Kilka lat temu wziął do ręki miesięcznik „Cross”, który był prenumerowany przez jego koło PZN.

– I co ja w nim przeczytałem? – pyta sam siebie. – Bardzo ciekawy reportaż autorstwa redaktora Andrzeja Szymańskiego z międzynarodowych mistrzostw Polski niewidomych w narciarstwie alpejskim. I wtedy sobie pomyślałem, że warto spróbować zmierzyć się na stoku z niepełnosprawnymi narciarzami. Moim atutem było to, że doskonale jeżdżący syn Piotr mógł być moim przewodnikiem – mówi Skarżyński. A Danuta Skarżyńska dodaje: – Mąż nie wierzył w siebie, ale po przeczytaniu artykułu i namowach syna zdecydował się na start.

Pięć lat temu w Żykach miał być jego debiut. Przygotował się kondycyjnie, ale nie na stoku. Niestety, podczas rozgrzewki zerwał więzadła krzyżowe. Podobno to był zwykły błąd techniczny. A Piotr mówił wcześniej: „Tata, nie wygłupiaj się, nie idź na żywioł bez przygotowania!”.

 Nie zdecydował się na operację. Ortopeda powiedział mu, że w jego wieku mogą zrobić zabieg tylko na jego żądanie. Zrezygnował na tydzień przed zabiegiem. Przeszedł cykl rehabilitacji i przez trzy lata nie przypinał nart.

W marcu 2016 drugi start na mistrzostwach Polski w Białce Tatrzańskiej (Kotelnica). Pojechał z synem dwa dni wcześniej, by potrenować na śniegu. Nie zapomniał jazdy na nartach, tak jak nie zapomina się jazdy na rowerze. Opłaciło się. W slalomie specjalnym zajął 6. miejsce, a w gigancie 8. (to oficjalne wyniki podane w „Crossie” w nr. 4/2016). Warunki były marne, mokry śnieg. Natomiast w tym roku w Istebnej – wyśmienite.

– Nie dziwił się trener kadry Dariusz Rutkowski, że taki brodaty dziadek walczy z młodziakami, którzy mogliby być jego synami? – pytam zawodnika z Lasek.
– Skądże. Pogadaliśmy, ale nie dostałem propozycji wspólnych treningów, czemu się zbytnio nie dziwię. A zawodnicy pogratulowali „Świętemu Mikołajowi”.

Tegoroczny start zakończył się sukcesem. Jak zwykle ścigali się ci sami zawodnicy, siódemka wyjadaczy. I… jeden amator. I co się dzieje na stoku w Istebnej? Ten zielony narciarz dojeżdża do mety na 6. miejscu w gigancie i na 3. w specjalnym! Aż się zakołysały świerki ze zdumienia i obudziły niedźwiedzie ze snu zimowego!

Uwagi, refleksje, wrażenia…

W rywalizacji z zawodnikami jeżdżącymi na Puchar Świata, Puchar Europy czy startującymi na paraolimpiadach nie ma najmniejszych szans na wygraną. Maciej Krężel z Anną Ogarzyńską to zawodowcy. Kosiński, Suchodolski, Sypień – to doskonałe zaplecze na mistrzów. Do takiej czołówki pan Jarosław nigdy nie dobije. Ale przecież nie o to chodzi. Stoki, na których rozgrywa się krajowe zawody, nie są trudne jak te alpejskie. Ze swoim wiekiem i wadą wzroku dałby radę dojechać bez upadku. Trudnością dla niego jest natomiast pokonywanie bramek, głównie w slalomie specjalnym. Techniki jazdy sportowej uczy go syn przewodnik. Pan Jarosław nigdy w życiu nie jeździł „na tyczkach” (między bramkami), zawsze rekreacyjnie. W 2016 roku uczynił to po raz pierwszy. Nie przeżegnał się przed startem w tym roku (pani Danuta mówi, że on, wierzący, chyba z nerwów zapomniał) i pognał za swoim przewodnikiem w dół.

– Pamiętam moment startu i minięcia mety. Byłem skoncentrowany, żeby nie zgubić syna i wykonywać jego wskazówki przekazywane głosem: „szybciej”, „wolniej”, „tyczka”. Niestety, nie mamy kasków z nagłośnieniem, jak pozostali. Im łatwiej się porozumieć – tłumaczy brązowy medalista.

Jako jedyny zawodnik obie konkurencje pokonał na nartach do slalomu specjalnego. Sędziowie przymknęli oczy na niezgodność z regulaminem. Pozostali mają dwie pary nart: do specjalnego i giganta. Jeździ na fischerach, syn na nordicach. Czołówka ma profesjonalne narty, tzw. komórkowe, specjalnie dla nich produkowane. Jego narty, buty, kask, kostium narciarski są trzy, cztery razy tańsze niż zawodników z kadry. Ostatni medalowy start dał panu Jarosławowi potężnego powera. I teraz postanowił, że organizuje sobie narty „gigantowe”, że kupuje sobie i synowi kask z nagłośnieniem, że potrenują dłużej na stokach przed mistrzostwami Polski. Do tej pory głównie przygotowywał się na sali gimnastycznej.

I pomyśleć, jak to życie się potoczyło. Przed laty on ciągał chłopaków na śnieg, a teraz jeden z nich „ciągnie” ojca za sobą.

– Dzięki medalowi uwierzyłem w siebie. Ja jeszcze nie zamykam swej karty…

Andrzej Szymański

 

aaa

 

biathlon

 

Misja Pjongczang 

6 marca 2017 roku o drugiej w nocy rozpoczęła się w Rymanowie „misja Pjongczang”. Reprezentant Polski w biathlonie Piotr Garbowski wraz z trenerem Kazimierzem Cetnarskim i przewodnikiem Januszem Penarem wyruszyli busem do Warszawy. Na Lotnisku Chopina zameldowali się o dziesiątej, by po pięciogodzinnym oczekiwaniu wsiąść na pokład samolotu do Seulu. Właśnie w Korei Południowej już za rok odbędą się zimowe igrzyska paraolimpijskie. Teraz wyruszyli na Puchar Świata w biathlonie.

Na Okęciu do naszej ekipy dołączyła sześcioosobowa reprezentacja Polski stowarzyszona w Polskim Związku Sportu Niepełnosprawnych „Start”. Po długim locie nad Białorusią, Rosją i Chinami i po przekroczeniu Uralu szczęśliwie wylądowali w Seulu. Po odprawie autobus podstawiony przez organizatorów zawiózł ich do Pjongczangu, gdzie za rok zawodnicy z całego świata będą rywalizować podczas paraolimpiady. Mogli po drodze podziwiać Seul oraz powulkaniczny krajobraz wyżynno-górzystego półwyspu, na którym leży Korea Południowa. Po trzech godzinach jazdy zawodnicy i trenerzy zameldowali się w hotelu.

Kadrowicze zostali zakwaterowani w kompleksie hotelowym przy stokach narciarskich, niedaleko tras, na których odbywały się biegi biathlonowe. Wszystkie obiekty sportowe projektowane z myślą o startach olimpijskich są już wybudowane. W budowie jest jeszcze wioska olimpijska.

Największym wyzwaniem dla zawodników okazała się aklimatyzacja. Zmiana strefy czasowej dała się wszystkim we znaki. Przyjazd cztery dni przed startem to jednak za mało, aby w pełni przystosować się do nowych warunków. Dopiero po sześciu dniach organizm przyzwyczaja się do zmienionego klimatu i dobowego rytmu dnia.

 Między innymi z tego powodu pierwszy start Piotrka Garbowskiego w sprincie był trochę słabszy. Zajął dopiero 12. miejsce z czasem 0:29:03,5. Ten pierwszy oficjalny bieg, zaliczany do Pucharu Świata, odbył się 10 marca i widać było, że nasz zawodnik jeszcze nie do końca się zaaklimatyzował. Największe problemy miał na strzelnicy. Duża liczba niecelnych strzałów przełożyła się na karne rundy i straty czasowe. Ale już drugi oficjalny bieg Piotrka, odbywający się 14 marca – tym razem na średnim dystansie – wyglądał dużo lepiej. Zajął ostatecznie 9. miejsce z czasem 1:06:37,2. Podczas tego startu strzelał zdecydowanie lepiej i poprawił również bieg. Dodatkowym startem Piotrka był sprint na 1,5 km, który odbył się dzień wcześniej. W tej konkurencji zajął bardzo dobre 11. miejsce z czasem 5:06,1. Nasz reprezentant miał możliwość rywalizowania z najlepszymi zawodnikami w jego kategorii, ponieważ na próbie paraolimpijskiej stawiły się wszystkie ekipy z krajów, w których osoby z niepełnosprawnością wzroku trenują biathlon.

Warunki pobytu oraz przygotowanie tras były bardzo dobre. Pokoje o wysokim standardzie, za to pewnym minusem mogło być wyżywienie: Europejczycy do dań kuchni azjatyckiej – a takie były serwowane – nie są przyzwyczajeni. Królowały potrawy albo bardzo słodkie, albo bardzo ostre, albo połączenie tych dwóch smaków – słodko-ostre. To, co podobało się sportowcom, to duży wybór jarzyn w serwowanych posiłkach.

Trasy narciarskie przygotowane były wzorowo, jednak śnieg, który na nich leżał, był inny niż znany nam z polskich stoków. Sportowcy zmagali się najczęściej na śniegu sztucznym z małą domieszką naturalnego puchu. Zaskoczeniem było przygotowanie oddzielnych tras dla biathlonistów i oddzielnych dla startujących w biegach narciarskich. Obsługa całej imprezy była bez zarzutu. Koreańczycy towarzyszyli naszym reprezentantom wszędzie i chętnie służyli pomocą. Większość z nich biegle mówiła po angielsku, a niektórzy znali podstawowe polskie słowa, jak np. „dziękuję”, „proszę”, „dzień dobry”.

Od drugiego dnia pobytu rozpoczęły się treningi, które trwały trzy kolejne dni. To bardzo ważny punkt planu, bo po pierwsze pozwalały zaznajomić się z trasami, na których odbywał się tegoroczny Puchar Świata, po drugie – nauczyć zawodników jazdy na tych trasach oraz funkcjonowania w warunkach, jakie na nich panują, mając szczególnie na uwadze przygotowanie do startów na paraolimpiadzie. Trasy położone są na wysokości 800-900 m n.p.m. Wszystkie są oświetlone, odpowiednio wyprofilowane i dobrze przygotowane. Starty paraolimpijskie będą odbywały się na tych samych trasach, o takiej samej długości. Wniosek, jaki nasunął się po próbnych biegach, jest takie, że na pewno trzeba zabrać przynajmniej sześć par nart. Potrzebne są dwa komplety do łyżwy i dwa komplety do klasyka – osobno na śnieg zmrożony i mokry. Dodatkowo na wyposażeniu powinny znajdować się dwa komplety nart treningowych oraz odpowiednie smary do nart i reszta sprzętu technicznego.

Po dziesięciu dniach pobytu w gościnnym Pjongczangu nasza ekipa powróciła do kraju zmobilizowana i gotowa do pracy nad jak najlepszym przygotowaniem zawodników do paraolimpiady w 2018 roku. Był to ostatni start naszego reprezentanta w Pucharze Świata w sezonie 2016/2017. Miejsce Piotra Garbowskiego w ogólnej klasyfikacji poznamy po zakończeniu ostatnich zawodów, w których niestety nie będzie uczestniczył. Impreza odbędzie się w dniach 1-3 kwietnia 2017 roku w Casper w USA.

Można powiedzieć, że „misja Pjongczang” zakończyła się sukcesem: zdobyliśmy wiedzę niezbędną podczas startów paraolimpijskich. – Na pewno na paraolimpiadę w 2018 roku musimy mieć lepszy sprzęt w postaci: stołu do smarowania nart (którym teraz nie dysponujemy), profesjonalnych nart nowego typu do biegów oraz duży wybór smarów i dodatkowego sprzętu technicznego do dyspozycji – stwierdził Kazimierz Cetnarski po powrocie z Seulu. – Bez tego nie ma mowy o dobrym wyniku. Nawet najlepiej przygotowany zawodnik bez wyżej wymienionych rzeczy nie sprosta czołówce – wyjaśnia trener naszych kadrowiczów. Przyglądając się innym ekipom, nasz team mógł im tylko zazdrościć bogatego wyboru sprzętu, z jakim przyjechali na próbę paraolimpijską. – Każdy niuans techniczny podczas startu zawodnika przekłada się na lepszy czas – przyznaje Cetnarski. – Oczywiście na paraolimpiadę musimy przyjechać co najmniej siedem dni przed planowanym pierwszym startem, aby mieć czas na aklimatyzację – dodaje.

Trener chwali Piotrka Garbowskiego za poczynione postępy i coraz lepsze wyniki startów. Nie da się jednak ukryć, że aby mógł on na paraolimpiadzie na równi rywalizować z czołówką światową, musi mieć zapewnione profesjonalne przygotowanie. Trzeba więc pomyśleć o wcześniejszym przedstartowym wyjeździe na lodowiec, aby mógł szybciej rozpocząć starty na śniegu. Zawodnik musi przepracować cały sezon letni na nartorolkach, aby poprawić dynamikę. I oczywiście powinien zostać opracowany i przeprowadzony cały mikrocykl treningowy, którego celem będzie budowanie formy.

Trzymamy kciuki za pomyślność biathlonowego przedsięwzięcia.

Piotr Sęk

 

Puchar Świata w Biegach Narciarskich i Biathlonie IPC 2017

10-15.03.2017 r., Pjongczang

Bieg na 15 km

1. Iurii Utkin (B2) Ukraina 0:53:46,0

2. Iaroslav Reshetynskiy (B2) Ukraina 0:54:51,7

3. Vasili Shaptsiaboi (B2) Białoruś 0:55:09,1

4. Anatolii Kovalevskyi (B2) Ukraina 0:57:02,0

5. Dmytro Suiarko (B2) Ukraina 0:58:31,7

6. Anthony Chalencon (B1) Francja 0:59:46,1

7. Oleksandr Kazik (B1) Ukraina 1:01:25,8

8. Kazuto Takamura (B1) Japonia 1:05:18,5

9. Piotr Garbowski (B3) Polska 1:06:37,2

10. Nico Messinger (B2) Niemcy 1:09:07,5

11. Kairat Kanafin (B2) Kazachstan 1:11:31,3

12. Bogue Choi (B3) Korea Płd. 1:13:43,9

13. Zebastian Modin (B1) Szwecja – niesklasyfikowany

Sprint 7,5 km

1. Dmytro Suiarko (B2) Ukraina 0:21:12,0

2. Anatolii Kovalevskyi (B2) Ukraina 0:21:21,0

3. Iurii Utkin (B2) Ukraina 0:21:38,5

4. Vasili Shaptsiaboi (B2) Białoruś 0:22:08,5

5. Iaroslav Reshetynskiy (B2)Ukraina 0:23:20,1

6. Zebastian Modin (B1) Szwecja 0:23:40,7

7. Oleksandr Kazik (B1) Ukraina 0:24:01,6

8. Anthony Chalencon (B1) Francja 0:24:48,3

9. Nico Messinger (B2) Niemcy 0:24:58,5

10. Thomas Clarion (B1) Francja 0:25:06,6

11. Kazuto Takamura (B1) Japonia 0:28:31,6

12. Piotr Garbowski (B3) Polska 0:29:03,5

13. Bogue Choi (B3) Korea Płd.0:30:13,4

14. Kairat Kanafin (B2) Kazachstan – ­­niesklasyfikowany

Sprint 1,5 km

1. Jacob Adicoff (B3) USA 4:10,0

2. Yury Holub (B3) Białoruś 4:24,0

3. Iurii Utkin (B2) Ukraina 4:36,5

4. Eirik Bye (B3) Norwegia 4:19,8

5. Thomas Clarion (B1) Francja 4:18,1

6. Zebastian Modin (B1) Szwecja 4:20,0

7. Iaroslav Reshetynskiy (B2) Ukraina 4:36,8

8. Dmytro Suiarko (B2) Ukraina 4:43,7

9. Oleksandr Kazik (B1) Ukraina 4:49,2

10. Kazuto Takamura (B1) Japonia 5:00,1

11. Piotr Garbowski (B3) Polska 5:06,1

12. Bogue Choi (B3) Korea Płd. 5:19,3

13. Łukasz Kubica (B3) Polska 5:21,9

14. Rudolf Klemetti (B3) Finlandia 5:25,2

15. Kairat Kanafin (B2) Kazachstan 5:26,1

16. Nico Messinger (B2) Niemcy 5:30,4

 

aaa

 

szachy

 

Triumf młodości 

Indywidualne mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w szachach rozegrane zostały w dniach 3-14 marca 2017 roku w Wągrowcu. Zgromadziły na starcie trzydziestu ośmiu zawodników i dwie zawodniczki, walczących o medale, ale też o cztery miejsca premiowane awansem do drużyny reprezentującej nasz kraj na olimpiadzie IBCA w Macedonii.

Faworytami byli medaliści poprzednich mistrzostw – Marek Maćkowiak i Adam Czajkowski. Zważywszy na wysoki ranking, należało też liczyć na dobry występ Ryszarda Sudera, Bartosza Pawelca, Andrzeja Migali i Marcina Chojnowskiego. Do grona faworytów można było też zaliczyć aktualną mistrzynię Polski Annę Stolarczyk.

I runda

Już w pierwszej rundzie doszło do pojedynku najmłodszych zawodników turnieju: Adama Czajkowskiego z „Syrenki” Warszawa i Rafała Bojczewskiego z „Ikara” Lublin. Po bardzo ciekawej ostrej partii zwyciężył Adam, rozpoczynając – jak się później okazało – triumfalny marsz po swój pierwszy tytuł mistrza Polski. Niespodziewanie nie potrafili wygrać swych partii Marek Maćkowiak („Tęcza” Poznań) z Józefem Żełajtysem („Jantar” Gdańsk) i Andrzej Migala („Warmia i Mazury” Olsztyn) z Pawłem Hagnerem („Syrenka” Warszawa). Przy czym Andrzej mógł być z remisu bardzo zadowolony, gdyż w zasadzie jego pozycja była przegrana. Warto odnotować, że zwyciężyły obie zawodniczki „Tęczy” Poznań: Anna Stolarczyk i Józefa Spychała. Pewną niespodzianką były też dwa zwycięstwa: Rajmunda Filipiaka („Atut” Nysa) nad Zygmuntem Myszką („Zryw” Słupsk) i Józefa Wyrzykowskiego nad Emilem Przewoźnikiem (obaj „Łuczniczka” Bydgoszcz).

Adam Czajkowski – Rafał Bojczewski

1. e4 e5 2. Sf3 Sc6 3. Gb5 a6 4. Ga4 Sf6 5. 0-0 Ge7 6. We1 b5 7. Gb3 0-0 8. d4

Sxd4

Należało grać 8... d6 z szansami na wyrównanie. Teraz komplikacje są wyraźnie korzystniejsze dla białych.

9. Gxf7+ Wxf7 10. Sxe5 c5 11. c3 Sc6 12. Sxf7 Kxf7 13. e5 Se8 14. Hd5+ Kf8

15. We3 g5 16. Wf3+ Kg7 17. Gxg5 Gb7 18. Hf7+ Kh8 19. Gh6 1-0

II runda

Druga runda nie przyniosła większych niespodzianek, gdyż faworyci swe pojedynki wygrali. Najciekawszą partią był pojedynek kobiet. Zapowiadało się na sensację: Józefa Spychała miała ogromną przewagę, ale kilka jej słabszych posunięć pozwoliło Annie Stolarczyk wymienić większość figur i przejść do wygranej końcówki.

Józefa Spychała – Anna Stolarczyk

1. d4 d5 2. c4 c6 3. Sc3 e6 4. Sf3 dxc4 5. e4 b5 6. a4 Gb4 7. Ge2 Gxc3+ 8. bxc3
Sd7 9. 0-0 Sgf6 10. Hc2 Hc7 11. e5 Sd5 12. Gd2 Gb7 13. Sg5 Sf8

Feralne 13. posunięcie prowadzić mogło po 14. Se4 do przegranej pozycji.

14. f4 f5 15. exf6 Sxf6 16. Gf3 h6 17. Se4 Sxe4 18. Gxe4 a6 19. Ge3

Strata ważnego tempa. Należało od razu otwierać pozycję, grając 19. f5 z dużą przewagą.

19... 0-0-0 20. f5 e5 21. dxe5 Hxe5 22. Gf4

Wygrywało posunięcie 22.Gd4. Teraz czarne dostają szansę na obronę. 22... Hc5+ 23. Kh1 Sd7 24. Wfe1 Sf6 25. Ge3 He7 26. Gf3 Hf7 27. Gc5 Whe8 28. Gb6 Wxe1+
29. Wxe1 We8 30. Wxe8+

Należało grać 30. Wd1. Przewaga czarnych zwiększa się z każdym posunięciem.

30... Hxe8 31. Gd4 He1+ 32. Gg1 c5 33. Gxb7+ Kxb7 34. axb5 axb5 35. h3 Sd5 36. Kh2 He5+ 37. g3 Sxc3 38. Hg2+ Kb6 39. Hc2 He2+ 0-1

III runda

Adam Czajowski wygrał ważną partię z Marcinem Chojnowskim („Warmia i Mazury” Olsztyn), choć była to rozgrywka o zmiennym przebiegu i w pewnym momencie Marcin miał szansę na uzyskanie przewagi. Stosunkowo pokojowo przebiegła partia Anny Stolarczyk z Bartoszem Pawelcem („Ikar” Lublin) i zakończyła się powtórzeniem pozycji. Ryszard Suder („Warmia i Mazury” Olsztyn) wypuścił znaczną przewagę w partii z Jackiem Ruszczyckim („Lajkonik” Kraków) i w gorszej pozycji musiał szukać remisowego zakończenia. Nie udało się też wygrać Andrzejowi Migale ze Zdzisławem Wojcieszynem („Ikar” Lublin), choć tu partia od początku do końca była bardzo wyrównana.

Adam Czajkowski – Marcin Chojnowski

1. e4 c5 2. Sf3 d6 3. d4 cxd4 4. Sxd4 Sf6 5. Sc3 e6 6. g4 h6 7. Gg2 Ge7 8. h3 0-0 9. 0-0 Sc6 10. Ge3 Sxd4 11. Hxd4 e5 12. Hd3 Ge6 13. Wfd1 a6 14. a4 Hc7 15. a5 Wac8 16. Gb6 Hc6 17. Wac1 Sd7 18. Sd5 Gxd5 19. exd5 Hc4 20. Hxc4 Wxc4 21. Ge3 Wfc8 22. c3 Gg5 23. Gf1 Gxe3 24. fxe3 W4c5 25. Wa1 Sf6 26. c4 h5 27. Ge2 Se4 28. Gd3 Sg3 29. Kg2 h4 30. b4 W5c7 31. e4 g6 32. Wac1 f5 33. c5 Kf8

Decydujący moment w partii. Po 33... fxe 34. cxd Wxc1 35. Wxc1 Wd8 powstawała równa pozycja. Teraz białe uzyskują dużą przewagę i pewnie wygrywają.

34. c6 bxc6 35. Gxa6 Wb8 36. Wxc6 Wa7 37. b5 Ke7 38. exf5 gxf5 39. Wdc1 f4 40. Wc7+ Wxc7 41. Wxc7+ Kf6 42. b6 e4 43. b7 e3 44. Gd3 e2 45. Gxe2 Sxe2 46. a6 f3+ 47. Kxf3 Sd4+ 48. Ke4 Sb5 49. Wc8 1-0

IV runda

Kolejne ważne zwycięstwo odniósł Adam Czajkowski – pokonał Bartosza Pawelca, który przez większą część partii zachowywał przewagę, ale nie potrafił jej wykorzystać. W partii Ryszarda Sudera z Markiem Maćkowiakiem padł remis, z którego obaj gracze mogli być zadowoleni.

Bartosz Pawelec – Adam Czajkowski

1. e4 c5 2. c3 d6 3. d4 Sf6 4. dxc5 Sc6 5. Hc2 dxc5 6. Gf4 e5 7. Gg3 Ge6 8. Sf3 Gd6 9. Sa3 0-0 10. Sc4 Gxc4 11. Gxc4 Sa5 12. Ge2 Hc7 13. 0-0 a6 14. Wfd1 Wfe8 15. Sd2 b5 16. Sf1 Hc6 17. Se3 Sb7 18. Sd5 Gc7 19. Wd2 Sd6 20. Gf3

Sztuczne i w dodatku słabe posunięcie, wypuszczające znaczną część przewagi. Należało grać 20. Sxf6 gxf lub 20. Wad1.

20... Sc4 21.Sxf6+ Hxf6 22. Wd5 Sb6 23. Wd2

Szansą na zachowanie minimalnej przewagi było 23. Wxc5, ale w niedoczasie białe obawiały się, że wieża na c5 zginie.

23... a5 24. Ge2 Hc6 25. Gh4 c4 26. Wad1 f6 27. Gg4 Wad8 28. Wxd8 Wxd8 29. Wxd8+ Gxd8 30. Hd1 Ge7 31. Hf3 g6 32. Gg3 h5 33. Gh3 Sa4 34. He2 Hd6 35. Gc8 Sxb2 36. h4 Sa4 37. He3 Kg7 38. Ha7 Sxc3 39. Hxa5 Se2+ 40. Kh2 c3 0-1

V runda

Adam Czajkowski wygrywa kolejną, piątą z rzędu partię. Tym razem z Anną Stolarczyk, która otrzymała bardzo dobrą pozycję po debiucie, ale później przeliczyła się w długim wariancie i została bez figury.

Ważną partię Marcin Chojnowski rozegrał z Markiem Maćkowiakiem. Marek miał szansę na wzięcie piona w debiucie, ale ocenił, że będzie to ryzykowne, a później nie znalazł forsownego remisu i otrzymał przegraną pozycję, gdyż nie mógł wykonać roszady i jego król zginął pod atakiem figur przeciwnika. Do czołówki niespodziewanie dołączył najmłodszy uczestnik mistrzostw Rafał Bojczewski, który pokonał Jacka Ruszczyckiego. Choć trzeba uczciwie powiedzieć, że miał dużo szczęścia, bo przeciwnik nie zauważył stosunkowo prostej drogi do zwycięstwa.

Marcin Chojnowski – Marek Maćkowiak

1. e4 c6 2. Sc3 d5 3. Sf3 g6 4. d4 dxe4 5. Sxe4 Gg7 6. Gc4 Sf6 7. Sxf6+ Gxf6 8. Gh6 c5 9. c3 cxd4 10. 0-0

Posunięcie 10. Sxd4 zachowywało przewagę, podczas gdy teraz czarne mogły po 10... dxc zdecydować się na przyjęcie ofiary piona, zachowując szansę na wyrównanie.

10... Hb6 11. Sxd4 Gd7 12. He2 Sc6 13. Sb5

Wypuszcza przewagę. Należało grać proste 13. Sxc6 Hxc6 14. Wfe1.

13... Se5 14. Gf4 Gxb5

Po 14... Gc4 15. He4 Gf5 czarne wymuszały powtórzenie posunięć, podczas gdy teraz ich pozycja od razu staje się przegrana.

15. Gxb5+ Sc6 16. Gh6 e6 17. Wad1 Ke7 18. Ge3 Hc7 19. Gc5+ Ke8 20. Gd6 Hb6 21. c4 a6 22. Ga4 Ha5 23. Gxc6+ bxc6 24. Hf3 Wa7 25. Hxf6 Wg8 26. Gc5 Wb7 27. b4 Hc7 28. Wd2 a5 29. Wfd1 1-0

VI runda

Remisem zakończyła się partia Adam Czajkowski – Ryszard Suder, choć Adam miał wyraźną przewagę w debiucie i... poważne problemy w końcówce. Tak samo zakończyła się partia Anny Stolarczyk i Marcina Chojnowskiego, choć Ania miała już łatwo wygraną pozycję z dużą przewagą materialną. Pogubiła się jednak w jej realizacji i musiała pogodzić się z remisem. Bohaterem rundy został Rafał Bojczewski, który pięknym atakiem pokonał jednego z faworytów, Andrzeja Migalę, i sensacyjnie wyszedł na samodzielne drugie miejsce.

Rafał Bojczewski – Andrzej Migala

1. e4 c5 2. Sf3 d6 3. c3 Sf6 4. Ge2 Sc6 5. d4 cxd4 6. cxd4 d5 7. e5 Se4 8. 0-0 e6 9. Sbd2 Ge7 10. We1 0-0 11. a3 a5 12. Gd3 Sxd2 13. Gxd2 Gd7 14. Hc2 g6

Poważny błąd osłabiający czarne pola. Należało grać 14... Kh8 lub 14... h6.

15. Gh6 We8 16. Hd2 Hb6 17. He3 a4 18. Hf4 Wec8 19. Wab1 Ge8 20. We3 Sa5 21. Sg5 Sb3

Wydaje się, że czarne stworzyły kontrgrę, ale następuje piorunujące uderzenie od razu kończące partię.

22. Sxh7 Kxh7 23. Wh3 1-0

VII runda

Adam Czajkowski wygrał ważną partię z Markiem Maćkowiakiem. Jego rywal długo stawiał skuteczny opór, ale Adam zrealizował przewagę piona osiągniętą w debiucie. Ryszard Suder zdobył znaczną przewagę w rozgrywce z Bartoszem Pawelcem, ale po dwóch niedokładnych posunięciach przeciwnik uciekł spod noża. Wygraną pozycję osiągnął też Andrzej Migala w partii z Anną Stolarczyk, ale jego niezdecydowanie w ataku pozwoliło przeciwniczce nieco poprawić pozycję, choć do końca balansowała ona na granicy przegranej. W bardzo ciekawej partii Marcina Chojnowskiego z Rafałem Bojczewskim początkowo wyraźną przewagę miał Rafał, ale nieprecyzyjna gra w dalszej części partii doprowadziła go do strat materialnych i porażki.

Marcin Chojnowski – Rafał Bojczewski

1. d4 d5 2. Sf3 Sf6 3. c4 e6 4. g3 Ge7 5. Gg2 c5 6. cxd5 Sxd5 7. 0-0 0-0 8. Sc3 Sc6 9. e4 Sf6 10. d5 exd5 11. exd5 Sb4 12. Se5 Gf5 13. Gf4 Gd6 14. Hf3 We8

Znacznie lepsze było 14... Sc2 z przejściem na d4.

15. Sxf7 Kxf7 16. Gxd6 Gg4 17. Hf4 g5 18. Hc4 Hxd6 19. Sb5

Dużą inicjatywę dawało 19. f4. Teraz proste 19... Hb6 zachowywało przewagę materialną.

19... He5 20. Hxc5 Sbxd5 21.Sd6+ Kg7 22. Sxe8+ Wxe8 23. h3 Ge2 24. Wfe1 b6 25. Ha3 Hc7 26. Wac1 Hd7 27. b4 Gb5 28. Hb2 We6 29. Wed1 Gc6

Przegrywające posunięcie. Mniej więcej równą pozycję dawało 29... Kg6.

30. Wxc6 Hxc6 31. Wxd5 Hc4 32. Wxg5+ Kf7 33. Wf5 Ke7 34. We5 Kf7 35. Wxe6 Hxe6 36. Hb3 Hxb3 37. axb3 Sd7 38. f4 a5 39. bxa5 bxa5 40. Gd5+ Kf6 41. Kf2 Sc5 42. Ke3 a4 43. b4 Sa6 44. b5 Sb4 45. Gc4 Ke7 46. f5 a3 47. b6 Sc6 48. b7 Kf6 49. Kf4 h5 50. Ga2 Sb8 51. g4 hxg4 52. hxg4 Sd7 53. Ge6 Sb8 54. g5+ Ke7 55. Ga2 Sd7 56. f6+ 1-0

VIII runda

W tej rundzie Adam Czajkowski pewnie pokonał Zdzisława Wojcieszyna i zachował znaczną przewagę nad pozostałymi zawodnikami. Ryszard Suder po spokojnej partii zremisował z Marcinem Chojnowskim. Równie spokojnie zakończyła się partia Bartosza Pawelca z Andrzejem Migalą. Anna Stolarczyk w rozgrywce z Romanem Staruchem („Zryw” Słupsk) zrealizowała przewagę piona uzyskaną w debiucie. Najciekawsze rzeczy działy się w partii Rafała Bojczewskiego i Józefa Żełajtysa. Po niezbyt dobrze rozegranym debiucie Rafał został bez piona. Przeciwnik „zrewanżował się” jednak dwoma prostymi błędami i najpierw podstawił piona, a następnie jakość i gra przeszły do wygranej dla Rafała pozycji. Realizował on jednak swą przewagę na tyle niedokładnie, że partia przeszła do pozycji z hetmanem na dwa pionki, której nie da się już wygrać. Przeciwnik jednak jej nie znał i… poddał partię.

Rafał Bojczewski – Józef Żełajtys

1. e4 e5 2. Sf3 Sf6 3. Sc3 Sc6 4. d4 exd4 5. Sxd4 Gb4 6. Sxc6 Gxc3+ 7. bxc3 dxc6 8. Gd3 0-0 9. 0-0 Gg4 10. f3 Gd7 11. Gg5 He7 12. We1 Hc5+ 13. Ge3 Hxc3 14. Wb1 b6 15. He2 Wfe8 16. Hf2 c5 17. Hg3 Wac8 18. Gg5 h6 19. Gxh6 Sh5 20. Hg5 Hf6 21. Hxh5 Hxh6 22. Hxh6 gxh6 23. f4 Ga4 24. c3 Wcd8 25. We3 Wxd3 26. Wxd3 Gc2 27. Wg3+ Kf8 28. We1 Gxe4 29. Wge3 Gc6 30. Wxe8+ Gxe8 31. Kf2 Gd7 32. Ke3 Ge6 33. a3 Ke7 34. h3 h5 35. Ke4 Kd6 36. Wd1+ Kc6 37. f5 Gc4 38. g4 hxg4 39. hxg4 a5 40. g5 Kb5 41. g6 fxg6 42. fxg6 Ka4 43. g7 Kxa3 44. Wd5 c6 45. Wd6 Kb3 46. Wxc6 Kxc3 47. Wxb6 a4 48. Wa6 Kb3 49. Kf5 a3 50. Wb6+ Kc3 51. We6 a2 52. g8=H Gxe6+ 53. Hxe6 Kb2 54. He2+ 1-0

IX runda

Po ósmej rundzie sytuacja w tabeli przedstawiała się następująco: 1. Adam Czajkowski z 7,5 p., 2-3. Marcin Chojnowski i Rafał Bojczewski po 6 p., 4-5. Ryszard Suder i Anna Stolarczyk po 5,5 p., 6-9. Marek Maćkowiak, Bartosz Pawelec, Jacek Ruszczycki i Andrzej Migala po 5 p. I tylko ci zawodnicy mieli jeszcze realne szanse na walkę o cztery premiowane miejsca. Należało więc oczekiwać ostrej walki i decydujących rozstrzygnięć.

Adam Czajkowski wygrał partię z Jackiem Ruszczyckim, choć w pewnym momencie rozgrywka stała się dość ostra. Pomimo przewagi Ryszard Suder nie zdołał wygrać z Rafałem Bojczewskim, ale w ten sposób obaj zachowali szanse na końcowy sukces. Po uzyskaniu bardzo dobrej pozycji w partii z Marcinem Chojnowskim, swe szanse pogrzebał Bartosz Pawelec, otwierając pozycję i pozwalając przeciwnikowi na rozwinięcie decydującego ataku. Swe szanse stracił również Marek Maćkowiak, który przegrał z Anną Stolarczyk.

Marek Maćkowiak – Anna Stolarczyk

1. d4 d5 2. c4 e6 3. Sf3 c6 4. Sbd2 c5 5. cxd5 exd5 6. dxc5 Gxc5 7. e3 Sf6 8.Sb3 Gd6 9. Gb5+ Sc6 10. Sbd4 Gd7 11. 0-0 0-0 12. Sxc6 bxc6 13. Ge2 Se4 14. Hd3 We8 15. Gd2 Gf5 16. Ha6 Sxd2 17. Sxd2 Hb6 18. Sf3 Ge4 19. Wac1 c5 20. b3 Hc7 21. h3 Wab8 22. Wfd1 We6 23. Kf1 He7 24. Sd2 Gxg2+ 25. Kxg2 Wg6+ 26. Gg4 h5 27. Kf1 hxg4 28. hxg4 Wxg4 29. He2 Wg6 30. Hf3 He5 31. Hh1 Wf6 32. Ke2 We8 33. Sf3 He4 34. Hh3 Wh6 35. Hd7 d4 36. Sg5 He7 37. Hxe7 Wxe7 38. Kd3 dxe3 39. fxe3 Wg6 40. Se4 Wge6 41. Sxd6 Wxd6+ 42. Kc4 Wxd1 43. Wxd1 Wxe3 44. Kxc5 f5 45. Wd7 f4 46. Wxa7 f3 47. Wa4 We8 48. Wg4 f2 49. Wf4 Wf8 50. Wxf2 Wxf2 51. a4 g5 52. a5 g4 53. b4 g3 54. a6 Wa2 55. b5 g2 56. Kc6 g1=H 57. Kb7 Hf1 58. Kc6 Wxa6+ 59. bxa6 Hxa6+ 60. Kc5 Kf7 61. Kd5 Ke7 62. Kc5 Hd6+ 63. Kc4 He5 64. Kd3 Hf4 65. Kc3 Kd6 66. Kd3 Kd5 67. Kc3 Hc4+ 68. Kd2 Hb3 69. Ke2 Ke4 70. Kf2 Hf3+ 71. Kg1 He2 72. Kh1 Kf3 73. Kg1 Hg2# 0-1

X runda

Szybkim remisem przez powtórzenie pozycji zakończyła się partia Adama Czajkowskiego z Andrzejem Migalą. Remis ten zapewnił Adamowi pierwszy, choć zapewne nie ostatni tytuł mistrza Polski. Szybko wygrał partię Marcin Chojnowski walczący ze Zdzisławem Wojcieszynem i w ten sposób jako drugi zawodnik zapewnił sobie miejsce na podium. Wygrał również Ryszard Suder, który pokonał Romana Starucha w minimalnie lepszej końcówce. Anna Stolarczyk już po debiucie uzyskała znaczną przewagę w partii z Rafałem Bojczewskim i nie dała już sobie wydrzeć zwycięstwa.

Anna Stolarczyk – Rafał Bojczewski

1. Sf3 Sf6 2. g3 d5 3. Gg2 e6 4. 0-0 c5 5. d4 Sc6 6. c4 Ge7 7. Sc3 dxc4 8. Ha4 Gd7 9. Hxc4 cxd4 10. Sxd4 Sxd4 11. Hxd4 Gc6 12. Gxc6+ bxc6 13. Ha4 Hb6 14. Ge3 Gc5 15. Gxc5 Hxc5 16. Wac1 0-0 17. Se4 Hb5 18. Sxf6+ gxf6 19. Hg4+ Kh8 20. b3 Wfd8 21. Hf3 Kg7 22. Wxc6 Wd5 23. Wc4 Wad8 24. h4 h6 25. Wg4+ Kf8 26. Hxf6 Wd1 27. Hxh6+ Ke7 28. Hg5+ Hxg5 29. Wxg5 1-0

XI runda

Po dziesiątej rundzie kolejność wyglądała następująco:

1. Adam Czajkowski 9 p.

2. Marcin Chojnowski 8 p.

3. Anna Stolarczyk 7,5 p.

4. Ryszard Suder 7 p.

5-6. Rafał Bojczewski i Andrzej Migala po    6,5 p.

Adam przypieczętował swe zwycięstwo, wygrywając z Edwardem Stankiewiczem („Syrenka” Warszawa). Marcin Chojnowski szybko zremisował z Andrzejem Migalą, który w ten sposób stracił i tak niewielkie szanse awansu do czołowej czwórki. Zremisowali też Anna Stolarczyk z Ryszardem Suderem, co – jak się okazało – wystarczyło im do zajęcia trzeciego i czwartego miejsca. Remis padł też w partii Rafał Bojczewski – Bartosz Pawelec, chociaż Rafał był już o krok od zwycięstwa.

Rafał Bojczewski – Bartosz Pawelec

1. e4 c6 2. Sf3 d5 3. Sc3 dxe4 4. Sxe4 Sd7 5. d4 Sgf6 6. Sxf6+ Sxf6 7. Gd3 Gg4 8. c3 Hd5 9. Ge2 e6 10. Ge3 Gd6 11. h3 Gh5 12. 0-0 0-0 13. b4 b5 14. a4 a5 15. haxb5 cxb5 16. bxa5 Se4 17. Hd3 Gg6 18. Sh4 Sc5 19. Hxb5 Wfb8 20. Hc4 Sb3 21. Hxd5 exd5 22. Sxg6 Sxa1 23. Wxa1 hxg6 24. g3 Wb3 25. Gf3 Wxc3 26. Gxd5 Wa7 27. a6 Gxg3 28. Gb7 Wb3 29. Wc1

Wygrywało posunięcie 29. d5, ale obliczenie wszystkich wariantów tej kontynuacji było bardzo trudne przy szachownicy.

29... Gh4 30. Wc7 Wa3 31. Wc6 Wb3 32. Wc8+ Kh7 33. Wa8 Waxb7 34. axb7 Wxb7 35. d5 Wd7 36. Wa4 Gf6 37. Wa5 Gd8 38. Wb5 g5 39. Gd2 Ge7 40. f4 Kg6 41. Kf2 gxf4 42. Gxf4 Kf5 43. Kf3 Gd6 44. Gd2 g5 45. Gc3 f6 46. Wb6 Ge5 47. Gxe5 fxe5 48. d6 Ke6 49. Kg4 Wxd6 50. Wxd6+ Kxd6 51. Kxg5 e4 1/2-1/2

Wygrana Adama Czajkowskiego nie była oczywiście niespodzianką, łatwość, z jaką mu przyszła, wskazuje na duże postępy poczynione dzięki ograniu w rozgrywkach międzynarodowych. Drugie miejsce Marcina Chojnowskiego to niespodzianka, choć można było przewidzieć wysokie miejsce po bardzo dobrym występie na drużynowych mistrzostwach Polski. Brązowy medal Anny Stolarczyk jest sporym zaskoczeniem, ale sukces jest jak najbardziej zasłużony. Ryszard Suder powtórzył swoje osiągnięcie z poprzedniego roku. Prezentuje on solidną grę i nie przegrywa partii. Rafał Bojczewski wywołał prawdziwą sensację. Jego ostry styl gry pozwolił mu walczyć do końca o premiowane miejsca. I choć w tym roku się nie udało, można śmiało zakładać, że za rok, dwa będzie się liczył w walce o medale. Na pewno niedosyt czują Bartosz Pawelec i Marek Maćkowiak. Obaj przegrywali jednak partie z bezpośrednimi konkurentami i będą musieli wyciągnąć wnioski z tych porażek.

Adam Czajkowski wypełnił normę na tytuł mistrza, a Rafał Bojczewski normę na tytuł kandydata na mistrza. Rajmund Filipiak i Mieczysław Kaciotys wypełnili normy na I kategorię szachową.

Mistrzostwa upłynęły w sportowej atmosferze.

Dziesięciu najlepszych zawodników indywidualnych mistrzostw Polski niewidomych i słabowidzących w szachach

3-14.03. 2017 r., Wągrowiec

1. Adam Czajkowski (2166) „Syrenka” Warszawa – 10,0 p.

2. Marcin Chojnowski (2033) „Warmia i Mazury” Olsztyn – 8,5 p.

3. Anna Stolarczyk (1982) „Tęcza” Poznań – 8,0 p.

4. Ryszard Suder (2094) „Warmia i Mazury” Olsztyn – 7,5 p.

5. Rafał Bojczewski (1729) „Ikar” Lublin – 7,0 p.

6. Andrzej Migala (2044) „Warmia i Mazury” Olsztyn – 7,0 p.

7. Jacek Ruszczycki (1915) „Lajkonik” Kraków – 7,0 p.

8. Bartosz Pawelec (2075)   „Ikar” Lublin – 6,5 p.

9. Marek Maćkowiak (2121) „Tęcza” Poznań – 6,5 p.

10. Rajmund Filipiak (1655) „Atut” Nysa – 6,5 p.

Witalis Sapis

 

aaa

 

warcaby

 

Półfinał w Krynicy 

W Krynicy-Zdroju, tradycyjnie już w pensjonacie „Gaborek”, spotkali się czołowi warcabiści Stowarzyszenia „Cross”, by wyłonić spośród siebie dziewięciu uczestników finałowych zmagań XXI Mistrzostw Polski Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych. Zapowiadały się duże emocje i walka do samego końca o premiowane awansem lokaty.

Rozgrywki odbywały się w dniach 17-26 marca 2017 roku. W stawce 45 zawodników znalazło się aż 21 osób, które znają już smak udziału w finale rozgrywanym systemem kołowym. Rywalizacja w półfinałach toczyła się systemem szwajcarskim na dystansie 9 rund, z tempem gry wynoszącym 90 minut.

Na starcie najlepiej wypadł Edward Twardy, który jako jedyny zgromadził po trzech rundach komplet punktów. Od razu ustawiło go to w znakomitej sytuacji. W praktyce wynik +3 w takim turnieju wystarcza do awansu, zwłaszcza przy korzystnym wartościowaniu, a na takowe można liczyć, odnosząc zwycięstwa w początkowej fazie zawodów. Warcabista „Sudetów” Kłodzko nie zadowolił się wszak swoim stanem posiadania i w czwartej rundzie dorzucił jeszcze kolejne dwa punkty, pokonując tym razem turniejową jedynkę wśród pań – Ewę Wieczorek. Tylko punkt do lidera tracił Andrzej Jagieła. A za nimi straszny ścisk – chętnych do awansu było aż nadto.

W piątej rundzie w pojedynku na szczycie Jagieła zremisował z Twardym, a po wygranej w kolejnym pojedynku (z Tomaszem Kuzielem) zrównał się z nim punktami. Odtąd liderzy – Jagieła i Twardy – zgodnie remisowali swe partie, by minąć metę spokojnie na dwóch czołowych miejscach. Peleton nie utrudniał im zbytnio zadania. Grupa pościgowa nie podejmowała zbędnego ryzyka i partie pomiędzy zawodnikami z czołówki zwykle kończyły się pokojowo.

Dość niespodziewanie bardzo długo utrzymywał się nad kreską Edward Podczasik. Zawodnik „Atutu” Nysa pokonał m.in. „etatowych” finalistów – Marka Maćkowiaka i Zenona Sitarza – i jeszcze na dwie rundy przed końcem zachowywał realne szanse na awans. Niestety, na finiszu nie wytrzymał tempa i nie powiększył już swego dorobku punktowego. Podobny los spotkał Ewę Wieczorek, która z pewnością nie zaliczy tego turnieju do udanych. Pocieszeniem dla Ewy może być fakt, że ma pewny udział w finale kobiecym. Oba finały zaplanowano w tym samym czasie, co oznacza, że i tak z występu w jednym z nich musiałaby zrezygnować.

Poza Ewą Wieczorek największe niespodzianki in minus sprawili wspomniani już Maćkowiak i Sitarz. O ile jednak ten pierwszy do końca zachowywał szanse na zajęcie lokaty w czołowej dziewiątce, o tyle warcabiście „Podkarpacia” Przemyśl turniej zupełnie nie wyszedł. Zaczął od niespodziewanej straty punktu z Józefem Wyrzykowskim. Dopiero w 7. rundzie, po zwycięstwie z Jerzym Gorczyńskim, zdołał przekroczyć próg 50 proc. punktów, po czym do poprzedniego poziomu sprowadził go w ostatnim pojedynku Antoni Ignatowski. Słaby finisz, nie po raz pierwszy zresztą, zaprezentował Mirosław Grabski. Jeszcze na półmetku turnieju był w ścisłej czołówce, ale w ostatnich trzech partiach zdołał wywalczyć tylko jedno oczko, co spowodowało ostry spadek w tabeli wyników.

Czas przejść do zawodników, którzy start w półfinale zakończyli sukcesem, tzn. osiągnęli cel w postaci awansu do finału.

O Jagiele i Twardym już wspominałem. Obaj zanotowali po cztery zwycięstwa. Pozostałe partie zremisowali i najwcześniej ze wszystkich mogli świętować awans. Przed ostatnią rundą spokojnie mogli też spać Ryszard Biegasik, Ryszard Suder, Michał Czarski i Krzysztof Pichlak. Mieli korzystne wartościowanie i do pełni szczęścia potrzebowali punktu, a kojarzenie par im sprzyjało. O pozostałe trzy miejsca walczono jeszcze w pojedynkach: Krzysztof Furtak – Maksymilian Karczewski, Marek Maćkowiak – Bernard Olejnik oraz Mikołaj Fiedoruk – Ewa Wieczorek. Pierwsza z tych partii zakończyła się remisem, a w pozostałych wygrali Olejnik i Fiedoruk, zapewniając sobie awans. Co najmniej 12 p. uzbierało 10 osób.

O sporym pechu może mówić Karczewski, który nie przegrał żadnej partii, ale najsłabsze wartościowanie sprawiło, że uzyskał tylko status pierwszego rezerwowego w finale. Zadecydowały straty z początkowych rund (m.in. remis z Bogdanem Marszałkiem). Solidny turniej rozegrali Biegasik i Suder. Obaj nie ponieśli porażki. Po trzech rundach mieli już +2 i w dalszej części rywalizacji kontrolowali sytuację, przy czym dorzucili jeszcze po jednym zwycięstwie. Więcej problemów mieli Czarski, Furtak oraz najmłodszy w stawce półfinalistów Pichlak. Wszyscy we wstępnej fazie turnieju ponieśli porażki i później musieli odrabiać straty. Dla zawodników „Hetmana” Lublin pechowa okazała się trzecia runda. Czarski uległ w niej Jagiele, a Furtak nie sprostał Pichlakowi. Z kolei ten ostatni w kolejnej swej partii przegrał z Jagiełą.

O sporym szczęściu mogą mówić Olejnik i Fiedoruk. Jeszcze po piątej rundzie ich awans wydawał się mało prawdopodobny. Popisali się jednak skutecznym finiszem, robiąc użytek z korzystnego kojarzenia. W przypadku Olejnika nawet ono nic by jednak nie dało, gdyby w 6. rundzie przegrał z Dominikiem Kasperczykiem. Dominik miał trzy kamienie i damkę oraz 15 minut na zegarze. Benek dysponował jedną damką i jednym kamieniem, a do namysłu miał około minuty. W wygranej pozycji zawodnik „Atutu” Nysa znalazł jedyne... przegrywające posunięcie i 2 p. zgarnął przeciwnik.

 

Zawodnicy, którzy awansowali do finału

1. Andrzej Jagieła  („Podkarpacie” Przemyśl) 13 p.

2. Edward Twardy („Sudety” Kłodzko) 13 p.

3. Ryszard Biegasik („Victoria” Białystok) 12 p.

4. Ryszard Suder („Warmia i Mazury” Olsztyn) 12 p.

5. Michał Czarski („Hetman” Lublin) 12 p.

6. Bernard Olejnik („Warmia i Mazury” Olsztyn) 12 p.

7. Krzysztof Pichlak („Jutrzenka” Częstochowa) 12 p.

8. Krzysztof Furtak („Hetman” Lublin) 12 p.

9. Mikołaj Fiedoruk („Victoria” Białystok) 12 p.

Listę rezerwowych tworzą w kolejności: Maksymilian Karczewski („Łuczniczka Bydgoszcz”) 12 p., Tomasz Kuziel („Łuczniczka” Bydgoszcz) 11 p., Mieczysław Kaciotys („Jantar” Gdańsk) 11 p., Antoni Ignatowski („Jaćwing” Suwałki) 11 p., Marek Maćkowiak („Tęcza” Poznań) 10 p., Dominik Kasperczyk („Atut” Nysa) 10 p., Mirosław Mirynowski („Zryw” Słupsk) 10 p.

Jedynym debiutantem w finale będzie Krzysztof Pichlak. Stawkę finalistów uzupełnią medaliści z ubiegłego roku: Stanisław Jędrzycki („Sudety” Kłodzko), Leszek Stefanek („Hetman” Lublin) oraz Józef Tołwiński („Victoria” Białystok).

W krynickim półfinale startowali przedstawiciele siedemnastu klubów Stowarzyszenia „Cross”. Najliczniej reprezentowany był „Atut” Nysa, który wystawił aż sześciu zawodników. Niestety, ilość nie przeszła w tym przypadku w jakość i nikt nie wywalczył awansu. Najwyższe miejsce (15.) zajął niewidomy Dominik Kasperczyk. Trzeba jednak dodać, że nie startował najlepszy zawodnik „Atutu” – Jan Sekuła. Spośród tych, którzy awansowali z ćwierćfinału, najwyżej sklasyfikowany został Antoni Lewek („Cross Opole”) – 22. miejsce (9 p.).

Normy na wyższe kategorie warcabowe wypełnili: Michał Czarski (K), Krzysztof Pichlak (I), Antoni Lewek (II) i Andrzej Gasiul (II).

Największe zyski rankingowe zanotowali: Edward Twardy (+27), Michał Czarski (+26), Krzysztof Furtak (+26) i Bernard Olejnik (+21).

Turniej sędziował Leszek Łysakowski.

Leszek Stefanek

 

aaa

 

nowe dyscypliny

 

Niewidomi na tatami 

„Atak ponawiam, za brutalność łapię karę/ Złapię cię za moment i zdobędę waza-ari/ Sprowadzony do parteru przytrzymam cię parę sekund/ Pora na duszenie, czy wytrzymasz na bezdechu? (Mate)/ Sędzia przerywa, znam komendę/ Poprawia czarny pas, który niebawem zdobędę” – tak w jednym z utworów swoją przygodę z judo wspominał raper Peja, który w tej dyscyplinie doszedł do stopnia 1 kyu.

Najwyższy czas przybliżyć Czytelnikom jedną z mniej znanych w naszym środowisku dyscyplin sportu, a uprawianą przez osoby z dysfunkcją wzroku prawie na całym świecie.

Judo powstało w drugiej połowie XIX wieku w Japonii. Twórcą tej sztuki walki był profesor Jigoro Kano. W tej dyscyplinie istnieje przejrzysta hierarchia zaawansowania zawodników. Na początku adept musi przejść sześć stopni uczniowskich, tzw. kyu. Każdemu nowemu szczeblowi wtajemniczenia odpowiada inny kolor pasa, poczynając od białego za 6 kyu, poprzez żółty, pomarańczowy, zielony, niebieski, aż po brązowy dla zawodnika, który osiągnął stopień 1 kyu. Dopiero teraz można starać się o stopnie mistrzowskie, tzw. dan. Stopniom dan odpowiada czarny pas. Jednak od 6 dan można nosić pas czarny lub biało-czerwony, a od 9 czarny lub czerwony. Awans na wyższy stopień odbywa się po zdaniu egzaminu – najpierw na biały pas, a następnie na kolejne. Egzaminowany musi wykazać się obecnością na odpowiedniej liczbie godzin zajęć oraz znajomością technik określonych dla danego poziomu. Stopnie od 7 dan mają charakter honorowy. Stopnie 7 i 8 dan są przyznawane przez federacje kontynentalne na wniosek krajowych związków judo, natomiast stopnie
9 i 10 przyznaje Międzynarodowa Federacja Judo na wniosek federacji kontynentalnych.

Jak przystało na sztukę walki z Kraju Kwitnącej Wiśni, judo miało swój debiut na letnich igrzyskach olimpijskich w Tokio w 1964 r. W latach osiemdziesiątych XX wieku rozpoczęto treningi dla osób z niepełnosprawnością narządu wzroku, a już w 1988 roku włączono judo do programu letnich igrzysk paraolimpijskich w Seulu. Początkowo był to sport przeznaczony wyłącznie dla mężczyzn, dopiero na paraolimpiadzie w Atenach w 2004 roku do rywalizacji dopuszczono również kobiety. Co ciekawe, judo jest dyscypliną, w której na igrzyskach paraolimpijskich startują wyłącznie sportowcy z dysfunkcją wzroku. Rywalizują oni ze sobą w poszczególnych kategoriach wagowych, bez względu na to, do której kategorii startowej zostali zakwalifikowani: B1, B2 czy B3. Co również ciekawe, podczas walki nie mają zasłoniętych oczu.

Zawodnicy walczą na grubej macie, tzw. tatami, przypominającej nieco materac gimnastyczny o wymiarach 10 x 10 m. Ubrani są w białe lub niebieskie judogi. Judoga wykonana jest z bardzo wytrzymałego materiału. Składa się ze spodni oraz bluzy ze wzmocnionym i wydłużonym kołnierzem. Judoga przewiązana jest pasem w odpowiednim kolorze. Zawodnicy z kategorii B1 muszą – zgodnie z regulaminem IBSA – mieć na rękawach na wysokości ramion czerwone koła o średnicy 7 cm jako znak dla sędziego i przeciwnika.

Zgodnie z najnowszymi przepisami walka trwa 4 minuty. Chyba że któryś z zawodników zakończy ją przed czasem przez ippon. W przeciwnym razie liczą się punkty zdobyte za waza-ari. Kiedy jest remis, przegrywa ten zawodnik, który otrzymał więcej kar. Zawodnik wygrywa przez ippon, rzucając swojego przeciwnika na plecy i przytrzymując go w tej pozycji przez 20 sekund. Walkę kończy się również przed czasem, gdy w wyniku duszenia lub założonej na staw łokciowy dźwigni przeciwnik podda się. Natomiast waza-ari zdobywa się wówczas, gdy rzuci się przeciwnika na plecy i przytrzyma w tej pozycji od 10 do 19 sekund. Tę samą notę otrzymuje się również za rzut na niepełne plecy lub na bok.

Judo jest niezwykle techniczną dyscypliną, wykorzystuje 96 różnych technik, które dzielimy na:

a. nage-waza – rzuty,

b. katame-waza – techniki obezwładniające:
– osaekomi-waza – trzymania,
– shime-waza – duszenia,
– kansetsu-waza – dźwignie.

Przed przystąpieniem do zgłębiania powyższych technik rozpoczynający przygodę z judo musi przyswoić sobie umiejętność bezpiecznego padania. Ta elementarna wiedza może się przydać również w codziennym życiu, choćby podczas upadków, które mogą się nam przytrafić w trakcie uprawiania różnych sportów zimowych czy nawet podczas zwykłego spaceru.

Zasadniczo sposób prowadzenia walki przez judoków pełnosprawnych i niewidomych nie różni się zbytnio. Główna różnica polega na tym, że zawodnicy niewidomi i słabowidzący podczas walki muszą pozostawać ze sobą stale w kontakcie fizycznym. Dzięki temu cały czas czują przeciwnika i mogą śledzić jego poczynania, a co za tym idzie – reagować na nie. Dlatego też przed rozpoczęciem walki sędzia klaśnięciem wzywa na środek tatami obu zawodników i ustawia ich w pozycji wyjściowej. Zawodnicy muszą wówczas zastosować obustronny uchwyt kumi-kata, który informuje o analogicznym ustawieniu rywala. Wówczas sędzia może wydać komendę „hajime” rozpoczynającą walkę. W sytuacji przerwania akcji zawodnicy wracają do pozycji wyjściowej. Gdy walczący zbliżają się do krawędzi pola walki, sędzia w trosce o ich bezpieczeństwo wydaje komendę „joggai”, która wzywa do powrotu w kierunku środka tatami. Po uwzględnieniu tych modyfikacji zawodnicy niewidomi mogą rywalizować z widzącymi i – co ważne – takie integracyjne turnieje faktycznie się odbywają. Są one doskonałą okazją nie tylko do sprawdzenia swoich umiejętności poza środowiskiem zawodników niewidomych czy słabowidzących, ale i nauczenia się czegoś nowego od widzących przeciwników.

Judo jest bardzo popularną dyscypliną wśród osób niewidomych i słabowidzących niemal na całym świecie. Do największych potęg zaliczają się: Uzbekistan, Ukraina, Japonia i Korea Południowa. Najbardziej obecnie utytułowani zawodnicy niewidomi i słabowidzący to: czterokrotna medalistka igrzysk paraolimpijskich Niemka Ramona Brussig, która w kategorii do 57 kg wywalczyła złoto w Atenach i srebro w Pekinie, zaś walcząc w niższej kategorii wagowej (do 52 kg), zdobyła srebro w Rio i złoto w Londynie, oraz Chinka Yanping Yuan, która w kategorii powyżej 70 kg aż trzykrotnie stawała na najwyższym stopniu paraolimpijskiego podium – kolejno w Pekinie, Londynie i Rio de Janeiro. Wśród mężczyzn to Meksykanin Eduardo Adrian Avila Sanchez, który jest złotym medalistą z Rio (do 81 kg) oraz z Pekinu (do 73 kg) i brązowym medalistą z Londynu. Żywą legendą jest Japończyk Fujimoto Satoshi, który w kategorii do 66 kg wywalczył złote medale podczas trzech kolejnych igrzysk paraolimpijskich: w Atlancie, Sydney oraz w Atenach, a swoją imponującą kolekcję powiększył jeszcze o srebro w Pekinie i brąz w Rio de Janeiro.

Na zeszłorocznej paraolimpiadzie w Rio de Janeiro wystartowało 132 zawodników z 36 państw: 84 mężczyzn w siedmiu kategoriach wagowych oraz 48 kobiet w sześciu przedziałach wagowych.

W Polsce osoby z dysfunkcją wzroku nie mają możliwości uprawiania tej sztuki walki na dedykowanych im zorganizowanych zajęciach. Toteż Polacy nie startują w międzynarodowych turniejach. W naszym kraju kluby dla pełnosprawnych zawodników stanowią prawdopodobnie jedyną możliwość uprawiania tego sportu przez adeptów z wadą wzroku. Jednak bardzo dużo zależy tu od dobrej woli i otwartości trenera. Nie ma co ukrywać, że praca z niewidomym zawodnikiem wymaga od szkoleniowca dużo większego zaangażowania. Czytelników zainteresowanych szczegółami techniki judo i samej filozofii tej sztuki walki zachęcamy do lektury artykułu Krzysztofa Koca w rubryce ruszajmy się.

W tym roku odbędą się w judo dwie duże imprezy rangi mistrzowskiej. W maju w stolicy Uzbekistanu, Taszkiencie, zostaną rozegrane mistrzostwa Azji i Oceanii. Natomiast w sierpniu w Walsall w Wielkiej Brytanii odbędą się mistrzostwa Europy. W październiku zaś judocy rywalizować będą w Pucharze Świata, ponownie w Taszkiencie.

Podwójne trzecie miejsca w poniższej klasyfikacji wynikają z formuły turnieju. Zawodnicy, którzy przegrali swoje walki i nie mają szans na udział w finale, toczą kolejne w tzw. repasażach. Zwycięzcy obu grup repasażowych zdobywają brązowe medale.

 

Klasyfikacja medalowa w judo na letnich igrzyskach paraolimpijskich

Rio de Janeiro 2016

Kobiety

Kategoria do 48 kg

1. Li Liqing (B2) Chiny

2. Brussig Carmen (B2) Niemcy

3. Halinska Yuliya (B2) Ukraina

3. Tasin Ecem (B2) Turcja.

Kategoria do 52 kg

1. Martinet Sandrine (B2) Francja

2. Brussig Ramona (B2) Niemcy

3. Abdellaoui Cherine (B3) Algieria

3. Salaeva Sevinch (B3) Uzbekistan

Kategoria do 57 kg

1. Cherniak Inna (B2) Ukraina

2. Da Silva Teixeira Araujo Lucia (B3) Brazylia

3. Hirose Junko (B3) Japonia

3. Seo Hana (B3) Korea Płd.

Kategoria do 63 kg

1. Rodriguez Dalidaivis (B2) Kuba

2. Husieva Iryna (B2) Ukraina

3. Jin Songlee (B2) Korea Płd.

3. Nurmetova Tursunpashsha (B3) Uzbekistan

Kategoria do 70 kg

1. Ruvalcaba Alvarez Lenia Fabiola (B3) Meksyk

2. Martins Maldonado Alana (B2) Brazylia

3. Rahimova Gulruh (B3) Uzbekistan

3. Soazo Naomi (B2) Wenezuela

Kategoria powyżej 70 kg

1. Yuan Yanping (B3) Chiny

2. Alimova Khayitjon (B3) Uzbekistan

3. Garcia Christella (B1) USA

3. Tasbag Mesme (B3) Turcja

Mężczyźni

Kategoria do 60 kg

1. Namozov Sherzod (B2) Uzbekistan

2. Hirose Makoto (B2) Japonia

3. Bologa Alex (B1) Rumunia

3. Bolormaa Uugankhuu (B3) Mongolia

Kategoria do 66 kg

1. Nigmatov Utkirjon (B3) Uzbekistan

2. Mustafayev Bayram (B2) Azerbejdżan

3. Fujimoto Satoshi (B2) Japonia

3. Khorava Davyd (B2) Ukraina

Kategoria do 73 kg

1. Gasimov Ramil (B2) Azerbejdżan

2. Solovey Dmytro (B2) Ukraina

3. Kornhass Nikolai (B2) Niemcy

3. Sayidov Feruz (B3) Uzbekistan

Kategoria do 81 kg

1. Avila Sanchez Eduardo Adrian­­­ (B3) Meksyk

2. Lee Jungmin (B2) Korea Płd.

3. Kosinov Oleksandr (B2) Ukraina

3. Safarov Rovshan (B2) Azerbejdżan

Kategoria do 90 kg

1. Gogotchuri Zviad (B2) Gruzja

2. Nazarenko Oleksandr (B3) Ukraina

3. Boboev Shukhrat (B3) Uzbekistan

3. Crockett Dartanyon (B3) USA

Kategoria do 100 kg

1. Choi Gwanggeun (B1) Korea Płd.

2. Tenorio Antonio (B1) Brazylia

3. Fernandez Sastre Yordani (B3) Kuba

3. Sharipov Shirin (B3) Uzbekistan

Kategoria powyżej 100 kg

1. Tuledibaev Adiljan (B3) Uzbekistan

2. Silva de Araujo Wilians (B1) Brazylia

3. Jimenez Yangaliny (B2) Kuba

3.  Masaki Kento (B2) Japonia

W tym miejscu pragnę serdecznie podziękować Bartłomiejowi Bochniakowi, trenerowi judo w klubie Juvenia Wrocław, za konsultacje merytoryczne.

Grzegorz Modrzyński

 

aaa

 

wiadomości

 

Kolarstwo

Torowe MŚ w Los Angeles

Anna Harkowska zdobyła złoty medal w wyścigu scratch podczas torowych mistrzostw świata i tym samym obroniła tytuł mistrzowski z ubiegłego roku.

Zawody odbyły się w Los Angeles w terminie 2-5.03.2017 r. Nasza mistrzyni była jedyną reprezentantką Polski i Związku Kultury Fizycznej „Olimp” na tej imprezie, ponieważ większej ekipy do USA nie udało się wysłać. W program przygotowań Anny Harkowskiej do MŚ dobrze wkomponował się obóz kadry, który odbył się w grudniu na Gran Canarii. Następnie, pod okiem Mariana Kowalskiego, zawodniczka ćwiczyła w Słubicach i odbywała treningi specjalistyczne po drugiej stronie Odry, na krytym torze we Frankfurcie. Takich warunków nie udało się niestety zapewnić innym zawodnikom ZKF „Olimp”.

Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) podjęła decyzję o organizacji MŚ w Los Angeles w ostatniej chwili i umieściła ją w kalendarzu startów na 2017 rok dopiero w połowie stycznia. Dotychczas w latach następujących po igrzyskach paraolimpijskich mistrzostw świata na torze nigdy nie było. Władze światowego kolarstwa postanowiły zmienić tę zasadę i sprawiły parakolarzom niespodziankę, wzbogacając tegoroczny kalendarz startów. Nie wszyscy z tej okazji skorzystali. Trudno w tak krótkim czasie skorygować plany treningowe, a jeszcze trudniej zdobyć środki finansowe na pokrycie kosztów wyjazdu do USA. Z tego powodu frekwencja w Los Angeles nie była rekordowa – zgłosiło się 74 zawodników z 20 krajów (dla porównania w ubiegłorocznych MŚ na torze, w Montichiari, startowało 215 kolarzy z 32 państw). Anna Harkowska w Los Angeles nie miała zbyt wielu rywalek, lecz mimo to walka o medale nie była łatwa. W pierwszym starcie, w wyścigu na 3000 m na dochodzenie, nasza reprezentantka musiała uznać wyższość konkurentek i z czasem 4:04,475 zajęła trzecie miejsce. Wygrała Amerykanka Samantha Bosco (3:57,581), a drugą lokatę zajęła jej rodaczka Jennifer Schuble (4:03,555). W drugim starcie, którym był wyścig scratch na dystansie 10 km (40 okrążeń), Anna Harkowska pokazała wielką klasę i nie dała szans rywalkom – zdecydowanie wygrała w tej konkurencji, powtarzając sukces z 2016 roku. Na drugiej pozycji finiszowała Kanadyjka Marie-Claude Molnar, a na trzecim miejscu Jennifer Schuble (USA). Dzięki wynikowi Anny Harkowskiej Polska znalazła się w zaszczytnym gronie siedmiu państw, których reprezentanci zdobyli w Los Angeles złote medale.

W najbliższym czasie zawodników kadry czekają wiosenne zgrupowania, a kolejną okazją do konfrontacji z zagranicznymi rywalami będą majowe wyścigi w ramach szosowego Pucharu Świata.

Mirosław Jurek

 

aaa

 

edukacja

 

Angielski na lepszy start

Dobra znajomość języka angielskiego to większe szanse na znalezienie ciekawej pracy, swoboda w podróżowaniu, szerszy dostęp do wiedzy, słowem – większe możliwości. A wiek szkolny, młodość, to czas, kiedy nauka, w tym słówek i konstrukcji gramatycznych, najłatwiej wchodzi do głowy. Wszyscy o tym wiemy, dlatego nie dziwi duże zainteresowanie ośrodków szkolno-wychowawczych projektem językowym „Na fali”, jaki w ostatnich trzech latach prowadziło Stowarzyszenie „Cross”. O lepszy start młodzieży po szkole przecież tutaj chodzi.

Projekt to dodatkowe, profilowane zgodnie z potrzebami lekcje języka angielskiego dla uczniów niewidomych i słabowidzących w wieku 7-21 lat, odbywające się w czasie roku szkolnego. A w wakacje – dwutygodniowy wspólny obóz językowy dla wszystkich uczestników z danego roku. Realizację tego trzyletniego przedsięwzięcia dofinansował Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Przez pierwsze dwa lata z szansy na pogłębienie umiejętności językowych skorzystało 160 dzieci z dysfunkcją wzroku, będących wychowankami ośrodków szkolno-wychowawczych w Bydgoszczy, Chorzowie, Krakowie i Wrocławiu. W zakończonym właśnie w marcu trzecim roku projektu w zajęciach uczestniczyło łącznie 72 dzieci, przy czym uczniów z Bydgoszczy zastąpili ich koledzy z ośrodka dla słabowidzących w Warszawie. Na wiosnę 2016 roku każda ze szkół utworzyła po dwie dziewięcioosobowe grupy – liczebnie w sam raz, by atmosfera pozostała kameralna, a proces dydaktyczny był skuteczny, zważywszy na specjalne potrzeby edukacyjne uczestników. Każdą grupę prowadził inny nauczyciel. Starano się, aby w jednym zespole znaleźli się uczestnicy w podobnym wieku, prezentujący podobny poziom umiejętności. Każdy uczestnik skorzystał w ciągu dziewięciu miesięcy nauki ze 144 godzin zajęć stacjonarnych. To dużo, jeśli spojrzeć od strony uczniów. Wymagało to przecież wysiłku: dwa razy w tygodniu, najczęściej po lekcjach, niekiedy w sobotę, przez dwie dodatkowe godziny. – Czasem to byłem już zmęczony. Po angielskim późno wracałem do domu i miałem mało czasu na odrabianie lekcji – żali się Antoś z szóstej klasy, uczeń warszawskiego ośrodka. – Ale w ogóle to te lekcje były super – dodaje szybko. Potwierdza to Paulina, która też jest uczestniczką projektu: – Na tych zajęciach jest większa swoboda, rozmawiamy po angielsku, poznajemy dużo słówek, odgrywamy scenki. Na to wszystko nie byłoby czasu na lekcjach.

 Jak mówią nauczyciele, był to czas dobrze wykorzystany. – Mamy bezpośredni wpływ na to, co będzie realizowane podczas zajęć, sami ustalamy program – mówi Anna Kołacz, nauczycielka języka angielskiego prowadząca jedną z grup w ośrodku na Koźmińskiej w Warszawie. – Te lekcję mogą wspierać realizację materiału narzuconego w podstawie programowej, bo w przypadku uczniów z dysfunkcjami czasem tego czasu potrzeba trochę więcej. Na przykład mamy czas na szersze omówienie słownictwa dotyczącego różnych tematów, jak gotowanie czy praca, oraz zagadnień gramatycznych, dajmy na to czasu past simple – czyli tego, co i tak przewiduje program szkoły podstawowej, gimnazjum czy liceum, ale też możemy wyjść ponad to, poszerzyć tematykę o zagadnienia, które szczególnie interesują młodzież – dodaje. Zajęcia mają charakter interaktywny, wykorzystywane są nagrania, tablice multimedialne. Stawiają na aktywizację uczestników, ruch i swobodę. – Rozwiązujemy quizy albo tworzymy zdania, które potem losowo wykorzystujemy w inscenizacji jakiejś sztuki czy bajki, powstają z tego wesołe, wciągające młodzież historie, a nauka przychodzi jakby łatwiej – mówi Anna Kołacz. W grupie gimnazjalistów i licealistów, którą w warszawskim ośrodku prowadzi Monika Kociołek, przeważają ci mocniejsi językowo, którzy poważnie myślą o maturze z angielskiego. – Uczniowie w starszych klasach są bardziej obciążeni nauką, takie zajęcia to naprawdę wysiłek, ale każdy ma świadomość dodatkowych korzyści. Poza tym uczniowie lepiej się poznają, integrują, a to równie ważne.

Wszyscy bardzo chwalą pomysł letniego obozu językowego, w 2016 roku spotkało się na nim 66 uczestników z całej Polski oraz 18 opiekunów i nauczycieli. Dzieci i młodzieży nie trzeba było do udziału namawiać. Aby warunki pobytowe spełniały potrzeby uczestników z dysfunkcją wzroku, na miejsce ostatniego obozu wybrano Ośrodek Wczasowo-Rehabilitacyjny Barka w Jarosławcu. Odbywał się on między 21 lipca a 4 sierpnia 2016 roku. Osiem godzin lekcyjnych dziennie, w dwóch blokach po cztery, pomnożone przez trzynaście dni – to całkiem sporo jak na wakacje. A do tego plaża, ogniska, wspólne zabawy, konkursy talentów, wzajemne poznawanie się, nowe przyjaźnie… – Nie słyszałam, żeby ktokolwiek z uczestników narzekał, bardzo dobrze udało się zrównoważyć naukę i zabawę. Chociaż dla młodszych dzieci, które pierwszy raz były na obozie, była to na pewno szkoła życia – mówi Anna Kołacz.

Szkołę na Koźmińskiej odwiedziłam w marcu, kiedy kończyły się zajęcia. W rozmowach przebijał się żal, że to koniec, i obawa, czy projekt będzie kontynuowany. – Jedyna sugestia, jaką mamy dla organizatorów, to dopuszczenie możliwości uzupełniania składu grup uczniami, którzy byli w projekcie na przykład w poprzednim roku. Nasze klasy są nieliczne i trudno czasem stworzyć zupełnie nową grupę na wyrównanym poziomie. – mówi Monika Kociołek.

Anna Baranowska

 

aaa

 

turystyka

 

Ostatnia dzika rzeka Europy 

Cały tydzień na bosaka. Nie ubieram butów, gdy rano wychodzę z namiotu, przeszkadzałyby podczas wpychania łodzi do wody. Gdy stopy zanurzają się w rdzawym biebrzańskim mule lub kłują o kiełkujące pod wodą młode trzciny, mam uczucie, że zaczynają pracować inne, nienazwane zmysły. Wieczorem, gdy na ognisku odgrzewam fasolę w puszce, stopy są czarne. Jednak buty to ostatnia rzecz, o jakiej myślę. Sunę kanadyjką przez dziewicze moczary i rozlewiska. Coraz dalej i dalej.

Nie ma miejsca na świecie, w które wracałbym równie chętnie, jak na Biebrzę. Cudowne połączenie trzech elementów: sportu, jakim jest wiosłowanie, kontaktu z zapierającą dech w piersiach przyrodą i turystyki, a w zasadzie kina drogi…

Kino drogi

Na łodzi wiozę wszystko: namiot, śpiwór, aparaty fotograficzne i jedzenie. Już dawno zrezygnowałem z butli gazowej, wychodząc z założenia, że nawet gdyby się kilka dni nie jadło ani nie piło nic ciepłego, i tak by się przeżyło. W małym worku z chlebem, konserwami, owocami i słodyczami wiozę puszki z moją ulubioną fasolą w sosie pomidorowym (którą, jeżeli jednak ma się ochotę na coś ciepłego, można wstawić na kilka sekund do żaru, aby zrobiła się gorąca). Łódź, załadowana sprzętem, ślizga się cicho po tafli wody, mijając krajobrazy, które na cały najbliższy rok pozostaną pod moimi powiekami. Jak klatki filmowe przesuwają się po obu stronach widoki: zrywające się żurawie, tokujące bataliony, bobrujące bobry, czasem pod lasem łoś. A wszystko to w pustce. Dojmującej, spokojnej, przepięknej pustce, niczym z podręcznika założeń teoretycznych estetyki zen. Pustka nie oznacza ciszy.

Biebrzański film ma najcudowniejszą z możliwych ścieżkę dźwiękową. Przyroda nie jest hojna, jest wręcz rozrzutna. Nieprzebrane bogactwo dźwięków i tonów, jakich od dawna nie można usłyszeć nigdzie indziej. Niezwykłość doznań potęgowana jest przez ich natężenie. Nie można oprzeć się wrażeniu pierwotności – takie odgłosy musieli słyszeć pierwsi ludzie, gdy dopiero zaczynała się historia naszego rodzaju pośród potęgi żywiołu natury.

Żab jest tu taka mnogość, że z płytkich, nagrzewających się rozlewisk, gdzie w lśniącej wodzie odbywa się szał zielonych ciał, dobiega nie tyle rechotanie czy kumkanie, co prawdziwy huk. Skwir rybitw rzecznych, białowąsych i czarnych, unoszących się lekko nad rybnymi wodami, i krzyk kolonii mew śmieszek stanowią stałe, egzotyczne tło dźwiękowe. Spod lasu dobiega klangor żurawi. Tam i siam po niebie ciągną rozgęgane klucze gęsi gęgaw i gęsi zbożowych, z których jedne wkrótce dobiorą się w pary, by założyć gniazdo wśród biebrzańskich błot i topieli, inne powędrują jeszcze dalej na północ.

Pewnego dnia, wiosłując z Osowca do Brzostowa, gdzieś na wysokości Białego Grądu usłyszałem nieprawdopodobny hałas. Chociaż wiedziałem, że w promieniu wielu kilometrów nie ma śladu cywilizacji, przez chwilę byłem przekonany, że zaraz wpadnie we mnie pędzący pociąg. Szybko jednak ochłonąłem i stanąłem na chybotliwej łodzi, by rozpoznać sytuację. Tuż obok mnie, za wąskim pasem trzcin zerwał się do biegu olbrzymi łoś, który pędził teraz wielkimi susami, racicami rozpryskując płytką wodę.

Nocami na ciemnych bagnach budzą się tajemnicze pohukiwania, grzechoty, beki i wołania. Choć wiem, że to czajki, sowy błotne, rycyki i kszyki, łatwo dać ponieść się wyobraźni.

Z perspektywy kaczki

Nie mogę oprzeć się wrażeniu poznawania świata z innej perspektywy. Siedząc nisko w łodzi, tuż przy powierzchni leniwej, szeroko rozlanej rzeki, odbieram rzeczywistość tak samo jak bóbr lub kaczka. Dolne części trzcin, podnóża niewysokich skarp brzegów, wynurzone kilka centymetrów nad taflę kępy traw zalanych przez wezbrane wody. Żadnego spojrzenia z góry, wszystko widziane od dołu, od nasady, od podstaw. Rozlewiska, które mogę dotknąć, i dotykam. Łapię trzciny, głaszczę trawę.

Po kilku dniach wiosłowania nawet ten, kto pierwszy raz trzyma w ręce wiosło lub pagaj, zaczyna czuć wodę i łódź. Nie musi już myśleć, kiedy mocniej pociągnąć z lewej strony, a kiedy z prawej; ciało, łódź i woda zaczynają współpracować bez konieczności koncentrowania na tym uwagi. Płynący staje się częścią rzeki, a w sterowaniu łodzią najbardziej przydatnym zmysłem staje się już nie wzrok, lecz wyczucie łagodnego spływu rzeki. Zaciskane codziennie na wiosłach dłonie pęcznieją i twardnieją, a skóra przyzwyczaja się do kontaktu z drewnem. Ciało przywyka do tego, że noce na przełomie kwietnia i maja są chłodne, przed świtem zdarzają się przymrozki, a w ciągu dnia wiosenne słońce praży niekiedy tak, że biebrzańskie bagna nabierają afrykańskiego charakteru.

Aby zobaczyć łosie, żurawie czy inne elementy krajobrazu, głowę muszę zadzierać do góry. Wszystko odbywa się nade mną. A co dzieje się pod łodzią? Poniżej jest tylko ciemniejąca wraz z rosnącą głębokością toń z ogromnymi sumami. Głębokość Biebrzy sięga dziesięciu metrów, a podczas wiosennych wezbrań nawet kilkunastu. Najgłębsze topiele należą do wąsatych drapieżców. O wielkości i drapieżności biebrzańskich rzecznych sumów krążą legendy. W ogóle wody pełne są ryb, opancerzonych raków i wiekowych, z wolna filtrujących denne osady małży. Zatopione pnie i konary drzew obrastają słodkowodne gąbki.

Kolejnym elementem bliskości wody jest wilgoć. Nie duszna czy oblepiająca, lecz zamknięta w moczarowym zapachu, przywodząca na myśl coś pierwotnego, niewidzialna mgiełka potęgowana ruchem wioseł. Nie jest to ani wyziew bagnisk, ani mleczny opar, po prostu zapach wilgoci rozlewisk. Towarzyszy mi cały czas. Czasem tę delikatną tkaninę wonności trzęsawisk rozdziera odór padliny. Zaraz potem mijam wzdętą wyspę rozkładającego się ssaka. Bywa, że jest to krowa, czasem dzik. Tutaj zwierzę żyło i tutaj zdechło. Potem, na noclegu, historię kręgu życia domykają opowieści mieszkańców rozlewisk: „Panie, woda w marcu tak wezbrała, że porwała lochę z młodymi, jak przedzierali się wzdłuż brzegów”.

Popołudniami zarzucam punkt widzenia kaczki i obieram wyniesienia jako miejsca pod namiot. Te kilkadziesiąt centymetrów gruntu oraz dwa metry wyprostowanej sylwetki otwierają nową perspektywę. Mogę ogarnąć wzrokiem przebytą trasę, która ukrywa się jednak szybko w trzcinowisku. Mogę w końcu popatrzeć za nurtem na to, co jeszcze przede mną. Spodziewając się niespodzianek, można się rozczarować. Znów tylko pusty bezkres trzęsawisk, spowity krzykiem ptaków. Dla mnie jest on jak wołanie przeznaczenia. Czuję zew i nie mogę doczekać się poranka.

Ludzie znad rzeki

Teraz jest czas na poznanie ludzi, którzy zamieszkują brzegi Biebrzy. Na ich ziemi mieszkam, wchodzę z nimi w interakcję, nie mogę więc o nich nie wspomnieć. Człowiek to zjawisko wyjątkowe na tym terenie. Zaludnienie tutaj jest tak niskie, że widok domostw na całej trasie jest rzadkością. Często biwak wypada na pustkowiu, czasem na skraju wioseczki z budynkami wzniesionymi z polodowcowych głazów, w stodole na wonnym sianie lub przy samotnym domu pośród rozlewisk. W namiocie albo, pomimo wiosennych przymrozków, pod gołym niebem. Czasem już po zmroku do ogniska dosiądzie się jakiś człowiek. Ogrzeje się, wymieni kilka uwag i nad ranem zniknie, by wyciągnąć zastawione sieci. Przed świtem, zanim dostrzeże go straż parku narodowego, bo w ten sposób na Biebrzy łowić już nie wolno. Kiedy wstanie dzień, nad brzegiem pojawi się stado krów. Wśród porykiwania, podążając za przewodniczką, z głośnym pluskiem wejdą do wody. Gdy toń sięgnie rogatych łbów, zaczną płynąć. W ten sposób od wieków przedostają się na pastwiska położone na przeciwległym brzegu. Wieczorem, gdy przybliży się pora dojenia, tą samą drogą wrócą do obory.

Zapach ogniska, obok zapachu mokradeł, nieodparcie kojarzy mi się ze spływami Biebrzą. Po krótkim czasie, kiedy ognisko rozpala się co wieczór, a czasem i rano, kiedy ma się ochotę na kawę z blaszanego, obitego kubka, wszystkie ubrania przesiąknięte są dymem. Wieczorem rozgrzewam w ognisku duży kamień, zawijam w ręcznik i wkładam do namiotu. W ten sposób milej przetrwać noc, bo kamień osusza i ogrzewa tkaninowe wnętrze, długo utrzymując ciepło. Temperatura powietrza od rzecznego głazu wysmaganego jęzorami ognia – cztery żywioły w jednej małej, zaimprowizowanej pośród ciemności magicznej przestrzeni.

Jednak woda dla mieszkańców Brzostowa, Mocarzy czy Goniądza to niekoniecznie żywioł numer jeden. Gospodarstwa w większości odwrócone są tyłem do rzeki. Jedyne jednostki pływające, jakie widzę przy domach, to stare, przywodzące na myśl minione wieki drewniane łodzie. Idąc do sklepu, mijam nowoczesne zagrody, z których mleko pite jest w każdym zakątku Polski. Wyprzedzają mnie błyszczące auta cysterny odbierające biały płyn z gospodarstw. Co roku przedeptuję coraz to nowe odcinki równiusieńkiej nawierzchni asfaltu pomiędzy wsiami, wypierające romantyczne kocie łby, które jednak musiały być zabójcze dla kosmicznych cystern. Spotykam ludzi sprawnie godzących nie do końca uświadomioną pradawną miłość do ziemi z wymaganiami nowoczesnej, wolnorynkowej rzeczywistości. Pod sklepem zagaduję do mężczyzn. Nie wiem, czy mówią jakimś lokalnym dialektem czy też ich wypowiedzi, z których nie rozumiem nawet jednego słowa, przetworzone są przez promilowy syntezator mowy. Oglądam scenę zaganiania bydła do obory, z jednej strony urzekającą swą archetypicznością, a z drugiej fascynującą połyskiem nowoczesności wyłaniającej się zza uchylonych wrót. Nad wrotami wisi tablica z logo Unii Europejskiej.

Te na poły socrealistyczne zachwyty nad postępem na polskiej wsi przerywa niemożliwy do pomylenia z czymkolwiek innym odgłos lecących gęsi. To hałasują ich skrzydła. Wysoko w górze. Dolina Biebrzy to dla nich korytarz migracji, naturalna autostrada, wzdłuż której każdego roku wędrują miliony ptaków. Brak przegród w postaci miast z wysokimi, przeszklonymi budynkami stanowiącymi śmiertelną pułapkę, i ciągłość wody okolonej trzcinowiskami, łąkami, torfowiskami i lasami. Zachowanie takich niezakłóconych, nieprzerwanych ciągów korytarzy ekologicznych to obok ochrony siedlisk przyrodniczych podstawowe obecnie zadanie ochrony przyrody.

Najdziksza

Lubię w spływach Biebrzą ich dzikość. To fakt, Biebrza jest jedną z najdzikszych rzek w Europie. Mówi się nawet, że to ostatnia całkowicie dzika nizinna rzeka naszego kontynentu. Jedyny wzorzec dzikiej rzeki, tak jak wzorzec metra pod Paryżem. Niepowtarzalna, ostatnia, która od źródeł aż do ujścia do Narwi wygląda tak jak wyglądała tysiąc lat temu, i jedyna, która funkcjonuje według pierwotnego rytmu. Gdy śnieg i lód skuwający powierzchnię rzeki rozmarzają, woda zaczyna wzbierać. Jej poziom podnosi się tak bardzo, że zalewa całą dolinę. Wraz z nadchodzącą wiosną woda opada. Spod powierzchni zaczynają wyłaniać się kłącza i wkrótce całe połacie pokrywają się złocistym kwieciem kaczeńców. Ostatnio wiosną podczas spływu woda była niska, co skutkowało większą ilością meandrów i zakrętów. Był to koniec większego, trzynastoletniego cyklu, w którym wody Biebrzy osiągają stan szczytowy, a później stopniowo opadają. Za rok wielką wiosenną wodą powinien zacząć się kolejny cykl.

Źródła Biebrzy znajdują się w okolicach Nowego Dworu na Podlasiu. Przez 165 kilometrów rzeka przemierza swoją pradolinę, by w końcu wpaść do Narwi. Wpaść, choć pod względem przepływu wody Biebrza jest od Narwi większa. Może więc lepiej powiedzieć, że rzeki łączą się w okolicach Wizny – tej samej, która nazywana jest polskimi Termopilami, na pamiątkę oporu kilkuset żołnierzy polskich, którzy zatrzymali tu czterdzieści dwa tysiące Niemców, w tym dywizję pancerną.

Dorzecze Biebrzy obejmuje ponad 7 tys. kilometrów kwadratowych i położone jest na terenie województwa podlaskiego. Prawie cała rzeka i jej rozlewiska mieszczą się w granicach Biebrzańskiego Parku Narodowego – największej w Polsce ostoi łosi, ojczyźnie najliczniejszej w Europie populacji ptaków – wodniczek, mateczniku skrajnie rzadkich orlików grubodziobych i jednym z ostatnich miejsc, gdzie co roku tokują tysiące batalionów bojowników. Poprzez Kanał Augustowski, Niemen, Kanał Ogińskiego, Prypeć i Dniepr z Biebrzy można dotrzeć do Morza Czarnego. Poprzez Narew, Bug i Wisłę do Morza Bałtyckiego.

Woda

Nie da się mówić o Biebrzy, nie wspominając o potędze mas wody. Zasoby wodne zmagazynowane w samej rzece i otaczających ją bagnach dorównują objętością największym zbiornikom wody w Polsce. W przeciwieństwie do jezior i zbiorników zaporowych torfowiska biebrzańskie są jak gąbka: wchłaniają wielkie ilości wody podczas wiosennych przyborów, chroniąc przed zbyt gwałtownym ich spływem i powodzią, a następnie stopniowo oddają wodę, zasilając okoliczne tereny. Ochrona zasobów wodnych powinna być obecnie w Polsce celem priorytetowym. Pod względem zapasów słodkiej wody nasz kraj jest na jednym z ostatnich miejsc w Europie. Chociaż trudno w to uwierzyć, podobną ilością wody co Polska dysponuje kojarzący się z pustynią Egipt. Już teraz znaczne obszary kraju, na przykład Wielkopolska, borykają się z niedostateczną ilością wody do dalszego prowadzenia gospodarki rolnej i ze względu na niskie opady są na skraju stepowienia (sytuacja taka ma miejsce, gdy parowanie przewyższa opad i zasilanie przez wody gruntowe).

Podstawą w działaniach na rzecz ochrony zasobów wodnych jest podnoszenie retencji, czyli zatrzymywania wody w środowisku i spowalniania jej spływu. Nic nie podnosi retencji tak, jak naturalne, nieuregulowane doliny rzeczne. W ich meandrach i zielonych głębinach, w otaczających je zalewanych corocznie mokradłach kryje się jeden z największych skarbów współczesnego świata – czysta słodka woda. Prostowanie i betonowanie koryt rzecznych, osuszanie bagien rowami melioracyjnymi sprawiają, że rzeka zamienia się w kanał, w którym woda nie ma możliwości oczyścić się i szybko spływa w kierunku morza. Niestety, nie tylko w Polsce wiele rzek zostało wyprostowanych, przegrodzonych zaporami uniemożliwiającymi wędrówki ryb (w ten sposób zapora we Włocławku przyczyniła się do zaniku jesiotrów i łososi w Polsce), a ich brzegi zabetonowano. Na zachodzie Europy wydaje się obecnie miliardy euro, by renaturyzować chociaż krótkie odcinki zniszczonych w ten sposób systemów rzecznych, są to jednak działania o znikomym zasięgu. Nikt jeszcze nie odtworzył całej rzeki. Dzikość, od której przez tysiące lat człowiek oddzielał się wątłymi atrybutami cywilizacji, gdy te stały się mocarne i zdominowały człowieka, zamieniła się w dobro luksusowe.

Przemysław Barszcz

 

aaa

 

zdrowie

 

Sprytny pasożyt 

Bywa, że z błahego powodu wpadamy nagle w furię: wrzeszczymy, gwałtownie gestykulujemy, ogarnia nas żądza niszczenia. Czasem pojawia się słowna agresja skierowana do Bogu ducha winnych osób. Takim zachowaniom mogą towarzyszyć: pocenie się, jąkanie, ucisk w klatce piersiowej, skurcze czy kołatanie serca. Po jakimś czasie wracamy do siebie, czując ulgę lub wyrzuty sumienia. To, że nie panujemy nad swoimi emocjami, może być objawem toksoplazmozy, która wpływa na nasze ciało i umysł.  

Powoduje ją jednokomórkowy pasożyt Toxoplazma gondii, który umiejscawia się w naszym mózgu. Można go spotkać wszędzie, niezależnie od klimatu, choć lubi rejony, gdzie jest gorąco i wilgotno. Podobno ponad 3 mld ludzi na świecie są jego nosicielami. Potwierdzają to przeciwciała obecne w ich krwi. Cykl rozwojowy T. gondii zaczyna się i kończy w przewodzie pokarmowym zwierząt kotowatych, do których należą m.in. nasze domowe futrzaki. W ich jelitach powstają oocyty-zygoty w grubej osłonce. Kot, któremu tacy „goście” nie szkodzą, przez około trzy tygodnie wydala z kałem ogromne ich ilości (nawet 10 mln dziennie). W ciepłej i wilgotnej glebie mogą przetrwać nawet półtora roku. Zakażają się nimi inne zwierzęta: gryzonie, barany, świnie, dziczyzna, ptaki i – człowiek. Są one jedynie żywicielami pośrednimi pasożyta, który nie kończy cyklu życiowego po opuszczeniu jelit kota. Musi do niego wrócić, czyli zostać ponownie zjedzony. Wystarczy, że kot upoluje zarażoną mysz lub ptaka. Przychodzi mu to tym łatwiej, że jego ofiary, zainfekowane T. gondii, zmieniają swoje zachowanie, robią się odważniejsze, ryzykują nawet życie. Tracą wrodzoną czujność, stając się łatwym łupem innych zwierząt.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że ten pospolity pierwotniak odznacza się inteligencją, skoro potrafi zaplanować własny cykl życiowy. Swoim żywicielom robi takie zamieszanie w mózgu, że tracą wrodzone instynkty. Jeśli zarazimy się oocytami, rozwijają się one w naszym przewodzie pokarmowym. Zakażają najpierw nabłonki jelitowe, a potem wraz z krwią wędrują po całym organizmie. Najchętniej osadzają się w tkankach nerwowych i mięśniowych, tworząc torbiele. Są wyjątkowo niewdzięcznymi lokatorami: w zamian za gościnę robią bałagan w głowie gospodarza. Podejrzewa się, że jeśli pasożyt otorbi się w mózgu na długie lata, może stwarzać ryzyko rozwoju chorób psychicznych: schizofrenii, afektywnych zaburzeń dwubiegunowych, zachowań samobójczych. Osoby zakażone toksoplazmozą mają wolniejszy czas reakcji, przez co bardziej od innych są narażone na udział w wypadkach samochodowych. Dotyczy to zarówno kierowców, jak i pieszych. Potwierdzeniem mogą być wyniki badań przeprowadzonych w końcu lat 90. ubiegłego wieku przez czeskiego biologa ewolucyjnego, dr. Jaroslava Flegra z Uniwersytetu Karola w Pradze. Badał on osoby odpowiedzialne za wypadki drogowe w stolicy Czech pod kątem zakażenia toksoplazmozą. Ten sam uczony stwierdził, że mężczyźni z T. gondii częściej niż zdrowi lekceważyli zasady właściwego postępowania w sytuacjach życiowych lub byli nadmiernie podejrzliwi i zazdrośni. Ostatnio naukowcy z Uniwersytetu w Chicago zbadali 358 dorosłych osób, by przekonać się, czy pasożyt jest rzeczywiście odpowiedzialny za większą agresję u ludzi. Przeprowadzone testy potwierdziły tę hipotezę. Psycholodzy byli ciekawi, czy kobiety i mężczyźni reagują tak samo na obecność w ich ciałach T. gondii. Okazało się, że panowie okazywali mniejszą skłonność do respektowania standardów moralnych swej społeczności i mniejszą ufność wobec obcych, a panie – większą otwartość zachowań i skłonność do zawierania nowych kontaktów. Obie płcie wykazywały natomiast wyraźnie obniżoną skłonność do podejmowania groźnego w skutkach ryzyka.

W jaki sposób pasożyt „zarządza” naszymi emocjami? Przypuszcza się, że wpływa on na wydzielanie neuroprzekaźników poprzez nadmierne stymulowanie neuronów w tzw. jądrze migdałowatym. Jest to część mózgu, która kontroluje reakcje na zagrożenie. Inne działanie T. gondii polega na zaburzaniu jednej z funkcji przedmózgowia – mechanizmu hamowania niepożądanych zachowań. Wygląda na to, że pasożyt może zmieniać chemię mózgu tak, by jego nosiciel nie mógł kontrolować swoich reakcji. Podobny bałagan umysłu u swego gospodarza robi inny pasożyt – motyliczka wątrobowa. Wywołuje ona zachowania samobójcze u każdej mrówki, którą zaraża. Owad wspina się wtedy na szczyt źdźbła trawy i trzyma się go mocno, dopóki nie zostanie zjedzony przez krowę, która jest ostatecznym żywicielem tego pasożyta. Motyliczka wraca do zwierzęcia, w którym może odtworzyć swój cykl życiowy.

Osoby zakażone pierwotniakiem nie czują się chore. Tylko nieliczni mają objawy grypopodobne: gorączkę, powiększenie gruczołów chłonnych, bóle mięśni. Nikt nie kojarzy tego z toksoplazmozą. Bardzo rzadko choroba ma ciężki przebieg, atakuje wiele narządów, może nawet spowodować zgon. Jeśli pasożyt usadowi się w oku, może wywoływać bóle gałki ocznej i zaburzenia widzenia. Toksoplazmoza atakuje też czasem wątrobę, mięsień serca i mięśnie szkieletowe. W ciągu roku w USA umiera z tego powodu kilkaset osób – jest to druga co do częstości (po salmonelli) choroba przenoszona przez żywność. W Polsce nie ma na razie doniesień o podobnych przypadkach, ale być może nie są one wykrywane.

Szczególnie groźna jest toksoplazmoza dla kobiet w ciąży oraz osób o obniżonej odporności, np. zakażonych wirusem HIV czy też biorących leki hamujące działanie układu immunologicznego. W przypadku ciąży pasożyt przenika przez łożysko do płodu i może spowodować jego poważne uszkodzenia. Ryzyko w pierwszym trymestrze wynosi 15 proc., w drugim – 30 proc., ale w trzecim już 60 proc. W początkowej fazie ciąży T. gondii może prowadzić nawet do poronienia. Jeśli dziecko się urodzi, zazwyczaj nie widać objawów wrodzonej choroby. Mogą się one pojawić znacznie później w postaci zaburzeń widzenia, trudności w uczeniu się i upośledzenia umysłowego. Jeśli zakażenie u matki nastąpiło w czasie ciąży, natychmiast stosuje się leczenie. Trwa ono od dwóch do czterech tygodni, a orężem w walce z pasożytem są sulfonamidy, kwas foliowy i chemioterapeutyki. Można też leczyć noworodki.

Aby zmniejszyć ryzyko zakażenia, nie należy jeść surowego i niedogotowanego mięsa. Cysty tkankowe T. gondii najczęściej znajduje się w wieprzowinie, rzadziej w baraninie i wołowinie, najrzadziej w drobiu, który też stwarza ryzyko złapania salmonelli, jeśli nie jest poddany obróbce termicznej. Trzeba więc przyjąć – mówią lekarze – że każde mięso, poza rybami, może być źródłem zakażenia T. gondii. Cysty zabija mrożenie mięsa do temperatury -17,8 stopnia Celsjusza. Samo dotknięcie zakażonego mięsa nie jest niebezpieczne – cysty muszą zostać zjedzone. Brudny nóż czy deska do krojenia mogą się do tego przyczynić. Chłód w naszych lodówkach nie szkodzi cystom. W temperaturze 4 stopni Celsjusza przeżywają i zachowują zdolność do zarażania nawet przez kilka tygodni. Giną w trakcie gotowania lub ogrzewania w 60 stopniach Celsjusza przez około 20 minut. Rzadko można złapać pasożyta przez zakażoną krew lub przeszczepiony narząd. Jeśli mamy w domu kota, najlepiej karmić go jedzeniem z puszek lub suchym niż surowym lub tylko sparzonym mięsem. To, że pupil może się stać dla swego właściciela potencjalnym zagrożeniem, nie oznacza, że miłośnicy kotów (do których i ja należę) muszą się z nimi rozstać. Częste i dokładne czyszczenie kuwety (najlepiej robić to w rękawiczkach, a potem jeszcze dobrze umyć ręce) jest najlepszą gwarancją naszego bezpieczeństwa.

(BWO)

 

aaa

 

ruszajmy się

 

Judo 

Judo jest najpopularniejszym sportem walki uprawianym w Polsce. To rodzaj zapasów opartych na starych japońskich zasadach. Nie ma tu ciosów, a głównie rzuty, dźwignie i duszenia. Sprawia to, że jest najszlachetniejszym, mało urazowym sportem w tej grupie dyscyplin.

Dzięki swym walorom ogólnorozwojowym i wychowawczym judo polecane jest szczególnie dzieciom i młodzieży. Polscy judocy odnoszą spore sukcesy, na koncie mają wiele medali mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. W sporcie tym ważne jest „czucie przeciwnika”, wiele elementów wykonuje się w bliskim kontakcie, dzięki czemu niewidomi mogą z powodzeniem trenować, a nawet rywalizować z widzącymi. Dlatego jako jedyny sport walki jest polecany osobom niewidomym i słabowidzącym, od igrzysk w Seulu w 1988 roku dołączył do sportów parolimpijskich. Tak liczne zalety sprawiają, że warto się mu bliżej przyjrzeć.

Początki judo i jego historia

Sport ten wywodzi się z Japonii. W dosłownym tłumaczeniu judo to „droga ustępowania”, gdzie „ju” znaczy „ustępować”, a „do” to „droga” lub „metoda postępowania”. Nazwa dosłownie wskazuje na założenia judo. Twórcą tej metody jest Jigoro Kano, który żył w latach 1860-1938. Zasady i styl walki oparł na ju-jitsu, usunął tylko elementy niebezpieczne dla przeciwnika. Głównym założeniem jest powalenie przeciwnika przy jak najmniejszym nakładzie sił. Mocniejszego przeciwnika można pokonać, wytrącając go z równowagi przy użyciu jego własnej siły.

Judo zyskiwało zwolenników nie tylko w Japonii. Mistrz Kano podróżował po świecie, aby promować swoje metody treningowe i styl walki. Przystąpił również do ruchu olimpijskiego. Pojawił się na spotkaniu Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego w Kairze, na którym promowano Tokio jako gospodarza igrzysk 1940 roku, gdzie oficjalnie po raz pierwszy miało być zaprezentowane judo. Do igrzysk jednak nie doszło z powodu wojny chińsko-japońskiej, a następnie II wojny światowej, a sam Kano zmarł na zapalenie płuc już w 1938 roku, kiedy wracał statkiem z kairskiego spotkania. To jednak nie zahamowało rozwoju dyscypliny. Szacuje się, że cztery lata po śmierci mistrza judo trenowało już 6 milionów osób w 30 krajach świata.

Współczesne judo ma bardzo precyzyjne przepisy. Mimo że wywodzi się z ju-jitsu – wojskowej sztuki walki na śmierć i życie – to współcześnie promuje się jego walory sportowe i wychowawcze. Nadrzędnym celem, jaki określił Kano, jest doskonalenie samego siebie. Środkiem, który to zapewnia, są systematyczne ćwiczenia i dążenie do perfekcji ruchów. Judo uczy, że decydujące w każdym działaniu są szybkość i zręczność, a nie siła i masa ciała. Celem tego sportu jest ogólny rozwój fizyczny, przygotowanie do prowadzenia skutecznej walki na zawodach i kształtowanie osobowości.

Zalety judo

To jeden z polecanych systemów wychowania fizycznego dzieci i młodzieży i przygotowania do życia. Prawidłowy trening prowadzi do wszechstronnego, harmonijnego rozwoju sprawności fizycznej. Uczy dyscypliny, szacunku do samego siebie i przeciwnika. Pozwala uwierzyć we własne możliwości i pokazuje, że najważniejszy jest sposób (metoda), dzięki któremu możemy osiągnąć skuteczność w działaniu. Rozwija wiele cech fizycznych, ale przede wszystkim kształtuje cechy psychiczne i wolicjonalne. Trening judo rozwija szybkość, siłę, wytrzymałość, koordynację ruchową, zwinność, zręczność, elastyczność. Cechy psychiczne i emocjonalne, na które ma wymierny wpływ, to: wytrwałość, odwaga, pewność siebie, koncentracja, opanowanie, spostrzegawczość, emancypacja, odporność.

System wychowawczy judo opiera się na kilku nadrzędnych uniwersalnych zasadach, które są ważniejsze od samych metod działania, czyli treningu i walki. Ćwiczenia fizyczne i nauka mają prowadzić do przyswojenia tych zasad. Jedna z nich mówi, że drogą do osiągnięcia dobra ogólnego jest czynienie w pierwszej kolejności dobra sobie nawzajem. Dalej należy doskonalić samego siebie. We wszystkich czynach nasze ciało i umysł powinny ściśle współdziałać. Najczęściej przytaczana zasada mówi: „ustąp, aby zwyciężyć”. Odnosi się do ogólnej filozofii judo, ale wskazuje również na bezpośrednią metodę działania podczas walki – jeżeli ktoś nas pcha, należy go pociągnąć, a kiedy ktoś nas ciągnie, należy go pchnąć. Zapewnia nam to spełnienie kolejnej zasady: maksimum skuteczności przy minimum wysiłku. Mamy wykorzystywać również siłę przeciwnika, którą kierujemy przeciwko jemu samemu.

Zasady i techniki walki oraz treningu

W judo nauczane są trzy techniki: rzuty (nage-waza), chwyty (katame-waza) oraz uderzenia (atami-waza). Te ostatnie są zakazane w judo sportowym i dotyczą tylko tradycyjnej japońskiej sztuki walki. Nage-waza jest techniką stosowaną w momencie utraty równowagi przez przeciwnika lub celowego z niej wytrącenia. Do takiej sytuacji doprowadza się często przez zastawienie drogi, którą podąża przeciwnik. Używa się do tego różnych części ciała: nogi, biodra, stopy, a następnie – przez wykonanie odpowiedniego ruchu ramionami i górną częścią ciała – dąży się do dalszego wytrącenia przeciwnika z równowagi, aż do jego upadku na plecy. Katame-waza to techniki obezwładniania: trzymania, które mają utrzymać przeciwnika na plecach na macie, czy duszenia polegające na ucisku krtani lub tętnicy szyjnej. Wykonuje się je najczęściej przedramieniem lub kołnierzem judogi przeciwnika, czasem nogami. Techniki te mogą prowadzić nawet do utraty przytomności, ale w walce mają wymusić poddanie się przeciwnika. Trzecią metodą obezwładniania są dźwignie, przy pomocy których wyłamuje się i wykręca stawy. W judo sportowym dozwolone jest jedynie zakładanie dźwigni na staw łokciowy.

Walki odbywają się w sali nazywanej dojo, na specjalnych miękkich matach tatami, które mają łagodzić upadki. Trening opiera się na ćwiczeniu padów, rzutów, dźwigni oraz randori – walki sparingowej. Sparingi mogą odbywać się w stójce lub parterze. Ćwiczone są również „układy kata” – zaaranżowane ataki i opracowane odpowiedzi na nie. Ważna, zarówno na zawodach, jak i podczas treningu, jest odpowiednia etykieta. Każdy trening zaczyna się i kończy ukłonem rei.

Trenerzy mówią, że trening judo jest bardzo ciężki. Aby osiągnąć wysoki poziom sportowy, trzeba ćwiczyć przynajmniej sześć razy w tygodniu. Typowy trening zaczyna się 20-minutową rozgrzewką, obejmującą ćwiczenia ogólnorozwojowe i techniczne. Następnie przez godzinę odbywają się walki treningowe (randori), a następnie wiele ćwiczeń technicznych w parach, o różnym stopniu intensywności, mających wyrobić odpowiednie nawyki ruchowe. Trening specjalistyczny trzeba dodatkowo uzupełnić specjalnymi ćwiczeniami siły i wytrzymałości oraz sprawności ogólnej.

Zawody to sprawdzian przyswojonych umiejętności, nabytej sprawności fizycznej i cech charakteru każdego przystępującego do rywalizacji judoki. Wszystkie walki rozpoczyna się i kończy specjalnym ukłonem. Zakazane jest prowokowanie przeciwnika, nie należy wykonywać żadnych gestów, przeklinać czy wyrażać swojego niezadowolenia. Walki odbywają się w kategoriach wagowych, oddzielnie dla mężczyzn i kobiet. Należy spełniać odpowiednie wymogi co do ubioru i higieny ciała. Walka odbywa się na macie o wymiarach 8 na 8 lub 10 na 10 metrów, trwa 4 minuty w przypadku seniorów, juniorów i niepełnosprawnych.

Zwycięża zawodnik, który rzuci przeciwnika na plecy i utrzyma go leżącego na macie przez 25 sekund lub założy dźwignię albo duszenie, zmuszając go do poddania się. W ten sposób uzyskuje się ippon – 10 punktów, które automatycznie kończą walkę przed czasem. Za inne akcje zawodnicy mogą otrzymywać tzw. małe punkty, które nie prowadzą do zakończenia walki, ale wskazują zwycięzcę, kiedy czas walki upłynie. jest to np. waza-ari – 7 punktów, przy czym jakikolwiek punkt o wyższej randze ma wyższą wagę niż dowolna liczba punktów o niższej wartości. Czyli zawodnik, który wykona jedną udaną akcję punktowaną waza-ari, zwycięży z zawodnikiem,który wykona np. pięć udanych  akcji, ale wszystkie punktowane niżej. Zawodnicy mogą otrzymywać również kary, które wymierzane są za unikanie walki i pasywność (brak próby ataku przez 45 sekund). Pierwsza kara to ostrzeżenie, druga to waza-ari, a trzecia kara kończy walkę przez dyskwalifikację zawodnika.

Jeśli po regulaminowym czasie zawodnicy zgromadzili taką samą liczbę punktów tej samej wagi, zarządzana jest dogrywka, która trwa do pierwszej dowolnie punktowanej akcji – i w ten sposób wyłania się zwycięzcę. Sędzia może przerwać walkę komendą „mate” lub zakończyć ją, krzycząc „soremate”.

Judo dla osób z dysfunkcją wzroku

Osoby niewidome i słabowidzące z powodzeniem mogą trenować judo w odpowiednich dla siebie grupach razem z pełnosprawnymi lub w klubach dla niepełnosprawnych. Na całym świecie judo jest bardzo popularne wśród osób z dysfunkcją wzroku. Sport ten jest bezpieczny i polecany niewidomym, walka toczy się w kontakcie i ważniejsze od wzroku jest czucie, co robi rywal, i dostosowanie do tego swoich działań. Walki osób z dysfunkcją wzroku są tak samo widowiskowe jak judoków widzących. Zainteresowanych Czytelników odsyłamy do artykułu „Niewidomi na tatami”. Grzegorz Modrzyński szerzej opisuje w nim tajniki judo, koncentrując się przede wszystkim na potrzebach zawodników z dysfunkcją wzroku.

Judo to pomysł na ciekawy, wszechstronnie rozwijający sport. Polecany jest zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Miejsc do trenowania i klubów judo jest w Polsce bardzo dużo. Warto spróbować!

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

 

Hetman czy dwie wieże?

Hetman formalnie stanowi równowartość dwóch wież. W praktyce jednak rzadko można spotkać sytuacje, w których przy takim układzie sił szanse stron byłyby równe. Ogromny wpływ na ocenę pozycji mają bowiem dodatkowe elementy. Ogólnie uważa się, że w grze środkowej hetman jest silniejszy, gdyż wieże nie mają otwartych linii do wykazania swej mocy. W tym stadium strona hetmańska często kończy walkę bezpośrednim atakiem na króla.

D. Bronstein – A. Kotow

Budapeszt 1950

Białe: Kc1, Hc3, Gd1, Sf3, a2, b2, c4, f2, h2

Czarne: Ke7, Wa8, Wg8, Gc8, Sa6, a7, b7, c6, e6, f7, h7

17.Se5 Gd7? Nieudana próba zakończenia rozwoju i połączenia wież. Zwrotność hetmana szybko przynosi białym korzyści materialne 18.Ha3+ c5 Jeśli 18…Ke8, to 19.Hd3 Wd8 20.H:h7 Wf8 21.Gh5 19.Hf3! Podwójne uderzenie na punkty b7 i f7 19...Wad8 Na 19...f6 nastąpiłoby 20.S:d7, a w przypadku 19...Gc6 20.S:c6+ bc6 21.H:c6 Wad8 22.H:a6 Wg1 23.H:a7+ Kf6 24.Ha4 ewentualna pionkówka była dla białych wygrana 20.H:f7+ Kd6 21.Hf4 Prostsze było 21.S:d7 21...Wdf8 22.Sf7+ Ke7 23.Gh5 Gc6 24.Hd6+ Kf6 25.Sh6 Wg1+ 26.Kd2 Czarny król nie ma obrony przed licznymi groźbami 26...Kg7 27.Sg4! Grozi 28.He7+ oraz 28.He5+ Kg8 29.Sh6x 27...W:g4 Lub 27...Wf7 28.He5+ Kf8 29.G:f7 28.He7+ Kh6 29.G:g4 W:f2+ 30.Ke3 Wf1 31.h4 Kg6 32.Gh5+! i wobec nieuchronnego mata czarne złożyły broń.

M. Euwe – A. Alechin

Czwarta partia meczu o mistrzostwo świata, Holandia 1935

Białe: Kc1, Wc2, Wh1, Gb8, a2, b3, g2, h2

Czarne: Kg8, He7, Gc3, a7, b4, f7, g6, h7

Przewagę czarnym gwarantuje nie tyle nadwyżkowy pionek, co słaby biały król i możliwość ataku na niego 29...h5 Pożyteczny profilaktyczny ruch zapewniający czarnym bezpieczeństwo króla po ewentualnym szachu na ósmej linii 30.Wd1 Gg7! 31.h3?! Niezrozumiała strata tempa. Lepsze natychmiastowe 31.Gf4 31...a5 32.Gf4 He4 Nic nie daje 32...Hf6 33.Ge3 Ha1+ 34.Kd2. Czarne figury musi wspomóc pionek a5 33.Gc7 Niewiele lepsze było 33.g3 h4!? z takim możliwym ciekawym wariantem: 34.Wc4 Hg2 35.Wd2 Hg1+ 36.Wd1 Hf2 37.Wd2 hg3! 33...He3+ 34.Kb1 a4! Dla białych nie ma już teraz ratunku 35.ba4 b3! 36.ab3 H:b3+ 37.Kc1 Gh6+ Najprościej, chociaż komputery podpowiadają 37...He3+! 38.Kb1 Ha3! i białe muszą ponieść większe straty niż w partii 38.Wdd2 H:a4 39.Ge5 Kh7 40.Gc3? Po 40.Gb2 można było bronić się dłużej w końcówce po 40...He4 41.Kd1 G:d2 42.W:d2 40...Hb5! Białe znalazły się niespodziewanie w zugzwangu 41.Gd4 He2! 42.g4 He1+ 43.Kb2 G:d2 44.Wc8 Ostatnia szansa 44...Gc1+! (45.W:c1 Hd2+) 0-1.

S. Reshevsky – W. Ragozin

Semmering Baden 1937

Białe: Kg1, Hd3, Gb3, Gd2, Se1, b2, d5, e4, f2, g2, h3

Czarne: Kg8, Wa1, Wf8, Gd6, Gd7, Se7, Sf6, b4, c7, e5, f7, g7, h6

W tej pozycji, wbrew zasadzie, przewagę mają czarne. Ich król jest bezpieczny, lekkie figury aktywniejsze, a dzięki otwartej linii „a” wieże mogą przedostać się do obozu przeciwnika 22...Wb8 23.Ge3 Sg6 24.Kh2 Sf4 25.Hc4 g5 26.f3 Kg7 27.Sed3 S4:d5!? Korzystna operacja wymienna 28.ed5?! Po wtrąconym 28.Gc5! Gb5! 29.Hc2 Sf4 30.S:f4 gf4 31.G:d6 cd6 32.Hc7 białe miały więcej szans na wyrównanie 28...e4+ 29.g3 ed3 30.S:d3 We8 31.Hd4 Gf5 32.Sf2 We1 Czarne figury dominują na szachownicy 33.Gd2 W1e2 34.Kg2 Gc5 35.H:c5 W:d2 36.Gc4 W:b2? W niedoczasie obie strony popełniają niedokładności. Do wygranej końcówki prowadziło 36...S:d5 37.G:d5 Wee2 37.d6! Gc8 38.H:c7? (38.dc7!) 38...Ge6 (38...Gd7!) 39.G:e6 W:e6 40.d7 S:d7 41.H:d7 Wee2 42.Kg1 W:f2 43.Hd4+ Kg6 44.He4+ i partia zakończyła się wiecznym szachem.

Końcówki są zdecydowanie lepsze dla strony wieżowej. Dwie wieże mogą stworzyć trwałą barierę dla wolnych niepołączonych pionków przeciwnika. I odwrotnie – strona hetmańska ma duże problemy z zablokowaniem wolniaka przeciwnika.

M. Czigorin – D. Janowski

Karlsbad 1907

Białe: Kc4, Hb8, a5, d4,

Czarne: Kh6, Wd6, Wg6, g7, h5

Ta pozycja ilustruje siłę wież. Biała piechota jest trwale zatrzymana, a czarny pionek h5, wspomagany królem i jedną wieżą, maszeruje do pierwszej linii. Partia trwała długo (białe bezskutecznie szukały wiecznego szacha), ale jej wynik był przesądzony.

A. Jusupow – J. Dochojan

Niemcy 1994

Białe: Kc1, Ha7, a2, b2, c4, f2, h5

Czarne: Kc8, Wd8, Wf8, c6, f4, e5

Czarne są bez dwóch pionków i w dodatku z całkowicie odsłoniętym królem. Ich jedyną nadzieją jest jak najszybsze wyrobienie wolnego pionka 27...f4 28.Ha6+ Kc7 29.Ha7+ Kc8 30.Hc5 e3 31.H:c6+ (31.fe3 f3!) 31…Kb8 32.Hf3 Po 32.h6 e2 trzeba dawać wieczniaka 32...Wde8 33.Kd1 ef2? Przegrywający błąd. Ratowało 33...e2+ 34.Ke1 Wg8! 35.H:f4+ Ka8 36.Hf3+ (Po 36.Hh2?! We7 z groźbą Wd8 białe ryzykowały nawet przegraną) 36...Kb8 i białe muszą forsować remis 34.H:f2 f3 Tu pionek stoi o jedną linię dalej od pola przemiany i to daje białym możliwość szybkiego marszu własnym wolniakiem 35.h6 Wf6 36.h7 Wh8 37.Hg3+ Kc8 38.Hg4+ Kd8 Lub 38...Kb8 39.Hg7 Wff8 (Jeśli 39...Wd8+ 40.Kc2 Wff8, to 41.h8H W:h8 42.Hg3+) 40.Ke1 f2+ 41.Kf1 z łatwą wygraną białych 39.Hg5! 1-0

Jak wiadomo, wieże są niezwykle groźne na siódmej linii, stwarzając królowi matowe groźby:

U. Boensch – R. Bernard

Krumpa 1975

Białe: Kb1, Wc1, Wd2, b2, b3, g6

Czarne: Kf8, He5, a6, b4, d6, e6, g7, h6

Czarne mają trzy pionki więcej (wkrótce nawet cztery…), a mimo to szybko znalazły się w opałach 38.Wf2+ Ke8 39.Wf7 He4+ 40.Ka2 H:g6 41.Wa7 Kd8 Matowe groźby wymuszają odpowiedzi czarnych 42.Wf1 Ke8 43.Wc1 Kd8 44.Wc6 Hg5 45.W:d6+ Alternatywą było 45.Wc:a6 utrudniające danie wiecznego szacha. Wówczas, chcąc uzyskać remis, czarne musiałyby dążyć do ustawienia następującej pozycji figur: białe Ka2,Wa7,Wg7, czarne Kb8,He4. W takiej sytuacji Wa7 nie mogłaby opuścić swego miejsca z uwagi na mechanizm wiecznego szacha: Ha8-He4+ 45...Ke8 i zgodzono się na remis: 46.Wc6 Ha5+ 47.Kb1 Hf5+ itd.

Przewaga pary wież nad hetmanem polega również i na tym, że po zaatakowaniu pojedynczego pionka nie ma możliwości jego obrony:

P. Leko – W. Kramnik

Pierwsza partia meczu o mistrzostwo świata, Brissago 2004

Białe: Kg2, Hc3, a4, f2, g4, h3

Czarne: Kg8, Wd2, Wd8, f7, g6, h7

Wielokrotnie dawałem tę pozycję do oceny młodym szachistom i przeważnie padała odpowiedź: „Białe mają niewielką przewagę”. W rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie – białe stoją na krawędzi przegranej. Pionek a4 szybko ginie – wystarczy zaatakować go wieżami: 37...W2d5! Wstęp do zdwojenia wież na linii „a” 38.Hc6 Wa5 39.Kg3 Wda8 40.h4! Jedyna szansa strony hetmańskiej to otwarcie pozycji wokół czarnego króla 40…W5a6 Jeśli 40...h6, to 41.h5 g5 42.f4! gf4+ 43.K:f4 W:a4+ 44.Kg3 W4a6 45.Hd5 z dużymi szansami na remis 41.Hc1 Wa5 42.Hh6 W:a4 43.h5 W4a5 44.Hf4? Pozwala czarnym na trwałe zablokowanie pionów. Prawidłowe było 44.hg6 hg6 z dalszym g4-g5. Wtedy, po ustawieniu białej piechoty na f4 i g5, oddanie pionka f4 połączone z wymianą figur prowadziło w większości przypadków do remisowej pionkówki 44...g5! 45.Hf6 h6! 46.f3 Prawdopodobnie dwa ruchy wcześniej białe przeoczyły, że przegrywa 46.H:h6?, bo W8a6. Teraz czarny król jest bezpieczny i dalsze manewry czarnych polegają na dwukrotnym zaatakowaniu wieżami punktu f3 46…W5a6 47.Hc3 Wa4 48.Hc6 W8a6 49.He8+ Kg7 50.Hb5 W4a5 51.Hb4 Wd5 52.Hb3 Wad6 53.Hc4 Wd3 54.Kf2 Wa3 55.Hc5 Wa2+ 56.Kg3 Wf6! 57.Hb4 Waa6 58.Kg2 Wf4! 59.Hb2+ Waf6 60.He5 Po 60.Hc3 W:f3 61.H:f3 W:f3 62.K:f3 Kf6 63.Ke4 Ke6 pionkówka jest łatwo wygrana dla czarnych 60…W:f3 61.Ha1 Wf1 62.Hc3 W1f2+ 63.Kg3 W2f3+ 64.H:f3 W:f3+ 65.K:f3 Kf6 0-1

Jeśli strona hetmańska ma dwa złączone wolne pionki, to wieże przeważnie są bezradne, chociaż zdarzają się nieoczekiwane możliwości remisowe:

L. Portisch – W. Smysłow

Hawana 1964

Białe: Kh2, Hd3, a5, b4, g2, h3

Czarne: Kg8, We8, Wf2, f7, g7,h6

Sprawy wyglądają dla czarnych bardzo źle. Marszu białych pionków nie da się zatrzymać poprzez atak na punkt g2, gdyż generalna wymiana figur daje przegraną pionkówkę, ale… 45...Wb2 Słabsze było 45...Wee2 46.Hd5 Wa2 47.b5! itd. 46.Hb5 Główny problem białych spowodowany jest faktem, że nawet zdobycie wieży nie gwarantuje sukcesu: 46.b5 We5 47.a6 Wb:b5 48.a7 Wa5 49.Hd8+ Kh7 50.a8H W:a8 51.H:a8 We6 i czarne ustawiają fortecę 46...We4 47.Hb8+ Kh7 48.b5 Web4! 49.b6 Wb5 Biała piechota została zatrzymana i remis stał się nieuchronny 50.Ha7 f5 51.Ha8 Wb1 52.Kg3 W1b3+ 53.Kf2 Wb2+ 54.Kg1 Wb1+ 55.Kh2 W1b2 56.Ha6 Wb1 57.Ha8 Remis.

Ryszard Bernard

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w warcaby

Nierzadko w partii warcabowej taktyczne zagranie decyduje o jej rezultatach. Poniższa partia jest przykładem typowego chwytu taktycznego.

Barbara Graas – Ewa Wieczorek

Mistrzostwa Europy weteranów

24.09.2016 r., Korbach

1. 32-28 19-23 2. 28x19 14x23 3. 37-32 10-14 4. 41-37 14-19 5. 46-41 17-21 6. 31-26

Często w tej pozycji czarne odważnie stawiają klina, grając 6… 21-27 7. 32x21 16x27.

6… 5-10 7. 26x17 12x21 8. 35-30 10-14

Ciekawsze wydaje się związanie pozycji białych ruchem 8… 20-25.

9. 40-35 7-12 10. 30-25 21-26 11. 44-40
11-17 12. 50-44 17-21

Równa pozycja, w której obie zawodniczki realizują swoje plany gry. Zarówno białym, jak i czarnym zależy na osłabieniu długiego skrzydła przeciwnika.

13. 34-30

W dużej większości przypadków lepiej przesunąć się z wybiciem w stronę bandy.
W tej konkretnej sytuacji należało grać: 13… 34-29 14. 23x34 39x30.

13… 21-27 14. 32x21 26x17

Typowa wymiana „rozmiękczająca” długie skrzydło.

15. 37-32 6-11 16. 41-37 1-6 17. 30-24 20x29 18. 33x24 19x30 19. 25x34

Białe odpowiedziały podobną wymianą.

19… 13-19 20. 35-30 9-13 21. 30-24 19x30 22. 34x25

I znów cel jest jeden – osłabianie skrzydła.

22… 13-19 23. 39-33 8-13 24. 43-39 2-8 25. 40-35

Niezrozumiały ruch, białe przestawiły bezzasadnie piona na bandę.

25… 17-21

Podobnie zagrały czarne, a aktywniej było wyjść 25… 17-22.

26. 49-43 11-17 27. 37-31 21-26 28. 33-28 26x37 29. 42x31 4-9 30. 47-42 17-21 31. 31-27

Spokojna pozycja klasyczna. Można było kontynuować grę w tym znanym schemacie. Czarne zdecydowały się jednak złamać pozycję klasyczną przez prostą wymianę.

31… 14-20 32. 25x14 19x10 33. 28x19 13x24

Czarne odzyskały ważne pole 24, jednak muszą teraz podsunąć odstające piony na pole walki. Białe muszą mieć na uwadze niekorzystne zdublowanie piona 27 pionem 36.

34. 38-33 9-13 35. 36-31

Białe decydują się uaktywnić piona z pola 36. Pozycja zaczyna się kształtować
i wkraczamy w decydującą część gry.

35… 10-14 36. 43-38 13-19 37. 31-26 14-20 38. 26x17 12x21 39. 33-28 8-13 40. 42-37 3-8 41. 44-40 20-25

Ryzykowne zagranie. Łamiąc kolumnę, czarne pewnie zamierzają ograniczyć działalność białych na ich krótkim skrzydle.

42. 48-43 24-30 43. 35x24 19x30

Ta wymiana wydaje się niekorzystna. Czarne otrzymały słabego piona na polu 15.

44. 38-33 13-19

Ten ruch doprowadził zawodniczkę grającą białymi do bardzo trudnej sytuacji. Z pomocą forsownego zagrania czarne poważnie zagroziły pionowi 21.

45. 37-31

Oczywiście nie można 45… 21-26 z powodu prostego 46. 40-35. Przy tak dużej materialnej przewadze białe skapitulują bardzo szybko.

45… 18-23

Czarne zdecydowały się na ucieczkę taktyczną. Przeanalizujmy jednak inny wariant:

45... 6-11 46. 28-22! 8-13 47. 31-26 19-24 48. 26x6 16-21 49. 27x16 18x49 z szybkim remisem.

46. 31-26 23-29

Bardzo sprytna kombinacja w ciężkiej sytuacji.

47. 33x2 30-35 48. 26x17 35x31 49. 32-27 31x11 50. 2-8

 

Biała damka blokuje wszystkie piony czarne, wydaje się, że nie ma już szans na remis.

50… 25-30 51. 8x35 16-21 52. 35-13 21-26 53. 43-38 11-17 54. 38-32 15-20 55. 45-40 6-11 56. 40-34 20-24 57. 13x35 26-31

Ostatnia szansa czarnych, jednak pomylić się w tej pozycji byłoby katastrofą.

58. 32-27 31x22 59. 35-13 22-28 60. 13-19 28-33 61. 19-24 17-22 62. 24x42 22-27 63. 42-37 11-17 64. 37-23 17-22 65. 23-37.

Białe zwyciężyły.

2-0

W przedstawionej partii warto zwrócić uwagę na strategiczne budowanie pozycji przez wykorzystanie błędów przeciwnika.

Michał Czarski – Andrzej Jagieła

Drużynowe mistrzostwa Polski

06.10.2016 r., Rowy

1. 32-28 17-21 2. 37-32 12-17 3. 31-26 7-12

Nietypowo doszliśmy do znanego wariantu z debiutu Roozeburga: 1. 32-28 16-21 2. 31-26 11-16 3. 37-32 7-12. W tym momencie należało zagrać 4. 36-31 i po wymianie 19-23 z biciem na pole 23 białe powinny zagrać 33-28, z dalszymi książkowymi wariantami.

4. 41-37 19-23 5. 28x19 14x23 6. 33-29?

Niezrozumiały ruch, białe utrudniają sobie rozwój krótkiego skrzydła.

6… 20-25

Lepiej było postawić klina 6… 21-27

7. 32x21 16x27.

7. 37-31 1-7 8. 35-30

Białe powinny utrudnić grę i związać piony przeciwnika ruchem 8. 31-27.

8… 10-14 9. 40-35 14-20 10. 45-40 5-10 11. 30-24

Obaj gracze mieli szanse na wzmocnienie swoich pozycji i osiągnięcie strategicznej przewagi. Białe powinny, kiedy był na to czas, zagrać wspomniany już ruch 31-27. Czarne natomiast, grając wymianę dwa za dwa, nie powinny dopuścić do związania, które nastąpiło w kolejnym ruchu.

11… 23-28 12. 32x23 21-27 13. 31x22 17x30 14. 35x24 10-14

Korzystniej wyglądała próba izolacji klina przeciwnika ruchami: 14... 18-23 15. 29x18 12x23 16. 39-33 20x29 17. 33x24 10-14.

15. 39-33 14-19 16. 44-39 19x30 17. 29-23 18x29 18. 33x35

Pozycja mocno się uprościła.

18… 11-17 19. 46-41 13-18 20. 41-37 9-13 21. 37-32 17-22 22. 42-37 7-11 23. 37-31

Przy braku czujności białe były bliskie związania przeciwnika w tzw. rogatkę (pionami: 36, 31, 26, 27). Przeciwnik zachował jednak czujność i sam wstawił silnego klina.

23… 22-27 24. 32x21 16x27 25. 31x22 18x27

Nieznaczna przewaga czarnych nie zwiastuje przyszłego niebezpieczeństwa.

26. 39-33 4-9 27. 50-44

Trudno powiedzieć, czym kierowały się białe, grając taki ruch. Ograniczyły sobie mobilność swojego krótkiego skrzydła.

27… 20-24 28. 44-39 9-14 29. 33-28 14-20 30. 38-32 27x38 31. 43x32

Naturalny ruch. Często w przypadku silnego klina należy się go pozbyć. Niestety w tej pozycji uwidoczni się fatalny ruch 50-44.

31… 12-17 32. 32-27

Zmuszone prostą groźbą, białe ograniczyły sobie swobodę działania piona z pola 36.

32… 11-16 33. 47-42 2-7 34. 42-38 7-11 35. 39-33

Czarne ograniczają przeciwnika z dwóch stron warcabnicy.

35… 8-12 36. 48-43 3-8

Ruch złotym pionem okazał się gwoździem do trumny z powodu przyszłych gróźb taktycznych.

37. 27-22

Nic innego nie pozostaje, jak pogodzić się ze stratą piona.

37… 12-18 38. 34-29 18x27 39. 40-34

Pozycja białych jest już bardzo niekorzystna. Nie najlepsze położenie kamieni 36 i 26 na bandzie dopełnia fakt związania na przeciwnym skrzydle. Czarne mogły zdecydować się na szybkie dojście do damki za cenę jednego piona, grając: 39... 17-22 40. 28x17 11x22 41. 26-21 13-19 42. 21x32 19-23 43. 29x27 24-30 44. 35x24 20x40.

Partia potoczyła się jednak w zaskakujący sposób.

39… 13-19

Po tym ruchu białe przeprowadzają desperacką kombinację.

40. 28-22 17x48 41. 38-32 27x38 42. 36-31 24x33 43. 31-27 48x30 44. 35x2

Pozycja jest trudna do zremisowania, trzeba liczyć na błąd przeciwnika.

44… 38-42

Na pozór błędny ruch zmusza białe do natychmiastowego działania.

45. 27-21 16x27 46. 2x47

Pozycja jest wygrana, jednak należy zachować ostrożność, czego zabrakło zawodnikowi grającemu czarnymi pionami. Do zwycięstwa prowadził ruch: 46... 6-11 47. 47x29 20-24 48. 29x20 15x24 49. 49-43 25-30 50. 43-38 30-34. Tu mamy dwie możliwości.

Pierwsza: 51. 26-21 34-39 52. 21-16 11-17 53. 38-32 39-43 54. 32-28 43-49 55. 28-22 17x28 56. 16-11 i czarne ruchem 56… 49-40 blokują dwójnik i wygrywają partię.

Druga – inny wariant gry końcowej: 51. 38-32 34-40 52. 32-27 40-45 53. 27-22 45-50 54. 22-18 11-17 55. 18-13 50-22 56. 13-8 22-44 – bardzo pouczająca etiuda na koniec gry.

46… 20-24 47. 47x20 15x24

Gubiąc tempo, czarne tylko remisują.

48. 26-21 6-11 49. 49-43 24-29 50. 43-38 29-34 51. 38-32 34-39 52. 21-16 11-17 53. 32-27 39-44 54. 27-22 17x28 55. 16-11.

1-1

Damian Jakubik