stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 10 (151) Październik 2017

CROSS

ISSN 1427-728X

ROK XV

Nr 10 (151)

Październik 2017 r.

miesięcznik

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ,

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 412 18 80

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Grażyna Wojtkiewicz

Korekta

Opracowanie graficzne:

Studio Graficzne Novelart

 Skład, druk, oprawa i kolportaż:
EPEdruk Spółka z o.o.
ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Nakład: 900 egzemplarzy

Miesięcznik dofinansowuje

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

 

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

aaa

 

Spis treści

Sukces „Zrywu”

Andrzej Szymański

Polacy najlepsi w Pucharze Świata

Leszek Stefanek

„Hetman” w mistrzowskiej koronie

Leszek Stefanek

Kolarze na Czarnym Lądzie

Mirosław Jurek

Mistrzowie na jeziorach

Klaudia Maria Żelazowska

Wiadomości

Łotewskie wojaże

Andrzej Szymański

Siódme poty

BWO

Motywacja do treningu

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Damian Jakubik

Gala Mistrzów Sportu 2017

 

aaa

 

zaszczytne odznaczenia

 

Sukces „Zrywu” 

Dwunasta edycja konkursu Lodołamacze zakończyła się dużym sukcesem crossowskiego klubu „Zryw” ze Słupska. W kategorii „Instytucja” Integracyjny Klub Sportowy „Zryw” zdobył drugie miejsce.

Zanim pogratulujemy jego prezesowi Mirosławowi Mirynowskiemu, zapoznajmy się z ideą tego corocznego plebiscytu. Polska Organizacja Pracodawców Osób Niepełnosprawnych, twórca Lodołamaczy, istnieje od 22 lat i skupia 600 firm oraz instytucji zatrudniających 65 tysięcy osób, spośród których 35 tysięcy to pracownicy niepełnosprawni. W 2006 roku w pierwszym zorganizowanym przez nią konkursie wzięło udział 201 firm, a 10 lat później – 435.

Osiemnastoosobowa kapituła konkursu Lodołamacze 2017 wybrała najlepsze firmy i ludzi najbardziej zaangażowanych w pomoc, którzy wyciągają rękę do osób niepełnosprawnych. Kogóż nie było w tej kapitule: politycy, senatorowie, posłowie, dziennikarze, profesorowie wyższych uczelni. Patronat honorowy nad tegorocznym konkursem objęła małżonka prezydenta RP Agata Kornhauser-Duda.

27 września prawie 300 osób zebrało się w Sali Wielkiej Zamku Królewskiego w Warszawie na uroczystej gali. Poprowadził ją Tomasz Kammel. Nagrody przyznawano w kategoriach:

Zatrudnienie chronione – w której oceniano pracodawców mających status zakładu pracy chronionej lub zakładu aktywności zawodowej. Pierwsze miejsce i statuetkę przyznano firmie rodzinnej „MetalERG” z Oławy, która produkuje kotły na biomasę i aparaturę medyczną. Zatrudnia 150 osób i stwarza niepełnosprawnym doskonałe warunki pracy oraz zapewnia pakiet zabiegów rehabilitacyjno-sportowych.

Otwarty rynek pracy – w której oceniano przedsiębiorców działających na ogólnych zasadach, a także stowarzyszenia i fundacje prowadzące działalność gospodarczą. Wygrała firma „Dalej Razem” z Zielonej Góry. Spółka zatrudnia dorosłych z zaburzeniami autystycznymi i udowadnia klientom, że pracownicy autystyczni potrafią świadczyć pracę bardzo dobrej jakości.

Instytucja – tu na czele znalazła się Politechnika Wrocławska. W 2016 roku na pierwszym i drugim stopniu studiów uczyło się 507 studentów z orzeczoną niepełnosprawnością, uczelnia miała także 20 niepełnosprawnych doktorantów.

Drugie miejsce i srebrny medal kapituła przyznała klubowi „Zryw” ze Słupska. Co napisano w uzasadnieniu? „Integracyjny Klub Sportowy „Zryw” funkcjonuje od ponad 60 lat. Pracuje w nim osiem osób niepełnosprawnych, w tym siedmioro w stopniu znacznym. Niepełnosprawni, czerpiąc z własnego doświadczenia, najlepiej wiedzą, jakie działania będą najbardziej efektywne w aktywizacji tych osób. Dlatego też misją stowarzyszenia jest inicjowanie i prowadzenie różnych form zajęć sportowych, integracyjnych, rekreacyjno-turystycznych głównie dla niewidomych i słabowidzących. Klub stwarza optymalne warunki do osiągania jak najlepszych wyników sportowych zawodnikom i ma pod opieką 157 osób niepełnosprawnych, w tym 79 z dysfunkcją wzroku. Klub umożliwia niepełnosprawnym sportowcom podnoszenie samooceny oraz udowadnia innym, że warto wychodzić z domu, brać czynny udział w życiu społecznym. W ten sposób klub pomaga przełamywać stereotypy o osobach niepełnosprawnych jako niezdolnych do aktywnego życia w społeczeństwie. Podejmowane przez organizację inicjatywy sprawiły, że coraz więcej osób z niepełnosprawnością wzroku ma możliwość aktywizacji zawodowej. Jest to bardzo ważne, ponieważ osoby niewidome i niedowidzące mają znikome szanse na zatrudnienie na otwartym rynku pracy”’.

Lekko stremowany prezes Mirosław podziękował kapitule i Pani Prezydentowej za wyróżnienie, a reporterowi „Crossa” powiedział: – Jestem wzruszony i zaskoczony wyróżnieniem. Najpierw było zwycięstwo w konkursie regionalnym, w którym rywalizowaliśmy z czterema województwami, a teraz, proszę, takie wyróżnienie ogólnopolskie! Chyba jesteśmy pierwszym klubem Stowarzyszenia „Cross” tak wyróżnionym. Już nam ludzie gratulują, a myślę, że prezydent naszego miasta w jakiś sposób nas doceni.

W tym roku kapituła Lodołamaczy wprowadziła trzy nowe kategorie:

Przyjazna przestrzeń – tu docenia się firmy, które swą strukturę, budynki, pomieszczenia dostosowały do potrzeb niepełnosprawnych. Pierwsze miejsce przyznano toruńskiej Fundacji Ducha na Rzecz Rehabilitacji Naturalnej Ludzi Niepełnosprawnych.

Zdrowa firma ­– gdzie nagradzano za stwarzanie w miejscu pracy warunków do aktywności sportowej, rekreacji oraz promowanie zdrowia psychicznego. Statuetkę otrzymała Spółdzielnia Socjalna Równość z Krakowa, która zatrudnia osoby niepełnosprawne intelektualnie.

Dziennikarzem bez barier została Bernadeta Szczypta z Polskiego Radia Rzeszów. Od 17 lat zajmuje się problematyką ludzi niepełnosprawnych. Jest autorką reportażów właśnie o nich, o ich borykaniu się z przeszkodami życiowymi i o zwycięstwach.

Przyznano także dwie nagrody specjalne:

Lodołamacz Specjalny – został wręczony 38-letniemu Bartłomiejowi Skrzyńskiemu, wrocławskiemu rzecznikowi ds. osób niepełnosprawnych, który porusza się na wózku z powodu postępującego zaniku mięśni. Ale nie pęka – skakał na bungee, latał szybowcem i paralotnią, nurkuje w ciepłych wodach śródziemnomorskich. Opowiedział o sobie i zebrał burzę oklasków za swoją walkę z chorobą i pomoc innym niepełnosprawnym.

Super Lodołamacz – trafił do fundacji Bez Tajemnic za szeroko zakrojoną akcję zbierania nakrętek, za które fundacja kupuje wózki dla potrzebujących ich osób niepełnosprawnych, zwłaszcza dzieci. Akcja trwa już dziesięć lat i prowadzona jest na zasadzie non profit.

Okrasą tej gali były krótkie występy artystyczne Artura Andrusa i Tomasza Kowalskiego oraz przepiękny występ taneczny Stefano Terrazzino i Iwony Cichosz – miss świata osób niesłyszących. Ależ dali pokaz w dynamicznym, pełnym emocji tangu! Na koniec gali Pani Prezydentowa uwieczniła się z laureatami na zdjęciach. Trzeba było namawiać Mirka, by stanął ze statuetką Lodołamacza obok Pierwszej Damy. Ostatecznie własna małżonka „spacyfikowała” jego skromność i właśnie dzięki niej mamy to zdjęcie na okładce.

Andrzej Szymański

 

aaa

 

warcaby

 

Polacy najlepsi w Pucharze Świata 

Międzynarodowy Komitet Warcabowy Niepełnosprawnych (IDCD) zorganizował w tym roku po raz pierwszy rozgrywki osób niepełnosprawnych o Puchar Świata w warcabach stupolowych.

W ramach cyklu PŚ odbyły się trzy turnieje. Wszystkie miały charakter otwarty. Punktacja była identyczna jak w Pucharze Świata w skokach narciarskich – punkty zdobywało w każdych zawodach po 30 najlepszych zawodników: za 1. miejsce – 100 p., za 2. – 80, za 3. – 60. I tak malejąco, aż do 30. miejsca za 1 p. O kolejności w końcowej klasyfikacji decydowała suma punktów ze wszystkich turniejów. W przypadku równej liczby punktów o wyższym miejscu w tabeli przesądzała wyższa lokata lub udział w turnieju rozegranym później.

Pierwsze zawody cyklu odbyły się na przełomie kwietnia i maja w Firleju (XIV Puchar Ziemi Lubelskiej). Wśród niepełnosprawnych najlepszy okazał się wtedy Leszek Stefanek („Hetman” Lublin), który wyprzedził Wojciecha Woźniaka („Jutrzenka” Częstochowa) i Jana Biskupskiego („Zryw” Słupsk). O turnieju tym pisaliśmy szerzej w miesięczniku „Cross” w numerze 5 z tego roku.

Drugi turniej rozegrano w lipcu na zamku krzyżackim w Nidzicy. Uczestniczyło w nim 78 osób z 9 krajów, wśród nich kilkunastu reprezentantów z klubów Stowarzyszenia „Cross”. Wygrał Witalij Woruszyła z Białorusi przed Karolem Cichockim (Polska) i arcymistrzem Aleksandrem Bułatowem (Białoruś). Najlepszym z niepełnosprawnych okazał się tym razem gość z Łotwy Janis Arinsh. Był czwarty w klasyfikacji ogólnej i zgarnął 100 p. do klasyfikacji PŚ. Dwunaste miejsce w turnieju, a drugie wśród niepełnosprawnych zajął Leszek Stefanek i ze 180 p. na koncie umocnił się na prowadzeniu w PŚ. Trzecie miejsce i 60 p. wywalczył Krzysztof Pichlak („Jutrzenka” Częstochowa).

Po dwóch turniejach drugą lokatę za plecami Stefanka utrzymał Wojtek Woźniak (125 p.). Jan Biskupski spadł na czwarte miejsce (96), wyprzedzony przez Arinsha (100). Na piątym miejscu znajdowała się najlepsza wśród kobiet Petronela Dapkiewicz („Jaćwing” Suwałki), która do 13 p. zdobytych w Firleju dorzuciła w Nidzicy aż 50.

Turniej finałowy rozegrany został we Lwowie w dniach 21-24 września 2017 roku. Zawody zdominowali Ukraińcy. W stawce 44 graczy było ich aż 39. Oprócz nich wystąpiło dwoje zawodników z Białorusi oraz trzech Polaków. Turniej wygrał główny faworyt – numer 9 na światowej liście rankingowej – arcymistrz Artiom Iwanow (12 p. na 14 możliwych). Warcabistów niepełnosprawnych wystartowało 23. Już od początku było wiadomo, że nieobecnego Arinsha wyprzedzi w klasyfikacji generalnej Biskupski i całe podium PŚ zajmą Polacy. Zawodnik „Zrywu” Słupsk mógł zatem skupić się na walce o wyprzedzenie Woźniaka, który do Lwowa nie przyjechał. Oprócz Biskupskiego Polskę reprezentowali gracze „Hetmana” Lublin – Leszek Stefanek i Józef Bajdak.

Cała trójka biało-czerwonych uplasowała się w drugiej dziesiątce turnieju, wszyscy solidarnie zdobyli po 8 p. w siedmiu partiach. Najwyżej, na 12. miejscu, sklasyfikowany został Stefanek (6. wśród niepełnosprawnych). Bajdak był 17. (8), a Biskupski 18. (9). Najlepszy z niepełnosprawnych był tym razem MF Dmytro Marynienko, były wicemistrz Europy weteranów, który w turnieju zajął drugie miejsce.

W klasyfikacji generalnej PŚ Biskupski zrównał się punktami z Woźniakiem i zgodnie z regulaminem na drugim stopniu podium stanął zawodnik „Zrywu” Słupsk. Czołowa trójka zapewniła sobie udział w najbliższych, organizowanych przez IDCD, mistrzostwach Europy i mistrzostwach świata niepełnosprawnych (poza limitami krajowymi).

Organizacja zawodów o PŚ to głównie zasługa prezydenta IDCD Leszka Pętlickiego oraz jego zastępcy – Iwana Ilnickiego z Ukrainy. Drugi PŚ niepełnosprawnych już w 2018 roku. Będą to również trzy turnieje w warcabach stupolowych, tym razem w Nidzicy, Słonimiu (Białoruś) oraz we Lwowie (Ukraina). Po raz pierwszy prowadzona będzie oddzielna klasyfikacja PŚ kobiet niepełnosprawnych.

 

I Puchar Świata Niepełnosprawnych w Warcabach Stupolowych

 

1.    Leszek Stefanek (Polska) 220 p.

2.    Jan Biskupski (Polska) 125 p.

3.    Wojciech Woźniak  (Polska) 125 p.

4.    Dmytro Marynienko (Ukraina) 100 p.

5.    Janis Arinsh (Łotwa) 100 p.

6.    Kirył Iwanow (Ukraina) 80 p.

7.    Petronela Dapkiewicz (Polska) 63 p.

8.    Oleksandr Ochotski (Ukraina) 60 p.

9. Krzysztof Pichlak (Polska) 60 p.

10. Michał Ciborski (Polska) 56 p.

11. Józef Wyrzykowski (Polska) 51 p.

12. Jurij Nitsenko (Ukraina) 50 p.

13. Wacław Morgiewicz (Polska) 50 p.

14. Wadim Bondarec (Ukraina) 45 p.

15. Helena Poliniewicz (Polska) 45 p.

Ogółem sklasyfikowano 61 zawodników.

Leszek Stefanek

 

aaa

 

warcaby

 

„Hetman” w mistrzowskiej koronie

W nadmorskiej miejscowości Poddąbie koło Ustki, w Ośrodku Wypoczynkowym Lazur spotkali się warcabiści czołowych klubów Stowarzyszenia „Cross”, by po raz osiemnasty wyłonić najlepszą w środowisku ekipę. Drużynówka to zazwyczaj najciekawsze wydarzenie sezonu. Nie inaczej było i teraz.

Zanosiło się na niesamowite emocje. W tym roku wszystkie kluby zmobilizowały optymalne składy – twarze te same od lat. Wśród 55 grających osób tylko trzy zaliczyły debiut w tej imprezie: Roman Januszewski, Michał Ciborski (obaj z „Jutrzenki” Częstochowa) oraz Halina Kasperczyk („Atut” Nysa). Ta ostatnia zagrała zresztą... nie całkiem legalnie. Ale o tym później.

Głównymi faworytami mistrzostw były, jak zwykle ostatnio, Białystok, Lublin i Przemyśl. Za ich najgroźniejszych konkurentów uważano Bydgoszcz, Nysę i Olsztyn. Ta szóstka drużyn, najwyżej rozstawiona według średniego rankingu, rywalizowała na początku z szóstką teoretycznie słabszą. Znajdowali się w niej obaj beniaminkowie – Kielce i Częstochowa (grająca w miejsce nieobecnej „Syrenki” Warszawa) – z góry skazywani na spadek z ligi, a także zdolne urywać punkty najlepszym: Gdańsk, Kłodzko, Suwałki oraz gospodarze – Słupsk.

W pierwszych meczach niezbyt udanie wypadli nasi reprezentanci na MŚ w Bułgarii. Trudy niedawnej dalekiej podróży najsilniej odczuli Józef Tołwiński, Leszek Stefanek i Edward Twardy, którzy rozpoczęli od remisów (odpowiednio z Januszem Żydkiem, Janem Biskupskim i Bernardem Olejnikiem). Remis Twardego był jednak na tyle cenny, że zanotowaliśmy niespodziankę w postaci podziału punktów w meczu Kłodzka z faworyzowanym Olsztynem. Pozostali faworyci pewnie wygrali swoje pojedynki.

Po spokojnej drugiej rundzie trzecia przyniosła aż trzy sensacyjne rozstrzygnięcia. „Atut” Nysa uległ „Jantarowi” Gdańsk 3:5. W meczu tym zawiodły największe „strzelby” Nysy: Jadzia Mróz przegrała z Basią Wentowską, a rzadko ostatnio grający Janek Sekuła zaledwie zremisował z Jurkiem Dzióbkiem. Nie powiodło się też „Podkarpaciu” Przemyśl, które nie sprostało „Sudetom” Kłodzko (3:5). Wynik mógł być odwrotny, ale mająca wygraną pozycję Maria Gawaluch przegrała ostatecznie z Marią Górzną. Bodaj największą sensację wywołały jednak Kielce, które zremisowały z „Łuczniczką” Bydgoszcz. Janusz Żydek sprawił kolejną niespodziankę, ogrywając Maksymiliana Karczewskiego, a rozpoczynający turniej od trzeciej rundy Władysław Hudziec pokonał Tomasza Kuziela.

Kolejną dużą niespodziankę odnotowaliśmy w piątej rundzie. Bydgoszcz straciła punkt z kolejnym beniaminkiem – Częstochową! Ponownie negatywnymi bohaterami okazali się Karczewski i Kuziel, którzy ulegli odpowiednio Krzysztofowi Pichlakowi i Romanowi Januszewskiemu. Honor „Łuczniczki” uratowali państwo Grabscy, którzy 4:0 pokonali państwa Woźniaków.

W ostatnich meczach pierwszej fazy turnieju wśród faworytów dwa punkty stracił Olsztyn, który niespodziewanie wysoko przegrał z Gdańskiem (2:6), a jeden punkt Nysa po remisie ze Słupskiem. W meczu tym nie wystąpił już zmagający się z kłopotami zdrowotnymi Edward Podczasik, który z tego powodu musiał niestety wrócić do domu.

Po sześciu rundach komplet meczowych punktów uzbierały tylko drużyny z Lublina i Białegostoku (po 12). Prowadził Lublin dwoma małymi punktami więcej (40:38). Trzeci był Przemyśl (10-36), a dalsze miejsca zajmowały: Bydgoszcz (10-30), Olsztyn (9-34), Nysa (9-33). W dolnej połówce najwięcej ugrał Gdańsk (4 p.). Bez punktu meczowego pozostawały tylko Suwałki.

Runda siódma – pierwsza finałowa – rozpoczęła się od zwycięstw faworytów. Po 6:2 wygrały zgodnie Białystok z Olsztynem, Lublin z Bydgoszczą i Przemyśl z Nysą. Na dole tabeli do sensacji doszło w meczu Kłodzka z Kielcami. Starcie zakończyło się remisem, a winowajca Edward Twardy (przegrał z Czesławem Paduszyńskim!) sam się ukarał – w następnym meczu powędrował na ławkę rezerwowych. Pierwsze zwycięstwo w turnieju odniosły Suwałki (5:3 z Częstochową).

Runda ósma. Pierwszy pojedynek gigantów: Przemyśl – Lublin. „Hetman” zaczął fatalnie i po porażkach Krzysztofa Furtaka z Zenonem Sitarzem oraz Barbary Wójcik z Marią Gawaluch przegrywał już 0:4. Straty zaczął odrabiać Michał Czarski, wygrywając z Andrzejem Jagiełą. Do remisu doprowadził Leszek Stefanek, który pokonał Stanisława Mazura – i lublinianie wrócili z dalekiej podróży. Białystok pewnie pokonał Bydgoszcz 6:2 i objął prowadzenie w tabeli. Do niecodziennej sytuacji doszło w meczu Nysy z Olsztynem (3:5). Wskutek niedyspozycji Jana Sekuły w składzie „Atutu” znalazła się Halina Kasperczyk. Była to już druga rezerwowa osoba wystawiona przez Nysę, a regulamin dopuszczał tylko jednego rezerwowego. Przeoczenie sędziów, którzy dopuścili ją do gry, nie miało wpływu na wynik meczu i ostatecznie rezultat został zatwierdzony, ale Halina już do końca turnieju nie mogła grać.

W rundzie dziewiątej Nysa zagrała z Lublinem w trzyosobowym składzie (Sekuła jeszcze odpoczywał). Na pauzę trafił Czarski i mógł przedpołudnie spędzić na plaży. Lublin wygrał 7:1, ale Białystok utrzymał jednak prowadzenie po efektownym 6:2 z Przemyślem (m.in. wygrana Mikołaja Fiedoruka z Zenonem Sitarzem). Bydgoszcz wyraźnie wygrała z Olsztynem 6:2 (m.in. Grabski pokonał Olejnika). Na dole wygrane faworytów. Coraz bliżej spadku – Kielce i Częstochowa.

Runda dziesiąta. W grze o złoto w tym momencie pozostawały tylko Białystok i Lublin. W starciu o brąz spotkały się Przemyśl z Bydgoszczą. Po zaciętym meczu „Podkarpacie” zwyciężyło 5:3 i zapewniło sobie trzecie miejsce w turnieju. Szalę na ich korzyść przechyliła wygrana Sitarza z Karczewskim. Lublin po trudnym spotkaniu zainkasował 2 p. z Olsztynem (trzy remisy oraz wygrana Furtaka z Jerzym Grodeckim) i bacznie obserwował końcówkę pojedynku Dominik Kasperczyk – Ryszard Biegasik, decydującego o wyniku meczu Nysa – Białystok. Po czterech godzinach gry partia ta, podobnie jak cały mecz, zakończyła się sensacyjnym remisem. Wcześniej czujący się już lepiej Sekuła zmusił do kapitulacji Tołwińskiego, a Fiedoruk nie wykorzystał szansy na wygraną i tylko zremisował z Tadeuszem Lachem. W ten sposób na czoło tabeli powrócił „Hetman” i w decydującym o złocie pojedynku z „Victorią” wystarczał mu remis. Tylko remis i aż remis.

Runda jedenasta, ostatnia. Wszystkie zagadki zostały już rozwiązane. Poza jedną: kto zdobędzie złoto? Białystok kontra Lublin. Fiedoruk trafił na Czarskiego, Tołwiński na Furtaka, a Biegasik na Stefanka. Mistrzyni Polski Ewa Wieczorek (do tej pory bez straty punktu!) zasiadła naprzeciw Barbary Wójcik, która w fazie finałowej miała już na koncie jedną porażkę i pozostawała bez zwycięstwa. Wydawało się, że ta właśnie partia może zadecydować o końcowym triumfie „Victorii”. Tymczasem już po 20 minutach Furtak stracił pionka i miał przegraną z Tołwińskim. Walczył jednak dalej. Wkrótce Stefanek po uderzeniu hak (w środku partii) zdobył kamień z Biegasikiem.
Jego rywal jednak, zamiast się poddać, walczył dalej... Basia uzyskała natomiast dużą przewagę nad Ewą, w 21. oraz w 22. posunięciu mogła przeprowadzić wygrywającą kombinację. Nie skorzystała jednak z okazji. Mimo tego dalej miała przewagę pozycyjną. W partii Michała z Mikołajem równa pozycja. „Hetman” bliżej złota...

Ale czym byłby sport bez swojej dramaturgii? Mający przewagę materialną i lepszą pozycję Stefanek wpadł na kombinację ...2x2 z przerywem na damkę. Z wygranej już nici, ale nawet o remis musiał jeszcze mocno powalczyć. W międzyczasie Basia zaczęła psuć swoją pozycję, ułatwiając zadanie Ewie, a Michał popadł w poważne tarapaty w partii z Mikołajem. Grał jeszcze Krzysztof, ale szans na remis już nie miał. „Victoria” o krok od tytułu...Stefanek i Biegasik skończyli jako pierwsi po trzech godzinach gry, 1:1. Wkrótce Tołwiński zakończył zwycięsko bój z Furtakiem, 3:1 dla „Victorii”. Następnie Czarski w przegranej pozycji wykorzystał niedokładne zagranie Fiedoruka i uciekł spod topora, 4:2 dla „Victorii”.

Mecz kończyły Basia z Ewą. Emocje sięgnęły zenitu. Ewa miała już dużą przewagę pozycyjną, a remis jej wystarczał. Wystarczył też jeden nieostrożny ruch i... Basia za pomocą ofiary kamienia odwróciła losy meczu, 4:4! Tytuł po pięciu latach powrócił do Lublina!

Dla Basi Wójcik to już czwarta wygrana z Ewą Wieczorek w ważnym pojedynku (wcześniej DMP Augustów 2012, ME Ignatki 2015, finał MP Wągrowiec 2016), za każdym razem zapewniająca złoto jej lub drużynie! Chyba nawet niewielu mężczyzn może pochwalić się takim bilansem z naszą arcymistrzynią. Basia wypełniła w tym turnieju drugą normę na kandydatkę na mistrzynię. Takie same normy (ale pierwsze) wypełniły też Barbara Wentowska i Ewa Grabska. Normy na II kategorię wypełnili: Maria Myszka, Władysław Hudziec i Jerzy Grodecki. Największe zyski rankingowe odnotowali: Stanisław Jędrzycki (+37), Michał Czarski (+31), Zygmunt Myszka (+28), Jerzy Grodecki (+27) i Jerzy Dzióbek (+20). Z ligi, mimo wspaniałej postawy, spadli obaj beniaminkowie – Kielce i Częstochowa. W meczu o prestiż, w ostatniej rundzie, obie drużyny podzieliły się ze sobą punktami, dzięki czemu Kielce utrzymały 11. miejsce w tabeli.

Od nowego roku zmieniają się zasady kwalifikacji do ligi. Kluby zainteresowane udziałem w DMP 2018 (oprócz tych, które grały w tegorocznych DMP) powinny do końca marca 2018 zgłosić chęć udziału i podać nazwiska czterech swoich zawodników (w tym co najmniej jednej kobiety) z najwyższymi rankingami na liście A Polskiego Związku Warcabowego na dzień 1 stycznia 2018. Na podstawie średniego rankingu tych osób zostaną wyłonione dwie drużyny, które zagrają w lidze w przyszłym roku w miejsce tegorocznych spadkowiczów. Oprócz zawodników drużyn, które zajęły miejsca na podium, najlepsze wyniki indywidualne uzyskali: Stanisław Jędrzycki – 21, Jan Sekuła – 16, Barbara Wentowska – 14, Jadwiga Mróz – 14, Ewa Grabska – 14, Ryszard Suder – 14.

Mistrzostwa sędziowała Danuta Skrzyńska w asyście Anny Chylewskiej-Sroki. Koordynatorem zawodów dofinansowanych przez PFRON był Mirosław Mirynowski.

 

XVIII Drużynowe Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących
w Warcabach Stupolowych

8-16.09.2017 r., Poddąbie

1. „Hetman” Lublin – 20 p. (66 p.: Barbara Wójcik – 17, Michał Czarski – 18, Leszek Stefanek – 18, Krzysztof Furtak – 13)

2. „Victoria” Białystok – 20 p. (64 p.: Ewa Wieczorek – 20, Mikołaj Fiedoruk
– 16, Józef Tołwiński – 15, Ryszard Biegasik – 13, Wacław Morgiewicz – NS)

3. „Podkarpacie” Przemyśl – 16 p. (57 p.: Maria Gawaluch-Mazur – 13, Andrzej Jagieła – 16, Zenon Sitarz – 15, Stanisław Mazur – 13, Elżbieta Jagieła – NS)

4. „Warmia i Mazury” Olsztyn 12 p. (50)

5. „Atut” Nysa 12 p. (48)

6. „Jantar” Gdańsk 12 p. (47)

7. „Łuczniczka” Bydgoszcz 12 p. (46)

8. „Sudety” Kłodzko 10 p. (43)

9. „Zryw” Słupsk 7 p. (35)

10. „Jaćwing” Suwałki 6 p. (34)

11. Kielce 3 p. (16)

12. „Jutrzenka” Częstochowa 2 p. (22)

Leszek Stefanek

 

aaa

 

kolarstwo

 

Kolarze na Czarnym Lądzie 

W najważniejszej tegorocznej imprezie parakolarskiej – mistrzostwach świata w Republice Południowej Afryki – reprezentujący Polskę zawodnicy ZKF „Olimp” osiągnęli znakomite wyniki. Anna Harkowska zdobyła jeden tytuł mistrzowski, natomiast tandemy stawały na podium czterokrotnie: Marcin Polak w parze z Michałem Ładoszem wywalczyli złoty i brązowy medal, a Iwona Podkościelna z Aleksandrą Tecław sięgnęły po srebro i brąz.

Przygotowania do mistrzostw świata wyglądały w tym roku podobnie jak w poprzednich sezonach, choć tym razem kadra kolarska zaliczyła trochę mniej startów zagranicznych. W tej sytuacji trzeba było sobie poradzić, budując formę innymi metodami. Z problemem tym trzeba było sobie poradzić, budując formę innymi metodami. Szczęśliwie wszystko przebiegało pomyślnie. W ostatniej fazie przygotowań do MŚ najważniejsza praca treningowa została wykonana podczas zgrupowania w Zieleńcu na przełomie lipca i sierpnia, a ostatnim sprawdzianem formy był wyścig po Ziemi Kłodzkiej. Potem Iwona Podkościelna, Aleksandra Tecław, Marcin Polak i Michał Ładosz wzięli udział w obozie treningowym w RPA, zorganizowanym i sfinansowanym przez Międzynarodową Unię Kolarską (UCI). Od 19 do 27 sierpnia nasi zawodnicy przebywali w UCI World Cycling Centre Africa w miejscowości Potchefstroom. Opiekę sprawował nad nimi szef tej instytucji – Jean-Pierre van Zyl. W tym czasie kolarze odbyli kilka specjalistycznych treningów, z których najważniejsza była jazda w wysokim tempie za samochodem, co pozwoliło podnieść na wyższy poziom przygotowanie szybkościowe i ostatecznie doszlifować formę.

Następnie nasi reprezentanci zostali przeniesieni do miejscowości Howick. Mieszkali w ośrodku Dunning Country House. Było to dość specyficzne miejsce – położona na peryferiach farma z zapleczem hotelowym, pełna ptactwa i zwierząt, porównywalna ze znanymi w Polsce gospodarstwami agroturystycznymi. Iwona z Olą zamieszkały w dobrych warunkach, w okazałej i stylowo wyposażonej willi, natomiast Marcin i Michał dostali do dyspozycji domki, a raczej kontenery kempingowe. Reszta naszej ekipy, to znaczy Anna Harkowska i tandem Przemysław Wegner z pilotem Arturem Korcem oraz obsługa – fizjoterapeutka Magdalena Ignasiak, lekarz Szymon Gałczyński, mechanik Jerzy Stawiński, trenerzy Mirosław Jurek i Marian Kowalski, przyleciała do RPA tydzień później i zamieszkała w Pietermaritzburgu. Ten podział utrudniał nam wzajemne kontakty i zmuszał do pokonywania codziennie 25 kilometrów dzielących Pietermaritzburg od Howick, jednak zapewnienie wszystkim zawodnikom opieki na treningach oraz codziennych masaży i konsultacji lekarskich było priorytetem, któremu sztab szkoleniowy musiał w tych warunkach sprostać. Warto podkreślić, że udział w drogim wyjeździe do RPA stosunkowo licznej grupy obsługującej kolarzy był możliwy dzięki dofinansowaniu tego przedsięwzięcia przez PFRON oraz sfinansowaniu pobytu czwórki zawodników przez UCI, co znacznie obniżyło nasze koszty. Inne reprezentacje też szukały oszczędności, o czym mogą świadczyć ich nieco uszczuplone składy: z 34 krajów przybyło do RPA tylko 253 zawodników, czyli mniej niż na tej rangi zawody organizowane np. w Europie.

Pierwsza konkurencja mistrzostw – jazda na czas – rozegrana została w czwartek 31 sierpnia w okolicach dużego jeziora nieopodal Howick, w popularnym ośrodku rekreacyjnym Midmar Dam, miejscu pikników, wędkowania, imprez wodniackich oraz triathlonów. Organizatorzy przygotowali wymagającą trasę długości 7,75 km, z jednym krótkim (300 metrów) i dwoma dłuższymi podjazdami (po około 1300 metrów), którą poszczególne grupy pokonywały od dwóch do czterech razy. Rywalizację rozpoczęli przedstawiciele klasy handcycling. Reprezentujący Polskę zawodnicy PZSN „Start” zaprezentowali się świetnie. Renata Kałuża (klasa WH3) i Rafał Wilk (MH4) wywalczyli srebrne medale, a Krystian Giera (MH4) zajął trzecie miejsce i po raz pierwszy w swojej karierze stanął na podium mistrzostw świata. W piątek do rywalizacji przystąpiły następne kategorie, a wśród nich zawodnicy „Olimpu”. W klasie WC5 na dystansie 23,3 km wspaniałe zwycięstwo odniosła Anna Harkowska. Walka pomiędzy czołową trójką była bardzo wyrównana i emocjonująca, o czym świadczą wyniki:

1. Anna Harkowska (Polska) 36:39,63

2. Samantha Bosco (USA) 36:49,97

3. Kerstin Brachtendorf (Niemcy) 36:52,63

To pierwszy mistrzowski tytuł Anny Harkowskiej w kolarstwie szosowym w jej długiej i okraszonej wieloma medalami karierze. Ledwo ochłonęliśmy po tym sukcesie, a już rozpoczęły się emocje związane ze startem tandemów. Zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet zaplanowano stosunkowo długi dystans 31 kilometrów. Ponieważ trasa składała się z czterech rund, istniała możliwość śledzenia aktualnej sytuacji.
W wyścigu mężczyzn zażarta walka o złoty medal trwała od samego początku aż do końca, a w głównych rolach występowali Polacy i Brytyjczycy. Nasi zawodnicy od pierwszego okrążenia byli liderami, lecz rywale w końcówce zdecydowanie przyśpieszyli. Ostateczny wynik tego pojedynku był następujący:

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (Polska) 39:17,24

2. Stephen Bate – Adam Duggleby (Wielka Brytania) 39:20,93

3. Vincent Ter Schure – Timo Fransen (Holandia) 40:00,59

Polski tandem w pięknym stylu obronił tytuł mistrzowski w wyścigu na czas z 2015 r. i pokonał bardzo silnych rywali – złotych i srebrnych medalistów igrzysk paraolimpijskich w Rio de Janeiro. Nasz drugi duet w składzie Przemysław Wegner i Artur Korc zajął szóste miejsce, do zwycięzców stracił 1:51,17. W wyścigu kobiet walka o złoto była równie pasjonująca jak w rywalizacji mężczyzn. Toczyła się między Polkami, które najszybciej przejechały pierwszą rundę, a tandemami z Wysp Brytyjskich. Najlepiej rozłożyły siły Irlandki i one zwyciężyły w tej rywalizacji. Ostateczna kolejność na podium była następująca:

1. Katie-George Dunlevy – Eve McCrystal (Irlandia) 45:40,57

2. Lora Turnham – Corrine Hall (Wielka Brytania) 45:46,02

3. Iwona Podkościelna – Aleksandra Tecław (Polska) 47:02,75

W sobotę zawodnicy „Olimpu” mieli dzień odpoczynku, natomiast do wyścigów ze startu wspólnego, zlokalizowanych w Alexander Park w Pietermaritzburgu, przystąpili członkowie polskiej reprezentacji wywodzący się ze „Startu” i jeżdżący na handbike’ach. Renata Kałuża (WH3) w wyścigu na 42,5 km zajęła trzecie miejsce, a Rafał Wilk w rywalizacji na dystansie 60,7 km zdobył srebrny medal. Niedzielne wyścigi były szansą na powiększenie dorobku medalowego naszej ekipy. Niestety, początek nie był zbyt udany, ponieważ w porannym wyścigu zawodniczek z klasy WC5 Anna Harkowska zajęła czwarte miejsce. Ta stosunkowo wysoka pozycja w przypadku naszej utytułowanej zawodniczki była porażką i pierwszym od 2010 roku przypadkiem, kiedy nie zdobyła medalu w imprezie mistrzowskiej. Na wysokości zadania stanęły jednak tandemy, które w wyścigach ze startu wspólnego znów skutecznie zawalczyły o miejsce na podium. W kategorii kobiet rywalizujących na dystansie 72,8 km nie powiodła się żadna ucieczka i na metę przyjechała cała grupka, która finiszowała w następującej kolejności:

1. Katie-George Dunlevy – Eve McCrystal (Irlandia)

2. Iwona Podkościelna – Aleksandra Tecław (Polska)

3. Eleni Kalatzi – Argiro Milaki (Grecja)

W wyścigu mężczyzn dystans był dłuższy – 109,3 km – i więcej było emocji związanych z wieloma próbami ataków. Jednak powodzeniem zakończyła się tylko jedna akcja, a bohaterami dnia stali się reprezentanci Kolumbii, którzy pogodzili faworytów i po brawurowej ucieczce w końcowej fazie wyścigu sięgnęli po mistrzowski tytuł. Medalistami zostali:

1. Nelson Javier Serna Moreno – Marlon Perez Arango (Kolumbia)

2. Tristan Bangma – Patrick Bos (Holandia)

3. Marcin Polak – Michał Ładosz (Polska)

Na czwartej pozycji finiszował nasz drugi tandem w składzie Przemysław Wegner i Artur Korc.

Polska reprezentacja, złożona z zawodników ZKF „Olimp” oraz PZNS „Start”, zdobyła na MŚ w Pietermaritzburgu dziesięć medali – dwa złote, cztery srebrne i cztery brązowe – i zajęła szóste miejsce w tabeli medalowej wśród 27 sklasyfikowanych krajów. To znakomity wynik, z którego możemy być naprawdę dumni. Utrzymanie tak wysokiego poziomu wymagać będzie ciężkiej pracy treningowej oraz troski o zapewnienie odpowiednich warunków materialnych i organizacyjnych do realizacji procesu szkolenia.

Mirosław Jurek

 

aaa

 

kajakarstwo

 

Mistrzowie na jeziorach 

 W tym roku zacięta rywalizacja o najważniejsze tytuły odbyła się w pełnej 40-osobowej obsadzie zawodników. Wioślarze z wielu zakątków Polski walczyli na profesjonalnym torze regatowym w Iławie.

Zorganizowanie przez Stowarzyszenie „Cross” obozu kajakowego i indywidualnych treningów zaowocowało zwiększeniem do 10 liczby klubów uczestniczących w zawodach. Do tego świetny sprzęt w postaci lekkich kajaków i ergonomicznych wioseł oraz dobre przygotowanie kolejnych zawodów na Jezioraku odrodziły zainteresowanie mistrzostwami kajakowymi. Niewielka odległość od nowo wyremontowanej bazy noclegowej spowodowała, że zawodnicy nie musieli całego dnia spędzać w oczekiwaniu nad brzegiem jeziora, a stawiali się dopiero na czas swych startów.

Zgodnie z regulaminem Polskiego Związku Kajakowego regaty kajakowe ustala się według miejsc uzyskanych w repasażach. Nasze zawody były natomiast rozgrywane na czas, ponieważ były krótkie. Dodatkowo trzeba mówić o wielkim szczęściu, że impreza miała miejsce 12 sierpnia, bo, jak wiadomo, niebawem Wielkopolskę i Pomorze nawiedziła tragiczna w skutkach nawałnica. Mimo że tor jest osłonięty z trzech stron, to przy tak ekstremalnych warunkach atmosferycznych zawodów nie udałoby się przeprowadzić. Słusznym wydaje się wniosek Komisji Kajakarskiej, aby nasze zawody rozgrywać w ciągu trzech dni.

W tym roku impreza obfitowała w wiele emocji. Pojawili się nowi zawodnicy. Wśród sześciu osad kobiecych nie obyło się bez niespodzianek. Na 500 m wygrała osada Klaudia Maria Żelazowska i Maria Kieloch z klubu „Morena” Iława, a na 1000 m osada Katarzyna Majewska i Monika Łojba z „Pionka” Włocławek. Zdetronizowane zostały przez to pozostające na podium od trzech lat mistrzynie Grażyna Kamińska i Małgorzata Kasprzycka. W pozostałych kategoriach tytuły obronili tylko Grażyna Kamińska i Tomasz Ćwikła w mikstach oraz Darek Mądro i Piotr Dynda na 500 m. Na 1000 m mistrzami zostali Stanisław Tomaś i Marek Mikulski. Klaryfikację drużynową wygrała bezapelacyjnie „Morena” Iława, która już po raz kolejny obroniła zaszczytny tytuł najlepszych niewidomych i słabowidzących kajakarzy w Polsce.

Zwycięzcy zostali uhonorowani pięknymi, dużymi statuetkami, medalami i dyplomami. Organizatorzy postarali się również o nagrody rzeczowe w postaci kosmetyków. Sędzią głównym zawodów był Wojciech Kopczyński, a koordynatorem mistrzowskiej imprezy – Stanisław Piasek.

Klaudia Maria Żelazowska

 

Medaliści XIV MP Niewidomych i Słabowidzących w Kajakach Płaskodennych

11-13.08.2017 r., Iława

Kobiety – 500 m

1. Klaudia Maria Żelazowska – Maria Kieloch („Morena” Iława) 4:07,60

2. Grażyna Kamińska – Małgorzata Kasprzycka („Morena” Iława) 4:09,30

3. Monika Łojba – Katarzyna Majewska („Pionek” Włocławek) 4:18,80

Mężczyźni

1. Dariusz Mądro – Piotr Dynda („Podkarpacie” Przemyśl) 3:26,99

2. Marek Mikulski – Stanisław Tomaś („Warmia i Mazury” Olsztyn) 3:34,34

3. Sebastian Michailidis – Paweł Wojdat („Ikar” Lublin) 3:40,52

Miksty

1. Grażyna Kamińska – Tomasz Ćwikła („Morena” Iława) 3:44,30

2. Małgorzata Adamek – Władysław Szymański („Omega” Łódź) 3:48,43

3. Katarzyna Majewska – Marek Potęga („Pionek” Włocławek) 3:51,50

Kobiety – 1000 m

1. Monika Łojba – Katarzyna Majewska („Pionek” Włocławek) 8:03,40

2. Grażyna Kamińska – Małgorzata Kasprzycka („Morena” Iława) 8:03,80

3. Klaudia Maria Żelazowska – Maria Kieloch („Morena” Iława) 9:25,00

Mężczyźni

1. Marek Mikulski – Stanisław Tomaś („Warmia i Mazury” Olsztyn) 7:01,30

2. Dariusz Mądro – Piotr Dynda („Podkarpacie” Przemyśl) 7:01,80

3. Tomasz Ćwikła – Krzysztof Sobecki („Morena” Iława) 7:21,80

Klasyfikacja drużynowa

1. „Morena” Iława

2. „Omega” Łódź

3. „Pionek” Włocławek

 

aaa

 

wiadomości

 

Showdown

Trening czyni mistrza

W dniach 12-26.08.2017 r. po raz drugi z rzędu odbył się ogólnopolskie szkolenie sportowe z zakresu gry w showdown. Organizatorem zgrupowania były: Stowarzyszenie „Cross” oraz klub „Zryw” ze Słupska.

Na czas dwutygodniowego szkolenia obozowicze zakwaterowani zostali w ośrodku wypoczynkowym w nadmorskiej miejscowości Rowy. W zajęciach wzięło udział 30 osób z dysfunkcją narządu wzroku, 6 przewodników oraz kadra specjalistów. Ponad połowa uczestników zgrupowania rozpoczynała przygodę z showdownem, a pozostali mieli szansę na podniesienie swoich umiejętności. Koordynatorem imprezy był Mirosław Mirynowski – opiekun sekcji showdown w Stowarzyszeniu „Cross”. Obóz odbył się w ramach projektu „Krok naprzód”, dofinansowanego przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Pierwszego dnia przeprowadzono odprawę techniczną, podczas której przedstawiony został harmonogram obozu. Intensywność zajęć była bardzo duża i uczestnicy mieli co robić od rana do wieczora. Czuwała nad nimi wykwalifikowana kadra instruktorska w składzie: Szymon Borkowski, Aneta Parobczak i Romuald Rasiak (niestety z przyczyn zdrowotnych nie mógł on w pełni brać udziału w zajęciach, ale z powodzeniem zastąpiła go Bożena Brzóska). Trenerów dzielnie wspierał członek kadry Polski w showdownie Ariel Kiresztura. W ciągu całych dwóch tygodni oprócz treningów z showdownu uczestnicy mieli zaplanowanych wiele zajęć rekreacyjnych – od porannej rozgrzewki na basenie, joggingu i ćwiczeń rozciągających zaczynając, przez rajd gokartowy i na quadach, na wieczornych wypadach nad morze kończąc. Ponadto zorganizowane zostały dwa ogniska, dzięki którym obozowicze mogli się lepiej poznać i w miłej atmosferze wymienić się doświadczeniami po pierwszych dniach spędzonych przy stołach do gry.

Zajęcia z showdownu odbywały się w dwóch salach. Instruktorzy od pierwszego dnia uczyli przy stołach podstawy gry, z każdym kolejnym podnosili poziom trudności, by zajęcia były urozmaicone i coraz bardziej wymagające. Początkujący najpierw ćwiczyli pojedyncze uderzenia piłką oraz jej kontrolę, a już pod koniec rozgrywali między sobą mecze. Pomimo stopniowego wprowadzania utrudnień bardzo dobrze radzili sobie z nowymi wyzwaniami. Na zakończenie obozu został przeprowadzony egzamin ze wszystkich lekcji, których przyszli adepci showdownu się nauczyli.

Zdaniem trenerów poziom gry uczestników podniósł się bardzo po dwóch tygodniach szkolenia. Stwierdzili zgodnie, że jeśli z takim zapałem i zaangażowaniem będą  oni kontynuować treningi, mają duże szanse na wysokie miejsca w zawodach. Trzymamy kciuki za wszystkich obozowiczów i mamy nadzieję, że nasza rodzina showdownistów powiększy się o tych wspaniałych ludzi.

Ariel Kiresztura

 

Kolarstwo

Tandemy na mecie

Kolarze tandemowi ZKF „Olimp” zakończyli sezon wyścigów szosowych. Ostatnią imprezą w kalendarzu startów zagranicznych był Puchar Europy w Pradze, a finałem rywalizacji krajowej zawody w Poznaniu.

W Pucharze Europy, rozegranym w dniach 30.09-1.10.2017 r., reprezentowały nas trzy tandemy: Marcin Polak z Michałem Ładoszem (KKT „Hetman” Lublin), Józef Plichta z Władysławem Gładysiakiem („Sudety” Kłodzko) i debiutujący w imprezie tej rangi Piotr Leśniewski z Dariuszem Janiakiem („Razem” Poznań). Zawody składały się z dwóch konkurencji – wyścigu ze startu wspólnego na dystansie 56,1 km oraz jazdy na czas na odcinku 16,5 km i były rozgrywane na rundzie długości 3,30 km, wytyczonej wokół kompleksu sportowego Strachov.  Trasa usytuowana w pagórkowatym terenie obfitowała w zakręty i stanowiła trudne wyzwanie dla zawodników, którzy musieli wykazać się dobrym przygotowaniem fizycznym i nienaganną techniką. W sobotnim wyścigu ze startu wspólnego wielką klasę pokazali Marcin Polak i Michał Ładosz, którzy zdublowali pozostałych rywali i odnieśli bezapelacyjne zwycięstwo. Drugie miejsce zajęli reprezentanci Niemiec Olaf Schulz i Franz Schiewer, na trzeciej pozycji finiszowali Słowacy Juraj Prager i Peter Vratis, a dwie kolejne lokaty zajęły polskie tandemy Leśniewski – Janiak i Plichta – Gładysiak.  W niedzielę rozegrano wyścig na czas, w którym najlepsze rezultaty osiągnęli:

1. Marcin Polak  – Michał Ładosz (Polska)   00:23:53,06

2. Juraj Prager  – Peter Vratis (Słowacja) 00:27:07,32

3. Józef Plichta – Władysław Gładysiak (Polska) 00:27:38,00

Taka sama kolejność była w klasyfikacji generalnej wyścigu, która została ustalona na podstawie sumy punktów za miejsca uzyskane w obu konkurencjach. Czwarte miejsce w tym zestawieniu zajął tandem Piotr Leśniewski – Dariusz Janiak.

***

W terminie 14-15.10.2017 r. na Torze Poznań odbyły się dwa wyścigi wieńczące długi i obfitujący w sukcesy okres startów szosowych kolarzy ZKF „Olimp”. W sobotę zawodnicy ścigali się w formule startu wspólnego na dystansie 41 km (10 okrążeń). Zgodnie z przewidywaniami rywalizacja przebiegała pod dyktando dwukrotnych medalistów mistrzostw świata Pietermaritzburg 2017 – Marcina Polaka i Michała Ładosza. Faworyci zaatakowali już na początku wyścigu i niezagrożeni samotnie dojechali do mety. Walka o pozostałe miejsca na podium rozegrała się na finiszu  grupy, a jej ostateczne wyniki były następujące:

1. Marcin Polak – Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin) 00:52:19

2. Piotr Kołodziejczuk – Roger Głowacki („Warmia i Mazury” Olsztyn) 00:55:02

3. Henryk Groszkowski – Robert Płotkowiak („Syrenka” Warszawa) 00:55:03

Dobrą postawą na trasie tego wyścigu wyróżniły się jeszcze dwa tandemy: Piotr Leśniewski i Dariusz Janiak („Razem” Poznań) oraz Marek Groszkowski i Tomasz Leśniewski („Syrenka” Warszawa). Oba duety dysponują dużym potencjałem sportowym, który – miejmy nadzieję – będą rozwijać, co powinno zaowocować dobrymi wynikami w przyszłym roku.

W niedzielę kolarze ponownie spotkali się na Torze Poznań i znowu ścigali się na dystansie 41 km. Jednak tym razem wyścig odbywał się w formule jazdy na czas parami i miał rangę mistrzostw Polski. W zawodach startowały zespoły klubowe złożone z dwóch tandemów, które wyruszały na trasę w dwuminutowych odstępach. Faworytem była ekipa KKT „Hetman” Lublin, która miała w swoim składzie mistrzów świata w wyścigu ma czas – Marcina Polaka i Michała Ładosza. Pewniacy nie zawiedli oczekiwań i zdecydowanie wygrali. Niespodzianką była natomiast bardzo dobra postawa drugiej drużyny lubelskiej, która zajęła drugie miejsce. Na trzeciej pozycji uplasowała się ekipa z Łodzi, w której w roli pilotów tandemowych zadebiutowało dwóch znanych kolarzy kategorii masters – Lech Ergang i Artur Kozal. Medaliści jazdy na czas parami to:

1. Marcin Polak – Michał Ładosz i Piotr Wolak – Jakub Rutkowski (KKT „Hetman” Lublin I) 00:54:00,80

2. Iwona Podkościelna – Paweł Sowa i Mateusz Kiryła – Paweł Teter (KKT „Hetman” Lublin II) 00:55:27,62

3. Sławomir Gruszkowski – Artur Kozal i Tomasz Olechno – Lech Ergang („Omega” Łódź) 00:57:59,21

Wbrew wcześniejszym obawom wyścigi udało się rozegrać przy sprzyjającej pogodzie, co dla kolarzy ma o tej porze roku szczególne znaczenie. Organizacyjnie impreza przebiegła sprawnie i bez żadnych zakłóceń, za co największe brawa należą się koordynatorowi Ryszardowi Kożuchowi i sędziemu głównemu Piotrowi Kożuchowi. Uczestnicy zawodów w dobrych nastrojach zakończyli sezon startowy i umówili się na kolejne spotkanie, dla którego okazją będzie listopadowe zgrupowanie w Połczynie-Zdroju.

Mirosław Jurek

 

aaa

 

turystyka

 

Łotewskie wojaże 

Pierwsze moje zapoznanie się z Łotwą, a konkretnie z jej stolicą Rygą, miało miejsce ze czterdzieści lat temu. Byłem wtedy studentem dziennikarstwa UW i wesołą grupą dziewczyn i chłopaków wybraliśmy się na tourne po kilku miastach Sowietskowo Sojuza.

Ryga zrobiła na mnie wtedy wrażenie miasta bardziej skandynawskiego czy niemieckiego niż ruskiego. Została założona w 1201 roku przez biskupa Inflant Alberta von Boxhowdena, twórcę zakonu kawalerów mieczowych. Od XIV wieku miasto należało do związku hanzeatyckiego. Od roku 1581 do 1621 było pod polskim panowaniem. Jednak ta Ryga z końca lat 70. ubiegłego wieku była szara pod komunistycznym panowaniem od 1940 roku. Niszczejącymi uliczkami starówki wędrowały tłumy szarych obywateli w poszukiwaniu wszystkiego. Kolejka do sklepu po papier toaletowy sięgała kilkuset metrów (w PRL było zresztą podobnie). Po nabyciu tualietnoj bumagi ludzie z „trofeami” zawieszonymi na szyjach dumnie wędrowali przez miasto, nagabywani przez tych „bezpapiernych”, gdzie można kupić towar.

Drugi wypad na Łotwę...

…miał miejsce w sierpniu tego roku. Szóstka znajomych wyruszyła dwoma samochodami z suwalskich Smolnik przez Litwę do Kiesiu znajdującego się w Inflantach, czyli w środku tego kraju. Czterysta siedemdziesiąt kilometrów podróży. Dwie granice: polsko-litewską i litewsko-łotewską przejeżdża się bez żadnego zatrzymania, sto kilometrów na godzinę. Za szybami migają tylko tablice: Lietuva, Latvija. Co ciekawe, w tę podróż nie zabrałem żadnego dokumentu oprócz prawa jazdy!

Po drodze zapoznajemy się z historią Łotwy i miejscami, do których zmierzamy. Powierzchnia tego kraju jest pięć razy mniejsza od Polski. Od Pojezierza Kurlandzkiego, czyli od Bałtyku, do Pojezierza Inflanckiego, graniczącego z Rosją, jest czterysta kilometrów, a z południa na północ – od Litwy do Estonii – dwieście. Ten obszar zamieszkuje aż… 2,3 mln obywateli (Łotysze – 54 proc., Rosjanie – 34 proc. i 2,5 proc. naszych rodaków, czyli niecałe 60 tysięcy, z czego większość żyje we wschodniej części kraju – w Łatgalii, w okolicy Dyneburga). Na początku panowania Zygmunta III Wazy Polska kontrolowała większość Inflant. Na mocy układu z 1561 roku rościła sobie jednak prawo do całości, co spowodowało polsko-szwedzki konflikt interesów i na początku XVII wieku rozgorzała wojna o Inflanty. Wielki hetman litewski Jan Karol Chodkiewicz wygrał bitwy pod Kokenhuzą (1601 r.) i Weisstein (1604 r.). Rok później rozgromił Szwedów dowodzonych przez Karola IX pod Kircholmem (łot. Salaspils). Była to jednak ostatnia wygrana naszych wojsk. W 1621 roku armia szwedzka zajęła Rygę i większość Inflant.

W drodze do Parku Narodowego Gauja przejeżdżaliśmy niedaleko Kircholmu, ale nie starczyło czasu na odwiedzenie tego miejsca.

Gauja – rzeka malownicza

Jest najdłuższa i najładniejsza w całym kraju. Źródła ma u stóp najwyższych na Łotwie wzgórz morenowych (310 m n.p.m.) i wije się przez 460 km, by skończyć swój bieg w Zatoce Ryskiej, nieopodal stolicy. Najładniejszy odcinek znajduje się w Parku Narodowym Gauja (900 km2), którego stolicą jest 20-tysięczny Kieś (łot. Cesis). To jedno z najstarszych i najładniejszych miast Łotwy. Kręte uliczki, ruiny zamku inflanckiego i piękne ogrody przyciągają malarzy. Latem odbywa się tu festiwal operowy na wolnym powietrzu. Można zakosztować też piwa z miejscowego browaru istniejącego od dawien dawna. Zatrzymaliśmy się w Kieś w porządnym trzypokojowym apartamencie ze sporym aneksem kuchennym. Wszystkie noclegi na Łotwie były zarezerwowane wcześniej, nie były drogie – 15 euro, czyli trochę ponad 60 zł za noc od osoby. Stołowaliśmy się w restauracjach i barach. Śniadania i kolacje we własnym zakresie, z zapasów przywiezionych z Polski lub produktów kupowanych na miejscu.

Następnego dnia nasza zwarta grupa dojechała do jednego z najpiękniejszych miejsc w parku, znajdującego się między Kieś a Ligatne. Na odcinku 20 km rzeka Gauja przepływa przez zalesioną dolinę, gdzie piaskowiec tworzy różne formy, klify i wiele jaskiń. Brzegi są wysokie, nurt wartki, a dookoła lasy zajmujące w parku prawie połowę obszaru. Miasteczko Valmiera nie robi szczególnego wrażenia. Ruiny zamku krzyżackiego, luterański kościół św. Szymona z 1283 roku z wysoką wieżą, z której roztacza się widok na okolicę (wejście – 0,5 euro). Za czasów sowieckich był zamknięty dla wiernych, a w kościele co jakiś czas odbywały się koncerty. W miasteczku rozpoczynają się spływy kajakowe Gaują do Zatoki Ryskiej.

Na zachód od Cesis, również w parku narodowym, tłumy turystów walą do miasteczka Turaida. Ale zanim tam dotrą, odwiedzają największą i najsłynniejszą grotę na Łotwie i w krajach bałtyckich – Jaskinię Gutmana. Ma 18 metrów długości, 12 szerokości i 10 wysokości. Woda z jaskini ma ponoć magiczną moc – przywraca zdrowie i szczęście tym, którzy się jej napiją. Nie zauważyłem poprawy – ani w jednym, ani w drugim…

Muzeum Rezerwatu Turaida ma 45 ha powierzchni. Nad doliną Gauji góruje zamek biskupi, którego budowę rozpoczęli w 1214 roku kawalerowie mieczowi. Przy drodze do zamku, pod starą lipą, znajduje się grób Róży Turaidzkiej, urodziwej, choć biednej dziewczyniny wiejskiej o imieniu Maija. Każdy Łotysz zna legendę z nią związaną. Czytelników o słabych nerwach prosimy o opuszczenie tego fragmentu. Otóż Maija kochała prostego ogrodnika Wiktora, ale 6 sierpnia 1620 roku polski oficer Adam Jakubowski zwabił dziewczę do Jaskini Gutmana (gdzie spotykała się wcześniej z rozkochanym w niej Wiktorem). Dziewczę za wolność i zachowanie cnoty zaoferowało Jakubowskiemu szal, który miał go chronić od śmierci na polu bitwy. Na dowód prawdy owinęła się szalem i nakazała Adamowi uderzyć się mieczem. Oficer zamachnął się i odciął głowę ukochanej, a potem zrozpaczony powiesił się w pobliskim lesie. Dalej można czytać. Dziś na mogile Róży Turaidzkiej zwyczajowo składają kwiaty nowożeńcy. Odrestaurowany zamek biskupi jest licznie odwiedzany przez turystów. Odnowiono w całości okrągłą wieżę obronną, zrekonstruowano część murów z wieżą zegarową i budynki gospodarcze. Można zajrzeć do domu zarządcy, łaźni, psiarni, kuźni, domu rybaka. Na pobliskim wzgórzu stworzono park rzeźb. Znajdują się tam liczne dzieła wybitnego łotewskiego rzeźbiarza Indulisa Ranksa. Obok skansen budownictwa wiejskiego i liczne stawy hodowlane porośnięte wielobarwną roślinnością wodną.

5 kilometrów od Turaidy, nad wysokim brzegiem Gauji leży Sigulda. Za 10 euro od osoby przejechaliśmy się kolejką linową o długości 1000 m, rozpiętą na wysokości 80 m i łączącą dwa brzegi rzeki. Po drugiej stronie pałac Krimulda, była posiadłość miejscowego rodu Lieven. Obecnie jest tam sanatorium dziecięce. A w gospodarczych budynkach, obok, niewyględna restauracja, gdzie zjadłem duży talerz wspaniałego biesu, czyli gęstego chłodnika. Sigulda to miejsce znane narciarzom, saneczkarzom i bobsleistom. Znajduje się tu jedyny w krajach bałtyckich tor bobslejowo-saneczkowy o długości 1400 m, na którym co roku w styczniu odbywają się międzynarodowe zawody. Mało kto wie, że początki toru sięgają XIX wieku. Wtedy to rosyjski książę Kropotkin zbudował obok swej rezydencji tor saneczkowy o długości 900 m z jednym zakrętem. Źródła nie podają, ile miał wywrotek.

Hanzeatycka Ryga

Ma ponad 800 lat. W średniowieczu była hanzeatycka, potem szwedzka, następnie wchodziła w skład cesarstwa rosyjskiego. W międzywojniu (1920-1940) była niepodległa. Potem Stalin przykleił ją do ZSRR i tak pozostało do 1991 r.

Sowieccy okupanci czuli się tu świetnie. Po 1945 roku osiedlali się całymi rodzinami wojskowi, urzędnicy, pracownicy NKWD. Zaczęto dla nich budować tandetne bloki mieszkalne, jak choćby na osiedlu Kengarags. Jednocześnie zupełnie nie odnawiano i nie restaurowano starówki, która marniała z roku na rok. Oczywiście, po odzyskaniu niepodległości w 1991 r. zabrano się za „leczenie” miasta, a raczej Starego Miasta.

Rezerwację mieliśmy w apartamencie przy ulicy Gogola, tuż za wiaduktem dworca głównego, w dzielnicy zwanej „Okręgiem Moskiewskim”. Takich slumsów nie oglądałem nawet w najgorszych latach PRL-u na praskiej Brzeskiej, Ząbkowskiej czy na Szmulkach. Odrapane 80-, 100-letnie kamienice, z dziurawymi podwórkami. Na piąte piętro wdrapywało się wyślizganymi drewnianymi schodami, trzymając się rozchwianych poręczy. A na trzecim piętrze, po wniesieniu bagażów, siedliśmy spoceni na krzesłach i ocierając pot z czoła, oglądaliśmy apartament. Wyglądał przyzwoicie i właściciele nie zdzierali z nas skóry. 90 euro za dobę to niewygórowana cena. I jakie widoki za oknem. Na pierwszym planie miniatura Pałacu Kultury w Warszawie. Ma tylko 17 pięter i mieści się w nim Łotewska Akademia Nauk. Gmach wybudowano w 1957 r., a miejscowi nazwali go „Tortem Stalina”. Na taras widokowy tego „tortu” wjechałem za 5 euro, by podziwiać panoramę miasta nad Dźwiną i dokonać dokumentacji fotograficznej. A wracając do apartamentu, to znajdował się przy bardzo ruchliwej ulicy. Od piątej rano zaczynał się hałas niebotyczny (okna były otwarte, bo nastały gorące dni i noce), huczały tramwaje (11 linii), trolejbusy (23) i autobusy (39). I do tego zaczął pracować Targ Główny. Tysiące ludzi szło się zaopatrzyć w mięso, wędliny, ryby, podroby, sery, warzywa, grzyby, jagody, kwiaty, sadzonki itp. Nie wypadało nie zajrzeć. Duża część kupców oferuje swe wyroby w trzech potężnych halach. Ceny wędlin trochę wyższe niż u nas, ale sery dużo droższe. Na otwartym placu stoiska z warzywami, owocami, produktami leśnymi. Kupiliśmy za śmieszną cenę 2 euro duży pojemnik kurek, które zostały wrzucone do jajecznicy z 24 jaj. I co jeszcze na targu? Na otwartym powietrzu stoją ławeczki, gdzie emerytki mogą sobie porozmawiać o zakupach i nie tylko. I co jeszcze? Wszyscy gawarili pa ruski.

Ale, ale, z bazaru wędrujemy na starówkę. Znajdujemy tam bogactwo zabytkowych budynków, począwszy od średniowiecznych murów miejskich z XIII wieku, a skończywszy na rozlicznych gmachach, z Muzeum Okupacji na czele (oczywiście okupacji radzieckiej). Większość zabytków została pięknie odnowiona, a wąskimi uliczkami przechadzają się tłumy obcokrajowców: Niemców, Szwedów, Anglików, Amerykanów. Najlepiej zwiedzać ją na piechotę, bo jest niewielka. Duże wrażenie robi katedra luterańska, której budowa zaczęła się w 1211 r. Imponuje ogromem z wieżą wysoką na 90 m, zwieńczoną gotyckim hełmem. Równie duże wrażenie robi kościół św. Piotra z XIII wieku. Na wieży kościelnej, na wysokości 72 m, znajduje się platforma widokowa, z której możemy oglądać panoramę miasta. Jednym z najważniejszych zabytków Rygi jest Dom Czarnogłowych. Bractwo Czarnogłowych powstało w 1413 r. i skupiało młodych, bezżennych kupców pochodzenia niemieckiego. Nazwa tej organizacji wywodzi się od ich czarnego patrona – św. Maurycego. W Wielkiej Sali widnieje duży herb bractwa, a między piętrami znajduje się na ścianie tablica pamiątkowa informująca, że w tym budynku 18 marca 1921 r. podpisano traktat pokojowy kończący wojnę polsko-bolszewicką.

200 m od Domu Czarnogłowych płynie Dźwina. Szeroka i głęboka. Ryga jest portem rzeczno-morskim. A z kamiennego mostu widać zabudowę innego, nowoczesnego miasta. Obowiązkiem każdego turysty jest spacer ulicą Alberta w Nowej Rydze. I cóż my tam widzimy? Same secesyjne rodzynki, a więc budynki wzniesione w latach 1895-1914. Charakterystyczne cechy secesji to faliste, płynne linie fasad, ornamenty abstrakcyjne, stylizowane motywy roślinne i zwierzęce, wyrafinowane układy kompozycyjne. W większości budynki projektowali fińscy architekci. Na przełomie wieków miasto było jednym z największych i najzamożniejszych w ówczesnej Rosji. Mieszkało w Rydze sporo bogatych snobów, gotowych budować swe domy w sposób awangardowy. Na łopatki kładą zwiedzających takie cacka, jak choćby Koci Dom, Dom pod Słońcem, Dom z Zaokrąglonym Oknem, Dom Dziurek od Klucza. Oblicza się, że w stolicy Łotwy znajduje się kilkaset takich budynków.

25 kilometrów na zachód od Rygi, nad zatoką, znajduje się kurort Jurmała. W języku łotewskim znaczy to tyle, co „morskie wybrzeże”, „brzeg morza”. W okresie radosnej twórczości władz radzieckich połączono czternaście miejscowości leżących na wąskiej 35-kilometrowej mierzei pomiędzy Zatoką Ryską a rzeką Lielupe. Jurmała jest modna, są tam liczne sanatoria i spa. Piękne piaszczyste plaże zachęcają do kąpieli, co też uczyniłem wieczorową porą. A potem spacer po zarośniętych sosnowym lasem wydmach. Wdychając powietrze nasycone jodem, czułem się o dwadzieścia lat młodszy!

Niezwykłym miejscem niedaleko Jurmały jest Park Narodowy Kemeri o powierzchni 50 tysięcy hektarów. Lasy, torfowiska, tereny podmokłe, jeziora – takie krajobrazy tutaj dominują. Wejście kosztuje 5 euro, ale warto wydać tę, skromną zresztą, kwotę. Trzykilometrową kładką wędrujemy przez bagienne tereny, fotografujemy rzadkie gatunki roślin: wilczomlecz, wiciokrzew, dziki czosnek, woskownicę europejską, storczykowate. Z wzniesionego na pięć metrów pomostu podziwiamy dziką przyrodę i rozkoszujemy się błogą ciszą. Tak jej nam brakowało w Rydze.

Na południe

Końcowy etap tygodniowej wyprawy prowadzi nas w kierunku Litwy. W uporządkowanej i nowoczesnej Jełgawie udajemy się do restauracji na obiad. I tu szokują ceny. Miedzy 12 a 15 jest duża promocja. Za 6 euro zamawiam sześć dań, od przystawek, przez zupę, drugie danie, trzecie danie, po desery… Uf, nie do przejedzenia, toteż część zostaje na talerzach. Najbardziej smakowała mi łotewska potrawa narodowa, czyli groch gotowany z boczkiem i cebulą. Nazywają to zupą, ale jest tak gęsta, że można ją traktować jako gulasz.

Pałac w Rundale na południu kraju był ostatnim miejscem, do którego zawitaliśmy na Łotwie. Przedstawiany jest jako najbardziej znany w krajach bałtyckich. Zwiedzający są pod wrażeniem jego ogromu i wspaniałej fasady. Zbudował go włoski architekt Bartolomeo Rastelli w latach 1736-1765. Ten sam twórca wcześniej postawił Pałac Zimowy w Petersburgu. Ale nie będziemy wgłębiać się bardziej w historię pałacu w Rundale. Lepiej przejść się odrestaurowanym ogrodem w stylu francuskim i odpocząć po trudach podróży na ławeczce wśród kwiatów, podziwiając dzieło Rastellego.

W Szawlach, już na Litwie, obowiązkowo należy udać się na Górę Krzyży (Kryziu Kalnas). Znajduje się 10 km od miasta i jest odwiedzana przez tłumy wiernych. Tradycja stawiania tu krzyży sięga prawdopodobnie XIV-XV wieku. Dzisiaj na tym niewielkim wzgórzu jest ich około 60 tysięcy. 2 września 1993 r. papież Jan Paweł II odprawił na Górze Krzyży uroczyste nabożeństwo, które upamiętnia monumentalny krzyż na środku polanki.

Na moment rozstąpiły się deszczowe obłoki i z dziury między nimi uśmiechnęło się do nas słoneczne oblicze. Jakby mówiło: „Wracajcie do ojczyzny”. Pognaliśmy w te pędy do polskiej krainy. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

Andrzej Szymański

 

aaa

 

zdrowie

 

Siódme poty 

Każdy z nas się poci. W lecie, gdy jest upał, podczas wysiłku fizycznego, stresu, zmian hormonalnych (dojrzewanie i przekwitanie), choroby lub wysokiej gorączki. „Pracować w pocie czoła”, „Spocić się jak mysz”, „Siódme poty biją na kogoś” – to tylko kilka z wielu powiedzonek na ten temat. Dla zwierząt zapach potu jest ważnym sygnałem rozpoznawczym, dla ludzi – dyskomfortem, któremu chcą zaradzić przy pomocy dezodorantów. Można się o tym przekonać szczególnie latem w środkach masowej komunikacji, kiedy niedostosowane do rodzaju skóry kosmetyki tworzą efekty zapachowe odwrotne do zamierzonych. Czy słusznie walczymy z tym, co jest naszą fizjologią?

Należymy do stałocieplnych. Pocimy się, żeby utrzymać właściwą nam temperaturę ciała. Gdyby nie to, nasz organizm uległby śmiertelnemu przegrzaniu w czasie silnych upałów. Temperatura ludzkiego ciała zmienia się w ciągu doby – najwyższa jest między godziną 18 a 21, najniższa wczesnym rankiem – około godziny 6. Wahania sięgają od 0,5 do 1 stopnia Celsjusza. Za utrzymanie stałej temperatury odpowiada centralny ośrodek termoregulacji, ulokowany w podwzgórzu i rdzeniu kręgowym. Ten „termometr”, wspomagany dodatkowo „termostatem”, u zdrowych osób nastawiony jest na 36,5 – 37°C. Nie lubi ani zbyt wysokiej, ani zbyt niskiej temperatury. W obu przypadkach ośrodek nakazuje albo natychmiastowe chłodzenie, albo zahamowanie utraty ciepła. Ten mechanizm może się rozregulować z powodu choroby lub przez substancje zwane pirogenami (bywają uwalniane m.in. w sytuacji uszkodzenia tkanek).

Reakcją na gorąco jest rozszerzenie naczyń krwionośnych skóry i pobudzenie czynności gruczołów potowych. Te dzielą się na ekrynowe, które są rozmieszczone na całej skórze, oraz apokrynowe – występujące tylko w niektórych częściach ciała, m.in. pod pachami, w zewnętrznym przewodzie słuchowym, powiece, sutku, okolicy odbytu, wokół narządów płciowych i na nich. Pierwszych jest bardzo dużo, nawet kilkaset na 1 cm kwadratowy, a ich zadaniem jest chłodzenie ciała. Aktywność gruczołów ekrynowych nasila się, gdy temperatura otoczenia przekracza 31°C. Podkręca je ośrodkowy układ nerwowy, czym się tłumaczy tzw. pocenie emocjonalne, obejmujące zazwyczaj twarz, dłonie i stopy. Gruczoły apokrynowe nie uczestniczą w termoregulacji. Wydzielają pot pod wpływem emocji, bodźców bólowych, tarcia.

Człowiek produkuje około 800 ml potu na dobę. W silnym upale wypacamy w tym samym czasie nawet 10 litrów wody, o ile uzupełniamy płyny. Maratończyk ważący 70 kg pozbywa się w czasie dwuipółgodzinnego biegu około 5 litrów wody. Pot składa się w blisko 99 procentach właśnie z niej. Zawiera też m.in.: mocznik, kwas mlekowy, tłuszcze, węglowodany oraz związki mineralne – sól, chlor, potas, żelazo, magnez. Skład potu zależy od naszej diety, przebytych i aktualnych chorób, zmian hormonalnych, a także od warunków klimatycznych, w jakich przebywamy. Zdarza się, choć rzadko, że niektórzy wraz z potem wydalają krew. Mówi się, że ta przypadłość, zwana hematidrozą, może być spowodowana silnym stresem, pod wpływem którego pękają naczynia krwionośne w gruczołach potowych. „Czerwony pot” może być poprzedzony silnymi bólami głowy oraz brzucha. Niekiedy jest tylko lekko zabarwiony, ale czasem bywa gęsty i jaskrawoczerwony – przypomina czystą krew.

Nie wszyscy pocimy się jednakowo. Chociaż mężczyźni mają dwukrotnie mniej gruczołów potowych, wytwarzają nawet dwukrotnie więcej potu niż kobiety. Bardziej pocą się osoby otyłe, choć doświadczają tego także szczupli. Nadmierne pocenie się może też być cechą osobniczą – są ludzie, którzy pocą się bardziej niż inni. Wszyscy pocimy się mniej z wiekiem. Niezbyt przyjemny zapach, jaki wydzielają pory naszej skóry, bierze się z obecności bakterii mnożących się w symbiozie z potem. Dzienne powody pocenia się uznajemy na ogół za racjonalne. Inaczej, gdy oblewamy się potem w nocy, co przerywa sen, zmusza do zmiany bielizny i przywołuje niewesołe myśli, jaka jest tego przyczyna. Tym bardziej że nie mamy gorączki, nie grzeje nas pierzyna, a temperatury w mieszkaniu, jak i na zewnątrz nie należą do tropikalnych. Lekarze sugerują, że powodów, dla których się tak dzieje, może być co najmniej dziesięć. Oto one:

Najprostszą przyczyną może być zwykłe przemęczenie. Połączone z bardzo silnym osłabieniem występuje na przykład nie tylko po ciężkiej grypie, ale także po przepracowaniu. Jeśli jesteśmy wykończeni, śpimy bardzo mocno, najczęściej przykryci kołdrą, której nie zrzucamy z siebie w ciągu nocy, jak to się dzieje w czasie normalnego snu. Przyczyną weekendowego nocnego pocenia się może być np. niedosypianie, a następnie odrabianie zaległości w spaniu w dni wolne od pracy.

Kiedy złapiemy jakąś infekcję, zazwyczaj kładziemy się do łóżka z mocno podwyższoną temperaturą. Po zażyciu odpowiednich leków gorączka spada, czemu towarzyszą poty. Jest to zjawisko normalne. Niepokój mogą natomiast wywoływać stany przedgorączkowe będące objawem niebezpiecznych schorzeń, na przykład gruźlicy. Właśnie nocne poty, które mogą być bardzo obfite, to jeden z ważnych sygnałów tej choroby. Osoba z gruźlicą niekoniecznie musi kaszleć, tym bardziej że jej prątki atakują nie tylko płuca, lecz także inne narządy. A ponieważ ten proces nie przebiega gwałtownie, możemy być nieświadomi, że cierpimy na gruźlicę.

Z nocnym poceniem wiąże się nadczynność tarczycy, kiedy produkuje ona zbyt wiele hormonów. Rośnie wtedy tempo naszego metabolizmu: „spalamy się” od środka, a nasz układ nerwowy nadmiernie się pobudza. Zwiększa się produkcja ciepła i aktywują gruczoły potowe. Pocimy się wtedy nie tylko w nocy, lecz także w ciągu dnia, czemu towarzyszy silne osłabienie.

Nasz metabolizm zmieniają także nowotwory. Mogą one powodować nadpotliwość w nocy. Lekarze wymieniają tu często raka trzustki oraz guzy mózgu, które mogą ulokować się w pobliżu ośrodka termoregulacji i zaburzać jego pracę. Nocne poty towarzyszą czasem białaczkom i chłoniakom. Niepokojące jest pocenie się tylko jednej strony ciała, bo może świadczyć o zaburzeniach ośrodkowego układu nerwowego.

W przypadku cukrzycy także zdarzają się nasilone nocne poty. Wiąże się to z hipoglikemią, czyli gwałtownym spadkiem poziomu cukru we krwi. Może on być wynikiem złego dopasowania leków do wykonywanego przez pacjenta wysiłku, pominięcia posiłku itp.

W czasie snu oddychamy nieco inaczej niż za dnia. Spada nam napięcie mięśniowe, co u osób zdrowych nie ma znaczenia. U chorych na obturacyjny bezdech senny zapadają się wtedy język i gardło. Przepływ powietrza przez drogi oddechowe jest wówczas zbyt mały, albo go w ogóle nie ma. Prowadzi to do niedotlenienia całego organizmu. Bezdech najczęściej kończy się przebudzeniem, przy czym większości takich epizodów nie pamiętamy i dlatego tak mało osób wie, że ma OBS. Tymczasem może on powodować nocne pocenie się. Kiedy przestajemy na chwilę oddychać, uruchamiają się tzw. objawy wegetatywne. Wegetatywny układ nerwowy sprawuje kontrolę nad przemianą materii oraz prawidłowym działaniem narządów wewnętrznych. Nasz organizm „włącza” objawy wegetatywne w odpowiedzi na zanik oddechu. Jeśli osoba cierpiąca na OBS mieszka sama, nie może stwierdzić, co jej dolega. Objawem towarzyszącym bezdechowi jest bowiem chrapanie, a własnego nie zauważamy. Zwrócenie uwagi na nocne poty może pomóc lekarzowi w diagnozie naszego schorzenia.

Podobnie jest z chorobą refluksową, która jest również wymieniana wśród przyczyn nocnego pocenia. Polega ona na cofaniu się kwaśnej treści żołądka do przełyku – z powodu niewydolności jego dolnego zwieracza. Powstaje wtedy zgaga, pojawia się chrypka, chrząkanie, ból gardła, pieczenie języka, drapanie w uszach i kaszel. Te objawy – zwłaszcza kaszel – mogą się nasilać w czasie snu, zakłócając nocny odpoczynek. Kiedy już wreszcie uda się nam zasnąć, śpimy mocniej i pocimy się bardziej.

Nadciśnienie nie powinno dawać objawów nocnego pocenia się, ale czasem, jeśli nie jest leczone lub dawki leków ustawione są nieprawidłowo, zdarzają się jego duże skoki. Gdy jest bardzo wysokie, wzrasta nam nieznacznie temperatura ciała. Organizm usiłuje to wyrównać i zwiększa ilość wytwarzanego potu, co zmusza niekiedy do zmiany nocnej bielizny.

Ponad połowa wszystkich kobiet w okresie menopauzy, tuż przed nią i tuż po niej, skarży się na obfite nocne pocenie. Dokładny mechanizm tego zjawiska nie jest znany. Przypuszcza się, że zmniejszający się w czasie przekwitania poziom kobiecych hormonów – estrogenów – wpływa na ośrodek termoregulacji w mózgu. Zakłóca pracę podwzgórza, wysyłając mu fałszywy sygnał, że jest zbyt gorąco. Mózg reaguje, przekazuje wiadomość do serca, naczyń krwionośnych i układu nerwowego z nakazem pozbycia się nadmiaru ciepła. Serce szybciej pompuje krew, naczynia krwionośne w skórze się rozszerzają, a gruczoły potowe wzmagają swoją aktywność. Uderzenia gorąca zaczynają się od zaczerwienienia twarzy, a potem przechodzą w poty w okolicach szyi i karku. W okresie menopauzy te tzw. napady zdarzają się także w dzień, ale w nocy są bardziej zauważalne i uciążliwe. Ulgę przynosi zazwyczaj hormonalna terapia zastępcza stosowana według zaleceń lekarza endokrynologa.

Nocne poty przypominające uderzenia gorąca w menopauzie mogą być objawami choroby Parkinsona, która polega na zwyrodnieniu struktur mózgu. Jej przyczyna nie jest dotąd poznana. Prowadzi do spowolnienia ruchowego, sztywności mięśni, zaburzeń chodu i postawy. Charakterystyczne są w niej też objawy pozaruchowe, m.in. zaburzenia depresyjne, spadki ciśnienia, bezsenność, ból, zaburzenia węchu i właśnie nadmierne pocenie się. Mechanizmy zakłóceń termoregulacji w tej chorobie są jednak słabo poznane.

Żeby żyć, musimy się pocić. Czasem jednak potu jest zbyt dużo i jesteśmy nim zlani w sytuacjach, w których wcześniej nam się to nie zdarzało. Warto wtedy zasięgnąć opinii lekarza, który zleci stosowne badania wyjaśniające możliwe powody „siódmych potów”.

BWO

 

aaa

 

ruszajmy się

 

Motywacja do treningu 

Świadomość możliwości poprawy zdrowia i urody poprzez sport jest coraz większa. Miejsc, gdzie można ćwiczyć, i sposobów na doskonalenie kondycji oraz sylwetki przybywa. Wiedza na temat treningu, metod i prawidłowego ćwiczenia jest łatwo dostępna, a aktywność fizyczna jest modna. Tylko skąd czerpać motywację?

Ćwiczy coraz więcej osób, ludzie chwalą się swoją figurą i osiągnięciami sportowymi na portalach społecznościowych w internecie. Wydaje się, że nie powinno być żadnego problemu z aktywnością, bo infrastruktura sportowa jest dostępna. Jednak nie każdemu łatwo jest wytrwać w aktywności ruchowej.

Niestety, często tkwimy w swoich przyzwyczajeniach, na trening nie mamy czasu, brakuje nam sił fizycznych i psychicznych, a jak podejmiemy próbę, to są to zrywy niesystematyczne i sporadyczne. Tkwimy w błędnym kole: nie ćwiczymy, bo nie mamy siły i słabo się czujemy, a nie mamy siły, bo nie ćwiczymy. Ale chcemy wziąć się za siebie, tyle że dopiero od jutra.

Nieważne, jakie mamy predyspozycje fizyczne i jaką aktywność podejmujemy – kluczowe w aktywności fizycznej są kwestie motywacji. Bo tu liczy się systematyczność i sportowe zacięcie. W treningu – czy to zawodowym, czy amatorskim, zdrowotnym, dla urody – musimy być odpowiednio nastawieni do pracy. Bo ćwiczenia to ciężka praca i aby chciało nam się ją podjąć, musimy mieć motywację. Trzeba być świadomym i wiedzieć, że naszą motywację można zwiększyć. W każdym aspekcie musi zaistnieć prosta relacja pomiędzy ciałem i umysłem. Najprostszy schemat, który trzeba zastosować, to: cel – pozytywna realizacja – satysfakcja. W jakimkolwiek motywowaniu do działania trzeba określić, co chcemy osiągnąć, następnie wybrać sposób, czyli jak chcemy to osiągnąć, i tą wyznaczoną ścieżką kroczyć, otaczając się pozytywnymi doświadczeniami, nastawieniami, inspirującymi ludźmi. Następnie trzeba dostrzec efekty swoich poczynań i czerpać z tego satysfakcję.

W osiągnięciu odpowiedniej motywacji może pomóc nam psychologia i kilka zasad, które zmobilizują nasz umysł do działania. Przy silnej motywacji nie zastanawiamy się, czy coś zrobić czy nie, po prostu działamy, a inne rzeczy odkładamy na dalszy plan. Obserwujemy postępy i nic nie jest w stanie odwieść nas od aktywności.

Zastosowanie kilku psychologicznych technik pomoże wywołać i utrzymać stan silnej motywacji, dzięki czemu problem z brakiem chęci do aktywności fizycznej zniknie.

1. Wyznaczenie celu

Wyznaczenie celów działania stanowi podstawę pobudzenia wewnętrznej motywacji. Dzięki temu, że określimy konkretny cel, nasz mózg nastawia się na jego osiągnięcie. Trzeba wiedzieć, jaki chcemy uzyskać efekt naszego działania, aby ćwiczenia nie stały się celem samym w sobie, ale drogą do uzyskania konkretnego efektu. Cel powinien być ambitny, bo to wyzwala w nas pokłady kreatywności i motywacji. Niezbędna będzie wiara, że jesteśmy w stanie go osiągnąć, bo wtedy będziemy codziennie dążyć do jego realizacji i ciężko pracować. To może być osiągnięcie wymarzonej sylwetki, dojście do określonej masy ciała, rekord życiowy, pokonanie kogoś innego, przebiegnięcie jakiegoś dystansu, np. maratonu.

2. Wizualizacja

Wizualizacja to jeden ze skutecznych sposobów osiągania dobrych rezultatów w sporcie. Należy sobie często wyobrażać osiągnięty cel. Należy wizualizować sobie obraz samego siebie dotyczący wyglądu, samopoczucia, zdrowia, kondycji, satysfakcji po zdobyciu upragnionej rzeczy. Powinien być bogaty w szczegóły. Im częściej to będziemy robić, tym bardziej podświadomie będziemy do tego dążyć. Postarajmy się 5 minut dziennie poświęć na wizualizację, a po pewnym czasie poczujemy silną motywację do działania.

Wizualizację można również zastosować, by zobaczyć samego siebie zmotywowanym i w ten sposób osiągnąć ten stan. To obserwowanie siebie z boku, jakbyśmy oglądali film ze sobą w roli głównej. Ta bardzo silna technika pomaga w osiągnięciu pożądanego stanu emocjonalnego. W wyobraźni widzimy siebie, jak ciężko trenujemy, pełni motywacji, waleczności, determinacji. Trzeba zobaczyć ten stan, w którym jesteśmy skupieni na zadaniu. Film należy obserwować bardzo dokładnie: jak wyglądamy, jaką mamy minę. Po pewnym czasie sami osiągniemy ten stan i więcej będziemy mogli zrobić podczas treningu.

3. Prowadzenie notatek

O wiele większą moc od myśli mają słowa wypowiedziane i napisane. Dlatego warto robić zapiski i je na głos odczytywać. Wyznaczony cel należy zapisać i umieścić w widocznym miejscu, następnie warto spisać wszystkie korzyści, które osiągniemy, gdy go zrealizujemy. Mogą to być zdrowie, uroda, wyniki sportowe, ale również relacje z innymi ludźmi lub inne mniej czy bardziej logicznie powiązane aspekty.

4. Planowanie

Kolejnym krokiem jest dokładne zaplanowanie drogi osiągnięcia celu. Jeśli pragniemy dotrzeć do mety, powinniśmy wiedzieć dokładnie, co trzeba zrobić. Dobry plan powinien zawierać proste kroki, dzięki którym jesteśmy w stanie rozwiązać o wiele trudniejsze zadanie. W sporcie to będzie plan treningowy. Warto wyznaczyć sobie kiedy, ile i jak ćwiczymy. Dokładnie to samo dotyczy diety – warto ją sobie rozpisać. Plan może dotyczyć każdego innego aspektu życia, np. regularnego snu, pozytywnych relacji z bliskimi, zabiegów zdrowotnych, wypoczynku itp.

5. Pozytywne nastawienie

Kreowanie w sobie pozytywnego nastawienia to jedno z kluczowych zagadnień psychologicznych. Powstają o nim grube książki i podręczniki. Myślenie czy mówienie, że nie damy rady, nastawiają nasz umysł na porażkę. Należy zawsze mówić sobie, że damy radę, że się uda, że jesteśmy w stanie osiągnąć nasze marzenia. Tak działa nasz umysł – podświadomie realizuje to, co sobie wyznaczymy.

Zawsze wracamy do jakiejś czynności, gdy mamy z nią pozytywne wspomnienia, dobre emocje. Często chcemy wrócić do miejsca lub czynności z dzieciństwa właśnie dlatego, że byliśmy wtedy szczęśliwi i mamy pozytywne wspomnienia. Warto pokochać trenowanie, a pierwszym krokiem do tego jest kreowanie pozytywnych myśli i emocji. Trenujmy w ulubionym miejscu, gdzie dobrze się czujemy, słuchajmy świetnej, motywującej muzyki, ćwiczmy z kimś, kogo lubimy lub kochamy i chcemy z nim spędzać czas. Trening powinien być przede wszystkim dobrą zabawą, żartujmy sobie i wygłupiajmy się podczas jego trwania. To naprawdę działa. Szukajmy najróżniejszych przyjemności związanych bardziej lub mniej z treningiem. Warto wygodnie i fajnie się ubrać, by podczas treningu dobrze się czuć.

Gdy naprawdę nie jesteśmy w stanie się przełamać i polubić ćwiczeń, można wykorzystać metodę 5 minut. Stosuje się ją do każdej nielubianej czynności, którą musimy wykonać. Kiedy są to ćwiczenia, to postanówmy, że będziemy ćwiczyć tylko przez 5 minut. Perspektywa, że będziemy coś robić bardzo krótko, ułatwi nam rozpoczęcie ćwiczeń. Najtrudniej jest zawsze zacząć. Kiedy już zaczniemy nasz 5-minutowy trening, często okazuje się, że nabieramy chęci i jesteśmy w stanie ćwiczyć dłużej. Po prostu rozkręcamy się po pewnym czasie.

Innym sposobem na wzbudzenie w sobie silnych uczuć i emocji, które pomogą nam się zmotywować, jest powiązanie naszego celu oraz prowadzącego do niego sposobu działania z najwyższymi wartościami, jakie uznajemy w życiu. Człowiek dla najwyższych wartości jest w stanie naprawdę się poświęcić. Jeżeli np. najważniejsza jest dla nas rodzina, to efekt zdrowotny treningu możemy powiązać z tym, że robimy to dla najbliższych, bo dzięki treningowi nie zachorujemy i będziemy żyć dłużej, będziemy przykładem dla dzieci itp. Każdy z nas ma inne wartości, ale można powiązać to z religią, pracą, rozrywką, z tym, co uznajemy.

6. Nagroda

Zawsze łatwiej nam się zmotywować, jeżeli czeka nas jakaś nagroda. Oczywiście największą nagrodą jest osiągnięcie wymarzonego (wyznaczonego) rezultatu. Chodzi o to, żeby nagradzać się po każdym kroku, który przybliża nas do osiągnięcia celu. Każdy ma inny poziom motywacji, dlatego na początku można się nagradzać po każdym zrealizowanym treningu. To mogą być małe przyjemności, które lubimy w życiu, np. zjedzenie czegoś dobrego, obejrzenie ulubionego serialu, pójście do kina itp. Ważne jest, aby nagradzać się tylko wówczas, kiedy wykonamy założoną pracę. Często chodzi o samą świadomość, że za wykonanie zadania zawsze otrzymamy coś, co lubimy, jakąś mniej lub bardziej cenną rzecz.

7. Społeczeństwo

Inni również mogą nas zmotywować do treningu. To tak zwana motywacja zewnętrzna i niekoniecznie chodzi tu o despotycznego szefa w pracy czy krzyczącego nad nami trenera. Chodzi o to, by wykorzystać obecność innych do osiągania lepszych rezultatów.

Warto mieć kompana do ćwiczeń. Jeżeli umawiamy się z nim na ćwiczenia lub bieganie, to łatwiej nam być zmotywowanym. Nie będziemy chcieli zawieść jego oczekiwań i pójdziemy na trening nawet, jak nam się nie chce.

Innym sposobem jest ćwiczenie w większej grupie. Presja grupy i chęć wyróżnienia się są tak silne, że nigdy nie osiągniemy takich rezultatów, ćwicząc samemu. Po prostu głupio nam poddać się, kiedy inni na nas patrzą. Warto zapisać się na zorganizowane zajęcia. Bardzo dobrze, jeśli są one płatne, bo jak za coś zapłacimy, to bardziej to szanujemy i będziemy chcieli skorzystać jak najwięcej. Znajomych mamy również w sieci. Istnieją programy do rejestracji treningu w formie zegarków lub aplikacji na telefon. Rejestrowanie osiągnięć to dobra zabawa, ale również forma rywalizacji ze znajomymi, możliwość pokazania im swoich rezultatów. A że zawsze chcemy wypaść jak najlepiej – motywujemy się do większej pracy.

8. Rywalizacja

To jedna z najbardziej motywujących nas do działania rzeczy. Chęć bycia lepszym, pokonania kogoś w tak zwanej zdrowej rywalizacji wydobywa z nas to, co najlepsze. Nie bójmy się jej, bo tak naprawdę nie jest ważne, czy zwyciężymy z naszym rywalem. Najważniejsze jest to, że wyścig pozwoli nam przekroczyć granice swoich możliwości i wygrać z samym sobą.

Najistotniejsze w kwestii motywacji do treningu jest to, by mieć świadomość, że możemy nad nią pracować i ją zwiększyć. Czy będzie ona wewnętrzna, pochodząca z własnych przekonań, czy zewnętrzna, wynikająca z presji innych, nie jest istotne. Najważniejsze, by zastosować to, co naprawdę zbliży nas do satysfakcjonujących rezultatów. Osiągając nasz cel, odniesiemy prawdziwy sukces, a przy tym poprawi się nam samoocena, wzrośnie pewność siebie i jakość naszego życia. Jeżeli mogą nam w tym pomóc gadżety, zorganizowane zajęcia czy techniki psychologiczne zwiększające motywację, to zróbmy to, co konieczne. Zastosujmy wszystko, co pozwoli nam być bardziej aktywnymi. Najważniejsze, abyśmy systematycznie ruszali się, poczuli się silni i byli z siebie zadowoleni.

Krzysztof Koc

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Przewaga rozwojowa

Na początku partii szachiści starają się szybko wprowadzić figury do gry, zbudować silne centrum i zabezpieczyć króla poprzez roszadę. Czasami jeden z nich spóźnia się z rozwojem bierek. Najczęściej jest to efekt wykonania kilku ruchów tą samą figurą, przeważnie hetmanem. Przeciwnik ma wtedy więcej figur w grze i uzyskuje przewagę rozwojową. Jeśli pozycja ma charakter zamknięty, to zaległości w rozwoju figur można przeważnie nadrobić bez uszczerbku dla sytuacji na szachownicy. Jeśli jednak centrum jest otwarte, to przewaga rozwojowa daje możliwości ataku na króla, który nie zdążył zroszować. Strona mająca taką przewagę musi działać szybko i energicznie, gdyż ten typ przewagi ma charakter przemijający.

Gambit królewski

A. Tołusz – W. Ałatorcew

Moskwa 1948

1.e4 e5 2.f4 Jeden z gambitów, u podstaw których leży uzyskanie silnego centrum i przewagi w rozwoju za cenę pionka 2...d5 Czarne odpowiadają w podobnym stylu 3.ed5 H:d5?! Ryzykowna decyzja. Hetman zbyt szybko wchodzi do gry i naraża się na ataki białych bierek. 4.Sc3 He6 5.fe5 H:e5+ 6.Ge2 Gg4 W nadziei na wymiany, które zmniejszą siłę rażenia białych figur 7.d4! Ważne tempo dla rozwoju figur 7...He6 Lub 7...G:e2 8.Sg:e2 Ha5 9.0-0 i czarne mają trudności, np. 9...Sf6 10.Sg3 Sbd7 11.He2+ i król musi pozostać w centrum (11...Ge7? 12.Sf5) 8.Hd3 Białe przygotowują długą roszadę, grożąc przy okazji wypadem 9.Hb5+ 8...c6 9.Gf4 Sf6 10.0-0-0 G:e2 11.Sg:e2 Gd6 Czarne planują zrobić krótką roszadę. Próba ukrycia króla po długiej stronie też była trudna do wykonania: 11...Sbd7 12.d5! S:d5 (12...cd5 13.Sb5) 13.S:d5 cd5 (13...H:d5 14.Hg3!) 14.Sd4 z silnym atakiem białych, np.14…Sc5 15.Hf3 Hd7 16.Whe1+ Se4 17.Sb5! H:b5 18.W:d5! H:d5 19.W:e4+ Kd8 20.We8+ K:e8 21.H:d5 i przy równowadze materialnej pozycja czarnych jest skompromitowana. 12.d5! Strona mająca przewagę rozwojową musi dążyć do otwarcia pozycji w centrum! 12...S:d5?! Lepsze 12...cd5 13.Sb5 Ge5 14.Sbd4 Hd6, chociaż po 15.Whf1 0-0 16.Sf5 Hc7 17.Hg3 czarny król też wpadał pod silny atak 13.S:d5 cd5 14.Hg3! Groźby białych są już nie do odparcia 14...G:f4+ 15.S:f4 Hh6 Do zrobienia roszady czarnym zabrakło tylko jednego tempa, straconego na początku gry... 16.Whe1+ Kf8 Lub 16...Kd8 17.W:d5+ Sd7 18.Wed1 17.Ha3+ 1-0

Gambit królewski

J. Schulten – P. Morphy

Nowy Jork 1857

1.e4 e5 2.f4 d5 3.ed5 e4!? 4.Sc3?! Lepsze natychmiastowe 4.d3 4...Sf6 5.d3 Gb4 6.Gd2 e3! Pionek za dodatkowe tempo 7.G:e3 0-0 8.Gd2 G:c3 9.bc3 We8+ 10.Ge2 Gg4 11.c4 Również i po 11.Kf2 G:e2 12.S:e2 H:d5 13.We1 Sc6 inicjatywa czarnych warta była pionka 11...c6! 12.dc6? Po tym błędzie czarne wprowadzają do ataku drugiego skoczka i sytuacja białych staje się krytyczna. Należało zagrać 12.h3 G:e2 13.S:e2 cd5 14.cd5 H:d5 15.0-0 Sc6 ze złożoną pozycją 12...S:c6 13.Kf1 W:e2! 14.S:e2 Sd4 Czarne odbierają poświęcony materiał, a groźby pozostają 15.Hb1 G:e2+ 16.Kf2 Sg4+ 17.Kg1 Sf3+! Najszybciej prowadzi do celu 18.gf3 Hd4+ 19.Kg2 Hf2+ 20.Kh3 H:f3+ i białe skapitulowały, gdyż po 21.Kh4 Se3 mat jest nieuchronny. Ciekawostką jest fakt, że Paul Morphy, genialny szachista z połowy XIX wieku, grał tę partię na ślepo (bez patrzenia na szachownicę).

Obrona sycylijska

J. Polgar (2320) – P. Chilingirowa (2195)

Saloniki (olimpiada) 1988

1.e4 c5 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 g6 4.0-0 Gg7 5.c3 e5 Znacznie silniejsze jest 5...Sf6 6.We1 0-V0 6.d4! Białe chętnie poświęcają pionka za otwarcie pozycji i szybki rozwój figur 6...ed4 7.cd4 S:d4?! Bezpieczniejsze było 7...cd4 8.Gf4 Sge7 9.Gd6 0-0 10.Sbd2, chociaż i wówczas pozycyjne naciski rekompensowały oddanego pionka 8.S:d4 cd4 Lub 8...G:d4 9.Sc3 Se7 10.Gc4 0-0 11.Gg5 i czarnym trudno jest zakończyć rozwój 9.e5! Se7 10.Gg5 0-0 11.H:d4 Sc6?! Lepsze 11...h6 12.Gf6 G:f6 13.ef6 Sf5 14.Hd2 d5 lub natychmiastowe 11...Sf5!? 12.Hd2 Hb6 13.Sc3 d6!? 12.Hh4 Hb6 13.Sc3 G:e5? Po 13...d5 14.G:c6 bc6 15.Sa4 Hc7 16.Gf6 przewaga białych nie miała jeszcze rozstrzygającego charakteru 14.Wae1 G:c3? Czarne połakomiły się na skoczka, nie widząc efektownej kontry przeciwniczki, ale i po stosunkowo lepszym 14…Gg7 15.Gc4 Hc5 16.Sd5 atak białych rozwijał się błyskawicznie 15.bc3 H:b5 16.Hh6 Grozi 17.Gf6 16...Hf5 (16...f6 17.G:f6) 17.H:f8+! (17...K:f8 18.Gh6+ Kg8 19.We8x) 1-0

Obrona francuska

A. Kotow – A. Kałmaniok

Moskwa 1936

1.d4 e6 2.e4 d5 3.Sc3 Sf6 4.Gg5 de4 5.S:e4 Ge7 6.G:f6 gf6 7.Sf3 Sd7 Teraz i w następnych ruchach lepsze 6...f5, bo odrzuca białego skoczka z centrum 8.Gc4 Grozi nieprzyjemne 9.d5 8...c6 9.Hd2 b6 Czarne szykują się do długiej roszady. Białe starają się temu zapobiec, utrudniając rozwój figur. Jest to skuteczna metoda walki w pozycjach z przewagą rozwojową 10.Hh6 Gf8 Czarne nie chcą wpuścić hetmana na g7 11.Hf4 Gb7 12.0-0-0 h5 Z widoczną groźbą zdobycia hetmana po 13…Gh6. Czarne mają duże problemy z zakończeniem rozwoju: 12...He7? 13.Hc7!; 12...Hb8 13.S:f6+ czy 12...f5 13.Seg5 Gh6 14.Whe1 13.Kb1 Ge7 14.Hg3 Znowu grozi 15.Hg7 14...Sf8 15.Whe1 f5 Stanowczo za późno, ale czarne nie miały już specjalnego wyboru. Jeśli 15...Hd7, to 16.Hg7 Wh7 17.S:f6+ 16.d5! Po tym energicznym posunięciu pozycja czarnych rozsypuje się. Otwarcie centralnych linii daje białym rozstrzygający atak na króla 16...cd5 Przegrywało też 16...fe4 17.de6 czy 16...ed5? 17.Sf6x 17.Gb5+ Sd7 18.Se5 Hc7 (18...Gc8 19.Sc6) 19.G:d7+ Kd8 20.Hg7 Wf8 21.Sg5 Hc5 22.G:e6 i czarne poddały się.

Partia hiszpańska

A. Motylew (2651) – A. Charłow (2613)

Izmir 2004

1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 Sf6 4.Sc3 a6?! Niedokładność, po której czarne wpadają w kłopoty. Prawidłowe jest 4...Gb4 z przejściem do debiutu czterech skoczków 5.G:c6 dc6 6.S:e5 S:e4 Praktycznie jedyny sposób odzyskania pionka. Do szybkiej katastrofy może doprowadzić wariant 6...He7 7.d4 c5 8.0–0 cd4 9.H:d4 c5? 10.Ha4+ 7.S:e4 Hd4 8.0-0 H:e5 Oczywiście nie 8...H:e4? 9.We1 9.d4! Mniej dokładne było narzucające się 9.We1 Ge6 10.d4 Hf5 9...Hf5 Również w przypadku 9...Hd5 10.We1 Ge6 11.Gg5 h6 12.Gf6!? czarne miały kłopoty 10.Sg3 Hd5 11.Gf4 Atak na pionka c7 daje białym dodatkowe tempa rozwojowe 11...Gd6 Wydaje się, że czarne rozwiązały problemy debiutowe: 12.We1+ Ge6 i król może wreszcie zroszować. 12.Sh5! Wg8 Smutna konieczność. Na 12...0-0 nastąpiłoby 13.Gh6! Również i 12...G:f4 13.S:f4 Hf5 14.We1+ Ge6 15.S:e6 fe6 16.We5 prowadziło do przewagi białych 13.b3 Białe chcą przegonić hetmana z centralnego miejsca. Poważnym błędem było 13.Gh6? Gh3! i nieoczekiwanie to biały monarcha ma kłopoty 13...Hf5 Jeśli 13...Ge6, to 14.c4 Ha5 15.G:d6 cd6 16.d5!? cd5 17.Hd4 0-0-0 18.S:g7 14.G:d6 cd6 15.Sg3 Ha5 To już szósty ruch hetmanem w partii 16.Se4 Ke7 Czarne pogodziły się z utratą roszady. Inne posunięcia nie były lepsze: 16...d5 17.Hh5 czy 16...Hc7 17.We1 Ge6 18.Sg5 17.We1 Ge6 18.c4 Wgd8 Prowadzi do strat materialnych, ale pozycja czarnych była już nie do uratowania 19.d5! cd5 20.b4! H:b4 21.cd5 Ha5 Nie pomaga 21...Gd7 22.Wb1 Ha5 23.Hh5 itd. 22.de6 fe6 23.Hg4 1-0

Partia hiszpańska

M. Vachier Lagrave (2703) – P. Swidler (2739)

San Sebastian 2009

1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 a6 4.Ga4 Sf6
5.0-0 Ge7 6.We1 b5 7.Gb3 0-0 8.c3 d5 W tzw. ataku Marshalla czarne poświęcają pionka, aby wykorzystać niedorozwój białych figur ze skrzydła hetmańskiego. Obiektem ataku będzie biały król już po zrobieniu roszady 9.ed5 S:d5 10.S:e5 S:e5 11.W:e5 c6 12.d4 Gd6 13.We1 Hh4 14.g3 Hh3 15.We4 W ten sposób białe bronią się przed Gg4, stwarzając jednocześnie groźbę Wh4. Alternatywą jest wariant 15.Ge3 Gg4 16.Hd3 f5 17.Hf1 Hh5 18.f4 Wfe8 19.Sd2 Kh8 20.Gd5 cd5 ze złożoną pozycją 15...g5! 16.Hf1 Hh5 17.Sd2 f5 Czarne stawiają wszystko na jedną kartę. Chcą rozstrzygnąć grę, nim białe zakończą rozwój 18.We1 f4 19.Gd1 f3 20.Se4 Do trudnej do oceny pozycji prowadziło 20.G:f3!? W:f3 21.S:f3 H:f3 22.G:g5 Hh5 20...Gh3 21.Hd3 Wae8 22.Gd2? Forsownie przegrywa. Na 22.Ge3 nieprzyjemne było 22…Gf5. Jedyną szansą dla białych był komputerowy wariant 22.G:g5! H:g5 23.Gc2 W:e4 24.W:e4 Gf5 25.H:f3 G:e4 26.H:e4 He7 z mniej więcej wyrównanymi szansami. 22...W:e4! 23.H:e4 Lub 23.W:e4 G:g3! z podobnymi wariantami jak w partii 23…G:g3! Prawdopodobnie tego posunięcia białe z daleka nie przewidziały. Gońca zabić nie można: 24.fg3 f2+ czy 24.hg3 Gg2 25.He6+ Kh8! 26.He5+ Sf6 24.G:f3 Rozpacz 24...G:h2+! 25.K:h2 Wygrana dla czarnych końcówka powstawała po 25.Kh1 W:f3 26.He8+ H:e8 27.W:e8+ Kf7 28.We2 Gf4 25...Gg4+ 26.Kg1 G:f3 27.He6+ Kg7! Ale nie 27...Kh8? 28.He5+ Sf6 (28...Wf6 29.He8+) 29.Hh2 28.He5+ Wf6! 29.Hh2 Wh6! 0-1

Zaprezentowane partie ilustrują niebezpieczeństwa czyhające na stronę, która traci tempa i zaniedbuje rozwój figur. Trudno określić, jaka przewaga rozwojowa powinna przynieść zwycięstwo. Rudolf Spielmann, znany szachista z pierwszej połowy XX wieku, uważał, że w otwartych pozycjach przewaga trzech temp powinna wystarczyć do wygranej. To twierdzenie jest jednak trudne do udowodnienia. Wszystko zależy od konkretnej pozycji.

Ryszard Bernard

 

aaa

 

szkolenie

 

Gramy w warcaby

Warcaby szkolenie X 2017

Ucząc początkujących adeptów gry w warcaby, trenerzy często powtarzają: „Graj do centrum”. Rzeczywiście, zdobycie centralnych pól przynosi wymierne korzyści.

Leszek Stefanek – Józef Tołwiński

Puchar Ziemi Lubelskiej

01.05.2017 r., Firlej

1. 32-28 19-23 2. 28x19 14x23 3. 37-32 10-14 4. 34-30

Częściej gra się najpierw 41-37 z późniejszym 34-29.

4… 14-19 5. 30-25 17-21 6. 25x14 19x10 7. 41-37 10-14 8. 40-34 5-10 9. 45-40 14-19 10. 50-45 10-14 11. 35-30

Białe przytomnie uruchamiają piona z pola 35, wprowadzając go do gry.

11… 21-27 12. 31x22 18x27 13. 32x21 16x27

Białe: 46, 47, 48, 49, 42, 43, 44, 45, 36, 37, 38, 39, 40, 33, 34, 30

Czarne: 1, 2, 3, 4, 6, 7, 8, 9, 11, 12, 13, 14, 15, 19, 23, 27

Czarne wkroczyły na teren przeciwnika. Nie wydaje się jednak, by utrudniło to białym rozwój pozycji.

14. 30-25 14-20 15. 25x14 19x10 16. 34-29 23x34 17. 40x29 11-16

Niepotrzebne zdublowanie piona 27. Znacznie korzystniej 11-17 lub 10-14-19 z grą do centrum.

18. 44-40 7-11

To samo zastrzeżenie – niepotrzebnie czarne kierują się w stronę band.

19. 37-31 12-18 20. 31x22 18x27 21. 46-41 2-7

To nie jest teraz oczywiste, ale brak piona z pola 2 będzie kluczowy w dalszej części partii.

22. 41-37 7-12 23. 40-35 16-21 24. 45-40 11-16 25. 29-23 6-11

Białe: 47, 48, 49, 42, 43, 36, 37, 38, 39, 40, 33, 35, 23

Czarne: 1, 3, 4, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 15, 16, 21, 27

Białe wtargnęły na centralne pole i jest to słuszna decyzja. Teraz pion czarnych na polu 27 może znaleźć się w niebezpieczeństwie, a białe wzmacniają się w centrum.

26. 40-34 1-6 27. 34-30 12-17

Trudno zrozumieć, czym kierowały się czarne, grając ten ruch.

28. 30-24 10-14 29. 49-44 14-19 30. 23x14 9x29 31. 33x24 8-12 32. 38-33 12-18 33. 43-38 3-9 34. 33-29 21-26 35. 35-30 27-31

Białe: 47, 48, 42, 44, 36, 37, 38, 39, 29, 30, 24

Czarne: 4, 6, 9, 11, 13, 15, 16, 17, 18, 26, 27

Bardzo pasywne wybicie. Szkoda, pozycja jest gorsza, ale do gry. Możliwa była taka kontynuacja: 35... 17-21 36. 38-32 27x38 37. 42x33 11-17 38. 30-25 9-14 39. 24-20 15x24 40. 29x9 18-22 41. 9x27 21x41 42. 36-31 26x37 43. 47x36 16-21.

Pomimo pionka mniej czarne nie będą miały problemu z remisem.

36. 36x27 18-23 37. 29x18 13x31 38. 39-33 16-21 39. 30-25 9-14 40. 44-40 31-36 41. 40-34 21-27 42. 34-29 4-9 43. 24-20 15x24 44. 29x20 27-31 45. 33-29 11-16 46. 29-24 17-22

Białe: 47, 48, 42, 37, 38, 24, 25, 20

Czarne: 6, 9, 14, 16, 17, 26, 31, 36

Fatalny ruch, który nie daje już żadnych szans. Należało zagrozić białym remisową wymianą 2 za 2, tj. ruchem 36-41, po czym partia mogła potoczyć się tak: 46... 17-21 47. 38-32 21-27 48. 32x21 16x27 49. 24-19 14x23 50. 20-14 9x20 51. 25x14 23-29 52. 37-32 27x38 53. 42x24 31-37 54. 14-10 36-41 55. 47x36 26-31 56. 36x27 37-41. Przed nami napięta końcówka z nieokreślonym przebiegiem.

47. 20-15 6-11 48. 25-20 14x25 49. 15-10 9-14 50. 10x19 11-17 51. 19-14 17-21 52. 14-10 22-28 53. 10-5 21-27 54. 5x21 16x27 55. 37-32

Białe wygrały.

2-0

Leszek Stefanek – Leszek Żygowski

Puchar Ziemi Lubelskiej

03.05.2017 r., Firlej

1. 32-28 18-23 2. 33-29 23x32 3. 37x28 19-23 4. 28x19 13x33 5. 39x28 20-25 Niezrozumiały ruch, tak gra się przed wybiciem 19-23 w celu doprowadzenia do rogatki.

6. 44-39 15-20 7. 39-33 10-15 8. 50-44 5-10 9. 44-39 17-22 10. 28x17 12x21 11. 41-37 21-26 12. 31-27 11-17 13. 46-41 7-12 14. 49-44

Teraz białe grają nielogicznie. Piona z pola 49 należy zachować, jeśli nie ma konieczności jego wysunięcia.

14… 1-7 15. 37-32 17-21 16. 41-37 9-13 17. 33-28 4-9 18. 39-33 7-11 19. 44-39 2-7 Ta sama uwaga w stronę czarnych – piona na polu 2 nie ruszamy.

20. 28-23 13-19 21. 47-41 19x28 22. 32x23 21x32 23. 37x28 11-17

Białe: 48, 41, 42, 43, 45, 36, 38, 39, 40, 33, 34, 35, 28, 23

Czarne: 3, 6, 7, 8, 9, 10, 12, 14, 15, 16, 17, 20, 25, 26

Białe odważnie zajęły centralne pola i niewątpliwie mają inicjatywę. Dużo pionów czarnych znajduje się na bandach, co czyni ich pozycję słabszą. Jednak jest możliwa kontrgra, tzn. oddanie pola przeciwnikowi i próba okrążenia go ze skrzydeł.

24. 41-37 9-13 25. 37-32 17-22 26. 28x17 12x21 27. 33-28 13-19

Czarne zagapiły się i nie wykorzystały swojej szansy. Należało postawić klina ruchem 21-27 i przeszkodzić tym samym białym w swobodnym budowaniu pozycji. Teraz białe umacniają się w centrum.

28. 36-31 26x37 29. 42x31 8-13 30. 32-27 21x32 31. 38x27 7-12

Nie wygląda to najlepiej, tylko 3 piony czarne na krótkim skrzydle.

32. 39-33 12-17 33. 34-30 25x34 34. 40x29 3-8 35. 43-39 8-12 36. 31-26 20-25 37. 29-24 19x30 38. 35x24 14-20 39. 33-29 10-14

Białe: 48, 45, 39, 26, 27, 28, 29, 23, 24

Czarne: 6, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 20, 25

Białe zabrały wszystko, każde centralne pole jest ich. Czarne czeka walka
o przetrwanie.

40. 45-40 14-19 41. 23x14 20x9 42. 39-33 12-18 43. 48-42 18-22 44. 27x18 13x22 45. 42-38

Białe: 38, 40, 33, 26, 28, 29, 24

Czarne: 6, 9, 15, 16, 17, 22, 25

45… 17-21

Partia mogła potoczyć się także w ten sposób: 45... 16-21 46. 38-32 22-27 47. 28-23 27x38 48. 33x42 21-27 49. 23-18 i czarnym przyjdzie się wkrótce poddać.

46. 28x17 21x12 47. 38-32 6-11 48. 32-27 11-17 49. 33-28

Białe: 40, 26, 27, 28, 29, 24

Czarne: 9, 12, 15, 16, 17, 25

Idealny przykład tego, jak opanowanie centrum nierzadko przesądza o wygraniu partii. Białe mają 6 temp więcej, a ponadto najważniejsze pola 27, 28, 29 i silnego klina na polu 24.

49… 9-13

Nie ma na co czekać, trzeba próbować oddać piona i szukać szaleńczego remisu. 49... 16-21 50. 27x16 12-18 51. 40-34 18-22. Druga możliwość również przegrywa: 51... 9-13 52. 16-11 17x6. Po tym poświęceniu czarne tracą ostatnią szansę, tzw. motyw na większość. Gdyby białe się pospieszyły i zagrały 52. 28-23, to następuje 52... 25-30. 53. 28-23 18-22 54. 23-18 22-28 55. 18x9 28-32 56. 9-3. Jeśli zagrać 56... 32-37, to 57. 3-14 37-42 58. 14-37. Jeśli 56... 32-38, to 57. 3-21 38-42 58. 21-38.

Wracając do pierwszej ścieżki, następuje: 52. 16-11 22x33 53. 29x38 17x6 54. 26-21 6-11 55. 38-32 9-13 56. 32-27 13-18 57. 34-29 15-20 58. 24x15 25-30 59. 29-24 30x19 60. 15-10 i przegrana.

50. 28-23 13-18 51. 23-19 17-22 52. 19-14 22x31 53. 26x37 16-21 54. 14-9 21-27 55. 9-4 18-22 56. 37-32 27x38.

Czarne się poddały

2-0

Damian Jakubik

 

aaa

 

Gala Mistrzów Sportu 2017

 

Szanowni Państwo!

Z ogromną dumą i radością informujemy, że w dniach od 8 do 10 grudnia 2017 r. w Białymstoku odbędzie się uroczysta Gala Mistrzów Sportu Osób Niewidomych i Słabowidzących 2017, organizowana przez Związek Kultury Fizycznej „Olimp” Spotkanie będzie okazją do należytego uhonorowania i wręczenia pamiątkowych statuetek i nagród wszystkim sportowcom niewidomym i słabowidzącym i ich asystentom – medalistom imprez rangi mistrzostw Polski organizowanych przez Związek w 2017 roku. W trakcie Gali pamiątkowe statuetki i nagrody wręczone zostaną także tym klubom, których członkowie zdobyli w mijającym roku medale podczas imprez rangi mistrzostw Polski osób niewidomych i słabowidzących w dyscyplinach sportu innych niż rozwijane w ramach Związku „Olimp”. Działaczom i sportowcom zasłużonym dla naszej organizacji wręczone zostaną odznaczenia resortowe „Za zasługi dla sportu”.

Zapraszamy do udziału w tym szczególnym wydarzeniu przedstawicieli
wszystkich klubów Związku Kultury Fizycznej „Olimp” i osoby współpracujące z nimi, bezpośrednio zaangażowane w proces rozwoju sportu osób niewidomych i słabowidzących. Uroczystość odbędzie się 9 grudnia 2017 r. o godzinie 19.00 w ośrodku Sosnowe Zacisze, osiedle Ignatki, ul. Leśna 20 (www.sosnowezacisze.pl). Każdemu z klubów Związku „Olimp” przysługują po dwa bezpłatne miejsca (nocleg i pełne wyżywienie od kolacji 8 grudnia do śniadania 10 grudnia 2017 r.). Do limitu dwóch bezpłatnych miejsc dla każdego klubu nie są wliczani medaliści mistrzostw Polski organizowanych przez Związek w 2017 roku. Dojazd uczestników na własny koszt. Potwierdzenie udziału w spotkaniu (z podaniem imion i nazwisk przedstawicieli klubu, nazwy klubu i planowanej godziny przyjazdu do Białegostoku) należy przesłać do biura Związku w wersji elektronicznej na e-mail: biuro@zkfolimp.pl do 24 listopada 2017 r.

W imieniu zarządu Związku Kultury Fizycznej „Olimp” serdecznie zapraszamy do uczestnictwa!

(Ramowy program Gali dostępny jest na stronie ZKF „Olimp” www.zkfolimp.pl w zakładce „Aktualności”).