Nie tylko w szachach jest problem z wolnym czasem. Na kursie instruktorskim byliśmy z grupką ciężarowców (część ogólna, sportowa), też mają ten problem. Jak powiedzieli, podnieść ciężar to jakieś 10 sekund, więc turniej u nich trwa jakieś 2 godziny.
Turnieje powinny być organizowane nad morzem, w górach lub jakiejś atrakcyjnej kulturowo miejscowości. Wolny czas można spędzić na plaży albo zdobywając jakiś szczyt. Co innego rozgrywki drużynowe i turnieje rangi mistrzowskiej, wtedy należy poświęcić całego siebie, aby coś osiągnąć.
Nie byłem jeszcze na turnieju cross'owskim (po za turniejem międzynarodowym dla kobiet - jedynie z nazwy

- jako trener), ale słyszałem już wiele opinii, jedne złe, drugie dobre. Rozumiem, że można narzekać na współlokatora, na złe warunki mieszkaniowe, ale przecież to tylko 10 dni. Skupiam się na szachach, to jest ważne. Po rundzie, pobieżna analiza, a wieczorem przygotowanie do partii (na pewno należy przeznaczyć na to ponad 2 godz.). Czasu wolnego na turniejach tak naprawdę w naszym sporcie jest niewiele, jednak większość woli pójść do baru i korzystać z tego, że ma wolne od szkoły/pracy. Ja osobiście mógłbym całymi dniami grać blitz'a.
Co się tyczy turniejów z rundami podwójnymi. Jestem przeciwnikiem podwójnych rund w ogóle, a w szczególności nie może to mieć miejsca na turniejach rangi mistrzowskiej.
Od niedawna organizowane są turnieje systemem szwajcarskim 5-rundowym. Co to ma być, ja się pytam? Przecież to jest typowe nabijanie rankingu. Zanim spotkają się dwaj najlepsi zawodnicy turnieju, to nabiją sobie ranking na zawodnikach, którzy nie liczą się w klasyfikacji medalowej. Nie wspomnę już o tym, że może nie dojść do takiego spotkania. Już turnieje 7-rundowe mają to do siebie, że jedna porażka praktycznie uniemożliwia zdobycie pierwszego miejsca.
Ale odbiegamy od tematu rozmowy... Grają obronę Grunfelda.