stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 3 (108) Marzec 2014

ISSN 1427-728X

ROK XII

Nr 3/2014 (108)

Marzec 2014 r.

 

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 635 57 94

tel. kom. 668 764 654,
666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Miesięcznik dofinansowuje 

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 


Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści:

 

Reprezentacja Polski na XI Zimowe Igrzyska Paraolimpijskie Soczi 2014

„Bilet” do Soczi

Nominowani paraolimpijczycy

Teresa Dębowska 

Ziścił się sen Adama F.

Andrzej Szymański

Taniec, który słychać

Urszula Mucha 

Wiadomości  17

Szklarska Poręba jest nasza

Mariusz Gołąbek

Odeszła Małgosia Cieśluk

Teresa Dębowska

Razem na biegun

Barbara Zarzecka

Królowa jest tylko jedna

Barbara Zarzecka 

Toskania. Śladami Etrusków

Teresa Dębowska 

Badaj się na zdrowie

(BWO) 

Odnowa biologiczna – nic prostszego!

Krzysztof Koc 

Gramy w szachy

Ryszard Bernard 

Gramy w warcaby

Jan Sekuła

Plebiscyt – Galeria sław polskich sportowców z niepełnosprawnością         

 

aaa

 

paraolimpiady

 

Reprezentacja Polski na XI Zimowe Igrzyska Paraolimpijskie Soczi 2014 

Misja paraolimpijska:

Longin Komołowski – prezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego;

Monika Maniak-Iwaniszewska – szef misji paraolimpijskiej;

Robert Kamiński – zastępca szefa misji paraolimpijskiej;

Paulina Malinowska-Kowalczyk – attache prasowy.

Misja medyczna:

Wojciech Gawroński – szef misji medycznej, lekarz reprezentacji;

Jadwiga Pociask – fizjoterapeuta.

Narciarstwo zjazdowe:

Michał Klos (LW 5/7–3) – slalom, slalom gigant;

Maciej Krężel (B3) – slalom, slalom gigant, supergigant, superkombinacja;

Anna Ogarzyńska – przewodniczka słabowidzącego Macieja Krężela;

Igor Sikorski (LW 11) – slalom, slalom gigant;

Andrzej Szczęsny (LW 2) – slalom, slalom gigant, supergigant, superkombinacja;

Rafał Szumiec (LW 10–2) – slalom, slalom gigant.

Osoby współpracujące:

Łukasz Szeliga              – trener,

Bartłomiej Olszewski     – asystent, trenera, serwisant

Romuald Schmidt          – trener mono-ski .

Narciarstwo biegowe i biathlon:

Kamil Rosiek (LW 12) – biegi: 1 km (sprint), 10 km, 15 km;

biathlon: 7,5 km, 12,5 km, 15 km;

Witold Skupień (LW 5/7) – biegi: 1 km (sprint), 10 km, 15 km;

biathlon: 7,5 km, 12,5 km, 15 km.

Osoby współpracujące:

Stanisław Kępka            – trener,

Stanisław Jan Kępka     – serwisant.

Para-snowboard

Wojciech Taraba (SB–LL) – snowcross.

Osoba współpracująca:

Małgorzata Kelm – trenerka.

 

aaa

 

paraolimpiady

 

„Bilet” do Soczi

Niekończące się treningi, nadludzki wysiłek, wieloletnia praca – a na końcu tej ciężkiej drogi najważniejszy w życiu sprawdzian dla każdego sportowca. Niespełna tydzień przed  „Soczi 2014” elita zawodników z niepełnosprawnością rywalizujących w dyscyplinach sportów zimowych odebrała nominacje paraolimpijskie z rąk samej Anny Komorowskiej. Przed nimi walka o najcenniejsze trofea.

1 marca w Pałacu Prezydenckim w Warszawie Pierwsza Dama RP uhonorowała nieliczną grupę sportowców i osoby im towarzyszące nominacjami do reprezentacji Polski na XI Zimowe Igrzyska Paraolimpijskie, które 7 marca rozpoczną się w Soczi. „Bilet” na imprezę sportową najwyższej rangi otrzymało ośmiu zawodników, którzy będą walczyć o medale w narciarstwie zjazdowym, biegowym, biathlonie i snowboardzie. Współzawodnictwo w poszczególnych dyscyplinach potrwa do 16 marca.

Zawodnicy powołani do reprezentacji Polski na tegoroczne zimowe igrzyska paraolimpijskie to: Michał Klos, Maciej Krężel z przewodniczką Anną Ogarzyńską, Igor Sikorski, Andrzej Szczęsny, Rafał Szumiec, Wojciech Taraba, Kamil Rosiek, Witold Skupień. Sportowcom towarzyszyć będzie 12 osób, m.in. prezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego Longin Komołowski, prezes Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych „Start” Łukasz Szeliga oraz trenerzy, serwisanci i ekipa medyczna. Ogromną wartość wysiłku i pracy osób stojących w cieniu zawodników, którzy jednak przecież codziennie ich wspierają, podkreślała żona prezydenta RP. – Myślę tutaj o rodzinach, myślę o trenerach, lekarzach, fizjoterapeutach, o wszystkich, którzy dbali o sprzęt. Bardzo serdecznie gratuluję, że państwo są już w tym punkcie. To jest duże osiągnięcie, to jest dowód na pokonanie niemałych trudności, przezwyciężenie niezwykłych barier – winszowała sportowcom i działaczom Anna Komorowska.

Pełnosprawni reprezentanci Polski na zakończonych właśnie igrzyskach w Soczi wywalczyli sześć medali – cztery złote oraz srebrny i brązowy. Pierwsza Dama życzyła powołanym paraolimpijczykom równie owocnej rywalizacji na szczęśliwych dla Polaków arenach. – Jedziecie do Soczi, które okazało się bardzo dobrym dla tych z Polski, którzy przetarli szlaki. Mam nadzieję, że wam się też uda, że osiągniecie najlepsze wyniki, jakie są dla was dostępne – dopingowała żona prezydenta. Dodała również, że towarzyszyć im będzie flaga biało-czerwona, którą przekazała na ręce prezesa Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego Longina Komołowskiego. – Obiecuję, że będziemy za was trzymać kciuki – zapewniła.

 

aaa

 

paraolimpiady

 

Nominowani paraolimpijczycy

 Do Soczi jedzie ich kilkoro – wszyscy z nadziejami na osiągnięcie jak najlepszych rezultatów, a najlepiej tego upragnionego medalu – olimpijskiego. Zabraknie wśród nich wspaniałej biegaczki, medalistki z Turynu i Vancouver – Kasi Rogowiec.

Michał Klos urodził się 8 marca 1993 roku w Żorach. Reprezentuje Wojewódzkie Stowarzyszenie Sportu i Rehabilitacji Niepełnosprawnych „Start” w Katowicach. Narciarz alpejski, uczestnik paraolimpiady w Vancouver.

Najważniejsze osiągnięcia sportowe: 

2009 r. – Puchar Europy w Solleftea: slalom – 5. miejsce;

2010 r. – igrzyska paraolimpijskie w Vancouver: slalom gigant – 30. miejsce, slalom – 32. miejsce;

2011 r. – Puchar Europy w Kuhtai: slalom gigant – 6. miejsce;

2012 r. – finał Pucharu Europy w Auron: slalom gigant – 11. miejsce;

2013 r. – Puchar Europy w Pitztal: slalom gigant – 4. miejsce;

2014 r. – Puchar Europy w La Molina: slalom gigant – 3. miejsce;

2014 r. – finał Pucharu Europy w Piancavallo: slalom gigant – 8. miejsce.

 

Maciej Krężel urodził się 27 sierpnia 1991 roku w Katowicach. Ukończył V Liceum Ogólnokształcące im. Jana Zamoyskiego w Dąbrowie Górniczej. Reprezentuje Wojewódzkie Stowarzyszenie Sportu i Rehabilitacji Niepełnosprawnych „Start” w Katowicach.

Słabowidzący narciarz alpejski. Jeździ z przewodniczką Anną Ogarzyńską. Współpracuje z nią od 2008 roku. W igrzyskach paraolimpijskich wystartuje po raz drugi. Cztery lata temu, w Vancouver, zajął 8. miejsce w slalomie i 9. w slalomie gigancie. W Soczi weźmie również udział w supergigancie i superkombinacji. Ma największe szanse na medal.

Najważniejsze osiągnięcia sportowe: 

2009 r. – mistrzostwa świata
w Kongwonland: slalom gigant – 7. miejsce, slalom – 8. miejsce;

2010 r. – igrzyska paraolimpijskie w Vancouver: slalom – 8. miejsce, slalom gigant – 9. miejsce;

2012 r. – Puchar Europy: 3. miejsce w klasyfikacji generalnej w slalomie;

2013 r. – Puchar Świata w St. Moritz: slalom gigant – 3. miejsce, slalom – 4. miejsce;

2013 r. – mistrzostwa świata w La Molina: supergigant – 13. miejsce;

2013 r. – finał Pucharu Świata w Soczi: slalom – 5. miejsce;

2013 r. – Puchar Europy w Pitztal: slalom – 2. miejsce, supergigant – 2. miejsce;

2013 r. – Puchar Europy w Kuhtai: slalom – 1. miejsce, slalom gigant – 2. miejsce, supergigant – 4. miejsce, superkombinacja – 5. miejsce;

2014 r.– Puchar Europy w La Molina: slalom gigant – 2. miejsce;

2014 r. – Puchar Świata w St. Moritz: slalom – 3. miejsce, slalom gigant – 5. miejsce;

2014 r. – finał Pucharu Europy w Piancavallo: slalom gigant – 1. miejsce;

2014 r. – Puchar Europy: 1. miejsce w klasyfikacji generalnej.

 

Anna Ogarzyńska urodziła się 3 kwietnia 1986 roku w Poznaniu. Reprezentuje Stowarzyszenie Sportowo-Rehabilitacyjne „Start” w tym mieście.

Narciarka alpejska. Od 2001 do 2008 roku brała udział w zawodach międzynarodowych rangi FIS jako reprezentantka klubu Malta Ski Poznań. W 2005 roku uczestniczyła w Pucharze Europy w słoweńskiej Rogli. Startowała w slalomie. Pod koniec 2007 r. zerwała więzadła krzyżowe stawu kolanowego.

Obecnie na narciarskich trasach jest przewodnikiem słabowidzącego Macieja Krężela. Startuje z nim od 2008 roku. Wystąpili razem na igrzyskach araolimpijskich w Vancouver w 2010 roku, a także w mistrzostwach świata w latach 2009 i 2013. Są zdobywcami Pucharu Europy w sezonie 2013/2014.

Najważniejsze osiągnięcia sportowe: 

2009 r. – mistrzostwa świata w Kongwonland: slalom gigant – 7. miejsce, slalom – 8. miejsce;

2010 r. – igrzyska paraolimpijskie
w Vancouver: slalom – 8. miejsce, slalom gigant – 9. miejsce;

2012 r. – Puchar Europy: 3. miejsce w klasyfikacji generalnej w slalomie;

2013 r. – Puchar Świata w St. Moritz: slalom gigant – 3. miejsce, slalom – 4. miejsce;

2013 r. – mistrzostwa świata w La Molina: supergigant – 13. miejsce;

2013 r. – finał Pucharu Świata w Soczi: slalom – 5. miejsce;

2013 r. – Puchar Europy w Pitztal: slalom – 2. miejsce, supergigant – 2. miejsce;

2013 r. – Puchar Europy w Kuhtai: slalom – 1. miejsce, slalom gigant – 2. miejsce, supergigant – 4. miejsce, superkombinacja – 5. miejsce;

2014 r.– Puchar Europy w La Molina: slalom gigant – 2. miejsce;

2014 r. – Puchar Świata w St. Moritz: slalom – 3. miejsce, slalom gigant – 5. miejsce;

2014 r. – finał Pucharu Europy w Piancavallo: slalom gigant – 1. miejsce;

2014 r. – Puchar Europy: 1. miejsce
w klasyfikacji generalnej.

 

Igor Sikorski urodził się 5 lipca 1990 roku w Krakowie. Reprezentuje Beskidzkie Zrzeszenie Sportowo-Rehabilitacyjne „Start” w Bielsku-Białej. Od roku 2007 porusza się na wózku. Upadek z wysokości około 8 metrów spowodował poważny uraz kręgosłupa. Wszystkie jego plany, marzenia legły w gruzach. Przed wypadkiem amatorsko trenował snowbord. Po okresie rekonwalescencji zaczął szukać czegoś, co by go zastąpiło. W roku 2009 znalazł się na szkoleniu narciarskim w Karpaczu. Uczono tam jazdy na mono-ski (narciarstwo w pozycji siedzącej). Powrót w góry i pierwsze jazdy były czymś niesamowitym. Zrozumiał, że wózek już go nie ogranicza, a narty są tym, czym pragnie zająć się na poważnie. W 2010 roku ukończył liceum ogólnokształcące w Krakowie. Jest instruktorem Fundacji Aktywnej Rehabilitacji, która ma na celu aktywizację ludzi poruszających się na wózkach inwalidzkich. Od dwóch lat trenuje również kolarstwo szosowe. Jest ono świetnym uzupełnieniem jego treningów narciarskich.

Najważniejsze osiągnięcia sportowe: 

2013 r. – Puchar Europy w Pitztal: supergigant – 12. miejsce, slalom gigant – 12. miejsce;

2013 r. – Puchar Europy w Kuhtai: superkombinacja – 9. miejsce, supergigant – 9. miejsce;

2014 r. – Puchar Europy w La Molina: slalom gigant – 5. miejsce;

2014 r. – finał Pucharu Europy
w Piancavallo: slalom gigant – 2. miejsce.

Debiutant na igrzyskach paraolimpijskich w Soczi.

 

Andrzej Szczęsny urodził się 31 października 1982 roku w Sieniawie na Podkarpaciu. W wieku 10 lat wykryto u niego nowotwór kości. Źle postawiona diagnoza spowodowała konieczność amputacji nogi. Ukończył szkołę średnią w Busku-Zdroju. Reprezentuje Beskidzkie Zrzeszenie Sportowo-Rehabilitacyjne „Start” w Bielsku-Białej. Uprawia narciarstwo alpejskie. Jest to pasja, która wypełnia jego życie. Występuje w konkurencjach dla zawodników jeżdżących na stojąco. Jest uważany za jednego z najzdolniejszych i najbardziej wszechstronnych polskich narciarzy alpejskich. Znajduje się w światowej czołówce, mimo że na nartach zaczął na poważnie jeździć dopiero w wieku 16 lat.

Na arenie międzynarodowej zadebiutował w roku 2000. W 2004 zajął 5. miejsce w slalomie gigancie na mistrzostwach świata w Wildschonau (Austria). W roku 2006 wywalczył awans do igrzysk paraolimpijskich w Turynie (Włochy). Niestety, podczas treningu tuż przed zawodami – będąc już w wiosce olimpijskiej – złamał kość piszczelową i na igrzyskach wystąpił dopiero 4 lata później – w Vancouver, w Kanadzie.

Najważniejsze osiągnięcia sportowe: 

2010 r. – igrzyska paraolimpijskie w Vancouver: superkombinacja – 15. miejsce, slalom – 24. miejsce, slalom gigant – 25. miejsce, supergigant – 30. miejsce;

2013 r. – Puchar Świata w Sestriere: slalom – 7. miejsce;

2013 r. – mistrzostwa świata w La Molina: slalom – 7. miejsce, slalom gigant – 19. miejsce;

2013 r. – Puchar Europy w Pitztal: slalom – 1. miejsce, supergigant – 6. miejsce;

2014 r. – Puchar Europy w La Molina: slalom gigant – 5. miejsce;

2014 r. – Puchar Świata w St. Moritz: slalom – 2. miejsce.

Andrzej Szczęsny jest też aktualnym mistrzem Polski w slalomie oraz wicemistrzem w slalomie gigancie i superkombinacji.

 

Rafał Szumiec, urodzony 23 stycznia 1983 roku w Jaśle. Jest absolwentem Uniwersytetu Rzeszowskiego na Wydziale Prawa i Administracji. Reprezentuje Integracyjny Klub Sportowy „Druga Strona Sportu” w Krakowie, który założył wraz z Katarzyną Rogowiec. W 2002 roku uległ wypadkowi podczas zawodów kolarstwa górskiego. Doznał trwałego porażenia kończyn dolnych.

Narciarz alpejski i kolarz ręczny. Pogodny i zawsze uśmiechnięty zawodnik. Występuje w konkurencjach dla jeżdżących na siedząco. W zimowych igrzyskach paraolimpijskich startuje po raz drugi. W 2010 roku w Vancouver w slalomie zajął 27. miejsce.

Najważniejsze osiągnięcia sportowe: 

2010 r. – igrzyska paraolimpijskie
w Vancouver: slalom – 27. miejsce;

2013 r. – Puchar Europy w Pitztal: supergigant – 12. miejsce;

2013 r. – Puchar Europy w Kuhtai: superkombinacja – 12. miejsce;

2014 r. – finał Pucharu Europy w Piancavallo: slalom gigant – 7. miejsce.

 

Rafał Szumiec jest też aktualnym mistrzem Polski w superkombinacji oraz wicemistrzem w slalomie i slalomie gigancie. Tytuł mistrzowski zdobył także w ręcznym kolarstwie szosowym.

Kamil Rosiek urodził się 6 kwietnia 1984 roku w Nowym Sączu. Od urodzenia ma krótszą prawą nogę. Reprezentuje Zrzeszenie Sportu Osób Niepełnosprawnych „Start” w Nowym Sączu. Biathlonista i biegacz narciarski, srebrny medalista mistrzostw świata i paraolimpijczyk. Na arenie międzynarodowej zadebiutował w 2003 roku.

Sportem interesował się od dziecka. Godzinami grał w piłkę nożną na osiedlowych boiskach. Tam został zauważony i tak zaczęła się jego sportowa przygoda – najpierw z lekką atletyką, a później z narciarstwem biegowym i biathlonem.

Najważniejsze osiągnięcia sportowe: 

2010 r. – igrzyska paraolimpijskie w Vancouver: biathlon – bieg pościgowy – 15. miejsce, biegi narciarskie – sprint – 16. miejsce;

2011 r. – mistrzostwa świata w Chanty Mansyjsku: biathlon – sprint – 2. miejsce, biegi narciarskie – 15 km – 4. miejsce, 10 km – 5. miejsce;

2011 r. – Puchar Świata w Solleftea: biathlon – 12.5 km – 3. miejsce, biegi narciarskie – sprint – 5. miejsce;

2011 r. – Puchar Świata w Finsterau: biathlon – 7,5 km – 3. miejsce, biegi narciarskie – 15 km – 4. miejsce;

2012 r. – Puchar Świata w Cable: biathlon – 12,5 km – 5. miejsce;

2012 r. – Puchar Świata w Vuokatti: biathlon – 7,5 km – 4. miejsce;

2013 r. – mistrzostwa świata w Solleftea: biegi narciarskie – 15 km – 13. miejsce, biathlon – 12,5 km – 15. miejsce;

2014 r. – Puchar Świata w Oberried: biathlon – 12,5 km – 11. miejsce.

 

Witold Skupień urodził się 7 czerwca 1989 roku w Nowym Targu. W wieku 11 lat uległ wypadkowi, w wyniku którego stracił prawą rękę do połowy przedramienia. Reprezentuje Zrzeszenie Sportu Osób Niepełnosprawnych „Start” w Nowym Sączu. Uprawia narciarstwo biegowe i biathlon. Debiutant na paraolimpiadzie w Soczi.

Najważniejsze osiągnięcia sportowe: 

2014 r. – Puchar Świata w Vuokatti: biegi narciarskie – 10 km techniką dowolną – 18. miejsce, biathlon – 12,5 km – 14. miejsce, 7,5 km – 16. miejsce.

 

Wojciech Taraba urodził się w 1986 roku w Krakowie. Reprezentuje Beskidzkie Zrzeszenie Sportowo-Rehabilitacyjne „Start” w Bielsku-Białej. Startuje w para-snowboardzie. W Soczi będzie debiutantem.

Najważniejsze osiągnięcia sportowe: 

2013 r. – Puchar Świata w Landgraaf: SBX – 9. miejsce;

2014 r. – finał Pucharu Świata w La Molina: SBX – 14. miejsce.

Teresa Dębowska

 

aaa

 

narciarstwo

 

Ziścił się sen Adama F.

 O marzeniu słabowidzącego narciarza biegowego Adama Fijałkowskiego pisaliśmy w grudniowo-styczniowym numerze „Crossa”. Największym wyzwaniem w 2014 roku było dla niego pokonanie 90-kilometrowej trasy Biegu Wazów w Szwecji. 3 marca sześćdziesięciosześcioletni pan Adam wyruszał na trasę z nastawieniem, jakby miał zdobyć Mount Everest. Zdobył i jest szczęśliwy. Przeżyjmy to razem z nim.

 Zapisy na jubileuszowy 90. Bieg Wazów (BW) trwały w internecie 10 minut. Popularność tej imprezy jest tak wielka, że pan Adam przy rejestracji swojego zgłoszenia skorzystał dla pewności z pomocy przyjaciół z Czech, którzy robią to od lat. Zapisy na przyszłoroczny 91. bieg trwały… dwie minuty. Chętnych było siedemdziesiąt tysięcy, a przepustowość trasy ocenia się na jakieś 16 tysięcy biegaczy. W tegorocznym BW ponad połowę stanowili zawodnicy startujący po raz pierwszy – wśród nich był Fijałkowski i jeszcze dziewięciu Polaków. Narciarze i narciarki (pobiegło dwa tysiące kobiet) pochodzili z 34 krajów. Średni wiek uczestnika to 42 lata.

 

Nietania impreza

Opłata za start w biegu to około 700 złotych. Przejazd z Liberca autokarem i busem na miejsce (45 Czechów, 7 Słowaków i 3 Polaków) to 1000 złotych na osobę (łącznie z noclegami w Malung w świetnych warunkach). Na dobrej jakości odżywki kupione w Jakuszycach i Salen Adam wydał 200 złotych. Doszło wyżywienie na pięć dni wyjazdu – cały koszt imprezy wyniósł około 5 tysięcy zł.

– Zaprzyjaźniony ze mną Tomek Kałużny, wspaniały biegacz z Jeleniej Góry, mistrz świata w nartorolkach, dobrał mi w Jakuszycach super sprzęt na BW – narty biegowe z mikrołuską, których nie trzeba smarować, wygodne buty i odpowiednie kije – mówi Fijałkowski. – Do tego maratonu narciarskiego trzeba się solidnie przygotować, najlepiej na pół roku przed startem. Miałem trochę pecha, bo od października do grudnia dokuczały mi bóle kręgosłupa. Trenowałem na sucho z kijkami narciarskimi na Górze Parkowej w Krynicy i u siebie w Kozienicach – dodaje. Pierwszy 20-kilometrowy bieg na śniegu pan Adam odbył dopiero w połowie stycznia podczas maratonu Worldloppet Dolomitenlauf.

Na dwukilometrowej polanie szerokiej na 50 metrów, z której w Salen ruszają biegacze, wyznaczono 10 pól startowych. Wszyscy przecież nie pomieszczą się w jednej linii na starcie. Fijałkowskiemu przydzielono czwarte pole. – Hura! – cieszył się. – Będę miał za sobą 10 tysięcy narciarzy, a przed sobą tylko pięć!

Około dwóch godzin chodził z kumplami po tej hali, oglądając wspaniały sprzęt narciarski – narty Fischera, Salomona, Madshusa, Rossiniola; ubiory Crafta, Odlo, Adidasa; odżywki, bez których nie da się przebiec takiego dystansu: napoje, żele, tabletki na skurcze mięśni. Na samej polanie było mało śniegu, organizatorzy dosypywali go nieustannie. Zadbali o całą 90-kilometrową trasę. W Oxberg składowali 650 tysięcy metrów sześciennych białego puchu. W miejscach, do których nie można było dowieźć go samochodami, śnieg rozrzucano z helikopterów. – To się nazywa organizacja – chwali gospodarzy narciarz z Kozienic.

 

Na trasę w imię Boże!

3 marca ekipa czesko-słowacko-polska o piątej rano wyjeżdża autokarem do odległego o 50 kilometrów Salen. Droga zatłoczona. Na miejscu zawodnicy przebierają się w stroje sportowe. W nocy spadł świeży śnieg, ale temperatura wynosi zero stopni. Pan Adam w „nerce” na biodrach ma zapasowe okulary, bidon z izotonikiem, odżywki, cukierki krówki bez papierków, paszport Worldloppet do podstemplowania na mecie, w którym ma „cudowną” fotografię Jana Pawła II.

Punktualnie o 8.00 startuje morderczy maraton. – Moje 35-letnie doświadczenie na trasach biegowych całego świata pozwala racjonalnie rozłożyć siły, biec jednakowym, spokojnym tempem, jednak na początku wdrapujemy się czterokilometrowym podbiegiem na stromą górkę. Muszę więc pociągnąć ostro! – przyznaje pan Adam. Robi się tłok, ktoś upada. Wszyscy natychmiast się zatrzymują, dają mu szansę. – To jest Skandynawia, kolebka narciarstwa biegowego, więc wysoka kultura i przestrzeganie reguł biegu są gwarantowane – wspomina Fijałkowski.

Pierwsze 10 kilometrów pokonuje w godzinę i 10 minut. Tempo ponad 9 kilometrów na godzinę. W okolicy 24. kilometra ustawiono punkt żywieniowy. Zawodnicy raczą się zupą jagodową, tzw. blabar soup – pyszną i kaloryczną. Dalej trasa jest pofałdowana na całej długości, krótkie podjazdy i podbiegi nie są jednak bardzo wyczerpujące. W Risberg pan Adam melduje się o 11.40 (limit czasowy to 13.00). Barki i nadgarstki bolą strasznie od ciągłego odpychania się oburącz. Z Evertsberg do mety już 43 km. Tempo biegu spada. W głębokim śniegu wszyscy ścigają się wyłącznie klasykiem.

– W Hokberg zaczyna padać śnieg – wspomina narciarz. – Okulary mam zasypane. Muszę się zatrzymać, wytrzeć szkła, zmienić czapkę na tę z daszkiem, by śnieg nie sypał w oczy – wyjaśnia. Regularnie co półtorej godziny połyka torebkę żelu energetycznego i ssie tabletki przeciwskurczowe – czuje już w mięśniach trudy długiego dystansu. O 18.20 na trasie zapada mrok. – Zaopatrzyłem się w lampkę czołówkę na wypadek, gdybym biegł w całkowitej ciemności – tłumaczy. Za zakrętami pokazują się pierwsze zabudowania Mora. Serce skacze mu do gardła, bo niedługo koniec tej męczarni. – Niewiarygodne, przez całą trasę nie miałem kryzysów i nie przewróciłem się! – mówi biegacz z Kozienic.

Na dwa kilometry przed metą trasa BW jest pięknie oświetlona rozstawionymi na śniegu co pięć metrów lampionami. Zmęczeni zawodnicy widzą kościół w Mora, zaraz potem jeden i drugi mostek, a na dwieście metrów przed metą ogromną gromadę ludzi z zapałem dopingującą biegaczy. I słychać muzykę, która na całej trasie w każdym punkcie posiłków umilała czas.

– Wielka tablica na mecie pokazuje mój czas: 10 godzin 29 minut 15 sekund. Spiker wymienia moje nazwisko i kraj. Słyszę: „Polska” – i jestem ogromnie szczęśliwy – opowiada z radością. – Za linią mety szwedzkie dziewczęta odpinają mi czipa. Całują, ja je też. Wszyscy się cieszą tą sportową przygodą – emocjonuje się nasz bohater.

 

Statystycznie i z emocjami

Nie wszyscy z grupy, która ruszyła z Liberca, ukończyli bieg. Piątka nie zmieściła się w limicie czasu. Adam Andrzej Fijałkowski zajął 9758 miejsce. Ostatni zawodnik, siedemdziesięcioletni Litwin, zameldował się w Mora po ponad 13 godzinach. Ostatnią kobietą na mecie była sześćdziesięcioletnia Szwedka, też z czasem 13 godzin. 90. Bieg Wazów ukończyło 12 680 sportowców (z 15 800 startujących). Wśród mężczyzn wygrał Norweg John Kristian Dahl – 4:14:33. Wśród kobiet triumfowała Norweżka Laila Kveli – 4:31:57. Z dziesięciorga Polaków (na mecie zameldowało się ośmioro) najlepszy był Jacek Tracz – 8:14:34.

Adam Fijałkowski na pytanie, co się czuje po odbyciu tak legendarnego biegu, odpowiada: – Radość, satysfakcję, ulgę, że ma się go za sobą. Bo on jest przecież najważniejszy ze wszystkich biegów narciarskich na świecie! Życzę każdemu narciarzowi, by tego dokonał.

 

Andrzej Szymański

 

aaa 

 

taniec

 

Taniec, który słychać

Muzyka jest niewidzialnym tańcem,

a taniec niesłyszalną muzyką 

Jean Paul

Według niektórych opinii taniec jest jednym z najstarszych elementów kultury, a przynajmniej na tyle starym, że określenie jego narodzin staje się niemożliwe. Powstał on w dużej mierze dzięki wierzeniom religijnym – ludzie wykonywali tak zwany taniec deszczu w celu pokonania suszy, zapewnienia dobrego urodzaju czy pomyślności w łowach. Był elementem rytuału wojennego wykonywanego przed bitwą, który miał rozbudzić w żołnierzach siłę i odwagę.

Ta forma ruchu, obecna w każdej epoce i kulturze, stworzyła w rezultacie ogromne dziedzictwo taneczne oraz mnogość form. Mamy przecież tańce historyczne, narodowe, ludowe, niezwykle popularny taniec towarzyski, klasyczny, jazzowy i ogromną liczbę form nowoczesnych, takich jak hip-hop czy dancehall. Trudno opisać wszystko, co działo się kiedyś i dzieje się obecnie w sferze tańca.

W dzisiejszych czasach taniec traktowany jest przez większość jego miłośników jako rozrywka, forma sportu i przede wszystkim kopalnia elementów ruchowych. Jest to dziedzina współcześnie bardzo popularna, obecna w produkcji kinowej, teatralnej, stanowi stałą ofertę domów kultury i jest bardzo intensywnie promowana w mediach, takich jak prasa, telewizja, internet. Każdy z nas na podstawie kontaktu z tą sztuką jest w stanie ukształtować sobie własny pogląd na temat tańca, a co za tym idzie – stworzyć indywidualne pojęcia i definicję tego zjawiska.

Techniką taneczną, która nie do końca mieści się w stereotypowych ramach pojęcia „taniec”, jest stepowanie (ang. step – krok). Stepowanie tworzy swoją własną ścieżkę w historii sztuki tanecznej, nie jest ona jednak tak dobrze znana jak tradycja baletu czy jazzu. Historycznie step (tej nazwy również używa się skrótowo) ocierał się głównie o tańce rytualne, religijne i ludowe. Współcześnie jest to technika jazzowa i rewiowa, czyli kojarzona z tańcem musicalowym. W latach trzydziestych XX wieku stepowanie podbiło serca Amerykanów dzięki swej obecności na licznych scenach muzycznych i musicalowych. Najbardziej znane stepujące nogi należały do Freda Astaire’a, Gene Kelly, Ginger Rogers i Shirley Temple. W Polsce stepowanie stało się popularne w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Jego pierwszą instruktorką w naszym kraju była Czeszka Jirina Nowakowska. Dopiero dziś, po wielu latach jej pracy, można powiedzieć, że jest to dyscyplina również polskich tancerzy. Jako pierwszy w Polsce publicznie wykorzystał ją w swoich występach Andrzej Rosiewicz. Stepowanie to technika polegająca na wystukiwaniu rytmu za pomocą stóp. Do tańca używa się specjalnych butów podkutych metalowymi blaszkami. Na każdej podeszwie są dwie blaszki. Jedna, przypominająca kształtem trójkąt, na wysokości palców, i druga, pokrywająca obcas. Buty to klasyczne pantofle męskie oraz damskie. W sklepach z akcesoriami tanecznymi można również zakupić gotowe obuwie do stepowania. Często jest ono stylizowane, na przykład w tak zwane golfowe szycie, klasycznie występujące w czerni i bieli.

Technika stepowania opiera się na precyzyjnym uderzaniu odpowiednimi częściami stopy w parkiet, czyli tymi miejscami na podeszwie, na których znajdują się blaszki. A wszystko to dlatego, że stepowanie to taniec, który musi być słychać.

Tancerz, oprócz wytwarzania rytmicznych dźwięków, może poruszać całym ciałem, w zależności od stylu postaci, którą chce wykreować. W stepie irlandzkim tancerze tradycyjnie utrzymują ręce usztywnione wzdłuż ciała, mając korpus wyprostowany i nieruchomy. W stepie amerykańskim zaś korpus pracuje w sposób plastyczny, a ręce płynnie uczestniczą w tańcu.

Nauka stepowania polega na opanowywaniu poszczególnych kroków, łączeniu ich w krótkie sekwencje, dłuższe etiudy oraz, zależnie od wizji trenera, w potencjalne spektakle. W końcu stepowanie to taniec estradowy i szkoda ukrywać go w ścianach sal treningowych. Stepować oczywiście można, choć nie trzeba, do muzyki. Należy sobie jednak uświadomić, że już samo stepowanie jest w pewnym sensie tworzeniem muzyki.

Do kreowania ciekawych kompozycji z wykorzystaniem stepowania można użyć wielu rekwizytów. Do najbardziej popularnych i zarazem pasujących do klasycznej postaci stepu należą kapelusz lub cylinder i biało-czarna laseczka. Podkreślają one typowy elegancki styl estradowy. Nie zmienia to jednak faktu, że taniec ten chętnie ulega odstępstwom od swoich klasycznych form, dlatego wszelkie modyfikacje i wykorzystanie akcesoriów nieoczywistych powodują jedynie ciekawszy efekt. Bardzo interesujący efekt eksperymentowania ze stepowaniem można obejrzeć, a przede wszystkim usłyszeć w amerykańskim filmie z 2000. roku pod tytułem „Bootmen” (“Faceci w butach”). Muzykę do tego filmu stworzył Polak Cezary Skubiszewski, dlatego szczególnie warto go obejrzeć.

Już od pewnego czasu ta nowa, ciekawa i słyszalna technika taneczna zyskuje popularność wśród osób z niepełnosprawnością wzroku. Osoby widzące zawsze uczą się tańca, stojąc przed lustrem i kontrolując wzrokowo efekty swojego ruchu. Podczas kursu stepowania, jaki odbył się w ośrodku szkolno-wychowawczym w Laskach, niewielkie obawy instruktora, związane z kwestią obserwacji siebie w tańcu, szybko zostały rozwiane. Okazało się, że możliwość kontrolowania własnego ruchu nie tylko za pomocą mięśni, lecz także przy użyciu słuchu wystarczyła, aby młodzi tancerze postawili pierwsze stepujące kroki na parkiecie. Uwagi instruktora tańca podczas zajęć często były zbędne, tańczący sami słyszeli, że rytm, który wystukali, nie brzmiał tak, jak zaplanowany.

Z większymi kilkunastoosobowymi grupami udawało się tworzyć etiudy z podziałem na podgrupy, co pozwalało osiągać bardziej skomplikowane dźwiękowe efekty, na przykład kanon. Poza stukaniem swych butów wykorzystywali też inne źródła dźwięków, takie jak: klaskanie, gwizdanie, klepnięcia o uda, a nawet pokrzykiwanie czy śpiew. W większych grupach, szeroko rozstawionych przed publicznością, udawało się osiągać efekt stereo. Takie eksperymentowanie przynosiło dużo radości zarówno niewidomym i słabowidzącym tancerzom, jak i publiczności.

Ogromną zaletą takich zajęć jest oczywiście kwestia rehabilitacyjna. U dzieci, pomimo niedługiego okresu naszych spotkań, dawało się od razu zauważyć zwiększenie świadomości własnego ciała, rozwój mięśni, lepsze regulowanie ich napięcia, pracę nad zachowywaniem równowagi i poprawą koordynacji ruchowej.

Stepowanie nie jest wymagającą techniką taneczną. Pierwsze próby nie muszą odbywać się w profesjonalnych butach z blaszkami, nie wymagają też sal treningowych. Wystarczą pełne buty, trochę miejsca, dobre chęci, odrobina pracy i skupienia, a efekt będzie słyszalny i jakże oryginalny.

 

Mucha

 

O autorce warsztatów

Stepowanie w życiu autorki warsztatów w Laskach pojawiło się, gdy miała kilkanaście lat. Nie była to ani pierwsza, ani ostatnia technika taneczna, którą trenowała. Przez lata wielokrotnie brała udział w spektaklach tanecznych na scenach teatrów amatorskich, i nie tylko. Skończyła trzy lata oddziału dziecięcego szkoły muzycznej, trenowała taniec towarzyski, nowoczesny, rock&roll, boogie woogie, lindy hop. Równolegle ze studiami tyflopedagogicznymi na warszawskiej Akademii Pedagogiki Specjalnej ukończyła kurs kwalifikacyjny na stanowisko instruktora tańca jazzowego. Rozwijała tam swoje umiejętności ruchowe, koordynacyjne, jak również wiedzę teoretyczną i historyczną z zakresu tańca i sztuki. Przede wszystkim jednak uczyła się kreatywnego i przemyślanego zawodu instruktora, nauczyciela i trenera tego sportu.

Na zakończenie studiów tyflopedagogicznych postanowiła przeprowadzić cykl zajęć ze stepowania z grupą dziewczynek z ośrodka szkolno-wychowawczego w podwarszawskich Laskach oraz napisać pracę dyplomową na podstawie podjętej próby. To wtedy przekonała się, że jej dwie pasje pasują do siebie jak ulał.

 

aaa

 

wiadomości

 

Narciarstwo

Warszawa stolicą sportów zimowych

Sezon narciarski w tym roku był krótki i intensywny. Wysoka temperatura i brak opadów śniegu to główne przyczyny odwoływania kolejnych zawodów sportowych na południu Polski. Paradoksalnie okazało się, że najlepsze warunki do narciarstwa biegowego panowały w Puszczy Kampinoskiej przy ośrodku szkolno-wychowawczym w Laskach. 

Najpierw wycofano się z organizacji mistrzostw Polski osób niepełnosprawnych w narciarstwie biegowym – imprezy, która miała wrócić do kalendarza po wielu latach. Do Bielska?Białej grupa niewidomych narciarzy z Lasek nie pojechała, gdyż silny ciepły halny pokrzyżował plany organizatorów i wywiał cały śnieg z trasy. Zawody planowane na 1 lutego nie doszły więc do skutku. Za tydzień szukaliśmy śniegu na północy, gdzie temperatury były o wiele niższe niż na południu. Jednak Bieg Jaćwingów, planowany na 8-9 lutego, z powodu słabych warunków śniegowych również został odwołany. A tymczasem na Mazowszu, w Kampinosie, pogoda stworzyła świetne warunki do biegania na nartach. Ponad dwa tygodnie intensywnie trenowaliśmy przy grubej pokrywie śnieżnej.

Towarzystwo Narciarskie „Biegówki”
postanowiło wykorzystać zimową aurę i zorganizować na szybko zawody pod Warszawą. Alpina Race został zaplanowany na 8 lutego na terenie pola golfowego
„Lisia Polana” niedaleko Pomiechówka. Całą ekipą projektu „Pokonać strach” pojechaliśmy na bieg, by zaznaczyć swoją narciarską obecność w tej krótkiej, kończącej się zimie. Wystartowali doświadczeni zawodnicy Arek Duda i Arnika Bukowska, których losy śledziliśmy już nie raz, np. w Biegu Piastów i podczas zawodów w Norwegii, a także młodzi narciarze, którzy swój debiut mieli w zeszłym roku podczas Biegu Piastów: Paweł Nowicki, Paweł Misiak i Mariusz Dudziak. Od początku biegu mocnym wejściem zaprezentował się po raz pierwszy Dawid Nowakowski.

Niestety, ciepłe powietrze dotarło również na „Lisią Polanę” i organizatorzy musieli dzielnie walczyć, by utrzymać trasę, co im się całkiem nieźle udało, zważywszy na warunki pogodowe. Miłym akcentem było wspólne olimpijskie kibicowanie. Wszyscy zebrali się przed ekranem, aby razem obejrzeć pierwszy start Justyny Kowalczyk w biegu łączonym w czasie igrzysk olimpijskich w Soczi. Na zawodach panowała wspaniała atmosfera, a rozmokły śnieg okazał się próbą charakteru i wytrzymałości dla wielu zawodników.

Pewien niedosyt narciarski tej zimy sprawił, że jeszcze intensywniej myślimy o przyszłym sezonie. Nasze plany są coraz poważniejsze. Chcemy jeszcze śmielej propagować tę piękną, zimową dyscyplinę wśród osób niewidomych i słabowidzących.

 

ALPINA RACE

Organizatorzy: LaboSport Polska i Towarzystwo Narciarskie „Biegówki”

8.02.2014 r., pole golfowe „Lisia Polana” koło Pomiechówka, dystans: 3,3 km

Miejsce

Numer startowy, imię i nazwisko

Tempo

min/km

Tempo

km/h

Czas

Miejsce

w swojej kategorii

27

34. Arkadiusz Duda

5:22

11,2

0:17:43

21

35

36. Dawid Nowakowski

5:58

10,1

0:19:41

25

41

38. Mariusz Dudziak

6:13

9,6

0:20:32

29

45

37. Paweł Nowicki

6:19

9,5

0:20:51

32

53

33. Arnika Bukowska

7:21

8,2

0:24:14

18

57

35. Paweł Misiak

8:22

7,2

0:27:38

37

 

Krzysztof Koc

 

aaa

 

rekreacja

 

Szklarska Poręba jest nasza 

 Pomysł reaktywowania sekcji narciarstwa biegowego w Stowarzyszeniu „Cross” zrodził się w głowach kilku osób, ale Teresa Dębowska i Zbigniew Prokopiuk byli głównymi inicjatorami jego realizacji. Już w kilka dni po zamieszczeniu na stronie internetowej Stowarzyszenia komunikatu o obozie zgłosiło się ponad 50 osób. Popularność inicjatywy przeszła najśmielsze oczekiwania, jednak tylko trzydziestka chętnych mogła w lutym wyjechać do Szklarskiej Poręby.  

Zakwaterowanie w pensjonacie Eden, w pobliżu wyciągu krzesełkowego na Szrenicę, pozostawiało odrobinę do życzenia, ale i wprawiało w sentymentalny nastrój. Czas zatrzymał się tu w latach 80., co bywało przyczyną niedogodności, które jednak z czasem udawało się przezwyciężyć lub po prostu zignorować. Obóz trwał przecież tylko tydzień i pracy było wiele, więc to było najistotniejsze.

W dniu przyjazdu, już podczas kolacji, uczestnikom przedstawiono instruktorów, którzy mieli prowadzić zajęcia. Nad postępami amatorów biegówek czuwali Stanisław Spólnik, znany wielu kolegom klubowicz z Krakowa, oraz Tomasz Bieniek, długoletni trener narciarstwa biegowego. Zarys programu obozu i kilka słów o warunkach klimatyczno-śniegowych panujących w Jakuszycach rozbudziły we wszystkich sportowy zapał. Jakuszce to mekka miłośników biegówek. Niewielki pod względem powierzchni teren Gór Izerskich (900–1200 m n.p.m.), o specyficznym mikroklimacie, pozwala korzystać z dobrodziejstw śniegu nawet w maju. Dlatego to tu od wielu lat odbywa się Bieg Piastów – największa impreza narciarstwa biegowego w Polsce, która należy do elity biegów masowych Worldloppet.

W ramach aklimatyzacji drugi dzień obozu rozpoczął się wycieczką ze Szklarskiej do wodospadu Kamieńczyk i dalej do schroniska na Hali Szrenickiej. Długie podejście i zejście w trudnych warunkach (miejscami ślisko) nieźle dały w kość. Za to pogoda była piękna – słońce przypiekało i chłodził lekki wiatr.

Pierwsze dni zajęć potwierdziły entuzjazm uczestników – ponad 20 osób na szkoleniu to wysoka frekwencja. – Po kolei ćwiczyliśmy wpinanie butów do wiązań nart i ich wypinanie i oswajaliśmy się z biegówkami – relacjonują uczestnicy. Potem przyszedł czas na poznawanie prawidłowej techniki stylu klasycznego. Zajęcia pod fachowym okiem instruktorów trwały zwykle od dwóch i pół do trzech godzin. Nauka przyjmowania prawidłowej postawy, koordynacji ruchu i ćwiczenie poślizgu to podstawowe elementy treningu. Po kilku dniach grupa zaczęła topnieć. Dla większości były to pierwsze próby na nartach i najzwyczajniej uczestnicy potrzebowali odpocząć. Potem, na zróżnicowanym już terenie, kolejno poznawali prawidłową technikę naprzemienną, jednokrok z odbiciem, a na niewielkich zjazdach pracę z samymi kijkami. Wreszcie ćwiczono zjazd, skręt i hamowanie na bardziej stromym odcinku. Wąskie deseczki nart, kijki i brak hamulców okazały się nie lada wyzwaniem!

Żeby trochę odpocząć od nart, amatorzy biegówek pojechali na wycieczkę do Harrachova. Ta leżąca w pobliżu Jakuszyc niewielka czeska miejscowość co roku organizuje zawody w skokach narciarskich. Mamucia skocznia z bliska naprawdę robiła wrażenie.

Termin obozu pokrywał się z 38. Biegiem Piastów. Dzięki naszemu instruktorowi Tomkowi organizatorzy zgodzili się dopuścić do startu czterech chętnych crossowców. Ze względu na brak śniegu trasa biegu uległa skróceniu z 50 do 10 kilometrów techniką klasyczną. Cały team „Crossu” dotarł do mety! Nasi zawodnicy pokazali, że udział w biegu i prawdziwa rywalizacja na zakończenie to najpiękniejsze uwieńczenie obozowego treningu.

Pomimo zmęczenia większość obozowiczów wyjeżdżała z pozytywnymi wrażeniami – z pewnością podzielą się nimi w swoich klubach. Na obozie byli przedstawiciele Słupska, Bydgoszczy, Warszawy, Lublina, Częstochowy, Chorzowa, Gdańska i Krakowa. Wizytujący treningi Zdzisław Mądry (też brał udział w zajęciach) chciałby, aby kolejny obóz dla amatorów biegania na nartach został jak najszybciej umieszczony w kalendarzu imprez Stowarzyszenia „Cross”. – To znakomity pomysł na aktywność naszych klubowiczów w zimowych miesiącach – argumentuje Pan Zdzisław.

Uczestnikom obozu gratulujemy wytrwałości, dziękujemy pomysłodawcom, koordynatorowi zadania Zbyszkowi Prokopiukowi i świetnym instruktorom. Do spotkania na kolejnym obozie narciarstwa biegowego w Szklarskiej Porębie, miejmy nadzieję – w marcu 2015 roku!

 

Mariusz Gołąbek

 

aaa

 

z żałobnej karty

 

Odeszła Małgosia Cieśluk 

Na początku lutego 2014 roku, po ciężkiej chorobie, zmarła Małgorzata Cieśluk, słabowidząca lekkoatletka, uczestniczka igrzysk paraolimpijskich w Atlancie, medalistka mistrzostw świata i Europy, wielokrotna medalistka mistrzostw Polski.

 Małgosia urodziła się 26 marca 1963 roku. Całe życie mieszkała w Warszawie. Z prawdziwym sportem wyczynowym zetknęła się późno, w wieku 24 lat. Wcześniej, w szkole podstawowej i zawodowej w Laskach, trochę biegała, skakała w dal i wzwyż, traktując sport jako wypełnienie wolnego czasu. O wyczynie nie było mowy, zresztą wyniki, jakie Małgosia wtedy osiągała, nie otwierały jej wrót do wielkiego sportu.

Jej wejście w dorosłość zdominowała przede wszystkim myśl o zdobyciu niezależności życiowej – pracy i samodzielnego mieszkania. W Laskach Małgosia wyuczyła się zawodu dziewiarza, a warszawska spółdzielnia niewidomych o tym profilu produkcji zaoferowała jej zatrudnienie. Sama praca jej jednak nie wystarczała. Chciała czymś wypełnić wolny czas. Któregoś dnia koledzy zaciągnęli ją na Warszawiankę, gdzie odbywały się treningi lekkoatletyczne. Małgosia od pierwszej chwili polubiła te zajęcia. Miło było spotkać się na stadionie w gronie przyjaciół, trochę poćwiczyć, pobiegać, rozluźnić się. Dwa, trzy razy w tygodniu, pod okiem trenera, wszyscy oni próbowali tam swoich sił w różnych dyscyplinach sportu. Małgosia rozsmakowała się w biegach średnich. Lubiła biegać i biegała dużo, z czasem z coraz większą pasją, systematycznie. Jej ciężka praca i zaangażowanie trenera przynosiły rezultaty. Na 1500  i 3000 m zaczęła uzyskiwać coraz lepsze wyniki. Pojawiły się medale na zawodach krajowych i międzynarodowych.

Na mistrzostwach świata w Berlinie w 1994 roku wywalczyła dwa brązowe medale – w biegu na 3000 m i w sztafecie 4x400 m. Rok później, na mistrzostwach Europy w Walencji, zdobyła srebrny medal w biegu na 3000 m i brązowy w biegu na 1500 m. Dało jej to przepustkę na igrzyska paraolimpijskie w Atlancie w 1996 roku. Była tam debiutantką. Startowała w biegach na 1500 i 3000 m. Upragnionego medalu nie udało się jej jednak wywalczyć: uciążliwa kontuzja nie pozwoliła przygotować się do igrzysk tak dobrze, jak to sobie zaplanowała.

Coraz lepsze wyniki osiągane w sporcie, wyjazdy na zawody krajowe i międzynarodowe, zgrupowania, częste kontakty z innymi sportowcami powoli, ale skutecznie zaczęły z osobowości Małgosi eliminować nieśmiałość. Stawała się bardziej samodzielna, zaczęła pozbywać się różnorodnych lęków, które z natury rzeczy są udziałem osób niewidomych i słabowidzących. Dzięki wyjazdom poznawała świat i ludzi, zawiązywała nowe przyjaźnie. Rozwijała się. Wszyscy wokół to dostrzegali i podkreślali, jak ważny może być sport w życiu osób niepełnosprawnych.

Z czworga dzieci państwa Cieśluków tylko Małgosia miała kłopoty ze wzrokiem. Ich prawdziwego powodu nigdy nie odkryto. Małgosia miała pół roku, kiedy matka zorientowała się, że dziewczynka rozwija się jakoś inaczej niż inne dzieci. Zaczęły się wizyty u lekarzy, wyjazdy do specjalistów. Medycyna była jednak wobec problemów Małgosi bezradna. Resztki widzenia pozwalały jej orientować się w przestrzeni, widzieć zarysy postaci. Ale czytać mogła najpierw tylko dzięki alfabetowi Braille’a. Później z pomocą przyszła jej technika – komputery i programy czytające zwykły druk.

Kilka lat temu Małgosia poważnie zachorowała. Podziwiałam ją wówczas za pogodę i hart ducha w walce z chorobą. Pomógł jej sport. Wcześniej wiele lat biegała maratony. Pokonanie 42-kilometrowego dystansu wymaga uporu i siły woli. Małgosia ukończyła ich w swym życiu kilkanaście. Biegała w kraju i za granicą. Startowała m.in. w maratonie nowojorskim. Miała specyficzny styl – biegała na ugiętych nogach. Nie sprawiało to wrażenia lekkości i płynności, raczej dreptania. Ale, jak wspominają jej koledzy, było to dreptanie bardzo skuteczne. Heniek Groszkowski do dziś wspomina maraton sprzed wielu lat na trasie Grunwald – Olsztyn. Dostał tam od Małgosi srogie baty. Na kilometr przed metą dogoniła go, zatańczyła wokół niego i już jej nie było. 

Ostatni raz Małgosia pobiegła na początku maja 2013 roku w Łapach. Wzięła tam udział w dorocznym biegu poświęconym słabowidzącemu lekkoatlecie Waldkowi Kikolskiemu, który zginął w wypadku w 2001 roku. Na biegu w Łapach Małgosia była co roku. W latach dziewięćdziesiątych przyjaźniła się z Waldkiem i ceniła go bardzo jako kolegę i sportowca. Sporo czasu spędzali na tych samych zgrupowaniach i zawodach. Ten ostatni bieg nie był dla niej łatwy. Biegła bez wcześniejszego przygotowania i treningu. Stale pogarszający się wzrok utrudniał jej samodzielne bieganie. Może też czający się za progiem nawrót choroby osłabiał organizm i zniechęcał do systematycznego wysiłku. Choroba ujawniła się ponownie kilka miesięcy później i już nie dała Małgosi żadnych szans.

Odeszła 3 lutego 2014 roku, cicha, spokojna, pogodzona z losem, otoczona miłością, troską rodziny i przyjaciół. Tydzień później na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie, obok rodziny i przyjaciół, żegnało ją także wielu sportowców.

 

Teresa Dębowska

 

aaa

 

kultura

 

Razem na biegun

Wielu z nas zna tę historię, pamięta szum medialny wokół chłopca czy powtarzane z ust do ust różne wersje zdarzeń. Historię, która zaczyna się od małej przysługi, a kończy... na wielkiej wyprawie.

Początkowo nic nie idzie tak, jak powinno. Trudno o wiarę w sukces i pieniądze na realizację szalonego marzenia. Ale Marek Kamiński jest z tych wytrwałych – z tych, którzy się nie poddają.

Przekonamy się o tym, gdy sięgniemy do książki „Razem na biegun” autorstwa tego znanego podróżnika. Za jej pośrednictwem poznamy Janka Melę i przeżyjemy z nim przygodę życia. Dziś dorosły już chłopak, w 2004 roku zdobył oba bieguny Ziemi – najpierw Północny, później Południowy. Tym samym został najmłodszym i jedynym niepełnosprawnym polarnikiem na świecie, który tego dokonał.

„Razem na biegun” to nie tylko relacja z przygotowań do wyprawy czy opis samego wędrowania w ekstremalnych warunkach. To także, a może przede wszystkim, opowieść o spełnianiu marzeń, samozaparciu i odwadze, i o dążeniu do realizacji postawionych sobie celów. Czytając ją, dochodzimy do wniosku, że tak właściwie to każdy z nas ma swój biegun do zdobycia. Musi tylko znaleźć sposób, jak tego dokonać. Wyprawa Kamińskiego i Meli to dowód na to, że coś, co wydaje się niemożliwe do osiągnięcia, dzięki wierze i wytrwałej pracy może stać się rzeczywistością. Jak mówi o książce Artur Rojek: „W tej historii jest wiele mistycznej siły. I nie biegun sam w sobie jest tu najważniejszy. Najważniejsza jest podróż, droga. Droga w głąb siebie, spotkanie ze swoim wnętrzem, ograniczeniami i barierami, które tak często podcinają nam skrzydła w życiu codziennym. Słuchając tej opowieści, dowiecie się dużo o sobie”.

 

Książka dostępna jest również w wersji audio, czyta ją Jacek Labijak. Warto odświeżyć sobie tę historię, tym bardziej że w marcu na DVD wychodzi grany już w kinach film o Jaśku Meli („Mój biegun”).

 

Królowa jest tylko jedna

Choć ma najwięcej medali spośród wszystkich polskich sportowców startujących w zimowych igrzyskach olimpijskich, sprawia wrażenie dziewczyny z sąsiedztwa. Kibice kochają ją za piękny uśmiech, sportową postawę i niebywałą wytrwałość. Ile zwycięstw ma na koncie Justyna Kowalczyk? Gdzie lubi biegać? I jak to się stało, że skromna mieszkanka Kasiny Wielkiej podbiła świat?

Odpowiedzi poszukajmy w najnowszej biografii naszej medalistki autorstwa cenionego dziennikarza, komentatora EuroSportu Bogdana Chruścickiego. Książka „Justyna Kowalczyk. Królowa Śniegu” ukazała się 19 lutego br. nakładem Wydawnictwa Otwarte i – jak podkreśla autor we wstępie – stanowi jego osobiste spojrzenie na karierę wielokrotnej mistrzyni. Dziennikarz w wartkim, komentatorskim stylu opisuje jej sukcesy i porażki w walce o tytuł „królowej śniegu”. Lekturę urozmaicają szerokie dygresje dotyczące np. innych sportowców czy pokonywanych przez Justynę tras. Chruścicki podejmuje również wątek dopingu, wielokrotnie zapewniając czytelników, że Kowalczyk nigdy nie brała niedozwolonych środków.

Co jest złą stroną baśni o królowej śniegu? Mnie, poza wieloma (przynajmniej w wersji elektronicznej) literówkami i błędami językowymi, przeszkadzało to, że książka nie jest obiektywną relacją dziennikarską. Mimo widocznych starań, Chruścicki nie umiał ukryć niechęci do Norweżek, a szczególnie do Marit Bjørgen. Niektórzy pewnie przyklasną z uciechą, ale wielu się skrzywi.

Zawiodą się również ci, którzy będą chcieli dowiedzieć się, jaka jest Justyna na co dzień – co je na śniadanie albo jakie cechy charakteru ceni u mężczyzn. Biografia nie zdradza żadnych szczegółów z życia osobistego sportsmenki. Stanowi za to prawdziwą gratkę dla fanów narciarstwa – jest doskonałą kompilacją, podsumowaniem całego przebiegu kariery Kowalczyk. Przynajmniej do momentu igrzysk w Soczi, po których – jak już wiemy – jest materiał na kolejny emocjonujący rozdział.

Barbara Zarzecka

 

aaa 

 

turystyka

 

Toskania. Śladami Etrusków 

Jednym z najpiękniejszych regionów turystycznych na świecie jest Toskania, perła Włoch. Ziemia, która wydała dziesiątki najwybitniejszych malarzy, rzeźbiarzy, architektów i poetów, słynie między innymi ze wspaniałych krajobrazów. Większość jej obszaru to góry i malownicze łagodne wzgórza, pokryte winnicami, gajami oliwnymi i strzelistymi cyprysami.

Około 500 kilometrów niesamowitych, zarówno skalistych, jak i piaszczystych plaż nad zawsze lazurowymi wodami Morza Tyrreńskiego przyciąga rzesze turystów. Toskania znana jest też ze smacznej i prostej kuchni. Tutaj celebruje się każdy kęs wspaniałego sera i każdy łyk chianti, pysznego wina z regionu Chianti. To miejsce niezwykłe – uzależnia i rozkochuje w sobie każdego, kto choć raz przyjechał w te strony.Toskania najpiękniejsza jest wiosną. Temperatura w kwietniu i  maju sięga tu 20°C. Ranki są wówczas rześkie, a dni łagodnie ciepłe i długie. To najlepszy czas na zwiedzanie tego regionu środkowych Włoch, podziwianie zabytków światowej klasy, unikalnej architektury albo po prostu czas na włóczęgę i napawanie się atmosferą urokliwych toskańskich miasteczek. Toskania to również prastare wsie, opactwa i twierdze rozproszone po łagodnych wzgórzach, gdzie żyje się spokojnie, zgodnie z naturą i jej rytmem. Tutaj umiłowanie piękna wydaje się być czymś, co Toskańczycy  mają we krwi, być może już od czasów starożytnych mieszkańców tych ziem – Etrusków. To oni sprowadzili tu pierwsze szczepy winorośli i zapoczątkowali produkcję wina, które dziś jest kwintesencją Toskanii, jej historią i dniem powszednim.

 

Mieszkańcy Etrurii

Etruskowie to mało znana u nas cywilizacja starożytna, która istniała, zanim jeszcze Rzymianie zaczęli marzyć o potędze i podbiciu połowy kontynentu europejskiego. Zamieszkiwali tereny północnych i środkowych Włoch w ostatnim tysiącleciu przed Chrystusem. Kraina Etrusków nazywana była Etrurią. Ich kultura i cywilizacja wywarły przypuszczalnie wielki wpływ na Rzymian. Istnieje nawet hipoteza, że cywilizacja rzymska jest kontynuacją cywilizacji etruskiej pod inną nazwą i z innym językiem.

Okres największego rozwoju społeczności etruskiej przypada na VII w. p.n.e. Osady przemieniały się wówczas w prawdziwe miasta, następowała organizacja społeczeństw i szlaków. Będąca w ich dyspozycji niezrównana sieć komunikacyjna, lądowa i wodna umożliwiła rozwój eksportu własnych produktów. Eksportowano nie tylko produkty rolne, lecz także ceramikę i wyroby z metalu (m.in. słynne wazy imitujące greckie naczynia).

Sztuka etruska pozostawała pod silnym wpływem Fenicjan, Kartagińczyków i Greków, z którymi Etruskowie utrzymywali stałe kontakty. Osiągnęła szczyty doskonałości. Była bardzo oryginalna. Nie naśladowała natury, ale dostarczała wrażeń estetycznych, wzrokowych. Ich sztuka użytkowa również stała na wysokim poziomie, o czym świadczą odnalezione przez archeologów piękne lustra, naczynia, broń, trójnogi, świeczniki, kociołki i inne wyroby wykonane głównie z brązu i złota. Sztuki plastyczne wykorzystywały głównie glinę, mniej korzystano z kamienia i marmuru. Wielkie posągi z gliny umieszczano na sarkofagach, a także w świątyniach.

Wykopaliska archeologiczne świadczą o wysokim stopniu rozwoju i organizacji wewnętrznej plemion i osad etruskich. Była ona dosyć oryginalna – na czele każdego miasta stał pochodzący z bogatej rodziny przywódca, który pełnił funkcje kapłana i dowódcy wojska. Początkowo przywódca sam wyznaczał swego następcę, lecz w późniejszym okresie ustanowiony został rodzaj zgromadzenia ludowego i przywódca wybierany był co roku. Nie istniało państwo etruskie – wolne miasta zrzeszone były w ligach, co często dawało przewagę wrogom, gdyż ligi nie były zobowiązane wzajemnie się wspierać. W społeczeństwie etruskim panowało równouprawnienie kobiet i mężczyzn – kobiety brały udział w decyzjach dotyczących losów całego społeczeństwa.

Najważniejszym obszarem zamieszkiwanym przez Etrusków były tereny dzisiejszych włoskich regionów: Emilii-Romanii, Toskanii i Lacjum. Tam też znajdują się największe i najważniejsze muzea dotyczące ich historii, które mają w zbiorach przedmioty sakralne i codziennego użytku, wyposażenie grobów oraz eksponaty sztuki etruskiej. W wielu toskańskich miastach pozostały ruiny etruskich murów, wodociągów, świątyń. W grobowcach zachowało się dużo zabytków malarstwa ściennego przedstawiającego sceny z życia codziennego i kultu zmarłych. Etruskowie wierzyli, że zmarli potrzebują serii przedmiotów niezbędnych w życiu codziennym, dlatego też obok ciała umieszczali często „wyprawkę”, nieraz bardzo bogatą – w zależności od rangi zmarłego.

Kiedy zwiedza się Toskanię, trudno nie natknąć się na etruskie pozostałości. Jakieś murki, kawałki ceramiki, fragmenty wapiennych bloków wystają z ziemi na każdym kroku. Jednak zwykły turysta, który nie wie, czego ma szukać, najwyżej się na nich poślizgnie i pójdzie dalej, nie podejrzewając nawet, że właśnie miał kontakt ze starożytnością.

 

Na toskańskich szlakach Etrusków

Historią tej najcudowniejszej cywilizacji Półwyspu Apenińskiego zafascynowany jest również nasz redakcyjny kolega Włodek Karnkowski. Za cel swej fotograficznej wyprawy śladami Etrusków obrał Toskanię. Oprócz wielu pozostałości po tym starożytnym ludzie pociągały go także wspaniałe toskańskie krajobrazy. Aby poczuć ich bliskość, swą ubiegłoroczną majową wędrówkę odbywał na rowerze. Jak opowiada, były to niezapomniane przeżycia. Jeździł malowniczymi ścieżkami pomiędzy  ukwieconymi polami i łąkami oraz lokalnymi drogami wysadzanymi gęsto drzewami, które niczym parasol chroniły go od słońca. Wszystkim poleca ten sposób podróżowania po Toskanii.

Za bazę wypadową na etruskie szlaki wybrał San Vincenzo leżące na tzw. Riwierze Etruskiej. To wybrzeże Morza Tyrreńskiego pomiędzy miejscowościami Livorno i Piombino, słynne z bogactwa naturalnej przyrody i licznych zabytków archeologicznych. Przebiega tędy tzw. Droga Winna, która ma swój początek w Rosignano Marittimo. Znana jest nie tylko z lokalnych win Cabernet Sassicaia i Ornellaia, lecz także z ciekawych tras rowerowych. Najbardziej atrakcyjne biegną między Bibboną i Bolgheri a Castagneto Carducci. Włodek wszystkie je przemierzył. Jeździło mu się dobrze. Ponieważ cały ruch samochodowy skierowany jest na biegnącą wzdłuż wybrzeża rzymską autostradę, na drogach lokalnych jest spokojnie i bezpiecznie. Zresztą w tym regionie dba się bardzo o rowerzystów. Nawet kwiatowe ozdoby mają niekiedy rowerowe kształty. Wzdłuż tras częste są punkty gastronomiczne, gdzie można odpocząć i napić się doskonałej włoskiej kawy.

Zwiedzanie Riwiery Etruskiej rozpoczął Włodek od Volterry – miasta alabastru. Jest to ostatni, najbardziej wysunięty na północ etruski bastion, zdobyty przez Rzymian. Miasto skapitulowało w 260 roku p.n.e. Okres największego rozkwitu przeżywało na przełomie IV i V wieku przed naszą erą. Volterra, usytuowana na stromym, nieosłoniętym  płaskowyżu wznoszącym się nad doliną Cecina, jest jednym z najważniejszych historycznych centrów Toskanii.

Do starego miasta wchodzi się bramą Porta all’Arco pochodzącą z IV w. p.n.e. – jedynym zachowanym w Volterze przykładem architektury etruskiej. Za to bogactwo dowodów kulturalnego rozwoju i kwitnącej starożytnej cywilizacji znaleźć można w Muzeum Etruskim. Jego dumą jest kolekcja 600  urn pogrzebowych z pokrywami, na których spoczywają rzeźbione, ekspresyjnie ukazane postaci zmarłych. Najsłynniejszym eksponatem jest Ombra della Sera (Cień wieczoru) –  „ikona” Volterry. Jest to wykonana z brązu figura wysokiego, chudego mężczyzny. Wyorał ją w XIX wieku na swym polu pewien wieśniak, który używał jej później jako pogrzebacza, dopóki ktoś nie rozpoznał, że jest to dzieło sztuki etruskiej. Jej reprodukcje można kupić w całym mieście.

Volterra już w starożytności słynęła z produkcji alabastru. Pokłady tej krystalicznej odmiany gipsu znajdowały się w okolicach miasta. Etruskowie używali go do tworzenia urn i sarkofagów, a cienkie, półprzezroczyste płyty tego kamienia pełniły funkcję szyb okiennych. Minęły setki lat, a alabastrowe tradycje Volterry nadal trwają. Na parterze niektórych kamienic mieszczą się pełne gipsowego pyłu warsztaty, gdzie można przyjrzeć się jego obróbce. Kiedyś takich wytwórni było tu bez liku. Potem większość z nich, ze względu na ograniczanie zapylenia, musiała się wyprowadzić poza obręb murów. Dziś w centrum miasta pracuje ich kilkanaście, mieści się tu także szkoła artystyczna ze specjalnością „rzeźba w alabastrze”. Sklepy Volterry oferują przeróżne alabastrowe wyroby – białe i kolorowe – takie jak talerze, misy, lampy, patery, figurki, szachy itp.  Przeważają drobne pamiątki dla turystów, ale zdarzają się też bardziej wyrafinowane wyroby. Podczas przemierzania Toskanii w kierunku jej południowych granic Włodek dotarł do Maremmy. Jest to jeden z jej najmniej rozwiniętych gospodarczo obszarów, ale za to bogaty w etruskie skarby. Jego celem było Pitigliano – najbardziej osobliwe wśród etruskich miasteczek. Po drodze, przed miejscowością Saturnia, minął parujący wodospad. Tu można bezpłatnie wykąpać się w siarczanowych źródłach albo – już za opłatą – zamoczyć nogi w termalnym basenie pobliskiego uzdrowiska. Dalej droga wiodła go między stadami owiec i bydła, wzdłuż stromych zboczy z czerwonego wulkanicznego tufu do regionu, gdzie zachowały się groby Etrusków. Najważniejszy z nich to Tomba Ildebranda, znajdujący się tuż przed zbudowanym z tufu miasteczkiem Savona. Potem było średniowieczne Sorano, usytuowane ponad głębokim wąwozem z oszałamiającym wodospadem, i 6-kilometrowa, wyjątkowo kręta droga. Na jej krańcu zobaczył miejscowość wyrastającą wprost ze skały, położoną na wysokim tufowym klifie. Było to Pitigliano, ostatnie i wywołujące największe wrażenie miasto zbudowane z tufu. W miękkiej skale już od starożytności drążono tu  jaskinie, które pełniły rolę magazynów i naturalnych lodówek oraz – te dalej położone od miasta – grobowców. Miasteczko jest bardzo malownicze i zarazem tajemnicze, z plątaniną wąskich uliczek i przesmyków starówki, które wytyczone zostały w IV wieku p.n.e. Specjalnością tych okolic jest białe wino o nazwie Bianco di Pitigliano.

Na koniec swej dwutygodniowej włóczęgi Włodek postanowił porzucić etruskie szlaki i odwiedzić trzy największe miasta Toskanii: jej stolicę Florencję, Pizę i Sienę. Po drodze zahaczył jednak jeszcze o dwie miejscowości etruskie – Piombino, leżące na południowym krańcu Riwiery Etruskiej, z piękną starówką i widokiem na Elbę, oraz Livorno, wytyczające jej początek.

Livorno powinni odwiedzić wszyscy ci, którzy chcą prawdziwie poczuć klimat starożytnych etruskich miast. W przewodnikach turystycznych  reklamuje się ono jako odmienne od klasycznych, turystycznych atrakcji. Przede wszystkim dlatego, że to miasto portowe. Ważnym ośrodkiem było już w starożytności, dlatego w miejskim muzeum można obejrzeć wystawy poświęcone nie tylko Etruskom, ale także Fenicjanom i Grekom. Miasto do dziś zachowało swój międzynarodowy charakter i naprawdę można w nim znaleźć ślady wielu kultur.

 

Perły Toskanii

Florencja, Piza i Siena to obowiązkowe punkty programu podczas zwiedzania tego regionu Włoch. Są doskonałymi bazami wypadowymi do poznania okolicznych miast i miasteczek. Noclegi w tutejszych hotelach nie są jednak na każdą kieszeń. Lepiej skorzystać z oferty któregoś z pobliskich gospodarstw agroturystycznych.

 Florencja, stolica Toskanii, jest pełna kontrastów. Stare i nowe koegzystuje tu razem, tworząc niepowtarzalny klimat. To miasto z długą historią. Na każdym kroku widać tu dzieła renesansowych artystów. Niektóre ulice niewiele zmieniły się od czasów średniowiecznych. Pijąc kawę na jednym z urokliwych placów, bez problemu można wyobrazić sobie, jak toczyło się tu życie kilka wieków temu. Florencji nie da się poznać w jeden dzień. Planując urlop w Toskanii, należy przeznaczyć na jej zwiedzanie co najmniej tydzień.

Miejscem, od którego warto zacząć penetrację miasta, jest katedra Santa Maria del Fiore. Budowę tego gotyckiego sanktuarium rozpoczęto w 1296. Dziś może pomieścić 20 tysięcy wiernych. Wnętrze wykonano z zielonego, różowego i białego marmuru. Drzwi zdobią przepiękne rzeźby spod dłuta wybitnych włoskich artystów.

Miłośnicy sztuki powinni odwiedzić galerię Uffizi, która może pochwalić się imponującą kolekcją dzieł renesansowych. To jedna z najbardziej obleganych galerii, więc warto wcześniej kupić bilety. W jednym miejscu obejrzeć można tysiące obrazów, poczynając od sztuki średniowiecznej i na sztuce współczesnej kończąc. Znajdują się tu dzieła takich wybitnych twórców, jak Michał Anioł, Botticelli, Leonardo da Vinci czy Rafael.

Interesującym miejscem jest usytuowany nad rzeką Arno stary most, czyli Ponte Vecchio.  Rozciąga się z niego wspaniały widok na miasto.

 Florencja ma też swoje drugie, nowoczesne oblicze. Jest to przede wszystkim wszechobecna moda. Swoje siedziby ma tu większość znanych marek. We Florencji rezyduje Salvatore Ferragamo – król eleganckiego obuwia. Tu tworzy Roberto Cavalli, obecnie jeden z najbardziej popularnych projektantów.

Kuchnia Florencji słynie ze swojej prostoty. Wynika to z historii tego regionu. Choć  mieszkali tu niegdyś prawdziwi bogacze, to większość ludności żywiła się prostymi zupami na bazie dzikich ziół i zieleniny lub chlebem wypiekanym bez dodatku bardzo drogiej soli. Dziś florenckie specjały zachwycają swym aromatem i smakiem. Zwiedzając stolicę Toskanii, nie należy przepuszczać żadnego posiłku. Tutaj każdy kęs to uczta dla podniebienia.

Piza, położona nad Arno – główną rzeką Toskanii – kojarzy się przede wszystkim z Krzywą Wieżą, którą co roku odwiedza nawet 10 milionów turystów. Słynna wieża usytuowana jest na Placu Cudów (Piazza dei Miracoli), który też sam w sobie jest sporą atrakcją.

Siena jest jednym z tych miast, gdzie zdaje się, że czas stanął w miejscu. Jej zabytkowe centrum od 1995 roku wpisane jest na listę światowego dziedzictwa kulturalnego UNESCO.

Florencji, Pizie i Sienie Włodek poświęcił tylko trzy dni. To za mało, aby chociaż pobieżnie je poznać i nasycić się ich atmosferą. Dlatego, jak zapowiedział, do Toskanii będzie jeszcze wielokrotnie wracał. Ta piękna kraina skradła mu serce –  jak wielu innym.

 

Opracowała: Teresa Dębowska

 

aaa 

 

zdrowie

 

Badaj się na zdrowie

 Na początku roku prawie każdy z nas coś sobie postanawia. Najczęściej są to dwa zadania: rzucę palenie i schudnę. Oba wymagają sporej samodyscypliny i wyrzeczeń, jednak o ile rzucenie papierosów to same korzyści dla naszego zdrowia, o tyle pozbywanie się nadwagi musi przebiegać z głową.

Wiadomo, że najlepszą receptą na zbędne kilogramy jest odpowiednia dieta i ruch (najlepiej uprawianie sportu). W obu tych kwestiach trzeba jednak zachować umiar i rozsądek. Internet, prasa i księgarnie oferują nam mnóstwo poradników opisujących cudowne diety, dzięki którym szybko dojdziemy do pożądanej formy. Jeśli im uwierzymy, może nas czekać duże rozczarowanie. Bywa, że owszem, schudniemy szybko, ale zrujnujemy sobie zdrowie, nie wspominając o efekcie jo-jo (po zakończeniu diety zaczynamy jeszcze bardziej tyć). Lekarze i dietetycy ostrzegają, że walka z nadwagą nie jest tak prosta, jak to się niektórym wydaje. Za każdym razem dieta powinna być dobierana przy pomocy profesjonalisty, który weźmie pod uwagę ogólny stan zdrowia delikwenta, a także powody sprawiające, że nie jest on w stanie zapanować nad nadmiernym apetytem.

Równie poważnie wygląda sprawa z ćwiczeniami. „Codziennie będę biegać po 10 km”, „Co najmniej trzy razy w tygodniu pójdę do siłowni” i podobne noworoczne zobowiązania są całkowicie nierealne. W przypadku otyłości nagły intensywny trening po zimowym bezruchu może się skończyć poważnymi urazami. Najczęstsze to uszkodzenie ścięgien i zapalenie torebki stawowej. W Stanach Zjednoczonych z powodu tego typu kontuzji w 2012 roku pogotowie ratowało blisko pół miliona osób, z czego prawie 32 tysiące wymagały hospitalizacji. U osób po czterdziestce mogą się pojawić kłopoty z sercem, nie wykluczając nawet zawału. Dlatego ci ostatni przed rozpoczęciem treningu powinni skontrolować stan swojego układu krążenia. Ortopedzi i fizjoterapeuci zachęcają, by powrót do aktywności zaczynać nie od forsownych biegów (obciążają stawy kolanowe) czy ćwiczeń na siłowni, ale od jazdy na rowerze, pływania i nordic walkingu. Ten ostatni świetnie angażuje prawie wszystkie grupy mięśni naszego ciała.

Życie i statystyka pokazują, że dwie trzecie naszych noworocznych postanowień umiera śmiercią naturalną w okolicach marca. Czy powinniśmy się z tego powodu załamać, pogodzić z klęską i czekać do następnego sylwestra?

– Boże broń – mówią psycholodzy. – Przecież każdy z nas ma też swoje prywatne wielkie dni i ważne święta (urodziny, imieniny, rocznica ślubu itp.). Podzielmy zobowiązania na cały rok tak, by przypadało po trochu i na rok kalendarzowy, i na początek wakacji albo na wszystkie astronomiczne przesilenia. Warto zrobić plan co i kiedy wykonamy. Podobno samo jego napisanie zwiększa szanse sukcesu niemal dziesięciokrotnie. Załóżmy się ze znajomymi (nawet o pieniądze), opowiedzmy o naszych planach najbliższym. Ten rodzaj kontroli społecznej może wzmocnić naszą słabą wolę.

Posiadacze samochodów poddają je co roku obowiązkowym przeglądom technicznym, wymieniają olej czy letnie opony na zimowe. Wiedzą, jakie jest w nich ciśnienie, stan silnika i inne ważne dla bezpiecznej jazdy parametry. Ale pytani, jakie jest ich własne ciśnienie krwi, poziom cukru, stężenie dobrego i złego cholesterolu, gęstość kości – wykazują zazwyczaj całkowitą niewiedzę. Zresztą nie tylko właściciele czterech kółek. Większość z nas traktuje swoje ciało i zdrowie z pewnym lekceważeniem: skoro mi nic nie dolega – mówią – po co mam się badać i chodzić do lekarza? Tyle że po jakimś czasie może się nam przydarzyć taka wpadka jak pewnemu panu, który podejrzewał, że jego żona niedosłyszy. Stanął w drugim końcu pokoju i podniesionym głosem zapytał: „Słyszysz mnie?”. Nie usłyszał żadnej odpowiedzi. Wtedy stanął pośrodku pokoju i powtórzył pytanie. Znowu nic. Podszedł więc do żony i prawie nachylając się nad nią, krzyknął: „Trzeci raz cię pytam, czy mnie słyszysz?”. „– A ja trzeci raz ci odpowiadam, że tak” – powiedziała żona.

Ta anegdota trafnie ilustruje nasz stosunek do profilaktyki zdrowotnej. Metodą strusia wolimy chować głowę w piasek, niż wcześniej zapobiegać dolegliwościom i chorobom.

Potwierdza to raport na temat stylu życia i zdrowia Polaków, opublikowany w końcu ubiegłego roku. Badanych podzielono na grupy według wieku, upodobań, nałogów, cech charakteru. Okazuje się, że regularnie wykonują badania lekarskie osoby w średnim wieku (54 lata), zakwalifikowane jako „pogodni mędrcy” (84 proc.). Nieco rzadziej starsi od nich o dziesięć lat „poprawni optymiści” (57 proc.) oraz czterdziestolatkowie „towarzyscy hedoniści” (50 proc.). Nie wykonują regularnych badań ich równolatkowie, „pozorni twardziele” i „świadomi indywidualiści”. „Zdesperowani buntownicy” przed czterdziestką uważają, że „zalecenia lekarzy dotyczące zdrowia są wymysłem koncernów farmaceutycznych, które chcą sprzedać im swoje produkty”, dlatego „zazwyczaj leczą się sami, bo najlepiej wiedzą, co jest dla nich dobre”.

Niezależnie od tego, do jakiej grupy sami się zakwalifikujemy, najlepszym postanowieniem – nie tylko noworocznym – powinno być hasło: „Zadbam o swoje zdrowie”. Wyciągnę z szuflady stare wyniki badań, odwiedzę lekarza, wykonam badania profilaktyczne, jakie mi zleci, będę regularnie przyjmował przepisane leki.

Ale i bez wskazań lekarza warto wiedzieć, co i kiedy powinniśmy sobie zbadać. Co sześć miesięcy, bez względu na wiek, mierzymy ciśnienie krwi (najlepiej dwa, trzy razy dziennie przez tydzień, możemy to robić sami w domu). Raz w roku oddajemy do analizy mocz (badanie ogólne) i krew (morfologia, OB, poziom cukru, lipidogram). Również raz do roku odwiedzamy stomatologa (w zależności od stanu uzębienia można to robić częściej). Co dwa, trzy lata czeka nas badanie poziomu elektrolitów we krwi (sód, potas, magnez, wapń, fosfor) oraz EKG. Na podstawie wyników lekarz będzie mógł ocenić kondycję naszego serca i układu krążenia. Równie ważne, w ramach profilaktyki onkologicznej, jest wykonywanie u kobiet cytologii (co dwa, trzy lata). Nasz wzrok powinniśmy sprawdzać co dwa, pięć lat (osoby z cukrzycą i nadciśnieniem – raz w roku). Jeśli jesteśmy w wieku 30-40 lat, do wszystkich wymienionych badań dokładamy RTG klatki piersiowej (co dwa lata, palacze – co rok), a kobiety – USG piersi. Kiedy mamy od 40 do 50 lat, warto zrobić badanie na obecność krwi w kale, USG jamy brzusznej, badanie hormonów tarczycy, a mężczyźni – badanie prostaty. To wszystko – raz w roku, nie zapominając o sprawdzianach, o których była mowa na samym początku. Panie, naprzemiennie, co dwa lata, powinny robić mammografię lub USG piersi (samokontrola nie wystarcza). Gdy jesteśmy po sześćdziesiątce, czeka nas badanie gęstości kości. Robimy to jednorazowo, by się przekonać, czy nie grozi nam osteoporoza. Panie, które przekroczyły 65 lat, to samo badanie powtarzają po dziesięciu latach od zakończenia menopauzy.

Choć od tej wyliczanki można dostać prawdziwego zawrotu głowy, wypełnienie zawartych w niej zaleceń w praktyce nie zabiera dużo czasu. Jak widać, ich realizacja jest rozłożona na lata. Może więc warto dołączyć do listy naszych postanowień noworocznych stosowanie się do takiej „podręcznej mapy drogowej” profilaktyki?

 

(BWO)

 

aaa 

 

ruszajmy się

 

Odnowa biologiczna – nic prostszego! 

Sportowcy dużo uwagi poświęcają okresom między treningami. Wtedy następuje proces regeneracji, czyli odnowy sił organizmu. Podczas gdy trening jest głównym bodźcem do rozwoju mechanizmów wysiłkowych i odpowiednich tkanek, odpoczynek niweluje zmęczenie i – o ile są ku temu właściwe warunki – pozwala organizmowi rozwinąć się w określonym kierunku. Należy o tym pamiętać również wtedy, kiedy sport uprawia się rekreacyjnie i pragnie się zachować zdrowie. Dzięki odpowiedniej regeneracji ruch i ćwiczenia będą dawały nam dużo energii do codziennych wyzwań.

Na szybką regenerację po treningu mają wpływ różne czynniki, w większości wiążą się one z higienicznym trybem życia. Poniżej przedstawiamy elementy kluczowe w odnowie biologicznej.

 

Nawodnienie organizmu

Jedną z głównych przyczyn zmęczenia jest odwodnienie. Płyn należy spożywać już przed treningiem. W czasie aktywności fizycznej należy pić niewielkie ilości, małymi łyczkami, a po treningu stopniowo uzupełniać straty wody. Najlepiej spożywać wodę mineralną niegazowaną. Innym dobrym rozwiązaniem są płyny izotoniczne, które zawierają również odpowiednie stężenie cukrów i dzięki temu wchłaniają się błyskawicznie.

 

Mały posiłek od razu po treningu

Mięśnie potrzebują dużo energii, którą czerpią głównie z cukrów zgromadzonych w tkance mięśniowej, krwi i wątrobie. Niewielki posiłek, który zawiera duże ilości cukrów, szybko uzupełni straty węglowodanów i przyśpieszy regenerację. Bardzo dobrze sprawdzają się świeże lub suszone owoce, soki owocowe.

 

Prysznic – pierwszy zabieg odnowy biologicznej

Pracujące mięśnie podwyższają temperaturę całego ciała. By je schłodzić, organizm wytwarza duże ilości potu. Wraz z potem z ciała usuwane są różnego rodzaju uboczne produkty przemiany materii. To wszystko sprawia, że nie tylko czujemy się nieświeżo, lecz że na naszym ciele gromadzi się również wiele ładunków dodatnich, które negatywnie oddziaływają na nasze samopoczucie.

Prysznic jednocześnie oczyści naszą skórę i zmyje wszystkie niekorzystne ładunki. Dodatkowo woda zwiększa ukrwienie. Jest to podstawowy zabieg hydroterapii. Biorąc prysznic naprzemienny, np. 30 sekund zimnej wody i 90 sekund ciepłej (powtórzyć 2-4 razy), stosujemy jeszcze termoterapię, czyli zwiększenie przepływu krwi poprzez działanie niską i wysoką temperaturą.

 

Utrzymywanie odpowiedniej temperatury

Po prysznicu należy wytrzeć się do sucha i ubrać w długie, luźne rzeczy. Odpowiednia temperatura po treningu utrzyma wysokie ukrwienie mięśni i przyśpieszy regenerację.

 

Odpowiednie żywienie

Odżywianie gra kluczową rolę zarówno w szybkiej odbudowie organizmu po wysiłku, jak i w zachowaniu dobrego samopoczucia. Systematyczna aktywność fizyczna wymaga nie tylko energii, której mamy dość duże zapasy, lecz przede wszystkim odpowiedniej ilości i jakości składników pokarmowych (odżywczych). O podstawowym składniku, jakim jest woda, już wspominaliśmy. Również w codziennej diecie nie powinno jej zabraknąć. Płyny powinny być w jak najprostszej (naturalnej) postaci. Nieprzetworzone, bez dodatku cukrów i konserwantów. Najlepiej sprawdza się woda (mineralna, niegazowana), świeżo wyciskane soki owocowe i warzywne, herbaty ziołowe i owocowe (napary).

Węglowodany w codziennej diecie powinny być jak najbardziej złożone, tak aby powoli się wchłaniały i uzupełniały niedobory energii bez dużych wahań stężenia glukozy we krwi. Wahania takie mogą powodować zamianę cukrów w tkankę tłuszczową. Warto jeść kasze jak najmniej przetworzone, owsiankę, razowe makarony i ryż pełnoziarnisty, chleb z mąki razowej.

Tłuszcze powinny być dostarczane głównie spośród tych, które są bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe, czyli w postaci tranu (tłuszcz zawarty w rybach) i niepodgrzewanych (nierafinowanych) olei roślinnych, np. rzepakowego, z pestek winogron, lnianego, słonecznikowego, oliwy z oliwek. Dużo dobrego tłuszczu i innych składników zawierają także orzechy, pestki i nasiona.

Białka również dostarczamy w jak najmniej zmienionej formie: głównie ryby, jaja i przetwory mleczne (jogurty, kefiry, twarogi). Nie może też zabraknąć mięsa z drobiu (np. indyka) oraz czerwonego (np. cielęciny). Najlepiej mięso gotować lub piec w całości, gorszej jakości są mięsa smażone i przetwory mięsne typu wędlina, kiełbasa, parówki – tego lepiej unikać. Dobrym źródłem białka są odpowiednio skomponowane zestawy roślinne, np. ryż z soczewicą lub groch z kapustą.

Cukry proste powinny pochodzić z miodu, owoców i warzyw. Należy unikać słodyczy, ponieważ zakwaszają i zatruwają organizm.

Najważniejsze w diecie, która ma poprawić funkcjonowanie naszego organizmu, są witaminy, makro- i mikroelementy. Głównie znajdują się w warzywach i owocach, orzechach i pestkach, w przyprawach, produktach nabiałowych, jajach, wątróbce oraz miodzie. Aby zapobiec ich niedoborom, dieta powinna być jak najbardziej urozmaicona.

 

Głęboki regeneracyjny sen

Sen ma największe znaczenie podczas regeneracji organizmu. Niektóre ważne hormony działają tylko podczas snu, dlatego przy intensywnym treningu warto również uciąć sobie drzemkę w ciągu dnia (przysnąć chociaż na 3 minuty lub przespać się około pół godziny). Sen nocny powinien być odpowiednio długi – przynajmniej około 8 godzin – i mieć również odpowiednią jakość. Żeby ją uzyskać, nie należy spożywać posiłków tuż przed pójściem spać, kłaść się odpowiednio wcześnie (nasz organizm przeważnie jest zaprogramowany, by spać od zachodu do wschodu słońca), dlatego lepiej kłaść się dużo wcześniej (20-22) i wstawać odpowiednio wcześnie (5-6 rano). Należy też zapewnić odpowiednią ilość tlenu (świeżego powietrza) w pomieszczeniu, w którym śpimy. Ważne, by spać w czystej pościeli (bez roztoczy) i kłaść się, mając czyste ciało po kąpieli. Temperatura powietrza powinna być niższa niż w ciągu dnia (najlepiej śpi się w temperaturze 16-19 stopni Celsjusza).

 

Zabiegi odnowy biologicznej

Sportowcy często stosują odpowiednie zabiegi odnowy biologicznej. W większości mają one za zadanie miejscowe lub globalne polepszenie ukrwienia ciała. W ten sposób przyśpieszają regenerację. Mają również znaczenie zdrowotne. Do najczęściej stosowanych należą: kąpiele – mineralne, w solankach, w jacuzzi, wdychanie powietrza zmineralizowanego (tzw. grota solna), odpowiednie masaże (częściowe lub całego ciała), automasaż, bicze wodne, przebywanie w saunie. Są one rozpowszechnione i dostępne również dla amatorów.

Stosując się do tych prostych wskazówek, nie tylko przyśpieszymy proces regeneracji, lecz także będziemy prowadzić zdrowy i higieniczny tryb życia. Wtedy zawsze będziemy czuli się rześcy i pełni werwy.

 

Krzysztof Koc

 

aaa 

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Otwarta linia

Podczas partii dokonywane są wymiany bierek. Ich częstym efektem jest pojawienie się na szachownicy otwartych linii. Grający dąży do opanowania takich „magistrali” poprzez umieszczenie na nich ciężkich figur. Przynosi to duże korzyści pozycyjne – po wolnych liniach można wtargnąć w głąb nieprzyjacielskiego obozu i uzyskać atak na króla, bądź siać spustoszenie wśród piechoty.

Na początek prosty przykład, gdy jedna ze stron może otworzyć linię i ma gwarancję, że będzie na niej panować:

K. Sakajew – V. Dinstuhl

Niemcy 2007

Białe: Kd4, Wb1, Wf1, Sc3, Sd2, a3, b4, d5, e4, g2, g3

Czarne: Kg7,Wb8, We7, Ge8, Sf6, a7, b5, c4, d6, g6, h7

Na szachownicy jest już otwarta linia „f”, ale opanowanie jej nie przynosi korzyści, gdyż wieża nie ma wstępu do obozu przeciwnika. Białe decydują się więc otworzyć „drugi front” 29.a4! a6 Wymuszona odpowiedź. Do szybkiej straty pionka prowadziło 29...ba4?! 30.S:c4 Wd8 31.b5 Wc7 32.Wb4 30.ab5 ab5 Również i po stosunkowo lepszym 30...G:b5 31.Sf3 Sd7 32.Wa1 linia „a” dostawała się pod panowanie białych: 32...Se5 33.S:b5 ab5 34.S:e5 de5+ (Po 34...W:e5 35.Wa7+ Kg8 36.Wff7 na siódmą linię wpadały obie wieże) 35.Kc5 Wc8+ 36.Kd6 Wcc7 37.Wa6 z dalszym Wc6 31.Wa1 Teraz pojawiają się możliwości skutecznego ataku na czarne pionki b5 i d6 31...Wb6 32.Wa8 g5 33.Wfa1 g4?! Prowadzi to do strat, ale pozycja czarnych była już nie do uratowania, np. 33...Sd7 34.W1a6 W:a6 35.W:a6 i ginie pionek d6 34.W1a6 Wymiana obrońcy pionków 34...Web7 Lub 34...W:a6 35.W:a6 gh3 36.gh3 i też trzeba oddać materiał 35.W:b6 W:b6 36.hg4 Kg6 37.Sf3 i czarne poddały się. Dalej mogło nastąpić 37...h6 (Obrona przed g4-g5) 38.e5 de5+ 39.S:e5+ Kg5 40.Wa7 itd.

W praktyce częstsze są jednak przypadki, gdy otwarcie i opanowanie linii wymaga bardzo precyzyjnej gry:

A. Vajda – A. Nimzowitsch

Kecskemet 1927

Białe: Kf3, Wa1, Wh1, Sd3, a3, b4, c3, d4, e5, f4, g3, h3

Czarne: Kd7, Wa8, Wh8, Sf5, a5, b6, c7, d5, e6, f7, g7, h5

23…ab4! Najlepszy moment. Słabsze było przestawienie posunięć 23…h4?! 24.g4 Sg3, gdyż nie jest atakowany pionek d4 i białe po 25.Whc1 ab4 mogą zagrać 26.cb4! W przypadku 23...Kc6 24.Sb2 białe zdążyłyby obronić pionka c3: 24…ab4 25.ab4 h4 26.g4 Sg3 27.Whc1 Se4 28.Ke3 i nie ma 28...W:a1 29.W:a1 S:c3? z uwagi na 30.Wc1. W partii białe odpowiedziały 24.S:b4, co spowodowało problemy z obroną słabego pionka a3. Główna idea Nimzowitscha widoczna była w wariancie: 24.ab4 (Nie ma wtrącenia 24.g4? hg4+ 25.hg4 Sh4+ 26.Kg3, bo 26…W:a3! 27.W:a3 ba3 i skoczka zabrać nie wolno) 24…h4! 25.g4 (Po 25.gh4 S:h4+ powstają słabości pionkowe na skrzydle królewskim) 25…Sg3 26.Whc1 Se4 i teraz wobec groźby 27...W:a1 i 28...S:c3) trzeba oddać wolną linię: 27.W:a8 W:a8 28.Sf2 S:f2 29.K:f2 Wa2+ 30.Kg1 (Lub 30.Kf3 Wh2) 30…Kc6, co daje czarnym dużą przewagę w wieżówce.

 

S. Mamediarow – P. Swidler

Hersonissos 2007

Białe: Kb1, Hc2, Wd1, Wh1, Gf1, a2, b2, c4, f4, g3, h2

Czarne: Kg8, Hh5, Wa8, Wf8, Gc8, a7, b7, c6, f7, g7, h6

Jednym ze sposobów walki o linię jest odebranie wieży „startowego” pola. W pozycji na diagramie wydaje się, że to białe panują na centralnej linii, ale jest to błędna opinia 18...Gg4! 19.We1 Białe dobrowolnie odchodzą wieżą na pasywną pozycję. Po 19.Wd2 mogło nastąpić 19...Wad8 20.Gd3 (Lub 20.Gg2 Ha5! czy 20.Gc4 Gf3 21.We1 Ha5!) 20...Wd4 21.e5 Wfd8 22.Gh7+ Kh8 23.W:d4 W:d4 i linia należy do czarnych 19...Wad8 20.Ge2 Wd4 21.G:g4 Niewiele zmieniało 21.Wd1 W:d1+ 22.G:d1 Wd8 23.G:g4 H:g4 21...H:g4 Dzięki opanowaniu linii czarne mają niewielką, ale trwałą przewagę 22.e5?! Więcej szans na obronę dawała wymiana jednej wieży 22.Wd1 Wfd8 23.W:d4 W:d4 24.We1 22...Wfd8 23.We2 g6 Zgodnie z zasadą „nie spieszyć się”, przed rozpoczęciem aktywnych działań na skrzydle hetmańskim przyda się kilka przygotowawczych posunięć 24.Wc1 Wd3 25.a3 He6 26.Hc4 W8d5! Czarne szykują się do ataku na króla i unikają wymiany hetmanów 27.Ka1 a5 28.Hc2 h5 29.Wf1?! Lepsze 29.Hc4 29...b5! Figury białych są sparaliżowane koniecznością obrony przed wtargnięciami po linii „d”. Czarne przystępują więc do marszu pionków, który ma otworzyć dostęp do króla. W planach jest c6-c5-c4 i b5-b4 30.Wef2 Hf5!? Nie dopuszcza do ewentualnej kontrgry po f4-f5 31.We1 c5 32.e6 Rozpacz. Po 32.He2 mogło nastąpić 32…b4 33.e6 fe6 34.H:e6+? H:e6 35.W:e6 b3! z matem 32...fe6 33.Wfe2 Wd6 34.Hc1 Przegrywało 34.We5 W:a3+ lub 34.W:e6? W:e6 35.W:e6 W:a3+ 36.Kb1 Wa1+! 34...Hd5! 35.We5 Po 35.f5 czarne grałyby 35...Wd1 36.W:d1 H:d1 z przejściem do wygranej wieżówki 35...Hb3 Białe poddały się. Dalej mogło nastąpić 36.W5e3 b4 37.W:d3 W:d3 38.ab4 ab4 39.H:c5 Ha4+ 40.Kb1 b3 41.Ha3 (41.Hc8+ Kh7 42.Hc7+ Kh6) 41...He4!

 

M. Carlsen – L. van Wely

Foros 2008

Białe: Kg1, Hc2, Wc1, Wd1, Ge2, Se4, Sf3, a2, b2, d4, e3, f2, g2, h2

Czarne: Kg1, Hb6, Wc8, Wd8, Gb7, Ge7, Sd7, a7, c6, e6, f7, g7, h6

Ta partia pokazuje, że dla opanowania linii warto poświęcić materiał 17.Sc5 Wymuszone posunięcie – groziło 17…c5 17…S:c5 18.dc5 W:d1+ 19.W:d1! Ginie pionek, ale linia należy do białych. Po 19.G:d1 Ha5 z dalszym Wd8 czarne miały dobrą grę 19...H:c5 20.H:c5 G:c5 21.Wd7 Ga8 Na 21…Ga6? też nastąpiłoby 22.Se5, np. 22…Gb6 23.W:f7 Gc7 24.Gg4 G:e5 25.W:a7 lub 22…f6? 23.Sd3 Gb6? 24.Sb4 i goniec ginie 22.Se5 Gb6?! Szanse na remis dawało 22...f6 23.Sd3 Gb6 24.Sf4 Wd8! 23.S:f7 Wc7 24.Se5 Białych nie zadowolił wariant ze zdobyciem pionka 24.S:h6+ gh6 25.Wd8+ Kg7 26.W:a8 Wd7 i na wolną linię wkracza czarna wieża 24...W:d7 25.S:d7 Gc7 26.Sc5 Kf7 27.Gg4 e5 28.Gf3 Ke7 29.Kf1 Gb6 30.b4 a5 31.a3 G:c5 32.bc5 Gb7 33.Ke2 Ga6 34.Kd2 Kd7 35.Ge4 Białe uzyskały wyraźną przewagę w końcówce
i wygrały w 61. posunięciu.

P. Leko – G. Kasparow

Linares 2001

Białe: Kb1, He2, We1, b2, c3, e5, f4, g2, h2

Czarne: Kc6, Hd5, Wh8, a6, c5, e6, f7, g7, h7

27…Wd8! Jedyny ruch zapewniający równe szanse. Opanowanie linii rekompensuje małą stratę materialną. Lepiej mieć pionka mniej, ale aktywną pozycję, niż pasywnie bronić się przy równym materiale. Przegrywało 27...Wa8? 28.Wd1 Hb3 29.Wd6+ Kc7 30.He4. Do długotrwałej i wyraźnej przewagi białych prowadziło 27...Kb7?! 28.Wd1 Hc6 29.Wd6 Ha4 30.Hf3+ Kc7 31.Hd3 lub 27...Kc7 28.Wd1! Hb3 29.Hd3 28.H:a6+ Kc7 29.Ha7+ Kc8 30.Ha6+ Kc7 31.Ha5+ Kb7 32.Hb5+ Kc7 33.Ha5+ Kb7 34.Hb5+ Kc7 35.He2 Mając przewagę pionka, białe nie chcą kończyć partii wiecznym szachem, ale szans na coś więcej nie ma 35…h5 (35...Hd2!?) 36.g3 Na 36.Kc2!? nastąpiłoby 36…Ha2! 37.Hb5 Hd5= 36...g6 37.c4? Teraz już czarne zaczną myśleć o wygranej 37...Hd2! Przy bardzo aktywnej wieży to czarne, mimo pionka mniej, mają niewielką przewagę w powstałej końcówce 38.He3 Wd4 39.H:d2 W:d2 40.We3 Zasługiwało na uwagę 40.h4 Wd3 41.Wg1, co prościej przynosiło remis 40...W:h2 41.Wf3! Białe budują „fortecę” gwarantującą utrzymanie pozycji 41… Kc6 42.Ka2 Wh3 43.Wb3 h4 44.gh4 W:h4 45.Wf3 Wh5 46.Wg3 Wh2 47.Wf3 Wc2 48.Kb3 Wc1 49.Wf2 Kb6 50.Wf3 Ka5 51.Wf2 We1 52.Ka3 Wa1+ 53.Kb3 Wc1 54.Wf3 Kb6 55.Wf2 i zgodzono się na remis.

Opanowanie wieżami otwartej linii nie gwarantuje sukcesu, jeśli nie ma możliwości wtargnięcia do obozu przeciwnika bądź w przypadku trwałego przegrodzenia linii:

K. Pańczyk – R. Bernard

Chełm 1982

Białe: Kg1, He2, Wd1, Wd4, Gb6, Sc3, a4, b2, e4, f4, g2, h3

Czarne: Kg8, He8, Wa8, Wf8, Gc6, Ge7, a6, b7, e6, f7, g7, g7

Białe panują na linii „d”, ale nie mogą tego wykorzystać, gdyż pola wtargnięcia (d6, d7, d8) są bronione. Jedyny rozsądny plan to e4-e5 i Se4 z groźbą Sd6. Po ewentualnej wymianie jednego z gońców na e4 czy d6 wieże staną się bardziej aktywne 22...Kh8!? Przygotowanie ruchów g7-g5 lub f7-f5 i włączenie ciężkich figur do akcji 23.b3 Planując e4-e5 i Se4, białe zawczasu bronią pionka a4 23...Wg8 24.Kh1 Po 24.e5 g5!? 25.Se4 (Lub 25.fg5 W:g5 26.Wg4 Hg8) 25...gf4 26.Wf1 Wg6 27.W:f4 Gd5 szanse też były wyrównane 24...Wc8 Po zagraniu b2-b3 nabiera znaczenia linia „c”, gdyż przegroda w postaci skoczka staje się nietrwała 25.Sb1? Nie przechodzi kombinacja 25.Sd5? ed5 26.ed5, bo nastąpi nie 26…Gd7? 27.We4, ale 26…Gd8! i białe zostają bez figury. Równowagę zachowywało 25.W4d3 25...f5! Teraz do gry wkracza hetman, a goniec c6 staje się bardzo groźny 26.Sd2 Po 26.e5? z dużą siłą nastąpiłoby 26...g5 i do ataku włącza się czarna wieża 26...Hg6 27.ef5 ef5 28.Sc4 Gf6 29.Se5? Przeoczenie. Po 29.W4d2 czarne miały tylko niewielką przewagę 29...G:e5 30.fe5 G:g2+! 31.H:g2 H:b6 32.Wd7?! Białe stawiają wszystko na jedną kartę, wkraczają na siódmą linię i atakują punkt g7, ale prowadzi to do natychmiastowej przegranej. Lepsze 32.Hf3 32...H:b3 33.Wg1 Wc2! 34.W:b7 Ha2! Pola g8 trzeba pilnować. Odwracało wynik 34...H:a4?? 35.H:g7+! W:g7 36.Wb8+ i białe dają mata. Po ruchu w partii czarne poddały się (35.Hg3 Hd5+).

 

D. Prasad – G. Sax

Subotica 1987

Białe: Kh1, Hh3, Wc1, We4, Gd3, a4, b3, c4, d5, g2, h2

Czarne: Kg8, He7, Wa8, Wd8, Ge6, a6, b7, d6, f7, g6, h6

Stojący na e5 goniec czyni linię „e” bezużyteczną dla białych 25...f5 26.We2 Wac8 27.Wf1 Wf8 28.Hh6 Wce8 29.Wfe1 Jedyna szansa to zagranie c4-c5 i usunięcie przegrody, ale jest to niewykonalne 29...Hc7 30.Hh3 Jeśli 30.b4, to 30...a5 31.b5 (31.c5 ab4 32.cd6 H:d6) 31...Hc5 itd. 30...Kg7 31.Gb1 Hc5 32.Hf3? Po przedostaniu się czarnego hetmana na skrzydło królewskie problemy białych wzrastają. Konieczne było 32.Hd3 32...Hd4 33.Hd3?! Hh4 34.g3 Hh5 35.c5 Ten przełom jest już spóźniony 35...f4! 36.gf4 Jeśli 36.cd6, to fg3 37.d7 Wd8 38.Wg2 Wf2 z wygraną 36...W:f4 37.Wg2 (37.cd6 Wh4) 37…Wh4 38.Wee2 Po 38.He2 też wygrywało 38…G:h2! 39.H:e8 (39.H:h5 W:e1+) 39...Gg3+ 38...G:h2! 39.W:h2 (39.W:e8 Gg3+) 39...W:e2! Wygrywało też 39...W:h2+ 40.W:h2 We1+ 41.Kg2 We2+, ale ruch w partii jest bardziej efektowny. Białe poddały się.

Ryszard Bernard

 

aaa 

 

szkolenie

 

Gramy w warcaby 

W dniach 2-6.10.2013 r. w Wiśle rozegrano I Ogólnopolski Turniej o Puchar Prezesa KST KoMar Piekary Śląskie. Wzięło w nim udział 17 zawodników i zawodniczek. Zwyciężył Tadeusz Lach z „Atutu” Nysa, który zgromadził 15 p. na dystansie 9 rund. Drugie miejsce zajął Stanisław Raczek z „Crossu Jastrzębie” – 14 p. Trzecie miejsce, po zdobyciu 13 p., wywalczył Ryszard Walat z „Podkarpacia” Przemyśl. Rozegrano wiele interesujących i zaciętych partii. Będący w gorszej pozycji reprezentant „Atutu” Nysa w pojedynku z zawodnikiem z Bielska przeprowadził ładną kombinację i po doprowadzeniu partii do wygranej, zapewnił sobie zwycięstwo w turnieju.

Tadeusz Gierycz („Pionek” Bielsko-Biała) – Tadeusz Lach („Atut” Nysa)

1. 32-28 19-23 2. 28x19 14x23 3. 34-29 23x34 4. 39x30 17-21?

Takim posunięciem czarne pozwalają białym zwiększyć tempo.

5. 31-27! 21x32 6. 37x28 11-17 7. 44-39 17-21 8. 36-31

Przedwczesne zagranie na 31, podyktowane próbą zyskania kolejnych 4 temp. Należało poczekać, aż czarne zagrają na 26.

8... 7-11 9. 50-44 20-24

Mając słabsze tempo i niekorzystną pozycję, czarne podejmują słuszną decyzję: przygotowują się do przejścia do klasyki i w tym celu zdobywają pole 24.

10. 30x19 13x24 11. 40-34 10-14 12. 44-40

Niedokładne zagranie, które zwiększa u białych liczbę słabych bocznych kamieni.

12... 1-7 13. 41-37 5-10 14. 31-26

Białe naprawiają błąd z 8. posunięcia, gdyż kamień na 31 utrudnia im grę.

14... 14-20 ! 15. 26x17 12x21

Czarne ustawiły kolumnę 15-24, która skutecznie ogranicza grę białych na krótkim skrzydle, gdyż ewentualne ataki z pola 30 będą tylko zwiększać tempo czarnych.

16. 46-41 7-12 17. 37-32 21-26?

Czarne mogły zdobyć sporą przewagę, grając 17... 11-17 i 18... 18-22.

18. 41-3710-14?

Po ostatnich posunięciach czarnych kolumna 15-24 nie spełnia roli ograniczania krótkiego skrzydła białych i to białe mogą teraz przejąć inicjatywę i grać 19. 34-30 10-14 20. 37-31 26x37 21. 32x41! Białe zagrały inaczej.

19. 49-44 9-13 20. 47-41 18-22?

Taka wymiana jest na rękę tylko białym, które uzyskały pełną swobodę gry i mogą wybierać dowolny plan.

21. 28x17 12x21 22. 33-28

Lepszym planem było 22. 34-30 i po ewentualnej wymianie 40-34 w celu uruchomienia słabych kamieni.

22... 21-27 23. 32x21 26x17 24. 39-33 4-10 25. 44-39 13-18 26. 41-36?

Niepotrzebne zagranie na bandę. Lepsze było 26. 34-30 i po wymianie uruchomienie krótkiego skrzydła. Nie można było grać 26. 38-32, na co czarne miały odpowiedź 26... 24-29

26... 17-22 27. 28x17 11x22 28. 38-32 6-11 29. 43-38 11-17

W pozycji białych słabością jest mała aktywność krótkiego skrzydła. W pozycji czarnych też jest nieaktywne krótkie skrzydło i słabe kamienie 10 i 14 na długim skrzydle. Białe mogły nie dopuścić do aktywizacji krótkiego skrzydła czarnych po 30. 37-31! i w ten sposób mogły przejąć inicjatywę. W partii było:

30. 48-43? 16-21! 31. 37-31?

I w tej pozycji czarne przeprowadziły krótką, ale ładną kombinację.

31... 24-29! 32. 34x12 21-26 33. 12x21 26x48 34. 21-16 2-7 35. 40-34 8-12 36. 45-40?

Po tym zagraniu białe straciły możliwość ustawienia jakiejkolwiek pętli.

36... 48-26 37. 34-29 22-27 38. 32x21 26x17 39. 40-34 17-6 40. 36-31 14-19 41. 38-32 19-23 42. 29x18 12x23 43. 33-29 6x50 44. 29x18 50-6 45. 35-30 20-25 46. 30-24 3-8 47. 34-29 10-14 48. 31-26 6-1 49. 29-23 14-20 50. 24-19 20-24 51. 19x30 25x34 52. 23-19 7-11 53. 16x7 1x10 54. 32-27 10-28 55. 26-21 15-20 56. 21-16 20-24

I białe poddały się.

Interesującą partię na temat pozycji „kleszcze” rozegrał Zygmunt Brzeszcz.

Zygmunt Brzeszcz („Cross Jastrzębie”) – Halina Jasińska („KoMar” Piekary Śląskie)

1. 33-28 18-22 2. 38-33 12-18 3. 32-27

Czarne zostały związane w „kleszcze” i konieczna była wymiana 3... 19-23 4.28x19 14x23, która nie tylko prowadzi do uwolnienia od związania, lecz także nie daje białym zagrać 37-32

3... 7-12 4. 37-32

Teraz już po wymianie 19-23 białe mają odpowiedź 33-28, co daje im niewielką przewagę, jednak czarne powinny pójść na ten wariant, gdyż lepszego planu nie mają.

4... 19-24 ?

Zajęcie pola 24 przy związaniu w „kleszcze” jest błędem, po którym czarne nie mają możliwości ustawienia kolumny na linii głównej, co w konsekwencji pozbawia czarne możliwości uwolnienia się od związania.

5. 34-29 13-19?

Czarne mogły jeszcze naprawić poprzedni błąd, grając 5... 14-19, 6... 20-25 7.29x20 25x14 i w kolejnym posunięciu wykonać także wymianę 19-23.

6.41-37 8-13 7. 40-34 20-25 8. 29x20 15x24

Z powodu związania czarnych w kleszcze, przy jednoczesnym braku możliwości wymiany na linii głównej, białe osiągnęły dużą przewagę pozycyjną. Kolejnym zadaniem dla białych jest niedopuszczenie do uaktywnienia się długiego skrzydła czarnych, co można zrealizować poprzez zablokowanie kamienia 24.

9. 34-30!! 25x34 10. 39x30

Czarne zostały całkowicie pozbawione aktywności i za kilka posunięć będą zmuszone oddać kamień.

10... 10-15 11. 43-38

Można było wybrać jeszcze krótszą drogę do osiągnięcia przewagi materialnej: 11. 30-25 1-7 12. 43-38 (czarne groziły 12... 16-21 13. 27x16 14-20 14. 25x23 18x27) 12... 15-20 13. 44-39 (nie można było 13. 45-40 z powodu 13... 24-29 14. 33x15 22x33 15. 38x29 18-22 16. 27x18 12x45) 13... 5-10 14. 39-34 10-15 15. 34-29

11... 14-20 12. 30-25 9-14 13. 48-43 1-7

Czarne nie mają możliwości uwolnienia po 13... 24-29, gdyż w obydwu wariantach tracą kamień: a) 14. 33x24 20x29 15. 28-23 19x28 16. 32x34, b) 14. 33x24 22x33 15. 38x29 19x30 16. 25x34

14. 43-39 2-8 15. 46-41 4-10 16. 49-43 24-29

Czarnym zostało tylko jedno zapasowe posunięcie, które nie zmieni ich trudnej sytuacji

17. 33x24 19x30

(Po biciu 17... 20x29 nastąpi 18. 28-23 19x28 19. 32x34)

18. 25x34 22x33 19. 38x29 20-25 20. 44-40 3-9 21. 42-38 14-20

Białe mają materialną przewagę, którą osiągnęły za cenę dwóch słabych pozycyjnie punktów, którymi są niekorzystne układy kamieni 29-35 i 27-29. Pozycję białych można było „wyprostować” po wymianach 22. 29-24 20x29 23. 34x23 18x29 24. 27-22 17x28 25. 32x34

22. 47-42 17-21 23. 31-26 10-14 24. 26x17 11x31 25. 37x26

Biciem na bandę białe pozbyły się jednego z niekorzystnych układów.

25... 14-19 26. 26-21 16x27 27. 32x21 19-24?

Z tym zagraniem należało poczekać, aż białe zajmą pole 33.

28. 39-33?

Można było odpowiedzieć 28. 50-44 24x33 28. 39x28, nie pozwalając na związanie rogatką. Po związaniu rogatką grają tylko praktycznie po 4 kamienie z obydwu stron.

28... 5-10?

W rogatce ten kamień nie gra i uruchomienie go może tylko przeszkadzać w grze. Można było zagrać 28... 6-11

29. 41-37 10-14 30. 50-44 14-19 31. 44-39 9-14?

Grając kamieniem 9, czarne utraciły bardzo silną kolumnę 9-18. Teraz widać skutki przeprowadzenia kamienia 5 na 19: rogatka straciła swoje znaczenie.

32. 36-31 19-23? 33. 34-30 25x34 34. 39x10

Korzystniejsze było bicie 34. 39x28

34... 15x4 35. 29-24 20x29 36. 33x24 7-11 37. 21-16 11-17 38. 24-20 17-22 39. 31-27 22x31 40. 37x26 23-28 41. 20-14

I czarne poddały się.

 

Jan Sekuła

 

aaa

 

Plebiscyt – Galeria sław polskich sportowców z niepełnosprawnością

Rozstrzygnięcie plebiscytu coraz bliżej!

Zakończył się I etap plebiscytu 40-lecia na 10 najwybitniejszych sportowców

z niepełnosprawnością – medalistów igrzysk paraolimpijskich w latach 1972-2012.

W drodze głosowania internetowego wyłoniono 40 paraolimpijczyków. Z tego

grona w II etapie plebiscytu kapituła, złożona z przedstawicieli świata sportu, dziennikarzy sportowych oraz osób aktywnie działających na rzecz sportowców z niepełnosprawnością, dokona wyboru 10 najwybitniejszych paraolimpijczyków. Ich nazwiska zostaną ogłoszone podczas uroczystej gali 4 kwietnia br. w Centrum Olimpijskim PKOl w Warszawie. Pełną listę paraolimpijczyków wybranych w I etapie plebiscytu można odnaleźć pod adresem http://sedeka.pl/plebiscyt-paraolimpijski

Fundacja Sedeka, podejmując działania skierowanie do sportowców z niepełnosprawnością, pragnie zwrócić uwagę na istotną rolę sportu w powrocie do sprawności fizycznej i aktywnego życia społecznego.

Plebiscyt wspierają: Polski Związek Sportu Niepełnosprawnych „Start”, Polski

Komitet Paraolimpijski, akademie wychowania fizycznego oraz organizacje działające na rzecz osób niepełnosprawnych.