stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 4 (109) Kwiecień 2014

ISSN 1427-728X

ROK XII

Nr 4/2014 (109)

Kwiecień 2014 r.

 

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

 

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 635 57 94

tel. kom. 668 764 654, 666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

Skład, druk, oprawa i kolportaż:

EPEdruk Spółka z o.o.

ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Miesięcznik dofinansowuje 

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

   

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści:

 

Rekordowe SOCZI 2014

Monika Maniak-Iwaniszewska

Powrót do Wilna

Konrad Andrzejuk

Zimowe mistrzostwa

Mariusz Gołąbek

Wiadomości

Jak powstał film „Kumple”

Andrzej Szymański

Chciałeś Bałkanów, to masz Bałkany

Barbara Zarzecka

Moje Bałkany

Beata Niedziela

Co nam leży na wątrobie

BWO

Odnowa biologiczna – zabiegi przyspieszające regenerację

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Jan Sekuła

Obóz jeździecki dla dorosłych z dysfunkcją wzroku   

 

aaa

 

paraolimpiady

 

Rekordowe Soczi 2014 

 Rywalizacja sportowa na najwyższym poziomie, świetne rezultaty, rekordowa sprzedaż biletów, transmisja wydarzeń sportowych za pośrednictwem telewizji i internetu. XI Zimowe Igrzyska Paraolimpijskie Soczi 2014 w Rosji, które odbyły się w dniach 7-16.03.2014 r. pod patronatem Międzynarodowego Komitetu Paraolimpijskiego (IPC), już za nami. Bezpośrednim organizatorem igrzysk był Komitet Organizacyjny Zimowych Igrzysk Olimpijskich i Paraolimpijskich 2014 w Soczi.

 Program  obejmował narciarstwo alpejskie (wraz z nową konkurencją snowboard cross), narciarstwo biegowe, biathlon, curling na wózkach i hokej na sledgach. W igrzyskach wzięło udział, zgodnie z planem, 45 reprezentacji. Ostatecznie do 72 konkurencji zgłoszono 547 zawodników. Nie do pokonania była reprezentacja Rosji, której w udziale przypadła większość medali i która zajęła pierwsze miejsce w rankingu z dorobkiem 80 medali, w tym 30 złotych, 28 srebrnych i 22 brązowych. Kolejne miejsca zajęły potęgi w sportach zimowych – Niemcy, Kanada, Ukraina, Francja. Obok Polski, wśród krajów bez medali (a mających medale w Vancouver) znalazły się Włochy, Korea i Czechy.

Głównym założeniem było uplasowanie się Polski w pierwszej dwudziestce w rankingu generalnym igrzysk. Ranking ten tworzony jest wyłącznie na podstawie medali – w pierwszej kolejności złotych, następnie srebrnych i brązowych. Na igrzyskach paraolimpijskich w Soczi tylko 19 państw tworzących ranking zdobyło przynajmniej 1 medal i uplasowało się tym samym przed Polską. Polska pozostała w grupie krajów bez medali, a brak punktacji za miejsca 4-8 nie określa formalnie pozycji Polski.

Założenia szczegółowe odnoszące się do poszczególnych startów w większości przypadków były trafne. Dorobek w postaci miejsc finałowych obejmuje dwa piąte miejsca naszego najlepszego obecnie zawodnika Macieja Krężela (B3) z przewodniczką Anną Ogarzyńską w superkombinacji i slalomie (narciarstwo alpejskie) oraz szóste miejsce w narciarstwie biegowym w sztafecie otwartej 4 x 2,5 km, w której biegli Kamil Rosiek (siedząc)  i debiutujący Witold Skupień (stojąc).

Igrzyska pod każdym względem były zorganizowane na bardzo wysokim poziomie. Jedyny problem stanowiły warunki pogodowe – bardzo zmienne (mróz, ciepło, słońce, deszcz, mgła, opady śniegu), z dużą różnicą temperatur między górnymi (temperatury minusowe) i dolnymi częściami tras zjazdowych (temperatury plusowe). Organizatorzy mieli olbrzymie problemy z przygotowaniem i utrzymaniem tras na zawody. Wyjątkowo trudne ukształtowanie i charakterystyka tras, przy jednocześnie złych warunkach śniegowych, w dużej części miały wpływ na rezultaty, były przyczyną wielu nieukończonych przejazdów oraz licznych kontuzji wśród uczestników, w tym naszego Michała Klosa, który podczas treningu poprzedzającego starty doznał urazu stawu kolanowego wykluczającego go z rywalizacji sportowej.

W programie igrzysk zadebiutował snowboard cross. W przyszłości  będzie to  wyodrębniona dyscyplina. Dołączą zapewne kolejne konkurencje snowboardowe. Dobrze też wypadł debiut w snowboard crossie naszego reprezentanta Wojciecha Taraby, który na 33 startujących zajął dobre 15. miejsce.

Narciarstwo alpejskie (zjazdowe) 

W narciarstwie alpejskim startowały reprezentacje 40 państw. Łącznie 219 zawodników, w tym 163 mężczyzn i 56 kobiet. 14 krajów zostało ujętych w rankingu medalowym, czyli z dorobkiem przynajmniej 1 medalu. Rosja, która uplasowała się na pierwszym miejscu, zdobyła 16 medali z 95 możliwych.

Zawodnicy zaprezentowali dobry poziom sportowy i formę. W ukończonych konkurencjach albo potwierdzili prognozy wynikowe, albo bardzo niewiele brakowało im do realizacji założonych celów. Zabrakło trochę szczęścia, którego w sporcie każdy zawodnik też potrzebuje.

Narciarstwo biegowe i biathlon

W biathlonie startowały reprezentacje  16 państw. Łącznie 90 zawodników, w tym 58 mężczyzn i 32 kobiety. 7 krajów zostało ujętych w rankingu medalowym, czyli z dorobkiem przynajmniej 1 medalu. Rosja, która uplasowała się na pierwszym miejscu, zdobyła 30 medali z 55 możliwych.

Klasyfikację medalową oraz punktową igrzysk wygrała reprezentacja Rosji, która zdecydowanie wyprzedza kolejnych uczestników. Ma wielu zdolnych sportowców z dużym potencjałem, co umożliwia specjalizację zarówno w biathlonie,  jak i w biegach narciarskich oraz dobór odpowiednich zawodników do poszczególnych konkurencji. Dysponuje również bardzo bogatą bazą szkoleniową i organizacyjną.  Kolejne reprezentacje to Ukraina, USA  i Kanada, które prowadzą szkolenie sportowe na wysokim poziomie. Reprezentacje te odbiegają wynikami od kolejnej grupy państw, które osiągają punktowane wyniki i do których należy również Polska.

Igrzyska w Soczi to niewątpliwy sukces organizacyjny i sportowy gospodarzy. Do powodzenia przyczyniły się też zaangażowanie i praca 8 tysięcy wolontariuszy. Były to igrzyska rekordowe pod każdym względem. Wysoki poziom rywalizacji, wspaniałe wyniki, rekordowa sprzedaż biletów na obiekty sportowe, bo aż przeszło 316 tysięcy. Kolejny rekord to przekaz z igrzysk za pośrednictwem telewizji i internetu. Transmitowano je w telewizjach 55 krajów. W Polsce gościły na antenie TVP1 i TVP Sport. Pierwszy raz w historii polska telewizja transmitowała na żywo ceremonię otwarcia igrzysk paraolimpijskich. Była to impreza profesjonalna, nowoczesna, z licznymi akcentami nawiązującymi do kultury i tradycji Rosji, widocznymi zwłaszcza podczas wszelkich oficjalnych ceremonii.

Najlepiej to spektakularne wydarzenie podsumowuje temat przewodni dynamicznej ceremonii zamknięcia, zatytułowany „Osiąganie niemożliwego”. Pokazano, jak dzięki sile i pasji można spełnić marzenie, zmienić postrzeganie i udowodnić, że absolutnie wszystko w życiu jest możliwe.

Monika Maniak-Iwaniszewska

 

Tabela 1. Generalna klasyfikacja medalowa

(W kolejności w tabeli podajemy: miejsce w rankingu, kraj, medale: złote, srebrne, brązowe i sumę medali dla danego kraju)

1

Rosja

30

28

22

80

2

Niemcy

9

5

1

15

3

Kanada

7

2

7

16

4

Ukraina

5

9

11

25

5

Francja

5

3

4

12

6

Słowacja

3

2

2

7

7

Japonia

3

1

2

6

8

USA

2

7

9

18

9

Austria

2

5

4

11

10

Wielka Brytania

1

3

2

6

11

Norwegia

1

2

1

4

11

Szwecja

1

2

1

4

13

Hiszpania

1

1

1

3

14

Holandia

1

0

0

1

14

Szwajcaria

1

0

0

1

16

Finlandia

0

1

0

1

16

Nowa Zelandia

0

1

0

1

18

Białoruś

0

0

3

3

19

Australia

0

0

2

2

Razem

72

72

72

216








 

 

Michał Klos (1993, LW 5/7-3).

Klub: Wojewódzkie Stowarzyszenie Sportu i Rehabilitacji Niepełnosprawnych „Start” w Katowicach.

Konkurencje: slalom, slalom gigant.

Maciej Krężel (1991, B3).

Klub: Wojewódzkie Stowarzyszenie Sportu i Rehabilitacji Niepełnosprawnych „Start” w Katowicach.

Konkurencje: slalom, slalom gigant, super-G, superkombinacja.

Anna Ogarzyńska (1986, przewodnik Macieja Krężela).

Klub: Stowarzyszenie Sportowo-Rehabilitacyjne „Start” w Poznaniu.

Igor Sikorski (1990, LW 11).

Klub: Beskidzkie Zrzeszenie Sportowo-Rehabilitacyjne „Start” w Bielsku-Białej.

Konkurencje: slalom, slalom gigant.

Andrzej Szczęsny (1982, LW 2).

Klub: Beskidzkie Zrzeszenie Sportowo-Rehabilitacyjne „Start” w Bielsku-Białej

Konkurencje: slalom, slalom gigant, super-G, superkombinacja

Rafał Szumiec (1983, LW 10-2).

Integracyjny Klub Sportowy „Druga Strona Sportu” w Krakowie.

Konkurencje: slalom, slalom gigant.

Wojciech Taraba (1986, SB-LL).

Klub: Beskidzkie Zrzeszenie Sportowo-Rehabilitacyjne „Start” w Bielsku-Białej.

Konkurencje: snowboard cross /SBX/.

Kamil Rosiek (1984, LW 12).

Klub: Zrzeszenie Sportu Osób Niepełnosprawnych „Start” w Nowym Sączu.

Konkurencje: biegi narciarskie – 1 km sprint, 10 km, 15 km, sztafeta otwarta 4 x 2.5 km; biathlon – 7.5 km, 12.5 km, 15 km.

Witold Skupień (1989, LW 5/7).

Klub: Zrzeszenie Sportu Osób Niepełnosprawnych „Start” w Nowym Sączu.

Konkurencje: biegi narciarskie – 1 km sprint, 10 km, sztafeta otwarta 4 x 2.5km; biathlon – 7.5 km, 12.5 km, 15 km.

 

Tabela 2. Ranking w narciarstwie alpejski

(W kolejności w tabeli podajemy: miejsce w rankingu, kraj, medale: złote, srebrne, brązowe i sumę medali dla danego kraju)

1

Rosja

6

6

4

16

2

Niemcy

6

4

1

11

3

Francja

5

3

2

10

4

Słowacja

3

2

2

7

5

Japonia

3

1

1

5

6

Austria

2

5

4

11

7

Kanada

2

1

5

8

8

USA

1

5

8

14

9

Wielka Brytania

1

3

1

5

10

Hiszpania

1

1

1

3

11

Holandia

1

0

0

1

11

Szwajcaria

1

0

0

1

13

Nowa Zelandia

0

1

0

1

14

Australia

0

0

2

2

Razem

32

32

31

95

 

Tabela 3. Lokaty Polaków w narciarstwie alpejskim

(W kolejności podajemy: imię i nazwisko zawodnika (ew. przewodnika), a poniżej: konkurencję, miejsce, wynik, stratę, wartość procentową, liczbę zawodników startujących lub sklasyfikowanych)

Maciej Krężel (Anna Ogarzyńska)

SL slalom – 5 – 1.49,94 – 6,73 – 6,5 – 17/11

SG slalom gigant – 9 – 2.42,64 – 13,02 – 8,7 – 18/14

SC superkombinacja – 5 – 2.22,58 – 6,71 – 4,9 – 14/7

SG super-G – 7, ale DSQ - - - 15/8

Andrzej Szczęsny

SL slalom – 10 – 1.50,35 – 11,38 – 11,5 – 51/35

SG slalom gigant – 22 – 2.52,13 – 26,26 – 18 – 49/29

SC superkombinacja – DNF - - - 25/14

SG super-G – DNF - - - 31/16

Michał Kłos

SL slalom – DNS - - - -

SG slalom gigant – DNS - - - -

Rafał Szumiec

SL slalom – DNF - - - 41/15

SG slalom gigant – 20 – 3.14,44 – 41,71 – 27 – 45/23

Igor Sikorski

SL slalom – 13 – 2.23,55 – 29,77 – 26 – 41/15

SG slalom gigant – DSQ - - - 45/23

Wojciech Taraba

SBX snowboard cross – 15 – 2.02,17 – 18,56 – 17,9 – 33/33

 

Tabela 4. Ranking w biathlonie

(W kolejności w tabeli podajemy: miejsce w rankingu, kraj, medale: złote, srebrne, brązowe i sumę medali dla danego kraju)

1

Rosja

12

11

7

30

2

Ukraina

4

3

8

15

3

Niemcy

2

1

0

3

4

Norwegia

0

2

0

2

5

Kanada

0

1

1

2

6

Białoruś

0

0

2

2

7

Japonia

0

0

1

1

Razem

18

18

19

55

 

Tabela 5. Lokaty Polaków w biathlonie

(W kolejności podajemy: imię i nazwisko zawodnika, a poniżej: konkurencję, wyniki ze strzelania (w nawiasie), miejsce, wynik, stratę, wartość procentową.

Kamil Rosiek:

Bieg sprinterski 7,5 km (0, 1) – 13 – 24.00,7 – 2.57,0 – 14

Bieg średni 12,5 km (0, 2, 0, 1) – 13 – 40.25,0 – 5.36,2 – 16

Bieg długi 15 km (1, 0, 1, 2) – 17 – 51.39,7 – 9.18,9 – 22

Witold Skupień:

Bieg sprinterski 7,5 km (3, 4) – 19 – 25.01,6 – 5.47,9 – 30

Bieg średni 12,5 km (3, 3, 2, 1) – 16 – 36.54,4 – 9.37,8 – 25

Bieg długi 15 km (5, 1, 1, 1) – 18 – 51.45,2 – 14.04,1 – 37

 

Tabela 6. Ranking w narciarstwie biegowym

(W kolejności w tabeli podajemy: miejsce w rankingu, kraj, medale: złote, srebrne, brązowe i sumę medali dla danego kraju)

1

Rosja

12

9

11

32

2

Kanada

4

0

0

4

3

Ukraina

1

6

3

10

4

Szwecja

1

2

1

4

5

Norwegia

1

0

1

2

6

Niemcy

1

0

0

1

7

USA

0

2

1

3

8

Finlandia

0

1

0

1

9

Francja

0

0

2

2

10

Białoruś

0

0

1

1

Razem

20

20

20

60

 

 

Tabela 7. Lokaty Polaków w narciarstwie biegowym

(W kolejności podajemy: imię i nazwisko zawodnika, a poniżej: konkurencję, miejsce, wynik, stratę, wartość procentową)

Kamil Rosiek:

Bieg sprinterski 1 km – 16 – 2,23,90 – 18,12 – 14,4

Bieg sztafetowy 4 x 2.5 km – 6 – 28.01,6 – 3.38,8 – 15

Bieg dystansowy 10 km – 17 – 34.36,9 – 3.44,9 – 12

Bieg długi 15 km – 11 – 45.13,1 – 4.21,5 – 10,6

Witold Skupień:

Bieg sprinterski 1 km – 18 – 4,10,33 – 0.34,93 – 16

Bieg sztafetowy 4 x 2.5 km – 6 – 28.01,6 – 3.38,8 – 15

Bieg dystansowy 10 km – 20 – 27.02,5 – 3.02,6 – 12,6

 

aaa

 

goalball

 

Powrót do Wilna

Kolejna faza nadbałtyckich zmagań z dzwoniącą piłką w roli głównej już zakończona. W dniach 15-16 marca odbyła się w Wilnie druga runda otwartych mistrzostw Litwy w goalballu. Do zawodów przystąpiła transgraniczna polsko-białoruska drużyna pod szyldem „Startu” Białystok, która w pierwszym etapie zmagań, w październiku 2013 r., z kompletem punktów wygrała w swojej grupie.

Piątek 14 marca, godz. 23.00. Spotykam się z Pawłem Brodowiczem na dworcu autobusowym w Białymstoku. Dzień był wyjątkowo ciepły, ale obaj jesteśmy ubrani w puchowe kurtki. Nie chcemy zmarznąć tak jak ostatnim razem w Wilnie, tym bardziej że prognoza pogody znów nie jest optymistyczna. Autobus z Warszawy przybywa punktualnie. Rosyjskojęzyczni kierowcy są nieuprzejmi jak zwykle, krzyczą, żebyśmy szybciej podawali bagaże i zajmowali swoje miejsca. Chwilę potem wyruszamy do stolicy Litwy po kolejne goalballowe zwycięstwa. Do Wilna docieramy na 6.00 rano.

W kwestii pogody nie pomyliliśmy się wcale. Wita nas porywisty mroźny wiatr. Udajemy się pieszo do schroniska, gdzie we własnym zakresie zarezerwowaliśmy nocleg. Niestety, nasz pokój jest jeszcze zajęty. Skoro musimy poczekać, postanawiamy spotkać się z kolegami z Białorusi na dworcu kolejowym.

Pociąg z Mińska punktualnie wtacza się na stację. Wybiegają z niego tłumy Białorusinów, którzy przyjechali tu na zakupy. Wszyscy starają się zająć jak najlepsze miejsce w kolejce do kontroli paszportowej. Wreszcie, po ponad godzinie, nasi goalballiści mogą opuścić posterunek pograniczników. Ze stolicy przyjechali: Rusłan Kuźniecow, Siergiej Żytnik i Vitalij Paliwoda. Nieco dłuższą drogę – z Witebska – przebył Aleksiej Karawikow. Po powitaniu udajemy się do naszego schroniska. Po krótkim odpoczynku ruszamy na halę „Saltinisu” Wilno, gdzie już od rana trwają zmagania najlepszych litewskich goalballistów. Nasza drużyna pierwszy mecz gra dopiero o 14.00.

„Saltinis” to klub legenda. Właśnie tu trenują największe gwiazdy światowego goalballu. Hala, w której odbywają się zawody, jest specjalnie przystosowana do uprawiania tej dyscypliny. Linie orientacyjne przytwierdzone są na stałe, nie ma więc konieczności każdorazowego wyklejania boiska taśmą ze sznureczkiem. Zawodnicy mają dostęp do hali codziennie, trenują 6 razy w tygodniu. O takich warunkach w Polsce możemy tylko pomarzyć, zresztą o sukcesach, które osiąga „Saltinis”, również. Na mistrzostwa Litwy klub wystawia aż cztery silne drużyny. W 2013 r. przypieczętował swoją dominację w Europie po tym, jak został pierwszym w historii zwycięzcą superligi europejskiej w goalballu. Rywalizacja o mistrzostwo małego bałtyckiego kraju nie ustępuje więc poziomem prestiżowym turniejom międzynarodowym.

Pierwszym naszym rywalem jest czwarta drużyna gospodarzy. W pierwszej rundzie pokonujemy ich 18:8. Zgodnie z zasadą, która mówi, że zwycięskiego składu się nie zmienia, na boisko – tak jak w październiku – wychodzą: Paweł Brodowicz, Aleksiej Karawikow i Konrad Andrzejuk. Pierwsze minuty spotkania przebiegają pod nasze dyktando. Gramy pewnie w obronie, a konsekwentny atak pozwala nam na zdobywanie kolejnych bramek. Jednak w pewnym momencie coś zaczyna szwankować. Chaos powstały w drużynie wskutek braku komunikacji między zawodnikami skutkuje błędami defensywy, po których tracimy kilka bramek. Do przerwy wygrywamy 14:6. Czujemy sportową złość: gdybyśmy utrzymali dobrą obronę, mecz zakończyłby się już w pierwszej połowie i byłoby po sprawie. Przypomnijmy, że po osiągnięciu przez jedną z drużyn przewagi 10 bramek sędzia kończy mecz przed upływem czasu gry przewidzianego regulaminem.

Drugą połowę zaczynamy w niezmienionym składzie. Mimo że próbujemy, nie udaje nam się opanować sytuacji na boisku i narzucić swojego stylu gry. Gramy zbyt nerwowo, niemal wyrywamy sobie piłkę z rąk. Na ławce brakuje trenera, który pomógłby nam ustawić taktykę. Po 12 minutach męczarni mecz wreszcie się kończy. Wygrywamy 18:13, jednak jesteśmy bardzo niezadowoleni. Nieporozumień na boisku nie możemy tłumaczyć brakiem zgrania z Aleksiejem. Nie zrealizowaliśmy nawet w połowie tego, co sobie zaplanowaliśmy. Ten mecz pokazał nam, że prawdziwa rywalizacja to nie trening. Nie wystarczą same umiejętności, trzeba jeszcze umieć wykorzystać je na boisku.

Pojedynek z „Saltinisem” był dla naszej drużyny pierwszą okazją do przetestowania w praktyce nowych reguł gry, obowiązujących od początku 2014 r. Okazuje się, że pomimo dość istotnych modyfikacji, na boisku niewiele się zmieniło. Mimo że na skutek zniesienia zakazu wykonywania przez tego samego zawodnika więcej niż dwóch kolejnych rzutów gracze mają możliwość efektywniejszego rozegrania wszystkich akcji, to jednak ciężar ataku nadal rozkłada się na obu skrzydłowych mniej więcej w równym stopniu.

Kolejnym przeciwnikiem naszej drużyny jest ekipa „Perkunasu” Szawle. Jeszcze przed kilku laty „Perkunas” całkiem przyzwoicie prezentował się w turniejach na zachodzie Europy. Dziś drużyna czasy świetności ma już chyba za sobą. Zostało w niej tylko trzech zawodników, którym nie brak serca do walki ani sportowego zacięcia. Niestety, nieco gorzej jest z boiskowymi umiejętnościami. W naszym zespole decydujemy się na wymianę całego składu. Na pozycji centra gra teraz Siergiej Żytnik, na lewym skrzydle Rusłan Kuźniecow, na prawym zaś Witalij Paliwoda. Nasi białoruscy koledzy radzą sobie wyśmienicie, bo pokonują drużynę z Szawli 11:1 po niespełna 15 minutach gry.

Tymczasem w grupie A, w której występują trzy zespoły „Saltinisu”, trwa zacięta rywalizacja. Okazuje się, że pierwszy zespół, złożony z doświadczonych medalistów paraolimpijskich, mistrzów świata i Europy, musi pogodzić się z faktem, że jego czas już minął. Górę biorą ich młodsi koledzy. Na prowadzenie w ogólnej klasyfikacji wysuwa się trzecia drużyna „Saltinisu”, której młode gwiazdy – Pazarauskas i Jonikaitis – wspierane przez dobrze znanego Zydrunasa Simkusa, na razie jeszcze nieśmiało udowadniają, że przyszłość litewskiego goalballu należy do nich. Mimo dużych sukcesów, pieniędzy brakuje również mistrzom. Państwo nie wspiera litewskiego goalballu w sposób wystarczający. Litewska Federacja Sportu Niewidomych, aby wysłać zawodników na zagraniczne zawody, musi szukać też innych źródeł finansowania. Ekipa „Mesu” Kowno wycofuje się z zawodów i następnego dnia gramy już tylko z „Sarunasem” Wilno – młodzieżową drużyną stanowiącą zaplecze seniorskiego „Saltinisu”. Nasi przeciwnicy występują w osłabieniu. Ich główny zawodnik złamał rękę na jednym z ostatnich treningów przed zawodami. Mimo to „Sarunas” jest w bojowym nastroju. Postanawiamy dać szansę zaprezentowania się wszystkim naszym graczom. Na pierwszy ogień wychodzą Aleksiej, Witalij i Konrad. Już po kilku minutach prowadzimy 5:0. Na boisko wchodzi Rusłan i Siergiej. Chwilę później na tablicy wyników widnieje już 9:0. Witalija zastępuje Paweł, który ostatnim rzutem przypieczętowuje zwycięstwo. Na rozprawienie się z „Sarunasem” potrzebowaliśmy zaledwie 6 minut.

Pierwsze miejsce w grupie dało nam prawo gry w półfinale. Datę decydującej fazy zawodów wyznaczono na 14 czerwca. Wystąpią w niej tylko cztery najlepsze drużyny. W fazie pucharowej rozgrywka toczy się do dwóch zwycięstw. Naszym rywalem w półfinale będzie „Saltinis” III. Z pewnością nie będzie już tak łatwo jak dotychczas, jednak staniemy do walki z nadzieją na zwycięstwo. Aby przekuć ją w sukces, powinniśmy jeszcze wiele poprawić. Mamy silny atak i obronę, ale trzeba je spiąć jedną klamrą, którą jest spokój i przemyślana gra. Aby to osiągnąć, będziemy musieli opanować emocje i lepiej się poznać, spędzając razem więcej czasu na boisku.

Po zakończeniu rozgrywek udajemy się w drogę powrotną do domu. Białorusinów żegnamy na dworcu kolejowym. Umawiamy się na wspólne treningi w kwietniu i maju. Oprócz finału zmagań na Litwie czekają nas wkrótce mistrzostwa Polski, przed naszymi kolegami zaś rozgrywki o mistrzostwo Białorusi. Wilno „funduje” nam na pożegnanie małą zamieć śnieżną. Kto by pomyślał, że jeszcze kilka dni temu świeciło tu piękne słońce, a przyroda zaczynała budzić się do życia po zimie. Jednak goalballistów paskudna pogoda nie zniechęca. Wkrótce tu wrócimy.

Tabela po fazie grupowej

otwartych mistrzostw Litwy w goalballu 2013/2014

Grupa A

1. „Saltinis” III Wilno

2. „Saltinis” I Wilno

3. „Saltinis” II Wilno

Grupa B

1. „Start” Białystok

2. „Saltinis” IV Wilno

3. „Perkunas” Szawle

4. „Sarunas” Wilno

5. „Mes” Kowno

Klasyfikacja strzelców po zakończeniu fazy grupowej – zdobyte bramki

1. Karolis Levickis 43

2. Nerijus Montyvdas 40

3. Mantas Panovas 37

4. Konrad Andrzejuk 35

12. Paweł Brodowicz 21

14. Rusłan Kuźniecow 12

17. Siergiej Żytnik 11

22. Aleksiej Karawikow 8

  1. Vitalij Paliwoda 4

 

Konrad Andrzejuk

 

aaa

 

biegi

 

Zimowe mistrzostwa

2 marca br. w Wiązownie koło Warszawy odbyły się po raz kolejny zimowe mistrzostwa Polski w półmaratonie. W tym roku nazwa „zimowe” okazała się zupełnie nieadekwatna do panujących warunków atmosferycznych. Kilkanaście stopni ciepła, lekki wiatr i słońce wyglądające co chwila zza chmur nastrajały bardzo wiosennie. W poprzednich latach było regułą, że zawody przebiegały w typowo zimowej aurze – mróz, śliska nawierzchnia, śnieg, silny wiatr i ciężkie śniegowo-deszczowe chmury potrafiły dać w kość biegaczom.

Pierwszy sprawdzian aktualnej formy sportowców był wykładnikiem przepracowanej zimy. Frekwencja wśród zawodników Stowarzyszenia „Cross” była jak zawsze wysoka – sprzyjały jej termin i dogodny dojazd do Wiązowny z wielu miejsc w Polsce.

W tegorocznym biegu sklasyfikowano 758 zawodników, w tym 13 sportowców niewidomych i słabowidzących. Nie startowali w nim biegacze, którzy w tym czasie byli na obozie narciarskim w Jakuszycach, leczyli kontuzje lub z innych losowych przyczyn nie mogli się pojawić. Zawody odbywały się w międzynarodowej obsadzie startujących i kibiców. Od samego startu ton rywalizacji nadawali zawodnicy z Ukrainy i Białorusi. Z nimi „zabrał się” jeden Polak. Ta kilkuosobowa grupka zaczęła rozpadać się po dwunastym kilometrze. Wtedy powstały kilkusekundowe różnice pomiędzy biegaczami, które rosły aż do samej mety. Zawody w kategorii open wygrał Roman Romanienko z Ukrainy (czas: 1:04:42), drugi był Emil Dobrowolski z Łomży (ze stratą 9 sekund), a trzeci kolejny Ukrainiec Mykhajlo Iveruk (52 sekundy straty). Podobnie przebiegła rywalizacja kobiet, jednak tylko dwie zawodniczki narzuciły sobie mocne tempo, które utrzymały do siedemnastego kilometra. Ostatnie kilometry szybciej pokonała Vita Potieriuk (Ukraina) i ona zwyciężyła z czasem 1:17:25. Za nią dobiegła Polka Agnieszka Mach z Babic ze stratą 13 sekund. Trzecia była Magda Skarzyńska z miejscowości Kanie (czas 1:24:24).

Rywalizacja zawodników reprezentujących „Cross” również była bardzo ciekawa. Po starcie utworzyło się kilka par. Z grupy T12 (słabowidzący) Jacek Ziółkowski i Grzegorz Małowiecki – obaj z klubu „Syrenka” Warszawa – na piętnastym kilometrze mieli ten sam czas. Jednak stary wyga „Ziółek” zachował więcej sił i jako pierwszy minął metę (czas 1:28:43). Grzegorz finiszował po 21 sekundach (1:29:04). Jako trzeci z tej grupy stanął na podium Michał Majchrzak z „Lajkonika” Kraków (1:41:22). Michał do 16. kilometra trzymał się Zbyszka Świerczyńskiego, jednak wraz z upływem czasu tracił kolejne sekundy. Następna para to Sławek Jeżowski i Henryk Groszkowski z warszawskiej „Syrenki”, którzy uzyskali ten sam czas 1:46:26. Ci zawodnicy mogli w czasie biegu omawiać sprawy kolarsko-biegowe, od lat bowiem Henryk startuje w wyścigach kolarskich, a Sławek podobno przymierza się do triatlonu! Za nimi znalazła się kolejna dwójka, tym razem krakowsko-warszawska – Stanisław Spólnik i Wiesław Miech razem minęli metę (czas: 1:56:19). Za nimi dobiegli jeszcze: Piotr Szymczak z „Omegi” Łódź (2:01:13) i Piotr Jankowski z „Syrenki” Warszawa (2:26:03).

Natomiast w grupie T11 (niewidomi) pierwsze miejsce wybiegał Marcin Grabiński z „Karolinki” Chorzów (czas: 1:33:28). Z międzyczasów Marcina wynika, że był on zdecydowanie najszybszym zawodnikiem z naszego stowarzyszenia. Do 11. kilometra utrzymywał nad Ziółkowskim ponad minutę przewagi. Po kilku kolejnych kilometrach doznał kontuzji i tylko siłą woli dotarł do mety. Szkoda, bo to zawodnik z dużym potencjałem, a kontuzja zniweczyła jego plany na najbliższe starty. Drugie miejsce zdobył Zbigniew Świerczyński, zawodnik olsztyńskiego klubu „Warmia i Mazury” (1:38:05). Trzeci przybiegł Grzegorz Powałka z „Syrenki” Warszawa, jednak z dużo słabszym czasem (2:01:13).

Po biegu zawodnikom z poszczególnych grup wręczono pamiątkowe puchary i drobne nagrody rzeczowe od organizatorów, a na koniec wspólny obiad dopełnił to wydarzenie. Po sprawdzeniu wyników uzyskanych przez niektórych biegaczy z naszego Stowarzyszenia okazało się, że rewelacyjnie wypadł niedowidzący Patryk Łukaszewski. Kolejno poprawiał swoje rekordy życiowe na 15 i 21 kilometrów (czas 1 godz. i 12 minut z sekundami!). Postanowił wystartować 13 kwietnia w Orlen Maratonie w Warszawie. Zanosi się na to, że dojdzie do bezpośredniej konfrontacji między nim a Tomkiem Chmurzyńskim, od wielu lat utrzymującym pierwsze miejsce.

 

Mariusz Gołąbek

 

aaa

 

wiadomości

 

Szachy

Jacek Stachańczyk mistrzem Polski

W marcu odbył się w Bydgoszczy finał 43. Mistrzostw Polski w Szachach. Zwycięzcą szachowych zmagań został Jacek Stachańczyk z klubu „Jutrzenka” w Dąbrowie Górniczej. Jest to jego trzeci tytuł mistrzowski. Wcześniej zdobył go w 2010 i 2011 roku.

Bydgoski turniej sędziował Ulrich Jahr.

Wyniki końcowe:

1. Jacek Stachańczyk („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza) 10,5 p.

2. Piotr Dukaczewski („Syrenka” Warszawa) 9 p.

3. Ryszard Suder („Warmia i Mazury” Olsztyn) 8 p.

4. Marek Maćkowiak („Tęcza” Poznań) 7,5 p.

5. Tadeusz Żółtek („Warmia i Mazury” Olsztyn) 7 p.

6. Andrzej Migala („Warmia i Mazury” Olsztyn) 7 p.

7. Dawid Falkowski („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza) 6,5 p.

8. Bartosz Pawelec („Ikar” Lublin) 6,5 p.

9. Zdzisław Wojcieszyn („Ikar” Lublin) 6,5 p.

10. Zdzisław Żarow („Lajkonik” Kraków) 6,5 p.

 

Teresa Dembowska

Taniec

Powiększamy grono miłośników tańca

Pary taneczne, które wywodzą się z macierzystych klubów Stowarzyszenia „Cross”, coraz częściej próbują swoich sił w turniejach hobby tańca towarzyskiego. I chociaż poziom tych zawodów w ostatnich latach znacząco wzrósł, to widać, że niewidomi tancerze nie odpuszczają i chętnie w nich uczestniczą. Startujących w turniejach hobby dzieli się na grupy pod względem dwóch kryteriów: wieku – o przynależności do danej kategorii decydują: wiek młodszego partnera oraz kryterium klasy tanecznej wypracowanej z punktów za miejsca zajmowane w kolejnych turniejach na podium (klasa najniższa – E). Z naszych par klasę taneczną C w tańcach latynoamerykańskich wypracowali, jak na razie, tylko Janina i Marian Rosiek (w stylu standard mają klasę D). Są oni najaktywniejszą turniejowo parą, jaką mamy.

W ostatnich miesiącach odbyły się dwa turnieje, na których mogliśmy oglądać nasze pary. W styczniu, w Nowym Targu, V Puchar im. prof. Mariana Wieczystego w kategoriach senior i hobby, a z końcem marca w Krakowie – Grand Prix Polski.

W turnieju nowotarskim wystartowały trzy nasze pary: Joanna i Dariusz Popławscy, Anna i Adam Baranowscy oraz para Agata Michałowska – Wojciech Chojnacki. Najlepszy wynik Joanny i Dariusza to 7. miejsce na 10 par w kategorii D-open senior 1 w stylu standard. Anna i Adam najlepiej zatańczyli w klasie E senior 2 w stylu standard – zajęli 11. miejsce na 15 par tej kategorii. Agata i Wojciech skorzystali na tym, że w ich kategorii dorośli nie było pełnej obsady i wyjechali z turnieju z medalami za 1. i 2. miejsce.

W turnieju Grand Prix w Krakowie nasza reprezentacja była podobna, z tym że Joannę i Dariusza zastąpili Janina i Marian, którzy w swojej kategorii senior 3 D-open w standardzie zajęli miejsce 8. na 14 par, zaś w tej samej kategorii w stylu latynoamerykańskim – miejsce 3. na 5 par. Anna i Adam najlepszy swój wynik wytańczyli w kategorii senior 2 klasa E w standardzie – miejsce 6. na 10 par. Agacie i Wojtkowi los znowu sprzyjał – zajęli m.in. miejsce 3. w kategorii dorośli 2 latin.

Może nie wszystkie wyniki są zadowalające, ale cieszy fakt, że coraz więcej tancerzy z dysfunkcją wzroku bierze udział w turniejach z osobami pełnosprawnymi. Niebawem kolejne starty.

 

A.B.

 

aaa

 

kultura

 

Jak powstał film „Kumple”

30 lat temu, trenując z Ryśkiem Sawą na stadionie Warszawianki, czy „holując” go podczas Maratonu Pokoju w Warszawie, nie przypuszczałem, że będzie bohaterem filmu! Obraz dokumentalny pt. „Kumple” został wyprodukowany przez Studio Filmowe Kronika, a współfinansował go Polski Instytut Sztuki Filmowej. Poniżej rozmowa z autorką 46-minutowego dokumentu pt. „Kumple”, reżyserką Joanną Kaczmarek.

– Skąd pomysł na taki dokument? Miała Pani kiedykolwiek do czynienia z osobami niepełnosprawnymi?

– Nie. O pomyśle na film zdecydował przypadek. Pewnego dnia spotkałam na ulicy Felka Platowskiego – drugiego z bohaterów „Kumpli”, przewodnika Ryśka Sawy. Znaliśmy się wcześniej, ale straciliśmy na parę lat kontakt. Nie miałam pojęcia, że Felek zaczął biegać maratony jako przewodnik niewidomego maratończyka. Kiedy spotkaliśmy się, Felek był w towarzystwie Ryśka – jechali akurat na jakiś bieg. Zainteresowały mnie ich wspólne starty. No i sam Rysiek, niezwykła postać, z jego błyskotliwym i czasem złośliwym poczuciem humoru. W pierwszej chwili w ogóle nie zorientowałam się, że jest niewidomy.

– Co dalej?

– Po jakimś czasie z ciekawości pojechałam do Pruszkowa, żeby przyjrzeć się, jak wygląda wspólny trening Ryśka i Felka. Zobaczyłam bardzo filmowy obraz – dwóch biegnących mężczyzn trzymających w dłoniach końce taśmy. To połączenie liną wydało mi się bardzo symboliczne. Obraz ten pojawia się zresztą na plakacie autorstwa graficzki – Agnieszki Rejdych.

– Kiedy to się zaczęło?

– Nasze pierwsze spotkanie to było lato, chyba 2011 rok. Zaczęłam spotykać się i rozmawiać z bohaterami. Z tych spotkań powstał zarys, szkic scenariusza. Wyobrażałam już sobie, jakie sceny mogą pojawić się w filmie. Postawiłam w „Kumplach” na obserwację. Kamera towarzyszyła Ryśkowi i Felkowi w ich codziennym życiu. W tego typu sposobie realizacji nie wiadomo do końca, co się wydarzy. Po dokumentacji wiedziałam już, że będziemy z bohaterami na treningach, podczas maratonu w Londynie i jeszcze w kilku innych miejscach. Pewne sytuacje dopisywało życie, np. – kontuzję Felka.

– Ten motyw przewinął się w filmie…

– Tak. Musiał się pojawić, bo operacja i rekonwalescencja wyłączyły Felka na jakiś czas z biegania. To wątek, który wszedł poza scenariuszem. Scenariusz jest jednak niezbędny, bo pozwolił wyobrazić sobie film na etapie poszukiwania finansowania.

– Kto z panią współtworzył „Kumpli?

– Pracowaliśmy małą ekipą. Na zdjęcia oprócz mnie jeździł operator Piotr Niemyjski, którego czasem zastępował Przemek Niczyporuk. Byli z nami także dźwiękowcy – Michał Robaczewski albo Piotr Nykowski. To oni przypinali do koszulki Ryśka znienawidzony przez niego mikroport, czyli mały mikrofon, dzięki któremu zarejestrowane może być każde słowo i oddech. Później głos wzięła w swoje ręce Joanna Napieralska, która udźwiękowiła film. To ona jest współautorką koncepcji użycia dźwięku jako środka wyrazu w opisie świata osoby niewidomej. No i montażysta – Jan Kidawa-Błoński jr, któremu „Kumple” zawdzięczają swój ostateczny kształt. Spędziliśmy z Jaśkiem wiele godzin w montażowni w poszukiwaniu najlepszej formy dla filmu.

– Jak zareagowali Pani znajomi na ten filmowy pomysł?

– Filmowcy widzieli w tym projekcie materiał na film. Trochę się jednak bali, że będzie to kolejny przygnębiający obraz o osobie niepełnosprawnej. Ja od początku wiedziałam, że na pewno nie będzie to film „smutny”. Zresztą każdy, kto zna Ryśka Sawę, wie, że nie jest to osoba, prawie 70-letnia, o której można zrobić film pełen narzekania i użalania się na swój los. Chciałam tym filmem przełamać stereotypy na temat osób niepełnosprawnych, które wciąż funkjonują w naszych głowach. Był pomysł, teraz trzeba było zebrać pieniądze. Projekt został złożony do Polskiego Instytutu Filmowego. Dostaliśmy bardzo dobre oceny ekspertów. Na dotację musieliśmy jednak poczekać, bo zaczął się kryzys…

– Kiedy była ta „przerwa finansowa”, nie podłamała się Pani?

– Miałam przeczucie, że ten film doprowadzimy do końca. Wiedziałam oczywiście, że czekanie przy tego typu dokumencie jest zabójcze. Może się stać wszystko – na przykład Rysiek przestanie biegać. No i na początku jest zawsze w bohaterach największy entuzjazm. Wydaje mi się, że Rysiek nie bardzo mi wierzył i rozumiał całą sytuację, kiedy mówiłam, że musimy czekać z powodów produkcyjnych. No, ale na szczęście udało się zamknąć budżet i zrobić film.

– Kręciliście sceny podczas londyńskiego maratonu. Jak on wyglądał?

– Virgin London Marathon to największa tego typu europejska impreza. Biegło ok. 40 tysięcy uczestników. Trasa jest dość trudna, zwłaszcza dla Ryśka. Narzekał na wąskie uliczki, ścisk. Część uczestników biegnie w celach charytatywnych. Dla nich nie liczy się wynik, ale każda przebiegnięta mila. Dla biegaczy walczących o czas osoby, które część dystansu pokonują na piechotę, są małym utrudnieniem.

– Film był kręcony w Pruszkowie, w Londynie, w okolicach Zamościa…

– Tak, towarzyszyliśmy też Ryśkowi z kamerą w wyprawie w jego rodzinne strony. Byliśmy w Potoku, Hrebennem. Odbyliśmy tę wycieczkę przy okazji uczestnictwa Ryśka w Biegu Pamięci Dzieci Zamojszczyzny.

– Co dalej?

– Film wysyłany jest na festiwale, także zagraniczne, stąd angielskie napisy. Trwają też rozmowy ze stacjami telewizyjnymi w sprawie jego emisji.

– Pani dalsze plany zawodowe?

– Najbliższe to dokument historyczno-naukowy o losach rezerw złota. Zupełnie inna forma. Klimat dokumentów BBC. No i debiut fabularny, nad którym pracuję równolegle.

– Dziękuję za rozmowę.

 

Andrzej Szymański

 

aaa

 

kultura

 

Chciałeś Bałkanów, to masz Bałkany

Smród płonących śmieci, śmiertelnie zmęczone miasta, kicz i bylejakość – Bałkany opisane w książce Andrzeja Stasiuka „Dziennik pisany później” nie są piękne, nie są nawet warte zobaczenia. Ale jednak w jakiś sposób magnetyczne i swojskie.

W opowieści nie ma kolorów, nie ma malowniczych widoków zza szyby samochodu. Jest nuda i zmęczenie. Czasem jest też strach. Bo Bałkany to wojna. Jej echa jeszcze nie przebrzmiały, jeszcze czuć zapach krwi i rozkładających się ciał. Mężczyźni wciąż czekają na rozkaz, na to, by ktoś im powiedział, co mają robić. Całymi dniami przesiadują przed domem lub sklepem, rozmawiają, obściskują się i zostawiają po sobie tony śmieci.

Ale właśnie ten powolny rozkład, ten cały syf pociąga narratora. Dla niego te podróże są poszukiwaniem Polski w wersji hard, podczas włóczęgi po Bałkanach rozmyśla o tym, jak jego ojczyzna „leży między Wschodem a Zachodem. Leniwa i senna. W tych nieśmiertelnych brzózkach. Na piachu. Dłubie w nosie, kręci kulki i marzy o własnym losie. O przyszłym zamążpójściu, o dawnych gwałtach albo, że pójdzie do klasztoru”.

Lektura „Dziennika pisanego później” jest jak przeglądanie z narratorem albumu z czarno-białymi fotografiami z życia Bałkanów. Czasem autor wskaże nam palcem jakiś detal: plastikowe klapki na nogach kierowcy zdezelowanej ciężarówki, złoty łańcuch na szyi miejscowego bonza, podarty obrazek papieża pod łóżkiem w jednym z hoteli. Interpretacja tych zdjęć to już zadanie czytelnika, ale wyeksponowane szczegóły wskazują nam kierunek.

W „Dzienniku pisanym później” mamy dystans, tę perspektywę, która potrzebna jest, by zrozumieć nie tylko odwiedzane kraje, lecz także, a może przede wszystkim – siebie. Autor wiele razy wścieka się
i miota. „Chciałeś Bałkanów, to masz Bałkany” – pisze. A potem i tak wraca w te same miejsca. Wszak czasem w opisie pojawia się bezmiar błękitu albo zielona toń wody.

Barbara Zarzecka

„Dziennik pisany później” Andrzeja Stasiuka, wydany przez wydawnictwo Czarne, dostępny jest w brajlu jako audiobook (czyta Mirosław Baka) oraz tekst cyfrowy w Dziale Zbiorów dla Niewidomych GBPiZS, przy ul. Konwiktorskiej 7 w Warszawie.

 

aaa

 

turystyka

 

Moje Bałkany

Rozkładamy mapę i wszystkie te miejsca, w których być może będziemy, wydają się nam obce, nieistniejące. Kiedy już wnikamy w nieznaną krainę, z biegiem czasu otwierają się przed nami krajobrazy doznań, zapachów, dźwięków, emocji i znaczeń. Nasz puls dostosowuje się do tętna tych miejsc. To właśnie dlatego podróżujemy. Dlatego ciągnie nas do świata zupełnie obcego. Naturalny narkotyk – inność. A włóczęga w szalonym bałkańskim rytmie po krainie naszych braci Słowian z południa jest naprawdę uzależniająca.

Planując podróż na Bałkany, musimy zdawać sobie sprawę, że w ciągu dwu-, a nawet trzytygodniowego urlopu nie sposób zobaczyć wszystkiego. Za to można tam wracać wielokrotnie i za każdym razem wyprawa w tamte strony będzie inna, niezapomniana.

Stronię od biur podróży. Przytłaczają mnie sztywno ustalone zasady zwiedzania. Z kolei na samotną wycieczkę też trzeba mieć odpowiedni nastrój. Dlatego po chwili wahania wybór padł na autokarową wyprawę studencką.

Teraz wiem, że są miejsca na świecie, do których nie warto lecieć samolotem. Długa podróż ma swoje zalety. W przerwach między spaniem, oglądaniem filmów i poznawaniem ludzi można powoli wprowadzać się w nastrój, przygotowywać się, kontemplować. Szum silnika, uciekające pobocza, ludzie na zewnątrz uchwyceni na mgnienie oka przy codziennych czynnościach, pozostawieni potem w niepamięci. Niezbyt długi sen przerywa nagle postój w połowie nocy, pośrodku nie wiadomo czego. Kawa, papieros, toaleta, zdawkowe rozmowy, niepokój.

Ze studenckimi biurami podróży jest tak, że można skorzystać z tego, co nam w programie wycieczki odpowiada, zrezygnować z niepotrzebnych punktów, odłączyć się i powrócić w każdej chwili. Oczywiście, należy wcześniej poinformować opiekuna grupy o indywidualnych planach. Ja skorzystałam głównie z przewozu i noclegów. To bardzo wygodne rozwiązanie, ponieważ organizowanie transportu i szukanie na własną rękę w miarę przyzwoitego lokum jest często o wiele droższe i bardziej uciążliwe.

 

Śladami wojny

Podróż autokarem z Warszawy do Sarajewa, które jest pierwszym punktem naszej wyprawy, trwa około 20 godzin. Na miejsce docieramy rano. Biorę szybki prysznic, spisuję adres hostelu i biegnę zobaczyć miasto.

Sarajewo – stolica Bośni i Hercegowiny – leży w dolinie otoczonej przepięknymi pasmami Alp Dynarskich. Część zabudowań położona jest na stromych stokach. Przez miasto przepływa malownicza rzeka Miljacka. To ponad 300-tysięczne miasto dzieli się na cztery gminy: Centar, Novi Grad, Novo Sarajevo, Stari Grad.

W uszach dźwięczy mi piosenka Róż Europy: „Smutne miasto Sarajewo pełne sprzeczności z Las Vegas…/ na dobranoc przytul mnie/ jak wydostać się z tej wojny”. Nie tak dawno, bo w latach 1992-1995, miasto przetrwało oblężenie sił Republiki Serbskiej. I choć dziś tętni już nowym życiem, nie sposób nie myśleć o tamtych tragicznych wydarzeniach. Mówią o tym ostrzelane budynki, niedokończone odbudowy, tablice informacyjne, pomniki, muzea i wreszcie – wielcy nieobecni. Nazwiska ofiar widniejące na pomnikach przypominają przechodniom, że największe żniwo wojna zbiera zazwyczaj wśród ludzi młodych.

Stare Miasto z charakterystycznym placem Gołębi i studnią Sebilj, będącą pozostałością po jednym z najstarszych europejskich wodociągów, to niewątpliwie najbardziej rozpoznawalne miejsce Sarajewa. Woda z fontanny nadaje się do picia, co w upalne dni jest ratunkiem dla turystów i przechodniów. Wokół znajduje się Baščaršija – bazar z miniaturowymi kramikami i kawiarenkami, w których można nabyć niepowtarzalne pamiątki, porozmawiać z ludźmi i napić się pysznej kawy przyrządzanej po bośniacku.

Obiektami, które obowiązkowo należy zwiedzić w miejscu krzyżowania się różnych religii i kultur, są niewątpliwie świątynie. Ogromny meczet Gazi Husrev-bega z 1531 roku to przepiękne, chłodne miejsce, z niepowtarzalnym klimatem, które jest jednym z najważniejszych punktów dla muzułmańskiej części społeczności. Cerkiew pw. Archaniołów Michała i Gabriela jest zabytkiem architektury chrześcijańskiej, którego skarbem są stare ikony oraz niezwykłe relikwie (ręka św. Tekli i grób św. Dzieciątka). Stara Synagoga przy ul. Velika Avlija jest najstarszą i jedną z dwóch czynnych synagog w mieście. Neogotycka katedra reprezentuje z kolei religię rzymskokatolicką. Nieopodal znajduje się dzielnica austro-węgierska z piętrzącą się wzdłuż rzeki XIX-wieczną zabudową. Najciekawszym punktem spaceru będzie tu niewątpliwie Inat kuća – dom Turka; jego właściciel podczas regulacji rzeki odmówił opuszczenia domu i do dziś budynek stoi znacznie wysunięty w stronę rzeki. W miejscu tym, zwanym także domem przekory, znajduje się dziś restauracja, w której serwowane są dania kuchni bośniackiej. Rzekę przecina gęsta sieć mostów. Najsłynniejszy jest Most Łaciński, na którym Gawriło Princip zastrzelił w 1914 roku arcyksięcia Ferdynanda i jego żonę, co było pretekstem do rozpętania I wojny światowej.

Warte zobaczenia są również muzea: Ars Aevi ze zbiorami sztuki nowoczesnej, Muzeum Narodowe Bośni i Hercegowiny, w którym można zobaczyć unikalną żydowską hagadę z ok. 1350 roku, oraz Muzeum Tunelu, które usytuowane jest w miejscu tunelu, jaki wybudowano w czasie oblężenia miasta w 1993 roku i wykorzystywano do tranzytu broni i żywności.

Wieczorem warto wybrać się na wzgórze będące doskonałym punktem widokowym, odsłaniającym panoramę miasta z zachodzącym słońcem w tle. W tym celu należy udać się w kierunku wschodnim od centralnego punktu starówki. Po drodze zobaczymy Alifakovac – jeden z najstarszych cmentarzy muzułmańskich, z charakterystycznymi białymi stelami, należącymi do wielu zasłużonych obywateli miasta. Spacer na wzgórze trwa ok. 30-40 minut, ale za to widok jest naprawdę imponujący.

Docelowym punktem naszej wyprawy będzie Ulcinj w Czarnogórze. Zanim jednak tam dotrzemy, zatrzymamy się jeszcze w Mostarze, schłodzimy pod Wodospadami Kravica i odwiedzimy Dubrownik.

Z Sarajewa wyjeżdżamy wcześnie rano, więc w Mostarze jesteśmy już o 8:00. Mamy zatem czas na leniwe śniadanie złożone z kifli, czyli przepysznych drożdżowych rogalików z nadzieniami z białego sera i dżemu, baklavy – kruchego ciasta francuskiego z orzechami i bakaliami z polewą miodową – oraz oczywiście nieodłącznej gęstej, czarnej kawy w blaszanych tygielkach. Nazwa miasta pochodzi od słowa „mostari”, czyli „strażnicy mostu”, których symbolem są węże strzegące go z obydwu stron. Kamienny most, wybudowany w 1566 roku w miejsce drewnianego, łączył brzegi rzeki Neretwy i dwa religijne światy – chrześcijański i muzułmański. Dziś, jako obiekt odbudowany, wpisany na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO, jest celem wszystkich wycieczek. Stary Most został zburzony, po 427 latach istnienia, w wyniku bratobójczych walk w 1993 roku. Symbol zgody runął i nawet precyzyjna odbudowa i ponowne jego otwarcie w 2004 roku, choć bardzo potrzebne, nie zaleczyły zadanych ran. Mostar jest i pewnie już zawsze będzie symbolem wojny.

Od zakończenia walk ciągle trwa odbudowa pozostałych obiektów. Przepiękne stare miasto zyskało blask jak za czasów imperium osmańskiego. Spacer wąskimi uliczkami pomiędzy restauracjami i straganami to czysta przyjemność. Na straganach z pamiątkami można trafić na ciekawe długopisy i wazony, wykonane ręcznie z łusek po nabojach. Można też zwiedzić odrestaurowane XVI-wieczne meczety: Karadjozbega z 1564 roku oraz Tabacica.

Wczesnym popołudniem, w największy upał, uciekamy z miasta w dalszą trasę. Godzinka drogi dzieli nas od miejsca relaksu, na który wszyscy czekają – Wodospadów Kravica. To malownicze cudo przyrody. w pobliżu miasteczka Ljubuški doskonale sprawdziło się jako przystanek w wyczerpującej podróży, miejsce wypoczynku, biesiadowania, zabawy i noclegu.

 

Chwila w Chorwacji

Rankiem ruszamy dalej. Jeszcze dwie godziny jazdy i znajdziemy się w jednym z najpiękniejszych miast Chorwacji – Dubrowniku. Bez przeszkód przekraczamy granicę i docieramy na miejsce.

Starówka Dubrownika, ze względu na zachowany kompletnie układ urbanistyczny miasta średniowiecznego, jest wpisana w całości na listę UNESCO. Mamy cały dzień, aby nacieszyć się tym wspaniałym miejscem. Bez wahania można stwierdzić, że jest to najpiękniejsze miasto w Chorwacji i jedno z piękniejszych na świecie. Nic dziwnego, że przez cały rok zalewa je tłum turystów. Szczególnie że Dubrownik reklamuje się 250 dniami słonecznymi w roku oraz przyjemną średnią temperaturą – od 17 stopni zimą do 26 latem. Rocznie miasto przyjmuje ok. miliona gości. W ostatnich latach jego atrakcyjność jeszcze wzrosła, po tym, jak kręcono tu słynny serial „Gra o tron”.

Z wapiennego wzgórza Srdź, najlepszego w tej okolicy punktu widokowego, miasto odsłania swą urodę. Z jednej strony wzgórza, z drugiej lazurowe wybrzeże Morza Adriatyckiego, okolone murami obronnymi cypla, gęste zabudowania starówki z charakterystycznymi czerwonymi dachami.

Głównym deptakiem Starego Miasta jest Stradun – ulica długości 292 m. To, co najbardziej zwraca uwagę, to jej błyszcząca, wyślizgana nawierzchnia. Przewodniczka śmieje się, że to dziewczęta przechadzające się w tę i z powrotem po deptaku w najmodniejszych w sezonie bucikach, uprawiające tak zwany „dżir po stradunie”, tak pięknie wyszlifowały jego nawierzchnię. Być może coś w tym jest, ponieważ chłopcy zazwyczaj siedzą lub stoją wzdłuż ulicy, bacznie te panny obserwując. Początek i koniec ulicy wyznaczają dwie bramy z dwiema XV-wiecznymi fontannami. Fontanna Onofria, pełniąca niegdyś funkcję baptysterium, dziś ma inne zadanie: ma spełniać marzenia. Jest oczywiście warunek – należy napić się wody ze wszystkich 16 otworów. Przy głównym placu stoi niewzruszenie figura dzierżącego miecz rycerza Orlanda. Długość jego prawego przedramienia wyznaczała jednostkę łokcia – miary dla tutejszych kupców (łokieć dubrownicki to 51,2 cm). W przypadku wątpliwości czy podejrzenia oszustwa towar sprawdzano przy pomocy figury. W tym miejscu wymierzano również karę chłosty lub wykonywano inne publiczne wyroki, ale także czytano mieszkańcom obwieszczenia i dekrety.

Niewielka powierzchnia starówki pozwala na przemierzenie niemal wszystkich jej zakątków na piechotę. Warto zagubić się w bocznych uliczkach, posiedzieć w kawiarni, popodziwiać doskonale zachowaną architekturę. W czasie spaceru na pewno dotrzemy do murów obronnych miasta. Zbudowane między XIII a XVIII wiekiem fortyfikacje, wysokości sięgającej 25 m i grubości do 6 m, tworzą najlepiej zachowany zabytek tego typu w Europie. Z najpotężniejszej baszty Minceta widać znajdującą się poza murami twierdzę Lovrijenac, zbudowaną na 46-metrowym klifie.

Z pobliskiego Starego Portu (który dawniej był portem głównym) można wybrać się na „wyspę miłości” – Lokrun. Ta urokliwa wysepka stanowi rezerwat przyrody, dlatego wolno przebywać na niej jedynie w dzień. Bawiąc tam, warto odwiedzić znajdującą się w ruinach opactwa restaurację oraz skorzystać ze wspaniałych plaż (również dla naturystów). Ciekawostką jest też słone jeziorko głębokości 10 m, nazywane Morzem Martwym, które ma połączenie z Adriatykiem. Wieczór można spędzić wśród przyjaznych i gościnnych dubrowniczan, tańcząc i bawiąc się przy chorwackiej muzyce i pijąc w restauracji lub na ulicy pyszne, niedrogie wino z regionu. Wszędzie można usłyszeć instrumenty i śpiew, natomiast nielubiącym folkloru miasto oferuje puby z zachodnim klimatem i muzyką.

 

Czarnogórski klimat

Późnym wieczorem, w zasadzie prawie nad ranem, w wesołych nastrojach opuszczamy miasto. Po czterech godzinach docieramy do Ulcinj w Czarnogórze. To spokojne miasteczko w pobliżu granicy z Albanią będzie przez kilka najbliższych dni miejscem wypoczynku i bazą wypadową do innych ciekawych miejsc. Miasto oferuje wiele atrakcji dla lubiących spokojny, leniwy wypoczynek. Plaże piaszczyste, żwirowe i kamieniste, bulwary z głośnymi dyskotekami i niewielką starówką pełną kameralnych knajpek. Ale przede wszystkim niesamowite bistra prowadzone przez gościnnych gospodarzy, na każdym kroku częstujących gości rakiją i serwujących najwspanialsze potrawy regionu, takie jak: pljeskavica (zraziki z rusztu), čorba (gęsta zupa warzywna z kawałkami mięsa), džigerica (grilowana wątróbka podawana z chlebem), prszut (surowa szynka wędzona według specjalnej receptury) oraz przyrządzane na wiele sposobów świeżutkie owoce morza. Przez te kilka dni odpoczynku można wczuć się w panujący tu styl życia i poznać lokalny koloryt.

Jeśli postanowimy pozostać dłużej w tym uroczym miejscu, warto nie rozleniwiać się tak zupełnie i również poza nim poszukać atrakcji. Wielbiciele przyrody z pewnością odnajdą drogę do przepięknego Jeziora Szkoderskiego, szczególnie że znajduje się ono zaledwie godzinę drogi od Ulcinj. Znaczna jego część obejmuje teren Parku Narodowego Jeziora Szkoderskiego, gdzie podziwiać można rzadko spotykane gatunki ptaków, takie jak: pelikany, kormorany, czaple, chwastówki i wiele innych. Ponadto w obrębie jeziora znajdują się wyspy z zabytkowymi monasterami (Starčeva Gorica oraz Moračnik), które również są warte odwiedzenia.

Miłośnicy naturyzmu mogą wypłynąć na wypoczynek na pobliską wyspę Ada, która znajduje się przy granicy z Albanią w delcie rzeki Bojana. Wysepka ta powstała wskutek nagromadzenia piasku wokół wraku statku Merito, który zatonął w tym miejscu w 1858 roku.

Można by siedzieć w tym urokliwym miejscu w nieskończoność, ale chęć dalszego poznawania i nieubłagany plan podróży każą mi zdecydować się na jego opuszczenie. Kolejnym celem jest Macedonia z cudowną Ochrydą, miasteczkiem położonym nad Jeziorem Ochrydzkim. Zanim jednak tam dotrzemy, czeka nas przeprawa przez Albanię.

 

Macedońska perełka

Tutejsze przejścia graniczne znacznie różnią się od zachodnioeuropejskich i same w sobie mogą być nie lada atrakcją. Jedziemy wąską żwirowo-piaszczystą drogą i wypatrujemy miejscowości Sukobin, w której znajduje się przejście graniczne. Przekraczamy je dość płynnie i już po albańskiej stronie podziwiamy krajobrazy tej trasy. A tam, na tę samą zakurzoną drogę co chwilę wchodzą stada kóz, których trąbienie pojazdu niewiele obchodzi. Z okien autokaru obserwujemy objuczone osiołki, prowadzone przez zmęczonych upałem handlarzy, a dalej, za nimi, rozciągające się malownicze pasma Gór Dynarskich. W miejscach postoju na straganach kupujemy owoce i wodę, a wśród pagórków wypatrujemy pozostałych po wojnie bunkrów, których naprawdę jest wiele.

Podróż z Ulcinj do Ochrydy wraz z przystankami zajmuje około 6 godzin. Na miejsce docieramy wczesnym popołudniem. Na szczęście w Ochrydzie noclegi nie są przesadnie drogie i nasz hostel znajduje się w samym centrum miasteczka, w pobliżu jeziora.

Jezioro Ochrydzkie, podobnie zresztą jak samo miasto, wpisane jest na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. To najstarsze jezioro w Europie i najgłębsze na całych Bałkanach (do 286 m głębokości), z nieomal krystalicznie czystą wodą, w której żyje ponad 200 gatunków zwierząt. Podzielone jest pomiędzy Macedonię i Albanię.

O atrakcyjności Ochrydy stanowi nie tylko malownicze położenie, lecz także liczne zabytki wczesnochrześcijańskie i niebywałe odkrycia archeologiczne, które dowodzą, że miejsce to jest jednym z najstarszych siedlisk ludzkich w Europie oraz kolebką kultury słowiańskiej. Możemy się o tym przekonać, odwiedzając m.in. muzeum piśmiennictwa słowiańskiego. Odnajdziemy tu świetnie zachowane VII-wieczne monastery, cerkwie i kościoły, a także ogromny zbiór średniowiecznych ikon w stylu bizantyjskim. Drogocenne ikony znajdują się w cerkwiach i kaplicach, gdzie niestety stają się łatwym łupem dla złodziei sprzedających je później na czarnym rynku za duże pieniądze.

Urokliwe Stare Miasto z krętymi, wąskimi uliczkami również kryje wiele ciekawostek. Oprócz kawiarni i kramów można natknąć się na pracownię, w której wyrabiany jest papier czerpany. Znajdziemy tu także wiele sklepów z przepiękną biżuterią ozdabianą legendarną perłą ochrydzką, wyrabianą z ości ryby gatunku plashica, która żyje w tutejszym jeziorze.

Warte odwiedzenia są zabytki sakralne, takie jak: cerkiew św. Zofii z zachowanymi XI-wiecznymi freskami, cerkiew św. Klemensa z XIII wieku, ruiny bazyliki św. Erazma z IV w. oraz inne obiekty, np. ruiny twierdzy cara Samuela z X-XI w.

Cały sezon letni miasto tętni życiem. Dodatkowymi atrakcjami są festiwale, które odbywają się od czerwca do sierpnia. Można więc trafić lub specjalnie przyjechać na festiwal teatralny, festiwal folkloru bałkańskiego lub bałkańskiej muzyki ludowej. Nie mamy zbyt wiele szczęścia, bo żadna z imprez nie odbywa się podczas naszego pobytu. Nazajutrz wycieczka rusza w stronę Belgradu. Po drodze zatrzymujemy się w restauracji Kapija Sumadije, gdzie spotykam grupę autostopowiczów z Niemiec, którzy wybierają się na festiwal w Gučy. Żegnam się więc z ekipą studentów i przyłączam do nowej grupy.

Festiwal Trąbki w Gučy, zwany także pojedynkiem na trąbki, muszę zaliczyć do najlepszych punktów mojej podróży. Muzyka oszałamiająca, klimat niepowtarzalny i kilkaset tysięcy ludzi z całego niemalże świata, którzy z miłości do bałkańskiej muzyki i folkloru przyjeżdżają tu bawić się wspólnie.

Trąbce można śmiało nadać miano serbskiego instrumentu narodowego. Podczas wszystkich możliwych imprez rodzinnych odbywają się śpiewy przy akompaniamencie trąbki, ponieważ Serbowie to naród bardzo muzykalny. A festiwal w Gučy ze swoją już ponad 50-letnią tradycją jest kwintesencją serbskiej natury, nie tylko pod względem muzycznym, lecz także obyczajowym.

W festiwalu bierze udział około półtora tysiąca muzyków z różnych regionów, prezentujących właściwe im style muzyczne, stroje i charakterystyczne tańce. Występy są nie tylko na scenie, lecz również wśród publiczności. Podczas imprezy odbywają się korowody i rozmaite inscenizacje, które porywają tłum do wspólnego tańca i zabawy. Dobrym obyczajem jest zatrzymać takich wędrujących artystów i nagrodzić ich przez włożenie do trąbek banknotów.

Muzykę słychać również z pola namiotowego, gdzie po koncertach na scenie zabawa trwa dalej przy akompaniamencie trąbek, gitar i akordeonów. Nocne Serbów rozmowy traktują o niedawnej wojnie. Jest w nich wiele emocji, pojawiają się wspomnienia, ale nie ma agresji, bo Serbowie to bardzo przyjazny i otwarty naród. Na koniec warto pobuszować wśród straganów pełnych pamiątek. Takie stoiska są niemal na każdym festiwalu, ale różnorodność ich oferty można porównać chyba jedynie z zawartością stoisk na byłym już Stadionie Dziesięciolecia. Oprócz typowych pamiątek rodem z Państwa Środka można nabyć odzież, pościel, sprzęt RTV i AGD, futrzane czapki, książki, biżuterię, instrumenty muzyczne, a nawet motocykl lub samochód, a więc – szwarc, mydło i powidło. Swoje kramy mają również artyści. Miłośnicy sztuki mogą więc wrócić do domu z wyrobami rękodzielniczymi, pięknym obrazem lub rzeźbą. Jeśli kogoś zachęciła perspektywa spędzenia kilku dni na tym niesamowitym festiwalu, podpowiadam, jak tam dotrzeć. Można oczywiście autostopem. Jednak jeżeli ktoś woli tradycyjne środki lokomocji, z Belgradu odjeżdżają autobusy bezpośrednio do Gučy. Można również dojechać pociągiem do miasteczka Čačak oddalonego od Gučy ok. 20 km i stamtąd już autobusem dotrzeć do celu.

Impreza ta okazała się doskonałym zakończeniem mojej bałkańskiej przygody. A bezpieczny i wesoły powrót do domu zapewnili spotkani na festiwalu krajanie z Łomianek

 

Beata Niedziela

 

aaa

 

zdrowie

 

Co nam leży na wątrobie

Przyrównywana jest do śmietnika, choć w przeciwieństwie do niego sama potrafi się oczyścić. W starożytności uważano ją za siedlisko duszy i drugi mózg, ośrodek emocji, źródło wewnętrznej energii. Potwierdza to grecki mit o Prometeuszu, który ulepił człowieka z gliny i łez i ukradł dla niego boski ogień. Za to sprzeniewierzenie się woli bogów Zeus ukarał go w okrutny sposób. Rozkazał sępowi, by ten co dzień o wschodzie słońca wyjadał mu najcenniejszy organ – wątrobę. Na szczęście odrastała ona przez następną dobę. Historia medycyny uznaje to za pierwszą udaną regenerację wątroby.

Jest największym w ludzkim ciele organem. Leży w prawej części nadbrzusza, waży ponad 1,5 kilograma (dla porównania: mózg – 1,34 kg, serce – 0,5 kg). Wątroba to potężny kombinat przetwórczy, który pełni w sumie 500 różnych funkcji. W największym skrócie jej zadania to: produkcja, przetwarzanie, magazynowanie i usuwanie. Wytwarza prawie wszystkie białka niezbędne do utrzymania właściwego ciśnienia krwi czy przenoszenia substancji, takich jak wapń, witaminy, hormony, leki. Najważniejsza funkcja wątroby polega na przekształcaniu podstawowego paliwa naszego organizmu – glukozy – w zapasowy cukier – glikogen (sięgamy po niego np., gdy uprawiamy intensywnie sport, co wymaga energii). Gdy trzeba, wątroba potrafi wykonać proces odwrotny: zamienia glikogen w glukozę. Reguluje również poziom tłuszczów we krwi, przetwarzając nadmiar węglowodanów i białek w kwasy tłuszczowe. Produkuje cholesterol, który jest potrzebny szczególnie w młodym wieku (potem walczymy z jego nadmiarem), i fosfolipidy niezbędne do syntezy błon komórkowych, produkcji żółci i różnych hormonów.

Wątroba to nasza główna biochemiczna oczyszczalnia, neutralizująca różne toksyny i szkodliwe produkty przemiany materii. Przykładem może być amoniak – jeden z surowców ubocznych trawienia, który jest zamieniany w mocznik i wydalany przez nerki. W wątrobie „utylizowana” jest też większość zażywanych przez nas leków. Produkuje ona niezbędną do trawienia żółć, dzięki której tłuszcze i rozpuszczalne w nich witaminy A, D, E i K mogą się wchłaniać z przewodu pokarmowego. W wątrobie znajduje się ponad 13 procent całej krążącej w nas krwi. Gdy z jakiegoś powodu utracimy dużą jej ilość, ten swoisty bank pożycza krwioobiegowi trochę swojej, dzięki czemu podtrzymuje ciśnienie tętnicze. W wątrobie produkowane są też białka wspomagające procesy krzepnięcia. Zużyte i zniszczone czerwone krwinki są usuwane. We wszystkich tych procesach największy udział mają komórki zwane hepatocytami. Stanowią one 80 procent masy wątroby. Liczą od 20 do 30 mikrometrów, czyli są trzy razy mniejsze niż grubość ludzkiego włosa. Błony komórkowe hepatocytów z jednej tylko wątroby zajęłyby powierzchnię pięciu stadionów piłkarskich.

Wątroba posiada ogromne zdolności regeneracyjne. Być może dlatego, że nie musi pracować cały czas pełną parą. Codziennie działa zaledwie na jedną czwartą, jedną piątą swojej mocy. Abyśmy przeżyli, niezbędne jest około 20-25 procent sprawnego miąższu wątrobowego. Poniżej tej granicy zaczynają się poważne problemy zdrowotne. Głównym powodem drastycznych zniszczeń wątroby jest nasza ciągle zbyt mała świadomość znaczenia tego narządu. – Wątroba cierpi długo i po cichu – mówią lekarze. – Nie boli, a jednak choruje. Tak może być latami. 29 milionów mieszkańców Unii cierpi obecnie z powodu chronicznego uszkodzenia wątroby. Najpoważniejszymi konsekwencjami tego przewlekłego stanu chorobowego są marskość i rak.

Nadużywanie alkoholu, zakażenie wirusami typu B i C oraz zaburzenia pracy wątroby wynikające z nadwagi i otyłości – to zdaniem naukowców główne powody powstawania obu tych chorób. Na marskość wątroby każdego roku umiera 170 tysięcy mieszkańców Europy. Trudno się dziwić, skoro statystyczny Europejczyk wypija ponad dziewięć litrów czystego etanolu rocznie. Szacuje się, że nosicielami wirusowego zapalenia wątroby typu B i C jest 0,5-0,7 proc. wszystkich mieszkańców Europy. W Polsce ten problem może dotyczyć około 400 tysięcy osób. Uważa się, że przewlekle zakażonych wirusem typu C jest 730 tys. Polaków, z czego zaledwie 30 tys. zdaje sobie z tego sprawę. Podobnie jak z niealkoholowego stłuszczenia wątroby, którego powodem jest zła dieta, nadwaga i otyłość. Problem nadmiaru kilogramów dotyczy już co czwartego Polaka. U ponad połowy z tej grupy wcześniej czy później lekarze rozpoznają niealkoholowe stłuszczenie wątroby.

Jak skutecznie chronić ją przed najpoważniejszymi wrogami? Najłagodniejszy z nich to wirus wywołujący zapalenie wątroby typu A, potocznie zwane żółtaczką pokarmową. Przywozimy go najczęściej z wakacji w krajach o niskim poziomie higieny: aby zachorować, wystarczy przygotować z zakażonej wody lodu do drinka. To jednak głównie choroba brudnych rąk, więc łatwo jej uniknąć, myjąc je dokładnie przed posiłkami. Można się także przeciw niej zaszczepić. Równie skuteczna jest szczepionka przeciwko wirusowi typu B (wywołujący tzw. żółtaczkę wszczepienną). Od kilku lat obowiązkowo muszą ją przyjmować osoby przed operacjami. Lekarze mają nadzieję, że pewnego dnia WZW typu B uda się wyeliminować. Najbardziej niebezpieczny jest wirus wywołujący WZW typu C, na którego nie wynaleziono jeszcze szczepionki. Nazywa się go cichym zabójcą, bo zakażenie przebiega bezobjawowo. Choroba potrafi przez kilkadziesiąt lat pozostawać w ukryciu. W ciągu 20-30 lat przewlekłego zakażenia u 20-30 procent chorych dochodzi do marskości wątroby, która grozi rozwojem raka. Aż 200 milionów ludzi na świecie ma przewlekłe wirusowe zapalenie wątroby typu C. Dotychczas przeciwciała anty-HCV wykryto w Polsce jedynie u około 50 tysięcy pacjentów. Pozostali chorzy są nadal nieświadomi zakażenia. To skutek tego, że poziom wykrywalności zakażeń tym wirusem jest u nas jednym z najniższych w Europie.

Ale tak naprawdę w walce z wrogami wątroby najwięcej zależy od nas samych, czyli od szeroko pojętej profilaktyki.
O możliwości zakażenia wirusami typu B i C powinniśmy szczególnie pamiętać w gabinetach zabiegowych i stomatologicznych. Zwracajmy uwagę, by lekarz i pielęgniarka zawsze używali jednorazowych rękawic, personel medyczny nie wykonywał serii wstrzyknięć leku lub szczepionki tą samą strzykawką, jedynie po zmianie igły jednorazowego użytku, aby stomatolog umył i zdezynfekował ręce, założył jednorazowe rękawiczki, podał jednorazowy kubek z wodą i preparat dezynfekcyjny do płukania jamy ustnej. Podobnie należy uważać w gabinetach kosmetycznych, fryzjerskich, tatuażu, piercingu, akupunktury, salonach odnowy. Wirusami niszczącymi naszą wątrobę możemy się też zakazić, używając wspólnych szczoteczek do zębów, wstrzykując dożylnie narkotyki, podczas bójek i w czasie seksu (zwłaszcza z wieloma partnerami).

Jak poznać, że z naszą wątrobą dzieje się coś niedobrego? Powodem do niepokoju mogą być utrzymujące się przez długi czas takie objawy, jak: osłabienie, bóle stawowe i mięśniowe lub świąd skóry, brak apetytu, nudności, wymioty, dyskomfort w jamie brzusznej, czasami objawy neurologiczne. Bezwzględnie należy udać się do lekarza, gdy pojawi się żółtaczka. Ten, w zależności od zebranego wywiadu, może nam dać skierowanie na USG, które pozwala na rozpoznanie 80-90 proc. przypadków stłuszczenia wątroby. Badając krew, możemy sprawdzić stężenie enzymów wątrobowych AIAT i AspAT oraz billirubiny. Wirusy można też wykryć prostymi testami krwi.

Ostatnią deską ratunku dla śmiertelnie chorej wątroby są przeszczepy. Pierwszy udany miał miejsce w USA w 1967 roku. Dwadzieścia lat później próbowano to zrobić u nas, w Szczecinie, ale bez sukcesu. Pierwszą udaną transplantację wątroby u dziecka wykonał w 1990 r. prof. Piotr Kaliciński w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. U dorosłego Polaka operacja powiodła się cztery lata później. Wykonuje się je coraz częściej. Oprócz transplantacji od zmarłego dawcy robi się przeszczepy rodzinne. Procent udanych zabiegów jest dość wysoki (dzięki m.in. fantastycznym zdolnościom regeneracyjnym wątroby). Jak widać, mit o Prometeuszu, stał się rzeczywistością.

Lato to dla większości z nas doskonała okazja do grillowania, które jest ogólnonarodowym hobby Polaków. Wrzucamy na ruszty tłuste kiełbasy i karkówki, popijamy je piwem. Dobrze, jeśli robimy to z umiarem. Bo zarówno tłuszcz, jak i nadmiar alkoholu to dla naszej wątroby zabójstwo. Nie natychmiast, ale rozłożone na wiele lat. Tym groźniejsze, że ciche i podstępne.

BWO

 

aaa

 

ruszajmy się

 

Odnowa biologiczna – zabiegi przyspieszające regenerację

W poprzednim artykule przybliżyliśmy Państwu zasady postępowania i podstawowe zabiegi zwiększające jakość i szybkość regeneracji naszego organizmu, szczególnie po wysiłku fizycznym. Dzisiaj omówione zostaną dodatkowe zabiegi, które ten proces wspomagają.

Oddziaływać na ciało możemy fizykalnie (temperatura, różnego rodzaju promieniowania), siłą (nacisk, ciśnienie), zabiegami chemicznymi (sole, tlen) lub psychologicznymi (własne myśli).

 

Sauna

Najstarszy i najbardziej rozpowszechniony zabieg zdrowotno-regenerujący polega na przebywaniu w pomieszczeniu z bardzo wysoką temperaturą. Po wyjściu często stosuje się nagłe ochłodzenie zimną wodą, co mocno hartuje i poprawia odporność. Wysoka temperatura poprawia przede wszystkim funkcje układu krążenia: serce mocniej pracuje, naczynia krwionośne się rozszerzają, ciało jest lepiej ukrwione i dotlenione. W ten sposób nasz organizm wzmocni się i rozluźni, mięśnie szybciej się zregenerują. Jednak nie zaleca się korzystania z sauny po ostrych treningach wytrzymałościowych, bo zabieg zadziała jak dodatkowy trening dla naszego serca. Wzmożona perspiracja również ma istotną zaletę – wraz z potem ciało oczyszcza się z toksyn i produktów przemiany materii, których jest więcej po treningu.

Dostępnych jest kilka rodzajów saun:

Sauna sucha – ma bardzo silne działanie. Temperatura powinna utrzymywać się w granicach 90-110°C, przy małej zawartości pary wodnej (5-10% wilgotności).

Sauna mokra – temperatura około 80-90°C pozwala na polewanie kamieni i zwiększenie wilgotności do 20-40 proc.

Sauna parowa – najłagodniejsza, temperatura waha się pomiędzy 45-55°C. Bardzo wysoka wilgotność, sięgająca 65 proc., wzmaga odczuwanie ciepła.

Sauna na podczerwień – jej zalety są zbliżone do tradycyjnej. Temperatura około 50°C nie powoduje kontaktu z gorącym powietrzem, promieniowanie działa bezpośrednio na skórę, co przypomina nieco kąpiele słoneczne.

 

Masaż

Jest to zabieg polegający na sprężystym odkształcaniu tkanek. Najczęściej jest wykonywany przez masażystę, który ściśle określonymi ruchami w odpowiednim tempie i z należytą siłą wywiera nacisk na tkanki. Kierunek nacisku powinien być zgodny z przebiegiem mięśni, naczyń krwionośnych i limfatycznych, w kierunku serca. Istnieje wiele technik i rodzajów masażu.

Masaż klasyczny – prowadzi do poprawy stanu psychofizycznego. Może mieć charakter relaksacyjny, pobudzający lub zdrowotny, wskazany dla osób z problemami z kręgosłupem. Jego zaletą jest to, że działa przeciwbólowo. Ponadto niweluje zmęczenie, uaktywnia przepływ krwi i limfy, wzmaga odżywienie tkanek, regeneruje mięśnie, zwiększa ich elastyczność i sprężystość, przyśpiesza przemianę materii.

Masaż relaksacyjny – działa zarówno na ciało (rozluźnia je), jak i na sferę psychiczną oraz emocjonalną. Dlatego w trakcie zabiegu stosuje się łagodną muzykę, pachnące olejki, pali się świece, co ma wzmagać uczucie spokoju oraz pomóc w zrelaksowaniu się i odstresowaniu.

Masaż stosowany leczniczo ma na celu niwelowanie skutków niektórych chorób i odciążenie kręgosłupa. Często zabieg wspomagany jest przez stosowanie odpowiednich maści i okładów.

Oprócz wspomnianych wyżej stosuje się też inne rodzaje masażu.

• masaż izometryczny (na napiętych mięśniach, prowadzi do rozrostu masowanego mięśnia);

• masaż sportowy (niwelujący zmęczenie mięśni);

• masaż kręgosłupa (poprawiający jego ruchomość);

• masaż segmentarny (oddziałujący na narządy wewnętrzne);

• masaż gorącymi kamieniami, akupresura (ucisk odpowiednich punktów);

• masaż limfatyczny (pobudzający krążenie limfy).

Stosuje się też techniki ukierunkowane na poprawę urody, np. masaż odchudzający lub antycellulitowy. Zachowały się również tradycyjne techniki łączące różne style, np. masaż tajski lub tybetański.

Masaże mają wiele pozytywnych właściwości. Do najczęściej wymienianych należą:

• niwelowanie zmęczenia i stresu oraz przyśpieszanie procesu odnowy sił;

• poprawa przemiany materii i kondycji fizycznej człowieka;

• rozluźnienie napiętych i obolałych mięśni;

• oddziaływanie na psychikę, pomoc
w odprężeniu i uspokojeniu;

• lecznicze działanie na kręgosłup, stawy i narządy wewnętrzne;

• przyśpieszenie krążenia krwi.

Hydromasaże i zabiegi wodne

Hydromasaż jest wykonywany za pomocą wody pod ciśnieniem. Można go też stosować w domu przy użyciu odpowiednich dysz i paneli montowanych do wanien, jacuzzi lub pod prysznicem. Łączy zalety klasycznego masażu z działaniem rozluźniającym ciepłej wody. Strumień pod ciśnieniem lub pęcherzyki powietrza, uderzając w mięśnie, rozluźniają je i przyśpieszają krążenie. Podobne działanie mają bicze wodne i kąpiele wirowe z zastosowaniem ozonu, który dodatkowo odkaża i dotlenia. Hydromasaże stosuje się zarówno jako czynności wodolecznicze, jak i zabiegi spa poprawiające urodę i przyśpieszające metabolizm.

Kąpiele lecznicze i solankowe

Mają zastosowanie przy regeneracji zdrowotnej i odnowie sił. Podczas zabiegów stosuje się roztwory soli (solanki), kąpiele ziołowe i inne mieszanki dodatków. Kąpiele solankowe świetnie wpływają na skórę i ciało, woda bogata w minerały łączy zalety hydroterapii i chemicznych właściwości soli. Odprężenie fizyczne i psychiczne towarzyszące ablucjom sprzyja regeneracji i wyciszeniu. Zabiegi takie poprawiają metabolizm, pomagają odkazić ciało i oczyścić z toksyn, pozytywnie wpływają na wygląd skóry i polepszają ukrwienie. Stosuje się też kąpiele borowinowe, błotne i siarczanowe.

 

Krioterapia

Inaczej zwana zimnolecznictwem, polega na zastosowaniu niskich temperatur – poniżej 0°C podczas zabiegów miejscowych i całościowych. Niska temperatura ma głównie działanie przeciwzapalne i przeciwbólowe. To istotne właściwości, szczególnie pożądane podczas kuracji stanów przeciążeniowych i drobnych urazów, które mogą się pojawić przy bardzo intensywnym trenowaniu. W trakcie zabiegów krew zaczyna szybciej krążyć, naczynia się zwężają, przemiana materii przyśpiesza. W naszym ciele uaktywniają się procesy przeciwdziałające wychłodzeniu, które sprzyjają silnej regeneracji miejscowej lub całościowej. Miejscowo stosuje się bardzo niską temperaturę, a służą do tego specjalne aplikatory i urządzenia.

Kriokomora to miejsce, w którym panuje bardzo niska temperatura – można tam przebywać około 3 minut. Jej działanie nie zostało do końca potwierdzone.

Inhalacje i przebywanie w mikroklimatach (grota solna)

Są to zabiegi polegające na wdychaniu substancji leczniczej, najczęściej zawieszonej w parze wodnej. Głównie mają za zadanie leczyć lub oczyszczać górne drogi oddechowe. Podobne działanie ma przebywanie w mikroklimatach, np. morski klimat pozwala nasycić się jodem, wilgotny i chłodny, panujący w jaskiniach – pobudza i wzmacnia odporność. Powstają sztuczne miejsca, które łączą zalety zdrowotnych klimatów. W grocie solnej powietrze jest wysycone solami. Jedna sesja może odpowiadać nawet trzem dniom spędzonym nad morzem. Sól przede wszystkim ujemnie jonizuje powietrze, a parując, nasyca je wartościowymi pierwiastkami.

 

Zabiegi fizykalne

Polegają one na leczeniu i pobudzaniu organizmu różnymi czynnikami fizycznymi, pochodzącymi z naturalnych źródeł lub wytwarzanymi sztucznie przez odpowiednie urządzenia. Najczęściej jest to ciepło, drgania mechaniczne, pole elektryczne i magnetyczne, prąd elektryczny, promieniowania, światło i inne fale. Do najpopularniejszych należą:

pole magnetyczne – działa przeciwbólowo i przeciwzapalnie, pobudza komórki do regeneracji, poprawia krążenie i usprawnia stawy;

ultradźwięki – fale akustyczne, które wywołują mikromasaż tkanek, co prowadzi do podniesienia temperatury i co ma działanie rozluźniające oraz przyspieszające procesy restytucji powysiłkowej;

laser – odpowiednie naświetlanie ma właściwości biostymulujące, przyspiesza gojenie i dostarcza dodatkowej energii tkankom, działa również przeciwbólowo;

naświetlanie podczerwienią – prowadzi do znacznego przegrzania tkanek, co przyśpiesza ich metabolizm i regenerację;

elektrostymulacja – za pomocą impulsów elektrycznych pobudza się mięśnie do pracy, co poprawia lokalne krążenie krwi i wzmacnia mięsień.

Zabiegi psychologiczne

To mózg kieruje naszym ciałem, dlatego wykorzystanie odpowiednich technik psychologicznych pozwala uzyskać efekt rozluźnienia i przyśpieszenia procesów odnowy biologicznej. Najczęściej wykorzystuje się:

zabiegi regulujące – techniki relaksacyjne, metody oparte na sugestii i autosugestii;

psychologiczne zabiegi higieniczne, do których zaliczymy stan komfortu psychicznego wynikający z dobrych relacji z innymi, stosunków rodzinnych, miłej atmosfery podczas treningów, pozytywnego nastawienia, ciekawego i urozmaiconego wypoczynku.

Na nasz stan umysłu można również wpływać czynnikami zewnętrznymi, takimi jak:

koloroterapia – odpowiednie kolory pobudzają lub uspokajają i w ten sposób mogą oddziaływać na psychikę. Ta metoda najczęściej łagodzi problemy energetyczne, niweluje stres, poprawia samopoczucie i wzmaga przemianę materii.

muzykoterapia – odpowiednie rytmiczne i harmonijne fale dźwiękowe wpływają na stan naszego umysłu i mogą pomóc nam się wyciszyć.

Dobre efekty można uzyskać, stosując odpowiedni trening psychologiczny. Obejmuje on specjalnie opracowane metody i sesje polegające na skupieniu się na swoim wnętrzu, oddziaływaniu przez sugestię i wyobraźnię. Najczęściej pomaga w nim wizualizacja, odczuwanie ciepła, ciężaru, celowe kształtowanie myśli, odpowiednie oddychanie.

Nasze ciało należy traktować kompleksowo. Środowisko naturalne i czynniki zewnętrze oraz wewnętrzne mogą na nie wpływać pozytywnie lub negatywnie, pobudzająco lub uspokajająco. Odpowiednia wiedza o tych mechanizmach pozwoli nam zbudować system zabiegów, które nie tylko przyspieszą proces odbudowy naszego ciała, lecz także poprawią zdrowie, urodę i dobre samopoczucie. Warto z nich korzystać.

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie 

 

Gramy w szachy

Para gońców w końcówce

Dwa gońce uważane są za trochę silniejsze od gońca i skoczka i znacznie silniejsze od pary koni. Ta zasada nie zawsze się sprawdza w grze środkowej, ale w końcówce, przy pustawej już szachownicy, dalekosiężne gońce przeważnie wykazują wyższość nad innym tandemem lekkich figur. Plan gry w takich sytuacjach opracowany został już w XIX wieku przez pierwszego mistrza świata Wilhelma Steinitza: Trzeba maszerować własnymi pionkami i ograniczać manewrowość nieprzyjacielskich bierek. Osłabienie własnych pionków nie jest ważne, gdyż gońce mogą je bronić z daleka. Znacznie istotniejsze jest stworzenie słabości w obozie partnera i danie gońcom obiektu ataku. Steinitz wielokrotnie w praktyce demonstrował ten sposób gry. Poniższa, klasyczna partia, jest tu typowym przykładem:

B. Englisch – W. Steinitz

Londyn 1883

Białe: Kg1, Wa1, Wf1, Ge3, Sd2, a2, b2, c3, f2, g2, h2

Czarne: Kg8, Wd8, Wf8, Gg4, Gg7, a7, b7, c7, f7, g6, h7

16...Wfe8 Grozi 17...W:e3 i 18...W:d2 17.Sb3 Do strat materialnych prowadziło zarówno 17.Sc4? Ge2, jak i 17.h3? Ge2 18.Wfe1 W:e3 17...b6! Ten ruch ogranicza mobilność obu białych lekkich figur 18.h3 Ge6 19.Wfd1 c5 Odbiera przeciwnikowi ważne pole d4 20.Gg5 f6 21.Gf4 Kf7 22.f3 g5 23.W:d8 W:d8 24.Ge3 h6 25.We1 f5 26.f4 Obrona przed f5-f4 i dalszym ograniczeniem figur 26...Gf6 27.g3 a5 28.Sc1 (28.Sd2? G:a2) 28...a4 29.a3 Gc4! Skoczek znalazł się w więzieniu 30.Kf2 Białe mają coraz większe trudności. Po 30.Se2 g4 31.hg4 (Lub 31.h4 Gd3 32.Kf2 Ge4 i rozstrzyga szturm pionków na skrzydle hetmańskim) 31...fg4 32.Kf2 h5 z dalszym Kg6-f5 i h5-h4 też trudno było liczyć na ratunek 30...gf4 31.G:f4 Gg5! Siła pary gońców polega również i na tym, że można w korzystnym momencie jednego z nich wymienić 32.G:g5 hg5 Grozi 33...Wd2+ 33.Ke3 Kf6 34.h4 Dużego wyboru już nie było. Po 34.Se2 Wd3+ 35.Kf2 Wd2 białe ponosiły straty materialne 34...gh4 35.gh4 We8+ 36.Kf2 W:e1 37.K:e1 Ke5 38.Se2 Lub 38.h5 Kf6 i pionek ginie 38...G:e2 39.K:e2 Kf4 Pionkówka jest wygrana. Białe mają wprawdzie oddalonego wolnego pionka, ale decyduje różnica w aktywności króli 40.c4 Kg4 41.Ke3 f4+ 42.Ke4 f3 43.Ke3 Kg3 0–1

 Wytyczone przez Steinitza metody gry zostały we współczesnych szachach rozwinięte i wzbogacone. Oto kilka przykładów na ten temat:

A. Charłow - M. Ułybin

Moskwa 1991

Białe: Kg1, Ga1, Gd3, Sb3, a3, b4, e4, f3, g3, h2

Czarne: Kg8, Gb7, Sa4, Sf6, a6, b5, e6, f7, g7, h7

Prosta końcówka z symetrycznym układem pionków okazała się dla czarnych nie do uratowania: 28.Sa5 Gc8 29.Kf2 Białe najpierw centralizują figury, a potem rozpoczynają szturm pionkowy na skrzydle królewskim w celu wyrobienia słabości. Czarne nie mają aktywnego planu i skazane są na ustawienie obronnej pozycji i wyczekiwanie 29…Kf8 30.Ke3 Sd7 31.f4 f6 32.Gc2 Sdb6 33.Gd4 Ke8 34.g4 Gd7 35.Gb3 Sc8 36.h4 Se7 37.g5 fg5 38.hg5 g6 Układ pionków podpowiada kolejny etap realizacji przewagi. Cała czarna piechota stoi na białych polach, trzeba więc przejść do gońcówki 39.Sb7 Sc8 40.Sc5 S:c5 41.G:c5 Se7 42.G:e7! Typowy sposób wygrywania – patrz ruch 31…Gg5! w poprzednim przykładzie 42…K:e7 43.e5 Kd8 44.Kd4 Kc8 45.Kc5 Kc7 Teraz należy tylko przerzucić posunięcie na czarne 46.Gd1 Ge8 47.Gf3 Gd7 (47…Gf7? 48.Gc6) 48.Gg4 Gc8 49.Gd1 Gd7 50.Gb3 Zugzwang! 50…Gc8 51.a4 i czarne poddały się. Dalej mogło nastąpić 51…Gd7 52.ab5 ab5 53.Ga2 i trzeba przepuścić króla lub 51…ba4 52.G:a4 Gb7 53.Gb3 Gc8 54.Gc4.

V. Anand – L. Aronian

Chanty-Mansyjsk 2014

Białe: Kf2, Wc1, Ge5, Gf1, a4, b2, g2, h3

Czarne: Kg8, We8, Gc8, Sb6, a6, c6, f7, g7, h6

W tym pojedynku o wyniku zadecydowało ograniczenie manewrowości skoczka i udane polowanie na niego: 1.Gd4 Można było rozpocząć od 1.W:c6 S:a4 2.Gd4 i powstaje pozycja z partii 1...S:a4 2.W:c6 Niedobre było natychmiastowe 2.b3? c5! 3.Ge3 Sb6 4.G:c5 Sd5 i czarne najgorsze mają za sobą. Teraz 3.b3 jest już realną groźbą 2...Wd8 3.Wc4 Gd7 4.b3 Gb5 Jedyną szansą czarnych są taktyczne motywy 5.Wb4 Sb2!? 6.G:b5 Ale nie 6.G:b2? Wd2+ 6...ab5 Również i po 6...a5 7.Gb6 Wd2+ 8.Ke3 czarne zostawały bez figury 7.Ke3 We8+ Jeśli 7…Sd1+, to 8.Ke2 8.Kd2 Wd8 9.Kc3! Ale nie 9.Kc2? Sc4! Czarne poddały się: 9...Sd1+ 10.Kc2.

M. Gurevich – N. Miezis

Bonn 1996

Białe: Ke3, Gc3, Gd1, a3, b2, f3, h5

Czarne: Ke6, Gc4, a6, b5, f5, h7

W tej partii ofiarą stał się czarny goniec 53.Gc2 Białe rozpoczynają skuteczny atak na słabego pionka f5. Grozi 54.Kf4 z dalszym Gb4 53...Gf1 Więcej problemów stwarzało białym przerzucenie skoczka na e7: 53...Sc8 54.Kf4 Se7. Wtedy rozstrzygał marsz po pionka h7: 55.Kg5 (55.Gb4 Sd5+) 55…Gd5 56.Gd1 Gc4 57.Kh6 Sd5 58.K:h7 S:c3 59.bc3 Kf6 60.f4. Am. J. Nunn podaje taki możliwy dalszy ciąg partii 60…Gf7 61.h6 Gc4 62.Gf3 Ge6 63.Gb7 a5 64.Gc6 Gc4 65.Gd7 z groźbą 66.G:f5 i króla trzeba wypuścić 54.Kf4 Gh3 Pionek f5 jest obroniony, ale rozpoczynają się kłopoty z gońcem 55.Gd3 Gg2 56.Gb4 h6 57.Kg3 Gh1 58.Ge2 Wygrywało również 58.G:d6 K:d6 59.G:f5 z dalszym Gg4 i Kh2 58...f4+ Opóźnia egzekucję, ale los gońca jest i tak przesądzony 59.K:f4 Sf5 60.Gc3 Se7 61.Kg3 Sd5 62.Gd2 Sf6 63.Kh2 S:h5 64.Gd1! 1–0

 

G. Kasparow – S. Gligoric

Lucerna 1982

Białe: Kc3, Gd4, Ge2, b5, f3, g3, h2

Czarne: Ke6, Gd5, Sd6, f4, g5, h7

Białe mają parę gońców i przewagę pionka, ale wygrać nie jest łatwo – czarne mogą w niektórych wariantach oddać figurę i wykorzystać „zły róg” na h8 41.Kb4! Wypuszczało wygraną 41.gf4? G:f3! 42.G:f3 S:b5+ 43.Kd3 S:d4 44.K:d4 gf4 lub 41.g4? h5! 42.gh5 (W przypadku 42.h3 hg4 43.hg4 S:b5+! 44.G:b5 G:f3 45.Ga6 Kd7! białe tracą ostatniego pionka) 42...G:f3! 43.G:f3 S:b5+ z przejściem do podobnej remisowej pozycji jak w poprzednim wariancie 41...fg3 Lub 41...Sf5 42.Gf2 Se3 43.Kc5. Nic specjalnego nie dawała też próba przełomu 41...g4 42.fg4 f3 43.Gd1 42.hg3 h5 43.Gf2 Sf5 44.f4! gf4 Jak podaje w swoich komentarzach Kasparow, w niektórych wariantach można przejść do końcówki z różnobarwnymi gońcami, np. 44...h4 45.gh4 gf4 46.Gg4 Ke5 47.G:f5! K:f5 48.Kc5 Ke6 49.Kb6 lub 44...g4 45.Kc5 Sd6 46.Gd3 Se4+ 47.G:e4 G:e4 48.Kb6 i oddalone wolniaki gwarantują zwycięstwo 45.gf4 Sg7 Jeśli 45...h4, to 46.Gg4 Kf6 47.Kc5 itd. 46.Kc5 Gg2 47.Gd4 h4 48.G:g7 h3 49.Gg4+ Ke7 50.G:h3 G:h3 51.Kb6 i czarne złożyły broń. Na 51…Gf1 nastąpiłoby 52.Kc6 Kd8 53.b6 Gg2+ 54.Kd6.

W. Kramnik – M. Ułybin

Chalkidiki 1992

Białe: Ke2, Wa7, Wd1, Gb2, Gf3, b5, c4, e3, f2, g4, h4

Czarne: Kf8, We7, We8, Sc5, Se4, b6, c7, d6, f7, g7, h6

36.g5! Rzadki przypadek. Białe w końcówce (!) poświęcają pionka za możliwość ataku na króla. Umożliwi to otwarta linia „h” i aktywność wszystkich figur. To jest lepsze niż spokojne manewrowe próby realizacji przewagi typu 36.Gg2 Wc8 37.f3 Sf6 38.Wda1 (Zdwojenie pionków 38.G:f6?! gf6 byłoby zbyt niską ceną za utratę pary gońców) 38...Se6 39.Kd2 36...hg5 37.hg5 S:g5 38.Gc6 Wc8 39.Wh1 Kg8 40.Waa1! Miejsce tej wieży jest na drugim skrzydle 40…Sce6 O bogatych możliwościach białych może świadczyć wariant 40...f6 41.f4 Sf7 42.Wag1 Kf8 43.Wh7 Se6 44.Kd2 Kg8 45.Wh:g7+! S:g7 46.G:f6 z wygraną 41.Wh4 Dodatkowa kontrola punktu f4 41...f6 Po 41...Sh7 42.Wah1 Sef8 43.Ge4 g6 fortecę czarnych rozbijało 44.Gd5 z dalszym f2-f4-f5 42.Wg1 Kf7 43.Gd5 Słabsze 43.f4?! Sh3! z niepotrzebnymi komplikacjami 43...Ke8 44.Wh8+ Sf8 45.f4 Sge6 Jeśli 45...Sf7, to 46.Wg8. Po 45...Sgh7 rozstrzygało 46.Gg8!? g5 47.fg5 fg5 48.Wh1 46.Kf3 Dobre było też 46.G:e6 W:e6 47.W:g7 46...f5 47.Wg6 Sc5 48.G:g7 Wf7 49.G:f8 1–0

A. Petrosjan – A. Panczenko

Wilno 1978

Białe: Kd2, Gf3, Gf4, a2, b3, e2, g3, h2

Czarne: Ke7, Sd8, Sf8, a7, b7, f7, g7, h7

27.Ge3! Białe wymuszają ruch pionka, aby król mógł znaleźć obiekt ataku 27...a6 W przypadku 27...b6 gra mogła potoczyć się następująco: 28.Kd3 Sd7 29.Kc4 Se5+ 30.Kb5 S:f3 31.ef3 Kd6 32.Ka6 Sc6 33.Kb7 h5 34.a4 g6 35.b4 S:b4 36.K:a7 z następnym G:b6 28.Kc3 Sfe6 29.Kb4 Kd6 30.Ka5 Grozi 31.Kb6 i zabranie pionka b7 30...Kc7 31.Gb6+ Kc8 32.G:d8 Transformacja przewagi podobna do partii Englisch – Steinitz. Para gońców zdobyła przestrzeń, potem, po wymianie jednego z nich, drugi wykazuje wyższość nad skoczkiem 32…S:d8 33.Kb6 Kb8 34.Gd5 h6 35.e3 Kc8 36.a4 Kb8 37.a5 Kc8 38.e4 Kb8 39.e5 Kc8 40.b4 Kb8 41.h4 Kc8 42.h5 Kb8 Po zakończeniu marszu pionków białe muszą się przegrupować 43.Ge4 f6?! Przyspiesza porażkę. Obiektywnie lepsze 43...Kc8 44.Gf5+ (Ale nie 44.b5? ab5 45.G:b7+? S:b7 46.a6 Kb8! i wygrywają czarne) 44...Se6 (44...Kb8 45.Gd7 Ka8 46.Kc7) 45.b5 ab5 46.K:b5 Kc7 47.G:e6 fe6 48.Kc5 prowadziło do przegranej pionkówki, gdyż białe mają rezerwowe tempo g3-g4 44.e6! S:e6 45.G:b7 f5 46.G:a6 f4 47.gf4 i wobec groźby 48.Gb7 i a5-a6-a7 czarne poddały się.

G. Sosonko – A. Karpow

Waddinxveen 1979

Białe: Kg1, Gg2, Sc1, a2, b2, e5, f2, g3, h2

Czarne: Kg8, Gb6, Gb7, a6, b4, e6, f7, g7, h6

28...Gc8! Parę gońców trzeba zachować. Po 28...G:g2 29.K:g2 z dalszym f2-f4, Kf3-e4 i Sd3 partia zakończyłaby się remisem 29.Ge4 a5 30.Kg2 Gd4 31.Sd3 f5! 32.ef6 Białe nie mogą zapobiec otwarciu pozycji. Po 32.Gc6 Ga6 33.Sf4 Kf7 34.Gd7 G:e5 35.G:e6+ Kf6 traciły pionka b2 32...gf6 33.g4 Kf8 34.b3 Ke7 35.Kg3 Kd6 36.Kf4 Gd7 37.h3 Gb5 38.f3 Gd7 39.Kg3?! Więcej szans dawało 39.Gb7 f5 40.gf5 ef5 41.Ga6. Do ładnego mata prowadziło natomiast 39.Gg6 e5+ 40.Ke4? f5+ 41.G:f5 Gc6x 39…f5 40.gf5 ef5 41.Gb7 Gb5 42.Se1 Gc3 43.Sc2 Gd3 (44.Se3 Gb1) 0–1 

Ryszard Bernard

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w warcaby

Umiejętność łączenia gry pozycyjnej z motywami kombinacyjnymi bardzo wyraźnie podnosi poziom gry zawodników i sprawia, że rozgrywane w ten sposób partie są niepowtarzalnie piękne. Najczęściej zawodnicy wybierają jeden styl gry, np. kombinacyjny, i wtedy skupiają się na taktyce, nierzadko kosztem pozycji, lub specjalizują się w grze pozycyjnej i to w ściśle wybranych pozycjach. I jednym, i drugim czasem udaje się łączyć te dwa style na jakimś etapie partii. Warto ćwiczyć te umiejętności, tak by przez większą część rozgrywanych partii można było podziwiać piękno gry. Zobaczmy przykłady z rozgrywek elity światowej. 

Mistrzostwa świata 2013

Roel Boomstra (Holandia) – Artem Ivanov (Rosja)

1. 33-29 17-22 2. 39-33 11-17 3. 44-39 6-11 4. 50-44 1-6 5. 31-26 16-21 6. 29-24

Białe odchodzą od utartych ścieżek w debiucie Rozemburga.

6... 19x30 7. 35x24 20x29 8. 34x23 18x29 9. 33x24

Czarne nie mogą teraz atakować 9... 14-20, na co białe przygotowały 10. 37-31 20x29 11. 31-27 22x31 12. 36x16 i pionek 29 pozostaje zagrożony.

9... 13-18 10. 38-33 9-13 11. 33-29!

Groziło 11... 21-27 12. 32x21 22-28 13. 33x22 18x16 z dużą przewagą czarnych.

11... 14-20 12. 29-23!

Białe rezygnują z klina, by skupić się na utrzymaniu ograniczenia gry przeciwnika na krótkim skrzydle.

12... 20x29 13. 23x34 10-14 14. 42-38 5-10 15. 34-30 14-19 16. 40-34 10-14 17. 30-24! 19x30 18. 34x25

Białe dzięki osłabieniu centrum czarnych jeszcze bardziej ograniczają ich możliwość gry. Na przykład na 18... 18-23 nastąpiłoby 19. 32-27 22x33 20. 39x10

18... 4-9 19. 47-42 14-19

Znów nie można było grać 19... 18-23 z powodu 20. 32-27

20. 39-34

Białe nadal nie pozwalają grać 18-23

20... 9-14 21. 34-29!!

Białe prawie całkowicie ograniczyły grę czarnych na długim skrzydle. Nie można grać 21... 19-23, na co białe odpowiedzą 22. 37-31 23x34 23. 31-27 22x31 24. 36x16, po czym pionek 34 zginie.

21... 3-9 22. 44-39 11-16

Czarne zostały zmuszone do zagrania, które doprowadzi do jeszcze większego ograniczenia gry na krótkim skrzydle.

23. 37-31! 7-11

Białe mają możliwość związania krótkiego skrzydła wymianą 24. 31-27 22x31 25. 36x27 lub poprzez rogatkę. Holender wybrał drugą możliwość.

24. 32-27 21x32 25. 38x27 19-24 26. 29x20 15x24

Zadaniem białych jest tak prowadzić grę, by nie dopuścić do umocnienia się przeciwnika w centrum.

27. 42-38 14-19 28. 38-33 19-23 29. 39-34!

Na 29... 23-28 nastąpi 30. 34-29, a po 29... 13-19 białe grają 30. 34-29 23x34 31. 33-28 22x33 32. 27-21 16x27 33. 31x4

29... 9-14 30. 41-37

Białe nadal grożą kombinacjami a) 30... 13-19 31. 34-29 23x34 32. 33-28 22x33 33. 43-39 33x44 34. 49x9 b) 30... 2-7 31. 34-29 23x34 32. 33-28 22x33 33. 43-39 34x43 34. 49x9 13x4 35. 27-21 16x27 36. 31x2

30... 24-30 31. 34-29!!

Piękne zagranie, po którym czarne nie istnieją w centrum.

31... 23x34 32. 43-39 34x43 33. 25x34 13-19 34. 48x39 19-23

Zrealizowanie wyraźnej przewagi białych będzie możliwe poprzez utrzymanie aktywności na ich krótkim skrzydle i niedopuszczenie czarnych do zajęcia pola 28.

35. 34-30!

Teraz po 35... 23-28 nastąpi 36. 39-34

35... 14-20 36. 30-25 20-24 37. 49-43 23-28

Po 37... 23-29 nastąpiłoby 38. 43-38, następnie 39. 38-32

38. 37-32 28x37 39. 31x42 22x31 40. 26x37

Na koniec czarnym udało się uwolnić krótkie skrzydło od związania, jednak partia jest już przegrana z powodu dramatycznie osłabionego długiego skrzydła.

40... 18-23 41. 39-34 12-18 42. 33-29 24x33 43. 43-38

I czarne poddały się. 

Mistrzostwa świata 2013

Edward Burzyński (Litwa) – Aleksander Getmański (Rosja)

1. 34-29 18-22 2. 40-34 12-18 3. 34-30 20-24! 4. 29x20 14x34 5. 39x30 7-12

Pozycja czarnych jest aktywniejsza i białe muszą szukać wzmocnienia.

6. 32-28 10-14 7. 37-32 5-10 8. 43-39

Posunięcie mające na celu niedopuszczenie do wymiany 8... 19-23, przez co czarne zwiększyłyby jeszcze swoją przewagę.

8... 18-23 9. 31-27 22x31 10. 36x27 13-18!

I białe w dalszym ciągu muszą się bronić.

11. 41-36

Po 11. 41-37 17-22 12. 28x17 11x31 13. 37x26 pozycja czarnych byłaby wyraźnie lepsza.

11... 9-13 12. 30-25 15-20 13. 44-40!

Na 13... 20-24? białe przygotowały piękną kombinację z wykorzystaniem wolnego tempa 14. 27-22 18x27 15. 32x21 23x34 16. 40x7 1x12 17. 25-20 16x27 18. 20-14

13... 10-15 14. 40-34 20-24

Doszło do klasyki, w której obaj zawodnicy będą grać na zmuszenie przeciwnika do zwiększenia tempa.

15. 34-30 4-9 16. 46-41 23-29!

Odpowiedni moment na zagranie Gestema, którego celem jest wymuszenie na białych wymiany za +4 tempa. W przeciwnym razie białe będą mocno ograniczone na krótkim skrzydle.

17. 39-34 29x40 18. 45x34 18-23 19. 34-29 23x34 20. 30x39

Czarne mają -3 tempa i ich celem będzie ponowne doprowadzenie do klasyki poprzez zajęcie pola 23.

20... 13-18! 21. 41-37 8-13 22. 49-44
18-23! 23. 37-31 2-8 24. 44-40 17-21 25. 40-34 21-26 26. 42-37

Białe nie dopuszczają do wymiany, po której ich tempo wzrosłoby do +7.

26... 12-18 27. 27-22 18x27 28. 31x22 1-7 29. 36-31

Białe mogły bronić pionka 22, ustawiając kolumnę 37-48. Wybór obrany poprzez 29. 36-31 był uzasadniony uruchomieniem bandowego pionka.

29. 7-12 30. 34-30 12-18 31. 31-27 8-12 32. 47-42 24-29!! 33. 33x24 14-20 34. 25x14 9x29

Poprzez zajęcie pola 29 i groźbę zabrania pionka 30 czarne dążyły do wymuszenia wymiany 35. 39-34, po której pionek 15 zająłby pole 24 z wyraźną przewagą czarnych. Po 35. 30-25 29-33 36. 38x29 23x43 37. 48x39 16-21 38. 27x7 18x47 39. 7x9 3x14 pozycja białych jest przegrana. Białe oceniły, że pionek 29 jest bez obrony i zagrały:

35. 39-33? 16-21! 36. 27x7 12x1! 37. 33x24 18x27 38. 32x21 23x41 39. 48-43 26x17 40. 42-37 41x32 41. 38x27

Białe straciły pionka i z osłabionym długim skrzydłem nie są w stanie skutecznie się bronić.

41... 1-7 42. 50-44 7-12 43. 44-39 12-18 44. 30-25 19x30 45. 35x24 6-11 46. 25-20 3-9 47. 24-19 13x24 48. 20x29 17-22!

Z tym atakiem nie można było czekać.

49. 29-23 22x31 50. 23x12 9-13 51. 39-33 31-37 52. 33-28 37-42 53. 28-22 42-48 54. 43-38 11-17!

Jeśli białe pobiją 55. 22x11, to wygrywa 55... 48-34 56. 11-7 13-18

55. 12x21 48-31 56. 22-17 31-26 57. 38-32 13-18 58. 32-27 15-20 59. 21-16 26x12 60. 16-11 12-1 61. 27-21 18-22 62. 21-16 20-24

I białe poddały się.

Jan Sekuła

 

aaa

 

Obóz jeździecki dla dorosłychz dysfunkcją wzroku Kołobrzeg, 7-21.06. 2014 r.

Stowarzyszenie „Cross” zaprasza miłośników wakacji w siodle i nadmorskich widoków na obóz jeździecki do Kołobrzegu. Impreza przeznaczona jest wyłącznie dla członków tej organizacji posiadających orzeczenie o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności z tytułu utraty wzroku. Uczestnicy zostaną zakwaterowani w ośrodku wypoczynkowym „Doris”, 78-100 Kołobrzeg, ul. Kasprowicza 6, www.doriswczasy.pl.

Przyjazd na kolację w dniu 7.06.2014 r.

Zajęcia prowadzone będą przez Ośrodek Jazdy Konnej „Michalski” w Kołobrzegu--Budzistowie (http://www.stadninamichalski.pl/) Obóz ma charakter sportowy i w związku z tym należy zabrać obowiązkowo obuwie i strój sportowy oraz strój kąpielowy.

Chęć udziału należy zgłaszać na formularzu „Karta informacyjna obozu” (do pobrania na stronie Stowarzyszenia w zakładce „Aktualności”, przy informacji o obozie) do dnia 23.05.2014 r. Wypełniony formularz można wysłać pocztą pod adres:

Michał Czarski,

ul. Lucyny Herc 4A/4,

20-328 Lublin,

lub na e-mail: mczhetman@poczta.onet.pl Decydujekolejność zgłoszeń. Zgłaszający się muszą mieć na formularzu pieczątkę swojego macierzystego klubu.

Osoby zakwalifikowane wnoszą opłatę w wysokości 750 zł. Przelewu należy dokonać na konto nr 50 1020 5558 1111 1435 2810 0058 lub zapłacić osobiście na miejscu. W treści przelewu należy wpisać miejsce i terminobozu oraz imię i nazwisko osobyw nim uczestniczącej. Dodatkowe informacje można uzyskać pod numerem telefonu: 663 764 209.

Uwaga: Uczestnicy powinni mieć przy sobie ksero orzeczenia o niepełnosprawności i dokument tożsamości. Nazwiska uczestników zostaną opublikowane na stronach www.cross.org.pl i www.hetman.lublin.pl/

Koordynator Michał Czarski