stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 2 (143) Luty 2017

CROSS

ISSN 1427-728X

ROK XV

Nr 2 (143)

Luty 2017 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ,

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 635 57 94

tel. kom. 668 764 654,
666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Grażyna Wojtkiewicz

Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

 Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Nakład: 900 egzemplarzy

Miesięcznik dofinansowuje

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

aaa

 

Spis treści

 

Sezon w pełni

Piotr Sęk

Najważniejszy cel – paraolimpiada

Piotr Sęk

Ostatni turnieJ

Wojciech Puchacz

Podsumowania na kręgielni

Wojciech Puchacz

Najlepsi na kortach

Monika Dubiel

Kawa, plotki i komputer przedłużają życie

Jakub Andrzejuk

Andaluzja – serce i dusza Hiszpanii

Stanisław Niećko

Nowinki i trendy

BWO

Ćwiczenia na piłce gimnastycznej

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Damian Jakubik

Szlakiem Trójki
Barbara Zarzecka

Przekaż 1% podatku i pomóż niewidomym sportowcom

 

aaa

 

biathlon

 

Sezon w pełni 

Zima w sezonie narciarskim 2016/2017 łaskawie sypnęła śniegiem wielbicielom biegówek. Kadra biathlonistów z dysfunkcją wzroku rozpoczęła treningi na początku grudnia 2016 roku od zgrupowania w Jaworowie, w ośrodku przygotowań paraolimpijskich na Ukrainie. Na ich celowniku w pierwszej kolejności znalazły się starty w zawodach Pucharu Świata.

W zgrupowaniu nadzorowanym przez trenera Kazimierza Cetnarskiego uczestniczyli reprezentanci Polski w biathlonie – pięciu zawodników oraz ich asystenci. Zawodnicy startują w kategorii BT (osoby niewidome i słabowidzące), zgodnie z regulaminem IPC (International Paralympic Committee). Celem zgrupowania było przygotowanie do pierwszego startu w zawodach Pucharu Świata, które w dniach 9-16 grudnia odbywały się w Vuokatti (Finlandia).

Do udziału zakwalifikował się najlepszy zawodnik kadry Polski Piotr Garbowski wraz z asystentem Januszem Penarem. Na co dzień zawodnicy reprezentują przemyski klub „Podkarpacie”. Nasz reprezentant startował w dwóch konkurencjach: sprincie (7,5 km) oraz biegu na krótkim dystansie (12,5 km). Ostatecznie w pierwszym biegu uplasował się na 15. miejscu, a w drugim na miejscu 10.

Następnym sprawdzianem Piotrka i Janusza w Pucharze Świata był start w Jaworowie na Ukrainie. Zawody odbywały się w dniach 13-20 stycznia 2017 r. W tych wyścigach zawodnik na dystansie krótkim zajął 10. miejsce, natomiast w sprincie uplasował się na miejscu 15.

Każdy start naszego reprezentanta w turnieju międzynarodowym to zdobycze punktowe do ogólnej klasyfikacji IPC, dające przepustkę do startu na paraolimpiadzie, która odbędzie się w 2018 roku w Pjongczang w Korei Południowej. Obecnie, na koniec stycznia 2017 roku, Piotrek uzbierał 248,84 p. IPC, co daje mu 15. miejsce w klasyfikacji ogólnej. Następne starty z cyklu Pucharu Świata odbędą się w Finsterau (Niemcy) w dniach 11-19 lutego 2017 r. oraz w Pjongczang  w dniach 10-15 marca 2017 r. Zawody w Pjongczang będą równocześnie testem tras paraolimpijskich. O startach międzynarodowych można dowiedzieć się więcej, odwiedzając stronę IPC pod adresem: https://www.paralympic.org.
Szkolenie i udział kadry w zawodach dofinansowuje Ministerstwo Sportu i Turystyki.

Nasza kadra, licząca 5. zawodników, trenuje w Jaworowie na Ukrainie w ośrodku przygotowań paraolimpijskich. W skład kadry niewidomych biathlonistów wchodzą: Piotr Garbowski, Zbigniew Żygłowicz, Bogdan Konieczny, Jerzy Skwirut, Jacek Paweł. Trenerem jest Kazimierz Cetnarski, a asystentem trenera Zbigniew Sebzda.

 Obecnie zawodnicy przygotowują się do startów krajowych, które będą się odbywać w lutym i marcu. Są to: mistrzostwa Polski w biathlonie (16-19 lutego) w Zakopanem oraz Puchar Polski (2-5 marca), także w Zakopanem.

Piotr Sęk

 

aaa

 

biathlon

 

Najważniejszy cel – paraolimpiada

O osiągnięciach biathlonistów z dysfunkcją wzroku i perspektywach rozwoju dyscypliny w nowym roku, z Kazimierzem Cetnarskim, trenerem kadry niewidomych i słabowidzących biathlonistów, rozmawia Piotr Sęk.

Piotr Sęk: – Jakie są szanse Piotra Garbowskiego, czołowego biathlonisty ZKF „Olimp”, na zakwalifikowanie się na paraolimpiadę w Pjongczang?

Kazimierz Cetnarski: – W porównaniu do startów w ubiegłym roku w Pucharze Świata forma Piotrka bardzo wzrosła. Tę świetną kondycję i progres pokazał w tym roku podczas startów w Finlandii i na Ukrainie. Jakie ma szanse? Moim zdaniem przy sprzyjających okolicznościach i dalszych treningach jest w stanie poprawić dziesiąte miejsce, które obecnie zajmuje w ogólnym rankingu Pucharu Świata. Awans na ósmą pozycję dałby mu kwalifikacje paraolimpijskie. Jednak musi mieć zabezpieczone warunki do profesjonalnego treningu. Obecnie Piotrek pracuje zawodowo, aby wyjechać na zawody lub zgrupowanie, musi wziąć urlop bezpłatny. Najlepszym rozwiązaniem byłoby, aby otrzymywał stypendium sportowe i skupił się tylko na treningach i przygotowaniu właściwej formy. Oczywiście to są początki biathlonu osób niewidomych i słabowidzących w Polsce – brakuje nam jeszcze schematu dobrych rozwiązań. Jeżeli zawodnikowi nie zapewni się komfortu finansowego, tak jak jest to u zawodników pełnosprawnych, to nie będzie można oczekiwać sukcesów. Piotrek ma rodzinę, więc na pierwszym miejscu musi zapewnić jej środki utrzymania. Jeżeli dostałby stypendium ministra sportu, mógłby zrezygnować z pracy zawodowej i kontynuować z powodzeniem karierę sportową. Drugi warunek, jaki musi być spełniony, to wyjazd na próbę paraolimpijską do Pjongczang, gdzie mógłby poznać trasę oraz warunki tam panujące. Mając tę wiedzę, następny rok powinien poświęcić treningom pod kątem tras paraolimpijskich.

– Jakie powinny być warunki treningu, aby zapewnić profesjonalne przygotowanie do paraolimpiady?

– Niezbędnym warunkiem jest takie przygotowanie treningów jak u osób pełnosprawnych. Zgrupowania powinniśmy rozpocząć już z końcem października, jechać na lodowce i tam trenować. Ostatnio Piotrek przed startem na zawodach w Finlandii miał przebiegane tylko 150 km. To jest bardzo mało. Aby być w pełni przygotowanym do pierwszego startu w sezonie, musi przebiec przed tym sprawdzianem sportowym przynajmniej 500 km. Ponadto Piotrek musi być przygotowany szybkościowo, ponieważ w Pucharze Świata współzawodniczy ze sportowcami o wiele od niego młodszymi. Jest on jednym ze starszych zawodników startujących w edycji Pucharu Świata. Aby nawiązać z nimi rywalizację, musi trenować na wysokościach powyżej 1000 m n.p.m.

– Jaka jest, Pana zdaniem, przyszłość biathlonu niewidomych i słabowidzących w Polsce?

– Na razie Piotrek jest jedynym zawodnikiem w Polsce, który daje nadzieję na sukces w Pucharze Świata i na paraolimpiadzie. Brakuje młodych zawodników. Inne kraje mają w kadrze narciarzy dwudziesto-, dwudziestoparoletnich. I w zawodach Pucharu Świata reprezentuje dany kraj, np. Ukrainę czy Rosję, czterech, pięciu zawodników. My obecnie mamy tylko Piotrka, który nawiązuje z nimi rywalizację. Oczywiście obecną kadrę Polski biathlonistów tworzy pięciu zawodników. Jednak aby marzyć o sukcesie, w następnych latach musimy postawić na młodych sportowców i objąć ich profesjonalnym treningiem. A wracając do poprzedniej myśli, wszystkim zawodnikom kadry musi być zapewniony komfort finansowy, aby mogli się zaangażować w budowanie kariery sportowej. Moim zdaniem z tych zawodników, których obecnie trenuję, największe szanse na sukces ma Paweł Gil. Jednak musi się on poświęcić treningom i ostatecznie zdecydować, czy chce swoje życie budować na trenowaniu biathlonu. Wśród kobiet najlepiej rokują Magda Dereń i Natalia Wójcik. Obie młode dziewczyny mają duży talent. Lecz tak samo jak w przypadku Pawła, muszą się ostatecznie określić, czy poświęcą się karierze sportowej. Rozmawiając na zawodach z trenerami Ukrainy, dowiedziałem się, że oni zaczynali podobnie. Też nie mieli dużych środków. Jednak tam, pomimo iż wydaje się, że to biedniejszy kraj, znaleźli pieniądze na profesjonalne treningi dla swoich paraolimpijczyków. Dzisiaj w Jaworowie mają jeden z najnowocześniejszych ośrodków przygotowań paraolimpijskich. Ich zawodnicy większość czasu spędzają na zgrupowaniach, nie tylko na Ukrainie, lecz także w innych krajach Europy. Przykładowo w tym roku my przyjechaliśmy do Finlandii dwa dni przed startem w zawodach, a zawodnicy z Ukrainy byli już tam od dwóch tygodni. Dzięki temu mieli czas na zaaklimatyzowanie się oraz poznanie tras narciarskich. Mam nadzieję, że za parę lat my także się takim systemem treningów pochwalimy, a nasi zawodnicy będą zajmować czołowe lokaty na imprezach międzynarodowych.

– Jak w innych krajach przygotowują się do sezonu biathlonowego?

– Obecnie rzeczywiście jeszcze raczkujemy w porównaniu do innych krajów. Zawodnicy z zagranicy trenują przez cały rok. Aby bardzo wcześnie rozpocząć trening na śniegu, wyjeżdżają w wysokie góry. Poza tym dysponują profesjonalną ekipą techniczną, która przygotowuje sprzęt. Zresztą również sprzęt, jakim dysponują, jest z najwyższej światowej półki. Jeden zawodnik ma dla siebie trzy, cztery pary nart. Na zawodach Pucharu Świata zagraniczne ekipy tworzą jeszcze – oprócz zawodników i trenerów – serwisanci sprzętu, fizykoterapeuta oraz lekarz. Na przykład na zawody w Finlandii z trzema zawodnikami francuskimi przyjechała dodatkowo siedmioosobowa grupa specjalistów, która tych trzech zawodników wspomagała.

– Jakie są najbliższe plany związane z kadrą?

– Na razie jedynym zawodnikiem, który może podjąć rywalizację z czołówką światową biathlonistów niewidomych, jest Piotrek Garbowski i na jego przygotowaniach trzeba się skupić. To jest nasza nadzieja na sukces na paraolimpiadzie. Jednak tak jak wspomniałem na początku wywiadu, musi być spełnionych kilka warunków, by osiągnąć cel. Pierwsze i najważniejsze – zapewnić całoroczne finansowanie, tak abym miał komfort takiego ułożenia treningów, żeby uzyskać jak najlepszy efekt. Musi być zapewniona odpowiednia ilość sprzętu – dobrego sprzętu – między innymi odpowiednia ilość nart, smary, sprzęt do smarowania. Musimy mieć możliwość wyjazdu na zgrupowania w wysokie góry i oczywiście możliwość wcześniejszego przyjazdu na zawody Pucharu Świata, tak aby potrenować na trasach oraz aby zawodnik miał czas na zaaklimatyzowanie się. Dalej czekam na to, że w kadrze pojawi się utalentowany młody zawodnik, który poświęci się trenowaniu biathlonu. Realnie kalkulując, jeżeli wyżej wymienione warunki zostaną spełnione, na prawdziwe sukcesy przyjdzie czas za dwa, trzy lata. Teraz skupiam się na przygotowaniu Piotrka do startów tegorocznych, tj. w Finsterau oraz w Pjongczang. W każdym starcie Piotrek zdobywa punkty do ogólnej klasyfikacji Pucharu Świata. Cel na ten rok to zająć miejsce przynajmniej dziesiąte w ogólnej klasyfikacji.

Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów.

 

aaa

 

bowling

 

Ostatni turniej 

Nawet się nie obejrzeliśmy, jak z końcem ubiegłego roku, w Częstochowie, zawodnicy i zawodniczki zrzeszeni w Stowarzyszeniu „Cross” po raz ostatni wzięli do rąk kule bowlingowe.

Na turniej andrzejkowy, połączony w tym roku z I Memoriałem Edyty Siwek i Jerzego Więckowskiego, przybyli wszyscy, którzy chcieli sprawdzić się na dość nietypowej siedmiotorowej kręgielni. W pierwszym dniu rozgrywek, w czwartek, każdy chętny mógł zagrać trzy gry w memoriale. Wszystkich ucieszyła inicjatywa częstochowskiego klubu, by upamiętnić zawodników Stowarzyszenia, którzy towarzyszyli nam w rywalizacji przez wiele lat.

Edyta Siwek żyła zaledwie 29 lat. Była osobą całkowicie niewidomą od urodzenia. Jej największy sportowy sukces to brązowy medal na mistrzostwach Europy w kręglach w 2008 r. Była członkinią kadry Polski niewidomych i słabowidzących w kręglach klasycznych i bowlingu. W trakcie swojej krótkiej kariery zdobyła na ogólnopolskich turniejach 19 medali złotych, 7 srebrnych i 6 brązowych. Otrzymała trzy wyróżnienia od prezydenta Częstochowy (w 2008, 2009 i 2012 r.) za osiągnięcia sportowe.

Jerzy Więckowski żył 71 lat. Był czołowym zawodnikiem na kręgielni, a także wieloletnim kierownikiem sekcji kręglarskiej. Podczas swej kariery zdobył niejeden medal i wyróżnienie dla częstochowskiego klubu. Od 2000 r. był członkiem Rady klubu „Jutrzenka” Częstochowa.

Memoriał rozegrano bez podziału na kategorie, a jedynie w rozbiciu na kobiety i mężczyzn oraz w kategorii open, do której zaproszono również przyjaciół klubu „Jutrzenka”. Zwycięzcami rozgrywek zostali: wśród kobiet Irena Zięba – „Ikar” Lublin (449 p.), wśród mężczyzn Janusz Jeleń – „Morena” Iława (486 p.). W kategorii open wygrał Artur Korbela (385 p.). Jak podkreślali zawodnicy, w tej rozgrywce wyniki nie były najważniejsze. Liczyła się wspólna gra dla pamięci o przyjaciołach z kręgielni.

Sam turniej andrzejkowy przyniósł kilka ciekawych rezultatów, zarówno pozytywnie zaskakujących, jak i rozczarowujących. Najlepszą grą wśród pań wykazała się Janina Szymańska (B2) z klubu warmińsko-mazurskiego, która uzyskała 842 p. Łucja Grochowska-Pilzek z „Jutrzenki” Częstochowa zdobyła 826 p. w kategorii B3. Pozostałe wyniki niestety były już tylko tłem. Dlaczego tak się właśnie stało? Być może za sprawą specyficznej kręgielni.

Wśród panów, podobnie jak w olsztyńskim turnieju, najlepszym wynikiem w kategorii B2 mógł pochwalić się Stanisław Stopierzyński z Olsztyna. Jego rezultat 1084 p. był jednocześnie najlepszy w turnieju. Na tę zdobycz składała się między innymi jedna z gier, w której Stanisław uzyskał 217 p., w tym 7 strików. Co ciekawe, cztery z rzędu rzucił na sam koniec gry.

W kategorii B3 wygrał bez niespodzianki Władysław Szymański z klubu „Omega” Łódź. W swojej grze przekroczył o 16 p. barierę tysiąca kręgli. Sporym zaskoczeniem w tej kategorii było drugie miejsce, które przypadło Jackowi Nogajowi z Radomia. Zawodnik, dzięki systematycznej pracy, powoli zaczyna zbliżać się do czołówki tabeli i depcze już po piętach liderom kategorii. Oczywiście nie można zapomnieć o bardzo dobrej grze Zdzisława Kozieja. Jego 858 p. w kategorii B1 należy uznać za dobry wynik, choć wiadomo, że to nie było maksimum możliwości „Generała”.

Ostatni turniej w sezonie odbył się dzięki dofinansowaniu go przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Gratulujemy zwycięzcom i niecierpliwie oczekujemy otwarcia tegorocznych rozgrywek. Ze sportowym pozdrowieniem na nowy rok, trzykrotnie: dobry rzut, rzut, rzut!

Wojciech Puchacz

 

XVI Turniej Niewidomych i Słabowidzących w Bowlingu

24-27.11.2016 r., Częstochowa

Kobiety

B1

1. Barbara Szypuła („Karolinka” Chorzów) 522 p.

2. Marta Chałupka („Jutrzenka” Częstochowa) 454 p.

B2

1. Janina Szymańska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 842 p.

2. Barbara Łuczyszyn („Podkarpacie” Przemyśl) 806 p.

3. Helena Okrój („Elcross” Elbląg) 749 p.

B3

1. Łucja Grochowska („Jutrzenka” Częstochowa) 826 p.

2. Hanna Maćkowiak („Pionek” Włocławek) 793 p.

3. Krystyna Krajewska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 708 p.

Mężczyźni

B1

1. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 858 p.

2. Jan Zięba („Ikar” Lublin) 702 p.

3. Stanisław Chmura („Podkarpacie” Przemyśl) 649 p.

B2

1. Stanisław Stopierzyński („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1084 p.

2. Janusz Jeleń („Morena” Iława) 986 p.

3. Mariusz Kozyra („Hetman” Lublin) 924 p.

B3

1. Władysław Szymański („Omega” Łódź) 1016 p.

2. Jacek Nogaj („Cross Radom”) 906 p.

3. Ireneusz Stankiewicz („Jaćwing” Suwałki) 895 p.

 

aaa

 

bowling / kręgle

 

Podsumowania na kręgielni 

Początek roku to zazwyczaj martwy okres w turniejach kręglarskich, ale za to czas wytężonej pracy dla organizatorów sportu osób z dysfunkcją wzroku. O minionym roku na kręgielni oraz przygotowaniach do nowego sezonu Wojciechowi Puchaczowi opowiada Joanna Staliś – wiceprezes Stowarzyszenia „Cross” i koordynator ds. kręgli i bowlingu.

Wojciech Puchacz: – Pani Joanno, minął ponad rok od wyborów nowych władz Stowarzyszenia „Cross”, podczas których powołano Panią do grona prezydium organizacji. Jak ocenia Pani ten czas w nowej dla siebie roli – koordynatora ds. kręgli i bowlingu?

Joanna Staliś: – Bardzo się ucieszyłam, kiedy podczas tych burzliwych wyborów w 2015 roku zostałam wybrana na drugą kadencję do władz Stowarzyszenia. Dużym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że znalazłam się w samym prezydium. W poprzedniej kadencji byłam członkiem Rady Krajowej. Funkcja koordynatora ds. kręgli i bowlingu mnie ucieszyła. Nie ukrywam, że te dyscypliny są mi bardzo bliskie. Miałam kiedyś spore osiągnięcia w kręglach klasycznych. Jednak nie da się pogodzić obowiązków służbowych, organizacyjnych z trenowaniem. Dziś nie wystarczy przyjechać z marszu na zawody, by rzucić na dobrym poziomie. Zawodnicy, którzy mają na koncie poważne osiągnięcia, bardzo dużo trenują, niejednokrotnie poświęcając swój czas i pieniądze.

Rok 2016 uważam za bardzo udany dla kręgli i bowlingu. Niewątpliwym impulsem do liczniejszego udziału zawodników w turniejach było znaczne zmniejszenie opłaty za uczestnictwo. Członkowie kadry SN PZKręgl. w turniejach organizowanych przez Stowarzyszenie uczestniczyli na takich samych warunkach jak zawodnicy startujący w ramach upowszechniania sportu. Jako koordynator obu odmian gry nie mogłam w ubiegłym roku uczestniczyć we wszystkich zawodach organizowanych przez „Cross”, nad czym ubolewam. Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się lepiej zaplanować wykonywanie obowiązków służbowych i znajdę więcej czasu na doglądanie swojego podwórka. 

– Czy po roku pracy można pokusić się o wnioski dotyczące zmian w funkcjonowaniu sekcji kręgli i bowlingu?

– Największe zmiany w sekcjach nastąpiły już prawie cztery lata temu, kiedy to sport wyczynowy przejął Polski Związek Kręglarski. Dziś wiemy już, że nie było to dobre rozwiązanie. Teraz musimy poszukać sposobu, jak naprawić tę sytuację. Trzeba się nie lada nagimnastykować, żeby kadrowicze mogli brać udział w zawodach organizowanych przez Stowarzyszenie na takich samych warunkach, jak zawodnicy „z upowszechniania”. W zeszłym roku to nam się udało. Ten rok dopiero się zaczyna i bez rozstrzygnięcia konkursów na dofinansowanie turniejów trudno cokolwiek powiedzieć.

– W 2016 roku po raz pierwszy, dzięki sporemu dofinansowaniu z PFRON, udało się przeprowadzić dwa obozy szkoleniowe. Czy trud włożony w ich organizację się opłacił?

– Tak, dzięki projektowi z PFRON mogły się odbyć dwa obozy szkoleniowe – w klasyku i bowlingu. Obóz bowlingowy odbył się w Gdyni, a kręgli klasycznych – w Pucku. Cichutko marzę, że uda się to powtórzyć w tym roku. Uczestnicy byli bardzo zadowoleni. Szkolenia zostały przeprowadzone profesjonalnie i każdy mógł z nich coś wynieść. Praca włożona w organizację zawsze się opłaca. Zadowolenie, uśmiech na twarzach uczestników, dobre słowo podziękowania wynagradzają wszystkie trudy. Dla takich chwil warto poświęcać swój czas. 

– Jak Pani zdaniem powinien wyglądać modelowy turniej kręglarski czy bowlingowy? Ile musi trwać, jaką należy założyć optymalną odpłatność oraz jakie są wymagane standardy organizacyjne?

– Turnieje bowlingowe spokojnie da się przeprowadzić w ciągu dwóch dni. Kręgielnie bowlingowe mają przeważnie więcej niż sześć torów i jest to do zrobienia. Standardowe zawody kręglarskie trwały, jak do tej pory, trzy dni. W zeszłym roku wyjątkiem był turniej w Pucku, co było bardzo udanym przedsięwzięciem. Nadmorska okolica to także wspaniały klimat – a kręglarska brać zasługuje przynajmniej raz w roku na taki relaks. 

Przy tej okazji należy niestety wspomnieć, że od kilku lat widać coraz bardziej malejącą liczbę zawodniczek i zawodników z kat. B1, w skrajnych przypadkach na turnieju były tylko dwie osoby. Jednym z pomysłów na rozwiązanie tej alarmującej sytuacji może być połączenie w jedną grupę pań i panów z odpowiednimi handikapami, co może nieco uatrakcyjnić grę w tej kategorii.

– A co z funduszem na nagrody? Na początku wystarczało 20 zł, pod koniec sezonu potrzebne było już 50 zł?

– Fundusz nagród.... Znowu moja sprawka. Prawdę mówiąc, wydawało mi się, że będzie to dobry pomysł. Tym bardziej że koszty udziału w zawodach zmalały. Opłata 10 zł za dzień uczestnictwa w turnieju to w rzeczywistości niewiele. W dzisiejszych czasach naprawdę ciężko jest pozyskać dodatkowe środki, a o sponsorów coraz trudniej. Dziś niełatwo wyprosić smycz do telefonu czy długopis, a nie czarujmy się – apetyty na nagrody lepszej jakości są coraz większe. Jak się okazało, nagle pula na fundusz nagród zaczęła wzrastać: 40 zł, 50 zł… Dochodziły mnie słuchy, że nagrody były nieadekwatne do wpłat. Planujemy zatem zrezygnować z tego pomysłu. Szkoda, bo zawsze byłoby to uatrakcyjnieniem zawodów. 

– W tym roku pojawiła się szansa na zorganizowanie gier finałowych podczas imprez kręgli klasycznych. Czy ten model ich rozgrywania nie powinien być nieco uatrakcyjniony, tak by rywalizacja trwała do samego końca?

– Nie będę ukrywać, że to ja byłam pomysłodawczynią takiej rywalizacji w Gostyniu, co zawodnicy przyjęli z wielką aprobatą. Planujemy wprowadzenie pewnych zmian, które mogłyby uatrakcyjnić gry finałowe. Na obradach komisji kręglarskiej pojawiają się pomysły wprowadzenia w finale mniejszej liczby rzutów, np. 4 x 15 lub 2 x 30. Reszta punktów dodana byłaby z dwóch gier eliminacyjnych. Takie rozwiązanie skróci czas rozgrywek i wprowadzi element planowania gry. Warto to poważnie rozważyć, ponieważ pojawiały się głosy dotyczące zasadności toczenia gier finałowych, skoro nie dają żadnego nowego rozstrzygnięcia.

– Czy widzi Pani szanse na współpracę z SN PZKręgl.? Jeśli tak, to w jakim zakresie i w jakiej formie?

– Trudno jest odpowiedzieć na to pytanie. Dopóki nie spotkamy się z przedstawicielami Polskiego Związku Kręglarskiego, nie chcę mówić o żadnych obietnicach. Jednak myślę, że szansa jest zawsze. 

– Dziękuję za rozmowę.

 

aaa

 

tenis

 

Najlepsi na kortach

Warszawa już po raz drugi stała się miejscem zmagań niewidomych tenisistów. Pierwszy tego typu turniej odbył się we wrześniu 2016 roku w klubie Atol Stegny. Tym razem zawodnicy spotkali się 11 grudnia w klubie Sporteum na Białołęce.

W trzech kategoriach zagrało w sumie dziewięć osób. W kategorii B1 (zawodnicy niewidomi) zagrały dwie osoby, w kategorii B2 (zawodnicy z dużą wadą wzroku) wystąpiło pięciu graczy, a kategoria B3 (osoby z mniejszą wadą) miała, podobnie jak B1, dwóch uczestników. Grudniowy ziąb i strugi ulewnego deszczu zalewające świat za ścianą hali sportowej nie ostudziły zapału zawodników i ich żądzy zwycięstwa. Tego dnia białołęckie korty stały się świadkiem niezwykle zaciekłej i wyrównanej walki.

Blind tenis jest stosunkowo młodą dyscypliną sportową, a nad Wisłą gości niewiele ponad rok. Trafił do nas za sprawą trenerki i pasjonatki tenisa Agaty Baryckiej, która na informację o niewidomych grających w tenisa trafiła przypadkiem w trakcie swoich studiów i postanowiła pomysł ten zaszczepić na gruncie polskim. Wkrótce do Agaty dołączyli kolejni trenerzy – Marek Łowkis oraz Maksymilian Markuszewski. Kilka razy w tygodniu prowadzą oni treningi z niewidomymi i słabowidzącymi zawodnikami na kortach Legii Warszawa. Na razie dyscyplina jest uprawiana jedynie w Warszawie, ale zarówno trenerom, jak i zawodnikom bardzo zależy, aby rozpowszechniła się w całej Polsce. Dlatego stale zachęcają wszystkich zainteresowanych do współpracy, służą pomocą i własnym doświadczeniem.

 – Jesteśmy pionierami w naszym kraju, więc nie mamy się od kogo uczyć – mówi trener Marek Łowkis. – Do wielu rozwiązań musieliśmy dojść sami drogą prób i błędów w trakcie treningów. W wolnych chwilach razem z Agatą oglądamy relacje z rozgrywek w innych krajach, aby podpatrzeć, jak z tym czy innym problemem radzi sobie konkurencja – dodaje ze śmiechem.

Zasady blind tenisa nie różnią się znacząco od znanych powszechnie reguł gry. Kort dla osób niewidomych jest nieco mniejszy, a siatka wisi odrobinę niżej. Rakiety są również nieco mniejsze. Natomiast osoby słabowidzące grają na korcie niezmniejszonym i używają standardowych rakiet. Główna różnica tkwi w piłce, która jest wykonana z miękkiej pianki, dzięki czemu zawodnikom nie grozi uraz w razie trafienia nią, dodatkowo leci nieco wolniej, co zwiększa szansę, że osoba z dysfunkcją wzroku za nią nadąży. W środku znajduje się dzwoneczek wydający dźwięk, kiedy piłka pozostaje w ruchu. Gracze w kategoriach B1 i B2 odbijają piłkę po trzecim koźle, czyli odbiciu się jej w polu do gry po swojej stronie siatki, natomiast pozostali muszą trafić w piłkę już po drugim. Inaczej wygląda też serwis. W klasycznym tenisie zawodnik musi podrzucić piłkę i uderzyć w nią, gdy znajduje się w powietrzu. W blind tenisie uderza się rakietą w piłkę trzymaną w drugiej ręce nad głową. Jednakże warszawski klub blind tenisa może się pochwalić jednym z niewielu niewidomych zawodników na świecie serwujących w sposób typowy dla klasycznego tenisa. Jest nim grający w kategorii B1 Robert Zarzecki.

Turniej rozpoczęli zawodnicy z kategorii B1 – Monika Dubiel i Robert Zarzecki. Chociaż w ramach rozgrywanego na Białołęce turnieju blind tenisa mecze składały się z jednego seta, to tym razem, z powodu tak małej liczby zawodników w kategorii i potrzeby wyrównania, szans zostały rozegrane dwa sety. Oba zakończyły się zwycięstwem Roberta Zarzeckiego, który tym samym obronił tytuł mistrza Polski w blind tenisie w kategorii B1.

Następnie na kort wyszli zawodnicy z kategorii B2. Na szczególną uwagę zasługuje niezwykle zażarty pojedynek między Martą Michnowską i Marleną Król. Panie wymieniły wiele piłek, zanim Marlenie udało się ostatecznie pokonać przeciwniczkę. Ducha walki Marlena nie straciła nawet w starciu ze swoim mężem Marcinem, dotychczasowym mistrzem w kategorii B2. Jak się okazało, obrońca tytułu nie mógł liczyć na żadną rodzinną taryfę ulgową i musiał oddać laur pierwszeństwa żonie. W rezultacie pierwsze miejsce przypadło Marlenie Król, drugie Marcinowi Królowi, a trzecie Kamili Wróblewskiej, która po raz pierwszy znalazła się na podium. Poza nim pozostały niestety Angelika Dzigda i Marta Michnowska. Jednakże, jak powiedziała Marta, nie jest to powód do frustracji, a raczej bodziec do dalszej pracy nad swoją formą. – Jako jedna z mniej doświadczonych zawodniczek nie oczekiwałam spektakularnego sukcesu – mówi. – Teraz już wiem, nad czym muszę popracować. No i poznałam lepiej technikę moich przeciwników, dzięki temu wiem, czego się spodziewać na następnym turnieju – dodaje z uśmiechem.

W kategorii B3, podobnie jak w B1, rozegrano tylko jeden mecz. Po dwóch stronach siatki stanęli obrońca tytułu mistrza Grzegorz Kurpiński i Wiktor Wróblewski. Obaj panowie znani są w klubie z agresywnej gry, silnych uderzeń, serwisów nie do odebrania i szybkich odbić. Tym razem nie było inaczej. Aż dziw, że ich rakiety to wytrzymały. Po bardzo zaciekłym pojedynku zwycięzcą został Grzegorz Kurpiński, który tym samym utrzymał pozycję zdobytą na wrześniowym turnieju.

W rozgrywkach towarzyszyli zawodnikom przedstawiciele władz lokalnych. W końcu grano tu o Puchar Burmistrza Białołęki, a więc nie mogło zabraknąć delegacji z ratusza. Choć początkowo zapewne urzędnicy potraktowali turniej jako jeszcze jedną oficjalną wizytę, to wkrótce dali się porwać sportowym emocjom i na równi z rodzinami i przyjaciółmi zawodników kibicowali swoim faworytom. Turniej wzbudził również zainteresowanie mediów. Śledziła go pilnie ekipa z TVP Sport, która jakiś czas potem pokazała na antenie reportaż z rozgrywek. Materiał ten ukazał się również nieco później w TVP 1 w programie „Pełnosprawni”. Ekipa TVP Sport towarzyszy zawodnikom blind tenisa już od pewnego czasu, relacjonując ich poczynania i propagując ten nowy w Polsce sport.

Po ceremonii wręczenia pucharów atmosfera uległa zdecydowanemu rozluźnieniu. Rywalizację zastąpiły przyjacielskie pogawędki. Trenerzy i zawodnicy wymieniali techniczne uwagi i spostrzeżenia na temat gry. – Jestem bardzo zadowolona z naszych zawodników – mówi Agata Barycka. – Zauważamy spory postęp w stosunku do ich gry na poprzednim turnieju, co pozwala nam optymistycznie patrzeć w przyszłość. Mam nadzieję, że do Hiszpanii nie pojedziemy tylko po to, aby się pokazać, ale aby zdobyć kilka nagród – dodaje.

W maju 2017 r. w Hiszpanii odbędą się międzynarodowe mistrzostwa blind tenisa, na które polscy zawodnicy już ostrzą sobie zęby. Będzie to ich debiut na arenie międzynarodowej. Dlatego życzymy im połamania rakiet i trzymamy kciuki za ich powodzenie.

Białołęcki turniej tenisa ziemnego osób z dysfunkcją wzroku o Puchar Burmistrza Dzielnicy

11.12.2016 r., Warszawa

B1

1. Robert Zarzecki

2. Monika Dubiel

B2

1. Marlena Król

2. Marcin Król

3. Kamila Wróblewska

B3

1. Grzegorz Kurpiński

2. Wiktor Wróblewski

Monika Dubiel

 

aaa

 

edukacja

 

Kawa, plotki i komputer przedłużają życie 

„Komputer bez tajemnic” to cykl szkoleń dla osób niewidomych i słabowidzących, zorganizowany przez Stowarzyszenie „Cross”. Kończące się właśnie zajęcia zostały entuzjastycznie przyjęte zwłaszcza przez uczestniczących w nich… seniorów. Może ich przykład ośmieli kolejne osoby do zmierzenia się z tajemnicami komputerów.

Rozpoczęty w listopadzie 2016 r. i kończący się w lutym bieżącego roku drugi cykl szkoleń był skierowany do osób z dysfunkcją wzroku, które ukończyły sześćdziesiąty rok życia. Wcześniej, przed nimi, w miesiącach lipiec–październik 2016 roku, z podobnych zajęć korzystały osoby młodsze. Każda grupa wiekowa uczestniczyła w czterech tygodniowych zjazdach, a każdy zjazd obejmował 60 godzin zajęć dydaktycznych. Szkolenia koordynował Adam Dzitkowski. Przeprowadzenie projektu było możliwe dzięki wsparciu finansowemu Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Aby zdobyć potrzebną wiedzę, seniorzy z całej Polski przybyli do Ignatek pod Białymstokiem, gdzie w ośrodku Sosnowe Zacisze w otoczeniu lasów odbywały się szkolenia. Odwiedziłem ich podczas jednego ze zjazdów. Zostałem bardzo miło przyjęty, a na „dzień dobry” poczęstowano mnie kawą. Bo jak stwierdziła jedna z uczestniczek – „kawa, plotki i komputer wydłużają życie…”.

Najtrudniejszy pierwszy krok

Pierwsza, listopadowa sesja, była poświęcona omówieniu budowy komputera, wprowadzeniu do programów udźwiękawiających, syntezatorów mowy oraz ich najważniejszych funkcji. Szkoleniowcy pokazywali, jak dopasować ustawienia do potrzeb użytkownika. Zaprezentowali również programy powiększające oraz sposób wyboru sterowników do karty graficznej. Drugi dzień poświęcili wprowadzeniu do systemu Windows, omówieniu różnic pomiędzy starszymi wersjami, jak również zaprezentowaniu nawigacji i sposobów poruszania się po programach systemowych. Na pierwszym zjeździe kursanci poznawali także zasady tworzenia folderów i pracy z nimi, był to również czas, by poznać tajniki korzystania z notatnika systemowego, pracy w tak zwanej chmurze i sposoby zakładania kont.

Uczestnicy stworzyli bardzo zgraną ekipę, w ramach której chętnie sobie pomagali. – Zebraliśmy się tutaj z całej Polski: jest kolega z Częstochowy, pan Henryk z Lubelszczyzny, pani Jadzia z Kłodzka, Zdzichu ze Świnoujścia... – przedstawia nowych znajomych jeden z uczestników. – Poznajemy nie tylko komputery, ale też siebie. Wszystko to tworzy wspaniałą atmosferę, w której nauka łatwiej nam przychodzi – dodaje. Nikt nie szczędził ciepłych słów wykładowcom, podkreślając ich cierpliwość i odpowiednie podejście do uczniów. Pan Antoni z Bielska-Białej, który aby uczestniczyć w szkoleniu, przemierzył całą Polskę, nazwał jednego ze szkoleniowców czarodziejem Mirkiem, ponieważ wszystko potrafi i w dodatku umie to wytłumaczyć. Inna z uczestniczek stwierdziła, że to wspaniałe szkolenie, które rozbudziło w niej zapał do poznawania nowych technologii do tego stopnia, że chętnie poznałaby jeszcze tajniki obsługi smartfonów i – w razie zorganizowania takiego kursu – będzie pierwszą chętną.

Instruktorzy podczas zajęć mieli bardzo dużo pracy, ponieważ grupa okazała się zróżnicowana zarówno pod względem umiejętności, jak i stopnia utraty wzroku. Dlatego podstawę metodologii na kursie stanowiło indywidualne podejście do każdego uczestnika. Szlifowaniu umiejętności sprzyjały wieczorne zajęcia „jeden na jeden”.

Komputery bez barier

Drugi zjazd został poświęcony programowi OCR Abby FineReader. Narzędzie to umożliwia osobom z dysfunkcją wzroku przetwarzanie skanów dokumentów na tekst czytelny dla syntezatorów mowy. Uczestnicy poznali także takie programy pakietu biurowego MS Office, jak edytor tekstu Word czy arkusz kalkulacyjny Excel. Trzecie spotkanie, podczas którego miałem okazję odwiedzić uczestników projektu, minęło pod znakiem surfowania po internecie, poznawania przeglądarek oraz omawiania ich funkcji. Kursanci dowiedzieli się, jak sprawdzić rozkład jazdy pociągów czy też, jak przeglądać różne portale tematyczne, zgłębiali tajniki poczty elektronicznej. W planie zajęć przewidziano także przeglądanie blogów, forów internetowych, korzystanie z serwisów multimedialnych, takich jak YouTube, Onet VOD, oraz naukę obsługi programu Skype.

W przerwach między zajęciami miałem okazję porozmawiać z kilkoma uczestnikami. Jedną z nich była pani Celina z Białegostoku. – Jestem zadowolona ze szkolenia, można powiedzieć, że nawet podwójnie, bo zwerbowałam tutaj dwie osoby, które do tej pory nie umiały nawet otworzyć laptopa – opowiada z dumą. – Uważam, że bardzo dobrze się stało, że zdołałam namówić te panie, bo teraz traktują komputer jako dobrą rozrywkę. Sama przeszłam niedawno na emeryturę i mimo że komputer nie jest mi obcy, chętnie utrwalę niektóre rzeczy, a niektórych się dowiem. Wcześniej pracowałam na nim głównie wzrokowo, ostatnio, niestety, wzrok mi się pogorszył i muszę przyswoić sobie inny sposób poruszania się po komputerze. To szkolenie daje mi taką możliwość – przyznaje z satysfakcją. Słaby wzrok uczestników nie ułatwia im obsługi komputera. Trudność sprawia często dotarcie do poszczególnych opcji programów, ale cierpliwi instruktorzy potrafią tłumaczyć aż do skutku. – Wcześniej jako jedyną receptę na coraz bardziej rozmazany obraz na ekranie uważałam silniejsze okulary. Na kursie dowiedziałam się, że mogę pracować z komputerem, nie nadwyrężając wzroku – dodaje. Technika rozwija się bardzo szybko, a osoby z dysfunkcją wzroku nie zawsze za nią nadążają. – Dzięki takim szkoleniom osoby starsze mogą trochę nadgonić uciekający im postęp technologiczny – kwituje pani Celina z Białegostoku.

O celach szkolenia, o tym, co jest wykładane na zajęciach oraz o programach wykorzystywanych przez osoby niewidome i słabowidzące w pracy z komputerem opowiadał prowadzący zajęcia Mirosław Liszewski. – Uczymy tutaj wielu rzeczy, obecnie korzystamy z NVDA – to darmowy program udźwiękawiający, a mimo to dobry – wyjaśnia. Programiści pracujący w dużych korporacjach stworzyli to przydatne oprogramowanie zupełnie hobbystycznie i cały czas je aktualizują. Pomimo skoku technologicznego osoby niewidome wciąż jednak mają pewne ograniczenia. – Na przykład żaden program nie powie im, co dokładnie znajduje się na obrazku, ani nie zapewni audiodeskrypcji podczas internetowych transmisji na żywo – dodaje pan Mirosław.

Instruktor przyznaje także, że choć zwraca się coraz większą uwagę na dostępność stron internetowych dla osób niepełnosprawnych, to tak naprawdę nawet witryny instytucji publicznych rzadko pisane są zgodnie ze wszystkimi standardami.
– Weźmy na warsztat stronę PKP – podaje przykład. – Jest ona tak kiepsko zrobiona, że sprawdzenie rozkładu jazdy pociągów to dla osoby niewidomej istna droga przez mękę. Jednak my staramy się naszym kursantom pokazywać, jak odnaleźć się w wirtualnej rzeczywistości. Często jest to duże wyzwanie, ponieważ niektórzy z uczestników nigdy wcześniej nie mieli styczności z komputerem. Staramy się jednak, żeby wszyscy wynieśli ze szkolenia umiejętności na miarę swoich możliwości. Kurs kończy się zresztą egzaminem, z którego wystawiamy ocenę.

Pan Mirosław prowadzi szkolenia tego typu od 2009 roku. Chwali zapał i sumienność uczestników i podkreśla, że każdy chce się czegoś nauczyć lub pogłębić swoją wiedzę. Umożliwia to między innymi najnowsze oprogramowanie, które mają do dyspozycji kursanci.

Wspólna nauka

Grupa uczestników, choć zróżnicowana, całkiem nieźle się zgrała, a co najważniejsze, kursanci mają poczucie, że powinni sobie wzajemnie pomagać. – Nasze środowisko jest specyficzne, ale zawsze jakoś tak się składa, przynajmniej na tych szkoleniach, że potrafimy się dobrze dogadać. Ten nasz deficyt pomaga nam w integracji – tłumaczy pani Celina, dostrzegając w kursie, oprócz walorów czysto edukacyjnych, również elementy rehabilitacji społecznej. – Między nami nie ma jakiejś niezdrowej rywalizacji ani złośliwości. Jest tutaj dużo osób, które na co dzień są samotne. Dlatego tak ważne jest to, że podczas szkolenia udaje nam się zbudować małą wspólnotę, w ramach której spędzamy czas na zajęciach, ale również poza nimi. Dobrze, że „Cross” organizuje takie szkolenia i dobrze, że mają one taką właśnie postać – podsumowuje białostoczanka. Niech jednak nikt nie pomyśli, że pani Celina udział w szkoleniu traktuje wyłącznie towarzysko. – Na tym kursie chciałabym udoskonalić umiejętność pracy z edytorem tekstu. Skorzystałam z możliwości umówienia się na indywidualną lekcję i dziś instruktor pokaże mi interesujące mnie funkcje.

Panu Zbigniewowi, który na szkolenie przyjechał aż z Krakowa, podczas zajęć nieustannie dopisywał humor. Zarażał nim swoich kolegów i koleżanki. – Bardzo mi się podoba kurs w Ignatkach, bo pobudził funkcje zaśniedziałego już mózgu. Żeby zrozumieć te wszystkie nazwy, te wszystkie symbole… – pan Zbyszek wskazuje na ekran komputera – żeby się tego wszystkiego nauczyć, trzeba nieźle rozruszać szare komórki. Pan Zbyszek podkreśla, że każdemu seniorowi poleciłby uczestnictwo w takim szkoleniu, bo pozwala to na odnalezienie się w nowoczesności, w której osobie starszej nietrudno się pogubić. – Nauce sprzyjała miła atmosfera w pensjonacie, smaczne jedzenie, wygodne zakwaterowanie, brakowało trochę dziewczyn, bo koleżanek zza komputerów nie wypadało podrywać – żartuje pan Andrzej, kolega Zbigniewa. – W końcu przyjechaliśmy się tutaj czegoś nauczyć!

Pan Antoni z Bielska-Białej, choć siedział ze swym laptopem w ostatnim rzędzie, okazał się jednak duszą towarzystwa. Chwalił grupę, warunki panujące w ośrodku, jak też sam program szkolenia. Podkreślał, że koncentruje się on wokół najbardziej praktycznych i potrzebnych seniorowi umiejętności. Sympatyczny góral zaznaczył jednak, że jest nietypowym kursantem. – Ja wiem, czego nie wiem i czego chcę się nauczyć. Wielu moich kolegów i koleżanek jeszcze nie zdaje sobie sprawy, jakie możliwości daje komputer. Ja zrobiłem sobie wykaz rzeczy, których chcę się tu nauczyć i, co mnie cieszy, ta lista sukcesywnie się zmniejsza. Kolejną pozycją na liście pana Antoniego jest nauka korzystania z poczty elektronicznej. Chętnie opowiada też o tym, czego już się nauczył. – Mogę przerabiać plik tekstowy na dźwięk. To wspaniała funkcja, która pozwala czytać na komputerze książki i inne teksty. Czuję, że jak tak dalej pójdzie, będę mógł sam nauczyć czegoś moje wnuczki – kończy z dumą.

Co dalej?

Na czwarty zjazd zaplanowano zaznajomienie uczestników z portalem aukcyjnym Allegro, wizytę na Facebooku oraz naukę korzystania z bankowości internetowej. Na zakończenie kursu przyjdzie im się zmierzyć z testem weryfikującym nabytą wiedzę. O pomyślnym zaliczeniu będzie zaświadczał specjalny certyfikat. Nikt nie boi się jednak egzaminu i każdy z niecierpliwością czeka na kolejne spotkanie. Wszystko za sprawą przyjaznej atmosfery. Dało się odczuć, że stworzyli małą, zgraną społeczność. Chętnie ze sobą rozmawiali w przerwach na kawę, wymieniali doświadczenia. Do tego zgodnie podkreślali, że po powrocie do domów mają zamiar w praktyce wykorzystywać nabyte umiejętności, co pozwoli im utrzymać ze sobą kontakt – tym razem już wirtualny.

Jakub Andrzejuk

 

aaa

 

turystyka

 

Andaluzja – serce i dusza Hiszpanii

Ojczyzna flamenco i walki byków, Carmen i Don Juana, kraina oliwek i cytrusów, pobożnych pielgrzymek i hucznie obchodzonych świąt. Tu arabskie pałace i twierdze z przepysznymi ogrodami i ukwieconymi, chłodnymi patiami spotykają się z potężnymi gotyckimi zamkami i renesansowymi kościołami. Trzeba zgubić się na jednej z krętych, wąskich uliczek w starych dzielnicach, by zachwycić się tak różnymi od siebie miastami.

Andaluzja to różnorodność urzekających swym pięknem obrazów, które czynią z niej wyjątkowy zakątek świata pod względem kultury i przyrody. Z północnego  wschodu na zachód przecina ją wielka rzeka – Gwadalkiwir. Czerwona ziemia zalana słońcem fascynuje swą różnorodnością i kontrastami, zarówno w kulturze, jak i krajobrazach. Podróżując po niej, napotyka się mauretańskie pałace i zamki, chrześcijańskie katedry i zamczyska, groźne i surowe krajobrazy górskie, jak Sierra Morena czy Sierra Nevada, jeszcze latem pokryte śniegiem, z jedyną w Europie pustynią. Jakże inne są urokliwe równiny, wzgórza, niekończące się z horyzontem pola pszenicy płonące kolorem słoneczników, winnice, gaje oliwne, lasy piniowe i dębowe, parki narodowe z bogatą roślinnością i największymi w Europie rezerwatami ptactwa – flamingów, orłów złocistych – i innych zwierząt. To także kraina wielkich poetów i analfabetów, nowoczesnych miast z niezwykłymi zabytkami i górskich wiosek z bielonymi kamiennymi domami z dachówką w kolorze ochry, bez prądu i bieżącej wody, pamiętającymi jeszcze czasy Izabelli i Ferdynanda, czasy arabskie, czasy Kolumba.

Hiszpanie, a zwłaszcza Andaluzyjczycy, są niezwykle serdeczni, gościnni, przy tym pełni godności i galanterii. Niesłychanie przywiązani do tradycji. We wrześniu w stolicy odbywa się praktykowany wiekowym zwyczajem przepęd owiec z pastwisk Kastylii na dłużej zielone – andaluzyjskie. Wykwintne ulice dumnego Madrytu zostają na dzień zamknięte dla ruchu, bo zajmuje je kierdel 50 tys. owiec z dzwoneczkami, pędzonych przez pasterzy w regionalnych strojach. Swobodą i nieskrępowaną radością emanuje uczuciowy, pełen zdrobnień język tubylców. Gdy po wypiciu lampki czerwonego riojas wychodzę w Sewilli z winiarni, mówię do podającej wino czarnowłosej, pięknej młodej senioraty: „Asta luego, dulcea amiga quappa” (do zobaczenia słodka, piękna przyjaciółko), ona odpowiada mi śpiewnie: „Do zobaczenia, źrebaczku”, uśmiechając się przy tym szczerze i bez podtekstu. I jest to normalne, prawie powszechne. I jakie urzekające!

Andaluzja, którą w dziewiętnastowiecznych relacjach z podróży – obok Stambułu – nazywano „orientem Europy”, to nieprzebrane bogactwo sztuki emanującej pięknem i egzotyką arcydzieł powstałych na połączeniu kultur. Jak przez bramę wkraczali tędy do Iberii Fenicjanie, Grecy, Celtowie, Kartagińczycy, Rzymianie, Wizygoci, Berberowie i Arabowie. Pozostawili po sobie to, co najlepsze, i mieszali się z miejscową ludnością. Wielki wpływ wywarło 800-letnie panowanie Arabów. Andaluzja przeżyła wtedy okres największego rozkwitu, który wywarł na niej swoje trwałe piętno. To z tamtych czasów pochodzą najsłynniejsze zabytki architektoniczne: Alhambra w Grenadzie, Mezquita w Kordobie, Alkazar w Sewilli, miasto pałaców ar-Zahara, Giralda, arabskie ogrody, łaźnie i wiele, wiele innych. Po zwycięstwie chrześcijańskiej rekonkwisty nastał czas wznoszenia wielkich, wspaniałych katedr i pałaców. Finezyjnemu stylowi Maurów z jego bogatą ornamentyką przeciwstawiono europejski styl renesansu, który najpiękniej reprezentują: pałac Karola V w Alhambrze, Casa Pilatos w Sewilli, katedry w Sewilli, Jaen i Grenadzie. Powstał przecudowny styl mudejar – łączący w sobie elementy mauretańskie i europejskie, czego najsłynniejszym przykładem jest wspaniały pałac Piotra I Okrutnego w Sewilli.

Kolosalną rolę w architekturze i sztuce hiszpańskiej odgrywają azulejos, wywodzące się ze sztuki islamskiej (Arabowie przejęli umiejętność wytwarzania szkliwionej ceramiki od Chińczyków). Niezależnie od tego, czy w Andaluzji wchodzi się do domu czy pałacu – wszędzie rzucają się w oczy płytki ceramiczne o wspaniałych barwach i wzorach, często zestawione w wielopłaszczyznowe mozaiki. Jak kolorowa suknia usiana najróżniejszymi wzorami, azulejos zdobią fasady domów, wewnętrzne i zewnętrzne ściany pałaców, patia. Trwałe i różnorodne, dające miły chłód latem, są najbardziej typowym elementem dekoracyjnym na południu Hiszpanii. Azulejos ze swoimi jaskrawymi, opalizującymi barwami i egzotycznymi wzorami stały się symbolem Andaluzji.

Sztuka, architektura i literatura osiągnęły raz jeszcze (po okresie arabskim) największy rozkwit w XVII wieku, kiedy to Andaluzja przeżywała swój złoty wiek. Wówczas to, w epoce baroku, budowano klasztory i kościoły, wyposażając ich wnętrza we wspaniałe retabula, stalle, organy, obrazy i figury pasyjne naturalnej wielkości. W Sewilli i Grenadzie powstały słynne szkoły malarstwa i rzeźby. Osobnym, niezwykłym a charakterystycznym elementem krajobrazu miast i miasteczek jest patio – czarowna, odizolowana oaza wewnątrz domu. Wędrując wąskimi, krętymi zaułkami, zagląda się co chwila w głąb ukwieconych, pełnych zieleni wewnętrznych dziedzińców, by podejrzeć toczące się tu od stuleci życie rodzinne i towarzyskie.

Flamenco

To dumny, rytmiczny taniec przy akompaniamencie charakterystycznej muzyki, który uosabia życie z jego wszechobejmującą radością i głębokim cierpieniem. Dzisiejsze andaluzyjsko-cygańskie flamenco ukształtowało się w XVIII w. jako fascynująca mieszanka wpływów mauretańskich, żydowskich, cygańskich, a nawet gotyckich (średniowieczny romans rycerski z Galicji) z odrobiną orientalnego posmaku. Rytm z klaskania w dłonie, perkusyjnego brzmienia gitar i kastanietów oraz tupania – innego zupełnie niż typowe stepowanie – jest szaleńczo szybki. Tancerze (bailaora – tancerka, pierwszoplanowa postać przedstawienia z jej kolorowym, rozwijanym niczym wachlarz strojem, oraz tancerz – bailaor) zazwyczaj improwizują choreografię swego tańca, co sprawia, że zawsze jest on świeży, bez rutyny. Inspirację czerpią z gardłowego głosu solisty – cantaora, który śpiewa tradycyjne arie zwane cante jondo, czyli „głębokie ballady”. Flamenco z jego przepełnionymi głęboką melancholią melodiami i pozostającymi z nimi w kontraście żywiołowoymi gestami i ruchami tancerki jest sztuką rdzennie andaluzyjską.

Corrida

Rodowód walk i niebezpiecznych zabaw z bykami sięga antyku, kiedy to na Krecie, w okresie kultury minojskiej, Kreteńczycy uprawiali rytualne tańce i akrobatyczne skoki przez pędzące byki, o czym mówią choćby znaleziska archeologiczne z Knossos. W Hiszpanii walki byków były rozrywką arystokratów aż do XVIII wieku, kiedy to Bourbonowie oraz legendarni torreadorzy, tacy jak Pedro Romer i Pepe-Hillo, przekształcili je w niewiarygodnie popularne i widowiskowe przedstawienia. Dziś każde hiszpańskie miasto, nawet małe, ma własną arenę (plaza de torros). Na oczach podnieconego tłumu rozgrywa się nagradzane oklaskami prastare widowisko, powtarzane z zachowaniem uroczystego rytuału i namaszczeniem godnym sztuki. Zawsze w niedzielę o piątej po południu trzej torreadorzy (metadores) wkraczają na arenę w asyście dwóch picadores (torreadorzy na koniach) i trzech baderilleros po bokach. Do walki przeznacza się dwa byki. Matador robi serię tradycyjnych póz z płachtą zwaną muletą, wcześniej nazywaną też gitarra, by rozdrażnić zwierzęta. Groźniejszy byk zostaje na arenie do dalszej walki. Byka przejmują picadorzy, którzy kłują go pikami, by zmęczyć i rozjuszyć zwierzę. Następnie wkraczają banderillerzy, którzy kłują byka w kark haczykowatymi banderillas – dzidami ze wstążkami, by rozluźnić mięśnie karku zwierzęcia i rozdrażnić je bardziej. Wreszcie, aby zabić byka, powraca na arenę matador, uzbrojony w szpadę i czerwoną płachtę. Ma na to 20 minut, zanim byk zorientuje się w czym rzecz i przestanie atakować muletę, celując rogami w matadora. W końcu matador, po serii pełnych gracji zwodów muletą, kładzie byka jednym, dobrze wymierzonym pchnięciem. Kiedy walka jest szczególnie podniecająca, widzowie krzyczą, szaleją z emocji. Zdarza się, że byk pokona torreadora, raniąc go lub zabijając. W prasie bieżące informacje z odbytych walk podawane są w rubryce dotyczącej sztuki i kultury – bynajmniej nie sportu. Torreadorzy rekrutują się zazwyczaj z uboższych kręgów społecznych, często wiejskich (corrida ma przecież ludyczny charakter i koloryt), a ich niesłychanie wielki awans społeczny, sława i pieniądze tworzą hiszpański mit o potędze ludzkich możliwości, opartych na woli walki i zwycięstwa, odwadze, harcie ducha, męskości. Mit ten jest tutaj niezwykle ważny – stanowi oś, wektor, który kształtuje hiszpańską duszę. Torreadorzy są bardzo popularni, powszechne są kluby fanów. Tych najlepszych, także najlepiej zarabiających, jest w Hiszpanii około setki. Kochają się w nich na zabój piękne seniority i seniory.

Corridy – oprócz Hiszpanów – nikt nie zrozumie. Kiedy niedzielnym popołudniem w Sewilli w Plaza de Toros, przy arenie otoczonej jasną, bajkową rotundową konstrukcją kupuję w kasie bilet (z tych tańszych), ręce pocą mi się z emocji. Stopniowo przybywają kolejni miłośnicy widowiska, zdecydowanie w grupach rodzinnych, z dziećmi, nawet małymi, pary. Nie ma zupełnie stadionowej atmosfery, to raczej ta z filharmonii czy teatru. Wszyscy odświętnie ubrani. Damy w towarzystwie mężów, braci lub narzeczonych czarują pięknem śniadej karnacji i regularnych rysów twarzy. Krucze, lśniące włosy, upięte najczęściej gładko, w kok, z wpiętym czerwonym hibiskusem. Makijaż, wprawdzie dyskretny, ale te usta – czerwone jak bycza krew, oczy czarne jak bycza sierść. Tu jest mały margines swobody – to rytuał uświęcony tradycją!

Torreador prezentuje serię veronicas – figur zwanych tak od podobizn św. Weroniki z chustą z odbiciem twarzy Chrystusa.  Byk, gdyby wziął matadora na rogi, swoimi 3,5 tony zrobiłby swoje. Ale matador sprawnie zabija zwierzę zgrabnym i precyzyjnym pchnięciem szpady w kark. Trybuny szaleją. Seniority w ekstazie, cabalieros utożsamiają się z matadorami i z pewnością zazdroszczą emanacji męskością i sławy. Torreador dostaje w nagrodę ucho byka, wyskandowane przez rozentuzjazmowaną publiczność. To niezwykły spektakl. Corrida fascynowała i inspirowała Francisco Goyę, Pabla Picassa, Federico Garcia Lorcę, Ernesta Hemingwaya…

Sewilla

Na starej bramie miejskiej ujęta jest lapidarnie historia Sewilli: „Herkules mnie zbudował, Cezar otoczył murami i wieżami, święty król zdobył”. Początki miasta to II wiek p.n.e., kiedy to Iberowie założyli osadę Hispalis. Po latach, zajęta przez Fenicjan i Kartagińczyków skutkiem II wojny punickiej, dostała się Rzymowi. Za Wizygotów w VI wieku żył tu św. Izydor, wybitny arcybiskup i uczony, znawca antyku, teolog i filozof. W VIII wieku miasto wzięli Maurowie, a w XII stało się prężną stolicą państwa arabskich Almohadów. Giralda, wieża meczetu, obecnie katedry, pochodzi z tamtego okresu, po niej powstała wieża Torre de Oro. W XIII wieku Ferdynand III Święty, zdobywszy miasto, wypędził arabów. W XIV wieku Piotr I Okrutny rozbudował istniejący w Sewilli zespół pałacowo-obronny – Alkazar – i stworzył tu swoją rezydencję. W tych czasach zaczęło się prześladowanie Żydów, w 1480 roku działalność rozpoczął trybunał inkwizycji. Ale najbujniejszy rozwój nastąpił po odkryciu Nowego Świata. Sewilla stała się punktem przeładunkowym w handlu z zamorskimi koloniami. Ogromne ilości złota i srebra oraz innych towarów trafiały na galerach do Sewilli, która licząc 150 tys. mieszkańców, była trzecim miastem świata zachodniego. W XVII wieku jej potęga zaczęła słabnąć, a w XVIII wieku jej funkcje handlowe i rolę przejął Kadyks. W XVII wieku miasto przeżyło jednak rozkwit w dziedzinie kultury. Malarze, tacy jak Diego Velazquez, Francisco de Zubarian, znaleźli mecenat na dworze królewskim, a Miquel Cervantes napisał powieść „Don Kichot”. Liczącym się impulsem w rozwoju Sewilli stała się Wystawa Światowa w 1992 roku, a przedtem Wystawa Iberoamerykańska w 1929 roku. Z myślą o Expo odrestaurowano bezcenne zabytki kultury i zmodernizowano infrastrukturę miasta i regionu. Dziś ta dumna i piękna stolica dominuje nad prowincją z jej urodzajnymi, rozległymi polami i małymi miasteczkami. Przepaja ją jednak nostalgia za minionymi czasami, gdy w epoce odkryć rzeka Gwadalkiwir na przeszło 200 lat uczyniła ją bramą Nowego Świata i kwitnącym miastem. To stolica flamenco, corridy, miasto Carmen, don Juana, sewilskiego cyrulika, podniosłych procesji Męki Pańskiej. W starych dzielnicach co krok spotkać można wspaniałe zabytki kultury z przeszłych wieków. Typowe są tu drzewa pomarańczy, którymi wysadzono ulice – wiosną mają zapewnić miastu niepowtarzalną aurę zapachów.

Katedra Najświętszej Marii Panny

W 1401 roku kapituła katedry sewilskiej w akcie erekcyjnym napisała: „Wzniesiemy kościół tak piękny, niemający sobie równych, tak wielki i w takim stylu, że wszyscy ci, którzy będą go oglądać, pomyślą, że stawiali go szaleńcy”. Tak więc katedra w Sewilli jest największym kościołem gotyckim na świecie, a kubaturą przewyższają ją tylko bazylika Świętego Piotra w Rzymie i katedra Świętego Pawła w Londynie. Z dawnego meczetu, który zburzono, pozostała jedynie Giralda – minaret meczetu. W sto lat później pierwsza katedra Andaluzji została ukończona. Ze swoimi dachami i kopułami wspartymi na licznych łukach przyporowych i królującą Giraldą pyszni się nad rozległą okolicą, budząc zdumienie pomieszane z zachwytem. Francuski pisarz Teofil Gautier, który zobaczył ją w 1840 roku, pisał: „Jest to wydrążona góra lub dolina do góry dnem, mająca taką wysokość, że nasza paryska Notre Dame mogłaby bez trudu spacerować w niej z podniesioną głową. Grube niczym wieże filary patrzącym wydają się tak kruche, że aż ciarki przechodzą. Wyrastają one z posadzki i opadają ze sklepień niczym stalaktyty w jaskini olbrzyma”.

Jej pięć naw ma 126 m długości, a szerokości 82 m. Wnętrze świątyni wywołuje wrażenie niczym nie ograniczonej, ogromnej przestrzeni. W nawie głównej i obu poprzecznych wysokość sklepienia wynosi 35,5 m, w nawach bocznych 24 m. Nawy z 40 kolumnami oświetlane są przez 93 witraże. Pośrodku znajduje się chór na 117 miejsc. Uderza wszechobecna symetria i porządek. Sklepienie główne jest krzyżowe i siatkowe, o niesłychanie bogatej ornamentyce. Chór zachwyca swymi stallami, wykonanymi z wielu gatunków drewna techniką intarsji, całość pokrywają rzeźbienia ze scenami biblijnymi, wizerunkiem Giraldy, wyobrażeniem przywar i grzechów. Snycerka niewiarygodnego kunsztu.

Wielki ołtarz nie ma sobie równych w Hiszpanii. Pracowano przy nim 100 lat. Wykonany z drewna orzechowego, modrzewiowego i kasztanowca ma formę tryptyku z baldachimem. Bogato ozdobione obramowanie zamyka 45 grup figuralnych. W środku sceny z życia Jezusa i Marii, na skrzydłach bocznych – z historii stworzenia świata, życia świętych i historii miasta. Góra zwieńczona Pietą z apostołami i sceną ukrzyżowania. Nastawa ołtarza sprawia wrażenie zgromadzenia całej ludności jakiegoś średniowiecznego miasta. W katedrze znajduje się grobowiec Kolumba w formie sarkofagu dźwiganego przez czterech ponadludzkiej wielkości heroldów – przedstawicieli czterech królestw hiszpańskich. W Kaplicy Królewskiej srebrny relikwiarz ze szczątkami zdobywcy miasta – Ferdynanda III. Przykryta piękną kopułą kasetonową z rzeźbami świętych, robi wielkie wrażenie. W środkowej niszy, pod srebrnym baldachimem, stoi patronka Sewilli – Niepokalana Dziewica Królów, której głowa i ręce są ruchome. Centralnie usytuowana w katedrze jest zakrystia z własnym ołtarzem i prezbiterium, sprawiająca wrażenie odrębnego kościoła. Już Filip II, porażony pięknem jej wystroju, robił wyrzuty kanonikowi, że jest piękniejsza od jego kaplicy królewskiej.

W Sacristia Major znajdują się najpiękniejsze eksponaty z kościelnego skarbca. Najcenniejsza jest kunsztowna monstrancja procesyjna ze srebra i złota, wykonana w XVI wieku przez słynnego złotnika Juana de Arte. Jej wyszukana konstrukcja ma wysokość blisko 4 m i waży 475 kg. Wznosi się na planie koła czterema zwężającymi się kondygnacjami zdobionymi figurkami świętych. Jest uroczyście obnoszona w specjalny sposób w czasie procesji Bożego Ciała.

W przylegającej do zakrystii Capilla de san Andres, pod czerwonym baldachimem znalazło swoje miejsce bezcenne dzieło – krucyfiks wykonany w XVII wieku przez Montanesa, zwanego Fidiaszem z Sewilli. Chrystus wygląda jak żywy, jakby mówił do modlących się u jego stóp. Jest to wspaniała rzeźba, skłaniająca do refleksji. Znajduje się tu też wybitny obraz Francesco de Goya „Justyna i Rufina”. Dwie młode garncarki z Sewilli zostały przez Rzymian rzucone na pożarcie lwom, bo zniszczyły posążek Jowisza. Goya pięknie ukazuje je na tle Gwadalkiwiru, katedry i Giraldy. Spoglądające ku niebu dziewczyny otacza świetlany nimb świętości, w rękach trzymają wyroby garncarskie i liście palmowe – symbol męczeństwa. U stóp leży połamany posążek, a lew liże stopy Rufiny.

Osobnym cudem jest Giralda – minaret pozostały po wielkim meczecie. Ma 97 m wysokości. To symbol Sewilli. Budowla, obecnie służąca za dzwonnicę, pochodzi z XII wieku i jest bogato, po arabsku, zdobiona finezyjnymi sztukateriami. Wewnętrzna rampa prowadzi na górną platformę, z której roztacza się wspaniały, zapierający dech widok na miasto. Giralda zwieńczona jest wysoką na cztery metry statuą Fides (wiara) ze sztandarem i liściem laurowym. Sztandar jak wiatrowskaz obraca figurę przy podmuchach wiatru. Po meczecie pozostał też Dziedziniec Pomarańczowy, otoczony murami z blankami, gdzie do dziś unosi się woń kwiatów pomarańczy. Na środku studnie z czasów Wizygotów, używane przez Arabów do rytualnych ablucji. Od północy Puerta del Perdon – portal bogato zdobiony stiukami w stylu mudejar. Obok Biblioteka Columbina ze zbiorem 3000 tomów Fernanda Colona (Kolumba), syna Krzysztofa Kolumba, podarowana kapitule katedry. Najcenniejsze są manuskrypty z odręcznymi notatkami odkrywcy Ameryki.

Alkazar

Do najznamienitszych zabytków Sewilli należą Pałace Królewskie – Alkazares Reales – które najsilniej zapisały się w dziejach miasta. W ich murach odcisnęło się piętno kilku epok, a mimo to – lub może właśnie dzięki tej różnorodności – urzekają harmonią całości, bajecznym przepychem. Dziedzińce, sale, komnaty i ogrody tego zespołu pałacowego były świadkami i tłem znaczących wydarzeń historycznych i miejscem spotkań znanych osobistości. Początki Alkazaru to czasy panowania arabskiego w Sewilli. Jak wspaniała to była siedziba, świadczy piękne, zachowane w pierwotnym charakterze Patio del Yeso. Po rekonkwiście w 1248 roku Alkazar został poddany licznym zmianom. Główną częścią jest pałac Piotra I Okrutnego z XIV wieku, będący cudem architektury w stylu mudejar. W tej wspaniałej budowli elementy islamskie splatają się z detalami hiszpańsko-chrześcijańskimi. Z Patio del Leon wychodzę przed fasadę pałacu Piotra I. Przy patio usytuowane są Pokoje Admirała, gdzie Izabela Katolicka w 1503 roku założyła izbę handlową z Nowym Światem. To tu w Sali Audiencji królowie hiszpańscy podejmowali żeglarzy i odkrywców, w tym w 1496 roku Kolumba, a także Magellana. W kaplicy obok słynna nastawa ołtarzowa Fernandeza z XIV wieku z Madonną Żeglarzy. Rozpościera ona swój ochronny płaszcz nad podobiznami żeglarzy, a są tu m.in. Krzysztof Kolumb i Amerigo Vespucci, żaglowce, na których wypływano na podbój Nowego Świata. Centrum pałacu św. Piotra I to Patio de las Doncellas (Patio Dam). Jest otoczone arkadami o zębatych łukach i wykwintnymi podwójnymi kolumnami, zdobionymi piękną i misterną sztukaterią. Ściany tylne arkad wyłożone są płytkami azulejos we wspaniałej kolorystyce. Patio Dam prowadzi mnie do najwspanialszej komnaty – Sali Posłów. Dekoracje jak z Alhambry: płytki azulejos z geometrycznymi wzorami upiększają cokół, a złota i barwna arcydelikatna sztukateria zdobi ściany. Potrójne arkady z podkowiastymi łukami przedłużają optycznie przestrzeń na przyległe pomieszczenia. Za pałacem – renesansowy ogród oparty na geometrycznym założeniu, z tarasami, grotami, wodotryskami, studniami i posągami. Swym pięknem nawiązuje do uroku Ogrodów Generalife w Alhambrze.

Jednym z symboli Sewilli jest Torre del Oro (Złota Wieża) z XIII wieku, stojąca nad Gwadalkiwirem. Pomiędzy nią a jej zniszczoną już siostrą po drugiej stronie rzeki rozpinano łańcuch blokujący w razie najazdu dostęp do portu. Kiedyś wieża oblicowana była złocistymi płytkami azulejos.

Jednym z najpiękniejszych placów w Sewilli jest Plaza de Espana z półkoliście osadzoną sylwetką Palacio Espanol – centrum wystawienniczego stworzonego na Wystawę Iberoamerykańską w 1929 roku. Budowla, nawiązując do różnych stylów z przeszłości, gloryfikuje dawne dzieje, mocarstwową potęgę w złotym wieku Hiszpanii. Jest to przepiękny pałac, niezwykle harmonijny architektonicznie. Jego wytworne i olśniewające zdobienia, do których wykorzystano cudowne płytki azulejos, wywołują zawrót głowy. Twórcą jest sewilski architekt Anibal Gonzalez. Narożne wieże przypominają katedralną Giraldę, środek fasady to barok, reszta ma styl renesansowy. Dookoła okrągłego placu biegnie kanał, nad którym zawieszono fantazyjne mosty w weneckim stylu, z pięknymi, wykładanymi ceramiką poręczami. Cokół pałacu zdobią słynne sceny historyczne ze wszystkich prowincji Hiszpanii, przedstawione na wielkich obrazach z kolorowych płytek. Są wprost fenomenalne, a Plac Hiszpański z Pałacem Hiszpańskim to dzieło nieziemskiej urody. Jak zresztą cała Andaluzja i cała Hiszpania. Tylko poezja lub malarstwo najwyższej próby wyrazić mogą to piękno. No i przede wszystkim dźwięk hiszpańskiej gitary oraz – rzecz jasna – flamenco.

W Sewilli, na koniec wędrówki po Andaluzji, warto chwilę odetchnąć. Bo już na zawsze podróżnik będzie błądził niczym Don Kichot w przestrzeni tej krainy, wspominając dni tu przeżyte i mając w pamięci bezcenne przesłanie rycerza z La Manchy. Wiara w cnoty jest ważniejsza od cnót, a myślenie irracjonalne to potęga. A więc buenos noches, guapa!

Stanisław Niećko

 

aaa

 

zdrowie

 

Nowinki i trendy 

Jak będziemy w tym roku dbać o zdrowie? Naukowcy, lekarze, dietetycy i fizjoterapeuci mają dla nas wiele propozycji. Oto niektóre z nich.

Zamiast ćwiczeń na siłowni lub w klubach fitness możemy trenować na otwartej przestrzeni. Street workout, czyli ćwiczenia w terenie miejskim, oparte są na kalistenice, czyli pracy z obciążeniem własnego ciała, oraz elementach gimnastycznych. Wykorzystujemy, co się da: poręcze, barierki, murki, trzepaki, latarnie, czyli wszystko to, co można spotkać w mieście. Pionierami w tej „dyscyplinie” byli mieszkańcy biednych amerykańskich dzielnic, bez hal sportowych i siłowni. Teraz moda na ten rodzaj aktywności fizycznej pojawiła się w Europie. Podchwycili ją zarządcy terenów publicznych, deweloperzy, którzy stawiają na ogólnie dostępnych placach specjalne konstrukcje przeznaczone do treningu kalistenicznego. Można zacząć od podciągania się na drążku, pompek, podnoszenia nóg. Warto przypomnieć sobie dziecięce akrobacje na drabinkach i trzepaku. Na początku nie będzie łatwo, ale taki trening kształtuje wszystkie mięśnie, zapewnia zwinność i rozwija koordynację ruchową. I co ważne – nic nie kosztuje.

Osobom uprawiającym sport polecana jest woda kokosowa jako napój regeneracyjny. Mający podobne właściwości sok z brzozy, również dostępny w sklepach, nie cieszy się u nas takim powodzeniem: piją go głównie ludzie starsi. Tymczasem moda na niego powraca do Polski z Europy Zachodniej. Najcenniejszy jest – pisze brytyjski magazyn „Marie Claire” – sok pozyskiwany z pnia brzozy (tzw. oskoła), ale można go zrobić także z liści. Jest tańszy od wody kokosowej i ma więcej wartości odżywczych. Badania potwierdzają, że wspomaga odporność, chroni przed chorobami układu krążenia i nowotworami. Ma dużo magnezu, wapnia, żelaza i witamin z grupy B.

Zalecana po treningu i znacznie lepsza od tabletek z apteki jest kurkuma – przyprawa w proszku lub świeży korzeń do starcia. Ostatnio robi ona największą karierę wśród superfoods. Ma działanie przeciwzapalne, przeciwnowotworowe, obniża ryzyko alzheimera, wzmacnia odporność i pomaga w chorobach stawów. Sportowcy po treningu powinni profilaktycznie wsypywać ją do wody z cytryną i miodem. Energii przed treningiem dodają koktajle z burakiem. Ci, co walczą na siłowni o większe mięśnie, zamiast wspomagać się sztucznymi odżywkami białkowymi, mogą dodawać do koktajli, jogurtu czy owsianki nasiona konopi. Osobom na diecie odchudzającej dobrze zrobi sok z aloesu.

Do łask wraca kasza gryczana, która w ostatnim czasie straciła na popularności, wypierana przez egzotyczne przysmaki z Ameryki Południowej. Naszą swojską gryczaną zajadają się już liczne amerykańskie modelki i aktorki. Ogłoszono ją nowym bezglutenowym superfood, czyli pożywieniem o szczególnej wartości odżywczej. Zawiera sporo żelaza, pomaga zapobiegać anemii. Ma właściwości rozgrzewające, więc warto ją jeść jesienią i zimą. Jest także bogata w błonnik, więc nie tuczy, oraz cynk (wzmacnia włosy i paznokcie). Kasza gryczana – mówią dietetycy – powinna gościć często w menu osób mających kłopoty z układem krążenia i żyjących w silnym stresie.

Na rynku pojawiło się nowe warzywo, które urozmaici potrawy z kaszą gryczaną. Nazywa się kalettes i jest hybrydą brukselki z jarmużem. Smakuje podobnie jak kalarepa. Można je ugotować lub jeść na surowo. Brukselka ma dużo witaminy C, beta-karotenu i chlorofilu, jarmuż zawiera bardzo dużo wapnia, kwasu foliowego, cynku i żelaza. Nowe warzywo jest bogate w przeciwutleniacze, które wspierają naturalne mechanizmy obronne naszego organizmu.

Wodorosty od wieków królują w kuchni Dalekiego Wschodu. Reszta świata dopiero odkrywa ich zalety. Można je u nas kupić suszone lub surowe. Mają bardzo dużo chlorofilu, magnezu, żelaza i witamin z grupy B. Podobno jedna łyżeczka wodorostów dziennie dostarcza naszemu organizmowi odpowiedniej ilości kwasów omega-3, które przedłużają młodość komórek i wspomagają pracę wszystkich narządów, szczególnie serca i mózgu. Potwierdzeniem mogą być mieszkańcy japońskiej wyspy Okinawa, najdłużej żyjący ludzie na świecie. W ich codziennym menu wodorosty stanowią aż 20 procent.

Wiadomo, że powinniśmy jadać kwasy omega-3, bo działają przeciwzapalnie, obniżają ryzyko wielu chorób i poprawiają jakość życia, na przykład przy chorobach stawów. Dotąd jednak szacowaliśmy ich niedobory w naszej diecie na tzw. oko. Teraz będziemy już to wiedzieć dokładnie. Powie nam to prosty test z krwi pobranej z palca. Jego wynik będzie cenną wskazówką dla leczących nas specjalistów i pomoże ustawić dietę. To nowe badanie stanie się zapewne wkrótce równie popularne jak testy na poziom witaminy D, które zlecają już m.in. reumatolodzy, endokrynolodzy, a nawet psychiatrzy.

Witaminy i minerały od kilku lat są dyżurnym tematem w profilaktyce zdrowia. Ich poziom w naszym organizmie można określać przy użyciu gadżetu o nazwie vitastiq 2. Jest to bezprzewodowa sonda mierząca ilość 30 najważniejszych witamin. Czujnik przypominający kształtem długopis przykłada się do ręki. Odczytane w ten sposób dane przekazywane są bezprzewodowo do aplikacji w smartfonie. Określa ona, czy poziom badanych składników jest właściwy i podpowiada, jakie witaminy i minerały należy uzupełnić.

Już wkrótce będziemy mogli na bieżąco kontrolować pracę naszego serca. Healthy Watch to zegarek na rękę zaprojektowany w Stanach. Jego mechanizm monitoruje częstotliwość skurczów mięśnia sercowego, wykrywa m.in. migotanie przedsionków i inne nieprawidłowości. Użytkownik dostaje raporty, na przykład w postaci wykresu EKG, na połączoną z zegarkiem aplikację w smartfonie. Urządzenie gromadzi dane i zapamiętuje je, dzięki czemu z czasem rozpoznaje niepokojące sygnały. W internecie trwa zbiórka pieniędzy na rozpoczęcie masowej produkcji „strażnika serca”. Ten gadżet na pewno zrobi furorę na rynku sprzętu medycznego, znajdując wielu chętnych do zakupu.

Podobnie jak niewielkie urządzenie o nazwie AccuRelief, już dostępne w sieci. Ma ono zastępować tabletki przeciwbólowe. Do miejsca, które boli, na przykład pleców, szyi, ramienia, przykleja się dwie małe elektrody. Wysyłają one impulsy blokujące przesyłanie informacji o bólu do mózgu. Moc elektrod sterowana jest za pomocą pilota. Jeśli wierzyć zapewnieniom producenta tego gadżetu, ulga ma być natychmiastowa.

Prawdziwą rewolucję w leczeniu chorób oczu może przynieść odkrycie naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego, dające nadzieję na to, że w najbliższej przyszłości będziemy mieli alternatywną, tańszą i prostszą metodę leczenia zaćmy. Na razie jej skutki w stu procentach likwiduje tylko operacja i wymiana zmętniałej soczewki oka na sztuczną. Biorąc pod uwagę szybkie starzenie się społeczeństw, liczba zabiegów chirurgicznego leczenia zaćmy będzie musiała się zwiększyć dwukrotnie w ciągu najbliższych dwóch dekad. Zaćmę ma aż około 800 tysięcy Polaków. Będzie ich przybywać, a w kolejce na zabieg już teraz czeka się nawet kilka lat. Tymczasem oprócz skalpela czy lasera proste krople mogą równie skutecznie odwrócić proces prowadzący dziś do ślepoty. Soczewka zbudowana jest z 5 mln włókienkowatych komórek o długości 4,8 mm. Ich głównym składnikiem są białka krystality, które w zdrowym oku chronią soczewkę przed zmętnieniem. Ale niekiedy u chorych osób białka ulegają degradacji: zmieniają się, tworzą złogi, kępki, ich praca jest zaburzona. Organizm nie może ich wymienić na nowe. Pozostaje jedynie ochrona oka przed tymi niekorzystnymi zmianami. Mogą ją zapewnić krople zawierające substancje, które powstrzymują ten proces. Prof. Ling Zhao z Uniwersytetu Kalifornijskiego, od dłuższego czasu zajmujący się badaniami nad zaćmą, postanowił dostarczyć ulegającej degeneracji soczewce zsyntetyzowany lanosterol (prekursor sterydów), który odgrywa kluczową rolę w powstawaniu i pracy białek krystality. Eksperymenty przeprowadzone na królikach i psach z ciężką zaćmą potwierdziły skuteczność kropli. Objawy zaćmy u tych zwierząt wyraźnie się cofnęły, a soczewki odzyskały przejrzystość. Podobny wynik dały próby w laboratorium na zmętniałych ludzkich komórkach soczewki. Eksperci komentujący to odkrycie zwracają uwagę, że na razie trudno mówić o wyleczeniu choroby, ale raczej o powstrzymywaniu towarzyszących jej zmian i objawów. Jak dotąd dominują klasyczne metody chirurgiczne, ale kto wie, czy za jakiś czas konkurencyjną terapią w leczeniu zaćmy nie będą krople hamujące jej rozwój.

BWO

 

aaa

 

ruszajmy się

 

Ćwiczenia na piłce gimnastycznej 

Piłka gimnastyczna, zwana również fitnessową, fitball lub rehabilitacyjną, to przybór, który kojarzy się najczęściej z zajęciami w klubach fitness. Jest stosowana dla urozmaicenia treningów wzmacniających, kształtowania mięśni głębokich, do ćwiczeń korekcyjno-kompensacyjnych na kręgosłup i rozciągających. Powinna znaleźć się w każdym domu, może świetnie uzupełniać codzienną gimnastykę oraz motywować do ćwiczeń.

Wiele osób prowadzących zdrowy tryb życia chwali sobie piłki gimnastyczne – ćwiczenia na nich są najczęściej przyjemne, proste i przy tym bardzo skutecznie oddziałują na mięśnie całego ciała. Względna niestabilność piłki poprawia równowagę i sprawia, że dodatkowo angażowane są mięśnie stabilizujące postawę – to niezwykle skuteczny sposób kształtowania sylwetki. Dodatkowy punkt podporu, np. na plecy lub brzuch, i względna miękkość piłki sprawiają, że odciążony zostaje kręgosłup i często też inne stawy. Przeciwdziałanie bólom pleców i kręgosłupa to jedna z największych jej zalet. Często jest stosowana przez rehabilitantów, dlatego też nazywa się ją piłką rehabilitacyjną. Jest świetnym przyborem pozwalającym: pobudzić krążenie, rozwijać elastyczność mięśni i ścięgien, wrócić do dobrej sprawności po urazach, wzmocnić całe ciało, stabilizować stawy. To dobry wybór dla osób starszych lub zaczynających uprawiać sport. Jest też ważnym elementem ćwiczeń wzmacniająco-kompensujących dla osób systematycznie trenujących. Coraz częściej po ćwiczenia z piłką sięgają profesjonalni sportowcy, dzięki czemu przeciwdziałają kontuzjom i w łagodniejszy sposób dla stawów i kręgosłupa wzmacniają mięśnie.

Regularne ćwiczenia (przynajmniej trzy razy w tygodniu po kilkanaście, kilkadziesiąt minut) pozwalają na wzmocnienie mięśni posturalnych, modelowanie sylwetki, poprawę ukrwienia i dotlenienia ciała, wzrost kondycji fizycznej, gibkości. Ponadto pozwalają się odstresować i wyciszyć. Efekty są zauważalne bardzo szybko.

Piłki gimnastyczne są powszechnie dostępne w sklepach sportowych, można też zamówić je przez internet. Średni koszt to około 50 zł, ale zdarzają się również tańsze i droższe. Sama piłka jest zrobiona z gumowatego tworzywa, nienapompowana zajmuje bardzo mało miejsca – można ją schować do szuflady lub zabrać ze sobą w podróż. Istnieje wiele rodzajów piłek, różnią się wielkością, powierzchnią i kolorem, a nawet kształtem. Te klasyczne, okrągłe, występują w rozmiarach o średnicy 55-85 cm. Wielkość piłki dobierana jest do wzrostu. Można przyjąć, że osoby do wzrostu 165 cm powinny ćwiczyć na piłce 55 cm, 165-175 to 65 cm, 175-185 cm stosują piłki 75 cm, a największe piłki – 85 cm – zarezerwowane są dla osób o wzroście powyżej 185 cm. Mogą mieć gładką powierzchnię lub być pokryte wypustkami, które masują nasze ciało i stymulują krążenie. Te w innym kształcie, owalne lub pierścieniowe, pozwalają lepiej wykonać specjalistyczne ćwiczenia.

Na piłce należy ćwiczyć spokojnie, a ruchy powinny być precyzyjne, pozycja zawsze stabilna, stopy, jeśli jest to możliwe, całą powierzchnią mają przylegać do podłoża. Nie powinno się odczuwać dyskomfortu w odcinku lędźwiowym (zbytnie wygięcie w tył), a brzuch powinien być cały czas wciągnięty i napięty. Unikamy gwałtownych ruchów, aby nie stracić równowagi. Zestaw kilku podstawowych ćwiczeń na piłce, wykonywany w wolnej chwili w ciągu dnia, pomoże utrzymać dobrą kondycję i samopoczucie.

Podnoszenie piłki w klęku

To sposób na rozgrzanie całego ciała. Klęknąć przed piłką i chwycić ją oburącz wyprostowanymi ramionami. Unieść piłkę jak najwyżej nad głowę, jednocześnie wciągając brzuch. Powtórzyć 10 razy, po czym można przejść to drugiej wersji – po opuszczeniu piłki siadamy na piętach i wyciągamy grzbiet, ręce pozostają na górnej części piłki – 10 spokojnych, pełnych ruchów.

Przysiady z ramionami opartymi na piłce

Stanąć przed piłką, oprzeć na niej proste ramiona i wykonać ugięcia i wyprosty w stawach kolanowych z cofnięciem bioder (przysiad). Kolana cały czas znajdują się nad stopami, plecy proste, podczas przysiadu tułów wyciąga się w przód. 10-20 powtórzeń.

Krążenie bioder

Usiąść na piłce, kąty proste w stawach, stopy na podłożu. Siedząc, należy krążyć biodrami takim ruchem, jakby chciało się usiąść na krawędzi piłki. Zwiększamy elastyczność bioder.

Deska na piłce przodem

Oprzeć przedramiona na piłce, cofając stopy do momentu, aż ciało i nogi utworzą linię prostą. W tej pozycji biodra nie mogą opadać w dół. Wciągać brzuch w stronę kręgosłupa. W takim napięciu należy wytrzymać 20-40 sekund.

Deska na piłce bokiem

 Oprzeć przedramię dolnej ręki na piłce, łokieć w linii pod barkiem. Tułów w linii prostej skierowany bokiem do podłoża, nogi są przedłużeniem tej linii (biodro nie opada w dół) – stopy jedna na drugiej lub w ustawieniu: górna z przodu styka się z podłożem wewnętrzną krawędzią, dolna minimalnie cofnięta na zewnętrznej krawędzi. Wytrzymać 20-40 sekund na każdą stronę.

Skręty na piłce

Wykonać podpór, leżąc tyłem na piłce – jest to pozycja, w której plecy spoczywają na piłce, stopy na podłożu, kąt prosty w kolanach. W tej pozycji unosimy ręce ku górze i stykamy dłonie, następnie wykonujemy skręt górnej części pleców (części, która spoczywa na piłce), przechylając oba ramiona w bok ku jednej stronie. Stopy nieruchomo na podłożu. Przenieść ramiona 10 razy w prawo i 10 razy w lewo.

Wznosy bioder

Pozycja podporu tyłem w leżeniu na piłce. Opuścić biodra jak najbliżej ziemi, a następnie unieść je ku górze. Ruch jak najobszerniejszy, powtórzyć 10-20 razy.

Wymachy nóg

Pozycja podporu tyłem w leżeniu na piłce. Wyprostowaną jedną nogę unosimy do góry, naciągając stopę na siebie. Opuszczamy nogę na podłoże i powtarzamy przynajmniej 10 razy. Następnie to samo drugą nogą.

Brzuszki w leżeniu na piłce

Pozycja podporu tyłem w leżeniu na piłce. Unieść górną część ciała tak wysoko, jak się da, klatka piersiowa zbliża się do bioder. Ramiona wzdłuż ciała, bardziej zaawansowani trzymają dłonie przy skroniach. Od 10 do 20 dokładnych i spokojnych brzuszków.

Leżenie na piłce przodem

Ćwiczenie ma za zadanie rozluźnić i rozciągnąć lędźwie. Położyć się na piłce, która powinna znaleźć się w okolicach bioder, ramiona skierować w przód do podłogi, nogi ugięte, uda wciśnięte w piłkę. Należy jak najmocniej przytulić się do piłki, rozciągając jednocześnie dolne partie pleców.

Unoszenie przeciwnej nogi i ręki w leżeniu przodem

Leżenie przodem na piłce, ręce oparte z przodu na podłożu, stopy z tyłu. Następnie przyciągamy się do piłki jak najbliżej. Unosimy przeciwległe ramię i nogę tak, by utworzyły razem prostą linię równoległą do podłoża. Opuszczamy na podłoże. To samo z przeciwnym ramieniem i nogą. Podczas wznosu staramy się wydłużyć – stopę cofamy maksymalnie, a rękę wyciągamy maksymalnie w przód. Co najmniej 10 powtórzeń na każdą stronę.

Kolana do klatki piersiowej

Podpór na rękach w leżeniu przodem, stopy na piłce – jest to pozycja deski odwróconej. W tej pozycji podkurczamy pod siebie kolana, zbliżając je do klatki piersiowej. Pracują biodra i mięśnie brzucha. Piłka powinna znaleźć się w okolicach piszczeli przy wyproście nóg i okolicach stóp przy zgięciu nóg. Ważne przy tym ćwiczeniu, by brzuch był cały czas wciągnięty.

Wznosy i skręty

Poniższe ćwiczenia wykonujemy, leżąc na plecach na podłodze, a nogi opierając na piłce (kąty proste w stawie biodrowym i kolanowym):

– wznosy tułowia (brzuszki)

– wznosy bioder (do linii prostej ciała)

– skręty tułowia (łapiemy piłkę między nogi i przerzucamy je w bok, aż do położenia całej nogi na podłożu z boku ciała. Dolna część ciała skręca, górna cały czas przyklejona do podłoża.

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Sekrety końcówek pionkowych

Pionek jest najsłabszą szachową bierką o specyficznych cechach. Porusza się tylko w jednym kierunku o jedno pole (czasami o dwa), zabija nieprzyjacielskie bierki na ukos (może nawet zabić „w przelocie”), a w dodatku po dotarciu na ostatnią linię przemienia się w dowolną silniejszą figurę. W końcówkach pionkowych los piechura zależy głównie od odpowiednich manewrów króla. Sens królewskich ruchów bywa często trudny do zrozumienia. Oto próba wyjaśnienia niektórych z nich.

Manewr trójkąta

W szachach możliwość wykonania posunięcia jest przywilejem. Białe są w trochę lepszej sytuacji od czarnych, gdyż zaczynają grę i w przypadku symetrycznych posunięć pierwsze dają mata. W końcówkach jednak, a szczególnie w pionkówkach, czasami korzystne jest przerzucenie posunięcia na partnera. Uzyskuje się to przy pomocy manewru trójkąta. Oto najprostszy przykład:

Białe: Kc5, e4

Czarne: Kg4, e5

Na posunięciu są białe. Króle toczą walkę o zdobycie nieprzyjacielskiego pionka. W przypadku narzucającego się 1.Kd5? Kf4 okazuje się, że to biały pionek ginie. Król powinien dotrzeć na pole d5 po trójkącie: 1.Kd6! Kf4 2.Kd5. Teraz czarny król musi odstąpić, białe zdobywają pionka i zwyciężają.

W praktyce tego typu manewry bywają przeważnie bardziej skomplikowane:

Białe: Kc5, a5, c6

Czarne: Kc7, a6

Tę pozycję przy ruchu czarnych wygrywa się prosto – król białych wkracza na b6 i zabiera pionka a6. Posunięcie jednak przypada na białe. Należy więc przy pomocy manewru trójkąta przerzucić je na partnera: 1.Kd5 Kc8! Ale nie 1…Kd8? 2.Kd6 Kc8 3.c7 i pionek dochodzi. Teraz nic białym nie daje 2.Kd6 Kd8 3.c7+? Kc8. Trzeba rozpocząć manewr trójkąta na polach c4, d4 i d5 2.Kc4! Kd8 Czarne nie mają wyboru: 2...Kc7? 3.Kc5 3.Kd4! Kc8 4.Kd5! i teraz okazuje się, że po 4...Kd8 jest 5.Kd6, a w przypadku 4...Kc7 5.Kc5 cel białych został osiągnięty – na posunięciu są czarne. Manewr można oczywiście rozpocząć także od pola d4 2.Kd4! Kd8 3.Kc4! Kc8 4.Kd5! itd.

Białe: Kd5, c5, b6

Czarne: Kd7, b7

W tej sytuacji pokusą jest posunięcie 1.c6+, bo przecież po narzucającym się 1…bc6+? jest 2.Kc5 Kd8 (2...Kc8 3.K:c6) 3.Kd6! (Grozi 4.b7) 3...Kc8 4.K:c6 z wygraną. Czarne mogą jednak odpowiedzieć silniej 1...Kc8! 2.Kd6 (po 2.c7 jest remis z uwagi na patowe motywy) 2...Kb8! 3.Kd7 bc6! 4.K:c6 Kc8. Do zwycięstwa prowadzi tylko znana nam droga przerzucenia posunięcia na partnera 1.Ke5! Kc6 Po 1…Ke7 rozstrzyga 2.c6. W przypadku 1…Kd8 2.Kd6 czy 1…Kc8 2.Ke6 powstaje pozycja z wariantu głównego 2.Kd4 Kd7 Lub 2...Kb5 3.Kd5 Ka5 4.Kd6 Kb5 5.c6 3.Kd5 Mamy pozycję z diagramu, ale przy ruchu czarnych. Białe zwyciężają, maszerując królem w głąb obozu przeciwnika, aby zagrać w odpowiednim momencie c5-c6 3...Kd8 Lub 3…Kc8 4.Ke6 Kd8 5.Kd6 2.Kd6 Kc8 3.Ke7 Kb8 4.Kd7 Ka8 5.c6! bc6 6.Kc7 z szybkim matem.

Białe: Kb3, a2, b4

Czarne: Kc6, b5

Ruch białych. Jak wygrać? Po 1.a4? ba4+ 2.K:a4 Kb6 jest elementarny remis. W przypadku 1.Kc3 czarne grają 1…Kd5! (2.Kd3 Ke5!) i nie widać, jak przełamać system obronny. Klucz do pozycji tkwi w dojściu do tej samej pozycji, ale poprzez przerzucenie posunięcia na partnera. Można to uzyskać ruchem 1.a3, ale wówczas czarne mogą wpuścić białego króla na 4. linię: 1…Kb6 2.Kc3 Kc6 3.Kd4 Kd6 i do wygranej zabraknie białym tempowego posunięcia a2-a3. Zwróćmy jednak uwagę na dwie pary ustawień obu króli: b3-c6 i c3-d5. Na pola b3 i c3 biały król może dotrzeć z b2 lub c2, na pola c6 i d5 czarny monarcha może pójść tylko z d6… 1.Kc2! Grozi 2.Kb3 i 2.Kc3 1...Kd6 2.Kb2! Powstaje zugzwang. Czarne nie mają pola odpowiadającego. Gdyby mogły teraz zrezygnować z wykonania posunięcia, uratowałyby remis. Ale kodeks szachowy takiej możliwości nie daje... 2...Kc6 Lub 2...Kd5 3.Kc3 Ke5 4.Kb3 Kd5 5.a4 ba4+ 6.K:a4 Kc6 7.Ka5 3.Kb3 Białe uzyskały pozycję wyjściową przy ruchu partnera. Dla czarnych nie ma teraz ratunku. Po wejściu króla na linię „d” nastąpi a2-a4, a w przypadku 3...Kb6 4.Kc3 Kc6 5.Kd4 Kd6 6.a3! Kc6 7.Ke5 ginie pionek b5.

Manewr trójkąta jest skuteczny czasami i przy innych typach końcówek, np. w bardzo ważnej przy wygrywaniu hetmanem z wieżą:

Białe: Kg1, Wg2

Czarne: Kf3, Hh4

Czarne, będąc na posunięciu, muszą odejść wieżą spod opieki króla, co prowadzi do szybkiej przegranej, np. 1…Wa2 2.Hd4+ Kh1 3.Hh8+ Kg1 (3...Wh2 4.Ha1x) 6.Hg8+.

Jeśli posunięcie przypada na białe, robią duży trójkąt hetmanem: 1.Hd4+ Kh2 2.Hh8+ Kg1 3.Hh4 i sprawa jest załatwiona.

Opozycja bliska i daleka

Bliska opozycja jest elementarnym pojęciem w pionkówkach. Króle stoją naprzeciw siebie. Opozycję ma ta strona, która nie jest na posunięciu. W prostych pozycjach – król i pionek na króla – jeśli opozycję ma strona silniejsza, to wygrywa. Przy opozycji u strony słabszej jest remis.

R. Spielmann – O. Duras

Karlsbad 1907

Białe: Kf3, Wa4

Czarne: Kg6, Wh5, f6

Grającemu białymi znanemu austriackiemu szachiście przytrafiła się przykra wpadka. W remisowej wieżówce po 1…Wf5+ postanowił przejść do prostej końcówki pionkowej 2.Wf4?, lecz zamiast spodziewanego 2…W:f4+? nastąpiło 2...Kg5! 3.W:f5+ K:f5. Czarne zdobyły bliską opozycję i wymusiły kapitulację (4.Kg3 Ke4 itd.).

Znacznie bardziej skomplikowana sytuacja jest przy opozycji dalekiej, kiedy króle stoją naprzeciw siebie oddzielone nie jedną, ale trzema lub pięcioma liniami. Nie zawsze bowiem posiadaczowi dalekiej opozycji udaje się przejść do bliskiej:

G. Matison

(studium, 1918)

Białe: Kh1, f4, g5

Czarne: Kh5, f7

Sytuacja białych jest krytyczna. Piechota białych nieuchronnie ginie, np.1.Kg2? Kg4 2.Kf2 K:f4 3.Kg2 K:g5 4.Kg3 Kf5 5.Kf3 i teraz dzięki tempowemu posunięciu 5...f6 czarne uzyskują bliską opozycję z wygraną. Aby uratować remis, trzeba w inny sposób oddać oba pionki i wykorzystać fakt, że czarne z opozycji dalekiej nie będą mogły przejść do bliskiej 1.g6! fg6 2.f5! gf5 3.Kg1! Ale nie 3.Kg2? Kg4 czy 3.Kh2? Kh4 i czarne wygrywają 3...Kg5! Czarne zachowują daleką opozycję. Po 3...Kg4? jest 4.Kg2= 4.Kf1! Teraz niezbędne do zachowania opozycji pole f5 jest zajęte przez pionka: Po 4...Kf4 5.Kf2! czy 4...Kg4 5.Kg2! białe ratują pół punktu.

G. Neistadtl

(studium, 1890)

Białe: Kg2, f3

Czarne: Kd1, e5, g5

Po 1.Kf1 białe nie zachowają długo opozycji: 1...Kd2 2.Kf2 Kd3 i nie ma ruchu 3…Kf3, a po 3.Kg3 Ke3! 4.Kg2 Ke2 5.Kg3 Kf1! 6.Kg4 Kf2 czarne wygrywają. Do takiego samego końca prowadzi 1.Kg3 Ke1 2.Kg4 Kf2. Jedynym sposobem na remis jest zajęcie dalekiej opozycji: 1.Kh1! Teraz czarny król nie wkroczy na linię „f”: 1…Ke2 2.Kg2 lub 1…Kd2 2.Kh2! Kd3 3.Kh3! Ke3 4.Kg3 z udanym przejściem białych do bliskiej opozycji. W przypadku 1…g4 jest 2.Kg2!

Bardzo ciekawym ćwiczeniem na przechodzenie z dalekiej opozycji do bliskiej jest poniższa pozycja:

Białe: Ka1, Wc1

Czarne: Ka8

Białe zaczynają i dają mata przy założeniu, że wieża może wykonać tylko jeden (matujący) ruch. Białe muszą więc przejść do bliskiej opozycji i wpędzić czarnego króla na linię „a”. Oto przykładowe rozwiązanie: 1.Ka2! Jedyne. Białe zdobywają daleką opozycję. Po błędnym 1.Kb2? Kb8! zadanie staje się niewykonalne 1...Kb8 2.Kb2! Ka8 3.Kc3! Jeśli czarny król stoi na linii „a”, białe zbliżają się do niego po linii „c” 3...Kb7 4.Kb3! Opozycja! (4.Kb4? Kb6) 4...Ka7 5.Kc4 Ka6 6.Kc5 Kb7 (6...Ka5 7.Wa1x) 7.Kb5 Kb8 8.Kb6 Opozycja bliska 8…Ka8 9.Kc7 Ka7 10.Wa1x

Ryszard Bernard

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w warcaby

Tym razem prezentujemy analizę dwóch partii z XVII Drużynowych Mistrzostw Polski Stowarzyszenia „Cross” w Warcabach Stupolowych, które w 2016 roku odbyły się w Rowach.

Michał Czarski – Mikołaj Fiedoruk

1. 32-28 18-23 2. 38-32 12-18 3. 43-38 7-12 4. 49-43 1-7

Częściej gra się tu 31-27 z późniejszym atakiem Goglanda.

5. 34-29 23x34 6. 39x30 17-21 7. 44-39

Białe nie powinny pozwolić czarnym na zajęcie pola 26, bo blokuje to rozwój ich długiego skrzydła.

7… 21-26 8. 31-27 20-25 9. 37-31 25x34 10. 39x30 26x37 11. 42x31 15-20 12. 50-44 20-25

Ruch 20-24 wyglądał atrakcyjniej.

13. 44-39 25x34 14. 39x30 10-15 15. 40-34 5-10 16. 47-42 19-23 17. 28x19 14x23 18. 41-37

Z tym ruchem można było się wstrzymać. Należało przystąpić do ataku centralnego piona czarnych z pola 23.

18… 11-17

Pozycja nie jest klarowna. Czarne stoją aktywniej w centrum, białe natomiast mogą mieć obiecującą kontrgrę.

19. 30-25 10-14 20. 33-28

Białe przystępują do realizacji planu zmiękczenia długiego skrzydła czarnych poprzez ataki centralnego piona.

20… 4-10 21. 28x19 14x23 22. 34-30

Z prostą groźbą.

22… 10-14 23. 31-26

Niezrozumiały ruch, należało kontynuować atak długiego skrzydła: 38-33 i 33-28.

23… 17-21 24. 26x17 12x21

Ta wymiana również nie była potrzebna.

25. 38-33 14-19

Białe koniecznie powinny teraz wymienić piona ruchem 30-24 z biciem do tyłu, po czym zacząć budowanie okręgu zwanego podkową wokół centralnego piona czarnych na polu 23.

26. 33-28

Białe po wejściu w klasyczną pozycję uwidoczniły słabość swojego piona 46. Lepiej było nie śpieszyć się z tym zagraniem.

26… 15-20 27. 25x14 9x20

Z pomocą tej wymiany czarne przejmują aktywność na swoim długim skrzydle.

28. 43-38 20-24 29. 37-31 24-29

Odważny ruch, ale jak pokazała dalsza część partii – jak najbardziej słuszny.

30. 46-41 7-12 31. 41-37 3-9 32. 31-26?

Niespodziewanie już w tym stadium partii czarne mogły przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, grając: 32... 29-34 33. 26x17 34x25 34. 36-31 12x21 35. 31-26 23-29 36. 26x17 18-22 37. 27x18 13x33. Zdobywając piona więcej, czarne łatwo odniosą zwycięstwo.

Jeśli bić w drugą stronę, następuje: 33. 30x39 18-22 34. 27x29 12-18 (34. 27x7 2x11 35. 26x17 11x44) 35. 26x17 19-23 36. 28x19 13x44. Po tej nietrudnej kombinacji czarne wygrywają.

32… 12-17 33. 27-22 18x27 34. 37-31 17-22 35. 28x17

I w tym przypadku białe się pośpieszyły, a należało grać: 35. 26x17 22x11 36. 31x22.

35... 21x12 36. 31x22 12-18 37. 42-37 18x27 38. 32x21 16x27 39. 37-31 8-12 40. 31x22 12-18

Białe muszą pogodzić się ze stratą piona, a przy pozycji na warcabnicy nie mają
z tego tytułu żadnej rekompensaty.

41. 45-40 18x27

Gwoździem do trumny jest pion czarnych na polu 27.

42. 40-34 29x40 43. 35x44 6-11 44. 38-33 11-17 45. 44-40 17-22 46. 40-34 23-28 47. 33-29 13-18 48. 30-25 9-14 49. 34-30 18-23 50. 29x18 22x13.

Białe poddały partię.

0-2

Leszek Stefanek – Jerzy Czech

1. 34-29 19-23 2. 40-34 23-28

Ta wymiana jest nieco pasywną kontynuacją tego debiutu.

3. 32x23 20-24 4. 29x20 18x40 5. 45x34 14x25

W warcabach jest taka prosta zasada: jeśli możesz, graj do centrum. Niestety, czarne wybrały inne rozwiązanie.

6. 50-45 10-14 7. 44-40 14-19 8. 37-32 5-10 9. 41-37 10-14 10. 46-41 12-18 11. 32-28 17-21

Ten ruch również jest bardzo asekuracyjny. Należało zagrać spójnie 7-12 i 1-7, po czym walczyć o centralne pola.

12. 37-32 21-26 13. 41-37 7-12 14. 31-27 1-7

Białe piony stoją aktywniej w centrum, jednak cała gra jeszcze przed nami.

15. 49-44 18-22 16. 27x18 13x22 17. 28x17 12x21 18. 32-28 8-13 19. 36-31 2-8 20. 37-32 26x37 21. 32x41

Lepiej było zbić piona do przodu i zyskać następne centralne pole 27.

21… 7-12 22. 42-37 4-10 23. 47-42 12-18 24. 38-32 8-12 25. 43-38 3-8

Czas rozpocząć aktywniejsze działania.

26. 28-23 19x28 27. 32x23 18x29 28. 34x23

Białe wtargnęły na pole przeciwnika, wstawiając centralny kamień 23.

28… 13-18 29. 39-34 18x29 30. 34x23 9-13 31. 44-39 14-20 32. 39-34 10-14 33. 33-29 21-26 34. 35-30 14-19 35. 23x14 20x9 36. 30-24

Białe postawiły klina na polu 24.

36… 9-14

Korzystniej wyglądał ruch 12-18 służący zablokowaniu zgrupowania białych pionów na ich krótkim skrzydle.

37. 29-23

Tylko tak. Białe słusznie kierują się w stronę centrum.

37… 14-20 38. 34-29 11-17 39. 40-34 6-11 40. 41-36 16-21 41. 45-40 13-18 42. 40-35 8-13

Nie trzeba było się śpieszyć z tym ruchem. Zdecydowanie lepszy jest atak na długie skrzydło białych.

43. 23-19 11-16 44. 19x8 12x3 45. 24-19 17-22 46. 38-33 3-8

46... 21-27? Po tym błędnym ruchu białe mogłyby przeprowadzić kombinację na damkę.

47. 19-14 20x9 48. 33-28 22x24 49. 37-31 26x37 50. 42x4 i partia jest łatwo wygrana.

47. 42-38 21-27

Czarne mogły wyczekać przeciwnika, grając po prostu: 47... 8-12 48. 48-43 22-27 49. 37-32 12-17.

Z pomocą prostego poświęcenia partia nabiera remisowego charakteru: 50. 29-23 18x40 51. 35x44 20-24 52. 19x30 25x34 53. 44-39 34-40 54. 39-34 40x29 55. 33x24 17-22 56. 24-19 22-28 57. 32x23 27-32 58. 38x27 21x32.

48. 38-32 27x38 49. 33x42 16-21 50. 37-32 8-12

Ruch pewnie nie najlepszy, osłabiający już słabo wyglądające długie skrzydło czarnych.

51. 42-38 21-27 52. 32x21 26x17 53. 38-32 17-21

Należało zagrać: 53... 22-27 54. 32x21 17x26 55. 48-42 12-17 56. 42-37 17-21 57. 36-31.

Bezpieczniej wycofać wysuniętego piona i samemu dotrzeć do damki: 20-24 58. 19x30 18-22 59. 29-23 21-27 60. 23-18 27x36 61. 18x27 26-31 62. 37x26 36-41. Pozycja jest już remisowa.

54. 48-42 22-27 55. 32-28 12-17 56. 28-23 27-32 57. 23x12 17x8 58. 29-23 21-26 59. 42-37 32x41 60. 36x47 8-12 61. 19-13 20-24 62. 13-9.

Białe zwyciężyły.

2-0

Damian Jakubik

 

aaa

 

kultura

 

Szlakiem Trójki

To „poważne przewodniki z przymrużeniem oka”, które krok po kroku przeprowadzą nas po urokliwych zakątkach miasta, zahipnotyzują opowieściami, zaskoczą faktami, rozbawią anegdotami. Można posłuchać ich przed podróżą, w trakcie lub zamiast – w każdym z tych wypadków będą porywające.

Mowa o słuchowiskach przygotowanych przez Joannę Mielewczyk-Gaweł i Krystiana Hanke, dziennikarzy Programu 3 Polskiego Radia. Autorzy, a zarazem pomysłodawcy wydawnictwa, ograniczyli do minimum historyczne i podręcznikowe fakty dotyczące prezentowanych miejsc, oddając głos miastu i jego mieszkańcom.

Do tej pory w ramach serii, zatytułowanej „Krok po kroku z Trójką”, ukazały się dwa przewodniki, które zapraszają do miejscowości w sposób szczególny związanych z Trójką, czyli Sopotu i Wrocławia. W pierwszym z tych miast, znanym głównie z najdłuższego drewnianego pomostu w Europie, znajdziemy plac Radiowej Trójki i Kulturalną Plażę Trójki. Ale też wiele innych miejsc, które wybrzmiały na płycie.

– Zanim wybrałem się do Sopotu, żeby na własne oczy sprawdzić, czy wszystko, o czym opowiadają Joasia i Krystian, jest prawdą, słuchałem audiobooka w samochodzie. I muszę przyznać, że to ciekawa opowieść nie tylko z powodu tego, co mówią ich goście przewodnicy, ale ta płyta jest także niezwykle ciekawa dźwiękowo. Reporterzy mają dość wścibskie mikrofony, więc tu zajrzeli, tam podsłuchali i oto dostaliśmy Sopot nieprzewodnikowy, nieschematyczny, pełen wciągających opowieści. Przyznam, że się zasłuchałem. Każdy, kto sięgnie po tę pozycję, znajdzie swoje ulubione miejsce w Sopocie – mówił w audycji „Trójkowy Znak Jakości” Michał Nogaś. A jest w czym wybierać, dziennikarze zabierają nas nie tylko na molo, ale i do Opery Leśnej, SPATiF-u, Grand Hotelu czy Willi Claaszena.

Zasłuchać się można i w drugim audiobooku, który dotyczy atrakcji Wrocławia – Europejskiej Stolicy Kultury 2016, wielkiego ośrodka z fascynującą historią i kulturą, ale również pierwszego na świecie miasta wyróżnionego Trójkowym Znakiem Jakości. To właśnie w stolicy Dolnego Śląska znajduje się Kładka Radiowej Trójki oraz pilnujący jej krasnal – Trójkuć Wywiadek. Z audycji dowiemy się między innymi, jakiego koloru były pierwsze wrocławskie tramwaje, dlaczego na ich pasażerów mówiono „winogrona”, skąd wzięły się krasnale oraz jak powstała nazwa „Odra”. Przejdziemy się po rynku, obejrzymy Panoramę Racławicką, zajrzymy na dworzec, zwiedzimy afrykarium i na pewno wrócimy z tej dźwiękowej wycieczki zafascynowani.

Obydwa słuchowiska są wyjątkowo bogate w treść, emocje i najważniejsze – dźwięki. Opowieści ekspertów i zwykłych mieszkańców przeplatają się tu z odgłosami miasta – słychać silniki przejeżdżających pojazdów, klaksony, głosy przechodniów, czasem pojawia się fragment piosenki lub radiowego nagrania. Przez tę całą miejską symfonię prowadzi nas głos „trójkowego GPS-a”, który mówi nam, w jakim kierunku powinniśmy się teraz udać, by dojść do kolejnego punktu. Zarówno formuła, jak i czas nagrania audiobooków (każdy ma nieco ponad godzinę) sprawiają, że nikt nie będzie się przy nich nudził. Dodatkową atrakcją są ukryte zadania i zagadki na trasach.

Warto dodać, że na wydawnictwo „Krok po kroku z Trójką” składa się płyta CD wraz z opracowaniem graficznym i zdjęciami, które razem stanowią rodzaj mapy, pozwalającej na łatwe dotarcie do zaproponowanych przez Trójkę miejsc.

Barbara Zarzecka

 

aaa

 

Przekaż 1% podatku i pomóż niewidomym sportowcom

Możesz wesprzeć działania naszego Stowarzyszenia, przekazując 1% swojego podatku!

 

Numer KRS 0000247136

Stowarzyszenie Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących „Cross”

 

Stowarzyszenie Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących „Cross” powstało w 1991 roku, a od 2005 roku posiada status organizacji pożytku publicznego.

Głównym celem statutowym Stowarzyszenia jest propagowanie i rozwijanie kultury fizycznej oraz sportu wśród niewidomych i słabowidzących.

Stowarzyszenie ma zasięg ogólnopolski i zrzesza obecnie ponad 4 tysiące członków w 42 jednostkach terenowych zlokalizowanych na terenie całej Polski.

Dzięki Twojemu 1% możemy kontynuować działania na rzecz osób niewidomych i słabowidzących w Polsce.

Dziękujemy!

 

Materiał promocyjny został sfinansowany/współfinansowany ze środków finansowych pochodzących z 1% podatku dochodowego od osób fizycznych.