stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych Stowarzyszenie kultury fizycznej sportu i turystyki niewidomych i słabowidzacych

Nr 10 (103) Październik 2013

 ISSN 1427-728X

ROK XI

Nr 10 (103)

Październik 2013 r.

MIESIĘCZNIK

INFORMACYJNO–SZKOLENIOWY

STOWARZYSZENIA KULTURY FIZYCZNEJ

SPORTU I TURYSTYKI NIEWIDOMYCH

I SŁABOWIDZĄCYCH „Cross”

Adres redakcji:

00-216 Warszawa

ul. Konwiktorska 9, tel.: 22 635 57 94

tel.kom. 668 764 654,

666 725 040

e-mail: redakcja@cross.org.pl

Redaguje zespół w składzie:

Marta Michnowska

Redaktor naczelna

Anna Baranowska

Zastępca redaktor naczelnej

Skład i opracowanie graficzne:

Wojciech Górski

Druk: EPEdruk Spółka z o.o.

ul. Konwiktorska 9, 00-216 Warszawa

Miesięcznik dofinansowuje:

Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

http://www.pfron.org.pl/ftp/Loga/logo_PFRON_2011_r.jpg

 

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych

 

Spis treści:

Złoto dla zuchwałych

Mirosław Jurek

Medalowe żniwa warcabistów

Leszek Stefanek

Polskie święto w Pradze

Piotr Dudek

Anna Stolarczyk ponownie na podium

Teresa Dębowska

Debiut na najważniejszym turnieju

Lubomir Prask

Na basenach Montrealu

Wojciech Seidel

Wiadomości

Sukces – nie zawsze oznacza medale

Tadeusz Rodziewicz

Jeszcze jeden obóz minął

Antoni Szczuciński

Dziesięciu wspaniałych

Piotr Stanisławski

Ruszaj choćby palcem w bucie

(BWO)

Trekking

Krzysztof Koc

Gramy w szachy

Ryszard Bernard

Gramy w warcaby

Jan Sekuła

Plebiscyt – Galeria sław polskich sportowców z niepełnosprawnością

 

kolarstwo

 

Złoto dla zuchwałych

Tandemy reprezentujące KKT „Hetman” Lublin wygrały w tym sezonie wszystkie wyścigi w Polsce, w których wystartowały. Awansowały też do międzynarodowej czołówki, odnosząc sukcesy w zawodach Pucharu Świata. Panie zrobiły to śmielej, jeden raz wygrywając i dwukrotnie zajmując trzecie miejsce, a panowie nieco ostrożniej, dwa razy stając na trzecim stopniu podium. Podczas najważniejszych tegorocznych zawodów – szosowych mistrzostw świata w parakolarstwie – lubelskie teamy nie czuły już żadnego respektu dla utytułowanych rywali, odważnie sięgając po medale.

Marcin Polak i Michał Ładosz zdobyli złoto i brąz, a Iwona Podkościelna z Aleksandrą Wnuczek złoto! Anna Harkowska dołożyła do medalowej puli dwa srebrne krążki i tym sposobem tegoroczne mistrzostwa okazały się rekordowo udane dla kolarzy ZKF „Olimp”. Najlepszy wynik w historii swoich startów, dzięki podwójnie „złotemu” Rafałowi Wilkowi i podwójnie „srebrnej” Renacie Kałuży, osiągnęli także zawodnicy PZSN „Start”. Mistrzowska impreza odbyła się w terminie 29.08-01.09.2013 r. w Baie-Comeau, niewielkim miasteczku, malowniczo położonym nad Zatoką św. Wawrzyńca, 800 kilometrów na północ od Montrealu. To miejsce, choć bardzo oddalone od Polski, jest szczególnie szczęśliwe dla naszych kolarzy. Tu właśnie w 2010 roku mistrzem świata został Arkadiusz Skrzypiński, Anna Harkowska, zdobywając dwa srebrne medale, rozpoczęła swoją międzynarodową karierę, a tandem Krzysztof Kosikowski − Artur Korc, zajmując trzecie miejsce, kontynuował pasmo wieloletnich sukcesów. W 2013 roku wyścigi w Baie-Comeau wykreowały nowe gwiazdy w biało-czerwonych barwach, a polska reprezentacja (połączone siły zawodników „Olimpu” i „Startu”) wspięła się w hierarchii kolarskich potęg na bardzo wysokie 4. miejsce. W klasyfikacji medalowej Polska, z dorobkiem 9 krążków, uległa jedynie ekipom USA (19 medali), Niemiec (14) i Włoch (13), co w gronie 38 startujących państw należy uznać za wielki sukces.

Jak ogólnie wiadomo, sukcesy rodzą się w bólach. Zgodnie z tą maksymą tegoroczne przygotowania zawodników ZKF „Olimp” do MŚ nie były usłane różami. Najbardziej dokuczliwe okazały się problemy zdrowotne zawodników. W czerwcu, na wyścigu we Włoszech, na skutek upadku mocno poturbował się tandem Przemysław Wegner − Piotr Czopek, w lipcu, z powodu kłopotów zdrowotnych, z kadry ubył nasz najbardziej utytułowany zawodnik Krzysztof Kosikowski, aż wreszcie w sierpniu, podczas zgrupowania w Zieleńcu, wypadkowi na rowerze uległa Anna Harkowska. Zawodniczka, po poważnym urazie stawu barkowego, została poddana zabiegowi operacyjnemu i losy jej udziału w mistrzostwach ważyły się do ostatniej chwili. Gdy skład został ostatecznie ustalony, ze względu na ogromne koszty wyjazdu i ograniczone możliwości finansowe „Olimpu”, ekipę podzielono na dwie grupy. Pierwsza, do której zakwalifikowano tandemy lubelskie, miała w planie dwutygodniowy pobyt w Kanadzie i starty w dwóch imprezach – finałowej edycji PŚ w Matane i MŚ w Baie-Comeau. Dla drugiej grupy, w składzie: Anna Harkowska oraz tandemy Piotr Kołodziejczuk − Artur Korc i Przemysław Wegner − Piotr Czopek, przewidziano wariant oszczędniejszy, ze startem w samych mistrzostwach. Wszystko zostało zaplanowane i teraz pozostawało tylko szczęśliwie dotrzeć na miejsce zawodów. Kolarskie podróże, dla jednych atrakcyjne i ekscytujące, a dla innych długie i męczące, to temat na oddzielną opowieść. Warto jednak zaznaczyć, że pokonywanie wielkich odległości z dużą ilością sprzętu (tandemy, trenażery, koła, części zapasowe, narzędzia) o ponadnormatywnych wymiarach to dość skomplikowane przedsięwzięcie organizacyjne i logistyczne, czasami obfitujące w niespodzianki. A te nie ominęły nas i tym razem. Pierwsza grupa udająca się do Matane wylądowała w Montrealu bez tandemów, które zagubiły się na trasie Warszawa − Amsterdam, z kolei w drodze powrotnej do Polski przyleciały rowery, a dla odmiany przepadły wszystkie bagaże naszej ekipy. W obu przypadkach zguby odnalazły się i zostały doręczone właścicielom przez linie lotnicze do miejsca zamieszkania, ale tego typu atrakcje są stresujące, szczególnie gdy przytrafią się przed startem w zawodach.

Dwudniowe nerwowe oczekiwanie na rowery i brak treningu zapewne przeszkodziły naszym zawodnikom w odniesieniu większych sukcesów w zawodach PŚ w Matane (22-25.08.2013). Tandem Iwona Podkościelna − Aleksandra Wnuczek zajął 7. miejsce w wyścigu na czas i 3. lokatę w wyścigu ze startu wspólnego, co dało mu 2. pozycję w punktacji generalnej Pucharu Świata, zaś duet Marcin Polak − Michał Ładosz uplasował się w wyścigach na 4. i 6. miejscu, a w klasyfikacji ogólnej na 5. pozycji. Wyniki uzyskane w Matane, choć nierewelacyjne, dawały jednak nadzieję na dobry występ obu tandemów w rozpoczynającej się za cztery dni najważniejszej imprezie roku. Podstawą do optymizmu był ogrom pracy wykonany przez zawodników w czasie przygotowań, szczególnie w trakcie ostatniego zgrupowania w Zieleńcu. Krótki odpoczynek i dobra aklimatyzacja w Kanadzie oraz dwa wyścigi w mocnej konkurencji musiały pozytywnie wpłynąć na samopoczucie i formę lubelskich kolarzy.

Mistrzostwa zaczęły się dla nas już we wtorek 27 sierpnia klasyfikacją medyczną trójki zawodników z dysfunkcją wzroku. Wszyscy pozytywnie przeszli weryfikację międzynarodowej komisji i można było skupić się na ostatnich przygotowaniach do startu – poznawaniu tras wyścigów i „dopieszczeniu” sprzętu. W czwartek sportową rywalizację rozpoczęli przedstawiciele kategorii „handbike” wyścigami na czas. Polacy zaprezentowali się znakomicie – Rafał Wilk (kategoria MH3) zdobył złoty medal, a Renata Kałuża (WH2) srebrny. Zawodnicy „Olimpu” wystartowali w piątek i też nie zawiedli. Anna Harkowska (WC5), przezwyciężając ból kontuzjowanego barku, zdołała wywalczyć 2. miejsce, przegrywając jedynie z Amerykanką Gretą Neimanas, a tandem Marcin Polak − Michał Ładosz na dystansie 25,9 km uzyskał trzeci czas 33:22,72, gorszy o 7 sekund od hiszpańskiego duetu Ignacio Avila Rodriguez – Joan Font Bertolini i o 30,4 s od braci Ivano i Lucca Pizzi z Włoch. Przemysław Wegner i Piotr Czopek zajęli 12. miejsce, a w kategorii kobiet Iwona Podkościelna z Aleksandrą Wnuczek uplasowały się na wysokiej, ale bardzo nielubianej przez zawodników 4. pozycji. Sobota należała do handbików, które rywalizowały w wyścigach ze startu wspólnego. Renata Kałuża udanie rozpoczęła dzień, zdobywając z samego rana srebrny medal w wyścigu na 51,8 km. Rafał Wilk w wielkim stylu został mistrzem świata na dystansie 69,1 km, a w czołówce tego wyścigu finiszowali też Arkadiusz Skrzypiński na 4. miejscu i Zbigniew Wandachowicz na 6. pozycji. W niedzielę zawodnicy startujący w wyścigach ze startu wspólnego na rowerach klasycznych i tandemach przenieśli się na inną trasę, trudniejszą od tej, na której odbywały się wszystkie wyścigi na czas i start wspólny rowerów ręcznych i trójkołowych. Najtrudniejszym elementem 11,4-kilometrowej rundy był uciążliwy podjazd, który grupa C5 Anny Harkowskiej musiała pokonać pięć razy, tandemy żeńskie siedem razy, a męskie aż dziewięciokrotnie. Nasi zawodnicy pozytywnie i optymistycznie oceniali perspektywy tej rywalizacji. Mocni kolarze lubią wymagające trasy, ponieważ mogą na nich najlepiej wykazać swoje walory. Wszystkie wyścigi z udziałem Polaków miały bardzo emocjonujący przebieg i, co najważniejsze, podobny finał. Anna Harkowska rozpoczęła spokojnie, a kiedy rywalki zmęczyły się, uciekła im w towarzystwie Niemki Kerstin Brachtendorf. Na finiszu stoczyła z nią pojedynek o zwycięstwo i choć nie dała rady wygrać, to styl i okoliczności, w jakich wywalczyła srebrny medal, zasługują na wielki szacunek. Tandem Iwona Podkościelna − Aleksandra Wnuczek cały czas jechał w czołówce, z upływem dystansu gubiąc kolejne rywalki. Gdy w towarzystwie naszych dziewczyn pozostały tylko reprezentantki Wielkiej Brytanii i Hiszpanii, mieliśmy już pewny medal; kiedy odpadły Hiszpanki − miał on już kolor co najmniej srebrny, a kiedy Polki samotnie, z bezpieczną przewagą, wjechały na ostatnie okrążenie, zwycięstwa mógł je pozbawić jedynie defekt roweru. Nic złego się nie wydarzyło i złoty medal był nasz! Kolejność na mecie w wyścigu kobiet była następująca:

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek – Polska 02:07:43

2. Lora Turnham – Corrine Hall – Wielka Brytania 02:09:16

3. Josefa Benitez Guzman – Judit Masdeu Cort – Hiszpania 02:10:24

W pierwszej fazie wyścigu męskich tandemów popisywali się „harcownicy”, próbujący szczęścia w szaleńczych ucieczkach. Jednak decydujący atak na piątym okrążeniu był dziełem faworytów – braci Pizzi z Włoch. Na kole mistrzów świata z 2010 roku i złotych medalistów igrzysk paraolimpijskich w Londynie zdołały się utrzymać jedynie dwa tandemy hiszpańskie i polski:  Marcin Polak − Michał Ładosz. W grupie pościgowej, jadącej ze stratą około 1 minuty do czołówki, wśród ośmiu tandemów były dwa polskie. Utworzył się korzystny ze względów taktycznych układ dla naszych zawodników, ponieważ nie musieli być przesadnie pracowici ani w grupce uciekającej, ani tym bardziej w goniącej i mogli zaoszczędzić trochę energii na decydującą rozgrywkę. W tej sytuacji zdobycie przez nasz tandem medalu wydawało się bardzo realne, ale złoto wcale nie było pewne. Tym większa była radość, gdy Marcin Polak i Michał Ładosz nie dali szans rywalom, popisując się pięknym, zwycięskim finiszem. Kolejność na mecie była następująca:

1. Marcin Polak – Michał Ładosz − Polska 02:28:35

2. Ignacio Avila Rodriguez − Joan Font Bertoli – Hiszpania 02:28:35

3. Ivano Pizzi – Lucca Pizzi – Włochy 02:28:35

Dwa pozostałe nasze tandemy ukończyły wyścig na wysokich pozycjach – Piotr Kołodziejczuk i Artur Korc na 5. miejscu, a Przemysław Wegner i Piotr Czopek na 8. Wyścigi tandemów, rozgrywane w niedzielne popołudnie, zgromadziły ogromną liczbę widzów, entuzjastycznie reagujących na przebieg rywalizacji. Fakt, że mieli oni okazję oklaskiwać triumfy Polaków i w trakcie dekoracji dwukrotnie wysłuchać Mazurka Dąbrowskiego, był dla nas dodatkową satysfakcją.

Można się spodziewać, że wyniki naszych kolarzy będą miały dla nich pozytywne skutki finansowe w postaci ministerialnych nagród za medale i stypendiów sportowych. Obowiązujący obecnie system stypendialny premiuje państwową pomocą zawodników, którzy w mistrzostwach świata w dyscyplinach paraolimpijskich zajmą miejsce w pierwszej ósemce, pod warunkiem że w imprezie startowało co najmniej 12 uczestników z minimum 8 krajów. Miejmy nadzieję, że ten aspekt finansowy stanie się pozytywnym bodźcem dla dalszego rozwoju kolarstwa w ZKF „Olimp”.

Mirosław Jurek

 

Na początek

 

warcaby

 

Medalowe żniwa warcabistów

 Z końcem lata do Augustowa zjechali niewidomi i słabowidzący warcabiści z różnych stron świata, by rywalizować o najważniejsze sportowe tytuły. Raziła oczy wielkość (a raczej „małość”) polskiej flagi, wiszącej obok dużych rozmiarów flag pozostałych uczestniczących krajów. Na szczęście reprezentanci Polski nie nabawili się z tego powodu kompleksów, co potwierdza pokaźna liczba medali i miejsc w czołówce.

W ośrodku „BPIS” w Augustowie w dniach 6-13 września 2013 roku rozegrane zostały I Mistrzostwa Świata Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych, będące jednocześnie trzecimi mistrzostwami Europy. Patronat nad imprezą, zorganizowaną przez Polski Związek Warcabowy i Stowarzyszenie „Cross”, objął prezydent Światowej Federacji Warcabowej (FMJD) Harry Otten z Holandii.

Podczas uroczystego otwarcia zawodów obecni byli m.in: prezes PZWarc. Jacek Pawlicki oraz prezes Stowarzyszenia „Cross” Piotr Dukaczewski. Mistrzostwa przeprowadzono w trzech grupach. W oddzielnych turniejach rywalizowali ze sobą niewidomi mężczyźni, słabowidzące kobiety i słabowidzący mężczyźni. Niestety, nie dopisała frekwencja. Łącznie wystartowały zaledwie 32 osoby, w tym 20 Polaków. Wpływ na to miał niewątpliwie konkurencyjny turniej o mistrzostwo Europy, zorganizowany przez Białoruską Federację Warcabową w Grodnie dwa tygodnie wcześniej (mimo iż EDC przyznała mistrzostwa Europy Polsce). Zagrało tam wielu zawodników europejskiej czołówki − Ukraińcy, Białorusini, Rosjanie, Mołdawianie. Zabrakło Litwinów, a Polskę reprezentował jedynie Jerzy Gorczyński. Wśród mężczyzn słabowidzących wygrał Itkin przed Fadiejewem i Peresyczanskim, czyli taka sama trójka (tylko w innej kolejności) jak rok temu w Truskawcu. Wśród kobiet słabowidzących triumfowała Ludmiła Gusleva, a najwyżej sklasyfikowanym warcabistą niewidomym okazał się Iwan Fidyk.

Z uczestników zawodów w Grodnie do Augustowa przyjechali jedynie Ukraińcy − Itkin i Sajenko. Ponadto gościliśmy Litwinów oraz Kazachów, z finalistą tegorocznych mistrzostw świata rozegranych w czerwcu w Ufie – Jurijem Nossowem.

Mężczyźni niewidomi

W tej grupie przy warcabnicach spotkało się pięciu zawodników − dwóch Polaków, dwóch Litwinów oraz Kazach. Rozegrano po dwie partie systemem kołowym z tempem 120 minut na zawodnika. Walkę o zwycięstwo stoczyli Gennadij Nikiforov z Kazachstanu i Polak Jerzy Dzióbek. Obaj nie ponieśli żadnej porażki i o tytule zdecydowała ostatnia runda, w której ponownie zmierzyli się ze sobą. Remis zapewnił tytuł mistrza świata Nikiforovovi, który liderował od startu do mety. Nasz zawodnik został wicemistrzem świata oraz mistrzem Europy.

Drugi reprezentant Polski, klubowy kolega Dzióbka z „Jantara” Gdańsk Zygfryd Loroch, nie zmieścił się na podium MŚ, ponosząc w ośmiu grach trzy porażki. Na osłodę pozostał mu brąz w ME.

Klasyfikacja końcowa – mężczyźni niewidomi

1. Gennadij Nikiforov (Kazachstan) 15 p. (z 20)

2.Jerzy Dzióbek (Polska) 14 p.

3. Jonas Buivydas (Litwa) 12 p.

4. Zygfryd Loroch (Polska) 10 p.

5. Vitautas Girnius (Litwa) 9 p.

Kobiety słabowidzące

W tych rozgrywkach uczestniczyło 9 kobiet − siedem Polek i dwie Litwinki. Jeden medal mieliśmy zatem zapewniony już na starcie. Panie grały systemem kołowym po jednej partii. Tempo gry wynosiło 90 minut. Nasza faworytka Ewa Wieczorek nie zawiodła i wywalczyła złoto, chociaż „spacerku” nie było. Litwinki stawiały silny opór, zabierając jej po jednym punkcie i do końca liczyły się w walce o najwyższe laury. Z Polkami Ewa radziła sobie znacznie lepiej (remis tylko z Jolą Pich) i nie dała sobie wydrzeć prowadzenia, które uzyskała już na początku rozgrywek. Realne szanse na medal miała też wicemistrzyni Polski Jolanta Pich, straciła je dopiero w końcowych rundach po dwóch porażkach − z Jasinskiene i Poliniewicz.

Klasyfikacja końcowa – kobiety słabowidzące

1. Ewa Wieczorek (Polska) 15 p. (z 18)

2. Androna Jasinskiene (Litwa) 14 p.

3. Violeta Benkunskiene (Litwa) 13 p.

4. Jolanta Pich (Polska) 10 p.

5. Helena Poliniewicz (Polska) 9 p.

6. Petronela Dapkiewicz (Polska) 9 p.

7. Władysława Jakubaszek (Polska) 7 p.

8. Barbara Gołębiowska-Fryga (Polska) 7 p.

9. Joanna Malcer (Polska) 6 p.

Mężczyźni słabowidzący

W turnieju zagrało 18 warcabistów − 11 Polaków, 4 Litwinów, 2 Ukraińców i Kazach. Rozegrano 7 rund systemem szwajcarskim. Tempo gry wynosiło 120 minut. Do głównych faworytów zaliczano Sekułę, Itkina, Nossova i Valuzhisa, ale jeszcze co najmniej kilku zawodników było w stanie włączyć się do walki o medale. Ze względu na trudność w porównaniu siły gry zawodników, o rozstawieniu zadecydowało losowanie. Nie zaszkodziło ono najlepszym.

Już w pierwszej rundzie Sekuła (nr 18) spotkał się z Valuzhisem (nr 9) i , remisując, obaj na starcie stracili po punkcie. Jak się okazało później, nasz reprezentant do końca turnieju nie zanotował więcej strat. Tymczasem ze startu jak burza wyszedł Marek Maćkowiak i niespodziewanie już po dwóch rundach został samodzielnym liderem. W kolejnej, po cennym zwycięstwie z Itkinem, umocnił się na prowadzeniu. Valuzhis w drugiej rundzie znowu nie potrafił wygrać (remis ze Stefankiem). Słabo (od trzech remisów) zaczął turniej Nossov, którego zdołali powstrzymać Polacy − Fiedoruk, Jagieła i Tołwiński. Jeszcze gorzej wiodło się Stefankowi, który po trzech remisach poniósł porażkę z Kubiliusem i znalazł się na szarym końcu stawki. Po czwartej rundzie na czoło tabeli wysunął się Sekuła, pokonując Maćkowiaka. W czołówce zameldował się też Czarski, który nadspodziewanie szybko rozprawił się z Bagdonasem (kombinacja w 7. posunięciu!). W piątej rundzie kolejnej porażki doznał Maćkowiak (z Valuzhisem), przegrał też Czarski (z Sekułą), wygrał natomiast Tołwiński (z Saienko), zgłaszając medalowe aspiracje. Drugiej porażki doznał triumfator z Grodna Itkin (z Bagdonasem) i zniechęcony niepowodzeniami, przedwcześnie wycofał się z turnieju.

 Po przedostatniej rundzie z walki o medale odpadli Tołwiński, Bagdonas i Czarski. Ten ostatni uległ Maćkowiakowi. Przed decydującymi pojedynkami sytuacja była następująca: prowadził Sekuła (11 p.) przed Valuzhisem (10) i Maćkowiakiem (8). Po 7 p. mieli Nossov, Kubilius i Stefanek. Tylko ta szóstka liczyła się jeszcze w rywalizacji o podium i grała między sobą. Najpierw skończyli swą partię Sekuła z Kubiliusem. Nasz zawodnik przełamał opór Litwina i zapewnił sobie pierwsze miejsce w turnieju. Następnie Stefanek nie wykorzystał szansy i wypuścił wygraną z Maćkowiakiem. Trwała jeszcze partia Valuzhis − Nossov. W przypadku wygranej Nossov mógł wyprzedzić Maćkowiaka lepszym wartościowaniem. Po kilkunastu minutach oczekiwania wszystko skończyło się po naszej myśli. Padł remis, który zapewnił zawodnikowi poznańskiej „Tęczy” brązowy medal.

Klasyfikacja końcowa – mężczyźni słabowidzący

1. Jan Sekuła (Polska) 13 p. (z 14)

2. Richardas Valuzhis (Litwa) 11 p.

3. Marek Maćkowiak (Polska) 9 p.

4. Jurij Nossov (Kazachstan) 8 p.

5. Leszek Stefanek (Polska) 8 p.

6. Józef Tołwiński (Polska) 8 p.

7. Zenon Sitarz (Polska) 8 p.

8. Justinas Kubilius (Litwa) 7 p.

9. Andrzej Jagieła (Polska) 7 p.

10. Ryszard Biegasik (Polska) 7 p.

11. Michał Czarski (Polska) 7 p.

12. Grigorij Saienko            (Ukraina) 7 p.

13. Mikołaj Fiedoruk (Polska) 6 p.

14. Remigijus Bagdonas (Litwa) 6 p.

15. Leonid Itkin (Ukraina) 4 p.

16. Romualds Kubilius (Litwa) 4 p.

17. Bernard Olejnik (Polska) 4 p.

18. Zygmunt Brzeszcz (Polska) 2 p.

Mistrzowskie turnieje sędziował arbiter z Kazachstanu Airat Nurgaziyev, a pomagał mu sędzia rundowy Leszek Łysakowski.

Bezpośrednio przed mistrzostwami kadra Polski spotkała się w Augustowie na krótkim zgrupowaniu, by opracować optymalną strategię występu reprezentacji i poszukać koncentracji w sprzyjających warunkach miejscowego ośrodka, położonego nad jeziorem Necko. Nad formą sportową i przygotowaniem mentalnym kadrowiczów do zawodów czuwał trener, trzykrotny mistrz Polski Damian Reszka. Jego praca, co widać po wynikach mistrzostw, przyniosła wymierne efekty.

Oczywiście, oceniając pozytywnie występ naszych zawodniczek i zawodników, nie należy zapominać, że mistrzostwa odbyły się w kadłubowej obsadzie. Wielu zawodników europejskiej czołówki nie przyjechało do Polski, wybierając Grodno. Również nazwa „mistrzostwa świata” jest nieco na wyrost. Spoza Europy dotarli jedynie dwaj zawodnicy z Kazachstanu, nawiasem mówiąc, leżącego częściowo w Europie. Skromna frekwencja nie jest, rzecz jasna, winą naszych warcabistów, którzy w dużym stopniu wykorzystali szansę na osiągnięcie przyzwoitych lokat w imprezie najwyższej rangi.

Podczas mistrzostw odbyło się zebranie założycielskie Europejskiej Federacji Niewidomych Warcabistów, której celem jest m.in. zjednoczenie wszystkich krajów europejskich, w których uprawia się i popularyzuje sport warcabowy wśród osób niewidomych i słabowidzących. W skład zarządu weszli: Andrzej Sargalski (Polska) − prezydent, Remigijus Bagdonas (Litwa) – wiceprezydent, a także członkowie Meken Nusipbajev (Kazachstan) i Wacław Morgiewicz (Polska). Miejmy nadzieję, że efekty działalności tej nowej organizacji przyjdą szybko, przyłączą się nowe kraje i nie dojdzie już więcej do takiego podziału, jaki miał miejsce w tym roku.

Mistrzostwa w Augustowie zostały zorganizowane na dobrym poziomie. Zawodnicy chwalili znakomite wyżywienie, a także warunki mieszkaniowe. Dużą atrakcją był rejs po Kanale Augustowskim. Przy pięknej, słonecznej pogodzie uczestnicy mistrzostw podziwiali ze statku „Serwy” malownicze krajobrazy Szlaku Papieskiego – z Augustowa do Studzienicznej (24 km w obie strony). Tym samym statkiem w 1999 roku płynął po Kanale Augustowskim papież Jan Paweł II.

Szkoda trochę, że tak prestiżowa impreza nie spotkała się z jakimkolwiek zainteresowaniem ze strony mediów ani miejscowych władz. A może zawiodła informacja o mistrzostwach? W Augustowie nie można było spotkać żadnych plakatów promujących wydarzenie. Brakowało też takich „drobiazgów”, jak: strona internetowa mistrzostw, dyplomy dla zawodników, medale za mistrzostwa Europy (były tylko za MŚ), podium. Nie odegrano też hymnów dla zwycięzców (3 razy Mazurek Dąbrowskiego!). Warto zadbać o popularyzację naszej dyscypliny, nikt za nas tego nie zrobi. Kolejne mistrzostwa planowane są w przyszłym roku na Litwie. Powtórzenie tegorocznych sukcesów będzie mile widziane.

Leszek Stefanek

 

Na początek

 

bowling

 

Polskie święto w Pradze

 Mistrzostwa Europy w bowlingu niewidomych i słabowidzących to bezsprzecznie wielkie wydarzenie sportowe. Tym razem zostały zorganizowane przez Czechów w dniach od 23 sierpnia do 1 września 2013 r.  

Były to drugie otwarte mistrzostwa, gdyż uczestniczyły w nich zespoły spoza Europy, z krajów takich jak: Japonia, Malezja, Singapur, Australia oraz Izrael. Gdyby jeszcze dołożyć ekipy z Korei i Stanów Zjednoczonych, to mielibyśmy skład podobny jak przed dwoma laty na mistrzostwach świata w Kuala Lumpur. Tak więc we współzawodnictwie uczestniczyli nie tylko dotychczasowi mistrzowie Europy, lecz również mistrzowie świata.

Ze względu na rezygnację trenera Witolda Pankaua, ciężar przygotowania wyjazdu i reprezentacji spoczął na Czesławie Koniecznej, Adrianie Hibnerze i Przemysławie Antuszewiczu. Wszystko zaczęło się dla nas na zgrupowaniach w Płocku. Skromne środki finansowe, przyznane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, starczyły jedynie na dwa spotkania szkoleniowe przed wyjazdem do Czech. To, czego nie zabrakło, to zapał i chęć do pracy na torach bowlingowych. Przemysław Antuszewicz dwoił się i troił, aby przekazać nam jak najwięcej wiedzy i doświadczenia. Wykonywał nie tylko zadania trenerskie, lecz zajmował się także wszystkim, w czym mógł być pomocny w danej chwili.

Po całonocnej podróży pociągiem z Warszawy wybraliśmy się na spacer po Pradze. Uroki pięknej stolicy, a w szczególności przechadzka Mostem Karola, przezwyciężyły zmęczenie i ochotę na sen. Pojechaliśmy nawet metrem na kręgielnię, aby ją obejrzeć. Wszyscy rwali się do grania, lecz nie mieliśmy ze sobą sprzętu. Obiekt zrobił na nas bardzo dobre wrażenie – maszyny do ustawiania kręgli działały bez zarzutu, a cały budynek był świetnie wyciszony.

Czekały nas jeszcze badania okulistyczne. Niestety, uczestników spotkała niemiła niespodzianka: zespoły lekarskie poinformowały, że zaostrzono niektóre kryteria klasyfikacji ograniczeń wzrokowych. Atmosfera zrobiła się nerwowa. Wielu zawodników musiało powtarzać badania. Nikt nie mógł być pewny pozostania w swojej kategorii. Dwóch uczestników, w tym jeden z naszej reprezentacji, a drugi z Finlandii, nie zostało w ogóle dopuszczonych do gry. Część przesunięto z kat. B2 do B3 (u nas pierwotnie dwóch, a po złożonym proteście w sprawie Mieczysława Kontrymowicza − tylko jednego). Jeszcze mniej mile zaskoczono Słowaka Wacława, któremu przyszło startować nie w dotychczasowej kat. B2, lecz w B1. Grać z resztką wzroku a z całkowicie zasłoniętymi oczami − to znacząca różnica.

Pierwszy dzień mistrzostw rozpoczął się uroczystym otwarciem, w którym uczestniczyli przedstawicie parlamentu czeskiego i władz Pragi. W większości były to osoby niewidome lub słabowidzące. Po części oficjalnej rozpoczęła się rywalizacja sportowa. Najpierw graliśmy indywidualnie, po sześć gier. Kiedy je zakończono, okazało się, iż wszystkie pierwsze miejsca zdobyli nasi reprezentanci. Ze łzami szczęścia śpiewaliśmy trzykrotnie Mazurka Dąbrowskiego. Złote medale zawisły na szyjach: Zdzisława Kozieja (kat. B1, 825 p.), Jadwigi Szuszkiewicz (kat. B2, 1104 p.) i Grzegorza Kanikuły (kat. B3, 1285 p.). Zwycięstwa te były bezapelacyjne. Jadwiga i Grzegorz pobili swoje rekordy życiowe. Nasza reprezentantka, konkurując z mężczyznami, była jedyną kobietą, która w tym dniu weszła na podium. Obok niej srebrnym medalem został udekorowany Mieczysław Kontrymowicz (kat. B2).

Kolejny dzień to gry w drużynach dwuosobowych, przy czym oddzielnie klasyfikowano dwójki B1+B3 oraz B2+B2. I tym razem obydwa złote medale były nasze! Oczywiście, w tych pierwszych triumfowali Zdzisław i Grzegorz (obaj panowie z „Hetmana” Lublin), a w drugich dwójkach − Stanisław Poświatowski z Mieczysławem Kontrymowiczem. Kiedy piąty raz śpiewaliśmy nasz hymn, Malezyjczycy próbowali już nam w tym pomagać. Okazało się, iż pech prześladował Zająca (Zbigniewa Strzeleckiego), a także mnie. Zbyszkowi do brązu w pierwszym dniu zabrakło 3 punktów, a naszej wspólnej dwójce − 11. Obaj zagraliśmy dobrze, ale konkurencja zaczynała się rozkręcać.

Trzeci dzień − to walka w trójkach. Wystawiliśmy trzy drużyny. W najsilniejszej grali: Zdzisław Koziej, Mieczysław Kontrymowicz i Grzegorz Kanikuła. Wydawało się, iż wszystkie trzy kolory medali zawisną na szyjach biało-czerwonych. Początkowo zdające się być bez szans: Karolina Rzepa, Jadwiga Szuszkiewicz i Honorata Borawa nawiązały wyrównaną walkę z pierwszym teamem polskim. Ostatecznie zabrakło im zaledwie 18 punktów, aby posłać panów poza podium. Kiedy po pierwszej turze zobaczyliśmy tablicę wyników, wydawało się, iż będzie to kolejny polski dzień. Główny organizator żartował, iż niepotrzebnie przygotowywał płyty z hymnami innych państw. Ale czekała nas niespodzianka. Japończyk z kat. B3 miał swój dzień. Kiedy w jednej grze strącił już ósmego strike’a z rzędu, zamilkły wszystkie inne tory. Zawodnicy grający obok niego zaprzestali rzucać kule. Kto żyw, zaczął kibicować Masatoshiemu. Kolejne striki wywoływały burzę owacji. I tak Japończyk doszedł do dwunastego rzutu. „Perfect game”, czyli 300 punktów w jednej grze − maksimum, jakie można osiągnąć w bowlingu − wisiało w powietrzu. W Polsce nie ma wśród grających zbyt wielu, którzy tego dokonali. Kiedy więc Masa składał się do ostatniego rzutu, kręgielnia wstrzymała oddech. Niestety, spadło 9, a nie 10 kręgli. Wszyscy tupali i dmuchali, ale uparta „dziesiątka” zachwiała się i pozostała w pozycji stojącej. Mimo to był to wspaniały wynik, stanowiący nowy rekord świata. Co gorsze dla nas, wprowadzał Japończyków na najwyższy stopień podium.

Ostatni dzień zawodów wypełniły gry w czwórkach. Wystawiliśmy dwie drużyny. Teraz już było wiadomo, że nie będzie łatwo. Asystenci musieli krzyczeć, aby być słyszani przez swoich zawodników, taka była wrzawa i doping. Nasz Przemek stracił już prawie zupełnie głos. Biedna Karolina grała pomiędzy drużynami Malezji i Singapuru. Ich żywiołowość, wspierana okrzykami głównej manager, deprymowała młodziutką zawodniczkę. Darek, który asystował jej w grze, „wychodził ze skóry”, aby pomóc jej opanować emocje. Karolina walczyła przecież o brązowy medal w all events, czyli w klasyfikacji generalnej sumy 20 gier. W rezultacie brakło jej do podium tylko 19 punktów, a nasz najlepszy team czwórkowy zdobył 2759 punktów i przegrał złoto o zaledwie 9 kręgli. Zwyciężyli Malezyjczycy. Przy tej okazji mogliśmy zobaczyć, jak wygląda radość w ich wykonaniu.

Gdy ucichł ostatni hymn, przyszedł czas na podsumowania. Polska reprezentacja zdobyła 11 medali, w tym: 7 złotych, 2 srebrne i 2 brązowe. Byłoby ich znacznie więcej, gdyby nasze panie nie musiały konkurować z mężczyznami. Z analizy porównawczej wyników światowych i polskich można wysnuć wniosek, iż handicap 10-punktowy dla kobiet jest zbyt niski. Dowodem niech będą zaledwie 2 medale indywidualne zdobyte przez kobiety na 18 wręczonych krążków. Dzięki i tak ogromnemu sukcesowi, jaki odnieśliśmy, radości i okrzykom na cześć Polski nie było końca. Podczas całych zawodów, a zwłaszcza dwóch ostatnich dni, wrzawa na kręgielni przebijała mecz piłki nożnej, i to najlepszych zespołów świata. Każdy dobry rzut był nagradzany okrzykami i oklaskami nie tylko przez własnych kibiców. Atmosfera była przesympatyczna. Wszyscy się uśmiechali do siebie, przybijali „piątki”, obdarowywali drobnymi upominkami. Kiedy przyszło do pożegnań, zdawało się, że już stanowimy jedną wspólną światową rodzinę ludzi kochających bowling. Na uroczystej kolacji to znowu Polska „rządziła”. Kiedy organizatorzy chcieli zakończyć imprezę zaraz po spożyciu ciepłego posiłku i wypiciu kawy, my wzięliśmy sprawy w swoje ręce i… nogi. Tutaj nieoceniony okazał się Adrian Hibner. Każda z ekip wywołana przez nas musiała zaśpiewać piosenkę w swoim języku. Jak Polacy to oczywiście „Sokoły”. Stoły poszły na bok i w końcu można było zatańczyć z piękną Malezyjką w ramionach. Przydały się bardzo crossowskie szkolenia taneczne. Tutaj też wszystkie medale byłyby nasze.

Następnego dnia mieliśmy zorganizowaną wycieczkę z przewodnikiem po najpiękniejszych zakątkach Pragi. Nasza czeska opiekunka Judyta, studentka medycyny, która zajmowała się nami przez cały czas mistrzostw, biegała wokół nas, aby nikt się nie zagubił w tłumie turystów. Z nadejściem wieczoru przyszedł czas wyjazdu. Stojąc w holu głównym praskiego dworca, wydaliśmy tradycyjny okrzyk kręglarski na cześć odprowadzającej nas Judyty. Wówczas po raz pierwszy w jej wiecznie roześmianych oczach pojawiły się łzy.

Wywalczyliśmy w IBSA organizację Pucharu Świata w przyszłym roku i mistrzostw Europy w 2016. Szlachectwo zobowiązuje i dzisiejsze sukcesy trzeba będzie zamienić na dalszą ciężką pracę. W końcu gospodarzom wypada wypaść doskonale!

II Otwarte Mistrzostwa Europy w Bowlingu Osób Niewidomych i Słabowidzących

23.08-1.09 2013 r., Praga

Indywidualnie B1

1. Zdzisław Koziej – Polska 825 p.

2. Kanju Mori – Japonia 794 p.

3. Petri Mäkivirta – Finlandia 780 p.

Indywidualnie B2

1. Jadwiga Szuszkiewicz – Polska 1104 p.

2. Mieczysław Kontrymowicz – Polska 1091 p.

3. Zainul Akmal Siran – Malezja 1078 p.

Indywidualnie B3

1. Grzegorz Kanikuła – Polska 1285 p.

2. Ismail Mohd – Singapur 1187 p.

3. Josef Gruncl – Czechy 1134 p.

Pary B1+B3

1. Zdzisław Koziej B1, Grzegorz Kanikuła B3 – Polska 2005 p.

2. Michal Krch B1, Josef Gruncl B3 – Czechy 1964 p.

3. Tamami Emura B1, Noriko Shida B2 – Japonia 1900 p.

Pary B2+B2

1. Stanisław Poświatowski B2, Mieczysław Kontrymowicz B2 – Polska 2215 p.

2. Roman Matouš B2, Jaromír Hasala B2 – Czechy 2146 p.

3. Choo Kam Chan B2, Ab Hamid Muhammad Suahili B2 – Malezja 2081p.

Trójki

1. Kanju Mori B1, Noriko Shida B2, Masatoshi Kiyosugi B3 – Japonia 2138 p.

2. Petri Mäkivirta B1, Tuija Näsilä B2, Esa Martikainen B3 – Finlandia 1996 p.

3. Zdzisław Koziej B1, Mieczysław Kontrymowicz B2, Grzegorz Kanikuła B3 – Polska 1986 p.

Czwórki

1. Abd Kadir Mohd Suhairi B1, Ku Harun Ku Izham B3, Siran Zainul Akmal B2, Ab Hamid Muhamad Suhaili B2 – Malezja 2768 p.

2. Zdzisław Koziej B1, Mieczysław Kontrymowicz B2, Jadwiga Szuszkiewicz B2, Grzegorz Kanikuła B3 – Polska 2759 p.

3. Michal Krch B1, Roman Matouš B2, Karel Macháček B2, Josef Gruncl B3 – Czechy 2688 p.

Klasyfikacja generalna – wszystkie gry

B1

1. Zdzisław Koziej – Polska 2859 p.

2. Kanju Mori – Japonia 2614 p.

3. Tamami Emura – Japonia 2561 p.

B2

1. Ab Hamid Muhamad Suhaili  – Malezja 3697 p.

2. Matouš Roman – Czechy 3604 p.

3. Mieczysław Kontrymowicz – Polska 3564 p.

B3

1. Grzegorz Kanikuła – Polska 3985 p.

2. Mohd Ismail – Singapur 3965 p.

3. Masatoshi Kiyosugi – Japonia 3843 p.

Piotr Dudek

 

Na początek

 

szachy

 

Anna Stolarczyk ponownie na podium

Po raz drugi szachowe mistrzostwa świata niewidomych i słabowidzących kobiet oraz mistrzostwa świata juniorów odbyły się w tym samym czasie i miejscu. Pierwszy raz było to w 2005 roku na greckiej wyspie Evia. W tym roku organizatorem obu imprez była Serbia. Mistrzostwa odbyły się w dniach od 21 sierpnia do 1 września w Belgradzie.

Do rozgrywek kobiecych zgłosiło się ostatecznie 17 zawodniczek. Liczba niezbyt imponująca, ale tym razem ważna okazała się jakość, a nie ilość. W rozgrywkach wzięły bowiem udział w większości zawodniczki, które mają coś do powiedzenia w szachach kobiecych. Zabrakło jedynie Belgijki Mieke Maeckelbergh i Hiszpanki Conchity Salas. Pojawiła się natomiast nowa, młoda, zdolna zawodniczka – Marija Petko z Ukrainy, która nieźle radziła sobie w walce z czołówką turnieju.

Mistrzostwa rozpoczęły się od wpadki organizatorów. Na uroczystości otwarcia rozgrywek przywitano Lubow Żilcową z Ukrainy jako aktualną mistrzynię świata kobiet. Nikt pomyłki nie sprostował i nie przeprosił Darii Pustowoitowej z Rosji, która w tym momencie ten tytuł posiadała. Żilcowa dostała skrzydeł. Wygrywała partię za partią. W czwartej rundzie spotkała się z Darią Pustowoitową. 19-letnia Rosjanka chciała szybko udowodnić swoją dominację w kobiecych szachach. Poświęciła figurę. Nie doceniła jednak rutyny przeciwniczki. Ta znalazła prostą obronę i partię, po 30 ruchach, wygrała. Prowadzenia w turnieju nie oddała już do końca rozgrywek. W ostatnich dwóch rundach za przeciwniczki miała Annę Stolarczyk (Polska) i Esmeraldę Sanchez (Hiszpania). Z obydwoma przegrała cztery lata wcześniej w Wągrowcu. Bardziej chyba obawiała się Ani i jej po 23. ruchu zaproponowała remis, który przy wygranej w ostatniej rundzie z Esmeraldą dawał jej tytuł mistrzyni świata. I tak się stało. Daria musiała zadowolić się tytułem wicemistrzyni. Z pewnością swój kosztowny błąd w partii z Żilcową zapamięta na długo.

Remis w partii z Lubą był dla Ani Stolarczyk przepustką do brązowego medalu. W ostatniej rundzie mogła ją go pozbawić jedynie Esmeralda Sanchez, której do trzeciego miejsca wystarczał remis z Żilcową. Ale przegrała. Medalu mogła pozbawić się także sama Ania, remisując lub przegrywając z Olgą Cherniczenko z Ukrainy. Wówczas ja zachowywałam trzecie miejsce. Szczęście było jednak po stronie Ani. W równej pozycji Ukrainka wykonała błędne posunięcie i przegrała. Ja spadłam na miejsce czwarte. Piątą, ostatnią lokatę, premiowaną awansem do reprezentacji IBCA na dwie kolejne olimpiady szachowe FIDE, zajęła Esmeralda Sanchez. Trzecia reprezentantka Polski, Józefa Spychała, była w Belgradzie dwunasta.

Brązowy medal Anny Stolarczyk, wywalczony w Belgradzie, jest jej czwartym z kolei medalem mistrzostw świata kobiet. Pierwszy – także brązowy – zdobyła w 2001 roku w Tarragonie (Hiszpania). Miała wówczas trzynaście lat. Cztery lata później, w Grecji, stanęła ponownie na trzecim stopniu podium. W 2009 roku, na mistrzostwach w Wągrowcu w Polsce, wspięła się o stopień wyżej. Trzecie miejsce zajęła wówczas Luba Żilcowa.

Na tej samej sali co mistrzostwa świata kobiet toczyły się w Belgradzie rozgrywki juniorów. Wzięło w nich udział 21 zawodników. Polskę reprezentował 15-letni Adam Czajkowski. Były to jego drugie mistrzostwa świata. Jechał z wielką nadzieją na medal. I był go bliski. W drugiej rundzie pewnie wygrał z mistrzem świata – Pavle Dimicem z Serbii. Wydawało się wówczas, że jedyną przeszkodą w drodze na podium może być dla niego Stanisław Babarykin z Rosji, mający ranking Elo 2299 (Adam – 1933). Rzeczywistość okazała się nieco inna. Przed ostatnią rundą Adam miał 5,5 p. i zajmował czwartą pozycję. Zaliczył przegraną z Babarykinem i z wyżej notowanym Damjanem Jandricem z Serbii oraz remis z Inanim Darpanem z Indii. W tym momencie miał już jedynie teoretyczne szanse na medal, przy sprzyjającym układzie wyników partii jego konkurentów i wygranej własnej partii. Ale, jak wiemy, ostatnia runda rządzi się własnymi, dziwnymi prawami. Tak było i tym razem. Wielkim przegranym został Damjan Jandric, który po ósmej rundzie zajmował drugie miejsce i miał na swym koncie 6 punktów. Niespodziewanie uległ Inaniemu Darpanowi. Stracił przez to srebrny medal na rzecz innego Serba, Pavle Dimica i znalazł się niestety poza podium. Jego przegrana otworzyła nagle Adamowi Czajkowskiemu drogę do brązowego medalu, który, niestety, z szansy tej nie skorzystał. Szybko przegrał z niżej notowanym Niemcem Rene Adiyamanem i mistrzostwa zakończył na piątym miejscu. Brązowy medal przypadł Darpanowi. Mistrzem świata został Stanisław Babarykin z Rosji. W turnieju stracił jedynie pół punktu, remisując w szóstej rundzie z Pavle Dimicem.

Trenerem polskiej reprezentacji był Janusz Żyła z Wrocławia.

Po piątej rundzie uczestnicy mistrzostw mieli dzień wolny. Organizatorzy imprezy przygotowali rejs po Sawie i Dunaju. Z pokładu statku wycieczkowego można było obejrzeć stary i nowy Belgrad. Rejs kończył się u stóp głównej atrakcji turystycznej Belgradu – twierdzy Kalemegdan, którą w wolnych od gry chwilach dokładnie spenetrowaliśmy. Twierdza znajduje się w dzielnicy Stare Miasto. Wybudowana została w czasach celtyckich, a rozbudowana w rzymskich. Roztacza się z niej wspaniały widok na ujście rzeki Sawy do Dunaju. Zabudowania warowni znajdują się na wysokości około 125 metrów nad poziomem morza. Fortecę otacza rozległy park, będący miejscem spotkań, spacerów i odpoczynku mieszkańców stolicy Serbii.

Kolejnym miejscem, w którym spędzaliśmy nieliczne wolne chwile, był rejon cerkwi świętego Sawy, wieczorem rzęsiście oświetlonej. W upalne wieczory fontanny znajdujące się przed cerkwią przyciągały wielu odpoczywających. I nas też.

Cerkiew świętego Sawy jest jedną z największych cerkwi prawosławnych na świecie. Zbudowano ją w miejscu starej świątyni, która spłonęła w XVI wieku. Odbudowę planowano już pod koniec XIX wieku, jednak projekt ukończono dopiero w 1985 roku. Nadal trwają prace wykończeniowe w jej wnętrzu. Cerkiew znajduje się w pobliżu hotelu Slavia Lux, w którym byliśmy zakwaterowani. Zawody toczyły się w sąsiednim hotelu – Slavia.

Połączenie rozgrywek kobiecych i juniorskich spodobało się wielu osobom. Impreza przez to stała się ciekawsza i liczniejsza. Zaproponowano Ludwigowi Beutelhoffowi, prezydentowi IBCA, aby rozważył możliwość kontynuowania obu imprez w cyklu dwuletnim, w takiej formie jak w Belgradzie i cztery lata wcześniej w Grecji.

Mistrzostwa świata niewidomych i słabowidzących kobiet w szachach

21.09.2013 r., Belgrad (Serbia)

1. Lubow Żilcowa (Ukraina) 8,5 p.

2. Daria Pustowoitowa (Rosja) 8 p.

3. Anna Stolarczyk (Polska) 6 p.

4. Teresa Dębowska (Polska) 5,5 p.

5. Esmeralda Sanchez (Hiszpania) 5,5 p.

6. Szafiga Walner (Rosja) 5,5 p.

7. Olga Czerniczenko (Ukraina) 4,5 p.

8. Irina Zarubinskaja (Ukraina) 4,5 p.

9. Marija Petko (Ukraina) 4,5 p.

10. Violeta Benkunskiene (Litwa)           4,5 p.

12. Józefa Spychała (Polska) 4,5 p.

Startowało 17 zawodniczek.

 

Mistrzostwa świata niewidomych i słabowidzących juniorów w szachach

21.09.2013 r., Belgrad (Serbia)

1. Stanisław Babarykin (Rosja) 8,5 p.

2. Pawle Dimic (Serbia) 6,5 p.

3. Inani Darpan (Indie) 6 p.

4. Damjan Jandric (Serbia) 6 p.

5. Adam Czajkowski (Polska) 5,5 p.

6. Mirko Eichstaedt (Niemcy) 5 p.

7. Rene Adiyaman (Niemcy) 5 p.

8. Stefan Janijc (Serbia) 5 p.

9. Argirios Koumtzis (Grecja) 4,5 p.

10. Aleksander Ermolajew            (Rosja) 4,5 p.

Startowało 21 zawodników.

Teresa Dębowska

 

Na początek

 

showdown

 

Debiut na najważniejszym turnieju

 38 mężczyzn z 14 krajów i 21 kobiet reprezentujących 11 państw stoczyło ponad 400 zaciętych pojedynków, aby po trzech dniach rywalizacji wyłonić zwycięzców. Do przepięknie położonego Kamnika, 20 km od Lubliany, przyjechało 59  najlepszych graczy z całego globu na mistrzostwa świata w showdown.

Polskę reprezentowali: Elżbieta Mielczarek, Adrian Słoninka i Łukasz Byczkowski ze „Sprintu” Wrocław, Aleksandra Chrzanowska i Patryk Iks z „Łuczniczki” Bydgoszcz oraz trenerzy – Lubomir Prask i Bogdan Micorek. Do sędziowania zaproszony został najlepszy polski arbiter międzynarodowy – Maciej Piwowarski.

Pierwszą rundę nasi najlepsi zawodnicy przeszli dość łatwo. W drugiej nie było już tak lekko, ponieważ grają w niej zawodnicy o zbliżonych umiejętnościach. Od wyników rywalizacji na tym etapie zależy, na kogo się trafi w fazie play off turnieju. Polacy grali dobry showdown, bardzo urozmaicony w grze do przodu i jeszcze lepiej wyglądający w obronie. Każdy z graczy zagrał na swoim najlepszym poziomie. Przepracowane zgrupowania i turnieje przygotowawcze przed mistrzostwami dały im wiarę we własne umiejętności. Byliśmy na takiej imprezie po raz pierwszy, a konkurowaliśmy z zawodnikami z ponad trzydziestoletnim stażem. Nie odstawaliśmy jednak od reszty, a często nawet potrafiliśmy zaskoczyć.

Najwyższą  lokatę – 5. miejsce − zajęła nasza najbardziej utytułowana reprezentantka Elżbieta Mielczarek. Na 9. pozycji uplasował się Adrian Słoninka i dodać trzeba, że było to najwyższe z dotychczas zdobytych przez Adriana miejsc w turniejach międzynarodowych. Szesnasta wśród kobiet była Aleksandra Chrzanowska, debiutantka i najkrócej grająca zawodniczka z Polski. W połowie stawki mężczyzn, na 21. miejscu, znalazł się Łukasz Byczkowski, który w ostatnim czasie zrobił ogromne postępy. Kilka stopni niżej, bo na 26. pozycji uplasował się Patryk Iks.

Jak na niecałe trzy lata obecności dyscypliny w Polsce, to był naprawdę niezły występ wszystkich naszych zawodników. Oczywiście, że zawsze mogłoby być lepiej, ale trudno od razu wygrywać mistrzostwa świata! Wśród mężczyzn  do tytułu mistrza pretendowało 10 zawodników, każdy z nich mógł wygrać. Podobnie sytuacja wyglądała w rywalizacji kobiet. Czasem potrzeba odrobiny szczęścia i może tylko tego brakło. Na pewno zdobyliśmy ogromne doświadczenie i mocno zaakcentowaliśmy naszą obecność w społeczności światowego showdownu. Dzięki tak dobrym wynikom Elżbieta Mielczarek jest teraz druga na liście rankingowej, a Adrian Słoninka przesunął  się na 10. pozycję. To daje im prawo do startu w jednym z najbardziej prestiżowych i najcięższych turniejów −  European Top Twelve − który odbędzie się w dniach 30.10-03.11 w Mediolanie; każdy gra z każdym, a mecze są rozgrywane do trzech wygranych i często trwają pięć setów. Podczas takiego turnieju nie ma przypadków, dlatego punktowany jest na równi z MŚ i ME. Życzmy im dobrej gry!

Mistrzostwa świata w showdown

14-18.08.2013 r.,  Kamnik, Słowenia  

Mężczyźni

1. Peter Zidar (Słowacja)

2. Leander Sachs (Holandia)

3. Juha Oikarainen (Finlandia)

4. Ari Lahtinen (Finlandia)

5. Claudio Quitral (Słowenia)

9. Adrian Słoninka (Polska)

21. Łukasz Byczkowski (Polska)

26. Patryk Iks (Polska)

Kobiety

1. Jaana Pesari (Finlandia)

2. Jana Führer (Słowacja)

3. Mariah Sethsen (Słowenia)

4. Tanja Oraníc (Słowacja)

5. Elżbieta Mielczarek (Polska)

16. Aleksandra Chrzanowska (Polska)

Drużyny

1. Słowenia 1

2. Finlandia

3. Szwecja

4. Słowenia 2

5. Niemcy

6. Słowacja

7. Włochy

8. Łotwa

9. Polska

10. Holandia

11. Dania

12. Estonia

Lubomir Prask

 

Na początek

 

pływanie

 

Na basenach Montrealu

W dniach 12-19 sierpnia 2013 r. w Kanadzie odbyły się mistrzostwa świata w pływaniu osób niepełnosprawnych. Zawody toczyły się na odkrytym basenie w Montrealu. Uczestniczyły w nich reprezentacje 39 krajów, w tym prawie cała światowa pływacka śmietanka, z medalistami ostatnich igrzysk na czele.

Najlepszą drużyną mistrzostw została ekipa Ukrainy, która – zdobywając 84 medale – zdecydowanie wygrała ranking medalowy. Drugie miejsce zajęła Rosja, a trzecie Wielka Brytania. Reprezentacja Polski, licząca 7 zawodników, wywalczyła 3 medale i została sklasyfikowana na 28. miejscu.

Najlepszą zawodniczką naszej reprezentacji była Oliwia Jabłońska, która bardzo sumiennie przepracowała okres przygotowawczy, zarówno w klubie, jak i w reprezentacji. Brała udział we wszystkich akcjach szkoleniowych przed MŚ, na których startowała trzy razy i w dwóch konkurencjach (100 m stylem motylkowym i 50 m stylem dowolnym) poprawiła rekord życiowy, a w swojej koronnej konkurencji – 100 m stylem motylkowym – wywalczyła srebrny medal i ustanowiła nowy rekord Europy (1:08,54). Niezmiernie szkoda startu Oliwii na 400 m stylem dowolnym, w którym medal był w zasięgu ręki. Równie dobrze jak Oliwia zaprezentował się Jacek Czech (klasa S2), który do udziału w mistrzostwach świata przygotowywał się indywidualnie. Podczas zawodów startował w dwóch konkurencjach i za każdym razem awansował do finału, w którym zajmował 4. miejsce (50 m stylem dowolnym) oraz 3. miejsce (100 m stylem dowolnym). Jednak nasz pierwszy medal zdobył (i dał sygnał do ataku) Krzysztof Paterka (klasa SB8), który startował tylko w konkurencji 100 m stylem klasycznym. Krzysztof pokazał charakter i w niewiarygodnym boju do ostatnich metrów wywalczył brązowy medal.

W Montrealu startowała również Paulina Woźniak (klasa S9, SB8, SM9), która jednak nie zaliczy tych zawodów do udanych. Co prawda dwa razy awansowała do finału, a w swojej najlepszej konkurencji (100 m stylem klasycznym) została sklasyfikowana na 6. miejscu, jednak apetyty były znacznie większe, zwłaszcza po igrzyskach w Londynie, na których Paulina zdobyła brązowy medal. Również Karolina Hamer (klasa S4, SB4, SM4) nie może być zadowolona ze swoich startów. Na MŚ nie poprawiła ani razu rekordu życiowego. Uzyskane wyniki pozwoliły na awans do finału na 50 m stylem dowolnym i grzbietowym, w których zajmowała 8. miejsca. Jej koronny start na 150 m stylem zmiennym niestety nie okazał się udany. Zajęła co prawda 3. miejsce (uzyskała swój najlepszy czas w tym roku, odbiegający niestety od rekordu życiowego o blisko 5 sekund), jednak w konkurencji tej startowały tylko 3 zawodniczki, więc (zgodnie z obowiązującymi przepisami IPC) Karolina nie otrzymała medalu.

W nieco innym nastroju wróciła z Kanady Joanna Mendak (klasa S12, SB12, SM12), która z powodu kontuzji i operacji stawu barkowego nie przepracowała okresu przygotowawczego. W klubie nie trenowała w ogóle do kwietnia 2013. Na MŚ Asia startowała w czterech konkurencjach i za każdym razem awansowała do finału. W tej sytuacji należy potraktować to jako wielki sukces! Niestety, z uwagi na niebezpieczeństwo odnowienia kontuzji, nie płynęła na swoich koronnych dystansach (100 m stylem motylkowym oraz 200 m stylem zmiennym) i nie wywalczyła medalu. Bardzo niewiele zabrakło do „pudła” na 50 m stylem dowolnym, gdzie Asia zajęła 4. miejsce. W Montrealu startował również Marcin Potoczny (S6, SB5), któremu udało się awansować do finału w konkurencji 100 m stylem klasycznym. Niestety, na skutek błędu technicznego, Marcin w finale został zdyskwalifikowany i ostatecznie zajął 8. miejsce.

Wojciech Seidel

 

Na początek

 

wiadomości

 

Strzelectwo

Biało-czerwone podium

W dniach od 5 do 7 września rozegrany został w czeskiej Ostrawie coroczny turniej w strzelectwie pneumatycznym osób niewidomych i słabowidzących − Ostrava Cup. W tym roku, oprócz konkurencji w postawie stojąc, odbyły się również rozgrywki w postawie leżąc.

W zawodach wystartowało 12 zawodników i zawodniczek z 4 państw. Polskę reprezentowali członkowie kadry narodowej w składzie: Aleksandra Janczek, Wioleta Zarzecka, Adam Kielar, Jerzy Załomski oraz Eugeniusz Barszczewski. Wystartował także zawodnik „Moreny” Iława − Dariusz Zarzecki.

Już pierwszego dnia, w którym rozegrana została konkurencja 60 strzałów w postawie leżąc, wiadomo było, że w zawodach startuje naprawdę czołówka strzelców wśród osób z dysfunkcją wzroku. W walce o finał aż czterech zawodników uzyskało wynik 600 p., a ostatni kwalifikujący się zawodnik zdobył 594 p. Po zaciętej walce finał wygrał Jerzy Załomski, drugi był reprezentant Finlandii Timo Nyström, a trzeci Adam Kielar.

W drugim dniu rozegrano konkurencję 60 strzałów w postawie stojąc. Można śmiało powiedzieć, że Polacy dosłownie „rozstrzelali” konkurencję. Do finału weszło pięciu reprezentantów Polski, a całe podium było biało-czerwone. Wygrała Aleksandra Janczek przed Jerzym Załomskim i Adamem Kielarem, który bez wątpienia był największym pechowcem tych zawodów. Dwukrotnie wchodził do finału z pierwszego miejsca, a w ostatecznym rozrachunku kończył na trzeciej pozycji.

Po zsumowaniu wyników z obu konkurencji okazało się, że Puchar Ostrawy (podobnie jak w roku ubiegłym) „wystrzelała” Aleksandra Janczek. Gratulujemy!

Za rok zawodnicy ponownie spotkają się na strzelnicy Klubu Policyjnego w Ostrawie.

Ostrava Cup 2013

5-7.09 2013 r.

Konkurencja 60 strzałów w pozycji stojąc

1. Jerzy Załomski 706,2 p.

2. Timo Nyström 705,4 p.

3. Adam Kielar 705,2 p.

Konkurencja 60 strzałów w pozycji leżąc

1. Aleksandra Janczek 692,6 p.

2. Jerzy Załomski 685,4 p.

3. Adam Kielar 685,2 p.

Adrian Hibner

Kolarstwo

Lubliniacy górą w górach

Gdy późnym wieczorem pojawili się w hotelu, wydawali się mocno zmęczeni. Mieli wszak za sobą prawie 600-kilometrową podróż samochodem, a poprzednie dni też nie były lekkie. Dopiero co wrócili z Kanady, musieli szybko przestawić się na czas polski (6 godzin różnicy), podjąć obowiązki domowe i pracownicze, a także sprostać oczekiwaniom rodzin, znajomych, dziennikarzy oraz wszystkich ciekawskich, którzy chcieli się dowiedzieć, jak zostaje się mistrzem świata. Gdy następnego dnia wsiedli na rowery, tryskali energią i nie dali szans swoim konkurentom. Iwona Podkościelna z pilotką Aleksandrą Wnuczek oraz Marcin Polak z pilotem Michałem Ładoszem zdobyli tytuły górskich mistrzów Polski w kolarstwie szosowym niewidomych i słabowidzących.

Zawody rozegrano na trudnej górzystej pętli – Sosnówka Górna – Borowice – Podgórzyn – Marczyce – Sosnówka Górna – o długości 14,5 kilometra. Jest to trasa dla wytrawnych „górali”, ponieważ zawiera najważniejsze elementy charakterystyczne dla szosowych wyścigów górskich – strome podjazdy i szybkie zjazdy z niebezpiecznymi zakrętami. Panie rywalizowały na dwóch okrążeniach (29 km), a panowie mieli do pokonania dystans dwukrotnie dłuższy (58 km). Wydawać by się mogło, że nie są to jakieś imponujące odległości i wyścigi nie będą zbyt trudne. Jednak przebieg rywalizacji pokazał coś zgoła odmiennego. Stawka zawodników, zarówno w kategorii kobiet, jak i mężczyzn, dość szybko podzieliła się i poszczególne tandemy, podobnie jak w wyścigu na czas, samotnie zmierzały do mety, walcząc z trudnościami trasy oraz z własnymi słabościami. Przewaga zwycięzców okazała się bardzo wyraźna, co najlepiej obrazują wyniki klasyfikacji końcowej.

Zawody miały charakter integracyjny i wyścigi tandemów były połączone z górskimi mistrzostwami Polski kategorii masters oraz cyklosport. Szczególne podziękowania za udaną imprezę należą się Karkonoskiemu Stowarzyszeniu Cyklistów z Jeleniej Góry, które jest wypróbowanym przyjacielem kolarstwa tandemowego.

Górskie mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w kolarstwie tandemowym

7.09.2013 r., Podgórzyn – Sosnówka – Borowice

Kobiety

1. Iwona Podkościelna – Aleksandra Wnuczek (KKT „Hetman” Lublin) 0:54:29

2. Marta Stramek − Anna Ostrowska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1:09:29

3. Marta Pekar − Magdalena Przeworska („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1:14:45

Mężczyźni

1. Marcin Polak − Michał Ładosz (KKT „Hetman” Lublin) 1:40:07

2. Przemysław Wegner − Piotr Czopek  („Razem” Poznań) 1:45:16

3. Piotr Urbański − Michał Wyżlic            („Warmia i Mazury” Olsztyn) 1:48:32

Mirosław Jurek

Biegi

XXII Półmaraton „Cud nad Wisłą”

Tradycyjnie 15 sierpnia zawodnicy z naszych klubów wzięli udział w upamiętniającym to historyczne wydarzenie półmaratonie na trasie Ossów−Radzymin. Na starcie zameldowało się ponad 400 osób.

Pierwsi wyruszyli zawodnicy na wózkach, a potem wszyscy pozostali biegacze. Niektórych na trasie spotkała niemiła niespodzianka: zamknięty przejazd kolejowy. Co prawda sędziowie odliczali czas postoju, ale zatrzymani stracili wypracowaną przewagę nad rywalami.

Tradycyjnie na metę pierwsi przyjechali wózkarze. Tak się spieszyli, że byli szybsi od sędziego zawodów. Pierwsi linię mety przebiegli dwaj Kenijczycy. Różnica między nimi wynosiła zaledwie 3 sekundy.

Spośród zawodników z dysfunkcją wzroku w kat. B2 pierwszy na metę przybiegł Jacek Ziółkowski („Syrenka” Warszawa) z czasem 1:33:48, który w ogólnej klasyfikacji zajął 58. miejsce. Drugi był Grzegorz Wawro („Lajkonik” Kraków) – 1:34:11, a trzeci Sławomir Jeżowski („Syrenka” Warszawa), który osiągnął czas 1:35:48. Czwarty na mecie w tej kategorii zameldował się Piotr Jankowski.

W kategorii B1 zwyciężył Zbigniew Świerczyński („Warmia i Mazury” Olsztyn) w czasie 1:45:21 (w ogólnej klasyfikacji 151.), drugi był Grzegorz Powałka – 1:59:39, a jako trzeci przybiegł Ryszard Sawa z czasem 2:08:11 (obaj z „Syrenki” Warszawa).

A.B.

Kręgle

Klasycznie w Brzesku

W dniach 29.08-1.09.2013 r. już po raz dziewiąty niewidomi i słabowidzący kręglarze przybyli do gościnnego Brzeska, aby zawalczyć o zwycięstwo. W turnieju rywalizowali przedstawiciele 16 klubów Stowarzyszenia „Cross”. Zawody przeprowadzone zostały zgodnie z regulaminem IMP w kręglach klasycznych.

W Brzesku przyjęło się już, że honorowy patronat nad zawodami obejmują wszyscy rajcy: burmistrz Brzeska Grzegorz Wawryka, starosta powiatu brzeskiego Andrzej Potępa, prezydent Tarnowa Ryszard Ścigała, starosta powiatu tarnowskiego Roman Łucarz, wójt gminy Tarnów Grzegorz Kozioł oraz marszałek województwa małopolskiego Marek Sowa. Okazało się po raz kolejny, że możemy liczyć na poparcie i bardzo poważne traktowanie sportu osób niepełnosprawnych przez władze Małopolski.

Koordynator Kazimierz Curyło i członkowie klubu „Pogórze” Tarnów tradycyjnie dopilnowali wszystkich szczegółów i turniej odbył się bez żadnych problemów. Kręgielnię przygotowano bardzo profesjonalnie – nowe automaty działały bezawaryjnie, uczestnicy byli informowani na bieżąco o przebiegu imprezy. Zgodnie z tradycją brzeskich zawodów, gospodarze wraz z Tarnowskim Centrum Turystycznym zaprosili uczestników do zwiedzania zamku w Niepołomicach i Muzeum Dźwięku.

Rywalizacja przebiegała w przyjaznej atmosferze i wzajemnym dopingu. Zwyciężczynią w kat. B1 została Agnieszka Kozłowska z klubu „Pionek” Włocławek – 397 p. „Czarnym koniem” w powyższej kategorii okazała się Salomea Walkowiak z „Pogórza” Tarnów – była bezkonkurencyjna, walczyła do końca o tytuł „Najbardziej rozrzutny” – wyczyściła 55 razy rynny brzeskiej kręgielni. W kat. B2 zwyciężyła doświadczona zawodniczka Anna Barwińska („Omega” Łódź) – 619 p. W kat. B3 wygrała Irena Curyło („Pogórze” Tarnów) – 634 p., najwyższy wynik uzyskany przez kobiety w turnieju. Najlepszy wynik wśród mężczyzn „wykulał” Albert Sordyl z klubu „Pogórze” Tarnów – 692 p. (z imponującym wynikiem z jednej gry 191 p.). Szkoda, że zwycięzcy w kat. B3 zabrakło 8 p. do ulubionej „siedemsetki”. W najliczniejszej kat. B2 (22 zawodników) triumfował Jan Smoła („Morena” Iława), uzyskując 652 p. W kat. B1 wygrał Krzysztof Tarkowski z ”Hetmana” Lublin – 478 p.

Wszyscy zawodnicy grali z ogromnym zaangażowaniem, walcząc o każdy punkt i zachowując zasady gry fair play. Organizatorzy w razie potrzeby zapewniali asystentów zawodnikom kat. B1 i B2.

Ogłoszenie wyników odbyło się w szkolnym schronisku młodzieżowym – miejscu przyjaznym osobom niepełnosprawnym. Panująca tam wyjątkowa atmosfera to zasługa wyrozumiałej dyrektorki, pani Jolanty Bach i wszystkich pracowników. Uroczystość wręczania nagród zaszczycili swoją obecnością: burmistrz Brzeska, przewodniczący Rady Miasta oraz przedstawiciel prezydium Stowarzyszenia „Cross”. Zawodnicy uplasowani do piątego miejsca otrzymali nagrody ufundowane przez marszałka województwa małopolskiego, prezydenta i starostę tarnowskiego, burmistrza i starostę brzeskiego. Sponsorzy: Azoty, Mlektar, Tarnowska Spółka Gazownicza zapewnili każdemu uczestnikowi upominek promujący Małopolskę. Firma CAN-PACK zafundowała uroczystą kolację i dobrą zabawę.

Mając nadzieję, że czar Brzeska nie pryśnie, zapraszamy za rok na jubileuszowy, dziesiąty turniej.

IX Ogólnopolski Turniej Niewidomych i Słabowidzacych w Kręglach Klasycznych

29.08-1.09.2013 r., Brzesko

Kobiety

B1

1. Agnieszka Kozłowska („Pionek” Włocławek) 397 p.

2. Mieczysława Stępniewska („Omega” Łódź) 364 p.

3. Jolanta Nowacka            („Cross Opole”) 314 p.

B2      

1. Anna Barwińska („Omega” Łódź) 619 p.

2. Maria Harazim („Karolinka” Chorzów) 572 p.

3. Anna Kowal („Podkarpacie” Przemyśl) 566 p.

B3      

1. Irena Curyło („Pogórze” Tarnów) 634 p.

2. Jolanta Kruk-Sabaj („Podkarpacie” Przemyśl) 617 p.

3. Emilia Sawiniec („Hetman” Lublin) 608 p.

Mężczyźni

B1

1. Krzysztof Tarkowski („Hetman” Lublin) 478 p.

2. Szczepan Polkowski („Morena” Iława) 431 p.

3. Marek Zwolennikiewicz („Karolinka” Chorzów) 373 p.

B2      

1. Jan Smoła            („Morena”) Iława 652 p.

2. Władysław Wakuliński („Łuczniczka” Bydgoszcz) 643 p.

3. Teodor Radzimierski („Karolinka” Chorzów) 622 p.

B3      

1. Albert Sordyl („Pogórze” Tarnów) 692 p.

2. Daniel Jarząb („Tęcza” Poznań) 675 p.

3. Ireneusz Stankiewicz („Łuczniczka” Bydgoszcz) 618 p.

Irena Curyło

Szachy

Piotr Dukaczewski nie zawiódł w Dadaju

W ostatnich pięciu latach zwycięstwem w tradycyjnym szachowym turnieju „O Puchar Grunwaldu” dzielili się naprzemiennie dwaj zawodnicy – Piotr Dukaczewski z „Syrenki” Warszawa i Jacek Stachańczyk z „Jutrzenki” Dąbrowa Górnicza. Po ubiegłorocznym zwycięstwie Stachańczyka w tym roku kolej przyszła na Piotra. W dziewięciu pojedynkach uległ tylko w drugiej rundzie turnieju koledze klubowemu Michałowi Wolańskiemu. Ta niespodziewana przegrana nie zdeprymowała jednak przyszłego zwycięzcy. Pozostałe partie wygrał pewnie. Drugie miejsce przypadło Rafałowi Gunajewowi („Syrenka” Warszawa). Trzecim zadowolić się musiał ubiegłoroczny triumfator. Podobnie jak Dukaczewski, on też zaliczył wpadkę, grając ze słabszym rankingowo rywalem. Przegrał z 15-letnim Adamem Czajkowskim z „Syrenki” Warszawa, młodym i bojowym zawodnikiem, który stara się wywalczyć pozycję w czołówce Polski. W turnieju w Dadaju Adam zajął miejsce czwarte.

Co roku na Puchar Grunwaldu zjeżdża cała czołówka Polski. W tym roku zabrakło zawodników z Lublina oraz Marka Maćkowiaka z „Tęczy” Poznań (wycofał się w ostatniej chwili) i tegorocznego finalisty Piotra Kulpińskiego z „Atutu” Nysa.

Zabrakło też dobrej pogody. Większa część turniejowych zmagań przebiegała w deszczu. Najczęściej przestawał padać podczas rundy. Kto liczył na dłuższe spacery po okolicznych lasach, wyjeżdżał zawiedziony.

Rozgrywki, które odbyły się w dniach od 15 do 21 września w ośrodku „Star-Dadaj”, sędziował Andrzej Gula z Olsztyna. Na zakończenie turnieju Marek Harkowski, wiceprzewodniczący olsztyńskiego klubu „Warmia i Mazury”, dekorował i wręczał nagrody zwycięzcom.

XXVIII Turniej Szachowy „O Puchar Grunwaldu”

15-21.09.2013 r., Dadaj

1. Piotr Dukaczewski („Syrenka” Warszawa) 8 p.

2. Rafał Gunajew („Syrenka” Warszawa) 7 p.

3. Jacek Stachańczyk („Jutrzenka” Dabrowa Górnicza) 6,5 p.

4. Adam Czajkowski („Syrenka” Warszawa) 6 p.

5. Michał Wolański („Syrenka” Warszawa) 5,5 p.

6. Tadeusz Żółtek („Warmia i Mazury” Olsztyn) 5,5 p.

7. Dawid Falkowski („Jutrzenka” Dąbrowa Górnicza) 5,5 p.

8. Ryszard Suder („Warmia i Mazury” Olsztyn) 5 p.

9. Roman Staruch („Zryw” Słupsk) 5 p.

10. Janusz Jeleń („Jantar” Gdańsk) 5 p.

Teresa Dębowska

 

Na początek

 

wokół sportu

 

Sukces – nie zawsze oznacza medale

Dzisiejsze czasy – zwariowane, zabiegane, wywierające presję na człowieka – wymagają, aby być „cool”, „jazzy”, „cosy”, „sweet” lub kimkolwiek, co jest aktualnie w modzie. Ten pęd nakazuje, by nadążać za tłumem. „Ciśnienie” odczuwalne jest wszędzie i powszechnie – również w sporcie osób z niepełnosprawnościami.

Jednak mimo wszystko nie należy poddawać się tej presji. Warto czasem przystanąć, odciąć się od owczego pędu, powiedzieć: „nie dajmy się zwariować”. Pielęgnujmy to, co w sporcie najpiękniejsze. Nagradzajmy gromkimi brawami wszystkich tych, którzy pokonują linię mety – wszakże fakt, iż ukończyli wyścig, jest już godny aplauzu.

Pływacy reprezentujący Polskę wrócili z mistrzostw świata organizowanych przez Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski w Montrealu (Kanada) z kilkoma zaledwie krążkami (Jacek Czech – brąz na 100 m stylem dowolnym S2; Oliwia Jabłońska – srebro i rekord Europy – 100 m stylem motylkowym S10; Krzysztof Paterka – brąz na 100 m stylem klasycznym SB8). Nie wspomina się zazwyczaj o osobach, które zajęły dalsze pozycje. A przecież oni również włożyli ogrom pracy w przygotowania. Joanna Mendak (S12, zawodniczka słabowidząca) startowała po niedawnej operacji stawu barkowego. Jest nie lada wyczynem zmusić się do powrotu do codziennych, nużących treningów po zabiegu. Przecież poza zwyczajną rehabilitacją, jaką stosuje się w celu przywrócenia ruchomości stawu, Asia w szybkim tempie powróciła do światowej formy. A że zabrakło sekund do medalu? Może następnym razem… Bo przecież będzie – jeśli tylko nie zabraknie woli walki, którą w końcu zawodnik czerpie również z dopingu kibiców.

Brawo pływacy!

Tadeusz Rodziewicz

 

Na początek

 

turystyka

 

Jeszcze jeden obóz minął

Dla tych, którzy góry kochają, nie jest ważne, czy kolejny obóz będzie w tej czy innej bazie − byle w górach. Wybraliśmy znane i dobrze wspominane bazy w Żegiestowie i w Porębie Wielkiej. Obydwie atrakcyjnie położone, w pobliżu większych ośrodków rekreacji, jak Muszyna, Mszana czy Rabka. Od sześciu lat ten właśnie obóz lokalizowany w górach realizuje program kwalifikowanej pieszej turystyki górskiej, zwanej także turystyką usportowioną. I co najważniejsze, nigdy nie brakuje chętnych do uprawiania tej formy aktywności.  

Ministerstwo Sportu tym razem postawiło nowe wymagania: zwiększenie liczby uczestników, wprowadzenie zajęć sportowych. O ile dodanie zajęć sportowych z innych dziedzin podniosło atrakcyjność obozu, to zwiększenie liczby uczestników zmniejszyło mobilność grupy wędrującej po szlaku. Na obozie pojawiło się aż 13 osób nowych, ale jedynie 6 z nich w pełni sprostało trudom zdobywania szczytów Beskidu Sądeckiego i Wyspowego.

Na szlaku pełnym atrakcji

Dodatkowe zajęcia sportowe bardzo przypadły do gustu wszystkim. Organizator dostarczył atrakcji w postaci spływu pontonowo-kajakowego rzeką Poprad, intensywnego szkolenia w nordic walkingu, strzelectwa laserowego i w końcu − jazdy konnej. W rzadkich wolnych chwilach chętni toczyli rozgrywki warcabowe i szachowe. Znalazł się również czas na wieczorki taneczne przy ludowej kapeli lub przy płytach i na spotkanie z piosenką turystyczną w kręgu. Były wyprawy na słowacką stronę, żeby odetchnąć tatrzańskim powietrzem w dolinie Wodospadów Zimnego Potoku, zażyć przyjemności popływania w basenach w miejscowości Poprad. Przygotowanie i realizacja tak nasyconego zajęciami obozu wymagały od organizatora sporego wysiłku.

Pensjonat „Zosia” nie posiada komfortu domu wczasowego ”Wiktor”, ale za to jest kierowany przez człowieka mającego wiele ciekawych pomysłów i zdolność skupiania wokół siebie ludzi o rzadkich umiejętnościach, np. nauczania niewidomych narciarstwa biegowego. Pan Artur Niemczyk, bo o nim mowa, już w czasie zwiadu kwatermistrzowskiego zapewnił nas, że z fachowcami do zorganizowania spływu i szkolenia z chodzenia z kijkami nie będzie problemu. Podobnie jak nie byłoby kłopotu z organizacją obozu narciarskiego dla niewidomych, gdyż sprzęt i instruktorzy są na miejscu. Pan Artur ma swoje marzenia. Śni mu się most spinający Łopatę Polską i Łopatę Słowacką. Jest to najwęższe miejsce, łączące dwa brzegi Popradu. Most ułatwiłby dotarcie na szlaki górskie po obydwu stronach rzeki oraz otworzyłby ścieżki rowerowe Słowacji dla polskich cyklistów. Miejmy nadzieję, że specjaliści od narciarstwa niewidomych w Stowarzyszeniu „Cross” pochylą się nad tym tematem.

Dodatkową atrakcją pensjonatu „Zosia” jest dobra kuchnia, z wyśmienitymi golonkami i tzw. świńską pupą, którą mieliśmy okazję drugi raz spróbować. W obiekcie panuje dobra turystyczna atmosfera. Pan Artur wcześniej prowadził schronisko nad Wierchomlą. Rozwijające się intensywnie uzdrowisko Żegiestów stanie się wkrótce rajem dla kuracjuszy. Dzięki działaniom pana Artura i ludzi jemu podobnych, będzie tam również miejsce dla turystów.

W kronice pensjonatu „Zosia” zapisał się turniej strzelecki, w którym, oprócz wytrawnych strzelców, brali udział uczestnicy mający po raz pierwszy broń w ręku. Strzelcy „wyborowi” potwierdzili swoją wysoką formę, a ci, którzy pierwszy raz strzelali, byli zdumieni, że udało się im tak wiele punktów „ustrzelić”. Szczególne podziękowania należą się Jerzemu Załomskiemu za poprowadzenie treningu w strzelaniu i samego turnieju.

Od lat po szlakach górskich wielu wędruje z jednym kijkiem. Do chodzenia po górskiej ścieżce z dwoma kijami wymagany jest spory zakres widzenia. Po przeszkoleniu przez panią Olę osoby słabowidzące podjęły próbę posiłkowania się dwoma kijami na szlaku.

13-kilometrowy spływ Popradem z pewnością na długo zostanie uczestnikom w pamięci. Nikt nie zabrał ze sobą aparatu fotograficznego z obawy przed zamoczeniem. Była to lekcja pokory, jaką może dać górska rzeka tym, którzy płynęli na pontonach i w kajaku. Wystarczy powiedzieć, że nikt nie był suchy.

Najłagodniej z uczestnikami „obeszły się” konie, przede wszystkim dzięki prowadzącym je dziewczynom. Wielu miało problem, kogo bardziej podziwiać.

Jak w domu

Wszyscy chwalili domową atmosferę pensjonatu „Pod brzegiem” w Porębie Wielkiej koło Niedźwiedzia. Znowu smakowite jedzenie i zawsze uśmiechnięta gospodyni – pani Kazimiera Strużak. Szum wodospadu koił, a głosy licznej gromadki dzieci bawiących się wokół domu zarażały wesołością. W tak sympatycznych warunkach zwiększony trud zdobywania przez pasjonatów szczytów górskich, takich jak Turbacz, Mogielica, Luboń, Śnieżnica czy Ćwilin, pozwolił jedynie na krótki relaks w Rabce i spacer do domu, w którym urodził się i mieszkał Władysław Orkan. I na tej bazie nie zabrakło regionalnych przysmaków. Kwaśnicę na żeberku poprawił pstrąg z dodatkiem białego wina, a na deser trzy rodzaje ciast, z kołaczem na czele. Do ostatniego ogniska doszły jeszcze małe oscypki zapiekane na wzór kiełbasek. Podczas trwania obozu Marysia Kulig, pielęgniarka, która czasem leczy uśmiechem, została po raz piewszy babcią, a kolejny raz ten zaszczytny tytuł przypadł pani Kazi z Poręby. Ani jedna, ani druga pani na babcię nie wygląda. Serca kilku uczestników zdobył czteroletni wnuk pani Kazi – Kacper, który biegle posługiwał się pilotem, włączając i wyłączając odpowiednie do swoich zainteresowań programy. Znalazł się też czas na obejrzenie filmów z audiodeskrypcją. I aniśmy się obejrzeli, gdy trzeba było wracać do domu.

Wieloletnie doświadczenie przewodnika, pana Marka Przewięźlikowskiego, w prowadzeniu grup niewidomych po szlakach górskich, mimo skromnej liczby przewodników, pomogło przejść bezpiecznie 102 km tras. Dzięki ciekawym i miłym pomysłom Ireny Tomal, kierowniczki obozu, zarówno na trasach wędrówek, jak i na bazie panowała niemal rodzinna atmosfera. Każdy uczestnik wylosował swojego „anioła” i każdy miał okazję być ukrytym przyjacielem dla wylosowanej osoby. Drobne upominki wzmocniły więzi między obozowiczami.

Kto raz przyjaźni poznał moc,

Nie będzie trwonił słów.

Przy innym ogniu w inną noc

Do zobaczenia znów.

Antoni Szczuciński,

 

Na początek

 

plebiscyt

 

Dziesięciu wspaniałych   

Fundacja Sedeka, przy współpracy Polskiego Związku Sportu Osób Niepełnosprawnych „Start”, zorganizowała plebiscyt na 10 najwybitniejszych niepełnosprawnych sportowców w ciągu ostatnich 40 lat. Plebiscyt wciąż trwa, można więc oddać głosy na swoich faworytów. Ale wybór nie będzie łatwy.

To największy w kraju tego typu plebiscyt, w którym wybierani są najlepsi sportowcy niepełnosprawni. Spośród 272 reprezentantów Polski, którzy uczestniczyli w letnich i zimowych igrzyskach paraolimpijskich w latach 1972-2012, wybrana zostanie dziesiątka – tych najwspanialszych, najwybitniejszych, z największymi osiągnięciami, których walka, zakończona medalami, zachwycała najbardziej. Nie będzie to proste, bo mamy ich wielu. Reprezentują jedenaście dyscyplin: kolarstwo, koszykówkę, łucznictwo, narciarstwo alpejskie, narciarstwo biegowe i biatlon, pływanie, podnoszenie ciężarów, siatkówkę, szermierkę na wózkach, tenis stołowy oraz lekką atletykę. Plebiscyt jest podsumowaniem mało znanej wśród Polaków, a przecież pięknej karty sportowych osiągnięć niepełnosprawnych reprezentantów naszego kraju, którzy przynosili nam chwałę na międzynarodowych arenach. − Jest też hołdem złożonym sportowcom niepełnosprawnym, dzięki osiągnięciom których przez kilkadziesiąt lat w wielu miejscach świata rozbrzmiewał Mazurek Dąbrowskiego − mówi Jan Lis, dziennikarz sportowy, jeden z pomysłodawców plebiscytu i jego koordynator ze strony Fundacji Sedeka. − Przez wiele lat zajmowałem się sportem polskich olimpijczyków, potem mnie dotknęła niepełnosprawność i zacząłem interesować się sportem osób z dysfunkcjami. Ich dokonania są równie wspaniałe i osiągane z dużym wysiłkiem. Mam nadzieję, że plebiscyt przybliży społeczeństwu te sukcesy.

Organizatorzy nie zdecydowali się na konkurs na najwybitniejszego niepełnosprawnego sportowca. Wydaje się to słuszne, ponieważ istnieje tak wiele przeróżnych czynników, które należałoby wziąć pod uwagę przy takim wyborze, że samo ustalenie, które z nich są najważniejsze, mogłoby nigdy się nie udać. A na pewno byłoby karkołomnym przedsięwzięciem. Wybór dziesiątki najwybitniejszych sportowców też będzie niesłychanie trudny. Zanim o tych trudnościach, najpierw kilka słów o samym wydarzeniu i zasadach udziału w nim.

Internauci i kapituła

Plebiscyt składa się z dwóch etapów. W pierwszym, który rozpoczął się w czerwcu i potrwa do końca października, na nominowanych 272 sportowców głosują wyłącznie internauci. Czterdziestu sportowców, którzy otrzymają od nich największą liczbę głosów, przejdzie do drugiego etapu. Internauci mogą oddawać swoje głosy na stronie Fundacji Sedeka − www.sedeka.pl/plebiscyt-paraolimpijski − na której znajduje się wykaz dyscyplin sportowych, z których każda zawiera listę nazwisk sportowców w kolejności alfabetycznej. O każdym sportowcu − w linku „pokaż szczegóły” − zamieszczono krótką informację: kiedy się urodził, jaki klub ostatnio reprezentował (bądź obecnie reprezentuje), w jakich rywalizował konkurencjach i w jakiej klasie niepełnosprawności, a także ile i jakich zdobył medali i na której paraolimpiadzie. Każdy z internautów może zagłosować na maksymalnie 40 sportowców − oddając po jednym głosie na jedną osobę. Ten etap kończy się 31 października. Kilka dni później (5 listopada) rozpoczyna się etap drugi, do którego przejdzie 40 paraolimpijczyków z największą liczbą głosów. Składająca się z ponad dwudziestu członków Kapituła Plebiscytu będzie miała tydzień (do 12 listopada) na wskazanie dziesięciu finalistów. Wyboru dokona drogą elektroniczną: każdy z członków kapituły na liście z nazwiskami czterdziestu sportowców wskaże swoich faworytów i odeśle ją e-mailem do organizatora (Komisji Plebiscytowej).

            Członkowie kapituły nie mają jednak obowiązku wskazania dziesięciu faworytów. Mogą wytypować ich mniej. Trudno jednak sobie wyobrazić, aby ktokolwiek zrezygnował z wyboru całej dziesiątki spośród tylu znakomitych kandydatów. Tym bardziej że członkami kapituły będą osoby dobrze znające historię i osiągnięcia sportowców niepełnosprawnych. To reprezentanci różnych instytucji i środowisk – przedstawiciele organizacji osób niepełnosprawnych, Stowarzyszenia „Start”, a także „Cross”, historyków, sportowców, naukowców i dziennikarzy sportowych. − To będzie znamienita grupa, która będzie w stanie dokonać najobiektywniejszego wyboru − dodaje Jan Lis.

            Najpóźniej do 20 grudnia Kapituła Plebiscytu zatwierdzi listę „dziesięciu najwybitniejszych sportowców igrzysk paraolimpijskich w latach 1972-2012”. Natomiast Fundacja Sedeka poinformuje wszystkich sportowców o przyznanych im tytułach co najmniej 14 dni przed datą uhonorowania zwycięzców. Wręczenie nagród finalistom (statuetki, być może także nagrody materialne bądź pieniężne) i pozostałym trzydziestu kandydatom (medale) nastąpi podczas Gali Finałowej Plebiscytu, która odbędzie się w Warszawie pod koniec stycznia 2014 roku (miejsce jest jeszcze nieznane). Inni sportowcy objęci plebiscytem drogą pocztową otrzymają list gratulacyjny. Będą także nagrody dla internautów biorących udział w głosowaniu − czterdziestu z nich wylosuje nagrody niespodzianki i zostanie zaproszonych na galę.

Trudne wybory

Członkowie kapituły będą typować finałową dziesiątkę indywidualnie, przesyłając listy swoich kandydatów pocztą mailową. Wybór najlepszych nie będzie łatwym zadaniem. Każdy będzie musiał odpowiedzieć sobie na wiele ważnych pytań. Złoto którego sportowca było większym sukcesem, jeśli zdobyli tyle samo medali? Ile srebrnych i brązowych krążków przewyższy wartość jednego złotego? Czy należy wartościować paraolimpiady − a więc czy na jednych było trudniej zdobyć złoty medal, a na innych łatwiej z powodu niższego poziomu rywalizacji? Czy wartościować dyscypliny? − bo np. pływacy mieli najwięcej możliwości zdobycia większej liczby medali, ponieważ startowali w kilku konkurencjach na różnych dystansach i w sztafetach? Czy zwycięzca miał utrudnione, czy ułatwione zadanie, bo np. w jego konkurencjach startowało mniej niż sześciu zawodników? Czy cenniejsze jest zdobycie przez sportowca np. czterech złotych krążków, ale na jednych igrzyskach, czy trzech, a nawet dwóch, ale każdy na innej paraolimpiadzie? Tego rodzaju pytań jest więcej.

Gdyby o zwycięstwie w plebiscycie decydowała wyłącznie liczba zdobytych medali, w tym złotych, to wygrać powinien pływak Arkadiusz Pawłowski, który w swojej kolekcji ma łącznie 22 medale (12 złotych, 5 srebrnych i 5 brązowych) i przywiózł je z sześciu IP. W pierwszej dziesiątce powinno się jeszcze znaleźć siedmiu innych pływaków z imponującym dorobkiem medalowym − Małgorzata Adamik-Okupniak − 18 medali (8 złotych, 4 srebrne, 6 brązowych), Grażyna Ignaczuk-Haffke − 16 medali (11 złotych, 5 srebrnych), Ryszard Machowczyk − 12 medali (7 złotych, 4 srebrne, brązowy), Mirosław Owczarek − 18 medali (7 złotych, 10 srebrnych, brązowy), Krzysztof Ślęczka − 19 medali (6 złotych, 9 srebrnych, 4 brązowe), Marek Szpojnarowicz − 10 medali (7 złotych, 2 srebrne, brązowy), Agnieszka Ogorzelska-Zych − 8 medali (7 złotych, srebrny). Z wszystkich pozostałych 272 sportowców biorących udział w plebiscycie jedynie trzech zdobyło jeszcze po 7 złotych medali. Czyli finałową dziesiątkę dopełniłoby tylko dwóch z nich! Tak kalkulując, wśród najlepszych polskich sportowców niepełnosprawnych ostatniego 40-lecia mielibyśmy aż ośmiu pływaków. To pokazuje, że liczba zdobytych medali − złotych i pozostałych − nie może być najważniejszym kryterium oraz nie przesądza jeszcze o najwybitniejszych osiągnięciach. Tym bardziej że szansa wywalczenia złotego medalu była większa na wcześniejszych igrzyskach niż na późniejszych, kiedy w konkurencjach rywalizowało więcej zawodników. Początkowo często było ich mniej, niekiedy nawet trzech, co wszystkim gwarantowało medal już na starcie. Dopiero w latach 90. wprowadzono kryterium udziału w jednej konkurencji minimum 6 zawodników z 4 krajów. Wprowadzono też inne ograniczenia, limity oraz konieczność zdobywania minimum punktów. Upodobniło to paraolimpiady do igrzysk olimpijskich. W rezultacie − przy jednoczesnym zwiększaniu się liczby państw uczestniczących w paraolimpiadach − poziom rywalizacji znacznie się podniósł. Wiedza sportowa członków kapituły, ich znajomość historii, specyfiki i klasyfikacji sportu osób niepełnosprawnych są nieodzowne, aby wybór „10 najwybitniejszych” był najbardziej sprawiedliwy.

Jest jednak czynnik, który może to uniemożliwić. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w wybranej przez internautów czterdziestce nie znajdą się znakomici zawodnicy z wielkimi osiągnięciami. Najmniejsze szanse na wejście do drugiego etapu mają sportowcy „bez zaplecza” oraz już nieżyjący, jak chociażby Waldemar Kikolski – znakomity słabowidzący maratończyk i długodystansowiec, zdobywca złotych medali na kilku paraolimpiadach. Po dwóch miesiącach trwania plebiscytu zagłosowała na niego tylko jedna osoba! W podobnej sytuacji mogą znaleźć się inni fantastyczni sportowcy, którzy zdobywali na paraolimpiadach złote medale − żeby wymienić tylko Mirosława Pycha czy Jerzego Szlęzaka. Internetowe wybory rządzą się własnymi prawami i nie muszą być sprawiedliwe. To jasne. Prawdopodobnie wielu z głosujących uczestników zna tylko współczesnych polskich paraolimpijczyków, zdobywających dla nas medale na igrzyskach w Londynie, Pekinie, może jeszcze w Atenach. Dzięki mediom ich sukcesy zostały nagłośnione, a oni stali się rozpoznawalni. To daje im przewagę nad kandydatami plebiscytu, którzy zakończyli karierę nim media zaczęły interesować się osiągnięciami niepełnosprawnych sportowców. Tych docenić mogą jedynie znawcy i osoby zasiadające w kapitule. − U internautów najwięcej głosów mogą zdobyć ci sportowcy, którzy mają najwięcej medali, a więc pływacy i lekkoatleci − mówi Romuald Schmidt, prezes klubu „Start” Poznań. − Czy to oznacza, że szermierze byli gorsi? Nie. Decydujący wpływ może mieć także to, czy zawodnik został zauważony przez dziennikarzy. Kto nie istnieje w mediach lub nie odniósł sukcesów na ostatniej paraolimpiadzie w Londynie, może zostać pominięty. To jest loteria. Obecne pokolenie facebooka nie ma zielonego pojęcia o sportowcach, którzy dla Polski zdobywali medale dwadzieścia i więcej lat temu, wśród których byli wybitni zawodnicy. Dlatego ich szanse w głosowaniu internetowym są mniejsze niż sportowców, którzy dzisiaj zdobywają medale.

Plebiscyt, przypominając o wielkich sukcesach polskich paraolimpijczyków, dołoży swą cegiełkę do poprawy wizerunku sportu osób niepełnosprawnych. Główna gala, wśród kamer telewizyjnych i fleszy aparatów, prowadzona w prestiżowym miejscu (być może w Centrum Olimpijskim PKOl), odda należną cześć sportowcom, dzięki którym polski hymn rozbrzmiewał w wielu miejscach świata. Docenienie ich wkładu będzie tym cenniejsze, im mniej nieprzemyślanych decyzji wpłynie na wybór dziesięciu finalistów, którzy odtąd będą nazywani najwybitniejszymi sportowcami niepełnosprawnymi. Ograniczyć je może przyznanie kapitule prawa dodania do czterdziestki sportowców wybranych przez internautów jeszcze kilku, np. pięciu, z tych którzy do niej nie weszli. Nie jest jeszcze za późno, aby zapisać to w regulaminie plebiscytu. Wiele także zależy od głosowania internautów – czy włożą odrobinę wysiłku, by poznać i porównać dokonania różnych kandydatów. Członkowie kapituły zrobią to zapewne z nawiązką, będą jednak mieli twardy orzech do zgryzienia, aby uwzględnić bardzo wiele ważnych czynników. Wybierajmy więc mądrze.

Ranking pierwszych piętnastu sportowców z głosowania internautów

z 17 września:

Mieczysław Sobczak (głosów: 803) – pływanie

Ryszard Kożuch (głosów: 800) – lekkoatletyka („Razem” Poznań)

Mirosław Owczarek (głosów: 787) – pływanie

Zbigniew Sajkiewicz (głosów: 596) – pływanie

Andrzej Kietliński (głosów: 422) – pływanie

Andrzej Zając (głosów: 310) – kolarstwo („Cross” Opole)

Ewa Dudka-Gęsicka (głosów: 309) – pływanie

Ryszard Tomaszewski (głosów: 267) – podnoszenie ciężarów

Konrad Kołbik (głosów: 241) – pływanie („Start” Poznań)

Mirosław Maliszewski (głosów: 240) – lekkoatletyka

Ryszard Fornalczyk (głosów: 217) – podnoszenie ciężarów

Justyna Kozdryk (głosów: 205) – podnoszenie ciężarów

Barbara Bedła-Tomaszewska (głosów: 181) – lekkoatletyka

Katarzyna Rogowiec (głosów: 178) – biegi narciarskie

Dariusz Pender (głosów: 173) – szermierka (IKS AWF Warszawa)

Piotr Stanisławski

 

Na początek

 

zdrowie

 

Ruszaj choćby palcem w bucie

 Tegoroczne tropikalne upały dały się wszystkim we znaki. Wielu z nas skarżyło się nie tylko na duszność czy zmęczenie, ale także na obolałe i spuchnięte nogi. Ta ostatnia dolegliwość niekoniecznie musi mieć związek z aurą. Może być objawem niebezpiecznej choroby: przewlekłej niewydolności żylnej. Cierpi na nią mnóstwo ludzi − w Polsce około 60 procent kobiet i 20 procent mężczyzn.   

Pierwszym sygnałem są liczne fioletowe pajączki, pojawiające się na udach lub pod kolanami. Odczuwamy dyskomfort i ciężkość kończyn, które narastają z upływem dnia. Z czasem do obrzęków i pajączków dołączają skurcze mięśni i bóle nóg, dręczące nas przeważnie nocą. W ciągu dnia też pojawia się ból utrudniający chodzenie. Długotrwały zastój krwi w żyłach powierzchniowych zwiększa ciśnienie żylne, prowadząc do rozszerzania i uszkadzania ścian żył. Pod skórą łydek i ud widoczne są sinawe serpentynki. Z czasem stają się one coraz bardziej wypukłe. W ten sposób tworzą się żylaki. Niekiedy towarzyszy im silny obrzęk w okolicy kostek, czasami sięgający do kolan. Zaawansowane żylaki mogą powodować zapalenie żył powierzchniowych. Jest to bardzo bolesne i uciążliwe, ale nie zagraża życiu. Co innego, gdy dochodzi do zakrzepowego zapalenia żył głębokich, zwanego zakrzepicą żylną. Jej objawami są: obrzęk nogi, duża bolesność i gorączka. Najczęściej schorzenie dotyka jednej łydki. Mogą boleć też udo i biodro.

Mechanizm powstawania choroby polega na tym, że w żyłach tworzą się skrzepliny przylegające do ich ścian. Krew nie może swobodnie przepływać. Zakrzep miewa od kilku do kilkunastu centymetrów. Kiedy oderwie się od ściany, może popłynąć z krwią do serca, a stąd do tętnicy płucnej. Ta, na początkowym odcinku szeroka, potem się zwęża, więc zakrzep nie jest w stanie dalej się przecisnąć. Zatrzymuje się i zatyka naczynie. To może prowadzić do śmierci. Objawy zatoru tętnicy płucnej to bóle w klatce piersiowej, duszność, przyspieszony oddech. Gorzej, gdy pierwszym i jedynym sygnałem jest nagłe zatrzymanie krążenia i oddychania.

Rocznie na zakrzepicę żył głębokich (w skrócie zwaną ŻCHZZ) zapada w Polsce od 80 do 150 tysięcy osób, a jedna czwarta Polaków cierpi na przewlekłą niewydolność żył. Co roku ŻCHZZ zabija prawie 50 tysięcy mieszkańców naszego kraju. W grupie ryzyka są osoby obciążone genetycznie, które mają stojący lub siedzący tryb pracy, otyłe, kobiety w ciąży. W zakrzepicy czynnikami ryzyka są: wiek (zazwyczaj po czterdziestce), choroba nowotworowa, niewydolność krążenia, choroby płuc, przewlekłe stany zapalne. Wśród zagrożonych są też osoby unieruchomione po operacji lub z powodu ostrych chorób internistycznych albo reumatologicznych, kobiety stosujące tabletki antykoncepcyjne i hormonalną terapię zastępczą po okresie menopauzy.

Najgłośniej o ŻCHZZ zrobiło się pięć lat temu, kiedy na zgrupowaniu w Portugalii zmarła nagle 26-letnia mistrzyni olimpijska Kamila Skolimowska. Zasłabła podczas treningu, w drodze do szpitala straciła przytomność. Lekarze stwierdzili, że przyczyną śmierci był zator tętnicy płucnej spowodowany nierozpoznaną zakrzepicą. Wprawdzie sportsmenka skarżyła się na bolącą łydkę, ale lekarz w porę nie dostrzegł niebezpieczeństwa. Tak dzieje się często, bo ta choroba jest bardzo podstępna i trudna do zdiagnozowania. Może rozwijać się bezobjawowo (z tego powodu nazywana jest cichym zabójcą), a jej symptomy nie są typowe, charakterystyczne tylko dla niej. Noga może przecież puchnąć także po zabiegu chirurgicznym lub urazie, a odczuwanie duszności wiąże się m.in. z astmą. To nie tylko dezorientuje pacjenta, ale bywa, że też lekarza, tym bardziej że ten ostatni, zwłaszcza tzw. pierwszego kontaktu, rzadko ogląda nogi zgłaszającego dolegliwości. Warto więc spróbować zdiagnozować się samemu, zwracając uwagę na takie szczegóły, jak: obrzęk nogi, zauważalna różnica w obwodzie nogi chorej i zdrowej, zaczerwienienie i nadmierne ocieplenie (skóra w dotyku jest gorąca), ból w łydce występujący przy zgięciu stopy, bóle i duszności w klatce piersiowej, nadmierne zmęczenie w czasie chodzenia lub małego wysiłku. Jeśli któryś z tych objawów wzbudzi nasz niepokój, należy udać się do lekarza. Ten zleci badania krwi (o zakrzepicy i zatorowości płucnej świadczy nieprawidłowy D-dimer) oraz USG żył kończyn dolnych (Doppler), które diagnozują zakrzepicę żylną.

W ostrej fazie choroby pacjent dostaje przede wszystkim leki przeciwzakrzepowe (clexane, fraxiparine i inne), podawane w formie zastrzyków podskórnych w brzuch (można je aplikować samemu).

Co zrobić, żeby nie dopuścić do takiej sytuacji? Podstawową sprawą w niewydolności żylnej jest ułatwienie odpływu krwi z chorej kończyny. Jeśli dużo stoimy lub siedzimy, od czasu do czasu zróbmy parę kroków w miejscu. Krążenie wspomaga też przestępowanie z nogi na nogę, uginanie kolana czy robienie kółek uniesioną stopą. Warto też poleżeć z nogami lekko uniesionymi ku górze, przynajmniej kilka minut w ciągu dnia. Nie należy nosić obcisłej bielizny i spodni. Obcasy w butach nie powinny być wyższe niż 3-4 cm. Sprzymierzeńcem żylaków jest nadwaga. Nie każdy sport, choćby narty, jest polecany przy przewlekłej niewydolności żylnej. Można za to spacerować, jeździć na rowerze, pływać. Trzeba pić dużo wody, nie tylko w lecie, by krew się nie zagęszczała. Podczas snu stopy powinny znajdować się wyżej niż serce. Najłatwiej uzyskać tę pozycję, stawiając   nogi łóżka od strony stóp na 10-centymetrowej podkładce. Wałki czy poduszki nie dają tak dobrych efektów, bo w nocy się kręcimy.

Bardzo pomocne w leczeniu niewydolności żylnej są zioła, witaminy i minerały. Najważniejsza jest escyna zawarta w nasionach kasztanowca. Uszczelnia i wzmacnia naczynia oraz hamuje stany zapalne. Ważna jest też rutyna, która przeciwdziała kruchości i pękaniu delikatnych naczyń włosowatych. Pomagają również substancje ziołowe zawierające polifenole, witaminy C, A i E oraz niektóre biopierwiastki (selen, cynk, miedź). Związki pozyskiwane m.in. z głogu czy pestek winogron zwiększają przepływ krwi w żyłach i tętnicach, zapobiegając sklejaniu się  płytek krwi. Dla osób mających kłopoty z niewydolnością żył stworzono specjalne elastyczne podkolanówki, pończochy oraz rajstopy produkowane w różnych rozmiarach. Trzeba je zakładać rano, przed wstaniem z łóżka, a zdejmować dopiero wieczorem. Żylaki można leczyć operacyjnie, wstrzykując do chorych żył środek chemiczny powodujący ich zarastanie (niestety, u ok. 20 procent operowanych powracają). Można je także zamrażać za pomocą krioterapii. Najnowocześniejsze metody pozbycia się dolegliwości nie tylko usuwają same zmiany, ale też hamują cofanie się krwi w żyłach, czyli leczą przyczynę choroby.

Podstawowe zalecenie lekarzy, by do niej nie dopuścić, brzmi: trzeba się ruszać. Bezruch sprzyja powstawaniu zakrzepów. Niebezpieczne są długie podróże, podczas których pozostajemy „przywiązani” do fotela. Najbardziej komfortowe wydaje się podróżowanie pociągiem, bo w nim można wyjść na korytarz, przejść się. W samolotach, autokarach czy w samochodzie jest gorzej. Wtedy ruszaj choćby palcem w bucie – radzą lekarze. Coś trzeba robić z nogami: przytupywać, wyginać, wyciągać. To samo dotyczy  pracy za biurkiem. Często siedzimy przy nim godzinami, nie robiąc nawet krótkich przerw. Tak nie wolno. W zapobieganiu zakrzepicy żył ruch jest bardzo ważnym lekiem. Oczywiście, istotne są też farmaceutyki, ale żaden z nich nie może ruchu zastąpić.

(BWO)

 

Na początek

 

ruszajmy się

 

Trekking

Trekking jest formą sportu uprawianą dla przyjemności zdobywania i przemierzania trudnych terenów. Miejsca prawie niedostępne, w które można dostać się pieszo, najczęściej są bardzo atrakcyjne pod względem przyrodniczym. Z tego powodu trekking uważany jest również za formę turystyki. Sam wysiłek fizyczny i trud, jaki trzeba podjąć, dają wiele satysfakcji po osiągnięciu wytyczonego celu. 

Najczęściej kojarzony jest z terenami górskimi i zdobywaniem szczytów, z czym wiąże się również podziwianie widoków, poczucie wolności i przestrzeni. Trekking może być uprawiany również w innych trudnych do zdobycia miejscach: na bagnach, lodowcach, pustyniach, w puszczach tropikalnych. Takie wyprawy zazwyczaj wiążą się z dodatkowym przygotowaniem logistycznym, zabezpieczeniem odpowiedniego sprzętu, przygotowaniem fizycznym oraz technicznym, związanym z odpowiednimi umiejętnościami poruszania się w danym terenie oraz wiedzą na jego temat.

Trekking górski, zwany również klasycznym, jest najbardziej rozpowszechnioną formą turystki tego typu. Ważne jest odpowiednie przygotowanie fizyczne i doświadczenie: znajomość warunków pogodowych, zagrożeń, jakie niosą góry. Równie istotny jest odpowiedni sprzęt: dobre buty i ubiór. Mimo to jest formą ruchu dostępną dla każdego. Jest czymś pośrednim pomiędzy wspinaczką górską a turystyką pieszą (nizinną).

Przez wielu jesień jest uznawana za najlepszą porę roku na wyprawy górskie. Temperatury powietrza są nieco niższe, więc upał nie obciąża dodatkowo organizmu, a chłód nie jest jeszcze uciążliwy. Krajobrazy mienią się kolorami jesieni, która w górach jest szczególnie urokliwa. Zwłaszcza przełom września i października wydaje się najkorzystniejszy w polskim klimacie. Oczywiście później też śmiało można wybrać się w góry, ale w tych wyższych często pada już śnieg, co jest dodatkowym utrudnieniem.

W górach należy poruszać się wyznaczonymi szlakami turystycznymi. Zasada ta obowiązuje bezwzględnie w każdym parku narodowym. Za nieprzestrzeganie tego przepisu można otrzymać wysoki mandat. Związane jest to zarówno z ochroną przyrody, jak i bezpieczeństwem turystów. W Polsce szlaki oznaczone są pięcioma kolorami, które nie oznaczają stopnia trudności drogi, chociaż takie mity krążą nawet wśród wytrawnych turystów. Szczególnie istotne jest to w górach, w których bez względu na kolor szlak może okazać się bardzo trudny. Najczęściej barwą czerwoną jest zaznaczony szlak główny: długi, poprowadzony przez ciekawe przyrodniczo i historycznie miejsca. Szlaki długie lub łączące różne obszary oznaczone są najczęściej kolorem niebieskim. Zielony kolor może oznaczać szlak doprowadzający (np. z miejscowości na obszar chroniony), żółtym kolorem najczęściej oznaczone są szlaki łącznikowe, a czarnym krótkie, prowadzące do ciekawych miejsc. Pamiętajmy, że to nie musi być regułą i często kolory służą jedynie do odróżnienia poszczególnych szlaków.

Poruszając się w górach, trzeba mieć ze sobą mapę, na której będzie zaznaczony przebieg szlaków, schroniska i bazy noclegowe, kempingi itp. Na mapach turystycznych gór zaznaczony może być również charakter szlaku: spacerowy, górski lub wspinaczkowy. Znajomość poziomu trudności szlaku może ułatwić planowanie trasy. Ważne jest również patrzenie na przebieg poziomic, które wyznaczają poszczególne wysokości. Im większe zagęszczenie tych cienkich linii na mapie, tym większa różnica wysokości, dlatego można spodziewać się stromego podejścia. Na mapach takich zaznaczony jest również szacowany czas przejścia, ponieważ w górach wcale nie zależy on od poziomej długości szlaku zaznaczonego na mapie. Niekiedy na przejście odcinka odpowiadającego 1 centymetrowi na mapie potrzeba więcej czasu niż na 10-centymetrowy.

Wybierając się w góry, powinniśmy odpowiednio się zabezpieczyć. Pierwszą podstawową rzeczą, którą ze sobą zabieramy, jest naładowany telefon komórkowy. Informujemy w bazie, jaką trasę zamierzamy przejść oraz kiedy i dokąd chcemy dotrzeć. Zawsze musimy być przygotowani na zmianę pogody, ochłodzenie, deszcz. Kurtka przeciwdeszczowa oraz suche rzeczy w wodoszczelnym plecaku to podstawa. Prowiant na drogę: oprócz typowych kanapek czy innych konkretnych rzeczy, powinniśmy mieć coś z wysoką zawartością cukrów na kryzys energetyczny, np. mieszankę suszonych owoców lub wysokokaloryczny batonik. Poza tym duża ilość płynów – przynajmniej 1,5 litra na osobę – wody lub ciepłej herbaty w termosie.

Ważny jest dobór odpowiedniego ekwipunku. Podstawa to dobre, rozchodzone buty. Nie mogą  być zbyt ciasne, przednia ścianka nie powinna naciskać na duży palec. Wiele firm specjalizuje się w produkcji specjalnych butów do trekkingu. Do chodzenia po górach sprawdza się obuwie wysokie (nad kostkę), bo w ten sposób nie obciążamy stawu skokowego na wszelkich nierównościach. W innym przypadku łatwo o skręcenie lub po prostu przeciążenie stawu. Materiał powinien być oddychający, tak by stopa się nie przegrzewała, z drugiej strony wodoszczelny, tak aby buty szybko nie przemakały. Podeszwa musi być na tyle gruba, żeby wygodnie chodziło się po skałach, oraz z dobrego nieścieralnego materiału, by długo zachowywała odpowiednią przyczepność do podłoża. Ubiór powinien być sportowy, najlepiej z oddychających materiałów (bielizna termiczna, spodnie i bluza oddychająca). W ten sposób nie przegrzejemy organizmu podczas podchodzenia. Jest to ważne, ponieważ mokre ciało szybko się wychładza, szczególnie podczas postoju. Dodatkowo przyda się ubiór chroniący przed wiatrem, deszczem oraz czapka.

Popularne są również kije trekkingowe, dzięki którym możemy uaktywnić górną część ciała, odciążając nogi. Pomagają też utrzymać równowagę (są dodatkowym punktem podparcia). Przy schodzeniu wyraźnie odciążają kolana, które podczas marszu w dół szczególnie są narażone na urazy i przeciążenia. Pamiętajmy, że różnią się one od kijów do nordic walking i nie można stosować ich zamiennie.

Technika chodzenia z kijami polega na zapieraniu się przeciwległym kijem do stawiającej krok nogi. Przy trudnych, wymagających fragmentach można zaprzeć dwa kije naraz, a następnie wykonać krok i znowu przenieść oba kije do przodu. Przy schodzeniu należy, wraz ze wzrostem nachylenia, ustawiać się bokiem lub nawet przodem do stoku. Nie powinno się schodzić tyłem na tzw. kucanego. Podczas chodzenia warto stawiać krótsze, ale rytmiczne kroki. Powinno się obciążać całe stopy (podeszwa płasko spoczywa na podłożu), a na trudnych odcinkach obniżać środek ciężkości.

Gdy zdecydujemy się na wyjazd w góry lub inną wyprawę, ważne, żeby nie forsować się pierwszego dnia. Odcinki powinny stawać się dłuższe i z czasem bardziej wymagające, tak by nie przeciążyć mięśni i stawów, bo łatwiej wtedy o wypadek lub kontuzję. Trzy dni to minimum, aby przystosować nogi do wysiłku. Pamiętać należy, że większość kontuzji i wypadków zdarza się przy schodzeniu, dlatego lepiej wybierać takie trasy, by zejścia były łagodniejsze. Warto również przed wyjazdem przygotować nogi oraz całe ciało siłowo i kondycyjnie.

Na dwa tygodnie przed wyjazdem dobrze jest zacząć trenować marszobiegi (bieganie przeplatane marszem). Należy również robić od 50 do 100 przysiadów dziennie, pamiętając o ich prawidłowym wykonywaniu. Najlepiej do górskich wędrówek przygotują nas takie ćwiczenia, jak podchodzenie i schodzenie ze schodów lub niewielkiej górki. Po kilku dniach należałoby zastosować podbiegi i zbiegnięcia (około 10 razy). Świetnym ćwiczeniem przygotowującym mięśnie nóg są wejścia na podwyższenie. Należy ustawić nogę na podwyższeniu, tak by uzyskać kąt prosty w stawie kolanowym (np. na krześle). Następnie, pracując nogą ugiętą, staramy się poderwać całe ciało do góry, aż do pełnego wyprostu, po czym ponownie schodzimy nogą wolną na podłoże. Dwie serie, na każdą nogę 20-50 powtórzeń, wykonywane systematycznie przez 10 dni, powinny dobrze wzmocnić przed planowaną zabawą w trekking górski.

Kiedy dobrze się przygotujemy, zarówno sprawnościowo, sprzętowo, jak i teoretycznie, chodzenie po górach stanie się bezpieczną przygodą. Tylko pamiętając o wszelkich środkach bezpieczeństwa i ostrożności można się cieszyć ruchem, zdobywaniem szczytów i pięknymi widokami. Zachęcam wszystkich do chodzenia po górach.

Krzysztof Koc

 

Na początek

 

szkolenie

 

Gramy w szachy

Wolny pionek w grze środkowej

    W końcówkach wolne, zaawansowane pionki są ważnym elementem oceny pozycji. W grze środkowej pojawiają się rzadziej i nie mają tej siły, ale i tutaj daleko wysunięty „wolniak” może zadecydować o wyniku gry. Im bliżej znajduje się pola przemiany, tym jest mocniej atakowany, ale też i bardziej ogranicza możliwości przeciwnika. Wolny pionek jest szczególnie niebezpieczny, gdy na szachownicy są tylko hetmany i wieże. Powstają wtedy problemy z jego zablokowaniem, gdyż ciężkie figury do tej czynności niezbyt się nadają. Groźba utraty wolniaka zwiększa się po wymianach i przejściu do końcówki, gdyż wówczas do ataku na oddalonego od bazy piechura może włączyć się król.

 

   Strona mająca wolnego pionka ma szanse na sukces, gdy grozi on dojściem do pola przemiany i wspomaga opanowanie siódmej (drugiej) linii. Bardzo często groźbie promocji pionka towarzyszą ataki na króla. Dla osiągnięcia tego celu warto czasami poświęcić materiał.

Pederzoli – Pilot

Ołomuniec 1973

Białe: Kc1, Hf3, Wd1, We1, Gd3, a2, b2, c2, d5, f3, g2, h2

Czarne: Ke8, Hc7, Wa8, Wh8, Gf6, a6, b5, d6, e5, f7, g7, h7

1.fe5 G:e5 Jeśli 1...de5?! to 2.d6 Hd8 3.d7+  2.W:e5+! Ofiara jakości za uzyskanie daleko zaawansowanego wolniaka. Jego obecność uniemożliwi współpracę czarnych  figur i ochronę ich króla 2…de5 3.d6 Hd8?! Większe szanse na obronę dawało  3...Ha7 4.d7+ Ke7 5.Ge4 Waf8 (5...Wad8? 6.Ha3+), pozostawiając pole d8 dla króla 4.Hc6+?! Przedłużało  grę.  Szybko ją kończyło 4.d7+! Kf8 5.Gc4! bc4 6.H:a8! 4...Kf8 5.d7 Obiektywnie przewaga białych jest niewielka, ale obecność pionka na 7. linii działa paraliżująco 5...g6 6.Ge4 Hg5+ 7.Kb1 Wb8 Lub 7...Wd8 8.H:a6 8.Wf1 Kg7 9.Hd6 Whf8 10.Gd5 Wbd8 Zasługiwało na uwagę 10...f5!? 11.H:e5+ Hf6 11.h4 H:h4? Czarne nie zrozumiały intencji przeciwnika. Konieczne było 11...Hg4 12.H:e5+ f6 13.He7+ Kh6 12.H:e5+ Kg8 Po 12...f6 rozstrzygało 13.He7+ Kh8 (lub 13...Kh6 14.g4 Hg3 15.g5+ K:g5 16.He2 np. 16...W:d7 17.Hd2+ Kg4 18.Ge6+ itd.) 14.Gf7 z groźbą 15.Ge8! 13.G:f7+! W:f7 14.He8+ Kg7 15.W:f7+ Kh6 16.He3+ g5 (16...Hg5 17.W:h7+) 17.He6+  i czarne poddały się.

Obrona Pirca

R. Bernard − A. Grosar

Rzeszów 1986

1.e4 d6 2.d4 Sf6 3.Gd3 e5 4.c3 g6 5.Sf3 Sc6 6.Sbd2 Gg7 7.0–0 0–0 8.We1 We8 9.h3 d5!? 10.S:e5 Nic nie dawało 10.de5 S:e4 11.S:e4 de4 12.G:e4 H:d1 13.W:d1 S:e5 14.S:e5 Ge5= 10...S:e5 11.de5 S:e4 12.Sf3 Gf5 13.Gf4 c5?! Pozwala białym uzyskać wyraźną przewagę. Po 13...f6 14.ef6 G:f6 nieprzyjemne było 15.Hb3 Wb8?! 16.Sd4, ale w przypadku prawidłowego 13...c6 lub 13…He7 czarne były bliskie wyrównania 14.c4! Grozi 15.g4 Ge6 16.cd5 14...f6 Jedyne. Jeśli 14…h5? to 15.Hc2 15.cd5 fe5 Jeśli 15...H:d5, to 16.Gb5! (Ale nie 16.Hc2?! Sd2!) 16...H:d1 17.Wa:d1 z groźbami 18.G:e8 i 18.g4 16.G:e4 G:e4 17.W:e4 ef4 18.W:e8+ Po 18.W:f4?! Hd6 19.Wc4 b5 20.Wc2 Wad8 czarne figury się uaktywniały 18...H:e8 19.Hd3 Wd8 20.We1 Hd7?! Lepsze 20...Hf7 21.d6 (21.Sg5? W:d5!) 21...Gf6

Białe: Kg1, Hd3, We1, Sf3, a2, b2, d5, f2, g2, h3

Czarne: Kg8, Hd7, Wd8, Gg7, a7, b7, c5, f4, g6, h7

21.d6! Pionek rusza naprzód, otwierając przy tym przekątną a2-g8 do ataku na króla 21...Gf8 Nie wolno 21...H:d6? 22.We8+ ani 21…G:b2? 22.Hb3+ 22.Hd5+ Kg7 Na 22...Hf7 nastąpiłoby 23.We6! z dalszym 24.Se5 lub 24.Sg5 23.Se5 Hf5 Lub 23...H:d6 24.H:b7+ Kg8 25.Hf7+ Kh8 26.H:f4 Hd2 27.We3 z wygraną dla białych pozycją 24.H:b7+ Kg8 25.Hd5+ Kg7 26.Hb7+ Kg8 27.Hd5+ Kg7 28.d7! Ge7 29.Wd1 Wf8 30.Sc6 Po uzyskaniu przewagi materialnej można już przejść do końcówki 30...H:d5 31.W:d5 Gd8 32.W:c5 Kf6 33.S:d8 W:d8 34.Wc7 a5 35.Kf1 Ke6 36.Wa7 Kd6 37.Ke2 Kc6 38.W:a5 W:d7 39.b4 i białe wygrały.

M. Quinteros − L. Poługajewski

Mar del Plata 1971

Białe: Kg1, He2, Wa1, Wf1, Gb2, Gg2, Sc3, Sf3, a4, b3, c2, d3, e5, f4, g3, h2

Czarne: Kg8, Hd8, Wa8, Wf8, Ge7, Gh7, Sb4, Sd7, a5, b5, c6, d5, e6, f7, g7, h6 

15...Sc5!? Wstęp do taktycznej operacji, zmierzającej do uzyskania wolniaka w centrum 16.ab5 cb5 17.d4 Słabe było 17.S:b5? S:c2, ale zasługiwało na uwagę wzmocnienie punktu d3 poprzez 17.Wfd1 17...S:c2! 18.dc5 G:c5+ 19.Kh1 d4 20.S:b5 Przegrywało 20.Se4? d3 oraz 20.Wad1? d3 21.Hd2 Ge3 20...d3! 21.Hd2 Wb8 22.Sd6 Nie wolno 22.H:a5? S:a1 23.W:a1 H:a5 24.W:a5 Gb4 22...S:a1 23.W:a1 W:b3 24.Sd4 Wb6 25.Gc3 Jeśli 25.Sc6, to Hc7 26.S:a5 Gb4 27.Hf2 G:a5 28.W:a5 W:b2. Zaawansowany wolny pionek znów wprowadza zamieszanie w obozie przeciwnika 25...G:d6 26.ed6 H:d6 27.h4 e5 28.fe5 H:e5 29.Kh2 W tym momencie obaj grający byli w dużym niedoczasie i to tłumaczy ich dalsze błędy 29…Wg6?! (29...Wa6) 30.Hf2? Po odważnym 30.H:d3! Wg4 31.Sc6 W:h4+ 32.Kg1  pozycja stawała się niejasna 30...Hc5 31.Hd2 (31.Gb2 Wb8) 31...Wg4?! (31...Hc7) 32.W:a5? (32.Sc6!) 32...Hc7 33.He1 d2! 34.H:d2 Pionek zginął, ale swoją misję wypełnił 34…H:g3+ 35.Kg1 Ge4 36.Wa2 i białe przekroczyły czas.

M. Carlsen − Wang Yue  

Medias, 2010

Białe: Kg1, Hd4, We1, Sf3, a2, b2, d5, g2, h3

Czarne: Kg8, Hd6, Wc8, Gg6, a6, b7, f7, g7, h7 

Biały pionek ma jeszcze daleko do ósmej linii i pozycja ma wyrównany charakter 25.Se5 Skoczek zmierza na c4, aby zdjąć blokadę 25...We8 Przegrywało 25...Hc5? 26.H:c5 W:c5 27.d6 Wd5 28.d7. Po 25...b5 skoczek wkraczał na c6. Możliwe było natomiast przejście do remisowej końcówki 25...f6! 26.S:g6 (Nie wolno 26.Sc4? Hb4 27.Wc1 b5) 26...hg6 27.We6 Hc5 28.H:c5 W:c5 29.d6 Wd5 26.We3 Wd8 Po 26...b5?! 27.Sc4! Hd8 28.W:e8+ H:e8 29.Se5 wolniak ruszał naprzód 27.Sc4 Hf6 28.We5 W końcówce po 28.H:f6 gf6 29.Sb6 Wd6 trudno było liczyć na sukces 28...h6? Błąd. Prawidłowe było 28...b5 29.Sa5 i dopiero teraz 28…h6 29.d6! Gf5 Teraz 29...b5 było już spóźnione: 30.d7! Kh7 31.Sb6 z wyraźną przewagą białych 30.Sb6! Ge6 Do strat prowadziło 30...H:d6? 31.Wd5 oraz 30...W:d6?! 31.Sd5 Hg5 32.W:f5 31.d7 Kh8 Pionek jest zablokowany, ale czarne zostały pozbawione aktywnej gry 32.a4 g6 33.Hc3 Kg7 34.a5 h5 35.h4 Wszystko zgodnie z zasadą „nie spieszyć się”. Czarne mogą tylko czekać 35…W:d7 Po oddaniu jakości gra nabiera czysto technicznego charakteru. Trudno jednak czarnym cokolwiek konkretnego doradzić: 35...H:h4? 36.W:e6+; 35...G:d7? 36.Wd5 czy 35...Kg8 36.Wc5 H:c3 (36...H:h4 37.Wc8) 37.W:c3 Kf8 38.Wc7 Ke7 39.W:b7 G:d7 40.Wa7 itd. 36.S:d7 G:d7 37.Hd4 Gc6 38.b4 Gb5 39.Kh2 Ga4 40.Wd5 Gc6 41.H:f6+ K:f6 42.Wc5 Ke6 43.Kg3 f6 44.Kf2 Gd5 45.g3 g5? Przeoczenie przyspieszające przegraną. Lepsze 45...Gc6  46.g4! hg4 47.h5 Ge4 48.Wc7 f5 49.h6 f4 50.h7 g3+ 51.Ke1 f3 52.h8H f2+ 53.Ke2 Gd3+ 54.Ke3  1 - 0  (54...f1H 55.He8+ Kf5 56.Hd7+ z matem).  

Gambit hetmański

B. Spasski – T. Petrosjan

5 partia meczu o mistrzostwo świata, Moskwa 1969

Ta partia jest najbardziej efektownym przykładem kariery, jaką może zrobić wolny pionek w grze środkowej 1.d4 d5 2.c4 e6 3.Sc3 Sf6 4.Sf3 c5 5.cd5 S:d5 6.e4 S:c3 7.bc3 cd4 8.cd4 Gb4+ 9.Gd2 G:d2+ 10.H:d2 0-0 11.Gc4 Sc6 12.0-0 b6 13.Wad1 Gb7 14.Wfe1 Wc8? Bezpieczniejsze było 14...Sa5 15.d5! ed5 16.G:d5 Sa5 17.Hf4 Hc7 18.Hf5 Wymiana hetmanów nie wchodzi oczywiście w plany białych. Grozi 19.Sg5 g6 20.Hf6 z dalszym 21.S:h7! K:h7 22.We3 18…G:d5 19.ed5 Hc2?! Czarne chcą wymienić hetmany, szantażując zdobyczami materialnymi. Pozwala to jednak pionkowi ruszyć naprzód. Konieczna była inna propozycja wymiany: 19...g6 20.Hf6 Hd8 20.Hf4! H:a2 21.d6 Wcd8 22.d7

Dalszy ciąg partii to walka o zdjęcie blokady na ósmej linii. Wykorzystuje się w niej motywy skierowane przeciwko królowi 22...Hc4 23.Hf5! h6 Lub 23…Hc6 24.Se5 He6 25.Hf3 24.Wc1 Ha6 25.Wc7 Białe nie chcą wpuścić hetmana na b7 25…b5 Jeśli 25…Sb3, to 26.Hd5 Sc5 27.Se5 i białe też powinny wygrać 26.Sd4 (26.We8!) 26…Hb6 Lub 26…Hd6 27.S:b5 Hd2 28.Wf1 Sb3 29.W:a7 itd. 27.Wc8 Sb7 Na 27...a6 lub 27…b4 był możliwy taki efektowny wariant: 28.We8! H:d4 29.W:f8+ W:f8 30.W:f8+ K:f8 31.Hc5+! H:c5 32.d8Hx 28.Sc6 Sd6 29.S:d8! S:f5 (29...W:d8 30.We8+) 30.Sc6 i czarne poddały się.

   Oczywiście wolny, zaawansowany pionek w grze środkowej nie zawsze gwarantuje sukces. Oto dwa przykłady skutecznej walki z takim „partyzantem”:

A. Karpow – R. Huebner

Leningrad 1973

Białe: Kg1, Hf2, Wc1, We1, Gb5, Gd4, Sc3, b6, e5, g2, h2

Czarne: Kg8, Ha8, Wa5, Wd8, Ga6, Gg7, Sd7, e6, f7, g6, h7

Biały wolniak wygląda groźnie, ale znajduje się daleko od centrum i jego marszu nie można łączyć z groźbami przeciwko królowi. Wręcz przeciwnie – to biały monarcha jest narażony na kontratak. Do tego dochodzi słabość pionka e5 28.Wb1 Piąta linia musi być przegrodzona, aby utrudnić atak na pionka e5 28…G:b5 29.W:b5  Białe chcą wymienić jak najwięcej figur. W końcówce pion b6 będzie szczególnie groźny. Silniejsze było jednak 29.S:b5 Hc6 30.Sa7 Hd5 31.Wed1 S:e5 32.b7 z większymi szansami niż w partii 29…W:b5 30.S:b5 Ha5 Dobre było też 30...Hb8 31.Sd6 S:e5 32.G:e5 G:e5 33.H:f7+ Kh8 np. 34.W:e5 H:b6+ 35.Kf1 Hb1+ z remisem 31.Sd6 Ciekawiej wyglądało 31.Wb1 S:e5 32.b7 31…S:e5! 32.G:e5 Nie wolno 32.Sb7?, bo Sf3+! 33.gf3 Hg5+ i 34...G:d4 32…W:d6! (32…G:e5? 33.Sc4) 33.G:g7 Przegrywało 33.G:d6? Gd4! 34.We3 Ha1+ czy 33.Wf1? H:b6. Po 33.b7 Wd8 34.G:g7 K:g7 35.Wf1 Hc7 powstawała pozycja podobna do tej w partii 33…K:g7 34.Wb1 Wd8 35.b7 Wb8 36.Hb2+ Kg8 37.Hc2 (37.Wa1? W:b7) 37…Kg7 38.Hc8 Ha2 39.Hc3+ Kg8 40.Wa1 Hd5! 41.Hc8+ i zgodzono się na remis (41...Kg7 42.H:b8 Hd4+ 43.Kf1+ H:a1+ z wiecznym szachem).

Obrona hetmańsko-indyjska

I. Naumkin – G. Timoszenko

Moskwa 1988

1.d4 Sf6 2.c4 e6 3.Sf3 b6 4.a3 Gb7 5.Sc3 d5 6.cd5 S:d5 7.Hc2 S:c3 8.bc3 Ge7 9.e4 0–0 10.Gd3 c5 11.0–0 Hc8 12.He2 Ga6

Białe: Kg1, He2, Wa1, Wf1, Gc1, Gd3, Sf3, a3, c3, d4, e4, f2, g2, h2

Czarne: Kg8, Hc8, Wa8, Ga6, Ge7,  Sb8, a7, b6, c5, e6, f7, g7, h7

13.d5 ed5 14.ed5 We8 15.We1 G:d3 16.H:d3 c4! Uniemożliwia c3-c4 i przygotowuje w przyszłości pole d3 dla skoczka 17.Hc2 (17.Hd4!?) 17...Sd7 18.Gg5?! Po wymianie gońców będą problemy z obroną pionka. Prawidłowe było 18.Gf4 Sc5 19.d6 z wyrównanymi szansami 18...G:g5 19.S:g5 Sf6 20.d6 Hc6 21.Wed1 Wad8 22.Ha2 h6 23.Sf3 Sd5 Wolniak został okrążony i musi zginąć. Białe próbują  skomplikować grę, ale prowadzi to do przegranej wieżówki 24.Wd4 S:c3 25.W:c4 (25.H:c4 Se2+!) 25…H:f3! 26.gf3 S:a2 27.W:a2 W:d6 28.Wc7?! We1+ 29.Kg2 Wg6+ 30.Kh3 We5  0–1

Ryszard Bernard

 

Na początek

 

szkolenie

Gramy w warcaby

W dniach od 15 do 24 czerwca 2013 r. w Augustowie rozegrany został finałowy turniej XVII Indywidualnych Mistrzostw Polski Kobiet Niewidomych i Słabowidzących w Warcabach Stupolowych. Zdecydowaną faworytką turnieju była zawodniczka „Victorii” Białystok Ewa Wieczorek, która bez większego trudu zdobyła mistrzostwo Polski. Poniżej jej partia z brązową medalistką, w której  zawodniczka z Przemyśla jako jedna z nielicznych prowadziła równorzędną walkę.

Ewa Wieczorek („Victoria” Białystok) – Helena Poliniewicz („Podkarpacie” Przemyśl)

1. 34-30 20-25 2. 33-28

Zagranie, mające na celu odejście od teoretycznych ścieżek, jest pozycyjnie niedokładne. Najczęściej gra się 2. 30-24 lub 2. 32-28

2... 25x34 3. 39x30 17-22

Można było wykorzystać słabość drugiego posunięcia białych i odpowiedzieć 3... 17-21 z planem ograniczania długiego skrzydła.

4. 28x17 12x21 5. 31-26 7-12 6. 26x17 12x21 7. 30-25 19-23!

Czarne przygotowują kolejną wymianę zwiększającą dodatnie tempo.

8. 32-28 23x32 9. 37x28 14-20! 10. 25x14 10x19 11. 41-23 5-10 12. 40-34 10-14 13. 45-40 1-7 14. 46-41 4-10!

Przygotowanie kolumny ma na celu wymianę kamienia 28 i przejęcie inicjatywy.

15. 38-32?

W ten sposób białe obroniły się przed wymianą 19-23, ale powstał podwieszony kamień na 41, który ogranicza aktywność długiego skrzydła białych.

15... 7-12

Należało od razu zareagować 15... 21-26 i 16... 16-21

16. 42-38 21-26 17. 44-39 16-21 18. 39-33

Czarne uzyskały przewagę i mogły wykorzystać ograniczoną aktywność białych na długim skrzydle poprzez plan wiązania tego skrzydła. Poza tym w pozycji białych dodatkową słabością jest brak aktywnych kolumn.

18... 21-27?

Taką wymianą czarne dają białym pełną swobodę gry, a oprócz tego tracą 4 tempa.

19. 32x21 26x17 20. 47-42 18-23?

Lepsze było 20... 17-22 21. 28x17 11x22 z przewagą czarnych. Posunięcie w partii umożliwia białym przejęcie kontroli po 21. 49-44 23x32 22. 37x28

21. 38-32? 23-29 22. 33x24 19x39 23. 43x34 17-22! 24. 28x17 11x22

Po ostatnich wymianach pozycja białych została rozbita na dwie części. Widoczną słabością w ich pozycji są mało aktywne

i źle ustawione kamienie krótkiego skrzydła.

25. 49-43 14-19 26. 43-38 10-14 27. 48-43 2-7 28. 38-33 12-18 29. 42-38 7-12

Czarne zagroziły kombinacją 22-27 i 12-17, na co jedyną logiczną odpowiedzią białych było 30. 32-28

Ustawiając kolejną groźbę kombinacji, czarne zapomniały, że po biciu to białe będą miały posunięcie.

30... 18-23? 31. 28x17 12x21 32. 33-28 23x32 33. 38x16 8-12 34. 36-31 3-8 35. 31-26 13-18 36. 26-21 9-13 37. 50-45?

W ten sposób powstał dodatkowy słaby kamień. Lepsze było 37. 50-44, 38. 44-39

37... 6-11 38. 16x7 12x1 39. 43-38

Konieczne było 39. 21-17

39... 8-12!

Teraz już czarne nie pozwalają  na zagranie 40. 37-32

40. 38-32?

Ostatnie posunięcie białych też jest niedokładne. Czarne mają możliwość przejęcia inicjatywy w centrum i białe zmuszone byłyby walczyć o remis. 40... 18-22! 41. 21-16  (groziło 41... 22-27 i białe nie mogą się bronić 41. 37-31 z powodu 41... 12-17 42. 21x12 13x18 43. 12x23 19x46) 41... 22-28 42. 32x23 19x28 43. 34-29 12-18 44. 40-34 14-20 45. 35-30 13-19 46. 30-25 20-24 47. 29x20 15x24 48. 34-30 24x35 49. 25-20 28-33 50. 20-15 33-39 51. 15-10 39-43 52. 10-5 19-24

40... 1-6? 41. 21-16 15-20

W dalszym ciągu lepsze było 41... 18-22

42. 41-36 18-22 43. 34-29 22-28 44. 32x23 19x28 45. 40-34 20-25 46. 45-40 13-18 47. 36-31 6-11 48. 16x7 12x1 49. 31-27 1-7 50. 29-24 25-30

Czarne otwierają sobie drogę  do damki, ale poświęcenie dodatkowo dwóch kamieni jest zbyt wysoką ceną, żeby można było osiągnąć remis.

51. 34x25 28-33 52. 24-20 33-38 53. 20x9 38-43 54. 40-34 43-49

i nie czekając na odpowiedź białych, czarne poddały się. Mogło jeszcze nastąpić 55. 9-3 49x16 56. 37-32.

Przez wiele rund zawodniczka „Jaćwinga” Suwałki Petronela Dapkiewicz znajdowała się na medalowej pozycji, tracąc szansę na osiągnięcie życiowego sukcesu w samej końcówce turnieju.

Joanna Malcer („Warmia i Mazury” Olsztyn) – Petronela Dapkiewicz („Jaćwing” Suwałki)

1. 32-28 19-23 2. 28x19 14x23 3. 34-29 23x34 4. 39x30 17-21

Z tym posunięciem należało poczekać. Teraz białe zdobywają kolejne tempa.

5. 31-27! 21x32 6. 37x28 10-14 7. 41-37

Po 7. 30-25 czarne odpowiedziałyby 7... 4-10 i 8... 18-23, zdobywając 6 temp.

7... 4-10 8. 37-32! 11-17 9. 44-39 17-22 10. 28x17 12x21 11. 50-44 7-12 12. 47-41 6-11 13. 41-37 1-6?

Zagranie na bandę nie było niczym uzasadnione.

14. 46-41 21-27!?

Czarne stawiają klina, chcąc osłabić przewagę białych na długim skrzydle. Problem w tym, że klin stoi pasywnie.

15. 32x21 16x27

Teraz na 16. 33-28 nastąpi 16... 27-32 17. 38x27 20-24 18. 30x19 14x21

16. 30-25 11-16?

Pozycyjnie słabe posunięcie, ale czarne liczą na 17. 37-31? 27-32 18. 38x27 14-19 19. 25x23 18x47

17. 33-28 18-23 18. 28x19 14x23 19. 25x14 10x19

Białe mogły zagrozić zabraniem kamienia 27 i co najmniej uzyskać sporą przewagę pozycyjną przy bardzo dokładnej obronie ze strony czarnych. 20. 39-33! 12-18 21. 33-28 23x32 22. 37x28 18-23 23. 42-37 23x32 24. 37x28 8-12 25. 41-37 16-21 26. 38-32 27x38 27. 43x32. W partii było

20. 38-33 12-18 21. 33-29?

Centralny kamień należało wymienić poprzez 21. 40-34 i 22. 34-29

21... 23x34 22. 39x30 5-10 23. 42-38 10-14 24. 38-32 27x38 25. 43x32 6-11 26. 40-34 11-17 27. 37-31 18-23 28. 41-37 23-28?

Poprzez nieprzygotowany i niepotrzebny wypad na 28 czarne tracą osiągniętą przewagę pozycyjną.

29. 32x23 19x28 30. 44-39 17-22 31. 49-43 2-7 32. 43-38 7-12 33. 30-24 12-18?

Czarne, licząc na łatwe wygranie kamienia po 34. 38-32 8-12 35. 32x23 18x20, popełniają błąd, po którym to białe mogą wygrać kamień. 34. 34-29! 14-20 35. 38-32 8-12 36. 32x23 20-25 37. 23-19 3-8 38. 39-33 16-21 39. 33-28 22x33 40. 29x38. W partii było 34. 35-30 14-19 35. 39-33 28x39 36. 34x43 8-12 37. 45-40

Można było wykorzystać układ kamieni 16-22 i podjąć próbę związania czarnych w rogatkę lub wykorzystać przewagę kamieni na długim skrzydle i grać na osłabione krótkie skrzydło czarnych.

37... 9-14 38. 30-25 19x30 39. 25x34 14-19 40. 37-32

Lepszym planem było 40. 31-26, 41. 37-31, 42. 48-42, by przygotować siły do ataku na osłabione skrzydło czarnych.

40... 19-23 41. 31-27 22x31 42. 36x27 12-17 43. 48-42 17-21 44. 38-33 15-20 45. 34-30

Lepsze było 45. 40-35

45... 13-19 46. 33-28 20-34 47. 40-35

Więcej możliwości dawało białym 47. 30-25

47... 23-29 48. 28-22 18-23 49. 32-28?

Przeoczenie, po którym białe od razu przegrywają partię. Po 49. 42-38 3-9 50. 43-39 9-14 51. 30-25 14-20 52. 25x14 19x10 53. 39-34 29x40 54. 35x44 partia zakończyłaby się remisem.

49... 21x32! 50. 28x37 23-28 51. 22x33 29x49 52. 30-25 3-9

I białe poddały się.

Jan Sekuła

 

Na początek