Euro 2012 - Respect inclusion

stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 11 (80) Listopad 2011

ISSN 1427–728X

ROK IX

Nr11 (80)

Listopad 2011 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO-SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00–216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9,  tel.: 022 635 57 94

tel.kom. 668 764 654,
666 725 040

e–mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Teresa Dębowska

Redaktor naczelna

Anna Amanowicz

Zastępca redaktor naczelnej

Skład i opracowanie graficzne:

Wojciech Górski

Druk: Wydawnictwa Polskiego Związku Niewidomych Spółka z o.o

Miesięcznik dofinansowują:

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Ministerstwo Sportu i Turystyki

 

Spis treści:

 

Za nami pięć kadencji

Barbara W. Olszewska

 Sensacyjne złoto strzelców

Piotr Łożyński

 Ola śpiewająco strzela

Andrzej Szymański

W Kuala Lumpur bez medali

Irena Curyło

Goalballiści ze srebrem

Konrad Andrzejuk

Rośnie moda na maraton

Mariusz Gołąbek

Wiadomości

Konkurs Fundacji „Keja”

Takie były początki

Prezesi Stowarzyszenia „Cross”

Władze Stowarzyszenia „Cross”

Sport w Stowarzyszeniu „Cross”

Stary, ale jary

(BWO)

Domowy trening

AMA

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Jan Sekuła

 

 

Wokół sportu

W pierwszą niedzielę października, przed południem, wybrałam się z mężem na film „Bitwa Warszawska”. Dotarcie samochodem lub autobusem do kina było niemożliwe. Ulicą Belwederską i Alejami Ujazdowskimi  przebiegała bowiem trasa Pucharu Maratonu Warszawskiego – biegi na 5,10,15,20 i 25 km. Dla amatorów był doskonałą okazją, aby wraz z rytmem imprezy przygotować formę na 33. Maraton Warszawski. Natomiast „zwyczajnych” warszawiaków zmusił do zweryfikowania swoich niedzielnych planów. Jedni z powodu zakłóceń w komunikacji pozostali w domu, inni, jak my, większość drogi do celu pokonywali na piechotę. Ja nie narzekałam – przy okazji mogłam podziwiać biegaczy i przez chwilę pokibicować im. Mąż niezadowolony mówił: – Takie biegi powinny odbywać się na obrzeżach stolicy, choćby na trasie z Wilanowa do Konstancina. Wówczas nie zakłócałyby rytmu życia miasta i jego mieszkańców. – A  co z dopingiem poza miastem? – zapytałam. – Co z zagrzewaniem biegaczy do sportowej walki? Czy tam mieliby tylu kibiców, wyrażających aplauz w tak różnych formach?  Czy oklaski, okrzyki, śpiewy, uderzanie w bębny, granie na trąbkach miałyby takie natężenie jak na warszawskich ulicach?

Tu go „zażyłam”! Zgodził się ze mną, że zagrzewanie do sportowej walki ma ogromne znaczenie. Mobilizuje człowieka do rywalizacji i większego wysiłku, a co za tym idzie – do lepszych osiągnięć. Na koniec sam podał przykład, jak doping potrafił zmienić wynik piłkarskiego meczu. Otóż Patryk Małecki, pauzujący z powodu żółtych kartek w meczu Wisły Kraków z GKS   Bełchatów, wcielił się w tym spotkaniu w rolę gniazdowego i z podwyższenia na trybunie prowadził doping kibiców „Białej Gwiazdy”. Wywiązał się z tego zadania znakomicie. Jego koledzy z drużyny, niesieni prowadzonym przez zawodnika dopingiem, wygrali z Bełchatowem 3:1.

Dobrze poprowadzony doping potrafi zdziałać cuda!

JAGA

 

20-lecie Stowarzyszenia „Cross”

W tym roku mija 20 lat działalności Stowarzyszenia Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących „Cross”.

2 grudnia 2011 r. o godzinie 11.00  w Centrum Szkoleniowo-Konferencyjnym przy
ul. Odrębnej 4 w Warszawie odbędzie się z tej okazji konferencja jubileuszowa. Wezmą w niej udział długoletni działacze stowarzyszenia, sportowcy i zaproszeni goście. Zasłużonym osobom wręczone zostaną odznaczenia państwowe, odznaki resortowe
i medale 20-lecia. Konferencję uświetni występ niewidomych artystów.

Na początek

 

organizacje

 

Za nami pięć kadencji  

Z Piotrem Dukaczewskim, prezesem Stowarzyszenia Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących „Cross”, rozmawia Barbara W. Olszewska 

– Na gali jubileuszowej w Warszawie, 2 grudnia, z okazji dwudziestolecia „Crossu” spotkają się twórcy, działacze i sympatycy Stowarzyszenia. Będą przemówienia, podziękowania, odznaczenia dla zasłużonych. Prezesuje Pan „Crossowi” przez trzy kadencje, czyli dwanaście lat, ale tak naprawdę jest z nim związany od samego początku jako członek grupy założycielskiej i szachista reprezentujący barwy Stowarzyszenia. Jak ocenia Pan lata, które minęły?

– W ciągu dwudziestolecia przeszliśmy kawał trudnej, ale dobrej drogi. Na początku był mały pokój z jednym biurkiem, jednym pracownikiem i równie skromne fundusze. Nie mieliśmy sprzętu sportowego, a naszą ofertą dla osób niewidomych i słabowidzących były tylko szachy i turystyka. Dzisiaj mamy przyzwoite warunki biurowe i znających się na rzeczy pracowników (na szczęście nie zadziałało prawo Parkinsona: jest ich tylko ośmiu). Budżet, choć nie astronomiczny, pozwala na realizację naszych pomysłów. Cały czas chodziło o to, by jednakową troską otaczać wszystkie dyscypliny sportu. Te, które już tradycyjnie od lat są uprawiane w środowisku osób z dysfunkcjami wzroku (m. in. kolarstwo tandemowe, brydż, warcaby stupolowe, szachy, biegi długodystansowe), i nowe, o jakich przedtem w ogóle nie było mowy (strzelectwo, kajakarstwo, żeglarstwo, wioślarstwo, taniec sportowy). Zdobyliśmy niezbędny do tego sprzęt, że wspomnę tylko o łodziach i ergometrach. „Cross” działa obecnie w 38 klubach na terenie kraju, a liczba jego członków „dobija” do 4,5 tysiąca.

Miarą naszych sukcesów są medale i wyróżnienia, zdobywane przez sportowców na krajowych i międzynarodowych zawodach. Piszecie o tym niemal w każdym numerze, więc nie będę ich wymieniał. Dodam tylko, że w tych dyscyplinach sportu, w których do niedawna dopiero „raczkowaliśmy”, dziś zaczynamy aspirować do pierwszej dziesiątki najlepszych. Przykładem mogą być kręgle i bowling (tego roku po raz pierwszy wysłaliśmy ekipę na mistrzostwa świata do Malezji). Albo – warcaby stupolowe: w ubiegłym roku zorganizowaliśmy w Polsce pierwsze mistrzostwa świata w tej konkurencji.

Nie ograniczamy się tylko do sportu i turystyki. Zajmujemy się szeroko rozumianą edukacją i rehabilitacją. Prowadzimy zajęcia m. in. z doradztwa zawodowego, poradnictwa psychologicznego, naukę obsługi komputera, naukę języków obcych, szkolimy instruktorów sportowych. Na to wszystko uzyskujemy dofinansowanie z Unii Europejskiej.

– A co z resztą? Kiedy rozmawialiśmy półtora roku temu, mówił Pan, że kryzys was jeszcze nie dotknął. Czy i teraz tytuł wywiadu mógłby brzmieć „Nie jest źle” („Cross” nr 6/2010)?

– Druga połowa ubiegłego roku i cały rok bieżący nie należały do najlepszych. Mieliśmy trudności finansowe, podobnie zresztą jak inne organizacje pozarządowe. Ale był to dla nas swoisty trening na temat: jak nadal działać skutecznie, dysponując mniejszymi środkami. Nauczyliśmy się radzić sobie z kryzysem. Wiemy teraz na czym stoimy, potrafimy się odnaleźć w nowych warunkach. Więc, chociaż to może zabrzmieć paradoksalnie, powiem: rok 2012 będzie dla Stowarzyszenia umiarkowanie optymistyczny.

– Będą więc nowe wyzwania?

– Jak najbardziej! Niektóre podjęliśmy już teraz. Jesteśmy w trakcie podpisywania kontraktu z UEFA, IBSA i Stowarzyszeniem Olimpiad Specjalnych na występ naszej drużyny piłkarskiej w czasie mistrzostw Euro 2012 – 22 czerwca rozegra ona mecz w gdańskiej Baltic Arenie, inaugurując ćwierćfinały mistrzostw. (Drużyna Olimpiad Specjalnych będzie miała dzień wcześniej podobny występ na warszawskim Stadionie Narodowym). UEFA zapewni zawodnikom sprzęt (m. in. specjalną piłkę dźwiękową), stroje, obuwie i niezbędne gadżety. Będzie to wspaniała promocja „Crossu”. Wierzę, że pozwoli nam rozwinąć tę nową w polskich warunkach dyscyplinę. Marzy mi się, by na wzór niemiecki stworzyć ligę 6–8 drużyn piłki nożnej, które w meczach krajowych ćwiczyłyby swoje umiejętności. Na świecie piłka nożna cieszy się od dawna w środowisku osób z dysfunkcją wzroku dużym powodzeniem (prawdziwym potentatem w tej mierze jest Brazylia).

Jeśli chodzi o wszystkie dotychczasowe dyscypliny sportu, jakim patronowaliśmy dotąd, wliczając te najmłodsze (nurkowanie, judo, tenis stołowy, zapasy), będziemy to czynić nadal. W warunkach gorszej kondycji finansowej spróbujemy oszczędzać na samych imprezach. Powiedzmy, zamiast piętnastu turniejów szachowych, zorganizujemy dwanaście. Na pewno będziemy kontynuować naszą akcję „Na fali”, czyli czteroletni program nauki języka angielskiego, wspierany finansowo przez Unię i PFRON, z którym ostatnio coraz lepiej się nam współpracuje, zwłaszcza w zakresie umów długofalowych. Nie są zagrożone także wszystkie dotychczasowe formy naszych działań edukacyjnych. Wprost przeciwnie, postaramy się wychodzić naprzeciw nowym propozycjom zgłaszanym przez środowisko.

Chcielibyśmy poszerzyć ofertę Stowarzyszenia dla środowiska niewidomych i słabowidzących w ten sposób, by „Cross” był mocniejszym niż dotąd partnerem społecznym. Chodzi o działania wychodzące poza kulturę fizyczną i ułatwianie ludziom poruszania się na rynku pracy, pośrednictwo w kontaktach z pracodawcami. Myślę, że doświadczenia zdobyte przez naszą organizację w ciągu minionych dekad uprawniają nas do podjęcia takich przedsięwzięć.

– Tuż po jubileuszowej gali odbędą się wybory nowych władz Stowarzyszenia. Czy zdecyduje się Pan – jeśli będzie taka wola głosujących – prezesować mu przez kolejną kadencję?

– Zabrzmi to nieskromnie, ale powiem: tak. Jest jeszcze tyle do zrobienia, a ja mam dopiero 46 lat. Za wcześnie na emeryturę.

-Dziękuję za rozmowę

Na początek

 

strzelectwo

 

Sensacyjne złoto strzelctwie

W dniach 13-18.09.2011 r. w miejscowości Nitra na Słowacji odbyły się III Mistrzostwa Europy Niewidomych i Słabowidzących w Strzelectwie Pneumatycznym pod patronatem IBSA. 

W imprezie uczestniczyło 21 zawodników z ośmiu krajów: Austrii, Czech, Danii, Finlandii, Polski, Słowacji, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii. W skład debiutującej w mistrzostwach Europy reprezentacji Polski wchodzili zawodnicy: Anna Barwińska, Aleksandra Janczek, Teresa Skrzypek, Stanisław Chadukiewicz, Adam Kielar, Jerzy Załomski oraz asystenci: Władysław Frączak, Krzysztof Kaczałko i Zbigniew Sebzda. Strzelcom towarzyszył trener Wiesław Skalski.

Mistrzostwa rdozgrywane były w klasyfikacji open w następujących konkurencjach:

• KPN – 60 strzałów stojąc;

• KPN – 3 x 40 strzałów (stojąc, leżąc
 i klęcząc);

• KPN – 60 strzałów leżąc.

Już w pierwszej rozgrywanej konkurencji (KPN – 60 strzałów stojąc) nasza zawodniczka Aleksandra Janczek była o krok od brązowego medalu. Przegrała go po pasjonującej finałowej walce tylko o 0,4 p., uzyskując wynik 686,3 p. Stanisław Chadukiewicz, drugi nasz reprezentant, zakończył tę konkurencję na 8. miejscu, z wynikiem 678,4 p.

W drugim dniu mistrzostw rozgrywana była konkurencja KPN – 3x40 strzałów (stojąc, leżąc i klęcząc). Tego dnia nastąpiła eksplozja radości w polskiej ekipie. Jej powodem była sensacyjna walka Aleksandry Janczek. Zawodniczka ta od początku rozgrywek niespodziewanie objęła prowadzenie. Mimo nacisków konkurentów, wytrzymała presję i obroniła pozycję lidera. Wywalczyła złoty medal w najtrudniejszej konkurencji strzeleckiej mistrzostw, osiągając w eliminacjach wynik 1192 p. (na 1200 możliwych), a w finale – 1295 p.. W finale KPN – 3x40 strzałów znalazła się również Teresa Skrzypek, która z wynikiem 1264,9 p. zajęła 8. miejsce.

W trzecim dniu rozgrywana była konkurencja KPN – 60 strzałów leżąc. Do finału tej konkurencji weszło troje naszych zawodników. I znów była szansa na brązowy medal dla Polski. Jego losy wahały się do ostatniego strzału finałowego. Okazało się, po podliczeniu wyników w serii finałowej, że o brązowym medalu decydować będzie jeden dodatkowy strzał, oddany przez Aleksandrę Janczek i reprezentanta Austrii Kurta Martinschitza. Ola strzeliła bardzo dobrze, osiągając wynik 10,5 p. Niestety, zawodnik Austrii był lepszy o 0,1 p. – jego wynik to 10,6. Do finału tej konkurencji zakwalifikowała się również Teresa Skrzypek – zajęła 6. miejsce, oraz Jerzy Załomski, który uplasował się na miejscu 8.

Na rozgrywkach eliminacyjnych swój udział w mistrzostwach zakończyła Anna Barwińska i Adam Kielar.

Trener Wiesław Skalski, oceniając start naszych reprezentantów, zwrócił uwagę na ich bardzo dobre osiągane wyniki – powyżej rekordów życiowych. Do sukcesów zaliczył zajęcie przez naszych strzelców zaszczytnego drugiego miejsca. Podkreślił również fakt wprowadzenia do finału wszystkich konkurencji największej liczby zawodników. Zauważył też, obserwując konkurencyjne ekipy, że nasza reprezentacja posiada karabinki o znacznie niższej klasie od konkurentów.

Zarząd ZKF „Olimp” gratuluje i dziękuje naszym reprezentantom, życząc im dalszej wytrwałej i cierpliwej pracy oraz sukcesów na arenach międzynarodowych.

III Mistrzostwa Europy w Strzelectwie Pneumatycznym

13-18.09.2011 r., Nitra (Słowacja)

Wyniki indywidualne

KPN – 60 strzałów stojąc

1. Timo Nystrom (Finlandia)          691,8

2. Stefan Kopcik (Słowacja)          689,7

3. Lene Christiansen (Dania) 686,7

4. Aleksandra Janczek (Polska) 686,3

8. Stanisław Chadukiewicz (Polska) 678,4  

KPN – 3 x 40 strzałów
(stojąc, leżąc i klęcząc)

1. Aleksandra Janczek (Polska) 1295,0

2. Timo Nystrom (Finlandia)          1293,0

3. Lene Christiansen (Dania)1282,4

8. Teresa Skrzypek (Polska) 1264,9

KPN – 60 strzałów leżąc

1. Timo Nystrom (Finlandia)          705,9

2. Maria Luise Weber (Austria) 704,1

3. Kurt Martinschitz (Austria) 703,9

4. Aleksandra Janczek (Polska) 703,9

6. Teresa Skrzypek (Polska) 699,9

8. Jerzy Załomski (Polska) 696,2

Klasyfikacja medalowa

1. Finlandia - 2 złote, 1 srebrny

2. Polska - 1 złoty

3. Austria - 1 srebrny, 1 brązowy

4. Słowacja - 1 srebrny

5. Dania - 2 brązowe

Piotr Łożyński

Na początek

 

Ola śpiewająco strzela

Uśmiechnięta od ucha do ucha, zadowolona, pełna optymizmu na przyszłość – jednym słowem 38-letnia Aleksandra Janczek spod znaku Bliźniąt. Jest złotą medalistką III Mistrzostw Europy Niewidomych i Słabowidzących w Strzelectwie Pneumatycznym, rozegranych w połowie września w słowackiej Nitrze.

Panna Ola jest rodowitą Ślązaczką, której rodzina z dziada pradziada mieszka na Śląsku, gdzie „chopy robiły na kopalni”, a baby przeważnie zajmowały się domem. Aleksandra ma trójkę rodzeństwa. Ona jest najstarsza. Dzieciństwo było trudne, bo gdy miała trzy latka, zaczęły się problemy ze wzrokiem (wirusowe zapalenie rogówek obu oczu) i wędrówki po szpitalach i sanatoriach.

W Krakowie odżyła

– Pierwsze trzy klasy w masowej podstawówce to była dla mnie gehenna – mówi Aleksandra. – Pierwsza ławka, okulary, brak zrozumienia ze strony nauczycielki. Z wczesnego dzieciństwa najbardziej pamiętam chodniki, bo miałam tak potężny światłowstręt, że mimo przyciemnionych okularów chodziłam z wiecznie pochyloną głową.

Gdy miała 11 lat, rodzice zapisali ją do szkoły muzycznej. Uczyła się grać na wiolonczeli. Po szkole podstawowej trafiła do liceum zawodowego dla niewidomych w Krakowie. Tam, na Tynieckiej, dawano zdolnym możliwość kształcenia muzycznego. Cztery lata nauki w liceum upłynęło jej na zdobywaniu zawodu stroiciela oraz korektora pianin i fortepianów. Grała również na przypadkiem znalezionej w szkole wiolonczeli. Dzięki temu instrumentowi występowała z niewidomymi kolegami na imprezach w Polsce, a nawet i w Anglii, dokąd pojechała z innymi krakowskimi uczniami na zaproszenie majora Henryka Baranowskiego. W Krakowie nawiązała też przyjaźnie i przeżyła swoją pierwszą miłość.

Skończyła liceum i chociaż początkowo próbowała znaleźć pracę w wyuczonym na Tynieckiej zawodzie, pomyślała jednak o pracy biurowej. Zapisała się na roczne studium dla sekretarek i asystentek. Jako pracownik biurowy zaczęła zarabiać na życie w różnych biurach i zakładach pracy chronionej na Śląsku. Od czterech lat jej miejscem pracy jest biuro Okręgu Śląskiego PZN w Chorzowie. Jest z tego bardzo zadowolona.

Ośrodek krakowski dał jej jeszcze jedno – polubiła sport. W podstawówce sport ograniczał się jedynie do gry w „dwa ognie”. Na Tynieckiej nauczyła się biegać, pływać, na sali gimnastycznej skakać przez „kozła”. Dziś dziękuje za to nauczycielom Krystynie Ledwoch i Aleksandrowi Lichtensteinowi.

Taneczny epizod

Jej hobby to zawsze było granie i śpiewanie. Od kilku lat występuje z chórem kościelnym, złożonym z wiernych trzech parafii w Zabrzu i Gliwicach. Prowadzi go świetny dyrygent, a w repertuarze grupa ma m.in. utwory Moniuszki, Mozarta, Beethovena. Ale największym marzeniem Oli, już jako kilkuletniej dziewczynki, był taniec baletowy. Do dziś uwielbia tańczyć, więc kiedy tylko los zetknął ją z Czesławą Konieczną, która jako prezeska klubu sportowego „Karolinka” prowadziła nabór chętnych do tańca sportowego, od razu się zapisała. Romans z tańcem trwał jednak krótko, bo nie mogła znaleźć dla siebie odpowiedniego partnera. Ale obiecuje, że jak takiego znajdzie, to jeszcze na parkiet wróci.

Z broni pneumatycznej zaczęła strzelać przez przypadek. To był rok 2008. Przyjechali koledzy z Czech i Słowacji z karabinkami pneumatycznymi. Spróbowała strzelać i nawet trafiała w tarczę. Z bronią laserową wychodziło gorzej. Nie potrafiła utrzymać w ręku pistoletu. Gdy zakładała na oczy gogle, traciła równowagę. Skupiła się więc na broni pneumatycznej. Tu początki też nie były łatwe. Doświadczenie w strzelaniu zdobyła dopiero na zawodach. Z wielką pomocą wkroczył Zbigniew Sebzda – trener zawodników z Podkarpacia – udzielając Oli wielu cennych rad. W 2009 roku Aleksandra Janczek w zawodach w Dadaju zajęła drugie miejsce. Rok później, na międzynarodowym turnieju w strzelaniu pneumatycznym w Austrii, była trzecia.

Trafi komara w oko

Czesława Konieczna, widząc jak dobrze idzie Oli, zakupiła od Stefana Kopcika ze Słowacji (tam i w Czechach ta dyscyplina doskonale się rozwija) karabinek Feinwerkbau. Aleksandra otrzymała również od klubu kompletny ubiór strzelecki. Co jednak najważniejsze – został zatrudniony trener Krzysztof Kaczałko, który całym sercem zaangażował się w rozwój strzelectwa w „Karolince”, poświęcając mu nierzadko swój prywatny czas i pieniądze. Swoim ogromnym zaangażowaniem zaraził innych. Niedługo potem pojawiają się kolejne osoby zainteresowane strzelaniem. Część z nich tworzy aktualną drużynę. Strzelcy „Karolinki” wyjeżdżają na zawody krajowe.

Po tygodniowym zgrupowaniu w Dadaju, prowadzonym przez trenera kadry Wiesława Skalskiego, sześciu zawodników wybranych z całego kraju udaje się na mistrzostwa Europy do sąsiedniej Słowacji. Trzy panie: Anna Barwińska, Teresa Skrzypek i Aleksandra Janczek, i trzech gentelmanów: Stanisław Chadukiewicz, Adam Kielar oraz Jerzy Załomski. Asystują im trenerzy: Władysław Frątczak, Krzysztof Kaczałko i Zbigniew Sebzda.

Mistrzostwa na Słowacji były rozgrywane w klasyfikacji open, czyli rywalizują mężczyźni i kobiety razem w trzech konkurencjach: 60 strzałów stojąc, trzy razy po 40 strzałów stojąc, leżąc i klęcząc oraz 60 strzałów leżąc. – Trochę byłam podłamana, kiedy w pierwszej konkurencji „przeszło mi koło nosa” miejsce na podium. Przegrałam o 0,4 p. Natomiast razem z trenerem popłakaliśmy się ze szczęścia po zdobyciu złota w najtrudniejszej chyba konkurencji – 3x40 strzałów. Niewiele brakowało, bym zdobyła również brąz, a nawet srebro, w trzecim finale – w strzelaniu na leżąco. Austriak Kurt Martinschitz pokonał mnie o 0,1 p., a jego rodaczka Maria Luise Weber wygrała srebro z przewagą zaledwie 0,2 punktu.

Aleksandra przywiozła ze Słowacji medal, dyplom, puchar. Trener zawodników zaprzyjaźnionego klubu z Łodzi, sędzia strzelecki Władysław Frątczak, spontanicznie ufundował medalistce prywatną nagrodę finansową. Podobnie zarząd klubu „Karolinka” postanowił nagrodzić swoją zawodniczkę. Natomiast Związek Kultury Fizycznej „Olimp” czyni starania o przyznanie Oli stypendium sportowego.

Strzelectwo pneumatyczne ledwie zaczęło się rozwijać w naszym kraju, i proszę, już mamy złoty medal. W „Olimpie” trenuje tę dyscyplinę około 50 osób. Kilku zawodników z „Karolinki” ćwiczy pod kierunkiem Krzysztofa Kaczałko dwa razy w tygodniu, ale gdy zapowiadane są ważne zawody, to nawet cztery. Treningi odbywają się w świetlicy Koła PZN w Chorzowie, z urządzeniem „Rica”, i na wypożyczonej strzelnicy od firmy ochroniarskiej „Era” w Chorzowie. – W ciągu roku mamy w Polsce cztery do pięciu zawodów strzeleckich. Trochę mało. A gonią mnie dziewczyny z kadry: Teresa i Ania. Świetne wyniki robi Wioleta, moja koleżanka z klubu. To, że zdobyłam złoto w tych mistrzostwach, nie znaczy, że ciągle będę na czele – uśmiecha się złota medalistka.

Andrzej Szymański

Na początek

 

bowling

 

W Kuala Lumpur bez medali

Osiem dni (29.09-06.10.2011)  reprezentacja Stowarzyszenia „Cross” intensywnie przygotowywała się w Pile do udziału w IV Mistrzostwach Świata w Bowlingu w Malezji. Naszych zawodników „docierali” na torach niezawodni trenerzy:  Witold Pankau (trener kadry), Marek Charęziński i Lucyna Charęzinska. Przy takiej fachowej obsadzie nie było mowy o przeoczeniu najmniejszego błędu.  

Ostatnie cenne uwagi i… czas w drogę. Już o 3.30 rano, 6 października, nasza reprezentacja rozpoczęła podróż na mistrzostwa świata. Do Kuala Lumpur w Malezji. Pierwszay etap: Piła-Warszawa.  Po ponad sześciu godzinach jazdy, ekipa bowlingowa dotarła na lotnisko Okęcie. Zawodnicy byli trochę zmęczeni, ale jeszcze nieświadomi dalszych trudów podróży. Ta podróż ogółem, wraz z wyczerpującym 6-godzinnym oczekiwaniem na samolot w Amsterdamie, zajęła reprezentacji „tylko” 30 godzin. Polska drużyna, tj. Zdzisław Koziej, Mieczysław Kontrymowicz, Cezary Dybiński, Honorata Borawa, Danuta Odulińska, Jadwiga Szuszkiewicz, pod wodzą trenera reprezentacji Witolda Pankau oraz drugiego trenera i pełniącego funkcję „team managera” Marka Charęzińskiego, dotarła na miejsce niemiłosiernie zmęczona, ale żywa.

W Kuala Lumpur ze zdumieniem i zachwytem polscy sportowcy patrzyli na przepiękne, nowoczesne lotnisko. Trochę ścięła ich z nóg wysoka temperatura przy bardzo dużej wilgotności powietrza. Organizatorzy już na nich czekali i po prawie godzinnej jeździe bowlingowcy nareszcie dobrnęli do hotelu. Każdy marzył o wyciągnięciu się na łóżku i rozprostowaniu obolałych kości. Po przestawieniu zegarków o 6 godzin do przodu, mogli nareszcie odpocząć. Kolejne dni upłynęły na rutynowych działaniach związanych z mistrzostwami: na kontroli kul bowlingowych, bardzo szczegółowym badaniu wzroku przez lekarzy akredytowanych przez IBSA i klasyfikacji zawodników. Odbyły się również oficjalne spotkania kierownictw drużyn i organizatorów (poruszano m.in. sprawy dotyczące regulaminów, smarowania torów i inne organizacyjne) i kongres IBSA sekcji bowlingowej. Należy podkreślić, że organizacja mistrzostw była bardzo sprawna – wszystko było „dopięte na ostatni guzik”. Uczestnicy zgodnie podkreślali, że trudno będzie kolejnym organizatorom dorównać Malezji, gdzie bowling jest niezwykle popularny, o czym świadczy m.in. patronat nad mistrzostwami wicepremiera kraju. Każda z drużyn dostała swojego oficera łącznikowego, który służył pomocą w najdrobniejszych nawet sprawach.

Po dwóch dniach drużyna mogła w końcu przystąpić do oficjalnego treningu –  już na smarowaniach przewidzianych podczas mistrzostw. Okazało się, że warunki na torach były dosyć trudne, wymagały właściwego sprzętu i sporych technicznych umiejętności. Na tego typu sportowych smarowaniach najlepiej pracują kule reaktywne. Twarde, plastikowe nie dają pożądanego efektu. No cóż, my dopiero rozwijamy bowling. Polacy z zazdrością  patrzyli na wyposażenie innych drużyn, którym właściwe federacje czy sponsorzy fundują po 3 kule z najwyższej półki. Trener Witold Pankau starał się jak mógł, żeby zawodników „ustawić” do panujących warunków i znaleźć optymalne linie rzutów.

Chociaż sprzętowo nasi byli gorsi od konkurentów, to jednak waleczności w drużynie nie zabrakło. Potwierdziły to kolejne dni. Już pierwszego dnia mistrzostw Mieczysław Kontrymowicz (B2) był o krok od podium – zajął 6. miejsce na 26 startujących zawodników. Najlepszy wynik osiągnęła jednak Jadwiga Szuszkiewicz (B2),  której po 6 rozegranych kolejkach do brązowego medalu zabrakło tylko 1 zbitego kręgla. Nic dziwnego, że po ogłoszeniu wyników Jadwidze trochę spociły się oczy. Szczęście wszak było tak blisko! Pozostali zawodnicy dawali z siebie również dosłownie wszystko. Trener bardzo pozytywnie ocenił ich wyniki. Chociaż, jak stwierdził,  na medale jeszcze trzeba wiele pracować. 

Zawodnicy z Azji (Korea, Japonia) oraz Finlandii wyraźnie górowali nad przeciwnikami. Większość z nich uprawia jednak bowling ponad 10 lat, pod okiem profesjonalnych trenerów także w klubach, przy zapewnionych doskonałych warunkach do treningu. O waleczności naszych zawodników w tak doborowej stawce świadczą jednak dobre miejsca w konkurencjach drużynowych. Nasza para: Jadwiga Szuszkiewicz – Mieczysław Kontrymowicz zajęła 7. miejsce na 15 drużyn, trójka: Zdzisław Koziej – Mieczysław Kontrymowicz – Jadwiga Szuszkiewicz uplasowała się na  8. miejscu na 22 drużyny, a zespół 4-osobowy, czyli wyżej wymienieni zawodnicy wraz z Cezarym Dybińskim, zajął 10. miejsce na 17 drużyn.

Start naszych zawodników, pomimo powrotu do kraju bez medali, należy jednak ocenić pozytywnie. Był to dopiero drugi międzynarodowy start reprezentacji Polski w bowlingu. Nie należy się zatem dziwić, że zarówno trema, jak i presja, by uzyskać jak najlepszy wynik, usztywniała naszych graczy. Nie należy też zapominać, że jeszcze przed trzema laty większość z nich rzucała kulą dwuręcznie i dopiero od niedawna rozpoczęła, pod okiem Witolda Pankau, profesjonalne treningi. Niestety, ćwiczenia odbywają się bardzo rzadko i tylko na zgrupowaniach. Z pewnością mamy duże możliwości rozwoju i w przyszłość należy patrzeć z optymizmem. Pod warunkiem jednak, że zawodnicy będą otoczeni kadrą instruktorów w klubach lub regionach, i zaopatrzeni w bardziej profesjonalny sprzęt.

Na zakończenie mistrzostw polska drużyna zdobyła przynajmniej serca organizatorów i publiczności. A stało się to podczas zakończenia, na bankiecie, za sprawą zaprezentowania na scenie piosenki w języku polskim i po malajsku. 

Do kolejnych mistrzostw świata mamy 4 lata przygotowań. Ponieważ odbędą się one prawdopodobnie w Wielkiej Brytanii, jest szansa, że wystąpimy tam jako pełna 12-osobowa drużyna. Wówczas parę medali już z rąk nie wypuścimy!

I Mistrzostwa Świata Niewidomych i Słabowidzących w Bowlingu

7-16.10.2011 r., Malezja

Kobiety

B1

1. Marilyn Luck (Australia) 2465

2. Park Sun Ae (Korea) 2230

3. Ayako Mori (Japonia) 2209

B2

1. Tuija Nasila (Finlandia) 3513

2. Lee Chang Suk (Korea) 3208

3. Lee Yun Kyung (Korea) 3121

5. Jadwiga Szuszkiewicz (Polska) 2845

8. Danuta Odulińska (Polska) 2563

B3

1. Yumiko Iwashita (Japonia) 3153

2. Mari Makinen (Finlandia) 3112

3. Yuen Wing Shan (Hongkong) 3086

8. Honorata Borawa (Polska) 2772

Mężczyźni

B1

1. Tac Nog Yun (Korea) 2926

2. Justin Bettes (Australia) 2817

3. Kim Young Jin (Korea) 2704

12. Zdzisław Koziej (Polska) 2140

B2

1. Kim Jae Cheol (Korea) 3630

2. Kim Nam Hun (Korea) 3621

3. Choo Nam Chan (Malezja) 3598

9. Mieczysław Kontrymowicz (Polska) 3310

B3

1. Huang Yu Hsiao (Tajpei)           3764

2. Masatoshi Kiyosugi (Japonia) 3673

3. Soo Choo Hung (Malezja) 3654

18. Cezary Dybiński (Polska) 3017

Irena Curyło

Na początek

 

goalball

 

Goalballiści ze srebrem

Barwny korowód ponad setki sportowców niosących dumnie swoje flagi narodowe wkraczał wśród oklasków publiczności na piękną, nowo wybudowaną halę sportową. Za kilkadziesiąt minut miała się stać areną zmagań goalballistów z całej Europy. Jeszcze tylko część oficjalna, pierwsze na turnieju słowa sędziego „proszę o ciszę” i mistrzostwa Europy w goalballu zostaną rozpoczęte! 

Po kilkunastoletniej przerwie w rywalizacji o mistrzostwo Starego Kontynentu reprezentacja Polski w goalballu pojawiła się w 2009 roku na ME dywizji „C”, rozgrywanych w słonecznej Portugalii. Brak doświadczenia i znajomości przeciwników sprawił, że biało-czerwoni zakończyli rywalizację na 9. pozycji. Nie ostudziło to naszych ambicji, a nowym celem stał się medal podczas kolejnych mistrzostw.

Gdy wiosną 2010 r. Międzynarodowa Federacja Sportu Niewidomych (IBSA) ogłosiła konkurs na organizację mistrzostw Europy w goalballu mężczyzn, postanowiliśmy postarać się o sprowadzenie tej imprezy do Białegostoku. Po długiej walce z dokumentacją i wizycie delegata technicznego, który sprawdził warunki, w jakich miały być prowadzone rozgrywki, udało się wywalczyć prawo do organizacji turnieju. Nie mogliśmy „dać plamy”. Zawodników drużyny narodowej czekały zatem intensywniejsze treningi i zgrupowania, organizatorów – rok ciężkiej pracy przy pozyskiwaniu funduszy i przygotowaniu prestiżowej imprezy. I udało się. Już na kilka dni przed rozpoczęciem zawodów wszystko było gotowe na przyjazd 12 reprezentacji narodowych, które zostały podzielone na dwie grupy eliminacyjne. Do grupy A trafiły Czechy, Ukraina, Izrael, Mołdawia, Azerbejdżan i Polska, zaś w grupie B rywalizowała Holandia, Wielka Brytania, Grecja, Chorwacja, Słowacja oraz Rumunia.

W polskim zespole od początku panowały bojowe nastroje. Po ciężko przepracowanych dwóch latach nikt nawet przez chwilę nie wątpił o awansie do europejskiej dywizji „B”, dającym szansę do udziału w mistrzostwach świata i igrzyskach paraolimpijskich. Pierwszym krokiem do naszego sukcesu miał być mecz inauguracyjny, w którym przyszło nam się zmierzyć z silną ekipą Ukrainy.

Trener reprezentacji Polski, Robert Prażmo, od ponad dwóch lat przygotowywał kadrę do mistrzostw. W roli środkowego obrońcy występował Marcin Gibuła z Lublina, jego zmiennikiem był Piotr Szymala z Katowic. Na pozycję prawego obrońcy zostali powołani Marek Mościcki z Lublina i Paweł Brodowicz, od niedawna reprezentujący Białystok. Po lewej stronie zagrał Daniel Henke z drużyny aktualnego mistrza Polski – Bierutowa oraz Konrad Andrzejuk, rodowity białostoczanin, występujący w szczególnej roli gospodarza.

We wtorek, 13 września, widownia hali sportowej Zespołu Szkół Budowlano-Geodezyjnych w Białymstoku zapełniła się niemal po brzegi. Po uroczystej paradzie zespołów i oficjalnym otwarciu mistrzostw, naprzeciw siebie stanęły Polska i Ukraina, wymieniane w gronie faworytów. Emocje towarzyszące pierwszemu starciu trudno opisać. Wspaniały doping publiczności dodawał nam sił i wiary w zwycięstwo. Z drugiej strony ogromna presja i stres, towarzyszące występowi w ważnej imprezie, w dodatku w roli gospodarza, nie pozwalały w pełni skupić się na grze. Już po kilku wymianach piłki Ukraińcy wyszli na prowadzenie, jednak szybko udało nam się odpowiedzieć celnym strzałem, który nie dał szans naszym wschodnim sąsiadom. W połowie pierwszej części spotkania na tablicy wyników widniał rezultat 3:3. Niestety, potem było tylko gorzej. Kilka głupich błędów, po których straciliśmy bramki, wprowadziły totalny zamęt w naszej grze i zupełną dekoncentrację. Niewiele pomagały uwagi trenera i doping publiczności. Przeciwnicy rozgromili nas 12:3.

Następnego dnia przyszło nam się zmierzyć z reprezentacją dalekiego Azerbejdżanu. Pomimo sympatii dla tej początkującej drużyny, litości nie było – pokonaliśmy ją po spokojnej grze. Jej wynik 10:0 poprawił nieco nasze nastroje.

W czwartkowy poranek czekał na nas dużo bardziej wymagający przeciwnik – Izrael. Mieliśmy z tą drużyną osobiste porachunki – dwa lata temu w Portugalii właśnie z Izraelczykami przegraliśmy dwoma bramkami walkę o ćwierćfinał. I tym razem przegrana postawiłaby nas w dosyć trudnej sytuacji. Byliśmy więc bardzo zmotywowani i interesowało nas tylko zwycięstwo. Pierwsze minuty meczu pokazały, że łatwo nie będzie. Po słabym starcie, daliśmy się zaskoczyć specyficznemu stylowi rzutu Izraelczyków i po 3 minutach gry przegrywaliśmy 1:4. Potem bramki padały niemal jedna za drugą i do końca pierwszej połowy udało nam się dogonić rywali. Drugą część spotkania rozpoczęliśmy z wynikiem 9:9. Szliśmy „łeb w łeb”! Na minutę przed końcem meczu udało nam się wyjść na prowadzenie, którego Izraelczycy już nie byli w stanie nam odebrać. Po emocjonującej walce wygraliśmy 13:12.

Drugi mecz tego dnia rozegraliśmy z debiutantami mistrzostw Europy – drużyną Mołdawii. Brak ogrania na międzynarodowych turniejach czynił z niej łatwego przeciwnika. Pokonaliśmy go 11:1, zapewniając sobie trzecie miejsce w grupie i grę w ćwierćfinale.

W piątek rozegraliśmy ostatni mecz fazy grupowej, z Czechami. Nasi południowi sąsiedzi pokonali wcześniej wszystkich grupowych rywali i wynik ostatniego spotkania nie miał już znaczenia dla końcowej klasyfikacji. Trenerzy obu zespołów potraktowali zatem to spotkanie treningowo i pozwolili wystąpić w nim swoim wszystkim zawodnikom. Po mało emocjonującej grze przegraliśmy 4:6.

Wyniki drugiej grupy wskazywały jednoznacznie, że naszym rywalem w ćwierćfinale będą Grecy. Reprezentacja Polski kilkakrotnie wygrywała z nimi, zawsze jednak po ciężkiej walce. W ostatnim spotkaniu, 3 lata temu, górą byli nasi rywale – zwyciężyli 8:3. Statystyki wskazywały więc na trudne spotkanie. Dla nas i dla Greków ćwierćfinał był meczem o wszystko – jego zwycięzca miał zapewnione miejsce w pierwszej czwórce zawodów, co było równoznaczne z awansem do dywizji „B”. Byliśmy świadomi o jaką stawkę gramy. Porażka w tym meczu praktycznie zamknęłaby nam drogę na mistrzostwa świata w 2014 roku. Pozbawiłaby też złudzeń o awansie na paraolimpiadę w Rio de Janeiro.

Nie jest łatwo grać pod presją, tym bardziej że początek znowu nie nastrajał optymistycznie. Już po kilku minutach gry Grecy prowadzili 4:1. Wtedy trener Robert Prażmo poprosił o czas dla drużyny. Zdawaliśmy sobie sprawę, że jeżeli w tym momencie nie załatamy skutecznie luk w obronie i nie zaczniemy w końcu grać w naszym najlepszym stylu, ostatnie dwa lata pracy pójdą na marne. Taka motywacja na szczęście wystarczyła. W drużynę wstąpiły nowe siły. Po celnych rzutach i pewnej obronie, udało nam się zakończyć pierwszą połowę z rezultatem 5:5. Gra zaczynała się od nowa.

Do drugiej części spotkania przystąpiliśmy w pełnym skupieniu. Grecy również, i przez dłuższy czas wynik nie zmieniał się. Wkrótce dzwoniąca piłka przebiła się jednak przez mur obronny naszej drużyny. Górą byli nasi rywale. Na szczęście, zaraz po tym, Marek Mościcki wyrównał rachunki, wlewając w nasze serca nową nadzieję. Po kilku ładnych akcjach, na niespełna
3 minuty przed końcem spotkania prowadziliśmy już 8:6. Wielkimi krokami zbliżaliśmy się do dywizji „B”. Grecja nie dawała jednak za wygraną. Kolejny raz pokonała naszą defensywę i zmniejszyła dzielący nas dystans. W końcówce spotkania publiczność w ciągu ostatnich dwóch minut miała okazję oklaskiwać jeszcze 3 bramki. Na szczęście, górą byli biało-czerwoni. Pokonaliśmy Grecję 10:8. Zrealizowaliśmy nasz plan minimum. Jesteśmy w dywizji „B”! Euforia, śmiech, łzy szczęścia, spontaniczny taniec zwycięstwa naszej ekipy. Jak to w sporcie bywa, my przeżywaliśmy tryumf, Grecy przełykali gorycz porażki. Przegrali bowiem nie tylko jeden mecz, przekreślili też marzenia o wkroczeniu do światowej czołówki.

Wyniki pozostałych ćwierćfinałów utwierdziły przekonanie, że nasza grupa eliminacyjna była zdecydowanie silniejsza, nasi grupowi rywale pewnie pokonali w pojedynkach przeciwników z drugiej grupy, przesądzając, że w przyszłym roku w europejskiej dywizji „B” w roli beniaminków wystąpią: Polska, Czechy, Ukraina i Izrael.

Wieczorny półfinał okazał się świetną okazją do rewanżu na Ukraińcach, którzy bez litości wykorzystali naszą niedyspozycję w meczu otwarcia. Pomimo pamięci o porażce, morale w ekipie było wysokie. Spadła z nas wszelka presja – wszak najważniejszy cel był już osiągnięty. Przystąpiliśmy do walki o finał w dobrym nastroju. Nasz fizjoterapeuta Marek Lubczyk zadbał, żeby pierwsza trójka: Marek Mościcki, Marcin Gibuła i Konrad Andrzejuk była w jak najlepszej dyspozycji fizycznej.

Pierwsza połowa spotkania z Ukraińcami była trudna. Naszych rywali, prezentujących wspaniałą grę obronną, wspomógł sędzia, dyktując przeciw nam dwa wątpliwe rzuty karne. Drugą połowę musieliśmy zaczynać z wynikiem 0:3. Na szczęście nie daliśmy się złamać. Wspaniałe rzuty Marka Mościckiego i pewna gra w obronie dały oczekiwany rezultat – zwyciężyliśmy 9:6. Zapewniliśmy sobie miejsce na podium i kolejny raz potwierdziliśmy, że jesteśmy mistrzami słabych otwarć i dramatycznych końcówek.

W niedzielę w finale czekali na nas Czesi – jedyna niepokonana drużyna turnieju. Niestety, nie udało nam się zaprezentować pełni swoich umiejętności. Przegraliśmy 3:13! Pomimo porażki, byliśmy jednak przepełnieni radością – zdobyliśmy srebrne medale! Okazaliśmy gościnność, pozwalając zwyciężyć naszemu południowemu sąsiadowi. Pokazaliśmy również całemu goalballowemu światu, że już nie jesteśmy „chłopcami do bicia”, że należy się z nami liczyć.

Podczas ceremonii zamknięcia mistrzostw sportowcy z całej Europy przestali być rywalami, znów połączyli się w wielkiej sportowej rodzinie. Bez podziału na zwycięzców i przegranych. Przynajmniej na ostatnią noc tego niezwykłego święta goalballu, które po raz pierwszy w historii zawitało do Białegostoku, stali się braćmi.

W trakcie mistrzostw słyszeliśmy wiele ciepłych słów na temat organizacji i przebiegu zawodów. Chwalono pobyt w luksusowym hotelu „Gołębiewski”. Szkoda tylko, że zainteresowanie imprezą lokalnych mediów nie było duże. Nie wiadomo przecież, czy kiedykolwiek powtórzy się w Białymstoku tak duża impreza, podczas której można będzie zaprezentować mieszkańcom miasta wyjątkowy sport, jakim dla niewidomych i słabowidzących jest goalball.

Zaraz po zakończeniu mistrzostw rozpoczęły się przygotowania październikowego finału mistrzostw Polski, gdzie członkowie naszej kadry będą rywalizować w barwach swych drużyn klubowych. Zaraz potem ponownie staną się jedną drużyną, bowiem za rok czekają nas mistrzostwa Europy dywizji „B”. Mamy nadzieję, że kadra goalballistów nie spocznie na laurach i po dobrze przepracowanym roku powalczy o awans do dywizji „A”, czyli o przepustkę do mistrzostw świata i igrzysk paraolimpijskich.

Końcowa klasyfikacja mistrzostw

1. Czechy

2. Polska

3. Ukraina

4. Izrael

5. Holandia

6. Wielka Brytania

7. Chorwacja

8. Grecja

9. Rumunia

10. Mołdawia

11. Słowacja

12. Azerbejdżan

Skład reprezentacji Polski

Zawodnicy: Konrad Andrzejuk, Marek Mościcki, Daniel Henke, Paweł Brodowicz, Piotr Szymala, Marcin Gibuła

Trener: Robert Prażmo

Fizjoterapeuta: Marek Lubczyk

Konrad Andrzejuk

Na początek

 

biegi

 

Rośnie ămoda” na maraton

Od kilku lat rośnie w Polsce „moda” i „apetyt” na bieganie. W wielu naszych miastach przybywa jego miłośników. Ma to również swoje odzwierciedlenie w coraz większej liczbie zawodników chcących zmierzyć się z dystansem maratońskim – 42 km 195 metrów. Podobnie jest i w Poznaniu.

Maraton w stolicy Wielkopolski organizowany jest od roku 2000. Jego atuty: dogodna lokalizacja (dobry dojazd), sprzyjający termin, przychylność władz miasta i sponsorów, sprawiły, że już od pierwszej edycji można się było spodziewać, iż ta impreza na stałe wpisze się w terminarz biegów maratońskich w Polsce.

Każdego roku organizatorzy, dbając o samopoczucie zawodników i kibiców, starają się poprawiać jego jakość dosłownie w detalach. Również skutecznie zabiegają o przekaz medialny. Centrum tego maratonu znajduje się na tak zwanej „Malcie”, gdzie od lat organizuje się zawody wioślarskie, imprezy kulturalne i sportowe. To znakomite tereny do uprawiania sportu i rekreacji przez cały rok.

Co roku rośnie liczba startujących w poznańskim maratonie. W roku 2000 wystartowało 761 osób, 10 lat później już 3 873 osoby. W dniu zamknięcia zgłoszeń elektronicznych do tegorocznego biegu było zgłoszonych ponad 5900 osób!

To już 12. edycja maratonu w Poznaniu. I tym razem nie zabrakło w nim zawodników ze Stowarzyszenia „Cross”. Po raz trzeci w tym mieście rywalizowaliśmy o tytuły mistrzów Polski, podzieleni na dwie grupy: B1 – niewidomi i B2 – słabowidzący.

W tegorocznym maratonie na tej samej trasie zmieniono kierunek biegu zawodników. Zmienił się zatem profil trasy, czyli to, co było w ubiegłym roku z górki, teraz było podbiegiem. Wraz z pokonywanymi kilometrami, dwa takie podbiegi dadzą się mocno biegaczom we znaki. Do pokonania dwie pętle. Każda, wytyczona wzdłuż ulic miasta, ma prawie 21 kilometrów. Ostatnie kilkaset finiszowych metrów znajduje się już na terenie „Malty”.

Przyjechaliśmy w sobotę, 15 października. Zakwaterowano nas w domkach kampingowych na „Malcie”. Blisko miejsca startu i mety. To dla nas duże udogodnienie i oszczędność czasu. Start maratonu w niedzielę o godzinie 10.00. Po niezmiennym rytuale przedstartowym: wczesnym śniadaniu i krótkim spacerze, przygotowanie strojów startowych. Ze sporym zapasem czasu docieramy na miejsce depozytu z ubraniami i startu.

Pogoda w dniu biegu dopisała. Ranek chłodny, rześki, ale słoneczny i z lekkim wiatrem. Kilkutysięczny tłum gęstnieje z minuty na minutę. Wreszcie oficjalny komunikat spikera. Aż 4702 biegaczy z 34 państw za chwilę ruszy na trasę. Faworytami jak zwykle są zawodnicy z Kenii. Ale i pozostali z czołówki walczyć będą o zwycięstwo. Dodatkowym bodźcem są nagrody pieniężne i samochód osobowy za pokonanie trasy poniżej 2 godzin i pięciu minut.

U nas, w grupie B1, jest tylko dwóch zawodników niewidomych. Nie biegną: Rysiek Sawa, Jurek Płonka i Paweł Król. Jedno miejsce „na pudle„ pozostanie wolne. Natomiast grupa B2 jest bardzo liczna. Ponad 20 osób. Tutaj zdecydowanym faworytem jest Tomek Chmurzyński. Za nim powinien być Jacek Ziółkowski, Sławek Jeżowski, Krzysztof Badowski. Ale mogą być też niespodzianki. Wiadomo, że każdy powalczy o jak najwyższą lokatę w tych zawodach. Koleżanka Ola Karaś wyłapuje naszych zawodników na mecie.

Przebieg rywalizacji na tak długim dystansie zawsze jest trudny do przewidzenia. To przecież ponad czterdzieści dwa kilometry biegu! I wszystko może się zdarzyć! Najlepiej zobrazują to krótkie wypowiedzi niektórych naszych zawodników.

Tomasz Chmurzyński – mistrz Polski:

–  Od początku narzuciłem szybkie tempo biegu. Starałem się je utrzymać jak najdłużej. Czułem się dzisiaj dobrze. Z wyniku jestem bardzo zadowolony. Zaprocentowało moje wieloletnie doświadczenie i bardzo dobre przygotowanie do zamojskiej „setki”, którą przebiegłem na początku września.

Jacek Ziółkowski – wicemistrz:

–  Zakładałem dzisiaj, że pobiegnę poniżej 2 godz. 55 minut. Niestety, trochę zabrakło sił i moje tempo na drugiej pętli było wolniejsze niż na pierwszej. Bywa i tak! Ale z drugiego miejsca jestem zadowolony.

Mariusz Gołąbek – brązowy medalista:

–  Z nie wyleczoną kontuzją biegłem dzisiaj bardzo spokojnie. Zakładałem, że sporo kolegów będzie przede mną. Miejsce nie było istotne, tylko pokonanie bólu i dystansu. Na 39. kilometrze dobiegłem do Sławka Jeżowskiego. Zdążył powiedzieć, że ma poważne kłopoty z nogą. Na mecie okazało się, że jestem trzeci w B2.

Grzegorz Małowiecki : – Pierwszą pętlę pobiegłem za szybko i na drugiej musiałem zwolnić. Próbował mobilizować mnie Krzysiek Badowski, ale nie byłem w stanie utrzymać się za nim. Mimo to dzisiejszy wynik jest moją „życiówką”.

Tomek Lesik: – To mój 11. maraton w tym roku. Mimo tak wielu startów czułem, że dzisiaj mogę pobiec poniżej czterech godzin. Kolega, z którym biegłem, hamował mnie na pierwszej pętli. Na ostatnich kilometrach on osłabł i stąd kolejny wynik powyżej 4 godzin.

Warto dodać, że bardzo dobrze pobiegł swój pierwszy maraton Robert Gałczyński z Tarnowskich Gór. To nowy zawodnik z B2. Z czasem 3:20:05 zajął w tej grupie czwarte miejsce. Dobrze wypadł Michał Wolański z „Łuczniczki” Bydgoszcz i Marcin Grabiński z „Karolinki” Chorzów. Pozostali koledzy wypadli na miarę swoich możliwości. Wszystkim biegaczom należą się gratulacje za ukończenie poznańskiego maratonu.

Mistrzostwa Polski w maratonie

15-16.10.2011 r., Poznań

B1

1. Zbigniew Świerczyński „Warmia i Mazury” Olsztyn

2. Grzegorz Powałka „Syrenka” Warszawa

B2

1. Tomasz Chmurzyński „Łuczniczka” Bydgoszcz

2. Jacek Ziółkowski „Syrenka” Warszawa

3. Mariusz Gołąbek „Jantar” Gdańsk

Mariusz Gołąbek

Na początek

 

wiadomości

Szachy

XXVI Turniej Szachowy „O Puchar Grunwaldu”

24.09-4.10.2001 r. Dadaj

1. Piotr Dukaczewski („Syrenka” Warszawa) 8 p.

2. Rafał Gunajew („Syrenka” Warszawa)  7,5 p.

3. Adam Czajkowski („Syrenka” Warszawa) 5,5 p.

4. Dawid Falkowski („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza) 5,5 p.

5. Anna Stolarczyk(„Tęcza” Poznań) 5,5 p.

6. Jacek Stachańczyk            („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza) 5 p.

7. Piotr Renkowski („Warmia i Mazury” Olsztyn) 5 p.

8. Tadeusz Żółtek („Warmia i Mazury” Olsztyn) 5 p.

9. Marek Maćkowiak („Tęcza” Poznań) 5 p.

10. Ryszard Suder („Warmia i Mazury” Olsztyn) 5 p.

Warcaby

XII Turniej Warcabowy „O Puchar Podlasia”

18-23.09.2011 r., Augustów

1. Jan Sekuła („Cross Opole”) 15 p.

2. Viktar Chyzh (Białoruś) 15 p.

3. Remigius Bagdonas (Litwa) 13 p.

4. Justinas Kubilius (Litwa) 12 p.

5. Józef Tołwiński („Victoria” Białystok) 12 p.

6. Andrzej Gasiul (Giżycko) 12 p.

7. Maksymilian Karczewski( „Cross Opole”) 12 p.

8. Evgeniuch Baklaga            (Białoruś) 12 p.

9. Mikołaj Fiedoruk („Victoria” Białystok) 12 p.

10. Edmundas Marczulinas (Litwa)11 p.

Ogólnopolski Turniej Warcabowy „O Puchar Ziemi Przemyskiej”

2-8.10.2011 r., Klimkówka

1. Mirosław Grabski („Cross Opole”) 19 p.

2. Zenon Sitarz („Podkarpacie” Przemyśl) 17 p.

3. Andrzej Jagieła („Podkarpacie” Przemyśl) 16 p.

4. Barnard Olejnik („Warmia i Mazury” Olsztyn) 15 p.

5. Maria Gawaluch-Mazur („Podkarpacie” Przemyśl) 14 p.

6. Ryszard Walat („Podkarpacie” Przemyśl) 13 p.

7. Ewa Grabska („Cross Opole”) 13 p.

8. Dariusz Szafran („Zryw” Słupsk) 13 p.

9. Helena Poliniewicz („Podkarpacie” Przemyśl) 13 p.

10. Zygmunt Brzeszcz („Lajkonik” Kraków) 13 p.

Brydż

Ogólnopolski turniej w brydżu sportowym (impy)

5-8.2011 r., Augustów

1. Jerzy Czeszewski – Zygmunt Siluk („Warmia i Mazury” Olsztyn)

2. Jerzy Marszałkowski – Romuald Dąbrowski („Atut” Nysa)

3. Franciszek Delesiewicz – Czesław Wojciula („Victoria” Białystok)

4. Krystyna Franaszek – Adam Żukowski („Warmia i Mazury” Olsztyn)

5. Zbigniew Kozakiewicz – Zdzisław Ratajczak („Warmia i Mazury” Olsztyn)

6. Edward Stankiewicz – Zbigniew Wyziński („Syrenka” Warszawa)

7. Michał Czarski – Lucjan Fiuta („Hetman” Lublin)

8. Roman Walisiak – Andrzej Stelak („Syrenka” Warszawa)

9. Franciszek Mocarski – Jolanta Siwek („Victoria” Białystok)

10. Stanisława Szymańska – Halina Budziak („Podkarpacie” Przemyśl)

Najlepsi w poszczególnych sesjach

Sesja 1: Michał Czarski – Lucjan Fiuta

Sesja 2: Edward Stankiewicz – Zbigniew Wyziński

Sesja 3: Jerzy Czeszewski – Zygmunt Siluk

Sesja 4: Jerzy Marszałkowski – Romuald Dąbrowski

Kręgle

Ogólnopolski turniej w kręglach klasycznych „O Puchar Ziemi Łódzkiej”

6-9.10.2011 r., Tomaszów Mazowiecki

Kobiety

B1: 1. Agnieszka Kozłowska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 453 p., 2. Regina Szczypiorska („Morena” Iława) 451 p., 3. Mieczysława Stępniewska („Omega” Łódź) 429 p.

B2: 1. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 655 p., 2. Irena Zięba („Karolinka” Chorzów) 654 p., 3. Maria Kieloch („Morena” Iława) 624 p.

B3: 1. Elżbieta Kłos („KoMar” Piekary) 606, 2. Grażyna Burska („Omega” Łódź) 592 p., 3. Monika Grzybczyńska („Omega” Łódź) 587 p.

Mężczyźni

B1: 1. Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 442 p., 2. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 436 p., 3. Jan Zięba („Karolinka” Chorzów) 416 p.

B2: 1. Jan Smoła („Morena” Iława) 613 p., 2. Mieczysław Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 609 p., 3. Paweł Stefański („Tęcza” Poznań) 609 p.

B3: 1. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 698 p., 2. Daniel Jarząb („Tęcza” Poznań) 690 p., 3. Grzegorz Kanikuła („Hetman” Lublin) 683 p.

Bowling

IV Ogólnopolski Turniej w Bowlingu „Beskidy 2011”

29.09-2.10.2011 r., Bielsko-Biała

Kobiety

B1: 1. Karolina Rzepa („Łuczniczka” Bydgoszcz) 690 p., 2. Jolanta Nowacka („Syrenka” Warszawa) 617 p., 3. Mariola Maćkowiak („Łuczniczka” Bydgoszcz) 557 p.

B2: 1. Anna Kowal („Podkarpacie” Przemyśl) 868 p., 2. Janina Szymańska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 797 p., 3. Anna Bryda („Hetman” Lublin) 752 p.

B3: 1. Aneta Łukasik („Karolinka” Chorzów) 847 p., 2. Elżbieta Kaczor („Omega” Łódź) 829 p., 3. Jolanta Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 806 p.

Mężczyźni

B1: 1. Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 684 p., 2. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 684 p. 3. Leszek Domin („Podkarpacie” Przemyśl) 559 p.

B2: 1. Mariusz Kozyra („Hetman” Lublin) 968 p., 2. Jan Smoła („Morena” Iława) 954 p., 3. Edward Wójcik („Hetman” Lublin) 919 p.

B3: 1. Władysław Szymański („Omega” Łódź) 989 p., 2. Szymon Zygmond („Karolinka” Chorzów) 915 p., 3. Zdzisław Rydzyński („Omega” Łódź) 907 p.

Ogólnopolski Turniej w Bowlingu „O Puchar Podkarpacia”

23-25.09.2011 r., Rzeszów

Kobiety

B1: 1. Anna Maciąg („Hetman” Lublin) 474 p., 2. Salomea Walkowiak („Pogórze” Tarnów) 408 p.

B2: 1. Danuta Odulińska („Morena” Iława) 932 p., 2. Dorota Kurek („Ikar” Lublin) 928 p., 3. Anna Kowal („Podkarpacie” Przemyśl) 814 p.

B3: 1. Jolanta Krok-Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 872 p., 2. Łucja Grochowska („Jutrzenka” Częstochowa) 866 p., 3. Aneta Łukasik („Karolinka” Chorzów) 800 p.

Mężczyźni

B1: 1. Zdzisław Koziej („Hetman” Lublin) 895 p., 2. Tomasz Borkowski („Ikar” Lublin) 683 p., 3. Lesław Domin („Podkarpacie” Przemyśl) 615 p.

B2: 1. Janusz Jeleń („Morena” Iława) 909 p., 2. Mieczysław Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 902 p., 3. Paweł Wojciechowski („Hetman” Lublin) 865 p.

B3: 1. Witold Gurak („Podkarpacie” Przemyśl) 913 p., 2. Grzegorz Kanikuła („Hetman” Lublin) 886 p., 3. Władysław Szymański („Omega” Łódź) 886 p.

Strzelectwo

Półfinał mistrzostw Polski w strzelectwie laserowym (strefa A)

12-14.10.2011 r., Przemyśl

Kobiety

Pistolet

1. Magdalena Dudowicz (Kielce) 296,5 p., 2. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 291,0 p., 3. Magda Szydłowska („Podkarpacie” Przemyśl) 284,2 p.

Karabin

1. Magdalena Dudowicz (Kielce) 294,3 p., 2. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 276,7 p., 3. Krystyna Myśliwiec („Podkarpacie” Przemyśl) 229,4 p.

Finalistki mistrzostw Polski

1. Magdalena Dudowicz (Kielce), 2. Anna Barwińska („Omega” Łódź), 3. Elżbieta Jagieła („Podkarpacie” Przemyśl), 4. Magda Szydłowska („Podkarpacie” Przemyśl),
5. Marta Jarosz („Podkarpacie” Przemyśl), 6. Beata Chraścina („Hetman” Lublin),
7. Krystyna Myśliwiec („Podkarpacie” Przemyśl), 8. Małgorzata Musiałek („Podkarpacie” Przemyśl), 9. Marta Ciupińska („Sudety” Kłodzko)

Mężczyźni

Pistolet

1. Adam Kielar („Podkarpacie” Przemyśl) 278,6 p., 2. Marian Inglot („Podkarpacie” Przemyśl) 273,0 p., 3. Jerzy Sypień („Podkarpacie” Przemyśl) 271,3 p.

Karabin

1. Jerzy Załomski („Pionek” Bielsko-Biała) 309,4 p., 2. Jerzy Sypień („Podkarpacie” Przemyśl) 305,4 p., 3. Marian Inglot („Podkarpacie” Przemyśl) 296,4 p.

Finaliści mistrzostw Polski

1. Jerzy Sypień („Podkarpacie” Przemyśl), 2. Adam Kielar („Podkarpacie” Przemyśl), 3. Marian Inglot („Podkarpacie” Przemyśl), 4. Krzysztof Paszyna („Podkarpacie” Przemyśl), 5. Eugeniusz Łusiak (Hetman” Lublin), 6. Jerzy Załomski („Pionek” Bielsko-Biała), 7. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin), 8. Józef Krupski („Omega” Łódź), 9. Krzysztof Janas („Sudety” Kłodzko), 10. Zdzisław Rydzyński („Omega” Łódź)

Półfinał mistrzostw Polski w strzelectwie laserowym (strefa B)

14-16.10.2011 r., Iława

Kobiety

Pistolet

1. Janina Szymańska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 272,2 p., 2. Krystyna Has („Morena” Iława) 257,1 p., 3. Bożena Kruk („Warmia i Mazury” Olsztyn) 232,8 p.

Karabin

1. Bożena Kruk („Warmia i Mazury” Olsztyn) 293,8 p., 2. Janina Szymańska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 290,8 p., 3. Krystyna Has („Morena” Iława) 275,4 p.

Finalistki mistrzostw Polski

1. Bożena Kruk („Warmia i Mazury” Olsztyn), 2. Janina Szymańska („Warmia i Mazury” Olsztyn), 3. Krystyna Has („Morena” Iława), 4. Regina Szczypiorska („Morena” Iława),
5. Alicja Pogorzelska („Victoria” Białystok), 6. Bożena Rudko („Morena” Iława), 7. Jolanta Szapańska („Łuczniczka” Bydgoszcz), 8. Jolanta Tkaczyk („Morena” Iława), 9. Aleksandra Jakubowska („Zryw” Słupsk), 10. Marianna Dorociak („Morena” Iława)

Mężczyźni

Pistolet

1. Krzysztof Ruszkiewicz („Zryw” Słupsk) 305,4 p., 2. Radosław Czerniakiewicz („Łuczniczka” Bydgoszcz) 304,8 p., 3. Roman Jagodziński („Morena” Iława) 300,8 p.

Karabin

1. Arkadiusz Gęstwiński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 262,3 p., 2. Rafał Chaberski („Warmia i Mazury” Olsztyn) 246,9 p., 3. Krzysztof Ruszkiewicz („Zryw” Słupsk) 246,9 p.

Finaliści mistrzostw Polski

1. Krzysztof Ruszkiewicz („Zryw” Słupsk) 2. Radosław Czerniakiewicz („Łuczniczka” Bydgoszcz), 3. Roman Jagodziński („Morena” Iława), 4. Piotr Miś („Warmia i Mazury” Olsztyn), 5. Benedykt Kubicki („Warmia i Mazury” Olsztyn), 6. Arkadiusz Gęstwiński („Łuczniczka” Bydgoszcz), 7. Rafał Chaberski („Warmia i Mazury” Olsztyn), 8. Mieczysław Klimczak („Tęcza” Poznań), 9. Łukasz Klimowicz („Morena” Iława), 10. Eugeniusz Barszczewski („Morena” Iława).

Na początek

 

turystyka

 

Konkurs Fundacji „Keja”

Podróże kształcą, czynią życie ciekawszym i radośniejszym. Duże i małe uczą pokonywać własne słabości, walczyć z przeszkodami, ale także zachwycać się światem, cieszyć z kontaktu z innymi. I marzyć, aby zobaczyć więcej, dotrzeć jak najdalej.

Jednocześnie każda wyprawa, każdy nowy kawałek świata, który zwiedzamy, otwiera nas na inność, odmienność – na inną kulturę, zwyczaje, życie. Podróżując, wzbogacamy swój świat, ale również jesteśmy bogactwem dla świata. Także my, dotknięci niepełnosprawnością. Bo ona nie oznacza, iż trzeba spędzać czas w czterech ścianach, i że nie można realizować własnych pasji i marzeń. Jest to na pewno trudniejsze, ale da się. Mówiąc „podróż”, nie zawsze mamy na myśli wyprawy na koniec świata, ale także gdzieś bliżej, tam, gdzie inaczej, gdzie się jeszcze nigdy nie było, gdzie można coś nowego zobaczyć, posmakować, dotknąć, kogoś poznać. A jednocześnie zregenerować siły fizyczne i psychiczne.

Mimo że turystyka nie jest może najważniejsza i niezbędna w naszej egzystencji, dla człowieka XXI wieku stanowi ważny wskaźnik poziomu i jakości życia. Dla wielu osób, również niepełnosprawnych, jest życiową pasją i intelektualną przygodą. Nic bowiem nie stoi na przeszkodzie, by w niej uczestniczyć nawet w przypadku utraty czy zaburzenia jednego ze zmysłów.

Mimo różnorodnych działań podejmowanych przez liczne instytucje i organizacje, uczestnictwo niepełnosprawnych w turystyce jest nadal bardzo znikome. Jest to uwarunkowane istnieniem wciąż dużej liczby barier: architektonicznych, organizacyjnych, finansowych, ale też psychologicznych i społecznych. Dodatkowe ograniczenia to również brak wiarygodnej, kompleksowej informacji o dostępności infrastruktury turystycznej, także nikłe przygotowanie samej branży turystycznej do obsługi gości o specyficznych potrzebach (brak specjalistycznych map i przewodników, brak wykwalifikowanego personelu, niewielka liczba ofert touroperatorów itd.). I choć coraz częściej mówi się o osobach niepełnosprawnych jako o pełnoprawnych konsumentach dóbr turystycznych, to szeroki udział w podróżowaniu turystów z różnymi dysfunkcjami nadal pozostaje bardziej w sferze życzeń niż realnej rzeczywistości.

Fundacja „Keja”, szerząc wiedzę na temat możliwości mądrego, radosnego i pełnego życia osób niepełnosprawnych, pokazuje, ile mogą oni dokonać w turystyce. „Turystyka dla wszystkich” stało się hasłem fundacji. Aby nie pozostawało jedynie szczytną deklaracją, „Keja” podejmuje konkretne działania w celu jak najpełniejszego udostępnienia przestrzeni turystycznej osobom niepełnosprawnym. Uważamy, że niezbędne są: dalsze znoszenie barier środowiskowych, projektowanie przestrzeni przyjaznych dla wszystkich, edukacja kadr turystycznych. Ale też nie bez znaczenia jest zachęcanie samych niepełnosprawnych do aktywnych form wypoczynku i rekreacji.

II Ogólnopolski Konkurs Literacki „Podróże bez granic – z przeszkodami, bez przeszkód”, ” jest zaproszeniem kierowanym do osób niepełnosprawnych, w celu prezentowania i opisywania ciekawych miejsc w przestrzeni turystycznej dostępnych dla osób niepełnosprawnych.

Konkurs adresowany jest do wszystkich osób z dysfunkcjami bez względu na wiek, które legitymują się stopniem niepełnosprawności.

Warunkiem uczestnictwa jest przesłanie pocztą elektroniczną prac na temat: „Podróże bez granic – z przeszkodami, bez przeszkód”. Prace w formie elektronicznej należy przesyłać najpóźniej do dnia 30 listopada 2011 roku pod adresem poczty elektronicznej: konkursy@fundacjakeja.org.pl. W temacie wiadomości należy wpisać: Konkurs literacki „Podróże bez granic – z przeszkodami, bez przeszkód”.

W pracach należy opisać swoje podróże, te bliskie i te dalekie. Mogą mieć formę relacji, sprawozdania, felietonu, zawierać opisy miejsc o walorach turystycznych dostępnych dla osób niepełnosprawnych. Ale mogą także mieć charakter oceny konkretnych przestrzeni turystycznych (obiektów hotelowych i gastronomicznych, muzeów, kin, skansenów, baz uzdrowiskowych, biur podróży, środków transportu, szlaków wodnych i górskich, obiektów kinowych i teatralnych, portów lotniczych, baz promowych, dworców, komunikacji zbiorowej, parków krajobrazowych, obiektów sportowych).

Organizator przewiduje wyłonienie spośród autorów nadesłanych prac trzech laureatów, którzy otrzymają wartościowe nagrody: I miejsce – notebook, II miejsce – notebook, III miejsce – urządzenie wielofunkcyjne. Autorzy 20 wyróżnionych prac dostaną upominki w postaci daszków z logo Podróży Bez Granic. Najlepsze prace zostaną opublikowane na stronie www.podrozebezgranic.pl Rozstrzygnięcie konkursu odbędzie się 15 grudnia 2011 r.

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału w konkursie. Szczegółowe informacje o konkursie, regulamin, zasady oraz dokumenty do pobrania dostępne są na witrynie internetowej organizatora pod adresem
www.fundacjakeja.org.pl

Na początek

 

historia

 

20-lecie Stowarzyszenia „Cross”

Takie były początki

Po II wojnie światowej pierwsze kroki zmierzające do popularyzacji oraz rozwoju sportu i turystyki w środowisku osób niewidomych i słabowidzących podjął Polski Związek Niewidomych. W latach sześćdziesiątych zamierzenia te wsparło, powstałe w 1952 r., Zrzeszenie Sportowe „Start”, prowadzące działalność w zakresie sportu i masowej kultury fizycznej na rzecz pracowników spółdzielni pracy oraz ich rodzin.

Na mocy porozumienia z roku 1961 ze Związkiem Spółdzielni Inwalidów, „Start” rozszerzył swoją działalność na całe środowisko osób niepełnosprawnych. Przy spółdzielniach oraz w poszczególnych województwach, w których miały siedziby okręgi PZN, powołano koła sportowe – Międzyspółdzielniane Ogniska Kultury Fizycznej Inwalidów „Start”. W następstwie przeprowadzonych zmian w podziale administracyjnym kraju i strukturze organizacyjnej spółdzielczości pracy, ZS „Start” przyjęło nazwę: Zrzeszenie Sportowe Spółdzielczości Pracy „Start”. W roku 1989, w wyniku dalszych przekształceń organizacyjnych, zasad finansowania oraz likwidacji patronów zrzeszenia (Centralnego Związku Spółdzielczości Pracy, Centralnego Związku Spółdzielczości Inwalidów, Centralnego Związku Spółdzielczości Niewidomych) „Start” ukierunkowany został wyłącznie na organizowanie i rozwijanie sportu osób niepełnosprawnych, zmieniając nazwę na Spółdzielcze Zrzeszenie Sportowe „Start” (w jego miejsce, w latach dziewięćdziesiątych, powołano Polski Związek Sportowy Niepełnosprawnych „Start”).

Przyszedł też czas na zmiany w sporcie niewidomych i słabowidzących. Dotychczasowa współpraca PZN i „Startu” nie przynosiła zadowalających rezultatów. W latach siedemdziesiątych Związek zaczął się powoli z niej wycofywać. Najpierw udało się przejąć tylko szachy i turystykę. W połowie lat osiemdziesiątych niewidomi sportowcy zaczęli wywierać nacisk na władze PZN, aby ten całkowicie przejął działalność sportową środowiska osób z dysfunkcją wzroku i nadał jej odpowiedni kształt organizacyjny.

W toku długotrwałej dyskusji i tworzenia różnorodnych koncepcji zapadła decyzja o powołaniu ogólnopolskiego stowarzyszenia sportowego osób niewidomych i słabowidzących. Pod koniec 1989 roku 25-osobowa grupa inicjatywna (grupa członków-założycieli) zajęła się tworzeniem nowej organizacji. W skład grupy weszli:

1. Zbigniew Bomba                      Szczecin

2. Edward Gastoł                          Kraków

3. Henryk Groszkowski                Warszawa

4. Ryszard Guzowski                   Bierutów

5. Antoni Chrobak                        Nowy Sącz

6. Zbyszko Engel                          Poznań

7. Andrzej Michalik                       Chorzów

8. Jadwiga Henselek                   Bydgoszcz

9. Cecylia Hlebowicz                   Białystok

10. Wiesław Miech                       Warszawa

11. Czesław Kryjom                      Poznań

12. Piotr Dukaczewski                 Warszawa

13. Tadeusz Milewski                   Olsztyn

14. Antoni Szczuciński                Bielsko-Biała

15. Krystyna Perszewska            Gdańsk

16. Stefan Harasimiuk                 Gdańsk

17. Janusz Polkowski                  Szczecin

18. Robert Kaczyński                   Warszawa

19. Iwona Peryt                             Warszawa

20. Jan Brzegowski                      Warszawa

21. Jan Gajowiec                          Gdynia

22. Antoni Heinz                           Bierutów

23. Kazimierz Curyło                    Tarnów

24. Piotr Foltak                              Tarnów

25. Stanisław Kotowski               Warszawa

W okresie od czerwca 1990 r. do grudnia 1991 r. członkowie-założyciele odbyli trzy spotkania. Na pierwszym, 21 czerwca 1990 roku, podjęto uchwałę o powołaniu Stowarzyszenia Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących. Wybrano także jego komitet założycielski, w składzie:

1. Tadeusz Milewski    przewodniczący

2. Antoni Szczuciński wiceprzewodniczący

3. Andrzej Michalik      sekretarz

4. Zbigniew Bomba     członek

5. Henryk Groszkowski członek

Na kolejnym spotkaniu, 31 lipca 1990 r., zatwierdzono statut Stowarzyszenia i komitet założycielski podjął kroki zmierzające do zarejestrowania nowo powstałej organizacji. Nastąpiło to w dniu 11 czerwca 1991 r. Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących zostało wpisane do rejestru stowarzyszeń VII Wydziału Cywilnego Sądu Wojewódzkiego w Warszawie pod numerem RSt 1028, a kilka lat później, w roku 1993, do rejestru stowarzyszeń kultury fizycznej i ich związków Urzędu Kultury Fizycznej i Turystyki.

Ostatni raz grupa inicjatywna spotkała się, po ponad rocznej przerwie, 26 października 1991 r. Podjęto wówczas decyzję o zwołaniu w Warszawie, na dzień 7 grudnia 1991 r., I Krajowego Sejmiku Stowarzyszenia oraz przyjęto zasady uczestnictwa w nim. Uprawnieni do udziału w pierwszym sejmiku, z głosem decydującym, zostali członkowi grupy inicjatywnej (25 osób) oraz przedstawiciele okręgów Polskiego Związku Niewidomych – po jednej osobie z każdej dyscypliny sportu lub turystyki, pod warunkiem nadesłania do 10 listopada 1991 r. do biura Stowarzyszenia wypełnionych deklaracji członkowskich.

I Krajowy Sejmik Stowarzyszenia wybrał jego władze: 15-osobową radę krajową, 5-osobową komisję rewizyjną i 9-osobowy sąd koleżeński. Określił też priorytety działania organizacji na najbliższe lata.

Na pierwszym posiedzeniu rady krajowej wybrano jej prezydium. Pierwszym prezesem Stowarzyszenia został Tadeusz Milewski, wiceprezesami – Stanisław Kotowski i Henryk Groszkowski, sekretarzem generalnym – Teresa Dębowska, skarbnikiem – Jolanta Polkowska, członkami – Stanisław Piasek i Stanisław Staroń.

Do pomocy grupie inicjatywnej i komitetowi założycielskiemu w pracach związanych z tworzeniem Stowarzyszenia i przygotowaniem I Sejmiku PZN oddelegował swego pracownika – Iwonę Peryt. Ona też została pierwszym pracownikiem biura Stowarzyszenia, które najpierw miało swą siedzibę w gmachu PZN przy ul. Konwiktorskiej 9 w Warszawie, by kilka miesięcy później przenieść się na Jasną 22. Po 10 latach biuro ponownie powróciło na Konwiktorską, gdzie mieści się do dnia dzisiejszego.

Celem działania Stowarzyszenia u jego początków było organizowanie i rozwijanie wszelkich form sportu, kultury fizycznej i turystyki wśród niewidomej i słabowidzącej młodzieży, aktywnych zawodowo dorosłych, a także wśród osób starszych. Początki nie były łatwe. Wszystko trzeba było tworzyć od podstaw, a przede wszystkim borykać się z trudnościami finansowymi. Ale udało się, Stowarzyszenie istnieje i ma się dobrze. W tym roku mija 20 lat od jego powstania.

 Na początek

 

Prezesi Stowarzyszenia „Cross”

Pionier i współzałożyciel

Tadeusz Milewski (ur. 1938 r.) to współzałożyciel i pierwszy prezes Stowarzyszenia „Cross”. Kierując nim przez dwie kadencje, zbudował mocny fundament sportowej organizacji, zrzeszającej osoby niewidome i słabowidzące. W 1962 r. ukończył Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie, a następnie Podyplomowe Studium Tyflopedagogiczne na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

Jest człowiekiem sportu. Przed utratą wzroku czynnie uprawiał lekkoatletykę, osiągając znakomite rezultaty w biegach średnich (1500 m). Od 1972 r,. kiedy po wypadku samochodowym zaczął mieć kłopoty ze wzrokiem, kontynuował karierę sportową, ale już w środowisku osób niepełnosprawnych. W 1976 r. reprezentował Polskę na paraolimpiadzie w Toronto, przywożąc stamtąd brązowy medal w rzucie dyskiem.

– Ten medal – wspomina – podbudował moje przeświadczenie, że inwalidztwo nie eliminuje człowieka z uprawiania sportu, jest dla osoby z pewnymi ograniczeniami doskonałą formą rehabilitacji fizycznej i psychicznej.

Własne doświadczenia życiowe i sportowe dały asumpt do marzeń o stworzeniu przy boku PZN instytucji promującej i fachowo organizującej zajęcia sportowe i turystykę dla ludzi z dysfunkcją wzroku. Z grupą podobnie myślących osób, którzy postawili sobie za cel rozwój sportu w środowisku, budował Stowarzyszenie dosłownie od zera. – Nie mieliśmy ani siedziby, ani pracowników – wspomina. – Najpierw były zatem turnusy rehabilitacyjne, bo tylko na ten cel mógł refundować środki PFRON. Z wielką pomocą przyszedł dyrektor Zakładu Nagrań i Wydawnictw PZN Jan Rodański, pożyczając pieniądze na rozwijanie naszej działalności. Z czasem zaczęliśmy przekształcać turnusy rehabilitacyjne w obozy sportowe i turystyczne, dokonując odpowiednich selekcji zarówno wśród ich uczestników, jak i kadry trenerskiej, powoływać kluby sportowe i turystyczne, by największa robota odbywała się w terenie. Bardzo trudny był ów początek. Zaczęliśmy od szachów, turystyki pieszej, wodnej, górskiej i sportu tandemowego. Ale przybywało członków i sympatyków. Pojawiły się marzenia o nowych dyscyplinach. A także pierwsze sukcesy. Takim sukcesem i miarą sprawności Stowarzyszenia był II Puchar Świata Niewidomych w Szachach, zorganizowany w 1994 r. w ośrodku PZN „Kos” w Ustroniu Zawodziu. Impreza przyniosła nam uznanie międzynarodowej społeczności niewidomych szachistów. Nie bez kozery więc decyzją IBCA przyznano Polsce funkcję organizatora dwóch kolejnych prestiżowych imprez szachowych: indywidualnych mistrzostw Europy, które rozegrano w lipcu 1999 r. w Krynicy, i olimpiady szachowej w Zakopanem, która odbyła się w 2000 r., już za kadencji nowych władz Stowarzyszenia. Za nasz niewątpliwy sukces należy uznać również powołanie w 1995 r. miesięcznika „Cross”.

    Tadeusz Milewski to społecznik z powołania. Członek wielu organizacji pozarządowych, m.in. Krajowej Rady Osób Niepełnosprawnych. Od 37 lat dyrektor Warmińsko-Mazurskiego Okręgu PZN. Za działalność społeczną otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.

Kontynuator

Piotr Dukaczewski (ur.1965 r.) objął funkcję prezesa Stowarzyszenia „Cross” pod koniec roku 1999, po zmianie dotychczasowych władz, z Tadeuszem Milewskim na czele. Jest absolwentem Wydziału Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego. Do pracy w „Crossie” przeszedł bezpośrednio z redakcji anglojęzycznego tygodnika „The Warsaw Voice”. Lubił to zajęcie, ale, jak twierdzi, nie ono było jego pasją.

Pasją były szachy. Miał 7 lat, kiedy pierwszy raz zasiadł przy szachownicy, im zawsze poświęcał najwięcej czasu. Choć uprawia również inne dyscypliny sportu (taniec, narciarstwo, windsurfing), w królewskiej grze osiąga największe sukcesy krajowe i międzynarodowe.

Obecnie jest najbardziej utytułowanym polskim zawodnikiem. Dwukrotnie był wicemistrzem świata juniorów – w roku 1985 i 1986. Na swoim koncie ma czterokrotny tytuł wicemistrza świata (ZSRR 1986, Hiszpania 2000, Hiszpania 2004, Serbia 2010). Siedmiokrotnie reprezentował Polskę na olimpiadach szachowych niewidomych i Pucharach Świata, zdobywając medale za zwycięstwa drużynowe i indywidualne (4 złote). Od roku 1994 grał także w męskiej reprezentacji IBCA prawie na wszystkich olimpiadach szachowych FIDE.

Imponująca jest lista jego sukcesów krajowych – 10 tytułów mistrza Polski i kilka wicemistrzowskich. Ma tytuł mistrza międzynarodowego. Ostatni tryumf to zdobycie tytułu szachowego mistrza Europy na tegorocznych mistrzostwach Starego Kontynentu w Grecji.

Stowarzyszeniem „Cross” kieruje z dużą
odwagą, wyobraźnią i pomysłowością. Pod jego prezesurą zwielokrotniła się liczba członków, powstały nowe kluby, powołano do życia nowe dyscypliny sportu. Organizacja poszerzyła swoje cele statutowe – obok sportu i turystyki, dziś realizuje cele szeroko rozumianej rehabilitacji i edukacyjne. Rozwija się współpraca z innymi stowarzyszeniami – krajowymi i zagranicznymi. Prezes jest członkiem Komisji do spraw Osób Niepełnosprawnych przy ministrze sportu i członkiem zarządu Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego.

Na początek

 

 

Władze Stowarzyszenia „Cross” w latach 1991 - 2011

I Krajowy Sejmik

7.12.1991 r., Warszawa

Rada Krajowa

Prezydium Rady

1. Tadeusz Milewski (Olsztyn) prezes

2. Stanisław Kotowski (Warszawa) wiceprezes

3. Henryk Groszkowski (Warszawa) wiceprezes

4. Teresa Dębowska (Warszawa) sekretarz generalny

5. Jolanta Polkowska (Warszawa) skarbnik

6. Stanisław Piasek (Iława) członek

7. Stanisław Staroń (Jaworzno) członek

Członkowie Rady

8. Roman Walisiak (Łódź)

9. Zbigniew Bomba (Szczecin)

10. Piotr Łożyński (Olsztyn)

11. Piotr Dukaczewski (Warszawa)

12. Józefa Spychała (Poznań)

13. Jerzy Brycki (Kraków)

14. Jadwiga Henselek (Bydgoszcz)

15. Wacław Morgiewicz (Białystok)

 

II Krajowy Sejmik

2.12.1995 r., Olsztyn

Rada Krajowa

Prezydium Rady

1.Tadeusz Milewski (Olsztyn) prezes

2. Teresa Dębowska (Warszawa) wiceprezes

3. Jan Remplewicz (Bydgoszcz) wiceprezes

4. Wacław Morgiewicz (Białystok) sekretarz generalny

5. Zbigniew Bomba (Szczecin) członek

6. Jan Nafalski (Częstochowa) członek

7. Józefa Spychała (Poznań) członek

Członkowie Rady

8. Jerzy Brycki (Kraków)

9. Stanisław Kotowski (Warszawa)

10. Piotr Łożyński (Olsztyn)

11. Jerzy Pudełko (Bielsko-Biała)

12. Andrzej Sargalski (Bydgoszcz)

13. Antoni Szczuciński (Bielsko-Biała)

14. Stefan Tuszer (Elbląg)

15. Janusz Wójcik (Kielce)

 

III Krajowy Sejmik

11.12.1999 r., Ustronie Morskie

Rada Krajowa

Prezydium Rady

1. Piotr Dukaczewski (Warszawa) prezes

2. Teresa Dębowska (Warszawa) wiceprezes

3. Andrzej Góźdź (Lublin) wiceprezes

4. Jerzy Gorczyński (Opole) sekretarz generalny

5. Waldemar Jopkiewicz (Kielce) członek

6. Jan Nafalski (Częstochowa) członek

7. Jerzy Skrętkowicz (Dąbrowa Górnicza) członek

Członkowie Rady

8. Piotr Łożyński (Olsztyn)

9. Jerzy Brycki (Kraków)

10. Tadeusz Milewski (Olsztyn)

11. Józefa Spychała (Poznań)

12. Andrzej Sargalski (Bydgoszcz)

13. Roman Kulik (Gdańsk)

14. Antoni Szczuciński (Bielsko-Biała)

15. Jadwiga Henselek (Bydgoszcz)

 

IV Krajowy Sejmik

6-7.12.2003 r., Dźwirzyno

Rada Krajowa

Prezydium Rady

1. Piotr Dukaczewski (Warszawa) prezes

2. Jerzy Gorczyński (Opole) wiceprezes

3. Piotr Łożyński (Olsztyn) wiceprezes

4. Józefa Spychała (Poznań) sekretarz generalny

5. Andrzej Sargalski (Bydgoszcz) członek

6. Zbigniew Prokopiuk (Lublin) członek

7. Jan Nafalski (Częstochowa) członek

Członkowie Rady

8. Wacław Morgiewicz (Białystok)

9. Antoni Szczuciński (Bielsko-Biała)

10. Lubomir Prask (Wrocław)

11. Jerzy Hanus (Kielce)

12. Józef Plichta (Kłodzko)

13. Jadwiga Henselek (Bydgoszcz)

14. Roman Kulik (Gdańsk)

15. Sławomir Jeżowski (Warszawa)

16. Bernard Olejnik (Bydgoszcz)

17. Teresa Dębowska (Warszawa)

18. Stanisław Sęk (Przemyśl)

19. Czesława Konieczna (Chorzów)

 

V Krajowy Sejmik

30.11-1.12.2007 r., Warszawa

Rada Krajowa

Prezydium Rady

1. Piotr Dukaczewski (Warszawa) prezes

2. Andrzej Sargalski (Bydgoszcz) wiceprezes

3. Józefa Spychała (Poznań) wiceprezes

4. Jan Nafalski (Częstochowa) sekretarz generalny

5. Jerzy Hanus (Kielce) członek

6. Włodzimierz Sajdych (Łódź) członek

7. Zbigniew Prokopiuk (Lublin) członek

Członkowie Rady

8. Michał Czarski (Lublin)

9. Teresa Dębowska (Warszawa)

10. Czesława Konieczna (Chorzów)

11. Piotr Łożyński (Olsztyn)

12. Zdzisław Mądry (Częstochowa)

13. Wacław Morgiewicz (Białystok)

14. Stanisław Sęk (Przemyśl)

15. Antoni Szczuciński (Bielsko-Biała)

Na początek

 

Sport w Stowarzyszeniu „Cross”

Rozpoczynając swoją działalność w roku 1992, Stowarzyszenie „Cross” przejęło od Polskiego Związku Niewidomych organizowanie i popularyzowanie sportu szachowego i turystyki w środowisku niewidomych i słabowidzących. Reszta dyscyplin sportowych, uprawianych wówczas przez osoby z dysfunkcją wzroku, pozostała w gestii ZSSP „Start”.

Obecnie, po 20 latach intensywnej pracy, w 38 klubach Stowarzyszenia działają sekcje sportowe w następujących dyscyplinach:

biegi długodystansowe

bowling

brydż

kajakarstwo

kręgle

kolarstwo tandemowe

narciarstwo

piłka halowa

pływanie

showdown

strzelectwo

szachy

taniec

warcaby

wioślarstwo

źeglarstwo

Dotychczas najwięcej sukcesów na arenie międzynarodowej odnotowali sportowcy uprawiający szachy, kolarstwo tandemowe i kręgle.

Szachy

Osiągnięcia drużynowe

Olimpiady szachowe: 3 medale – 1 złoty (Hiszpania 2004), 1 srebrny (Polska 2000), 1 brązowy (Hiszpania 1985).

Puchary świata: 5 medali – 2 złote (Niemcy 2001, Grecja 2005), 2 srebrne (Hiszpania 1990, Rumunia 2010), 1 brązowy (Hiszpania 1998).

Osiągnięcia indywidualne

Mistrzostwa świata – 6 medali: 4 srebrne (ZSRR 1996, Hiszpania 2000, Hiszpania 2004, Serbia 2010), 2 brązowe (Hiszpania 1995, Hiszpania 2000).

Mistrzostwa świata kobiet – 8 medali:
1 złoty (Niemcy 1986), 4 srebrne (Niemcy 1986, Polska 1989, Hiszpania 1997, Polska 2009), 3 brązowe (Hiszpania 1993, Hiszpania 2001, Grecja 2005)

Mistrzostw świata juniorów – 5 medali: 2 srebrne (Szwecja 1985 i 1986), 3 brązowe (Szwecja 1988, Belgia 1999, Hiszpania 2003).

Mistrzostwa Europy – 2 złote medale (Polska 1999, Grecja 2011).

Najbardziej utytułowani zawodnicy

Piotr Dukaczewski – 7 medali: 1 złoty, 6 srebrnych.

Teresa Dębowska – 4 medale: 1 złoty,
2 srebrne, 1 brązowy.

Anna Stolarczyk – 5 medali: 1 srebrny,
4 brązowe.

Kolarstwo tandemowe

Igrzyska paraolimpijskie Pekin 2008

złoty medal: Andrzej Zając – Dariusz Flak.

Mistrzostwa świata – 6 medali: 3 złote, 1 srebrny, 2 brązowe

Szwajcaria 2006: złoty medal: Krzysztof Kosikowski – Artur Korc

Francja 2007: złoty medal: Krzysztof Kosikowski – Artur Korc  

Francja 2009: złoty medal: Przemysław Wegner – Arkadiusz Garczarek 

brązowy medal: Krzysztof Kosikowski – Artur Korc

Kanada 2010: brązowy medal: Krzysztof Kosikowski – Artur Korc 

Dania 2011: srebrny medal: Krzysztof Kosikowski – Artur Korc.

Mistrzostwa Europy
Holandia 2005: złoty medal: Krzysztof Kosikowski – Artur Korc. 

Mistrzostwa Ameryki Południowej 
Kolumbia 2007: srebrny medal: Piotr Łożyński – Piotr Czopek 

brązowy medal: Andrzej Zając – Dariusz Flak.

Kręgle

Mistrzostwa świata
Bośnia i Hercegowina 2011: srebrny medal: Jan Zięba 

4 medale brązowe: Irena Zięba, Zdzisław Koziej, Mieczysław Kontrymowicz i drużyna męska.

Mistrzostwa Europy – 12 medali: 5 złotych, 1 srebrny, 6 brązowych

Węgry 2008: złoty medal – Anna Barwińska 

srebrny medal – Jan Zięba

2 brązowe medale – Zdzisław Koziej i drużyna kobieca.

Polska 2009: 2 złote medale – Anna Barwińska i Jan Zięba 

2 brązowe medale – drużyna kobieca i męska.

Słowacja 201:0 2 złote medale – Jan Zięba i Władysław Wakuliński 

2 brązowe medale – Mieczysława Stępniewska i Zdzisław Koziej.

Międzynarodowe Imprezy sportowe zorganizowane przez Stowarzyszenie „Cross”

w latach 1991-2011

Szachy

? II Puchar Świata Niewidomych w Szachach
Ustroń, 30.04-13.05.1994 r.

? II Mistrzostwa Europy Niewidomych w Szachach
Krynica, 4-14.07.1999 r.

? XI Olimpiada Szachowa Niewidomych
Zakopane, 28.08-8.09.2000 r.

? VII Mistrzostwa Świata Niewidomych Kobiet w Szachach
Wągrowiec, 17-28.08.2009 r.

Kręgle

? VI Mistrzostwa Europy Niewidomych i Słabowidzących w Kręglach Klasycznych
Tomaszów Mazowiecki, 27.05-3.06.2003 r.

? XI Mistrzostwa Europy Niewidomych i Słabowidzących w Kręglach Klasycznych
Tomaszów Mazowiecki, 1-7.06.2009 r.

Lekka atletyka

? Międzynarodowy mityng lekkoatletyczny
Warszawa, lipiec 1993 r.

Na początek

 

zdrowie

 

Stary, ale jary

Jesień jako pora roku kojarzy się nam nieodmiennie z jesienią życia. Obojętny lub niechętny stosunek do starości przejawia, według badań, aż 70 procent Polaków. Znaczy to, że młodzi nie zaprzątają sobie nią głowy, a starsi z rezygnacją przyjmują dyskomfort wieku podeszłego, zgodnie z maksymą: „starość – nie radość”. 

Tymczasem możemy się znacznie wcześniej do niej przygotować, tak, by części chorób związanych z wiekiem uniknąć, a inne – skutecznie leczyć.

Na początek – zaćma, czyli stopniowe mętnienie soczewek w oczach. Jest to proces naturalnego starzenia się wzroku, który dotyka osoby po 50. roku życia (bywa, że wcześniej). Zaczynamy postrzegać świat jakby przez przybrudzoną folię: kolory stają się mniej intensywne, a kontrasty – zamazane. Okulary niewiele pomagają.

Zamiast czekać, co będzie dalej, należy pójść do okulisty, który zaleci wymianę soczewek. Jest to bardzo prosty zabieg (przeszłam go sama, ze świetnym skutkiem), wykonywany podczas tzw. chirurgii jednego dnia. Stara, zmętniała soczewka zostaje zastąpiona sztuczną. Widzimy tak dobrze, jak przed laty, a nieraz jeszcze lepiej, bo przy okazji możemy się pozbyć krótkowzroczności lub astygmatyzmu. Bywa, że już po trzydziestce zaczynają się problemy ze snem. U młodych są to problemy z zasypianiem, u starych – z budzeniem się w nocy po dwóch, trzech godzinach spania. Jeśli zdarza się to nam po jakimś przykrym wydarzeniu, kłopotach zawodowych lub rodzinnych i trwa tylko parę nocy – nie musimy się niepokoić. Lekarze określają taki stan bezsennością przygodną. Kiedy kłopoty ze snem utrzymują się przez 2-3 tygodnie (tzw. bezsenność krótkotrwała), warto się tym zająć, by nie popaść w bezsenność przewlekłą. Wtedy z każdą nocą śpimy gorzej, bo myślimy, że tak będzie z następną. W tym przypadku pomocne są środki nasenne, ale nie wolno ich stosować dłużej niż miesiąc, bo łatwo się uzależnić. Kiedy i one zawodzą – pozostaje psychoterapia: po prostu musimy się na nowo nauczyć spać. Lekarze radzą, by przestrzegać rytuału snu: nie czytać, nie jeść, nie oglądać telewizji w łóżku. Kładziemy się do niego wtedy, gdy naprawdę czujemy senność. Dobrym usypiaczem jest aktywne spędzanie dnia. Pomaga też wieczorny spacer po kolacji, spożywanej nie później niż o godzinie 18-ej. Niektórym dobrze robi wypicie przed snem herbatki z melisy (działa uspokajająco) lub szklanki ciepłego mleka. Tę ostatnią metodę stosowała moja dobra znajoma, która do 94. roku życia zachowała świetną kondycję psychofizyczną. Mleko bowiem zawiera m.in. wapń, niezbędny dla naszych kości.

Kruchość i łamliwość kości, czyli osteoporoza to kolejny koszmar starości. Każdy niewinny upadek może się skończyć skomplikowanym złamaniem, które na stałe przykuje nas do łóżka. Tę wizję możemy skutecznie oddalić, stosując odpowiednią profilaktykę. Wiadomo, że od 30. roku życia ich gęstość spada w tempie jednego procenta rocznie. U kobiet, zwłaszcza wysokich i szczupłych, ten proces dwukrotnie przyspiesza w czasie menopauzy, u mężczyzn – zaczyna się w okolicach siedemdziesiątki. Oprócz genetycznych uwarunkowań, powodem jest nieprawidłowa dieta: przyswajamy za mało wapnia i witaminy D, jemy za mało białka, unikamy ruchu i słońca. Powodem słabnięcia kości może też być nadczynność tarczycy lub długotrwałe stosowanie leków sterydowych. Dobrze zbilansowana dieta we wczesnej młodości daje naszym kościom spory kapitał. Aby go nie roztrwonić, pamiętajmy o racjonalnym odżywianiu się przez całe życie. Dla osób starszych normą winno być powyżej 1000 mg wapnia na dobę (ser żółty ma go znacznie więcej niż biały). Jeśli go źle przyswajamy (podobnie, jak witaminę D), po konsultacji z lekarzem możemy sięgnąć po suplementy diety. U kobiet często stosuje się hormonalną terapię zastępczą lub inne preparaty hamujące niszczenie kości.

Kolejna choroba, która może się nam ujawnić w drugiej połowie życia (a rozwijać już w pierwszej, nie dając objawów) to nadciśnienie. W Polsce zmaga się z nim ponad 8 mln dorosłych (na świecie półtora miliarda ludzi). Wielu nie wie, że choruje, lub lekceważy swój stan. Tymczasem ten „cichy zabójca” może spowodować zawał serca, udar mózgu lub ciężkie uszkodzenie nerek. Dlatego w czasie wizyty u lekarza, obojętnie jakiej specjalności, należy zawsze prosić o zmierzenie ciśnienia. Prawidłowe to niższe od 140/90 mm Hg. Jeżeli podczas kilku kolejnych pomiarów przekroczymy te wartości, oznacza to, że mamy nadciśnienie, które trzeba leczyć. W przypadku osób młodych często wystarczy zmiana stylu życia: pozbycie się nadwagi, odstawienie papierosów, dbanie o regularną aktywność fizyczną. Jeśli to nie przyniesie poprawy, trzeba łykać pigułki i nie odstawiać ich, bo to choroba przewlekła. Lekarze potwierdzają, że nadciśnienie warto i można leczyć nawet u osób po 80. roku życia. Profilaktyka to ruch, dieta, ograniczenie soli, alkoholu, niepalenie, wysypianie się i co najtrudniejsze – oswojenie stresów.

Drugim „cichym zabójcą” może się okazać cukrzyca. Szczególnie narażone są na nią osoby otyłe, po 45. roku życia, mało aktywne fizycznie, z wysokim poziomem cholesterolu. Są dwa rodzaje tej choroby: cukrzyca typu I (wrodzona) i typu II (nabyta w wyniku niezdrowego stylu życia). Ta druga dotyka najczęściej osoby starsze. Przyczajona przez lata, może nie dawać niepokojących objawów. Dlatego powinno nas zaniepokoić, na przykład, zwiększone pragnienie, częste oddawanie moczu, zwiększony apetyt, osłabienie i senność, trudności z leczeniem infekcji. Lekarze zalecają, by po przekroczeniu 45. roku życia, przynajmniej raz na trzy lata badać poziom cukru we krwi. Jeśli przekracza normę, trzeba brać leki, które go obniżają, w cięższych przypadkach – insulinę. Diabetolog ustawi nam także dietę zapobiegającą nawrotowi choroby.

Parkinson i Alzheimer – te choroby budzą największe przerażenie. Na obie zapadają osoby powyżej 60. roku życia (w przypadku Parkinsona – co setna). Co trzecia osoba powyżej osiemdziesiątki boryka się z Alzheimerem (choć zdarzają się też pacjenci 40-letni). Dwukrotnie częściej zapadają na niego kobiety niż mężczyźni. Lekarze nie są w stanie dziś precyzyjnie określić przyczyn obu tych chorób. Obie atakują mózg, powodując obumieranie bądź zwyrodnienie komórek nerwowych, odpowiedzialnych za wytwarzanie neuroprzekaźników. Typowe objawy Parkinsona to drżenie, napięcie mięśniowe i spowolnienie ruchów. A także m. in. kłopoty ze snem, zmęczenie, lęk, depresja. Postęp choroby skutecznie spowalniają leki oraz fizjoterapia. W przeciwieństwie do Parkinsona, który tylko w nieznacznym stopniu może upośledzać umysłowo pacjenta, Alzheimer powoli, ale skutecznie, niszczy naszą pamięć. Terapia polega na podawaniu leków, które mogą nieznacznie poprawić funkcje poznawcze chorego. Na razie jest to jednak choroba nieuleczalna, choć, jak wskazują badania, można się jej ustrzec, zachowując jak najdłużej aktywność umysłową i fizyczną.

Raka boimy się wszyscy bez względu na wiek. Ale i przed nim można się uchronić, stosując odpowiednią profilaktykę. Dotyczy to zwłaszcza raka jelita grubego oraz piersi. Nowotwory te są w dużym stopniu zależne od wieku: trzeba na nie uważać już po pięćdziesiątce. Oba przez długi czas nie dają niepokojących objawów. Dlatego tak ważne – o czym ciągle przypominają lekarze i media – są badania: kolonoskopia (jelito) oraz mammografia i usg (piersi). Wcześnie wykryte nowotwory są do wyleczenia (zabieg chirurgiczny, naświetlanie, chemioterapia). Rak nie musi być wyrokiem.

Na koniec o dolegliwości przykrej i wstydliwej, która u nas ciągle jest społecznym tabu. Chodzi o tzw. nietrzymanie moczu. Nie jest to, jak się powszechnie uważa, nieodłączny atrybut podeszłego wieku. Wcześniej czy później co trzecia kobieta doświadcza tego dyskomfortu. Tzw. naglące nietrzymanie moczu zdarza się paniom w wieku 60-65 lat (potrzeba natychmiastowego odwiedzenia toalety).

 Ofiarą nietrzymania wysiłkowego (zdarza się to, na przykład, podczas śmiechu, kaszlu, kichnięcia, biegu do tramwaju) padają panie czterdziestokilkuletnie. Ta dolegliwość ma duży związek z ciążą i porodem, a nasila się w czasie menopauzy. Ale i z tym można sobie poradzić. Większą kontrolę nad pęcherzem pozwalają zachować tabletki mające wpływ na nasz układ nerwowy. Drugi rodzaj leczenia polega na wstrzykiwaniu w ścianki pęcherza… botoksu. Jest bardzo skuteczne, tyle że co jakiś czas trzeba je powtarzać. W przypadku wysiłkowego nietrzymania moczu pomóc może zabieg chirurgiczny.

Jesień to pora refleksji nad sensem życia i przemijaniem. Także okres przygotowywania zapasów na zimę. Może warto z tego punktu widzenia spojrzeć na własne zdrowie i uzupełnić niedobory?

BWO

Na początek

 

ruszajmy się

 

Domowy trening

Kiedy nadchodzą jesienne pluchy, a za nimi zima, i trening na wolnym powietrzu często staje pod znakiem zapytania, z pomocą przychodzą urządzenia do ćwiczeń w domu. Preferując podnoszenie kondycji na wolnym powietrzu, bo w ten sposób najpełniej przebudowujemy nasz sposób dotychczasowego funkcjonowania, nie proponuję całkowitej ucieczki od tych urządzeń. Wszak regularne z nich korzystanie także przynosi pożytki.

Nie wspominając o opłacalności inwestycji. Nie płacimy za wstęp na zajęcia sportowe, mamy sprzęt do ćwiczeń tylko dla siebie, wykorzystujemy go, gdy mamy wolny czas i ochotę. Wybór urządzeń jest dość szeroki. Jednak przed decyzją o zakupie należy wziąć pod uwagę gabaryty mieszkania, ponieważ wiele z nich może zajmować sporo miejsca.

Najpopularniejszym urządzeniem do ćwiczeń w domu jest bieżnia – bieganie czy chodzenie po niej to świetne ćwiczenie aerobowe. W sklepach są oferowane bieżnie o różnym stopniu skomplikowania i oczywiście w różnych cenach. Przy zakupie powinniśmy przede wszystkim zwrócić uwagę na podstawowe jej właściwości: łatwość regulacji prędkości, estymację (oszacowanie) spalonych kalorii czy pomiar tętna. Zanim dokonamy wyboru, zawsze trzeba dokładnie stwierdzić, co dana bieżnia oferuje.

Inną popularną maszyną jest orbitrek, czyli połączenie roweru z bieżnią. Składa się z dwóch platform – naciskane, wykonują ruch jak pedały w rowerze. Urządzenie to dodatkowo umożliwia ćwiczenie rąk, do czego służą drążki poruszające się zgodnie z ruchem platform. Jest to najlepszy sprzęt, jeśli mamy problemy z kolanami, kostkami. Jego zaletą jest bowiem to, że najmniej ze wszystkich urządzeń obciąża stawy. Orbitrek powinien być także wyposażony w pulsometr oraz możliwość estymacji spalonych kalorii.

Rower stacjonarny nie różni się znacząco od zwykłego roweru, z wyjątkiem tego, że nigdzie na nim nie pojedziemy. W stosunku do innych urządzeń, zajmuje mało przestrzeni. Jazda na rowerze, podobnie jak bieganie, to ćwiczenie aerobowe, które idealnie nadaje się do utrzymania dobrej kondycji i do odchudzania. W podstawowej wersji korzystamy ze zmiany oporu pedałów, pomiaru tętna, przybliżonego naliczania spalonych kalorii; w bardziej zaawansowanej jest możliwość ustawiania tras, których opór jest zwiększany lub zmniejszany w zależności od terenu, po którym jedziemy. Najlepsze mają nawet wyświetlacze: wyświetlana jest trasa lub mogą być podłączone do telewizora. Oprócz rowerów stacjonarnych istnieje możliwość użycia trenażera, na którym można postawić zwykły rower i używać go do treningów.

Stepper swoją popularność zawdzięcza małym gabarytom – z łatwością można go schować np. pod łóżko czy do szafy. Umożliwia ćwiczenia mięśni obręczy biodrowej, ud (czworogłowy i dwugłowy), mięśni podudzia, pośladków oraz mięśni brzucha. Jest doskonały jako rozgrzewka przed treningiem siłowym. Przy zakupie steppera należy zwrócić uwagę na system oporu: w droższych modelach są to tłoki hydrauliczne, w tańszych – siłowniki. To także dobre rozwiązanie, jednak od czasu do czasu trzeba takie siłowniki nasmarować, aby zapobiec skrzypieniu podczas ćwiczeń. Natomiast nie zdają egzaminu łańcuchowe systemy oporu. Steppery wyposażone są w liczniki-komputerki. Większość z nich ma te same funkcje: czas ćwiczeń, ilość spalanych kalorii, całkowity dystans przebyty na urządzeniu, liczbę kroków na minutę. Droższe modele mają dodatkowo funkcję pomiaru tętna czy nawet wysokości temperatury w pomieszczeniu, niektóre – także linki oraz uchwyty umożliwiające ćwiczenie ramion.

Twister jest niewielki, lekki i tani. Dzięki temu krążkowi o średnicy 25 cm z łatwością można wymodelować sylwetkę – zwłaszcza okolice talii i brzucha, a także zrzucić zbędne kilogramy. Dodatkowo specjalne magnesy oddziaływają na odpowiednie punkty na stopach, odpowiedzialne za przemianę materii. Droższe modele wyposażone są w linki i liczniki kalorii. Wystarczy ćwiczyć na twisterze 15 minut dziennie, by odczuwalnie poprawić swój wygląd, kondycję, a przede wszystkim – samopoczucie.

Inne urządzenia, równie popularne, to ciężarki, sztangi, małe atlasy i maszyny wioślarskie. Wybór jest dość szeroki. Chętnym oferuje się sprzęt różnorodny i zróżnicowany cenowo. Od nas zależy, na co się zdecydujemy. Jeśli się jednak zdecydujemy, bezwzględnie musimy pamiętać o opanowaniu prawidłowej techniki ćwiczeń na wybranych urządzeniach. Tylko wówczas zapobiegniemy kontuzji i osiągniemy oczekiwane rezultaty. Pamiętajmy o rozgrzewce i o rozciąganiu, o systematycznym, stopniowym wysiłku, prawidłowym oddechu przeponą, o odpowiedniej postawie. Sport to zdrowie fizyczne i psychiczne. Zaleca się jednak każdemu umiarkowaną aktywność, zależną od predyspozycji i… upodobań.

AMA

Na początek

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Przegląd partii z mistrzostw Europy

Na mistrzostwach rozegrano wiele ciekawych pojedynków. Przede wszystkim chciałbym przedstawić partie i fragmenty gry naszych reprezentantów. Rozpocznę od dwóch przykładów twórczości nowego mistrza Europy. Piotr Dukaczewski grał na Rodos w swoim stylu: ostro, bezkompromisowo i skutecznie.

Przyjęty gambit hetmański

O. Mueller (Niemcy) – P. Dukaczewski

Ta przełomowa partia rozegrana była w siódmej rundzie. Oliver Mueller był w tym momencie samodzielnym liderem. Piotr Dukaczewski dzielił 2. – 3. miejsce, mając do niego pół punktu straty 1.d4 d5 2.c4 dc4 3.Sf3 Sf6 4.e3 e6 5.G:c4 c5 6.0–0 a6 7.b3 Skromne posunięcie, nie dające białym szans na uzyskanie przewagi debiutowej  7...b5 8.Ge2 Gb7 9.Gb2 Sbd7 10.a4 ba4 11.ba4?! Lepsze 11.W:a4 z próbą nacisku na pionka a6 11...Wb8 12.Ga3 Se4 Czarne starają się utrudnić rozwój skrzydła hetmańskiego. Dobre było też i spokojne 12...Ge7 z następną roszadą 13.Sfd2?! Lepiej wyglądało 13.Hc2 13...S:d2 14.S:d2 cd4 15.Sc4 Po 15.G:f8 S:f8  były kłopoty z odebraniem pionka 15...Hg5 Dobrą grę dawało spokojnie 15...G:a3 16.W:a3 Sf6. Czarne dążą jednak do szybkiego skomplikowania sytuacji na szachownicy  16.Gf3 G:f3 17.H:f3 Hd5?! Wypuszcza przewagę. Po 17...G:a3 18.W:a3 Hc5 19.He2 de3 (Słabsze 19...Wc8?! 20.Wc1 H:a3? 21.Sd6+!) 20.W:e3 0–0 za pionka nie miały białe rekompensaty 18.H:d5 ed5 19.Sd6+ G:d6 20.G:d6 Wb6? Prowadzi do strat materialnych. Równe szanse zapewniało 20...Wc8 21.ed4 (21.Wfc1 Sb6!) 21...Kd8 21.Wac1! Czarne muszą teraz oddać jakość 21...W:d6 22.Wc8+ Ke7 23.W:h8 d3!? Być może 23...de3 24.fe3 h6 było obiektywnie lepsze, ale pozbawiało czarne jakiejkolwiek kontrgry, którą daje wolny zaawansowany pionek 24.Wc8?! Białe grają niedokładnie. Po 24.Wd1 Sc5 25.W:h7 d4 26.e4 powinny zrealizować przewagę 24...Sb6 25.Wc3? Wciąż jeszcze można było zatrzymać pionka wcześniej: 25.Wc7+ Ke6 26.Wd1! 25...d2 26.Wd1 Sc4!  Lekceważony wolniak stał się dużą siłą. Szanse stron prawie się wyrównały. Znacznie słabsze od posunięcia w partii było 26...S:a4? 27.Wc2 27.e4? Przeoczenie. Prawidłowe było 27.Kf1 27...We6! Białe tracą teraz pionka i muszą walczyć o wyrównanie 28.f3 Lub 28.Kf1 W:e4 28...de4! 29.fe4? Po 29.W:c4 e3 czarne musiały oddać wieżę 30.Wd4 e2 31.W4:d2 ed1H+ 32.W:d1, ale było to lepsze i prowadziło do remisowej pozycji 29...W:e4 30.Kf2 Ke6 Obaj grający byli w małym niedoczasie. Czarne czynią ostatnie przygotowania przed decydującym włączeniem do akcji króla 31.Wb3 a5 32.Wb8 Kf6 33.Wb5 g5 34.h3 h5 35.g3 Kg6 36.Wc5 f6 37.Wb5 Kf7 38.h4 gh4 39.gh4 Kg6 40.Wg1+ Kf7 41.Wd1 W:h4 42.Wd5 Ke6 Niedoczas minął – przyszła pora na konkretną grę 43.Wd8 Ke5 44.Kf3 Wh3+ 45.Ke2 h4 46.Wb1 Ke4 47.Wf1 We3+ 48.Kd1 Wd3 Zasługiwało na uwagę 48...h3 lub 48...f5  49.We8+ Kd4 50.Wf4+ Kc3 51.Wc8 Wd4 52.W:d4 K:d4 53.Kc2 W analizie po partii kibicująca pojedynkowi Luba Żilcowa pokazała ciekawą ideę dla białych 53.Wd8+ Kc3 54.Wd3+!? ale i wówczas po 54...Kb4 55.Wh3 K:a4 56.W:h4 Kb4 czarne też powinny wygrać 53...h3 54.Wh8 54...h2! Powstała pozycja jak ze studium. Ponieważ nie wolno 55.W:h2, bo Se3+! 56.K:d2 Sf1+, skoczek z pionkami d2 i h2 paraliżuje obie białe figury. Czarne mają natomiast do dyspozycji jeszcze króla i pionka f6 55.Wh4+ Kc5 56.Kd1 Kb4 57.Kc2 f5 i białe poddały się.

Obrona sycylijska

P. Dukaczewski  – S. Wassin (Ukraina)

1.e4 c5 2.Sf3 d6 Początek wzajemnego zaskakiwania się. Przed kilkoma laty reprezentant Ukrainy grywał niemal wyłącznie wariant Najdorfa. Potem zmienił repertuar na paulsenowskie schematy typu 1.e4 c5 2. Sf3 e6 3. d4 cd4 4.S:d4 a6 czy też (najczęściej) 1.e4 c5 2. Sf3 Sc6 3.d4 cd4 4.S:d4 Hb6. W tym kierunku szły nasze przygotowania do partii. Wassin wiedział jednak, że Polak na wariant Najdorfa gra systemy z Gc4 i licząc na to, chciał powrócić do starego repertuaru. Dukaczewski miał na tę próbę przygotowane inne posunięcie  3.Gb5+!? Sd7 Z bazy partii Wassina wynikało, że grywał tu wyłącznie 3...Gd7 lub 3...Sc6. Zaskoczony, wybrał trzecią ewentualność, ale i na nią Polak był przygotowany... 4.d4 cd4 5.H:d4 Sgf6 6.Sc3 a6 Alternatywą jest 6...e5 7.Hd3 h6 7.G:d7+ G:d7 8.Gg5 e6 9.0–0–0 Gc6? W popularnym wariancie 1.e4 c5 2.Sf3 d6 3.Gb5+ Sc6 4.d4 cd4 5.H:d4 Gd7 6.G:c6 G:c6 7.Sc3 Sf6 8.Gg5 e6 9.0–0–0 Ge7 taką pozycję uzyskują czarne, mając już gońca na e7. Teraz brakuje im tempa i powinny grać bardzo ostrożnie 9...Ge7 lub 9...h6 10.Gh4 Ge7 10.e5! G:f3? Mało estetycznie wyglądało 10...de5 11.H:e5 He7, np. 12.Sd4 G:g2? 13.Whg1 Gc6 14.S:c6 bc6 15.Se4 Sd7 16.Hc7, ale była to ostatnia szansa dla czarnych 11.gf3 Ha5 12.G:f6 gf6 13.ed6 Gg7 Lub 13...0–0–0 14.H:f6 czy 13...He5 14.d7+ z podobnie beznadziejną pozycją 14.d7+ Kd8 15.Whg1 Wg8 16.W:g7! W:g7 17.H:f6+ 1–0

Pozostali nasi reprezentanci grali nierówno – obok dobrych partii trafiały się pod  koniec turnieju i „kiksy”. Szczególnie bolały błędy w końcówkach, gdy wynik wydawał się już oczywisty. Oto kilka tych dobrych i złych chwil:

I.              Jacyszyn (Ukraina) – R. Gunajew

Białe: Kh1, Wb7, Se3

Czarne: Kf8, Wa2, Sf4, h3, h5

Czarne precyzyjnie wykorzystały swoje szanse w tej, wydawałoby się remisowej, sytuacji: 1...We2!? 2.Wb4? Być może, partia była do uratowania po 2.Sf5 Wg2 3.Wb3 lub 3.Sh4 2...Sd3 3.Wb8+ Nie można 3.We4, bo Sf2+ 3...Kf7 4.Sd5 Wg2!  Grozi 5...Sf2x 5.Wb7+ Kf8 Po nieostrożnym 5...Ke6? 6.Sf4+! S:f4 7.Wb6+ biała wieża stawała się „wściekła” 6.Wb8+ Kg7 7.Wb7+ Kh6 8.Wb6+ Kg5 9.Wg6+!? K:g6 10.Sf4+ „Wściekłego” skoczka unieszkodliwić jest już łatwo 10...Kf5!  0 – 1

M. Maćkowiak  – J. Mieszkow (Rosja)

Białe: Ke4, Hg7, a5, b4, c3, d5, f3

Czarne: Kh4, Hc8, a6, c7, d6, e5, f4

Mistrz świata miał na Rodos wyjątkowo szczęśliwą rękę do Polaków. Partia z Maćkowiakiem jest tego najlepszym przykładem. Czarne stoją bardzo pasywnie, nie mają obrony przed marszem białych pionków i nie mogą pozwolić na wymianę hetmanów 1.c4 c6 Rozpaczliwa próba uaktywnienia hetmana kosztem ustępstw materialnych 2.Hh6+ Kg3 3.H:d6 cd5+ 4.H:d5 Hf8 5.c5 Hb8 6.c6?! Łatwiej było zrealizować przewagę po 6.Hc4 6...H:b4+ 7.K:e5 He7+ 8.Kf5 Hf8+ 9.Ke5?! Czarne nie mogą pozwolić, by król przeciwnika dotarł do pola b6. Paradoksalnie należało iść królem w drugą stronę: 9.Kg6 He8+ 10.Kg7 He7+ 11.Kg8 He8+ 12.Kh7 He7+ 13.Kh8. Szachy się skończyły: 13...Hf6+? 14.Kg8 i król przedostaje się po 8 i 7 linii do pionka a6 9...He7+ 10.Kd4 Hb4+ i biały król nie zdołał  uwolnić  się od prześladowań. Pełny tekst partii nie ukazał się, niestety, w biuletynie.

Obrona Gruenfelda

R. Suder  – A. Pirosca (Rumunia)

1.Sf3 Sf6 2.c4 g6 3.Sc3 d5 Jeśli 3...Gg7, to 4.e4, nie pozwalając na ruch d7-d5 4.cd5 S:d5 5.Ha4+ Ryszard Suder też grywa czarnymi obronę Gruenfelda. Wybrał tę kolejność posunięć i ten właśnie wariant, gdyż sam kiedyś na turnieju w Berlinie miał tu duże kłopoty  5...Gd7 6.Hh4 Sb6 Lepsze 6...Sf6 lub 6...S:c3. Dalszy ciąg partii wykazuje, że Rumun nie miał w tej pozycji żadnego rozeznania  7.d4 Gg7 8.Gh6 8...0-0? Czarny król wpada teraz pod groźny atak. Należało wybrać 8...Gf6 bądź 8...G:h6  9.Sg5 f5? A po tym kolejnym błędzie koniec gry następuje błyskawicznie. Po prawidłowym 9...f6 10.G:g7 fg5 11.Hh6 Wf7 12.Ge5 Sc4 13.H:g5 S:e5 (13...S:b2 14.e4) 14.de5  bez pionka można było się jeszcze długo bronić 10.G:g7 K:g7 11.H:h7+ Kf6 12.e4! e5 Zabawny mat mógł nastąpić po 12...K:g5 13.f4+ Kf6 (13...K:f4 14.Hh4+ Ke3 15.Hf2x; lub 13...Kg4 14.H:g6+ K:f4 15.Hg3x) 14.e5+ Ke6 15.Gc4+! S:c4 16.d5x 13.de5+ K:g5 14.g3! Grozi 15.Hh4x 14...fe4 Jeśli 14...Wh8, to 15.f4+ Kg4 16.Ge2x 15.h4+ Kf5 16.Hg7 i czarne poddały się, gdyż obronić się przed matem (17.Gh3x) można tylko kosztem dużych strat materialnych:16...Ke6 17.Gh3+ Wf5 18.H:g6+ Ke7 19.G:f5 itd.

J. Mieszkow (Rosja) - T. Żółtek

Białe: Kc6, Gc5, Ge6, d5, g5

Czarne: Ke7, Ge5, Sd6, f5, g6

Już od dłuższego Rosjanin bezskutecznie próbował przełamać obronę czarnych. Zostało mu na zegarze niewiele ponad 2 minuty (Polak miał ich ponad 7) i wszystko wskazywało na pokojowe zakończenie. I wtedy właśnie czarne wpadły na ostatnią minę  1.Gg8 Stwarza złudzenie groźby Gh7. Nasz zawodnik widział, że tego ruchu nie należy się obawiać i można kontynuować strategię wyczekiwania: 1...Gg3 2.Gh7 Kf7! 3.G:d6 G:d6 4.K:d6 f4 5.Kc7 f3 6.d6 f2 7.d7 f1H 8.d8H Hc4+ z remisem. Niestety, pojawiła się pokusa – może to jeszcze uda się wygrać?!   1...f4?  W nadziei na 2.Gh7? Kf7! i w porównaniu z poprzednio podanym wariantem, czarny pionek jest szybszy 2.Ge6! Czarne znalazły się w zugzwangu. Pionek f4 musi zginąć, a potem podobny los czeka jego kolegę 2...f3 3.Gg4 f2 4.G:f2 Se4 5.Ge3 Gd6 6.Gd1 i po dalszym Gc2 na wiszącej chorągiewce białe zdążyły wygrać partię.

 

D. Riegler (Niemcy) – J. Stachańczyk

Białe: Kf2, Wa1, Sc4, Se3, a5, b2, e4, f3, g2, h3

Czarne: Kg8, Wf8, Gc7, Sc6, a6, b7, c5, e6, g7, h7

Riegler to nowe nazwisko Dietera Bischoffa, z którym polscy szachiści potykali się wielokrotnie 22...Wd8 23.Sc2? Białe stoją trochę gorzej, ale po 23.Wa3 nic specjalnego im jeszcze nie groziło. Posunięcie w partii jest przeoczeniem, po którym pozycja się „sypie” 23...S:a5! 24.S:a5 G:a5 25.Se3 (25.W:a5 Wd2+) 25...Wd2+ 26.Kf1 Gc7 27.Wa2 Gg3 28.Sc4 Wf2+  (29.Kg1 Wc2 30.Se3 Gf2+)  0–1

Ryszard Bernard

Na początek

 

Gramy w warcaby

W dniach od 18 do 23 września 2011 r. w Augustowie rozegrano XII Turniej Warcabowy o Puchar Podlasia. Udział wzięło 56 zawodników i zawodniczek, w tym reprezentanci Litwy i Białorusi. Turniej stał na wysokim poziomie, głównie za sprawą gości, którzy nie ukrywali, że przygotowywali się do niego od dłuższego czasu. Efekty były widoczne. Zajęli oni czołowe miejsca, a Polacy, poza Janem Sekułą, który był pierwszy, uplasowali się poniżej czwartego miejsca. Odkryciem turnieju był rewelacyjnie grający Andrzej Gasiul. Mało jeszcze znany zawodnik z Giżycka ograł między innymi dwóch Litwinów, reprezentanta Białorusi i w końcowej klasyfikacji  zajął wysokie, szóste miejsce. W pojedynku z Ewą Wieczorek był bliski remisu, jednak zbyt małe doświadczenie zdecydowało o tym, że musiał uznać wyższość mistrzyni Polski.

Andrzej Gasiul – Ewa Wieczorek

1. 33-28 19-23  2. 28x19 14x23  3. 38-33 10-14  4. 33-28 14-19!

Być może białe liczyły na „nowicjusza”, którego nie ma z powodu braku kamienia na 38.

5. 34-30 17-22

Ta wymiana pozwala na uaktywnienie długiego skrzydła białych.

6. 28x17 12x21  7. 31-26 7-12  8. 26x17 12x21  9. 42-38 1-7  10. 30-25 21-26  11. 25x14 19x10  12. 47-42 10-14  13. 40-34 5-10  14. 34-29 23x34  15. 39x30 7-12  16. 32-27

To posunięcie w niczym nie ogranicza pozycji czarnych, a do utrzymania kolumn na długim skrzydle białe angażują zbyt wiele materiału.

16… 14-19  17. 44-40?

Białe bez przyczyny schodzą na boczne pola, gdzie aktywność kamieni jest osłabiona.

17… 10-14  18. 50-44 18-23  19. 44-39 4-10  20. 39-34? 12-18  21. 30-25 15-20  22. 34-30 2-7  23. 40-34 7-12  24. 49-44

W celu uaktywnienia źle stojących kamieni krótkiego skrzydła białe ściągają dodatkowe posiłki.

24… 12-17  25. 27-21 16x27  26. 37-31 26x37  27. 41x12 18x7  28. 44-40 20-24  29. 34-29 24x33!  30. 38x18 13x22

Po prawidłowej odpowiedzi czarnych na propozycję redukcji sił, u białych wciąż pozostaje grupa słabych kamieni na krótkim skrzydle.

31. 46-41 7-12  32. 41-37 11-17  33. 43-38 6-11  34. 37-31 

Czarne mają aktywne kolumny i kontrolują większą część warcabnicy. W odpowiedzi na tę sytuację białe ostatnim posunięciem przygotowały się do przejęcia kontroli pola 27, co częściowo zniwelowałoby przewagę czarnych.

34… 17-21!!

Czarne neutralizują plan białych, zamie-rzając zdobyć pole 27 przez postawienie klina. Na ewentualną odpowiedź białych 35. 38-32 nastąpi 22-28.

35. 30-24 19x30  36. 25x34 21-27!  37. 42-37 8-13  38. 38-33

Białe nie pozwalają na posunięcia 12-18 i 14-19 z powodu 37-32.

38… 13-19  39. 48-42 3-8  40. 34-29 8-13  41. 42-38 10-15  42. 38-32 27x38  43. 33x42 22-28

Lepsze 43… 14-20  44. 37-32 13-18 z dużą przewagą czarnych.

44. 31-27 19-24  45. 29x20 15x24  46. 42-38 14-19  47. 40-34 19-23  48. 27-21 13-18  49. 21-16 9-14  50. 16x7 12x1  51. 36-31 14-20  52. 45-40?

Białe pozwoliły sobie odciąć trzy kamienie. Konieczne było 52. 34-30 i czarne muszą zgodzić się na wymianę, gdyż po 52… 24-29  53. 30-24 tracą materiał.

52… 20-25  53. 31-27 1-7  54. 27-21 7-12  55. 38-32??

Do remisu prowadził wariant: 55. 37-31 18-22 (Po 55… 12-17  56. 21x12 18x7  57. 31-26 remis) 56. 21-16 12-17  57. 31-26 22-27  58. 26-21 17x26  59. 16-11 28-32  60. 38-33 32-37  61. 11-7 37-42  62. 7-1 24-29  63. 33x24 42-48  64. 1x29 48x19  65. 29-24 19x30  66. 35x24 25-30  67. 24x35 27-32  68. 35-30 32-37  69. 30-24 37-41  70. 24-19 z remisem.

55… 18-22!  56. 21-16 12-17

I białe poddały się.

W czwartej rundzie turnieju doszło do pojedynku faworytów.

Józef Tołwiński – Jan Sekuła

1. 34-30 20-25  2. 32x28 25x34  3. 39x30 16-21  4. 44-39 21-26  5. 50-44 17-22  6. 28x17 11x22  7. 31-27 22x31  8. 36x27 6-11  9. 37-31 26x37  10. 41x32 11-17  11. 46-41 19-23

Początek planu gry na osłabiony kamień 27.

12. 41-37 7-11  13. 30-25 11-16  14. 33-29 23x34  15. 39x30 17-21  16. 44-39 1-7  17. 39-33 18-23  18. 33-29 23x34  19. 30x39 12-18  20. 39-33 7-12  21. 49-44 14-20  22. 25x14 10x19  23. 44-39 12-17!  24. 39-34 5-10  25. 34-30 10-14  26. 30-25 8-12  27. 35-30 21-26  28. 27-21

Groziło związanie 17-21 i kamień 27 mógł znaleźć się w niebezpieczeństwie. Z tego powodu białe decydują się na ucieczkę na bandę.

28… 16x27  29. 32x21 17-22  30. 21-16 2-7  31. 30-24 19x30  32. 25x34 18-23 

W otwartej pozycji obie strony walczą o centrum. Ostatnim posunięciem czarne zajęły pole 23, zakładając, że białe nie mogą tego kamienia wymienić. Białe jednak zdecydowały się na wymianę, czym bardzo osłabiły swoje krótkie skrzydło.

33. 34-29? 23x34  34. 40x29 13-18  35. 37-32? 22-27  36. 32x21 26x17

Teraz okazuje się, że osłabionego kamienia 29 nie można wesprzeć poprzez 37. 43-39,  jak również 37. 45-40. W obu przypadkach grozi kombinacja 37… 17-21 i 38… 18-22.

37. 42-37 14-19  38. 37-32 19-23  39. 29-24 17-22  40. 33-29

Białe poświęcają kamień, zamierzając później go odrobić. Strata kamienia i tak była nieunikniona po 40. 32-27 22x31  41. 33-28 23x32  42. 38x36 i kamień 24 pozostałby bez obrony.

40… 23x34  41. 38-33 12-17  42. 48-42 17-21  43. 16x27 22x31

Po tej wymianie białe nie mają już motywu odzyskania kamienia.

44. 42-37?

Wymiana ta osłabia długie skrzydło białych i definitywnie przesądza o wyniku partii.

44… 31x42  45. 47x38 18-22!  46. 43-39 34x43  47. 38x49 3-8  48. 45-40 7-11  49. 40-34 11-16  50. 34-29 22-27  51. 32x21 16x27  52. 33-28 8-12  53. 29-23 9-14  54. 49-43 4-9  55. 24-19 12-17  56. 19x10 15x4  57. 23-19 27-31  58. 43-38 31-37!  59. 38-32 37-42  60. 32-27 42-48  61. 28-22 17x28  62. 27-21 48-26

I białe poddały się.

Jan Sekuła

Na początek