stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 3 (96) Marzec 2013

ISSN 1427–728X

ROK XI

Nr 3 (96)

Marzec 2013 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO-SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00–216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9,  tel.: 022 635 57 94

tel.kom. 668 764 654,
666 725 040

e–mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Teresa Dębowska

Redaktor naczelna

Anna Amanowicz

Zastępca redaktor naczelnej

Skład i opracowanie graficzne:

Wojciech Górski

Druk: Wydawnictwa Polskiego Związku Niewidomych Spółka z o.o

Miesięcznik dofinansowują:

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

http://www.pfron.org.pl/ftp/Loga/logo_PFRON_2011_r.jpg

Ministerstwo Sportu i Turystyki

Redakcja nie zwraca tekstów nie zamówionych


Spis treści:

 

Zaszczytne odznaczenia

Wojciech Kopczyński

Być dzielnym w wysiłku

AMA

Udane igrzyska w PyeongChang

Anna Amanowicz

Bowlingowe potyczki w Toruniu

Piotr Dudek

Goalballowa jesień

Krzysztof Koc

Główny cel – Soczi

Andrzej Szymański

Narciarstwo biegowe w Laskach

Krzysztof Koc

Wiadomości

Muzykalna Alicja z Targowej

Andrzej Szymański

Puszcza Kampinoska

Teresa Dębowska

Trening psychologiczny w szachach (II)

Jan Przewoźnik

Wiosenne przesilenie

(BWO)

Jak zrzucić zbędne kilogramy?

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Jan Sekuła

odznaczenia

 

Zaszczytne odznaczenia 

W czwartek, 7 lutego 2013 r., prezydent Bronisław Komorowski wręczył odznaczenia państwowe medalistom igrzysk paraolimpijskich Londyn 2012 i ich trenerom, a także lekarzom i innym osobom zasłużonym w upowszechnianiu sportu osób niepełnosprawnych.  

Kilka z nich trafiło do osób z dysfunkcją wzroku. Pięć – na Warmię i Mazury. Chociaż nie miałem wpływu na te zaszczytne wyróżnienia i tylko w drobnym stopniu wspierałem kilka uhonorowanych osób w ich przedsięwzięciach, odczułem podczas spotkania w pałacu prezydenckim, tak jak i oni, radość i dumę. Znam dobrze tych ludzi obdarzonych duszą społecznika, cieszących się, kiedy widzą zadowolenie innych, dla których wspieranie osób niepełnosprawnych stanowi treść życia. Jestem szczęśliwy, że mogę przybliżyć ich sukcesy i emocje.

W spotkaniu na Krakowskim Przedmieściu wzięli udział ministrowie z Kancelarii prezydenta: Sławomir Rybicki – sekretarz stanu, Maciej Klimczak i Irena Wóycicka – podsekretarze stanu, doradcy głowy państwa, Joanna Mucha – minister sportu i turystyki, parlamentarzyści i bp. Marian Florczyk – delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Sportowców.

Uczestnicy, ustawieni w Sali Kolumnowej przez mistrza ceremonii, wysłuchali
serdecznego przemówienia. Prezydent, kierując swoje słowa do sportowców i działaczy, powiedział: „Dziękuję za wspaniałe widowisko, za wspaniałą lekcję postaw ludzkich i obywatelskich, za to, że mogliśmy przeżywać Państwa sukcesy, porażki, ale też zmaganie się z życiem. To ważna lekcja dla nas wszystkich”. W dalszej części wystąpienia wskazał: „Sport wiąże się też z walką z samym sobą – o sukces, o zdolność i umiejętność współdziałania. W Państwa przypadku to szczególna walka ze wszystkimi ograniczeniami, słabościami, walka także o to, aby pokazać światu sukcesy”. Prezydent przekazał – na ręce Rafała Wilka – narodową flagę, która będzie towarzyszyła ekipie polskich zawodników podczas zimowych igrzysk paraolimpijskich Soczi 2014.

Następnie prezydent przystąpił do wręczania odznaczeń. „Za wybitne zasługi w pracy zawodowej i działalności społecznej na rzecz osób niewidomych, za zasługi dla rozwoju i upowszechniania sportu osób niepełnosprawnych” wyróżnił:

– Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski Tadeusza Milewskiego (to najwyższy stopień Orderu Polonia Restituta, a jego odbiorca musi w swojej kolekcji posiadać już Krzyż Oficerski i Kawalerski),

– Krzyżami Kawalerskimi Orderu Odrodzenia Polski Piotra Łożyńskiego i Stanisława Piaska

Wymienione osoby mają za sobą wiele lat pracy społecznej, a ponadto sportową przeszłość. Tadeusz Milewski w 1976 r. na paraolimpiadzie w Toronto zdobył brązowy medal w rzucie dyskiem, Piotr Łożyński z sukcesami reprezentował kraj w kolarstwie, a Stanisław Piasek – w kręglach. Wszystkich łączy przeświadczenie, ładnie wypowiedziane przez Rafała Wilka, że „..warto mieć marzenia, warto starać się, walczyć, odnosić sukcesy, bo – jak podkreślił – nie jesteśmy skazani tylko na cztery ściany”. Osoby te, dzięki wdrażaniu w życie idei „rywalizacja sportowa jest czynnikiem rehabilitacji” , są działaczami organizacji, związków i klubów sportowych. Każdy z nich w swoim czasie uznał, że „warto uprawiać sport, mieć pasje, cieszyć się życiem i mieć w sobie radość” .Wpisali do kalendarza imprez nowe dyscypliny. Tłumaczyli, że sport to zabawa, ale również szkolenie indywidualnych pragmatycznych, potrzebnych w życiu umiejętności. Przekonali innych do uprawiania kolarstwa, żeglarstwa, kajakarstwa, a ostatnio strzelania laserowego i pneumatycznego. Swoimi działaniami dążą do podniesienia poziomu sportowego tych dyscyplin i konfrontowania go na arenie międzynarodowej.

W sferze międzyludzkiej wykazali się bakcylem społecznego działania, chęcią pomagania innym, większą spostrzegawczością i wrażliwością. Jak w imieniu wszystkich powiedział Tadeusz Milewski: – Kiedy nie mam co robić, to źle się czuję i od razu wymyślam, co by tu zrobić dla innych. Dzięki takim postawom zaistniało Stowarzyszenie „Cross”, Ośrodek Rehabilitacyjno-Leczniczy „Labirynt” w Olsztynie, sprawnie działające okręgi, Warmińsko-Mazurska Federacja Osób Niepełnosprawnych, kluby sportowe z szeroką ofertą zajęć. Obecnie nasi działacze mogą włączyć się w walkę o przywrócenie blasku Stadionowi „Leśnemu”, na którym 50 lat temu Józef Szmidt osiągnął, jako pierwszy człowiek na świecie, 17,03 m w trójskoku.

Po ceremonii odznaczeń sportowców, w tym uhonorowaniu Złotymi Krzyżami Zasługi kolarzy tandemowych Artura Korca i Krzysztofa Kosikowskiego (ich trener, Mirosław Jurek, otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski), prezydent życzył wszystkim „…sukcesów na tej niełatwej drodze tak, abyśmy mogli współodczuwać dumę z osiągnięć, przeżywać tę szczególną lekcję postaw”.

W podobnym tonie wypowiedział się prezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego Longin Komołowski, który osoby wyróżnione określił jako „grono przynoszące naszemu krajowi prestiż”.

Impreza, wspierająca działania zmierzające do uświadamiania roli sportu osób niepełnosprawnych i pozycji osoby niepełnosprawnej w społeczeństwie, została uświetniona występem Moniki Kuszyńskiej, wokalistki zespołu „Varius Manx”, nagrodzonej „za zasługi w działalności artystycznej i charytatywnej na rzecz promowania sportu osób niepełnosprawnych”.

Po części oficjalnej, podczas luźnych rozmów kuluarowych, można było w swobodnej atmosferze wymienić poglądy z oficjelami. Od dyskusji nie stronił również pan prezydent, który wykazał wiele zrozumienia dla poruszanych przez sportowców i działaczy problemów sportu osób niepełnosprawnych. Wśród wypowiedzi najczęściej królowało przekonanie, że tylko zrównoważona solidna praca działaczy i organizatorów sportowych, połączona z pracą trenerów z uzdolnioną młodzieżą i odpowiednim finansowaniem, może w przyszłości przynieść sukcesy.

Trójka odznaczonych działaczy została zaproszona przez obecną na uroczystości prezes Annę Szymańską-Woźniak na spotkanie z pracownikami Zarządu Głównego PZN. Tadeusz Milewski w imieniu odznaczonych podziękował władzom Związku za pomoc w realizacji wielu pomysłów. Podkreślił, że bez ich wsparcia wiele inicjatyw nie ujrzałoby światła dziennego, a nagrody są wyrazem uznania dla pracy całego środowiska. 

 Wojciech Kopczyński

Odznaczeni za zasługi dla rozwoju sportu osób niepełnosprawnych w dniu 7 lutego 2013

?Za wybitne zasługi w pracy zawodowej i działalności społecznej na rzecz osób niewidomych, za zasługi dla rozwoju i upowszechniania sportu osób niepełnosprawnych odznaczeni zostali:

   ? Tadeusz Milewski – Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski

   ? Piotr Łożyński i Stanisław Piasek – Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski

   ? Adam Borczuch (pośmiertnie) – Złotym Krzyżem Zasługi (odznaczenie odebrał syn   Arkadiusz Borczuch)

  ? Jacek Cichoń – Srebrnym Krzyżem Zasługi

    ? Za wybitne osiągnięcia sportowe, za promowanie Polski na arenie międzynarodowej odznaczeni zostali:

   ? Marta Makowska, Joanna Mendak i Dariusz Pender – Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski

   ? Tomasz Blatkiewicz, Alicja Fiodorow, Piotr Grudzień, Tomasz Rębisz, Rafał Wilk i Paulina Woźniak – Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski

  ? Ewa Durska, Artur Korc, Krzysztof Kosikowski, Karolina Kucharczyk, Maciej Lepiato, Mateusz Michalski, Barbara Niewiedział, Katarzyna Piekart i Grzegorz Pluta – Złotym Krzyżem Zasługi

  ? Oliwia Jabłońska, Karol Kozuń, Arleta Meloch, Daniel Pek, Janusz  i Mariusz Sobczak – Srebrnym Krzyżem Zasługi

  ? Alicja Eigner, Rafał Korc, Milena Olszewska i Karolina Pęk – Brązowym Krzyżem Zasługi

  ? Za wybitne osiągnięcia w pracy szkoleniowej i trenerskiej, za zasługi dla rozwoju i upowszechniania sportu osób niepełnosprawnych odznaczeni zostali:

  ? Adam Kaczor, Wojciech Kikowski i Tadeusz Nowicki – Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski

  ? Edward Dec, Marek Gniewkowski, Mirosław Jurek, Zbigniew Lewkowicz, Elżbieta Madejska, Grzegorz Musztafaga, Winicjusz Nowosielski, Aleksander Popławski i Jacek Szczygieł – Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski

  ? Tomasz Bartosik, Bogusław Jusiak, Waldemar Nowotny i Longin Wróbel – Złotym Krzyżem Zasługi

  ? Radosław Żabski – Srebrnym Krzyżem Zasługi

  ? Maciej Bieniasz-Krzywiec, Jacek Lachor, Leszek Zblewski – Brązowym Krzyżem Zasługi

  ? Za zasługi dla ochrony zdrowia, za działalność na rzecz rozwoju sportu osób niepełnosprawnych odznaczeni zostali:

  ? Wojciech Gawroński i Jacek Malesza – Srebrnym Krzyżem Zasługi

  ? Za zasługi w działalności artystycznej i charytatywnej na rzecz promowania sportu osób niepełnosprawnych Złotym Krzyżem Zasługi odznaczona została Monika Kuszyńska.

Na początek

 

olimpiady specjalne

 

Być dzielnym w wysiłku

Mottem każdego zawodnika Olimpiad Specjalnych są słowa przysięgi olimpijskiej, wypowiadane w trakcie ceremonii otwarcia zawodów sportowych: „Pragnę zwyciężyć, lecz jeśli nie będę mógł zwyciężyć, niech będę dzielny
w swym wysiłku”.

– Ideą Olimpiad Specjalnych jest przede wszystkim uczestnictwo, tym samym jesteśmy najbliżej idei Pierre’ a de Coubertaina – tłumaczy Bogusław Gałązka, dyrektor generalny Stowarzyszenia Olimpiady Specjalne Polska. – Sportowcy zostają przydzieleni do grup, gdzie rywalizują z osobami o podobnym potencjale sprawnościowym. Dzięki temu mają równe szanse. Medale są dla nich oczywiście bardzo ważne. Wielu sportowców po przyjeździe do kraju jest traktowanych przez lokalne społeczności jak bohaterowie. Chciałbym, żeby to dotyczyło wszystkich. Mogą być z siebie dumni.

Rzeczywiście, mogą być z siebie dumni polscy zawodnicy, którzy w dniach 29.01 – 5.02.2013 r. reprezentowali nasz kraj na X Światowych Zimowych Igrzyskach Olimpiad Specjalnych w PyeongChang w Korei Południowej, rywalizując w 5 z 7 dyscyplin rozgrywanych na igrzyskach: narciarstwie biegowym, narciarstwie zjazdowym, łyżwiarstwie szybkim, biegu na rakietach śnieżnych i hokeju halowym (pozostałe dwie dyscypliny to short track i snowboard). W sumie Polacy zdobyli 46 medali: 19 złotych, 17 srebrnych i 10 brązowych.

W igrzyskach wzięło udział 3300 niepełnosprawnych intelektualnie zawodników z całego świata. Polska wystawiła 59-osobową reprezentację, w skład której weszło 41 zawodników. Zespół ten został wyłoniony spośród złotych medalistów VIII Ogólnopolskich Zimowych Igrzysk Olimpiad Specjalnych w Wiśle i Kielcach. Była to jedna z najliczniejszych grup sportowych na igrzyskach. Znaleźli się w niej zawodnicy z całego kraju, którzy na co dzień ćwiczą w regionalnych klubach sportowych. Najmłodszy zawodnik miał 13 lat, najstarszą reprezentantką Polski była 59-letnia Maria Ogińska, narciarka alpejska, która startowała już w III Światowych Zimowych Igrzyskach Olimpiad Specjalnych w 1985 r. w Park City.

Zdaniem specjalistów, przygotowanie infrastruktury sportowej w PyeongChang było na bardzo wysokim poziomie. Ten znany ośrodek sportów zimowych leży w północno-wschodniej części Korei Południowej. Charakteryzuje się bliskością obiektów sportowych (wszystkie oddalone są od siebie o kilkanaście minut), świetną lokalizację ma też wioska dla mediów. Ośrodek znany jest również z tego, że każdego roku odbywają się tu ćwiczenia amerykańskich i południowokoreańskich żołnierzy piechoty morskiej. Do 2017 r. ma tu być zakończona kolejowa inwestycja, dzięki której z Seulu, odległego o 180 km, będzie można dojechać do ośrodka w niespełna godzinę. W 2009 r. PyeongChang organizował mistrzostwa świata w biathlonie. A potem pechowo przegrał walkę o organizację zimowych igrzysk olimpijskich najpierw z kanadyjskim miastem Vancouver, a następnie z rosyjskim Soczi (2014). Szczęśliwą dla tego miasta stała się data 6 lipca 2011 r., kiedy to zostało wybrane na gospodarza zimowych igrzysk olimpijskich w 2018 r.

Korea Południowa nigdy jeszcze nie gościła tak dużej imprezy zimowej, jaką były X Światowe Zimowe Igrzyska Olimpiad Specjalnych, które stały się dla przyszłego organizatora zimowej olimpiady bardzo ważnym sprawdzianem. Dla niepełnosprawnych sportowców i kibiców okazała się krajem niezwykle życzliwym. Na Kyun Won, przewodnicząca komitetu organizacyjnego igrzysk, tak zachęcała do wzięcia w nich udziału: – Zapraszamy zawodników do „Mekki” sportów zimowych, do PyeongChang. U nas będą mogli rywalizować bez względu na to, skąd pochodzą, ile mają lat, jakiej są rasy i w co wierzą. Dla nas ich uczestnictwo jest bardzo ważne, bo dzięki niemu tworzymy świat wzajemnej tolerancji. Zapraszamy wszystkich, którzy zechcą oklaskiwać prawdziwą pasję, jaką dla zawodników olimpiad specjalnych jest sport. Koreańskie społeczeństwo do tej pory izolowało się od osób niepełnosprawnych, których w kraju jest ponad dwa miliony. Chcę, żeby po tych igrzyskach to się zmieniło. Cel jest taki, żeby za moim niepełnosprawnym intelektualnie dzieckiem na ulicy obejrzała się jedna, a nie trzy osoby. W jej słowach, wypowiedzianych podczas ceremonii zamknięcia, zabrzmiało sporo optymizmu :
– Igrzyska wznieciły wielki ogień, który może zmienić sytuację osób niepełnosprawnych. Oby płonął już zawsze.  

AMA (Źródło: internet)

 

Polscy medaliści X Światowych Zimowych Igrzysk Olimpiad Specjalnych

29.01 – 5.02.2013 r., PyeongChang (Korea Południowa)
Narciarstwo alpejskie

(11 złotych, 7 srebrnych, 1 brązowy)

Medale złote

Paweł Gredka slalom gigant (śr.), slalom (zaaw.), super slalom gigant (śr.)

Patryk Czaplicki  slalom gigant (śr.), slalom (śr.), super slalom gigant (śr.)

Monika Gil slalom (śr.)

Konrad Chołodecki slalom (śr.)

Sabina Czernic super slalom gigant (śr.)

Dawid Kujawowicz slalom (śr.)

Maria Ogińska slalom gigant (zaaw.)

Medale srebrne

Adrian Formas slalom gigant (śr.), super slalom gigant (śr.)

Monika Gil slalom gigant (śr.), super slalom gigant (śr.)

Sabina Czernic slalom (śr.)

Dawid Kujawowicz slalom gigant (śr.)

Maria Ogińska super slalom gigant (zaaw.)

Medale brązowe 

Maria Ogińska slalom (zaaw.)

 

Narciarstwo biegowe

(4 złote, 5 srebrnych, 2 brązowe)

Medale złote

Justyna Wasiluk 100 m techniką klasyczną

Henryk Trojak 1 km techniką dowolną

Marcin Sokołowski           1 km techniką dowolną

Artur Kosior            50 m techniką klasyczną

Medale srebrne

Artur Kosior            100 m techniką klasyczną

Monika Popiołek 1 km techniką dowolną

Henryk Trojak 2,5 km techniką dowolną

Justyna Wasiluk  50 m techniką klasyczną

Adam Pikul, Marcin Sokołowski, Kamil Bajko, Henryk Trojak sztafeta 4x1 km techniką dowolną

Medale brązowe

Marcin Sokołowski 2,5 km techniką dowolną

Monika Popiołek 500 m techniką dowolną

 

Hokej halowy

(medal brązowy)

Paweł Sitarski, Emil Drozd, Tomasz Miaskiewicz, Damian Giron, Adam Zieleniewski, Damian Biernath, Mariusz Rosół, Łukasz Babiarz, Miłosz Popławski, Stanisław Kozubowski, Tomasz Grudzień, Krzysztof Sznaza, Kamil Angieluk, Wojciech Garba, Tomasz Ochap, Dawid Grodecki

 

Snowshoeing

(1 złoty, 1 srebrny, 1 brązowy)

Krzysztof Czachor           medal złoty 200 m

Zofia Porwich medal srebrny 100 m

Zofia Porwich, Paweł Kucabiński, Anna Goliczewska, Krzysztof Czachor medal brązowy sztafeta 4x100 m

Łyżwiarstwo szybkie

(3 złote, 4 srebrne, 5 brązowych)

Medale złote

Paweł Menducki 777 m

Marta Wullert 1500 m

Szymon Jankowski 1500 m

Medale srebrne

Adam Szymko 500 m, 777 m, 1000 m

Bożena Wojda 777 m

Medale brązowe

Bożena Wojda 500 m

Paweł Menducki 500 m, 1000 m

Marta Wullert 777 m, 1000 m

Na początek

 

Udane igrzyska w PyeongChang

Z Piotrem Rogalskim, głównym specjalistą do spraw sportu Stowarzyszenia „Olimpiady Specjalne”, asystentem kierownika ekipy na X Światowych Zimowych Igrzyskach Olimpiad Specjalnych – PyeongChang 2013, rozmawia Anna Amanowicz.

– Jak Pan ocenia igrzyska w Korei Południowej?– Z punktu widzenia Olimpiad Specjalnych nigdy nie oceniamy igrzysk w aspekcie liczby zdobytych medali. Natomiast pod względem organizacyjnym były to najlepsze igrzyska, w jakich do tej pory braliśmy udział. Transport, zakwaterowanie, sprawność działania – dopięte były na ostatni guzik. Wszystko odbywało się o czasie, działało bez zarzutu. Polska ekipa była zdyscyplinowana, praca trenerów i opiekunów profesjonalna. Nie było napięć czy stresów. Igrzyska przebiegały spokojnie, w miłej, bardzo przyjacielskiej atmosferze.

– Pogoda Wam dopisała?

– Jak na igrzyska przystało, aura spisała się na medal. Konkurencje rozgrywane były w dwóch miejscowościach. W Pyeong-
Chang odbywały się wszystkie dyscypliny śniegowe, w GangNeung – hokej halowy i łyżwiarstwo. Podróż między tymi dwoma miejscowościami trwała krótko, zajmowała około pół godziny, ale różnice pogodowe były znaczne. W leżącym nad oceanem GangNeung śniegu było mało, temperatury dodatnie, w dni słoneczne dochodziły nawet do 10-12 stopni. Jadąc pół godziny w głąb lądu, w stronę gór (różnica poziomów na tej odległości to 700-800 m) zastawało się normalną, prawdziwą zimę, z mrozem i bardzo dużą ilością śniegu. Zdarzył się, co prawda, jeden bardzo deszczowy dzień; w konkurencjach odbywających się pod dachem nie miało to znaczenia, ale narciarzom odwołano zawody. I to nie z uwagi na warunki śniegowe, bo te nie były złe, ale panujące zimno plus deszcz mogły spowodować groźne w skutkach przeziębienia. W pozostałe dni pogoda była wprost wymarzona dla narciarzy – było słońce, lekki mróz i bardzo dużo śniegu.

– Kiedy zawody odbywają się w egzotycznych krajach, bywają problemy z dietą.

– I w PyeongChang także się zdarzyły. Nasi zawodnicy, a także niektórzy trenerzy, niechętnie chcą próbować nowych rzeczy, eksperymentować z dietą. Nie wszyscy byli zadowoleni, że ciągle im się serwuje azjatyckie jedzenie, co głównie miało miejsce podczas programu aklimatyzacji w miejscowości Chuncheon, gdzie przebywaliśmy przez pierwsze trzy dni pobytu (od 26 do 29.02.). Tam podczas wszystkich posiłków podawano nam tradycyjne koreańskie dania. Bywaliśmy także w restauracjach, gdzie nie było krzeseł – niektórzy nie bardzo radzili sobie z jedzeniem w pozycji w kucki bądź po turecku. Jedzenie w Korei jest albo na słodko, albo na ostro, albo stanowi kombinację słodkiego z ostrym. W pewnym momencie osoby przyzwyczajone do typowych polskich dań miały z jedzeniem problem. Spróbowali raz, ale każdy kolejny posiłek już nie był im w smak. Byli też zawodnicy i trenerzy, którzy chętnie eksperymentowali. W pierwszych dniach nie mieliśmy problemów gastrycznych, dopiero w drugim etapie zdarzyła się mała infekcja wirusowa związana z żołądkiem, która dotknęła nie tylko polską ekipę – to normalne zjawisko przy zmianie klimatu, flory bakteryjnej i ogólnym zmęczeniu. Nasi zawodnicy bardzo dzielnie to znieśli.

– Na stoku zdarzają się też kontuzje.

– Mieliśmy parę wyjazdów do szpitala, dokąd wieźliśmy zawodników na kontrolę po kontuzjach związanych z upadkami na nartach zjazdowych. Bardzo łatwo też o kontuzję podczas meczów hokeja halowego. Oczywiście nasi lekarze bardzo szybko w takich przypadkach reagowali, ale żeby się upewnić, że wszystko jest w porządku, wieźliśmy poszkodowanych na prześwietlenia. I choć niektóre kontuzje wyglądały groźnie, na szczęście takie nie były. Okazały się zwykłymi stłuczeniami i obyło się bez gipsów. Kuracje zastosowane przez lekarzy to były tylko okłady i środki farmakologiczne na opuchliznę.

– Zdarzyły się niespodziewane porażki, niespodziewane zwycięstwa?

– Specyfiką Olimpiad Specjalnych jest to, że dzielimy zawodników na grupy sprawnościowe, które są tak tworzone, aby rywalizacja odbywała się na równym poziomie i każdy miał szansę na zwycięstwo. Z tego punktu widzenia nie było zaskoczeń. Była natomiast niespodziewana radość z brązowego medalu polskich hokeistów. Nasza drużyna trafiła do mocnej grupy eliminacyjnej, gdzie przyszło jej zmierzyć się z bardzo silnymi przeciwnikami: Stanami Zjednoczonymi, Republiką Południowej Afryki, Marokiem, Kanadą. Na początku chłopcy mieli problemy z zakwalifikowaniem się do dalszej gry, więc kiedy w końcu zajęli trzecie miejsce w swojej grupie sprawnościowej, sprawili nam radosną niespodziankę.

Oczywiście wśród naszych zawodników są tacy, którzy wyróżniają się w grupie. Do nich zaliczyłbym Dawida Grodeckiego, sympatycznego chłopaka, najbardziej aktywnego hokeistę na boisku, który strzelił najwięcej bramek. Wśród łyżwiarzy wyróżnia się równie dynamiczny i sympatyczny Szymon Jankowski. Wart wspomnienia jest również Adrian Formas, narciarz zjazdowiec, bardzo spokojny, trochę oderwany od rzeczywistości, stwarzający w grupie wiele zabawnych sytuacji, ale niezwykle ujmujący młody chłopak.

– Trochę dziwi obecność reprezentacji Maroka, Republiki Południowej Afryki czy Ugandy na zimowych igrzyskach.

– Rzeczywiście, brzmi to trochę egzotycznie. Ale hokej halowy i bieg na rakietach śnieżnych – w tych dyscyplinach ci zawodnicy brali udział – to są takie konkurencje zimowe, które można ćwiczyć także w ciepłych krajach. Hokej halowy gra się na hali – do tego zima nie jest potrzebna. Natomiast bieg na rakietach śnieżnych oni ćwiczą na piasku, przeważnie na plaży, bądź na innym zastępczym podłożu. Dla wielu zawodników z tych egzotycznych krajów była to pierwsza styczność ze śniegiem. Mieli podwójną radość – pionierski udział w takiej imprezie i oglądanie na własne oczy naturalnego śniegu. Dodam też, że zawodnicy z Kataru wystawili zawodników do łyżwiarstwa szybkiego. Okazuje się, że przy obecnym stanie techniki łyżwiarze mogą ćwiczyć na wyłożonych specjalnych płytach plastykowych pokrytych specjalnym żelem.

– Na paraolimpiadach i igrzyskach Olimpiad Specjalnych bardzo ważną rolę odgrywają wolontariusze. Czy w PyeongChang dobrze spełniali swoją rolę?

– Praca wolontariuszy była fantastycznie zorganizowana. Wszyscy mieli na sobie charakterystyczne kurtki, z daleka dobrze widoczne. Praca DALów (Delegation Assistant Liason), czyli osób, które przez całą dobę przebywają z ekipą, okazała się niezwykle pomocna. Byli naszymi tłumaczami, naszymi oczami i uszami, z ich pomocą łatwo nawiązywaliśmy kontakt z organizatorami. Pierwszy raz spotkaliśmy się z tym, że każdy zawodnik miał imiennie przypisane lokacyjne urządzenie. Gdyby zabłądził czy zgubił się, przy pomocy GPS można go było błyskawicznie zlokalizować. Urządzenie, wyposażone również w kamerę, pozwalało ewentualnie zobaczyć, co w danej chwili ten zawodnik robi.

– Wspomniał Pan o biegu na rakietach śnieżnych, co to za konkurencja?

– To dyscyplina z założenia przeznaczona dla zawodników o niskiej sprawności fizycznej, czyli dla tych, którzy nie są w stanie nauczyć się prawidłowo biegać na nartach techniką klasyczną, nie mówiąc już o łyżwowej. Zadaniem Olimpiad Specjalnych jest dać każdemu szansę startu. Ciągle zatem poszukujemy takich form ruchu, które uaktywnią nawet zawodników o niskim poziomie sprawności.

-     To bardzo piękne i humanistyczne działanie. Dziękując za rozmowę, życzymy Stowarzyszeniu wielu sukcesów w sporcie i kolejnych pięknych imprez z udziałem zawsze licznej grupy zawodników.

Na początek

 

bowling

 

Bowlingowe potyczki w Toruniu 

W poprzednim numerze „Crossa” (artykuł „Kręgle 2013”) wyczerpująco przedstawiono przyczyny i skutki, jakie wynikają z ustawy o sporcie, która weszła w życie w połowie października ubiegłego roku. Z tego względu rok 2013 zaczął się w naszym sporcie odmiennie, zwłaszcza w bowlingu, bowiem w Stowarzyszeniu „Cross” nowe przepisy dotyczyły głównie tej dyscypliny i kręglarstwa klasycznego.

Zazwyczaj bowlingowe rozgrywki ruszały dopiero w czerwcu, wraz z dwumeczem w Chorzowie. Tym razem już w połowie lutego przeprowadzono pierwszą imprezę i to o tytuł mistrza Polski. Taki jej termin podyktowany został kalendarzem tegorocznych mistrzostw Europy. W kręglach klasycznych odbędą się one już w maju, natomiast w bowlingu – pod koniec sierpnia. Z tego względu przygotowania muszą się toczyć równolegle w obu dyscyplinach. Będzie to szczególnie trudne dla tych zawodników, którzy są zarówno w kadrze kręgli klasycznych, jak i bowlingowej.

Drużynowe mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w bowlingu sportowym (15-17.02.2013 r.) odbyły się na obiektach Fantasy Park w Centrum Toruń Plaza. Głównym ich organizatorem był Polski Związek Kręglarski, współorganizatorem – Włocławski Klub Sportowy „Pionek”. Honorowy patronat nad imprezą objął Piotr Całbecki – marszałek województwa kujawsko-pomorskiego.

W zawodach wzięło udział 16 ekip z klubów z całej Polski. W składzie trzyosobowych teamów były zarówno kobiety, jak i mężczyźni. W każdym, oprócz co najmniej jednej kobiety, musiał grać zawodnik całkowicie niewidomy. Zawody miały nie tylko wyłonić drużynowego mistrza Polski, ale również wykazać, że bariery funkcjonalne można pokonywać we wspólnej rywalizacji. Koordynatorem imprezy był Bartosz Szydłowski – wiceprezes klubu „Pionek”. Dzięki wynegocjowaniu bardzo dobrej ceny, gracze mogli zostać zakwaterowani w czterogwiazdkowym hotelu „Mercury” i trzygwiazdkowym „Ibisie”.

Od samego początku zawodów przed organizatorami została postawiona wysoko poprzeczka logistyczna. Awaria techniczna dwóch torów i niestawienie się jednego z chorzowskich zawodników zmusiły ich do dokonania zmian w blokach startowych. Decyzje musiały szybko zapadać, gdyż niewiele czasu zostało do uroczystego otwarcia mistrzostw z udziałem oficjalnych gości: wicemarszałka Sławomira Kopyścia, naczelnika Marcina Drogoroba i radnego Włocławka Sławomira Bieńkowskiego. Zawodników szczególnie ucieszyły słowa marszałka, potwierdzające jego dążenie do wybudowania we Włocławku kręgielni klasycznej. Ku zaskoczeniu i zadowoleniu wszystkich, poprosił on o możliwość otwarcia zawodów osobistym rzutem kulą. Pierwszy nie był zbyt udany, ale przy następnym kula trafiła w sam środek kręgli.

Podczas zawodów trwała zacięta rywalizacja i walka o każdy punkt. Brak sprawnych 2 torów spowodował, iż rozgrywki wydłużyły się niemal o 2 godziny. Z tego względu ani pan marszałek, ani też przedstawiciel firmy „Altix” nie mogli osobiście wręczać nagród na zakończenie imprezy. Urząd Marszałkowski ufundował nagrody rzeczowe o łącznej wartości 5 tys. zł. Był to głównie sprzęt bowlingowy, tak bardzo potrzebny niewidomym i słabowidzącym sportowcom, którego, przy zbyt wysokich cenach, sami nie byliby w stanie zakupić. Nie zabrakło także akcentów regionalnych, w tym włocławskiego keczupu i toruńskich pierników. Polski Związek Kręglarski dołożył do puli nagród okazały puchar, medale i dyplomy. Te atrakcyjne nagrody niewątpliwie mobilizowały zawodników do zaciętej walki aż do ostatniego rzutu. Nikt nie rezygnował i nie odpuszczał. Rywale trafili na bardzo dobry dzień Mieczysława Kontrymowicza z Olsztyna, który średnią z gry – równo 200 punktów – zadziwił nawet Przemysława Kanteckiego – kapitana sportowego sekcji bowlingu sportowego PZK. Sędzia nie mógł się nadziwić, jak człowiek nie widzący kręgli może z odległości 18 metrów grać tak precyzyjnie. Mieczysław sypał strajkami i zamykał ramki. Z podziwu także nie mogli wyjść reporterzy z TVP Bydgoszcz i TV Petrus z Torunia. Zażarta walka trwała również między klubami „Łuczniczka” i „Pionek”. Ostatecznie ci pierwsi zwyciężyli zaledwie 9 punktami na blisko 1700. Pionkowcy śmiali się później, iż zachowali się jak prawdziwi gospodarze, puszczając gości przodem.

Kiedy w końcu zamilkły maszyny na torach i kule powróciły na podajniki, pozostała już tylko dekoracja medalistów i rozdanie nagród. Zwyciężyli wszyscy, bo każdy z zawodników pokonał własne słabości i ograniczenia, każdy też otrzymał nagrodę lub upominek. Najcenniejsze prezenty wywiozły zespoły „Warmii i Mazur” z Olsztyna i lubelskiego „Hetmana”. Trzy wózki na dwie kule bowlingowe pojechały do Bydgoszczy. Firma Altix (na wniosek Towarzystwa Pomocy Całkowicie Niewidomym „Kret”) przygotowała dwie cenne niespodzianki dla najlepszych zawodników w kategorii B1. Szczęśliwymi wybrańcami okazali się: Mariola Maćkowiak z „Łuczniczki” Bydgoszcz i Zdzisław Koziej z „Hetmana” Lublin. Upominki za najwyższy wynik w jednej grze otrzymały kobiety z każdej kategorii: Mariola Maćkowiak (B1) za swoje 114 pkt., Jadwiga Szuszkiewicz (B2) za 189 pkt. i Honorata Borawa (B3) za 169 pkt.

 Niezadowolonych nie było widać, wszyscy wraz z marszałkiem umawiali się ponownie za rok, aby kolejny raz zawalczyć o zwycięstwo i o puchar dla mistrzów Polski. Zawody spełniły ambicje zwycięzców, były też źródłem satysfakcji dla organizatorów. Między innymi udało się, po raz pierwszy w rozgrywce drużynowej, podzielić zespół w ten sposób, by barierka zawodnika kat. B1, grającego na sąsiednim torze, nie przeszkadzała pozostałym. Pozwoliło to także na większą indywidualizację tempa gry poszczególnych jej członków. Ponadto kobiety otrzymały w końcu handicap wyrównujący – po 10 punktów za każdą grę. Naliczany on jest też na mistrzostwach Europy, Azji i świata, organizowanych przez IBSA, oraz w rywalizacji indywidualnej i drużynowej u kobiet pełnosprawnych. W sumie te 40 punktów na zakończonych DMP nie przewróciło, jak sądzili sceptycy, tabeli wyników. Wyrównały jednakże w pewnym stopniu szanse kobiet „w starciu” z mężczyznami.

Drużynowe mistrzostwa Polski w bowlingu sportowym

15-17.02.2013 r., Toruń

    1. „Warmia i Mazury” Olsztyn 1759 p.
 Agnieszka Kozłowska (B1) 327 p., Mieczysław Kontrymowicz (B2) 800 p., Cezary  Dybiński (B3) 632 p.

    2. „Hetman I” Lublin 1717 p.
Zdzisław Koziej (B1) 569 p., Anna Bryda (B2) 523 p., Grzegorz Kanikuła (B3) 625 p.

    3. „Łuczniczka I” Bydgoszcz 1690 p.
Mariola Maćkowiak (B1) 467 p., Arkadiusz Gęstwiński (B2) 566 p., Honorata Borawa (B3) 657 p.

    4. „Pionek” Włocławek 1681 p.

    5. „Podkarpacie II” Przemyśl 1559 p.

6. „Podkarpacie I” Przemyśl 1527 p.

7. „Karolinka I” Chorzów 1494 p.

8. „Karolinka II” Chorzów 1474 p.

9. „Hetman II” Lublin 1455 p.

10. „Morena” Iława 1421 p.

11. „Omega” Łódź 1403 p.

12. „Jutrzenka” Częstochowa 1391 p.

13. „Łuczniczka II” Bydgoszcz 1295 p.

14. „Hetman III” Lublin 1280 p.

15. „Karolinka IV” Chorzów 1237 p.

16. „Karolinka III” Chorzów 872 p. 

      Piotr Dudek

 

Sprostowanie

    W lutowym numerze naszego czasopisma („Cross” 2/2013), w artykule „Kręgle 2013” zamieściliśmy błędny skład Komisji Sportu Niepełnosprawnych, działającej przy Polskim Związku Kręglarskim. Poniżej przedstawiamy właściwą listę nazwisk:

     1. Bartosz Szydłowski („Pionek” Włocławek) przewodniczący

     2. Joanna Staliś („Atut” Nysa) wiceprzewodnicząca

     3. Małgorzata Nowak („Tęcza” Poznań)    sekretarz

     4. Piotr Dudek („Pionek” Włocławek) członek

     5. Piotr Kacprzak („Syrenka” Warszawa) członek
6. Czesława Konieczna („Karolinka” Chorzów) członek

     7. Krzysztof Prażmowski („Syrenka” Warszawa)  członek

     8. Włodzimierz Sajdych („Omega” Łódź) członek 

Redakcja

Na początek

 

goalball

 

Goalballowa jesień

Tradycyjnie jesienią odbywają się najważniejsze imprezy sportowe, które w danym roku wyłaniają najlepszą drużynę w Polsce w goalballu. Przełom listopada i grudnia polscy goalballiści spędzili bardzo pracowicie: 23-25.11.12 r. odbyły się mistrzostwa Polski w Katowicach, a tydzień później – spartakiada młodzieży w Lublinie. W Katowicach zagrały seniorskie drużyny męskie z całej Polski, a w Lublinie zmierzyły się reprezentacje juniorów i juniorek.

Mistrzostwa Polski w goalballu 2012

Do mistrzostw zgłosiło się 9 ekip. Z roku na rok obserwujemy coraz większą liczbę drużyn walczących o mistrzowski tytuł. Duża frekwencja na tej imprezie sprawiła, że program zawodów był bardzo napięty, a mecze rozgrywano w dwóch halach: w Katowicach i Chorzowie. Rozgrywki toczyły się systemem „każdy z każdym” i z tego powodu drużyny grały „na maksa”, nikt się nie oszczędzał i było wiele emocji. Wszystkie partie miały znaczenie, ponieważ suma zdobytych punktów decydowała o mistrzostwie.

Już od pierwszych spotkań najlepiej prezentowały się ekipy Lublina I i Katowic I. Gospodarze grali pewnie i widać było, że będą walczyć o zwycięstwo w całym turnieju. Natomiast ekipa z Lublina, również prezentująca wysoką formę, broniła trofeum, które wywalczyła rok wcześniej. Obie drużyny pewnie wygrały wszystkie swoje mecze i o mistrzostwie decydowało bezpośrednie spotkanie obu zespołów. Mecz był bardzo wyrównany, ale na 3 minuty przed końcem zespół z Katowic osiągnął przewagę 2 bramek. Wydawało się, że zdetronizują mistrzów z Lublina. Wtedy Robert Prażmo, trener z Lublina, dokonał zmiany. Na boisku pojawił się doświadczony zawodnik, który w goalball gra już ponad 20 lat. Jego doświadczenie i zdobyta bramka pozwoliły opanować emocje, które towarzyszyły grze młodych zawodników. To był kluczowy moment! Sytuacja zmieniła się diametralnie. Nerwy i błędy pojawiły się u zawodników z Katowic. W niezwykle emocjonującej końcówce Lublin zdobył 3 bramki i zwyciężył 8:7.

Z dobrej strony pokazały się zespoły, zbudowane głównie z młodzieży w wieku juniorskim: Katowice II, Wrocław i UKS Laski. Wszystkie trzy drużyny miały szansę na zajęcie 3. miejsca, ale w bezpośrednich meczach po równo podzieliły punkty między sobą. Skorzystał na tym doświadczony zespół z Bierutowa, który zdobywał mistrzostwo Polski przed kilkoma laty. Tym razem stanął na najniższym stopniu podium.

Wyniki poszczególnych meczów:

Sobota, 24.11.2012 r.

1. Lublin I – UKS Laski 11:3

2. Bierutów – Wrocław 21:13

3. Katowice I – Katowice II  16:6

4. Lublin I – Bierutów 14:4

5. Lublin II – Katowice I 2:12

6. UKS Laski – Katowice II 10:4

7. Katowice I – Wrocław 15:9

8. Katowice II – Lublin II 14:8

9. Bierutów – UKS Laski 6:1

10. Wrocław – Katowice II   11:13

11. Lublin I – Katowice I 10:9

12. UKS Laski – Lublin II 9:6

Niedziela, 25.11.2012 r.

13. Lublin II – Wrocław 2:12

14. Bierutów – Katowice I 7:10

15. Katowice II – Lublin I 9:13

16. Lublin I – Lublin II 10:0

17. Bierutów - Katowice II 9:9

18. UKS Laski – Wrocław 11:14

19. Bierutów – Lublin II 11:7

20. Katowice I – UKS Laski 15:10

21. Wrocław – Lublin I 2:12

Wyniki końcowe mistrzostw Polski w goalballu 2012 r.

1. Lublin I 18 p. (70:21)

2. Katowice I 15 p. (77:44)

3. Bierutów  10 p. (58:53)

4. Katowice II 7 p. (49:67)

5. Wrocław 6 p. (59:75)

6. UKS Laski 3 p. (44:56)

7. Lublin II 0 p. (25:68)

8. Łódź 0 p. (00:70)

 

Spartakiada młodzieży w goalballu 2012

Młodzi reprezentanci, którzy pokazali w Katowicach, że w goalball grać już potrafią (zawodnicy grający w drużynach: Lublina I i II, Katowic II oraz UKS Laski), zdobyte doświadczenie w rozgrywkach seniorskich mogli wykorzystać na turnieju w Lublinie. W zawodach wzięły udział młodzieżowe reprezentacje: gospodarzy z Lublina, Katowic oraz dwie drużyny UKS Laski I i II.

W meczu otwierającym turniej faworyci z Lublina byli w dużych opałach podczas walki z Katowicami. W dość prosty sposób tracili bramki i na początku rozgrywek przegrywali. Zawodnicy, którzy tydzień wcześniej wywalczyli mistrzostwo Polski, „obudzili” się dopiero pod koniec drugiej połowy. Drużyna ponownie udowodniła, że jest mistrzem końcówki. O zwycięstwie przesądziła ostatnia minuta gry, gdy zdobyto jedną bramkę więcej. Dalej faworyci nie mieli już problemów, pewnie pokonując obie drużyny z Lasek. W meczu decydującym o wicemistrzostwie zmierzyły się ekipy Lasek I i Katowic. Dzięki dobrej grze środkowego z Lasek w obronie, drużyna UKS pokonała Katowice, zdobywając srebrne medale. Zawodnicy ze Śląska również byli zadowoleni, bo wracali do domu z brązowymi krążkami. Dzielnie spisywała się młodziutka reprezentacja UKS Laski II, w której na pozycji środkowej grał utalentowany Paweł Nowicki. Niestety, zbrakło siły i postury. Ostatecznie przegrali swoje mecze, ale walczyli przecież z dużo starszymi kolegami.

Rozegrano również dwa mecze pomiędzy reprezentacjami żeńskimi Lublina i UKS Laski. Oba wygrał zespół Lublina, który wspierały dwie dziewczyny ze Szczecina. W tym roku Szczecinowi nie udało się wystawić swojej reprezentacji, ale chęć grania była tak duża, że dziewczyny przyjechały, by wesprzeć koleżanki, które również miały problemy kadrowe spowodowane kontuzjami.

Wyniki poszczególnych meczów:

Juniorzy:

1. Lublin – Katowice 16:15

2. Laski I – Laski II 11:3

3. Katowice – Laski II 15:5

4. Lublin – Laski I 11:1

5. Laski I – Katowice 7:4

6. Laski II – Lublin 2:12

Juniorki:

1. Lublin – Laski 14:11

2. Laski – Lublin 10:11

Wyniki końcowe spartakiady młodzieży w goalballu 2012 r.

1. Lublin 9 p. (39:18)

2. Laski I 6 p. (19:18)

3. Katowice 3 p. (34:28)

4. Laski II 0 p. (10:38)

Na obu turniejach bardzo dobrze zaprezentował się reprezentant Polski Marek Mościcki, który zdobył największą liczbę bramek - zarówno w Katowicach, jak i w Lublinie, bezbłędny był też w obronie. W Katowicach bardzo dobre przygotowanie pokazał środkowy Wrocławia, któremu trenerzy nadali miano najwszechstronniejszego zawodnika turnieju. W Lublinie młody środkowy UKS Laski, Krystian Kisiel, wykazał niesamowity instynkt i umiejętności w grze obronnej. Ważne jest, że wszyscy ci zawodnicy są młodzi, co daje duże nadzieje na przyszłość i pozwala rokować dalszy rozwój tej dyscypliny w Polsce.

Oba turnieje przebiegały w duchu sportowej rywalizacji. Ponieważ zawodnicy i trenerzy dobrze się znają, zawody toczyły się w naprawdę przyjacielskiej atmosferze. Wszystkim zależy, by z roku na rok wzrastał poziom rozgrywek, a do trenowania goalballa udawało się zachęcić coraz więcej osób niewidomych i słabowidzących w Polsce. Zawodnicy zawsze powtarzają, że oprócz tego, że gra pozwala im poprawić sprawność fizyczną i orientację przestrzenną, daje im ona naprawdę dużo satysfakcji i możliwość samorealizacji. Ponadto wyjazdom na takie turnieje towarzyszy wiele pozytywnych emocji, ważne są też zdobywane tam doświadczenia.      

Krzysztof Koc

Na początek

 

narciarstwo

 

Główny cel – Soczi

Z Łukaszem Szeligą, trenerem kadry narodowej narciarzy alpejskich, rozmawia Andrzej Szymański.

– Panie Łukaszu, podziwiałem te ewolucje, które pan wyczyniał jeżdżąc na jednej narcie na stoku Czarnego Gronia. Nie jest to łatwe.

– Musiałem się mocno napracować, by nauczyć się jeździć na jednej nodze. Bardzo pomógł mi Mirek Jakubczyk. To on mnie namówił na narciarstwo zjazdowe.

– To było po wypadku…

– …który miałem  w wieku 16 lat, kiedy to, jadąc motocyklem, zderzyłem się z samochodem. Dwadzieścia dwa lata temu. Straciłem nogę i nie bardzo sobie wyobrażałem powrót do sportu. Sport niepełnosprawnych? To nieporozumienie. Tak wtedy myślałem.

– Skąd Pan pochodzi?

– Urodziłem się w Rzykach, u stóp Czarnego Gronia w Beskidzie Małym. Tu spędziłem dzieciństwo, grałem w piłkę nożną w miejscowym klubie i niewiele brakowało, żebym się załapał do Górnika Zabrze. Tragiczny wypadek całkowicie zmienił moje życie.

– Od kiedy jeździ pan na nartach, a właściwie na narcie?

– Od 1995 roku, czyli 18 lat na jednej nodze, a zacząłem na dwóch nogach w wieku 5 lat. Dość szybko stwierdziłem, że sport niepełnosprawnych jest taki sam jak zdrowych. Wszyscy musimy wylać morze potu, by stanąć na podium.

– Czy to Szeliga rozkręcił narciarstwo alpejskie w Polsce?

– A skąd! Ta forma rehabilitacji dla inwalidów ruchu rozwinęła się w latach sześćdziesiątych. Nasi sportowcy startowali w zawodach paraolimpijskich w Innsbrucku, Albertville, Lillehammer. Brązowe medale przywozili: Ela Padok i Franciszek Tracz. Ja wystartowałem w 1998 r. na paraolimpiadzie w Nagano, potem w Salt Lake City i Turynie. Gdy zakończyłem karierę zawodniczą, zabrałem się za organizowanie narciarstwa zjazdowego w Polsce, m.in. przywróciłem do życia, po sześcioletniej przerwie, mistrzostwa Polski w narciarstwie alpejskim niepełnosprawnych (EDF CUP), dzięki którym pojawiają  się nowi zawodnicy.

– Kiedy to było?

– W 2004 roku, po śmierci Mieczysława Kosturka zostałem prezesem bielskiego „Startu”. Po ośmiu latach przerwy przywróciliśmy zawody o mistrzostwo Polski w narciarstwie alpejskim niepełnosprawnych. Jest paru ludzi w startowskich klubach, którzy rozkręcają tę dyscyplinę: Henryk Pięta z Katowic, Roman Szmidt z Poznania, Bogusław Bujak z Kielc, Darek Rutkowski z Wrocławia, że o sobie nie wspomnę. Robimy szkolenia, wyłapujemy nowych ludzi. Na mistrzostwa Polski przyjeżdża 50 – 60 osób. A myślę, że drugie tyle jeździ prywatnie.

– Jest pan trenerem reprezentacji narodowej. Ilu jest w niej zawodników?

– W szerokiej kadrze jest dziesięciu. Wymienię najlepszych. Michał Klos, po kontuzji naderwania więzadła pobocznego, dopiero wraca na stok. Amadeusz Iwanowski stara się pogodzić sport z nauką, a to nie jest łatwe. Piotr Chomiczewski z Wrocławia trenuje z nami dopiero dwa sezony, ale zrobił olbrzymie postępy. Gdy trafił do nas, jeździł najsłabiej. Ten 29-letni chłopak z niedowładem ręki będzie rywalizował o miejsce w ekipie do Soczi. Igor Sikorski (kategoria LW11, na siedząco) dostał dziką kartę na mistrzostwa świata w La Molina. Pojedzie z nami, choć ostatnio mało trenował, ze względu na zapalenie pęcherza. Antybiotyki osłabiły mu organizm. Andrzej Szczęsny od 11 lat jest w kadrze paraolimpijskiej. To najstarszy i najbardziej doświadczony zawodnik. Startował w Turynie i Vancouver. Do ostatniej paraolimpiady był świetnie przygotowany, ale spalił się psychicznie i nie pojechał najlepiej, choć zdobyte 15. miejsce w kombinacji nie było najgorsze. W Pucharze Świata udawało mu się zajmować miejsca w pierwszej dziesiątce, co w rywalizacji z alpejskimi gigantami z Niemiec, Austrii, Szwajcarii, Słowacji czy Kanady nie było takie złe. W tegorocznych mistrzostwach świata w La Molina, w Hiszpanii (22-27.02.2013 r.),  udało mu się wywalczyć  7. miejsce w slalomie – to wielki sukces naszej ekipy.

Również w Hiszpanii startuje słabowidzący Maciej Krężel z przewodniczką Anną Ogarzyńską. Niestety, do tej pory z problemami. Była dyskwalifikacja za ominiętą bramkę w slalomie, wypięta narta i DNF (do not finish) w superkombinacji, 13. miejsce w super gigancie. Czekamy jeszcze na slalom gigant, w którym Maciek z Anią  mogą  powalczyć o miejsce na podium.     

– W jakiej formie jest Maciek?

– Przez jeden sezon miał przerwę. Nie trenował, bo odkleiła mu się siatkówka w oku. Największy jego sukces to trzecie miejsce w slalomie gigancie w Pucharze Świata. Niestety, ostatnio trochę chorował i jest w słabszej formie. Nie mógł solidnie trenować  na zgrupowaniu u stóp Czarnego Gronia. Zobaczymy, co pokaże w Hiszpanii. W Rzykach pod Andrychowem spędziliśmy na treningach kilka tygodni. Ten  ośrodek jest mi dobrze znany. Powstał w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku i systematycznie się rozwija. Przybywa tras, wyciągów, stoki są ratrakowane, oświetlone, jest zaplecze. Dba o to wszystko prywatny właściciel Sławomir Rusinek. Sprzyja nam również Centralny Ośrodek Sportu w Szczyrku. Jego nowi menadżerowie są bardzo otwarci na osoby niepełnosprawne. Mamy nadzieję, że przy współpracy z ośrodkiem uda nam się solidnie przygotować naszych zawodników również do konkurencji szybkościowych.

– Jak będą przebiegały przygotowania do najważniejszej dla was imprezy sportowej – igrzysk paraolimpijskich w Soczi?

– Bardzo intensywnie. Główny cel to przyszłoroczna paraolimpiada w Soczi. Po mistrzostwach w La Molina jedziemy na finał Pucharu Świata do Soczi (prawdopodobnie Szczęsny, Krężel z przewodniczką oraz dwóch trenerów – ja i Romek Szmidt). Poznamy trasy, potrenujemy. Po kwietniowo–majowej przerwie będziemy się przygotowywać  na śniegu w Alpach włoskich, później na krytym stoku w Holandii. Jeżeli pojawią się sponsorskie pieniądze, pojedziemy latem ćwiczyć w nowozelandzkich górach. W kraju zawodnicy na zgrupowaniach będą pracować nad siłą i kondycją. Pomocne w tym będą narty wodne, dyscypliny uzupełniające, rowery. A po tym wysiłku – kompleksowa odnowa biologiczna. Nad przygotowaniami czuwają nie tylko trenerzy, ale też specjaliści: lekarze, fizjoterapeuci. W XXI wieku sport niepełnosprawnych niewiele się różni od zawodowego wyczynu pełnosprawnych.

Na początek

 

Narciarstwo biegowe w Laskach

Od kilku lat młodzież z Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych w Laskach ma możliwość stawiać pierwsze kroki na biegówkach. W 2012 roku pięcioro uczniów ukończyło Bieg Piastów, rozgrywany na trasach w Jakuszycach - Szklarskiej Porębie w górach Izerskich na dystansie 10 km. Styczeń 2013 roku zaskoczył nas piękną śnieżną zimą, co pozwoliło pójść o krok dalej i zachęcić większą grupę uczniów do podejmowania aktywności fizycznej na białym puchu.

Światowy Dzień Śniegu w Laskach 19.01.2013

Po raz pierwszy w Laskach zorganizowany został FIS Word Snow Day. Z inicjatywy Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS), jednego dnia w roku w różnych miejscach na całym świecie organizowane są darmowe imprezy na śniegu, które mają zachęcać do uprawiania sportów zimowych. Formuła jest dowolna. Mogą to być zawody, szkolenia, zabawy na śniegu dla całych rodzin. Do tegorocznego pikniku narciarskiego dołączył Ośrodek w Laskach. Impreza miała niecodzienny przebieg, bo organizowali ją niewidomi uczniowie, biegający już na nartach i biorący udział w projekcie „Pokonać Strach” Towarzystwa Narciarskiego „Biegówki”. Razem ze swoim nauczycielem, który jest instruktorem narciarstwa biegowego i trenuje z nimi na co dzień, postanowili zachęcić kolegów i koleżanki do biegania na nartach, przekazać im swoje doświadczenia i pozwolić wystartować w pierwszych zawodach w życiu. W szkoleniu i w zawodach w sprincie na 200 metrów mogli wziąć udział wszyscy chętni: uczniowie, nauczyciele, wychowawcy i przyjaciele Lasek. O to, aby nie zabrakło sprzętu, postarało się Towarzystwo Narciarskie „Biegówki”, które dla uczestników zabawy przywiozło wiele par butów, nart i kijków. Punktualnie o godz. 10 stawiła się młodzież, a wraz z nią wychowawcy i opiekunowie. Na boisku przygotowanych było 14 równoległych torów narciarskich o długości około 200 m każdy. Był to plac treningowy, gdzie prowadzono szkolenie. Większość niewidomych dzieci stawiała pierwsze kroki na nartach. Aura była mocno zimowa, cały czas z nieba sypał śnieg. Po godzinie owocnej nauki większość uczestników postanowiła się ogrzać przy ognisku, napić gorącej herbaty i obejrzeć film „Z Kasiny po olimpijskie złoto”, opowiadający o życiu codziennym i treningach najlepszej polskiej narciarki Justyny Kowalczyk.

Po powrocie na narty chętni mogli się zmierzyć w sprincie. O zwycięstwie decydował czas najlepszego biegu. Aby zwiększyć rywalizację, zawodnicy startowali w seriach po kilka osób. Niektórzy nie dawali za wygraną i startowali kilka razy, za każdym razem próbując poprawić swój najlepszy czas. Impreza miała charakter rekreacyjny, najważniejszy był udział i dobra zabawa na śniegu. Gdy zmęczona, ale szczęśliwa młodzież wracała do internatów na obiad, na nartach liczniej pojawiali się wychowawcy, pracownicy i przyjaciele Lasek. Pod koniec imprezy wraz z rodziną przyjechał prezes TN „Biegówki”. Oczywiście miał ze sobą narty i nawet wziął udział w jednym wyścigu, ustanawiając przy tym rekord trasy. Około godziny 14 ognisko dogasło, ale trzem wychowawczyniom tak się spodobały biegówki, że nie chciały oddać nart i jeszcze długo cieszyły się Światowym Dniem Śniegu. W sumie na nartach biegowych tego dnia bawiło się 38 osób.

Piknik Narciarski w Wesołej 27.01.2013

Śniegu z każdym dniem przybywało, a wraz z nim coraz więcej uczniów z Lasek systematycznie trenowało na biegówkach. Pomagali w tym wolontariusze, instruktorzy TNB i przewodnicy „Pokonać Strach”. Udało się przygotować ośmioro niewidomych i słabowidzących narciarzy do wystartowania w zawodach na dystansie 5 km podczas Pikniku Narciarskiego w Wesołej (Warszawa). Był to najliczniejszy start osób niewidomych i słabowidzących na zawodach tego typu.

Trasa biegu była bardzo dobrze przygotowana. Równe zmrożone tory pozwoliły zająć się ściganiem, a nie ciągłym korygowaniem kierunku. Konfiguracja trasy okazała się jednak zaskakująca. Pętla miała 2,5 km, a jej pierwsza część była bardzo wymagająca: posiadała kilka wzniesień, do pokonania których pomocna okazała się umiejętność podbiegania krokiem naprzemianstronnym, w dół z kolei dobra jazda bezkrokiem (odpychanie się dwoma kijkami równocześnie), pozwalająca osiągnąć wysoką prędkość. Następnie był długi, wymagający dobrej kondycji i siły podbieg (można było poczuć smak gór) i na koniec trzeba było pokonać trudny zjazd ze skrętem, podczas którego decydowały dobre umiejętności jazdy na nartach. Większość widzących uczestników wyścigu w tym miejscu cały czas się przewracała. Mniej doświadczeni zawodnicy z Lasek, dla których był to pierwszy start w zawodach, aby nie ryzykować zdrowiem, odpinała narty i zbiegała w dół. Druga część trasy była w miarę płaska i można na niej było złapać swój rytm biegu i wykazać się dobrą techniką oraz wytrzymałością. Najszybszym zawodnikiem z Lasek okazał się Arkadiusz Duda, co nie było zaskoczeniem, ponieważ już w zeszłym roku zwyciężył w Biegu Rycerskim na 20 km podczas międzynarodowych zawodów dla osób niewidomych w Norwegii. Jako druga na mecie uplasowała się słabowidząca Karolina Hil, która na tej imprezie debiutowała na nartach. Dobre przygotowanie fizyczne, wypracowane na treningach lekkoatletycznych, pozwoliło jej zająć 2. miejsce wśród wszystkich startujących kobiet.

Zdobyte doświadczenie podczas tych zawodów przyda się laskowskiej młodzieży w Biegu Piastów, w którym zamierza wystartować na 10 km. Arek dodatkowo zdecydował się jako pierwszy przetrzeć szlak w wyścigu na 26 km. Start niewidomej i słabowidzącej młodzieży przyczynił się do ogłoszenia Pikniku Narciarskiego w Wesołej za najważniejsze wydarzenie sportowe stycznia na Mazowszu.

Wyniki:

     1. Arek Duda (00:32:48.2) – 19. miejsce - 2. w swojej kategorii wiekowej.

     2. Karolina Hil (00:37:39.2) – 2. miejsce – 2. w swojej karegorii wiekowej.

     3. Grzegorz Meller (00:40:05.2) – 40. miejsce – 3. w swojej kategorii wiekowej. 

     4. Aneta Wyrozębska (00:45:43.9) – 10. miejsce – 5. w swojej kategorii wiekowej.

     5. Paweł Nowicki (00:47:01.1) – 49. miejsce – 3. w swojej kategorii wiekowej.

     6. Arnika Bukowska (00:48:41.5) – 13. miejsce – 6. w swojej kategorii wiekowej. 

     7. Mariusz Dudziak (00:51:16.5) – 51. miejsce – 4. w swojej kategorii wiekowej.

     8. Paweł Misiak (1:03:37.5) – 52. miejsce – 3. w swojej kategorii wiekowej.

     Łącznie na dystansie 5 km wystartowało 80 zawodników: 22 kobiety i 58 mężczyzn. 

Krzysztof Koc

Na początek

 

wiadomości

 

Narciarstwo

Kadra narciarskaStowarzyszenia „Cross” na 2013 rok

1. Anna Kosińska („Sprint” Wrocław)

2. Stanisław Kosiński („Sprint” Wrocław)

3. Dawid Suchodolski („Sprint” Wrocław)

4. Tadeusz Sypień („Sprint” Wrocław)

5. Michał Grochowski („Sprint” Wrocław)

6. Magdalena Wierna („Sprint” Wrocław)

Przewodnicy:

1. Dariusz Rutkowski (Wrocław)

2. Adam Pawłowski (Wrocław)

3. Agnieszka Czuczwara (Wrocław)

4. Maciej Graf (Wrocław)

5. Wiktor Bursiewicz (Wrocław)

6. Anna Mikoda-Antoniewicz (Wrocław)

Warcaby

Kadra warcabowa Stowarzyszenia „Cross” na 2013 rok 

      1. Jan Sekuła („Cross Opole”)

      2. Leszek Stefanek („Hetman” Lublin)

      3. Józef Tołwiński („Victoria” Białystok)

      4. Michał Czarski („Hetman” Lublin)

      5. Zenon Sitarz („Podkarpacie” Przemyśl)

      6. Mikołaj Fiedoruk („Victoria” Białystok)

      7. Andrzej Jagieła („Podkarpacie” Przemyśl)

      8. Bernard Olejnik („Warmia i Mazury” Olsztyn)

      9. Ryszard Biegasik („Victoria” Białystok)

     10. Mirosław Grabski („Łuczniczka” Bydgoszcz)

     11. Jolanta Pich („Podkarpacie” Przemyśl)

     12. Ewa Spiczak-Brzezińska („Warmia i Mazury” Olsztyn)

     13. Ewa Wieczorek („Victoria” Białystok)

     14. Emilia Bober („Ikar” Lublin)

     15. Jadwiga Mróz („Atut” Nysa)

     16. Petronela Dapkiewicz („Jaćwing” Suwałki)

     17. Jerzy Dzióbek („Jantar” Gdańsk)

     18. Zygfryd Loroch („Jantar” Gdańsk)

 

Kalendarium 2013

Imprezy międzynarodowe 

Lekka atletyka

Mistrzostwa świata niepełnosprawnychw lekkiej atletyce

19-28.07.2013 r., Lyon (Francja) 

Pływanie

Mistrzostwa świata niepełnosprawnych w pływaniu

11-17.08.2013 r., Montreal (Kanada) 

Kolarstwo tandemowe

Wyścig dookoła Belgii

9-12.05.2013 r., Belgia

Puchar Świata

7-9.06.2013 r., Merano (Włochy)

Puchar Świata

14-16.06.2013 r., Segovia (Hiszpania)

Puchar Europy

13-14.07.2013 r., Vratna (Słowacja)

Puchar Świata

23-25.08.2013 r., Matane (Kanada)

Mistrzostwa świata w kolarstwie tandemowym (konkurencje szosowe)

29.08-1.09.2013 r., Baie-Comeau (Kanada)

Puchar Europy

21-22.09.2013 r., Praga (Czechy)

Puchar Europy

28-29.09.2013 r., Belgrad (Serbia) 

Kręgle klasyczne

Mistrzostwa Europy niewidomych i słabo widzących w kręglach klasycznych

21-26.05.2013 r., Apatin (Serbia) 

Bowling sportowy

Mistrzostwa Europy niewidomych i słabo widzących w bowlingu sportowym

23.08-1.09.2013 r., Praga (Czechy) 

Piłka nożna

IX Mistrzostwa Europy IBSA w Piłce Nożnej (B1)

12-23.06.2013 r., Loano (Włochy) 

Showdown

Mistrzostwa świata IBSA w showdown

15-18.08.2013 r., Kamnik (Słowenia) 

Szachy

Drużynowe mistrzostwa świata w szachach

11-22.06.2013 r., Saragossa (Hiszpania)

Mistrzostwa świata juniorów w szachach

21.08-1.09.2013 r., Belgrad (Serbia)

Mistrzostwa świata kobiet w szachach

21.08-1.09.2013 r., Belgrad (Serbia) 

Warcaby

Mistrzostwa Europy w warcabach

23-31.08.2013 r., Mława (Polska)

Na początek

 

sylwetki

 

Muzykalna Alicja z Targowej

 Alicja Pędowska mieszka z rodziną w Warszawie przy ulicy Targowej 70. Nie wiadomo, jak długo jeszcze, bo mury stuletniej kamienicy niebezpiecznie pękają z powodu budowy II linii metra. W wysokim i obszernym pokoju widać szczeliny na ścianach. Szkoda byłoby opuszczać dom, w którym urodziła się 20 lat temu. Miejmy jednak nadzieję, że wszystko się dobrze skończy i katastrofy budowlanej nie będzie.

 Od urodzenia ma problemy ze wzrokiem. Na jedno oko nie widzi, w drugim jest silna krótkowzroczność. Podstawówki na Białostockiej i pierwszych klas gimnazjum na Szanajcy Alicja nie wspomina najlepiej. Uczniowie traktowali ją okrutnie, wyśmiewając jej niepełnosprawność. Nauczycielom nie opowiadała o swych problemach ze wzrokiem i dopiero odżyła w nowych szkołach – na Powiślu i Żoliborzu. Uczyła się w klasach integracyjnych wspólnie z młodzieżą na wózkach. Tam nie było agresji, tylko wzajemna tolerancja.

W liceum im. Limanowskiego na Żoliborzu zdała maturę i w zeszłym roku dostała się na studia pedagogiczne w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej przy ul. Miodowej w Warszawie.

 – Wybrałam tę uczelnie z myślą o przyszłej pracy. Mam zajęcia z pedagogiki, biomedyki, filozofii, psychologii, dydaktyki, animacji kultury, języków obcych. Ponieważ śpiewam, tańczę, gram na pianinie, to przypuszczam, że znajdę pracę w szkole lub przedszkolu i będę uczyła dzieci śpiewu czy rytmiki – zdradza plany na przyszłość Alicja Pędowska.

Dzieciństwo blisko muzyki

 Panna Alicja, od kiedy pamięta, miała zamiłowanie do muzyki i zapał do oglądania i słuchania piosenkarzy. Jej ulubieni artyści to Michael Jackson, Edyta Górniak i polsko-czeska solistka Ewa Farna. Ich plakaty wiszą na ścianie panieńskiego pokoju. Jako dwunastolatka zaczęła tańczyć w klubie „Classic” u Rusłana Butko z Ukrainy. Rodzice musieli płacić za te zajęcia, a w domu się nie przelewało. Mama Alicji nie pracuje, opiekuje się synem z porażeniem mózgowym. Ojciec, jedyny żywiciel rodziny, jest kurierem, starszy brat pracuje w pobliskim centrum handlowym, a najstarsza siostra w firmie ubezpieczeniowej. Zupełnie przypadkowo, szperając w internecie, dowiedziała się o Stowarzyszeniu „Cross”, które prowadzi sekcję tańca sportowego. Skontaktowała się z warszawskim klubem „Syrenka” i zaczęła uczęszczać na zajęcia. To było prawie sześć lat temu.

 – Od razu mi się spodobało. Fajnie poprowadzili mnie trener Marcin Błażejewski i jego żona Dorota. W sekcji otaczali mnie ludzie życzliwi, nie tak jak w „Classicu”, gdzie na każdym kroku osoby sprawne wzrokowo dawały mi odczuć swoją wyższość. Pierwszym moim tanecznym partnerem był Krzysiek Pyrka, następnym Jakub Woźniak, chłopaki z Pragi – opowiada Alicja.

 I z tym Jakubem zdobyła kilka medalowych miejsc. Na zeszłorocznych, grudniowych mistrzostwach Stowarzyszenia „Cross” wywalczyli pierwsze miejsca w kategoriach standard, łacina oraz open. Ale, niestety, ten związek jest już rozwiązany. Jakub to zdolny chłopak, ale trochę się lenił do treningów, a to przecież podstawa sukcesów tanecznych. Na dobre wyniki składa się 10 proc. talentu i 90 proc. ćwiczeń. Alicja już dogadała się z nowym chłopakiem, Erwinem Olewińskim, i z nim będzie startować w tanecznych turniejach.

 Ta młoda dziewczyna ma jeszcze dwie pasje związane z muzyką: śpiew i grę na pianinie. Pani Alicja Szczepankowska, nauczycielka gry, odkryła u niej słuch muzyczny i skierowała na zajęcia emisji głosu. Panna Pędowska pobiera więc dwa razy w tygodniu lekcje w ognisku muzycznym na Nowolipkach. Wystąpiła nawet (razem z dziećmi z Lasek) przed Krzysztofem Mikołajewskim, burmistrzem dzielnicy Targówek, na spotkaniu zorganizowanym przez koło PZN z ulicy Targowej. To nie wszystko. W Busku Zdroju nagrała swój pierwszy utwór „Ale to już było” z repertuaru Maryli Rodowicz. Następnym krokiem jest planowany udział w I Światowym Festiwalu Piosenki pt. „Głos serca”, który odbędzie się w Krakowie.

 – Dla mnie taniec to terapia. Ponieważ jestem osobą nieśmiałą, uczestnictwo w ćwiczeniach i turniejach pozwala otworzyć mi się na innych ludzi. Uciekają lęki i kompleksy – mówi ładna, długowłosa brunetka.

 Na jednej ścianie w jej „pękającym” gniazdku jest elektroniczne pianino, na drugiej – olbrzymie lustro, przed którym może ćwiczyć figury taneczne.

 – Nie ćwiczy z panią starszy brat? – pytam dziewczynę. – Niestety, nie chce! – uśmiecha się Alicja. – Pozostaje mi solówka. 

Andrzej Szymański

Na początek

 

turystyka

 

Puszcza Kampinoska

Jeśli ktoś zapragnie odpocząć od szumu i zgiełku stolicy, wystarczy wsiąść do autobusu podmiejskiego do Truskawia, Sierakowa czy Dziekanowa Leśnego. Kilkadziesiąt minut jazdy i już się jest w leśnej ciszy – u początku szlaków turystycznych wiodących w głąb Puszczy Kampinoskiej, na których zimą spotkać można obecnie coraz więcej miłośników narciarstwa biegowego.

Puszcza Kampinoska to jeden z większych kompleksów leśnych w Polsce oraz rzadki przykład sąsiadowania reliktów pierwotnej przyrody z dużym skupiskiem miejsko-przemysłowym.

Cały obszar puszczy, ze względu na wybitne wartości przyrodnicze, wchodzi w skład utworzonego w 1959 roku Kampinoskiego Parku Narodowego. Jego powierzchnia wynosi obecnie 33,6 ha. Park ma 20 rezerwatów ścisłych. Można je zwiedzać bez przewodnika, chodząc jedynie znakowanymi szlakami turystycznymi. Puszcza Kampinoska porasta fragment pradoliny Wisły. Płynące tu niegdyś obfite wody pozostawiły olbrzymie pola piaskowe, które na skutek działania wiatrów uformowane zostały w potężne wały wydmowe. Charakterystyczny dla puszczy jest równoleżnikowy układ pasm wydm i bagien. Na ich styku występują duże – dochodzące do 20 metrów – różnice wysokości. Z tego powodu w języku potocznym upowszechniło się określenie puszczańskich wydm mianem „góry”.

Lasy w puszczy były zawsze ostoją zwierzyny, chronionej niegdyś królewskim prawem. Dziś „herbowym” zwierzęciem jest tu łoś, którego ponownie sprowadzono po II wojnie światowej i udomowiono. W jego sąsiedztwie żyją dziki, sarny i lisy. Na kampinoskich wydmach króluje sosna, a w rejonie bagien – dąb, grab i lipa. Nieuchronnym świadectwem ekspansji są chwasty towarzyszące zagrodom i wdzierające się w głąb lasu. Na terenie parku znajduje się kilkadziesiąt okazałych drzew – pomników przyrody.

Puszcza Kampinoska odegrała w historii Polski niepoślednią rolę. Już w średniowieczu była terenem penetracji i osadnictwa. Świadczy o tym grodzisko w Zamczysku. Tu rozgrywała się część działań Insurekcji Kościuszkowskiej 1794 roku, tu chronili się uczestnicy powstań listopadowego i styczniowego. Przez puszczańskie lasy maszerowały oddziały armii „Poznań” i „Pomorze”. Puszcza była też świadkiem dramatycznych walk wrześniowych w 1939 roku.
W okresie hitlerowskiej okupacji przez jej teren przebiegała granica Generalnej Guberni i Rzeszy – wzdłuż rzeki Łasicy. Puszczańska polana opodal Palmir była miejscem bestialskich zbrodni hitlerowskich. Zamieniła się w ogromne cmentarzysko.

Wielkim miłośnikiem Puszczy Kampinoskiej był twórca Kampinoskiego Parku Narodowego, profesor Roman Kobendza. Od lat dwudziestych ubiegłego wieku utrwalał on tę swoją puszczańską krainę na kliszy. Czarno-białe zdjęcia ogląda się  jak obrazy. Ich zbiór stanowi też dokument zmian, jakie dokonały się w puszczy. Obecnie jest ona jakby taka sama, ale niestety już nie ta sama jak przed wielu laty. Zniknęły grząskie bagna, broniące dostępu do ostoi zwierzyny. To sprawił pomysł ich melioracji. Na wydmach nie znajdziemy już połaci piachu pomarszczonych w fale przez wiatr. Rośnie już tam las. On sam też się zmienił, pociemniał.

Puszcza Kampinoska stanowi swoiste muzeum na wolnym powietrzu. Można tu dokonywać obserwacji naturalnych zespołów roślinnych i zwierząt. Do tego celu tworzy się specjalne ścieżki przyrodnicze. Puszcza jest też terenem prac naukowych. Prowadzone są badania koegzystencji puszczy i wielkiej metropolii stołecznej. Dostarcza przecież ona Warszawie dużych ilości przepełnionego żywicznymi olejkami tlenu.

Najbardziej jednak kwitnie w puszczy turystyka. Szlaki turystyczne są licznie uczęszczane przez cały rok. Można tu spotkać miłośników spacerów, nordic walking, narciarstwa biegowego i wycieczek rowerowych. Szczególnie popularna jest wschodnia część puszczy – rejon Dziekanowa, Palmir, Lasek i Truskawia. Miejscowości te są dogodnymi punktami wyjściowym na puszczańskie szlaki.

Puszcza nie nadaje się do imprez masowych. Brak jest bazy noclegowej dla dużych grup i obiektów o wysokim standardzie. Turystyce takiej nie sprzyjają też przepisy KPN. Zgodnie z nimi, w parku można chodzić bądź jeździć rowerem tylko drogami i szlakami znakowanymi. Biwakować i palić ogniska można jedynie w wyznaczonych miejscach. Na puszczańskie drogi nie wolno wjeżdżać samochodami.

Szlaki turystyczne Puszczy Kampinoskiej

Z Dziekanowa Leśnego:

      czerwony – główny szlak puszczański do Brochowa, o długości 53,5 km. Wiedzie wzdłuż Kampinoskiego Parku Narodowego; 

     zielony – południowy szlak leśny do Żelazowej Woli, o długości 49 km;

     czarny – szlak podmiejski, biegnie przez Janówek do Truskawia (16 km).

Z Truskawia:

     żółty – wiedzie przez Zaborów Leśny i Wiersze do Leszna (17,5 km).

Z Kampinosu:

     niebieski – południowy szlak krawędziowy o długości 44 km. Wiedzie do Wólki Węglowej przez rezerwat Nart, rezerwat Zamczysko, uroczysko Tomczyn, Zaborów. 

Teresa Dębowska

Na początek

 

psychologia i sport

 

Trening psychologiczny w szachach (II) 

    W pierwszej części cyklu poświęconego treningowi psychologicznemu w szachach („Cross” nr  2/2013) zaprezentowałem program oparty na pięciu filarach. Wymienię je raz jeszcze:

      - umiejętność wyznaczania sobie celów,

      - pozytywne myślenie,

      - radzenie sobie ze stresem,

      - kształtowanie charakteru,

      - pozytywny obraz siebie.

Dwa pierwsze zostały omówione, teraz kolej na trzeci – radzenie sobie ze stresem.

Tematyka stresu i sposobów radzenia sobie z nim to w ostatnich latach ważkie zagadnienie zarówno w sporcie, jak i z punktu widzenia zarządzania zasobami w życiu osobistym i zawodowym. Praktycy zwracają uwagę na kilka istotnych związków.

     1. Zarządzanie energią, a nie czasem, jest gwarancją sukcesu w pracy i w życiu osobistym. Przy niskiej energii można mieć 10 godzin na wykonanie zadań,  ale osiągnąć mniej celów, popełnić przy tym więcej błędów w porównaniu z czasem 5 godzin przeznaczonych na te same zadania, ale przy wysokim poziomie energii.

     2. Zły stan zdrowia pracowników może mieć negatywny wpływ na efektywność firmy.

     3. Źródła amerykańskie szacują straty w tamtejszej gospodarce z tytułu tak zwanej „pozornej obecności” w pracy na 150 miliardów dolarów.

Już tych kilka obserwacji wystarczy, aby promować hasło „dobrostanu”. Temat zostanie omówiony tutaj zatem szerzej, nie tylko z punktu widzenia szachistów.

Sugeruję Czytelnikowi, aby przyjrzał się poszczególnym zagadnieniom z dwóch perspektyw:

     1. ja – jako ten, który stres u innych wywołuje,

     2. ja – jako ten, który stresowi podlega.
Taka autoanaliza i idąca w ślad za nią samoświadomość mogą być pierwszym krokiem do pozytywnej zmiany!

Czym jest stres?

Słowo „stres” (pochodzi od łacińskiego „stringere” – zaciskać) jest kojarzone z cierpieniem, chorobą, dysfunkcją. Oto dwie powszechnie akceptowane definicje stresu:

     „Stres jest nieswoistą reakcją organizmu na wszelkie stawiane mu wymagania” (Hans Selye – twórca teorii stresu),

      „Stres to stan, w jakim się znajdujemy, gdy postawione nam wymagania nie są zrównoważone naszymi możliwościami” (Richard Lazarus).

Czasem pojęcie stresu obrazowane jest przez metaforę człowieka balansującego na linie. Przy normalnym poziomie stresu człowiek posuwa się do przodu, opierając się na swoich umiejętnościach i doświadczeniach; przy nadmiernym – musi poważnie liczyć się z upadkiem. W sytuacjach ekstremalnych, jakich czasem dostarcza życie, lina nie jest już pozioma, ale pionowa, a pracownik uprawia nie balansowanie, ale „skok na bandżi bez liny”. O różnych poziomach stresu będzie jeszcze mowa później.

Stres psychiczny wiąże się zatem ze stanem podwyższonej aktywizacji ustroju; także stanem wzmożonego napięcia emocjonalnego. Zgodnie z klasycznym podejściem Hansa Sely’ego (1977), reakcje na stres przebiegać mogą trzyfazowo.

1. Reakcja alarmowa.

2. Faza odporności.

3. Faza wyczerpania.

W fazie pierwszej, alarmowej, następuje mobilizacja organizmu do stawienia czoła problemom. Można porównać ten etap do pierwszego etapu wypalenia zawodowego. Jakość wyników sportowych czy pracy może nawet jeszcze nie ulegać zmianie. Zawodnik czy pracownik podwaja wysiłki, uważa, że nie należy się uskarżać, nie daje sobie prawa do wypoczynku, pomocy ze strony innych osób, nie oczekuje tolerancji. Chodzenie w aureoli niezastąpionego przynosi przecież również korzyści: – Skoro tak się poświęcam, to oczekuję wyników i nagrody. Mogą już pojawiać się dolegliwości fizyczne: bóle pleców, żołądka; często najsłabszy narząd w organizmie jako pierwszy daje sygnał o zagrożeniu. Na tym etapie człowiek może sobie jeszcze sam pomóc. Wypoczynek może dać efekt, ale jeśli nie ulega sposób funkcjonowania w środowisku, to praprzyczyna kłopotów wciąż istnieje!

W fazie drugiej organizm przystosowuje się do zaistniałej sytuacji, funkcjonując „na podwyższonych obrotach”. Tu mogą już pojawiać się kłopoty psychiczne: większa drażliwość, kłótliwość, skłonność do stanów depresyjnych. Poziom wyników w dalszym ciągu może być zachowany, ale pojawiają się drobne zacięcia w trybach dobrze funkcjonującej maszyny: niespodziewane porażki w szachach, zapominanie o spotkaniach, zanikanie więzi towarzyskich lub wdawanie się w romanse jako namiastki bliskości. To postępowanie jest „drogą ku bankructwu emocjonalnemu”. Na co dzień już pojawiają się „dopalacze”. Skoro wieczorem nie można zasnąć, a rano się dobudzić, to trzeba sięgać po leki na sen, drinki. A rano – mocne kawy! Paradoksalnie – choroba fizyczna w takim momencie może ułatwić wyzwolenie z kleszczy stresu!

W fazie trzeciej następuje gwałtowne załamanie – pojawiają się choroby, a na-wet w skrajnych przypadkach zgon. Inną ceną za wcześniejsze etapy jest rozbite małżeństwo, poczucie przegrania życia. W tej fazie bez długotrwałego leczenia nie można sobie samemu poradzić.

Dlatego warto zawczasu kontrolować swój stan fizyczny i emocjonalny, zależność od nastrojów, poziom motywacji, jakość więzi z ludźmi! Jesteśmy sobie i innym ludziom potrzebni wypoczęci i wyspani!

Główne przyczyny stresu

Stres jest stanem organizmu, który mogą wywołać różne przyczyny, zwane stresorami (przy czym stresor = sytuacja stresowa = sytuacja trudna).

Czynniki organizacyjne:

      - przeciążenie nadmierną liczbą zadań do wykonania,

      - zbyt duży ciężar odpowiedzialności i pojawiające się w związku z tym lęki,

      - zbyt mało pracy do wykonania (co wydaje się na pozór rajem!),

      - złe warunki fizyczne,

      - rozwój techniki, przeciążający system nerwowy lub możliwości uczenia się (np. komputery i ich wpływ na oczy, układ mięśniowy i kostny; aplikacje zbyt trudne do opanowania dla przeciętnego użytkownika),

      - niejasno sprecyzowane wymagania trenera, zwierzchników w pracy, sprzeczne ze sobą obowiązki, na przykład w sytuacji, gdy pracownik podlega dwóm dyrektorom (niektórzy badacze u podstaw etiologii schizofrenii doszukują się tak zwanego „podwójnego wiązania” – „double bind” – czyli komunikacji opartej na wysyłaniu sprzecznych ze sobą komunikatów!).

Ludzie:

      - trudne relacje z członkami zespołu, trenerem, bezpośrednim przełożonym,

      niewłaściwa komunikacja ze współpracownikami, na przykład w kulturze opartej na         

      maksymalnym osiąganiu celów można zapomnieć o relacjach trudne relacje z klientami i

      innymi ludźmi spoza firmy,

      - zaniedbywane życie rodzinne z powodu nadmiaru pracy, mobbing, molestowanie seksualne lub moralne.

Czas:

     - praca zmianowa,

     - pośpiech i ograniczone terminy, może nieprzypadkowo nazywane w korporacjach „deadline”,

     - wydłużony czas pracy,

     - uciążliwe podróże i dojazd do pracy,

     - niepewność co do przyszłości firmy, stanowiska, funkcji, itp.

Czynniki motywacyjne:

      - wyniki sportowe nieadekwatne do ambicji lub możliwości,

      - praca tylko dla pieniędzy,

      - niskie wynagrodzenie za pracę, niewystarczające do godnego życia,

      - praca nie zaspokajająca ambicji i nieadekwatna do talentów pracownika,

      - surowe i nieobiektywne ocenianie ze strony przełożonych i podwładnych,

      - awans zawodowy lub degradacja.

Działania antystresowe

Doświadczenia psychologów i lekarzy wskazują, że w walce ze stresem nie wystarczą drobne techniki. Trzeba działać na kilku poziomach.

? Poziom pierwszy: fizyczny. Na tym poziomie człowiek dba o „naostrzenie piły”, o wzmocnienie swej witalności, energii życiowej. Ruch na świeżym powietrzu, ćwiczenia fizyczne, uprawianie sportu, właściwe odżywianie powinny mieć stałe miejsce w jego życiu. Nieprzypadkowo ruch fizyczny znajduje się u podstawy najnowszej koncepcji „piramidy żywienia”. Doświadczenia lekarzy z Nordic Walking zachęcają do promowania tej formy aktywności. W niektórych programach ochrony zdrowia zaleca się przejście szybkim marszem ośmiu tysięcy kroków dziennie; na tę formę aktywności zwraca się także uwagę w kursach antystresowych. Zaobserwowano, że ruch ma związek z poprawą poziomu inteligencji. Przykładów potwierdzających wartość aktywności fizycznej można mnożyć wiele.

? Poziom drugi: werbalny i realny. Człowiek stara się myśleć, mówić i działać pozytywnie, szukając wyjścia z trudnych sytuacji. Dokonuje realistycznej oceny sytuacji. Robi to na poziomie świadomym, poznawczym, znajdując dla trudnych sytuacji nowe, pozytywne znaczenia. Wykorzystuje przy tym techniki pozytywnego, kreatywnego i realistycznego myślenia i rozwiązywania problemów. Zwrócę krótko uwagę na tak zwane pozytywne myślenie. Taką „grę w zadowolenie”, optymizm analityczny, psychologowie nazywają „efektem Pollyanny”, nawiązując do działań bohaterki powieści Eleanor H. Porter. Pollyanna w każdej trudnej sytuacji starała się znaleźć pozytywne aspekty. W wielu sytuacjach pozytywne myślenie może prowadzić do pozytywnego działania, ale bywa i tak, że staje się źródłem kolejnych stresów, gdy świat mimo wszystko nie chce się polepszyć!

? Poziom trzeci: związany z postawami. Na tym poziomie człowiek sta-ra się budować głębokie i przyjazne relacje z ludźmi. Umiejętność budowania i utrzymywania związków „Ja – Ty” ma mocne działanie antystresowe. Istnieją koncepcje szczęścia, które bazują właśnie na budowaniu dobrych relacji z innymi ludźmi.

? Poziom czwarty, to świat misji, wartości, pełnionych ról. Człowiek stara się nadać swemu życiu głębszy sens. Charakterystycznym hasłem dla tego poziomu może być wers Horacego „Non omnis moriar” – „Nie wszystek umrę”, z jego Pieśni. Coś po mnie pozostanie, i to nie tylko sława i poezja. Coś, w sens czego głęboko wierzę. Do tego poziomu przeżywania świata nawiązuje też Paulo Coelho w popularnej
w Polsce powieści „Alchemik”.

Dopiero kontrola tych czterech poziomów może stworzyć dobre pod-sta-wy do radzenia sobie w warunkach dużego obciążenia zadaniami zawodowymi i osobistymi. Działania z poziomów niższych niż czwarty są bardzo użyteczne i mogą być adekwatne przy mniejszej skali stresu, w mniej traumatycznych sytuacjach. Mają też swoje ograniczenia.

Pozostanie na pierwszym poziomie może przypominać działania jeźdźca bez głowy. Ruchu dużo, tylko kierunek może być niesłuszny. Pozytywne działania z poziomu drugiego mogą grozić hurraoptymizmem bez podstaw. W obliczu trudniejszych życiowo doświadczeń techniki pozytywnego myślenia będą zawodzić, nie będą działały przy wydarzeniach ekstremalnych. Amerykanie ukuli swój zwrot: „Jeśli cię to nie zabije, to cię wzmocni”. Ale są sytuacje, wydarzenia, wywierające traumatyczny wpływ na psychikę człowieka do końca życia; po których „świat nigdy już nie będzie taki sam”. Natomiast samo opieranie się na kontaktach z ludźmi, z poziomu trzeciego, może prowadzić do samozadowolenia, wzajemnej adoracji – i działać jak plaster, ale nie lek leczący przyczynę bólu. Jak dokleja się liście do wysuszonego pnia, to niewiele to poprawi kondycję drzewa. Trzeba podlewać korzenie. Podejście z czterech poziomów to podejście zintegrowane. I o możliwościach pozytywnych zmian z pozycji misji, wartości i pełnionych ról będzie traktowała druga i trzecia część cyklu.

Przede wszystkim – profilaktyka!

Profilaktyka jest lepsza niż leczenie. Dlatego warto myśleć o przeciwdziałaniu stresowi, zanim się pojawi. Oto podstawowe kroki do podjęcia, które pozwolą radzić sobie ze stresem, realizować cele i kształtować odporność psychiczną:

- stwórz jasny system wartości – ustal, co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu,

     - ćwicz wolę i charakter – traktuj to jako zadanie życiowe,

     - buduj odpowiedzialnie swoje więzi społeczne z innymi ludźmi,

      - korzystaj ze wsparcia i pomocy innych, nie zamykaj się w sobie,

      - buduj pozytywny obraz siebie,

      - ucz się technik komunikacji i asertywności, przeczytaj coś o inteligencji emocjonalnej, - obserwuj siebie podczas trudnych mo-men-tów w komunikacji i wyciągaj wnioski,

     - stosuj metody samokontroli emocjonalnej, opanuj jakąś technikę relaksacyjną,

     - zwracaj uwagę na swoje wewnętrzne monologi,

     - koncentruj się na wykonaniu zadania – miej tak zwane „podejście zadaniowe”, efektywnie wykorzystuj czas,

     - bądź aktywny fizycznie i stosuj zdrową dietę.

Działanie w stresie

Pomimo różnych wysiłków zapobiegawczych, stres kiedyś nadejdzie. Jest przecież nieodłącznym elementem życia. Oto kilka sposobów radzenia sobie z istniejącym stresem.

     - Przede wszystkim uświadom sobie, że to, co właśnie przeżywasz – to stres!

     - Odnieś aktualną sytuację do swojego systemu wartości.

     - Miej dystans do wydarzeń – wykorzystaj inne perspektywy widzenia, czasu.

     - Zamień negatywne myślenie na pozytywne.

     - Szukaj pomocy i wsparcia u innych.

     - Zadziałaj od razu pozytywnie, zrób coś pozytywnego, byle tylko przełamać marazm.

     - Szukaj nowych ocen dla sytuacji – zastosuj na przykład słownik zamiany.

     - Obniżaj napięcie mięśni poprzez regulację oddechu.

Jedną z zalecanych technik samokontroli jest relaksacja. Relaksacja, czyli odprężanie organizmu, od wielu lat jest stosowana przez sportowców na całym świecie. Różnorodne badania potwierdzają, że trening relaksacji może przynieść ćwiczącemu wiele korzyści. Obecnie nie ma problemów z dotarciem do kaset relaksacyjnych; po-ważniejszą trudnością może być jedynie wybór najwłaściwszej dla danej osoby. Podczas wieloletnich zajęć w Młodzieżowej Akademii Szachowej zaobserwowałem pewne negatywne zjawisko – otóż nawet jeśli młodzi ludzie są przekonani o wartości relaksacji, to mają problemy z utrzymaniem systematyczności i wytrwałości w ćwiczeniach. Natomiast pozytywnych efektów relaksacji można oczekiwać dopiero po miesiącu ćwiczeń. 

Jan Przewoźnik

Na początek

 

zdrowie

 

Wiosenne przesilenie

„Jeśli starzec przeżył marzec – będzie zdrów. Jeśli baba w maju blada – pacierz zmów”. To ludowe porzekadło trafnie oddaje stan naszego zdrowia na przedwiośniu (nie tylko osób starszych).

CBOS przeprowadził parę lat temu badania związane z naszym samopoczuciem na wiosnę. Okazało się, że choć jest ona najbardziej ze wszystkich oczekiwaną porą roku, 60 procent pytanych czuło się gorzej na przedwiośniu i w okresie wiosny, a ponad 40 procent twierdziło, że nasiliły się im choroby przewlekłe. Niemal tyle samo ankietowanych osób czuło się bez sił i było rozdrażnionych, a co trzecia narzekała na kłopoty z koncentracją.

Nasze samopoczucie na wiosnę w dużej mierze zależy od tego, jak bardzo pofolgowaliśmy sobie w zimie. Większość z nas rzadko opuszcza wtedy ciepłe mieszkanie, a drogę do pracy i z powrotem (nawet jeśli jest krótka) odbywa samochodem lub innymi środkami komunikacji. Obfite i kaloryczne posiłki, na które mamy apetyt zimą, powodują tycie, co dodatkowo osłabia naszą kondycję. – Wiosną metabolizm ulega przyspieszeniu, ale ciało nie nadąża za głową, w której rozpoczyna się zwiększona produkcja różnych hormonów – tłumaczą specjaliści. – Słońce i ciepło działają na nasz mózg, konkretnie zaś na umiejscowione w nim podwzgórze. Tam znajduje się nasz zegar biologiczny. Chodzi o to, żeby zgrać się z rytmem przyrody.

Nie stanie się to natychmiast, bowiem zimowo-wiosenne przesilenie to także poważne metamorfozy w środowisku. Dzień się wydłuża, zmiana czasu wymusza na nas modyfikację rytmu dobowego. Niektórzy na każdy spadek ciśnienia, silny wiatr czy przypływ frontu atmosferycznego reagują natychmiast. Zima i wczesna wiosna są dla nich najgorsze. Najwięcej jest osób wrażliwych na gwałtowne zmiany pogody, burze, wichury, nagły wyż. Meteoropaci, wśród których przeważają kobiety, odczuwają wtedy różne dolegliwości. Najczęściej są to bóle, kłopoty żołądkowo-jelitowe, obniżenie nastroju, nawet depresja. Marzec i kwiecień to najniebezpieczniejszy okres dla chorych na serce. Gorzej czują się wtedy też cukrzycy, bo przy gwałtownym przechodzeniu frontów ciepłego i zimnego powietrza rośnie jego wilgotność, co prowadzi do spadku poziomu cukru we krwi. Nasilają się schorzenia reumatyczne – rano czujemy się połamani (lekarze zalecają wtedy leki przeciwbólowe lub przeciwzapalne; pomagają też ciepłe kompresy na bolące miejsca). Wczesną wiosną dają o sobie znać wrzody żołądka i dwunastnicy. Przesilenie wiosenne może również zwiększać naszą podatność na infekcje wirusowe i bakteryjne, zwłaszcza górnych dróg oddechowych. Wiosna to nie jest dobry czas także dla alergików, których uczulają pyłki roślin (najbardziej leszczyny i brzozy), powodując przewlekły katar, bóle głowy czy kaszel. Na przedwiośniu nasila się także syndrom tzw. czarnego poniedziałku. Wtedy rano, gdy szykujemy się do pracy, zdarza się najwięcej zawałów i udarów.

Nasze oswajanie są z nowymi warunkami, jakie niesie ze sobą najpiękniejsza pora roku, trwa zazwyczaj około miesiąca. W tym trudnym dla nas okresie musimy sobie sami pomóc. Jak zwalczyć zmęczenie i poczuć się lepiej? Oto kilka wypróbowanych, a przy tym prostych sposobów. Po pierwsze – zadbaj o dłuższy sen i budź się spokojniej. Stawanie na baczność tuż po sygnale budzika wzmaga rozdrażnienie, nie dające organizmowi szansy na zrzucenie z siebie rozleniwienia po śnie (mówi się wtedy, że ktoś jest półprzytomny). Po wyjściu z łóżka dobrze jest otworzyć okno i zrobić kilka głębokich oddechów. Jeszcze lepiej, gdy czas na to pozwala – wykonać poranną gimnastykę (nie musi trwać długo – 10-15 minut w zupełności wystarczy, by rozluźnić mięśnie). Przed opuszczeniem domu należy zjeść śniadanie. Najlepiej takie, które da nam energię na rozpoczynający się dzień. Dla rannych niejadków niech to będzie chociaż tost z dżemem lub osłodzona herbata (pod warunkiem, że na drugie śniadanie wyrównają swój bilans energetyczny, a nie będą z tym czekać aż do obiadu). Ruszaj się! Podczas ruchu nasz organizm się dotleni, a wydzielane w trakcie wysiłku hormony szczęścia (tzw. endorfiny) poprawią nastrój. Lekarze ostrzegają jednak, byśmy nie zaczynali z dyscyplinami sportu, których do tej pory nie uprawialiśmy. Nagłe przechodzenie od zimowej bezczynności do intensywnego wysiłku jest niebezpieczne. Treningi należy zaczynać od kilkuminutowej rozgrzewki. Dobre dla układu krążenia są marsze, biegi, jazda na rowerze, pływanie. Jeśli to możliwe – zwolnij tempo w pracy i – co dotyczy głównie pań – nie przesadzaj z wiosennymi porządkami w domu. Najlepiej rozłożyć je sobie na raty. Wpuść słońce do mieszkania. Ciężkie zasłony, otulające okna zimą, warto zamienić na przewiewne firanki, a żaluzje podciągnąć w górę. Promienie słoneczne to najlepsze lekarstwo dla osłabionego organizmu. Zamiast kupna drogich i zazwyczaj mało wartościowych dla naszego zdrowia nowalijek, warto sięgnąć po mrożone warzywa i owoce, które zachowują większość niezbędnych witamin.

Na przedwiośniu o prawidłowe odżywianie się jest trudno. Dlatego, jeśli zimą zapomnieliśmy o warzywach i owocach, warto teraz przez jeden, dwa miesiące wspomóc się tzw. suplementami diety. Na rynku jest ich wiele, ale żeby dobrze wybrać, najlepiej poradzić się farmaceuty. Oprócz witamin i minerałów, możemy wzmocnić naszą odporność sprawdzonymi od lat preparatami z jeżówki i żeń-szenia.

To wszystko dla ciała, by lepiej czuło się na wiosnę. A co dla duszy? Wiosna to także czas nasilania się depresji i lęków. W cięższych przypadkach należy, pod nadzorem medycznym, brać stosowne leki. Ale najlepszym lekarstwem na przedwiosenne smuteczki jest jak najczęstsze wychodzenie na powietrze i słońce oraz znalezienie więcej czasu na te zajęcia, które sprawiają nam radość. Nie siedźmy tyle w biurach i domach, będziemy wtedy lepiej znosić pogodowe huśtawki.  

(BWO)

Na początek

 

ruszajmy się

 

Jak zrzucić zbędne kilogramy?

Często czynnikiem motywującym nas do podjęcia aktywności fizycznej jest chęć poprawienia swojej sylwetki. W dzisiejszych czasach na utrzymaniu właściwej wagi zależy nie tylko kobietom, również mężczyźni starają się nie nosić zbędnych kilogramów. Jest to ważne  dla zachowania zdrowia i dobrego samopoczucia. Nadwaga i otyłość znacznie zwiększają ryzyko zapadnięcia na wiele chorób i osłabiają organizm.

Często słyszymy: żeby schudnąć, trzeba mniej jeść i więcej się ruszać. Ta zasada jest logiczna, ale niewiele mówi. Aby schudnąć, musimy przede wszystkim poznać, jak działa nasz organizm i do czego przystosowane jest nasze ciało.

Problem nadwagi, a szczególnie otyłości, pojawił się w społeczeństwie w XX wieku. Ten fakt powinien dać nam dużo do myślenia odnośnie naszego trybu życia i pożywienia, które zaczęliśmy spożywać w wysoko rozwiniętym społeczeństwie.  Obżarstwo nigdy nie służyło zdrowiu i nie znam osoby, która dobrze by się czuła po przejedzeniu. Po obfitym posiłku zazwyczaj pojawia się senność i spadek aktywności. Problem otyłości nie wynika jednak z ilości spożywanego jedzenia, ale z tego, co zaczęliśmy spożywać. Proszę zauważyć, że nadwaga nie jest znana w świecie zwierząt. Na tę chorobę cywilizacyjną cierpią tylko ludzie i zwierzęta karmione przez ludzi (koty, psy, świnie). Wyjątkową anomalią byłoby spotkać otyłą sarnę lub wilka. Badania naukowe również to potwierdzają: żywność powinna być naturalna, jak najmniej przetworzona, wręcz surowa. Życie w pośpiechu sprawia, że nie mamy czasu przygotowywać zdrowych posiłków, sięgamy po półprodukty, dania instant, „fast foody”.  Karmimy tym nasze fałdy tłuszczowe, dodatkowo zatruwając stopniowo swoje ciało. Polecam zapoznać się ze światowym bestsellerem, napisanym przez Francuza Michela Montignac „Jeść, aby schudnąć”. Sam autor był smakoszem, ale pokonał otyłość, nie rezygnując ze smacznego jedzenia. Wystarczyło zrezygnować z produktów, które odpowiadają za ciągły przyrost tkanki tłuszczowej.

Nie istnieje dieta cud, ale na pewno istnieje racjonalne i świadome żywienie. Zazwyczaj kuracje odchudzające opierają się na manipulacji żywnościowej i zmuszają organizm do nienaturalnego funkcjonowania. Często efektem jest szybka utrata wagi, ale manipulować naszym ciałem długo się nie da. Po kuracji rezultat zawsze jest ten sam – powrót zbędnych kilogramów, najczęściej z efektem „jojo”, i utrata zdrowia poprzez niedobory ważnych substancji odżywczych.

Jakie produkty są odpowiedzialne za odkładanie się złogów tłuszczu w naszym ciele? Tłuszcz, który spożywamy, nie zawsze jest widoczny. Najgorsze są tłuszcze „trans” i tłuszcze utwardzone, które dodaje się do większości produktów spożywczych, szczególnie tych wysoce przetworzonych, fabrycznej żywności i sklepowych słodyczy. Z tłuszczów zwierzęcych, które spożywamy z mięsem, masłem i żółtym serem,  powinniśmy zrezygnować lub przynajmniej ograniczyć je do minimum. Tłuszcz jest niezbędny w naszej diecie, ale powinien pochodzić z nieprzetworzonych produktów roślinnych: olejów tłoczonych na zimno, orzechów, ewentualnie z mięsa ryb. Kolejne składniki, które odpowiadają za nieestetyczne fałdy na ciele, to cukry proste, szczególnie te rafinowane (oczyszczone), które słusznie przez wielu nazywane są trucizną. Trzeba skreślić: cukier, słodycze (szczególnie ciasta, ciasteczka, cukierki itp., które są połączeniem zabójczych tłuszczów i cukrów), wszystkie słodzone napoje i soki (zdrowy sok to ten, który został wyciśnięty z owoców lub warzyw mechanicznie). Skoro węglowodany (cukry) nie powinny być oczyszczone, dotyczy to również mąki, ryżu, ziemniaków itp. Oczyszczanie tych produktów jest największym paradoksem naszej cywilizacji. Dodajemy sobie pracy, by je oczyścić, a one w oczyszczonej formie mają na nas zgubny wpływ. Powinniśmy spożywać tylko mąkę razową typ 1850 (razem z otrębami – otoczką ziarna) w każdej postaci, jaka znajdzie się w naszym jadłospisie: naleśników, makaronów, chleba. W sklepie często jest chleb brązowy (z mąki białej z dodatkiem barwników), dodatkowo piekarnie używają spulchniaczy i innych sztucznych składników, by chleb nie czerstwiał. W naszej kulturze spożywa się dużo pieczywa. Żeby mieć pewność, co jemy, najlepiej robić chleb samemu w domu. Ryż w naszej diecie powinien być tylko brązowy, naturalny (w łupinkach) i ziemniaki w mundurkach (nie obierane). Oprócz dobrego żywienia ważne jest nawodnienie organizmu. Trzeba pić dużo: najlepiej czystej wody lub niesłodzonych herbatek ziołowych lub owocowych.

Przedstawię prosty przykład racjonalnej diety. W Polsce bardzo często spożywamy kanapki. Bułka, masło, wędlina lub żółty ser, polane ketchupem – tak je najczęściej przygotowujemy. W pośpiechu popijamy słodką kawą z mlekiem. Wszystkie produkty powinniśmy wyrzucić z jadłospisu. Zamiast tego jeść: chleb razowy z suszoną śliwką, polany oliwą z oliwek, z twarogiem lub wędzoną rybą, na to świeży pomidor posypany świeżą zieleniną. Popijamy ciepłą herbatą z rumianku lub leśną z naturalnego suszu. Jeżeli ktoś nie potrafi żyć bez łakoci, to niech pączki i ciastka z kremem zastąpi słodkimi owocami, świeżymi lub suszonymi, orzechami, miodem naturalnym oraz kakao (np. czekoladą z dużą zawartością kakao powyżej 60 proc.)

Kiedy przestaniemy dostarczać „budulca” dla naszej nadwagi, możemy zabrać się za spalenie tego, co już się „odłożyło” w naszym ciele. Każdy wysiłek będzie pomocny: zostawienie samochodu w garażu i spacer  do sklepu, rezygnacja z windy i wejście po schodach (nawet na 8. piętro). Dodatkowo sport i ćwiczenia, codziennie przynajmniej pół godziny. Trzeba rozruszać organizm i zmusić go do dużego wydatku energetycznego.

Aby skutecznie zacząć pozbywać się złogów tłuszczu, szczególnie tego podskórnego, trzeba poznać kilka zasad. Każdy ruch i wysiłek będzie pomocny, ale mięśnie najczęściej w pierwszej kolejności wykorzystują glukozę (zgromadzoną w mięśniach i wątrobie oraz krążącą we krwi), następnie tłuszcze ukryte głęboko w mięśniach. Ostre intensywne wysiłki pozwalają nam raczej spalać to, co zjedliśmy tego samego dnia, i to, co zjemy zaraz po treningu. Więc gwarantują, że nie będziemy tyć.

Trening siłowy pośrednio może wpłynąć na zmniejszenie wielkości komórek tłuszczowych. Do podnoszenia ciężarów mięśnie będą korzystać w większości z glukozy, ale efektem tego treningu  jest przyrost masy mięśniowej. Następnie organizm musi „obsłużyć” większą muskulaturę, potrzebuje więcej energii i częściej sięga do zgromadzonych zapasów.

Skuteczne spalanie tkanki tłuszczowej zapewnia wysiłek średnio lub mało intensywny, ale kontynuowany przez długi czas. Całodniowe wycieczki piesze (np. górskie) są dobrym rozwiązaniem, aby organizm zaczął znacznie korzystać ze zgromadzonych zapasów tłuszczu. Najlepsze są sporty wytrzymałościowe, w których wysiłek jest ciągły i trwa długo. To dlatego właśnie maratończycy są tacy szczupli. W znaczących ilościach organizm zaczyna spalać zgromadzone tłuszcze mniej więcej po półgodzinnym wysiłku, dlatego trening powinien trwać od 1 do 2 godzin. Najefektywniejsze sporty to: jogging, pływanie, narciarstwo biegowe, jazda na rowerze. Jeżeli wasza kondycja nie pozwala wam, by przez godzinę nieprzerwanie jechać na rowerze lub biec, to zacznijcie od marszów w żywym tempie, marszobiegów lub nordic-walking. Kluczowa sprawa to systematyczność. Efekty będą widocznie bardzo szybko przy codziennym treningu. Trzy razy w tygodniu po godzinie to niezbędne minimum, by pracować nad spalaniem podskórnych fałdów tłuszczu, ale efekty zauważycie dopiero po dłuższym okresie czasu.

Trzeba dokonać zmian w swoim życiu, skreślić złe nawyki raz na zawsze. Jeżeli wytrwacie, to będziecie zadowoleni ze swojego ciała. Poczujecie też niezwykłą satysfakcję, że w końcu robicie coś dla siebie, swojego zdrowia i że wasze życie naprawdę się odmienia. Powodzenia! 

Krzysztof Koc

Na początek

 

szkolenie

 

Gramy w szachy 

Z wielu idei kombinacyjnych najbardziej efektownie wygląda przesłona. Jej istotą jest takie poświęcenie materiału, które zakłóci współdziałanie nieprzyjacielskich figur.

Białe: Kf2, Sb4, a7, c7, e2, h2

Czarne: Kh8, Wc5, Ge4, f4, g7, h7

W tej pozornie beznadziejnej pozycji białe nieoczekiwanie wygrywają po 1.Sc6! Zabicie skoczka jedną figurą ogranicza działanie drugiej i umożliwia promocję pionka: 1...W:c6 2.a8Hx lub 1...G:c6 2.c8H+. Miejsce poświęcenia (w tym przypadku pole c6) nazywane jest polem krytycznym. Uroku kombinacji dodaje fakt, że wstępem jest przeważnie „ciche” posunięcie, bez szacha i bicia. Idea ta jest bardzo popularna w kompozycji szachowej i nosi nazwę tematu Nowotnego (od nazwiska czeskiego autora pomysłu).

A. Novotny, 1854 (zakończenie zadania)

Białe: Ke2, Wf5, Gh4, Sf3, Sh6, b2, c4, g3

Czarne: Ke4, Wf8, Gc8, Gg7, Sc7,

W tej pozycji do mata w dwóch posunięciach prowadzi 1.Gf6!  z dwoma wariantami: 1...G:f6 (przesłonięta wieża f8) 2.Wf4x oraz 1...W:f6 (przesłonięty goniec g7) 2.We5x

Białe: Kh2, He7, Wc5, Wg3, f2, g2, h5

Czarne: Kh8, Hd4, Wd8, Ge4, b2, b5, e6, f7, h7

Białe wygrywają efektownie po 1.Wd5!  Po zabiciu wieży gońcem lub pionkiem nastąpi 2.H:d8x. Jeśli 1...W:d5, to 2.Hf8x, w przypadku 1...H:d5 kończy grę 2.Hf6x  Nadmienić trzeba, że do celu prowadzi również 1.We5! z przesłoną przekątnej a1-h8. 

G. Sigurjonsson – L. Ogaard

Esbjerg 1978

Białe: Kh1, Hg4, Wf1, Wf4, Gd3, a3, b2, c2, d5, g2, h2

Czarne: Kg8, He3, Wb6, Wf8, Gd6, a6, b5, d4, f7, g7, h6

1.Wf6! Natychmiastowe 1.Hf5? g6 nic białym nie dawało, teraz natomiast pojawia się groźba 2.Hf5 g6 3.W:g6+ 1...Gc5? Słabe było 1...He5? 2.W:h6. Przedłużało grę 1...Hg5 2.He4 g6 2.d6! Czarne liczyły tylko na 2.Hf5? g6 lub 2.W:b6 G:b6 3.Hf5 g6 4.Hf6 Gd8 i gra jeszcze nie jest zakończona. Poświęcenie pionka narusza koordynację czarnych bierek 2...W:d6 Po 2...G:d6 3.Hf5 szósta linia zostawała przesłonięta i wieża nie kontrolowała już pola g6 (3...g6 4.W:g6+) 3.Hf5 H:d3 W przypadku 3...g6 4.H:g6+! fg6 5.W:f8+ Kg7 6.W1f7x czarna wieża d6 przesłoniła działanie gońca na przekątnej a3-f8 4.H:d3 W:f6 5.W:f6 gf6 6.Hg3+ Kh8 7.Hc7 i czarne poddały się.

Białe: Ka4, Wb1, Se8, a2, d2, e4, h7

Czarne: Ka8, Hg3, Gd4, a7, c4, c5, d7
Tutaj na pole krytyczne też wkracza pionek: 1.e5! Grozi 2.Sc7x i 2.h8H 1...H:e5 lub 1...G:e5 2.Sc7+ G:c7 3.h8H+ Gb8 4.Hh1+ 2.h8H, i przed matowymi groźbami nie ma obrony.

Bachtiar – Liang

Indonezja 1961

 

Białe: Kg1, Hb7, Wc1, We1, Se5, Sf4, f2, g2, h2

Czarne: Kh8, Ha5, Wb2, We8, Gb3, Sf6, a6, f7, g7, h7

W tej partii idea przesłony sprawdziła się dzięki „pomocy” partnera 1...Gd1!?  Z podwójną groźbą 2...H:e1x oraz 2...W:b7 2.S:f7+ Kg8 3.W:e8+ S:e8 4.He7? Przegrywający błąd. Po prawidłowym 4.He4 We2 5.Sh6+ Kh8 (Lub 5...gh6 6.Hc4+ Kf8 7.W:d1 We1+ 8.W:e1 H:e1+ 9.Hf1=) 6.Sf7+ Kg8 7.Sh6+ pojedynek kończył się pokojowo 4...We2! i białe poddały się. Jeśli 5.S:e2, to He1x  a po 5.Sh6+ gh6 nie ma ratującego szacha na przekątnej a2-g8.

Często przesłona towarzyszy innym ideom kombinacyjnym: odciągnięciu figury od ważnego  punktu lub zaciągnięciu króla w siatkę matową:

Białe: Kg1, Hb3, Wf1, Ge5, a3, b2, g2, h2

Czarne: Kg8, He6, Wc6, Se4, a7, d4, g7, h7

Końcówka z pionkiem więcej byłaby trudna do wygranej. Natychmiastową kapitulację czarnych wymusza natomiast przesłona 6. linii 1.Gd6! Grozi 2.Wf8x i zabranie hetmana. W przypadku 1...W:d6 2.Hb8+ odciągnięta zostanie wieża i nie ma zasłony na c8.

G. Maroczy – M. Vidmar.

Lublana 1922

Białe: Kg1, Hf3, Wa1, We6, Gc1, Sg5, a2, b2, c2, f2, g4, h2

Czarne: Kg8, Hd7, Wa8, Wh8, Gf8, Sc6, a7, b7, c5, c7, d5, g7, h7

Partia zakończyła się po 1.We7! Grozi 2.Hf7x Po 1...H:e7 2.H:d5+ czarny hetman został odciągnięty od ochrony centralnego pionka, natomiast po ewentualnym 1...Se5 2.W:d7 (2.W:e5!?) 2...S:f3+ 3.S:f3 czarne zostają bez figury.

W. Simagin – D. Bronstein

Moskwa 1947

Białe: Kc2, Hd2, Gc1, a2, b2, c3, f4

Czarne: Kg7, Hh1, Gd6, f6, h5
Czarne poszły na forsowny wariant, który ich zdaniem kończył grę remisem: 1...h4? 2.H:d6 Hg2+ 3.Kb3 h3 4.Hd7+ Kg8 Nie wolno 4...Kg6? 5.f5+ Kh5 6.Gf4 5.f5 h2  Czarne policzyły do tej pozycji i uznały, że groźba promocji pionka wymusza wieczny szach. Nastąpiła jednak efektowna przesłona: 6.Gg5! h1H Inne odpowiedzi też nie ratowały: 6...fg5 7.f6 czy 6...H:g5 7.Hd8+ Kf7 8.Hc7+ i ginie pionek h2 7.He8+ Kg7 8.Hg6+ Kf8 9.H:f6+ Kg8 10.Hd8+ Kg7 11.He7+ Kg8 12.He8+ i czarne poddały się: 12...Kh7 13.Hg6+ Kh8 14.Gf6x lub 12...Kg7 13.f6+ Kh7 14.Hf7+ Kh8 15.Hg7x

Czistow – Krowatkin 1974

Białe: Kd3, Hf4, Wd2, Wh1, Gc4, a2, c3, d5, f3, h4

Czarne: Kh8, Ha4, Wb2, We8, Gd7, a6, c5, d6, f5, h7

1...We4! Tutaj przesłona 4. linii jest wstępem do matowego ataku 2.fe4 H:c4+! 3.Ke3 (3.K:c4? Gb5x) 3...H:c3+ 4.Wd3 Hc2 Aby uratować króla, trzeba ponieść duże straty 5.Hf1 Gb5 6.Kf4 G:d3 7.Hg1 Hg2 i białe poddały się. 

Ryszard Bernard

Na początek

 

Gramy w warcaby

W dniach 13-14.10.2012 r. w Augustowie rozegrano XIII Ogólnopolski Turniej Warcabowy „O Puchar Podlasia”. Poniżej dwie partie z tego turnieju.

Andrzej Jagieła („Podkarpacie” Przemyśl) – Jan Sekuła („Cross Opole”)

1. 32-28 17-21  2. 37-32 21-26  3. 34-30 26x37  4. 42x31 16-21  5. 30-25?

To przedwczesne, niczym nieuzasadnione zajęcie pola 25 umożliwi później czarnym podwójną wymianę, po której zyskają +6 temp.

5… 11-16  6. 40-34 6-11  7. 31-26 11-17  8. 36-31 18-22  9. 31-27?

Jeżeli białe zdecydowały się na ostrą grę posunięciem 7. 31-26, to należało kontynuować ten plan, grając 9. 41-36. Po zagraniu w partii białe nie tylko tracą 2 tempa, ale – co jeszcze gorsze – na długo blokują możliwość wejścia do gry kamieni 41 i 46.

9… 22x31  10. 26x37 7-11  11. 45-40 19-23  12. 28x19 14x23  13. 25x14 10x19  14. 35-30 5-10  15. 30-24 19x30  16. 34x25 13-19  17. 40-34 10-14  18. 34-30?

Białe nastawione na grę na remis mogły najpierw wymienić 18. 34-29, a następnie 19. 30-24

18… 9-13  19. 30-24?

Ta wymiana zwiększa tempo czarnych do +8, co przy otwartej pozycji stawia białe w bardzo niekorzystnej sytuacji.

19… 19x30  20. 25x34 13-19

W pozycji białych, oprócz niekorzystnego tempa (-8), słabością są zablokowane kamienie 41 i 46. Z tego powodu należało wykonać wymianę 32-28, otwierając drogę dla tych kamieni.

21. 34-30 15-20!

Białe są zmuszone do odejścia kamieniem 30 na pole 25.

22. 30-24?

Kolejna bardzo niekorzystna wymiana dla białych. Tempo czarnych wzrosło do +11.

22… 20x29  23. 33x13 8x19  24. 39-33 21-27  25. 32x21 16x27  26. 44-39 1-7  27. 33-29?

Po tej wymianie biały kamień ma tylko jeden kierunek – bandowe pole 25.

27… 23x34  28. 39x30 12-18  29. 30-25 7-12  30. 50-44 4-9  31. 44-39 9-13  32. 48-42 3-8  33. 38-32 27x38  34. 42x33 19-24!

Ostatnimi wymianami białe zmniejszyły przewagę tempa czarnych do +5, jednak ich pozycja nadal jest bardzo trudna. Słaby bandowy kamień na 25 jest przyczyną wielu zagrożeń kombinacyjnych. Białe nie mogą zagrać np.: 39-34, 49-44, 37-32, z powodu odpowiedzi czarnych 14-20 i 13-19. Poza tym słabością w pozycji białych są niewyprowadzone kamienie długiego skrzydła.

35. 43-38 13-19  36. 37-32 18-23  37. 41-37 8-13  38. 46-41 17-22!

Czarne nie dają czasu na ustawienie kolumn po 39. 49-43, na co odpowiedziałyby 39… 23-28  40. 32x23 19x28 i aktywność białych byłaby bardzo ograniczona.

39. 47-42 11-16  40. 32-27 22x31  41. 37x26 13-18  42. 42-37 18-22

Czarne znów zajęły ważne pole 22, co powoduje duże ograniczenie aktywności białych. Osiągnięcie remisu przez białe wymaga bardzo dokładnej gry. Należało grać 43. 37-31 12-17  44. 31-27 22x31  45. 26x37 17-22  46. 38-32 22-27  47. 32x21 16x27, zachowując szanse remisu.

43. 38-32 22-27  44. 32x21 16x27  45. 33-28 23x32  46. 37x28 24-29!  47. 49-44 29-33  48. 28-22 27x18  49. 39x28 12-17

I kamień 28 jest zagrożony. Pomimo bardzo dużej przewagi czarnych, białe mogły tę partię zremisować po 50. 41-37!! a) 50…18-23  51. 37-32 2-8  52. 44-40 8-12  53. 40-34 12-18  54. 34-30; b) 50…18-22  51. 26-21 22x33  52. 21x12 33-38  53. 44-39 19-23  54. 39-33 38x29  55. 37-32 29-33  56. 32-27 33-38  57. 27-21 38-42  58. 21-16 42-47  59. 12-7; c) 50…2-7  51. 44-39 7-12  52. 39-33 19-24  53. 37-32 14-19  54. 32-27; d) 50… 2-7  51. 44-39 19-24  52. 37-32 7-11  53. 39-33 11-16  54. 32-27 14-19  55. 26-21 17x26  56. 28-22 18-23  57. 22-17 23-29  58. 33-28 29-34  59. 17-12 34-39  60. 12-7 39-44  61. 7-2 44-49  62. 28-23 19x28  63. 2x30 49x21  64. 25-20 21-27  65. 20-14 27-4  66. 30-24. Białe zagrały:

50. 44-39?

Błąd rozstrzygający o wyniku partii.

50… 18-23  51. 28-22 17x28  52. 41-36 23-29  53. 26-21 29-33  54. 39-34

Szybko przegrywało 54. 21-17 33x44  55. 17-11 44-50  56. 11-6 50-45

54… 33-38  55. 21-17 2-7  56. 36-31 38-43  57. 31-27 43-49  58. 27-21 49x16  59. 17-11  7-12?

W niedoczasie czarne nie zauważyły prostej wygranej 59… 16-49  60. 11x2 49-35

60. 11-6 16-32  61. 34-29 32-46  62. 29-24

Po zagraniu białych 62. 29-23, wygrywa 19-24  63. 23x32 46x23  64. 6-1 24-29

62… 19x30  63. 25x34 12-18  64. 34-30 14-20!

Białe nie mogą postawić damki z powodu 65… 20-25

65. 30-25 20-24

i białe poddały się. Jeśli postawią damkę, to nastąpi 66… 24-30

 

Jan Sekuła („Cross Opole”) – Józef Tołwiński („Victoria” Białystok)

1. 34-30 17-21  2. 30-25 21-26  3. 40-34 11-17  4. 45-40 7-11  5. 34-29!

To zagranie ma ograniczyć aktywność czarnych na długim skrzydle. Jeżeli teraz czarne odpowiedziałyby 5… 20-24  6. 29x20 15x24, to po 7. 40-34 muszą bronić się przed związaniem długiego skrzydła wymianą 7… 24-30. Natomiast po 5… 19-23  6. 50-45 23x34  7. 40x29 białe zyskają +2 tempa i lepszą pozycję.

5…1-7 6. 40-34 17-21  7. 44-40 21-27?

Lepsze było 7… 18-22. Uproszczenia wykonane przez czarne dają białym +4 tempa.

8. 31x22 18x27  9. 32x21 26x17  10. 37-32 17-21  11. 41-37 21-26  12. 49-44!

Celem tego zagrania jest niedopuszczenie do dalszych uproszczeń 12…19-23  13. 29x18 13x22 i następnie 14… 22-27  15. 32x21 26x17

12…19-23  13. 29x18 13x22  14. 33-28 22x33  15. 39x28 20-24!?

Słabością w pozycji czarnych są nieaktywne kamienie na długim skrzydle. Ostatnim zagraniem czarne nie do końca rozwiązały problem długiego skrzydła, gdyż źle stojący kamień na 24 może być obiektem ataków.

16. 44-39 8-13  17. 34-30 2-8  18. 30x19 13x24  19. 38-33 14-20  20. 25x14 10x19  21. 42-38 5-10  22. 40-34 10-14

Pozycja białych wygląda lepiej, ale nie mogą one dopuścić do klasyki z powodu braku możliwości ustawienia „olimpika”.

23. 32-27!

Białe nie chcą dopuścić  do przejścia kamienia 12 na pole 23 i po odpowiedzi czarnych 23… 12-18, nastąpiłaby podwójna wymiana. Przeprowadzenie kombinacji z przejściem na damkę byłoby błędem: a) 24. 27-22 18x27  25. 28-22 27x18  26. 37-31 26x37  27. 38-32 37x28  28. 33x2 3-8; b) 24. 35-30 24x35  25. 28-23 18x40  26. 39-34 40x29  27. 33x2 14-20! I w następnym posunięciu damka ginie.

23… 12-17?

Po tym posunięciu sytuacja czarnych staje się trudna.

24. 34-30! 4-10  25. 30-25 9-13  26. 47-41

Białe grożą prostą kombinacją, a po 26… 7-12  27. 37-31 26x37  28. 41x32, zdobyłyby kolejna +4 tempa. Nieoczekiwanie czarne zagrały:

26… 17-21??  27. 25-20 21x23  28. 20x20 15x24  29. 39-34 10-14?

Po tym zagraniu strata kamienia 24 jest nieunikniona.

30. 34-30 7-12  31. 50-44 12-18  32. 44-39 18-23?  33. 33-28 23x32  34. 37x28 24-29  35. 39-33 8-13  36. 33x24 3-8  37. 28-23 19x28  38. 36-31 26x37  39. 41x23

I czarne poddały się. 

Jan Sekuła

Na początek