stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 2 (95) Luty 2013

ISSN 1427–728X

ROK XI

Nr 2 (95)

Luty 2013 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO-SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00–216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9,  tel.: 022 635 57 94

tel.kom. 668 764 654,
666 725 040

e–mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Teresa Dębowska

Redaktor naczelna

Anna Amanowicz

Zastępca redaktor naczelnej

Skład i opracowanie graficzne:

Wojciech Górski

Druk: Wydawnictwa Polskiego Związku Niewidomych Spółka z o.o

Miesięcznik dofinansowują:

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

http://www.pfron.org.pl/ftp/Loga/logo_PFRON_2011_r.jpg

Ministerstwo Sportu i Turystyki

Redakcja nie zwraca tekstów nie zamówionych

 

Spis treści:

 

Wokół sportu

AMA

Kręgle 2013

Zdzisław Mądry

 Nowe stowarzyszenie

Andrzej Szymański

 Wiadomości

 Soczi 2014

AMA

 Olimpijskie kurorty

JAGA

 Zimowe paraolimpiady

Grażyna Wojtkiewicz

 Trening psychologiczny w szachach (I)

Jan Przewoźnik

 Zadziorny, charakterny sportowiec

Andrzej Szymański

 Częstochowska „Jutrzenka”

Grażyna Wojtkiewicz

 Różnorodność Stambułu

(RB)

 Filcowe botki babuni

(BWO)

 Zimowa aktywność

Krzysztof Koc

 Gramy w szachy

Ryszard Bernard

 Gramy w warcaby

Jan Sekuła

 

Wybierajmy ruch

Sportowcy – kim są? Ich rówieśnicy normalnie chodzą do szkoły, potem spotykają się z przyjaciółmi, wolny czas dzieląc pomiędzy rozrywkę, zabawę i szkolne zadania domowe. Oni w tym czasie trenują, jeżdżą na turnieje i mecze, a za odrabianie lekcji biorą się najczęściej późnym wieczorem, po codziennej, mocnej dawce sportowego wysiłku. Dlaczego trenują?

Dla przyjemności? Na pewno. Jeżeli młody człowiek decyduje się na uprawianie wybranej dyscypliny sportu, ten czynnik jest bardzo ważny. Bo jeśli nie będzie mu ona sprawiała należytego zadowolenia, nie będzie się do niej przykładał i w konsekwencji sport stanie się wręcz udręką – a to nie ma najmniejszego sensu.

A może wybrali sport dla pieniędzy? Wielu młodych ludzi wybiera sport jako swój zawód i uprawiają go profesjonalnie. Jednak osoby, które ten czynnik stawiają na pierwszym miejscu, muszą mieć świadomość, że zawodowe uprawianie sportu to naprawdę niełatwy kawałek chleba. Dojście do sławy i osiągnięcie w sporcie sukcesu może być możliwe wyłącznie dzięki systematycznym ćwiczeniem i samozaparciu, czyli ogromnemu wysiłkowi, gdyż w sporcie w inny sposób po prostu nie da się wybić – warto to podkreślić. Tak więc zawodowym sportowcom zawsze należy się odpowiedni szacunek i podziw.

A może najważniejszy jest cel: wygrywać? Są takie osoby, którym w sporcie zależy tylko na zwycięstwie. Mówi się o nich, że mają duszę fightera, wojownika. Gdy wygrywają z zawodnikami, z którymi dotychczas przegrywali, czują szczęście, które – jak mówią – trudno opisać. Kręci ich rywalizacja, a osoba, z którą konkurują, staje się wręcz wrogiem, którego muszą pokonać. W walce o sportowe zwycięstwo stają się zupełnie innymi ludźmi niż są w życiu codziennym.

A może do udziału w sporcie skierowały ich geny? Może już jako małe berbecie mieli skłonność do kopania piłki, biegania, ścigania się, rywalizowania? Nie ma wątpliwości – geny w wyborze dyscypliny sportu również mają swój udział.

Różne są cele, które przyciągają młodych ludzi do sportu. Czasem łączą się w jedno. Sport jest tak kolorowy, tak różnorodny, iż bez względu na powody, które do sportu przyciągają, wszyscy chętni mogą w nim znaleźć miejsce. Ci, wspomniani we wstępie, którzy traktują go bardzo poważnie, dla których jest całym życiem, i ci, dla których jest odskocznią od codzienności, których on wzmacnia fizycznie i duchowo, rozluźnia, uwalnia od nadmiaru adrenaliny. W każdym przypadku pożytki, które płyną z faktu zaangażowania się w sport, są nie do przecenienia.

Sport przede wszystkim wzmacnia organizm, przynosi ulgę zestresowanym, pomaga w rehabilitacji. Sprawia, iż mamy o wiele więcej sił witalnych, tak potrzebnych nam do życia. Co więcej – zapewnia rozrywkę zarówno tym, którzy go uprawiają, jak i tym, którzy mogą się temu przyglądać. Sport to także adrenalina i pożyteczny, choć nie zawsze bezpieczny sposób na jej wyzwolenie. Sport zapewnia nam kondycję, formę, sprawia iż krew szybciej płynie w naszych żyłach, wzmacnia się serce i oczywiście mięśnie. Przysłowie „Sport to zdrowie” to nie tylko pusta fraza, ale credo, według którego warto żyć.

W naszych czasach coraz więcej młodych ludzi rezygnuje z ćwiczeń na zajęciach wychowania fizycznego, co fatalnie wpływa na ich rozwój i dalsze życie. Adresujemy zatem apel do rodziców. Jeśli chcecie swoje dzieci wychować w zdrowiu, powinniście je dopingować i dodatkowo namawiać do uprawiania sportu. Wasz doping jest niezwykle ważny. Mając oparcie w najbliższych, dziecko chętniej i bardziej wytrwale uprawia sport, co wychodzi mu na zdrowie. Przy czym ważne jest, by ono samo wybrało taką dziedzinę sportu, która będzie mu odpowiadała, nawet jeśli ów wybór nie za bardzo wam się podoba. Absolutnie nie można zmuszać je do uprawiania dyscypliny tytułem realizowania poprzez to swoich niespełnionych ambicji. Sport musi bowiem uszczęśliwiać nie was, ale wasze dziecko.

Nowy rok sprzyja nowym wyborom. Zachęcamy młodych do zainteresowania się sportem w wybranej dziedzinie, do której mają predyspozycje i której uprawianie sprawi im przyjemność, a z czasem, być może, przyniesie sławę i pieniądze. A rodziców zachęcamy do dopingowania dzieci w ich sportowych poczynaniach.

 AMA

 

Na początek

 

kręgle

 

Kręgle 2013 

Pod koniec ubiegłego roku nastąpiły pewne zmiany w organizacji sportu niepełnosprawnych, które są konsekwencją wejścia w życie z dniem 16 października 2010 r. nowej ustawy o sporcie.  

Dziewięć polskich związków sportowych złożyło w Ministerstwie Sportu i Turystyki ofertę przejęcia sportu wyczynowego niepełnosprawnych. Wśród nich trzy – Polski Związek Kręglarski, Polski Związek Żeglarski oraz Polski Związek Kajakarski – zadeklarowały przejęcie niektórych dyscyplin sportowych uprawianych przez osoby niewidome i słabowidzące. Od tego roku związki te będą organizowały imprezy rangi mistrzostw Polski, a także finansowały szkolenie członków kadr narodowych i ich udział w imprezach krajowych i międzynarodowych. Sport wyczynowy w dyscyplinach, które nie zostały przejęte przez polskie związki sportowe, pozostaje nadal w gestii Stowarzyszenia „Cross”.

Nasza organizacja będzie też dalej zajmować się, na poziomie upowszechniania, rozwojem kręglarstwa klasycznego, bowlingu, żeglarstwa i kajakarstwa. Pod jej patronatem odbywać się będą imprezy krajowe (z wyłączeniem imprez należących do wyczynu) oraz szkolenia sportowe i instruktorskie. Dofinansowywana też będzie praca sekcji klubowych i dokonywane zakupy sprzętu sportowego, niezbędnego do uprawiania poszczególnych dyscyplin.

Nowy organizator kręglarskiego wyczynu

Jednym z trzech związków, które przejęły sport wyczynowy niewidomych i słabo-widzących, jest Polski Związek Kręglarski z siedzibą w Poznaniu. Jego prezesem jest Bernard Broński.

Polski Związek Kręglarski, członek Polskiego Komitetu Olimpijskiego, reprezentuje Polskę w Międzynarodowej Federacji Kręglarskiej (Federation Internationalle des Quileurs – FIQ) i obu jego podfederacji (World Ninepin Bowling Association – WNBA i World Tenpin Bowling Association – WTBA). Zrzeszony jest także w ich sekcjach: Ninepin Bowling Classic (NBC), Sektion Bohle Bowling (SBB) oraz European Bowling Tenpin Federation (ETBF).

Związek działa w zakresie kręglarstwa w odmianach: dziewięciokręglowej (kręgle klasyczne i parkietowe) i dziesięciokręglowej (bowling), tworząc odpowiednie sekcje specjalistyczne. W PZK istnieje obecnie sekcja kręglarstwa klasycznego (przewodniczy jej Jan Majchrzak, jego zastępcą jest Andrzej Łoszyk) oraz sekcja bowlingu sportowego, kierowana przez przewodniczącego Mariusza Musialskiego i jego zastępcę – Michała Świtalskiego.

Od sierpnia 2012 roku przy PZK działa Komisja Sportu Niepełnosprawnych w składzie:

    1. Bartosz Szydłowski („Pionek” Włocławek) - przewodniczący

    2. Joanna Staliś („Atut” Nysa) - wiceprzewodnicząca

    3. Małgorzata Nowak („Tęcza” Poznań) - sekretarz

    4. Piotr Dudek („Pionek” Włocławek) - członek

    5. Czesława Konieczna („Karolinka” Chorzów) - członek

    6. Łukasz Kopeć (Toruń) - członek

    7. Krzysztof Prażmowski („Syrenka” Warszawa) - członek

    8. Włodzimierz Sajdych („Omega” Łódź) - członek

Komisja współpracuje ze Związkiem w zakresie organizacji wyczynowego sportu kręglarskiego osób niepełnosprawnych we wszystkich funkcjonujących w Polsce odmianach (kręglarstwo klasyczne, bowling sportowy oraz kręglarstwo parkietowe).

PZK we wrześniu ubiegłego roku dokonał pewnych zmian w swoim statucie, wprowadzając trzecią dziedzinę swego działania – sport niepełnosprawnych. Od 2013 roku będzie organizatorem sportu wyczynowego w zakresie kręglarstwa klasycznego i bowlingu sportowego niewidomych i słabowidzących. W minionym roku odbyły się wstępne spotkania przedstawicieli Stowarzyszenia „Cross” i PZK, które dotyczyły współpracy w tym zakresie. Rozmawiano m.in. o powoływaniu i szkoleniu kadr narodowych, o regulaminach imprez oraz organizowaniu zawodów rangi mistrzostw Polski. Pierwsze spotkanie odbyło się w trakcie wrześniowych drużynowych mistrzostw Polski w Tucholi, drugie – podczas pierwszych mistrzostw niepełnosprawnych w parach i mikstach w kręglach klasycznych, które odbyły się w Poznaniu na kręgielni „Czarna Kula”. W obu wzięli udział prezesi Związku, przedstawiciele Komisji Sportu Niepełnosprawnych przy PZK oraz przedstawiciele komisji kręglarskiej i bowlingowej Stowarzyszenia „Cross”. Ja reprezentowałem prezydium Stowarzyszenia jako koordynator kręgli klasycznych i bowlingu. Zaproponowałem, aby kolejne spotkanie odbyło się w trakcie zgrupowania kadry kręgli klasycznych, które zaplanowano na luty 2013 roku w Tomaszowie Mazowieckim. Takie spotkania są celowe i pożądane, ponieważ szybkim krokiem zbliżają się półfinały i finał mistrzostw Polski w kręglach klasycznych (marzec – kwiecień 2013 r.).

Kadra narodowa

Dotychczas w Stowarzyszeniu „Cross” przy typowaniu członków kadr narodowych brano pod uwagę indywidualny ranking zawodniczy za poprzedni sezon startowy. Komisja kręglarska i bowlingowa prowadzi go na bieżąco, a ustalany jest na podstawie wyników uzyskanych w poszczególnych rankingowych zawodach krajowych. W rankingu za miniony sezon startowy ujętych zostało 230 zawodników. Pierwsza piątka z każdej kategorii startowej (B1, B2, B3 – mężczyźni i kobiety) wchodzi w skład kadry rankingowej Stowarzyszenia „Cross” – po 30 osób w klasyku i w bowlingu.

Kadra rankingowa w kręglach klasycznych oraz bowlingu sportowym na 2013 rok została zatwierdzona na grudniowym posiedzeniu prezydium Stowarzyszenia „Cross”. Służyć będzie do wewnętrznych potrzeb naszej organizacji. Z ich 30-osobowych składów wyłoniono 18-osobowe kadry narodowe w kręglach klasycznych i bowlingu sportowym (po trzech najlepszych zawodników w każdej kategorii) i zaproponowano PZK jako tzw. wstępne składy kadr narodowych.

Do ubiegłego roku kadrę powoływano na podstawie regulaminów obowiązujących w Stowarzyszeniu „Cross”. Po mistrzostwach Polski następowały lub mogły nastąpić pewne przesunięcia. Tym samym do kadry mogli być powołani zawodnicy, którzy nie byli w jej składzie wyjściowym. Np. po ubiegłorocznych mistrzostwach w Brzesku do kadry klasyka weszła Agnieszka Kozłowska z „Pionka” Włocławek, której nie było w pierwotnym jej składzie. Zmiany po mistrzostwach proponował trener kadry narodowej.

W styczniu tego roku PZK, na wniosek Komisji Sportu Niepełnosprawnych, rozszerzył zaproponowane kadry na 2013 rok do 36 osób i zatwierdził je w połowie miesiąca na posiedzeniu prezydium Związku.

Wzorem lat ubiegłych ostateczne składy kadr narodowych zostaną zweryfikowane i zatwierdzone po finałach mistrzostw Polski (kręgle klasyczne – kwiecień 2013, bowling – lipiec 2013).

Tegoroczny finał w klasyku odbędzie się półtora miesiąca przed XIV Mistrzostwami Europy Federacji IBSA w Serbii. Mamy nadzieję, że na majowe ME pojadą zawodnicy będący aktualnie w najlepszej formie. Po mistrzostwach Polski kadra narodowa będzie miała zgrupowanie, na którym wybrany zostanie skład reprezentacji na ME. Na ubiegłoroczne mistrzostwa Europy w Słowenii pojechała grupa 14-osobowa. Tak liczny udział naszych reprezentantów przyniósł efekty – liczba medali była największa w historii startów kręglarzy i bowlingowców na mistrzostwach Europy i świata. Mamy nadzieję, że niewidomi i słabowidzący zawodnicy pod opieką nowej organizacji będą nadal wielokrotnie sięgać po miejsca na podium.

Przez miniony rok z zawodnikami kadry narodowej kręgli klasycznych pracowali trenerzy Bożena Polak i Zdzisław Leśniewski, powołani na początku 2012 roku na miejsce Pawła Ciesielskiego, który z przyczyn osobistych musiał zrezygnować ze współpracy ze Stowarzyszeniem „Cross”. Z tej trenerskiej dwójki nadal pracować będzie z kadrą Bożena Polak. Trenerem kadry bowlingowej jest Witold Pankau.

Współzawodnictwo sportowe

Od 2013 roku półfinały i finały mistrzostw Polski w kręglach klasycznych i bowlingu organizowane będą według regulaminów PZK, które zatwierdzone zostaną przez prezydium Związku przed sezonem startowym. Opublikujemy je na stronie Stowarzyszenia „Cross” w zakładkach „kręgle” i „bowling”. Staramy się, aby zasady rozgrywania zawodów obowiązujące dotychczas w Stowarzyszeniu nie były zbytnio zmieniane. Pewnych niuansów nie da się chyba jednak uniknąć.

Bez zmian pozostają wymagania w stosunku do zawodników biorących udział w zawodach rankingowych, organizowanych w bieżącym roku przez Stowarzyszenie „Cross”.

Zawodnicy, którzy będą startować w zawodach pod egidą PZK, muszą wykupić indywidualne licencje zawodnicze na bieżący sezon startowy. Trwa on od 1 września do 31 sierpnia kolejnego roku. Koszt licencji wynosi obecnie 20 zł. Licencje wykupują także kluby zrzeszone w PZK. Kluby Stowarzyszenia „Cross”, które dotychczas zgłosiły akces przynależności do PZK, w 2012 roku były zwolnione z opłat. W czerwcu tego roku odbędzie się zjazd Związku, na którym podjęta zostanie m.in. uchwała dotycząca finansów i obowiązujących opłat.

Kręglarze, których kluby nie przystąpiły do PZK, mogą zadeklarować akces indywidualny. Wykaz zawodników i klubów prowadzi Małgorzata Nowak – sekretarz Komisji Sportu Niepełnosprawnych.

Międzynarodowe zawody w kręglach klasycznych i bowlingu organizuje Międzynarodowa Federacja Sportu Niewidomych (IBSA), w której formalnym reprezentantem naszego kraju jest Polski Związek Sportu Niepełnosprawnych „Start”. Ale robocze kontakty w sprawie organizacji kręglarskich imprez sportowych utrzymywało dotychczas Stowarzyszenie „Cross”. Podczas mistrzostw Europy czy świata przedstawiciel Stowarzyszenia brał udział w posiedzeniach podkomitetów technicznych. Sądzę, że w bieżącym roku Stowarzyszenie „Cross” będzie aktywnie pośredniczyło pomiędzy między PZK i IBSA w sprawie udziału reprezentacji Polski w XIV Mistrzostwach Europy Niewidomych i Słabowidzących IBSA w Kręglach Klasycznych (Serbia, maj 2013) oraz w mistrzostwach Europy niewidomych i słabowidzących IBSA w bowlingu (Praga, sierpień 2013)  

Kadra w kręglach klasycznych na 2013 rok

    Kobiety

    B1      

    1. Mieczysława Stępniewska „Omega” Łódź

    2. Agnieszka Kozłowska „Pionek” Włocławek

    3. Regina Szczypiorska „Morena” Iława

    4. Edyta Siwek „Jutrzenka” Częstochowa

    5. Karolina Rzepa „Łuczniczka” Bydgoszcz

    6. Barbara Szypuła „Karolinka” Chorzów

    B2

    1. Anna Barwińska „Omega” Łódź

    2. Jadwiga Szuszkiewicz „Pionek” Włocławek

    3. Irena Zięba „Karolinka” Chorzów

    4. Janina Szymańska „Warmia i Mazury” Olsztyn

    5. Danuta Odulińska „Morena” Iława

    6. Joanna Staliś „Atut” Nysa

    B3

    1. Irena Curyło „Pogórze” Tarnów

    2. Emilia Sawiniec „Hetman” Lublin

    3. Monika Grzybczyńska „Omega” Łódź

    4. Jolanta Krok-Sabaj „Podkarpacie” Przemyśl

    5. Agnieszka Harla „Podkarpacie” Przemyśl

    6. Elżbieta Kłos „KoMar” Piekary Śląskie

    Mężczyźni

    B1

    1. Zdzisław Koziej „Hetman” Lublin

    2. Jan Zięba „Karolinka” Chorzów

    3. Krzysztof Tarkowski „Hetman” Lublin

    4. Szczepan Polkowski „Morena” Iława

    5. Tadeusz Kolbusz „Cross Opole”

    6. Wiesław Nastarowicz „Omega’ Łódź

    B2

    1. Mieczysław Kontrymowicz „Warmia i Mazury” Olsztyn

    2. Stanisław Fortkowski „Pogórze” Tarnów

    3. Jan Smoła „Morena” Iława

    4. Władysław Wakuliński „Łuczniczka” Bydgoszcz

    5. Mieczysław Sabaj „Podkarpacie” Przemyśl

    6. Dominik Czyż „Warmia i Mazury” Olsztyn

    B3

    1. Grzegorz Kanikuła „Hetman” Lublin

    2. Daniel Jarząb „Tęcza” Poznań

    3. Zbigniew Strzelecki „Karolinka” Chorzów

    4. Albert Sordyl „Pogórze” Tarnów

    5. Mieczysław Klimczak „Tęcza” Poznań

    6. Paweł Gniadek „Syrenka” Warszawa

Bożena Polak (ur. 26.01.1971 r. w małej miejscowości Brzustówek) – trener kadry niewidomych i słabowidzących w kręglach klasycznych.

Przygodę ze sportem zaczęła już w szkole podstawowej, odnosząc sukcesy w
grze w piłkę ręczną. Piłkarki trenowała wówczas nauczycielka wychowania fizycznego – Ewa Rafalska.

Z kręglarstwem klasycznym zetknęła się podczas nauki w szkole średniej w Tomaszowie Mazowieckim. W 1986 r. zaczęła tę dyscyplinę trenować. Została wówczas zawodniczką tomaszowskiego klubu sportowego „Pilica”. Robiła szybkie postępy. Już w roku następnym i kolejnym, uczestnicząc w ogólnopolskiej spartakiadzie młodzieży, dwukrotnie zdobyła brązowy medal. W 1989 roku wzięła udział w mistrzostwach świata juniorów w Celije (Słowenia). Zajęła tam 12. miejsce i ustanowiła rekord Polski. W latach 1991 i 1992 dwukrotnie zdobyła tytuł mistrzyni Polski juniorów. W 1992 roku uzyskała klasę mistrzowską.

Potem w jej karierze sportowej nastąpiła przerwa na macierzyństwo. Po kilku latach wróciła do kręgli i dwukrotnie – w latach 1999 i 2001 – zdobyła mistrzostwo Polski par. Z pierwszoligową drużyną „Pilicy” wywalczyła drużynowe wicemistrzostwo Polski.

Obecnie, po zakończeniu kariery zawodniczej, gra amatorsko. W 2005 roku zdobyła złoty medal na mistrzostwach Polski amatorów par i mikstów, a dwa lata później – indywidualne mistrzostwo Polski amatorów. Ma uprawnienia sędziego pierwszej klasy.

Z kręglarzami niewidomymi i słabowidzącymi zetknęła się w roku 2008. Podczas zawodów i zgrupowań w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie mieszka, udzielała im wskazówek i praktycznych rad dotyczących gry. W 2011 roku była asystentką trenera Pawła Ciesielskiego podczas II Mistrzostw Świata w Kręglarstwie Klasycznym w Sarajewie (Bośnia i Hercegowina).

Trenerem kadry niewidomych i słabowidzących kręglarzy została w 2012 roku. Wraz ze Zdzisławem Leśniewskim przygotowywała reprezentację Polski do udziału w XIII Mistrzostwach Europy w Kręglach Klasycznych w Celije (Słowenia) i towarzyszyła im w czasie zawodów, które zakończyły się dużym sukcesem polskiej ekipy.

Kadra w bowlingu sportowym na 2013 rok

    Kobiety

B1

    1. Karolina Rzepa „Łuczniczka” Bydgoszcz

    2. Edyta Siwek „Jutrzenka” Częstochowa

    3. Mariola Maćkowiak „Łuczniczka” Bydgoszcz

    4. Anna Maciąg „Hetman” Lublin

    5. Karolina Trojan „Łuczniczka” Bydgoszcz

B2

    1. Danuta Odulińska „Morena” Iława

    2. Jadwiga Szuszkiewicz „Pionek” Włocławek

    3. Mirosława Malcherek „Łuczniczka” Bydgoszcz

    4. Jadwiga Szymańska „Warmia i Mazury” Olsztyn

    5. Dorota Kurek „Ikar” Lublin

B3

    1. Honorata Borawa „Łuczniczka” Bydgoszcz

    2. Jolanta Pazurkiewicz „Warmia i Mazury” Olsztyn

    3. Zofia Sarnacka „Warmia i Mazury” Olsztyn

    4. Irena Curyło „Pogórze” Tarnów

    5. Aneta Łukasik „Karolinka” Chorzów

    Mężczyźni

B1

    1. Zdzisław Koziej „Hetman” Lublin

    2. Piotr Dudek „Pionek” Włocławek

    3. Krzysztof Tarkowski „Hetman” Lublin

    4. Marek Zwolenkiewicz „Karolinka” Chorzów

    5. Szczepan Polkowski „Morena” Iława

B2

    1. Mieczysław Kontrymowicz „Warmia i Mazury” Olsztyn

    2. Stanisław Oduliński „Morena” Iława

    3. Arkadiusz Gęstwiński „Łuczniczka” Bydgoszcz

    4. Dominik Czyż „Warmia i Mazury” Olsztyn

    5. Mariusz Kozyra „Hetman” Lublin

B3

    1. Grzegorz Kanikuła „Hetman” Lublin

    2. Cezary Dybiński „Warmia i Mazury” Olsztyn

    3. Marek Harkowski „Warmia i Mazury” Olsztyn

    4. Zbigniew Wiśniewski „Warmia i Mazury” Olsztyn

5. Władysław Szymański „Omega” Łódź

Witold Piotr Pankau (ur. 7.06.1955 r. w Pile) – trener kadry narodowej niewidomych i słabowidzących w bowlingu. Absolwent Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu, nauczyciel w I Liceum Ogólnokształcącym w Pile, instruktor piłki siatkowej i bowlingu sportowego.

Własną przygodę z bowlingiem rozpoczął w 1999 r. w amatorskiej lidze w Poznaniu. Pierwszy sukces w tej dyscyplinie to wicemistrzostwo okręgu wielkopolskiego, najważniejszy – tytuł wicemistrza Polski w parach. Kolejny etap bowlingowej kariery to praca szkoleniowa, głównie z młodzieżą. Wspólnie z Markiem Charęzińskim wychowali najlepszą w kraju i czołową juniorkę Europy, Darię Pająk, oraz wielu medalistów mistrzostw Polski w różnych kategoriach wiekowych.

W 2009 r. przeprowadził kilkudniowe zgrupowanie kadry bowlingowej Stowarzyszenia „Cross”. Miał być krótki epizod, nowe doświadczenie, a skończyło się na objęciu w Stowarzyszeniu funkcji trenera kadry. Zaczęła się praca od podstaw, ale od początku założenie zostało postawione jasno: gra i kulanie będą prowadzone profesjonalnie.

Rok 2010 to pierwszy start reprezentantów Polski w bowlingu w mistrzostwach Europy i od razu 6 medali, w tym 2 tytuły mistrza Europy. Kolejne międzynarodowe zawody, tym razem mistrzostwa świata w Malezji, choć udane, pokazały, że zawodników kadry bowlingu czeka jeszcze wiele ciężkiego wysiłku i treningów.

W 2010 r. Witold Pankau otrzymał nagrodę II stopnia Ministra Sportu i Turystyki za szczególne osiągnięcia szkoleniowe.

Zdzisław Mądry

 

Na początek

 

goalball

 

Nowe stowarzyszenie 

W kwietniu 2011 r. powstało w Białymstoku Polskie Stowarzyszenie Gier Piłkami Dźwiękowymi. Głównym „sprawcą” tej organizacji jest Konrad Andrzejuk. Co wiemy o Konradzie?

Ma 21 lat i wzrost koszykarza – 203 cm. Jest studentem trzeciego roku prawa i od sześciu lat uprawia goalball. Nie jest całkowicie pozbawiony wzroku, ma grupę B2. Na ile resztka widzenia mu pomaga, nie wiadomo, bo przecież wszyscy zawodnicy grają „po ciemku” – w goglach na oczach.

Jego ojciec, Henryk Andrzejuk, od lat pracuje w białostockiej spółdzielni niewidomych. Jest instruktorem sportu i orientacji przestrzennej, w warsztatach terapii zajęciowej – terapeutą. W 2001 roku pan Henio wskrzesił w swym mieście drużynę goalballa. Zabierał młodego Konradka na treningi, na mecze i spowodował, że dzieciak, na początku podający piłkę, zamarzył o karierze sportowca.

– Cały czas myślałem o dołączeniu do starszych kolegów. Ojciec nie za bardzo skłaniał się ku temu, ale też nie stawiał szlabanu. Twierdził, że nie nadaję się to tego niebezpiecznego sportu, w którym rzuty ciała na parkiet czy uderzenia ciężką piłką, ważącą 1,25 kg, bywają brutalne. Jednak w 2006 roku zagrałem swój pierwszy mecz – mówi Konrad.

Przygoda z kadrą

W 2008 roku Andrzejuk trafił do reprezentacji Polski. Ówczesny trener Józef Krzak zauważył wysokiego chłopaka i postanowił dać mu szansę. Rok później nowy trener, Robert Prażmo, zabrał drużynę, w tym Konrada, na mistrzostwa Europy grupy C do Portugalii. Wygrał Izrael przed Holandią. Polska zajęła dziewiąte miejsce. Czyli porażka, ale też zdobycie doświadczenia w dużym, znaczącym turnieju, bowiem poprzednie zagraniczne starty to były jedynie wyjazdy na Litwę.

– Nasz goalball był trochę „pozamykany”, bez kontaktów z zagranicą. Do nas też mało kto przyjeżdżał. Inicjatywa zorganizowania w 2011 roku mistrzostw Europy grupy C dała zatem Polsce sporą promocję – opowiada Konrad. – Na 12 startujących drużyn zajęliśmy drugie miejsce. A ekipy nie należały do słabych.

Latem 2012 r. na międzynarodowy turniej do Hiszpanii poleciała ekipa w składzie: Konrad Andrzejuk, Paweł Brodowicz, Marek Mościcki, Piotr Szymala, Kuba Ogonowski i Marcin Gibuła. Polacy zajęli szóste miejsce na osiem startujących drużyn. Jako kadra spotkali się tylko raz na 5-dniowym zgrupowaniu, natomiast w kraju osiem drużyn zagrało w Silesia Cup. I tyle rozgrywek! Wspomnieć jednak należy o inicjatywie białostoczan. W 2011 r. doprowadzili do zorganizowania międzynarodowego turnieju w Supraślu. W maju następnego roku do tego uroczego miasteczka w Puszczy Knyszyńskiej, dysponującego nowoczesną halą sportową i internatem na 70 miejsc, przyjechało siedem ekip zagranicznych: Algieria, Szwecja, Japonia, Ukraina, Turcja, dwie z Białorusi. Polska drużyna zajęła w turnieju drugie miejsce. Organizatorzy zdobyli pieniądze (30 tys. zł) i zamknęli turniej bez większych strat. Ekipie tureckiej tak się spodobało zaplecze sportowe i silny polski sparingpartner, że na sierpniowe przygotowania do londyńskiej paraolimpiady wybrała Supraśl. Konrada i Pawła w meczach z Turkami wsparł Marek Mościcki z Lublina. Polskie doświadczenia opłaciły się Turkom – w Londynie zdobyli brązowy medal.

Wybrali swoją drogę

W pierwszej połowie 2012 roku z kadry odchodzą Konrad Andrzejuk i Paweł Brodowicz. Nie widzą możliwości gry w coraz mniejszej liczbie turniejów, przy małym zainteresowaniu Stowarzyszenia „Start” tą dyscypliną. Powołują Polskie Stowarzyszenie Gier Piłkami Dźwiękowymi. I uwaga – oprócz goalballu chcą również rozwijać dyscyplinę zwaną torballem (dyscyplina podobna do goalballu, ale szybsza, bardziej dynamiczna, gra się mniejszą piłką). Spróbowali jej na turnieju w stolicy Mołdawii – Kiszyniowie, gdzie ta gra jest bardzo popularna.

Na pierwsze pół roku Stowarzyszenie dostało pieniądze z różnych źródeł, m.in. z projektu unijnego „Torball – sport bez granic”. Środki finansowe wykorzystali na wynajęcie sali, organizację sekcji i sprzęt. Najważniejszym tegorocznym celem Stowarzyszenia jest udział w rozgrywkach superligi europejskiej w goalballu. Drużyny z Finlandii, Szwecji, Litwy i Polski (Białegostoku) organizują u siebie po jednym turnieju. Białostoczanie starają się o aplikację w tej lidze. Gdy dostaną, zaczną się martwić o pieniądze na wyjazdy i na zorganizowanie własnej imprezy.

Prezesem Stowarzyszenia jest Darek Sienkiewicz, zastępcą – Paweł Brodowicz, biurem zajmuje się Konrad Andrzejuk. O Brodowiczu pisaliśmy w „Crossie” w artykule „Przez Białystok do Rio”. To on wspólnie z Konradem (razem mają 45 lat) marzą o wysokiej międzynarodowej pozycji goalballu. Dają przykład ukraińskiej drużyny, którą do niedawna roznosili na boisku. Teraz jest odwrotnie, a to za sprawą stałego finansowania ukraińskich zawodników (stypendia), zwiększonych możliwości treningowych (90 dni w roku wspólnych ćwiczeń) i rozgrywanych turniejów. To wszystko przekłada się na wyniki.

Konrad podsumowuje nasze spotkanie takimi wnioskami: – Nam nie brakuje nic, oprócz zgrania, trochę więcej myślenia na boisku i współpracy. Często tak się składa, że drużyny złożone z trzech przeciętniaków ogrywają wszystkich, bo płyną na jednej fali. Niepotrzebne jest gwiazdorstwo, konieczne jest doświadczenie. Litwini trenują sześć dni w tygodniu. Wspomaga ich sztab trenerski, psychologowie, korzystają z odnowy biologicznej. Powinniśmy pójść ich tropem oraz innych czołowych drużyn z Europy, że nie wspomnę o innych kontynentach.

Andrzej Szymański

 

Na początek

 

wiadomości

 

Kręgle

Mistrzostwa par i mikstów

W dniach od 6 do 8 grudnia ubiegłego roku odbyły się w Poznaniu I Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących Par i Mikstów w Kręglach Klasycznych. Rozgrywki, które sędziował Bronisław Bednarek, odbywały się na kręgielni „Czarna Kula”. Głównym patronem zawodów był Polski Związek Kręglarski, który ufundował dyplomy i medale.

W mistrzostwach wzięło udział 60 zawodników i zawodniczek z całej Polski. Piętnaście klubów wystawiło zawodników w parach i mikstach. Najliczniej reprezentowana była ,,Karolinka’’ Chorzów.

Każdy zawodnik w parach i mikstach wykonywał po 60 rzutów – po 30. rzucie następowała zmiana toru.

Najlepszy rezultat indywidualny – 711 punktów – uzyskał Mieczysław Kontrymowicz z klubu ,,Warmia i Mazury’’ Olsztyn. O takim wyniku marzyła większość przybyłych do Poznania zawodników.

Jednym ze sponsorów imprezy była piekarnia ,,Zagrodnicza”, chlubiąca się długoletnią tradycją. Firma ufundowała uczestnikom mistrzostw drożdżówki, pączki i ciasto. Smakowite wypieki dodawały im energii podczas gier, ale też odrobinę osładzały gorycz porażki.

Zawodom towarzyszyło spore zainteresowanie lokalnych mediów.

I Mistrzostwa Polski Par i Mikstóww Kręglarstwie Klasycznym

6-8.12.2012 r., Poznań

Pary

Kobiety

B1: 1. Agnieszka Kozłowska („Pionek” Włocławek) 512 p., Regina Szczypiorska („Morena” Iława) 510 p. – 1022 p., 2. Mieczysława Stępniewska („Omega” Łódź) 454 p., Edyta Siwek („Jutrzenka” Częstochowa) 419 p. – 873 p., 3. Renata Basińska („Tęcza” Poznań) 350 p., Salomea Walkowiak („Pogórze” Tarnów) 368 p. – 718 p.

B2: 1. Irena Zięba („Karolinka” Chorzów) 583 p., Anna Barwińska („Omega” Łódź) 627 p. – 1210 p., 2. Jadwiga Szuszkiewicz („Pionek” Włocławek) 623 p., Janina Szymańska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 582 p. – 1205 p., 3. Maria Harazim („Karolinka” Chorzów) 600 p., Monika Helwig („Karolinka” Chorzów) 529 p. – 1129 p.

B3: 1. Elżbieta Kłos (KoMar” Piekary Śląskie) 541 p., Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) 610 p. – 1151 p., 2. Irena Curyło („Pogórze” Tarnów) 656 p., Jolanta Fijał („Pogórze” Tarnów) 436 p. – 1092 p., 3. Bożena Rudko („Morena” Iława) 482 p., Małgorzata Nowak („Tęcza” Poznań) 557 p. – 1039 p.

Mężczyźni

B1: 1. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 482 p., Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 577 p. – 1059 p., 2. Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 571 p., Leszek Domin („Podkarpacie” Przemyśl) 346 p. – 917 p., 3. Marek Zwolenkiewicz („Karolinka” Chorzów) 453 p., Sławomir Cyfka („Karolinka” Chorzów) 257 p. – 710 p.

B2: 1. Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 711 p., Stanisław Fortkowski („Pogórze” Tarnów) 680 p. – 1391 p., 2. Władysław Wakuliński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 646 p., Jan Smoła („Morena” Iława) 630 p. – 1276 p., 3. Paweł Stefański („Tęcza” Poznań) 620 p., Marek Bilski („Tęcza” Poznań) 540 p. – 1160.

B3: 1. Mieczysław Klimczak (Tęcza” Poznań) 658 p., Daniel Jarząb („Tęcza” Poznań) 688 p. – 1346 p., 2. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 655 p., Grzegorz Kanikuła („Hetman” Lublin) 682 p. – 1337 p., 3. Marek Halicki („Karolinka” Chorzów) 600 p., Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) 685 p. – 1285 p.

Miksty

B1: 1. Regina Szczypiorska („Morena” Iława) 510 p., Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 577 p. – 1087 p., 2. Agnieszka Kozłowska („Pionek” Włocławek) 512 p., Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 571p. – 1083 p., 3. Edyta Siwek („Jutrzenka” Częstochowa) 419 p.,Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 482 p. – 901 p.

B2: 1. Jadwiga Szuszkiewicz („Pionek” Włocławek) 623 p., Mieczysław Kontrymowicz („Warmia i Mazury” Olsztyn) 711 p. – 1334 p., 2. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 627 p., Władysław Wakuliński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 646 p. – 1273 p., 3. Irena Zięba („Karolinka” Chorzów) 583 p., Stanisław Fortkowski („Pogórze” Tarnów) 680 p. – 1263 p.

B3: 1. Irena Curyło („Pogórze” Tarnów) 656 p., Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 655 p. – 1311 p., 2. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) 610 p., Grzegorz Kanikuła („Hetman” Lublin) 682 p. – 1292 p., 3. Małgorzata Nowak („Tęcza” Poznań) 557 p., Daniel Jarząb („Tęcza” Poznań) 688 p. – 1245 p.

 

Na początek

 

paraolimpiady

 

Soczi 2014 

W nocy z 4 na 5 lipca 2007 roku zapadła decyzja Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego o nabyciu przez rosyjskie Soczi praw do organizacji w 2014 roku XXII Zimowych Igrzysk Olimpijskich  (7-23.02.2014 r.) i XI Zimowych Igrzysk Paraolimpijskich (7-16.03.2014 r.).

Największymi przegranymi wyścigu o igrzyska byli Koreańczycy, którzy mogli pochwalić się zdecydowanie najlepszą infrastrukturą i którzy przed czterema laty również polegli, wówczas na rzecz Vancouver. Także austriacki Salzburg, mimo wielu atutów, musiał uznać wyższość Rosjan.

W Soczi odbywać się będą zawody w dyscyplinach „lodowych”, tam też powstają najważniejsze obiekty związane z igrzyskami, między innymi stadion olimpijski, obiekty treningowe oraz centrum prasowe i telewizyjne. W centrum olimpijskiego kompleksu, tuż nad Morzem Czarnym, powstaje Bolshoy Ice Dome. Budynek ma przypominać gigantyczną zamarzniętą kroplę wody, która w świetle dnia będzie mienić się srebrnymi refleksami. Nazwa Bolshoy nawiązuje do historycznego teatru „Bolszoj” w centrum Moskwy, co czyni ją zrozumiałą dla przedstawicieli wielu krajów. Kojarzy się bowiem z tradycją rosyjskiej szkoły baletu, łyżwiarstwa figurowego czy też hokeja na lodzie. Podczas igrzysk Ice Dome będzie miejscem zmagań hokeistów i hokeistek, ma także pełnić funkcje medialne.

 Drugą część imprezy sportowej usytuowano w Krasnej Polanie, oddalonej o godzinę drogi od Soczi – tam olimpijczycy rywalizować będą w dyscyplinach „śniegowych”. W dolinie wybudowano dwie skocznie, jedną o punkcie konstrukcyjnym K125, drugą K95. Większa skocznia jest wyposażona w nowoczesny system zaśnieżania, ceramiczny rozbieg oraz system bezpieczeństwa z kontrolą elektroniczną. Dzięki temu zawodnicy będą mogli z niej korzystać o każdej porze roku.

Olimpiada i paraolimpiada to niezwykłe wydarzenia, istotne zarówno dla zawodników, jak i kibiców – każdy chciałby być ich częścią. Dla chętnych jest szansa. Podczas igrzysk będzie wielkie zapotrzebowanie na wolontariuszy. Informacje na temat programu wolontariatu można znaleźć pod adresem – LINK: Program wolontariatu w Soczi.

 A oto garść ciekawostek dotyczących przyszłych igrzysk:

     - budżet igrzysk olimpijskich w 2014 r. ma wynieść około 12 mld USD,

     - skocznie olimpijskie już nie są dziewicze – odbyły się na nich zawody Pucharu Rosji i    

        Pucharu Świata,

     - ambasadorem igrzysk została rosyjska piękność Natalia Vodianowa,

     - Apoloniusz Tajner będzie szefem polskiej misji olimpijskiej,

     - maskotką igrzysk (jedną z dwu) jest dziewczynka o wielkich smutnych oczach, w dziwnej

       czapce z uszami Myszki Miki.

     AMA

 

Na początek

 

Olimpijskie kurorty 

Rosyjskie Soczi i Krasna Polana w 2014 r. gościć będą olimpijczyków i paraolimpijczyków. Obie miejscowości to ekskluzywne uzdrowiska, miejsca wypoczynku, relaksu i sportów, bez kompleksów konkurujące z kurortami o światowej renomie.  

Miasto Soczi, położone w Kraju Krasnodarskim niedaleko granicy z Gruzją (Abchazja), to największy letni kurort w Rosji. Rozpościera się nad brzegiem Morza Czarnego wzdłuż drogi biegnącej z Dżubga do Suchumi, na długości 147 km, co czyni je drugim pod względem długości miastem na świecie. Od strony północno-zachodniej otoczone jest przez góry Kaukaz.

Teren, na którym znajduje się dzisiejsze Soczi, od VI do XV w. należał do królów Abchazji. Od wieku XV był kontrolowany przez Imperium Osmańskie, a w 1829 r., w wyniku wojny rosyjsko-tureckiej, przypadł Rosji. Miasto zostało założone w 1838 r. jako Fort Aleksandria, przybierając kolejne nazwy: Twierdza Nawagińska, Placówka Dachowska. Nazwa Soczi pojawiła się w 1896 r. (od nazwy rzeki, nad którą było położone).

Wypoczynek w Soczi to czysta przyjemność, którą gwarantują przestronne plaże najcieplejszego w Rosji Morza Czarnego i bujna zieleń parków i ogrodów, zajmujących 80 proc. powierzchni całego kurortu (miasto położone jest w klimacie subtropikalnym). Każdy tu znajdzie coś odpowiedniego dla siebie – sanatoryjne leczenie, sale koncertowe i teatry, parki wodne i rozrywki, tętniące życiem kluby i kina. Miasto oferuje także ekstremalne sporty, bogaty program wycieczkowy, udział w fascynującej podróży po górach. I oczywiście piękno natury: zachwycają bystre wody rzek górskich, tajemnicze jaskinie, fantastyczne wodospady i wielkie kaniony. W okolicach Soczi można zobaczyć starożytne zamki i świątynie, tajemnicze dolmeny i inne obiekty z epoki neolitu. Prawie wszystkie atrakcje przyrodnicze i historyczne znajdują się w Parku Narodowym Soczi.

Od ponad pół wieku działają w Soczi liczne sanatoria i uzdrowiska. Wody Macesty, zawierające siarkowodór, przyniosły miastu światową sławę. Leczy się tu praktycznie wszystkie możliwe dolegliwości.

Górski kurort Krasna Polana (czerwona od wrzosów – taką nawę nadali jej podobno Grecy) położony jest około 50 km od Soczi. Zdobył uznanie jako ośrodek narciarski o wielkich możliwościach, dzięki nowym wyciągom i trasom narciarskim oraz licznym i bardzo dobrej klasy hotelom i restauracjom. Wędrując z Soczi do Krasnej Polany po drodze mijamy miasteczka, które włączone są obecnie do Wielkiego Soczi: Macestę, Hostę i Adler. W Adlerze można zwiedzić delfinarium, a potem wspiąć się na górę Ahun. Miejscowi opowiadają, jak Stalin wybrał się tam kiedyś na spacer i porażony pięknym widokiem ze szczytu, w przypływie dobroci dla ludu pracującego, w 102 dni wybudował 11-kilometrową szosę na szczyt. Niech i dla zwykłych śmiertelników będą dostępne cudowne lanszafty! W dalszej wędrówce warto zatrzymać się przy wodospadzie Dziewicze Łzy, aby rytualnie obmyć twarz, jak czyniły to kobiety w czasach wojny kaukaskiej. Opłakiwały swoich poległych mężów. Ten obyczaj zachował się do dziś z małą poprawką. Teraz, obmywając lico, wypowiada się słowa: – Oby nikt po mnie nie płakał, obym ja po nikim nie płakała.

Będąc w Krasnej Polanie, warto również zobaczyć: Grecką Cerkiew św. Harlampija i kaplicę przy cmentarzu, Skalnik przy starej górskiej drodze, „Domek Myśliwego”, wybudowany w 1901 r. na rozkaz cara na stokach miasta Acziszko. Krasna Polana to także unikatowy kompleks przyrodniczy, z dzikimi lasami i przecudnej urody łąkami, porośniętymi kwiatami i niezliczoną ilością rodzajów traw. Nic dziwnego, że te rejony słyną z najlepszej jakości miodów. Warto wybrać się na przejażdżkę dżipem po górskich trasach i z bliska poznać naturę. Przez cały rok jest też możliwość skorzystania z jazdy konnej.

I jak tu nie zazdrościć olimpijczykom, których Soczi i Krasna Polana będą gościć u siebie za rok? Życzyć im natomiast wypada, by po wyczerpujących pojedynkach o olimpijskie trofeum znaleźli czas i siły na obejrzenie i zakosztowanie tych wspaniałości, które oba kurorty przybyszom oferują.

JAGA

 

Na początek

 

Zimowe paraolimpiady

Ich historia rozpoczyna się w 1976 roku, w szwedzkim mieście Ornskoldsvik, 16 lat po pierwszych letnich igrzyskach paraolimpijskich.  

Podobnie jak letnie, cieszyły się wówczas nikłym zainteresowaniem społecznym. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych sytuacja ta zaczęła się powoli zmieniać. Jako pierwsi, tematyką paraolimpijską zaczęli interesować się dziennikarze. Od początku lat dziewięćdziesiątych, wzorem igrzysk letnich, zimowe paraolimpiady następują bezpośrednio po igrzyskach olimpijskich i odbywają się na tych samych obiektach.

Największą liczbą uczestników mogą pochwalić się organizatorzy zimowych igrzysk paraolimpijskich w Nagano w 1988 roku. Do Japonii przyjechało wówczas 561 niepełnosprawnych sportowców z 31 krajów.

Polskich sportowców zabrakło jedynie w drugiej paraolimpiadzie w Geilo, w 1980 roku. Najliczniejsza reprezentacja wyjechała do Nagano – 26 zawodników. Najwięcej medali przywieźliśmy w 1994 roku z Lillehammer – 10, a bez medalu wróciliśmy z pierwszej paraolimpiady w Ornskoldsvik.

Zimowe igrzyska paraolimpijskie

I       1976 Ornskoldsvik (Szwecja)

II      1980 Geilo (Norwegia)

III     1984 Innsbruck (Austria)

IV    1988 Innsbruck (Austria)

V     1992 Tignes-Albertville (Francja)

VI    1994 Lillehammer (Norwegia)

VII   1998 Nagano (Japonia)

VIII  2002 Salt Lake City (USA)

IX    2006 Turyn (Włochy)

X     2010 Vancouver (Kanada)

Ornskoldsvik 1976

Ornskoldsvik – najważniejsze miasto Norrlandii (28 617 mieszkańców), leży w północnej Szwecji nad Zatoką Botnicką. Posiada ciekawą skocznię narciarską Paradiskullen (miejsce hamowania po skoku, położone jest nad jezdnią i torami kolejowymi) oraz wiele tras biegowych, wytyczonych pośród pięknych krajobrazów.

W pionierskich igrzyskach wzięło udział 250 zawodników niewidomych i amputantów z 17 państw. Startowali w narciarstwie biegowym i zjazdowym.

Klasyfikacja medalowa: 1. RFN (28), 2. Szwajcaria (12), 3. Finlandia (22).

Geilo 1980

Geilo – norweski ośrodek sportowy z bazą narciarską, leżący 260 km na północny zachód od Oslo i 250 km na wschód od Bergen. Oprócz 39 stoków narciarskich, obsługiwanych przez 20 wyciągów, znajduje się tu również trasa biegowa oraz strzelnica biathlonowa.

Zaprezentowano tam nową konkurencję, przypominającą saneczkarstwo, czyli zjazd w torach lodowych na slegdach, specjalnych siedzonkach zaopatrzonych w łyżwy. Dyscyplina ta na długo nie zagościła na paraolimpiadach.

Klasyfikacja medalowa: 1. Norwegia (54), 2. Finlandia (34), 3. Austria (22).

Innsbruck 1984 i 1988

Innsbruck – miasto w Austrii, stolica Tyrolu. Położone w dolinie rzeki Inn, na wysokości 547 m n.p.m., było dwukrotnym organizatorem zimowych mistrzostw olimpijskich. W Innsbrucku warto zwiedzić zamki – cesarski Hofburg i Ambras, oraz Alpenzoo – najwyżej położone europejskie ZOO (200 zwierząt 150 gatunków).

W Innsbrucku, w 1984 roku, do programu narciarstwa alpejskiego włączono zjazd, a kilka lat później zapoczątkowano tzw. sit-sking, czyli start zawodników na wspomnianych już slegdach i mono-ski. 

Klasyfikacja medalowa:

1984 – 1. Austria (70), 2. Finlandia (34), 3. Norwegia (41) … 9. Polska (13).

1988 – 1. Norwegia (60), 2. Austria (44), 3. RFN (30) … 9. Polska (10).

Tignes-Albertville 1992

Albertville – miejscowość w regionie Rodan-Alpy, wielki ośrodek wypoczynkowy, sportowy i uzdrowiskowy we francuskich Alpach. Zawody w ramach igrzysk olimpijskich 1992 r. odbywały się w pobliskim Tignes. Ich ciekawostką była maskotka Alpy, którą umieszczono w monoski, w kolorach: białym (czystość-śnieg), zielonym (nadzieja-natura) i niebieskim (dyscyplina-jezioro).

Paraolimpiada w Tignes i Albertville to pierwsze zimowe igrzyska paraolimpijskie, które odbyły się w tym samym miejscu co igrzyska olimpijskie. Konkurowano jedynie w narciarstwie biegowym i zjazdowym.

Klasyfikacja medalowa: 1. USA (45), 2. Niemcy (38), 3. Wielka Brytania (21) … 10. Polska (5).

Lillehammer 1994

Lillehammer – miasto leżące nad największym norweskim jeziorem Mjosa. Słynie ze starych farm-skansenów, nowoczesnego centrum miasta i ośrodków narciarskich. Imponujące są dwie skocznie narciarskie Lysgardsbakken – na większej z nich regularnie rozgrywane są Puchary Świata. Okazała hala widowiskowo-sportowa mieści Norweskie Muzeum Olimpijskie.

Kolejne zawody, tym razem dwa lata po poprzednich, odbyły się po raz drugi w Norwegii. Pojawiło się tam kilka nowych konkurencji: biathlon, hokej na slegdach oraz, wchodzący w skład narciarstwa alpejskiego, slalom-gigant. Tradycyjnie zawodnicy wystartowali również w narciarstwie biegowym i zjazdowym, a także w wyścigach na torze lodowym.

Klasyfikacja medalowa: 1. Norwegia (64), 2. Niemcy (64), 3. USA (43) … 12. Polska (10).

Nagano 1998

Nagano – to główny ośrodek sportów zimowych na japońskiej wyspie Honsiu. W prefekturze Nagano znajduje się 9 z 12 najwyższych gór Japonii oraz najbardziej oddalony od oceanu punkt w kraju. Warto w tym mieście zwiedzić świątynię Zenkoji, Matsushiro – dawne miasteczko z zamkiem, Małpi Park, ZOO w Chausuyama oraz tereny olimpijskie.

W Japonii po raz pierwszy zdecydowano, by do rywalizacji w narciarstwie biegowym dopuścić zawodników z lekkim upośledzeniem umysłowym (kategoria ID). Podczas tego turnieju padł rekord frekwencji publiczności dopingującej niepełnosprawnych sportowców (około 150 tysięcy) i zainteresowania mediów (1,4 tys. przedstawicieli).

Klasyfikacja medalowa: 1. Norwegia (40), 2. Niemcy (44), 3. USA (34) … 21. Polska (2).

Salt Lake City 2002

Salt Lake City – stolica stanu Utah w Stanach Zjednoczonych. Leży nad rzeką Jordan, na wschód od Wielkiego Jeziora Słonego. Miasto znane jest z zamieszkującej tu dużej społeczności mormonów. Główne obiekty zabytkowe związane są bezpośrednio z ich historią. Ciekawe turystyczne miejsca, gdzie warto się udać, to słynna świątynia Mormon Tabernacle Choir, liczne muzea oraz tereny sportowe i krajobrazowe.

Amerykańska paraolimpiada to pierwsze igrzyska paraolimpijskie XXI wieku. Do rywalizacji, poza stałymi bywalcami, po raz pierwszy przystąpiły takie kraje, jak: Andora, Chile, Grecja czy Chiny. Jednak podwyższone minima kwalifikacyjne spowodowały, iż pomimo udziału w igrzyskach większej liczby państw, zmniejszyła się liczba startujących w nich zawodników.

Klasyfikacja medalowa: 1. Niemcy (33), 2. USA (43), 3. Norwegia (19) … 17. Polska (3).

Turyn 2006

Turyn – stolica prowincji Piemont. Leży w północno-zachodnich Włoszech, przy ujściu rzeki Dora Riparia do Padu. Jest jednym z głównych ośrodków gospodarczych (siedziba koncernu Fiata), kulturalnych i turystycznych kraju. W 1934 r. miasto było organizatorem pierwszych w historii lekkoatletycznych mistrzostw Europy. Warto tu zwiedzić katedrę z XV w. oraz inne zabytkowe kościoły, pałace i muzea: Egipskie, Narodowe Automobilizmu i Kinematografii.

Dyscypliną debiutującą na turyńskiej paraolimpiadzie był curling na wózkach. Zastąpił on wyścigi na torze lodowym, wycofane z programu po igrzyskach w Japonii, z powodu zbyt małej liczby krajów, w których tę dyscyplinę się uprawia.

Curling rozgrywany jest na lodzie między dwiema drużynami, liczącymi po czterech zawodników. Gra polega na pchaniu ważących 20 kg granitowych kamieni po torze lodowym w taki sposób, by zatrzymały się najbliżej środka tarczy o średnicy 183 cm. Wygrywa drużyna, która więcej kamieni umieści bliżej środka tarczy. Wśród osób niepełnosprawnych curling najbardziej popularny jest w Anglii, Bułgarii, Danii, Kanadzie, Niemczech, Włoszech, Szkocji, Szwajcarii, Szwecji, USA. Polscy zawodnicy uprawiający curling nie uzyskali kwalifikacji na turyńską paraolimpiadę.

W Turynie, w narciarstwie zjazdowym i biegowym, zawodnicy wystąpili po raz pierwszy w trzech grupach (w zależności od rodzaju niepełnosprawności): grupa osób niewidomych i słabowidzących, zawodnicy z niepełnosprawnością ruchową startujący na stojąco oraz zawodnicy niepełnosprawni ruchowo startujący w pozycji siedzącej – na slegde w narciarstwie biegowym i mono-ski w narciarstwie zjazdowym.

Klasyfikacja medalowa: 1. Rosja (33), 2. Niemcy (18), 3. Ukraina (25) … 10. Polska (2).

Vancouver 2010

Vancouver – ósme co do wielkości miasto Kanady, położone w zachodniej jej części, w prowincji Kolumbia Brytyjska. Jeden z najważniejszych portów nad Oceanem Spokojnym, przy ujściu rzeki Fraser do Pacyfiku. Sąsiaduje ze stromymi stokami gór, wznoszącymi się ponad 1500 m n.p.m. Wśród 180 parków miasta, najciekawszy jest Park Stanleya – ostoja dzikiej przyrody i miejsce relaksu i rozrywki mieszkańców. Turystom poleca się do zwiedzenia także Chiński Ogród (reprezentuje styl dynastii Ming) oraz liczne galerie i obiekty sportowe.

Na jubileuszową paraolimpiadę do Vancouver przyjechało 600 sportowców z 44 państw. Walczyli o 64 komplety medali w pięciu dyscyplinach: narciarstwie biegowym, biathlonie, narciarstwie alpejskim, curlingu na wózkach i hokeju na slegdach (na sankach). Wśród nich było trzynaścioro Polaków, narciarzy biegaczy i zjazdowców. W składzie reprezentacji Polski po raz pierwszy znalazł się słabowidzący zjazdowiec, Maciej Krężel z przewodniczką Anną Ogarzyńską.

Pełne transmisje zmagań (w tym transmisje startów Polaków) można było śledzić w paraolimpijskiej telewizji internetowej, a w Telewizji Polskiej ukazały się kroniki – krótkie w TVP 1 po głównym wydaniu Wiadomości Sportowych, i nieco dłuższe w TVP Sport.

Klasyfikacja medalowa: 1. Niemcy (24), 2. Rosja (38), 3. Kanada (19) … 21. Polska (1).

 

Medale zdobyte przez polskich niepełnosprawnych sportowców w zimowych igrzyskach paraolimpijskich

 

Miejsce igrzysk        Liczba                Liczba                                          Medale

                                 krajów   uczestników                     złote srebrne brązowe           Razem

                                       Razem Polacy                                            

1976 Örnsköldsvik       16      198         7                         -                -            -                    -

1980 Geilo                    18     299         -                             -               -            -                    -

1984 Innsbruck            21      419       16                        3               2           8                 13

1988 Innsbruck            22      377       18                        1               1           6                  8

1992 Tignes-Albertville 24     365       13                         2              -            3                 5

1994 Lillehammer        31      471       15                         2             3            5                 10

1998 Nagano                31      561       26                         -               -            2                  2

2002 Salt Lake City     36       416       14                         1              -            2                  3

2006 Turyn                  38        474       10                         2              -            -                   2

2010 Vancouver          44       502       12                         -               -            1                  1

                                                                 Razem:         11       6          27               44

 

Polscy medaliści zimowych igrzysk paraolimpijskich

 

Narciarstwo alpejskie

Elżbieta Dadok (5 brązowych)

1984 Innsbruck

medal brązowy    kombinacja alpejska LW6/8

                               slalom gigant LW6/8

                               slalom LW6/8

1988 Innsbruck

medal brązowy    slalom gigant LW6/8

                               slalom LW6/8

Franciszek Tracz (2 brązowe)

1984 Innsbruck

medal brązowy    slalom LW3

1988 Innsbruck

medal brązowy    zjazd LW3

Biathlon

Bogumiła Kapłoniak (1 brązowy)

2002 Salt Lake City

medal brązowy  7,5 km techniką dowolną stojąc

Narciarstwo biegowe

Zenona Baniewicz (1 brązowy)

1994 Lillehammer

medal brązowy  10 km techniką klasyczną LW2/3/4

Barbara Chmielecka (1 złoty, 2 brązowe)

1984 Innsbruck

medal złoty         sztafeta 3x5 km LW2-9

medal brązowy  5 km LW6/8

                             10 km LW6/8

Marian Damian (1 brązowy)

1992 Tignes-Albertville

medal brązowy  sztafeta 4x5 km LW2-9

Wiesław Fiedor (1 złoty, 1 brązowy)

2002 Salt Lake City

medal złoty         10 km siedząc LW12

medal brązowy  5 km siedząc LW12

Jolanta Kochanowska (1 złoty)

1984 Innsbruck

medal złoty         sztafeta 3x5 km LW2-9

Jan Kołodziej (1 złoty, 1 srebrny, 5 brązowych)

1988 Innsbruck

medal brązowy  5 km LW3/9

                             10 km LW3/9

1992 Tignes-Albertville

medal złoty         5 km LW3, 5/7, 9

medal brązowy  20 km LW3, 5/7, 9

                             sztafeta 4x5 km LW2-9

1994 Lillehammer

medal srebrny    5 km techniką klasyczną

medal brązowy  20 km techniką klasyczną

Marcin Kos (4 złote, 2 srebrne, 1 brązowy)

1988 Innsbruck

medal złoty         15 km LW5/7

medal srebrny    5 km LW5/7

1992 Tignes-Albertville

medal złoty         20 km LW3, 5/7, 9

medal brązowy  sztafeta 4x5 km LW2-9

1994 Lillehammer

medal złoty         10 km techniką dowolną LW5/7

                             20 km techniką klasyczną LW5/7

medal srebrny    5 km techniką klasyczną LW5/7

Czesław Kwiatkowski (2 brązowe)

1984 Innsbruck

medal brązowy       5 km LW3

                                  10 km LW3

Marian Niedźwiadek (2 złote)

1984 Innsbruck

medal złoty              5 km LW3

                                  10 km LW3

Andrzej Pietrzyk (2 brązowe)

1992 Tignes-Albertville

medal brązowy       5 km LW6/8

                                  sztafeta 4x5 km LW2-9

Danuta Poznańska (2 brązowe)

1998 Nagano

medal brązowy       5 km techniką dowolną ID

                                  15 km techniką klasyczną ID

Katarzyna Rogowiec (2 złote, 1 brązowy)

2006 Turyn

medal złoty              5 km stojąc

                                  15 km stojąc

 2010 Vancouver

medal brązowy       15 km stojąc

Henryka Sadowska (1 złoty)

1984 Innsbruck

medal złoty              sztafeta 3x5 km LW2-9

Piotr Sułkowski (1 srebrny)

1994 Lillehammer

medal srebrny         20 km techniką klasyczną

Jerzy Szlęzak (4 brązowe)

1994 Lillehammer

medal brązowy      15 km

                                 5 km techniką klasyczną                

                              10 km techniką dowolną                   

                              20 km techniką klasyczną

Kazimierz Wyszowski (2 srebrne)

1984 Innsbruck

medal srebrny         5 km LW3

                               10 km LW3

Grażyna Wojtkiewicz

 

Na początek

 

psychologia i sport

 

Trening psychologiczny w szachach (I) 

Chociaż często podkreśla się duże znaczenie psychologii w szachach, to można odnieść takie wrażenie, że jest to dziedzina, o której dotychczas więcej się mówi niż z niej korzysta w sposób świadomy i systemowy. Zresztą, jest i odwrotnie – w dalszym ciągu wiele jest jeszcze niewykorzystanych możliwości badań w szachach, które mogłyby być spożytkowane w psychologii (Przewoźnik, 1984). 

Tymczasem połączenie psychologii i szachów jest ważne w praktyce każdego szachisty. Podkreślają to największe autorytety – wystarczy wspomnieć Kasparowa i Karpowa (Munzert 1988, 216-252). Nie ulega wątpliwości, że każdy do pewnego stopnia ukształtowany już szachista wypracowuje sobie swe własne metody samokontroli, reżimu turniejowego, przygotowania szczytu formy na pożądany okres czasu. Tutaj zaprezentowano jeden z możliwych modeli systematycznego podejścia do pracy nad sobą.

Program psychologicznego treningu w szachach powinien wspierać się co najmniej na pięciu filarach. Oto one:

1. Umiejętność wyznaczania sobie celów.

2. Pozytywne myślenie.

3. Radzenie sobie ze stresem.

4. Kształtowanie charakteru.

5. Pozytywny obraz siebie.

Wybór takich, a nie innych kierunków pracy opiera się na osiągnięciach współczesnej psychologii sportu, ale także psychologii kierowania samym sobą, kształtowania własnego charakteru. Z jednej strony zajęcia z założenia mogą wspomagać harmonijny i całościowy rozwój młodego człowieka, a nie tylko ograniczać się do wąskiego zastosowania w szachach, a z drugiej strony oczywiście sam program może być z powodzeniem stosowany w treningu dorosłych już szachistów.

Umiejętność wyznaczania celów

Współcześnie w psychologii przyjmuje się, że jednym z bardzo istotnych warunków osiągania sukcesów w sporcie, w biznesie, w życiu osobistym jest umiejętność właściwego wyznaczania sobie celów do osiągnięcia (po. np. Birkenbihl 1996, Covey 1996).

Aby cel był poprawnie sformułowany, powinien spełniać wiele kryteriów. Oto najważniejsze:

     - mierzalny (każdego dnia szachista może sprawdzić, czy zbliża się do osiągnięcia celu),

     - konkretny (występuje obserwowalne zachowanie),

     - pozytywnie sformułowany (nie: „Nie będę się denerwował”, ale: „Zachowam spokój”),

     - ambitny (pobudza entuzjazm i motywację),

    - realistyczny (mierz wysoko, ale realistycznie),

    - zależny bezpośrednio od osoby wyznaczającej sobie dany cel,

    - określony w czasie (kontroluj, w jaki sposób zbliżasz się do celu i wiedz, kiedy go

      osiągnąłeś!),

    - zgodny z innymi ważnymi celami i wartościami,

    - dający satysfakcję w trakcie realizacji zadania, jak i po zakończeniu.

Warto w pewnym momencie kariery, pracy nad sobą, wytyczyć najważniejsze cele, na przykład zgodnie z poniższym ich podziałem:

•    główne cele w karierze,

•    cele długoterminowe, związane z głównymi celami w karierze,

•    cele szczegółowe, wynikające z celów długoterminowych.

Przykłady:

     - Główny cel w karierze – zostać arcymistrzem.

     - Cele długoterminowe – przeanalizować i osobiście skomentować, także na podstawie literatury, 300 partii Bronsteina.

     - Cele szczegółowe – stworzyć katalog najważniejszych pozycji w partiach Bronsteina, w których łamał on podstawowe kanony strategii i taktyki szachowej.

Każdy szachista może sam lub wspólnie z trenerem ustalić bardzo rozbudowany plan realizacji konkretnych celów w bardzo szerokim zakresie. Plan może przykładowo obejmować następujące elementy:

•    debiuty,

•    grę środkową,

•    końcówki,

•    trening zmysłu taktycznego w szachach,

•    trening strategii szachowej,

•    dogłębne poznanie własnego wzorca – szachistę, na którym można się wzorować,

•    poznanie kultury szachowej,

•    planowanie startów i treningów,

•    taktykę turniejową,

•    kształtowanie odporności fizycznej i psychicznej, itd.

Ostatecznie można wykreować pewien „model mistrza”, model adekwatny do indywidualnych predyspozycji zawodnika. Efektem całościowego podejścia do realizacji celów powinno być jasne uświadomienie sobie przez sportowca, jakiego rodzaju umiejętności ma nabyć w procesie wieloletniego treningu. Warto odpowiedzieć przy tym na trzy pytania:

1. Co mam robić?

2. Jak mam to zrobić?

3. Dlaczego mam to zrobić?

Odpowiedź na pierwsze pytanie wyznaczy kierunek działania, na drugie – sposób osiągnięcia celu, a odpowiedź na trzecie pytanie uświadomi nam czynniki motywujące do działania. Zobaczmy przykład realizacji takiego modelu.

Co robić? – osiągnąć mistrzowski poziom rozgrywania debiutu 1. e4 d6 2. d4 Sf6 3. Sc3 g6 4. Ge3 i f2–f3.

- Jak to zrobić? – poprzez studiowanie partii czołowych szachistów.

- Dlaczego to robić? – aby wygrać z arcymistrzem za dwa lata.

Szczególnie należy zadbać o trzeci element triady. W kreowaniu elementu motywacyjnego młodego zawodnika bardzo istotną rolę spełnia właśnie trener. Czajkowski (1989) udziela wskazówek dla trenerów, w jaki sposób powinni wzmacniać motywację swych zawodników. Oto poniżej jego sugestie.

1. Trener musi mieć na uwadze zdrowie, sprawność, aktywność i radość z uprawiania sportu przez zawodnika.

2. Zawodnik powinien odczuć smak powodzenia, zwycięstwa.

3. Trener powinien wydobywać inicjatywę ze strony zawodnika, obudzić jego współodpowiedzialność.

4. Trener i zawodnik powinni ustalać realistyczne cele i zadania szkoleniowe.

5. Trener powinien budować poczucie własnej wartości u zawodnika.

6. Trener musi stosować różnorodne formy ćwiczeń na treningu. Bez monotonii.

7. Niech sport będzie czymś niezmiernie ważnym dla zawodnika, czemu może poświęcić maksimum uwagi.

    Powyższe uwagi mają zastosowanie także do tych szachistów, którzy pracują samodzielnie nad własnym rozwojem.

Pozytywne myślenie

Na drodze do osiągnięcia wyznaczonych celów podkreśla się w literaturze dość zgodnie moc pozytywnego myślenia. Moc, na którą zwracają uwagę zarówno psychologowie, ale którą dokumentują także badania. Stąd drugim filarem treningu psychologicznego powinno być budowanie całościowej filozofii pozytywnego, realistycznego myślenia. Wybitny badacz optymizmu, Amerykanin Martin Seligman, badał tysiące osób i doszedł do wniosku, że w wielu sytuacjach pesymiści łatwiej się poddają, częściej też popadają w depresję. To właśnie Seligman był odkrywcą tzw. „wyuczanej bezradności”. I to on odkrył wiele technik, które pozwalają przełamywać bezradność, zmieniać pesymistyczne widzenie świata na optymistyczne. Według Seligmana, jeżeli zawsze uważamy, że nasze niepowodzenia wynikają z naszej winy, to spada na nas więcej klęsk życiowych. Może to działać na zasadzie „samospełniającego się proroctwa”.

Zdaniem Seligmana, psychologia osta-
tnich dwudziestu lat w sposób wyraźny pokazuje obraz człowieka, który sam może wybierać sposób swojego myślenia. Językiem teorii decyzji powiedzielibyśmy, że człowiek jest samosterowny, tzn. sam bierze odpowiedzialność za podejmowane przez siebie działania, ale także… myśli. Jednym z adekwatnych haseł obrazujących taką postawę może być: „Nie jest ważne, co mnie spotyka, ale ważne jest, jak na to zareaguję”.

Znajomość odkryć Seligmana i innych badaczy jest ważna także dla osiągania sukcesów w szachach. Dlatego warto zapoznać się z jego teorią. Tutaj skoncentrujemy się na wybranych metodach, jakie szachiści mogą stosować w treningu psychologicznym. Jedną z nich jest zaproponowana przez Seligmana 5-etapowa metoda wyzwalania się z barier pesymistycznego myślenia. Oto co, jego zdaniem, trzeba kontrolować:

1. Uczyć się poznawać automatycznie myśli, które pojawiają się w naszej świadomości w najgorszych momentach życiowych.
Przykład: „Nigdy nie wyleczę się z kosmicznych niedoczasów”.

2. Uczyć się kontrolować te automatyczne myśli i zbierać dowody zaprzeczające tym myślom negatywnym.
Przykład: „Wtedy gdy jestem przygotowany w debiucie i plan gry jasno wynika z debiutu, nie wpadam w niedoczasy”.

3. Uczyć się tworzyć nowe wyjaśnienia, zwane reatrybucjami i stosować je w zwalczaniu myśli automatycznych.
Przykład: „Potrafię kontrolować czas w partii szachowej”.

4. Uczyć się uwalniać od przygniatających myśli.
Przykład: W każdej partii w tym roku zostawię sobie 5 minut na wykonanie ostatniego posunięcia

5. Uczyć się rozpoznawać w sobie „fałszywe założenia”.

Jednym z możliwych ćwiczeń jest poznanie własnych myśli automatycznych, fałszywych założeń, a następnie dokonanie transformacji z wykorzystaniem tzw. „słownika transformacji”.

Słowa, jakich używamy, mają wpływ na nasze myślenie, emocje, działania. Jeśli zmienimy sposób używania słów, zmienimy swoje myśli, uczucia, zmienimy swoje życie! Słowa mają wpływ na to, czego doświadczamy, jak doświadczamy. Słowa tworzą nowe wzorce w naszym systemie nerwowym. Słowa wywołują także odpowiednie stany u ludzi, z którymi przebywamy, a w naszych organizmach zmiany biochemiczne. Słowa wywołują emocje – jednych wpędzają w apatię, a innych pobudzają do działania. Oto przykłady ze słownika zamiany:

     - jestem samotny (zacieśnia perspektywę widzenia) – jestem do wzięcia;

     - to jest konflikt – to jest przyszłe porozumienie (wydłuża pozytywnie perspektywę);

     - to problem – to możliwość (poszerzenie pola widzenia);

     - przykro mi (może spowodować emocjonalne obniżenie nastroju) – proszę mi wybaczyć;

     - ten korek samochodowy jest straszny – nareszcie mogę przesłuchać nową kasetę.

W praktyce szachowej szachista powinien baczniej przysłuchiwać się swym wewnętrznym monologom, a trener powinien zwracać baczną uwagę na słownictwo swych podopiecznych, ponieważ słowa, jakich używamy, mają wpływ na nasze myślenie, emocje, działania. Jeśli zmienimy sposób używania słów, zmienimy swoje myśli, uczucia, a w konsekwencji mamy szansę zmienić swoje życie!

Model Seligmana można regularnie wprowadzać w życie za pomocą metody nazwanej tutaj D-E-S-K-A. Przedstawienie jej poprzedzę krótkim wprowadzeniem.

Drogi Czytelniku! Czy zdołałbyś, bez utraty równowagi, przejść po desce o szerokości 10 centymetrów i długości 10 metrów, położonej na podłodze? Zapewne Twoja odpowiedź brzmi: „tak!”. A czy przeszedłbyś po tej samej desce umieszczonej na wysokości 1 metra nad ziemią? Być może znów odpowiesz: „tak”. A czy przeszedłbyś po tej samej desce, gdyby była zawieszona na wysokości 30 metrów nad ziemią? Wątpię, abyś natychmiast jednoznacznie odpowiedział jak poprzednio. A przecież jest to ciągle ta sama deska! Być może nastąpiłby dłuższy namysł, być może zacząłbyś zdobywać dodatkowe informacje, pytając na przykład : „za ile?”. I to jest też słuszne podejście, jeśli podejmować ryzyko, to warto wiedzieć w imię czego. Ale słuszne też będzie stwierdzenie, że to ryzyko powstaje w Twoim umyśle. Przecież potrafisz bardzo pewnie przejść taką deskę, nieprawdaż? Jeszcze na dwóch poprzednich wysokościach nie miałeś co do tego wątpliwości. Ale teraz sam sobie budujesz psychologiczne bariery.

Zatem – do dzieła! Zastosuj model D-E-S-K-A do trudnych sytuacji życiowych!

1. Destrukcyjna sytuacja – odczuwam lęk przed partiami z bardzo silnymi zawodnikami.

2. Ewaluacja swej osoby – tworzę przekonanie na własny temat: „Nie jestem w stanie sprostać takim asom”.           

3. Skutki takiej ewaluacji – nawet nie próbuję nawiązać walki, oczekuję klęski.

4. Kwestionowanie ewaluacji – zakwestionuję przekonanie, ewaluację: „Potrafię wygrać nawet z najbardziej wymagającym przeciwnikiem”.

5. Aktywizacja – zrobię plan pokonania konkretnego przeciwnika i… wykonam to! Przygotuję się bardzo starannie. Wizualizuję sukces!

Do kogo zaczniesz się przymierzać z powyższym modelem? Przysłuchaj się swoim wewnętrznym monologom w trudnych sytuacjach! Czy odnajdujesz negatywne ewaluacje i przekonania o sobie? Zastosuj wtedy model D-E-S-K-A!

Jan Przewoźnik

 

Jan Przewoźnik – psycholog, konsultant i trener. Mistrz międzynarodowy i wielokrotny mistrz Polski w szachach. Autor kilkunastu książek o tematyce szachowej i psychologicznej, a także wielu artykułów i programów, poświęconych profesjonalnej obsłudze klienta, technikom prezentacji, sprzedaży, negocjacji i nowoczesnym metodom kształcenia dorosłych. Uczestnik licznych kursów, poświęconych między innymi sprzedaży i negocjacjom. Specjalizuje się w prowadzeniu warsztatów, m. in. z zakresu komunikacji, negocjacji, sprzedaży, zarządzania czasem, twórczego i pozytywnego myślenia. Od 1991 roku prowadzi firmę „Integracja”, zajmującą się szkoleniami oraz poradnictwem psychologicznym.

www.janprzewoznik.pl

 

Na początek

 

zapisani w pamięci

 

Zadziorny, charakterny sportowiec

Po raz ostatni spotkałem Janka Brzegowskiego dobrych parę lat temu, na mistrzostwach Polski w lekkoatletyce w Sopocie. Już nie startował. Zaproszono go na tę imprezę, wraz z kilkoma innymi weteranami sportu niepełnosprawnych, jako gościa. Zasłużeni sportowcy, którzy zdobywali medale na paraolimpiadach, mistrzostwach Europy, mieli świecić przykładem młodszym lekkoatletom.  

Wracaliśmy razem pociągiem z Sopotu do Warszawy i Janek rozgadał się. Sporo się dowiedziałem wówczas o jego rodzinie, o karierze sportowej, o ludziach, którzy mu pomagali. Trochę mi uleciały z pamięci te wspominki, ale na zawsze pozostanie jego głos i sylwetka, czyli wysoki, mocno zbudowany, żylasty facet z łobuzowatym honorem. Tak o nim mówią również najbliżsi koledzy: Heniek Groszkowski, Tadek Laufer, Jurek Jagiełło.

 Nieszczęsny granat

Janek urodził się w 1949 roku w wiosce Tomczyn koło Warki. Wychowywał się w biednej rodzinie, w trudnych warunkach. Jako dziecko pomagał rodzicom w pracy na roli, pasał krowy, rąbał drewno na opał. Może by i został na gospodarce, ale pięknego sierpniowego dnia 1961 roku zaczął rozkręcać znaleziony na polu zapalnik granatu. Dwunastoletni Janek został okaleczony. Lekarze ze szpitala wolskiego w Warszawie uratowali mu jedno oko. Nie zdołali ocalić drugiego i urwanych palców w dłoni.

Skończył podstawówkę przy ul. Górnośląskiej w stolicy i poszedł do zawodówki w Laskach. Henryk Groszkowski, który tam go spotkał, wspomina:

– Był kilka lat ode mnie starszy i przyjaźnił się wtedy z Jurkiem Jagiełłą (jest masażystą). Namiętnie graliśmy w piłkę nożną, nawet zimą na ubitym śniegu. Oczywiście ci, którzy jeszcze trochę widzieli. Jakiż ten Janek był zacięty, jak walczył o każdą piłkę, nie przejmując się moimi goleniami. Piłka była ważniejsza od moich kości. Poza tym był niepokorny wobec nauczycieli. Zadarł z wychowawcą i został usunięty ze szkoły. Potem powrócił, ale chyba tej zawodówki nie skończył.

Właśnie w Laskach zaczęła się sportowa przygoda Brzegowskiego ze sportem. Nauczyciel wf Zbigniew Linke zauważył predyspozycje Janka i zapał krzepkiego, mocno zbudowanego młodzieńca. Każdego roku 1 czerwca organizowano w laskowskim ośrodku „Dzień sportu”. Janek był najlepszy w siłowych i technicznych dyscyplinach. Aby utrzymać sprawność fizyczną, tak się zapalił, że przez pewien czas uprawiał kulturystykę.

– Dla mnie Janek był wtedy idolem lekkoatletycznym – mówi Groszkowski (maratończyk, kolarz, szachista). – Rzucał dyskiem, oszczepem, pchał kulą, skakał wzwyż, a nawet jeździł na nartach i łyżwach. Potrafił dobrze podpatrywać technikę rzutu dyskiem czy oszczepem. Przez pewien krótki czas nawet graliśmy w piłkarskiej klasie B z widzącymi chłopakami. Ja szybki w ataku, a on, masywny, twardy – w obronie. I rzadko go któryś z przeciwników przeszedł.

Jako dwudziestoparoletni chłopak, zawodnik warszawskiego „Startu”, miał doskonałych nauczycieli. W Akademii Wychowania Fizycznego zetknął się z Aleksandrem Ronikierem, profesorem tej uczelni. To on polecił go opiece sprawnych fizycznie sportowców: pięcioboiście Januszowi Peciakowi, legendzie oszczepu Januszowi Sidle, dziesięcioboiście Andrzejowi Semborowskiemu. W Wojskowej Akademii Technicznej wielką życzliwość okazywał Brzegowskiemu pułkownik Andrzej Rakowski. Usilna praca, zaangażowanie i sportowy zadzior przyniosły Jankowi stosy medali. Na igrzyskach paraolimpijskich startował trzy razy: Toronto 1976 – złoto w rzucie dyskiem; Arnhem 1980 – czwarty w dysku i kuli; Seul 1988 – srebro w oszczepie. Z mistrzostw Europy – Poznań 1977, Warna 1983, Rzym 1985, Zurych 1989 – przywoził krążki różnego koloru. Był na pudle na mistrzostwach świata w LA w Goeteborgu w 1986 roku.

Nie dał sobie w kaszę dmuchać

I znowu wspomnienie. 1987 rok – mistrzostwa Polski w LA w Lublinie. Ekipa niewidomych spożywa obiad w restauracji niedaleko stadionu „Startu”. Miejscowe łobuziaki zaczynają drakę. Wtedy podrywa się „jednooki” Janek gotowy do bójki. Wspólnymi siłami udaje się zażegnać bijatykę. Podobne sytuacje, prowokowane czy przez pijanych górali w Nowym Targu, czy „warsiawskich” cwaniaczków startujących do niewidomych sportowców, zazwyczaj uspokajał Brzegowski. Nie dał sobie wejść na głowę – mówią jego dawni koledzy.

W 1976 roku Jan wstępuje w związek małżeński z Ewą. Rodzi się dwójka dzieci: Ania i Przemek. Pracuje w Spółdzielni Ociemniałych Żołnierzy przy ulicy Siennej w Warszawie. Robota szczotkarza niezbyt pociągała Jana, ale miał z niej jakieś pieniądze na utrzymanie domu. No i łatwość otrzymywania urlopów na zgrupowania i zawody.

– Na obozy czasami jeździł z dzieciakami, starał się wciągać je do sportu. Pamiętam, jak uczył jeździć na sankach 4-letnią Anię. Spadła z sanek i tak zakopała się w głęboki śnieg, że tylko buty wystawały. Chwyciliśmy za te buciki z ojcem, wyciągnęliśmy zaśnieżone dziecko. – Nie widzie ociu, nie widzie ociu! – wrzeszczała maleńka Ania!

Wiele dni ja i Tadek Laufer spędziliśmy z Jankiem na obozach letnich i zimowych. Chodziliśmy na wycieczki, spacery, zabawy, zżyliśmy się jak w piosence „Trzej przyjaciele z boiska” – mówi Henryk Groszkowski.

W sierpniu 2009 roku trzej przyjaciele wybrali się na stukilometrową przejażdżkę rowerową w okolice Warszawy. Gdy zasiedli do posiłku w barze w Izabelinie, Janek powiedział im, że ma jakieś problemy z przegrodą nosową. – Co robić? – spytał. – Iść na operację – doradzili mu i rozstali się. W szpitalu stwierdzili raka mózgu. Nowotwór zaatakował drugie oko. Przestał widzieć. Operacja okazała się niemożliwa. A on, ten ciągle walczący sportowiec, jakby pogodził się z losem. Być może czuł, że zbliża się do kresu swej drogi. Umarł w domu na Bemowie 16 marca 2010 roku.

Na cmentarz na warszawskiej Wólce Węglowej przyszli koledzy sportowcy, rodzina, znajomi. Żegnali twardego, zadziornego faceta, który umiał jednocześnie pochylić się nad słabszymi. Podobno na dwa miesiące przed śmiercią przyznano mu stypendium sportowe.

Andrzej Szymański

 

Na początek

 

kluby

 

Częstochowska „Jutrzenka” 

Kilkanaście lat temu Ryszard Olszewik, częstochowianin, zainicjował utworzenie w mieście pod Jasną Górą klubu Stowarzyszenia „Cross”. Zebrał wokół siebie grupę zapaleńców, którzy powołali komitet założycielski, przygotowali statut nowej organizacji i dokumenty rejestracyjne. Pan Ryszard wymyślił też nazwę klubu. Drugiego czerwca 1997 roku Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących „Jutrzenka” zostało wpisane do Krajowego Rejestru Sądowego.

Pierwsze walne zebranie klubu odbyło się w dniu 5 maja 1997 r. Wybrano na nim władze klubu. W skład zarządu weszli: Janusz Wróbel (prezes), Małgorzata Pułasik (wiceprezes), Tomasz Lesik (wiceprezes) i Teresa Chmielarz (sekretarz).

Jak w każdym nowo powstającym klubie, początki nie były łatwe. Przede wszystkim brakowało własnego lokalu. Klubowiczów pod swe skrzydła przygarnął wówczas gościnnie Zarząd Okręgu Polskiego Związku Niewidomych. Zaczęły powstawać pierwsze sekcje: pływania, szachów, turystyki kwalifikowanej i jazdy konnej.

W miarę rozwijania klubowej działalności wyszły niedostatki jego statutu i należało coś z tym zrobić. Był wówczas rok 1998. Trudno było czekać jeszcze trzy lata do końca kadencji. Zwołano więc nadzwyczajny zjazd i dokonano poprawek w statucie. Wybrano także nowy zarząd. W rozszerzonym składzie znaleźli się: Janusz Wróbel (prezes), Zdzisław Mądry (wiceprezes), Ewa Biernacka (sekretarz), Barbara Jakubczyk (skarbnik), Kazimierz Dąbrowski (członek), Natalia Dudek (członek) i Franciszek Kała (członek).

Kolejne lata weryfikowały istnienie niektórych sekcji sportowych. Na przykład, powoli wykruszyli się chętni do uprawiania jeździectwa, chociaż mieli ku temu świetne warunki. Na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, na której Częstochowa leży, znajduje się bowiem 250-kilometrowy szlak konny, jeden z najatrakcyjniejszych w Polsce. Nosi nazwę „Transjurajski Szlak Konny”. Na miejsce upadających sekcji wchodziły nowe. Bliskość Jeziora Porajskiego – zaporowego zbiornika wodnego na rzece Warcie w Poraju, utworzonego w 1978 roku – zachęciła klubowiczów do zainteresowania się żeglarstwem. Powstała sekcja sportów wodnych, która na swym koncie ma trzy obozy żeglarskie zorganizowane na porajskim zalewie. Powołano też sekcję kręglarską (kręgle klasyczne, bowling) i sekcję strzelectwa sportowego.

Kręglarze mogą pochwalić się dwoma kadrowiczami. Edyta Siwek (B1) jest w tym roku w kadrze kręglarek klasycznych i bowlingowej, zaś Franciszek Kała był w ubiegłorocznej bowlingowej. Członkowie sekcji są też inicjatorami ogólnopolskich zawodów bowlingowych. Od kilku lat „Jutrzenka” jest organizatorem corocznego bowlingowego turnieju andrzejkowego „O Puchar Prezydenta Częstochowy”. Kręglarze lubią brać w nim udział, gdyż najpierw są emocje i twarda rywalizacja na torach, a potem wspólna zabawa do białego rana.

Ponieważ zimą okolice Częstochowy zachęcają do uprawiania narciarstwa biegowego, w „Jutrzence” powstała sekcja sportów zimowych. Są w niej także miłośnicy zjazdów, którzy swych sił mogą próbować na stokach w Morsku, Jaroszczowcu, Grobowcu czy Pilicy. Aby posmakować trudniejszych tras, częstochowscy miłośnicy nart co roku organizują obóz w górach. W tym roku wybrali Bukowinę Tatrzańską. Będą tam w drugiej połowie lutego.

Chociaż przez minione lata jedne sekcje w „Jutrzence” upadały, a inne powstawały, to zawsze byli chętni do uprawiania turystyki. Wszyscy klubowicze spragnieni kontaktu z naturą znajdują na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej coś dla siebie. Są tu liczne rezerwaty przyrody, na przykład w Smoleniu czy Górze Zborowej, oraz Ojcowski Park Narodowy, położony w najatrakcyjniejszej części regionu – dolinie rzeki Prądnik. Choć niewielki, zalicza się do najpiękniejszych parków narodowych w Polsce. Niemal cały obszar Jury jest objęty ochroną. Tu też znajduje się Pustynia Błędowska – jedyna pustynia w Polsce.

Wielką atrakcją Jury są również dwa szlaki turystyczne, łączące zamki rozsiane po całej okolicy – „Szlak Warowni Jurajskich” oraz „Szlak Orlich Gniazd”. Szczególną popularnością cieszy się ten drugi. Na jego trasie znajduje się zamek w Pieskowej Skale, pałace w Pilicy i Złotym Potoku oraz ruiny zamków w Ojcowie, Rabsztynie, Bydlinie, Smoleniu, Ogrodzieńcu, Morsku, Bobolicach, Mirowie, Ostrężniku i Olsztynie. Mając tak atrakcyjną okolicę w swym zasięgu, klubowi miłośnicy turystyki i nordic walking nie mają problemów z planowaniem sobotnio-niedzielnych wypadów.

Oprócz stałej pracy w sekcjach, klub organizuje kilka imprez cyklicznych. Do wspomnianych wyżej dochodzą jeszcze: coroczny Jurajski Turniej Warcabowy i letni obóz szkoleniowy dla szachistów, warcabistów, kręglarzy i strzelców, który lokowany jest zwykle w miejscowościach zachodniej części bałtyckiego wybrzeża.

Obecnie, po kilkakrotnej zmianie adresu, klubowicze „Jutrzenki” mają wreszcie wygodną wymarzoną siedzibę przy Alei Pokoju 12. Jest tu dobry dojazd komunikacją tramwajową i autobusową, stąd też blisko do stacji PKP Częstochowa Rakowiec. Członkowie klubu mają do swej dyspozycji trzy ładne pomieszczenia i aneks kuchenny. Jedno z pomieszczeń przeznaczone jest na klubowe biuro, drugie na salę do ćwiczeń (wyposażono ją w sprzęt rehabilitacyjny), trzecie to duża sala klubowa. Tu odbywają się stałe zajęcia i spotkania towarzyskie. W poniedziałki swoje szkolenie mają strzelcy, we wtorki i piątki – szachiści i warcabiści, zaś środa to główny dzień spotkań. Spotykają się wówczas członkowie i zarząd. Bywa też, że klubowicze obchodzą tu swe imieniny i okrągłe rocznice. Chętnych do spotkań jest wielu. Lubią pośpiewać i pożartować. Gwarno jest od 16-tej do późnych godzin wieczornych.

Pracami klubu kieruje obecnie zarząd w składzie: Janusz Wróbel (prezes), Zdzisław Mądry (wiceprezes), Jolanta Maźniak (sekretarz) oraz członkowie – Jan Nafalski, Natalia Dudek, Franciszek Kała i Jerzy Więckowski.

Od chwili powstania klub prowadzi swoją kronikę. Są tam odnotowane wszystkie ważne wydarzenia z jego dziejów.

Grażyna Wojtkiewicz

 

Na początek

 

turystyka

 

Różnorodność Stambułu 

W minionych kilkunastu latach szachiści niewidomi i słabowidzący trzykrotnie brali udział w imprezach szachowych odbywających się w tureckim Stambule. Tak się złożyło, że nad Bosforem, w jednym z największych miast świata, za każdym razem poznawali kolejną z trzech jego części, o odmiennej twarzy i innym kolorycie.

W 2000 r. olimpiadę szachową FIDE ulokowano w nowej, europejskiej części metropolii. Dwa lata później szachiści zawitali do dzielnicy na azjatyckim brzegu Bosforu. Odbyły się tam indywidualne mistrzostwa świata niewidomych. Na przełomie sierpnia i września minionego roku uczestnicy kolejnej olimpiady FIDE mogli podziwiać uroki starej, europejskiej części Stambułu.

Stambuł leży po obu stronach cieśniny Bosfor, rozdzielającej dwa kontynenty. Zachodnia część miasta znajduje się w Europie, wschodnia – w Azji. To decyduje o jego różnorodności i kontrastach. Azja i Europa egzystują tu blisko siebie – islamska tradycja miesza się z europejską nowoczesnością. Starego sprzedawcę herbaty, w tunice i z turbanem na głowie, mija na ulicy młody biznesmen w garniturze i z telefonem przy uchu. Taki jest właśnie Stambuł. Mosiężne czajniczki z gorącym naparem, zwisające z ramion sprzedawcy, są równie oczywiste jak telefon komórkowy. Uderzająca mieszanka kultur widoczna jest wszędzie. Nawet w najbardziej zachodnio wyglądającej części miasta usłyszymy wezwanie przywołujące muzułmanów na modlitwę, czy też dostrzeżemy wszechobecne Oko Proroka. Stambuł to także istny tygiel narodów. Spotkamy tu ludzi niemal ze wszystkich stron świata.

Wiele epok historycznych kształtowało to miasto. Każda z nich nadała mu też inną nazwę. Dla starożytnych Greków i Rzymian było to Bizancjum, dla grekokatolików – Konstantynopol, a dla Turków – Stambuł.

Trzy dzielnice – trzy oblicza

Stary i nowy Stambuł, tworzące europejską część metropolii, rozdziela zatoka Złoty Róg, spina je zaś, zbudowany w 1836 roku, most Galata. Europejski i azjatycki brzeg Bosforu, na którym leży azjatycka dzielnica miasta, łączą dwa mosty – most Bosforski, o długości 1074 m, oraz most Mehmeda Zdobywcy (1090 m).

Półwysep leżący na południe od Złotego Rogu to stara dzielnica miasta – Stary Stambuł. Jego obszar odpowiada położeniu XV-wiecznego Konstantynopola. Znajduje się tu większość z najcenniejszych zabytków Stambułu, pochodzących z różnych epok.

Pozostałością Imperium Osmańskiego są okazałe pałace sułtanów, meczety, Wielki Bazar i łaźnie tureckie.

Na krańcu półwyspu – pomiędzy Złotym Rogiem, cieśniną Bosfor i morzem Marmara – wznosi się Pałac Topkapi, najwspanialsza budowla Stambułu. Kompleks pałacowy, otoczony murami z 28 wieżami, zajmuje powierzchnię około 70 ha. Zamieszkiwany był niegdyś przez 5 tys. osób. Przez ponad 380 lat był miastem w mieście i rezydencją sułtanów. Jego budowę rozpoczęto w 1455 roku, za panowania sułtana Mehmeda II, a ukończono w roku 1465.

Jednym z najpiękniejszych miejsc w Stambule jest usytuowany przy wschodnim wierzchołku półwyspu rozległy plac Sultanahmet. W jego centrum znajduje się XVIII-wieczna fontanna sułtana Ahmeda III, bogato zdobiona roślinnymi ornamentami.

Nad północną częścią placu wznosi się monumentalna bazylika Hagia Sofia (bazylika Mądrości Bożej). Bez jej zwiedzenia nikt nie wyobraża sobie pobytu w Stambule. Hagia Sofia była niekwestionowanym symbolem cesarstwa bizantyjskiego – katedrą patriarszą, miejscem koronacji cesarzy. Po upadku Konstantynopola, w roku 1453, zamieniono ją na meczet, który w maju 1934 roku stał się muzeum.

Naprzeciw bazyliki Hagia Sofia wznosi się wybudowany w XVII w. Błękitny Meczet (Sultanahamet Camii) – największy i najbardziej wystawny meczet miasta. Jego nazwa pochodzi od zdobiących go niebieskich kafli. Świątynia posiada sześć wysmukłych minaretów i niezliczoną liczbę kopuł i półkopuł. Miała przyćmić doskonałością formy stojącą nieopodal bazylikę i stać się najważniejszym meczetem imperium osmańskiego.

Do znaków firmowych Stambułu należą z pewnością bazary. Największy z nich – kryty Wielki Bazar – znajduje się w starej, europejskiej części miasta. Zajmuje powierzchnię 3 hektarów. Na 80 uliczkach znajduje się około 3500 sklepików. Rzesze turystów przyciąga też bazar z przyprawami – Bazar Egipski, zbudowany w 1660 r. – znajdujący się przy wjeździe na most Galata. Nazwę tę nadano mu w czasach imperium. Handlowano tu wówczas przyprawami z Egiptu.

W zaniedbanych domach, położonych wzdłuż wąskich uliczek na północny-zachód od Starego Miasta, mieszkali niegdyś Żydzi i Grecy, później zaś anatolijscy chłopi.

Zupełnie inny koloryt ma nowoczesna dzielnica Stambułu, leżąca po drugiej stronie Złotego Rogu. Tworzą ją budynki o eleganckich neoklasycystycznych fasadach, XIX-wieczne konsulaty i banki oraz stalowo-szklane nowoczesne biurowce. Trudno oprzeć się wrażeniu, że tutejsze butiki, galerie sztuki i kawiarnie mogłyby znajdować się w dowolnym, europejskim wielkim mieście. Namacalnym dowodem nowoczesności jest plac Taksim. Wokół stojących tutaj hoteli i modnych biurowców ze świstem przejeżdżają samochody najlepszych zachodnich marek. W tej dzielnicy znajduje się także większość instytucji handlowych.

Przedmieścia na azjatyckim brzegu Bosforu mają charakter dzielnicy mieszkaniowej. Łączą w sobie koloryt dzielnic robotniczych i skupisk islamskich fundamentalistów. Wydaje się, że tutaj za każdym rogiem znajduje się meczet.

Na azjatycką stronę Bosforu turyści nie zapuszczają się zbyt często. Tu zjawiają się ci, których zmęczył hałas europejskiej części Stambułu. Wśród krętych uliczek, wijących się między starymi drewnianymi domami, znajdują wymarzoną ciszę.

(RB)

 

Na początek

 

zdrowie

 

Filcowe botki babuni 

Ulegając modzie, tracimy często zdrowy rozsądek. W końcu ubiegłego i na początku obecnego wieku najbardziej „trendy” było obuwie z wąskimi czubami (szpic lub krokodyli pysk), ściskające niemiłosiernie zewnętrzne palce stopy. W takich butach chodziły na co dzień i od święta nie tylko elegantki, ale także zakładali je biznesmeni.  

Teraz co trzeci pacjent zgłaszający się do ortopedy skarży się na wykoślawiony paluch, w języku medycznym: hallux valgus. Bizneswoman i urzędniczka, które przez cały dzień ściskają stopę modnie zakończonym czubem, cierpią też z powodu wrastających paznokci.

Halluksy powstają w wyniku przesilenia przedniej części stopy. – Gdy cały ciężar ciała spoczywa na palcach dodatkowo ściśniętych – tłumaczą ortopedzi – najbardziej obciążany jest paluch i łuk poprzeczny stopy. To prowadzi do deformacji palców i poprzecznego płaskostopia. Mięśnie ulegają osłabieniu, a stawy – zwyrodnieniu. Sygnałem zniszczeń zachodzących wewnątrz stopy jest zaczerwieniona wystająca kość. Na początku bezbolesna, stopniowo zaczyna dawać się we znaki już po paru godzinach chodzenia. Potem „dopieka nam do żywego” nawet przy niewielkim otarciu.

Pokutuje u nas przesąd, że w pewnym wieku paluch musi się wykoślawić. Dlatego, zamiast zgłosić się do lekarza, próbujemy radzić sobie z tym sami. Zmiana obuwia na sportowe przez jakiś czas przynosi ulgę. Kiedy i ono nie pomaga, kupujemy coraz to szersze buty, marząc, by miały u góry otwór, dzięki któremu przylegający do palucha i brutalnie spychany przez niego w lewo palec miałby więcej luzu. W lecie, nosząc odkryte sandały, jakoś sobie z tym radzimy, ale w pozostałych porach roku najchętniej wskoczylibyśmy w filcowe botki babuni.

Gdy wreszcie pójdziemy do ortopedy, ten na podstawie zdjęcia rentgenowskiego i pomiaru kąta odchylenia kości decyduje o leczeniu: zachowawczym lub operacyjnym. W moim przypadku na to pierwsze było już za późno. Operacji nie należy się bać (mówię to z własnego doświadczenia). Wykonywana zazwyczaj ze znieczuleniem miejscowym, trwa około 40 minut. Chirurg wycina kaletkę, a w przypadkach bardziej zaawansowanych przecina także kość śródstopia, tworząc klin, dzięki któremu staje się ona luźna i zrasta w sposób odciążający staw. Po sześciu tygodniach w gipsie pacjent odzyskuje sprawność. Popularne jest też leczenie bezgipsowe, polegające na zespalaniu kości śrubami.

Ale nie zawsze operacja halluksa kończy się pomyślnie. Warto zatem, jeśli nasza koślawa stopa jeszcze nas nie boli, zastosować leczenie zachowawcze. Służą temu plastry, osłonki żelowe, separatory i kliny międzypalcowe, które zmniejszają ucisk. Także wkładki i półwkładki. W początkach choroby i przy rehabilitacji lekarze zalecają tzw. hallufix, czyli dynamiczną szynę, ograniczającą płaskostopie poprzeczne. Szyny i protezy hamują rozwój halluksów, niwelując także ból. Stosowane w trakcie snu i odpoczynku popularne aparaty korekcyjne „Marcin”, podobnie jak wymienione wyżej osłonki i separatory, można kupić w aptekach lub sklepach ze sprzętem medyczno-rehabilitacyjnym.

Halluksom sprzyja nie tylko niewłaściwe obuwie, co potwierdza statystyka. Ma z nimi problem co druga kobieta (wiadomo, głównie panie hołdują modzie, choćby absurdalnej). Ale nie brak także koślawych paluchów u mężczyzn. W ich przypadku, oprócz noszenia niewłaściwego obuwia, mówi się także o uwarunkowaniach genetycznych. U przedstawicieli obu płci winowajcą może być nie rozpoznane i nie leczone w porę płaskostopie. Ortopedzi zwracają uwagę, że coraz częściej koślawy paluch pojawia się u kilku- lub kilkunastoletnich dzieci. Przed laty zapobiegać miały temu buty-juniorki z podciętymi obcasami, obowiązujące jako szkolne obuwie. Obecnie wyszły z mody, a dzieci, zwłaszcza niekontrolowane przez rodziców, nie chcą nosić „obciachowych” wkładek korygujących płaskostopie, zalecanych przez lekarzy.

Drugie tyleż popularne co bolesne schorzenie stóp to ostrogi piętowe. Dotyka ono 50- i 60-latków, i nie ma tak ścisłego związku z niewłaściwym obuwiem jak halluksy. Ostroga, czyli dziobata narośl kostna w okolicy pięty, powstaje w wyniku zmian w budowie anatomicznej, związanych z wiekiem, nadwagą lub intensywnym uprawianiem sportu. Szczególnie są na nią narażeni piłkarze i lekkoatleci. Leczenie tej przypadłości jest trudne – chodzi raczej o zmniejszenie objawów. Służy temu fizjoterapia, polegająca na rozbijaniu narośli wiązką ultradźwięków. Stosuje się leki przeciwbólowe, a kiedy te nie pomagają – zastrzyki sterydowe. Gdy każdy krok sprawia cierpienie, a pięta boli nawet w nocy – konieczna jest operacja. Jest skomplikowana i nie zawsze kończy się sukcesem. Samą ostrogę usuwa się rzadko, bo wycięcie kawałka pięty niewiele daje.

Skuteczna recepta na halluksy i ostrogi jest jedna: należy na co dzień chodzić w odpowiednim obuwiu, zostawiając szpilki i „krokodyle czuby” jedynie na wyjątkowe okazje. W pracy najlepiej służą naszym stopom buty projektowane we współpracy z lekarzami. Oni sami dają dobry przykład, używając profilowanych chodaków, a ostatnio ich plastikowych odpowiedników z ortopedyczną wkładką. W innych butach nie mogliby wytrzymać w czasie długich operacji. Podobne obuwie zalecają ortopedzi sprzedawcom i osobom wykonującym pracę na stojąco. Ta zasada, niestety, nie jest przestrzegana we wszystkich placówkach handlowych i usługowych. Kto wie, może gdyby ogłosić ją praktycznym kanonem mody, stałaby się wtedy obowiązkowa? Wówczas filcowe botki babuni przestaną być marzeniem tych z nas, którzy na własne życzenie zniszczyli sobie stopy.

(BWO)

 

Na początek

 

ruszajmy się

 

Zimowa aktywność

Istnieje wiele sportów, które można uprawiać zimą na świeżym powietrzu. Aby zdecydować, które z nich będą najlepsze dla każdego z nas, trzeba je poznać. Nie wszystkie są jednak od razu w naszym zasięgu.  

Przedstawię te, na które w formie rekreacyjnej warto się zdecydować, bo wymagają tylko decyzji dotyczącej wyjścia z domu na świeże powietrze.

Najprostszą formą aktywności, dostępną od zaraz, jest marsz. Szczególnie zimą, kiedy temperatura spada poniżej zera, maszeruje się przyjemnie, dodatkowo wzmacniając i hartując organizm. Gdy spacerujemy przez miasto czy las, kiedy spadnie śnieg – jest pięknie i przyjemnie. Codzienne spacery, chociaż półgodzinne, to powinien być nasz nawyk. Niewiele kosztują, a mają ogromne znaczenie dla naszego zdrowia i samopoczucia. Ponadto, maszerując na świeżym powietrzu, nie musimy rezygnować z przyjemności dostępnych w domu: ze słuchania muzyki, audycji radiowych lub książek, a nawet z nauki języków obcych. Tym, którzy lubią pogaduszki przy kawie, radzę zamienić ciasteczka i napoje na spacer w żywym tempie; zaręczam, że rozmowa i zwierzenia będą głębsze i szczersze. Dynamiczny chód powinien rozgrzać największych zmarzluchów, ale jeżeli ktoś mimo tego boi się mrozu, to dobrym pomysłem będzie zabranie ze sobą kijków do nordic-walking. Z nimi pracować będzie całe ciało. A jak zdecydujemy się na kijki, to już jesteśmy bardzo blisko narciarstwa.

Narciarstwo można uprawiać niemal w każdym terenie, o ile spadnie wystarczająca ilość śniegu. Wiele odmian tego sportu i dostępność różnego rodzaju specjalistycznego sprzętu sprawia, że wiele osób, które nigdy narciarstwa nie uprawiały, nie wie, od czego zacząć. Najczęściej uznając, że sobie nie poradzą, rezygnują z desek. Aby uniknąć tego błędu, przybliżę rekreacyjne odmiany tego sportu oraz warunki, jakie trzeba spełnić, by rozpocząć niezwykłą przygodę z dwiema deskami na nogach.

Po sukcesach Justyny Kowalczyk i szumu medialnego wokół „biegówek”, ludzie zaczęli odróżniać tę formę aktywności narciarskiej od popularnych „zjazdówek”. Spróbuję porównać obie formy narciarstwa, jako że uprawiane są na szeroką skalę przez amatorów. Po pierwsze - trzeba zwrócić uwagę na ich walory zdrowotne. Nie bez powodu narciarstwo biegowe, obok pływania, zostało uznane za sport o największym pozytywnym wpływie na nasz organizm. Pracują mięśnie całego ciała, a wysiłek ma charakter ciągły, wytrzymałościowy, co znacznie poprawia wydolność fizyczną, układ oddechowy i sercowo-naczyniowy. Od innych sportów wytrzymałościowych odróżnia je to, że na nartach się ślizgamy, sprawiając, że dodatkowo nie obciążamy stawów i kręgosłupa. Oba sporty uprawiane są na świeżym powietrzu, przy niskich temperaturach, a to ma znaczenie dla zdrowia. Na biegówkach w terenie większość czasu pozostajemy w ciągłym umiarkowanym ruchu, a więc cały czas jesteśmy rozgrzani i nie „stygniemy”. Na zjazdówkach w różnych proporcjach czasowych mamy fazy bierności i aktywności. Zjeżdżając, pracują mięśnie, ciało się rozgrzewa. Natomiast czekając w kolejach do wyciągu lub wjeżdżając na górę na krzesełku ciało się wychładza. Najczęściej dobra odzież pozwala zwiększyć komfort termiczny w fazach bierności i dobrze odprowadza wilgoć na zewnątrz w momentach zgrzania się i pocenia. Ale nawet dobre ubranie nie zmieni faktu, że na zjazdówkach łatwiej się wychłodzić. Hartowanie jest bardzo ważne, nie może jednak doprowadzić do przeziębienia i choroby. Zdecydowanie też łatwiej wybrać się na biegówki. Można uprawiać je w każdym terenie, na nizinach i miejskich parkach, polach i łąkach. Jedyny warunek to odpowiednio gruba warstwa śniegu. Oczywiście większą „frajdą” i bardziej komfortowe jest bieganie w pagórkowatym terenie i na przygotowanych trasach. Najbardziej znane są w Szklarskiej Porębie i Zakopanem, najlepiej przygotowane i długo dostępne, choć nie do pogardzenia są i te, dostępne w miastach. Zjazdówki z kolei zawsze potrzebują specjalnej infrastruktury. W różnych częściach Polski coraz więcej jest przygotowanych stoków, ale najczęściej, by pojeździć na zjazdówkach, ludzie wybierają wysokie góry.

 Kolejna rzecz, która różni obie formy narciarskie, to przygotowanie sprawnościowe. Na biegówki można wybrać się od zaraz, niezależnie od poziomu sprawności, wieku. Dobra równowaga i sprawność pomogą szybko opanować technikę w obu sportach, ale przy biegówkach nie jest to warunek konieczny. Ryzyko odniesienia kontuzji na biegówkach jest stosunkowo mniejsze niż na zjazdówkach i dotyczy głównie osób, które nie mają odpowiedniego przygotowania sprawnościowego i technicznego. Zawsze polecam naukę narciarstwa rozpocząć od biegówek, na których można poprawić sprawność ogólną, równowagę i poznać podstawowe techniki. Nie spotkałem się z przypadkiem, aby osoba dobrze jeżdżąca na biegówkach nie poradziła sobie na zjazdówkach, natomiast odwrotnie bywa różnie.

Wybierając rodzaj narciarstwa, trzeba również zapoznać się z kosztami. W obu przypadkach należy zakupić (lub wypożyczyć) narty z wiązaniami, buty i kijki. Nieco taniej można kupić biegówki używane. Nowy, dobrej jakości sprzęt dla początkującego amatora można znaleźć w przystępnych cenach – 800-1000 zł. Na komplet zjazdówek wydamy trochę więcej, bo dodatkowo niezbędny będzie kask i gogle. Dobrze byłoby również zakupić narciarską odzież, w szczególności kurtkę, spodnie i rękawiczki. Do narciarstwa biegowego również istnieje specjalistyczna odzież, ale na początku nie jest niezbędna. Sprzęt to tylko jednorazowy wydatek, najwięcej kosztów związanych z narciarstwem zjazdowym pochłaniają karnety (nawet do około 100 zł dziennie). Kosztuje również dojazd i ewentualne noclegi. Ale przecież miło jest wybrać się w góry, również tym, którzy biegają na nartach. Nie wliczając kosztów związanych z pobytem w górach, można stanowczo stwierdzić, że narciarstwo zjazdowe jest drogim sportem. Ma jednak swoje dodatkowe zalety. Niektórzy cenią sobie wygodę wjazdu na górę i czerpią przyjemność tylko ze zjazdu w dół. Żeby zjechać z górki, to najpierw trzeba na nią podbiec, tak czynią biegacze. Ale nie wszystkim „leniuchom” to odpowiada. Moim zdaniem największym atutem zjazdówek jest to, że trasy najczęściej znajdują się wysoko w górach, co pozwala cieszyć się wspaniałymi widokami i wysokogórskim klimatem. Mam jednak nadzieję, że ci, którzy marzą o zjazdach w wysokich górach, przygotują się do tego dobrze i przynajmniej zaczną narciarską przygodę od bardziej dostępnych, mniej ryzykownych, a równie zdrowych i urokliwych biegówek.

A co zrobić, gdy zima nie rozpieszcza i nie ma śniegu? Polecam wybrać się na lodowisko lub, o ile lód jest mocny, na zamarznięty staw. To świetna zabawa, szczególnie dla całej rodziny, gdyż na łyżwach uwielbiają szaleć dzieciaki. Początkujący muszą jednak uważać. Lód bywa bardzo twardy i upadki, szczególnie dla osób starszych, mogą być ryzykowne.

Zimową aktywność na powietrzu szczególnie polecam osobom niewidomym. Znam wiele takich, które świetnie jeżdżą na nartach, łyżwach, uwielbiają śnieg i w mroźne dni aktywnie spędzają czas poza domem. Wysiłek osób z dysfunkcją wzroku w opanowanie zimowych sportów często bywa większy niż innych ludzi, ale radość, jaką dają zimowe sporty, rekompensuje wszystko. Pamiętajcie tylko, że najważniejsze jest bezpieczeństwo. Dlatego niewidomi, którzy uprawiają sporty zimowe, powinni zakładać specjalne odblaskowe kamizelki. Na nartach stosuje się takie z napisem „niewidomy narciarz”. Na lodowisku również bywa wiele osób i warto się czymś wyróżnić. To bardzo ważne! Działa podobnie jak biała laska. Zwiększa bezpieczeństwo nie tylko osoby niewidomej, ale i innych osób korzystających z białego szaleństwa. Bliski kontakt z przewodnikiem znacznie ułatwi zadanie. Kontakt ten powinien być nie tylko głosowy, ale w trudnych momentach również dotykowy. Złapanie za rękę lub kijek pomoże jechać w odpowiednim kierunku. To żaden wstyd, robią tak nawet najlepsi zawodnicy startujący na paraolimpiadzie.

Mam nadzieję, że wszyscy pokochają zimę i że powodem tej miłości będą nie tylko Święta Bożego Narodzenia, Sylwester czy karnawał, ale właśnie aktywność fizyczna, odpowiednia dla każdego z nas, podejmowana na świeżym powietrzu.

Krzysztof Koc

 

Na początek

 

Gramy w szachy

 

Lekka figura za trzy pionki 

W powszechnie stosowanej skali wartości bierek lekka figura (skoczek lub goniec) uznawana jest za równowartość trzech pionków. Uważa się przy tym, że w grze środkowej przeważnie cenniejsza jest lekka figura, natomiast w końcówce lepiej mieć piechotę. W szachach wszystko jednak zależy od konkretnej pozycji i zasady te nie zawsze się sprawdzają. Przykładowo, w grze środkowej przeważnie korzystne jest oddanie gońca lub skoczka za trzy pionki, jeśli daje to możliwość ataku na króla:

Obrona sycylijska

I. Solomunovic – P. Enders Baden-Baden 1993

1.e4 c5 2.Sf3 d6 3.d4 cd4 4.S:d4 Sf6 5.Sc3 a6 6.Gc4 e6 7.Gb3 b5 8.0–0 Sbd7 9.Gg5 Gb7 10.We1 h6 11.Gh4 Ge7? Pozwala białym uzyskać silną inicjatywę. Po 11...Sc5 Fischer wymyślił zaskakujący ruch 12.Gd5! i wątpliwe jest 12...ed5?! bo 13.ed5+ Kd7 (13...Ge7 14.Sf5) 14.b4! Sa4 15.S:a4 ba4 16.c4 z rozstrzygającym atakiem, choć za figurę są tylko dwa pionki. Większe szanse na nawiązanie walki daje czarnym 11...g5 12.Gg3 Se5. 12.G:e6! fe6 13.S:e6 Hb6 14.S:g7+ Kf7 15.Sf5. Gdyby czarny król był w bezpiecznym miejscu, pozycja byłaby trudna do oceny. Monarcha został jednak na stałe w centrum i to przesądza ocenę na korzyść białych 15…Wag8 16.Sd5 G:d5 Jeśli 16...S:d5 17.ed5 G:h4, to 18.Hh5+ 17.ed5 Se5 Trochę lepsze było 17...Gf8, ale i wówczas po 18.We6 Wg6 19.He2 atak białych rozstrzygał 18.S:e7 K:e7 19.Hf3! Wg6 20.Hf5! Whg8 21.He6+ Kd8 22.W:e5 Kc7 Po 22...W:g2+ 23.Kh1 Kc7 24.Wf5 czarne ponosiły dalsze straty 23.We2 (Lepsze 23.We3) i białe uzyskały wystarczającą do wygranej przewagę materialną, choć partia po niedoczasowych perypetiach zakończyła się nieoczekiwanie zwycięstwem czarnych. Ale to już nie należy do tematu.

Obrona sycylijska

D. Kokariew – E. Najer Ułan Ude 2009

1.e4 c5 2.Sf3 d6 3.d4 cd4 4.S:d4 Sf6 5.Sc3 a6 6.Gg5 e6 7.f4 Sbd7 8.Hf3 Hc7 9.0–0–0 b5 10.Gd3 Gb7 11.Whe1 Hb6!? Wstęp do jednego z najostrzejszych wariantów w obronie sycylijskiej. Spokojniejsze jest 11...0–0–0 12.Sd5!? H:d4 Alternatywą jest tu 12...ed5. Jeden z głównych wariantów ma taki oto oryginalny przebieg: 13.Sc6! de4! 14.G:e4 Sc5 15.G:f6 gf6 16.Hh3 Se6 17.Gg6! Kd7 18.G:f7 K:c6 19.W:e6 Hd8 z bardzo skomplikowaną pozycją 13.G:f6 gf6 14.G:b5 Hc5 15.S:f6+ Kd8 16.S:d7 H:b5 17.S:f8 W:f8 18.Ha3 Ke8 19.H:d6. Ważna pozycja dla oceny całego wariantu. Białe mają trzy pionki za figurę. Czarny król jest tu trochę bezpieczniejszy niż w poprzedniej partii, ale są za to kłopoty z wprowadzeniem do gry wieży f8 19...Wc8 Zasługiwało na uwagę 19...Hc6 20.Hd2 Hc7, przygotowując 21...Wd8. Końcówka nie jest jasna – białe pionki nie stanowią jeszcze zagrożenia 20.We3! Wieża po trzeciej linii może skutecznie operować na obu skrzydłach 20…Hc6 21.Hd2 Hc7?! Należało spróbować połączyć wieże 21...Ke7!? 22.Hb4+ Kf6!? 23.c3 (23.Hd4+ Ke7=) 23…Wfe8 24.Wd6 Hc5 22.Wc3 He7 23.W:c8+ G:c8 24.Hc3 Hb7 25.Wd4 Gd7 26.b3 Czarna wieża jest poza grą i białe spokojnie wzmacniają pozycję 26...f6 27.a4 Kf7 28.Hd3 Ke7 29.e5 f5?! Am. Nunn zalecał tu 29...fe5 30.H:h7+ Wf7 31.Hh4+ Ke8 32.Hh8+ Ke7 33.H:e5 H:g2 z większymi niż w partii szansami na obronę 30.g4! Ke8 Lub 30...fg4 31.H:h7+ Wf7 32.Hh4+ Kf8 33.Kb2 i białe powinny wygrać 31.g5! Słuszna decyzja. Po zamknięciu pozycji na tym skrzydle czarne pozbawione zostaną kontrgry, zarówno w grze środkowej, jak i w końcówce 31...Wf7 32.Wd6 Hb4 33.Hd2 Białe nie boją się końcówki, ale zasługiwało też na uwagę 33.He3 33...H:d2+ 34.K:d2 Gc8 35.h4 h5 36.b4 Wyższość pionków nad gońcem nie budzi tu wątpliwości 36...Wb7 37.c3 Ke7 38.W:a6 Wd7+ 39.Wd6 W:d6+ 40.ed6+ K:d6 41.b5 e5 42.fe5+ K:e5 43.a5 Kd6 44.a6 Kc7 45.Ke3 Gd7 46.c4 Kb6 47.g6 Ge6 48.c5+ K:b5 49.a7 i czarne poddały się.

W poniższej partii problemy z królem miała strona „pionkowa”:

Obrona francuska

N. Short – J. Timman Amsterdam 1994

1.e4 e6 2.d4 d5 3.Sc3 Sf6 4.e5 Sfd7 5.f4 c5 6.Sf3 Sc6 7.Ge3 Hb6 8.Sa4 Ha5+ 9.c3 cd4?! Ten wariant nie cieszy się dobrą opinią w teorii. Lepsze 9...c4 10.b4 Hc7 10.b4 S:b4 11.cb4 G:b4+ 12.Gd2 G:d2+ 13.S:d2. Za skoczka czarne mają trzy pionki, ale są one słabe. Najwięcej problemów jest z obroną pionka d4 13...g5!? Po 13...b6 14.Gd3 Ga6 15.Sb2 białe stabilizują pozycję i po roszadzie rozpoczynają atak na punkt d4 14.Wb1!? gf4 Czarne zabrały czwartego pionka, ale kosztem pozycji króla 15.Gb5 Wb8 Lub 15...Kf8 16.0–0 S:e5 17.W:f4 i król ma kłopoty 16.Sc5 Hc3 17.Sd3 a6 18.Wc1 Ha3 19.Hb3! Ha5 Po 19...H:b3 20.G:d7+ G:d7 21.ab3! czarne mogły przejść do końcówki, ale szybko ginęły wówczas pionki d4 i f4 20.G:d7+ G:d7 21.S:f4 Wg8 Czarne mają już duże problemy z ochroną króla. Am. Short podaje taki możliwy forsowny wariant 21...Ke7 22.0–0! H:d2 23.Ha3+ Kd8 (23...Ke8 24.Hd6 Wd8 25.Sh5) 24.S:e6+! fe6 (24...G:e6 25.Hd6+) 25.Wf8+ W:f8 26.H:f8+ Ge8 27.Hf6+ Kd7 28.Hg7+ Kd8 29.Hc7x 22.Hd3 Wg5 23.0–0 Król jest bezpieczny, do ataku włącza się wieża 23...Wf5 24.Sb3 Hb6 25.Wf2 Grozi 26.S:d5 25...Gb5 26.Hg3 Wd8 27.Sh5 W:f2 28.H:f2 Gc4 29.Sf6+ Kf8 30.S:d4 G:a2 31.Sd7+! i czarne poddały się: 31...W:d7 32.Wc8+ Wd8 33.W:d8+ H:d8 34.S:e6+

Wymiana figury za trzy pionki jest bardzo korzystna, jeśli w jej wyniku można otrzymać lawinę pionkową w centrum:

Obrona holenderska

M. Euwe – A. Alechin Mecz o mistrzostwo świata 1935

1.d4 e6 2.c4 f5 3.g3 Gb4+ 4.Gd2 Ge7 Wydaje się, że czarne straciły tempo, ale goniec na d2 nie stoi dobrze – odbiera pole skoczkowi i przesłania linię „d”, utrudniając w niektórych wariantach obronę pionka d4 5.Gg2 Sf6 6.Sc3 0–0 7.Sf3 Se4 (7...d5!?) 8.0–0 b6 9.Hc2 Gb7 10.Se5 S:c3 11.G:c3 Wariant 11.G:b7?! S:e2+ 12.Kg2 S:d4 13.Hd3 Sbc6 mógł zadowolić tylko czarne 11...G:g2 12.K:g2 Hc8 13.d5! d6 14.Sd3 e5 15.Kh1 c6 16.Hb3 Kh8 17.f4 e4 18.Sb4 c5 19.Sc2 Sd7 20.Se3 Gf6? Tę wymianę należało przygotować, np. 20...He8 21.Wg1 i dopiero teraz 21...Gf6 uniemożliwiając białym operację, która miała miejsce w partii 21.S:f5! G:c3 22.S:d6 Hb8 23.S:e4 Gf6 24.Sd2. Sytuacja czarnych stała się krytyczna. Grozi marsz piechoty, która zmiecie wszystko z drogi 24...g5!? Słuszna decyzja – w złych pozycjach trzeba komplikować grę 25.e4 gf4 26.gf4 Gd4 27.e5 He8 28.e6 Wg8 29.Sf3?! Niedobre było 29.ed7? He2. Komentatorzy zalecali białym profilaktyczne 29.Hh3 i dopiero potem 30.Sf3 29...Hg6 30.Wg1 Ciekawy był wariant 30.Sg5 Se5!? 31.d6 Hf5 32.Hh3 H:h3 (32...W:g5 33.H:f5 W:f5 34.fe5 W:e5 35.e7 Kg7 36.Wae1 prowadzi do wygranej dla białych pozycji) 33.S:h3 S:c4 34.d7 Se3 i jeszcze nie jest wszystko jasne 30...G:g1 31.W:g1 Hf6? Przegrywający błąd. Po 31...Hf5! czarne zachowywały szanse na remis: 32.Sg5 W:g5 33.fg5 (33.W:g5 H:f4) 33...He4+ z wiecznym szachem lub 32.ed7 W:g1+ 33.K:g1 H:d7 32.Sg5 (32.ed7!?) 32...Wg7 Teraz po 32...W:g5 33.fg5 Hd4 rozstrzygało 34.Hc3 z przejściem do wygranej końcówki, ale zasługiwało na uwagę 32...Wg6 33.ed7 W:d7 34.He3 We7 Jeśli 34...H:b2, to 35.He5+ 35.Se6 Wf8 36.He5 H:e5 37.fe5 Wf5 38.We1 h6?! (38...Kg8) 39.Sd8! Wf2 40.e6 Wd2 41.Sc6 We8 42.e7 b5 43.Sd8 Kg7 44.Sb7 Kf6 45.We6+ Kg5 46.Sd6 W:e7 47.Se4+ 1–0

W końcówkach trzy połączone wolniaki są oczywiście silniejsze od lekkiej figury, ale nie zawsze gwarantuje to wygraną.

Obrona sycylijska

D. Bronstein – M. Najdorf Buenos Aires 1954

1.e4 c5 2.Sf3 d6 3.d4 cd4 4.S:d4 Sf6 5.Sc3 a6 6.Gg5 e6 7.Hf3 Sbd7 8.0–0–0 Hc7 9.Hg3 b5 10.G:b5 ab5 11.Sd:b5 Hb8 12.S:d6+ G:d6 13.H:d6 H:d6 14.W:d6 h6 15.Gd2 Dobre jest także 15.G:f6 S:f6 16.Whd1 Gb7 17.f3 15...Gb7 16.f3. Ocena takiej pozycji zależy od możliwości aktywizacji czarnych lekkich figur. Pionek e4, wsparty przez kolegę na f3, kontroluje pole d5 i bardzo ogranicza nieprzyjacielskiego gońca. Białe mają przewagę: piechota powoli rusza naprzód, czarne bierki nie mają punktów oparcia 16...0–0? A po tym błędzie obrona staje się trudniejsza. Na szachownicy jest końcówka – król powinien zostać w centrum! Wątpliwe było 16...0–0–0 17.Sb5 Se5 18.Gf4! ale po 16...Ke7 z dalszą próbą poderwania białych pionków poprzez g7-g5-g4 wynik partii wcale nie był jeszcze przesądzony 17.b3 Wfc8 18.Kb2 Sc5 19.Ge3 e5 20.Whd1 Se6 21.Wb6 Gc6 22.Sd5! Falanga piechoty zostaje poszerzona 22...G:d5 23.ed5 Sc5 24.Wb5 Sfd7 25.c4 e4 26.G:c5 S:c5 27.fe4 S:e4 28.d6! Ofiara pionka, aby inne mogły maszerować szybciej 28...W:a2+? Utrudniało wygraną 28...Wc6 z dalszym marszem króla do centrum, np. 29.d7 Wd8 30.a4 Kf8 31.a5 Sf6 29.K:a2 Sc3+ 30.Ka3 S:d1 31.c5 Sc3 32.Wa5 Sd5 33.c6 Sf6 34.Wa6 Kf8 35.b4 Ke8 36.b5 Sd7 37.Wa7 Wb8 38.W:d7 W:b5 39.Wa7 Wb8 40.d7+ Ke7 41.d8H+ K:d8 42.c7+ 1–0

V. Damjanovic – V. Nevednichy Bukareszt 1996

Białe: Kb1, Wd1, Wd2, a4, b3, c2, e5, f4, g3, h2

Czarne: Ke8, Wc8, Wg8, De4, e6, f5, f7, h6

W tej pozycji białe też mają trzy wolne pionki, ale ocena jest zupełnie inna. Czarne nie są gorsze. Goniec jest niezwykle aktywny, a ponadto wkrótce włączy się do gry druga czarna wieża 27...h5! 28.Kb2 h4! 29.Wg1 Lub 29.gh4 Wg4 i pionki zaczną ginąć 29...Ke7 30.c4 Wcd8 31.W:d8 W:d8 32.Kc3? Białym nie przyszło do głowy, że tę pozycję można jeszcze przegrać. Konieczne było 32.gh4. W komentarzach do partii am. Nunn podaje taki dalszy wariant: 32...Wd2+ 33.Kc3 Wd3+ 34.Kb4 Wf3 35.a5 W:f4 36.h5 Wh4 37.a6 f4 38.Kc3 f3 39.b4 W:h5 40.Kd4 Ga8 41.b5 W:h2 42.b6 Wb2 43.b7 G:b7 44.ab7 W:b7 45.Wf1 z remisem 32...Wd3+ 33.Kb4 h3! Okazuje się, że o wyniku nie decydują trzy białe pionki, ale ten jeden – czarny! 34.a5 Szans na ratunek nie było również w wariancie 34.g4 fg4 35.W:g4 Wd2 36.Wh4 W:h2 37.Kc5 Gf5 38.a5 Wa2 39.b4 h2 40.a6 Ge4 itd. 34...Wd2 35.a6 W:h2 36.Wa1 Wg2 37.Kb5 W:g3 38.a7 h2 39.a8H G:a8 40.Wa7+ Gb7 41.W:b7+ Kf8 0–1

G. Mohring – J. Pribyl Hradec Kralove 1977

Białe: Ke3, c3, e5, f4, g2, h2

Czarne: Kf7, Sd8, a7, c5

A oto przykład głębokiej końcówki, w której skoczek wybronił remis w pojedynku z liczną piechotą: 44...a5! Ten marsz odciąga białego króla i umożliwia wymianę pionków na skrzydle hetmańskim 45.Kd3 a4 46.Kc2 Se6 47.g3 Sd4+! 48.Kb2 Skoczka zabić nie wolno. Po 48.cd4 cd4 49.f5 a3 50.g4 a2 51.Kb2 d3 dwa pionki wygrywały z czterema 48...Ke6! 49.Ka3 Sb5+ 50.K:a4 S:c3+ 51.Kb3 Se4 52.Kc4 Sd2+ 53.K:c5 Sf1! 54.Kd4 S:h2 Okazuje się, że trzy połączone pionki nie zawsze wygrywają z lekką figurą 55.Ke4 Sg4 56.f5+ Kf7 57.Kf4 Sf2! Przegrywało 57...Sh6? 58.g4 Kg7 59.g5 58.g4 Sd3+ 59.Ke4 Sf2+ 60.Kf4 Sd3+ 61.Ke4 Sf2+ 62.Kf3 Sh3! 63.Ke3 Sg5 64.Kd4 Ke8 65.Kd3 Kf7 66.Ke3 Sh3 67.Kf3 Sg5+ 68.Kg3 Kg7 69.Kf4 Sh3+ 70.Ke3 Kf7 71.Kd4 Ke7 72.Kd5 Sf4+ 73.Kc4 Sh3 74.Kd4 Sg5 75.Kd5 Sh7 76.Ke4 Sg5+ 77.Kf4 Sh3+ 78.Kf3 Sg5+ 79.Kg3 Kf7 80.e6+ Po bezowocnych manewrach wreszcie jakaś konkretna próba 80...Kf6 81.Kh4 Se4 82.Kh5 Sd6! 83.Kh6 Se8 Tutaj skoczek stoi najlepiej, gdyż pilnuje pionka e6 84.Kh5 Jeśli 84.Kh7, to Kg5! 85.Kg8 (85.e7 Kf6) 85...Sf6+ 86.Kf7 S:g4 87.e7 Sf6 itd. 84...Sd6 85.Kh4 Se4 Remis

Ryszard Bernard

 

Na początek

 

Gramy w warcaby

Spośród wielu interesujących partii, rozegranych podczas XIII Drużynowych Mistrzostw Stowarzyszenia „Cross” w Warcabach, wybrałem dwa przykłady, na podstawie których chcę pokazać, jak ważna jest twarda gra od początku do końca partii oraz umiejętność wykorzystania znajomości gry pozycyjnej na każdym etapie pojedynku.

Michał Czarski („Hetman” Lublin) – Bernard Olejnik („Warmia i Mazury” Olsztyn)

1. 32-28 19-23 2. 28x19 14x23 3. 37-32 10-14 4. 41-37 14-19 5. 33-28

Białe nie dopuszczają do zagrania 5… 5-10, po czym nastąpi kombinacja „nowicjusz”: 6. 28-22 18x27 7. 31x22 17x28 8. 34-29 23x34 9. 32x5. Po 5… 17-21 6. 31-27! dalej nie można grać 6… 5-10 z powodu 7. 27-22 18x27 8. 38-33 27x29 9. 37-31 23x32 10. 34x5

5… 17-22!

Czarne unikają kombinacji i zwiększają tempo do +4.

6. 28x17 12x21 7. 39-33 7-12 8. 44-39 1-7 9. 50-44 5-10 10. 34-29

W tym miejscu białe, mając - 4 tempa, mogły przejść do klasyki, wykonując posunięcie 10. 31-27, a następnie 11. 33-28

10… 23x34 11. 39x30 10-14 12. 44-39 21-26?

Przedwczesna decyzja. Mając wciąż jeszcze dodatnie tempo, czarne mogły przegrupować siły na krótkim skrzydle posunięciami 12… 11-17, 13… 7-11, zostawiając sobie możliwość postawienia klina.

13. 32-28! 11-17 14. 37-32 26x37 15. 42x31?

Po tym biciu dodatnie tempo (+2) przeszło na stronę białych i czarne miały możliwość przejścia do korzystniejszej dla nich klasyki po zagraniu 15… 20-24 i 16… 18-23. Zdecydowanie lepszy był plan 15. 32x41 17-22 16. 28x17 12x21 17. 33-28!

15… 7-11 16. 47-42 2-7

W dalszym ciągu korzystniejszy dla czarnych był plan 16… 20-24 i 17… 18-23

17. 46-41 17-21

Jeżeli już czarne nie zdecydowały się na klasykę, to lepsze było 17… 17-22 18. 28x17 12x21, doprowadzając do wyrównania tempa w otwartej pozycji.

18. 41-37

Słabością w pozycji czarnych jest pod-wieszony kamień na 7 i brak możliwości przejścia do klasyki przy korzystnym tempie. Np.: 18… 20-24 19. 28-22! 18x27 20. 31x22 z przewagą białych. Na 18… 18-23 nastąpi 19. 30-24, a po 18… 20-25 białe postawią silny klin 19. 30-24 19x30 20. 35x24. W tej trudnej dla czarnych pozycji pozostało im posunięcie 18… 21-26 i na 19. 31-27 można odpowiedzieć 19… 18-22. Czarne nieoczekiwanie zagrały:

18… 4-10? 19. 30-25! 18-23?

W celu niedopuszczenia do związania długiego skrzydła czarne powinny zagrać 19… 20-24 i po 20. 40-34 lub 39-34 można odpowiedzieć 20… 24-30

20. 40-34!

Teraz już czarne nie unikną związania.

20… 12-18 21. 31-27

Nie tracąc czasu należało wiązać długie skrzydło: 21. 34-29 23x34 22. 39x30

21… 7-12 22. 49-44?

Przemieszczanie sił w kierunku bandy przy realizacji planu wiązania długiego skrzydła jest pozycyjnym błędem.

22… 21-26 23. 44-40?

Wciąż lepsze było 23. 34-29 23x34 24. 39x30

23… 11-17 24. 34-29 23x34 25. 39x30 17-22 26. 28x17 12x21 27. 33-28 6-11 28. 43-39 11-17 29. 27-22 18x27 30. 37-31 26x37 31. 42x11 16x7 32. 39-33

Teraz widać słabość kamieni 40 i 45

32… 21-26 33. 40-34 7-11

Lepsze było 33… 13-18

34. 34-29 20-24! 35. 29x20 15x24 36. 45-40 13-18 37. 36-31 26x37 38. 32x41 19-23

Z tą wymianą nie należało się spieszyć. Po 38… 8-12 czarne mają co najmniej równą pozycję.

39. 28x19 24x13 40. 40-34 10-15?

Czarne zbyt łatwo pozwalają przeciwnikowi zajmować ważne pola. Lepsze było 40… 18-23

41. 34-29 18-23 42. 29x18 13x22 43. 38-32 11-17 44. 41-36 17-21 45. 48-42 22-27 46. 32-28!

Powstała sytuacja, w której praktycznie cztery białe kamienie grają na trzy czarne, gdyż jeśli czarne zrezygnują z kolumny 3-14, to grozi atak na długie skrzydło.

46... 8-12 47. 28-23

Przewaga białych jest duża. Czarne muszą liczyć się z atakiem białych na długie skrzydło, co przy tempie +6 po stronie białych stawia je w dodatkowo niekorzystnej sytuacji. Nie można grać np.: 47… 9-13, na co białe odpowiedzą 48. 23-19 13x24 49. 30x10 15x4 50. 25-20 lub 50. 33-28

47… 3-8 48. 23-19

Nie można było organizować ataku poprzez 48. 33-29 8-13! Nie przechodzi też 49. 29-24 z powodu 49… 13-19! 50. 24x4 21-26 51. 4x31 26x48

48… 14x23 49. 25-20 15x24 50. 30x28 8-13 51. 28-23? 13-18??

Po ostatnim zagraniu białych czarne mogły zmusić przeciwnika do ciężkiej walki o remis: 51… 9-14!! a) 52. 35-30 13-19 53. 33-28 27-32 54. 28x37 19x28 55. 42-38 21-27 56. 30-24 12-17 57. 37-31 17-22 58. 31-26 28-32 59. 38-33 32-37 z wygraną czarnych; b) 52. 42-38 13-19 53. 33-28 19-24 54. 38-33 21-26 55. 35-30 24x35 56. 33-29 35-40 57. 29-24 40-44 58. 24-19 14-20 59. 19-13 44-50 z wygraną czarnych; c) 52. 33-28 13-18 53. 28-22 18x29 54. 22x31 29-33 55. 31-26 12-17 56. 36-31 33-39 z wygraną czarnych; d) 52. 42-37 13-18 53. 33-29 18-22 54. 37-31 21-26 55. 29-24 26x37 56. 24-19 14-20 57. 19-13 37-42 58. 13-9 42-48 59. 9-3 z remisem; e) 52. 33-29 13-19 53. 29-24 19x28 54. 35-30 28-33 55. 30-25 33-39 56. 24-20 14-19 57. 20-15 39-44 58. 15-10 44-50 59. 10-5 z remisem.

52. 23-19

I białe mają otwartą drogę do damki.

52… 18-22 53. 35-30 21-26 54. 42-38 12-17 55. 30-25 17-21 56. 19-14 9x20 57. 25x14 22-28 58. 33x31 26x37

I czarne poddały się. Mogło jeszcze nastąpić 59. 36-31 37x26 60. 14-10

Jerzy Dzióbek („Jantar” Gdańsk) – Antoni Ignatowski („Jaćwing” Suwałki)

1. 32-28 19-23 2. 28x19 14x23 3. 37-32 10-14 4. 41-37 4-10?

Czarne niepotrzebnie blokują kamień 5. W tej pozycji gra się 4… 5-10 lub 14-19

5. 33-28

Próba złapania czarnych na „nowicjusza” po 5… 14-19

5… 17-22 6. 28x17 12x21 7. 31-26

Przedwczesne zagranie na 26 daje czarnym możliwość zwiększenia tempa do +6. Lepiej było grać krótkim skrzydłem 7. 39-33, 8. 44-39 itd.

7… 7-12 8. 26x17 12x21 9. 47-41 21-26

Niedokładne zagranie, dające białym możliwość wyrównania tempa poprzez wymiany 32-28 i następnie 36-31

10. 39-33 11-17 11. 44-39 6-11 12. 50-44 2-7?

Niczym nie uzasadnione opuszczenie pola 2 może być dla białych argumentem do zaplanowania postawienia klina.

13. 34-29 23x34 14. 40x29

Lepsze było bicie na 30. Teraz powstał układ 29-35 i białe będą zmuszone do bardzo dokładnej gry, aby nie dać się związać w rogatkę.

14… 20-25! 15. 44-40 7-12 16. 49-44 14-19 17. 40-34 15-20 18. 44-40

Pozycja białych jest lepsza. Czarne nie mogą wiązać białych rogatką 18… 19-24, gdyż grozi 19. 32-28 z dalszym marszem 28-23, po czym kamień na 24 byłby zagrożony. Broniąc się przed groźbą 29-23, należało odpowiedzieć 18… 20-24. Czarne jednak zagrały:

18… 10-15?!

Broniąc się przed rogatką, białe mają bardzo dobrą odpowiedź 19. 29-24! Czarne miały nadzieję na posunięcie, które nastąpiło:

19. 32-28?

Biorąc pod uwagę taką odpowiedź białych, ostatnie zagranie czarnych trzeba uznać za mocne.

19… 19-23!!

Czarne realizują od razu dwa ważne cele: wiążą przeciwnika w rogatkę i wymieniają ważny centralny kamień.

20. 28x19 13x24 21. 37-32 9-13?

Groziło 22. 36-31, na co należało odpowiedzieć 21… 17-22. Po zagraniu w partii białe miały dobrą odpowiedź 22. 32-28 z groźbą 23. 28-23 i czarne nie miałyby innego wyjścia, jak uwolnić białe z rogatki.

22. 41-37? 1-6! 23. 32-28 17-22 24. 28x17 11x22!!

W podobnych pozycjach z rogatką, po wymianie centralnego kamienia, najczęściej bije się 12x21, aby mieć większą aktywność na krótkim skrzydle w przygotowywaniu kolejnych wymian. W tym konkretnym przypadku bicie na 22 prowadzi do forsownej wygranej, gdyż białe nie są w stanie obronić się przed postawieniem klina, co przy braku kamienia na 49 przesądza o wyniku partii.

25. 37-32

Przegrywało 25. 38-32? 22-28 26. 32x23 25-30 27. 34x14 13-19 28. 29x20 18x47 29. 14x23 15x24 30. 40-34 24-29. Po 25. 37-31 26x37 26. 42x31, wygrywa 26… 22-27

25… 22-27 26. 32x21 16x27!! 27. 42-37

Nic też nie zmienia 27. 46-41

27… 6-11 28. 48-42 18-22!

Białe są już pozbawione posunięcia 37-32

29. 46-41 5-10 30. 37-32

Na koniec nastąpiła ładna kombinacja:

30… 22-28 31. 33x31 24x44! 32. 40x49 26x30 33. 35x24 20x29 34. 36-31 15-20 35. 31-27 13-19 36. 41-37 19-23 37. 49-44 12-18

I białe poddały się

Jan Sekuła

Na początek