stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

nr 11 (128) Listopad 2015

CROSS

ISSN 1427-728X

ROK XIII

Nr 11 (128)

Listopad 2015 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 635 57 94

tel. kom. 668 764 654,
666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Grażyna Wojtkiewicz

Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

 Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Miesięcznik dofinansowuje

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

Spis treści:

Puchar Alp w rękach Polaków

Wiesław Skalski

Na warmińskiej strzelnicy

Klaudia M. Żelazowska

Polska strzelectwem stoi

Mirosław Mirynowski

Ósmy tytuł po ośmiu latach

Leszek Stefanek

Niespodziewane zwycięstwo „Victorii”

Leszek Stefanek

Bowling po góralsku

Wojciech Puchacz

Wiadomości

Rajska wyspa na krańcach Europy 

Monika Dubiel

To i owo

BWO

Tenis ziemny – część 2. 

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard   

Gramy w warcaby

Jan Sekuła

Biegacz niezłomny

Barbara Zarzecka

 

aaa

 

strzelectwo

 

Puchar Alp w rękach Polaków 

W dniach 10-13.09.2015 r. reprezentanci Polski w strzelectwie pneumatycznym niewidomych i słabowidzących startowali w międzynarodowych zawodach I Pucharu Alp w Innsbrucku. Na turniej do Austrii biało-czerwoni pojechali z jednym celem: znaleźć się na podium tej prestiżowej imprezy. Ale przy tak dużej konkurencji marzenia łatwo się nie spełniają… Ciężka praca i umiejętności zdobyte na treningach zaowocowały, a uzyskane rezultaty przerosły wszelkie oczekiwania – Polacy rozgromili rywali z całego świata! 

W turnieju uczestniczyli również strzelcy z dysfunkcją wzroku z Czech, Danii, Finlandii, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Hiszpanii, Szwecji, Niemiec, Malezji i Austrii. Polskę reprezentowali: Wioletta Zarzecka, Anna Barwińska, Jerzy Załomski, Adam Kielar, towarzyszyli im trenerzy Zbigniew Sebzda, Maciej Kwiatkowski i Wiesław Skalski.

Zawody rozegrane zostały zgodnie z przepisami ISSF i IBSA w konkurencjach karabinu pneumatycznego, w postawach stojącej i leżącej kobiet oraz mężczyzn.

Już pierwszy dzień turnieju upłynął bardzo pracowicie. Przeprowadzono eliminacje oraz finały w konkurencji karabinu – 40 strzałów kobiet i 60 strzałów mężczyzn w postawie stojącej. Na obiekcie liczącym 45 stanowisk strzeleckich o kwalifikację do finałowych pojedynków równocześnie walczyli kobiety i mężczyźni. Zgodnie z oczekiwaniami nasi reprezentanci uplasowali się na czołowych pozycjach półfinałowych:

Kobiety

1. Wioletta Zarzecka 410,0 p.

...

4. Anna Barwińska 398,4 p.

Mężczyźni

...

2. Jerzy Załomski  621,1 p.

3. Adam Kielar 615,3 p.

Po południu Polaków czekało decydujące starcie. Ponieważ organizatorzy postanowili, że oba finały zostaną rozegrane jednocześnie, biało-czerwoni mieli wątpliwości, czy przedsięwzięcie uda się sprawnie przeprowadzić. Niestety, obawy się potwierdziły. Powstało duże zamieszanie, które skutkowało kilkoma spornymi decyzjami sędziowskimi. W tak trudnych warunkach nasi zawodnicy wykazali się odpornością psychiczną i ogromnymi umiejętnościami. Po emocjonującej walce, w czasie której następowały ciągłe zmiany na czołowych pozycjach, osiągnęli ostatecznie ogromny sukces. Końcowe wyniki potwierdziły czołową pozycję reprezentantów Polski na międzynarodowej strzeleckiej arenie.

Kobiety

1. Wioletta Zarzecka 203,9 p.

2. Anna Barwińska 197,7 p.

Mężczyźni

1. Jerzy Załomski 206.0 p.

...

3. Adam Kielar 183,0 p.

Naszą dwójkę rozdzielił reprezentant Wielkiej Brytanii Michael Whapplers, który zdobył 204,6 p.

Na sukcesy polskich strzelców w pierwszym dniu rozgrywek konkurencja z zagranicy nie pozostała obojętna – dało się zauważyć dużą mobilizację rywali. Jednak już w przedpołudniowych eliminacjach drugiego dnia nasi zawodnicy potwierdzili swoje wysokie umiejętności i świetną formę. W postawie leżącej uzyskali następujące rezultaty:

Kobiety

1. Wioletta Zarzecka 635,9 p.

...

4. Anna Barwińska 624,6 p.

Mężczyźni

1. Adam Kielar 639,7 p.

...

4. Jerzy Załomski 631,6 p.

Po dobrych i wyrównanych porannych startach w popołudniowych finałach prowadzenie zmieniało się po każdej serii strzałów. Pomimo zmasowanego ataku konkurentów biało-czerwoni spisali się na miarę swoich bardzo wysokich możliwości i znowu zagarnęli dwa złote medale:

Kobiety

1. Wioletta Zarzecka 209,1 p.

...

5. Anna Barwińska 141,0 p.

Drugie miejsce zajęła reprezentantka Austrii Maria Luiza Weber, a miejsce trzecie Lene Christiansen z Danii.

Mężczyźni

1. Adam Kielar 213,7 p.

4. Jerzy Załomski 168,5 p.

Drugie miejsce zajął Timo Nyström z Finlandii, a trzecie Kurt Martinschitz z Austrii.

Na tych zawodach Mazurek Dąbrowskiego był jedynym i to czterokrotnie wykonywanym hymnem narodowym. Nasi strzelcy osiągnęli ogromny sukces przy bardzo silnej konkurencji. Cieszy też to, że dyscyplina się popularyzuje. Po raz pierwszy startowali reprezentanci Szwecji i Niemiec, a swój udział zapowiadają Włosi, Norwegowie i Egipcjanie.

Na uroczystym podsumowaniu zawodów gospodarze uhonorowali najlepszych strzelców okazałymi pucharami i wszystkie oczywiście powędrowały do Polski:

Najlepszy zawodnik pierwszego dnia zawodów – Jerzy Załomski

Najlepszy zawodnik drugiego dnia zawodów – Adam Kielar

Najlepsza zawodniczka I Pucharu Alp – Wioletta Zarzecka

Najlepszy zawodnik I Pucharu Alp – Adam Kielar 

W czasie pobytu w Innsbrucku dopisała pogoda i w wolnym czasie nasi reprezentanci mogli podziwiać okolice i zwiedzić obiekty, na których rozgrywane były igrzyska zimowe w latach 1964 i 1976, włącznie ze „zdobyciem” skoczni olimpijskiej Bergisel.

I Międzynarodowy Puchar Alp 2015

10-13.09.2015 r., Innsbruck

Konkurencja karabin 40 strzałów kobiet w postawie stojącej

1. Wioletta Zarzecka (Polska) 203,9 p.

2. Anna Barwińska (Polska) 197,1 p.

3. Claudia Kunz-Inderkummen  (Szwajcaria) 166,4 p.

Konkurencja karabin 60 strzałów mężczyzn w postawie stojącej

1.  Jerzy Załomski (Polska) 206,0 p.

2.  Michael Whapplers (Wielka Brytania) 204,6 p.

3.  Adam Kielar (Polska) 183,0 p.

Konkurencja karabin 60 strzałów kobiet w postawie leżącej

1.  Wioletta Zarzecka (Polska) 209,1 p.

2.  Maria Luise Weber (Austria) 208,3 p.

3.  Lene Christiansen (Dania) 183,1 p.

Konkurencja karabin 60 strzałów mężczyzn w postawie leżącej

1.  Adam Kielar (Polska) 213,7 p.

2.  Timo Nyström (Finlandia) 209,8 p.

3.  Kurt Martinschitz (Austria) 189,4 p.

Wiesław Skalski

 

aaa

 

Na warmińskiej strzelnicy

W urokliwej Iławie, tuż nad samym Jeziorakiem, w Ośrodku Wypoczynkowym „Leśna” odbył się finał indywidualnych mistrzostw Polski w strzelectwie laserowym osób niewidomych i słabowidzących. Organizatorami turnieju byli ZKF „Olimp” oraz klub „Morena” Iława. Do zawodów stanęło 60 najlepszych strzelców z 11 klubów z całej Polski.

Świetna sześćdziesiątka została wyłoniona podczas półfinałów w Ustce i Kłodzku. Finaliści zmierzyli się w trzech konkurencjach: karabinu, pistoletu i dwuboju. Nad przebiegiem turnieju czuwali sprawdzeni arbitrzy, od wielu lat sędziujący krajowe zawody. Sędzią głównym mistrzostw był Wojciech Kopczyński.

Zacięte zmagania trwały trzy dni i do  końca nie wiadomo było, kto stanie na najwyższym stopniu podium. Ostatecznie wielki sukces odniosła iławianka Klaudia Maria Żelazowska, która zwyciężyła we wszystkich trzech konkurencjach. Uzyskała najlepszy wynik wśród zawodników startujących w karabinku – 300,6 p., do tego dołożyła najlepszy wynik w pistolecie – 293,6 p., skutkiem czego w dwuboju zdeklasowała przeciwników.

Drugie miejsce nie należało już do jednej osoby. Walka była wyrównana. W karabinku prym wiodła Agnieszka Król-Jaśkiewicz ze „Zrywu” Słupsk. W pistolecie lepsza okazała się Krystyna Myśliwiec z klubu „Podkarpacie” Przemyśl, zaś Magdalena Dudowicz z klubu w Kielcach odebrała puchar za drugie miejsce w dwuboju. Wśród mężczyzn w pistolecie i dwuboju niepokonany pozostał zeszłoroczny mistrz Polski Krzysztof Ruszkiewicz ze „Zrywu” Słupsk, w karabinku musiał jednak ustąpić miejsca Jerzemu Załomskiemu z „Pionka” Bielsko-Biała. Wicemistrzem Polski w pistolecie i dwuboju okazał się Arkadiusz Gęstwiński z „Łuczniczki” Bydgoszcz.

Sprzyjająca aura, która pozwoliła choć przez chwilę cieszyć się ostatnim  ciepłym powiewem lata, sprzyjała relaksowi i zwiedzaniu okolic. Zawody miały bardzo uroczyste zakończenie. Zwycięzcom odegrano hymn państwowy, a następnie uhonorowano ich medalami, pucharami i nagrodami rzeczowymi wręczanymi przez senatora Stanisława Gorczycę oraz przedstawicieli władz miasta i powiatu iławskiego. Upominki ufundowali: senator RP Stanisław Gorczyca, burmistrz miasta Iława – Adam Żyliński, starosta powiatu – Marek Polański, prywatni sponsorzy z Iławy, Ostródy i Lubawy. Swoje rzeźby przekazał Marek Kałuża. Byli też inni darczyńcy. Uczestnicy zgodnie podkreślali sprawną i dobrą organizację zawodów. Należy wspomnieć również, że uroczystość zakończenia IMP poprzedziła miła celebracja mistrzyni świata w kręglach klasycznych Reginy Szczypiorskiej, którą burmistrz miasta uhonorował statuetką „Twórca Wizerunku Iławy”.

Były wieloletni przewodniczący komisji strzeleckiej Stanisław Piasek podkreślił, że strzelectwo laserowe doskonale sprawdza się w upowszechnianiu aktywności sportowej w środowisku osób z dysfunkcją wzroku poprzez systematyczne treningi i rywalizację na zawodach. W ostatecznym rozrachunku jest dyscypliną tanią, bo po zakupieniu sprzętu nie wymaga prawie żadnych nakładów finansowych, w tym wynajmowania specjalnych obiektów do treningów i zawodów. Zaletą strzelectwa laserowego jest również to, że na równi mogą je uprawiać osoby młode, jak i znacznie dojrzalsze. Niesłuszna jest teza, że trenowanie strzelectwa laserowego utrudnia  uzyskanie dobrych wyników w pokrewnej dyscyplinie – strzelectwie pneumatycznym. Przeczą temu wyniki czołowych zawodników strzelectwa pneumatycznego, takich jak Klaudia Maria  Żelazowska, Krzysztof Ruszkiewicz czy Jerzy Załomski. Ponadto ostatnia decyzja zarządu ZKF „Olimp” w sprawie zaklejania oczu plastrami zrównała szanse sportowców całkowicie niewidomych i słabowidzących. – Do usunięcia pozostaje niewielki mankament, jakim jest awaryjność sprzętu – tłumaczy Stanisław Piasek. Wytwórca z Ostrawy zaproponował przestrojenie obecnych symulatorów na nowe, udoskonalone systemy, po znacznie obniżonej cenie, jeżeli zamówienie obejmowałoby minimum kilkanaście sztuk. Zobowiązał się też odebrać własnym transportem sprzęt i po rekonstrukcji odstawić do biura ZKF „Olimp”. Na taki wydatek przychylnie spojrzeć powinni ci, którzy decydują o upowszechnianiu tej dyscypliny. Nowoczesny system jest już używany w Przemyślu i na tym sprzęcie odbędą się drużynowe mistrzostwa Polski. Udało się wyselekcjonować i wyszkolić wielu zawodników, którzy stanowią obecnie czołówkę europejską w strzelaniu pneumatycznym. Największym sukcesem byłoby porozumienie między IBSA a PKPar o wprowadzeniu dyscypliny do programu igrzysk paraolimpijskich.

Medaliści mistrzostw Polski w strzelectwie laserowym

2-5.10.2015 r., Iława

Kobiety

Karabin

1. Klaudia Maria Żelazowska („Morena” Iława) 300,6 p.

2. Agnieszka Król-Jaśkiewicz („Zryw” Słupsk) 286,4 p.

3. Magdalena Dudowicz (Kielce) 282,1 p.

Pistolet

1. Klaudia Maria Żelazowska („Morena” Iława) 293,6 p.

2. Krystyna Myśliwiec („Podkarpacie” Przemyśl) 256,2 p.

3. Magdalena Dudowicz (Kielce) 255,3 p.

Dwubój

1. Klaudia Maria Żelazowska („Morena” Iława) 594,2 p.

2. Magdalena Dudowicz (Kielce) 537,4 p.

3. Krystyna Myśliwiec („Podkarpacie” Przemyśl) 534,2 p.

Mężczyźni

Karabin

1. Jerzy Załomski („Pionek” Bielsko-Biała) 295,7 p.

2. Krzysztof Ruszkiewicz („Zryw” Słupsk) 293,8 p.

3. Piotr Staszewski („Zryw” Słupsk) 291,8 p.

Pistolet

1. Krzysztof Ruszkiewicz („Zryw” Słupsk) 287 p.

2. Arkadiusz Gęstwiński  („Łuczniczka” Bydgoszcz) 279,7 p.

3. Robert Regiec („Pionek” Bielsko-Biała) 263,7 p.

Dwubój

1. Krzysztof Ruszkiewicz („Zryw” Słupsk) 580,8 p.

2. Arkadiusz Gęstwiński  („Łuczniczka” Bydgoszcz) 559,9 p.

3. Ryszard Kawka („Pionek” Bielsko-Biała) 534,7 p.

 

aaa

 

Polska strzelectwem stoi

W październikowy weekend zmierzyli się ze sobą wyborowi strzelcy z całej Polski. Ich zmaganiom bacznie przyglądali się sędziowie i kibice. Komu tym razem udało się ustrzelić upragnione, najbardziej prestiżowe tytuły?

Między 8 a 11 października 2015 r. odbyły się w Ustce III Mistrzostwa Polski w Strzelectwie Pneumatycznym Niewidomych i Słabowidzących w Trzech Postawach. Organizatorami zawodów byli Związek Kultury Fizycznej „Olimp” oraz klub „Zryw” Słupsk. Imprezę koordynował Mirosław Mirynowski. Zawody odbyły się w przyjaznej i sportowej atmosferze, co niewątpliwie jest również zasługą składu sędziowskiego: Tadeusza Sadowskiego (sędzia główny), Juliana Lisa (sędzia pawilonowy) oraz Tomasza Mączkowiaka (obsługa techniczna). Trzeba też odnotować wspaniałą postawę samych zawodników, którzy pomimo zaciętej walki o medale potrafili docenić wyniki konkurentów.

Mistrzostwa toczyły się na hali sportowej Szkoły Podstawowej nr 1 im. kpt. Leonida Teligi. Wzięło w nich udział 60 zawodników i zawodniczek z całej Polski. Rozegrano je w konkurencji karabinu pneumatycznego w trzech postawach (stojąc, klęcząc i leżąc): 3x20 strzałów – kobiety, 3x40 strzałów – mężczyźni. Podczas zawodów odnotowano wiele znakomitych wyników, co po raz kolejny potwierdza, iż Polska strzelectwem stoi.

Wśród pań triumfowała Klaudia Maria Żelazowska z „Moreny” Iława z wynikiem 627,4 p. Wyprzedziła koleżankę klubową Wiolettę Zarzecką – 620,6 p. Na najniższym stopniu podium stanęła Barbara Rup z „Podkarpacia” Przemyśl, która uzyskała 615,9 p.

Wśród panów złoto znakomitym wynikiem 1260,1p. wywalczył Jerzy Załomski z „Pionka” Bielsko-Biała. Srebro zdobył Krzysztof Ruszkiewicz ze „Zrywu” Słupsk za zgromadzonych 1249,8 p., zaś brąz trafił do kolejnego zawodnika z Bielska-Białej – Ryszarda Kawki, który wystrzelał wynik 1245,1 p. Zwycięzcy, którzy stanęli na podium, otrzymali puchary i medale. Medalami uhonorowano również asystentów, bez których nie byłoby możliwe osiągnięcie tak wspaniałych rezultatów. Trofea wręczali: Mirosława Sagun-Lewandowska – trzykrotna olimpijka, wielokrotna medalistka mistrzostw świata, Europy i multimedalistka mistrzostw Polski w strzelectwie, Wiesław Skalski – trener kadry narodowej niewidomych i słabowidzących oraz sędzia główny zawodów Tadeusz Sadowski w towarzystwie koordynatora imprezy Mirosława Mirynowskiego. Zawodnikom z miejsc od 1. do 6. przekazano ponadto nagrody rzeczowe, ufundowane przez sponsorów: Radio City Taxi ze Słupska oraz klub „Zryw” Słupsk.

Wieczorem odbyła się uroczysta kolacja, podczas której wszyscy bawili się przy dźwiękach znanych i lubianych szlagierów.

Mistrzostwa Polski w strzelectwie pneumatycznym zostały dofinansowane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

III Mistrzostwa Polski w Strzelectwie Pneumatycznym Niewidomych

i Słabowidzących w Trzech Postawach

8-11.10.2015 r., Ustka  (wyniki pierwszej dziesiątki)

Kobiety

1. Klaudia Maria Żelazowska  („Morena” Iława) 627,4 p.

2. Wioletta Zarzecka („Morena” Iława)  620,6 p.

3. Barbara Rup („Podkarpacie” Przemyśl) 615,9 p. 

4. Bożena Kruk („Warmia i Mazury” Olsztyn) 614,6 p.

5. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 613,4 p.

6. Monika Młot („Podkarpacie” Przemyśl) 10,0 p.

7. Maria Ciupińska („Sudety” Kłodzko) 604,8 p.

8. Janina Szymańska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 604,4 p.

9. Izabela Hillar („Warmia i Mazury” Olsztyn) 603,9 p.

10. Magdalena Dudowicz (Kielce) 602,7 p.

Mężczyźni

1. Jerzy Załomski („Pionek” Bielsko-Biała) 1260,1 p.

2. Krzysztof Ruszkiewicz („Zryw” Słupsk) 1249,8 p.

3. Ryszard Kawka („Pionek” Bielsko-Biała) 1245,1 p. 

4. Adam Kielar („Podkarpacie” Przemyśl) 1242,5 p.

5. Eugeniusz Barszczewski („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1227,8 p.

6. Zdzisław Potasiński („Zryw” Słupsk) 1224,2 p.

7. Józef Maraj („Podkarpacie” Przemyśl) 1223,0 p.

8. Piotr Staszewski („Zryw” Słupsk) 1221,8 p.

9. Tomasz Olejarczyk („Pionek” Bielsko-Biała) 1215,1 p.

10. Bogdan Konieczny („Podkarpacie” Przemyśl) 1208,0 p.

Mirosław Mirynowski

 

aaa

 

warcaby

 

Ósmy tytuł po ośmiu latach

W dniach 4-11 października 2015 roku w ośrodku „Zacisze Leśne” w Ignatkach koło Białegostoku spotkało się 12 wiodących warcabowych teamów w kraju, by wyłonić spośród siebie najlepszą drużynę wśród osób niewidomych i słabowidzących. To już szesnaste mistrzostwa, prawdziwe warcabowe święto i najbardziej prestiżowe zawody w roku.

Dotychczas aż siedem razy w mistrzostwach drużynowych triumfowało „Podkarpacie” Przemyśl (ostatnio w 2007 roku), pięciokrotnie „Victoria” Białystok i trzy razy „Hetman” Lublin. Również w tym roku wymienione zespoły należały do głównych faworytów i trudno było przypuszczać, by ktokolwiek spoza tego grona był w stanie sięgnąć po tytuł. Do walki o medale mogły włączyć się też dysponująca wyrównanym składem „Łuczniczka” Bydgoszcz oraz wzmocniony pozyskaniem mistrza Europy Jana Sekuły „Atut” Nysa.

Na drugim biegunie walkę o uniknięcie degradacji mieli stoczyć obaj beniaminkowie – zespoły z Kielc i Słupska, a także mocno osłabione „Sudety” Kłodzko (nie przyjechał ich as Stanisław Jędrzycki). Pozostałe zespoły – Opole, Olsztyn, Suwałki i Gdańsk – według powszechnej opinii nie były w stanie nawiązać walki o medale, nie groził im też spadek. Za sukces mogły poczytać sobie urywanie punktów czołówce. Sztuka ta udała się tylko drużynie z Olsztyna, która zremisowała z faworyzowaną Nysą. Była to jedyna niespodzianka pierwszej fazy mistrzostw, w której tradycyjnie teoretycznie mocniejsza szóstka drużyn (rozstawionych według średniego rankingu) rywalizowała ze słabszą. Strata dużego punktu przez Nysę, jak się później okazało, miała ten zespół drogo kosztować.

Inni (poza Nysą) kandydaci do podium przeszli przez początkowe rundy bez większych kłopotów. Skupili się na gromadzeniu jak największej liczby tzw. małych punktów, niezwykle istotnych w tak wyrównanej stawce. Przed decydującymi o medalach pojedynkami, z kompletem 12 dużych punktów na czele znajdowały się: „Victoria” Białystok (40 małych), „Hetman” Lublin (39), „Podkarpacie” Przemyśl (38) i „Łuczniczka” Bydgoszcz (36). Punkt mniej uzbierał „Atut” Nysa (35). Przy zdobytych 10 p. Opole zachowało już tylko teoretyczne szanse, a w dodatku w ostatnich meczach nie mógł wystąpić były mistrz Polski Jerzy Gorczyński, zastąpiony przez Antoniego Lewka.

Z drużyn dolnej połówki tabeli tylko Olsztyn (remisy z Nysą i Opolem) i Gdańsk (remis z Opolem) zdołały zdobyć punkty meczowe. Teraz miały zacząć się prawdziwe emocje. „Góra” tabeli rozpoczynała grę o medale, a „dół” – o utrzymanie się w lidze.

Już w pierwszej kolejce fazy finałowej jeden punkt stracił Lublin. A mógł... stracić dwa. W meczu z Nysą przegrywał już 0:4 po porażkach Krzysztofa Furtaka z Janem Sekułą i Barbary Wójcik z Jadwigą Mróz. Starcie czołowych zawodniczek kraju (i Europy!) miało kuriozalny przebieg. Jadzia rozpoczęła partię bez jednego kamienia i obie panie tego nie zauważyły, kontynuując grę. Basia nie dość, że nie zdołała wygrać (z kamieniem więcej), to jeszcze wpadła na kombinację i przyszło jej skapitulować. Michał Czarski wygrał wprawdzie z Janem Miecznikowskim, dzięki czemu uratował remis dla drużyny, ale po partii Sekuła pokazał, że zawodnik z Nysy mógł już w debiucie przeprowadzić wygrywającą kombinację. Białystok pewnie pokonał Opole, a Przemyśl wygrał z Bydgoszczą (oba mecze po 6:2). Gdańsk rozgromił Kłodzko aż 8:0 (m.in. w pojedynku uczestników mistrzostw Europy Zygfryd Loroch okazał się lepszy od Edwarda Twardego).

W rundzie ósmej zwycięską passę kontynuowały Białystok (6:2 z Bydgoszczą) i Przemyśl (6:2 z Nysą). W tym ostatnim meczu Jadwiga Mróz straciła dwa punkty z Marią Gawaluch-Mazur, grając od początku partii... bez jednego kamienia. Cóż, historia ponoć lubi się powtarzać, a nieszczęścia zwykle chodzą parami. Broniące się przed spadkiem Kłodzko wywalczyło cenny remis z Olsztynem, mimo że lider drużyny, Twardy, poniósł drugą z rzędu porażkę (tym razem z Ryszardem Suderem). Wynik dla „Sudetów” uratowali Maria Górzna i Jan Ozga (w całym turnieju zdobył tylko 4 p., z czego połowę w tym meczu!).

W dziewiątej rundzie doszło do dwóch znaczących pojedynków. Liderująca „Victoria” Białystok zremisowała z „Atutem” Nysa i był to remis bardzo szczęśliwy dla gospodarzy, gdyż przebieg gry na takie rozstrzygnięcie nie wskazywał. Zanosiło się na 6:2 dla Nysy, ale w końcu doświadczenie Biegasika (remis w absolutnie przegranej pozycji z Miecznikowskim) i Tołwińskiego (wygrał czysto remisową końcówkę z Podczasikiem) wzięło górę. Na kobiecej desce Ewa Wieczorek podzieliła się punktami z Jadwigą Mróz, a na pierwszej Jan Sekuła nie dał szans Mikołajowi Fiedorukowi. W drugim pojedynku na szczycie Przemyśl szczęśliwie pokonał Lublin 5:3, chociaż wynik mógł być odwrotny. Barbara Wójcik wypuściła wygraną z Marią Gawaluch-Mazur, a niepokonany dotychczas Czarski w partii decydującej o wyniku meczu przegrał z Andrzejem Jagiełą po prostym błędzie pozycyjnym. Wcześniej przewagę w partii z Zenonem Sitarzem uzyskał Leszek Stefanek, ale zabrakło mu czasu na jej zrealizowanie i musiał zadowolić się remisem.

W meczu drużyn walczących o utrzymanie się w lidze Kłodzko osiągnęło wreszcie pierwsze zwycięstwo w turnieju po wygranej z Kielcami 5:3. Na dwie rundy przed końcem samodzielnym liderem z kompletem 18 p. zostało „Podkarpacie” Przemyśl. Za nim z 17 p. plasował się Białystok, a dalej Lublin (15), Bydgoszcz (14) i Nysa (13). W przedostatniej odsłonie Przemyśl pewnie wygrał z Opolem (6:2) i... czekał na potknięcie „Victorii” w meczu z „Hetmanem”. Lublinianie stracili już szanse na złoto, ale srebro było jeszcze w ich zasięgu. I trzeba przyznać, że „Hetman” był bliski pokonania gospodarzy. Prowadzenie objął Lublin po zwycięstwie Stefanka z Fiedorukiem. Stan pojedynku wyrównała Wieczorek (wygrała z Wójcik). Na dwóch pozostałych deskach pozycje były remisowe, ale Czarski w partii z Tołwińskim mógł wygrać dzięki kombinacji (zauważył ją już po swoim ruchu). Furtak wpadł w silny niedoczas, w którym pogubił się i nie uratował partii z Biegasikiem. Ostatecznie Białystok wygrał 5:3 i w meczu o złoto miał zmierzyć się z Przemyślem.

Lublinianom pozostawała walka z Bydgoszczą o brąz. „Atut” Nysa po podziale punktów z „Łuczniczką” Bydgoszcz stracił definitywnie medalowe szanse (miał niekorzystny bilans małych punktów) i nawet pełne zwycięstwo w ostatnim meczu z Opolem nic mu nie dawało. Po tej rundzie rozwiązana została zagadka spadkowiczów. Kłodzko wygrało ze Słupskiem 5:3 i dwie drużyny – Kielce i Słupsk – pozostawały bez punktów meczowych. Znajdujące się bezpośrednio przed nimi Suwałki i Kłodzko miały po 5 p. i były spokojne o ligowy byt. Zatem obaj beniaminkowie opuszczają szeregi ligowców. Zastąpią ich powracające do grona najlepszych po dwóch latach przerwy „Syrenka” Warszawa i „Tęcza” Poznań.

W ostatniej rundzie oczy całej warcabowej crossowskiej Polski zwrócone były na dwa stoły: przy stole nr 1 o złoto walczyły drużyny „Podkarpacia” Przemyśl i „Victorii” Białystok, a przy drugim „Hetman” Lublin mierzył się z „Łuczniczką” Bydgoszcz o brąz. Drużyny z Przemyśla i Lublina urządzał remis, ich przeciwnicy, by osiągnąć cel, musieli wygrać. Mecz o tytuł rozpoczął się pomyślnie dla gospodarzy. Ewa Wieczorek pokonała Marię Gawaluch-Mazur, która w tym starciu doznała jedynej porażki w turnieju. Marysię pomścił jej mąż, Stanisław Mazur. Zmusił on do kapitulacji Ryszarda Biegasika i wyrównał stan pojedynku. Zenon Sitarz zremisował z Józefem Tołwińskim, a jako ostatni kończyli Mikołaj Fiedoruk i Andrzej Jagieła. Andrzej miał w końcówce kamień przewagi, ale w zaistniałej sytuacji zadowolił się remisem, który oznaczał remis w meczu i kolejny, ósmy już tytuł drużynowego mistrza Polski dla jego klubu. „Podkarpacie” Przemyśl wróciło na tron po długich ośmiu latach oczekiwania i umocniło się na czele tabeli wszech czasów. Ma w dorobku już 14 medali (8-4-2) i wyprzedza „Victorię” Białystok (5-3-1) oraz „Hetmana” Lublin (3-3-3).

W pojedynku o brąz faworyt z Lublina od początku dyktował warunki, ale do końca nie mógł być pewny swego. Chwila dekoncentracji mogła drogo kosztować. Przekonała się o tym choćby Basia Wójcik, która wypuściła wygraną z Ewą Grabską. Mecz trwał niemal trzy godziny. Ostatecznie lublinianie wygrali 5:3 i zapewnili sobie dziewiąty w historii klubu drużynowy krążek. Medalowa passa „Hetmana” trwa nieprzerwanie od 2008 roku.

W pojedynku dwóch beniaminków o honor Kielce pokonały Słupsk 5:3. Czesław Paduszyński wygrał z Dariuszem Szafranem, a pozostałe gry zakończyły się remisami.

W ten sposób XVI Drużynowe Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych dobiegły końca. W układzie sił praktycznie nic się nie zmieniło. Nadal dominują te same teamy, od pięciu lat skład podium jest identyczny. Przemyśl, Białystok i Lublin wymieniają się jedynie kolorami medali. Do trójki próbują się wedrzeć, jak dotąd bezskutecznie, Bydgoszcz oraz drużyna z Janem Sekułą w składzie (wcześniej Opole, od tego roku Nysa). Środek tabeli zajmują od lat Gdańsk, Suwałki i Olsztyn, a na spadkowych miejscach wymieniają się Kielce i Słupsk z Warszawą i Poznaniem.

Poważnym problemem naszych warcabów jest brak dopływu młodzieży. Spośród 53 grających w turnieju osób zaledwie pięć nie ukończyło 50. roku życia. Z tej piątki tylko Krzysztof Pichlak nie ma jeszcze czterdziestki. Drużyny grają w większości w niezmienionych, zaawansowanych wiekowo składach i znają się jak łyse konie. W tym roku najmłodszą ekipą w stawce okazała się drużyna „Hetmana” Lublin, w której średnia wieku wynosi 52 lata. Cała trójka męska tego klubu (Czarski, Furtak i Stefanek) zagrała, bez żadnego zmiennika, w dziesiątych już mistrzostwach z rzędu!

XVI Drużynowe Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących
w Warcabach Stupolowych

4-11.10.2015 r., Ignatki

1. „Podkarpacie” Przemyśl 21 p. (64) – Maria Gawaluch-Mazur (17), Andrzej Jagieła (18), Zenon Sitarz (15), Stanisław Mazur (14), rez. Wojciech Łuc (nie startował)

2. „Victoria” Białystok 20 p. (65) – Ewa Wieczorek (20), Józef Tołwiński (18), Ryszard Biegasik (14), Mikołaj Fiedoruk (13), rez. Wacław Morgiewicz (nie startował)

3. „Hetman” Lublin 17 p. (60) – Barbara Wójcik (14), Leszek Stefanek (20), Michał Czarski (17), Krzysztof Furtak (9)

4. „Atut” Nysa 16 p. (54)

5. „Łuczniczka” Bydgoszcz 15 p. (52)

6. „Cross Opole” 10 p. (45)

7. „Jantar” Gdańsk 10 p. (43)

8. „Warmia i Mazury” Olsztyn 9 p. (40)

9. „Jaćwing” Suwałki 7 p. (40)

10. „Sudety” Kłodzko 5 p. (29)

11. Kielce 2 p. (16)

12. „Zryw” Słupsk 0 p. (20)

Indywidualnie najlepszy wynik uzyskał Jan Sekuła – 22 p. (komplet!). Oprócz niego najwięcej punktów (poza członkami drużyn medalistów) zdobyli: Bernard Olejnik – 15, Maksymilian Karczewski, Jerzy Dzióbek, Ryszard Suder, Jan Miecznikowski, Jerzy Czech i Krzysztof Pichlak – wszyscy po 14, Mirosław Grabski i Mieczysław Kaciotys – po 13, Ireneusz Grabala – 12. Puchar dla najstarszego zawodnika turnieju odebrał podczas uroczystego zakończenia mistrzostw osiemdziesięcioletni Tadeusz Gryglewicz ze „Zrywu” Słupsk.

Mistrzostwa sędziował arbiter międzynarodowy Leszek Łysakowski. Koordynatorem imprezy był Wacław Morgiewicz.

Leszek Stefanek

 

aaa

 

Niespodziewane zwycięstwo „Victorii”

W Ignatkach k. Białegostoku w dniach 11-18 października 2015 roku rozegrano IV Drużynowe Mistrzostwa Polski Kobiet Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych. Victoria znaczy zwycięstwo, ale chyba niewielu spodziewało się, że w kobiecej drużynówce po tytuł sięgnie ekipa z Białegostoku.

Podobnie jak w roku ubiegłym organizatorzy mieli problem ze skompletowaniem pełnej stawki uczestniczek. Na starcie stanęło zaledwie siedem klubów z uprawnionych dwunastu, a do tego jeszcze nie wszystkie startujące ekipy zaprezentowały się w najsilniejszych składach. Praktycznie tylko Kłodzko, Suwałki, Białystok i Kielce zmobilizowały swe najlepsze zawodniczki do udziału w tej, bądź co bądź, prestiżowej imprezie. Przemyśl i Opole wystawiły mocno rezerwowe reprezentacje, a starająca się usilnie o udział w mistrzostwach Warszawa (3. miejsce na liście rezerwowej) nie zdołała nawet zebrać pełnego składu. Niektóre bardzo mocne ośrodki, jak Nysa, Lublin, Olsztyn, Bydgoszcz czy Słupsk, w ogóle nie zgłosiły udziału w mistrzostwach.

W pełni uzasadniona wydaje się w tej sytuacji decyzja Komisji Warcabowej (wniosek wymaga jeszcze zatwierdzenia przez prezydium Stowarzyszenia „Cross”) o ograniczeniu od przyszłego roku liczby drużyn startujących w DMP kobiet w warcabach do ośmiu. Równolegle z kolejnymi mistrzostwami w tym samym miejscu i czasie planowane jest rozegranie w 2016 roku pierwszych indywidualnych mistrzostw Polski osób całkowicie niewidomych. Niewidomi, podobnie jak kobiety, mieliby więc dodatkowy turniej o mistrzostwo Polski.

W Ignatkach najlepsze okazały się gospodynie turnieju. Zatarły w ten sposób przykre wspomnienia po utracie mistrzostwa w niedawno rozegranych drużynowych MP, w których drużyna z Podlasia była faworytem. Gwiazda ekipy, mistrzyni Polski Ewa Wieczorek sama nic by nie wskórała, gdyby nie wspierały jej dzielnie koleżanki – Alicja Pogorzelska, na co dzień bardziej brydżystka niż warcabistka, oraz Wanda Redźko, najstarsza w stawce uczestniczek (79 lat!). Obie znacząco przyczyniły się do końcowego triumfu „Victorii”.

Przed mistrzostwami najwyższe notowania miały ekipy z Kłodzka i Suwałk. W obu drużynach zagrały po dwie finalistki tegorocznych MP kobiet. Tymczasem Kłodzko już w pierwszym meczu straciło cenny punkt po remisie z Kielcami (Elżbieta Cis pokonała Irenę Wnuk). Białystok wygrał do zera z Warszawą, a Suwałki „planowo” pokonały Przemyśl 6:2.

W drugiej kolejce niespodziewanej porażki z Kielcami doznały Suwałki (2:4). Faworyzowana Teresa Bonik przegrała z Barbarą Leśkiewicz. Białystok zremisował z Przemyślem, a Kłodzko bez problemu wygrało z najsłabszym w stawce Opolem 5:1.

W trzeciej rundzie w najciekawszym meczu Białystok wygrał z Kielcami 4:2 (Wanda Redźko pokonała Marię Paduszyńską). Kłodzko pauzowało i nie powiększyło swego dorobku punktowego. W wygranym meczu Suwałk z Opolem kolejnej porażki doznała Bonik (z Renatą Namyślak).

Czwarta runda przyniosła pierwsze zwycięstwo dla warszawianek. Pokonane Kielce przestały się praktycznie liczyć w walce o medale. W meczu faworytów Kłodzko okazało się lepsze od Suwałk i traciło dwa punkty do prowadzącego, ale mającego jeden rozegrany mecz więcej Białegostoku.

W piątej rundzie w pojedynku na szczycie Białystok zremisował z Kłodzkiem. Wszystkie partie zakończyły się polubownie (remisy Redźko z Wnuk, Pogorzelskiej z Woźniak i Wieczorek z Górzną). Warszawa wygrała z Opolem, a Przemyśl z Kielcami. Suwałki odpoczywały i chwilowo dały się wyprzedzić Przemyślowi.

Kluczowe znaczenie dla losów medali miały rozstrzygnięcia przedostatniej, szóstej rundy. W swym ostatnim meczu Białystok (w ostatniej rundzie miał pauzę) zremisował z Suwałkami. Wieczorek wygrała z Bonik, Redźko uległa Dapkiewicz, a Pogorzelska zremisowała z Gorlewską. Wydawało się w tym momencie, że po tytuł sięgnie Kłodzko, które w przypadku zwycięstwa z Warszawą zbliży się do Białegostoku na 1 punkt i w ostatniej rundzie zdoła wyprzedzić lidera. Tak się jednak nie stało. Najmocniejsza zawodniczka Kłodzka – Górzna – trafiła na pauzę. Barbara Woźniak nie sprostała swej warszawskiej imienniczce Barbarze Kacprzak. W partii Skonieczna – Wnuk padł remis.

Na rundę przed końcem „Victoria” Białystok mogła już świętować pierwszy tytuł w kobiecej drużynówce. Teoretycznie mogły ją jeszcze dogonić „Sudety” Kłodzko w przypadku wygranej do zera z „Podkarpaciem” Przemyśl, ale wtedy przy równej liczbie dużych i małych punktów, a także zwycięstw meczowych decydowałby lepszy wynik na pierwszej warcabnicy – a tu Białystok był lepszy już o 3 punkty.

W ostatniej rundzie cztery drużyny walczyły jeszcze o dwa pozostałe krążki. W meczu o srebro faworyzowane Kłodzko (7 p.) zmierzyło się z Przemyślem (6 p.). Pierwszym wystarczał remis, drudzy musieli wygrać. W przypadku porażki lub remisu Przemyśla na brązowy medal mógł liczyć zwycięzca meczu Suwałki – Warszawa (obie drużyny miały po 5 p.).

W decydujących pojedynkach faworytki nie zawiodły. Obyło się bez niespodzianek. Kłodzko gładko wygrało z Przemyślem 5:1 (jedyny punkt straciła Wnuk w partii z Teofilą Benedyk). Suwałki rozpoczęły oczywiście od 2:0 (walkower dla Bonik) i utrzymały prowadzenie do końca: Gorlewska przegrała z Kacprzak, ale Dapkiewicz zainkasowała 2 punkty z Grażyną Skonieczną – punkty na wagę brązowego medalu, pierwszego z mistrzostw Polski, o który wielokrotnie już ocierała się sympatyczna pani Pela.

Po trzech triumfach „Crossu Opole” w dotychczasowych DMP kobiet teraz po tytuł sięgnęła „Victoria” Białystok. W zeszłym roku grała w identycznym składzie i zajęła ledwie ósme miejsce. Obecnie, wykorzystując sprzyjające okoliczności, zdobyła złoto. „Sudety” Kłodzko powtórzyły sukces z ubiegłego roku, ale chyba mają prawo czuć niedosyt, gdyż była szansa na zwycięstwo. Najniższy stopień podium zajęła drużyna „Jaćwinga” Suwałki. W jej przypadku brak jakiegokolwiek medalu byłby dużą niespodzianką. Podobnie jak Kłodzko, Suwałki mogły pokusić się o medal cenniejszego koloru.

Czwarte miejsce przypadło w udziale ekipie z Przemyśla. Tym samym team z Podkarpacia zapewnił sobie udział w przyszłorocznych mistrzostwach. Przemyśl to prawdziwa potęga męskich, ale zwłaszcza kobiecych warcabów. Wystawienie optymalnego składu niemal gwarantowałoby złoty medal. Różne przyczyny sprawiają jednak, że kolejny raz ten zasłużony i utytułowany klub wystawia na kobiece mistrzostwa drugi lub wręcz trzeci skład zawodniczek.

IV Drużynowe Mistrzostwa Polski Kobiet Niewidomych i Słabowidzących

w Warcabach Stupolowych

1. „Victoria” Białystok 9 p. (24 małe punkty) – Ewa Wieczorek (11), Wanda Redźko (7), Alicja Pogorzelska (6)

2. „Sudety” Kłodzko 9 p. (23) – Maria Górzna (10), Irena Wnuk (7), Barbara Woźniak (6), rezerwowa Leokadia Ruda (nie grała)

3. „Jaćwing” Suwałki 7 p. (19) – Petronela Dapkiewicz (11), Teresa Bonik (5), Ewa Gorlewska (3)

4. „Podkarpacie” Przemyśl 6 p. (17)

5. Kielce 5 p. (17)

6. „Syrenka” Warszawa 5 p. (15)

7. „Cross Opole” 1 p. (9)

Indywidualnie najwięcej punktów zdobyły: Petronela Dapkiewicz i Ewa Wieczorek – po 11, Maria Górzna – 10, Barbara Kacprzak i Halina Budziak – po 8, Wanda Redźko, Maria Paduszyńska, Grażyna Skonieczna i Irena Wnuk po 7.

Największe zyski rankingowe zanotowały: Dapkiewicz (+20), Górzna (+19) oraz Kacprzak (+17).

Mistrzostwa sędziował Leszek Łysakowski, a koordynatorem imprezy był Wacław Morgiewicz.

Leszek Stefanek

 

aaa

 

bowling

 

Bowling po góralsku 

W Bielsku-Białej w ostatni weekend września tutejszy klub „Pionek” zorganizował ogólnopolski turniej bowlingowy niewidomych i słabowidzących „Beskidy 2015”. Był to już szósty turniej firmowany przez bielski klub.

W ośrodku Beskidy Park u stóp Szyndzielni zamieszkało na czas zawodów ponad sześćdziesięcioro zawodników i zawodniczek reprezentujących siedemnaście klubów zrzeszonych w Stowarzyszeniu „Cross”. Organizatorzy turnieju zapewnili uczestnikom wiele atrakcji. Świeże górskie powietrze, rozkoszowanie się widokiem na Beskidy, a także podziwianie panoramy Bielska-Białej i Czechowic-Dziedzic z tarasu widokowego na szczycie Szyndzielni były bezcenne. W piątek rano uczestnicy mogli zwiedzić centrum miasta. Dzięki audioprzewodnikom zainteresowani spacerowicze poznawali odnowione historyczne zakątki Bielska i ciekawostki na temat okolicy, a wbudowana w urządzenie nawigacja GPS pozwalała w odpowiednim momencie wędrówki odtworzyć szczegółowe informacje na temat danego miejsca. Osobom z dysfunkcją wzroku taka wycieczka wzbogacona słowem zdecydowanie na długo zapadnie w pamięć.

Przyszedł wreszcie czas na turniej. Podstawą do obliczenia wyniku była suma punktów z sześciu gier. Zmagania w tym roku toczyły się w wyremontowanej i przeniesionej w nieco inne miejsce ośmiotorowej kręgielni przy jednym z centrów handlowych Bielska-Białej. Gra na torach nie należała do łatwych. Mimo przeprowadzonego remontu wielu zawodników było niezadowolonych z poziomu technicznego obiektu. Niejednokrotnie pojawiały się sygnały o zarysowywaniu prywatnych kul zawodników przez automaty podające oraz o błędnych oznakowaniach na torach. Dla naszych graczy największym minusem był brak monitorów nad torami, które niewątpliwie ułatwiają grę, bo informują szczegółowo o rezultacie oddanego rzutu i dzięki temu podpowiadają, jak wykonać kolejny. Sami organizatorzy dobrze wspominali ubiegłoroczny turniej, który ze względu na remont bielskiej kręgielni wyjątkowo odbył się w Czechowicach-Dziedzicach i zastanawiali się, czy mimo niedogodności logistycznych nie warto powrócić do tego obiektu w kolejnych latach.

Na szczególną uwagę i słowa uznania zasługuje zwycięzca w kategorii B2 Piotr Dynda, reprezentujący klub „Podkarpacie” Przemyśl. Już po raz kolejny Piotr przekroczył magiczną liczbę 1000 kręgli, a tu uzyskał dokładnie 1034 punkty. Po turnieju w Tarnowie i Opolu to już kolejny jego udany występ, który nie powinien umknąć uwadze trenera kadry narodowej niepełnosprawnych przy PZKręgl. w czasie powoływania do reprezentacji Polski na kolejny rok. Należy dodać, iż Piotr jako jeden z niewielu zawodników uzyskujących tak wysokie wyniki gra „house ballami”, czyli kulami znajdującymi się na wyposażeniu kręgielni. Mimo braku własnego sprzętu, co odróżnia go od wielu utytułowanych zawodników i zawodniczek posiadających po kilka kul bowlingowych, Piotr Dynda idealnie dopasowuje się do warunków panujących na kręgielniach i świetnie wykorzystuje ich możliwości.

Na duże brawa zasługuje również zwycięzca w kategorii B1 mężczyzn Zdzisław Koziej z „Hetmana” Lublin. W trzeciej grze uzyskał wynik 171 p. – fenomenalny jak na osobę całkowicie niewidomą. Jego 855 p. to siódmy rezultat w ogólnej klasyfikacji turnieju.

Nie można nie wspomnieć o dobrej grze Doroty Kurek z „Ikara” Lublin, która zwyciężyła w swojej kategorii z wynikiem 935 p. i została najlepszą zawodniczką turnieju.

Zbigniew Strzelecki reprezentujący „Karolinkę” Chorzów popadał ze skrajności w skrajność. Analizując jego kolejne rzuty (116, 223, 126, 189, 160, 134), łatwo zrozumieć, skąd wziął się jakże trafny przydomek „Zając”. Zbyszek uzyskał końcowy wynik 948 p.

Uwieńczeniem turnieju bowlingowego „Beskidy 2015” była uroczysta kolacja, podczas której nastąpiła dekoracja zwycięzców, wręczenie pucharów i nagród rzeczowych. W ceremonii wzięli udział członkowie zarządu klubu „Pionek” Bielsko-Biała oraz gość honorowy Ryszard Radwan – naczelnik Wydziału Kultury Fizycznej i Turystyki Urzędu Miasta Bielsko-Biała. Turniej dofinansował Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Nie tylko triumfatorzy w poszczególnych kategoriach, lecz także wszyscy uczestnicy uroczystej kolacji i całego turnieju mogą nazwać się wygranymi. Ze względu na ograniczone fundusze organizatorzy musieli zredukować liczbę miejsc przypadającą na dany klub. Już więc samo uczestniczenie w wyjątkowej imprezie, w tak sympatycznym miejscu, było swoistą nagrodą. Podczas oficjalnych podziękowań kierowanych do całego sztabu organizacyjnego Kazimierz Curyło gorąco apelował, aby w przyszłym roku zrobić turniej dla przynajmniej dwukrotnie większej liczby osób.

VI Ogólnopolski Turniej Bowlingowy Niewidomych i Słabowidzących „Beskidy 2015”

24-27.09.2015 r., Bielsko-Biała

Kobiety

B1

1. Barbara Sołek („Podkarpacie” Przemyśl) 503 p.

2. Barbara Szypuła („Karolinka” Chorzów) 450 p.

3. Jolanta Nowacka („Cross Opole”) 444 p.

B2

1. Dorota Kurek („Ikar” Lublin) 935 p.

2. Jadwiga Dudek („Pionek” Włocławek) 838 p.

3. Renata Wilk („Hetman” Lublin) 829 p.

B3

1. Jolanta Krok-Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 821 p.

2. Bożena Walant  („Pogórze” Tarnów) 677 p.

3. Jolanta Fijał („Pogórze” Tarnów) 654 p.

Mężczyźni

B1

1. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 855 p.

2. Stanisław Chmura („Podkarpacie” Przemyśl) 680 p.

3. Marek Zwolenkiewicz  („Karolinka” Chorzów) 609 p.

B2

1. Piotr Dynda („Podkarpacie” Przemyśl) 1034 p.

2. Jan Warowny („Omega” Łódź) 886 p.

3. Mariusz Kozyra („Hetman” Lublin) 860 p.

B3

1. Zbigniew Strzelecki („Karolinka” Chorzów) 948 p.

2. Władysław Szymański („Omega” Łódź) 944 p.

3. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 852 p.

Wojciech Puchacz

 

aaa

 

wiadomości

 

Kolarstwo

Drużynówka na koniec sezonu

Ostatnią krajową imprezą kolarską w 2015 roku były drużynowe mistrzostwa Polski. Baza noclegowa kolarzy znajdowała się w Lusowie, a zawody odbyły się 11 października na Torze „Poznań” w Przeźmierowie. Reprezentacje składające się z dwóch tandemów startowały oddzielnie w odstępach jednej minuty i ścigały się na dystansie 40,83 km (dziesięć okrążeń).

Najważniejsze elementy przydatne w jeździe drużynowej to dobre przygotowanie fizyczne, szczególnie w zakresie wytrzymałości szybkościowej, umiejętności techniczne (jazda na kole, pokonywanie zakrętów), wyrównany skład i zdolność równomiernego rozłożenia sił podczas całego wyścigu. W tegorocznej rywalizacji dodatkowym atutem była odporność na chłód, ponieważ temperatura była niemal zimowa. Fakt, że wyścig rozgrywany był na rundach, ułatwiał obserwatorom śledzenie rywalizacji oraz informowanie zawodników o aktualnej sytuacji na trasie. Od początku prowadzenie objął zespół „Warmii i Mazur” Olsztyn, na drugiej pozycji plasowała się drużyna „Omegi” Łódź, a trzecie miejsce zajmowali kolarze „Podkarpacia” Przemyśl. Z upływem kilometrów czołowa dwójka powiększała swoją przewagę nad rywalami, natomiast do walki o brązowy medal włączyła się ekipa „Syrenki” Warszawa. Atak ten okazał się skuteczny, a ostateczna kolejność na mecie była następująca:

1. „Warmia i Mazury” Olsztyn (Piotr Kołodziejczuk, Paweł Kowalkowski, Marta Stramek, Paweł Ciunel) 00:57:25,58

2. „Omega” Łódź (Sławomir Gruszkowski, Krzysztof Wolski, Tomasz Olechno, Adam Marciniak) 00:59:26,88

3. „Syrenka” Warszawa (Henryk Groszkowski, Krzysztof Nowak, Sławomir Jeżowski, Władysław Gładysiak) 01:02:12,20 

Mirosław Jurek 

 

Biegi

Ze wschodu na zachód Polski

Zamość

Kolejny etap biegów w ramach projektu „Najlepsi spośród nas” odbył się w Zamościu. W dniach 26-29 sierpnia zawodnicy mieli do pokonania łącznie 100 km! O klasyfikacji końcowej decydował łączny czas po czterech etapach (35-20-30-15).

W tym roku walkę w tak ciężkiej pod względem wytrzymałości imprezie utrudniała zawodnikom upalna pogoda. Termometr każdego dnia pokazywał powyżej 30°C. Najlepiej w tych warunkach sprawdzali się doświadczeni zawodnicy, którzy startowali tu wielokrotnie.

W grupie T12 (słabowidzący) zwyciężył Tomasz Chmurzyński z „Łuczniczki” Bydgoszcz. Drugie miejsce zajął zawodnik „Syrenki” Warszawa Jacek Ziółkowski, a trzeci był Krzysztof Badowski, drugi zawodnik „Łuczniczki” Bydgoszcz. Z grupy T11 (niewidomi) pobiegł tylko Grzegorz Powałka z „Syrenki” i on jako jedyny stanął na pudle. Poza wymienionymi startowali jeszcze: Michał Wolański z „Syrenki” i Piotr Szymczak z klubu „Omega” Łódź. Był to dla nich pierwszy start w tak wymagającym biegu. Do zakończenia cyklu „Najlepsi spośród nas” pozostały jeszcze dwie imprezy: w Bydgoszczy i w Warszawie. 

Krynica

Po zamojskiej etapówce zawodnicy Stowarzyszenia „Cross” 13 września zawitali do Krynicy, gdzie co roku odbywa się Festiwal Biegowy. Podczas trzech dni festiwalu entuzjaści biegania mają do wyboru 21 biegów, w których mogą wziąć udział – od dystansu 480 m do 100 km! Jednym z nich jest „Sztafeta maratońska”, podczas której dystans ponad 40 km pokonują wspólnie czterej zawodnicy, jeden po drugim. Trzech startujących przebiega odcinki 10 km, a czwarty, ostatni – 12 km i 195 m. Trasa biegu była zmienna, miejscami trudna, ze sporymi podbiegami, z Krynicy do Muszyny i przez Tylicz do Krynicy. Właśnie w tym roku odbyły się I Sztafetowe Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Maratonie.

Do rywalizacji przystąpiło 18 sztafet. Wśród nich cztery zespoły reprezentowały Stowarzyszenie „Cross”. Po upływie niecałych trzech godzin na mecie w parku zdrojowym pojawił się zawodnik zwycięskiej sztafety z „Lubelskiego klubu biegacza”. Nasze sztafety zajęły odpowiednio ósme, jedenaste, dwunaste i czternaste miejsce. Najlepsza z naszych czwórek miała szansę na zajęcie wysokiej czwartej lokaty. Kłopoty jednego z zawodników spowodowały spadek ekipy na dalsze miejsce i strat nie dało się już odrobić

I Sztafetowe Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Maratonie

13.09.2015 r., Krynica

1. „Cross” 1: Michał Majchrzak, Jacek Ziółkowski, Zbigniew Świerczyński, Andrzej Gipsiak 03:38:20

2. „Cross” 3: Grzegorz Powałka, Mateusz Surowiec, Wiesław Miech, Piotr Szymczak 03:56:07

3. „Cross” 2: Paweł Kwapień, Paweł Król, Sławomir Jeżowski, Jerzy Płonka 03:56:08

Poza podium znalazła się sztafeta „Cross” 4 w składzie: Mariusz Zacheja, Piotr Jankowski, Marcin Suwart, Henryk Groszkowski. Gratulacje dla naszych za miejsca na podium i udaną rywalizację ze sztafetami pełnosprawnych biegaczy! 

Poznań

Kilka tygodni później biegacze długodystansowi spotkali się w Poznaniu na 16. PKO Poznań Maratonie. Niepisana rywalizacja między Warszawą a Poznaniem o miano najlepszego organizatora maratonu w Polsce trwa. Decyduje liczba tych, którzy dobiegają do mety. W obu miastach imprezy są świetnie przygotowane i zazwyczaj przebiegają bez zarzutu. Pod tym względem Polska może mierzyć się z wieloma krajami europejskimi. Sportowcy z dysfunkcją wzroku ponownie rozegrali tutaj mistrzostwa Polski Stowarzyszenia „Cross” w maratonie.

W przededniu głównej imprezy trzej nasi zawodnicy – Patryk Łukaszewski, Jacek Ziółkowski (obaj z warszawskiej „Syrenki”) i Paweł Petelski („Jantar” Gdańsk) wzięli udział w Biegu Maltańskim na dystansie 5 km. Znakomicie pobiegł Patryk, który zajął pierwsze miejsce! Jacek dobiegł na piątej pozycji, a Paweł na dziewiątej w klasyfikacji open (sklasyfikowano 160 osób).

Niedzielny poranek 11 października był mroźny i wietrzny. Tysiące zawodników zmierzały na MTP (Międzynarodowe Targi Poznańskie), by stanąć do rywalizacji na królewskim dystansie. Na starcie czekali już faworyci: kilku Kenijczyków, Ukraińcy, Polacy, a za nimi sześć tysięcy kilkuset zawodników! Przed rozpoczęciem biegu termometr pokazywał zaledwie dwa stopnie na plusie, ale chłód rekompensowało piękne słońce. I tylko ten wiatr...

O 8:50 startują zawodnicy na wózkach, po kolejnych dziesięciu minutach biegacze. Ton rywalizacji nadają Kenijczycy, ale i kilku Polaków chce pobiec w granicach minimum kwalifikującego na olimpiadę w Rio w 2016 roku. To oznacza zaciętą walkę o zwycięstwo. Po 30. kilometrze Polak Emil Dobrowolski zaczyna gubić dwóch rywali z Kenii i pierwszy mija metę. Na sukces naszego rodaka czekano tu od roku 2006. Sukcesywnie dobiegają następni. Najpierw pojedynczo, potem jest ich coraz więcej. Słońce świeci i temperatura skoczyła już o około 10 stopni.

Wśród zawodników Stowarzyszenia „Cross” najlepiej radzą sobie Jacek Ziółkowski i Paweł Petelski. Z międzyczasów wynika, że Ziółkowski biegnie od Petelskiego szybciej o kilkadziesiąt sekund na każde pięć kilometrów. Zaczyna jednak minimalnie zwalniać pod koniec biegu, ale wypracowana przewaga pozwala mu na utrzymanie pierwszego miejsca w kategorii T12. Za nimi pozostali z grupy słabowidzących. W komfortowej sytuacji jest Świerczyński. W T11 ma tylko jednego rywala Marcina Suwarta, który debiutuje na tym dystansie. Taka jest też kolejność na mecie w tej grupie. Sklasyfikowano 6242 zawodników. I już wiadomo, że tym największym w Polsce był w tym roku Orlen Warsaw Maraton.

Mistrzostwa w maratonie 2015

T11

1. Zbigniew Świerczyński („Warmia i Mazury” Olsztyn) 03:40:53

2. Marcin Suwart („Razem na szlaku” Poznań) 03:47:43

T12

1. Jacek Ziółkowski („Syrenka” Warszawa) 03:14:12

2. Paweł Petelski („Jantar” Gdańsk) 03:18:48

3. Krzysztof Badowski („Łuczniczka” Bydgoszcz) 03:36:14

Gratulacje dla zwycięzców i dla pokonanych za podjęcie rywalizacji w maratonie!

Mariusz Gołąbek

 

Obozy

Nic tak nie łączy…

w naszym kraju piękne miejsca pozwalające na zdrowe spędzanie czasu, połączone ze zorganizowaną rekreacją i sportem, są i ludzie, którzy mimo ograniczonych możliwości polubili wędrówkę i aktywność fizyczną.

Między 14 a 28 sierpnia w Żabnicy w ośrodku „Pod Halą Boraczą” odbywał się ogólnopolski sportowy obóz konny i nordic walking. Ośrodek urzekał już samą lokalizacją (880 m n.p.m.). Na tej wysokości upalne lato nie dawało się we znaki, co pozwalało uczestnikom na przyjemny relaks po zajęciach sportowych. Dodatkową atrakcją były szybko dojrzewające ostrężyny albo, jak kto woli, jeżyny. Smaczne i urozmaicone menu, nie wyłączając biesiad regionalnych, doskonale uzupełniało spalone podczas zajęć ruchowych kalorie.

Wśród uczestników byli tacy, którzy po raz pierwszy dosiadali konia. Zajęcia hippiczne miały więc także wersję „turystyczną”. Już w pierwszym dniu uczestnicy mogli przekonać się, że oprócz wyścigów konnych istnieje konkurs konia rekreacyjnego. W trakcie obozu okazało się, że taka forma współdziałania ze zwierzęciem jest bardzo atrakcyjna. Zamiast poruszać się w koło, wyruszali konno na szlak górski. Dzięki znikomemu ruchowi na drodze dojazdowej okolica ośrodka sprzyjała indywidualnym treningom adeptów sztuki poruszania się przy pomocy kijków.

Utrwalanie kondycji i hartowanie ducha umożliwiały wędrówki po szlakach Beskidu Żywieckiego i Beskidu Śląskiego. Doświadczona kadra, piękna pogoda i bogaty program w całej rozciągłości docenili uczestnicy. Wśród nich były cztery małżeństwa, w tym jedno „jeszcze ciepłe”, które powiedziało sobie „tak” na dwa dni przed wyjazdem na obóz. Miały te pary jedną wspólną cechę: oprócz obrączek połączyła je miłość do wędrówki, a nic tak nie łączy jak wspólny kajak, tandem czy razem przebyty górski szlak.

Antoni Szczuciński

 

aaa

 

turystyka

 

Rajska wyspa na krańcach Europy 

Archipelag Azorów jest regionem autonomicznym Portugalii. Leży w odległości około 1500 km od wybrzeży Europy i składa się z dziewięciu wulkanicznych wysp. Patrząc od zachodu, są to: Flores, Corvo, Faial, Pico, São Jorge, Graciosa, Terceira, Santa Maria i São Miguel. Azory zostały odkryte na początku XV w. przez Portugalczyków, którzy doceniając ich strategiczne położenie na trasie do Nowego Świata, szybko skolonizowali bezludne wyspy.

Nazwa archipelagu pochodzi od portugalskiego słowa açor oznaczającego jastrzębia, z którym pierwsi zdobywcy pomylili azorskiego myszołowa. Dzięki połączeniom otwartym od tego roku przez tanie linie lotnicze Azory przestały być zakątkiem luksusowym i są teraz w zasięgu nawet niezbyt zamożnych Europejczyków. Na razie dolecieć w ten sposób można tylko na wyspę São Miguel, dlatego też na niej się skupimy. Nie zapominajmy jednak, że w sezonie letnim po archipelagu kursują promy kompanii Atlanticoline i samoloty lokalnych linii SATA. Niestety bilety są w obu przypadkach dość drogie. Przykładowo prom z São Miguel na pobliską Santa Marię kosztuje ok. 50 euro, a za samolot trzeba zapłacić nawet do 100 euro. Dodatkowo loty i rejsy nie odbywają się codziennie, co uniemożliwia zwiedzenie całego archipelagu w krótkim czasie. São Miguel jest jednak tak ciekawym miejscem, że z łatwością zapełni tygodniowy urlop. Długa na 65 i szeroka na 15 km São Miguel jest największą wyspą Azorów. Liczy ćwierć miliona mieszkańców, co stanowi połowę całej populacji archipelagu. 

Ponta Delgada

Ponta Delgada jest stolicą i największym miastem archipelagu Azorów. Znajduje się tu siedziba lokalnych władz oraz uniwersytet. Miasto oferuje gościom dobrze rozwiniętą bazę noclegową i gastronomiczną. Cena noclegu w hotelach waha się od 30 do 50 euro od osoby, ale w hostelach można znaleźć miejsce za niecałe 15 euro. Obiad w miejscowej restauracji to koszt od 10 do 20 euro. Ponta Delgada, mimo niewielkich rozmiarów, ma wiele do zaoferowania, dlatego zanim wyruszymy na objazd wyspy, warto się w niej zatrzymać na dzień lub dwa. Wąskie brukowane uliczki, wzdłuż których cisną się wielobarwne, dekorowane kafelkami kamieniczki, zachęcają do powolnego spaceru i pozwalają w pełni chłonąć spokojną atmosferę wyspiarskiego miasteczka. Spragnieni szybszego tempa, zwłaszcza wieczorem powinni wybrać się do portu i na oceaniczne bulwary. Tamtejsze bary i kluby tuż po zachodzie słońca wypełniają się gwarem i muzyką często graną na żywo. Wielbiciele sztuki i architektury powinni odwiedzić muzeum Carlos Machado z imponującymi zbiorami malarstwa, a także zajrzeć do olśniewającego barokowego kościoła Igreja Matriz de São Sebastiao i słynącego z figury Chrystusa od cudów kościoła Igreja do Santo Cristo. Warto również wstąpić do pięknego ogrodu Santana, mieszczącego siedzibę azorskiego prezydenta. Pałac niestety można oglądać jedynie z zewnątrz, spacerując między wykładanymi mozaiką fontannami, wielobarwnymi kwiatami, stawami i egzotycznymi drzewami.

By podziwiać panoramę miasta, najlepiej wdrapać się na pobliskie wzgórze Reduto da Mae de Deus, a jeśli chcemy spojrzeć na ocean, warto odwiedzić fort strzegący niegdyś dostępu do portu, a dziś mieszczący bardzo bogate muzeum wojskowości. Relaks po pełnym wrażeń dniu oferują naturalne baseny (Piscinas Naturales) wypełnione wodą wprost z Atlantyku. 

Gorące źródła i gejzery

Jednym z głównych powodów do dumy São Miguel są jej wody termalne. Tętnią one pod powierzchnią niemal całej wyspy, wydobywając się na zewnątrz w najróżniejszych miejscach i na różne sposoby. Najbardziej spektakularne zbiorowisko gejzerów można obserwować w okolicy miejscowości Furnas, na brzegu jeziora o tej samej nazwie. Kilkadziesiąt różnej wielkości źródeł, nazywanych po portugalsku caldeiras, bulgocze tam nieprzerwanie, buchając kłębami siarkowej pary. Źródła różnią się między sobą rozmiarami, a także kolorem i zapachem wody. Mieszkańcy wykorzystują je do przygotowywania tradycyjnej potrawy cozido a caldeiras, składającej się z wielu rodzajów mięsa i warzyw zamkniętych w szczelnym naczyniu zakopanym na wiele godzin w gorącej ziemi.

Chcący wygrzać się w mineralnych wodach, powinni wybrać się do Caldeira velha w pobliżu miejscowości Ribeira Grande, gdzie wśród bujnej azorskiej roślinności czeka na nich basen pełen parującej leczniczej wody oraz wodospad, nieco chłodniejszy, ale bardzo urokliwie spływający po wielkich głazach.

Swoistą atrakcją jest termalne źródło w Ponta da Ferraria. Jego niezwykłość polega na tym, iż znajduje się ono w niewielkiej zatoczce w dnie Atlantyku. Wypływająca z niego woda ma temperaturę 68 stopni Celsjusza. Mieszając się z wodą oceanu, sprawia, że zimne fale ogrzewają się do przyjemnych 28 stopni, co zachęca nawet najbardziej opornych wczasowiczów do kąpieli wśród malowniczych wulkanicznych skał. 

Zielona wyspa

Łagodny klimat i delikatnie pofałdowane ukształtowanie wyspy sprawiają, że w dużej części pokrywają ją pastwiska. Dlatego w kolorowym archipelagu nazywana jest zieloną. Jak bardzo zasłużone jest to miano, przekona się każdy, kto zapuści się w bujne, przywodzące na myśl tropikalne dżungle lasy porastające wulkaniczne zbocza. Wszechobecny cedr japoński i drzewo ogniste rozkładają przed oczami wędrowców całą paletę zieleni. Niezwykłe są też ogrody botaniczne São Miguel. Najsłynniejszy z nich – Terranostra – znajduje się w Furnas i jest uważany za jeden z najpiękniejszych parków Europy. Podziwiać tam można bogatą kolekcję kamelii, niesamowite budleje, których kwiaty przypominają czerwone i białe szczotki do butelek, niezliczone gatunki palm i paproci oraz unikalne okazy flory azorskiej, jak wrzosy i drzewa laurowe. Pośród bujnej roślinności kryją się dodatkowe atrakcje, takie jak altanki, groty, strumyki, stawy i urokliwe, obrośnięte bluszczem rzeźby. Po spacerze można zanurzyć się w termalnym basenie z gorącą wodą barwy kasztana. Również stolica może się pochwalić bogatym ogrodem botanicznym. Zaciszny Jardim Jose do Canto, w którym największe wrażenie robią fikusy rozpościerające swoje korzenie wiele metrów nad ziemią i kwitnące cykasy. Na koniec wizyty park oferuje zwiedzającym bezpłatny poczęstunek – likier owocowy w miejscowej kawiarni. 

Wulkaniczne dziedzictwo

Jak na wulkaniczną wyspę przystało, São Miguel usiana jest mniejszymi i większymi kraterami, a spod trawy co rusz wygląda zastygła lawa. Dwa największe wygasłe wulkany znajdują się na dwu przeciwległych skrajach wyspy. Pierwszy – Pico da Vara – wznosi się na wschodnim wybrzeżu na wysokość 1080 m n.p.m. i jest najwyższym wzniesieniem na wyspie. Aby na niego wejść, należy piąć się przez kilka godzin po lesistych zboczach, ale widok ze szczytu wynagradza wszystkie trudy. Przed wyprawą trzeba uzyskać pozwolenie lokalnego ministerstwa leśnictwa, mieszczącego się w Ponta Delgada. Drugi krater, niezwykle szeroki, znajduje się po przeciwnej stronie wyspy. Na jego dnie przycupnęła malownicza wioska Sete Cidades, u której stóp rozlewają się bliźniacze jeziora: Zielone i Niebieskie. Legenda głosi, że powstały one z łez wylanych przez księżniczkę po utracie ukochanego pasterza. Schodząc krętą drogą do wioski, można podziwiać kilka pomniejszych kraterów porośniętych wewnątrz trawą, gdzie spokojnie pasą się krowy. Kolejny krater wypełniony wodą to malownicze Lagoa de Fogo (jezioro ognia). Kryształowo czysta woda zachęca do kąpieli, ale strome brzegi sprawiają, iż wędrówka w dół nie jest prosta. Leniwi mogą podziwiać piękną panoramę z któregoś z wielu punktów widokowych wokół jeziora.

Ślady wulkanicznej aktywności kryją się także pod ziemią. Na wyspie znajduje się kilka niezwykłych jaskiń, z których leżąca na obrzeżach Ponta Delgada Gruta do Carvao jest najciekawsza, a przy tym najłatwiej dostępna. Zwiedza się ją z przewodnikiem, który w ciekawy sposób przybliża turystom historię i sposób powstania jaskini oraz znajdujących się w niej bajkowych magmowych formacji. W trakcie tej wizyty można poczuć się jak bohaterowie powieści „Podróż do wnętrza ziemi”. Również azorskie plaże są nietypowe. Piasek, który je pokrywa, nie jest złoty czy biały, ale czarny, a zamiast drobnych otoczaków znaleźć na nich można pokruszony tuf. W niektórych miejscach wybrzeże pokryte jest skamieniałą lawą, która zastygła w najfantazyjniejsze kształty. Plaże są zazwyczaj niewielkie. Rzadko przekraczają 1 km długości, bo znajdują się w zatoczkach otoczonych niesamowitymi, postrzępionymi skałami. 

Săo Miguel od kuchni

São Miguel jest jedynym miejscem w Europie, gdzie uprawia się herbatę. Została ona sprowadzona na Azory przez Portugalczyków z Makao i bardzo dobrze się przyjęła. Dawniej na wyspach istniało kilkadziesiąt plantacji, obecnie pozostały jedynie dwie, położone na północy – Gorrana oraz Porto Formozo. Są one dostępne dla zwiedzających. Pracownicy chętnie pokazują i dokładnie objaśniają cały proces zbioru i produkcji herbaty, na zakończenie częstując filiżanką aromatycznego naparu. Natomiast w centralnej części wyspy, w miejscowości Faja de Baixo, można odwiedzić zupełnie inny, ale nie mniej ciekawy ewenement na skalę europejską: plantacje ananasów. Najsłynniejsze z nich to A. Arruda oraz Quinta das Três Cruzes. Również tam właściciele zapraszają zwiedzających do wnętrza swego królestwa. Oprowadzając po szklarniach, z których każda jest poświęcona innemu etapowi rozwoju ananasa, pokazują w kilka minut cały osiemnastomiesięczny cykl dojrzewania owocu. Będąc w Ribeira Grande, nie można pominąć fabryki likierów Mulher do Capote (kobieta w płaszczu). Jej znakiem firmowym jest wizerunek azorianki w tradycyjnym płaszczu z wielkim kapturem, który nosiła przed ślubem, by chronić się przed spojrzeniami natrętnych zalotników. Podobnie jak na plantacjach, w fabryce odwiedzający mają okazję usłyszeć opowieść o tradycyjnych metodach produkcji. Można także obejrzeć drewniane urządzenia do wyciskania owoców, mieszania soków i destylowania alkoholu, a na koniec popróbować któregoś z szerokiej oferty mlecznych i owocowych trunków. We wszystkich tych miejscach zwiedzanie jest bezpłatne, ale po degustacjach zazwyczaj ciężko się powstrzymać przed kupnem choćby najmniejszej torebki herbaty czy niewielkiej buteleczki słynnego likieru marakujowego.

Tradycyjnie hodowanym na Azorach zwierzęciem jest krowa, dlatego większość tamtejszych serów (w tym najbardziej znany São Miguel) wyrabia się właśnie z jej mleka, zamiast z koziego czy owczego, jak to ma miejsce w Portugalii kontynentalnej. Sprawia to, że choć długo dojrzewające i twarde, są one delikatne w smaku. Wszystkie restauracje oferują steki z niezwykle cenionej w świecie za wyjątkowy aromat azorskiej wołowiny. Inną lokalną specjalnością są steki z tuńczyka. Najodważniejsi mogą skusić się na filet z rekina albo miejscowe małże lapas.  

Aktywny wypoczynek

São Miguel jest prawdopodobnie jedynym miejscem na świecie, gdzie można popływać kajakiem we wnętrzu wulkanicznego krateru. Nie jest to jednakże jedyna możliwość, jaka na azorskiej wyspie otwiera się przed osobami lubiącymi spędzać urlop w ruchu. Liczne dobrze przygotowane trasy rowerowe i trekingowe zachęcają do górskich wędrówek. W bardziej odległe od stolicy regiony można dostać się autobusami, ale nie jest to rozwiązanie idealne. Choć dojeżdżają one do większości ciekawych miejscowości, to zazwyczaj jest jedno połączenie dziennie, a rozkłady jazdy nie są bynajmniej ułożone z myślą o turystach. Może się więc zdarzyć, że uzależnieni od powrotnego autobusu, będziemy mieli do dyspozycji jedynie godzinę czy dwie tam, gdzie warto zatrzymać się na dłużej, lub odwrotnie – utkniemy na cały dzień w zapomnianej przez Boga i ludzi wiosce. Dlatego lepiej zaopatrzyć się we własny środek transportu. Koszt wynajęcia samochodu to około 40 euro dziennie, a skutera 20 euro. Przy drogach bardzo często spotkać można punkty widokowe z parkingami. Wielu z nich towarzyszą altanki ze stołami i miejscem na grilla, idealne na rodzinny piknik. Wielbicielom morskiej fauny wyspecjalizowane agencje turystyczne oferują rejsy, w trakcie których obserwować można delfiny, sejwale i kaszaloty, a przy odrobinie szczęścia także wieloryby. Na bardziej odważnych czekają skafandry i butle pozwalające zanurkować w cudowny podwodny świat Atlantyku. Wysokie fale rozbijające się o nabrzeża São Miguel od lat przyciągają surferów z całego świata. Szczególnie ulubionym przez nich miejscem jest ponadkilometrowa piaszczysta plaża Santa Barbara na północy wyspy. Silne wiatry wiejące na archipelagu niemal przez cały rok oferują także świetne warunki osobom uprawiającym kitesurfing i windsurfing. Niezależnie od tego, czy wolimy szum fal, zaciszne jeziora czy górskie wędrówki, na São Miguel z pewnością nie będziemy się nudzić.

Monika Dubiel

 

aaa

 

zdrowie

 

To i owo

Bywa, że przez dziesięciolecia, a nawet wieki powielane są i utrwalane opinie o niektórych produktach, jakie spożywamy. I nagle pojawia się jakiś „guru”, który na podstawie badań naukowych obala dotychczasowe teorie i pewniki.

Tak było na przykład ze szpinakiem uchodzącym za bombę żelazową, którą raczono dzieci wbrew ich protestom. (Pamiętam, jak dzięki temu znienawidziłam szpinak i przez długie lata kojarzył mi się z najgorszym świństwem). Okazało się, że ktoś kiedyś postawił przecinek w obliczeniach wartości żelaza w szpinaku nie tam, gdzie trzeba i tę pomyłkę powielało kilka pokoleń dietetyków i lekarzy. Podobnie rzecz się miała z bananami okrzyczanymi jako bogate źródło potasu. Tymczasem, co ogłoszono niedawno, biją je na głowę zwykłe gotowane ziemniaki.

Podobne przykłady można mnożyć. O grzybach – poza tym, że niektóre trują, a te, które jemy, są ciężkostrawne – wiedzieliśmy jeszcze, że mają głównie walory smakowe i trochę minerałów. Teraz okazuje się, że nie „trochę”, ale bardzo dużo. Z kulinarnego punktu widzenia są równie zdrowe jak najzdrowsze warzywa. Są bogate w witaminy z grupy B, takie jak ryboflawina, kwas foliowy, tiamina, kwas pantotenowy i niacyna. Zawierają też sporo unikalnych składników mineralnych: selen, potas, miedź, żelazo i fosfor. Choć są wegańskie, mają witaminę D. To jedyny wegański produkt, który w sposób naturalny, a nie przez uzupełnienie w procesie obróbki spożywczej zawiera tę witaminę. Pomagają zachować linię dzięki dużej zawartości błonnika przyspieszającego nasz metabolizm (1 szklanka siekanych grzybów ma 7-10 g błonnika, co stanowi jedną trzecią rekomendowanego dziennego zapotrzebowania). Dzięki temu pomagają walczyć z cukrzycą. Poprawiają pamięć, bo są bogate w cholinę – składnik niezbędny we wszystkich niemal funkcjach układu nerwowego: regulacji snu, napięcia mięśniowego, procesach uczenia się i zapamiętywania. Zmniejszają ryzyko nowotworów dzięki wysokiej zawartości przeciwutleniaczy. Okazuje się, że mają ich tyle co najzdrowsze z warzyw – marchew, pomidory, papryka, dynia czy fasola. Ukryty w grzybach selen hamuje wzrost guzów i działa przeciwzapalnie. Wzmacniają serce. Spora dawka witaminy C, błonnika i potasu to wymarzony prezent dla serca i układu krążenia. Pomagają obniżyć ciśnienie krwi: połowa szklanki siekanych grzybów zmniejsza poziom cholesterolu o 5 procent. Spożywanie grzybów buduje naszą odporność. Błonnik zawarty w ich komórkach pobudza produkcję białych ciałek w szpiku kostnym.

Australijscy naukowcy z University of Western Sydney przebadali 115 popularnych produktów spożywczych i doszli do wniosku, że grzyby posiadają zdolność łagodzenia stanów zapalnych. Najskuteczniejsze pod tym względem okazały się boczniaki. Wydaje się, że w tym sezonie, z uwagi na długotrwałą suszę, będziemy skazani głównie na ich konsumpcję. Ale i one potrafią utulić nasz żal za prawdziwkami, rydzami czy podgrzybkami, bowiem ostatnią, choć mniej znaną dotąd korzyścią zdrowotną z jedzenia grzybów jest to, że łagodzą stres. A to dzięki witaminom z grupy B, których niedobór powoduje zaburzenia układu nerwowego: wzmożony niepokój, niepewność, drażliwość i trudności z koncentracją.

Przez dziesięciolecia herbata, drugi po wodzie z najczęściej spożywanych napojów na świecie, zaliczana była do używek, czyli produktów nieposiadających właściwości odżywczych. Oskarżano ją o to, że źle wpływa na przyswajanie żelaza, a mocna i pita w dużych ilościach działa na organizm podobnie jak kofeina w kawie. W ostatnich latach rośnie liczba danych naukowych informujących o cennych składnikach odżywczych herbaty i jej dobroczynnym oddziaływaniu na zdrowie. – Prozdrowotny wpływ herbaty na organizm – tłumaczą specjaliści od żywienia – wynika przede wszystkim z obecności związków polifenolowych, które wspierają nasz układ odpornościowy, mają działanie przeciwzapalne i hamują szkodliwe procesy utleniania zachodzące nieustannie w organizmie. Najbardziej aktywne są polifenole zawarte w herbacie zielonej, najmniej przetworzonej. Taka herbata zresztą jest najlepszym źródłem tych składników w diecie. (Po niej plasują się: czerwone winogrona, gorzka czekolada i czerwone wino).

Badania naukowe wykazują, że herbata zielona zmniejsza ryzyko chorób serca i neurodegeneracyjnych. Producenci żywności coraz częściej stosują ekstrakty zielonej herbaty w produkcji tzw. żywności funkcjonalnej, czyli o szczególnych właściwościach dietetycznych. Sprowadzają ją głównie Amerykanie. Ostatnio ogłosili, że może ona spowolnić proces utraty tkanki kostnej. Osoby, które wypijały dziennie trzy filiżanki tego napoju, miały o jedną trzecią mniejsze ryzyko złamań główki kości biodrowej związane z osteoporozą. Zielona herbata pomaga także obniżyć poziom cholesterolu, co oznacza mniejsze ryzyko miażdżycy. Chroni zęby i dziąsła. Pijący herbatę rzadziej skarżą się na krwawienie dziąseł i objawy paradentozy. Herbata pomaga w odchudzaniu, redukując tkankę tłuszczową. Zawarte w niej antyoksydanty chronią skórę przed szkodliwymi promieniami UV, co opóźnia starzenie. Może zmniejszyć ryzyko raka, bo przeciwutleniacze dają mu odpór.

Naukowcy ze szkoły medycznej Harvarda prowadzili badania z udziałem 40 tysięcy Japończyków. Dowodzą one, że regularne picie zielonej herbaty w ilości co najmniej pięciu filiżanek dziennie obniża ryzyko śmierci w wyniku zawału lub udaru o 26 procent. Teina, aminokwas niebiałkowy występujący niemal wyłącznie w zielonej herbacie, ma działanie uspokajające. Co nie znaczy, że słabiej reagujemy na różne bodźce otoczenia. Jesteśmy zrelaksowani, a jednocześnie zachowujemy czujność.

Czy mamy więc pić wyłącznie herbatę zieloną i jej przetwory, bo jest ona dużo zdrowsza od czarnej? Niekoniecznie. Po prostu większość badań dotyczy tej pierwszej. Należy przypuszczać, że inne rodzaje herbaty, a jest ich sporo (m.in. herbata biała, ulung, pu-erh czarna) posiadają też sporo składników, które służą naszemu zdrowiu. Cieszmy się więc taką herbatą, jaka nam najbardziej smakuje.

Kawa przez wiele lat była obwiniana o to, że pita każdego dnia podnosi nam niebezpiecznie ciśnienie. Jeszcze teraz przed małą czarną przestrzega się tych, którzy mają z nim kłopoty. Jednak bardzo szeroko zakrojone badania (prowadzone na próbie blisko 6500 osób i trwające kilkanaście lat) nie wykazały, by picie kawy prowadziło do choroby nadciśnieniowej. Przeciwnie – panie, które wypijały ponad sześć szklanek kawy dziennie, nie chorowały wcale więcej od tych, które od niej stroniły. Obecnie kardiolodzy radzą, by osoby z zaburzeniami rytmu serca i wysokim ciśnieniem wypijały dziennie nie więcej niż dwie szklanki kawy. Prawdą jest natomiast, że uważać na kawę powinny osoby cierpiące na zgagę, zespół jelita nadwrażliwego i wrzody żołądka. Kawa ma bowiem silne działanie zakwaszające i pobudza wydzielanie soków trawiennych. Kofeina zwiększa wydalanie wapnia z organizmu, dlatego małą czarną winny się raczyć umiarkowanie kobiety zagrożone osteoporozą.

Dla wszystkich innych, zdaniem specjalistów, jest to napój o fantastycznych właściwościach prozdrowotnych. Filiżanka kawy zawiera więcej przeciwutleniaczy niż szklanka soku z grejpfrutów, borówek amerykańskich, malin czy pomarańczy. Walczy ze szkodliwymi wolnymi rodnikami, które wpływają na starzenie się komórek. Alkaloidy obecne w kawie hamują procesy zapalne w ośrodkowym układzie nerwowym, przez co zmniejszają ryzyko alzheimera. Kawosze znacznie rzadziej zapadają też na parkinsona. Jedna z teorii głosi, że kofeina „wyłapuje” neurotoksyny powodujące tę chorobę i usuwa je z organizmu. Działa moczopędnie i zmniejsza odkładanie się szczawianu wapnia, głównego składnika kamieni układu moczowego. Dwa i pół kubka kawy dziennie zmniejsza ryzyko zwłóknienia wątroby i marskości spowodowanej nadużywaniem alkoholu. Kofeina obecna w kawie działa na mięśnie gładkie oskrzeli, ułatwiając oddychanie. Chroni przed próchnicą – zawiera mikroelementy, które utrudniają bakteriom osadzanie się na szkliwie. Pomaga w odchudzaniu, bo podkręca metabolizm: energia dostarczana w jedzeniu jest spalana i zamieniana na ciepło, a nie na tkankę tłuszczową. Zmniejsza ryzyko kurczu powiek. Ta poważna dolegliwość, atakująca osoby po pięćdziesiątce, spowodowana jest podrażnieniem mięśnia okrężnego oka. Niekiedy może nawet spowodować ślepotę.

Alkaloidy zawarte w kawie przyspieszają odnawianie zapasów glikogenu – węglowodanu będącego głównym zapasem paliwowym dla naszych mięśni. Glikogen wykorzystywany jest przede wszystkim podczas długotrwałego wysiłku. Jeśli planujemy bieganie czy długą jazdę na rowerze, kawa jest jak najbardziej wskazana. W czasie zawodów sportowych pełni rolę dopingu (do 2004 r. kofeina figurowała na liście substancji zakazanych, teraz sportowcy mogą się nią wspomagać zgodnie z limitem ustalonym przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski). Ból mięśni po ćwiczeniach dokucza znacznie mniej tym, którzy wypijają przynajmniej dwie filiżanki kawy dziennie – przynosi większą ulgę niż tradycyjne środki przeciwbólowe.

Kofeina zapobiega ponoć łysieniu u mężczyzn, stymulując ich mieszki włosowe. W tym przypadku nie zaleca się jej zażywania w tradycyjny sposób, lecz poprzez nacieranie skóry głowy. U kobiet kawa zmniejsza biust. Rozmiar stanika zależy podobno od ilości pitej małej czarnej. Na szczęście dotyczy to tylko pań, u których występuje wariant C genu CV PIA2. Kobiety z innymi wariantami tego genu mogą opijać się kawą do woli, bez uszczerbku dla rozmiaru biustonosza.

Czy czekolada jest równie zdrowa jak wymienione wyżej produkty? Wielu z nas, zwłaszcza kobiety, ma co do tego duże wątpliwości. Jest smaczna, ale tuczy, zamula żołądek, psuje cerę (bo sprzyja zaparciom), a bywa, że uzależnia. Czekolada – mówią specjaliści – to w istocie przetwór warzywny: ziarno kakaowca i burak cukrowy. Dokładna analiza pokazuje, że rzeczywiście zawiera więcej zdrowych związków roślinnych niż wiele soków owocowych. Z tego powodu kakaowiec jest nazywany „superowocem”. Jaki wpływ ma czekolada na nasze zdrowie? Dzięki polifenolom chroni serce. Zawarty w ziarnach kakaowca związek chemiczny działa podobnie jak aspiryna: zapobiega powstawaniu zakrzepów. Przy okazji czekolada obniża ciśnienie krwi i poziom złego cholesterolu. Warto jednak pamiętać, że optymalną dawką tej przyjemności winno być tylko 6,7 g dziennie, czyli mniej więcej tyle, ile waży jedna kostka w tabliczce. Czekolada poprawia ukrwienie naszego mózgu. Naukowcy z Harvardu przez dwa tygodnie obserwowali pacjentów na diecie czekoladowej. Spowodowało to u nich znaczne przyspieszenie przepływu krwi w tętnicach środkowych mózgu. Z kolei szwedzka uczona stwierdziła, że umiarkowana konsumpcja czekolady zmniejsza u kobiet ryzyko wystąpienia udaru o blisko 20 procent.

Eksperymenty ze studentami rozwiązującymi testy matematyczne wykazały, że grupa wspomagana czekoladą radziła sobie znacznie lepiej od kolegów, którzy jej nie dostali. Wniosek z tego, że pomaga w nauce. Stwierdzenie, że sprzyja odchudzaniu, może się wydawać ryzykowne. Ale psycholodzy tłumaczą, że kiedy słabnie nam postanowienie zrzucenia nadwagi, a wzrasta ochota na zaspokojenie głodu, zamiast z tym walczyć, lepiej pozwolić sobie na jedną kostkę czekolady. 35 kalorii, jakie zawiera, wzmocni naszą wolę. Czekolada, głównie gorzka, chroni skórę, bo ma dużo flawonoidów, substancji roślinnych pełniących rolę naturalnego filtra przeciwsłonecznego. Flawonoidy zwiększają produkcję tlenku azotu, co wpływa pozytywnie na insulinę. Czyli zapobiega cukrzycy. Majowie leczyli kaszel ziarnem kakaowca: zawarta w nim substancja zmniejsza wrażliwość nerwu błędnego, którego podrażnienie powoduje odruchową reakcję odkasływania. Obecnie trwają prace nad sporządzeniem leku na kaszel, który będzie wykorzystywał te właściwości i zastąpi stosowaną dotąd kodeinę. Badania uczonych amerykańskich wykazały także, że czekolada może powstrzymywać rozrost nowotworów.

Wobec tych pożytków z grzesznego „słodkiego szaleństwa” warto sprostować powszechną opinię, że czekolada jest skutecznym afrodyzjakiem. Istotnie, poprawia nastrój i wprowadza w euforię. Ale żeby spowodowała miłosne uniesienia, osoba o wadze 65 kg powinna zjeść w ciągu dnia blisko 12,5 kg czekolady, co wydaje się wyczynem na miarę rekordu Guinnessa. Tyle że jego zdobywca w kiepskim stanie najpewniej wylądowałby w szpitalu.

BWO

 

aaa

 

ruszajmy się

 

Tenis ziemny – część 2.

Tenis ziemny cieszy się bardzo dużą popularnością. Uważany jest za grę elegancką i w wydaniu zawodniczym również bardzo medialną. Wielu ludzi nie wyobraża sobie dobrego hotelu czy willi bez kortu tenisowego. Gra się dla towarzystwa, dla podtrzymania kontaktów biznesowych.

O wykonaniu amatorskim i jego walorach zdrowotnych już pisaliśmy, dlatego skupimy się na aspekcie sportowym.

Tenis dla niewidomych

Wiele dyscyplin jest przystosowywanych do możliwości osób niepełnosprawnych. Od dawna znana jest odmiana tenisa na wózkach, w którą grają osoby po uszkodzeniach rdzenia kręgowego i z niesprawnymi kończynami dolnymi. Pasjonat tenisa, niewidomy Japończyk Miyoshi Takei stworzył zasady gry dostosowane dla osób niewidomych. Gra się na mniejszym boisku (pole serwisowe na korcie lub boisko do badmintona) specjalnie dostosowanymi rakietami i piłeczkami. Piłka jest większa, gąbczasta, z metalowymi kuleczkami w środku, wydającymi dźwięk przy każdym odbiciu od ziemi i rakiety. Inaczej niż w typowym meczu tenisowym piłka może odbić się dwukrotnie w adaptacji dla słabowidzących, trzykrotnie, kiedy grają niewidomi. Linie boiska są wyklejane, tak by dało się wyczuć pod stopami jego krawędzi.

Tenis w Polsce

Kiedy Polacy odnoszą sukcesy na arenie międzynarodowej, wszyscy o tym mówimy i interesujemy się polskimi mistrzami, rośnie popularność ich dyscyplin, pojawiają się transmisje telewizyjne najważniejszych wydarzeń sportowych. Tak również dzieje się z tenisem, w którym ostatnio odnosimy spore sukcesy. Polska miała wielu wybitnych graczy. Najlepszymi byli Jadwiga Jędrzejowska, odnosząca znaczące sukcesy w latach 30., i Wojciech Fibak, grający na najwyższym poziomie w latach 70. Po zakończeniu kariery przez Fibaka tenis stracił na popularności i przestał być obecny w mediach, uprawiano go niszowo. Obecnie trend się odwrócił, a zawdzięczamy to znaczącym sukcesom naszych reprezentantów. Dzisiaj mamy wielu idoli, dzięki którym dzieci i młodzież podejmują treningi i chcą się szkolić na zawodników. Najsłynniejsi nasi reprezentanci obecnie grający to: Agnieszka Radwańska (finalistka Wimbledonu i zwyciężczyni wielu turniejów), Jerzy Janowicz (półfinalista Wimbledonu i zwycięzca Pucharu Hopmana) i Łukasz Kubot (zwycięzca Austrialian Open w grze podwójnej). Zwycięstwa w prestiżowych turniejach są bardzo ważne, ponieważ młodzież wzoruje się na światowych zawodnikach ze swojego państwa i wierzy, że może dokonać czegoś znaczącego. O tenisie jest głośno w mediach, dzięki temu rośnie zainteresowanie, inwestuje się w ten sport, powstaje nowa infrastruktura, bo coraz więcej osób chce grać. Organizuje się u nas liczne zawody, w tym turnieje na światowym poziomie.

Turnieje

Za najbardziej prestiżowe rozgrywki uważane są imprezy Wielkiego Szlema. Zaliczamy do nich Austrialian Open, French Open, Wimbledon oraz US Open – rozgrywane corocznie w tej samej kolejności. Oprócz wartości historycznej zawody te mają największe pule nagród finansowych, a zawodnicy dostają dwa razy więcej punktów do klasyfikacji generalnej (tzw. rankingów światowych) niż w turniejach niższej rangi. Turnieje wielkoszlemowe trwają dwa tygodnie. 32 zawodników jest rozstawionych w turnieju głównym dzięki wysokiej pozycji w rankingu w tzw. drabince turniejowej, pozostałe ze 128 zajmują: zawodnicy z czołowej setki rankingu, zwycięzcy eliminacji i zawodnicy z przyznanymi tzw. dzikimi kartami. Australian Open rozgrywany jest w styczniu w Melbourne na kortach twardych. W maju i czerwcu rozgrywany jest French Open w Paryżu na klasycznych kortach ziemnych. Czerwiec i lipiec to czas, w którym w Londynie rozgrywany jest Wimbledon na kortach trawiastych. Ostatni z turniejów Wielkiego Szlema rozgrywany jest na twardej nawierzchni kortów Nowego Jorku jako otwarte mistrzostwa USA (US Open).

Zawodami niższej rangi są turnieje ATP Masters: 1000 punktów – 9 turniejów, serii 500 – 11 turniejów i serii 250 – 40 turniejów na świecie. Niższe rangą turnieje, w których walczy się o pieniądze i punkty do rankingu, to ATP Challenger – około 160 imprez o puli od 25 do 150 tys. dolarów. Najniższe to Futures (około 400 turniejów w 60 krajach o puli 10-15 tys. dolarów). Podobnie wygląda klasyfikacja kobiet w kategorii Premier (21 turniejów z pulą 600 tys. – 4,5 miliona dolarów), w kategorii International (33 turnieje o puli 250 tys. dolarów) i zawody rangi ITF (około 400 imprez w 60 krajach o puli od 10 do 100 tys. dolarów).

W tenisie istnieje również rywalizacja narodowa pomiędzy reprezentacjami poszczególnych państw. Do najsłynniejszych należą: Puchar Davisa (drużyny są męskie, mecz składa się z pięciu pojedynków: czterech singli „każdy z każdym” i jednego debla), Fed Cup (kobiecy odpowiednik Pucharu Davisa), Puchar Hopmana (reprezentacja składa się z tenisistki i tenisisty, a mecz z dwóch pojedynków singlowych i jednego miksta), Drużynowy Puchar Świata (dwa pojedynki męskich syngli i debel). Tenis jest również dyscypliną olimpijską, a tenis na wózkach paraolimpijską.

Technika gry

Sukces w tenisie zależy od wielu czynników. Odpowiednio wytrenowane cechy fizyczne, takie jak siła, szybkość, wytrzymałość, cechy koordynacyjne, zdolności motoryczne (szybkość reakcji, kontrola i płynność ruchów, precyzja ruchów), gibkość są gwarancją szybkiego i precyzyjnego poruszania się po korcie. Ważna jest również taktyka gry, czyli podejmowanie odpowiednich decyzji: jak ustawić się na korcie, jak poruszać, jakiego uderzenia użyć, kiedy ryzykować, jak przewidywać zagrania przeciwnika, jak wykorzystać jego słabsze strony itp.

W technice można wyróżnić: technikę poruszania się po korcie (bieg, doślizg, kroki odstawno-dostawne i skrzyżne, wyskok, bieg bokiem, tyłem i sytuacyjne poruszanie się po korcie; praca nóg jest istotna również w kontekście odpowiedniego ustawienia się do odbicia) oraz technikę specjalną (różnego rodzaju odbicia piłki).

Istotnym czynnikiem umożliwiającym prawidłowe odbicie jest chwyt rakiety, czyli sposób jej trzymania. Różne sposoby trzymania rakiety ułatwiają wykonanie poszczególnych zagrań. Klasycznym chwytem był chwyt kontynentalny, nadal używany przy serwisie. Dziś stosuje się chwyty dla poszczególnych zagrań: chwyty forhendowe (wschodni, półzachodni, zachodni) oraz bekhendowe (wschodni, półzachodni).

Istnieje kilka rodzajów uderzeń piłki. Do najpopularniejszych możemy zaliczyć serwis, forhend oraz bekhend.

Serwis

Serwis jest uderzeniem rozpoczynającym każdą wymianę. Polega na wyrzuceniu piłki w górę i uderzeniu jej rakietą nad głową. Piłkę należy skierować za siatkę w karo serwisowe przeciwnika po przekątnej. Wyróżniamy różne typy serwisu: płaski, liftowany (tzw. kick) oraz slajsowany. Pierwszy z nich wyróżnia brak rotacji – staramy się nadać piłce jak największą siłę i prędkość. Kolejny – serwis liftowany – wykonujemy, wyrzucając piłkę niemalże za siebie, a w czasie uderzenia prowadzimy rakietę w prawo, skręcając nadgarstek na zewnątrz. Ostatni – typ slajsowany – charakteryzuje się jak najdłuższym utrzymaniem kontaktu rakiety z piłką wyrzuconą na prawo, która po odbiciu porusza się w lewo. Miano serwisu topspinowego nosi zagranie, w którym piłce nadaje się rotację postępującą: piłka po uderzeniu o podłoże nabiera prędkości.

Forhend

Forhend to uderzenie piłki wewnętrzną stroną rakiety, które zaczyna się od strony ręki trzymającej rakietę. Najczęściej uderzenie to wykonuje się jednorącz, rzadkością są uderzenia z trzymaniem rakiety oburącz.

Bekhend

Uderzenie to wykonuje się zewnętrzną stroną rakiety, po przeciwnej stronie ciała niż ręka, która trzyma rakietę. Uderzenie to można wykonać zarówno, trzymając rakietę jedną ręką, jak i oburącz. Oburącz ma się większą kontrolę i siłę, jednorącz większy zasięg i szybkość.

Pozostałe odbicia

Wolej – to uderzenie zagrane z powietrza przed uderzeniem piłki o podłoże. Najczęściej stosuje się je w grze blisko siatki. Półwolej – to uderzenie po koźle, ale podobne do woleja (najczęściej grane w środkowej części kortu). Draw wolej to ofensywne uderzenie bez kozła, mające na celu zaskoczenie rywala. Minięcie to posłanie piłki obok rywala, który ruszył w stronę siatki. Innym rodzajem zagrania piłki omijającej jest lob grany nad rywalem, za jego plecy (w końcową część kortu). W odpowiedzi na loba zawodnik może zagrać tzw. smecza podobnego wizualnie do serwisu – bezpośredniego uderzenia wysokiej piłki nad głową. Piłka, która jest zagrana w kort na tyle mocno lub precyzyjnie, że zawodnik nie jest w stanie jej odbić, nosi nazwę zagrania kończącego. Zagranie lekkiej podciętej piłki tuż za siatkę nosi nazwę skrótu (drop shot). Piłka mocno zagrana po przekątnej boiska to kros.

Ćwiczenia

Nauki gry w tenisa nie należy zaczynać od samej gry, gdyż nie znając podstaw techniki, możemy wyrobić nieprawidłowe nawyki ruchowe. Pierwszy etap to nauka poruszania się, odpowiedniej pracy nóg, nauka chwytu rakiety i ćwiczenia oswajające. Następnie należy uczyć się poszczególnych zagrań i w grze stosować tylko te opanowane. Najważniejsza na początku jest precyzja i całość ruchów, nie wolno uderzać piłki z całej siły, gdyż zaburzy to odpowiednią technikę. Należy stopniować trudność – opanowując podstawowe elementy gry, wykazać się cierpliwością.

Naukę zaczynamy od zabaw manipulacyjnych z piłeczką, rzutów, chwytów, poruszania się po korcie różnymi sposobami. Następnie uczymy się ćwiczeń oswajających z uderzeniem, takich jak: podrzucanie piłki leżącej na naciągu i łapanie jej poprzez amortyzację jej lotu z powrotem na rakietę; żonglerka (podbijanie piłeczki) stroną forhendową, bekhendową i na zmianę. Następnie można przejść do różnych form odbić o ścianę, z kozłem, bez kozła, na zmianę z partnerem, stroną forhendową i bekhendową itp. Nieco później nauczane są podstawowe odbicia: serwis, forhend i bekhend oraz wolej. Tu najlepiej skorzystać z usług instruktora tenisa, który na bieżąco będzie poprawiał błędy. Pamiętajcie, żeby się nie zniechęcać, bo ciało potrzebuje czasu. Po takim oswojeniu i przeszkoleniu można spróbować pierwszych gier, najlepiej na skróconym polu, np. tylko karo serwisowe. Jak już rozpocznie się rywalizacja z partnerem, poczujemy adrenalinę, chęć wygrywania, zaczną się emocje i dobra zabawa. Powodzenia!

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Zadania matowe

Kompozycja szachowa stanowi odrębną dziedzinę królewskiej gry. Dzieli się ona na studia i zadania matowe. Studia były już omawiane na naszych łamach, gdyż są bardzo przydatne w grze praktycznej. Zawarte w nich ciekawe motywy często znajdują swoje odzwierciedlenie w teorii gry, zwłaszcza końcowej. Z zadaniami matowymi jest inaczej. Są to bowiem sztucznie stworzone pozycje, w których białe dają mata w określoną liczbę posunięć. Do tej grupy zaliczane są również tzw. współmaty i samomaty, ale nimi zajmiemy się przy innej okazji. Budowane przez kompozytorów pozycje są przeważnie bardzo skomplikowane i niepodobne do tych, które powstają w normalnej partii. W dodatku białe mają przeważnie dużą przewagę materialną. Obie te cechy zadań matowych zrażają do siebie zwykłych, „normalnych” szachistów. Często słyszałem taki komentarz na ich temat: – Te zadania są bez sensu. Mam szukać mata w dwóch posunięciach i męczyć się ze znalezieniem trudnego rozwiązania, a przecież wystarczy dać dwa czy trzy szachy i jest prosty, łatwy mat bez wydziwiania.

Jest w takiej opinii sporo racji, ale z kolei fakt, że w pozycji jest zaskakujący ruch, po którym powstaje mat w dwóch posunięciach, przynosi (po jego znalezieniu…) dużą satysfakcję. W dodatku do celu prowadzi zawsze tylko jedna droga. Kompozycja tym właśnie się charakteryzuje, że pierwsze i kolejne posunięcia prowadzące do celu są jedyne. Istnienie duali, czyli pobocznych rozwiązań, dyskwalifikuje zadanie. Tymczasem w „normalnych” szachowych kombinacjach, obok efektownego rozwiązania z poświęceniami, są też często inne, mniej widowiskowe wygrywające kontynuacje.

 Zadania matowe polegają przeważnie na zakończeniu gry w dwóch, trzech i czterech posunięciach, chociaż spotkać można maty i w jednym posunięciu, i w ponad… dwustu. Maty w jednym posunięciu traktowane są przez praktyków z lekceważeniem, chociaż nie zawsze są łatwe:

Zadanie nr 1

Białe: Kh6, Hc7, Wf3, Wh5, Gg5, Gh3, Sd6, Se1, b2, b5, e6

Czarne: Ke5, Gd3, Sa4, d5, e4, e7, g6

Mat w jednym posunięciu

(Rozwiązanie tego i dwóch następnych zadań – na końcu artykułu).

W publikacjach szachowych najczęściej występują maty w dwóch ruchach (dwuchodówki). Rozwiązuje się je przeważnie na dwa sposoby:

? pierwszy ruch nie stwarza żadnej groźby, ale prowadzi do zugzwangu,

? początkowe posunięcie grozi matem, a obrona przed nim daje możliwość innego zakończenia gry.

Oto dwa proste przykłady na ten temat:

A. Galicki (1905)

Białe: Kh5, Ha1, Wa2, Sf5, d3,

Czarne: Kf3, Gc1 

Mat w dwóch posunięciach

1.Wd2! Ten ruch nie stwarza żadnej groźby, ale po każdej odpowiedzi czarnych ich król zostaje zamatowany. Na dowolne posunięcie gońcem nastąpi 2.Hf1x, a po 1...Kf4 jest 2.Wf2x

I. Shell (1919)

Białe: Ka2, Hb2, Wb5, Ga7

Czarne: Ka6, Wh7, g6

Mat w dwóch posunięciach

1.Wh5! Grozi 2.Hb6x. Obrony przed groźbą prowadzą do innych sytuacji matowych: 1...K:a7 2.Wa5x, 1…W:a7 2.Hb5x lub 1...Wb7 2.Ha3x

W niektórych sytuacjach do prawidłowego rozwiązania konieczna jest retrospekcja, czyli spojrzenie na pozycję wstecz. Okazuje się, że przy tego typu zadaniach analityczny umysł człowieka wciąż jeszcze przewyższa komputerowe programy:

 A. Schluter (1926)

Białe: Ke1, Hd6, Wh1

Czarne: Ke8, Wa8, d7
Mat w dwóch posunięciach

Jeśli ustawimy tę pozycję w dowolnym programie szachowym, to poda on, że białe mogą dać mata najwcześniej w czwartym posunięciu. Tymczasem skończyć grę można już w dwóch ruchach: 1.0–0! z nieuchronnym 2.Hf8x lub 2.Wf8x Komputer odrzuca taki wariant, gdyż widzi, że po
1.0-0 jest przecież 1…0-0-0 i szybkiego mata nie ma. Logiczne myślenie wyklucza jednak możliwość zrobienia długiej roszady. W pozycji wyjściowej ruch mają białe. Oznacza to, że poprzedni ruch musiały wykonać czarne. Nietrudno jest dojść do wniosku, że ostatnim posunięciem czarnych mogło być tylko Ke8 lub Wa8 (lub bicia na tych polach). W obu przypadkach oznacza to, że czarne figury się już ruszały i utraciły prawo do roszady. Drugą dwuchodówkę z podobnym haczykiem pozostawiam do rozwiązania Czytelnikom:

Zadanie nr 2

Białe: Kf5, Wh8, e5, f6, h5

Czarne: Kh6, g5, h7 

Mat w dwóch posunięciach

Klasykiem kompozycji szachowej był Samuel Loyd, amerykański problemista z przełomu XIX i XX wieku. Miał on ogromny wkład w teorię kompozycji i ułożył wiele niezwykle efektownych zadań matowych. W młodości ogromne wrażenie zrobiło na mnie poniższe jego zadanie:

S. Loyd (1903)

Białe: Kf1, Wa5, Wf6, Gb5, Gg7, Sb6, Se4, b4, d2

Czarne: Ke5, We8, Wh2, Gg3, Gg8, Sa2, Sh1, a6, b7, c3, e6, f2, h4

Mat w trzech posunięciach

1.Ke2!! f1H+ 2.Ke3!! W tej pozycji czarne mogą dać aż 10 (!) szachów, po których i tak natychmiast dostają mata poprzez szach z odsłony! Trzeba być naprawdę geniuszem, aby ułożyć zadanie, w którym białe pozwalają pionkowi na promocję z szachem i w dodatku nie biją dorobionego hetmana.

J. Brunner (1936)

Białe: Ke7, Wf1, Wg3, Gg6, f2, g4, h2

Czarne: Kh4, a3, f3, g5, h3 

Mat w czterech posunięciach

W wieloposunięciowych zadaniach matowych czarne przeważnie mają mało posunięć do wyboru, a głównym problemem jest znalezienie dla białych oryginalnej drogi do mata: 1.Wh1! a2 2.Wgg1! a1H 3.W:a1 K:g4 4.Wa4x

Białe: Kc4, Ga1, b4, b5, b6, d4

Czarne: Kb8, Gc8, a2, a3, a4, b7, d6, d7, h6, h7

Mat w 44(!) posunięciach

Również i tutaj najważniejszy jest pomysł na wygranie partii. Jeśli go mamy, to posunięcia wykonuje się łatwo, bez zwracania uwagi na licznik liczby posunięć: 1.d5 h5 2.Kd4 Po zablokowaniu czarnych figur król idzie po pionki na linii „h”. Aby przedłużyć drogę do mata, czarny piechur z h6 maszeruje do h1, a ten z h7 czeka na króla 2…h4 3.Ke4 h3 4.Kf3 h2 5.Kg2 h1H+ 6.K:h1 Ka8 7.Kh2 Kb8 8.Kh3 Ka8 9.Kh4 Kb8 10.Kh5 Ka8 11.Kh6 Kb8 12.K:h7 Ka8 13.Kg7 Kb8 14.Kf7 Ka8 15.Ke7 Kb8 16.Ke8 Tempo! Białe chcą mieć swojego króla na d8 przy czarnym na b8 16…Ka8 17.Kd8 Kb8 18.Gd4 a1H W przypadku 18...Ka8? 19.K:c8 a1H 20.G:a1 a2 21.K:d7 białe odpatowują czarnego króla z szybkim matem 19.G:a1 a2 20.Ke7 Teraz król maszeruje po pionki a2 i a4 20…Ka8 21.Kf6 Kb8 22.Kf5 Ka8 23.Ke4 Kb8 24.Kd3 Ka8 25.Kc3 Kb8 26.Kb2 Ka8 27.K:a2 Kb8 28.Ka3 Ka8 29.K:a4 Kb8 30.Kb3 Następny etap to marsz po pionka d6 30…Ka8 31.Kc3 Kb8 32.Kd3 Ka8 33.Ke4 Kb8 34.Kf5 Ka8 35.Kf6 Kb8 36.Ke7 Ka8 37.K:d6 Kb8 A teraz następuje końcowa operacja matowa z poświęceniem gońca 38.Ge5! Ka8 39.Kc7 d6 40.K:c8! de5 41.d6 e4 42.d7 e3 43.d8H(W) e2 44.Kc7x (44.Kd7x)

A oto podobne zadanie dla Czytelników. Trzeba w nim przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie: Jak to w ogóle można wygrać?

Zadanie nr 3

Białe: Kf1, b7, c4, c5, c6, d2, e4, f2, g5

Czarne: Ka7, a5, c7, d3, d4, e5, f3, f4, g6

Mat w 50 (!) posunięciach

Na koniec anegdotka o różnicy między szachistą praktykiem a zwolennikiem kompozycji szachowej:

W pewnym klubie szachowym działało małe kółko problemistów. Zawodnicy grający w klubie często ukradkiem podglądali analizy kompozytorów, chociaż uważali ich trochę za dziwaków. Jeden z czołowych graczy klubu postanowił zaimponować kolegom od matów. Sam ułożył dwuchodówkę i dał im do rozwiązania. Kompozytorzy głowili się długo, ale mata w dwóch ruchach znaleźć nie byli w stanie. Wówczas szachista praktyk zlitował się nad nimi i triumfalnie pokazał rozwiązanie:

– Stawiam tu hetmana pod bicie, czarne go biją, a ja im daję skoczkiem mata!

– A co będzie, jak czarne nie zabiją hetmana? – zapytał nieśmiało jeden z problemistów.

– Niech pan nie będzie śmieszny. Hetmana weźmie każdy! – stanowczo stwierdził praktyk…

 

Rozwiązania zadań:

1) 1.Gf6x

2) Przed przystąpieniem do rozwiązania należy ustalić, jaki ostatni ruch czarnych doprowadził do pozycji na diagramie. Nie był to ruch królem: na g6 stać nie mógł, bo atakowałby białego monarchę, z g7 też nie mógł przyjść, bo pionek na f6 musiał już stać przedtem. Pozostają więc ruchy pionkiem: g6-g5 odpada, bo byłby szach. Pozostaje więc tylko 0…g7-g5. Oznacza to, że w pozycji na diagramie białe mogą bić w przelocie: 1.hg6! co po 1…Kh5 2.W:h7 prowadzi do mata w drugim posunięciu! (F. Amelung).

3) Ponieważ czarne muszą chodzić tylko Ka7-b8-a7-b8, do mata prowadzi następujący plan gry:

- biały król idzie po pionka a5 i zabiera go,

- król wraca z powrotem przez h3 na pole g4 i zabiera pionka f3,

- biały król znów maszeruje na skrzydło hetmańskie i przy czarnym królu na b8 gra Ka6, co wymusza ruch f4-f3,

- król wraca jeszcze raz na skrzydło królewskie, zabiera pionka f3, następuje dalej f2-f4 i po dorobieniu hetmana w 50. ruchu następuje mat.

Ryszard Bernard

 

aaa

 

Gramy w warcaby

W dniach 29.08-5.09.2015 r. w Ignatkach rozegrano IV Mistrzostwa Europy Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych. Poniżej prezentujemy dwie partie interesujące pod względem szkoleniowym.

 

Justinas Kubilius (Litwa) – Jan Sekuła

1. 34-30 20-25 2. 32-28

Białe chciały uniknąć teoretycznych wariantów po 2. 30-24.

2... 25x34 3. 40x29

Charakterystyczne dla tego zawodnika budowanie centralnej pozycji z pionkami 28 i 29. Na pierwszy rzut oka pozycja wydaje się mocna, ale po wymianie pionka 28 pozostaje układ 29-35, który można wykorzystać do gry na rogatkę.

3... 14-20 4. 37-32 10-14 5. 41-37 20-25
6. 44-40 17-22!

Planując grę na rogatkę, koniecznie trzeba osłabiać centrum.

7. 28x17 12x21 8. 31-26 14-20! 9. 26x17 11x22 10. 32-28? 7-12!

Po błędnym ataku białych czarne mają okazję uciec z pola 22. Zajęte pole 22 często daje możliwość uwolnienia się z rogatki.

11. 28x17 12x21

Teraz białe znalazły się w trudnej sytuacji. Grozi im związanie rogatką, przed którą mogą się obronić, stawiając klina, ale klin w tej pozycji też jest niekorzystny.

12. 29-24

Białe wybierają mniejsze zło.

12... 19x30 13. 35x24 20x29 14. 33x24

Decydując się na plan gry klina, białe nie spełniają wielu warunków. Najpoważniejsze niedostatki w ich pozycji to brak kontroli pola 28 i brak możliwości podparcia klina.

14… 5-10 15. 50-44 10-14 16. 46-41 14-19 17. 40-35 19x30 18. 35x24 9-14 19. 45-40?

Prawidłowo 19… 44-40. Chodzi o to, że czarne nie muszą od razu atakować, tylko mogą przygotowywać się do seryjnych ataków poprzez 19… 3-9, 20… 4-10 i białe w tym czasie są pozbawione możliwości dalszej koncentracji sił do obrony.

19… 3-9 20. 36-31?

Białe, chcąc poprawić poprzedni błąd, popełniają następny. Intencją białych było po wymianie 21. 31-27 wskoczyć na pole 28 i po ataku 22… 14-19 bronić klina poprzez 23. 39-33 i 24. 28-23. Ale posunięcie mają czarne i grając:

20… 21-26!

wymuszają niekorzystne dla białych zagranie:

21. 31-27

Po tym zagraniu położenie białych jest znacznie trudniejsze. Powstała dodatkowa słabość w postaci zbyt wcześnie zajętego pola 27 przy klinie. Teraz białe nie tylko nie będą w stanie zająć pola 28, ale nie mogą nawet zająć pola 32, co grozi ustawieniem kolumny 23-12 i zabraniem klina.

21… 1-7 22. 37-32?

W tej trudnej pozycji białe popełniają błąd, który nieuchronnie prowadzi do straty pionka.

22… 18-23!

Czarne przygotowują się do ustawienia kolumny 12-23.

23. 42-37 7-12 24. 39-33

Białe nie miały możliwości obrony pionka 24. Przykładowo 24. 47-42 14-20 25. 39-33 20x29 26. 33x24 13-18.

24… 23-29 25. 24-20

Lepsze było 25. 24-19 13x24 26. 44-39 25-30 27. 40-35.

25… 15x24 26. 32-28 14-19 27. 40-34 29x40 28. 44x35

Po tej wymianie czarne uzyskały dużą aktywność i możliwość ataku na osłabione krótkie skrzydło białych.

28… 24-30 29. 35x24 19x30 30. 37-32 4-10 31. 49-44 10-14 32. 44-40 30-35!

Białym pozostaje dopuścić do wymiany, co jeszcze bardziej osłabia krótkie skrzydło.

33. 43-39 35x44 34. 39x50 14-19 35. 41-37 19-24!

Aktywność białych została jeszcze bardziej ograniczona. Nie można było zagrać 35… 12-18?? Z powodu 36. 28-23 19x39 37. 38-33 39x28 38. 32x14.

36. 47-42 13-19 37. 48-43?

Przed tym posunięciem najpierw należało wykonać wymianę 37. 37-31.

37… 8-13 38. 43-39 25-30

Czarne kontynuują nacisk na osłabione krótkie skrzydło.

39. 39-34 30x39 40. 33x44 24-29!

Nie można dopuścić do uruchomienia podwieszonych pionków.

41. 44-39 2-8 42. 50-44 6-11!

Teraz białe nie mogą okrążyć pionka 29 (na co bardzo liczyły). 43. 44-40? 16-21
44. 27x18 13x35.

43. 39-33 29-34

Można było również 43… 19-24.

44. 44-39 34x43 45. 38x49 19-24 46. 27-22 13-19

Nie można było grać 46… 16-21 z powodu 47. 27-22.

47. 49-44 9-13 48. 44-39 12-18 49. 32-27

Po 49. 22-17 11x22 50. 28x17 16-21 białe tracą pionka.

49… 18-23 50. 37-32 23-29 51. 42-37 29x38 52. 32x43 24-29! 53. 43-38

Czarne postawiły na atak na osłabione krótkie skrzydło białych i też mogły sfinalizować ten plan poprzez 53… 29-34 54. 39x30 19-23 55. 28x19 13x35 56. 38-33 8-13 57. 33-29 13-19 58. 22-18 35-40. Wykorzystując duże ograniczenie aktywności białych, czarne wybrały krótszą drogę do zwycięstwa.

53... 8-12 54. 38-32

Szybko przegrywa 54. 44-39 29-34.

54... 12-18 55. 37-31 26x37 56. 32x41 29-33!

Na 56... 18-23 białe przygotowały 57. 39-34.

57. 39-34 33-38 58. 34-29 38-43 59. 27-21 16x27 60. 22x31 43-49 61. 41-36 49-40
62. 29-23 18x29 63. 31-27 40-44

I białe poddały się.

 

Giennadij Nikiforov (Kazachstan) – Jan Sekuła

1. 32-28 17-21 2. 37-32 21-26 3. 32-27 26x37 4. 41x32 11-17 5. 46-41 17-22

Zawodnik z Kazachstanu ma duże umiejętności w zakresie klasyki, dlatego czarne przygotowują plan gry przeciw klasyce. W otwartej pozycji ważne jest dodatnie tempo, stąd konieczność odrabiania strat poprzez 17-22.

6. 28x17 12x21 7. 33-28 19-23! 8. 28x19 14x23 9. 38-33 10-14

W dużym skrócie plan gry przeciw klasyce polega na pozostawieniu wolnego pola 19, przez co nie dochodzi do związania w centrum. Białe wyciągnęły słuszny wniosek, że tutaj klasyki nie będzie, a po 10. 33-28 5-10 11. 28x19 14x23 przewaga czarnych zacznie narastać. Zagrały więc:

10. 32-28 23x32 11. 27x38 18-23

Doszło do otwartej pozycji z przewagą temp u czarnych.

12. 42-37 7-12 13. 33-28 23x32 14. 38x27 21x32 15. 37x28

Białe ponownie uzyskały przewagę 2 temp i kontrolę w centrum, jednak słabością w ich pozycji jest nieuruchomione krótkie skrzydło.

15... 14-19 16. 43-38 6-11 17. 38-32 11-17 18. 36-31 5-10 19. 31-27 10-14 20. 41-37

Białe znów przygotowują się do klasyki i trzeba przygotować plan pozbawienia białych kontroli pola 27.

20... 13-18 21. 39-33 9-13 22. 49-43 4-9
23. 43-38 2-7!

Ważne, by zachować możliwość ustawienia kolumny 17-6.

24. 44-39 18-22 25. 27x18 12x23

Pionek 27 został wymieniony. Białe nie mają możliwości ponownego zajęcia pola 27 i tym samym dążenia do klasyki, gdyż po 26. 37-31 jest kombinacja.

26. 48-43 7-12 27. 35-30

Poprzez groźbę 28. 30-24 białe próbują uaktywnić swoje krótkie skrzydło. Przykładowo 27... 20-24 28. 30-25 z groźbą 29. 34-29.

27... 17-22 28. 28x17 12x21 29. 30-25 8-12 30. 47-41 12-18 31. 50-44 1-7 32. 40-35?

Białe unikają walki o centrum, co prowadzi do remisu, i grając na bandę, osłabiają swoją pozycję.

32... 7-12 33. 44-40 23-28!

Celem tego zagrania jest pozostawienie na krótkim skrzydle grupy nieaktywnych pionków.

34. 33x22?

Lepsze było 34. 32x23 19x28 35. 33x22 18x27.

34... 18x27

Teraz kolumna 27-16 trzyma w ograniczeniu pionki długiego skrzydła.

35. 39-33 13-18 36. 34-29 9-13 37. 35-30 3-9 38. 40-35?

Lepsze było 38. 30-24 19x30 39. 25x34.

38... 20-24 39. 29x20 15x24

Aktywność białych jest coraz bardziej ograniczona.

40. 45-40 21-26 41. 32x21 16x27 42. 37-32 18-23 43. 32x21 26x17 44. 41-37

W pozycji czarnych jest potrzeba uruchomienia podwieszonych pionków poprzez 44... 13-18 i 45... 9-13, ale w tej sytuacji jeszcze ważniejsze jest szybkie zajęcie pola 22.

44... 17-22!

Ograniczenie wyboru posunięć przez białe jest bardzo duże. Przegrywa 45. 40-34 23-29 46. 34x23 19x48 47. 30x28 48x31. Przegrywa również 45. 38-32 23-28 46. 32x23 19x48 47. 30x28 48x31. Najsolidniej wygląda 45. 37-32 i czarne nie mogą decydować się na kombinację po 45... 23-28 (bo prowadzi do remisu), ale po 45... 13-18 46. 32-27 22x31 47. 33-28 23x32 48. 38x36 18-23 pozycyjna przewaga czarnych jest bardzo duża. Białe zagrały:

45. 37-31?

co jest najkrótszą drogą do przegranej.

45... 23-29 46. 31-26 12-17 47. 43-39 13-18 48. 40-34

Od razu przegrywało 48. 39-34 18-23.

48... 29x40 49. 35x44 24x35 50. 38-32 9-13 51. 33-28 22x33 52. 39x28 18-23 53. 44-39

Również przegrywa 53. 26-21 17x26 54. 25-20 (po 54. 28-22 nastąpiłoby 23-28) 14x25 55. 28-22 23-29 56. 22-17 39-34 57. 17-11 34-40 58. 44-39 40-45 59. 11-6 45-50 60. 39-34 50-45.

53... 35-40 54. 39-34 40x29

I białe poddały się. Mogło jeszcze nastąpić 55. 26-21 17x26 56. 28-22 29-33 57. 22-17 33-39 58. 17-12 39-44 59. 12-7 44-49 60. 7-1 49x27 61. 1x29 27-36 z wygraną czarnych.

Jan Sekuła

 

aaa

 

kultura

 

Biegacz niezłomny

„Czy to wszystko naprawdę się wydarzyło?” – pytam sama siebie po przeczytaniu tej książki. I choć wiem, że tak – wciąż trudno mi uwierzyć, że aż tyle przypadło w udziale jednemu człowiekowi.  

„Niezłomny” – tym jakże trafnym przydomkiem ochrzczono Louisa Zamperiniego, amerykańskiego lekkoatletę, biegacza z lat 30. Przymiotnik ten posłużył również za tytuł książki o losach tego wyczynowca, którą napisała Laura Hillenbrand.

Louisowi nie dane było tak naprawdę rozwinąć swojej sportowej kariery, chociaż zapowiadała się świetnie. Po sukcesach w wielu biegach, mimo młodego wieku (19 lat) udało mu się zakwalifikować na olimpiadę w Berlinie w 1936 r., w której zdobył ósme miejsce. Był przekonany, że w kolejnych igrzyskach pójdzie mu lepiej, bo za cztery lata będzie bardziej doświadczonym sportowcem. Niestety wojna pokrzyżowała jego plany, olimpiada została odwołana, a los rzucił Louisa w wir walki. Tej dosłownej – przeciwko Japończykom w szeregach amerykańskich sił powietrznych, a potem – po katastrofie samolotu – była to jego własna prywatna walka o przetrwanie. Louis bowiem przez 47 dni dryfował na oceanie, wokół jego tratwy krążyły rekiny, a głód i pragnienie z każdym dniem stawały się coraz większe.

Zamperini i w tej, i w wielu innych sytuacjach musiał zmagać się z własnymi słabościami, z niedoskonałością charakteru, psychiki czy organizmu. I z przewrotnością losu, który nie oszczędzał biegacza.

 Życie Louisa było bogate w doświadczenia tak wstrząsające i niewiarygodne, że opowieść o nim musi być czymś więcej niż tylko biografią. Właściwie bliżej jej do powieści – przygodowej, wojennej, ale na pewno trzymającej czytelnika w nieustającym napięciu. Doświadczenia bohatera wywołują w nas mnóstwo emocji – niepokorna młodość, sportowa rywalizacja, wojenne i powojenne dramaty – to wszystko chwyta za serce. Do tego niezwykła siła tego człowieka – wytrzymałość fizyczna i hart ducha, które mają jednak swoją cenę. Jaką? – dowiemy się z biografii.

Barbara Zarzecka.

Książka Laury Hillenbrand „Niezłomny”, wydana w 2011 r. nakładem wydawnictwa Znak, dostępna jest również jako audiobook (czyta Piotr Grabowski).